31 stycznia 2009 |
0
Na Górnym Śląsku od października w części autobusów kierowcy zajmują się kontrolą biletów. Dzięki takiemu systemowi ich sprzedaż wzrosła o 130 proc. Urzędnicy zastanawiają się, czy takie rozwiązanie sprawdzi się pod Wawelem. Zdaniem pracowników Komunalnego Związku Komunikacyjnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego system już przynosi spore korzyści finansowe. - Sposób okazał się bardzo skuteczny. Miesięczne dochody ze sprzedaży biletów wzrosły o pół miliona złotych - podaje "Gazecie" Alodia Ostroch, rzeczniczka KZK GOP. Więcej biletów sprzedają nie tylko kierowcy, ale także kioskarze. KZK GOP szacuje, że pasażerowie jeżdżący na gapę generują około 20 mln zł strat rocznie. Nowy system ma ją częściowo zrekompensować. - Dla przewoźnika najważniejsze jest dobro pasażerów, a ci najbardziej cenią punktualność, dlatego nie wiem, czy takie rozwiązanie u nas ma sens - uważa Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. - Nie mówimy jednak "nie" - zaznacza.
Magda Nogaj (“Gazeta pl. Wrocław”): Jak udało wam się przekonać pasażerów, by wsiadali pierwszymi drzwiami?
Roman Urbańczyk, prezes Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego: Podjeżdżając na przystanek, kierowca najpierw otwiera przednie drzwi, a dopiero po chwili pozostałe, by pasażerowie mogli wysiąść. Oczywiście zdarzają się spryciarze, którzy chcą ominąć kontrolę i wsiadają drugimi drzwiami. Bywało, że kierowca odmawiał wtedy dalszej jazdy, dopóki ten ktoś nie kupi biletu, ale to rzadkie sytuacje. Mamy nadzieję, że z czasem presja pozostałych pasażerów wyeliminuje tych, którzy chcą jechać na gapę. Na Zachodzie tak już się stało. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Będąc w Berlinie, kupiłem bilet kilkudniowy, ale wsiadłem drugimi drzwiami. Pasażerowie spojrzeli na mnie tak, że zacząłem się zastanawiać, czy jestem brudny, czy może rozdarłem kurtkę. Oni uważają jazdę na gapę za przestępstwo jak każde inne. Tylko u nas to wciąż powód do chwały. Tymczasem tacy ludzie oszukują własne państwo. Przez nich muszą drożeć bilety, bo trzeba więcej dopłacać do komunikacji miejskiej. Wszyscy pozostali muszą więc płacić za to, że oni jeżdżą za darmo.
Magda Nogaj (“Gazeta pl. Wrocław”): Pomysł z pierwszymi drzwiami nie wyeliminował jednak kontrolerów?
Roman Urbańczyk, prezes Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego:Mamy ponad stu, którzy pracują na umowę-zlecenie, oraz 40 zatrudnionych na etatach, ale to ci najlepsi, którzy szkolą innych. Kontrolerzy mają za zadanie wyłapać pasażerów, którzy ominęli kontrolę u kierowcy. Poza tym sprawdzają bilety w tramwajach i autobusach przegubowych.
Magda Nogaj (“Gazeta pl. Wrocław”): Jaki efekt przyniósł pomysł z pierwszymi drzwiami?
Roman Urbańczyk, prezes Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego: Rozwiązanie to wprowadziliśmy najpierw w Sosnowcu, potem Katowicach, a ostatnio także w Gliwicach. W tych miastach znacznie wzrosła sprzedaż biletów, u kierowców aż o 130 procent.
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
Jak podaje “Gazeta Wyborcza” za Polską Agencją Prasową: Toyota poinformowała o wielkiej akcji naprawy wadliwych pasów bezpieczeństwa i układów wydechowych w ponad 1,3 mln swoich samochodów na całym świecie. Chodzi o modele Vitz (w wielu krajach ten model nazywa się Yaris) oraz Belta i Ractis wyprodukowane od stycznia 2005 do kwietnia 2008 roku. Akcją objętych będzie ponad 525 tys. samochodów w Japonii i 830 tys. samochodów sprzedanych przez Toyotę na całym świecie. Defekt pasów bezpieczeństwa polega - jak wyjaśnili przedstawiciele Toyoty - na tym, że w przypadku czołowego zderzenia może dojść do zapalenia się podkładki z gumy piankowej, stanowiącej element napinacza. Wg Toyoty w Japonii zanotowano jeden taki przypadek. W przypadku układu wydechowego chodzi o usunięcie niebezpieczeństwa pęknięć, mogących powodować przedostawanie się do atmosfery niedostatecznie oczyszczonych spalin, nie spełniających norm ochrony środowiska. Właściciele przewidzianych do naprawy samochodów zostaną powiadomieni listownie. Brak jest informacji o kosztach całego przedsięwzięcia.
Komentuj →
28 stycznia 2009 |
0
(284-11)
(284-12)
^ 26-latek jadący dostawczym mercedesem skręcił z ulicy Kokota w Rudzie Śląskiej Bielszowicach w ulicę Bielszowicką. Znaki, które mijał informowały, że za chwilę dalsza jazda będzie niemożliwa ze względu na powstałe w tym miejscu rozlewisko. Kierowca całkowicie zaufał komunikatom nawigacji satelitarnej i w pewnym momencie jego samochód znalazł się na lodzie. Lód nie wytrzymał ciężaru pojazdu, który zaczął tonąć. Na szczęście kierowcy udało się opuścić szoferkę i wyjść bez szwanku z całej opresji. Przybyli na miejsce policjanci stwierdzili, że kierowca nie popełnił żadnego wykroczenia drogowego - bo ignorowanie znaków ostrzegających przed niebezpieczeństwem wykroczeniem nie jest - i nie ma potrzeby wyciągać wobec niego żadnych konsekwencji.
Komentuj →
2 lutego 2009 |
0
Pijany kierowca forda zatrzymał się na barierce - 32-letni Rafał C. kierowca forda zakończył swoją jazdę na barierce oddzielającej jezdnię od trawnika. Po zatrzymaniu go i zbadaniu alkomatem okazało się, że mężczyzna jest nietrzeźwy i ma ponad 2 promile alkoholu we krwi. Ponadto pojazd nie posiadał ważnych badań technicznych. Teraz agresywny kierowca straci prawo jazdy. Jazda pod wpływem alkoholu to brak wyobraźni i odpowiedzialności za swoje postępowanie. Nawet niewielka dawka osłabia koncentrację i opóźnia refleks. Praktycznie codziennie policjanci zatrzymują kierowców, którzy zdecydowali się na jazdę po kilku “głębszych”. Tacy ludzie często nie zdają sobie sprawy, że w takim stanie stanowią zagrożenie na drodze nie tylko dla siebie samego, ale przede wszystkim dla innych uczestników ruchu. Policjanci z Bielan wczoraj wieczorem otrzymali informację o uszkodzeniu barierki odgradzającej jezdnię od trawnika. Zgłaszający poinformował oficera dyżurnego, że w barierkę na ulicy Duracza wjechał ford. Natychmiast na miejsce zdarzenia udał się najbliższy patrol Policji. Policjanci na miejscu zastali dwóch mężczyzn, obaj byli pod wpływem alkoholu. Bardzo szybko mundurowi ustalili, kto siedział za kierownicą forda. 32-letni Rafał C., sprawca kolizji, próbował uciec z miejsca zdarzenia. Agresywnego mężczyznę zatrzymano. Podczas kontroli dokumentów okazało się, że pojazd, którym poruszał się nietrzeźwy, miał nieważne badania techniczne. Badanie trzeźwości wykazało, że Rafał C. miał we krwi ponad 2 promile. Mężczyzna został przewieziony do izby wytrzeźwień, a samochód odholowany na policyjny parking. 32-latek na najbliższy czas straci prawo jazdy. Dzisiaj policjanci z dochodzeniówki przedstawią kierowcy zarzuty.
