15 kwietnia 2008 |
0

15 kwietnia 2008 roku w gmachu Biblioteki Narodowej w Warszawie odbyła się konferencja sumująca cykl szkoleniowy “Inwestycja w bezpieczeństwo. Reedukacja kierowców – kadry, metodyka, efektywność”.
Cykl szkoleniowy był wspólnym przedsięwzięciem Sekretariatu Krajowej Rady BRD, Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego i Polskiej Grupy Edukacyjnej “EducaTiv”.
Wsparcia metodycznego udzielił Instytut Transportu Samochodowego.
Konferencję otworzył sekretarz Krajowej Rady BRD Andrzej Grzegorczyk. Krótkie wprowadzenie wygłosił także Andrzej Wojciechowski – dyrektor ITS.
W imieniu posła do europarlamentu prof. Bogusława Liberadzkiego uczestników konferencji pozdrowił Jerzy Kleniewski.
W dyskusji panelowej udział wzięli: dr Jadwiga Bąk (ITS), Mariusz Wasiak (KG Policji), Wiesław Bratos (SPT), dr Adam Tarnowski (UW) i Maciej Wroński.
Podsumowania cyklu szkoleniowego dokonali Ryszard Krawczyk i Andrzej Markowski.
Celem przedsięwzięcia jest poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez podwyższanie kompetencji i umiejętności osób prowadzących w WORD-ach szkolenia reedukacyjne dla kierowców łamiących przepisy ruchu drogowego. Udział wzięło ponad 50 osób -psychologowie, policjanci i organizatorzy kursów dla “punktowiczów”.
Cykl szkoleniowy zakończył się egzaminem w systemie on-line. W czasie konferencji uczestnicy otrzymali certyfikaty kompetencji Instytutu Transportu Samochodowego.
Uczestniczące w przedsięwzięciu WORD-y otrzymały dyplomy partnera programu “Inwestycja w bezpieczeństwo. Reedukacja kierowców – kadry, metodyka, efektywność”.
Na wniosek pozostałych WORD-ów organizatorzy planują kontynuację tego cyklu szkoleniowego dla kadr z innych regionów.
Opr. Zuzanna Wiśniewska, kierownik projektu
Komentuj →
11 kwietnia 2008 |
0
Niezbędny sprzęt: chusteczki do otarcia łez, termos z herbatą, koc, przytulanki dla dzieci i słodycze. Pracownicy interwencji kryzysowej z Gorzowa będą zajmować się świadkami i ofiarami wypadków czy pożarów, którzy potrzebują wsparcia psychicznego, pocieszenia czy wysłuchania – informuje “Gazeta Wyborcza Gorzów”. - Strażak wyciągnie człowieka z pożaru, policjant wszystko zabezpieczy, lekarz pozszywa rany, a potem człowiek zostaje sam ze swoim przerażeniem. W szoku nie wie, co tak właściwie się dzieje. My jesteśmy tą czwartą służbą ratowniczą, która wtedy przy nim będzie, poda wodę, wytrze łzy, otuli kocem, wysłucha. Wsparcie psychiczne jest w traumatycznych przypadkach tak samo ważne, jak pomoc ratowników - mówi Jolanta Szynkarczuk, dyrektor Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Gorzowie. Z końcem stycznia OIK podpisał porozumienie z policją i strażą pożarną. Od tej pory funkcjonariusze, jadąc na miejsce wypadku, będą wzywać dwóch pracowników interwencji kryzysowej. Każdy z nich, ubrany w czarne spodnie bojówki i czarne kurtki lub bluzy z napisami "ośrodek interwencji kryzysowej", będzie wyposażony w plecak z niezbędnym sprzętem, czyli z chusteczkami, wodą, termosem z gorącą kawą i herbatą, kocami, przytulankami, słodyczami i kredkami dla dzieci. Na miejscu natychmiast zgłaszają się do dowódcy akcji ratunkowej, który wyjaśnia im sytuację i mówi, gdzie są ludzie potrzebujący opieki. - Będziemy z nimi rozmawiać, oceniać, czy nie potrzebują opieki lekarza. Osoby w szoku najbardziej potrzebują wygadać się lub wiedzieć, że jest obok nich ktoś, kto da im wsparcie. A my im to zapewnimy - mówi Anna Kowalczyk, interwent kryzysowy z OIK. Ośrodek od dawna współpracował z policją przy różnego rodzaju wypadkach, pracownicy pomagali informować o śmierci kogoś bliskiego, wspierali interwencje policyjne przy ofiarach przemocy w rodzinie. Jednak dotychczas policja zwracała się o pomoc raczej w wyjątkowych sytuacjach na dużą skalę. Teraz interwencyjny zespół ruchomy, bo tak nazywa się ta forma działalności ośrodka, ma być działaniem systemowym. Poza opieką na miejscu wypadku, osoby, które będą potrzebowały spędzić trochę czasu pod opieką specjalisty, będą zabierane do Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Tam pracownicy pomogą im dojść do siebie i zapewnią pomoc.
Ratownicy interwencyjni od dawna współpracują ze strażą pożarną w Poznaniu, właśnie stamtąd pochodzi pomysł dyrekcji ośrodka w Gorzowie. Rzecznik gorzowskiej straży pożarnej twierdzi, że pomoc pracowników interwencji jest na miejscu wypadków jak najbardziej wskazana. - Strażacy skupiają się na likwidacji niebezpieczeństwa. Trudno jest pogodzić to z pracą poza strefą zagrożenia, a tam pomoc też jest potrzebna - tłumaczy Grzegorz Rojek, rzecznik straży pożarnej. Policja zapewnia, że będzie wzywać pracowników interwencji wszędzie, gdzie ofiary wydarzeń są narażone na traumatyczne przeżycia. - Policja przede wszystkim musi wykonywać swoje podstawowe zadania, więc jeśli teraz opieką nad poszkodowanymi będą zajmować się fachowcy, to z korzyścią dla wszystkich - mówi rzecznik gorzowskiej policji Sławomir Konieczny.
Komentuj →
9 kwietnia 2008 |
0
3. edycja kampanii Akademia Bezpiecznego Samochodu
Nieustanna edukacja polskich kierowców oraz podnoszenie ich świadomości co do wpływu stanu technicznego pojazdu na bezpieczeństwo są nadal niezbędne. W Warszawie miała miejsce inauguracja trzeciej edycji kampanii Akademia Bezpiecznego Samochodu. Podczas spotkania prasowego organizatorzy kampanii przekazali dziennikarzom wyniki najnowszych badań, dotyczące świadomości i wiedzy polskich kierowców odnośnie wpływu stanu technicznego pojazdu na bezpieczeństwo drogowe. Przedstawiono także wyniki kampanii prowadzonej w 2007 roku. Alfred Franke – Prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów Części Motoryzacyjnych wskazał na fakt, iż dynamiczny wzrost ilości samochodów jeżdżących w Polsce ma niestety niewystarczające odzwierciedlenie w poprawie świadomości technicznej kierowców. Pod koniec 2007 roku po polskich drogach jeździło już ponad 15 milionów pojazdów. Jak podkreślił Alfred Franke – wśród tych pojazdów duża część to samochody używane, sprowadzone z zagranicy, a więc wymagające szczególnej troski o stan techniczny. Ponad 80% polskich kierowców deklaruje dbałość o stan techniczny pojazdów przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo swoje oraz najbliższych, jednakże ta motywacja nadal nie przekłada się na faktyczną dbałość o sprawność samochodów. Przemysław Skoczyński z Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego stwierdził, że dobry kierowca to kierowca świadomy swoich umiejętności oraz świadomy możliwości swojego pojazdu. Jednakże oprócz podnoszenia świadomości technicznej, niezwykle ważne są również zmiany systemowe i legislacyjne, na przykład w odniesieniu do obowiązkowych przeglądów technicznych pojazdów w Polsce. Właśnie taki cel stoi przed Raportem przygotowywanym przez KRBRD we współpracy z Akademią Bezpiecznego Samochodu. Wstępna wersja Raportu, zawierająca m.in. charakterystykę polskiego rynku motoryzacyjnego czy przykłady badań pokazujących wpływ niektórych części samochodowych na bezpieczeństwo, znajduje się na stronie www.krbrd.gov.pl. Przemysław Skoczyński podkreślił, że kolejnym krokiem powinno być zaadaptowanie najlepszych zachodnich praktyk do polskich warunków, tak aby nadążyć za bardzo szybkim rozwojem parku samochodowego w Polsce. Przedstawicielka Federacji Konsumentów – Aleksandra Frączek wskazała na niezwykle istotny w kontekście kampanii aspekt edukacyjny młodych kierowców oraz kandydatów na kierowców. Podkreśliła, że materiały edukacyjne, które mogłyby pomóc w bardziej świadomym i odpowiedzialnym użytkowaniu pojazdu, powinny docierać do szkół nauki jazdy. Instruktorzy i egzaminatorzy natomiast powinni kłaść większy nacisk na weryfikację wiedzy o technicznym aspekcie pojazdu. Federacja Konsumentów jako Patron Honorowy kampanii, już od 2007 roku również szeroko informuje konsumentów o idei oraz działaniach kampanii. Prezes Federacji – Małgorzata Niepokulczycka – podkreśliła podczas spotkania, iż konsumenci, a w szczególności kobiety coraz częściej wykazują większe zainteresowanie tą tematyką i chcą zwiększać swoją wiedzę w tym zakresie. Witold Rogowski ze Stowarzyszenia Niezależnych Warsztatów Samochodowych wskazał na niezwykle palący problem w kontekście dbałości o stan techniczny pojazdów – na brak dialogu pomiędzy kierowcą a mechanikiem. Nieświadomość kierowców bardzo często wynika bowiem z niewiedzy o zależnościach pomiędzy poszczególnymi podzespołami samochodowymi, a o nich najwięcej wie przecież fachowiec. Zdaniem Witolda Rogowskiego przy każdej wizycie kierowcy w warsztacie – oprócz bieżących napraw – mechanik powinien dokonać podstawowego przeglądu pojazdu. O pozaekonomicznych oraz ekonomicznych skutkach wypadków drogowych mówił Rzecznik Prasowy Banku Światowego – Jacek Wojciechowicz. Roczne koszty wypadków drogowych w Polsce szacuje się na około 30 miliardów złotych, co jest kwotą zbliżoną do dziury budżetowej polskiego rządu. Duża część zdarzeń drogowych powodowana jest niesprawnością techniczną pojazdów i należy tę przyczynę sukcesywnie eliminować. Ważne jest więc, by skupić się na edukacji kierowców i uświadamianiu im zagrożeń wynikających z niesprawnych podzespołów samochodowych, a mechanikom uświadomić, jak wielkie znaczenie może mieć nierzetelnie wykonany przegląd pojazdu.

