21 lutego 2009 |
0
(286-19)
Komenda Główna Policji: Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, która w zamian za korzyści majątkowe załatwiała pozytywne wyniki egzaminów na prawo jazdy. Zatrzymali 14 egzaminatorów pomorskiego ośrodka ruchu drogowego w Gdańsku, 17 instruktorów nauki jazdy, 7 pracowników administracyjnych i 8 właścicieli ośrodków szkolenia. Ponad 140 kursantów usłyszało zarzuty o popełnionym przestępstwie. Grozi im kara do 8 lat pozbawienia wolności.
W ostatnich dniach policjanci CBŚ rozbili zorganizowaną grupę przestępczą działającą w pomorskim ośrodku ruchu drogowego w Gdańsku. Zarzuty usłyszało blisko 200 osób, w tym 8 właścicieli ośrodków szkolenia, 17 instruktorów nauki jazdy, 7 pracowników administracyjnych PORD, 14 egzaminatorów i ponad 140 kursantów. Jak dowiedli policjanci grupa działała w latach 2003-2008.
Według ustaleń mundurowych trzon grupy stanowili egzaminatorzy , którzy poprzez negatywne oceny egzaminów "napędzali klientów kursantów" do PORD. W ośrodkach szkolenia natomiast kursant spotykał się z propozycją odpłatnego "załatwienia" egzaminu. Wówczas właściciel placówki przyjmował łapówkę, którą miał dostać egzaminator, a z niej kasował dla siebie marże w wysokości 10 - 15% kwoty. Jak ustalili policjanci CBŚ jednorazowa korzyść majątkowa (w zależności od kategorii prawa jazdy, na który zdawano egzamin) wynosiła od 1000 zł do 2500 zł. Co ciekawe, każdy z zatrzymanych egzaminatorów posiadał certyfikat ukończenia kursu specjalistycznego z zakresu przeciwdziałania zjawisku korupcji w ośrodkach egzaminowania kierowców.
Sprawa ma charakter rozwojowy i planowane są dalsze zatrzymania.
Policja apeluje do osób, które po 01.07.2003 roku wręczyły korzyść majątkową w zamian za uzyskanie pozytywnego wyniku egzaminu na prawo jazdy i zdały swoje egzaminy w pomorskim ośrodku ruchu drogowego w Gdańsku lub w Gdyni, aby zgłaszały się do najbliższych jednostek Policji i składały zawiadomienia o popełnionym przestępstwie.
Jako osoby zawiadamiające będą mogły uniknąć odpowiedzialności karnej za to przestępstwo. W przeciwnym razie, gdy organa ścigania wcześniej zbiorą dowody wskazujące na to, że dana osoba wręczyła korzyść majątkową za pozytywnie zdany egzamin, niż ta osoba zgłosi to, grozi jej odpowiedzialność za przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do 8 lat.
Komentuj →
12 lutego 2009 |
1
Sześć tysięcy ofiar śmiertelnych... i dziesięć razy tyle rannych. Pomyślmy, co by było, gdyby rocznie spadało na ziemię 20 polskich samolotów pasażerskich z 300 osobami na pokładzie? - czytamy na stonach INTERII.pl A śmierć na drogach? Do 70% śmiertelnych wypadków dochodzi na równej drodze, przy dobrej pogodzie. Wg Policji przyczyną 30% z nich jest nadmierna prędkość, jaką rozwijają pewni swoich umiejętności i samochodów "mistrzowie kierownicy". Zabijają siebie i innych, których jedyną "winą" było to, że znaleźli się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. W 2007 roku w takich spowodowanych przez nadmierną prędkość wypadkach zginęło aż 1749 osób. Wszelkie przeprowadzane od lat akcje propagandowe, uświadamiające użytkownikom dróg te przerażające statystyki, oraz "czarne punkty" nie dają w Polsce żadnych efektów. Od lat liczba ofiar wypadków drogowych w Polsce utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Zmniejszenie liczby wypadków drogowych na krajowej drodze numer osiem udało się osiągnąć przez stawianie wysepek, przejść, zwężeń dróg i nowej sygnalizacji świetlnej, ale nie zniwelowało wzrostu liczby tragedii gdzie indziej. Nie ma co ukrywać, że pod względem bezpieczeństwa na drogach jesteśmy jedną z zakał Unii Europejskiej, która wręcz wymaga od swoich członków, aby taki tragiczny stan rzeczy szybko i skutecznie zmieniać. A nie chodzi tu o stan dróg i liczbę kilometrów autostrad, tylko o system, który pozwoli na bezwzględne egzekwowanie przepisów ruchu drogowego. Wprowadzono go już w wiodących państwach Unii i dał tam wymierne efekty. We Francji, czyli kraju o abstrakcyjnie większej w stosunku do naszych liczbie autostrad (10 509 km) i dobrych dróg, obwodnic itp. w roku 2001, liczba zabitych w wypadkach wyniosła 8162 osoby. Po wprowadzeniu automatycznego systemu rejestrowania wykroczeń przez pięć lat zmalała do 4603 ofiar! Wprawdzie życia ludzkiego nie da się przeliczyć na jakiekolwiek pieniądze, jest bezcenne, ale ekonomiści policzyli, że każda ludzka śmierć to dla gospodarki narodowej milion euro straty. Bogaci Francuzi dzięki uratowaniu 3559 ludzi dostali więc w ciągu pięciu lat zastrzyk finansowy w gigantycznej kwocie przeszło...3,5 miliarda euro! Poza zmniejszeniem liczby śmiertelnych ofiar wypadków, Francja uzyskała też po wprowadzeniu zmian zmniejszenie średniej prędkości poruszania się na drogach z przeszło 87 na 80,5 km/h. Kierowcy przestrzegają tam dopuszczalnych prędkości, bo nauczyli się, że taki sposób działania się opłaca. Coraz mniej osób jeździ tam z prędkością przekraczającą dozwoloną o więcej niż 10 km/h. Od 2001 do 2006 roku liczba ta spadła z 35% ogółu kierowców do 15%! I to nie tylko na obszarach oznakowanych jako monitorowane przez fotoradary. Wszędzie! System francuski działa w sposób wyjątkowo egalitarny. Jeśli fotoradar zrobi odpowiednie zdjęcie, sprawca na pewno dostanie zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia i w razie przyznania się do winy zostaje ukarany karą finansową i przyznaniem karnych punktów. Automatyczna rejestracja wykroczeń nie pomija nikogo. Podobne systemy wprowadzili u siebie w ciągu minionych kilkunastu lat również Brytyjczycy, Holendrzy, Niemcy i Włosi, choć to może poważnie zdziwić tych z nas, którzy mieli kiedykolwiek okazję podróżować po słonecznej Italii. Tam kierowcy jeździli zawsze... specyficznie. Specyfika polegała głównie na traktowaniu w sposób umowny wszelkiego rodzaju ograniczeń prędkości, znaków drogowych, jednokierunkowości dróg czy nawet, o zgrozo, sygnalizacji świetlnej. Wprowadzenie systemu oczywiście nie zamieniło natychmiast włoskich użytkowników dróg w praworządnych kierowców, ale znaczna poprawa jest...widoczna gołym okiem. Teraz przyszedł czas na Polskę.
Komentuj →
12 lutego 2009 |
0
“Dziennik Łódzki” relacjonuje: Pierwszy w województwie łódzkim kurs prawa jazdy dla niesłyszących organizuje Polski Związek Głuchych w Łodzi. Podczas wykładów instruktor nauki jazdy będzie przekładał zasady ruchu na polski język migowy. Ogłoszenia o kursie pojawiły się w internecie i w szkołach współpracujących z Polskim Związkiem Głuchych. Niesłyszący, choć są świetnymi kierowcami, do tej pory mieli spore kłopoty ze zrozumieniem teorii. - Ludzie słabosłyszący, ale czytający z ruchu warg, poradzą sobie na zwykłym kursie - tłumaczy Zbigniew Pałgan ze współpracującej z łódzkim PZG szkoły jazdy, który będzie prowadził kurs. - Większe problemy mają niesłyszący od urodzenia, bo nie rozumieją sformułowań kodeksu drogowego. W polskim języku migowym nie ma bowiem wielu zwrotów używanych w testach na prawo jazdy. Język migowy nie rozróżnia np. pojęć "most" i "wiadukt", nie ma w nim słowa "pobocze" lub zwrotu "zabrania się". Dlatego podczas kursu na prawo jazdy nie wystarczy proste tłumaczenie na język głuchoniemych. Potrzebny jest przeszkolony instruktor, który dokładnie wytłumaczy kursantom zasady ruchu drogowego. Teoretyczne zajęcia dla głuchych potrwają przez to nawet dwukrotnie dłużej niż wymagane prawem 30 godzin wykładów. Zbigniew Pałgan po raz pierwszy współpracuje z Polskim Związkiem Głuchych, choć wcześniej szkolił już pojedynczych niesłyszących kursantów. Więcej doświadczenia ma Andrzej Rotnicki ze szkoły jazdy Pirat w Poznaniu. - Rzeczywiście, są problemy ze zrozumieniem przez kursantów wielu słów, dlatego cały czas tworzymy własny słownik trudnych wyrazów - wyjaśnia Andrzej Rotnicki. - Słownik uzupełniany jest po każdej edycji kursu. Trafiają do niego słowa i wyrażenia, których nie rozumieją kursanci. To bardzo ułatwia zrozumienie kodeksu drogowego. W Łodzi zajęcia teoretyczne będą odbywały się w siedzibie związku głuchych. Zajęcia praktyczne będą wyglądały podobnie jak w przypadku osób słyszących. - W jazdach nie bierze udziału tłumacz - dodaje Bartosz Stępień z łódzkiego PZG. Tłumacz potrzebny jest natomiast podczas egzaminu teoretycznego, kiedy trzeba zrozumieć instrukcję wypełniania testów, a potem w części praktycznej, kiedy egzaminowany musi wskazać poszczególne elementy wyposażenia samochodu. Pierwszy w województwie łódzkim kurs prawa jazdy dla niesłyszących organizuje Polski Związek Głuchych w Łodzi. Podczas wykładów instruktor nauki jazdy będzie przekładał zasady ruchu na polski język migowy. Ogłoszenia o kursie pojawiły się w internecie i w szkołach współpracujących z Polskim Związkiem Głuchych. Niesłyszący, choć są świetnymi kierowcami, do tej pory mieli spore kłopoty ze zrozumieniem teorii. - Ludzie słabosłyszący, ale czytający z ruchu warg, poradzą sobie na zwykłym kursie - tłumaczy Zbigniew Pałgan ze współpracującej z łódzkim PZG szkoły jazdy, który będzie prowadził kurs. - Większe problemy mają niesłyszący od urodzenia, bo nie rozumieją sformułowań kodeksu drogowego. W polskim języku migowym nie ma bowiem wielu zwrotów używanych w testach na prawo jazdy. Język migowy nie rozróżnia np. pojęć "most" i "wiadukt", nie ma w nim słowa "pobocze" lub zwrotu "zabrania się". Dlatego podczas kursu na prawo jazdy nie wystarczy proste tłumaczenie na język głuchoniemych. Potrzebny jest przeszkolony instruktor, który dokładnie wytłumaczy kursantom zasady ruchu drogowego. Teoretyczne zajęcia dla głuchych potrwają przez to nawet dwukrotnie dłużej niż wymagane prawem 30 godzin wykładów. Zbigniew Pałgan po raz pierwszy współpracuje z Polskim Związkiem Głuchych, choć wcześniej szkolił już pojedynczych niesłyszących kursantów. Więcej doświadczenia ma Andrzej Rotnicki ze szkoły jazdy Pirat w Poznaniu. - Rzeczywiście, są problemy ze zrozumieniem przez kursantów wielu słów, dlatego cały czas tworzymy własny słownik trudnych wyrazów - wyjaśnia Andrzej Rotnicki. - Słownik uzupełniany jest po każdej edycji kursu. Trafiają do niego słowa i wyrażenia, których nie rozumieją kursanci. To bardzo ułatwia zrozumienie kodeksu drogowego. W Łodzi zajęcia teoretyczne będą odbywały się w siedzibie związku głuchych. Zajęcia praktyczne będą wyglądały podobnie jak w przypadku osób słyszących. - W jazdach nie bierze udziału tłumacz - dodaje Bartosz Stępień z łódzkiego PZG.
