29 listopada 2007 |
1
Może już niebawem zamiast stać w nocy na czerwonym świetle przejedziemy przez kolejne skrzyżowania bez zbędnego zatrzymywania. Drogowcy poprosili policję o opinię, które sygnalizacje po zmierzchu trzeba wyłączać – informuje “Gazeta Wyborcza – Olsztyn”. Na mniej niż połowie z olsztyńskich skrzyżowań - 31 z 70 - sygnalizacja świetlna normalnie pracuje przez całą dobę. Reszta nocą pracuje w tzw. trybie pulsacyjnym. Na większości z nich pomarańczowe światło miga w godz. 23-5. Kierowcy uważają jednak, że 31 skrzyżowań z sygnalizacją działającą także w nocy to i tak za dużo. - W godz. 24-5 w Olsztynie wszystkie sygnalizacje powinny działać w trybie pulsacyjnym. Światła zostawiłbym włączone najwyżej na kilku głównych skrzyżowaniach, przez które idzie ruch tranzytowy - mówi Piotr, zawodowy kierowca z Olsztyna. - Kierowcy widząc migające światło stają się ostrożniejsi i zaczynają uważać na znaki ustawione przy drodze. Tymczasem w Olsztynie bardzo często widzę w nocy, jak ludzie przejeżdżają na czerwonym świetle przez puste skrzyżowanie. Jadąc niedawno przez Austrię byłem zaskoczony, bo tam w nocy na sygnalizatorach pulsuje pomarańczowy sygnalizator. Podobnego zdania są także olsztyńscy taksówkarze. - Olsztyn to jedno z niewielu miast w kraju, gdzie przez całą dobę na tak wielu skrzyżowaniach jest włączona sygnalizacja - mówi Sławomir Kałwianiec. - Niedawno byłem we Wrocławiu i nie spotkałem się tam z czymś takim jak u nas. Dla taksówkarzy to bardzo duże utrudnienie, stojąc nocą na światłach niepotrzebne tracimy czas. Kałwianiec uważa wręcz, że palące się światła w nocy wcale nie poprawiają bezpieczeństwa na drogach. - Drogowcy uczą nas w ten sposób bezmyślności i jazdy na pamięć - tłumaczy. - Dlatego coraz częściej olsztyńscy kierowcy nie zastanawiają się już, kto i gdzie ma pierwszeństwo przejazdu, bo prawie wszędzie mają sygnalizatory. Widać to zwłaszcza, gdy na jakimś skrzyżowaniu zepsuje się sygnalizacja. Pomarańczowe światło powinno być włączone nocą na wszystkich ulicach, które nie są drogami tranzytowymi. Podobne są opinie pieszych. - Nocą i późnym wieczorem jest pusto, a światła nie pozwalają przechodzić przez ulicę. Macham więc ręką i łamię przepisy - przyznaje pieszy, z którym rozmawiałem. Drogowcy z Miejskiego Zarządu Dróg przez wiele lat nie chcieli wprowadzić rewolucyjnych zmian na skrzyżowaniach. Tylko sporadycznie decydowali się wyłączyć na noc sygnalizatory na niektórych skrzyżowaniach. Ale niedawno poprosili policjantów, by wytypowali miejsca, w których sygnalizacja powinna być w nocy wyłączona. - Zatwierdzenie takich zmian wymaga opinii policji, dlatego wystąpiliśmy o nią - tłumaczy Paweł Jaszczuk, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni w Olsztynie. Co na to policja? - Na razie wytypowaliśmy dwa miejsca, gdzie sygnalizacja od godz. 23 do 5 powinna działać w trybie pulsacyjnym - mówi Krzysztof Walaszczak z wydziału prewencji i ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Dodaje jednak, że takiego rozwiązania nie powinno się stosować na głównych trasach tranzytowych przez miasto. Paweł Jaszczuk też przypomina o niebezpieczeństwach, które niesie ze sobą wyłączenie sygnalizatorów. - Na trasach, na których nocą sygnalizacją jest wyłączana samochody jeżdżą o wiele szybciej. Wzrasta też liczba wypadków - mówi.
Komentuj →
27 listopada 2007 |
0
Miasto zapomina o usuwaniu śniegu ze ścieżek rowerowych - skarżą się Czytelnicy “Gazety Wyborczej – Kraków”, którzy dwa kółka traktują jako całoroczny środek transportu. - Po raz kolejny cykliści są dyskryminowani - uważają. Jeden z Czytelników napisał w liście do "Gazety", że zbyt mało miejsca poświęca zwykłym bolączkom rowerzystów, koncentrując się na ogólnych tematach takich jak stojaki czy wypożyczalnie. - A każdej zimy temat, który woła o pomstę do nieba, jest niezmiennie ten sam: odśnieżanie ścieżek rowerowych - pisze Maciej Zimowski. I jako szczególny przykład zaniedbań w tym względzie podaje oznakowaną ścieżkę wzdłuż ul. Kopernika - główną rowerową arterię łączącą centrum z Nową Hutą i wschodnimi dzielnicami miasta. - Co roku śnieg zalega w miejscach skrzyżowań ścieżki z przecznicami, gdzie są ustawione separatory ruchu. Nikt go nie usuwa, mało tego - przy większych opadach ścieżkę używa się za miejsce jego zwałowania - relacjonuje. W efekcie tego rowerzyści zmuszeni są do niebezpiecznego jechania pod prąd zwężonym odcinkiem jezdni prosto pod maski samochodów albo przepychania się chodnikiem. Zasypana śniegiem ścieżka staje się miejscem parkowania samochodów. Zapytaliśmy Jacka Bartlewicza, rzecznika Krakowskiego Zarządu Komunalnego, dlaczego urzędnicy zapominają o ścieżkach dla rowerów. - Nie zapomnieliśmy - odpowiada rzecznik, ale przyznaje, że w pierwszej kolejności odśnieżane są ciągi komunikacyjne, zwłaszcza te, po których poruszają się autobusy i tramwaje. KZK wciąż posiada zbyt mało specjalnych pługów używanych do odśnieżania chodników i ścieżek rowerowych. - Przy tej ilości sprzętu i ciągłych opadach nie jesteśmy w stanie na bieżąco zadbać o stan ścieżek - mówi Bartlewicz. Czy zimowi rowerzyści mogą liczyć na rozwiązanie problemu? - Nie ma wątpliwości, że prędzej czy później to powinno być wykonane, bo dyskryminowani są rowerzyści, którzy mają takie samo prawo do korzystania z jezdni zimą co kierowcy. Przekażę pracownikom odpowiedzialnym za odśnieżanie, by - zgarniając śnieg - nie zasypywali fragmentów jezdni przy krawężnikach, gdzie biegną trasy - obiecuje Bartlewicz.
Komentuj →
26 listopada 2007 |
3
Drogowcy chcą ograniczać liczbę przejść dla pieszych w Olsztynie. - To poprawi bezpieczeństwa przechodniów i zapewni płynności jazdy w mieście - tłumaczą. Piesi uważają jednak, że przejść jest za mało. Komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego pozytywnie zaopiniowała już pierwszy wniosek miejskiego zarządu dróg o zlikwidowanie przejścia dla pieszych. - Wkrótce w mieście ma zniknąć więcej "zebr". Dyrektor zdaje sobie sprawę, że likwidowanie przejść nie spodoba się pieszym. - Mieliśmy bardzo dużo skarg po zamknięciu przejścia przez ul. 1 Maja przy skrzyżowaniu z ul. Mrongowiusza - mówi szef drogowców. - Jednak dochodziło tam do wielu potrąceń pieszych, a kierowcy narzekali na trudność z przejazdem przez 1 Maja. W takich sytuacjach musimy ograniczać liczbę przejść, bo tylko wtedy będziemy mogli w miarę płynnie jeździć po mieście. Działania te służą także poprawie bezpieczeństwa pieszych. Co o ograniczaniu liczby przejść sądzi policja? - To bardzo dobre rozwiązanie, zwłaszcza jeżeli chodzi o przejścia bez sygnalizacji - mówi Mieczysław Wójcik, zastępca komendanta miejskiej policji w Olsztynie. - Tym bardziej że wielu ludzi nie potrafi niestety bezpiecznie z nich korzystać. W Olsztynie każdego tygodnia mamy kilka potrąceń pieszych, często nie z winy kierowców. Przechodzący nie rozglądają się po ulicy i wchodzą na pasy nie mając pewności, że samochód zdąży zatrzymać się przed nimi. Na wniosek policjantów zamknięte ma być także przejście przez ul. Wilczyńskiego przy skrzyżowaniu z ul. Burskiego. Sławomir Kałwianiec, olsztyński taksówkarz, zgadza się, że w Olsztynie jest zbyt dużo przejść. Bierze jednak w obronę pieszych. - Problem w tym, że brakuje takich przejść, które są bezpieczne. Miasto powinno budować kładki, a także tunele wyposażone w monitoring, by ludzie nie bali się nimi przechodzić - mówi. - Stawianie sygnalizacji nie rozwiązuje problemu i na dodatek tamuje ruch. Na przykład przez al. Warszawską przechodzą teraz tłumy studentów, a samochody zatrzymują się niemal na wszystkich światłach. Ludzie mają opór przed przechodzeniem na światłach. Jeszcze gorsza jest sytuacja rowerzystów. - Boję się, że po zlikwidowaniu przejść zacznie się samowolka i kierowca nie będzie w ogóle wiedział gdzie spodziewać się pieszych - dodaje pan Krzysztof, kolejny olsztyński kierowca. A jak Olsztyn wygląda w oczach chodzących na piechotę? - Denerwuje mnie, że na większości przejść nie ma "zielonej fali" dla pieszych. Na przykład przy ratuszu trzeba przechodzić na trzy etapy - mówi Adrian Zacharewicz, szef pisma "Kulturka", określający siebie jako "zatwardziałego piechura". - Życie pieszego nie jest łatwe. Nieoficjalnie fachowcy od ruchu drogowego przyznają, że bezpieczniej jest nawet, gdy przejścia nie ma i ludzie łamią przepisy, niż mają wchodzić "na pewniaka". - Kiedy przechodzą w niedozwolonym miejscu to przynajmniej są ostrożni - wyjaśnia nam jeden z drogowców. Andrzej Szóstek, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego: - Musimy mieć świadomość, że najwięcej ludzi ginie właśnie na przejściach dla pieszych. Dlatego należy zmniejszać ich liczbę. Ale najpierw trzeba zrobić analizę, które przejścia są niepotrzebne.
