2 marca 2008 |
0
Dziennikarz motoryzacyjny Maciej Zientarski, jeden z bohaterów kampanii reklamowej PZU skierowanej do kierowców, walczy o życie w szpitalu po wypadku, który spowodował, jadąc z nadmierną prędkością. Czy wydarzenia te godzą w wizerunek PZU? Z warszawskich ulic znikają billboardy PZU reklamujące ubezpieczenia komunikacyjne z udziałem dziennikarzy motoryzacyjnych Włodzimierza Zientarskiego i jego syna Macieja. – Zatrudnianie dziennikarza motoryzacyjnego do tego typu reklam zawsze jest ryzykowne – uważa Piotr Czarnowski, prezes agencji First PR. Jego zdaniem firma działająca na Zachodzie dwa razy zastanowiłaby się przed podjęciem takiej decyzji. – Każdy, kto zatrudnia znaną osobę do reklamy, wie, że może to się wiązać z sytuacją, która nadweręży wizerunek firmy – mówi Michał Witkowski, rzecznik PZU. Wyjaśnia, że firma jest przygotowana na różne scenariusze, a zespół antykryzysowy ma plany dalszego postępowania. – W tej chwili najważniejsza jest dla nas sytuacja człowieka, który walczy o życie – dodaje.
Komentuj →
29 lutego 2008 |
0
Fatalny odcinek Puławskiej, gdzie miał miejsce śmiertelny wypadek Ferrari, to niejedyne miejsce w stolicy uważane za szczególnie niebezpieczne. Podobne jest np. zwężenie Wisłostrady przy stadionie Spójni czy wjazd na most Gdański od zachodniej strony, z którego samochody w czasie deszczu spadają na tory tramwajowe. W tym miejscu nie ma barierek ochronnych. Jako newralgiczne miejsca policja wskazuje też skrzyżowanie ulic Anielewicza i Andersa czy punkt, gdzie Trasa Łazienkowska przechodzi w ul. Ostrobramską – przypomina dziennik “Polska”.Według policyjnych statystyk z 2007 r. najwięcej wypadków samochodowych miało miejsce na skrzyżowaniu al. Solidarności i Nowego Zjazdu, bo aż 10. Śmiertelne w skutkach wypadki zdarzały się też na skrzyżowaniu ulicy Puławskiej z Dolną.
Szczególnie uważać należy na:
1. Skrzyżowanie al. Solidarności - Nowy Zjazd - nierówna nawierzchnia i zła widoczność;
2. Wjazd na most Gdański od ronda "Radosława" - nierówna nawierzchnia i brak barierek na nasypie;
3. Skrzyżowanie ul. Puławskiej z ul. Rzymowskiego - mulda na drodze i filary wiaduktu, w które często uderzają wyrzucone na muldzie auta;
4. Skrzyżowanie ul. Marszałkowskiej z ul. Świętokrzyską - słaba widoczność i skrzyżowanie z torowiskiem tramwajowym;
5. Skrzyżowanie al. Jana Pawła II z al. Solidarności - nierówna nawierzchnia przejazdu przez torowiska tramwajowe, słaba widoczność;
6. Miejsce, gdzie Trasa Łazienkowska przechodzi w Ostrobramską - czteropasmowa droga rozdziela się na dwa kierunki, nierówna nawierzchnia na rozjazdach;
7. Skrzyżowanie ul. Anielewicza z ul. Andersa - przejazd przez torowisko tramwajowe, droga zwęża się z dwóch pasów do jednego, na poboczu często stoją autokary turystyczne;
8. Skrzyżowanie ul. Puławskiej i Dolnej - wyjazd na ulicę Puławską pod górkę, słaba widoczność;
9. Skrzyżowanie al. Jana Pawła II z ul. Stawki - przejazd przez dwa torowiska, widoczność zasłaniają stojące na przystankach tramwaje i piesi;
10. Wisłostrada na wysokości Spójni, przed zjazdem na ul. Krasińskiego - zwężenie z czterech do trzech pasów, zakręt i rozjazd na plac Wilsona, poprzedzająca zakręt prosta zachęca do rozwijania dużych prędkości;
11. Skrzyżowanie al. Niepodległości z ul. Batorego - bardzo nierówna nawierzchnia, zwężenie ul. Batorego z dwóch do jednego pasa.
Komentuj →
27 lutego 2008 |
1
W Warszawie dziennikarz Maciej Zientarski uległ poważnemu wypadkowi, ma rozległe urazy głowy, klatki piersiowej, brzucha, kończyn i kręgosłupa. Lekarz podkreślił, że poszkodowany "cały czas znajduje się w stanie zagrażającym życiu". Kolega, z którym jechał - dziennikarz “Super Expressu” Jarosław Zabiega, nie żyje. Z zeznań świadków wynika, że samochód jechał ok. 200 km/h (przy ograniczeniu do 50 km/h). Kierowca ferrari pędził ul. Puławską w kierunku Piaseczna. Samochód podskoczył na muldzie i z ogromną prędkością uderzył w filar wiaduktu biegnącego z Ursynowa. Auto rozpadło się na dwie części. Jedna z nich doszczętne spłonęła. Maciej Zientarski został wyrzucony z samochodu. Pasażer Jarosław Zabiega, zginął na miejscu. Jego ciało znaleziono spalone obok samochodu. Jak informuje radio RMF FM mężczyźni mieli niezapięte pasy. Jest to jednak niepotwierdzona informacja. Nawet z zapiętymi pasami przy prędkości, którą jechali, mogli zostać wyrzuceni z samochodu razem z fotelami. Już kilkakrotnie w tym miejscu dochodziło do wypadków. Dwa lata temu w ciągu kilku dni zginęły tu trzy osoby. Jeden z młodych chłopaków zginął wtedy, zapalając znicz na miejscu śmierci kolegi. - W miejscach, w których często zdarzają się wypadki, ustawiamy patrole policyjne. Jeśli kolizjom winien jest zły stan nawierzchni czy organizacja ruchu, od razu zgłaszamy to Zarządowi Dróg Miejskich - mówi Wojciech Pasieczny ze stołecznego policyjnego wydziału ruchu drogowego. O nierównej, a przez to niebezpiecznej dla kierowców nawierzchni na odcinku Puławskiej, na którym zdarzył się wypadek, policja informowała ZDM już ponad dwa lata temu. - Ustawiliśmy tam znaki informujące o nierównościach i ograniczeniu prędkości do 50 km/h - mówi Urszula Nelken, rzecznik ZDM. Jak zapewnia ten odcinek ma zostać wyremontowany do maja tego roku - dodaje. "Ustalamy okoliczności tej tragedii" - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Marcin Szyndler. Być może przyczyną była nadmierna prędkość, o czym świadczyłyby zabezpieczone na miejscu ślady i stan rozbitego auta - mówił Szyndler. Śledztwo w sprawie spowodowania wypadku drogowego samochodu ferrari, prowadzi prokuratura na warszawskim Mokotowie. Taki czyn jest zagrożony karą do 8 lat więzienia.
Ą Policja ustala okoliczności tragedii. "Przejeżdżałem obok wraku spalonego ferrari, to nie był samochód, tylko kawałek stali" - opisuje świadek, internauta dziennika.pl. (foto Straż Miejska 235-3)

Najpopularniejszym, najlepiej sprzedającym się w historii ferrari był model 360. Przez pięć lat produkcji powstało ponad 16 tys. sztuk tego auta. Ferrari 360 Modena napędza ośmiocylindrowy silnik 3.6. Kopnięcie gazu i 400 KM katapultuje auto w 4,5 sekundy do setki. Pęd kończy się przy 300 km/h. Jego następcą jest model F430. F430 ma osiem cylindrów i 490 KM na tylnej osi. Silnik siedzi za plecami kierowcy, dla idealnego rozkładu masy. Taka rakieta do setki przyspiesza zaledwie w cztery sekundy. Zanim człowiek się zorientuje, auto gna jak szalone aż do ponad 300 km/h. Trudno nie stracić w nim głowy, zakochać się od pierwszego kopnięcia gazu. Sam Michael Schumacher, siedmiokrotny mistrz świata F1, docenia i ciągle jest zafascynowany demonem prędkości, który siedzi w każdym ferrari. Zresztą marka z Maranello słynie z tego, że naprawdę przenosi rozwiązania z toru do aut ulicznych (ferrari enzo 6.0 V12/660 KM, setka w 3,6 sekundy). Dlatego ich samochody dają tyle adrenaliny, która czasem uderza zbyt mocno. Ale prawdę mówiąc, żadne z ferrari nie nadaje się do jazdy po polskich, dziurawych drogach - wystarczy kopnięcie gazu, nieprzemyślany ruch kierownicy i auto ląduje w rowie. To samochody projektowane do jazdy po gładkich autostradach, a najlepiej zamkniętych torach wyścigowych - komentuje "Dziennik".