(242-19)
Podczas inauguracji kampanii organizatorzy spotkali się również z przedstawicielami Urzędów Marszałkowskich z całej Polski. Reprezentanci instytucji kształtujących bezpieczeństwo drogowe w wymiarze regionalnym i lokalnym dyskutowali o możliwościach i pomysłach na rozwiązanie zastraszającej ilości wypadków drogowych. Podkreślano, że lokalnie problem bezpieczeństwa drogowego oraz wpływającego na nie stanu technicznego pojazdów postrzega się przez pryzmat Stacji Kontroli Pojazdów, które nie zawsze wykonują swoje zadanie w sposób należyty. Coraz silniejsza konkurencja na tym rynku skutkuje często obniżeniem jakości usług.
Przedstawiciele władz lokalnych stwierdzili, że podejmują akcje związane z bezpieczeństwem drogowym oraz starają się edukować mieszkańców w tej kwestii, w szczególności dzieci i młodzież, które często najskuteczniej wpływają na świadomość swoich rodziców. Podczas spotkania podkreślono także, że rzetelna i ciągła edukacja uczestników polskich dróg jest nadal niezbędna.
Komentuj →
7 kwietnia 2008 |
0
K o m u n i k a tP F S S K
W dniu 4 kwietnia 2008 w Izabelinie kolo Warszawy obradował zarząd Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców oraz XV Komitet Doradczy Zarządu PFSSK. W obradach uczestniczył także prezes honorowy Janusz Ujma. Omówiono m.in.:
1.wzór złotej i srebrnej honorowej odznaki Federacji; pierwsze odznaczenia zostaną wręczone podczas obchodów X-lecia PFSSK jesienią tego roku;
2.założenia konkursu “Instruktor Roku 2008”; przewodniczącym komitetu organizacyjnego został kol. Jan Szumiał;
3.koncepcję konferencji jubileuszowej z okazji X-lecie Federacji; konferencja ma byćzorganizowana wspólnie z Krajowym Stowarzyszeniem Dyrektorów WORD, które także obchodzić będzie X-lecie działalności;
4.cele i dotychczasowe efekty cyklu konferencji metodycznych pod nazwą “Społeczna misja nauczycieli jazdy”; konferencje takie odbyły się już w 9 regionach z udziałem niemal 1000 osób, a w wielu innych regionach trwają przygotowania;
5.program wycieczki studialnej do Austrii w dniach 9-11 maja br.; jednym z celów wyjazdu jest zapoznanie się z metodami treningu kierowców w warunkach ekstremalnych na specjalnym torze jazdy w Teesdorf.
W godzinach wieczornych odbyło się robocze spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury - panem Andrzejem Bogdanowiczem i panem Tomaszem Piętką. Głównym tematem dyskusji były zmiany w szkoleniu kierowców wprowadzone dyrektywą nr 59/2003 oraz treść projektu ustawy o kierujących pojazdami, która w najbliższych tygodniach trafi ponownie pod obrady podkomisji sejmowej ds. transportu.
W spotkaniu uczestniczyli panowie Piotr Grzybowski z GM Poland i Witold Wiśniewski z Grupy IMAGE.
W dniu 5 kwietnia odbyło się Walne Zebranie PFSSK. W zebraniu uczestniczyli delegaci z 20 stowarzyszeń regionalnych. Jako goście uczestniczyli przedstawiciele środowiska szkoleniowego z Radomia, gdzie podjęte zostały działania na rzecz stworzenia stowarzyszenia regionalnego. Region reprezentował Maciej Łuczak (OSK Donatex).
W sprawozdaniu za ostatni rok szczegółowo opisane zostały działania zarządu Federacji i stowarzyszeń regionalnych, w tym m.in. udział przedstawicieli Federacji w pracach legislacyjnych, przedsięwzięcia szkoleniowo-informacyjne wspierające pracę instruktorów jazdy, współpracę z administracją rządową, samorządową i z podmiotami działającymi na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Władze Federacji uzyskały absolutorium.
Walne Zebranie zobowiązało zarząd Federacji do aktywnego reprezentowania interesów środowiska szkoleniowców podczas prac nad ustawą o kierujących.
Walne Zebranie podjęto uchwałę stanowiącą honorowe odznaki PFSSK oraz uchwaliło regulamin komisji rewizyjnej.
W dyskusji podkreślano duże zaangażowanie stowarzyszeń regionalnych w pracę na rzecz naszej Federacji. Utworzenie izb gospodarczych nie osłabiło Federacji, wręcz odwrotnie – obserwuje się wyraźną aktywizację środowiska. O czym świadczą chociażby inicjatywy powoływania kolejnych stowarzyszeń regionalnych.
W minionej kadencji nastąpiły zmiany w zarządach stowarzyszeń regionalnych: we Wrocławiu prezesem został Ireneusz Bujna, w Bydgoszczy Zygfryd Karpiński, w Szczecinie Zenon Grzesik, w Piotrkowie Trybunalskim Zbigniew Hyży. Nowi prezesi są bardzo dynamiczni i bardzo mocno zaangażowani w działalność Federacji.
Krzysztof Szymański prezes PFSSK
Komentuj →
13 kwietnia 2008 |
0

(242-15)
Komentuj →
13 kwietnia 2008 |
0
Ponad 640 motocykli poświęcił ks. Krzysztof Masiulanis na organizowanym od dziesięciu lat przez duszpasterstwo kierowców archidiecezji gdańskiej, symbolicznym rozpoczęciu sezonu. Tegoroczne spotkanie - z ponad 640 uczestnikami, jest rekordowym pod względem liczby pojazdów. Odbyło się ono w Sobowidzu, dokąd kilka miesięcy temu przeniesiono księdza z Trójmiasta. Część motocyklistów przyjechała na nie aż z Warszawy. Od kilku lat w organizacji spotkań zainicjowanych przez duszpasterza kierowców archidiecezji gdańskiej pomaga też Gdańskie Centrum Profilaktyki Uzależnień od Alkoholu. Przy tej okazji pracownicy prowadzonego przez samorząd Gdańska Centrum propagują swoją kampanię pt. "Kieruję bez procentów". Celem kampanii, w ramach której organizowane są różnego typu spotkania, rozdawane ulotki itp. jest m.in. "zmniejszenie liczby przypadków prowadzenia pojazdów przez nietrzeźwe osoby i zwiększenie świadomości kierowców i innych uczestników ruchu drogowego na temat skutków nietrzeźwości za kierownicą". Uroczystości poświęcenia jednośladów stały się tradycją w całej Polsce i odbywają się co roku w różnych częściach kraju.
Komentuj →
13 kwietnia 2008 |
0
Wypiła, by łatwiej uczyć się jazdy samochodem- Skutki jazdy "na podwójnym gazie" były takie, że samochód, volkswagen jetta zawisł na płocie. O zdarzeniu poinformował Policję z Leska właściciel ogrodzenia. Pasażer pojazdu, a jednocześnie jego właściciel miał ponad 2,5 promila alkoholu we krwi. Kierująca zdążyła uciec przed przyjazdem Policji. Policjanci szybko ustalili, że samochód prowadziła 20-letnia mieszkanka Leska, która nie posiadała uprawnień do kierowania pojazdem. Kilkanaście minut po feralnym zdarzeniu została odnaleziona. Miała 2,7 promila alkoholu w organizmie. Kobieta tłumaczyła, że przygotowuje się do egzaminu na prawo jazdy i postanowiła "potrenować" jazdę na ulicach miasta. Powiedziała też policjantom, że wcześniej wypiła około 0,75 l wódki, myśląc, że dzięki temu będzie mieć lepszą koncentrację za kierownicą. Za swój czyn odpowie teraz przed sądem. Właściciel pojazdu za udostępnienie go osobie bez uprawnień został ukarany mandatem karnym.
