0598/28/2018 4 grudnia 2018 10 grudnia 2018
0598/28/2018

Ten projekt nie został skonsultowany! – mówił poseł Mirosław Suchoń; 10 lat profilaktyki społecznej w stołecznej „drogówce”; Kazimierz Opoka. Organizacja ruchu i czasowa organizacja ruchu; Kalendarz instruktora 2019. Wybierz ten!; Zarzut nieudzielenia pomocy; To był rekordowy rok – podsumował Andrzej Bittel; To dla nas wielki honor; Mocno kibicuję idei powstania takiego samorządu – pisze dyrektor Marek Dworak; Trybunał Konstytucyjny w sprawie przepisów – Prawa o ruchu drogowym; Rzecznik w obronie kierowców; Będzie dezyderat do premiera; Dyrektor Szczygielski o inicjatywie powołania samorządu zawodowego instruktorów i egzaminatorów; Powołanie grupy specjalnej pn. „SPEED”; Gdy jedziemy z kierowcą bez prawa jazdy, przyczyniamy się do powstania szkody; Paweł Żuraw. O samorządzie zawodowym i etyce w polskim systemie BRD; Niewyspany kierowca nawet 15 razy bardziej niebezpieczny;

Rozmowy

Paweł Żuraw. O samorządzie zawodowym i etyce w polskim systemie BRD
10 grudnia 2018 | 0

Paweł Żuraw. O samorządzie zawodowym i etyce w polskim systemie BRD
Kongres Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy. Warszawa, czerwiec 2018 r. (od lewej) Mieczysław Żuraw (senior), 70 lat, czynny i nadal zaangażowany w swoją pracę instruktor z 40-letnim stażem, były kierownik Polskiego Związku Motorowego w Świdnicy oraz Paweł Żuraw (junior), 42 lata, instruktor z 20-letnim stażem, wykładowca akademicki (fot. Ryszard Krawczyk)

Kontynuujemy cykl wypowiedzi i opinii wokół inicjatywy powołania samorządu instruktorów i egzaminatorów nauki jazdy. Dziś na nasze pytania szeroko odpowiada Paweł Żuraw (instruktor nauki jazdy, były egzaminator, wykładowca akademicki). Mój rozmówca dokonał szerokiej analizy obecnego systemu w kontekście proponowanych działań samorządu zawodowego i etyki. To wypowiedź niezwykle interesująca, też odważna. Autor mówił o tym – zacytujmy: co obecnie czuje i co mnie zawodowo "boli".

Czekamy na Państwa deklaracje udziału w Inicjatywie Społecznej Nieobojętnych. Również elektronicznie, na stronie https://szie.pl/ (klik!)

Liczymy na dalsze Państwa wypowiedzi: Jolanta Michasiewicz (piszcie – e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl )

* * *

Pytanie redakcji tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS: W sprawie Inicjatywy Społecznej na rzecz powołania Samorządu Zawodowego Instruktorów i Egzaminatorów pytam osobę, która wykonywała i wykonuje oba zawody. Posiadał i nadal pracuje Pan we własnym ośrodku szkolenia kierowców, ale też ma Pan za sobą rozdział pracy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Wałbrzychu. Czyli jest Pan świetnym przykładem uzasadniającym potrzebę połączenia celów i oczekiwań obu tych zawodów. Spojonych przecież wspólnym celem jak praca z kandydatem na kierowców i tym celem ostatecznym, czyli dopuszczeniem do ruchu bezpiecznego kierowcy. Czy mam rację?

Odpowiada Paweł Żuraw, instruktor nauki jazdy, b. egzaminator: To prawda, zgadzam się z opinią Pani Redaktor. Aczkolwiek jeśli chodzi o moją osobę, to posiadając doświadczenie w zawodach: instruktora i egzaminatora, nie chciałbym być odebrany przez czytelników jako ktoś, kto jest wyjątkowym ekspertem czy nawet odosobnionym przypadkiem. Jestem zwykłym instruktorem (jakich jest tysiące w Polsce), podobnie jak byłem zwykłym egzaminatorem. W naszym kraju dużo jest takich osób, które wykonują zawód instruktora, posiadając uprawnienia egzaminatora i na odwrót. Wielu jest instruktorów i egzaminatorów o interdyscyplinarnej wiedzy, którzy są fachowcami w swojej branży, a przede wszystkim są dobrymi pedagogami.

Jako człowiek, który zazwyczaj stara się być otwarty do ludzi, lubię dzielić się z nimi swoją wiedzą podczas szkoleń na kursach prawa jazdy. Współpracuję nadal z WORD-em w ramach prowadzonych szkoleń dla kandydatów na instruktorów oraz warsztatów dla instruktorów i egzaminatorów. Dzięki temu doświadczeniu obserwuję, jak bardzo bliskie są cele jednej i drugiej grupy zawodowej na rzecz już nie tyle szkolenia i egzaminowania, co bardziej szerszego zagadnienia, jakim jest wychowywanie kierowców.

Tak naprawdę, te cele były zawsze zbieżne, jednak gdzieś mniej więcej od ok. 20-stu lat zaczęły się one rozmijać, tworząc zupełnie niepotrzebną przepaść dzielącą dwie pozycje barykady, po której stanęli – z jednej strony – instruktorzy, po drugiej zaś umocowali się egzaminatorzy. Być może komuś na tym zależało, żeby tak właśnie się stało, a może były to tylko działania niezamierzone i nieświadome. Trudno jest ten stan rzeczy jednoznacznie oceniać. Jednakże w dzisiejszych czasach, kiedy istnieje realna potrzeba kompleksowych działań na rzecz uświadamiania ludzi o zasadach bezpieczeństwa na drogach, takie podziały już nie mają sensu. Trzeba koncentrować się na działaniach, które ten stan naprawią.

Pytanie: W jednym z tygodników przeczytałam o oczekiwaniach lekarzy, że ich samorząd lekarski podejmie skuteczne działania odsunięcia od zawodu medyków, którzy ogłupiają pacjentów, wspierając medycynę alternatywną. Jeżeli samorząd nie położy kresu działalności takich medyków obudzimy się w kraju czarów i zabobonów. Chorzy tego nie przetrwają – pisze Paweł Walewski w artykule „Woda na raka”. Jeden z profesorów zacytowany w artykule z goryczą powiedział: - Mnie zawsze wstyd za takich lekarzy. Ja znajduję tu proste odniesienie do ludzi wykonujących zawód instruktora. Może uda się komuś wreszcie podjąć skuteczną walkę z instruktorami, którzy nie powinni pracować w tym zawodzie. Wie Pan o kim myślę?

Odpowiedź: Tak, wiem o jakiej grupie instruktorów Pani Redaktor mówi. Niestety, w każdej grupie zawodowej, w każdej społeczności były, są i chyba raczej będą tzw. czarne owce. Wynika to z natury ludzkiej, która skłania się do tego, aby czasami działać na przekór dobrym rzeczom, wbrew przyjętym zasadom i obyczajom, niekiedy nawet na złość innym. Powiedzmy to otwarcie, nie wstydźmy się tego, że jako ludzie mamy skłonności do wielu słabości i ułomności, pomimo, że od dziecka wmawia się nam, że jesteśmy najlepsi i wyjątkowi w swoim rodzaju. Prawdą jest, że nie jesteśmy idealni i krystaliczni. Zdarza nam się, że popełniamy błędy. Niekiedy pewnych rzeczy jesteśmy nieświadomi, czasami brakuje nam wiedzy na jakiś temat, dlatego błądzimy. Gorzej jednak, jeśli zło czynimy z premedytacją.

Jako ludzie współcześni - bardzo aktywni, zabiegani i zapracowani - niekiedy źle rozumiemy pojęcia: kreatywności i przedsiębiorczości. Właśnie to nieprawidłowe (nierozumne) pojmowanie dobrych idei sprawia, że przykładowo bycie przedsiębiorczym może przejawiać się w: cwaniactwie, głupocie czy nawet nieprzyzwoitości. Proszę tego nie odbierać jako krytyki czegoś lub kogoś, ale przede wszystkim potraktować tą myśl jako refleksję, która w dzisiejszych czasach jest nam wszystkim bardzo potrzebna. Szczególnie nabiera ona znaczenia w czasach szybkiego tempa życia, szybkiego zarabiania pieniędzy i szybkiego robienia kariery.

Proszę pozwolić mi na osobiste wynurzenie, ale już od dawna przekonuję się do myśli, że współczesna filozofia życia, którą określam jako „szybko, dużo, byle jak, ale byle do przodu” nie prowadzi do niczego dobrego. Nie dziwmy się zatem, że w środowisku szkoleniowym, a nawet egzaminacyjnym są ludzie, którzy zwyczajnie wierzą, że w życiu trzeba być przebojowym, przepychać się łokciami, i iść do przodu za wszelką cenę. Do pewnych postaw trzeba dojrzewać.  

Niestety, w naszym społeczeństwie pokutuje myśl, że jak się jest bardziej cwanym od kogoś, jak się uda kogoś w coś „wkręcić”, jak się potrafi kogoś skutecznie zmanipulować, naciągnąć, przechytrzyć, to jest się wówczas osobą efektywną, osiągającą sukces.  Jest to fałszywe postrzeganie przedsiębiorczości, sprytu i skuteczności. W dużej mierze to właśnie w elegancko opakowanym towarze, produkcie czy usłudze może być ukryty podstęp i oszustwo. W konkurencyjnej i dynamicznie rozwijającej się gospodarce (gdzie liczą się wysokie wyniki sprzedaży) zarządzanie przez manipulację jest jedną ze współczesnych technik dystrybucji produktów i usług, prowadzącą do szybkiego zarabiania pieniędzy i kreowania oczekiwanych wyników finansowych. Klientowi XXI wieku „wciska się” rzeczy, których realnie nie potrzebuje. Jest to strategia sztucznego kreowania potrzeb. Obrazuje to przykrą rzeczywistość, ale prawdziwą.

Dlatego należy dokładać wszelkich starań, aby promować dobre wzorce, a tym samym przekonywać ludzi, że w życiu prywatnym i zawodowym warto być rzetelnym, uczciwym i przyzwoitym. Taka postawa na pewno się opłaci, jeśli nie w krótkim, to zaprocentuje w dłuższym okresie czasu. Warto więc czekać na dobre owoce sumiennej pracy i dlatego też warto być cierpliwym.

Pytanie: Kiedyś do naszej redakcji o pomoc zwróciła się kandydatka na kierowcę, która podczas jazd doznała niestosownych zachowań instruktora. Poza radą, zmiany ośrodka nie można było jej pomóc, a co najważniejsze nic nie mogliśmy uczynić, aby zapobiec dalszym takim sytuacjom. Co Pan myśli o instytucji, jaką mógłby być sąd zawodowy?

Odpowiedź: W mojej ocenie sąd zawodowy stanowi bardzo delikatną płaszczyznę. Od razu mogą zrodzić się następujące pytania: Kto miałby być w takiej instytucji sędzią? Jakie byłyby kryteria funkcjonowania sądu zawodowego? Jakie byłyby kryteria doboru sędziów, mężów zaufania? Powiem wprost – jest to trudny temat. Osobiście, od spraw sądzenia konkretnych osób byłbym bardzo daleki. Niezbyt dobrze czuję tą materię. Oczywiście nie można przechodzić obojętnie wokół zła, które dzieje się wśród nas. Jednak można wykorzystać w takiej sytuacji inne metody, chociażby środki medialne, dzięki którym można byłoby „delikatnie” nagłaśniać patologiczne zachowania w grupie zawodowej. Taka informacja medialna na pewno mogłaby dać dużo do myślenia nie tylko sprawcy czynu, ale również wszystkim wrażliwym czytelnikom.

Pytanie: Samorząd, jak czytamy w art. 17 pkt 1 Konstytucji RP: - W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Czyli także samorząd instruktorów i egzaminatorów byłby umocowany ustawowo, totalnie wzrosłaby ranga obu zawodów. Czy są to zawody zaufania publicznego? Jakie Pan znajduje tu argumenty dla uzasadnienia?

Odpowiedź: Bezdyskusyjnie w sferze moralnej zawody instruktora i egzaminatora są zawodami zaufania publicznego. Jednak czy są w ten sam sposób odbierane i oceniane przez społeczeństwo? Jeśli chodzi o kwestię samorządu zawodowego instruktorów i egzaminatorów, to przychodzi mi do głowy kilka pytań, mianowicie: Czy taki samorząd zawodowy będzie miał solidne umocowanie prawne? Czy każdy instruktor będzie znajdował się pod protekcją samorządu?

W mojej opinii samorząd ma rację bytu wówczas, jeśli skupia (gromadzi) wokół siebie wszystkich przedstawicieli zawodu. Czy wobec powyższego jest szansa na to, aby skupić wszystkich instruktorów i egzaminatorów w samorządzie? Jeśli nie byłoby takiej możliwości, wówczas idea samorządu może zwyczajnie nie mieć szansy powodzenia. Oczywiście, obym się mylił, ale faktycznie przyznaję, że być może źle rozumiem jego istotę, być może mam na ten temat zbyt niedostateczną wiedzę. Z drugiej strony zastanawiam się czy w tak bardzo podzielonym społeczeństwie, a tym bardziej środowisku zawodowym instruktorów i egzaminatorów, uda się zjednoczyć wszystkich? Mam wątpliwości.

Pojawienie się pomysłu dotyczącego stworzenia samorządu instruktorów i egzaminatorów należy oczywiście ocenić jako dobry pomysł. Jednakże mając już jakiś wyrobiony pogląd na rzeczywistość szkoleniowo-egzaminacyjną, osobiście skłaniam się do postawienia tezy, że pierwotne szczytne ideały mogą nie przebić się przez żelbetonową ścianę przyzwyczajeń, utartych schematów czy stereotypów zawodowych.

Ubolewam nad tym ogromnym poróżnieniem w branży instruktorów i egzaminatorów, skłonnością do pomówień, oskarżania siebie nawzajem czy łatwego i wręcz nieodpowiedzialnego hejtowania. Niestety, obserwując to, co dzisiaj dzieje się w Polsce w życiu społecznym, politycznym czy gospodarczym, zauważam, że jakiekolwiek dobre inicjatywy, dobre projekty, cenne rzeczy mogą zostać zwyczajnie zanegowane, stłamszone, skrytykowane, a mówiąc wprost, używając języka internetowego – zaorane już na samym początku. Dzisiaj bardzo trudno jest przekonać ludzi do wartościowych i dobrych przedsięwzięć. Wszędzie widzi się jakiś podstęp, cyniczne działanie, a wynika to z faktu, że jako społeczeństwo nie ufamy sobie, nieustannie ze sobą walczymy, rywalizujemy, a zamiast dobrej rady, z dużą łatwością przychodzi nam brutalna i bezwzględna krytyka.

Przy omawianiu idei samorządu zawodowego trzeba mieć świadomość, że niektórzy z czytelników czy zwykłych obserwatorów życia szkoleniowo-egzaminacyjnego mogą zadawać inne pytania: Czy nastąpi podział na tych dobrych i na tych złych? Kto w rzeczywistości stoi za tą ideą? A może jest jakiś ukryty lider projektu, który będzie spijał przysłowiową śmietankę? Czy samorząd jest iskrą, która wzmocni jakąś określoną grupę interesów? Takich trudnych pytań też trzeba się spodziewać i należy umieć znaleźć na nie odpowiedzi.

Skoro chociażby na łamach niniejszego portalu dyskutuje się o samorządzie, to zakładam, że szanse na jego powstanie są stuprocentowe. Problem dostrzegam jedynie w skuteczności jego działań. Jako umiarkowany optymista, biorąc pod uwagę argumenty, które wcześniej przytoczyłem, oceniam powodzenie działań samorządu (na chwilę obecną) według skali 50 na 50. Jeśli chodzi o mnie, to otwarcie przyznaję, że do idei samorządu zawodowego muszę chyba jeszcze dojrzeć, a tym samym bardziej się do niej przekonać. 

Pytanie: I właśnie dotarliśmy do niezwykle ważnego pytania, które chciałam Panu zadać. Pytanie o etykę w pracy instruktora i egzaminatora. Inicjatorzy powołania samorządu mówią o wielu swoich oczekiwaniach. Jednym z nich ma być stosowanie najwyższych norm etycznych. Poproszę o komentarz naukowca i wykładowcy zajmującego się także etyką wykonywania zawodu.

Odpowiedź: No właśnie, etyka – kolejny trudny temat (uśmiech). Zacytuję A. Schopenhauera, niemieckiego filozofa przełomu XVIII i XIX wieku, który mawiał, że „łatwo głosić moralność, uzasadniać moralność trudno”.

Proszę pozwolić mi spojrzeć na kwestię etyki w polskim systemie BRD nieco szerzej. Może zabrzmi to dość dziwnie, ale mówiąc, pisząc i wielokrotnie dyskutując o etyce dostrzegam, że chyba w tej tematyce powoli się wyczerpuję (uśmiech). Na chwilę obecną potrzebuję chyba jakiegoś mistrza, dobrego mentora i inspiratora, który pokazałby mi, że jednak etyka ma sens. Proszę potraktować te słowa poniekąd żartobliwie, ale faktycznie, im więcej o etyce wiem, tym bardziej zauważam jej słabą siłę przebicia w czasach współczesnych.

