24 lipca 2008 |
2
W wolnym tłumaczeniu car sharing oznacza przekazanie auta. Realne koszty chwilowego wykorzystywania pojazdu, mniejsze korki w miastach, niższy poziom hałasu i redukcja wypadków komunikacyjnych – to główne zalety tego rozwiązania. Z przeprowadzonych badań wynika, że samochód będący w posiadaniu jednego użytkownika jeździ średnio nieco ponad godzinę dziennie. W ramach car sharingu może być wykorzystywany dużo efektywniej i może zastąpić nawet 5-6 pojazdów firmowych czy prywatnych. Car sharing nie zastąpi jednak komunikacji publicznej – czytamy w portalu Flota.on.line.
Car sharing - Tym terminem często określa się wspólna jazdę. W wielu krajach jest to jednak system wypożyczania samochodów – firmy car sharingowe użyczają auta zajerestrowanym użytkownikom. W Wielkiej Brytani ten typ usługi nazywa się car club, a wykorzystanie samochodów osobowych jest alternatywą dla komunikacji miejskiej.
Usługa car sharingu jest oferowana przez firmę, w której mogą się zarejestrować osoby zainteresowane produktem. Wnoszą one zwykle stałą opłatę członkowską, która daje im możliwość wynajęcia pojazdu. Płacą także za sam wynajem, podobnie jak w klasycznej wypożyczalni: godziny + przejechane kilometry. Samochody są dostępne w określonych miejscach, a oferta z reguły obejmuje szeroką gamę pojazdów: małe miejskie auta, mikrobusy, a nawet samochody dostawcze. Najprostszy system umożliwia rezerwację pojazdu przez telefon, a kluczyki klient może wybrać z sejfu “na ulicy“. Nowsze systemy wykorzystują już nowoczesne technologie – samochód można zarezerwować za pośrednictwem Internetu czy SMS-a. Użytkownik może otworzyć auto za pomocą karty identyfikacyjnej i tak samo, dzięki niej, ma dostęp do kluczyków oraz dokumentów zamkniętych w specjalnym schowku. Za paliwo płaci się kartą płatniczą będącą na wyposażeniu samochodu. Po skończonej jeździe wystarczy zaparkować auto, wypełnić książkę pojazdu/rachunek (również w wersji elektronicznej) dla ewidencji przejechanych kilometrów i zostawić sobie kopię. Na koniec trzeba tylko ponownie aktywować systemy bezpieczeństwa. Opłatę uiszcza się w tym przypadku na podstawie osobnego wyliczenia i miesięcznej faktury. Cała dalsza obsługa pojazdu leży w gestii firmy car sharingowej. Parkingi dla samochodów najczęściej wyznaczają władze miasta. Zwykle są to miejsca w gęsto zaludnionych dzielnicach. Dzięki temu klienci mają samochody tuż pod domem.
Zalety car sharingu - Analitycy twierdzą, że jeżeli w ciągu roku pokonujemy mniej niż 15 tys. kilometrów, to car sharing jest zdecydowanie tańszym rozwiązaniem niż zakup i utrzymanie własnego auta. Powodem takiej sytuacji jest to, że koszty wynikające z zakupu pojazdu, amortyzacji, przeglądów i napraw czy ubezpieczenia są rozbite na kilku użytkowników, bądź jak w klasycznej wypożyczalni, nie musimy o nich myśleć wcale. Właściciel auta z reguły zapomina doliczać do kosztów użytkowania pojazdu amortyzację czy serwisowanie, a ogranicza się tylko do uwzględniania wydatków na paliwo. Car sharing pokazuje realne koszty chwilowego wykorzystywania pojazdu i umożliwia porównanie z innymi rodzajami transportu. Jeśli pojazdy są wykorzystywane efektywniej, można oczekiwać zmniejszenia liczby niepotrzebnych kursów, a co za tym idzie – mniejszej ilości aut stojących w korkach. Zmniejszy się też poziom hałasu i liczba wypadków, a zwiększy ilość miejsc parkingowych. Jednak największym plusem będzie ograniczenie szkodliwych dla środowiska działań, nie tylko porzez ograniczenie emisji spalin, ale również poprzez zmniejszenie odpadów powstałych przy produkcji i likwidacji pojazdów.
Komentuj →
24 lipca 2008 |
0
(257-4)
O kolejce gondolowej inżyniera Olgierda Mikoszy, która ma powstać w Opolu pisze specjalistyczne bostońskie pismo (poświęcone nowoczesnej technologii), informacje można też znaleźć na nowozelandzkiej stronie internetowej. MISTER-a chcą również budować w Rzeszowie. Pierwszą stronę pisma opatrzono zdjęciem z Opola, gdy przed ratuszem montowano prototyp kolejki gondolowej. - Bardzo się cieszę, że zainteresowano się moim projektem - mówi Olgierd Mikosza. Informacje o kolejce, a także zdjęcie z Opola można znaleźć również na nowozelandzkiej stronie internetowej www.prtnz.com zajmującej się tematyką przyszłości w transporcie. Niedawno MISTER stratował w przetargu na organizację transportu w Abu Dhabi w Emiratach Arabskich. Tej licytacji Mikosza jednak nie wygrał. - Ale najważniejsze jest to, że zostaliśmy do przetargu zaproszeni. To ważne, bo to nie my szukaliśmy konkursu, ale konkurs poszukał nas - podkreśla Mikosza i wierzy, że do Emiratów Arabskich jeszcze wróci. - Tym razem wybrano ofertę holenderskiej firmy, ale to zupełnie inna technologia. To jest coś w rodzaju elektrycznych wózków jeżdżących po ziemi. Zostali wybrani do budowy pierwszego etapu w tunelach. Powiem szczerze, że największym naszym problemem był fakt, iż nie ma jeszcze testowego odcinka MISTER-a. Gdyby był, być może wygralibyśmy teraz - dodaje inżynier. Opolu rośnie coraz silniejsza konkurencja.
(257-6)
Poważne rozmowy z inż. Mikoszą rozpoczął Rzeszów, tam taka inwestycja miałaby ruszyć w 2010 roku. - Jest to spory wydatek. Jeśli jednak znajdą się pieniądze, wchodzimy w projekt - zapowiada Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Miasto chce nawet na własną rękę szukać pieniędzy na MISTER-a.
Komentuj →
24 lipca 2008 |
0
Osoba niesłysząca może być świetnym kierowcą. Ale by mogła prowadzić auto największą barierą nie jest wada słuchu lecz brak tłumaczy języka migowego - alarmuje “Gazeta Wyborcza Radom”. Radomski oddział Polskiego Związku Głuchych ma 1000 podopiecznych, a wszystkich musi obsłużyć zaledwie pięciu tłumaczy migowych. - Gdybyśmy mieli więcej pieniędzy, sytuacja wyglądałby inaczej - mówi Elżbieta Pietrzyk-Tomaszewska, kierowniczka PZG w Radomiu. - Teraz tłumacze pomagają kursantom charytatywnie, poza godzinami pracy. Ja ze swojej strony czasem dam im za to dzień wolny w pracy, ale co to za wynagrodzenie. Aby zdobyć uprawnienia tłumacza, trzeba zdać bardzo trudny egzamin na certyfikat, który musi być później odnawiany co dwa lata. Niezbędny jest stały kontakt z językiem migowym. W dodatku jeśli chce się asystować przy kursach prawa jazdy, potrzebne jest wieloletnie doświadczenie i znajomość specjalistycznego słownictwa. Trudno się dziwić, że chętnych nie jest wielu. - Zachęcamy szkoły jazdy, aby to one zapewniały tłumaczy - mówi Pietrzyk-Tomaszewska. - Oby tylko nie kosztem samych niepełnosprawnych, bo zwykle są to osoby niezamożne. Zdaniem kierowniczki radomskiego PZG zainteresowanie kursami wśród niepełnosprawnych rośnie. - Rocznie zgłasza się około 30 osób. - Jestem z niesłyszącymi na wykładach z teorii. Czasem towarzyszę im też na jazdach, zwłaszcza na początku kursu. Na egzaminie praktycznym siedzę z tyłu za instruktorem - opowiada tłumaczka Dorota Olbromska. - Oczywiście trasę i inne szczegóły ustala się przed rozpoczęciem jazdy. W końcu kierowca musi patrzeć na drogę, a nie oglądać się na tłumacza. Jeśli zdarzy się jakaś nieprzewidziana sytuacja, instruktor każe się zatrzymać i dopiero wszystko omawiamy - wyjaśnia Olbromska. Nie wszystkie szkoły jazdy są gotowe szkolić niesłyszących. - Instruktor, który szkoli taką osobę, musi wykazać dużo cierpliwości i dobrej woli. Nie wszyscy mają do tego predyspozycje - zauważa Dorota Olbromska. Jak jest ze sprzętem do nauki jazdy? - Nie jest konieczne jakieś specjalne wyposażenie, ale dobrze, gdy samochód ma obrotomierz - mówi Olbromska. - Dzięki niemu kierowca wie, kiedy ma zmienić bieg, mimo że nie słyszy silnika. Jeśli tylko lekarz wyda zaświadczenie, że niesłyszący jest w stanie prowadzić samochód, jego szanse na zdanie egzaminu nie są mniejsze niż kursanta w pełni zdrowego. - Szkoliłem takie osoby i uważam, że radzą sobie bardzo dobrze. Ponieważ nie słyszą, mają wyczulone inne zmysły, np. wzroku czy dotyku - podkreśla Dariusz Duralski, instruktor. Tę opinię potwierdzają dane policji. - Nigdy nie słyszałem o przypadku spowodowania wypadku przez osobę niesłyszącą - mówi January Majewski z Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.
