26 stycznia 2008 |
0
Funkcjonariusze z Brodnicy po raz kolejny wręczają kamizelki rowerzystom. Mają nadzieję, że chociaż część odblasków pojawi się na drodze ponownie. Kamizelki policjantom przekazała firma “Sits”, przekazuje je także swoim pracownikom. Zarząd firmy co roku przeprowadza akcję, od kiedy kilka lat temu jedna z pracownic została śmiertelnie potrącona w drodze z pracy do domu. - W czasie ubiegłorocznej akcji rozdaliśmy wszystkie. Często nawet zamiast należnego mandatu, gdy na przykład rowerzysta nie miał żadnego oświetlenia - tłumaczy sierż. sztab. Gabriel Żurawski z brodnickiej policji. Przez kilka lat teoretycznie na drogi powiatu brodnickiego trafiło kilka tysięcy kamizelek. Niestety, nie widać tego po zmierzchu. - Zobaczymy ilu ludzi będzie zakładać kamizelki po tegorocznej akcji - zastanawia się mł. asp. Piotr Kotewicz, szef brodnickiej drogówki. - Nie wiedzieć czemu ludzie się wstydzą kamizelek - dodaje sierż. sztab. Gabriel Żurawski. Tymczasem już po zmierzchu rowerzysta czy pieszy w kamizelce jest widoczny ze 120-150 metrów. Bez odblasków dystans spada do 20-30 metrów! Policjanci przypominają, że dzieci i młodzież mają obowiązek noszenia elementów odblaskowych. - W myśl prawa młodzież do piętnastego roku życia powinna nosić elementy odblaskowe. Myślę, że przepisy powinny dotyczyć wszystkich pieszych - kwituje mł. asp. Piotr Kotewicz, szef ogniwa Ruchu Drogowego w brodnickiej policji.
Komentuj →
24 stycznia 2008 |
1
Nie wiemy dokładnie, ilu polskich kierowców prowadzi "pod wpływem leków" – informuje “Gazeta Wyborcza”. Nikt takich badań nie prowadził. Wiadomo jednak, że zaliczamy się do nacji, które lubią połykać różne pigułki. Najgorzej jest z tymi, którzy po raz pierwszy "łapią" chorobę, dostają receptę i zaczynają stosować całkiem nieznany sobie lek (chorzy przewlekle zazwyczaj znają działania uboczne swoich tabletek). Zawodzą ulotki dołączane do leków. Trudno w nich szukać prostych, przejrzystych ostrzeżeń typu: "Po zażyciu tego leku nie kieruj samochodem przez następną dobę". Najczęściej dostajemy jedynie enigmatyczną informację, że dany środek "może zakłócać zdolność psychomotoryczną". Poza tym, jak mówią eksperci, prawie nikt tych ulotek nie czyta. - Niestety, rzadko się zdarza, by o niepożądanym działaniu leku informował lekarz, który przepisuje receptę, lub farmaceuta, który wydaje lek - mówi dr Jarosław Woroń z Katedry Farmakologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Istnieje, co prawda, prosty znak graficzny, który ostrzega, że środek może być ryzykowny dla kierowcy, ale prawo farmaceutyczne nie wymaga jego umieszczania na opakowaniu - zależy to tylko od dobrej woli producenta. Grupą leków najbardziej niebezpiecznych dla kierowców są te działające na centralny system nerwowy - a więc środki na depresję, psychozy, napady lęku czy bezsenność. Zdecydowana większość takich leków osłabia uwagę, czujność, refleks, koordynację i zaburza pole widzenia. W naszym kraju bardzo często stosuje się tu tzw. benzodiazepiny. Ich działanie polega z grubsza na "wyciszaniu" naszego mózgu. Problem w tym, że ta cisza utrzymuje się bardzo długo - w przypadku stosunkowo popularnego diazepamu jest to ok. 70 godzin, klorazepatu - aż 120. Gdy więc ktoś wycisza się tymi lekami, nie powinien siadać za kierownicą przez kilka następnych dni. Wśród środków mogących zaburzać umiejętności kierowcy jest też wiele leków, które ciężko byłoby o to podejrzewać. Na przykład środki na nadciśnienie czy bóle kręgosłupa. Rozluźniając naczynia krwionośne i mięśnie, znacznie zmniejszają czas reakcji i mogą spowodować, że na pedał hamulca naciśniemy o ułamek sekundy za późno. Także po miejscowym znieczuleniu u dentysty lepiej zamówić taksówkę, bo ono też może znacznie osłabić nasz refleks. Uważać trzeba też na dostępne na stacjach benzynowych popularne leki przeciwgorączkowe czy przeciwbólowe, np. na bazie paracetamolu. Ich odmiany z dopiskiem "Noc" reklamowane są jako dające bezbolesny i w miarę spokojny sen. - "Noc" oznacza, że do leku dodano środek blokujący tzw. receptory histaminowe, co może powodować zwiększoną senność, i to w dodatku utrzymującą się przez kilkadziesiąt godzin - tłumaczy dr Woroń. - Po zażyciu takiego leku nie powinno się kierować samochodem przez cały następny dzień. Kolejna rzecz - alkohol. Oczywiście zaraz "po spożyciu" siadać za kółkiem nie wolno. A następnego dnia? Jeśli jednocześnie zażywamy leki, na pewno nie. Alkohol bowiem znacznie wydłuża czas ich rozkładu w organizmie. Gdy więc do wspomnianego diazepamu "dolejemy" kilka piw lub dwie-trzy "setki", to będzie nas wyciszał nie 70, ale 140 godzin.
Za jazdę pod wpływem leków można nawet stanąć przed sądem. - Nie szkodzi, że ktoś zażył lek dopuszczony do sprzedaży na terenie Polski, a więc legalny. Wódka też jest legalna - tłumaczy nadkomisarz Krzysztof Dymura z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. - W naszym prawie istnieje przepis zakazujący prowadzenia nie tylko pod wpływem alkoholu, ale też środków działających podobnie do niego i środków odurzających. Za kierowanie pod wpływem leków działających podobnie do alkoholu można stracić prawo jazdy na trzy lata. A jeżeli ich stężenie jest na tyle wysokie, że działają równie silnie jak np. narkotyk, to kierowca może stracić prawo jazdy na 10, a sam trafić do więzienia na dwa lata - ostrzega nadkomisarz Dymura.
Po kierowcy, który nie pomyślał, że po łyknięciu pigułki nie powinien siadać za kierownicą, "przejedzie się" również towarzystwo ubezpieczeniowe. Jeżeli istnieje na to dowód - np. wynik badania krwi dostarczony przez policję - kierowca nie dostanie odszkodowania.
Komentuj →
23 stycznia 2008 |
0
Efekty ekonomicznej jazdy to oszczędności w zużyciu paliwa, które mogą sięgnąć nawet 20-25 procent. Kiedy auto pali mniej paliwa - radzi “Gazeta Lubuska”:
1. Zadbaj o regularne przeglądy - regularne przeglądy silnika sprawiają, że może on zaoszczędzić do czterech procent paliwa.
2. Dbaj o właściwe ciśnienie opon - zbyt niskie ciśnienie powoduje wyższe zużycie paliwa nawet o 10 procent. Specjaliści American Automobile Association wyliczyli, że źle napompowane koła sprawiają, iż średnio na litrze paliwa przejedziemy o kilometr mniej.
3. Używaj tylko właściwego oleju - poszczególne marki aut i różne modele teoretycznie przystosowane są do wielu rodzajów oleju silnikowego (o ile ich nie mieszamy). Jednak producenci zaznaczają zwykle, które z nich są rekomendowane. Ważny jest nie tylko producent, ale konkretny typ oleju. Dobrze dobrany olej może wpłynąć, że zużycie paliwa zmniejszy się o 1-2 procenta.
4. Dobierz właściwe paliwo - jeśli silnik jest dostosowany do jazdy na benzynie Pb 95, to nie tankuj benzyny Pb 98. Kierowcy często, chcąc uzyskać lepsze przyspieszenie, stosują droższą benzynę, o wyższej liczbie oktanów. Okazuje się jednak, że najczęściej przyspieszenie jest takie same, a koszty zakupu wyższe.
5. Jedź spokojnie: nie przyspieszaj i nie zwalniaj raptownie - aby zaoszczędzić na paliwie, kierowca powinien nauczyć się stopniowo naciskać pedał gazu i łagodnie stosować hamulce. Agresywny sposób prowadzenia: częste i nagłe zmiany biegów, szybkie zwiększanie obrotów silnika sprawiają, że auto potrzebuje nawet o 20 procent paliwa więcej.
