3 listopada 2007 |
0
Rany cięte, kłute, miażdżone, kąsane. Od szybkiego, sprawnego i fachowego ich opatrzenia zależy często życie poszkodowanego. Po udzieleniu ofierze pierwszej pomocy przez ratownika konieczna jest konsultacja lekarska.

1. Udzielanie pomocy osobie z raną ciętą, powikłaną krwotokiem z uszkodzonego naczynia krwionośnego w okolicy przedramienia;
2. Unieś kończynę do góry. Doraźnie uciśnij dłonią miejsce, z którego wypływa krew do czasu przygotowania opatrunku. W miejscu wypływu krwi połóż gazę;

3. Następnie dołóż element dociskający - wykorzystując np. bandaże (układając je w piramidę) bądź inny twardy element (np. kamień) - w miejscu wycieku krwi;
4. Umocuj całość, dociskając (do ręki) bandażem;

5. Wiązanie możesz zrobić w miejscu krwawienia;
5a. Prawidłowo zabandażowana rana;
6. Rękę z założonym opatrunkiem należy unieruchomić, podwiązując ją na temblaku;

7. Połóż poszkodowanego w pozycji przeciwwstrząsowej o ile nie ma przeciwwskazań, m.in. połamane kończyny dolne i miednica. Unieś nogi pod kątem ok. 30 stopni;

Kontroluj stan rannego
9. Obserwuj miejsce zranienia. Jeżeli opatrunek przecieka, dołóż następną warstwę i przymocuj do wcześniej założonego opatrunku
10. Jeżeli, mimo dokładania następnych warstw opatrunku, rana nadal przecieka - wtedy, w stanie wyższej konieczności, zastosuj opaskę uciskową. Załóż ją powyżej zgięcia łokciowego.
Zapisz lub zapamiętaj godzinę założenia opatrunku.
Ogólne zasady postępowania ratowniczego podczas zabezpieczania obrażeń tkanek miękkich
• Zadbaj o bezpieczeństwo własne - załóż rękawiczki lateksowe
• Zabezpiecz poszkodowanego przed upadkiem - połóż, posadź
• Zlokalizuj, odsłoń miejsce rany - rozcinając lub rozdzierając odzież
• Dokonaj oceny rany, aby ustalić dalsze postępowanie
• Zabezpiecz obrażenie, stosując odpowiedni rodzaj opatrunku
• Załóż jałowy lub czysty opatrunek
• Raz założonego opatrunku nie zrywaj, jeśli przecieka, stosuj metodę "dokładania"
• Rany nie oczyszczaj, nie dezynfekuj
• Nie usuwaj ciał obcych z rany
• W przypadku wytrzewienia narządów nie wkładaj ich z powrotem do środka, nie wpychaj do rany
• Utrzymuj kontakt słowny z osobą przytomną
• U nieprzytomnego dbaj o drożność dróg oddechowych
• Zabezpiecz termicznie - chroń przed wstrząsem
• Zastosuj pozycję przeciwwstrząsową, o ile nie ma przeciwwskazań
• Monitoruj funkcje życiowe poszkodowanego oraz obserwuj miejsce uszkodzenia
Komentuj →
3 listopada 2007 |
1
Ten sam samochód, z tym samym kierowcą, podczas awaryjnego hamowania może zatrzymać się na całkiem innym dystansie. Dlaczego? Wszystko zależy od nawierzchni. “Gazeta Wyborcza” publikuje rady szkoły doskonalenia jazdy: Niewielu kierowców zdaje sobie sprawę ze zmiany przyczepności na różnej nawierzchni i w różnych warunkach pogodowych. Wbrew pozorom podczas mocnego deszczu przyczepność jest lepsza, niż gdy na asfalt spadają dopiero pierwsze krople wody. Wiatr nanosi na jezdnię kurz, piasek i śmieci, drobiny oleju i pył z klocków hamulcowych. Pierwsze krople zamieniają tę mieszankę w bardzo śliską maź. Jeżeli przyjdzie nam wykonać gwałtowny manewr w takich warunkach, o poślizg nietrudno. Ulewny deszcz spłukuje brud z jezdni, ale na większości polskich dróg pojawia się inne niebezpieczeństwo - kałuże i wypełnione wodą koleiny. To idealne warunki do aquaplaningu. Bieżnik nie nadąża z odprowadzeniem wody spod kół, opony zaczynają unosić się na powierzchni wody, a samochód traci sterowność. Jesienią jest jeszcze trudniej, bo do katalogu zagrożeń doliczyć należy mokre liście, przymrozki, no i śnieg. Pierwszy atak zimy w Tatrach drogowcy mają już za sobą. Jak zwykle kierowcy musieli radzić sobie sami, i to na letnich oponach. Pospolite ruszenie do zakładów wulkanizacyjnych mamy jeszcze przed sobą. By nie wpaść w poślizg, jedyna rada to zmniejszyć prędkość. Warto jednak także obserwować uważnie to, co dzieje się na nawierzchni przed samochodem. Zamiast jechać bezmyślnie prosto przed siebie, warto używać kierownicy, gdy na naszej trasie zauważymy kałuże czy mokre liście. Co prawda większość samochodów wyposażona jest w system ABS, jednak nigdy nie wiadomo, co kryje woda. Może wyrwę w jezdni? Większość współczesnych samochodów - przy założeniu, że mają sprawne amortyzatory, dobre opony i hamulce - jest w stanie wyhamować z prędkości 100 km/h na dystansie 40-45 metrów. Ale wystarczy, że na asfalcie pojawi się mokra plama, by dystans przewidziany przez producenta zwiększył się. Nie wspominając już o mokrych liściach - tworzą śliską warstwę, z którą nawet najlepszy samochód sobie nie poradzi. Niech zatem nikt nie udaje zdziwionego, gdy droga hamowania nawet przy mniejszej prędkości (50 km/h) wydłuży się nawet do 80 metrów. Podobnie na mokrej kostce brukowej czy malowanych pasach na przejściu dla pieszych. Te szczególnie przeklinają motocykliści. A co się dzieje, gdy jedziemy poza miastem? Zjechanie z jezdni kołami po jednej stronie auta potocznie kierowcy nazywają "złapaniem pobocza". Dochodzi do takiej sytuacji albo przez nieuwagę, albo gdy staramy się uciec przed wyprzedzającym na trzeciego samochodem. Taki manewr bywa czasem ostatnią deską ratunku przed czołowym zderzeniem. Jak zachować się w sytuacji, gdy musimy na nie zjechać i jednocześnie natychmiast hamować? Naciskajmy pedał hamulca z całej siły. Dlaczego? Ponieważ musimy zainicjować działanie układu ABS. Jest on naturalnym stabilizatorem samochodu we wszystkich ekstremalnych sytuacjach, zwłaszcza jeśli samochód toczy się po zróżnicowanej nawierzchni - gdy pod lewymi kołami ma szorstki beton, a pod prawymi wilgotną trawę lub mokry asfalt i warstwę śniegu. Jednocześnie powinniśmy starać się kierować samochodem, łagodnie i płynnie skręcając kierownicą. Szczególnie niebezpieczny jest powrót z pobocza. Wielu kierowców popełnia tu poważny błąd. Gdy samochód nie reaguje, pogłębiają skręt. Robią tak, aż prawe koło wreszcie dotknie asfaltu i odzyska przyczepność. Wtedy samochód gwałtownie wskakuje na drogę, po czym zjeżdża na przeciwny pas ruchu, albo prosto do rowu po lewej stronie drogi. Jak twierdzą specjaliści, przyczyną co siódmego wypadku jest utrata panowania nad samochodem po zjechaniu lewymi kołami na pobocze, podczas wyprzedzania. Dopiero od niedawna, przy okazji remontów dróg, kształtuje się pobocza w taki sposób, aby pozwalały kierowcom w miarę bezpiecznie powrócić na jezdnię. Niestety, na większości polskich dróg pobocza są nadal niebezpieczne. Możemy tam natrafić na spore nierówności, dziury, a nawet drzewa rosnące tuż przy skrajnej linii jezdni. Oczywiste jest więc, że jeśli "złapiemy pobocze", powinniśmy czym prędzej powrócić na jezdnię, ale nadmierny pośpiech bywa złym doradcą. Jeszcze gorsza jest sytuacja, gdy musimy zjechać na pobocze, jednocześnie hamując. Wielu kierowców naciska na pedał hamulca delikatnie, z obawy o konsekwencje potencjalnego poślizgu. Próbując powrócić na asfalt, kręcą kierownicą zbyt gwałtownie i nerwowo. I część z nich staje się przez to bohaterami policyjnych kronik wypadków. Następuje nagły, gwałtowny poślizg, samochód przy niemal pełnej prędkości wpada do rowu albo zaczyna obracać się dookoła własnej osi.
