19 kwietnia 2009 |
0
W Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego w Tarnowie rozstrzygnięto wojewódzkie eliminacje X Konkursu o Mistrzostwo Polski Instruktorów Nauki Jazdy. Zwyciężył Krzysztof Zimoń z tarnowskiego Ośrodka Szkolenia Kierowców “JUREX”, zdobywając tym samym tytuł “Małopolski Instruktor Roku 2009”.
(294-2)
Krzysztof Zimoń zdobył 134 punkty (na 180 możliwych). Drugie miejsce zajął Marcin Rolnicki (KABA) – 127 pkt, trzeci był Mateusz Maślanka (PKS) – 112 pkt, na miejscu czwartym sklasyfikowana została Krystyna Jasińska-Chwistek (LUZ) – 111 pkt. Zwycięzca weźmie udział w konkursie finałowym pod patronatem i o Puchar Ministra Infrastruktury, który w tym roku odbędzie się w Bełchatowie.
(294-5)
(294-4)
(294-3)
O tytuł ubiegało się 30 instruktorów z ośrodków szkolenia kierowców z całej Małopolski. Rywalizowali w sześciu konkurencjach. Uczestnicy eliminacji musieli się wykazać znajomością przepisów ruchu drogowego (najlepszy wynik - Marcin Rolnicki), zasad udzielania pierwszej pomocy przedlekarskiej (wygrana Krystyny Jasińskiej-Chwistek), umiejętnością kierowania auta z miejsca instruktora (zwycięstwo Krzysztofa Zimonia) i podczas kontrolowanego poślizgu (najlepszy - Krzysztof Zimoń). Oceniane były także tzw. próba Stewarta (wygrana Krzysztofa Zimonia) i sprawdzian zrozumiałego przekazywania poleceń (najlepiej wypadł Paweł Kukulski z ośrodka “Góral”). Organizatorzy -Małopolski Ośrodek Ruchu Drogowego w Tarnowie, Małopolska Wojewódzka Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego oraz Małopolskie Stowarzyszenie Nauczycieli Kształcących Kierowców - przygotowali również szereg atrakcji dla publiczności. Można było m.in. sprawdzić swoje umiejętności w prowadzeniu auta w kontrolowanym poślizgu i poddać się próbnemu egzaminowi na prawo jazdy. Nagrody dla zwycięzców konkursu ufundowali: marszałek Małopolski, prezydent Tarnowa, komendant wojewódzki policji oraz Grupa Image z Warszawy.
Komentuj →
16 kwietnia 2009 |
0
(294-11/12/13)
"Użyj wyobraźni" – to hasło przewodnie ogólnopolskiej kampanii społecznej nastawionej na zmianę mentalności użytkowników dróg. Chcemy zainteresować, zaintrygować, a także edukować kierowców, pieszych i motocyklistów. "Użyj wyobraźni" to pierwszy tak duży projekt na rzecz bezpieczeństwa w ruchu drogowym realizowany przez polską Policję. Dziś w komendzie głównej odbyła się konferencja prasowa inaugurująca tę kampanię.
Chcemy propagować zgodne z prawem, kulturalne i bezpieczne zachowania na drodze, wskazując jednocześnie zagrożenia i skutki brawurowej jazdy. Stąd pomysł ogólnopolskiej kampanii społecznej promującej bezpieczeństwo w ruchu drogowym "Użyj wyobraźni". Jej inicjatorem jest Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, a partnerami PZU SA i Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Patronat medialny objął portal Onet.pl oraz Ścigacz.pl.
Kampania, która adresowana jest do różnych grup uczestników ruchu drogowego, została podzielona na trzy bloki tematyczne:
• bezpieczeństwo motocyklistów (kwiecień – czerwiec)
• młodzi kierowcy (czerwiec – sierpień)
• piesi (okres jesienno – zimowy).
Pierwsza część kampanii poświęcona jest bezpieczeństwu motocyklistów, co jest połączone z rozpoczęciem sezonu motocyklowego. Motocykle stają się coraz bardziej popularnym środkiem lokomocji. Jeszcze w 2005 roku było zarejestrowanych 753 648 takich pojazdów, w 2007 roku zaś – już 825 305, a zatem tylko w ciągu dwóch lat ich liczba zwiększyła się o ponad 71 tysięcy. Bardzo często użytkownikami tego rodzaju pojazdów są ludzie młodzi, bardziej skłonni do ryzykownych działań na drodze, którym zwykle trudno zaakceptować jest to, że konsekwencje ich niebezpiecznych zachowań ponoszą nie tylko oni, ale też inni użytkownicy dróg.
Od 2005 roku Policja odnotowuje wzrost liczby wypadków z udziałem motocyklistów. W ubiegłym roku doszło do blisko 2900 takich wypadków, z czego prawie 1200 to zdarzenia, których sprawcami byli sami motocykliści. Statystyki z ostatnich lat wskazują, że kierujący motocyklami najczęściej powodowali wypadki w miesiącach wakacyjnych, podczas trwania weekendów. Sprawcami wypadków są najczęściej osoby w wieku 20 – 29 lat. Przyczyny są ciągle takie same: niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, nieprawidłowe wyprzedzanie i nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu.
Dla celów kampanii uruchomiona została strona internetowa www.uzyjwyobrazni.pl, na której dostępne są projekty plakatów i bannery poświęcone bezpiecznemu zachowaniu motocyklistów na drodze. Strona internetowa ma być też platformą wymiany informacji miedzy organizatorami akcji a jej odbiorcami. Podczas trwania kampanii na ulicach naszych miast pojawią się bilbordy, których szokująca niekiedy treść ma zwrócić uwagę samych motocyklistów na kwestię ich bezpieczeństwa. Propagowaniu bezpiecznych zachowań na drodze będą służyć też ulotki i spoty reklamowe.
Komentuj →
14 kwietnia 2009 |
2
(294-14)
Jedno z pierwszych w całym naszym kraju rond turbinowych jeszcze w tym roku będzie budowane na skrzyżowaniu ulic Pułaskiego z Kopernika i św. Kazimierza w Częstochowie. Najpierw planowano wybudować tam światła, potem zaczęto skłaniać się ku rondu. - Będzie to rondo turbinowe - powiedział "Gazecie" dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg Kazimierz Augustyn. - Kończymy jego projektowanie, a jeszcze w tym roku zacznie się budowa. Rondo turbinowe to w Polsce nowość. Pierwsze otwarto w Krakowie, drugie w Opolu, trzecie znów pod Wawelem. Budowę ronda turbinowego rozpoczynają Kielce. To częstochowskie, ma szansę być piątym. Rozwiązanie to sprawdziło się na zachodzie Europy. W Polsce również, choć z początku kierowcy mieli problemy.
Po rondzie turbinowym jeździ się trochę inaczej niż po zwykłym. Różnica między tradycyjnym rondem a rondem turbinowym polega na tym, że nie przecinają się na nim potoki ruchu z pasa wewnętrznego i zewnętrznego. Ryzyko kolizji jest mniejsze. Jeśli na zwykłym rondzie są dwa pasy ruchu, to jest w sumie obojętne, czy okrążamy środkową wysepkę torem wewnętrznym czy zewnętrznym. Zawsze możemy go zmienić, szykując się np. do opuszczenia ronda. W przypadku ronda turbinowego trzeba zawczasu, przed dojechaniem do ronda, ustawić się na właściwym pasie. Bo na samym rondzie będzie to niemożliwe: pasy oddzielane są zwykle (choć nie zawsze, niekiedy maluje się tylko linie) tzw. separatorami, czyli krawężnikami. Pas, którym wjedziemy na rondo, zmusi nas do wyjechania we wskazanym kierunku, czyli zostaniemy niejako wyrzuceni z turbiny. Wniosek jest jeden: gdy przed wjazdem na rondo pomylimy pas, będziemy musieli objechać spory kawałek miasta i jeszcze raz wjechać na rondo już odpowiednim pasem. Po co w ogóle budować ronda turbinowe? - Są bezpieczniejsze od zwykłych, bo mają mniej punktów kolizyjnych. Poza tym znakomicie się sprawdzają w miejscu, gdzie jedna z relacji jest dużo bardziej obciążona niż inne. To właśnie nasz przypadek: główny strumień ruchu prowadzi ul. Pułaskiego na wprost. W tej relacji będą dwa pasy - mówi miejski inżynier ruchu Marek Lewandowski.
