6 marca 2007 |
0
Po zjedzeniu przez dziennikarza "Dziennika Wschodniego" trzech czekoladek z likierem alkomat pokazał 1,6 promila. Test wybranych łakoci zawierających alkohol wykonano wspólnie z Komendą Miejską Policji w Lublinie. Sprawdzano, jaki wynik wskaże alkomat tuż po zjedzeniu kilku rodzajów czekoladek. Policjanci byli zaskoczeni. Okazało się, że nawet po spałaszowaniu popularnego batonika "Pawełek" nie powinno się siadać za kółkiem, a trzy czekoladki z likierem wystarczą, byśmy zostali uznani za pijanego kierowcę. Oto wyniki minitestu "Dziennika Wschodniego": czekoladka z nadzieniem pistacjowym, "Solidarność" (3 sztuki) - 0,20 promila w wydychanym powietrzu; baton "Pawełek", Wedel - 0,38 promila; Baryłki, Wedel (3 sztuki) - 1,12 promila; czekoladki "Mon Cheri", Ferrero (3 szt.) - 1,60 promila. Po piętnastu minutach powtórzono test - wynik dla wszystkich czekoladek był taki sam: 0,00 promila. - W przypadku tak dużej różnicy należy zrobić trzecie badanie - mówi Witold Laskowski z lubelskiej policji. - Ale tym razem zabralibyśmy kierowcę do komendy, gdzie wynik zostałby potwierdzony na specjalistycznym sprzęcie. Zawartości alkoholu w wyrobach cukierniczych nie określa Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Ostre normy obowiązują jedynie w przypadku alkoholi płynnych. “Wynik testu jest szokujący - komentuje Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Wystąpimy do producentów słodyczy o rzetelne informowanie konsumentów o zawartości alkoholu w ich wyrobach”.
Komentuj →
6 marca 2007 |
2

(186-4)
Quady to pojazdy przeznaczone na bezdroża. Ale może być też tak, że konieczne będzie skorzystanie z drogi publicznej. I co wtedy? Czy quadem można poruszać się po drogach publicznych? Jakie dokumenty są potrzebne? Aby poruszać się quadem po drogach miejskich należy posiadać prawo jazdy kategorii B lub B1. Jeżeli natomiast quad ma być kierowany przez osobę posiadającą tylko kartę motorowerową (od 13 roku życia), musi być on zarejestrowany jako tzw. lekki pojazd czterokołowy. Co to oznacza? Lekki pojazd czterokołowy, to pojazd, którego masa, bez obciążenia, nie przekracza 350 kg, a maksymalna prędkość konstrukcyjna nie przekracza 45 km/h oraz którego: - pojemność skokowa nie przekracza 50 ccm, w przypadku silnika z zapłonem iskrowym, lub maksymalna moc nie przekracza 4 kW (5,5 KM), w przypadku silników ze spalaniem wewnętrznym lub maksymalna moc nie jest większa niż 4 kW dla silnika elektrycznego. Ale co z rejestracją? Jeszcze do niedawna nie było przepisów, które regulowałyby rejestrację quadów. Sytuacja była dość dziwna, ponieważ rejestrowano je jako ciągniki rolnicze lub motocykle. - Kiedy rejestrowano quady jako pojazdy motocyklowe, był obowiązek jeżdżenia w kasku - mówi Mariusz Domienik, właściciel olsztyńskiej firmy Fuks, która sprzedaje m.in. quady. Obecnie sytuacja jest już jasna, ponieważ istnieją przepisy regulujące ich rejestrację. Quady i ATV zaliczają się do kategorii homologacji tzw. innych pojazdów samochodowych (L7e) i tylko zarejestrowanym pojazdem z homologacją można poruszać się po drogach publicznych. - Jeżeli pojazd nie posiada homologacji, w żaden sposób nie da się go zarejestrować - ostrzega Mariusz Domienik. Rejestracji w Polsce podlegają wszystkie quady, którymi mamy zamiar poruszać się po ulicach, nawet quady o pojemności silnika do 50 ccm, do jazdy którymi uprawnia tylko karta motorowerowa. Sprawdziliśmy jak to jest w olsztyńskim wydziale komunikacji – czytamy w “Gazecie Olsztyńskiej”. Miły kobiecy głos wydał się lekko zdezorientowany pytaniem o quady. Kobieta przełączyła nas dalej. Po chwili słuchaliśmy już urzędnika wydziału: "do zarejestrowania nowego pojazdu konieczne jest świadectwo homologacji oraz dowód rejestracyjny, natomiast pojazd używany zarejestrujemy przedstawiając poprzedni dowód rejestracyjny".