Moje wątpliwości pokazują, że powoli przestaję wierzyć w ideały. Odnosząc tą myśl na grunt bezpieczeństwa na polskich drogach oraz szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców, zaczynam wątpić, że nastąpi w tym obszarze jakiś progres. Stałem się niedowiarkiem, tylko dlatego, że od wielu lat wierzyłem w różne obietnice decydentów czy nawet przekonywujące kampanie społeczne na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drogach. Wierzyłem, że stan BRD w Polsce będzie się sukcesywnie poprawiał. Niestety, przez ostatnie lata (dekadę, a może nawet dłuższy czas) dostrzegam nieefektywność działań ogólnokrajowych organizacji BRD i przede wszystkim ministerstwa odpowiedzialnego za ruch drogowy oraz szkolenie i egzaminowanie kandydatów na kierowców.

Proszę zauważyć, że wielokrotnie w mediach słyszymy apele do kierowców, oglądamy różne kampanie na rzecz BRD, ale czy wyciągamy z nich wnioski? Wystarczy spojrzeć na statystyki, zwłaszcza po każdym weekendzie czy okresie świątecznym. Jako kierowcy bezrefleksyjnie tolerujemy na drogach nadużycia. Nie reagujemy na zło, bezmyślność, cwaniactwo, bo są to zjawiska zbyt powszechne.

Za kierownicą czujemy się wolni, a raczej wyzwoleni, dlatego uważamy, że możemy sobie pozwalać na wiele rzeczy. Niestety, wolność mylimy z samowolą, dlatego czasami drastycznie przekraczamy dopuszczalne prędkości, a wyprzedzanie na podwójnej linii ciągłej nie stanowi dla nas już żadnego problemu. Nie zachowujemy odległości od poprzedzających pojazdów, podczas zmiany kierunku jazdy nie używamy kierunkowskazów, a znak STOP czasami w ogóle dla nas nie istnieje, podobnie jak czerwone światło czy tzw. „zielona strzałka”. Kto by się takimi bzdurami przejmował? No właśnie, bzdurami! Te - jak uważamy - bzdury składają się na nasze bezpieczeństwo. A my, jako „kierowcy wyzwoleni” tak łatwo przyzwyczailiśmy się do bylejakości w jeździe. Bycie porządnym i praworządnym na drodze (słowo ostatnio bardzo modne) może być dzisiaj odbierane w kategoriach obciachu. Można odnieść wrażenie, że nie jesteśmy już kierowcami a jedynie użytkownikami swoich pojazdów. Śmiem twierdzić, że w Polsce w ogóle nie istnieje pojęcie etosu kierowcy. Na przedstawiony przeze mnie stan rzeczy jest ogromne przyzwolenie. Brakuje skoordynowanych działań prewencyjnych ze strony organów państwowych, które kształtowałyby świadomość kierowców i pieszych w zakresie bezpiecznych zachowań na drodze. Dlaczego jadąc do Niemiec, Czech czy Szwecji, polscy kierowcy potrafią być zdyscyplinowani a w swoim kraju jeżdżą tak jak im pasuje i jak im się podoba?  

Jako społeczeństwo wyzwolone jesteśmy skłonni uważać, że prawo zawsze stoi po naszej stronie, cokolwiek byśmy zrobili lub czego byśmy nie zrobili. Na swoje wykroczenia staramy się mieć jakieś wymówki. Z trudem przyznajemy się do własnych wykroczeń i błędów. Kwestia odpowiedzialności na drodze praktycznie zanika. Zawsze jest coś ważniejszego niż zdrowy rozsądek.

Nie zawsze czujemy respekt do munduru policyjnego, zresztą Policji na naszych drogach też już widzimy coraz mniej. Czy jest to efekt polityki wizerunkowej, w myśl której „ociepla się” obraz policjantów po to, aby wzbudzić większe zaufanie społeczne do tej instytucji? Policja drogowa najczęściej pojawia się wtedy, kiedy wzywamy ją do kolizji lub wypadku drogowego. Jej aktywność zwiększa się w czasie tzw. długich weekendów i okresów świątecznych. Czy taka zwiększona aktywność nie mogłaby występować w czasie zwykłych, roboczych dni, a więc wtedy, kiedy jeździmy najszybciej, pod presją czasu i największych emocji?

Jako instruktorzy i przedsiębiorcy prowadzący ośrodki szkolenia kierowców nie szkolimy kompleksowo pod kątem różnych, czasami ekstremalnych zachowań na drodze. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że za kwotę tysiąca paruset złotych za kurs nie opłaca nam się (z punktu widzenia ekonomicznego) przygotowywać kursanta do realnej, taktycznej i rozważnej jazdy. Opłaca nam się jedynie przygotowywać ludzi pod kątem zadań, jakie występują na egzaminie praktycznym. O zgrozo, ludzie coraz częściej wybierają opcję samodzielnej nauki testów, które traktują jak zwykły komiks. Ci spośród nich, wcześniej czy później jakoś zdają egzaminy teoretyczne, ale w rzeczywistości są niedouczeni. Wielu kursantów uważa, że chodzenie na wykłady teoretyczne jest zwykłą stratą czasu, bo przecież zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia czy załatwienia. Czasami do takich zachowań zachęcają sami wykładowcy, którym nie opłaca się ponosić kosztów związanych z wynajmem sali. Takie motywy pośrednio sprawiają, że niektórzy kursanci, a później kierowcy nawet nie wiedzą, że istnieje akt prawny, jakim jest ustawa Prawo o ruchu drogowym. Jeśli dodamy do tej układanki dużą konkurencję w branży szkoleniowej, nisko marżowe i niskobudżetowe usługi, to w ogólnym rachunku ekonomicznym wychodzi nam, że za marne grosze uczymy ludzi jazdy na przysłowiową „małpkę”, bo do takich zachowań zmusza nas ustalony od lat system (porządek prawny).

Czy w obszarze egzaminowania jest lepiej? Egzaminatorzy w pocie czoła, za niezbyt wysokie jak na współczesne realia stawki wynagrodzeń, muszą wyrabiać dzienne normy egzaminów (10, 12, a może więcej). Niejednokrotnie pracują jak na taśmie produkcyjnej. Egzamin za egzaminem z kilkuminutową przerwą na zjedzenie kanapki i nie zawsze dopicie kawy. Czy ktoś się upomina o ich los? A co z instruktorami, którzy ze względów ekonomicznych muszą pracować po 10 – 12 godzin, żeby zarobić pieniądze na chleb i rodzinę? Czy w tym „wyżyłowanym” i „rynkowym” systemie jest miejsce na jakość?

Patrząc na tą rzeczywistość zauważam, że komuś chyba zależało na tym, aby pracę instruktora nauki jazdy wykonywać jako pracę dodatkową. Niskie stawki wynagrodzeń nie motywują do tego, aby przykładowo dla mężczyzny (głowy rodziny) była to wyłącznie jedyna praca. Dlatego wielu instruktorów na tzw. nauce jazdy zwyczajnie sobie dorabia, pracując na etatach w różnych innych zawodach. Skoro w wielu przypadkach praca instruktora jest pracą dodatkową, gdzie często siada on na przedni, boczny fotel zmęczony i przepracowany, trudno jest mówić o profesjonalizacji tego zawodu. Niezmieniający się od lat system prawno-ekonomiczny zmusza nas do tego, aby poniekąd kombinować, tak aby wyjść na swoje. Z zażenowaniem powiem, że w Polsce nie opłaca się posiadać profesjonalnego ośrodka szkolenia kierowców i stawiać na jakość oferowanych usług. Trzeba dostosowywać się do przeciętności. W przeciwnym razie (używając przenośni) można z tymi ideałami i świetlaną wizją swojej działalności wpaść w poślizg, przekoziołkować i zatrzymać się na przydrożnym drzewie.

Proszę zauważyć, że każda osoba, która w Polsce zda egzamin na prawo jazdy, jest pozostawiana sama sobie. Taki (młody) kierowca podczas swojej codziennej, samodzielnej jazdy obserwuje różne zachowania na drodze, zarówno te dobre, jak i złe. Jeśli założymy, że osoba ta doświadcza różnych przykrych sytuacji w ruchu drogowym, w tym negatywnych emocji, nie mówiąc już o agresji, to z czasem zaczyna zachowywać się tak samo jak inni kierowcy, którzy postępują nieodpowiedzialnie i lekkomyślnie. A jeszcze jeśli dodamy, że kierowca ten pracuje zarobkowo w transporcie lub jest przedstawicielem handlowym, gdzie wręcz pracodawcy, kooperanci każą mu jeździć na czas, jak to się zwykło mówić „na już”, „na wczoraj”, bo przecież klient jest najważniejszy, to na drogach zaczyna się istny horror. I my wszyscy, zarówno jeżdżący przepisowo i nieprzepisowo, musimy jakoś w tej swoistej dżungli drogowej funkcjonować.

O dziwo, w naszym kraju strach jest jeździć przepisowo, gdyż można być najechanym, rozjechanym, niezauważonym, a nawet spychanym na pobocze przez pędzące pojazdy. I wcale nie jest to z mojej strony jakaś przesada. Brakuje nadzoru nad kierowcami, brakuje skutecznej polityki promocji bezpiecznej i przede wszystkim rozsądnej jazdy. Brakuje właśnie tej etyki, o którą Pani Redaktor pyta. Martwi mnie to, że etyka w naszym społeczeństwie jest bardzo niepopularna, a może nawet niechciana. Dlatego nie pada na podatny grunt.

Podsumowując swoją dość długą odpowiedź stwierdzam, że gdyby wdrażanie zmian systemowych na płaszczyźnie szkolenia, egzaminowania, a tym samym poprawy bezpieczeństwa na drogach było konsekwentne, to być może nie trzeba byłoby dzisiaj myśleć o utworzeniu samorządu instruktorów i egzaminatorów.

Pytanie: Podpisze się Pan pod Deklaracją 13. Listopada?

Odpowiedź: Tak, zdecydowanie podpiszę się, chociaż nauczyłem się, że człowiek jako istota z natury słaba, skłonna jest do niedotrzymywania umów. Dlatego użyję następującego sformułowania: będę się starać, czyli będę robić wszystko, aby przestrzegać postanowień deklaracji. Nie jest to łatwe, dlatego rozpoczynam pracę nad wzmocnieniem swojego wewnętrznego systemu kontroli jakości. Samokontrola to podstawa (uśmiech).

Pytanie: Inicjatorzy, zasadnie przewidując ogrom pracy, zanim zostanie przygotowany projekt stosownego dokumentu, zaproponowali uczestnikom udział w pracach nad projektem. W którym zespole podejmie Pan pracę? Przypomnę zaproponowane: Zespół ds. przeglądu kwalifikacji; Zespół ds. przeglądu prawa oraz Zespół innowacji i rozwoju.

Odpowiedź: Szanowna Pani Redaktor, przeraża mnie zwrot „ogrom pracy”. Oznacza to, że trzeba nadrobić stracony czas i wykonać pracę, którą już dawno powinni wykonać decydenci, a więc ludzie, którzy zawodowo zajmują się poprawą rzeczywistości, otrzymując za to niemałe wynagrodzenie. A tak na marginesie: Jakie są rezultaty pracy zespołu doradczego przy ministerstwie, zajmującego się proponowaniem i opracowywaniem zmian w systemie szkolenia i egzaminowania? Czy ten zespół jeszcze w ogóle istnieje?

Czy wobec powyższych kwestii, można mówić o godności i honorze? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi. Lekko ironizując powiem, że oto teraz społecznicy muszą zakasać rękawy, poświęcić swój cenny czas, zostawić swoją pracę zawodową, rodziny oraz codzienne obowiązki i jechać z dalekich zakątków Polski do Warszawy, żeby naprawiać zaistniały stan rzeczy. Dlaczego społecznicy muszą nadrabiać swoją pracą niekompetencje rządzących? Dlatego w tym miejscu studzę swoje emocje i zachowuję pewną ostrożność.

Tak jak powiedziałem już wcześniej, narosło we mnie trochę buntu i złości na otaczającą rzeczywistość w obszarze BRD. W tym momencie nie jest dla mnie łatwe jednoznaczne zadeklarowanie się w prace nad stosownym dokumentem. Może to zabrzmi nieco egoistycznie i niegodnie mojej osoby, ale doświadczyłem w ostatnich latach, udzielając się w różnych niekomercyjnych projektach, że aby pracować społecznie, trzeba być albo bogatym, albo mieć w czymś interes, albo zwyczajnie posiadać dużo wolnego czasu. Przez duże niegdyś zaangażowanie społeczne, zaliczyłem prawie twarde lądowanie na niwie zawodowej. Były zaszczyty, słowa uznania, dyplomy, laurki, ordery, uściski dłoni, a z drugiej strony problemy finansowe, zaległości zawodowe i rodzinne (ale na ten temat nie chcę się za bardzo uzewnętrzniać).

Jeśli już bym dojrzał do pewnych działań społecznych w obszarze BRD, to na pewno interesowałby mnie obszar promocji postaw etycznych nie tylko w grupie zawodowej instruktorów i egzaminatorów, ale przede wszystkim wśród polskich kierowców.

Pytanie: Jakiś apel z uzasadnieniem do kolegów instruktorów i egzaminatorów?

Odpowiedź: W mojej wypowiedzi powiało nutą pesymizmu, dlatego spróbuję nieco zmienić swoje nastawienie i podejście do przyszłości. Podkreślę raz jeszcze, że w swoich opiniach mogę nie mieć racji, mogę błądzić, mogę czegoś nie rozumieć, ale jako istota ludzka mam do tego prawo. Dlatego proszę też o konstruktywną krytykę.

Uważam, że w pierwszej kolejności należałoby zrobić wszystko, aby spróbować scalić środowisko instruktorów i egzaminatorów. Czy można tego dokonać wyłącznie na bazie samorządu? Tego nie wiem, aczkolwiek chciałbym, żeby tak się stało.

A jeśli chodzi o apel, to postaram się już naprawdę krótko odpowiedzieć: Trzeba robić swoje, czyli wykonywać pracę rzetelnie i odpowiedzialnie. Nie należy oglądać się na tych kolegów i koleżanki, którzy nie są godni zawodowego naśladowania. Gdybyśmy jednak mieli sposobność, aby na nich w jakiś sposób wpłynąć (dobrą radą, dobrym słowem), to starajmy się im uświadamiać, że mają jeszcze szansę na zmianę swoich błędnych postaw. Pamiętajmy jednak, żeby nie robić nic na siłę. Siłą, przymusem nie zmieni się świata.

Dlatego szanujmy siebie nawzajem, a także szanujmy swoich klientów. A tych spośród swoich wychowanków, którzy są krnąbrni lub uważają, że pozjadali wszystkie rozumy, uczmy mądrości i zdrowego rozsądku. W końcu jesteśmy pedagogami. Dlatego kształtujmy w sobie autorytet zawodowy, niezależnie od tego czy będziemy lub nie będziemy współautorami lub uczestnikami projektu o nazwie „samorząd zawodowy instruktorów i egzaminatorów”. Miejmy też dystans do tego co robimy (młodzież użyłaby modnego zwrotu „działajmy bez spiny”). Nie ulegajmy złym emocjom, bądźmy bardziej życzliwi i uśmiechnięci do siebie, a wtedy praca zawodowa będzie przyjemniejsza.

Pozdrawiam serdecznie Paweł Żuraw

Także bardzo dziękujemy za odważne i tak ważne dla środowiska wypowiedzi.

Pytania zadała Jolanta Michasiewicz, red. naczelna tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS

Komentuj
Dyrektor Szczygielski o inicjatywie powołania samorządu zawodowego instruktorów i egzaminatorów
7 grudnia 2018 | 0

Dyrektor Szczygielski o inicjatywie powołania samorządu zawodowego instruktorów i egzaminatorów
Dariusz Marek Szczygielski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie (fot. WORD Warszawa)

W związku z inicjatywą powołania samorządu instruktorów i egzaminatorów nauki jazdy, kilka pytań zadałam Dariuszowi M. Szczygielskiemu, dyrektorowi Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie. To wypowiedź poświęcona przede wszystkim roli samorządu zawodowego. Mój rozmówca mówi także o rękojmi należytego wypełniania obowiązków zawodowych, o jakości pracy, o kompetencjach, o standardach, o społecznym zaufaniu i wreszcie o realnej szansie wpływu przyszłego samorządu na jakość pracy ludzi wykonujących te zawody. Co więcej powiedział dyrektor WORD, D. M. Szczygielski? – zachęcam do lektury naszej rozmowy.

Już w tej chwili poparcia można udzielić również elektronicznie, na stronie https://szie.pl/ (klik!)