Komentuj →
31 października 2007 |
2

Piesi i rowerzyści poruszający się po chodniku przy ul. Grunwaldzkiej w Ustce muszą wykazać się dużą czujnością – informuje “Głos Pomorza”. Stojący przy chodniku znak drogowy i czerwone paski na chodniku powodują, że ludzie zderzają się ze sobą. Postawiony znak oznacza, że całą szerokością chodnika mogą poruszać się zarówno piesi, jak i rowerzyści. Ułożone z polbruku czerwone pasy na chodniku sugerują, że chodnik podzielony jest na część dla rowerzystów i pieszych. Takie rozumienie oznakowania powoduje, że rowerzyści i piesi mają do siebie wzajemnie pretensje o przeszkadzanie sobie w poruszaniu się. - Znak jest prawidłowy, bo chodnik jest ciągiem pieszo-jezdnym, po którym mogą jednocześnie poruszać się piesi i rowerzyści - mówi Krzysztof Stodoła, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Ustce. - Czerwone pasy na chodniku są tylko ozdobami i nie oznaczają podziału na część dla rowerzystów i pieszych.
Komentuj →
31 października 2007 |
0
Tłumy łodzian, stojące od świtu przed zamkniętymi drzwiami wydziału komunikacji, to już historia – donosi gazeta “Polska”. Teraz samochód można zarejestrować w jeden dzień, nie tracąc czasu ani nerwów. Wystarczy zatelefonować i umówić wizytę w urzędzie. Albo przyjść bez zapowiedzi, byle przynajmniej pół godziny przed zamknięciem urzędu, bo mniej więcej tyle trwa cała procedura.
- Podzieliłem naszych petentów na dwie grupy: tych, którzy rejestrują jedno auto oraz "hurtowników", załatwiających kilka dowodów. Mamy dwie kolejki, dzięki czemu sprawy są załatwiane szybciej - tłumaczy Bogusław Hawryś, dyrektor wydziału praw jazdy i rejestracji pojazdów Urzędu Miasta Łodzi.
Do obsługi kierowców skierowano ponad dwudziestu urzędników. Jeśli trzeba, zostają dłużej, czyli do czasu, aż wszyscy oczekujący nie zostaną obsłużeni. Dodatkowe dwie osoby codziennie przyjmują telefoniczne i e-mailowe zgłoszenia od łodzian, którzy chcą wcześniej umówić wizytę. Dwie kolejne kierują petentów do właściwych okienek. Reorganizacja pracy skutkuje? Zdaniem kierowców - tak.
- Trochę poczekać trzeba, jeśli nie jest się umówionym, bo do okienka informacji zwykle stoi kilka osób. Gorzej, gdy brakuje jakiegoś papierka, jak w moim wypadku - twierdzi łodzianin Marek Kalina. - Przyszedłem drugi raz, ale spokojnie wszystko załatwię. I nie trwa to godzinami jak do niedawna.
Jeszcze do niedawna, by zarejestrować samochód, trzeba było wstać dosłownie o świcie, ustawić się w gigantycznej kolejce i liczyć na szczęście. Bo dostanie się przed oblicze urzędnika, kierującego do okienek, nie gwarantowało, że zdąży się załatwić sprawę. Tymczasem na dzień następny rezerwacji nie było, więc niektórzy przychodzili po numerki po kilka razy. Dlaczego ich brakowało? Bo w kolejce, oprócz właścicieli samochodów, stali przedstawiciele dilerów samochodowych. Ci drudzy rejestrowali hurtem po kilka aut, stąd zatory. Odrębny problem to tzw. stacze, którzy za średnio 100 zł załatwiali sprawę za tych, którym brakowało czasu. Wystarczyło wystawić komuś upoważnienie, dołączyć dokumenty i czekać. Instytucja stacza ucywilizowała się - teraz prowadzą oni działalność gospodarczą i oferują te same usługi legalnie. Ale też załatwiają po kilka rejestracji od razu. Stąd podział na dwie kolejki: detalistów i hurtowników. - Coraz więcej osób korzysta z szansy umówienia sobie wizyty telefonicznie, średnio około pięćdziesięciu dziennie - mówi dyrektor Hawryś. - To duże udogodnienie, bo od razu można dopytać o niezbędne dokumenty i nie błądzić. Wkrótce ruszy kampania informacyjna, bo nie wszyscy łodzianie wiedzą już o udogodnieniach. Plakaty z numerami telefonów i adresami elektronicznymi do wydziału pojawią się w delegaturach Urzędu Miasta Łodzi, autobusach i tramwajach MPK .