Komentuj →
5 marca 2007 |
0
Gdy mąż spowoduje wypadek samochodowy, w którym ucierpi żona-współpasażerka, nie należy się jej odszkodowanie z obowiązkowej polisy OC. To absurdalne prawo dotyczy ok. 8 mln osób – informuje “Życie Warszawy”. Każdy właściciel samochodu musi wykupić obowiązkową polisę OC. Jest to gwarancja, że poszkodowani w wypadkach z udziałem tego kierowcy dostaną z tej polisy odszkodowanie. Wypłaca je zakład ubezpieczeń. Kierowcy zatem w naturalny sposób przyjmują, że gdy spowodują wypadek, koszty wszelkich szkód pokryje ich ubezpieczalnia. Jak się jednak okazuje, od tej zasady są wyjątki. I nie są to wcale tzw. wyłączenia odpowiedzialności, czyli opisane w umowach ściśle określone przypadki, w których zakład ubezpieczeń nie wypłaci pieniędzy. Zalicza się do nich np. sytuację, kiedy wypadek spowoduje osoba trzecia, która siedziała za kierownicą. Wtedy właściciel pojazdu nie ma prawa do świadczenia. Istnieje kategoria osób, które są dyskryminowane przez ubezpieczycieli i prawo. To małżeństwa. Okazuje się bowiem, że jeśli współmałżonek ucierpi w wypadku, będąc pasażerem w aucie kierowanym przez drugiego współmałżonka, nie ma co liczyć na odszkodowanie z polisy OC – czytamy w “Życiu Warszawy”. Taką interpretację przepisów potwierdził w orzeczeniu z 12 stycznia 2006 r. Sąd Najwyższy. Problem dotyczy tylko małżeństw, które są objęte wspólnotą majątkową. Tyle tylko, że rozdzielność majątku przeprowadza w Polsce zaledwie promil małżeństw, których w Polsce jest ok. 9 mln. Według GUS, samochody ma 47 proc. z nich, więc problem dotyczy w sumie ok. 4 mln związków i 8 mln osób. Okazuje się, że w świetle prawa małżonkowie są jednym podmiotem. To współposiadacze pojazdu, współubezpieczeni jedną polisą OC. I z tego powodu świadczenie np. dla poszkodowanej żony, jeśli wypadek spowodował mąż, byłoby dla ubezpieczyciela odszkodowaniem wypłaconym jednocześnie poszkodowanemu i winnemu wypadku. To prowadzi do absurdalnej sytuacji. Małżonkowie jadący razem samochodem są traktowani gorzej niż osoba obca, która jedzie autem jako pasażer. Ten prawo do odszkodowania ma zawsze. Poszkodowany w wypadku współmałżonek nie dostanie nie tylko odszkodowania (np. na koszty leczenia, rehabilitacji), ale też zadośćuczynienia za poniesioną krzywdę osobistą.
Komentuj →
11 marca 2007 |
1
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego organizuje pierwsze drzwi otwarte dla łodzian. Między innymi będzie można sprawdzić swoje umiejętności jazdy samochodem i obejrzeć pokaz ratownictwa medycznego. Dla fanów motoryzacji przygotowano nie lada atrakcje. W łódzkim WORD można było zobaczyć nowe samochody egzaminacyjne, policyjny motocykl i samochód z wideoradarem. Przygotowano również projekcje o bezpieczeństwie ruchu drogowego i filmy instruktażowe. Największą atrakcją była jednak możliwość sprawdzenia swoich umiejętności na placu manewrowym. “Osoby, które mają prawo jazdy lub są już po kilku godzinach nauki, będą mogły z egzaminatorem próbnie wykonać manewry wymagane na egzaminie. Chcemy pokazać, że nie jesteśmy tacy straszni i że nasz egzamin jest jedynie końcowym etapem szkolenia” - mówi Zbigniew Skowroński, dyrektor WORD. Strażacy zaprezentowali sprzęt do ratowania życia podczas wypadków samochodów. “Sprowadziliśmy już samochód, na którym pokażą swoje możliwości. Auto zostanie całkowicie pokrojone” - zapowiadał Skowroński. Na osoby, które w najbliższym czasie mają zamiar zdawać na prawo jazdy, czekał psycholog. Poprzez zabawę pokazał jak walczyć ze stresem przedegzaminacyjnym i skuteczniej skupić się na kierowaniu. “To pierwsza taka impreza w Łodzi. Chcemy dzięki niej rozpowszechnić bezpieczeństwo ruchu drogowego. Już teraz mogę zdradzić, że chcemy wpisać drzwi otwarte na stałe do naszego kalendarza i każdego roku spotykać się z łodzianami” - wyjaśnia dyrektor.
Komentuj →
11 marca 2007 |
0
Jedna osoba zginęła w wypadku do jakiego doszło z udziałem karetki pogotowia ratunkowego w śródmieściu Szczecina - poinformował Zenon Butkowski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w tym mieście. Jak powiedział Butkowski do zderzenia opla corsy z jadącą do pacjenta na sygnale karetką doszło na skrzyżowaniu ulic Mieszka I, Wierzbowej i Lednickiej. Śmiertelną ofiarą wypadku jest 57-letnia kobieta kierująca oplem. Mimo natychmiastowej reanimacji zmarła na miejscu wypadku. Załodze karetki nic się nie stało. Na miejscu jest policja, która ustala okoliczności zdarzenia. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierująca oplem podczas manewru skrętu w lewo w ulicę Wierzbową zderzyła się z pojazdem uprzywilejowanym, który jechał ulicą Mieszka I. Butkowski zaznaczył, że trudno w tej chwili powiedzieć, który z kierowców popełnił błąd. Choć karetka jechała na sygnale, obowiązują ją też przepisy ruchu drogowego - dodał.
Komentuj →
11 marca 2007 |
1
Pijana matka za kierownicą. Kilka minut po godzinie 5:00 na drodze relacji Łomża – Wizna w miejscowości Wyrzyki doszło do wypadku drogowego. 41-letnia kierująca bmw w trakcie wymijania jadącej z przeciwka lawety przodem auta uderzyła w tylne koło ciężarówki. W samochodzie jechały także jej dwie córki. Samochód odbił się, zjechał do rowu i otarł o drzewo. Auto dachowało. W wyniku wypadku kobieta doznała urazu ręki i nogi. 9 i 12-latka nie ucierpiały. Ze wstępnych policyjnych ustaleń wynika, że dziewczynki miały zapięte pasy bezpieczeństwa. Badanie alkomatem ich mamy wykazało 3,3 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Kobieta trafiła do szpitala. Dopiero gdy wytrzeźwieje zostanie przesłuchana. Za spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu odpowie przed sądem.