Miał poważne problemy by wysiąść z samochodu - Kompletnie pijanego mężczyznę kierującego granatowym citroenem saxo zatrzymali wczoraj wolscy mundurowi. Podczas kontroli kierowca miał ogromne problemy, by wysiąść z auta. Nie potrafił podać swoich danych personalnych i stawał się coraz bardziej agresywny wobec policjantów. W efekcie noc spędził w izbie wytrzeźwień. Sygnał o jadącym wężykiem citroenie saxo wolscy mundurowi dostali tuż przed 19.00. Auto zatrzymali do kontroli na ulicy Górczewskiej. Wewnątrz siedziało dwóch mężczyzn. Już na pierwszy rzut oka dało się wyczuć, że obaj są pijani. Z 19-letnim pasażerem funkcjonariusze nie mieli żadnych problemów. Po wykonaniu badania na zawartość alkoholu (miał promil) został zwolniony. Kierowca auta natomiast ledwo wytoczył się z pojazdu i od razu zaczął atakować interweniujących policjantów. Krzyczał, wymachiwał rękoma, był wulgarny. Nie potrafił podać swoich danych personalnych. Na nic zdały się próby wykonania badania alkomatem. Lekarz zdecydował o pobraniu krwi. Funkcjonariusze asystowali przy zabiegu. Tę noc mężczyzna spędził w izbie wytrzeźwień. Dzisiaj sprawa trafi do śledczych.
Komentuj →
1 lutego 2009 |
0
(284-16)
Program Taksówka z fotelikiem został zrealizowany w Krakowie w okresie październik 2008 – styczeń 2009. Jego celem było propagowanie bezpieczeństwa dzieci podróżujących taksówkami oraz edukowanie ich opiekunów na temat bezpiecznego przewożenia dzieci również podczas krótkich przejazdów. Program został objęty honorowym patronatem Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, a patronem merytorycznym programu został Przemysłowy Instytut Motoryzacji “PIMOT”.
W ramach akcji, 61 taksówek Radio Taxi 919 w Krakowie zostało wyposażonych przez firmę Liberty Direct w foteliki dla dzieci w wieku od 0,5 roku do 12 lat, dzięki czemu od października w Krakowie można zamówić taksówkę z fotelikiem dostosowanym do wagi i wieku dziecka. Foteliki udostępniane są pasażerom bez żadnych dodatkowych opłat. Wokół akcji została zorganizowana akcja informacyjna mająca na celu nagłośnienie akcji w mediach krakowskich. Akcję wsparły działania Public Relations, których celem było szerokie nagłośnienie akcji w mediach: krakowskich, ogólnopolskich (dziennikarze zajmujący się tematyką społeczną) oraz marketingowych. Działania Public Relations polegały na dystrybucji informacji prasowych nt. akcji oraz koordynacji kontaktów z mediami, aranżacji publikacji i komentarzy, a także na organizacji konkursów dla czytelników gazet. Dodatkowo, na wybranych taksówkach firmy Radio Taxi zostały zamieszczone siatki oraz naklejki informujące o akcji.
W rezultacie podjętych działań zainteresowanie mediów akcją “Taksówka z fotelikiem” było bardzo duże, czego efektem są liczne publikacje, które zostały opublikowane w kluczowych mediach lokalnych oraz ogólnopolskich. Na temat akcji powstało blisko 50 publikacji prasowych, radiowych i telewizyjnych, w tym kluczowych mediach krakowskich takich jak Gazeta Wyborcza Kraków, Gazeta Krakowska, Echo Miasta Kraków czy Dziennik Polski. Pomimo iż akcja miała charakter lokalny zainteresowanie przedsięwzięciem wykazały również redakcje ogólnopolskie takie jak Radio Zet, czy TVP2 oraz prasa branżowa - marketingowa. Programem zainteresowały się również media z innych regionów – np. Gdańska, Radomia czy Gliwic.
Akcja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem wśród dziennikarzy oraz rodziców, a elementami wpływającymi na zainteresowanie nią było z pewnością jej nowatorstwo oraz fakt, że jest ona odpowiedzią na faktyczne potrzeby rodziców. Z informacji przekazanych przez korporację taksówkową wynika, że bardzo wielu rodziców korzysta z możliwości przewozu dzieci w fotelikach. W rezultacie poziom bezpieczeństwa dzieci podczas podróży taksówką znacząco wzrasta.
Komentuj →
1 lutego 2009 |
0
“Gazeta Pomorska” apeluje: Każda sekunda może być na wagę życia dla pogotowia i straży pożarnej. A jednak czasem muszą je tracić próbując przebić się przez słupki zagradzające im drogę. - Słupki i betonowe kwietniki uniemożliwiają nam sprawny, szybki dojazd. Musimy kombinować, jak je omijać. Najgorzej jest nocą - w ogóle ich nie widać, dlatego nieraz musimy przejść nawet sto metrów. Gdybyśmy w nie trafili i zepsuli samochód, moglibyśmy do szpitala dotrzeć za późno - mówi Juliusz Wełnowski, który jest kierowcą karetki już od ponad trzech lat. - Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie było przeszkód, to parkowałyby w tych miejscach samochody. Mieszkańcy chcą postawić auta jak najbliżej domu. Łatwiej jednak po ciemku zauważyć samochód niż słupek lub betonową donicę. Słupki zagradzające drogę autom możemy spotkać na prawie wszystkich osiedlach. - Kierowcy muszą sobie jakoś radzić. Pomaga im doświadczenie. Wiedzą, gdzie mogą się przecisnąć, a gdzie lepiej przejść pieszo. Nieraz przeszkadza im mały, półmetrowy płotek. Mogliby go staranować, ale to wiązałoby się z uszkodzeniami samochodu - powiedział nam Tadeusz Stępień, kierownik usług medycznych w bydgoskim pogotowiu. Podobnie strażacy: - Nam jednak łatwiej przejechać. Gdy droga jest zastawiona możemy uciąć taki słupek, bo mamy potrzebny do tego sprzęt - mówi Jarosław Umiński, rzecznik strażaków. - Tylko to wymaga czasu, a on jest dla nas na wagę życia. - Z tym problemem borykamy się od lat. Praktycznie nie ma żadnych przeciwwskazań do stawiania słupków. Spółdzielnie i wspólnoty same zarządzają swoim terenem. My możemy tylko apelować, aby zachowały rozsądek. Spotykamy się z ich przedstawicielami dwa razy w roku i tłumaczymy, że uniemożliwiają dojazd pogotowiu lub strażakom - powiedział Adam Ferek, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego. - Niestety, nie przynosi to pożądanych rezultatów. - Chyba wiedzą, że my oceniamy stawianie słupków negatywnie. Dla nas najważniejszy jest szybki dojazd na miejsce zdarzenia. Im szybciej i bliżej uda się podjechać, tym lepiej. A słupki nam to po prostu uniemożliwiają. Podobnie jak moda, aby odgradzać nowe bloki płotami. Zdarza się, że nie możemy podjechać do pożaru, bo ktoś nie pomyśli, żeby otworzyć nam bramę - dopowiada Umiński.
Komentuj →
1 lutego 2009 |
0
Do końca roku na ulicach pojawi się 50 nowych autobusów. We wszystkich znajdą się automaty biletowe. Po raz pierwszy autobusy będą wyposażone w automaty biletowe. Niestety, będzie w nich można kupić tylko bilety jednorazowe. Autobusy mają być dostarczone do stolicy jesienią.
