12 stycznia 2008 |
0
Redakcja newslettera turystycznego PZM powraca do kursu pierwszej pomocy. W pierwszym odcinku cyklu radzi: udzielając pierwszej pomocy pamiętaj o tym, aby postępować zgodnie z zasadą "po pierwsze nie szkodzić", a także o swoim bezpieczeństwie. W trakcie pomocy zawsze istnieje ryzyko bezpośredniego kontaktu z płynami ustrojowymi, wydzielinami i wydalinami poszkodowanego, które mogą być źródłem zakażenia. Do niebezpiecznych chorób przenoszonych za ich pośrednictwem należą między innymi HIV i wirusowe zapalenie wątroby. Dlatego też podczas udzielania pierwszej pomocy ratownik powinien korzystać z lateksowych lub foliowych rękawiczek. Po zauważeniu wypadku drogowego, przed przybyciem profesjonalnych służb ratowniczych, zatrzymaj swój pojazd tak, aby nie powodował zagrożenia dla innych uczestników ruchu. Nie zapomnij o zabezpieczeniu go przed kradzieżą, włącz światła pozycyjne, a jeżeli potrzeba oświetl nim miejsce wypadku. Następnie powinieneś zasygnalizować innym uczestnikom ruchu drogowego fakt wypadku poprzez ustawienie trójkątów ostrzegawczych po obu stronach miejsca zdarzenia. Odległość umieszczenia znaków ostrzegawczych zależy od wielu czynników jak przebieg drogi, ukształtowanie terenu, pogoda i widoczność, a także rodzaju drogi - od 30-50 m poza terenem zabudowanym do 100 m na autostradzie lub na drodze szybkiego ruchu. Jeśli to konieczne zabezpiecz pojazd przez przewróceniem się. Nocą załóż na siebie coś jasnego lub przyczep sobie jakiś materiał odblaskowy i używaj latarki. Stosuj ogólne zasady bezpieczeństwa. Pamiętaj, że uszkodzony pojazd grozi zapaleniem bądź wybuchem, stąd obowiązuje absolutny zakaz palenia w jego pobliżu. Nie ściągaj klem z zacisków akumulatora gdyż powstała iskra może spowodować zapalenie i wybuch pojazdu. Samochody, które się palą, w większości przypadków nie wybuchają tylko intensywnie się palą przez krótki czas. Aby zgasić płomienie pod maską samochodu uchyl (nie otwieraj) klapę, a następnie wprowadź całą zawartość gaśnicy. Po dostaniu się do wnętrza samochodu wyłącz zapłon i zabierz kluczyki, zaciągnij hamulec ręczny na biegu, włącz światła awaryjne. Teraz można przystąpić do udzielenia pomocy poszkodowanym. Zajmij się w pierwszej kolejności tymi, których życie jest zagrożone. Przeszukaj teren, żeby nie pozostawić ofiar rzuconych gdzieś dalej od miejsca wypadku, lub które same oddaliły się (szok powypadkowy). Jeśli to możliwe, zajmij się poszkodowanymi nie zmieniając ich pozycji (wyjątek - reanimacja). Wstępnie zawsze zakładaj, że nastąpiło uszkodzenie kręgów szyjnych. Podtrzymuj rękami głowę i szyję ofiary, tak aby mogła ona swobodnie oddychać. W miarę możliwości obserwuj stale wszystkich poszkodowanych aż do nadejścia specjalistycznej pomocy.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
5
Brak badań technicznych i dokumentów, przewożenie nadmiernej ilości kursantów - to najczęstsze uchybienia, jakie stwierdzili policjanci podczas kontroli "elek” w Białej Podlaskiej – donosi “Dziennik Wschodni”. 7 i 9 stycznia funkcjonariusze wzięli pod lupę 36 pojazdów nauki jazdy z powiatów: bialskiego, parczewskiego i radzyńskiego. Kontrole przeprowadzono po tragedii, do której doszło pod koniec listopada w Rzeczycy. W wypadku "elki” śmierć poniosły dwie osoby. Mimo to nadal część ośrodków nie zwraca uwagi na bezpieczeństwo. Efekt ostatniej kontroli? Policjanci zatrzymali cztery dowody rejestracyjne. Instruktorzy nie posiadali kart badań technicznych lub w dokumentacji brakowało wzmianki o dopuszczeniu pojazdu do prowadzenia nauki jazdy. Dwie "elki” z powiatu parczewskiego przewoziły nadmierną liczbę kursantów. Z instruktorem mogą jechać tylko dwie osoby. Jeden parczewski samochód nauki jazdy musiał zostać odholowany, gdyż instruktor nie posiadał przy sobie dowodu rejestracyjnego i potwierdzenia obowiązkowego ubezpieczenia. - Nałożyliśmy siedem mandatów na łączną kwotę 750 zł. W kilku przypadkach powiadomiliśmy o nieprawidłowościach starostów parczewskiego i bialskiego - mówi Cezary Grochowski z bialskiej policji. Starosta parczewski Waldemar Wezgraj jest zaskoczony tymi wynikami. To igranie z ludzkim życiem - mówi Wezgraj. Zapewnia, że jego urzędnicy przeanalizują wszystkie przypadki, w których policjanci stwierdzili nieprawidłowości. -Sprawdzimy też, czy "elki” zostały zarejestrowane zgodnie z przepisami - dodaje starosta. -Starostwo nie może jednak odpowiadać za instruktorów, którzy łamią prawo, biorąc ze sobą w trasę większą, niż dopuszczają przepisy, liczbę kursantów.
Komentuj →
10 stycznia 2008 |
1
Specjaliści alarmują - na polskich drogach jeździ mnóstwo ciężarówek z nieprawidłowo lub co gorsza, w ogóle niezabezpieczonym ładunkiem. Polscy policjanci nie prowadzą, niestety, takich statystyk, ale na terenie Unii Europejskiej ocenia się, że około 25% wypadków z udziałem samochodów ciężarowych ma związek z niewłaściwym zamocowaniem ładunku. U nas może być jeszcze gorzej – donosi miesięcznik “Ciężarówki”. W policyjnych statystykach wypadków drogowych nie ma wśród przyczyn odpowiedniej kategorii, która wskazywałaby jednoznacznie, że powodem był źle zabezpieczony ładunek. Nie znaczy to jednak, że nie mamy, choćby pobieżnej, diagnozy tego problemu. - Przeprowadzone przeze mnie badania – pisze Cezary Bednarski - potwierdziły obawy, że poziom bezpieczeństwa przewozu ładunków na polskich drogach jest niski. Tylko w przypadku jednego pojazdu na dziesięć nie było żadnych uwag dotyczących zamocowania ładunku. Z pozostałymi było różnie, najczęściej źle i bardzo źle. Przeważnie dlatego, że przewożone przedmioty były nieprawidłowo rozmieszczone na skrzyni lub źle zabezpieczone przed przemieszczaniem - mówi Jarosław Kędzior, właściciel firmy Sedan z Wyrzyska (woj. wielkopolskie), zajmującej się fachowym doradztwem, organizacją szkoleń i sprzedażą systemów i akcesoriów zabezpieczających. Pomysłodawca badania wytypował do niego wyłącznie ciężarówki bądź zestawy zarejestrowane w naszym kraju, należące do polskich przewoźników i prowadzone przez kierowców-rodaków. Były to pojazdy loso zatrzymane do kontroli drogowej, których przestrzeń ładunkową wykorzystano przynajmniej w 75% lub osiągnięto maksymalną ładowność. Dokładnie prześwietlono 30 takich ciężarówek sprawdzając m.in. stan techniczny pojazdu i ładowni (w tym burt i uchwytów), rodzaj, liczbę i kondycję zastosowanych środków do mocowania, a także prawidłowość i skuteczność ich wykorzystania (czy sposób dobry, a użyta siła jest wystarczająca). Ocenie podlegało też wyposażenie elementów mocujących we wszywki (tzw. cechy). Stworzono specjalną punktację, przy czym maksymalnie można było uzyskać 570 pkt. Tylko 2 pojazdy zdobyły maksymalną liczbę punktów. Oba pracowały w transporcie międzynarodowym i w chwili kontroli wracały z ładunkiem z zagranicy do odbiorców w Polsce. Trzeci w rankingu pojazd zdobył około 500 pkt i jeździł w transporcie krajowym. Oceny pozostałych wypadły znacznie gorzej. Tylko w 6 przypadkach (20%) uchybienia można było uznać za niewielkie, natomiast 15 pojazdów (50%) uzyskało ocenę niedostateczną (żaden nie przekroczył 300 pkt), a 6 ostatnich (20%) nie przekroczywszy 100 pkt wypadła rażąco źle. Jakie były przykładowe błędy i uchybienia? Niektóre wynikały z prozaicznych