Przegląd prasy

Auta na gaz przedmiotem sporu

2 lutego 2009

W zielonogórskiej “Gazecie Wyborczaj” śledzimy relacjię: zielonogórski WORD kupuje 10 nowych aut. Tyle że instruktorzy szkół jazdy chcą, by w specyfikacji przetargowej znalazł się zapis, że auto może jeździć na gaz. WORD na kompromis nie idzie. Ostatni przetarg na zakup aut Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Zielonej Górze ogłaszał w czerwcu 2007 r. I wówczas protestowali właściciele szkół jazdy. Przetarg wygrał diler Renault. Sprzedał ośrodkowi wersję clio po niskiej cenie 32 tys. zł za sztukę. Ale kiedy do salonu zgłosili się właściciele szkół, okazało się, że muszą wydać za to samo auto kilkanaście tysięcy złotych więcej. - Mechanizm jest prosty. Diler sprzedaje ośrodkowi auta niemalże bez marży, ale odbija sobie na kilkuset szkołach jazdy. One chcą przecież szkolić na tych samych modelach, na jakich odbywają się egzaminy - tłumaczą instruktorzy. Okazało się także, że w clio nie można montować instalacji gazowej. A na takie rozwiązanie decyduje się blisko 90 proc. szkół, by oszczędzać na paliwie. W tym tygodniu WORD ogłosi kolejny przetarg na zakup 10 samochodów. Chce wymienić kilkuletnie fiaty punto i grande punto na nowe. Mają być wyposażone m.in. w ABS, klimatyzację, poduszki powietrzne. Szkoleniowcy domagają się, by w specyfikacji znalazł się także zapis o możliwości przeróbki wozów na gaz. Jest to możliwe, bo ustawodawca określając, na jakich autach WORD-y powinny egzaminować kierowców, podaje tylko wymiary auta, np. nie może być krótsze niż 3,5 metra. Resztę parametrów określa w specyfikacji przetargowej sam ośrodek. - Od lat większość szkół jeździ na gazie. Chodzi o ekonomię, oszczędzamy od 40-60 proc. kosztów paliwa. Po drugie, to także ochrona środowiska. Jest także trzeci aspekt. WORD także mógłby zmniejszyć koszty funkcjonowania ośrodka, montując w swoich autach gaz - wylicza Waldemar Pietraszewski, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców. Pietraszewski w imieniu kilkuset szkoleniowców z byłego woj. zielonogórskiego poprosił dyrektora ośrodka, by w specyfikacji przetargowej znalazł się zapis, że producent auta dopuszcza taką możliwość, bez utraty prawa do gwarancji. - Są nawet firmy, które fabrycznie montują takie instalacje - dodaje Pietraszewski. Ireneusz Plechan, dyrektor zielonogórskiego WORD twierdzi, że sam nie jest zainteresowany montażem gazu w autach ośrodka. - Oszczędności są wymierne, a my nie możemy sobie pozwolić na eksperymenty, na spadki mocy silnika czy jego nierówną pracę podczas egzaminu - mówi Plechan. Twierdzi, że uwzględnił postulat szkoleniowców, ale... w specyfikacji zapisu nie zawarł. - Nie było to konieczne. Mój pracownik przedzwonił do dilerów, którzy potencjalnie mogliby w przetargu wystartować i jako anonimowy klient zapytał, czy w ich autach dopuszczalny jest montaż gazu. Wszyscy zapewnili, że tak. Dlatego uznałem, że zapis jest zbędny - tłumaczy dyrektor. - A jeśli potem okaże się, że szkoły nie mogą jednak montować gazu, bo takiego rozwiązania nie przewiduje producent? Nie wolał mieć pan tego na papierze? - pytamy. - Nie. Nie chcę, by ktoś potem mnie ciągał po sądach, zaskarżał procedurę przetargową, przez to, że zawarłem zapis, który mógł kogoś wyeliminować - tłumaczy dyrektor. Instruktorzy mają wątpliwości. W ostatnim przetargu bowiem zaznaczono, że auto musi mieć pojemność silnika nie mniejszą niż 1,4 litra i 100 koni pod maską. - Ten zapis wyeliminował kilku producentów, i jakoś wtedy dyrektor się tym nie przejmował. Ośrodek kupił mało ekonomiczne auta, które w jeździe po mieście wykorzystują swoje parametry tylko w kilkunastu procentach. Mają zbyteczny nadmiar mocy. Mamy wrażenie, że ośrodek dba tylko o to, by oferta opłaciła się dilerowi. Nie liczy się z tym, że będziemy musieli kupić takie same auta, że wkrótce, płacąc krocie za benzynę, będziemy zmuszeni podnieść ceny kursów - tłumaczy właściciel jednej z większych szkół nauki w mieście . Szkoleniowcy chcą oprotestować decyzję dyrektora WORD. Tak było dwa lata temu, gdy stanęli w obronie kursantów. Dyrektor WORD nie chciał, by kursanci nie mieli możliwości wyboru marki pojazdu na egzaminie. O wyborze miał decydować los. Instruktorzy tłumaczyli, że losowanie jest zbyt stresujące. Zagrozili pikietą w centrum miasta. Poprosili o pomoc marszałka, któremu podlega WORD. Po burzliwych negocjacjach ośrodek zmienił procedurę. - Nie mamy wyjścia, znów musimy liczyć na wsparcie marszałka, skoro WORD nie chce nas słuchać - tłumaczą instruktorzy.