6. Kiedy parkujesz lub musisz czekać (np. na przejeździe kolejowym), zgaś silnik - w najnowszych modelach wyłączenie silnika już na sześć sekund powoduje oszczędności. Dla starszych modeli sensowne jest wyłączanie, gdy postój trwa ponad 30 sekund.
7. Planuj podróż - wybierz trasę, nawet nieco dłuższą, ale gwarantującą płynną jazdę, bez korków.
8. Zmniejsz opory powietrza - rozważ, czy potrzebny jest bagażnik na dachu. Niepotrzebny opór powietrza powodują także oprócz bagażników czy uchwytów na rowery np. nieplanowane przez producentów spojlery.
9. Zlikwiduj dodatkowe obciążenia samochodu - usunięcie z bagażnika przewożonych tam zbędnych rzeczy zmniejszy ciężar auta o wiele kilogramów. Dzięki temu ograniczone zostanie zużycie paliwa.
10. Nie jedź zbyt szybko - zaoszczędzisz. Zużycie paliwa zmniejsza się o około 15 procent, gdy zamiast jechać z prędkością 100 km/godz., zwolnisz do 85 km/godz. Silniki tak są skonstruowane, że tzw. ekonomiczna prędkość, przy której do jazdy potrzebne jest najmniej paliwa wynosi ok. 90 km/godz. Jadąc autostradą, których będziemy mieli coraz więcej, nie staraj się maksymalnie naciskać pedał gazu. Przy 120 km/godz. zamiast 140 km/godz. oszczędzisz około 20 procent paliwa. Natomiast przy prędkościach powyżej 150 km/godz., zużycie paliwa rośnie wręcz dramatycznie. Niekiedy wynosi nawet powyżej 20 litrów na 100 km.
11. Jeśli masz szóstkę, korzystaj z niej jak najczęściej - nie jedź zbyt długo na niskim biegu, który wymusza wyższe obroty silnika. Staraj się jechać na najwyższym możliwym biegu i najniższych możliwych obrotach.
12. Hamuj silnikiem - w ten sposób automatycznie odcinasz dopływ paliwa. Podczas całej drogi hamowania, zużycie paliwa jest praktycznie zerowe. To znacznie skuteczniejsze oszczędzanie, niż stosowana przez wielu kierowców metoda dojeżdżania do świateł "na luzie”. Na jałowym biegu samochód zużywa (wprawdzie niewiele) paliwo. Dlatego dojeżdżając do skrzyżowania, tocz się na biegu, bez dodawania gazu.
13. Uruchamiaj silnik bez dodawania gazu - większość kierowców wyrobiła w sobie nawyk, by wraz z przekręcaniem kluczyka, naciskać pedał gazu. Takie postępowanie, było uzasadnione przy starych silnikach. Jednak te obecne, a właściwie ich system elektroniczny same dobierają sobie odpowiednią dawkę paliwa. Dlatego naciskanie pedału gazu, nie tylko nie pomaga, ale wręcz utrudnia uzyskanie przez silnik odpowiednich obrotów. I wpływa na zwiększone zużycie paliwa.
14. Ruszaj od razu, nie rozgrzewaj samochodu na postoju - to kolejny stary nawyk. Kierowca odpala silnik, ten się nagrzewa, a zmotoryzowany czyści w tym czasie szyby czy reflektory. Lub układa bagaż.
Komentuj →
21 stycznia 2008 |
1
Kierowcy! Pamiętajcie, że wyprzedzanie należy do jednego z najbardziej niebezpiecznych manewrów – apeluje “Gazeta Pomorska”. I dalej czytamy: Jeśli zabraknie wam wyobraźni może zdarzyć się prawdziwe nieszczęście. Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Czarny scenariusz
Na drodze dwukierunkowej pełnej aut w terenie niezabudowanym jadą fiat 126 p i honda. Pierwszy jedzie z prędkością 70 km/h, drugi zamierza go wyprzedzić. Kierowca hondy jedzie bardzo blisko fiata (na zderzaku) tak, aby uniemożliwić ewentualne wyprzedzenie go przez inne pojazdy i czeka na właściwy moment do rozpoczęcia manewru wyprzedzania. Do tego dochodzą trudne warunki. Pada deszcz, więc widoczność jest ograniczona, a droga jest nierówna z wyraźnymi koleinami. Kierowca hondy dostrzega lukę w fali pojazdów jadących z przeciwka i podejmuje decyzje rozpoczęcia manewru wyprzedzania. Gwałtownie skręca kierownicę i wciska gaz do oporu. W momencie zmiany kierunku auto traci przyczepność kół na koleinie i wpada w poślizg. Kierowca stara się opanować auto, stabilizując jego kierunek na przeciwległym pasie ruchu, tracąc cenne sekundy, które miał poświecić na manewr wyprzedzania. Odległość od pojazdów nadjeżdżających z przeciwka staje się radykalnie niebezpieczna. Unikając zderzenia czołowego kierowca ratuje się ucieczką na pobocze gdzie niestety uderza jednak bocznie w drzewo, dochodzi do dachowania auta. To oczywiście czarny scenariusz, ale niestety do takich sytuacji na polskich drogach dochodzi często – kontynuuje redakcja.
Jak jednak taki manewr wyprzedzania wykonać poprawnie, aby nie doszło do nieszczęścia? Należy pamiętać o kilku podstawowych zasadach.
Przede wszystkim należy wybrać właściwe miejsce do wyprzedzania. Powinien to być odcinek drogi, który postrzegamy jako wolny od jakichkolwiek przeszkód i na tyle długi aby manewr ten można było wykonać z zamierzoną prędkością. Odcinek ten powinien być widoczny na całej długości, najlepiej z dużym zapasem. Jeżeli z przeciwka zbliża się pojazd, należy bezbłędnie określić jego odległość, prędkość z jaką się zbliża oraz moment mijania się pojazdów. Podstawowym błędem kierowców wykonujących manewr wyprzedzania jest zbyt bliskie dojeżdżanie do pojazdu wyprzedzanego. Im bliżej trzymamy się np. ciężarówki tym mniej widzimy co znajduje się przed nią. Warto pamiętać, że musimy także widzieć co znajduje się przed wyprzedzanym pojazdem. Jazda zbyt blisko wyprzedzanego pojazdu skutecznie nam to uniemożliwia. Rozpoczynając wyprzedzanie w takiej sytuacji zmuszeni jesteśmy do wykonania gwałtownego skrętu kierownica połączonego z dodaniem gazu. Wpływa to na gwałtowne zmniejszenie przyczepności kół przednich i możliwość wystąpienia poślizgu. Pamiętajmy że im krócej będziemy się znajdować po "przeciwnej stronie drogi” tym manewr będzie bezpieczniejszy. Warto kierować się tu następującymi zasadami. Przed rozpoczęciem manewru zredukuj bieg tak, aby twoje auto mogło dynamicznie przyspieszyć. Na odcinku drogi, który dzieli cię od pojazdu wyprzedzanego musisz uzyskać odpowiednią różnicę prędkości i dopiero wyjechać na lewą stronę jezdni. Niedopuszczalna jest odwrotna kolejność tych elementów.
