2 stycznia 2008 |
2
Progi spowalniające mają się pojawić przed radomskimi szkołami, ale tylko tymi, które stoją przy osiedlowych uliczkach. I nie będą to plastikowe listwy przykręcane do asfaltu, ale asfaltowe garby, wymuszające na kierowcy zatrzymanie się przed pokonaniem przeszkody. Jeżeli kierowca tego nie zrobi, przejazd z pełną prędkością przez taki próg grozi uszkodzeniem zawieszenia samochodu – czytamy w “Gazecie Wyborczej Radom”. - Inaczej nie zmusimy kierowców, aby zwalniali w pobliżu szkół. Tak zwani śpiący policjanci nie zdają egzaminu, obserwuję, że kierowcy nie zwalniają - mówi zastępca prezydenta miasta Ryszard Fałek. Pomysł swojego zastępcy zaakceptował prezydent Andrzej Kosztowniak. Budowa ma ruszyć już w styczniu. Według Fałka z wykonaniem progów nie powinno być problemów, bo wystarczy we wskazanym miejscu wylać garb z asfaltu i odpowiednio go sfrezować. Pieniądze też się znajdą: z tak zwanego bieżącego utrzymania dróg. Miasto zaoszczędziło choćby na tym, że jak do tej pory nie trzeba było odśnieżać ulic. Budowę garbu wystarczy zgłosić do wydziału architektury, a wcześniej uzyskać pozytywną opinię policji. Problem w tym, że choć prawie wszyscy dyrektorzy szkół prosili o położenie progów przed szkołami, to nie wszędzie jest to możliwe. - Przepisy mówią wyraźnie, że na ulicach, po których poruszają się autobusy komunikacji miejskiej, progi są niedozwolone - wyjaśnia Marek Czyż, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji w Radomiu. Pomysł Fałka będzie można zrealizować na uliczkach osiedlowych. Jak choćby na Rapackiego. - To niby jest ślepa uliczka, samochody dojeżdżają do szkoły i zawracają. Ale kierowcy i tak się tam rozpędzają, doszło już do kilku potrąceń. Rodzice uczniów monitowali nas wielokrotnie o zainstalowanie progów i mogę obiecać, że spowalniacze będą - zapewnia Fałek. Nadkomisarz Piotr Kostkiewicz, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Radomiu, jest jak najbardziej za pomysłem miasta. Sam ma nawet kilka wytypowanych miejsc, w których progi przydałyby się jak najszybciej. - Przed kilkoma szkołami można by nawet połączyć progi podrzutowe z przejściami dla pieszych. Pasy maluje się wtedy na garbie - wyjaśnia. Typowanie miejsc ruszy lada dzień.
Komentuj →
2 stycznia 2008 |
0
Ratownik, udzielając pomocy poszkodowanemu będącemu po amputacji - oderwaniu, odcięciu, odrąbaniu - części ciała, musi pamiętać o zabezpieczeniu amputowanego organu. Dziś lekarze potrafią przyszyć poszkodowanemu odciętą rękę, palce czy stopę. Amputacji towarzyszy silne krwawienie. Jeśli nie zostanie ono szybko zatamowane, może dojść do tragedii. W pierwszej fazie po amputacji organizm sam broni się przed wykrwawieniem, uruchamiając tzw. centralizację krążenia. Krew odpływa z trzewi, skóry oraz mięśni i przemieszcza się do serca, płuc, mózgu, powodując lepsze ukrwienie organizmu, które czasowo chroni go przed niedotlenieniem. Stan ten jednak nie trwa w nieskończoność. Gdy przestaje działać, dochodzi do masywnego krwotoku, często kończącego się śmiercią poszkodowanego.
Postępowanie przy całkowitej amputacji części palca kończyny górnej
1. Sadzamy poszkodowanego, a następnie unosimy jego chorą rękę wyżej, stosując ucisk w okolicy nadgarstka
2. Ranę powstałą w wyniku amputacji (kikut) zabezpieczamy grubą warstwą jałowego opatrunku. Jeżeli jedna warstwa opatrunku nie wystarcza -opatrunek przesiąka krwią - kładziemy następną
3. Opatrunek umocowujemy bandażem

4. Kończynę urazową unosimy wyżej, uginając w łokciu, a następnie unieruchamiamy, stosując temblak z chusty trójkątnej
5. Aby nie nastąpiło wychłodzenie organizmu, przykrywamy poszkodowanego kocem termicznym, a gdy go nie mamy, np. kurtką, marynarką
6. Amputowaną część palca (amputant) zabezpieczamy w woreczku foliowym, szczelnie zamykając. Jeśli to możliwe stosujemy schładzanie amputanta, umieszczając woreczek w pojemniku czy też w drugim woreczku wypełnionym wodą z lodem. Uwaga! Nie wolno zamrażać.

Komentuj →
2 stycznia 2008 |
6
Niektórzy kierowcy nie potrafią zapanować nad pragnieniem oświetlenia swego pojazdu i włączają wszystkie dostępne reflektory - czytamy w “Kurierze Lubelskim”. W ciągu dnia taka choinka na drodze nie przeszkadza, ale po zmierzchu może stać się zagrożeniem dla innych użytkowników. Szczególnie, gdy przy dobrej widoczności i mokrej jezdni włączone są przednie i tylne światła przeciwmgielne.Na początek przypomnijmy przepisy z kodeksu drogowego regulujące zasady korzystania ze świateł przeciwmgielnych. Otóż przednich świateł przeciwmgielnych można używać w warunkach zmniejszonej przejrzystości wynikających np. z mgły, zadymienia drogi lub opadów atmosferycznych, natomiast tylne przeciwmgłowe włączamy tylko wtedy, gdy widoczność na drodze spadnie poniżej 50 metrów (jeśli się poprawi, jesteśmy zobowiązani niezwłocznie wyłączyć te światła). Przednich przeciwmgłowych możemy używać też przy dobrej widoczności, ale tylko na drodze krętej oznaczonej znakami A-3 lub A-4 (niebezpieczne zakręty) wraz z tabliczką T-5 (napis “droga kręta”). Dlaczego wprowadzono takie ograniczenia? By uniknąć oślepiania innych użytkowników dróg. Przednie przeciwmgielne potrafią po zmroku i dobrej przejrzystości powietrza nieźle dać po oczach. Szczególnie gdy tył auta jest mocno obciążony potęgując oślepianie wywołane zwykłymi światłami mijania. - Łuna świetlna potrafi oślepić nadjeżdżającego z przeciwka kierowcę, który może nie zauważyć przed sobą pieszego lub rowerzysty i w efekcie doprowadzi do wypadku – przestrzega komisarz Arkadiusz Delekta z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Lublinie. Dodajmy, że na prostej drodze przy dobrej przejrzystości powietrza włączone przednie przeciwmgielne tylko w niewielkim stopniu poprawiają widoczność kierowcy. Znacznie bardziej nocą oślepiają tylne przeciwmgielne. Szczególnie na mokrej nawierzchni, gdzie mocna czerwona lampa odbija się tworząc łunę świetlną, w której zlewają się nawet światła hamowania. Kierowca oświetlonego niczym choinka auta tego oczywiście nie zauważy. Może jednak przekonać się osobiście, jakie zagrożenie stwarza dla innych. Wystarczy tylko zatrzymać się i wysiąść z auta, by ocenić siłę świecenia przeciwmgielnych. Być może po takim eksperymencie zacznie włączać te światła wtedy, kiedy naprawdę są potrzebne, co pozwoli uniknąć mandatów i punktów karnych. – Kierowca jadący przy dobrej przejrzystości powietrza z włączonymi przednimi przeciwmgielnymi może zostać ukarany mandatem w wysokości 100 zł i 2 punktami karnymi - przestrzega kom. Kalita. - Kolejne 100 zł i 2 punkty otrzyma za jazdę z niepotrzebnie włączonymi tylnymi przeciwmgielnymi.

Włączone przednie światła przeciwmgielne przy dobrej przejrzystości (na górnym zdjęciu z lewej) potrafią dać po oczach. Jeszcze mocniej oślepia niepotrzebnie włączone tylne światło przeciwmgielne (na górnym zdjęciu z prawej).
