27 maja 2007 |
0
^ Pas powinien przebiegać nad i pod brzuchem ciężarnej kobiety
Jeśli kobieta w ciąży ma prawidłowo zapięty pas bezpieczeństwa, w razie wypadku lub kolizji, zmniejsza zagrożenie dla dziecka i siebie – przypomina “Gazeta Lubuska”. Taki wniosek wyciągnięto z najnowszych badań prowadzonych przez Volvo Cars. A przypomnijmy, że obecnie dominuje zupełnie odmienny pogląd, że dla bezpieczeństwa kobiety i jej dziecka, lepiej pasów nie używać. Dlatego panie o widocznej ciąży są zwolnione (art. 59, punkt 2 Kodeksu drogowego) z ich zapinania. Przy badaniach Volvo Cars korzystano z wirtualnego manekinu w ciąży, dzięki któremu możliwa była symulacja ruchów ciężarnej kobiety w trakcie wypadku oraz płodu w jej łonie. Proporcje manekina były wzorowane na proporcjach kobiety średniego wzrostu w ostatnim okresie ciąży - około 36. tygodnia. Symulowano zderzenia czołowe. W ich trakcie okazało się, że zarówno dla kobiety jak też płotu, bardziej bezpieczne było zapięcie pasów. Pod warunkiem, że był on założony prawidłowo.
Komentuj →
24 maja 2007 |
0
32 nowych strażników miejskich uczyło się we Wrocławiu, jak udzielać pomocy przedmedycznej. Ćwiczyli na specjalnych manekinach, które alarmują, kiedy ucisk jest za mocny lub powietrze nie dochodzi do płuc – donosi “Gazeta Wyborcza – Wrocław”. To jedno z ostatnich szkoleń, jakie przed końcowymi egzaminami muszą przejść nowi funkcjonariusze. Z pomocy przedmedycznej, m.in. technik resuscytacyjnych (czyli przywracających oddech i krążenie) szkolił strażników podinspektor Artur Rychard. Te umiejętności mogą się przydać w każdej chwili, a od ich prawidłowego wykonania zależy nieraz czyjeś życie - mówił policyjny instruktor. Przypomniał strażnikom, że zawsze, gdy będą mieli do czynienia z osobą nieprzytomną, najpierw powinni powiadomić pogotowie. Do chwili przyjazdu karetki muszą postarać się o przywrócenie oddechu i akcji serca. Strażnicy szkolili się na policyjnych manekinach. Naszpikowane czujnikami fantomy sygnalizują, gdy ucisk na klatkę piersiową jest za mocny lub powietrze nie dociera do płuc, bo głowa nieprzytomnego człowieka jest źle ułożona. Joanna Cecko, przyszła strażniczka: - To bardzo pomaga, inaczej moglibyśmy później komuś połamać żebra. “Co jakiś czas szkolimy funkcjonariuszy, żeby nie zapomnieli jak to się robi. Niedawno zmieniły się zalecenia co do sposobu działania: teraz jeden cykl resuscytacyjny to trzydzieści ucisków i dwa wdechy” - tłumaczy Artur Rychard.
(198-5)
Komentuj →
23 maja 2007 |
2
Rozmowa “Gazety Lubuskiej” z Waldemarem Pietraszewskim, wiceprezesem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej, zrzeszającej ośrodki szkolenia kierowców :
Pytanie: W liście otwartym do marszałka lubuskiego proponujecie, aby osoby zdające egzamin na prawo jazdy kat. B w Zielonej Górze, mogły wybierać markę samochodu. Dlaczego?
Odpowiedź: Bo przed laty tak było. Zdający wybierali między fiatem 126 a polonezem, później fiatem punto a lanosem. Nikomu ten wybór nie przeszkadzał, a wszyscy byli zadowoleni. Można do tego wrócić.
Pytanie: Ale po co ten list i powrót do dawnego pomysłu?
Odpowiedź: Aby kandydaci na kierowców byli sprawiedliwie traktowani podczas egzaminu. Pod koniec czerwca w zielonogórskim Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego będzie sześć renaultów clio i 13 fiatów punto. Przypadek będzie decydował, na jakie auto trafi kandydat. Za rok, po wycofaniu kilku punto, ośrodek będzie kupował kolejne samochody, niekoniecznie clio czy punto. Oznacza to, że zdający nigdy nie będzie wiedział, na jakim samochodzie przyjdzie mu zdawać. To prawda, że przygotowujemy kandydatów do egzaminu na każdym aucie. Ale prawdą jest też to, że ktoś, kto widzi zupełnie nieznany samochód po raz pierwszy, może mieć kłopoty, aby bezbłędnie zdać na nim egzamin. Z tym mogliby mieć problemy nawet doświadczeni kierowcy. A co dopiero tacy, którzy dopiero się uczą.
Pytanie: Co dla szkół nauki jazdy oznacza wybór nowych aut?
Odpowiedź: Duże wydatki i pewnie upadek kilku szkół. Pamiętajmy, że większość ma jedno lub dwa auta. Trudno nagle kupić zupełnie nowe, albo utrzymać kilka samochodów. To nawet nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego.
Pytanie: Czy wybór marki samochodu podczas egzaminu jest zgodny z prawem?
Odpowiedź: Żaden przepis nie zabrania tego. W całej Europie, za wyjątkiem Litwy i Polski, jest tak, że do egzaminu służy auto, na którym kandydat uczył się jeździć. Dziękuję.
Komentuj →
23 maja 2007 |
0
"Lotne brygady" drogówki to nowy pomysł komendanta mazowieckiego policji Igora Parfieniuka. Mają one zapobiec piractwu drogowemu. - Z naszych doświadczeń wynika, że gdy policjanci są widoczni na drogach, odnotowujemy mniej wypadków. Dla przykładu podam, że w okresie świąt wielkanocnych, kiedy były wzmożone działania drogówki, nie doszło do żadnego śmiertelnego wypadku. Natomiast dzień po świętach, kiedy patroli na drogach było mniej, w wypadkach zginęło sześć osób - uzasadnia Igor Parfieniuk. Jak wynika ze statystyk, każdego roku na drogach Mazowsza ginie od 400 do 500 osób. Najczęściej do tragedii dochodzi w weekendy, a ich przyczynami są często nadmierna prędkość i błędy podczas wyprzedzania. Dwuosobowe załogi policjantów mają patrolować drogi przez całą dobę. Na razie "lotne brygady" będą działać w Płońsku i Radomiu. Każda z komend ma dysponować dwoma radiowozami. W przypadku Radomia terenem działania brygady będzie obszar dawnego województwa radomskiego. Lotne brygady pojawią się najprawdopodobniej w lipcu. Komendant zapowiada, że być może w przyszłości dostaną one do dyspozycji również nieoznakowany radiowóz wyposażony w wideorejestrator.
