12 kwietnia 2009 |
0
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad:
Informacje o bieżących utrudnieniach na polskich drogach są w zasięgu ręki każdego kierowcy. Serwis opracowany we współpracy z Targeo.pl jest już dostępny na stronach internetowych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Dane o bieżących utrudnieniach są wprowadzane przy pomocy telefonów komórkowych przez drogomistrzów - pracowników terenowych GDDKiA odpowiedzialnych za poszczególne odcinki dróg krajowych i autostrad. Zaledwie kilka kliknięć drogomistrza wystarczy, by aktualne dane o utrudnieniu na drodze trafiły do serwisów internetowych dostępnych dla wszystkich kierowców. Wszystko to dzięki mobilnemu systemowi do zbierania danych opracowanemu w oparciu o Targeo.mobi przez firmę Indigo. Aplikacja działająca na standardowych telefonach komórkowych wyposażonych w GPS umożliwia szybkie wprowadzanie i aktualizację informacji o utrudnieniach takich jak czasowe roboty drogowe, wypadek, korek czy utrudnienia zimowe. W system wyposażono już 160 drogomistrzów GDDKiA, którzy na bieżąco śledzą sytuację na podlegającym im odcinkach dróg i aktualizują informacje o szacunkowych opóźnieniach. Projekt przewiduje rozszerzenie tej grupy w ciągu dwóch lat do 500 pracowników mobilnych, co przełoży się na jeszcze dokładniejsze dane dla kierowców. Rozszerzenie serwisu dla kierowców o mapę bieżących utrudnień na drogach to odpowiedź GDDKiA na potrzeby kierowców i jednocześnie wykorzystanie nowoczesnych narzędzi w zarządzaniu ruchem. Dzięki serwisowi kierowcy będą mieli dostęp do aktualnych informacji o opóźnieniach na trasie spowodowanych przez korek, wypadek czy roboty drogowe, a tym samym możliwość wybrania przejezdnej trasy – mówi Mirosław Maksimiuk, Zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad.
Informacje od drogomistrzów są przesyłane w czasie rzeczywistym przez GPRS, dzięki czemu natychmiast pojawiają się w serwisie dla kierowców GDDKiA - www.gddkia.gov.pl - na mapie planowania podróży, a także na mapie Targeo.pl. Dostarczanie najdokładniejszych map umożliwiających planowanie podróży było od początku priorytetem w projektach Targeo.pl i AutoMapa. Dzięki współpracy z GDDKiA i wykorzystaniu rozwiązań mobilnych bazujących na Targeo.mobi, dodajemy do map nowy wymiar, którym są aktualizowane na bieżąco informacje o utrudnieniach i opóźnieniach na trasie – dodaje Rafał Mikołajczak, Prezes Zarządu Indigo Sp. z o.o., operatora serwisu Targeo.pl Wspólny projekt Targeo.pl i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad jest elementem programu EuroTraffic obejmującego wykorzystanie najnowszych technologii w celu usprawnienia ruchu drogowego i zapewnienia bieżącej informacji dla kierowców podczas Euro 2012.
Komentuj →
10 kwietnia 2009 |
0
(293-12jm)
Jeszcze przed wakacjami drogowcy rozpoczną porządkowanie dróg krajowych - zapowiada “Rzeczpospolita”. Jest szansa, że usuną wiele “zapomnianych” znaków. Powyżej pokazujemy jeden z nich. Pozostaje zadać pytanie, czy ten tak ważny znak służy czemukolwiek? Porządkowanie nastąpi za sprawą raportu przygotowywanego przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Monitoring ponad 16 tys. dróg krajowych ruszył w styczniu, a raport ma być gotowy do połowy maja. Kilka dni później rozpoczną się zmiany znaków na wszystkich drogach krajowych. GDDKiA obiecuje, że upora się z tym do końca roku. Jest na to szansa, bo znakowa rewolucja nie wymaga zmiany prawa – komentuje gazeta. Choć niewykluczone, że wkrótce pojawią się też nowe znaki. – Nasze drogi są przeładowane znakami – twierdzi Andrzej Maciejewski z GDDKiA. Stąd pomysł na kontrolę i mały remont znakowy. Kiedy się skończy, trasy mają być czytelniejsze nie tylko dla kierowców. Raport będzie dotyczył m.in. nieuzasadnionych lub zbyt dużych ograniczeń prędkości na drogach krajowych całej Polski. – Zdarza się, że w trakcie remontu drogi czy tunelu stawiamy znak ograniczający prędkość. Wówczas jest to uzasadnione względami bezpieczeństwa. Bywa jednak, że kończy się remont, a znak zostaje – mówi Artur Mrugasiewicz z GDDKiA. Często sygnały na temat nieuzasadnionych ograniczeń zgłasza sama policja i kierowcy.
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
3
Redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS opublikowała w poprzednich numerach interesujące wypowiedzi odnoszące się do egzaminów na prawo jazdy. Temat “gorący”, albowiem ministerstwo kończy prace nad nowelą rozporządzenia o szkoleniu i egzaminowaniu. Środowiska szkoleniowców i egzaminatorów dyskutują, także na naszych łamach. Poniższa wypowiedź jest odniesieniem do wcześniejszych wypowiedzi, które odnajdziecie Państwo posługując się linkami umieszczonymi pod tekstem. Poniżej kolejna obszerna wypowiedź naszego Czytelnika.
Zapraszamy do lektury i czekamy na dalsze opinie: news@prawodrogowe.pl
Całkowicie się zgadzam z Panem, który się podpisał "lemur". Nie jest to wyjątkowa opinia, bo podobnie dzieje się także w WORD w Częstochowie, Katowicach, Gliwicach, Bytomiu - tam zdają nasi kursanci. Najistotniejsze jest nastawienie egzaminatorów na wynik, jaki ma być. Postawmy pytanie, co takiego negatywnego stało się w przygotowaniu kursantów, że po "ułatwieniach" na placu manewrowym (zlikwidowaniu szeregu manewrów i pozostawieniu "tylko" łuku i wzniesienia) nastąpił ostry spadek zdawalności z 70-80% do tych 25-30%. Jeśli podniesiono tak wysoko poprzeczkę na egzaminie, a nie zmieniono prawie nic w programach szkoleń, systemie szkolenia to mamy taki wynik. Wśród kursantów powstała psychoza, niewiara, że można zdać, bo i tak trzeba kilkakrotnie z a p ł a c i ć. Rozumiemy? "Zapłacić" za egzamin. Czyli nie decydują umiejętności, ale KASA. Efekt jest odwrotny do zamierzonego, o czym oficjalnie się mówi; zamiast poprawy wyszkolenia kursanci nastawiają się na zaliczanie kolejnych podejść. To "haracz", który trzeba zapłacić, "droga przez mękę" itp., jak to nazywają. Jest to "mielenie" w WORD tej samej masy w sposób ciągły. Jeśli w populacji młodych zdających jest reprezentacja całej młodzieży, a śmiem twierdzić, że jest, to mamy wg zdawalności większość "matołów", bo tylko 25-30% spełnia kryteria instrukcji egzaminowania i egzaminatorów. Wg krzywej Gaussa (tzw. rozkład normalny do badania m.in. zdolności w grupach) taki procent w grupie stanowią najlepsi, a pozostali są albo dobrzy, albo przeciętni. Niewielki procent stanowią mało zdolni. Wynikałoby z tego, że prowadzenie pojazdów jest sztuką dla super inteligentnych. Toż matury i studia, kursy wszelakie i specjalizacje kończy ten procent populacji dla normalnych i średnich (75-90% i wyżej). Wymienić trzeba wobec tego młodzież na zdolniejszą, instruktorów na "mniej leniwych"? Równie dobrze można krzyczeć, że trzeba wymienić młodzież i nauczycieli w szkołach, gdyby podniesiono wymagania na maturach. Ale wtedy leciałby na łeb minister, a nie młodzież. Panowie w Ministerstwie Infrastruktury, Dyrektorzy WORD, Policjanci, którzy tak narzekacie na brawurę, egzaminatorzy; niedawno WY byliście absolwentami szkółek nauki jazdy, więc negujecie własne umiejętności. Wszystko umieliście po maturze, po studiach, po kursie nauki jazdy? Czy mistrz KUBICA też był po podstawowym kursie od razu mistrzem kierownicy? Czy dopiero opanowywaliście te umiejętności w praktyce? To przeczy zasadzie, że "TRENING CZYNI MISTRZA" Znam paru egzaminatorów, którzy nim podjęli prace, już jako egzaminatorzy sami uczyli się wcześniej poruszać po trasach egzaminacyjnych, a potem byli o jedną przecznicę mądrzejsi od kursanta i z kretesem oblewali. Egzaminator jest w łańcuchu wychowania przyszłego kierowcy i jeśli on skrzywdzi kursanta, to ten będzie taki potem, też wyrachowany na drodze, agresywny, cwany... I większe piętno pozostawi po sobie niż instruktor. Piętno niesprawiedliwej oceny, arogancji, nerwowej atmosfery... wszystko przykryte "instrukcją egzaminowania", którą się zasłaniają. Paru ludzi w Ministerstwie ma ambicje poprawy bezpieczeństwa, to dobrze, ale każda zmiana musi być monitorowana, a złe efekty szybko korygowane. Ile trzeba czasu, aby wprowadzone błędy naprawić? Kilka lat? Dla przykładu. Czas trwania egzaminu 40 min. wprowadzony wbrew zasadom pedagogiki, psychologii... itd. - arbitralnie - nie ulega radykalnej zmianie. Teraz "może egzamin być zakończony po 25 min." To MOŻE będzie wyglądać nieciekawie. Jeśli tak szybko będą korygowane złe rozwiązania, to w efekcie rzeczywiście trzeba będzie wymienić społeczeństwo. Pozdrawiam: Józek
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
0
Młodzi rowerzyści nie mają łatwego życia. W wielu lubelskich szkołach brakuje miejsc, w których mogliby bezpiecznie zostawić na czas lekcji swoje dwa kółka. Zorganizowania takich miejsc domagają się samorządy uczniowskie oraz rodzice. Efekt? W najlepszym wypadku dyrektorzy rozkładają ręce, w najgorszym - uczniów z rowerem wypraszają ze szkoły – informuje “Kurier Lubelski”. Brak miejsc dla rowerów to problem nie tylko szkół, ale i wielu instytucji i urzędów w Lublinie. - W ubiegłym roku zajmowaliśmy się sprawą stojaków - przypomniał Marcin Skrzypek z Porozumienia Rowerowego. - Wykonaliśmy ekspertyzę i przeprowadziliśmy konsultacje gdzie stojaki są potrzebne. Sprawa jednak utknęła w Urzędzie Miasta. I zaraz dodał: - Takie urządzenia powinny pojawić się w Lublinie. Dodatkowo, gdyby były to stojaki w kształcie odwróconej litery "u", rowery byłyby bezpieczne. Pozwalają przypiąć nie tylko koło roweru, ale też ramę. Ciekawe jak ten problem jest rozwiązywany w innych szkołach. A może podzielicie się Państwo swoimi doświadczeniami?