Komentuj →
26 listopada 2007 |
5
Drobiazgową kontrolę samochodów nauki jazdy przeprowadziła olsztyńska drogówka, wspierana przez urzędnika z wydziału komunikacji. Były upomnienia i mandaty – donosi “Gazeta Olsztyńska”. - W Olsztynie jest około 250 instruktorów nauki jazdy i mniej więcej 40 szkół jazdy - przytacza urzędową statystykę Sławomir Czarnkowski, inspektor z wydziału komunikacji Urzędu Miasta, który jest odpowiedzialny za wydawanie i odbieranie pozwoleń tego typu placówkom. - Od początku bieżącego roku pozwolenia na prowadzenie szkoleń straciło pięć firm. Nie spełniały wymogów formalnych. A przepisów, które musi przestrzegać szkoła jazdy jest mnóstwo. Przekonał się o tym choćby instruktor jednej z olsztyńskich szkół, którego policjanci zatrzymali przy ul. Towarowej. - Na drzwiach bocznych samochodu powinien się znaleźć adres ośrodka, w którym pan pracuje. Obok nazwy firmy powinna być też wyraźna informacja, że jest to ośrodek kształcenia kierowców - tłumaczy sierżant Robert Rachubka z olsztyńskiej drogówki. - No jak? Przecież jest. Ma pan tu litery: OSK. Przecież to powszechnie obowiązujący skrót oznaczający ośrodek szkolenie kierowców - broni się instruktor. - Ale musi mieć pan pełną nazwę. Również dobrze mogłoby to znaczyć: opieka społeczna - tłumaczy paragrafowe zawiłości sierżant z drogówki. Mandatu jednak nie daje. Kończy się na pouczeniu. Kolejny instruktor nie ma w samochodzie apteczki. To kosztuje go 50 złotych. Inspektor z wydziału komunikacji ogląda kartę przeprowadzanego szkolenia. Kręci głową z niezadowolenia. - Wie pan, posługuje się pan starym wzorem karty. Tak być nie może - poucza nauczyciela jazdy samochodem. Sierżant Marek Wyrozębski ogląda dowód rejestracyjny kolejnego samochodu z "elką" na dachu. - W dowodzie nie ma wbitej litery "L", a to obowiązek. Dowód zostaje u mnie - taką wiadomość otrzymuje instruktor. Sławomir Czarnkowski z wydziału komunikacja wyjaśnia: -Właściciele ośrodków szkolenia kierowców unikają wbijania "L" do dowodu rejestracyjnego, bo samochód, o którym wiadomo, że służył do nauki, jest trudniej sprzedać. "L" w dowodzie nie ma też granatowy Opel Corsa, którego policjanci zatrzymują do kontroli na wysokości szkoły muzycznej. To jednak, jak się okazuje, najdrobniejsze uchybienie. Policjanci szczegółowo sprawdzają stan techniczny Corsy i łapią się za głowę. Samochód ma każdą oponę z innej parafii. Na dodatek wszystkie są łyse. Mandat w tym przypadku to 200 złotych. - Pan jako instruktor ma dawać przykład przyszłym kierowcom. To, co pan robi jest po prostu nieodpowiedzialne - kończą policjanci.
Komentuj →
2 grudnia 2007 |
1
W słynących z najrozsądniejszych przepisów drogowych Niemczech już dawno (w latach 80. XX w.) zidentyfikowano jako jedną z głównych przyczyn korków zjawisko ustawiania kierowców się w długachne kolejki na jednym pasie nawet na 2 km przed zwężeniem drogi (z dwóch pasów do jednego) – czytamy na stronach INTERII.plW efekcie na początku lat 90. wprowadzono tam przepis ZABRANIAJĄCY ustawiania się na jednym pasie przed zwężeniem. Obowiązuje jazda po obu pasach aż do samego zwężenia (o odległości od którego informują co kilkadziesiąt metrów specjalne znaki), po czym OBOWIĄZKOWO należy zjeżdżać na zasadzie "zamka błyskawicznego", a więc jeden z lewego pasa - jeden z prawego pasa. Inne zachowania są traktowane jako poważne wykroczenia drogowe. Piszę o tym, ponieważ zauważyłem ostatnio szokująco częste zachowania polskich kierowców, polegające nie tylko na ustawianiu się na prawym pasie, ale i na blokowaniu przejazdu lewym pasem. Jeśli ktoś (zwykle ja) usiłuje zgodnie z logiką i rozsądkiem dojechać do samego zwężenia i tam zaczekać spokojnie, aż ktoś go wpuści, jeden z ustawionych w "kolejce" na prawym pasie kierowców wyjeżdża mu przed nosem i BLOKUJE dalszą jazdę (chyba na zasadzie "nasza kolejka jest słuszna"). Nawet w Polsce zajeżdżanie i blokowanie drogi to poważne wykroczenie, ale w Niemczech za coś takiego automatycznie traci się prawo jazdy NA MIESIĄC plus 400 euro mandatu i dodatkowe punkty. Myślę, że czas pomyśleć o takich rozwiązaniach u nas. Może Redakcja Interii pozwoliłaby na podpisywanie się tu pod petycją do władz, w ramach czegoś w rodzaju "obywatelskiego projektu ustawy"... Inna sprawa, że poza ograniczeniami prędkości i tak nikt u nas nie egzekwuje przestrzegania przepisów... Wystarczy popatrzeć na kłęby dymu z rur wydechowych różnych "trupów" na drodze, na setki aut z niewłaściwie ustawionymi reflektorami albo załadowanych tak, że ciągną odwłokiem po asfalcie, ale ich kierowcom nie przyjdzie do głowy przestawić lampy... Uważam, że czas zacząć domagać się od Policji, by wykonywała swoje obowiązki - same "łapanki" radarowe to naprawdę za mało, od tego nie robi się ani bezpieczniej, ani przyjemniej. Za to bardziej nerwowo, a to niebezpieczne – apeluje Maciej Pertyński (AUTO-MOTO).
Komentuj →
2 grudnia 2007 |
0
ICE – właśnie pod takim hasłem coraz więcej Polaków zapisuje w komórce numer osoby, do której ratownicy powinni zadzwonić w razie wypadku. Dzięki temu lekarze mogą udzielić szybkiej pomocy poszkodowanemu – przypomina “Auto Firmowe on-line”. In Case of Emergency (w nagłym wypadku), w skrócie ICE – to hasło, pod jakim powinniśmy zapisać w komórce numer najbliższej osoby. Takiej, która zna naszą grupę krwi, wie, jakie przyjmujemy leki i czy w przeszłości mieliśmy kłopoty ze zdrowiem, a jeśli tak, to jakie to były kłopoty. Dzięki temu, kiedy ulegniemy wypadkowi, ratownicy nie będą musieli niczego się domyślać i skupią się tylko na udzielaniu pomocy. Dodatkowym plusem tego skrótu jest to, że jest on znany ratownikom niemal na całym świecie. Pomysł ICE powstał w 2005 roku. Robert Brotchie z East Anglian Ambulance Service zaproponował, by tego typu kontakt zapisywać w pamięci aparatu pod takim właśnie hasłem. Ma on umożliwić ratownikom możliwość połączenia telefonicznego z najbliższymi ofiar wypadków, by zweryfikować tożsamość, uzyskać niezbędne informacje dotyczące stanu zdrowia, przebytych chorób czy zażywanych leków. Ta inicjatywa rozprzestrzenia się powoli na cały świat. W USA akcja jest popierana przez departament zdrowia, są też przygotowane specjalne naklejki na telefon informujące, że w aparacie zapisany jest kontakt ICE. - Idea jest jak najbardziej słuszna, pod warunkiem jej upowszechnienia. Tyle że raczej nie dla ratowników, którzy jako pierwsi udzielają pomocy na miejscu wypadku, bo oni po prostu nie mają czasu na poszukiwanie komórki człowieka, któremu mają ratować życie. Bardziej przydatne byłoby to na oddziałach ratunkowych, w izbach przyjęć, gdy poszkodowanemu już udzielona została pierwsza pomoc, a szpital pragnie szybko zdobyć dalsze informacje – mówi doktor Adam Maciej Pietrzak, specjalista medycyny ratunkowej, który pomysł jak najbardziej popiera. – Pierwszy raz słyszę o numerze ICE – mówi Robert Stachniak, fleet manager w firmie Sklepy Komfort SA. – Ale z tego, co słyszę, to naprawdę niezła sprawa. Często się zdarza, że po wypadku dokumenty kierowcy są porozrzucane w samochodzie bądź w ogóle nie ma ich w aucie, gdyż kierowca nie wziął ich w trasę. Komórka jest zawsze przy boku kierowcy firmowego, bez niej nie może on pracować. Powiem szczerze, że zastanowię się nad wprowadzeniem czegoś takiego w mojej firmie – dodaje. Każdy pomysł, który może choćby w minimalny sposób pomóc w uratowaniu ludzkiego życia, jest godny realizacji – dodaje Adam Maciej Pietrzak. – Idealnie byłoby zaangażować w sprawę operatorów sieci komórkowych, by numer ICE był dostępny nawet bez karty SIM, podobnie jak jest to w przypadku numeru alarmowego 112. Ale do tego daleka droga. Nadzieja w Unii Europejskiej i w tym, że pomysł w Europie będzie się rozwijał tak szybko jak do tej pory. Dobrze należałoby również sformalizować, kto pod numerem ICE będzie dostępny i w jakich przypadkach należy do tej osoby zadzwonić. W przypadku kierowców firmowych, sprawa wydaje się prostsza – numer do centrali firmy lub bezpośredniego przełożonego, który miałby wszelkie informacje bądź mógł je błyskawicznie zdobyć. Ale ICE ma nie tylko zastosowanie w przypadku kierowców – osoby starsze, wymagające opieki, czy małoletnie mające własny telefon z wpisanym numerem ICE to szansa na szybsze podanie właściwych leków w razie konieczności czy powiadomienie opiekuna o zaistniałych wydarzeniach – konkluduje dr Pietrzak.
Komentuj →
2 grudnia 2007 |
1
Pościgi za kierowcami po pijaku - Dwóch nietrzeźwych kierowców próbowało uciec przed kontrolą policji. Po krótkich pościgach zostali zatrzymani. 30-letni Sławomir G. jechał w środowy wieczór aleją Wojska Polskiego fordem fiestą. Nie zatrzymał się, gdy policjanci wytypowali go do kontroli. Patrol drogówki ruszył w pościg. Zatrzymał 30-latka. Okazało się, że Sławomir G. ma prawie trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Kontroli nie chciał się poddać także kierowca citroena, którego policjanci zatrzymywali w czwartek 20 minut po północy na ul. Struga. 52-letni Dariusz J. miał 1,6 promila. Obydwaj staną przed sądem.
