1 czerwca 2008 |
0
(249-18)
Na Polach Mokotowskich w Warszawie zainaugurowano ogólnopolską kampanię "Rowerem bezpiecznie do celu". W uroczystości udział wzięli wiceminister Spraw Wewnętrznych i Administracji Adam Rapacki, wiceminister Infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz. Komendant Główny Policji nadinsp. Andrzej Matejuk i pilot rajdowy Maciej Wisławski. Każdy z Panów skorzystał z możliwości jazdy rowerem po terenie miasteczka ruchu drogowego.
To właśnie tutaj obecne na festynie dzieci sprawdzały swoje umiejętności z zakresu wiedzy prawa o ruchu drogowym, a także zdawały egzamin na kartę rowerową. Najbardziej aktywni uczestnicy zajęć otrzymali atrakcyjne nagrody, wśród których będą zestawy oświetleniowe stanowiące obowiązkowe wyposażenie rowerów oraz elementy odblaskowe. Każdego roku około 6 tys. rowerzystów ulega wypadkom drogowym, w których ponad 500 z nich ponosi śmierć, a ponad 5 tys. odnosi obrażenia ciała. W tej grupie są osoby w różnym wieku, także dzieci, które po skończeniu 10 roku życia i uzyskaniu karty rowerowej mogą samodzielnie poruszać się po drogach publicznych. Statystyki z ostatnich lat wskazują, że kierujący rowerami najczęściej powodowali wypadki w miesiącach maj– wrzesień, co jest naturalną konsekwencją nasilenia w tym okresie ruchu tego typu pojazdów na drogach. W 2007 roku najwięcej wypadków z udziałem rowerzystów wydarzyło się w czerwcu.
Wychodząc naprzeciw zdiagnozowanym zagrożeniom dotyczącym tej kategorii niechronionych uczestników ruchu drogowego ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji oraz komenda główna Policji podjęły inicjatywę przeprowadzenia ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej oraz zmasowanych działań policyjnych pn. "Rowerem bezpiecznie do celu". Założono, iż wiodącym celem kampanii będzie promowanie bezpieczeństwa w ruchu drogowym rowerzystów, a w szczególności dzieci i młodzieży. Biorąc pod uwagę nasilenie w okresie wiosenno-letnim negatywnych zjawisk związanych z pojawieniem się na drogach rowerzystów, przeprowadzenie kampanii zaplanowano w dniach od 1 czerwca do 31 sierpnia br. Oddziaływanie edukacyjne kampanii powinno przyczynić się do podniesienia świadomości rowerzystów na temat zagrożeń, z którymi spotkają się na drogach oraz wyrobienia nawyku poszanowania przepisów prawa o ruchu drogowym. Jako priorytet uznano zwrócenie uwagi rowerzystom na fakt, że ich bezpieczeństwo w dużej mierze zależy od nich samych.
Policjanci w szkołach, informacja na wyścigach - Zadaniem policjantów pionu Ruchu Drogowego będzie m.in. - uczestnictwo w szkolnych zajęciach wychowania komunikacyjnego, drogowe kontrole uprawnień do jazdy rowerem i pisemne powiadamianie władz szkolnych o ewentualnym braku karty rowerowej, składanie dyrekcji szkół propozycji przeprowadzenia egzaminu na kartę rowerową. Policja wystąpi z propozycją skierowaną do szkół, aby policjanci ruchu drogowego uczestniczyli w zajęciach wychowania komunikacyjnego, w czasie których omówią najczęstsze przyczyny wypadków z udziałem rowerzystów. Biuro Ruchu Drogowego opracowało prezentację omawiającą podstawowe przepisy ruchu drogowego dla rowerzystów do wykorzystania przez policjantów w czasie zajęć z dziećmi. W przypadku ujawnienia w czasie kontroli drogowej ucznia, który w ogóle nie posiada uprawnień do kierowania rowerem, policjanci pisemnie poinformują o tym fakcie dyrektora szkoły i zaproponują przeprowadzenie przez wytypowanego policjanta egzaminu na kartę. Ważnym elementem kampanii jest zwrócenie uwagi na obowiązkowe wyposażenie roweru – przede wszystkim oświetlenie jako podstawowy element bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym.
Czesław Lang i Lang Team - W ramach kampanii “Rowerem bezpiecznie do celu” odbędą się m.in. działania edukacyjne na rzecz bezpiecznego uczestnictwa rowerzystów w ruchu drogowym organizowane wspólnie ze słynnym polskim kolarzem Czesławem Langiem i Lang Team, podczas cyklu wyścigów kolarskich Skania MTB. Jednym z miejsc akcji będzie Jelenia Góra, w której 17 sierpnia 2008 r. uruchomiony zostanie “namiot promocyjny” z materiałami dotyczącymi bezpieczeństwa w ruchu drogowym, z prezentacjami o znaczeniu dobrego oświetlenia rowerów. Komplety oświetlenia będą także nagrodami w konkursach prowadzonych podczas inauguracji kampanii. W drugiej połowie września, w Warszawie, odbędzie się konferencja podsumowująca konkurs na projekt miasteczka ruchu drogowego, z ogłoszeniem zwycięzców konkursu i wręczeniem nagród.
Rower jaśnie oświecony - W czasie prowadzenia kampanii zostanie zwrócona szczególna uwaga na obowiązkowe wyposażenie roweru, w tym przede wszystkim na właściwe oświetlenie. Przepisy wymagają, aby rower był wyposażony w lampę ze światłem białym lub żółtym selektywnym, umieszczoną z przodu oraz lampę ze światłem czerwonym umieszczoną z tyłu (może być światło migające). Światła te rowerzysta obowiązany jest używać od zmierzchu do świtu. Mając na względzie fakt, że bezpieczeństwo rowerzystów jest w dużej mierze uzależnione od tego, aby byli widoczni dla innych uczestników ruchu, założeniem kampanii będzie promowanie idei, aby każdy rower został wyposażony w tylną “migającą lampkę”. Policjanci będą namawiać do stosowania tego elementu bezpieczeństwa także w dzień, podobnie jak w przypadku stosowania świateł w samochodach. Na stronach internetowych Policji oraz partnerów kampanii zostanie zamieszczony apel do użytkowników rowerów, aby stosowali “czerwoną lampkę”, zaś do osób, które zamierzają kupić rower dla siebie lub swojego dziecka, informację aby wybierali tylko modele, które posiadają obowiązkowe wyposażenie. Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego oraz Ministerstwo Infrastruktury, które są partnerami prowadzonej kampanii przygotowały materiały edukacyjne, które wykorzystywane będą w zaplanowanych działaniach. Wsparcia udzieliła również firma Lang Team oraz Bank BPH przekazując komplety oświetlenia rowerowego.
Miasteczka za 50 tysięcy - Ponieważ praktyczne kształtowanie bezpiecznych zachowań nie może odbywać się przy tablicy szkolnej, istotnym elementem kompani będzie konkurs na projekt lub modernizację miasteczka ruchu drogowego, ogłoszony przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dla jednostek samorządu terytorialnego: gmin i powiatów, organizacji pozarządowych oraz innych podmiotów. Nagrodami konkursowymi będzie wsparcie finansowe projektów na ogólną kwotę 50 tys. złotych. Regulamin konkursu zostanie umieszczony na stronie internetowej MSWiA, KGP, wszystkich KWP oraz w portalu edukacyjnym Wychowania Komunikacyjnego “Bezpieczna Droga do Szkoły”. Miasteczka ruchu drogowego dają wspaniałą możliwość przygotowania dzieci do egzaminów na kartę rowerową. Przy tym szkolenie rowerzystów jest znakomitą inwestycją, gdyż najmłodsi poznając przepisy niezbędne do zdania egzaminu na kartę, wykorzystują zdobytą wiedzę nie tylko do bezpiecznego poruszania rowerem, ale też stają się bardziej świadomymi pieszymi, a gdy dorosną będą mieli gruntowane podstawy do zdobycia karty motorowerowej czy w końcu prawa jazdy. Młodsze dzieci, nawet te z przedszkola mogą w miasteczku ruchu drogowego bezpiecznie uczyć się poruszania po drogach w charakterze pieszych np. prawidłowego przekraczania jezdni.
Działania policyjne - Na terenie każdego województwa, w dowolnie wyznaczonym dniu tygodnia Policja przeprowadzi działania pn. “Rowerem bezpiecznie do celu”, które będą polegały na: nasileniu kontroli kierujących pojazdami silnikowymi, którzy nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego w stosunku do rowerzystów. Policja będzie egzekwowała przestrzeganie przepisów ruchu drogowego przez osoby kierujące rowerami, a podczas kontroli funkcjonariusze będą zwracać szczególną uwagę na stan techniczny pojazdów i ich obowiązkowe wyposażenie. W trakcie kampanii nasilone będą kontrole drogowe w zakresie posiadania karty rowerowej przez dzieci i młodzież, jak również obowiązku zapewnienia opieki dzieciom poniżej 10-roku życia, które na rowerze korzystają z drogi publicznej. Tak szeroko zakrojona kampania prowadzona przy wsparciu mediów ma podnieść świadomość kierujących wszystkimi typami pojazdów, że rowerzyści są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego. Jednocześnie ma kształtować postawę samych rowerzystów wskazując na ich prawa, ale i obowiązki. Wymiar edukacyjny i prewencyjny kampanii ma wskazywać na zaangażowanie resortu w krzewienie idei bezpieczeństwa ruchu drogowego nie tylko poprzez prowadzenie działań represyjnych, ale także przedsięwzięć wspierających społeczeństwo w “bezpiecznym dotarciu do celu”.
Komentuj →
1 czerwca 2008 |
0
Na trójmiejskiej obwodnicy sprawdza się zakaz wyprzedzania przez tiry. Zwiększyło się bezpieczeństwo i płynność ruchu. Może więc pomysł upowszechnić bądź wręcz wprowadzić wszędzie – informuje “Rzeczpospolita”. Zalety ma ewidentne, łatwo też i tanio można go wdrożyć. Wystarczy odpowiednie zarządzenie Dyrekcji Dróg Krajowych, nie mówiąc o decyzji ministra. Jakie są polskie szosy, każdy widzi. Pocięte koleinami, zatłoczone, i na dodatek pełne tirów. Aż strach między nie wjechać. Gdy się wyprzedzają, na długo tarasują drogę: ponieważ mają zamontowane tzw. ograniczniki prędkości, a wyprzedzana ciężarówka raczej nie zwolni. Też się spieszy z towarem. Na takie wyprzedzenie trzeba nieraz kilku kilometrów, szosa jest wtedy zablokowana. Każdy, kto jeździ po polskich krajówkach, zwłaszcza biegnących ze Wschodu na Zachód, ma zapewne przed oczami obraz dwóch pędzących całą szerokością szosy tirów, z których jeden resztkami mocy wyprzedza drugi (wyprzedzany jedzie 80 km/h, a wyprzedzający 85 km/h). Autom z tyłu (osobowym, dostawczym) blokują szybszą jazdę, tych z przodu zmuszają do zjazdu na pobocze. Nie ma znaczenia, że trudne warunki jazdy, duży ruch, różnice poziomów, deszcz, zima – choć wyprzedzanie w takich warunkach może wydać się szaleństwem. Prasa ustawicznie donosi o zderzeniach z tirami, a niekiedy między kilkoma ciężarówkami. Stąd pomysł zakazania tirom wyprzedzania innych ciężarówek. Wystąpił z nim przed rokiem Parlament Europejski: to element programu poprawiania bezpieczeństwa na europejskich drogach, ale na jego wprowadzenie trzeba lat, jeśli w ogóle znajdzie akceptację. Tymczasem w listopadzie zeszłego roku zakaz taki wprowadzono na obwodnicy Trójmiasta: na początek czasowo – do końca zimy, a teraz już na stałe, ale tylko na niektórych odcinkach. Gdańska dyrekcja DKiA od kilku lat testowała zakaz, tyle że na krótszych odcinkach. – Nie tylko poprawiło się bezpieczeństwo, ale i ruch stał się bardziej płynny – wskazuje Piotr Michalski, rzecznik prasowy gdańskiej dyrekcji DKiA. – To jasne, w sytuacji, gdy tiry mogą jechać na obwodnicy maksymalnie 70 km/h, a auta osobowe – 110 km/h, wyprzedzający tir na długo tarasuje ruch. Może więc pójść śladem Gdańska? Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie rozważa jednak wprowadzenia generalnego zakazu wyprzedzania przez tiry – powiedział “Rz” Artur Mrugasiewicz z jej biura prasowego. Owszem, wprowadzane są lokalne zakazy (ustawiane znaki) na tych odcinkach dróg, gdzie jest więcej wypadków z udziałem tirów. Tadeusz Wilk, dyrektor w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, przyznaje, że tir pędzący 80 km/h z 40 tonami ładunku to bomba, a gdy pędzą dwie takie ciężarówki, niebezpieczeństwo jest jeszcze większe. Ale każda przeszkoda na szosie, każde nowe ograniczenie, to dodatkowe zagrożenie, okazja do kolizji, wypadku. Poza tym, co robić z zawalidrogami wlokącymi się lub stojącymi na szosie? Nie mówiąc o rowerach, traktorach czy furmankach. Kierowcy mają więcej argumentów przeciwko wprowadzeniu zakazu wyprzedzania przez tiry: będą się tworzyć kolumny ciężarówek, opóźnienia w dostawach, transport zdrożeje. Powołują się też na statystykę wypadków. Ciężarówki stanowią ok. 10 proc. wszystkich pojazdów, natomiast ich kierowcy są sprawcami ok. 9 proc. wypadków. Takie same proporcje dotyczą liczby ofiar (szczegóły grafika). Niezależnie jednak, jak wiernie statystyki obrazują problem, w powszechnym odczuciu tiry są (obok pijanych kierowców) największym zagrożeniem na polskich szosach.