Komentuj →
27 stycznia 2008 |
1
Wielu kierowcom wydaje się, że pokonanie zakrętu nie jest żadną sztuką – czytamy w “Gazecie Pomorskiej”. Wystarczy odpowiednio zwolnić i skręcić kierownicą. Nic bardziej mylnego. Jak twierdzą fachowcy, prawdziwą klasę kierowcy poznajemy po tym, jak prowadzi auto właśnie na zakrętach. Pasażerowie, którzy podczas tego manewru chwytają się różnych uchwytów w samochodzie świadczą o niskich umiejętnościach kierowcy. Jak pokazują statystyki większość wypadków drogowych na zakrętach spowodowanych jest nieprawidłową techniką pokonania wirażu, a nie - jak się często sądzi - wyczerpania możliwości układu jezdnego auta. Co jest więc ważne podczas pokonywania zakrętu? Trzy zasady: bezpieczeństwo, sprawność i elegancja. Bezpieczeństwo, bo nie jest sztuką wjechać w zakręt, ale opuścić go całym i zdrowym. Sprawność, bo chcemy ograniczyć straty energii wskutek zbędnego wytracania prędkości. Ale tu nie przesadzajmy. Pierwsza zasada jest ważniejsza. No i na koniec elegancja, bo wieziemy ze sobą pasażerów, a nie worki z ziemniakami. Wszystkie trzy przymioty możemy uzyskać, za jednym zamachem, starając się osiągnąć jak największą płynność jazdy. Ci, którzy jeżdżą po krętych drogach metodą gaz-hamulec-gaz-hamulec, myślą, że jedą bardzo szybko. Dużo lepszym rozwiązaniem jest jednak pokonanie tego samego odcinka ledwie ciut-ciut prędzej niż ci, którzy jadą płynnie. Ale i tak uczynią to kosztem zwiększonego ryzyka zarówno dla siebie, jak i pasażerów. Z kolei prawdziwy kierowca każdy zakręt pokona szybko, sprawnie i "miękko”, a pasażerowie prawie niczego nie odczują. Oczywiście zdarza się jednak tak, że za zakrętem nagle pojawia się np. wielki kombajn, samochód ciężarowy, czy rowerzysta. Co wtedy robić? Pynność jazdy bierze w łeb, ale musimy wyjść z sytuacji obronną ręką. Jeśli dysponujemy autem wyposażonym w układ ABS, z całej siły kopiemy w pedał hamulca i wciskamy go mocno w podłogę, aż do zatrzymania. Nie obawiajmy się wykorzystać pełnej siły hamowania w zakręcie. Zawsze dążymy do tego, aby zatrzymać auto przed przeszkodą. dlaczego? Bo gwałtowny, nieprawidłowy manewr ominięcia często kończy się całkowitą utratą panowania nad samochodem, serią piruetów zakończonych często dachowaniem w rowie lub zatrzymaniem się na drzewie. Przecież omijając przeszkodę jedziemy w nieznane. Nie wiemy co się za nią znajduje.
Komentuj →
27 stycznia 2008 |
0
Wysyłasz SMS na numer miejskiej centrali, dostajesz zwrotny z informacją o korkach i wiesz, jak możesz je ominąć. System może ruszyć jesienią w Krakowie – donosi “Gazeta Wyborcza”. - To na razie projekt prototypowy, ale moim zdaniem ma szansę rozwinąć się w sprawnie działający system informacji o sytuacji na ulicach w mieście - mówi Piotr Malcharek, szef wydziału informatyki urzędu miasta. - Kiedy ruszymy jesienią, będziemy się opierali na informacjach pochodzących od zarządu dróg i Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Aby ten system był naprawdę wyczerpującym źródłem informacji, bazę danych trzeba będzie systematycznie rozbudowywać, np. o wiedzę taksówkarzy czy o informacje z policji. System telefonicznej informacji o korkach i robotach drogowych może być pierwszym takim przedsięwzięciem w Polsce. Kierowca, aby dowiedzieć się o utrudnieniach, będzie musiał wysłać SMS na odpowiedni numer. Będą dwa warianty informacji zwrotnej, zależnie od wstukanego w treść żądania. Jeśli interesuje nas sytuacja tylko w jednej dzielnicy, trzeba będzie wpisać numery od 1 do 18 (numery dzielnic). Jeśli zaś wpiszemy "0", dostaniemy ogólną informację o całym mieście - jak zapewniają urzędnicy, najpóźniej po kilku minutach. Piotr Malcharek: - Pod "zerem" kierowcy dowiedzą się, których ulic w Krakowie unikać. Natomiast SMS-y "dzielnicowe" dokładnie poinformują nas np., które skrzyżowania są nieprzejezdne - mówi. Za usługę zapłacimy tyle samo, co za zwykłą wiadomość, czyli ok. 50 gr. Odpowiedzi na SMS-y będzie udzielał uruchomiony w tym miesiącu serwer miejski, na który stale nanoszone są informacje o korkach i robotach drogowych. - Co ważne, system będzie mógł współpracować z tablicami informacyjnymi ZDiT, które stoją w mieście. Na razie jest ich oczywiście zbyt mało, ale od czegoś trzeba zacząć - dodaje Malcharek. Magistracki wydział informatyki wygospodarował na projekt 300 tys. zł. -
Komentuj →
27 stycznia 2008 |
0
Wiersze i obrazy - zamiast w bibliotekach i galeriach pojawią się w miejskich autobusach – informuje “Gazeta Wyborcza Białystok”. To pomysł zapożyczony z Anglii, w Polsce pionierski. - W autobusie z nudów czasem czyta się nawet instrukcje obsługi i cenniki, dlatego postanowiliśmy pokazać, że komunikacja miejska może być przyjazna pasażerom. Jest zapis, że w nowych unijnych autobusach nie można umieszczać reklam, nie ma jednak zapisów zabraniających sztuki - cieszy się Dariusz Ciszewski, prezes Komunalnego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej. Na ulice Białegostoku wyjedzie 30 autobusów z gablotami, w których umieszczono wiersze podlaskich poetów i reprodukcje sześciu prac ze zbiorów Galerii Arsenał. Nie jest to ekspozycja stała. Aby pasażerowie się nie nudzili, co jakiś czas zawartość galerii będzie się zmieniała. - Poprosiłem o pomoc fachowców, oni dokonali doboru dzieł, które szerzej zostaną pokazane pasażerom - wyjaśnia Ciszewski. - Zaczynamy od naszych autobusów, ale w ubiegłym tygodniu rozmawiałem też z szefami innych spółek komunikacyjnych, więc pewnie się do nas przyłączą. Szef KPKM chce też namówić do współpracy szkoły, które organizują konkursy literackie.
Komentuj →
27 stycznia 2008 |
0
Parafianie z Ćmińska mieli nietypowe kazanie. Z ambony przemawiał do nich nie tylko ksiądz, ale i policjant- donosi “Gazeta Wyborcza Kielce”. W ten sposób stróże prawa przekonywali starszych mieszkańców gminy, by nosili odblaskowe opaski. Statystyki pokazują, że to oni stają się najczęściej ofiarami wypadków drogowych, zwłaszcza na wsiach, gdzie drogi nie mają chodników i trzeba chodzić poboczem lub jezdnią. A wieczorami tacy piesi stają się praktycznie niewidoczni. - Mamy nadzieję, że opaski poprawią ich bezpieczeństwo i sprawią, że rzadziej będzie dochodziło do wypadów z ich udziałem - mówi Tomasz Kaczmarczyk z kieleckiej komendy miejskiej. Oprócz kościoła w Ćmińsku kieleccy policjanci byli też wczoraj na mszy w Kajetanowie i Celinach. Rozdali 700 odblasków.
Komentuj →
27 stycznia 2008 |
0
Transportowcy, którzy od kilku dni stoją w kolejkach do odpraw celnych na wschodniej granicy Polski, zapowiadają gotowość protestacyjną. Jeśli nie będzie porozumienia rządu z celnikami, kierowcy TIR-ów chcą w poniedziałek w południe na 2-3 godziny zablokować drogi na obrzeżach stolicy. Zaapelowali do rządu i do celników z Porozumienia Białostockiego, by wykazali dobrą wolę. O 11.00 wicepremier Grzegorz Schetyna spotka się z kierowcami. W resorcie finansów oczekiwana jest też odpowiedź na propozycje rządu dla celników, chodzi m.in. o 500 zł podwyżki brutto od 1 stycznia oraz zwiększenie ochrony prawnej. Szef Służby Celnej Jacek Dominik zaapelował w niedzielę wieczorem do celników o powrót do pracy. Schetyna powiedział, że jeśli celnicy nie będą odprawiać ciężarówek na granicach, to będzie się je odprawiać w głębi kraju. Tymczasem ciężarówki są normalnie odprawiane w głębi kraju i tam też protestują celnicy.
Paraliż granic – film – zobacz - www.tvn24.pl/-1,1536767,wiadomosc.html
Kierowców, niezależnie od tego, czy ich samochód jedzie czy stoi, obowiązują rygorystyczne normy prowadzenia pojazdów, a także obowiązkowe przerwy i odpoczynki – przypomina “Rzeczpospolita”. Wynika to z polskiej ustawy o czasie pracy kierowców i unijnego rozporządzenia 561/2006/WE dotyczącego przepisów socjalnych w transporcie drogowym. Kierowcy stojący na przejściach mają już te normy wielokrotnie przekroczone. I im, i ich pracodawcom grożą za to surowe kary. – Zależy nam, żeby kierowcy i przedsiębiorcy nie byli karani za niezawinione przekroczenia czasu pracy i czasu prowadzenia pojazdów – mówi Tadeusz Wilk, dyrektor w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. – Chodzi głównie o Inspekcję Transportu Drogowego i Inspekcję Pracy. Będziemy występowali do nich, by tę sytuację potraktowały ze zrozumieniem. Kierowcy też powinni odpowiednio przygotować do kontroli swoje wykresówki. – Zgodnie z art. 12 rozporządzenia 561/2006/WE można nie spełnić wymagań, gdy nie zagraża to bezpieczeństwu drogowemu oraz pozwala osiągnąć odpowiednie miejsce postoju – mówi Sebastian Chwalibogowski z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. – Kierowca musi wskazać powody odstępstwa dotyczące czasu prowadzenia, przerw i odpoczynków odręcznie na wykresówce, najpóźniej po przybyciu do miejsca pozwalającego na postój. Radzimy natomiast przewoźnikom bardzo uważać po przekroczeniu granicy z Ukrainą. Tamtejsi inspektorzy surowo karzą za przekroczenia czasu prowadzenia, które wynikają z postoju na granicy.
