5 listopada 2010 |
4


(Fot.: PD@N 363-14/15/16KMP Bielsko-Biała)
Policjanci bielskiej drogówki ustalają szczegółowe okoliczności wypadku, do którego doszło około 9.00 na placu manewrowym w Bielsku-Białej przy ulicy Broniewskiego. 56-letnia kursantka potrąciła 38-letniego instruktora. Mężczyzna w ciężkim stanie trafił do szpitala. Kobieta miała prawo jazdy. Zapisała się na dodatkowe lekcje. Do tej pory wykorzystała 17 godzin, doskonalących jazdę pod nadzorem instruktora. W momencie zdarzenia instruktor przebywał poza pojazdem, kontrolując poprawność wykonywanych manewrów. Podczas jazdy, kobieta nagle straciła panowanie nad toyotą. Instruktor próbował ją zatrzymać. Krzyczał, żeby nacisnęła hamulec. Niestety, kierująca najpierw potrąciła 38-latka, a potem uderzyła w filar budynku, przygniatając do niego poszkodowanego. W wyniku wypadku mężczyzna doznał złamania obu nóg, obrażeń wielonarządowych i urazu głowy. W ciężkim stanie trafił do szpitala. Jak informuje Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji: - Kobieta jest w szoku, nie pamiętała wypadku, nie potrafił powiedzieć, dlaczego tak się stało. 56-latce zostało zatrzymane prawo jazdy. kobieta odpowie za spowodowanie wypadku.
Oczywiście nie jest to pierwszy wypadek na placu manewrowym. Jednak z tym tragicznym wypadkiem w tle należałoby się chyba zastanowić, ćzy ta kursantka powinna mieć prawo jazdy, czy została wystarczająco wyszkolona. Czego zabrakło – a może zajęć z hamowania; może lekcji psychologa – zachowania w warunkach wypadku drogowego. Czy generalnie testy psychologiczne nie powinny być obowiązkowe dla wszystkich kandydatów na kierowców? Czy musiało w warunkach placu manewrowego do tak groźnego wypadku? Kursantka miała prawo jazdy, więc jeździła. A bezpieczeństwo instruktorów? To nie jest ani pierwszy, ani ostatni wypadek z udziałem kursanta i instruktora. Czekamy na Państwa opinie – tygodnik@prawodrogowe.pl
Komentuj →
1 listopada 2010 |
2
W poprzednim numerze tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS opublikowaliśmy list Czytelnika zaniepokojonego przyszłymi skutkami ustawowego objęcia kursów nauki jazdy podatkiem VAT. Nasz korespondent zapytał: gdzie konstytucyjna równość wobec prawa? Sugerował, że nowela ustawy o podatku VAT doprowadzi do upadków wielu osk, i to tych prawdziwie szkolących, a omija ośrodki “krzaki”, których nowelizacja nie obejmie (które w minionym roku osiągnęły przychód poniżej 150 tys. zł – przyp. red.). W sprawie zabrał głos nasz ekspert - Maciej Wroński (prawnik). Poniżej reakcje Czytelników oraz raz jeszcze glos eksperta. Temat będziemy na łamach naszego tygodnika kontynuowali. Czekamy na kolejne Państwa opinie. My – ze swojej strony tym razem o wypowiedź w sprawie poprosimy praktyków. Nasz adres: tygodnik@prawodrogowe.pl
Redakcja
LOTOS: Panie "EKSPERCIE" - pisze pan bzdury! Prowadzę Ośrodek Szkolenia Kierowców 12 lat i dobrze wiem, że największym naszym kosztem jest paliwo. Proszę mi jasno powiedzieć, czy od benzyny wlewanej w auta osobowe i motocykle będzie można odliczyć vat? Jeżeli nie (a słyszałem od swojej księgowej, że tak jest) to pana wypowiedź nie ma najmniejszego sensu!
DARO:Panie Ekspercie. Proste pytanie czy można będzie odliczyć vat od paliwa do pojazdów osobowych? Proszę się nie obrazić, ale mam wrażenie, że za bardzo Pan nie wie o czym pisze!
IZABELA: Nie było, nie ma, i nie będzie sprawiedliwości nigdy w tym kraju!? Jak można tak nielogicznie skonstruować prawo, nierówne dla wszystkich! Prowadzę szkołę od 17 lat i jest ona największa w powiecie. Szkolę na wszystkie kategorie. I teraz mam płacić vat!? A inny mniejszy ośrodek szkolenia, gdzie nie wykazuje obrotu na 150 tys., ma nie płacić vat-u?! Albo ustalajmy prawo równe dla wszystkich, albo nie ustalajmy wcale...! Teraz te mniejsze szkoły, gdzie nie inwestują w firmę, nie prowadzą wykładów, biuro wożą w aucie, wszystkie formalności załatwiają w aucie na parkingu, ponieważ nie posiadają nawet własnego biura - będą konkurencją cenową dla największych ośrodków szkolenia...?! Proszę o odpowiedź i logiczne wyjaśnienie prawa!!!
AW: Niestety takie nierówne stosowanie spowoduje, że w wielu szkołach ceny kursów spadną (oczywiście te ceny oficjalne), po to żeby mniej podatku odprowadzać... przecież ceny są umowne i mamy prawo stosować dla każdego klienta inną cenę?
K. S.: Niech Pan ekspert powie mi jakie to niby korzyści mamy mieć mając VAT? Od paliwa VAT odliczyć się nie da... a cena kursu wzrośnie o 23%. Zakup opon czy testów to tak nieznaczne wydatki, od których vat można odliczyć że to w ogóle nie podlega dyskusji.
IRENA S.: Od 2011 podatnikami staną się tylko duże ośrodki nauk jazdy tak jak np. nasza szkoła. Zatrudniamy instruktorów, kształcimy na wszystkie kategorie prawa jazdy. Po przekroczeniu 150 tysięcy zł my staniemy się płatnikami podatku Vat przez co będziemy mniej konkurencyjni na rynku , a jednoosobowe ośrodki będą dalej mieć się dobrze. Oni mogą zaniżać ceny ,bo płacą "mały ZUS", nie zatrudniają instruktorów, mają małe koszty. Ustawa ta doprowadzi do zamykania firm z tradycjami i jeszcze bardziej pogorszy jakość szkolenia. Pozdrawiam. Irena S.
MONIKA W.: Mam tylko jedno pytanie odnoszące się do odliczania VAT związanego z ponoszonymi nakładami przez OSK. Ośrodek szkoląc na kategorię B musi być wyposażony obowiązkowo w samochód osobowy, szkolić na tzw. samochodach z kratką nie można. Co zatem będzie z VAT-em za paliwo? - bo (z tego co mi wiadomo) na obecną chwilę VATu od paliwa do samochodów osobowych odliczyć nie można, więc jest to w całości koszt ponoszony przez przedsiębiorcę. Pozdrawiam.
MACIEJ K.: Ośrodki zwracają uwagę na jeszcze coś: jednym samochodem uczy się jeździć kursantów, którzy sami za to płacą i tych, którzy korzystają ze szkoleń unijnych. - Jak rozliczyć w tej sytuacji np. benzynę, gdy jedno szkolenie jest bez VAT, a drugie z VAT-em?
Ekspert odpowiada: Moja wypowiedź wywołała duże emocje, ale nie wycofuję się z zawartych tamże tez dotyczących sytuacji na rynku po wprowadzeniu zmian. Rynek to zniesie, aczkolwiek niekoniecznie wszystkie firmy szkoleniowe. Czy moja ocena jest słuszna i czy popyt nie ulegnie znacznemu zmniejszeniu przekonamy się o tym. Ocena rynku będzie możliwa pod koniec 2011 r. Jeśli się mylę, to uderzę się w piersi, ale jeśli nie, to oczekuję tego samego w drugą stronę od tych osób, które w dość mocnych słowach piszą co sądzą o mojej wypowiedzi.
Oczywiście rozumiem te emocje, ale sądzę że są one niewłaściwie skierowane. Ja także oceniam nowe propozycje jako złe i niekorzystne społecznie, gdyż prawo jazdy jest dzisiaj równoznaczne z przepustką do normalnej aktywności zawodowej i poza zawodowej. Tym samym jest to kolejny krok, aby kosztem społeczeństwa pokryć skutki złej polityki finansowej naszego Rządu. Przypominam jednak, że treścią pytania redakcji nie był mój stosunek do wprowadzanych zmian, a jedynie pytanie jaki będzie ich wpływ na rynek. I tu od strony popytowej nie będzie dużych zmian, bo prawo jazdy jest dziś niezbędne.