Komentuj →
13 kwietnia 2009 |
0
Łobez: Polica dwa razy zatrzymała pijanego rowerzystę - Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Łobzie zatrzymali dwa razy w ciągu jednego wieczoru tego samego rowerzystę kierującego w stanie nietrzeźwości. Najpierw został zwolniony do domu, a potem ponownie wpadł w ręce policji. W sobotę około godz. 22.20 w Łobzie przy ul. Armii Krajowej policjanci zatrzymali do kontroli kierującego rowerem Dariusza N. W trakcie przeprowadzonego badania okazało się, że mężczyzna ma około 1,5 promila alkoholu w organizmie. Po wykonaniu niezbędnych czynności mężczyzna został zwolniony do domu. Dokładnie po 2 godzinach ten sam mężczyzna został ponownie zauważony przez policjantów, gdy jechał rowerem w tym samym miejscu. Od poprzedniej kontroli Dariusz N. nie zdołał wytrzeźwieć i po raz drugi popełnił przestępstwo jadąc jednośladem. Teraz sprawca odpowie przed sądem, mężczyźnie za kierowanie rowerem w stanie nietrzeźwości grozi do 2 lat pozbawienia wolności.
Pijany kierowca bmw zabił pieszego -W Michałowie (gmina Koniecpol) bmw potrąciło prawidłowo idącego poboczem 34-letniego mężczyznę. Do wypadku doszło 1 kwietnia około godz. 20. W bmw było trzech mężczyzn, każdy miał po ok. 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Zostali zatrzymani. - Następnego dnia rano jeszcze trzeźwieli, dlatego nie można ich było przesłuchać - wyjaśnia nadkom. Joanna Lazar, rzeczniczka częstochowskiej policji. - Musimy jednoznacznie ustalić, kto siedział za kierownicą. Według wstępnych ustaleń był to właściciel samochodu 25-letni mieszkaniec powiatu częstochowskiego. Policja będzie wnioskować o areszt. Sprawca może zostać skazany na 12 lat więzienia.
Dawał policjantom 10 tys. łapówki. Nie wzięli - W nocy z soboty na niedzielę policjanci z gorzowskiej drogówki zatrzymali na ul. Walczaka VW golfa. Badanie alkomatem wykazało, że 26-letni kierowca Piotr J. prowadził samochód mając w organizmie 2 prom. alkoholu. Gdy okazało się, że kierowca miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, do policjantów podszedł pasażer volkswagena i zaproponował 3,5 tys. zł za zwolnienie kolegi. Policjanci nie dali się przekupić, mimo że pasażer podbił stawkę do 10 tys. zł. Obydwaj mężczyźni zostali zatrzymani. Piotr J. odpowie za kierowanie samochodem będąc w stanie nietrzeźwym i naruszenie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Jego znajomemu, 31-letniemu Tomaszowi D. grozi do 8 lat więzienia za usiłowanie przekazania łapówki.
Pijany "kapturek" pod szkołą - Był zatrudniony, aby bezpiecznie przeprowadzać dzieci przez jezdnię. Miał 1,5 promila alkoholu we krwi. 52-letni mieszkaniec Zduńskiej Woli pracował jako "kapturek", czyli osoba pomagająca uczniom podstawówki przejść przez ulicę. Jednak dyrektorka szkoły zauważyła, że mężczyzna dziwnie się zachowuje. Zaczęła podejrzewać, że "kapturek" jest nietrzeźwy. O swoich obawach poinformowała policję. - Skierowaliśmy pod szkołę patrol. Policjanci zastali tam mężczyznę ubranego w prawidłowy żółto-pomarańczowy strój. Jednak badanie alkomatem wykazało, że ma ponad 1,5 promila alkoholu we krwi - mówi podinspektor Zbigniew Polek z policji w Zduńskiej Woli. Pijany "kapturek" trafił do policyjnego aresztu. Odpowie za pełnienie po alkoholu czynności związanych z bezpieczeństwem ruchu. Grozi mu nawet do pięciu lat więzienia.
Komentuj →
12 kwietnia 2009 |
0
(293-13jm)
Jesienią warto zakładać opony zimowe, wiosną należy wrócić do letnich. Nie będą tak szybko się zużywać i zapewnią lepszą przyczepność przy wyższych temperaturach – przypominamy za “Gazetą Wyborczą”. Do sezonowej wymiany opon nie wszyscy są przekonani. Wystarczy jednak krótka przejażdżka na zimówkach po ośnieżonej drodze, by poczuć różnicę. Ogumienie zimowe traci rację bytu wiosną, gdy na drodze zaczyna królować czarny, suchy asfalt. Liczy się też temperatura. Nawet gdy nie ma śniegu, ale jest mróz, opony letnie mogą nas nieprzyjemnie zaskoczyć. Za umowną granicę wymiany jednych na drugie przyjmuje się 7 st. Celsjusza, zakładając, że taka temperatura (lub wyższa) będzie utrzymywać się przez dłuższy czas.
Komentuj →
12 kwietnia 2009 |
0
“Gazeta Pomorska” informuje ku przestrodze: Po wprowadzeniu obowiązku złomowania pojazdów, właściciele wiekowych aut, którzy nie chcąc płacić OC od niechcianych pojazdów, by je wycofać z eksploatacji, muszą spełnić kilka warunków. Na pomysł jak "ulżyć" potrzebującym wpadł 20-latek, który postanowił dorobić. Klientów mu nie brakowało, bowiem właściciele wiekowych pojazdów, szybko dowiedzieli się o przedsiębiorczym mieszkańcu gminy Radziejów, który w zamian za przekazanie mu "gruchota" dawał im poczucie ulgi i spokoju, czyli dokument umowy kupna sprzedaży pojazdu. Tyle, że nie na swoje dane, a innego mieszkańca naszego powiatu, który nic nie wiedział o procederze zaradnego młodzieńca spod Radziejowa. Właściciele, mieszkańcy naszego regionu zgłaszali sprzedaż samochodu i mieli kłopot z głowy. Zaś osoba, która rzekomo kupiła w ostatnim czasie kilkadziesiąt sztuk zdezelowanego złomu na czterech kołach dostawała na adres domowy korespondencję z żądaniem towarzystw komunikacyjnych, kontynuowania opłacania składek OC od kupionych kolejnych aut. Sprawą, rzekomy nabywca, zainteresował radziejowskich kryminalnych, którzy, znając już personalia podszywającego się pod jego dane mężczyzny, w trakcie przeszukania odkryli dowody popełnionych przestępstw. W ręce śledczych wpadło kilkadziesiąt dowodów rejestracyjnych zakupionych aut, komplety tablic rejestracyjnych, karty pojazdu, które będą dowodami w sprawie karnej przeciwko niemu. Za ten czyn, 20-latkowi, grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Dalsze czynności w tej sprawie prowadzą radziejowscy kryminalni.
Komentuj →
11 kwietnia 2009 |
0
Motocyklista uderzył w uczestników Drogi Krzyżowej. Wypadek miał miejsce w Latowiczu koło Mińska Mazowieckiego. Jedna osoba nie żyje - informuje Polsat News. - Grupa operacyjna rozpoczęła pracę na miejscu wypadku. Rannych jest sześć osób, w tym motocyklista i jego pasażer. Ofiarą śmiertelną jest starszy mężczyzna. Czynności są w toku. Droga jest przejezdna - mówił na antenie Polsat News Daniel Niezdropa, rzecznik policji z Mińska Mazowieckiego.
