4 stycznia 2009 |
1
I wróciła zima, i wrócił problem - przymarzające zamki. - Przyczyna jest prosta. Po jesiennych deszczach i mgłach do bębna zamku dostała się wilgoć, która wraz z pierwszymi mrozami po prostu zamarzła - mówi Mirosław Biały, szef serwisu samochodowego przy stacji paliw "Orlenu” w Pawłówku pod Bydgoszczą. - Jeśli nawet nie uniemożliwia ona otwarcia drzwi, to znacznie utrudnia. To dlatego, że o zamek nie dbamy, na bieżąco nie konserwujemy go, choć rozmaitych preparatów jest cała gama. Ci, którzy dbają, takich kłopotów nawet podczas silnych mrozów nie mają.Tradycyjne sposoby to: podgrzewanie zamarzniętego zamka zapalniczką, otwieranie rozgrzanym kluczykiem. Obecnie w handlu jest co niemiara rozmaitych chemicznych preparatów do zamków samochodowych. - Mają one nie tylko właściwości rozmrażające - mówi Mirosław Biały - ale również konserwujące. Wstrzyknięty do wnętrza taki preparat jednocześnie smaruje cały mechanizm, zwłaszcza tzw. bęben, serce całego zamka i dodatkowo chroni go przed ponownym osadzaniem się wilgoci. Na stacjach czy w marketach preparaty te - dodajmy, że o podobnych właściwościach - kosztują od 3.50 zł do 10 zł, zależnie od pojemności. Wydatek zatem niewielki. Warto więc, zwłaszcza teraz gdy trzyma mróz, nie tylko kupić choćby najmniejsze opakowanie odmrażacza ale i wozić je w samochodzie. Na pewno się przyda.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
W minionych latach konferencje SPOŁECZNA MISJA NAUCZYCIELI JAZDY odbyły się w 14 regionach:
w roku 2007 – Warszawa, Skierniewice-Piotrków Tryb., Sieradz, Kraków, Suwałki, Białystok, Radom,
w roku 2008 – Toruń, Elbląg, Olsztyn, Wrocław, Łomża, Warszawa, Opole.
(265-9)
^ SPOŁECZNA MISJA NAUCZYCIELI JAZDY w Łomży (12.9.2008)
Wszystkie konferencje odbyły się przy wydatnej pomocy organizacyjnej wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego działających w danym regionie i Grupy IMAGE.
W 10 przypadkach konferencje były wspólnym przedsięwzięciem Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego i Ministerstwa Infrastruktury - Sekretariatu Krajowej Rady BRD.
Celem konferencji była poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez doskonalenie kompetencji zawodowych nauczycieli jazdy.
Tematyka konferencji koncentrowała się wokół następujących zagadnień:
- odpowiedzialność prawna nauczycieli jazdy,
- sylwetka psychologiczna nauczyciela jazdy,
- nowe technologie dydaktyczne w szkoleniu kierowców,
- potrzeby zawodowe instruktorów,
- nadzór nad procesem szkolenia kierowców,
- statystyka zdawalności i przyczyny niepowodzeń egzaminacyjnych.
(281-10)
W konferencjach udział wzięło łącznie ponad 1500 osób. Uczestnicy otrzymali Certyfikat udziału w konferencji wystawiony przez organizatorów oraz materiały informacyjno-szkoleniowe wspomagające pracę instruktorów.
Uczestnicy konferencji w anonimowych ankietach ocenili poszczególne wykłady oraz przydatność zdobytej wiedzy w pracy nauczyciela jazdy.
W szkolnej skali ocen (od 1 do 6) przygotowanie merytoryczne wykładów, sposób prowadzenia zajęć i zgodność przekazywanych treści z programem oceniono średnio na 5,25.
Czy wiedza zdobyta na konferencji jest adekwatna do potrzeb zawodowych? *
(281-11)
Ponad 70% wypowiedzi wskazało, że konferencje w pełni lub w dużym stopniu spełniła oczekiwania uczestnik. Warto podkreślić brak wskazań, że konferencje nie spełniły oczekiwań.
Ponad 65% uczestników stwierdziło, że zdobyta wiedza jest w pełni lub w dużym stopniu adekwatna do ich potrzeb zawodowych - nie było wskazań, że nie jest przydatna.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
(280-1)
Trwa kolejna już kampania z cyklu “Piłeś? Nie jedź! Włącz myślenie!”. Tak jak w poprzednich odsłonach jej głównym celem jest przekonanie kierowców do tego, aby nie prowadzić pojazdów pod wpływem alkoholu. Inicjatorem akcji jest Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, a partnerem została Komenda Główna Policji - Biuro Ruchu Drogowego. Kampania został przygotowana przy współpracy, zaangażowaniu Polskiego Przemysłu Spirytusowego i potrwa do 15 stycznia 2008.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
Zapowiada się ciężki rok dla piratów drogowych - policja przestanie obsługiwać fotoradary, będzie częściej na drogach w nieoznakowanych samochodach, może dawać wyższe mandaty i prowadzić więcej takich akcji jak "Zero promila". Szuka też sposobu na poprawę bezpieczeństwa pieszych – informuje kielecka “Gazeta Wyborcza”. Rozmowa z naczelnikiem Jarosławem Kopciarą
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Jak Pan ocenia ubiegły rok?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): Był trudny, szczególnie końcówka. Brak śniegu i mrozu nie zniechęca pieszych do wychodzenia z domu po zmroku. I efekty, niestety, widać - mamy kilkunastu zabitych. Przy ostrej zimie pewnie nie byłoby tylu tragedii.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): A pracę drogówki jak Pan ocenia?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): Na czwórkę. Było dobrze, bo 18 osób mniej zginęło na drogach niż rok wcześniej. Ale to nadal aż 238 ofiar i nie mamy sposobu na pieszych, których ginie bardzo dużo. To dla nas spore wyzwanie.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Sporo osób to ofiary pijanych kierowców albo piratów drogowych...