Komentuj →
27 stycznia 2008 |
0
Potrącił dziecko i uciekł z miejsca wypadku - Potrącił dziecko i uciekł z miejsca wypadku
Policjanci z komendy w Środzie Śląskiej zatrzymali 55-letniego mężczyznę podejrzanego o kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwym, potrącenie 7-letniego chłopca, nieudzielenie pomocy poszkodowanemu i ucieczkę z miejsca wypadku. Około16.55 oficer dyżurny w Środzie Śląskiej został powiadomiony przez mieszkańców, że w centrum miasta kierujący samochodem osobowym potrącił dziecko i odjechał z miejsca zdarzenia. Oficer natychmiast skierował w to miejsce policjantów, którzy na podstawie relacji świadków ustalili prawdopodobnego sprawcę wypadku. Policjanci odnaleźli również samochód osobowy odpowiadający opisowi pojazdu biorącego udział w wypadku, który miał uszkodzenia mogące powstać w wyniku potrącenia pieszego. W mieszkaniu policjanci zatrzymali 55-letniego mężczyznę, właściciela samochodu. Był nietrzeźwy. Badanie na zawartość alkoholu w jego organizmie wykazało ponad promil. Obecnie policjanci wyjaśniają okoliczności, w jakich doszło tego zdarzenia.
Staranowała dwa samochody i odjechała- Do policyjnego aresztu trafiła 36-latka, która na jednej z ulic Działdowa spowodowała kolizję. Chwilę później uciekła z miejsca zdarzenia. Agresywna kobieta trzeźwieje w policyjnym areszcie. Około godziny 19:00 policjanci patrolujący ulicę Jagiełły zauważyli jak z sąsiedniej ulicy Pocztowej z dużą prędkością wyjechał fiat seicento. Przód samochodu był całkowicie uszkodzony. Policjanci postanowili zatrzymać kierującego do kontroli drogowej. Jednak pomimo wyraźnych sygnałów świetlnych i dźwiękowych ten nie zamierzał się zatrzymać. Wręcz przeciwnie kierujący przyspieszył i zaczął uciekać. Zatrzymał się dopiero pół kilometra za Działdowem. Kiedy policjanci podeszli do samochodu za kierownicą zauważyli kobietę, która ponownie próbowała uruchomić silnik. Funkcjonariusze nie pozwolili jednak jej odjechać. Tym bardziej, że od kierującej poczuli zapach alkoholu. Agresywna 36-latka odmówiła poddania się badaniu alkotestem. Zawartość promili w organizmie ma potwierdzić badanie krwi. Okazało się, że 36-letnia działdowianka kilka minut wcześniej staranowała dwa pojazdy stojące na parkingu przy ulicy Pocztowej. Agnieszka K. trafiła do policyjnego aresztu. Gdy wytrzeźwieje policjanci będą wykonywać z nią dalsze czynności. Za prowadzenie samochodu po alkoholu kobiecie grozi kara 2 lat więzienia i zakaz prowadzenia pojazdów nawet do 10 lat. Kierująca nie uniknie także odpowiedzialności za popełnione wykroczenia drogowe.
Krótka jazda nietrzeźwego 15-latka - Policjanci z Radomska zatrzymali nietrzeźwego 15-latka. Młodzieniec, po alkoholowej biesiadzie u starszego kolegi wracał do domu rowerem. Jego wyprawę udaremnili czujni policjanci. Dnia 21 stycznia około godz. 22.00 policjanci zauważyli jadącego rowerem młodego chłopaka. Poruszał się on bez oświetlenia. Kiedy zorientował się, że nadjeżdża radiowóz zaczął uciekać. Po krótkim pościgu funkcjonariusze zatrzymali nastolatka. Wyraźnie czuć było od niego alkohol. Po przeprowadzonym badaniu okazało się, że młodzieniec ma 0,63 promila alkoholu w organizmie. Policjantów zainteresowało również, gdzie i z kim nieletni pił. Bez trudu ustalili, że nastolatek "dobrze bawił się" na spotkaniu u starszego kolegi. Spożywał tam również alkohol. Szkoda, że nikt nie pomyślał o konsekwencjach. Piętnastolatek odpowie za jazdę pod wpływem alkoholu przed sądem dla nieletnich. Znajomy, który tak ugościł 15-latka prawdopodobnie poniesie odpowiedzialność za rozpijanie małoletniego. Grozi za to do 2 lat pozbawienia wolności.
Kierowca nietrzeźwy, zginął pasażer - Do tragicznego wypadku doszło na drodze krajowej nr 10 w Suchaniu. Kierujący samochodem marki VW Golf 38-letni Piotr J., będąc w stanie nietrzeźwości w czasie skrętu w lewo, zjechał na przeciwległych pas ruchu. To doprowadziło do zderzenia czołowego z nadjeżdżającym samochodem marki VW Transporter. W wyniku zderzenia pasażer samochodu VW Golf poniósł śmierć na miejscu. Kierowca miał 0,9 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Stargardzie Szczecińskim.
Pijany kierowca uciekał ciężarówką przed policją - Przez 8 kilometrów trwał pościg policjantów za uciekającym kierowcą ciężarówki, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej. Jak się okazało kierowca był pijany - miał ponad 1,2 promila alkoholu w organizmie. Policjanci w okolicach Bolesławca na autostradzie A-4 zauważyli ciężarówkę Scania, która wykonywała niecodzienne manewry. Funkcjonariusze chcieli ją zatrzymać. Kierowca zwolnił i wjechał na parking. Potem jednak nagle przyspieszył i zaczął uciekać - za nim ruszyli policjanci. Dopiero po przejechaniu 8 kilometrów pijany kierowca zorientował się, że nie ma szans i zatrzymał się. Wtedy okazało się, że tirem kieruje 43-latek, od którego czuć było wyraźną woń alkoholu. Badanie wykazało ponad 1,2 promila alkoholu w organizmie. Zatrzymany mężczyzna trafił do policyjnego aresztu.
Komentuj →
25 stycznia 2008 |
0
- Wloką się po kilka naraz z prędkością 15-20 km/godz. i tamują ruch. Niekiedy na skrzyżowaniu gasną im silniki. Czy oni nie powinni się uczyć najpierw na bocznych ulicach, a nie na najbardziej ruchliwych arteriach miasta? - zastanawia się kierowcy z Białej Podlaskiej. Ale na bocznych uliczkach samochody z literą "L” na dachu też nie są mile widziane. Kierownik administracji osiedla Młodych Bialskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Zgoda” mówi, że ma wiele sygnałów od mieszkańców bloków znajdujących się blisko Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. - Spółdzielcy obawiają się, że kursanci manewrujący na ich parkingach mogą uszkodzić zaparkowane samochody. W kilku miejscach, ustawiono znaki zakazu wjazdu z zaznaczeniem, że nie dotyczą mieszkańców. Te parkingi były budowane za spółdzielcze pieniądze. Co na to kursanci i instruktorzy? Krzysztof, uczący się jeździć w terespolskiej firmie mówi, że bardzo stresują go kierowcy popędzający "elki” klaksonami. - Trzeba wtedy bardzo uważać, aby nie wpaść w panikę. Julian Wasil, instruktor i zarazem dyrektor terespolskiej szkoły nauki jazdy przyznaje, że najważniejsze jest zachowanie zimnej krwi wobec nadużywających klaksonów. - Boli nas to podejście do kursantów. Przecież każdy kierowca też kiedyś zaczynał. A Jerzy Wakuluk, instruktor z bialskiego Zakładu Doskonalenia Zawodowego dodaje, że kursanci muszą szkolić się też w godzinach szczytu, gdyż często w takich warunkach zdają egzamin. Skąd ten tłok? Zbigniew Kot, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Białej PodlaskiejU nas zdaje wielu kursantów nie tylko z powiatu bialskiego, ale też z lubartowskiego, włodawskiego, siedleckiego i łosickiego a nawet innych rejonów kraju. Dlatego, że czekanie na egzamin jest krótsze niż w większych miastach i wynosi pięć lub sześć tygodni. Poza tym Biała Podlaska ma bardzo czytelny układ komunikacyjny i nie ma tu dużych korków.