Komentuj →
11 kwietnia 2009 |
1
W minionych dniach za dziennikiem “Polska” publikowaliśmy informację o projektowanych uregulowaniach prawnych dotyczących pościgów policyjnych: “Koniec nadziei policjantów na to, że - nie narażając się na sprawy sądowe i kary - będą mogli ścigać piratów drogowych nieoznakowanymi radiowozami – informuje dziennik “Polska”. Urzędnicy z resortu spraw wewnętrznych i administracji postanowili, że nie dadzą policjantom przywileju, by ci mogli łamać przepisy drogowe podczas pościgów. Odrzucili propozycje nowelizacji ustawy o policji, o którą zabiegała drogówka (...)”. Opublikowaliśmy też Państwa wypowiedzi, dzisiaj przywołujemy artykuł opublikowany w “Dzienniku Łódzkim”.
Czekamy na dalsze opinie:
“Ściga, a sam jak pirat?” - Nieoznakowane radiowozy, które ścigają piratów drogowych, łamią przepisy ruchu drogowego? Jeśli tak, to policjanci z Piotrkowa i Bełchatowa, którzy takie radiowozy mają, mają też problem. Tym bardziej że niedawno zapadł precedensowy wyrok, w którym sąd bydgoski skazał policjanta za łamanie przepisów drogowych w trakcie pościgu nieoznakowanym radiowozem. Stanisław Witaszczyk, poseł z Radomska, jest zdania, że skoro nie wymienia się ich w ustawie o policji ani w ustawie Prawo ruchu drogowego jako pojazdów, które w określonych okolicznościach stają się uprzywilejowanymi i nie muszą stosować się do ograniczeń prędkości i innych przepisów, to policjanci z drogówki jeżdżący nieoznakowanymi radiowozami prawo łamią. Witaszczyk złożył w tej sprawie interpelację do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Odpowiedź powinna nadejść po świętach. Witaszczyk wskazuje, że resort odrzucił propozycję nowelizacji ustawy o policji, o którą zabiegała drogówka, wskazując na konieczność doprecyzowania zasad funkcjonowania nieoznakowanych radiowozów. - Podczas różnego rodzaju spotkań zdarza się, że policjanci wyrażają swoje niezadowolenie z tego powodu - mówi poseł. - Traktując obowiązujące prawo wprost należy stwierdzić, że nieoznakowane radiowozy powinny stosować się, tak jak wszystkie inne pojazdy, do wszystkich przepisów ruchu drogowego. Jak więc ścigać piratów drogowych? Witaszczyk zauważa, że pozostawienie sprawy samej sobie może doprowadzić nawet do sytuacji, w której pirat drogowy zakwestionuje mandat, uzasadniając, że dowody zdobyte przeciw niemu są nieważne, bo ścigający go nie działali w granicach prawa. Cezary Popławski, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, cieszy się, że poseł dostrzegł problem. - Obowiązujące przepisy nie zawierają okoliczności wyłączającej każdorazowo odpowiedzialności policjanta za naruszenie prawa w związku z wykonywaniem czynności i warto byłoby uwzględnić to w przypadku ścigania piratów drogowych nieoznakowanymi radiowozami - podkreśla. - Ale... "nie czyni bezprawia, kto czyni swoją powinność". Popławski zaznacza, że wobec policjanta, który nie ruszyłyby za piratem drogowym, można by wyciągnąć konsekwencje za zaniechanie czynności służbowych. Podobnego zdania jest Artur Szczegielniak, naczelnik sekcji ruchu drogowego z Piotrkowa. - Przepisy można różnie interpretować, ale nie zgodzę się, by w ten sposób uznawać, że policjant wykonujący czynności służbowe, łamie prawo. Policjantom z bełchatowskiej drogówki, którzy mają już nieoznakowaną skodę i czekają na wideorejestrator, ulżyłoby mimo wszystko, gdyby w ustawie znalazły się odpowiednie zapisy. - Ten radiowóz będzie pracował w służbie bezpieczeństwa i dla komfortu policjantów warto, by ta praca nie budziła proceduralnych wątpliwości - dodaje Sławomir Szymański, rzecznik policji w Bełchatowie.
Komentuj →
11 kwietnia 2009 |
0
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zamierza ogłosić konkurs na najpiękniejszy przystanek w Małopolsce. Proponowana pula nagród to aż milion złotych! Na wygląd wielu przystanków pasażerowie mają prawo narzekać - patrz zdjęcie. Często są brudne, zdewastowane, niechlujnie urządzone. Ale to ma się wkrótce zmienić. - Chcielibyśmy poprawić estetykę przystanków w całym regionie. Dlatego pomyśleliśmy o konkursie na najładniejszy przystanek z naprawdę dużą pulą nagród. Chcemy, by ludziom chciało się zadbać o estetykę tych miejsc - mówi Wiesław Bury, wiceprezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. Proponowana pula nagród ma wynosić aż milion złotych! – poinformowała krakowska “Gazeta Wyborcza”.
(293-9 jm)
^ Czy ten przystanek weźmie udział w konkursie. Nie, to przystanek w centrum Warszawy, ale czy tylko dlatego?
(293-11jm)
^ A ten? Ten, też nie, bo...
Komentuj →
10 kwietnia 2009 |
0
(293-4)
Regułą stało się już, że w okresie przedświątecznym o bezpieczeństwo na szczecińskich ulicach dbają między innymi polsko – niemieckie patrole. Do szczecińskich policjantów dołączyli koledzy z Pasewalku. Taka współpraca Policji obu państw sprawdza się z uwagi na dużą ilość obywateli Niemiec odwiedzających Szczecin w związku ze świątecznymi zakupami bądź z odwiedzinami bliskich.
Komentuj →
10 kwietnia 2009 |
0
(293-3)
Rewolucja na przejściach dla pieszych – donosi wrocławska “Gazeta Wyborcza”. Zielone światło ma się dla nich palić dłużej. Po artykule w dzienniku urzędnicy - na polecenie prezydenta Rafała Dutkiewicza - kontrolują skrzyżowania w mieście. Chodzi o miejsca, w których zbyt krótko piesi mieli dotychczas zielone światło. Część przejść już poprawiono - wyjaśnia Wojciech Gryczyński z Wydziału Inżynierii Miejskiej we Wrocławiu. Mamy już także plan kolejnych korekt sygnalizacji i - co istotne - są to całe skrzyżowania i fragmenty ulic, a nie tylko pojedyncze światła - zapowiada Gryczyński. Miasto uznało, że problem przejść dla pieszych jest tak ważny, że po sygnale od mieszkańca w ciągu 3-4 dni pracownicy Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta dotrą na miejsce, skontrolują przejście, zmierzą czas zielonego światła i zgłoszą sprawę do korekty. Eksperci wskazywali, że ustawa stanowi jasno: wchodząc na jezdnię zaraz po tym, jak zapali się światło zielone, powinniśmy zdążyć pokonać przejście, zanim światło zacznie migać.
Jan Jakiel, prezes warszawskiego stowarzyszenia inżynierów ruchu i drogownictwa SISKOM, który badał wrocławskie przejścia na prośbę Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia, był oburzony traktowaniem pieszych w stolicy Dolnego Śląska. Mówił, że nigdy z czymś takim się nie spotkał. - Takie błędy w sygnalizacji świadczą o poziomie urzędników za nią odpowiadających i osób, które ich nadzorują - grzmiał na łamach “Gazety”. Tekst opublikowany w dzienniku wywołał lawinę sygnałów od Czytelników. - Ostatnie zmiany to bardzo pozytywny sygnał, że w końcu ktoś przyznał się do błędu i poprawia to, co zostało zepsute - uważa dr inż. Bogusław Molecki z Politechniki Wrocławskiej, specjalista inżynierii ruchu, zajmujący się m.in. sygnalizacją świetlną. - Teraz dobrze byłoby wprowadzić w końcu realny priorytet dla komunikacji zbiorowej. Przecież jest on zapisany w uchwale Rady Miejskiej Wrocławia - podkreśla Molecki.