Jest rzeczą oczywistą, że za zakupione paliwo do samochodu osobowego nie można odliczyć zapłaconego VAT-u, aczkolwiek w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (patrz casusu Magora), branża OSK mogłaby spróbować wywalczyć korzystne dla siebie rozstrzygnięcia. Czy będzie potrafiła? No cóż na to pytanie nie udzielę odpowiedzi, gdyż powinno ono być skierowane do odpowiednich izb gospodarczych i stowarzyszeń. Szkoda jednak, że na etapie tworzenia nowego prawa zabrakło skutecznych głosów branży. Jeśli chodzi o strukturę kosztów, to w zależności od danej firmy mogą się one kształtować zupełnie inaczej. Z pewnością w dużej części ośrodków paliwo jest i będzie głównym składnikiem kosztów. Nie mniej nie zawsze będzie to 90% kosztów i dlatego twierdzę, że w wielu przypadkach, przy odpowiednich rozwiązaniach organizacyjnych, część VAT-u będzie można odzyskać. Jak to zrobić, to już temat na ewentualne konsultacje indywidualne ze specjalistami od VAT-u. A ręczę, że można wiele zrobić. Co do małych jednoosobowych firm z biurem w teczce, to niestety są one "utrapieniem" dla większych przedsiębiorców we wszystkich segmentach rynku usług. Poczynając od budownictwa, przez transport, na szkoleniach kończąc. Nie mniej każdy przedsiębiorca powinien pamiętać, że przeważnie sam tak zaczynał. A odpowiedź na pytanie, kto ma lepiej wykracza poza ramy krótkiej opinii. Na marginesie: gdyby małym ze wszystkim było lepiej, to jest rzeczą oczywistą, że nie byłoby dalszego ich rozwoju i na rynku funkcjonowałyby same firmy "biuro w teczce". Dlatego podtrzymuję następującą konkluzję mojego tekstu, cyt: "Dlatego też ewentualne decyzje polegające na odpowiedzi na pytanie być, czy nie być podatnikiem VAT nie będą proste i oczywiste."
A na zakończenie życzę Państwu powodzenia, nawet wtedy, gdy Rząd nam przeszkadza. Piszę nam, albowiem firma, w której na co dzień pracuje dysponuje siecią ok. 140 ośrodków szkoleniowych w całej Polsce. Pozdrawiam serdecznie Maciej Wroński
(Fot.: PD@N 361-32)
Komentuj →
1 listopada 2010 |
0
Jedna z największych części funduszy europejskich w Polsce - program operacyjny "Kapitał ludzki" (POKL). 11,5 mld euro, w tym 9,7 mld euro bezpośrednio z Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS) - kwota przeznaczona na budżet programu "Kapitał ludzki" robi wrażenie. "Kapitał ludzki" jest drugą co do wielkości częścią funduszy europejskich dla Polski w latach 2007-13 – informuje “Gazeta Wyborcza”. I dalej czytamy - wielkością ustępuje tylko rekordowemu gigantowi - programowi "Infrastruktura i środowisko" finansującemu m.in. budowę autostrad i dróg ekspresowych. Rząd podkreśla, że "Kapitał ludzki" jest jednym z najbardziej zaawansowanych części funduszy europejskich. -Do końca września w ramach POKL zawarto ponad 20 tys. umów otwartości blisko 23 mld zł, stanowi to nieco ponad 50,3 proc. budżetu programu - mówi "Gazecie" wiceminister rozwoju regionalnego Waldemar Sługocki. -W ramach całego programu rozliczono już 20,6 proc. środków - dodaje. MRR chętnie powołuje się na statystyki: na koniec I półrocza 2010 r. udział w projektach rozpoczęło blisko 2,2 mln osób (z czego 57 proc. to kobiety); 390 tys. skorzystało ze wsparcia dla osób pozostających bez zatrudnienia; pomoc dostało 265 tys. osób w szczególnie trudnej sytuacji na rynku pracy (osoby długotrwale bezrobotne, niepełnosprawne, osoby zamieszkujące na obszarach wiejskich); ponad 63 tys. osób otrzymało środki na rozpoczęcie działalności gospodarczej, a 33 tys. przedsiębiorstw uzyskało wsparcie w ramach ogólnopolskich projektów szkoleniowych; ponad 143 tys. pracowników zakończyło udział w szkoleniach, w tym, co istotne z punktu widzenia założeń programu, 24 tys. osób w wieku powyżej 50. roku życia; 46 tys. dzieci z obszarów wiejskich zostało objętych edukacją przedszkolną; 8,6 tys. studentów rozpoczęło naukę na kierunkach zamawianych przez ministra właściwego ds. szkolnictwa wyższego. - Program operacyjny "Kapitał ludzki" się sprawdził. W wielu dobrych projektach szkoleniowych sfinansowanych z "Kapitału ludzkiego" oczekiwane efekty zostały zrealizowane, np. kwalifikacje przeszkolonych pracowników się podniosły. Polska gospodarka potrzebuje inwestowania w wiedzę pracowników, bo kończy się czas, kiedy mogliśmy konkurować samym tylko kosztem siły roboczej - potwierdza Andrzej Twarowski, dyrektor zarządzający firmy szkoleniowo-doradczej House of Skills. - Ale czy udało się zrealizować wszystkie założenia w skali całego kraju? Tutaj odpowiedź jest już trudniejsza. My zaobserwowaliśmy np., że z dofinansowanych szkoleń korzystają przede wszystkim duże przedsiębiorstwa. I drugie zastrzeżenie - nie wszystkie projekty szkoleniowe były dobrej jakości. Spora liczba wniosków o dotację na szkolenia była pisana przez firmy doradcze, którym zależało wyłącznie na uzyskaniu dotacji, a nie na tym, co faktycznie w tym szkoleniu będzie. I wówczas zdarzało się, że we wnioski wpisywano bardzo niskie stawki za prowadzenie szkoleń. Instytucji zarządzającej [Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości] to się mogło podobać, bo za mniejsze pieniądze szkolono więcej osób. Tyle że potem się okazywało, że jakość tych szkoleń pozostawia wiele do życzenia, bo wynajęto tańszych, ale gorszych trenerów - zastrzega. Twarowski podkreśla, że POKL miał jeszcze jeden efekt gospodarczy, o którym mało kto wie. Dzięki temu, że fundusze unijne były do dyspozycji, kryzys nie zniszczył branży szkoleniowej w Polsce. Owszem, nastąpiła zapaść - rzędu 30 proc. obrotów - ale branża to przetrwała. Bez POKL kryzys zrujnowałby ją niemal całkowicie.
Komentuj →
1 listopada 2010 |
1
Krzysztof Szymański, prezes Polskiego Stowarzyszenia Stowarzyszeń szkół Kierowców (wybrany na kolejną kadencję)
Redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS: Czytelnicy naszego tygodnika zadają wiele pytań co do etapu procesu procedowania projektu ustawy o kierujących pojazdami. Wiemy, iż 6 października br. podkomisja nadzwyczajna przedstawiła jednolity tekst projektu ustawy. W najbliższej aktualizacji naszego zbioru aktów prawnych zapoznamy jego abonentów z tym tekstem jednolitym. Wiemy, że uczestniczył Pan w tym posiedzeniu Komisji Infrastruktury, czy tekst został przyjęty i skierowany pod obrady plenarne Sejmu?
Krzysztof Szymański (PFSSK): W dniu 6 października tekst ustawy został przyjęty i skierowany pod obrady plenarne Sejmu.
Redakcja PD@N: Czy jest już może wyznaczony termin obrad plenarnych?
Krzysztof Szymański (PFSSK): Termin obrad plenarnych jest wyznaczony na 24 listopada br.
Redakcja PD@N: Jak Pan ocenia - czy jest możliwe, że ustawa zostanie przyjęta jeszcze w tym roku?
Krzysztof Szymański (PFSSK): Trudno jest odpowiedzieć na pytanie czy ustawa zostanie przyjęta jeszcze w tym roku. Podczas posiedzenia Komisji Infrastruktury do treści ustawy zgłoszono wiele poprawek, które nie zostały przyjęte, ale mogą mieć wpływ na dalsze losy ustawy.
Redakcja PD@N: I jeszcze kilka pytań co do zawartości rządowego projektu. Ustawa wprowadza kilka nowych kategorii praw jazdy, czy ośrodki szkolenia posiadają kadrę przygotowaną do tych szkoleń? A ośrodki - czy uda im się przygotować odpowiednio wyposażone pojazdy itd. Czy będzie je stać na takie inwestycje?
