0222/41/2007 26 listopada 2007 2 grudnia 2007

o obowiązku prowadzenia w okularach, a szkła kontaktowe? Mniej teorii na egzaminach – mówi nowy minister; poskręcane pasy bezpieczeństwa śmiertelnym niebezpieczeństwem; o wypadku na chodniku, o wracających „zielonych strzałkach”, o czarnym rekordzie śmierci na polskich drogach; o stosowaniu nazwy „osk”; o odśnieżaniu, a właściwie braku odśnieżania ścieżek rowerowych; o wyłączaniu sygnalizatorów świetlnych nocą; o likwidacji niebezpiecznych przejść dla pieszych; pytania i odpowiedzi o wymianie prawa jazdy; o parkowaniu w strefie zamieszania; o pojeździe z hakiem holowniczym oraz o ciąg dalszy o bezwarunkowym pierwszeństwie pieszego; o...

News tygodnia

Na wiosnę wrócą „zielone strzałki”
2 grudnia 2007 | 3

Komunikat Ministerstwa Infrastruktury

Biuro Informacji i Promocji informuje, że Ministerstwo Infrastruktury, prowadzi prace dotyczące możliwości dalszego stosowania sygnału dopuszczającego skręcanie w kierunku wskazanym zieloną strzałką (sygnalizatorów S-2) na skrzyżowaniach, gdzie występuje kolizja z innymi strumieniami uczestników ruchu (pieszych i pojazdów). Resort podjął tą decyzję w związku z licznymi opiniami ogólnopolskiego środowiska osób i instytucji bezpośrednio zajmujących się zarządzaniem ruchem m.in. w dużych i średnich miastach oraz wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społecznym odzwierciedlanym w licznych publikacjach prasowych. W Ministerstwie przygotowany został projekt rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach.

Miejski inżynier ruchu Janusz Galas tłumaczy, że strzałki muszą być zdejmowane, bo tak nakazuje rozporządzenie ministra infrastruktury Marka Pola z 2003 r. Zakłada ono, że wszystkie skrzyżowania miały spełniać nowe wymogi do końca 2008 r. Strzałka może być instalowana tylko wtedy, gdy skręcające samochody nie kolidują z ruchem innych samochodów czy pieszych. Dawne Ministerstwo Transportu (obecnie Infrastruktury) wielokrotnie obiecywało jednak, że poprawi rozporządzenie i strzałek nie trzeba będzie demontować. Wciąż nie wywiązało się jednak z tych obietnic. Równocześnie jednak urzędnicy ministerstwa kilkakrotnie powtarzali, że inżynier Galas źle interpretuje przepisy. Twierdzili, że nawet gdyby rozporządzenie nie było poprawiane, to i tak nie trzeba na razie likwidować strzałek – przytacza “Gazeta Wyborcza”.

“Rzeczpospolita” - Podświetlane zielone strzałki pozwalające na warunkowy skręt w prawo nie tylko pozostaną na naszych ulicach, ale będzie ich jeszcze więcej – komentuje gazeta. Ministerstwo przygotowało zatem nowelizację rozporządzenia i jego załącznika, by wszystko było jasne. Zrezygnowało z niefortunnego określenia “kolizyjności strumieni”. Nie myśli więc o rezygnacji z podświetlanych strzałek. Pozwalają one bowiem rozładować ruch na zakorkowanych drogach tam, gdzie nie zagraża to bezpieczeństwu pieszych. Argumentem jest to, że do dziś nie zaobserwowano negatywnego wpływu na bezpieczeństwo takiego sygnalizatora. Zmiana rozporządzenia ma nastąpić w pierwszym kwartale 2008 r. Ministerstwo zapowiada, że przeanalizuje wnioski z dotychczasowego stosowania przepisów o znakach i sygnałach oraz uwzględni postęp technologiczny. Rezygnacji ze strzałek nie wymaga od nas Unia Europejska. Świecące zielone strzałki pojawiły się na polskich drogach siedem lat temu. Zastąpiły te z lat 80. – malowane na metalowych tabliczkach.

Komentuj

Ekspert wyjaśnia

Bezwarunkowe pierwszeństwo pieszego (cz. 2)
2 grudnia 2007 | 8

 

Pytanie: Gdy jezdnia drogi ma szerokość 12 m, jadąc swoim prawym pasem ruchu, zbliżamy się do przejścia dla pieszych, na które wchodzi pieszy idąc średnim tempem z lewej strony to, czy zawsze musimy zatrzymać pojazd przed przejściem w celu ustąpienia mu pierwszeństwa. W mojej ocenie, jeśli ruch pojazdu nie zmusi pieszego do zwolnienia czy przyśpieszenia to zachowując szczególną ostrożność możemy przez przejście dla pieszych przejechać. Proszę o ustosunkowanie się do tego zapytania i wyrażenie swojego stanowiska. Tadeusz H.

Odpowiedź: Ustawa z dnia 20 czerwca 2007 r. Prawo o ruchu drogowym w art. 26 p.1 stanowi “Kierujący pojazdem, zbliżającym się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu”. Oznacza to szczególną ochronę pieszego na przejściu dla pieszych, gdzie ustawodawca udzielił mu bezwzględnego pierwszeństwa. Taka regulacja ma miejsce nie bez powodu. Sytuacja na drodze rozwija się niezwykle dynamicznie i niestety nie zawsze kierujący posiada pełny ogląd sytuacji. Trudno też przewidzieć zachowanie pieszego. W przytoczonej sytuacji uczestnicy ruchu poruszają się z następującymi prędkościami: pieszy idący średnim tempem przechodzi w ciągu sekundy 1,7 m. a zbliżający się do przejścia pojazd z prędkością 50 km/g pokonuje w sekundzie prawie 14 m. W tym przypadku pieszy dojdzie do prawego pasa ruchu (9 m.) w ciągu 5 sekund a pojazd przejedzie 70 m. Jeżeli pieszy (co może się zdarzyć) nagle przyspieszy, dojdzie do potracenia, ponieważ kierowca nie będzie miał wystarczającego czasu na reakcję i zabraknie drogi hamowania. Nawet gwałtowne zahamowanie może nie zapewnić uniknięcia kolizji, gdyż kierowcy nie zachowują bezpiecznych odległości, co w efekcie może doprowadzić do najechania przez inny pojazd na tył zatrzymanego samochodu, który uderzony przesunie się na przejście. Wobec wszystkich uczestników ruchu drogowego a zwłaszcza wobec pieszych kierujący ma obowiązek zachowania zasady ograniczonego zaufania. Ustawodawca żąda w ustawie pełnego bezpieczeństwa dla pieszego poruszającego się po przejściu dla pieszych a od kierującego zachowania szczególnej ostrożności i ustąpienia pierwszeństwa. Konkludując. Zawsze w sytuacji, gdy na przejściu znajduje się pieszy, bez względu na szerokość tego przejścia, kierujący ma obowiązek zmniejszyć prędkość i zatrzymać się przed przejściem, udzielając pierwszeństwa pieszemu. W swojej praktyce zawodowej widziałem niestety wiele wypadków wynikłych na skutek złej oceny sytuacji, pośpiechu i braku wyobraźni, które kończyły się tragicznie nie tylko dla pieszych. Wielu sprawcom śmiertelnych wypadków pozostaje uraz psychiczny i wyrzuty sumienia do końca życia.

Odpowiedzi udzielił: Jerzy Barański – w latach 1979-1989 szef służb nadzoru i sterowania ruchem komunikacji miejskiej
w Szczecinie, do 1998 r. dyrektor firm komunikacyjnych, w latach 1999- 2007 dyrektor WORD w Szczecinie.

Podstawa prawna: Ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym.

Tekst rzeczywisty i ujednolicony dostępny w: e-PrawoDrogowe – Zagadnienie 1.1 .Przepisy ogólnego zastosowania - http://www.grupaimage.com.pl/?s=prd&i=informacja&id=9531

Komentarze:

Autor:Ka-Ir83.4.212.13

Pan ekspert przyjął warunki brzegowe. Co jednak zrobić, gdy jesteśmy w odległości ok. 30 m od przejścia a pieszy zdecyduje się na wejście na przejście!? Hamować? Skutek będzie oczywisty. Jeżeli jest ktoś za nami to na pewno dojdzie do kolizji. Taka interpretacja powoduje również nadużywanie przez pieszych tego przywileju, a co za tym idzie, piesi często wręcz wbiegają na przejścia, będąc przekonanym o swym bezwzględnym pierwszeństwie. A przecież pieszy przed wejściem na przejście też ma jakieś obowiązki! Taki rygorystyczny przepis już mieliśmy, dotyczył pierwszeństwa autobusu wyjeżdżającego z zatoczki autobusowej. Zmieniono go i jest znacznie rozsądniej. Myślę, że wersja z przejechaniem przez przejście z zachowaniem szczególnej uwagi jest znacznie rozsądniejsza i bezpieczniejsza dla wszystkich uczestników ruchu drogowego.

Autor:Roman Stencel   83.19.189.66

Moim zdaniem kategoryczne stwierdzenie cyt: “Zawsze w sytuacji, gdy na przejściu znajduje się pieszy, bez względu na szerokość tego przejścia, kierujący ma obowiązek zmniejszyć prędkość i zatrzymać się przed przejściem” Szczególnie w odniesieniu do sugerowanego obowiązku każdorazowego zatrzymania się - jest co najmniej nieuprawnione! Albowiem kwestii ustąpienia pierwszeństwa pieszemu nie powinno rozważać się w oderwaniu od definicji ustąpienia pierwszeństwa precyzyjnie opisanej w art. 2 pkt. 23 ustawy z 20.06.1997 prawo o ruchu drogowym [ Dz. Z 2005 nr 108 poz.908 ]: “23) ustąpienie pierwszeństwa - powstrzymanie się od ruchu, jeżeli ruch mógłby zmusić innego kierującego do zmiany kierunku lub pasa ruchu albo istotnej zmiany prędkości, a pieszego - do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku;” Przesłanka w/w definicji pozostawia kierowcy ocenę sytuacji i w konsekwencji określone zachowanie się wobec pieszego – które powinno być zawsze takie aby pieszego nie zmusić do zachowań wymienionych w cytowanej definicji.

Autor: Adam T   89.234.192.23

Zgadzam się z poprzednikami. Jest jasno określona definicja ustąpienia pierwszeństwa. Żądanie, aby kierowca zawsze zatrzymał się gdy pieszy jest na przejściu jest absolutnie bezzasadne. Poprzednicy to udowodnili na przykładach, dodam jeszcze jeden: pieszy przeszedł przez pas przede mną, dochodzi do końca sąsiedniego pasa. Na przejściu poza nim nie ma nikogo. Zatrzymałem się i co? Mam obowiązek czekać, aż pieszy dojdzie do końca przejścia? Natomiast zachowanie powinno być jasne i czytelne. Kierowca powinien uwzględniać możliwość nieprawidłowego zachowania się pieszego. Należy pamiętać, że pieszy, wchodząc na jezdnię, też ma pewne obowiązki.

Autor: wydech   62.69.198.31

Całkowicie błędna interpretacja bez uwzględnienia definicji ustąpienia pierwszeństwa. Proszę nie czynić takich wykładni prowadzi to tylko to chaosu i zamieszania w ruchu drogowym... Pozdrawiam

Odpowiedź na polemikę: W odpowiedzi nie powołałem się na definicję ustąpienia pierwszeństwa zawartą w art. 2. 23) uważając, iż jest ona każdemu kierowcy w sposób oczywisty znana. Nie rozpatruję tego przypadku
w oderwaniu od niej, lecz przypominam o obowiązku ciążącym na kierującym, które ma wobec pieszego znajdującego się na przejściu. Jeżeli już mówimy o zapisach w sprawie relacji kierujący – pieszy to należy odwołać się również do brzmienia art. 13 i 14 ustawy.

Nie rozpatrywałem sytuacji wtargnięcia pieszego na przejście, lecz świadome działanie dwóch uczestników ruchu mających świadomość poruszania się w określonych warunkach. Rozpatrujemy sytuację grożącą kolizją dwóch uczestników ruchu. Spora część potrąceń na przejściach ma właśnie miejsce na dużych, czytelnych przejściach, gdzie obydwie strony wydawałoby się doskonale się widzą i mogłyby prawidłowo ocenić sytuację. A jednak dochodzi do wypadku, bo to kierujący (właśnie
z wspomnianej definicji), jako osoba przygotowana do ruchu, posiadająca uprawnienia do prowadzenia pojazdu, odpowiada za złą ocenę sytuacji na drodze i brak przewidywanych możliwych zachowań pieszego.

Wymuszanie pierwszeństwa na pieszych nie jest niestety zjawiskiem rzadkim. Większość potrąceń ma miejsce właśnie na przejściach dla pieszych. I dlatego, w świetle przytaczanych przepisów uważam, że pieszy ma na przejściu jest bezwzględnie chroniony a zachowanie kierujących podporządkowane być musi bezpieczeństwu niechronionego uczestnika ruchu drogowego.

Pozdrawiam wszystkich uczestników dyskusji. Jerzy Barański

Komentuj
Wymiana prawa jazdy
2 grudnia 2007 | 0

Pytanie: Jakie dokumenty należy dostarczyć starając się o wymianę prawa jazdy?

Odpowiedź: Należy złożyć wniosek (dostępny w wydziale komunikacji, a także na stronie naszego urzędu www.bydgoszcz.pl), kserokopię prawa jazdy oraz zdjęcie o wymiarach 3,5 x 4,5 cm. Wniosek można wypełnić na miejscu.
Trzeba mieć ponadto przy sobie dowód osobisty, którym trzeba legitymować się w urzędzie. Warto dodać, że słowo "wymiana” dotyczy tylko starych praw jazdy. W pozostałych przypadkach występujemy o wydanie wtórnika dokumentu.

Pytanie: Ile wynosi opłata za wydanie prawa jazdy?

Odpowiedź: Za wymianę starego dokumentu trzeba zapłacić 70,50 zł, za wydanie wtórnika - 70 zł, a za nowe (pierwsze) prawo jazdy - 71 zł.

Pytanie: Zgubiłem prawo jazdy. Czy muszę dołączyć jakieś dodatkowe dokumenty, występując o wydanie nowego "prawka”?

Odpowiedź: W takiej sytuacji wystarczy złożyć oświadczenie o zgubieniu prawa jazdy.

Pytanie: Córka przeprowadziła się z Grudziądza do Bydgoszczy. Czy musi zmienić prawo jazdy? Jeśli tak, to do którego z urzędów powinna się zgłosić: grudziądzkiego czy bydgoskiego?
Odpowiedź: Córka musi wyrobić sobie nowe prawo jazdy, ponieważ zmieniła adres (a jest on wpisywany do dokumentu). Podobny obowiązek spoczywa na nas w przypadku zmiany nazwiska. Jako mieszkanka Bydgoszczy Pana córka powinna zgłosić się do Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta w Bydgoszczy. Wydział mieści się przy ulicy Grudziądzkiej 9.
Pytanie: Mam prawo jazdy wydane na rok ze względu na problemy ze słuchem. Dokument stracił jednak ważność w 2003 roku. Teraz prawo jazdy jest mi potrzebne. Gdzie powinienem się zgłosić?
Odpowiedź: W takiej sytuacji należy pójść do lekarza uprawnionego do badań kierowców, który przyjmuje pacjentów w niemal każdej przychodni.
Jeśli lekarz ma jakieś wątpliwości, może Pana skierować do specjalisty. Badanie lekarskie jest płatne, kosztuje kilkadziesiąt złotych (w zależności od przychodni). Koszt badań połączony z wizytą u specjalisty oczywiście jest wyższy.

Pytanie: Zdałem egzamin na prawo jazdy. Co powinienem zrobić, żeby otrzymać dokument?

Odpowiedź: Przyszły kierowca musi wnieść obowiązującą opłatę za prawo jazdy (czyli 71 zł). Inaczej nie uruchomimy procedury przygotowywania dokumentu. Dowód wpłaty trzeba następnie przedstawić we właściwym urzędzie. Wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego przekazują nam komplet dokumentów osób, które zdały egzamin na prawo jazdy. Wiemy więc, kto ma je otrzymać. Osobom, które zwlekają z wniesieniem opłaty, przypominamy o tym najpierw telefonicznie, a później - jeśli jest taka potrzeba - wysyłamy pisemne zawiadomienie.

Odpowiedzi udzieliła: Jolanta Gadecka, kierownik referatu praw jazdy Wydziału Komunikacji

Urzędu Miasta Bydgoszczy

Komentuj
Parkowanie w strefie zamieszkania jest niedopuszczalne
2 grudnia 2007 | 6

Pytanie: W Warszawie na ślepej (D4-a) krótkiej wąskiej (3,5 m + chodniki) uliczce w osiedlu domków jednorodzinnych  utworzona jest strefa zamieszkania  D-40. Uliczka jest drogą gminną. Wzywana Straż Miejska  nie interweniuje do parkujących w strefie samochodów, bo nie ma wyznaczonych miejsc do parkowania. Wydział Infrastruktury dzielnicy twierdzi, że nie można wyznaczyć ani jednego miejsca do postoju, bo poszerzenie ( o 6 m na długości 20 m) na końcu uliczki służy do zawracania
a nie do parkowania. Efekt jest taki, że nie można wyznaczyć ani jednego miejsca postojowego,
a codziennie parkuje 5-9 samochodów firmy z sąsiedniej ulicy, utrudniając mieszkańcom dojazd
i wyjazd z posesji. Eksperci ruchu drogowego WRD KSP, pan Wojciech Kotowski redaktor Kodeksu Drogowego 2007, pan Piotr Łukasiewicz redaktor działu prawo w portalu motoryzacyjnym V10.pl jednoznacznie wypowiadają się: parkowanie w strefie zamieszkania mimo braku wyznaczonych miejsc jest niedopuszczalne. Nie pomogła interwencja Radnego Dzielnicy u Komendanta Stołecznej Straży Miejskiej, patrol SM twierdzi nadal, że będą interweniować tylko w przypadku blokowania bramy. ( od próby wezwania do interwencji mija nieraz 2 godz.) Kto może rozstrzygnąć spór w interpretacji przepisów ruchu drogowego? Czy w przewidywanej modernizacji przepisu o strefie zamieszkania nie można by bardziej precyzyjne określić "zakaz parkowania z wyjątkiem miejsc wyznaczonych." Tak by to było jednoznaczne dla wszystkich służb?

Odpowiedź: Ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym: “Art. 49 ust. 2. Zabrania się postoju: 4) w strefie zamieszkania w innym miejscu niż wyznaczone w tym celu;”. Zapis ustawowy jest jednoznaczny i nie wymaga komentarza. Patrole Straży Miejskiej i Policji winny podjąć interwencje w związku z naruszeniem przepisów wspomnianej ustawy.

Odpowiedzi udzielił: Jerzy Barański – w latach 1979-1989 szef służb nadzoru i sterowania ruchem komunikacji miejskiej
w Szczecinie, do 1998 r. dyrektor firm komunikacyjnych, w latach 1999- 2007 dyrektor WORD w Szczecinie.

Komentuj
Pojazd z hakiem holowniczym
2 grudnia 2007 | 2

Pytanie: Witam mam taki problem kupiłem auto marki audi 80 model b3 auto jest wyposażone w hak holowniczy pojechałem na przegląd techniczny i facet nie chce mi podbić przeglądu dopóki nie zainstaluje dodatkowych migaczy bocznych auto do takich migaczy nie zostało przystosowane nie mam zamiaru wiercić otworów w błotnikach i kombinować i nie mam tez zamiaru demontować haka objeździłem mnóstwo sklepów i nie ma migaczy bocznych do tego auta dziwne dla mnie było to, że poprzedni właściciel miął podbijany przez parę lat przegląd bez problemu i inne auta tego modelu tez nie maja takich migaczy widziałem ich dziesiątki i żaden nie miał tych migaczy cos tu jest nie tak zaczepiłem  policjanta z drogówki i wyjaśniłem, o co chodzi, powiedział ze to bzdura ze jakąś ustawa wyraźnie mówi o tym, że w pojeździe, jeżeli kierunki nachodzą na boki  pojazdu jak w przypadku mojego auta nie SA obowiązkowe  dodatkowe kierunki i nie ma on podstaw żeby nie podbić mi przeglądu mówił też ze mogę mieć hak i nie mieć nawet wbitego haka w dowód i on nie ma prawa sie przyczepić problem może być w momencie, kiedy będę ciągnął przyczepę i policja mnie zatrzyma, ale ja mam wbity hak w dowód i nie mam zamiaru tego zmieniać zapłaciłem za auto z hakiem i takie ma być policjant podął mi stronę, na której mogę sprawdzić te ustawę niestety zapomniałem ja
i powiedział ze mam zrobić jej wydruk i iść z tym do tego diagnosty według mnie ten człowiek jest jakiś niedouczony szczerze działa mi na nerwy jestem juz 2 miesiąc bez przeglądu przez niego pewne jest ze ostatni raz tam pojechałem za przegląd zapłaciłem i co mam teraz zrobić, kto ma racje facet utrudnia mi Zycie stworzył problem z migaczy, które kosztują kolo 30 zł do innych marek aut do tego nie ma ja szukając strąciłem juz koło 150zl i nie mam zamiaru mu kolejny raz płacić za przegląd, bo upłynął tydzień, który jak on powiedział mam na usuniecie usterek to on sprawił problem jak to jest naprawdę z tym oświetleniem pomóżcie.