Uniemożliwił jazdę pijanemu kierowcy- Zastępca Komendanta Policji w Sieradzu, kiedy wracał do domu po służbie zatrzymał nietrzeźwego kierowcę. Kierujący oplem wzbudził niepokój policjanta, bo kilkakrotnie złamał przepisy ruchu drogowego, a w pewnym momencie jechał slalomem. Zastępca komendanta z Sieradza, jadąc w Łodzi ul. Krakowską zauważył opla kadeta, którego kierowca kilkakrotnie naruszył zasady ruchu drogowego. Kierowca zmieniał pas ruchu bez kierunkowskazów, wyprzedzał w niedozwolonym miejscu, zjeżdżał na chodnik, a jego jazda przypominała slalom. Kiedy kierowca opla zatrzymał się na skrzyżowaniu, funkcjonariusz podbiegł do niego i wyjął mu kluczyki ze stacyjki, podejrzewając że może być pod wpływem alkoholu. Po chwili na miejsce przyjechali policjanci i zbadali trzeźwość kierowcy. Okazało się, że podejrzenia były słuszne – wynik wykazał 1,18 promila alkoholu w organizmie. 49-letni sprawca przestępstwa został zatrzymany, grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności.
KSP Policjant uratował życie, narażając własne- W ostatniej chwili mł. asp. Artur Ulatowski zepchnął na bok mężczyznę, w którego kierunku pędziło BMW, ratując mu tym życie. Sam potrącony przez samochód, z ciężkimi obrażeniami został przetransportowany do szpitala. Szybko okazało się, że kierowca BMW był pijany. Gdy w pewnym momencie stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w przydrożne drzewo, siła rozpędu "odrzuciła" auto, w kierunku stojących przy drodze uczestników, rozliczanej przez funkcjonariusza ruchu drogowego, kolizji. Dochodziła godzina 22:00, kiedy do policjantów z komendy w Babicach dotarła informacja o kolizji drogowej w Zaborowie. Kierowca forda scorpio najechał na znajdujący się przy ulicy znak drogowy i wpadł autem do rowu. Pierwsi pod wskazanym adresem byli funkcjonariusze z prewencji, którzy zabezpieczyli miejsce zdarzenia. Zaraz po nich przyjechał patrol drogówki. Policjanci rozmawiali z uczestnikami kolizji, ustalając jej przyczynę. W pewnym momencie na drodze, od strony Leszna pojawiło się rozpędzone BMW. Jego kierowca kilkadziesiąt metrów przed miejscem wcześniejszej kolizji, stracił panowanie nad autem. BMW wypadło z drogi na pobocze, uderzając w przydrożne drzewo. Siła rozpędu wyrzuciła auto z powrotem na drogę, w kierunku pobliskiej zatoki, gdzie znajdowali się policjanci i kierowca forda. W ostatniej chwili mł. asp. Artur Ulatowski zepchnął na bok mężczyznę, w którego kierunku pędziło BMW, ratując mu tym życie. Sam nie zdążył się ochronić. Potrącony przez samochód, z ciężkimi obrażeniami został przetransportowany do szpitala. Badanie lekarskie wykazały, że policjant ma złamany obojczyk, krwiaka śródczaszkowego i inne obrażenia. Mł. asp. Artur Ulatowski ma 39 lat, w policji służy od lat 15. BMW dachowało. Jak się okazało kierujący samochodem, 28-letni Tomasz G., był pijany. Mężczyzna początkowo odmawiał poddania się badaniu trzeźwości. Gdy po 5 godzinach "dmuchnął" w alkometr uzyskał wynik ponad 1,6 promila. Do szpitala trafiła również dwójka pasażerów BMW: 24-letnia Katarzyna O. w stanie ciężkim, z licznymi obrażeniami głowy oraz prawej nogi, 23-letni Igor D. z obrażeniami głowy. Podobnie, jak miało to miejsce w przypadku policjanta rannego w trakcie zasadzki na narkotykowego dilera, również teraz rodzina rannego funkcjonariusza otrzyma wsparcie finansowe na leczenie i rehabilitację od Komendanta Stołecznego Policji.
Pijany kierowca potrącił policjanta - Pijany kierowca potrącił późnym wieczorem w niedzielę policjanta, który w miejscowości Zaborów (woj. mazowieckie) pracował na miejscu kolizji. Funkcjonariusz z obrażeniami m.in. głowy trafił do szpitala - poinformował rzecznik komendanta stołecznego policji Marcin Szyndler. Policjant rozmawiał z kierowcą forda, który - prawdopodobnie pod wpływem alkoholu - wjechał w znak drogowy a później zjechał do rowu, gdy z dużą szybkością nadjechało BMW. - Samochód uderzył najpierw w drzewo, później odbił się, wjechał ponownie na jezdnię, by po chwili zjechać na zatoczkę, w której stał policjant i kierowca forda - relacjonował Karol Jakubowski z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji. Jak dodał, funkcjonariusz zdążył jeszcze odepchnąć mężczyznę z którym rozmawiał, tak by ten nie został potrącony, sam jednak nie zdołał już uciec.- Przewieziono go do szpitala, podobnie jak dwójkę pasażerów z BMW. Kierowca tego auta nie chciał poddać się badaniom alkomatem. Po badaniach krwi okazało się, że miał w niej 1,6 promila alkoholu - dodał Jakubowski. Jak zaznaczył, stan policjanta jest ciężki, ale stabilny. W bardzo ciężkim stanie jest natomiast pasażerka BMW. Dodał, że na badanie krwi skierowano kierowcę forda, który nie chciał poddać się badaniom alkomatem.
Komentuj →
1 grudnia 2007 |
0
Autobus z pomocą dla bezdomnych wyruszył na ulice Łodzi. Można w nim otrzymać ciepły posiłek, gorącą herbatę, podstawowe leki i odzież - poinformował dziennikarzy prezydent miasta Jerzy Kropiwnicki. W pojeździe wywieszone zostaną również ulotki z adresami schronisk, noclegowni, a także miejsc, gdzie będą zimą wydawane ciepłe posiłki. Akcja, na którą miasto przeznaczyło prawie 61 tys. zł, odbywać się będzie już po raz piąty. Jest wspólnym pomysłem Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta oraz łódzkiego samorządu. Autobus będzie kursował co najmniej do pierwszych dni wiosny. Autobus będzie kursował w nocy, kiedy bezdomni są najbardziej narażeni na wyziębienie. Wyposażony będzie m.in. w termosy z zupą i herbatą, chleb, dżem, a także środki opatrunkowe, koce, odzież i farmaceutyki takie jak witamina C, przeciwbólowe, antygrypowe. Swoją podróż pojazd będzie zaczynać sprzed schroniska dla bezdomnych przy ul. Szczytowej. Następne "odwiedzi" miejsca, gdzie bezdomni najczęściej przebywają. Zatrzyma się więc przy dworcu Łódź Fabryczna, w okolicach b. dworca Łódź Żabieniec oraz dojedzie w okolice dworca Łódź Kaliska. Stamtąd pojedzie do noclegowni dla mężczyzn przy ul. Spokojnej oraz noclegowni dla kobiet przy ul. Gałczyńskiego. W trakcie trwania poprzedniej akcji wydano osobom potrzebującym ponad 24 tys. gorących posiłków. Blisko tysiąc odwieziono do noclegowni, wydano ponad 900 sztuk odzieży. Prezydent Kropiwnicki szacuje, że podobnie będzie i w tym roku.
Komentuj →
1 grudnia 2007 |
0
Jeśli wierzyć wynikom badań brytyjskiej firmy Carcraft, to właściciele srebrnych aut chcą być postrzegani jako osoby cieszące się prestiżem społecznym, natomiast kierowcy niebieskich samochodów są spokojni, kulturalni i wyżej cenią relację międzyludzkie od kariery i sławy. Czarny kolor oznacza u kierowcy silną potrzebę podkreślenia swojej wyższości wobec innych, a czerwony jasno wskazuje, że osoba za kierownicą jest temperamentna i szalona. Kolor szary to oznaka stałości i powściągliwości, zieleń to ulubiony kolor przestrzegających przepisów kierowców, a fioletowy jest najczęściej wybierany przez miłośników wszystkiego, co piękne i oryginalne. Wybierając żółte auto, nie chcemy pozbyć się drzemiącego w nas dziecka, a optując za pomarańczowym , chcemy być w centrum uwagi. Auta złote wybierają ci, którzy chcą wyrazić swoją niezależność – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Auto”.
Komentuj →
30 listopada 2007 |
0
Sąd Rejonowy w Zamościu (Lubelskie) wymierzył karę 500 zł grzywny Sławomirowi Z. (poseł) za potrącenie autem pieszego. Poszkodowany nie odniósł poważnych obrażeń. Wyrok zapadł na posiedzeniu niejawnym bez udziału stron. Jest nieprawomocny. Sąd zasądził także od Sławomira Z. pokrycie 2,5 tys. zł kosztów sądowych. - Sąd wydał wyrok nakazowy. Strony po otrzymaniu z sądu orzeczenia mogą w ciągu siedmiu dni je zaskarżyć - powiedziała sędzia Jolanta Baran z Sądu Rejonowego w Zamościu. Sławomir Z. powiedział, że nie będzie komentował tego rozstrzygnięcia, dopóki nie uzyska z sądu treści orzeczenia wraz z uzasadnieniem. - Nie wykluczam na razie żadnego rozwiązania - ani odwołania od wyroku, ani podporządkowania się mu - powiedział. W listopadzie ub. roku na ul. Akademickiej w Zamościu Sławomir Z. jadąc swoim samochodem potrącił 17-latka, który gwałtownie wbiegł na przejście dla pieszych. Chłopak nie odniósł poważniejszych obrażeń. Kierowca zawiózł go do szpitala, gdzie poszkodowany został zbadany, a następnie zwolniony. Wezwano policję, która zbadała trzeźwość kierowcy i 17-latka. Obaj byli trzeźwi. Pieszy został ukarany przez policję mandatem za nagłe wtargnięcie na jezdnię, ale według biegłych winny był także Sławomir Z., który nie zachował należytej ostrożności. Z. jeszcze przed rozwiązaniem Sejmu poprzedniej kadencji zrzekł się immunitetu, co umożliwiło pociągnięcie go do odpowiedzialności. Sąd rozstrzygał sprawę posła w tzw. postępowaniu nakazowym - bez udziału stron. Procedurę tę stosuje się w sprawach o wykroczenia w sytuacji, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości.