Komentuj →
1 stycznia 2008 |
1


Olsztyńskie Centrum Kształcenia jako pierwszy i jedyny ośrodek w województwie warmińsko mazurskim zdobył prestiżowy certyfikat ISO 9001:2000 nadany przez Jednostkę Certyfikującą TÜV Rheinland Polska Sp. z o.o. potwierdzający wprowadzenie i stosowanie systemu zarządzania jakością w zakresie świadczenia usług szkoleniowych. Wraz z wcześniejszym przyznaniem akredytacji oraz otrzymaniem Medalu Europejskiego wyróżnia to OCK spośród innych ośrodków szkolenia kierowców oraz gwarantuje jakość i wysoki pozom szkoleń. Umożliwiło to także dalsze rozwijanie się, w planach Olsztyńskiego Centrum Kształcenia jest, wspólnie z firmą MAN, rozpoczęcie szkoleń na zestawie ciągnik siodłowy + naczepa. Będzie to sprzęt z najwyższej półki, najnowsze dziecko MAN’a – model TGX w bardzo bogatej opcji, wyposażony m.in. w kamery, które kontrolują niezamierzony wyjazd zestawu poza pas ruchu czy samoczynnie wyhamują zestaw, jeżeli komputer uzna, że porusza się za szybko względem poprzedzającego pojazdu.
ISO - pojęcie to w potocznym znaczeniu oznacza normy, które opisują system jakości firmy. Skrót ISO pochodzi od międzynarodowej organizacji standaryzacyjnej (ang. International Organization of Standarization), które wydaje i określa wiele różnych norm i standardów dotyczących różnorodnych projektów i systemów. W 1926 r. powołano w Szwajcarii Międzynarodową Federację Narodowych Stowarzyszeń Normalizacyjnych. 23 lutego 1947 r. została ona zastąpiona przez Międzynarodową Organizację ds. Normalizacji International Organization of Standarization. Norma ISO 9001:2000 jest najnowszą edycją norm serii ISO 9000:2000, umożliwiającą wdrożenie systemów zarządzania jakością. Została ona opublikowana 15 grudnia 2000 roku. Przedstawia wymagania pozwalające dostarczać wyroby zgodne z wymaganiami klienta oraz doskonalić system zarządzania jakością w sposób ciągły. Norma ta stanowi podstawę do certyfikacji. Wszystkie te wymagania są szczegółowo opisane w przedmiotowej normie i uwzględniają osiem zasad jakości: zorientowanie na klienta (pozycja organizacji na rynku jest zależna od jej klientów); przywództwo (kierownictwo organizacji wypracowuje kierunki jego rozwoju); zaangażowanie ludzi (najcenniejszym dobrem organizacji są ludzie); podejście procesowe (skuteczność i efektywność organizacji zależą w głównej mierze od jakości realizowanych w niej procesów); systemowe podejście do zarządzania (zarządzanie jakością jest traktowane jako zarządzanie wzajemnie ze sobą powiązanymi procesami); ciągłe doskonalenie (stałym celem organizacji jest ciągłe doskonalenie realizowanych w niej procesów); rzeczowe podejście do podejmowania decyzji (podejmowanie decyzji opiera się na analitycznej, logicznej bądź intuicyjnej analizie wszelkich dostępnych danych i informacji); wzajemne korzyści w stosunkach z dostawcami (tworzenie wzajemnie korzystnych stosunków z dostawcami materiałów i usług stanowi dla organizacji gwarancję wysokiej jakości).
Szanowni Czytelnicy? Czekamy na informacje o innych certyfikowanych ośrodkach szkolenia. Czy Olsztyńskie Centrum Kształcenia jest także pierwszym i jedynym w Polsce?
Komentuj →
6 stycznia 2008 |
0
Rząd ma pomysł, jak sprawniej budować drogi. Chce przydzielać kontrakty na krótkie, ok. dwudziestokilometrowe odcinki. Mniejsze firmy zacierają ręce, giganci kręcą nosem – czytamy w “Rzeczpospolitej”. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapowiada rewolucję budzącą kontrowersje na rynku. – Kontrakty będziemy dzielić na małe ok. 20-km odcinki – zapowiada Zbigniew Kotlarek, generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad. Twierdzi, że GDDK przetestowała już to rozwiązanie, budując między innymi autostradę A2 między Koninem a Strykowem. Podzielono 105-kilometrowy odcinek na pięć mniejszych. Budowę wszystkich udało się zakończyć w ciągu 22 miesięcy. Cieszą się z tego małe firmy. – Popieramy ten pomysł Generalnej Dyrekcji, od dawna to właśnie postulowaliśmy – mówi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. – Skorzystają na tym przede wszystkim mniejsze firmy, głównie z polskim kapitałem. Będą mogły zdobyć doświadczenie i referencje wymagane np. przez kontrahentów poza granicami naszego kraju – dodaje. Do tej pory głównymi graczami na rynku było pięć dużych firm budowlanych – Budimex-Dromex, Strabag, Kirchner, Skanska i WPRD. To one na przestrzeni kilku ostatnich lat brały najwięcej zleceń. I to im najbardziej nie na rękę jest dzielenie inwestycji na mniejsze odcinki. – Dzielenie budowy na mniejsze odcinki nie zawsze jest ekonomicznie opłacalne dla zamawiającego – mówi Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu-Dromeksu. – Im dłuższy odcinek drogi buduje jedna firma, tym mniejszy koszt budowy 1 km – wyjaśnia. Drogowcy chcą też obniżyć wymagania stawiane firmom startującym w przetargach, przyspieszyć procedurę wyboru kontrahentów – wszystko, by zrealizować ambitny plan budowy sieci dróg ekspresowych i autostrad.– Nasz budżet na ten rok wynosi ponad 20 mld zł. To dwukrotnie więcej, niż mieliśmy do dyspozycji w 2007 r. – mówi Zbigniew Kotlarek. Na prace przygotowawcze ma zostać wydane 1,9 mld zł, o 600 mln zł więcej niż w 2006 r. W ciągu roku GDDKiA chce przygotować do budowy ponad 625 km dróg. Nawet jeżeli doinwestowanemu i rozbudowanemu urzędowi się to uda – problemy mogą jak zwykle pojawić się w momencie wyboru wykonawców. Praktyką są niestety liczne odwołania od wyników przetargów. To sprawia, że wybór wykonawcy od momentu otwarcia kopert może trwać i rok. – Przygotowaliśmy projekt nowych przepisów, które skrócą ten czas do trzech miesięcy – wyjaśnia Zbigniew Kotlarek. Plany urzędu przewidują też większe złagodzenie warunków stawianych przyszłym kontrahentom. Pierwsza liberalizacja przepisów nastąpiła na początku 2007 r. Dzięki temu do przetargów zaczęły stawać i mniejsze firmy. Wraz z ich pojawieniem się udało się obniżyć koszty budowy – składane przez nich kosztorysy były dużo niższe niż oferty głównych graczy od lat obecnych na rynku. Teraz Generalna Dyrekcja liczy na dalszy spadek lub przynajmniej na zahamowanie wzrostu kosztów budowy. Wtedy zdaniem władz sekcji krajowej drogownictwa NSZZ “Solidarność” te wymagania mogłyby być jeszcze niższe. W 2007 roku nasz rząd wybudował tylko ok. 7,7 km autostrad. W tym roku będzie podobnie. Ok. 100 km odda prywatna firma.
Komentuj →
6 stycznia 2008 |
0
Bałagan w oznakowaniu jezdni przy rondzie Dmowskiego w Warszawie: drogowcy nie posprzątali po remoncie torowiska i kierowcy jeżdżą według sprzecznych przepisów. Rondo Dmowskiego w godzinach przedpołudniowych. Jadący od strony Dworca Centralnego samochód osobowy na podwarszawskiej rejestracji ustawia się na drugim pasie od lewej krawędzi jezdni i sygnalizuje zamiar skrętu w lewo. Zgodnie z tablicą informacyjną przed skrzyżowaniem ruch na tym pasie powinien odbywać się na wprost. Można to uznać za jednostkowy przejaw drogowego cwaniactwa, ale dokładnie to samo robi autobus MZA. Chwilę wcześniej podobny manewr wykonuje biały ford. Okazuje się, że wszystko odbywa się zgodnie z przepisami. Na wspomnianym pasie widać wyraźnie żółtą strzałkę wskazującą skręt w lewo. To pamiątka po niedawnym remoncie torowiska w Al. Jerozolimskich. Zwężono wtedy jezdnię i zmieniono organizację ruchu na skrzyżowaniach. Na jezdni w przeciwną stronę, obok Rotundy, pozostał jeszcze żółty pas dla autobusów. Prace skończyły się w październiku, tymczasowe malunki pozostały. - Żółte znaki poziome mają pierwszeństwo przed białymi - przypomina podkomisarz Paweł Piasecki ze stołecznej drogówki. - Oznaczenie powinien usunąć Zarząd Dróg Miejskich. Policja nie ma farby, by to zamalować. I dodaje, że w takim przypadku nie można ukarać kierowcy. Zapowiada również, że ponagli ZDM, by usunął żółte znaki.