Komentuj →
9 kwietnia 2009 |
0
W budynku komendy przy ulicy Królewieckiej 106 odbyła się konferencja dla przedstawicieli elbląskich mediów podsumowująca stan bezpieczeństwa w ruchu drogowym w I kwartale roku. Konferencję prowadził kom. Robert Mikusik Naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Elblągu. Jak podkreślał, liczba wszystkich zdarzeń drogowych zmalała w porównaniu z tym samym okresem 2008 roku. Przez pierwsze 3 miesiące br. na terenie naszego miasta i powiatu doszło do 43 wypadków drogowych, w tym 5 śmiertelnych z 6 ofiarami. Rannych zostało 61 osób. W tym samym okresie 2008 roku były 52 wypadki, w tym 7 śmiertelnych. Zginęło w nich 8 osób. W wypadkach ranne zostały 73 osoby. Policjanci zanotowali w br. 469 kolizji drogowych. Natomiast w ubiegłym roku od stycznia do końca marca było ich 497. Do wypadków i kolizji dochodziło najczęściej z winy samych kierujących. Wypadki powodowane były przede wszystkim przez nadmierną prędkość kierowców niedostosowaną do warunków drogowych. W przypadku kolizji drogowych główną przyczyną było nieudzielanie pierwszeństwa przejazdu. Od początku roku piesi spowodowali 7 wypadków, których główną przyczyną było nieostrożne wejście na jezdnię. Policjanci ruchu drogowego i prewencji zatrzymali w I kwartale br. 64 nietrzeźwych kierowców i przebadali około 1 200 kierujących na zawartość alkoholu w organizmie. W porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku kontrole te funkcjonariusze zwiększyli dwukrotnie, co znacznie wpływa na ograniczenie zdarzeń drogowych. W I kwartale 2008 roku było ich 660. Zatrzymanych zostało 60 pijanych kierujących. Od stycznia do końca marca br. elbląscy policjanci wystawili 3 900 mandatów karnych w szczególności za przekroczenie dozwolonej prędkości oraz za brak zapiętych pasów bezpieczeństwa i brak fotelików dla dzieci. W I kwartale ubiegłego roku takich mandatów wystawionych zostało 3 090. Fotoradary, wystawiane w oparciu o analizę stanu bezpieczeństwa na terenie miasta i natężenie ruchu, zarejestrowały 450 wykroczeń związanych z przekroczeniem prędkości jazdy. Naczelnik Mikusik podczas konferencji poruszył także problem parkowania pojazdów na Starym Mieście i podkreślał, że zastawianie dróg wjazdowych stanowi ogromny problem dla służb ratunkowych, które często nie mogą dojechać do miejsca zdarzenia, a tym samym nieść natychmiastowej pomocy. Kolejną poruszaną kwestią był rozpoczynający się sezon motocyklowy. Szef elbląskiej drogówki zaapelował, aby motocykliści ostrożnie prowadzili swoje pojazdy i przypomnieli sobie obowiązujące przepisy prawa o ruchu drogowym. W dniach 10-13 kwietnia trwać będzie akcja ?Bezpieczny Weekend Kwiecień 2009?. Codziennie nad bezpieczeństwem podróżujących czuwać będą elbląscy i pasłęccy policjanci wspomagani przez funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej i Straży Granicznej. Policjanci podczas wzmożonych kontroli będą m.in. zwracać szczególną uwagę na kierowców przekraczających dozwoloną prędkość, badać stan trzeźwości kierujących oraz sprawdzać sposób przewożenia dzieci w pojazdach. Funkcjonariusze zapowiadają surowe mandaty dla osób lekceważących bezpieczeństwo. Kontrole prowadzone będą na terenie miasta i na trasach krajowych w okolicach Elbląga. Pamiętajmy, że najczęstszą przyczyną wypadków drogowych jest nadmierna prędkość, ludzka brawura, jazda po alkoholu. Policjanci zapowiadają konsekwentną walkę z piratami drogowymi i przestrzegają, że warto ściągnąć nogę z gazu, aby bezpiecznie dotrzeć do celu. Apel elbląskich policjantów! Święta Wielkanocne sprzyjają wyjazdom. Przed podróżą warto zapoznać się z obowiązującymi przepisami Prawa o ruchu drogowym i bezwzględnie się do nich stosować. Sprawdźcie Państwo stan techniczny pojazdu, a także czy posiadacie przy sobie obowiązujące przepisami prawa dokumenty.
Pamiętajmy!!!
udając się w podróż samochodem - nie spieszmy się,
aby bezpiecznie dotrzeć do miejsca docelowego podróży - wyjedźmy wcześniej,
nie prowadźmy znużeni - przed podróżą należy odpocząć,
róbmy przerwy w podróży, aby odpocząć,
dostosujmy prędkość jazdy do warunków drogowych,
nigdy nie pijmy alkoholu, jeśli zamierzamy kierować samochodem.
Komentuj →
9 kwietnia 2009 |
0
Zainspirowany artykułem “Gazety Wyborczej” pt.: “Autobusy z bagażnikami - rower na doczepkę”, pomyślałem, że podzielę się z Państwem następującą obserwacją – pisze czytelnik dziennika. Od kilku miesięcy mieszkam i studiuję w Austin, w stanie Teksas, gdzie na uczelnię (University of Texas) codziennie dojeżdżam (bezpłatnymi dla studentów) autobusami. Zaskoczyło mnie, że wszystkie - zarówno "uniwersyteckie", jak i zwykłe "miejskie" autobusy wyposażone są w bagażnik na rowery (zamontowany z przodu, a nie jak w Krakowie - z tyłu) i że pasażerowie mogą bezpłatnie przewozić rowery na dowolnej trasie (tzn. zakładać i ściągać można je na każdym przystanku). System ten o dziwo działa nadzwyczaj sprawnie - nigdy nie widziałem, żeby czynność zakładania/ściągania roweru zajął komuś więcej niż 20-30 sekund i nie powoduje to żadnego znaczącego opóźniania na trasie. W tym kontekście nie do końca rozumiem, czemu w Krakowie ściągać i zakładać rower można tylko na początkowych i końcowych przystankach. Domyślam się, że ktoś kiedyś założył, że inny system nie sprawdziłby się i tak postanowiono. Wydaje mi się, że warto byłoby to zmienić. Tym bardziej, że w Krakowie taki system okazałby się pewnie wyjątkowo przydatny - wielu mieszkańców bardziej odległych okolic (np. Swoszowice) na pewno zamiast jechać ruchliwymi ulicami, skorzystałoby z możliwości przewiezienia roweru do centrum, po którym mogą już łatwiej poruszać się na dwóch kołach...
Komentuj →
9 kwietnia 2009 |
0
Wobec auta maszerująca przez drogę ropucha jest kompletnie bezradna. Wiem, że nie zawsze da się uniknąć rozklepania głuchej na wszystko ropuchy. Widywałem jednak auta celowo manewrujące tak, by trafić jak największą ich liczbę. "Koniec żartów, zaczynają się schody" - mawiał gen. Wieniawa-Długoszowski, opuszczając świtem lokal. Dla ropuch takie schody zaczynają się każdej wiosny. Z ropuchami, kumakami, grzebiuszkami, żabami, traszkami jest tak, że zimą hibernują, czyli śpią. Poutykane w norach, w jamach, rozmaitych zakamarkach, zakopane w ziemi - śpią. Nie wszystkie obudzą się wiosną - straty mogą sięgać dziesiątek procent, szczególnie wśród najmłodszych pokoleń. Ledwie jednak słońce ogrzeje ziemię, te, które przetrwały, wyłażą z zimowych schronisk i ruszają do wody. Tu bowiem samice złożą skrzek, odbywszy uprzednio zbliżenie cielesne z samcem. Maszerują wiec niepowstrzymanie do wody - niektórym gatunkom wystarczy błotniste bajoro, rów melioracyjny czy nawet głęboka, wypełniona wodą koleina, inne muszą mieć staw czy jezioro. Tak czy inaczej jednak woda jest niezbędna. I wówczas kończą się żarty, a zaczynają się schody. Bo po drodze do wody są drogi, a na drogach samochody. A na drodze samochód. Giną więc ropuchy masowo. Nie zawsze da się uniknąć rozklepania głuchej na wszystko ropuchy maszerującej środkiem drogi. Nie rozjeżdżajcie żab! – apeluje Krzysztof Duniec – “Gazeta Wyborcza Opole”.
Komentuj →
9 kwietnia 2009 |
0
Najwyższa Izba Kontroli ujawniła, że aż 185 tys. właścicieli samochodów w Polsce może mieć kłopot, bo wykonało przegląd w działających nielegalnie stacjach diagnostycznych. Na czym polega nielegalność? Właściciele stacji przez wiele miesięcy nie odnawiają pozwolenia Transportowego Dozoru Technicznego. Urząd ten sprawdza, czy stacja kontroli ma właściwe wyposażenie, warunki i pracowników do wykonywania badań. Jeśli nie, diagnosta nie powinien dopuszczać samochodów do ruchu. Tyle, że - jak twierdzi NIK - starostwa nadzorujące stacje przymykały na to oko. W powiecie poznańskim jest 40 stacji diagnostycznych. Zezwoleń nie miały cztery. NIK ustaliła, że w latach 2006-2007 (ten okres obejmowała kontrola) stacje te zdiagnozowały ponad 11 tys. samochodów. Ale gdy kontrola się rozpoczęła, zwróciły się o nowe zezwolenia i je otrzymały. Jednak w czwartek policja ostrzegała, że jeśli podczas kontroli drogowej policjant sprawdzi, że badania dokonała nieupoważniona stacja, czasowo zatrzyma dowód rejestracyjny. Czy to samo grozi 11 tys. kierowców z Poznania i powiatu? Teoretycznie - tak. A w praktyce? - Mamy listę stacji, które obecnie działają legalnie. Jeśli chodzi o przeszłość, to powinniśmy otrzymać informację od NIK. Na razie jej nie mamy, więc trudno powiedzieć, których kierowców mielibyśmy karać - mówi naczelnik poznańskiej drogówki Józef Klimczewski. Grzegorz Malesiński, wicedyrektor poznańskiej delegatury NIK, odpowiada, że izba nie planuje przekazać policji informacji, które stacje i w którym okresie działały nielegalnie. - Bo nasza kontrola dotyczy lat 2006-2007, a większość badań robi się jednak na rok. A to oznacza, że kierowcy zrobili już kolejne badania i dzisiaj nie łamią prawa - mówi Malesiński.