Komentuj →
22 maja 2007 |
6
Policjanci mają ostatnio szeroki repertuar akcji przeciwko piratom drogowym – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Olsztyn”. Jednak ostatni pomysł policji wywołał wątpliwości. W ubiegłym tygodniu po ulicach Olsztyna jeździł samochód nauki jazdy. W nim zamiast kursanta siedział egzaminator, a obok policjant. Gdy inny samochód utrudniał jazdę przepisowo poruszającej się "L-ce", np. zajeżdżał jej drogę czy wyprzedzał na pasach, egzaminator z policjantem zatrzymywali pirata drogowego. - Dlaczego w zakorkowanym mieście policja ucieka się do takich metod? Ten pomysł jest idiotyczny - twierdzi olsztynianin w liście do redakcji. Andrzej Szóstek, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie, tłumaczy, że w akcji chodziło o dobro kierujących. - WORD ma też dbać o bezpieczeństwo na ulicach. Chcemy sprawdzać zachowania kierowców wobec osób egzaminowanych - tłumaczy. Czytelnik twierdzi jednak, że łamane jest prawo, bo samochód z "L" na dachu może prowadzić tylko kursant. Jeśli za kierownicą siedzi ktoś inny, litera "L" powinna być zasłonięta. A jak pisze, w tym przypadku tak nie było. - Przecież podczas egzaminu zdarza się, że egzaminator obleje kandydata i sam siada za kierownicą - odpowiada Szóstek. Wątpliwości ma też Sławomir Kałwianiec, olsztyński taksówkarz. - Tę akcję można porównać do policjantów wyskakujących z radarem z krzaków - uważa. Nie broni jednak piratów drogowych, którzy często dają się we znaki kursantom, i nie tylko im. - Jeździmy bardzo źle i niebezpiecznie. Jednak sądzę, że metodą na poprawę bezpieczeństwa jest raczej rozbudowa monitoringu i zwiększenie liczby fotoradarów. Należy się skupić właśnie na tym, a nie takich dziwnych działaniach - mówi Kałwianiec. Mieczysław Wójcik: - Jeżeli było tak, że egzaminator i policjant jeździli autem do nauki jazdy z odsłoniętą tablicą "L", to Czytelnikowi przyznaję rację. Nie przekroczyli przepisów, jeśli jeździli autem z tablicą "egzamin" - tłumaczy. - Wyjaśnimy to i wyciągniemy wnioski na przyszłość. Jednak zapewnia, że policjanci nie wycofają się z pomysłu wykorzystywania "elki" do łapania kierowców jeżdżących niezgodnie z prawem drogowym. - Policjant może jeździć nieoznakowanym radiowozem za samochodem nauki jazdy - tłumaczy. - Sama idea postępowania WORD-u i policji jest przecież dobra, bo służy poprawie bezpieczeństwa na naszych drogach.
Krzysztof Hołowczyc, rajdowiec: Warto wykorzystywać takie niekonwencjonalne działania, żeby poprawić bezpieczeństwo na ulicach. Łamiący przepisy kierowcy nie powinni czuć się bezkarni, a raczej powinni mieć świadomość, że mogą być obserwowani i w każdej chwili ukarani mandatem. Kolejną zaletą tej akcji jest zwrócenie większej uwagi na samochody nauki jazdy, które najczęściej traktowane są przez innych kierowców wyłącznie jako "zawalidrogi".
Komentuj →
27 maja 2007 |
0
Coraz częściej trafiają się przypadki dzieci będących w stanie śpiączki – czytamy w “Kurierze Lubelskim”. Zwykłe oddziały szpitalne nie są dla nich najlepszym miejscem, bo maluchy potrzebują długotrwałej rehabilitacji i specjalistycznej opieki. Ale jak dotąd nie ma w Polsce ośrodka, który świadczyłby taką pomoc. Być może wkrótce powstanie w Poniatowej. Placówka byłaby prowadzona przez Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Opolu Lubelskim pod nadzorem lekarzy z Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Jej pacjentami byłyby dzieci-ofiary wypadków, które zapadły w śpiączkę w wyniku odniesionych urazów. – Często się zdarza, że tacy pacjenci odzyskują świadomość. Dzieci, które udało się wybudzić, nie zawsze mogą same oddychać, są przykute do łóżka i muszą być wspomagane respiratorami. W naszym ośrodku znalazłyby fachową opiekę – mówi Karol Stpiczyński, dyrektor SPZOZ w Opolu. Na ośrodek mogłyby zostać przystosowane pomieszczenia dawnego budynku administracyjnego po upadłej fabryce Eda w Poniatowej. Znalazłoby się tu miejsce dla około 60 pacjentów. Budynek chce nieodpłatnie przekazać miasto. – Utworzenie ośrodka to autorski pomysł profesora Jerzego Osemlaka, szefa kliniki chirurgii i traumatologii DSK w Lublinie – mówi Stpiczyński. Pomysłowi przychylne jest Ministerstwo Zdrowia. Problemem są pieniądze. Przystosowanie pomieszczeń i zakup wyposażenia oszacowano na 25 mln złotych. – Przygotowaliśmy już koncepcję architektoniczną. Liczymy na fundusze z Regionalnego Programu Operacyjnego i programów sektorowych – informuje Stpiczyński. Byłby to pierwszy tego typu ośrodek specjalistyczny nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Mogliby z niego korzystać pacjenci z całego kraju. 12 czerwca odbędzie się w Poniatowej studyjne posiedzenie senackiej komisji zdrowia. Gośćmi będą przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz parlamentarzyści ziemi lubelskiej. – Chcemy na miejscu zapoznać ich z pomysłem budowy ośrodka. Liczymy, że dostaniemy zielone światło do dalszych działań i wystąpienia o fundusze – mówi dyrektor SPZOZ.
Komentuj →
27 maja 2007 |
0
Wydział Ruchu Drogowego KWP w Łodzi wspólnie z redakcją “Transportu Polskiego” planuje po raz pierwszy na terenie Łodzi doprowadzić do dynamicznego pokazu wpływu jazdy samochodów ciężarowych na pieszych uczestników ruchu drogowego. Eksponowane będą również inne elementy związane z bezpieczeństwem w ruchu drogowym, a głównym odbiorcą pokazów będą uczniowie łódzkich szkół podstawowych. Przedsięwzięcie jest częścią cyklu edukacyjnego “Bezpieczna szkoła przy drodze”. Zdobył on wyróżnienie podczas gali bezpieczeństwa, który odbyła się w Zamku Królewskim w Warszawie. Skierowane jest do uczniów, których codzienna trasa do szkoły przebiega w pobliżu ruchliwych dróg przelotowych i tranzytowych. Na drogach tych znacznie częściej niż na innych poruszają się ciężarówki i duże gabarytowo pojazdy. Dlatego też, powinno się uczulić dzieci na niebezpieczeństwa, jakie niosą ze sobą nie tylko małe samochody osobowe, ale także uświadomić im ogrom i masę pojazdów ciężarowych. Impreza odbędzie się w dniu 30.05.2007 r. Program pokazu przewiduje m.in. zaprezentowanie: różnic w wielkości pomiędzy autem osobowym i ciężarowym, różnic drogi hamowania pomiędzy wyżej wymienionymi samochodami, gwałtownego ominięcia wbiegającego na jezdnię dziecka, siły pędu powietrza przejeżdżającej z bardzo dużą szybkością ciężarówki (przewrócenie manekina), widowiskowego slalomu w wykonaniu tira, pola widzenia z miejsca kierowcy ciężarówki.