Komentuj →
6 stycznia 2008 |
0
W 2008 r. chiński rząd planuje zbudować lub zmodernizować 270 tysięcy kilometrów wiejskich dróg - powiadomił chiński minister łączności Li Shenglin. W ubiegłym roku w Chinach oddano do użytku rekordowe 423 tys. kilometrów nowych lub unowocześnionych wiejskich dróg. W 2006 r. usprawniono lub zbudowano 320 tys. kilometrów takich szos - wynika z chińskich danych rządowych. Szeroko zakrojony projekt usprawniania infrastruktury transportowej został w Chinach zapoczątkowany w 2003 r. W rezultacie, do końca 2007 r. ponad 98 proc. chińskich miejscowości było połączonych siecią dróg publicznych.
Komentuj →
6 stycznia 2008 |
0
Policja będzie kontrolować przechodniów na obecność narkotyków w ich organizmach. Dzięki zakupionym przez komendę główną narkotestom niemal każdy patrol będzie mógł sprawdzić, czy dana osoba brała środki odurzające. Do tej pory na zawartość narkotyków byli kontrolowani tylko kierowcy samochodów i to też niezwykle rzadko. Stołeczna drogówka dostawała zaledwie kilkadziesiąt narkotestów na cały rok. Wszystko przez to, że są one dość drogie. Jeden kosztuje ponad 50 zł. Jednak narastający problem narkomanii, szczególnie wśród młodzieży, zmusił policjantów do przeznaczenia na walkę z tym zjawiskiem większe środki. W tej chwili w magazynach stołecznej komendy znajdują się ponad dwa tysiące narkotestów. Kolejne cztery tysiące trafią tam w najbliższych miesiącach. - Wreszcie będziemy mogli skutecznie wyłapywać dilerów i ich nieletnich klientów - mówi policjant z wydziału patrolowego. Dodaje, że teraz łatwiej spotkać trzynastolatka, który jest pod wpływem narkotyków niż po alkoholu. - Narkotyki dla dzieci są łatwiej dostępne niż alkohol i do tego tańsze. Tabletka ecstasy kosztuje od 7 do 10 zł i to tylko dlatego, że ostatnio wiele wytwórni zostało zlikwidowanych. W wakacje ceny spadały nawet do 3 zł, czyli narkotyk kosztował tyle, co piwo. A diler nie wymaga dowodu osobistego - dodaje. Do tej pory policjanci, aby sprawdzić, czy dana osoba jest pod wpływem narkotyków musieli zawieźć ją do szpitala na badanie krwi. W tej chwili wystarczy odrobina śliny, by po trzech minutach mieć wynik. Narkotesty wykrywają wszystkie dostępne na rynku narkotyki - od amfetaminy, przez marihuanę do kokainy. Wadą urządzeń jest to, że są jednorazowego użytku, co przy ich cenie może sprawić, że policjanci będą z nich korzystać niezwykle rzadko. - Nasi ludzie są przeszkoleni w używaniu narkotestów i w rozpoznawaniu, czy ktoś jest pod wpływem narkotyków - mówi Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego policji. - Dlatego nie ma obawy, że funkcjonariusze będą bali się używać tych urządzeń lub będą je marnować, kontrolując przypadkowe osoby. - Prawo w tym przypadku jest precyzyjne. Narkotestem może zostać skontrolowana tylko ta osoba, której zachowanie wskazuje, że może być pod wpływem środków odurzających. Kontrole prewencyjne nie wchodzą tu w grę - dodaje rzecznik. Jednak z narkotestów będą korzystać głównie policjanci z drogówki, dla których ma to być najskuteczniejsza broń w walce z kierowcami wracającymi z imprez po zażyciu narkotyków. Wielu z nich, jadąc na dyskotekę autem, woli wziąć środki odurzające niż napić się alkoholu. Są przekonani, że w ten sposób będą bezkarni. Kontrole z narkotestami mają to zmienić. Za spowodowanie wypadku pod wpływem np. marihuany grozi do ośmiu lat więzienia. Policjanci z innych jednostek kontrole na zawartość narkotyków we krwi mają przeprowadzać głównie wśród nieletnich. Dlatego już w tej chwili planują akcje w pobliżu dyskotek i pubów. Funkcjonariusze będą kontrolować narkotestami młodzież wychodzącą z lokali, której wygląd, np. powiększone źrenice, będzie wskazywać, że taka osoba coś brała. Gdy wynik badania narkotestem okaże się pozytywny i potwierdzi go badanie krwi, sprawa trafi do sądu rodzinnego. Jeśli narkotest wykaże, że osoba pełnoletnia jest pod wpływem narkotyków, a nie będzie miała przy sobie żadnych nielegalnych środków, pozostanie bezkarna. Karane jest tylko posiadanie narkotyków.
Komentuj →
6 stycznia 2008 |
0
Za kierownicą, po amfetaminie i z kradzionym telefonem- Policyjni wywiadowcy zatrzymali na Pradze Południe Sebastiana Ł. Mężczyzna wpadł, gdy funkcjonariusze skontrolowali Hondę, którą się poruszał. Przy kierowcy znaleźli telefon komórkowy pochodzący z kradzieży. Dodatkowo okazało się, że Sebastian Ł. usiadł za kierownicą po zażyciu narkotyków. 10 minut po godzinie 22:00 przy ulicy Kinowej policyjni wywiadowcy zatrzymali do kontroli Hondę. W trakcie interwencji funkcjonariusze znaleźli przy kierowcy telefon komórkowy. Po sprawdzeniu numeru aparatu w policyjnej bazie okazało się że telefon został zgłoszony jako utracony w wyniku kradzieży. Sebastian Ł. udawał bardzo zaskoczonego wynikiem sprawdzenia. Mężczyzna nie był jednak w stanie konkretnie wyjaśnić, w jaki sposób nabył telefon. Aparat został zabezpieczony. W trakcie kontroli wyszło również na jaw, że mężczyzna kierował samochodem pod wpływem narkotyków. Sam przyznał, że zażywał wcześniej amfetaminę. Sebastian Ł. odpowie za prowadzenie samochodu pod wpływem środków odurzających. Mężczyźnie policjanci przedstawią prawdopodobnie również zarzut paserstwa.
Nietrzeźwy kierowca staranował ogrodzenie- Policjanci z Pruszkowa zatrzymali 28-letniego obywatela Czeczenii. Anzor Z. kierując swoim volvo, stracił panowanie nad samochodem i wpadł na ogrodzenie jednej z posesji, uszkadzając znajdujący się w tym miejscu zawór gazowy. Mężczyzna oddalił się z miejsca zdarzenia. Mundurowi namierzyli go kilka ulic dalej. Badanie trzeźwości wykazało, że kierowca znajdował się pod wpływem alkoholu. 20 minut po północy policjanci pruszkowskiej drogówki otrzymali informację o zdarzeniu, do którego doszło na ulicy Promyka. Przypadkowy przechodzień zauważył volvo, którego kierowca stracił panowanie nad samochodem i uderzył w ogrodzenie jednej z posesji. Świadek zdarzenia pomógł opuścić pojazd pasażerom, kobiecie i dziecku, a następnie powiadomił służby miejskie. W tym czasie kierowca i towarzyszące mu osoby oddalili się. Natychmiast po otrzymaniu informacji policjanci rozpoczęli poszukiwanie sprawcy zdarzenia. 28-letniego Anzora Z. mundurowi namierzyli kilka ulic dalej. Mężczyzna przyznał się do kierowania samochodem. Badanie trzeźwości wykazało, że w jego organizmie znajdowało się prawie 1,5 promila alkoholu. Anzor Z. został przewieziony do policyjnego aresztu. Uszkodzoną instalację gazową zabezpieczyła straż pożarna i pogotowie gazowe.