Potrącił rowerzystę i uciekł. Policjanci zatrzymali kierowcę, który wczoraj po godz. 21:00 w miejscowości Deszkowice Drugie w pow. zamojskim potrącił 62-letniego rowerzystę i zbiegł z miejsca wypadku nie udzielając pomocy. Przypadkowy świadek, który widział zdarzenie zawiadomił policję. Po przybyciu na miejsce okazało się, że potrącony mężczyzna jest nietrzeźwy, mieszkaniec gm. Sułów miał prawie 2 promile alkoholu. Z lekkimi obrażeniami ciała pogotowie ratunkowe zabrało mężczyznę do szpitala. Policjanci na miejscu zdarzenia znaleźli tablicę rejestracyjną, prawdopodobnie pochodzącą z samochodu, który potrącił człowieka. Po sprawdzeniu danych okazało się że właścicielem pojazdu Ford Escort o takich numerach jest 20-letni mieszkaniec gm. Sułów. W niespełna cztery godziny po zdarzeniu policjanci zatrzymali sprawcę wypadku. Mężczyzna właśnie wyjeżdżał samochodem z lasu, gdzie przez ten czas się ukrywał. Samochód posiadał widoczne ślady uszkodzenia i nie miał przedniej tablicy rejestracyjnej. Jak się okazało mężczyzna był nietrzeźwy, wynik badania wskazał ponad 1,6 promila alkoholu. 20-latek został zatrzymany w policyjnej izbie zatrzymań KMP w Zamościu.
Pirat drogowy nie zatrzymał się. Ożarowscy policjanci zatrzymali go po 20 – minutach, kiedy jechał w kierunku Lipska po tym jak na innej drodze zjechał na przeciwległy pas ruchu i doprowadził do zderzenia z jadącą samochodem Toyota Carisma. Na szczęście kierującej samochodem 38 – letniej kobiecie i jej 18 letniej córce nic się nie stało. Kobiety próbowały dogonić uciekającego samochodem Opel Astra 29 – letniego kierowcę, lecz ten szybko oddalał się w kierunku Ożarowa. Kobiety po 20 minutach powiadomiły o zdarzeniu ożarowską policję. Policjanci podjęli poszukiwania pirata drogowego. Zatrzymali go w momencie, gdy jechał w kierunku innej miejscowości. Okazało się że, w wydychanym powietrzu miał ponad 2, 5 promila alkoholu. Będzie doprowadzany do prokuratury. Grozi mu do kilku lat pozbawienia wolności.
Pijany kierowca zatrzymany w pościgu. Wywiadowcy z mokotowskiej komendy pełniący służbę na terenie Ursynowa, zatrzymali nietrzeźwego kierowcę. Pijany mężczyzna jadący ulicą Kolberga, usiłował uciekać przed radiowozem. 39 letni Dariusz G. nie panował nad samochodem poruszał się całą szerokością jezdni i wjeżdżał na chodnik, stwarzając zagrożenie nie tylko dla siebie ale i innych uczestników ruchu. We krwi miał ponad 2,8 promila.
Komentuj →
10 marca 2007 |
0
Składka za ubezpieczenie OC płatna w miesięcznych ratach – taką ofertą chce zjednać sobie klientów zakład ubezpieczeniowy, który od niedawna działa na stołecznym rynku. “Echo Miasta” sprawdziło, czy nowa propozycja jest konkurencyjna. Firma AXA Ubezpieczenia kusi od jakiegoś czasu sugestywnymi reklamami. Jako pierwsza w naszym kraju oferuje płatność składki w 12 ratach. Niestety, oferta zakładu nie jest atrakcyjna cenowo i raczej nie została skierowana do kierowców o mało zasobnych portfelach i tych przeżywających przejściowe kłopoty finansowe – komentuje gazeta. Z naszej kalkulacji wyszło, że składka OC auta, dla którego przeprowadzaliśmy symulację, była o ponad 100 zł wyższa niż np. w PZU i LINK4. Zaletą, która mimo to może przekonać kierowców do firmy AXA, jest możliwość spłaty w równych, miesięcznych ratach. W tym przypadku sprawdziło się znane porzekadło – coś za coś. Inną zaletą nowego ubezpieczyciela jest wygodny dostęp do informacji przez klientów. W niedzielę wieczorem orientacyjną składkę ubezpieczenia OC była w stanie nam wyliczyć właśnie AXA oraz PZU i LINK4. W HDI Asekuracja poproszono nas o telefon w dni robocze, w WARCIE z kolei zasugerowano... wizytę w jednym z oddziałów. AXA – podobnie jak kilka innych zakładów ubezpieczeniowych – oferuje możliwość wyliczenia indywidualnej składki za pomocą infolinii telefonicznej. Wystarczy wykręcić odpowiedni numer i poświęcić parę minut. Podczas rozmowy konsultant zada kilkanaście pytań dotyczących zarówno samego samochodu, historii ubezpieczenia, jak i dokładnego miejsca zamieszkania. Niekiedy też pada pytanie o... stan cywilny, ale nie należy się temu zbytnio dziwić. Odpowiedź na to z pozoru dziwne pytanie ma znaczenie przy wyliczaniu składki. “Rzeczywiście, pytamy o stan cywilny klienta oraz o to, czy potencjalny klient posiada dzieci. Wedle naszych statystyk osoby, które mają rodziny jeżdżą ostrożniej i powodują mniej wypadków” – tłumaczy Tomasz, teledoradca jednego z towarzystw asekuracyjnych.
