0248/22/2008 19 maja 2008 25 maja 2008

o propozycji opłat za egzaminy poprawkowe na prawo jazdy; surowe kary dla urzędników za opóźnienia przy budowie dróg; „zielone strzałki” zaczynają obowiązywać; czy wyższe mandaty są potrzebne – głosy w dyskusji; policja chce prawa jazdy od 21. lat; podsumowanie długiego weekendu; kontrole elek są konieczne i będą prowadzone – mówią policjanci w Częstochowie; co to jest uraz odgięciowy; syndrom Mad Maxa; o najnowocześniejszym systemie sterowania ruchem; który pojazd uprzywilejowany ma pierwszeństwo?; o odpowiedzialności za kraksę spowodowaną przez zwierzę; o pracowniku na dwa etaty; o super nowości do szkolenia kandydatów na kierowców – testach jednokartkowych; o...

News tygodnia

Policja chce prawa jazdy od 21. lat
25 maja 2008 | 2

Funkcjonariusze drogówki z Sieradza wystąpili do Ministerstwa Infrastruktury o to, by zamiast obniżać, podniosło wiek, w którym młodzi ludzie mogą starać się o prawo jazdy. Domagają się, aby kursanci mieli skończone 21 lat. - Podwyższenie wieku kandydata na kierowcę to nie wszystko. Chcemy, żeby młoda osoba dostawała na początek tymczasowe prawo jazdy. Na dwa lub trzy lata. W tym okresie mogłaby zasiadać za kierownicą wyłącznie w towarzystwie doświadczonego kierowcy - mówi aspirant sztabowy Janusz Grdeń, szef sieradzkiej drogówki. Uzasadnia, że w ostatnich tygodniach w Sieradzu i okolicach doszło do trzech wypadków, w których zginęli ludzie. Wszystkie spowodowali młodzi kierowcy, mający od niedawna prawo jazdy. Jednak to wcale nie najmłodsi wiekiem kierowcy są sprawcami największej liczby wypadków. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2006 r. osoby w wieku 17 -20 lat doprowadziły do 1426 wypadków, podczas gdy kierowcy w wieku 21-24 lat byli sprawcami 2385, a 25-29-latkowie zostali uznani za  winnych spowodowania 2588 wypadków. Wg Krajowej Rady Bezpieczeństwa Drogowego powodem większości tych zdarzeń były: brawura, brak doświadczenia, chęć popisania się przed znajomymi i zajmowanie się np. rozmową przez telefon, pisaniem wiadomości SMS,  a także piciem napojów chłodzących. Pomysłowi przyklaskują funkcjonariusze z innych miast. Nadkomisarz Sławomir Strzelczyk, zastępca komendanta Sekcji Ruchu Drogowego w Bełchatowie, nie ma wątpliwości. - Uważam, że podniesienie granicy wieku poprawi bezpieczeństwo na drogach. Z doświadczenia wiem, że ci, którzy odbiorą prawo jazdy, jeżdżą brawurowo i bardzo niebezpiecznie - twierdzi. Podinspektorowi Arturowi Szczegielniakowi, naczelnikowi Sekcji Ruchu Drogowego KPP w Piotrkowie Trybunalskim, podoba się pomysł, żeby młody kierowca jeździł w towarzystwie np. rodzica. - Tak jest w Niemczech i to się sprawdza - dodaje. Podobnie jest we Francji. Prawo jazdy może tam wprawdzie otrzymać 17-latek, ale do pełnoletności może prowadzić auto wyłącznie w obecności doświadczonego kierowcy. Maksymalny okres próby to 2 lata. W Belgii 17-latek, który zda egzamin, dostaje tymczasowe prawo jazdy. Jeździ wówczas z dorosłym. Po ukończeniu 18 lat nadal ma tymczasowy dokument - na 18 miesięcy. Może jednak kierować już bez osoby towarzyszącej. W Anglii o prawo jazdy może się starać 16-latek. Po roku jazdy w asyście dorosłego może prowadzić sam. Choć w Europie granica wieku dla kierowców jest niższa niż w Polsce, zmianę prawa o ruchu drogowym proponowaną przez sieradzkich policjantów chętnie poparłby senator Maciej Grubski. - Jestem za tym, aby wdrażać wszystkie rozwiązania służące poprawie bezpieczeństwa na drogach. Rodzice powinni brać odpowiedzialność za  dziecko, które otrzyma prawo jazdy przez dwa lub trzy lata - mówi parlamentarzysta. Inicjatywa podoba się też posłowi Piotrowi Krzywickiemu. - Ufam doświadczeniu policjantów. Jeśli twierdzą, że zmiany są konieczne, to mają moje poparcie. Skróciłbym jedynie konieczność jazdy w towarzystwie doświadczonego kierowcy do roku - zastrzega Krzywicki. Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury, w rozmowie z "Polską" uznał pomysł za absurdalny. - W resorcie dobiegają końca prace nad projektem, który obniży wiek kierowców do 16 lat. Wg specjalistów właśnie wtedy człowiek uczy się pewnych zachowań najszybciej i najlepiej je sobie utrwala - mówi Cezary Grabarczyk. Dodaje, że wg ministerialnego projektu szesnastolatki będą mogły siadać za kierownicę w towarzystwie starszego kierowcy. Samodzielnie pokierują autem po roku takiej asysty. Zmiany mają wejść w życie w przyszłym roku.

Komentuj

Ekspert wyjaśnia

Który pojazd uprzywilejowany ma pierwszeństwo? (2)
25 maja 2008 | 2

Pytanie:Kto ma pierwszeństwo, gdy z dwóch stron nadjadą w tym samym czasie pojazdy uprzywilejowane?

Odpowiedź:Przepisy nie określają hierarchii przejazdu pojazdów uprzywilejowanych w przypadku potrzeby przecięcia się ich kierunków ruchu. Sytuacja taka w praktyce występuje raczej sporadycznie, chociaż ma prawo zaistnieć. Kierowcy tych pojazdów powinni zachować się zgodnie z przepisami o pierwszeństwie przejazdu. Nie wykluczone, że kierujący pojazdem uprzywilejowanym innym niż karetka pogotowia umożliwi przejazd karetce w pierwszej kolejności wbrew zasadom, jednak nie wynika to z przepisów, a raczej ze zdrowego rozsądku. Każdy kierowca wie do jakiego jedzie zdarzenia i jest w stanie ocenić potrzebę ,,zwłoki”. Ponadto należy podkreślić, że każdy z kierujących jest obowiązany zachować szczególną ostrożność, a w razie potrzeby również się zatrzymać. W przypadku, gdy na skrzyżowaniu znajduje się osoba kierująca ruchem, kierujący pojazdem uprzywilejowanym ma obowiązek zastosować się do poleceń i sygnałów przez nią dawanych.  

Link do źródła: Komenda Główna Policji – Najczęściej zadawane pytania - http://www.policja.pl/portal/pol/167/4373/Pytania_i_odpowiedzi.html

Komentarze:

Autor: Wojciech Szemetyłło

Wydaje mi sie, ze w tym wypadku można zastosować przepis który mówi, że jeżli o pierwszeństwie przejazdu nie można zdecydować na podstawie znaków lub sygnałów lub poleceń kierującego ruchem należy stosować przepisy ogólne- więc w tym przypadku nadjeżdżający z prawej strony powinien przejechać pierwszy.
Było by to również zgodne z zapisem, że w celu uniknięcia kolizji należy stosować przepisy ogólne jeżeli w konkretnej sytuacji inne okoliczności nie stanowią inaczej. z poważaniem W. Szemetyłło

Autor: DARIO

A CO W PRZYPADKU KIEDY ZJADĄ SIĘ TAKIE POJAZDY Z KAŻDEJ STRONY CZYLI KAŻDY MA KOGOŚ Z PRAWEJ TAKIE PYTANIE PADŁO NA KURSIE, KTÓRY ROBIŁEM W 1985 ROKU

Autor: Adam T

Po prostu należy zachować zdrowy rozsądek. W takim przypadku powinno być nawet łatwiej to zrealizować, bo przecież pojazdami uprzywilejowanymi kierują doświadczeni kierowcy. Każdy z nich musi, zgodnie z prawem, zachować szczególną ostrożność, jeżeli korzysta z ułatwień w ruchu. No i obowiązują go też ogólne zasady: kierujący ruchem, sygnalizacja świetlna, znaki regulujące pierwszeństwo i przepisy prd.
No i zdrowy rozsądek.

Komentuj
Pracownik na dwa etaty
25 maja 2008 | 0

Pytanie: Jeden z pracowników jest odpowiedzialny za wyszukiwanie i pozyskiwanie środków pomocowych z Unii Europejskiej. W niektórych projektach przewidziane jest wynagrodzenie dla koordynatora. Czy można więc dla realizacji tych projektów zawrzeć z jednym pracownikiem kilka oddzielnych umów o pracę?

Odpowiedź: Żaden przepis nie zabrania, aby w dwóch różnych firmach pracownik był zatrudniony na pełny etat. Zależy to od jego woli oraz predyspozycji psychicznych i fizycznych - pracownik będzie bowiem dysponował krótszym odpoczynkiem w każdej dobie. W podstawowym systemie przy ośmiogodzinnej pracy pracownik korzysta bowiem z kodeksowej gwarancji 11-godzinnego nieprzerwanego dobowego odpoczynku (art. 132 par. 1 k.p.). Gwarantowanym czasem wolnym pracownik może dysponować dowolnie - zatem może poświęcić go na pracę u innego lub nawet u tego samego pracodawcy. Choć z takim zatrudnieniem wiążą się już pewne ograniczenia. Nie ma większego problemu, gdy z pracownikiem zawarto dwie umowy o pracę, w taki sposób, że łączny wymiar czasu pracy z tych umów nie przekracza jednego etatu (choć i wtedy istnieje możliwość zakwestionowania takiej praktyki przez inspektora pracy ze względu próbę obejścia przepisów dotyczących pracy ponadwymiarowej lepiej wynagradzanej na podstawie art. 151 par. 5 k.p.). Poważniejsze wątpliwości mogą natomiast pojawić się, gdy dojdzie do zawarcia dwóch lub większej liczby umów w taki sposób, że łącznie obejmą one większy wymiar niż pełny etat. W uzasadnieniu orzeczenia Sądu Najwyższego z 14 lutego 2002 r. (I PKN 876/00, OSNP 2004/4/60) stwierdzono, że zawieranie z własnym pracownikiem dodatkowej (drugiej) umowy o pracę za normalnym wynagrodzeniem judykatura dopuszcza tylko wyjątkowo, gdy chodzi o rodzaj pracy wyraźnie inny niż uzgodniony w podstawowym czasie pracy. W przeciwnym razie mielibyśmy - zdaniem SN wyrażonym w uchwale z 12 kwietnia 1994 r. (I PZP 13/94 OSNAPiUS 1994/3/39) do czynienia z próbą obejścia przepisów o czasie pracy i wysokości wynagrodzenia za godziny nadliczbowe. W uzasadnieniu tego samego orzeczenia Sąd Najwyższy stwierdza również, że przy wykonywaniu na rzecz tego samego pracodawcy nawet kilku rodzajów podporządkowanej pracy, domniemanie przemawia za istnieniem jednego stosunku pracy. Możliwe jest zatem zatrudnienie pracownika na dwóch etatach u jednego pracodawcy. Należy jednak dopilnować, aby w każdej z umów został określony inny rodzaj pracy.

Odpowiedzi udzielił:Tomasz Tatomir, radca prawny z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, oddział Wrocław

Komentuj
Odpowiedzialność za kraksę spowodowaną przez zwierzę
25 maja 2008 | 0

Pytanie: Czytelnik “Rzeczpospolitej” jechał wieczorem drogą prowadzącą przez wieś i zderzył się z nieoświetloną furmanką. Pasażerom i kierowcy nic się nie stało, ale auto poszło do kasacji. Kierowca nie ma polisy autocasco i nie wie, jak może dochodzić odszkodowania.

Odpowiedź: Redakcja wyjaśnia: Za szkody wyrządzone przez zwierzęta domowe i gospodarskie odpowiadają ich właściciele. Większe szanse na wyegzekwowanie odszkodowania mamy wtedy, gdy wypadek spowodowało zwierzę gospodarskie, a szkoda miała związek z prowadzeniem gospodarstwa. Wówczas pieniądze dla poszkodowanego są wypłacane z obowiązkowego ubezpieczenia OC rolników. Jeżeli do wypadku przyczyniło się zwierzę domowe, odszkodowania dochodzimy od jego właściciela, chyba że ma on wykupioną polisę OC w życiu prywatnym; wtedy z roszczeniem zgłaszamy się do towarzystwa ubezpieczeniowego. Jeśli samochód zderzył się ze zwierzęciem gospodarskim, najpierw trzeba ustalić, czy szkoda powstała w związku z prowadzonym gospodarstwem. Jeżeli nie, odpowiedzialność wygląda tak samo jak w przypadku zwierząt domowych – odszkodowania możemy żądać bezpośrednio od rolnika. Gdy szkoda ma związek z prowadzeniem gospodarstwa, wówczas musimy ustalić, w którym towarzystwie rolnik ma wykupioną polisę OC i tam kierujemy nasze żądania. Czasem trudno jest stwierdzić, czy zwierzę jest domowe czy gospodarskie. Tak będzie w przypadku psa, który może być zarówno wykorzystywany do prac gospodarskich, np. pilnowania obejścia, jak i hodowany dla przyjemności. Kolejna trudność pojawia się przy ustaleniu, do czego zwierzę było wykorzystywane w czasie, kiedy doszło do wypadku. Jeżeli furmanka, z którą zderzyło się auto naszego czytelnika, wiozła zbiory z pola, odszkodowanie powinno być wypłacone z OC rolnika. Gdy jednak furmanka była używana do przewiezienia sprzętów domowych, wówczas czytelnik jest w gorszej sytuacji, bo musi dochodzić pieniędzy bezpośrednio od sprawcy, którego niekoniecznie musi być stać na zrekompensowanie strat. Bardziej skomplikowana jest likwidacja szkód wyrządzonych przez dziką zwierzynę. Najpierw musimy ustalić, czy jest to zwierzyna łowna. Do tej kategorii zalicza się dzika, łosia, jelenia, daniela, sarnę, muflona. Za szkody, do których doszło przy polowaniu, odpowiedzialność ponosi dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego – muszą oni mieć polisę OC. Taki sam obowiązek dotyczy przedsiębiorcy, który organizuje polowania dla cudzoziemców. Jeżeli więc zwierzę uciekające przed nagonką wpadło pod samochód, za zniszczenie auta zapłaci ubezpieczyciel polujących. Za szkody, które zwierzę wyrządzi kierowcy w innych okolicznościach, nie podczas polowania, zarządcy bądź dzierżawcy obwodu łowieckiego nie odpowiadają. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy wypadek był spowodowany przez wolno żyjące zwierzę dlatego, że ludzie z obwodu łowieckiego nie wywiązali się z obowiązków, np. nie poinformowali zarządcy drogi o migracji zwierząt (a tym samym na drodze zabrakło odpowiednich oznaczeń). Jeżeli zarządca drogi został powiadomiony, że zwierzęta mogą przechodzić przez jezdnię, to on ponosi odpowiedzialność za szkodę. W praktyce jednak znalezienie odpowiedzialnego podmiotu i udowodnienie mu zaniedbania może być niemożliwe. Najprościej jest naprawić samochód z polisy AC, a rekompensaty za uszkodzenia ciała dochodzić z NNW. Podobnie będzie wtedy, gdy nikt nie odpowiada za szkodę. Wtedy ubezpieczenie AC i NNW są jedyną szansą na otrzymanie pieniędzy.

