6 lutego 2009 |
0
(285-10)Firma W-Fono wprowadziła na rynek proszkową kulę gaśniczą. Kula gaśnicza o zamknięty w styropianowej oprawie proszek gaśniczy połączony z niewielkim ładunkiem wybuchowym zakończonym lontem, całość pokrywa syntetyczna powłoka. W momencie gdy płomienie dotrą do urządzenia, w przeciągu 3 do 10 sekund ładunek aktywuje się wyrzucając proszek gaśniczy. Kula gaśnicza aktywuje się automatycznie pod wpływem kontaktu z ogniem. Dzięki niewielkim rozmiarom i wadze (1,3 kg) produkt może być zamocowany w komorze silnika. W momencie, gdy tak zainstalowana kula zetknie się z płomieniem, wybucha gasząc ogień. Aktywacja czyli wybuch kuli nie powinien zarysować karoserii, jednocześnie chroniąc auto przed poważnymi szkodami, jakie może wywołać pożar. Warto dodać, że kula aktywuje się jedynie momencie zetknięcia z płomieniami. Nie działa pod wpływem wysokiej temperatury, ani podczas silnego uderzenia. Czyli jest całkowicie bezpieczna. Należy jednak pamiętać, aby umieścić kulę tak, aby nie miała ona bezpośredniego kontaktu z gorącymi elementami znajdującym i się pod maską. Zakup Kuli Gaśniczej to wydatek 199 złotych.
Komentuj →
6 lutego 2009 |
1
Dennis Shaffer, profesor psychologii z Ohio State University, przeprowadził ciekawe badania, które z jednej strony mogą wyjaśniać, dlaczego kierowcy jeżdżą zbyt szybko, a z drugiej - są interesującym przykładem, w jaki sposób działa nasza percepcja wzrokowa. Obowiązujące w USA przepisy mówią, że rysowane na drogach linie przerywane mają mieć długość 10 stóp, niezależnie od rodzaju drogi. Są takiej samej długości na autostradzie, jak i na wiejskich drogach. Shaffer opisał w magazynie Perception & Psychophysics wyniki trzech eksperymentów, którym poddał 400 studentów. Uczony zapytał ich, jakiej długości są linie przerywane na drogach. Odpowiedź brzmiała: dwie stopy. Badani tak samo oceniali długość linii niezależnie od tego, czy stali od niej w jakiejś odległości czy jechali samochodem po drodze. Byliśmy zaskoczeni. Po pierwsze tym, że badani tak bardzo się mylili, po drugie - że wszyscy dali praktycznie tę samą odpowiedź - mówi Shaffer. Odkrycie ma duże znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu. W rzeczywistości każda linia ma długość 10 stóp, a przerwy pomiędzy liniami - 30 stóp. Jednak ludzie oceniają i linie i przerwy na 2 stopy. Oznacza to, że poruszając się samochodem i mijając linię oraz przerwę, wydaje im się, że przejechali 4 stopy, podczas gdy w rzeczywistości przebyli odległość 10-krotnie większą! Innymi słowy, uważają, że jadą znacznie wolniej niż w rzeczywistości. Shaffer podczas badań konsultował się z inżynierami drogowymi i okazało się, że od dawna podejrzewali oni występowanie takiego fenomenu. Dotąd jednak nie było na to dowodów. Psycholog zauważył jeszcze jedno, zadziwiające zjawisko. Swoje badania rozpoczął on już w 1995 roku, jako absolwent Kent State University. W międzyczasie stanowe przepisy zmieniły długość linii z 15 do obecnych 10 stóp. Jednak na przykład w roku 2000 w Arizonie większość linii miała długość 16 stóp. Zadziwiające było to, że ludzie ankietowani w różnych latach i różnych stanach zawsze oceniali długość linii na 2 stopy. Zarówno ci z Arizony z w roku 2000, ci z czasów, gdy obowiązywała długość 15 stóp, jak i obecnie ankietowani. Jednym z wyjaśnień może być fakt, że kierowcy patrzą daleko w przód i widzą linie jako małe, a nie zwracają uwagi na te linie, które właśnie mijają. Inne wyjaśnienie to tzw. "stałość wielkości". Niektórzy specjaliści uważają, że nasz wzrok odbiera obiekt jako coś o stałych rozmiarach, niezależnie od tego, jak daleko się on znajduje. Innymi słowy, patrzymy na linie znajdujące się daleko, widzimy je krótkie i takie one dla nas są. By to zmienić, każdemu kierowcy trzeba by uświadamiać długość linii jeszcze zanim ją zobaczy zza kierownicy. Eksperymenty Shaffera były tak skonstruowane, że, logicznie ujmując, ich uczestnicy powinni zauważyć pomyłkę. W pierwszym z nich poproszono badanych o wypełnienie ankiety na temat długości linii i przerw pomiędzy nimi. W drugim na podłodze przylepiono kawałek papieru o rozmiarach linii, badanych ustawiano tak, by widzieli go z takiej perspektywy jak kierowca, i proszono by z pewnej odległości ocenili długość linii. Trzeci z eksperymentów polegał na zabraniu badanych do samochodu w roli pasażera. Mieli oni obserwować w czasie jazdy linie i ocenić ich długość. Wszystkie trzy eksperymenty pokazały, że długość linii oceniano na 2 stopy. Shaffer podejrzewa, że winny "pomyłce" jest nasz mózg. Drogi są konstruowane zgodnie z zasadami geometrii euklidesowej, a mózg działa w oparciu o geometrię nieeuklidesową. W swoich kolejnych badaniach uczony chce sprawdzić, w jaki sposób ludzie będą postrzegali długość linii widzianych pod różnym kątem, tak, jakby jadąc samochodem zbliżali się do zakrętu, oraz na ile nasz wzrok pozwala na ocenę właściwego nachylenia stoku.
Komentuj →
2 lutego 2009 |
0
(285-7)
Wirtualne ścieżki rowerowe - Wciąż w miastach mamy niewystarczającą ilość dróg wyznaczonych dla rowerów. Jeśli chcielibyśmy mieć możliwość oznaczenia własnej “ścieżki” rowerowej, a przy tym zadbać o swoje bezpieczeństwo, być może zainteresuje nas projekt LightLane. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć jak ważne jest zachowanie bezpieczeństwa na drodze. Grupą szczególnie narażoną na zderzenia drogowe są rowerzyści. Z policyjnych statystyk wynika, iż w roku 2007 doszło do 5028 wypadków z ich udziałem - z czego zginęło 498 osób, a 4530 zostało rannych. Kierowcy dobrze wiedzą jak w przypadku rowerzystów ważne jest używanie odblasków i świateł – zwłaszcza po zmroku. Podnoszą one ich widoczność z odległości powyżej kilkuset metrów. Urządzenie LightLane składa się z lasera, dzięki któremu możemy zaznaczać wirtualne ścieżki rowerowe. Zwrócą one szczególną uwagę kierowców wyprzedzających lub wymijających cyklistów. Dodatkowo, dzięki wyznaczeniu równoległych linii pozwoli określić strefę bezpieczeństwa rowerzysty. Pomysł jest bardzo ciekawy, jednak na razie to tylko projekt koncepcyjny.
Komentuj →
2 lutego 2009 |
2
Wypadki samochodowe podczas gołoledzi zdarzają się aż czterokrotnie częściej niż na mokrej nawierzchni oraz dwukrotnie częściej niż na zaśnieżonych jezdniach.* Wahania temperatury w okolicach zera stopni oraz nocne i poranne przymrozki sprzyjają powstawaniu cienkiej i niewidocznej warstwy lodu, która może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo dla kierowców.
Gołoledź powstaje najczęściej w momencie, kiedy deszcz lub mgła opada na podłoże o temperaturze niższej niż zero stopni. W takich warunkach woda idealnie przylega do powierzchni, tworząc cienką warstwę lodu. Jest ona niewidzialna na czarnej nawierzchni dróg, dlatego często nazywa się ją czarnym lodem. Występuje najczęściej, gdy po mroźnych i suchych zimach przychodzi ocieplenie. Uśpiona czujność kierowców - którzy po okresie jazdy w ekstremalnych warunkach na drogach pokrytych śniegiem, automatycznie zwiększają prędkość, widząc czarną jezdnię – może mieć tragiczne skutki. Kiedy podczas jazdy nagle zrobi się podejrzanie cicho wewnątrz samochodu i jednocześnie nastąpi wrażenie, jakbyśmy bardziej “płynęli” niż jechali, to oznaka, że najprawdopodobniej jedziemy po idealnie równej i śliskiej powierzchni, czyli po czarnym lodzie – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. To chyba najbardziej niebezpieczne zjawisko, które ma związek z wpływem pogody na warunki drogowe. Stanowi śmiertelne zagrożenie dla kierowców – dodaje.
Najważniejszą zasadą, o której należy pamiętać, jadąc podczas gołoledzi, to zmniejszenie prędkości, hamowanie pulsacyjne i niewykonywanie gwałtownych manewrów. Prawa fizyki są niepodważalne – obowiązkowe o tej porze roku opony zimowe zwiększają bezpieczeństwo, jednak nie są w stanie uchronić przed poślizgiem. Samochód podczas poślizgu na czarnym lodzie to już nie samochód, a pędzący w bliżej nieokreślonym kierunku ciężki przedmiot, który nie wiadomo gdzie się zatrzyma. Stanowi realne zagrożenie nie tylko dla samego kierowcy, ale także dla innych uczestników ruchu, w tym pieszych stojących np. na przystankach autobusowych lub idących chodnikiem. Zatem i oni powinni zachować szczególną ostrożność w trakcie gołoledzi – ostrzegają trenerzy Szkoły Jazdy Renault. Co robić w momencie, kiedy auto wpadnie w poślizg? W przypadku, kiedy tylne koła tracą przyczepność (nadsterowność), należy wykonać kierownicą kontrę w celu naprowadzenia samochodu na prawidłowy tor jazdy. W żadnym wypadku nie należy naciskać na hamulec, gdyż spowoduje to pogłębienie się nadsterowności. W przypadku podsterowności, czyli uślizgu przednich kół, który występuje podczas skrętu, należy natychmiast zdjąć nogę z gazu, zmniejszyć wykonywany wcześniej skręt kierownicą i delikatnie wykonać go ponownie. Takie manewry pozwolą odzyskać przyczepność i skorygować tor jazdy.