Strzały za pijanym kierowcą - Policjanci z Piaseczna i komisariatu w Konstancinie-Jeziornie musieli użyć broni, aby zatrzymać drogowego pirata. Mężczyzna, uciekając przed Policją, jechał chodnikami rozganiając pieszych, a w trakcie pościgu zarysował przejeżdżające auto. Kierowca nie reagował na sygnały nakazujące zatrzymanie auta. W trakcie ucieczki usiłował staranować radiowóz i minąć policyjną blokadę, jadąc wprost na funkcjonariuszy. Policjanci zatrzymali uciekających bmw 37-letniego Tomasza Ch. i 19-letniego Roberta K. Jak się okazało kierowca był nietrzeźwy, miał ponad 0,7 promila alkoholu we krwi. Śledczy sprawdzają teraz czy stan nietrzeźwości był jedynym powodem ucieczki kierowcy.
Nietrzeźwy kierowca autobusu wpadł na policyjnej akcji BUS - Tczewscy policjanci zatrzymali pijanego kierowcę autobusu. Mężczyzna wpadł podczas organizowanej dzisiaj w województwie pomorskim policyjnej akcji BUS. Jak się okazało, wiózł pasażerów mając prawie 1 promil alkoholu w organizmie. Okazało się, że mężczyzna zdążył już wykonać jeden kurs z kilkunastoma pasażerami i szykował się do kolejnego. Teraz 42-letni mieszkaniec gminy Tczew trzeźwieje w policyjnym areszcie. Jutro stanie przed sądem. Za jazdę po pijanemu grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności i utrata prawa jazdy.
Pijany pirat z dziećmi na pokładzie - Pijacki rajd i policyjny pościg ulicami Włocławka. Mundurowi zatrzymali kierowcę, który "na gazie" szalał po mieście wioząc trójkę dzieci. Pijacka eskapada rozpoczęła się w piątek ok. godz. 21.30 na ul. Popiełuszki we Włocławku, kiedy kierowca opla vectry postanowił wymierzyć sprawiedliwość jadącemu fiatem punto. Powód? Punto miało nieprawidłowo włączyć się do ruchu. Rozjuszony szofer vectry podbiegł do fiata, a gdy siedzący w środku nie otworzył mu drzwi ani okna, uderzył pięścią w dach, a później stłukł przednią szybę. Następnie wsiadł do opla i odjechał. Napadnięty poinformował o całym zdarzeniu policję. - Mundurowi usiłowali zatrzymać opla do kontroli, a gdy ten pojechał dalej, łamiąc wszelkie przepisy ruchu drogowego, ruszyli w pościg - relacjonuje Kamila Ogonowska z zespołu prasowego KWP w Bydgoszczy. - Uciekający kierowca nie reagował na sygnały świetlne i dźwiękowe. W rezultacie na ul. Kapitulnej stracił panowanie nad pojazdem, wypadł z drogi i uderzył w drzewo. Siedzący za kółkiem 37-letni mężczyzna nie jechał sam. W aucie były jeszcze dwie kobiety i trójka dzieci. Pirat był pijany, badanie alkotestem wykazało u niego 1,5 promila alkoholu w organizmie. Nietrzeźwa była także siedząca na przednim siedzeniu 32-letnia pasażerka, miała 1,4 promila. Oboje trafili do aresztu. - Pozostałym pasażerom udzielono pomocy lekarskiej, po czym dzieciaki zostały przekazane pod opiekę rodzinie - mówi Ogonowska. Szofer usłyszał już zarzuty. Za najcięższy z nich - zniszczenie lub uszkodzenie cudzej rzeczy - grozi mu do 5 lat więzienia. Ponadto prokurator będzie wnioskował do sądu o tymczasowy areszt.
Komentuj →
13 kwietnia 2008 |
0
ALKOHOLOWE LICZYDEŁKO - http://www.parpa.pl/download/AlkoholoweLiczydelko.xls
Komentuj →
12 kwietnia 2008 |
0
“Gazeta Lubuska” przypomina: Ważący kilka kilogramów borsuk czy zając potrafi zdemolować zderzak i chłodnicę samochodu. A po staranowaniu dzika auto idzie do kasacji. Przez ostatnich 20 lat Leonard Kalota z Międzyrzecza przejechał grubo ponad dwa miliony kilometrów. Miał trzy kolizję. Wszystkie spowodowały leśne zwierzaki, które wybiegły na drogę wprost pod koła jego samochodów. - Ostatnio koło Rojewa przed maską mojego busa przeleciało stado saren. Jedna odbiła się od barierki na poboczu i zahaczyłem ją prawą stroną. Rozbiła mi reflektor i przerysowała bok auta - opowiada międzyrzeczanin. W ciągu ostatniego roku w powiecie międzyrzeckim doszło do 655 kolizji drogowych. 45 z nich spowodowały leśne zwierzęta. - Takich zdarzeń mogło być znacznie więcej, gdyż kierowcy nie zawsze nas o nich informują - wylicza naczelnik międzyrzeckiej drogówki kom. Paweł Latoszewski. Dlaczego kierowcy nie zgłaszają policji kolizji z udziałem dzików czy jeleni? - Bo jeśli nie mają ubezpieczenia AC, to odszkodowania i tak nie dostaną. Dlatego jeśli nawet mają uszkodzony samochód, to wielu woli nie ryzykować ewentualnego mandatu i utraty punktów - wyjaśnia nadleśniczy z Międzyrzecza Jerzy Pawliszak. Leśnicy mówią o prawdziwej masakrze zwierzaków na drogach. - Ważący ponad sto kilogramów odyniec może kompletnie robić auto. A sarny jelenie skaczą nad maskę i mogą wpaść do kabiny - ostrzega strażnik leśny Tadeusz Zieliński z Nadleśnictwa Międzyrzecz. Najczęściej do wypadków dochodzi nad ranem i wieczorem, kiedy zwierzaki wychodzą na żer, lub wracają do swych legowisk. Bardzo groźne dla kierowców są daniele z prywatnych hodowli. Po wypuszczeniu na wolność nie boją się ludzi, często wychodzą na pobocza dróg i przyglądają się przejeżdżającym samochodom. - Widząc zwierzę przebiegające przez drogę, lub stojące na poboczu, należy zwolnić, a najlepiej zahamować. Za pierwszym dzikiem czy jeleniem z lasu może wybiec całe stado - ostrzega szef straży leśnej Zbigniew Jagoda z międzyrzeckiego nadleśnictwa.
Komentuj →
12 kwietnia 2008 |
0
W ramach programu Otwarte Drzwi Szkoły, Liceum Ogólnokształcące nr XVIII w Lublinie zaprezentowało swoją ofertę programową. Już od września młodzież, która zdecyduje się na naukę w XVIII Liceum będzie mogła uczęszczać do klas o profilu policyjnym. Wybierając ten profil młodzi ludzie poznawać będą podstawy prawa i wiedzy policyjnej, będą zapoznawać się ze specyfiką pracy policjanta i wyzwaniami, jakiej niesie służba w Policji. W trakcie spotkania młodzi ludzie byli bardzo zainteresowani specyfiką służby Policji. Padały pytania dotyczące prowadzonych przez Policje akcji, współdziałania w poszczególnych pionach oraz struktury organizacyjnej służb mundurowych. Młodzież żywo reagowała na opowiadania policjantów. Wśród chętnych do klasy z edukacją policyjną było wiele młodych dziewcząt.
Komentuj →
12 kwietnia 2008 |
1
Wojewoda śląski dopiął swego. Drogowskazy w podwarszawskich Jankach wreszcie pokazują drogę do Katowic – donosi “Gazeta Wyborcza Stołeczna”. O interwencji władz wojewódzkich w Katowicach w sprawie kłopotów kierowców na rozstajach dróg w Jankach pisaliśmy ponad dwa miesiące temu. Wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk narzekał, że drogowskazy ustawione na najruchliwszej wylotówce ze stolicy w pobliżu wielkiego centrum handlowego nie pokazują, którędy trzeba jechać do Katowic. Znak pokazywał tylko kierunek na Wrocław. Wielu kierowców ze Śląska myliło się i skręcało w lewo na szosę krakowską. Interwencja wojewody w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przyniosła skutek. Oprócz Wrocławia na drogowskazie pojawił się właśnie napis "Katowice". Drogowcy przyznają, że dostają skargi od kierowców na oznakowanie dróg w wielu innych miejscach. - Np. jeżdżący "ósemką" uważają, że na obwodnicy Ostrowi Mazowieckiej oprócz drogowskazu na Łomżę powinien znaleźć się także drugi na Ostrołękę - mówi Małgorzata Tarnowska, rzeczniczka GDDKiA na Mazowszu. Kierowcy krytykują też drogowskazy w samej Warszawie. Drogowcy zapowiadają teraz przegląd znaków w całym kraju. Twierdzą jednak, że konieczne będą zmiany w przepisach. Praktyczniejsze oznaczenia na większą skalę będą wprowadzane w przyszłym roku.