Redakcja serwisu PRAWO DROGOWE @ NEWS bezpłatnie opublikuje reklamy ośrodków kształcących niesłyszących kandydatów na kierowców, czekamy na zgłoszenia: news@grupaimage.com.pl
Komentuj →
23 lipca 2008 |
0
Jednym z najczęściej wykonywanych manewrów jest parkowanie. Wraz z instruktorami ze Szkoły Jazdy Renault redakcja “AUTO MOTO” pokazuje, jak to robić poprawnie oraz bezpiecznie. Dzięki naszym radom zaparkujesz w każdym miejscu! - piszą.
Zobacz film - http://www.auto-swiat.pl/media,podglad/Jak_poprawnie_oraz_bezpiecznie_parkowac_,Id-291/
Komentuj →
23 lipca 2008 |
0
Na łamach “Gazety Wyborczej” w dodatku “Wysokie obroty” opublikowano kolejny - czwarty odcinek cyklu “Czego nie uczą, a powinni”.Temat niezmiernie ważny, edukacja przyszłych kierowców to jednocześnie bezpieczeństwo nas i naszych najbliższych, to mniej wypadków i mniej ofiar śmiertelnych. Jak zwykle niezmiernie ciekawi jesteśmy Państwa opinii, co do zaprezentowanych propozycji, ocen, wypowiedzi zaprezentowanych w pierwszym i kolejnych tekstach cyklu. Czekamy na merytoryczny wkład do dyskusji, te wypowiedzi opublikujemy w newsie. Prześlemy je także autorowi cyklu, jak o nasz wspólny głos w tej tak ważnej dyskusji.
Artur Włodarski (“Gazeta Wyborcza”),”Czego nie uczą, a powinni”. Lekcja czwarta:
To straszne słowo na "p" napełnia grozą nie tylko świeżo upieczonych kierowców, co ma to tę dobrą stronę, że zimą jeżdżą przesadnie ostrożnie. Ale poślizgi zdarzają się cały rok. Najgroźniejsze są latem, bo raz - nie spodziewamy się ich, dwa - jeździmy szybciej. Co je powoduje? Lód? Śnieg? Błoto? Nie. Człowiek. A ściślej -jego błędne reakcje. Jestem pewien, że większość kierowców, nawet tych z bogatym stażem, nie do końca wie, co wtedy robić. Według starej szkoły - kontrować i wciskać sprzęgło. Proste, tyle że wtedy królowały samochody z tylnym napędem. Dziś poprzeczka zawieszona jest wyżej: są różne auta, różne poślizgi. A więc nie może być uniwersalnego sposobu. Zacznijmy od samochodów. Ogromna większość tych, które jeżdżą po Polsce, ma przedni napęd. A więc - silnik z przodu i przytulona do niego skrzynia biegów. Efekt? Nierównomierny rozkład ciężaru na osie. Zwykle 60 proc. przypada na przód, 40 na tył. Takie auto gorzej skręca. Tzn. słabiej, niżby to wynikało z położenia kierownicy. Jest więc podsterowne. Efekt podsterowności wzrasta wraz z prędkością. W skrajnych przypadkach po prostu wylatujemy na zewnątrz zakrętu i uderzamy przodem auta w przydrożne drzewo.
Odmiennie zachowują się auta z tylnym napędem i stosunkowo ciężkim tyłem. Mają tendencję do zacieśniania zakrętu, czyli skręcają nadmiernie, a więc bardziej, niżby to wynikało z położenia "koła sterowego". Są więc nadsterowne. Takim autem też możemy wylecieć z zakrętu, tyle że zazwyczaj bokiem.
O poślizgu mówimy, gdy przynajmniej dwa koła tracą przyczepność. W autach podsterownych będą to zwykle koła przednie, w nadsterownych - tylne. Moment utraty przyczepności powinniśmy wychwycić najwcześniej dolną częścią tułowia.
Co wówczas robimy? Zacznijmy od auta podsterownego. Widząc, że chce wyjechać z zakrętu, odruchowo pogłębiamy skręt kół. A więc na prawym zakręcie “dokręcamy” kierownicę w prawo, a na lewym -w lewo. I jest to błąd! Dlaczego? Bo im bardziej skręcone koła, tym trudniej odzyskują przyczepność. Auto zaczyna “płużyć przodem”, czyli jechać na wprost mimo skręconych kół. By tego uniknąć, powinniśmy przełamać odruch i nieco “wyprostować” koła. Już po kilku metrach poczujemy, że auto zaczyna trzymać się zakrętu. A co w tym czasie robimy z pedałami? Teoretycznie wydawałoby się, że skoro przód jest ciężki, to powinniśmy wcisnąć gaz, by go odciążyć. Kolejny błąd! Jeśli już doszło do zerwania przyczepności przednich kół, powinniśmy gazu ująć lub nawet przyhamować. Bo kiedy dociążymy i “wyprostujemy” koła, znacznie łatwiej odzyskają one przyczepność, a my kontrolę nad autem. Ale uwaga! W modelach bez ABS-u zbyt mocne hamowanie oznacza niemal pewną blokadę kół. A tego właśnie chcieliśmy uniknąć. W dodatku ryzykujemy, że jeśli zewnętrzne koła “złapią” pobocze, auto zamiast wrócić na jezdnię, wyląduje w rowie.
Przejdźmy do poślizgu nadsterownego. Wbrew obiegowym opiniom mało które tylnonapędowe auto skłonne jest wylecieć z drogi wskutek mocnego dodania gazu. No, chyba że jest ślisko, mamy 400 koni pod maską i bardzo szerokie tylne "kapcie". Jednak dopóki nie będziemy potykać się o Brabusy, Corvetty "Porszawki" czy Vipery, podstawową przyczyną tego rodzaju poślizgów pozostaną w naszych realiach zbyt nerwowe ruchy kierownicą. Zwłaszcza podczas pokonywania serii zakrętów, na których łatwo rozhuśtać tył auta (np. lewy, prawy, lewy). I jeśli wówczas przesadzimy z prędkością lub nagle odpuścimy gaz, napędzane koła stracą przyczepność - tył “zechce” wyprzedzić przód, a całość zacznie obracać się wokół własnej osi. Wówczas pozostaje niewiele czasu na reakcję. Tym mniej, im samochód jest krótszy (a ściślej - ma mniejszy rozstaw osi), a jego tył relatywnie cięższy. Co robimy? “Zakładamy kontrę”, a więc skręcamy koła w przeciwną stronę - na prawym zakręcie w lewo i odwrotnie. Generalnie w tę, w którą ucieka tył. By to dobrze zrobić, potrzebny jest refleks i umiar. Refleks - by nie spóźnić reakcji, umiar -by z nią nie przesadzić. Jeśli się spóźnimy, nie wygasimy w porę poślizgu. Jeśli przeholujemy -wpadniemy w kolejny - jeszcze głębszy. To samo zresztą grozi nam podczas źle wykończonego poślizgu podsterownego: gdy przednie koła zbyt nagle odzyskają przyczepność, wówczas siła bezwładności może wyrzucić tył. Od tej chwili mamy więc wspólny mianownik: niezależnie od typu auta (przednio- czy tylnonapędowe) będziemy wpadali z poślizgu w poślizg. Najgorsze, co można wtedy zrobić, to gwałtownie hamować; jeśli wciąż jesteśmy na jezdni, nasze auto niemal na pewno ustawi się bokiem, co ostatecznie nie jest złe, o ile z przeciwka nie jedzie np. tir. Lepiej więc dodawać gazu - w aucie tylnonapędowym z umiarem, w przednionapędowym - bardziej zdecydowanie (dlaczego -wyjaśniałem w “Pokonywaniu zakrętów”). Ale nie czarujmy się -wygaszenie poślizgów, zwłaszcza wahadłowych, jest łatwe tylko w teorii. By udało się w praktyce, trzeba poćwiczyć. Pytanie -gdzie? Odpowiedź -gdzie tylko się da, bez narażania na szwank auta i zdrowia. A więc najlepiej w szkołach doskonalenia techniki jazdy. A poza nimi? Z praktyki wiem, że przy odrobinie wytrwałości wciąż da się takie miejsca znaleźć. Inie muszą to być nieczynne lotniska. Zimą wystarczą nieduże placyki i polanki, bo i prędkości, przy których można wywołać poślizg (gazem czy ostatecznie hamulcem ręcznym), są wówczas niewielkie. Ktoś powie, że takie rady w dobie systemów kontroli trakcji nie mają sensu. Jestem innego zdania. Po pierwsze dlatego, że większość aut jeżdżących po Polsce takich systemów nie ma (średni wiek to ok. 10 lat), po drugie - nawet samochody z ESP wpadają w poślizg, wylatują z drogi, obracają się. Choć z reguły przy wyższych prędkościach.