Komentuj →
13 kwietnia 2009 |
0
Wiele europejskich miast rozwiązało problemem aut z reklamami, które blokują miejsca parkingowe w zatłoczonych centrach. W Paryżu czy Sevres wolno parkować zaledwie dwie godziny. W Paryżu system parkowania funkcjonuje tak, żeby zapewnić stałą rotację samochodów. Miejskie parkingi, zwłaszcza w centrum, służą do tego, żeby szybko załatwić swoje sprawy, a nie całymi dniami zajmować miejsce innym. Samochody z reklamami pojawiają się tylko w ruchu. Furgonetki albo smarty z reklamowymi napisami i tablicami jeżdżą po ulicach, ale nie blokują parkingów. - Gdyby tak się zdarzyło, auto szybko zostałoby wywiezione - opowiada Janusz Chrząszcz, który od 20 lat pracuje w Paryżu. Kierowca, który chce zaparkować w stolicy, kupuje w kiosku kartę za 10 lub 30 euro, którą płaci w parkomacie. Bilet pozwala mu parkować najwyżej dwie godziny; pierwsza kosztuje trzy euro. Policja skrupulatnie sprawdza, czy bilety są ważne. Bywa, że przekroczenie czasu parkowania nawet o kilka minut skutkuje mandatem (11 euro). Podobnie wygląda sytuacja w podparyskim 30-tysięcznym Sevres: najwyżej dwie godziny parkingu. W Lille, 80-tysięcznym mieście na północy Francji, nie ma żadnych problemów z reklamowymi okupantami na kółkach. Parkowanie jest ograniczone do trzech godzin (1,2 euro za godzinę), a policja kilka razy dziennie kontroluje, czy czas nie został przekroczony. Jeżeli tak - mandaty zaczynają się od 11 euro. - Bywa, że sprawy do załatwienia w urzędach zajmują więcej niż trzy godziny. Wówczas mieszkańcy parkują na parkingu podziemnym, który jest prawie dwukrotnie droższy, ale bez limitu czasowego - opowiada nam mieszkanka Lille. Niemieccy urzędnicy ze zdziwieniem reagują na pytanie o to, dlaczego nie oferują swoim mieszkańcom miesięcznych lub nawet rocznych abonamentów na parkowanie w mieście. - Przecież idea parkowania w centrum polega na tym, by kierowcy zatrzymywali się na jak najkrócej. Dlatego piętnastominutowe parkowanie jest w ogóle bezpłatne. Wychodzimy z założenia, że tyle czasu wystarczy kierowcy, by wyskoczyć na chwilę do sklepu i wrócić, by zwolnić miejsce dla innego kierowcy - mówi Inge Schürmann, rzeczniczka urzędu miasta w Kolonii. Podkreśla, że do dłuższych postojów, np. pracownikom z firm w centrum miasta, służą parkingi wielopoziomowe. W Dreźnie, inaczej niż w Kolonii, można kupić abonament na cały dzień. - Kosztuje on jednak dość dużo, bo pięć euro, dlatego nikomu nie opłacałoby się umieszczać na samochodzie reklamy na cały miesiąc. I nie mamy z tym problemów - mówi Heiko Ziesch z urzędu miejskiego w Dreźnie. W Hanowerze opłaty za parkowanie w centrum miasta wahają się od 50 centów do półtora euro za godzinę. Miasto wprowadziło jednak pewne ograniczenia - zajmować parking można najwyżej dwie i pół godziny. Londyńczycy wprowadzili jeszcze większe restrykcje. Trzeba zapłacić już za sam wjazd do centrum. Jednodniowy bilet kosztuje osiem funtów. Strefa co prawda nie jest odgrodzona żadnymi barierkami ani bramkami, ale jest stale monitorowana. Kamery rejestrują wszystkie numery rejestracyjne pojazdów i sprawdzają, czy ich właściciele dokonali opłaty. Na wielu ulicach nie można parkować, co oznaczone jest żółtą linią. Dozwolone jest jedynie zatrzymanie się na kilka minut. Na liniach czerwonych nie można się nawet zatrzymać. W samym centrum jest niewiele miejsc do parkowania. Tam gdzie są, do godziny 13 można parkować po jednej stronie jezdni, a po 13 po drugiej stronie. Wprowadzenie tej zasady całkowicie wyeliminowało problem aut-reklam. Podobny problem co Wrocław miała swego czasu Florencja. Na autach w centrum miasta reklamowały się głównie tanie hostele dla studentów i młodych ludzi. W mieście nawet w ścisłym centrum dozwolone jest parkowanie. Jednak władze miasta z problemem aut-reklam poradziły sobie bardzo szybko. Praktycznie wszystkie miejsca parkingowe mają obostrzenie, że nie można na nich zostawić auta między godz. 2 a 3 w nocy, 1 a 2 czy 3 a 4. Tłumaczone jest to koniecznością umycia jezdni.
Komentuj →
20 kwietnia 2009 |
0
Tragiczny wypadek - Kierujący samochodem audi 18-letni Grzegorz G. najechał na czworo pieszych. Pasażer auta zginął, a sześć osób zostało rannych. Sprawca wypadku był nietrzeźwy. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz za złamanie orzeczonego sądowego zakazu grozi mu kara do lat 12 pozbawienia wolności. Wczoraj wieczorem w miejscowości Ruda w gminie Krzywda doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego. Kierujący samochodem audi, jadąc z nadmierną prędkością, na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem, uderzył w betonowy miech wodny, a następnie wjechał w grupę dzieci i doprowadził do wywrócenia pojazdu. W samochodzie znajdowało się pięcioro pasażerów. Jeden z nich, 18-letni Łukasz I., w wyniku odniesionych obrażeń zmarł, troje pozostałych pasażerów doznało obrażeń ciała. Rannych zostało także troje pieszych - dzieci w wieku od 12 do 13 lat. Jeden z pasażerów audi oddalił się z miejsca wypadku. Po kilku godzinach mężczyzna sam zgłosił się do dyżurnego łukowskiej komendy. On także trafił do szpitala. 18-letni kierowca został przebadany na zawartość alkoholu, był nietrzeźwy. Badanie wykazało 1,1 promila. Jak ustalili policjanci, ma on także podwójny zakaz kierowania pojazdami. Grzegorz G. będzie odpowiadał za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz za niestosowanie się do wyroku sądu. Grozi mu za to kara do lat 12 pozbawienia wolności.
Na skuterze z 3 promilami - Ponad 3 promile alkoholu we krwi miał 60-letni Jan M., mieszkaniec Dębe Wielkiego, który jechał skuterem ulicą Sosnkowskiego w Mińsku Mazowieckim. Jego pasażerką była 47-letnia kobieta. Policjanci w porę zapobiegli drogowej tragedii. 60-latek będzie odpowiadał za jazdę pod wpływem alkoholu. Do dzielnicowych z Mińska Mazowieckiego dotarł sygnał, że jeden z mieszkańców Dębego Wielkiego, Jan M. “drwi” z drogowych przepisów i kieruje skuterem “po kielichu”. Dzielnicowi postanowili namierzyć i zatrzymać motorowerzystę. Akcję zaplanowali na ostatni dzień świąt. Jeżdżąc ulicą Sosnkowskiego i obserwując uczestników ruchu, w pewnej chwili zauważyli starszego mężczyznę, pędzącego na skuterze. Motorowerzysta jechał środkiem jezdni. Nie był sam. Za nim siedziała kobieta w średnim wieku. Motorowerzysta stracił drogowy zapał, kiedy policjanci dali mu sygnał do zatrzymania się. Okazało się, że skuterem kierował 60-letni Jan M, a jego pasażerką była 47-letnia mińszczanka. Skuter trafił na parking, a Jan M. do komendy. Zanim zamknęły się za nim drzwi policyjnej celi, dmuchnął w alkomat. Podejrzenia potwierdziły się, kiedy funkcjonariusze zobaczyli wynik. Miał ponad 3 promile alkoholu we krwi. Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut kierowania skuterem w stanie nietrzeźwości. Mężczyzna dobrowolnie poddał się karze. Przez najbliższe trzy lata będzie miał zakaz poruszania się pojazdami mechanicznymi, poza tym zapłaci 1200 złotych grzywny.
Pijany chciał staranować radiowóz - Policjanci z komisariatu w Górze Kalwarii zatrzymali po pościgu 26-letniego Artura S. Mężczyzna kierował volkswagenem mając 1,8 promila alkoholu we krwi i spowodował kolizję z audi. Policyjny radiowóz chciał zepchnąć na pobocze i próbował uciekać z miejsca zdarzenia. Policjanci zareagowali błyskawicznie, zmusili 26-latka do zatrzymania auta. Policjanci z patrolu w Górze Kalwarii odebrali komunikat o jadącym ulicami miasta prawdopodobnie pijanym kierowcy vw, który spowodował kolizję. O zdarzeniu poinformował oficera dyżurnego poszkodowany kierowca audi. Funkcjonariusze od razu przystąpili do działania. Udali się na ulicę Pijarską, gdzie doszło do kolizji. Gdy na miejsce dojeżdżał policyjny patrol, sprawca kolizji próbował uciekać. 26-latek nie zastosował się do polecenia policjantów i nie zważając na sygnały świetlne i dźwiękowe nakazujące zatrzymanie auta, próbował zepchnąć na pobocze policyjny radiowóz. Niewiele brakowało, by ścigany kierowca doprowadził do następnej kolizji lub wypadku. Błyskawiczna reakcja funkcjonariuszy uniemożliwiła dalszą jazdę mężczyźnie. Policjanci skutecznie go zablokowali. Badanie wykazało u 26-letniego Artura S. 1,8 promila alkoholu we krwi. Mężczyzna stracił już prawo jazdy. Teraz grozi mu nawet do 2 lat pozbawienia wolności.
Nietrzeźwy nastolatek kierował autem i doprowadził do kolizji - Ogromną nieodpowiedzialnością wykazał się 25-letni mężczyzna, który znajdując się w stanie nietrzeźwości, pozwolił 13-latkowi kierować samochodem. Chłopiec podczas wyprzedzania doprowadził do kolizji drogowej. Jak ustalali policjanci małoletni był również pod wpływem alkoholu. Mężczyzna wspólnie z konkubiną oraz jej 5-letnim synem, wybrali się na święta do rodziny. W niedzielę Wielkanocną, podczas biesiadowania uczestnikom zabrakło alkoholu. W związku z tym, gospodarz domu udostępnił 25-latkowi swój samochód. Mężczyzna wsiadł do Forda Scorpio razem ze swoją partnerką, jej dzieckiem oraz 13-letnim pasierbem właściciela pojazdu. Udali się na stację benzynową aby tam zakupić alkohol. Z relacji kierowcy wynika, że w drodze powrotnej zamienił się z 13-latkiem miejscami, pozwalając mu kierować autem. Kiedy chłopiec wyprzedzał inny pojazd doprowadził do kolizji drogowej, a następnie wjechał do rowu i uciekł z miejsca zdarzenia. Policjanci ustalili, że chłopiec przewoził dwie dorosłe nietrzeźwe osoby oraz 5-letnie dziecko. Na szczęście żaden z uczestników nie odniósł poważniejszych obrażeń ciała. 25-letni pasażer miał 2,2 promila, natomiast 29-letnia pasażerka promil alkoholu w organizmie. Badanie trzeźwości wykazało także, że 13-letni kierowca był również pod wpływem alkoholu - miał 0,7 promila alkoholu w organizmie. 25-latek odpowie za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości oraz za udostępnienie pojazdu osobie małoletniej. Kary nie uniknie również właściciel pojazdu, który udostępnił swój samochód osobie nietrzeźwej, za co grozi mu kara grzywny do 5 tysięcy złotych. Z kolei małoletni za kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości odpowie przed sądem rodzinnym.