Komentuj →
1 lutego 2009 |
0
“Gazeta Wyborcza Zielona Góra” relacjonuje: Zielonogórski WORD kupuje 10 nowych aut. Tyle, że instruktorzy szkół jazdy chcą, by w specyfikacji przetargowej znalazł się zapis, że auto może jeździć na gaz. WORD na kompromis nie idzie. Ostatni przetarg na zakup aut Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Zielonej Górze ogłaszał w czerwcu 2007 r. I wówczas protestowali właściciele szkół jazdy. Przetarg wygrał diler Renault. Sprzedał ośrodkowi wersję clio po niskiej cenie 32 tys. zł za sztukę. Ale kiedy do salonu zgłosili się właściciele szkół, okazało się, że muszą wydać za to samo auto kilkanaście tysięcy złotych więcej. - Mechanizm jest prosty. Diler sprzedaje ośrodkowi auta niemalże bez marży, ale odbija sobie na kilkuset szkołach jazdy. One chcą przecież szkolić na tych samych modelach, na jakich odbywają się egzaminy - tłumaczą instruktorzy. Okazało się także, że w clio nie można montować instalacji gazowej. A na takie rozwiązanie decyduje się blisko 90 proc. szkół, by oszczędzać na paliwie. W tym tygodniu WORD ogłosi kolejny przetarg na zakup 10 samochodów. Chce wymienić kilkuletnie fiaty punto i grande punto na nowe. Mają być wyposażone m.in. w ABS, klimatyzację, poduszki powietrzne. Szkoleniowcy domagają się, by w specyfikacji znalazł się także zapis o możliwości przeróbki wozów na gaz. Jest to możliwe, bo ustawodawca określając, na jakich autach WORD-y powinny egzaminować kierowców, podaje tylko wymiary auta, np. nie może być krótsze niż 3,5 metra. Resztę parametrów określa w specyfikacji przetargowej sam ośrodek. - Od lat większość szkół jeździ na gazie. Chodzi o ekonomię, oszczędzamy od 40-60 proc. kosztów paliwa. Po drugie, to także ochrona środowiska. Jest także trzeci aspekt. WORD także mógłby zmniejszyć koszty funkcjonowania ośrodka, montując w swoich autach gaz - wylicza Waldemar Pietraszewski, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców. Pietraszewski w imieniu kilkuset szkoleniowców z byłego woj. zielonogórskiego poprosił dyrektora ośrodka, by w specyfikacji przetargowej znalazł się zapis, że producent auta dopuszcza taką możliwość, bez utraty prawa do gwarancji. - Są nawet firmy, które fabrycznie montują takie instalacje - dodaje Pietraszewski. Ireneusz Plechan, dyrektor zielonogórskiego WORD twierdzi, że sam nie jest zainteresowany montażem gazu w autach ośrodka. - Oszczędności są wymierne, a my nie możemy sobie pozwolić na eksperymenty, na spadki mocy silnika czy jego nierówną pracę podczas egzaminu - mówi Plechan. Twierdzi, że uwzględnił postulat szkoleniowców, ale... w specyfikacji zapisu nie zawarł. - Nie było to konieczne. Mój pracownik przedzwonił do dilerów, którzy potencjalnie mogliby w przetargu wystartować i jako anonimowy klient zapytał, czy w ich autach dopuszczalny jest montaż gazu. Wszyscy zapewnili, że tak. Dlatego uznałem, że zapis jest zbędny - tłumaczy dyrektor. - A jeśli potem okaże się, że szkoły nie mogą jednak montować gazu, bo takiego rozwiązania nie przewiduje producent? Nie wolał mieć pan tego na papierze? - pytamy. - Nie. Nie chcę, by ktoś potem mnie ciągał po sądach, zaskarżał procedurę przetargową, przez to, że zawarłem zapis, który mógł kogoś wyeliminować - tłumaczy dyrektor. Instruktorzy mają wątpliwości. W ostatnim przetargu bowiem zaznaczono, że auto musi mieć pojemność silnika nie mniejszą niż 1,4 litra i 100 koni pod maską. - Ten zapis wyeliminował kilku producentów, i jakoś wtedy dyrektor się tym nie przejmował. Ośrodek kupił mało ekonomiczne auta, które w jeździe po mieście wykorzystują swoje parametry tylko w kilkunastu procentach. Mają zbyteczny nadmiar mocy. Mamy wrażenie, że ośrodek dba tylko o to, by oferta opłaciła się dilerowi. Nie liczy się z tym, że będziemy musieli kupić takie same auta, że wkrótce, płacąc krocie za benzynę, będziemy zmuszeni podnieść ceny kursów - tłumaczy właściciel jednej z większych szkół nauki w mieście. Szkoleniowcy chcą oprotestować decyzję dyrektora WORD. Tak było dwa lata temu, gdy stanęli w obronie kursantów. Dyrektor WORD nie chciał, by kursanci nie mieli możliwości wyboru marki pojazdu na egzaminie. O wyborze miał decydować los. Instruktorzy tłumaczyli, że losowanie jest zbyt stresujące. Zagrozili pikietą w centrum miasta. Poprosili o pomoc marszałka, któremu podlega WORD. Po burzliwych negocjacjach ośrodek zmienił procedurę. - Nie mamy wyjścia, znów musimy liczyć na wsparcie marszałka, skoro WORD nie chce nas słuchać - tłumaczą instruktorzy.
Komentuj →
1 lutego 2009 |
0
Na zlecenie brytyjskiej firmy ubezpieczeniowej przeprowadzono badania na symulatorze, które sugerują, że podczas choroby nie powinniśmy prowadzić samochodu. Okazało się, że kierowcy odczuwający silne objawy grypy o 10 procent wolniej niż normalnie reagują na sytuacje na drodze. Przy prędkości ponad 90 km/h oznacza to, że zaczynają hamować, mniej więcej, dwa metry później niż normalnie. Zauważono również, że nieco słabiej zdają sobie sprawę z zagrożeń na drodze. Nie można wykluczyć, że przyczyniają się do tego środki przeciwgrypowe, zwłaszcza syropy na kaszel, które między innymi wywołują senność. Zdaniem Brytyjczyków grypa, czy silne przeziębienie działa na kierowcę podobnie jak dwie szklaneczki whisky.
Komentuj →
31 stycznia 2009 |
0
(284-10)
Tego jeszcze nie było! Pług, który wyjechał, by łagodzić skutki zimy na łódzkich ulicach, sam wpadł w poślizg i staranował dwa samochody! Do wypadku doszło ok. godz. 20. Potężny lemiesz wbił się w bagażnik opla astry i zawadził jeszcze o stojącą na prawym pasie mazdę. Pasażerka opla z urazem kręgosłupa została zabrana do szpitala. W sobotę na łódzkich jezdniach doszło do kilkunastu wypadków i ponad 50 kolizji. Najgorzej było rano i wczesnym wieczorem, gdy sypał śnieg, a temperatura spadła poniżej zera. Wszystkie te wypadki zdarzyły się niemal w tym samym czasie. Już było ślisko, a drogowcy, jak zwykle, nie zdążyli temu zaradzić – komentuje “Express ilustrowany”.
Komentuj →
30 stycznia 2009 |
0
Kierowców, którzy bezprawnie parkują swoje samochody na miejscach dla niepełnosprawnych, nie przestraszyła zmiana taryfikatora mandatów - donosi płocka “Gazeta pl”. Nowy taryfikator zaczął obowiązywać dwa miesiące temu. Wcześniej za zaparkowanie na kopercie nieuprawnionemu kierowcy groziło 100 zł mandatu. Teraz za takie ułatwianie sobie życia kosztem innych można zapłacić nawet 500 zł. - Od momentu obowiązywania nowego taryfikatora byliśmy już dziesięciokrotnie zmuszeni do zastosowania tak wysokiej grzywny - mówi rzeczniczka płockiej straży miejskiej Jolanta Głowacka. Jak tłumaczą strażnicy, wszyscy ukarani mandatami kierowcy to młode osoby. I wszystkie miały to samo wytłumaczenie: "tylko na chwilę". - A ta chwilka przeciągała się nawet do kilku godzin, aż ktoś załatwił wszystkie sprawy w pobliskich bankach, urzędach, zrobił zakupy - dodaje Głowacka.
Komentuj →
30 stycznia 2009 |
1
(284-9)
Policjanci ruchu drogowego wystąpili z inicjatywą oznaczania opaskami odblaskowymi drzew niebezpiecznych odcinkach dróg wojewódzkich. Na początku oznaczonych zostanie 500 drzew. Wszystko po to, żeby na drogach Warmii i Mazur było bezpieczniej. W latach 2000-2008 na drogach województwa warmińsko-mazurskiego doszło do 3568 wypadków, których przyczyną było najechanie na drzewo. W wypadkach tych zginęło 812 osób, a 5191 zostało rannych. Co stanowi 20,6% ogółu wypadków i odpowiednio 33,5% ofiar śmiertelnych i 23% rannych. Dostrzegając ogromne zagrożenie, jakie powodują drzewa zlokalizowane w skrajni na szczególnie niebezpiecznych odcinkach dróg wojewódzkich Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie zainicjowała proces oznaczania takich drzew opaskami odblaskowymi. Zgodnie z założeniami przedsięwzięcia, Zarząd Dróg Wojewódzkich kupił 500 opasek sfinansowanych ze środków Urzędu Marszałkowskiego, których montaż rozpoczęto w styczniu. Znakowanie ma być zakończone w pod koniec I kwartału. Opaski odblaskowe umieszczane są na drzewach w miejscach, w których nie ma możliwości innego oznakowania – poinformowała “Gazeta Olsztyńska”.