Komentuj →
10 marca 2007 |
0
Jak wynika z mapy stworzonej przez Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie największe natężenie ruchu panuje m.in. na ul. Puławskiej, Sobieskiego, Marszałkowskiej, Radzymińskiej, Połczyńskiej, Grójeckiej, w Alejach Jerozolimskich, Prymasa Tysiąclecia, Solidarności, na Trasie Łazienkowskiej i Wisłostradzie. Tam średni poziom hałasu osiąga 80 decybeli, podczas gdy norma to 65. Wyniki pomiarów ZDM-u są szokujące. Ponad 60 proc. warszawiaków jest zagrożonych hałasem miejskim! Wywołują go głównie samochody oraz środki komunikacji miejskiej. Głośno jest wszędzie tam, gdzie krzyżują się duże ulice i biegną trasy szybkiego ruchu. Hałas jest proporcjonalny do natężenia ruchu oraz szybkości, z jaką poruszają się pojazdy – wyjaśnia Mikołaj Kirpluk, prezes Ligi Walki z Hałasem. Władze Warszawy starają się walczyć z miejskim hałasem, ale są to działania niewystarczające. ZDM ustawia w najbardziej głośnych miejscach, które sąsiadują z osiedlami mieszkaniowymi, ekrany akustyczne, w niektórych budynkach wymienia okna na dźwiękoszczelne. “Przez hałas stajemy się nerwowi, nadpobudliwi, mamy zaburzenia trawienia, snu, przemiany materii, wzrasta ciśnienie krwi oraz występują zaburzenia pracy serca” – mówi prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.
Komentuj →
10 marca 2007 |
1
(186-5)
W Tarnowie miał miejsce groźny wypadek. Mlody kierowca chciał ruszyć na światłach z piskiem opon. Jednak auto wymknęło mu się spod kontroli i wjechało na przystanek autobusowy. Dwie osoby zostały ranne, w tym jedna ciężko. Ciężko ranny jest 50-letni mężczyzna. Do szpitala odwieziono także 13-letniego chłopca. Ma jednak tylko lekkie obrażenia. Początkujący kierowca ma 19 lat. W chwili wypadku był trzeźwy. Sam przyznał, że chciał się po prostu popisać. Kierowca osobowego BMW ma prawo jazdy od trzech miesięcy.
Komentuj →
9 marca 2007 |
0
Od kwietnia firmy ubezpieczeniowe będą przekazywały do NFZ część składki za obowiązkowe ubezpieczenie OC. Pieniądze ze składek za ubezpieczenie OC kierowców będą przekazywane na leczenie ofiar wypadków drogowych. Polisy mogą podrożeć nawet o 20-30 proc. "Super Nowości" radzą, by nie czekać na podwyżkę i już dziś kupić polisę; w ten sposób można zaoszczędzić. Gazeta podpowiada: jeżeli Twoja aktualna polisa kończy się w kwietniu lub w maju, to nie czekaj na podwyżkę cen. Idź do firmy ubezpieczeniowej i kup nową polisę. Oczywiście z okresem odpowiedzialności od dnia, w którym kończy się obecne ubezpieczenie.
Komentuj →
9 marca 2007 |
0
Superszybki samochód do ścigania piratów drogowych z aparaturą do filmowania ich brawurowych wyczynów, jaki dostała piotrkowska policja, służy od kilku tygodni jako... zwykły nieoznakowany radiowóz. Ultranowoczesne urządzenie nie jest wykorzystywane, bo policja nie ma gdzie przechowywać cyfrowych filmów z patroli – czytamy w “Dzienniku Łódzkim”. Nowiuteńki ford mondeo za 140 tys. zł ma wideorejestrator cyfrowy, sprzężony z radarem do mierzenia prędkości, a pod maską 3-litrowy silnik benzynowy. Jeśli kierowca zostanie zaproszony do środka na seans, może być pewien, że obejrzy wszystkie swoje przewinienia, a mandat będzie słony. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi, bo zarządzenie komendanta głównego z 2004 r. każe przechowywać zarejestrowane (np. fotoradarem) wykroczenia drogowe aż przez 30 dni. “Tymczasem cyfrowe nagranie z 11-godzinnego patrolu ma 60 GB. Jeśli pomnożymy to przez 30 dni, okazuje się, że potrzebny byłby komputer z twardym dyskiem wielkości segmentu” - mówi asp. Radosław Gwis z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Komenda nie dysponuje nawet znacznie mniejszym komputerem... Z pomocą Unii Europejskiej Komenda Główna Policji kupiła pod koniec ubiegłego roku dziesięć takich nieoznakowanych radiowozów. Przekazywane były komendom wojewódzkim i miejskim w styczniu oraz lutym. W woj. łódzkim prezent otrzymała komenda w Piotrkowie - z uwagi na położenie u zbiegu głównych szlaków komunikacyjnych (drogi krajowe 8 i 12 oraz A1). Pozostałe fordy pojechały m.in. do Białegostoku, Radomia, Lublina, a trzy trafiły do komendy stołecznej. W Białymstoku policjanci wpadli na pomysł, aby zapis wykroczeń przegrywać z dysków wideorejestratora na płyty. Dla nadkomisarza Jacka Dobrzyńskiego to oczywiste: “Gdybyśmy zastosowali inny sposób nagrania, zapchalibyśmy sobie cały serwer” – mówi. Natomiast nadkomisarz Józef Syc, naczelnik wydziału ruchu drogowego KGP, który doskonale zdaje sobie sprawę, ile zmarszczek przysporzyły komendantom nowe fordy. “Był odbiór, policjanci przeszli instruktaż i pojawił się problem, co robić z nagraniami. Niektóre komendy stwierdziły, że nie będą wykorzystywać urządzenia, dopóki odgórnie nie zostanie to uregulowane, inne na własną rękę zaczęły przegrywać zapisy z dysków – mówi Syc. Przed rozwiązywaniem problemu na własną rękę ostrzega jednak podinspektor Andrzej Kozyra z komendy w Lublinie: - Przydałoby się, żeby Warszawa najpierw ustaliła, czy sądy będą w ogóle honorować zapis na płytach DVD, żeby nie okazało się, że robimy coś, co będzie nadawać się tylko do kosza. Podczas odprawy z komendantami w ubiegłym tygodniu zapadła decyzja, że zasady korzystania z wideorejestratora zostaną ujednolicone w całej Polsce. “Jesteśmy chyba jedynym krajem, w którym przechowuje się tak długo i bez wyjątku zapisy wszystkich wykroczeń drogowych” - dodaje Syc. Przygotowana jest nowelizacja zarządzenia komendanta głównego. Zapis o konieczności przechowywania przez 30 dni nagrań wykroczeń będzie dotyczył tylko nagrań VHS i zdjęć z fotoradarów.