Komentuj →
4 listopada 2007 |
0
Pościg za pijanym kierowcą- Na krajowej “siódemce” w okolicach miejscowości Janów policjanci zatrzymali kompletnie pijanego kierowcę tira, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej. 36-letni Dariusz Z. miał ponad trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Kierował ciągnikiem siodłowym DAF z naczepą. Kierowca nie zatrzymał się do kontroli na wyraźne znaki dawane przez policjanta. Po krótkim pościgu został zatrzymany. Trafił do policyjnej celi. W tym przypadku policjanci wyeliminowali olbrzymie zagrożenie jakie stanowił nietrzeźwy kierowca tira. Policja apeluje aby wszelkie zaobserwowane, a nienaturalne odruchy kierowcy (np. jazda wężykiem), mogące świadczyć o stanie nietrzeźwym kierującego, niezwłocznie zgłaszać pod nr 997. Jednocześnie przypominamy, że prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwym to przestępstwo. Oprócz straty prawa jazdy, grozi za to kara do 2 lat pozbawienia wolności.
Pijany kierowca leżał koło auta - Pusty samochód z włączonym silnikiem, światłami i wycieraczkami znaleźli w środę policjanci na przystanku w Moderówce. Drzwi były otwarte, a kilka metrów dalej na ziemi leżał kompletnie pijany mężczyzna. Jak się okazało mężczyzną leżącym koło auta był właściciel skody, 35-letni mieszkaniec Gminy Jedlicze. W jego organizmie stwierdzono ponad 3 promile alkoholu. Mężczyzna został zatrzymany w policyjnym areszcie, a policja sprawdza czy to on kierował wcześniej autem.
"Znicz": 130 nietrzeźwych kierowców zatrzymanych w Wielkopolsce - 130 zatrzymanych nietrzeźwych kierowców - to bilans prowadzonej od środy przez wielkopolską policję akcji "Znicz 2007". Podane przez policję dane nie obejmują jeszcze pijanych kierowców, których zatrzymano w niedzielę. Do najtragiczniejszego wypadku drogowego doszło nad ranem na lokalnej drodze pod miejscowością Turek, gdzie zginęło trzech nastolatków w wieku od 17 do 19 lat. Chłopcy wracali fiatem 126 p z dyskoteki. Samochód uderzył w drzewo, śmierć na miejscu ponieśli dwaj bracia i ich 17- letni kolega.
"Znicz": 135 nietrzeźwych kierowców zatrzymanych na śląskich drogach - 135 nietrzeźwych kierowców zatrzymała (do niedzieli) policja na drogach województwa śląskiego w ramach rozpoczętej w środę po południu akcji "Znicz 2007". W ubiegłym roku w ramach akcji "Znicz" w województwie śląskim zatrzymano 256 nietrzeźwych kierowców. "Statystyka nie jest jeszcze pełna, bo akcja kończy się o godz. 22., ale już widać, że wypadków jest w tym roku mniej, choć ruch porównywalny lub nawet większy, niż w ubiegłych latach. Praca kilku tysięcy policjantów, ich zaangażowanie w wyłapywanie piratów drogowych i nasze apele o rozwagę najwyraźniej przynoszą skutek" - powiedział Janusz Jończyk z zespołu prasowego śląskiej policji.
162 nietrzeźwych kierowców podczas akcji “ZNICZ” - 162 nietrzeźwych kierowców zatrzymali stołeczni policjanci podczas trwającej od 31 października policyjnej akcji “Znicz”. Przez ostatnie dni funkcjonariusze ruchu drogowego odnotowali 55 wypadków, w których 69 osób zostały ranne, a 5 poniosło śmierć. Aby wszyscy mogli bezpiecznie odwiedzić groby najbliższych i szczęśliwie wrócić do domów w stolicy już od 31 października rozpoczęła się policyjna akcja “Znicz”. W rejonach warszawskich cmentarzy było więcej patroli. Funkcjonariusze z prewencji czuwali nad bezpieczeństwem tych, którzy w ciągu tych kilku dni odwiedzali groby najbliższych. Funkcjonariusze ze stołecznej drogówki kierowali ruchem w okolicach stołecznych nekropolii. Na trasach wjazdowych i wyjazdowych kontrolowali prędkość i stan trzeźwości kierowców. Nad bezpieczeństwem czuwał też policyjny śmigłowiec, z którego policjanci monitorowali cały czas sytuację na warszawskich ulicach i w okolicach cmentarzy. Funkcjonariusze cały czas apelowali o ostrożną i rozważną jazdę. W ciągu tych kilku dni policjanci, na terenie Warszawy i powiatów przyległych, zatrzymali 162 nietrzeźwych kierowców i odnotowali 55 wypadków drogowych, w których śmierć poniosło 5 osób, a 69 zostało rannych.
Komentuj →
4 listopada 2007 |
0
Amerykańska firma skonstruowała samochód, dzięki któremu można uniknąć korków ulicznych... wznosząc się w powietrze. Po naciśnięciu specjalnego guzika czterokołowy pojazd o nazwie Transition uwalnia po obu bokach skrzydła umożliwiające latanie. - Przekształcenie auta w maszynę latającą trwa zaledwie kilka sekund i ma całkowicie automatyczny przebieg - mówi przedstawicielka firmy Terrafugia ("Ucieczka z Ziemi"). W budowie samochodu wykorzystano tanie urządzenia elektroniczne, system GPS oraz radar pogody sterowany autopilotem. Prototyp napędzany specjalną benzyną bezołowiową lata z prędkością 180 km na godzinę, a do lądowania podchodzi z prędkością 100 km/h spalając podczas godziny lotu 4 galony paliwa. Producent ma nadzieję, że pierwsze samochody Transition w cenie 117 tysięcy dolarów pojawią się na rynku już w grudniu przyszłego roku.
Komentuj →
4 listopada 2007 |
0
Policja szkocka zatrzymała na jednej z najbardziej niebezpiecznych autostrad 82-letniego mężczyznę, który jechał z niedozwoloną prędkością ciągnąc za swoim samochodem przyczepę. Emeryt, który jak się wkrótce okazało jest głuchy i widzi tylko na jedno oko, wyznał, że nie zwrócił uwagi na ścigający go patrol policyjny, ponieważ słuchał bardzo głośnej muzyki, a w dodatku pomylił licznik prędkości z obrotomierzem i nie wiedział, że przekroczył dozwoloną prędkość.
Komentuj →
3 listopada 2007 |
0

Na rynku pojawiła się oferta sprzedaży najstarszego Rolls'a na świecie! Zbudowany w 1904 roku posiada dwumiejscowe, otwarte nadwozie, a napędzany jest 10-konnym silnikiem. Ten czcigodny brytyjski samochód miał dotąd jedynie trzech właścicieli; jego unikatowość potwierdza to, że jest czwartym pojazdem wyprodukowanym przy współpracy Charlesa Rolls'a i Henry'ego Royce'a, w dodatku w doskonałym stanie i zdolnym do jazdy. Auto pokazano w 1905 roku na Olimpia Show w Londynie, a teraz - po 102 latach - wraca w to samo miejsce, by zostać przedmiotem aukcji w domu Bonhams zajmującego się licytacją kolekcjonerskich aut.