Tłumacz potrzebny jest natomiast podczas egzaminu teoretycznego, kiedy trzeba zrozumieć instrukcję wypełniania testów, a potem w części praktycznej, kiedy egzaminowany musi wskazać poszczególne elementy wyposażenia samochodu. - W czasie jazdy po mieście egzaminator musi siedzieć obok kierowcy, więc tłumaczowi zostaje tylna kanapa auta. A tam nie przyda się specjalnie zdającemu - tłumaczy Jarosław Szwajda z łódzkiego WORD. - Głusi podchodzą do egzaminu bardzo dobrze przygotowani, poza tym są bardzo ambitni. Dlatego łódzki kurs może być dla nich dużym ułatwieniem dla niesłyszących. Zdaniem Zbigniewa Pałgana, niesłyszący rzeczywiście nie mają problemów ze zdawaniem egzaminów. - Oni doskonale czują samochód, odbierają drgania, wiedzą, kiedy zmienić bieg. Praktycznie nigdy nie "przegazowują" auta, choć nie słyszą przecież wycia silnika. Poza tym prawo jazdy robią ci, którzy naprawdę chcą i lubią jeździć, a nie muszą, bo na przykład potrzebne jest im to do pracy - mówi Pałgan. PZG przekonuje głuchych kierowców do oznakowania samochodu symbolem przekreślonego ucha. Franciszek Cepek z warszawskiego związku przyznaje jednak, że niesłyszący bardzo bronią się przed znakowaniem auta.
- Tłumaczą nam, że samochody niesłyszących są często okradane, bo złodzieje zakładają, że właściciel i tak nie usłyszy alarmu - dodaje Cepek. PZG nie prowadzi rejestru niesłyszących kierowców. Egzaminatorzy WORD w Łodzi przyznają jednak, że kursanci z wadami słuchu trafiają do nich bardzo rzadko, zaledwie kilka razy w roku. Niewykluczone, że dzięki nowemu kursowi będzie ich więcej.
Komentuj →
9 lutego 2009 |
39
W Radomiu na jednym z dwupasowych rond w doszło do kolizji dwóch pojazdów. Obaj kierowcy twierdzili, że jechali zgodnie z przepisami. Sprawa trafiła do sądu grodzkiego. Zapadł wyrok. Na kierowcę samochodu Renault nałożono mandat 200-złotowy. Kierowca odwołuje się od wyroku. Robert C. jechał z ulicy Kwiatkowskiego w stronę M1 prawą stroną jezdni i zderzył się z samochodem jadącym od M1 w aleję Jana Pawła II. Twierdzi, że wyjechał na rondo z ulicy Kwiatkowskiego przy prawej krawędzi jezdni i miał zamiar pojechać dalej w aleję Grzecznarowskiego, w stronę M1. Jednak tuż za zjazdem w aleję Grzecznarowskiego, prowadzącą w stronę dworca kolejowego, w jego samochód uderzyło audi.
(286-3)
Redakcja “Echa Dnia Radom” poprosiła o opinię Mariana Witkowskiego, magistra inżyniera transportu, instruktora i wykładowcę przepisów o ruchu drogowym, byłego egzaminatora WORD w Radomiu. Według niego, Robert Ciesielski popełnił aż trzy wykroczenia. Oto rozmowa:
Izabela Gajewska (“Echo Dnia”): Jak bezpiecznie jeździć po rondach?
Marian Witkowski (ekspert): Trzeba zacząć od znajomości definicji. Skrzyżowanie jest to przecięcie się w jednym poziomie dróg mających jezdnię, ich połączenie lub rozwidlenie, łącznie z powierzchniami utworzonymi przez takie przecięcia, połączenia lub rozwidlenia. Rondo to skrzyżowanie w ruchu okrężnym. Akurat to rondo ma dwa pasy ruchu, czyli podłużne pasy jezdni wystarczające do ruchu jednego rzędu pojazdów wielośladowych, oznaczone lub nieoznaczone znakami drogowymi. Kierowca tłumaczył się, że ruch na rondzie odbywa się wokół wyspy, w jednym kierunku. To nieprawda, bo to skrzyżowanie, na którym przecinają się kierunki jazdy, a ruch odbywa się nie w jednym kierunku, tylko na odcinku jednokierunkowym. Zatem nie przestrzegał artykułu 22 prawa o ruchu drogowym, który brzmi: Kierujący pojazdem może zmienić kierunek jazdy lub zajmowany pas ruchu tylko z zachowaniem szczególnej ostrożności. Kierujący pojazdem jest obowiązany zbliżyć się: do prawej krawędzi jezdni - jeżeli zamierza skręcić w prawo, do środka jezdni lub na jezdni o ruchu jednokierunkowym do lewej jej krawędzi - jeżeli zamierza skręcić w lewo. To pierwsze wykroczenie, które popełnił kierowca.
Izabela Gajewska (“Echo Dnia”): Nie zajął odpowiedniego pasa ruchu. Czy Pana zdaniem nie przestrzegał jeszcze jakichś przepisów?
Marian Witkowski (ekspert): Trzeba także stosować się do znaków przy jezdni pamiętając, że znak pionowy umieszczony przy prawej stronie jezdni dotyczy wszystkich pasów ruchu. Przed tym rondem są dwa znaki: ustąp pierwszeństwa przejazdu (A7) i ruch okrężny (C12). Pierwszy znak mówi nam o tym, że pierwszeństwo na drodze ma ten pojazd, który pierwszy wjechał na skrzyżowanie. Mając na uwadze długość drogi, jaką pokonały oba pojazdy do momentu kolizji, pierwsza na jezdni ronda musiała być kobieta w samochodzie numer 1, zatem kierowca 2 nie ustąpił jej pierwszeństwa. Przypuszczam też, że jeśli kolizja zdarzyła się w tym miejscu ronda, to kierowca numer dwa musiał w pewnym momencie wyprzedzać panią z prawej strony. I to jest trzecie wykroczenie. Kierowca nie przestrzegał artykułu 24, mówiącego, że wyprzedzanie z prawej strony na obszarze zabudowanym jest możliwe tylko na jezdni o wyznaczonych pasach ruchu. Zachowanie kierującej pojazdem 1 było jak najbardziej właściwe. Kobieta miała prawo przypuszczać, zgodnie z artykułem 4, że kierowca 2 zna przepisy ruchu drogowego i będzie ich przestrzegał. Jeśli jechałby zgodnie z przepisami, nie doszłoby do kolizji.
Izabela Gajewska (“Echo Dnia”): Trudno zorientować się o zmianie pasa ruchu, jeśli pasy te nie są oznaczone.
Marian Witkowski (ekspert): Ale żeby je oznaczyć, trzeba przebudować to rondo, bo w tym momencie jezdnia jest za wąska. Ma 7 metrów szerokości, a powinna mieć 8. Wtedy też można by umieścić tam znaki kierunkowe obrazujące jak poruszać się po poszczególnych pasach. Na rondzie "warszawskim” takie rozwiązanie się sprawdza. Dzięki strzałkom kierunkowym uszkodzeniu uległo około 200 samochodów mniej niż przed oznakowaniem.
Komentuj →
23 lutego 2009 |
0
Pijany kierowca wjechał na chodnik; kobieta nie żyje - 50-letnia kobieta zginęła, a jej 12-letnia córka została przewieziona do szpitala po potrąceniu przez fiata punto, który wjechał na chodnik w Katowicach. Kierowca auta był pijany. Najpierw uciekł z miejsca wypadku, a później zgłosił się na policję. Do tragedii doszło w środę wieczorem na ul. Morawa. 37-letni mieszkaniec Mysłowic stracił panowanie nad samochodem, wjechał na chodnik i potrącił dwie osoby, które przystanęły, by przejść po pasach na drugą stronę ulicy. Jak podał w czwartek zespół prasowy śląskiej policji, Pomimo reanimacji prowadzonej przez lekarza karetki pogotowia 50-letniej kobiety nie udało się uratować. Jej córkę przewieziono do szpitala. Życiu dziewczynki nic nie zagraża.