Krzysztof Szymański (PFSSK):Jeżeli chodzi o uprawnienia do kierowania motocyklami, faktycznie zostaną wprowadzone duże zmiany. Kategoria AM – trafią do osk 14-latkowie, których nauczanie stworzy dodatkowe wymogi. Ale mamy też uczyć motocyklami o większej masie niż dotychczas. Z tym problemem ośrodki sobie poradzą, bo już zostały podjęte pewne działania. Np. we wrześniu i październiku br. Stowarzyszenie OSKiI regionu piotrkowskiego zorganizowało szkolenia dla 18 instruktorów. Szkolenie prowadził instruktor techniki jazdy motocyklami. Instruktorzy bardzo chętnie skorzystali z tej formy, wykorzystując do ćwiczeń swoje prywatne motocykle dużej mocy. Kwestia pojazdów – niektóre ośrodki już dysponują odpowiednimi motocyklami. Mamy jednak świadomość, że wprowadzenie do szkolenia i egzaminowania motocykli dużej mocy nałoży na osk i WORD-y dodatkowe zadania. W procesie szkolenia należy położyć duży nacisk na technikę i bezpieczeństwo jazdy. Sam zachowawczy styl jazdy nie gwarantuje, że dynamika i możliwości jednośladu pozwolą do bezpiecznie opanować w sytuacji krytycznej. Nie możemy też wychodzić z założenia, że wysoko postawiona bariera wieku dla motocyklisty pragnącego prowadzić tzw. “poważny motocykl” o dużej pojemności, automatycznie uczyni go motocyklistą odpowiedzialnym. Istnieje tutaj duże prawdopodobieństwo, że jesteśmy w błędzie. Dlatego ośrodki szkolenia staną na wysokości zadania i będą kierować do szkolenia w zakresie kategorii motocyklowych kadrę posiadającą odpowiednie doświadczenie, psychologiczno- pedagogiczne podejście, pozwalającą na dobre przygotowanie do uczestnictwa w ruchu zarówno młodego jak i dojrzałego kandydata na kierowcę.
Redakcja PD@N: I jakie jest Pana zdanie co do wykładów przeprowadzanych w formie nauczania na odległość z wykorzystaniem technik komputerowych i internetu pod nadzorem osk. Czy może to być skuteczna forma szkolenia?
Krzysztof Szymański (PFSSK): Jestem przeciwny wprowadzeniu formy nauczania na odległość z wykorzystaniem Internetu dla kandydatów na kierowców i kierowców ubiegających się o uprawnienia w zakresie wyższych kategorii. Takie stanowisko było przedstawione również przez naszą organizację w opinii do projektu ustawy o kierujących pojazdami. Oficjalnie nie wszyscy nas popierali. Niektórzy twierdzili, że jesteśmy nienowocześni. Interesowałem się tym tematem w ramach działalności organizacji, zwróciliśmy się do ITS i pani doktor Izabela Mitraszewska w marcu bieżącego roku w Izabelinie przygotowała i przeprowadziła wykład na temat e-learningu dla szerokiej grupy przedstawicieli szkół jazdy. Wiem, że w innych krajach Europy szkolenie kandydatów na kierowców tą metodą raczej nie występuje (np. nie występuje w Szwajcarii). Nasuwa się zatem pytanie, na czym u nas ma polegać ta nowoczesność? Chyba się nie pomylę, jeśli stwierdzę, że na włączeniu komputera przez pracownika osk. Tym sposobem wyeliminujemy z naszej branży ludzi interesujących się ruchem drogowym, dobrze nauczających na kursach do minimum. Cel wychowawczy, który jest niezbędny podczas nauczania na kursach, nie będzie w ogóle realizowany. Dlatego należy się zastanowić czy e-learning w tej dziedzinie to dobry kierunek.
Redakcja PD@N: Wykształcenie instruktorów - czy wymóg posiadania co najmniej wykształcenia średniego jest - Pana zdaniem - wystarczający. Czy może instruktor jednak powinien mieć wykształcenie wyższe? A prawo jazdy posiadać nie minimum 3 lata, a np. 5 lat?
Krzysztof Szymański (PFSSK): Wymóg posiadania średniego wykształcenia jest wystarczający. Natomiast prawo jazdy powinien posiadać przez minimum 5 lat. Wymóg ten podniósł by wiek dostępu do tego wymagającego dojrzałości i odpowiedzialności zawodu. Praca instruktora jest trudna, a będzie jeszcze trudniejsza. Jeżeli kandydat ukończył dobrą szkołę średnią, jest kulturalny, solidny, pracowity, interesuje się techniką motoryzacyjną i praca instruktora sprawia mu przyjemność, to na pewno będzie miał dobre osiągnięcia i wszyscy będą z niego zadowoleni. Należy podkreślić, że w tym przypadku szkolenia dla niego będzie przyjemnością.
Redakcja PD@N: A kursy uzupełniające dla instruktorów. Czy są potrzebne, może wystarczy jak dotychczas samokształcenie i dowolność szkolenia w innej formie? Czy proponowana obligatoryjność jest uzasadniona? I podobnie - czy sensowne są proponowane egzaminy sprawdzające kwalifikacje instruktorów?
Krzysztof Szymański (PFSSK): Kursy uzupełniające dla instruktorów są potrzebne. Musimy tylko zadbać o to, aby były przeprowadzane solidnie i na wysokim poziomie merytorycznym. W szkoleniu instruktorów należałoby wykorzystać metodę e-learningu. Jeżeli szkolenie będzie dobrze przeprowadzone, to egzamin sprawdzający kwalifikacje jest zbędny.
Redakcja PD@N: Mnożą się pytania, jeżeli - pozwoli Pan - będziemy kontynuowali tę rozmowę w kolejnych numerach naszego tygodnika? Tymczasem bardzo dziękujemy za rozmowę?
(Fot.: PD@N 363-24)
Komentuj →
7 listopada 2010 |
1
DSA (Driving Standards Agency) poinformowało, że rok 2011 będzie ostatnim, w którym udostępniane będą pytania testowe oraz odpowiedzi obowiązujące na egzaminach teoretycznych na wszystkie kategorie prawa jazdy w Wielkiej Brytanii. Począwszy od 1 stycznia 2012 roku do nauki będą służyły specjalnie opracowane przykładowe pytania – jedynie zbliżone do aktualnie obowiązujących. Będzie to sytuacja podobna do tej, z jaką już teraz mamy do czynienia, ucząc się rozpoznawania zagrożeń na drodze (hazard perception). Dostępne filmy szkoleniowe są jedynie podobne do tych, z którymi należy zmierzyć się na egzaminie. Minister ds. bezpieczeństwa drogowego, Mike Penning uzasadnia tę decyzję próbą zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Penning twierdzi, że aktualnie kandydaci na kierowców skupiają się bardziej na zapamiętaniu pytań testowych niż na zrozumieniu przepisów zawartych w kodeksie drogowym. Penning podkreśla, że egzamin na prawo jazdy ma weryfikować gotowość kierowcy do poradzenia sobie w realnych sytuacjach na drodze, a do tego nauka na pamięć nie wystarczy. Niezbędna jest praktyczna wiedza, a więc zrozumienie zasad bezpiecznej jazdy. Przypomnijmy, iż w październiku br. wprowadzona została jazda indywidualna na egzaminie praktycznym oraz zaniechano publikowania tras egzaminacyjnych.
Komentuj →
5 listopada 2010 |
2
(Fot.: PD@N 363-19)
Biało - czerwona zebra pojawia się na pasach dla pieszych w Lublinie. W mieście jest już kilkanaście takich przejść. Jak dowiedzieli się dziennikarze “Gazety pl” w Wydziale Dróg i Mostów, chodzi o to by było bezpieczniej. Kierowcy są jednak podzieleni. Jak wyglądają nowe zebry? - Pomiędzy białymi pasami, półmetrowymi są jeszcze czerwone pasy. To daje efekt biało - czerwonej powierzchni, która jest faktycznie o wiele lepiej widoczna dla kierowcy - mówi Anna Adamiak, zastępca dyrektora wydziału dróg i mostów lubelskiego ratusza. Podkreśla, że to się sprawdza, zwłaszcza wieczorem i w nocy. - Jest to szczególnie przydatne na wylotach dróg, które nie są dobrze oświetlone. I po zmroku bywa tam niebezpiecznie. A takie biało - czerwone przejście jest dobrze widoczne z daleka - dodaje Adamiak. W Lublinie pojawiły się też powiększone znaki drogowe, oznaczające przejście dla pieszych. - Są obwiedzione szeroką obwódką, żółtą, rzucającą się w oczy, ona jest odblaskowa, więc widać to z daleka - mówi Adamiak. Zdania wśród kierowców są podzielone. Prezes lubelskiego PMZ-otu, Waldemar Czerniak uważa, że biało - czerwona zebra i powiększone znaki drogowe to eksperyment, który się sprawdza. - Kolor czerwony może się kojarzyć z krwią i z czymś niebezpiecznym. Może to na kierowców będzie lepiej działać niż same pasy białe - mówi Czerniak.
Komentuj →
5 listopada 2010 |
3
Możliwości wykorzystania nowych przepisów ruchu drogowego były głównym tematem Okrągłego Stołu Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. W Sejmie spotkali się politycy i przedstawiciele organizacji działających na rzecz ograniczenia liczby wypadków drogowych.