Krystyna Krawczyk, dyrektor Biura Rzecznika Ubezpieczonych: Latem dosyć często dochodzi do szkód z udziałem zwierząt gospodarskich. Rolnik prowadzący gospodarstwo musi mieć obowiązkowe ubezpieczenie OC, ale jego odpowiedzialność jest ograniczona do szkód, które powstały w związku z posiadaniem gospodarstwa rolnego. Jeżeli więc szkodę wyrządzi pies hodowany dla przyjemności, wówczas nie można jej zlikwidować z tej polisy; pieniądze musi wypłacić z własnej kieszeni właściciel zwierzęcia. Natomiast gdy samochód zostanie uszkodzony w wyniku zderzenia z psem stróżującym w gospodarstwie czy z pasterskim, szkoda powinna zostać zlikwidowana z OC rolnika. Często jednak trudno jest ustalić, do kogo należy pies, bo nikt nie chce się przyznać, że jego zwierzę wyrządziło szkodę. Podobnie może być w razie zderzenia pojazdu z nieoświetloną furmanką. Jeżeli jest ona wykorzystywana do prac gospodarskich, np. rolnik wiezie nią zbiory z pola, wówczas szkodę należy zlikwidować z jego OC. Ale gdy zaprzęg służy do celów rekreacyjnych, np. przewozu kajaków, wówczas na ochronę z OC rolnika nie ma co liczyć.

Komentuj

Legislacja

„Zielone strzałki” zaczynają obowiązywać
24 maja 2008 | 0

Wchodzi w życie rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 28 marca 2008 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach. Rozwiązanie to ma pozwolić na rozkorkowanie ulic. Zgodnie z rozporządzeniem sygnał dopuszczający skręcanie w kierunku wskazanym strzałką będzie stosowany jeżeli w czasie, gdy nadawany jest sygnał czerwony, istnieje możliwość ruchu pojazdów skręcających w prawo lub w lewo. Stosowanie na skrzyżowaniach zielonej strzałki będzie możliwe pod warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa pieszym i pojazdom, które mają zielone światło. – Trzeba postawić na edukację kierowców – przyznaje Andrzej Bogdanowicz, dyrektor Departamentu Transportu Drogowego w Ministerstwa Infrastruktury. Policja traktuje skręt bez strzałki jako wjazd na czerwonym świetle. Grozi za to do 500 zł mandatu. Za skręt bez zatrzymania się przed strzałką kierowca płaci 100 zł. Rezygnacji ze strzałek nie wymaga od nas Unia Europejska, choć jeszcze kilka lat temu Ministerstwo Transportu przekonywało, że tak właśnie jest. Pojawiły się na polskich drogach sześć lat temu. Zastąpiły te z lat 80., malowane na metalowych tabliczkach.

Komentuj
Autoszkoła ma płacić za poprawkę?
24 maja 2008 | 28

91c0d334af1f7a9fb2096f2d1e13a3688c2f3e78 (248-4)

Właściciele 6 tys. szkół nauki jazdy wkrótce mogą splajtować. Zbigniew Skowroński, szef łódzkiego WORD, postanowił złożyć do Ministerstwa Infrastruktury wniosek, żeby autoszkoły płaciły za poprawkowe egzaminy absolwentów – donosi “Dziennik Łódzki”. Dyrektor proponuje, żeby za pierwszą poprawkę kursant płacił sam. 25 proc. drugiej pokrywałaby autoszkoła, trzecia poprawka kosztowałaby szkołę jazdy już 50 proc., a czwarta 75 proc. Piąte i kolejne podejście właściciel autoszkoły musiałby opłacić w całości. I dalej czytamy: Inicjatywę popiera Zbigniew Rynasiewicz, szef Sejmowej Komisji Infrastruktury. Jest pewny, że wpłynie to na lepsze przygotowanie kandydatów na kierowców. - Właściciele szkół powinni poczuwać się do odpowiedzialności za absolwentów - mówi dyr. Skowroński. Podobne rozwiązanie zastosowano z powodzeniem we Włoszech. Jadwiga Leńska ze Skierniewic po raz szósty oblała egzamin na prawo jazdy. Wydała ponad 2 tys. zł. Po raz siódmy zdawać nie będzie. Nie stać jej na dokupowanie kolejnych lekcji i zapłacenie 130 zł za egzamin. Jeśli resort infrastruktury pozytywnie rozpatrzy wniosek szefa łódzkiego WORD, pani Jadwiga i tysiące innych pechowców za kolejny egzamin nie zapłacą ani grosza. Zbigniew Skowroński podkreśla, że kiepsko przygotowani kandydaci na kierowców odpadają na najprostszych zadaniach. W Polsce za pierwszym podejściem egzamin zdaje co trzecia osoba. Właściciele szkół nie kryją wściekłości. Zbigniew Ogiński, prezes Wielkopolskiego Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców i Instruktorów mówi: - Zwiększyliśmy liczbę godzin szkolenia z 20 do 30, ale zdawalność nie drgnęła. Wtóruje mu Tadeusz Woźniak, szef stowarzyszenia małopolskich instruktorów: – W krakowskim WORD-zie u jednego z egzaminatorów zdaje tylko 8 proc. kandydatów na kierowców, a u drugiego 40 proc. To nie oznacza, że do pierwszego trafiają same antytalenty, a do drugiego geniusze. To egzaminatorzy oblewają za byle drobiazg. Pomysłowi Skowrońskiego przyklaskują dyrektorzy innych WORD-ów. Mariusz Prasek, szef poznańskiego ośrodka, mówi: – W Niemczech żadna szkoła nie dopuści kursanta do egzaminu, póki nie będzie pewna, że zda. Dlaczego? Jeśli obleje trzech kandydatów, to w szkole od razu są kontrole i zawiesza się jej działalność. Takie rozwiązanie przydałoby się w Polsce. Pod pomysłem obciążania autoszkół kosztami poprawek podpisuje się Władysław Drozd z Krajowego Stowarzyszenia Egzaminatorów. Jego zdaniem szkoły są źle zorganizowane: – Jeśli kursant nie zda trzykrotnie, jest zobligowany do wykupienia dodatkowych pięciu godzin jazdy. To dodatkowe pieniądze dla szkół. Gdyby miały płacić, kursanci od razu byliby lepiej przygotowywani. Marek Gawroński, wiceprezes warszawskiego Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców, mówi z ironią: - Trzeba pójść dalej i zgłosić pomysł, by autoszkoły płaciły mandaty każdego kierowcy przez pięć lat od egzaminu. Poseł Marek Biernacki (PO), były minister spraw wewnętrznych, nie ma wątpliwości, że pomysł szefa łódzkiego WORD zmobilizuje instruktorów do solidniejszego kształcenia. Minister Cezary Grabarczyk obawia się, że pomysł przerzucania na szkoły odpłatności za poprawki może być niezgodny z konstytucją.

ba3bb9e32fc12d56410211244ec70309ae8377b8(248-5)

Komentuj
Kary dla urzędników za opóźnienia przy budowie dróg
23 maja 2008 | 0

Rząd przyjął zmiany do specustawy o drogach publicznych, która przewiduje wyższe odszkodowania dla właścicieli wywłaszczanych gruntów. Wydawane będzie tylko jedno zezwolenie na realizację inwestycji drogowej – donosi “Gazeta Prawna”. Opóźnienia przy budowie dróg krajowych są dramatyczne. Ministerstwo Infrastruktury proponuje radykalne uproszczenie procedur i skrócenie czasu podejmowania decyzji administracyjnych. Remedium na drogowe opóźnienia ma być przyjęta wczoraj przez rząd nowela specustawy o drogach publicznych. Dzięki niej planowana przez rząd do 2012 roku budowa blisko 3 tys. kilometrów autostrad i dróg ekspresowych ma stać się realna. Rząd kładzie nacisk w projekcie ustawy na likwidację niepotrzebnych formalności. Urzędników mają dyscyplinować kary za nieterminowe wydawanie decyzji. W przypadku gdy wojewoda lub starosta nie wyda decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej w ciągu 95 dni od dnia złożenia wniosku, organ wyższego stopnia wymierzy mu karę 500 zł za każdy dzień zwłoki. - Teraz przy budowie drogi konieczne jest uzyskanie kilku decyzji. Każda z nich przedłuża proces przygotowania inwestycji. Najtrudniejsza i najbardziej czasochłonna jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Ale również odrębne decyzje lokalizacyjna i pozwolenie na budowę wydłużają formalności - mówi Tadeusz Suwara z Polskiego Kongresu Drogowego. Wkrótce odrębne teraz decyzje - lokalizacyjną oraz pozwolenie budowlane - zastąpi jedna: zezwolenie na realizację inwestycji drogowych. - Rozwiązanie to skróci proces przygotowania inwestycji nawet o rok - zapewnia Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury.

Komentuj
Czy wyższe mandaty są potrzebne – głosy w dyskusji (1)
19 maja 2008 | 5

Kontynuujemy dyskusję poświęconą przygotowywanemu przez Komendę Główną Policji projektowi zmian w taryfikatorze mandatów:

Andrzej STAWSKI: Uważam, że w Polsce należy wprowadzić najbardziej restrykcyjne karanie za przekroczenie prędkości płatne na miejscu, a nie jak dotychczas kredytowe. Taryfikator jak w Norwegii:
przekroczenie o 10 km/godz. - 800,00 PLN (1 600,00 NOK)
przekroczenie o 25 km/godz. – 2 000,00 PLN (4 000,00 NOK)
przekroczenie 0 30 km/godz. - zatrzymanie prawa jazdy na 1- 4 tygodni i kara 3 000 PLN – 6 000,00 NOK
Jazda w trakcie zatrzymania prawa jazdy 10000 PLN (5000,00 NOK) oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów w ruchu lądowym). Egzekwowane powinno to być od wszystkich również VIP-ów. Inaczej nigdy w Polsce bezpiecznie jeździć nikt nie będzie.

Paweł: Pobożne życzenia. Myślę, że nie tyle specjalne zawyżanie kar i porównywanie ich z norweskimi (inna stopa życiowa), a ich skuteczna egzekucja jest kluczem do sukcesu. O ile mandaty można jeszcze w miarę skutecznie wyegzekwować, o tyle zakazy prowadzenia pojazdów, to często fikcja. Praw jazdy kierowcy nie oddają, a jak sąd orzeka kolejny wyrok (w trakcie trwania zakazu) potrafi orzec karę krótszą od poprzedniej! Prokuratura z kolei nie specjalnie chce się zajmować sprawami składania fałszywych oświadczeń o zagubieniu druku prawa jazdy.

Krzysztof Gietek: Jakie przewiduje się kary dla policjanta, który przechodzi obok 10 źle zaparkowanych pojazdów i nie reaguje.

Redakcja “PRAWA DROGOWEGO @ NEWS” z zainteresowaniem zapozna się z Państwa opiniami w omawianej sprawie. Czy projekt podwyższenia stawek mandatów jest rzeczywiście potrzebny? Czy w relacjonowanych propozycjach widzicie Państwo jakieś ważne luki? A punkty, czy są konieczne?

Czekamy na wypowiedzi, które opublikujemy na naszych łamach.

Komentuj
Obowiązkowy system stabilizacji
24 maja 2008 | 0

Nowe samochody osobowe i dostawcze na terenie Unii Europejskiej powinny być za 4 lata obowiązkowo wyposażone w elektroniczny system stabilizacji. To jedna z propozycji Komisji Europejskiej, która ma zwiększyć bezpieczeństwo na drogach. System stabilizacji pomaga kierowcy zapanować nad pojazdem w trudnej sytuacji, na śliskiej nawierzchni, czy przy nadmiernej prędkości na zakręcie. W przypadku utraty kontroli nad samochodem, system obniża moc silnika i wyhamowuje koła. Bruksela proponuje też, by od 2013 roku samochody ciężarowe były wyposażone w zaawansowany system hamowania awaryjnego. Dzięki specjalnym czujnikom, system ostrzega kierowcę o zbliżaniu się do jadącego przed nim pojazdu, a jeśli kierowca nie reaguje, włącza hamowanie. Obowiązkowy ma też być system ostrzegania przy zmianie pasa ruchu. Natychmiast powiadamia on kierowcę, jeśli wykryje, że samochód zjeżdża z pasa, a kierunkowskaz nie został włączony. Według Komisji Europejskiej, te obowiązkowe systemy przyczynią się do ograniczenia liczby śmiertelnych ofiar wypadków o prawie 2500 rocznie. 

Komentuj
Mandaty droższe o 60%
21 maja 2008 | 0

Niemiecki rząd zatwierdził nowy katalog kar za łamanie przepisów drogowych. Podwyżka grzywien ma tym razem drastyczny charakter. Kierowcy będą płacić kary nawet do trzech tysięcy euro. Wysokość kara za łamanie przepisów drogowych w Niemczech będzie wyższa średnio o sześćdziesiąt procent. Na przykład, grzywna za przekroczenie dozwolonej szybkości w mieście o więcej niż czterdzieści kilometrów wzrośnie ze stu na sto sześćdziesiąt euro. Natomiast w przypadku kierowców będących pod wpływem alkoholu czy narkotyków kara może się nawet podwoić. Grzywna za jazdę po pijanemu wyniesie od pięciuset euro za pierwszym razem do tysiąca pięciuset za trzecim. Minister komunikacji liczy na to, że drastyczna podwyżka kar za łamanie przepisów przyczyni się do zmniejszenia ilości śmiertelnych ofiar wypadków drogowych. Nowy katalog grzywien wejdzie w Niemczech w życie w styczniu przyszłego roku. Projekt ustawy musi jeszcze przyjąć Bundestag, ale to pewne, bo za surowym karaniem piratów drogowych opowiada się ogromna większość posłów.