Usnęła na środku skrzyżowania - Auto stało na środkowym pasie bez włączonych świateł awaryjnych. Inni kierowcy omijali je. Przejeżdżający patrol warszawskiej policji postanowił sprawdzić, co się stało. Szybko wyszło na jaw, że 22-letnia Ewelina F. najpierw zażywała narkotyki, później - nie myśląc o konsekwencjach - wsiadła za kierownicę forda sierra, a na skrzyżowaniu po prostu zasnęła. Wczoraj po południu około 18.00 policjanci ze Śródmieścia jadący Al. Jana Pawła zauważyli stojącego na środkowym pasie jezdni forda sierrę. Inni kierowcy omijali pojazd. Kierowca nie włączył świateł awaryjnych, nie ruszał też z miejsca mimo kolejnych zmian świateł na skrzyżowaniu. Gdy policyjny radiowóz zbliżył się do auta, policjanci od razu zobaczyli opartą o kierownicę śpiącą kobietę. 22-latka była bardzo zdziwiona widokiem mundurowych. Szybko wyszło na jaw, że kobieta zażyła wcześniej heroinę. Nie myśląc o konsekwencjach wsiadł za kierownicę i ruszyła do centrum. Cudem nie doszło do tragedii...
Pijany uczeń wjechał w pieszych... - 18-latek, uczeń II klasy ogólniaka, szalał pijany na swoim quadzie po Zdworzu. Na ścieżce rowerowej wjechał w dwóch pieszych, zresztą też pijanych i uciekł. Na miejsce wypadku doprowadzili go z powrotem rodzice. Teraz chłopak odpowie za jazdę pod wpływem alkoholu oraz za spowodowanie kolizji z pieszymi. Z relacji rodziców chłopaka, którzy wyszli na poszukiwania syna, wynikało, że podeszli oni do miejsca kolizji akurat w chwili, gdy wokół obu potłuczonych pieszych zgromadził się już tłum ludzi. Po powrocie do domu zastali kompletnie pijanego syna w łóżku. Chłopak przyznał się do spowodowania wypadku i wrócił na jego miejsce. Badania wykazały, że 18-latek miał prawie 2,5 promila alkoholu w organizmie. On i jeden z pieszych trafili do szpitala. Chłopak ma pęknięty obojczyk, a ofiara zdarzenia - ogólne potłuczenia. Jak się okazało nikt z uczestników tej kolizji nie był trzeźwy. Od mężczyzny zabranego do szpitala pobrano krew do badań, drugi, choć też obolały, odmówił pomocy lekarskiej, za to dał się zbadać alkomatem – wynik wskazał ponad 1,3 promila alkoholu w organizmie. Policjanci z posterunku w Łącku postawią 18-latkowi dwa zarzuty. Wniosek o ukaranie go za jazdę pod wpływem alkoholu trafi do sądu karnego, a przed sądem grodzkim chłopak odpowie za spowodowanie kolizji z pieszymi.
Komentuj →
22 lutego 2009 |
0
Kilkudziesięciu kierowców zmagało się z ośnieżonymi uliczkami na łódzkim motodromie. - Dziś liczą się przede wszystkim umiejętności, a nie samochód i moc silnika - podkreślali organizatorzy. Automobilklub Łódzki zaprosił łódzkich kierowców na konkurs zręczności. Uczestnicy jeździli po celowo nieodśnieżonych uliczkach miasteczka ruchu drogowego. Lech Ryszewski, dyrektor Miasteczka Ruchu Drogowego "Motodrom": - Zobaczyliśmy te zwały śniegu za oknem i pomyśleliśmy, że jeżeli łodzianie muszą się ślizgać, to niech to robią tu, gdzie jest bezpiecznie. Mogą sobie przypomnieć podstawowe zasady jazdy w takich warunkach: jedziemy powoli, delikatnie i trzymamy bezpieczną odległość. Zainteresowanie zawodami przerosło oczekiwania organizatorów.
Komentuj →
21 lutego 2009 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Suwałkach obchodził obchody 10-lecia swego istnienia. Z tej okazji Ośrodek zorganizował galę, która składała się z dwóch części.
(286-5/6)
Pierwsza odbyła się w jego siedzibie, gdzie powitano zaproszonych gości, przedstawiono plany modernizacji i rozbudowy II. etapu inwestycji oraz zaproszono wszystkich gości do zwiedzenia zmodernizowanego Ośrodka.
Część druga - bardziej oficjalna - odbyła się w Hotelu “HOLIDAY’’ w Starym Folwarku, gdzie Marian Cichosz dyrektor WORD w Suwałkach powitał oficjalnie wszystkich zaproszonych gości m.in.: Jana Kamińskiego posła na Sejm RP VI kadencji, Mieczysława Bagińskiego przewodniczącego Sejmiku Województwa Podlaskiego, Jarosława Dworzańskiego marszałka Województwa Podlaskiego, Ignacego Jasionowskiego wicemarszałka Województwa Podlaskiego, Józefa Gajewskiego prezydenta Miasta Suwałki, Włodzimierza Marczewskiego przewodniczącego Rady Miasta Suwałk, przedstawicieli Sekretariatu Krajowej Rady BRD, Lecha Łubę księdza Kanonika, Tadeusza Chołko wiceprezesa Zarządu Wojewódzkiego Związku OSP RP w Białymstoku, bryg. Dariusza Siwickiego zastępcę Komendanta Miejskiego PSP w Suwałkach, komendantów powiatowych PSP, Krzysztofa Budzińskiego komendanta Miejskiego Policji w Suwałkach, Grzegorza Kosińskiego komendanta Straży Miejskiej w Suwałkach, dyrektorów WORD w: Białymstoku, Łomży, Olsztynie i Warszawie, starostów, wójtów gmin, wykonawców inwestycji WORD w Suwałkach, właścicieli i kierowników ośrodków szkolenia kierowców oraz emerytów, wykładowców i pracowników WORD w Suwałkach. Podczas uroczystości przedstawiono m.in. krótki rys historyczny działalności WORD, wręczono odznaczenia i wyróżnienia pracownikom oraz upominki zaproszonym gościom. Były również gratulacje i podziękowania od przybyłych.
Komentuj →
20 lutego 2009 |
0
Komunikat Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji
w sprawie Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych 2008-2011
W związku z zapytaniami ze strony jednostek samorządu terytorialnego i przedstawicieli środków przekazu uprzejmie wyjaśniam:
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zgodnie z założonymi terminami do 31.12.2008 r. zatwierdził listy wniosków, które uzyskają dofinansowanie, a następnie, po wejściu w życie nowelizacji ustawy o dochodach JST, przekazał 29.01.2009 r. plan podziału do Ministra Finansów. MSWiA 9 lutego br. zwróciło się do wojewodów wskazując na obowiązek wystąpienia do Ministra Finansów o uruchomienie środków z rezerwy celowej w kwocie przewidzianej w planie oraz prosząc o powiadomienie beneficjentów o przyznanych dotacjach. Niektóre z województw otrzymały już stosowne decyzje Ministra Finansów. Należy wyjaśnić, że dla jednostek samorządu terytorialnego podstawą do podjęcia decyzji o wszczęciu postępowania przetargowego mogą być środki własne w budżecie , listy zatwierdzone przez MSWiA lub decyzje Ministra Finansów o dokonaniu zmian w budżecie wojewodów.
Niezależnie od powyższych działań zgodnie z harmonogramem kończą się prace nad Rozporządzeniem Rady Ministrów w sprawie warunków i trybu udzielania dotacji dla jednostek samorządu terytorialnego na przebudowę, budowę lub remonty dróg powiatowych i gminnych. Rozporządzenie to dotyczy głównie organizacji procedury po stronie administracji rządowej, a nie działań jednostek samorządu terytorialnego. Określa także zakres umowy, która będzie zawierana z poszczególnymi JST oraz nakłada obowiązek sporządzenia sprawozdania z wykorzystania dotacji.
Ponadto w związku z informacjami, że po postępowaniach przetargowych mogą wystąpić znaczące oszczędności, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zamierza wystąpić do wojewodów o przedstawianie do zatwierdzenia i finansowania kolejnych wniosków z list rankingowych.
Wioletta Paprocka Rzecznik Prasowy
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji
Komentuj →
19 lutego 2009 |
0
W dniach 16-19 lutego br. polscy funkcjonariusze uczestniczyli w międzynarodowych działaniach kontrolnych prowadzonych w ramach projektu LIFESAVER. Policjanci ruchu drogowego z komendy stołecznej Policji, komendy wojewódzkiej Policji w Białymstoku oraz komend powiatowych Policji w Ełku i Żorach uczestniczyli w międzynarodowych działaniach kontrolnych prowadzonych w ramach projektu LIFESAVER. Policjanci kontrolowali prędkość, stosowanie się do obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa oraz przestrzeganie przepisów prawa transportowego. Spotkanie to było również doskonałą okazją do praktycznej wymiany doświadczeń z zakresu sprawowania nadzoru nad ruchem oraz wykorzystania sprzętu specjalistycznego policji ruchu drogowego.
Od 2008 roku Europejska Organizacja Policji Ruchu Drogowego TISPOL realizuje zatwierdzony przez Komisję Europejską projekt LIFESAVER. Projekt ten jest wspólną inicjatywą policji drogowej z 25 państw europejskich. Jego zasadniczym celem jest ochrona życia oraz poprawa bezpieczeństwa na drogach Europy. Część projektu stanowią wspólne operacje europejskich policji ruchu drogowego, których celem jest egzekwowanie prawa przede wszystkim w zakresie przekraczania prędkości, prowadzenia pojazdu po pijanemu, nie stosowania pasów bezpieczeństwa oraz kontroli wykonywania transportu drogowego. Kontrole drogowe prowadzone w Północne Walii przez polskich i brytyjskich policjantów były jedną z takich wspólnych operacji realizowanych w ramach LIFESAVER.