Komentuj →
27 maja 2007 |
0
Pijany kierowca zablokował tory - Pijany kierowca zablokował samochodem tory kolejowe na szlaku Skarżysko-Kamienna-Bliżyn (Świętokrzyskie). Na szczęście w porę zauważył go maszynista pociągu towarowego i zatrzymał skład. Jak poinformował rzecznik prasowy komendy regionalnej Straży Ochrony Kolei w Lublinie Piotr Stefaniuk, do zdarzenia doszło przed godz. 4 na przejeździe z sygnalizacją samoczynną. Według niego, kierowca był tak pijany, że nie trafił autem w sam przejazd kolejowy i wjechał na tory obok niego, zawieszając samochód na szynach. Maszynista pociągu towarowego relacji Dąbrowa Górnicza-Bratków w porę zauważył auto, gdyż działo się to na długim, prostym i dobrze oświetlonym odcinku szlaku. Skład zatrzymał się przed przejazdem. Pociąg miał przez to zdarzenie godzinę opóźnienia. Jak powiedział kom. Krzysztof Skorek z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji, kierowca - 25-letni mieszkaniec Skarżyska - miał ponad półtora promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Za jazdę pod wpływem alkoholu grozi mu kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Być może odpowie również za sprowadzenie niebezpieczeństwa w ruchu i w takim wypadku grozić mu będzie kara do ośmiu lat.
Jechał środkiem drogi na wózku inwalidzkim - Dziesięciokrotne przekroczenie dopuszczalnej zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu stwierdzono u mężczyzny, który jechał środkiem szosy na wózku inwalidzkim - poinformowała policja w Schwerinie w północnych Niemczech. Funkcjonariusze mówią, że nie wierzyli własnym oczom, gdy odczytali wskazania alkomatu - ilość alkoholu, jaką musiał wypić inwalida, mogła być dawką śmiertelną. 31-letni inwalida powiedział funkcjonariuszom, że pił z przyjacielem i postanowił wracać do domu. Miał jeszcze do przebycia dwa kilometry, gdy został zatrzymany. Policja stara się okazać wyrozumiałość - inwalida ma zostać potraktowany jako pieszy, więc nie wchodzi w grę skonfiskowanie mu wózka, czy też oskarżenie o prowadzenie pojazdu mechanicznego po pijanemu. Ale jakąś karę będzie musiał ponieść - mówią funkcjonariusze.
Nietrzeźwa i bez prawa jazdy - Policjanci z województwa lubelskiego zatrzymali nietrzeźwą 26-latkę, która prowadziła samochód. Bez uprawnień do kierowania pojazdami wiozła dwoje dzieci: 13-miesięcznego Marka i 2,5 letniego Jakuba. Dzieci trafiły do ośrodka placówki opiekuńczo-wychowawczej. Okazało się, że 26-latka miała ponad 0,7 promila alkoholu w organizmie. Poza tym nie posiadała żadnych uprawnień do kierowania pojazdami. Właścicielem samochodu był jadący obok również nietrzeźwy 47-letni pasażer. Badanie wykazało u niego ponad 1,6 promila alkoholu. Na tylnej kanapie natomiast, przypięci pasami, jechali dwaj synowie kobiety - 13 miesięczny Marek i 2,5 letni Jakub. Nietrzeźwą kobietę zatrzymano w policyjnym areszcie w Łęcznej. Dzieci przekazano pracownikom placówki opiekuńczo-wychowawczej w Kijanach. O zdarzeniu poinformowano sąd rodzinny. Kobieta odpowie za narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu i jazdę w stanie nietrzeźwości. Może grozić jej kilka lat pozbawienia wolności.
Babcia – 3 promile alkoholu - wiozła wnuka - Policjanci z Gąbina w powiecie płockim zatrzymali 58-letnia kobietę, która spowodowała kolizję drogową i usiłowała uciec z miejsca zdarzenia. W samochodzie był jej wnuk, a w organizmie kobiety alkohol. Do zdarzenia doszło wczoraj. Jak wynika z ustaleń policjantów, kobieta przyjechała do jednej z gąbińskich szkół odebrać swojego 14-letniego wnuczka. Wsiadła do samochodu i razem z wnukiem pojechała w kierunku domu. Na łuku drogi zderzyła się czołowo z oplem astrą. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Kobieta usilnie próbowała odjechać z miejsca zdarzenia, jednak samochód odmówił posłuszeństwa, postanowiła więc uciec pieszo. Ta próba również zakończyła się niepowodzeniem - została zatrzymana przez wezwanych do zdarzenia policjantów. Babcia została poddana badaniu alkotestem, który wskazał prawie 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Teraz kobietę czeka rozprawa przed sądem w trybie przyspieszonym.
Pijany woźnica recydywista - Dwóch nietrzeźwych mieszkańców gm. Braniewo kierujących zaprzęgiem konnym zatrzymali braniewscy policjanci. Łamane przez nich prawo zostało nagrane przez jednego z mieszkańców. Jak się okazało obaj mężczyźni już wcześniej mieli sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, właśnie za jazdę pod wpływem alkoholu. Czesław P. nie był w stanie dmuchać w urządzenie pomiarowe, pobrano mu więc krew do badania. Z kolei Leszek P. miał 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jak ustalili funkcjonariusze obaj wypili wcześniej po 4 piwa. Ojciec z synem zostali zatrzymani w policyjnym areszcie do wytrzeźwienia. Leszek P. w dniu wczorajszym trafił w trybie przyspieszonym przed sąd. Z kolei w przypadku jego ojca potrzebne będą wyniki badań krwi.
Komentuj →
26 maja 2007 |
0
Warszawiacy coraz chętniej przesiadają się z samochodów na skutery. To nowy styl bycia czy po prostu sposób na korki? – pyta “Echo Miasta”. Poważni biznesmeni ubrani w eleganckie garnitury czy wyluzowani studenci w sportowych ciuchach, kobiety, mężczyźni, młodzi i starzy – na skuterach w Warszawie jeżdżą niemal wszyscy! Czasem obserwując stołeczne ulice można poczuć się jak na Włoskiej Riwierze, gdzie “bzyczek”, to niemal podstawowy środek komunikacji. – Nic dziwnego, że połknęliśmy tego bakcyla. Skuter to najlepszy sposób na przemieszczanie się po mieście i świetna frajda – mówi Paweł Bomert, muzyk i szczęśliwy właściciel vespy i lambretty LD 150. – Od dziecka uwielbiam skutery, odkąd zobaczyłem jeden w filmie “Nie lubię poniedziałków”. Moja lambretta jest w stanie agonalnym, ale zbieram pieniądze, by przywrócić ją do życia. Wielu użytkowników kupuje jednoślady jednak nie po to by delektować się wrażeniami z jazdy, lecz aby poradzić sobie z korkami i zdążyć na czas do pracy. – Im bliżej Euro 2012 tym więcej remontów, rozkopów. Ja wolę przesiąść się z samochodu czy autobusu na taki środek lokomocji, który sobie z tymi utrudnieniami poradzi. Skuter jest do tego idealny – twierdzi Marek Kasprzyk, właściciel matriksa. Rosnące zainteresowanie skuterami potwierdza Mariusz Wypijewski, właściciel sklepu “Speed-comp”. – Odnotowujemy coraz większą sprzedaż skuterów. Największą popularnością cieszą się skutery o pojemności silnika do 50 centymetrów, bo wówczas posiadanie takiej maszyny nie wymaga dodatkowego prawa jazdy na motocykl. – W ubiegłym roku klienci kupili od nas 89 maszyn, a w tym liczba ta powinna wzrosnąć do ok. 120 – mówi Michał Matla, właściciel małego sklepu ze skuterami w centrum.