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): To też bardzo ważny problem. Powiem więcej, jesteśmy bardzo zdeterminowani, żeby ograniczyć liczbę kierowców, którzy jeżdżą po alkoholu. Ale tu już mamy sprawdzone pomysły.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Jakie?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): Ja po prostu nie wierzę w statystyki, z których wynika, że w jakimś powiecie np. nie ma pijanych kierowców, bo rzadko ich zatrzymujemy. Dlatego w nowym roku będziemy jeszcze częściej wysyłać spore siły z grupy wsparcia w takie powiaty jak kazimierski, gdzie na co dzień np. jest dwóch policjantów drogówki, bo efekty od razu są widoczne. A ponadto efekt jest tam większy, bo zazwyczaj mówi się o naszej wizycie przez kilka miesięcy.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Jak po zatrzymaniu starosty kazimierskiego?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): To dobry przykład. Poza tym zamierzamy częściej prowadzić takie akcje jak "Zero Promila", którą najpierw nagłośniono w mediach, a potem przeprowadziliśmy zmasowane kontrole. Mimo to w ciągu tygodnia akcji zatrzymaliśmy wyjątkowo dużo pijanych kierowców.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Akcja "Zero promila" odbiła się rzeczywiście szerokim echem. Ale nie obawia się Pan, że podobne akcje spowszednieją i z czasem niewiele wniosą?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): Nie. Jesteśmy bardzo zdeterminowani, a ta akcja pokazała jakiś kierunek.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): A co z piratami przekraczającymi prędkość?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): Mamy 13 nieoznakowanych radiowozów, a będą kolejne. Użycie takich aut to najlepszy sposób na powstrzymanie najszybciej jeżdżących. Poza tym wykorzystujemy je coraz efektywniej, na dwie zmiany, więc myślę, że będzie lepiej i coraz mniejsza grupa kierowców będzie ryzykowała.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Z drugiej strony są stacjonarne fotoradary.
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): Tu sytuacja się jeszcze poprawiła i nie mam na myśli tylko nowych urządzeń. Od 1 styczna obróbką zdjęć ma się zająć Inspekcja Transportu Drogowego. Trwa właśnie docieranie procedur i fotoradary jeszcze obsługuje policja, ale w perspektywie oznacza to odciążenie policjantów i możliwość skierowania większych sił na drogi. Poza tym w listopadzie zmienił się taryfikator, więc i mandaty są wyższe.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Dlaczego w takim razie największym wyzwaniem są piesi?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): Bo najtrudniej do nich dotrzeć, zwłaszcza do starszych, których najwięcej ginie. Nie pomagają ani apele odczytywane w kościołach, ani rozdawanie ulotek czy odblasków. Na dodatek, patrząc na mapę, nie można wskazać szczególnie niebezpiecznych miejsc, bo do takich wypadków dochodzi w miejscach niemal przypadkowych. Bo kto by się spodziewał pieszego idącego środkiem drogi na odludziu.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): Co trzeba zrobić?
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): To proste. Trzeba uświadomić pieszym, że nie są jedynymi użytkownikami drogi i że mogą być słabo widoczni. Przecież przy światłach mijania pieszego widać z zaledwie 40 metrów.
Marcin Sztandera (“Gazeta Wyborcza”): A jak to zrobić? Przecież policjanci o tym mówili już w kościołach, za pośrednictwem mediów...
Jarosław Kociara (naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach): To rzeczywiście znacznie trudniejsze. Na pewno będziemy dalej prowadzić akcje profilaktyczne, czyli ostrzegać za pośrednictwem dzielnicowych, kościoła, szkół i urzędów. Będziemy o tym mówić wszędzie tam, gdzie będziemy mogli. Ale szukamy też kolejnych pomysłów. Niewykluczone, że zorganizujemy jakieś doświadczenie, pokazy, spróbujemy dotrzeć do osób starszych za pośrednictwem ich rodzin czy imprez straży pożarnej. To trudne zadanie, ale trzeba spróbować.
Komentuj →
5 stycznia 2009 |
0
Pijany kierowca zasnął za kierownicą - Przyczyną nagłego "zasłabnięcia" kierowcy peugeota na Rondzie Żaba okazał się alkohol. 44-letni Krzysztof Ż. wsiadając za kierownicę miał niemal 2,5 promila we krwi. Całe zdarzenie zarejestrowała kamera miejskiego monitoringu. Teraz kierowcy grozi do dwóch lat więzienia. Samochód, który nagle zatrzymał się tuż za sygnalizatorem świetlnym na Rodzie Żaba od razu przykuł uwagę operatora monitoringu z Targówka. Pracownik kierując na niego kamerę, chciał poznać przyczynę tak gwałtownej decyzji. Robiąc zbliżenie zauważył, że kierowca peugeota 205 miał głowę opartą o szybę. W aucie brakowało również lewej przedniej lampy. Operator przekonany, że kierowca zasłabł, natychmiast o wszystkim powiadomił dyżurnego z Targówka, a ten patrolującą teren załogę Policji. Pracownik monitoringu nagle zobaczył, jak siedzący za kierownicą mężczyzna budzi się i wspólnie ze swoim kolegą podejmuje decyzję o przepchnięciu peugeota na chodnik. Wtedy zrozumiał, że powodem nagłego "zasłabnięcia" nie była choroba, ale prawdopodobnie alkohol. Przybyli na miejsce policjanci potwierdzili przypuszczenia operatora. Kierowca, 44-letni Krzysztof Ż. miał niemal 2,5 promila alkoholu we krwi. Po nocy spędzonej w izbie wytrzeźwień usłyszał zarzuty kierowania w stanie nietrzeźwości. Przyznając się do popełnionego przestępstwa, poddał dobrowolnie karze.
(281-2)
Pijana matka za kierownicą - Na szczęście nie doszło do tragedii. Pijana kobieta kierowała samochodem po ulicach Szczecina mając prawie 3 promile alkoholu w organizmie. Na przednim siedzeniu pasażera wiozła równie pijaną koleżankę, na kolanach której siedziało 4- letnie dziecko kierującej. Za jazdę pod wpływem alkoholu oraz narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia grozi jej kara do 5 lat więzienia. W Szczecinie około godz. 5:30 przy ul. Rostworowskiego patrol Szczecińskiej policji zauważył samochód osobowy m-ki Audi A4, który nie miał włączonych świateł. Do tego samochód jechał tzw. zygzakiem. Policjanci podjechali i zrównali się z pojazdem, zobaczyli na dwóch przednich siedzeniach kobiety, które nie miały zapiętych pasów a na kolanach pasażerki siedziało małe dziecko. Gdy mundurowi zatrzymali pojazd do kontroli wyczuli od kobiet alkohol. Po badaniu okazało się, że kierująca 30-letnia Monika M. ma prawie 3 promile alkoholu w organizmie a pasażerka 32-letnia Anna R. ponad 2, 5 promila. Matka oświadczyła, że jest jedynym opiekunem 4 -letniego dziecka, w związku z czym na miejsce wezwano karetkę, która przewiozła je do pogotowia opiekuńczego. Kierującą zawieziono do izby wytrzeźwień, zatrzymano prawo jazdy, a jej samochód został odholowany na policyjny parking. 30-letnia kobieta po wytrzeźwieniu najprawdopodobniej usłyszy zarzut za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz za narażanie dziecka na utratę zdrowia lub życia. Grozi jej do 5 lat pozbawienia wolności. Prawdopodobnie sprawą zajmie się również sąd rodzinny.