Odpowiedź: Zapisy rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia (Dz. U. 32. Poz. 262 z późniejszymi zmianami) w załączniku nr 6 “Warunki szczegółowe dotyczące świateł zewnętrznych pojazdu samochodowego i przyczepy” zawierają w § 2. tabelę regulującą warunki, jakim powinny odpowiadać światła zamontowane na pojeździe. Punkt 3 tabeli określa charakterystykę kierunkowskazów. W punkcie 3c) wymienione są kierunkowskazy boczne, wobec których zastosowanie ma odnośnik 11 stanowiący “11) Nie wymaga się, jeżeli długość pojazdu nie przekracza 6 m i nie jest on przewidziany do ciągnięcia przyczepy; jeśli kierunkowskazy boczne maja wspólne źródło światła z kierunkowskazami przednimi, to dla zapewnienia dobrej widoczności mogą być zamontowane dwa dodatkowe kierunkowskazy boczne”.[1] Oznacza to, że dla wymienionego pojazdu nie jest wymagany kierunkowskaz boczny natomiast, jeżeli posiada zdolność ciągnięcia przyczepy kierunkowskaz taki być musi.

Nowe brzmienie odnośnika zgodnie z zapisami określonymi w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 11 lutego 2004 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Dz. U. z 4 marca 2004 r., Nr 34, poz. 300. weszło w życie 4 kwietnia 2004 r.

Odpowiedzi udzielił: Jerzy Barański – w latach 1979-1989 szef służb nadzoru i sterowania ruchem komunikacji miejskiej
w Szczecinie, do 1998 r. dyrektor firm komunikacyjnych, w latach 1999- 2007 dyrektor WORD w Szczecinie.


Komentuj
Polisy komunikacyjne w Wlk. Brytanii i Irlandii
2 grudnia 2007 | 0

Pytanie: Czy wyjeżdżając autem za granicę możemy korzystać z ochrony ubezpieczeniowej, którą dają polskie polisy?

Odpowiedź:W krajach UE obowiązuje zasada, że polisę ubezpieczeniową ma się z kraju rejestracji pojazdu - mówi Monika Rowińska z PBUK. Przy czym za granicą na pewno będzie ważna tylko polisa OC komunikacyjnego, czyli ta, z której dostają wypłatę poszkodowani przez nas inni kierowcy czy piesi. Ubezpieczenie AC (autocasco, z którego naprawiamy zniszczone z naszej winy auto) za granicą będzie działało, jeśli wykupiliśmy droższą jego wersję. Ale uwaga! To, jak długo będziemy mogli korzystać z takiej polisy, zależy od kraju, do którego jedziemy. - W Wielkiej Brytanii możemy jeździć z polską polisą OC nie dłużej niż sześć miesięcy, w ciągu kolejnych 12 miesięcy - mówi Monika Rowińska. Oznacza to, że możemy tam pojechać np. na miesiąc, potem na kolejne dwa, ale jeśli chcemy być tam w ciągu roku dłużej niż sześć miesięcy, to musimy już przerejestrować auto i kupić tamtejszą polisę. Z kolei w Irlandii ten termin jest krótszy i wynosi trzy miesiące. Dodatkowo, jeśli już podejmujemy legalną pracę, nie możemy dłużej jeździć z polską polisą samochodem na polskich numerach. Trzeba auto przerejestrować i zawrzeć umowę z tamtejszym towarzystwem. Tu trzeba przestrzec młodych klientów, że zanim kupią samochód, powinni sobie policzyć, ile będą musieli zapłacić za polisę. A może to być nawet równowartość auta! Rynek brytyjski jest zdecydowanie bardziej rozwinięty niż polski, dlatego różnice stawek dla młodych kierowców i tych doświadczonych są większe. Dodatkowo zagraniczne towarzystwa niechętnie uznają zniżki za bezszkodowość wypracowane w Polsce. Jeśli już godzą się na to, trzeba przedstawić zaświadczenie o przebiegu ubezpieczenia. Można je uzyskać w polskim Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym, ale tylko za pięć lat wstecz. Ponadto prawdopodobnie trzeba będzie czekać na takie pismo dłużej niż przewidziane w przepisach 15 dni, bo fundusz ma informacje o szkodach z OC najwcześniej od 1 maja 2004 r., a informacje dotyczące AC od marca 2006 r. Będzie, więc musiał pytać o wcześniejsze szkody towarzystwa. Jeśli już dostaniemy takie poświadczenie, trzeba je przetłumaczyć na język angielski. W Polsce pakiet ubezpieczenia auta składa się z obowiązkowego OC i dobrowolnego AC. W Wielkiej Brytanii mamy trzy rodzaje polis: OBOWIĄZKOWE - tzw. Third Party - to odpowiednik naszego OC, z którego odszkodowanie uzyskuje poszkodowany przez nas w wypadku. DOBROWOLNE - Third Party, Fire and Theft - to odpowiednik naszego OC, ale rozszerzone o opcje gwarantujące wypłatę, jeśli nasze auto zostanie skradzione lub spłonie. DOBROWOLNE - comprehensive - to odpowiednik naszego pakietu OC i AC, który obejmuje też koszty naprawy własnego auta, jeśli wypadek mieliśmy z naszej winy. Dodatkowo taka polisa może rekompensować uszczerbki związane z utratą zdrowia w wypadku.

Komentuj
Homologacja pojazdów szkoleniowych (cz. 3)
2 grudnia 2007 | 2

Pytanie: Zwracam się z prośbą o wyjaśnienie i pomoc zarazem, czy istnieje obowiązek posiadania homologacji bądź atestu na zamontowane mechanizmy powtarzające działanie pedałów, hamulca i sprzęgła w pojazdach nauki jazdy. Problem się zrodził, gdy policja zatrzymała dowody rejestracyjne kilku pojazdów nauki jazdy. Po konsultacjach przeprowadzonych w starostwach jak i u diagnostów, jak i wydziale ruchu drogowego komendy wojewódzkiej okazało się, że opinie są dalece podzielone. Mianowicie nikt nie potrafił wskazać w sposób jednoznaczny podstawy prawnej jak tylko tę, że "wszystko, co jest montowane w pojeździe jak i na pojeździe musi posiadać homologacje". Dotyczy ten bardzo ogólny przepis plafonu L montowanego na dachu pojazdu jak i lusterek dodatkowych. Z moich informacji wynika, że wszystkie pojazdy WORD jak i 99procent pojazdów szkolących zaświadczeń takich nie posiada. Problem jak sądzę dotyczy całej polski, a nie tylko mojego regionu. Zwracam się z prośbą o pomoc w pozytywnym załatwieniu tej sprawy. Z poważaniem Andrzej W.

Odpowiedź:Obowiązek posiadania homologacji bądź atestu na wyposażenie pojazdu wynika z przepisów par. 10 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Wynika z niego jednoznacznie, iż przedmioty wyposażenia i części pojazdów związane z bezpieczeństwem ich użytkowania mogą być stosowane w pojazdach, jeżeli spełniają co najmniej jeden warunek:

1.Oznakowane są znakami homologacji międzynarodowej stosowanymi w homologacji Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ –“E” lub Unii Europejskiej – “e”;

2.Oznakowane są cechami producenta pojazdu, na który wystawiono krajowe świadectwo homologacji typu pojazdu;

3.Oznakowane są cechami dostawcy producenta pojazdu, na który wystawiono krajowe świadectwo homologacji typu pojazdu;

4.Oznakowane są znakiem zgodności zgodnie z przepisami o systemie oceny zgodności
i akredytacji; przepisu tego nie stosuje się do przedmiotów wyposażenia i części oznakowanych znakiem bezpieczeństwa na podstawie dotychczasowych przepisów
o badaniach i certyfikacji.

Przepisy te stosuje się również do producentów, importerów, dystrybutorów oraz podmiotów montujących i świadczących usługi (par. 10 ust. 2 rozporządzenia). Wykaz przedmiotów i części związanych z bezpieczeństwem użytkowania pojazdu zawiera załącznik nr 3 do niniejszego rozporządzenia. Są w nim wymienione m.in. w p.9 zespoły i elementy układów hamulcowych a w p. 11 zwierciadła lusterek samochodowych. “Galeryjka” montowana na dachu, co prawda nie jest tu wymieniona, lecz analogicznie do wymienionych w p. 13 i 14 jest to dodatkowy element ostrzegawczy. Reasumując. Zgodnie z przywołanym rozporządzeniem elementy wyposażenia pojazdów nauki jazdy muszą posiadać stosowne atesty lub homologację. Jednakże obowiązek ich uzyskania leży po stronie producenta lub dostawcy. Dlatego też montując dodatkowe wyposażenie należy żądać stosownych dokumentów. Obowiązek kontroli ciąży na diagnostach, którzy winni podczas badania technicznego stwierdzić, czy wymogi rozporządzenia zostały spełnione. Najlepszym rozwiązaniem jest w tej sytuacji zakup kompletnego pojazdu wyposażonego zgodnie ze wszystkimi obowiązującymi przepisami (taki zapis w specyfikacjach przetargowych w latach 2001–2006 przy zakupie pojazdów do egzaminowania, jako warunek, stosował WORD w Szczecinie).

Odpowiedzi udzielił:

Odpowiedzi udzielił: Jerzy Barański – w latach 1979-1989 szef służb nadzoru i sterowania ruchem komunikacji miejskiej
w Szczecinie, do 1998 r. dyrektor firm komunikacyjnych, w latach 1999- 2007 dyrektor WORD w Szczecinie.

Podstawa prawna: Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenie. Tekst rzeczywisty i ujednolicony dostępny w: e-PrawoDrogowe – Zagadnienie 1.3.2. Warunki techniczne i badania pojazdów - http://www.grupaimage.com.pl/?s=prd&i=informacja&id=9531

Powyższe pytanie oraz odpowiedź zostały opublikowane w serwisie PRAWO DROGOWE@NEWS nr 220 - http://www.grupaimage.com.pl/?s=prd&i=informacja&id=10466

Kolejny list pytającego: Dziękuję bardzo za wyczerpującą odpowiedź jednak pragnę zaznaczyć, iż nie wskazano w niej w sposób jednoznaczny podstawy prawnej a jedynie w sposób pośredni. Idąc tym tokiem rozumowania, iż hamulec dodatkowy jest elementem układu hamulcowego, dojdziemy do szeregu absurdów. Podobnie jak poduszka układana na siedzisku fotela kierowcy jest elementem fotela kierowcy, maskotka przyczepiana do szyby jest również elementem wymagającym homologacji. A i zatem również termos, z którego instruktor spożywa kawę też powinien posiadać homologacje? Jest on wszakże wyposażeniem dodatkowym, posiadającym jakże ogromny wpływ na bezpieczeństwo jazdy (poparzenie wrzątkiem - utrata panowania nad pojazdem - WYPADEK). Taki tok rozumowania, podobnie jak Pańska interpretacja zmierza w niewłaściwym kierunku. Nie jest to niezależny układ hamulcowy dodatkowo montowany a na bazie przyrządów z małego fiata (posiadających homologacje) i linek hamulcowych (również posiadających homologacje) diagnosta dokonuje oględzin sposobu montażu, solidności wykonania przeprowadzając badanie techniczne, dopuszcza bądź nie pojazd do ruchu.


Pytanie zadaje wzorem szanownego korespondenta Instruktor kat. ABCD CE Egzaminator kat. ABCD CE
w jednej osobie jak i prezes firmy działającej w branż. Z poważaniem

Odpowiedź na polemikę: Przytoczyłem Państwu przepisy, na podstawie których następuje dopuszczenie do ruchu pojazdów m.in. szkoleniowych. Znam z praktyki (informacje od szkolących) przypadki awarii urządzeń dodatkowych (łącznie z urwaniem się pedału hamulca po stronie instruktora). Jeszcze raz podkreślam, do dostawcy czy wykonawcy usługi należy posiadanie stosownych dokumentów na montowane urządzenia. Czy warto ryzykować zakładanie niesprawdzonych, nieco tańszego wyposażenia? W najlepszym przypadku może skończyć się to zatrzymaniem dowodu. a w najgorszym?

Pozdrawiam czytających. Jerzy Barański

Komentuj
Chcę przepisać samochód na firmę
2 grudnia 2007 | 0

Pytanie: Prowadzę działalność gospodarczą. Właśnie kupiłam na kredyt samochód jako osoba fizyczna. Czy istnieje jakaś prawna możliwość przepisania go na firmę, tak aby uzyskać zwrot VAT? Czy można go wpisać do ewidencji środków trwałych i dokonywać amortyzacji?

Odpowiedź: W tej sytuacji nie ma sposobu na odzyskanie choćby części podatku od towarów i usług zapłaconego przy zakupie samochodu przez Panią jako osobę fizyczną. Wprowadzenie takiego pojazdu do ewidencji środków trwałych - choć oczywiście dopuszczalne - nie spowoduje żadnych konsekwencji na gruncie podatku VAT. Natomiast umożliwi ono dokonywanie odpisów amortyzacyjnych od aktualnej wartości auta, która będzie w sobie zawierać także przynajmniej częściowo podatek od towarów i usług. Opisana sytuacja dobitnie pokazuje, że podejmowanie decyzji gospodarczych wymaga dokładnej analizy ich podatkowo-prawnych skutków. Po przeprowadzeniu transakcji, w tym przypadku zakupu auta, możliwość zmniejszenia czy zoptymalizowania poniesionych podatków jest znacznie ograniczona.

Odpowiedzi udzielił: Tomasz Stykała, ekspert Auta Firmowego on-line

Komentuj
Faktura na zakup paliwa bez numeru rejestracyjnego
2 grudnia 2007 | 0

Pytanie: Prowadzę firmę transportową, która wykorzystuje kilka samochodów ciężarowych. Dokonujemy hurtowych zakupów paliwa do posiadanych samochodów. Czy można odliczać VAT od zakupu paliwa do samochodów ciężarowych z faktur, które nie zawierają numerów rejestracyjnych?

Odpowiedź: Tak. Podatnik nie musi legitymować się fakturami zawierającymi numery rejestracyjne przy hurtowym zakupie paliwa w celu zaopatrzenia floty pojazdów. Przepisem, który uprawnia podatnika VAT do odliczenia podatku wykazanego w fakturach dokumentujących m.in. nabycie paliwa do aut ciężarowych, jest art. 86 ustawy o podatku od towarów i usług. Z kolei wyjątki w tym zakresie formułuje art. 88. Zgodnie z ust. 1 pkt 3 wspomnianej normy obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie stosuje się do nabywanych przez podatnika paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu, wykorzystywanych do napędu samochodów osobowych i innych pojazdów samochodowych, o których mowa w art. 86 ust. 3. Jednocześnie rozporządzenie ministra finansów z 25 maja 2005 r. w sprawie zwrotu podatku niektórym podatnikom, zaliczkowego zwrotu podatku, wystawiania faktur, sposobu ich przechowywania oraz listy towarów i usług, do których nie mają zastosowania zwolnienia od podatku od towarów i usług wskazuje na niezbędne elementy faktur będących podstawą rozliczeń. Zgodnie z par. 9 faktury dokumentujące sprzedaż paliw silnikowych benzynowych, oleju napędowego oraz gazu, wlewanych do baku samochodu i innych pojazdów samochodowych, powinny zawierać numer rejestracyjny tego samochodu. Rozporządzenie odnosi się zatem w omawianym zakresie do sytuacji, gdy wystawca faktury sprzedaje paliwo, które wlewa się bezpośrednio do baku samochodu, zazwyczaj na stacji benzynowej. Nie przewiduje jednak dodatkowego wymogu zamieszczania żadnych danych identyfikujących pojazdy w przypadku, gdy paliwo kupowane jest hurtowo do firmy - tak jak ma to miejsce w naszym przypadku. Zatem, abstrahując od wątpliwości co do zgodności powyższych regulacji z prawem wspólnotowym, analiza wskazanych przepisów skłania do wniosku, że podatnik nie musi legitymować się fakturami zawierającymi numery rejestracyjne, gdy zakupuje paliwo zbiorczo w celu zaopatrzenia floty pojazdów. Ewentualne nadużycia, np. wykorzystywanie paliwa do aut prywatnych, osobowych, muszą być wykazane przez organ skarbowy na podstawie niezbitych dowodów. Polityka przedsiębiorstwa, rozwiązania logistyczne, które wymuszają taki sposób zaopatrywania pojazdów w paliwo, nie mogą być pretekstem do tworzenia sztucznych barier na drodze do realizacji zasady neutralności w podatku od towarów i usług.

Podstawa prawna: Ś  Art. 86, art. 88 ust. 1 pkt 3 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług

(Dz. U. nr 54, poz. 535 z późn. zm.);

Ś  Par. 9 rozporządzenia ministra finansów z 25 maja 2005 r. w sprawie zwrotu podatku niektórym podatnikom, zaliczkowego zwrotu podatku, wystawiania faktur, sposobu ich przechowywania oraz listy towarów i usług, do których nie mają zastosowania zwolnienia od podatku od towarów i usług (Dz. U. nr 95, poz. 798).

Odpowiedzi udzielił: Przemysław Polkowski,

doradca podatkowy, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Komentuj
Wyliczenie diety zagranicznej
2 grudnia 2007 | 0

Pytanie: Jak obliczyć dietę za podróż zagraniczną? Podatnik prowadzi firmę. Nie wie jednak, jak rozliczać diety z tytułu odbywania podróży służbowych. - Jak powinno się wyliczać diety zagraniczne, w przypadku, gdy docelowym krajem, gdzie ma być dostarczony ładunek, są np. Włochy, a muszę przejechać przez kilka państw, np. Słowację, Austrię? Z jakiej daty przyjąć przeliczenie diety z waluty obcej na polską - pytał nas czytelnik w liście do redakcji.

Odpowiedź Izby Skarbowej we Wrocławiu: Zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 23 ustawy o PIT. Koszty poniesione w walutach obcych przelicza się na złote według kursu średniego ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień poniesienia kosztu. Jednocześnie w myśl art. 23 ust. 1 pkt 52 ustawy o PIT nie uważa się za koszt wartości diet z tytułu podróży służbowych osób prowadzących działalność gospodarczą i osób z nimi współpracujących - w części przekraczającej wysokość diet przysługujących pracownikom, określoną w odrębnych przepisach wydanych przez właściwego ministra. Oznacza to, że osoba fizyczna prowadząca działalność może zaliczyć do kosztów wartości zryczałtowanych diet wynikających z cytowanych przepisów, z tytułu podróży służbowych zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Zgodnie z art. 22 ust. 5d ustawy o PIT za dzień poniesienia kosztu uważa się dzień, na który ujęto koszt w księgach rachunkowych (zaksięgowano) na podstawie otrzymanej faktury (rachunku), albo dzień, na który ujęto koszt na podstawie innego dowodu w przypadku braku faktury (rachunku), z wyjątkiem sytuacji, gdy dotyczyłoby to ujętych jako koszty rezerw albo biernych rozliczeń międzyokresowych kosztów. Natomiast w myśl art. 22 ust. 6b ustawy o PIT, za dzień poniesienia kosztu w przypadku podatników prowadzących podatkową księgę przychodów i rozchodów uważa się dzień wystawienia faktury (rachunku) lub innego dowodu stanowiącego podstawę do zaksięgowania (ujęcia) kosztu. Wartość diet z tytułu krajowej, jak i zagranicznej podróży służbowej nie jest dokumentowana żadną fakturą ani rachunkiem. Wartość tych diet podatnik dokumentuje wystawianym przez siebie dowodem wewnętrznym. Dokument ten stanowi podstawę ujęcia tych wartości w prowadzonej przez podatnika podatkowej księdze przychodów i rozchodów lub księgach rachunkowych. Należy pamiętać, że zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy o PIT koszty poniesione w walutach obcych przelicza się na złote według kursu średniego NBP z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień poniesienia kosztu. W konsekwencji wartość diet z tytułu podróży zagranicznych przelicza się na złote według kursu średniego NBP z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień ich księgowania przez podatnika.

Wyjaśnienie eksperta Agaty Deptuch, starszego konsultanta, doradcy podatkowego, PricewaterhouseCoopers: W stosunku do osób prowadzących działalność, w zakresie diet przysługujących z tytułu podróży służbowych, należy stosować regulacje przyjęte dla pracowników. Aktem regulującym kwestie związane z podróżami służbowymi poza granicami kraju jest rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej w sprawie wysokości oraz warunków ustalania należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej poza granicami kraju. Zgodnie z tym rozporządzeniem, dieta przeznaczona jest na pokrycie kosztów wyżywienia i inne drobne wydatki. Wysokość diety za dobę podróży w poszczególnych państwach określona jest w załączniku do rozporządzenia i oblicza się ją w następujący sposób: - za każdą dobę podróży przysługuje dieta w pełnej wysokości; - za niepełną dobę podróży: - do 8 godzin - przysługuje 1/3 diety; - ponad 8 do 12 godzin - przysługuje 1/2 diety; - ponad 12 godzin - przysługuje dieta w pełnej wysokości. Czas pobytu poza granicami kraju uzależniony jest od rodzaju środka lokomocji, którym odbywana jest podróż. Okres pobytu za granicą w przypadku środka lokomocji lądowej jest liczony od chwili przekroczenia granicy polskiej w drodze za granicę do chwili przekroczenia granicy polskiej w drodze powrotnej do kraju. Dla ustalenia należnej diety ważne jest, że przysługuje ona w wysokości obowiązującej dla docelowego państwa podróży. W przypadku odbywania podróży tranzytem przez inne państwa nie nalicza się diety odrębnie za pobyt w każdym państwie. Łączny czas pobytu w podróży należy zsumować i rozliczyć według stawki za dobę podróży ustalonej dla docelowego państwa podróży. Koszty związane z podróżą służbową poniesione w walucie obcej należy przeliczać na złote według średniego kursu NBP z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień poniesienia kosztu. Dniem poniesienia kosztu jest dzień, na który ujęto koszt w księgach rachunkowych na podstawie otrzymanej faktury (rachunku), albo dzień, na który ujęto koszt na podstawie innego dowodu w przypadku braku faktury (rachunku). Koszt diety należy ustalić według średniego kursu NBP z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień wystawienia dowodu wewnętrznego dotyczącego kosztów diet. Dowody wewnętrzne dotyczące rozliczania kosztów podróży służbowych oraz wartości diet z tytułu podróży służbowych osób prowadzących działalność powinny zawierać co najmniej takie dane: imię i nazwisko, cel podróży, nazwę miejscowości docelowej, liczę godzin i dni przebywania w podróży, stawkę i wartość przysługujących diet. Zaliczenia przez przedsiębiorców wartości diet do kosztów wywołują liczne kontrowersje. Brak jasnych uregulowań przysparza problemów interpretacyjnych zarówno podatnikom, jak i organom podatkowym zwłaszcza przy działalności transportowej. W związku z tym, przy rozpatrywaniu możliwości zaliczania w ciężar kosztów diet z tytułu podróży służbowej przedsiębiorcy należy mieć na względzie interpretacje podatkowe oraz wyroki sądów.