Komentuj →
25 maja 2007 |
0
Premier Jarosław Kaczyński na spotkaniu z przewodniczącym Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Wu Bangguo rozmawiał m.in. o możliwościach budowy polskich dróg przez chińskie firmy. Coraz trudniejsza sytuacja w sektorze budowlanym zaczyna powoli rzutować na tempo budowy dróg w Polsce. Rosną ceny materiałów, transportu, koszty pracy, brakuje wykwalifikowanych pracowników. Tym samym rządowy plan budowy dróg przed EURO 2012 staje pod wielkim znakiem zapytania. Polski rząd szuka wyjścia z pogarszającej się sytuacji. Jednym z proponowanych ostatnio rozwiązań była budowa dróg przez Wojsko Polskie. Teraz przedstawiciele naszego rządu chcą nakłonić firmy z Chin do realizacji inwestycji drogowych, kolejowych w naszym kraju. Na spotkaniu premier Kaczyński wyraził chęć prowadzenia konkretnych rozmów o współpracy polsko-chińskiej w obszarze budowy dróg i autostrad. "W związku z organizacją olimpiady w Pekinie w 2008 r. Chiny mają w tej sferze duże doświadczenie. Możliwa jest także współpraca m.in. w dziedzinie energetyki, miedzi i lotnictwa" – uważa premier. Rząd musi przyspieszyć budowę dróg, bo przed Polską wielkie wyzwanie - przygotowanie infrastruktury na EURO 2012. Tymczasem w tym roku do użytku kierowców zostanie oddanych zaledwie 7 km autostrad i 83 km dróg ekspresowych, a nowe przetargi na razie nie są ogłaszane.
Komentuj →
24 maja 2007 |
0
Mamy dość pustych obietnic i ścieżek, które bardziej nam zagrażają, niż pomagają - skarżą się zielonogórscy rowerzyści. Zebrali opasłą listę fuszerek, którą wraz z petycją z żądaniem zmian chcą przekazać prezydentowi miasta. Prywatny raport rowerzystów o zielonogórskich ścieżkach rowerowych liczy kilkanaście stron. Są zdjęcia i opisy. Jak jest ze ścieżkami? Fatalnie – komentuje “Gazeta Wyborcza”. Rowerzyści zbierają wśród mieszkańców podpisy. Już mają ich 1,5 tys. Petycja na trafić do rąk prezydenta miasta. Uruchomili też stronę internetową akcji - www.rowery.o7.pl. Prezydent Janusz Kubicki. - Nie zawsze ścieżki rowerowe są zaprojektowane w odpowiednich miejscach i wykonane tak, jak powinny. Ale to wina poprzedniej ekipy, która te projekty zatwierdzała - odpowiada. Jak twierdzi, wstrzymał wszystkie budowy nowych ścieżek do czasu, aż powstanie kompletna koncepcja całej ich sieci. - I będziemy ją konsultować z rowerzystami - zapowiada Kubicki.
(198-6 i 7)
Komentuj →
24 maja 2007 |
0
Silnik o mocy 130 KM, kurtyny chroniące przed uderzeniem z boku, klimatyzacja, elektrycznie sterowane szyby w drzwiach - takich aut zażyczyła sobie policja. “Dziennik” dotarł do specyfikacji warunków przetargu na nowe radiowozy. Pięć tysięcy oznakowanych i nieoznakowanych nowych samochodów osobowych chce kupić polska policja. Mają mieć mocne silniki diesla, klimatyzację i być superbezpieczne. "To największy przetarg w tej części Europy" - zachwala szef policyjnej logistyki. Do wydania ma prawie 800 milionów złotych. Policja ma w tej chwili ok. 21 tys. pojazdów: od motocykli po wozy opancerzone. Co czwarty, czyli ok. 5 tysięcy, to polonez. Dlatego do wymiany na pierwszy ogień pójdą auta osobowe. Po raz pierwszy od ponad 10 lat, kiedy to do służby trafiła spora partia volkswagenów, funkcjonariusze mają szansę na naprawdę dobre samochody. Bo wymagania stawiane dostawcy są wygórowane. Policja chce mieć w autach m.in. poduszki powietrzne i kurtyny chroniące przed skutkami uderzeń z boku, regulowaną w dwóch płaszczyznach kierownicę, klimatyzację i elektrycznie sterowane szyby w drzwiach. Radiowozy muszą spełniać rygorystyczne normy bezpieczeństwa - w testach zderzeniowych EURO-NCAP powinny zdobyć minimum cztery gwiazdki. Ile policja chce wydać na samochody? "To największy przetarg w tej części Europy, o kwotach mówić nie mogę, bo to tajemnica przetargowa" - mówi Tomasz Kowalczyk, dyrektor Biura Logistyki w Komendzie Głównej Policji. Policji zależy, by jeszcze w tym roku jak najwięcej samochodów, zwłaszcza nieoznakowanych, trafiło do policjantów".
Komentuj →
24 maja 2007 |
0
Od 2013 roku samochody w Europie będą miały możliwość wymiany informacji z sygnalizatorami świetlnymi. Komunikacja umożliwi ostrzeganie kierowców o występujących utrudnieniach na trasie w postaci korków lub też nadjeżdżającym pojeździe uprzywilejowanym. Zmiana sygnalizatorów świetlnych na nowe “inteligentne światła” mogłaby być pożyteczna także w przypadku regulowania ruchu podczas przejazdu pojazdu uprzywilejowanego. Sygnalizatory wyposażone byłyby w odpowiednie instrumenty reagujące na dźwięk syreny, dostosowując przepływ ruchu tak aby przejazd karetki czy radiowozu był sprawniejszy. Dwa lata po wprowadzeniu nowych sygnalizatorów ma zostać wprowadzony system wymiany informacji bezpośrednio pomiędzy samochodami. Według ekspertów nowy system może doskonale sprawdzić się w przypadku awarii jednego z pojazdów. Kierowca takiego samochodu może szybko ostrzec innych uczestników ruchu minimalizując zagrożenie kolizji. System umożliwi wysyłanie informacji także o konkretnych atmosferycznych i drogowych występujących na określonych odcinkach trasy, ostrzegając kierujących o oblodzeniu nawierzchni lub aquaplaningu w momencie gdy w jednym z pojazdów uaktywni się system ABS reagujący na zmianę przyczepności samochodu.