Komentuj →
30 listopada 2007 |
1
"Piłeś-pohamuj się-nie jedź!" - pod takim hasłem w stołecznych pubach, klubach i restauracjach rozpoczyna się akcja "Prowadzący-niepijący". Ma przekonać zmotoryzowanych, by po spożyciu alkoholu nie siadali za kierownicą. Akcja potrwa do 16 grudnia - poinformowano w stołecznym Ratuszu. "Trzeba mieć świadomość, że po alkoholu mamy zdecydowanie gorszy refleks i mniejsze szanse na uniknięcie sytuacji krytycznych. Można myśleć, że jakoś uda się 'przemknąć' i dojechać, ale w jakiejkolwiek sytuacji, w której trzeba będzie gwałtownie zareagować, nasze szanse po alkoholu gwałtownie maleją" - powiedział podczas konferencji kierowca rajdowy, eurodeputowany Krzysztof Hołowczyc. W ramach akcji w kilkudziesięciu warszawskich lokalach (klubach, pubach, restauracjach) ma obowiązywać "Bezpieczny Ruch Imprezowy"; wolontariusze będą tam informować o bezpiecznych sposobach powrotu do domu po imprezie i zachęcać do uczestnictwa w zabawie w tzw. wyznaczonego kierowcę. Polega ona na wybraniu spośród grona znajomych jednej osoby, która tego wieczoru nie pije alkoholu i rozwozi przyjaciół do domu. Będzie można także przymierzyć "alkogogle" pokazujące, w jaki sposób zdolności psychomotoryczne kierowcy zostają upośledzone przez alkohol. Ulicami Warszawy w czasie trwania akcji będą jeździły specjalnie oznakowane autobusy przestrzegające kierowców przed prowadzeniem pojazdów po spożyciu alkoholu. Będą też wzmożone kontrole policyjne na drogach. Według danych Wydziału Drogowego Komendy Stołecznej Policji, przedstawionych podczas konferencji, w okresie od początku 2004 roku do 20 listopada 2007 roku, kierujący w stanie nietrzeźwym lub po spożyciu alkoholu spowodowali w Warszawie 372 wypadki drogowe, w których zginęło 40 osób, a 462 zostały ranne. Akcja organizowana jest przez Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego - Browary Polskie we współpracy m.in. z Urzędem Miasta Stołecznego Warszawy i Wydziałem Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji.
alkoGogle – symuluja upośledzenie po spożyciu alkoholu
Zadzwoń – zamów – 0-502-659-431 (non-stop)

Komentuj →
30 listopada 2007 |
0
Paraliż wszelkich rodzajach komunikacji we Włoszech wywołał strajk generalny pracowników transportu miejskiego, ruchu kolejowego i lotniczego. Przeciwko cięciom w budżecie strajkuje też personel obsługi portów, pomocy drogowej i transportowcy. Ten pierwszy od lat wspólny protest wszystkich pracowników komunikacji w całym kraju ogłosiło kilka największych związków zawodowych. Domagają się one od rządu jasnej i sprawiedliwej "polityki transportowej" i zwiększenia nakładów, które zakładom i firmom tej gałęzi gospodarki pozwolą przezwyciężyć obecny kryzys finansowy. Komunikacja miejska zatrzymała się rano na 8 godzin. W większości miast nie kursują metro, autobusy i tramwaje. Na ulicach z każdą chwilą tworzą się coraz większe korki. Z wyjątkiem interwencji w nagłych przypadkach nie pracować będą ekipy pomocy drogowej. Strajkują też załogi w punktach kontrolnych przy autostradach.
Komentuj →
29 listopada 2007 |
0
W oczekiwaniu na Zintegrowany System Zarządzania Ruchem, który wkrótce powinien nieco rozładować korki, ratusz uruchamia internetową stronę informacyjną o utrudnieniach na stołecznych drogach. Jej adres to: www.um.warszawa.pl/infokorki. Od poniedziałku będzie on dostępny również dla właścicieli telefonów komórkowych z funkcją WAP. - Jak bardzo byśmy się starali, żeby roboty drogowe były kończone na czas i zsynchronizowane, to i tak będą one uciążliwe. Stąd pomysł na ten serwis, który pomoże warszawiakom wybrać drogę przez miasto - mówiła wczoraj prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Przyznała, że decyzję o systemie podjęła, kiedy opozycja i niektóre media zaczęły krytykować jej politykę remontowania stołecznych arterii. Po wakacjach wiele z nich było sparaliżowanych. - Na naszej stronie będzie mapa Warszawy z monitorowanymi skrzyżowaniami. Każdy sprawdzi, czy są tam utrudnienia w ruchu, w którym kierunku tworzą się korki i z jakiej przyczyny. W sześciu miejscach przewidujemy możliwość podglądania sytuacji przez kamery. Oprócz tego przekażemy dokładne informacje tekstowe i graficzne o remontach trwających i planowanych, wypadkach i awariach - opisuje Ewa Gawor, dyrektor miejskiego biura bezpieczeństwa i wylicza skrzyżowania, które będziemy mogli podglądać w sieci: Chałubińskiego/Al. Jerozolimskie przy Dworcu Centralnym, al. Niepodległości/Rakowiecka, Puławska/al. Wilanowska, pl. Zawiszy, al. "Solidarności"/Żelazna i Tamka/Kruczkowskiego. Widok z kamer wydaje się jednak mało użyteczny, bo z oddali widać tylko mały fragment skrzyżowań. - Inaczej kamer nie mogliśmy zamontować, by nikt nie oskarżył nas o opublikowanie jego wizerunku w internecie - przekonuje Jacek Gniadek, dyrektor zakładu obsługi monitoringu wizyjnego. Miasto kupiło i zainstalowało kamery bardzo tanio - 12 tys. zł za sztukę, by zmieścić się w progu umożliwiającym zakup bez rozpisywania przetargu. Kamery mają dużą zaletę - można je przenosić na dowolne skrzyżowanie, gdzie już działa miejski monitoring. Od przyszłego roku liczba kamer Infokorka ma wzrosnąć. Na początek ratusz planuje je zainstalować na czterech ścianach Pałacu Kultury. - Obraz z nich moglibyśmy wyświetlać na wielkich billboardach na pl. Defilad. To byłaby dodatkowa atrakcja turystyczna - proponuje dyr. Gniadek.
Komentuj →
29 listopada 2007 |
0
Kierujesz samochodem po "trawce" lub haszyszu? Lepiej uważaj - pomorska policja coraz częściej i sprawniej prowadzi kontrole przy pomocy tzw. narkotestów – ostrzega “Gazeta Wyborcza – Trójmiasto”. Zatrzymywano i sprawdzano kierowców na głównych ulicach Gdańska. Akcja była wyjątkowa, bo prowadzona przez policjantów wspólnie z pracownikami Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie. Wszystko w ramach projektu badawczego Unii Europejskiej - "Druid". - To była nasza pierwsza taka wizyta w Gdańsku, na podobne kontrole przyjedziemy do Trójmiasta jeszcze siedem razy - mówi Ilona Buttler z warszawskiego ITS. - Chodzi o dokładne rozpoznanie problemu, jakim jest na obszarze Unii Europejskiej jazda kierowców będących pod wpływem środków odurzających. Podobne badania prowadzone są równocześnie w dziewiętnastu krajach. W Gdańsku w pierwszym rzucie skontrolowano blisko 70 kierowców. Badano ich testerem amerykańskim "Oratec+", który potrafi wykryć i rozróżnić sześć typów środków odurzających: począwszy od alkoholu, poprzez narkotyki miękkie i twarde, po substancje chemiczne występujące w lekarstwach osłabiających koncentrację. Wśród zatrzymanych w Gdańsku kierowców nikt nie był pod wpływem narkotyków. Jeden - jechał po spożyciu alkoholu, miał dwa promille. - Badanie wygląda w ten sposób, że do ust trzeba włożyć coś w rodzaju papierka lakmusowego i nasączyć to śliną - tłumaczy podinsp. Rafał Ziółkowski z pomorskiej "drogówki". - Po niecałych dziesięciu minutach wskaźniki sygnalizują, czy kierowca jest czysty czy nie. W razie podejrzeń potwierdzonych przez tester wysyłamy delikwenta na badanie krwi i moczu. - "Oratec+" świetnie pokazuje, czy ktoś zażywał marihuanę lub haszysz - podkreśla Buttler. Pomorscy policjanci od ponad roku dysponują narkotestami innego typu i choć działają one na podobnej zasadzie jak "Oratec+" są mniej dokładne, a wynik dają dopiero po kwadransie. Dlatego używa się ich tylko w przypadku uzasadnionych podejrzeń. Kierowca, u którego w organizmie stwierdzono obecność narkotyków narażony jest na kary jak po jeździe alkoholem. Nie decydują tu jednak stwierdzone promile, lecz wykonana na podstawie badań chemicznych opinia biegłego.
Komentuj →
29 listopada 2007 |
0

Już w 2011 r. centrum Wrocławia przetną trzy linie tzw. szybkiego tramwaju. Dzięki niemu w szczycie mamy poruszać się szybciej komunikacją miejską niż autem – dowiadujemy się z “Gazety Wyborczej - Wrocław”. Nowy środek transportu ma zrewolucjonizować podróż komunikacją miejską. - Tramwaj Plus będzie funkcjonował zamiast metra, którego we Wrocławiu nie opłaca się budować, bo miasto jest zbyt rozproszone. Dzięki Tramwajowi Plus damy wrocławianom alternatywę: mogą w szczycie stać w korkach albo pojechać szybkim tramwajem - mówi Zbigniew Komar, pełnomocnik prezydenta ds. rozwoju transportu szynowego. Za cztery lata Wrocław ma mieć trzy szybkie linie tramwajowe. W centrum te linie mają w sumie kursować co trzy minuty. Autobusy lub nawet mikrobusy będą dowozić mieszkańców na osiedlach tylko do przystanków tramwajowych. A stamtąd szybki tramwaj zabierać ich będzie do centrum lub na drugi koniec miasta. Jego szybkość nie będzie miała związku z prędkością - tramwaj będzie mógł maksymalnie jechać 70 km/godz. Ale za to nie będzie się prawie w ogóle zatrzymywać poza przystankami. Na 69 skrzyżowaniach zostanie zainstalowana specjalna sygnalizacja, która zawsze będzie mu dawać zielone światło. Przystanki szybkiego tramwaju mają być zlokalizowane również przy wszystkich dworcach kolejowych - aby ci, którzy dojeżdżają do pracy we Wrocławiu, od razu mogli wsiąść w szybki tramwaj. Urzędnicy obiecują, że skończy się też wreszcie nerwowe oczekiwanie na przystankach. Tam, gdzie będzie zatrzymywał się szybki tramwaj, zawisną elektroniczne tablice z informacjami, który tramwaj i za ile minut przyjedzie. Do końca 2011 roku miasto chce za 700 mln zł kupić 36 nowych tramwajów, zmodernizować istniejące torowiska, zbudować nowe i kupić sygnalizację świetlną dla szybkiego tramwaju. W latach 2010-2015 ma ruszyć drugi etap rozbudowy sieci tramwajowej, który będzie kosztował od 700 do 800 mln zł.