Przykład: Przedsiębiorca odbywa podróż z Warszawy do Włoch. Wyjeżdża 3 września o godzinie 6.00 i przekracza polską granicę o godzinie 11.00. Przejeżdża przez Słowację i Austrię, a następnie dojeżdża do Włoch, gdzie dostarcza ładunek. Powraca do Polski (przejeżdżając przez Austrię i Słowację). 7 września przekracza granicę o godzinie 11.00, a do Warszawy dojeżdża o godzinie 16.00. W tym przypadku podróż przedsiębiorcy trwała 4 doby (od 3 września godz. 11.00 do 7 września godz. 11.00) i za ten okres należy obliczyć diety według stawki właściwej dla Włoch (czyli docelowego państwa podróży), która wynosi 42 euro.

Podstawa prawna: -  Ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz. U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).

- Rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej z 19 grudnia 2002 r. w sprawie wysokości oraz warunków ustalania należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej poza granicami kraju (Dz. U. nr 236, poz. 1991 z późn. zm.).

Komentuj

Legislacja

Wypadek na chodniku
1 grudnia 2007 | 1

Właściciele są zobowiązani sprzątać chodniki wzdłuż ich działek. Jeśli nie dopełnią tej czynności, a przechodnie poniosą wskutek tego szkodę, będą musieli ją naprawić – przypomina “Rzeczpospolita”. Dotyczy to wszystkich posesji bez względu na ich przeznaczenie i sposób użytkowania. Jeśli na nieruchomości znajduje się budynek z mieszkaniami będącymi odrębną własnością, obowiązek ten przejmują osoby, którym wspólnota mieszkaniowa powierzyła zarząd, albo właściciele lokali, jeżeli zarząd nie został wybrany. Właścicielami są nie tylko osoby, firmy, które dysponują wyłącznym prawem własności, ale też współwłaściciele, użytkownicy wieczyści, instytucje mające nieruchomości w zarządzie lub użytkowaniu, a także osoby, które w jakikolwiek sposób weszły w ich posiadanie. Ustawa z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (tekst jednolity DzU z 2005 r. nr 236, poz. 2008 ze zmianami) mówi, że właściciele muszą dbać o czystość i porządek nie tylko na chodnikach. Powinni przede wszystkim wyposażyć nieruchomości w urządzenia służące gromadzeniu odpadów komunalnych (śmietniki, zsypy, szamba) oraz utrzymywać je w odpowiednim stanie sanitarnym i porządkowym. Oni też mają obowiązek zadbać o przyłączenie do istniejącej sieci kanalizacyjnej, a jeśli jej nie ma – wyposażyć posesję w bezodpływowy zbiornik nieczystości płynnych lub przydomową oczyszczalnię. Muszą również zapewnić, że w tych urządzeniach będą gromadzone odpady powstałe na terenie nieruchomości. Są więc odpowiedzialni m.in. za to, by lokatorzy nie wyrzucali śmieci na ulicę, lecz do śmietnika na posesji. Są też zobowiązani pozbywać się odpadów komunalnych i nieczystości (wywóz śmieci, szamba) w sposób zgodny z przepisami. Obowiązki właścicieli związane z zapewnieniem porządku i czystości wykraczają poza teren posesji. Wskazana ustawa wyraźnie mówi, że muszą sprzątać chodniki przylegające do posesji, tj. oczyszczać je z błota, śniegu i lodu oraz usuwać inne zanieczyszczenia. Obowiązki związane z utrzymywaniem czystości na chodnikach mogą wynikać także z innych przepisów, w tym z regulaminu rady gminy. Chodnik zaś to część drogi publicznej służąca do ruchu pieszego. Jeśli więc dopuszczono, by parkować na nim samochody lub znajduje się tu płatny parking, właściciel jest zwolniony ze sprzątania chodnika. Gdy opłaty za postój i parkowanie pobiera gmina, ona odpowiada za jego czystość, a także za zbieranie i wywóz odpadów za znajdujące się na nim kosze na śmieci oraz za utrzymywanie ich w odpowiednim stanie. Właściciele posesji nie muszą sprzątać i odśnieżać dróg. Nie do nich też należy oczyszczanie ze śniegu i lodu przystanków autobusowych, tramwajowych, trolejbusowych oraz wydzielonych krawężnikami lub oznakowaniem torowisk tramwajowych. Tym się zajmują przedsiębiorcy użytkujący przestrzeń służącą komunikacji publicznej. Utrzymywanie czystości i porządku na wszystkich innych terenach obciąża co do zasady gminę. Ustawa z 1996 r. przewiduje, że sprzątaniem chodników może się zająć gmina. Mieszkańcy muszą wyrazić na to zgodę w referendum gminnym. Oznacza to jednak, że właściciele będą płacić za wykonywanie przejętych obowiązków. Jeśli właściciele nieruchomości uchylają się od obowiązku utrzymywania czystości i porządku, grozi im kara grzywny, którą wymierza się wedle procedury obowiązującej przy ściganiu wykroczeń. Wójt (burmistrz, prezydent miasta) może też wydać decyzję nakazującą właścicielowi wykonanie obowiązków wynikających z ustawy z 1996 r., w tym uprzątania chodników z lodu, błota i śniegu. Właściciela obciąża odpowiedzialność cywilna za skutki wypadków spowodowanych brakiem dbałości o chodnik. Jeśli ktoś pośliznął się na nieuprzątniętym lodzie i złamał rękę, skręcił nogę, upadł i doznał dotkliwych potłuczeń, może ona być znacznie dotkliwsza niż grzywna. Ofiara takiego wypadku może zażądać od właściciela zwrotu wszelkich wydatków na leczenie, zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę, renty w razie utraty zdrowia lub kalectwa, pokrycia innych strat, np. utraconych zarobków. Jeśli jednak właściciel czy zarządca zaangażowany przez właściciela lub wspólnotę mieszkaniową powierzył wykonywanie usług, w tym sprzątanie chodnika, przedsiębiorcy prowadzącemu odpowiednią firmę, on będzie odpowiadać za takie szkody. Potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z 5 sierpnia 2005 r. (sygn. II CK 595/04). Takie osoby są też z reguły ubezpieczone od odpowiedzialności cywilnej.

Komentuj
Obowiązek prowadzenia tylko w okularach, a szkła kontaktowe?
30 listopada 2007 | 6

Prowadzisz auto w szkłach kontaktowych? Uważaj. Możesz dostać nawet 500 zł mandatu i wracać do domu pieszo. Tak może zdecydować policjant, jeśli podczas kontroli drogowej zauważy w prawie jazdy symbol nakazujący kierowcy noszenie okularów - ostrzega "Dziennik Łódzki". W czym są gorsze "kontakty"? Policjanci nie zamierzają się nad tym zastanawiać. "Nie jesteśmy okulistami. Jak w prawie jazdy wpisane są okulary, to tak ma być. Z soczewkami kontaktowymi jest kłopot. Kierujący musi udowodnić, że postępuje zgodnie z przepisami" - mówi Wojciech Pasieczny z warszawskiej drogówki. Szkieł kontaktowych bronią jednak specjaliści. Dr Piotr Langner z Łodzi jest przekonany, że w większości przypadków kierowcy w soczewkach widzą dużo lepiej niż "okularnicy". "Tylko poważne wady wzroku wykluczają noszenie szkieł" - wyjaśnia okulista. Jego zdaniem, soczewki wzmacniają bezpieczeństwo jazdy, okulary zaś częściowo ograniczają kąty widzenia. Niemałe kłopoty z kontaktami są też w WORD-ach. Kandydaci na kierowców awanturują się, bo egzaminatorzy widząc w karcie wpis "okulary obowiązkowe", nie dopuszczają kursantów do egzaminu. Nie ma tygodnia, żeby nie obyło się bez awantury o szkła kontaktowe. Dyrektor ośrodka kazał powiesić plakaty informujące o obowiązku noszenia okularów. Problem dotyczy tych, którym lekarze podczas wstępnego badania wpisali kod informujący, że będą prowadzić auto w okularach. "Szkła kontaktowe opatrzone są innym symbolem" - wyjaśnia Łukasz Kucharski, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi. "Jeżeli w dokumentach figuruje kod okularów, to nie można zdawać egzaminu w soczewkach. Takie mamy przepisy" - rozkłada ręce. Podobnie uważa Tomasz Matuszewski, szef warszawskiego WORD. "Sam noszę okulary i tylko tak “uzbrojony” prowadzę auto" - informuje, dodając: :"Dobre oczy to podstawa, odpowiadają aż za 85 procent informacji, jakie kierowca odbiera podczas jazdy. Egzaminatorzy nie mogą brać odpowiedzialności za ewentualne konsekwencje łamania zasad. Na łaskawość egzaminatorów mogą za to liczyć osoby, które chcą zdawać na prawo jazdy we Wrocławiu. "Jeżeli zdający będzie miał szkła, a nie okulary, dopuścimy go do sprawdzianu" - tłumaczy Janusz Markiewicz, wiceszef wrocławskiego WORD. Z egzaminowej abolicji szczęśliwie nie musiał korzystać Kamil Gałązka z Łodzi, który od dziecka ogląda świat przez okulary. "Lekarz podczas badania zapytał mnie, czy będę prowadził samochód w okularach czy w szkłach kontaktowych. Wyjaśnił, że od mojej decyzji zależy symbol kodu, który umieści na karcie. Poinformowałem go, że nie zamierzam rezygnować z okularów". Inni mają mniej szczęścia. Niewielu lekarzy pyta przyszłego kierowcę o to, czy będzie prowadził w szkłach kontaktowych. Wpisują automatycznie symbol okularów i fundują przyszłemu kierowcy kłopoty. Rozwiązanie problemu podpowiada Roman Stencel, prezes Polskiej Federacji Ośrodków Szkolenia Kierowców i Instruktorów w Koszalinie. "Lekarz w orzeczeniu może wpisać kod uniwersalny, który pozwala prowadzić zarówno w soczewkach jak i okularach" - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" prezes.

Komentuj
Poskręcane pasy bezpieczeństwa śmiertelnie niebezpieczne
28 listopada 2007 | 0

Przed sądem w Los Angeles rozpoczął się proces, w którym poszkodowany w wypadku kierowca domaga się odszkodowania od Toyoty. Gurinder Singh twierdzi, że wadliwa budowa pasa bezpieczeństwa doprowadziła do śmierci jego ojca. 19-letni Singh podróżował toyotą corollą z 2002 roku wraz ze swoim 60-letnim ojcem, gdy doszło do wypadku. Toyota została uderzona przez inny pojazd, na skutek czego wypadła z drogi i zatrzymała się na drzewie. 19-latek bez problemu wydostał się z pojazdu, jednak pas jego ojca zakleszczył się i nie dał się otworzyć. Mimo wielokrotnych prób młodemu Singhowi nie udało się ani otworzyć, ani przeciąć pasa, natomiast uszkodzony w wypadku samochód stanął w ogniu. Syn mógł tylko bezradnie patrzeć, jak jego ojciec ginie w płomieniach... Feralna toyota corolla wyprodukowana została w fabryce New United Motor Manufacturing. To wspólne zakłady japońskiego producenta oraz General Motors, z których pochodzi około 2/3 wszystkich corolli sprzedawanych na rynku amerykańskim. Sama Toyota przyznaje, że wypadek był wielką tragedią, ale nie poczuwa się do winy. Prawnicy firmy przypominają, że w obowiązujące w fabryce standardy po wykryciu usterki pozwalają każdemu z pracowników zatrzymać całą linię produkcyjną. Oskarżenie znalazło jednak świadka, który twierdzi, że wszystkie pochodzące z feralnej fabryki samochody mogą posiadać poważne wady. Pracownica zakładów NUMM, Katy Cameron potwierdziła, że dwukrotnie zgłaszała swojemu przełożonemu, że w toyotach: corolli i tacoma oraz pontiacu vibe istnieją poważne usterki w tym poskręcane pasy bezpieczeństwa. W obu przypadkach sprawie nie został nadany dalszy bieg.

Komentuj
Mniej teorii na egzaminach
27 listopada 2007 | 3

Mniej teorii w egzaminie na prawo jazdy zapowiada minister transportu Cezary Grabarczyk. Nie wyklucza, że kierować samochodem będą mogli już szesnastolatkowie. Od lat eksperci od bezpieczeństwa ruchu drogowego narzekają na system szkolenia najmłodszych kierowców. Od lat mówi się też, że trzeba go zmienić. Poza niewielkimi korektami (najgłośniejsze to zmiany na placu manewrowym) szkolenie i egzamin przebiega jednak po staremu, a przygotowana cztery lata temu rewolucja utknęła w poprzednim Sejmie. - Przyjrzę się temu projektowi i nie wykluczam, że go poprę - mówi “Rzeczpospolitej” minister Grabarczyk o projekcie ustawy o kierujących pojazdami z 2003 r. Przez trzy lata leżał w Ministerstwie Transportu, na początku 2007 r. przyjął go rząd, zaraz też trafił do Sejmu. I utknął w podkomisji. Ustawa ma wprowadzić racjonalny system szkolenia najmłodszych kierowców. Pierwszy dokument uprawniający do jazdy - choć niesamodzielnej - będzie mógł dostać 16-latek. Pomysł podoba się nowemu ministrowi. Obawia się tylko, czy uda się wprowadzić system egzekwowania “kontrolowanej” jazdy. Chodzi o to, by niepełnoletni nie jeździli sami, lecz w towarzystwie doświadczonego kierowcy. Rozważany jest też dwuletni okres próbny. Przez siedem miesięcy od otrzymania prawa jazdy nowicjusz będzie musiał jeździć z zielonym listkiem. Nie wolno mu będzie przekroczyć 50 km/h w terenie zabudowanym i 80 km/h poza obszarem zabudowanym, niezależnie od rodzaju drogi i dyspozycji znaków drogowych. Między piątym a siódmym miesiącem będzie zobowiązany ukończyć dwa szkolenia: z zagrożeń w ruchu drogowym oraz bezpieczeństwa ruchu drogowego. Po pierwszym wykroczeniu dostanie list ostrzegawczy, a po drugim trafi na kurs reedukacyjny. Jeżeli w ciągu okresu próbnego popełni trzy wykroczenia, straci prawo jazdy. Nowa ustawa będzie też surowsza. Po zebraniu 24 punktów karnych kierowcy odbędą kurs reedukacyjny (dziś tylko egzamin sprawdzający kwalifikacje). Cofnięcie prawa jazdy grozi temu, kto w ciągu pięciu lat od skierowania na kurs znów zbierze 24 punkty. Jeśli zostanie złapany na prowadzeniu pojazdu “na podwójnym gazie”, będzie musiał przejść kurs z profilaktyki przeciwalkoholowej. Zapowiadane latem zmiany w egzaminie teoretycznym także muszą poczekać. - Realnym terminem jest połowa przyszłego roku – twierdzi Tomasz Piętka, główny specjalista w Ministerstwie. Wówczas egzamin teoretyczny diametralnie się zmieni. Kursanci nie będą już zakreślać wybranych odpowiedzi w teście. Komputer wyświetli konkretne zdarzenie na drodze, a kandydat na kierowcę będzie musiał w kilka sekund zdecydować, jak ma się zachować np. na skrzyżowaniu, rondzie. Co więcej, nie będzie wcześniej znał sytuacji, jakie mogą pojawić się podczas egzaminu. W obecnym teście odpowiada – mając więcej czasu – na pytania o przepisy prawa drogowego, zasady pierwszeństwa, znaki czy zachowania innych uczestników ruchu.– To będzie właściwy sprawdzian stosowania wiedzy – ocenia Jakub Jasica, przedsiębiorca prowadzący ośrodek szkolenia. – Od lat obowiązuje w wielu krajach, np. w Wielkiej Brytanii czy Francji. Czy egzamin będzie trudniejszy? Tomasz Piętka uważa, że nie. Nowe egzaminy będą wprowadzane stopniowo. Z czasem symulacje komputerowe całkowicie zastąpią pytania teoretyczne. Nie wiadomo jeszcze, kto przygotuje nowe egzaminy. Jak zapowiada Tomasz Piętka, procedura przetargowa powstanie na początku przyszłego roku.

Komentuj
Sądy 24-godzinne do kasacji
2 grudnia 2007 | 1

Rezygnacja z przymusowego zatrzymania sprawcy na 48 godzin, z dowożenia go przez policję do izby wytrzeźwień, do prokuratury i sądu. Te zmiany chce wprowadzić nowy szef resortu sprawiedliwości. I dalej czytamy w “Życiu Warszawy” - Sądy 24-godzinne nie sprawdziły się. Stają przed nimi w przeważającej większości pijani kierowcy. Sama obrona z urzędu, jak wynika z danych za sześć miesięcy kosztowała 10 mln zł – mówi “Życiu Warszawy” minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Co proponuje w zamian? Postępowanie przyspieszone, które kosztuje mniej, a wyrok na drobnego przestępcę również zapada w krótkim czasie: od dwóch tygodni do trzech miesięcy. Szybkie sądy miały być batem na chuliganów i stadionowych zadymiarzy złapanych na gorącym uczynku. Kiedy w marcu wchodziły w życie, plany były ambitne. Ale bilans jest skromny. - Z danych za osiem miesięcy wynika, że w sądach 24-godzinnych w całym kraju rozpoznano ok. 27 tys. spraw i skazano 25 tys posób. Według szacunków, rocznie miało ich być ponad sto tysięcy – mówi minister Ćwiąkalski. Do października do sądów okręgu warszawskiego wpłynęły 993 wnioski wobec 1032 oskarżonych. Jak w całym kraju, głównymi “klientami” byli nietrzeźwi kierujący. To ich dotyczy 86 proc. spraw. - Zaledwie 0,84 setne procenta to przypadki czynów chuligańskich, czyli tych przestępstw, które miały być podstawą działania sądów 24-godzinnych – podaje minister. To kolejny argument na niekorzyść szybkich sądów. Obecnie pijany kierowca jest obowiązkowo zatrzymywany na 48 godzin. Policja funduje mu dowóz do aresztu, lub częściej do izby wytrzeźwień, do prokuratury i sądu. Pilnuje go aż do chwili gdy sąd wyda wyrok. Każdemu złapanemu państwo funduje też adwokata płacąc 360 zł. netto za sprawę. Łączne koszty to 10 mln zł. Wyrok zapada szybko, ale koszty całej operacji są wysokie. M.in. dlatego sędziowie krytykowali 24-godzinne sądy, twierdząc, że to niewypał. - Do pijanego rowerzysty angażowany jest sztab ludzi, a efekt jest niewspółmierny do wagi przestępstwa – mówili. Podobnie uważa obecny szef resortu sprawiedliwości.

Prof. Zbigniew Hołdą z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Minister sprawiedliwości uważa, że sądy 24-godzinne nie zdały egzaminu. Rozpoznały mało spraw, a w dodatku niemal samych pijanych kierowców. Zgadzam się z tym , że sądy 24-godzinne nie sprawdziły się. Zresztą od samego początku wskazywałem, że tak właśnie będzie. Rzeczywiście zajmowały się one głównie pijanymi kierowcami i pijanymi rowerzystami, których policja musiała wozić do izby wytrzeźwień i konwojować do prokuratury czy sądu. Do osądzenia nietrzeźwych kierujących zaangażowano środki absolutnie niewspółmierne do wagi przestępstw.

Policjanci, prokuratorzy i sędziowie od dawna mówili, że szybki tryb jest zbyt drogi, a policjanci są zbyt obciążeni, by całą energię koncentrować na stawianiu pijanych kierowców przed 24-godzinnymi sądami. Udowodnił to przypadek Tomasza Hojarskiego, syna b. posłanki Samoobrony. Złapano go w lipcu, gdy po pijanemu jechał na rowerze. Policjanci nie zdecydowali się na skierowanie sprawy do sądu w trybie przyspieszonym, bo jak tłumaczył ŻW Marek Osik, komendant powiatowy policji w Nowym Dworze Gdańskim, sądy 24-godzinne są dla chuliganów, a nie dla pijanych kierowców.  – Policjanci są bardziej potrzebni na ulicach niż do konwojowania pijanych kierowców – mówił naszym reporterom Osik.    