Komentuj
Rząd chce usprawnić proces budowy dróg
21 maja 2008 | 0

Uproszczenie procedur związanych z przygotowaniem inwestycji drogowych zakłada przyjęty przez rząd, projekt nowelizacji ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych. - Nowe przepisy umożliwią skuteczną i szybką realizację procedur potrzebnych do inwestycji drogowych - podkreślił premier Donald Tusk. Zaproponowane przepisy ułatwią również prowadzenie działalności gospodarczej. Projekt nowelizacji określa zasady postępowania poprzedzające rozpoczęcie przedsięwzięcia drogowego - Chcemy, aby jedna decyzja administracyjna zastępowała jednocześnie zezwolenie na budowę i decyzję o warunkach lokalizacji - wyjaśnił premier. Nowy rodzaj decyzji ma wydawać odpowiednio starosta lub wojewoda. Projekt nowelizacji przewiduje, że decyzję  trzeba będzie wydać w ciągu trzech miesięcy od dnia złożenia wniosku. Jeśli inwestycja będzie przebiegała przez dwa lub więcej województw, decyzję będzie podejmował ten wojewoda, na którego obszarze znajduje się największa część nieruchomości przeznaczonych na inwestycję. W czasie konferencji prasowej szef rządu podsumował także swoją wizytę w Peru i Chile. Jego zdaniem wizyta w Ameryce Południowej będzie miała w przyszłości duży wpływ na polską gospodarkę. W trakcie Szczytu Ameryka Łacińska – Unia Europejska doszło do wielu spotkań, w trakcie których szefowie państw Ameryki Południowej wyrazili zainteresowanie nawiązaniem intensywniejszych relacji gospodarczych z Polską. – Niektóre z tych państw to prawdziwe tygrysy gospodarcze – powiedział premier. W trakcie rozmów z prezydentami Peru i Chile – Alanem Garcią Pérezem i Michelle Bachelet pojawiła się propozycja, aby Polska wraz z tymi krajami zacieśniły współprace i stworzyły swoiste “porozumienie miedziowe”. - Taka kooperacja pozwoliłaby wpływać na globalny handel i produkcję miedzi – powiedział Donald Tusk.

Komentuj
Rowerzyści pod kontrolą… fotoradarów?
20 maja 2008 | 2

Warszawscy urzędnicy chcą wprowadzić ograniczenia prędkości dla rowerzystów. Na razie pomysł dotyczy tylko stołecznej starówki. Zamysł ten wzbudził spore kontrowersje. - Nie wiem jaki to ma być zakaz? 5, 10 kilometrów na godzinę? Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. I czym to mierzyć? Chyba, że tu jakieś fotoradary postawią, bo tego jest coraz więcej i na to mają pieniądze. - stwierdza jeden z warszawskich rowerzystów. - Myślę, że jest to w kategoriach żartu, bo teren nie sprzyja do tego, żeby mierzyć prędkość fotoradarem - odpowiada Marcin Ochmański ze stołecznego ratusza. - Uważam, że jest to śmieszne. Rowerzyście widząc ludzi i tak zwalniają. - zaznacza inny cyklista – o czym przeczytaliśmy na łamach INTERII.pl

Komentuj
Będą polsko-niemieckie tablice miejscowości
20 maja 2008 | 1

Joanna Pszon (“Gazeta Wyborcza Opole”): Kiedy pojawią się pierwsze dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości na Opolszczyźnie?
Ryszarda Galla (poseł, członek komisji ds. mniejszości narodowych i etnicznych, wiceprzewodniczący Mniejszości Niemieckiej): Pierwsze w kraju staną w gminie Radłów na Opolszczyźnie. Już są po wszystkich procedurach, czyli po konsultacjach społecznych, po wniosku do ministerstwa, po rozpatrzeniu proponowanych nazw i dofinansowaniu przez ministerstwo. Teraz wójt, mając pieniądze, ogłasza przetarg na zrobienie tablic i myślę, że na wakacje już będą stały.
Joanna Pszon: A po Radłowie kto jest w kolejce?
Ryszarda Gal: Dwie gminy na Kaszubach. A po nich pewnie sypnie naszymi miejscowościami. Na pewno Tarnów Opolski się stara, Leśnica, Dobrodzień jest po konsultacjach z mieszkańcami.
Joanna Pszon: To kiedy nasz region będzie usłany podwójnymi tablicami?
Ryszarda Gal: Myślę, że do końca roku zaczną się pojawiać te w innych gminach.
Joanna Pszon: A czy to nie jest tak, że inni czekają, jaka będzie reakcja Opolan na polsko-niemieckie tablice w Radłowie, i dopiero wtedy przyspieszą ze staraniami o takie u siebie?
Ryszarda Gal: Pewnie po części tak jest, ale przede wszystkim są opóźnienia o podłożu merytorycznym. Np. ciągną się rozważania dotyczące danych nazw miejscowości w języku niemieckim. Np. wiemy o przepychankach z nazwą Góry św. Anny. Ja jednak jestem zdania, żeby to porządnie wypracować, by nie było potem żadnych wątpliwości co do danej nazwy. Poza tym szykujemy się do społecznej kampanii, która pokaże, że te tablice świadczą o tym, jak nasz region jest otwarty, przyjazny i tolerancyjny, że to też nasza wizytówka.

Komentuj
Sejm zajmie się kartą parkingową
20 maja 2008 | 0

Poseł Tomasz Latos na najbliższym posiedzeniu Sejmu zgłosi interpelację w sprawie wydawania kart parkingowych niepełnosprawnym dzieciom - donosi "Gazeta Wyborcza Bydgoszcz". To efekt  artykułu gazety o Robercie Konke, 13-latku ze Świecia z guzem mózgu. Chłopiec porusza się na wózku, przechodzi kolejną chemioterapię. Powiatowy Zespół do spraw Orzekania o Niepełnosprawności w Świeciu odmówił jego mamie Renacie wydania karty parkingowej dla inwalidy. Ten dokument ułatwia choćby dotarcie do urzędów, bo umożliwia postawienie samochodu na "kopercie". Pozwala też parkować za darmo. Powodem odmowy są przepisy: karta należy się osobie, wobec której orzeczony jest stopień o niepełnosprawności. Robert go nie ma, zgodnie z prawem może się o niego starać dopiero, gdy skończy 16 lat. Kobieta odwołała się od decyzji. Niestety, wojewódzki zespół w Bydgoszczy także zapowiada, że nic nie może zrobić dla dziecka. - Nie będziemy działali wbrew prawu - mówi Aleksandra Poeplau, pełnomocnik wojewody do spraw osób niepełnosprawnych. Co nie jest możliwe w Bydgoszczy, nie sprawia kłopotu w Szczecinie. - Wystawiamy orzeczenia pozwalające na wydanie karty parkingowej dziecku - opowiada Iwona Lidoszak z Wojewódzkiego Zespołu do spraw Orzekania o Niepełnosprawności. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy matka z ciężko chorym dzieckiem nie mogłaby zaparkować auta na miejscu dla inwalidy. Renata Konke jeszcze nie dostała odpowiedzi z Urzędu Wojewódzkiego. - Mam nadzieję, że stanie się cud - wzdycha. W tym, by "cud" się stał, chce pomóc poseł Latos. - Po zbadaniu sprawy wiem, że prawo stanowi dla wszystkich jednakowo, tylko ma różną interpretację przez różnych urzędników. Dlatego na posiedzeniu Sejmu 28 maja zgłoszę interpelację. Trzeba ujednolicić przepisy. Oczywiście z korzyścią dla chorych dzieci. Odpowiedź z ministerstwa powinna przyjść pod koniec czerwca - twierdzi parlamentarzysta.

Komentuj
Auta odpady
19 maja 2008 | 0

Główny inspektor ochrony środowiska złagodził kryteria oceny uszkodzonych samochodów sprowadzanych z zagranicy. Trudniej zatem będzie je uznać za odpady motoryzacyjne. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska nie będzie już kwalifikował uszkodzonego pojazdu z zagranicy jako odpadu, jeżeli ma w dokumentacji adnotację o szkodzie całkowitej - total loss. Sprowadzone auta trafią do stacji demontażu jako odpady motoryzacyjne dopiero wtedy, gdy rzeczoznawcy uznają, że koszt naprawy przekracza 70 proc. wartości nieuszkodzonego pojazdu. Kryteria uznania samochodu za odpad są takie same dla aut sprowadzanych z USA jak i Unii Europejskiej. Jednak problem dotyczy głównie tych właścicieli, którzy sprowadzili auto zza oceanu.

Komentuj

Statystyka

Podsumowanie długiego weekendu
25 maja 2008 | 0

557 wypadków, w których zginęło 53 osoby, a 747 zostało rannych - to podsumowanie długiego weekendu 21.05-25.05.Na polskich drogach bezpieczeństwa strzegło 10 tys. funkcjonariuszy ruchu drogowego przy wsparciu żandarmerii wojskowej, straży granicznej i celników. Policjanci zatrzymali ponad 2000 nietrzeźwych kierujących.

W realizacji zadań policjanci wykorzystali z około 130 fotoradarów i 140 videorejestratorów uzupełnianych ręcznym pomiarem prędkości (RMP). Byli również wspomagani przez lotnictwo policyjne.

Komentuj

Przegląd prasy

Syndrom Mad Maxa
24 maja 2008 | 0

Niestety, na naszych drogach aż roi się od agresji i nie wszyscy potrafią ją kontrolować – czytamy na stronach portalu INTERIA.pl. Co ciekawe, impulsywne zachowania kierowców mają nawet swoją naukową nazwę. Psycholodzy określają taką postawę mianem "syndromu mad maxa" (od pseudonimu tytułowego bohatera filmu George’a Millera). Ruch uliczny potrafi wzbudzić w cywilizowanym człowieku pierwotne instynkty - wygrywa bardziej brutalny - ten, który narzuci swoją wolę innym. Na drodze, energiczna wymiana zdań pomiędzy stojącymi obok siebie kierowcami jest, niestety, codziennym widokiem. Często dochodzi również do fizycznego tłumaczenia swoich racji. Można też przypuszczać, że gdyby noszenie broni było w Polsce dozwolone, ilość ofiar śmiertelnych na drogach wzrosłaby kilkukrotnie. Człowiek działający pod wpływem impulsu ma przecież ograniczoną poczytalność... List, jaki przysłał redakcji INTERII.pl jeden z czytelników doskonale obrazuje tego typu sytuację: Podczas przejazdu wspomnianą drogą, tak ja, jak i kierowca pojazdu jadącego za mną prowadziliśmy swoje pojazdy dość ostro, kilkakrotnie nawzajem się wyprzedzając. Dojeżdżając do krzyżówki z ograniczeniami prędkości najpierw do 70 km/h, potem 50 km/ h ( jakieś 10 km od Opatówka ) jadąc jako pierwszy zdecydowanie zwolniłem do tych prędkości wyznaczonych znakami. Jadący za mną sportowym Subaru pewien znany aktor wyprzedził mnie, zajechał mi drogę , zatrzymał swój pojazd dokładnie na środku tej krzyżówki, wysiadł z samochodu, podszedł do mojego auta. Uchyliłem do połowy okno. Aktor wsuną rękę , uderzył mnie w twarz, uszkadzjąc mi okulary, coś bardzo brzydko burknął , wrócił do swojego auta i odjechał. Byłem w szoku. Nim się pozbierałem i zebrałem myśli egzekutor własnego porządku na drodze oddalił się. Poinformowałem policję o zdarzeniu i na tym się skończyło. Nazwiska aktora nie podajemy z premedytacją, ponieważ nie udało nam się z nim skontaktować – informuje INTERIA.pl. Z relacji wynika jednak, że obaj kierowcy maja pewne problemy z syndromem "mad maxa", chociaż nic (także nieodpowiedzialna jazda) nie może usprawiedliwiać napaści fizycznej na drugiego człowieka. Aby nie drażnić "wściekłych", nie należy w jakikolwiek sposób okazywać dezaprobaty wobec ich wyczynów. Nie należy w ogóle patrzeć im w oczy - radzą i przestrzegają psychologowie. Jak więc radzić sobie ze swoimi emocjami? Jest na to tylko jedna dobra rada – trzeba ćwiczyć wyrozumiałość i w żadnym wypadki nie mylić jej z pobłażliwością - starszą siostrą pogardy.

Szwedzi i Niemcy to najbardziej kulturalni kierowcy w Europie. Na drugim biegunie znaleźli się kierowcy z południa i zachodu Europy.

Rozmowa z prezesem Stowarzyszenia Psychologów Transportu w Polsce (5.11.2003 r.):

Maciej Janiak (“Gazeta Wyborcza”): Skąd pojęcie "syndrom Mad Maxa"?
Dr Tadeusz Bratos (prezes Stowarzyszenia Psychologów Transportu w Polsce): Źródłem nazwy jest film z Melem Gibsonem "Mad Max", którego tytułowy bohater jest symbolem "wściekłego kierowcy". Postać kreowana przez Gibsona jest agresywna za kierownicą. Poprzez takie zachowanie rozładowuje nagromadzone w sobie negatywne emocje. Samochód został pokazany jako narzędzie służące wyładowywaniu agresji. Auto stało się substytutem miecza i pistoletu. W Australii i USA po premierze filmu na drogach pojawili się naśladowcy bohatera. Na świecie zbadano naukowo syndrom Mad Maxa. Określono symptomy choroby "wściekłego kierowcy". Jednak w Stanach, Australii czy Szwecji dzięki rygorystycznej egzekucji prawa ten problem jest systematycznie eliminowany.
Maciej Janiak: Kto opracował wyznaczniki syndromu Mad Maxa?
Dr Tadeusz Bratos: Treści na ulotce są wnioskami z naszej praktyki zawodowej oraz światowych doniesień badawczych.
Maciej Janiak: Ile z tych wyznaczników decyduje, czy należy bądź nie uznać nas za "wściekłych kierowców"?
Dr Tadeusz Bratos: Wystarczy, że raz dziennie, ale stale wystąpi jeden z nich lub różne kilka razy w tygodniu. Wtedy jesteśmy na dobrej drodze do syndromu Mad Maxa.
Maciej Janiak: Czy ten syndrom należy uznać za poważną chorobę?
Dr Tadeusz Bratos: Jest opisany bardzo szeroko w literaturze naukowej. Jeżeli spojrzy się na skutki jego występowania, to jest to poważne zaburzenie. Nawet jeżeli tzw. Mad Max sam unika niebezpieczeństwa w trakcie brawurowej jazdy, to jego agresywne zachowanie może powodować błędy u niewinnych kierowców i prowadzić do tragicznych wypadków.
Maciej Janiak: Jak wyeliminować takie zachowanie?
Dr Tadeusz Bratos: Musimy nauczyć się kontrolować własne zachowanie, decyzje podejmować racjonalnie, a nie pod wpływem emocji.

Komentuj
Najnowocześniejszy system sterowania ruchem
23 maja 2008 | 0

W Łodzi powstaje najnowocześniejszy w kraju system sterowania ruchem – donosi łódzka “Gazeta Wyborcza”. Pasażerowie z elektronicznych tablic dowiedzą się, kiedy dokładnie przyjedzie tramwaj, a inżynier ruchu będzie mógł włączyć zielone światła dla jadącej karetki. W pierwszym etapie, który jest już prawie gotowy, system obejmie 60 skrzyżowań wzdłuż trasy Łódzkiego Tramwaju Regionalnego. A także centrum miasta. W centrum sterowania ruchem jest dziesięć komputerów, na których inżynierowie obserwują liczbę pojazdów na skrzyżowaniach. Widzą również, gdzie są tramwaje i kiedy dojadą do przystanku. - Gdy na pasie dla skręcających w lewo powstanie korek, możemy wydłużyć czas przejazdu i rozładować ruch - mówi Michał Zalewski, kierownik projektu z firmy Tyco, która realizuje inwestycje. Dane zbierają czujniki ruchu umieszczone w jezdni. Rejestrują liczbę pojazdów przed skrzyżowaniem, badają odległość między samochodami. - Gdy zwiększa się ona, oznacza to, że natężenie ruchu na tym odcinku maleje - mówi Zalewski. Informacje zebrane przez czujniki są przesyłane do komputerów i analizowane przez inżynierów, którzy podejmują decyzję, który kierunek ruchu uprzywilejować. I w efekcie rozładować korek. Na pięciu newralgicznych skrzyżowaniach zainstalowano kamery. Inżynier za pomocą dżojstika może skierować je w dowolnym kierunku i zobaczyć, co się dzieje na skrzyżowaniu. Na czterech podwójnych przystankach Łódzkiego Tramwaju Regionalnegoobok tradycyjnego rozkładu jazdy umieszczone będą elektroniczne tablice informujące, za ile minut przyjedzie tramwaj. W przyszłości takich tablic na przystankach ma być znacznie więcej. Równolegle prowadzone są prace nad podobnym systemem w Olsztynie, ale na mniejszą skalę. W stworzeniu systemu pomagają Australijczycy, którzy są podwykonawcą i mają już doświadczenie w podobnych przedsięwzięciach. System Obszarowego Sterowania Miastem z czasem ma objąć całą Łódź. - Projektujemy już tablice informacyjne na skrzyżowaniach, to tzw. znaki zmiennej treści. Kierowcy zobaczą na nich np. informacje, że za dwa kilometry jest wypadek i droga jest nieprzejezdna. Dowiedzą się również, jak objechać korki.