Komentuj →
25 lutego 2008 |
1
Wydział Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji jako jedyny w Polsce dysponuje Programem do Rekonstrukcji Wypadków Drogowych. Program pozwala na odtworzenie przebiegu wypadków drogowych i analizę możliwości ich uniknięcia. Wydział Ruchu Drogowego wykorzystuje program podczas prowadzonych dochodzeń i do prezentacji w środkach masowego przekazu. Obrazowe przedstawienie przyczyn wypadku uświadamia kierowcom, jak niebezpieczna jest np. nadmierna prędkość czy nieprawidłowa zmiana pasa ruchu.
(235-8)
(235-9)
Komentuj →
2 marca 2008 |
0
Spora część stołecznych kierowców uważa, że omijanie korków w nieprzepisowy sposób to przejaw ich inteligencji, sprytu i umiejętności jazdy po mieście – komentuje “Polska”. Jedni w gigantycznych korkach czekają na zmianę świateł na skrzyżowaniach, inni tymczasem przejeżdżają obok, pasem dla autobusów, chodnikiem lub pasem nieprzeznaczonym do jazdy. Policjanci ruchu drogowego zamierzają karać za łamanie przepisów kodeksu drogowego z najwyższą surowością. Szczególny nacisk chcą położyć na wyeliminowanie z warszawskich ulic tak zwanych "cwaniaków drogowych". W tym celu w miejscach, gdzie najczęściej kierowcy łamią przepisy, staną stałe patrole policji. - W akcję będą zaangażowani nie tylko funkcjonariusze drogówki, ale także prewencji - mówi Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego policji. - Chcemy w ten sposób zademonstrować kierowcom, że na tak zwane cwaniactwo w żadnym przypadku nie ma naszego przyzwolenia. Jeśli policjanci zauważą, że ktoś jedzie na wprost pasem do skrętu albo w jakikolwiek inny sposób nie stosuje się do znaków drogowych, zostanie ukarany 200-złotowym mandatem i pięcioma punktami karnymi - dodaje. Jak podkreślają funkcjonariusze, do takich działań skłonił ich nie tylko obowiązek dbania o przestrzeganie przepisów, ale również chęć udrożnienia stołecznych ulic. Według policjantów, to właśnie cwaniactwo za kierownicą jest przyczyną sporej części korków w Warszawie. Omijanie zatorów drogowych w nieprzepisowy sposób rzeczywiście ułatwia jazdę po warszawskich ulicach, ale tylko tym, którzy kodeks drogowy łamią - mówi Jacek Zalewski, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego. - Całej reszcie kierowców, którzy stosują się do znaków, tylko ją utrudnia. Wciskanie się na siłę między samochody, które w prawidłowy sposób pokonują skrzyżowanie, zmusza część z nich do hamowania. To z kolei zakłóca płynność ruchu i powoduje, że na jednych światłach może przejechać mniej pojazdów. Ponadto takie gwałtowne zmiany pasa ruchu powodują wypadki - dodaje. Oprócz dodatkowych kontroli funkcjonariusze do walki z piratami drogowymi zamierzają wykorzystać specjalną furgonetkę, która jest mobilnym centrum monitoringu. Wyposażona jest w zestaw kamer, którymi funkcjonariusze z dużej odległości są w stanie zarejestrować nie tylko samo wykroczenie, ale również numer rejestracyjny samochodu i twarz kierowcy. Te dane drogą radiową są przesyłane do patrolu, który kilkadziesiąt metrów dalej zatrzymuje pirata drogowego. Jeśli kierowca nie podda się karze dobrowolnie, w takim przypadku obraz z kamer jest dowodem w sądzie. Akcja policji jest bezterminowa. Patrole na newralgicznych skrzyżowaniach będą się pojawiać dopóty, dopóki kierowcy nie oduczą się cwaniakowania.
Komentuj →
2 marca 2008 |
0
W Słupsku od kilku dni zmieniają się wiaty na przystankach. To efekt akcji Zarządu Dróg Miejskich, który przekazuje wiaty pod opiekę firm. Dla pasażerów oznacza tylko jedno - przynajmniej na niektórych przystankach wreszcie będzie można czekać na autobus w przyzwoitych warunkach. Opiekunem wiaty przy ul. Wojska Polskiego jest firma Rossmann. - To pierwsza w Polsce wiata, jaką mamy pod opieką. Wybraliśmy właśnie tę, bo znajduje się najbliżej naszego sklepu - mówi Robert Chojnacki z działu ekspansji Rossmanna. Chcieliśmy lepiej pokazać ten punkt. Umowę podpisaliśmy na co najmniej pięć lat i przez ten czas będziemy musieli również dbać o przystanek. Jeśli pomysł się sprawdzi, to niewykluczone, że zainwestujemy również w inne przystanki. Najważniejsze są niewielkie koszty, jak na nośnik reklamowy. Firmy, które zaopiekowały się przystankami, mogą na nich wywieszać swoje reklamy i informacje. Muszą jednak również dbać o ład i porządek oraz o ich stan estetyczny i techniczny. Jeśli więc w którejś wiacie wandale wybiją szybę, firma będzie musiała na własny kosztu wstawić nową. ZDM znalazł już opiekunów dziewięciu przystanków w centrum miasta. Obok Rossmanna zajmą się nimi Scania, Nord Express i Koncert. - Pozostałe firmy zajmą się przystankami najpóźniej za kilka tygodni - mówi Hubert Brandt z Zarządu Dróg Miejskich. - Oferty opieki nad wiatami rozesłaliśmy do jeszcze kilku firm.
Komentuj →
2 marca 2008 |
0
W Holandii rower jest czymś tak powszechnym, że stał się częścią życia i podręcznym bagażem przeciętnego Holendra. 16 milionów obywateli posiada tu 13 milionów rowerów. Ze względu na dużą ilość rowerzystów i motorowerzystów korzystających z dróg należy pamiętać o przestrzeganiu następujących przepisów:
- pierwszeństwo mają nadjeżdżający z prawej strony, o ile znaki nie sygnalizują inaczej;
- piesi muszą udzielić pierwszeństwa przejazdu innym użytkownikom dróg, o ile znaki nie sygnalizują inaczej.
Jazda rowerami koło siebie (maks. 2 osoby) jest dozwolona o ile nie stwarza utrudnień pozostałym użytkownikom ruchu;
- używanie świateł po zmroku jest obowiązkowe!
- poruszanie się rowerami po autostradach jest zabronione!
- dzieci do lat 10 przewożone rowerem muszą podróżować na krzesełkach. Krzesełka te można wypożyczać;
- zmianę kierunku jazdy należy wyraźnie sygnalizować ręką.
Używając własnego roweru w Holandii należy pamiętać o tym, że musi być on wyposażony w:
- bezpieczne i odpowiednie ręczne hamulce;
- wyraźnie słyszalny i funkcjonujący dzwonek;
- odpowiednie oświetlenie przednie i tylnie działające po zmroku;
- światełko odblaskowe na tylnym błotniku i pomiędzy szprychami;
- odblaskowe pedały;
- zalecane są jest też używanie łatwo dostępnych odblasków i opasek odblaskowych w nocy.
Sieć ścieżek rowerowych w Holandii (ok. 15 000 km specjalnie wyznaczonych ścieżek i tras rowerowych) jest wyraźnie oznakowana czerwono-białymi znakami ANWB (Powszechnego Holenderskiego Towarzystwa Turystycznego) i słupkami w kształcie grzybków, wyznaczającymi najkrótszą trasę z punktu A do B. Obowiązujące, osobne pasy dla rowerzystów oznakowane są okrągłymi niebieskimi znakami z białym rowerem. Stichting Landelijk Fietsplatform opracowało sieć tras dla bardziej zaawansowanych rowerzystów. Oznaczone literami LF mają one łącznie ponad 6 000 km. Piętnaście z tych tras jest już oznakowanych i opisanych w specjalnych przewodnikach wydanych przez Stichting Landelijk Fietsplatform.. Oprócz dokładnych opisów tras i map (skala 1:150 000) w przewodnikach tych można również znaleźć adresy miejsc noclegowych, muzeów i biur informacji turystycznej.