Komentuj →
19 kwietnia 2009 |
0
W dniach 17-19 kwietnia odbywały się 12. Gdańskie Targi Turystyczne, a wśród setek organizacji i firm turystycznych, biur podróży i przewoźników znajduje się stoisko przygotowane przez... policjantów z Kościerzyny. Odwiedzającym uświadamiali dlaczego zawsze warto zapinać pasy w samochodzie, nawet, jeśli siedzimy na tylnym siedzeniu? Jak udzielić pomocy osobie rannej w wypadku? - A co wy macie wspólnego z turystyką? - Wbrew pozorom sporo. Wiemy, jak nie dać się oszukać i okraść na wakacjach. Możemy w atrakcyjny sposób doradzić, jak bezpiecznie dojechać na wczasy i wrócić z nich do domu - mówi asp. szt. Krzysztof Lipski, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Kościerzynie. - Liczę, że nasze stoisko na targach zrobi w tym roku furorę. Będzie można przy nim się nauczyć udzielania pierwszej pomocy i różnych technik reanimacji oraz na własnej skórze przekonać się, co dzieje się z kierowcą lub pasażerem samochodu, który w czasie wypadku nie miał zapiętych pasów. - Przywieźliśmy do Gdańska najnowszy sprzęt oraz filmy i wstrząsające zdjęcia na ten temat. Naszą wystawę zatytułowaliśmy "Zapięte pasy ratują życie" - opowiada Lipski. - Jednak główną atrakcją stoiska będzie "tester zderzeniowy", czyli urządzenie symulujące zderzenia samochodu jadącego z prędkością 10 km/h. Uczestnicy targów sami mogą przekonać się, że już przy tak małej prędkości dziecko podróżujące bez pasów i siedzące mamie na kolanach wypada z rąk i najprawdopodobniej poważnie się poturbuje. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, tak samo jak z tego, że przy zderzeniu czołowym samochodów jadących z prędkością 50 km/h jest bardzo duże prawdopodobieństwo wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Kościerscy policjanci są pierwszymi w Polsce posiadaczami nowoczesnego symulatora zderzeń. Kilka tygodni temu przekazała im go Fundacja Bezpieczni w Ruchu Drogowym. Po targach tester będzie jeździł z policjantami po województwie i promował zwyczaj zapinania pasów wśród uczestników festynów organizowanych przez gminy i miasta.
Komentuj →
19 kwietnia 2009 |
0
To jest już pewne! Od lipca egzaminy na prawo jazdy trzeba będzie zdawać poza Gliwicami. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Katowicach podjął decyzję o przeniesieniu oddziału do nowo wybudowanego ośrodka w Rybniku - upewnia swoich czytelników “Gazeta Gliwicka”. Już wkrótce mieszkańcy miasta i powiatu gliwickiego będą musieli zdawać egzaminy na prawo jazdy w Bytomiu bądź w Rybniku. Jak wyjaśnia Wojciech Mikołajec z katowickiego WORD, w regionie śląskim znajduje się najwięcej w Polsce, bo aż 6 ośrodków egzaminowania. Ilość ośrodków nie ulegnie zmianie, zmieni się tylko lokalizacja. WORD zniknie z dzierżawionego od LOK terenu przy ulicy Łabędzkiej. Powodem ma być wysoki czynsz i kiepski stan techniczny budynku, w sposób oczywisty kontrastujący z nowo powstałym obiektem w Rybniku. - Umowa między LOK a Wojewódzkim Ośrodkiem Ruchu Drogowego obowiązuje do 2010 roku - wyjaśnia Adam Nitsch z BZG LOK w Katowicach. - Każdą ze stron obowiązuje trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Pewne jest zatem tylko to, że przed 1 lipca takie przeniesienie nie może mieć miejsca. Z informacji dziennika wynika, że kursanci, którzy już teraz zapisują się na egzamin, dostają do wyboru Rybnik lub Bytom. W Gliwicach mogą jeszcze zdążyć zdać część teoretyczną, praktyczna jednak czeka ich już na ulicach obcych miast. - Przeniesienie ośrodka egzaminacyjnego do Rybnika pociągnie za sobą zwiększenie kosztów, które będą musieli pokryć kursanci - mówi kierownik szkoły jazdy ELMOT Ewelina Kozaczkiewicz. - Myślę, że większość gliwickich ośrodków szkolenia kierowców podniesie cenę kursów, między innymi dlatego, że wzrośnie zużycie paliwa i eksploatacja samochodu za sprawą jazd, które trzeba będzie odbyć poza Gliwicami, żeby przygotować kursanta. Przedstawiciel WORD, Wojciech Mikołajec informuje: WORD otrzymał działkę od gminy Rybnik na bardzo korzystnych warunkach. Na niej powstał nowoczesny budynek wraz z infrastrukturą. Nieprawdziwe jest również twierdzenie, że więcej osób straci niż skorzysta na tej przeprowadzce. Do egzaminu w Gliwicach przystępowali przecież nie tylko mieszkańcy miasta, ale i powiatu. Tym ostatnim często bliżej jest właśnie do Rybnika. Poza tym, przez wiele lat dyskomfort dojazdów do Gliwic i egzaminu w obcym mieście musieli znosić rybniczanie. Proszę zapytać właścicieli tamtejszych szkół, czy im to nie przeszkadzało.
Każdy kij ma dwa końce - kończy rozmowę ze mną przedstawiciel Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Ja powiem więcej - każdy kij ma dwa końce, a proca trzy! Dlaczego w Gliwicach nikt nie zaproponował na korzystnych warunkach terenu pod działalność WORD? Z tym pytaniem na ustach przyjdzie nam pielgrzymować na egzamin na “prawko” do naszych sąsiadów.
Komentuj →
19 kwietnia 2009 |
0
(294-19)
Na autostradzie M1 w hrabstwie Bedfordshire volkswagen passat na polskich numerach i brytyjski jaguar zderzyły się czołowo z takim impetem, że aut nie dało się rozpoznać. Zginęło pięcioro ludzi, w tym matka z dwojgiem dzieci. Jak dowiaduje się “Dziennik” , sprawca wypadku, to 24-letni Mariusz A., mieszkaniec Mławy, także nie żyje. Trwa poszukiwanie świadków zdarzenia. Policjanci rozkładają ręce - nie mają pojęcia, dlaczego polskie auto zawróciło na autostradzie i zaczęło jechać w przeciwnym kierunku. "Nie było żadnej przyczyny, dla której samochód miałby zawracać, więc z desperacją szukamy kogoś, kto mógłby nam opowiedzieć, co się stało" - mówi "Guardianowi" Colin Bonner z policji w Bedfordshire.
Komentuj →
18 kwietnia 2009 |
0
W sobotnią noc policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie wraz z funkcjonariuszami Żandarmerii Wojskowej z Koszalina przeprowadzili działania pod nazwą “Odurzeni za kierownicą - stop!”. Uczestniczący w działaniach kontrolowali okolice pubów oraz klubów nocnych, aby wykryć i zatrzymać kierujących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, a także osoby, które posiadają narkotyki. W akcji wykorzystywane były urządzenia pomiarowe i testery sprawdzające zawartość alkoholu i narkotyków w organizmie. Podczas działań policjanci ustawili punkty kontrolne w kilku miejscach Koszalina. Oprócz tego zmotoryzowane patrole poruszały się po terenie całego miasta i szczegółowo kontrolowały zarówno kierujących, jak i pieszych. W wyniku nocnych działań policjanci wraz z Żandarmerią Wojskową zatrzymali 7 nietrzeźwych kierujących (rekordzista miał ponad 2 promile alkoholu we krwi). Zatrzymano też dwóch kierowców, którzy prowadzili pojazdy znajdując się pod działania środka odurzającego. Policjanci odholowali dwa pojazdy i zatrzymali 4 dowody rejestracyjne. Nałożyli też 8 mandatów karnych za wykroczenia drogowe i porządkowe.
Komentuj →
18 kwietnia 2009 |
0
(294-18)
W miejscowości Chałupki gmina Rudnik nad Sanem. Około godziny 19.30 kierujący ciągnikiem rolniczym wykonując manewr skrętu na skrzyżowaniu wymusił pierwszeństwo przejazdu na kierowcy Audi zajeżdżając mu drogę. Kierujący Audi uderzył z dużą siłą w bok ciągnika powodując jego wjechanie na stojącą na skrzyżowaniu Hondę. Obaj mężczyźni, ojciec i syn jadący w ciągniku rolniczym byli pijani. Syn kierujący ciągnikiem nie posiadał uprawnień. Poszkodowani a zarazem sprawcy mogą mówić o dużym szczęściu z wstrząśnieniem mózgu i ogólnymi potłuczeniami zostali przewiezieni do szpitala.
Komentuj →
18 kwietnia 2009 |
0
Natłok billboardów przy ruchliwych ulicach to prawdziwe utrapienie dla kierowców. Wielu skarży się rzecznikowi praw obywatelskich (RPO), a ten chce zmiany przepisów. Olbrzymi ekran o powierzchni 28 mkw. stanął niedawno w śródmieściu Częstochowy. Przykuwa wzrok, bo stale są na nim wyświetlane filmy reklamowe. – Nie mieliśmy specjalnie wyjścia, musieliśmy wydać zgodę na jego zamontowanie, gdyż reklama spełniała wymogi przewidziane przez przepisy – mówi Marek Lewandowski, kierownik Wydziału Inżynierii Ruchu Drogowego w Miejskim Zarządzie Dróg. Nie ukrywa jednak, że zarząd uczynił to niechętnie, bo ekran rozprasza kierowców. Coraz więcej skarg dotyczących przyulicznych reklam w miastach trafia do rzecznika praw obywatelskich. Zdaniem skarżących są one niebezpieczne. – Uregulowania dotyczące reklam są niestety niewystarczające – przyznaje Katarzyna Pietrzyk z Biura RPO. – Gdy chodzi o umieszczanie reklam w pasie drogowym, to przepisy mówią jedynie, że musi wyrazić na to zgodę zarządca drogi i tylko w wyjątkowych sytuacjach może odmówić (art. 40 ustawy o drogach publicznych). Zarządcy oceniają jedynie wielkość reklamy oraz jej usytuowanie w określonej odległości od drogi. Nie nakładają natomiast obowiązku sporządzenia oceny stanu bezpieczeństwa. A to jest bardzo istotne. Wielość, rodzaj reklamy, jej oświetlenie może rozpraszać uwagę kierowców i prowadzić do wypadków – tłumaczy. Przepisy nic nie mówią na temat instalowania reklam tuż poza pasem drogowym na terenie prywatnym, nienależącym do zarządcy drogi – przyznaje Katarzyna Pietrzyk. Brakuje regulacji precyzujących zasady stawiania reklam przy drogach. Według niej taka reklama może również prowadzić do wypadków, jeżeli jest zlokalizowana blisko drogi, a jej konstrukcja lub kształt mogą spowodować rozproszenie uwagi kierowców.