Komentuj →
29 listopada 2007 |
0
Ekspert od chorób płuc, zdjęcia organów zaatakowanych rakiem i zniżki na antynikotynowe pastylki. W ten sposób KZK GOP chce oduczyć kierowców i motorniczych palenia za kółkiem – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Katowice”. Jak tu nie palić? Na drodze korek, ludzie przeklinają, każdy chce wysiąść gdzie indziej. Wystarczy kilkanaście minut za kierownicą i człowiek już czuje, że musi - opowiada Ryszard Jargieło, kierowca z Gliwic. Dobrze wie, że w szoferce nie można. Za to grozi 500-złotowy mandat. - Jak tylko stanę na pętli, to idzie jeden od drugiego - mówi o swoim nałogu kierowca. Jak przyznaje Alodia Ostroch z biura prasowego KZK GOP kierowcy palą jak mało kto. Na dodatek często, mimo zakazu, robią to w szoferce podczas jazdy. - To trudna i stresująca praca, dlatego wielu sięga po papierosa. Zdarza się, że kilka razy w miesiącu pasażerowie przysyłają nam zdjęcie palącego kierowcy i wtedy taki pracownik musi zapłacić mandat - tłumaczy. Jednak kary pieniężne to nie wszystko. KZK GOP postanowił pomóc kierowcom w rzuceniu palenia. Zorganizował kampanię społeczną "Strefa bez dymu". O pomoc poprosił fachowców. W środę z kierowcami gliwickich autobusów spotkał się prof. Jerzy Kozielski z Katedry Chorób Płuc i Gruźlicy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Zaczął niewinnie od Indian i liści tytoniowych. Potem było już tylko gorzej. Pojawił się toksyczny dym, substancje rakotwórcze i uzależniające. Na zdjęciach można było obejrzeć przeżarte rakiem poczerniałe płuca. - Do niczego was nie namawiam. Sami musicie zdecydować, czy to się opłaca - przekonywał wojewódzki konsultant w dziedzinie chorób płuc. Prawdziwym batem na palaczy były badania spirometryczne, którym mogli się poddać kierowcy. Po dmuchnięciu w maszynę na wydruku wyskakiwała cała prawda o płucach. Niektórym od razu rzedła mina. - Na razie nie jest tak źle, ale za jakiś czas mogę mieć problem. Ale wynik był też nie najlepszy, bo jestem trochę podziębiony - pocieszał się Marek Marzec z Zabrza, palacz z ponad trzydziestoletnim stażem. - Pewnie, żebym chciał rzucić, ale ja już wszystkiego próbowałem. Zresztą w tej pracy to nie takie łatwe - tłumaczy. W ramach kampanii społecznej "Strefa bez dymu", oprócz spotkań z kierowcami i motorniczymi, w autobusach i tramwajach zawisną plakaty. Kierowcy będą też mogli z dużą zniżką kupić w wybranych aptekach antynikotynowe pastylki. Patronat honorowy nad akcją objęła wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek.
Komentuj →
29 listopada 2007 |
1
"Dziennik": Ubezpieczyciele bezprawnie zaniżają odszkodowania za brak opon zimowych. Zdaniem gazety zaniżanie wypłacanych odszkodowań z tego powodu to powszechna praktyka stosowana przez firmy ubezpieczeniowe w naszym kraju. Zdaniem "Dziennika" tylko część kierowców decyduje się na skierowanie sprawy do sądu, gdyż nie wiedzą, że są na wygranej pozycji. Po wypadku kierowcy często dostają pismo od ubezpieczyciela, że przez nieposiadanie opon zimowych przyczynili się do kolizji. Jednak jest to działanie bezprawne. Jazda na ”zimówkach” nie jest przecież w Polsce obowiązkowa - podkreśla gazeta. Do sądowej walki ubezpieczycielami zachęca na łamach "Dziennika" prezes katowickiego stowarzyszenia Wokanda, który już kilkakrotnie wygrał z firmami ubezpieczeniowymi procesy o “zimówki”.
Komentuj →
28 listopada 2007 |
0
W Miejskich Zakładach Autobusowych kończy się szkolenie stu nowych kierowców. W grudniu pasażerów zacznie wozić kilka kobiet, a także pierwszy w Warszawie czarnoskóry kierowca. Pracownik z Afryki zdał już egzamin i odebrał prawo jazdy kategorii D. Jak usłyszeliśmy w MZA, teraz pojechał do rodziny. Spółka nie chce ujawniać danych osobowych swojego pracownika przed jego powrotem. Według naszych ustaleń do kursu się szykuje też jego brat. Panie, zwane przez kolegów kierownicami, mają być na początku traktowane przez szefów ulgowo – jak usłyszeliśmy, dostaną łatwiejsze w prowadzeniu pojazdy. Nie ma mowy o wsadzaniu pani za kierownicę starego ikarusa z manualną skrzynią biegów. – Dwie kobiety już zdały egzamin, a 16 innych wciąż się szkoli – mówi rzecznik MZA Adam Stawicki. Kurs trwa ponad cztery miesiące. Przyszli kierowcy jeżdżą niskopodłogowym solarisem, ikarusem z wysoką podłogą, a do manewrów wykorzystują też turystyczną kapenę kupioną ostatnio przez MZA. Urząd pracy pokrył wszystkie koszty szkoleń (5,6 tys. zł od osoby). Kierowcy nie zobowiązali się jednak na piśmie, że będą pracowali w MZA. Jak miejska spółka chce ich zatrzymać? Po jesiennych podwyżkach zarobki w MZA są konkurencyjne wobec prywatnych przewoźników. Początkujący kierowca dostaje ponad 2,2 tys. zł brutto. Teraz w MZA jest około 200 wakatów. W 2008 roku zakłady planują przeszkolić kolejnych 150 osób.
Komentuj →
28 listopada 2007 |
0
Ubezpieczyciele prześcigają się w walce o klienta: razem z polisami można dostać na przykład karty płatnicze albo bony towarowe - pisze "The Wall Street Journal. Polska", dodatek do "Dziennika". Polski firmy ubezpieczeniowe ruszyły na łowy. Wiedzą, że koniec roku jest najlepszym momentem na odnowienie umów komunikacyjnych ze starymi klientami, a także na przechwycenie klientów od konkurencji. Towarzystwa sypnęły promocjami. Jeśli do ubezpieczenia samochodu firma chce dodać jakikolwiek drobiazg, to nie miejmy złudzeń - to wszystko jest wkalkulowane w cenę polisy - mówi Piotr Okrasa z Akademii Finansów w Warszawie. Dodaje: Polska to i tak nic w porównaniu z tym, co dodaje się do ubezpieczeń np. w USA. Tam towarzystwa mogą zaoferować dodatkowe ubezpieczenie w razie śmierci psa podczas wypadku.
Komentuj →
28 listopada 2007 |
0
Prawie 200 litrów alkoholu, ponad tysiąc paczek papierosów oraz kilkaset sztuk odzieży z podrobionymi znakami towarowymi, to efekt ostatnich kontroli celników na drogach województwa – donosi “Gazeta Wyborcza – Olsztyn”. Celnicy z Iławy zatrzymali m.in. audi 80, którym podróżowali mężczyzna i dwie kobiety. W aucie funkcjonariusze znaleźli 90 litrów spirytusu, 74 pary butów oraz ubrania z podrobionymi znakami znanych firm. Wartość całości to około 30 tys. zł. - Wobec kierowcy audi wszczęto sprawę karną - mówi Ryszard Chudy, rzecznik Izby Celnej w Olsztynie. Na Warmii i Mazurach codziennie wyjeżdżają celnicy z pięciu grup mobilnych, które mają uprawnienia do zatrzymywania samochodów, także osobowych, i sprawdzania przewożonych rzeczy. - Spodziewamy się, że aktywność przemytników będzie rosła w związku ze zbliżającymi się świętami, dlatego przewidujemy zintensyfikowanie kontroli na granicy, a także na drogach regionu - dodaje Ryszard Chudy.
Komentuj →
28 listopada 2007 |
0
Przejścia dla pieszych powinny poprawiać bezpieczeństwo przechodniów na drodze. Tymczasem, kiedy spadnie śnieg lub deszcz, wiele z nich staje się śliską pułapką. Najgorzej jest w miejscach ruchliwych. Ubite błoto pośniegowe działa jak skórka od banana. Nieodśnieżone chodniki, schody i uliczne zebry mogą być niebezpieczne dla naszego zdrowia – czytamy w “Dzienniku Bałtyckim”. Pasy dla pieszych pomalowane są farbą akrylową, która gdy jest mokra, staje się bardzo śliska. Farba posiada atesty bezpieczeństwa, jednak kiedy na przejściu leży błoto pośniegowe - trzeba być bardzo ostrożnym, by się nie wywrócić. Dochodzenie odszkodowania przy upadku na przejściu dla pieszych jest bardzo trudne. Nawet gdy będziemy mieli świadków na to, że upadliśmy i poturbowaliśmy się na drogowej zebrze, firma produkująca farbę może wskazać, że posiada wspomniane atesty bezpieczeństwa. Coraz częściej jednak miejscy zarządcy dróg starają się zwiększyć szorstkość pasów, dodając do farby materiały antypoślizgowe. Łatwiej jest dochodzić odszkodowania, gdy przewrócimy się na oblodzonym lub nieodśnieżonym chodniku. Za konkretny odcinek np. chodnika odpowiada właściciel posesji, do której chodnik przylega. Co grozi za nieprzestrzeganie przepisów? - Osoba, która nie wywiązuje się z nałożonego na nią obowiązku odśnieżania na przykład chodnika, może zostać ukarana mandatem karnym w wysokości od 20 zł do 500 zł - przestrzega Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Gdańsku. Pamiętaj, że każda droga, chodnik i schody mają swojego zarządcę. Jeżeli odśnieżaniem zajmuje się konkretna firma - sprawdź, na czyje zlecenie działa radzi gazeta. Odpowiedzialność za jakość wykonanej usługi ponosi także zleceniodawca. Osoba odpowiedzialna za utrzymanie czystości chodnika, drogi czy schodów musi zapłacić za zniszczone przy upadku ubranie, pokryć koszty leczenia i utraconych zarobków w wyniku niezdolności do pracy. Możesz również żądać od zarządcy zadośćuczynienia za poniesioną krzywdę. Pieniądze możesz również otrzymać za potłuczenie się.