Komentuj →
19 lutego 2009 |
0
(286-14)
Policjanci na lubuskich drogach sprawdzili 557 samochodów. Okazało się, że niemal 300 kierowców jeździło bez pasów! Akcja ,,Pasy'' trwała przez dwa dni. Posypały się mandaty. Kierowcy bez pasów dostali po 100 zł kary i 2 punkty karne, a ci, którzy przewozili małe dziecko bez fotelika, musieli zapłacić 150 zł i dostali 3 punkty karne. Pasy bezpieczeństwa naprawdę mogą uratować życie i ocalić zdrowie.
Przypomnijmy: z danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że niemal 50 proc. zabitych w wypadkach mogłoby żyć, gdyby jechali w pasach... Mało kto ma świadomość, że człowiek ważący 70 kg i jadący 60 km/h podczas uderzenia w drzewo wyleci z fotela z wagą trzech ton! Bez pasów albo rozbije sobie głowę na kierownicy albo wyleci z samochodu i zginie w wyniku obrażeń wewnętrznych. Pasy powinni zapinać także pasażerowie jadący z tyłu. Dlaczego? Człowiek siedzący za kierowcą może wyłamać swoim ciałem jego fotel! Wtedy na nic kierowcy pasy. Pomimo mandatów, policyjnych akcji i kampanii w mediach i tak wśród kierowców krążą mity o pasach.
Komentuj →
18 lutego 2009 |
0


(286-15-16)
Jeśli dzieci znają przepisy drogowe, to się do nich stosują. Problemem są dorośli, którzy często każą swoim pociechom przechodzić na czerwonym świetle - mówią organizatorzy akcji "Autochodzik". - Chcemy, żeby teraz maluchy wychowywały rodziców. "Autochodzik" to zestaw zabawek edukacyjnych, składający się z samochodów wykonanych z miękkiej gąbki, które przedszkolaki noszą na szelkach, oraz drogowego miasteczka obejmującego ponad 100 elementów, takich jak znaki drogowe, przejścia dla pieszych oraz sygnalizacja świetlna. 5- i 6-latki będą uczyć się bezpiecznie jeździć po zabawkowym miasteczku, żeby poznać niebezpieczeństwa, które czyhają na nich w prawdziwym ruchu ulicznym. Zestawy pomogą w nauce maluchom z 40 olsztyńskich przedszkoli. Dzieciaki przez kilka miesięcy będą poznawać zasady ruchu drogowego. Działanie "Autochodzika" jako pierwsze sprawdziły maluchy z przedszkola "Dorotka". Przedszkolaki przebrane za samochody biegały po uliczkach zabawkowego miasteczka rozstawionego w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego i odpowiadały na pytania dotyczące bezpieczeństwa na ulicach. Statystyki pokazują, że każdego roku na polskich drogach ginie tyle dzieci, jakby wymazać z mapy małą szkołę - mówi Andrzej Szóstek, dyrektor WORD, który organizuje akcję wraz z fabryką opon Michelin. Wypadki nie muszą być naszą codziennością - mówi Krzysztof Piskorz z WORD-u. Polski "Autochodzik" został wprowadzony w 2004 r. w woj. pomorskim i trwa tam do dziś. Maluchy uczą się, żeby zwracać rodzicom uwagę na popełniane przez nich wykroczenia. - Kiedy wprowadziliśmy program w Słupsku, policjanci sprawdzili, jak rodzice przewożą swoje dzieci do szkoły - opowiada Wołowik. - Okazało się, że 40 proc. rodziców nie ma w samochodach obowiązkowych fotelików dla najmłodszych. Takie zachowania trzeba zmieniać. - "Autochodzik" to program pilotażowy, dlatego na razie prowadzimy go jedynie w Olsztynie - mówi Ewa Konopka, rzecznik Michelin. - Mamy jednak nadzieję, że będziemy go kontynuować w przyszłym roku i wtedy wprowadzimy go do wszystkich przedszkoli w regionie.
Komentuj →
17 lutego 2009 |
0
Małopolscy policjanci zatrzymali kolejnego instruktora nauki jazdy, który załatwiał prawo jazdy za łapówki. W ręce funkcjonariuszy wpadli również dwaj lekarze, którzy uczestniczyli w przestępczym procederze. Oprócz zarzutów dotyczących łapownictwa wszyscy odpowiedzą za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Policjanci szacują, że prawo jazdy "otrzymało" kilkaset osób w całej Polsce. Trwające od kilku miesięcy śledztwo doprowadziło do zatrzymania w ciągu ostatnich kilku dni kolejnych osób zamieszanych w przestępczy proceder załatwiania praw jazdy za łapówki. Wśród zatrzymanych jest dwóch lekarzy i instruktor nauki jazdy. Dotychczas w tej sprawie zatrzymanych zostało 13 osób, między innymi egzaminator z wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego, sześciu instruktorów nauki jazdy (część z nich to jednocześnie właściciele szkół nauki jazdy) i czterech lekarzy. Od 2005 r. wszyscy należeli do zorganizowanej grupy przestępczej. Biorąc pieniądze (3-4 tys. zł.) potwierdzali fikcyjny udział w odbytych szkoleniach na kursie prawa jazdy. Zadaniem lekarza było potwierdzenie dobrej kondycji medycznej kandydata, zadaniem właściciela szkoły i jednocześnie instruktora było wpisanie kandydata na listę osób, które teoretycznie ukończyły kurs. Z kolei egzaminator z WORD-u potwierdzał, że dana osoba zdała egzamin. Chętni, którzy płacili daną kwotę zgłaszali się jedynie w wydziale komunikacji i odbierali prawo jazdy. Niektórzy z nich na stałe mieszkają poza Polską a prawo jazdy "zamawiali" poprzez członków rodziny. Następnie otrzymywali prawo jazdy do kraju gdzie mieszkają i tam podejmowali pracę. Szacuje się, że w ten sposób prawo jazdy zdobyły setki osób. Już teraz po stwierdzeniu, że prawo jazdy zostało zdobyte na drodze przestępstwa prokurator przesyła pisma do wydziałów komunikacji o ich odebranie. Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie.
Komentuj →
17 lutego 2009 |
1
Tramwaje Warszawskie walczą z piratami na torach. Do łapania motorniczych, którzy jeżdżą z nadmierną prędkością, posłuży najnowszy fotoradar zamontowany w radiowozie tramwajowym. Instruktorzy będą sprawdzać linie w całej Warszawie - informuje Marcin Włodarski z TVP Warszawa. Nadmierna prędkość - także na torach - jest przyczyna wielu groźnych wypadków.
Komentuj →
16 lutego 2009 |
0
Słowo carpooling pochodzi z angielskiego - można je przetłumaczyć jako "wypełnij auto". Jest to forma podróżowania, która polega na udostępnianiu wolnego miejsca we własnym samochodzie lub korzystaniu z wolnego miejsca w samochodzie innego użytkownika. Pomysł cieszy się coraz większą popularnością w Europie, donosi francuski dziennik “Le Parisien”. Nowa moda z roku na rok ma coraz więcej zwolenników. Jej zalety są oczywiste, szczególnie w dobie kryzysu ekonomicznego i wysokich cen benzyny. Oszczędność paliwa, oszczędność na opłatach parkingowych, zmniejszenie zużycia własnego samochodu oraz redukcja korków drogowych to jedne z głównych zalet carpoolingu. Coraz większy nacisk kładzie się ostatnio na jego towarzyskie znaczenie. Z tego sposobu podróżowania korzystają praktycznie wszystkie grupy społeczne: ludzie dojeżdżający do pracy, studenci, emeryci. Jeśli wśród naszych znajomych nie ma chętnych do dzielenia się swoim samochodem, możemy skorzystać z Internetu. Znajdziemy tam mnóstwo stron z ofertami kierowców – ile wolnych miejsc mają do zaoferowania, gdzie i kiedy jadą. Dodatkowo podawane są przydatne informacje dotyczące tego, czy dana osoba pali, słucha radia podczas jazdy a nawet czy preferuje rozmownego czy raczej milczącego pasażera.
Komentuj →
16 lutego 2009 |
0
Policja w Irlandii rozwiązała zagadkę 50 nieuchwytnych polskich kierowców, którzy popełnili wykroczenia drogowe. Mieszkali w różnych miejscach, ale nazywali się identycznie... Prawo Jazdy. O bezowocnych poszukiwaniach kierowców ''Prawo Jazdy'' pisały irlandzkie gazety. Do mediów wyciekła wewnętrzna notatka policji z czerwca 2007 roku, która wyjaśnia, że: - Prawo Jazdy to polska nazwa dokumentu uprawniającego do prowadzenia pojazdów, a nie imię i nazwisko. Funkcjonariusze drogówki spisujący dane polskich kierowców wpisywali ''Prawo Jazdy'' jako imię i nazwisko właściciela dokumentu. - To żenujące, że system stworzył ponad 50 różnych osób, które nazywają się ''Prawo Jazdy'' - napisano w notatce.