przyczyn - np. złego stanu technicznego pojazdów i braku wyposażenia przestrzeni ładunkowej w punkty kotwienia pasów (jeden z właścicieli nieudolnie wykonał je sam). Czasem chodziło o niewłaściwy dobór pojazdu do przewożonego ładunku, np. studnie betonowe jechały na naczepie niskopodwoziowej przeznaczonej do transportu maszyn. Wiele środków zabezpieczających wykazywało nadmierne zużycie i liczne uszkodzenia, a także brakowało na nich cech pozwalających określić wytrzymałość. W kilku przypadkach wykryto zupełny brak mocowań - niektórzy kierowcy wyszli z założenia, że ładunki bardzo ciężkie, np. bloki granitowe nie wymagają zabezpieczenia. - Przeprowadzone badania unaoczniony bardzo niską świadomość kierowców i przewoźników, szczególnie w transporcie krajowym, którzy często nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie nieprawidłowe zabezpieczenie ładunku lub po prostu nie znają podstawowych zasad mocowania oraz elementarnych praw fizyki - podsumowuje swoje badanie Jarosław Kędzior. To jest jedna strona medalu. Drugą jest traktowanie zabezpieczania ładunków po macoszemu przez obowiązujące w Polsce przepisy. Ustawa Prawo o ruchu drogowym "prześlizguje się" po temacie jednym przepisem - art. 61 ust 3 stanowi, że "ładunek umieszczony na pojeździe powinien być zabezpieczony przed zmianą położenia lub wywoływaniem nadmiernego hałasu(...)". Nie ma w polskim prawie żadnych przepisów szczegółowych, które np. określałyby obowiązkowe elementy wyposażenia części ładunkowej pojazdów w punkty mocowania. Wystarczy jednak przyjrzeć się podejściu do tej materii naszych zachodnich sąsiadów żeby się przekonać, że można inaczej. Niemieckie prawodawstwo kompleksowo opisuje zabezpieczanie ładunków w transporcie drogowym, szczegółowo regulując sposoby mocowania, dobór pojazdu do ładunku oraz jego wymagane wyposażenie. Co ciekawe, prawo niemieckie rozkłada odpowiedzialność za bezpieczeństwo przewozu ładunków na załadowcę, kierowcę, przedsiębiorcę transportowego, a nawet wytwórcę ładunku. Odpowiedzialność karną za niedopełnienie obowiązków ponoszą podmioty zaangażowane w przewóz ładunków zależnie od winy. U nas chłopcem do bicia jest przewoźnik i kierowca. Jest i trzeci negatywny element, a mianowicie niedostateczna jakość wielu środków mocujących produkowanych i sprzedawanych w Polsce. Np. kwartalnik "Towary niebezpieczne" dwukrotnie, w latach 2006 i 2007 sprawdził jakość i wytrzymałość pasów mocujących tzw. pięciotonowych. Poddano je wnikliwej i surowej ocenie, w tym m.in. próbie na zrywanie. Okazało się, że tylko jeden z 9 przebadanych pasów spełniał wymagania norm i gwarantował bezpieczny transport. Sztuka zabezpieczania ładunków w transporcie tylko z pozoru jest nieskomplikowana. Nawet jeśli kierowca ma do dyspozycji nowoczesny pojazd i całą gamę narzędzi służących do przytwierdzenia ładunku, to jeszcze musi wiedzieć, jak to zrobić. Praktyka pokazuje, że wielu kierowców ma mgliste o tym pojęcie. - Dlatego postanowiłem rozpocząć działalność Akademii Mocowania, która w porozumieniu z redakcją kwartalnika "Towary niebezpieczne" oraz producentem środków mocujących Dolezych z Katowic, zajmie się wkrótce edukacją kierowców i przewoźników. Nasz mobilny zestaw transportowy wyposażony w nowoczesny sprzęt do unieruchamiania ładunków dojedzie do firmy i na miejscu pokażemy, jak należy to robić. Czasami wystarczy przypomnieć ludziom odpowiedzialnym za proces załadunku podstawowe prawa fizyki i pokazać skutki ich działania, żeby zmieniło się podejście do bezpieczeństwa przewozu ładunków - mówi Jarosław Kędzior.
Komentuj →
8 stycznia 2008 |
0
Rośnie liczba poszkodowanych przez ostatnie ataki zimy. Zarządcy nieruchomości i dróg powinni się mieć na baczności. Wypadki na ich terenie mogą kosztować. Udział poszkodowanego: W razie kraksy, złamania czy podobnej szkody, gdy przychodzi do określenia odszkodowania i zobowiązanego do zapłaty, zaczyna się sprawdzanie, czy także poszkodowany zachował ostrożność na jezdni lub chodniku. Czy nie przyczynił się do szkody. Mówimy o art. 362 kodeksu cywilnego, który stanowi, że jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu, stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron. Jedno jest pewne: od normalnego człowieka można wymagać, że w czasie zamieci będzie się liczył z tym, że nie wszystkie chodniki zostały dokładnie odśnieżone, że tu i ówdzie mogą być śliskie.– Tu otwiera się ogromne pole dla sędziego, która strona i w jakim stopniu przyczyniła się do szkody – wskazuje Juliusz Janas, radca prawny. – W praktyce (przed sądem) będą decydować biegli – wskazuje z kolei adwokat Kazimierz Pawelec, specjalista od spraw wypadkowych. – Czy np. 60 km na godzinę na zakręcie z gołoledzią miało wpływ na przebieg wypadku. Drogi, chodniki i posesje:m: Zgodnie z ustawą o drogach publicznych utrzymanie jezdni i chodników należy do zarządcy drogi, a w tym mieszczą się odśnieżanie i zwalczanie śliskości. I tak za drogi krajowe odpowiada generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad; za wojewódzkie – zarząd województwa; za powiatowe – zarząd powiatu; a za gminne – wójt (burmistrz, prezydent miasta). W miastach na prawach powiatu, takich jak Gdańsk, Łódź Olsztyn czy Warszawa – prezydent miasta. W razie składania pozwu trzeba jednak pamiętać, że zarządca jest administratorem, a za szkody odpowiada dana osoba prawna – powiat, gmina, i to ją należy wskazać w pozwie. Stosunkowo proste jest też ustalenie winnego nieodśnieżenia chodnika. Zgodnie z art. 5 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach to na właścicielu nieruchomości spoczywa ten obowiązek – na chodnikach położonych “bezpośrednio przy granicy posesji”. Nie są zaś zobowiązani do sprzątania płatnych postojów lub parkingów ani przystanków – to z kolei zadanie zakładu komunikacji. Trudniej będzie znaleźć winnego na prywatnych posesjach – tu bowiem trzeba ustalić, czy w ogóle właściciel ma obowiązek je odśnieżać. Będzie miał, jeśli taki obowiązek wynika ze szczególnego przeznaczenia nieruchomości: np. przed i na terenie sklepu, hurtowni czy chociażby kościoła. Głośna swego czasu sprawa dziewczyny poszkodowanej przez spadające stare gałęzie na cmentarzu w Dalikowie pod Łodzią wskazuje, że odśnieżenia można oczekiwać także na ważniejszych alejkach cmentarza. Nie spodziewajmy się jednak zbyt wiele, obowiązuje tu zasada zdrowego rozsądku. Można go też wymagać od poszkodowanych. Jak w sprawie Barbary P. spod Warszawy, która jechała rowerem do pobliskiej miejscowości po oblodzonej szosie i wywróciła się na grudzie, uszkadzając sobie kręgosłup. Sąd uznał, że sama przyczyniła się do tej szkody.
Zbigniew Banaszczyk - adwokat, cywilista: Czy rowerzyście, który rozbił się, jadąc po ośnieżonym chodniku, można coś zarzucić? Gdybym był pozwanym przez niego właścicielem kamienicy, przed którą przytrafiła się owa wywrotka, to oczywiście podniósłbym zarzut, że przyczynił się – powiedzmy w 50 proc. – do szkody. A niech sąd oceni, czy to właściwa proporcja. Rower zasadniczo nie służy bowiem do jeżdżenia po śniegu. Od wszystkich użytkowników dróg, ulic czy chodników wymagać możemy dochowania ogólnie przyjętej miary staranności. Zasądzone odszkodowanie powinno więc być o tenże procent zmniejszone.