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
Artykuł nr 39, punkt 2 ustawy - Prawo o ruchu drogowym zezwala kobiecie w widocznej ciąży na jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Jest to ustawa z 1997 roku. Od tego czasu natąpił znaczny postęp motoryzacji. Wiekszość samochodów wyposażona jest w poduszkę powietrzną dla kierowcy, często też dla pasażera. Podczas raptownego hamowania lub uderzenia poduszki otwierają się. Prędkość z jaką się otwierają może być dla nas zagrożeniem, jeśli w danej chwili nie korzystamy z pasów. Dla bezpieczeństwa kobiety ciężarnej (kierowcy czy pasażera) ostatnio oferowane się nakładki antyuciskowe. Stosowanie nakładek eliminuje ucisk brzucha ciężarnej oraz ucisk w odcinku piersiowym, co znacznie poprawia komfort podróży i bezpieczeństwo przyszłej mamy. Może uchronić przed poronieniem, w przypadku gwałtownego hamowania. Dodatkową zaletą jest prosty montaż na zapiętych już pasach.
(249-13/14)
Krótsza nakładka powinna znaleźć się w okolicy szyja-klatka piersiowa, dłuższa centralnie na dolnej części pasa bezpieczeństwa, tak aby pas znajdował się koniecznie pod brzuchem. Nakładki są uniwersalne. Niezależnie od tego, czy lubisz nosić spodnie, spódnice, czy sukienki zawsze możesz je używać. Prawidłowe umieszczenie nakładek zapobiega przemieszczaniu się pasa bezpieczeństwa w trakcie jazdy. Firma ForService przeprowadzila testy w Państwowym Instytucie Motoryzacji oraz Instytucie Matki i Dziecka, aby uzyskać absolutną pewność, co do skuteczności działania nakładek ForBelly i ForComfort.
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
(249-15)
Nazywam się Anka Krupa. Mam 26 lat. Nie mam rąk. Taka się urodziłam. Dokładnie 21 sierpnia 1981 roku. Moja córeczka urodziła się pięć po siedemnastej, osiem miesięcy temu. Wychowuję ją sama. Tak się zdarzyło i już. Mieszkamy w Piekielniku, koło Czarnego Dunajca. Do miasta jest daleko, więc robię prawko. Samochodu nie mam i pewnie długo mieć nie będę, bo mamy z Emilką 1500 zł na miesiąc, ale słyszałam, że PFRON coś dopłaca, jak się ma "prawko". No to robię. U nas szkoły nie mają samochodów z automatyczną skrzynią biegów, lecz trafił się ktoś w Krakowie (pięć godzin autobusem w tę i z powrotem). Jestem ze szkoły Elita i chciałbym panią uczyć. Może się uda" - brzmiał głos w słuchawce. Więc próbujemy. Po sześciu godzinach kursu już raz byliśmy na mieście. Oboje spoceni. Inni kierowcy mieli fajne miny: kobitka za kółkiem i na dodatek nogami kieruje! Niezłe show. Może i niezłe, ale mi bez samochodu naprawdę jest ciężko. Wszędzie autobusem - w piątek do pracy (uczę angielskiego w podstawówce na 6/22 etatu), w weekendy na studia (robię licencjat z zarządzania w Krakowie), a wrócić trzeba szybko. Dziecko czeka – opisuje swoją sytuację dzielna młoda kobieta, a my tę niecodzienną historię – za “Gazetą Wyborczą” - polecamy Państwu.
Komentuj →
2 czerwca 2008 |
0
Kierowca bez prawa jazdy, pod wpływem alkoholu i narkotyków jeździł po Gdyni - 19 – latek nie dość, że nie posiadając prawa jazdy, to jeszcze pod wpływem alkoholu i narkotyków jeździł po ulicach Gdyni. Funkcjonariusze dostali zgłoszenie ok. godz. 24.00, że ulicami Gdyni jeździ pijany kierowca. Policjanci szybko zlokalizowali samochód. Od nastolatka było czuć woń alkoholu, do tego jego dziwne zachowanie sugerowało, że mógł być też pod wpływem narkotyków, co zresztą potwierdziły późniejsze badania. Mężczyzna do tego wulgarnie odnosił się do funkcjonariuszy. Odpowie za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu i środków odurzających, za co grozi kara pozbawienia wolności do 2 lat. Ponadto będzie również ukarany za prowadzenie pojazdu bez uprawnień, a także używanie wulgaryzmów.
Pijak za kierownicą potrącił 4 osoby - Był pijany i wsiadł za kółko, potrącił cztery młode osoby, uciekł z miejsca wypadku, miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, nie miał ważnego OC, a tablice rejestracyjne jego wozu pochodziły najprawdopodobniej z innego auta. To wszystko ma na sumieniu 35 letni mężczyzna, którego zatrzymali policjanci z Piotrkowa Trybunalskiego. Do całego zdarzenia doszło w nocy około godziny 3:30. Policjanci otrzymali informacje o wypadku, do którego doszło w Lutosławicach Rządowych. Ze wstępnych informacji wynikało, że pijany kierowca renault clio wjechał w grupę nastolatków, którzy szli drogą. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Pod wskazany adres pojechali funkcjonariusze. Już na miejscu policjanci zabezpieczyli ślady zdarzenia. Wszystko wskazywało na to, że sprawca wypadku, może być gdzieś w pobliżu. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić teren. Po kilku minutach zauważyli ukrywającego się w polu mężczyznę. Jak się okazało był to 35 latek, który kilkanaście minut wcześniej potrącił cztery osoby. Policjanci wyczuli od niego alkohol. Bardzo szybko wyszło na jaw, że 35 latek złamał zakaz sądowy zabraniający mu prowadzenia pojazdów – wszystko przez to, że już wcześniej spowodował wypadek po pijaku. Renault 35 laka miało założone nie te tablice rejestracyjne, które powinien – to również będą musieli wyjaśnić policjanci. Jak gdyby tego jeszcze było mało mężczyzna nie miał przy sobie żadnych dokumentów i nie miał wykupionej polisy OC na samochód. Natychmiast został przewieziony do policyjnego aresztu. O jego dalszym losie zadecyduje sąd. Poszkodowane w wypadku młode osoby zostały przewiezione do szpitala.
Pijany traktorzysta zabił swoją 8-letnią córkę - Kolejna ofiara pijanego kierowcy. Tym razem skrajną nieodpowiedzialnością wykazał się traktorzysta z Ujazdu w Zachodniopomorskiem. Kompletnie pijany 51-latek wsiadł do ciągnika, a na przyczepę załadował czwórkę dzieci. Nie jechał długo. Traktor szybko znalazł się w rowie. Niestety, razem z przyczepą, która przygniotła 8-letnią córkę traktorzysty. "Dziewczynka zginęła na miejscu" - informuje policja. "Pozostałej trójce dzieci nic się nie stało. Przyczepa, która zsunęła się do rowu przygniotła tylko dziewczynkę" - informuje policja. Traktorzysta natychmiast został zatrzymany. Bo, gdy dmuchnął w alkomat okazało się, że ma 2,5 promila alkoholu.
Pijak w BMW zabił pasażera. Grozi mu 12 lat - Prowadzony przez pijanego kierowcę samochód wypadł z drogi i uderzył w jeden z domów we wsi Półwiosek Stary pod Koninem. Zginął pasażer, ranny kierowca trafił do aresztu. Grozi mu 12 lat więzienia. Wezwani na miejsce zdarzenia konińscy policjanci ustalili, że pojazdem kierował 23-letni mieszkaniec Konina. Jadąc od strony Ślesina w kierunku m. Wąsosze nie zapanował nad pojazdem, w wyniku czego auto wypadło z jezdni, przejechało przez ogrodzenie, a następnie uderzyło w ścianę pobliskiej posesji. Śmierć na miejscu poniósł 22-letni pasażer, mieszkaniec Konina. Okazało się, że kierowca BMW był pijany. Badanie alkomatem wykazało u 23-latka ponad 1 promil alkoholu w wydychanym powietrzu. W pojeździe jechali jeszcze dwaj inni mężczyźni, wszyscy byli pijani.
Nietrzeźwy kierowca autobusu - Szczecińscy policjanci skontrolowali dziś 30 autobusów. Jeden kierowca był nietrzeźwy. Do zdarzenia doszło około godz. 9 w Szczecinie przy ulicy Bałtyckiej. Policjanci skontrolowali autobus, który miał zabrać dzieci na wycieczkę do jednej z miejscowości w naszym województwie. Okazało się, że 35-letni kierowca jest nietrzeźwy (ponad 0,82 promila ). Kierowca pokonał wcześniej odcinek około 80 km za nim został skontrolowany. Policjanci poinformowali o zdarzeniu właściciela pojazdu i zatrzymali kierowcy uprawnienia do kierowania. Kierowca tłumaczył się policjantom, że był wczoraj na komunii i wypił dwa kieliszki wódki. Dzieci pojechały na wycieczkę z innym trzeźwym kierowcą.
Zderzenie dwóch aut - obaj kierowcy pijani - Polonez i vw passat zderzyły się wczoraj na drodze krajowej między Lipnem a Włocławkiem. Obaj kierowcy odpowiedzą za jazdę po pijanemu, jeden z nich dodatkowo za spowodowanie wypadku. Przed godz. 19 na drodze krajowej nr 67 w miejscowości Radomice (pow. lipnowski) kierujący polonezem 28-latek postanowił wyprzedzić jadący przed nim samochód dostawczy: zjechał na lewy pas i zderzył się czołowo z nadjeżdżającym z kierunku Włocławka volkswagenem passatem. Policjanci przybyli na miejsce wypadku sięgnęli po alkomat. Okazało się, że obaj kierowcy są pod wpływem alkoholu. Sprawca zderzenia miał w organizmie 1,15 promila, a 23-letni kierowca passata - 0,54. Wszyscy uczestnicy wypadku, także 55-letni pasażer volkswagena, trafili do szpitala. Za spowodowanie wypadku grozi do 3 lat więzienia, natomiast za jazdę po pijanemu kara grzywny, ograniczenia wolności albo jej pozbawienia do 2 lat.