Komentuj
Co to jest uraz odgięciowy?
23 maja 2008 | 0

Kierujące pojazdami kobiety są trzykrotnie bardziej od mężczyzn narażone na urazy odgięciowe szyi typu "strzelenia z bicza" (whiplash), gdy ich samochód zostanie uderzony od tyłu bądź od przodu – informuje INTERIA.pl.

6d9754037e36d33f945f3e8dbdce3d484f7ea22f  (248-3)

Uraz odgięciowy polega na nagłym przesunięciu głowy do przodu, a następnie opadnięciu jej do tyłu (lub odwrotnie - to zależy od kierunku zderzenia), czemu towarzyszy duże wygięcie szyi w tył - tak, jak ma to miejsce gdy ktoś nas od tyłu najedzie. Skutki urazu częściowo łagodzą zagłówki. Jak twierdzą na podstawie badań obejmujących 400 urazów naukowcy z uniwersytetu Umea, większe ryzyko wynika z tego, że kobiety generalnie siadają bliżej kierownicy niż mężczyźni i mają wyżej odchylone oparcie fotela. Zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn ryzyko urazu odgięciowego jest dwa razy większe, gdy zajmują fotel kierowcy niż w przypadku siedzenia pasażera. Autorzy badań zwracają uwagę, że testy zderzeniowe z udziałem manekinów powinny lepiej odzwierciedlać budowę ciała kobiet, co pomogłoby w zaprojektowaniu bezpieczniejszych siedzeń.

Komentuj
Kontrole elek są konieczne i będą prowadzone
21 maja 2008 | 0

W Częstochowie posypały się mandaty i upomnienia dla ośrodków szkolenia kierowców za źle oznakowane auta i brak dokumentów. Akcję policjantów skrytykowało stowarzyszenie instruktorów szkół jazdy - donosi "Gazeta Wyborcza Częstochowa". Od rana dwa patrole policji sprawdzały samochody nauki jazdy. Akcja była zaplanowana od wielu dni, a kontroli nie uniknęły nawet samochody WORD. - Byliśmy w szoku. Zwykle policjanci nie przeszkadzają w egzaminach. Tymczasem kolega akurat przejeżdżał i widział kontrolę. Kazali wysiąść egzaminatorowi, sprawdzali auto i dokumenty, a najbardziej zaskoczony był egzaminowany, dwie stresujące sytuacje za jednym zamachem - opowiadał "Gazecie" jeden z częstochowskich instruktorów. Wieści o kontroli rozeszły się wśród elek lotem błyskawicy. - Przed południem usłyszałem, że chyba kontrolujemy naukę jazdy, bo jest ich mało na ulicach - uśmiecha się nadkom. Marek Struski z sekcji ruchu drogowego i dodaje: - Czy ta druga połowa, która się przed nami schowała, miała coś do ukrycia: niesprawne auto, brak aktualnych badań lekarskich albo instruktorowi wygasły uprawnienia? Przecież gdyby elki nie miały powodu do strachu, byłoby ich na drogach tyle co zwykle. Instruktorzy rzeczywiście się uprzedzali: widać to było podczas kontroli na ul. Legionów (jeździ tędy mnóstwo kursantów, bo to droga prowadząca do Ośrodka Egzaminowania Kierowców). Siedzący w przejeżdżających elkach, widząc zatrzymane auto, łapali za komórki. - Ostrzeżeni pewnie wyjadą pod wieczór, bo nie wiedzą, że nasza kontrola potrwa do nocy - mówili sierżant sztabowy Robert Olczyk oraz starszy szeregowy Damian Bachniak. Wśród aut niewiele było częstochowskich. Pierwsza wpadła w ręce patrolu załoga z Pajęczna. Okazało się, że kursantka nie miała dokumentów i sprawa skończyła się mandatem. W kolejnym przypadku - żółtej elki z Włoszczowy - kursant Paweł nie miał dowodu osobistego. Przyjechał uczyć się jazdy po Częstochowie, wkrótce czeka go egzamin. - Pracowałem na nocnej zmianie, o świcie wpadłem do domu, złapałem jakąś kanapkę i pobiegłem na pociąg, żeby zdążyć na kurs jazdy. Zapomniałem dokumentów. Pewnie dadzą mi mandat - martwił się mężczyzna. Po badaniu alkomatem, który pokazał wynik 0,00, policjanci ukarali go tylko upomnieniem. - Nauczka na cale życie - mówił szczęśliwy mężczyzna. Do godz. 15 policja skontrolowała 12 elek. - W jednym wypadku skończyło się kilkusetzłotowym mandatem, bo auto nie miało oznaczeń bocznych. Instruktor tłumaczył, że wyjechał z myjni i zapomniał ich doczepić - mówi nadkomisarz Struski. Wczorajszą akcję policji skrytykowało stowarzyszenie instruktorów szkół jazdy. - To nagonka. Co to znaczy: masowa kontrola elek? Czy my popełniamy jakieś masowe przestępstwa? - pytał Krystian Orlikowski. - Już raz napisaliśmy w sprawie policyjnych kontroli do komendy wojewódzkiej, bo graniczyły z łamaniem praw człowieka. Nie naruszamy prawa, przeciwnie - kursant z instruktorem znacznie rzadziej złamie przepis niż doświadczony kierowca, któremu zdarza się to nagminnie. Policja ma jednak inne dane. Przypomina, że to elka spowodowała karambol na skrzyżowaniu ulic Niepodległości i Bór. Ucierpiały wtedy kobieta i jej siedmioletnia córka. Kierowca elki na radomszczańskich numerach uciekł. Policja zatrzymała samochód, gdy zdążał w stronę Radomska. - Dlatego kontrole elek są konieczne i będą cyklicznie prowadzone - zapowiada nadkomisarz Struski. 

Redakcja PRAWA DROGOWEGO @ NEWS z zainteresowaniem zapozna się z propozycjami rozwiązania problemu zgłoszonymi przez ośrodki szkolenia kierowców. Czekamy na nie. Opublikujemy je. Poprosimy o wypowiedzi innych zainteresowanych.

Komentuj
A na drogach pijani kierowcy! Nr 248
26 maja 2008 | 0

Instruktor jazdy spowodował wypadek po pijaku- 61-letni instruktor ze szkoły nauki jazdy Urbaś spowodował wypadek na ulicy Wrocławskiej. Miał 2,3 promila alkoholu. Ok. godz. 9.30 stracił panowanie nad samochodem ze znakiem "L", zjechał na lewy pas i uderzył w prawidłowo jadącego forda. Po zbadaniu alkomatem został zatrzymany i przewieziony do izby wytrzeźwień. 2,3 promila alkoholu w wydychanym powietrzu podczas kierowania samochodem to już przestępstwo. Instruktorowi grozi więc utrata prawa jazdy, wysoka grzywna i do dwóch lat więzienia. Sąd jednak może także zakazać mu wykonywania zawodu instruktora nauki jazdy. - Współpracowaliśmy od wielu lat. Był doświadczonym instruktorem. Nie mogę zrozumieć, co się stało. Tym bardziej że jedną z podstawowych zasad, które wpajamy naszym uczniom, jest właśnie zakaz jeżdżenia samochodem pod wpływem alkoholu. Natychmiast rozwiązaliśmy z tym panem umowę. Będziemy się od niego domagali pokrycia kosztów naprawy uszkodzonego auta - mówiła wczoraj Barbara Urbaś, szefowa szkoły nauki jazdy. Omal nie wypadł z auta - Zatrzymany wczoraj przez grudziądzkich policjantów mężczyzna omal nie wypadł z samochodu. Samodzielnie nie potrafił otworzyć drzwi. Jak się okazało miał prawie 3 promile alkoholu w organizmie. Grozi mu kara do 3 lat więzienia. Wczoraj, mając prawie 3 promile alkoholu w organizmie, 58-letni mieszkaniec wsi pod Jabłonowem kierował polonezem. Wiele razy przekroczył oś jezdni. Został zatrzymany przez policjanta posterunku Policji w Radzyniu Chełmińskim. Widząc policjanta, grzecznie poprosił " czy może Pan mi otworzyć drzwi?". Gdyby nie pomoc policjanta prawdopodobnie wypadłby z samochodu. Na siedzeniu pasażera w samochodzie była reklamówka z piwami i 0,7 litra wódki. Pan jechał na imprezę do znajomej. Przejechał około 20 km. Do celu podróży zabrakło mu 12 km. Funkcjonariusze ustalili także, że w marcu zapadł wyrok w sprawie dotyczącej tego samego mężczyzny. 58-latek ma zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi do roku 2011. Noc spędził w policyjnym areszcie. Oprócz odpowiedzialności za jazdę po wypiciu alkoholu, odpowie także za złamanie sądowego zakazu. Grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności. Bez uprawnień i na "podwójnym gazie" - Ostródzcy policjanci zatrzymali nietrzeźwego motorowerzystę. Okazało się, że 45-letni Antoni R. pomimo zakazu wsiadł ponownie za kierownicę. Teraz odpowie za jazdę na "podwójnym gazie" i za niestosowanie się do sądowego nakazu. Ostródzcy policjanci na jednej z ulic zatrzymali do kontroli drogowej motorowerzystę. Po zatrzymaniu na pierwszy rzut oka, było widać, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu. Funkcjonariusze sprawdzili stan trzeźwości 45-letniego Antoniego R. Wynik badania, to 2 promile alkoholu w organizmie. Ale to nie wszystko. Podczas kontroli policjanci stwierdzili, że mężczyzna miał sądowy zakaz kierowania motorowerem do stycznia 2009 roku. Uprawnienie zostało mu wcześniej zatrzymane za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwości. Mężczyzna tłumaczył, że musi czymś jeździć - przecież nie będzie chodził pieszo. Motorower, którym poruszał się 43-latek został odholowany na policyjny parking. Antoni R. odpowie za niestosowanie się do sądowego zakazu i jazdę w stanie nietrzeźwości. Pijany 29-latek na skuterze zatrzymany dzięki monitoringowi- Pechowo zakończyła się przejażdżka dla 29-letniego Rafała L. Młody człowiek po skończonej pracy wypił kilka piw, a potem postanowił wrócić do domu skuterem. Z prawie 1,5 promilami alkoholu we krwi ruszył w drogę. Jego wycieczka zakończyła się pod drzwiami bloku przy ulicy Reymonta. Właśnie tam, dzięki kamerom monitoringu, które zarejestrowały całe zdarzenie, został zatrzymany. Pracownik monitoringu poinformował dyżurnego jednostki o pijanym kierowcy. Kamery zarejestrowały jak młody człowiek siedząc na skuterze pije piwo. Mężczyzna był w towarzystwie dwóch osób. Gdy wypił alkohol odjechał z miejsca, zabierając ze sobą koleżankę. Zarówno pasażerka jak i kierowca nie mieli założonych kasków. Kierowca cały czas jechał po chodniku, łamiąc przy tym przepisy ruchu drogowego. Daleko jednak nie pojechał, bo kilkadziesiąt metrów dalej do akcji wkroczyli policjanci. Zatrzymali pijanego kierowcę skutera i zabrali do komendy. Podczas badania alkomatem okazało się, że Rafał L. miał we krwi prawie 1,5 promila alkoholu. Młody człowiek tłumaczył policjantom, że chciał tylko bezpiecznie wrócić po pracy do domu. Mężczyźnie już zostały przedstawione zarzuty za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości. W najbliższym czasie sprawca trafi do zespołu do spraw wykroczeń, gdzie zostaną przedstawione mu kolejne zarzuty z kodeksu wykroczeń. ccb8f98d1f886cd081a333ed35f3780f66377808318d6318705234e966fed8f1f4ccedd511b0a2c4

(248-11) (248-12)



Komentuj
„Życie za 10 zł”
25 maja 2008 | 0

Pojechałeś samochodem na imprezę, ale skusili cię na alkohol? Za 10 zł taksówkarz odprowadzi twoje auto pod dom – donosi “Gazeta Wyborcza Lublin”. Akcję "Życie za 10 zł" przygotowali kierowcy z lubelskiej firmy Damel Taxi. Oferta skierowana jest do osób, które wybrały się na imprezę samochodem, a później spożyły alkohol. Zdarza się, że właściciel pojazdu nie chce wracać następnego dnia po swoje auto i ryzykuje jadąc po pijanemu. Kierowcy z Damel Taxi proponują rozwiązanie: taksówkarz odwiezie klienta pod wskazany adres, a jego auto zostanie odprowadzone przez drugiego kierowcę. Koszt takiej usługi to 10 zł, które wliczone będą do opłaty za przejazd taksówką. - Dzięki temu przyczyniamy się do wzrostu bezpieczeństwa na lubelskich drogach - uważa Atena Ekonomiuk, pracownica Damel Taxi. Informacje na temat usługi dostępne są pod numerem telefonu 0 81 533 33 34.