Komentuj
Kilometrówki za listopad rozliczenie
30 listopada 2007 | 1

Przez trzy lata, mimo rosnących cen paliwa, minister infrastruktury nie zmieniał tzw. kilometrówki. Ostatecznie zrobił to w połowie listopada, sprawiając duży kłopot kadrowym i księgowym – informuje “Rzeczpospolita”. W życie weszło rozporządzenie podwyższające stawki za 1 km przebiegu pojazdu. I nie byłoby problemu, gdyby zmienione rozporządzenie zaczęło obowiązywać od 1 listopada bądź od 1 grudnia. Tymczasem weszło w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia, czyli 14 listopada 2007 r. Pojawiło się więc pytanie, jak obliczyć ryczałt za używanie w listopadzie prywatnego samochodu dla celów służbowych. Według starych czy nowych przepisów? Trudno o jednoznaczną odpowiedź – komentuje gazeta, bo przepisy nie zawierają żadnej wskazówki, a ponieważ ryczałt jest miesięczny, więc możliwe są aż trzy rozwiązania. 1) Dzielimy przez dni robocze... To rozwiązanie podpowiadają sobie uczestnicy jednego z internetowych forum. Bierzemy pod uwagę, że w listopadzie jest 21 dni roboczych. Od 1 do 13 listopada włącznie (tzn. gdy obowiązywała poprzednia “kilometrówka”) było 8 dni roboczych, a od 14 do 30 listopada –13 dni roboczych. Zakładamy, że przez wszystkie te dni pracownik był obecny w pracy. Dzielimy więc przyznany mu limit kilometrów (300 km, 500 km, lub 700 km) przez 21 dni. Następnie otrzymany wynik mnożymy przez: - 8 dni roboczych i starą “kilometrówkę”, - 13 dni roboczych i nową “kilometrówkę”. Licząc tą metodą, pracownik dostanie za listopad ryczałt w wysokości 571,35 zł. Rozwiązanie to jest proste, ale ma jedną wadę – uwzględnia liczbę dni roboczych w miesiącu. Tymczasem z rozporządzenia ministra infrastruktury wynika, że pracownikowi przysługuje ryczałt w takiej samej kwocie, niezależnie od tego, czy w miesiącu jest 20 dni roboczych (tak było np. w lutym br.), 21 dni (w listopadzie br.), 22 dni (w lipcu br.) czy 23 dni (w październiku br.). Wprawdzie ryczałt ten jest zmniejszany za każdy roboczy dzień nieobecności pracownika, ale – co warto zauważyć – zawsze o 1/22, a więc również bez względu na to, ile dni roboczych jest w danym miesiącu. 2) ...albo dni kalendarzowe. Skoro jedynymi parametrami do wyliczenia ryczałtu, wynikającymi z rozporządzenia ministra infrastruktury, są: stawka za 1 km przebiegu pojazdu i limit kilometrów, to w ogóle nie bierzemy pod uwagę liczby dni roboczych w listopadzie. Przeciwnie, jako że ryczałt jest miesięczny, to zamiast dni roboczych bierzemy pod uwagę liczbę dni w listopadzie. Na tej podstawie ustalamy, przez jaką część miesiąca (ile dni kalendarzowych) obowiązywał ryczałt według starej “kilometrówki”, a przez jaką według nowej. Licząc tą metodą, pracownik dostanie za listopad ryczałt w wysokości 569,64 zł. To rozwiązanie jest pozbawione wad, o których wspomnieliśmy w poprzednim wariancie, ale niestety, licząc tą metodą, pracownik dostanie mniej. 3) Według nowych stawek. W tym wariancie przyjmujemy, że skoro ryczałt jest miesięczny, to ustalając go jednorazowo za cały miesiąc, pracodawca bierze pod uwagę te przepisy, jakie obowiązują w momencie wyliczania ryczałtu. Jeśli więc np. przyznaje pracownikowi ryczałt 25 dnia miesiąca, to w listopadzie weźmie pod uwagę wysokość stawek obowiązującą w tym właśnie dniu. Analogicznie jednak, jeśli pracodawca wypłacił ryczałt na początku listopada, powinien za cały miesiąc przyznać go według stawki obowiązującej do 13 listopada. Każda z tych trzech metod ma swoje uzasadnienie, ale też i wady. Dla pracodawcy jest to o tyle istotne, że jeśli przyzna pracownikowi za niski ryczałt (według wariantu 2), może się narazić na naruszenie art. 775 kodeksu pracy. Natomiast jeśli wypłaci ryczałt za wysoki (według wariantu 1), musi pamiętać o ograniczeniach podatkowo-składkowych. Ryczałty są wprawdzie opodatkowane (niezależnie od tego, jaką kwotę dostanie pracownik, tak czy inaczej pracodawca musi potrącić od niej zaliczkę na podatek), ale są zwolnione od składek ZUS tylko do wysokości wynikającej z rozporządzenia ministra infrastruktury. Tak samo, tylko do wysokości wynikającej z rozporządzenia, pracodawca może wrzucić sobie wypłacony ryczałt w koszty uzyskania przychodu. Problemu nie powinno być, gdy pracodawca zwraca pracownikowi koszty przejazdu prywatnym samochodem w podróży służbowej. Tu ważne jest to, kiedy konkretnie pracownik był w podróży służbowej. Jeśli w dniach 1 – 13 listopada, to dostanie zwrot kosztów wyliczony według starej “kilometrówki”. Jeśli natomiast podróżował między 14 a 30 listopada, wówczas pracodawca zwróci mu koszty podróży według nowej, wyższej stawki za kilometr przebiegu. Choć przeważa opinia, że należy stosować oba limity, rozstrzygające mogłoby być dopiero wyjaśnienie Ministerstwa Finansów. Na razie jednak resort nie zajął stanowiska w tej sprawie – alarmuje “Gazeta Prawna”. I oto jak radzi:

2675cd40c4cbf556f0d8448cbe459450e946a6bc

Komentuj
Martwy zakaz wjazdu
29 listopada 2007 | 0

Zakaz wjazdu dla tirów w godzinach szczytu do stolicy, który tuż przed wyborami wprowadził komisarz Kazimierz Marcinkiewicz, okazał się fikcją. Policja i Inspekcja Transportu Drogowego nie potrafią upilnować kierowców. Już od ponad roku ciężarówki ważące więcej niż 16 ton teoretycznie nie mogą wjeżdżać do Warszawy w godz. 7-10 i 16-20. Kazimierz Marcinkiewicz, który przed wyborami podawał to ograniczenie jako jeden z sukcesów swoich krótkich rządów w stolicy, liczył, że z tego powodu zmniejszą się korki na ulicach. Tirów jest nieco mniej niż przed wprowadzeniem zakazu, ale kierowcy ciężarówek nadal notorycznie go łamią. Codziennie setki z nich blokują przejazd kierowcom samochodów osobowych. Tylko część z nich ma za szybą żółte identyfikatory C16, które Zarząd Dróg Miejskich wydaje m.in. firmom budowlanym czy kurierskim. Uprawniają one do wjazdu do stolicy przez całą dobę. Niewykluczone, że wkrótce jeszcze więcej tirów pojawi się też na Wisłostradzie na Bielanach. Dziś zostanie otwarty po remoncie wiadukt na wysokości Lasu Bielańskiego. Na zachodni wiadukt, którym prowadził ruch w obu kierunkach, ciężarówki nie mogły wjeżdżać. Na odremontowanej estakadzie takich ograniczeń już nie ma. Okazuje się, że Inspekcja Transportu Drogowego i policja organizowały częste kontrole ciężarówek tylko po wprowadzeniu ograniczeń. - Nie mamy tylu policjantów, żeby non stop pilnować rogatek stolicy. Musimy głównie jeździć do wypadków i kolizji. W miarę możliwości staramy się jednak sprawdzać, czy kierowcy tirów nie łamią zakazu wjazdu w wyznaczonych godzinach - zapewnia podinspektor Wojciech Pasieczny ze stołecznej drogówki. Podobnie tłumaczą się w Inspekcji Transportu Drogowego. Jej rzecznik Alvin Gajadhur mówi, że na całym Mazowszu pracuje tylko 30 inspektorów. Starają się oni kontrolować tiry na rogatkach, wracając lub jadąc na inne kontrole. Łamiącym zakaz wlepiają 250-złotowe mandaty. Rzecznik liczy jednak, że niedługo kontrole będą częstsze. W ciągu kilku miesięcy liczba inspektorów ma się podwoić.

Komentuj
Pozwani za opóźnienia za wprowadzanie numeru 112
28 listopada 2007 | 0

Komisja Europejska (KE) pozwała Polskę i Łotwę do Trybunału Sprawiedliwości UE za opóźnienia we właściwym wprowadzaniu unijnych przepisów telekomunikacyjnych o jednym europejskim numerze alarmowym 112. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało PAP, że nowe kierownictwo resortu "krytycznie ocenia stan dostosowania Polski do wymogów dyrektywy i zamierza z pełną determinacją zintensyfikować prace nad pełnym wdrożeniem systemu lokalizacji". W informacji przekazanej PAP podkreślono, że skuteczna realizacja unijnej dyrektywy "będzie stanowić jedno z priorytetowych zadań ministerstwa". W swoim oświadczeniu Komisja napisała, że w Polsce i na Łotwie "informacje o miejscu przebywania osoby dzwoniącej na numer alarmowy 112 z telefonów komórkowych nadal nie są udostępniane służbom ratowniczym". Uniemożliwia to służbom szybkie dotarcie na miejsce wypadku i udzielenie pomocy. Komisja chce, by otrzymując wezwanie o pomoc, służby ratunkowe mogły w razie potrzeby zadzwonić do operatora, który natychmiast udzieliłby informacji, skąd wykonano połączenie. Z technicznego punktu widzenia system, który sprawdził się w wielu krajach UE, jest prosty, ale wymaga zmian organizacyjnych i zbudowania odpowiedniej centralnej bazy danych. KE podkreśliła, że zarówno w Polsce, jak i na Łotwie trwają prace nad zapewnieniem dostępności informacji o miejscu przebywania osoby dzwoniącej, "ale wdrażanie potrzebnych do tego systemów wciąż nie jest zakończone". "Obywatele europejscy podróżujący do innych krajów Unii, zarówno w celach turystycznych, jak i służbowych, muszą mieć pewność, że po wybraniu numeru alarmowego zostaną zlokalizowani przez służby ratunkowe" - powiedziała unijna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów Viviane Reding. Jak dodała, w większości państw członkowskich ten system działa sprawnie. Polska pracuje nad zaawansowaną wersją tego systemu - wraz z wezwaniem pomocy służby ratunkowe natychmiast automatycznie dostaną informację o lokalizacji rozmówcy. Prace mają się zakończyć w 2010 roku. W przyjętej w październiku "Koncepcji systemu 112" rząd zapowiedział utworzenie 16 wojewódzkich centrów powiadamiania ratunkowego. Budowa systemu ma przebiegać etapowo. Całe przedsięwzięcie ma kosztować ok. 250 mln zł. Będzie sfinansowane głównie z budżetu państwa oraz ze środków unijnych. KE rozpoczęła też w środę pierwszy etap postępowania w sprawie naruszenia przepisów o numerze 112 przeciwko Rumunii, wysyłając wezwanie do usunięcia uchybienia. Z powodu niedostępności numeru 112, taką samą procedurę KE wszczęła w ubiegłym miesiącu także przeciwko Bułgarii. "Przewidziane jest możliwie jak najszybsze podjęcie decyzji o implementacji rozwiązania tymczasowego w zakresie lokalizacji osoby dzwoniącej na numer alarmowy 112, a także budowa docelowego, nowoczesnego zintegrowanego systemu powiadamiania ratunkowego za pomocą numeru alarmowego 112" - wynika z informacji MSWiA. W związku z decyzją o złożeniu przez KE skargi przeciwko Polsce, MSWiA poinformowało, że resort jest w stałym kontakcie z KE. "Przygotowany w najbliższych dniach plan sprawnej realizacji projektu ma za zadanie przekonanie Komisji do jak najszybszego wycofania skargi w świetle argumentów o wygaśnięciu przesłanek interwencji KE" - podał resort. Rozwiązanie tymczasowe ma wykorzystać m.in. szerokopasmowy internet oraz karty do autoryzacji dostępu do łączności uprawnionych służb z witrynami operatorów telekomunikacyjnych. MSWiA uważa, że wdrożenie tego rozwiązania dawałoby podstawy do ewentualnego zawieszenia postępowania przez KE. Docelowo osoby dzwoniące na numer alarmowy mają być obsługiwane w wielu językach. MSWiA uznało, że do Euro 2012 ta możliwość powinna zostać wdrożona. Resort podał, że "w systemie zintegrowanym centra powiadamiania ratunkowego będą miały bezpośrednie połączenie z Platformą Lokalizacyjno - Informacyjną z Centralną Bazą Danych (która ma powstać przy Urzędzie Komunikacji Elektronicznej), z której w sposób natychmiastowy możliwe będzie pozyskanie pełnych danych o lokalizacji zakończenia sieci" - czyli numeru, z którego dzwoniono na numer alarmowy. Biuro prasowe Ministerstwa Infrastruktury poinformowało PAP, że unijne przepisy w sprawie numeru 112 zostały implementowane do prawa polskiego w Prawie telekomunikacyjnym z lipca 2004. Artykuł 129 ustawy odnosi się do przydziału numeru, zaś przepisy art. 171 - do zapewnienie dostępu służbom ustawowo powołanym do niesienia pomocy do identyfikacji linii wywołującej numer 112 oraz danych dotyczących lokalizacji.

Komentuj
Wymagania wobec taksometrów do poprawki
28 listopada 2007 | 0

Czy można oszukać taksometr, tak by klient zapłacił więcej za kurs taksówką? W czasie procesu przed krakowskim sądem okazało się, że taksometry pozwalają na niezauważalne manipulowanie taryfą podczas kursu – dowiadujemy się z “Gazety Wyborczej”. Na trop oszustwa wpadli inspektorzy z krakowskiego urzędu miasta kontrolujący taksówkarzy. - Paragony opiewały na zawyżone kwoty, ale nikt nie wiedział dlaczego, bo taksometry działały prawidłowo - mówi jeden z urzędników. Mechanizm przekrętów zdradził jeden z taksówkarzy: w taksometrach istnieje możliwość niezauważalnego przełączania taryf. Taksówkarz może w trakcie jazdy przeskoczyć z taryfy niższej na wyższą i z powrotem pomiędzy zaliczeniem przez taksometr kolejnej jednostki taryfowej, czyli 1 kilometra. Po przejechaniu pierwszego kilometra kierowca może przełączyć pierwszą taryfę (2,3 zł za km w Krakowie) na czwartą (7 zł za km), żeby po kilkuset metrach wrócić do pierwszej. Operację można powtarzać kilka razy w czasie kursu. Co więcej, na paragonie nie będzie śladu po takich manipulacjach. Krakowscy inspektorzy złapali na gorącym uczynku pierwszego taksówkarza. W tym tygodniu na jego procesie zeznawał biegły zajmujący się budową i funkcjonowaniem taksometrów oraz kas fiskalnych: - Przeprowadziliśmy testy na wszystkich typach taksometrów dopuszczonych do użytkowania w Polsce. Okazało się, że urządzenia nie rejestrują zmian taryfy między zaliczaniem jednostek taryfowych. To umożliwia manipulacje taryfami - przyznał ekspert. Krakowski proces dotyczy oszustwa na kwotę kilku złotych. - Ale na 20 kursów nasi inspektorzy odkrywają nieprawidłowości w jednym, dwóch przypadkach - twierdzi Wiesław Szanduła z wydziału ewidencji pojazdów i kierowców krakowskiego magistratu. Zakładając zatem, że manipulacje dotyczą 5-10 proc. wszystkich kursów, pasażerowie taksówek ponoszą rocznie straty liczone w milionach złotych. Dlatego krakowscy urzędnicy chcą zainteresować sprawą Ministerstwo Gospodarki, które ustala wymagania wobec taksometrów. - Wystarczy, że minister zmniejszyłby jednostkę taryfową z 1000 na 500 lub 300 metrów, a taksówkarzom byłoby o wiele trudniej manipulować taryfami - uważa Szanduła.

Komentuj
Przywóz ptaków domowych
27 listopada 2007 | 0

W życie wchodzi rozporządzenie ministra rolnictwa i rozwoju wsi, w którym zezwolił na przywóz ptaków domowych towarzyszących podróżnym, w celach niehandlowych, pod warunkiem spełnienia – w związku z zagrożeniem wystąpienia grypy ptaków – określonych warunków. Jednym z nich jest świadectwo weterynaryjne.

Komentuj
Obwodnica na obszarze ochrony ptaków
27 listopada 2007 | 0

Były już minister środowiska zmniejszył ilość obszarów Natura 2000 na trasie przebiegu planowanej obwodnicy Wasilkowa. Zapomniał skonsultować swoją decyzję z Komisją Europejską. Specjaliści przewidują kolejny konflikt z Brukselą. Na początku września Jan Szyszko wydał rozporządzenie korygujące granice powołanych w 2004 roku obszarów Natura 2000, ustanowionych dla ochrony ptaków. Dzięki temu cztery z sześciu kilometrów obwodnicy Wasilkowa znalazły się poza obszarami chronionymi.- To oczywiście istotna zmiana, bo do tej pory niemal cała obwodnica była w obszarze chronionym. Analizujemy sytuację i po konsultacjach z ministerstwami infrastruktury i środowiska podejmiemy wkrótce decyzje, co w tej sytuacji robić - mówi Rafał Malinowski, rzecznik podlaskiego oddziału dyrekcji budowy dróg i autostrad. Rozpoczęta zimą budowa została wstrzymana kilka miesięcy temu. Według Brukseli lokalizując trasę w okolicach Wasilkowa, drogowcy nie dopilnowali wszystkich procedur niezbędnych przy inwestycjach na obszarach chronionych. Przyszłość tej obwodnicy, podobnie jak w wypadku drogi omijającej Augustów, rozstrzygnie unijny trybunał sprawiedliwości. Według nieoficjalnych informacji resort środowiska ma z decyzją byłego ministra poważny zgryz. Według niektórych wykładni, powoływanych na podstawie unijnych dyrektyw, obszarów Natura 2000 nie można zmniejszać bez akceptacji Brukseli. W tym wypadku Szyszko ograniczył się jedynie do poinformowania komisji. - To może sprawić, że jego decyzja okaże się nieważna - przestrzega anonimowo specjalista od prawa ochrony środowiska z resortu.

Komentuj
Prohibicja na stacji benzynowej?
26 listopada 2007 | 0

Zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych - to pomysł Krystyny Rendeckiej, pełnomocnika wojewody łódzkiego ds. kobiet i rodziny. Ma on szansę znaleźć się w przygotowywanym projekcie nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. - Na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej rozważaliśmy sposoby przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Częstym jej powodem jest alkohol, dlatego należy ograniczyć jego dostępność. Uważam, że należy zastanowić się nad możliwością ograniczenia sprzedaży alkoholu np. na stacjach benzynowych. Nie jest to przecież artykuł pierwszej potrzeby - mówi Krystyna Rendecka. - Mój pomysł zasugerowałam podczas prac zespołu opiniującego projekty zmian w ustawie, ale nie został on zapisany w dokumencie.Nowy rząd ma rozważyć zgłoszone propozycje. Czy trafią one do projektu nowelizacji ustawy - nie wiadomo. Opinie o ewentualnym zakazie są podzielone. - Nigdy nie kupowałem alkoholu na stacji i nie zamierzam tego robić. To paradoksalna sytuacja, że artykuł, po którego spożyciu nie wolno prowadzić auta, jest sprzedawany w miejscu, gdzie to auto jest właśnie tankowane - mówi Stanisław Kępka, kierowca z Górnej. Całkiem innego zdania jest Andrzej Malski z Retkini: - Taki zakaz to byłby idiotyzm! - oburza się. - Przecież kierowca nie pije alkoholu na stacji i nie siada potem za kółko, tylko kupuje sobie do domu. Również właściciele stacji benzynowych są, co zrozumiałe, przeciwni zakazowi. - Stacje paliw Statoil nie są głównym kanałem dystrybucji alkoholu w Polsce, a raczej okazyjnym i raczej dla klientów, którzy nie stanowią problemu z punktu widzenia zapobiegania alkoholizmowi. Osoby zagrożone tym problemem rzadko korzystają ze stacji paliw jako miejsca zakupu trunków - twierdzi Krystyna Antoniewicz-Sas, rzecznik stacji Statoil. - Uważam, że wprowadzenie takiego zakazu byłoby kompletnie nieskuteczne. Jeżeli ludzie nie znajdą alkoholu na stacji, znajdą go gdzie indziej. Aby przeciwdziałać alkoholizmowi, należy skupić się np. na zakazie sprzedawania alkoholu nieletnim i w takie projekty będziemy się włączać - mówi Dawid Piekarz, rzecznik PKN Orlen – przeczytaliśmy w “Moto faktach”.

Komentuj

Statystyka

Padł czarny rekord śmierci na polskich drogach
2 grudnia 2007 | 3

W sobotę (1 grudnia) padł tegoroczny czarny rekord śmierci na polskich drogach. W 175 wypadkach zginęło aż 30 osób, a 215 zostało poważnie rannych.  Stało się tak, choć w związku z andrzejkami w całym kraju było znacznie więcej patroli policyjnych. – Mimo tego w sobotę zatrzymano na drogach 590 nietrzeźwych kierowców. Był to też, niestety, rekordowy dzień jeśli chodzi o zabitych – w wypadkach zginęło aż 30 osób, w tym 13 pieszych – mówi Grażyna Puchalska z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji. Jak podkreślają policjanci, najczęstszą przyczyną sobotnich wypadków była brawura kierowców i nieprawidłowo wykonywane manewry m.in. wyprzedzanie na trzeciego. W sobotę do wypadków dochodziło w całym kraju. Na drodze między Leżajskiem a Jarosławiem w miejscowości Dębno (Podkarpackie) doszło do zderzenia samochodu osobowego i ciężarówki. Trzy pojazdy osobowe i tir zderzyły się tego samego dnia na trasie Świecko-Poznań-Warszawa, niedaleko Lutola Suchego (Lubuskie). Zginęły dwie osoby. Chwilę wcześniej trzy osoby zginęły w Krakowie, gdy kierowca bmw stracił panowanie nad samochodem i zjechał na przeciwległy pas ruchu, gdzie czołowo zderzył się z pędzącym audi. Wśród ofiar była 16-letnia dziewczyna. W sobotę wyjątkowo dużo osób wsiadało za kierownicę po pijanemu. Policja wyłapywała ich, blokując czasami całe ulice i sprawdzając auto po aucie. Przy okazji psy policyjne sprawdzały, czy wracający z imprez nie mają ukrytych narkotyków.