Czekam na dalsze Państwa wypowiedzi: Jolanta Michasiewicz (piszcie – e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl )

* * *

Pytanie redakcji tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: 13 listopada grupa instruktorów i egzaminatorów poparła Deklarację 13. Listopada i w ten sposób zawiązano inicjatywę utworzenia samorządu społecznego. Z racji zajmowanego stanowiska obserwuje Pan pracę przedstawicieli obu wymienionych zawodów - codziennie i od wielu lat. Czy to są zawody zaufania publicznego?

Odpowiada Dariusz Marek Szczygielski, dyrektor WORD w Warszawie: W sensie formalnym nie - ponieważ nie mają utworzonych w drodze ustawy samorządów zawodowych, o których stanowi Konstytucja. W innym znaczeniu – może bardziej etycznym – instruktorzy i egzaminatorzy powinni dawać realne rękojmie należytego wypełniania obowiązków zawodowych. Oceny z ich realizacji wystawiają tu osoby, które bezpośrednio stykają się z usługą szkoleniową czy egzaminacyjną. Powszechnie wiadomo, że zarówno instruktor jak i egzaminator wykonują bardzo odpowiedzialne zadania z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Zawód instruktora i egzaminatora powinien kojarzyć się z profesjonalizmem i kompetencjami. Wykonujący ten zawód powinni wyznaczać standardy obowiązujące na naszych drogach oraz cieszyć się zaufaniem społecznym. W chwili obecnej nie zawsze tak jest. Samorząd zawodowy mógłby spełniać rolę regulatora przy odpowiednim doborze kadr oraz wspomagać proces oceny rzetelnego i profesjonalnego wykonywania zawodu.

Pytanie: We wspomnianej Deklaracji 13. Listopada mowa jest o oczekiwaniach. Wśród nich wymieniono potrzebę rozwoju zawodowego instruktorów i egzaminatorów, wysokie kompetencje; zachowanie standardów, spójność szkolenia i egzaminowania i nowoczesny system szkolenia i egzaminowania. Moi rozmówcy z zadowoleniem podkreślają, iż wreszcie nakreślony został im kierunek i możliwości rozwoju zawodowego. Jak to jest dziś? Ilu egzaminatorów, pracujących w stołecznym WORD, posiada w swoim życiorysie doświadczenie zawodowe instruktora ośrodka szkolenia kierowców?

Odpowiedź: Uprawnienia instruktora posiada wielu egzaminatorów zatrudnionych w WORD Warszawa. Część egzaminatorów wykonywało pracę instruktora nauki. W wielu przypadkach była to dla nich naturalna ścieżka rozwoju zawodowego. Zgodnie z obecnym stanem prawnym uprawnienia instruktora i egzaminatora nie są od siebie zależne. Jedynie od zatrudnionego egzaminatora wymaga się, aby nie prowadził szkoleń dla osób ubiegających się o uzyskanie uprawnienia do kierowania pojazdami. Przepisy prawa pozwalają dziś zostać instruktorem nauki jazdy osobie z wykształceniem podstawowym, a egzaminatorem ze średnim. Nie trzeba mieć też udokumentowanej praktyki w prowadzeniu pojazdu. Wystarczy tylko posiadać prawo jazdy przez 3 lata w przypadku egzaminatora, a przez 2 lata w przypadku instruktora. Są to, co najmniej, zbyt liberalne wymagania. Być może samorząd zawodowy byłby zainteresowany ich skutecznym podniesieniem.

Pytanie: Czy każdy może zostać instruktorem, też egzaminatorem?

Odpowiedź: Każdy, kto spełnia wymaga ustawowe może - ale nie każdy ma do tego predyspozycje, które trudno opisać językiem prawa. Dziś na przykład coraz częściej mówi się o roli tzw. kompetencji miękkich. Być może także w tym obszarze należałoby poszukać odpowiedzi na postawione pytanie. A tej sfery mógłby w następstwie efektywnie pilnować samorząd zawodowy.

Pytanie: W wymienionym dokumencie jest mowa także o nadzorze merytorycznym. Nie pełnią tego jednostki zapisane jako nadzorujące: starostwa itd. Czy – Pana zdaniem - tę lukę może wypełnić właśnie samorząd zawodowy?

Odpowiedź: Nie jestem uprawniony do oceny stopnia realizacji zadań przez organy uprawnione do nadzoru poszczególnych działań związanych z uzyskiwaniem uprawnień. Uważam, że dobrze funkcjonujący samorząd zawodowy - nie zastępując formalnych działań nadzorczych - może realnie wpływać na poprawę jakości pracy instruktorów i egzaminatorów.

Pytanie: A ewentualny sąd koleżeński, który miałby zajmować się np. zachowaniami wykraczającymi poza przyjęte normy etyczne, to też luka. Takie ciała z powodzeniem znalazły swoje miejsce w strukturach istniejących samorządów zawodowych np. prawników, komorników itd. itp. Czy jej zapełnienie może wpłynąć pozytywnie na ludzi wykonujących oba zawody?

Odpowiedź: Doświadczenia obecnie funkcjonujących samorządów zawodowych są w tym obszarze pozytywne to prawdopodobnie stanie się tak samo z nowo tworzonymi samorządami.

Pytanie: Czy w związku z tą inicjatywą można mówić o szansie na poprawę jakości pracy przedstawicieli obu zawodów?

Odpowiedź: Mam nadzieję, że tak. Poprawa jakości pracy, podniesienie kompetencji i profesjonalizmu osób wykonujących te zawody to zadania właśnie dla samorządów zawodowych. Wyznaczenie i przestrzeganie jednolitych standardów we wszystkich województwach i powiatach da gwarancję, że zawody te będą cieszyły się zaufaniem społecznym i będą postrzegane jako ważne ogniwo w systemie bezpieczeństwa państwa.

Jako dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego popieram ideę utworzenia dwóch samorządów ściśle współpracujących ze sobą z uwagi na wspólny cel jakim jest bezpieczeństwo ruchu drogowego.

Dziękuję za rozmowę.

Pytała Jolanta Michasiewicz, red. naczelna tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS

Komentuj
Mocno kibicuję idei powstania takiego samorządu – pisze dyrektor Marek Dworak
6 grudnia 2018 | 0

Mocno kibicuję idei powstania takiego samorządu – pisze dyrektor Marek Dworak
Marek Dworak, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krakowie (fot. Jolanta Michasiewicz)

Z prośbą o wypowiedź, w związku z inicjatywą powołania samorządu instruktorów i egzaminatorów nauki jazdy, zwróciłam się do dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krakowie. Dokładnie pamiętam co Pan Dyrektor mówił - we wrześniu podczas uroczystości 20.lecia MORD Kraków - o potrzebie zmian w Kodeksie drogowym. Nie mam wątpliwości, iż właśnie takich zmian potrzebuje obowiązujące prawo i potrzebuje środowisko instruktorów i egzaminatorów. Panie Dyrektorze rozumiem, że zadeklarował Pan udział w pracach Inicjatywy Społecznej Nieobojętnych.

Już w tej chwili poparcia można udzielić również elektronicznie, na stronie https://szie.pl/ (klik!)

Czekam na dalsze Państwa wypowiedzi: Jolanta Michasiewicz (piszcie – e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl )

* * *

Kraków, dn. 05.12.2018 r.

Pani Jolanta Michasiewicz

Tygodnik PRAWO DROGOWE@NEWS

Szanowna Pani Redaktor,

z zaciekawieniem przyjąłem informację o inicjatywie utworzenia samorządu zawodowego instruktorów i egzaminatorów.

Pragnę od razu podzielić się moją opinią w tej sprawie.

Otóż mocno kibicuję idei powstania takiego samorządu, nie tylko dlatego, że stoją za nią osoby działające w Fundacji Zapobiegania Wypadkom Drogowym i w Polskim Klastrze Edukacyjnym oraz Tomasz Matuszewski Rzecznik Instruktorów i Wykładowców, czyli ludzie których kompetencje i dokonania bardzo wysoko cenię.

Uważam, że profesja instruktora (wykładowcy) kandydatów na kierowców i kierowców – jakże niedoceniana w naszym Kraju oraz egzaminatora kandydatów na kierowców i kierowców – nieco bardziej doceniana, choć nie najlepiej postrzegana, wyrasta z jednego pnia funkcjonalnego i ma tę samą misję do spełniania. Misję – zdaniem moim – nie mniej ważną niż choćby misja przedstawicieli nauk medycznych, czy przedstawicieli zawodów stosowania prawa, które takie samorządy posiadają.

Wspólny samorząd, którego nazwę pozwolę sobie zaproponować: Krajowa Izba (Rada) Nauczycieli Kształcących Kierowców i Egzaminatorów, przyczyniłby się do podniesienia rangi zawodów, które mają największy i najbardziej bezpośredni wpływ na kształtowanie i poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. Stwierdzam to z pełnym przekonaniem i raz jeszcze powtórzę: to instruktor kształcenia podstawowego jest najważniejszym ogniwem bezpieczeństwa ruchu drogowego a egzaminator współpracuje z nim w tym zakresie.

Oprócz podniesienia jakości szkolenia a tym samym poziomu bezpieczeństwa ruchu drogowego, powstanie wspólnej organizacji instruktorów i egzaminatorów będzie miało znaczenie dla ujednolicenia interpretacji przepisów ruchu drogowego i jednolitego ich stosowania w skali kraju

Marek Dworak

Komentuj
Marek Dworzecki. Monty Python w polskim wydaniu – czas to zmienić
3 grudnia 2018 | 0

Marek Dworzecki. Monty Python w polskim wydaniu – czas to zmienić
Marek Dworzecki, instruktor nauki i techniki jazdy (fot. ze zbiorów autora)

Na nasze pytanie o oczekiwania co do przyszłego samorządu instruktorów odpowiada instruktor nauki jazdy i techniki jazdy Marek Dworzecki. Nasz autor dokonuje analizy istniejącego stanu, aby tym wyraźniej zadeklarować swój akces do grona LUDZI NIEOBOJĘTNYCH, którzy chcą uczestniczyć w czymś na co liczyli, w czym dostrzegają szansę na zmiany.

Czekam na dalsze Państwa wypowiedzi, na pytania, czekamy na deklaracje: Jolanta Michasiewicz (piszcie – e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl )

Moja odpowiedź na postawione pytanie: „Czego Pan oczekuje od przyszłego samorządu instruktorów i egzaminatorów?” będzie jeszcze lepiej zrozumiana, gdy podkreślę, dlaczego wizja powołania do istnienia Samorządu Zawodowego Instruktorów i Egzaminatorów ma solidne podstawy. Uważam, że jest to istotą sprawy, bowiem wnikliwość pozwala odpowiedzieć na pytanie: dlaczego. Z tej przyczyny dzieci najczęściej stawiają pytanie: „… a dlaczego?”. Dzięki temu, te małe, wrażliwe i bystre organizmy, błyskawicznie poznają otaczający ich ogromny świat i potrafią w nim świetnie funkcjonować. Podobnie, jedno z kluczowych pytań stawianych przez rekrutera podczas rozmowy kwalifikacyjnej brzmi: „dlaczego?”.

W tym miejscu trzeba odważnie stwierdzić, że Państwo Polskie w kwestii bezpieczeństwa na drogach zawiodło - jeżeli nie na całej linii, to z pewnością na wielu obszarach. Jednym z takich kluczowych, lecz zaniedbanych obszarów jest jakże potrzebna, poważna i odpowiedzialna instytucja nauczyciela w postaci instruktora nauki jazdy i instruktora doskonalenia techniki jazdy. Aby lepiej uzmysłowić, do czego doprowadziły zaniedbania Państwa, użyję przykładów, porównań i metafor. Myślę, że pomogą one zilustrować stan faktyczny polskiej szkoły nauki jazdy (nazywając ją poniżej „szkołą”) i sytuację polskiego instruktora, zepchniętego na margines, który jest traktowany przez władze niemal jak parias. Rzecz jasna, pisząc o polskiej szkole nauki jazdy nie mam na myśli jakiegoś konkretnego ośrodka szkolenia kierowców, lecz cały aparat (obowiązujący system) i nieuczciwe ośrodki szkolenia kierowców, stanowiące nie tylko zagrożenie dla zdrowej i uczciwej konkurencji, ale też zagrożenie dla polskiej gospodarki i całego stanu bezpieczeństwa na polskich drogach. Określenie to, kryje również szeroko pojętą edukację w zakresie szkolenia kandydatów na kierowców, w tym decyzje i działania władz, a także regulacje prawne.

Dla przykładu: wyobraźmy sobie hipotetyczną prywatną szkołę średnią lub uczelnię. Co w niej widzimy?

Większość uczniów stawia warunki nauczycielom, a nie na odwrót; uczniowie są coraz trudniejsi, duża grupa niezdolna do opanowania materiału w trakcie założonego programu; krótkowzroczni uczniowie i ich rodzice nie rozumieją tego i tak naprawdę nie interesuje ich nabycie gruntownej wiedzy i bezpieczeństwo, a co za tym idzie ich szczęśliwe życie rodzinne; są zainteresowani jedynie uzyskaniem świadectwa – dyplomu ukończenia szkoły; przejawiają roszczeniową postawę wobec szkoły i nauczycieli; uważają, że skoro zapłacili za edukację, to wobec nich nikt już nie ma prawa mieć żadnych oczekiwań związanych ze zdobyciem określonej wiedzy i umiejętności; pod presją rodziców, krewnych i znajomych wywierają nacisk na szkołę i nauczycieli, by Ci złamali obowiązujące - i tak już niedoskonałe - prawo i poświadczali nieprawdę w dokumentach szkoły, dzienniku nauczycielskim i arkuszach egzaminacyjnych, wstawiając pozytywne oceny, wbrew posiadanym umiejętnościom; za sprzeciw ze strony uczciwego, rzetelnego i wykwalifikowanego nauczyciela wobec nakłaniania go do omijania ustalonych procedur, uczniowie wyrażają niezadowolenie, obrażają się, buntują, a czasem składają skargi i przenoszą się do innej szkoły; koszt, jaki ponosi uczeń za jeden z najważniejszych w życiu kursów i egzaminów (który zdecyduje o jego życiu i w ogóle o tym jak długo to jego życie potrwa) odpowiada jedynie kilku miesięcznym rachunkom (np. za wodę, gaz, czy energię elektryczną) mimo, że w tym czasie poza granicami kraju w szkołach tego typu trzeba ponieść koszt kilka, a nawet kilkanaście razy większy; uczniowie nie poddają się powszechnemu i transparentnemu programowi edukacyjnemu, lecz korzystają z zasłyszanych w szkolnych ławkach i podczas przerw, fałszywych informacji od swych równie niezorientowanych w temacie innych uczniów; uczniowie są autorami niestworzonych historii na temat egzaminu końcowego, nie znając dobrze treści przedmiotu i zasad egzaminowania, nie biorąc pod uwagę, iż czegoś nie wiedzą i zwyczajnie ośmieszając się, a z członka komisji egzaminacyjnej robiąc potwora, który ich zdaniem bezpodstawnie „czepia się” i z pewnością nie ma racji; uczniowie swym zachowaniem stwarzają wokół siebie zagrożenie, stresują nauczycieli i dewastują znajdujące się w szkole wyposażenie, które po części jest własnością nauczycieli.