Komentuj →
11 kwietnia 2008 |
0
Reprezentanci trzynastu podstawówek i siedmiu gimnazjów rywalizowali w SP 25 w Olsztynie o awans do wojewódzkiego etapu konkursu o ruchu drogowym. Aby wziąć udział w zawodach, trzeba było mieć przede wszystkim kartę rowerową. Najpierw trzyosobowe zespoły rozwiązywały testy podobne do egzaminu pisemnego na prawo jazdy. Pytań było dwadzieścia, uczniowie szkół podstawowych wybierali jedną odpowiedź spośród podanych. Test gimnazjalistów był trudniejszy, bowiem nawet kilka wariantów mogło być poprawnych. Policjanci z sekcji ruchu drogowego, którzy zasiadali w jury, określili znajomość przepisów przez młodych ludzi jako średnią. 70 proc. uczniów prawidłowo rozwiązało testy. Część praktyczna była jeszcze trudniejsza. Na sali gimnastycznej organizatorzy ustawili rowerowy tor przeszkód. Wzdłuż trasy stały też znaki drogowe, do których uczniowie musieli się stosować. W tej konkurencji niezbędna była maksymalna koncentracja. Michał Pawłowski z SP 15 nie był zadowolony ze swojego przejazdu: - Trasa była trudna, nie liczyła się szybkość, ale dokładność. Drużyna z jego szkoły popisała się za to dobrą znajomością przepisów, najlepiej z podstawówek wypadła w testach. Ostatecznie jednak wygrało SP 7, a także drużyna z gimnazjum nr 9.
Komentuj →
11 kwietnia 2008 |
0
Tylko połowa ministerstw i urzędów centralnych posiada parkingi z miejscami postojowymi dla osób niepełnosprawnych - tak wynika z raportu Jarosława Dudy, pełnomocnika rządu do spraw niepełnosprawnych.W “Gazecie Prawnej” czytamy dalej: Osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich natrafiają na bariery już z chwilą, gdy znajdą się w otoczeniu budynku. Tylko 47 proc. resortów i urzędów centralnych posiada parkingi z oznakowanymi miejscami postojowymi dla osób niepełnosprawnych.
Komentuj →
11 kwietnia 2008 |
2
Ania miała 20 lat. Monika 19, Ewa 17. To siostry. I jeszcze Emilka, 17 lat, koleżanka Ewy. Wszystkie uczyły się w technikum w Niećkowie w gminie Szczuczyn. Wszystkie zginęły w wypadku drogowym – donosi “Kurier Poranny”. Rano wyjechały polonezem, jak zwykle z polnej żwirówki. Były na drodze krajowej nr 61, na obrzeżach Szczuczyna. Przejechały kilkadziesiąt metrów. Zatrzymały się, czekały, żeby skręcić w stronę Niećkowa. Wtedy z tyłu najechało na nie rozpędzone osobowe renault. Siła uderzenia zepchnęła poloneza na przeciwny pas, wprost pod litewskiego tira, przewożącego nissany. Kierowca tira próbował go ominąć, nie dał rady. Polonez wpadł do rowu, za nim tir, całkowicie go przygniatając. Tak wynika ze wstępnych ustaleń policji. – One jechały prawidłowo. To tego z renault wina, a teraz będzie odpowiadał przed sądem i na sumieniu do końca życia mu zostanie, że zabił – mówią ludzie. Renault kierował 19-latek z Grajewa.
Policja bada przyczyny wypadku. A co o tragedii mówią internauci:
- Kolejny gówniarz za kierownica sprawca tragedii. Zaostrzyć egzaminy z prawa jazdy jeszcze bardziej, i podnieść granice wieku, kiedy można je uzyskać. I przez powiedzmy 2 lata albo dłużej żeby mógł jeździć tylko z osoba która ma to prawo jazdy dłużej i z prędkością 50 i w terenie zabudowanym i poza.
- Oprócz tego 19-latka, który pewnie za szybko jechał, winę ponosi tu organ odpowiedzialny za stan tej drogi. Jak to możliwe, ze na drodze tak bardzo ruchliwej brak oddzielnego pasa do skrętu w lewo? Gdyby pas był, chłopak miałby gdzie ominąć poloneza dziewczyn. W każdym normalnym kraju droga, na której jest taki duży ruch i jeździ taki ogrom TIRów, byłaby co najmniej ekspresówka. A u nas...? Żal gadać. Szkoda dziewczyn i ich rodziców;
- Wszystkim polecam sprawdzić światła stopu i kierunkowskazy, czasami też patrzeć w lusterko.
Komentuj →
11 kwietnia 2008 |
0
Według badań przeprowadzonych przez brytyjski oddział Chevroleta, aż 95% kierowców nie ma pojęcia, jak prezentuje się w swoim samochodzie. Chevrolet UK postanowił wobec tego stworzyć pierwszą na świecie przymierzalnię samochodów. Te same badania Chevroleta dowodzą, że aż 72% Brytyjczyków uważa swoje auta za odzwierciedlenie osobowości i statusu społecznego. Mimo, że brytyjskie podejście do motoryzacji jest czasami dziwne (to oni stworzyli ranking najlepiej... pachnących samochodów) to trudno nie przyznać im racji. Dziwi więc, że do tej pory nikt nie wpadł na ten genialny pomysł i nie wybudował w swoim salonie podobnej konstrukcji. W końcu, jeśli traktujemy samochód tak, jak ubrania, to tak samo powinniśmy mieć możliwość zobaczyć jak będziemy się w nim prezentować. Chyba nie wyobrażacie sobie kupowania garnituru czy sukni bez wcześniejszej przymiarki? Poza tym, nigdy przecież nie wiadomo, kto stanie obok nas na skrzyżowaniu. Jak widać, nawet na drodze pierwsze wrażenie może być bardzo ważne.
Komentuj →
11 kwietnia 2008 |
0
Niewłaściwy nadzór nad zwierzętami doprowadził do tego, że w nocy po ul. Piotra i Pawła w Policach galopowało 9 koni pociągowych. Jeden z nich uderzył w stojący na poboczu radiowóz interweniujących policjantów, powodując uszkodzenie pojazdu. Do zdarzenia doszło krótko po godz. 1.00. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Policach otrzymał informację, iż po ulicy biegają konie. Na miejsce skierowany został patrol policyjny oznakowanym radiowozem. Funkcjonariusze jadąc ul. Piotra i Pawła w kierunku dzielnicy Jasienica nagle zauważyli galopujące całą szerokością ulicy w ich stronę konie pociągowe, za którymi jechał samochód ciężarowy. Kierujący radiowozem natychmiast zjechał na pobocze i zatrzymał pojazd, aby uniknąć zderzenia ze zwierzętami. Pomimo tego, jeden z galopujących koni uderzył w tylny lewy bok pojazdu. Spowodowało to wgniecenia w karoserii, zarysowania lakieru oraz uszkodzenie osłony reflektora. Policjantom będącym w radiowozie nic się nie stało. W toku dalszych czynności ustalono właściciela koni, którym okazał się 50-letni Piotr K. Mężczyzna spędził konie na pastwisko, a następnie został przesłuchany. Jak ustalono, zwierzęta same wydostały się z pastwiska na zewnątrz i wybiegły na drogę. Koń uczestniczący w zderzeniu z radiowozem nie odniósł żadnych obrażeń. Piotr K. usłyszał zarzut z art. 77 kodeksu wykroczeń, czyli za niezachowanie zwykłych środków ostrożności przy trzymaniu koni. Dobrowolnie poddał się karze grzywny w wysokości 250 zł oraz zobowiązał się do pokrycia kosztów związanych z naprawą radiowozu. Policja Zachodniopomorska apeluje do właścicieli gospodarstw rolnych, aby w sposób właściwy zabezpieczali swoje zwierzęta, gdyż zderzenie pojazdu z dużym biegnącym zwierzęciem może skończyć się tragicznie.
Komentuj →
10 kwietnia 2008 |
0
Bierzesz rower ze stojaka w jednym miejscu miasta, a zostawiasz w innym. Tak może być w stolicy. Warszawa bierze przykład z Paryża i chce wprowadzić system rowerów publicznych – informuje “Życie Warszawy”. – Rzeczywiście, prowadzimy rozmowy dotyczące systemu Smart Bike dla Warszawy – potwierdza Agnieszka Zawistowska z Clear Channel Polska. Szacuje się, że na potrzeby naszej stolicy wystarczy 6 – 8 tysięcy rowerów. Stojaki z pojazdami byłyby ustawione w najbardziej ruchliwych miejscach, np. przy stacjach metra, uczelniach czy centrach handlowych. Jak działałby system? Chętny wypożyczałby pojazd np. na stacji rowerowej Powiśle, a odstawiał na stacji Centrum. Za wypożyczenie płaciłby kartą miejską (na niej zapisane są dane osobowe). – Zawsze jest tak, że jedne stacje są oblegane bardziej niż inne. Z miejsc, gdzie rowerów jest zbyt dużo, przewozi się je później tam, gdzie jest ich za mało – tłumaczy Marek Utkin z Wydziału Transportu Rowerowego ratusza - Dlatego miejsc w stojakach zawsze musi być więcej niż rowerów. Negocjacje ratusza z firmą Clear Channel dopiero się rozpoczęły. Jednak po podpisaniu umowy wprowadzenie systemu zajęłoby najwyżej kilka miesięcy. Zazwyczaj w takich przypadkach transakcja rozliczna jest barterowo: firma kupuje rowery i tworzy system obsługi, a w zamian za to miasto na pewien czas udostępnia jej billboardy reklamowe. W Europie taki system funkcjonuje między innymi w Lyonie i Barcelonie, właśnie wprowadza go Londyn. Jednak najbardziej znany jest francuski Velib. Po Paryżu jeździ ponad 20 tysięcy publicznych rowerów. Jest też prawie 1,5 tys. stojaków (każdy na 20 rowerów).