Komentuj →
16 lutego 2009 |
0
Wygląda na to, że komis Bogdana C., który od pięciu lat blokował dokończenie budowy Trasy Siekierkowskiej w Warszawie, wreszcie ustąpił w walce z urzędnikami – z ulgą informuje stołeczna “Gazeta pl.” Właściciele komisu odmawiali opuszczenia działki, choć nie powinno ich tam być już 8 grudnia ub.r. Dziś o 9 miała się rozpocząć eksmisja. Jeszcze wczoraj rano na placu stały samochody. Wieczorem plac był pusty, został tylko budynek służący za biuro komisu oraz metalowy szkielet po szyldzie. Znikły też trzy potężne billboardy. Rzeczniczka wojewody mazowieckiego Ivetta Biały zapowiadała że eksmisja się odbędzie. - Musimy mieć formalne potwierdzenie przejęcia tego terenu. Jesteśmy przygotowani na wszystko, z siłowym przejęciem terenu włącznie - mówiła wczoraj wieczorem "Metru". Właściciele komisu za działkę mieli dostać aż 5,3 mln zł odszkodowania. Ratusz zaskarżył wysokość tej sumy - chce, by wyniosło ono maksymalnie 3,8 mln. Urzędnicy stracili cierpliwość, bo właściciele komisu nie dotrzymywali kolejnych terminów opuszczenia terenu i nie odbierali pism urzędowych. Budowa węzła ma zostać skończona w 2011 r. (koszt 125 mln zł). Wcześniej planowano, że Trasa Siekierkowska powstanie do 2005 roku.
W miejscu komisu znajdzie się fragment ogromnego ronda i droga lokalna. Wykonawca zbuduje jeszcze estakady, które połączą Trasę Siekierkowską z prowadzącą w stronę Rembertowa ul. Marsa. Miejski inżynier ruchu Janusz Galas przewiduje, że w tym roku roboty nie spowodują większych kłopotów dla kierowców. O wiele gorzej będzie w przyszłym. Budowa węzła ma się skończyć na początku 2011 r.
Komentuj →
16 lutego 2009 |
1
W tygodniku “Polityka” czytamy: Policja drogowa pilnuje bezpieczeństwa i za to jej chwała, ale często wykorzystuje swoją przewagę, aby wyłącznie karać. Im bardziej rośnie frustracja policjantów (małe zarobki, ciężka służba, kłopoty rodzinne itp.), tym mocniej obrywa się kierowcom. Wprowadzenie mandatów płatnych nie policjantowi do ręki, ale na poczcie, obniżyło co prawda poziom korupcji wśród mundurowych, ale wyraźnie ich rozsierdziło. Teraz już nie ma zmiłuj. Punkty i mandaty wlepiane są za najmniejsze przekroczenie szybkości, za jazdę bez świateł mijania nawet w najbardziej słoneczny dzień, za niezapięty pas. Kierowca dopraszający się pouczenia (policjant zamiast karania może skorzystać z tej formy sankcji) słyszy czasem: – Ja nie jestem od pouczania, pouczać mogli pana w szkole.
W TVN Turbo (program “Uwaga pirat!”) kierowca tłumaczy się policjantom, że rozpoczął manewr wyprzedzania w dozwolonym miejscu, ale jadące blisko siebie tiry uniemożliwiły mu wskoczenie na prawy pas (co zresztą było widać na monitorze policyjnej kamery), dlatego manewr zakończył za przejściem dla pieszych. – Powinien pan przewidzieć, że będzie to przejście – mówi policjant. – Jak miałem to przewidzieć? Tam nie było żadnego znaku – broni się kierowca, wyraża skruchę i prosi o łagodny wymiar kary. Ale policjanci są niewzruszeni, karzą go maksymalnym mandatem i najwyższą liczbą punktów. Na sali sądowej skrucha działa na korzyść oskarżonego, w obliczu tych akurat policjantów z drogówki – wręcz przeciwnie. Ukarali kierowcę auta osobowego, a odpuścili kierowcom tirów, którzy jadąc w nieprzepisowej odległości jeden za drugim sprowokowali niebezpieczną sytuację. A przecież gdyby ukarany na widok przejścia dla pieszych (puste, w terenie niezabudowanym) raptownie zahamował, mógłby doprowadzić do wypadku.
Zmorą polskich szos są błędnie ustawione znaki drogowe. Jak kraj długi i szeroki kwitnie radosna twórczość regionalnych dyrekcji dróg (krajowych, wojewódzkich, powiatowych i gminnych). Znaki zakazu i nakazu nie budzą zaufania, bo tkwią w miejscach, w których nie są potrzebne, a nie ma ich tam, gdzie wydają się niezbędne. Polacy podróżujący za granicę są w stanie ocenić podstawową różnicę w oznakowaniu dróg tam i w Polsce. – Kiedy na przykład w Szwecji widzę znak ograniczający szybkość do 30 km na godzinę, zwalniam do 30, bo wiem, że to niezbędne dla bezpieczeństwa mojego i innych. W Polsce 30 na godzinę każą mi jechać tam, gdzie trzeba i gdzie nie trzeba – mówi kierowca tira Jan Frączak. – Zdarza się, że były roboty drogowe, postawiono znak, roboty dawno się skończyły, a ograniczenie prędkości pozostało, bo ktoś zapomniał.
Komentuj →
13 lutego 2009 |
0
Herpetolog wystąpił w obronie płazów ginących w Grodźcu Śląskim na drodze S-1 i teraz musi się ukrywać – czytamy w katowickiej “Gazecie Wyborczej”. I dalej dziennik relacjonuje: Skargę do Prokuratury Rejonowej w Katowicach złożył herpetolog, który ujawnił masowe rozjeżdżanie płazów na S-1 (chce pozostać anonimowy). - Herpetolog nie jest w tej sprawie pokrzywdzony - mówi lekko rozbawiony prokurator Łabuzek. - W takim razie kto? Żaba? - zastanawia się Jerzy B. Parusel, dyrektor Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska. Prócz żab pokrzywdzone mogą być ropuchy, traszki, kumaki nizinne, rzekotki drzewne oraz inne płazy z Grodźca Śląskiego. Po obu stronach drogi ekspresowej S-1 Bielsko-Biała - Cieszyn żyje połowa gatunków występujących w Polsce. W marcu masowo wyruszają do stawów w rezerwacie Morzyk, sąsiadującym z drogą, by złożyć jaja. Wiele musi wtedy przejść przez S-1. Narządy głosowe płazów związane są z oddechowymi. Niektóre żaby mają rezonatory (w pysku, w gardzieli bądź pod skórą), które wzmacniają dźwięki. Rechotanie samców słychać nawet na kilka kilometrów. Trudno się jednak spodziewać, że płazy poskarżą się na S-1 prokuratorowi. Oszczędzają głos na czas godów. Zresztą Łabuzek wcale na żaby nie czeka. - W tej sprawie nie ma pokrzywdzonego - powtarza. Wojciech Gierasimiuk z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która zbudowała trasę, mówi więcej: - Płazy nie giną na S-1. I dodaje, że po obu stronach drogi inwestor zamontował specjalną siatkę z drobnymi oczkami. - Problem migracji płazów powstał w trakcie realizacji inwestycji - wyjaśnia Gierasimiuk. Nie twierdzi przy tym, że żaby dopiero wtedy zaczęły chodzić do Morzyka. Ale "raport o oddziaływaniu na środowisko ocenił, że płazy nie będą zagrożone z uwagi na odległość stawu od drogi". Dopuszczono co najwyżej "niewielkie prawdopodobieństwo przemieszczania się". Na początku budowy inwestor postawił tylko grubą siatkę, a także przejścia pod czterema wiaduktami dla saren i innych dużych zwierząt. Gęsta siatka dla żab stanęła dopiero po protestach herpetologa, który zbadał, że co roku w Grodźcu na S-1 giną tysiące płazów, bo potrafią wędrować na gody nawet trzy kilometry. - Siatki na szczycie są wygięte, bo mało kto wie, ale płazy potrafią się wspinać - dodaje Gierasimiuk. Co z tego, skoro przy ziemi siatka w wielu miejscach odstaje. - Na trzy palce! Żaba przejdzie - zauważył Parusel. Jacek Bożek z klubu Gaja, który od początku zabiegał o zabezpieczenie S-1 dla zwierząt: - Jest lepiej, sarny nie przechodzą. Siateczki dla żab też lepsze niż nic. Ale dlaczego inwestor nie wykopie dla nich stawów po drugiej stronie drogi, przecież ma sprzęt. Płazy znalazłyby ciepłe miejsce na składanie skrzeku i przestałyby migrować. Parusel: - Zabezpieczenia dla zwierząt wymagają finezji projektantów, podrożenia inwestycji. Bożek: - Ale nie wyobrażam sobie takiej rozmowy w Niemczech czy innym kraju europejskim. Tam takie sprawy nie podlegają dyskusji. Płazy z Morzyka podlegają ochronie polskiego prawa. - Nie jestem specjalistą od płazów ani od budowy dróg. Zajmowaliśmy się legalnością decyzji urzędu wojewódzkiego i odmówiliśmy wszczęcia postępowania. Nie złamano prawa - mówi lekko już zdenerwowany Łabuzek. Baty zbiera za to herpetolog. Grożono mu, że występuje przeciwko drogiej inwestycji (chociaż nie był przeciwnikiem drogi), dlatego nie chce już występować w mediach pod nazwiskiem. Czy ktoś jeszcze w tej sprawie jest pokrzywdzony? - My jako społeczeństwo działamy przeciwko sobie, niszcząc przyrodę - mówi Parusel. - Płazy są naturalną ochroną przed komarami i nośnikiem lekarstw - dodaje Bożek. Zjadają szkodniki lasów, pól i ogrodów, same będąc pożywieniem dla wielu ssaków, ptaków i gadów. Poza tym są wykorzystywane w badaniach laboratoryjnych z zakresu medycyny i farmakologii, a niektóre toksyny, które wytwarzają płazy, znalazły zastosowanie w leczeniu chorób człowieka. Gierasimiuk twierdzi, że GDDKiA cały czas monitoruje migrację płazów. - Nie stwierdza się masowej migracji - oświadcza. Jednocześnie nie wyklucza budowy stawów. Sprawa żab z Morzyka w Grodźcu trafiła już do Komisji Europejskiej. Za zagładę płazów Bruksela grozi inwestorowi żądaniem zwrotu dotacji na budowę S-1. To 15 mln euro.