Katarzyna Pietrzyk uważa, że jest to niewątpliwe luka prawna, która wymaga szybkiej zmiany przepisów (nie ma przepisów, tak więc nie można ich zmienić). Rzecznik wystąpił nawet w tej sprawie do Ministerstwa Infrastruktury. – Obowiązujące przepisy są wystarczające. Sami zarządcy dróg mogą określać zasady bezpieczeństwa, jeśli chodzi o umieszczanie reklam w pasie drogowym. Nie ma więc potrzeby zmian – uważa Andrzej Grzegorczyk z Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.
Komentuj →
18 kwietnia 2009 |
0
Niektórzy kierowcy przyłapani na wykroczeniach drogowych odwołują się do sądu tylko po to, by odwlec dopisanie im punktów karnych, które spowodują utratę prawa jazdy – analizuje “Rzeczpospolita”. Zanim zapadnie prawomocny wyrok, konto karne “piratów drogowych” ulegnie pomniejszeniu (punkty usuwa się z ewidencji kierowcy po upływie roku od daty popełnienia wykroczenia). I dalej czytamy - inna grupa kierowców to ci, którzy nie mogą liczyć na szybkie wymazanie kar z ewidencji (bo ostatnie wykroczenie popełnili niedawno), a ukaranie ich kolejnymi punktami spowoduje, że przekroczą limit – w zależności od stażu kierowcy 20 lub 24 punktów – i stracą uprawnienia. Odmawiają więc przyjęcia mandatu karnego i sprawa wędruje do sądu. Do czasu wydania prawomocnego wyroku punkty karne funkcjonują w ewidencji jako “zawieszone". Zainteresowani zgłaszają się w tym czasie do wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego, licząc, że po odbyciu szkolenia z ich konta zostanie skreślonych sześć starych punktów karnych. Na miejscu dowiadują się, że to niemożliwe. Policja sumuje bowiem punkty stare i zawieszone. Jeśli przekraczają dopuszczalny limit, odmawia wydania zaświadczenia o ukończeniu kursu. Twierdzi, że to wynika wprost z przepisów prawa o ruchu drogowym stanowiących, że do szkolenia może przystąpić tylko osoba, która nie przekroczyła dozwolonego limitu punktów karnych. – Te punkty, choć są w zawieszeniu do czasu prawomocnego orzeczenia sądowego, traktuje się jako obciążające konto kierowcy. Dopiero prawomocny wyrok uniewinniający kierowcę powoduje, że punkty są anulowane z rejestru – wyjaśnia sierżant sztabowy Mariusz Cieślak z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Kierowcy uważają, że postępowanie policji jest niekonstytucyjne, bo łamie zasadę domniemania niewinności. Zapowiadają utworzenie specjalnego stowarzyszenia, które przygotuje zmianę przepisów prawa o ruchu drogowym i zaskarżenie go do Trybunału Konstytucyjnego.
Komentuj →
18 kwietnia 2009 |
0
W internecie kwitnie handel punktami karnymi. Nam bez najmniejszego problemu udało się skontaktować z dwiema osobami, które za pieniądze zadeklarowały chęć wzięcia na siebie naszej kary – czytamy w “Kurierze Lubelskim”. Punktów karnych chcą się pozbyć głównie kierowcy, którzy mają już na swoim koncie kilka mandatów i boją się utraty prawa jazdy. Warunek jest tylko jeden: osoba widoczna na zdjęciu z fotoradaru nie może być rozpoznawalna. W Internecie pojawiają się anonsy: "przyjmę do 20 pkt., mam czyste konto, cena do uzgodnienia". Po krótkiej wymianie korespondencji dziennikarze gazety umówili się z ogłoszeniodawcą. W centrum Lublina spotykali się z nami młodym człowiekiem, studentem II roku. - Kiedy prowadziłem auto, byłem ubrany w szalik i czapkę – mówi sprzedający. Nikt nie jest w stanie mnie rozpoznać. Mam do oddania cztery punkty - tłumaczymy. Nasz rozmówca bez namysłu podaje cenę: 50 zł za punkt, plus koszty mandatu. Dodaje, że ma prawo jazdy od pięciu lat, ale nie jeździ samochodem, więc ma czyste konto. Co na to policja? - Wiemy o takim procederze, choć informacje docierają do nas głównie z mediów - zapewnia komisarz Arkadiusz Kalita z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Lublinie. - Jeżeli zdjęcie jest nieczytelne, a dwie osoby zgodnie twierdzą, że to nie właściciel pojazdu kieruje autem, nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. W takiej sytuacji wystawiamy mandat i punkty osobie, która przyznaje się do prowadzenia pojazdu. Na tym - przynajmniej dla nas - sprawa się kończy - podkreśla. Policja przestrzega jednak przed tego typu "interesami". Takie działanie może być traktowane jako poświadczenia nieprawdy. - Taka sytuacja na pewno jest wykroczeniem. Grozi za to nawet do 5 tys. zł grzywny - potwierdza Marek Zych z Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ.
Komentuj →
18 kwietnia 2009 |
0
1 czerwca br. w Łodzi na Retkini zacznie działać filia Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego – informuje “Dziennik Łódzki”. I dalej dowiadujemy się: WORD podpisał umowę z Ligą Obrony Kraju w sprawie dzierżawy dwóch hektarów terenu. Po Retkini docelowo będzie jeździć 27 samochodów egzaminacyjnych. Pierwsze dziesięć pojawi się 1 czerwca, kolejna dziesiątka do końca lutego 2010 roku, a pozostałe auta do końca grudnia 2010 r. - Mam nadzieję, że dzięki powołaniu nowej filii poprawi się w Łodzi zdawalność egzaminów na prawo jazdy - stwierdził Zbigniew Skowroński, dyrektor WORD. - Kursanci będą jeździć z dala od korków i remontów drogowych. Sądzę, że na efekty będziemy musieli poczekać mniej więcej pół roku. Liczę, że zdawalność osiągnie wtedy 40 procent. Oczywiście, na taki wynik muszą także pracować autoszkoły. Jednak szkołom jazdy nowa filia na Maratońskiej najwyraźniej nie przypadła do gustu. - Lepiej uczyć się jeździć w zatłoczonym centrum miasta niż na spokojnym osiedlu. Przecież jaki egzamin, tacy kierowcy - mówi Artur Miksa, właściciel autoszkoły Driver. - Nasi kursanci nie jeżdżą po Retkini, więc w ogóle nie znają tych tras. Dopiero teraz zaczniemy jeździć w okolicach ulicy Maratońskiej - dodaje Piotr Krajewski, właściciel autoszkoły Extreme. W łódzkim WORD pracuje 50 egzaminatorów. W związku z otwarciem nowej filii, dyrektor WORD zamierza zatrudnić dodatkowych pięć osób. Egzaminatorzy będą pracować w systemie rotacyjnym, nie będą przypisani do jednego miejsca pracy. - O tym, czy będą egzaminować na Smutnej, czy na Maratońskiej każdego dnia będzie decydować losowanie. To dodatkowy zabieg antykorupcyjny - dodaje Skowroński. Po 1 czerwca na ul. Smutnej zostanie tylko 10 samochodów egzaminacyjnych. Docelowo będą odbywać się tam głównie egzaminy i szkolenia dla kierowców zawodowych. O kategorię B będzie można ubiegać się na ul. Maratońskiej. Umowa dzierżawy została podpisana na trzy lata. - Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego zamierza kupić ten teren. Toczą się już rozmowy na ten temat - poinformował Skowroński.
Komentuj →
17 kwietnia 2009 |
0
Na forach internetowych, gdzie kierowcy wymieniają się spostrzeżeniami, nietrudno znaleźć rady, jak uniknąć płacenia mandatów za fotografie z fotoradaru. Wśród metod "chałupniczych” kierowcy wymieniają przesłonięcie części tablicy najzwyklejszą foliową reklamówką. Jak uzasadniają, samochód z tak przesłoniętą tablicą jest nie do zidentyfikowania, więc nawet jeśli zostaniemy sfotografowani, policjanci nie będą mieli jak nas wezwać. Za nieczytelną rejestrację - jeśli zostaniemy zatrzymani do kontroli - grozi kara 100 złotych, nie ma jednak punktów karnych. Inna wymieniana metoda to przesłonięcie jednej z cyfr na tablicy rejestracyjnej suchym liściem. Policjanci ruchu drogowego mówią, że zdarzają się i tacy kierowcy, którzy odpinają przednią tablicę rejestracyjną. - Przy kontroli albo udają zdziwionych tym, że jej nie ma, albo twierdzą, iż tablica wypadła z plastikowych ramek i aby jej nie zgubić schowali ją w wozie. Najniższa kara porządkowa to 20 złotych. Da się wyczuć kto kłamie. Trzeba też pamiętać, że w takich przypadkach zatrzymujemy dowód rejestracyjny - mówi policjant. Bywało tak, że kierowca płacił mandat z fotoradaru nawet jeśli tablica rejestracyjna jego auta była nieczytelna. Policyjne urządzenia są na tyle czułe, że pozwalają odczytać numer rejestracyjny z naklejki kontrolnej umieszczonej na przedniej szybie auta. Kierowcy dyskutujący w Internecie proponują przesłaniać naklejkę... ulotką z pizzerii wetkniętą za wycieraczkę.
Komentuj →
17 kwietnia 2009 |
0
Czesław Dawid, wieloletni dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, nareszcie doczekał się zastępcy. Będzie nim Arkadiusz Kubiec - donosi “Gazeta Wyborcza Kielce”. WORD przez lata bardzo się rozrósł. Zatrudniamy coraz więcej osób, coraz więcej osób zdaje egzaminy. Ja zresztą też nie jestem coraz młodszy - mówi Dawid, który do tej pory nie miał zastępcy. Dodaje, że nie ogłaszano konkursu na to stanowisko, bo nie ma takiego obowiązku. - Jestem menedżerem, prowadziłem własną działalność - argumentuje Kubiec. Skończył Akademię Ekonomiczną w Krakowie.