Policyjne statystyki mówią, że przyczyną ponad 20 proc. wypadków drogowych jest najechanie na drzewo. W województwie warmińsko-mazurskim w ciągu ostatnich ośmiu lat z tego powodu doszło na drogach do 3568 wypadków, w których zginęło 812 osób, a ponad 5 tys. zostało rannych.
Komentuj →
30 stycznia 2009 |
0
(284-7)
Zajęcia w ikeowskim centrum handlowym? Czemu nie! O bezpieczeństwie nigdy za dużo. Policjanci Zakładu Szkoleń Specjalnych przez dwa dni prowadzili zajęcia dla najmłodszych w ramach akcji “Ferie z Ikea Janki”. Podczas ferii zimowych wszyscy zwracamy baczną uwagę na dzieci. Zwłaszcza te najmłodsze, są pod szczególną troską rodziców. Ci zaś, korzystając z urlopów lubią łączyć przyjemne z pożytecznym i poszaleć na zakupach. To z myślą o takich sytuacjach opracowano akcję “Ferie z Ikea Janki”. Dzieci mogły pozostać pod opieką różnych specjalistów, którzy prowadzili dla nich zajęcia i pokazy, a rodzice w tym czasie – zająć się swoimi sprawami. Ikea do udziału w akcji zaprosiła również policjantów z Centrum Szkolenia Policji. Prowadzili oni zajęcia z najmłodszymi na temat bezpieczeństwa i postępowania w sytuacjach zagrożenia życia. Przypomnijmy, że w Szwecji zasady udzielania pierwszej pomocy wpaja się od najmłodszych lat. Grupa zebranych dzieci pod opieką policjantów miała okazję nie tylko usłyszeć jak trzeba zachować się w podobnych sytuacjach, ale też poćwiczyć na specjalnym sprzęcie, na którym uczą się policjanci w naszej szkole. Dzieciaki oczywiście najpierw dokonały szczegółowych oględzin każdego z fantomów, a potem z nie mniejszą ciekawością przystępowały do nauki udzielenia pomocy osobie nieprzytomnej i udrożnienia dróg oddechowych. Największym zainteresowaniem cieszyły się oczywiście te najmniejsze, dziecięce fantomy. Starsze pociechy mogły nauczyć się elementów resuscytacji korzeniowo oddechowej. Wszyscy uczestnicy w trakcie ćwiczeń poznali algorytm postępowania podczas zgłaszania informacji pod numer alarmowy 112. Trzeba przyznać, że dzieci zaskakiwały zarówno swoim zaangażowaniem jak i też wiedzą w tym temacie. A nierzadko przewyższała ona wiedzę towarzyszących im opiekunów – przeczytaliśmy na stronie Centrum Szkolenia Policji.
Komentuj →
30 stycznia 2009 |
1
Kujawsko-pomorscy policjanci przeprowadzili działania pod kryptonimem "Prędkość i alkohol – zero tolerancji dla osób naruszających przepisy ruchu drogowego". W godzinach 12:00-20:00 na drogach krajowych rozpoczęły się policyjne kontrole. Akcje takie jak ta mają na celu ograniczenie zdarzeń na drodze, zwłaszcza tych, których finałem jest śmierć człowieka, ale również ujawnianie i reagowanie na przestępstwa i wykroczenia w ruchu drogowym. Nieprzestrzeganie dozwolonej prędkości jazdy, niezapinanie pasów bezpieczeństwa czy jazda w stanie nietrzeźwym są najczęstszymi przyczynami tragedii. Podsumowanie działań przedstawia się następująco:
• Łącznie w działaniach wzięło udział 318 policjantów.
• Funkcjonariusze skontrolowali 4099 pojazdów.
• Za popełnione wykroczenia mandatami karnymi ukarano 1180 kierowców, 1119 pouczono.
• Wobec 14 sprawców wykroczeń skierowane zostaną wnioski o ukaranie do sądu grodzkiego.
• Funkcjonariusze zatrzymali 179 dowodów rejestracyjnych i 11 praw jazdy.
• Policjanci zatrzymali 21 nietrzeźwych kierujących.
Działania "Prędkość i alkohol – zero tolerancji dla osób naruszających przepisy ruchu drogowego", jak i inne akcje prowadzone przez kujawsko-pomorskich policjantów, będą kontynuowane tak często jak to możliwe.
Okres zimowy jest trudny dla kierowców, zwłaszcza ze względu na warunki pogodowe, dlatego apelujemy o rozwagę na drodze i przestrzeganie przepisów drogowych!
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Władysław Husejko przekazał Policji maskotki, które mają przeciwdziałać pogłębianiu się szoku pourazowego i stresu u dzieci poszkodowanych w wypadkach. Oprócz zabawek Marszałek przekazał również inne akcesoria, m.in. odblaskowe kamizelki i breloki, w celu poprawy bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego. Rozpoczęła się kampania “Bezpiecznie na drogach zachodniopomorskich”.
(284-3)
Kampania będzie realizowana przez policjantów ruchu drogowego na terenie całego województwa zachodniopomorskiego. Podczas pełnienia służby funkcjonariusze będą wręczać pieszym elementy odblaskowe oraz zachęcać do ich umieszczania na odzieży. Ponadto rowerzyści otrzymają kamizelki odblaskowe, a szkoły, do których uczniowie dojeżdżają rowerami, zostaną objęte specjalnym nadzorem. Podczas spotkań z dziećmi policjanci będą omawiać przepisy ruchu drogowego, uświadamiać konieczność używania kamizelek i innych elementów odblaskowych. - Kamizelki będziemy rozdawać rowerzystom, a odblaski dzieciom. Głównie w małych miejscowościach i na wsiach. To właśnie na terenach niezabudowanych i nieoświetlonych są oni szczególnie narażeni na potrącenia - tłumaczy Grzegorz Sudakow, szef zachodniopomorskiej drogówki.
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
W Poznaniu ginie coraz więcej starszych ludzi. Żeby temu zaradzić, policja domaga się postawienia w niebezpiecznych miejscach barierek. - Musimy fizycznie uniemożliwić staruszkom łamanie przepisów - mówi naczelnik poznańskiej drogówki. - Jednym z największych zagrożeń dla ruchu w Poznaniu są starsze kobiety - mówił wczoraj na posiedzeniu komisji bezpieczeństwa naczelnik miejskiej drogówki Józef Klimczewski. Jak wyliczył, w ub.r. na drogach naszego miasta zginęło 26 pieszych, z czego 17 osób to kobiety po 73. roku życia. Zdaniem policji problem tkwi w tym, że starsze osoby nie przestrzegają przepisów. - Staruszki często nie korzystają z przejść, przechodzą przez drogę, gdzie im się podoba. Widziałem wydeptane ścieżki prowadzące z osiedli bezpośrednio do jezdni - tłumaczy naczelnik.