W poślizg można wpaść nie tylko na zakręcie (choć wtedy o to najłatwiej), ale także na prostej drodze. Na przykład wtedy, gdy wjedziemy w głęboką kałużę (zwłaszcza jedną stroną auta), zaczniemy ostro hamować z wysokiej prędkości, w wietrzny dzień wyjedziemy zza ściany lasu, złapiemy pobocze czy zbyt szybko "napadniemy" szutrową drogę (tworzące ją kamyki działają jak kulki z łożyska). Trzeba pamiętać, że droga jest bardziej śliska po pierwszych kroplach deszczu niż po ulewie. Że łatwiej stracimy przyczepność, gdy mamy nierówno, nadmiernie lub za słabo napompowane opony, nierówno "biorące" hamulce czy niesprawne amortyzatory. I że nasz podsterowny samochód zmieni się w silnie nadsterowny, gdy przeciążymy go nadmiarem osób lub bagażu (co po części wyjaśnia fenomen wypadków dyskotekowych).”
Komentuj →
27 lipca 2008 |
0
Autokar z polskimi turystami przewrócił się rano na autostradzie w pobliżu Wenecji. 14 osób jest rannych, w tym jedna ciężko - podała agencja Ansa. Do wypadku doszło około godziny 7 rano na autostradzie A4 ("Serenissima") w rejonie miejscowości San Dona di Piave. Autokar z 71 osobami jechał na południe Włoch. Zjechał z autostrady i wpadł do rowu. Właściciel autokaru firma Euro Trans Bus z Kalisza zapewnia, że pojazd był sprawny technicznie i przed wyjazdem przeszedł wymagane kontrole. - Neoplan, który pojechał do Włoch miał osiem lat. Był w bardzo dobrym stanie technicznym, był też dobrze wyposażony. Przed wyjazdem miał kilka dni przestoju. W dzień wyjazdu został skontrolowany przez policję, która nie stwierdziła żadnych uchybień - powiedział Hubert Pawlak z tej firmy. Jak dodał, kierowcy, którzy byli w autokarze w chwili wypadku, rozpoczynali swoją podróż przed polska granicą. Agencja Ansa podała również, że policja drogowa potwierdziła, iż przyczyną wypadku było zaśnięcie kierowcy.Hubert Pawlak z Euro Trans Bus powiedział, że kierowca twierdzi, iż nie usnął za kierownicą i nie był przemęczony. - Przed wyjazdem miał kilka dni przerwy. Dwie godziny przed wypadkiem autokar miał postój. Rozmawiałem z policją, która potwierdziła, że nie było przekroczeń czasu pracy - dodał.
Polski wicekonsul w Mediolanie Andrzej Szydło powiedział PAP, że wciąż nie otrzymał potwierdzenia doniesień agencji Ansa, powołującej się na włoską policję drogową, że to zaśnięcie kierowcy było przyczyną wypadku polskiego autokaru koło Wenecji.
Komentuj →
27 lipca 2008 |
0
Czterokołowe pojazdy terenowe można coraz częściej spotkać w olsztyńskich i podmiejskich lasach, ostatnio także na łąkach i w lesie nad jeziorem Skanda. - To się zrobiła prawdziwa plaga - opowiada nasz czytelnik gazety. - Byłem na spacerze, gdy nadjechały od strony miasta, szedłem wąską ścieżką i nie wiedziałem, w którą stronę mam uciekać - dodaje. - O quadach nad Skandą jeszcze nie słyszałem, ale dużo ich jeździ po lesie miejskim, dlatego musieliśmy tam zwiększyć liczbę patroli - mówi Jarosław Lipiński, zastępca komendanta straży miejskiej. - W lesie obowiązuje zakaz poruszania się pojazdami z silnikami spalinowymi. I razem ze strażą leśną staramy się ten zakaz egzekwować. Pociągnięcie do odpowiedzialności właścicieli quadów nie wszędzie jest jednak proste. Wszystko z powodu skomplikowanego prawa. Zakaz poruszania pojazdów silnikowych po terenach leśnych - zgodnie z ustawą o lasach państwowych - egzekwuje straż leśna, policja tylko w ograniczonym zakresie. Właściciele quadów - być może nieświadomie - korzystają zatem z tej luki prawnej. - Ale i tak sprawdzimy sytuację nad Skandą - zapowiada Jarosław Grochowski, naczelnik wydziału drogowego policji.
Trzeba znać technikę prowadzenia quada:Czwórka poparzonych turystów ze Śląska trafiła do szpitala po tym jak w Sarbinowie kobieta wjechała quadem w stolik przy którym siedzieli ludzie. Kierowca czterokołowca, Yvonne J. była trzeźwa. Odpowie za spowodowanie wypadku drogowego. Grozi jej do trzech lat więzienia. Żeby prowadzić quada trzeba mieć prawo jazdy kategorii B. Yvonne J. prawo jazdy posiada, jednak za kierownicą quada siedziała pierwszy raz w życiu. - Przeceniła swoje możliwości - mówi Beata Majewska, rzecznik koszalińskiej policji - Nie znała techniki, nie przewidziała, że taki pojazd prowadzi się inaczej niż samochód.
Ministerstwo wyjaśnia: Quady należą do kategorii “pojazdy samochodowe inne” i – jak podkreśla Ministerstwo Infrastruktury – trzeba je rejestrować. Pojazdy czterokołowe o mocy do 15 kW są homologowane według wymagań technicznych stosowanych do motorowerów lub motocykli trójkołowych. Homologacji i rejestracji nie podlegają natomiast pojazdy czterokołowe o mocy większej niż 15 kW. – Tego typu pojazdy są produkowane z przeznaczeniem do poruszania się poza drogami publicznymi, np. w terenach górzystych, na łąkach, polach, podczas zawodów sportowych – zastrzega wiceminister Tadeusz Jarmuziewicz w odpowiedzi na interpelację poselską. To dlatego, że kierowcy quadów narażeni są na duże ryzyko uszkodzenia ciała w razie wypadku. Stanowią też spore zagrożenie dla innych uczestników ruchu, dlatego nie mogą korzystać z dróg publicznych. Jarmuziewicz podkreśla też, że nie ma oddzielnych przepisów o odpowiedzialności małoletnich za jazdę quadami. Kierowców quadów mogą natomiast kontrolować – oprócz policji – także straże parków narodowych i strażnicy graniczni.
– Należy pamiętać, że quad to nie zabawka.
Pojazd musi być zarejestrowany, a kierujący musi mieć uprawnienia do kierowania nim – przypominają policjanci z biura prasowego Komendy Głównej Policji.