Komentuj →
1 czerwca 2008 |
0
Naukowcy z wrocławskiej firmy Neurosoft wymyślili inteligentny system, który podpowiada kierowcom, jak omijać korki. System spodobał się Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która na próbę postanowiła zamontować go na drogach dojazdowych do stolicy – donosi stołeczne “Echo Miasta”. W trzech punktach na drogach dojazdowych do Warszawy zostaną zamontowane elektroniczne tablice, które będą kierowców informować, gdzie jest korek i podpowiadać, jaką drogę wybrać. Jeśli na przykład na trasie zdarzy się wypadek, zablokują na niej ruch i skierują auta na objazd. - By taka wiadomość dotarła do kierowcy, musi przejść skomplikowany proces. W ponad 20 punktach Warszawy zainstalujemy skanery, które będą badały natężenie i przepustowość ruchu. Te informacje będą przetwarzane przez nasz system, a efektem jego pracy będzie praktyczny komunikat dla kierowcy - zapewnia Cezary Dołęga z Neurosoftu. - To, co przetestują warszawiacy, to tylko niewielka część naszych możliwości. Nasz system sam potrafi ocenić to, co widzi. Czy jest wypadek, czy korek, ile aut przejechało i jakich. Potrafi nawet odczytać numery tablic rejestracyjnych. Rozwiązanie wykorzystano już w Sycowie. Na jednym ze skrzyżowań zainstalowano radar i kamerę z analizą obrazu. Kilkaset metrów dalej zamontowano tablicę, na której wyświetla się komunikat: Kierowco pojazdu o numerze rejestracyjnym takim a takim, przekroczyłeś dozwoloną prędkość. Zwolnij! Efekt prewencyjny murowany. - Odczytywanie tablic rejestracyjnych możemy też połączyć z wagą dla tirów - opowiada Cezary Dołęga. - Wtedy na tablicy może pojawić się komunikat skierowany do kierowcy ciężarówki, by nie wjeżdżał do miasta, bo za dużo waży. To ułatwiłoby prace służbom mundurowym. System mógłby wskazywać konkretny pojazd i alarmować o złamaniu przepisów przez kierowcę. Z łatwością mógłby też namierzać złodziei aut - dodaje Dołęga.
Komentuj →
1 czerwca 2008 |
0
Aspirant sztabowy Zenon Butkowski został uznany Przyjacielem Dzieci 2008. Na festynie w parku Kasprowicza, wzruszony, odebrał wyróżnienie – donosi “Gazeta Wyborcza”. - Ciekawe, kto mnie zgłosił - dociekał po policyjnemu po ogłoszeniu werdyktu. Butkowski uczy w szkołach i przedszkolach, jak bezpiecznie poruszać się po ulicach. Skąd pseudonim "Odblaskowy Zenek"? - Rozdaję dzieciakom odblaski, do ubrań i plecaków, by były bezpieczniejsze na drodze - tłumaczy laureat. Nagrodę Brzdąc co roku przyznaje kapituła dziecięcej Rady Miasta Szczecina. To wyróżnienie jakie najmłodsi przyznają dorosłym za zasługi na ich rzecz. - Zenon Butkowski ma niesamowite podejście do dzieci - zapewnia Katarzyna Legan, rzeczniczka KMP w Szczecinie. - Zawsze ich wokół niego pełno. Uwielbiają go.
Komentuj →
31 maja 2008 |
0
“Dziennik”: To wstrząsająca historia. Nauczycielka tak śpieszyła się do szkoły, że zapomniała zawieźć swoją dwuletnią córeczkę do opiekunki. Zaparkowała auto w palącym słońcu i poszła na zajęcia, zostawiając wewnątrz śpiące w foteliku maleństwo. Po pięciu godzinach agonii w koszmarnym skwarze, dziewczynka zmarła. Tragedia rozegrała się w dniu jej urodzin. Pięć godzin trwała agonii dziecka uwięzionego w rozgrzanym aucie. Dwuletnia Włoszka zginęła w zaparkowanym na słońcu samochodzie w miejscowości Merate w Lombardii na północy Włoch. Matka trojga dzieci tak bardzo spieszyła się na lekcje do liceum, w którym uczyła, że zapomniała zawieźć córkę do opiekunki i zostawiła ją śpiącą w foteliku w samochodzie przed szkołą. Kiedy o dziecku przypomniał jej mąż, mała była już umierająca. Dziewczynka zmarła w szpitalu w dniu swych drugich urodzin. Jej matka odpowie za nieumyślne spowodowanie śmierci.
Komentuj →
31 maja 2008 |
0
(249-12)
Kierowcy jadący trasą Lubuczewo-Swochowo masowo wpadali w topniejący asfalt. Droga była niedawno remontowana. Anna Gątarek, pracownica domu opieki społecznej w Lubuczewie, boi się reakcji męża, gdy zobaczy, jak pomieszany z kruszywem asfalt oblepił karoserię i porysował szybę jej nowiutkiego volkswagena garbusa. - Jechałam bardzo wolno - opowiada. - Najwyżej 20 km na godzinę. Szybciej się nie dało. Asfalt na drodze, która była remontowana jesienią ubiegłego roku, jest jak płynna lawa. Odrywa się od podłoża i oblepia podwozie oraz koła. Asfaltowe sople natomiast przylepiają się do karoserii i uderzają w szyby. - W takiej sytuacji nie trzeba wzywać policji. Na żądanie kierowcy oczywiście spisujemy notatkę, ale to jest sprawa zarządcy drogi, który jest ubezpieczony i na tej podstawie można się starać o odszkodowanie - mówi Marek Komodołowicz, szef słupskiej drogówki. Przyznał jednak, że do do oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Słupsku dotarło wczoraj kilka skarg na warunki panujące na tej drodze. - To nie jest nasza droga. Nad nią zarząd sprawuje Zarząd Dróg Wojewódzkich w Gdańsku - odetchnął z ulgą Mariusz Ożarek, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Słupsku. - Tam rzeczywiście przeprowadzano powierzchniowe utrwalanie nawierzchni. W takich warunkach pogodowych w czasie jazdy mogą się odrywać asfaltowe gryfy. Trzeba by jednak sprawdzić, czy kierowcy przestrzegają znaków drogowych dotyczących ograniczenia prędkości.
Komentuj →
31 maja 2008 |
0
“Express Ilustrowany Łódź” relacjonuje: w ciągu godziny, między 11.30 i 12.30, skrzyżowanie al. Piłsudskiego i al. Rydza-Śmigłego w kierunku na Widzew ponad 100 kierowców przejechało na czerwonym świetle. Podobnie było na pozostałych kierunkach ruchu. Przejeżdżanie skrzyżowań na czerwonym stało się w Łodzi nagminne. Zielone światło dla samochodów jadących z Retkini na Widzew na "skrzyżowaniu marszałków" pali się około 30 sekund. Następnie przez 2 sekundy na sygnalizatorze pojawia się żółte - rzadko który kierowca reaguje na to naciśnięciem hamulca. Gdy zapala się czerwone, samochody wciąż jadą! Zwykle przejeżdża jeszcze od 2 do 4 aut. Nierzadko pojazdy, które ruszają z poprzecznego kierunku, muszą zwalniać, by nie spowodować wypadku. - Kierowcy są sfrustrowani jazdą po Łodzi w żółwim tempie - mówi asp. Wojciech Milecki z Sekcji Ruchu Drogowego komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Ci, którzy stoją w korku 2, 3 zmiany świateł, gdy są wreszcie blisko skrzyżowania, przejeżdżają je mimo nadawanego już czerwonego. To oczywiście naganne. Nic nie tłumaczy takiego zachowania. Niestety to wykroczenie przebiło się do niechlubnej czołówki najczęściej popełnianych na łódzkich ulicach. Przyłapani na nim muszą liczyć się z mandatem nawet do 500 zł i 6 punktami karnymi.
Od początku roku ponad 110 łódzkich kierowców przekroczyło maksymalną liczbę 24 pkt karnych. W ich "dorobku" są m.in. punkty właśnie za niestosowanie się do sygnałów świetlnych. W projekcie zmian w taryfikatorze wykroczeń podniesiono wysokość "widełek" mandatu za przejeżdżanie skrzyżowania przy czerwonym świetle. Kierowca zapłaci od 200 zł do 500 zł, a nie - jak teraz - od 20 zł do 500 zł.
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
Test ze znajomości przepisów ruchu drogowego, jazda motocyklem i kierowanie ruchem na jednym z największych skrzyżowań - w tym wszystkim musieli się wykazać mundurowi, którzy wzięli udział w XXI edycji konkursu Policjant Ruchu Drogowego Roku 2008. W sumie rywalizowało 15 policjantów. Pierwsze miejsce zajął starszy posterunkowy Maciej Zakrzewski z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku, tuż za nim sierżant sztabowy Andrzej Kalinowski z Komendy Miejskiej Policji w Suwałkach. Na trzecim uplasował się sierżant Rafał Sokólski z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku. - Jak wynika z badań, mieszkańcy naszego województwa najbardziej obawiają się piratów drogowych. Dlatego doskonalenie zawodowe policjantów ruchu drogowego jest bardzo ważne. Rywalizowanie o tytuł najlepszego policjanta mobilizuje wszystkich funkcjonariuszy do podnoszenia swoich umiejętności - powiedział Roman Popow, komendant wojewódzki policji.
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Szczecinie obchodził 10-lecie swojego istnienia (o czym donosiliśmy publikując zaproszenie adresowane do redakcji, a także naszych Czytelników – przyp. red. NEWSA). Z tej okazji w siedzibie WORD przy ul. Golisza 10 B, odbyła się uroczystość, którą Członek Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego Wojciech Drożdż rozpoczął wygłaszając przemówienie. Podczas uroczystości przedstawiono m.in. historię działalności ośrodka, oraz zaprezentowano akcje organizowane przez WORD mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Organizatorzy uroczystości zapewnili uczestnikom wiele atrakcji, m.in. była możliwość przejazdu w kontrolowanym poślizgu, a także uczestniczenia w symulacji zderzenia samochodem. Kandydaci na przyszłych kierowców mogli bezpłatnie poćwiczyć na placu pod czujnym okiem egzaminatorów. Zorganizowano pokaz ratownictwa drogowego oraz wiele innych atrakcji.
(249-1)
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
W Łodzi podczas kłótni kierowców właściciel bmw uderzył posiadacza daewoo, na co ten drugi wyciągnął broń i strzelił. A poszło o zajechanie drogi. To było zdarzenie, jakich na polskich drogach dziennie są setki, jeśli nie tysiące – komentuje “Dziennik”. Daewoo zajechało drogę bmw, którym jechało dwóch mężczyzn. Normalnie w takiej sytuacji poszkodowany kierowca rzuciłby pod nosem jakieś przekleństwo w kierunku sprawcy incydentu i byłoby po sprawie. Ale nie tym razem. Bmw w rewanżu wyprzedziło daewoo i też zajechało mu drogę. Po kilkudziesięciu metrach ostro zahamowało i zmusiło kierowcę do zatrzymania. Następnie z bmw wysiadł jeden z mężczyzn i uderzył kierowcę daewoo w twarz. Po "wymierzeniu sprawiedliwości" kierowca bmw chciał odjechać, ale napadnięty na to nie pozwolił. "Wyjął legalnie posiadaną broń i strzelił w powietrze" - mówi dziennikowi.pl Mirosława Kraszewska z łódzkiej policji. Trzeba trafu, że w tym momencie przejeżdżał patrol. Policjanci zatrzymali obu mężczyzn. Ten, który strzelał, tłumaczył, że nie chciał, żeby napastnik uciekł. Mężczyzn przewieziono na przesłuchanie.