Komentuj →
16 kwietnia 2009 |
0
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w całym kraju kontroluje stan oznakowania. - Przygotowujemy się do planowanej podwyżki mandatów, które kierowcy będą musieli płacić za wykroczenia drogowe - tłumaczy Tomasz Okoński, rzecznik prasowy bydgoskiej GDDKiA. - Chcemy uniknąć sytuacji, że kierowca, który złamie przepisy, będzie się tłumaczył złym, mało czytelnym albo wzajemnie wykluczającym się oznakowaniem. W województwie kujawsko-pomorskim szczegółowa kontrola dróg trwa już od tygodnia. Drogowcy zwracają głównie uwagę na znaki ograniczenia prędkości oraz zakazy wyprzedzania. Właśnie te kierowcy ignorują najczęściej. - Na razie nie zauważyliśmy jakichś szczególnych uchybień - mówi Okoński. - W ubiegłych latach w czasie podobnych akcji, okazywało się, że najczęstszymi nieprawidłowościami były znaki zasłonięte przez krzaki oraz nieczytelne oznakowanie poziome - wspomina. Także bydgoski Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej sprawdza stan znaków w mieście, jednocześnie pozostając w stałym kontakcie z Wojewódzkim Ośrodkiem Ruchu Drogowego, który przeprowadza egzaminy na prawo jazdy. - Wszystkie sugestie analizujemy i jeśli są one zasadne to staramy się poprawiać znaki - mówi Janusz Śmigielski, zastępca dyrektora ZDMiKP. - Ale stosunkowo rzadko zdarza się, że znajdujemy coś wymagającego poprawy.
Komentuj →
16 kwietnia 2009 |
0
(294-9)
W Łodzi: Pracownicy Inspekcji Transportu Drogowego dwukrotnie skontrolowali w ostatnich dniach autobusy łódzkiego MPK. Na 20 sprawdzonych na krańcówkach pojazdów zatrzymano 8 dowodów rejestracyjnych! - Jeden z wozów nie dość, że jechał prawie bokiem, to na dodatek ledwo hamował - mówią kierowcy miejskiego przewoźnika, którzy cieszą się, gdy widzą inspektorów. - Niech kontrolują nas codziennie. Może wtedy ktoś przejrzy na oczy i dostrzeże, że stan taboru łódzkiego MPK jest bardzo, bardzo zły - dodają. - A przecież wszystkim powinno zależeć na bezpieczeństwie. Tymczasem np. hamulce często sprawne są tylko na jednej osi, ABS wcale nie działa. Według Bogumiła Makowskiego, specjalisty ds. public relations w MPK, sytuacja jest niepokojąca, dlatego zostaną przeprowadzone wewnętrzne kontrole. - Musimy sprawdzić, jak to się stało, że niesprawne autobusy wyjechały na trasy - mówi. - Procedury są bardzo proste. Kierowca, który zjeżdża do zajezdni i wie, że pojazd ma usterkę, powinien to odnotować. Informacja taka trafia następnie do mechaników i oni usuwają awarię. Musimy teraz sprawdzić, czy autobusy, którym zatrzymano dowody, były sprawne w momencie wyjazdu z zajezdni. Inspektorzy w kontrolowanych autobusach stwierdzili m. in.: nieszczelne układy pneumatyczne, wycieki płynów eksploatacyjnych, uszkodzone opony, w jednym przypadku uszkodzony siłownik układu hamulcowego, w innym autobusie niedziałający hamulec przystankowy (uniemożliwia ruszenie pojazdu z otwartymi drzwiami), w kolejnym uszkodzone zawieszenie i rozwarstwienie opony, luzy w układzie kierowniczym. - To były rutynowe kontrole, które przeprowadzamy systematycznie - mówi Michał Niedźwiecki, naczelnik Wydziału Inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego. - Nie będę oceniał, co by było, gdybyśmy zamiast 20 autobusów, skontrolowali np. 200. Kierowcy śmieją się, że gdyby inspektorzy wzięli pod lupę autobusy z napisem "pogotowie techniczne" MPK, których zadaniem jest m.in. holowanie zepsutych pojazdów, też musieliby zatrzymać dowody rejestracyjne...
A w Warszawie: W środę do popołudnia skontrolowano 19 warszawskich autobusów i zatrzymano dowody rejestracyjne 10 z nich ze względu na zły stan techniczny pojazdów - poinformował rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD) Alvin Gajadhur. Stan warszawskich autobusów komunikacji miejskiej kontrolerzy mają sprawdzać do wieczora. Poprzednia kontrola odbyła się ponad dwa tygodnie temu. Wówczas skontrolowano 27 autobusów. Dowody rejestracyjne zatrzymano w ośmiu przypadkach. - Najczęstsze usterki to wycieki płynów eksploatacyjnych, zbyt duże zużycie bieżnika opon, niedziałające awaryjne otwieranie drzwi, niesprawne oświetlenie, przerdzewiałe schody i pęknięcia szyb czołowych - powiedział Gajadhur. Podkreślił, że kontrole przeprowadzane są regularnie i nie mają związku z pożarem autobusu na Trasie Łazienkowskiej na początku kwietnia. Zapowiedział, że w związku z niepokojącymi wynikami kontroli będą one kontynuowane. Rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych (MZA) powiedział, że autobusy, których dowody rejestracyjne zatrzymano w środę, należą do trzech warszawskich przewoźników - MZA, ITS Michalczewski i Mobilis. W godzinach porannego szczytu w Warszawie jeździ łącznie ok. 1400 autobusów należących do czterech przewoźników - MZA, ITS Michalczewski, PKS Grodzisk Mazowiecki oraz Mobilis.
Komentuj →
16 kwietnia 2009 |
3
W Lublinie działa blisko 50 szkół dla osób kandydatów na kierowców. Jakie szkoły w Lublinie są najlepsze? – pyta “Gazety Wyborczej Lublin”. Chodzi o to, żeby przejść taki kurs nauki jazdy, by przed egzaminem czuć się, jeśli niezupełnie komfortowo, to przynajmniej dość pewnie. Dlatego na różnych internetowych forach można znaleźć mnóstwo pytań takich jak to: "Jaką szkołę nauki jazdy polecacie?", "Gdzie najlepiej przygotować się do egzaminu na prawo jazdy?". Choć pamiętajmy - nie ma żadnej szkoły nauki jazdy, w której kurs daje stuprocentową pewność zdania egzaminu na prawo jazdy. Redakcja dziennika poprosiła Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego o przygotowanie zestawienia ośrodków szkolenia kierowców, których kursanci najczęściej zdawali prawo jazdy za pierwszym razem. Otrzymane dane, dotyczą pierwszego kwartału 2009 roku i kategorii B. Dziennikarze analizują dalej: W zestawieniu najlepiej wypada Ośrodek Szkolenia Kierowców "Wiktor". Spośród 59 osób, które ukończyły kurs w tym ośrodku 28 cieszy się już prawem jazdy, czyli ponad 48 proc. kierowców, którzy zdobywali szlify w OSK "Wiktor" zdało egzamin za pierwszym razem. Na drugiej pozycji znalazł się OSK "Efekt", który był najlepszą lubelską szkołą jazdy w 2008 roku. Wtedy egzamin po kursie w "Efekcie" zdało 45,8 proc. osób. Pierwsze trzy miesiące bieżącego roku były dla absolwentów "Efektu" nieco gorsze, bo przez egzaminacyjne sito przeszło 38 proc. kursantów. Jednak szkoła skierowała do WORD - u dużo więcej swoich podopiecznych niż lider rankingu. Egzamin po kursie w "Efekcie" zdawało bowiem w pierwszych trzech miesiącach tego roku 80 osób. Jeszcze więcej chętnych do uzyskania prawa jazdy zgłosiło się na ul. Hutniczą po kursie w Ośrodku Szkolenia Kierowców "Kulka". 109 osób, które uczyło się jazdy w tej szkole zdawało egzamin na prawo jazdy, a 36 z nich już kieruje pojazdami. Na pierwszy kwartał roku OSK "Kulka" może więc wykazać się ponad 33 proc. kursantów, którzy zdali egzamin w WORD za pierwszym razem. "Wiktor", "Efekt" i "Kulka" to najlepsze ośrodki szkolenia kierowców w pierwszych trzech miesiącach roku. Są też szkoły jazdy niewiele gorsze od tej trójki. Wynik identyczny (33,30 proc. pozytywnych wyników na egzaminie) jak OSK "Kulka" osiągnął Ośrodek Szkolenia Kierowców "Aleks". Ta szkoła skierowała jednak na egzamin o 43 osoby mniej niż "Kulka". 32,1 proc. absolwentów kursu w szkole jazdy "Pionier" zdało egzamin za pierwszym razem. Wyniki różniące się o dziesiąte procenta osiągnęły szkoła "Albico" (30,9 proc), OSK "Amigo" (30,6 proc.) i OSK Siddha (30,2 proc.). Wyniki poniżej 30 proc. zdawalności odnotowały: OSK "Dalko" (29,8 proc) oraz szkoła nauki jazdy "Grabiec i Syn" (28 proc.).