(286-2)
Komentuj →
12 lutego 2009 |
0
(286-4)
Kamery monitoringu i przycisk do powiadamiania o zagrożeniu w autobusie - to jedyne w tym roku inwestycje w bezpieczeństwo w stołecznej komunikacji. Tymczasem w 2008 roku służby mundurowe interweniowały tam o 12 proc. częściej - pisze "Życie Warszawy". Tramwaje Warszawskie wyposażyły swoje pojazdy w urządzenia GPS. Dzięki satelitarnemu dozorowi na cyfrowej mapie w centrum nadzoru ruchu widać każdy pojazd i jego aktualną pozycję. W razie niepokojącego incydentu motorniczy wciska przycisk alarmowy. Operator natychmiast wysyła na pomoc policję. Podobne urządzenia będą wkrótce oficjalnie testowane w miejskich autobusach. Coraz więcej autobusów ma już kamery. Jeszcze w tym roku ma być również uruchomiony nowy monitoring na Dworcu Centralnym. Kolej już wkrótce ogłosi przetarg na 102 kamery. To jedyne inwestycje w bezpieczeństwo, które znalazły się w tegorocznym budżecie. Miasto o blisko 8 mln zł zmniejszyło dotację dla policji. Tymczasem jak wynika z danych straży miejskich, w 2008 roku w stołecznych autobusach, tramwajach i metrze zanotowano 2165 przestępstw i wykroczeń. To o 12 proc. więcej niż w 2007 roku.
Komentuj →
11 lutego 2009 |
0
(286-10)
Program rozwoju infrastruktury dla województwa pomorskiego jest bardzo bogaty. Obejmuje między innymi budowę autostrady A1, dróg ekspresowych S6 i S7, modernizację linii kolejowej E65/CE65 oraz poprawę dostępu do portów morskich - powiedział Podsekretarz Stanu Zbigniew Rapciak 11 lutego br. w Gdańsku, podczas uroczystości otwarcia pierwszej edycji Targów Inwestycji i Kooperacji INFRASTRUKTURA POMORZE 2009. – Nasz rząd zdecydował, podobnie jak rządy Stanów Zjednoczonych czy Francji, że inwestycje w infrastrukturę będą najlepszym sposobem na złagodzenie obecnego spowolnienia gospodarczego. Dowodzi tego także historia gospodarcza świata – dodał Wiceminister. - W kadencji rządu koalicji PO-PSL podpisaliśmy już umowy na budowę ponad 760 km dróg krajowych, w tym 400 km autostrad. Nasze drogi stają się bezpieczniejsze. W 2008 r. spadła liczba zarówno wypadków drogowych, jak i poszkodowanych w nich osób – poinformował Podsekretarz Stanu Z. Rapciak podczas otwarcia tragów. – Jesteśmy przekonani, że program budowy dróg ekspresowych i autostrad ma zabezpieczenie finansowe. Środki na jego realizację, będą pochodziły z funduszy europejskich, międzynarodowych instytucji finansowych czy z budżetu państwa. Inwestycje drogowe będą również realizowane w systemie Partnerstwa Publiczno – Prywatnego (PPP), które już sprawdziło się np. przy budowie autostrady A1 na Pomorzu – powiedział Wiceminister. Targi Infrastruktura w Gdańsku wpisują się w przygotowania Pomorza do realizacji EURO 2012. To najnowsze przedsięwzięcie Międzynarodowych Targów Gdańskich, organizowane przy współpracy Marszałka Województwa Pomorskiego. Patronat Honorowy nad tym wydarzeniem odjęło Ministerstwo Infrastruktury. Celem targów jest prezentacja zarówno oferty firm działających na Pomorzu, jak i planów inwestycyjnych władz rządowych i samorządowych. Podczas uroczystości otwarcia targów Wicemarszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk przedstawił bardzo szeroki program inwestycji infrastrukturalnych i energetycznych w regionie. Targi Infrastruktura to także platforma służąca rozwinięciu współpracy pomiędzy podmiotami działającymi w województwie a potencjalnymi wykonawcami, dostawcami i producentami. To możliwość wymiany poglądów z przedstawicielami władz i instytucji odpowiedzialnych za rozwój infrastruktury.
W pierwszej edycji targów uczestniczy ponad 70 wystawców, którzy reprezentują branże infrastrukturalne, m.in. drogową, lotniczą i portową. Ekspozycji targowej towarzyszy bogaty program konferencji branżowych, prezentacje, pokazy oraz spotkania biznesowe.
Komentuj →
11 lutego 2009 |
0
“Dziennik Łódzki” relacjonuje: Zakaz parkowania na ulicy Piotrkowskiej uniemożliwia prowadzenie działalności gospodarczej - alarmują właściciele i najemcy lokali gastronomicznych. Chodzi nie tylko o dostarczycieli pizzy z lokali przy Piotrkowskiej, ostatnio skarżą się też... właściciele sklepów. Bo klienci nie mogą dojechać, więc obroty spadają. - Rozumiem zakaz ruchu na Piotrkowskiej, parkowanie też może być zabronione, ale od każdej reguły powinny być wyjątki - mówi Marek Zając z pizzerii In Centro. Pizzerie zlokalizowane przy Piotrkowskiej oferują klientom dostawy do domu. Dostawcy z reguły poruszają się samochodami, ale żeby dowieźć pizzę do klienta, najpierw muszą ją odebrać z lokalu. I zaczynają się problemy, bo parkować na Piotrkowskiej nie wolno i nie ma od tej zasady wyjątków. - Chodzi raptem o kilka minut, przecież nie prosimy o stały postój czy prawo do parkowania - mówi Marek Zając. - Nasz lokal jest w niefortunnym miejscu, bo bramy do dyspozycji nie mamy. A na Piotrkowskiej zaraz straż miejska zakłada nam blokady albo policja wystawia mandaty. Dostawcy się buntują, a przez to tracimy klientów. Do In Centro można dojechać od al. Kościuszki. Ale parking przy delegaturze Śródmieście jest płatny, bo miasto wydzierżawiło go prywatnej firmie. Dostawcy zatrudnieni w pizzerii nie chcą płacić, firma także. Bo musieliby podnieść ceny dań, a to z kolei oznacza utratę klientów. Pójdą tam, gdzie taniej. Zlokalizowana niedaleko pizzeria Presto problemu na razie nie ma, bo jej dostawca... jeździ rowerem. - Nie zmuszamy tego człowieka do używania roweru, sam tak zdecydował, jeździ nim nawet zimą. Ale gdyby poruszał się autem, to mielibyśmy kłopot - mówi Izabela Borowska, menedżer sieci pizzerii Presto. Skargi trafiły już do Zarządu Dróg i Transportu. Okazuje się, że nie tylko pizzerie chcą wyjątków od reguły zakazu parkowania na Piotrkowskiej. Podobne prośby kierują także do drogowców sklepy, które argumentują, że odkąd nie można podjechać i zaparkować w centrum, tracą wielu klientów. - Zakaz nadal obowiązuje, choć podobnych sygnałów mamy coraz więcej - podkreśla Renata Borkowska, rzecznik Zarządu Dróg i Transportu. - Na razie je zbieramy i dyskutujemy, wkrótce z pewnością podejmiemy jakieś decyzje. Jakie? Nie wiadomo, ewentualne odstępstwa od reguły zakazu parkowania musi zaakceptować prezydent. A sam go wprowadził.
Komentuj →
11 lutego 2009 |
0
(286-12)
Zgodnie z deklaracją trzech unijnych instytucji – Rady UE, Parlamentu i Komisji Europejskiej 11 lutego 2009 został ustanowiony europejskim dniem numeru 112. Europejski numer alarmowy 112, działający na terenie całej Unii Europejskiej, odgrywa kluczową rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa obywateli. Europejski Telefon Alarmowy 112 jest w coraz większym stopniu podstawowym numerem, pod którym zgłaszane są prośby o udzielenie pomocy poszkodowanym. Numer 112 - to jednolity europejski numer alarmowy, który działa we wszystkich państwach UE dla różnych rodzajów zagrożeń. Numer 112 nie zastępuje krajowych numerów alarmowych, lecz uzupełnia istniejące numery gdziekolwiek jesteśmy w UE, tak więc każdy obywatel powinien zapisać go w swoim telefonie. Zdaniem Viviane Reding, europejskiej komisarz do spraw społeczeństwa informacyjnego i mediów, staranie o wprowadzenie jednolitego numeru alarmowego stało się jednym z priorytetów Komisji Europejskiej. Obywatele UE mają pierwszeństwo, a Unia Europejska musi im zagwarantować bezpieczeństwo w taki sam sposób, w jaki zagwarantowała im wolność podróżowania w 27 krajach. Według komisarz Reding wspólny europejski numer alarmowy funkcjonuje w Europie, co jest ważnym rezultatem europejskiej współpracy, który pomoże Europejczykom w ich codziennym życiu.