Komentuj →
2 marca 2008 |
0
Wprowadzona w Londynie opłata za wjazd do centrum nie tylko zmniejszyła tłok na ulicach, ale poprawiła nieco stan zdrowia mieszkańców - informuje pismo "Occupational and Environmental Medicine". Jak obliczyli naukowcy z London School of Hygiene and Tropical Medicine oraz King's College, dzięki wynoszącej 8 funtów dziennie opłacie zwanej "congestion charge" siedem milionów mieszkańców Londynu pożyje w sumie 1888 lat dłużej. Dla mieszkańców ścisłego centrum są to 183 lata na 100 000 osób, podczas gdy na obrzeżach korzyść jest mniejsza - 18 lat na 100 000 osób. Opłata nie obowiązuje poza godzinami pracy i w weekendy. Dzięki opłatom ruch w centrum zmniejszył się o jedna czwartą, spadł także poziom zanieczyszczenia powietrza, co zmniejszyło zagrożenie chorobami serca i układu oddechowego.
Komentuj →
2 marca 2008 |
0
Ogólnodostępne alkomaty na stacjach benzynowych chciałby wprowadzić podinspektor Zbigniew Rogala, naczelnik wydziału ruchu drogowego Wielkopolskiej Komendy Policji. Chodzi o to, by każdy kto pił wcześniej alkohol, a wybiera się jako kierowca w drogę, mógł sprawdzić, czy zawartość alkoholu w jego organizmie nie przekracza dozwolonych norm i czy może siąść za kierownicę bez narażania innych na niebezpieczeństwo, a siebie na kłopoty z prawem. Obecnie, jeśli ktoś ma wątpliwości co do tego, musi właściwie zdać się na własną intuicję. Czasami takie osoby przychodzą do komend policji i proszą o przebadanie - relacjonuje Rogala, który wcześniej był zastępcą naczelnika sekcji ruchu drogowego w Lesznie i pamięta takie przypadki. - Policjanci z reguły ulegają tym prośbom, ale tak naprawdę nie mają podstawy prawnej, by to robić. Ogólnie dostępne alkomaty rozwiązałyby ten problem. Oczywiście zainteresowane osoby, jeśli mają wątpliwości co do swego stanu, będą musiały na stacje benzynowe podjechać taksówkami - zastrzega. Pomysł z pozoru skomplikowany do zrealizowania, w rzeczywistości nie wymaga wielkich nakładów. Wystarczy bowiem, że podchwyci go któraś z wielkich firm posiadających sieć stacji benzynowych. - Wtedy pozostanie dogadanie się z dystrybutorem alkomatów, co do wypożyczenia czy leasingu urządzeń - podpowiada podinspektor Rogala. - Dystrybutor będzie miał pieniądze z dzierżawy, a stacja benzynowa ze sprzedaży jednorazowych ustników do badania. Przedstawiłem ten projekt dwóm dużym firmom, czekam na odpowiedź. Zakup alkomatu to nie jest duży wydatek. W internecie najtańsze z wymiennymi ustnikami można kupić już za 150-200 zł. Kierowcy, którym opowiedzieliśmy o pomyśle, są zachwyceni - relacjonuje “Głos Wielkopolski”.
Komentuj →
2 marca 2008 |
0
Pijany kierowca autobusu - Ponad dwa promile alkoholu w organizmie miał kierowca autobusu MPK, którego policjanci zatrzymali w Lublinie. Około godziny 20.30 policjanci otrzymali informację od anonimowej osoby, że kierowca autobusu MPK linii nr 51 może znajdować się pod wpływem alkoholu. Zaraz po otrzymaniu zgłoszenia na miejsce udał się patrol policji, który przy ul. Krakowskie Przedmieście na przystanku przy Poczcie Głównej zatrzymał do kontroli opisywany autobus. W pojeździe znajdowali się pasażerowie. Funkcjonariusze rzeczywiście wyczuli od kierującego woń alkoholu z ust. Wobec tego poddano go badaniu na zawartość alkoholu, które wykazało ponad 2 promile. Kierującym autobusem okazał się 43-letni mieszkaniec Lublina. Zatrzymany kierowca trzeźwieje w policyjnym areszcie. Mężczyzna odpowie za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości. Policja sprawdza czy swoim zachowaniem nie naraził na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia pasażerów i innych uczestników ruchu.
14-latek na "podwójnym gazie" - Policjanci zatrzymali w nocy 14-letniego mieszkańca Zamościa, który kierował pojazdem bez uprawnień. Niedoszły kierowca nie pomyślał wcześniej o zatankowaniu samochodu ojca. Pojazd zatrzymał mu się na środku skrzyżowania. Na pytanie funkcjonariuszy, dlaczego samochód stoi na skrzyżowaniu, młodzieniec odparł, że skończyło się właśnie paliwo. Kiedy policjanci poprosili go o okazanie prawa jazdy, chłopak przyznał się, że ich nie posiada. Dla policjantów było to oczywiste, ponieważ wygląd kierowcy rzeczywiście wskazywał na jego niepełnoletność. Okazało się, że chłopiec ma 14 lat i jest uczniem gimnazjum. Mało tego, kiedy policjanci przebadali 14-latka urządzeniem na zawartość alkoholu, wynik wskazał prawie 1,5 promila alkoholu w organizmie. Policjanci ustalili, że samochód 14-latek wziął od ojca bez jego zgody. "Pożyczonym" tej nocy autem wybrał się na przejażdżkę, przemierzając około 20 kilometrów. Samochód wkrótce odmówił posłuszeństwa, gdy skończyło się paliwo. Wówczas pojazd stanął na skrzyżowaniu. Nieletni został zwolniony i oddany pod opiekę rodziców. Sprawa trafi do sąd rodzinnego i nieletnich.
"Samochód bez kierowcy" krążył po mieście - Czterech mężczyzn w wieku od 28-45 lat trafiło wczoraj do policyjnego aresztu po tym, jak w niedzielną noc po pijanemu urządzili sobie przejażdżkę po Świdniku. Ich podróż zakończyła się na ulicznej latarni, którą staranowali. W konsekwencji ich auto wywróciło się na dach. Żaden z nich nie przyznaje się do prowadzenia pojazdu. Policjanci otrzymali informację, że volkswagen passat uderzył w słup latarni ulicznej. W wyniku zderzenia samochód dachował. Przypadkowi przechodnie będący w okolicy podjęli próbę ratowania podróżujących i postawili pojazd na boku. Kiedy na miejsce przybyli policjanci, z wnętrza samochodu wydobyli trzech mężczyzn. Aby wydostać ich z pojazdu konieczne było wybicie szyby. Jak się okazało czwarty z uczestników zdarzenia wydostał się wcześniej. W wyniku wypadku jeden z podróżujących doznał zadrapań twarzy. Cała czwórka była pijana. Wynik badania wykazał, że mają oni od 2,5 do 3 promili alkoholu w organizmie. Żaden z nich nie przyznaje się do prowadzenia pojazdu. Kierowca odpowie za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, za co grozi do 2 lat pozbawienia wolności.
Areszt dla kierowcy, ktory potrącił policjanta - Na trzy miesiące aresztował trzebnicki sąd mężczyznę, który potrącił policjanta próbującego go zatrzymać do kontroli drogowej. Mężczyzna jest podejrzany o czynną napaść na policjanta, spowodowanie obrażeń i jazdę pod wpływem alkoholu; grozi mu do 3 lat więzienia. Jak poinformowała Małgorzata Klaus, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, mężczyzna nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. - Twierdzi, że nie był wcale pijany w chwili zdarzenia, zaś alkohol wpił po powrocie do domu, z nerwów. Ponadto wyjaśniał, że on nikogo nie chciał potrącić, a policjant "niemal rzucił się" na jego auto - powiedziała Klaus. Tuż po zatrzymaniu mężczyzna miał prawie 2 promile alkoholu w organizmie. Do zdarzenia doszło w czwartek wieczorem, w okolicach Trzebnicy (woj. dolnośląskie). Policjant został potrącony przez kierującego autem, gdy próbował go zatrzymać do kontroli drogowej. Gdy kierowca zaczął uciekać, drugi funkcjonariusz oddać strzały w kierunku mężczyzny i ranił go w nogę. Ostatecznie kierowcę udało się zatrzymać w jego domu. Jak dowiedziała się nieoficjalnie PAP, kierowca znany jest w okolicy z tego, że często prowadzi auto, będąc pijanym. Potracony policjant z lekkimi obrażeniami trafił do szpitala. Kierujący autem z raną postrzałową nogi trafił do tego samego szpitala. Teraz zostanie przewieziony do szpitala w areszcie.