Komentuj
Za mandat z błędem też zapłać
25 maja 2008 | 0

Obowiązek zapłaty za brak karty parkingowej w strefie płatnego postoju opiera się na nieaktualnej uchwale rady miasta - odkrył czytelnik "Gazety Wyborczej". Jednak urzędnicy przestrzegają, że mimo to za parkowanie bez karty należy zapłacić karę. Błędy na mandatach przypadkiem odnalazł Krzysztof Kotłowski. - Zostawiłem samochód na parkingu przy dworcu głównym i poszedłem kupić kartę do kiosku - opowiada czytelnik gazety. - Kiedy po sześciu minutach wróciłem do auta, okazało się, że mam już wypisany mandat. Zdaniem Kotłowskiego, ukarano go za szybko. - Wcześniej nie było kontrolera i dlatego poszedłem do kiosku. Jeśli jest kolejka, zajmuje to właśnie kilka minut. Próba odwołania się od zapłaty w zarządzie dróg skończyła się na niepowodzeniem. - Kierowniczka Strefy Płatnego Parkowania powiedziała mi telefonicznie, że zgodnie z uchwałą na kupno karty postojowej jest minuta - mówi Kotłowski. - Nie znalazłem przepisu, który reguluje, ile czasu ma kierowca na wykupienie i wypisanie karty. Moje zastrzeżenie wzbudził za to pierwszy punkt pouczenia, zapisany na rewersie wezwania do zapłaty. Brzmi on: "Zgodnie z przepisami uchwały z 26 listopada 2003 roku niniejsze wezwanie-raport uznaje się za doręczone, jeśli kontroler SPP umieści go za wycieraczką na przedniej szybie pojazdu, a drugi egzemplarz prześle do biura SPP". - Uchwała o tej treści została unieważniona przez olsztyńskich radnych w październiku 2007 roku. Dwa miesiące później obowiązywała jej nowa wersja - dodaje Krzysztof Kotłowski. - Dlaczego więc mam płacić mandat? Olsztyńscy drogowcy uważają jednak, że karę trzeba uiścić. - Jeśli jest błąd, zmienimy nadruk - mówi Zbigniew Gustek, zastępca dyrektora zarządu dróg. - Kierowcy muszą dalej płacić, bo jeżeli przestaniemy tego wymagać, to problemy parkingowe będą w Olsztynie tylko rosnąć. Co grozi tym, którzy od opłacenia mandatu z błędem będą się uchylać? - Kierowca musi znać przepisy ruchu drogowego i respektować znaki, które znajdują się w płatnej strefie - mówi Helena Ostrowska, radca prawny olsztyńskiego ratusza. - Niemniej błąd na drukach jest. Wynika prawdopodobnie z powodu dużego nakładu starej wersji wezwania. Jeżeli kierowca nie zapłaci kary, sprawą zajmuje się sąd grodzki.

Komentuj
Niepotrzebna sygnalizacja
25 maja 2008 | 0

Wyłączona sygnalizacja świetlna za kilkadziesiąt tysięcy złotych stoi w Toruniu. Nie działa, bo okazało się, że w tym miejscu jest całkowicie niepotrzebna – donosi “Gazeta Wyborcza Toruń”. Przy okazji budowy Galerii handlowej przeprowadzono w Toruniu wiele inwestycji drogowych, które miały ułatwić dojazd. Za 50 tys. zł na skrzyżowaniu postawiono sygnalizację, którą wyłączono po kilku miesiącach. - Nie wiem, dlaczego znalazła się na tym skrzyżowaniu - mówi jeden z toruńskich taksówkarzy. - Kiedy była włączona, powstawały tu gigantyczne korki. Nie było mowy o płynnej jeździe. Miejski Zarząd Dróg zdaje sobie sprawę, że inwestycja nie jest trafiona. - Prognozy wskazywały, że sygnalizacja jest w tym miejscu potrzebna - mówi Agnieszka Kobus-Pęńsko, rzecznik MZD. - Rzeczywistość zweryfikowała jednak nasze przypuszczenia. Fundusze na budowę sygnalizacji nie pochodziły co prawda z kasy Urzędu Miasta Torunia, ale to gmina zatwierdzała umowę z firmą przeprowadzającą inwestycje drogowe w rejonie galerii handlowej. Czy pieniądze na niepotrzebne światła można uznać za stracone? - W sierpniu skończy się remont ulicy - mówi rzecznik MZD. - Po jego zakończeniu będziemy obserwować skrzyżowanie. Niewykluczone, że wtedy włączymy sygnalizację. Miejski Zarząd Dróg twierdzi, że światła można też przenieść w inne miejsce Torunia.

Komentuj
Rowerem bezpiecznie do celu
24 maja 2008 | 0

Od 1 czerwca w całej Polsce rusza akcja "Rowerem bezpiecznie do celu" – informuje “Dziennik Zachodni”. Policjanci będą prowadzić w szkołach lekcje, jak bezpiecznie poruszać się rowerem po ulicy, będą też częściej kontrolować kierowców i zapowiadają surowe kary za łamanie przepisów. To wszystko z powodu rosnącej liczby wypadków z udziałem cyklistów – donosi “Dziennik Zachodni”. Każdego roku około 6 tys. rowerzystów w Polsce ulega wypadkom drogowym. W zderzeniu z samochodami nie mają szans. Dlatego aż w 500 przypadkach wypadek kończy się śmiercią cyklisty. Ponad 5 tysięcy rowerzystów rocznie odnosi cięższe lub lżejsze obrażenia ciała. Co gorsza, są w tej grupie są także dzieci, które po ukończeniu 10 roku życia i uzyskaniu karty rowerowej mogą samodzielnie poruszać się po drogach publicznych. - Dla pijanych rowerzystów nie ma taryfy ulgowej. Za jazdę na rowerze po kielichu grożą takie same konsekwencje, jak wobec pijanego kierowcy samochodu - ostrzega nadkomisarz Joanna Rudnicka z komendy w Raciborzu. Jeśli delikwent ma od 0,2 do 0,5 promila, wszczyna się przeciw niemu postępowanie o wykroczenie drogowe. Powyżej 0,5 promila - to sprawy karne. - Grozi do trzech lat więzienia. Sąd musi w takich przypadkach wydać zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych - przypominają policjanci i zapowiadają, że od 1 czerwca nie będzie żadnego tłumaczenia. - Kolejny grzech kierowców to wymuszanie pierwszeństwa na rondach i skrzyżowaniach i nie respektowanie oznakowań na drogach rowerowych - wyjaśnia nadkomisarz Rudnicka. - Ścieżek jest jednak w Polsce jak na lekarstwo, a zresztą wiele osób w dużych miastach i tak po nich nie jeździ, nawet gdy są. Dotyczy to przede wszystkim kurierów różnych firm i ludzi dojeżdżającyh na rowerach do pracy czy szkoły - podkreśla Mariusz Wasiak z wydziału prewencji ruchu drogowego Komendy Głównej Policji w Warszawie. Akcja policji to część działań resortu spraw wewnętrznych. Urzędnicy będą promować ideę budowy miasteczek ruchu drogowego, by lepiej przygotować dzieci do egzaminów na kartę rowerową.

Komentuj
Problemy na placu manewrowym
24 maja 2008 | 0

Zbigniew Skowroński, szef łódzkiego wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego (WORD), uważa, że statystyki mówią wszystko. Prawie 40 proc. osób, które oblały egzamin, nie potrafiło wykonać podstawowych zadań na placu manewrowym. Dane z WORD-ów dają do myślenia. W Lublinie i Łodzi egzamin za pierwszym razem zdaje tylko 28 proc. kierowców, w Rzeszowie 30. W Wielkopolsce jest lepiej – zdaje blisko 40 proc. – Jednego dnia na najprostszej rzeczy, czyli “rękawie", oblało aż 8 z 10 zdających – opowiada Skowroński.

Komentuj
Zwolnili niemal całą „drogówkę”
24 maja 2008 | 0

W Mołdawii zwolnieni zostaną niemal wszyscy funkcjonariusze policji drogowej - podało rosyjskie radio "Echo Moskwy". Po starannej weryfikacji około połowa zostanie przyjęta z powrotem. Ta dogłębna reforma ma wyplenić z "drogówki" korupcję. Prezydent kraju Vladimir Voronin przytoczył ostatnio dane, z których wynika, że za przyjęcie do tych służb płacono łapówki sięgające 3 tysięcy euro. Mołdawia jest jednym z najuboższych krajów europejskich. 

Komentuj
Nasze bezpieczeństwo – VIII edycja konkursu
23 maja 2008 | 0

Na terenie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Białymstoku odbył się KONKURS "NASZE BEZPIECZEŃSTWO". Głównymi organizatorami przedsięwzięcia byli: Sekcja Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku, Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Białymstoku, Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego, Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, Urząd Miejski w Białymstoku oraz sponsorzy. Konkurs “Nasze bezpieczeństwo” organizowany jest wśród dzieci od kilku lat. To doskonała okazja, by dzieci zapoznały się z zasadami bezpieczeństwa we wszystkich dziedzinach życia. Policji każdego roku udaje się zaangażować do udziału w konkursie kilka tysięcy dzieci ze szkół wiejskich i miejskich. To jeden z wielu programów realizowanych przez służby prewencyjne policji mających na celu uświadomienie dzieciom i młodzieży jakże ważnych zasad bezpieczeństwa. Zwyciężył zespół Szkoły Podstawowej nr 6 w Suwałkach, II miejsce - SP 36 w Białymstoku, III miejsce - SP 6 w Hajnówce. Jednocześnie był to DZIEŃ OTWARTY WORD W BIAŁYMSTOKU.

25dfaf177e4c5bc8bb23db7fd52df215e29a4968(248-14)

Komentuj
Co zrobić z „elkami”?
23 maja 2008 | 5

Władze Częstochowy nie mają planów - na wzór Jastrzębia Zdroju - eliminowania samochodów nauki jazdy z centrum miasta. Apelują jednak do instruktorów, by wyjeżdżali w Aleje dopiero wtedy, gdy kursanci opanują już sztukę prowadzenia auta - komentuje “Gazeta Wyborcza”. Od kilku dni gazeta pisze o "elkach", których jest coraz więcej na ulicach miasta. Najgęściej od nich w Alejach oraz w dzielnicach Zawodzie, Mirów i Dąbie - bo tu wiodą trasy egzaminatorów z położonego przy Legionów Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. - Częstochowa stała się jednym wielkim placem nauki jazdy - ocenia policja, która zarazem przyznaje, że "elkom" zdarza się łamać przepisy, dlatego permanentnie je kontroluje. Denerwują się też kierowcy. - Musimy się gdzieś uczyć - odpierają zarzuty instruktorzy i kursanci. Obie strony przyznają jednak, że pomysł wyłączenia centrum miasta z ruchu "elek" byłby zbyt kontrowersyjny. A taki plan mieli radni LiD-u z Jastrzębia Zdroju. Odkąd w 2005 r. utworzono tu WORD, szkoły jazdy zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu, a do miasta gromadnie ściągały - podobnie jak to ma miejsce w Częstochowie - "elki" z południa województwa śląskiego. Radni jastrzębskiego klubu LiD zawnioskowali do prezydenta o to, by w godzinach szczytu wprowadził zakaz wjazdu do centrum miasta dla "elek". - "Elki" wywołują sztuczny tłok. Niechby w godzinach szczytu, od 13 do 16, nie mogły pojawiać się w centrum - argumentował Jerzy Lis, jastrzębski radny. - "Elki" w tych godzinach mogłyby jeździć na placach manewrowych i na osiedlowych drogach. Pomysł upadł z dwóch przyczyn: na wyeliminowanie "elek" nie zgodził się tamtejszy prezydent, a za chwilę problem rozwiąże się sam, gdyż tamtejszy WORD będzie przeniesiony do Rybnika, gdzie istniał do 2005 r. Czy ograniczenie ruchu "elek" w centrum Częstochowy w godzinach szczytu byłoby możliwe od strony prawnej; a jest to pobożnym życzeniem zniecierpliwionych kierowców, którzy już nie pamiętają, jak sami zdobywali prawo jazdy? - Według ustawy samorządowej wszelkie decyzje dotyczące dróg publicznych na terenie gminy nie podlegają gestii radnych. Rada gminy czy powiatu nie jest zarządcą drogi. Sprawa organizacji ruchu ulicznego należy do organu wykonawczego, czyli wójta, burmistrza, prezydenta albo do podległego mu właściwego zarządu dróg, a taki w naszym mieście istnieje - mówi radny Piotr Kurpios, przewodniczący rady miasta. - Osobiście nie oceniam dobrze tego pomysłu: z przepisów nie wynika, że takie ograniczenie byłoby możliwe do wprowadzenia. Zaś przestrzegania prawa na ulicach powinna pilnować policja drogowa. Częstochowski zarząd dróg daleki jest od ograniczania "elkom" swobody. - Nie planujemy w żaden sposób wprowadzania zakazów. Drogi publiczne są ogólnodostępne, samochody z "L" są tak samo uprawnione do ruchu jak wszelkie inne - mówi Stanisław Sosnowski, wicedyrektor Miejskiego Zarządu Dróg. - Lecz z drugiej strony można z pewnością zwracać uwagę instruktorom nauki jazdy, aby unikali wjazdu w newralgiczne arterie Częstochowy w najbardziej gorącym czasie. 

Redakcja PRAWA DROGOWEGO @ NEWS z zainteresowaniem zapozna się z propozycjami rozwiązania problemu zgłoszonymi przez ośrodki szkolenia kierowców. Czekamy na nie. Opublikujemy je. Poprosimy o wypowiedzi innych zainteresowanych.

Komentuj
Precz z cwaniakami na A4
22 maja 2008 | 0

Małopolska drogówka przed rozpoczęciem długiego weekendu ostrzega kierowców wzmożonąliczbą patroli. Dojdzie też do poważnych zmian na autostradzie Kraków - Katowice.  Zdenerwowali nas cwaniacy, który w poprzedni długi weekend wprowadzili kompletny chaos zaraz za bramkami autostrady A4 w Balicach. Dlatego od środy w nocy wprowadzamy na okres nadchodzącego długiego weekendu nową organizację ruchu - mówił wczoraj komendant wojewódzkiej drogówki podinspektor Bogusław Żurek.  - Opuszczając płatną autostradę w Balicach, trzeba będzie się już przed bramkami zdecydować, czy jedziemy na obwodnicę, czy też w kierunku centrum Krakowa - wyjaśniał Żurek. - Wszystko dlatego, że za bramkami rozdzielimy pasy ruchu prowadzące do Krakowa lub na obwodnicę separatorami. Tak, by nie dochodziło już do wpychania się z lewej strony w kolejkę aut, które będą chciały jechać w prawo na obwodnicę. Aby pojechać do centrum Krakowa kierowcy będą musieli więc zapłacić za przejazd autostradą w jednej z dwóch bramek umieszczonych najbardziej po lewej stronie. Pozostałe, na prawo od nich, będą już prowadziły na pas ruchu na obwodnicę. - Skoro kierowcy sami nie myślą i kombinują, jakby tu bezczelnie ominąć kolejkę, musimy zadziałać ostro. Niestety jeśli ktoś pomyli bramkę, nie będzie miał możliwości zawrócenia - dodał podinsp. Żurek. Jeszcze bardziej bezlitosne zmiany policja chce wprowadzić w niedzielę, czyli w czasie powrotów z majówki. - W czasie powrotów większość aut jedzie w kierunku Katowic, a tylko nieliczne w przeciwnym. Prawdopodobnie będziemy więc co jakiś czas na kilkanaście minut zamykali pas ruchu wiodący do Krakowa, na odcinkach, gdzie z powodu remontów jazda odbywa się jedną nitką autostrady - uprzedza podinsp. Jarosław Zgierski, szef autostradowej drogówki. Policjanci liczą, że w ten sposób rozładują kilkukilometrowe korki, jakie powstały dwa tygodnie temu. Drogówka poinformowała też o kilkudziesięciu punktach na krajowych drogach małopolski, gdzie w czasie długiego weekendu niemal na pewno pojawią się patrole z radarami.