Wiceminister infrastruktury Radosław Stępień powiedział, że wprowadzenie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym przyspieszy obsługę fotoradarów. To powinno wpłynąć na szybkość dostarczania mandatów i ostrożniejszą jazdę kierowców. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu do spraw Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Beata Bublewicz wskazała na badania, z których jasno wynika, że nadmierna prędkość jest najczęstszym powodem wypadków z ofiarami. Przypomniała, że aż połowa wypadków z ofiarami miała miejsce na obszarach wiejskich, co świadczy o niedostosowaniu prędkości do warunków jazdy. Dziennikarz i pilot rajdowy Wojciech Jermakow zaznaczył, że powinna zmienić się także świadomość kierowców. Jermakow ma nadzieję, że kierowcy widząc fotoradar będą myśleli o bezpieczeństwie dzieci z okolicznej szkoły, a nie że to urządzenie jest, żeby wójt zdarł z nich pieniądze. W spotkaniu brał udział także ekspert francuskiego rządu Jean Chapelon. Przedstawił doświadczenia Francji, która kilka lat temu wprowadziła automatyczny system zarządzania fotoradarami. Spowodowało to znaczne ograniczenie ilości wypadków drogowych. Więcej kierowców ukaranych za przekroczenie prędkości płaci mandaty. "Jeśli zapłacisz szybko, zapłacisz mniej. Dzięki temu 80 procent ludzi płaci mandaty w ciągu 15 dni" - powiedział gość z Francji. Zmiany w kodeksie ruchu drogowego czekają na podpis prezydenta.
Komentuj →
5 listopada 2010 |
0
W Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 1 października 2010 r. w sprawie upoważnienia Dyrektora Biura Obsługi Transportu Międzynarodowego w Warszawie do zwrotu opłaty za udzieloną licencję lub wypis z licencji na wykonywanie międzynarodowego transportu drogowego. Upoważniony dyrektor Biura Obsługi Transportu Międzynarodowego w Warszawie dokonuje zwrotu części opłaty za udzieloną licencję lub wypis z licencji na wykonywanie międzynarodowego transportu drogowego z rachunku bankowego przeznaczonego do gromadzenia wpływów z tytułu opłat za niektóre czynności administracyjne w międzynarodowym transporcie drogowym. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.
Komentuj →
5 listopada 2010 |
0
W Lublinie szkoły nauki jazdy i Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego czują skutki niżu. Kursantów jest mniej niż w poprzednich latach, ale nie ma co liczyć na zniżki, bo szkoły i tak prowadzą zajęcia po kosztach – komentuje “Gazeta pl”. - Od stycznia do września ubiegłego roku przeprowadziliśmy około 75 tysięcy egzaminów, w tym samym okresie tego roku było ich o 11 tysięcy mniej. To spadek o około 15 procent. Główną przyczyną jest niż demograficzny. Ludzie z wyżu, urodzeni na początku lat 80. już zdali swoje egzaminy - mówi Marian Kozłowski, zastępca dyrektora ds. technicznych WORD. W Ośrodku rozważana jest reorganizacja. Podobnie mówią właściciele szkół nauki jazdy: - Jeszcze w 2008 roku kurs kończyło około 600 osób, w ubiegłym roku 500, a w tym na razie wydałem 340 zaświadczeń o skończeniu kursu. To spadek o około 40 procent. Jest ciężko - nie ukrywa Waldemar Grabiec, właściciel szkoły jazdy Grabiec & Syn. Na potwierdzenie tych słów podaje konkrety: - Z powodu niżu musiałem sprzedać trzy samochody i zwolnić czterech czy pięciu instruktorów. Inną kwestią jest ogromna konkurencja na rynku szkół nauki jazdy - dodaje Grabiec. Dziennikarze pytają – czy sytuacja zmusi osk do wprowadzenia zniżek, tak, żeby zachęcić ludzi do zapisywania się na kursy.
Komentuj →
5 listopada 2010 |
1
W Ministerstwie Infrastruktury dobiegają końca prace nad dwoma rozporządzeniami dotyczącymi oznakowania określonych ustawowo stref ruchu. Jeden z projektów rozporządzeń określa wzór znaku drogowego oznaczającego wjazd do strefy ruchu i wyjazd z niej. Projekt drugiego rozporządzenia przewiduje zasady stawiania takich znaków na drogach wewnętrznych. Nie wiadomo, kiedy one wejdą w życie - komentuje “Gazeta Prawna”. - Obecnie kończy się nanoszenie poprawek na projekty zmian dwóch rozporządzeń. Trafią teraz one do konsultacji międzyresortowych - mówi Jakub Dąbrowski z Ministerstwa Infrastruktury. Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie zakończą się prace nad projektami rozporządzeń w sprawie znaków drogowych - czytamy dalej w dzienniku.
Komentuj →
4 listopada 2010 |
0
Trzej pracownicy toruńskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, podejrzani o wyłudzanie pieniędzy od kursantów gotowych dać łapówkę za prawo jazdy pozostaną w areszcie - postanowił sąd odwoławczy, oddalając ich wniosek o uchylenie sankcji, o czym informuje “Gazeta pl”. Według ustaleń prokuratury 58-letni Mateusz B., dwa lata starszy Henryk B. i 47-letni Mirosław W. - pracownicy gospodarczy WORD-u - tworzyli grupę przestępczą, która powołując się na dojścia do egzaminatorów, oszukiwała kursantów. W rzeczywistości mężczyźni nie mieli z nimi żadnych układów. Żerowali na łatwowierności zainteresowanych nielegalnym uzyskaniem prawa jazdy - gdy pomyślnie przebrnęli przez egzamin, wmawiali im, że egzaminator był przekupiony i kazali zapłacić. Kiedy próba się nie powiodła, rezygnowali z gotówki, tłumacząc, że kandydat na kierowcę był tak słaby, że egzaminator wolał nie ryzykować. Śledztwo obejmuje jeszcze 14 osób, które dały się tak oszukać. Oprócz nich zarzuty łapownictwa usłyszał były egzaminator Jerzy Sz. - ten jednak miał działać na własną rękę, brał ponoć 500 zł za pozytywne przejście u niego egzaminu na prawo jazdy.
Komentuj →
4 listopada 2010 |
1
(PD@N 362-31)
Jak już informowaliśmy na łamach tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS sejm uchwalił ustawę fotoradarową. Autostradami i drogami dwujezdniowymi pojedziemy szybciej, z dróg znikną atrapy fotoradarów, Inspekcja Transportu Drogowego przejmie od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nadzór nad fotoradarami na drogach krajowych. Funkcjonariusze Straży Miejskiej będą z kolei mogli dokonywać kontroli na wszystkich drogach w terenie zabudowanym, a poza terenem zabudowanym na drogach gminnych, powiatowych i wojewódzkich; a okres postępowania mandatowego wydłuży się z 60 do 180 dni. Nowelizacja prawa o ruchu drogowym to następstwo decyzji Trybunału Konstytucyjnego z 2009 r., który zakwestionował poprzednią wersję ustawy. TK uznał, że niezgodne z konstytucją są przepisy o karaniu kierowców w trybie administracyjnym z rygorem natychmiastowej wykonalności oraz możliwości sprzedaży pojazdu zatrzymanego do kontroli drogowej, nawet gdy nie stanowi on własności osoby kierującej. Nowelizacja uwzględnia poprawki Senatu, zakładające podniesienie limitu prędkości na drogach ekspresowych do 120 km/h i do 140 km/h na autostradach. Ustalono także, że kierowcy będą mogli legalnie przekraczać prędkość o 10 km/h.Teraz przepisy trafią na biurko prezydenta. W życie powinny wejść jeszcze w tym roku.
Fragment sprawozdania stenograficznego z posiedzenia Sejmu RP: “Powracamy do rozpatrzenia punktu 27. porządku dziennego: Sprawozdanie Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji Infrastruktury o stanowisku Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw. Sejm wysłuchał sprawozdania komisji przedstawionego przez pana posła Krzysztofa Tchórzewskiego oraz przeprowadził dyskusję. Przechodzimy do głosowania. (...) W poprawce 1. do art. 20 ust. 3 pkt 1 Senat proponuje podwyższenie dopuszczalnych prędkości samochodu osobowego, motocykla lub samochodu ciężarowego o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony odpowiednio ze 130 km/h do 140 km/h na autostradzie oraz ze 110 km/h do 120 km/h na drodze ekspresowej dwujezdniowej. Komisje wnoszą o przyjęcie tej poprawki. Przystępujemy do głosowania. Kto z pań i panów posłów jest za odrzuceniem 1. poprawki Senatu, zechce podnieść rękę i nacisnąć przycisk. Kto jest przeciw? Kto się wstrzymał? W głosowaniu udział wzięło 402 posłów. Większość bezwzględna wynosi 202. Za było 4 posłów, przeciw – 398. Stwierdzam, że Sejm wobec nieuzyskania bezwzględnej większości głosów poprawkę Senatu przyjął. (...)”