Komentuj →
25 stycznia 2008 |
1
W powiecie tczewskim kierowców wyjeżdżających do pracy za granicę zastępują... kobiety. Jeden z właścicieli firm przewozowych - Tomasz Latocha - zatrudnił właśnie pierwszą panią do kierowania busem. - Od dziecka fascynowała mnie jazda samochodem - zapewnia 33-letnia Justyna Śliwka, która kieruje busem. - Tę ofertę znalazł mi urząd pracy. Aż się prawie popłakałam, bo trafili w to, co najbardziej lubię robić. Choć jeżdżę dopiero od kilku dni, ludzie traktują mnie z wielką sympatią, uśmiechają się i nie boją się ze mną jeździć. Sam Tomasz Latocha zapowiada, że to nie ostatnia pani za kółkiem. Poszukiwanie kierowców wśród płci pięknej rozpoczęli również przedstawiciele miejskiego przewoźnika - ZKM Veolia Transport, który też cierpi na deficyt pracowników. Pierwsza pani usiądzie za kółkiem już w lutym, druga w maju. - Kobiety są dla nas przyszłością, są po prostu lepszymi kierowcami - uważa Tomasz Juchnowski, dyrektor Veolii. - Panie za kierownicą są przede wszystkim bardziej opanowane. Nie tylko ich jazda jest łagodniejsza, ale i kontakt z samymi pasażerami zupełnie inny.
Komentuj →
25 stycznia 2008 |
0
Dwa tysiące elektrycznych pojazdów, które każdy będzie mógł wypożyczyć i oddać na specjalnych stacjach w całym Paryżu obiecał jego mer Bertrand Delanoe. O nowym pomyśle mera na walkę z korkami i zanieczyszczeniem powietrza w stolicy Francji pisze w piątek paryski dziennik "20 minutes". Znany z ambicji uczynienia z Paryża zielonej stolicy Europy, Delanoe obiecał organizację sieci wypożyczalni pojazdów o napedzie elektrycznym - wypożyczalnie ekologicznych samochodów - będą wzorowane na automatycznych stacjach rowerów, które z dużym powodzeniem działają w stolicy Francji od lipca ub. roku. Projekt przewiduje oddanie do użytku mieszkańców dwóch tysięcy pojazdów i tyleż miejsc parkingowych w kilkunastu punktach Paryża. Pojazdy o napędzie elektrycznym będzie można bezpłatnie doładować w 300 punktach rozsianych po całym mieście. Pojazdy będzie można pożyczać przez całą dobę bez rezerwacji, jeśli tylko będą one w danej chwili dostępne. Innym pomysłem ekologicznym socjalistycznego mera jest dopłata w kasy miasta do zakupu przez paryżan motocykli o napędzie elektrycznym i podwojenie przeznaczonych dla nich miejsc parkingowych. Idea wypożyczania elektrycznych samochodów pojawiła się w paryskim ratuszu już kilka lat temu, jednak nabrała nowej siły dopiero od chwili sukcesu automatycznych stacji rowerowych, tzw. Velibów. Obecnie jest w Paryżu blisko 1500 wypożyczalni rowerowych z ponad 20 tys. rowerów.
Komentuj →
25 stycznia 2008 |
9
Ośrodki ruchu drogowego mają powstać w powiatach – donosi dziennik “Polska”. Posłowie PiS złożyli w Sejmie projekt zmiany przepisów, które pozwolą na otwarcie ośrodków ruchu drogowego w 65 miastach powiatowych. Obecnie działa zaledwie 27 wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego (WORD). Zdających jest natomiast tak wielu, że tworzą się gigantyczne kolejki. WORD-y są przeciążone. Nie radzą sobie z dotrzymaniem terminów. Przepisy mówią, że ośrodek ma 30 dni na przeprowadzenie egzaminu, a tymczasem średni czas oczekiwania jest o połowę dłuższy. Orędownikiem zwiększenia liczby ośrodków jest poseł Piotr Stanke z województwa pomorskiego. Proponuje, by egzaminy na prawo jazdy były organizowane też w miastach na prawach powiatu. Ale nie obligatoryjnie. Ośrodki ruchu drogowego miałyby powstawać tylko w tych miastach, których władze będą tego chciały. - Starosta powiatu występowałby o zgodę do marszałka województwa. Ten decydowałby o powołaniu do życia ośrodka - tłumaczy zasady Stanke. Zwiększenie liczby ośrodków egzaminacyjnych nie pociągałoby za sobą wielkich wydatków. - Z pieniędzmi nie byłoby problemu, bo idą one za egzaminem - zapewnia. Każdy przyszły kierowca płaci za swój egzamin. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, Chojnice będą pierwsze w kolejce do marszałka województwa pomorskiego.- Wielokrotnie o to się staraliśmy, ale za każdym razem odchodziliśmy z kwitkiem - opowiada Marek Buza, członek zarządu powiatu. Dodaje też, że zmiana przepisów skończyłaby nieprzyjemną korespondencję z władzami miast, w których są ośrodki ruchu. - Dostajemy od nich pisma z prośbą, by nasi instruktorzy nie szkolili u nich swoich kursantów w godzinach szczytu, bo blokują ruch na ulicach - opowiada Buza. Wyjaśnia, że przyszli kierowcy muszą jeździć tam, gdzie potem będą zdawać egzaminy. Piotr Stanke ma nadzieję, że jego propozycja znajdzie zwolenników w parlamencie. - Więcej ośrodków to mniejsze kolejki i nowe miejsca pracy - wylicza.
Komentuj →
24 stycznia 2008 |
4
Nie chcesz stracić prawa jazdy, a masz sporo mandatów na swoim koncie? Płatny krótki kurs dla kierowców to sposób, by pozbyć się kilku karnych punktów. Ich dopuszczalny limit to w sumie 24. Nie warto jednak czekać do ostatniej chwili, bo może być za późno. Rekordzistom udaje się dostać maksymalną liczbę punktów nawet w kilka minut. Mandaty grożą jednak każdemu kierowcy, nawet temu najbardziej ostrożnemu. Dlatego warto trzymać rękę na pulsie i co kilka miesięcy sprawdzać, ile mamy punktów. - W Białymstoku można to zrobić w komendzie miejskiej policji przy ul. Bema lub w komendzie wojewódzkiej przy ul. Sienkiewicza - wyjaśnia Witold Slesarczuk z białostockiej komendy wojewódzkiej. - Młodzi kierowcy, którzy posiadają prawo jazdy krócej niż rok, mają prawo do góra 20, a ci z dłuższym stażem - do 24 punktów. Po przekroczeniu tego maksimum prawo jazdy zostanie zabrane. A w takim wypadku trzeba jeszcze raz zdawać egzaminy. Jeżeli chce się tego uniknąć, można zapisać się na kurs dla kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego. Organizuje je Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Białymstoku. Skorzystać z tej możliwości mogą jedynie kierowcy, którzy mają prawo jazdy ponad rok. Kurs kosztuje 250 zł, ale dzięki niemu można pozbyć się sześciu punktów. - Kierowcy mają do tego prawo raz na pół roku. Chętni muszą zgłosić się z prawem jazdy, wypełnić wniosek i dokonać opłaty - zaznacza Ewa Szokal-Egird, p.o. dyrektora WORD w Białymstoku. - Szkolenia prowadzone są w każdy ostatni wtorek miesiąca. Kurs to jednorazowe kilkugodzinne spotkanie z psychologiem i policjantem ruchu drogowego. Potem otrzymuje się zaświadczenie o ukończeniu kursu. Na jego podstawie komendant wojewódzki policji wykreśla z ewidencji kierowcy sześć punktów. Jeżeli kierowca ma nóż na gardle - ma możliwość zmniejszenia liczby punktów z dnia na dzień. Może ukończyć kurs indywidualny, ale wtedy zapłaci 600 zł. W Białymstoku miesięcznie w sumie około 30 kierowców płaci za dodatkowy kurs, by nie stracić prawa jazdy.