Nauczyciele pracujący w tej hipotetycznej szkole wykonują swe obowiązki w szkodliwych i niebezpiecznych warunkach - ich wzrok, układ nerwowy, układ oddechowy, krwionośny i kręgosłup ulegają błyskawicznej destrukcji; pracują pod ogromną presją ze strony uczniów i ich krewnych oraz znajomych, osoby postronne przeszkadzają im w zajęciach, często stwarzając zagrożenie dla ich zdrowia i życia; część nauczycieli, by uzyskać lepsze stawki godzinowe wyposaża szkołę w niezbędny i drogi sprzęt dydaktyczny z własnych środków, zadłużając się w bankach; nauczyciele podczas zajęć nieustannie ratują życie własne i uczniów, podczas, gdy ci drudzy sami dla siebie i otoczenia są zagrożeniem, za co ani uczeń, ani jego rodzina nigdy nie podziękuje nauczycielowi; nauczyciele (nawet tego samego przedmiotu) w znacznym stopniu różnią się kwalifikacjami, posiadaną rzeczywistą wiedzą i poziomem motywacji; różnice w ich kompetencjach są tak ogromne, że środowisko pedagogiczne jest na wskroś podzielone – i nic dziwnego, skoro np. wśród nauczycieli fizyki większość ma mgliste pojęcie o czarnych dziurach i nie dostrzega potrzeby nauczania o nich, są też tacy, którzy uważają, że czarne dziury nie istnieją, bo ich nigdy nie widzieli, inni zaś (należący do wąskiego grona) posiadają na ten temat ogromną wiedzę i chętnie ją przekazują swym uczniom, ale są niedoceniani, a nawet wyśmiewani w środowisku pedagogicznym; wielu nauczycieli z tej szkoły od lat nie podwyższyło swych kwalifikacji i nie zamierza tego robić, choć szeroko rozumiana nauka już dawno uczyniła „siedmiomilowy krok” do przodu; duża liczba nauczycieli tej szkoły nie widzi potrzeby uczenia się i że nabyta dotychczas przez nich wiedza w zupełności im wystarcza do własnej egzystencji i bycia nauczycielem – co gorsza, zaraża swą postawą swych uczniów; wielu pedagogów tej szkoły nie utożsamia się w pełni ze swym środowiskiem, nie angażuje się należycie w swą pracę, połowa z nich – lub więcej – nigdy nie powinna być reprezentantem tego zawodu; w szkole tej większość zatrudnionych nauczycieli tak naprawdę pracuje zupełnie w innych firmach i nie wiąże się z nią zbytnio, pracę w charakterze nauczyciela traktują drugoplanowo w celu dorobienia sobie do pensji – i tak: jeden jest pracownikiem stacji benzynowej, drugi strażakiem, inny policjantem, jeszcze inny kierowcą ciężarówki lub autobusu, a jeszcze inny wojskowym; dla wielu z nich, na ogół priorytetem nie są wysokie standardy, dobre wyniki pracy, czy wysoka średnia ocen jego uczniów, lecz dorobienie sobie do stałej pensji, którą otrzymuje w innej firmie; wielu nauczycieli tej szkoły stanowi nieuczciwą konkurencję dla innych nauczycieli znacznie lepiej wykształconych, wykwalifikowanych, kompetentnych mentorów, pracujących z pasją i oddanych bez reszty sprawie; w rezultacie to patologiczne zjawisko, a konkretnie nieuczciwi nauczyciele doprowadzają do absurdalnego zaniżania cen za swe lekcje, oszukując tym samym nie tylko Skarb Państwa, bo przy okazji z tego powodu cierpią uczciwi i rzetelni nauczyciele, cała szkoła i rzecz jasna sami uczniowie – niektórzy muszą potem zapłacić za to nawet najwyższą cenę, swe życie; nauczyciele tej szkoły są zatrudniani na najniższe z możliwych stawek, pracują po kilkanaście godzin dziennie, by zarobić na utrzymanie rodziny, szkoła zawiera z nimi tzw. umowy „śmieciowe” na najniższą krajową, nie posiadają żadnych dodatkowych świadczeń socjalnych, nie są ubezpieczeni na życie i wielu z nich nie ma płatnego urlopu; niektórzy wartościowi nauczyciele sfrustrowani i zażenowani w popłochu odchodzą z branży, a ich miejsce zajmują najgorsi z najgorszych.

W tym czasie Państwo bacznie i dumnie przygląda się skutkom swych działań na polu rozwoju społecznego – podkreślam - skutkom. Jednak siłą rzeczy – choć ono tego nie chce - dostrzega coś dziwnego: absolwenci wspomnianej szkoły nie mają dostatecznej wiedzy i umiejętności oraz wyróżniają się lekkim podejściem do zagadnień niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania; w zestawieniu z uczniami innych państw należą do najmniej wyedukowanych, o czym świadczą rankingi i wszelkiej maści nieubłagane statystyki; brak elementarnej wiedzy i umiejętności tych absolwentów sprawiają, że nie radzą sobie oni w pracy zawodowej, niektórzy z tej przyczyny tracą pracę lub ulegają w niej wypadkom śmiertelnym; w tym czasie, kolejni, nowi uczniowie są zarażani stereotypami i mitami, które zostały im przekazane przez absolwentów szkoły; cały świat nauki wyraża przerażenie z uwagi na taki stan edukacji w opisywanej hipotetycznej szkole; Państwo wciąż jest bezradne, nie dostrzega prawdziwych przyczyn problemu lub - w obawie przed niezadowoleniem społeczeństwa – udaje, że go nie widzi; pozwala, by nauczyciele jeszcze bardziej zostali zepchnięci na margines, by nie mieli już nic do powiedzenia i wciąż pracowali na skandalicznie nieludzkich warunkach, nie zajmuje się losem reprezentantów jednego z ważniejszych zawodów; nie podejmuje się też ono skutecznych działań, lecz wymyśla tzw. półśrodki, mamiąc całe społeczeństwo, iż jego (Państwa) nowe pomysły i przedsięwzięcia rozwiążą problem; zamiast dostosować do realiów prawo i przeprowadzić prawdziwą reformę – istną rewolucję w edukacji – zapewnia, że wyposażając uczniów w odblaski sprawi, iż ci posiądą niezbędną wiedzę, co się przełoży na rankingi, statystyki i powodzenie w ich życiu osobistym; Państwo to zapewnia też, że jak kupi więcej radiowozów i zwiększy ilość patroli, to również zwiększy u uczniów świadomość poszerzania swej wiedzy i umiejętności oraz zaszczepi  w ten sposób zamiłowanie do tego, co dobre i mądre; w swej naiwności twierdzi, że doskonałym pomysłem będzie jeszcze większe obniżenie kosztów szkolenia ucznia, poprzez zaangażowanie w to szkolenie jego rodzica, a nie jeszcze bardziej kompetentnych nauczycieli; mimo kompromitacji na tym polu, Państwo to posuwa się jeszcze dalej – swoimi działaniami lub ich zaniechaniem propaguje postawę w stylu: w ogóle się nie przejmuj wysokim poziomem edukacji, nie ucz się za dużo – nie patrz na to, że poza granicami kraju w podobnych szkołach jest znacznie lepszy poziom nauczania i większe tego korzyści, nie musisz się dodatkowo uczyć, chyba, że ewentualnie za karę, gdy w ciągu dwóch lat dwukrotnie wyjdzie na jaw, że faktycznie jesteś złym uczniem; propaguje też model myślenia: każdy obywatel ma stać się uczniem tej szkoły i przejść mało wymagający, krótki i niewystarczający cykl zajęć, a następnie zdobyć świadectwo jej ukończenia (nawet bez odpowiednich predyspozycji), ma też mieć do niej łatwy, tani i szybki dostęp, bez większych oczekiwań ze strony nauczycieli i całego systemu – szkoły.

Ktoś mógłby uznać, że opisany wyżej obraz powstał pod wpływem silnie działających środków psychotropowych, alkoholu lub narkotyków. Inny, mógłby doszukiwać się opisu sytuacji z kraju – mówiąc delikatnie – mocno nierozwiniętego. Jeszcze inny mógłby wywnioskować, że czyta fragment jakiejś publikacji z gatunku science fiction lub komedii. Szczerze mówiąc, sam chciałbym, by ten opis w żadnym stopniu nie miał nic wspólnego z rzeczywistością, a już na pewno nie z Polską. Prawda jednak jest taka, że ten sugestywny i metaforyczny wizerunek dotyczy właśnie Polski i jej branży szkoleniowej kandydatów na kierowców, wraz z obowiązującym systemem prawnym. Stwierdzam zupełnie poważnie i ze smutkiem – wręcz z goryczą – że w Polsce na tym gruncie mamy Monty Python w całej okazałości.

„Wszystko co polskie, jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród, za to co jest w nim marne” – Roman Dmowski.

Mój apel do rządzących – niezależnie od tego, czy obecnie, czy też w przyszłości dzierżących władzę – oraz do całego społeczeństwa, w tym branży szkoleniowej, brzmi w formie pytań retorycznych tak:

Jak bardzo trzeba być krótkowzrocznym, by tego nie dostrzec?

Jak trzeba być pozbawionym wiedzy i wrażliwości, by patrząc na kalectwo i śmierć współbraci nie działać szybko i mądrze?

Jak bardzo trzeba być bezradnym lub nie chcieć działać, by nie działać?

Jak bardzo trzeba być naiwnym i myśleć, że inni tego nie widzą?

Jak wiele czasu upłynie, by się zbudzić i ile do tego czasu trzeba będzie zbić z desek kolejnych trumien?

Jak długo będziemy dumnie powoływać się na Boga, a jednocześnie ignorować ustanowione przez Niego prawa fizyki i procesy poznawcze funkcjonujące w ludzkim umyśle?

Jak długo instruktor nauki jazdy będzie traktowany jak parias, a nie jak człowiek zaufania publicznego, szanowany, ceniony i należycie wynagradzany?

Jak długo będziemy czekać na samorząd zawodowy, który zgodnie z art. 17 pkt 1 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej pomoże ‘sprawować pieczę nad należytym wykonywaniem zawodu instruktora nauki jazdy w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony’?

Czy teraz lepiej rozumiemy, dlaczego powołanie do życia Samorządu Zawodowego Instruktorów i Egzaminatorów jest tak bardzo potrzebne i ważne? Owszem – bezapelacyjnie jestem ZA powołaniem tego typu administracji publicznej nie sprawowanej przez Państwo i ze swej strony deklaruję chęć udzielenia pomocy w pracach z tym związanych. Nawiązując do postawionego mi pytania przez Redakcję PRAWO DROGOWE@NEWS „Czego oczekuję od przyszłego samorządu instruktorów i egzaminatorów?” odpowiadam, że oczekuję, a zarazem z całego serca życzę:

- szybkiego i skutecznego działania,

- wytrwałości, odwagi i determinacji w pracach przygotowawczych i podczas funkcjonowania samorządu,

- odporności na krytykę i destrukcyjną postawę malkontentów i cyników,

- pokory, mądrości, rozeznania i wrażliwości na ludzka krzywdę,

- uczynienia zawodu instruktora nauki jazdy profesją, o której można by mówić z dumą,

- zaangażowania w funkcjonowanie samorządu samych prawdziwych profesjonalistów

– otwartych na nowe teorie i rozwiązania, zgodne z postępem technicznym, nauką i duchem czasu, a nie takich, którzy się w czasie zatrzymali,

- konstruktywnych rozmów, negocjacji, decyzji i działań,

- traktowania wszystkich z należnym szacunkiem - bez względu na doświadczenie, pozycję i poglądy,

- niedopuszczania do swych szeregów ludzi skostniałych i oportunistów,

- wystrzegania się kumoterstwa, pychy, zbytniej pewności siebie i rządzy władzy,

- nieustannej świadomości, że działania samorządu powinny być podyktowane szlachetnymi pobudkami, nastawionymi na dobro ogółu społeczeństwa.

„Ludzie sukcesu zawsze szukają możliwości niesienia pomocy innym. Nieudacznicy zawsze pytają: „A co mi za to dasz?” – Brian Tracy.

Gdy te oczekiwania o ogólnym charakterze będą spełnione, a rady i sugestie zastosowane, sukces będzie murowany!

Marek Dworzecki (Radom)

INICJATYWA SPOŁECZNA NIEOBOJĘTNYCH – www.szie.pl

Komentuj

Ekspert wyjaśnia

Twoje światła - Twoje bezpieczeństwo. Sprawdź 15. grudnia - bezpłatnie
14 grudnia 2018 | 0

Twoje światła - Twoje bezpieczeństwo. Sprawdź 15. grudnia - bezpłatnie

Prawidłowe działanie świateł pojazdu, a także ich właściwe ustawienie ma wpływ na bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego. Jeśli oświetlenie pojazdu jest wadliwe wzrasta prawdopodobieństwo wypadku drogowego.

Kampania „Twoje światła – Twoje bezpieczeństwo” została zainicjowana przez Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji wspólnie z Instytutem Transportu Samochodowego. Partnerami przedsięwzięcia są: Komenda Stołeczna Policji, Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów, Przemysłowy Instytut Motoryzacji a także Firma Neptis S.A. – operator znanego wśród kierowców komunikatora Yanosik.

Pamiętajmy, że ważny jest stan wszystkich elementów oświetlenia pojazdu tj. żarówek, lamp oraz ustawienia świateł. Przypomnijmy kilka podstawowych zasad związanych ze światłami:

1. Lampy powinny być sprawne i czyste.

Należy je systematycznie przecierać lub po prostu umyć samochód. Łatwo się zorientować, kiedy światła są zabrudzone patrząc na szyby samochodu - jeśli są zabrudzone poza obszarem oczyszczanym wycieraczkami, to światła na pewno też.

2. Wszystkie żarówki powinny się świecić.

Najlepiej wymieniać żarówki parami, bowiem, gdy jedna się przepali, druga prawdopodobnie wkrótce też będzie niesprawna. Poza tym światła żarówki po długim okresie świecenia mogą słabnąć, więc w przypadku wymiany tylko jednej żarówki będą świecić z różnym natężeniem.

3. W samochodzie warto mieć komplet żarówek zapasowych.

Żarówki muszą być zgodne ze specyfikacją producenta samochodu i posiadać homologację. Użytkownik samochodu powinien zainteresować się jak można je wymienić za pomocą fabrycznego zestawu narzędzi samochodu. Potrzebna informacja zwykle jest zawarta w instrukcji obsługi pojazdu.

4. Zasięg widoczności w nocy może być znacznie ograniczony, dlatego zawsze należy dostosować prędkość do własnego postrzegania. Pamiętajmy, w warunkach ograniczonej widoczności, wyprzedzamy inny pojazd tylko wtedy, gdy widzimy drogę wystarczająco daleko.

5. Światła reflektorów powinny być prawidłowo ustawione.

Należy to sprawdzić w warsztacie samochodowym lub stacji kontroli pojazdów po każdej wymianie żarówki reflektora, a także po każdej naprawie mechanicznej mogącej mieć wpływ na ustawienie świateł (np. zawieszenia, naprawy blacharskiej po kolizjach) oraz sprawdzać okresowo. Jeżeli świateł nie można prawidłowo ustawić, bo uszkodzone są pokrętła regulacyjne, to usterkę trzeba naprawić.

Przypominamy, że w najbliższą sobotę tj. 15 grudnia 2018 roku w ramach kampanii „Twoje światła – Twoje bezpieczeństwo” kierowcy w całej Polsce będą mogli bezpłatnie skontrolować światła swojego pojazdu na stacjach kontroli pod patronatem Instytutu Transportu Samochodowego oraz zrzeszonych w Polskiej Izbie Stacji Kontroli Pojazdów (ponad 200 stacji).

Instytut Transportu Samochodowego na potrzeby działań udostępni, w wyżej wymienionych terminach, swoją nowocześnie wyposażoną stację diagnostyczną przy ul. Jagiellońskiej 80 w Warszawie, w godzinach 7.00-15.00. Natomiast, na stacji kontroli Przemysłowego Instytutu Motoryzacji w Warszawie przy ul. Jagiellońskiej 55, światła można sprawdzać w dni powszednie, tj. od poniedziałki do piątku, w godzinach 7.00-15.30 do 14 grudnia 2019 roku.

Aplikacja Yanosik doprowadzi zainteresowanych sprawdzeniem świateł do najbliższej stacji biorącej udział w kampanii. Ponadto na stronie: http://yanosik.pl/dobre-swiatla/ znajduje się wykaz punktów umożliwiających bezpłatne badania.

Biuro Ruchu Drogowego KGP

Instytut Transportu Samochodowego

Komentuj
Kazimierz Opoka. Organizacja ruchu i czasowa organizacja ruchu
4 grudnia 2018 | 0

Kazimierz Opoka. Organizacja ruchu i czasowa organizacja ruchu
(fot. ze zbiorów czytelnika zadającego pytanie)

Czytelnik PRAWA DROGOWEGO@NEWS zwrócił się z pytaniem, cyt. „Czy w sytuacji jak na fotografii, gdzie stoi zakaz skrętu w prawo, a jednocześnie nadawany jest sygnał czerwony i zielona strzałka w prawo, kierowca ma prawo skręcić w prawo?” Dodał, iż pod zakazem jest informacja, że obowiązuje on w godzinach 500- 2300.

Na wstępie podkreślę, iż podniesiony przez czytelnika w pytaniu problem poddałem analizie bazując wyłącznie na obrazie skrzyżowania i jego oznakowania widocznym na załączonym zdjęciu. Perspektywa obrazu wskazuje jego wykonanie z pozycji na prawym chodniku, zajętej w bliskiej odległości do skrzyżowania. Widoczny na zdjęciu stan infrastruktury drogowej tj. wysepki usytuowanej po lewej stronie wyraźnie wskazuje, iż były tam prowadzone prace remontowe (krawężniki wysepki w obrębie sygnalizatora są w nieustabilizowanym i nieuporządkowanym położeniu). Przywoływany przez czytelnika pionowy znak drogowy, z tarczami znaków zakazu B-21 (zakaz skręcania w lewo), B-22 (zakaz skręcania w prawo) oraz trzema dodatkowymi tabliczkami, z których jedną zacytował czytelnik, usytuowany jest po lewej stronie na przywołanej wysepce. Tarcze znaków oraz tabliczki są zamocowane do jednego elementu wsporczego, nie zamocowanego na stałe w podłożu. Takie zamocowanie znaku wskazuje, iż oznakowanie to było zastosowane czasowo. Po prawej stronie jezdni znajduje się sygnalizator S-2, na którym podawany jest sygnał czerwony z równoczesnym sygnałem zielonym podawanym przez strzałkę skierowaną „w prawo”.