Pościg za pijanym kierowcą - Furgonetkę, której kierowca nie zatrzymał się do kontroli ścigały nad ranem dwa policyjne radiowozy. Uciekający vw transporterem mężczyzna próbował zgubić pościg klucząc po drogach, w końcu wyskoczył z auta i kontynuował ucieczkę pieszo. Jeden z goniących go policjantów oddał strzał ostrzegawczy. Chwilę później 22-latek został zatrzymany. Jak się okazało był nietrzeźwy. Policjanci z Łańcuta zdecydowali skontrolować volkswagena transportera nie bez powodu - jego kierowca jechał "zygzakiem". Na widok czerwonego światła latarki furgonetka przyspieszyła. Policjanci ruszyli za nią. Po chwili do pościgu włączył się drugi radiowóz łańcuckiej Policji. Patrol zatrzymywał volkswagena na drodze krajowej nr 4. Uciekinier zjeżdżając z drogi, próbował zgubić pościg w Kraczkowej. Gdy jeden z radiowozów zablokował drogę transporterowi, uciekający wjechał w polną drogę, wyskoczył z auta i biegiem usiłował umknąć ścigającym go policjantom. Podczas pościgu padł strzał ostrzegawczy. Mężczyzna nadal nie reagował. Po chwili został zatrzymany. Jak się okazało, kierowca uciekał, bo był pijany. 22-letni mieszkaniec powiatu przeworskiego miał prawie 2 promile alkoholu we krwi. Trafił do policyjnego aresztu. Teraz w trybie przyspieszonym odpowie za swoje zachowanie.
Mieszkaniec osiedla Zacisze w Olsztynie zatrzymał pijanego kierowcę, a następnie przekazał go w ręce policji. Jak się okazało Lech S., który kierował Fiatem miał w wydychanym powietrzu ponad 3 promile alkoholu. - Nasi mieszkańcy są wyjątkowo wyczuleni na to, w jaki sposób kierowcy poruszają się po wąskiej ulicy Bartąskiej - mówi Krzysztof Kacprzycki, prezes stowarzyszenia Zacisze. Mieszkaniec osiedla Zacisze zauważył Fiata jadącego zygzakiem. - Nasz mieszkaniec pojechał za Fiatem i zajechał mu drogę - mówi Krzysztof Kacprzycki. - Jednak pierwsza próba zatrzymania kierowcy nie powiodła się, bo Fiat nagle ruszył i pojechał dalej.Auto przy okazji o mało nie wpadło do rowu. Pijany kierowca skręcił w ul. Złotą. Tam mieszkaniec Zacisza znowu zajechał mu drogę. - Tym razem naszemu mieszkańcowi udało się zabezpieczyć auto i wyjąć kluczyki ze stacyjki Fiata - mówi Kacprzycki.Dalej do akcji wkroczyła już wezwana wcześniej przez telefon policja. - Okazało się, ze Lech S. ma ponad 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu - mówi Beata Chojnowska, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie. - Mieszkaniec Olsztyna nie był w stanie wytłumaczyć skąd jedzie i ile wypił.Lech S. został zatrzymany w policyjnym areszcie, następnego dnia usłyszał zarzut za jazdę w stanie nietrzeźwości. Grozi mu kara do 2 lat więzienia i utrata prawo jazdy na 10 lat.
Pijany kierowca chciał uciec policji- Teraz grozi mu dwa lata więzienia. Incydent wydarzył się w nocy. Patrol z VI komisariatu policji zauważył na ul. Metalurgicznej w Lublinie dziwnie zachowujący się samochód. - Zainteresowało ich, ze mercedes vito nie ma włączonych świateł. Postanowili wylegitymować kierowcę - poinformował Witold Laskowski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji. Tymczasem kierowca mercedesa nie miał ochoty na rozmowę z policjantami. Zaczął uciekać. Na jednym ze skrzyżowań jego samochód uderzył w banner reklamowy. Wtedy mężczyzna wysiadł, żeby dalej uciekać pieszo. Kiedy po krótkim pościgu został zatrzymany przez funkcjonariuszy nie chciał podać swoich danych. Nie zgadzał się też na badanie alkomatem. Policjanci zabrali kierowcę i pasażera samochodu na komendę. Na miejscu pobrano od nich krew do badania. Okazało się, że obaj mieli we krwi około jednego promila alkoholu. Krnąbrnym kierowcą okazał się 29-letni Mariusz K., a jego pasażerem 26-letni Paweł. C. Mariusz K. stanie wkrótce przed sądem grodzkim. Za jazdę po pijanemu grozi mu do dwóch lat więzienia.
Komentuj →
5 stycznia 2008 |
1
"Policja drogowa ma się zająć poprawą bezpieczeństwa na drogach" - stwierdza w "Fakcie" Adam Rapacki, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. W MSWiA Rapacki odpowiada za działania policji. To zresztą był jej komendant główny i twórca Centralnego Biura Śledczego. - Policjanci z drogówki mają przede wszystkim kierować ruchem, pomagać kierowcom na przykład w przemieszczaniu się przez zatłoczone miasta - stwierdził Rapacki w rozmowie z "Faktem". - Ich podstawowym zadaniem jest poprawa bezpieczeństwa na drodze. Większość policjantów doskonale to rozumie i stosuje się do tego. Niestety. Nieliczni nadal chowają się w krzakach. Ale to się zmieni - zapowiada wiceszef MSWiA. Nie oznacza to oczywiście, że policjanci drogowi nie będą w ogóle stali z radarami. Nie chodzi nam o łapanie kierowców zza krzaka, ale wychwytywanie prawdziwych piratów drogowych, którzy powodują śmiertelne zagrożenie na polskich ulicach - powiedział gazecie Rapacki. Patrole będą stały nie tam, gdzie są krzaki, ale tam gdzie jest najniebezpieczniej.
Komentuj →
4 stycznia 2008 |
0
Samotnego dwulatka zostawiła 40-letnia mama w aucie zaparkowanym przez halą targową w Gdyni. Poszła kupić sobie kurtkę – czytamy w “Gazecie Wyborczej - Trójmiasto”. Dziecko siedziało w zapiętym foteliku samochodowym. W aucie przed halą spędziło samotnie co najmniej 40 min. Był czwartek, ok. godz. 16., na dworze temperatura 6 st. C poniżej zera i podmuchy przenikliwego wiatru. Zapłakanego, przerażonego malucha zauważył któryś z przechodniów. Obserwował auto, a ponieważ nikt z dorosłych nie pojawiał się - zatelefonował do oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Gdyni. Podał miejsce zaparkowania, markę i numer rejestracyjny samochodu. Chwilę później przyjechał tam policyjny patrol. Funkcjonariusze upewnili się, że auto jest zamknięte. Czekali na matkę ponad 10 min. Gdy przyszła, była wyraźnie zdziwiona obecnością policji. Jej zdaniem, w pozostawieniu malucha bez opieki nie było niczego nagannego. - Ta pani wytłumaczyła, że poszła sobie kupić kurtkę i nie chciała zabierać małego dziecka na zakupy - mówi Hanna Kaszubowska, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdyni. - Nie pomyślała, że jej nieobecność trwała tak długo. To 40-latka zameldowana w Szczecinie. Policjanci jedynie spisali jej dane personalne. Sprawie został nadany urzędowy bieg. Odpowiednia informacja trafi do komisariatu w Szczecinie. Tam policjanci sprawdzą, czy był to przypadkowy incydent, czy coś więcej. Za pozostawienie dziecka w okolicznościach niebezpiecznych dla jego zdrowia kobiecie może grozić kara grzywny. Szczecińska policja przeprowadzi w miejscu jej zamieszkania wywiad środowiskowy. W razie potrzeby o interes dziecka zadba sąd rodzinny. - Zapewne nic wielkiego się nie stało, ale sprawa powinna mieć swój ciąg dalszy, bo taka lekkomyślność musi niepokoić - mówi Krzysztof Sarzała, kierownik Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku. - Jestem jednak przeciwny stosowaniu takich kar jak grzywna czy ograniczenie władzy rodzicielskiej. Najlepszym rozwiązaniem byłoby pouczenie rodzica i wysłanie go na zajęcia edukacyjne. To powinno każdego, matkę czy ojca, nauczyć odpowiedniej dbałości o dziecko.