Komentuj →
24 maja 2007 |
0
Wożenie pasażerów wiąże się z podwyższonym ryzykiem wypadków - chociaż nie aż tak podwyższonym, jak w przypadku telefonów komórkowych - informuje serwis "EurekAlert", a za nim Onet.pl Moto. Australijscy naukowcy z The George Institute for International Health porównywali ryzyko związane przewożeniem pasażera oraz rozmową przez telefon komórkowy podczas jazdy. Okazało się, że niezależnie od wieku, pasażer zwiększa ryzyko wypadku połączonego z pobytem w szpitalu o 60 procent, a dwóch i więcej pasażerów - o 100 procent. Jednak bardziej niebezpieczne są pod tym względem telefony komórkowe (podczas rozmowy telefonicznej cztery razy łatwiej o wypadek). Jak zauważają autorzy badań, przeciętny pasażer jest bardziej świadomy sytuacji na drodze w porównaniu z przeciętnym rozmówcą telefonicznym - choć oczywiście zdarzają się niechlubne wyjątki. W przypadku młodych kierowców oprócz oczywistego rozpraszania uwagi, jakie wiąże się z rozmową lub inną aktywnością pasażera podczas jazdy, możliwy jest także specyficzny wpływ rówieśników, przed którymi młody kierowca chce się popisać.
Komentuj →
23 maja 2007 |
0
Bielska policja oskarżyła zawodowego kierowcę o jazdę pod wpływem alkoholu, mimo że dwukrotne badanie alkomatem wykazało, że jest trzeźwy – komentuje “Gazeta Wyborcza – Katowice”. Mężczyzna stracił prawo jazdy i nie może pracować. 54-letni Jan K. jest zawodowym kierowcą. Nigdy nie był karany za jazdę po pijanemu. Kłopoty kierowcy zaczęły się 18 stycznia, kiedy przyjechał do bielskiej fabryki Fiata po silniki. Miał je zawieźć do Niemiec. Ochrona przy bramie wjazdowej zauważyła w kabinie tira puszkę po piwie. Kierowca pokazał, że w środku jest woda, w której gasił niedopałki. Ochroniarze poprosili jednak, żeby mężczyzna poszedł na wartownię i dmuchnął w alkomat. Badanie trwało kilka sekund, a jego wynik wprawił Kowalówkę w osłupienie. Alkomat pokazał 0,2 promila w wydychanym powietrzu. - Ten sprzęt musiał być zepsuty, bo przecież nic nie piłem - wspomina kierowca. Mężczyzna od razu zakwestionował wynik badania i wezwał policję. Radiowóz przyjechał po kwadransie. Kowalówka poprosił funkcjonariuszy o zbadanie stanu trzeźwości. Dwa razy dmuchał w policyjny alkomat, a ten za każdym razem pokazywał 0,0 promila. Kierowca powiedział policjantom, że jeżeli mają jeszcze wątpliwości, to mogą pobrać mu krew. - Powiedzieli, że nie ma takiej potrzeby - wspomina mężczyzna. Kierowca był pewien, że to zamyka całą sprawę. Po podpisaniu protokołów usłyszał jednak, że policjanci nie mogą oddać mu prawa jazdy, że kierują do sądu wniosek o ukaranie mnie za jazdę pod wpływem alkoholu. Bielska policja tłumaczy, że musiała skierować sprawę do sądu, bo alkomat, którym dysponuje ochrona Fiata, ma atesty, a przeprowadzone nim badanie dało wynik pozytywny. - Kierujemy się zasadą legalizmu, więc nie mogliśmy zlekceważyć tego wyniku. Nie przesądzamy jednak o winie kierowcy, oceną materiału dowodowego zajmie się sąd - tłumaczy komisarz Mariusz Kuliński, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Dlaczego policjanci nie zdecydowali się na badanie krwi? - Nie mieli takiego obowiązku, bo to nie był wypadek. A z protokołu nie wynika, że kierowca domagał się takiego badania - tłumaczy kom. Kuliński. Bezrobotny kierowca z niecierpliwością czeka na proces. Dopóki nie zostanie oczyszczony z zarzutów, nie będzie mógł wrócić do pracy. Gdybym wiedział, że tak to się skończy, to wziąłbym taksówkę i prosto z Fiata pojechał do szpitala na badanie krwi - wzdycha mężczyzna.
Komentuj →
23 maja 2007 |
0
Inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Bydgoszczy przeprowadzili na terenie jednej z gmin województwa kujawsko-pomorskiego kontrolę gimbusów przewożących dzieci do szkół. W następstwie w/w działań zatrzymano 7 dowodów rejestracyjnych niesprawnych autobusów (na 9 skontrolowanych). Dodatkowo w jednym przypadku stwierdzono wykonanie pozytywnego badania technicznego pojazdu trzy dni przed kontrolą drogową. W związku z podejrzeniem, co do prawidłowości przedmiotowego sprawdzenia, autobus w asyście inspektorów WITD skierowano na ponowne badanie techniczne do okręgowej stacji kontroli pojazdów. Przeprowadzone badane wykazało szereg nieprawidłowości w odniesieniu do stanu technicznego autobusu, co potwierdziło przypuszczenia funkcjonariuszy. O ujawnionym fakcie poświadczenia nieprawdy przez diagnostę, poinformowano właściwą miejscowo prokuraturę.
Komentuj →
23 maja 2007 |
0
Niezwykłe patrole pojawiły się w środę w al. Piłsudskiego. Policjantów płockiej drogówki wspierali uczniowie podstawówki - czytamy w “Gazecie Wyborczej – Płock”. Policjanci w dwóch radiowozach obserwowali bacznie jadące auta. Za pomocników mieli uczniów klas VI Szkoły Podstawowej nr 17. Kiedy taki niecodzienny patrol zatrzymywał jakiś samochód, policjanci brali się za sprawdzanie dokumentów, świateł i itp. A dzieci wręczały kierowcom listy apelujące o prowadzenie auta z "trzeźwym umysłem". I naklejki na szyby z hasłem "Za kółkiem zachowuję trzeźwy umysł". Skontrolowaliśmy 42 samochody - podsumowuje Romuald Baranowski z sekcji ruchu drogowego płockiej komendy. - Nie wypisaliśmy żadnego mandatu, w razie niedociągnięć przeprowadzaliśmy z kierowcą rozmowę. Alkomatem badaliśmy co piątego. Wszyscy byli trzeźwi. W ten sposób Płock, już po raz kolejny, wziął udział w akcji "Zachowaj Trzeźwy Umysł". Kampanię roku organizują Fundacja "Trzeźwy Umysł" oraz Stowarzyszenie Producentów i Dziennikarzy Radiowych już od roku 2001. Mini patrole to tegoroczna nowość. Romuald Baranowski radzi wypatrywać mini patroli także w dalszych dniach.
Komentuj →
23 maja 2007 |
0
Likwidacja przejścia dla pieszych na ul. Jagiellońskiej w Bydgoszczy, postawienie płotu rozdzielającego dwie jezdnie oraz progi zwalniające na tej ulicy w pobliżu sklepu Komfort - to wstępne ustalenia dotyczące poprawy bezpieczeństwa na ulicy. Bydgoszczanie podjęli obywatelką akcję, wstrząśnięci śmiercią 13-letniego chłopca, potrąconego śmiertelnie na tej ulicy, napisali petycję do prezydenta Konstantego Dombrowicza i parlamentarzystów. Podpisało się pod nią kilkadziesiąt osób. Reakcja była błyskawiczna – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. W Zarządzie Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej zebrał się zespół koordynacyjny do spraw inżynierii ruchu. W spotkaniu wzięli udział także strażnicy miejscy, policjanci i pracownicy Miejskich Zakładów Komunikacyjnych. Zespół zadecydował o likwidacji przejścia dla pieszych na ul. Jagiellońskiej w pobliżu ul. Pestalozziego, naprzeciwko Media Marktu - informuje Bogumił Grenz, rzecznik ZDMiKP. - Stanie tam także płot rozdzielający dwie jezdnie. Natomiast piesi będą mogli bezpiecznie przechodzić po przejściu ze światłami na rondzie Fordońskim. Ponadto specjaliści zadecydowali także o zmianach na przejściu dla pieszych w pobliżu sklepu Komfort. - Tam pojawią się dodatkowe znaki poziome i pionowe ostrzegające kierowców o przejściu dla pieszych - mówi Grenz. - Ustawimy tam też pulsujące, żółte światło. Dodatkowo na jezdni pojawią się linie progów zwalniających z zimnego plastiku. Nowe zabezpieczenia pojawią się tak szybko jak to będzie możliwe - zapewnia rzecznik ZDMiKP.