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
W Olsztynie kierowcy skarżą się, że telebim przy ratuszu po zmroku swoim jaskrawym światłem przeszkadza im w jeździe. Właściciele diodowego ekranu zapewniają, że szybko rozwiążą problem. Megaekran o powierzchni 60 m kw. zawisł w maju 2008 r. i niemal od razu ściągnął na siebie gromy. Podwyższał zdaniem niektórych i tak zbyt wysoką fasadę budynku przy ratuszu. "Architektonicznym skandalem" nazwała to Małgorzata Jackiewicz-Garniec, historyk sztuki. Przeciwnicy zorganizowali nawet happening i w akcie protestu siedzieli do niego tyłem. Jednak nie tylko wygląd wielkiej reklamy drażni. Natężenie światła w nocy jest tak duże, że z daleka można odnieść wrażenie, jakby nad ratuszem błyskała polarna zorza. Niektórzy kierowcy twierdzą, że z bliska ten efekt może być już niebezpieczny, bo migające i odbijające się w mokrym asfalcie światło może utrudnić obserwację drogi. - Sygnalizator wiszący nad jezdnią znajduje się na tle ekranu i można go nie zauważyć. Moc światła jest tak wielka, że nocą razi kierowców - mówi Sławomir Kałwianiec, olsztyński taksówkarz. Na wniosek władz miasta ekranem nad placem zajęła się komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
Jak informuje “Gazeta Krakowska’” - woźnica z Zakopanego, którego koń w poniedziałek stratował grupę turystów na Gubałówce (koń zaprzężony do sań zerwał się woźnicy i w szalonym pędzie uciekał drogą na Gubałówce. Zwierzę wpadło w tłum ludzi), usłyszał zarzut spowodowania wypadku, ucieczki z miejsca zdarzenia i nieudzielenia pomocy osobom rannym w zdarzeniu. W czasie wypadku rannych zostało osiem osób. Pięć najbardziej poszkodowanych znalazło się w szpitalu. Obecnie hospitalizowane są jeszcze trzy. Ich stan jest dobry. Jednocześnie prokuratura rejonowa w Zakopanem nie zgłosiła wniosku o tymczasowe aresztowanie mężczyzny, a jedynie oddała go pod dozór policyjny.. Grozi mu kara czterech i pół roku więzienia. Tymczasem w Zakopanem zapanowała psychoza wśród turystów. Efekt? Fiakrzy klną na turystów, turyści w popłochu uciekają przed końmi, a władze Zakopanego wraz ze Związkiem Podhalan opracowują regulamin dla fiakrów. - Jak tysiące ludzi ginie na drogach pod samochodami, to nic, ale jak u nas raz na dziesięć lat stanie się wypadek, to od razu afera na całą Polskę! - mówi zdenerwowany jeden z zakopiańskich fiakrów. Władze Zakopanego postanowiły uporządkować sytuację, bo jak twierdzi wiceburmistrz Zakopanego, Wojciech Solik - żadne w tej chwili przepisy nie rządzą fiakrami. Podobnego zdania jest starosta tatrzański, Andrzej Gąsienica Makowski. - Trzeba zrobić tak, aby każda dorożka była oznakowana. Musi mieć rejestrację, bo nie może być tak, że dwa dni szuka się woźnicy. Trzeba też sprawdzać stan techniczny tych pojazdów i stan zdrowia konia - mówi. Do 1 marca zostanie opracowany regulamin dla fiakrów. Zobowiązał się do tego prezes zakopiańskiego oddziału Związku Podhalan Marcin Zubek. - Regulamin będzie nawiązywał do tego z 1904 roku - zaznacza Zubek. Z jednej strony będzie zapewniał dalej kulturowy wymiar kuligów, a co za tym idzie - zimą trasy utrzymane na biało, z drugiej - będzie nakładał obowiązki na fiakrów - posiadanie identyfikatorów, numerów, kart woźniców, ukończone 18 lat.
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
Jak poinformowała INTERIA.pl: Problem z parkowaniem w dużych miastach? Rozwiąże go koperta, czyli własne miejsce do parkowania w centrum. Teoretycznie każdy może sobie ją kupić od Zarządu Dróg Miejskich. Miesięczny abonament za kopertę w Warszawie to 1600 złotych. Wtedy możemy parkować cały dzień przez cały miesiąc. Jeżeli ktoś zaparkuje na wykupionym już przez nas miejscu, wtedy wzywamy odpowiednie służby. Czy to faktycznie się jednak opłaci? Bo np. parkowanie w płatnej strefie Warszawy - 8 godzin dziennie przez 20 dni roboczych - kosztować będzie 550 złotych. To taniej niż na dzierżawionej kopercie. Ale z drugiej strony są i droższe miejsca. Za parking w jednym z najdroższych wieżowców w centrum zapłacimy cztery razy więcej, bo ponad dwa tysiące złotych. Kopertę można (było) kupić we Wrocławiu. Tyle, że o połowę taniej. Wystarczy 850 złotych miesięcznie. Miasto udostępnia do wykupienia 26 kopert i wszystkie mają swoich dzierżawców. Wolnych miejsc obecnie nie ma, a potencjalni chętni muszą czekać, aż któryś z obecnych dzierżawców zrezygnuje z miejsca parkingowego. Nic dziwnego, że chętnych nie brakuje skoro koszt parkowania przez 20 dni, 8 godzin dziennie to 500 zł. A wolne miejsce trzeba jeszcze znaleźć... W Poznaniu zapłacimy jeszcze mniej. Rezerwacja miejsca w strefie parkowania kosztuje 600 złotych. Ale oszczędni poznaniacy niechętnie korzystają z płatnych kopert. Częściowo dlatego, że problem jest rozwiązany przez system darmowych parkingów rozmieszczonych wokół centrum. Kierowcy często również nie wiedzą o możliwości wykupienia miejsca na wyłączność. Za to oburza ich warszawska stawka za miejsce. - Dobrzy by było taką pensję mieć, a nie tyle płacić za miejsce parkingowe. - mówi jedna z kierujących.
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
Kontrolowany poślizg, jazda na trolejach czy alko-test. To tylko kilka z ćwiczeń, wykonywanych przez laureatów konkursu organizowanego przez Szkołę Jazdy Renault. Nauka doskonalenia techniki jazdy przebiegała pod czujnym okiem doświadczonych trenerów. Udział w konkursie mógł wziąć każdy prenumerator newslettera Szkoły Jazdy Renault, który
w ciekawy sposób napisał, dlaczego warto doskonalić technikę jazdy.Wszyscy laureaci konkursu, którzy wzięli udział w szkoleniu bezpiecznej jazdy w naszej szkole, wykazali się ogromnym zaangażowaniem i większość ćwiczeń wykonywali poprawnie już po kilku próbach – mówi Miłosz Majewski, trener Szkoły Jazdy Renault. – Takie szkolenie pozwala zwrócić uwagę na istotne błędy, które kierowcy nagminnie popełniają podczas jazdy – dodaje Majewski. W czasie ćwiczeń można było nauczyć się m.in. pokonywania zakrętów ze zmieniającą się nawierzchnią, czy jazdy po kręgu poślizgowym, podczas której trzeba poradzić sobie
z nadsterownością i podsterownoscią pojazdu. Uczestnicy szkolenia dowiedzieli się także, jak duże znaczenie podczas prowadzenia auta ma prawidłowa pozycja za kierownicą. Praktyczne i ciekawe ćwiczenia na autodromie pokazały jak panować nad autem w chwili nieprzewidzianego i groźnego zdarzenia – powiedział Piotr Dorobisz, jeden z uczestników
– Dzięki temu nauczyłem się m.in. jak kontrolować poślizg podsterowny. Cenne uwagi trenerów Szkoły Jazdy Renault spowodowały, że stałem się bardziej świadomym kierowcą. Dużą popularnością cieszyła się jazda na troleju, czyli symulatorze jazdy
w stałym poślizgu tylnej osi. Najwięcej emocji wywołał jednak tzw. alko-test. To ćwiczenie polegające na jeździe w specjalnych ALKOgoglach czyli w okularach, które zaburzają widzenie, symulując upośledzenie zmysłów jakie występuje po spożyciu alkoholu i objawia się obniżeniem koncentracji, niemożnością określenia kierunków, zniekształceniem widzianego obrazu, zmianami w ocenie odległości oraz tzw. podwójnym widzeniem.