Jak stworzyć kierowcę? - zapytano lidera w grupie ośrodków szkolenia: - Nie ma na to jednej recepty. Na zdanie egzaminu moim zdaniem sposób jest jeden: być uczciwym i być fair - uważa Wiktor Wolniewicz, szef OSK "Wiktor", którego niemal co drugi kursant w tym roku zdał egzamin na prawo jazdy za pierwszym podejściem. Jak do każdej szkoły jazdy, do Wolniewicza zgłaszają się zupełnie "zieloni" kandydaci na kierowcę, oraz tacy, którzy już mieli okazję siedzieć za kółkiem, a teraz chcą legalnie jeździć. Okazuje się, że instruktorzy wolą tych pierwszych adeptów. - Trzeba rozróżnić to, czy ktoś umie jeździć od tego, czy chce tylko zdać egzamin - mówi Wolniewicz. Często zdarza się, że osoby, które zdążyły już liznąć siedzenia za kółkiem wcale nie są o pół długości przed tymi, którzy pierwszy raz siadają za kierownicę w towarzystwie instruktora. - Mają czasem złe nawyki, np. sposób trzymania rąk na kierownicy. Dlatego najlepiej uczyć od podstaw - wskazuje szef OSK "Wiktor". Wolniewicz uważa, że bardzo dużą rolę w przygotowaniu przyszłego kursanta do zdania egzaminu, a przede wszystkim do bycia niezłym kierowcą odgrywa przygotowanie teoretyczne. Tymczasem wiele osób unika wykładów wkuwając na pamięć rozwiązania kolejnych wersji testów, na które można później trafić na egzaminie teoretycznym. - A wykłady dają bardzo dużo, bo instruktor może wytłumaczyć wiele sytuacji, które mogą zdarzyć się na drodze. Tego nie zastąpią internetowe szkoły, kursy na płytach CD, czy przyswajanie sobie testów - przekonuje Wolniewicz. Dodaje, że instruktorzy nie mają też jednej recepty na uczenie kursantów praktyki. - Do każdego trzeba podejść inaczej, indywidualnie. Przede wszystkim trzeba pobudzić go do myślenia, wymagać swobody i samodzielności. Na jednych trzeba krzyknąć, do innych z kolei należy podchodzić ze spokojem - mówi szef OSK "Wiktor". Jego zdaniem duże znaczenie na egzaminie może mieć też wygląd i zachowanie zdającego, na co Wolniewicz zwraca uwagę swoim kursantom. - Nie ubieram ich w krawaty, ale koniec końców to egzamin państwowy. Jak egzaminator widzi cwaniaczka, to znajdzie sposób, żeby go usadzić. Nie można np. kazać egzaminatorowi czekać, aż dopalimy papierosa - uważa Wiktor Wolniewicz.
10 najlepszych szkół jazdy:
1. OSK "Wiktor" - 48,3 proc.*
2. OSK "Efekt" - 38 proc.
3. OSK "Kulka" - 33,3 proc.
4. OSK "Aleks" - 33,3 proc.
5. OSK "Pionier" - 32,1 proc.
6. OSK "Albico" - 30,9 proc.
7. OSK "Amigo" - 30,6 proc.
8. OSK "Siddha" - 30,2 proc.
9. OSK "Dalko" - 29,8 proc.
10. OSK "Grabiec i Syn" - 28 proc.
* wskaźnik kursantów, którzy zdali egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem
Komentuj →
16 kwietnia 2009 |
0
W sumie zatrzymano już 70 podejrzanych w sprawie tzw. łowców blach – fikcyjnych kolizji samochodowych. Specjalna grupa policjantów Centralnego Biura Śledczego od kilku miesięcy prowadzi śledztwo na terenie województw: małopolskiego, śląskiego i świętokrzyskiego. W ciągu ostatniej doby zatrzymano 4 kolejne osoby związane z tą sprawą. Straty firm ubezpieczeniowych sięgają milionów złotych. Od kilku miesięcy w Małopolsce toczy się śledztwo w jednej z największych w ostatnim czasie afer tzw. łowców blach czyli organizowania fikcyjnych kolizji samochodowych. Część podejrzanych ma zarzuty udziału w przestępczej strukturze zorganizowanej. Do tych zarzutów dochodzą liczne oszustwa na szkodę firm ubezpieczeniowych wyłudzenia poświadczenia nieprawdy a także korupcji. Podejrzanym grożą kary do 8 lat więzienia. Wśród zatrzymanych są przedstawiciele wielu zawodów: właściciele warsztatów samochodowych, firm holowniczych, pracownicy firm ubezpieczeniowych - agent ubezpieczeniowy i rzeczoznawca majątkowy, a także 3 funkcjonariuszy ruchu drogowego. 12 osób zostało tymczasowo aresztowanych, 24 pozostają pod policyjnym dozorem, a w stosunku do pozostałych zastosowano poręczenia majątkowe. Jak wstępnie ustalono, przestępcy kupowali uszkodzone samochody (lub odpowiednio je uszkadzali w kilku warsztatach samochodowych ) a następnie rejestrowali je na zwerbowane wcześniej osoby tzw. słupy (często do tej roli angażowali kobiety, które za swoją rolę dostawały około 1 tysiąca złotych). Następnie dowozili je na miejsce fikcyjnych kolizji. Do stłuczek wzywano zaprzyjaźnionych funkcjonariuszy, który potwierdzali kolizje. W ten sposób sfingowano setki kolizji. Prowadzący śledztwo policjanci ustalili, że tylko w wypadku trzech samochodów biorących udział w kolizji podejrzani wyłudzali ok. 60 tysięcy złotych. Jak do tej pory zabezpieczono mienie należące do podejrzanych w wysokości ok. 700 tysięcy złotych. W ciągu ostatniej doby zatrzymano 4 kolejnych podejrzanych. Dzisiaj zostaną doprowadzeni do prokuratury z zarzutami oszustw na szkodę firm ubezpieczeniowych. Policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Komentuj →
16 kwietnia 2009 |
0
Policjanci ruchu drogowego z województw lubuskiego, wielkopolskiego, łódzkiego, mazowieckiego, lubelskiego i Komendy Stołecznej Policji, przy wsparciu policjantów pionu kryminalnego, uczestniczyli w międzynarodowych działaniach prewencyjno-kontrolnych pod kryptonimem "Droga E-30", których celem była poprawa bezpieczeństwa w ruchu drogowym i przeciwdziałanie przestępczości zarówno drogowej, jak i kryminalnej.Działania prowadzone były jednocześnie, między 16.00 a 24.00, na całym europejskim szlaku drogowym E-30: w Holandii, Niemczech i w Polsce. Na terenie kraju działaniami objęte zostały: autostrada A2, drogi krajowe nr 2 i 92 oraz odcinki dróg krajowych nr 14 i 50, na których zorganizowano 45 punktów kontrolnych, wspomaganych dynamicznie tzw. patrolami rajdującymi. W działaniach wzięło udział 117 policjantów ruchu drogowego oraz 29 policjantów innych pionów, wspomaganych przez 33 inspektorów Inspekcji Transportu Drogowego i Żandarmerii Wojskowej oraz 76 funkcjonariuszy Straży Granicznej i Służby Celnej. Skontrolowano 1370 pojazdów oraz wylegitymowano 1497 osób. Ujawniono ogółem 13 przestępstw oraz 531 wykroczeń (w tym 11 przypadków kierowania pojazdem pod wpływem alkoholu).
Komentuj →
15 kwietnia 2009 |
1
“Gazeta Olsztyńska” relacjonuje: Dyrekcja gimnazjum przy ul. Wyszyńskiego prosi miasto o przeprowadzacza, twierdząc, że jej uczniowie mają kłopot z bezpiecznym pokonaniem tej ruchliwej ulicy. Poparł ich wiceprezydent: - To lepsze wyjście niż kolejne światła - argumentuje. Komisja bezpieczeństwa: - Przecież w pobliżu są dwa przejścia z sygnalizacją. Gimnazjum Katolickie nr 22 im. Świętej Rodziny znajduje się przy ul. Wyszyńskiego. To droga tranzytowa, jedna z najbardziej uczęszczanych arterii Olsztyna. I choć w pobliżu tej szkoły są dwa przejścia z sygnalizacją świetlną (przy krzyżówkach z ul. Pstrowskiego i z Żołnierską), to wielu uczniów wybiera zwykłe przejście z tzw. wyspą na wysokości marketu Biedronka. Po drugiej stronie ulicy znajduje się bowiem przystanek autobusowy i dzieciaki mają tędy najbliżej. Dyrekcja gimnazjum twierdzi, że obawia się o bezpieczeństwo uczniów. - W marcu, tuż przed godz. 15 doszło do potrącenia jednej z naszych uczennic, która wracała z zajęć - mówi Teresa Krześlak, dyrektor gimnazjum. Władze szkoły wraz z samorządem uczniowskim spotkały się więc z przedstawicielami Urzędu Miasta. I poprosiły o zatrudnienie tzw. przeprowadzacza, który odpowiadałby za bezpieczne przejście uczniów w tym miejscu. - Chcemy, by taka osoba opiekowała się naszymi uczniami w drodze na zajęcia i przy powrocie do domu. Chodzi więc tylko o godziny poranne i popołudniowe, gdy ruch jest największy - zaznacza dyrektorka. Wniosek rozpatrywała już komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego przy Miejskim Zarządzie Dróg i Mostów. W jej skład wchodzą m.in. przedstawiciele miasta, policji, taksówkarze... I komisja negatywnie zaopiniowała ten wniosek. - W bliskiej odległości są bezpieczne przejścia dla pieszych z sygnalizacją świetlną i należy nauczyć dzieci, aby z nich korzystały - argumentują drogowcy. To nie przekonuje Piotra Grzymowicza, prezydenta miasta, który zapowiada, że zatrudni przeprowadzaczy przy ul. Wyszyńskiego. - Tak będzie i koniec - stwierdził prezydent. - Zobaczymy, jak sprawdzi się to rozwiązanie w praktyce, przy tak ruchliwej ulicy. Jerzy Szmit, wiceprezydent miasta, odpowiedzialny m.in. za oświatę, dodaje, że ustawienie Pana "Stop" to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż kolejna sygnalizacja. - Wiadomo, że uczniowie chodzą do szkoły i wracają do domu w określonych godzinach, więc kierowcom nie powinno przeszkadzać ich bezpieczne przeprowadzanie przez opiekuna - mówi wiceprezydent. Szmit zapowiada, że sprawa bezpieczeństwa uczniów będzie jednym z tematów planowanego spotkania z dyrektorami placówek oświatowych. - Chcę się dowiedzieć, jaka jest skala problemu - mówi. Pierwsi przeprowadzacze pojawili się pod koniec lat 90. - To efekt programu "Bezpieczna droga do szkoły". Ich zatrudnianie było finansowane z rządowego funduszu pracy w ramach robót interwencyjnych - tłumaczy Janina Migdalewicz, dyrektor Zespołu Urzędów Pracy w Olsztynie. Przeszkoleni pracownicy dbają o bezpieczne przejście pieszych m.in. przez al. Piłsudskiego i na ul. Bałtyckiej.