W dwa dni stracił dwa prawa jazdy - 50-letni mieszkaniec Piszczaca w ciągu dwóch dni za jazdę w stanie nietrzeźwości stracił samochód i dwa prawa jazdy - swoje i swojego nieżyjącego sąsiada, za którego się podawał. Dodatkowo mężczyzna w najbliższym czasie stanie przed sądem. - Oddajcie mi samochód sąsiada. Chcę nim natychmiast odjechać. Oto moje prawo jazdy - z takim stanowczym żądaniem przyszedł wczoraj do komisariatu Policji w Terespolu 50-letni mieszkaniec Piszczaca. Policjanci od razu poznali petenta. Kilkanaście godzin wcześniej zatrzymywali go za jazdę w stanie nietrzeźwym. Mężczyzna kierował samochodem osobowym marki Peugeot, mając prawie 2 promile alkoholu w organizmie. 50-latek stracił wówczas prawo jazdy, a kierowany przez niego Peugeot został zabezpieczony na parkingu strzeżonym. Za drugim razem 50-latek przedstawił się policjantom podając dane swojego sąsiada. Jak się okazało, sąsiad już od dłuższego czasu nie żyje. Policjanci znaleźli u 50-latka należący do nieżyjącego mężczyzny dokument. Znaleźli też prawo jazdy wystawione na nazwisko 50-latka. Było ono jednak starego typu i straciło ważność w 2004 roku. Teraz mężczyzna odpowie za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz usiłowanie wprowadzenia funkcjonariuszy w błąd.
Komentuj →
1 marca 2008 |
0
Kryminalni z Ustrzyk Dolnych ustalili, kto niszczył elewacje budynków, znaki drogowe i plansze z reklamami. Nastolatkowie będą odpowiadać za te wybryki przed sądem rodzinnym. Od początku zimy różne napisy pojawiały się na ścianach budynków, przystanków autobusowych. Wandale nie zawahali się nawet niszczyć znaków drogowych, stwarzając niebezpieczeństwo dla ruchu drogowego. Policjanci zbierali informacje o ich działalności i objęli zainteresowaniem młodych mieszkańców powiatu bieszczadzkiego. Przesłuchano dwóch podejrzanych. Sprawą zajmie się do sąd rodzinny i nieletnich w Lesku, a młodzi ludzie poniosą konsekwencje przewidziane w ustawie o nieletnich. Obecnie trwają ustalenia wysokości strat poniesionych przez właścicieli znaków drogowych, budynków i wiat autobusowych.
(235-7) < Za przestępstwo zniszczenia mienia grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
29 lutego 2008 |
0
Przed wykonaniem masażu serca sprawdzamy oznaki zatrzymanego krążenia (nie dłużej niż 10 s): - brak normalnego oddechu, kaszlu lub ruchu, - brak tętna na tętnicy szyjnej (tętno wyczuwamy 2 - 3 opuszkami palców po stronie szyi bliższej do nas), są sygnałem do rozpoczęcia reanimacji.
Najpierw trzeba ułożyć poszkodowanego na płaskim, twardym podłożu. Uniesienie nóg ku górze zwiększa szanse udanej reanimacji krążeniowej. Klatkę piersiową pacjenta należy odsłonić z odzieży. Punkt nacisku do masażu pośredniego serca znajduje się na dolnej trzeciej części mostka - w odległości 3 palców powyżej wyrostka mieczykowatego.
Technika masażu pośredniego serca u dorosłych
1. Jeden nadgarstek opiera się na punkcie ucisku w dolnej połowie mostka, w osi ciała.
2. Drugi nadgarstek ułożony jest na pierwszym. Palce obu rąk są uniesione lub splecione, tak, by uniknąć złamania żeber przy ucisku.
3. Faza ucisku - Ramiona wyprostowane, barki pionowo nad mostkiem, który jest wciskany na głębokość 3-5 cm. Ratownik powinien używać ciężaru swego tułowia, przekazywanego przez wyprostowane ramiona.
4. Faza rozluźnienia - Odciążenie mostka bez odrywania nadgarstka od punktu uprzedniego nacisku; klatka piersiowa wraca do pozycji wyjściowej.
Fazy ucisku i rozluźnienia trwają mniej więcej równie długo. Ruchy powinny być płynne, nie "szarpane". W żadnym przypadku nie należy przerywać masażu na dłużej niż kilka sekund. Częstość uciskania mostka powinna wynosić w miarę możliwości 80-100 uciśnięć na minutę. W trakcie prowadzenia zewnętrznego masażu serca może dojść do złamań żeber i mostka, co nie jest powodem do przerwania resuscytacji.

Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
Bierzemy rower w jednym miejscu, przejeżdżamy trasę i oddajemy go gdzieś indziej - tak ma w Krakowie działać pierwsza w Polsce miejska wypożyczalnia rowerów. Projekt jest ambitny: w 12 miejscach w Krakowie (np. przy Galerii Krakowskiej, przy dworcu PKP i w innych tzw. miejscach przesiadkowych, przy parkingach itd.) mają powstać małe wypożyczalnie tworzące sieć. Stać w nich będzie w sumie 100 specjalnie przystosowanych rowerów. Co najważniejsze, wypożyczalnia ma być bezobsługowa: - Chętny podejdzie, odepnie rower, przejedzie nim dowolny dystans w dowolnym czasie, odda w innej wypożyczalni i zapłaci za to np. SMS-em lub kartą kredytową - opowiada Jan Machowski z biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa. Ma to wszystko uprościć i zwiększyć dostępność nowej usługi. Również zasady wypożyczenia mają być bardzo proste. Taki system sieciowy działa od lat w większości krajów Europy Zachodniej. Najbardziej rozbudowany jest w Paryżu, gdzie mieszkańcy mają do dyspozycji ok. 20 tys. rowerów! W przybliżonym wielkością Lyonie jest ich 4-5 tys. W Krakowie na razie trwa przetarg na projekt, organizację, sprzęt, zabezpieczenie przed kradzieżą itd. Pieniądze na ten cel są - większość wyłoży miasto, a 35 proc sfinansuje unijny program Caravel/Civitas II.
Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Olsztynie
Komunikat prasowy z dnia 28 lutego 2008
W dniu 28 lutego 2008 roku w Olsztynie odbyła się konferencja metodyczna pod hasłem “Społeczna misja nauczycieli jazdy”. Organizatorami konferencji byli: Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego - Regionalne Centrum BRD w Olsztynie, Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców, wydawnictwo Grupa IMAGE. Konferencja była wspólnym przedsięwzięciem z Sekretariatem Krajowej Rady BRD. Zaproszenie do udziału w konferencji przyjęło 120 instruktorów działających w Olsztynie i okolicznych powiatach. Celem konferencji była poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez doskonalenie kompetencji zawodowych nauczycieli jazdy.
Tematyka konferencji:
1. Odpowiedzialność prawna nauczycieli jazdy – Maciej Wroński, ekspert prawa drogowego.
2. Sylwetka psychologiczna nauczyciela jazdy – Andrzej Markowski, psycholog transportu.
3. Nowe technologie dydaktyczne w szkoleniu kierowców – Witold Wiśniewski, prezes wydawnictwa Grupa IMAGE.
4. Potrzeby zawodowe instruktorów jazdy – Krzysztof Szymański, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców.
5. Nadzór nad procesem szkolenia kierowców – Jerzy Jedynak, Urząd Miasta w Elblągu.
6. Stan przygotowania do egzaminu w ocenie osób zdających, statystyka zdawalności, przyczyny niepowodzeń egzaminacyjnych – Henryk Radomski, egzaminator nadzorujący w WORD Olsztyn.
Uczestnicy otrzymali Certyfikat udziału w konferencji wystawiony przez organizatorów oraz materiały informacyjno-szkoleniowe wspomagające pracę instruktorów.
Przebieg konferencji i wypowiedzi uczestników potwierdziły potrzebę cyklicznego organizowania takich metodycznych spotkań służących wymianie doświadczeń, co będzie miało wpływ na jakość kształcenia przyszłych kierowców, a co za tym idzie – wpłynie na poprawę bezpieczeństwa na drogach.
Spełniając oczekiwania uczestników konferencji dyrektor WORD – RC BRD Andrzej Szóstek zadeklarował zorganizowanie w 2008 roku kolejnego spotkania roboczego na temat przygotowania kandydatów do wykonania zadań egzaminacyjnych na poszczególne kategorie prawa jazdy. Spotkania szkoleniowe wzbogacające kompetencje zawodowe instruktorów jazdy zostały wpisane do planu działania Wojewódzkiej Rady BRD.
Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
50 kobiet ma zostać kierowcami w pierwszej irlandzkiej korporacji taksówkarskiej, w której warunkiem pracy jest... bycie kobietą. Angel Cabs zostało stworzone z myślą o kobietach, które odczuwają dyskomfort, kiedy za kierownicą taksówki zasiada mężczyzna. Do korporacji przystąpiły panie z innych firm oraz te, które do tej pory były niezrzeszone. - To był pomysł mojej dziewczyny - mówi Gerard Mc Carthy, założyciel Angel Cabs. - Szukałem pomysłu na biznes, a ona zasugerowała mi, że taksówki, w których zarówno kierowca i pasażer to kobiety, to świetny pomysł ze względu na bezpieczeństwo i komfort jazdy. - Taksówkarze-mężczyźni zaczynają rozmowy o niczym, na które klient nie ma ochoty - mówi Ann Murphy z Angel Cabs. - Poza tym kobiety za kierownicą bardziej dbają o wygląd i czystość swoich pojazdów. Korporacja zastrzega, że z ich usług korzystać będą mogły zarówno kobiety, jak i mężczyźni. "Anielskie" taksówki pojawią się na ulicach irlandzkiej stolicy już w najbliższą sobotę.
Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
Dziesięć dni obowiązywania zakazu i ponad pół tysiąca upomnianych krakowian, którzy odważyli się zapalić na przystanku komunikacji miejskiej. - Ogromna większość osób, które strażnicy upomnieli bądź ukarali przez pierwszych dziesięć dni obowiązywania zakazu palenia w ustalonych przez radę miasta miejscach, została przyłapana na terenie I i II dzielnicy. Być może z tego powodu, że to tam pracuje największa liczba pieszych patroli, a być może dlatego, że to tam najwięcej osób stoi na przystankach w oczekiwaniu na tramwaj czy autobus - mówi rzeczniczka straży miejskiej, Małgorzata Imosa-Nogieć. Na wspomnianym przez rzeczniczkę terenie strażnicy przyłapali ponad 350 osób, czyli blisko dwie trzecie wszystkich niesfornych palaczy, których w całym mieście odnotowali 543. - Na razie strażnicy koncentrują się jednak na pouczeniach, ale w siedmiu przypadkach, kiedy mieli do czynienia z jawnym lekceważeniem zakazu, a nie z zapominalskim palaczem, skończyło się na mandacie lub skierowaniem do sądu grodzkiego wniosku o ukaranie - informuje Imosa-Nogieć. I dodaje: - Za palenie w niedozwolonych punktach grożą mandaty od 20 do 500 zł. Za palenie papierosów można też wylądować w kajdankach na posterunku policji. Tak skończył jeden z upomnianych palaczy, który nie chcąc zgodzić się z opinią strażników wszczął bójkę. Jego nałogiem zajmie się sąd grodzki.
Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
Polscy kierowcy autobusów uczą się języka angielskiego na iPodach, dzięki programowi opracowanemu specjalnie dla nich, podaje serwis “This is Nottingham”. Pakiet lekcji angielskiego opracowany został dla grupy kierowców w Leeds. West Notts Collage zebrał podstawowe zwroty, które kierowcą będą na co dzień wykorzystać w pracy. W opracowaniu lekcji z uczelnią ściśle współpracował przewoźnikiem autobusowy - firma First Group. Kompletne pakiety do nauki języka angielskiego 13 lutego zostały przekazane przez dyrektora i pracowników West Notts Collage szefom i pracownikom First Group.
iPod – wspólna nazwa rodziny przenośnych urządzeń typu odtwarzacz MP3 produkowanych przez firmę Apple. Niektóre z nich mogą działać w roli dodatkowego dysku twardego dla komputera stacjonarnego lub laptopa), natomiast iPod w najnowszej wersji, iPod otuch, stanowi wielofunkcyjny komputer osobisty typu palmtop z sytemem operacyjnym typu Unix i bezprzewodowym dostępem do internetu. iPod jest obecnie najpopularniejszym odtwarzaczem na świecie, dominującym rynek amerykański, wielokrotnie przewyższając sprzedaż nawet takich firm jak Creative czy Sony. Do tej popularności przyczynił się sklep muzyczny Apple - iTunes Store, a także nietypowe wzornictwo i interfejs, strategia marketingowa i sprzedaży, zwłaszcza na rodzimym rynku.
Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
- Jeśli ktoś z Polski został ukarany za brak apteczki samochodowej, niech się do nas zgłosi - apelują niemieccy policjanci. - Wysłaliśmy już pismo do wszystkich oddziałów policji, które wyjaśnia, że Polacy wjeżdżający na teren Niemiec nie muszą mieć w samochodzie apteczki - mówi Harald Stuebs, oficer policji w Anklam, odpowiedzialny za ruch drogowy. Według niego w ostatnim czasie nie było jakiejś specjalnej akcji wymierzonej w polskich kierowców. Stuebs twierdzi też, że nie zna policjanta, który wystawiłby mandat za brak apteczki w aucie z Polski. - Polacy, którzy zapłacili karę za brak apteczki, mogą z kwitkiem zgłosić się do policji w Polsce albo policji w Anklam i mają duże szanse na zwrot pieniędzy - zapewnia. W poniedziałek w Świnoujściu odbędzie się wspólna polsko-niemiecka konferencja, na której funkcjonariusze mają wyjaśnić wszystkie wątpliwości związane z przepisami ruchu drogowego po obu stronach granicy. Działania Bundespolizei były bezprawne. - Niemiecka policja nie może żądać od kierowców aut zarejestrowanych w Polsce wyposażenia, które jest wymagane w niemieckich autach - mówi podinspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji. - Te sprawy jednoznacznie reguluje ratyfikowana przez oba kraje Konwencja Wiedeńska z roku 1968 (!).
Andrzej Kraśnicki jr: Już wiemy, że niemieccy policjanci nie mogą wymagać od polskich kierowców apteczek, a nasi nie mogą karać Niemców za brak gaśnic. Jakie inne niespodzianki mogą spotkać polskiego kierowcę za zachodnią granicą?
Nadkomisarz Grzegorz Sudakow, naczelnik wojewódzkiej drogówki: Kłopotów wynikających z różnych przepisów w obu krajach i praktyk stosowanych przez niemiecką policję może być sporo. Najnowszy przykład? Wprowadzony od stycznia przepis dotyczący kierowców mających prawo jazdy krócej niż dwa lata. Teraz taki kierowca nie może być w Niemczech nawet pod minimalnym wpływem alkoholu. To znacząca zmiana, bo do końca ubiegłego roku u wszystkich kierowców dopuszczano pół promila. Teraz taki "przywilej" dotyczy tylko bardziej doświadczonych. Ten przepis obejmuje także Polaków wjeżdżających na teren Niemiec. Z drugiej strony nie wszyscy Niemcy wiedzą, że u nas toleruje się tylko do 0,2 promila.
A co z dopuszczalną prędkością?
- W terenie zabudowanym obowiązuje przez całą dobę 50 km na godz. U nas z kolei między 23 a 5 rano można jeździć z prędkością do 60 km na godz. W Niemczech łatwiej o mandat, bo jest tam aż 3 tys. stanowisk dla fotoradarów. Na przykład na szosie od Osinowa w stronę Berlina na 30-kilometrowym odcinku jest aż 14 masztów. W ten sposób Niemcy wymuszają ostrożny ruch na szosie, wzdłuż której gęsto rosną drzewa. Ich fotoradary wykonują zdjęcia, jeśli przekroczymy prędkość już o 10 km na godz. Natomiast jeśli w terenie zabudowanym przekroczymy prędkość o więcej niż 30 km na godz., możemy na miesiąc, dwa lub trzy stracić prawo jazdy. Złamanie zakazu to przestępstwo i mnóstwo kłopotów.
Czy są potrzebne zimowe opony?
- W Niemczech opony muszą być dostosowane do pory roku i warunków atmosferycznych. Ale nie muszą być to koniecznie zimowe opony.
Co z przewozem dzieci?
- Jeśli dziecko jedzie z przodu, musi siedzieć w foteliku wyposażonym we własne pasy. Przy włączonej poduszce powietrznej jedzie przodem do kierunku jazdy, przy wyłączonej - tyłem. Na tylnym siedzeniu wystarczy już zwykły fotelik bez pasów czy też podwyższenie.
Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
Czy lubuscy policjanci wlepiali niemieckim kierowcom mandaty za brak gaśnic? Niemcy podejrzewają, że była to reakcja na karanie przez niemiecką policję polskich kierowców za brak apteczek. Na niemieckich kierowców posypały się mandaty za brak gaśnic - mówi "Gazecie" Dietrich Schröder z ukazującej się we Frankfurcie nad Odrą gazecie "Markische Oderzeitung". - Ukaranych było sporo, bo w Niemczech gaśnice samochodowe nie są wymagane. Kontrole polskich patroli drogówek miały być reakcją zachodniopomorskich i lubuskich funkcjonariuszy na akcję niemieckiej policji w sąsiadującej z województwem lubuskim Brandenburgii. Tuż za granicą patrole Bundespolizei, co udowodnił w poniedziałek dziennikarz szczecińskiego wydania "Gazety Wyborczej", bardzo dokładnie kontrolują zawartość samochodowych apteczek w pojazdach z polskimi rejestracjami. Za brak folii termicznej lub niewymiarowe nożyczki do bandaży na Polaków posypały się mandaty w wysokości od 10 do 50 euro. Wieść o surowych karach w mig rozniosła się wzdłuż granicy. W efekcie polscy kierowcy, przed wyjazdem do Niemiec zaczęli zaopatrzać się w bogato wyposażone, niemieckie apteczki samochodowe. Gdy o sprawie stało się głośno, okazało się, że działania Bundespolizei, jak i policji lubuskiej i zachodniopomorskiej, są bezprawne. - Niemiecka policja nie może żądać od kierowców aut zarejestrowanych w Polsce wyposażenia, które jest wymagane w niemieckich autach - mówi podinspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji. I dodaje, że te sprawy jednoznacznie reguluje ratyfikowana przez oba kraje Konwencja Wiedeńska z roku... 1968. Zachodniopomorska policja apeluje do wszystkich ukaranych za apteczki o zgłaszanie się do komendy w Szczecinie. Pomoc ukaranym zapowiada także polski konsulat w Berlinie. Do lubuskiej policji skargi od ukaranych obcokrajowców na razie nie dotarły. Nie wiadomo nawet, ilu Niemców dostało mandat za brak gaśnic. - Nie prowadzimy statystyki nałożonych mandatów według narodowości kierowców, więc nie można ustalić, czy ukaranych ostatnio jest więcej niż dawniej - mówi Agata Sałatka, rzecznik lubuskiego komendanta policji w Gorzowie Wielkopolskim. Nie wiadomo też, ile mandatów właśnie za brak gaśnic nałożono w ostatnim czasie. Komisarz Sałatka zapewnia jednak, że żadnych działań "odwetowych" nie było. - Żadnego polecenia, by kontrolować Niemców, by sprawdzać, czy mają gaśnice, nikt nie wydał - dodaje Sałatka. - A jeżeli to szeregowi policjanci byli nadgorliwi? Czy komendant to wyjaśni? - pytamy. - Nie planujemy żadnej kontroli. Do komend powiatowych wyślemy natomiast instrukcję przypominającą o obowiązujących obecnie przepisach - odpowiada Sałatka. Jej zdaniem pojedyncze kontrole obcokrajowców mogły się zdarzać, ale gdy tylko pojawiły się wątpliwości, czy policjanci postępują legalnie, lubuska komenda zwróciła się do komendy głównej o interpretację przepisów. - Rozstrzygnięcie jest jednoznaczne. Nie karzemy obcokrajowców za brak gaśnic - mówi Agata Sałatka.
Komentuj →
28 lutego 2008 |
0
Warszawa też chce mieć wypożyczalnie rowerów wzorem: San Francisco, Barcelona, Londyn, Paryż. W Krakowie jeszcze latem tego roku pojawią się nowoczesne wypożyczalnie rowerów. Sieć, którą władze miasta projektują, ma składać się z 12 punktów. Każdy chętny będzie mógł wypożyczyć rower w jednym miejscu, przejechać trasę i oddać go gdzieś indziej. Na razie planowane jest uruchomienie stu pojazdów, zabezpieczonych przed kradzieżą oraz zaopatrzonych w nadajnik GPS. Żeby taki system mógł w ogóle działać, musi być tani. W Paryżu kupuje się specjalną jednodniową kartę za 1 euro, tygodniową za 5 euro, a roczną za 29 euro. Natomiast trzydzieści minut na wypożyczonych dwóch kółkach nic nie kosztuje. Inwestor, który zbudował sieć rowerową, zamiast zarabiać na korzystających z pojazdów, zyski czerpie z umieszczanych na nich reklamach. W Warszawie zdaniem ekologów należy najpierw sieć wypożyczalni należy logicznie zaplanować. Powinna być np. pomiędzy siedzibami największych warszawskich uczelni. Miasto nie jest odpowiednio przystosowane turystycznie, o czym świadczy choćby koszmarne połączenie Dworca Centralnego z główną atrakcją Warszawy - Starym Miastem. Takie wypożyczalnie dla przyjezdnych po prostu by się nie opłacały. - Możemy zastanowić się nad wprowadzeniem takiego systemu - mówi Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy. - Na razie jednak musimy skupić się na budowie ścieżek rowerowych. Jesteśmy na trochę innym etapie rozwoju niż metropolie zachodnie. W tej chwili w Warszawie jest około 188 kilometrów tras rowerowych. To ciągle za mało. - Powinna zostać całkowicie zmieniona filozofia projektowania ruchu w mieście - twierdzi Wojciech Szymański, prezes stowarzyszenia "Zielone Mazowsze". - Osoby decydujące myślą głównie o tym, aby kierowca płynnie mógł przejechać przez miasto. Na pierwszym miejscu powinni być piesi, potem rowerzyści, a daleko za nimi samochody. - Nie może być tak, że ruch samochodowy, rowerowy i pieszy ze sobą kolidują - polemizuje Grzegorz Buczek, urbanista. - Rowerzyści czuć się muszą bezpiecznie. W tej chwili tak nie jest, a zatem nawet dotychczasowe trasy rowerowe nie są w pełni wykorzystywane.
Komentuj →
27 lutego 2008 |
0
W siedzibie Banku Światowego Podsekretarz Stanu Zbigniew Rapciak uczestniczył w Okrągłym Stole Bezpieczeństwa Transportu Drogowego. To pierwsza tego typu debata organizowana przez stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego przy współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.
W okrągłym Stole udział wzięli przedstawiciele instytucji publicznych regulujących rynek transportowy oraz zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego – Ministerstwo Infrastruktury reprezentowane przez Wiceministra Zbigniewa Rapciaka, Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w osobie Sekretarza KRBRD – Andrzeja Grzegorczyka, Instytut Transportu Samochodowego reprezentowany przez Marię Dąbrowską – Lorenc i Annę Zielińską. Kolejnymi uczestnikami dyskusji byli: Główny Inspektor Transportu Drogowego Tomasz Połeć oraz przedstawiciele instytucji zarządzających siecią dróg krajowych –Dyrektor Waldemar Królikowski i Jacek Gacparski z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Po drugiej stronie Stołu zasiedli reprezentanci strony społecznej – firm skupionych w Partnerstwie dla Bezpieczeństwa Drogowego, Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych oraz eksperci. W dyskusji udział wzięli także dziennikarze specjalizujący się w tematyce transportu.
Wśród poruszonych tematów dyskusji były:
• Bezpieczeństwo transportu drogowego w polityce rządu
• Jak zaspokoić zwiększone potrzeby transportowe gospodarki bez zwiększania ryzyka dla wszystkich uczestników ruchu?
• Jakie wnioski dotyczące bezpieczeństwa drogowego płyną z kontroli ITD?
• Czy można pogodzić dostawę na czas i bezpieczeństwo?
• Dostosowanie polskiego prawa do wymagań UE w zakresie wyposażenia pojazdów (m.in. odblaskowe oznakowanie konturowe) oraz pracy kierowców (wypełnienie Dyrektywy 2003/59)
• Czy polskie drogi są przystosowane do rosnącej liczby przewozów?
Celem wspólnej dyskusji pomiędzy administracją publiczną, organami kontrolnymi oraz sektorem transportowym, przy wsparciu ekspertów zewnętrznych było wypracowanie wspólnych rekomendacji działań. Wnioski z debaty będą szeroko upowszechnione, m.in. wśród polityków i wszystkich osób, których decyzje wpływają na stan bezpieczeństwa transportu drogowego.
W ciągu ostatnich 10 lat (1995-2005) liczba zarejestrowanych pojazdów ciężarowych w Polsce wzrosła o ponad 60% i wynosi obecnie około 2 milionów. Wraz ze wzrostem gospodarczym rośnie dynamicznie potrzeba transportu. Tylko w 2005 roku w transporcie samochodowym przewieziono o 13% więcej ładunków niż rok wcześniej. Drogami przewozi się w Polsce ok. 75% wszystkich ładunków. Z tego powodu, transport drogowy należy do jednej z najważniejszych gałęzi gospodarki, decydujących o tempie i możliwościach jej rozwoju. W ślad za wzrostem liczby pojazdów oraz potrzeb transportowych rośnie obciążenie ruchem sieci dróg krajowych. Średni dobowy ruch wzrósł w ciągu ostatnich 10 lat o ponad 50%. Samochody ciężarowe, z przyczepami i bez, stanowią ok. 18% wszystkich pojazdów poruszających się po drogach.