Komentuj →
28 listopada 2007 |
0
W stołecznym Ratuszu odbyła się konferencja prasowa poświęcona propagowaniu trzeźwości wśród uczestników ruchu drogowego. W spotkaniu tym nie zabrakło przedstawicieli Komendy Stołecznej Policji. Podczas spotkania zaprezentowane zostały programy akcji skierowanych przeciwko nietrzeźwym kierowcom. Przedstawiciele: Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przedstawili swoje programy walki z tym problemem. Nasze dzisiejsze spotkanie jest dowodem współpracy między miastem a policją. Dzięki pani prezydent wzrosły fundusze komendy policji, która do 2012 roku otrzyma 600 mln zł wsparcia finansowego. Te pieniądze pozwolą nam na rozpoczęcie w 2008 roku nowej kampanii “Prowadzący – Niepijący” - powiedział komendant stołeczny policji Jacek Olkowicz. Picie alkoholu jest dużym problemem i wymaga zwrócenia na niego szczególnej uwagi zwłaszcza w tym czasie, czasie zbliżających się andrzejek, mikołajek, świąt, sylwestra. Bardzo ważne są wszystkie działania Ratusza i innych podmiotów obecnych na konferencji - rozpoczęła spotkanie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Obecny na konferencji Krzysztof Hołowczyc podkreślił powagę tematu. Gdy trzy lata temu zaczynaliśmy mówić o problemie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu, myśleliśmy, że po kilku latach będzie lepiej. Nie jest. Dlatego zmieniliśmy sposób komunikacji. Zaczęliśmy zwracać się do ludzi młodych by już jako dorośli nigdy nie wsiedli nietrzeźwi za kierownicę - powiedział Krzysztof Hołowczyc przedstawiając sposoby działania swojej fundacji “Kierowca Bezpieczny”. Do jej głównych celów należą: działanie na rzecz poprawy poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach, wychowanie komunikacyjne dzieci i młodzieży oraz podnoszenie umiejętności bezpiecznego prowadzenia pojazdów. Warszawa jest zbyt piękna by ginąć na jej drogach – zakończyła spotkanie dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Ewa Gawor.
Komentuj →
27 listopada 2007 |
2
Jak najprościej zaoszczędzić 20 proc. paliwa? Odpowiedzią jest Eco Driving -szwajcarsko-fińska filozofia prowadzenia samochodu. Efekt gwarantowany. Spokój i planowanie to podstawy Eco Drivingu. Bardzo wolno rozpoczynam swoją rundę testową. Mam ją pokonać, prowadząc tak, jak robię to na co dzień. Jednak wiedząc, o co chodzi w szkoleniu, staram się jechać jak najoszczędniej. Średnie spalanie? 6,7 l/100 km. Hmm, żadna rewelacja. Nawet biorąc poprawkę na warunki miejskie. Obok siedzi Tomek Talarczyk - instruktor bezpiecznej jazdy Szkoły Auto, w tym Eco Drivingu. Pomimo że do konsekwentnie robiłem wszystko, co uważałem za stosowne w tej sytuacji, czyli hamowanie biegami, utrzymywanie niskich obrotów i stałej prędkości -werdykt był jednoznaczny. - Po szkoleniu, na tej samej trasie, tym samym autem, zmniejszysz spalanie co najmniej o litr - zapewnia Tomek. Czary -myślę sobie - albo naprawdę chytre sztuczki. Teraz już wiem, że czary to nie były. Po długim szkoleniu teoretycznym, którego szczegółami nie będę tu zamęczał, ponownie wsiadam za kierownicę. Teraz wszystko wyjdzie jak na dłoni. Jednak, zanim ruszymy, mała dawka bezpieczeństwa. Optymalna pozycja za kierownicą, bez żadnego leżenia niczym na lekarskiej kozetce. Najlepiej zdjąć kurtkę, bo nie przylegające pasy bezpieczeństwa potrafią powodować liczne uszkodzenia wewnętrzne. I jeszcze jedno opróżniamy pęcherz. Winnym wypadku podczas kolizji można nabawić się zapalenia otrzewnej - leczy się długo i bardzo boleśnie. Niby szczegół, jednak istotny. O samym zakładaniu pasów chyba nie trzeba przypominać. Ciało o masie 50-60 kg podczas wypadku waży 3,5 t, a nasza głowa uderza w poduszkę z szybkością aż 350 km/h - to daje do myślenia. Eco Driving powstał - niezależnie - w Szwajcarii i Finlandii w połowie lat 90. Z każdym rokiem zyskuje na popularności. Pomagają mu w tym rosnące ceny ropy, restrykcyjne prawo i topniejące lodowce. Ma na celu ograniczenie zużycia paliwa i zmniejszenie emisji szkodliwych produktów spalania, czyli CO2. Ale nie tylko. Eco Driving to również ograniczanie hałasu, stresu i zmniejszenie ryzyka wypadków drogowych. Wszystko świetnie. A jak to wygląda w praktyce? Uruchamiamy auto bez gazu i ruszamy natychmiast. Nie nagrzewamy silnika na postoju. 3 minuty na biegu jałowym przekładają się na jeden przejechany kilometr. Z klimatyzacji korzystamy oszczędnie. Sprawdzamy ciśnienie w oponach, choćby raz w miesiącu, bo nawet różnica jednego bara zauważalnie wpływa na prowadzenie auta, zużycie opon i paliwa. Najlepiej byłoby, żeby w bagażniku nie walały się niepotrzebne przedmioty. I jeszcze jedno - unikajmy ruszania samochodu na trasy krótsze niż 4 km. Nie rozgrzany silnik ma o 2-3 litry większe spalanie i eksploatowany w ten sposób szybciej się zużywa. Zatem w drogę. Najważniejsza różnica w stylu jazdy polega na obniżeniu prędkości obrotowej silnika. Sprowadza się to do jednego zdania: "Piąty bieg przy 50 km/h!". Chore, prawda? Niekoniecznie. Bardzo niskie obroty nie męczą silnika, o ile akurat nie jedziemy pod stromą górkę, nie ciągniemy ciężkiej przyczepy czy zechcemy gwałtownie przyspieszyć. Wtrysk paliwa do komory spalania odbywa się dziś za pośrednictwem komputera, zatem to on sam steruje ilością mieszanki i nie doprowadzi do spalania stukowego, a w efekcie - do uszkodzenia silnika. Wyjeżdżam ponownie na trasę. Prowadzę według wskazówek Tomka. Jedynka, praktycznie od razu dwójka - 1500 obr./min i trójka, podobnie z czwórką, co w końcowym efekcie daje piątkę już przy pięćdziesiątce. Mam wrażenie, że auto -Octavia 1.9 TDI - nie czuje się z tym najlepiej, szczególnie przy przyspieszaniu. Ale może to tylko wrażenie. Muszę jednak przyznać, że wcale nie jest to powolna jazda. Ruszając spod świateł, wciskam pedał gazu do około dwóch trzecich głębokości -według zaleceń - a to w zupełności wystarczy, aby nie być zawalidrogą. Unikam zbędnych przyspieszeń i hamowań. Jadę na najwyższych możliwych biegach i najniższych obrotach. Największą różnicą jest hałas - a w zasadzie jego brak. Według instruktorów jedna Fabia rozkręcona 4000 obr./min emituje tyle decybeli, co - uwaga - 32 te same Fabie, przy 1700 obr./min. I faktycznie, czuję większy spokój. Trochę jak w domowym fotelu. Tylko czy na dłuższej trasie nie uśpi to mojej czujności? Tego nie wiem. Zatem, najpóźniej przy 2 tys. i 2,5 tys. obrotów zmieniamy bieg na wyższy dla - odpowiednio - diesla i silnika benzynowego. Najpóźniej, bo śmiało możemy wrzucać wyższy bieg już 500 obrotów wcześniej. - Obserwuj kilka aut, a nie tylko jadące bezpośrednio przed nami. Unikniesz zaskoczenia, a bywa, że i uderzenia z tyłu. Oszczędzisz hamulce, nerwy i paliwo - zapewnia instruktor. Dojeżdżam do świateł. Tu wcielam wżycie kolejną zasadę. Chyba najbardziej kontrowersyjną. -Gdy przewidujesz, że postój potrwa dłużej niż pół minuty, wyłącz silnik - mówi Tomek. Gaszę. Cisza aż świdruje w głowie. -Najlepiej -myślę - robić to na dobrze sobie znanych trasach, gdzie opanowaliśmy cykl sygnalizacji świetlnej. Bo winnych sytuacjach raczej tego nie widzę. Zapala się żółte światło - odpalam silnik, zielone - ruszam. Pewnie, można się przyzwyczaić. Zresztą, do każdej z powyższych zasad można przywyknąć. Co daje Eco Driving? Korzyści jest kilka. Przede wszystkim zmniejszenie zużycia paliwa średnio o jedną piątą, to jest od 1 do -nawet 2,5 litra na 100 km. Pozwala zaoszczędzić na okresowych przeglądach oraz związanych z tym naprawach. Wreszcie zwiększa bezpieczeństwo na naszych drogach i zmniejsza stres. Mój wynik podczas drugiego przejazdu zgodnie z prawidłami Eco Drivingu - to 4,7 litra na 100 km. Ta sama trasa, a aż dwa litry mniej? Liczę jeszcze raz. No tak! W dodatku - co już zupełnie zdumiewa - średnia prędkość nieco wzrosła! Aha, czy są jakieś wady Eco Drivingu? Moim zdaniem jedna - brak wysokich obrotów... komentuje autor.
Komentuj →
27 listopada 2007 |
0
Policja prosi obywateli o pomoc w tropieniu nietrzeźwych piratów drogowych i ludzi wsiadających za kółko mimo sądowego zakazu. - Liczymy na informacje od sąsiadów takich ludzi - mówi Jarosław Świerczyński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Wiedzą sąsiedzi, kto na czym siedzi. To przysłowie wzięli sobie do serca policjanci z "drogówki", którzy chcą wyeliminować z naszych ulic ludzi jeżdżących po pijanemu lub mimo sądowego zakazu prowadzenia aut. W Kujawsko-Pomorskiem mieszka sześć tysięcy kierowców, którym sąd odebrał prawo jazdy za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. - Zleciliśmy dzielnicowym, by wśród mieszkańców swoich dzielnic zebrali informacje, któremu z sąsiadów zdarza się wsiąść za kółko bez ważnego dokumentu - zdradza podinspektor Świerczyński, naczelnik wydziału prewencji KWP. - Albo jeszcze gorzej, bo po pijanemu. Po miesiącu na biurko naczelnika trafił raport: okazało się, że 1100 kierowców ignoruje sądowy zakaz. Są też tacy, którzy już nie mają prawa jazdy, a i tak jeżdżą pod wpływem alkoholu. Policjanci chcą wyeliminować takich ludzi z dróg. - Bo to potencjalni zabójcy - grzmi Świerczyński. - Dzięki informacjom od sąsiadów udało nam się już zatrzymać 60 osób. Żeby wyłapać większość, zdaniem policji "potrzebna jest ścisła współpraca z obywatelami". - Bez pomocy ludzi niewiele zdziałamy - przyznaje naczelnik. - Namawiam do współpracy i zaznaczam, że nie chodzi nam o donoszenie. Nie możemy być ślepi i głusi, kiedy pijany sąsiad wsiada za kółko. To obywatelski obowiązek, aby poinformować o tym policję, nawet anonimowo. Policjanci mają za sobą statystyki. Tylko w pierwszym półroczu tego roku na drogach naszego województwa zginęło 161 osób, a 1173 zostało rannych. Osiem procent zabitych tylko przejeżdżało przez nasz region. - Pozostałe ofiary to nasi krewni i znajomi. Wygląda na to, że sami się zabijamy. Jak najszybciej wspólnie musimy z tym skończyć - mówi Świerczyński.