Adam Jasiński, komisarz Komendy Głównej Policji, przyznaje, że w przypadku, gdy funkcjonariusze podczas kontroli stwierdzą, że badanie techniczne pojazdu zostało przeprowadzone przez stację, która nie ma do tego uprawnień, wówczas zostaje zatrzymany dowód rejestracyjny. - W takim przypadku wydawane jest pokwitowanie kierowcy, które umożliwia mu dalszą jazdę samochodem. Jednak w ciągu siedmiu dni musi on sprawę wyjaśnić, aby odzyskać dokument i móc korzystać z pojazdu - tłumaczy Adma Jasiński. Kierowca musi zatem udać się do stacji, która ma odpowiednie uprawnienia, i ponownie przeprowadzić badanie techniczne pojazdu. Dla przykładu: Poznańska policja nie będzie ścigać kierowców, którzy zrobili przegląd samochodu w nielegalnie działających stacjach diagnostycznych - poinformowala “Gazeta Wyborcza Poznań”.
0 Policja może zatrzymać dowód rejestracyjny auta, jeżeli stwierdzi, że badanie techniczne pojazdu zostało przeprowadzone przez stację kontroli, która nie miała odpowiednich uprawnień - stanowi art. 132 ust. 5 ustawy - Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2005 r. nr 108, poz. 908 z późn. zm.).
0 3,5tys. stacji kontroli pojazdów w Polsce przeprowadza badania techniczne
10 tys. osób wykonuje zawód diagnosty
Komentuj →
8 kwietnia 2009 |
0
Dwie osoby, 48-letni mężczyzna i 18-letnia dziewczyna, trafiły do szpitala po tym, jak ich auto wjechało na stalową linę przeciągniętą przez drogę. Linę pozostawili na jezdni pijani robotnicy. Do wypadku doszło na drodze z Pieniężna do Łajs (Warmińsko-mazurskie). Auto, które wjechało na naprężoną linę zostało zepchnięte na drzewo i rozbiło się. Izabela Niedźwiedzka z biura prasowego policji w Olsztynie poinformowała, że życiu ofiar wypadku nie zagraża niebezpieczeństwo, ale zostały zatrzymane w szpitalu. - Policjanci zaś zatrzymali dwóch pracowników drogowych, którzy przy pomocy stalowej liny mieli wyciągać z rowu ścięte drzewo. Pracownik, który miał pilnować, by na naprężoną linę nikt nie wjechał, był pijany i nie wykonywał swoich obowiązków - powiedziała Niedźwiedzka. Zatrzymani robotnicy mieli od 1,3 do 2 promili alkoholu w organizmie. Policja zatrzymała do wyjaśnienia także nadzorującego pijanych robotników.
Komentuj →
8 kwietnia 2009 |
0
Tylko 7% małych pasażerów podróżuje w odpowiednio zabezpieczonych fotelikach samochodowych, a do aż 40% poważnych wypadków z udziałem dzieci dochodzi podczas podróży krótszych niż 3 kilometry! Przewożenie prawidłowo zabezpieczonych dzieci mogłoby zredukować ilość poważnych obrażeń w trakcie wypadków aż o 88% w przypadku dzieci poniżej dziewiątego miesiąca i o 71% w przypadku małych pasażerów w wieku od 9 miesięcy do 4 lat.* Zdarza się, że podczas krótkich podróży dzieci przewożone są bez żadnych zabezpieczeń. Rodzice, zabierając dzieci, np. do osiedlowego sklepu po zakupy, rzadko wkładają je do fotelików myśląc, że w trakcie kilkuminutowej jazdy nic złego się nie wydarzy – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. Zagwarantowanie najmłodszym podróży w bezpiecznych warunkach to obowiązek, bez względu na długość planowanej trasy – dodaje. Dzieci są szczególnie narażone na obrażenia nawet podczas kolizji, które występują przy niewielkiej prędkości. Zderzenie przy jeździe zaledwie 20 km/h może mieć fatalne skutki dla nieodpowiednio zabezpieczonego dziecka. W takiej sytuacji wzrasta niebezpieczeństwo, że zostanie ono wyrzucone z samochodu przez szybę, a wówczas ryzyko utraty życia zwiększa się dziesięciokrotnie – ostrzega Miłosz Majewski, trener Szkoły Jazdy Renault. Równie ważne jak prawidłowe mocowanie fotelika jest to, aby został on odpowiednio dobrany do wieku i wagi dziecka, tak żeby systemy zabezpieczające mogły chronić najwrażliwsze partie ciała, które zmieniają się wraz z wiekiem dziecka. Dzieci w wieku do 2 lat mają wrażliwy kark i kręgosłup oraz nieproporcjonalnie ciężką głowę (1/4 wagi ciała w porównaniu do 1/8 wagi ciała u dorosłej osoby), dlatego częstym urazem podczas wypadków są obrażenia szyi. U dzieci w wieku od 2 do 4 lat prawie połowa urazów to obrażenia głowy, które zazwyczaj spowodowane są uderzeniem w przedni fotel. U starszych dzieci najczęstszymi urazami są urazy brzucha i miednicy.
*Źródło: LAB (Laboratory for Accident Research, Biomechanics and Human Behaviour Studies); wnioski badań opublikowane w “Driving Safety Forward, Renault and Safety”
Komentuj →
8 kwietnia 2009 |
0
Choroba lokomocyjna wynika z lęku przed jazdą samochodem oraz z przykrych wspomnień związanych z podróżą. Na to schorzenie cierpi ok. 15 procent dorosłych psów. Zwierzę nieprzyzwyczajone do jazdy samochodem, przeżywa duży stres podczas podróży w ciasnym, trzęsącym się, hałasującym aucie. Oswajanie psa z samochodem należy zacząć już w młodym wieku. Auto powinno kojarzyć się czworonogowi z czymś przyjemnym. Można brać szczeniaka na ręce i posiedzieć z nim w samochodzie. Nagradzać go za każdym razem, gdy zwierzak zachowuje się spokojnie. Z czasem należy wydłużać czas, który spędzamy z psem w aucie, włączyć silnik, aby psiak przyzwyczaił się do nowego dźwięku. Gdy szczeniak będzie czuł się swobodnie, można zabrać go na krótką przejażdżkę, np. do lasu. Ważne, aby pojechać z czworonogiem w miejsce, które mu się spodoba. Dzięki temu psiak zapamięta, że jazda autem, wiąże się z czymś przyjemnym na jej końcu, w tym przypadku – spacerem w lesie. Psy dorosłe, które w młodym wieku nie były przyzwyczajane do jazdy w samochodzie, często panikują podczas podróży, kończy się to zazwyczaj wymiotami. Jak rozpoznać, że pies będzie wymiotował? Objawy zwiastunowe to: ślinienie, ziewanie, mlaskanie, oblizywanie nosa, przełykanie śliny, krztuszenie, niepokój. Dobrze jest mieć, pod ręką, papierowe ręczniki w razie zwymiotowania. Psa cierpiącego na chorobę lokomocyjną należy przygotować przed podróżą. W dzień poprzedzający jazdę w samochodzie pies powinien dostać o połowę mniej jedzenia, niż dostaje zazwyczaj. W dniu podróży nie powinien nic jeść, a dostawać jedynie wodę do picia. W trakcie jazdy należy, co 2 godz. robić przerwy na rozprostowanie nóg i załatwienie potrzeb fizjologicznych. W przypadku, gdy pies mimo odpowiedniego przygotowania przed podróżą, nadal wymiotuje w aucie, należy zgłosić się po pomoc do lekarza weterynarii, który przepisze tabletki przeciw wymiotne dla naszego pupila. Pamiętajmy, aby nie stosować samemu, na własną rękę leków z domowej apteczki.
Komentuj →
7 kwietnia 2009 |
0
Sprawdź, która bydgoska szkoła nauki jazdy jest najlepsza - namawia “Gazeta Pomorska”. I dalej: prezentujemy ranking stworzony na podstawie oficjalnych danych Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Roczne zestawienia tzw. zdawalności pojawiają się na internetowej stronie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego już od kilku lat. Najnowsze - za 2008 rok - ogłoszono pod koniec lutego. Sklasyfikowano w nim 45 bydgoskich ośrodków, z których podczas ubiegłego roku przynajmniej dziesięciu kursantów podeszło do egzaminu na prawo jazdy. - Nie tworzymy rankingu. Przedstawiamy tylko liczbę kursantów danej szkoły, którzy podchodzili do egzaminu oraz ich wyniki - zastrzega Tadeusz Kondrusiewicz, szef bydgoskiego WORD-u. Dodaje też, że ideą zestawienia nie jest tworzenie niezdrowej konkurencji. - Zależy nam raczej na tym, by szkoły, które mają niższą zdawalność, miały motywację do organizacji lepszych kursów - tłumaczy dyrektor. Jedno z ostatnich miejsc w rankingu zajęła szkoła "Beta” - ledwie 16-procentowa skuteczność w pierwszym podejściu: - Takie rankingi nie odzwierciedlają rzeczywistych umiejętności kierowców. Do tego nie uwzględniają egzaminów poprawkowych - tłumaczy jej właściciel, Zbigniew Dziekciowski. Zaraz jednak zapewnia, że w przyszłym roku powalczy o lepszą pozycję. - Nie szkolę jakiejś oszałamiającej liczby kierowców i to też może mieć wpływ na pozycję w rankingu - mówi.