Przeprowadzacz” lub popularnie: “Pani Agatka” czy “Pan Stop”; “Kapturek” - wyposażony jest w pomarańczowy strój z elementami odblaskowymi. Ma prawo dawać sygnały i polecenia zatrzymania pojazdów. Podnosi wówczas do góry kwadratową żółtą tarczę ze znakiem STOP. Kierowcy mają bezwzględny obowiązek podporządkować się wydawanym poleceniom, a zignorowanie sygnału może skutkować ukaraniem mandatem.
Komentuj →
15 kwietnia 2009 |
0
Elbląscy policjanci przypominają o akcji znakowania rowerów. Każdy zarejestrowany rower, oprócz znaków numerycznych, będzie oznakowany specjalną naklejką informacyjną. Aby oznakować rower wymagane jest posiadanie dokumentu tożsamości oraz dowodu zakupu roweru.
(294-15)
Wszystkich chętnych zapraszamy w każdą środę od godziny 14.00 do 15.00 do Komendy Miejskiej Policji w Elblągu przy ul. Królewieckiej 106, tel. 055 230 15 36 – apelują.
Przypominamy!
Zgodnie z przepisami rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 31.12.2002 roku w sprawie warunków technicznych pojazdów uczestniczących w ruchu drogowym powinien być wyposażony w:
·- światło pozycyjne barwy białej lub żółtej selektywnej z przodu,
·- światło odblaskowe barwy czerwonej o kształcie innym niż trójkąt oraz światło pozycyjne barwy czerwonej, które może być migające - z tyłu,
·- co najmniej jeden skutecznie działający hamulec,
·- dzwonek lub inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku.
Komenda Miejska Policji w Elblągu
Komentuj →
15 kwietnia 2009 |
0
“Dziennik Bałtycki” doniósł: Co najmniej sto osób może teoretycznie stracić prawa jazdy po skazaniu egzaminatorów i instruktorów w aferze korupcyjnej w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Elblągu. To byli kursanci, którzy zeznali podczas procesu, że wręczali łapówki w zamian za pomoc w uzyskaniu tego dokumentu. Jednak droga do zabrania im "prawek" nie będzie prosta i może się ciągnąć latami. Istnieje też ryzyko przedawnienia się tej sprawy. - Faktycznie, uprawnienia nabyte w wyniku przestępstwa są nieważne, więc prokuratura wystąpi do starosty lub prezydenta o cofnięcie im praw jazdy - tłumaczy Mirosław Szymański, szef Prokuratury Rejonowej w Tczewie, która prowadziła postępowanie w tej sprawie. - Nie umiem w tej chwili dokładnie powiedzieć, ilu osób to dotyczy, ale może być ich co najmniej sto, może więcej. Procesy dotyczące tej sprawy były co najmniej trzy, może cztery. A tylko podczas ostatniego przesłuchano ponad stu świadków.
Komentuj →
14 kwietnia 2009 |
0
Drogowcy już wkrótce wskażą miejsca, gdzie zakazy są zbyt surowe lub nie mają sensu i rozpoczną wielką wymianę oznakowania na drogach – pisze “Gazeta Wyborcza”. W zeszłym miesiącu Senat wprowadził poprawki do nowelizacji prawa o ruchu drogowym, które między innymi zwiększą wysokość kar za przekroczenie prędkości. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad uznała, że wcześniej trzeba sprawdzić obowiązujące obecnie na drogach zakazy. Chodzi przede wszystkim o zweryfikowanie, czy nie są zbyteczne, a ograniczenia prędkości zbyt restrykcyjne. GDDKiA rozpatrzy także kwestię obszarów zabudowanych, które w wielu miejscach są zbyt rozległe. Raport w tej sprawie ma być gotowy pod koniec maja, a korekty oznakowania dokonane zostaną w najbliższe wakacje.
Komentuj →
14 kwietnia 2009 |
0
Władze angielskiej miejscowości Navestock koło Londynu wpadły na niecodzienny pomysł zmniejszenia kosztów robót drogowych, a przy okazji zdyscyplinowania kierowców - zaproponowano, by nie naprawiać dziurawych jezdni. Uznano, że dziury skłonią niejednego kierowcę do zdjęcia nogi z pedału gazu, z pożytkiem dla wszystkich. A w dodatku niezałatana dziura nic nie kosztuje... Jeden z radnych zwrócił też uwagę, że dzięki takiemu podejściu wiele uliczek Navestock odzyska swój dawny charakter wiejskich dróżek, spokojnych i cichych. Mieszkańcy Navestock od dawna domagają się zdyscyplinowania jeżdżących za szybko kierowców. Planowano co prawda ułożyć "śpiących policjantów" (sztuczne wyboje w poprzek drogi), ale dziury w jezdniach z pewnością są tańsze. Koncepcja dziur jest już bardzo zaawansowana. Przewiduje się naprawę nawierzchni na wybranych jezdniach, aby zachęcić kierowców, by z nich korzystali, i pozostawienie innych dróg w "naturalnym" stanie, aby odstraszały zmotoryzowanych. Krytycy owego planu twierdzą co prawda, że dziurawe drogi są bardzo niebezpieczne nie tylko dla kierowców, lecz także dla rowerzystów, jeźdźców, dla ludzi starszych. Radni Navestock zapraszają mieszkańców do dyskusji przed podjęciem ostatecznej decyzji.
Komentuj →
13 kwietnia 2009 |
0
Jedyną karą dla pijanego kierowcy, bez względu na ilość promili alkoholu we krwi, winno być dożywotnie odbieranie prawa jazdy. A złapany za kierownicą bez prawa jazdy winien bezapelacyjnie wędrować do więzienia - przekonuje Jerzy Jachowicz na łamach “Dziennika”. Nie wiem, czy to tylko polska plaga - pijani kierowcy na drogach. Każdy z nich to potencjalny zabójca innych niewinnych ofiar, jadących tą samą drogą co oni. W te święta policja złapała blisko 1500 pijanych-zabójców. To znaczy, że było ich trzy razy tyle, bo według statystyk, ciemna liczba niewykrytych pijanych na szosie, to dwie trzecie. A więc faktycznie na drogi wyjechało pięć tysięcy zabójców. Jak się przez nimi ustrzec? Co robić, żeby nie drżeć ze strachu, kiedy jedzie się na święta do rodziny, kiedy wiezie się dzieci na urodziny ich rówieśnika? I nie wiadomo, czy się dowiezie dziecko całe i zdrowe, czy wrócimy do domu o własnych siłach. Bo jakiś prymitywny bydlak, wypił kilka wódek i siada za kierownicę. Państwo ciągle się z nimi cacka. A powinno wydać bezwzględną wojnę bandytom szos. Jedyną karą bez względu na ilość promili alkoholu, winno być dożywotnie odbieranie prawa jazdy. Państwo ciągle się z nimi cacka. Bez możliwości żadnego odwoływania się. Bez żadnych wyjątków, kogokolwiek by nie miało to dotyczyć. A złapany za kierownicą bez prawa jazdy - bo wielu takich prymitywów, będzie chciało zapewne radzić sobie w ten sposób - winien bezapelacyjnie wędrować do więzienia.
Redakcja PRAWA DROGOWEGO @ NEWS zaprasza swoich Czytelników do wypowiedzi na ten tak ważki temat. W naszej ocenie nadal z pobłażaniem i pewnym przyzwoleniem patrzymy na pijanych kierowców. Szczególnie pobłażliwi jesteśmy dla tych, z którymi siedzimy przy wspólnym stole. Wsiadamy do samochodu z kierowcą, który spożył właśnie alkohol. Jedziemy z nim rano, bez badania alkomatem.
Czekamy na Państwa komentarze zarówno na naszej stronie, jak i pod adresem: news@prawodrogowe.pl
(1)Jako psycholog transportu często prowadzę wykłady dla kierowców. Niestety świadomość tego, jak długo alkohol jest rozkładany przez nasz organizm jest wciąż bardzo niska. Znakomita większość z kierowców z którymi rozmawiałem na spotkaniach na 100% prowadziła nieświadomie pod wpływem alkoholu. Bo po weekendowej imprezie wsiadali do aut w poniedziałki mając zapewne 0,2-03 promila alkoholu we krwi, choć czuli się wyśmienicie. Do alkoholu się adaptujemy i to jest duże zagrożenie. Równolegle, więc z zaostrzeniem kar należy upowszechnić wiedzę na temat rozkładu alkoholu w organizmie. Inaczej spora rzesza kierowców z tzw. dobrych domów lub panów prezesów, dyrektorów, lekarzy, prawników, właścicieli firm, milionerów etc. potraci uprawnienia. Nie mówiąc już o ludziach z mniejszą wiedzą. Niewiedza nie zwalnia z odpowiedzialności, ale ta wiedza musi być dostępna i powszechna! Pozdrawiam Marcin C. Poznań.
(2) Pan Jerzy Jachowicz ma rację, ale ja powtarzam z uporem maniaka. "Dopóki będą poza prawem VIP-y ich żony i kochanki, rozwydrzone bachory za kierownica super szybkich petard oraz wszystkie VIP-ów pociotki i przyjaciele, których nasza policja nie śmie ruszyć, tak długo będzie najwyższe zagrożenie innych użytkowników dróg. Pijacy za kierownicą i szaleńcy to właśnie w 80 - co najmniej - procentach wyżej wymienieni. Bo oni trzymają policję w kieszeni. Niech rząd tak traktuje policję jak w Norwegii, niech im tak płaci i jednocześnie karze za korupcję i strach przed VIP-ami, wtedy mniej będzie takich informacji w mediach o nietrzeźwych kierowcach. Złapali 1500 a wywinie się od kary 1300 pijanych kierowców. Taka jest prawda. inż. Andrzej S.