Ułatwione zadanie mają kierowcy, których samochody wyposażone są w system ABS. Jego rolą jest nie dopuścić do zablokowania kół podczas hamowania i tym samym zapobiec poślizgowi. Pomimo tego, że auta z tym systemem mają krótszą drogę hamowania, należy pamiętać, że nawet najdoskonalszy system nie jest w stanie uchronić przed zagrożeniem kierowcy, który jedzie zbyt szybko. Dlatego ważne jest, aby zawsze pamiętać o dostosowaniu odpowiedniej prędkości do warunków panujących na drodze.
*Swedish National Road and Transport Research Institute
Komentuj →
9 lutego 2009 |
0
Skończyła się skala w alkotesterze - Nawet do 2 lat pozbawienia wolności grozi 44-letniemu mężczyźnie, który kierował fordem po sporej ilości alkoholu. Dokładnie nie wiadomo, ile mężczyzna miał promili w organizmie, bo.... skończyła się skala w alkomacie. Urządzenie to wskazuje wyniki do 4 promili alkoholu. Do tego okazało się, że mężczyzna przewoził kradzione drzewo. Policjanci z Milicza zostali poinformowani, że na drodze pomiędzy miejscowościami Niesułowice - Duchowo (gmina Milicz) fordem escortem jedzie prawdopodobnie nietrzeźwy kierowca. Na miejsce skierowany został patrol. Funkcjonariusze dojeżdżając na miejsce, zauważyli jak kierowca wykonuje manewr cofania w leśną drogę. Policjanci podjechali i bliżej i zatrzymali pojazd do kontroli drogowej. Za kierownicą forda siedział 44-letni mieszkaniec Milicza. Mężczyzna był kompletnie pijany. Przeprowadzone badanie stanu trzeźwości wprawiło policjantów w zdumienie. Na urządzeniu, którym policjanci sprawdzali trzeźwość kierowcy skończyła się skala. Alkotest wskazuje wyniki do 4 promili alkoholu w organizmie. W trakcie dalszej kontroli funkcjonariusze w bagażniku samochodu i na jego tylnym siedzeniu znaleźli 23 drewniane klocki brzozowe. Okazało się, że drewno to zostało skradzione. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Za prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości grozi kara pozbawienia nawet do 2 lat.
Pijany 18-latek wjechał w pieszych - 18-latek, uczeń II klasy ogólniaka, szalał pijany na swoim quadzie po Zdworzu. Na ścieżce rowerowej wjechał w dwóch pieszych, zresztą też pijanych i uciekł. Na miejsce wypadku doprowadzili go z powrotem... rodzice. Teraz chłopak odpowie za jazdę pod wpływem alkoholu oraz za spowodowanie kolizji z pieszymi. Z materiałów sprawy prowadzonej przez posterunek Policji w Łącku wynika, że chłopak ok. 14:00 wyszedł z domu, żeby razem z kolegami pojeździć na quadach. Wtedy był zupełnie trzeźwy. Po kilku godzinach ktoś anonimowo powiadomił matkę chłopaka, że jej syn po prostu szaleje po miejscowych drogach i dróżkach. Było już ok. 18:00 i zaniepokojeni rodzice wyruszyli na poszukiwanie syna. Tymczasem nieco wcześniej, ok.17:40, drugoklasista z wielką fantazją pruł w swoim pojeździe ścieżką rowerową, którą akurat szli dwaj starsi mężczyźni. Ci nie zdążyli uskoczyć przed rozpędzonym quadem - jeden upadł zdrowo potłuczony, drugi wręcz przeszybował nad pojazdem, po drodze zawadzając o kierowcę. Ten ostatni po prostu uciekł.
Z relacji rodziców 18-latka wynikało, że podeszli oni do miejsca kolizji akurat w chwili, gdy wokół obu potłuczonych pieszych zgromadził się już tłum ludzi. Tknięci przeczuciem wrócili szybko do domu i tam zastali swoje dziecko w łóżku. Chłopka był kompletnie pijany. Rodzice kazali wrócić synowi na ścieżkę rowerową. Badania wykazały, że 18-latek miał niemal 2,5 promila alkoholu w organizmie. On i jeden z pieszych trafili do szpitala. Chłopak ma pęknięty obojczyk, a ofiara zdarzenia - ogólne potłuczenia. Jak się okazało nikt z uczestników tej kolizji nie był trzeźwy. Od mężczyzny zabranego do szpitala pobrano krew do badań, drugi, choć też obolały, odmówił pomocy lekarskiej, za to dał się zbadać alkomatem –wynik wskazał ponad 1,3 promila alkoholu w organizmie. Policjanci z posterunku w Łącku postawią 18-latkowi dwa zarzuty. Wniosek o ukaranie go za jazdę pod wpływem alkoholu trafi do sądu karnego, a przed sądem grodzkim chłopak odpowie za spowodowanie kolizji z pieszymi.
Pijany wiózł pasażerów w bagażniku - W ręce mokotowskich policjantów wpadł 20-letni mężczyzna, który po alkoholu wiózł pasażerów. A było ich kilku. W kabinie podróżowało sześciu zamiast czterech pasażerów. Kierowca nie chciał swoich pozostałych znajomych pozostawić bez transportu, więc kolejne dwie osoby przewoził w bagażniku. Dzięki czujności pracownika miejskiego monitoringu niebezpieczną podróż, która mogła skończyć się tragicznie, zakończyli mundurowi. Pracownik monitoringu miejskiego nie wierzył własnym oczom, kiedy po 2:00 obserwował grupę osób podchodzącą do osobowego suzuki. Wszystko wskazywało na to, że 10 osób zamierza jechać jednym samochodem. Do środka jednak wsiadło 6 pasażerów oraz młody kierowca. 3 pozostałe osoby rozmawiały tuż obok. Po chwili dwóch kolejnych mężczyzn zajęło miejsca leżące w bagażniku. Ostatnia z osób uderzając w dach samochodu dała znak 20-latkowi, że mogą ruszyć. Na szczęście podróż nie trwała długo, gdyż pracownik monitoringu zaraz o wszystkim zaalarmował policjantów. Patrol zatrzymał samochód dwie ulice dalej. Z samochodu wysiadło dziewięciu podróżujących. Kierujący był pod wpływem alkoholu. Badanie Wojciecha J. wykazało blisko 1,5 promila alkoholu w organizmie. Na kolejne trzy lata stracił uprawnienia do kierowania pojazdami. Do tego grozi mu kara grzywny oraz kara do dwóch lat więzienia.
(285-8)
Komentuj →
8 lutego 2009 |
3
We Wrocławiu powstał nowy ranking szkół nauki jazdy. Egzaminatorzy Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego we Wrocławiu uwzględniki 44 szkoły jazdy z miasta i okolicy. Policzyli, która z nich ma najlepsze wyniki w zdawalności egzaminu na prawo jazdy. Okazuje się, że poziom szkół jest bardzo różny. W najlepszych zdaje za pierwszym razem egzamin, co drugi kursant, w najgorszych - nawet co piąty. To bez wątpienia świadczy o profesjonalizmie instruktorów. Zanim zatem wydamy ponad tysiąc złotych na kurs, warto się zastanowić, na którą szkołę się zdecydować. - Ogólnie szkoły wypadają dość przyzwoicie - uważa Łucjan Górski, egzaminator nadzorujący z WORD we Wrocławiu. - Ciągle są jednak u nas kursanci, którzy po kilkudziesięciu godzinach szkolenia nie potrafią wskazać wlewu oleju, a to już wstyd dla instruktorów.
Zwycięzcą rankingu została szkoła Atut, u Rafała Widulińskiego. W niej prawo jazdy, za pierwszym razem, dostaje co drugi kandydat na kierowcę. Jaki jest przepis na sukces? - Profesjonalizm kadry, ciągłe uczenie się nowych rzeczy i siła spokoju - powiedział właściciel szkoły. Instruktorzy nie tylko powinni mieć wiedzę i umieć ją przekazać. Ci ze szkoły Widulińskiego chodzą na kurs psychologii, żeby tak przygotować kursanta na egzamin, by nie puściły mu nerwy. Na rozładowanie stresu za kierownicą najlepsi polecają cichą muzykę relaksacyjną. Instruktorzy namawiają też, żeby nie demonizować obrazu egzaminatorów. - To nie ma sensu, a tylko wtedy łatwiej o błąd u kandydata na kierowcę - uważa Leszek Rabsztyn z Akademii Dobrej Jazdy, drugiej w rankingu.
(285-16)
^ Redakcja PRAWA DROGOWEGO @ NEWS gratuluje zwyciężcy
Ranking szkół jazdy według zdawalności egzaminu za pierwszym razem:
Ośrodek Szkolenia Kierowców Atut - 56,8 proc.
Akademia Dobrej Jazdy - 50 proc.
Prywatna Szkoła Nauki Jazdy Tadeusz Owoc - 49,02 proc.
OSK AutoFAN - 46,88 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców AUTO-STOP - 45 proc.
Szkoła Jazdy Kursant - 43,21 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Szerokiej Drogi - 40,48 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Na Gwareckiej - 39,75 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Waszkiewicz - 35,05 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Auto VIP - 35 proc.
OSK Żuraw - 34,84 proc.
OSK Test - 34,59 proc.
Ośrodek Edukacji Ruchu Drogowego i Nauki Jazdy OSK Paweł Brychczyński - 34,34 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Drift - 34,34 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Maciej Szczotka - 33,86 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Manewr - 33,59 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Motorex - 33,04 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Auto Rondo - 32 proc.
Nauka Jazdy Kandydatów na Kierowców Ryszard Olszyński - 30,28 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Instruktor - 30,28 proc.
Szkoła Nauki Jazdy Orion - 29,90 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Danuta - 29,87 proc.