Gen. Andrzej Matejuk, Komendant Główny Policji przewiduje kłopoty na drodze. Chodzi o zapis, który daje margines błędu w utrzymaniu dozwolonej prędkości - kierowcy będą mogli jechać do 10 km/h szybciej niż pokazują znaki.Szef policji obawia się, że zacznie po prostu dochodzić do masowego łamania przepisów w majestacie prawa, że kierowcy za nic będą mieli teraz znaki drogowe. Parlamentarzyści otworzyli im furtkę do jeżdżenia o 10 km/h szybciej, niż stanowi to kodeks i pokazują znaki. Uważam, że tej ustawowej furtki nie powinno być, będziemy to zgłaszać, bo nie powinno być takiej sytuacji, że stwarzamy pozorne możliwości nie przestrzegania przepisów zgodnie z prawem - tłumaczy Matejuk. Szef policji widzi jeszcze jeden praktyczny problem. Jego zdaniem dopiero teraz zacznie się targowanie i negocjowanie ze strony kierowców. Zamiast egzekwować prawo policjanci będą teraz badać, czy naruszono ten margines błędu. Jak dojdziemy do wniosku, że faktycznie trzeba za miesiąc - dwa po wejściu w życie ustawy dokonać modyfikacji, to będziemy to zgłaszać. Możliwe, że nie wszystko zostało właściwie przeanalizowane - dodał Matejuk. Szef policji przypomina, że opinia drogówki była od samego początku negatywna. Nie krytykuje natomiast podniesienia dopuszczalnej prędkości na autostradach i drogach
Podobnego zdania jest Tadeusz Wiesław Bratos, psycholog, przewodniczący Stowarzyszenia Psychologów Transportu w Polsce. - To, że się podwyższa prędkość na dobrej autostradzie, jest nawet do zaakceptowania. Pozostawianie marginesu 10 km jest jednak nieporozumieniem. Deprecjonuje bowiem wartość graniczną dopuszczającą 140 km/h na autostradzie.
Zmienionego prawa broni Adam Jasiński, konsultant Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. - Przepis nie jest precyzyjny - mówi. Podkreśla także, że po pierwsze możliwa granica błędu będzie uwzględniana jedynie dla stacjonarnych fotoradarów (umieszczonych na masztach); po drugie kiedy na danym odcinku będzie obowiązywała dozwolona prędkość np. 50 km/h, to urządzenie zostanie ustawione na 60 km/h, co oznacza, że zarejestruje dopiero przejazd szybszy. Granica błędu nie dotyczy więc innych urządzeń rejestrujących, popularnie nazywanych suszarkami. Na nim policjant rozliczy z każdego przekroczonego kilometra.
Komentuj →
4 listopada 2010 |
0
Posłowie – jak już informowaliśmy - zakończyli prace nad projektem ustawy o kierujących pojazdami. Specjalna podkomisja przygotowała swoje sprawozdanie i wprowadziła zmiany do rządowego projektu ustawy. Drugie czytanie plenarne zaplanowane jest na 23 listopada 2010 r. Jak czytamy z dobrze poinformowanego dziennika “Rzeczpospolita” - projekt ustawy o kierujących pojazdami ma szansę na uchwalenie jeszcze w tym roku. Nowe prawo wejdzie natomiast w życie rok po opublikowaniu.
W projekcie znaleziono sposób na kurs reedukacyjny dla kierowców, którzy nagromadzili na swoim koncie zbyt dużo punktów karnych. Dzisiejszy kurs pozwalający na redukcję 12 punktów w ciągu roku zniknie. Zastąpi go nowy będzie trwać kilkanaście godzin i kosztować ok. 500 zł. To i tak mniej, niż pierwotnie planowano. Wówczas kurs miał trwać 40 godzin i kosztować nawet 2 tys. zł. - Program kursu i czas jego trwania muszą być tak przygotowane, by odniósł on skutek, o jaki nam chodzi. Nie ma to być żyła złota dla organizatorów, tylko sposób na zmianę zachowań nieodpowiedzialnych kierowców - tłumaczy “Rzeczpospolitej" Mikołaj Karpiński, rzecznik ministra infrastruktury, pomysłodawcy i autora projektu. I informuje, że na obowiązkowy kurs reedukacyjny skieruje starosta. Po jego ukończeniu komplet punktów zniknie z konta niezdyscyplinowanego kierowcy. Na takie dobrodziejstwo można jednak liczyć tylko raz. Potem kierowcę czekają już poważne konsekwencje. Każdy bowiem, kto skończy kurs, na najbliższych pięć lat zostanie otoczony specjalną opieką. Jeśli w tym czasie choć raz przekroczy 24 karne punkty, straci prawo jazdy. Starając się o nowe, będzie musiał przejść taką samą drogę jak wszyscy inni kandydaci na kierowców. A to oznacza, że będzie musiał nie tylko zdać egzamin, ale i przejść cały kurs (zupełnie jakby ubiegał się o prawo jazdy po raz pierwszy). - Długo się zastanawialiśmy, ile powinien trwać taki kurs. Trzeba było wybrać racjonalne rozwiązanie. Myślę, że powinno to być kilkanaście godzin, tak żeby nie udało się kursu zaliczyć jednego dnia - mówi Tomasz Matuszewski z warszawskiego WORD. Dziś sprawa jest dużo prostsza. Komplet dozwolonych punktów karnych wynosi 24 (dla najmniej doświadczonych kierowców 21). Kiedy zbliżamy się do tej niebezpiecznej granicy, możemy iść na kurs, który pozwoli nam pozbyć się w ciągu roku 12 punktów. Szkolenie jest podzielone na dwa moduły. Pierwszy prowadzi psycholog, drugi policjant. Wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego, które prowadzą takie kursy, nie narzekają na brak chętnych. Wiele z nich w ciągu kilku lat przeszło z etapu szkoleń raz w miesiącu na co tygodniowe. Cena sześciogodzinnego szkolenia wynosi ok. 300 zł.
Komentuj →
3 listopada 2010 |
0
W “Dzienniku Łódzkim” czytamy: Takiej pomyłki w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Łodzi jeszcze nie było. Pracownica biura obsługi klienta błędnie wpisała datę egzaminu teoretycznego na prawo jazdy jednej z kursantek.Przez to dziewczyna podeszła do egzaminu praktycznego, choć nie miała do tego prawa. Potem pracownica próbowała nielegalnie poprawić swój wpis. Dyrektor WORD składa zawiadomienie do prokuratury. Kobiecie grozi do 5 lat więzienia. Wszystko zaczęło się w kwietniu, kiedy po zdanym egzaminie teoretycznym do biura obsługi klienta w ośrodku ruchu drogowego zgłosiła się Magdalena z Łodzi. Pracownica zamiast wpisać do systemu właściwą datę pomyłkowo wpisała datę o miesiąc późniejszą. Ta pomyłka doprowadziła do tego, że kursantka podeszła do egzaminu bezprawnie. Egzamin teoretyczny jest ważny tylko przez pół roku. Jeśli przez ten czas kursant nie zda praktycznego, wówczas musi poprawić testy. W tym przypadku tak się nie stało. Pomyłkę pracownicy zauważyła inna dziewczyna pracująca w WORD. Porównywała dokumenty papierowe z elektronicznymi. Okazało się, że daty się nie zgadzają. W papierowych była data właściwa, w systemie - błędna. Właśnie wtedy pracownica, która błąd uczyniła, postanowiła poprawić go na innym komputerze. Usiadła przy stanowisku młodszej koleżanki. Kiedy tamta zauważyła, że ktoś korzysta z jej komputera wpadła w panikę. Jednak usłyszała: Nie martw się, nic się nie stanie. Młodsza nie wytrzymała jednak presji i poszła opowiedzieć o wszystkim kierownikowi biura obsługi klienta.
WORD unieważnił egzamin kursantki, dyrektor złożył wyjaśnienie w Urzędzie. Złożył też doniesienie do prokuratury w sprawie fałszerstwa. Za fałszerstwo pracownicy grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
3 listopada 2010 |
0
Uważnie śledzimy zmiany zachodzące na rynku szkolenia kandydatów na kierowców. Dlatego też polecamy lekturę artykułu opublikowanego na łamach “Gazety pl Płock”: Aż o 35 proc. spadła w porównaniu z ub.r. liczba chętnych na kurs nauki jazdy. - Tak źle jeszcze nie było - narzekają Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego i płockie ośrodki szkolenia. Jedni szukają oszczędności, drudzy sposobów na przyciągnięcie nowych kursantów. - Wszystko przez niż demograficzny - nie ma wątpliwości dyrektor WORD-u Wojciech Krzewski. - Na razie mamy jeszcze 16 samochodów egzaminacyjnych, ale będziemy musieli ograniczyć ich liczbę do 13. Jednocześnie definitywnie rezygnujemy z fiatów panda, stawiamy wyłącznie na toyoty yaris. Uzgodniliśmy to już ze szkołami nauki jazdy. Krzewski wie, że w kolejnych latach będzie - dla jego firmy - jeszcze gorzej. - Po "chudych" latach 90. więcej dzieci zaczęło się rodzić dopiero w 2000 r. Widoczna poprawa sytuacji nastąpi więc gdzieś w 2018 r. Niestety, demografii nie da się oszukać. Wystarczy powiedzieć, że jeszcze nie tak dawno egzaminowaliśmy od rana do wieczora, były też czasy kiedy z kandydatami na kategorie C, C+E, D spotykaliśmy się w niedziele...