Komentuj →
27 lipca 2008 |
0
Posłowie, prokuratorzy mogą jeździć po odremontowanym Krakowskim Przedmieściu, autobusy także. Tylko rowerzyści nie mają tyle szczęścia. Wydzielonej ścieżki dla rowerów brak, a na niepokornych czyha straż miejska – relacjonuje “eMetro”. Awantura o rower na Krakowskim Przedmieściu zaczęła się kilka lat temu. Kiedy ratusz w 2004 r. (za prezydentury Lecha Kaczyńskiego) przedstawił plany modernizacji ulicy, okazało się, że nie uwzględniają one ścieżki rowerowej. - Rower na wydzielonej ścieżce jest niebezpieczny dla przechodniów - nadjeżdża cicho i szybko, nie pozwala swobodnie spacerować - bronił wtedy swojego stanowiska autor projektu przebudowy Krzysztof Domaradzki. Ale rowerzystów zapewniono, że zakaz wjazdu nie będzie ich dotyczył i swobodnie będą mogli jeździć po Krakowskim. A jak jest? Rzecz w tym, że ilu rozmówców, tyle interpretacji. Agata Choińska z Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych twierdzi, że cykliści mają prawo wjazdu na Krakowskie, bo "jest strefą o ruchu uspokojonym". Innego zdania jest straż miejska. Dla nich zakaz to zakaz. Rowerzyści muszą się więc liczyć z tym, że strażnicy mogą ich zatrzymywać. Miejski inżynier ruchu Janusz Galas nie jest do końca pewny, jak to jest z rowerami na Krakowskim Przedmieściu. Najpierw stwierdził, że to droga głównie dla autobusów, dopiero indagowany przez dziennikarzy "Gazety Stołecznej" obiecał wyjaśnić sprawę i oficjalnie wpuścić rowerzystów na odnowioną ulicę.
Komentuj →
27 lipca 2008 |
0
Od przyszłego roku francuscy kierowcy, którzy zdecydują się na zamontowanie w swoich samochodach automatycznych alkoholomierzy będą mieli ulgi w ubezpieczeniach swoich pojazdów. Francuski minister spraw wewnętrznych Michele Alliot - Marie poinformowała, że w tej sprawie chce spotkać się z producentami samochodów i przedstawicielamifirm ubezpieczeniowych. Od przyszłego roku będzie możliwe zainstalowanie w samochodzie alkoholomierza, który po stwierdzeniu zbyt dużej ilości alkoholu we krwi kierowcy uniemożliwi włączenie silnika. W tej chwili we Francji można usiąść za kierownicą po wypiciu dwóch kieliszków wina. Alkohol oraz nadmierna szybkość to główne przyczyny wypadków we Francji. Władze starają się w różny sposób zwalczać zjawisko prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwym - od zachęcania właścicieli barów i dyskotek do fundowania kierowcom niepijącym alkoholu darmowych napojów bezalkoholowych bo nasilenie kontroli i represje wobec nietrzeźwych. W Rennes sąd zarekwirował samochód kierowcy, którego po raz trzeci przyłapano na prowadzeniu w stanie nietrzeźwym. Zamontowanie alkoholomierzy kosztuje 1200 do 1500 euro - rząd przewiduje częściowy zwrot kosztów.
Komentuj →
27 lipca 2008 |
0


(257-8; 257-9)
Motocykle, radiowozy, policyjne pokazy, wystawy sprzętu, koncerty i konkursy dla dzieci oraz wiele, wiele innych. Tak wyglądał piknik zorganizowany przez Komendę Stołeczną Policji z okazji Święta Policji. Podczas pikniku wszyscy zainteresowani mogli zwiedzić stoiska promocyjne prezentujące pracę Policji, również tą na co dzień niewidoczną. Tuż po godzinie 14.00 gdy w niebo wzbiło się kilkadziesiąt balonów, tak rozpoczął się policyjny piknik zorganizowany dla mieszkańców Warszawy. Na parkingu przyległym do Komendy Stołecznej Policji pojawiły się radiowozy, motocykle, quady, armatki wodne, transportery opancerzone. Podczas pikniku wszyscy zainteresowani mogli zwiedzić stoiska promocyjne prezentujące pracę Policji, również tą na co dzień niewidoczną. Goście mogli zapoznać się miedzy innymi z pracą policyjnego laboratorium kryminalistycznego, obejrzeć robota pirotechnicznego czy policyjnych antyterrorystów. Nie zabrakło również pokazów przygotowanych specjalnie z myślą o naszych gościach. Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie wśród huku wystrzałów zaprezentowała symulację udzielania pierwszej pomocy rannemu funkcjonariuszowi. Swoimi umiejętnościami wykazali się również przewodnicy, prezentując tresurę psów służbowych. Specjalnie dla najmłodszych uczestników pikniku przygotowano wiele konkursów z nagrodami. Tuż obok budynku komendy ustawiono Niebieski Przystanek Kolejki Staromiejskiej, która woziła naszych małych gości na przejażdżki. Duże zainteresowanie przybyłych wzbudziła Orkiestra Reprezentacyjna KSP, która zaprezentowała swoje umiejętności muzyczne oraz wykonała pokaz musztry paradnej. Odwiedzający mieli również możliwość usłyszenia Chóru KSP, który zaprezentował repertuar rozrywkowy. Na scenie wśród dużego zadowolenia zgromadzonej publiczności zagrały zespoły, Snajper, Meltrad, Przyjaciele Tyrolu oraz Jerzy Filar.
Komentuj →
27 lipca 2008 |
0
Pijany kierowca w policyjnym areszcie - Zatrzymaniem prawa jazdy, zabezpieczeniem pieniędzy na poczet przyszłych kar i pobytem w policyjnej celi – tak zakończył swoją podróż 29-letni Robert R. Mężczyzna jechał samochodem mając we krwi promil alkoholu. Dzisiaj usłyszy zarzut kierowania w stanie nietrzeźwości. Grozi mu za to do 2 lat więzienia. Kwadrans po godzinie 24:00 policjanci z warszawskiej Woli zatrzymali do kontroli drogowej opla, jadącego ulicą Żelazną. Funkcjonariusze, w trakcie sprawdzania dokumentów 29-letniego kierowcy, wyczuli od mężczyzny woń alkoholu. Po sprawdzeniu trzeźwości okazało się, że Robert R. ma we krwi promil alkoholu. Policjanci odebrali mężczyźnie prawo jazdy i zabezpieczyli, na poczet przyszłych kar, pieniądze w kwocie 90 zł. 29-latek po nocy spędzonej w policyjnym areszcie odpowie za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości. Robertowi R. grozi kara nawet do 2 lat więzienia.
W podróż z rodziną i... promilami - Policjanci ze stołecznej drogówki zatrzymali mężczyznę, który pędził ulicami miasta z prędkością ponad 120 km/h, w miejscu gdzie obowiązuje ograniczenie do 50. Jacek J. wiózł swoim fordem rodzinę, stwarzając realne zagrożenie zarówno dla bliskich, jak i innych kierowców. Po zatrzymaniu do kontroli, mężczyzna został poddany sprawdzeniu trzeźwości. 33-latek uzyskał wynik 2,7 promila. Wszystko wydarzyło się wczoraj, około godziny 16:00. Policjanci ze stołecznej drogówki, jadąc Trasą Siekierkowską, u zbiegu z ulicą Płowiecką, zauważyli pędzącego z bardzo dużą szybkością forda. Kierowca samochodu często zmieniał pasy ruchu, wyprzedzając inne pojazdy. Funkcjonariusze natychmiast ruszyli za drogowym piratem. Pierwszy pomiar prędkości na odcinku, na którym obowiązywało jej ograniczenie do 50 km/h, dał wynik o 67 km większy. Ford jechał z prędkością 117,4 km/h. Kolejne pomiary to 119,8 oraz 124,3 km/h. Na zwężeniu drogi i zakręcie pirat drogowy “ograniczył” prędkość do 110 km/h. Nieodpowiedzialnym kierowcą okazał się Jacek J. Po zatrzymaniu do kontroli, mężczyzna została poddany badaniu trzeźwości. Jego wynik to 2,7 promila alkoholu. 33-latek swoim samochodem wiózł żonę i dziecko. Mężczyzna będzie odpowiadał za kierowanie pojazdem po spożyciu alkoholu. Jackowi J. grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności oraz zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych od 1 roku do lat 10.
(257-2)
Samochód wjechał w pieszych - Cztery osoby zginęły w wypadku do jakiego doszło w nocy w miejscowości Charszewo w powiecie Rypin. Kierowca był pijany. Do wypadku doszło około godz. 3.30 w nocy na drodze nr 557 łączącej Rypin z włocławkiem. Kierowca rozpędzonego opla vectry wjechał w stojącą na poboczu grupkę młodych ludzi wracających z dyskoteki. - Trzy osoby zginęły na miejscu - relacjonuje dyżurny PSP w Toruniu. - Po dwie kolejne przyjechały karetki, ale i tak w szpitalu zmarła jedna z przewiezionych tam osób. 25-letni kierowca był pijany. Badanie alkotestem wykazało w jego organizmie 1,86 promila alkoholu. Sprawca tragedii został zatrzymany przez policję.