(278-20)
ALKOgogle - zamów
0-502-659-431 (non-stop)
Komentuj →
29 stycznia 2009 |
0
Uczniowie wszystkich szkół, od podstawówek po licea, obowiązkowo będą uczyć się od września udzielania pierwszej pomocy. Problem w tym, że brakuje specjalistów, którzy mogliby takie lekcje poprowadzić – informuje “Gazeta pl Katowice”. Dyrektorzy podstawówek i gimnazjów uważają, że dzieciom i młodzieży przyda się wiedza z zakresu pierwszej pomocy. - W liceach ratownictwa będą uczyć pedagodzy, którzy prowadzą lekcje przysposobienia obronnego. My takich fachowców nie mamy - martwi się Anna Kraus, wicedyrektorka jednej z katowickich szkół. Nie ma szans, aby podstawówki i gimnazja skorzystały z wiedzy nauczycieli PO z liceów. Według wyliczeń Ministerstwa Edukacji Narodowej 3,5 tys. nauczycieli od PO zatrudnionych w 12 tys. szkół nie będzie w stanie obsłużyć kolejnych 20 tys. placówek. Dlatego ratownictwa będą mogli uczyć także nauczyciele innych przedmiotów, którzy przejdą szkolenie i zdobędą stosowne zaświadczenie. - Chciałam zrobić taki kurs, bo od września, gdy koleżanka wróci z urlopu wychowawczego, stracę pełny etat. Zamiast dorabiać w innej szkole, wolałabym uczyć u nas ratownictwa. Ale na razie niczego się na ten temat nie dowiedziałam. Pytałam dyrektorki i w kuratorium, ale kazali czekać - mówi Anna Bułka, wuefistka w jednym z dąbrowskich gimnazjów. Ratunkiem dla szkół mogliby być lekarze i ratownicy medyczni. Okazuje się, że to opcja bardzo kosztowna, bo godzina pracy specjalisty kosztuje 30-80 zł za godzinę. Nauczyciel może zaś liczyć na 19-32 zł. Andrzej Rafa z kuratorium uważa, że ze znalezieniem fachowców nie powinno być kłopotów. - W naszym województwie jest już grupa odpowiednich edukatorów. Są też pedagodzy po krótszych szkoleniach, na których nauczyli się sami udzielać pierwszej pomocy. Kilkugodzinne kursy to wprawdzie za mało, by uczyć dzieci, ale ich absolwenci mogą uzupełnić kwalifikacje, by były zgodne z ministerialnymi wytycznymi - mówi Rafa. Radzi, by czekać na rozporządzenie w tej sprawie, które ma zostać podpisane w lutym.
Komentuj →
28 stycznia 2009 |
0
Alarm włączał się co chwilę w samochodzie zaparkowanym na jednym z wrocławskich parkingów. Samochodu nie można było odholować, bo był zaparkowany prawidłowo – poinformował redakcję czytelnik “Gazety Wyborczej”. Sytuacja powtarzała się przez dwa dni. Wreszcie zabrała auto. Zgodnie z kodeksem drogowym nie można usunąć auta na lawecie, jeśli jest ono zaparkowane zgodnie z przepisami, nawet jeśli co chwilę bez powodu wyje w nim alarm. - Auto stało prawidłowo i nic więcej nie mogliśmy w tej sytuacji zrobić - stwierdził Sławomir Chełchowski, rzecznik wrocławskiej straży miejskiej.. - Na szczęście tego typu zgłoszenia zdarzają się rzadko.
Komentuj →
28 stycznia 2009 |
0
Łódzka “Gazeta Wyborcza” poinformowała: Ci, którzy powinni remontować łódzkie ulice – będą monitorowani. Pracownicy Zarządu Dróg i Transportu zrobią to dzięki umieszczonym w samochodach służbowych specjalnym kamerom internetowym. 13 nowych kamer dostał Wydział Oczyszczania Ulic łódzkiego Zarządu Dróg i Transportu. Osiem będzie monitorowało efekt pracy łódzkich robotników remontujących ulice w mieście. Pozostałe pięć zarząd umieści w samochodach służbowych. To pierwszy tego typu system weryfikacji jakości prac w kraju. - Dzięki kamerom będziemy mogli na bieżąco nadzorować firmy, które, na przykład, odśnieżają miasto lub oczyszczają ulice w mieście - mówi Maciej Winsche, kierownik Wydziału Oczyszczania Ulic. - Oprócz tego, dzięki połączeniu z internetem kamery na żywo będą przekazywały obraz do centrum, dlatego będziemy mogli sprawdzać, które ulice są zakorkowane. Sprzęt znacznie usprawni i skoordynuje pracę w zarządzie.
Jak to działa? - Dzięki kamerom umieszczonym w autach, jedna osoba może zgromadzić materiał dla czterech inspektorów. Bo jednocześnie sfilmuje krzywe krawężniki, niezałatane dziury, pochylone znaki drogowe i źle przycięte drzewa - tłumaczy Winsche. Póki co kamery będą rejestrowały zdjęcia z częstotliwością jednej klatki co 15 sekund. - Na tyle pozwala dzisiejsza technika - przekonuje Jarosław Piszkiewicz z KonSysTelu, firmy, która dostarczyła sprzęt. - Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w przyszłości, kiedy w Łodzi pojawi się sieć światłowodów, rejestrować zapis co sekundę. Winsche: - Zresztą zdjęcie robione co piętnaście sekund to nie problem. Kierowca zawsze będzie mógł zawrócić i przejechać jeszcze raz obok dziury. Oprócz tego system będzie archiwizował wszystkie nagrania przez miesiąc. Dzięki temu możliwe będzie udowodnienie nieuczciwym pracownikom, że nie pracowali w wyznaczonych godzinach lub zbyt często robili sobie przerwy na papierosa. Koszt jednej kamery wraz z całym osprzętem to wydatek ok. 3 tys. zł.
Komentuj →
28 stycznia 2009 |
0
Tym razem dziennik “METRO”: Na budowę dróg jesteśmy w stanie przeznaczyć przynajmniej 74 mld zł do 2015 r. - przekonywali przedstawiciele Forum Obywatelskiego Rozwoju, fundacji prof. Leszka Balcerowicza, współautorzy raportu o autostradach w Polsce. - Takie inwestycje to dobry pomysł na kryzys. Dzięki nim może uratować miejsca pracy - przekonują ekonomiści. Recepta na przyspieszenie budowy autostrad i dróg ekspresowych w Polsce według autorów raportu "Dokąd droga" (oprócz FOR przygotowali go eksperci z firm doradczych PriceWaterHouseCoopers i 4C Future Computing oraz kancelarii prawnej Wardyński i Wspólnicy). Do 2015 r. dostaniemy z Unii Europejskiej 63 mld zł. Wystarczy tylko, że z budżetu dołożymy kolejnych 11 mld zł (Unia dofinansowuje maksymalnie 85 proc. inwestycji). Problemów z tym nie powinniśmy mieć, bo z roku na rok wydajemy na drogi coraz więcej. Sześć lat temu było to 7,7 mld zł, w 2007 r. już 23,6 mld zł. - Zakładając, że w tej chwili budowa jednego kilometra autostrady kosztuje 10 milionów euro, to za tę sumę wybudujemy ponad 1300 kilometrów dróg tego typu i jeszcze zostanie spora kwota na inne inwestycje drogowe - mówi Andrzej Rzońca, ekonomista z FOR. Te 1300 km to akurat tyle, ile potrzeba, aby dokończyć budowę m.in. autostrad A1 biegnącą z Gdańska do granicy z Czechami, A2 łączącą Świecko z Kukurykami (granica z Białorusią) i A4 przecinającą południe Polski. W sumie sieć autostrad w Polsce urosłaby do 2 tys. km. To i tak wciąż o wiele mniej niż w Niemczech, które mają ponad 12 tys. km autostrad, ale dystansujemy już o wiele mniejsze Czechy, mające ponad tysiąc km takich dróg. Zdaniem Janusza Piechocińskiego z PSL, wiceprzewodniczącego sejmowej komisji infrastruktury, pieniędzy na budowę autostrad nie zabraknie. - Z budżetu dołożymy dużo więcej niż 11 miliardów. Choćby dlatego, że według moich danych kilometr autostrady kosztuje w tej chwili o 5 mln euro więcej niż wynika to z obliczeń fundacji FOR - twierdzi polityk Ludowców. - Ale tym nie należy się przejmować. Te pieniądze trafią przecież w dużej mierze do ludzi. Budowa dróg to miejsca pracy, a dla firm produkujących materiały budowlane i tych, które nimi handlują, szansa na przetrwanie kryzysu - argumentuje Janusz Piechociński.