Z 4 pasażerów i 4 promilami - W Nowy Rok koszalińscy policjanci zatrzymali nietrzeźwego kierowcę, który miał w organizmie prawie 4 promile alkoholu. Mężczyzna wiózł 4 pasażerów. Policjanci zatrzymali wieczorem jadący ulicami Koszalina samochód osobowy marki Mercedes. Kierowca ewidentnie nie panował nad pojazdem. Auto poruszało się po drodze ”zygzakiem”. Policjanci sprawdzili stan trzeźwości kierującego. Z takim brakiem wyobraźni i odpowiedzialności dawno się nie spotkali. Wynik badania wskazał u mężczyzny prawie 4 promile alkoholu. Na dodatek chłopak wiózł czterech pasażerów, a żaden z nich nie widział w jego zachowaniu nic złego. Dwudziestoletni kierowca został zatrzymany. Za swój czyn odpowie przed sądem. Zgodnie z przepisami prawa za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
4 stycznia 2009 |
0
W Legnicy policjanci zatrzymali nietrzeźwego kierowcę, który jechał bez prawa jazdy, a za to z sądowym zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych. Mężczyzna prowadził samochód należący do swojego kolegi, by ten nie stracił swojego prawa jazdy. Badanie na zawartość alkoholu w organizmie 23-letniego kierowcy wykazało ponad 3, 5 promila. Mężczyzna nigdy nie posiadał prawa jazdy. Miał natomiast orzeczony przez sąd zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów, za jazdę skuterem pod wpływem alkoholu. Pasażerem samochodu był jego właściciel, to 29-letni mężczyzna. On również był nietrzeźwy. W organizmie miał 2,5 promila alkoholu. W trakcie przesłuchania policjanci ustalili, że obaj mężczyźni spożywali alkohol, a następnie postanowili pojechać samochodem... Postanowili, że prowadził będzie ten, który nie ma prawa jazdy, gdyż w przypadku zatrzymania przez policję nie będzie mu co zabrać. Kierowca usłyszał zarzut prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości, za co grozi odpowiedzialność karna pozbawienia wolności do lat dwóch oraz zarzut złamania zakazu sądowego, za co grożą trzy lata pozbawienia wolności. Pasażer, czyli właściciel samochodu usłyszał zarzut pomocnictwa w popełnieniu przestępstwa -kierowania pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości, za co grożą również dwa lata pozbawienia wolności. W tej sytuacji zatrzymano mu również prawo jazdy.
Komentuj →
4 stycznia 2009 |
0
Jędrzejowska policja apeluje: "Obojętność na drodze zabija. Zareaguj. Zadzwoń." I rozpoczyna wielką kampanię pod tym hasłem. Do promowania akcji policjanci zaprosili popularnego aktora Tomasza Schimscheinera. "Obojętność na drodze zabija. Ile razy widzisz ludzi ryzykujących nasze i swoje życie? Widzisz pijanego kierowcę lub masz wątpliwości, czy jest trzeźwy. Mija cię pirat drogowy, pijany przechodzień, widzisz dzieci niezapięte w fotelikach. Możesz zapobiec nieszczęściu, możesz pomóc innym. Zareaguj, zadzwoń. 997. Nie bądźcie obojętni. Ja nie jestem" - podkreśla Tomasz Schimscheiner, aktor zaproszony do promowania akcji. Głównym celem akcji jest współpraca policji z mieszkańcami powiatu jędrzejowskiego. Kampania ma polegać na tym, aby uczestnicy ruchu drogowego i mieszkańcy powiatu informowali policję o wykroczeniach drogowych, których są lub byli świadkami oraz aby nie pozostawali oni obojętni, gdy widzą kierowcę stwarzającego zagrożenie na drodze. Głównym założeniem kampanii jest szybka reakcja policjantów na telefoniczne zgłoszenie o zaistniałej niebezpiecznej sytuacji na drodze i podjęcie odpowiednich działań np. ukaranie mandatem karnym Do kampanii czynnie włączyli się przedstawiciele samorządów, kościoła, powiatowego sztabu zarządzania kryzysowego oraz media. Kampania będzie przebiegała etapowo. Najpierw ukazały się artykuły w prasie lokalnej, zachęcające społeczeństwo do współpracy. Później chcemy, aby na terenie naszego powiatu pojawiły się banery, bilbordy i plakaty z głównym hasłem kampanii “OBOJĘTNOŚĆ NA DRODZE ZABIJA. ZAREAGUJ. ZADZWOŃ-997”. Od niedawna na antenie Radia Kielce ukazują się spoty promujące kampanię, do której włączył się znany polski aktor Tomasz Schimscheiner. Aktor użyczył swojego głosu do promowania akcji. Kolejnym elementem kampanii są kalendarze, które trafią do instytucji publicznych w powiecie jędrzejowskim.
Komentuj →
4 stycznia 2009 |
0
W poniedziałek oficjalnie zacznie działać piąty parking przesiadkowy w Warszawie. Powstał przy stacji metra Stokłosy - informuje “Gazeta Stołeczna”. Na potrzeby parkingu "parkuj i jedź" zaadaptowano dużą część pętli autobusowej Ursynów Południowy. Na parkingu zmieściło się 98 miejsc dla aut i 12 dla rowerów. Trudno jeszcze powiedzieć, jaką popularnością będzie się cieszył. Być może jednak kierowcom z Piaseczna i okolic łatwiej będzie dojechać właśnie tu niż do garażu przy stacji Wilanowska, który w dodatku bywa zatłoczony. Minusem nowego parkingu jest jednak to, że do stacji metra trzeba dojść ok. 200 m. Mogą z niego korzystać posiadacze biletów dobowych, trzydniowych, tygodniowych, 30- i 90-dniowych. W następnej kolejności powstaną podobne parkingi przy stacji metra Ursynów i przy stacjach kolejowych w Wawrze i Aninie.
Komentuj →
4 stycznia 2009 |
0
W mijający weekend większość dróg była przejezdna; lokalnie na nawierzchniach pojawiło się błoto pośniegowe - poinformowała Anna Jarosiewicz z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Do południa - według informacji Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad najtrudniejsze warunki występowały na Podlasiu i w woj. warmińsko-mazurskim. Największym problemem na jezdniach jest błoto pośniegowe. - Niektóre oddziały już meldują, że temperatura zaczyna spadać i mokre obecnie jezdnie mogą zamarznąć. Trzeba będzie uważać na drogach - podkreśliła. Policja przypomina o śliskiej nawierzchni z powodu opadów śniegu i marznącym błocie pośniegowym. Apeluje o dostosowanie prędkości do panujących na drodze warunków. Kierowcy muszą szczególnie uważać jadąc bocznymi i osiedlowymi drogami. Tam w wielu miejscach pod pokrywą śniegu jest lód.