Na zdjęciu widoczny jest również pionowy znak drogowy B-2 „zakaz wjazdu” oznaczający zakaz wjazdu pojazdów na drogę lub jezdnię od strony jego umieszczenia (dotyczy to również kolumn pieszych oraz jeźdźców i poganiaczy), pod którym umieszczono 3 tabliczki z informacjami (ich treść nie jest możliwa do odczytania ze zdjęcia).

Zgodnie do przepisu zawartego w § 96.1. Rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dani 31 lipca 2002 r., w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz. U. z dnia 12 października 2002 r. nr 170, poz. 1393 z późn. zm.) nadawany przez sygnalizator S-2 sygnał czerwony wraz z sygnałem w kształcie zielonej strzałki oznacza, że dozwolone jest skręcenie w kierunku wskazanym strzałką w najbliższą jezdnię na skrzyżowaniu, z zastrzeżeniem zawartym w ustępie nr 3 tj. pod warunkiem, że kierujący zatrzyma się przed sygnalizatorem i nie spowoduje utrudnienia ruchu innym jego uczestnikom.

Znaki drogowe oraz sygnalizacje świetlne są elementami systemu pozwalającymi w sposób bezpieczny prowadzić kierującego. Wynikająca z nich informacja musi być przez kierującego szybko oceniona, po czym zastosowana w powiązaniu z jego zamierzonym kierunkiem jazdy i realizowana.

Zakładając, że widoczny stan oznakowania (może jego czasowego poszerzenia), był tymczasowy (prace remontowe, czy też przebudowa drogi), to dziwi mnie brak znaku z tarczami B-21, B-22 (z opisami jak powyżej) po stronie prawej. Na jezdni wyznaczone są trzy pasy ruchu. Jeśli lewym, pasem podjedzie samochód ciężarowy, autobus, a nawet samochód dostawczy, tego znaku nie widzą już kierujący jadący pasem prawym i środkowym. Kolejny problem to wręcz „mnogość” tabliczek, które umieszczono pod znakami. Przepisy §17. 2 (do znaku B-2) oraz § 22.4. (do znaków (B-21, B-22) dopuszczają ich zastosowanie z opisem „nie dotyczy” wraz z symbolem pojazdu lub wyrażeniem określającym pojazd, że zakaz nie dotyczy pojazdu określonego tabliczką.

Uczestnicy ruchu to nie tylko mieszkańcy danej dzielnicy, miejscowości itd., czy też kierujący przemieszczający się powtarzalnie tą drogą śledzący na bieżąco zmiany związane z rozpoczęciem remontu drogi, czy też zmiany organizacji ruchu. Odczytanie treści informacji z tabliczek bez symbolu pojazdu, wymaga znalezienia się w bardzo bliskiej odległości od znaku i maksymalnego spowolnienia jazdy, a nawet zatrzymania.

Oceniam, iż sposób oznakowania dróg nie może nasuwać kierującemu, który zbliża się do skrzyżowania sprzeczności wynikającej już ze wstępnej oceny widocznego stanu podawanych informacji, a powinien czytelnie umożliwiać rozpoznanie bezpiecznego, pozostającego w zgodności z przepisami ruchu drogowego przejazdu skrzyżowania.

Jeśli by ocenić wprost informację podawaną przez znaki drogowe oraz sygnalizator S-2 jak to widać na zdjęciu przesłanym przez czytelnika, kierowca otrzymuje na wstępie sprzeczną informację.

Przywołuję w tym miejscu przepis art. 5 ustawy - Prawo o ruchu drogowym

1. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są zobowiązani stosować się do poleceń i sygnałów dawanych przez osoby kierujące ruchem lub uprawnione do jego kontroli, sygnałów świetlnych oraz znaków drogowych, nawet wówczas, gdy z przepisów ustawy wynika inny sposób zachowania niż nakazany przez te osoby, sygnały świetlne lub znaki drogowe.

2. Polecenia i sygnały dawane przez osoby kierujące ruchem lub uprawnione do jego kontroli mają pierwszeństwo przed sygnałami świetlnymi i znakami drogowymi.

3. Sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi regulującymi pierwszeństwo przejazdu.

Warto zwrócić uwagę, iż punkt pierwszy przepisu nakłada obowiązek stosowania się kolejno do wymienionych informacji podawanych przez uprawnione osoby, sygnały świetlne, znaki. W ustępie nr 3 jednoznacznie wskazano, iż sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi. Zatem kierujący pojazdem jadący prawym pasem ruchu odbierając informację z pracującego sygnalizatora S-2 ma prawo w tej sytuacji odczytywać, iż może z zachowaniem przywołanych powyżej obowiązków dyscyplinujących skręt „w prawo”, taki manewr wykonać.

Przypomnę w tym miejscu, iż stosowne uregulowania zarządzania ruchem na drogach publicznych, w strefach zamieszkania oraz w strefach ruchu, a zwłaszcza działania w zakresie sporządzania, opiniowania, zatwierdzania projektów organizacji ruchu i wprowadzania organizacji ruchu, ze szczególnym uwzględnieniem znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem określa Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem z dnia 23 września 2003 r. ((Dz. U. z 2017 r. poz. 128, 60, 379 i 777). Nie ma zatem dowolności oznakowania oraz wprowadzania w nim zmian, gdyż jest to obwarowane stosownymi przepisami rozporządzenia.

Nie można jednak wykluczyć, iż szczególnie w okresach tymczasowości zmian związanych z pracami remontowo - budowlanymi dróg, skrzyżowań powstanie błąd na etapie wykonywania tymczasowego oznakowania tj., jego poszerzenia o elementy niezbędne w prowadzeniu inwestycji.

Sygnały od uczestników ruchu drogowego powinny być weryfikowane, a rozpoznane nieprawidłowości szybko usuwane przez organ zarządzający ruchem właściwym dla danej drogi.

Na zakończenie chciałbym jednak podkreślić, iż kierujący pojazdem w ocenie sytuacji drogowych, powinien zawsze zachowywać zdrowy rozsądek, który jest elementem zasady jazdy rozważnej i ostrożnej. Jeśli przejeżdżamy odcinki dróg, skrzyżowań, gdzie są prowadzone prace remontowo – budowlane i widzimy, iż droga po lewej strojnie (czy też po prawej lub na wprost) jest na dalszym odcinku blokowana ruchem ciężkiego sprzętu budowlanego, pojazdów, to po prostu w taką drogę nie należy wjeżdżać bez względu na informacje wynikające z oznakowania.

Ponadto nie ignorujmy wcześniejszego oznakowania (znaki: F-8, F-9), które jest uwzględniane w projektowaniu czasowej organizacji ruchu, podającego informacje o znajdującym się przed nami miejscu, gdzie napotkamy prace remontowo – budowane. Zbliżając się do takich miejsc należy spodziewać się ograniczeń, czy też utrudnień ruchu nakładających konieczność zwiększonej rozpoznawalności możliwości przejazdu takich odcinków dróg i skrzyżowań.

Kazimierz Opoka (Nowy Sącz)

Kazimierz Opoka, egzaminator Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Nowym Sączu, rzeczoznawca samochodowy, biegły sądowy (fot. ze zbiorów autora)

Komentuj

Legislacja

Gdy jedziemy z kierowcą bez prawa jazdy, przyczyniamy się do powstania szkody
10 grudnia 2018 | 0

Gdy jedziemy z kierowcą bez prawa jazdy, przyczyniamy się do powstania szkody
(fot. Jolanta Michasiewicz)

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wydał wyrok, który w swojej istocie potwierdza, iż zgoda pasażera na podróż z kierowcą bez prawa jazdy jednocześnie może być uznana za zgodę na ewentualne, przyszłe niższe odszkodowanie w sytuacji wypadu drogowego.

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu potwierdził w swoim wyroku m.in., iż zgoda na podróż z kierowcą bez uprawnień może być uznana za przyczynienie się do wypadku i powstania szkody (art. 362 k.c.), a w efekcie do obniżenia ewentualnego odszkodowania. Powódką w sprawie była Anna M. domagała się od ubezpieczyciela zadośćuczynienia za krzywdę w związku z wypadkiem z 2013 r., w którym uczestniczyła i doznała ciężkich obrażeń, w efekcie została uznana jej niezdolność do pracy, otrzymała świadczenie rehabilitacyjne. Ubezpieczyciel wypłacił kwotę zadośćuczynienia przy uwzględnieniu 50-procentowego przyczynienia się do powstania szkody, albowiem skarżąca podróżowała z kierowca, o którym wiedziała, że nie ma uprawnień do kierowania pojazdem. Kierowcą był partner skarżącej, w pojeździe podróżował także ich syn – obaj ponieśli śmierć.

Sąd Apelacyjny uzupełnił materiał dowodowy, potwierdził, iż powódka wiedziała o braku uprawnień kierowcy, kwoty zadośćuczynienia nie podwyższył. Uznał, iż podróż z kierowcą, o którym wiadomo, że nie posiada uprawnień do prowadzenia pojazdów, spełnia wszystkie przesłanki przyczynienia się do powstania ewentualnej szkody w razie wypadku.

Dodajmy, iż w przypadku jeżeli kierowca, który nie posiada uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych spowoduje wypadek, a zakład ubezpieczeniowy wypłaci odszkodowanie osobom poszkodowanym towarzystwo ubezpieczeń wystąpi do sprawcy z regresem. W praktyce oznacza to będzie on musiał zwrócić ubezpieczycielowi odszkodowanie, które zostało wypłacone. (jm)

Komentuj
Będzie dezyderat do premiera
7 grudnia 2018 | 0

Będzie dezyderat do premiera
W roku 2017 w wyniku wypadków samochodów z ruchem pieszych tylko na chodnikach (z wyłączeniem przejść dla pieszych) śmierć poniosły 22 osoby, 628 osób zostało rannych Posiedzenie Komisji ds. Petycji (Sejm RP, 5.12.2018) [kliknij]

5 stycznia br. obradowała Komisja ds. Petycji Sejmu RP. Rozpatrzono petycję w sprawie zmiany ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym w zakresie zatrzymywania się i postoju pojazdów samochodowych na chodnikach (BKSP-145-415/18) – wyjaśnijmy dotyczy ona parkowania całym pojazdem. – Rozpoczęta została dyskusja – podkreślił przewodniczący obrad. Postanowiono zwrócić się z dezyderatem do prezesa Rady Ministrów.

Bogdan Latosiński. Petycję wniesioną przez Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, zreferował poseł Bogdan Latosiński. Jak już wcześniej pisaliśmy – jej przedmiotem jest zmiana ustawy - Prawo o ruchu drogowym poprzez zmianę zapisu art. 47 ust. 2 oraz zmiany w art. 130a ust. 1 w pkt 1. Celem nowelizacji ma być ograniczenie postoju samochodów na chodnikach tylko do miejsc do tego celu wyznaczonych. Dodać trzeba, iż wnioskodawcy proponują jednocześnie możliwość warunkowego zatrzymania lub postoju na chodniku kołami jednego boku lub przedniej osi pojazdu o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 2,5 tony. Jak to uzasadniono przepisy wprowadzone w 1983 roku są anachroniczną pozostałością wprowadzoną w celu ułatwienia prac służb bezpieczeństwa. Ponadto – a może przede wszystkim – istotne ich zdaniem jest to, iż obowiązujące prawo w stopniu niewystarczającym gwarantuje bezpieczeństwo pieszym, którzy niejednokrotnie są potrącani na chodnikach. Zaznaczają, że coraz częściej dochodzi do zdarzeń ze skutkiem śmiertelnym. Biuro Analiz Sejmowych zwróciło m.inn. na statystyki stołecznej Straży Miejskiej wskazujące, iż w porównaniu z 2016 r. w 2017 liczba zgłoszeń o kierowcach ignorujących zakaz parkowania na chodnikach wzrosła o 41 tys., a w okresie ostatnich pięciu lat wzrosła ona dwukrotnie, ze 145 tys. do blisko 300 tys. Poseł sprawozdawca zwracał uwagę na niespójność obowiązujących przepisów i problem egzekwowania zakazu.

Jan Mencel. Uczestniczący w obradach prezes Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, Jan Mencwel przywołał statystyki, iż w roku ubiegłym w wyniku wypadków samochodów z ruchem pieszych tylko na chodnikach (z wyłączeniem przejść dla pieszych) śmierć poniosły 22 osoby, 628 osób zostało rannych (w całej Polsce). Obok problemów związanych z bezpieczeństwem pieszych, przedstawiciel stowarzyszenia mówił także o braku komfortu poruszania się po chodnikach zastawionych przez samochody, szczególnie osób starszych, osób poruszających się na wózkach, inwalidów, matek z dziećmi.

Marcin Chlewicki – współautor petycji – uzasadniał na ile zmiana legislacyjna rozwiąże problem i poprawi bezpieczeństwo. Mówił o potrzebie zmiany świadomości kierowców oraz z drugiej strony o wprowadzeniu regulacji przepisów w celu ułatwienia służbom miejskim odholowywania nielegalnie zaparkowanych samochodów.

Dariusz Minkiewicz. Przedstawiciel MSWiA, Dariusz Minkiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Porządku Publicznego podkreślił, iż ocena stanu faktycznego nie budzi wątpliwości resortu, jednak już wątpliwym jest proponowany – w drodze nowych rozwiązań legislacyjnych - sposób rozwiązania problemu. Dyrektor mówił o potrzebie osiągnięcia kompromisu pomiędzy swobodą poruszania się pieszych, ale także swobodą parkowania pojazdów (pamiętając o wzroście ilości pojazdów na drogach). W ocenie MSWiA obowiązujące przepisy ten kompromis spełniają, a istotnym jest, aby były one skutecznie egzekwowane. Wskazywał także o bezwzględnym charakterze propozycji, co mogłoby wpływać na zasady parkowania np. na terenach osiedlowych, pytał o cel obowiązkowego odholowywania pojazdów, które nie stwarzają zagrożenia bezpieczeństwa i nie utrudniają ruchu, w tym także ruchu pieszych. – W ocenie MSWiA rozwiązanie to jest nieproporcjonalnie surowe względem ciężaru naruszenia prawa – mówił dyrektor. – MSWiA jest przeciwne zaproponowanemu rozwiązaniu w jego przedstawionym kształcie – zakończył.

Jacek Świat. Poseł Jacek Świat ocenił, że wprowadzenie takich restrykcji nie rozwiąże niczego, a przeciwnie – spowoduje jeszcze większy chaos. - A to dlatego, że samochody po prostu są i coś trzeba z nimi zrobić – uzasadniał. - Powinniśmy dyskusję kontynuować - konkludował.

Jerzy Paul. Poseł Jerzy Paul przyłączył się do oceny, iż propozycja jest za daleko idąca. Parkowanie powinniśmy ograniczać, a nie zakazywać – proponował.

Urszula Augustyn. Posłanka Urszula Augustyn: - Jeśli nie zaczniemy czegoś robić to się tego problemu niestety nie rozwiąże. I tak jest Polak skonstruowany, że jak widzi nieuchronność kary to pojazdu nie zaparkuje, a jak nie widzi to te 100 zł z kieszeni wyjmie i zapłaci (myśląc jednocześnie, że następnym razem mu się uda i zaparkuje spokojnie) - oceniała. - Myślę, że nie wolno nam tak łatwo tej petycji „odpuścić”, że musimy szukać rozwiązań – apelowała.

Andrzej Smirnow. Poseł Andrzej Smirnow: - Sprawa jest tak kontrowersyjna, że samo ukazanie się petycji spowodowało lawinę listów kierowanych do biur poselskich. Rozwiązanie powinno polegać na globalnym spojrzeniu na problem. (…) Sprawa nie wygląda dobrze z żadnej strony. Może trzeba zwrócić się z dezyderatem, zwrócić uwagę na potrzebę regulacji tych spraw, ale łącznie z potrzebą odpowiednich rozwiązań infrastrukturalnych, być może komunikacyjnych.

Sławomir Jan Piechota. Przewodniczący obrad, poseł Sławomir Jan Piechota: - Ta dyskusja bardzo przypomina inną, poświęconą potrzebie miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych. Też początkowo było wiele wątpliwości, że mamy przepisy i wystarczy je egzekwować, ale okazywało się, że w tym egzekwowaniu jest jakaś ogromna niemoc, że powszechne wręcz jest ignorowanie tych przepisów, dopóki nie było jasnej surowej sankcji. (…) Jest problem, nie można udawać, że dzisiejsze rozwiązania wobec tego problemu są nieefektywne i musimy szukać sposobu (…). Są rozwiązania na różnych poziomie (…). Trzeba rozwiązań systemowych. (...) To jest poważny problem. (...) Prowadzący obrady przyłączył się do propozycji wystąpienia z dezyderatem, żeby MSWiA we współpracy z Policją gruntownie przeanalizowało ten problem, szukając efektywnych rozwiązań, które przełamią dzisiejszą niemoc w rozwiązywaniu takiego problemu. – Gdy otrzymamy odpowiedź na ten dezyderat to ocenimy na ile te propozycje rzeczywiście zawierają nadzieje na przełamanie impasu.

Bogdan Latosiński. W swojej konkluzji poseł sprawozdawca Bogdan Latosiński zaproponował dezyderat adresowany do premiera, ale też równocześnie wystąpienie o stanowisko do związków samorządowych.