Ryszard Witan, Ośrodek Szkolenia Kierowców Miraż-Hit - 29,58 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Bis - 29,41 proc.
Wolski & Gliga - 29,32 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców ABC-Moto - 27,83 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Iza - 27,35 proc.
Krzysztof Radwański, Tak - 27,21 proc.
Maria Kozłowska. Ośrodek Szkolenia Kierowców - 27,03 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Oświata - 26,95 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Banaś - 26,80 proc.
Nauka Jazdy Kamiński - 26,37 proc.
Szkoła Jazdy Centrum - 25,10 proc.
Polski Związek Motorowy, Ośrodek Szkolenia Kierowców - 24,28 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Renata - 22,08 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Motoklub - 17,74 proc.Ranking szkół jazdy według zdawalności egzaminu za pierwszym razem
Ośrodek Szkolenia Kierowców Atut - 56,8 proc.
Akademia Dobrej Jazdy - 50 proc.
Prywatna Szkoła Nauki Jazdy Tadeusz Owoc - 49,02 proc.
OSK AutoFAN - 46,88 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców AUTO-STOP - 45 proc.
Szkoła Jazdy Kursant - 43,21 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Szerokiej Drogi - 40,48 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Na Gwareckiej - 39,75 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Waszkiewicz - 35,05 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Auto VIP - 35 proc.
OSK Żuraw - 34,84 proc.
OSK Test - 34,59 proc.
Ośrodek Edukacji Ruchu Drogowego i Nauki Jazdy OSK Paweł Brychczyński - 34,34 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Drift - 34,34 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Maciej Szczotka - 33,86 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Manewr - 33,59 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Motorex - 33,04 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Auto Rondo - 32 proc.
Nauka Jazdy Kandydatów na Kierowców Ryszard Olszyński - 30,28 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Instruktor - 30,28 proc.
Szkoła Nauki Jazdy Orion - 29,90 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Danuta - 29,87 proc.
Ryszard Witan, Ośrodek Szkolenia Kierowców Miraż-Hit - 29,58 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Bis - 29,41 proc.
Wolski & Gliga - 29,32 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców ABC-Moto - 27,83 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Iza - 27,35 proc.
Krzysztof Radwański, Tak - 27,21 proc.
Maria Kozłowska. Ośrodek Szkolenia Kierowców - 27,03 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Oświata - 26,95 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Banaś - 26,80 proc.
Nauka Jazdy Kamiński - 26,37 proc.
Szkoła Jazdy Centrum - 25,10 proc.
Polski Związek Motorowy, Ośrodek Szkolenia Kierowców - 24,28 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Renata - 22,08 proc.
Ośrodek Szkolenia Kierowców Motoklub - 17,74 proc.
Komentuj →
8 lutego 2009 |
1
(285-9)
^ Rozbite samochody, kukły udające ofiary i puste butelki po alkoholu - takie instalacje łatwo znaleźć w okolicach tajskich szkół. Mają zniechęcać młodzież do wsiadania za kółko po paru piwkach. Jedni są zadowoleni, twierdząc, że jeśli uchroni to, choć kilka osób przed śmiercią bądź kalectwem, to warto takie sceny inscenizować. Innych to śmieszy, jeszcze inni twierdzą, że tego typu happeningi rozpraszają uwagę kierowców.
Komentuj →
7 lutego 2009 |
0
Średnio dwukrotnie zdrożały mandaty w Niemczech. Za jakie wykroczenia zapłacimy najwięcej? Po pierwsze, nie warto wsiadać za kierownicę pod wpływem alkoholu bądź narkotyków. Za pierwszą wpadkę trzeba zapłacić, aż 500, za drugą 1000, za trzecią już 1500 euro. Po drugie, za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym można uszczuplić swój portfel o 760 euro. Po trzecie, nie warto uparcie jechać lewym pasem. Ta przyjemność kosztuje u naszych zachodnich sąsiadów 80 euro. O 10 więcej trzeba z kolei zapłacić za przejazd na czerwonym świetle. Rząd tłumaczy podwyżki koniecznością zwiększeniem bezpieczeństwa podróżnych. Mandaty w Niemczech nie należały do tanich. Mimo to Ministerstwo Komunikacji uznało, że nadszedł czas na kolejną podwyżkę. W Niemczech liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach samochodowych spada systematycznie. Mimo to, uznano, że 5 tys. zabitych rocznie to ciągle zbyt wysoka liczba. Statystyki wypadkowe prowadzi się w Niemczech od 1953 r. W latach 70. na niemieckich drogach ginęło ponad 20 tys. osób rocznie. Mimo zwiększenia mobilności Niemców i liczby samochodów, liczba wypadków systematycznie spada. – W Niemczech jest zarejestrowanych 55,5 mln samochodów, w tym 46,5 mln pojazdów osobowych. Jeszcze nigdy nie odnotowano tak małej liczby ofiar śmiertelnych na naszych drogach – informuje biuro prasowe niemieckiego automobilklubu ADAC. Wyższe mandaty obowiązują od 1 lutego 2009 r.
Komentuj →
6 lutego 2009 |
0
Siedem osób zostało rannych po tym, jak samochód wjechał w grupę ludzi w Warszawie - poinformował Rafał Marczak z zespołu prasowego stołecznej policji. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kierująca samochodem renault kobieta straciła panowanie nad autem, kiedy zmieniała pas. Wjechała w grupę osób, czekających na zmianę światła przy przejściu dla pieszych. Staranowała też sygnalizator świetlny. Ranni, wśród których jest sprawczyni wypadku, zostali przewiezieni do szpitala. Z informacji policji wynika, że obrażenia poszkodowanych są lekkie i "średnio ciężkie". "Nie są to obrażenia zagrażające życiu tych osób" - powiedział Marczak.
Komentuj →
6 lutego 2009 |
1
Legniccy policjanci postawili zarzuty instruktorowi nauki jazdy, który poświadczał nieprawdę w dokumentach ukończenia szkolenia dla osób ubiegających się o prawo jazdy. Dokumenty te były niezbędne, aby zapisać się na egzamin państwowy. O przestępstwie poinformowała właścicielka szkoły nauki jazdy. 40-letni instruktor przyznał się do wpisywania w dokumenty kursantów godzin szkoleń, których nigdy nie przeprowadził. Adeptom nauki jazdy instruktor tłumaczył, że ich umiejętności są już na tyle wysokie, że spokojnie poradzą sobie na egzaminie. Policjanci ustalili, że sfałszował dokumenty 12 kursantów. - Za tego typu przestępstwo grozi do pięciu lat więzienia - przypomina mł. asp. Magdalena Kruaze z biura prasowego dolnośląskiej policji – poinformowała “Gazeta Wyborcza Wrocław”.
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
W Lublinie Zarząd Dróg i Transportu ustawił parkomaty przy ulicy, na której nie można się zatrzymywać. - To jakiś absurd - dziwią się kierowcy. Od czwartku obowiązuje nowa strefa płatnego parkowania. Z części ulic zniknęły parkomaty. Zostały ustawione w innych miejscach. Drogowcy zamontowali je m.in. przy ul. Gdańskiej. Problem jednak w tym, że obowiązuje tam zakaz zatrzymywania. Do redakcji zadzwoniło kilkunastu zdumionych kierowców. - Takiego absurdu jak na ul. Gdańskiej dawno nie widziałem. Przy drodze, na której jest zakaz zatrzymywania się, ustawiono parkomaty. Nie wiem, czy od razu można zapłacić w nich za mandat, czy jest to niezależna opłata? - pytał ironicznie Dariusz Kosobudzki. - Jeśli zaparkuję, to od kogo dostanę mandat? Od policji za niedostosowanie się do znaku, czy od zarządu dróg za niezapłacenie za postój? A może od obu tych instytucji? - dopytywał Grzegorz Tylczyński. Okazuje się, że zostawiając auto na ul. Gdańskiej bez biletu parkingowego, groziłaby nam kara w wysokości 150 zł. Kontrolerzy z zarządu dróg nałożyliby tzw. opłatę dodatkową w wysokości 50 zł. Natomiast policja, za niestosowanie się do znaku zakazu, mogłaby ukarać nas mandatem 100-złotowym i jednym punktem karnym - nawet jeśli wykupilibyśmy postój w parkomacie. Zarząd Dróg i Transportu wie o zakazie zatrzymywania. - Włączenie tej ulicy do strefy płatnego parkowania nie wyklucza, że na pewnych odcinkach może być zakaz zatrzymywania. Na odcinku od Więckowskiego do Zielonej nie można stawać tylko po jednej stronie. Natomiast od Kopernika do Zamenhofa były prowadzone rozmowy, aby znak ten został usunięty - mówi Renata Borkowska-Kubiak z ZDiT. - I tak mało kierowców stosowało się do tego zakazu, więc mamy nadzieję, że może zniechęcimy ich opłatami.