Komentuj
Dożywotnie odbieranie prawa jazdy
21 maja 2008 | 0

Statystyki wskazują, że liczba kierowców na podwójnym gazie nieco zmalała, ale mordercy za kierownicą ciągle są na naszych drogach. Kolejny sposób zapobiegania prowadzeniu samochodu pod wpływem alkoholu proponuje znany warszawski prawnik, mecenas Jacek Kondracki. Chce wprowadzenia obowiązkowych alkomatów w każdym samochodzie oraz kary dożywotniego odbieranie prawa jazdy tym, którzy zostali przyłapani za kółkiem mając więcej niż 2 promile alkoholu. Jego zdaniem wiele osób siadając za kółko po wypiciu kilka godzin wcześniej piwa, czy kieliszka wina, nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma podwyższony poziom alkoholu we krwi. - Dlatego uważam, że warto zastanowić się nad wprowadzenie obowiązkowych alkomatów w każdym samochodzie - mówi mec. Jacek Kondracki. - Polacy nagminnie łamią prawo. Wielu po imprezie po prostu wsiada za kółko i jedzie. Najgorzej jest w małych miejscowościach, gdzie policja toleruje taki stan rzeczy, bo jak zatrzymać kuzyna, szwagra czy wujka? - pyta Jan Rzymełka, poseł PO. Pomysł mecenasa popiera, ale sprawę widzi inaczej. - Nie formalizowałbym tego. Tu raczej chodzi o propagowanie idei, wypracowanie odruchu, zwyczaju - podkreśla poseł. Czy alkomat stanie się niebawem obowiązkowym wyposażeniem każdego samochodu? - Widziałabym go raczej jako dobrowolne wyposażenie. Szczególnie przydatne Polakom i Francuzom, którzy chętnie sięgają po kieliszek. Jestem zwolennikiem zasady: Piłeś? Nie jedź - wyjaśnia eurodeputowana prof. Genowefa Grabowska.

Komentuj
Pnie przydrożnych drzew zostaną oznakowane odblaskami
21 maja 2008 | 0

Nie będzie unijnych funduszy na modernizację dróg, jeśli bez konsultacji drogowcy wytną przydrożne drzewa. Na najbardziej niebezpiecznych trasach pnie zostaną oznakowane odblaskami. - Co nam to da, zobaczymy we wrześniu - mówi dyrektor dróg wojewódzkich w Szczecinie. To może być zimny prysznic dla tych samorządów, które, planując modernizację dróg za unijne pieniądze, już zdecydowały o wycince rosnących wzdłuż szos drzew. Tak jest, na przykład, na trasie Wolin-Unin, którą chce wyremontować starostwo kamieńskie. Pod topór ma pójść 800 stuletnich drzew. Ta sprawa zapoczątkowała w "Gazecie" serię tekstów o wycinkach przydrożnych alei. Ogołocić drogi z drzew zamierzały nie tylko samorządy, ale także zarząd dróg wojewódzkich. Problem przybierał skalę masową, a Ministerstwo Środowiska przy obowiązujących przepisach niewiele mogło zrobić. Jak się jednak dowiedziała "Gazeta", przy okazji ustalania zasad realizowania inwestycji mających wpływ na środowisko stworzono wytyczne, które powinny powstrzymać masową wycinkę. - Wytyczne powstały we współpracy z Komisją Europejską - mówi Maciej Trzeciak, wiceminister środowiska i główny konserwator przyrody. - Nie pozwolą na nieuzasadnioną wycinkę alei przy modernizowanych za unijne pieniądze drogach. W skrócie, przeszkody będą polegać na konieczności wykonania przez ekspertów badań oceniających, jaki wpływ na środowisko, a w niektórych przypadkach także na Naturę 2000, będzie miała planowana wycinka. To bardzo skuteczny oręż w walce o zachowanie alei. Dla przykładu: brak oceny oddziaływania na środowisko zablokował oddanie dla ruchu transgranicznego odcinka szosy Dobieszczyn-Hintersee. Czy droga będzie dostępna dla samochodów, zależy od oceny ekspertów, którzy muszą zbadać, czy ruch aut nie zaszkodzi pobliskiemu rezerwatowi ornitologicznemu w Świdwie. Wytyczne egzekwować będą odpowiedzialne za wydanie unijnych pieniędzy w regionach urzędy marszałkowskie. Ci, którzy myślą o unijnym wsparciu składając wniosek, muszą się do nich dostosować. Jeśli urząd przekaże dotację bez oglądania się na wytyczne, Bruksela będzie mogła zażądać zwrotu pieniędzy wraz z odsetkami. - Nie chodzi nam o całkowite zablokowanie wycinki przydrożnych drzew - tłumaczy Trzeciak. - Nie możemy jednak pozwolić na to, by drzewa szły pod topór bez oceny takiego postępowania i próby znalezienia innego, lepszego wyjścia. Bo przydrożne drzewa to także duże niebezpieczeństwo dla kierowców. Właśnie o tym rozmawiali wczoraj członkowie Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, skupiającej m.in. policjantów, drogowców, samorządowców. Tylko w 2007 r. w Zachodniopomorskiem po uderzeniu autem w drzewo zginęły 83 osoby. - Większość ofiar to efekt nadmiernej prędkości, ale nie wszyscy - mówił nadkom. Grzegorz Sudakow, szef zachodniopomorskiej drogówki. - W styczniu 2007 w wypadku zginęła czteroosobowa rodzina. Kierująca autem kobieta jechała przepisowo. Na chwilę odwróciła głowę w stronę dzieci. Według Sudakowa "droga powinna wybaczać takie błędy", a nie karać natychmiastową śmiercią. Drogowcy z Zarządu Dróg Wojewódzkich przekonywali, że na części dróg wycinek uniknąć się nie da, bo pnie są zbyt blisko jezdni. Pokazywali makabryczne zdjęcia z drogi nr 206 koło Koszalina, gdzie na dwukilometrowym odcinku w ciągu dziewięciu lat po uderzeniu w pień zginęło już 14 osób. Nadkom. Sudakow ostrzegał: - Czterdzieści osób zginie w czasie tych wakacji na drogach naszego regionu, powinniśmy coś zrobić już teraz. I zaproponował, by na próbę oznakować odblaskowymi opaskami chociaż część alei drzew na szczególnie ruchliwych odcinkach. - Możemy spróbować. Co nam to da, zobaczymy we wrześniu - zgodził się Bogdan Krawczyk, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich.

Komentuj
Za cielę na drodze przed sąd
21 maja 2008 | 0

Policjanci otrzymali zgłoszenie o kolizji samochodu marki Żuk z cielęciem. Właściciel cielaka odpowie przed sądem za niezachowanie środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia.Tuż przed godziną 10 w Gronowie, policjanci otrzymali zgłoszenie od 57-latka o kolizji samochodu marki Żuk z cielęciem. Zwierzę wskoczyło na drogę wprost pod nadjeżdżające auto. Potrącone cielę zniszczyło w aucie reflektor, atrapę chłodnicy i błotnik. Policjanci ustalili właściciela niesfornego cielęcia. Okazał się nim 56-letni Eugeniusz B. Mężczyzna odmówił przyjęcia 100-złotowego mandatu za niezachowanie środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia. Funkcjonariusze sporządzili wniosek o ukaranie go do sądu grodzkiego. Zgodnie z artykułem 77 Kodeksu Wykroczeń, kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

Komentuj
Stołeczny policjant ruchu drogowego 2008
21 maja 2008 | 0

Test z wiedzy o ruchu drogowym, regulacja ruchem na skrzyżowaniu, jazda sprawnościowa motocyklem, jazda sprawnościowo-szybkościowa samochodem – takie konkurencje czekały na zawodników biorących udział w kolejnych już eliminacjach do konkursu “Policjant ruchu drogowego 2008”. Dwóch zwycięzców z eliminacji przeprowadzonych w Komendzie Stołecznej Policji zmierzy się w ogólnopolskim konkursie w połowie czerwca w Legionowie. Od wielu lat konkurs “Policjant ruchu drogowego” cieszy się ogromnym zainteresowaniem, nie tylko wśród samych funkcjonariuszy “drogówki”, ale i mieszkańców stolicy. To właśnie oni bardzo często przyglądają się zmaganiom zawodników. Zdarza się i tak, że swoje uznanie wyrażają nawet oklaskami. Minione lata pokazują też, że najlepsi z najlepszych uczestników konkursu przeważnie awansują na stanowiska kierownicze. Podobnie jak w latach poprzednich, zawodnicy stają w szranki, by wziąć udział w zawodach ogólnopolskich. Tak też jest i tym razem. W minionym tygodniu 18 policjantów ruchu drogowego z Warszawy i okolicznych powiatów zmierzyło się w 4 konkurencjach w ramach eliminacji wojewódzkich konkursu. Uczestnicy musieli zdać test z wiedzy o ruchu drogowym. Tego samego dnia na jednym z głównych skrzyżowań w Warszawie przy ul. Belwederskiej i Gagarina zmierzyli się w regulacji ruchem, a następnego dnia wzięli udział w konkurencjach: jazda sprawnościowa motocyklem i jazda sprawnościowo- szybkościowa samochodem. Wyniki eliminacji przeprowadzonych w KSP poznamy na początku przyszłego tygodnia. Do finału ogólnopolskiego, który przeprowadzony zostanie w połowie czerwca w CSP w Legionowie, zakwalifikują się dwaj reprezentanci z garnizonu stołeczny plus jeden rezerwowy. Życzymy powodzenia uczestnikom zmagań.

Komentuj
Zmiany w WORD w Suwałkach
21 maja 2008 | 0

Henryk G. nie jest już szefem Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Suwałkach. Zarząd województwa odwołał go z funkcji w związku z prokuratorskimi zarzutami. Nowym szefem suwalskiego WORD - na razie pełniącym obowiązki - został Marian Chmielewski. Przy okazji tej zmiany zarząd województwa odwołał też Mirosława Korsana z funkcji zastępcy dyrektora WORD w Łomży – doniosła “Gazeta Wyborcza”.

Komentuj
Człowiek w kapeluszu
21 maja 2008 | 0

Ta grupa nie należy do najszybszych. W mieście nie przekraczają 50 km/h, a na drogach szybkiego ruchu, (których notabene mamy niewiele) 110 km/h. To, że jeżdżą przepisowo, nie powoduje u mnie zagryzania ust i liczenia do dziesięciu. Natomiast powoduje to ich roztargnienie przejawiające się na przykład w niewłączaniu kierunkowskazów, bądź włączanie ich w ostatniej chwili. Wprost uwielbiam, kiedy jadę z prędkością 60 km/h i nagle widzę światła stopu. Gwałtowne hamowanie. Samochód przede mną wytraca prędkość do ok. 5 km/h, włącza kierunkowskaz (lub nie) i radośnie skręca. Kolejną cechą charakterystyczną tych kierowców jest nagminna jazda "szybszym" pasem. Rozumiem że można nie zjeżdżać na prawy pas, jeśli wiąże się to ze znacznym wytracaniem prędkości. Natomiast gdy jadę niemiecką autostradą, na której nie ma ograniczeń, rozbraja mnie, gdy na obu pasach pojazdy jadą z tą samą prędkością 130 km/h. Charakterystyczne dla tego typu kierowców jest również ruszanie kilka lub kilkanaście sekund po zapaleniu się zielonego światła. Tutaj pragnę pochwalić warszawskich kierowców - ilekroć byłam w stolicy - nie zdarzyła mi się taka sytuacja. Poza tym nie jest to wcale największy błąd, jaki można popełnić. Okazuje się, że istnieją kierowcy, którzy na widok zielonego światła wciskają pedał hamulca. Takiego zachowania mój umysł nie jest w stanie ogarnąć. Kilka razy o mały włos nie znalazłam się na tylnej kanapie jadącego przede mną samochodu, a naprawdę, staram się zachować bezpieczną odległość i mam ograniczone zaufanie do innych kierowców.

Komentuj
„Gazeta Wyborcza”: WORD-y politycznie podzielone?
21 maja 2008 | 1

Czy szykują się zmiany w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego? Tak wynika z nieoficjalnych informacji - donosi "Gazeta Wyborcza Lublin". Ma to być wynik porozumienia między politykami PO-PSL. Pierwsze zmiany już nastąpiły w połowie kwietnia. Chełmskim WORD-em od tego czasu kieruje Sławomir Niepogoda związany z PSL (m.in. startował w wyborach samorządowych w listy Stronnictwa). Ma już doświadczenie w pracy w ośrodku, bo zatrudniony jest tam od pięciu lat. Na stanowisku zastąpił Piotra Panasiuka, który do końca lipca będzie na zaległym urlopie. Ale kwietniowa zmiana może być początkiem dalszych. Według  informacji "Gazety Wyborczej" koalicja PO-PSL podzieliła między siebie stanowiska dyrektorskie w ośrodkach w regionie. Lublin i Biała Podlaska ma się dostać w ręce Platformy, a Zamość i Chełm obejmą ludzie PSL. Takie informacje krążą od jakiegoś czasu po urzędzie marszałkowskim. Opowiada nam o tym jeden z urzędników marszałka, który twierdzi, że jeszcze w kwietniu odbyło się nieformalne spotkanie polityków. Na nim miały zapaść decyzje co do zmian na miejscach dyrektorów. Dyrektor WORD w Lublinie Ryszard Pasikowski (objął stanowisko w kwietniu ubiegłego roku, gdy województwem rządziła koalicja PO-PiS, zastąpił człowieka PSL - Adama Kalinowskiego): - Nic nie wiem o jakichś zmianach. Zarząd województwa może w każdej chwili odwoływać i powoływać dyrektorów. A dyrektorowi pozostaje się z tym pogodzić - mówi. Jeden z posłów Platformy zachowując anonimowość wypowiada się o sprawie ostrożnie: - Nie mogę potwierdzić, czy odbyło się takie spotkanie. Ale to naturalne, że na niektórych stanowiskach zmiany są potrzebne. Na pewno przynależność partyjna nie zaważy na tym, czy ktoś dostanie posadę. Z Jackiem Sobczakiem, wicemarszałkiem, odpowiedzialnym za wojewódzkie ośrodki ruchu, nie udało nam się "Gazecie" porozmawiać.

Komentuj
Punkty kontroli autokarów to jest to
21 maja 2008 | 0

Stan techniczny autokaru, wiozącego dzieci na wycieczkę i trzeźwość kierowcy zbadać będzie można w dni powszednie w godz. 6-9 na parkingu Centrum Gemini przy ul. Waszyngtona w Gdyni – informuje “Dziennik Bałtycki”. KMP uruchomiła specjalny punkt, gdzie będą dyżurować policjanci. Natomiast w soboty, niedziele i święta funkcjonariusze przyjadą na miejsce wyjazdu autokaru po zgłoszeniu takiej potrzeby kilka dni wcześniej. Dzwonić można pod nr tel. (058) 66-21-622, 66-21-530 lub wysłać faks pod nr (058) 66-21-125. - Taki punkt jest potrzebny - mówi Hanna Kaszubowska, rzecznik KMP w Gdyni. - Dotąd policjanci wzywani byli na miejsce wyjazdu autokaru. W ciągu kilku ostatnich dni zatrzymaliśmy kierowcom 3 dowody rejestracyjne. Powody to niesprawne światła stopu, kierunkowskazy oraz nieszczelny układ hamulcowy i brak młotków przy wyjściach ewakuacyjnych. Punkt kontroli autokarów działa też w Gdańsku. W godz. 8.30-10 przy ul. Jana Pawła II (na wysokości ul. Burzyńskiego). Punkty mają być czynne do 19 czerwca.