Komentuj →
4 stycznia 2008 |
0
Czytelnik “Gazety Pomorskiej” ponad miesiąc czekał na międzynarodowe prawo jazdy. Przyczyna to brak odpowiedniego programu komputerowego. - W starostwie poinformowano mnie, że wszystko tak długo trwa, ponieważ Wytwórnia Papierów Wartościowych wprowadza nowy program komputerowy – relacjonował Czytelnik. Arkadiusz Słodkowski, rzecznik Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych twierdzi jednak, że sprawa wygląda nieco inaczej. Jak mówi, kiedyś funkcjonował program komputerowy, dostosowany do drukarek atramentowych, ale dziś w większości urzędów zostały one zastąpione przez drukarki laserowe. Tym samym z programu nie można korzystać. - Ponieważ wpływa niewiele wniosków o wydanie międzynarodowego prawa jazdy, nie wyposażamy urzędów w drukarki - wyjaśnia. - Przesyłamy puste dokumenty, a urzędnicy sami wprowadzają dane kierowcy. Najczęściej wypisują dokument ręcznie albo na maszynie do pisania. Nowy program może powstać dopiero wówczas, gdy zostanie zmieniony wzór międzynarodowego prawa jazdy. Ostatecznie prawo jazdy zostało wypisane właśnie na maszynie. Arkadiusz Słodkowski przypomina natomiast, że wniosek o wydanie międzynarodowego prawa jazdy można złożyć w dowolnym urzędzie, który zajmuje się tymi sprawami. - Nie obowiązuje tutaj terytorialność - mówi. - Urząd musi jedynie potwierdzić tożsamość danej osoby.
Komentuj →
4 stycznia 2008 |
0
Kierowca bmw wjeżdżający do Gorzowa ponad 210 km/h, kierowca busa wyprzedzający w szalony sposób. Takie obrazki to codzienność. Takie obrazki to dla kierowcy policyjnego ścigacza z wideoradarem codzienność. Motor jest wyjątkowy (w Polsce jest tylko jeden podobny - w Warszawie). To potężna maszyna marki BMW, która rozpędza się do setki w niecałe 3 sekundy i może pędzić niemal 300 km/h. Jeszcze nikt jej nie uciekł. ,,GL'' jako pierwsza prezentuje filmy z jej wideoradaru. Zobacz, jak jeżdżą niektórzy kierowcy
– ZOBACZ - http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080104/POWIAT04/745145561
Komentuj →
3 stycznia 2008 |
0
Kiedy łapie siarczysty mróz, posłuszeństwa odmawiają samochody. W takiej sytuacji po pomoc można się zgłosić do kierowców taksówek. - Pomagaliśmy zapalić samochody dwóm kierowcom. Zadzwoniła też jedna pani, ale w końcu zrezygnowała i pojechała taksówką - mówi Ryszard Maciąg taksówkarz z Radomia. - Najczęstszą przyczyną kłopotów jest rozładowana bateria. Wówczas przyjeżdżamy z przewodami. Można do nas dzwonić w każdej chwili - dodaje taksówkarz. Pomoc taksówkarza nie jest jednak darmowa - za usługę zapłacimy 10-15 zł.
Komentuj →
3 stycznia 2008 |
0
Policjanci zatrzymali bezdomnego, który podrobioną legitymacją posługiwał się przy kontroli biletów w autobusie miejskim. Za podrobienie dokumentu grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności. Około południa Mieczysław K. jechał autobusem miejskim w kierunku Jarot. Na wysokości Szpitala Miejskiego w Olsztynie, do autobusu wsiedli kontrolerzy. Mężczyzna został poproszony o okazanie biletu. Ten jednak zamiast biletu okazał legitymację osoby niepełnosprawnej uprawniającą do przejazdu bez biletu. Kontrolerzy mieli wątpliwość co do autentyczności dokumentu stanu trzeźwości mężczyzny. Wezwali na pomoc Policję. Okazało się, że na odwrocie legitymacji czarnym długopisem dopisana była inna kwalifikacja niepełnosprawności niż w rzeczywistości posiadał mężczyzna. Pożądana przez niego kwalifikacja uprawnia osoby niepełnosprawne do przejazdu bez biletów w autobusach miejskich. Z tego też powodu Mieczysław K. własnoręcznie zmienił stopień niepełnosprawności na swojej legitymacji. Jak się okazało mężczyzna był pijany. Badanie wykazało u niego blisko trzy promile alkoholu we krwi. Teraz za przerobienie dokumentu odpowie przed sądem. Grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
3 stycznia 2008 |
0

“Auto Firmowe on-line” prezentuje następujący opis anatomii pojazdu:
Światła - Nie wystarczy sprawdzić, czy wszystkie żarówki świecą. W zimie, kiedy wcześnie zapada zmrok, przepalona żarówka zmniejsza szanse na to, że inni kierowcy w porę zauważą nasz samochód lub my wystarczająco wcześnie dostrzeżemy pieszego na poboczu. Oprócz żarówek, jak najczęściej sprawdzajmy również czystość oraz stan reflektorów. Każde zabrudzenie, pęknięcie czy ślad korozji na lustrze mogą pogorszyć oświetlanie drogi oraz przyczynić się do oślepiania innych kierowców. Przed zimą warto również skontrolować ustawienie reflektorów. Można to zrobić tylko za pomocą specjalistycznego sprzętu na każdej stacji diagnostycznej. Jeżeli zauważyliśmy, że kierunkowskazy świecą na biało, a nie na pomarańczowo, to znak, że należy wymienić wysłużone żarówki. Migające białe światło z przodu jest słabiej widoczne, a z tyłu oślepia kierowców i może zostać źle zinterpretowane. Znacznie częściej w okresie zimowym będziemy korzystać z reflektorów przeciwmgielnych, nie zapominajmy więc również o ich kontroli.
Akumulator i układ elektryczny
Jeśli nie chcemy spędzić zimowego poranka na poszukiwaniu kierowcy, który pożyczy nam prądu, lepiej zawczasu zadbać o akumulator. Większość baterii jest obecnie bezobsługowych. Nie oznacza to jednak, że możemy o nich zapomnieć. Włączone światła, pracujące wycieraczki, radio czy ogrzewanie tylnej szyby powodują, że znacznie mniej prądu z alternatora przekazywane jest do baterii. Dobrze jest sprawdzić poziom naładowania i pojemność akumulatora przed zimą. Jeśli trzeba, od razu wymieńmy go na nowy. Jeśli nie trzymamy auta w garażu, dobrym pomysłem, jest pokrowiec na baterię. Pozwala on ochronić ją przed niskimi temperaturami, a te nawet nowy akumulator mogą pozbawić połowy mocy. Warto również sprawdzić zaciski kabli. Jeśli są zaśniedziałe, należy je wyczyścić papierem ściernym i dobrze dokręcić. W autach z silnikiem Diesla i zasilanych gazem LPG należy sprawdzić stan przewodów wysokiego napięcia i świec.
Układ chłodniczy/wentylacja
Nie zaniedbujmy też płynu w układzie chłodzenia. Może się okazać, że zamarznięty płyn rozsadzi nam chłodnicę albo głowicę silnika. Temperaturę zamarzania płynu chłodniczego można sprawdzić za pomocą specjalnego testera. Takie urządzenie kosztuje kilkadziesiąt złotych, ale nasz mechanik na pewno jest w nie wyposażony. Jeżeli okaże się, że temperatura krzepnięcia jest zbyt wysoka (np. -15oC), należy koniecznie wymienić płyn na nowy. Markowe płyny krzepną dopiero przy temperaturze -40oC. Równie ważne jak chłodzenie jest w zimie ogrzewanie. Zaparowane szyby ograniczają widoczność, a zbyt niska temperatura utrudnia kierowcy koncentrację. Również klimatyzacja przydaje się w zimie do usuwania wilgoci z szyb.
Szyby i wycieraczki - Widoczność to bezpieczeństwo, a na bezpieczeństwie nie warto oszczędzać. Jeżeli nasze wycieraczki zostawiają na szybie smugi, należy je wymienić. Zimą będą nam one potrzebne znacznie częściej i muszą zapewnić idealną czystość szyb. Warto również odpowiednio wcześnie zmienić płyn do spryskiwaczy na zimowy. Tak, by w czasie pierwszych mrozów nie okazało się, że zamiast myć szybę, nasz płyn tworzy na niej warstwę lodu. Przed ruszeniem z miejsca poświęćmy chwilę na usunięcie z samochodu warstwy śniegu, a z szyb szronu czy lodu. Zróbmy to szczotką i skrobaczką, bo wycieraczki mogą być przymarznięte do szyby i próba ich uruchomienia zakończy się uszkodzeniem piór lub napędzającego je silnika. Bardzo istotny jest również stan szyb. Każde pęknięcie czy rysa pogarsza widoczność, która w zimie i tak nie jest najlepsza. Na szczęście nie zawsze trzeba wymieniać pękniętą szybę. W serwisach Autoglass Jaan wiele uszkodzeń można naprawić, oszczędzając pieniądze i oryginalną szybę.