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
W Lublinie uczniowie szkół plastycznych zaprojektowali ustawienie na rondach rzeźb plenerowych. I wywołali dyskusję! Zdaniem policji i członków PZMot tak przyozdobione ronda mogą zagrażać bezpieczeństwu na drogach. O pomyśle dyrektora wydziału gospodarki komunalnej Tomasza Radzikowskiego, który zaproponował by na lubelskich rondach ustawić rzeźby "Gazeta" pisała już kilkakrotnie. Projekty "dekoracji" skrzyżowań, nawiązujące do Unii polsko-litewskiej i historii Lublina, wykonali uczniowie Zespołu Szkół Plastycznych w Lublinie. Jeszcze nie wiadomo czy rzeźby w ogóle znajdą się na rondach, a już wzbudzają kontrowersje. Ostrożnie wypowiadają się na ich temat historycy sztuki i artyści. Natomiast pomysł zdecydowanie nie podoba się policji. - Kierowcy zamiast uważać na drogę, będą patrzeć na rzeźby i się rozpraszać. Uważamy, że to zły pomysł - mówi Arkadiusz Kalita z zespołu ds. kontaktów społecznych i profilaktyki wydziału ruchu drogowego KWP. - Nie konsultowałem pomysłu z policją, bo nie było takiej potrzeby. Na razie wszystko jest jeszcze na etapie ustaleń - tłumaczy Radzikowski. Z policją zgadzają się przedstawiciele Polskiego Związku Motorowego w Lublinie, którzy uważają, że ronda to nieodpowiednie miejsca dla tego typu obiektów. - Ronda są świetnym rozwiązaniem dla spowolnienia ruchu. Już i tak często kierowcy źle się na nich ustawiają i potem zmnieniają pasy, zakłócając ruch. Dodatkowe rozproszenie ich uwagi nie będzie sprzyjało bezpieczeństwu - wyjaśnia Waldemar Czerniak, prezes PZMot. - Nie wyobrażam sobie, by te rzeźby nie odwracały uwagi. Przecież nie będą niewidzialne, a poza tym taka będzie ich rola, by przyciągały wzrok - dodaje Czerniak. Proponuje też by ustawić je na skwerach, placach zabaw lub w parkach. Wszystkie te miejsca są jego zdaniem lepsze niż ronda. W dalszym ciągu nie wiadomo jeszcze, gdzie konkretnie rzeźby miałyby się znaleźć, ani kto miałby wybrać zwycięskie projekty. - Prawdopodobnie będziemy się konsultować z panią prezydent Elżbietą Kołodziej-Wnuk, z biurem promocji miasta i z innymi gremiami. Moim zdaniem rzeźby powinny stanąć na rondach - mówi Radzikowski. Na razie projekt utknął w miejscu i nie ma żadnych nowych postanowień.
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
“Gazeta Wyborcza Kielce” relacjonuje: "Nie przeszkadzajcie kierowcy, zajmijcie się sobą i podziwiajcie przez okno zimową aurę, wejdźcie lepiej do kałuży, zamiast iść drogą" - czytamy w liście, który policja napisała do uczniów kieleckich szkół. Ma to być jeden ze sposobów na poprawienie bezpieczeństwa podczas ferii. List dotarł już do Świętokrzyskiego Kuratorium Oświaty. Ma być odczytany w podstawówkach i gimnazjach. Oficjalnie nazwany jest "komunikatem sekcji ruchu drogowego kieleckiej policji". Ale typowym komunikatem z pewnością nie jest. "Poza miastem, gdy brak jest chodnika, wybierajcie drogę, na której znajduje się szerokie pobocze, idźcie lewą stroną jezdni, a w razie zagrożenia zejdźcie w porę z jezdni, czasami kosztem wejścia w śnieżną zaspę. Lepiej przemoczyć buty i nogawki spodni, niż sprawdzić, kto mocniejszy... auto czy my?" - piszą policjanci. Są też wskazówki dla dzieci jadących autokarem czy samochodem z rodzicami. "Swoim zachowaniem nie odwracajcie uwagi kierowcy, zajmijcie się sobą, a wyglądając przez szybę pojazdu, podziwiajcie uroki przepięknej zimowej aury" - instruują funkcjonariusze. Autorem listu jest aspirant Tomasz Królak z sekcji ruchu drogowego kieleckiej policji. - Jestem też tatą 4,5-letniego dziecka i to pomogło mi w napisaniu tego listu - mówi. Przyznaje, że taka forma "komunikatu" nie jest przypadkowa. - Surowe przypominanie o zasadach ruchu drogowego nie sprawdza się. Chcieliśmy, aby był on napisany językiem przystępnym i prostym - tłumaczy Królak. Z "komunikatem" policji nasi uczniowie mają się zapoznać przed feriami zimowymi, które zaczynają zaczęły się 14 lutego. - Chcemy w ten sposób pomóc szkole. Nauczyciele w ostatnich dniach przed zimową przerwą zajmuję się głównie nauką, wystawianiem ocen semestralnych - twierdzi aspirant Królak. Policja ma też plany na przyszłość. - Na razie to list, ale myślimy o filmie promującym bezpieczeństwo - informuje policjant. Krzysztof Korona, psycholog i psychoterapeuta, po przeczytaniu "komunikatu" miał mieszane uczucia. - Jedno jest pewne, o takich sprawach należy mówić, bo w wypadkach jest rannych i umiera więcej osób niż na wojnie - stwierdził. Zaraz jednak dodał, że ma wątpliwości, czy taki "komunikat" będzie skuteczny. - Postrzegamy policję jako instytucję działającą według procedur - sztywniarską, z mundurem i czapką. Czy budowanie relacji braterskich pomiędzy policją a uczniami jest dobre? Mam wątpliwości - mówi psycholog. Choć przyznaje, że policja musi próbować nowych rozwiązań. - Żyjemy w innych czasach niż 15 lat temu. Trzeba szukać nowych sposobów dotarcia do młodych ludzi - twierdzi Korona. Rady (nie tylko) dla dzieci: - w kurortach górskich możemy spotkać się z zaprzęgami konnymi (to duże sanie ciągnięte przez konie); Zwierzęta te mogą łatwo się spłoszyć i być tym samym dla was niebezpieczne; - wybierając się w dalszą podróż, poproście rodziców, aby przygotowali i zabrali dla was termos z gorącą herbatą; - przewożone sprzęty zimowe (narty, kijki, sanki, łyżwy) muszą być w pojeździe tak zabezpieczone, by w razie gwałtownego hamowania nie przemieściły się i nie zrobiły wam krzywdy; - robiąc tzw. kulig, nie doczepiajcie sanek z tyłu do samochodu - w razie gwałtownego hamowania możecie zrobić sobie krzywdę, rozbić głowę czy nos, a także uszkodzić pojazd, do którego jesteście doczepieni. Cały komunikat znajduje się na internetowej stronie świętokrzyskiego kuratorium oświaty.
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
68-letnia mieszkanka Korei Południowej 771 razy próbowała zdać egzamin na prawo jazdy. Historię kobiety - zdeterminowanej by posiadać własne auto - opisują południowokoreańskie media. 68-latka o nazwisku Cha od 2005 roku przystępowała do pisemnego egzaminu na prawo jazdy prawie w każdym dniu roboczym. Po raz 771 nie udało jej się zdać egzaminu w ostatni poniedziałek. W ciągu czterech lat kobieta wydała na opłaty egzaminacyjne ponad 3500 dolarów. Media cytują wypowiedź jednego ze sprawdzających testy policjantów. Choi Yong-Cheol oświadczył, że informowanie pani Cha o kolejnych porażkach stało się jego przykrym obowiązkiem. Policjant obiecał ufundować kobiecie tablicę pamiątkową, jeśli w końcu uda jej się zdobyć upragnione prawo jazdy. 68-latka prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu przystąpi do egzaminu po raz 772. Polska może pochwalić się wieloma kandydatami na kierowców, którzy po kilkanaście razy ubiegali się o prawo jazdy. Nie słyszeliśmy jednak o tak spektakularnym rekordzie.
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
(285-3)
W Hali Sportowej OSiR w Koluszkach odbyła się Ogólnopolska Międzyszkolna Liga Mistrzów Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Konkurowały drużyny z województwa małopolskiego, świętokrzyskiego, podkarpackiego, mazowieckiego oraz reprezentacja z Koluszek. Najlepsi dostali puchary od organizatorów imprezy. W większości są to laureaci corocznej, ogólnopolskiej edycji Turnieju Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Również reprezentacja z Koluszek ma już na swoim koncie tytuł wicemistrza Polski w kategorii drużynowej i indywidualnej. Organizatorami imprezy była komenda powiatowa Policji dla powiatu łódzkiego wschodniego wraz z dyrekcją i nauczycielami ze szkoły podstawowej nr 1 i gimnazjum nr 2 w Koluszkach. Honorowy patronat nad zawodami objął Komendant Powiatowy Policji w Koluszkach oraz Burmistrz Miasta i Gminy Koluszek. Sędzią głównym był Naczelnik Sekcji Ruchu Drogowego podinsp. Piotr Janiszewski.
Turniej składał się z dwóch konkurencji. Pierwsza, praktyczna, sprawdzała umiejętności jazdy na rowerze typu "góral". Uczestnicy mieli do pokonania tor sprawnościowy składający się z 10 przeszkód o różnym stopniu trudności. W drugiej, teoretycznej, uczestnicy zmagali się z testem wiedzy składającym się z 25 pytań z zakresu ruchu drogowego. Najlepszą drużyną okazała się reprezentacja ze szkoły podstawowej i gimnazjum w Czarnej z woj. podkarpackiego. Otrzymała ona puchar komendanta powiatowego Policji powiatu łódzkiego wschodniego (w kategorii: najlepsza drużyna szkoły podstawowej) oraz puchar Burmistrza Miasta Koluszek (w kategorii: najlepsza drużyna z gimnazjum). Reprezentacja z Koluszek znalazła się na trzecim miejscu, zaraz za drużyną ze szkoły podstawowej z Włoszczowy (woj. mazowieckie) i za drużyną z gimnazjum z Przeciszowa (woj. małopolskie). W kategorii indywidualnej najlepszymi zawodnikami okazali się Łukasz Barnaś (gimnazjum w Czarnej) oraz Maciej Para (szkoły podstawowa z Czarnej). Puchary dla najlepszych wręczyli organizatorzy imprezy, m.in. Komendant Powiatowy Policji w Koluszkach i Naczelnik Sekcji Ruchu Drogowego.
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
W Warszawie garaże przesiadkowe coraz bardziej popularne wśród kierowców. Do tego stopnia, że dwa z nich wypełniają się już do ostatniego miejsca. Po brzegi wypełniają się te - przy stacji metra Marymont i Wilanowska. Coraz bardziej popularny staje się też największy stołeczny parking "parkuj i jedź" przy stacji Młociny. Kierowcy wolą zostawić samochód na obrzeżach centrum i dalej pojechać komunikacją miejską. Dużo wolnego miejsca można za to znaleźć na najnowszym parkingu w pobliżu stacji metra Stokłosy. Zarząd Transportu Miejskiego zorganizował go na pętli autobusowej Ursynów Płd. Zwykle zajęta jest tam jedna czwarta miejsc. Minusy tej lokalizacji to brak ochrony i miejsca "pod chmurką". W tym roku mają powstać kolejne dwa parkingi - przy stacji metra Ursynów i przy stacji kolejowej w Aninie.