– Gdy otrzymamy odpowiedź na dezyderat, to z udziałem samorządu i przedstawicieli rządu będziemy kontynuować tę dyskusji i wtedy podejmiemy decyzję co do dalszych działań w tej sprawie – podsumował i zamknął obrady przewodniczący. Komisja przyjęła taką decyzję. (jm)

Komentuj
Trybunał Konstytucyjny w sprawie przepisów – Prawa o ruchu drogowym
6 grudnia 2018 | 0

Trybunał Konstytucyjny w sprawie przepisów – Prawa o ruchu drogowym
Obowiązek odholowania i przechowywania źle zaparkowanych aut należy do zadań powiatu (fot. Jolanta Michasiewicz)

Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją zasady oddawania właścicielowi odholowanych, źle zaparkowanych aut. Tak więc odbierając z parkingu odholowany pojazd nie będzie konieczne wcześniejsze dokonanie opłaty za parkowanie odholowanego pojazdu.

W dniu wczorajszym Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż przepisy ustawy – Prawo o ruchu drogowym, które przewidują, iż odholowany pojazd zostaje oddany właścicielowi po okazaniu dowodu opłaty za jego usunięcie i parkowanie, jest niezgodny z konstytucją. - Art. 130a ust. 7 pkt 1 ustawy – Prawo o ruchu drogowym – są niezgodne z art. 64 ust. 1 i 3 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP – czytamy w orzeczeniu. Przywołane przypisy utracą moc po dziewięciu miesiącach od opublikowania wyroku, czekamy więc na nowelizację ustawy. Sędziowie uznali, iż stosowana dotychczas praktyka jest ograniczeniem jednego z podstawowych uprawnień właścicielskich – prawa do dysponowania rzeczą. Obowiązujące dziś przepisy obowiązują od 2002 r. Do TK zaskarżył je Artur Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. Poniżej tekst komunikatu wydanego przez TK. (jm)

Trybunał Konstytucyjny – KOMUNIKAT po wydaniu orzeczenia:

5 grudnia 2018 r. Trybunał Konstytucyjny rozpoznał wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczący przepisów uzależniających wydanie usuniętego z drogi pojazdu od uprzedniego uiszczenia opłaty za jego odholowanie i parkowanie na parkingu strzeżonym.

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że:

I.1) art. 130a ust. 5c ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym w zakresie, w jakim przewiduje, że pojazd usunięty z drogi w przypadkach określonych w art. 130a ust. 1 i 2 ustawy – Prawo o ruchu drogowym pozostaje na parkingu strzeżonym wyznaczonym przez starostę do czasu uiszczenia opłaty za jego usunięcie i parkowanie,

2) art. 130a ust. 7 pkt 1 ustawy – Prawo o ruchu drogowym

– są niezgodne z art. 64 ust. 1 i 3 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

II. Przepisy wymienione w części I tracą moc obowiązującą z upływem 9 (dziewięciu) miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.

Orzeczenie zapadło jednogłośnie.

Rzecznik Praw Obywatelskich (dalej: Rzecznik) zakwestionował konstytucyjność art. 130a ust. 5c ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym dalej: u.p.r.d.) w zakresie, w jakim przewiduje, że pojazd usunięty z drogi w przypadkach określonych w art. 130a ust. 1 i 2 tej ustawy pozostaje na parkingu strzeżonym wyznaczonym przez starostę do czasu uiszczenia opłaty za jego usunięcie i parkowanie oraz art. 130a ust. 7 pkt 1 u.p.r.d., zgodnie z którym wydanie pojazdu następuje po okazaniu dowodu uiszczenia opłaty, o której mowa w art. 130a ust. 5c ustawy.  

Zdaniem Rzecznika, zakwestionowana regulacja stanowi zbyt daleko idącą ingerencję w prawo własności, gdyż nie jest niezbędna do osiągnięcia skutku w postaci pobrania opłaty za odholowanie i przechowanie pojazdu. Jednocześnie ogranicza właściciela w wykonywaniu prawa własności, gdyż pozbawia go możliwości korzystania z rzeczy i pobierania pożytków.

W oparciu o petitum oraz uzasadnienie wniosku Trybunał przyjął, z uwzględnieniem zasady falsa demonstratio non nocet, że przedmiotem postępowania jest zarzut niezgodności art. 130a ust. 5c, we wskazanym zakresie, oraz art. 130a ust. 7 pkt 1 u.p.r.d. z art. 64 ust. 1 i 3 w związku art. 31 ust. 3 Konstytucji. 

Trybunał, uwzględniając, z jednej strony, konieczność ochrony porządku publicznego (wartości wskazanej w art. 31 ust. 3 Konstytucji), a z drugiej strony, wagę praw właściciela, uznał, że ingerencja ustawodawcy w prawo własności jest niewspółmierna do celu regulacji. Zdaniem Trybunału, obowiązek uiszczenia opłaty za usunięcie i parkowanie pojazdu – jako warunek wydania pojazdu – ma znaczenie drugorzędne dla zachowania bezpieczeństwa w ruchu drogowym i szeroko rozumianego porządku publicznego; ten cel zostaje zrealizowany przez usunięcie pojazdu z drogi w sytuacjach wskazanych w art. 130 ust. 1 i 2 u.p.r.d. W istocie ustawodawca miał na celu mobilizowanie kierowców do niezwłocznego uiszczenia należności publicznoprawnych, służących zapewnieniu faktycznych wpływów z tytułu opłat publicznych (w tym wypadku do budżetów powiatów).

Trybunał stwierdził, że zastosowany środek jest nieproporcjonalny w sytuacji, gdy istnieją ustawowe instrumenty egzekwowania należności publicznoprawnych (w trybie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji). Ewentualne trudności w ściąganiu opłat za usunięcie i przechowanie pojazdu nie są wystarczającym powodem ingerencji w prawo własności. Tym bardziej, że ingerencja ta ma głęboki charakter. Trybunał podkreślił, że do atrybutu korzystania z rzeczy tradycyjnie zalicza się uprawnienia do posiadania rzeczy, do używania rzeczy, do pobierania pożytków i innych przychodów z rzeczy oraz do dyspozycji faktycznych. Prawo władania rzeczą, to podstawowe prawo właściciela. Korzystanie z rzeczy jaką jest samochód wpływa także na możliwość korzystania z innych konstytucyjnie gwarantowanych wolności i praw (przemieszczania się, wolności działalności gospodarczej, wykonywania zawodu). W ocenie Trybunału, efekty przyjętego rozwiązania są nieproporcjonalne do ciężarów nałożonych na właściciela. Trybunał uznał, że ustawodawca przekroczył ramy wyznaczone treścią zasady proporcjonalności przewidzianej w art. 31 ust. 3 Konstytucji. Przyjęte rozwiązanie, choć przydatne, to nie jest konieczne dla osiągnięcia zakładanego celu regulacji i stanowi nadmierny ciężar dla właściciela. W konsekwencji narusza art. 64 ust. 1 i 3 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Trybunał Konstytucyjny na podstawie art. 190 ust. 3 Konstytucji postanowił odroczyć utratę mocy obowiązującej zakwestionowanych przepisów (tj. art. 130a ust. 5c u.p.r.d. w zakresie wskazanym w sentencji wyroku oraz art. 130a ust. 7 pkt 1 u.p.r.d.), o dziewięć miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw. Zabieg ten umożliwi ustawodawcy wprowadzenie regulacji przewidującej procedurę uiszczania opłaty, o której mowa w art. 130a ust. 5c u.p.r.d. Odroczenie skutków orzeczenia jest niezbędne dla zapewnienia niezakłóconego poboru opłat za usunięcie i przechowywanie pojazdów oraz dla zagwarantowania stabilności systemu finansowania zadania powiatów w tym zakresie.

Wyeliminowanie normy uzależniającej wydanie pojazdu od uprzedniego uiszczenia opłaty za jego usunięcie i parkowanie nie oznacza zwolnienia właściciela pojazdu z obowiązku uregulowania stosownych należności, będących dochodem budżetu powiatu.

Przewodniczącym składu orzekającego była sędzia TK Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz, sprawozdawcą był sędzia TK Piotr Tuleja.

5 grudnia 2018 r.

Komentuj
Rzecznik w obronie kierowców
6 grudnia 2018 | 0

Rzecznik w obronie kierowców
Artur Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich (fot. Biuro RPO)

Z pytaniem prawnym do Naczelnego Sądu Administracyjnego wystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich. Dotyczy ono sytuacji, w której kierowcy zostaje prawo jazdy na podstawie decyzji policjanta bez możliwości obrony swoich racji przed sądem.

- Obywatele powinni mieć prawo do wyjaśnienia sprawy najpierw w postępowaniu wykroczeniowym; wtedy sprawa u starosty byłaby zawieszana – uważa rzecznik. Wyjaśnienie miałoby dotyczyć zasadności zatrzymania dokumentu. Do biura RPO docierają informacje, iż wydane zostały decyzje o zatrzymanie uprawnień w sytuacji, gdy ich właściciel nie był kierującym pojazdem. Czyli starosta wydaje decyzje bez wyjaśnienia, czy w ogóle doszło do wykroczenia i kto był jego sprawą. – Informacja policji nie może być wyłączną podstawą zatrzymania prawa jazdy – uważa Artur Bodnar – Komunikat RPO poniżej. (jm)

KOMUNIKAT RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH:

Wobec rozbieżności sądów administracyjnych, jak stosować przepisy w tej sprawie, Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił z pytaniem prawnym do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

RPO pyta, czy podstawą decyzji starosty o zatrzymaniu prawa może być  wyłącznie informacja policji o ujawnieniu kierowania pojazdem z prędkością w obszarze zabudowanym przekraczającą dopuszczalną o więcej niż 50 km/h. Drugim zagadnieniem jest, czy prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie odpowiedzialności wykroczeniowej za takie przekroczenie prędkości stanowi tzw. zagadnienie wstępne (wtedy byłby wymóg zawieszenia postępowania co do zatrzymania prawa jazdy przez starostę do prawomocnego wyroku sądu).

Zgodnie z art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami, starosta wydaje decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy po wpłynięciu informacji od policji o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości. Decyzję wydaje na 3 miesiące, z nadaniem jej rygoru natychmiastowej wykonalności.

Rozpatrując skargi obywateli w takich sprawach sądy administracyjne prezentują rozbieżne stanowiska co do stosowania tych przepisów. Zdaniem Rzecznika wymaga  to rozstrzygnięcia przez powiększony skład NSA.

RPO podkreśla, że cel, jakim kierował się ustawodawca - zapewnienie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, jest pożądany i powszechnie akceptowany. Jego osiągnięcie musi jednakże odbywać się za pomocą środków zgodnych z prawem konstytucyjnym oraz w duchu poszanowania praw i wolności obywatelskich.

Rozbieżności sądów administracyjnych. W orzecznictwie reprezentowany jest pogląd, że starosta opiera decyzję wyłącznie na informacji od policji, która ma charakter dokumentu urzędowego. Według tego stanowiska, starosta nie jest uprawniony do weryfikowania przypisanego kierowcy wykroczenia pod względem merytorycznym. Nie może np. powoływać ani z urzędu, ani na wniosek, dowodów weryfikujących informacje policji.

Do odebrania prawa jazdy nie jest zaś konieczne prawomocne skazanie sprawcy -  wystarczy ujawnienie wykroczenia, bowiem ustawodawca przewiduje tu środek administracyjny, a nie karny. Takie stanowisko zajął m.in. NSA  w uzasadnieniu wyroku z 4 października 2017 r  i 29 maja 2018 r. 

W sprawach, w których wydano takie poglądy, skarżący kwestionował przekroczenie prędkości, a z faktów przytaczanych przez sądy nie wynikało, że wina skarżącego została stwierdzona mandatem karnym. Co więcej, w sprawie o sygn. akt I OSK 2190/16 NSA wyraził taki pogląd, wiedząc, że sąd ostatecznie ustalił, iż skarżący przekroczył prędkość  nie więcej niż o 40 km/h.

W orzecznictwie prezentowane jest również odmienne stanowisko. 24 listopada 2017 r. WSA w Gliwicach (sygn. akt II SA/Gl 806/17)  stwierdził, że gdy kierowca  zaprzecza przekroczeniu prędkości i odmawia przyjęcia mandatu, decyzja starosty nie może opierać się wyłącznie na notatce policji. Decydujące ma być wtedy  rozstrzygnięcie w sprawie o wykroczenie w związku z odmową przyjęcia mandatu.

Taki pogląd znalazł akceptację NSA. W wyroku z 10 kwietnia 2018 r. (sygn. akt  I OSK 2809/17), wskazał on, że jeśli kierowca uprawdopodobni wątpliwości wobec poprawności pomiaru - wskazując np. na wadliwość legalizacji urządzenia pomiarowego - to musi być możliwość weryfikacji informacji policji. Jeśli kompetentny jest do tego sąd w sprawie wykroczeniowej, to starosta powinien zawiesić swe postępowanie co do zatrzymania prawa jazdy do rozstrzygnięcia sprawy przez ten sąd (tzw. zagadnienie wstępne).

Jednak WSA w Poznaniu i Gliwicach w wyrokach - odpowiednio -  z 19 grudnia 2017 r. (sygn. akt II SA/Po 745/17)  i 24 marca 2017 r. (sygn. akt II SA/Gl 1138/16) nie zgodziły się, że w takiej sytuacji starosta powinien zawieszać swe postępowanie. Zdaniem sądów, jeśli potem kierowca byłby uniewinniony od zarzutu, to może wystąpić o wznowienie postępowania administracyjnego; ma też prawo dochodzić odszkodowania. Pogląd o braku przesłanek do zawieszania pojawia się również w linii orzeczniczej wyrażającej stanowisko, że starosta opiera się wyłącznie na informacji policji.

Argumentacja RPO. Rzecznik opowiada się na odrzuceniem tej linii orzeczniczej, która aprobuje automatyzm i obligatoryjność zatrzymywania prawa jazdy na podstawie  niezweryfikowanych ustaleń policji.

Rzecznik zgadza się z poglądem NSA (I OSK 2809/17), iż sytuacja, gdy jedynym dowodem, który stanowi o obowiązku  zatrzymania prawa jazdy jest informacja policji, prowadzi do naruszenia konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP), którego elementem jest prawo do sprawiedliwej procedury, a także do naruszenia zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji RP).

W myśl tej wykładni zatrzymanie prawa jazdy następowałoby bez możliwości  weryfikacji zarówno w postępowaniu administracyjnym jak i przed sądem administracyjnym. Kontrola takiej decyzji ograniczona byłaby tylko do tego, czy  informacja policji w rzeczywistości wpłynęła do starosty. Tymczasem skarżący  kwestionowali nie fakt jej wpłynięcia, ale prawidłowość ustaleń policji w niej zawartych. Skuteczna ochrona ich interesu prawnego wymagałaby zatem kontroli dokonywanej właśnie w tym zakresie – podkreśla Adam Bodnar.

Konieczność zapewnienia prawa do sądu osobie ukaranej decyzją starosty nabiera szczególnego znaczenia w kontekście podnoszonych - m.in. w skargach do RPO, ale także w mediach - licznych uchybień i nieprawidłowości, których dopuszczały się osoby obsługujące radary, jak również wad technicznych oraz prawnych tego sprzętu.

Jak zauważył Prokurator Generalny w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym (sygn. akt K 24/15), na prawidłowość pomiaru przez urządzenia rejestrujące wpływ ma sposób usytuowania ich przy drodze, profesjonalizm obsługującego i natężenie ruchu.  Często nieprawidłowe pomiary wynikają z tzw. podwójnego odbicia fal od ruchomego obiektu, np. ciężarówki jadącej w przeciwnym kierunku niż pojazd namierzany. Błąd może też powodować pomiar na tle metalowego ogrodzenia. Inna jego przyczyna to dokonywanie czynności nie dość celnie lub selektywnie, w wyniku czego może być rejestrowana prędkość jadącego w bezpośrednim pobliżu pojazdu większego lub poruszającego się z większą prędkością niż pojazd namierzany.

RPO  podkreśla, że kierujący pojazdem może kwestionować nie tylko fakt prawidłowości pomiaru prędkości, ale także swoje sprawstwo. Dotyczy to w szczególności sytuacji, w których ujawnienie przekroczenia prędkości dokonano za pomocą fotoradaru.

- Wszystkie wątpliwości powinny zostać rozstrzygnięte w każdej konkretnej sprawie przez posiadający stosowne doświadczenie i właściwe instrumentarium proceduralne sąd karny - argumentuje  Rzecznik. Przyjęcie poglądu o automatyzmie zatrzymywania prawa jazdy na podstawie informacji policji oznaczałoby natomiast, że wszystkie te wątpliwości nie miałyby w postępowaniu przed starostą żadnego prawnego znaczenia.