ZA: Stanisław Plewako, były pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. rowerów: prowadzenie takiego systemu to świetny pomysł. Kilka tysięcy rowerów bardzo ułatwiłoby życie mieszkańców stolicy. Warszawa jest zbyt dużym miastem, by dojeżdżać rowerem z odległych dzielnic, ale przyjazd autobusem, metrem lub tramwajem do centrum i potem przesiadka na rower to znakomite rozwiązanie. Warto też pamiętać, że taki pojazd nie służy tylko jednej osobie. Wszyscy starają się wyrobić w czasie pierwszych 30 minut, które są bezpłatne, i dlatego w ciągu dnia z jednego roweru może skorzystać nawet kilkanaście osób. Część z nich na pewno zostawi w domu samochód. Poza tym przez wprowadzenie tak dużej liczby rowerów na ulice miasto zyskałoby bardziej przyjazny charakter.
PRZECIW: Adrian Furgalski, zespół doradców gospodarczych TOR: To nie jest najlepszy pomysł. W krajach, gdzie istnieje jakaś tradycja rowerowa, w Holandii czy Belgii, takie systemy działają. Myślę, że w Warszawie coś takiego może zacząć funkcjonować najwcześniej za kilkanaście lat. Poziom kultury jest u nas, niestety, ciągle zbyt niski. Jesteśmy jeszcze trochę dzikusami i wciąż kusi nas wspólna własność. Nawet, jeśli te rowery mają różne zabezpieczenia, to przecież nie od dziś wiadomo, że Polak potrafi. Bo jak człowiek założył, to człowiek potrafi też zdjąć. Przypomnę tylko akcję z bezpłatną wymianą książek. Czytasz, zostawiasz w miejscu publicznym, by ktoś inny mógł ją przeczytać. Ona się skończyła z racji tego, że tych książek bardzo szybko zabrakło – zostały rozkradzione.
Komentuj →
10 kwietnia 2008 |
0
Zarzuty pozbawienia wolności i uszkodzenia ciała postawiła Prokuratura Rejonowa w Jędrzejowie mężczyźnie, który w bagażniku samochodu wiózł 17-latka – czytamy w “Gazecie Wyborczej Kielce”. Według relacji chłopca, 29 lutego doszło do konfliktu między nim a synem jędrzejowskiego lekarza okulisty. Ojciec postanowił wymierzyć mu sprawiedliwość, uderzył kilkakrotnie prętem, a potem wsadził do bagażnika samochodu i przewiózł kilkadziesiąt metrów. Jak poinformował prokurator rejonowy Tadeusz Rurarz, lekarz nie przyznał się do winy. Twierdzi, że chciał tylko zawieźć nastolatka na policję, ale nie w bagażniku. Mężczyźnie grozi do pięciu lat pozbawienia wolności. Zastosowano wobec niego poręczenie majątkowe.
Komentuj →
10 kwietnia 2008 |
0
Właściciele firm usługowych z al. Włókniarzy i Jana Pawła II w Łodzi nie chcą, by przed ich posesjami stanęły ekrany akustyczne. - Zasłonięcie nas spowoduje utratę dochodów - denerwują się. Przedsiębiorcy o tym, że przed ich punktami usługowymi mają stanąć ekrany akustyczne, dowiedzieli się przez przypadek. - Nikt nas o tym nie poinformował, a tym bardziej z nami nie konsultował. Jeden z sąsiadów wszedł na stronę urzędu miasta i zobaczył, że drogowcy planują nas osłonić przed hałasem i tym samym przed klientami - denerwuje się Dariusz Pietrzyk, współwłaściciel firmy PROFI, która zajmuje się wymianą opon. Właściciele punktów usługowych znajdujących się przy skrzyżowaniu al. Jana Pawła II z ul. Wróblewskiego postanowili wysłać do zarządu dróg i transportu petycję z prośbą o zmianę lokalizacji ekranów. - Tutaj nie ma czego chronić przed hałasem. Znajdują się tu tylko firmy, którym ten hałas nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, dobra widoczność z trasy jest dla nas bardzo ważna - mówią właściciele. Apel wysłali również do urzędu miasta, urzędu marszałkowskiego i do wojewody. Pod petycją podpisali się właściciele prawie wszystkich budynków znajdujących się bezpośrednio przy trasie. - Są ważniejsze miejsca, przy al. Jana Pawła II, w których mieszkają ludzie i lepiej na ich ochronę wydać te pieniądze. Po co niepotrzebnie wydawać pieniądze i stawiać ekrany w miejscach, gdzie nikt ich nie potrzebuje - irytuje się Pietrzyk. Zarząd dróg i transportu nie zamierza jednak słuchać właścicieli – informuje “Gazeta Wyborcza Łódź”. Urzędnicy rozpoczęli już stawianie osłon. Łącznie trzy kilometry. Ściany zatrzymujące dźwięk będą mierzyć od 2,5 do 6,5 metra w zależności jak duży blok mają ochraniać. Przy budynkach powstaną przezroczyste osłony, a na niezamieszkanych odcinkach przezroczysto-betonowe. Aleksandra Mioduszewska z zarządu dróg i transportu: - Ekrany w tym miejscu mają ochronić od hałasu mieszkańców ul. Proletariackiej, która oddalona jest o kilkadziesiąt metrów od al. Jana Pawła II - wyjaśnia. Dlaczego nikt nie poinformował właścicieli firm o planach postawienia ekranów przed ich posesjami? - Nie mamy takiego obowiązku. Przedsiębiorcy nie są stroną w tej sprawie - mówi Mioduszewska. Al. Włókniarzy i Jana Pawła II to część drogi krajowej nr 1 prowadzącej z południa na północ kraju. Jest to najbardziej ruchliwa ulica w mieście. Codziennie przejeżdża nią ponad 20 tys. aut i TIR-ów. Osłony będą kosztować prawie 13 mln zł. Część pieniędzy pochodzi z Unii Europejskiej.
Komentuj →
10 kwietnia 2008 |
0
Warszawscy kierowcy polubili garaże koło stacji metra, gdzie mogą zostawić samochód i przesiąść się do komunikacji. Mija rok, odkąd otwarto pierwszy z nich - prawie wszystkie miejsca są zajęte. Miasto zapowiada następne parkingi przesiadkowe koło – “Gazeta Stołeczna”. Ekolodzy powątpiewali w sens budowy takich parkingów, choć te świetnie sprawdzają się w zachodniej Europie. Teraz, gdy do stacji Marymont docierają już wszystkie pociągi metra, padają kolejne rekordy - w zwykły dzień samochody zajmują 350 z 400 miejsc. Obsługa garażu ustawia tabliczki z informacją, że brakuje ich na pierwszym i drugim poziomie - trzeba wjeżdżać na najwyższy. Kierowcy nie płacą za postój, bo mają bilety okresowe na komunikację miejską, do której się przesiadają. ZTM spodziewa się jeszcze wyższej frekwencji, gdy w połowie roku obok zostanie otwarta pętla autobusowa z wygodnym dojazdem do garażu od ul. Słowackiego przez Włościańską. Postój może się zatkać, jeśli do końca wakacji miasto nie otworzy ostatniej stacji metra Młociny z gotowym już prawie parkingiem przesiadkowym na 700 aut. Urzędnicy pochwalili się wczoraj, że kierowcy coraz chętniej korzystają z drugiego garażu otwartego na początku stycznia przy stacji metra Wilanowska. Odkąd trwa remont Puławskiej w stronę centrum, parkuje tu ok. 200 kierowców (miejsc jest 290). Fatalnie sprawdza się za to parking przy Połczyńskiej - z 500 miejsc postojowych zajętych jest najwyżej 20-30. Żeby podreperować budżet (pusty parking musi być pilnowany), ZTM wpuścił tam billboardy firmy AMS, która ma płacić 3 tys. zł. Miasto zapowiada otwieranie kolejnych parkingów przesiadkowych. Na razie powstają dzikie, np. przy stacji Szybkiej Kolei Miejskiej w Rembertowie. Najbardziej zaawansowane są prace przy ich wyznaczaniu koło stacji w Aninie i stacji metra Ursynów. Budowa powinna się tu zacząć w tym roku. Następne będą przy pętli tramwajów i autobusów na Okęciu, koło stacji kolejowej w Wawrze, Wesołej i Rembertowie.