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
"Nikt nigdy cię nie kochał", "Uważaj na grasujące zombie", "Przed tobą smoki" – te i podobne im komunikaty od kilku dni czytają Amerykanie na przenośnych tablicach drogowych. Amerykańskie służby drogowe powszechnie korzystają z elektronicznych tablic zamontowanych na niewielkich ruchomych przyczepkach. Ustawiane są one przy drogach, na których prowadzone są remonty. Teoretycznie dostęp do nich powinni mieć tylko drogowcy. Ale jest inaczej - portal Jalopnik. Com opublikował tekst, w którym dowodził, że są one w przeważającej większości nie zabezpieczone. Wystarczy otworzyć skrzynkę z pulpitem sterującym, która na ogół nie jest zamknięta nawet na kluczyk. Potem wpisać tekst na klawiaturze, wcisnąć Enter i gotowe - tekst pojawia się na tablicy. I tak w wielu miejscach w Stanach zaczęły się więc pojawiać zdumiewające komunikaty. Czyja to wina? W sumie drogowców. Nie zamykają skrzynek sterujących, jeśli już zabezpieczą pulpit sterujący hasłem, to samo hasło pozostawiają niezmienione. Zabawa w zmienianie tekstów na tablicach może i jest głupia, ale należy się cieszyć, że nikt nie robi tego na poważnie. Bo gdyby napisać, że droga wiedzie wprost w przepaść, to niejeden na pewno by to zrobił. Wystarczy przypomnieć sobie z jaką ufnością kierowcy podchodzą do wszelkich rzeczy, jakie podpowiada im system nawigacji. Wjazd na schody, do rzeki, jeziora - przykłady można mnożyć. Należy się więc cieszyć, że to wygłup, która poprawi zabezpieczenie bardzo ważnych elementów bezpieczeństwa na amerykańskich drogach. Choć nie wiadomo, czy jeden z naszych ulubionych portali niedługo nie zniknie z sieci a jego twórcy nie trafią do ściśle strzeżonej bazy, w którymś z mało przyjaznych krajów...
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
Przez cały luty będzie trwało przekazywanie warszawskim przedszkolom zestawów edukacyjnych “Dziecko w ruchu drogowym – mini-miasteczko ruchu drogowego”. Miasto zakupiło 34 takie komplety oraz 149 rowerów z kółkami podporowymi. Nauka zasad bezpiecznego poruszania się po ulicach skierowana jest do 5-6-latków. Podczas zajęć prowadzonych w przedszkolach dzieci dowiadują się także jak powinny być ubrane na rowerze i w co wyposażone. W zestawach przekazywanych przez miasto znajdują się więc także kaski, ochraniacze rąk i kolan oraz kamizelki odblaskowe. Łączny koszt zestawów to blisko 477 tys. zł, a wyposażenie jednego przedszkola wynosi ponad 4 tys. zł. Naukę przedszkolaków Warszawa prowadzi wspólnie z policjantami Wydziału Ruch Drogowego KSP i strażnikami Straży Miejskiej w ramach zajęć z wychowania komunikacyjnego. Lekcje rozpoczęły się w styczniu i będą przeprowadzone w 139 przedszkolach. Problematyka bezpieczeństwa najmłodszych uczestników ruchu drogowego i kształtowanie prawidłowych zachowań dzieci i młodzieży na jezdni pozostaje w szczególnym zainteresowaniu władz Warszawy. Jest to jedno z głównych zadań warszawskiego “Programu Zapobiegania Przestępczości oraz Ochrony Bezpieczeństwa Obywateli i Porządku Publicznego.” Wychowanie komunikacyjne przedszkolaków jest także jednym z założeń “Koncepcji poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym na terenie m. st. Warszawy” opracowanej przez Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu m. st. Warszawy.
(285-4)
I Ty też kup0-502-659-431
Komentuj →
5 lutego 2009 |
0
Władze Hanoi zakazały przewożenia żywych ptaków na rowerach i motocyklach, co ma zapobiec wybuchowi epidemii ptasiej grypy w stolicy Wietnamu. Od początku tygodnia wszystkie żywe ptaki wwożone do miasta muszą być transportowane przez specjalne samochody. Ptaki muszą mieć także certyfikat zdrowia wydany przez lokalne władze weterynaryjne - głosi wtorkowy komunikat władz miejskich. W Hanoi nie odnotowano dotąd przypadku wystąpienia groźnego dla ludzi wirusa H5N1. W tym tygodniu wietnamskie ministerstwo rolnictwa poinformowało o nowym ognisku ptasiej grypy w południowej prowincji Ca Mau, gdzie u kilkuset kaczek stwierdzono chorobę. Wprowadzone właśnie ograniczenia mogą być trudne do wyegzekwowania, ponieważ sporą część sześciomilionowego Hanoi stanowią obszary, gdzie motocykle i rowery są podstawowym środkiem transportu. W Wietnamie, w północnej prowincji Than Hoa, od początku tego roku potwierdzono jeden śmiertelny przypadek ptasiej grypy wśród ludzi. Od 2003 roku na ptasią grypę zachorowało ponad 400 ludzi, a ponad 250 zmarło, z czego około 50 w Wietnamie - podała Światowa Organizacja Zdrowia.
Komentuj →
4 lutego 2009 |
0
Zatrzymano 20-letniego pasażera audi, który usiłował wręczyć policjantom łapówkę. Chciał uchronić przed karą kobietę, która siedziała za kierownicą. 18-letnia mieszkanka Myszkowa nie miała bowiem prawa jazdy. Wyszło to na jaw podczas kontroli drogowej. Policjanci o zajściu natychmiast powiadomili oficera dyżurnego. Młoda kobieta za kierowanie samochodem bez uprawnień została ukarana 500 - złotowym mandatem, a mężczyzna - jak się okazało, właściciel audi - 300-złotowym, bo jej na to pozwolił. A za próbę przekupstwa policjantów odpowie przed sądem.
Komentuj →
4 lutego 2009 |
0
Mieszkanka Austrii spędzi 500 dni w areszcie za ignorowanie mandatów za parkowanie i niezapłacenie grzywny, która w sumie wyniosła 24 tys. euro - poinformowała policja. 38-letnia urzędniczka z Grazu na południu kraju została aresztowana po tym, gdy w ciągu dwóch lat zignorowała 700 prób zawiadomienia jej o grzywnach, podjętych przez miejscowe władze. - Oczywiście spotkaliśmy ludzi, którzy zignorowali trzy, cztery, pięć, a nawet 10 przypomnień, ale 700... to się w głowie nie mieści - powiedział przedstawiciel policji Herbert Mattersdorfer. Według policji, zgodnie z austriackim prawem za takie wykroczenia można jednorazowo spędzić 42 dni w więzieniu, dlatego wyrok będzie rozłożony na kilka sesji za kratkami.
Komentuj →
4 lutego 2009 |
0
Modlę się, żebym nie musiał włączać "koguta", bo nie wiem, czy komuś po drodze krzywdy nie zrobię - zwierza się “Gazecie Wyborczej” policjant z sekcji zabezpieczenia miasta. Funkcjonariusze nie przechodzą szkoleń z doskonalenia jazdy samochodem. - Duża prędkość, adrenalina się podnosi. Cel jasny - dogonić ściganego. Ale mam świadomość, że na drodze są inni ludzie. To duży stres - mówi łódzki policjant. - Potrzebne jest doświadczenie i umiejętności. Młodym brakuje jednego i drugiego. Strach z nimi wsiadać do radiowozu. Radiowóz na sygnale, czyli pojazd uprzywilejowany, może przejeżdżać na czerwonym świetle i przekraczać dozwoloną na drodze prędkość. Problem w tym, że często przestępcę ściga niedoświadczony policjant. - Uczą nas, w jakich sytuacjach użyć wobec ściganego broni, że do zatrzymania samochodu można wykorzystać kolczatki, a 150 metrów za nią może stać uzbrojony policjant. O pościgach mamy tylko zajęcia teoretyczne. Nie uczą, jak jechać na sygnale przez skrzyżowanie na czerwonym świetle tak, żeby nie zrobić krzywdy sobie i innym - mówi policjant z sekcji zabezpieczenia miasta. - U nas przeszkolonych jest niewielu, najwyżej kilku - mówi Bogdan Kędziora z łódzkiej drogówki. - A szkoda, bo w codziennej służbie takie umiejętności mogą być bardzo przydatne. Tymczasem wystarczy mieć prawo jazdy i stosowne badania zdrowotne, żeby jeździć radiowozem. Szkoleń z pościgów nie ma, są za to kursy z doskonalenia techniki jazdy prowadzone w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, w czasie których funkcjonariusze uczą się jeździć w trudnych warunkach i terenie. Pod okiem instruktorów ćwiczą na przykład hamowanie na bardzo śliskim terenie czy jazdę na trolleyach. Problem w tym, że niewielu policjantów z Łódzkiego miało szansę w takich szkoleniach uczestniczyć. - Nie prowadzimy statystyki, ile osób w garnizonie łódzkim zostało przeszkolonych - informuje Radosław Gwis z biura prasowego komendy wojewódzkiej. Łódzcy funkcjonariusze mówią, że na taki kurs bardzo ciężko się dostać. Chętnych jest nawet dziesięć razy więcej niż miejsc. W 2008 roku do Legionowa wyjechały z Łódzkiego cztery osoby, a chciało wyjechać kilkadziesiąt. - Nie mamy wpływu na liczbę miejsc na kursach doskonalenia jazdy. Dostajemy przydział z komendy głównej - mówi podinspektor Magdalena Zielińska z komendy wojewódzkiej. - Kadry rozsyłają te informacje do poszczególnych jednostek, a o skierowaniu policjanta na kurs decydują przełożeni. Sam funkcjonariusz powinien ubiegać się o taką możliwość. W Legionowie przyznają, że wiedzą o dużym zapotrzebowaniu na szkolenia z jazdy ekstremalnej. - Ale ogranicza nas liczba instruktorów i zaplanowane remonty, na przykład tzw. płyty poślizgowej - mówi podinspektor Anna Galant, rzecznik Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. W ubiegłym roku zorganizowano tam - dla policjantów z całej Polski - sześć kursów jazdy ekstremalnej (w każdym może uczestniczyć maksymalnie 12 osób). W tym roku zaplanowano ich jeszcze mniej - pięć. - Prawdopodobnie w każdej jednostce w kraju usłyszy pani, że chętnych jest więcej niż miejsc. Nic dziwnego, bo nasze szkolenia są naprawdę przydatne i przygotowują funkcjonariuszy do prowadzenia aut w trudnych warunkach, także w pościgach. Pościgi policyjne zdarzają się w Łódzkiem co najmniej kilka razy w ciągu miesiąca. Niektóre z użyciem wielu radiowozów, broni palnej i z blokadami. W styczniu najgłośniejszy był pościg za granatowym mercedesem ulicą Brzezińską. Kierowca, uciekając, potrącił policjanta, który próbował go zatrzymać. Poddał się dopiero wtedy, gdy pocisk z policyjnego pistoletu ranił go w ramię. Kilka dni później funkcjonariusze gonili bmw - pościg rozpoczął się w Zgierzu, a zakończył dopiero w centrum Łodzi. Ścigany zatrzymał się dopiero wtedy, gdy stracił panowanie nad samochodem i spowodował kolizję z taksówką - poinformowała “Gazeta Wyborcza Łódź”.