Komentuj →
13 stycznia 2008 |
0
Funkcjonariusze Policji autostradowej zatrzymali dwóch młodych ludzi podejrzewanych o zrzucenie kostek brukowych z wiaduktu nad autostradą A 4, prosto na nadjeżdżające pojazdy. Jednemu z nich policjanci udowodnili spowodowanie zagrożenia na drodze. Udział drugiego jest wyjaśniany. 16-latek stanie teraz przed sądem dla nieletnich. Około godz. 15:00 na węźle Legnica-Złotoryja w kierunku do Wrocławia, funkcjonariusze z Policji autostradowej zauważyli na wiadukcie nad autostradą, stojace dwie osoby. Gdy policjanci dojeżdżali do wiaduktu, spadły z niego dwie kostki brukowe, bezpośrednio na jadące pojazdy. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Dwaj młodzi ludzie, którzy zrzucili kamienie, zaczęli uciekać w kierunku pobliskiej miejscowości. Policjanci ruszyli za nimi w pościg. Jeden z policjantów ruszył za nimi pieszo, natomiast drugi radiowozem udał się w kierunku wioski, aby odciąć im drogę ucieczki. Młodzi ludzie nie reagowali w ogóle na wezwania do zatrzymania się. Po kilkuset metrach zostali zatrzymani. Jak się okazało jeden z nich miał 16 drugi 20 lat. Policjanci udowodnili 16-latkowi spowodowanie zagrożenia dla zdrowia i życia innych osób na drodze. Udział drugiego w zdarzeniu jest wyjaśniany. Dalsze decyzje co do losu 16-latka podejmie sąd rodzinny.
Komentuj →
13 stycznia 2008 |
0
Policja znalazła sposób na kierowców posługujących się antyradarami. Atrapy fotoradarów – jak dowiaduje się RMF FM – mają być wyposażone w urządzenia imitujące sygnał prawdziwych radarów. W tej chwili przy polskich drogach skrzynek na fotoradary jest kilkakrotnie więcej niż radarów. Dla większości kierowców już sama skrzynka jest sygnałem, by zwolnić. Problem stanowią jednak kierowcy z antyradarami. Gdy tylko ci drogowi cwaniacy orientowali się, że skrzynka jest pusta, przekazywali tę informację przez CB Radio innym kierowcom – wyjaśnia Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej. Drogowych oszustów więc przybywało. I dlatego policja wypowiedziała im wojnę. Przy drogach zamontuje atrapy fotoradarów, czyli fotoimitatory. Urządzenie to będzie nadawać sygnał, który odbierze antyradar. W ten sposób kierowca będzie miał wrażenie, że w każdej skrzynce jest radar. Na razie planowane są testy fotoimitatorów; na pierwszy ogień idzie Szczecin i krajowa trasa numer osiem.
Komentuj →
13 stycznia 2008 |
0
Pijana piratka uciekała przed policją 170 km/h - Pędzące auto dostrzegli policjanci patrolujący ulice Żoliborza. Natychmiast wsiedli do radiowozu i ruszyli w pościg. Długo nie mogli dogonić samochodu. Auto uciekało na oślep, a kierowca nie reagował na policyjne sygnały. W miejscu, gdzie było ograniczenie prędkości do 40 kilometrów na godzinę, samochód gnał ponad 170 kilometrów. Gdy wreszcie udało się zatrzymać auto, okazało się, że za kierownicą siedziała kobieta. W dodatku na podwójnym gazie - badanie alkomatem wykazało u niej prawie pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Kobieta straciła prawo jazdy i prędko już za kierownicę nie wsiądzie.
Pomorze: zarzuty dla pijanego kierowcy - Zarzuty nieumyślnego spowodowania wypadku oraz prowadzenia samochodu po alkoholu postawiono 20-latkowi po sobotnim wypadku na przejeździe kolejowym niedaleko Świdwina (Zachodniopomorskie) - poinformował rzecznik zachodniopomorskiej policji Maciej Karczyński.Na niestrzeżonym, leśnym przejeździe kolejowym między miejscowościami Nielep i Rąbino pociąg relacji Szczecin-Malbork uderzył w osobowego opla kadeta. Jedna osoba zginęła na miejscu, druga została odwieziona do szpitala. Trzeci mężczyzna nie odniósł żadnych obrażeń. Jak wyjaśnił Karczyński, policjanci po przyjeździe na miejsce wypadku wraz z prokuratorem ustalili wstępnie, że samochodem jechało 3 mężczyzn, którzy wracali do domów polnymi drogami. W momencie kiedy pojazd wjechał na tory kolejowe jego silnik nagle zgasł. Kierowca próbował go odpalić. Po kilku próbach wysiadł z auta. Po chwili zauważył nadjeżdżający pociąg, który dawał sygnały dźwiękowe i świetlne. Pozostała dwójka nie zdążyła wysiąść. Pociąg nie wyhamował i uderzył w samochód. Na miejscu zginął 55-letni mieszkaniec powiatu świdwińskiego. Drugi z mężczyzn w samochodzie odniósł liczne rany. Z relacji ocalałego 20-latka, który podawał się za pasażera wynikało, że kierowcą był zmarły mężczyzna. - Policja miała jednak wątpliwości co do relacji mężczyzny. Przebadano go na obecność alkoholu. Okazało się, że miał 1,5 promila alkoholu we krwi. Zatrzymano go do wytrzeźwienia - dodał rzecznik. Podczas przesłuchania młody mężczyzna przyznał się, że to on prowadził samochód. Grozi mu do 8 lat więzienia.
Pościgi za pijanymi kierowcami- Dwóch pijanych kierowców zatrzymali po pościgu dolnośląscy policjanci. Do jednego z pościgów doszło w Kowarach. Drugi natomiast rozegrał się na ulicach Jeleniej Góry. Obaj zatrzymani trafili do policyjnego aresztu. Każdy z nich odpowiadać będzie za kilka popełnionych przestępstw, m.in. spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym czy naruszenie zakazu sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Policjanci z Kowar zauważyli w nocy, na ulicy Wiejskiej renault, którego kierowca na widok radiowozu nagle przyspieszył i zaczął uciekać. Funkcjonariusze ruszyli za nim w pościg. Uciekający kierowca w pewnym momencie zatrzymał się, wyskoczył z samochodu i zaczął uciekać pieszo. Po kilkuminutowym pościgu został zatrzymany przez policjantów. Kierującym okazał się 24-letni mieszkaniec Kowar. Mężczyzna był pijany. Przeprowadzone badanie wykazało u niego blisko 1,6 promila alkoholu w organizmie. Jednak nie było to jedyne przestępstwo, które miał on na sumieniu. Policjanci ustalili również, że mężczyzna, kierował autem pomimo orzeczonego przez sąd zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych wszystkich kategorii. Był również poszukiwany za kradzieże i włamania. Zatrzymany trafił do policyjnego aresztu. Teraz odpowie za jazdę w stanie nietrzeźwości, naruszenie sądowego zakazu i niezatrzymanie się do kontroli drogowej. Pościg za nietrzeźwym mają też za sobą jeleniogórscy policjanci. Tuż przed godziną 13.00 oficer dyżurny w Jeleniej Górze otrzymał informację, że ulicą Jana Pawła II, peugeotem jedzie najprawdopodobniej pijany kierowca. Funkcjonariusze szybko zlokalizowali opisywany pojazd. Postanowili zatrzymać go do kontroli drogowej, jednak kierowca na widok radiowozu zaczął uciekać ulicami Osiedla Zabobrze. Policjanci ruszyli za nim w pościg. Do pomocy wezwali dwa kolejne patrole. Kierowca peugota, uciekając osiedlowymi uliczkami, w pewnym momencie wjechał na parking przy jednym z jeleniogórskich marketów, gdzie chciał się ukryć wśród innych zaparkowanych aut. Tam jednak został zatrzymany przez patrol operacyjny. Piratem drogowym okazał się 41-letni obywatel Czech. Funkcjonariusze wyczuli od niego silną woń alkoholu. Przeprowadzone badanie wykazało u mężczyzny ponad 1,6 promila alkoholu w organizmie. Zatrzymany trafił do policyjnego aresztu. Mężczyzna odpowie za jazdę w stanie nietrzeźwości oraz spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym. Przypomnijmy, że za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozić może kara nawet do 2 lat pozbawienia wolności.
Zatrzymany pijany sprawca kolizji - Policjanci z komisariatu kolejowego zatrzymali Zbigniewa S. 37-latek spowodował kolizję na podjeździe do Dworca Centralnego. Sprawdzenie trzeźwości wykazało, że mężczyzna znajdował się pod wpływem alkoholu - 1,5 promila. W dodatku prowadził samochód pomimo sądowego zakazu. Policjanci z komisariatu kolejowego zatrzymali Zbigniewa S. 37-latek spowodował kolizję na podjeździe do Dworca Centralnego. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce zdarzenia poczuli od kierowcy zapach alkoholu. Badanie alkomatem wykazało u Zbigniewa S. 1,5 promila. Sprawdzenie danych Zbigniewa S. pozwoliło również na ustalenie, że mężczyzna siadł za kierownicę pomimo prawomocnego wyroku sądu zakazującego mu prowadzenia samochodów. 37-latek odpowie teraz zarówno za jazdę w stanie nietrzeźwości, jak i niezastosowanie się do sądowej decyzji.