Komentuj

Przegląd prasy

Czy nocą wyłączyć sygnalizatory?
29 listopada 2007 | 1

Może już niebawem zamiast stać w nocy na czerwonym świetle przejedziemy przez kolejne skrzyżowania bez zbędnego zatrzymywania. Drogowcy poprosili policję o opinię, które sygnalizacje po zmierzchu trzeba wyłączać – informuje “Gazeta Wyborcza – Olsztyn”. Na mniej niż połowie z olsztyńskich skrzyżowań - 31 z 70 - sygnalizacja świetlna normalnie pracuje przez całą dobę. Reszta nocą pracuje w tzw. trybie pulsacyjnym. Na większości z nich pomarańczowe światło miga w godz. 23-5. Kierowcy uważają jednak, że 31 skrzyżowań z sygnalizacją działającą także w nocy to i tak za dużo. - W godz. 24-5 w Olsztynie wszystkie sygnalizacje powinny działać w trybie pulsacyjnym. Światła zostawiłbym włączone najwyżej na kilku głównych skrzyżowaniach, przez które idzie ruch tranzytowy - mówi Piotr, zawodowy kierowca z Olsztyna. - Kierowcy widząc migające światło stają się ostrożniejsi i zaczynają uważać na znaki ustawione przy drodze. Tymczasem w Olsztynie bardzo często widzę w nocy, jak ludzie przejeżdżają na czerwonym świetle przez puste skrzyżowanie. Jadąc niedawno przez Austrię byłem zaskoczony, bo tam w nocy na sygnalizatorach pulsuje pomarańczowy sygnalizator. Podobnego zdania są także olsztyńscy taksówkarze. - Olsztyn to jedno z niewielu miast w kraju, gdzie przez całą dobę na tak wielu skrzyżowaniach jest włączona sygnalizacja - mówi Sławomir Kałwianiec. - Niedawno byłem we Wrocławiu i nie spotkałem się tam z czymś takim jak u nas. Dla taksówkarzy to bardzo duże utrudnienie, stojąc nocą na światłach niepotrzebne tracimy czas. Kałwianiec uważa wręcz, że palące się światła w nocy wcale nie poprawiają bezpieczeństwa na drogach. - Drogowcy uczą nas w ten sposób bezmyślności i jazdy na pamięć - tłumaczy. - Dlatego coraz częściej olsztyńscy kierowcy nie zastanawiają się już, kto i gdzie ma pierwszeństwo przejazdu, bo prawie wszędzie mają sygnalizatory. Widać to zwłaszcza, gdy na jakimś skrzyżowaniu zepsuje się sygnalizacja. Pomarańczowe światło powinno być włączone nocą na wszystkich ulicach, które nie są drogami tranzytowymi. Podobne są opinie pieszych. - Nocą i późnym wieczorem jest pusto, a światła nie pozwalają przechodzić przez ulicę. Macham więc ręką i łamię przepisy - przyznaje pieszy, z którym rozmawiałem. Drogowcy z Miejskiego Zarządu Dróg przez wiele lat nie chcieli wprowadzić rewolucyjnych zmian na skrzyżowaniach. Tylko sporadycznie decydowali się wyłączyć na noc sygnalizatory na niektórych skrzyżowaniach. Ale niedawno poprosili policjantów, by wytypowali miejsca, w których sygnalizacja powinna być w nocy wyłączona. - Zatwierdzenie takich zmian wymaga opinii policji, dlatego wystąpiliśmy o nią - tłumaczy Paweł Jaszczuk, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni w Olsztynie. Co na to policja? - Na razie wytypowaliśmy dwa miejsca, gdzie sygnalizacja od godz. 23 do 5 powinna działać w trybie pulsacyjnym - mówi Krzysztof Walaszczak z wydziału prewencji i ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Dodaje jednak, że takiego rozwiązania nie powinno się stosować na głównych trasach tranzytowych przez miasto. Paweł Jaszczuk też przypomina o niebezpieczeństwach, które niesie ze sobą wyłączenie sygnalizatorów. - Na trasach, na których nocą sygnalizacją jest wyłączana samochody jeżdżą o wiele szybciej. Wzrasta też liczba wypadków - mówi.

Komentuj
Odśnieżyć ścieżki rowerowe!
27 listopada 2007 | 0

Miasto zapomina o usuwaniu śniegu ze ścieżek rowerowych - skarżą się Czytelnicy “Gazety Wyborczej – Kraków”, którzy dwa kółka traktują jako całoroczny środek transportu. - Po raz kolejny cykliści są dyskryminowani - uważają. Jeden z Czytelników napisał w liście do "Gazety", że zbyt mało miejsca poświęca zwykłym bolączkom rowerzystów, koncentrując się na ogólnych tematach takich jak stojaki czy wypożyczalnie. - A każdej zimy temat, który woła o pomstę do nieba, jest niezmiennie ten sam: odśnieżanie ścieżek rowerowych - pisze Maciej Zimowski. I jako szczególny przykład zaniedbań w tym względzie podaje oznakowaną ścieżkę wzdłuż ul. Kopernika - główną rowerową arterię łączącą centrum z Nową Hutą i wschodnimi dzielnicami miasta. - Co roku śnieg zalega w miejscach skrzyżowań ścieżki z przecznicami, gdzie są ustawione separatory ruchu. Nikt go nie usuwa, mało tego - przy większych opadach ścieżkę używa się za miejsce jego zwałowania - relacjonuje. W efekcie tego rowerzyści zmuszeni są do niebezpiecznego jechania pod prąd zwężonym odcinkiem jezdni prosto pod maski samochodów albo przepychania się chodnikiem. Zasypana śniegiem ścieżka staje się miejscem parkowania samochodów. Zapytaliśmy Jacka Bartlewicza, rzecznika Krakowskiego Zarządu Komunalnego, dlaczego urzędnicy zapominają o ścieżkach dla rowerów. - Nie zapomnieliśmy - odpowiada rzecznik, ale przyznaje, że w pierwszej kolejności odśnieżane są ciągi komunikacyjne, zwłaszcza te, po których poruszają się autobusy i tramwaje. KZK wciąż posiada zbyt mało specjalnych pługów używanych do odśnieżania chodników i ścieżek rowerowych. - Przy tej ilości sprzętu i ciągłych opadach nie jesteśmy w stanie na bieżąco zadbać o stan ścieżek - mówi Bartlewicz. Czy zimowi rowerzyści mogą liczyć na rozwiązanie problemu? - Nie ma wątpliwości, że prędzej czy później to powinno być wykonane, bo dyskryminowani są rowerzyści, którzy mają takie samo prawo do korzystania z jezdni zimą co kierowcy. Przekażę pracownikom odpowiedzialnym za odśnieżanie, by - zgarniając śnieg - nie zasypywali fragmentów jezdni przy krawężnikach, gdzie biegną trasy - obiecuje Bartlewicz.

Komentuj
Niebezpieczne „zebry” do likwidacji
26 listopada 2007 | 3

Drogowcy chcą ograniczać liczbę przejść dla pieszych w Olsztynie. - To poprawi bezpieczeństwa przechodniów i zapewni płynności jazdy w mieście - tłumaczą. Piesi uważają jednak, że przejść jest za mało. Komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego pozytywnie zaopiniowała już pierwszy wniosek miejskiego zarządu dróg o zlikwidowanie przejścia dla pieszych. - Wkrótce w mieście ma zniknąć więcej "zebr". Dyrektor zdaje sobie sprawę, że likwidowanie przejść nie spodoba się pieszym. - Mieliśmy bardzo dużo skarg po zamknięciu przejścia przez ul. 1 Maja przy skrzyżowaniu z ul. Mrongowiusza - mówi szef drogowców. - Jednak dochodziło tam do wielu potrąceń pieszych, a kierowcy narzekali na trudność z przejazdem przez 1 Maja. W takich sytuacjach musimy ograniczać liczbę przejść, bo tylko wtedy będziemy mogli w miarę płynnie jeździć po mieście. Działania te służą także poprawie bezpieczeństwa pieszych. Co o ograniczaniu liczby przejść sądzi policja? - To bardzo dobre rozwiązanie, zwłaszcza jeżeli chodzi o przejścia bez sygnalizacji - mówi Mieczysław Wójcik, zastępca komendanta miejskiej policji w Olsztynie. - Tym bardziej że wielu ludzi nie potrafi niestety bezpiecznie z nich korzystać. W Olsztynie każdego tygodnia mamy kilka potrąceń pieszych, często nie z winy kierowców. Przechodzący nie rozglądają się po ulicy i wchodzą na pasy nie mając pewności, że samochód zdąży zatrzymać się przed nimi. Na wniosek policjantów zamknięte ma być także przejście przez ul. Wilczyńskiego przy skrzyżowaniu z ul. Burskiego. Sławomir Kałwianiec, olsztyński taksówkarz, zgadza się, że w Olsztynie jest zbyt dużo przejść. Bierze jednak w obronę pieszych. - Problem w tym, że brakuje takich przejść, które są bezpieczne. Miasto powinno budować kładki, a także tunele wyposażone w monitoring, by ludzie nie bali się nimi przechodzić - mówi. - Stawianie sygnalizacji nie rozwiązuje problemu i na dodatek tamuje ruch. Na przykład przez al. Warszawską przechodzą teraz tłumy studentów, a samochody zatrzymują się niemal na wszystkich światłach. Ludzie mają opór przed przechodzeniem na światłach. Jeszcze gorsza jest sytuacja rowerzystów. - Boję się, że po zlikwidowaniu przejść zacznie się samowolka i kierowca nie będzie w ogóle wiedział gdzie spodziewać się pieszych - dodaje pan Krzysztof, kolejny olsztyński kierowca. A jak Olsztyn wygląda w oczach chodzących na piechotę? - Denerwuje mnie, że na większości przejść nie ma "zielonej fali" dla pieszych. Na przykład przy ratuszu trzeba przechodzić na trzy etapy - mówi Adrian Zacharewicz, szef pisma "Kulturka", określający siebie jako "zatwardziałego piechura". - Życie pieszego nie jest łatwe. Nieoficjalnie fachowcy od ruchu drogowego przyznają, że bezpieczniej jest nawet, gdy przejścia nie ma i ludzie łamią przepisy, niż mają wchodzić "na pewniaka". - Kiedy przechodzą w niedozwolonym miejscu to przynajmniej są ostrożni - wyjaśnia nam jeden z drogowców. Andrzej Szóstek, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego: - Musimy mieć świadomość, że najwięcej ludzi ginie właśnie na przejściach dla pieszych. Dlatego należy zmniejszać ich liczbę. Ale najpierw trzeba zrobić analizę, które przejścia są niepotrzebne.

Komentuj
OSK – nie jest pełną nazwą
26 listopada 2007 | 5

Drobiazgową kontrolę samochodów nauki jazdy przeprowadziła olsztyńska drogówka, wspierana przez urzędnika z wydziału komunikacji. Były upomnienia i mandaty – donosi “Gazeta Olsztyńska”. - W Olsztynie jest około 250 instruktorów nauki jazdy i mniej więcej 40 szkół jazdy - przytacza urzędową statystykę Sławomir Czarnkowski, inspektor z wydziału komunikacji Urzędu Miasta, który jest odpowiedzialny za wydawanie i odbieranie pozwoleń tego typu placówkom. - Od początku bieżącego roku pozwolenia na prowadzenie szkoleń straciło pięć firm. Nie spełniały wymogów formalnych. A przepisów, które musi przestrzegać szkoła jazdy jest mnóstwo. Przekonał się o tym choćby instruktor jednej z olsztyńskich szkół, którego policjanci zatrzymali przy ul. Towarowej. - Na drzwiach bocznych samochodu powinien się znaleźć adres ośrodka, w którym pan pracuje. Obok nazwy firmy powinna być też wyraźna informacja, że jest to ośrodek kształcenia kierowców - tłumaczy sierżant Robert Rachubka z olsztyńskiej drogówki. - No jak? Przecież jest. Ma pan tu litery: OSK. Przecież to powszechnie obowiązujący skrót oznaczający ośrodek szkolenie kierowców - broni się instruktor. - Ale musi mieć pan pełną nazwę. Również dobrze mogłoby to znaczyć: opieka społeczna - tłumaczy paragrafowe zawiłości sierżant z drogówki. Mandatu jednak nie daje. Kończy się na pouczeniu. Kolejny instruktor nie ma w samochodzie apteczki. To kosztuje go 50 złotych. Inspektor z wydziału komunikacji ogląda kartę przeprowadzanego szkolenia. Kręci głową z niezadowolenia. - Wie pan, posługuje się pan starym wzorem karty. Tak być nie może - poucza nauczyciela jazdy samochodem. Sierżant Marek Wyrozębski ogląda dowód rejestracyjny kolejnego samochodu z "elką" na dachu. - W dowodzie nie ma wbitej litery "L", a to obowiązek. Dowód zostaje u mnie - taką wiadomość otrzymuje instruktor. Sławomir Czarnkowski z wydziału komunikacja wyjaśnia: -Właściciele ośrodków szkolenia kierowców unikają wbijania "L" do dowodu rejestracyjnego, bo samochód, o którym wiadomo, że służył do nauki, jest trudniej sprzedać. "L" w dowodzie nie ma też granatowy Opel Corsa, którego policjanci zatrzymują do kontroli na wysokości szkoły muzycznej. To jednak, jak się okazuje, najdrobniejsze uchybienie. Policjanci szczegółowo sprawdzają stan techniczny Corsy i łapią się za głowę. Samochód ma każdą oponę z innej parafii. Na dodatek wszystkie są łyse. Mandat w tym przypadku to 200 złotych. - Pan jako instruktor ma dawać przykład przyszłym kierowcom. To, co pan robi jest po prostu nieodpowiedzialne - kończą policjanci.

Komentuj
Zjawisko blokowania jednego pasa
2 grudnia 2007 | 1

W słynących z najrozsądniejszych przepisów drogowych Niemczech już dawno (w latach 80. XX w.) zidentyfikowano jako jedną z głównych przyczyn korków zjawisko ustawiania kierowców się w długachne kolejki na jednym pasie nawet na 2 km przed zwężeniem drogi (z dwóch pasów do jednego) – czytamy na stronach INTERII.plW efekcie na początku lat 90. wprowadzono tam przepis ZABRANIAJĄCY ustawiania się na jednym pasie przed zwężeniem. Obowiązuje jazda po obu pasach aż do samego zwężenia (o odległości od którego informują co kilkadziesiąt metrów specjalne znaki), po czym OBOWIĄZKOWO należy zjeżdżać na zasadzie "zamka błyskawicznego", a więc jeden z lewego pasa - jeden z prawego pasa. Inne zachowania są traktowane jako poważne wykroczenia drogowe. Piszę o tym, ponieważ zauważyłem ostatnio szokująco częste zachowania polskich kierowców, polegające nie tylko na ustawianiu się na prawym pasie, ale i na blokowaniu przejazdu lewym pasem. Jeśli ktoś (zwykle ja) usiłuje zgodnie z logiką i rozsądkiem dojechać do samego zwężenia i tam zaczekać spokojnie, aż ktoś go wpuści, jeden z ustawionych w "kolejce" na prawym pasie kierowców wyjeżdża mu przed nosem i BLOKUJE dalszą jazdę (chyba na zasadzie "nasza kolejka jest słuszna"). Nawet w Polsce zajeżdżanie i blokowanie drogi to poważne wykroczenie, ale w Niemczech za coś takiego automatycznie traci się prawo jazdy NA MIESIĄC plus 400 euro mandatu i dodatkowe punkty. Myślę, że czas pomyśleć o takich rozwiązaniach u nas. Może Redakcja Interii pozwoliłaby na podpisywanie się tu pod petycją do władz, w ramach czegoś w rodzaju "obywatelskiego projektu ustawy"... Inna sprawa, że poza ograniczeniami prędkości i tak nikt u nas nie egzekwuje przestrzegania przepisów... Wystarczy popatrzeć na kłęby dymu z rur wydechowych różnych "trupów" na drodze, na setki aut z niewłaściwie ustawionymi reflektorami albo załadowanych tak, że ciągną odwłokiem po asfalcie, ale ich kierowcom nie przyjdzie do głowy przestawić lampy... Uważam, że czas zacząć domagać się od Policji, by wykonywała swoje obowiązki - same "łapanki" radarowe to naprawdę za mało, od tego nie robi się ani bezpieczniej, ani przyjemniej. Za to bardziej nerwowo, a to niebezpieczne – apeluje Maciej Pertyński (AUTO-MOTO).

Komentuj
ICE – hasło, pod jakim mamy zapisany numer najbliższej osoby
2 grudnia 2007 | 0

ICE – właśnie pod takim hasłem coraz więcej Polaków zapisuje w komórce numer osoby, do której ratownicy powinni zadzwonić w razie wypadku. Dzięki temu lekarze mogą udzielić szybkiej pomocy poszkodowanemu – przypomina “Auto Firmowe on-line”. In Case of Emergency (w nagłym wypadku), w skrócie ICE – to hasło, pod jakim powinniśmy zapisać w komórce numer najbliższej osoby. Takiej, która zna naszą grupę krwi, wie, jakie przyjmujemy leki i czy w przeszłości mieliśmy kłopoty ze zdrowiem, a jeśli tak, to jakie to były kłopoty. Dzięki temu, kiedy ulegniemy wypadkowi, ratownicy nie będą musieli niczego się domyślać i skupią się tylko na udzielaniu pomocy. Dodatkowym plusem tego skrótu jest to, że jest on znany ratownikom niemal na całym świecie. Pomysł ICE powstał w 2005 roku. Robert Brotchie z East Anglian Ambulance Service zaproponował, by tego typu kontakt zapisywać w pamięci aparatu pod takim właśnie hasłem. Ma on umożliwić ratownikom możliwość połączenia telefonicznego z najbliższymi ofiar wypadków, by zweryfikować tożsamość, uzyskać niezbędne informacje dotyczące stanu zdrowia, przebytych chorób czy zażywanych leków. Ta inicjatywa rozprzestrzenia się powoli na cały świat. W USA akcja jest popierana przez departament zdrowia, są też przygotowane specjalne naklejki na telefon informujące, że w aparacie zapisany jest kontakt ICE. - Idea jest jak najbardziej słuszna, pod warunkiem jej upowszechnienia. Tyle że raczej nie dla ratowników, którzy jako pierwsi udzielają pomocy na miejscu wypadku, bo oni po prostu nie mają czasu na poszukiwanie komórki człowieka, któremu mają ratować życie. Bardziej przydatne byłoby to na oddziałach ratunkowych, w izbach przyjęć, gdy poszkodowanemu już udzielona została pierwsza pomoc, a szpital pragnie szybko zdobyć dalsze informacje – mówi doktor Adam Maciej Pietrzak, specjalista medycyny ratunkowej, który pomysł jak najbardziej popiera. – Pierwszy raz słyszę o numerze ICE – mówi Robert Stachniak, fleet manager w firmie Sklepy Komfort SA. – Ale z tego, co słyszę, to naprawdę niezła sprawa. Często się zdarza, że po wypadku dokumenty kierowcy są porozrzucane w samochodzie bądź w ogóle nie ma ich w aucie, gdyż kierowca nie wziął ich w trasę. Komórka jest zawsze przy boku kierowcy firmowego, bez niej nie może on pracować. Powiem szczerze, że zastanowię się nad wprowadzeniem czegoś takiego w mojej firmie – dodaje. Każdy pomysł, który może choćby w minimalny sposób pomóc w uratowaniu ludzkiego życia, jest godny realizacji – dodaje Adam Maciej Pietrzak. – Idealnie byłoby zaangażować w sprawę operatorów sieci komórkowych, by numer ICE był dostępny nawet bez karty SIM, podobnie jak jest to w przypadku numeru alarmowego 112. Ale do tego daleka droga. Nadzieja w Unii Europejskiej i w tym, że pomysł w Europie będzie się rozwijał tak szybko jak do tej pory. Dobrze należałoby również sformalizować, kto pod numerem ICE będzie dostępny i w jakich przypadkach należy do tej osoby zadzwonić. W przypadku kierowców firmowych, sprawa wydaje się prostsza – numer do centrali firmy lub bezpośredniego przełożonego, który miałby wszelkie informacje bądź mógł je błyskawicznie zdobyć. Ale ICE ma nie tylko zastosowanie w przypadku kierowców – osoby starsze, wymagające opieki, czy małoletnie mające własny telefon z wpisanym numerem ICE to szansa na szybsze podanie właściwych leków w razie konieczności czy powiadomienie opiekuna o zaistniałych wydarzeniach – konkluduje dr Pietrzak.

Komentuj
A na drogach pijani kierowcy! Część 222
2 grudnia 2007 | 1

Pościgi za kierowcami po pijaku - Dwóch nietrzeźwych kierowców próbowało uciec przed kontrolą policji. Po krótkich pościgach zostali zatrzymani. 30-letni Sławomir G. jechał w środowy wieczór aleją Wojska Polskiego fordem fiestą. Nie zatrzymał się, gdy policjanci wytypowali go do kontroli. Patrol drogówki ruszył w pościg. Zatrzymał 30-latka. Okazało się, że Sławomir G. ma prawie trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Kontroli nie chciał się poddać także kierowca citroena, którego policjanci zatrzymywali w czwartek 20 minut po północy na ul. Struga. 52-letni Dariusz J. miał 1,6 promila. Obydwaj staną przed sądem.