Komentuj →
4 lutego 2009 |
0
(285-1)
Ta inicjatywa ma całkowite poparcie resoru infrastruktury - powiedział Podsekretarz Stanu Zbigniew Rapciak 4 lutego br. w Warszawie, uczestnicząc w inauguracji działalności konsorcjum Auto Mobility Centrum, którego głównym celem jest zwiększenie mobilności osób niepełnosprawnych. - W Polsce mamy 5,5 miliona osób z różnego rodzaju dysfunkcjami, jednak aż 2 miliony z nich możemy “włączyć do ruchu” poprzez techniczne przystosowanie do ich potrzeb środków transportu oraz stworzenie odpowiedniego systemu szkolenia, jako przyszłych kierowców - powiedział Wiceminister Z. Rapciak. - Bardzo istotne jest usunięcie istniejących barier nie tylko w komunikacji samochodowej, lecz również barier architektonicznych - dodał. Konsorcjum Auto Mobility Centrum zostało powołane przez Stowarzyszenie Pomocy Niepełnosprawnym Kierowcom - SPiNKa, Instytut Transportu Samochodowego (ITS), Przemysłowy Instytut Motoryzacji (PIMOT) oraz Automobilklub Polski. - Naszym celem jest pomoc niepełnosprawnym kierowcom i pasażerom w pokonywaniu najważniejszej z barier - bariery mobilności - poinformował Dyrektor ITS Andrzej Wojciechowski. - Do tej inicjatywy powinni się także włączyć sprawni kierowcy - powiedział Wiceminister Zbigniew Rapciak. - Nikomu nie powinno nawet wpaść do głowy, żeby zatrzymywać się na miejscach dla osób niepełnosprawnych. To kwestia świadomości, którą tworzy się już w szkole podstawowej na lekcjach wychowania komunikacyjnego - dodał. Do głównych zadań Auto Mobility Centrum należeć będzie m.in. adaptacja specjalistyczna pojazdów dla niepełnosprawnych kierowców, wdrożenie programu nauki jazdy “Kierowca bez barier”, jak i stworzenie wypożyczalni odpowiednio oprzyrządowanych samochodów oraz korporacji taksówkowej dla osób z dysfunkcjami. - Chcemy, aby osoba niepełnosprawna zaczęła być postrzegana jako klient, aby wśród firm powstała świadomość istnienia klientów, którym można oferować specjalnie dla nich przystosowane produkty, jak np. samochody, ale także kredyty bankowe czy ubezpieczenia - powiedział Prezes SPiNKa Krzysztof Marciniak. Podczas spotkania zaprezentowano rozwiązania techniczne mające na celu pomoc w nauce jazdy samochodem osobom z wadami słuchu i mowy. Komunikacja między szkolącym a kursantem zostałaby poprawiona poprzez prezentowanie poleceń instruktora na specjalnym wyświetlaczu, w formie określonych piktogramów lub tekstu.
Komentuj →
4 lutego 2009 |
0
Narodowe Centrum Kultury, by uczcić przemiany z 1989 r. proponuje malowanie haseł na "zebrach". Wspomina Edward Chudzik, zastępca dyrektora Narodowego Centrum: i wpadliśmy na pomysł, że można je uczynić przez wymalowanie na przejściach dla pieszych haseł. Narodowe Centrum Kultury już na początku stycznia swoją akcję zaproponowało wielu polskim miastom, w tym wszystkim wojewódzkim. - Jednak niczego im z góry nie narzucamy. Wszystko zależy od samorządów. Propozycja włączenia się do happeningu dotarła także do ratusza w Olsztynie. Władze miasta nie mają wątpliwości, że akcja Narodowego Centrum jest interesująca. - Tomasz Głażewski, pełniący funkcję prezydenta Olsztyna - mówi: dlatego uważam, że każda akcja, która przypomina i utrwala różne zakręty naszej historii, jest słuszna i także Olsztyn powinien brać w niej udział. Pomysł malowania haseł na przejściach dla pieszych omówiła miejska komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego. Jej opinia o wykorzystaniu przejść dla pieszych jest negatywna - mówi Zbigniew Gustek, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg Mostów i Zieleni w Olsztynie. Okazuje się, że zdaniem komisji hasła na "zebrze" rozpraszałyby uwagę zarówno pieszych, jak i kierowców, co w konsekwencji prowadziłoby do zagrożenia bezpieczeństwa ruchu. I nie ma znaczenia, że w centrum jest dużo innych zagrożeń, które mogą rozpraszać kierowców, z reklamowym telebimem na czele. - Nie oznacza to jednak, że nie dostrzegamy słuszności tej akcji - dodaje zaraz Zbigniew Gustek. - Dlatego uważamy, że wykonanie tego rodzaju napisów możliwe jest na chodnikach. I takie stanowisko w najbliższym czasie prześlemy do Narodowego Centrum Kultury. Tych obaw nie mieli urzędnicy z Gorzowa Wielkopolskiego. - Przystąpiliśmy do akcji, bo miejski inżynier ruchu uznał, że namalowane na przejściach hasła nie będą nikogo rozpraszać - mówi Jolanta Cieśla, rzecznik prasowy gorzowskiego urzędu miasta. - Napisy powstaną na 20, może 30 przejściach w centrum miasta i będą na nich widoczne od czerwca do września, kiedy to zakończone zostaną obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. W NCK nie wiedzą jeszcze, ile samorządów zdecyduje się na malowanie haseł na przejściach dla pieszych, ale zapewniają, że ich akcja cieszy się już sporym i pozytywnym odzewem w miastach. - Jednak póki co nie potrafię jeszcze powiedzieć, kto na pewno się do niej włączy - mówi Edward Chudzik. - Czekamy na odpowiedź z samorządów. I dodaje, że nie chce przesądzać, gdzie miałyby zostać namalowane hasła. - Chodnik? To też jest jakiś pomysł - mówi Edward Chudzik.
Dla "Gazety" Magdalena Mydlak, szefowa promocji w Teatrze Jaracza: My napisy na chodnikach zaczęliśmy wykorzystywać w promocji teatru już przed kilkoma laty. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem, bo ludzie zwracają uwagę na nietypowe formy promocji. W gąszczu reklam, które dziś spotykamy, standardowa ulotka czy plakat giną. Jeśli ktoś chce dotrzeć z przekazem do większej grupy ludzi, musi szukać mniej konwencjonalnych sposobów przyciągnięcia ich uwagi. Jednak nie odważyłabym się umieścić napisu na przejściu dla pieszych. Jestem kierowcą i myślę, że mogłoby to odwracać uwagę od tego, co dzieje się na drodze.
W ubiegłym roku w związku z Rokiem Chopinowskim zaproponowano przejścia dla pieszych w kształcie klawiatury fortepianu. To najlepszy pomysł na promowanie Warszawy jako miasta Fryderyka Chopina - uznało jury konkursu na nowoczesną maskotkę stolicy. Cóż w tej sprawie nasi Czytelnicy: Czy czeka nas w związku z tym nowelizacja prawa o ruchu drogowym? Jeżeli jednak nie, to czym będzie tak wymalowany fragment jezdni? Jakie będą tam zasady ruchu drogowego? Czy autorzy pomysłu konsultowali się z prawnikami?