Komentuj →
13 stycznia 2008 |
0
W dniu 16 stycznia 2008 roku (środa) o godz. 9.30. w Instytucie Transportu Samochodowego odbędzie się spotkanie poświęcone prezentacji wizji utworzenia specjalistycznej placówki usługowej dla środowiska niepełnosprawnych kierowców i pasażerów pod nazwą Auto Mobility Centrum (AMC). Idea Auto Mobility Centrum jest efektem aktywności, aspiracji i dążeń środowiska osób niepełnosprawnych ruchowo w Polsce, które ze względu na bariery w mobilności, zostało pozbawione równoprawnych szans uczestnictwa w życiu społecznym i zawodowym. Aby ta inicjatywa społeczna nie została zaprzepaszczona, grupa inicjatywna (Stowarzyszenie Pomocy Niepełnosprawnym Kierowcom - Spinka, Instytut Transportu Samochodowego oraz Automobilklub Polski) pragnie zmobilizować najliczniejsze grono osób, reprezentantów firm
i instytucji, do twórczej i zaangażowanej aktywności na rzecz praktycznego wdrożenia tej inicjatywy. Dyrekcja ITS wyraża poparcie dla tej inicjatywy społecznej, stanowiącej wkład do procesu aktywizacji społecznej i zawodowej środowiska osób niepełnosprawnych w naszym kraju. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych, których poparcie chcielibyśmy wykorzystać dla tworzenia w Polsce klimatu zrozumienia i pomocy ludziom niepełnosprawnym. Program spotkania: Prezentacja projektu przedsięwzięcia - Auto Mobility Centrum; dyskusja ; podpisanie Deklaracji Poparcia.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
1
W polkowickich szkołach jazdy cena kursu to ok. 1300 zł. Każdy z czterech ośrodków instruktażowych uczy kierowania na toyotach yaris. Na takich autach zdaje się też egzamin w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego w Legnicy. Największa ze szkół ma cztery auta, pozostałe po dwa lub po jednym. Jak nas zapewniali właściciele, chętnych do nauki nie brakuje. Czego najtrudniej nauczyć przyszłego kierowcę? - Myślę, że wszystko jest do opanowania podczas 30 godzin kursu praktycznego, ale technika jazdy to nie wszystko - mówi R. Morozik, który uczy od 1995 r. - Ważna jest umiejętność przewidywania zagrożeń, które mogą zaskoczyć młodego kierowcę, a nie każdy to potrafi - dodaje. Uczą się nie tylko młodzi. - Starsi są lepsi w teorii, a młodsi w praktyce, ale każdego można wyuczyć prowadzenia auta - zapewnia właściciel szkoły jazdy Janusz Sondej. - 80 proc. osób, które kończą kurs to osoby przed trzydziestką - wylicza. - Zdarza się, że nasi uczniowie mają życzenie, by zdawać egzamin w Zielonej Górze, a nawet Lesznie, a to dlatego, że tam krócej czeka się na egzamin, choć miasto do jazdy jest trudniejsze - mówi Irena Celisiak z ośrodka szkolenia Eko-Car. W tej chwili na egzamin w Legnicy z zagadnień teoretycznych trzeba czekać ok. 30 dni, a na kolejny egzamin praktyczny następny miesiąc. Ile osób zdaje egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem? - To zwykle 30 proc. uczniów - mówi J. Sondej. Polkowiczanie korzystają głównie z ofert lokalnych szkół jazdy. Niewielu wykupuje kursy w sąsiednich miastach. - Uczymy młodych kierowców jazdy na ulicach Polkowic, Lubina i Legnicy - informuje R. Mrozik. - W powiecie, z roku na rok, coraz więcej osób odbiera prawo jazdy - mówi rzecznik starostwa Mirosława Myrna-Kudry. - Wciągu 2007 roku wydaliśmy 880 takich dokumentów. To o 279 więcej niż w roku 2006 - dodaje. Wzrasta też ilość rejestrowanych samochodów – relacjonuje “Gazeta Lubuska”.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
0
Na parkingach opanowanych przez oszustów mają się pojawić kamery. W ten sposób Ratusz w Lublinie chce odstraszyć osoby, które po kilka razy sprzedają kierowcom ten sam bilet parkingowy. Dotychczas nikt nie wynalazł w Ratuszu skutecznego sposobu na walkę z naciągaczami. - W ubiegłym roku do kasy miasta trafiło około 450 tysięcy złotych z biletów parkingowych - mówi Mirosława Puton, dyrektor Wydziału Budżetu i Księgowości w Urzędzie Miasta. - Ile zarobili parkingowi? - Nie mam pojęcia i trudno jest mi to szacować - odpowiada. “Dziennik Wschodni” policzył: w Lublinie jest 655 miejskich płatnych miejsc postojowych. To znaczy każde z nich zarabia dla miasta... 13 złotych tygodniowo. Czyli od poniedziałku do piątku, jak śródmieście długie i szerokie, na każdej miejscówce zatrzymuje się jeden samochód i stoi tam godzinę! Policja tłumaczy, że ściganie oszustów nie jest łatwe. - Kierowcy, którzy im płacą, machają na to ręką i nie chcą z nami współpracować - wyjaśnia Kwiatkowska. Ale Ratusz znalazł nowy sposób. -Na parkingach najbardziej obleganych przez oszustów chcemy zamontować kamery. Nie na stałe, ale na kilka tygodni, może miesięcy. Po to, żeby odstraszyć tym pseudoparkingowych - mówi Jerzy Ostrowski, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Miasta. - Po prostu musimy ich zamęczyć. Tak, żeby im się nie opłacało stać. Kamery będziemy przewieszać z miejsca na miejsce. Podłączenie kamer nie będzie trudne. - Mamy łącza radiowe, umożliwiające uruchomienie trzech kamer niemal od ręki - zapewnia Grzegorz Hunicz, dyrektor Wydziału Informatyki i Telekomunikacji w Urzędzie Miasta.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
0
Kraków doczekał się rowerowej inwestycji z prawdziwego zdarzenia, choć nie pozbawionej wad. Gdzie są ścieżki? - dopytują się czytelnicy "Gazety Wyborczej Kraków", obserwując postępy przy budowie układu komunikacyjnego wokół ronda. Tymczasem ścieżki są, tyle że ukryte poniżej estakady przeznaczonej dla ruchu samochodowego. - Ścieżki biegną w dolnej części niecki, w tunelach naprzeciwko schodów. Ich łączna długość to ponad 1700 m. Rowerzyści będą mogli zacząć z nich korzystać już na przełomie lutego i marca - informuje Dariusz Łanocha z Agencji Rozwoju Miasta. Marcin Hyła chwali inwestycję : - To jedno z najnowocześniejszych rozwiązań w Polsce. Jego zdaniem jedną z największych zalet inwestycji jest bezpieczeństwo. - Zminimalizowane zostały kolizje ruchu pieszego i rowerowego. Tam, gdzie rowerzysta mógłby nagle wypadać zza węgła, drogi rowerowe odsunięto od ściany i biegną środkiem chodnika - wylicza. Kolejny plus do dostępność. - Dojazd do dróg rowerowych przewidziano nie tylko z dwukierunkowych dróg rowerowych po obu stronach al. Powstania Warszawskiego, drogi wzdłuż ul. Lubomirskiego, Mogilskiej i Kopernika, ale także z jezdni ul. Lubicz i Chłopickiego - zwraca uwagę Hyła w tekście na stronie www.rowery.org.pl. Choć rowerzyści generalnie nie mają powodów do narzekań, muszą się liczyć z pewnymi utrudnieniami. - Wynikają one z braku miejsca. Nie udało się wszędzie odsunąć dróg rowerowych od ściany i rowerzyści będą musieli uważać nie tylko na pieszych, ale i na samych siebie. Problemem mogą być też spadki na pochylniach: największe od strony ul. Lubicz - ocenia Hyła. Newralgicznym punktem w pobliżu ronda jest nieplanowany przystanek autobusowy w ul. Lubomirskiego, gdzie piesi zadeptują gotową już ścieżkę.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
1