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
Pani Agnieszka już wkrótce będzie wozić turystów na zagraniczne wycieczki – donosi “Express Ilustrowany”. Agnieszka Lechowska jako jedyna zdała w łódzkim WORD egzamin na prawo jazdy kat. D - uprawniające do jazdy autobusami. Razem z nią swoich sił próbowało 6 mężczyzn i wszyscy polegli. Tymczasem prawo jazdy tej kategorii robią niemal wyłącznie panowie. Kobieta zdarza się niezwykle rzadko - 2, 3 razy do roku. - Kocham jeździć samochodami, a im większe auto, tym większą mam frajdę z jego prowadzenia - mówi świeżo upieczony kierowca autobusu. - Egzaminu bardzo się bałam, stres był ogromny, ale dzielnie sobie ze wszystkim poradziłam. Na co dzień pani Agnieszka jeździ fordem focusem. Nowe uprawnienia to dla niej szansa na ciekawą pracę. - Chcę zdobyć teraz doświadczenie i marzę o pracy kierowcy autokaru, który wozi turystów na zagraniczne wycieczki - dodaje. - Wiem, że to ciężki kawałek chleba, ale dzięki niemu można zobaczyć wiele ciekawych zakątków Europy. Kobiety o wiele częściej robią prawo jazdy na ciężarówki niż na autobusy.
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
39-letni obywatel Ukrainy, który próbował przekupić sandomierskich policjantów, został zatrzymany. Zaoferował on 300 zł w zamian za odstąpienie od wypisania mandatu. Mężczyzna w terenie zbudowanym na krajowej siódemce jechał z prędkością ponad 140 km/h. Teraz grozić mu kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności. Jak ustalili sandomierscy policjanci zatrzymany mężczyzna razem z kolegą załatwiał interesy w Polsce. Prawdopodobnie tak bardzo śpieszyło im się do domów, że w drodze powrotnej postanowili “przyśpieszyć” nieco swoją podróż. Nie umknęło to jednak uwadze funkcjonariuszy drogówki, którzy na krajowej drodze nr 7 pełnili służbę. Gdy policjanci, jadący samochodem wyposażonym w wideorejestrator, zauważyli kierowcę jadącego niezgodnie z obowiązującymi przepisami, postanowili go zatrzymać. Mężczyzna w między czasie rozwinął prędkość ponad 140 km/h w terenie zabudowanym. Stróże prawa natychmiast zatrzymali pirata drogowego i chcieli "zafundować" mu mandat w wysokości 500 zł. Ukrainiec, chcąc uniknąć kary, wyciągnął 300 zł i próbował, w zamian za odstąpienie od czynności, wręczyć policjantom łapówkę. Na próbie przekupstwa nie wyszedł jednak najlepiej. Sandomierscy policjanci zatrzymali mężczyznę. Teraz 39-latkowi może grozić nawet do 8 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
W Białej zakończył się XXXI finał ogólnopolskiego turnieju bezpieczeństwa w ruchu drogowym dla dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjalnych. W grupie szkół podstawowych zwyciężyła szkoła podstawowa nr 18 z Kędzierzyna – Koźla, zaś w grupie szkół gimnazjalnych - gimnazjum nr 1 z Włoszczowej. Sędziami zawodów byli policjanci z komendy głównej Policji.
Po przeprowadzeniu wszystkich konkurencji klasyfikacja przedstawia się następująco:
Szkoły podstawowe (drużynowo):
1. Szkoła Podstawowa nr 18 w Kędzierzynie – Koźlu
2. Szkoła Podstawowa w Czarnej
3. Szkoła Podstawowa w Lipie (gm. Bolków)
Szkoły gimnazjalne (drużynowo):
1. Gimnazjum nr 1 we Włoszczowej
2. Gimnazjum w Czarnej
3. Gimnazjum nr 1 w Koluszkach
Szkoły podstawowe (klasyfikacja indywidualna):
1. Klaudia Majnusz (Szkoła Podstawowa nr 18 w Kędzierzynie – Koźlu)
2. Katarzyna Jągowska (Zespół Edukacyjny Szkoła Podstawowa Nowe Kramsko)
3. Jacek Jacewicz (Szkoła Podstawowa Lipa Gm. Bolków)
Szkoły gimnazjalne (klasyfikacja indywidualna):
1. Kamil Duraj (gimnazjum w Czarnej)
2. Tomasz Stryjowski ( Gimnazjum nr 1 Włoszczowa)
3. Hubert Solecki (Gimnazjum nr 1 Włoszczowa)
Organizatorem ogólnopolskiego turnieju bezpieczeństwa w ruchu drogowym był Polski Związek Motorowy, Policja, Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Ministerstwo Infrastruktury. Na turniej ogólnopolski w Białej (powiat prudnicki) zjechali przedstawiciele szkół z wszystkich 16 województw w kraju.
Turniej od lat cieszy się ogromnym zainteresowaniem dzieci i młodzieży oraz nauczycieli, ponadto przyczynia się do poprawy bezpieczeństwa najmłodszych uczestników ruchu. Tak jak w latach ubiegłych turnieje są stałymi działaniami prewencyjnymi Policji. Finał składał się z testu wiedzy oraz z zadań praktycznych tj. jazdy rowerem po miasteczku i torze przeszkód. Ponadto jeden z uczestników z każdej drużyny wykonywał zadania praktyczne z zakresu udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej.
(249-20/21)
Komentuj →
30 maja 2008 |
0
Kierująca Audi straciła panowanie nad pojazdem. Auto dachowało. Do zdarzenia doszło w miejscowości Sadłowice kol. Góra Puławska. Auto utknęło do góry kołami kilkanaście centymetrów od pobliskiego drzewa w rowie. Przyczyną zdarzenia był pozostawiony na jezdni grys. Z relacji świadków tego zdarzenia wynika, że na odcinku drogi w Sadłowicach prowadzone były prace remontowe, po których drogowcy pozostawili rozsypany na jezdni grysik. Po zakończonych pracach nie ustawili ani jednego znaku ostrzegawczego. - Wracałam z Janowca, to prosta droga i zawsze dobrze mi się tędy jechało. Tam na wysokości przystanku stoi znak ograniczający dozwoloną prędkość do 70 km/h. Zwolniłam, i już wchodząc w zakręt zaczęło mną rzucać. Samochód kierował się na drzewo, ale jakimś cudem udało mi się go wyprowadzić na prostą - opowiada Natalia Jóźwicka, kierująca pojazdem. Kobieta wpadła niestety w poślizg. Samochód dachował. - Jestem potłuczona i obolał, ale na szczęście nic mi się nie stało - dodaje kierująca Audi. 18-letnia Natalia Jóźwicka, z tego zdarzenia wyszła cało, tylko dlatego, że miała zapięte pasy bezpieczeństwa. To uratowało jej życie. - Prace drogowe na tym odcinku jezdni wykonywała firma Fedro z Osiecka, która wygrała przetarg. Były to prace cząstkowe, poprawianie poboczy i łatanie dziur. Po takich pracach wysypuje się w te miejsca grys, który musi pozostać na jezdni przez 48 godziny, po czym nadmiar tego grysu zamiata się z jezdni - mówi Andrzej Chmielewski, kierownik Rejonu Dróg Wojewódzkich w Puławach. - Nie wiem dlaczego drogowcy nie zabezpieczyli tego odcinka jezdni. Powinni ustawić ostrzegawcze znaki drogowe, które jasno i wyraźnie ostrzegają o odcinku drogi pokrytej żwirem lub grysem, który może być wyrzucany spod kół jadących samochodów. Powinien być także znak ograniczający dozwoloną prędkość na tym odcinku drogi - dodaje Chmielewski. - Sprawą już się zajęliśmy. Właśnie trwa usuwanie grysu, który tam zalega. Firma uporządkuje to miejsce, i zaraz zostaną ustawione znaki ostrzegawcze - dodaje kierownik Chmielewski. Faktycznie, kiedy pojechaliśmy na miejsce zdarzenia robotnicy ostro zabierali się do pracy, policja kierowała ruchem. Wszystko odbywało się tak, jak odbywać się powinna. Jednak o kilkanaście godzin za późno, bo takie czynności powinny być już zrobione dużo wcześniej. Jak udało nam się ustalić, w czwartek, dzień po remoncie drogi po godzinie 17, na tym samym odcinku doszło również do kolizji. - W Sadłowicach zderzyły się dwa samochody osobowe marki Nissan i Renaul Megane. Przyczyną tego zdarzenia było niedostosowanie prędkości jazdy do panujących warunków drogowych. Kierujący byli trzeźwi, jeden z nich został ukarany mandatem karnym w wysokości 200 zł - powiedział Roman Maruszak, rzecznik prasowy KPP w Puławach. - Czy przyczyna tej kolizji była taka sama jak w przypadku kierującej samochodem Audi 80, tego nie jestem w stanie dziś powiedzieć. Być może w obydwóch przypadkach powodem kolizji był zalegający na jezdni grys – relację tę przeczytaliśmy w “Dzienniku Wschodnim”.
Komentuj →
29 maja 2008 |
0
Pomorska policja chce dyscyplinować kierowców większą liczbą automatycznych urządzeń, takich jak fotoradary i wideorejestratory. Zdaniem policjantów, to obecnie najskuteczniejszy sposób walki z kierowcami, którzy przekraczają dozwoloną prędkość – donosi “Dziennik Bałtycki”. To właśnie z tego powodu na pomorskich drogach przybywa samochodów z wideorejestratorem, a ostatnio ustawiono w województwie 10 nowych masztów fotoradarów. - Im więcej fotomasztów, tym lepiej, bo nawet gdy nie ma tam aparatu, to i tak z naszego doświadczenia wynika, że wielu kierowców zdejmuje nogę z gazu - stwierdza insp. Mirosław Czarnecki, komendant powiatowy policji w Starogardzie Gd. Dobrze o tym wiedzą mieszkańcy pomorskich miast i gmin, którzy zabiegają o ustawienie tylko masztu, bez urządzenia robiącego zdjęcia. Policja podkreśla jednak, że to nie oznacza, iż jakiś maszt zawsze stoi pusty. - Jest co prawda tylko sześć urządzeń wykonujących zdjęcia, ale rotacyjnie trafiają one co jakiś czas do poszczególnych masztów na drogach - mówią policjanci z pomorskiej drogówki. Niemniej kierowcy wciąż wyciskają ze swoich maszyn, ile się da. - Bo dobrych dróg tranzytowych jest mało i wiem, że łamię prawo, ale jak najszybciej chcę załatwić swoje sprawy zawodowe i stąd ten pośpiech - nie ukrywa Ryszard, kierowca ze Starogardu Gd. Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że tak naprawdę nie wszystkie urządzenia w masztach są ustawione na prędkość dopuszczalną - czasem progi prędkości są podwyższane, np. tam gdzie prędkość dopuszczalna wynosi 50 km na godz., urządzenie może być ustawione np. na 60 km na godz. Kierowcy oczywiście o tym nie wiedzą. Powód jest bardzo prozaiczny: dużo zdjęć oznacza dużo pracy. W 2007 roku przy użyciu fotoradarów pomorska policja ujawniła blisko 40 tys. wykroczeń. W większości przypadków "rozliczenie" kierujących spada na policjantów. Wstępną obróbką (drukowanie, wypisywanie wezwań i kopert) zajmują się też pracownicy cywilni. Tymczasem już od kilku lat trwają prace nad powstaniem krajowego centrum automatycznej obsługi fotoradarów, co związane będzie m.in. z automatyczną obróbką zarejestrowanego materiału. Ma też nastąpić przeniesienie odpowiedzialności za złamanie przepisów ze sprawców na właścicieli pojazdów.
Rozmowa z Januszem Staniszewskim, naczelnikiem Wydziału Sekcji Ruchu Drogowego KWP w Gdańsku:
Redakcja “Dziennika Bałtyckiego”: Czy każde, nawet niewielkie przekroczenie prędkości wychwycone przez fotoradar oznacza, że kierowca za nie odpowie?
Janusz Staniszewski (naczelnik Wydziału Sekcji Ruchu Drogowego KWP w Gdańsku): Kierowcy muszą mieć świadomość, że nawet niewielkie przekroczenie prędkości może skutkować mandatem karnym. To policjant ustawiający urządzenie decyduje o tym, jaki będzie próg zarejestrowania wykroczenia.
Redakcja: Co decyduje o ustawieniu tego progu prędkości?
Janusz Staniszewski: Jest on uzależniony od błędu pomiarowego urządzenia, stanu zagrożenia i obszaru, na którym jest ustawione urządzenie.
Redakcja: W jakim terminie kierowca musi być powiadomiony o złamaniu prawa?