Najskuteczniejsze szkoły jazdy w Bydgoszczy w 2008 roku*
1) Tomas, ul. Jodłowa 15 - 54,9%
2) Tornado, ul. Nakielska 11 - 50,7%
3) Prestiż, ul. Skłodowskiej-Curie 21 - 50%
4) Kopaczewski Marcin, ul. Czackiego 8 - 42,1%
5) PTS Omega, ul. Planu 6-letniego 38 - 41,6%
6) Ekspres, ul. Gdańska 163 - 38,5%
7) Joker, ul. Braniewska 3 - 37,8%
8) Auto-Start, ul. Skłodowskiej-Curie 17 - 37,4%
9) Moc, ul. Piotra Skargi 13 - 35%
10) Samochodówka, ul. Powstańców Wlkp. 63 - 34,4%
11) Zespół Szkół Samochodowych, ul. Powstańców Wlkp. 63 - 34,1
12) Minitaur, ul. Berlinga 15 - 33,3%
13) Pegaz, ul. 11 Listopada 4 - 32,7%
14) Trans, ul. Rupniewskiego 10 - 32,4
15) LOK, Gdańska 47a - 30,9%
16) Gwarant, ul. Wojska Polskiego 21 - 29,9%
17) Jan, ul. Kossaka 72 - 29,8%
18) Modraczek, ul. Ogrody 15 - 29,5%
19) Orion, ul. Jagiellońska 53/2 - 28,8%
20) Auto Jazda, ul. Dworcowa 87 - 28,7%
21) Szkolmot, ul. Pestalozziego 18 - 27,5%
22) Ale Jazda, ul. BBON 4 - 27,3%
23) Arka, ul. Leszczyńskiego 37 - 27%
24) OSK Szelan, ul. Jagiellońska 10 - 26,7%
25) EL-ka, ul. Focha 50 - 26,3%
26) Agora-Miraż, ul. Gajowa 32 - 25,8%
27) Perfekt-Plus, ul. Hetmańska 38 - 25,5%
28) Automobilkub Bydgoski, ul. Park Ludowy - 25,3%
29) Wiraż, ul. Thommee 1 - 25,1%
30) PZM zakład nr 1, ul. Nakielska 71a - 25%
30) Prafko, ul. Św. Trójcy 37 - 25%
31) AS, ul. Długa 63 - 24,4%
32) OSK Gepart, ul. Focha 34 - 24%
33) TOP, ul. Łabiszyńska 2 - 22,9%
33) T&T, ul. Kordeckiego 3a - 22,9%
34) Soleil, ul. Jagiellońska 26 - 22,1%
35) Jerzy Poraziński, ul. Fidlera 9 - 21,2%
36) PZMOT, ul. Jagiellońska 58 - 21,1%
37) Refleks, ul. GOPRu pawilon 11 - 20,4%
38) Jer(ż)yk, ul. Duracza 7/25/1 - 20%
39) Klakson, ul. Gawędy 5 - 19%
40) Beta, ul. Ujejskiego 21 - 16,6%
41) Akademik, ul. Kaliskiego 7 - 16,1%
42) Formuła 7, ul. Swobodna 16 - 15,2%
43) Mati, ul. Władysława Bełzy 52 - 12%
*Ranking sporządzony został według danych Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Bydgoszczy. Uwzględnia wyniki tylko pierwszego podejścia do egzaminu na prawo jazdy kat. B – adnotuje dziennik.
Komentuj →
7 kwietnia 2009 |
0
Nieoznakowany motocykl BMW z wideorejestratorem należący do radomskiej drogówki pełni już służbę na radomskich drogach - informuje Policja. Radomski motocykl BMW K1200GT należy do nielicznych policyjnych jednośladów wyposażonych w kamerę do nagrywania piratów drogowych. Ma moc 155 KM i maksymalną prędkość 249 km/h. Do 100 km/h przyśpiesza w niecałe 5 sekund. Policjanci, którzy będą nim jeździć przeszli specjalne szkolenia w zakresie jazdy ciężkimi motocyklami. Obaj funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego KMP mieli także okazję spotkać się z konstruktorem wideorejestratora zamontowanego na motocyklu. Piotr Sadowski z zakładu urządzeń radiolokacyjnych - Zurad, który produkuje tą specjalistyczną kamerę przyjechał do Radomia, aby udzielić policjantom ostatnich porad przed wyjazdem na drogę. Konstruktor i policjanci dzieli się ze sobą między innymi spostrzeżeniami dotyczącymi pracy kamery podczas pościgu za piratami drogowymi.
Komentuj →
7 kwietnia 2009 |
3
Trwa drogowy wyścig zbrojeń. Polskie drogi już niedługo będą usiane bezwzględnymi, bo wymierzającymi karę z automatu, fotoradarami – przypomina dziennik “Polska”. A kierowcy? Oni szukają ratunku. Za rok ma zacząć działać komputerowy system, do którego będą wysyłane wszystkie zdjęcia zrobione przez fotoradary. Jakie sposoby uniknięcia wysokiej grzywny ma użytkownik drogi? Gazeta przedstawia kilka najbardziej popularnych lub absurdalnych propozycji.
1) CB radio w komórce. Handlowcy wciskają nieświadomym klientom, że program, który pozwoli telefonowi komunikować się z innymi użytkownikami CB, jest za darmo. Nie wspominają jednak, że potrzebny jest odbiornik GPS (koszt 130-150 zł) oraz że komórka w czasie używania funkcji musi być podłączona do internetu. Minusem systemu jest także zbyt niewielu użytkowników w Polsce, a przecież cały sukces działania CB radia polega na wzajemnym informowaniu się jego posiadaczy o niebezpieczeństwie.
2) Antyradary. Choć ich używanie w Polsce jest zabronione, ich asortyment jest ogromny. Ceny też są różne - od 350 zł do 2 tys. zł. Powinny wykrywać wszystkie działające radary - i te stacjonarne, i przenośne, na kilkaset metrów przed kontrolą. I w większości przypadków się to udaje, tyle że często kierowcy nie stosują się do wskazań.
3) Jammer jest niebezpiecznym urządzeniem. Ustawodawcy w Polsce nie zauważają jego istnienia, wobec czego nie ma przepisów pozwalających na ukaranie kierowcy używającego tego sprzętu. A potrafi ogłupić fotoradar, wysyłając mu informację sugerującą zupełnie inną prędkość niż ta, z którą porusza się pojazd. Fotoradar odczyta na przykład szybkość auta jadącego 150 km/godz. jako o 100 km/godz. mniejszą. Jammery są jednak skomplikowane, bo trzeba je podłączyć do instalacji elektrycznej samochodu, a także dość drogie - kosztują ok. 2 tys. zł.
4) Oddzielny radar GPS/GPRS. Koszt to 100-300 zł. Uwaga! Tego typu sprzęt jest polecany przez policję! Ma on wczytane dane, często uaktualniane na bieżąco, na temat umiejscowienia fotoradarów i miejsc, w których najczęściej czają się policjanci z ręcznymi radarami. Dzięki temu prowadzący ma czas, by wcześniej zdjąć nogę z gazu, a o to chodzi policjantom. Nie każdemu kierowcy jednak w smak zwalniać co kilka kilometrów, a na niektórych fragmentach dróg jest właśnie takie zagęszczenie punktów kontroli prędkości.
5) Majstrowanie przy tablicach rejestracyjnych. Pierwszy, bardziej legalny sposób, przyszedł ze Stanów Zjednoczonych. Stosując w numerze rejestracyjnym podobne do siebie znaki, np. D, O czy 0., można oszukać zarówno ludzi, jak i komputer, który w przyszłości miałby odczytywać te numery. Jeśli identyfikacja rejestracji nie będzie możliwa, wezwanie do zapłaty nie zostanie wysłane. Tylko że nie jest to sposób w 100 proc. pewny, a do tego drogi, bo indywidualne tablice kosztują 1000 zł. Drugi sposób wymyślili Chińczycy. Polega na zastosowaniu urządzenia mechanicznego uruchamianego pilotem, które przysłania tablice lub zastępuje je innymi, fikcyjnymi. W Chinach można je kupić za 115-300 dol. W Polsce można je zrobić na zamówienie, więc kosztują trochę więcej, ok. 2 tys. zł. Jak na razie kierowców odstraszają sankcje - za używanie takiego sprzętu maskującego można trafić do więzienia nawet na pięć lat.
6) Spryskiwacze na tablice rejestracyjne czy folie na nie zakładane co prawda można kupić za mniej niż 50 zł, ale żeby zadziałały, auto musi jechać o określonej porze dnia i w dodatku ustawić się do kamery pod konkretnym kątem. Poza tym te sposoby nie działają na policjantów. Równie mało skuteczne może być przylepienie na kropelkę na tablicach rejestracyjnych dużego liścia lub foliowej torebki. Trzeba się jednak liczyć ze 100-złotowym mandatem za niewidoczne tablice, a w skrajnych przypadkach nawet zabraniem dowodu rejestracyjnego.
Wszystkie te pomysły, mniej lub bardziej mądre, komentuje mł. insp. Wojciech Pasieczny: - Najlepszym, zawsze skutecznym pomysłem, jest oczywiście jazda zgodnie z przepisami. Jednocześnie przypomina, po co powstaje ogólnopolski system - ma walczyć z piratami i ratować życie. Prawie połowa ofiar śmiertelnych wypadków ginie przez nadmierną prędkość. - Pamiętajmy, że prawdopodobieństwo oszukania policjanta czy fotoradaru jest spore, ale śmierci nie da się oszukać - ostrzega Pasieczny.