Komentuj →
27 listopada 2007 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Warszawie wspólnie z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zorganizował konferencję na temat: "Nadzór starosty nad procesem szkolenia osób ubiegających się o wydanie uprawnień do kierowania pojazdami", której celem było podniesienie jakości sprawowanego przez starostę nadzoru nad Ośrodkami Szkolenia Kierowców. Partnerami przedsięwzięcia byli: Mazowiecka Rada BRD oraz Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego z Ostrołęki, Radomia, Ciechanowa, Siedlec i Płocka. Przedmiotem spotkania były zagadnienia związane z tematyką wykonywania funkcji nadzorczych wobec podmiotów prowadzących działalność gospodarczą w zakresie nauczania kandydatów na kierowców, a w szczególności tematyka: obowiązującego w ww. zakresie pełnego stanu prawnego, prawnych i organizacyjnych możliwości sprawowania nadzoru, metodyki i kontroli ośrodków szkolenia kierowców i pracy instruktorów, metod oceny jakości procesu nauczania, zasad ustalania wniosków końcowych. W spotkaniu uczestniczyły w sumie 82 osoby. Główny trzon uczestników stanowili pracownicy starostw województwa mazowieckiego wykonujący bezpośredni nadzór nad procesem szkolenia kandydatów na kierowców oraz osoby bezpośrednio odpowiedzialne za właściwą realizację tego nadzoru. Na merytoryczną jakość przedsięwzięcia wpłynęła niewątpliwie obecność przedstawicieli Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego z terenu Mazowsza, przedstawicieli Wydziału Ruchu Drogowego z Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu, Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji oraz przedstawicieli Komend Powiatowych Policji z terenu województwa mazowieckiego. Realizację części merytorycznej powierzono Polskiej Grupie Edukacyjnej "EducaTiv" oraz wydawnictwu ,Grupa IMAGE. Dodatkowo należy wspomnieć o bardzo interesującym wykładzie jaki wygłosił przedstawiciel Główny Specjalista z Departamentu Dróg i Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury – pan Tomasz Piętka. Konferencja, zdaniem organizatorów, będzie zapoczątkowaniem cyklicznych spotkań mających na celu podniesienie jakości szkolenia kandydatów na kierowców.
Komentuj →
27 listopada 2007 |
1
To absolutny rekord! W ciągu 48 godzin fotoradar zainstalowany przy ul. Wielkopolskiej w Gdyni zarejestrował w ubiegłym tygodniu 500 przypadków przekroczenia prędkości. Takiego wyniku w tak krótkim czasie nie pamiętają pracownicy sekcji ruchu drogowego gdyńskiej komendy policji z najdłuższym stażem – informuje “Dziennik Bałtycki”. Policja apeluje do wszystkich o radykalne zmniejszenie szybkości i rozważną jazdę. Nie będzie pobłażania dla tych, którzy narażają życie swoje i innych. Kierowcy, którzy pędzili za szybko, mogą spodziewać się w ciągu najbliższych dni wezwań do zapłaty mandatów. - Fotoradar ma przyczynić się do wzrostu bezpieczeństwa na drogach - wyjaśnia Tomasz Wojaczek, p.o. rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji w Gdyni. - Wszyscy kierujący samochodami, których zbyt duża prędkość została zarejestrowana przez urządzenie, będą ukarani mandatami w kwocie od 100 do 500 zł. Może to ich nauczy, że należy jeździć bezpiecznie. Fotoradar będzie na ulicy Wielkopolskiej pracował jeszcze przez kilka najbliższych dni. W tym tygodniu pojawią się tam także tablice ostrzegawcze z informacją o kontroli radarowej. Gdyńska policja rozważa zakup kolejnego fotoradaru. Koszt takiego urządzenia wynosi 100 tys. zł. Jednak inwestycja się opłaca, ponieważ może powstrzymać kierowców przed niebezpieczną jazdą. W ciągu czterech lat na ul. Wielkopolskiej doszło do 400 wypadków i kolizji. Zginęły cztery osoby.
Komentuj →
27 listopada 2007 |
0
Plotka o podwyżce opłat za egzaminy na prawo jazdy wywołała panikę wśród przyszłych kierowców – czytamy w “Gazecie Olsztyńskiej”. Ludzie szturmują ośrodki egzaminacyjne, bo nie chcą więcej płacić za egzamin. Na szczęście w Olsztynie na egzamin czeka się najwyżej trzy tygodnie i podwyżek opłat nie będzie. W Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Olsztynie na egzamin na prawo jazdy trzeba czekać trzy tygodnie. - Jest kolejka. Mogę zapisać pana na 19 grudnia - mówi urzędniczka z WORD. - Dopiero - nie kryję zdziwienia. - To i tak wcześnie - odpowiada kobieta. I niestety ma rację. W innych miastach kolejki są jeszcze większe. W Łomży, gdzie jeżdżą zdawać egzamin także mieszkańcy Warmii i Mazur, chcą mnie zapisać na 20 stycznia. - Tak późno, dlaczego? - chcę wiedzieć. - Zawsze na egzamin trzeba było czekać dwa miesiące - wyjaśnia urzędniczka z łomżyńskiego WORD. Podobnie jak w Łomży jest gdzie indziej, bo średnio w Polsce na egzamin czeka się od dwóch do trzech miesięcy. Swoje zrobiła plotka, że po nowym roku egzamin ma zdrożeć. - Nie wiem, skąd ta informacja - dziwi Stanisław Szatkowski, zastępca dyrektora WORD w Olsztynie. - Nam nic nie wiadomo, że opłaty mają zdrożeć. - A to, że pensje egzaminatorów wzrosną, to akurat prawda - przyznaje Szatkowski. - Choć nie wiem, czy będzie to tysiąc złotych, czy też więcej. Płace egzaminatorów ustalane są centralnie, obecnie przez Ministerstwo Infrastruktury, w skład którego wchodzi resort transportu. W styczniu wchodzi w życie rozporządzenie ministra transportu w sprawie podwyżek wynagrodzenia egzaminatorów. Mają zarabiać od 3,5 do aż 8 tys. zł brutto. Dziś średnia płaca w olsztyńskim WORD to 3200 zł brutto. - To, że egzaminatorzy dostaną podwyżki, nie ma żadnego wpływu na opłaty za egzamin, bo te nie zmienią się - zapewnia Tomasz Piętka z Ministerstwa Infrastruktury. - Pensje egzaminatorów nie były waloryzowane od ośmiu lat. Muszą dostać podwyżki, bo inaczej nie będzie komu egzaminować ludzi, a kolejki w ośrodkach będą jeszcze dłuższe.
Komentuj →
27 listopada 2007 |
0
I to nawet jeśli nigdy nie siedziałeś za kółkiem autobusu. Wszystkie formalności załatw jeszcze w Polsce, to dziecinnie proste – czytamy w “Gazecie pl. Londyn”. Rekrutacja w brytyjskich firmach transportowych nigdy się nie kończy. Powód: ciągły deficyt kierowców. Żeby zostać kierowcą na Wyspach, trzeba mieć prawo jazdy odpowiedniej kategorii i znać angielski w stopniu komunikatywnym (żeby zrozumieć polecenia wydawane przez radio i pytania pasażerów). Mile widziane jest też doświadczenie w prowadzeniu pojazdu w Wielkiej Brytanii. Kierowcy na Wyspach zarabiają od 6 do 14 funtów za godzinę (brutto). Największy operator autobusowy z Londynu - Arriva i jeden z największych w całej Wielkiej Brytanii oraz główny przewoźnik z Birmingham - Travel West Midlands współpracują na stałe z wrocławską firmą, która szkoli od zera kandydatów na kierowców. Szkolenie obejmuje kurs na prawo jazdy kategorii D i lekcje języka angielskiego. Po standardowym polskim egzaminie na prawo jazdy odbywa się drugi egzamin - z przedstawicielem brytyjskiej firmy. Po zaakceptowaniu kandydata następuje transfer na Wyspy. Firma pomaga w załatwieniu spraw urzędowych i oferuje zakwaterowanie w pokojach. Stałą rekrutację w Polsce prowadzi również First Bus - największa firma w Wielkiej Brytanii zajmująca się przewozami publicznymi. Firma oferuje bezpłatne kursy językowe, pomoc w znalezieniu zakwaterowania, założeniu konta w banku i załatwieniu wszystkich formalności, pokrywa też opłaty za rejestrację w Programie Rejestracji Pracowników (Workers Registration Scheme) i za wymianę prawa jazdy. Polskich kierowców do pracy w miastach: Aberdeen, Aldershot, Barnsley, Cambridge, Cheltenham, Exeter, Liverpool, Manchester, Stockton-on-Tees, Worthing, a także w Południowej Walii stale poszukuje Stagecoach UK. Firma zapewnia kurs języka angielskiego, pokrywa koszty podróży do Wielkiej Brytanii i zakwaterowania przez pierwszy miesiąc oraz szkolenie już na Wyspach.
Komentuj →
26 listopada 2007 |
0
W całej Polsce nie działa system kamer, monitorujący drogi. Jak podało radio RMF FM, obrazu nie przekazuje żadna z trzystu kamer na najważniejszych trasach Polski. Taki brak podglądu utrudnia pracę służbom drogowym i policji w czasie śnieżnej pogody. Wszystko przez jedną ciężarówkę, która zniszczyła nadajnik w Krakowie. "Ze względu na awarię łącza internetowego - strona chwilowo niedostępna" - taki komunikat czeka na kierowców na stronie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Jak podaje RMF FM, w centralę systemu w Krakowie wjechała ciężarówka. Urządzenia zostały tak poważnie zniszczone, że żadna naprawa nie wchodzi w grę, trzeba wymienić całą centralę. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad twierdzi, że awarię uda się naprawić najwcześniej wieczorem. A na razie nie działa żadna z 300 kamer pokazujących warunki i natężenie ruchu na najważniejszych trasach. Z monitoringu korzystają kierowcy, policjanci i drogowcy, którzy nadzorują zimowe utrzymanie tras. Brak podglądu to zwłoka w wydawaniu poleceń dotyczących odśnieżania i posypywania dróg.