Komentuj →
3 stycznia 2009 |
0
Na ogół nie ma przeciwwskazań, żeby przyszła mama mogła wybrać się w zimową podróż samochodem, pociągiem czy nawet samolotem. Na podróże najlepszy jest II trymestr. Wtedy kobieta ma najczęściej za sobą dolegliwości pierwszych trzech miesięcy, a brzuszek nie jest jeszcze tak duży, jak w ostatnim okresie ciąży. Oczywiście, jeśli czujesz się dobrze, każdy moment ciąży jest odpowiedni na podróż. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach. Oto one: podróż samochodem często trwa długo. Siedzenie w jednej pozycji przez dłuższy czas może spowodować problemy z krążeniem, a nawet zakrzepy. Podróżując samochodem rób częste przerwy, nawet co dwie godziny. Wyjdź z samochodu i przejdź się. To wydłuży czas podróży, ale zapewni Tobie i dziecku niezbędny komfort jazdy. Zadbaj również o swoje bezpieczeństwo. Na rynku dostępne są specjalne adaptery, przeprowadzające pasy bezpieczeństwa pod brzuszkiem. W przypadku nawet drobnej stłuczki, zaciskający się na brzuchu pas może spowodować poważne uszkodzenia dziecka, prowadzące nawet do przedwczesnego porodu czy śmierci.Obecnie najciekawszym produktem na rynku jest adapter marki Clippasafe.Adapter składa się ze specjalnej miękkiej podkładki, umieszczanej na siedzeniu, którą mocuje się za pomocą pasków wokół fotela. Dodatkowy mocny uchwyt utrzymuje pas bezpośrednio nad udami. Takie rozwiązanie sprawia, że poczujesz siębezpiecznie i wygodnie w zapiętych pasach. Adapterdoskonale chroni dziecko i pozwala skierować siłę uderzenia na biodra i miednicę, dużo bardziej odporne na urazy.Adapter markiClippasafe jest uniwersalny,pozwalana podróże samochodemzarówno w spódnicy, jak i w sukience. Możesz również w ten sposób bezpiecznie prowadzić samochód. Podczas podróży autem problemem może być... ogrzewanie. Wysiadając z nagrzanego auta narażasz siebie i dziecko na szok termiczny. Różnica temperatur może wynosić nawet ponad 20 stopni, co w przypadku częstych przerw może prowadzić do przeziębienia czy infekcji gardła. Pamiętaj, że każda infekcja w ciąży jest potencjalnie niebezpieczna dla dziecka, dlatego lepiej ich unikać. W samochodzie po prostu zmniejsz ogrzewanie i załóż kurtkę. Zabierz ze sobą również butelkę dużą butelkę wody mineralnej i termos z gorącą herbatą.
Komentuj →
3 stycznia 2009 |
0
Zawieje i zamiecie śnieżne w województwach podlaskim i warmińsko- mazurskim powodują trudności komunikacyjne na drogach i tworzenie się zasp. Podobnie jest na Śląsku i w województwie zachodniopomorskim. Na północy kraju zjawiskom tym towarzyszyć może wiatr południowo-zachodni i zachodni wiejący ze średnią prędkością do 40 km/h, w porywach do 65 km/h. Utrudnienia potrwają do godz. 6 rano w niedzielę - ostrzega w komunikacie Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego.
Komentuj →
3 stycznia 2009 |
0
“Gazeta Wyborcza Zielona Góra”: Ojciec 18-letniej niesłyszącej Oli twierdzi, że córka nie zdała na prawo jazdy, bo nie zrozumiała poleceń egzaminatora. - Było inaczej. Ona popełniła błąd na egzaminie - tłumaczy dyrektor WORD. Ola Sikora ma 18 lat, chodzi do drugiej klasy liceum plastycznego w Zielonej Górze. Nie słyszy od urodzenia. W prawym uchu Ola nosi aparat zauszny, w lewym ma implant ślimakowy. W ten sposób odbiera ok. 20 proc. dźwięków. - Dzięki temu częściowo słyszy i nauczyła się mówić. Poza tym córka czyta z ruchu warg - wyjaśnia pan Ireneusz, ojciec dziewczyny. W jej szkole nauczyciele przeszli specjalne szkolenie, dzięki temu Ola bez problemu ich rozumie i może robić notatki. We wrześniu postanowiła zapisać się na kurs prawa jazdy. Teorię opanowała bardzo szybko i zaczęły się jazdy. W sumie dziewczyna wyjeździła 35 godzin i 30 grudnia miała przystąpić do pierwszego egzaminu. - Przed wyznaczonym terminem lekarz kilkakrotnie musiał się upominać w WORD, żeby zakwalifikowano córkę jako osobę niepełnosprawną, ciągle sprawiano nam jakieś trudności - opowiada Ireneusz Sikora. - Porozmawialiśmy również z panem dyrektorem i dokładnie wyjaśniliśmy, jakie problemy mogą się pojawić - dodaje. - Chciałem być obecny na egzaminie, ale pan dyrektor powiedział mi, że z przyczyn prawnych jest to niemożliwe, a szkoda, bo może egzaminator nie zawaliłby sprawy - mówi pan Ireneusz. Egzamin teoretyczne poszedł Oli bezbłędnie. Testy zdała w kilka minut. Przyszedł czas na część praktyczną. I tu zaczęły się problemy. - Egzaminator mówił odwrócony tyłem, zwrócony do szyby, więc nie było szans na czytanie z ruchu warg - twierdzi ojciec dziewczynki. - Poza tym polecenia przekazywał nawet po wyjściu na zewnątrz, mówił bardzo szybko i niewyraźnie - dodaje zdenerwowany Sikora. W samochodzie podczas egzaminu obecna była Emilia Wieczorkowska, instruktorka ze szkoły jazdy. Ta z kolei nie dopatrzyła się poważniejszych uchybień ze strony egzaminującego. Kilkakrotnie pytał on dziewczynę, czy na pewno jest gotowa do jazdy. W ten sposób chciał zasugerować, że Ola ma zamiast świateł mijania włączone światła pozycyjne. Dziewczyna nie zauważyła swojego błędu i wyjechała z ośrodka. Wtedy egzaminator ją oblał. - Ola bardzo się zestresowała, ale myślę, że też do końca nie rozumiała, o co chodzi egzaminatorowi i to ją zmyliło - twierdzi pani Emilia i dodaje, że pewnie nawet osoba słysząca miałaby problemy ze zrozumieniem takiego sformułowania. - Głusi często nie rozumieją prostych poleceń - twierdzi Cecylia Danielak z Polskiego Związku Głuchych. - Pamiętam sytuację, gdy niesłysząca dziewczyna nie potrafiła rozszyfrować słowa cofać. Ale szybko zrozumiała, gdy wyjaśniłam jej, że to przeciwieństwo jechania wprzód. Czasami trzeba tylko użyć innych, prostszych słów i wszystko stanie się jasne - dodaje.