Komentuj →
9 kwietnia 2008 |
0
Konie i jeźdźcy nie muszą już przebiegać przez ruchliwą wiślankę w Ochabach – informuje “Gazeta Wyborcza Bielsko-Biała”. Pod dwupasmówką powstał specjalny tunel. Stadnina Koni w Ochabach, która od ponad pół wieku hoduje piękne angloaraby, jest na pół przedzielona popularną wiślanką. Żeby przepędzić konie ze stajni na parcours, gdzie odbywają się treningi i zawody, wierzchowiec i jeździec muszą pokonać dwupasmówkę. Czasami bywało niebezpiecznie - szczególnie w weekendy, gdy Górny Śląsk jedzie odpoczywać do Ustronia i Wisły, a stadnina organizuje zawody. Wtedy pracownicy stadniny próbowali zatrzymywać samochody albo przebiegali pomiędzy nimi narażając siebie, kierowców i konie. Najpoważniejszy wypadek wydarzył się w 1999 roku. Rozpędzony samochód uderzył w konia i jeźdźca. Kierowca fiata punto zginął na miejscu. Konia trzeba było dobić, bo miał połamane nogi. Przeżył tylko jeździec, który też miał poważne obrażenia. Z tym jednak koniec. Po wielu latach starań pod ruchliwą dwupasmówką powstało specjalne przejście dla koni. - Wygląda lepiej niż się spodziewaliśmy. Są zrobione barierki, jest wydzielony chodnik dla ludzi. Już używamy przejścia i widzimy jego plusy. Tunel jest dobry i dla nas, i dla kierowców. Bardzo się cieszymy, że powstał - mówi Mirosław Duda, dyrektor stadniny. Prace przy budowie tunelu rozpoczęły się trzy lata temu, kiedy zaczęto modernizację drogi Katowice-Wisła. Podziemne przejście co prawda jeszcze nie do końca jest gotowe, ale jest już używane przez stadninę. - W połowie maja tunel ma być oficjalnie oddany do użytku, teraz trwają prace kosmetyczne - dodaje Mirosław Duda.
Komentuj →
9 kwietnia 2008 |
0

(242-10)
W Centrum Szkolenia Policji rozpoczęło się szkolenie dla policyjnych motocyklistów, określone symbolem TJM1. Celem szkolenia TJM jest doskonalenie umiejętności i techniki jazdy. Przez pierwszą cześć szkolenia obejmującą dokładnie 2 tygodnie, policjanci będą jeździć na motocyklach enduro w trudnych warunkach terenowych, a potem przesiądą na motocykle szosowe. Trening na motocyklach szosowych - na których widzimy ich zwykle na ulicach naszych miast – obejmować będzie jazdę w warunkach symulowanych i na drogach o różnym natężeniu ruchu. Szkolenie potrwa do 14 maja. Już drugiego dnia szkolenia Policjanci dosiedli szkolnych motocykli crossowych i ruszyli w teren. Rekrutujących się z różnych terenów kraju funkcjonariuszy, oprócz faktu, że wszyscy pracują w komórkach RD łączy jeszcze jeden element: pasja do motocykli. To niezbędny warunek dla kandydatów ubiegających się o przyjęcie na tego typu szkolenie, albowiem w Centrum nie uczy się podstaw jazdy a szlifuje posiadane już umiejętności. Niektórzy zasilą klub mundurowych motocyklistów Blue Knights Poland I.Blue Knights jest międzynarodowym motocyklowym klubem stróżów prawa istniejącym od 1974 roku, najpierw w USA i Kanadzie, a obecnie w 28 krajach. Zrzesza ponad 20 tysięcy motocyklowych pasjonatów. Polacy (Policja, Straż Graniczna) dołączyli do nich w 1997 roku. Celem motocyklowego klubu stróżów prawa jest promowanie przykładem bezpiecznej jazdy, rozwijanie i promocja sportu motocyklowego, wzajemnej pomocy użytkownikom dróg. Dbanie o właściwe relacje oraz kultywowanie braterstwa między stróżami prawa, a społeczeństwem. Członkom klubu przyświeca idea godności, honoru i uczciwości. "Błękitni Rycerze" szczycą się hasłem Ride With Pride - "jedź z dumą".
Komentuj →
9 kwietnia 2008 |
0
Po Gliwicach i Olkuszu do akcji "Noc Stop" przyłączył się również Sosnowiec. Przedsięwzięcie polega oznakowaniu auta specjalną odblaskową, czarno-żółtą naklejką z napisem "Noc Stop". Kierowcy przylepiają ją na przedniej (górny róg po stronie pasażera) i tylnej szybie (w prawym górnym rogu). Dotyczy to przede wszystkim tych kierowców, którzy nie jeżdżą samochodem w nocy, pomiędzy godz. 23 a 5 – donosi “Dziennik Zachodni”. Jeżeli patrol policji zauważy na ulicy samochód oznakowany w ten sposób, jest to sygnałem dla funkcjonariuszy, żeby zatrzymać pojazd do kontroli. Na wszelki wypadek. Ci, którzy zdecydują się na przyłączenie do akcji, po oznakowaniu auta muszą być przygotowani na policyjne kontrole podczas ewentualnej jazdy nocą. Statystyki policyjne pokazują, że bardzo prawdopodobnym jest, iż naklejka odstrasza złodziei. Na przykład w Gliwicach akcja "Noc Stop" jest prowadzona od 2006 roku. W tym czasie wydano trzy tysiące kompletów naklejek. W 2005 roku skradziono tam 662 samochody, rok później 460, a w ubiegłym roku - 320. Żadne auto z naklejką "Noc Stop" nie zniknęło z ulicy. - Złodziej, który ma do wyboru dwa auta, z których jedno ma na szybie naklejki akcji "Noc Stop", wybierze ten drugi, nieoznakowany. Po co pakować się w kłopoty, czyli narażać się na nasze kontrole - podkreśla podkomisarz Marek Słomski, rzecznik policji w Gliwicach. Z reguły jest też tak, że właściciele samochodów nie ograniczają się tylko i wyłącznie do naklejek. Dodatkowo zabezpieczają auto na przykład blokadą skrzyni biegów, kierownicy czy auto-alarmem. Po to, by utrudnić do niego dostęp złodziejom. Naklejka stanowi jakby dodatkowe zabezpieczenie. - Naklejki zostały tak przygotowane, że nie da się ich zerwać jednym pociągnięciem. Mają minimalne nacięcia, które nie pozwalają na ich szybkie pozbycie się z samochodowej szyby - podkreśla młodszy aspirant Hanna Michta, rzeczniczka sosnowieckiej policji. Druk naklejek, plakatów (300) oraz ulotek informujących o akcji (10 tys.) sfinansowała gmina. Pierwszym miastem w Polsce, gdzie już w 2003 roku ruszyła akcja "Noc Stop" był Kraków. W ubiegłym roku małopolska policja rozprowadziła pięć i pół tysiąca naklejek. Nie odnotowano kradzieży samochodu z naklejkami.
Komentuj →
9 kwietnia 2008 |
0
Od czasu, gdy nasza wschodnia granica stała się zewnętrzną granicą Unii Europejskiej i strefy Schengen, kolejki ciężarówek na tamtejszych przejściach granicznych stały się jeszcze większe. Tylko na przejściu w Dorohusku w kolejce czeka ok. 1 tys. tirów. Już dawno zakończył się strajk celników, ale o normalizacji sytuacji na wschodnich przejściach granicznych nie ma mowy – informuje “Gazeta Prawna”. - Normą na granicy z Ukrainą jest kilka dni spędzonych w kolejce po odprawę - mówi Artur Kamiński z firmy Artex Transport. Jego firma korzysta więc z przejść białoruskich, gdzie również są kolejki, ale w ciągu jednego dnia można przekroczyć granicę. Coraz częściej eksporterzy skarżą się, że nie mogą wysyłać produktów na Wschód, bo nie sposób znaleźć firmy transportowej. Takie problemy mają przedsiębiorstwa mięsne, które mogą już eksportować do Rosji, ale mają problemy ze znalezieniem samochodów przystosowanych do transportu mięsa i zainteresowanych kursami na wschód. Trasy te są zwykle mniej dochodowe, bo stawki za kilometr są porównywalne z zachodnimi, ale drogi gorsze, więc czas przejazdu dłuższy. Dodatkowo trzeba dodać kilka dni spędzonych w kolejce na granicy. Za czas spędzony w kolejkach zleceniodawca oczywiście nie płaci przewoźnikom. - Firmy transportowe unikają przewozów na Wschód - przyznaje Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. Są też inne konsekwencje obecnej sytuacji. Zdarzają się kierowcy, którzy jeżdżąc na Wschód, są w domu raz na miesiąc lub nawet rzadziej. Jeśli już samochód przekroczy wschodnią granicę, to właściciel firmy transportowej stara się to wykorzystać, szukając przewozów poza naszymi wschodnimi granicami. Celnicy tłumaczą, że jest ich zbyt mało. Zbyt mała jest też liczba przejść granicznych. Mówi się też, że gdyby zwiększyć tempo odpraw po polskiej stronie, to z odprawami nie zdążą ukraińscy celnicy. Problemem są nie tylko same kolejki. Często kierowca, gdy dojeżdża do granicy, ma jeszcze ważną winietę, ale gdy za dwa, trzy dni rozpoczyna się odprawa samochodu, winieta jest już nieważna. Trzeba dokupić nową winietę, a jeśli kierowca tego nie zrobi, przewoźnik musi zapłacić karę 3 tys. zł. - To jest kara za nieudolność urzędników i służb celnych, płacona przez firmy transportowe - mówi prezes Jan Buczek. Sporym utrudnieniem dla firm transportowych jest też zakaz wwożenia do Polski więcej niż 200 litrów paliwa w baku. Przy utrzymaniu tego zakazu obstaje Ministerstwo Finansów, jednak gdy samochód wraca do Polski przez Litwę czy Słowację, ten zakaz można łatwo obejść. W czwartek problemami firm transportowych ma się zajmować sejmowa Komisja Infrastruktury. Transportowcy liczą na załatwienie chociaż niektórych spraw.