Komentuj →
2 listopada 2007 |
0
Niemiła niespodzianka czeka kierowców. Od listopada drożeją akumulatory. A zimą może ich w ogóle zabraknąć, zwłaszcza tych sprzedawanych przez sieci serwisowe – informuje “Rzeczpospolita”. O 15 proc. wzrosły już ceny akumulatorów z firmy ZAP Sznajder Batterien z Piastowa pod Warszawą. Podobne podwyżki na początek listopada szykują też inni producenci oraz sprzedawcy, np. JC Auto. – Wprowadzamy podwyżki od 5 listopada, średnio o 14,5 proc. na wszystkie produkty – informuje Jarosław Nadstazik, dyrektor marketingu poznańskiej Centry, największego producenta akumulatorów w Polsce. Przyczyną są wysokie koszty ołowiu – ma on około 80-proc. udział w cenie baterii. Coraz popularniejsze auta z silnikiem Diesla potrzebują mocnych baterii, które kosztują obecnie około 500 złotych. – Niedługo zakup markowego akumulatora oznaczać będzie wydatek równie duży co kupno opon zimowych – przewiduje Janusz Sar, właściciel najstarszej firmy sprzedaży i regeneracji akumulatorów w Warszawie. Zaznacza, że w tym roku baterie drożały już siedmiokrotnie, dając w efekcie wzrost cen na poziomie 70 – 80 proc.
Komentuj →
2 listopada 2007 |
0
Aż 72 kamery będą nas niedługo obserwować w tunelu Wisłostrady. - Czy to jakiś Big Brother? - pytają kierowcy. - To dla bezpieczeństwa i lepszej płynności ruchu - mówią w firmie, która instaluje na Powiślu tzw. zieloną falę. Tunel (900 m w jedną stronę) został już naszpikowany kamerami. Widać je na ścianach z prawej i z lewej strony co 50-60 m. - Kamery instaluje firma Siemens budująca w Warszawie system zarządzania ruchem, który ma m.in. wprowadzić tzw. zieloną falę. - To nie jest nasze widzimisię. Musi być tyle kamer, żeby zapewnić bezpieczeństwo w tunelu - wyjaśnia Dariusz Jasak z Siemensa. - Dzięki temu, że kamer jest tak dużo, monitorowany jest cały tunel. Kamery będą jednak obserwować nie tylko to, co dzieje się w tunelu. Dzięki nim system automatycznie zaalarmuje dyspozytora w centrum zarządzania ruchem o nietypowej sytuacji, np. o kolizji czy pożarze, a ten będzie mógł błyskawicznie wysłać tam odpowiednie służby. Na tablicach nad Wisłostradą wyświetli się zaś informacja o zalecanych objazdach. Jasak przyznaje jednak po chwili, że kamer mogłoby być mniej. - Ale tylko wtedy, gdyby tunel był inaczej skonstruowany. Jeśli byłby wyższy, można by je montować nie na ścianach bocznych, tylko na suficie - wyjaśnia. Rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich Urszula Nelken utrzymuje zaś, że kamer musi być aż 72. - Nie ma groźby, że firma chce na nich dodatkowo zarobić. Miasto płaci kwotę zgłoszoną w przetargu za wdrożenie całego systemu - twierdzi. Marek Miśkiewicz z firmy Vialis, która zajmuje się sygnalizacjami i sterowaniem ruchem, przyznaje, że w tunelach w Europie w trosce o bezpieczeństwo również montuje się tak gęsto kamery. Zastanawia się tylko, na ile system za 34 mln zł wprowadzany przez Siemensa poprawi płynność ruchu. Przypomina, że były już przypadki, gdy w tunelu kilka razy źle zareagowały czujniki pożarowe, a sygnalizacja zablokowała wjazd do niego, powodując ogromne korki. Nie wiadomo też, w jakim stopniu, sterując światłami, uda się upłynnić ruch na Wisłostradzie od mostu Grota do Trasy Siekierkowskiej. System ma także poprawić ruch w Al. Jerozolimskich, dając m.in. przywileje tramwajom na wyremontowanej trasie. Wbrew zapowiedziom zielona fala na tych ulicach nie zacznie jednak działać w tym roku. W Siemensie twierdzą, że ta zwłoka jest spowodowana m.in. przesunięciem o rok remontu torów z Ochoty na Gocławek. Dopiero po przywróceniu ruchu tramwajowego można było rozpocząć prace nad przeprogramowaniem sygnalizacji. Zielona fala na Wisłostradzie i w Alejach ma być wprowadzona w marcu przyszłego roku.
Komentuj →
2 listopada 2007 |
0
Polski Czerwony Krzyż promuje funkcjonujące już w większości krajów Unii Europejskiej karty ICE(in Case of Emergency, tzn. w nagłym wypadku). W Warszawie PCK zorganizował konferencję prasową, na której poinformował o zaletach karty. A ma ona szczególne znaczenie przy nagłych zdarzeniach. Ratownicy medyczni często mają problem z ustaleniem tożsamości poszkodowanego i nie wiedzą, kogo powiadomić o zdarzeniu. Pomóc w tym ma właśnie ICE. Formatem przypomina kartę kredytową i najlepiej, jeśli umieścimy ją w portfelu, wtedy ratownicy znajdą ją najszybciej. Na karcie są trzy pola do wpisania numerów telefonów. Powinny być to osoby, które będą wiedziała możliwie jak najwięcej na temat naszego zdrowia. - Poza powiadomieniem bliskich taki kontakt umożliwi w szpitalu zasięgnięcie informacji o chorobach czy uczuleniach przed koniecznymi operacjami - mówi Bartosz Romanowski z PCK w Olsztynie. Najlepiej, jeśli wpiszemy numery komórkowe. - Sam dowód osobisty nie wystarcza. Nie zawsze też służby ratownicze mogą się szybko dodzwonić na stacjonarny numer rodzinny poszkodowanego - mówi Krzysztof Pomorski, pełnomocnik wojewody ds. ratownictwa medycznego. - Jednym z wpisanych numerów może być telefon do naszego lekarza rodzinnego, znającego historię naszego leczenia. O ICE powinny pomyśleć te osoby, które na stałe przyjmują leki lub są na coś uczulone. Dzięki szybkiemu kontaktowi ratownicy będą mogli szybciej udzielić im pomocy. Na rewersie znajdują się informacje, jak zachować się w czasie klęski żywiołowej lub katastrofy, i wskazówki potrzebne do udzielenia pierwszej pomocy. Karty można wydrukować ze strony http://pck.org.pl. Ratownicy zachęcają też do umieszczania numerów kontaktowych w swoim telefonie komórkowym. Ale jak je wyróżnić wśród wielu kontaktów, jakie mamy zapisane w komórce? Trzeba je oznakować międzynarodowym skrótem karty ICE1, ICE2, ICE3 itd. Takie oznakowanie upraszcza pracę wszystkich służb ratowniczych, także poza naszymi granicami, m.in. w Anglii, we Włoszech.