Wśród wszystkich kategorii, to właśnie obciążenie ruchem samochodów ciężkich wykazuje największą dynamikę wzrostu – prawie 44% w ciągu ostatnich 5 lat!
Wzrost potrzeb transportowych nie jest równomiernie zaspokojony poprawą infrastruktury drogowej – aż 50% sieci dróg krajowych to drogi w niezadowalającym lub złym stanie technicznym, pozbawione wystarczającej liczby bezpiecznych parkingów i miejsc spełniających warunki do kontroli przewozów, np. dopuszczalnej masy pojazdu. Według raportu dot. wypadków w 2006 roku, opracowanym przez Komendę Główną Policji, kierowcy samochodów ciężarowych spowodowali prawie 4000 wypadków, w których zginęło prawie 500 osób. Blisko połowę z nich stanowili kierowcy i pasażerowie pojazdów ciężkich.
Zgodnie z raportem społecznym o stanie międzynarodowego transportu drogowego w Polsce, przygotowanego przez Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, perspektywy rozwoju transportu do 2020 roku przewidują “duży wzrost przewozów ładunków transportem samochodowym, na poziomie 2-3% rocznie”. Warto także zaznaczyć, że Polskę jako kraj tranzytowy przemierza co roku prawie 9 milionów pojazdów ciężkich na rejestracjach zagranicznych. Liczba ta od 1995 roku wzrosła 3 krotnie.
W tym kontekście Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego wraz z partnerami podjęło inicjatywę zorganizowania debaty nad zapewnieniem bezpieczeństwa na drodze zarówno pracownikom sektora transportowego, jak i wszystkim pozostałym uczestnikom ruchu, dla których poruszanie się po drogach może wiązać się z rosnącym zagrożeniem ze strony pojazdów ciężkich. Potrzeba takiej dyskusji wynika również z faktu koegzystencji pojazdów osobowych z coraz większą liczbą pojazdów ciężkich na zatłoczonych i wąskich polskich drogach, często pozbawionych utwardzonych poboczy i właściwego oznakowania, z dużą liczbą przejazdów kolizyjnych. Z tego wynika z pewnością potrzeba lepszego zrozumienia dla znaczenia transportu w gospodarce krajowej, ale także potrzeba skutecznej ochrony wszystkich uczestników ruchu przed wypadkiem z udziałem pojazdu ciężkiego.
Komentuj →
27 lutego 2008 |
0
Goleniowscy policjanci zatrzymali kompletnie pijaną rowerzystkę 45-letnią Jolantę M. Miała ona 2,65 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jest to jej czwarte przestępstwo od momentu wprowadzenia trybu przyspieszonego. Do zatrzymania doszło na jednej z ulic Goleniowa. Policjanci zauważyli dobrze im znaną, jadącą na rowerze panią Jolantę. Wiedzieli o tym, że ma sądowy zakaz kierowania rowerami do 2015 roku. Kiedy usiłowali zatrzymać ją do kontroli, gwałtownie skręciła, przejechała przez pasy dla pieszych, porzuciła rower i zaczęła uciekać pieszo. Po zbadaniu alkotestem okazało się, że jest nietrzeźwa - miała 2,65 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jolanta M. została zatrzymana w marcu 2007 roku jak kierowała motorowerem w stanie nietrzeźwości. Była jeszcze dwukrotnie zatrzymywana za kierowanie w stanie nietrzeźwości skuterem i rowerem. Ma również sądowy zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi do 2012 roku, dozór kuratora. Za kierowanie po pijanemu rowerem odbywała również karę pozbawienia wolności w wymiarze 2 miesięcy. Obecnie będzie odpowiadała w trybie przyspieszonym. Grozi jej kara pozbawienia wolności do lat 2.
Komentuj →
27 lutego 2008 |
0
Najmniej osób w Warszawie oblewa egzamin na prawo jazdy w otwartym niedawno ośrodku na Okęciu. Są tu wyłącznie nowe samochody. Srebrne toyoty yaris jeżdżą także w dwóch pozostałych ośrodkach egzaminowania kierowców na Annopolu i Bemowie. Jednak przy ul. Radarowej zdaje o kilka procent więcej kursantów niż w pozostałych ośrodkach. - W pozostałych ośrodkach zalicza tylko 29 proc. - oblicza Andrzej Szklarski, szef mazowieckiego ośrodka ruchu drogowego. Od początku lutego nowy ośrodek przy Radarowej przyjął 780 zdających. Prawo jazdy dostało 257 z nich. To oznacza, że z egzaminem praktycznym poradziła sobie jedna trzecia osób, które do niego podchodziły. - To dziwne tym bardziej, że trasy obok ośrodka nie są jeszcze objeżdżone przez szkoły nauki jazdy - zastanawia się Andrzej Szklarski. Kursanci standardowo trenują bowiem w okolicach placów manewrowych, na których odbywają się egzaminy. - Rzeczywiście z Okęciem chce się zapoznać zaledwie mała część klientów. Ale z czasem na pewno ich przybędzie - słyszymy od Rafała Gałązki, szefa szkoły jazdy "Manewr". Na Radarową sprowadzono wyłącznie nowe auta egzaminacyjne - jest tu 45 toyot. - Specjalnie dobierane na plac manewrowy: duże lusterka, lepszy skręt, regulowana wysokość siedzenia, klimatyzacja, mocniejszy silnik - zachwala Andrzej Szklarski. Według niego to może być przyczyną, dla której z placu manewrowego na miasto wyjeżdża o wiele więcej egzaminowanych osób. - To chyba jakieś kpiny? Przecież to damski samochód - łapie się za głowę (...), który wczoraj czekał na egzamin przy Radarowej. I wylicza: kierownica kręci się za lekko, biegli wchodzą za luźno, z kolei hamulce za ostre. A jeśli ktoś jest za wysoki, nie widzi przez szybę znaków drogowych. Niedługo potem pan (...) nie poradził sobie z egzaminem na placu manewrowym. - A mnie się podoba. Kierownica działa lekko, biegi wrzucam bez wysiłku, są duże lusterka - zachwycała się Natalia Cz.
Komentuj →
27 lutego 2008 |
1
Są pierwsze efekty przeglądu zapomnianych znaków "stop" ustawionych przed nieczynnymi przejazdami kolejowymi w naszym regionie. Zniknęło już kilka tablic. Akcja rozpoczęła się w październiku ub. r. Prowadzi ją marszałkowski departament infrastruktury wspólnie z PKP Polskie Linie Kolejowe oraz Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Lustracja ma związek m.in. ze wzrostem ruchu kolejowego w województwie po wprowadzeniu w grudniu nowego rozkładu jazdy. Idea jest taka, że z nieczynnych przejazdów mają zniknąć znaki "stop" i inne tablice ostrzegające przed przejeżdżającymi pociągami. Tam zaś, gdzie kolej kursuje, a brakuje tablic ostrzegawczych lub są one niewidoczne, zostaną dostawione nowe. - Zapomniane znaki "stop" przy przejazdach kolejowych usypiają czujność kierowców, a tym samym przyczyniają się do wypadków - tłumaczy Tomasz Moraczewski, dyrektor departamentu infrastruktury. - Ci, którzy regularnie mijają "stopy" na nieczynnych przejazdach, mają tendencje do lekceważenia takich znaków także wtedy, gdy informują o realnym zagrożeniu. Skutki bywają czasem tragiczne. Departament infrastruktury Urzędu Marszałkowskiego czeka na kolejne sygnały od mieszkańców regionu. Można je wysyłać na adres e-mail: kolej@kujawsko-pomorskie.pl lub zadzwonić pod nr tel. 056 656 11 85 lub 86. Urzędnicy czekają na informacje zarówno o niepotrzebnych tablicach, jak i miejscach, które należy dodatkowo oznakować. Na nieczynnych przejazdach znaki "stop" znikną. Zaś tam, gdzie ciągle kursują pociągi, a nie ma tablic ostrzegawczych lub są one niewidoczne - będą dostawiane nowe.