Wydatki na drogi popiera Radosław Czapski, koordynator ds. infrastruktury Banku Światowego: - To jest niezły sposób na przetrwanie kryzysu. Warto zauważyć, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych też zamierza pobudzić gospodarkę poprzez budowę dróg - mówi Czapski. Obama jeszcze jako prezydent-elekt powiedział, że inwestycje w budowę dróg będą jednym z filarów jego planu ratunkowego dla amerykańskiej gospodarki. Prasa okrzyknęło to New Dealem Obamy. Ale czy Polska poradzi sobie z szybkim wydaniem kilkudziesięciu miliardów? Autorzy raportu "Dokąd droga" jako przeszkody, które hamują budowę autostrad wymieniają m.in. bałagan w opracowywaniu planów zagospodarowania przestrzennego (kiedy to wójt niedużej gminy wydaje pozwolenie na budowę domów w miejscu, gdzie od lat planowany jest przebieg drogi szybkiego ruchu) albo że każdy rząd ma własny plan drogowy. - Tym bym się nie martwił. Kilka lat temu też wiele osób rwało sobie głowę, że nie zdołamy wykorzystać unijnych funduszy, a koniec końców wydaliśmy ponad 90 proc. wszystkich wspólnotowych pieniędzy - przypomina Adrian Furgalski, szef zespołu doradców gospodarczych TOR. To dobra wiadomość dla wszystkich kierowców, nie tylko dlatego, że będą jeździć po lepszych drogach. Jak oszacował w swoim raporcie "Dokąd droga", dzięki autostradom w ciągu 25 lat wszyscy zaoszczędzimy w sumie 97 mld zł. Najwięcej na eksploatacji samochodów - ok. 34 mld zł., tylko nieco mniej na czasie, 25 mld zł. na wypadkach, a ok. 8 mld zł na ochronie środowiska.
Komentuj →
28 stycznia 2009 |
0
Nie pierwszy to już raz stołeczni policjanci, dzięki Systemowi Informacyjnemu Schengen, odzyskali skradziony samochód. Bariery nie stanowią już granice. Szybka wymiana informacji pozwala na skuteczne działanie jednostek Policji państw układu Schengen. Dzięki SIS, policjanci ze Śródmieścia wytropili skradzione we Francji audi. Policjanci ze Śródmieścia otrzymali informację o audi, które najprawdopodobniej było wyłudzone we Francji i jest poszukiwane przez tamtejszą policję. Kryminalni natychmiast przystąpili do działania. Kilkanaście minut później namierzyli auto. Po sprawdzeniu w bazie SIS, informację potwierdziły się. Samochód został zakupiony we Francji przez oszusta, który zapłacił za nie fałszywym czekiem. W Polsce auto zostało sprzedane w komisie i zakupił je mieszkaniec Warszawy. Teraz funkcjonariusze drobiazgowo sprawdzą, w jaki sposób ten samochód trafił do Polski, i czy kolejni jego właściciele mogli wiedzieć, że pochodzi z przestępstwa.
Komentuj →
27 stycznia 2009 |
0
Galeria motoryzacji, wspólny pomysł bytomskiego magistratu i tutejszego Klubu Motorowego Górników i Energetyków, czeka na realizację od dawna. - Chcieliśmy pokazać nasze zbiory ludziom, zamiast trzymać je w garażach, ale brakowało nam stosownej przestrzeni - tłumaczy Krzysztof Grzelczak z klubu. Rok temu do projektu przystąpił Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego, oddając na potrzeby przyszłej ekspozycji świeżo wyremontowaną halę przy ul. Strzelców Bytomskich. Od kilku dni wiadomo, jak ma wyglądać wnętrze galerii. Autorzy koncepcji - Sebastian Stajno, Patrycja Pyzalska, Jacek Czajka, Krzysztof Chrobak i Wojciech Kozłowski - widzą wnętrze jako rafę koralową. Przez środek hali pobiegnie stalowa antresola. - Ten pomost, z którego będzie można podziwiać eksponaty znajdujące się na niższym poziomie, skojarzył nam się z pokładem statku, który wpłynął na rafę koralową - tłumaczy niemotoryzacyjną nazwę Stajno. Dzięki antresoli zamiast 800 tys. metrów kwadratowych do wykorzystania będzie o połowę więcej. Górny poziom ma służyć przede wszystkim edukacji - zwiedzający na symulatorach będą mogli wczuć się w sytuację kierowcy jadącego w trudnych warunkach albo w zainscenizowanym garażu pobawić się w mechanika. Fragment podłogi garażu ma być szklany, dzięki czemu z poziomu niżej będzie można zerknąć na podwozie. Na górze mają się znaleźć także bistro i wyposażona w ekran sala konferencyjno-szkoleniowa na 50 osób. Zabytkowe pojazdy będą królować przede wszystkim na niższym poziomie, choć kilka modeli projektanci zamierzają podwiesić na wysokości podestu. Członkowie klubu mają do pokazania około 60 zabytkowych samochodów. Najstarsze pochodzą z lat 20. Do tego dochodzą zabytkowe rowery, motocykle, pojazdy militarne, kolekcje starych tablic rejestracyjnych, liczników i felg, zdjęcia, plakaty i mnóstwo innych drobniejszych przedmiotów, które mogą sprawić frajdę wielbicielom motoryzacji. Eksponaty trzeba będzie wymieniać, bo w hali jednorazowo zmieści się około 35 samochodów. Galeria będzie działać jako filia Bytomskiego Centrum Kultury, czyli jednostka miejska. Nie wiadomo, ile czasu zajmie przekształcenie hali w rafę koralową. - Właściwie grupy możemy przyjmować już teraz, bo samochody stoją w hali. Zaaranżowanie przestrzeni zgodnie z projektem to dość złożone zadanie - mówi Lidia Maj, naczelniczka wydziału komunikacji w bytomskim magistracie. Najpierw wszystkie zaangażowane w projekt podmioty muszą podpisać formalne porozumienie, a radni zgodzić na powołanie galerii jako filii BCK. Później trzeba będzie poczekać na dokładny projekt i kosztorys. Magistrat na razie zapewnia, że ma pieniądze na prace projektowe. O tych na realizację urzędnicy będą rozmawiać dopiero wtedy, gdy trafi do nich kosztorys. Na realizację planu według bardzo wstępnych szacunków trzeba będzie wydać 2-3 mln zł.
Komentuj →
27 stycznia 2009 |
0
Dramatycznie rośnie liczba śmiertelnych wypadków na wielkopolskich drogach. Policja ma pomysł, jak temu zaradzić. - Policjantów zza biurek przeniesiemy na ulice. Będzie więcej patroli - zapowiada komendant wojewódzki Wojciech Olbryś. - Poprawa bezpieczeństwa na drogach jest dla nas największym tegorocznym wyzwaniem - mówi komendant Olbryś. - To bardzo dobre rozwiązanie. Widok policjantów dyscyplinuje kierowców i zmusza do ostrożniejszej jazdy. Wystarczy przypomnieć sobie, co działo się podczas szczytu klimatycznego. Gdy niemal na każdym rogu stał policjant z drogówki, przez dwa tygodnie nie doszło do ani jednego potrącenia - podkreśla naczelnik poznańskiej drogówki Józef Klimczewski. Policjantów, którzy przejdą do drogówki, komendant Olbryś chce zastąpić cywilami. Tyle że na to potrzebne są pieniądze, a jak wiadomo, policja w tym roku będzie musiała zacisnąć pasa. Jeżeli jednak pieniądze na cywilne etaty się znajdą, wiele komend i tak będzie miało problem, bo już dzisiaj ich policjanci pracują nie za biurkiem, lecz na ulicach. - U nas nie ma ani jednego funkcjonariusza, którego moglibyśmy zastąpić cywilem i przesunąć do drogówki - twierdzi Albert Smycerowicz, rzecznik policji w Koninie. Podobnie jest w Jarocinie.
Komentuj →
26 stycznia 2009 |
1
Coraz więcej szkół średnich ma problemy z miejscami parkowania już nie tylko dla swoich pracowników, ale dla uczniów. Ci coraz częściej po naukę przyjeżdżają już nie autobusami, a coraz lepszymi autami rodziców. Dyrekcja Zespołu Szkół Technicznych w Nowym Targu, zabrania stanowczo uczniom na parkowanie samochodów na terenie szkoły. Gdy Ci się nie dostosują do zaleceń dyrekcja grozi wezwaniem straży miejskiej, policji i mandatami. - Nad bramą wjazdową jest zakaz ruchu. Nie dotyczący on pracowników szkoły - tłumaczy Ryszard Gruszka, dyrektor szkoły. - Ten znak był notorycznie łamany. Baliśmy się, że uczniowie poruszający się samochodami mogą spowodować wypadek na terenie szkoły. Przecież w pobliżu znajduje się boisko sportowe. Wiem, że czasami uczniowie nie jeździli ostrożnie. Nie wszyscy uczniowie zgadzają się z decyzją dyrekcji. Twierdzą, że gdy muszą korzystać z parkingów osiedlowych, bo pod szkołą nie mogą, są przeganiani przez mieszkańców. - Z jednej strony dyrektor ma rację, bo częstokroć koledzy wariowali na terenie szkoły - mówi Michał, uczeń z 4 klasy technikum . - Z drugiej strony nie ma innych miejsc parkingowych wokół szkoły, a coraz więcej uczniów przyjeżdża samochodami. Okazuje się, że nie tylko w tej szkole są problemy z parkingami, ale również w Zespole Szkół Rolniczych – poinformowała “Gazeta Krakowska”.