Komentuj →
2 listopada 2007 |
0
Olsztyńscy cykliści skarżą się na pieszych, którzy chodzą lub stoją na ścieżkach rowerowych. - Już czas, by służby porządkowe zaczęły upominać przechodniów, którzy łamią przepisy - mówi Czytelnik “Gazety Wyborczej – Olsztyn”. Być może problem można było łatwo rozwiązać przez ustawienie barierek, które odgradzałyby chodnik w okolicach przystanku autobusowego od ścieżki dla cyklistów. Dobrze byłoby też, aby służby porządkowe zaczęły w końcu upominać pieszych, że blokując taką ścieżkę, łamią przepisy. Tym bardziej że niejeden raz widziałem, jak policjanci upominali rowerzystów jadących po chodniku. Co o propozycji ustawienia barierek sądzą drogowcy? - Przepisy jasno nie mówią, że nie należy ich stawiać - informuje Jarosław Bera, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni. - Ale trzeba mieć zdrowy rozsądek, bo przecież rowerzysta, który później uderzy w taką barierkę, może zrobić sobie krzywdę. Olsztyńska straż miejska zapewnia jednak, że będzie pouczać pieszych chodzących po ścieżkach rowerowych. - Pieszy nie ma wstępu na oznaczoną ścieżkę rowerową - mówi Jarosław Lipiński, zastępca komendanta. - Pieszy, który wejdzie na taką ścieżkę, powoduje zagrożenie w ruchu drogowym i może być za to ukarany 50-złotowym mandatem. Do tej pory nie wystawiliśmy jeszcze takiego mandatu. Nasi strażnicy będą teraz pouczać lub karać osoby zagradzające drogę rowerzystom. Będziemy obserwować przede wszystkim ścieżki w okolicach przystanków autobusowych.
Komentuj →
31 października 2007 |
0
- Mój następca będzie w komfortowej sytuacji. Jeżeli niczego nie zepsuje, to osiągnie w najbliższych latach sukces - oceniał minister transportu Jerzy Polaczek na pożegnalnej konferencji prasowej. Według Polaczka jego następca będzie mógł odcinać kupony od inwestycji przygotowanych przez ostatnie dwa lata.W tym roku wydatki na drogi po raz pierwszy przekroczą 10 mld zł i prawdopodobnie wyniosą 11,2 mld zł - dwa razy więcej niż w ostatnim roku rządów SLD w 2005 r. Wtedy wykorzystaliśmy zaledwie 1,5 mln zł z pieniędzy UE na transport, a na koniec października tego roku już 2 mld 209 mln zł. - Po raz pierwszy od 1989 r. rząd przyjął spójny, wieloletni program budowy dróg - podkreślał minister Polaczek.Program ten przewiduje na inwestycje drogowe w latach 2008-12 budżet 121 mld zł i budowę w tym czasie 1175 km autostrad oraz prawie 2 tys. km dróg ekspresowych. W przyszłym roku kierowcy powinni dostać 164,5 km nowych autostrad i 182,3 km dróg ekspresowych, a największe przyspieszenie założono na lata 2010-11: 990 km autostrad i ponad 1,35 tys. km dróg ekspresowych. Polaczek apelował do PO o przedstawienie własnych planów drogowych. Szczególny niepokój odchodzącego ministra wzbudziły zapowiedzi PO zatrzymania inwestycji drogowych na Wschodzie, które miały być finansowane m.in. z pieniędzy UE dla tych regionów. Polaczek przypominał, że chodzi o drogi, które mają nas połączyć z Ukrainą na Euro 2012. A w sprawie budowy drogi ekspresowej S19 z państw nadbałtyckich na Słowację i Węgry Polska podpisała umowę międzynarodową.
Komentuj →
31 października 2007 |
0
Zastosowanie systemów nawigacyjnych w transporcie pozwala na obniżenie kosztów i poprawia bezpieczeństwo ładunku i kierowcy. Pozwala na kontrolę wszystkich zdarzeń dotyczących pojazdu i naczepy – czytamy w “Gazecie Prawnej”. Jakie korzyści daje stosowanie systemów nawigacyjnych?
§10 proc. mniej przejechanych kilometrów
§18 proc. krótszy czas podróży
§15 proc. mniej zużytego paliwa
Korzyści dla flot pojazdów ciężarowych:
§kontrola wszelkich zdarzeń dotyczcych pojazdu (włączenie stacyjki, zmiana statusu na tachografie zarówno analogowym, jak i cyfrowym)
§kontrola miejsc oraz dat przekroczenia granic państwa
§kontrola wjazdów do interesujących nas stref (uprzednio przez z nas zdefiniowanych jako pozytywne - przez które ma przejechać pojazd) oraz krytycznych (do których nasz pojazd ma zakaz wjazdu) istotne w przypadku skupu palet bądź podejrzanych stacji benzynowych
§korytarzowanie, czyli jazda po ściśle określonej trasie - istotne w przypadku towarów o wysokiej wartości, gdzie każde oddalenia się od korytarza dalej niż 1 kilometr wywołuje alarm
§monitorowanie terminowości dostawy - już na kilka godzin przed planowanym terminem dostawy wiemy, czy ładunek dojedzie na czas
§monitorowanie temperatury w naczepie typu chłodnia; każdy spadek temperatury poniżej uprzednio ustalonej przez nas wartości granicznej wywołuje alarm
§monitorowanie naczep, przebiegu, trasy, eksploatacji - informacja w przypadku podpięcia nieodpowiedniej naczepy
§kontrola otwarcia drzwi naczepy w niedozwolonym miejscu, istotne w przypadku towarów o wysokiej wartości (po uprzednim ustaleniu miejsca, w którym mogą zostać otwarte drzwi naczepy, system wywołuje alarm, jeśli nastąpi to w innym miejscu).
