W Warszawie dziennikarz Maciej Zientarski uległ poważnemu wypadkowi, ma rozległe urazy głowy, klatki piersiowej, brzucha, kończyn i kręgosłupa. Lekarz podkreślił, że poszkodowany "cały czas znajduje się w stanie zagrażającym życiu". Kolega, z którym jechał - dziennikarz “Super Expressu” Jarosław Zabiega, nie żyje. Z zeznań świadków wynika, że samochód jechał ok. 200 km/h (przy ograniczeniu do 50 km/h). Kierowca ferrari pędził ul. Puławską w kierunku Piaseczna. Samochód podskoczył na muldzie i z ogromną prędkością uderzył w filar wiaduktu biegnącego z Ursynowa. Auto rozpadło się na dwie części. Jedna z nich doszczętne spłonęła. Maciej Zientarski został wyrzucony z samochodu. Pasażer Jarosław Zabiega, zginął na miejscu. Jego ciało znaleziono spalone obok samochodu. Jak informuje radio RMF FM mężczyźni mieli niezapięte pasy. Jest to jednak niepotwierdzona informacja. Nawet z zapiętymi pasami przy prędkości, którą jechali, mogli zostać wyrzuceni z samochodu razem z fotelami. Już kilkakrotnie w tym miejscu dochodziło do wypadków. Dwa lata temu w ciągu kilku dni zginęły tu trzy osoby. Jeden z młodych chłopaków zginął wtedy, zapalając znicz na miejscu śmierci kolegi. - W miejscach, w których często zdarzają się wypadki, ustawiamy patrole policyjne. Jeśli kolizjom winien jest zły stan nawierzchni czy organizacja ruchu, od razu zgłaszamy to Zarządowi Dróg Miejskich - mówi Wojciech Pasieczny ze stołecznego policyjnego wydziału ruchu drogowego. O nierównej, a przez to niebezpiecznej dla kierowców nawierzchni na odcinku Puławskiej, na którym zdarzył się wypadek, policja informowała ZDM już ponad dwa lata temu. - Ustawiliśmy tam znaki informujące o nierównościach i ograniczeniu prędkości do 50 km/h - mówi Urszula Nelken, rzecznik ZDM. Jak zapewnia ten odcinek ma zostać wyremontowany do maja tego roku - dodaje. "Ustalamy okoliczności tej tragedii" - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Marcin Szyndler. Być może przyczyną była nadmierna prędkość, o czym świadczyłyby zabezpieczone na miejscu ślady i stan rozbitego auta - mówił Szyndler. Śledztwo w sprawie spowodowania wypadku drogowego samochodu ferrari, prowadzi prokuratura na warszawskim Mokotowie. Taki czyn jest zagrożony karą do 8 lat więzienia.
Ą Policja ustala okoliczności tragedii. "Przejeżdżałem obok wraku spalonego ferrari, to nie był samochód, tylko kawałek stali" - opisuje świadek, internauta dziennika.pl. (foto Straż Miejska 235-3)

Najpopularniejszym, najlepiej sprzedającym się w historii ferrari był model 360. Przez pięć lat produkcji powstało ponad 16 tys. sztuk tego auta. Ferrari 360 Modena napędza ośmiocylindrowy silnik 3.6. Kopnięcie gazu i 400 KM katapultuje auto w 4,5 sekundy do setki. Pęd kończy się przy 300 km/h. Jego następcą jest model F430. F430 ma osiem cylindrów i 490 KM na tylnej osi. Silnik siedzi za plecami kierowcy, dla idealnego rozkładu masy. Taka rakieta do setki przyspiesza zaledwie w cztery sekundy. Zanim człowiek się zorientuje, auto gna jak szalone aż do ponad 300 km/h. Trudno nie stracić w nim głowy, zakochać się od pierwszego kopnięcia gazu. Sam Michael Schumacher, siedmiokrotny mistrz świata F1, docenia i ciągle jest zafascynowany demonem prędkości, który siedzi w każdym ferrari. Zresztą marka z Maranello słynie z tego, że naprawdę przenosi rozwiązania z toru do aut ulicznych (ferrari enzo 6.0 V12/660 KM, setka w 3,6 sekundy). Dlatego ich samochody dają tyle adrenaliny, która czasem uderza zbyt mocno. Ale prawdę mówiąc, żadne z ferrari nie nadaje się do jazdy po polskich, dziurawych drogach - wystarczy kopnięcie gazu, nieprzemyślany ruch kierownicy i auto ląduje w rowie. To samochody projektowane do jazdy po gładkich autostradach, a najlepiej zamkniętych torach wyścigowych - komentuje "Dziennik".