Zakres niezbędnych ustaleń, które ma dokonać organ zatrzymujący prawo jazdy, jest również przedmiotem rozbieżnych stanowisk Trybunału Konstytucyjnego (wyroki z 22 września 2009 r., sygn. akt P 46/07 oraz z 11 października 2016 r., sygn. akt K 24/15). Ważne jest jednak to, że w ocenie Trybunału automatyzm i obligatoryjność zatrzymania prawa jazdy jest nie do pogodzenia z aksjologią Konstytucji RP.

W ocenie Rzecznika zawieszanie postępowań przed starostą ze względu na toczące się postepowanie wykroczeniowe jest najkorzystniejsze z punktu widzenia interesu obywatela i spójności systemu wymiaru sprawiedliwości.

Automatyczne nadanie decyzji starosty rygoru natychmiastowej wykonalności  - w połączeniu ze stosunkowo krótkim okresem, na jaki zatrzymuje się prawo jazdy - prowadzi do sytuacji, w której rozpoznanie odwołania  w wielu wypadkach będzie  następować po upływie trzymiesięcznego okresu, na jaki  zatrzymano prawo jazdy.

Budzi to obawę Rzecznika, że ewentualne wydanie wyroku uniewinniającego w postępowaniu karnym i wznowienie postępowania w sprawie zatrzymania prawa jazdy (lub ewentualne podważenie  przekroczenia prędkości w postępowaniu odwoławczym, czy przed sądem administracyjnym) będzie jedynie iluzorycznym instrumentem naprawczym dla obywatela, który poniósł szkodę z powodu niemożności kierowania pojazdem w okresie zatrzymania prawa jazdy.

Oznaczałoby to uruchomienie postępowań odszkodowawczych od Skarbu Państwa. Nie można bowiem wykluczyć sytuacji, w których obywatele bezprawnie pozbawieni przez kilka miesięcy prawa jazdy będą występować o odszkodowania, zarówno w zakresie poniesionych szkód, jak i utraconych korzyści - wskazuje Adam Bodnar. Odszkodowania te mogą okazać się dotkliwe dla Skarbu Państwa, zwłaszcza w przypadku osób, dla których prawo jazdy jest niezbędne do pracy. Zawieszenie zaś postępowania administracyjnego do czasu wyroku w sprawie o wykroczenie, zapobiega powstaniu szkody.

V.511.358.2018

Komentuj
Ten projekt nie został skonsultowany! – mówił poseł Mirosław Suchoń
4 grudnia 2018 | 0

Ten projekt nie został skonsultowany! – mówił poseł Mirosław Suchoń
Poseł Mirosław Suchoń podczas obrad Komisji Infrastruktury w dniu 23 listopada 2018 r. pracującej nad projektem ustawy o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (druk nr 2985) mówił: - Ten projekt nie został skonsultowany [kliknij] (fot. Jolanta Michasiewicz)

Na najbliższym 73. Posiedzeniu Sejmu RP – zaplanowanym na dni 5, 6 i 7 grudnia 2018 r. – przewidziano możliwość uzupełnienia porządku obrad o dwa procedowane projekty ustaw: o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (druk 2985) oraz o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy – Kodeks karny (druk nr 2878). Pierwszy z wymienionych dotyczy stworzenia systemu nadzoru nad badaniami technicznymi pojazdów oraz działalnością stacji kontroli pojazdów, drugi projekt dotyczy zgodnie z uzasadnieniem - wprowadzenia szeregu zmian, mających zapobiec nieuprawnionej ingerencji w przebieg drogomierza pojazdu mechanicznego.

23 listopada br. – zgodnie z decyzją parlamentarzystów podjętą podczas pierwszego czytania pierwszego z wymienionych projektów – Komisja Infrastruktura pochyliła się nad tekstem. Jak uzasadniano zmiany prawa mają zapewnić wysoki poziom badań technicznych pojazdów, umożliwić sprawne reagowanie, eliminowanie i zapobieganie nieprawidłowościom związanym z prowadzeniem badań technicznych i prowadzeniem działalności w tym zakresie oraz ostatecznie ma doprowadzić do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego. W trakcie obrad Komisji oddalono zgłoszony wniosek posła Pawła Szramki o powołanie specjalnej podkomisji, która rzetelnie przeanalizuje poprawi, zgłoszone w niezwykle dużej ilości. – Głównie na prośbę strony społecznej, myślę że warto, aby ta sprawa była dobrze przeanalizowana. Jest dużo poprawek legislacyjnych i tych, które strona społeczna chciałaby zgłosić. (…) Materia projektu jest skomplikowana, widać że powoduje emocje po stronie społecznej – mówił zgłaszający. (…) Marek Chodzkiewicz, w imieniu resortu infrastruktury nie poparł wniosku, uznając, iż projekt jest bardzo dobrze przygotowany.

- Projekt jest tak drastycznie zmieniającym warunki, że niezbędne jest, aby przed rozpatrzeniem kolejnych punktów ustawy, co do całości wypowiedzieli się wszyscy przedstawiciele strony społecznej, którzy na posiedzeniu plenarnym nie uczestniczyli – proponował poseł Mirosław Suchoń.

Zaproszeni na posiedzenie przedstawiciele zainteresowanych oceniali, iż projekt nie gwarantuje poprawy nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów, możemy uzyskać system równie niedoskonały, a nawet gorszy, natomiast niewątpliwie wielokrotnie droższy – mówiła Monika Małowiecka (Związek Powiatów Polskich) odnosząc się do propozycji zmiany nadzoru ze starostw na Transportowy Dozór Techniczny. Kazimierz Zbylut (Warszawskie Stowarzyszenie Kontroli Pojazdów) oceniał, iż projekt w zakresie nadzoru dla środowiska jest porażający. – Koszty, które Państwo proponujecie, aby wszyscy ponieśli, są zatrważające. Jeśli w tej chwili nadzór starostw kosztuje 2,3 mln zł w skali roku, to nowy nadzór będzie ponad sto razy droższy – mówił prezes K. Zbylut. Warto się zastanowić, czy takie zmiany powinno się wprowadzać. (…) To jest wyrok dla tego typu sektora. To jest pierwszy krok dla upaństwowienia badań technicznych. Tylko w tym roku ukazało się siedem wersji projektu, żadna nie była konsultowana ze stroną społeczną. Tylko pierwszy projekt z 2016 r. a on został później diametralnie zmieniony – konkludował.

Poseł Mirosław Suchoń podkreślił wagę bezpieczeństwa w ruchu drogowym, za oczywisty uznał fakt, iż bezpieczeństwo trzeba też poprawiać poprzez badania techniczne. – Trzeba dołożyć dużych starań, aby nie „wylać dziecka z kąpielą” i nie spowodować, że w rezultacie podjętych zmian to bezpieczeństwo w ruchu drogowym ulegnie pogorszeniu – mówił. – Nie można pracować nad takim projektem, który przy 30 artykułach ma ponad 70 poprawek. To znaczy, że projekt nie został dopracowany i wymaga dogłębnej analizy podczas prac podkomisji. – Ten projekt nie został skonsultowany. (…) Pismo do organizacji społecznych zostało skierowane ponad dwa lata temu, od tego czasu projekt ustawy zmienił się kilkadziesiąt razy, co najmniej kilka razy. Jest prawdopodobieństwo takie, że różne artykuły zmieniały się i suma tych zmian to jest kilkadziesiąt zmian. To jakie to są konsultacje? Proszę nie wprowadzać opinii publicznej w błąd. Ten projekt, który dzisiaj mamy nie został skonsultowany, nie został przedstawiony organizacjom społecznym i nie można mówić. To jest przykład wprowadzania posłów w błąd.

Marek Chodkiewicz w swojej wypowiedzi m.inn. przywołał statystykę wskazującą, iż w Niemczech w 7% przyczyną wypadków drogowych jest stan techniczny pojazdów, a w Polsce oficjalnie ten wskaźnik wynosi 0,12%. Natomiast policjanci, którzy zostali poddani ankiecie, twierdzą, że zły stan techniczny pojazdów jest przyczyną 10% wypadków. NIK wskazuje także na fakt, iż odsetek wypadków drogowych, gdzie wykryto usterki stwarzające niebezpieczeństwo wynosi w Polsce 2%, natomiast w Niemczech – 23%. - To świadczy o dotychczasowej jakości pracy stacji kontroli pojazdów – podsumował.

Nie ma wątpliwości, iż właściwy stan techniczny pojazdów, przeprowadzony w odpowiedzialnych i rzetelnych stacjach kontroli pojazdów, jest niezbędnym elementem prowadzących do poprawy bezpieczeństwa na drogach.

Odbyła się dyskusja niezwykle interesująca, merytoryczna, ale też pełna emocji. Uczestniczyli w niej posłowie, strona rządowa oraz przedstawiciele organizacji społecznych. W dniu dzisiejszym w godzinach popołudniowych Komisja Infrastruktury będzie ją kontynuowała. Jutro początek kolejnego posiedzenia plenarnego. Czy i kiedy, projekt i w jakim kształcie trafi do drugiego czytania? (jm)

Komentuj

Statystyka

To był rekordowy rok – podsumował Andrzej Bittel
5 grudnia 2018 | 0

To był rekordowy rok – podsumował Andrzej Bittel
Andrzej Bittel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury (fot. Jolanta Michasiewicz)

30 listopada 2018 r. odbyła się konferencja podsumowująca tegoroczną kampanię Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu w Polsce, w której wziął udział wiceminister Andrzej Bittel. Hasłem edycji ETZT 2018, którą poziomie krajowym koordynuje Ministerstwo Infrastruktury, była „Multimodalność”, zaś mottem „Przesiadaj się i jedź!”.

– Kluczowym elementem kampanii jest zrównoważony transport, który nie powinien być postrzegany jako chwilowy trend, lecz jako stały element planowania strategicznego polityki transportowej. Zrównoważona mobilność miejska to jedno z najważniejszych wyzwań, które stoją przed administracją rządową oraz samorządami – powiedział podczas otwarcia konferencji wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel. W tegorocznej edycji Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu wzięło udział 160 polskich miast i gmin. Polska zajęła czwarte miejsce w klasyfikacji światowej, wyprzedzając m.in. takie państwa jak Francja, Niemcy czy Rosja. Był to także kolejny rekordowy rok dla całej kampanii. Swoje aktywności zarejestrowały 2692 miasta na całym świecie. W trakcie konferencji odbyło się uroczyste wręczenie pamiątkowych dyplomów przedstawicielom miast i gmin jako podziękowanie za włożony wysiłek i zaangażowanie w organizację ETZT w swoich lokalnych społecznościach. (MI) 

Komentuj
„Andrzejki 2018”. Trwa ogólnopolska akcja policyjna
30 listopada 2018 | 0

„Andrzejki 2018”. Trwa ogólnopolska akcja policyjna
Komenda Główna Policji Wydział Ruchu Drogowego. „Wypadki drogowe w Polsce w 2017 r.” [kliknij]

W dniu dzisiejszym i najbliższy weekend Policja prowadzi akcję - obejmującą cały kraj - pn. „ALKOHOL I NARKOTYKI”.

Prowadzone będą kontrole stanu trzeźwości kierujących pojazdami - jak to mówią policjanci - przede wszystkim z wykorzystaniem taktyki tzw. „szybkich testów”. Cel akcji oczywisty - ujawnienie i wyeliminowanie z ruchu drogowego jak największej liczby kierujących pojazdami. W ramach tych niezwykle ważnych działań prewencyjno-kontrolnych rozdawane będą ulotki informacyjne oraz jednorazowe testy narkotykowe.

Policjanci przypominają i apelują: - Trzeba mieć świadomość, że prowadząc samochód po spożyciu alkoholu narażamy siebie na niebezpieczeństwo, a także stajemy się potencjalnym zagrożeniem dla innych, ponieważ działanie alkoholu upośledza zdolności psychofizyczne, w tym koordynację ruchową, czy odbieranie bodźców wzrokowych i słuchowych, wydłuża czas reakcji oraz zaburza zdolność racjonalnej oceny sytuacji drogowej.

Z kolei pasażerowie powinni pamiętać, że choć nie kierują pojazdem mogą mieć znaczący wpływ na bezpieczeństwo podróży np. nie godząc się, aby kierowca przekraczał dozwoloną prędkość. Nie dopuszczajmy też, aby pojazdem kierowała osoba po spożyciu alkoholu lub środków działających podobnie do alkoholu.  

Jeżeli zdecydujemy się na powrót ze spotkania towarzyskiego pieszo, również zadbajmy o własne bezpieczeństwo. W warunkach niedostatecznej widoczności kierujący później niż zwykle zauważają wszelkie nieoświetlone przeszkody na drodze, a w szczególności pieszych ubranych w odzież, która kolorem jest zbliżona do otoczenia (czarny, szary). Warto więc, zaopatrzyć się w elementy odblaskowe. Przypominamy, że jest to obowiązek wszystkich pieszych, którzy poruszają się po zmroku jezdnią lub poboczem poza obszarem zabudowanym. Warto zadbać o swoje bezpieczeństwo nosząc element odblaskowy również na obszarze zabudowanym.

Przypominamy uczestnikom zabaw „andrzejkowych”, że bardzo niebezpiecznym zjawiskiem jest nieświadoma nietrzeźwość kierującego. Najczęściej ma ona miejsce, gdy ktoś pił alkohol poprzedniego dnia i wydaje mu się, że w organizmie nie zostało śladu po „promilach”. Okazuje się jednak, że nawet kilkugodzinny sen nie gwarantuje wyeliminowania alkoholu z organizmu. Jedyną wiarygodną metodą na określenie stężenia alkoholu w organizmie jest badanie urządzeniem elektronicznym posiadającym odpowiednią „legalizację”. Badanie można wykonać w większości komend i komisariatów Policji.

Obowiązujące prawo: Należy pamiętać, że kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości lub podobnie działającego środka jest przestępstwem, za które grozić może nawet do 2 lat pozbawienia wolności. Art. 178a Kodeksu karnego: Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Statystyki 2016 i 2017. Jak podaje Policja w 2017 r. użytkownicy dróg (kierujący, piesi, pasażerowie) będący pod działaniem alkoholu uczestniczyli w 2 788 wypadkach drogowych (8,5% ogółu wypadków), śmierć w nich poniosło 341 osób (12% ogółu zabitych), a 3 150 osób odniosło obrażenia (8% ogółu rannych). W porównaniu z rokiem ubiegłym jest to mniej wypadków o 179 (-6%), mniej zabitych o 42 osoby (-11%) i mniej osób rannych o 242 (-7,1%). (jm)

Komentuj

Przegląd prasy

Wracajcie bezpiecznie!
21 grudnia 2018 | 0

Wracajcie bezpiecznie!
(grafika - WRD KGP)

Zbliżający się okres Świąt Bożego Narodzenia, to czas wzmożonego ruchu. Okres, gdy wiele osób wyjeżdża by wypocząć lub spotkać się z rodzinami. W trosce o bezpieczeństwo podróżujących w dniach 21-26 grudnia 2018 roku policjanci ruchu drogowego będą prowadzili ogólnopolskie działania pn. Bezpieczny Weekend – Boże Narodzenie.

Emocje związane z okresem przedświątecznym oraz samymi Świętami Bożego Narodzenia powodują, że wszyscy się spieszymy, jesteśmy roztargnieni i ciągle brakuje nam czasu. Na drogach pojawia się więcej niż zwykle pojazdów i pieszych. To wszystko, w połączeniu ze zmiennymi, niekorzystnymi o tej porze roku warunkami drogowymi i wcześnie zapadającym zmrokiem, może powodować sytuacje zagrażające bezpieczeństwu w ruchu drogowym.

Policjanci, w tych newralgicznych dniach, prowadzić będą działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu drogowego. Pamiętajmy jednak, że w dużej mierze będzie ono zależało również od nas samych. Zadbajmy więc, aby nadchodzące Święta były spokojne i bezpieczne.

Spokojna rozsądna jazda, stosowanie się do obowiązujących przepisów, korzystanie ze swoich praw oraz wywiązywanie się z obowiązków, zwracanie uwagi na wszystkich uczestników ruchu drogowego – są „receptą” na bezpieczne korzystanie z drogi.

W tym wyjątkowym okresie mundurowi dołożą wszelkich starań, by wspierać podróżujących i udzielać im pomocy. Jednak mimo świątecznej atmosfery nie będzie „taryfy ulgowej” wobec osób, które w sposób rażący naruszą przepisy ruchu drogowego i tym samym narażą innych na ryzyko utraty życia czy zdrowia. Dlatego też, w czasie działań Bezpieczny weekend – Boże Narodzenie policjanci pełniący służbę na drogach zwrócą szczególną uwagę na stan trzeźwości kierujących, przestrzeganie ograniczeń prędkości, stan techniczny pojazdów, jak też sposób przewożenia pasażerów, zwłaszcza dzieci.

Przed podróżą pamiętajmy również o przygotowaniu swojego samochodu do drogi. Należy między innymi sprawdzić światła, hamulce, płyny eksploatacyjne, stan opon. Nie pozwólmy też ani sobie, ani innym na nieodpowiedzialne zachowanie, jakim jest wsiadanie za kierownicę pojazdu po spożyciu alkoholu.