Komentuj →
26 lipca 2008 |
0
Aferą z prawami jazdy za łapówki w katowickim Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego zajmują się policjanci z Krakowa i Kielc, bo głownie z tych terenów pochodzili podchodzący do egzaminów. Niedawno dołączyli do nich też agenci CBA. Kilkaset osób, które chciało ułatwić sobie zdobycie dokumentu uprawniającego do zajęcia miejsca za kierownicą, będzie miało duże problemy. Śledczy mają już ich nazwiska – informuje “Dziennik Zachodni”. Jak udało się oszukać komputerowy system losowania egzaminatorów w katowickim WORD? Zdaniem naszych informatorów – czytamy w gazecie - po prostu z losowania wyłączano określoną liczbę egzaminatorów i "na piechotę" przydzielano im grupy osób, które dały łapówki. - Przez to np. w Dąbrowie Górniczej bywały grupy, gdzie zdawało sto procent osób. Ten sam egzaminator chwilę później, w następnej grupie oblewał wszystkich, bez względu na umiejętności. W ten sposób wyrównywał statystyki - wyjaśnia informator. Jak jest możliwe, że osoby, które po raz pierwszy w życiu wyjeżdżały np. na ulice Katowic, zdawały egzamin lepiej niż rodowici katowiczanie? Tajemnica tkwi prawdopodobnie m.in. w zapisach przebiegu egzaminów. Jak się dowiedzieliśmy – informuje gazeta - na części kaset... nic się nie nagrało. Tymczasem zgodnie z prawem to oznacza konieczność powtórzenia egzaminu. Na koszt WORD. Może się zdarzyć, że osoby, które już od pół roku pędzą po naszych ulicach, będą musiały ponownie przystąpić do egzaminu. Obecny szef WORD, Roman Bańczyk, wziął się za porządki w firmie. W salach, gdzie zdawane są egzaminy teoretyczne, pojawiły się kamery. - Takie zabezpieczenia nie są nowością. Były w ośrodkach w innych częściach kraju. Nie rozumiem, dlaczego nie korzystano z nich na Śląsku - zastanawia się Bańczyk. Dyrektor rozdzielił też część teoretyczną od praktycznej. Nadzoruje je dwóch różnych egzaminatorów, a nie jeden - jak jeszcze kilka tygodni temu. - Zmienił się też system nadzoru. Kontrolerzy są niezależni od koordynatora egzaminów. Nie wi,e gdzie jadą i kogo będą kontrolować - dodaje Roman Bańczyk. Te zmiany już przyniosły duże skutki. Statystyki zdających egzaminy na Śląsku... wróciły do normy. Tak jak w reszcie kraju, za pierwszym podejściem egzamin zdają cztery osoby na dziesięć. No i skończyła się turystyka egzaminacyjna z ościennych województw.
Komentuj →
26 lipca 2008 |
0
Tekturowe sylwetki policjantów okazały się tak skutecznym straszakiem na jeżdżących z nieprzepisową prędkością kierowców w Rumunii, że projekt został rozszerzony również o makiety samochodów policyjnych – czytamy w portalu Onet.pl Rzecznik policji w okręgu Sibiu uprzedza, że w niektórych miejscach zamiast makiet kierowcy powinni spodziewać się prawdziwych patroli drogówki.
Komentuj →
25 lipca 2008 |
0
Przeciętnie tylko 49 aut na 10 tys. jeżdżących z polisą AC jest kradzionych. Dlatego posiadacze polis OC mogą dokupić ubezpieczenie od kradzieży za kilkadziesiąt złotych rocznie. Od 1999 roku, rekordowego pod względem liczby skradzionych aut (71,5 tys.), zainteresowanie złodziei autami spadło ponadtrzykrotnie. Jednak jak wynika z porównania przygotowanego dla GP przez Centrum Ubezpieczeń Komunikacyjnych, wciąż niektóre towarzystwa (np. Warta czy Ergo Hestia) pobierają za to ryzyko nawet ponad 30 proc. łącznej składki za AC. Ale są też takie, w których dokupienie do AC wypadkowego opcji kradzieży kosztuje kilkanaście złotych rocznie, a składka nie rośnie nawet o 10 proc. Mniejsze ryzyko, pozwalające na pobieranie niskich składek, skłoniło niektóre towarzystwa do prób zachęcenia klientów, którzy dotąd kupowali samo OC komunikacyjne, do zakupu AC, choćby w ograniczonym zakresie. - Wiemy, że niektórzy klienci jeżdżą nieco starszymi autami. Są one jednak na tyle poszukiwane na rynku, że istnieje wysokie ryzyko ich kradzieży. Stąd właśnie oferta smart casco, polegająca na tym, że klient może do OC komunikacyjnego dokupić AC na wypadek kradzieży - mówi Sława Cwalińska-Weychert, wiceprezes Link4. Inne towarzystwa niechętnie sprzedają samo AC na wypadek kradzieży. Za to łatwo można kupić samo AC wypadkowe.
Komentuj →
25 lipca 2008 |
0
Trwa ofensywa producentów urządzeń do nawigacji satelitarnej oraz dostawców map na polski rynek. Najtańsze i najprostsze urządzenie w promocji można próbować kupić nawet za 259 zł. Urządzenia do nawigacji, czyli PND, stają się coraz częstszym elementem wyposażenia samochodu. O nasz rynek urządzeń do nawigacji, na którym w tym roku - według prognoz - zostanie sprzedanych ok. 300 tys. PND (w 2007 roku sprzedano ok. 200 tys.). W super i hipermarketach - m.in. Biedronka i Auchan - w trwających po kilka dni promocjach pojawiają się urządzenia kosztujące nawet 259 zł lub 279 zł. W wakacje producenci PND wprowadzają na rynek nowe modele, w tym przystosowane do używania przez pieszych i rowerzystów (m.in. Garmin Colorado 300 GP oraz Garmin Edge 705). Imagis, polski producent map i systemów nawigacji, rozpoczął sprzedaż map wzbogaconych o elementy przydatne pieszym i rowerzystom.
Komentuj →
25 lipca 2008 |
2
W “AUTO ŚWIECIE” przeczytaliśmy: Przeciętnego klienta szkoły nauki jazdy bezpieczeństwo nie interesuje. Chce jak najtaniej zdać egzamin na prawo jazdy. Czy rzeczywiście poziom szkolenia kierowców jest aż tak katastrofalny, jak niebezpieczna i ryzykowna jazda po naszych drogach?
Polacy nie potrafią jeździć?
Przeciętnego klienta szkoły nauki jazdy bezpieczeństwo nie interesuje. Chce jak najtaniej zdać egzamin na prawo jazdy. Czy rzeczywiście poziom szkolenia kierowców jest aż tak katastrofalny, jak wskazuje na to niebezpieczna i ryzykowna jazda po naszych drogach? Wyniki ankiety “Auto Świata” pokazują, czego uczono, a czego nie naszych internautów na kursach nauki jazdy.
Poszukiwanie winnych
Od lat trwają spory, kto odpowiada za katastrofalny stan bezpieczeństwa na naszych drogach. Policja narzeka na bezmyślnie prowadzących kierowców, kierowcy na jakość dróg i nieżyciowe przepisy. Stawiamy inne pytanie: a może polskich kierowców zwyczajnie nie ma kto nauczyć bezpiecznej i rozsądnej jazdy? Może cały system szkół nauki jazdy to fikcja, służąca tylko przygotowaniu do egzaminu na prawo jazdy i pokonaniu konkretnej trasy egzaminacyjnej?
Typujemy najgorsze
Aby sprawdzić, czy przystępujący do egzaminu na prawo jazdy rzeczywiście potrafią coś więcej, niż to co pozwala zaliczyć testy i jazdę po mieście, razem z policją wytypowaliśmy piętnaście elementów techniki jazdy, których brak najbardziej rzuca się w oczy na ulicach. Zapytaliśmy naszych internautów, czy przerabiali te elementy podczas praktycznej części kursu prawa jazdy.
Internauci bardziej odważni?