Uniemożliwił jazdę pijanemu kierowcy- Zastępca Komendanta Policji w Sieradzu, kiedy wracał do domu po służbie zatrzymał nietrzeźwego kierowcę. Kierujący oplem wzbudził niepokój policjanta, bo kilkakrotnie złamał przepisy ruchu drogowego, a w pewnym momencie jechał slalomem. Zastępca komendanta z Sieradza, jadąc w Łodzi ul. Krakowską zauważył opla kadeta, którego kierowca kilkakrotnie naruszył zasady ruchu drogowego. Kierowca zmieniał pas ruchu bez kierunkowskazów, wyprzedzał w niedozwolonym miejscu, zjeżdżał na chodnik, a jego jazda przypominała slalom. Kiedy kierowca opla zatrzymał się na skrzyżowaniu, funkcjonariusz podbiegł do niego i wyjął mu kluczyki ze stacyjki, podejrzewając że może być pod wpływem alkoholu. Po chwili na miejsce przyjechali policjanci i zbadali trzeźwość kierowcy. Okazało się, że podejrzenia były słuszne – wynik wykazał 1,18 promila alkoholu w organizmie. 49-letni sprawca przestępstwa został zatrzymany, grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności.

KSP Policjant uratował życie, narażając własne- W ostatniej chwili mł. asp. Artur Ulatowski zepchnął na bok mężczyznę, w którego kierunku pędziło BMW, ratując mu tym życie. Sam potrącony przez samochód, z ciężkimi obrażeniami został przetransportowany do szpitala. Szybko okazało się, że kierowca BMW był pijany. Gdy w pewnym momencie stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w przydrożne drzewo, siła rozpędu "odrzuciła" auto, w kierunku stojących przy drodze uczestników, rozliczanej przez funkcjonariusza ruchu drogowego, kolizji. Dochodziła godzina 22:00, kiedy do policjantów z komendy w Babicach dotarła informacja o kolizji drogowej w Zaborowie. Kierowca forda scorpio najechał na znajdujący się przy ulicy znak drogowy i wpadł autem do rowu. Pierwsi pod wskazanym adresem byli funkcjonariusze z prewencji, którzy zabezpieczyli miejsce zdarzenia. Zaraz po nich przyjechał patrol drogówki. Policjanci rozmawiali z uczestnikami kolizji, ustalając jej przyczynę. W pewnym momencie na drodze, od strony Leszna pojawiło się rozpędzone BMW. Jego kierowca kilkadziesiąt metrów przed miejscem wcześniejszej kolizji, stracił panowanie nad autem. BMW wypadło z drogi na pobocze, uderzając w przydrożne drzewo. Siła rozpędu wyrzuciła auto z powrotem na drogę, w kierunku pobliskiej zatoki, gdzie znajdowali się policjanci i kierowca forda. W ostatniej chwili mł. asp. Artur Ulatowski zepchnął na bok mężczyznę, w którego kierunku pędziło BMW, ratując mu tym życie. Sam nie zdążył się ochronić. Potrącony przez samochód, z ciężkimi obrażeniami został przetransportowany do szpitala. Badanie lekarskie wykazały, że policjant ma złamany obojczyk, krwiaka śródczaszkowego i inne obrażenia. Mł. asp. Artur Ulatowski ma 39 lat, w policji służy od lat 15. BMW dachowało. Jak się okazało kierujący samochodem, 28-letni Tomasz G., był pijany. Mężczyzna początkowo odmawiał poddania się badaniu trzeźwości. Gdy po 5 godzinach "dmuchnął" w alkometr uzyskał wynik ponad 1,6 promila. Do szpitala trafiła również dwójka pasażerów BMW: 24-letnia Katarzyna O. w stanie ciężkim, z licznymi obrażeniami głowy oraz prawej nogi, 23-letni Igor D. z obrażeniami głowy. Podobnie, jak miało to miejsce w przypadku policjanta rannego w trakcie zasadzki na narkotykowego dilera, również teraz rodzina rannego funkcjonariusza otrzyma wsparcie finansowe na leczenie i rehabilitację od Komendanta Stołecznego Policji.

Pijany kierowca potrącił policjanta - Pijany kierowca potrącił późnym wieczorem w niedzielę policjanta, który w miejscowości Zaborów (woj. mazowieckie) pracował na miejscu kolizji. Funkcjonariusz z obrażeniami m.in. głowy trafił do szpitala - poinformował rzecznik komendanta stołecznego policji Marcin Szyndler. Policjant rozmawiał z kierowcą forda, który - prawdopodobnie pod wpływem alkoholu - wjechał w znak drogowy a później zjechał do rowu, gdy z dużą szybkością nadjechało BMW. - Samochód uderzył najpierw w drzewo, później odbił się, wjechał ponownie na jezdnię, by po chwili zjechać na zatoczkę, w której stał policjant i kierowca forda - relacjonował Karol Jakubowski z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji. Jak dodał, funkcjonariusz zdążył jeszcze odepchnąć mężczyznę z którym rozmawiał, tak by ten nie został potrącony, sam jednak nie zdołał już uciec.- Przewieziono go do szpitala, podobnie jak dwójkę pasażerów z BMW. Kierowca tego auta nie chciał poddać się badaniom alkomatem. Po badaniach krwi okazało się, że miał w niej 1,6 promila alkoholu - dodał Jakubowski. Jak zaznaczył, stan policjanta jest ciężki, ale stabilny. W bardzo ciężkim stanie jest natomiast pasażerka BMW. Dodał, że na badanie krwi skierowano kierowcę forda, który nie chciał poddać się badaniom alkomatem.

Komentuj
Autobus dla bezdomnych
1 grudnia 2007 | 0

Autobus z pomocą dla bezdomnych wyruszył na ulice Łodzi. Można w nim otrzymać ciepły posiłek, gorącą herbatę, podstawowe leki i odzież - poinformował dziennikarzy prezydent miasta Jerzy Kropiwnicki. W pojeździe wywieszone zostaną również ulotki z adresami schronisk, noclegowni, a także miejsc, gdzie będą zimą wydawane ciepłe posiłki. Akcja, na którą miasto przeznaczyło prawie 61 tys. zł, odbywać się będzie już po raz piąty. Jest wspólnym pomysłem Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta oraz łódzkiego samorządu. Autobus będzie kursował co najmniej do pierwszych dni wiosny. Autobus będzie kursował w nocy, kiedy bezdomni są najbardziej narażeni na wyziębienie. Wyposażony będzie m.in. w termosy z zupą i herbatą, chleb, dżem, a także środki opatrunkowe, koce, odzież i farmaceutyki takie jak witamina C, przeciwbólowe, antygrypowe. Swoją podróż pojazd będzie zaczynać sprzed schroniska dla bezdomnych przy ul. Szczytowej. Następne "odwiedzi" miejsca, gdzie bezdomni najczęściej przebywają. Zatrzyma się więc przy dworcu Łódź Fabryczna, w okolicach b. dworca Łódź Żabieniec oraz dojedzie w okolice dworca Łódź Kaliska. Stamtąd pojedzie do noclegowni dla mężczyzn przy ul. Spokojnej oraz noclegowni dla kobiet przy ul. Gałczyńskiego. W trakcie trwania poprzedniej akcji wydano osobom potrzebującym ponad 24 tys. gorących posiłków. Blisko tysiąc odwieziono do noclegowni, wydano ponad 900 sztuk odzieży. Prezydent Kropiwnicki szacuje, że podobnie będzie i w tym roku. 

Komentuj
Wybieramy kolor naszego pojazdu
1 grudnia 2007 | 0

Jeśli wierzyć wynikom badań brytyjskiej firmy Carcraft, to właściciele srebrnych aut chcą być postrzegani jako osoby cieszące się prestiżem społecznym, natomiast kierowcy niebieskich samochodów są spokojni, kulturalni i wyżej cenią relację międzyludzkie od kariery i sławy. Czarny kolor oznacza u kierowcy silną potrzebę podkreślenia swojej wyższości wobec innych, a czerwony jasno wskazuje, że osoba za kierownicą jest temperamentna i szalona. Kolor szary to oznaka stałości i powściągliwości, zieleń to ulubiony kolor przestrzegających przepisów kierowców, a fioletowy jest najczęściej wybierany przez miłośników wszystkiego, co piękne i oryginalne. Wybierając żółte auto, nie chcemy pozbyć się drzemiącego w nas dziecka, a optując za pomarańczowym , chcemy być w centrum uwagi. Auta złote wybierają ci, którzy chcą wyrazić swoją niezależność – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Auto”.

Komentuj
Zabrakło należytej ostrożności
30 listopada 2007 | 0

Sąd Rejonowy w Zamościu (Lubelskie) wymierzył karę 500 zł grzywny Sławomirowi Z. (poseł) za potrącenie autem pieszego. Poszkodowany nie odniósł poważnych obrażeń. Wyrok zapadł na posiedzeniu niejawnym bez udziału stron. Jest nieprawomocny. Sąd zasądził także od Sławomira Z. pokrycie 2,5 tys. zł kosztów sądowych. - Sąd wydał wyrok nakazowy. Strony po otrzymaniu z sądu orzeczenia mogą w ciągu siedmiu dni je zaskarżyć - powiedziała sędzia Jolanta Baran z Sądu Rejonowego w Zamościu. Sławomir Z. powiedział, że nie będzie komentował tego rozstrzygnięcia, dopóki nie uzyska z sądu treści orzeczenia wraz z uzasadnieniem. - Nie wykluczam na razie żadnego rozwiązania - ani odwołania od wyroku, ani podporządkowania się mu - powiedział. W listopadzie ub. roku na ul. Akademickiej w Zamościu Sławomir Z. jadąc swoim samochodem potrącił 17-latka, który gwałtownie wbiegł na przejście dla pieszych. Chłopak nie odniósł poważniejszych obrażeń. Kierowca zawiózł go do szpitala, gdzie poszkodowany został zbadany, a następnie zwolniony. Wezwano policję, która zbadała trzeźwość kierowcy i 17-latka. Obaj byli trzeźwi. Pieszy został ukarany przez policję mandatem za nagłe wtargnięcie na jezdnię, ale według biegłych winny był także Sławomir Z., który nie zachował należytej ostrożności. Z. jeszcze przed rozwiązaniem Sejmu poprzedniej kadencji zrzekł się immunitetu, co umożliwiło pociągnięcie go do odpowiedzialności. Sąd rozstrzygał sprawę posła w tzw. postępowaniu nakazowym - bez udziału stron. Procedurę tę stosuje się w sprawach o wykroczenia w sytuacji, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. 

Komentuj
Piłeś-pohamuj się-nie jedź!
30 listopada 2007 | 1

"Piłeś-pohamuj się-nie jedź!" - pod takim hasłem w stołecznych pubach, klubach i restauracjach rozpoczyna się akcja "Prowadzący-niepijący". Ma przekonać zmotoryzowanych, by po spożyciu alkoholu nie siadali za kierownicą. Akcja potrwa do 16 grudnia - poinformowano w stołecznym Ratuszu. "Trzeba mieć świadomość, że po alkoholu mamy zdecydowanie gorszy refleks i mniejsze szanse na uniknięcie sytuacji krytycznych. Można myśleć, że jakoś uda się 'przemknąć' i dojechać, ale w jakiejkolwiek sytuacji, w której trzeba będzie gwałtownie zareagować, nasze szanse po alkoholu gwałtownie maleją" - powiedział podczas konferencji kierowca rajdowy, eurodeputowany Krzysztof Hołowczyc. W ramach akcji w kilkudziesięciu warszawskich lokalach (klubach, pubach, restauracjach) ma obowiązywać "Bezpieczny Ruch Imprezowy"; wolontariusze będą tam informować o bezpiecznych sposobach powrotu do domu po imprezie i zachęcać do uczestnictwa w zabawie w tzw. wyznaczonego kierowcę. Polega ona na wybraniu spośród grona znajomych jednej osoby, która tego wieczoru nie pije alkoholu i rozwozi przyjaciół do domu. Będzie można także przymierzyć "alkogogle" pokazujące, w jaki sposób zdolności psychomotoryczne kierowcy zostają upośledzone przez alkohol. Ulicami Warszawy w czasie trwania akcji będą jeździły specjalnie oznakowane autobusy przestrzegające kierowców przed prowadzeniem pojazdów po spożyciu alkoholu. Będą też wzmożone kontrole policyjne na drogach. Według danych Wydziału Drogowego Komendy Stołecznej Policji, przedstawionych podczas konferencji, w okresie od początku 2004 roku do 20 listopada 2007 roku, kierujący w stanie nietrzeźwym lub po spożyciu alkoholu spowodowali w Warszawie 372 wypadki drogowe, w których zginęło 40 osób, a 462 zostały ranne. Akcja organizowana jest przez Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego - Browary Polskie we współpracy m.in. z Urzędem Miasta Stołecznego Warszawy i Wydziałem Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji.

 

alkoGogle – symuluja upośledzenie po spożyciu alkoholu

Zadzwoń – zamów – 0-502-659-431 (non-stop)

21fc1f9087aaf084d7a95d455467b769b7ec6f6f

Komentuj
Komunikacja miejska sparaliżowana
30 listopada 2007 | 0

Paraliż wszelkich rodzajach komunikacji we Włoszech wywołał strajk generalny pracowników transportu miejskiego, ruchu kolejowego i lotniczego. Przeciwko cięciom w budżecie strajkuje też personel obsługi portów, pomocy drogowej i transportowcy. Ten pierwszy od lat wspólny protest wszystkich pracowników komunikacji w całym kraju ogłosiło kilka największych związków zawodowych. Domagają się one od rządu jasnej i sprawiedliwej "polityki transportowej" i zwiększenia nakładów, które zakładom i firmom tej gałęzi gospodarki pozwolą przezwyciężyć obecny kryzys finansowy. Komunikacja miejska zatrzymała się rano na 8 godzin. W większości miast nie kursują metro, autobusy i tramwaje. Na ulicach z każdą chwilą tworzą się coraz większe korki. Z wyjątkiem interwencji w nagłych przypadkach nie pracować będą ekipy pomocy drogowej. Strajkują też załogi w punktach kontrolnych przy autostradach.

Komentuj
Informacje o korkach w Internecie i telefonie komórkowym
29 listopada 2007 | 0

W oczekiwaniu na Zintegrowany System Zarządzania Ruchem, który wkrótce powinien nieco rozładować korki, ratusz uruchamia internetową stronę informacyjną o utrudnieniach na stołecznych drogach. Jej adres to: www.um.warszawa.pl/infokorki. Od poniedziałku będzie on dostępny również dla właścicieli telefonów komórkowych z funkcją WAP. - Jak bardzo byśmy się starali, żeby roboty drogowe były kończone na czas i zsynchronizowane, to i tak będą one uciążliwe. Stąd pomysł na ten serwis, który pomoże warszawiakom wybrać drogę przez miasto - mówiła wczoraj prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Przyznała, że decyzję o systemie podjęła, kiedy opozycja i niektóre media zaczęły krytykować jej politykę remontowania stołecznych arterii. Po wakacjach wiele z nich było sparaliżowanych. - Na naszej stronie będzie mapa Warszawy z monitorowanymi skrzyżowaniami. Każdy sprawdzi, czy są tam utrudnienia w ruchu, w którym kierunku tworzą się korki i z jakiej przyczyny. W sześciu miejscach przewidujemy możliwość podglądania sytuacji przez kamery. Oprócz tego przekażemy dokładne informacje tekstowe i graficzne o remontach trwających i planowanych, wypadkach i awariach - opisuje Ewa Gawor, dyrektor miejskiego biura bezpieczeństwa i wylicza skrzyżowania, które będziemy mogli podglądać w sieci: Chałubińskiego/Al. Jerozolimskie przy Dworcu Centralnym, al. Niepodległości/Rakowiecka, Puławska/al. Wilanowska, pl. Zawiszy, al. "Solidarności"/Żelazna i Tamka/Kruczkowskiego. Widok z kamer wydaje się jednak mało użyteczny, bo z oddali widać tylko mały fragment skrzyżowań. - Inaczej kamer nie mogliśmy zamontować, by nikt nie oskarżył nas o opublikowanie jego wizerunku w internecie - przekonuje Jacek Gniadek, dyrektor zakładu obsługi monitoringu wizyjnego. Miasto kupiło i zainstalowało kamery bardzo tanio - 12 tys. zł za sztukę, by zmieścić się w progu umożliwiającym zakup bez rozpisywania przetargu. Kamery mają dużą zaletę - można je przenosić na dowolne skrzyżowanie, gdzie już działa miejski monitoring. Od przyszłego roku liczba kamer Infokorka ma wzrosnąć. Na początek ratusz planuje je zainstalować na czterech ścianach Pałacu Kultury. - Obraz z nich moglibyśmy wyświetlać na wielkich billboardach na pl. Defilad. To byłaby dodatkowa atrakcja turystyczna - proponuje dyr. Gniadek.

Komentuj
Jazda pod wpływem środków odurzających
29 listopada 2007 | 0

Kierujesz samochodem po "trawce" lub haszyszu? Lepiej uważaj - pomorska policja coraz częściej i sprawniej prowadzi kontrole przy pomocy tzw. narkotestów – ostrzega “Gazeta Wyborcza – Trójmiasto”. Zatrzymywano i sprawdzano kierowców na głównych ulicach Gdańska. Akcja była wyjątkowa, bo prowadzona przez policjantów wspólnie z pracownikami Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie. Wszystko w ramach projektu badawczego Unii Europejskiej - "Druid". - To była nasza pierwsza taka wizyta w Gdańsku, na podobne kontrole przyjedziemy do Trójmiasta jeszcze siedem razy - mówi Ilona Buttler z warszawskiego ITS. - Chodzi o dokładne rozpoznanie problemu, jakim jest na obszarze Unii Europejskiej jazda kierowców będących pod wpływem środków odurzających. Podobne badania prowadzone są równocześnie w dziewiętnastu krajach. W Gdańsku w pierwszym rzucie skontrolowano blisko 70 kierowców. Badano ich testerem amerykańskim "Oratec+", który potrafi wykryć i rozróżnić sześć typów środków odurzających: począwszy od alkoholu, poprzez narkotyki miękkie i twarde, po substancje chemiczne występujące w lekarstwach osłabiających koncentrację. Wśród zatrzymanych w Gdańsku kierowców nikt nie był pod wpływem narkotyków. Jeden - jechał po spożyciu alkoholu, miał dwa promille. - Badanie wygląda w ten sposób, że do ust trzeba włożyć coś w rodzaju papierka lakmusowego i nasączyć to śliną - tłumaczy podinsp. Rafał Ziółkowski z pomorskiej "drogówki". - Po niecałych dziesięciu minutach wskaźniki sygnalizują, czy kierowca jest czysty czy nie. W razie podejrzeń potwierdzonych przez tester wysyłamy delikwenta na badanie krwi i moczu. - "Oratec+" świetnie pokazuje, czy ktoś zażywał marihuanę lub haszysz - podkreśla Buttler. Pomorscy policjanci od ponad roku dysponują narkotestami innego typu i choć działają one na podobnej zasadzie jak "Oratec+" są mniej dokładne, a wynik dają dopiero po kwadransie. Dlatego używa się ich tylko w przypadku uzasadnionych podejrzeń. Kierowca, u którego w organizmie stwierdzono obecność narkotyków narażony jest na kary jak po jeździe alkoholem. Nie decydują tu jednak stwierdzone promile, lecz wykonana na podstawie badań chemicznych opinia biegłego.

Komentuj
Szybki tramwaj jak w Paryżu
29 listopada 2007 | 0

03dc53aaefe986e8c8becef4f625a13216871cc6

Już w 2011 r. centrum Wrocławia przetną trzy linie tzw. szybkiego tramwaju. Dzięki niemu w szczycie mamy poruszać się szybciej komunikacją miejską niż autem – dowiadujemy się z “Gazety Wyborczej - Wrocław”. Nowy środek transportu ma zrewolucjonizować podróż komunikacją miejską. - Tramwaj Plus będzie funkcjonował zamiast metra, którego we Wrocławiu nie opłaca się budować, bo miasto jest zbyt rozproszone. Dzięki Tramwajowi Plus damy wrocławianom alternatywę: mogą w szczycie stać w korkach albo pojechać szybkim tramwajem - mówi Zbigniew Komar, pełnomocnik prezydenta ds. rozwoju transportu szynowego. Za cztery lata Wrocław ma mieć trzy szybkie linie tramwajowe. W centrum te linie mają w sumie kursować co trzy minuty. Autobusy lub nawet mikrobusy będą dowozić mieszkańców na osiedlach tylko do przystanków tramwajowych. A stamtąd szybki tramwaj zabierać ich będzie do centrum lub na drugi koniec miasta. Jego szybkość nie będzie miała związku z prędkością - tramwaj będzie mógł maksymalnie jechać 70 km/godz. Ale za to nie będzie się prawie w ogóle zatrzymywać poza przystankami. Na 69 skrzyżowaniach zostanie zainstalowana specjalna sygnalizacja, która zawsze będzie mu dawać zielone światło. Przystanki szybkiego tramwaju mają być zlokalizowane również przy wszystkich dworcach kolejowych - aby ci, którzy dojeżdżają do pracy we Wrocławiu, od razu mogli wsiąść w szybki tramwaj. Urzędnicy obiecują, że skończy się też wreszcie nerwowe oczekiwanie na przystankach. Tam, gdzie będzie zatrzymywał się szybki tramwaj, zawisną elektroniczne tablice z informacjami, który tramwaj i za ile minut przyjedzie. Do końca 2011 roku miasto chce za 700 mln zł kupić 36 nowych tramwajów, zmodernizować istniejące torowiska, zbudować nowe i kupić sygnalizację świetlną dla szybkiego tramwaju. W latach 2010-2015 ma ruszyć drugi etap rozbudowy sieci tramwajowej, który będzie kosztował od 700 do 800 mln zł.