Komentuj
Upijają się w samochodzie
20 maja 2008 | 0

Opublikowany w najnowszym numerze pisma "Contemporary Economic Policy" raport dotyczący zakazu palenia dowodzi, że w lokalach, które zakazały palenia, nie zauważono odpływu klientów. Nie zauważono odpływu klientów ani większej rotacji pracowników. Z drugiej strony palący klienci pubów teraz swe samochody zamienili w swoiste bary. Siedząc za kierownicą, coraz częściej popijają alkohol. Tak badacze z Uniwersytetu w Wisconsin tłumaczą blisko dwunastoprocentowy wzrost wypadków z udziałem pijanych kierowców. Niektóre stany USA wprowadziły zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych już kilka lat temu. Raport oceniający wpływ prohibicji tytoniowej na działalność sfery usług jest pierwszym tego typu przedstawiającym skutki zakazu po pięciu latach obowiązywania prawa antytytoniowego. Zwykle po kilku miesiącach do barów, w których już palić nie wolno, znowu wracają klienci. To ważny argument dla krajów Europy, które wypowiedziały już wojnę nikotynie. W poniedziałek zakaz palenia wprowadziła Turcja. Wcześniej m.in.: Irlandia, Wielka Brytania, Norwegia, Szwecja, Francja i Włochy. Nad ustawą antynikotynową pracują również polscy posłowie.

Komentuj
Bezpieczny samochód we Wrocławiu
20 maja 2008 | 0

Akademia Bezpiecznego Samochodu edukuje polskich kierowców w sposób niekonwencjonalny i atrakcyjny. Kampania zawitała do Wrocławia, a na mieszkańców tego miasta czekało wiele niespodzianek. Wystawa edukacyjna oraz specjalny samochód Akademii Bezpiecznego Samochodu pojawiły się przy ulicy Oławskiej (róg ul. Kazimierza Wielkiego). Poprzez wystawę fotograficzną organizatorzy chcieli uświadomić mieszkańcom Wrocławia, jakie skutki może nieść ze sobą brak dbałości o poszczególne części samochodowe. Niezwykle sugestywne fotografie zupełnie zużytych i identycznych nowych podzespołów samochodowych można było oglądać w godzinach 11.00 – 19.00. Zadaniem Słuchaczy Radia Traffic, które jest patronem wydarzeń ABS we Wrocławiu, było pilne śledzenie trasy pojazdu Akademii Bezpiecznego Samochodu i odgadywanie w odpowiednich momentach jego lokalizacji, a także wykazanie się podstawową wiedzą z zakresu wpływu stanu technicznego pojazdu na bezpieczeństwo jazdy. Podobne wydarzenia miały już miejsce w Warszawie, Łodzi oraz w Katowicach. Kolejne miasta zaplanowane na trasie Akademii Bezpiecznego Samochodu to Lublin, Białystok oraz Bydgoszcz. We wszystkich miejscowościach, które są odwiedzane przez Akademię Bezpiecznego Samochodu, już w czerwcu odbędzie się szeroko zakrojona kampania bilboardowa promująca tegoroczne hasło “Nie wszystko da się naprawić później. Dla bezpieczeństwa zrób przegląd samochodu.” Patronat honorowy nad kampanią Akademia Bezpiecznego Samochodu objęła Federacja Konsumentów. Partnerem kampanii jest Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, a Patronem Medialnym Interia.pl. Akademia Bezpiecznego Samochodu to jedyna ogólnopolska kampania edukacyjna, mówiąca o znaczeniu stanu technicznego pojazdu dla bezpieczeństwa.

Komentuj
Na ulicach i chodnikach, w mieście będzie bezpieczniej
20 maja 2008 | 0

Do końca czerwca w miejskiej sieci Lublina będą działały już 44 kamery. Trwa montaż urządzeń i pierwsze próby techniczne. Urządzenia montowane są m.in. przy głównych ciągach komunikacyjnych. - I wszystko ma być gotowe do końca czerwca. W tym terminie system ma być już przekazany policji do użytkowania - zapewnia Grzegorz Hunicz, dyrektor Wydziału Informatyki i Telekomunikacji w lubelskim Urzędzie Miasta. Obraz na monitorach będą oglądać jednocześnie trzy osoby, w razie potrzeby wspomagane przez czwartą. Centrum monitoringu przeniesie się ze strażackiego budynku przy ul. Szczerbowskiego do zwolnionych przez PiS pomieszczeń miejskiej kamienicy przy Okopowej 11. - Po pierwsze, będzie taniej, bo to nasz własny budynek. Po drugie, będziemy mieli więcej miejsca na stanowiska obserwacyjne - dodaje Hunicz. Oprócz policyjnych "podglądaczy” Ratusz chce mieć też własnych. Urzędnicy chcą zatrudnić na te stanowiska osoby niepełnosprawne.

Komentuj
Częstochowa wielkim placem nauki jazdy
20 maja 2008 | 3

Częstochowa stała się wielkim placem nauki jazdy - alarmuje policja. Na wszechobecne "elki" coraz bardziej narzekają kierowcy, bo tamują ruch i coraz częściej łamią przepisy - donosi "Gazeta Wyborcza Częstochowa". I Aleja, nitka w stronę Jasnej Góry, godz. 10. Jedynym pasem powolutku sunie "elka". Przed nią wolna przestrzeń, za nią sznur aut. - To jakaś plaga. Korkują miasto i łamią prawo - nie wytrzymuje taksówkarz. - Niedawno stoję w korku w I Alei, nagle patrzę, a z prawej strony przeciska się "elka", a potem wpycha się przede mnie i jeszcze trąbi. Włączyłem awaryjne, wyszedłem do instruktora i po żołniersku mu wygarnąłem. Bo czego taki uczy młodego kierowcę? Chamstwa na drodze i tyle! Policjanci tłumaczą, że to efekt... dobrej pracy wojewódzkiego ośrodka egzaminowania kierowców. - Działa sprawnie, na egzamin czeka się miesiąc, a w Kielcach, Opolu, Katowicach - trzy. Dlatego ciągną do nas szkoły jazdy ze Śląska, Opolszczyzny, kieleckiego, okolic Radomska. A ponieważ kursant będzie zdawał egzamin na naszych ulicach, na nich także ćwiczy. Od kilku miesięcy mam wrażenie, że Częstochowa stała się wielkim placem nauki jazdy - mówi Marek Struski z sekcji ruchu drogowego miejskiej komendy policji. Kolejny powód: - Dawniej uczyło się kursanta panowania nad autem. Dopiero jak wiedział, pod którą nogą ma gaz, sprzęgło, hamulec i jak zmieniać biegi, był wyjazd w miasto. Dziś instruktorzy myślą, że szybciej nauczą, gdy wrzucą kursanta na głęboką wodę. Stąd tylu zawalidrogów - twierdzi Struski. - Szkoda, że nie ma przepisu, który nakazywałby instruktorom wyjazd na ulicę dopiero po kilku godzinach trenowania na zamkniętym placu - dodaje. Sprawdzamy to anonimowo w pierwszej z brzegu szkole. - Zaraz po teorii ruszamy w miasto, na pewno da pani radę. Na plac wjedziemy, jak pani będzie już dobrze prowadzić, żeby uczyć się jazdy po łuku - słyszymy w słuchawce. - Jazdy będą w Alejach, a przede wszystkim po Zawodziu, bo tam są egzaminy. Dlaczego wypuszczacie na ulice kursantów, którzy jeszcze nie radzą sobie z samochodem? - zapytała już oficjalnie “Gazeta” w kolejnej szkole. - Nikt nie wrzuca początkujących na miasto. Wcześniej uczy się ich na sucho na placu - przekonuje Marcin Sobiś ze szkoły nauki jazdy w Kłobucku. Policjant wylicza kolejne grzechy "elek": - Liczba kolizji stale się powiększa. Mamy zgłoszenia o poobcieranych autach na parkingach. Do "elek" zwłaszcza spoza Częstochowy często są zabierani inni kursanci, a to jest zakazane. Zdarza się, że instruktorzy nie mają aktualnych uprawnień. Od "elek" najgęściej jest na Zawodziu i Dąbiu, bo przy ul. Legionów mieści się WORD. Policjanci kiedyś policzyli, że na każde 10 aut jadących Legionów, aż siedem to "elka". - Parkowali przed naszą bramą, rozjeździli krawężniki. Robiłam awantury, bez skutku - żali mieszkanka ul. Ruckemana. Gimnazjum przy ul. Orlej ma niewielki parking dla aut pedagogów i rodziców. - Zastanawiamy się nad wysłaniem prośby do urzędu miasta, niech upomną szkoły jazdy, by do końca lekcji nie ćwiczyli nam przed szkołą - zapowiadają nauczyciele. Chirurg Zdzisław Pawiak z Zawodzia jest bardziej wyrozumiały. - Parkują mi pod bramą. Bywa to uciążliwe, ale nie zwracam im uwagi. Każdy chce się nauczyć. Też chodziłem na kurs, trzeba być życzliwym - mówi lekarz. Pół roku temu radni z Jastrzębia Zdroju chcieli wyrzucić "elki" z centrum, bo korkowały miasto. - Veto postawił prezydent. Inna sprawa, że sytuacja sama wkrótce się rozwiąże, nasz WORD przenosi się do Rybnika - mówi Katarzyna Wołczańska, rzeczniczka jastrzębskiego magistratu. - "Elki" strasznie mnie irytują, jest ich mnóstwo. Ale wyrzucanie ich z Alej nie byłoby chyba najlepszym pomysłem - mówi radna Izabela Nowak, kierowca z ponad 20-letnim stażem. Zamknąć centrum Częstochowy przed "elkami"?

Redakcja PRAWA DROGOWEGO @ NEWS z zainteresowaniem zapozna się z propozycjami rozwiązania problemu zgłoszonymi przez ośrodki szkolenia kierowców. Czekamy na nie. Opublikujemy je. Poprosimy o wypowiedzi innych zainteresowanych.

Komentuj
Niedopuszczalny błąd egzaminacyjny
20 maja 2008 | 1

Kobieta w pośpiechu wyszła ze sklepu z zakupami. Wsiadła za kierownicę samochodu. Ruszyła i... zakończyła podróż na sklepowych drzwiach. - Takie błędy dyskwalifikują kierowcę - uważają fachowcy. Policja jednak ukarała ją tylko stuzłotowym mandatem.  

dcd37944bd257b347106219b40e529cde45ff150 (248-1)

 

54-letnia kobieta zamiast wstecznego wrzuciła jedynkę i z impetem wjechała w sklepowe drzwi. Do tego niecodziennego wypadku doszło wczoraj w Budziwoju przy delikatesach Centrum. Na szczęście w tym czasie nikt nie wychodził ze sklepu. 54-letnia kobieta mogła doprowadzić do tragedii. Swój samochód zaparkowała naprzeciw drzwi wejściowych do sklepu. Zrobiła zakupy, pospiesznie wsiadła do samochodu, uruchomiła silnik i... pomyliła biegi. Zamiast wstecznego włączyła jedynkę i z pełną mocą uderzyła w sklepowe drzwi. Powstało potworne zamieszanie, ludzie przybiegli zobaczyć, co się dzieje. Na szczęście nikomu nic się nie stało. - Strach pomyśleć, co by było, gdyby w tym czasie ze sklepu wychodziła np. matka z gromadką dzieci, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Kobieta była trzeźwa i tłumaczyła, że był to po prostu przypadek. Bardzo się spieszyła, była zmęczona i zamyślona - tłumaczy pechowego kierowcę Zbigniew Kocój, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce wypadku, ukarali kobietę stuzłotowym mandatem. Czy w takim przypadku kierowca nie powinien być skierowany np. na badania psychotechnicze? - zastanawiamy się. - Każdy ma prawo do błędu. Policja może zatrzymać prawo jazdy i wnioskować o powtórny egzamin, ale w tym przypadku funkcjonariusze z tej możliwości nie skorzystali. Postanowili poprzestać na mandacie - wyjaśnia rzecznik Kocój. Inną opinię na ten temat ma jednak Jerzy Moskwa, egzaminator z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Rzeszowie. - Taki błąd jest niedopuszczalny na egzaminie na kierowcę. Kursant, który myli jedynkę ze wstecznym, nie zdaje egzaminu. W przypadku doświadczonego kierowcy, bo takim, jak rozumiem, jest ta pani, na pewno wskazane byłyby badania psychotechniczne. Takiego błędu na pewno nie można tłumaczyć zdenerwowaniem czy zapomnieniem. To zbyt niebezpieczne - słyszmy od egzaminatora.

Komentuj
Turniej to promocja zasad brd
19 maja 2008 | 0

Reprezentanci szkoły podstawowej z Brzozia Lubawskiego oraz gimnazjum z Dobrego zwyciężyli w Finale Wojewódzkim Warmińsko-Mazurskiego Turnieju Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym 2008. W zawodach wystartowało 20 drużyn ze szkół podstawowych oraz 18 gimnazjalnych, które zwyciężyły wcześniej w eliminacjach powiatowych. Turniej rozegrano na placu Jagiellończyka oraz w miasteczku ruchu drogowego przy ulicy Robotniczej.Trzyosobowe zespoły rywalizowały w czterech konkurencjach. Były to kolejno: rozwiązywanie testów ze znajomości przepisów ruchu drogowego, jazda rowerem w miasteczku ruchu drogowego, jazda sprawnościowa rowerem po torze przeszkód oraz udzielanie pierwszej pomocy przedlekarskiej. Nie wszyscy uczestnicy byli zadowoleni ze swojego startu. - Szkoda, że jazda po torze przeszkód poszła mi nie najlepiej, ale i tak uczyniłem postęp - mówi Tomasz Gola z Gimnazjum nr 1 w Iławie. - Mam nadzieję, że doświadczenie zdobyte w tym turnieju zaprocentuje w przyszłości. Organizatorzy podkreślali, że udział w zawodach jest dobrą okazją dla przyszłych uczestników ruchu drogowego do zapoznania się zarówno z przepisami, jak i przećwiczenia elementów praktycznych. - Turniej to promocja zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego - mówi Stanisław Lecheta, dyrektor WORD w Elblągu. - Dzięki uczestnictwu w nim można poprawić technikę jazdy rowerem oraz zobaczyć, jak fachowo należy udzielić pierwszej pomocy. Turniejowi towarzyszył konkurs plastyczny, w którym wzięły udział dzieci z klas 0-3 szkół podstawowych oraz przedszkolaki. Wyróżnione prace trafią do kalendarza na rok 2009, który wyda Komenda Miejska Policji w Elblągu. Odbył się także konkurs na najlepszy zespół kibiców, w którym zwyciężyli uczniowie SP nr 19. Organizatorem zawodów był Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Elblągu, przy współudziale Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Elblągu oraz kandydatów na ratowników medycznych.