Komentuj →
27 lutego 2008 |
0
Radni Bydgoszczy zmodyfikowali uchwałę, dzięki której mieszkańcy miasta mogą za darmo lub z ulgowym biletem podróżować autobusami i tramwajami. Biletu w komunikacji nie będą musieli kasować policjanci do stopnia aspirant sztabowy oraz właściciele aut - ale tylko 21 września, kiedy przypada Międzynarodowy Dzień bez Samochodu. Ponadto z 20 do 21 lat podwyższono wiek niepełnosprawnej młodzieży, która również może jeździć za darmo. Ograniczenia czekają natomiast opiekunów dzieci niepełnosprawnych. Bez biletu będą mogli podróżować tylko na trasie dom-szkoła dziecka (w czasie odwożenia go do placówki i z powrotem). 48-procentową zniżkę na bilety miesięczne i 50-procentową na jednorazowe zyskają studenci studiów doktoranckich; natomiast na 70-procentową ulgę na bilety miesięczne mogą liczyć osoby otrzymujące świadczenia przedemerytalne, którzy ostatnio pracowali w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych.
Komentuj →
27 lutego 2008 |
0
Na granicy polsko-czeskiej pojawiły się pierwsze międzynarodowe patrole prewencyjne Policji. Ta współpraca jest efektem porozumienia podpisanego przez stronę polską i czeską 17 grudnia 2007 r. Od 27 lutego policjanci wspólnie będą patrolować powiaty przygraniczne na Opolszczyźnie i graniczące z nimi tereny przygraniczne Republiki Czeskiej. 27 lutego jest pierwszym dniem, w którym wspólną pracę rozpoczęły cztery polsko-czeskie patrole. Jeden złożony z policjantów z Brutala i głubczyckich funkcjonariuszy, patrolował ulice czeskiego miasta Krnov, drugi - patrol ruchu drogowego, operował na drogach dojazdowych do Krnova. Kolejne dwa pełniły w tym samym czasie służbę po obu stronach granicy i patrolowały miasta Jesenik i Głuchołazy. W patrolach na terenie Republiki Czeskiej uczestniczyło dwóch czeskich policjantów i jeden polski, natomiast skład mieszanych patroli na terenie RP to dwóch polskich policjantów i jeden czeski funkcjonariusz.
(235-1/2)
Komentuj →
26 lutego 2008 |
0
Dziennik "Fakt" udowodnił, że ludzie nagabujący kierowców na skrzyżowaniach mogą liczyć na dobre serce i otwarte portfele kierowców. Można w ten sposób uzbierać prawie 60 złotych na godzinę, czyli miesięcznie ponad 10 tysięcy złotych. Skromny ubiór, wzbudzające litość spojrzenie i tabliczka z informacją, że człowiek jest biedny i ma dzieci. Do tego jeszcze ruchliwe skrzyżowanie w dużym mieście. Pan Andrzej, rencista, zgodził się wcielić dla "Faktu" w rolę żebraka. Pan Andrzej przygotował tabliczkę, na której wyjaśnia, że jest bezrobotnym ojcem trójki dzieci. Trochę niepewnie wychodzi na skrzyżowanie. Początkowo stara się nie narzucać kierowcom i... nic nie dostaje. Kierowcy, widząc żebraka, sięgają po telefony komórkowe lub gazety. Światła się zmieniają, przyjeżdżają nowe auta. Pan Andrzej coraz śmielej zagląda przez szyby. W końcu kierowca białej skody uchyla okno. Czyta tabliczkę i kiwa ze zrozumieniem głową. Pierwsze 5 złotych ląduje w kieszeni rencisty - pisze "Fakt". Potem kierowcy okazują się jeszcze hojniejsi. "Od jednego całe 10 złotych dostałem" - mówi pan Andrzej. Ale pieniądze to niejedyna pomoc, jaką oferują kierowcy. Na ulicy można też... znaleźć pracę. "Jeden mężczyzna wcisnął mi wizytówkę i zachęcał, żebym zadzwonił. Inni też oferowali pracę" - podkreśla statysta "Faktu". W ciągu godziny na ulicy podstawiony żebrak zarobił 56 złotych i jedno euro. Gdyby spędzał w ten sposób po osiem godzin dziennie przez 22 dni w miesiącu, jego zarobki wyniosłyby prawie 10 500 złotych. Jestem w szoku" - mówi "Faktowi" zaskoczony pan Andrzej. "Chciałbym tyle zarabiać. Nigdy nie sądziłem, że można na tyle zebrać na zwykłym skrzyżowaniu" - dodaje.
Komentuj →
26 lutego 2008 |
0
Na drodze koło Lubaczowa samochód uderzył w konia, na którym wierzchem jechał 22-letni mężczyzna. Jeździec ranny trafił do szpitala. Ucierpiało również zwierzę. Przypominamy o tym, że prawo o ruchu drogowym zabrania jazdy wierzchem po drodze w czasie niedostatecznej widoczności. Policja relacjonuje: około 18:30 dyżurny komendy w Lubaczowie otrzymał zgłoszenie o wypadku, na skutek którego do przydrożnego rowu wpadł samochód osobowy, ale też wierzchowiec i jeździec. Policjanci, którzy zajmowali się tą sprawą ustalili, że zarówno samochód jak też jadący wierzchem zmierzali w tym samym kierunku. Okazało się, że jeździec nie zadbał o bezpieczeństwo, o zmierzchu nie był widoczny na drodze. Przypominamy, że zgodnie z art. 36 prawa o ruchu drogowym jazda wierzchowcem po drodze twardej w warunkach niedostatecznej widoczności jest zabroniona. Za złamanie tej zasady grozi kara grzywny do 500 zł. W innym czasie jadący wierzchem powinien korzystać z innych dróg. Jednak, gdy nie ma takiej możliwości może jechać drogą twardą, jednak poboczem, a po jezdni wyłącznie wtedy, gdy nie ma pobocza. W takim przypadku jadącego konno obowiązują te same zasady co kierujących innymi pojazdami, m.in. obowiązki: • jazdy prawą stroną jezdni, • zachowania szczególnej ostrożności oraz ustąpienia pierwszeństwa innemu uczestnikowi przy włączaniu się do ruchu, • przestrzegania przepisów dotyczących wykonywania manewrów, np. zmiany kierunku jazdy czy też omijania przeszkód.
< Policja przypomina: kamizelki odblaskowe zwiększają bezpieczeństwo również jeżdżących konno (235-6)
Komentuj →
26 lutego 2008 |
0
Policjanci z drogówki w rumuńskiej miejscowości Timiszoara chodzą na balet po to, by... z większą gracją kierować ruchem na skrzyżowaniach. Jak twierdzi naczelnik ruchu drogowego tamtejszej policji, lekcje baletu "przyczyniają się do polepszenia wizerunku policji i pomogą policjantom na kierowanie z gracją potokiem pojazdów poruszających się po mieście." Do tej pory na profesjonalne zajęcia baletowe skierowano już 20 policjantów.
Komentuj →
25 lutego 2008 |
0
Warszawska "drogówka" była jedną z pierwszych służb milicyjnych, jakie powstały po wyzwoleniu stolicy. Skomplikowany był wówczas system represjonowania popełniających wykroczenia kierowców. Sprawcę wykroczenia doprowadzano do jednostki i dopiero tutaj uiszczał on grzywnę, której wysokość ustalał dyżurny jednostki. Pieniądze z grzywien zasilały konto Polskiego Czerwonego Krzyża. Mandaty karne wprowadzone zostały pod koniec 1947 roku.
(235-10)
Komentuj →
25 lutego 2008 |
0
Na stroniehttp://www.emano.co.uk/pl/jej autorzy zapewniają wszystkich polskich kierowców na Wyspach Brytyjskich, którzy chcą nimi zostać, a także tych, którzy nawet nie wiedzieli, że istnieje prosty sposób na legalne prowadzenie pojazdu w Wielkiej Brytanii. Nieznajomość języka angielskiego nie jest żadną przeszkodą! Dalej oferują niezbędne informacje na temat przepisów ruchu drogowego, jak uzyskać prawo jazdy oraz możliwość zakupu przetłumaczonych na język polski testów na wybraną kategorię prawa jazdy oraz kodeks drogowy – niezbędnik dla każdego pieszego, rowerzysty, motocyklisty oraz kierowcy. Wszystkie nasze książki są jedynym legalnym źródłem informacji na ten temat w języku polskim na terenie Zjednoczonego Królestwa – kontynuują autorzy portalu. Emano Translation Services posiada licencję Driving Standard Agency na tłumaczenia testów na wszystkie kategorie prawa jazdy oraz licencję Her Majesty’s Stationery Office na tłumaczenie brytyjskiego kodeksu drogowego.
Oceń sam:



Komentuj →