Zbigniew Sulewski, Centrum im. Adama Smitha: Konsekwencje kolejek na naszej wschodniej granicy są fatalne dla całej gospodarki. Polskie przedsiębiorstwa nie są w stanie realizować zamówień, a terminy nie są dotrzymywane. Niestety, często tracimy kontrahentów lub musimy płacić im kary za nieterminowe dostawy. Jeśli ta sytuacja będzie trwała dłużej, to eksporterzy poszukają innych sposobów transportu, choćby koleją. Ta sytuacja pokazuje, ze jesteśmy państwem, które nie potrafimy zorganizować sprawnego transportu na Wschód. Unia Europejska na pewno zwróci nam na to uwagę, bo straty ponoszą też zachodnie firmy transportowe. Musimy zbudować nowe przejścia graniczne i jeśli trzeba zatrudnić więcej celników. Nie uciekniemy od wydatków na ten cel.
Przedstawiciele Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) spotkali się z kierowcami oczekującymi na przekroczenie granicy w Korczowej (Podkarpackie). Kolejki na wschodniej granicy kompromitują państwo - napisali w liście otwartym do premiera. Jak powiedziała rzeczniczka ZMPD Anna Wrona, było to robocze spotkanie, które miało na celu sprawdzenie, w jakich warunkach czekają na odprawę kierowcy tirów.
Komentuj →
9 kwietnia 2008 |
0
Tramwajom Warszawskim brakuje aż 230 motorniczych. Pasażerów wożą kierowcy przemęczeni albo świeżo po szkoleniu. W efekcie wzrasta liczba wypadków i rannych – ostrzega “Życie Warszawy”. Średnio na ulice Warszawy wyjeżdża w dzień powszedni 770 wagonów. Na tę liczbę przypada ok. 1000 motorniczych. Potrzeba prawie 25 proc. więcej.– Możemy pracować maksymalnie dziesięć godzin na dobę. I to oczywiście nie codziennie. A często jeździmy dłużej, bo jest nas za mało – mówi jeden ze stołecznych motorniczych (nazwisko do wiadomości redakcji dziennika). – Ja i moi koledzy jesteśmy przemęczeni. Zarząd Tramwajów Warszawskich nie ma pomysłu na powstrzymanie fali wypowiedzeń. Ludzie odchodzą z pracy z powodu niskich zarobków i na emerytury. Po ubiegłorocznej podwyżce motorniczy może liczyć na 2600 zł brutto pensji. Co prawda dochodzą do tego pieniądze za dodatkowe kursy, wysługę lat i tzw. trzynastka, ale w Warszawie taka wysokość wynagrodzenia nie jest wystarczająco atrakcyjna. Tramwajarze uciekają do innych zawodów albo wyjeżdżają za granicę. – Rynek pracy dla tramwajarzy otworzyła właśnie Belgia, gdzie można zarobić kilkakrotnie więcej – mówi Artur Mierczewski z NSZZ “Solidarność” w Tramwajach Warszawskich. Od stycznia przyszłego roku problem się nasili. Wtedy wejdą w życie unijne regulacje dotyczące czasu pracy, które zwiększą liczbę przerw w ciągu dnia. A to jeszcze zwiększy popyt na motorniczych. Na dodatek tramwaje z każdym rokiem muszą realizować coraz więcej przewozów. Efekt jest taki, że rośnie liczba wypadków z udziałem tramwajów. W 2007 roku Komenda Stołeczna Policji odnotowała 17 takich zdarzeń, w których ranne zostały 33 osoby. Dla porównania: rok wcześniej wypadków było sześć, a rannych dziewięć osób. – Każda kolizja ma inne przyczyny i trudno generalizować. Ale nie ulega wątpliwości, że przemęczenie motorniczych może mieć wpływ na wzrastającą liczbę wypadków – mówi jeden z policjantów. Pięć tysięcy? Dziękuję Jak zostać tramwajarzem? Chętni muszą ukończyć trzymiesięczny kurs motorniczego, poprzedzony badaniami lekarskimi. Problemem jest często koszt szkolenia: 5 tys. zł. – Jeśli ktoś trafi do nas za pośrednictwem Urzędu Pracy, nie płaci za szkolenie – mówi rzecznik Tramwajów Warszawskich Wojciech Szydłowski. – Inni muszą niestety płacić. Z problemem braku rąk do pracy borykają się też Miejskie Zakłady Autobusowe. Ale tam, po dużej kampanii rekrutacyjnej (ulotki, naklejki na autobusach, informacje w mediach) – udało się zmniejszyć liczbę wakatów z 200 do 150. W tej chwili pracuje ponad 3 tys. kierowców. Tramwajarze na razie takiej akcji nie prowadzą. Rzecznik tramwajarzy nie potrafił odpowiedzieć dlaczego. – Ale to się zmieni. Będziemy w naszych pojazdach podawali informację o poszukiwaniu motorniczych na tzw. podświetlanych paskach i plakatach – zapewnia Szydłowski.
33 osobyzostały ranne w 2007 roku w wypadkach tramwajów (to o 24 więcej niż rok wcześniej)
Komentuj →
8 kwietnia 2008 |
0
60 automatów biletowych stanie w tym roku w stolicy. Wydadzą resztę, doładują kartę miejską i będą przyjazne dla inwalidów. Przez kilka tygodni w ramach testów będziemy mogli w nich kupować bilety okresowe kodowane na karcie miejskiej – np. 30- i 90-dniowe – oraz dwa rodzaje biletów na kartoniku: jednorazowy normalny i ulgowy. – Docelowo będzie można w nich kupić wszystkie rodzaje biletów, które są dostępne w naszej ofercie – mówi dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta. Każde z urządzeń ma komunikować się z bazą, przesyłając dane w technologii GPRS. W ten sposób poinformuje serwisantów o kończącym się bilonie albo o próbach dewastacji, np. kiedy ktoś zaklei wrzutnik monet gumą do żucia. – Podobne automaty pojawiły się w Londynie, Bostonie i Vancouver. Wyeliminujemy wszystkie niedoskonałości ze starej wersji, np. problemy z wydawaniem reszty – obiecuje dyrektor Działu Systemów Miejskich w Mennicy Polskiej Sebastian Borowski.
Komentuj →
8 kwietnia 2008 |
0
Ruszył pilotażowy program kompleksowych działań stołecznej "drogówki" pod nazwą "Wesoła – bezpieczna dzielnica w ruchu drogowym". Policjanci ze specjalnej "grupy wsparcia" przeprowadzili 130 kontroli aut. Zatrzymali 6 nietrzeźwych kierowców, a wśród nich kierowcę autobusu miejskiego, który po alkoholu wjechał w wiatę przystankową. Na szczęście nikomu z pasażerów nic się nie stało. Z policyjnych analiz wynika, że najczęstszymi przyczynami wypadków, do których dochodzi w Wesołej jest m.in. nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu, niedostosowanie prędkości, nieprawidłowe przejeżdżanie przejść, czy nieostrożne wejście pieszych przed jadące pojazdy. W ubiegłym roku na terenie dzielnicy odnotowano 25 wypadków, w których 3 osoby poniosły śmierć, a 28 zostało rannych. Za taką sytuację odpowiedzialni są nie tylko kierujący, ale i piesi. Policjantom zależy, aby zmniejszyć liczbę takich zdarzeń w Wesołej i uświadomić zarówno kierowcom, jak i pieszym, jakie zagrożenie niesie ze sobą zachowanie na drodze niezgodne z prawem. Dziś rano ruszył pilotażowy program kompleksowych działań pod nazwą “Wesoła – bezpieczna dzielnica w ruchu drogowym”. Na Trakcie Brzeskim funkcjonariusze tzw. “grupy wsparcia” ruchu drogowego KSP między 7.00 a 9.00 skontrolowali 130 samochodów. Niestety wśród nich 6 kierujących było nietrzeźwych. 58-letni Zbigniew U. z mercedesa sprintera miał około 0,5 promila, 58-letni Roman Z. z Poloneza – niecały promil, 49-letni Zbigniew N. z peugeota boxera około 0,3 promila, 53-letni Zbigniew N. kierowca iveco – 0,7 promila, 30-letni Dariusz B. z vw transportera – 0,5 promila, a kierowca autobusu miejskiego linii 523 47-letni Tadeusz J. ponad 0,5 promila alkoholu we krwi. Ten ostatni stracił panowanie nad autobusem i uderzył w wiatę przystankową. Na szczęście nikomu z pasażerów nic się nie stało. Policjanci zapowiadają kolejne kontrole w najbliższych dniach.