Czas oczekiwania na egzamin na prawo jazdy skrócił się do dwóch tygodni. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Łodzi zatrudnił dodatkowych egzaminatorów – donosi “Gazeta Wyborcza Łódź”. Zgodnie z ustawą egzamin powinien być przeprowadzany w ciągu 30 dni od zgłoszenia się kandydata. Niestety od wprowadzenia zmian egzaminowania termin ten nie jest dotrzymywany. Czas jazdy wydłużył się z 25 do 50 minut. W ciągu dnia można więc było przetestować o połowę mniej kandydatów. Ośrodki ruchu drogowego w całej Polsce miały problemy z przeprowadzaniem egzaminów w ustawowym terminie. Problem nasilił się w ostatnich tygodniach. Kandydaci na prawo jazdy bojąc się podwyżek cen kursów masowo zgłaszali się na egzamin. Łódzki ośrodek postanowił zatrudnić dwóch dodatkowych egzaminatorów. - Dzięki temu mamy wolne terminy. Obecnie na sprawdzian praktyczny z jazdy trzeba czekać około dwóch tygodni. Mamy nadzieję, że ten okres oczekiwania się utrzyma - mówi Zbigniew Skowroński, dyrektor WORD w Łodzi. WORD poszukuje kolejnych pracowników do przeprowadzania egzaminów. - Jest coraz więcej chętnych. Zdawalność utrzymuje się u nas na poziomie 30 proc. i jest najwyższa w województwie. Łodzianie, którzy wcześniej woleli zdawać w Sieradzu czy Skierniewicach, teraz zdają u nas - mówi Skowroński. - W całym województwie do przeprowadzania testów wyszkolonych jest dwieście osób. Jednak tylko połowa z nich pracuje w zawodzie. Powodem są zarobki. W przyszłym roku mają się zwiększyć. Mam nadzieję, że będzie więcej chętnych do pracy.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
3
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Opolu przedłużył godziny przeprowadzania egzaminu praktycznego na prawo jazdy – donosi “Gazeta Wyborcza Opole”. Do tej pory egzaminy praktyczne odbywały się między 7.50 a 16. Obecnie są aż do godziny 20. - Dzięki temu możemy przeegzaminować o ok. 40 osób więcej w ciągu dnia. Jest to ułatwieniem dla osób, które pracują na pierwszą zmianę, bo nie będą musiały zwalniać się z pracy na egzamin - mówił Stefan Książek, dyrektor WORD w Opolu. Ale za to egzaminy nie będą się już odbywać w soboty, ponieważ zgodnie z prawem egzaminatorzy mogą pracować tylko przez pięć dni w tygodniu. Pozostałe godziny pracy Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego nie uległy zmianie. Nowe godziny egzaminów praktycznych mają swoje plusy i minusy. - Na pewno zmniejszy się kolejka oczekujących na egzamin - komentuje Michał Majak z Ośrodka Szkolenia Kierowców "LEDAN". - Minusem są trudności z odnalezieniem późnym popołudniem wolnych miejsc parkingowych - dodaje. Szkoły jednak muszą szkolić przyszłych kierowców również w godzinach wieczornych. Kursanci muszą się przyzwyczaić, że w godzinach wieczornych inaczej prowadzi się pojazdy, że piesi nie są już tak dobrze widoczni i trudniej jest odnaleźć swój pas ruchu, gdy pasy nie są wymalowane.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
0
Zaledwie 2,5 tys. dolarów, czyli nieco ponad 6 tys. złotych kosztuje indyjski tata nano - najtańsze auto świata. Kierowcy są zachwyceni, ale ekologów przeraża wizja chmury spalin rosnącej nad Indiami - informuje "Gazeta Wyborcza". To auto zapisze się w księdze rekordów świata niezależnie od tego, czy odniesie sukces, czy nie - uważa Mohit Arora, szef azjatyckiego oddziału słynnej motoryzacyjnej firmy doradczej J.D. Power. Z pewnością nie będzie to rekord urody, bo tata nano wyglądem przypomina doskonale znane miejskie auta świata, takie jak: hyundai atos, daewoo matiz czy smart. Do historii indyjskie auto przejdzie jako najtańszy nowy samochód świata w XXI w. W podstawowej wersji kosztuje 100 tys. rupii, czyli równowartość 2,5 tys. dol. To dwa razy taniej niż najtańsze auta indyjskiej konkurencji i taniej nawet niż małolitrażowa rosyjska oka, na którą trzeba wydać 4 tys. dol. Za 2,5 tys. dol. nie można wiele wymagać. Osadzony na maleńkich kółkach tata nano ma 3,1 m długości i zero komfortu dla czterech do pięciu pasażerów. Silnik nano przypomina naszego "malucha" - dwa cylindry o łącznej pojemności 623 cm sześc., z których można wycisnąć moc 33 KM i rozpędzić autko do prędkości 105 km na godzinę.

^ Tata Nano ma 3,1 m długości, 1,5 m szerokości i 1,6 m wysokości, rozstaw osi wynosi 2,2 m. Napędzać go będzie umieszczony z tyłu dwucylindrowy benzynowy silnik z wielopunktowym wtryskiem paliwa o pojemności 623 cm3. Moc maksymalna jednostki napędzającej koła tylne wynosi 33 KM i umożliwia osiągnięcie prędkości 105 km/h. To osiągi i dane techniczne wywołujące wspomnienie Fiata 126 p. Pod względem emisji szkodliwych substancji Nano wypada lepiej niż produkowane w Indiach motocykle. Na surowe europejskie normy to jednak za mało, ale rozwiązaniem może być nieco droższa jednostka napędowa. (W oficjalnych danych producenta brak informacji o rzekomym spełnianiu normy emisji spalin Euro 4, o której informowały niektóre media.) Zapowiedziano już pojawienie się w przyszłości wersji z silnikiem Diesla, prawdopodobnie o pojemności ok. 700 cm3. 4-drzwiowe nadwozie oferować ma dosyć miejsca na nogi i sporo przestrzeni wokół głowy aby umożliwić wygodną jazdę czterem dorosłym osobom. Wysoko umieszczone siedziska zapewniać z kolei mają zajmowanie miejsca w środku i wysiadanie. Od początku sprzedaży oferowane będą dwie wersje wyposażenia – standardowa (na fot. w kolorze czerwonym) i luksusowa (na fot. w kolorze żółtym). W obu przypadkach dostępnych będzie wiele kolorów, akcesoriów, a także możliwości indywidualnej aranżacji. Pod względem bezpieczeństwa Nano spełnia aktualne wymogi obowiązujące w Indiach. Zapewniają to m.in. strefy zgniotu, wzmacniane drzwi i pasy bezpieczeństwa. Na zdjęciach nie widać jednak zagłówków dla osób siedzących z tyłu, a których brak oznacza olbrzymie zagrożenie w razie najechania na tył pojazdu, czyli w typowej kolizji miejskiej.
Komentuj →
11 stycznia 2008 |
0
Nowa technologia projektowania obrazu 3D oraz wyświetlacze typu HUD w niedługim czasie zastąpią tradycyjne systemy nawigacyjne. Takie urządzenia są już w ostatecznych fazach testów i niebawem wejdą na rynek. System będzie się nazywać "Virtual Cabel". Jego działanie będzie polegać na wyświetlaniu linii, po której mamy się poruszać. Jednak obraz nie będzie generowany na wyświetlaczu umieszczonym w kokpicie, tylko będzie sprawiał wrażenie jakby znajdował się tuż za szybą. Kierowca nie będzie musiał odwracać głowy od sytuacji na drodze, wystarczy tylko że będzie spoglądał przed siebie. Producent urządzenia zapewnia, że będzie ono kompatybilne z każdym samochodem, bez konieczności modyfikacji. System pojawi się w sklepach już niebawem, jego twórca przechodzi przez proces przyznania patentu. W międzyczasie firma Hewlett Packard opracowała nowoczesne urządzenie nawigacyjne, które zostało wyposażone w bardzo wydajny procesor o częstotliwości taktowania 600 Mhz. Pozwoli on na generowanie obrazu 3D, dzięki czemu na wyświetlaczu nie będzie pokazywany płaski obraz składający się z przecinających się linii. Aby ułatwić orientację w terenie, w poszczególnych miastach będą wyświetlane wirutalne makiety charakterystycznych budynków. Urządzenie iPaq 310 będzie dostępne w sprzedaży już w 2009 roku.
Komentuj →
10 stycznia 2008 |
1
Kontrole przewozu osób należą do priorytetowych działań Inspekcji Transportu Drogowego. Prowadzona od ponad czterech lat akcja “Bezpieczny autokar” przyczyniła się do znacznej poprawy bezpieczeństwa podróży tym środkiem transportu: poprawy stanu technicznego pojazdów, jak i do zmniejszenia liczby naruszeń przepisów. W czasie tegorocznych ferii zimowych inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego będą prowadzili wzmożone kontrole drogowe autokarów przewożących dzieci i młodzież na zimowy wypoczynek. Sprawdzany będzie przede wszystkim stan techniczny pojazdów, czas pracy kierowców oraz trzeźwość osób prowadzących pojazdy. Istnieje możliwość skontrolowania pojazdu przed wyjazdem. W tym celu należy skontaktować się na kilka dni przed planowaną podróżą z właściwym Wojewódzkim Inspektoratem Transportu Drogowego. W okresie ferii planujemy zorganizować kilka kontroli drogowych autokarów na trasach lub przed wyjazdem, w których wezmą udział osoby znane powszechnie opinii publicznej. “Gwiazdy” będą wręczać kierowcom i dzieciom drobne upominki (m.in. kamizelki i opaski odblaskowe). Patronat medialny nad tegoroczną zimową akcją objęło Radio VOX FM zaś TVP INFO otoczyło projekt opieką medialną.