Czy to oznacza, że kurs na prawo jazdy w najbliższym czasie zdrożeje? - Gdyby wziąć pod uwagę prawa rynku rządzące na całym świecie, to tak właśnie być powinno - twierdzi Wojciech Krzewski. - Szkoły jazdy, podobnie jak Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego, muszą przecież utrzymać tabor, biura, pracowników. Żyją na własny rachunek i same muszą podejmować decyzje co do indywidualnych możliwości. Niektóre jednak ceny... obniżają. - Tak źle jak teraz nie było - potwierdza właściciel OSK Centrum Szkolenia Kierowców Władysław Osiński. - Cena kursu dziś to 1,4 tys. zł, ale żeby się utrzymać i zdobyć kursantów niektóre szkoły schodzą z cen nawet o kilkaset zł. Duże ośrodki z dużym taborem, wieloma pracownikami takiej konkurencji po prostu nie wytrzymają. Kwestią otwartą pozostaje w takiej sytuacji jakość nauki. Która płocka szkoła może się pochwalić najlepszym wskaźnikiem zdawalności? Niestety, i w starostwie powiatowym, i w Urzędzie Miasta nikt takich danych nie ujawnia. Prawdopodobnie dlatego, że nie chce się narazić na atak ze strony szkół, które wypadają najgorzej. Udało nam się zebrać jedynie cząstkowe dane za pierwsze półrocze:
- egzamin praktyczny - najsłabsza szkoła miała zdawalność na poziomie 27 proc., dwie najlepsze - po 51 proc.; średnia zdawalność wyniosła 38 proc, co jest wynikiem gorszym o 0,4 proc. niż w drugim półroczu ub.r.
- egzamin teoretyczny - zdawalność we wszystkich szkołach wyniosła ok. 82 proc., czyli o 2 proc. więcej w porównaniu z drugim półroczem ub.r.
Komentuj →
3 listopada 2010 |
0
(Fot.: PD@N 360-50)
Kontynuujemy temat łamania zasad obyczajowości wśród instruktorów nauki jazdy. Nie można takich zachowań przemilczeć i nie zauważać. Oto kolejne Państwa opinie:
Wojciech Sz.: Od dawna postulujemy w imieniu organizacji zrzeszających (SOSK ,PFSSK) ośrodki szkolenia kierowców oraz wykładowców i instruktorów nauki jazdy ograniczenie swobody w otwieraniu OSK i zatrudnianiu ludzi nie dających gwarancji należytego wykonywania swoich obowiązków. Katalog wykroczeń jest Naszym zdaniem zbyt ubogi - czego najlepszym przykładem jest opisywana sprawa. Podstawowa selekcja kandydatów powinna odbywać się już na etapie zapisów na kurs dla instruktorów nauki jazdy. Myślę, że na temat kryteriów oraz poziomu przyszłych pracowników OSK powinniśmy osobno podyskutować. Pozdrawiam Wojciech Sz.
Tadeusz M.: Czytając ten artykuł, odniosłem wrażenie, iż wszyscy instruktorzy są wpakowani do jednego "worka". Oczywiście zgadzam się z tym, że takich spraw być nie powinno! Ale, mam tez ale. Szkoląc od 16 lat, nigdy żadnemu kursantowi :) czy kursantce nie złożyłem żadnej propozycji seksualnej, wręcz odwrotnie zdarzyło mi się otrzymać takową trzykrotnie w przeciągu tych 16 lat. Więc problem jest też z drugiej strony, ja odmówiłem, ale czy wszyscy instruktorzy odmawiają? Co jest potem? Rozmawiałem o tym problemie z moimi kursantkami - pytając co o tym myślą? - i otrzymałem między innymi takie odpowiedzi:
- może najpierw chcą, a potem problem bo instruktor ma żonę, dzieci...
- ja bym wysiadła i poszła do innego ośrodka..., a może i na policję...
Sytuacja opisywana powyżej, moim zdaniem powinna trafić do sądu, bo takich sytuacji być NIE POWINNO! Natomiast co do tego, że Kobieta - Kobietę, Mężczyzna - Mężczyznę, wynikało by z tego że każdy facet instruktor to zboczeniec,a z tym się nie mogę zgodzić. Pozdrawiam Tadeusz M.
Władysław D.: Tam, gdzie są kobiety i faceci zawsze są sytuacje, które można uznać jako okazję do miłych rozmów, a w konsekwencji miłego spędzenia czasu, ale to zawsze zależy od osób, które na to przystają, czy dają zdecydowany opór, takim zamiarom. Kursantka może ostrzec instruktora, że jeżeli instruktor nie przestanie zachowywać zalotnie, to za chwilę wysiądzie z samochodu i FINITO. Ale mogę dać przykłady z własnego doświadczenia, że panie proponują wyjazdy do innego miasta z powrotem w dniu następnym po wspólnym śniadaniu. Panie głównie są postrzegane jako obiekt seksualny i nie są bez winy. Często dają przyzwolenie na zachowania instruktorów nauki jazdy. Uważam, że tej kwestii nie uregulujemy ustawami, jeżeli nie będziemy kierować się taktem i rozsądkiem.
Wojciech Sz.: W zasadzie zgadzam się z kolegą W.DRZAZGĄ, który swoją opinię opiera na wieloletnim doświadczeniu w prowadzeniu szkolenia na różnych szczeblach. Zastanawiam się co będzie jeśli za parę lat Nasz zawód zdominują Panie lub co gorsza dziwni Panowie? A swoją drogą opisana sytuacja wcale nie jest tak zabawna, aby ją lekceważyć bo tego typu zjawiska są od dawna znane i występują nie tylko w Naszej branży. Z poważaniem.
Komentuj →
2 listopada 2010 |
0
“Dziennik Łódzki”: Za przekroczenie prędkości o 26 km/h zgierscy policjanci chcieli ukarać go 200-złotowym mandatem i 4 punktami. Niezrażony niczym instruktor zaproponował im 100 złotych łapówki. Za to może grozić mu 10 lat więzienia.
Do kontroli doszło w poniedziałek wieczorem. 29-latek, pracujący na co dzień jako instruktor w szkole nauki jazdy, starał się przekonać policjantów by potraktowali go ulgowo, gdyż przekroczona przez niego prędkość według niego nie była aż taka duża. Gdy kierującemu skończyły się argumenty słowne sięgnął do portfela i wyjął banknot 100 złotowy i położył na kolanie jednemu z funkcjonariuszy. Wtedy policjanci poinformowali 29 letniego mężczyznę o zatrzymaniu w związku z popełnionym przez niego przestępstwem. Mężczyznę przewieziono do KPP w Zgierzu i osadzono w policyjnym areszcie. Za próbę skorumpowania mundurowych grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
2 listopada 2010 |
3
Na łamach tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS publikowaliśmy już fragmenty z uzasadnienia do rządowego projektu ustawy o kierujących pojazdami. Wybraliśmy ustępy dotyczące szkolenia kandydatów na instruktorów i jakości tej działalności itd. Ustawodawca pisze o potrzebie podnoszenia przez instruktorów kwalifikacji. W zakresie wykształcenia nic nie ulega zmianie. Podstawowym kryterium jest wykształcenie średnie. W ubiegłym tygodniu opublikowaliśmy list Czytelnika ostro krytykującego brak kryterium wyższego wykształcenia. Dzisiaj, Państwa opinie, liczymy, że dyskusja będzie trwała. Projekt ustawy ma już wyznaczony termin drugiego czytania. Oczekujemy na dalsze wypowiedzi - e-mail: news@prawodrogowe.pl
Redakcja
J.W. Wrocław: Witam, Dane mi było robić kursy na prawo jazdy we Wrocławiu w trzech OSK (różne kategorie prawa jazdy). Tylko w jednym trafiłem na instruktora-pedagoga z wyższym wykształceniem. Muszę szczerze powiedzieć, iż była to REWELACJA! Ten człowiek reprezentował sobą wielką kulturę osobistą, wiedzę, a przede wszystkim sposób jej przekazywania. Jestem przekonany, iż instruktorem w Polsce powinni być wyłącznie ludzie z wyższym wykształceniem, gdyż to na pewno podniesie poziom szkolenia. Wiem, że większość instruktorów zaraz podniesie larum, gdyż większość legitymuje się wykształceniem średnim. Jednak bezpieczeństwo na drogach jest najważniejsze.