Zawieszenie, hamulce i opony - Stuki, szum i inne niepokojące odgłosy zawieszenia lub układu kierowniczego to zapowiedź sporych kłopotów, jeśli nie usuniemy usterek przed zimą. Nowoczesne systemy poprawiające bezpieczeństwo są bardzo czułe i nieprawidłowe działanie, na przykład amortyzatorów, może je wprowadzać w błąd. ABS zamiast skrócić drogę hamowania, może ją znacznie wydłużyć. Zatarte łożyska mogą zablokować koło i doprowadzić do groźnego poślizgu. Podobny efekt da nawet delikatne użycie nierówno działających hamulców. Dlatego tak istotne jest zbadanie nie tylko stanu, ale i równomiernego zużycia poszczególnych elementów zawieszenia czy układu hamulcowego. Nie można tego zrobić samodzielnie, bo konieczny jest specjalistyczny sprzęt. Na szczęście znajdziemy go na każdej stacji diagnostycznej. Zimowe opony to podstawa, ale i one mogą okazać się bezużyteczne, jeśli są stare lub były źle przechowywane. Oponom należy się dokładnie przyjrzeć przed wymianą. Bieżnik płytszy niż 3,5–4 mm, pęknięcia gumy lub jej uszkodzenia to gwarancja poważnych kłopotów w czasie zimowej jazdy.
Korozja - Mała pomarańczowa plamka na lakierze – niby nic, a na wiosnę trzeba będzie wymienić część blacharki. Zima to wymarzony czas dla rdzy. Sól na drogach, wilgoć i kamienie, które, uderzając w lakier, odsłaniają metal. Jeżeli nasze auto ma już pierwsze oznaki korozji, warto, by przed zimą przyjrzał się mu blacharz. Teraz koszty napraw będą znacznie mniejsze niż na wiosnę. Warto również sprawdzić układ wydechowy, który jest szczególnie podatny na korozję. Nawet niewielkie ognisko rdzy w zimie może spowodować poważną awarię. Nie chodzi tu o głośniejszą pracę silnika, ale o zagrożenie życia kierowcy i pasażerów. Przez nieszczelność do kabiny może dostać się bezwonny trujący gaz – tlenek węgla. Nieszczelny układ oznacza większe zanieczyszczenie środowiska, a czasem również wadliwe działanie sondy lambda, co z kolei powoduje gorsze osiągi i większe zużycie paliwa.
Zamki i uszczelki To ważne, by odmrażacz do zamków nosić w kieszeni kurtki, a nie zostawiać w samochodzie. Jeśli zamki odmówią posłuszeństwa, nawet najlepszy specyfik leżący w schowku na niewiele się zda. Nie należy również przesadzać ze stosowaniem tego typu środków, zwłaszcza jeżeli nasze auto wyposażone jest w centralny zamek. Inne sposoby, jak rozgrzewanie kluczyka, należą do bardzo ryzykownych, szczególnie jeśli w kluczyku jest immobiliser. Gdy już uporamy się z zamarzniętymi zamkami, może się okazać, że drzwi nadal nie dają się otworzyć. Każde mocne szarpnięcie grozi koniecznością wymiany uszczelek w drzwiach. Dlatego lepiej jeszcze przed zimą zabezpieczyć je za pomocą specjalnego silikonu lub gliceryny. Po każdej wizycie w myjni dobrze jest dokładnie osuszyć uszczelki i ponownie je zakonserwować.
Akcesoria - Czasem seryjne wyposażenie samochodu to za mało, by uporać się z zimowymi kłopotami. W głębokim śniegu nieocenioną pomocą mogą być nawet niewielka łopatka i specjalne łańcuchy na koła. Pamiętajmy jednak, że po założeniu łańcuchów nie możemy jeździć po odśnieżonych drogach i przekraczać prędkości 20 km/godz. W czasie wypraw na narty pamiętajmy o odpowiednim zabezpieczeniu sprzętu sportowego. Narty przewożone wewnątrz samochodu mogą powodować zagrożenie w czasie wypadku. Lepiej jest zamontować na dachu odpowiedni bagażnik. W przypadku awarii samochodu bardzo przydatny może się okazać zwykły koc, który uchroni przed zimnem nas i naszych pasażerów, warto wozić go ze sobą w bagażniku.
Komentuj →
2 stycznia 2008 |
5
Ponad promil alkoholu we krwi miał kursant nauki jazdy, który kierując oplem corsą uczestniczył w kolizji drogowej. 55-letni mieszkaniec Lublina starał się zdobyć ponownie prawo jazdy, które stracił wcześniej właśnie za prowadzenie auta po alkoholu. Teraz powtórnie stanie przed sądem. Do kolizji doszło wczoraj wieczorem na skrzyżowaniu ulicy Krańcowej i al. Witosa. Na opla corsę z oznaczeniami nauki jazdy, który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, najechał samochód m-ki peugeot. Na miejsce wezwano policyjny patrol. Jakież było zdziwienie funkcjonariuszy, kiedy od 55-letniego kursanta wyczuli woń alkoholu. Badanie wykazało, że mężczyzna miał ponad promil alkoholu we krwi. Jak się okazało 55-latek ponownie starał się o prawo jazdy, które kilka lat temu zostało mu odebrane przez sąd za prowadzenie auta po alkoholu. Teraz sprawą pijanego kursanta zajmą się policjanci z komisariatu VI Policji w Lublinie. Kierowca peugeota, jako sprawca kolizji drogowej, został ukarany mandatem karnym.
Komentuj →
2 stycznia 2008 |
0
Muzeum Narodowe w Kielcach chce przyciągnąć turystów wjeżdżających do miasta. Na największych kieleckich skrzyżowaniach już pojawiły się kierunkowskazy prowadzące do placówki, a za kilka dni przy trasach wlotowych staną specjalne znaki drogowe z wizerunkiem muzeum. MZD na własny koszt umieściło drogowskazy wskazujące, którędy dojechać do muzeum, przy skrzyżowaniach w centrum Kielc. W ciągu najbliższych dni pięć znaków drogowych E22b, czyli tzw. znaków turystycznych wskazujących obiekt na samochodowym szlaku, firma Dubr postawi przy wlotowych ulicach. Będą przedstawiały cień Pałacu Biskupów Krakowskich i odległość w kilometrach od znaku do placówki. - To będą spore tablice, mające około 1,8 metra szerokości, najwyższej jakości, z odblaskowej folii, przez co będą dobrze widoczne w nocy - zapewnia Anna Latos-Paryska z Muzeum Narodowego. Muzeum zwróciło się też do oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z prośbą o pozwolenie na ustawienie kolejnych czterech znaków przy drogach prowadzących do Kielc: dwa przy krajowej "siódemce" od strony Warszawy w Występie, a od strony Krakowa przed wjazdem na obwodnicę, od strony Łodzi przed Raszówką, a od Lublina w okolicach Woli Jachowej. - Kiedyś muzeum reklamowało się na dużych makietach z wizerunkiem pałacu, ale dawno zostały zniszczone. Przed nami stulecie placówki, chcemy więc, aby była bardziej widoczna, mocniej zaakcentowana. Aby turyści przejeżdżający przez Kielce zatrzymali się na chwilę i wstąpili do pałacu - podkreśla Anna Latos-Paryska. Znaki drogowe są też tańszą reklamą. Muzeum płaci tylko za ich wykonanie, a nie za dzierżawę gruntu. Te, które wkrótce ustawi Dubr, będą kosztować ok. 5 tys. zł.