Komentuj →
10 stycznia 2008 |
4
Zgodnie z rozporządzeniem ministra transportu i drogownictwa egzaminatorzy będą lepiej zarabiać. Dotychczas pensja osoby, który miała uprawnienia do przeprowadzania egzaminów na kategorię B, wynosiła 2,3 tys. zł brutto, teraz będzie to 2,5 tys. zł na rękę. Zmieni się też system wynagradzania. Według starych zasad najwyższe pensje mieli uprawnieni do egzaminowania np. na kilka kategorii praw jazdy. - Tylko że w praktyce najwięcej przeprowadza się egzaminów na prawo jazdy kat. B. Tacy egzaminatorzy pracowali najwięcej, a zarabiali najmniej. Taki system płac był niesprawiedliwy - tłumaczy Tomasz Piętka, główny specjalista w departamencie transportu drogowego Ministerstwa Infrastruktury. Teraz to, ile zarobi egzaminator, będzie zależało od tego, ile przeprowadzi egzaminów. - Oczywiście wyższe kwalifikacje też będą nagradzane, ale w formie dodatku. To da motywację do ich podnoszenia - twierdzi Piętka. Podkreśla, że zmiany wymusiły same wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego, którym brakowało ludzi do pracy. - Każdy kto zrobił uprawnienia do szkolenia i egzaminowania, podejmował pracę w szkole jazdy jako instruktor, bo tam zarobił dwa razy tyle. A kolejki czekających na egzamin wciąż się wydłużały. Zależało nam także na odmłodzeniu kadry, na zachęceniu młodych osób do podjęcia tam pracy - przekonuje Piętka. Czesław Dawid, dyrektor kieleckiego WORD-u, potwierdza, że nowe rozporządzenie ministra dotyczące płac powinno poprawić sytuację zdających. - Już zatrudniłem dodatkowo dwóch egzaminatorów, jeden z nich otwarcie mi przyznał, że do zmiany pracy skusiła go dobra pensja. Mam jeszcze przygotowane dwa etaty, jeżeli znajdą się chętni, to oznacza, że czas oczekiwania na egzaminy znacznie się skróci. W Kielcach na egzamin z prawa jazdy czeka się około miesiąca. - W tym roku planujemy przeprowadzić ich o 2 tys. więcej niż przed rokiem. To oznacza znaczną poprawę sytuacji - twierdzi dyrektor Dawid. To nie koniec dobrych wiadomości, wzrost płac egzaminatorów nie oznacza zmian cen egzaminów. Ministerstwo utrzymało obecną stawkę (112 zł) i, jak zapewnia Piętka, nie ma mowy o jej wzroście. Tyle, że WORD-y same się finansują i same muszą na te podwyżki zarobić. - Konsultowaliśmy to z dyrektorami i z ich relacji wynikało, że mogą sobie na takie podwyżki pozwolić - zapewnia Piętka. Według Dawida sytuacja wcale tak różowo nie wygląda. - Oczywiście, my już od ubiegłego roku szykowaliśmy się do tej sytuacji, oszczędzaliśmy, na czym się dało: prenumeracie, telefonach, paliwie. Dzięki temu ten rok, uwzględniając podwyżki, zamkniemy na zerze, ale nie sądzę, by bez podniesienia opłat za egzaminy dało się dłużej niż rok, półtora funkcjonować. Bo to oznacza brak możliwości zakupu nowych samochodów do egzaminowania, a te w takich warunkach pracy szybko się zużywają. To też brak możliwości rozwoju ośrodków - podkreśla dyrektor kieleckiego WORD-u.
Komentuj →
10 stycznia 2008 |
5
Zbigniew Staniszewski, znany olsztyński kierowca rajdowy, będzie uczyć policjantów z drogówki – informuje “Gazeta Olsztyńska’.. Szkolenie pod okiem rajdowca odbędą funkcjonariusze, którzy mają jeździć nowymi renault megane sport. Superszybkie samochody będą służyć do łapania piratów drogowych. Warmińsko-mazurska policja wzbogaciła się w tym roku o dziesięć renault megane sport. Ich oficjalna prezentacja odbyła się w poniedziałek. W marcu nieoznakowane renault ruszą na drogi regionu. Teraz montowane są w nich wideorejestratory. Policjanci, którzy przesiądą się na ponaddwustukonne maszyny, zostaną specjalnie przeszkoleni. - Chodzi o grupę dwudziestu funkcjonariuszy ruchu drogowego. Jednego dnia odbędą przeszkolenie z obsługi nowych wideorejestratorów. Będą mieli także teoretyczne i praktyczne zajęcia z kierowcą rajdowym Zbigniewem Staniszewskim - mówi Izabela Niedźwiedzka z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Tłumaczy także, skąd wziął się pomysł, żeby na szkolenie zaprosić rajdowca. - Parametry techniczne tych samochodów są podobne do tych, które są używane podczas rajdów - dodaje Niedźwiedzka. Potwierdza to również Zbigniew Staniszewski, który bardzo przejął się rolą, jaką ma spełnić. - Absolutnie nie chcę mówić, że będę uczył policjantów. Podzielę się po prostu swoimi doświadczeniami - Staniszewski jest jak zwykle bardzo skromny. - Nie ukrywam, że jestem zaszczycony propozycją, którą dostałem.
Komentuj →
9 stycznia 2008 |
0
Jeżeli poślizgniemy się na nieodśnieżonym chodniku i złamiemy nogę albo nasz samochód rozbije się na latarni, bo ktoś zapomniał posypać ulicę, walczmy o odszkodowanie – radzi “Gazeta Wyborcza Białystok”. Im więcej dowodów naszego nieszczęścia, tym większa szansa na pieniądze – czytamy. Na parkingach wielkie grudy zbitego śniegu, drogi śliskie, a na chodnikach ślizgawka - ktoś za to wszystko jest odpowiedzialny. Magistrat, spółdzielnie mieszkaniowe, prywatni właściciele posesji i firmy oczyszczające. Można domagać się od nich odszkodowania. Specjaliści radzą, jak walczyć o odszkodowanie. Radzi Agata Lewkowska z biura miejskiego rzecznika praw konsumenta:
Wypadek pieszego na chodniku. Po pierwsze, znaleźć świadka, który widział upadek. Musi to być osoba pełnoletnia. Najlepiej, żeby nie była spokrewniona z poszkodowanym. Trzeba poprosić ją o imię, nazwisko, adres, a także o napisanie krótkiego oświadczenia o tym, co się stało.Jeśli nikt nie widział zdarzenia, należy zadzwonić z komórki pod numer 112 (stacjonarnego 997) i wezwać policję lub straż miejską. Oni mają obowiązek sporządzenia protokołu. Mając aparat fotograficzny, także ten w komórce, dobrze byłoby zrobić zdjęcie miejsca, w którym doszło do wypadku. Następnie wyliczamy kwotę rekompensaty, którą chcemy dostać, czyli sumujemy straty. Na przykład rozbity telefon, taksówka, niemożność wykonywania pracy itp. Należy także określić w ciągu ilu dni i jak (np. nr konta) chcemy otrzymać pieniądze. Ustalamy, kto jest właścicielem chodnika, na którym złamaliśmy nogę, i całą dokumentację wysyłamy listem poleconym na jego adres. Jeśli nie zareaguje - zakładamy sprawę cywilną w sądzie.
Poślizg na oblodzonej drodze i robite auto. Radzi mecenas Maciej Tokarzewski specjalizujący się w odszkodowaniach. Na pewno pomoże zrobienie zdjęcia ulicy, pokazujące śnieg i oblodzenie. Policja nie zawsze ma aparat, dlatego lepiej pstryknąć je na własną rękę. Koniecznie wzywamy policję, która spisze protokół. Przy jakichkolwiek obrażeniach należy zgłosić się do lekarza. On po zbadaniu wystawi zaświadczenie potwierdzające, że urazy są skutkiem kolizji. Koniecznie trzeba wziąć fakturę z warsztatu, który naprawiał uszkodzony samochód. Po udokumentowaniu wszystkiego i ustaleniu, do kogo należy droga i jaka firma ją ubezpiecza, najlepiej zwrócić się bezpośrednio niej. To najkrótszy i najszybszy sposób.