Komentuj
Zarejestrowane, choć zezłomowane
19 maja 2008 | 0

Nawet trzydzieści procent zarejestrowanych w Elblągu aut w rzeczywistości już dawno zostało zezłomowanych, mimo że nadal figurują w dokumentach wydziału komunikacji - szacuje Sławoj Odya, współwłaściciel jednego z czterech elbląskich punktów demontażu samochodów. Dlaczego tak się dzieje? Bo bardziej opłaca się sprzedać wrak auta handlarzowi z szarej strefy, niż legalnemu zakładowi. Z miesiąca na miesiąc do kraju sprowadzanych jest coraz więcej używanych samochodów. Logika podpowiada, że w związku z tym coraz więcej starych aut powinno być także przyjmowana do punktów demontażu. Tak się jednak nie dzieje. Powód jest następujący: w kraju działa szara strefa złomiarska – czytamy w “Dzienniku Elbląskim”. W 2005 roku wprowadzono przepisy określające zasady złomowania pojazdów. W punktach demontażu auta są rozbierane, uzyskane elementy sortowane i kierowane do przerobu lub sprzedaży, a niebezpieczne substancje utylizowane. Jeśli auto jest niekompletne, punkt może zażądać opłaty 10 zł za każdy brakujący kilogram. Oddanie starego samochodu do punktu demontażu jest jedyną możliwością legalnego pozbycia się go i wyrejestrowania, dzięki czemu nie trzeba dłużej płacić za niego ubezpieczenia OC. - Nie przypominam sobie w Elblągu przypadku, aby właściciel złomowanego auta musiał za niego jeszcze dopłacać. To my płacimy za auta - mówi Daniel Burnos, współwłaściciel jednego z czterech działających w Elblągu punktów demontażu samochodów. Rocznie firma złomuje około 400 aut. - Tych aut powinno być dwa razy tyle - mówi. - Reszta jednak trafia do szarej strefy.

Komentuj
Źle ustawione znaki drogowe
19 maja 2008 | 0

Prawie 5 milionów mandatów otrzymali w ubiegłym roku kierowcy Anglii i Walii. Dzięki nim samorządy lokalne zarobiły dodatkowo 173 miliony funtów – informuje “Puls Biznesu”. Jeden z wpływowych członków Izby Lordów zadał jednak pytanie, czy był to w całości dochód legalny. Fakt, że tylko niewielki procent kierowców kwestionuje wymierzone mandaty, a reszta potulnie płaci, wcale nie świadczy, że kara została nałożona prawidłowo - stwierdził w wywiadzie dla BBC lord Lucas, przewodniczący grupy zajmującej się reformowaniem prawa. Jego zdaniem obowiązujący w Wielkiej Brytanii system wymierzania mandatów za wykroczenia drogowe "trąci średniowieczem", "jest eksploatacją kierowców" oraz "graniczy ze złodziejstwem i za takie zapewne zostałby uznany, gdyby ktoś zdecydował się zaskarżyć go w sądzie". Lord Lucas zwrócił uwagę, że jeśli kierowca udowodni, iż znaki drogowe były wadliwie ustawione, to samorząd lokalny zwraca mu pieniądze za zapłacony mandat. Tymczasem samorząd powinien z własnej inicjatywy zwrócić również pieniądze innym kierowcom ukaranym w tym samym miejscu, a także zapłacić im odszkodowanie za stracony czas. Wypowiedź lorda Lucasa jest odpowiedzią na prasową kampanię wyszukiwana źle ustawionych znaków drogowych, na przykład takich jak dwa różne ograniczenia prędkości po obu stronach tej samej ulicy, nakazy skrętu pod prąd w ulicę jednokierunkową, zebry prowadzące do nikąd i tym podobnych.

Komentuj
Finał wojewódzki brd w Koninie
19 maja 2008 | 0

afef6efdd6d281095e51e433fc63b1242a0a9532 (248-7)

Dnia 15 maja 2008 roku na terenie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Koninie rozegrano pod patronatem Marszałka Województwa Wielkopolskiego i Wojewody Wielkopolskiego Finał Wojewódzki Ogólnopolskiego Turnieju Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym. Współorganizatorzy turnieju: PZM Zarząd Okręgowy w Poznaniu, Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu i Miejska w Koninie oraz Kuratorium Oświaty w Poznaniu Wydział Nadzoru Pedagogicznego w Koninie. W zawodach wzięły udział 63 drużyny reprezentujące powiaty Województwa Wielkopolskiego - 32 drużyny szkoły podstawowe i 31 drużyn szkoły gimnazjalne. Uczestnicy turnieju rywalizowali w czterech konkurencjach: TEST - część teoretyczna turnieju polegała na rozwiązywaniu przez zawodników przygotowanego przez Komendę Wojewódzką Policji w Poznaniu testu o tematyce związanej z bezpieczeństwem w ruchu drogowym;

1c57886657d42572776a973385d1ef30a74a59ff (248-10)

MIASTECZKO RUCHU DROGOWEGO - jazda rowerem po miasteczku ruchu drogowego, wylosowaną trasą, zgodnie z obowiązującymi przepisami ruchu drogowego; TOR SPRAWNOŚCIOWY - uczestnicy zawodów musieli wykazać się jak największą precyzją w pokonywaniu przygotowanego toru rowerowego zawierającego osiem przeszkód; UDZIELANIE POMOCY PRZEDMEDYCZNEJ - wykonanie opatrunku pozorowanej rany wylosowanej przez uczestnika. Dla zawodników oprócz rywalizacji w konkurencjach teoretycznych i praktycznych przygotowano także pokaz prezentujący prawidłowe funkcjonowanie “najważniejszych” części “łańcucha przeżycia” podczas zaistnienia wypadku, czyli: prawidłowego wezwania pomocy, podjęcia niezbędnych czynności ratowniczych (pierwsza pomoc), wydobycia poszkodowanego z uwięzionego pojazdu, przybycia zespołu ratowniczego i podjęcia akcji ratowniczej. Puchar ufundowany przez Marszałka Województwa Wielkopolskiego za zajęcie I miejsca wśród szkół gimnazjalnych, który wręczył w imieniu Marszałka Sekretarz WRBRD w Poznaniu – Mariusz Prasek, otrzymało Gimnazjum w Mikstacie pow. Ostrzeszowski, zaś puchar Wojewody Wielkopolskiego za zajęcie I miejsca wśród szkół podstawowych otrzymała Szkoła Podstawowa w Mikstacie. W/w szkoły będą reprezentować nasze województwo na finale krajowym.

46c6aabcfb45414ef5b6a8e5abfb7475e116d065 (248-9)

Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Koninie – Piotr Korytkowski ufundował puchary dla szkół: podstawowej oraz gimnazjalnej, których zawodnicy zajęli III miejsca w turnieju (Szkoła Podstawowa w Dobrosołowie powiat koniński i Gimnazjum we Wronkach powiat szamotulski).

Komentuj
Co z numerem alarmowym 112
19 maja 2008 | 0

27d8f8967a59ca53f23ca3896fc0e5e20ca878ee (248-13)

Na rządowej stronie internetowej możemy przeczytać, że numer 112 w całym kraju działa poprawnie. Poprawnie wcale nie musi oznaczać szybko - przypomina "Gazeta Wyborcza Szczecin". W sobotę ok. 21.30 nastoletnia córka pana Piotra (imię zmienione) wracała ze swoim chłopakiem do domu na os. Zawadzkiego. W pewnym momencie pojawiła się grupa starszych chłopców. - Jeden z nich chciał pewnie zaszpanować przed kolegami i zaatakował chłopaka mojej córki. Dość mocno go pobił - opowiada pan Piotr. - Z komórki próbowałem zawiadomić policję, dzwoniąc na numer 112. Ale nikt nie odbierał. Przez pół godziny próbowaliśmy się dodzwonić jednocześnie z trzech komórek, i wreszcie nam się udało. Zanim przyjechała policja, sprawcy uciekli. Przez te 30 min zdążyliby okraść, pobić, zabić, a nawet skremować zwłoki, zanim ktoś odebrałby telefon. Sytuacja powtórzyła się w niedzielę, gdy pan Piotr z córką zobaczył chłopaków, którzy mogli być sprawcami sobotniego pobicia. - W naszym przypadku nie było zagrożenia życia, ale aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby ktoś wzywał pomoc do ofiar wypadku - denerwuje się pan Piotr. - Dość często dzwonię pod 112, żeby zgłaszać różne chuligańskie wybryki na os. Zawadzkiego i najczęściej mam problem z dodzwonieniem się. Sprawdziliśmy. W poniedziałek i wtorek dyżurny 112 odbiera telefon po kilkunastu sekundach. - Ten pan powinien zgłosić sprawę wojewódzkiemu komendantowi policji - radzi Piotr Gabinowski, dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego. - Tę sprawę koniecznie trzeba wyjaśnić, bo mogło dojść do zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców województwa. Gabinowski przyznaje, że system 112 działa prowizorycznie. - Jednak nie może być tak, że przez pół godziny nie można się dodzwonić. To stwarza niebezpieczne sytuacje - mówi Gabinowski. - Nawet gdy dyżurny wychodzi do toalety, to musi zastąpić go ktoś inny. Zresztą tam jednocześnie dyżuruje kilka osób. Nowe centra powiadamiania ratunkowego mają powstać do końca 2009 r. Przy telefonach czuwać będą strażacy i pogotowie ratunkowe. Mamy obowiązek zapewnić możliwość zgłaszania w językach obcych. Policja obiecała wyjaśnić sprawę pana Piotra. - Tak długi czas zgłoszenia telefonu alarmowego jest niedopuszczalny. Będziemy gruntownie wyjaśniać ten przypadek - zapewnia Zenon Butkowski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie – przeczytaliśmy w “Gazecie Wyborczej”.

Komentuj
Egzamin na „renówkach”?
19 maja 2008 | 0

W WORD w Szczecinie otwarto oferty firm, które chcą dostarczyć nowe samochody dla ośrodka przeprowadzającego egzaminy na kierowców. Zmiana aut w WORD zawsze budzi mnóstwo emocji. Wprawdzie chodzi tylko o 19 aut, to nie jest tajemnicą, że wielu kandydatów na kierowców wybiera te szkoły nauki jazdy, które mają samochody takie same jak egzaminacyjne. Jeśli więc egzaminatorzy zmieniają pojazdy, w ślad za nimi idą dziesiątki szkół nauki jazdy w całym regionie. To w sumie setki samochodów. Kilka lat temu, kiedy WORD sprzedawał wysłużone seaty, przetarg na dostawę nowych pojazdów wygrał diler fiatów panda. Dziś trudno znaleźć pojazd z "elką" na dachu inny niż właśnie panda. Auta są już wysłużone i WORD zdecydował się je wymienić. Nie mógł narzucić dostawy konkretnego modelu, bo byłoby to złamaniem ustawy o zamówieniach publicznych. W siedzibie WORD otwarto koperty z sześcioma ofertami. Różne firmy zaoferowały fiata grande punto, opla corsę, toyotę yaris, renault clio i dacię. Najdroższe oferty sięgały miliona złotych, najtańsze były te dwie ostatnie. Dostawca clio chciał za 19 sztuk 593 tys. zł, a dacii 594 tys. zł. Jeśli komisja przetargowa nie zakwestionuje dokumentów, WORD kupi "renówki". - To fatalna wiadomość - kręcił głową Zenon Grzesik, reprezentant szkół nauki jazdy. - W Szczecinie, poza oficjalnym serwisem, jest niewiele warsztatów, które znają się na francuskich autach. A licząc się z kosztami, szkoły jazdy raczej nie korzystają z usług firmowych warsztatów.

Komentuj
Jazda bez uprawnień
19 maja 2008 | 0

Goleniowscy policjanci zatrzymali 70–letniego mężczyznę, który kierował fiatem 126p bez uprawnień. Policjantom oświadczył, że trenował przed egzaminem na prawo jazdy, który ma zaplanowany na jutro. Teraz odpowie za jazdę bez uprawnień przed sądem grodzkim. Do zatrzymania mężczyzny doszło dzisiaj przed godziną 11:00 w miejscowości Danowo (powiat goleniowski). Patrol policji zauważył jak kierujący maluchem wykonał w dość nietypowy sposób manewr skrętu w lewo. W tym celu mężczyzna wjechał na lewy pas jezdni i jechał pod prąd. Policjanci zatrzymali kierującego autem 70 – letniego Kazimierza S. Mężczyzna oświadczył policjantom, że nie posiada uprawnień do kierowania pojazdem. Ponadto poinformował, że na jutro ma wyznaczony egzamin na prawo jazdy, a dzisiaj trenuje tylko przed egzaminem. Za jazdę bez uprawnień policjanci postanowili ukarać mężczyznę mandatem karnym w wysokości 500 zł. Kazimierz S. odmówił. Teraz za popełnione wykroczenie odpowie przed sądem grodzkim w Goleniowie. Grozi mu kara grzywny do 5 tys. zł.

Komentuj

Ogłoszenia

Portal wychowania komunikacyjnego wystartował
25 maja 2008 | 0

Wszyscy zainteresowani tematyką bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w ruchu drogowym zyskali nową możliwość wymiany doświadczeń i nowoczesny instrument oddziaływania. W internecie,  pod adresemwww.wychowaniekomunikacyjne.orgrozpoczął działalność portal edukacyjny wychowanie komunikacyjnego "Bezpieczna droga do szkoły". Przeznaczony jest dla nauczycieli, rodziców i dzieci. Można w nim znaleźć podpowiedzi i porady specjalistów, jak ciekawie i skutecznie uczyć dzieci i młodzież bezpiecznego zachowania na drogach i ulicach. Więcej -

 951ebd59db33591926d36c7a474e7a4f991c2fcc (247-3)

Komentuj
U nich nauka staje się przyjemnością
25 maja 2008 | 0

e4d224e66332a6d621409d3807863b2c6040e4bb

Ośrodek Szkolenia Kierowców "DUET" istnieje od 1998 roku. Starają się zapewnić komfortowe warunki nauki wszystkim kursantom. Posiadają kilkuletnie doświadczenie, wiedzę i pasję, przez co nauka na ich kursach staje się przyjemnością.

Oleśnica - 0602-66-86-52, 071-793-91-14

Uwaga: posiadają zawsze aktualny zbiór aktów prawnych e-PD

(248-6)

Komentuj
W Szczecine 10-lecie WORD
25 maja 2008 | 1

093af63476eb69d2c1263f36acb5bc9ab8307cc6

(248-8)

Informujemy, iż 30 maja br. odbędą się uroczyste obchody 10-lecia działalności Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Szczecinie.

Zaprosił nas Dyrektor WORD Cezary Tkaczyk.

Komentuj
News to miejsce na Twoje ogłoszenie
25 maja 2008 | 0

 

Witamy, proponujemy kolejną bezpłatną usługę. Na łamach PRAWA DROGOWEGO@NEWS proponujemy zamieszczanie krótkich ogłoszeń. Ogłoszenia, komunikaty czy informacje tematycznie powinny być ściśle związane z  tematyką serwisu. Także w ten sposób chcemy Państwu ułatwiać dostęp do wszelkich informacji związanych z bezpieczeństwem ruchu drogowego. Redakcja zastrzega sobie prawo regulacji terminów publikacji przesyłanych materiałów, a także prawo odmowy ich umieszczenia w ramach newsa. Oferta nasza nie dotyczy informacji handlowych.

Przyślij swoje ogłoszenie: news@grupaimage.com.pl

Komentuj