Komentuj →
7 kwietnia 2009 |
0
Władze Bochni postanowiły wytoczyć wojnę szarżującym kierowcom i zaopatrzyły straż miejską w fotoradar. Urządzenie zamontowano bez wymaganych pozwoleń, kilkaset metrów od... domu burmistrza. Urządzenie stoi , jednak jego właściciele nikogo o nim nie powiadomili (a powinni uzyskać zgodę zarządcy drogi i opinię policji). - Zwróciliśmy się już do straży miejskiej z prośbą o wyjaśnienie tej sprawy - mówi Renata Rybicka, rzecznik zarządu dróg wojewódzkich w Krakowie. O nielegalnie ustawionym urządzeniu nie wiedziała też policja. Funkcjonariuszy zawiadomili kierowcy, których zdziwił fakt, że przed masztem nie ma znaku informującego o rejonie pomiaru prędkości. Wybór miejsca na ustawienie słupa dziwi tym bardziej, że na tym odcinku drogi wypadki są rzadkością. Komendant straży miejskiej w Bochni Krzysztof Tomasik: - Proszę zapytać burmistrza, to on podjął decyzję w sprawie lokalizacji słupa - ucina. - Przecież wszyscy wiedzą, że burmistrz mieszka kilkaset metrów dalej, przy ulicy Grodeckiego. - mówi jeden z mieszkańców, który chce pozostać anonimowy. Burmistrz Bochni Bogdan Kosturkiewicz odpiera zarzuty: - Kierowcy na tym odcinku jeżdżą jak szaleni. Tu jest ograniczenie do 50 km/h, a widziałem i takich, którzy grzali nawet 136 - mówi Kosturkiewicz. Kwestią kontroli kierowców przez straż miejską zajął się Trybunał Konstytucyjny, który w 2007 roku orzekł, że strażnicy używając radarów działają nielegalnie. Po wyroku TK znowelizowano ustawę prawo o ruchu drogowym, w świetle której straż miejska może kontrolować kierowców, ale tylko za zgodą komendanta powiatowego policji. - Zawarliśmy umowę ze SM, ale tylko w zakresie kontroli na drogach dokonywanych przez samych strażników - mówi Jacek Sobiecki, naczelnik sekcji ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Bochni. Pomysł krytykuje młodszy inspektor Marek Konkolewski, radca biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji: - Nie ma obowiązku ustawiania znaków informujących o urządzeniu mierzącym szybkość, ale zazwyczaj stawiamy je, bo fotoradar ma działać przede wszystkim prewencyjnie. Poza tym fotoradary nie mają być pułapką na niepokornych kierowców, ale powinny być ustawione tam, gdzie giną ludzie, a wybór miejsca powinien być poparty szczegółową analizą stanu bezpieczeństwa w danym miejscu - mówi Konkolewski. Dlaczego straż miejska nie skonsultowała ustawienia masztu z lokalną policją? - Fotoradar jest używany nie tylko w tym miejscu, ale również w innych, bo jest przenośny. Umiejscowienie go w maszcie przy ulicy Proszowskiej miało charakter testowy - mówi komendant Tomasik. Fotoradar przy drodze nr 965 zrobił już ponad czterysta zdjęć samochodów.
Komentuj →
7 kwietnia 2009 |
0
(293-2 WITD)
Krowa pakowana do zwykłego samochodu osobowego - taką scenę ujrzeli inspektorzy transportu drogowego na targu w Bodzentynie. - Ludzka pomysłowość nie zna granic - komentują. Kontrola na tym targu zaczęła się w sobotę rano o godz. 5. Inspektorzy przyjechali nieoznakowanym samochodem z wideorejestratorem. I nagrali próbę zapakowania na tylne siedzenie czerwonego auta... dorodnego cielaka. - Widok naprawdę zaskakujący... Udało się zapobiec kilku podobnym przypadkom przewozu zwierząt w nieodpowiednich warunkach. Samo pojawienie się inspektorów wywołało spore zamieszanie wśród handlujących - mówi Agata Wiśniowska, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiej Inspekcji Transportu Drogowego. Wszczęto sześć postępowań administracyjnych, nałożono pięć mandatów karnych, zatrzymano też dwa dowody rejestracyjne ze względu na zły stan techniczny pojazdów. Wśród ukaranych nie było jednak kierowcy, który chciał jechać z krową. - Targ w Bodzentynie nie ma dobrej opinii, ale chodziło przede wszystkim o prewencję. Dlatego kontrola przeprowadzona została wspólnie z przedstawicielami organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. A do tego my zajmujemy się przewoźnikami i pojazdami o masie... powyżej 3,5 ton - wyjaśnia Wiśniowska – poinformowała “Gazeta Wyborcza” w Kielcach.
Komentuj →
7 kwietnia 2009 |
0
“Gazeta Wyborcza” w Częstochowie informuje: Gimnazjum z Kamienicy Polskiej i Szkoła Podstawowa z Psar Śląskich będą reprezentować nasz region w okręgowym finale Turnieju Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym, który odbędzie się maju. W miasteczku komunikacyjnym przy PSP nr 50 odbyły się wczoraj eliminacje do turnieju. W kategorii szkół podstawowych rywalizowało 10 trzyosobowych drużyn. Wśród gimnazjalistów o palmę pierwszeństwa walczyło sześć zespołów ze szkół powiatów częstochowskiego, myszkowskiego, lublinieckiego. Celem konkursu jest popularyzowanie zagadnień związanych z bezpieczeństwem ruchu, doskonalenie umiejętności bezpiecznej jazdy rowerem i znajomości zasad udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej.
Komentuj →
7 kwietnia 2009 |
0
W Tokio zbudowano gigantyczne, automatyczne parkingi dla rowerów. Podziemny parking może pomieścić 9,4 tys. rowerów. Właściciel umieszcza swój bicykl na platformie i wciska kilka przycisków, resztę załatwiają roboty. Czekanie na rower trwa ponoć maksimum 23 sekundy. Jednorazowy koszt to 100 jenów, miesięcznie 1800. “Dziennik” prezentuje film pokazujący jeden z takich parkingów.
(293-8)
Zobacz -
http://www.japanprobe.com/?p=4347
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
1
O Ś W I A D C Z E N I E
W związku z informacjami, które dotarły do wiadomości Dyrektora WORD w Białymstoku, niniejszym oświadczam, iż Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Białymstoku nie prowadzi żadnego rankingu ośrodków szkolenia kierowców. WORD w Białymstoku nigdy nie rekomendował i nie zamieszczał żadnych informacji, sugerujących w jakikolwiek sposób negatywną lub pozytywną ocenę któregokolwiek z ośrodków szkolenia kierowców.
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w okresach półrocznych przekazuje do Urzędu Miejskiego w Białymstoku, jedynie statystykę zdawalności ośrodków szkolenia kierowców wpisanych do rejestru przedsiębiorców w Urzędzie Miejskim w Białymstoku - prowadzących ośrodki szkolenia kierowców. Obowiązek ten wynika z § 30 ust. 7 pkt. 2 a) Rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 27 października 2005r. w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów (Dz. U. 2005, Nr 217, poz. 1834 z późn. zm.).
Wszelkie działania polegające na samowolnym i bezprawnym wykorzystywaniu nazwy "Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Białymstoku" we wszelkich materiałach reklamowych szkół nauki jazdy, odbywają się bez zgody i wiedzy WORD. Działania takie naruszają prawo do nazwy, godzą w dobre imię WORD, narażając go na utratę zaufania potrzebną do prawidłowego wykonywania zadań w zakresie egzaminowania. Działania takie uważamy za bezprawne w świetle art. 23 k.c. w związku z art. 43 kodeksu cywilnego. Ponadto informujemy, iż reklamy takie w świetle art. 16 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, mogą stanowić przestępstwo czynu nieuczciwej konkurencji.
Jednocześnie informujemy, iż w stosunku do podmiotów wykorzystujących WORD w Białymstoku w bezprawnych praktykach reklamowych, zastrzegamy podjęcie odpowiednie kroków prawnych.
Dyrektor WORD w Białymstoku
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
0
ĄPierwszy samochód na świecie ma trzy drewniane koła, podwozie z napędem, programowany układ kierowniczy. Przyjmuje się, że protoplastą współczesnego samochodu jest trzykołowy Benz (Patent Motorwagen) z 1886 roku i właśnie od tej daty zaczyna się większość opracowań o historii naszego ukochanego środka lokomocji. Zastosowany w nim silnik spalinowy dał początek rewolucji w transporcie. Jednak definicja opisująca samochód jest znacznie prostsza i mówi jedynie o własnym napędzie. Przy tak sformułowanej definicji przyjąć można, iż pierwszym samochodem był parowy ciągnik artyleryjski Cugnot z 1770 roku, który przecież stanowił swego rodzaju pierwowzór wojskowego samochodu ciężarowego. Dodatkowo zachowały się plany jeszcze wcześniejszych konstrukcji, które można uznać za "samochód", a są dużo starsze od ciągnika Cugnot. Miłośnicy geniuszu Leonarda z Vinci nie będą tym zaskoczeni. Być może już dawno zetknęli się z rysunkami pojazdu mistrza z 1478 roku. Przedstawiona jest na nich koncepcja trzykołowego pojazdu z własnym napędem, podobnym do tego, który do dziś stosowany jest w mechanizmach zegarów. Jako źródło napędu wykorzystana została energię mechaniczną zmagazynowaną w sprężynie. Jeżeli nikt nie odmawia tzw. żyrobusom* bycia samochodem, tym bardziej pojazd Leonarda zasługuje na takie miano.