Komentuj →
2 stycznia 2008 |
0
- Nie mogę pogodzić się z tym, że człowiek, który zabił mojego brata, dalej jeździ samochodem - mówi Jerzy Sałata. Jego brat, Kazimierz, zginął dwa miesiące temu. Policja do dziś nie postawiła zarzutów sprawcy, nawet nie zabrała mu prawa jazdy. Jak twierdzi, czeka na opinię biegłego. Do redakcji “Gazety Olsztyńskiej” zgłosił się Jerzy Sałata i poprosił redakcję o interwencję w sprawie tragicznej śmierci jego brata. Gazeta pisała o tym w jednym z listopadowych wydań. 5 listopada około godz. 17. brat pana Jerzego, Kazimierz, wracał z pracy z Sępopola do Rygarb (gm. Sępopol). Szedł lewą strona drogi. W okolicach rodzinnej wsi został potrącony przez samochód. W wyniku obrażeń zmarł. Pieszego potrącił kierujący Seatem Toledo Stanisław O., 50-latek z Sępopola. - Sprawca po potrąceniu oddalił się z miejsca wypadku i nie udzielił mojemu bratu żadnej pomocy - mówi z żalem Jerzy Sałata. - Po zdarzeniu kierowca, jak twierdzi, pojechał do Sępopola, by o wypadku powiadomić policję lub straż graniczną. To mu się nie udało, bo posterunek policji był zamknięty - informuje Robert Koniuszy, oficer prasowy bartoszyckiej policji. - Około pół godziny po zdarzeniu sprawca wypadku zadzwonił na komisariat policji w Bartoszycach. Pan Jerzy uważa, że takie tłumaczenie jest niedorzeczne. - Po co to robił? - pyta. - Przecież miał telefon komórkowy i mógł z miejsca zdarzenia zadzwonić po pogotowie. Najbardziej pana Jerzego bulwersuje fakt, że sprawca wypadku dalej jeździ samochodem, nie ma postawionych żadnych zarzutów, nawet nie zabrano mu prawa jazdy. - Biegły medycyny sądowej sprawdza, czy poszkodowany żył, czy zginął na miejscu wypadku. Jeśli się okaże, że sprawca wypadku potrącił człowieka i oddalił się z miejsca wypadku, to dodatkowo go to obciąża - tłumaczy Robert Koniuszy. - Zebraliśmy już materiał dowodowy w tej sprawie i przesłaliśmy go biegłym w zakresie rekonstrukcji wypadków drogowych - dodaje. - Jeżeli ich opinia będzie podstawą do przedstawienia zarzutów sprawcy wypadku, wówczas straci prawo jazdy. Opinię dostaniemy najprawdopodobniej w pierwszej połowie stycznia. W przypadku, gdy biegli stwierdzą winę kierowcy, Stanisławowi O. grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
2 stycznia 2008 |
0
W centrum Radomia zaczyna obowiązywać strefa płatnego parkowania. Władze miasta mają nadzieję, że teraz nie będzie już kłopotów z zaparkowaniem auta na głównych ulicach Radomia. Mieszkańcy powitali jednak strefę z mieszanymi uczuciami. Za 15-minutowy postój w strefie płatnego parkowania trzeba zapłacić 50 groszy, za każde pół godziny - po złotówce. Parkowanie w śródmieściu Radomia jest płatne od godziny 8 do 17 w dni powszednie. Mieszkańcy ulic objętych strefą mogą wykupić miesięczny abonament za 30 zł. Wykupienie na wyłączność zastrzeżonego stanowiska postojowego (koperty) kosztuje 500 zł miesięcznie. Za darmo auta mogą zostawiać osoby niepełnosprawne, posiadające odpowiednie uprawnienia. Z opłat zwolnione są także pojazdy służb ratunkowych. Wiceprezydent Radomia Igor Marszałkiewicz powiedział w rozmowie z PAP, że ma nadzieję, iż teraz w centrum Radomia nie będzie już problemów z zaparkowaniem samochodu. "Do tej pory już od samego rana prawdziwą sztuką było znaleźć wolne miejsce. Parkingi były pozajmowane przez pracowników firm i instytucji znajdujących w centrum miasta" - dodał. Jego optymizmu nie podzielają jednak handlowcy. - Obawiam się, że teraz klienci chcąc uniknąć opłaty za parkowanie w strefie, pojadą na zakupy do hipermarketu, gdzie parkuje się za darmo - stwierdziła właścicielka jednego ze sklepów w centrum Radomia. Marszałkiewicz uważa jednak, że będzie odwrotnie i kupujący przyjadą, bo wreszcie będą mieli gdzie zostawić samochody. Narzekają także mieszkańcy ulic znajdujących się w strefie. Ich nowy pomysł radomskich radnych kosztować będzie 360 zł rocznie. - To więcej niż w innych miastach, np. w Warszawie - stwierdziła w rozmowie mieszkanka kamienicy w śródmieściu. Wiceprezydent Radomia zapewnił jednak, że przez najbliższe 2-3 miesiące władze miasta będą się przyglądać strefie i niewykluczone, że zdecydują się na pewne korekty. Marszałkiewicz dodał też, że przez pierwszy tydzień obowiązywania strefy mieszkańcy Radomia mogą liczyć na pewne ulgi. - Nie będzie kar za brak biletu parkingowego, ale tylko upomnienia - powiedział wiceprezydent miasta. - Potem jednak trzeba będzie kupić bilet w jednym z parkometrów lub zaopatrzyć się w abonament. Jeśli za szybą zabraknie ważnego biletu, zgodnie z prawem kontrolerzy zostawią za mandat w wysokość 50 złotych - dodał. Strefa płatnego parkowania funkcjonowała już w Radomiu w latach 1991-2003. Miała wtedy nieco mniejszy zasięg, a bilety sprzedawali parkingowi. Poprzednie władze Radomia zlikwidowały ją jednak w związku z licznymi protestami handlowców, którzy twierdzili, że klienci nie chcąc płacić za parking w centrum miasta, jadą na zakupy do hipermarketów.
Komentuj →
2 stycznia 2008 |
0
Parking "parkuj i jedź" (Parking Park & Ride) w Warszawie przy stacji metra Wilanowska został otwarty wczesnym rankiem. Pierwsi kierowcy zostawili tam samochody o godz. 4.30. Trzypoziomowy garaż pomieści 290 samochodów. Zarząd Transportu Miejskiego liczy na to, że swoje auta będą tam parkować m.in. mieszkańcy Piaseczna, Konstancina-Jeziorny czy tzw. zielonego Ursynowa, którzy dalej w kierunku Śródmieścia pojadą metrem (jazda do stacji Centrum zajmuje stąd metrem tylko 9 min.). Żeby wjechać na parking, trzeba mieć bilet dobowy, trzydniowy, tygodniowy, 30- lub 90-dniowy. Dojazd prowadzi od al. Wilanowskiej przez poszerzoną uliczkę koło pętli autobusowej. Auta można tam zostawiać najpóźniej do godz. 2.30 w nocy. Opinie o celowości tego typu inwestycji są różne. “Życie Warszawy” komentuje następująco: Nie ma w mieście bardziej absurdalnej inwestycji! Parkingi Park & Ride świecą pustkami, bo nie ma się tam do czego przesiąść. O ich budowie decydowała poprzednia ekipa, ale ich następcy brną dalej i trwonią kolejne miliony. – Miasto zabiera się za budowanie sieci parkingów od odwrotnej strony – mówi Wojciech Szymalski ze stowarzyszenia Zielone Mazowsze. – Najpierw powinna powstać sprawna sieć komunikacji miejskiej, a potem pierwsze parkingi tego typu na samych obrzeżach miasta. Wtedy miałoby to sens, a tysiące ludzi udałoby się zachęcić do jeżdżenia po Warszawie autobusami i metrem. ZTM odgraża się, że będzie budował następne parkingi tego typu: razem 27. Ale urzędnicy pytani o pomysłodawców tej drogiej idei bronią się: – Decyzje podejmowali zastępcy ówczesnego prezydenta miasta Sławomir Skrzypek i Andrzej Urbański oraz podległe im biura inwestycji i drogownictwa – mówi Michał Dąbrowski z ZTM. – Nie ja podejmowałem decyzję o lokalizacji parkingów, ale tylko odpowiadałem za przeprowadzenie tych projektów. Teraz, w czasie całkowicie bezładnego remontu warszawskich ulic, kierowcy powinni szczególnie błogosławić decyzje o budowie parkingów P&R – nie traci rezonu Skrzypek, teraz prezes NBP. Skrzypek z jednym ma rację: miasto chyba wstydzi się tej inwestycji, skoro nie informuje o niej na swojej stronie internetowej... .
Komentuj →
1 stycznia 2008 |
0
Chodniki w strefie płatnego parkowania ma sprzątać miasto, a nie my - uważają prezesi spółdzielni mieszkaniowych Łucznik i Śródmieście w Radomiu. - Sprzątanie chodników w strefie, na których nie obowiązuje zakaz zatrzymywania się, nakazuje gminie ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w mieście - mówi prezes Woźniak. I cytuje odpowiedni przepis: "Do obowiązków gminy należy także uprzątnięcie błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z chodników, jeżeli gmina pobiera opłaty z tytułu postoju lub parkowania pojazdów samochodowych na takim chodniku, oraz zbieranie i pozbycie się odpadów zgromadzonych w urządzeniach do tego przeznaczonych umieszczonych na tym chodniku (...)".- Jak miasto nie będzie sprzątać, to lokatorzy będą tonąć w błocie i śniegu. Wtedy powiadomimy straż miejską, żeby przywołała magistrat do porządku - zapowiada Woźniak. Gmina jednak nie zamierza się uchylać od sprzątania. - Będziemy sprzątać, ale tylko w tych miejscach, gdzie trzeba będzie płacić za parkowanie na chodniku - zastrzega Leszek Ruszczyk, dyrektor wydziału infrastruktury urzędu miejskiego. O utrzymanie czystości w tych miejscach mają zadbać Zakład Usług Komunalnych i konsorcjum, które sprząta Radom. - Codziennie monitorujemy miasto, więc nie będzie takich sytuacji, żeby chodnik nie był nieuprzątnięty - zapewnia Ruszczyk.