Pani Cecylia wielokrotnie uczestniczyła w egzaminach na prawo jazdy jako tłumacz. - Kazano mi tłumaczyć polecenia egzaminatora dosłownie, a wtedy niesłyszący nie zawsze rozumieli o co chodzi. Musiałam więc objaśniać słowa egzaminującego, a wtedy z kolei oskarżano mnie o podpowiadanie - mówi Danielak i przywołuje inną problemową sytuację z WORD. - Chociaż rzadko spotykałam się z jakimiś utrudnieniami, to zdarzyło się, że wyproszono mnie z samochodu. Egzaminator zobaczył, że głuchy nosi aparat i stwierdził, że moja pomoc jest zbędna - opowiada Cecylia Danielak. Gdy zaprotestowała, pracownik WORD poszedł sprawdzić, czy faktycznie tłumacz może pozostać w samochodzie. - W międzyczasie mój kursant się zestresował i w końcu oblał - dodaje pani Cecylia.
Dyrektor WORD Ireneusz Plechan zapewnia, że ośrodek nie dyskryminuje osób niepełnosprawnych i przywołuje przykład z zeszłego tygodnia, kiedy głuchy mężczyzna świetnie poradził sobie na egzaminie. - Nie dopatrzyliśmy się żadnych zaniedbań ze strony egzaminatora. W tym wypadku był to ewidentny błąd pani Oli, która nie zauważyła, że włączyła złe światła - stwierdził po obejrzeniu nagrania z egzaminu dyrektor WORD. Plechan zapewnia jednak, że podczas egzaminu poprawkowego w samochodzie obecny będzie jego zastępca, Lech Szczygielski. - Zwrócimy większą uwagę na to, w jaki sposób egzaminator formułuje komunikaty - mówi Ireneusz Plechan. Dyrektor WORD rozważa również możliwość szkoleń dla egzaminatorów, aby przygotować ich do kontaktu z niepełnosprawnym. Na razie jednak o konkretach nie mówi.
Komentuj →
2 stycznia 2009 |
0
Na Wyspach Brytyjskich rozpoczęto testy ograniczników prędkości, które mają wymusić na kierowcach przestrzeganie przepisów ruchu drogowego. Nowy wynalazek ma doprowadzić do obniżenia emisji dwutlenku węgla oraz wypadków - nawet o 29%. Ogranicznik opiera się na module GPS. System GPS pozwala na precyzyjne określenie pozycji auta. W połączeniu z cyfrowymi mapami daje to możliwość dokładnego sprawdzania prędkości samochodu na każdym odcinku drogi. Jeśli kierowca dozwoloną prędkość przekroczy, ogranicznik odetnie mu dopływ paliwa albo włączy hamulce. Kiedy prędkość wróci do dozwolonych prawnie wartości, silnik znowu zacznie normalnie pracować. Na razie Brytyjczycy nie przewidują wprowadzenia obowiązku stosowania ograniczników, bo - jak donosi BBC, "elektronika ma ułatwiać przestrzeganie przepisów, a nie przymuszać do tego". Można jednak wyobrazić sobie sytuację, w której za kilka lat nowy wynalazek będzie stosowany powszechnie. Dlatego przeciwnicy rozwiązania ostrzegają, że automatyczna kontrola prędkości może uśpić czujność kierowców i dać efekt przeciwny, od zamierzonego. Trudno sobie też wyobrazić sytuację, gdy system odcina dopływ paliwa podczas wyprzedzania...
Komentuj →
2 stycznia 2009 |
0
Początkujący kierowcy mogliby płacić znacznie niższe składki ubezpieczeniowe, gdyby zgodzili się na nadzór satelitarny - proponuje niemiecka CDU. Ekspert tej partii w sprawach ruchu drogowego Dirk Fischer powiedział gazecie "Bild", że taki nadzór "działa dyscyplinująco i chroni przed niebezpiecznym przecenianiem własnych możliwości". Taki nadzór jest już technicznie możliwy - pisze "Bild" - i działa podobnie jak nawigacja satelitarna, w sposób ciągły rejestrując dokładną lokalizację i prędkość pojazdu. Takie dane można oczywiście przeanalizować pod kątem przestrzegania przepisów ruchu drogowego. Projekt pilotażowy jest już realizowany w Brandenburgii. Początkujący kierowcy, którzy zainstalują w swych samochodach urządzenie, kosztujące 300-400 euro, mają tam obniżoną o połowę składkę ubezpieczeniową. Ekspert CDU podkreślił, że wprowadzenie nadzoru satelitarnego wymagałoby m.in. zagwarantowania początkującym kierowcom ochrony danych, pozyskiwanych w ramach takiego systemu.
Komentuj →
2 stycznia 2009 |
0
W Warszawie w nowym roku, według planów Ratusza, ma się poprawić sytuacja na warszawskich drogach. Oprócz planów drogowych miasto chce realizować projekty budowlane. Ratusz uchwalając budżet na przyszły rok postawił sobie za cel uporanie się z problemem komunikacji. Rzecznik Marcin Ochmański mówi, że najważniejsza część tych planów to budowa trasy Mostu Północnego i obwodnicy śródmiejskiej. Oprócz planów drogowych miasto chce realizować projekty budowlane - w tym - drugą linię metra. Te plany mogą jednak nie wytrzymać starcia z rzeczywistością. Jak mówi Ochmański, miasto planuje wydatki w wysokości 12,5 mld złotych, przy budżecie 10 mld. złotych.
(281-5)
^ W styczniu mają rozpocząć się pierwsze prace na trasie prowadzącej do planowanego Mostu Północnego w Warszawie. Trwają przygotowania do wycinki drzew. Część z 3 tys. drzew zostanie przesadzona w inne miejsca.
Komentuj →
2 stycznia 2009 |
0
(281-9)
Najnowocześniejszy samochód pożarniczy, wart 2,8 mln zł., prawie 1000-konny lentner avenger przekazano dzisiaj jednostce Lotniskowej Straży Pożarnej Portu Lotniczego Łódź im. Władysława Reymonta. Pojazd rozpędza się do 80 km/h w 27 sekund, a w ciągu 2 minut można nim dojechać w najbardziej odległe miejsce łódzkiego lotniska. Ciekawostką jest samo miejsce kierowcy, zamontowano centralnie, by mógł sam jeden sterować poszczególnymi urządzeniami gaśniczymi.