Komentuj →
4 lutego 2009 |
0
Gorzowska “Gazeta Wyborcza” informuje: po prawo jazdy teraz będziemy chodzić do nowej siedziby miejskiego wydziału komunikacji. W budynku przy ul. Przemysłowej mieści się również straż miejska, a wkrótce przeniesie się tam wydział kultury fizycznej. Wydział komunikacji mieści się od wczoraj w budynku firmy Ares. W nowej siedzibie wydział funkcjonuje na dwóch kondygnacjach, na parterze możemy załatwić sprawy związane z uprawnieniami do kierowania, kartami parkingowymi, ośrodkami szkolenia kierowców czy stacjami kontroli pojazdów, natomiast na piętrze zarejestrować pojazdy i otrzymać gotowe dokumenty rejestracyjne. Przy wejściu znajduje się informacja, gdzie bez konieczności rejestrowania się w kolejce i wchodzenia na piętro można szybko załatwić niektóre sprawy, m.in. zgłosić sprzedaż pojazdu, wyrejestrować z powodu kasacji czy uzyskać zaświadczenia o rejestracji pojazdu itp. Tam również uzyskamy wszelkie informacje na temat pracy wydziału. Na parterze stoi również nowoczesny automat do rejestracji petentów i wydawania biletów. To ważne, bo wydział komunikacji jest jednym z najliczniej odwiedzanych urzędów w mieście. - Codziennie obsługujemy od 300 do 500 osób. W zeszłym roku zarejestrowaliśmy dodatkowo ponad 5 tys. pojazdów, a w ogóle w mieście jest ponad 60 tys. pojazdów i podobna liczba kierowców - wylicza Franciszka Hubska, naczelniczka wydziału. Petenci i urzędnicy mają na Zawarciu zdecydowanie lepsze warunki obsługi niż w starej siedzibie, gdzie było ciasno i brakowało miejsc parkingowych. W nowej siedzibie są windy, podjazdy dla niepełnosprawnych, jest klimatyzacja i wystarczająca ilość miejsc na parkingu. Nowy system elektronicznej rejestracji ma sprawić, że zmniejszą się kolejki. Testujemy ten system, który mógłby zostać potem zastosowany w przyszłej, nowej siedzibie Urzędu Miasta - mówi Ryszard Kneć, sekretarz miasta. Interesanci są obecnie obsługiwani przy oddzielnych stanowiskach, na siedząco, mają bezpośredni kontakt z urzędnikiem. Na miejscu jest kasa, a do wydawania gotowych dowodów rejestracyjnych jest osobne stanowisko, aby nie czekać po odbiór w zwykłej kolejce. Nie tylko wydział komunikacji przeniósł się na Zawarcie. Już od końca ub.r. swoją siedzibę ma tam straż miejska, a wkrótce przeniesie się do tego samego biurowca wydział kultury fizycznej. Miasto nie ponosiło kosztów adaptacji budynku. - Dzierżawimy powierzchnię biurową na podstawie umowy, opłacamy jedynie stawkę czynszu miesięcznego. Takie rozwiązanie zapożyczyliśmy z Niemiec, gdzie większość obiektów biurowych nie jest własnością administracji, ale należy do zewnętrznych podmiotów, spółek, czasem są to również spółki miejskie. Właściciel dzierżawi nam pomieszczenia, przystosował je do naszych potrzeb, my wnosimy jedynie system informatyczny i komputery. Ale wyposażenie, meble, adaptacja i utrzymanie obiektu - to należy do właściciela - wyjaśnia Ryszard Kneć. Umowa podpisana jest na trzy lata, jeśli do tego czasu - a raczej tak szybko to się nie stanie - miasto nie wybuduje nowego urzędu, umowa będzie mogła zostać przedłużona.
Komentuj →
4 lutego 2009 |
0
Lubuskie drogi są najbardziej niebezpieczne w kraju. W ubiegłym roku w wypadkach zginęło 170 osób, czyli 15 więcej niż w 2007 r. Wskaźnik śmiertelności na 100 wypadków jest najwyższy w Polsce i wynosi 18,8, podczas gdy średnia krajowa to 11 osób zabitych. Na niedawnej odprawie rocznej w komendzie wojewódzkiej policji poprawę bezpieczeństwa na drogach uznano za jedno z najważniejszych zadań dla policji w tym roku. Pomoc obiecała wojewoda Helena Hatka, która właśnie powołała zespół doradczy do spraw bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Najgroźniej jest na drogach krajowych, na których doszło w ub. roku do 289 wypadków, w których zginęło 85 osób, a 442 zostały ranne. Największą zmorą policji są główne szlaki tranzytowe, na których zdarza się jedna czwarta wszystkich wypadków. Tam właśnie będą koncentrować się działania drogówki. Policja zapowiada również wzmożone kontrole nietrzeźwych kierowców. Tylko w powiecie gorzowskim policjanci z Komendy Miejskiej w Gorzowie zatrzymali w 2008 r. ponad 1,7 tys. pijanych za kierownicą. W całym województwie zatrzymano aż 9 tys. osób jadących na podwójnym gazie.
Komentuj →
3 lutego 2009 |
0
Te drogi będą, zobaczymy jednak ile będziemy w stanie wybudować w sytuacji kryzysu gospodarczego - tak przedstawił w Radiu ZET opinię rządu Rafał Grupiński, minister w kancelarii premiera, na doniesienia dzisiejszej "Gazety Wyborczej". "Gazeta" krytycznie oceniła budowę dróg w 2008 roku i wieszczy, że plan budowy dróg i autostrad na Euro 2012 okazał się nierealny. Rafał Grupiński mówi jednak, że środki na drogi nie zostały ograniczone nawet o złotówkę. - Jeśli chodzi o drogi i autostrady, nie będzie cięć budżetowych - mówił w Radiu ZET. Jak czytamy w dzienniku - bilans 2007 roku był obiecujący. Pierwszy raz państwowa Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wydała na inwestycje ponad 10 miliardów, a znaczące budowy zakończyła w większości w terminie. W 2008 roku miała ruszyć budowa 642 km nowych autostrad i 946 km dróg ekspresowych. Skończyło się na podpisaniu umów na ponad 210 kilometrów autostrad i 321 kilometrów dróg ekspresowych.
Komentuj →
3 lutego 2009 |
0
Ministerstwo Infrastruktury informuje, że od 16 listopada 2007 r. do 2 lutego 2009 r. (w kadencji rządu PO–PSL) podpisano umowy na budowę ponad 760 km dróg krajowych, w tym na400 km autostrad oraz360 km dróg ekspresowych i obwodnic.Podpisano umowy na budowę ponad 50 km autostrad w systemie tradycyjnym oraz 350 km w systemie Partnerstwa Publiczno–Prywatnego. W tym okresie oddano do ruchu ponad 270 km dróg krajowych, w tym 95 km autostrad oraz 175 km dróg ekspresowych i obwodnic. Obecnie w budowie jest ok. 540 km nowych dróg, w tym 220 km autostrad, 225 km dróg ekspresowych oraz 95 km obwodnic. Budowanych jest 11 odcinków autostrad, 19 odcinków dróg ekspresowych oraz 14 obwodnic. W 2008 roku podpisano łącznie ponad 190 umów, w tym 32 umowy na budowę największych inwestycji: autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic oraz 158 kontraktów na odnowy ok. 600 km dróg krajowych. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisała 52 pre-umowy z Centrum Unijnych Projektów Transportowych, w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko – pierwsze wnioski o dofinansowanie złożono jeszcze w ubiegłym roku. Obecnie w trakcie procedury przetargowej są 32 postępowania na duże inwestycje (stan na 15.01.2009 r.). W pierwszym półroczu 2009 r. ogłoszonych zostanie 35 przetargów na autostrady, drogi ekspresowe i obwodnice (604 km).
(285-2)
Komentuj →
3 lutego 2009 |
1
Tyle w 2008 r. zarobili dla skarbu państwa policjanci ścigający nieoznakowanymi radiowozami kierowców łamiących przepisy ruchu drogowego na Warmii Mazurach. 13 wideorejestratorów zainstalowanych w radiowozach patrolujących warmińsko-mazurskie drogi zarejestrowało w ciągu roku 31 tys. wykroczeń. Okazją do tego podsumowania było wtorkowe spotkanie w olsztyńskim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, na którym drogowcy sprezentowali olsztyńskim policjantom dwa nowe zestawy fotoradarów. - Znając efekty, jakie przynosi ich praca [w walce z piratami drogowymi - red.], tym bardziej się cieszymy z nowych urządzeń - mówił Sławomir Mierzwa, komendant wojewódzkiej komendy policji. Nowe fotoradary są warte prawie 270 tys. zł. Drogowcy kupili je z pieniędzy programu "Drogi zaufania", który ma doprowadzić do ograniczenia tragicznych zdarzeń na polskich drogach. - Radykalna poprawa bezpieczeństwa w ruchu nastąpi po wybudowaniu autostrad i dróg ekspresowych - mówi Mirosław Nicewicz, dyrektor GDDKiA w Olsztynie. - Ale nie czekamy na tę chwilę. Stąd projekt "Drogi zaufania". Nicewicz przypomniał, że dzięki programowi już wcześniej drogowcy ustawili 18 masztów na fotoradary przy krajowej "siódemce" - do Gdańska i Warszawy - i dziesięć na "szesnastce" - w kierunku Bydgoszczy i Wielkich Jezior Mazurskich.
Komentuj →
3 lutego 2009 |
1
Wojewoda lubuski powołał zespół doradczy ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego. Jego głównym zadaniem będzie zminimalizowanie liczby wypadków drogowych w regionie. W skład dziewięcioosobowej grupy ekspertów wchodzą przedstawiciele policji, Inspektoratu Transportu Drogowego, kuratorium oświaty, straży pożarnej i granicznej oraz specjaliści z wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, wydziału infrastruktury urzędu wojewódzkiego. Na każde sto wypadków drogowych, mających miejsce w woj. lubuskim, ginie 15 osób - to najgorszy w kraju wynik. "Działania zespołu mają na celu zatrzymanie tej bardzo niepokojącej tendencji" - powiedziała dziennikarzom wojewoda lubuski Helena Hatka. Dodała jednak, że "tak naprawdę bezpieczeństwo na drogach poprawi się, kiedy poprawi się stan dróg". W jej opinii, postęp będzie widoczny m.in., gdy zostanie wybudowana autostrada A-2 oraz trasa ekspresowa S-3. Do czasu zakończenia tych inwestycji - podkreśliła Hatka - trzeba zrobić wszystko, by zminimalizować liczbę wypadków. Jednym z rozwiązań ma być m.in. zwiększenie liczby wspólnych akcji różnych służb na drogach regionu, szczególnie w miejscach, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków ze skutkiem śmiertelnym. W woj. lubuskim w 2007 roku doszło do 908 wypadków, przed rokiem było ich 906. Najczęściej dochodzi do nich na drogach powiatów: zielonogórskiego i gorzowskiego. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła ze 155 w 2007 roku do 170 w 2008 roku (tj. o 9,67 proc.). Najbardziej niebezpieczne są trasy krajowe - to właśnie na nich ginie najwięcej ludzi (w ub.r. 85). Śmiertelne wypadki najczęściej mają miejsce na drogach krajowych nr 2 i 3. Najczęstsze przyczyny wypadków od lat nie zmieniają się: niedostosowanie prędkości do warunków jazdy i wymuszanie pierwszeństwa. W 2008 roku lubuska policja zatrzymała ponad 9 tys. nietrzeźwych kierowców. W woj. lubuskim pod koniec ub.r. zarejestrowanych było prawie 700 tys. pojazdów.