Komentuj →
26 stycznia 2009 |
0
Z zainteresowaniem redakcja serwisu “PRAWO DROGOWE @ NEWS” śledzi zmagania Płocka, jego władz i mieszkańców przy wyborze nowoczesnego środka transportu dla swojego miasta. Debatę śledzimy i relacjonujemy Państwu z tym większym zainteresowaniem, iż było nam dane skorzystanie z nowej linii jednoszynowego tramwaju w Nicei. Wielkie wrażenie.
(284-5jm)
^ W pięknej zabytkowej Nicei nowy tramwaj jeździ częściowo z zasilaniem akumulatorowym, a częściowo z przejściem na sieć górną
W czym jest nowocześniejszy od tramwaju klasycznego? - pyta płocka redakcja “Gazety Wyborczej”. Poniżej interesująca wypowiedź: - W związku z toczącą się w Płocku dyskusją na temat budowy linii tramwajowej chciałem zabrać głos. Tramwaje w większości miast na świecie buduje się z przyczyn funkcjonalnych, ekologicznych i ekonomicznych. Odnoszę wrażenie, że władze Płocka, a tym bardziej firma WYG International [to m.in. ona przygotowała studium wykonalności inwestycji - red. “Gazety Wyborczej”], w żaden sposób nie próbują wybudować systemu optymalnego dla potrzeb mieszkańców, a jedynie system prestiżowy - aby móc się nim chwalić. Nie wydaje mi się, aby prestiż komunikacji publicznej miasta wielkości Płocka był wart kilkaset milionów złotych. Pokrótce przedstawię główne zalety tramwajów klasycznych i porównam je z translohrem [tego typu tramwaje jeżdżą na jednej szynie, na nie stawia ratusz – red. GW].
Zalety wszystkich elektrycznych systemów transportu miejskiego, czyli tramwajów klasycznych, translohra i trolejbusów w porównaniu z autobusami:
- Pojazd elektryczny praktycznie nie emituje zanieczyszczeń - przez to mniej szkodzi środowisku i pozwala na zmniejszenie zużycia paliw płynnych.
- Praca pojazdów elektrycznych jest znacznie cichsza od spalinowych, co daje większy komfort akustyczny wnętrza oraz pozwala prowadzić linie przez ścisłe centra miast.
- Pojazdy elektryczne w większości są tańsze w eksploatacji niż autobusy. Hamując, mogą zwracać energię do sieci (zazwyczaj mniejsze jest zużycie energii w przeliczeniu na pasażera).
- Silnik elektryczny jest prostszy, lżejszy i wymaga mniej konserwacji niż silnik spalinowy, a jego trwałość jest znacznie większa.
- Pojazd elektryczny nie zużywa oleju silnikowego - brak problemów z jego utylizacją.
- Pojazd elektryczny jest znacznie mniej wrażliwy na niskie temperatury. Na mrozie jego moc wzrasta.
- W sposób znikomy zużywają się hamulce mechaniczne, bo pojazd elektryczny w normalnej eksploatacji hamuje silnikiem.
(283-6)
^ Wagon tramwaju konnego w 1867 roku na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie
Zalety tramwajów klasycznych w porównaniu z pozostałymi pojazdami elektrycznymi:
- Mniejsze opory toczenia spowodowane jazdą po szynach pozwalają na znaczące obniżenie kosztów energii.
- Pas ruchu zajmowany przez tramwaj jest węższy od standardowego pasa ruchu. Dzięki wózkom skrętnym prowadzenie tramwaju w łuku jest doskonałe, zminimalizowane jest niebezpieczeństwo najechania na pojazdy na sąsiednich pasach ruchu lub na przechodniów na chodniku.
- Tramwaj jest pojazdem długowiecznym, trwałym, mniejszy jest udział kosztów jego amortyzacji.
- Tramwaj (łączony w pociągi) ma większą pojemność przewozową od autobusu/trolejbusu - łączenie wagonów w pociągi ogranicza koszty zatrudnienia oraz zatłoczenie na drogach.
- Tramwaj jest praktycznie niewrażliwy na niekorzystne warunki atmosferyczne (gołoledź, opady) dzięki prowadzeniu po szynach i urządzeniom poprawiającym rozruch i hamowanie (m.in. hamulec szynowy, piasecznica).
Komentuj →
26 stycznia 2009 |
0
(284-14)
(275-19)
Ogólnopolska Akcja “Wypadki na drogach - porozmawiajmy” zakończyła się zgodnie z planem jeszcze późną jesienią ubiegłego roku, ale czytanie i analizowanie przez organizatorów, Stowarzyszenie “Droga i Bezpieczeństwo”, nadesłanych prac i relacji trwało jeszcze do niedawna. Pełną listę nagrodzonych - uczniów, nauczycieli, szkół i innych placówek oświatowych, które nie tylko włączyły się do kampanii, ale także nadesłały swoje prace została już opublikowana m.in. w Portalu Edukacyjnym Wychowania Komunikacyjnego “Bezpieczna Droga do Szkoły”, który był patronem medialnym akcji (www.wychowaniekomunikacyjne.org) i na stronie internetowej organizatora, Stowarzyszenia “Droga i Bezpieczeństwo (www.drogaibezpieczenstwo.org.pl).
Gratulacje należą się zarówno nagrodzonym, ale także wszystkim, którzy włączyli się w tę akcję i przeprowadzili szkolne debaty na temat przyczyn i skutków wypadków na drogach. To doskonała forma zaangażowania dzieci, młodzieży i dorosłych w działania na rzecz bezpieczeństwa. Tysiące spotkań i dyskusji, które odbyły się w połowie października, a następnie listopada ubiegłego roku.
Patronem Akcji “Wypadki na drogach - porozmawiajmy” była Minister Edukacji Narodowej oraz Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.
Komentuj →
26 stycznia 2009 |
0
W Warszawie w 150 solarisach niedługo usłyszymy zapowiedzi przystanków. Do końca roku takie udogodnienia pojawią się we wszystkich niskopodłogowcach. Zapowiedzi nagrywa znany polski lektor Tomasz Knapik. - Na początku lutego trafią one do nas i zaczniemy je wgrywać w autobusach. Pierwsi pasażerowie usłyszą je mniej więcej w połowie lutego - zapowiada Adam Stawicki, rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych.
Komentuj →
26 stycznia 2009 |
0
Automobilklub Wielkopolski w ubiegłym roku wydał kilka tysięcy sztuk kart ICE. Obecnie karty te rozdają zmotoryzowanym i każdy, kto zawita do ich siedziby w Poznaniu przy Ul. Towarowej 35/37 – Dział Członkowski - w godz. 7.30-19.30 taką kartę może bezpłatnie otrzymać. Uruchomienie tego działania ma na celu wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym – piszą inicjatorzy. W naszym kraju, co roku z mapy znika miasto średniej wielkości, gdyż ca 6000 osób ginie w wypadkach drogowych. Wg znawców medycyny 30% ofiar ginie niepotrzebnie. W chwili wypadku służby ratownicze często nie wiedzą, z kim kontaktować się w sprawie osoby poszkodowanej. Działaniem naszym pragniemy dołączyć do międzynarodowego ruchu w tym zakresie i promować by każdy taką kartę nosił w portfelu - informują.
CO TO JEST ICE: Skrót ICE /ang. In Case of Emergency, pol. w nagłym wypadku/ jest znany przez ratowników na całym świecie i może uratować życie, gdyż w razie potrzeby pozwala na uzyskanie od wskazanej osoby ważnych informacji o poszkodowanym (grupa krwi, przyjmowane leki, choroby, problemy ze zdrowiem, alergie).
Komentuj →