W raporcie z 31. numeru "Auto Świata", z tymi samymi pytaniami wyruszyliśmy "w teren". W kilku mniejszych i większych miastach polowaliśmy na zdających w pobliżu ośrodków egzaminowania, zwanych potocznie WORD-ami. Wyniki ankiety internetowej wypadły o wiele mniej optymistycznie! Być może przez internet łatwiej się przyznać do niewiedzy niż na żywo... Poza tym internauci mogli od dawna mieć prawo jazdy i część zagadnień zwyczajnie zapomnieć. Poniżej pytania i wyniki opracowane w oparciu o odpowiedzi internautów.
|
Czy podczas praktycznej części kursu na prawo jazdy uczono Cię: |
|
Jazdy po zapadnięciu zmroku |
56 proc. - tak |
44 proc. - nie |
|
Jazdy poza obszarem zabudowanym? |
76 proc. - tak
|
24 proc. - nie |
|
Wyprzedzania na drodze dwukierunkowej? |
59 proc. - tak
|
41 proc. - nie
|
|
Jak zachować bezpieczną odległość od poprzedzającego auta? |
78 proc. - tak
|
22 proc.- nie
|
|
Zdejmowania nogi z pedału gazu i stawiania stopy na pedale hamulca podczas dojeżdżania do przejść dla pieszych? |
56 proc. - tak
|
44 proc. - nie
|
Komentuj →
25 lipca 2008 |
0
W Warszawie w ramach “Dnia Bezpiecznego Kierowcy” na rondzie im. Romana Dmowskiego odbył się happening "Dzień bez mandatu" organizowany corocznie przez MIVA Polska, Fundację Kierowca Bezpieczny, Wydział Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji oraz partnerów. W roku bieżącym na głównym warszawskim rondzie Instytut Transportu Samochodowego zaprezentuje Symulator Zderzeń. Tego dnia każda osoba łamiąca przepisy została upomniana przez ks. Mariana Midurę krajowego duszpasterza kierowców oraz otrzymała ulotkę o Świętym Krzysztofie wraz z 10 przykazaniami kierowców. Kierowcy przyłapani na łamaniu przepisów mieli również możliwość skorzystania z symulatora zderzeń ustawionego na rondzie. Symulator ten pokazuje, co dzieje się z ciałem człowieka, gdy pojazd nagle się zatrzyma. Dzięki niemu kierowcy mogą wyobrazić sobie do jakich obrażeń może dojść nawet przy niewielkich prędkościach. Na wielu kierujących symulator wywołał duże wrażenie. Jak sami stwierdzili nie spodziewali się, że uderzenie z prędkością 7 km/h może przynieść takie skutki.
Komentuj →
25 lipca 2008 |
0
Jak zapowiadają urzędnicy Katowic – mapa hałasu to pierwszy krok do walki z ulicznym hałasem. Jego źródłem są nie tylko przejeżdżające samochody, ale też tramwaje i robotnicy prowadzący remonty – informuje “Gazeta Wyborcza Katowice”. Za przygotowanie mapy katowicki magistrat zapłacił 230 tys. zł. Dokument pokazuje, że w mieście właściwie nie ma dzielnic, w których można zaznać błogiej ciszy. - Głośno jest również w dzielnicach południowych, które jeszcze do niedawna uchodziły za oazę spokoju - mówi Zofia Muc, naczelnik wydziału kształtowania środowiska. Dopuszczalna norma hałasu w dzień to 55 decybeli, w nocy o 10 decybeli mniej. W katowicach najgłośniej jest w śródmieściu. Są tu miejsca, gdzie norma dzienna jest przekroczona nawet o 20 decybeli, np. wzdłuż ruchliwych ulic, jak Sokolska, Chorzowska, Mikołowska, Kościuszki i Korfantego. Zbyt głośno jest także na Warszawskiej i 1 Maja, ale powodem hałasu jest tu trwający remont kanalizacji. Magistrat, dzięki mapie, zamierza rozpocząć walkę z nadmiernym hałasem w Katowicach. Sposoby? Wymiana torowiska i taboru tramwajowego na cichszy. Okazuje się bowiem, że np. w Załężu tramwaje są główną przyczyną hałasu. Dodatkowo można upłynnić ruch na newralgicznych drogach, np. zsynchronizować światła. - Płynny przepływ samochodów radykalnie zmniejsza hałas - mówi Muc. - Dzięki mapie będziemy też mogli wskazać właściciela źródła hałasu i zmusić go do ograniczenia nadmiernych decybeli.
Komentuj →
25 lipca 2008 |
0
Jest szansa na walkę z pijaczkami zalegającymi w autobusach i wieczornymi burdami na pętlach tramwajowych. Do akcji wkraczają wspólne patrole straży miejskiej i pracowników MPK – donosi “Gazeta Wyborcza Łódź”. - Mamy ochronę, która reaguje w przypadkach zagrożenia bezpieczeństwa pasażerów. Chcieliśmy także, żeby ktoś reagował w kwestiach porządkowych. Na przykład, kiedy młodzież pije na przystanku piwo czy przeklina. To ludziom przeszkadza. Dlatego o pomoc poprosiliśmy straż miejską - opowiada Bogumił Makowski z MPK w Łodzi. Raz w tygodniu wspólnie z pracownikiem MPK, a w pozostałe dni bez niego, dwóch funkcjonariuszy straży miejskiej wybiera się na przejażdżkę łódzkimi autobusami i tramwajami. - Rozmawiamy z pasażerami, w przypadkach zakłócenia porządku przez agresywnych lub pijanych pasażerów opanowujemy sytuację - opowiada Piotr Czyżewski, naczelnik wydziału prewencji straży miejskiej w Łodzi.
Komentuj →
24 lipca 2008 |
0
Do końca roku będzie można zapłacić za parkowanie w stolicy przy pomocy SMS-ów. Usługa jest dostępna dla użytkowników wszystkich sieci - donosi stołeczna “Gazeta Wyborcza”. Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie podpisał na próbę umowę w tej sprawie z konsorcjum DG i FM Solutions.
(257-1)
Co trzeba zrobić, żeby aktywować usługę:
- na szybie samochodu umieścić naklejkę, którą można odebrać w Zarządzie Dróg Miejskich lub w dzielnicowych urzędach: Mokotowa, Śródmieścia i Ochoty
- na numer SMS 82002 wysłać wiadomość numerem z rejestracyjnym samochodu, dzięki czemu znajdzie się on w systemie
- na konto, którego numer znajdziemy na stronie www.smsparking.pl trzeba wpłacić pieniądze, które będziemy wydawać na parkowanie. Żeby zapłacić za postój, na początku trzeba wysłać SMS-a o treści "P", a na koniec parkowania o treści "K". Jeden SMS kosztuje 24 gr.Taki system nie wymusza na wstępie określenia, jak długo będziemy parkować. Do końca wakacji ZDM testuje jeszcze inne formy płatności za postój przy pomocy komórek - mPay i moBILET.
Dodatkowe informacje pod adresem:www.smsparking.pl
Komentuj →
24 lipca 2008 |
1
Opublikowany został raport Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, który odnosi się bezpośrednio do tematu motoryzacja a ekologia. Według dyrektyw Komisji Europejskiej, przemysł motoryzacyjny do 2012 roku powinien ograniczyć emisję dwutlenku węgla do poziomu 120 mg/km. Jest to 25 procentowa różnica w porównaniu do roku 2004 r. Jedyny niekorzystny skutek to wzrost cen pojazdów wynikający z konieczności wprowadzenia drogich technologii. W raporcie PZPM znalazły się rozwiązania jak podołać zmianom i nie odczuć tego bezpośrednio na “własnej skórze”. Zostało przedstawionych nam sześć “złotych zasad” pomocnych w byciu ekokierowcami. Oto one:
- Jak najszybciej zmień bieg na wyższy.
- Kontroluj ciśnienie powietrza w ogumieniu.
- Zwracaj uwagę na ruch i staraj się jeździć płynnie.
- Usuń zbędny ładunek z pojazdu.
- Używaj dynamicznej nawigacji, aby skrócić trasę.
- Nawet na krótkich postojach wyłącz silnik.
“Środowisko to nasza wspólna sprawa. Dlatego niezbędne jest, abyśmy połączyli wysiłki zmierzające do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Wspólna akcja przemysłu i wszystkich zainteresowanych stron jest koniecznością” - mówi Jakub Faryś z PZPM. Odrębnym aspektem są stwierdzenia o warunkach zewnętrznych wpływających na emisję dwutlenku węgla do atmosfery i tu wyodrębniono między innymi: zły rodzaj świateł regulujących ruch drogowy; przestarzałą infrastrukturę drogową; rosnącą liczbę samochodów. Raport specjalny PZPM jest kompleksową publikacją poświęconą polskiej branży motoryzacyjnej. Próbuje zdefiniować pozycję Polski na tle innych krajów Unii Europejskiej poprzez pryzmat sprzedaży, produkcji, bezpieczeństwa ruchu drogowego, emisji CO2 i rozwiązań podatkowych.