Komentuj
Komunikacja miejska strefą bez dymu
29 listopada 2007 | 0

Ekspert od chorób płuc, zdjęcia organów zaatakowanych rakiem i zniżki na antynikotynowe pastylki. W ten sposób KZK GOP chce oduczyć kierowców i motorniczych palenia za kółkiem – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Katowice”. Jak tu nie palić? Na drodze korek, ludzie przeklinają, każdy chce wysiąść gdzie indziej. Wystarczy kilkanaście minut za kierownicą i człowiek już czuje, że musi - opowiada Ryszard Jargieło, kierowca z Gliwic. Dobrze wie, że w szoferce nie można. Za to grozi 500-złotowy mandat. - Jak tylko stanę na pętli, to idzie jeden od drugiego - mówi o swoim nałogu kierowca. Jak przyznaje Alodia Ostroch z biura prasowego KZK GOP kierowcy palą jak mało kto. Na dodatek często, mimo zakazu, robią to w szoferce podczas jazdy. - To trudna i stresująca praca, dlatego wielu sięga po papierosa. Zdarza się, że kilka razy w miesiącu pasażerowie przysyłają nam zdjęcie palącego kierowcy i wtedy taki pracownik musi zapłacić mandat - tłumaczy. Jednak kary pieniężne to nie wszystko. KZK GOP postanowił pomóc kierowcom w rzuceniu palenia. Zorganizował kampanię społeczną "Strefa bez dymu". O pomoc poprosił fachowców. W środę z kierowcami gliwickich autobusów spotkał się prof. Jerzy Kozielski z Katedry Chorób Płuc i Gruźlicy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Zaczął niewinnie od Indian i liści tytoniowych. Potem było już tylko gorzej. Pojawił się toksyczny dym, substancje rakotwórcze i uzależniające. Na zdjęciach można było obejrzeć przeżarte rakiem poczerniałe płuca. - Do niczego was nie namawiam. Sami musicie zdecydować, czy to się opłaca - przekonywał wojewódzki konsultant w dziedzinie chorób płuc. Prawdziwym batem na palaczy były badania spirometryczne, którym mogli się poddać kierowcy. Po dmuchnięciu w maszynę na wydruku wyskakiwała cała prawda o płucach. Niektórym od razu rzedła mina. - Na razie nie jest tak źle, ale za jakiś czas mogę mieć problem. Ale wynik był też nie najlepszy, bo jestem trochę podziębiony - pocieszał się Marek Marzec z Zabrza, palacz z ponad trzydziestoletnim stażem. - Pewnie, żebym chciał rzucić, ale ja już wszystkiego próbowałem. Zresztą w tej pracy to nie takie łatwe - tłumaczy. W ramach kampanii społecznej "Strefa bez dymu", oprócz spotkań z kierowcami i motorniczymi, w autobusach i tramwajach zawisną plakaty. Kierowcy będą też mogli z dużą zniżką kupić w wybranych aptekach antynikotynowe pastylki. Patronat honorowy nad akcją objęła wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek.

Komentuj
Ubezpieczyciele karzą za brak „zimówek”
29 listopada 2007 | 1

"Dziennik": Ubezpieczyciele bezprawnie zaniżają odszkodowania za brak opon zimowych. Zdaniem gazety zaniżanie wypłacanych odszkodowań z tego powodu to powszechna praktyka stosowana przez firmy ubezpieczeniowe w naszym kraju. Zdaniem "Dziennika" tylko część kierowców decyduje się na skierowanie sprawy do sądu, gdyż nie wiedzą, że są na wygranej pozycji. Po wypadku kierowcy często dostają pismo od ubezpieczyciela, że przez nieposiadanie opon zimowych przyczynili się do kolizji. Jednak jest to działanie bezprawne. Jazda na ”zimówkach” nie jest przecież w Polsce obowiązkowa - podkreśla gazeta. Do sądowej walki ubezpieczycielami zachęca na łamach "Dziennika" prezes katowickiego stowarzyszenia Wokanda, który już kilkakrotnie wygrał z firmami ubezpieczeniowymi procesy o “zimówki”.

Komentuj
Stu nowych kierowców autobusów w stolicy
28 listopada 2007 | 0

W Miejskich Zakładach Autobusowych kończy się szkolenie stu nowych kierowców. W grudniu pasażerów zacznie wozić kilka kobiet, a także pierwszy w Warszawie czarnoskóry kierowca. Pracownik z Afryki zdał już egzamin i odebrał prawo jazdy kategorii D. Jak usłyszeliśmy w MZA, teraz pojechał do rodziny. Spółka nie chce ujawniać danych osobowych swojego pracownika przed jego powrotem. Według naszych ustaleń do kursu się szykuje też jego brat. Panie, zwane przez kolegów kierownicami, mają być na początku traktowane przez szefów ulgowo – jak usłyszeliśmy, dostaną łatwiejsze w prowadzeniu pojazdy. Nie ma mowy o wsadzaniu pani za kierownicę starego ikarusa z manualną skrzynią biegów. – Dwie kobiety już zdały egzamin, a 16 innych wciąż się szkoli – mówi rzecznik MZA Adam Stawicki. Kurs trwa ponad cztery miesiące. Przyszli kierowcy jeżdżą niskopodłogowym solarisem, ikarusem z wysoką podłogą, a do manewrów wykorzystują też turystyczną kapenę kupioną ostatnio przez MZA. Urząd pracy pokrył wszystkie koszty szkoleń (5,6 tys. zł od osoby). Kierowcy nie zobowiązali się jednak na piśmie, że będą pracowali w MZA. Jak miejska spółka chce ich zatrzymać? Po jesiennych podwyżkach zarobki w MZA są konkurencyjne wobec prywatnych przewoźników. Początkujący kierowca dostaje ponad 2,2 tys. zł brutto. Teraz w MZA jest około 200 wakatów. W 2008 roku zakłady planują przeszkolić kolejnych 150 osób.

Komentuj
Odnawianie umów komunikacyjnych
28 listopada 2007 | 0

Ubezpieczyciele prześcigają się w walce o klienta: razem z polisami można dostać na przykład karty płatnicze albo bony towarowe - pisze "The Wall Street Journal. Polska", dodatek do "Dziennika". Polski firmy ubezpieczeniowe ruszyły na łowy. Wiedzą, że koniec roku jest najlepszym momentem na odnowienie umów komunikacyjnych ze starymi klientami, a także na przechwycenie klientów od konkurencji. Towarzystwa sypnęły promocjami. Jeśli do ubezpieczenia samochodu firma chce dodać jakikolwiek drobiazg, to nie miejmy złudzeń - to wszystko jest wkalkulowane w cenę polisy - mówi Piotr Okrasa z Akademii Finansów w Warszawie. Dodaje: Polska to i tak nic w porównaniu z tym, co dodaje się do ubezpieczeń np. w USA. Tam towarzystwa mogą zaoferować dodatkowe ubezpieczenie w razie śmierci psa podczas wypadku.

Komentuj
Celnicy kontrolują na drogach
28 listopada 2007 | 0

Prawie 200 litrów alkoholu, ponad tysiąc paczek papierosów oraz kilkaset sztuk odzieży z podrobionymi znakami towarowymi, to efekt ostatnich kontroli celników na drogach województwa – donosi “Gazeta Wyborcza – Olsztyn”. Celnicy z Iławy zatrzymali m.in. audi 80, którym podróżowali mężczyzna i dwie kobiety. W aucie funkcjonariusze znaleźli 90 litrów spirytusu, 74 pary butów oraz ubrania z podrobionymi znakami znanych firm. Wartość całości to około 30 tys. zł. - Wobec kierowcy audi wszczęto sprawę karną - mówi Ryszard Chudy, rzecznik Izby Celnej w Olsztynie. Na Warmii i Mazurach codziennie wyjeżdżają celnicy z pięciu grup mobilnych, które mają uprawnienia do zatrzymywania samochodów, także osobowych, i sprawdzania przewożonych rzeczy. - Spodziewamy się, że aktywność przemytników będzie rosła w związku ze zbliżającymi się świętami, dlatego przewidujemy zintensyfikowanie kontroli na granicy, a także na drogach regionu - dodaje Ryszard Chudy.

Komentuj
Uwaga na śliską „zebrę”
28 listopada 2007 | 0

Przejścia dla pieszych powinny poprawiać bezpieczeństwo przechodniów na drodze. Tymczasem, kiedy spadnie śnieg lub deszcz, wiele z nich staje się śliską pułapką. Najgorzej jest w miejscach ruchliwych. Ubite błoto pośniegowe działa jak skórka od banana. Nieodśnieżone chodniki, schody i uliczne zebry mogą być niebezpieczne dla naszego zdrowia – czytamy w “Dzienniku Bałtyckim”. Pasy dla pieszych pomalowane są farbą akrylową, która gdy jest mokra, staje się bardzo śliska. Farba posiada atesty bezpieczeństwa, jednak kiedy na przejściu leży błoto pośniegowe - trzeba być bardzo ostrożnym, by się nie wywrócić. Dochodzenie odszkodowania przy upadku na przejściu dla pieszych jest bardzo trudne. Nawet gdy będziemy mieli świadków na to, że upadliśmy i poturbowaliśmy się na drogowej zebrze, firma produkująca farbę może wskazać, że posiada wspomniane atesty bezpieczeństwa. Coraz częściej jednak miejscy zarządcy dróg starają się zwiększyć szorstkość pasów, dodając do farby materiały antypoślizgowe. Łatwiej jest dochodzić odszkodowania, gdy przewrócimy się na oblodzonym lub nieodśnieżonym chodniku. Za konkretny odcinek np. chodnika odpowiada właściciel posesji, do której chodnik przylega. Co grozi za nieprzestrzeganie przepisów? - Osoba, która nie wywiązuje się z nałożonego na nią obowiązku odśnieżania na przykład chodnika, może zostać ukarana mandatem karnym w wysokości od 20 zł do 500 zł - przestrzega Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Gdańsku. Pamiętaj, że każda droga, chodnik i schody mają swojego zarządcę. Jeżeli odśnieżaniem zajmuje się konkretna firma - sprawdź, na czyje zlecenie działa radzi gazeta. Odpowiedzialność za jakość wykonanej usługi ponosi także zleceniodawca. Osoba odpowiedzialna za utrzymanie czystości chodnika, drogi czy schodów musi zapłacić za zniszczone przy upadku ubranie, pokryć koszty leczenia i utraconych zarobków w wyniku niezdolności do pracy. Możesz również żądać od zarządcy zadośćuczynienia za poniesioną krzywdę. Pieniądze możesz również otrzymać za potłuczenie się.

Komentuj
Warszawa przeciwko nietrzeźwym kierowcom
28 listopada 2007 | 0

W stołecznym Ratuszu odbyła się konferencja prasowa poświęcona propagowaniu trzeźwości wśród uczestników ruchu drogowego. W spotkaniu tym nie zabrakło przedstawicieli Komendy Stołecznej Policji. Podczas spotkania zaprezentowane zostały programy akcji skierowanych przeciwko nietrzeźwym kierowcom. Przedstawiciele: Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przedstawili swoje programy walki z tym problemem. Nasze dzisiejsze spotkanie jest dowodem współpracy między miastem a policją. Dzięki pani prezydent wzrosły fundusze komendy policji, która do 2012 roku otrzyma 600 mln zł wsparcia finansowego. Te pieniądze pozwolą nam na rozpoczęcie w 2008 roku nowej kampanii “Prowadzący – Niepijący” - powiedział komendant stołeczny policji Jacek Olkowicz. Picie alkoholu jest dużym problemem i wymaga zwrócenia na niego szczególnej uwagi zwłaszcza w tym czasie, czasie zbliżających się andrzejek, mikołajek, świąt, sylwestra. Bardzo ważne są wszystkie działania Ratusza i innych podmiotów obecnych na konferencji - rozpoczęła spotkanie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Obecny na konferencji Krzysztof Hołowczyc podkreślił powagę tematu. Gdy trzy lata temu zaczynaliśmy mówić o problemie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu, myśleliśmy, że po kilku latach będzie lepiej. Nie jest. Dlatego zmieniliśmy sposób komunikacji. Zaczęliśmy zwracać się do ludzi młodych by już jako dorośli nigdy nie wsiedli nietrzeźwi za kierownicę - powiedział Krzysztof Hołowczyc przedstawiając sposoby działania swojej fundacji “Kierowca Bezpieczny”. Do jej głównych celów należą: działanie na rzecz poprawy poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach, wychowanie komunikacyjne dzieci i młodzieży oraz podnoszenie umiejętności bezpiecznego prowadzenia pojazdów. Warszawa jest zbyt piękna by ginąć na jej drogach – zakończyła spotkanie dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Ewa Gawor.

Komentuj
Filozofia prowadzenia samochodu
27 listopada 2007 | 2

Jak najprościej zaoszczędzić 20 proc. paliwa? Odpowiedzią jest Eco Driving -szwajcarsko-fińska filozofia prowadzenia samochodu. Efekt gwarantowany. Spokój i planowanie to podstawy Eco Drivingu. Bardzo wolno rozpoczynam swoją rundę testową. Mam ją pokonać, prowadząc tak, jak robię to na co dzień. Jednak wiedząc, o co chodzi w szkoleniu, staram się jechać jak najoszczędniej. Średnie spalanie? 6,7 l/100 km. Hmm, żadna rewelacja. Nawet biorąc poprawkę na warunki miejskie. Obok siedzi Tomek Talarczyk - instruktor bezpiecznej jazdy Szkoły Auto, w tym Eco Drivingu. Pomimo że do konsekwentnie robiłem wszystko, co uważałem za stosowne w tej sytuacji, czyli hamowanie biegami, utrzymywanie niskich obrotów i stałej prędkości -werdykt był jednoznaczny. - Po szkoleniu, na tej samej trasie, tym samym autem, zmniejszysz spalanie co najmniej o litr - zapewnia Tomek. Czary -myślę sobie - albo naprawdę chytre sztuczki. Teraz już wiem, że czary to nie były. Po długim szkoleniu teoretycznym, którego szczegółami nie będę tu zamęczał, ponownie wsiadam za kierownicę. Teraz wszystko wyjdzie jak na dłoni. Jednak, zanim ruszymy, mała dawka bezpieczeństwa. Optymalna pozycja za kierownicą, bez żadnego leżenia niczym na lekarskiej kozetce. Najlepiej zdjąć kurtkę, bo nie przylegające pasy bezpieczeństwa potrafią powodować liczne uszkodzenia wewnętrzne. I jeszcze jedno opróżniamy pęcherz. Winnym wypadku podczas kolizji można nabawić się zapalenia otrzewnej - leczy się długo i bardzo boleśnie. Niby szczegół, jednak istotny. O samym zakładaniu pasów chyba nie trzeba przypominać. Ciało o masie 50-60 kg podczas wypadku waży 3,5 t, a nasza głowa uderza w poduszkę z szybkością aż 350 km/h - to daje do myślenia. Eco Driving powstał - niezależnie - w Szwajcarii i Finlandii w połowie lat 90. Z każdym rokiem zyskuje na popularności. Pomagają mu w tym rosnące ceny ropy, restrykcyjne prawo i topniejące lodowce. Ma na celu ograniczenie zużycia paliwa i zmniejszenie emisji szkodliwych produktów spalania, czyli CO2. Ale nie tylko. Eco Driving to również ograniczanie hałasu, stresu i zmniejszenie ryzyka wypadków drogowych. Wszystko świetnie. A jak to wygląda w praktyce? Uruchamiamy auto bez gazu i ruszamy natychmiast. Nie nagrzewamy silnika na postoju. 3 minuty na biegu jałowym przekładają się na jeden przejechany kilometr. Z klimatyzacji korzystamy oszczędnie. Sprawdzamy ciśnienie w oponach, choćby raz w miesiącu, bo nawet różnica jednego bara zauważalnie wpływa na prowadzenie auta, zużycie opon i paliwa. Najlepiej byłoby, żeby w bagażniku nie walały się niepotrzebne przedmioty. I jeszcze jedno - unikajmy ruszania samochodu na trasy krótsze niż 4 km. Nie rozgrzany silnik ma o 2-3 litry większe spalanie i eksploatowany w ten sposób szybciej się zużywa. Zatem w drogę. Najważniejsza różnica w stylu jazdy polega na obniżeniu prędkości obrotowej silnika. Sprowadza się to do jednego zdania: "Piąty bieg przy 50 km/h!". Chore, prawda? Niekoniecznie. Bardzo niskie obroty nie męczą silnika, o ile akurat nie jedziemy pod stromą górkę, nie ciągniemy ciężkiej przyczepy czy zechcemy gwałtownie przyspieszyć. Wtrysk paliwa do komory spalania odbywa się dziś za pośrednictwem komputera, zatem to on sam steruje ilością mieszanki i nie doprowadzi do spalania stukowego, a w efekcie - do uszkodzenia silnika. Wyjeżdżam ponownie na trasę. Prowadzę według wskazówek Tomka. Jedynka, praktycznie od razu dwójka - 1500 obr./min i trójka, podobnie z czwórką, co w końcowym efekcie daje piątkę już przy pięćdziesiątce. Mam wrażenie, że auto -Octavia 1.9 TDI - nie czuje się z tym najlepiej, szczególnie przy przyspieszaniu. Ale może to tylko wrażenie. Muszę jednak przyznać, że wcale nie jest to powolna jazda. Ruszając spod świateł, wciskam pedał gazu do około dwóch trzecich głębokości -według zaleceń - a to w zupełności wystarczy, aby nie być zawalidrogą. Unikam zbędnych przyspieszeń i hamowań. Jadę na najwyższych możliwych biegach i najniższych obrotach. Największą różnicą jest hałas - a w zasadzie jego brak. Według instruktorów jedna Fabia rozkręcona 4000 obr./min emituje tyle decybeli, co - uwaga - 32 te same Fabie, przy 1700 obr./min. I faktycznie, czuję większy spokój. Trochę jak w domowym fotelu. Tylko czy na dłuższej trasie nie uśpi to mojej czujności? Tego nie wiem. Zatem, najpóźniej przy 2 tys. i 2,5 tys. obrotów zmieniamy bieg na wyższy dla - odpowiednio - diesla i silnika benzynowego. Najpóźniej, bo śmiało możemy wrzucać wyższy bieg już 500 obrotów wcześniej. - Obserwuj kilka aut, a nie tylko jadące bezpośrednio przed nami. Unikniesz zaskoczenia, a bywa, że i uderzenia z tyłu. Oszczędzisz hamulce, nerwy i paliwo - zapewnia instruktor. Dojeżdżam do świateł. Tu wcielam wżycie kolejną zasadę. Chyba najbardziej kontrowersyjną. -Gdy przewidujesz, że postój potrwa dłużej niż pół minuty, wyłącz silnik - mówi Tomek. Gaszę. Cisza aż świdruje w głowie. -Najlepiej -myślę - robić to na dobrze sobie znanych trasach, gdzie opanowaliśmy cykl sygnalizacji świetlnej. Bo winnych sytuacjach raczej tego nie widzę. Zapala się żółte światło - odpalam silnik, zielone - ruszam. Pewnie, można się przyzwyczaić. Zresztą, do każdej z powyższych zasad można przywyknąć. Co daje Eco Driving? Korzyści jest kilka. Przede wszystkim zmniejszenie zużycia paliwa średnio o jedną piątą, to jest od 1 do -nawet 2,5 litra na 100 km. Pozwala zaoszczędzić na okresowych przeglądach oraz związanych z tym naprawach. Wreszcie zwiększa bezpieczeństwo na naszych drogach i zmniejsza stres. Mój wynik podczas drugiego przejazdu zgodnie z prawidłami Eco Drivingu - to 4,7 litra na 100 km. Ta sama trasa, a aż dwa litry mniej? Liczę jeszcze raz. No tak! W dodatku - co już zupełnie zdumiewa - średnia prędkość nieco wzrosła! Aha, czy są jakieś wady Eco Drivingu? Moim zdaniem jedna - brak wysokich obrotów... komentuje autor.