Komentuj →
24 stycznia 2008 |
5
Szkoły jazdy sprzedają zajechane auta. Oszukują w papierach, aby zarobić - czytamy w "Gazecie Wrocławskiej". - Uczyłem różnych kursantów - opowiada nam instruktor nauki jazdy. - Po roku auto było zarżnięte. Gdybym dał sobie wbić w dowodzie rejestracyjnym pieczątkę, że służyło do nauki kierowców, miałbym straszne problemy ze sprzedażą. Wolałem więc zaryzykować, ominąć przepisy i sprzedać je jako normalny samochód - dodaje instruktor, który jest jednocześnie właścicielem auta do nauki jazdy. Takich ryzykantów jest więcej. Ale policjanci z legnickiej drogówki zaczęli się bacznie przyglądać samochodom z literą "L" na dachu. Co się okazało? W minioną środę zatrzymali cztery dowody rejestracyjne, w których nie było adnotacji, że auta służą do nauki jazdy. Kilka dni później skontrolowali dwa wozy. Sytuacja się powtórzyła. - Po legnickich ulicach jeździ wiele samochodów nauki jazdy - mówi podkomisarz Jacek Nitka, szef tutejszej drogówki. - Ich stan techniczny jest raczej dobry. Nieprawidłowości dotyczą dokumentacji. Robiąc przegląd techniczny w autoryzowanym zakładzie, właściciel takiego auta dostaje zaświadczenie, że samochód jest sprawny. Powinien z nim pójść do wydziału komunikacji urzędu miasta lub starostwa, by w dowodzie rejestracyjnym wbito literkę "L". Ale gdyby chciał sprzedać wóz, klient będzie od razu wiedział, do jakich celów służyło auto. I to właśnie dlatego wielu instruktorów świadomie tego nie robi. - Próbują obejść przepisy - tłumaczy Jerzy Filip, dyrektor wydziału komunikacji legnickiego starostwa. - Wiedzą, że auto do nauki jazdy jest dużo mniej warte, niż zwykły samochód. Jeżeli policja zatrzyma im dowód rejestracyjny, jedyną restrykcją będzie wyrobienie nowego dokumentu, już opatrzonego adnotacją, że to wóz do nauki jazdy. Sprytni instruktorzy i z tym sobie radzą. Wystarczy "zgubić" taki dowód rejestracyjny, a potem wyrobić nowy, już bez literki "L". - Po roku jazdy z kursantami w takim samochodzie wybite są stabilizatory, mocno zniszczone sprzęgło - wyjaśnia mechanik Jacek Nalewski. - Silnik może nadawać się do remontu. Kupienie takiego auta to duże ryzyko. Szybko się rozsypie. Właściciele szkół nie chcą tracić pieniędzy. Wolą wyeksploatowanego grata z powrotem przerobić na normalne auto. Dokumenty mogłyby ich zdradzić. Więc złapani przez policję tłumaczą, że zwyczajnie zapomnieli wbić do dowodu rejestracyjnego feralną literkę "L". - A usunięcie dodatkowych pedałów nie wymaga wiele pracy - twierdzi pan Jacek. Paweł Petrykowski z biura prasowego dolnośląskiej policji zapowiada, że zapoczątkowana przez legnicką drogówkę akcja będzie kontynuowana w innych powiatach.
Komentuj →
23 stycznia 2008 |
2
(230-1)
Kamery nagrywające przebieg egzaminów na prawo jazdy będą pomagały w wyłapywaniu drogowych piratów. Obraz zarejestrowany podczas jazdy po mieście może być dowodem. To pomysł Zbigniewa Skowrońskiego, dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi, który w ten sposób chce poprawić bezpieczeństwo. Co na to policjanci z drogówki? - To dobry pomysł. Dzięki niemu będziemy mogli zatrzymywać kierowców, którzy nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego - mówi mł. insp. Cezary Popławski, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Najważniejsze jest to, że obraz zapisany takimi kamerami może być materiałem dowodowym w sprawie o wykroczenie czy też przestępstwo drogowe. Zresztą rozmawialiśmy już z WORD-em na ten temat. Codziennie na ulice Łodzi wyjeżdża ponad 20 samochodów z "L" na dachu i napisem na bokach "egzamin państwowy". Wszystkie auta (są to ople corsy i toyoty yaris) wyposażone są w wysokiej jakości kamery (koszt zamontowania w jednym samochodzie zestawu do rejestracji przebiegu egzaminu wynosi około 10 tys. złotych). - To profesjonalny sprzęt wyposażony w szerokokątne obiektywy, które filmują spory obszar wokół samochodu - mówi Zbigniew Skowroński, dyrektor WORD. - Na nagraniach doskonale widać piratów drogowych, którzy łamią przepisy i swoim zachowaniem stwarzają ogromne zagrożenie. Dlatego postanowiliśmy przekazywać takie materiały policji. Postronni kierowcy uważają pomysł dyrektora za kontrowersyjny. - Od ujawniania wykroczeń jest policja, a nie WORD - mówią. - Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś wyprzedza inny samochód, który zatrzymał się przed przejściem, by przepuścić pieszych lub ewidentnie przejeżdża na czerwonym, to warto go przywołać do porządku.
Komentuj →
22 stycznia 2008 |
0
Pod wiatami przystankowymi w Rudzie Śląskiej na razie można palić do woli – donosi “Gazeta Wyborcza Katowice”. Strażnicy nie wystawiają mandatów, bo poznikały naklejki z zakazem palenia. Ruda Śląska wprowadziła strefy wolne od dymu tytoniowego w połowie października zeszłego roku, jako pierwsze miasto w aglomeracji śląskiej. W ten sposób dołączyła do Poznania, Rzeszowa, Gdańska, Lublina, Elbląga, Torunia i Bielska-Białej, które już wcześniej wprowadziły takie uchwały. Domagali się tego sami mieszkańcy, którzy narzekali, że muszą wdychać dym tytoniowy w oczekiwaniu na autobus czy tramwaj. W Rudzie Śląskiej zakaz palenia oprócz ponad 150 wiat przystankowych objął też place zabaw dla dzieci. Niesfornych palaczy mieli pilnować strażnicy miejscy. Groził im mandat od 50 do 500 zł. - Codziennie rano czekam na autobus. Nie widziałem, żeby kiedykolwiek strażnicy przyjechali i kogoś ukarali. A ludzie palą na przystankach przez cały czas - opowiada mieszkanka Rudy Śląskiej, którą spotykamy na jednym z przystanków w Chebziu. - O zakazie słyszałem, ale jeszcze nikt nie zwrócił mi uwagi. Zresztą nie stoję pod wiatą, tylko dobry metr dalej - broni się Tadeusz Dańczak, dopalając papierosa w oczekiwaniu na autobus. Andrzej Nowak, rzecznik strażników miejskich w Rudzie Śląskiej, przyznaje, że do tej pory tylko kilka osób zostało ukaranych mandatami. - Na początku ludzie o nowych przepisach nie słyszeli, dlatego upominaliśmy i tłumaczyliśmy, że taki zakaz obowiązuje. Sięgaliśmy po druczek, jeśli ktoś się awanturował i był wulgarny - tłumaczy Nowak. Teraz strażnicy przestali karać palaczy z innego powodu. Okazało się, że ludzie zaczęli zdzierać z wiat naklejki informujące o zakazie palenia. - W uchwale jest zapis, że wszystkie miejsca, gdzie obowiązuje zakaz, muszą być oznaczone napisem i specjalnym znaczkiem. Trudno kogoś karać, kiedy nie ma takiej informacji - mówi rzecznik. - Rzeczywiście ludzie zaczęli złośliwie zrywać znaczki. Może pomogły też warunki atmosferyczne. Było wilgotno i część naklejek podpadała. Czekamy na poprawę pogody. Od marca firma, która porządkuje wiaty, będzie zobowiązana zadbać o to, żeby znaczki były na bieżąco uzupełniane. Zastanowimy się też, czy zamiast naklejek po prostu nie malować zakazu. Wtedy strażnicy będą mogli wystawiać mandaty - zapewnia Tomasz Kulpok z rudzkiego magistratu.