(198-4)
Komentuj →
23 maja 2007 |
0
Jeszcze dziś zostanie ogłoszony kolejny przetarg na zakup gimbusów do szkół; MEN dołoży wszelkich starań, aby zaplanowana na ten roku liczba gimbusów została zakupiona - zapowiedział w Sejmie wiceminister edukacji Stanisław Sławiński. Sławiński, odpowiadając na pytanie posłów SLD, dlaczego MEN nie kupił w tym roku gimbusów, poinformował, że przetarg na ich zakup został ogłoszony w styczniu. - 9 marca upłynął termin składania ofert. Do tego czasu wpłynęły trzy oferty. Biegli przebadali ich stan techniczny i okazało się, że nie spełniają norm oferty, nie posiadały bowiem odpowiednich świadectw homologacji. Dlatego musieliśmy unieważnić ten przetarg - dodał Sławiński. Jak zaznaczył wiceminister edukacji narodowej, od dnia unieważniania przetargu musiał minąć pewien okres, by był czas na ewentualne złożenie zażalenia na decyzję o unieważnieniu. Dlatego kolejny przetarg jest ogłaszany teraz. Odpowiadając na sugestię posła SLD Janusza Krasonia, że decentralizacja, czyli przekazanie przetargów samorządom, mogłoby usprawnić prace, Sławiński powiedział, że resort rozważa taką możliwość. W latach 1999-2001 MEN kupił dla samorządów 680 gimbusów za ok. 150 mln zł. Kolejne zakupy były realizowane systematycznie w latach następnych; organizowano po kilka przetargów rocznie. W sumie do 2005 r. łącznie zakupiono 1300 autobusów szkolnych. W odpowiedzi na pytanie o stan przetargów na zakup komputerów do szkół, Sławiński poinformował, że w tym roku ministerstwo przeprowadziło 7 przetargów na zakup sprzętu komputerowego, w wyniku których zakupiono sprzęt do 540 pracowni internetowych, ponadto zakupiono także sprzęt do 4859 pracowni komputerowych. "Na zakup sprzętu komputerowego dla niewidomych przeznaczono ponad 38 mln zł" - dodał. Sławiński poinformował, że obecnie toczą się postępowania zmierzające m.in. do zakupu ponad 5 tys. komputerów do szkolnych pracowni oraz do zakupu ponad 4 tys. komputerów do internetowych centrów multimedialnych. - W związku z tym na dzień dzisiejszy nie zachodzi zagrożenie, że środki przeznaczone na ten cel nie zostaną wykorzystane - zaznaczył.
Komentuj →
23 maja 2007 |
0
W ostródzkim szpitalu przebywa 4-latek, który ze starszym bratem, bez opieki i wiedzy rodziców jeździł quadem. W pewnym momencie na prostym odcinku drogi chłopcy stracili kontrolę nad pojazdem i uderzyli w bramę wjazdową na posesję. Obaj chłopcy trafili do szpitala. Stan 4-latka jest ciężki, 11-latek doznał ogólnych potłuczeń. Policjanci wyjaśniają okoliczności tego zdarzenia. Ustalają, gdzie byli w tym czasie rodzice i dlaczego nie zapewnili dzieciom opieki. Jeżeli okaże się, że w ten sposób narazili je na utratę życia lub zdrowia może im grozić 5 lat więzienia.
Komentuj →
22 maja 2007 |
0
W kontrolach Inspekcji Transportu Drogowego w Adamowicach uczestniczyli studenci V roku ekonomiki transportu i logistyki Wyższej Szkoły Handlu i Prawa oraz Szkoły Głównej Handlowej, z opiekunem naukowym doktorem Pawłem Lesiakiem. Dyplomanci mogli zobaczyć, jak na co dzień pracują inspektorzy ITD. Na liczne pytania odpowiedzi udzielali Alvin Gajadhur - rzecznik prasowy GITD, Michał Rzemieniewski - Mazowiecki Wojewódzki Inspektor Transportu Drogowego oraz Adam Bielakowski - naczelnik Wydziału Inspekcji Mazowieckiego WITD. Studenci zapoznali się z działaniem wagi dynamicznej (preselekcyjnej), dzięki której inspektorzy mogą identyfikować poruszające się po drodze przeciążone pojazdy ciężarowe. Pracownicy ITD wyjaśnili zasady odczytywania wykresówek z tachografu oraz udzielili wyczerpujących informacji na temat czasu pracy kierowców. Niektórzy z dyplomantów zamierzają umieścić informacje o działalności Inspekcji w swoich pracach dyplomowych.
Komentuj →
22 maja 2007 |
0
Zapowiedź IV Euroazjatyckiej Konferencji Transportu Drogowego Warszawa, 14-15 czerwca 2007
KOMUNIKAT Ministerstwa Transportu NR 77 (164) z dnia 22 maja 2007 r.