Obecna pora roku nie sprzyja pieszym. Z powodu trudnych warunków atmosferycznych piesi są dla kierujących słabo widoczni nawet w dzień. Taka sytuacja ma przełożenie na ich bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Apelujemy do kierujących, aby obserwując drogę wzięli pod uwagę, że poruszają się po niej piesi uczestnicy ruchu, którzy ze względu na wcześnie zapadający zmrok i warunki pogodowe mogą być słabo widoczni.

Rodzinne i pogodne Święta – to Święta bezpieczne.

Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji

Komentuj
Bezpieczna podróż na Święta. Ministerstwo Cyfryzacji radzi
19 grudnia 2018 | 0

Bezpieczna podróż na Święta. Ministerstwo Cyfryzacji radzi
Bezpłatny raport z Centralnej Ewidencji Pojazdów - BezpiecznyAutobus.gov.pl - [kliknij] (grafika MC)

Święta Bożego Narodzenia to czas powrotów do rodzinnego domu, odwiedzin przyjaciół czy wyjazdów na zimowy wypoczynek. To zatem czas wzmożonych podróży. Pamiętajcie: po pierwsze bezpieczeństwo. Jeśli podróżujesz autobusem – upewnij się, że jest sprawny. Jak? Przez Internet.

Grudzień to trudniejsze warunki na drogach, nie tylko z uwagi na pogodę, ale i duży ruch. Autobus, czy autokar to wciąż bardzo popularne środki transportu. Tym, którzy z nich korzystają polecamy e-usługę „Bezpieczny autobus”. Dzięki niej od ręki sprawdzicie, czy Wasz środek lokomocji jest odpowiednio przygotowany do ruszenia w trasę.

Sprawdź online. Podstawową kwestią jest sprawdzenie stanu technicznego pojazdu, na który składa się wiele parametrów. Często nie zdajemy sobie sprawy z ich znaczenia. Jeszcze częściej – z tego, że możemy je sprawdzić za pomocą kilku kliknięć.

Aby to zrobić wystarczy wejść na stronę www.bezpiecznyautobus.gov.pl i wpisać numer rejestracyjny autobusu lub autokaru, którym mamy pokonać trasę. 

- Dzięki tej e-usłudze każdy może się upewnić, czy autobus - którym podróżuje - jest w pełni sprawny, a tym samym bezpieczny. Wystarczy kilka minut, aby zadbać o siebie i swoich bliskich. Zachęcam do korzystania z tej możliwości nie tylko w okresie świątecznych podróży, ale i przez cały rok - mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Szybko i wygodnie. Dzięki bezpłatnej e-usłudze bezpiecznyautobus.gov.pl, sprawdzicie:

- czy autokar ma ważne obowiązkowe badanie techniczne,

- czy autokar ma ważne obowiązkowe ubezpieczenie OC,

- czy nie jest wyrejestrowany lub kradziony,

- dane techniczne autobusu, np. liczbę miejsc,

- stany licznika z badań technicznych (informacje o stanie licznika są gromadzone w bazie od 2014 roku).

Wydział Komunikacji Ministerstwo Cyfryzacji

Komentuj
Powołanie grupy specjalnej pn. „SPEED”
7 grudnia 2018 | 0

Powołanie grupy specjalnej pn. „SPEED”
(fot. KSP)

Prędkość – to najczęściej wymieniana przyczyna wypadków drogowych. Wynika to nie tylko z policyjnych statystyk, ale i z obserwacji użytkowników dróg. Aby przeciwdziałać niebezpiecznym i agresywnym zachowaniom na drodze oraz ograniczyć liczbę wypadków drogowych, Komendant Stołeczny Policji powołał specjalną grupę o nazwie "SPEED". Jej trzon stanowią policjanci warszawskiej "drogówki", wspierani przez funkcjonariuszy innych komórek.

Coraz lepsze auta i coraz lepsze drogi "zachęcają" niektórych kierowców do łamania przepisów prawa. W ten sposób osoby te powodują zagrożenie nie tylko dla siebie, ale stwarzają niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia innych uczestników dróg, często nie zdając sobie z tego sprawy. Do najbardziej zagorzałych zwolenników poruszania się z dużą prędkością nie docierają przekazy edukacyjno-profilaktyczne, ani informacje o kolejnych tragediach, do jakich dochodzi na drodze.

Aby przeciwdziałać niebezpiecznym zachowaniom na drodze, a tym samym zapewnić bezpieczeństwo wszystkim uczestnikom ruchu drogowego, Komendant Stołeczny Policji powołał zespół złożony z policjantów warszawskiej „drogówki”, których wspierają funkcjonariusze z innych komórek. „SPEED” ma działać zdecydowanie, ukrócić karygodne zachowania na drodze i być wszędzie tam, gdzie dochodzi do nielegalnych wyścigów oraz notorycznego przekraczania prędkości.

Policjanci zespołu „SPEED” działają na terenie całego garnizonu stołecznego od kilku tygodni, wykorzystując przede wszystkim radiowozy nieoznakowane. Jednak „piraci drogowi” mogą również zostać namierzeni przez najnowszy pojazd oznakowany - KIA Stinger GT. Funkcjonariusze prowadzą zarówno pomiary statyczne, jak i dynamiczne.

Efekty pierwszych tygodni działań grupy „SPEED” to namierzenie 975 kierujących, którzy nie stosowali się do ograniczeń prędkości. Aż 209 z nich straciło prawo jazdy na 3 miesiące za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym o ponad 50 km/h. Policjanci stwierdzili blisko 180 innych wykroczeń popełnionych przez kierujących. W trakcie działań nałożono 612 mandatów karnych, 593 razy zastosowano pouczenia, a w 11 przypadkach skierowano wniosek o ukaranie do sądu. Funkcjonariusze zatrzymali również 41 dowodów rejestracyjnych. (opr. WRD KSP/mb)

Komentuj
Zarzut nieudzielenia pomocy
5 grudnia 2018 | 0

Zarzut nieudzielenia pomocy
- Samochód był kilkanaście sekund na torach. Tymczasem egzaminator, choć sam wyszedł z samochodu, nie powiedział kursantce, żeby wyszła, ani nie pomógł jej wysiąść z auta zanim uderzył w nie pociąg. Jego zachowanie zostało zakwalifikowane, jako nieudzielenie pomocy i o tę kwalifikację został rozszerzony zarzut w stosunku do egzaminatora – informował media prokurator Jan Ziemka z Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu. (fot. screen z You Tube – „Eksperyment procesowy w Szaflarach - briefing z udziałem prokuratora” [kliknij])

O zarzut nieudzielenia pomocy, rozszerzono zarzut postawiony Edwardowi E., który w sierpniu br. prowadził egzamin praktyczny na prawo jazdy, w trakcie którego doszło do tragicznej śmierci 18-letniej kandydatki na kierowcę. Sprawa do sądu ma trafić na przełomie grudnia i stycznia.

Jak informują media prokuratura pracująca nad sprawą śmierci na niestrzeżonym przejeździe kolejowym 23 sierpnia br. w Szaflarach - tragedii, która rozegrała się podczas trwającego egzaminu praktycznego na prawo jazdy - rozszerzyła zarzut postawiony egzaminatorowi z Nowego Targu. Edwardowi E. obok już postawionego zarzutu doprowadzenia do katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której zginęła kursantka, prokuratura postawiła zarzut nieudzielenia pomocy 18. latce. - Zarzut dla egzaminatora został rozszerzony. Mężczyźnie zarzuca się dodatkowo, że jego późniejsze zachowanie również było niewłaściwie, ponieważ zaniechał czynności, które mogły pomóc kursantce uciec z pojazdu przed nadjeżdżającym pociągiem. Mężczyzna ani słownie, ani czynnie nie pomógł kursantce, a z eksperymentu wynika, że mógł choćby odpiąć pasy lub wypchnąć ją z samochodu, a tego nie zrobił, choć sam zdążył opuścić samochód – powiedział PAP szef nowotarskiej prokuratury Józef Palenik.

Przypomnijmy egzaminator zdążył wysiąść z auta, uciekając przed jadącym pociągiem. Kursantka pozostała w pojeździe, w wyniku odniesionych podczas uderzenia pociągu obrażeń zmarła przewieziona do szpitala. Przeprowadzony w miejscu tragedii eksperyment procesowy miał wykazać, czy mężczyzna mógł zatrzymać pojazd przed torami, czy widział zbliżający się pociąg i czy polecił kursantce opuszczenie pojazdu. Śledczy czekają na opinię biegłego z eksperymentu. Dowód stanowią też nagrania z kokpitu samochodu.

Wobec 62-letniego egzaminatora zastosowano dozór policyjne i poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys. zł, zakaz wykonywania zawodu egzaminatora i instruktora oraz zatrzymano paszport. Grozi mu kara od sześciu miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawa ma trafić do sądu w ostatnich dniach grudnia lub na początku stycznia 2019 r. (jm)

Komentuj
10 lat profilaktyki społecznej w stołecznej „drogówce”
4 grudnia 2018 | 0

10 lat profilaktyki społecznej w stołecznej „drogówce”
Sekcja Profilaktyki Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji. (od lewej stoją) st. asp. sztab. Małgorzata Kruza; komis. Marcin Goschowski, asp. sztab. Paweł Przestrzelski, podinsp. Marzena Gomołowska-Domańska – kierownik sekcji, podkom. Katarzyna Mac; asp. Józef Siwiński, nadkom. Agnieszka Kuchta, (od lewej siedzą) asp. sztab. Robert Niedbałko oraz st. asp. Jarosław Gomołowski (fot. KSP)

Już 10 lat w strukturze Wydziału Ruchu Drogowego KSP funkcjonuje Sekcja Profilaktyki Społecznej. Do jej najważniejszych zadań należy propagowanie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, m.in. poprzez prowadzenie działań profilaktycznych mających na celu uświadomienie uczestnikom ruchu zagrożeń wynikających z poruszania się po drogach.

Historia profilaktyki w warszawskiej „drogówce” sięga 1956 roku, kiedy to przy dwóch kompaniach ruchu drogowego Milicji Obywatelskiej w Warszawie funkcjonowali inspektorzy do spraw profilaktyki. Przez lata ta dziedzina miała burzliwe dzieje: była zapominana i przywracana. Jednak świadomość jej ogromnego wpływu na kształtowanie pozytywnych postaw w ruchu drogowym, a przez to ograniczanie liczby wypadków drogowych i ich ofiar, doprowadziły do stworzenia od podstaw w dniu 1 grudnia 2008 roku Sekcji Profilaktyki Społecznej Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji. Kierownikiem od początku jest podinsp. Marzena Gomołowska-Domańska. Sekcja na początku działalności liczyła 6 policjantów, których zobowiązano, między innymi, do inicjowania i prowadzenia działań profilaktycznych mających na celu uświadomienie jak największej liczbie uczestników ruchu drogowego zagrożeń wynikających z poruszania się po drogach. Zadania do dnia dzisiejszego się nie zmieniły i pomimo, że liczba policjantów w sekcji została zwiększona do 11 – pracy wciąż nie brakuje.

Profilaktyka i edukacja to najważniejsze elementy podejmowanych przez sekcję przedsięwzięć w ostatniej dekadzie. Od początku działalności policjanci przeprowadzili 4713 spotkań w przedszkolach i 9946 zajęć w szkołach podstawowych. W sumie uczestniczyło w nich w prawie 350 000 dzieci, które otrzymały podstawową wiedzę dotyczącą bezpieczeństwa na drogach.

Jak wynika z tego zestawienia, większość spotkań skierowanych było do najmłodszych uczestników ruchu drogowego, bo to oni są najbardziej narażeni na udział w wypadkach drogowych. Edukacja od najmłodszych lat i  uświadamianie im roli, jaką pełnią na drodze zwiększa ich bezpieczeństwo jako pieszych czy rowerzystów już dziś, a w dłuższej perspektywie z pewnością wpłynie na trwałą poprawę stanu bezpieczeństwa na warszawskich ulicach.

Ale nie tylko najmłodsi byli podmiotem działań profilaktyczno-edukacyjnych w ostatnich latach. Organizowano również spotkania z młodzieżą i dorosłymi. Policjanci brali udział w 4412 innych spotkaniach promujących zasady bezpieczeństwa na drogach. To przede wszystkim festyny i imprezy plenerowe oraz szkolenia z motorniczymi Tramwajów Warszawskich, kierowcami Miejskich Zakładów Autobusowych i strażnikami Straży Miejskiej. Dużym zainteresowaniem cieszyły się przeprowadzane przez funkcjonariuszy sekcji egzaminy na kartę rowerową. W ciągu 10 lat policjanci sprawdzili wiedzę i umiejętności aż 4.421 egzaminowanych.

Policjanci nie ustają w poszukiwaniu coraz nowszych metod dotarcia do szerokiego grona odbiorców. Na początku działalności sekcji została podpisana Europejska Karta Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. W trakcie zajęć edukacyjnych policjanci wykorzystują dwa mobilne miasteczka ruchu drogowego, dwa zestawy edukacyjne „autochodzik”, symulator jazdy samochodem, salę profilaktyki, liczne prezentacje multimedialne i filmy edukacyjne. Ponadto współpracują z wieloma podmiotami działającymi na rzecz bezpieczeństwa takimi jak: Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego, Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Warszawie, fundacja „Krajowe Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego” i wiele innych.

Należy zwrócić również uwagę, że w kalendarz warszawskich działań profilaktycznych na stałe wpisały się już festyny rodzinne organizowane przez policjantów Sekcji Profilaktyki Społecznej WRD KSP w siedzibie przy ul. Karolkowej 46 takie jak "Dzień Matki i Dziecka" oraz "Mikołajki w ruchu drogowym".

Wzrost świadomości na temat zagrożeń w ruchu drogowym wśród jego uczestników, a więc pieszych, rowerzystów i kierujących, kształtowanie wśród nich bezpiecznych zachowań oraz propagowanie wiedzy z zakresu prawa o ruchu drogowym, poprzez podejmowanie działań profilaktycznych z pewnością zapobiega wielu zdarzeniom drogowym i w znaczący sposób wpływa na poprawę bezpieczeństwa.

asp. szt. Paweł Przestrzelski, SPS WRD KSP

Komentuj

Ogłoszenia

Redakcja i Wydawca życzą
21 grudnia 2018 | 0

Redakcja i Wydawca życzą

Na nadchodzące

Święta Bożego Narodzenia,

w imieniu całego Zespołu Prawa Drogowego

życzymy Państwu rodzinnego ciepła i wielkiej radości.

Świąt dających radość i odpoczynek oraz nadzieję na Nowy Rok,

żeby był jeszcze lepszy niż ten, co właśnie mija.

Wydawca oraz Redakcja tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS

Komentuj
To dla nas wielki honor
5 grudnia 2018 | 0

To dla nas wielki honor
Zbigniew Drexler wśród uczestników Kongresu Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy 2018 pn. „Standard – Kompetencje – Bezpieczeństwo”, Warszawa, 8 czerwca 2018 r. [kliknij] (fot. Krzysztof Chrobak)

23 listopada br. w Warszawie odbyła się 9. Gala Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Wręczono nominacje i nagrody PARTNER BEZPIECZEŃSTWA RUCHU DROGOWEGO 2018. Wśród nominowanych w kategorii MEDIA ROKU 2018 została się redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS. Otrzymaliśmy wiele gratulacji i życzeń. Za które wszystkim serdecznie dziękujemy.

Wśród nich list i słowa, które są dla nas szczególnym honorem – list od Pana Zbigniewa Drexlera. Osoby, która przez minione 10. lat istnienia Tygodnika uczestniczy w naszych pracach, inspiruje nas i umacnia ciepłym słowem oraz swoim autorytetem. Powiem krótko – DZIĘUJEMY. Dla takich słów naprawdę warto pracować i chce się pracować.

Jolanta Michasiewicz, redaktor naczelna Tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS

Witam cały Zespół Redakcji Tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS  i przekazuję serdeczne gratulacje z okazji uzyskania tej nominacji. Jednocześnie wyrażam moją radość w związku z tym wydarzeniem, ponieważ od lat bardzo wysoko oceniam pracę Zespołu przekazującego szeroki zakres wiadomości i wiedzy związanych z ruchem drogowym, z jego bezpieczeństwem, w szerokim znaczeniu tego pojęcia. Szczególnie, jako osoba od lat zajmująca się przepisami ruchu drogowego, znajduję w Waszych publikacjach wielką pomoc w docieraniu do zawiłych meandrów naszego Prawa o ruchu drogowym, za co dodatkowo bardzo dziękuję („zawiłe meandry” nie pleonazm, to podkreślenie olbrzymiej niestabilności prawa – setek nowelizacji, poprawek - i znajdujących się w nim nie tylko błędów merytorycznych, ale i prawno-językowych).

Życzę też nadal wytrwałości i kontynuacji działalności na wysokim poziomie.

Serdeczne pozdrowienia dla Zespołu.

Zbigniew Drexler

Komentuj