Janusz Staniszewski: Okres ściągalności wykroczenia wynosi jeden rok i w tym okresie musi nastąpić ustalenie sprawcy i skierowanie sprawy do Sądu Grodzkiego. Sąd ma kolejny rok na ukaranie sprawcy wykroczenia. W wielu przypadkach kierujący są powiadamiani o popełnionym wykroczeniu po upływie miesiąca, co uniemożliwia ukaranie mandatem karnym. Skutkuje to tym, że sprawą musi się zająć sąd.
Redakcja: Zapewne wielu kierowców próbuje jakoś się wymigać od kary?
Janusz Staniszewski: Najczęściej zasłaniają się tym, że jeśli zdjęcie jest mało czytelne, mówią, że nie pamiętają, kto w chwili popełnienia wykroczenia kierował pojazdem. Trzeba pamiętać, że właściciel ma obowiązek wskazać osobę, która użytkowała pojazd. Jeśli tego nie zrobi, to również zapłaci mandat. W przypadku odmowy przyjęcia mandatu musi się liczyć z tym, że sądu nie obliguje taryfikator i może orzec grzywnę wyższą.
Redakcja: Jakie kary grożą kierowcom?
Janusz Staniszewski: Kierowca, który przekroczy dopuszczalną prędkość o 10 km/h, zapłaci mandat do 50 zł i otrzyma 1 punkt karny. Gdy przekroczymy dopuszczalną prędkość od 11 do 20 km/h, grozi nam mandat od 50 do 100 zł i 2 pkt karne. Za przekroczenie prędkości od 21 do 30 km/h zapłacimy od 100 do 200 zł i otrzymamy 4 pkt karne. Gdy przekroczymy od 31 do 40 km/h, to mandat wyniesie od 200 do 300 zł i dostaniemy 6 pkt karnych. Prędkość przekroczona od 41 do 50 km/h to mandat od 300 do 400 zł i 8 pkt karnych. Za przekroczenie 51 km/h trzeba zapłacić 400-500 zł i "zaliczyć" 10 punktów karnych.
Komentuj →
29 maja 2008 |
0
- Nie mogłyśmy z sąsiadką doczekać się, aż zrobi to miasto, więc same wymieniłyśmy połamane płyty. No i zapłaciłyśmy za to karę - mówi “Gazecie Wyborczej” szczecinianka Bogumiła Smolik. Pani Bogumiła mieszka przy na Gumieńcach. Chodnik przed jej domem był w fatalnym stanie. Nikt nie kwapił się, by go wymienić. Dlatego razem z sąsiadką zrzuciły się i kupiły polbruk. "Zapłaciłyśmy za wykonawców, powymieniałyśmy popękane płyty chodnikowe, grożące potknięciem lub nawet połamaniem nóg" - czytamy w liście do redakcji. - "Byłyśmy z siebie dumne, aż do chwili, kiedy przyszła straż miejska i wlepiła nam mandat za wykonywanie prac budowlanych na terenie, do którego nie miałyśmy tytułu prawnego. Po interwencji, wówczas TVP, straż miejska maksymalnie zmniejszyła wymiar kary [z 200 zł na 50 - red.], ale mam nauczkę - już nigdy nie zamierzam niczego naprawiać." O komentarz gazeta poprosiła Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego. Rzeczniczka tej instytucji Marta Kwiecień-Zwierzyńska, napisała: "Zgodnie z przepisami ustawy o drogach publicznych, na prowadzenie robót w pasie drogowym zarządca drogi musi wyrazić zgodę. W przypadku remontu nawierzchni technologię, zakres i rodzaj wbudowanych materiałów, termin wykonania, należy uzgodnić z zarządcą drogi. Po uzyskaniu uzgodnień należy zgłosić w ZDiTM zamiar wykonania tych robót, podając konkretny termin. Za zajęcie pasa drogowego w celu wykonania remontu lub modernizacji nawierzchni nie pobiera się opłat. Istotną sprawą jest oznakowanie robót w sposób gwarantujący bezpieczeństwo ruchu drogowego. Po zgłoszeniu wykonania robót zarządca drogi dokonuje odbioru i przyjęcia do eksploatacji."
Komentuj →
29 maja 2008 |
0
Rusza pierwszy w Polsce ogólnopolski program na rzecz bezpieczeństwa kierowców samochodów firmowych - defensywnikierowcy.pl – Bezpieczne Auto Firmowe. Organizatorem programu jest miesięcznik "Auto Firmowe" (wydawnictwo IPM) i portal autofirmowe.pl, a sponsorem Grupa Goodyear Polska. Ideą programu jest zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego i świadomości kierowców poprzez promowanie zasad jazdy defensywnej (Defensive Driving) wśród kadry kierowniczej oraz pracowników firm z sektora MŚP, użytkujących samochody służbowe. "Podstawowym założeniem, jakie przyjęliśmy tworząc program, jest pokazanie, że istnieje sposób, aby uchronić siebie przed agresywnymi zachowaniami innych kierowców. Każdy użytkownik samochodu może te zasady poznać i zastosować podczas jazdy" – mówi Dorota Murzyńska, dyrektor wydawniczy IPM. Dlatego jednym z kluczowych elementów programu jest kurs e-learningu zamieszczony na stronie programu – www.defensywnikierowcy.pl. Dla kierowców, którzy ukończą szkolenie, przygotowano cenne nagrody. Równocześnie rusza kampania informacyjna i promocja programu defensywnikierowcy.pl – Bezpieczne Auto Firmowe.Na wielu serwisach internetowych pojawi się film, który pokaże kierowcę defensywnego i agresywnego. Internauci będą mogli wcielić się w każdego z nich i poznać konsekwencje obu stylów jazdy. To pierwszy z filmów, który zostanie wykorzystany w marketingu wirusowym programu. Organizator planuje następna edycję filmu już w lipcu. W kampanii społecznej w nietypowy i innowacyjny sposób wykorzystano grafikę komputerową 3D opartą na technice cel-shading oraz tradycyjnej animacji i rysunku klasycznym.
Jarosław Kozłowski, psycholog odpowiada na pytania redakcji “Auto Firmowe”:
Kierowca defensywny to kierowca bezpieczny. Niełatwo jednak znaleźć osobę, która chciałaby być postrzegana jako defensywna na drodze?
Rzeczywiście, słowo defensywny ma konotacje negatywne. Zastanawiając się jednak głębiej, nietrudno znaleźć i pozytywne skojarzenia – gra defensywna w piłce nożnej, defensywne sztuki walki.
Zdecydowana większość ludzi wolałaby jednak grać w ofensywie. To na atakującego spada splendor.
Owszem, ale w ruchu drogowym nie chodzi o pokonanie przeciwnika, ale o wygranie zdrowia i życia. Warto zauważyć, że bardzo skuteczne są defensywne sztuki walki. Dzisiaj jazda samochodem jest rodzajem walki o przetrwanie i lepiej ją odbyć defensywnie. Mnie defensywny kojarzy się pozytywnie.
Przykazania defensywnego kierowcy
1. droga to nie twój przeciwnik, staraj się nie umawiać na konkretną godzinę, jadąc w długie trasy
2. zawsze sprawdzaj stan ogumienia, ustawienia lusterek. To tylko kilkadziesiąt sekund, które mogą mieć wpływ na twoje bezpieczeństwo
3. dbaj o własne emocje, mają one bezpośrednie przełożenie na twoje bezpieczeństwo
4. będąc zdenerwowany nie wsiadaj od razu do samochodu, pójdź na 10-minutowy spacer
5. zawsze dbaj o prawidłowy przepływ powietrza w samochodzie (wymieniaj filtry powietrza), jakość powietrza ma wpływ na twoje samopoczucie, a tym samym na twoją jazdę
6. jeśli możesz, kup samochód z klimatyzacją, jazda w 30-stopniowym upale i w korku może powodować u kierowcy frustrację i agresję
7. jeśli możesz, przy zakupie samochodu kieruj się względami bezpieczeństwa. Lepiej jest mieć 20 koni pod maską mniej na rzecz ABS i poduszki powietrznej
8. samochód to nie klub, unikaj głośnej muzyki, naklejek, maskotek i wszystkiego, co rozprasza twoją uwagę
9. pamiętaj, że samochód to niejedyny środek lokomocji (czasami zdrowiej i szybciej jest pojechać rowerem albo pociągiem).
Komentuj →
29 maja 2008 |
0
W Łodzi awarii uległa tramwajowa sieć trakcyjna, która doprowadziła do wielogodzinnego paraliżu komunikacyjnego miasta. Naprawienie awarii zajęło ekipom MPK ponad siedem godzin. Tysiące łodzian spóźniło się do pracy, na uczelnię i na zabiegi lekarskie. Pokonanie trasy, która łodzianom zabiera zwykle 5-7 minut, pochłaniało godziny. Uruchomiona na czas awarii komunikacja zastępcza nie była w stanie dowieźć na czas wszystkich pasażerów. Autobusy jeździły objazdami, stojąc, podobnie jak samochody, w korkach. Pasażerowie wysiadali w połowie trasy i tłumnie szli na piechotę. Sieć trakcyjna ma napięcie 700 woltów. Specjaliści z MPK zapewniają, że jest uziemiona i nie może nikogo porazić. Spadając, uszkodziła dziewięć aut.
Komentuj →
29 maja 2008 |
0
Po pierwszym miesiącu działań pracownicy Strefy Płatnego Parkowania w Szczecinie mają już kilkanaście zdjęć aut zaparkowanych w wyjątkowo karygodny sposób. Szczecińskie centrum jest niemal sparaliżowane przez samochody, które parkują wszędzie - na chodnikach, przejściach dla pieszych, skrzyżowaniach i w miejscach oznaczonych znakiem “zakaz zatrzymywania się”. Parkujący gdzie popadnie nie liczą się z tym, że utrudniają życie innym, a często stwarzają zagrożenie dla bezpieczeństwa skutecznie zmniejszając widoczność na ruchliwych ulicach. Często bezmyślność idzie w parze ze zwykłym chamstwem. Z kierowcami źle zaparkowanych aut powinni walczyć policjanci i strażnicy miejscy. Ale robią to bardzo niechętnie. Policja nie umie zaprowadzić porządku nawet opodal własnej komendy wojewódzkiej, a strażnicy miejscy wolą “być człowiekiem” – czytamy w “Kurierze Szczecińskim”. Piesi i prawidłowo ustawiający auta mają jednak sojusznika w... Strefie Płatnego Parkowania. Pracownicy Miejskiego Zakładu Obsługi Gospodarczej, który zarządza strefą, od kwietnia fotografują pojazdy, które postawiono wbrew przepisom. - Zdecydowałem, że mają zajmować się na początku tylko autami, których właściciele zaparkują w sposób drastycznie naruszający prawo albo narażają innych kierowców na niebezpieczeństwo - tłumaczy Lachowicz. - Powód jest prozaiczny. W razie odmowy przyjęcia mandatu sprawa trafia do sądu grodzkiego i pracownik MZOG musi się stawiać jako świadek. Źle zaparkowanych aut w centrum jest tak dużo, że czynności procesowe mogłyby sparaliżować firmę. - Wszystkie zdjęcia z odpowiednimi notatkami przekażemy straży miejskiej - zapewnia Jerzy Fydrych, z-ca dyr. MZOG. - Zgodnie z porozumieniem, ona ma prowadzić dalsze czynności.