Komentuj →
9 marca 2007 |
0
Sąd we francuskim Nantes skazał w piątek hydraulika, który od 57 lat jeździł bez prawa jazdy, na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu. 78-letniego hydraulika zatrzymano w styczniu po wypadku. Stracił wtedy panowanie nad kierownicą i uderzył w barierkę przy drodze; okazało się, że prowadził wóz po pijanemu. W ciągu 40 lat pracy zawodowej prowadził on ciężarówkę, a prawo jazdy uzyskane w wojsku miał do tej pory nie podstemplowane przez lokalne władze. Mężczyźnie skonfiskowano samochód i zakazano mu podchodzenia do egzaminu na prawo jazdy w ciągu najbliższych 10 miesięcy.
Komentuj →
8 marca 2007 |
0

(186-4)
MZK postanowił ostatecznie rozprawić się z gapowiczami, którzy odmawiają zapłaty mandatów. Już wkrótce pierwsze nazwiska bialczan trafią na czarną listę w Krajowym Rejestrze Długów. A to oznacza m.in., że nigdzie nie dostaną nawet złotówki kredytu. Katarzyna Torba z Krajowego Rejestru Długów opowiada nam typową historię. - 26-letni Marcin planuje ślub. Rodzice w prezencie kupili mu mieszkanie, a on chce go wyposażyć, kupując meble i sprzęt AGD na raty. Niestety, żaden ze sklepów nie zechce z nim rozmawiać. Jego nazwisko figuruje bowiem w Krajowym Rejestrze Długów. Skąd się tam wziął? Pan Marcin z trudem przypomniał sobie zdarzenie sprzed trzech lat. Jechał miejskim autobusem na randkę z przyszłą żoną. Nie miał biletu. Kontroler wręczył mu mandat. Nie pierwszy i nie ostatni. Marcin, jak to miał w zwyczaju, nie zapłacił. Nie przewidział, że w ten sposób utrudni sobie start w dorosłe życie - kończy opowieść Katarzyna Torba.
Komentuj →
8 marca 2007 |
1
Rządowe plany budowy dróg i autostrad chwieją się w posadach – czytamy w “Dzienniku”. Choć w latach 2007-2013 drogowcy dostaną do dyspozycji gigantyczną kwotę 80 mld zł, oddanie w tym czasie blisko 2,7 tys. km autostrad i dróg ekspresowych staje się mało prawdopodobne. Gra idzie o wielką stawkę, bo przez opóźnienia w budowie możemy stracić pieniądze, jakie do polskich inwestycji drogowych dokłada Unia Europejska. W latach 2007-2013 możemy liczyć na 11 mld euro. Ale drogowcy nie tryskają optymizmem. Do niedawna największe problemy sprawiały im biurokratyczne przepisy. Teraz pojawił się nowy problem. "Będą poważne kłopoty, jeśli firmy budowlane nie dostosują swoich możliwości do rosnących zamówień" - twierdzi Zbigniew Kotlarek, generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad. Tylko w tym roku drogowcy pracują na 160 budowach - w grę wchodzą zarówno autostrady, jak i trasy szybkiego ruchu. Tymczasem firmom brakuje nie tylko rąk do pracy, ale także maszyn. A nawet gdyby zdołały zgromadzić jedno i drugie, to prace drogowe powstrzyma brak niezbędnych do budowy kruszyw i asfaltów. I nic nie wskazuje na to, by przynajmniej jeden z tych problemów dało się w najbliższej przyszłości rozwiązać. Brak pracowników staje się dotkliwszy z miesiąca na miesiąc, bo rynek coraz silniej drenuje emigracja zarobkowa do Wielkiej Brytanii i Irlandii. I choć pensje w branży wzrosły w ostatnim roku o 30-40 proc., ucieczki ludzi wciąż nie udaje się zatrzymać. Już w ubiegłym roku przy budowie drogi ekspresowej łączącej trasę szybkiego ruchu Warszawa - Katowice ze śląskim lotniskiem w Pyrzowicach trzeba było zatrudnić Austriaków. A gdy na budowie obwodnicy Międzyrzecza Podlaskiego zabrakło kierowców do wożenia materiałów budowlanych, wykonawca musiał ratować się ściąganiem 20 pracowników ze Słowacji.