Komentuj →
31 października 2007 |
0
W szkołach na terenie powiatu chełmskiego realizowany jest program "Bezpieczna droga do szkoły”. Akcja przygotowana przez Komendę Miejską Policji cieszy się dużym zainteresowaniem rodziców i uczniów z wiejskich szkół. - Nawiązujemy ścisłą współpracę ze szkołami - mówi Henryk Marciniak, rzecznik chełmskiej policji. - W praktyce wygląda to tak, że uzgadniamy z dyrektorami termin wizyty i w wyznaczonym dniu zjawiamy się w szkole. Rzecznik wraz z podinspektorem Aleksandrem Kościukiem, naczelnikiem sekcji ruchu drogowego, odwiedził uczniów ze Szkoły Podstawowej w Sielcu w gminie Leśniowice. - Dostaliśmy plakietki i kamizelki odblaskowe - cieszą się uczniowie. - I jeszcze plany lekcji oraz kodeks rowerzysty i motorowerzysty. Szkoła dostała natomiast zestawy służące do przygotowywania dzieci do egzaminu na kartę rowerową i motorowerową Zawierają one między innymi kasetę video, znaki drogowe, opisy skrzyżowań oraz blankiety kart rowerowych i motorowerowych. Ale podczas spotkania najważniejsze nie były prezenty, lecz rozmowa z uczniami. - Zapoznaliśmy dzieci z zasadami ruchu drogowego - opowiada Marciniak. Zwróciliśmy im również uwagę, że przy tornistrach czy kurtkach powinni nosić światełka odblaskowe. Wtedy są lepiej widoczni. Od razu wielu uczniów nałożyło na siebie kamizelki. Obiecali, że będą w nich chodzić. - Bo dzieci są bardzo chłonne na wiedzę, a sama nauka poprzez zabawę przynosi doskonałe efekty - mówi Elżbieta Głuszek, dyrektor szkoły. Przy okazji takich spotkań uczniowie i nauczyciele dzielą się z funkcjonariuszami innymi sprawami, które choć nie bezpośrednio, ale mają wpływ na stan bezpieczeństwa. - To brak chodników, czy nieutwardzone pobocza - dodaje Marciniak. -W tych kwestiach również staramy się pomagać. Kierujemy odpowiednie pisma do urzędów.
Komentuj →
31 października 2007 |
0

DZIECI BEZPIECZNE NA DRODZE. Nośnik – CD-rom. Treść: filmy animowane (10 filmów m.in. na przystanku, po zmroku, wyposażenie roweru), znaki drogowe, testy – 10 testów ze znajomości przepisów ruchu drogowego (w każdym teście 5 pytań). Cena – 6,00 zł.

KODEKS ROWERZYSTY – Przepisy ruchu drogowego, pierwsza pomoc, znaki i sygnaly drogowe oraz pytania kontrolne. Cena 6,00 zł
Zamów – 0-502-659-431
Komentuj →
30 października 2007 |
0
Plan, według którego kierowcy mogą jeździć po bocznym pasie na autostradzie, okazał się dużym sukcesem – informuje "Goniec Polski", powołując się na telewizję BBC News. Od września 2006 r. na 11-milowym odcinku drogi M42 z Birmingham przez Warwickshire, kierowcy mogą korzystać z pasa w godzinach szczytu. Dane służb drogowych pokazują wyraźną poprawę bezpieczeństwa na autostradzie. Sekretarz do spraw transportu Ruth Kelly wyjaśniała wpływ korzystania z pasa bocznego przez kierowców m.in. na zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza. O możliwości jazdy po pasie informują zmotoryzowanych znaki ograniczenia prędkości do 50 mil na godzinę. Kierowcy – jak podaje dalej stacja – którzy z powodu awarii zmuszeni będą do zatrzymania pojazdów, mogą to zrobić na tzw. zatoczkach awaryjnych, umieszczonych w regularnych odstępach na całej trasie. Dzięki systemowi alarmowemu, który włącza się w momencie, gdy pojazd zostanie zepchnięty do zatoczki, pomoc drogowa może zareagować jeszcze szybciej. Nie wiadomo jednak, czy i kiedy system zostanie wprowadzony na terenie całej Wielkiej Brytanii.
Komentuj →
30 października 2007 |
0
Pewien Amerykanin znalazł jednak nowe zastosowanie systemu samochodowej nawigacji satelitarnej - jak donosi agencja AP, 17-letni Shaun Malone zamierza wykorzystać dane z GPS do uwodnienia, że policja niesłusznie wymierzyła mu mandat za znaczne przekroczenie prędkości. Młodzieniec został zatrzymany przez policjanta, który wcześniej za pomocą ręcznego radaru zmierzył prędkość samochodu prowadzonego przez Malone'a. Z pomiaru wynikało, że auto jedzie 62 mile na godzinę w strefie, w której obowiązuje ograniczenie prędkości do 45 m/h. Policjant wypisał Malone'owi mandat, a ten grzecznie udał się do domu. Tam okazało się, że prędkość podana przez policjanta nie zgadza się z danymi z samochodowego systemu nawigacji GPS. Co prawda większość nawigatorów nie przechowuje szczegółowych informacji na temat prędkości, jednak model wykorzystywany w samochodzie nastolatka - owszem. Rodzice Shauna tłumaczą, iż ich syn miewa skłonności do brawurowej jazdy - dlatego w jego aucie zamontowano GPS, który pozwala im na późniejsze sprawdzenie, z jaką prędkością podróżuje ich pociecha. Po dokładnym sprawdzeniu danych z GPS na jaw wyszło, że nie zgadzają się one z wartością wpisaną na mandacie przez policjanta (nie ujawniono, czy oznacza to, że młodzieniec w ogóle nie przekroczył prędkości, czy też, że przekroczył ją mniej drastycznie). Ojczym chłopaka (były policjant) w tej sytuacji zdecydował się na skierowanie sprawy do sądu - jego zdaniem, dane z urządzenia GPS są zdecydowanie bardziej wiarygodne, niż wskazania ręcznego fotoradaru (które są o wiele bardziej wrażliwe na błąd pomiarowy). Rodzice Shauna będą domagali się anulowania kary. Policja na razie nie komentuje tych informacji. Pierwsza rozprawa w tej sprawie odbędzie się za kilka tygodni.
Komentuj →
30 października 2007 |
0
Pod koniec grudnia wejdą w życie przepisy, które mogą zatrzymać przypływ najstarszych aut z zagranicy. W Polsce nie będą rejestrowane samochody już wycofane z ruchu w innych krajach. “Życie Warszawy” analizuje dotychczasową sytuację: Od maja 2004 r., czyli od daty wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, do naszego kraju sprowadzono ponad trzy miliony używanych samochodów. Ten strumień może wkrótce się zmniejszyć – 25 grudnia wejdą w życie nowe zasady rejestracji pojazdów sprowadzonych z innych państw UE. Według nich, jedynym dokumentem umożliwiającym zarejestrowanie auta w Polsce będzie dowód rejestracyjny (oczywiście poza tym potrzebne będą faktura lub umowa zakupu itp.), do urzędu koniecznie trzeba będzie przynieść obydwie części dowodu rejestracyjnego (takie dowody są np. w Niemczech, Austrii, Holandii, Szwecji, Bułgarii, Luksemburgu, Finlandii i Norwegii). W wyjątkowych wypadkach honorowana będzie tylko I część, ale urząd będzie musiał potwierdzić w państwie, z którego pochodzi samochód, że rzeczywiście był on tam zarejestrowany (już dziś taka procedura jest czasem stosowana). – Podstawą będzie kompletny dowód rejestracyjny – mówi Barbara Plak-Nowicka z Ministerstwa Transportu. – Nie będą honorowane przeróżne certyfikaty, poświadczenia itp. A to oznacza, że niemożliwe będzie zarejestrowanie samochodu wycofanego z ruchu za granicą, bo taki nie ma już dowodu rejestracyjnego. Tymczasem do Polski sprowadzono bardzo wiele takich aut – były najtańsze. Często pochodziły wręcz ze złomowisk – po najpilniejszych naprawach, w naszym kraju przechodziły badanie techniczne i rozpoczynały “nowe życie”.