- W ostatnich pięciu latach zakasaliśmy rękawy i ciężko pracowaliśmy ze wszystkimi krajami UE, aby upewnić się, że obywatele mogą używać numeru 112 zarówno ze stacjonarnego telefonu, jak i komórki. Mimo że czasem musieliśmy pogrozić rządom i wkroczyć na ścieżkę sądową, kiedy nie wykonywały one swoich powinności, robiliśmy to, zawsze mając na uwadze interesy obywateli UE -powiedziała z okazji Europejskiego Dnia Numeru 112 komisarz Reding. Komisja włączyła do swojej internetowej strony o 112 część poświęconą dzieciom. Celem jest, aby dzieci poznały numer 112 i jego przydatność poprzez zabawę. Viviane Reding była pod wielkim wrażeniem czteroletniego chłopca z Polski, który w zeszłym roku otrzymał nagrodę Europejskiego Stowarzyszenia Numeru Alarmowego za ocalenie życia swojej matki poprzez wykręcenie 112. Krystian Drozdek, trzylatek z Łodzi, w październiku 2007 r. uratował chorą matkę dzwoniąc na numer 112. Jego bohaterski czyn i obywatelska postawa zostały nagrodzone w czerwcu 2008 r. w Brukseli. Jednak jest jeszcze wiele do zrobienia, badania przeprowadzone przez Komisję Europejską pokazują, że tylko 24% obywateli UE zna numer 112 jako numer alarmowy w całej UE. Dzisiaj, 11 lutego Komisja Europejska obchodzi pierwszy Europejski Dzień Numeru Alarmowego 112 wspólnie z Parlamentem Europejskim i czeską prezydencją w UE. - Mam nadzieję, że dzień ten będzie prawdziwą pobudką dla organów państwowych we wszystkich 27 krajach UE. Wszyscy obywatele powinni być należycie poinformowani o 112, aby czuli się bezpiecznie, podróżując po UE – powiedziała m.in. Viviane Reding. Aktualne informacje dotyczące działania Europejskiego Numeru Alarmowego 112 można znaleźć na stronie http://ec.europa.eu/information_society/activities/112/index_en.htm, w Polsce o pracach nad upowszechnieniem Numeru 112 informuje m.in. portal www.112.gov.pl. W dn. 3 listopada 2008 r. w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona numerowi 112. Spotkanie będące wspólną inicjatywą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Europejskiego Stowarzyszenia Numeru Alarmowego 112 (EENA) oraz grupy politycznej Parlamentu Europejskiego EPL-ED otworzył Podsekretarz Stanu w MSWiA Witold Drożdż. Spotykamy się w szczególnym momencie szeregu działań wdrożeniowych numeru 112 – legislacyjnych, organizacyjnych, a także technicznych. Jednym z priorytetów MSWiA i Rządu jest, aby Polska była w czołówce krajów zapewniających jak najlepszą obsługę numeru 112 -powiedział Minister Drożdż. Podkreślił też, że konferencja jest doskonałą okazją by przeprowadzić szeroką dyskusję o szansach, problemach i doświadczeniach innych państw związanych z numerem 112. Założeniem Komisji Europejskiej jest aby, obok wspólnej flagi i waluty europejskiej, numer alarmowy 112 stał się charakterystycznym symbolem Unii Europejskiej. W porównaniu z innymi krajami UE, Polska ma bardzo dobrą znajomość numeru 112, Niewątpliwie świadomość numeru 112 w Polsce nie byłaby tak duża, gdyby nie działania edukacyjne. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji traktuje upowszechnienie telefonu 112 jako jeden ze swoich priorytetów.
Komentuj →
9 lutego 2009 |
0
Trzy tramwaje przejechały kobietę przy przejściu dla pieszych - donosi “Życie Warszawy”. Dopiero motorniczy czwartego zauważył kobietę i wstrzymał ruch. Do tego makabrycznego wypadku doszło w wieczór na warszawskiej Pradze. Motorniczy “3” zobaczył przy torach leżącą kobietę. 80-letnia Krystyna M. nie żyła. Potrącił ją jadący wcześniej skład. Który? Policjanci obejrzeli wszystkie jeżdżące na tej trasie. Wczoraj funkcjonariusze już wiedzieli: pieszą potrącił nie jeden, a trzy tramwaje: dwa jadące w przeciwnych kierunkach linii 26 i numer 28. – Jeden z nich to była nauka jazdy. Obok motorniczego siedział nauczyciel – mówi Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji. Jak to możliwe, że motorniczy nie zauważyli ofiary? – Był wieczór, słaba widoczność, więc mogło się tak stać - tłumaczy Michał Powałka, rzecznik Tramwajów Warszawskich.
(286-1)
Komentuj →
9 lutego 2009 |
1
Apel do producentów, importerów oraz dystrybutorów rowerów
Instytut Transportu Samochodowego, Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (Ministerstwo Infrastruktury) oraz Komenda Główna Policji (Biuro Ruchu Drogowego) wystosowali apel do producentów, importerów oraz dystrybutorów rowerów, które będą oferowane do sprzedaży, aby pojazdy te były wyposażane w podstawowe elementy bezpieczeństwa ruchu. Ponieważ wymagań bezpieczeństwa ruchu często nie spełniają nowe rowery, oferowane do sprzedaży w sklepach, supermarketach, hurtowniach, a znajdują one jednak nabywców (kupujący ufnie wychodzą z założenia, że skoro rower został dopuszczony do sprzedaży, to znaczy że jest produktem bezpiecznym i spełnia określone wymogi) w/w instytucje wystosowały stosowny apel. Najprostszym, ale jakże skutecznym rozwiązaniem jest fabryczne i trwałe wyposażanie roweru w elementy odblaskowe: "z przodu", "z tyłu" oraz "po bokach".
(286-13)
Obowiązkowe wyposażenie roweru 1:
-światło pozycyjne barwy białej lub żółtej selektywnej z przodu,
-z tyłu - jedno światło odblaskowe barwy czerwonej o kształcie innym niż trójkąt oraz jedno światło pozycyjne barwy czerwonej, które może być migając,
-co najmniej jeden skutecznie działający hamulec (nożny lub ręczny),
-dzwonek lub inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku.
Abyś był lepiej widoczny na drodze, oprócz obowiązkowego oświetlenia roweru, dodatkowo stosuj naklejki odblaskowe. Pamiętaj: WIDOCZNY ZNACZY BEZPIECZNY!
1 Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dn. 31.12.2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia (Dz. U. nr 32, poz. 262 z późn. zm.).
Komentuj →
9 lutego 2009 |
0
Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk oraz Minister Transportu, Poczt i Telekomunikacji Słowacji Lubomir Važny podpisali w siedzibie resortu memorandum o współpracy przy przygotowaniu i realizacji szlaku transportowego Via Carpatia, łączącego drogę S19 (po stronie polskiej) z drogą R4 (po stronie słowackiej). - To jedyna droga bez granic położona najbardziej na wschód Unii Europejskiej, która efektywnie połączy północ i południe Europy - powiedział Minister L. Važny. - W tym roku zamierzmy zorganizować konferencję, podczas której Rumunia, Bułgaria i Grecja zostałyby oficjalnie włączone do projektu Via Carpatia - poinformował Minister C. Grabarczyk. - Ta trasa ma znaczenie priorytetowe, zwłaszcza na jej południowym odcinku, gdzie w okolicach Rzeszowa połączy się z autostradą A4 - dodał. Podczas spotkania delegacji Polski i Słowacji rozmawiano o współpracy w zakresie transportu, zarówno w ramach Grupy Wyszehradzkiej, jak i Unii Europejskiej. Uzgodniono, że kraje będą wzajemnie popierać swoje propozycje rozszerzenia Transeuropejskiej Sieci Transportowej TEN-T, które Komisja Europejska przewiduje na rok 2010. Na wniosek Ministra Cezarego Grabarczyka, uzgodniono, że w najbliższym czasie w Warszawie zostanie zorganizowane spotkanie Ministrów Transportu Grupy Wyszehradzkiej, którego celem będzie zacieśnienie współpracy krajów Europy Środkowo-Wschodniej w ramach UE. W trakcie spotkania poruszono także kwestię szybszego i bardziej efektywnego wykorzystania funduszy unijnych na inwestycje drogowe oraz wymieniono doświadczenia w zakresie realizowania przedsięwzięć inwestycyjnych w systemie PPP. Omówiono również stan zaawansowania prac przy budowie połączeń komunikacyjnych między oboma krajami: drogowego (S69/D3) i kolejowego Zwardoń/Skalite. W spotkaniu uczestniczył również Ambasador Republiki Słowackiej w RP František Ružička.
Komentuj →
9 lutego 2009 |
2
Olsztyńska “Gazeta Wyborcza” informuje i ostrzega: Urządzenie, które niedługo kupią drogowcy z Miejskiego Zarządu Dróg, będzie robiło zdjęcia kierowcom przejeżdżającym skrzyżowania na czerwonym świetle. W Olsztynie jest siedemnaście masztów na fotoradary. To broń na kierowców jeżdżących zbyt szybko w miejscach szczególnie niebezpiecznych, tzn. koło przejść dla pieszych, zasłoniętych wyjazdów z innych ulic, szkół, ale też tam, gdzie ulica jest szeroka i kierowców korci, by przycisnąć pedał gazu. I choć prowadzący samochody często przyśpieszają po minięciu fotoradaru, to policyjne statystyki pokazują, że w miejscach, gdzie są maszty, liczba kolizji i wypadków maleje nawet o 90 proc. Drogowcy z Miejskiego Zarządu Dróg wiedzą jednak ze statystyk, że są wykroczenia drogowe, których liczba z roku na rok rośnie. Jednym z najbardziej niebezpiecznych jest przejeżdżanie przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. - Samochód, który chce je jak najszybciej opuścić [bo wjeżdża na skrzyżowanie na pomarańczowym lub czerwonym - red.] jest zwykle rozpędzony i nietrudno wyobrazić sobie, co się wydarzy, gdy na jego drodze znajdzie się pieszy lub inny pojazd - mówi Zbigniew Gustek, zastępca dyrektora MZD. Drogowcy od kilku lat zastanawiali się, w jaki sposób zmusić kierowców, aby nie popełniali takich wykroczeń. Jesienią 2006 r. doszli do wniosku, że pomoże im elektroniczne urządzenie, które automatycznie robi zdjęcia samochodom przejeżdżającym na czerwonym świetle. Winowajcy - podobnie jak w przypadku zdjęć zrobionych przez fotoradar - mandaty dostają potem pocztą. Jednak mimo zapewnień, pieniądze na kupno urządzeń zostały wtedy wykreślone z budżetu. Teraz znajdą się na pewno. - Mamy na ten cel 300 tys. zł - mówi Zbigniew Gustek. - Przetarg ogłosimy jeszcze w pierwszym kwartale roku. Urządzenie składa się z przenośnej kamery, która jest połączona z sygnalizacją świetlną. Zaczyna rejestrować ruch na skrzyżowaniu, gdy światło na sygnalizatorze zmienia się na czerwone. Zainstalowanie kamery jest w Olsztynie bardzo proste, bo zdecydowana większość sygnalizacji świetlnych w mieście wyposażona jest w pętle indukcyjne, czyli umieszczone w asfalcie czujniki, które rejestrują ruch samochodów. Dzięki temu urządzenie będzie można wykorzystywać niemal na każdym skrzyżowaniu w Olsztynie. Miejski Zarząd Dróg nie podaje konkretnych miejsc, gdzie kamera miałaby pracować najczęściej. - Zadecydują o tym policjanci lub straż miejska, bo to właśnie do ich dyspozycji będziemy je przekazywać - mówi Zbigniew Gustek. - Ja, chociażby z własnych obserwacji widzę, że kierowcy nagminnie wjeżdżają na czerwonym świetle na skrzyżowanie na pl. Roosevelta. Ale wiem też, że to samo wykroczenie jest bardzo często przyczyną kolizji na rondzie Bema. Funkcjonariusze drogówki od czasu do czasu chwalą się, że łapią kierowców przejeżdżających na czerwonym świetle. Ich akcje często polegają na tym, że nieoznakowany radiowóz z odległości rejestruje samochody przejeżdżające na czerwonym, a drugi radiowóz, stojący kilkaset metrów dalej, łapie kierowcę, który został nagrany. - Kierowcy nagminnie przejeżdżają przez skrzyżowania lub przejścia dla pieszych na czerwonym świetle - przyznaje Bernadeta Ćwiklińska-Rydel z biura prasowego wojewódzkiej policji w Olsztynie. - Dlatego często przeprowadzamy akcje [o kryptonimie "sygnalizator" - red. “Gazety Wyborczej”]. Pomysł, aby wykorzystać elektroniczne urządzenie do rejestrowania tych wykroczeń, uważamy za bardzo dobry.