Komentuj →
29 maja 2008 |
0
Policjanci w całej Polsce dostaną kamery i będą musieli rejestrować swoją pracę. W większości krajów zachodniej Europy oraz w Stanach kamery w radiowozach to standard. W dystrykcie Kolumbia w USA testuje się już kamery montowane na pistoletach, które uruchamiają się automatycznie po wyjęciu broni z kabury. W Polsce tak zaawansowane śledzenie pracy policji to jeszcze fantastyka, ale pierwsze kroki już są czynione. Oznakowane radiowozy wyposażone w kamery pojawią się w najbliższych tygodniach w Białymstoku. – Prezydent miasta przeznaczył na ten cel 100 tys. zł – mówi nam nadkom. Jan Dobrzyński, rzecznik komendy wojewódzkiej w Białymstoku. – Kamery znajdą się na początek w 20 radiowozach. Policjanci już zacierają ręce i liczą, że skończą się bezpodstawne oskarżenia o łamanie prawa. – Teraz, jeśli ktoś pragnie zemsty za wystawienie mandatu, wystarczy, że oskarży nas o wzięcie łapówki – mówi funkcjonariusz z Białegostoku. – My możemy jedynie zaprzeczać, więc jest słowo przeciwko słowu i tylko od sądu zależy, komu uwierzy. Kamery dadzą nam dowód, że interwencja przebiegła zgodnie z prawem. Jeśli eksperyment wypali, takie urządzenia pojawią się w radiowozach w całym kraju. – Rejestracja interwencji pomogłaby rozwiązać wiele kłopotliwych sytuacji – przyznaje Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP. Większość funkcjonariuszy, aby się bronić przed zarzutami, na własną rękę kupuje sobie dyktafony i nagrywa przebieg interwencji, choć według prawa może to być uznane za podsłuchiwanie bez zezwolenia. Jednak sam dźwięk jest słabszym dowodem niż obraz.
Komentuj →
28 maja 2008 |
0
Od początku roku działa ogólnopolski program edukacyjny "W drodze na ratunek", który ma na celu podniesienie poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach i ograniczenie liczby śmiertelnych ofiar wypadków. Uczestnicy programu otrzymują specjalną kartę SOS. Z jednej strony stanowi ona rodzaj indywidualnej legitymacji zdrowotnej posiadacza - zawiera tabelę, w którą posiadacz wpisuje dane osobiste, grupę krwi, alergie, na które cierpi, stale przyjmowane leki czy też kontakt do osoby, którą należy zawiadomić w razie wypadku. Z drugiej zaś, zawiera skrót wiadomości z ratownictwa drogowego i procedur postępowania na miejscu wypadku. Może pełnić rolę ściągawki, przydatnej w dramatycznych okolicznościach. Aby pomóc kierowcom podnieść kwalifikacje w zakresie udzielania pierwszej pomocy, organizatorzy już niedługo uruchomią na stronie internetowej http://www.wdrodzenaratunek.pl/ system e-learningu. Korzystając ze specjalnego symulatora, kierowcy mogą przetestować swoje umiejętności i sprawdzić wiedzę na temat ratowania życia. Wiedza zdobyta internetową drogą zostanie utrwalona i uzupełniona na kursie ratownictwa. Udział w teście będzie zarazem wstępem do pełnego, praktycznego szkolenia z zakresu ratownictwa drogowego i podstawowych czynności ratowniczych (Basic Life Support). Uczestnicy programu będą mogli wziąć udział w jednym z cykli kursów organizowanych w ramach programu w całej Polsce.
Komentuj →
28 maja 2008 |
0
Amerykańscy konstruktorzy zaprezentowali samochód przyszłości - auto ma być bezpieczne, oszczędne i w pełni automatyczne. - Nowym samochodem będzie można jeździć nawet bez prawa jazdy. Pojazd będzie miał w pełni automatyczny system sterowania, co nie wymaga żadnego udziału kierowcy - twierdzi jeden z konstruktorów, profesor Matt Barth z Uniwersytetu Kalifornijskiego. - Z przodu ma się znajdować układ kierowniczy, wyposażony w urządzenia podobne jak samolocie i działają tak samo jak autopilot. Nie ma też kluczyków ani kierownicy; trzeba tylko nastawić program i wcisnąć guzik start. Jako zabezpieczenie przewidywana jest funkcja kierowcy, ale to tylko w przypadku awarii - zaznacza profesor Barth. Poza tym samochód będzie miał laserowe czujniki odległości wskazujące czy z boku znajduje się jakieś inne auto. Dzięki takim technologiom samochody przyszłości będą jeździć płynnie i zupełnie bezkolizyjnie co częściowo rozwiąże problem korków w mieście. Konstruktorzy zapewniają też, że nowoczesne układy elektroniczne znacznie zmniejszą zużycie paliwa.
Komentuj →
28 maja 2008 |
0
Drogowcy zamykają kładki dla pieszych, zamiast je remontować. Piesi ignorują zakazy drogowców zamiast je respektować – alarmuje “Życie Warszawy”. Warszawa, ul. Jagiellońska obok wyższej szkoły im. Leona Koźmińskiego. Na przystanku zatrzymuje się tramwaj linii 16. Większość pasażerów kieruje się na pobliską kładkę, która oficjalnie jest zamknięta. Nikt nie zwraca uwagi na blaszane ogrodzenie z zakazem wstępu pieszych. – Wszyscy tędy chodzą – mówi studentka Małgorzata. – Nikt nie będzie marnował czasu, żeby dojść do przejścia. Co innego, gdyby kładka została zamknięta, ale jednocześnie ruszył remont. Wtedy nikt by się przez nią nie pchał – przyznaje. Według rzeczniczki straży miejskiej Agnieszki Kubickiej, za wejście na zamkniętą kładkę funkcjonariusz może nałożyć mandat od 20 do 500 zł lub skierować sprawę do sądu grodzkiego. Jednocześnie przyznaje, że w tym roku były tylko dwa podobne zgłoszenia. Stołeczna policja wystawia miesięcznie pieszym kilkadziesiąt mandatów po 250 zł za nieprzestrzeganie znaków drogowych. Osobnej statystyki dla kładek nie prowadzi. Zarząd Dróg Miejskich zamknął kładkę nad Jagiellońską w obawie o bezpieczeństwo przechodniów. Nie remontuje jej, bo nie ma jeszcze projektu. Z planu remontów przedstawionego nam przez rzeczniczkę ZDM Małgorzatę Gajewską wynika, że dokumentacja będzie gotowa w tym roku, a prace ruszą dopiero w przyszłym. W tym roku ZDM planuje wydać na kładki co najmniej 20 mln zł. Do końca lipca drogowcy mają w końcu odbudować tę zamkniętą od ubiegłego roku nad al. Niepodległości obok Biblioteki Narodowej. Za rok ma być gotowa zamknięta od lat kładka nad Płowiecką przy Trakcie Lubelskim.
Komentuj →
28 maja 2008 |
0
Dowody osobiste, prawa jazdy, paszporty, książeczki wojskowe, karty bankomatowe i wiele innych dokumentów zabezpieczyli policjanci w jednym z mieszkań w Częstochowie. Funkcjonariusze zatrzymali 65-letniego mężczyznę, który prawdopodobnie handlował nimi. Mężczyzna może odpowiedzieć za ukrywanie dokumentów. Policjanci podejrzewali, ze 65-letni Wiesław P. może posiadać wiele cudzych dokumentów. Według ustaleń funkcjonariuszy, mężczyzna najprawdopodobniej handlował cudzymi dokumentami, oferując je w większości przypadków oszustom, którzy mogli wyłudzać na ich podstawie kredyty, czy telefony komórkowe. W mieszkaniu podejrzanego, policjanci znaleźli dowody osobiste, prawa jazdy, paszporty, książeczki wojskowe, karty NFZ, karty bankomatowe, świadectwa kwalifikacji, a także legitymacje emeryta, rencisty, dawcy krwi, dyplomy mistrza, legitymacje osoby niepełnosprawnej i świadectwa robotnika wykwalifikowanego. Ogółem zabezpieczono 73 różne dokumenty wielu osób, z których ponad połowę stanowiły dowody osobiste. Nielegalne znalezisko policjanci odkryli w specjalnej skrytce w łazience. Zatrzymanemu, za ukrywanie dokumentów, którymi nie miał prawa rozporządzać, może grozić kara do 2 lat więzienia.
Komentuj →
28 maja 2008 |
0
Mieszkańcy stolicy od 2 czerwca będą mogli posługiwać się najnowocześniejszym elektronicznym biletem. Jest jednak jeden warunek: pasażer musi mieć kartę miejską z wydrukowanym imieniem, nazwiskiem i zdjęciem. Tym samym osoby, które kupiły kartę miejską i ją zgubią, nie będą już miały powodu do zmartwienia. ZTM zablokuje bowiem utracony plastikowy nośnik i wyda duplikat. Najważniejsze jest jednak to, że będzie na nim zapisana niewykorzystana część opłaconych przejazdów. Aby zaopatrzyć się w taki nowoczesny bilet, wystarczy wybrać się do punktu obsługi pasażera ZTM ze zdjęciem legitymacyjnym i dokumentem potwierdzającym tożsamość. Na miejscu wypełnimy formularz (potrzebne będą dane osobowe, PESEL i numer telefonu kontaktowego). Wydrukowaną kartę dostaniemy od ręki. Do wyboru będziemy mieli pięć różnych kolorów i wzorów. Wniosek o wydanie karty będzie można wysłać również drogą elektroniczną - odpowiedni formularz znajdziemy na stronie internetowej ZTM. W tym przypadku po kartę trzeba będzie przyjść do biura ZTM przy ul. Senatorskiej. Ważne, by fotografia spełniała wszystkie wymogi zdjęcia legitymacyjnego. W przeciwnym razie wniosek zostanie odrzucony. Odpadają więc wszelkie fotki z wakacji, portrety na pstrokatym tle i olbrzymie kapelusze zasłaniające pół twarzy.- Osobista karta miejska będzie działała dokładnie tak samo jak dotychczasowa - tłumaczy Igor Krajnow, rzecznik ZTM. - Nie trzeba będzie jednak mieć dodatkowo dokumentu potwierdzającego tożsamość. To właśnie karta jest dla nas takim dokumentem. Tak jak dotychczas, będzie-my mogli zakodować na karcie bilety 30- i 90-dniowe, przedpłatę za parkowanie, a urzędnicy z ratusza w Ursusie będą nawet mogli używać karty miejskiej do identyfikacji w pracy.- Pasażerowie będą mogli wybrać, czy chcą używać starej karty, czy tej nowej, spersonalizowanej - tłumaczy Leszek Ruta, dyrektor ZTM. - Nie planujemy wycofania nośników, które są w obiegu obecnie. Pierwszą kartę otrzymamy bezpłatnie, za duplikat będziemy musieli zapłacić 10 zł. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy zmieniły się dane pasażera albo karta uległa zniszczeniu nie z jego winy. Wówczas nową dostaniemy gratis. Za darmo nowy egzemplarz ZTM wyda nam również po 10 latach. Na tyle bowiem przewidziano żywotność nośnika. Spersonalizowaną kartę będą też mogły wyrobić osoby, które mają prawo do bezpłatnych przejazdów. Nie będą przez to musiały korzystać z niewygodnych darmowych wejściówek do metra. Tak jak dotychczas, kartę będzie można naładować w każdym punkcie wyposażonym w terminal do kodowania, czyli w Punkcie Obsługi Pasażera ZTM, na każdej poczcie, w kioskach oznaczonych logo sieci Strefa, a także w automatach biletowych na stacjach metra oraz na Dworcu Centralnym. W tych samych miejscach można wykupić również tzw. przedpłatę parkingową. Nie musimy wówczas szukać drobnych, gdy chcemy zaparkować. Wystarczy, że do czytnika w parkomacie przyłożymy kartę i kwota, na którą wykupiliśmy bilet parkingowy, zostanie potrącona z naszego parkometrowego zapasu. ZTM planuje, że w przyszłości na Warszawskiej Karcie Miejskiej można będzie zakodować inne rodzaje biletów m.in. 7- i 3-dniowe oraz dobowe. WKM będzie mogła być też wykorzystywana jako tzw. elektroniczna portmonetka i służyć np. jako karnet wejściowy do ośrodków sportów i rekreacji. Będzie też mogła spełniać funkcję biletu w niektórych prywatnych liniach podmiejskich. Tego typu personalizacja jest również na rękę ZTM. Obecnie przy każdym kodowaniu biletu pasażer może otrzymać nową kartę. Z tego powodu, co miesiąc wydaje się ich ponad 58 tys. A to już są niemałe koszty.