Komentuj →
29 października 2007 |
0
Japoński koncern elektroniczny Sanyo opracowuje nowatorski system, którego zadaniem będzie wyeliminowanie w pojazdach użytkowych efektu martwego pola. W przyszłości kierowcy będą mogli korzystać z kamer przekazujących obraz z pozycji tzw. "lotu ptaka". Jak informuje Sanyo, system będzie składał się z czterech niezależnych kamer dzięki którym kierowcy będą mogli zobaczyć swój pojazd z góry, uzyskując tym samym możliwość obserwacji tego co dzieje się wokół całego pojazdu. Obraz z kamer bez zbędnego okablowania będzie przekazywany bezpośrednio do monitora umieszczonego w kokpicie ciężarówki lub autobusu. Japoński koncern zapowiedział, że dalsze prace rozwojowe nad systemem pozwolą dzięki zastosowaniu techniki podczerwieni także na działanie kamer w nocy, co znacznie ułatwi pracę szoferów na przykład przy parkowaniu.
Komentuj →
29 października 2007 |
0
Sąd Rejonowy w Opolu Lubelskim ostatecznie zakończył postępowanie karne dotyczące śmiertelnego postrzelenia motocyklisty w Chodlu przez policjanta. Tak jak prokuratura, uznał, że funkcjonariusz działał prawidłowo. 20-letni Marcin Kopeć zginął 29 lipca w Chodlu. Chłopak wjeżdżał motocyklem do tej miejscowości. Na rogatce policjanci ustawili blokadę. Mieli zatrzymywać motocyklistów. Tego dnia w Kraśniku dwaj zamaskowani mężczyźni napadli na hurtownię. Uciekli właśnie na motocyklu. Marcin nie zatrzymał się na blokadzie. Jeden z policjantów oddał za nim 10 strzałów. Potem okazało się, że motocyklista nie miał tylko prawa jazdy. Śledztwo w tej sprawie najpierw umorzyła Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Uznała, że policjant miał podstawy do użycia broni. Od jej decyzji odwołała się rodzina Marcina. Dziś sąd nie uwzględnił jej zażalenia.
Komentuj →
29 października 2007 |
0
Coraz więcej osób skarży się na pasażerów bezkarnie pijących alkohol w tramwajach czy autobusach. Zarząd Transportu Miejskiego w Gdańsku obiecuje, że zwróci uwagę kontrolerom Renomy, aby alarmowali Straż Miejską, gdy zobaczą takiego podróżnego. Okazuje się, że strażnicy miejscy doskonale znają ten problem. - Funkcjonariusze specjalnie jeżdżą tramwajami i autobusami, żeby w razie czego zareagować - przyznaje Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Gdańsku. - Latem mieliśmy taki przypadek, że mężczyźni pijący piwo byli agresywni wobec funkcjonariuszy, którzy zwrócili im uwagę, ale po wezwaniu posiłków sytuację udało się opanować. Zdarza się, że motorniczy zadzwoni i zgłosi nam problem, a wtedy podjeżdżamy kilka przystanków dalej po pasażera - dodaje. A przecież w tramwajach nie można nawet... jeść. - Obowiązuje zakaz wnoszenia do pojadów napojów i jedzenia, ale nie jest to karalne - mówi Izabela Kozicka-Prus, rzecznik prasowy Zakładu Komunikacji Miejskiej w Gdańsku. - Trudno żeby motorniczy wiedział, co dzieje się w drugim wagonie. W takiej sytuacji najlepiej gdy pasażer poinformuje motorniczego, że ktoś pije piwo czy nieodpowiednio się zachowuje - dodaje. Z kolei kontrolerów z firmy Renoma interesuje tylko to, czy pasażer ma bilet, czy jedzie na gapę. - Kontrolerzy nie są upoważnieni do wystawiania mandatów, ale obiecuję, że za pośrednictwem firmy Renoma zwrócimy uwagę, aby w sytuacji gdy zobaczą osobę pijącą piwo, od razu alarmowali Straż Miejską - mówi Alicja Kraska, zastępca dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego w Gdańsku (ZTM zleca Renomie kontrolę biletów - red.). Warto dodać, że od początku tego roku w Gdańsku podjęto 11 tys. interwencji związanych z piciem alkoholu w miejscach publicznych. Wystawiono ponad 3 tys. mandatów i 8 tys. pouczeń. W Trójmieście obowiązuje zakaz spożywania napojów alkoholowych w miejscach publicznych na terenie miasta, a szczególnie na ulicach, chodnikach, skwerach, parkach, placach zabaw, plażach, podwórzach ogólnodostępnych, w tunelach i oczywiście w środkach komunikacji miejskiej. Kto mimo zakazu pije piwo, na przykład na ławce w parku, musi się liczyć z grzywną nakładaną przez Straż Miejską. Wynosi ona 100 zł.
Komentuj →
29 października 2007 |
0
O nowoczesny wideoradar wzbogacili się policjanci z lęborskiej drogówki – donosi “Głos Pomorza”. - Nowy wideorejstrator to urządzenie z górnej półki - mówi komisarz Rafał Winnicki, naczelnik Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Lęborku. - Od kilku dni jest już w użyciu i dzięki niemu łapiemy dziennie kilkunastu kierowców łamiących przepisy. Urządzenie kosztowało 50 tysięcy złotych. Połowę kosztów pokryła Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku, a połowę samorządy z powiatu lęborskiego. Oprócz nowoczesnej kamery, na wideorejestrator składa się cyfrowe urządzenie rejestrujące z twardym dyskiem, monitory i klawiatura komputerowa. Nagrane filmy za pomocą przenośnego dysku można od razu przegrać na komputery w komendzie. - To bardzo ułatwia nam pracę - dodaje komisarz Winnicki. - Urządzenie ma wszelkie atesty i homologacje i nikt nie może podważyć tego, co zarejestruje. Działa również w nocy, w przeciwieństwie do rejestratorów starej generacji. Kierowcy przekraczający prędkość muszą liczyć się z tym, że w każdej chwili zostaną przyłapani przez naszych funkcjonariuszy. Urządzenie w ciągu kilku dni swojej pracy złapało już rekordzistę pod względem przekroczenia prędkości. Kierowca sfilmowany na krajowej szóstce jechał z prędkością 187 kilometrów na godzinę.