Komentuj →
9 lutego 2009 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Ciechanowie, wspólnie z Zarządem Rejonowym Polskiego Czerwonego Krzyża w Ciechanowie, w czasie trwających ferii zimowych dzieci i młodzieży przeprowadził konkurs pod hasłem “Bezpiecznie na drodze. Konkurs został przeprowadzony w ramach programu “Pożyteczne ferie zimowe z PCK”. Ferie zimowe to czas, w którym zapewniono dzieciom uatrakcyjnienie czasu wolnego poprzez prowadzenie między innymi zajęć zbliżających dzieci i młodzież do rzeczywistych warunków ruchu drogowego, stosując dobrze dobrane środki dydaktyczne - programy komputerowe, multimedialne oraz filmy, które zwiększyły jakość i efektywność kształcenia. Zachęcając dzieci i młodzież do rywalizacji oraz współpracy w zespołach, zorganizowaliśmy wiele różnych konkursów, a na zakończenie ferii zimowych odbył się właśnie ten pod hasłem “Bezpiecznie na drodze”. Cieszył się on wśród najmłodszych największym zainteresowaniem.
Najlepsi uczestnicy konkursu otrzymali atrakcyjne nagrody rzeczowe (plecaki i piłki renomowanych firm), a pozostałych uczestników konkursu obdarowano nagrodami pocieszenia, których fundatorem był WORD.
Po podsumowaniu i zakończeniu konkursu wiedzy o bezpieczeństwie najmniej chronionych uczestników ruchu drogowego, w którym oprócz przedstawicieli WORD i PCK uczestniczył Dyrektor Delegatury Kuratorium Oświaty w Ciechanowie, przygotowano dla 45 dzieci uroczysty obiad. Organizacja w okresie zimowym wypoczynku połączonego z zajęciami i konkursami o bezpieczeństwie najmłodszych uczestników w ruchu drogowym stało się szansą na spędzenie przez dzieci ferii w bezpieczny i atrakcyjny sposób, a przede wszystkim pogłębiło ich wiedzę o zachowaniu zapewniającym im bezpieczeństwo na drodze.
(286-17)
Komentuj →
9 lutego 2009 |
0
(286-7)
W sali generalskiej KGP odbyło się spotkanie inauguracyjne partnerów kalendarza działań profilaktyczno – prewencyjnych na 2009 r. na rzecz poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Spotkaniu przewodniczył I zastępca komendanta głównego Policji nadinsp. Arkadiusz Pawełczyk oraz dyrektor Biura Ruchu Drogowego KGP insp. Jacek Zalewski. Podczas spotkania omówione zostały zasady współpracy i formy realizacji założeń kalendarza działań profilaktyczno – prewencyjnych w ruchu drogowym na 2009 r. Na spotkaniu obecni byli m.in. przedstawiciele różnych środowisk reprezentujących organy administracji rządowej, samorządowej, fundacji, firm komercyjnych. Uczestnicy zadeklarowali chęć współpracy przy realizacji przedsięwzięć mających na celu poprawę bezpieczeństwa ruchu na polskich drogach. Była to wspaniała okazja do wymiany poglądów, doświadczeń i uwag oraz stworzenia platformy ponad podziałami na rzecz poprawy bezpieczeństwa.
Komentuj →
9 lutego 2009 |
0
Krakowska “Gazeta Wyborcza” donosi: Motorniczy w tramwajach będą robić... EKG pasażerom, którzy zasłabli podczas jazdy. Taki pomysł na zwiększenie bezpieczeństwa medycznego Krakowa zaproponował dr Jan Starzyk, były radny. Aparaty EKG miałyby być - na początek - zainstalowane w dwóch bombardierach. Samo badanie mieliby wykonywać specjalnie przeszkoleni motorniczy. Z grubsza schemat działania miałby wyglądać tak: pasażer zasłabł, motorniczy zatrzymuje tramwaj, podbiega z aparatem, podłącza pacjenta do EKG i przesyła dane do Centrum Monitoringu Kardiologicznego, w którym pracuje dr Jan Starzyk. Na podstawie wyników badań lekarze z centrum podejmowaliby decyzje co do szybkości wysłania karetki do pacjenta. Z naszych informacji wynika, że nigdzie na świecie nie montuje się w tramwajach aparatów do EKG. Są defibrylatory, ale to z kolei urządzenia służące do reanimacji, a nie badania pacjentów. Skąd dr Starzyk wziął pomysł wyposażenia akurat bombardierów w EKG? - Są na statkach - oświadczył nam wczoraj. O tym, żeby instalowano je w tramwajach - przyznaje - też nie słyszał. Ale uzasadnienie potrafi przedstawić: w masowych skupiskach ludzi dochodzi do wypadków, a ludzi ratować trzeba. Pieniądze na zakup sprzętu miałyby pochodzić z budżetu Krakowa. Jak nas poinformował Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy MPK, radni zaproponowali, że dadzą pieniądze na doposażenie tramwajów i autokarów m.in. w apteczki. A wtedy doktor Starzyk wyszedł z pomysłem, żeby dokupić też aparaty EKG. Według Gancarczyka doktor zapewniał, że jedno urządzenie miało kosztować kilkaset złotych. Entuzjastycznie do pomysłu ustosunkowany jest prezes MPK Julian Pilszczek. "Wcześniej konieczne będzie przeszkolenie kilku motorniczych, którzy obsługiwaliby te urządzenia. EKG to nie są badania inwazyjne, sądzę, że nie będzie obaw, że sobie nie poradzą" - zwierzył się "Dziennikowi Polskiemu". Nam wczoraj nie udało się z nim skontaktować, ale zapał prezesa podziela nawet jego sekretarka. Gdy zapytaliśmy ją, czy chciałaby być badana przez motorniczego, odpowiedziała: - Gdyby zależało od tego moje życie, nie miałoby to żadnego znaczenia. Właśnie - czy życie zależy od badania EKG? - Instalowanie defibrylatorów ma sens, EKG - żadnego. Zapis z takiego EKG nie może stanowić podstawy rozpoznania medycznego. Tego typu działania w żaden sposób nie skrócą czasu pomiędzy wystąpieniem zdarzenia a interwencją karetki - uważa prof. Jacek Dubiel, konsultant ds. kardiologii w Małopolsce. - Ja bym się nie podjął wyrokowania o stanie chorego na podstawie badania wykonanego przez motorniczego, choćby najbardziej inteligentnego. - EKG w tramwaju? To jakiś pomylony pomysł. Nabijanie się z ludzi i lokalna polityczna zadyma - kwituje krótko prof. Juliusz Jakubaszko, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej. Oprócz sensu instalowania EKG w tramwajach jest jeszcze sprawa kosztu zakupu urządzeń. Najtańsze, jakie nam udało się znaleźć, było wycenione na 2400 zł - w promocji. Żaden z radnych miejskich zasiadających w komisji zdrowia nie zdecydował się wczoraj w rozmowie z nami na oficjalne poparcie tej inicjatywy. - Jestem za wszystkimi inicjatywami, które pomagają ratować życie - oświadczyła jedynie Marta Suter, szefowa komisji zdrowia.
Komentuj →
9 lutego 2009 |
0
TVP Opole informowało: Starostwo Nyskie likwiduje 4 zamiejscowe wydziały komunikacji w powiecie. Mieszkańcy powiatu są oburzeni, bo aby zarejestrować samochód, będą musieli jechać do Nysy. Najbardziej narzekają jednak władze gmin, bo same zainwestowały w działanie wydziałów niemałe pieniądze. Starosta tłumaczy - w całej Polsce samorządy likwidują te komórki. Powód - oczywiście pieniądze. Dla starosty powiatu nyskiego zlikwidowanie wydziału komunikacji z Głuchołaz to oszczędność 200 tysięcy złotych, bo tyle kosztowałby powiat remont starych pomieszczeń. 3 inne placówki zamiejscowe: w Paczkowie, Otmuchowie i Korfantowie, to jedne z niewielu pozostałych w kraju. Jednak każdy medal ma dwie strony. Władze Otmuchowa uważają, że utrzymanie zamiejscowego oddziału kosztuje powiat symboliczną złotówkę. A droga do Nysy i z powrotem to dla mieszkańca Otmuchowa czy Głuchołaz wydatek 11-14 złotych. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy tych miast nie są zachwyceni sytuacją. Mieszkańcy Paczkowa już zbierają podpisy przeciwko likwidacji wydziału. Jednak decyzję o tym musiałaby podjąć rada powiatu. A na to się nie zanosi, bo przeciwko likwidacji wydziałów głosował zaledwie co czwarty radny.
Komentuj →