Komentuj →
8 marca 2007 |
0
Za kierownicami taksówek nowej firmy w Bombaju zasiądą kobiety, które będą wozić... tylko panie. W autach znajdą się dodatkowe lusterka i zestawy do makijażu. Z takich taksówek nie będą mogli pod żadnym pozorem korzystać przedstawiciele płci brzydkiej. Taksówki będą charakterystyczne – będzie je wyróżniał kolor różowy lakieru i logo “Forsche” nawiązującej do słynnej niemieckiej marki samochodu. Auta wyjadą na ulice z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet. Pomysł nie jest całkowicie nowy. Podobne firmy wożące jedynie kobiety działają już w Dubaju i Moskwie. Podróżujące samotnie po Bombaju kobiety - zarówno miejscowe, jak i turystki - często skarżą się na chamskie zaczepki ze strony kierowców tradycyjnych taksówek. "Wiele kobiet po prostu nie cierpi, kiedy kierowca wciąż obserwuje je we wstecznym lusterku" - wyjaśnia 47-letnia Revathi Roy, pomysłodawczyni i założycielka korporacji, wcześniej kierowca rajdowy.
Komentuj →
8 marca 2007 |
0
Aż 43 wypadki, 10 osób zabitych, 56 rannych -- to bilans jednego tylko weekendu w Polsce. Ten fatalny bilans mógłby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby wszystkie dwujezdniowe szosy, na których kierowcy rozwijają największe prędkości, były wyposażone w bariery energochłonne, odddzielące pasy ruchu – czytamy w “Dzienniku Zachodnim”. W podczęstochowskich Wanatach "gierkówka" na odcinku 2 kilometrów jest prosta jak strzała. Ograniczenia prędkości do 70 km/h prawie nikt nie przestrzega. Tak samo zrobił w miniony weekend kierujący renault laguną 29-letni częstochowianin, który stracił panowanie nad autem, przejechał na przeciwny pas ruchu i uderzył w opla corsę. Śmierć na miejscu poniosły trzy dorosłe osoby z opla. 12-letni chłopiec w stanie krytycznym przebywa w szpitalu. Sprawca wypadku i jego żona wyszli z kraksy prawie bez szwanku.
Komentuj →
8 marca 2007 |
0
Na zielonogórskich ulicach 8 marca pojawił sie niecodzienny patrol. Tym razem funkcjonariusze “drogówki” jak zawsze karali mandatami osoby, które łamały przepisy ruchu drogowego, ale innych - przede wszystkim kobiety -prezentami. Niespodzianki otrzymały wszystkie panie, które tego dnia prowadziły auta zgodnie z przepisami.
Komentuj →
7 marca 2007 |
1
Komenda Powiatowa Policji w Żaganiu otrzymała nowy fotoradar zakupiony przez środki finansowe Komendy Główniej Policji. Fotoradar pracuje na drogach powiatu żagańskiego już od 1 marca. Jest to urządzenie najnowszej generacji. Może pracować jako urządzenie stacjonarne i docelowo zamontowane na specjalnych masztach, może być wykorzystywane jako mobilne urządzenie na własnym stojaku i w przeciągu kilku minut przeniesione w inne miejsce pomiarowe. Fotoradar może być rówież zmontowany w pojeździe, wówczas służy jako videorejestrator. Obecnie żagański fotoradar jest testowany w miejscach najbardziej niebezpiecznych. Na podstawie analiz stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym wyznaczono 5 miejsc w powiecie żagańskim, gdzie powinny być ustawione maszty do fotoradaru.
Komentuj →
7 marca 2007 |
0
Zakopiańska prokuratura postawiła zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku kierowcy, którego samochód stoczył się ze zbocza Gubałówki, przygniatając 12-letnią narciarkę. Do tragicznego wypadku doszło pod koniec grudnia na północnym stoku Gubałówki. Zaparkowany przy drodze osobowy citroen stoczył się bez kierowcy po zaśnieżonym zboczu. Auto sunęło ponad 150 metrów w dół. Koło dolnej stacji wyciągu narciarskiego citroen wpadł na 12-letnia narciarkę i przygniótł dziewczynkę. Zginęła na miejscu. Dla postawienia zarzutów właścicielowi citroena decydująca okazała się opinia biegłego do spraw ruchu drogowego. Wypowiadając się na temat przyczyn wypadku, stwierdził, że kierowca pozostawił samochód, nie zaciągając w nim hamulca ręcznego ani też nie wrzucając w nim biegu. Również koła samochodu nie były zablokowane poprzez skręcenie kierownicy. Kierowcy grozi do 8 lat więzienia. Nie przyznaje się do winy.
Komentuj →
7 marca 2007 |
0
Polski rząd wysłał odpowiedź do Komisji Europejskiej w sprawie kwestionowanego przez nią przebiegu obwodnic Augustowa i Wasilkowa - poinformował PAP rzecznik prasowy ministra środowiska Sławomir Mazurek. Nie chciał jednak ujawnić treści dokumentu. KE kwestionuje, ze względu na wymogi ochrony środowiska, budowę części obwodnicy Augustowa w dolinie Rospudy i obwodnicy Wasilkowa koło Białegostoku w Puszczy Knyszyńskiej; obie trasy są fragmentem korytarza drogowego Helsinki-Warszawa. "Chcemy rozmawiać z Komisją bezpośrednio, a nie za pośrednictwem mediów" - powiedział Mazurek. Wyjaśnił jedynie, że "dokument zawiera odpowiedź na pytania Komisji Europejskiej. Jednocześnie w piśmie wyrażamy otwarcie i dialog z Komisją na dalszą współpracę w tej sprawie". Dodał, że odpowiedź ta została zatwierdzona w konsultacjach międzyresortowych, a następnie przez Komitet Europejski Rady Ministrów. Dotychczas rząd prezentuje stanowisko, że realizowane budowy obwodnic Augustowa i Wasilkowa nie naruszają unijnych dyrektyw dotyczących ochrony środowiska. Polska uważa, że proponując działania kompensacyjne, wypełniła wszelkie wymagania związane z ochroną środowiska. Dodatkowym argumentem przemawiającym za budową obwodnicy jest bezpieczeństwo drogowe (przez Augustów dziennie przejeżdżają setki tirów zmierzających do granicy z Litwą). Termin udzielenia przez polski rząd odpowiedzi w sprawie obwodnic mija o północy z czwartku na piątek. 28 lutego Komisja Europejska dała Warszawie tydzień na wstrzymanie budowy obwodnic Augustowa i Wasilkowa, grożąc, że w przeciwnym razie skieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, który - w przypadku przegranej Polski - może orzec olbrzymie kary finansowe. "To ostateczne ostrzeżenie dla Polski" - powiedział wówczas unijny komisarz ds. środowiska Stawros Dimas. Wezwał też polski rząd do ponownego rozważenia przebiegu tych obwodnic. Zdaniem komisarza Dimasa, dolina rzeki Rospudy jest terenem unikatowym i żadne kompensaty (np. nasadzenia drzew) nie są w stanie naprawić szkód, jakie wywołałaby budowa obwodnicy. Dlatego - jego zdaniem - najlepszym rozwiązaniem jest wyznaczenie alternatywnej trasy. Jeśli odpowiedź Polski nie usatysfakcjonuje KE, natychmiast skieruje ona sprawę do Trybunału w Luksemburgu. Ten, jeszcze zanim zapadnie wyrok, będzie mógł już w ciągu kilku dni od wpłynięcia wniosku Komisji, wydać decyzję o natychmiastowym wstrzymaniu prac nad budową obwodnic.