Ewa: Aby dobrze nauczyć kogoś jeździć nie trzeba mieć wyższego wykształcenia tym bardziej pedagogicznego. Taką bzdurę mogą wymyślać chyba tylko nauczyciele mający OSK, po to tylko, aby wyeliminować konkurencję. Mój Ojciec jest instruktorem, posiada OSK od 20 lat, świetnie uczy, nigdzie nie musi reklamować się, bo ma kursantów z polecenia innych. Nie posiada wyższego wykształcenia, jest to zbyteczne, on naucza głównie praktyki, od teorii jest wykładowca.
Robert D.: Nawiązując do wypowiedzi "DOUCZONEGO" Pana S. należy wnioskować, że wszyscy nasi wspaniali kierowcy rajdowi w Polsce, nie potrafiliby nauczyć kogoś jeździć technikom kierowania potrzebną w wyścigach rajdowych, gdyż jak myślę większość z nich nie ma wykształcenia pedagogicznego. Może niech Pan założy SZKOŁĘ TECHNIKI RAJDOWEJ, pewnie jest Pan lepszy od Kajetanowicza, Kuzaja i Dąbrowskiego i czekamy na Pana absolwentów na torach i trasach rajdowcy :) Żal mi Pana - Instruktor z Wyższym Wykształceniem (NIEPEDAGOGICZNYM).
Beata Ż.: Witam, zajmuję się od kilku lat kształceniem kandydatów na instruktorów, sama oczywiście posiadam wykształcenie wyższe pedagogiczne, ale z doświadczenia oraz prowadzonych przeze mnie obserwacji wnioskuję, że wykształcenie pedagogiczne nie jest gwarancją sukcesu nauczenia umiejętności kierowania pojazdem. znam wielu instruktorów z przygotowaniem pedagogicznym, którzy niestety nie radzą sobie ze szkoleniem tak jak ich koledzy z "tylko" średnim wykształceniem. Powiedzmy sobie szczerze liczą sie predyspozycje oraz sposoby przekazywania wiedzy oraz umiejętności kursantom, wystarczy do tego profesjonalnie zorganizowany kurs dla kandydatów na instruktorów oraz jak wcześniej wspomniałam PREDYSPOZYCJE.
P.S. znam kilku nauczycieli - instruktorów, których efekty szkolenia były bardzo mizerne.
Jan Sz.:Jeżeli pan Zdzisław S. ma wyższe wykształcenie, to szczerze współczuję stanu frustracji, widać nie wytrzymuje konkurencji z tymi z wykształceniem średnim. Jestem zawodowym kierowcą od 1978 roku, od 1985 roku szkolę kierowców a od 2006 prowadzę własny osk, mam wykształcenie średnie i same sukcesy w swojej pracy. Chętnie stanę w szranki z panem Zdzisławem S, o ile ma wyższe wykształcenie.
Władysław D.: Zgadzam się z tymi wypowiedziami, które mówią o tym że nie wykształcenie decyduje o jakości szkolenia kandydatów na kierowców, lecz wiedza i umiejętność jej przekazywania. W Gorzowie Wlkp. od 10 lat pierwsze miejsce w rankingach zajmuje instruktor, który posiada zawodowe wykształcenie.
Czyżyk: Wierzyć mi się nie chce w to co przeczytałam. Praca instruktora to nie praca w klasie. Czasem kondycja nie pozwala na maksymalną koncentrację, ale jakoś lekcja przeleci (45 min.). W końcu przy lepszej kondycji można temat nadrobić. Na drodze tak się nie da. Oczy trzeba mieć wkoło głowy. Wystarczy chwilkę zagapić się, zdekoncentrować i nieszczęście gotowe. Pracuję w tym zawodzie od 5 lat. Pedagog poprowadził zajęcia teoretyczne 2 razy. Bzdury opowiadane przez niego sięgnęły zenitu a sala opustoszała. Dalej musiałam sama zrobić teorię. Jak każdy zawód ta praca wymaga serca i oddania. Jak w każdym zawodzie trafiają się zgniłe jabłka. Obecne wykształcenie zupełnie wystarczy. Ministerstwo zaś powinno sukcesywnie tworzyć system szkoleń. Poza tym wszystkim ludzi należy uczyć poszanowania prawa. Takie rzeczy wynosi się z domu. Jakże często dzieci nauczycielskie zachowują się jak banda bezkarnych dzikusów. Gdyby wszyscy mieli studia, to kto naprawiałby samochody, budował domy, zamiatał ulice itp.? Nie spotkałam gorszego kursanta jak nauczyciel (inaczej mówiąc przerost ambicji nad możliwości).
Tadeusz L.: Szanowni Państwo! a jakim celu tworzyć nowe struktury, mamy gotowe przykłady: jak szkolą i egzaminują w Niemczech a jak na Litwie. Gdzie i ile wypadków rocznie na 1000 kierowców. Niemcy mają 6Xmniej niż my, a Litwini podobnie jak my - też podobnie szkolą i egzaminują. Proces szkolenia powinien polegać na kontakcie; " uczeń - mistrz ". Oddzielną i chyba najważniejszą sprawą jest egzekucja prawa. Przecież najgorzej wyuczony kierowca wie, że nie należy jeździć na czerwonym świetle, wyprzedzać na przejściach dla pieszych, parkować na miejscach dla inwalidów. A właśnie te wykroczenia najbardziej bolą. No i pojęcie "nadmierna prędkość" a brak świadomości co to jest prędkość bezpieczna. U nas taka sama kara za przekroczenie prędkości w strefie zamieszkania, w bliskości szkoły, czy szpitala, jak i na autostradzie. Szkolę od 1976 roku w zakresie prawa jazdy A, B, C, D, E. U nas jazda bez prawa jazdy to " tylko " wykroczenie!!!. Kandydaci na kierowców w zakresie kat A umieją wielokroć dobrze jeździć, nie boją się, że im ktoś zarekwiruje motocykl. W ostateczności to 500 zł mandatu. Sprawa egzaminów i egzaminatorów. Ci nowi boją się zdających, bo sami nie umieją jeździć. Egzaminator to powinien być mistrz, który wcześniej był instruktorem, policjantem w ruchu drogowym, żołnierzem o specjalności samochodowej itd. A instruktor powinien mieć przynajmniej 3 lata stażu za kierownicą w danej kategorii. To samo kandydaci na kierowców kat D. Przecież doświadczenia zdobytego za kierownicą nie zastąpi żaden kurs uzupełniający. Nie można nauczyć się grać na skrzypcach w ciągu 280 godzin, nie można też nauczyć się jeździć na kursach uzupełniających. Starsi koledzy pamiętają jaki był tabor autobusowy za komuny. Łyse opony. hamulce jakie były to były, kto słyszał o ABS itp. A wypadków z udziałem kierowców autobusów było, zdecydowanie mniej. Dobrego kierowcy nie zastąpi technika. Kto uczy teraz hamowania silnikiem? Dlaczego kowala nie uczy zawodu polonista, a murarza historyk? - proste; domy by się zwaliły. A dlaczego uczą jeździć geografowie, egzaminują prawnicy? - bo nie sprawdzili się w swoim zawodzie i szukają szczęścia w szkoleniu na kierowców. Mnie na szczęście szkolili fachowcy ( był kiedyś obowiązek pracy jako pomocnik kierowcy), przejechałem o/k 6 mil. km, jak do tej pory nie spowodowałem wypadku. A cóż prostszego wprowadzić stopniowe zdobywanie szlifów w naszym zawodzie; np. Młodszy instruktor, egzamin po trzech latach na instruktora, egzamin na starszego instruktora albo egzaminatora. Wiem co "umieli moi pracownicy po tzw. kursie dla instruktorów ". A kursy mieli prowadzone dobrze, zgodnie z programem. Owszem wiedzieli co to proksemika, dydaktyka, metodyka. Nawet znali takiego autora jak pan Okoń. Ale jak wytłumaczyć co to martwe pole, co to moment obrotowy, jak kręcić kierownicą, dlaczego bolą ręce od ściskania kierownicy, nie mieli pojęcia. Nauczyli się praktykując u mnie i moich kolegów. Osobowość nauczyciela, jego kompetencje zawodowe liczą się najbardziej. Owszem zgadzam się z tymi którzy chcą wprowadzić np. 2-u letnie szkoły dla egzaminatorów, instruktorów, policjantów itd, może coś na kształt dawnej " samochodówki w wojsku. Ale na ten temat niech wypowiedzą się bardziej kompetentni w tej materii. Pozdrawiam Zespół Redakcyjny, koleżanki i kolegów - Tadeusz L., Kierownik Szkoły w Krakowie.