Komentuj →
23 lipca 2008 |
0
Dziś definitywnie odrzucamy ryzyko wstrzymania dofinansowania unijnego na projekty infrastrukturalne - poinformował Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk podczas briefingu w resorcie środowiska, 23 lipca br. – Odzyskujemy wiarygodność Komisji Europejskiej, już płyną do nas pozytywne sygnały z Brukseli – dodał szef resortu infrastruktury. - Dzięki przyjętym przez rząd dwóm projektom ustaw polskie prawo w zakresie ochrony środowiska będzie w pełni zgodne z prawem unijnym – powiedział Minister Środowiska Maciej Nowicki.
Przyjęty przez rząd projekt ustawy o uprawnieniach społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko niweluje ryzyko blokowania dofinansowania projektów infrastrukturalnych przez Komisję Europejską, dzięki prawidłowej transpozycji do polskiego porządku prawnego przepisów prawa unijnego, w szczególności dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 85/337/EWG oraz dyrektywy Rady 92/43/EWG. Ustawa zapewnia między innymi możliwość dwukrotnego przeprowadzania postępowania w sprawie oceny oddziaływania przygotowywanej inwestycji na środowisko.
- Dzięki powołaniu wyspecjalizowanego organu - Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska - postępowania w sprawie ocen oddziaływania na środowisko będą prowadzone sprawniej, co w konsekwencji przyspieszy cały proces inwestycyjny – powiedział Minister Środowiska M. Nowicki.
- Chcemy budować drogi i modernizować linie kolejowe w zgodzie z wymogami ochrony środowiska – dodał Minister Infrastruktury C. Grabarczyk.
Komentuj →
23 lipca 2008 |
0
(257-5)
Najstarszy autobus w Polsce i jeden z najstarszych w Europie najprawdopodobniej wróci na krakowskie ulice – donosi “Gazeta Wyborcza Kraków”. Pojazd Rugby Express L,wyprodukowany w fabryce Durant Motors Corporation w USA, pochodzi z 1929 roku, ma 13 miejsc. Przed wojną należał do Krakowskiej Miejskiej Kolei Elektrycznej SA i przemierzał krakowski szlaki. W roku 1931 trafił w ręce prywatnego właściciela, który w 1939 roku schował go głęboko w szopie, żeby uniknąć jego kradzieży. - Jako MPK zostaliśmy jego spadkobiercą. Autobus poddany został całkowitej renowacji, aby przywrócić go do ruchu. - Prace nad zabytkiem nigdy się nie kończą. Są to działania kilkuetapowe. Obecnie skończyliśmy etap pierwszy, polegający na ogólnym odświeżeniu pojazdu i doprowadzeniu go do stanu, w którym będzie można go oglądać. Został pomalowany i odświeżony. Kompletujemy części. Można już nawet do niego wsiąść - mówi Kołodziej. - Autobus będzie mógł wozić krakowian i turystów prawdopodobnie już wiosną przyszłego roku - stwierdza Marek Gancarczyk, rzecznik MPK.
Komentuj →
23 lipca 2008 |
0
Szeroki pas zieleni przy ulicy Józefa Piłsudskiego w Dąbrowie Górniczej - Gołonogu do niedawna świecił pustkami. Mieszkańcy pobliskich bloków od miesięcy dopraszali się w Urzędzie Miasta o zagospodarowanie zaniedbanego terenu. Urzędnicy wyszli im wreszcie naprzeciw i postawili kilkadziesiąt młodych klonów. Postawili, bo dwuipółmetrowe klony rosną w okrągłych betonowych doniczkach. - Żeby były mobilne - mówi Agnieszka Raus z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej dąbrowskiego magistratu. - Można je będzie przewozić w różne miejsca w zależności od okoliczności. Uatrakcyjnią na przykład miejskie imprezy - dodaje Raus. Pomysł mobilnych drzew nie podoba się Przemkowi S., motocykliście z Gołonoga. Betonowe donice ustawione na pasie rozdzielającym dwie jezdnie zagrażają bezpieczeństwu. Przekonał się o tym na własnej skórze. - W czasie jazdy na motorze dopadła mnie burza. Wpadłem w poślizg i żeby uniknąć zderzenia z nadjeżdżającym samochodem, wyprowadziłem motor na pas zieleni. Skończyłoby się dobrze, gdyby nie doniczki. Nie zdążyłem wyhamować i bokiem uderzyłem w beton. Moja maszyna niestety nadaje się do remontu - mówi motocyklista. To, że donice mogą stanowić utrudnienie dla kierowców potwierdza również Mariusz Miszczyk z Komendy Miejskiej Policji w Dąbrowie Górniczej. - Ograniczają widoczność, a przez to mogą przyczyniać się do wypadków drogowych - mówi Miszczyk.
Komentuj →
23 lipca 2008 |
1
16 skontrolowanych autobusów, 12 zatrzymanych dowodów rejestracyjnych i trzy mandaty na łączną kwotę 500 złotych to efekt kontroli stołecznej drogówki przeprowadzonej na trasach podmiejskich. Policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego sprawdzali stan techniczny autobusów prywatnych przewoźników, obsługujących linie do Wołomina i Legionowa. Kontrole będą prowadzone nadal. Od wczesnych godzin porannych policyjne załogi Wydziału Ruchu Drogowego KSP prowadziły kontrole autobusów, obsługujących podmiejskie trasy pomiędzy Warszawą, a Wołominem i Legionowem. Funkcjonariusze sprawdzali stan techniczny pojazdów, które na co dzień wożą mieszkańców tych miejscowości. Po dokładnym sprawdzeniu 16 autobusów okazało się, że wiele z nich w ogóle nie powinno wyjechać na ulice. Policjanci zatrzymali 12 dowodów rejestracyjnych oraz wystawili trzy mandaty na łączną kwotę 500 złotych. Była to już kolejna kontrola przeprowadzona przez policjantów z Wydziału Ruchu Drogowego KSP. Funkcjonariusze będą cyklicznie sprawdzać stan techniczny autobusów, zarówno miejskich, jak i przewoźników prywatnych. Działania takie mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa pasażerów.
Komentuj →
22 lipca 2008 |
0
To już pewne. Zarówno organizator wyjazdu do Bułgarii, podczas którego rozbił się w Serbii polski autokar, jak i przewoźnik złamali prawo – donosi “Dziennik”. Naruszyli przepisy dotyczące czasu jazdy, przerw i odpoczynku kierowców - ustaliła Inspekcja Transportu Drogowego. W katastrofie zginęło sześć osób, w tym dwoje dzieci. W szpitalach wciąż przebywa 12 osób. "Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego w Katowicach rozpoczął postępowanie i zbada współodpowiedzialność organizatora wyjazdu, właścicielki biura podróży In Tour Beskidy z Bielska-Białej, za naruszenie złamanych przepisów" - mówi śląski inspektor transportu drogowego Jerzy Śliwiński. Dotychczasowe wyniki kontroli w biurze przewoźnika - firmy Moana z Rudy Śląskiej - będą podstawą wniosków o cofnięcie tej firmie licencji na krajowy i międzynarodowy transport drogowy. W ubiegłym tygodniu podobny wniosek przesłał już do Ministerstwa Infrastruktury wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk. Postępowanie wobec przewoźnika ITD wszczęła kilka dni po wypadku. Inspekcja skontrolowała pracę 18 kierowców firmy w ciągu 1170 dni. Ponad połowa z 615 zapisów autokarowych tachografów - urządzeń mierzących czas pracy kierowców - potwierdzała naruszenia przepisów. Wyliczono, że nałożona na Moanę kara administracyjna powinna wynieść ponad 800 tysięcy złotych. Jednak jest niemal pewne, że firma zapłaci o wiele mniej. Bo obowiązujące przepisy pozwalają na nałożenie najwyżej 30 tysięcy złotych kary. Kontrola wykazała też, że kierowcy z Rudy Śląskiej nie przestrzegali wymaganego przez przepisy czasu dziennego odpoczynku. Na dłuższych trasach, obsługiwanych przez dwie osoby, przerwa w podróży powinna wynosić 10 godzin. Tymczasem niejednokrotnie kierowcy jeździli przemęczeni. Wiadomo też, że właścicielka In Touru, zamawiając przewozy, określała trasy przejazdu uniemożliwiające kierowcom Moany jazdę zgodną z limitami czasu. Na tej podstawie ITD będzie wnioskować do marszałka województwa śląskiego, by ten skontrolował bielskie biuro podróży.