(293-1)
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
0
“Gazeta Wyborcza” ponownie podejmuje problem parkowania pojazdów na trawnikach. Walkę z kierowcami, którzy rozjeżdżają skwery i pasy oddzielające jezdnie rozpoczęli w lutym. W tekście "Parkingowa samowola" opisali samotną walkę pana Andrzeja z nielegalnym parkingiem na ul. Uniwersyteckiej. - Kierowcy łamią przepisy, parkując na pasie zieleni i blokując pas jezdni - narzekał Czytelnik. - Alarmuję straż miejską. Przyjeżdża, ale nic nie robi. Pan Andrzej wcześniej wysyłał kilka listów do strażników z prośbą o interwencje. Ale one – nawet, gdy były - pomagały na krótko. Bo już następnego dnia na Uniwersyteckiej pojawiały się nowe samochody. Do redakcji przyszły setki maili od czytelników, którzy wskazywali nam kolejne dzikie parkingi. Opisywali je na łamach "Gazety" i informowali o nich straż miejską. Strażnicy zapewniali, że wszystkie zgłoszenia sprawdzają. I rzeczywiście, efekt ich pracy był widoczny. Kierowcy zauważyli, że nie opłaca im się zostawiać aut w niedozwolonych miejscach. Grozi za to stuzłotowy mandat. Na pasie zieleni znów zaczęły nielegalnie parkować samochody. - Gdy jesteśmy w pobliżu, nie ma ich. Jednak, gdy tylko odjedziemy, samochody ustawiają się na trawniku. Walka z nielegalnie parkującymi kierowcami nie jest łatwa - twierdzi. Trawniki i wysepki znajdujące się przy drogach podlegają Zarządowi Dróg i Transportu. Urzędnicy jednak niewiele robią, by uchronić podlegający im teren. - Staramy się na bieżąco kontrolować ich stan, ale sami nie możemy nic zrobić. Nie mamy możliwości prawnych, żeby nałożyć kary na kierowców. Gdy nasi inspektorzy zaobserwują miejsce, na którym systematycznie źle parkują, wysyłamy pismo z prośbą o pomoc do straży miejskiej - tłumaczą przedstawiciele Zarządu Dróg i Transportu.
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
2
Łódzka “Gazeta Wyborcza” relacjonuje: Wiosna to początek sezonu egzaminów na prawo jazdy. Wybierając autoszkołę, należy zwrócić uwagę na liczbę przeszkolonych osób i umiejętności instruktorów. W Łodzi jest ok. 150 autoszkół. Wszystkie chwalą się wykwalifikowanymi instruktorami, placami manewrowymi, bezpłatnymi podręcznikami oraz możliwością płacenia w ratach. Informacje zawarte na stronach internetowych weryfikowane są dopiero na egzaminach. Jak się okazuje, nie zawsze jest tak pięknie jak na ulotkach reklamowych. - Poziom szkół nauki jazdy pozostawia wiele do życzenia. Wystarczy zobaczyć, jak kandydaci jeżdżą na placu manewrowym. Już przejście pierwszego etapu egzaminu praktycznego sprawia im wiele trudności - mówi Zbigniew Skowroński, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi. Zdawalność w łódzkim ośrodku ruchu drogowego wynosi 26 proc. Prawie połowa kandydatów odpada na "rękawie". Jest to łuk, którym trzeba pojechać prosto, a później wrócić na wstecznym. To podstawowy element, na którym egzaminatorzy sprawdzają, czy osoba zdająca może wyjechać na miasto nie stwarzając niebezpieczeństwa dla innych użytkowników. Egzaminatorzy tłumaczą, że liczba zdających nie zależy od nich, ale od autoszkół. - W całym kraju są takie same przepisy, do których trzeba się stosować. Niektórzy instruktorzy mają wysoką zdawalność, ale jest też niestety bardzo dużo słabych ośrodków. Kursanci są nieprzygotowani, a później mają pretensje do egzaminatorów. Na szczęście teraz w samochodach są kamery, które pomagają stwierdzić, kto miał rację - tłumaczy Skowroński. Autoszkołę bardzo łatwo założyć. Wystarczy złożyć wniosek do wydziału praw jazdy i rejestracji pojazdów, który ma obowiązek wpisać firmę do wykazu ośrodków szkolenia kierowców. Każda szkoła musi mieć salę wykładową, biuro, plac manewrowy, no i oczywiście samochód oraz instruktora z kwalifikacjami. Przy wyborze szkoły nauki jazdy większość osób kieruje się ceną za kurs. Jednak chęć zaoszczędzenia na początku drogi po prawo jazdy, może spowodować, że stracimy o wiele więcej pieniędzy - na poprawki i kursy doszkalające. Na co więc zwrócić uwagę? * Na umiejętności i doświadczenie instruktorów. * Warto obejrzeć też samochody, którymi mamy jeździć oraz plac manewrowy i sale wykładową. * - Warto poprosić również kogoś z rodziny, kto ma prawo jazdy i z nim poćwiczyć, gdzieś na uboczu - radzi Skowroński. Od autoszkoły powinniśmy wymagać nauczenia jazdy, a nie tylko przygotowania do egzaminu. Jak się bowiem okazuje, jest to różnica. Niektórzy instruktorzy jeżdżą za naszymi autami podczas egzaminu, żeby zobaczyć, na jakich trasach sprawdzamy umiejętności kandydatów. Później uczą ich najbardziej popularnych skrzyżowań na pamięć. Gdy zmienimy trasę, zdający nie wiedzą, co mają robić - opowiada Skowroński.
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
0
W Olsztynie w nocy grupa mężczyzn zdemolowała fotoradar. Skrzynki rejestrujące piratów drogowych nie są lubiane przez niektórych użytkowników dróg. Okazuje się jednak, że mogą się stać nawet przedmiotem agresji. Czterej młodzi mężczyźni zdemolowali fotoradar, a po wyrwaniu skrzynki wrzucili ją do stawu. Zaalarmowani przez okolicznych mieszkańców policjanci zdążyli w porę przyjechać i ująć sprawców. Okazało się, że dwaj zatrzymani mieli ponad 1 promil alkoholu w organizmie. Wszyscy zatrzymani znaleźli się w policyjnym areszcie. Mężczyźni nie umieli wytłumaczyć powodów swojego zachowania. Od powiedzą przed sądem. Grozi im kara do 5 lat pozbawienia wolności. Wkrótce fotoradar powinien zostać naprawiony. - Dobrze, że wewnątrz skrzynki akurat nie było urządzenia, bo inaczej wielkość szkody byłaby dużo wyższa - mówi Zbigniew Gustek, zastępca dyrektora Zarządu Dróg i Mostów. W Olsztynie jest w sumie 14 fotoradarów i ich trzy atrapy.
Komentuj →
6 kwietnia 2009 |
3
Kamera w samochodzie, to najnowszy wynalazek miejskiego centrum zarządzania kryzysowego. Dzięki kilkumetrowemu masztowi może nagrać kierowcę przejeżdżającego skrzyżowanie na czerwonym świetle. To 40 kamera monitoringu. Jest jednak wyjątkowa, bo nie obserwuje ze słupa czy budynku ciągle tego samego fragmentu miasta, lecz zainstalowana na samochodzie, może przemieścić się w niemal każde miejsce. - Samochód będzie pomocny przy organizacji dużych imprez, a także w sytuacjach kryzysowych, gdy np. dostaniemy zgłoszenie, że gdzieś znajduje się bomba - mówi Grzegorz Matczyński, zastępca dyrektora wydziału zarządzania kryzysowego. Pracownicy wydziału kryzysowego sami zmodyfikowali samochód, tak by stał się mobilnym centrum monitoringu. Wykorzystali taki sam sprzęt i kamery jak te funkcjonujące w wersji stacjonarnej. - Dzięki temu koszt był niewielki i wyniósł w zasadzie tyle, co użyte części - wyjaśnia Krzysztof Kuriata z centrum zarządzania kryzysowego. Normalnie taki specjalistyczny pojazd z zainstalowanym systemem może kosztować grubo ponad pół miliona złotych. Dzięki kilkumetrowemu masztowi można w prosty sposób śledzić, co się dzieje wokół pojazdu, także obserwować teren ponad murem czy żywopłotem. Kamera ma 26-krotne przybliżenie obrazu, a dzięki podczerwieni może rejestrować go także w nocy. Jest nawet system umożliwiający śledzenie konkretnej osoby. Wewnątrz znalazło się miejsce dla dowodzącego akcją. Jest też stanowisko operatora kamery, monitor i sprzęt nagrywający. Samochód wyposażony jest w agregat zasilający urządzenia. Prąd można również czerpać z zewnętrznego źródła. Twórcy mobilnego monitoringu liczą, że już sama obecność takiego pojazdu będzie działała prewencyjnie. Niewykluczone, że to nieostatnia kamera w mieście zainstalowana na samochodach.
Mobilne kamery są też wymarzoną bronią do walki z piratami drogowymi. Można je ustawiać np. przy skrzyżowaniach, gdzie kierowcy nagminnie jeżdżą na czerwonym świetle lub w miejscach, gdzie lekceważą znaki. Dzięki temu strażnicy będą mogli szybko reagować na to, co dzieje się na ulicach. Zainstalowany w mniejszym samochodzie straży miejskiej monitoring będzie także trudniej zauważyć niż duży pojazd centrum zarządzania.
Komentuj →