Komentuj →
8 kwietnia 2008 |
0
Pijany kierowca i ścigający limuzynę księżnej fotoreporterzy - to winni wypadku, w którym w sierpniu 1997 roku zginęła Diana i jej przyjaciel Dodi al-Fajed. Tak uznała ława przysięgłych, od pół roku badająca przyczyny tragedii w paryskim tunelu Pont d'Alma. Zamroczony alkoholem Henri Paul, lawirujący między samochodami na ruchliwej ulicy, uciekający przez tłumem paparazzi. Do tego niezapięte pasy bezpieczeństwa. Te elementy złożyły się na tragiczny finał, gdy mercedes księżnej wbił się w betonowy filar tunelu. Księżna Diana, Dodi al-Fajed i szofer zginęli. Przeżył jedynie ochroniarz. 250 świadków przez pół roku zeznawało w sprawie wypadku przed specjalną ławą przysięgłych w Londynie. W toku prac komisja zaprzeczyła, by do wypadku doprowadził tajemniczy fiat uno, który miał uderzyć w mercedesa i zepchnąć go z jezdni. Tak twierdziły między innymi niektóre bulwarowe media. Ojciec Dodiego al-Fajeda idzie dalej. Upiera się, że jego syn i księżna zginęli w zamachu, w którym palce maczał brytyjski dwór królewski i służby specjalne. Nie zgodził się z dzisiejszym wyrokiem ławy przysięgłych.
Komentuj →
7 kwietnia 2008 |
0
Polacy z zakorkowanych miast zostawiają samochody w garażach i przesiadają się na skutery. W zeszłym roku kupili 91 tys. tych pojazdów, czyli tylko 2,5 razy mniej niż nowych aut. Jeśli ten proces się nie zatrzyma, ulice naszych dużych miast niedługo będą przypominać Rzym albo Paryż - twierdzi “Dziennik”. - W dużych miastach panuje moda na skutery. Ludzie jeżdżą nimi do pracy i do szkoły, bo to doskonały sposób na gigantyczne korki - mówi Karol Hyz, instruktor nauki jazdy z jednego z warszawskich ośrodków szkolenia motocyklistów. Francuzi i Włosi zalety tych pojazdów dostrzegli już w latach 60. Do dziś w Paryżu i Rzymie są to najpopularniejsze środki lokomocji. "Na początku chciało mi się śmiać, kiedy widziałem gościa w garniturze i pod krawatem na skuterze. Ale szybko przekonałem się, że to najlepszy sposób na podróżowanie po mieście. Za kilka miesięcy wracam do Polski. W moim garażu na pewno znajdzie się dla niego miejsce" - opowiada Cezary Jaruga, łodzianin, który od 10 lat mieszka w stolicy Francji. W latach 90. pokazać się na czymś takim w mieście po prostu nie wypadało. Motorynki i motorowery poszły na złom. Teraz jednoślady świętują powrót, oczywiście odmienione. "Sprzedaliśmy w zeszłym roku cztery razy więcej skuterów niż rok wcześniej" - mówi Bogdan Brzuszek, wiceprezes reaktywowanej dwa lata temu fabryki Romet, która - jak przyznaje Brzuszek - właśnie dzięki modzie na skutery ma szanse na ponowny rozkwit.
Komentuj →
7 kwietnia 2008 |
2
Inspektorzy transportu drogowego w Lublinie będą mogli karać kierowców busów za przekroczenie prędkości. Jeszcze przed wakacjami otrzymają samochód z wideorejstratorem. Paweł Mazur z Lublina kilka razy w miesiącu jeździ busami do Warszawy. - Czasami mam jednak wątpliwości, czy nie pojechać na dworzec PKP. To, co wyprawiają niektórzy kierowcy, woła o pomstę do nieba. Nagminne przekraczanie prędkości i wyprzedzanie na trzeciego to stałe praktyki - opowiada Paweł. - Ostatnio, gdy wracałem ze stolicy, kierowca tak pędził, że dwa razy nie zauważył wysepki na środku drogi. Cudem unikał zderzenia. Cezary Jurkowski, nowy szef Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego, chce zrobić z tym porządek. Jeszcze przed wakacjami otrzymamy z centrali nieoznakowany samochód z wideorejestratorem - mówi Cezary Jurkowski, dyrektor WITD. - Dziś inspektorzy, choć mają takie uprawnienia, nie mogą ukarać za przekroczenie prędkości. Zapis z tachografu nie jest w tym przypadku dowodem, a innych instrumentów pomiarowych nie mamy.
Komentuj →
7 kwietnia 2008 |
0
Od kiedy w Łodzi stanęły parkomaty, wpływy z tytułu nałożonych mandatów za brak biletu parkingowego wzrosły aż dziesięciokrotnie! A to oznacza, że łódzcy kierowcy notorycznie nie płacą za parkowanie – donosi “Dziennik Łódzki”. - Miesięcznie wpływy z mandatów osiągają teraz pięćdziesiąt tysięcy złotych - mówi Aleksandra Mioduszewska, rzecznik Zarządu Dróg i Transportu. - Dla porównania, kiedy opłaty zbierali na ulicach inkasenci, kwota z mandatów oscylowała w granicach pięciu tysięcy. Na łódzkich ulicach, w centrum miasta, stoi 210 parkomatów. Zostały rozmieszczone w taki sposób, aby kierowca nie musiał za daleko chodzić, by wykupić obowiązkowy bilet. Przykład? Wokół placu Komuny Paryskiej, w niewielkiej odległości stoją aż czterej elektroniczni inkasenci. Kierowcy ze źle pojętej oszczędności biletów nie wykupują. Albo płacą minimalną stawkę, czyli na pół godziny, a parkują - trzy godziny. Tak wynika z obserwacji kontrolerów, którzy systematycznie sprawdzają, czy parkujący bilet rzeczywiście wykupił. - Ludzie wszędzie oszukują, choć znamy takie miejsca, gdzie mandatów zwykle wystawiamy więcej. Z oczywistych powodów nie będę ich wymieniał - mówi kontroler, którego spotkaliśmy na placu Komuny Paryskiej. - Tutaj akurat nie jest tak źle, może bliskość magistratu i liczne patrole straży miejskiej działają odstraszająco. Kontrolerzy twierdzą, że nie urządzają polowań na zmotoryzowanych. Nie są też nad-zwyczajnie skrupulatni. Jeśli ktoś przekroczył czas parkowania o 5 minut, machają ręką. Ale kwadrans dłużej, to już mandat murowany. Co robi kontroler, gdy zauważy, że biletu nie ma? Dokładnie fotografuje samochód i jego wnętrze, co jest dowodem, że biletu jednak nie było. Później wystawia kierowcy mandat, który ten powinien zapłacić. - Oczywiście, kierowcy zaczynają od odwołania, a najczęściej tłumaczą, że bilet mieli, tylko spadł pod fotel - mówi Mioduszewska. - Dlatego kontroler fotografuje też wnętrze samochodu. Z takim dowodem nikt nie dyskutuje. A jeśli ktoś mandat zlekceważy i udaje, że go nie dostał? Wtedy pracownicy Zarządu Dróg, na podstawie numeru rejestracyjnego auta, odszukują adres kierowcy i zapraszają go do siebie. Wyjątkowo opornych można postraszyć sądem, ale kierowcy wolą zapłacić 50 zł niż tracić niepotrzebnie czas, nerwy i pieniądze w sądach.
Komentuj →
7 kwietnia 2008 |
0
Jak donosi “Gazeta Wyborcza Gorzów Wlkp.” na granicy rezerwatu Murawy Gorzowskie stanęły wreszcie urzędowe tablice informujące o rezerwacie. - Teraz już nikt z właścicieli quadów, motocykli czy samochodów terenowych nie będzie mógł się tłumaczyć, że nie wie, gdzie są granice rezerwatu. Będzie z marszu karany mandatem. Uzgodniliśmy już ze strażą miejską i policja, żeby zaglądali na teren rezerwatu - mówi Dorota Szukalska-Koźlakowska, naczelnik miejskiego wydziału ochrony środowiska i rolnictwa. O konieczności oznakowania rezerwatu “Gazeta” pisała po interwencji czytelników. - Apelujemy także do osób spacerujących po rezerwacie, aby zgłaszały do naszego wydziału np. numery rejestracyjne pojazdów, które wjeżdżają do rezerwatu. To powinno zniechęcić pasjonatów sportów motorowych do jeżdżenia po terenie chronionym. Mamy już kilka numerów rejestracyjnych spisanych, zanim stanęły tablice. Do tych osób zostaną wysłane pisma z ostrzeżeniem - mówi Szukalska-Koźlakowska.
Komentuj →
7 kwietnia 2008 |
1

(242-14)
Przejścia dla pieszych w kształcie klawiatury fortepianu to najlepszy pomysł na promowanie Warszawy jako miasta Fryderyka Chopina - uznało jury konkursu na nowoczesną maskotkę stolicy – donosi “Gazeta Stołeczna”. Zwycięski pomysł zaprezentowały Klara Jankiewicz i Helena Czernek, studentki trzeciego roku ASP. Zaproponowały, by niektóre przejścia dla pieszych miały wzór klawiszy fortepianu, a przy chodniku widniał biały napis "Rok Chopinowski". - Takie pasy mogłyby pojawić się na Krakowskim Przedmieściu, w okolicy pałacu Czapskich/Krasińskich, w którym mieszkał Chopin, ale też w miejscach, które są ważne dla młodych warszawiaków, np. koło Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego - proponuje Klara.
Komentuj →