Komentuj →
21 lipca 2008 |
1
W dniu 18 lipca o godzinie 00:40 inspektorzy Pomorskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego zatrzymali do kontroli ciągnik siodłowy z naczepą, którym przewożone były dwa 20-stopowe kontenery z ładunkiem. W toku kontroli, na podstawie okazanych przez kierowcę dokumentów ustalono, że masa przewożonego zespołem pojazdów ładunku wynosi około 45 ton. W związku z tym zespół pojazdów skierowano na legalizowany punkt ważenia. W wyniku przeprowadzonych pomiarów stwierdzono:
- przekroczenie dopuszczalnej masy całkowitej o ponad 17 ton;
- przekroczenie dopuszczalnego nacisku pojedynczej osi napędowej o ponad 8 ton;
- przekroczenie dopuszczalnej sumy nacisków potrójnej osi nienapędowej naczepy o prawie 13 ton.
Kara za w/w przekroczenia wyniesie ponad 60 tysięcy złotych.
Komentuj →
21 lipca 2008 |
0
W Wałbrzychu w Sali Balowej Zamku Książ w dniu 28 czerwca 2008 r. obchodził 10. lecie istnienia Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Wałbrzychu. - Dziękuję wszystkim pracownikom i osobom, które przez dekadę tworzyły i tworzą dalej naszą firmę. Bez nich nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy - mówił na wstępie Robert Jagła, dyrektor WORD. W ciągu dziesięciu lat działalności przeprowadzono setki tysięcy egzaminów teoretycznych i praktycznych. Zorganizowno niezliczoną liczbę szkoleń, kursów i seminariów, które w znacznym stopniu przyczyniły się do poprawy bezpieczeństwa na drogach. - Chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać jak ważną i odpowiedzialną rolę pełni ta placówka. To tutaj sprawdza się predyspozycje i umiejętności przyszłych kierowców. WORD jest swego rodzaju początkiem łańcuszka, który dba o nasze bezpieczeństwo - mówił Tadeusz Jarmuziewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Goście złożyli gratulacje oraz życzenia dalszych sukcesów zarówno dyrekcji, jak i wszystkim pracownikom, którzy sukcesywnie przyczyniają się do tworzenia wizerunku ośrodka. - Gratuluję tych dziesięciu lat. Jednocześnie życzę wam, abyście się rozwijali i szkolili młodych kierowców na tak wysokim poziomie jak dotychczas - winszował poseł Zbigniew Chlebowski.
Robert Jagła podziękował również byłym dyrektorom oraz osobą szczególnie zasłużonym za osobiste zaangażowanie oraz wkład w rozwój wałbrzyskiej jednostki.
(257-17)
Komentuj →
21 lipca 2008 |
0
W dniu 5 lipca 2008 roku z okazji 10-lecia Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Legnicy odbył się festyn dla pracowników WORD i ich rodzin. W trakcie imprezy pracownicy otrzymali drobne upominki w postaci wydawnictwa dokumentującego historię ośrodka. Jednocześnie pożegnano dotychczasowego dyrektora ośrodka Mieczysława Kraśniańskiego.


(257-15 i 257-16)
Komentuj →
21 lipca 2008 |
0
Nowy szef lubelskiej drogówki chce wykorzystać autorytet księży. Z ambony mieliby pomóc walczyć o bezpieczeństwo na drogach – informuje “Gazeta Wyborcza Lublin”. Dwa lata temu żywieccy prokuratorzy wymyślili, żeby księża odczytywali wyroki z ambony albo wywieszali je na kościelnej tablicy ogłoszeń. Tłumaczyli, że proboszczowie mają często większy autorytet niż sędzia albo prokurator. Podanie przez niego wyroku do wiadomości całej parafii będzie znacznie dotkliwszą karą niż grzywna czy więzienie w zawieszeniu. Miało skutecznie odstraszyć ludzi od siadania za kierownicą po spożyciu alkoholu. - Dzięki pomocy policyjnego kapelana chcemy nawiązać współpracę z lubelskimi parafiami. Proboszczowie z ambony mogliby przekonywać starszych ludzi, aby nosili elementy odblaskowe - zapowiada Sławomir Góźdź, pełniący obowiązki naczelnika wydziału ruchu drogowego komendy wojewódzkiej policji w Lublinie. Akcję planuje na jesień. - Wtedy szybko zapada zmierzch. Starsze osoby wracają wieczorami ze sklepów czy kościołów. Są słabo widoczni na drodze, choć im wydaje się inaczej. Dlatego często padają ofiarami wypadków - przekonuje naczelnik. Góźdź chce, aby księża pomogli też walczyć z drogowymi piratami. - To księża powinni zadecydować jak przekonywać tych, którzy przekraczają prędkość i stanowią zagrożenie dla innych. Nie jestem teologiem i trudno mi stwierdzić czy to grzech - mówi szef drogówki. Wątpliwości rozwiewa ks. Ryszard Jurak, proboszcz parafii pod wezwaniem Świętej Rodziny na Czubach.- Przekraczanie prędkości to grzech. Nawet jeśli ktoś uważa, że znak, który ogranicza szybkość stoi w miejscu w którym nie powinien i tylko utrudnia płynny ruch. Wielu moich parafian spowiada się z łamania przepisów. Świadomość tego że grzeszą, wzrasta.
Komentuj →
21 lipca 2008 |
1
(257-7)
Na pl. Żołnierza w Szczecinie ZDiTM wbił znak informujący o strefie płatnego parkowania na środku ścieżki rowerowej. - To dla mnie jakaś ironia - kręci głową Dariusz Zajdlewicz, szef drogówki. Droga dla rowerzystów z al. Niepodległości skręca w kierunku Zamku. To część trasy rowerowej, która w przyszłości ma połączyć lewobrzeże z prawobrzeżem miasta. To także odcinek, który planowany jest jako część międzynarodowego szlaku rowerowego. I właśnie tam, w sam środek ścieżki, Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego wbija słup informujący o strefie płatnego parkowania. Znak stoi na zakręcie. Żeby go ominąć, trzeba zjechać albo na jezdnię, albo na chodnik. - Znaki na ścieżkach rowerowych trafiają się często - mówi Piotr Krężel ze Stowarzyszenia Rowerowy Szczecin. - Ale nie tylko znaki. Ostatnio na przykład apelowaliśmy, żeby na Mieszka I na wysokości wjazdu na Cmentarz usunąć zielony śmietnik, który został przymocowany do ziemi na środku ścieżki rowerowej.
Komentuj →
21 lipca 2008 |
0
Kierownictwo Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego oddaliło protest wniesiony przez dealerów Renault. Dealer Toyoty sprzedaje MORD 34 samochody za 592 tys. złotych. Przypomnijmy: Chodzi o przetarg na 35 nowych samochodów egzaminacyjnych w Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego. Kierownictwo MORD wybrało najkorzystniejszą cenowo ofertę dealera Toyoty za 592 543 zł. Cena zaproponowana przez Renault wynosi 1 685 960 zł (kwoty uwzględniają również przyjęcie w rozliczeniu używanych dotąd przez MORD 25 chevroletów aveo). Przedstawiciele francuskiego koncernu, firmy Lisowski i Antoni Łyko, zarzucają dealerowi Toyoty, firmie Inter Car Nowak, nieuczciwą konkurencję poprzez oferowanie rażąco niskiej i nieprawidłowo skalkulowanej ceny. Inter Car Nowak odrzuca te zarzuty, twierdząc, iż cena nie jest zaniżona.
Mimo decyzji MORD Renault nie składa broni. - Zamierzamy skierować sprawę do Urzędu Zamówień Publicznych - zapowiada Andrzej Sutkowski z firmy Lisowski.
Komentuj →
21 lipca 2008 |
0
Na pobłażliwość zdobyli się policjanci z toruńskiej drogówki wobec kierowców łamiących przepisy - aż 65 uniknęło mandatu za przekroczenie prędkości, jazdę bez świateł i pasów. Szoferzy musieli w zamian przejść błyskawiczne szkolenie z pierwszej pomocy. Na poboczu czekał na nich fantom, na którym musieli wykazać się swoją wiedzą na temat ratowania życia. Trzeba było wysłuchać też instruktażu na ten temat. Krótki kurs przygotowali harcerze. - Niewielu kierowców wiedziało np., że należy wykonać dwa wdechy i 30 ucisków na klatkę piersiową - mówi Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy toruńskiej komendy. - Dlatego aby poprawić ich świadomość, podobne działania będziemy powtarzać przynajmniej dwa razy w miesiącu.
Komentuj →