Komentuj →
2 stycznia 2009 |
1
“Dziennik Łódzki” donosi: Anna Bełc w czerwcu 2008 r. została egzaminatorem ośrodka ruchu drogowego. Jak mówi obecny wicedyrektor WORD, Wojciech Smyk, była najlepsza spośród 300 osób zdających test. Mało tego - była jedną z czterech osób, które jako jedyne w ogóle przeszły ten trudny egzamin. Młodej pani egzaminator wróży się więc świetlaną przyszłość. Jak podkreśla wicedyrektor, każdy warszawski WORD przyjąłby ją do pracy "z pocałowaniem ręki". Ale Anna Bełc złożyła CV do WORD w Skierniewicach i 1 grudnia rozpoczęła tu pracę. Nowa pani egzaminator budzi jednak, jak twierdzi pracownik jedego ze skierniewickich ośrodków szkolenia kierowców, kontrowersje części środowiska szkół nauki jazdy. Dlaczego? Jeszcze kilka tygodni temu była bowiem instruktorem w Ośrodku Szkolenia Kierowców "Ekonomik" (w ocenie "Polski Dziennika Łódzkiego" to najlepsza skierniewicka szkoła nauki jazdy), a prywatnie jest córką właściciela tej szkoły. Inne OSK mają rzekomo obawiać się, że egzaminator może faworyzować uczniów tej szkoły przy egzaminach na prawo jazdy. - Czy WORD podpisał z panią Bełc umowę, że nie będzie egzaminowała uczniów z ośrodka "Ekonomik?" - zastanawia się pracownik jednej ze skierniewickich szkół nauki jazdy. Paweł Bejda, dyrektor skierniewickiego WORD nie widzi problemu. Tłumaczy, że egzaminatorem nie może być jedynie właściciel ośrodka szkolenia kierowców oraz czynny instruktor. - Tymczasem pani Bełc nie pełni żadnej z tych funkcji - mówi dyrektor Bejda. - Licząc się z możliwością takich dyskusji przed podpisaniem umowy odbyłem na ten temat rozmowę z panią Bełc. Ustaliliśmy, że jeśli wylosuje do egzaminu ucznia z OSK "Ekonomik", wówczas tej osobie zostanie przydzielony inny egzaminator, a pani Anna będzie losowała kolejną osobę. Zasadne jest jednak pytanie, skąd egzaminator będzie wiedział, w jakim OSK dana osoba zdobywała umiejętności? Nie ma bowiem zwyczaju informowania o tym przed egzaminem. Jak podkreśla dyrektor WORD sytuacja, w której egzaminator jest związany z miejscową szkołą jazdy nie zdarza się po raz pierwszy. - Egzaminatorzy to często byli instruktorzy nauki jazdy - dodaje Paweł Bejda. - Takie sytuacje były już rozwiązywane w podobny sposób, jak w przypadku Anny Bełc. Egzaminy są zresztą nagrywane i nie pozwolę na to, by w ich czasie dochodziło do jakichś nieprawidłowości. Tadeusz Bełc, właściciel OSK "Ekonomik" twierdzi, że obawiał się takiej dyskusji. - Domyślam się jednak, który z właścicieli szkół jazdy jest zbulwersowany faktem zatrudnienia mojej córki w WORD - mówi. Sama Anna Bełc zapewnia, że jeśli tylko będzie wiedziała, że dany kursant uczył się w OSK "Ekonomik" - nie będzie go egzaminować. - Właśnie takich niedorzecznych zarzutów się obawiałam, gdy składałam CV do WORD w Skierniewicach - mówi Anna Bełc. - Wśród egzaminatorów jest zwyczaj, że nie egzaminują osób z rodziny czy znajomych. Zamierzam trzymać się tych wzorców. Przykro mi, że ta chora dyskusja popsuła mi całą radość, jaką miałam ze zdanego egzaminu na egzaminatora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
“Auto Firmowe” proponuje: Przygotowanie auta do zimy nie powinno się kończyć wyłącznie na wymianie opon. Na rynku dostępnych jest wiele akcesoriów, które sprawią, że podróż na śniegu, lodzie i w minusowych temperaturach będzie bardziej komfortowa i bezpieczniejsza.
Zimą częściej niż latem dochodzi do awarii akumulatorów – siarczyste mrozy czy zbyt krótkie jazdy po mieście nie pozwalają na jego doładowanie przez alternator. To może prowadzić do unieruchomienia auta. Pamiętajmy, że im niższa temperatura na zewnątrz, tym niższa jest temperatura elektrolitu, a tym samym obniża się pojemność elektryczna akumulatora. Należy zatem regularnie kontrolować poziom elektrolitu oraz stan zacisków i przewodów elektrycznych. Przezorny kierowca ma też w aucie przewody, na wypadek, gdyby musiał uruchamiać silnik za pomocą podłączenia się do akumulatora innego samochodu.
Ogrzewanie: Kierowcy, którzy w zimie przejeżdżają wiele kilometrów i często są zmuszeni do dłuższych przerw w czasie jazdy, powinni pomyśleć o zakupie ogrzewania postojowego. Działa ono niezależnie od pracy silnika. Zwykle jest zasilane paliwem z baku i zużywa średnio pół litra paliwa na godzinę. Większość układów ogrzewania postojowego obsługuje się za pomocą programatora umieszczonego w aucie. Ustawia się w nim czas działania ogrzewania i zapomina o jego istnieniu. Wszystkie współczesne konstrukcje mają własny układ wydechowy, w którym znajduje się też katalizator.
Kompletne urządzenie firmy Eberspächer, współpracujące z silnikiem o pojemności poniżej 1,9 l w samochodzie osobowym kosztuje ponad 3 tys. zł. Dodatkowy programator włączania wymaga dopłaty 300 zł, ale już sterowanie telefoniczne Calltronic to koszt 2,5 tys. zł. Kompletne ogrzewanie postojowe Truma Trumatic E 2400, przeznaczone do pojazdów użytkowych, można nabyć za ok. 4 tys. zł. Za podobną cenę będziemy też mogli kupić i zamontować urządzenie Air Top firmy Webasto.
Jeśli te ceny nas przerażają, to zawsze można kupić zwykły wentylator i ogrzewacz w jednym, zasilany baterią bądź akumulatorem. Ceny od 60 do 100 zł.
Łańcuchy śniegowe: Na zaśnieżonych drogach, zwłaszcza w górach, nieodzowne mogą się okazać łańcuchy na koła. Pamiętajmy, że korzystanie z łańcuchów regulują odpowiednie przepisy: prędkość jazdy z łańcuchami nie może być wyższa niż 20 km/godz.
Za 60–70 złotych możemy dostać łańcuchy popularnej w Polsce firmy Carpoint. Cena zależy od ich rozmiaru – zazwyczaj im większe, tym droższe. Najwięcej, bo nawet 200 zł, kosztują łańcuchy do ciężarówki. Jest to cena za sztukę, lecz łańcuchów nie trzeba kupować na cztery opony – wystarczy założyć je na koła napędowe.
Łańcuchy można podzielić na dwie kategorie: łańcuchy liniowe i stalowe. Te drugie są droższe, ale za to łatwiejsze w montażu – zakłada się je na oponę za pomocą specjalnych napinaczy.