Komentuj →
7 marca 2007 |
1
Policjanci z wydziału dw. z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu zatrzymali kolejne cztery osoby podejrzane o pośrednictwo i wręczanie łapówek w zamian za zdanie egzaminu na prawo jazdy. To kontynuacja działań rozpoczętych w maju 2006 r. w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Poznaniu. Zatrzymani to instruktor nauki jazdy ze Śremu, 54-letni Tadeusz B., i troje kursantów (jedna kobieta i dwóch mężczyzn), mieszkańców z okolic Kościana, Wągrowca i Śremu. Podejrzanym przedstawiono zarzuty czynnego i biernego łapownictwa, za co grozi kara pozbawienia wolności do lat 10. W śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w poznańskim WORD do tej pory zatrzymano pięciu egzaminatorów, sześciu instruktorów jazdy i 71 kursantów. Wobec egzaminatorów i instruktorów sąd zastosował tymczasowy areszt, a wobec kursantów dozory policyjne, poręczenia majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Policjanci wytypowali 300 przypadków, w których mogło dojść do wręczenia korzyści majątkowych w zamian za pozytywne załatwienie egzaminu na prawo jazdy. Za egzamin na prawo jazdy kategorii “B” trzeba było zapłacić kilkaset złotych. Stawka była dwukrotnie większa w przypadku uprawnień na pojazdy ciężarowe. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Planowane są kolejne zatrzymania.
Komentuj →
6 marca 2007 |
0
Inspektorzy transportu drogowego i policja rozpoczęli we Wrocławiu akcję łapania nielegalnych taksówkarzy. Zamiast kontrolować postoje, zaczęli zamawiać kursy w podejrzanych firmach. Akcję rozpoczęto po raz pierwszy, dzięki takiej metodzie, po godzinie akcji zatrzymali nielegalnego taksówkarza, który, jak się okazało, nie miał nawet prawa jazdy. Stracił je niedawno za jazdę po pijanemu. Inspektorzy i policjanci zamówili kurs z miasta do Centrum Korony. Na miejscu został wylegitymowany. Za brak zezwoleń na swoją działalność może zapłacić osiem tysięcy złotych, a za jazdę bez prawa jazdy stanie przed sądem grodzkim. Na parking policyjny trafił także nieoznakowany fiat, którym pracował. Zatrzymaniu, do którego doszło na postoju taksówek, przyglądali się legalnie pracujący kierowcy. “Nareszcie wzięli się za nich. Odbierają nam klientów, nie ponosząc żadnych kosztów” - mówi taksówkarz Krzysztof Kurczub. Adrian Gierczak, wojewódzki inspektor transportu drogowego, przyznaje, że tylko w ten sposób można przeprowadzić skuteczną kontrolę. - Inspektorom dopiero od niedawna wolno działać po cywilnemu - tłumaczy. Kierowcy bez uprawnień odbierają klientów legalnie działającym taksówkarzom od dawna. W grudniu na wniosek ministra spraw wewnętrznych wojewoda dolnośląski powołał specjalny zespół do ich zwalczania. Działające na dziko firmy podstawiają na telefon przeważnie nieoznakowany samochód. Przejazd takim autem jest tańszy od normalnej taksówki. Czasami nawet o 50 proc. Nielegalni działają na zasadzie zrzeszenia taksówkarskiego, ale nie ponoszą kosztów taksometru i kasy fiskalnej, a kierowcy jeżdżą bez licencji potrzebnej do uprawiania tego zawodu. Taksówkarze twierdzą, że we Wrocławiu konkuruje z nimi co najmniej 200 aut. Nielegalną działalność przerwałoby zapewne ukaranie organizatorów tej procedury. Jednak zatrzymani kierowcy nie chcą ich wskazać. - Nasilimy teraz nasze kontrole. Nie opłaci się zarabiać w ten sposób - zapowiada Adrian Gierczak. Kontrolerzy szukali fałszywych taksówkarzy całą noc.