Komentuj →
9 stycznia 2008 |
0
Najkrócej na egzamin na prawo jazdy czeka się w Warszawie dwa i pół miesiąca - donosi "Życie Warszawy". To dwa razy dłużej niż jeszcze rok temu. Kolejki rozładowałby trzeci ośrodek egzaminacyjny, ale ma być dopiero w lutym. Nowy Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego, w którym prowadzone są egzaminy na prawo jazdy, miał zostać otwarty na początku roku. Ale ciągle go nie ma. A czekający na wolny termin na egzamin warszawiacy są coraz bardziej poirytowani. – Teraz na pierwszy możliwy termin egzaminu teoretycznego trzeba czekać przynajmniej miesiąc – mówi Justyna Pelc, która chce zdawać egzamin. – Jeśli uda mi się zdać za pierwszym razem, wtedy na egzamin praktyczny będę czekać tylko półtora miesiąca. Jeśli nie, to kolejne dwa i pół, co razem daje ponad trzy miesiące. A po upływie sześciu miesięcy trzeba znowu zdawać teorię. Sprawdziliśmy. Redakcja "Życia Warszawy" sprawdziła w ośrodku przy ul. Powstańców Śląskich zaproponowano tam termin teorii na 10 lutego. Nqa Odlewniczej: 17 lutego. Oczywiście pod warunkiem, że pierwsza możliwa data egzaminu nam odpowiada, bo nie wszystkim pasuje np. godz. 6. Dlaczego więc nie ma jeszcze ośrodka przy Hynka? – Niestety, dłużej niż przewidywaliśmy, trwało załatwianie wszelkiego rodzaju pozwoleń – tłumaczy Tomasz Matuszewski z WORD-u. – Mimo że aura nam sprzyja, to mieliśmy też pecha, np. uszkodzenia sieci energetycznej lub hydraulicznej. Ale jeśli nie nastąpi żadne gwałtowne załamanie pogody, to na 90 proc. nowy ośrodek ruszy 1 lutego – zapowiada. Nie można się jeszcze zapisywać tam na egzaminy. Tak jak w innych WORD-ach nie będzie tu telefonicznej rezerwacji terminów. – Od kilku miesięcy pracujemy nad systemem telefonicznym bądź internetowym, ale za wcześnie na szczegóły – mówi Matuszewski. Dlatego na razie, jak w głębokim w PRL-u, trzeba będzie tam jechać osobiście i odstać swoje w kolejce do okienka.
Komentuj →
9 stycznia 2008 |
1
Odkąd zdjęto szlabany, wielu kierowców przejeżdża polsko-czeską granicę w Cieszynie-Boguszowicach z prędkością ponad 100 kilometrów na godzinę. Policjanci zamontują fotoradar. Od wejścia Polski i Czech do strefy Schengen na byłym przejściu granicznym w Cieszynie-Boguszowicach wiele się zmieniło. Nie trzeba się już zatrzymywać do kontroli i pokazywać dokumentów, budki strażników granicznych opustoszały. Za to coraz częściej można się tam natknąć na drogowych piratów. Z ogromną prędkością przejeżdżają przez granicę. - Jeżdżę tirem od kilkunastu lat, ale przyznam, że to miejsce przestaję lubić. Wolność, niestety, nie wszystkim służy - wzdycha Kazimierz Wadoń, kierowca tira z Bielska-Białej. Problem doskonale znany jest także policji. Ireneusz Korzonek, zastępca naczelnika sekcji ruchu drogowego cieszyńskiej policji, mówi, że od kiedy na granicy nie ma pograniczników, kierowcy przejeżdżają tamtędy z prędkością grubo ponad 100 km/godz. - Kontroli na granicy już nie ma, co nie oznacza, że przestały obowiązywać stojące w pobliżu znaki drogowe - przestrzega Korzonek. Przypomina, że ograniczenie prędkości na drodze do granicy jest stopniowe. Najpierw, od skrzyżowania z drogą na Katowice, trzeba zwolnić do 70 km/godz., potem do 50, a przez samą granicę wolno przejechać z prędkością nie większą niż 40 km/godz. Kierowcy nie dość, że jakby w ogóle nie widzieli znaków, to jeszcze nie potrafią się zachować na samej granicy, gdzie od wejścia Polski i Czech do strefy Schengen zmieniono organizację ruchu. Zakład Drogowych Przejść Granicznych wytyczył dla kierowców niezamierzających się tam zatrzymywać specjalny pas. Ci nagminnie mylą drogę i wjeżdżają ze sporą prędkością na zatłoczony parking dla tirów. Policja złożyła już do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wniosek o zamontowanie fotoradaru. We wtorek na drodze dojazdowej do granicy odbyła się wspólna akcja bielskich i cieszyńskich policjantów oraz Śląskiego Oddziału Straży Granicznej. Kierowców, którzy jechali zbyt szybko, karano mandatami. Udało się namierzyć i ukarać ponad dwudziestu piratów drogowych. Rekordzista, w miejscu gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/godz., miał na liczniku ponad 170. Łączna wysokość wystawionych we wtorek mandatów to około 6 tys. zł. - Będziemy takie akcje powtarzać - zapewnia Korzonek.
Komentuj →
9 stycznia 2008 |
0
Może jechała za szybko, bo przecież było ślisko... Ale gdyby drogowcy naprawili zniszczone prawie miesiąc temu metalowe bariery, jej auto nie wyleciałoby na przeciwległą jezdnię i nie zderzyło się czołowo. I dziecko - pięcioletnia córka kierowcy - przeżyłoby – czytamy w “Gazecie Wyborczej Częstochowa”. Wrzosowa, zakręt w kierunku Częstochowy: w połowie grudnia w barierę uderza ciężarówka. - Tuż po tym zdarzeniu był z policjantami na miejscu pracownik zarządu dróg krajowych. Zależało nam na szybkiej naprawie, bo to miejsce - na wzniesieniu i zakręcie - jest bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza zimą. Potem policjanci kilkakrotnie monitowali o naprawienie bariery - mówi nadkom. Joanna Lazar z komendy miejskiej. W mroźny poranek jadąca oplem do Częstochowy kobieta na łuku drogi wpadła w poślizg. Świadkowie mówią, że samochód nie jechał szybko - jednak opel przejechał przez uszkodzoną wcześniej barierę i znalazł się na przeciwległej nitce trasy. Wtedy w jego bok uderzył jadący w kierunku Katowic peugeot. Akurat w miejscu uderzenia siedziała pięcioletnia dziewczynka - jedno z dwojga dzieci podróżujących oplem. Zginęła na miejscu. Natomiast kierująca autem kobieta i jej trzyletni synek zostali przewiezieni do szpitali. Podobnie jak kierowca peugeota. Dlaczego mimo upływu ponad trzech tygodni drogowcy nie naprawili bariery skoszonej przez tira? - Przez skomplikowaną procedurę - tłumaczy Jadwiga Banaś, szefowa Rejonu Dróg Krajowych w Częstochowie. - Jeśli jest sprawca, to naprawę finansujemy z jego odszkodowania. Załatwianie tego trwa. Ale nie było tak w tym przypadku: kierowca ciężarówki, która zniszczyła 17 grudnia barierę, nikogo nie zawiadomił. Po prostu odjechał. - To była końcówka roku. Nasz budżet był już zamknięty. Nie mogę zlecać roboty, gdy nie mam ani złotówki - mówi Banaś. Dodaje, że przyczyn wypadków "nie należy szukać tylko i wyłącznie w drodze": - Była posypana solą, a mimo to śliska. Tak jest zawsze, gdy wschodzi słońce. Gdyby kierowca dostosował prędkość do tych złych warunków, na pewno nie wpadłby w poślizg. Ale rano ludzie się spieszą... Banaś mówi, że jest przybita wypadkiem: - Zwłaszcza że od lat walczę o pieniądze na budowę kolejnych odcinków barier. Ostatnio udało się: praktycznie cały odcinek z Częstochowy do dawnej granicy z województwem katowickim jest w nie wyposażony. Nie mieści się w głowie, aby urządzenie służące bezpieczeństwu nie zostało naprawione natychmiast. To niedopuszczalne w cywilizowanym europejskim kraju. Jednak żyjemy w takim miejscu Europy, gdzie nawet policja drogowa była w tej kwestii bezsilna, a drogowcom brakuje nie tylko pieniędzy w budżecie, ale i wyobraźni.