Bagażniki: Przed eskapadą w góry, warto zainwestować w zakup specjalnych bagażników lub uchwytów na narty czy deski snowboardowe. Uchwyty magnetyczne można nabyć już za ok. 100–150 zł, a decydując się na ich zakup, warto wybierać tylko te zamykane na kluczyk.
Najwygodniejszą i najpraktyczniejszą formą bagażnika dachowego jest jednak boks bagażowy. Na rynku dostępne są nowoczesne boksy zimowe o aerodynamicznych kształtach, zabezpieczone specjalnymi zamkami, z wygodnym obustronnym otwieraniem. Mieszczą nawet do ośmiu par nart z wiązaniami.
Boks należy dopasować do możliwości samochodu; do jego wielkości, nośności dachu, a także do bazy, na której będzie montowany. Zaletą bagażników dachowych jest to, że można je stosować bez względu na porę roku. Wadą jest wysoka cena. Co prawda, można kupić boks już za około 500 zł, ale te najbardziej praktyczne i wykonane z lepszych materiałów kosztują nawet 3 tys. zł.
Niezbędnik kierowcy: Wymiana opon i płynów na zimowe, wybór łańcuchów i bagażników dachowych to nie koniec rozterek kierowcy. W samochodzie powinny znaleźć się też takie akcesoria jak: skrobaczka do szyb, miotełka do śniegu, preparat do odmrażania zamków. Przydatna może być również osłona do szyb, która chroni szyby zaparkowanego samochodu przed szronem, lodem i śniegiem.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
Sylwestrowa noc należała do bardzo spokojnych. Było mniej wypadków drogowych, a co się z tym wiąże mniej osób zabitych i rannych. W ostatniej dobie minionego roku w kraju doszło do 89 wypadków, w których rannych zostało 104 osoby, a 10 zginęło. To mniej niż każdego dnia na polskich drogach. Policjanci zatrzymali 172 nietrzeźwych kierujących. Najtragiczniejsze zdarzenie drogowe policjanci zanotowali już po północy, czyli 1 stycznia na trasie Wrocław - Kłodzko. Z nieustalonych na razie przyczyn kierujący oplem corsą zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się z fiatem stilo. Na miejscu zginęły cztery osoby, jedna zmarła w szpitalu, jedna pozostaje na oddziale intensywnej terapii.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
Wkrótce pod patronatem Fleet Safety Forum ruszyć ma nowa kampania, która zaprezentuje szereg informacji i porad w zakresie wdrażania i zarządzania planami motywacyjnymi, aby dały one jak najlepsze możliwe efekty. Jak pokazują dane, kierowcy w czasie pracy powodują większy odsetek wypadków. Co więcej, 61% kierowców prowadzących samochody w czasie godzin pracy przyznało, że ich zachowanie na drodze nie zawsze jest bezpieczne. Takiego samego zdania było 51% kierowców, którzy prowadzili pojazd w innych celach niż praca. Fleet Safety Forum twierdzi, że jedynym sposobem na przeciwdziałanie takim zachowaniom jest dodatkowa motywacja dla kierowcy, aby zachowywał się bezpiecznie na drodze. Roz Cumming, menadżer ds. rozwoju Fleet Safety Forum w organizacji Brake, powiedziała, że plany motywacyjne tworzą okazję do tego, aby podejść do kwestii bezpieczeństwa drogowego w sposób pozytywny. Zarządzanie ryzykiem może być pełne negatywnych komunikatów poprzez mówienie kierowcom czego robić nie mogą lub co gorsza zapoznawanie ich ze skutkami wypadków drogowych. Plany motywacyjne nie niosą za sobą żadnych potencjalnych pułapek w przypadku braku odpowiedniego zarządzania. Jeśli plany te są dobrze przemyślane i odpowiednio zarządzane mogą wpłynąć pozytywnie na zachowanie kierowcy na drodze. Mogą one pomóc w ocaleniu wielu istnień ludzkich i sporej ilości pieniędzy przede wszystkim zapobiegając wypadkom.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma w tym roku do wydania o 30 proc. pieniędzy więcej niż w poprzednim. W 2008 roku urzędowi nie udało się jednak zakontraktować co czwartego miliarda – informuje “Gazeta Prawna”. Nigdy wcześniej drogowcy nie dysponowali podobnym budżetem. Na budowę nowych dróg Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) otrzymała z budżetu centralnego i środków unijnych 32 mld zł. Ten rok będzie więc bardzo pracowity. GDDKiA zapewnia, że tylko do czerwca ogłoszonych zostanie 31 największych przetargów na autostrady, drogi ekspresowe i obwodnice. GDDKiA rozpocznie poszukiwania wykonawców m.in. dla dwóch fragmentów autostrady A4 (obwodnicy Rzeszowa i 35-kilometrowego odcinka trasy z Jarosławia do granicy z Ukrainą) oraz A18 (69-kilometrowa trasa z Olszyny do Golnic, gdzie droga spotka się z autostradą A4). W sumie do grudnia 2009 r. ma się rozpocząć ponad 180 postępowań na wybór wykonawców nowych inwestycji i odnowę już istniejących. Remont ponad 450 km dróg ma kosztować 1,5 mld zł.