Komentuj →
27 maja 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Kielcach odrzucił ofertę łódzkiego dilera Toyoty na dostawę 15 nowych aut. Wygrała propozycja Nissana, wyższa o około 7 tys. zł za sztukę. - Zabrakło szczegółowej kalkulacji kosztów dla każdego samochodu. A wyjaśnienia dilera nie uzasadniały aż takiej obniżki ceny - argumentuje odrzucenie oferty Toyoty Czesław Dawid, dyrektor WORD-u. Jak pisaliśmy niedawno, kielecki ośrodek ogłosił przetarg na dostawę 15 nowych samochodów, które mają zastąpić używane teraz ople corsy. Dziewięciu dilerów zaproponowało pięć modeli aut: toyotę yaris, nissana micrę, opla corsę, fiata punto i peugeota 207. Najtańszą ofertę przedstawiła firma Toyota AMX ze Rzgowa koło Łodzi. Pięciodrzwiową toyotę yaris z dwiema poduszkami, klimatyzacją i ABS-em chce sprzedać za ok. 20 tys. zł. Drugi był Nissan, który za micrę chce około 27 tys. zł. Trzeci - peugeot 207 - ok. 29 tys. zł za sztukę. WORD zażądał więc wyjaśnień od firmy spod Łodzi, w jaki sposób cena aut została skalkulowana. - Diler Toyoty odpowiedział nam, ale tej kalkulacji zabrakło. Wyjaśnił natomiast, że Toyota Motor Poland udzieliła dilerowi 20-procentowego rabatu. Poza tym diler otrzymał 600 tys. zł na reklamę i promocję, co umożliwiło mu takie obniżenie ceny - wyjaśnia Czesław Dawid. Podkreśla, że takie tłumaczenie nie przekonało komisji przetargowej. Zdecydowano jednogłośnie o odrzuceniu oferty AMX. - Wpływ na to miała też sytuacja sprzed roku. Wówczas za wybór oferty tej samej firmy, która była nawet trochę wyższa niż teraz, zostaliśmy ukarani przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów - przypomina dyrektor WORD-u w Kielcach. Ośrodek zaprosi teraz dilera Nissana do podpisania umowy. Nastąpi to jednak nie wcześniej niż 11 czerwca. - Diler Toyoty może oprotestować tę decyzję. Jeżeli do tego nie dojdzie, jesienią pojawią się nowe micry - tłumaczy Czesław Dawid. Czy diler złoży protest? - To wielce prawdopodobne, ale poczekamy na oficjalną odpowiedź z WORD-u. Tym bardziej że można się zastanawiać, czy i oferta Nissana nie była rażąco niska - mówi Mariusz Gawlik z AMX.
Komentuj →
27 maja 2008 |
0
Specjalne patrole Straży Miejskiej i policji od miesiąca ścigają źle parkujących kierowców. Efekt? Codziennie około pięciu aut odjeżdża z gdańskich ulic na lawecie - donosi "Gazeta Wyborcza Trójmiasto". Patrole na ulice wyjeżdżają codziennie o świcie, od poniedziałku do piątku. Zwykle w grupach - dwóch, trzech strażników i jeden policjant z sekcji ruchu drogowego gdańskiej policji. Szukają źle zaparkowanych aut. Kierowcy karani są najczęściej mandatami, chociaż ci najbardziej niefrasobliwi mogą się spodziewać, że odnajdą swoje auto na strzeżonym parkingu. Odholowane, ma się rozumieć, na koszt właściciela. - Zdarza się, że ludzie parkują w sposób, który hamuje ruch albo w znacznym stopniu przeszkadza przechodniom - tłumaczy Marta Waszak, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Gdańsku. - W przypadku najbardziej rażącego łamania przepisów sami odstawiamy auto na parking. Informujemy właściciela, który może odebrać samochód po uprzednim opłaceniu kosztów holowania [z reguły ponad 200 zł plus opłaty za każdą dobę parkowania - red.]. Fakt, działamy może dość rygorystycznie, ale drastyczne działania są potrzebne, bo wciąż naszym największym problemem jest złe parkowanie. Gdzie pechowy kierowca powinien szukać samochodu? - Obowiązuje rejonizacja - mówi Adam Leszczyński, rzecznik prasowy gdańskiej policji. - Samochód może trafić na parkingi w różnych częściach miasta, np. przy ul. Piecewskiej albo Uczniowskiej. Wspólna akcja obu służb ruszyła na początku maja. Przez pierwsze dni funkcjonariusze odholowywali średnio dziewięć samochodów dziennie, obecnie ta liczba zmalała do trzech-pięciu aut na dobę. Dodatkowo patrole odpowiedzialne są za ściąganie z parkingów wraków nieużywanych aut. - Chcemy uczulić mieszkańców na zgłaszanie, jeśli zauważą, że na parkingu stoi opuszczony pojazd - mówi Waszak. - Można zadzwonić na nasz bezpłatny numer 986. Strażnicy sprawdzą każdą taką informację. Jeśli stan techniczny i wygląd samochodu będzie wskazywał, że wóz od dawna jest nieużywany, zabierzemy go. W mieście brakuje miejsc parkingowych, takie uszkodzone pojazdy blokują te miejsca, które są. Póki co Gdańsk jest jedynym z miast metropolii, które wprowadziło specjalne sekcje tropiące łamiących prawo kierowców. W Gdyni ścigają ich mundurowi w ramach swoich obowiązków. - Nie prowadzimy w tym zakresie jakichś specjalnych działań wspólnie ze strażą miejską - przyznaje Hanna Kaszubowska, rzecznik policji w Gdyni. - Działamy zgodnie z przepisami, wszystkie patrole, które zauważą źle zaparkowane samochody interweniują. Oczywiście, w skrajnych przypadkach auto odjeżdża lawetą. Strażnicy mogą też na przykład założyć blokadę na koła samochodu. Chociaż, nie ukrywam, mieliśmy też przypadki, że kierowcy blokadę... kradli. Potem musieli za szkodę zapłacić - 500 zł. W końcu mamy ich namiary, nietrudno ich znaleźć. Podobnie wygląda sytuacja w Sopocie. - Nie mamy wspólnych patroli - mówi Mariusz Dąbrówka, rzecznik policji w Sopocie. - Chociaż oczywiście współpracujemy.
Komentuj →
27 maja 2008 |
0
Pod Jasną Górą na egzamin z prawa jazdy czeka się około półtora miesiąca. - W innych miastach woj. śląskiego kolejka sięga nawet trzech miesięcy - twierdzi nadkomisarz Marek Struski z sekcji ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji. Do Częstochowy zjeżdżają więc ludzie chcący szybciej zamknąć swoją przygodę ze zdobywaniem prawa jazdy. W efekcie ulice miasta korkują auta z literą L na dachu.- Pojawiają się u nas szkoły nauki jazdy nie tylko z naszego województwa, ale też z Opolszczyzny, kieleckiego czy okolic Radomska - tłumaczy Struski. - Przyjeżdżają nie tylko zdawać w Częstochowie egzaminy, ale też, żeby na naszych drogach ćwiczyć jazdę. W samej Częstochowie jest zarejestrowanych 35 szkół nauki jazdy. W powiecie, poza Częstochową działa 5 takich ośrodków - w Blachowni, Koniecpolu. Do tego w granicach dawnego woj. częstochowskiego oraz w Oleśnie, Zawierciu, Włoszczowej - kolejnych 40. Ze wszystkich tych miejscowości przyjeżdżają do Częstochowy "elki", bo to najbliższe dla tych ośrodków duże miasto, w którym kursanci zdają egzamin. Szkoły te mają średnio po 3 samochody. Codziennie do ruchu miejskiego włącza się też 21 aut egzaminacyjnych Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. W sumie po częstochowskich ulicach jeździ w tygodniu (od poniedziałku do piątku) ponad 80 "elek". Spowalniają ruch innych aut. A dwa razy w tygodniu paraliżują wręcz dzielnicę Zawodzie, w której mieszka 50 tysięcy częstochowian. We wtorki i piątki odbywają się tam tradycyjne targowiska.- Nie sposób jechać, chyba że późnym wieczorem - narzeka Józef Chmura, mieszkaniec Zawodzia. - Obok stadionu żużlowego są dwa place, na których szkoły nauki jazdy ćwiczą jazdę manewrową. Wiadomo, że jakoś muszą tam dojechać, ale dla innych kierowców są uciążliwym problemem - dodaje. Zdaniem Marka Struskiego nie byłoby utyskiwań na kursantów, gdyby adepci na kierowców ćwiczyli więcej "na sucho" przed wyruszeniem w miasto. - Powinni przejść gruntowne szkolenie: wiedzieć, gdzie jest sprzęgło, gaz, hamulec, jak je wciskać i w jaki sposób zmieniać biegi. W praktyce wyjeżdżają na miasto nieprzygotowani. W korkach tracą połowę czasu przeznaczonego na jazdę - dodaje.- Staram się, żeby moi kursanci jeździli z prędkością 40-45 kilometrów na godzinę i nie blokowali drogi - mówi Krzysztof Wójcik, instruktor nauki jazdy w Częstochowie. - Ale nie zawsze to się udaje. Jeździmy więc wolniej. W dodatku "elki" często blokują miejsca postojowe w centrum miasta . Kursanci ćwiczą na nich parkowanie. Jeszcze niedawno manewrowali na parkingach hipermarketów, ale sklepy wprowadziły dla tych pojazdów zakazy.
Komentuj →
27 maja 2008 |
1
Rozkłady jazdy autobusów muszą być konsultowane z organizacjami konsumentów. Niestety, urzędnicy lekceważą ten obowiązek – czytamy w “Rzeczpospolitej”. I dalej: Prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie regularnego krajowego przewozu drogowego osób autobusami wymaga uzyskania odpowiedniego zezwolenia. Zezwolenie takie wydaje wójt, burmistrz, prezydent miasta, starosta albo marszałek województwa, w zależności od długości linii autobusowej. Zgodnie z art. 22 ustawy o transporcie drogowym (dalej: ustawy) do wniosku o wydanie zezwolenia należy dołączyć m.in. proponowany rozkład jazdy i schemat połączeń komunikacyjnych. Jak się okazuje, decyzja w sprawie wyrażenia zgody na zaproponowany rozkład jazdy i jego późniejszej zmiany ma charakter w dużej mierze uznaniowy. Zgodnie z art. 22a ustawy organ administracji może odmówić udzielenia lub zmiany zezwolenia m.in. w przypadku uznania, że projektowana linia będzie stanowić zagrożenie dla już istniejących linii regularnych. Oznacza to, że wejście jakiegokolwiek nowego gracza na rynek lokalnych przewozów autobusowych jest bardzo utrudniony, skoro nie może on już działającym konkurentom odbierać pasażerów. Urzędnik zawsze może przecież napisać w uzasadnieniu decyzji odmownej, że według niego wprowadzenie nowego kursu spowoduje zagrożenie istniejącej linii autobusowej. Zgodność tego przepisu z konstytucją może budzić uzasadnione wątpliwości. Art. 22 ustawy zasadniczej pozwala na ograniczanie wolności działalności gospodarczej tylko ze względu na “ważny interes publiczny”. Czy “ważnym interesem publicznym” jest dochodowość linii regularnych już funkcjonujących na rynku? Wydaje się, że nie. Ustawodawca powinien przecież dbać o interes publiczny, a nie poszczególnych przewoźników.