Komentuj →
22 stycznia 2008 |
1
Policja będzie rozdawać odblaskowe opaski. Dostaną je osoby starsze. Policja bardzo liczy na pomoc księży, że pomogą przekonać parafian do noszenia odblasków. Do rozdania będzie 700 opasek na rękę, w tej chwili są jeszcze u producenta. Są łatwe w użyciu, zapinane na rzepy. Ich zakup sfinansował starosta kielecki. Policja chce jeszcze w styczniu podarować je starszym mieszkańcom podkieleckich gmin. - Ofiary wypadków to najczęściej piesi, i to właśnie osoby starsze, które po zmroku są niewidoczne na drodze. A często poruszają się drogami, gdzie nie ma chodników, zaś zimą, gdy na poboczach leży dużo śniegu czy błota, są zmuszone chodzić po jezdni. Dlatego chcemy, by były widoczne - mówi Tomasz Kaczmarczyk z Komendy Miejskiej Policji w Kielcach. Na pewno policja pojawi się z odblaskami w okolicach Kajetanowa, który leży przy ruchliwej trasie nr 7, i w okolicach Ćmińska przy drodze na Łódź. Jak policja chce przekonać starsze osoby, by korzystały z odblasków? Okazuje się, że bardzo liczy na pomoc księży. - Chcemy rozdać opaski w kościołach po mszy i uzgodnić całą akcję z proboszczami. Może uda się też, by policjanci choć na dwie minuty weszli na ambonę i przybliżyli cele tego przedsięwzięcia - mówi Kaczmarczyk. Księża popierają ten pomysł. - Ja jestem jak najbardziej za. To dobra inicjatywa, tu, u nas, jest bardzo ruchliwa droga i teraz, jak pobocza są zaśnieżone, mieszkańcy chodzą po jezdni. A dlaczego tylko dzieci mają korzystać z odblasków? To świetna sprawa, że osoby starsze też je dostaną. Oferuję swoją pomoc policjantom - mówi ks. Stanisław Adamczyk, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Ćmińsku. Odblaskowe opaski to kolejny element dużej akcji "Życie jest zbyt cenne, nie zostawiaj go na drodze" przygotowanej wspólnie przez policję, wojewodę świętokrzyskiego i Stowarzyszenie "Nadzieja Rodzinie". W jej ramach m.in. mieszkańcy podkieleckich gmin dostali już torby na zakupy z elementami odblaskowymi. Ale policjanci nie zapominają o dzieciach. W piątek odblaski dostało 180 pierwszaków z gminy Daleszyce, ufundował je urząd miasta i gminy.
Komentuj →
22 stycznia 2008 |
7
Kursanci blokują drogi wyjazdowe, spowalniają ruch, ćwicząc parkowanie rysują samochody - narzekają mieszkańcy bielskich osiedli mieszkaniowych. Jedna ze spółdzielni ustawiła nawet znaki zakazu wjazdu na osiedle dla elek. “Gazeta Wyborcza Katowice” relacjonuje: Droga dojazdowa do części osiedla, tzw. jednostki C i supermarketu Kaufland. Jeden za drugim przejeżdżają tędy samochody nauki jazdy. Parkują, cofają, zawracają, ćwiczą inne manewry. W ciągu kilku minut doliczyliśmy się kilkunastu elek. Problemy zaczęły się dwa lata temu kiedy zmieniły się przepisy. Od tego czasu jedna z części egzaminu nie jest już przeprowadzana na placach manewrowych, lecz na drogach. Instruktorzy zaczęli ćwiczyć z kursantami w terenie. Mieszkańcy osiedli mają już tego po dziurki w nosie: Kursanci blokują ruch, bo nie potrafią ruszyć na zielonym, a w najbardziej nieodpowiednim momencie, np. przy próbie zawrócenia, nagle gasną im silniki – narzekają. Inni dodają, że za każdym razem z drżeniem serca podchodzą do swojego zaparkowanego w osiedlowych uliczkach auta, bo na porządku dziennym są rysy na lakierze i oderwane lusterka. Nikt nie ma wątpliwości, że to wina nieudolnych kursantów, ćwiczących parkowanie między autami. Podobne narzekania słychać niemal w całym mieście. Na samo osiedle Karpackie elki wjechać już nie mogą. Kilku najważniejszych dróg osiedlowych strzegą przed kursantami znaki zakazu wjazdu z tabliczkami "dotyczy samochodów nauki jazdy L". - Drogi osiedlowe są wąskie, a w dodatku nie mają chodników. Droga, po której chodzą setki pieszych, nie jest odpowiednim miejscem na naukę jazdy. To jest zbyt niebezpieczne - tłumaczy powody tej decyzji Paweł Zielonka z Karpackiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zapewnia, że spółdzielnia podjęła ją z powodu skarg mieszkańców. Według instruktorów nauki jazdy zakaz to skandal. Tłumaczą, że w Bielsku-Białej nie ma miasteczka ruchu drogowego z ustawionymi makietami samochodów, gdzie mogliby ćwiczyć z kursantami. Zapewniają, że złe opinie o elkach są zdecydowanie przesadzone. - Ludzie jakby zapomnieli, że obok kursanta siedzi instruktor, doświadczony kierowca, który odpowiada za swojego ucznia. Nie wierzę w to, że porysowane samochody na parkingach to wina elek. Jeśli już, to dzieło niedouczonych, niedoświadczonych kierowców - uważa Andrzej Pytlik, właściciel Szkoły Nauki Jazdy "Pytlik".
Komentuj →
22 stycznia 2008 |
0
W Instytucie Transportu Samochodowego podpisano prywatno-publiczne porozumienie celowe dla realizacji projektu eCall Polska pomiędzy Instytutem Transportu Samochodowego reprezentowanym przez dyrektora dr inż. Andrzeja Wojciechowskiego, a firmą: Automex reprezentowaną przez Jana Bińczaka, firmą General Tekom Corporation sp. z o.o. reprezentowaną przez Jacka Załogę oraz przedstawicielami Fundacji Uniwersytetu im. A. Mickiewicza. Podpisanie porozumienia zostało poprzedzone konsultacją, która odbyła się w siedzibie ITS w dniu 3 stycznia 2008 roku. W spotkaniu uczestniczyli: dyrektor ITS dr inż. Andrzej Wojciechowski, mgr inż. Wojciech Przybylski zastępca dyrektora ITS d/s techniki, Grzegorz Brychczyński oraz Jarosław Błachnio - doradcy General Tekom Corporation. Celem systemu eCall będącego elementem inicjatywy na rzecz "inteligentnego samochodu", przedstawionej przez Komisję Europejską jest zmniejszenie ilości poważnych wypadków drogowych i skrócenie czasu reakcji na zdarzenia drogowe, a w konsekwencji zmniejszenie współczynnika śmiertelności w wypadkach drogowych. Jako część inicjatywy eBezpieczeństwo, system eCall przewiduje ujednolicenie numeru alarmowego w całej Europie. System przewiduje montowanie w pojazdach nowoczesnej technologii, która pozwalałaby na automatyczne powiadamianie służb ratunkowych w razie wypadku. Najbliższy punkt przyjmowania zgłoszeń o wypadkach (PSAP) byłby niezwłocznie powiadamiany o miejscu wypadku, co pozwalałoby na niezwłoczne skierowanie pomocy, skracając średni czas reakcji na zgłoszenie. Na kontynencie funkcjonują już podobne systemy zawiadamiania o wypadkach, jednak ich zastosowanie na skalę europejską nie jest powszechne. W technologię eCall będą wyposażone wszystkie rodzaje pojazdów, we wszystkich krajach UE, co pozwoli objąć usługą ponad 100 milionów osób podróżujących po Europie każdego roku. W ramach forum eBezpieczeństwo ustanowiono jedenaście grup roboczych, a wyniki prac dotyczących nie tylko eCall zaczynają się już pojawiać.
Komentuj →
21 stycznia 2008 |
0
Redakcja newslettera turystycznego PZM cykl dotyczący kursu pierwszej pomocy. W trzecim odcinku radzi: w każdym wypadku komunikacyjnym należy jak najszybciej wezwać Pogotowie Ratunkowe oraz ekipę ratowniczą, która wyposażona w odpowiednie przyrządy umożliwi dostęp do poszkodowanych we wraku samochodu.
Telefony alarmowe:
112 z telefonu komórkowego
999 pogotowie ratunkowe
997 policja
998 straż pożarna
33 985 Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, połączenie z każdego telefonu komórkowego
601 100 100 Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, połączenie z każdego telefonu komórkowego
601 100 300 Górskie oraz Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe
Dyspozytorowi należy przekazać następujące informacje: dokładne miejsce wypadku, co się wydarzyło, kiedy doszło do wypadku, jaki jest stan poszkodowanych, jaki rodzaj pomocy został udzielony. Nigdy nie odkładaj pierwszy słuchawki! Poczekaj na ewentualne pytania dyspozytora.
Poszkodowany: W niektórych przypadkach można bezpiecznie zmieniać położenie ciała rannego. Gdy jednak ofiara ma poważne obrażenia szyi lub pleców, nie wolno jej ruszać - chyba że ratujemy ją przed pożarem, wybuchem itp. Sprawdź, czy ofiara nie ma uszkodzonego kręgosłupa. U ofiar wypadków samochodowych zawsze musisz podejrzewać uszkodzenie kręgosłupa. Następnie należy bezzwłocznie zająć się poszkodowanymi.