Komentuj →
1 stycznia 2008 |
0
Władze przemysłowej stolicy Włoch wprowadziły opłaty za wjazd samochodem do centrum Mediolanu. Za "eko-przepustkę" płaci się nawet 10 euro, w zależności od klasy pojazdu. Zwolnione z opłat są jedynie najmniej zanieczyszczające środowisko pojazdy. Najdrożej kosztuje wjazd samochodów najmniej ekologicznych, produkujących najwięcej spalin. Jest to pierwsza, eksperymentalna inicjatywa tego typu w całych Włoszech. Jej celem jest zmniejszenie zanieczyszczeń powietrza w trapionym smogiem Mediolanie i została ona ogłoszona w ramach szerszego planu zwiększenia przejazdów środkami komunikacji publicznej oraz tworzenia nowych zielonych terenów w mieście. "Osiągniemy nasz cel, jeśli do końca roku okaże się, że zanieczyszczenie spadło o 10 procent, a ruch samochodowy o 30 procent - powiedziała burmistrz Mediolanu Letizia Moratti. Ci, którzy często wjeżdżają do centrum Mediolanu, mogą kupić tańsze przepustki wielokrotne. Mieszkańcy centrum, jeśli korzystają z samochodu produkującego więcej zanieczyszczeń, płacą roczną stałą opłatę w wysokości od 50 do 250 euro w zależności od typu samochodu. Wprowadzone tytułem próby na rok opłaty za wjazd do centrum Mediolanu obowiązują od poniedziałku do piątku w godzinach 7.30-19.30. W północnych Włoszech wprowadzenie opłat od zanieczyszczania miasta spalinami rozważają władze Turynu i Genui, zaś Rzym rozszerzy ograniczenia dla samochodów zanieczyszczających spalinami od 10 stycznia.
Komentuj →
1 stycznia 2008 |
0
Rząd Włoch postanowił także w 2008 r. dawać ulgi przy zakupie nowych aut kierowcom złomującym stare pojazdy. Włoscy kierowcy dostają od państwa 800 euro premii na zakup nowego auta, jeśli jednocześnie oddadzą na złom samochód z silnikiem, który spełnia normę emisji spalin Euro 0 lub Euro 1, a więc został po raz pierwszy zarejestrowany przed końcem 1996 r. Takie ulgi wprowadzone w 2007 r. zdaniem analityków przyczyniły się do gwałtownego wzrostu sprzedaży nowych aut we Włoszech. Do końca listopada 2007 r. Włosi kupili 2 mln 328 tys. nowych aut, 6,6 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym okresie 2007 r. w całej "starej UE" sprzedaż nowych aut była o 0,1 proc. mniejsza niż rok wcześniej. Na wieść, że także w 2008 r. włoscy kierowcy będą mogli korzystać z ulg, o 2 proc. podskoczył kurs akcji Fiata. Ulgi za złomowanie starych aut ściągają wiele klientów do salonów Fiata we Włoszech, a jest to główny rynek dla produkowanych w Tychach Fiatów Panda i 500.
Komentuj →
1 stycznia 2008 |
0
Pewnie nie raz jadąc zmęczeni autem mieliśmy ochotę oddać stery w ręce automatycznego pilota, który doprowadzi nasz samochód do celu. Okazuje się, że ten pomysł znany dotąd tylko z filmów science-fiction, może się niebawem urzeczywistnić.

Dynamiczny tempomat, który potrafi dostosowywać odległość od innych samochodów jadących przed i za nami nie jest żadną nowością. Nissan opracował ostatnio nowatorskie rozwiązanie, którego działanie polega na połączeniu funkcjonalności aktywnego tempomatu z nawigacją satelitarną. System wykorzystuje on specjalny sensor umieszczony w przednim zderzaku, który odpowiada za monitorowanie odległości między samochodami. Kiedy nasz samochód zbliża się do jadącego przed nim auta, a zdjęliśmy nogę z gazu, system delikatnie wyhamowuje pojazd. W momencie gdy nasza noga będzie wciskać pedał gazu, w takiej sytuacji, specjalny mechanizm wypchnie go do pozycji zerowej. W przypadku gdy system nie zdoła samemu wytrącić prędkości, kierowca zostanie ostrzeżony werbalnie. Nowy system w przeciwieństwie do konkurencyjnych, będzie działać w pełnym zakresie prędkości, nawet gdy wskazówka na zegarze będzie pokazywać 0km/h. Te rozwiązania nie są jednak tak rewolucyjne jak możliwość współpracy tempomatu z nawigacją satelitarną. Połączone systemy pod nazwą Intelligent Cruise Control będą wykorzystywać dane pochodzące z tego urządzenia, w celu redukowania prędkości np. przed nadchodzącymi, ostrymi zakrętami. W przyszłości system ma być jeszcze bardziej aktywny i reagować na inne sytuacje na drogach, jak skrzyżowania czy sygnalizacja świetlna. Jednak dokładniejsze informacje na ten temat skrywają się w tajnych aktach inżynierów.
Komentuj →
1 stycznia 2008 |
0
W łódzkim MPK brakuje kierowców. Pojawiła się plotka, że z braku chętnych ogłoszenia o naborze trzeba będzie przesłać... do innych miast, bo w Łodzi kandydatów do pracy za kółkiem jest za mało. - Nie jest tak źle - zapewnia Maja Porczyńska z MPK. - Co prawda pracuje u nas ośmiu kierowców z Bydgoszczy, bo warunkiem wypożyczenia dodatkowych autobusów zastępczych było to, że kierowcy przyjadą z nimi, ale nie planujemy naboru poza naszym miastem. MPK zatrudnia obecnie 849 kierowców (w tym dwie panie). W kolejce czeka blisko 60 bezrobotnych (są na różnych etapach zdobywania wymaganych przez MPK kwalifikacji), którzy są zarejestrowani w Urzędach Pracy i korzystają z tzw. promesy. Oznacza to, że urzędy opłacają im kursy, szkolenia, a po ich skończeniu i pomyślnym zdaniu egzaminów MPK gwarantuje im zatrudnienie. Tak było z pewnym łodzianinem, który przez kilkanaście lat pracował jako piekarz. Gdy stracił pracę, postanowił się przebranżowić. I został kierowcą MPK. - Rotacja wśród kierowców jest spora, niektórzy wyjeżdżają za granicę, inni odchodzą do nowej pracy. Tylko w tym roku 17 osób przeszło na emeryturę - dodaje Maja Porczyńska. Na początek kierowca w MPK może liczyć na 15,60 zł brutto za godzinę pracy, czyli ok. 2600 zł brutto miesięcznie. Średnia pensja kierowcy w listopadzie wynosiła jednak 3200 zł brutto.
Komentuj →
1 stycznia 2008 |
0
Moskiewscy kierowcy co miesiąc spędzają w korkach dwie doby - pisze dziennik "Wiedomosti", powołując się na najnowsze wyniki badań służby Jandex, która utworzyła serwis "Jandex-korki". Nagromadzenie pojazdów na ulicach rosyjskiej stolicy jest oceniane w skali 10-stopniowej - poinformował rzecznik Jandeksu Michaił Uszakow. Pierwszy stopień oznacza, że na drogach jest luźno, dziesiąty - że lepiej jechać metrem. Badania wykazały, że liczba codziennych korków w 12-milionowej Moskwie wzrosła w ciągu roku z 650 do 850. Przeciętna tkwienia w korku to 1 godzina i 20 minut jesienią, a latem - 1 godzina i 8 minut. "Jeśli ruch na drogach nie zmaleje, to w roku 2008 od wtorku do piątku w godzinach szczytu jazda po Moskwie stanie się niemożliwa" - napisano w opracowaniu danych dotyczących ruchu drogowego. Prognozy nie są optymistyczne, bo, jak mówią eksperci, liczba samochodów rośnie szybciej niż ilość zmodernizowanych dróg. Dodają, że połowa sprzedawanych w Rosji samochodów zagranicznych przypada na Moskwę.
Komentuj →