Jerzy: Z tej dyskusji wynika, że znowu w sprawach szkolenia wypowiadają się osoby oderwane od rzeczywistości. Każdy instruktor ma przeszkolenie pedagogiczne. Zamiast wykształcenia wyższego jestem za powrotem zasady ze instruktorem może być osobą z wykształceniem o kierunku samochodowym lub pokrewnym z praktyką jazdy co najmniej 5 lat zawodowo. Pamiętam czasy kiedy testy egzaminacyjne pisane były tak filozoficznie ze nie zgadzały się przepisami ruchu drogowego a autorem ich byli ludzie z wyższym wykształceniem. Nie jeden uczestnik egzaminu nie zdał egzaminu z tego powodu. Morał z tego wynika, że to nie wykształcenie ma wpływ na jakość szkolenia, ale bardziej kierunek wykształcenia i długoletnia praktyka przed podjęciem się uczenia innych. Moim zdaniem średnie wykształcenie jest wystarczające, ale z o kierunku samochodowym lub pokrewnym.
Grzegorz: Co do rankingów to należy ustalić metodologię. Ośrodek, który szkoli dużo osób w wieku 50, 60 lat statystycznie nie osiągnie zdawalności ośrodka, który szkoli młode osoby. Zróżnicowanie ze względu na wiek przede wszystkim. Ponadto osoba kończy kurs, a na egzamin zapisuje się po dwóch, trzech miesiącach bez jazd doszkalających i oblewa zaniżając ranking. Nie można do jednego worka wsadzić wszystkich egzaminów. Metodologia przede wszystkim.
Krzysztof G.: Awans zawodowy- Wiele szumu w środowisku instruktorów wywoła propozycja corocznych szkoleń instruktorów nauki jazdy. Jedni byli za szkoleniem, ale różnili się wypowiedziami co do wyboru podmiotów szkolących. Natomiast inni wszechwiedzący byli za likwidacją takiego obowiązku. Chciałbym w tej sprawie przedstawić swój pogląd na sprawę. Już kilka lat wstecz podnosiłem ten sam problem. Według mnie Ministerstwo Infrastruktury tak naprawdę nie ma żadnego pomysłu. Widzi potrzebę corocznych szkoleń, ale tak naprawdę nie wie jak to zrobić, albo nie chce się narazić stowarzyszeniom instruktorów. Gdybym to ja decydował w tej sprawie, to zrobiłbym to tak. Przede wszystkim określiłbym, kto to instruktor. Według mnie instruktor ma bliżej do nauczyciela niż do kierowcy. Po takim określeniu wszystko jest już proste. W karcie nauczyciela ustala się stopnie awansu zawodowego według następującej kolejności:
1. Nauczyciel stażysta;
2. Nauczyciel kontraktowy;
3. Nauczyciel mianowany;
4. Nauczyciel dyplomowany;
Dobre wzorce wypracowane przez lata w przypadku awansu zawodowego nauczycieli powinny znaleźć swoje odbicie w awansie zawodowym instruktora.
Ustaliłbym następujące stopnie awansu zawodowego instruktora:
1. Instruktor stażysta;
2. Instruktor kontraktowy;
3. Instruktor mianowany;
4. Instruktor dyplomowany;
5. Egzaminator;
Następnie określiłbym kryteria dla poszczególnych stopni:
lp Stopień awansu zawodowego / Wykształcenie / Uprawnienia / (zakres szkolenia) / Czas trwania.
1 Instruktor stażysta / Średnie-matura / Kurs instruktora nauki jazdy zakończony egz. Państwowym. Udokumentowany staż w zakresie prawa jazdy kat; A, B, C, C+E co najmniej 5 lat / Szkolenie i i egzamin wewnętrzny pod nadzorem instruktora mianowanego. 1 rok
2 Instruktor kontraktowy / Jw. / Egzamin kwalifikacyjny / Praca jako instruktor stażysta co najmniej 1 rok / Samodzielne szkolenie . Egzamin wewnętrzny pod nadzorem egzaminatora mianowanego Co najmniej / 3 lata
3 Instruktor mianowany / Jw. / Certyfikat kompetencji zawodowych Posiadanie 3 letniego stażu pracy jako kontraktowy. Posiadanie prawa jazdy wszystkich kategorii praw jazdy. Samodzielne szkolenie i przeprowadzanie egzaminów wewnętrznych . Opiekun dla stażysty / Może szkolić kierowców zawodowych. Może prowadzić OSK. Co najmniej / 3 lata
4 Instruktor dyplomowany / Jw. / Wykształcenie wyższe. Egzamin kwalifikacyjny Posiadanie stażu pracy jako mianowany 3 lata Jw. / Może szkolić na kursach instruktorów nauki jazdy. Może egzaminować na kursach kwalifikacji wstępnych Co najmniej / 3lata.
5 Egzaminator / Kurs kwalifikacyjny dla egzaminatorów i pozytywny wynik egzaminu państwowego / Posiadanie 3 letniego stażu jako dyplomowany / Jw. / Może egzaminować kandydatów na kierowców i kierowców.
Można dalej wyszczególni c następne stopnie awansu zawodowego egzaminatorów.
Moja propozycja przewiduje ustawiczne uczenie się. Ograniczenia w zakresie prowadzenia szkolenia wywołają niejako naturalną chęć bycia coraz to lepszym. Motywują do dalszego kształcenia się. Zakładam także zlikwidowanie takich nieprawidłowości jak;
• Samodzielne szkolenie bez nadzoru po kursie instruktorskim;
• Brak umiejętności w kierowaniu pojazdem (staż w kierowaniu);
• Zakładanie szkół jazdy po uzyskaniu uprawnień instruktora po otrzymaniu uprawnień;
• Niskiej jakości w prowadzeniu szkół jazdy;
• Brak nadzoru w pierwszym etapie szkolenia przez niedoświadczonego instruktora;
• Brak uzupełniania wiedzy z zakresu BRD, przepisów ruchu drogowego, techniki kierowania, obsługi coraz to nowocześniejszych pojazdów;
• Szkolenia kierowców zawodowych przez młodego wiekiem bez stażu w kierowaniu pojazdem instruktora.
W mojej propozycji można byłoby uwzględnić stopień instruktora doskonalenia techniki jazdy, który mógłby prowadzić szkolenia z zakresu jazdy w warunkach ekstremalnych.
Proszę wyobrazić sobie instruktora nauki jazdy, który posiada prawo jazdy kat. B. Po uzyskaniu uprawnień do szkolenia kandydatów na kierowców. Kończy kurs kat. C. Weryfikacja i jest “specem” od szkolenia ciężarówką. Paranoją jest to, że może szkolić kierowców zawodowych. Tak naprawdę to on sam wymaga szkolenia.
Krzysztof: 1/ Do Pana Roberta D - Instruktora z Wyższym Wykształceniem (NIEPEDAGOGICZNYM) i autora wypowiedzi, której fragment pozwalam sobie zacytować: “Nawiązując do wypowiedzi “DOUCZONEGO” Pana S należy wnioskować, że wszyscy nasi wspaniali kierowcy rajdowi w Polsce, nie potrafiliby nauczyć kogoś jeździć technikom kierowania potrzebną w wyścigach rajdowych, gdyż jak myślę większość z nich nie ma wykształcenia pedagogicznego. ”Panie Robercie, ma pan rajdowo-wyścigową rację. Wyższe wykształcenie w tym fachu to nie wszystko. Szczerze Panu kibicuję “siłom i godnościom osobistom”.
2/ Pozdrowienia dla innego Kolegi, który rozwinął wątek "awansu zawodowego". O szczegółach tej propozycji należałoby podyskutować, ale kierunek jest właściwy (szczególnie pożądane byłoby przejście "od instruktora do egzaminatora").
Instruktor: Witam, systematycznie śledzę co dzieje się w tej materii. Szkolenie kandydatów na kierowców jest teoretyczne i praktyczne. Może też odbywać się w Szkole, więc czy wyobrażają sobie Państwo, by dziś ktoś prowadził zajęcia w szkole bez wyższego wykształcenia? Należy ujednolicić zasady szkolenia kierowców i przynajmniej na etapie szkolenia teoretycznego wprowadzić obowiązek posiadania wyższego wykształcenia, całkowita zamiana kadry instruktorów na tych z wyższym wykształceniem nie ma racji bytu, bo kto wtedy będzie uczyć jeździć? Ilu w Polsce mamy aktywnych instruktorów nauki jazdy z wyższym wykształceniem? Jeśli są, pracują pewnie w szkole lub innych instytucjach. Niestety prawda jest taka, że samo wykształcenie nie podniesie rangi zawodu tej profesji. Natomiast należy dołożyć wszelkich starań by podnieść efektywność szkolenia w OSK. Im szybciej wejdą nowe testy, na wyższym poziomie będą zajęcia teoretyczne, i tutaj należy pomyśleć o kimś kto ma wiedzę dydaktyczną. Pozdrawiam Instruktor.
Komentuj →