W tym celu:
- dopilnuj, by ranny leżał i był spokojny;
- jeśli wymiotował - a masz pewność, że nie uszkodził kręgosłupa - ułóż go na boku w pozycji bocznej ustalonej, by się nie udusił;
- okryj go kocami lub płaszczami, by nie tracił ciepła;
- jeśli to konieczne, rozetnij ubranie. Nie zdzieraj ubrania z poparzonych miejsc, chyba że wciąż się tli;
- uspokój ofiarę i sam zachowaj spokój. To pozwoli rannemu opanować strach, dzięki czemu nie wpadnie w panikę;
- nie podawaj płynów osobie nieprzytomnej lub półprzytomnej, jak też osobie skarżącej się na ból brzucha (obrażenia narządów wewnętrznych );
- nie próbuj jej cucić, poklepując bądź potrząsając nią, ponieważ osoba taka po dojściu do siebie w pierwszym odruchu może spróbować ci oddać;
- wśród rzeczy ofiary poszukaj informacji o szczególnych jej problemach zdrowotnych - alergiach lub chorobach wymagających specjalnego postępowania - ewentualnie bransoletki lub wisiorka, które by o tym informowały;
- nie zabieraj ze sobą dokumentów poszkodowanego. Przekaż je lub lepiej wskaż gdzie leżą osobie upoważnionej (rodzina, policja).
Komentuj →
21 stycznia 2008 |
0
Mieszkańcy przy skrzyżowaniu ul. Katowickiej i Ozimskiej w Opolu skarżą się na uciążliwość sygnalizacji dźwiękowej dla niewidomych. - Ciągły pisk nie daje nam spać w nocy - mówi pan Tadeusz. O tym, jak uciążliwe potrafi być piszczenie sygnalizatorów, przekonał się pan Tadeusz. - Trudno było zmrużyć oko, to przeszkadzało nie tylko mnie. Mówiło się o tym w windzie, ale nikt nie interweniował - opowiada i dodaje, że kilka dni po przeprowadzce wysłał pismo do urzędu miasta z prośbą o wyłączenie sygnału dźwiękowego po godzinie 22. - Rozumiem, że niewidomi muszą mieć możliwość bezpiecznego poruszania się. Ale po godz. 22 mało kto chodzi ulicami, zwłaszcza na skrzyżowaniu Katowickiej z Ozimską - dodaje. Pismo poskutkowało. Uciążliwy dźwięk oznajmiający niewidomym, że pali się zielone światło, niebawem zamilknie. Zastąpi go tzw. bociani klekot, który nie jest tak dolegliwy, a emitowany jest kierunkowo w stronę przejścia dla pieszych. Podobnych przypadków jest więcej. - Wcześniej były interwencje mieszkańców bloków przy skrzyżowaniach ul. Plebiscytowej z Ozimską i Horoszkiewicza z Sosnkowskiego - opowiada Marek Michalak z firmy Omega Elektro, zajmującej się konserwacją sygnalizatorów. Dlatego miasto sukcesywnie wymienia stare sygnalizatory, które mają nawet 20 lat, na nowsze. - Jest to o tyle skomplikowane, że nie można wymienić tylko urządzenia wydającego dźwięk, ale cały sygnalizator. Do końca roku jednak wszystkie 36 skrzyżowań świetlnych w mieście zmodernizujemy - mówi Piotr Jurczyk z Miejskiego Zarządu Dróg. Nic przeciwko wymianie nie mają także niewidomi. Zdarzało się bowiem, że starsze sygnalizatory wprowadzały niewidomych w błąd, wysyłając sygnał z jednego przejścia na całe skrzyżowanie.
Komentuj →
21 stycznia 2008 |
1
Uwaga kierowcy! Na drogach województwa łódzkiego będzie więcej fotoradarów, urządzeń je imitujących i nieoznakowanych radiowozów z wideokamerami. Nowością na drogach będą fotoimitatory. Działają one tak samo jak fotoradary, tylko że nie robią zdjęć. Po co więc będą montowane? Mają odstraszać posiadaczy antyradarów. Urządzenie będzie wysyłało sygnał i imitowało zrobienie zdjęcia. Dzięki temu kierowcy pomyślą, że w środku jest prawdziwe urządzenie i będą zwalniali. Obecnie fotoradary znajdują się średnio w co szóstej skrzynce. Co pewien czas są przekładane, by zmylić kierowców. Posiadacze antyradarów szybko jednak wykrywają, gdzie znajduje się urządzenie i informują innych uczestników ruchu przez CB radio. Pierwsze fotoimitatory mają pojawić się na drodze krajowej nr 8, gdzie prowadzona jest pilotażowa akcja "Bezpieczna ósemka". Trasa ta w województwie łódzkim przebiega na odcinku ponad 200 kilometrów. W ubiegłym roku ustawiono tam maszty fotoradarowe. Rozmieszczono je średnio, co siedem kilometrów. Właśnie do tych skrzynek trafią fotoimitatory. Dlaczego nie zostaną zamontowane prawdziwe fotoradary? - Urządzenia je imitujące są o wiele tańsze - tłumaczy Artur Mrugasiewicz z GDDKiA. - Fotoimitatory zakupiliśmy już w grudniu. Przekażemy je do Komendy Głównej Policji, która rozdzieli je na województwa. Kierowcy nie są zadowoleni z nowych pomysłów policji i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Chcą, żeby zamiast łapania kierowców i wydawania pieniędzy na fotoradary wybudować lepiej autostrady i porządne drogi. Statystyki pokazują jednak, że takie działania są potrzebne. - W miejscach, gdzie stoją fotoradary liczba wypadków zmniejszyła się o 30-40 proc. i nie ma żadnych ofiar śmiertelnych - mówi Cezary Popławski, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Policja w Łódzkiem w ostatnim tygodni dostała również pięć nowych, nieoznakowanych passatów z wideoradarami, które będą jeździły po całym województwie. - Mamy nadzieję, że dzięki tym wszystkim działaniom drogi w Łódzkiem staną się jeszcze bezpieczniejsze - uważa Popławski. W ubiegłym roku od stycznia do listopada na drogach w naszym województwie zginęły 33 osoby, a prawie 600 zostało rannych. Liczba wypadków z każdym rokiem niepokojąco wzrasta.
Komentuj →
21 stycznia 2008 |
0
Marek P. ze Szwederowa walczy ze spółdzielnią mieszkaniową, która nie pozwala mu trzymać przed domem przyczepy kempingowej, choć przepisy tego nie zabraniają. Marek P. trzyma swoją przyczepę kempingową przed domem. Do tej pory nikomu z mieszkańców to nie przeszkadzało - relacjonuje "Gazeta Wyborcza Bydgoszcz". Aż tu niespodziewanie w tym roku na klatkach schodowych pojawiły się kartki z pytaniem, czyja to przyczepa. Zgłosiłem się do administracji mówiąc, że jestem jej właścicielem. Krótko po tym dostałem pismo ze spółdzielni, w którym jej władze nakazują mi usunięcie pojazdu – opowiada czytelnik. W piśmie można m.in. przeczytać, że projekt zagospodarowania przestrzennego nie przewiduje stawiania w tym miejscu na stałe tego rodzaju wozów. - To bzdura. Moja przyczepa to pojazd jak każdy inny. Sąsiedzi stawiają samochody, niektórzy nawet ciężarowe, a ja mój kemping na kółkach - argumentuje właściciel spornej przyczepy. Spółdzielnia poinformowała go też, że usunięcia wozu domagają się inni mieszkańcy. - Nie chce mi się w to wierzyć. Pytałem wcześniej sąsiadów, czy mój pojazd nie będzie im przeszkadzał. Nikt nie zgłaszał żadnych uwag. Nie wiem, na jakie skargi powołuje się spółdzielnia i ile osób ją złożyło - oburza się. Odpowiedzi na to pytanie nie zna też Wiesław Gęsikowski, prezes Pomorskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Być może chodzi tylko o jedną osobę. To nie ma jednak dla nas znaczenia, dlatego uprzejmie poprosiliśmy tego pana, żeby usunął kłopotliwą przyczepę - wyjaśnia. Czytelnik nie zamierza jednak tego zrobić i do spółdzielni wysłał już pismo, w którym tłumaczy, że argumentacja, na którą prezes się powołuje, jest absurdalna. - Nie otrzymałem jeszcze tego pisma, więc nie będę się na jego temat wypowiadał - odpowiada prezes. Zapewnia równocześnie, że nie bierze pod uwagę możliwości usunięcia przyczepy wbrew woli właściciela. - Musimy razem spokojnie usiąść i zastanowić się, jak rozwiązać ten kłopot - mówi.
Komentuj →