Komentuj →
9 stycznia 2008 |
0
Strażnik graniczny strzelał do samochodu, którego kierowca próbował go rozjechać. Padło aż 11 strzałów, nikt nie został ranny - relacjonuje "Gazeta Wrocławska". Sprawę bada prokuratura. Do zdarzenia doszło w Jeleniej Górze. Funkcjonariusze zatrzymali tam samochód marki Renault Scenic, należący do mieszkańca gminy Stara Kamienica. Wcześniej kierowca jadąc w kierunku Jeleniej Góry złamał wiele przepisów ruchu drogowego i zignorował wezwania straży granicznej do poddania się kontroli. Pościg trwał przez kilka kilometrów. Na rogatkach miasta uciekający musiał zwolnić ze względu na duży ruch samochodów. Wówczas funkcjonariuszom udało się go zatrzymać - relacjonuje kapitan Joanna Woźniak, rzeczniczka Łużyckiego Oddziału Straży Granicznej. Jeden z trzech biorących udział w patrolu strażników podszedł do unieruchomionego już samochodu. Siedzący za kierownicą 38-letni mężczyzna jednak ruszył, przewracając funkcjonariusza i przez chwilę ciągnął go po jezdni. Następnie zawrócił i próbował go rozjechać. Strażnik sięgnął wówczas po broń. Gdy padły strzały, kierowca wyskoczył z auta i zaczął uciekać do pobliskich zabudowań. Złapali go dwaj pozostali funkcjonariusze patrolu. - Nie wiadomo, dlaczego zatrzymany kierowca zachował się w ten sposób. Ustalono, że był trzeźwy - mówi nadkom. Edyta Bagrowska, rzeczniczka jeleniogórskiej policji. Funkcjonariusz poza powierzchownymi otarciami nie doznał żadnych obrażeń. Straż graniczna ma szerokie uprawnienia kontrolne. Ma prawo m.in. zatrzymywać kierowców popełniających wykroczenia drogowe. Patrole, po wejściu do Schengen, pracują także poza strefą przygraniczną.
Komentuj →
7 stycznia 2008 |
0
W całym regionie policja ciągle jeździ starymi gratami. - Ale zaczynamy odbijać się od dna - zapowiada Andrzej Doktór, zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Olsztynie. Policjanci otrzymali trzydzieści nowych samochodów. W tym superszybkie renault megane sport. Kolor czarny, albo srebrny. Dwieście koni pod maską osiągane z dwulitrowego turbodoładowanego silnika. Do tego sportowe zawieszenie i kubełkowe fotele. Tak wygląda nowa broń warmińsko-mazurskiej policji wymierzona w piratów drogowych. Dziesięć nowych, nie oznakowanych renault megane sport, ruszy na drogi regionu już w marcu. Do tego czasu zostaną w nich zamontowane nowoczesne wideorejestratory. - Będą one mogły rejestrować prędkość aut jadących przed, jak i za nie oznakowanym radiowozem - tłumaczy Izabela Niedźwiedzka z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Po dwa renault megane dostaną drogówki z Olsztyna i Elbląga. Po jednym nieoznakowanym radiowozie otrzymają policjanci z Ostródy, Szczytna, Nidzicy, Ełku, Iławy i Kętrzyna.
Komentuj →
7 stycznia 2008 |
0
Polacy są gotowi zabić napastnika, broniąc siebie i swoich najbliższych. Ale broniąc się przed złodziejem samochodu, jesteśmy już mniej zdecydowani. Tak wynika z badań TNS OBOP nt. obrony koniecznej, przeprowadzonych na zlecenie "Dziennika". 64 proc. respondentów uważa, że powinni mieć prawo bronić siebie w dowolny sposób, nie patrząc na to, że mogą zranić, lub nawet zabić napastnika. 65 proc. rości sobie takie prawo w przypadku ataku na rodzinę. Jeśli napastnik tylko wtargnie bez pozwolenia na teren ogrodu, większość (63 proc.) chce się bronić z poszanowaniem jego zdrowia i życia. Podobnie jak w sytuacji, gdy ktoś chce wyrwać kluczyki do samochodu albo siłą wejść do auta. Telefoniczny sondaż TNS OBOP przeprowadził 4-5 stycznia na losowo wybranych 1000 dorosłych Polakach.
Komentuj →
7 stycznia 2008 |
0
Komunikat GDDKiA w sprawie budowy obwodnicy Augustowa
Decyzję o wstrzymaniu budowy fragmentu obwodnicy Augustowa na północ od Doliny Rospudy podjęła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w porozumieniu z Ministrem Infrastruktury i w uzgodnieniu z wykonawcą tej trasy, firmą Budimex-Dromex. Decyzję podjęto ze względu na rozpoczynające się obrady “Okrągłego Stołu” – spotkania przedstawicieli Ministerstwa Środowiska, Infrastruktury, samorządów, organizacji pozarządowych i GDDKiA, poświęcone rozwiązaniu konfliktu w Dolinie Rospudy. “Mam nadzieję, że ta decyzja będzie kolejnym dowodem woli porozumienia w tej sprawie ze strony GDDKiA. Chcemy jak najszybciej uzyskać takie decyzje odpowiednich organów państwowych, dzięki którym szybko będzie można wybudować obwodnicę dla Augustowa. Zakaz budowy będzie obowiązywał przez cały czas trwania negocjacji, które mam nadzieję szybko przyniosą konstruktywne rozwiązanie” – powiedział Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad Zbigniew Kotlarek. Fragment gdzie wstrzymano roboty budowlane biegnie na północ od Doliny Rospudy do przecięcia z drogą krajową nr 8, w miejscowości Gatne. Sprawa obwodnicy Augustowa została zaskarżona przez organizacje ekologiczne do Komisji Europejskiej, która zgodnie z przyjętą zasadą nie rozstrzygała jej, a skierowała do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Komentuj →
7 stycznia 2008 |
0

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad realizuje program budowy dróg i autostrad na lata 2008-2012, przyjęty przez Radę Ministrów. Program opracowano m. in. z myślą o planowanych na 2012 r. rozgrywkach Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Do tego czasu w całości powstać mają dwie autostrady: Al z Gdańska do polsko-czeskiego przejścia granicznego w Gorzyczkach oraz A4 spod polsko-niemieckiej granicy w Jędrzychowicach do polsko-ukraińskiej w Korczowej wraz z łącznikiem A18 z Olszyny. W przygotowaniu jest również budowa dwóch odcinków autostrady A2: Świecko-Nowy Tomyśl oraz Stryków-Warszawa, które wraz z istniejącym już odcinkiem połączą stolicę z granicą polsko-niemiecką. Budowę ostatniego etapu tej autostrady z Warszawy do granicy z Białorusią — decyzją Rady Ministrów — przesunięto na okres po roku 2012. Plan przewiduje też budowę dróg ekspresowych, umożliwiających komunikację między miastami, w których odbywać będą się mecze. Na liście priorytetów znajdują się m. in. trasy S-7 z Gdańska do Warszawy, a dalej do Krakowa oraz S-8 między Wrocławiem, Łodzią, Warszawą i Białymstokiem. Dojazd z Gdańska do Poznania ułatwić ma planowana trasa S-5, która na północy rozpoczynać będzie się łącznikiem z autostradą Al, dalej pobiegnie przez Bydgoszcz do stolicy Wielkopolski. Poprzednia Rada Ministrów założyła ponadto, że do 2012 r. powstać powinien też odcinek S5 z Poznania do Wrocławia. Strategiczna dla komunikacji z Ukrainą, która będzie współgospodarzem Euro 2012, staje się budowa trasy S-17 z Warszawy do Lublina. Do mistrzostw musi zakończyć się budowa S-l 7 do węzła w Piaskach. Dalszy jej odcinek do przejścia w Hrebennem wpisano na listę projektów rezerwowych, podobnie jak fragment trasy S-12 z Piasków do przejścia w Dorohusku. Ruch transgraniczny mają usprawnić także drogi: S-69 z polsko-słowackiego przejścia w Zwardoniu do Bielska-Białej, fragment S-1 z polsko-czeskiego przejścia w Cieszynie do autostrady Al oraz fragment S-3 z polsko-czeskiego przejścia w Lubawce do węzła z autostradą A4 pod Legnicą. Do 2012 r. powstać ma też drugi odcinek S-3 ze Szczecina do Zielonej Góry. Realizację programu na lata 2008-2012 oszacowano na 121 mld złotych. By realne stało się jego urzeczywistnienie za tę kwotę, wymagane jest ustabilizowanie cen materiałów budowlanych oraz kosztów prac wykonawczych. Będzie to możliwe dzięki zwiększeniu konkurencji na polskim rynku budowlanym wobec pojawienia się firm z innych państw. Do budowy polskich dróg Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zachęcała m.in. podczas Międzynarodowego Kongresu Drogowego w Paryżu. Dzięki temu zainteresowanie polskim rynkiem wykazują firmy nie tylko europejskie, ale również amerykańskie, chińskie czy południowokoreańskie. Na bieżąco postęp na wszystkich odcinkach autostrad i dróg ekspresowych istotnych z punktu widzenia Euro 2012 w specjalnym serwisie internetowym – www.droginaeuro.pl
Komentuj →