Komentuj →
6 marca 2007 |
1
Pracownicy Miejskich Zakładów Autobusowych rocznie biorą udział w ponad 3,6 tys. wypadków i kolizji. Ginie w nich coraz więcej osób – czytamy w “Życiu Warszawy”. Tragiczny wypadek na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie po raz kolejny zwrócił uwagę na największego warszawskiego przewoźnika. Kierowcy Miejskich Zakładów Autobusowych pracują nawet po dziesięć godzin dziennie. W zeszłym roku autobusy MZA uczestniczyły w 147 wypadkach (sześć ofiar śmiertelnych) i 3,5 tys. kolizji. W 2005 roku zdarzeń była podobna liczba, ale tylko dwie ofiary śmiertelne. “Też uważamy, że to za dużo” – uważa Marek Budzyński z nadzoru ruchu MZA. “Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że dziennie wypuszczamy na ulice 1200 autobusów. Główną przyczyną wypadków pojazdów komunikacji miejskiej jest zmęczenie kierującego. Czas odpoczynku dla kierowcy wynosi 11 godzin, to zdecydowanie za mało – mówi Zenon Kopyściński z NZZ Kierowców.
Na trasach nieprzekraczających 50 km, czyli w komunikacji miejskiej, czas prowadzenia pojazdów w ciągu tygodnia przez kierowcę nie będzie mógł przekraczać 60 godzin, a w kolejnych dwóch tygodniach – 90 godzin. Zdecydował o tym na ostatnim posiedzeniu Sejm, przyjmując nowelizację ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców (Dz.U. nr 92, poz. 879 z późn. zm.).
Komentuj →
5 marca 2007 |
4
Minęła godz. 8. Autobus nr 408 zmierzał Trasą Łazienkowską ze Śródmieścia w kierunku Pragi. W pewnym momencie pojazd zaczął jechać zygzakiem. Najpierw uderzył w barierę dźwiękochłonną po lewej, potem po prawej stronie jezdni – czytamy w relacji świadka wypadku drogowego w Warszawie. Przejechał jeszcze kilka metrów i zatrzymał się przed przystankiem Rozbrat. Kilku pasażerów przewróciło się, a kierowca wypadł z szoferki i uderzył głową w barierkę oddzielającą ją od wejścia do autobusu. Na miejsce przyjechało pogotowie, lekarz stwierdził zgon 53-letniego Świętosława S. Trzy inne osoby miały lekkie zadrapania. “Niewykluczone, że kierowca zasłabł lub stracił przytomność po uderzeniu głową w boczną ścianę pojazdu. W pewnym momencie nikt nie kierował autobusem” - mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik stołecznej policji. “Być może kierowca przeżyłby, gdyby miał zamknięte drzwi do kabiny lub zapięte pasy” - dodaje policjant. Nie miał zapiętych pasów, bo producent neoplanów ich nie montuje. Ponadto przepisy nie nakładają na kierowców komunikacji miejskiej obowiązku jazdy z pasami - mówi wiceprezes MZA Janusz Bosakirski. To w ciągu trzech miesięcy kolejny wypadek autobusu. W grudniu na moście Poniatowskiego rannych zostało 42 pasażerów, gdy kierowca autobusu 117 wjechał w słup. 22 stycznia koło Janek tir zepchnął 703 na pobocze - rannych zostało 47 osób. W styczniu na Marszałkowskiej zderzyły się 524 i 522, poszkodowanych było 11 osób.

(186-2)
Komentuj →
5 marca 2007 |
0
Na budowanej autostradzie A4 do Tarnowa, w projektowanej części między Stanisławicami a Damienicami na skraju Puszczy Niepołomickiej, powstanie most dla zwierząt - budowla drogowa jakiej próżno szukać na wschód od Łaby - zapowiada "Gazeta Krakowska". Jeśli rządowe plany nie zmienią się, do 2008 roku powstanie tu "zielony most" dla zwierząt. Szerokość tego mostu przekroczy 100 metrów. Dziennik informuje, że podobne "mosty krajobrazowe" istnieją w wielu krajach. Most w Ivaceno Brdo w Chorwacji to rodzaj tunelu o długości 200 metrów. Inne - jak np. Banff w Kanadzie, czy Whertembergle w Niemczech nie przekraczają 50 metrów szerokości. Podobne mosty, zbudowane nad A4 na Opolszczyźnie, mają tylko do 30 metrów i nie służą dobrze swym celom - czytamy w dzienniku. Muszę zaznaczyć, że już dziś, w kilku krajach, w trakcie realizacji są budowle większe, ale ten "zielony most" będzie najokazalszy w nowych krajach UE - podkreśla inż. Maciej Wałecki z Transprojektu. ziś droga Kraków-Tarnów to asfaltowa nitka, którą zwierzęta przekraczają bez problemu. Gdy pojawi się tu autostrada, jelenie czy sarny będą bez szans. Tymczasem, jak twierdzą profesorowie Henryk Okarma z PAN i Bogusław Bobek z Zakładu Ekologii i Badań Łowieckich AP w Krakowie, na odcinku Stanisławice-Damienice przebiega ważny szlak migracji zwierzyny płowej łączący Puszczę Niepołomicką z Karpatami. Co roku jelenie z gór przychodzą na nadwiślańskie rykowiska. Nie jest ich wiele, jakaś piąta część stada żyjącego w Puszczy Niepołomickiej, które liczy ok. 250 sztuk, ale stała wymiana puli genowej między grupami zwierząt pozwala utrzymać je w dobrej formie. Jednak nie wystarczy przykrycie 100-metrowego odcinka autostrady. Konieczne jest położenie tam warstwy ziemi i zasadzenie drzew. Trzeba stworzyć naturalne poszycie. Dopiero wówczas nowa droga zostanie zaakceptowana przez zwierzęta - mówi "Gazecie Krakowskiej" ekspert ekologii w krakowskim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Michał Polus.
Komentuj →