Komentuj →
26 listopada 2007 |
1
Policja wypowiada prawdziwą wojnę kierowcom przekraczającym prędkość. Samorządy i budżet państwa przeznaczają grube miliony złotych na zakup nieoznakowanych samochodów z wideoradarami. Na przykład komenda miejska w liczącym 350 tysięcy mieszkańców Lublinie, która dysponuje już 7 wideoradarami otrzyma wkrótce 11 nowych pojazdów - informuje "Dziennik Wschodni". Nowe samochody trafią również do Zamościa, Radzynia i Tomaszowa Lubelskiego. Będą to fabrycznie nowe ople vectra napędzane silnikiem benzynowym V6 o pojemności 2.8 l. Dzięki turbosprężarce taki samochód dysponuje mocą 250 KM, co umożliwia przyspieszanie do 100 km/h w 7.3 s oraz osiąganie prędkości 250 km/h. Każde takie auto kosztuje ponad 160 tysięcy złotych oraz zużywa w mieście ponad 15 litrów paliwa na 100 km. Samochody wyposażone będą w najnowsze wideorejestratory, które nie tylko umożliwiają nagrywanie tego, co dzieje się przed autem, ale również tego, co dzieje się za nim...
Komentuj →
26 listopada 2007 |
2

Prawidłowe ustawienie fotela kierowcy to nie tylko kwestia wygody – jego odpowiednia regulacja zwiększa bezpieczeństwo. Właściwa odległość od pedałów i kierownicy zapewnia nie tylko precyzję prowadzenia samochodu, ale także optymalne działanie pasów bezpieczeństwa oraz poduszki powietrznej. Eksperci ze Szkoły Jazdy Renault przypominają, na co zwracać uwagę podczas ustawiania fotela kierowcy. Jesienią i zimą na mokrej lub śliskiej nawierzchni łatwo o wypadek. Mają na to wpływ zarówno pogarszające się warunki atmosferyczne, jak i szybko zapadający zmrok. Aby zminimalizować ryzyko urazów, do których może dojść w wyniku nawet lekkiej stłuczki, fotel kierowcy powinien zostać ustawiony w taki sposób, aby pasy bezpieczeństwa mogły się optymalnie układać na ciele, a odległość od poduszki powietrznej zapewniała jej maksymalną skuteczność. Ustawianie fotela kierowcy rozpoczyna się od wyregulowania jego wysokości. Pozostawienie tej czynności na koniec spowoduje, że zmianie ulegną pozostałe ustawienia. Nadmierne opuszczenie fotela ograniczy pole widzenia kierowcy, jednak należy starać się obniżyć środek ciężkości jego ciała – wyjaśniają trenerzy ze Szkoły Jazdy Renault – Wskazówką dla wysokich osób może być sprawdzenie odległość pomiędzy sufitem a głową – nie powinna być ona mniejsza, niż 10 cm. Ustawienie fotela zbyt wysoko sprawi, że głowa znajdzie się niebezpiecznie blisko sufitu, a uda będą zahaczać o kierownicę. Odległość fotela od kierownicy powinno się ustawić przy wciśniętym pedale sprzęgła – jest to bowiem najodleglejszy punkt, do którego musi sięgać noga kierowcy podczas jazdy. Trzeba pamiętać, że pedał wciska się całą stopą, a nie samymi palcami. Przy wciśniętym sprzęgle udo nie może “wciskać” siedziska, a noga powinna pozostać lekko zgięta w kolanie. Kąt tego zgięcia nie jest jednak dokładnie określony, ponieważ zależy od budowy ciała kierowcy i konkretnego samochodu. Jeśli fotel zostanie ustawiony zbyt blisko, podczas puszczania wciśniętego pedału udo będzie zahaczać o kierownicę. Istotne jest też wyregulowanie oparcia. Fotel powinien umożliwić przyjęcie takiej pozycji, aby łopatki kierowcy nie odrywały się od oparcia podczas próby sięgnięcia nadgarstkiem do szczytu kierownicy.Jednocześnie odległość kierownicy od klatki piersiowej nie powinna przekraczać 35 cm - niezależnie od wzrostu kierującego. Podyktowane jest to potrzebą prawidłowego ułożenia rąk na kierownicy - mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault – Zapewnia także prawidłowe działanie poduszki powietrznej. W skorygowaniu tej odległości pomoże pozioma regulacja kierownicy. Oparcie może wymagać dodatkowej regulacji w zależności od odzieży kierowcy, np. ubranego w bardzo grubą kurtkę. Dłonie na kierownicy powinny być ułożone w jej najszerszym miejscu (w pozycji “za piętnaście trzecia”), ale jednocześnie nie mogą znajdować się powyżej linii barków. W przeciwnym wypadku ręce będą się szybciej męczyć, a wszelkie manewry będą utrudnione – ostrzegają eksperci ze Szkoły Jazdy Renault - Co ważne, nie ma znaczenia kąt zgięcia rąk w łokciach, istotne jest nieodrywanie pleców od oparcia fotela. Ostatni elementem do skontrolowania jest wysokość zagłówka. Warto pamiętać, że nie służy on komfortowi jazdy, a wyłącznie bezpieczeństwu. Jego szczyt powinien znajdować się na wysokości potylicy, nieco poniżej wierzchołka głowy. Po wyregulowaniu fotela powinno się sprawdzić ustawienie pasów bezpieczeństwa i skorygować ich wysokość. Po zapięciu pas powinien przebiegać dokładnie przez środek ramienia. Pas znajdujący się zbyt nisko będzie się zsuwać, zbyt wysoko – będzie obcierać szyję, a w obu tych przypadkach może nie zadziałać prawidłowo podczas wypadku – dodaje dyrektor Szkoły Jazdy Renault – Należy też pamiętać, żeby po zapięciu lekko zacisnąć pas podciągając go za część ramieniową, jego część biodrowa musi przylegać mocno do ciała, a zapięty pas powinien być zawsze rozprostowany.
Komentuj →
26 listopada 2007 |
0
Komendant straży miejskiej w Rzymie został w trybie pilnym zdymisjonowany po tym, gdy jedna z gazet ujawniła, że zaparkował swój prywatny samochód w niedozwolonym miejscu, przeznaczonym dla inwalidów. Posłużył się przy tym cudzą, nieważną legitymacją. Dziennik "Messaggero" napisał w niedzielę, że w piątkowy wieczór szef straży miejskiej Giovanni Catanzaro zaparkował w pobliżu Placu Hiszpańskiego w miejscu, z którego - jak ostrzega znak drogowy - wszystkie auta, z wyjątkiem tych należących do inwalidów, są wywożone. Idąc do restauracji zostawił samochód właśnie na miejscu dla inwalidów, a na szybie położył uprawniającą do tego legitymację, zgubioną jakiś czas temu przez starszą kobietę. Reakcja burmistrza Waltera Veltroniego była natychmiastowa - zwolnił komendanta kilka godzin po ujawnieniu skandalu.
Komentuj →
26 listopada 2007 |
0
Na niecodzienną reklamę zdecydowała się firma Subaru w Wielkiej Brytanii. Nowe Imprezy przymocowane kołami do góry do lawety mają podkreślać doskonałe właściwości jezdne. Laweta z sześcioma autami, w tym trzema odwróconymi, objeżdża wyspę odwiedzając po drodze poszczególne salony Subaru. Imprez, które zamontowano do góry kołami, w celu łatwiejszego montażu pozbawiono silników i skrzyń biegów. Hasło reklamowe brzmi "Subaru Impreza - niczym przyklejona do drogi". Jak zapewniają przedstawiciele Subaru, kampania ma za zadanie informowanie o świetnych właściwości jezdnych i bezpieczeństwie aktywnym nowej Imprezy. Pozostaje mieć nadzieję, że żaden zapatrzony w lawetę kierowca, nie spowoduje tym samym wypadku.

Komentuj →
26 listopada 2007 |
1
Złe warunki atmosferyczne, wcześnie zapadający zmierzch, a co za tym idzie ograniczona widoczność, piesi i rowerzyści ubrani na ciemno, bez żadnych elementów odblaskowych, poruszający się po nieoświetlonych drogach. Reflektory samochodu widać nawet z odległości kilku kilometrów, kierowca zaś ma ograniczoną widoczność. Warunki na drogach będą się- niestety- pogarszać. Tylko w ciągu minionego weekendu wydarzyło się 461 wypadków w których zginęło 61 osób a 604 zostały ranne. Znaczna część wśród poszkodowanych to “niechronieni uczestnicy ruchu drogowego”, czyli przede wszystkim piesi i rowerzyści, poruszający się po jezdni lub poboczu. Zwłaszcza ci pierwsi stanowią bardzo liczna grupę wśród ofiar. Wynika to z dużego udziału potrąceń w ogólnej liczbie wypadków oraz z prawidłowości, ze pieszy, w takiej sytuacji, jest narażony na znacznie większe niebezpieczeństwo niż kierowca. W ciągu dziesięciu miesięcy tego roku na naszych drogach zginęło 1464 pieszych a 11277 zostało rannych. Życie straciło też 423 rowerzystów a 4029 odniosło obrażenia. Warto pamiętać, że poruszając się drogą po ciemku bez elementów odblaskowych jesteśmy widoczni w światłach mijania z odległości 20 – 30 metrów. Samochód jadący z prędkością 90 km/h (prędkość dopuszczalna poza obszarem zabudowanym) pokonuje 25 metrów w ciągu 1 sekundy. Kierujący zatem nie ma żadnych szans na jakiejkolwiek reakcję. Jeśli pieszy wyposażony jest w element odblaskowy - kierowca zauważy go już z odległości 130 -150 metrów, czyli ok. 5 razy szybciej. Dlatego tak ważne jest, aby “niechronieni uczestnicy ruchu drogowego” dla własnego dobra, korzystając z drogi po zmierzchu, mieli na sobie widoczne dla innych uczestników ruchu elementy odblaskowe. Prawidłowo noszone odblaski powinny być zauważalne dla kierujących nadjeżdżających z obu kierunków i umieszczone w takim miejscu, aby znalazły się w polu działania świateł samochodowych.
Komentuj →