Komentuj →
29 października 2007 |
2
Czy istnieje coś, co jest w stanie podnieść poziom adrenaliny na wyższy poziom niż jazda kolejką górską w wesołym miasteczku lub skok na bungee z iglicy Pałacu Kultury w Warszawie? Tak. Wystarczy usiąść za kierownicą i przejechać się samochodem po ulicach Centrum miasta jest kompletnie zakorkowane. Aby przejechać kilkanaście metrów trzeba niekiedy czekać i pół godziny. Ale mało kto czeka tu spokojnie. Samochody wjeżdżają na chodniki, wpychają się na skrawki wolnego miejsca na skrzyżowaniach powodując jeszcze większe korki. Za to kiedy nareszcie zrobi się kawałek wolnej drogi - obowiązuje zasada: gaz do dechy. Toteż typowa stłuczka na ulicach Petersburga, a jest tu ich bez liku, wygląda tak, że wywalone są poduszki bezpieczeństwa, samochody nierzadko nadają się do kasacji, a kierowcy kłócą o to, kto miał pierwszeństwo. Nie są to tylko słowne pojedynki na argumenty. Coraz częściej dochodzi w takich sytuacjach do rękoczynów, więc jeśli ktoś nie ucierpiał w wypadku, może doznać potłuczeń podczas dochodzenia swych racji. Rosjanie bardzo niedawno przesiedli się z wołg, ład i żiguli na drogie i szybkie zachodnie maszyny. Samochodów przybywa z dnia na dzień. Kiedy dwa lata temu zamieszkałem w nowym apartamentowcu w dzielnicy Primorskaja, w pobliżu był jeden salon samochodowy Forda. Dziś obok niego powstały salony Mazdy i Peugeota, a kawałek dalej kolejne: BMW, Volvo, Lexusa i Subaru. Na granicy z Finlandią w wielokilometrowych korkach stoją ciężarówki z nowymi samochodami najróżniejszych marek, a obok, w innej kolejce auta używane prowadzone przez, "pieregonszczyków", ludzi wynajętych po to, aby sprowadzić zza granicy upatrzony pojazd. Na taką lawinę samochodów nie są przygotowani ani kierowcy, ani ulice, ani milicja drogowa. Jest jeszcze coś, o czym należy pamiętać wybierając się na przejażdżkę ulicami Petersburga. To "rosyjska dusza", która dziś chyba nigdzie nie manifestuje się z taką mocą jak właśnie w ruchu ulicznym. "Hamulce wymyślili tchórze" - głosi popularne wśród rosyjskich kierowców powiedzonko. Czy po jakimś mieście trudniej jeździć niż po Petersburgu? O, tak. Po Moskwie! W porównaniu z rosyjską stolicą ulice Petersburga sprawiają wrażenie sennych i prowincjonalnych – konkluduje autor.
Komentuj →
29 października 2007 |
6
W Olsztynie przeprowadzono akcję pod kryptonimem "Elka", wzięli udział policjanci z sekcji ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie oraz Sławomir Czarkowski, inspektor wydziału komunikacji Urzędu Miasta w Olsztynie. Sprawdzano samochody i instruktorów ze szkół nauki jazdy. - Jest sporo sygnałów, że instruktorzy jeżdżą w weekendy bez uprawnień - Sławomir Czarkowski wyjaśnia powody przeprowadzenia akcji. - Poza tym pojazdy są niewłaściwie oznakowane. Policjanci sprawdzą też stan techniczny aut. Na pierwszy ogień policjanci biorą Fiata Punto ze szkoły jazdy w Ostródzie. Zatrzymują auto przy ul. Towarowej na wjeździe do Okręgowej Stacji Kontroli Pojazdów i bazy autobusowej MPK. Później okaże się, że to wyjątkowo pechowe miejsce dla "elek", które tu wjeżdżały i wręcz pchały się w ręce policjantów. - Karta przeprowadzonych zajęć jest nie do przyjęcia - komentuje Sławomir Czarkowski. - Jest nieuzupełniona, brakuje w niej podpisów. Policjanci skopiowali kartę i - z odpowiednią notatką - przekażą ją do starostwa w Ostródzie, które będzie wyjaśniać sposób prowadzenia dokumentacji w tej, jak i innych szkołach jazdy. Dodatkowo okazało się, że instruktor nie jest zatrudniony w tej szkole jazdy. - Właściciel szkoły może mieć problemy, włącznie z cofnięciem zezwolenia - wyjaśnia Czarkowski. Sierżant sztabowy Zbigniew Satława instruktorowi z Ostródy wlepił również mandat w wysokości 300 zł za nieodpowiednie oznakowanie pojazdu. Po chwili w boczną uliczkę od Towarowej wjechał kolejny samochód z Ostródy. W środku oprócz instruktora było trzech kursantów, choć może tam przebywać tylko dwóch - instruktor i kursant. - Wyjątkowo ich wziąłem, bo to rodzina - tłumaczy pan Stanisław, który od 35 lat uczy jeździć samochodem, a oprócz tego mówi, że jest diagnostą i był nauczycielem. Żaden z trójki kursantów nie ma karty przeprowadzonych zajęć. Policjanci zatrzymali także autobus nauki jazdy z doświadczonym instruktorem. Za niesprawne układy hamulcowy i kierowniczy oraz za brak prawa jazdy podczas kontroli otrzymuje 250 zł mandatu i żegna się z dowodem rejestracyjnym.
Komentuj →
29 października 2007 |
0
W olsztyńskiej “Gazecie Wyborczej” czytamy relację z pobytu w niemieckim miasteczku Paderborn, czy rzeczywiście doświadczenia dla rowerzystów warto przenieść? Ścieżki wygodne do jeżdżenia... Za tymi ostatnimi najbardziej będę tęskniła – opisuje reporterka gazety. Tam na rowerach jeżdżą tysiące ludzi. Na każdym kroku widać jednoślady poprzypinane do stojaków, drzew, ogrodzeń. Żeby rowerzystom było wygodniej, na słupkach od sygnalizacji świetlnej montuje się specjalne uchwyty. To nic skomplikowanego, podwójna rurka, na której w dodatku umieszczona jest reklama. Imponująca jest sieć ścieżek w mieście i okolicach. W wybrane miejsce można dojechać na kilka sposobów - krótszą trasą prowadzącą wzdłuż ruchliwej ulicy lub dłuższą, ale za to ładniej położoną, wiodącą przez pola, parki czy wzdłuż rzeki. Wszystkie trasy, przejazdy i ścieżki są oznakowane. Raz spróbowałam pojechać "po polsku". Zamiast przejechać rowerem na drugą stronę ulicy, tak jak wskazywał przejazd dla rowerzystów, przeprowadziłam rower na pasach dla pieszych. Robię tak co dzień w Olsztynie na skrzyżowaniu alei Sikorskiego z ul. Dywizjonu 303. Ale w Niemczech brak przejazdu oznacza, że w tym miejscu nie ma ścieżki i musiałam zawrócić.
Komentuj →