Komentuj
Wytrop pijanego kierowcę
27 listopada 2007 | 0

Policja prosi obywateli o pomoc w tropieniu nietrzeźwych piratów drogowych i ludzi wsiadających za kółko mimo sądowego zakazu. - Liczymy na informacje od sąsiadów takich ludzi - mówi Jarosław Świerczyński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Wiedzą sąsiedzi, kto na czym siedzi. To przysłowie wzięli sobie do serca policjanci z "drogówki", którzy chcą wyeliminować z naszych ulic ludzi jeżdżących po pijanemu lub mimo sądowego zakazu prowadzenia aut. W Kujawsko-Pomorskiem mieszka sześć tysięcy kierowców, którym sąd odebrał prawo jazdy za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. - Zleciliśmy dzielnicowym, by wśród mieszkańców swoich dzielnic zebrali informacje, któremu z sąsiadów zdarza się wsiąść za kółko bez ważnego dokumentu - zdradza podinspektor Świerczyński, naczelnik wydziału prewencji KWP. - Albo jeszcze gorzej, bo po pijanemu. Po miesiącu na biurko naczelnika trafił raport: okazało się, że 1100 kierowców ignoruje sądowy zakaz. Są też tacy, którzy już nie mają prawa jazdy, a i tak jeżdżą pod wpływem alkoholu. Policjanci chcą wyeliminować takich ludzi z dróg. - Bo to potencjalni zabójcy - grzmi Świerczyński. - Dzięki informacjom od sąsiadów udało nam się już zatrzymać 60 osób. Żeby wyłapać większość, zdaniem policji "potrzebna jest ścisła współpraca z obywatelami". - Bez pomocy ludzi niewiele zdziałamy - przyznaje naczelnik. - Namawiam do współpracy i zaznaczam, że nie chodzi nam o donoszenie. Nie możemy być ślepi i głusi, kiedy pijany sąsiad wsiada za kółko. To obywatelski obowiązek, aby poinformować o tym policję, nawet anonimowo. Policjanci mają za sobą statystyki. Tylko w pierwszym półroczu tego roku na drogach naszego województwa zginęło 161 osób, a 1173 zostało rannych. Osiem procent zabitych tylko przejeżdżało przez nasz region. - Pozostałe ofiary to nasi krewni i znajomi. Wygląda na to, że sami się zabijamy. Jak najszybciej wspólnie musimy z tym skończyć - mówi Świerczyński.

Komentuj
Starosta nadzoruje proces szkolenia
27 listopada 2007 | 0

Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Warszawie wspólnie z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zorganizował konferencję na temat: "Nadzór starosty nad procesem szkolenia osób ubiegających się o wydanie uprawnień do kierowania pojazdami", której celem było podniesienie jakości sprawowanego przez starostę nadzoru nad Ośrodkami Szkolenia Kierowców. Partnerami przedsięwzięcia byli: Mazowiecka Rada BRD oraz Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego z Ostrołęki, Radomia, Ciechanowa, Siedlec i Płocka. Przedmiotem spotkania były zagadnienia związane z tematyką wykonywania funkcji nadzorczych wobec podmiotów prowadzących działalność gospodarczą w zakresie nauczania kandydatów na kierowców, a w szczególności tematyka: obowiązującego w ww. zakresie pełnego stanu prawnego, prawnych i organizacyjnych możliwości sprawowania nadzoru, metodyki i kontroli ośrodków szkolenia kierowców i pracy instruktorów, metod oceny jakości procesu nauczania, zasad ustalania wniosków końcowych. W spotkaniu uczestniczyły w sumie 82 osoby. Główny trzon uczestników stanowili pracownicy starostw województwa mazowieckiego wykonujący bezpośredni nadzór nad procesem szkolenia kandydatów na kierowców oraz osoby bezpośrednio odpowiedzialne za właściwą realizację tego nadzoru. Na merytoryczną jakość przedsięwzięcia wpłynęła niewątpliwie obecność przedstawicieli Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego z terenu Mazowsza, przedstawicieli Wydziału Ruchu Drogowego z Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu, Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji oraz przedstawicieli Komend Powiatowych Policji z terenu województwa mazowieckiego. Realizację części merytorycznej powierzono Polskiej Grupie Edukacyjnej "EducaTiv" oraz wydawnictwu ,Grupa IMAGE. Dodatkowo należy wspomnieć o bardzo interesującym wykładzie jaki wygłosił przedstawiciel Główny Specjalista z Departamentu Dróg i Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury – pan Tomasz Piętka. Konferencja, zdaniem organizatorów, będzie zapoczątkowaniem cyklicznych spotkań mających na celu podniesienie jakości szkolenia kandydatów na kierowców.

Komentuj
Inwestycja w fotoradar się opłaca
27 listopada 2007 | 1

To absolutny rekord! W ciągu 48 godzin fotoradar zainstalowany przy ul. Wielkopolskiej w Gdyni zarejestrował w ubiegłym tygodniu 500 przypadków przekroczenia prędkości. Takiego wyniku w tak krótkim czasie nie pamiętają pracownicy sekcji ruchu drogowego gdyńskiej komendy policji z najdłuższym stażem – informuje “Dziennik Bałtycki”. Policja apeluje do wszystkich o radykalne zmniejszenie szybkości i rozważną jazdę. Nie będzie pobłażania dla tych, którzy narażają życie swoje i innych. Kierowcy, którzy pędzili za szybko, mogą spodziewać się w ciągu najbliższych dni wezwań do zapłaty mandatów. - Fotoradar ma przyczynić się do wzrostu bezpieczeństwa na drogach - wyjaśnia Tomasz Wojaczek, p.o. rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji w Gdyni. - Wszyscy kierujący samochodami, których zbyt duża prędkość została zarejestrowana przez urządzenie, będą ukarani mandatami w kwocie od 100 do 500 zł. Może to ich nauczy, że należy jeździć bezpiecznie. Fotoradar będzie na ulicy Wielkopolskiej pracował jeszcze przez kilka najbliższych dni. W tym tygodniu pojawią się tam także tablice ostrzegawcze z informacją o kontroli radarowej. Gdyńska policja rozważa zakup kolejnego fotoradaru. Koszt takiego urządzenia wynosi 100 tys. zł. Jednak inwestycja się opłaca, ponieważ może powstrzymać kierowców przed niebezpieczną jazdą. W ciągu czterech lat na ul. Wielkopolskiej doszło do 400 wypadków i kolizji. Zginęły cztery osoby.

Komentuj
Plotka o podwyżce opłat za egzamin na prawo jazdy
27 listopada 2007 | 0

Plotka o podwyżce opłat za egzaminy na prawo jazdy wywołała panikę wśród przyszłych kierowców – czytamy w “Gazecie Olsztyńskiej”. Ludzie szturmują ośrodki egzaminacyjne, bo nie chcą więcej płacić za egzamin. Na szczęście w Olsztynie na egzamin czeka się najwyżej trzy tygodnie i podwyżek opłat nie będzie. W Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Olsztynie na egzamin na prawo jazdy trzeba czekać trzy tygodnie. - Jest kolejka. Mogę zapisać pana na 19 grudnia - mówi urzędniczka z WORD. - Dopiero - nie kryję zdziwienia. - To i tak wcześnie - odpowiada kobieta. I niestety ma rację. W innych miastach kolejki są jeszcze większe. W Łomży, gdzie jeżdżą zdawać egzamin także mieszkańcy Warmii i Mazur, chcą mnie zapisać na 20 stycznia. - Tak późno, dlaczego? - chcę wiedzieć. - Zawsze na egzamin trzeba było czekać dwa miesiące - wyjaśnia urzędniczka z łomżyńskiego WORD. Podobnie jak w Łomży jest gdzie indziej, bo średnio w Polsce na egzamin czeka się od dwóch do trzech miesięcy. Swoje zrobiła plotka, że po nowym roku egzamin ma zdrożeć. - Nie wiem, skąd ta informacja - dziwi Stanisław Szatkowski, zastępca dyrektora WORD w Olsztynie. - Nam nic nie wiadomo, że opłaty mają zdrożeć. - A to, że pensje egzaminatorów wzrosną, to akurat prawda - przyznaje Szatkowski. - Choć nie wiem, czy będzie to tysiąc złotych, czy też więcej. Płace egzaminatorów ustalane są centralnie, obecnie przez Ministerstwo Infrastruktury, w skład którego wchodzi resort transportu. W styczniu wchodzi w życie rozporządzenie ministra transportu w sprawie podwyżek wynagrodzenia egzaminatorów. Mają zarabiać od 3,5 do aż 8 tys. zł brutto. Dziś średnia płaca w olsztyńskim WORD to 3200 zł brutto. - To, że egzaminatorzy dostaną podwyżki, nie ma żadnego wpływu na opłaty za egzamin, bo te nie zmienią się - zapewnia Tomasz Piętka z Ministerstwa Infrastruktury. - Pensje egzaminatorów nie były waloryzowane od ośmiu lat. Muszą dostać podwyżki, bo inaczej nie będzie komu egzaminować ludzi, a kolejki w ośrodkach będą jeszcze dłuższe.

Komentuj
Żeby zostać kierowcą na Wyspach
27 listopada 2007 | 0

I to nawet jeśli nigdy nie siedziałeś za kółkiem autobusu. Wszystkie formalności załatw jeszcze w Polsce, to dziecinnie proste – czytamy w “Gazecie pl. Londyn”. Rekrutacja w brytyjskich firmach transportowych nigdy się nie kończy. Powód: ciągły deficyt kierowców. Żeby zostać kierowcą na Wyspach, trzeba mieć prawo jazdy odpowiedniej kategorii i znać angielski w stopniu komunikatywnym (żeby zrozumieć polecenia wydawane przez radio i pytania pasażerów). Mile widziane jest też doświadczenie w prowadzeniu pojazdu w Wielkiej Brytanii. Kierowcy na Wyspach zarabiają od 6 do 14 funtów za godzinę (brutto). Największy operator autobusowy z Londynu - Arriva i jeden z największych w całej Wielkiej Brytanii oraz główny przewoźnik z Birmingham - Travel West Midlands współpracują na stałe z wrocławską firmą, która szkoli od zera kandydatów na kierowców. Szkolenie obejmuje kurs na prawo jazdy kategorii D i lekcje języka angielskiego. Po standardowym polskim egzaminie na prawo jazdy odbywa się drugi egzamin - z przedstawicielem brytyjskiej firmy. Po zaakceptowaniu kandydata następuje transfer na Wyspy. Firma pomaga w załatwieniu spraw urzędowych i oferuje zakwaterowanie w pokojach. Stałą rekrutację w Polsce prowadzi również First Bus - największa firma w Wielkiej Brytanii zajmująca się przewozami publicznymi. Firma oferuje bezpłatne kursy językowe, pomoc w znalezieniu zakwaterowania, założeniu konta w banku i załatwieniu wszystkich formalności, pokrywa też opłaty za rejestrację w Programie Rejestracji Pracowników (Workers Registration Scheme) i za wymianę prawa jazdy. Polskich kierowców do pracy w miastach: Aberdeen, Aldershot, Barnsley, Cambridge, Cheltenham, Exeter, Liverpool, Manchester, Stockton-on-Tees, Worthing, a także w Południowej Walii stale poszukuje Stagecoach UK. Firma zapewnia kurs języka angielskiego, pokrywa koszty podróży do Wielkiej Brytanii i zakwaterowania przez pierwszy miesiąc oraz szkolenie już na Wyspach.

Komentuj
Zniszczony system monitorowania dróg
26 listopada 2007 | 0

W całej Polsce nie działa system kamer, monitorujący drogi. Jak podało radio RMF FM, obrazu nie przekazuje żadna z trzystu kamer na najważniejszych trasach Polski. Taki brak podglądu utrudnia pracę służbom drogowym i policji w czasie śnieżnej pogody. Wszystko przez jedną ciężarówkę, która zniszczyła nadajnik w Krakowie. "Ze względu na awarię łącza internetowego - strona chwilowo niedostępna" - taki komunikat czeka na kierowców na stronie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Jak podaje RMF FM, w centralę systemu w Krakowie wjechała ciężarówka. Urządzenia zostały tak poważnie zniszczone, że żadna naprawa nie wchodzi w grę, trzeba wymienić całą centralę. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad twierdzi, że awarię uda się naprawić najwcześniej wieczorem. A na razie nie działa żadna z 300 kamer pokazujących warunki i natężenie ruchu na najważniejszych trasach. Z monitoringu korzystają kierowcy, policjanci i drogowcy, którzy nadzorują zimowe utrzymanie tras. Brak podglądu to zwłoka w wydawaniu poleceń dotyczących odśnieżania i posypywania dróg.

Komentuj
Nowoczesne wideoradary
26 listopada 2007 | 1

Policja wypowiada prawdziwą wojnę kierowcom przekraczającym prędkość. Samorządy i budżet państwa przeznaczają grube miliony złotych na zakup nieoznakowanych samochodów z wideoradarami. Na przykład komenda miejska w liczącym 350 tysięcy mieszkańców Lublinie, która dysponuje już 7 wideoradarami otrzyma wkrótce 11 nowych pojazdów - informuje "Dziennik Wschodni". Nowe samochody trafią również do Zamościa, Radzynia i Tomaszowa Lubelskiego. Będą to fabrycznie nowe ople vectra napędzane silnikiem benzynowym V6 o pojemności 2.8 l. Dzięki turbosprężarce taki samochód dysponuje mocą 250 KM, co umożliwia przyspieszanie do 100 km/h w 7.3 s oraz osiąganie prędkości 250 km/h. Każde takie auto kosztuje ponad 160 tysięcy złotych oraz zużywa w mieście ponad 15 litrów paliwa na 100 km. Samochody wyposażone będą w najnowsze wideorejestratory, które nie tylko umożliwiają nagrywanie tego, co dzieje się przed autem, ale również tego, co dzieje się za nim...

Komentuj
Fotel ustawiony prawidłowo
26 listopada 2007 | 2

0a1fadc30e2a39137529773e36914a40b0053658

Prawidłowe ustawienie fotela kierowcy to nie tylko kwestia wygody – jego odpowiednia regulacja zwiększa bezpieczeństwo. Właściwa odległość od pedałów i kierownicy zapewnia nie tylko precyzję prowadzenia samochodu, ale także optymalne działanie pasów bezpieczeństwa oraz poduszki powietrznej. Eksperci ze Szkoły Jazdy Renault przypominają, na co zwracać uwagę podczas ustawiania fotela kierowcy. Jesienią i zimą na mokrej lub śliskiej nawierzchni łatwo o wypadek. Mają na to wpływ zarówno pogarszające się warunki atmosferyczne, jak i szybko zapadający zmrok. Aby zminimalizować ryzyko urazów, do których może dojść w wyniku nawet lekkiej stłuczki, fotel kierowcy powinien zostać ustawiony w taki sposób, aby pasy bezpieczeństwa mogły się optymalnie układać na ciele, a odległość od poduszki powietrznej zapewniała jej maksymalną skuteczność. Ustawianie fotela kierowcy rozpoczyna się od wyregulowania jego wysokości. Pozostawienie tej czynności na koniec spowoduje, że zmianie ulegną pozostałe ustawienia. Nadmierne opuszczenie fotela ograniczy pole widzenia kierowcy, jednak należy starać się obniżyć środek ciężkości jego ciała – wyjaśniają trenerzy ze Szkoły Jazdy Renault – Wskazówką dla wysokich osób może być sprawdzenie odległość pomiędzy sufitem a głową – nie powinna być ona mniejsza, niż 10 cm. Ustawienie fotela zbyt wysoko sprawi, że głowa znajdzie się niebezpiecznie blisko sufitu, a uda będą zahaczać o kierownicę. Odległość fotela od kierownicy powinno się ustawić przy wciśniętym pedale sprzęgła – jest to bowiem najodleglejszy punkt, do którego musi sięgać noga kierowcy podczas jazdy. Trzeba pamiętać, że pedał wciska się całą stopą, a nie samymi palcami. Przy wciśniętym sprzęgle udo nie może “wciskać” siedziska, a noga powinna pozostać lekko zgięta w kolanie. Kąt tego zgięcia nie jest jednak dokładnie określony, ponieważ zależy od budowy ciała kierowcy i konkretnego samochodu. Jeśli fotel zostanie ustawiony zbyt blisko, podczas puszczania wciśniętego pedału udo będzie zahaczać o kierownicę. Istotne jest też wyregulowanie oparcia. Fotel powinien umożliwić przyjęcie takiej pozycji, aby łopatki kierowcy nie odrywały się od oparcia podczas próby sięgnięcia nadgarstkiem do szczytu kierownicy.Jednocześnie odległość kierownicy od klatki piersiowej nie powinna przekraczać 35 cm - niezależnie od wzrostu kierującego. Podyktowane jest to potrzebą prawidłowego ułożenia rąk na kierownicy - mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault – Zapewnia także prawidłowe działanie poduszki powietrznej. W skorygowaniu tej odległości pomoże pozioma regulacja kierownicy. Oparcie może wymagać dodatkowej regulacji w zależności od odzieży kierowcy, np. ubranego w bardzo grubą kurtkę. Dłonie na kierownicy powinny być ułożone w jej najszerszym miejscu (w pozycji “za piętnaście trzecia”), ale jednocześnie nie mogą znajdować się powyżej linii barków. W przeciwnym wypadku ręce będą się szybciej męczyć, a wszelkie manewry będą utrudnione – ostrzegają eksperci ze Szkoły Jazdy Renault - Co ważne, nie ma znaczenia kąt zgięcia rąk w łokciach, istotne jest nieodrywanie pleców od oparcia fotela. Ostatni elementem do skontrolowania jest wysokość zagłówka. Warto pamiętać, że nie służy on komfortowi jazdy, a wyłącznie bezpieczeństwu. Jego szczyt powinien znajdować się na wysokości potylicy, nieco poniżej wierzchołka głowy. Po wyregulowaniu fotela powinno się sprawdzić ustawienie pasów bezpieczeństwa i skorygować ich wysokość. Po zapięciu pas powinien przebiegać dokładnie przez środek ramienia. Pas znajdujący się zbyt nisko będzie się zsuwać, zbyt wysoko – będzie obcierać szyję, a w obu tych przypadkach może nie zadziałać prawidłowo podczas wypadku – dodaje dyrektor Szkoły Jazdy Renault – Należy też pamiętać, żeby po zapięciu lekko zacisnąć pas podciągając go za część ramieniową, jego część biodrowa musi przylegać mocno do ciała, a zapięty pas powinien być zawsze rozprostowany.

Komentuj
Stracił pracę za parkowanie na miejscu dla inwalidów
26 listopada 2007 | 0

Komendant straży miejskiej w Rzymie został w trybie pilnym zdymisjonowany po tym, gdy jedna z gazet ujawniła, że zaparkował swój prywatny samochód w niedozwolonym miejscu, przeznaczonym dla inwalidów. Posłużył się przy tym cudzą, nieważną legitymacją. Dziennik "Messaggero" napisał w niedzielę, że w piątkowy wieczór szef straży miejskiej Giovanni Catanzaro zaparkował w pobliżu Placu Hiszpańskiego w miejscu, z którego - jak ostrzega znak drogowy - wszystkie auta, z wyjątkiem tych należących do inwalidów, są wywożone. Idąc do restauracji zostawił samochód właśnie na miejscu dla inwalidów, a na szybie położył uprawniającą do tego legitymację, zgubioną jakiś czas temu przez starszą kobietę. Reakcja burmistrza Waltera Veltroniego była natychmiastowa - zwolnił komendanta kilka godzin po ujawnieniu skandalu. 

Komentuj
Czy to bezpieczna reklama?
26 listopada 2007 | 0

Na niecodzienną reklamę zdecydowała się firma Subaru w Wielkiej Brytanii. Nowe Imprezy przymocowane kołami do góry do lawety mają podkreślać doskonałe właściwości jezdne. Laweta z sześcioma autami, w tym trzema odwróconymi, objeżdża wyspę odwiedzając po drodze poszczególne salony Subaru. Imprez, które zamontowano do góry kołami, w celu łatwiejszego montażu pozbawiono silników i skrzyń biegów. Hasło reklamowe brzmi "Subaru Impreza - niczym przyklejona do drogi". Jak zapewniają przedstawiciele Subaru, kampania ma za zadanie informowanie o świetnych właściwości jezdnych i bezpieczeństwie aktywnym nowej Imprezy. Pozostaje mieć nadzieję, że żaden zapatrzony w lawetę kierowca, nie spowoduje tym samym wypadku.

bbcc36d7db085b95c83baec8663312b70a5c56fe

Komentuj
Odblaski ratują życie
26 listopada 2007 | 1

Złe warunki atmosferyczne, wcześnie zapadający zmierzch, a co za tym idzie ograniczona widoczność, piesi i rowerzyści ubrani na ciemno, bez żadnych elementów odblaskowych, poruszający się po nieoświetlonych drogach. Reflektory samochodu widać nawet z odległości kilku kilometrów, kierowca zaś ma ograniczoną widoczność. Warunki na drogach będą się- niestety- pogarszać. Tylko w ciągu minionego weekendu wydarzyło się 461 wypadków w których zginęło 61 osób a 604 zostały ranne. Znaczna część wśród poszkodowanych to “niechronieni uczestnicy ruchu drogowego”, czyli przede wszystkim piesi i rowerzyści, poruszający się po jezdni lub poboczu. Zwłaszcza ci pierwsi stanowią bardzo liczna grupę wśród ofiar. Wynika to z dużego udziału potrąceń w ogólnej liczbie wypadków oraz z prawidłowości, ze pieszy, w takiej sytuacji, jest narażony na znacznie większe niebezpieczeństwo niż kierowca. W ciągu dziesięciu miesięcy tego roku na naszych drogach zginęło 1464 pieszych a 11277 zostało rannych. Życie straciło też 423 rowerzystów a 4029 odniosło obrażenia. Warto pamiętać, że poruszając się drogą po ciemku bez elementów odblaskowych jesteśmy widoczni w światłach mijania z odległości 20 – 30 metrów. Samochód jadący z prędkością 90 km/h (prędkość dopuszczalna poza obszarem zabudowanym) pokonuje 25 metrów w ciągu 1 sekundy. Kierujący zatem nie ma żadnych szans na jakiejkolwiek reakcję. Jeśli pieszy wyposażony jest w element odblaskowy - kierowca zauważy go już z odległości 130 -150 metrów, czyli ok. 5 razy szybciej. Dlatego tak ważne jest, aby “niechronieni uczestnicy ruchu drogowego” dla własnego dobra, korzystając z drogi po zmierzchu, mieli na sobie widoczne dla innych uczestników ruchu elementy odblaskowe. Prawidłowo noszone odblaski powinny być zauważalne dla kierujących nadjeżdżających z obu kierunków i umieszczone w takim miejscu, aby znalazły się w polu działania świateł samochodowych.

Komentuj