Urzędnik analizuje rynek - Zgodnie z art. 22a ust. 3 ustawy o transporcie drogowym podjęcie decyzji w sprawie wydania nowego lub zmiany istniejącego zezwolenia na linie komunikacyjne o długości do 100 km powinno być poprzedzone analizą sytuacji rynkowej w zakresie regularnego przewozu osób. W analizie tej uwzględnia się m.in. już istniejącą komunikację, w tym rodzaje pojazdów, godziny ich odjazdów lub częstotliwość kursów oraz ich dostosowanie do potrzeb społecznych oraz przewidywane zmiany w natężeniu przewozu podróżnych. Oznacza to, że wszystko jest w rękach urzędnika. To on decyduje, czy popyt na usługi przewozowe istnieje, czy też nie i odpowiednio do swoich poglądów reguluje podaż usług przewozowych. W gospodarce rynkowej niespotykana jest jednak sytuacja, gdy przedsiębiorca nie może prowadzić określonej działalności gospodarczej tylko dlatego, że urzędnik władczo zadecyduje, iż na rynku po prostu nie występuje zapotrzebowanie na jego usługi. Czy o tym nie powinien decydować sam rynek? W jaki sposób urzędnik może przewidywać, czy przedsiębiorca odniesie sukces, zdobędzie nowych pasażerów, czy też nie? Oczywiście ustawa powinna wprowadzać określone wymogi, tak aby pasażerowie mieli pewność, że co rano autobus bezpiecznie zawiezie ich do pracy. Nie może to jednak sprowadzać się do tego, że urzędnik przesądza, które linie autobusowe mogą funkcjonować, a które według niego będą nierentowne.
Lekceważenie konsumentów - Zgodnie z art. 22a ust. 6 ustawy o transporcie drogowym organ przeprowadzający analizę sytuacji rynkowej powinien zasięgnąć opinii w sprawie proponowanych zmian w zakresie udzielanych lub zmienianych zezwoleń u organizacji konsumentów. W praktyce obowiązek ten jest bardzo często lekceważony. Pomimo że opinia organizacji konsumentów nie jest wiążąca, to jej niezasięgnięcie jest rażącym naruszeniem przepisów postępowania. Może to być podstawa do wznowienia postępowania, a nawet stwierdzenia nieważności wydanej decyzji. Urzędnicy często tłumaczą się, że na ich terenie nie funkcjonują żadne organizacje konsumentów, niekiedy zasięgają też opinii rzeczników praw konsumentów zamiast organizacji konsumentów. Takie postępowanie nie jest jednak prawidłowe. Dochodzi np. do sytuacji, gdy prezydent miasta, wydając decyzję w sprawie rozkładu jazdy autobusów, zasięga opinii miejskiego rzecznika praw konsumentów, który jest przecież zatrudniony w miejskim urzędzie. Ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów wyraźnie odróżnia rzecznika konsumentów od organizacji konsumenckiej, nie ma więc żadnych podstaw do traktowania ich zamiennie.
Komentuj →
27 maja 2008 |
0
Na Politechnice Wrocławskiej zorganizowano bezpłatne szkolenia z udzielania pierwszej pomocy. Organizatorzy zapowiedzieli: studenci z Akademickiego Klubu Lotniczego, pracownicy WOPR-u i pogotowia pokażą, jak ratować ludzi. Będą uczyć tego, czego nie potrafiła żadna z osób, które bezradnie patrzyły, jak z minuty na minutę traci zdrowie wrocławska studentka Marta Piekorz. Kim jest Marta? To koleżanka organizatorów, która właśnie przez ludzką ignorancję od wielu miesięcy walczy w szpitalu o odzyskanie sprawności. W marcu tego roku dziewczyna wróciła do rodzinnego Gorzowa Wielkopolskiego. Przyjechała z Wrocławia, żeby odpocząć od nauki na studiach. Z dworca miała do domu kawałek i musiała jechać komunikacją miejską. Gdy zobaczyła, że z przystanku ucieka jej tramwaj, postanowiła go dogonić. Niestety, nie udało się. Najpierw dopadła ją zadyszka. Gdy usiadła na ławce, by złapać powietrze, osunęła się na ziemię. Straciła przytomność, bo chorowała na serce. Na przystanku było pełno ludzi, ale nikt nie udzielił jej pierwszej pomocy. Wezwane pogotowie przyjechało dopiero po kilku minutach. W tym czasie mózg Marty był niedotleniony. Dziś ta wesoła i ładna dziewczyna przechodzi żmudną rehabilitację i ma ograniczony kontakt ze światem.- Gdyby ktoś wtedy udzielił jej pomocy, mogło być inaczej - mówi Przemysław Tomków, prezes Akademickiego Klubu Lotniczego. - To straszne, przecież to był biały dzień i pełen ludzi przystanek - dodaje z goryczą. Razem z przyjaciółmi z klubu postanowił działać. I dlatego jutro między godzinami 10.45 a 12 będą uczyć pierwszej pomocy. - Staniemy na ulicy Norwida, przed budynkiem C-6 Politechniki - zapowiada młody lotnik. - Chcemy wszystkim uświadomić, że pierwsza pomoc jest najważniejsza, że w ciągu 4 minut kończą się zapasy tlenu dla mózgu i zaczyna on umierać. Nigdy nie wiadomo, komu przyjdzie walczyć z tym czasem - mówi Tomków. A ilu z nas jest przygotowanych? Bardzo mało. Tomek i jego koledzy od kilku dni chodzą po swojej uczelni i pytają o zasady pierwszej pomocy. Rozmawiali już z kilkudziesięcioma osobami i okazało się, że nikt nie wie dokładnie, jak jej udzielać. - Wielu słyszało, że trzeba masować klatkę piersiową i wdmuchiwać powietrze. Ale proporcji między tymi czynnościami nie znał nikt z tych, których pytaliśmy - opowiada student. Dlatego tłumaczy, że na każde trzydzieści ucisków mają być dwa wdechy. Ale sama wiedza nie wystarczy. Ratowanie człowieka jest trudne i trzeba je przećwiczyć. Choć na parę minut pochylić się nad fantomem i sprawdzić, jak mocno ucisnąć klatkę piersiową - zbyt delikatny masaż nie przyniesie skutku. - A do tego ludzie boją się udzielać pierwszej pomocy. Nawet jeśli potrafią, to w krytycznym momencie tchórzą. Martwią się, że zrobią komuś krzywdę i pójdą za to do więzienia. A przecież karane jest tylko nieudzielenie pomocy - wyjaśnia Przemysław Tomków. Wielką potrzebę nauki tej podstawowej umiejętności ratowniczej podkreśla tragiczna sytuacja Marty. Dziewczyna jako wolontariuszka uporczywie promowała konieczność nauki pierwszej pomocy. W swoim życiu nauczyła tego wielu ludzi, ale niestety, ciągle było ich zbyt mało, by znalazł się choć jeden, który pomógłby jej w sytuacji, kiedy minuty decydowały o jej życiu.
Komentuj →
27 maja 2008 |
0
Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego zamierza zająć się skargami na niską zdawalność egzaminów w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego – donosi “Dziennik Bałtycki”. - Poleciłem wicemarszałkowi Mieczysławowi Strukowi, aby zajął się sprawą - powiedział nam marszałek województwa Jan Kozłowski. - Istotnie, wpłynęła do nas w ostatnim czasie skarga na PORD. Wszystkie tego typu sygnały sprawdzamy. Coś więcej będzie można prawdopodobnie powiedzieć w ciągu kilku dni - precyzuje rzeczniczka urzędu Małgorzata Pisarewicz. PORD broni się, że odsetek osób, które zdały egazamin, i tak należy do najwyższych w Polsce. - W kwietniu wyniósł on 38 proc. przy średniej ogólnokrajowej 25-27 procent. W pierwszym półroczu średnia będzie wynosić prawdopodobnie ok. 32 procent - zapewnia wicedyrektor PORD Andrzej Pepliński. Lesław Orski, kierowca rajdowy i radny Sopotu podkreśla, że choć trudność egzaminów jest "optymalna", to "przepisy legislacyjne nie nadążają za potrzebami życia". - Zapotrzebowanie na prawo jazdy niebywale rośnie. Dożyłem czasów, że każdy za jedną, dwie, trzy pensje, może kupić sobie samochód. Ja zdawałem prawo jazdy 30 lat temu w Londynie. Wówczas trzeba było m.in. bezbłędnie jeździć przez pół godziny po mieście - mówi Orski.
Komentuj →
26 maja 2008 |
0
Naczelnik częstochowskiej drogówki rzucił do walki z piratami drogowymi wszystkie siły. To reakcja na zaskakujący akt wandalizmu na naszych drogach. W niedzielny poranek jeden z policjantów, jadąc miejskim odcinkiem trasy DK 1, zauważył zamalowane zieloną farbą "oko" osłony fotoradaru. Szybko okazało się, że urządzeń zniszczono więcej. - Zamalowano bądź uszkodzono mechanicznie pięć osłon. Również przy drodze w Nieradzie i Mstowie. Wandale grasowali w nocy z soboty na niedzielę także na terenie komend powiatowych w Kłobucku i Myszkowie. Zniszczyli osłony w Poraju i Popowie - wylicza nadkom. Joanna Lazar, rzeczniczka częstochowskiej policji. Słup z osłoną na fotoradar kosztuje ok. 13 tys. zł, ma specjalną windę i klimatyzację. W naszym regionie urządzenia fundowały od kilku lat samorządy bądź zarządcy dróg. Policja nie ukrywa, że rejestratory prędkości ustawiano tam od przypadku do przypadku. Jednak nawet puste zmuszały kierowców do zdjęcia nogi z gazu. - Szukamy sprawców i podliczamy straty, na szczęście nigdzie nie było kosztownego urządzenia rejestrującego - mówi nadkom. Lazar. I ostrzega: - To nie znaczy, że teraz bezkarnie można przekraczać prędkość. Fotoradary mogą pracować także na poboczach dróg. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, już w niedzielę szef częstochowskiej drogówki ściągał z domów obsługę fotoradarów (to grupa specjalnie przeszkolonych policjantów). Na drogi do walki z piratami rzucił ludzi i cały sprzęt naszej drogówki: od tradycyjnych "suszarek" po wideorejestratory i ukryte kamery w autach na cywilnych numerach. Policjanci dostali rozkaz, by teraz na obszarze całego powiatu częstochowskiego karać łamiących przepisy bez żadnego pobłażania. Jednocześnie policja apeluje do ewentualnych świadków dewastacji o kontakt: tel. 997.
Komentuj →
26 maja 2008 |
0
Warszawska Babska Autoszkoła powstała cztery lata temu - przypomina “Echo Miasta”. Zaczynała od trzech instruktorek, teraz ma ich kilkanaście i ciągle szuka nowych. - Chciałyśmy pokazać, że nie tylko potrafimy jeździć, ale i uczyć - tłumaczy Beata Gawrocka, instruktorka. Babska Autoszkoła nie jest ortodoksyjna, w gronie instruktorów jest też 4 miłych panów, którzy nie sugerują, że kobiety za kierownicą to postrach szos. Panowie, głównie ci młodsi, stanowią około 30 proc. uczestników kursów. Jednak zdecydowana większość to panie. - Chciałam, aby uczyła mnie kobieta - wyjaśnia jedna z kursantek Agnieszka Sym, która na dniach odbiera wymarzone prawo jazdy. - Nauka z kobietą jest bardziej komfortowa, ze zrozumieniem dla typowych kobiecych trudności - dodaje.
Komentuj →
26 maja 2008 |
0
(249-19)
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Suwałkach w kwietniu br. zorganizował bezpłatnie dwudniowe szkolenie dla nauczycieli wychowania komunikacyjnego z trzech powiatów: suwalskiego, sejneńskiego i augustowskiego. Celem szkolenia dla nauczycieli było zapoznanie się ze sposobem sprawdzania kwalifikacji osób ubiegających się o karty rowerowe i motorowerowe w taki sposób, aby osoby te potwierdziły swoją znajomość przepisów ruchu drogowego i zasad bezpiecznego zachowania się w tym ruchu, a także pogłębiania wiedzy przez nauczycieli na temat “prawa o ruchu drogowym" i udzielania pierwszej pomocy. Szkolenie przeznaczone było dla nauczycieli szkół podstawowych i gimnazjum prowadzących przedmiot “Wychowanie komunikacyjne", a w szczególności nauczycieli uprawnionych przez dyrektorów szkół do sprawdzania kwalifikacji osób ubiegających się o karty rowerowe i motorowerowe. Po zakończeniu każdy nauczyciel otrzymał zaświadczenie o odbyciu szkolenia i bezpłatne pomoce dydaktyczne dotyczące programu nauczania - pt. “Wychowanie komunikacyjne”, “Karta rowerowa” oraz gadżety.
Komentuj →