“IV Euro-Azjatycka Konferencja Ruchu Drogowego stanowi okazję zarówno do rozmów na szczeblu rządowym, jak i do bezpośredniego dialogu z przedsiębiorcami z branży transportowej” – powiedział Minister Transportu Jerzy Polaczek podczas konferencji prasowej “Szlaki komunikacyjne w Unii Europejskiej rozwijają się dzięki podejmowaniu inicjatyw wspólnotowych, które wyznaczają osie transportowe wewnątrz Wspólnoty. Jednak UE rozwija również szlaki komunikacyjne wychodzące poza jej terytorium” – dodał Minister Jerzy Polaczek. Minister Jerzy Polaczek wskazał, że postępujący proces globalizacji, stopniowa liberalizacja światowego handlu oraz wzrastające znaczenie geostrategiczne kontynentu euroazjatyckiego przyczynia się do wzrostu znaczenia transportu między Europą a Azją. Minister przyznał również, że dla zrównoważonego rozwoju państw regionu kluczowe znaczenie mają rzetelne, wydajne, bezpieczne oraz przyjazne dla środowiska połączenia transportowe. Głównym tematem konferencji będzie: “Droga do sukcesu: Wyzwania i możliwości euroazjatyckiego rynku transportu drogowego”. Organizatorzy Konferencji: Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (International Road Transport Union – IRU), Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. Minister Transportu Rzeczypospolitej Polskiej objął patronat nad konferencją i podjął się zorganizowania Euro-Azjatyckiej Ministerialnej Konferencji Transportowej, która przyjmie Deklarację Warszawską (Wspólne Stanowisko). Będzie się ono odnosić do rozwoju oraz zintensyfikowania współpracy w zakresie euroazjatyckiego transportu drogowego. Cel Konferencji: Postępujący proces globalizacji, stopniowa liberalizacja światowego handlu oraz wzrastające znaczenie geostrategiczne kontynentu euroazjatyckiego przyczynia się również do wzrostu znaczenia transportu między Europą a Azją. Jak powszechnie wiadomo dla zrównoważonego rozwoju państw regionu kluczowe znaczenie mają rzetelne, wydajne, bezpieczne oraz przyjazne dla środowiska połączenia transportowe. Rozwój transkontynentalnego transportu towarów jest hamowany przez liczne bariery prawne i administracyjne. Niedostateczna integracja międzynarodowych rynków transportu drogowego powoduje zwiększenie kosztów oraz zmniejsza konkurencyjność tego sektora. Pomimo działań licznych organizacji międzynarodowych, w tym zwłaszcza EKG ONZ i UN ESCAP oraz EKMT, wiele problemów pozostaje nierozwiązanych. Konferencje Euroazjatyckie IRU odbywają się co dwa lata w wybranych państwach europejskich i azjatyckich (Irkuck 2001, Teheran 2003, Pekin 2005) i są jednymi z najważniejszych wydarzeń dla sektora międzynarodowego transportu drogowego. Poprzednie konferencje wydatnie przyczyniły się do promocji połączeń euroazjatyckich. W konferencji przewidywany jest udział Ministrów lub Wiceministrów zainteresowanych krajów europejskich i azjatyckich, jak również przedstawicieli międzynarodowych organizacji, instytucji finansowych oraz świata biznesu. Konferencja stanowi okazję zarówno do rozmów na szczeblu rządowym, jak i do bezpośredniego dialogu z przedsiębiorcami z branży transportowej. Wraz ze sprawozdaniem z Konferencji ukaże się Wspólna Deklaracja Ministrów. Jednym z głównych celów Konferencji będzie przegląd problematyki rozwoju euro-azjatyckich szlaków transportowych. Unia Europejska, mając pełną świadomość wagi zagadnienia, podjęła już szereg inicjatyw w tym zakresie, m.in. w 2005 roku zdefiniowane zostały transkontynentalne osie transportowe stanowiące przedłużenie na wschód Transeuropejskiej Sieci Transportowej (TEN-T). Stanowić one będą w ciągu kolejnych dziesięcioleci priorytet w realizacji wspólnej polityki transportowej wobec Azji w długim horyzoncie czasowym. Postępująca integracja gospodarcza i sprzyjająca wola polityczna pozwalają na przyjęcie konkluzji opartej na fakcie, iż kontynent europejski jest zbyt mały, aby mógł stanowić zamknięty, trudno dostępny i wewnętrznie podzielony obszar gospodarczy. Z drugiej strony, gwałtowny rozwój gospodarczy na Dalekim Wschodzie skłania do podkreślenia konieczności współistnienia Europy i Azji. Główna rolę w spajaniu obu kontynentów spełnia transport. Jego rozwój wraz z infrastrukturą szlaków tranzytowych pozwoli na przełamanie istniejących jeszcze utrudnień, wpłynie na wzrost potoków ruchu towarowego i osobowego w tranzycie Wschód – Zachód i tym samym stanie się jednym z głównych czynników wzrostu gospodarczego regionów obu kontynentów. Kogo zaproszono? Zaproszenia wystosowane zostały do ok. 70 ministrów do spraw transportu Europy i Azji. Deklaracja. Przewidziano, że w trakcie Euro-Azjatyckiej Ministerialnej Konferencji Transportowej, przyjęta zostanie Deklaracja Warszawską (Wspólne Stanowisko). Będzie się ono odnosić do rozwoju oraz zintensyfikowania współpracy w zakresie euroazjatyckiego transportu drogowego. Dlaczego transport drogowy w przewozie ładunków na trasie Europa – Azja? • procesy globalizacji handlu międzynarodowego, • runda WTO w Doha na temat ułatwień w handlu, • potrzeba usprawnienia sieci międzynarodowych korytarzy transportowych, • transport drogowy stanowi efektywne i elastyczne narzędzie w realizacji transkontynentalnych operacji transportowych, w szczególności w przypadku przewozu towarów o dużej wartości oraz wrażliwych czasowo. Co trzeba zrobić by rozwijał się transport lądowy pomiędzy Europą i Azją? • koordynowanie polityk transportowych poszczególnych państw, • konwencje ONZ dotyczących międzynarodowego transportu drogowego przystąpienie do, rozwój i wdrożenie), • przyjęcie zasad WTO w odniesieniu do swobody tranzytu, upraszczania dokumentów, racjonalizowania opłat i podatków, • stwarzanie warunków prawnych dla zwiększenia wydajności sieci transportowych, • podpisanie dwustronnych i wielostronnych porozumień w zakresie ułatwień dostępu do rynku międzynarodowych przewozów drogowych, • rozwój sieci teleinformatycznych mających zastosowanie w transporcie drogowym, • rozwój transportu kombinowanego, w tym rozbudowę terminali przeładunkowych, • budowę brakujących połączeń drogowych wzdłuż Jedwabnego Szlaku, w tym budowę obwodnic wokół zurbanizowanych obszarów miejskich, promowanie współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami transportowymi i/lub agencjami rządowymi zaangażowanymi w działalność z zakresu transportu drogowego.