Komentuj →
3 lutego 2009 |
0
Policja alarmuje i przypomina: złodzieje ciągle korzystają ze znanej i sprawdzonej metody okradania samochodów tzw. na “kolec”. - To patent stary jak świat, ale jak widać przestępcy ciągle go stosują, a ludzie, niestety, ciągle dają się nabierać - mówią policjanci o metodzie kradzieży na tzw. kolec. W skrócie wygląda to tak. Przestępcy upatrują sobie kierowcę, którego chcą okraść. W oponę jego samochodu wbijają coś ostrego: gwóźdź albo właśnie kolec. Kierowca rusza, jedzie kawałek i orientuje się, że złapał gumę. Zabiera się do wymiany koła. Zazwyczaj jest tak pochłonięty naprawą, że nie zwraca uwagi na to, co dzieje się dookoła. Złodzieje wykorzystują ten moment i zabierają z auta wszystko, co leży na wierzchu. Czasem zdarza się też, że jeden ze złodziei oferuje np. pomoc przy wymianie koła, by dodatkowo odwrócić uwagę kierowcy.
Komentuj →
2 lutego 2009 |
0
Alkohol i nadmierna prędkość były najprawdopodobniej przyczynami tragicznego wypadku, do którego doszło około trzeciej w nocy w Gdańsku. Kierowca samochodu osobowego, którym jechało czterech mężczyzn stracił panowanie nad pojazdem, wpadł na torowisko tramwajowe i uderzył w słup trakcyjny. Auto - najprawdopodobniej opel omega - rozpadło się na kawałki. Na miejscu zginął jeden z pasażerów. Kolejny - 12-letni - zmarł po przewiezieniu do szpitala. Trzeci walczy o życie. W najlepszym stanie jest 22-letni kierowca, który - jak się okazało - miał w chwili wypadku w organizmie prawie trzy promile alkoholu.
Komentuj →
2 lutego 2009 |
3
W zielonogórskiej “Gazecie Wyborczaj” śledzimy relacjię: zielonogórski WORD kupuje 10 nowych aut. Tyle że instruktorzy szkół jazdy chcą, by w specyfikacji przetargowej znalazł się zapis, że auto może jeździć na gaz. WORD na kompromis nie idzie. Ostatni przetarg na zakup aut Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Zielonej Górze ogłaszał w czerwcu 2007 r. I wówczas protestowali właściciele szkół jazdy. Przetarg wygrał diler Renault. Sprzedał ośrodkowi wersję clio po niskiej cenie 32 tys. zł za sztukę. Ale kiedy do salonu zgłosili się właściciele szkół, okazało się, że muszą wydać za to samo auto kilkanaście tysięcy złotych więcej. - Mechanizm jest prosty. Diler sprzedaje ośrodkowi auta niemalże bez marży, ale odbija sobie na kilkuset szkołach jazdy. One chcą przecież szkolić na tych samych modelach, na jakich odbywają się egzaminy - tłumaczą instruktorzy. Okazało się także, że w clio nie można montować instalacji gazowej. A na takie rozwiązanie decyduje się blisko 90 proc. szkół, by oszczędzać na paliwie. W tym tygodniu WORD ogłosi kolejny przetarg na zakup 10 samochodów. Chce wymienić kilkuletnie fiaty punto i grande punto na nowe. Mają być wyposażone m.in. w ABS, klimatyzację, poduszki powietrzne. Szkoleniowcy domagają się, by w specyfikacji znalazł się także zapis o możliwości przeróbki wozów na gaz. Jest to możliwe, bo ustawodawca określając, na jakich autach WORD-y powinny egzaminować kierowców, podaje tylko wymiary auta, np. nie może być krótsze niż 3,5 metra. Resztę parametrów określa w specyfikacji przetargowej sam ośrodek. - Od lat większość szkół jeździ na gazie. Chodzi o ekonomię, oszczędzamy od 40-60 proc. kosztów paliwa. Po drugie, to także ochrona środowiska. Jest także trzeci aspekt. WORD także mógłby zmniejszyć koszty funkcjonowania ośrodka, montując w swoich autach gaz - wylicza Waldemar Pietraszewski, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców. Pietraszewski w imieniu kilkuset szkoleniowców z byłego woj. zielonogórskiego poprosił dyrektora ośrodka, by w specyfikacji przetargowej znalazł się zapis, że producent auta dopuszcza taką możliwość, bez utraty prawa do gwarancji. - Są nawet firmy, które fabrycznie montują takie instalacje - dodaje Pietraszewski. Ireneusz Plechan, dyrektor zielonogórskiego WORD twierdzi, że sam nie jest zainteresowany montażem gazu w autach ośrodka. - Oszczędności są wymierne, a my nie możemy sobie pozwolić na eksperymenty, na spadki mocy silnika czy jego nierówną pracę podczas egzaminu - mówi Plechan. Twierdzi, że uwzględnił postulat szkoleniowców, ale... w specyfikacji zapisu nie zawarł. - Nie było to konieczne. Mój pracownik przedzwonił do dilerów, którzy potencjalnie mogliby w przetargu wystartować i jako anonimowy klient zapytał, czy w ich autach dopuszczalny jest montaż gazu. Wszyscy zapewnili, że tak. Dlatego uznałem, że zapis jest zbędny - tłumaczy dyrektor. - A jeśli potem okaże się, że szkoły nie mogą jednak montować gazu, bo takiego rozwiązania nie przewiduje producent? Nie wolał mieć pan tego na papierze? - pytamy. - Nie. Nie chcę, by ktoś potem mnie ciągał po sądach, zaskarżał procedurę przetargową, przez to, że zawarłem zapis, który mógł kogoś wyeliminować - tłumaczy dyrektor. Instruktorzy mają wątpliwości. W ostatnim przetargu bowiem zaznaczono, że auto musi mieć pojemność silnika nie mniejszą niż 1,4 litra i 100 koni pod maską. - Ten zapis wyeliminował kilku producentów, i jakoś wtedy dyrektor się tym nie przejmował. Ośrodek kupił mało ekonomiczne auta, które w jeździe po mieście wykorzystują swoje parametry tylko w kilkunastu procentach. Mają zbyteczny nadmiar mocy. Mamy wrażenie, że ośrodek dba tylko o to, by oferta opłaciła się dilerowi. Nie liczy się z tym, że będziemy musieli kupić takie same auta, że wkrótce, płacąc krocie za benzynę, będziemy zmuszeni podnieść ceny kursów - tłumaczy właściciel jednej z większych szkół nauki w mieście . Szkoleniowcy chcą oprotestować decyzję dyrektora WORD. Tak było dwa lata temu, gdy stanęli w obronie kursantów. Dyrektor WORD nie chciał, by kursanci nie mieli możliwości wyboru marki pojazdu na egzaminie. O wyborze miał decydować los. Instruktorzy tłumaczyli, że losowanie jest zbyt stresujące. Zagrozili pikietą w centrum miasta. Poprosili o pomoc marszałka, któremu podlega WORD. Po burzliwych negocjacjach ośrodek zmienił procedurę. - Nie mamy wyjścia, znów musimy liczyć na wsparcie marszałka, skoro WORD nie chce nas słuchać - tłumaczą instruktorzy.
Komentuj →
2 lutego 2009 |
0
W dniach 13 października oraz 14 listopada 2008 r. w setkach polskich szkół podstawowych i gimnazjów przeprowadzone zostały działania w ramach akcji “Wypadki na drogach - porozmawiajmy”. Swoje zaangażowanie zgłosiły również przedszkola i szkoły średnie, ośrodki szkolno-wychowawcze i szkoły specjalne.
Organizatorzy, Stowarzyszenie “Droga i Bezpieczeństwo”, otrzymali kilkaset sprawozdań ze szkół z całej Polski. Autorami byli dyrektorzy szkół, nauczyciele i sami uczniowie. Forma relacji i przekazu była bardzo zróżnicowana. Dominowały rozbudowane informacje, z wyszczególnieniem form realizowanych w szkole. Dołączano zdjęcia, prezentacje multimedialne, wypowiedzi uczniów. Informowano o zapraszanych z tej okazji do szkół policjantach, ratownikach, strażakach itp. Nadchodziły również sprawozdania pocztą tradycyjną, uzupełnione oryginałami prac uczniów. W szkołach przeprowadzono pokazy ratownictwa, podjęto temat pierwszej pomocy. W wielu przypadkach zaproszono ofiary wypadków drogowych, odwiedzono groby kolegów, ofiar wypadków, zapalono symboliczne znicze. Zorganizowano apele z akcentem na wskazane daty, przedstawiono dane o wypadkach, uświadomiono rangę problemu w najbliższej okolicy. Liczne szkoły zaangażowały się w przygotowanie inscenizacji poświęconych ofiarom wypadków.
Akcja “Wypadki na drogach - porozmawiajmy” nie zastępuje edukacji komunikacyjnej realizowanej w szkołach. Ma jednak na celu wywołanie dodatkowego bodźca do zaangażowania dzieci i młodzieży i nawiązania do najważniejszych dat ustalonych jako symboliczne dni pamięci o niebezpieczeństwach występujących na drogach. Im większa świadomość i wiedza uczniów na ten temat, tym dyskusje będą bardziej merytoryczne, a wnioski z większą determinacją przyjęte do realizacji.
“Akcja “Wypadki na drogach – porozmawiajmy” powinna być na stałe wpisana do kalendarza szkolnego jako dzień (lub dni) przypominające o bezpieczeństwie najmłodszych uczestników ruchu.”
Stowarzyszenie “Droga i Bezpieczeństwo” dostrzega również potrzebę kontynuacji zapoczątkowanych działań. Myśli o drugiej edycji, licząc również na patronat i promowanie ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wyciągając wnioski z dotychczasowego przebiegu, chciałoby udoskonalić formułę i zwrócić się również do przedszkoli i szkół średnich, odbiera sygnały, że jest taka potrzeba.
Komentuj →