(280-3)
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
Jak donosi “Gazeta Wyborcza”: Katowiccy przedsiębiorcy wolą rejestrować swoje auta w innych miastach. To możliwe, o ile są w nich zameldowani. I opłaca się, bo dużo szybciej. Od nowego roku poprawić ma się wreszcie w Katowicach, bo tutejszy wydział komunikacji będzie miał mniej obowiązków. Problem z długą kolejką w katowickim wydziale komunikacji od dawna znany jest miejscowym radnym. Dziennikarze “Gazety Wyborczej” sprawdzili, jak jest w innych dużych miastach regionu. W Gliwicach praktycznie wszystko załatwia się od ręki. - Jest 13 stanowisk i 34 pracowników - informuje Beata Szczepankiewicz, naczelniczka wydziału komunikacji w tutejszym magistracie. Podobnie jest w Sosnowcu. Janusz Panek, zastępca naczelnika wydziału komunikacji w Katowicach, twierdzi, że tych miast nie da się porównać ze stolicą województwa: nie dość, że Katowice są od nich większe, to mieszczą się tu regionalne siedziby różnych firm. Zapewnia jednak, że w urzędzie cały czas myślą o tym, jak sobie z tym problemem poradzić. Zatrudniono nowych pracowników i wprowadzono system elektronicznych numerków w kolejce. Na niewiele to się zdało, bo kolejki jak były, tak nadal są. Czy to oznacza, że klienci katowickiego wydziału muszą pogodzić się z obecną sytuacją? - Od początku tego roku wydział komunikacji będzie pracować inaczej. Został całkowicie zreorganizowany. To powinno pomóc i maksymalnie skrócić czas oczekiwania - uspokaja Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu. Chodzi o to, że do tej pory wydział komunikacji, prócz wydawania praw jazdy i rejestracji pojazdów, zajmował się też np. nowymi rozwiązaniami komunikacyjnymi w mieście. Od dziś te obowiązki należeć będą do innych: wydziału inwestycji, działalności gospodarczej i Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów. Pracownicy wydziału komunikacji zajmują się teraz tylko wydawaniem prawa jazdy i rejestrowaniem aut.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
Kamery i mikrofony monitorujące cały przebieg służby we wszystkich radiowozach drogówki - to pomysł szefa policji w Łódzkiem informuje “Gazeta Wyborcza”. Obecnie pracę w policyjnych radiowozach funkcjonariusze opisują w swojej dokumentacji. Przełożeni wyznaczają cele i teren, w jakim powinien się znajdować patrol, ale nie mogą sprawdzić, czy był tam rzeczywiście. - Jedynym wyjściem jest osobiste sprawdzanie, czy radiowóz jest w wyznaczonym miejscu - mówi podinspektor Henryk Wojtysiak z wydziału ruchu drogowego komendy wojewódzkiej. Nie wiadomo też, jak przebiegają rozmowy policjanta z zatrzymanym do kontroli kierowcą. Można je nagrywać jedynie w siedmiu radiowozach wyposażonych w wideorejestratory oraz kamery i mikrofony. W pozostałych - a jeździ ich po drogach województwa w sumie 171 - takiej możliwości nie ma. Chce to zmienić inspektor Marek Działoszyński, komendant wojewódzki policji. To on jest pomysłodawcą rozwiązania, które pozwoliłoby na bieżąco rejestrować przebieg służby we wszystkich radiowozach. Jak miałoby to wyglądać? W samochodzie działałby system kamer rejestrujący to, co dzieje się na zewnątrz i wewnątrz radiowozu. Oprócz tego mikrofony nagrywałyby rozmowy - zarówno te prowadzone obok auta, jak i w środku. - Nagrania trafiałyby do nas, moglibyśmy sprawdzać, jak pracują policjanci - wyjaśnia podinspektor Wojtysiak. - Miałoby to zadanie antykorupcyjne i motywujące policjantów. Świadomi tego, że mają w aucie "małego big brothera", na pewno wystrzegaliby się nieprawidłowości. Dodatkowo radiowozy zostałyby wyposażone w połączone z centralą GPS-y, co pozwoliłoby na bieżąco sprawdzać, gdzie są w danej chwili. - Odpadłoby samowolne oddalanie się z wyznaczonych miejsc. Nikt nie jest przecież samobójcą, żeby narażać się na takie kłopoty - podkreśla Wojtysiak. - Moim zdaniem pomysł jest znakomity. W komendzie wojewódzkiej podkreślają, że kamery i mikrofony miałyby pracowników motywować, a nie straszyć. A na dodatek mają poprawić komfort pracy. Jak? - Zarejestrowany przebieg służby pozwoliłby rozwiać wszelkie wątpliwości w przypadku pomówień funkcjonariuszy i skarg na ich działania. Na przykład w sytuacji, kiedy ukarany kierowca twierdzi, że nie został pouczony o możliwości odmowy przyjęcia mandatu karnego i skierowania wniosku do sądu. Albo kiedy zaprzecza, że popełnił wykroczenie lub oskarża policjanta o przyjęcie łapówki - mówi podinspektor Joanna Kącka z biura prasowego komendanta wojewódzkiego. - Teraz postępowania wyjaśniające w takich sytuacjach bywają długotrwałe i kosztowne. W komendzie trwają obliczenia, ile kosztowałoby wyposażenie radiowozów w sprzęt audiowizualny. Pomysł został też przekazany do zaopiniowania komendzie głównej. Tam okaże się, czy i kiedy ma szansę na realizację.
Komentuj →
1 stycznia 2009 |
0
- Tu powinno być przejście z zebrą, sygnalizatorami dźwiękowymi i światłami. Chodzą tędy setki osób, wśród nich niewidomi i poruszający się na wózkach - mówi Paweł Wdówik, który walczy o ustawienie świateł przy bramie Uniwersytetu Warszawskiego na Krakowskim Przedmieściu. Walkę o sygnalizatory w tym miejscu Paweł Wdówik, kierownik biura ds. osób niepełnosprawnych UW, toczy od 2006 r. Zaczął ją, jak tylko poznał plany przebudowy Krakowskiego Przedmieścia. - Mamy stu niewidomych studentów. W ostatnim czasie kilka razy o mały włos nie doszło do tragedii, bo samochody nie zważają na przechodniów.Krakowskie Przedmieście miało być deptakiem, ale ruch nie jest tam dużo mniejszy niż przed remontem - twierdzi. - Z tą różnicą, że wtedy było przejście podziemne. Sam również jest niewidomy. Obliczył, że w godzinach szczytu Krakowskim Przedmieściem kursuje ponad setka autobusów. - Oprócz tego taksówki, samochody prywatne, limuzyny VIP-ów - wylicza. - Ograniczenie prędkości do 30 km to mit. Nawet kierowcy autobusów go nie przestrzegają. Urządzał wizje lokalne, na które zapraszał wiceprezydentów Warszawy i dziennikarzy. Posłał do ratusza kilkanaście monitów. Uzyskał tyle, że przy bramie UW zamontowano specjalne pasy z wypustkami, ale świateł dalej nie ma. - Od poważnych urzędników z ratusza słyszałem, że to salon Warszawy i sygnalizacja tu nie pasuje - twierdzi Wdówik. W październiku złożył skargę do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. "Przechodzenie przez jezdnię na osi bramy uniwersyteckiej zagraża życiu i zdrowiu osób niewidomych" - napisał. I zaapelował o poprawę bezpieczeństwa na przejściu, "tak aby nie powtórzyła się sytuacja z Metra Warszawskiego z 17 września, kiedy wskutek wadliwego i niedbałego oznakowania peronów uległ bardzo groźnemu wypadkowi niewidomy student Uniwersytetu Warszawskiego". - Nie możemy nic zrobić, bo przejście wykonano zgodnie z projektem. Tam nie planowano świateł - tłumaczy Artur Banaszek, dyrektor oddziału PINB. Skargę przekazał Zarządowi dróg Miejskich. - Musimy rozwiązać ten problem - przyznaje Adam Sobieraj, rzecznik ZDM. - Spotkamy się z niepełnosprawnym na początku roku, żeby przedyskutować możliwości. Jeszcze nie wiem, czy to będzie tradycyjna sygnalizacja. Miasto obiecuje nie protestować przeciwko instalacji świateł przy bramie UW. - Jeżeli okaże się, że są najlepszym wyjściem, nie będziemy przeciwko - zapewnia Tomasz Zemła, zastępca dyrektora biura architektury i planowania przestrzennego w ratuszu.
Komentuj →