Komentuj →
22 maja 2007 |
0
Organizacja ekologiczna Greenpeace Polska chce, by rząd przeznaczył równowartość kosztów niedzielnego referendum w woj. podlaskim w sprawie przebiegu drogi przez dolinę Rospudy, na poprawę bezpieczeństwa ulic Augustowa. Partia Zielonych 2004 skierowała natomiast list otwarty do premiera w sprawie Rospudy. Przedstawiciele Greenpeace, w komunikacie przesłanym PAP, napisali m.in., że niedzielne referendum, w którym mieszkańcy woj. podlaskiego mieli się wypowiedzieć w sprawie przebiegu obwodnicy Augustowa, było niepotrzebne, a "kolejne miliony wyrzucone w błoto". W niedzielę mieszkańcy woj. podlaskiego głosowali w sprawie przebiegu obwodnicy Augustowa przez dolinę rzeki Rospudy. Ze względu na zbyt niską frekwencję (poniżej 30 proc.) wynik referendum jest nieważny. Komisja Europejska (KE) sprzeciwia się budowie obwodnicy przez dolinę Rospudy. Twierdzi, że wariant trasy, biegnący przez europejską sieć ochrony Natura 2000 (która obejmuje Dolinę Rospudy), narusza prawo unijne. Polska zaprzecza, jakoby naruszała unijne dyrektywy dotyczące ochrony środowiska, a konieczność budowy tłumaczy bezpieczeństwem drogowym. KE wystąpiła do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, by rozstrzygnął spór; sprawa jest obecnie rozpoznawana. Po niedzielnym referendum, działacze Greenpeace Polska zażądali m.in. "natychmiastowego przeznaczenia sumy równej kosztowi referendum na poprawę bezpieczeństwa na ulicach Augustowa". Jak wyjaśnili, środki miałyby przekazać te partie, które nawoływały do głosowania w referendum. Organizacja chce też "natychmiastowego rozpoczęcia prac nad alternatywną trasą obwodnicy Augustowa". "Mieszkańcy Podlasia nie dali się zwieść i zrozumieli, ze nawet gdyby frekwencja wyniosła 100 proc., wynik referendum nie miałby żadnej mocy prawnej. Wszystkie partie i politycy, którzy nawoływali do referendum ponoszą odpowiedzialność za zmarnowanie ok. 2,5 mln zł, które zamiast na ten +bezsensowny+ sondaż, powinny być wydane na poprawę bezpieczeństwa na ulicach Augustowa" - uważa cytowany w komunikacie dyrektor Greenpeace Polska Maciej Muskat. W sprawie inwestycji drogowej w Dolinie Rospudy list otwarty do premiera Jarosław Kaczyńskiego wystosowała partia Zielonych 2004. W liście, którego kopię partia przesłała w poniedziałek PAP, napisano m.in., że "organizacje ekologiczne i partia Zielonych 2004 nie są - i nigdy nie były - przeciwne budowie obwodnicy wokół Augustowa". Autorzy listu zwrócili jednak uwagę, że budowa 17-km odcinka obwodnicy wraz z estakadą w ciągu 33 miesięcy jest nierealna. "Zdaniem Zielonych, zrezygnowanie z obecnego przebiegu obwodnicy i natychmiastowe rozpoczęcie wyznaczania nowej jej lokalizacji może przyspieszyć, a nie opóźnić realizację inwestycji" - uważają. "W wielu regionach Polski (organizacje ekologiczne - PAP) walczą wspólnie z mieszkańcami o to, by niebezpieczny dla nich i szkodliwy dla środowiska transport tranzytowy - szczególnie samochody ciężarowe - nie wjeżdżał do miast" - czytamy w liście. "W przypadku złamania unijnych przepisów dotyczących ochrony środowiska, na Polskę zostaną nałożone dodatkowo wielomilionowe kary, a Bruksela może wstrzymać wszystkie fundusze na modernizację infrastruktury transportowej w Polsce w latach 2007-2013" - napisała partia.
Komentuj →
21 maja 2007 |
0
Pan Ryszard z Łodzi dostał pismo z Zarządu Dróg i Transportu. Musi zapłacić karę 50 zł. Dlaczego? Urząd zarzuca mu, że nie zapłacił dwa lata temu za parkowanie na ulicy. Dowodem jest zdjęcie jego samochodu bez biletu za szybą – informuje swoich Czytelników “Gazeta Wyborcza”. - Mam prawie 70 lat. Nie pamiętam już tego zdarzenia. Zawsze płace za parkowanie - mówi pan Ryszard. - Czy zdjęcie jest wystarczającym dowodem na to, że nie zapłaciłem? Może zapłaciłem parkingowemu i włożyłem bilet do kieszeni? - pyta Czytelnik. Zarząd Dróg i Transportu jest innego zdania. - Każdy kierowca jest zobowiązany do tego, żeby po zapłaceniu za parkowanie, umieścił bilet w widocznym miejscu. Reguluje to uchwała rady miejskiej. Jeśli biletu nie ma, nasi kontrolerzy robią zdjęcie i wkładają za wycieraczkę wezwanie do zapłaty - wyjaśnia Marek Kopias z ZDiT. Pan Ryszard żadnego pisma za wycieraczką nie pamięta. - Będę się odwoływał - mówi. Szanse na zmianę decyzji ZDiT są małe. Wg urzędu dowodem na to, że kierowca zapłacił byłby bilet parkingowy z tamtego dnia. - Chyba nikt nie przetrzymuje biletów przez dwa lata. Nie mam go - mówi pan Ryszard. Parkingowi wiedzą, że wielu kierowców się spieszy i często nie wkładają biletu za szybę. - Nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Staram się zawsze podejść do podjeżdżającego samochodu, ale nie zawsze jest to możliwe - mówi Szymon, parkingowy z ul. Roosevelta. Dlaczego ZDiT przysłał pismo dopiero po dwóch latach? - Dane kierowcy na podstawie numeru rejestracyjnego samochodu, otrzymujemy z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. A czas oczekiwania na dane, to nawet półtora roku lub dłużej - tłumaczy Aleksandra Mioduszewska, rzecznik prasowy ZDiT - Warto pamiętać, że zgodnie z prawem, wszystkie dowody płatności powinniśmy przetrzymywać do pięciu lat - dodaje.
Komentuj →
21 maja 2007 |
0
Samochód bez skrzyni biegów 100 km przejedzie za 3 zł. - Tak, to możliwe - twierdzą studenci Uniwersytetu Zielonogórskiego, którzy projektują pierwsze w kraju ekologiczne auto na prąd. Dotychczas zielonogórscy studenci Instytutu Inżynierii Elektrycznej z koła naukowego Pesuz zbudowali m.in. system monitoringu zasilany ogniwami fotowoltaicznymi (baterie słoneczne), rower elektryczny i rower stacjonarny, na którym możemy produkować nie tylko pot, ale i energię. - Sprawdziliśmy to w jednym z miejscowych fitness klubów, w którym jest pięć rowerków stacjonarnych. Dzięki naszemu rozwiązaniu ponad 40 proc. energii, jaką rocznie zużywa klub, można pozyskać z używania rowerków - tłumaczy dr Grzegorz Benysek, opiekun naukowy koła. Teraz studenci postanowili zmierzyć się z motoryzacją. Ich samochód ma jeździć na ekologiczne paliwo, czyli na prąd elektryczny. Jak twierdzą, będzie to pierwszy tego typu samochód w Polsce. Podobny powstał już wprawdzie na Akademii Morskiej w Gdyni. - Tam jednak zastosowano dużo prostszą technologię z innym silnikiem. My zrobimy pierwsze auto z silnikiem prądu przemiennego z magnesami trwałymi - tłumaczy dr Benysek. Auto bez skrzyni biegów będzie wyposażone w hamulce odzyskowe. - Jadąc bez gazu lub hamując w normalnych samochodach, tracimy energię na ciepło. W tym aucie będzie ona przesyłana do akumulatorów do ponownego wykorzystania. To bardzo korzystne szczególnie w jeździe po mieście - tłumaczą młodzi naukowcy. Przy stałej prędkości 50 km/godz. autem przejedziemy bez doładowywania 200 km. Koszt przejazdu to zaledwie 6 zł. Studenci planują w pojeździe kilka dodatkowych gadżetów, m.in. czujniki zbliżeniowe pomagające w parkowaniu czy automatyczne włączanie wycieraczek podczas deszczu. Z założenia ma to być samochód miejski, gabarytowo jednak ma przypominać już "trójkę" BMW. Samochód w wersji podstawowej ma powstać w ciągu roku. - Będzie normalnie jeździła po ulicach - mówi szef koła Pesuz Grzegorz Tadra. - Końcowym etapem jest zamontowanie układu super kondensatorów pełniących rolę super dopalacza w aucie, dzięki któremu możliwe będą niesamowite przyspieszenia - dodaje. Koszt auta to ok. 5 tys. euro za wersję podstawową, a z doposażeniem 8 tys. euro. W budowaniu pomoże im Akademicki Związek Motorowy, ale studenci pilnie szukają sponsorów.
Komentuj →