(3)To mało jeszcze, bo wielu jeździ bez uprawnień i to nadal po alkoholu. Ja jestem za innym rozwiązaniem tej sprawy i sprawy piratów drogowych. Wiemy, że po zatrzymaniu uprawnień za jazdę po pijanemu lub za przekroczenie punktów karnych musimy zdać egzamin tak jak kandydat na kierowcę. Zgoda, ale egzamin taki powinien kosztować pięciokrotną wartość, jaką płaci kandydat. On już miał prawo jazdy, więc niech je szanuje. Jeżeli ponownie siądzie za kierownicę w stanie nietrzeźwości lub w stanie po spożyciu alkoholu albo spowoduje wypadek drogowy z ofiarami w ludziach to wówczas powinien być orzekany obligatoryjny przepadek samochodu. Jeśli rodzina pozwala na picie a potem na kierowanie to niech się liczy z tym, że straci samochód. NAM PIJAKÓW NA DRODZE NIE POTRZEBA. Tą plagę można zlikwidować tylko poprzez strach o możliwości utracenia pojazdu. Obecnie, bowiem wszyscy wiemy, że za jazdę po pijaku nikogo nie posadzono tylko zapłaci się grzywnę i straci na jakiś tam czas prawo jazdy, które można z łatwością otrzymać ponownie, bo egzamin nie jest trudny.
(4)Wygląda to na rozmydlanie problemu. Bo okaże się, że jesteśmy winni wszyscy czyli.... nikt. Podaje się olbrzymie liczby ujawnionych przez policję pijanych kierowców. Potem okazuje się, ze ponad połowa z nich to rowerzyści. Są kary dla pijanych kierowców. Ale np. pijany kierowca autobusu nie traci prawa jazdy, bo "względy społeczne" nie pozwalają? Traci tylko kategorię B i to na bardzo krótki okres. To gdzie tu sens, gdzie tu logika? Po co proponować ogromne kary, skoro teraz możliwe do stosowania nie są w praktyce stosowane? Dopiero logiczne, spójne prawo, w dodatku konsekwentnie stosowane da za jakiś czas efekty. Ale trzeba to robić, a nie ogłaszać kolejną dyskusję. Adam T.
(5)Nietrzeźwy prowadzący pojazd wie, że nie poniesie zbyt dotkliwych strat za swoje przestępstwo. Policja niejako sama ich ochrania. Zarządzenie Małopolskiego Komendanta Policji mówi wyraźnie, że w przypadku zatrzymania nietrzeźwego kierującego zaleca się nie usuwać jego pojazdu przez wyznaczony podmiot gospodarczy, lecz jedynie powierzenie go wskazanej przez sprawcę dowolnej osobie i ma treść następującą: "Pojazdu nie usuwa się z drogi, jeżeli istnieje możliwość przekazania pojazdu osobie wskazanej przez kierującego, która ma prawo jazdy i wyraziła zgodę na jego przejęcie..." (Dec 69/07 par 11 Małopolski Komendant). Jurek
(6)Dodatkowo karani powinni być też pasażerowie, za.....współudział w przestępstwie, w przypadku jazdy zakończonej ze skutkiem śmiertelnym, tak jak w przypadku zbrodni! Henryk R.
(7) Podpisuję się pod propozycją Pana redaktora Jerzego Jachowicza dwoma rękami, żeby zabierać prawo jazdy dożywotnio pijanym kierowcom, jak również proponowałbym kasować pojazdy jako środek do popełnienia przestępstwa. Policja traktuje tych kierowców jak "święte krowy''. Nie holuje się tych pojazdów obowiązkowo, a pijaczek ma koncert życzeń i wskazuje, kto ma mu zabezpieczyć pojazd. J.
Komentuj →
13 kwietnia 2009 |
3
Redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS opublikowała w poprzednich numerach interesujące wypowiedzi odnoszące się do egzaminów na prawo jazdy. Temat “gorący”, albowiem ministerstwo kończy prace nad nowelą rozporządzenia o szkoleniu i egzaminowaniu. Środowiska szkoleniowców i egzaminatorów dyskutują, także na naszych łamach. Poniższa wypowiedź jest odniesieniem do wcześniejszych wypowiedzi, które odnajdziecie Państwo posługując się linkami umieszczonymi pod tekstem. Poniżej kolejna obszerna wypowiedź naszego Czytelnika.
Zapraszamy do lektury i czekamy na dalsze opinie: news@prawodrogowe.pl
(1)Powtarzające się od dawna opinie i uwagi dotyczące systemu i sposobu egzaminowania wyszkolonych w OSK kursantach potwierdzają znaną negatywną opinię Naszego środowiska. Tak prosta - wydawało by się - sprawa jak przywróceni -skrócenie trwania egzaminu spotyka nadzwyczajny i niczym nie uzasadniony opór tak naprawdę nie wiadomo kogo. Zagwarantowanie obowiązujących w postępowaniu administracyjnym jednakowych terminów oczekiwania na egzamin, udział samochodów szkoleniowych OSK + instruktor, a więc warunków w miarę przyjaznych kursantowi, który w dodatku za to wszystko płaci z własnej kieszeni - są to standardy obowiązujące w całej Europie skłaniają mnie do smutnego wniosku, że stracimy następne parę lat na jałowych dyskusjach a statystyka z codziennych wypadków nie ulegnie zmianie. Myślę, że nadszedł czas, aby przerwać ten krąg niemożliwości legislacyjnych i całe Nasze środowisko powinno zdecydowanie domagać się radykalnych i oczekiwanych zmian. Jak zwykle proszę koleżanki i kolegów o aktywne wsparcie. Z poważaniem W. Sz.
(2)Witam, jestem ciekawy ile jeszcze podobnych artykułów będziemy czytać w prasie na temat udziału instruktora w egzaminie. To jest tzw. zapchaj dziura jak nie ma się co napisać to piszemy takie bzdury jak te powyżej. Co daje, ze instruktor uczestniczy w egzaminie jak i tak nie ma żadnego umocowania prawnego w protokole egzaminacyjnym, nie może wnosić swoich uwag, skarg ani sugestii itd. Jeżeli ja jeżdżę z kursantem 30 godzin lub więcej to doskonale się orientuję jakie błędy on popełnia, czego musi się jeszcze nauczyć itd. Sam udział w egzaminie spowoduje tylko to że kursant obleje zdecydowanie. PAN egzaminator bardzo jest niezadowolony, że ktoś mu patrzy na ręce i zafunduje kurantowi taki egzamin, że długo będzie pamiętać aby nie brać instruktora itd. Jeszcze raz apeluję do głupio/mądrych z ministerstwa: Panowie nie tędy droga. Zlikwidujcie WORD-y -te małe państewka, które przynoszą ogromny dochód Państwu Polskiemu, a zdawalność wzrośnie o 50%. Zadaję pytanie : skąd się biorą pieniądze na wypłaty dla egzaminatorów / bardzo duże/ na dzierżawę placu, wynajem lub kupno co 4 lata nowych samochodów z górnej półki, na szkolenia egzaminatorów za granicą, na premie, nagrody itd., itd. Sam sobie odpowiem: biorą się one z waszych - kursantów wpłat za egzaminy. I dlatego musicie drodzy kursanci płacić frycowe aby cały ten porąbany cyrk się kręcił dla dobra ICH. Janusz T.
(3)Witam. Właśnie zastanawiam się, czy ten który wymyślił WORD-y, nie pobierał lekcji u samego Antychrysta. Jakiż to genialny plan, niby to dla dobra naszego, a tak na prawdę, kto z tego "tworu" czerpie największe korzyści? Od ponad trzydziestu lat zajmuję się szkoleniem przyszłych kierowców, lubię tą pracę, daje mi ona wiele satysfakcji, do każdego kursanta podchodzę indywidualnie, cieszą mnie ich sukcesy, martwią porażki. Mimo mojego i kursantów zaangażowania (tylko 10 kursantów) efekty naszej pracy są mizerne, o ileż zdawalność, za 2008, z części teoretycznej wynosi 83%, o tyleż z części praktycznej katastrofa zaledwie 7%. W 2004 roku z Powiatu przeprowadzono w moim ośrodku kontrolę dokumentacji i działalności związanej ze szkoleniem kandydatów na kierowców. Nie było zastrzeżeń do prowadzonej dokumentacji, zastrzeżenia były do wyników, na 25 kursantów, część teoretyczną zdało 73 %, natomiast część praktyczną tylko 23%. I końcowy wniosek pokontrolny. “W związku z powyższym proszę o dołożenie wszelkich możliwych starań w szkoleniu praktycznym kursantów”. Upłynęło cztery lata do kontroli, ja nie tylko, że nie poprawiłem swoich wyników, ale jeszcze mam jedne z najgorszych w Jeleniogórskim. Czy nie warto powrócić do sprawdzonych wzorców. Przed wprowadzeniem, tych nieszczęsnych WORD-ów, wszyscy egzaminatorzy byli zarejestrowani w poszczególnych wydziałach komunikacji. Bardzo dobrym było też obowiązkowe zgłaszanie rozpoczynania szkolenia do tych, że wydziałów z wystawieniem przybliżonej daty jego zakończenia. Wydziały Komunikacji były zobowiązane tylko do wyznaczenia egzaminatora. Było to skuteczne i nie przysparzało tylu bólu kursantom i ich rodziną. Jestem przekonany, gdy do władzy zostaną dopuszczeni ludzie, którym naprawdę będzie zależało na dobru nasz wszystkich, nie własnym, WORD-y zostaną zlikwidowane a po nich pozostanie tylko wstyd. Tadeusz C.
(4)Lekarstwo na poprawienie wyników egzaminów. W tej chwili bardzo często osoby przystępujące do egzaminu nie oblewają, a są oblewane. Egzaminy w WORD Opole polegają na szukaniu "haka" na zdającego. Wozi się go tak by na czymś go złapać, nie sprawdza się jego umiejętności tylko posłuszeństwo w stosunku do egzaminatora - przykład: podczas zmiany pasa ruchu zdający widzi pojazd zwiększający odstęp i dający mu wyraźne sygnały, że wpuszcza go na swój pas. Zdający jak każdy inteligentny człowiek rozpoczyna zmianę pasa ruchu, ale Pan egzaminator naciska hamulec i kończy egzamin wpisem "egzamin przerwany, zagrożenie BRD, interwencja egzaminatora", powód prosty, zdający nie zapytał egzaminatora, czy może wjechać, bo tamten go wpuszcza. Pytanie: co egzaminujemy drodzy egzaminatorzy, czy nie był to przykład dobrego porozumiewania się z uczestnikami ruchu i prawidłowego reagowania na dawane przez nich sygnały?? Nadal Egzaminy w Opolu odbywają się w dużej części poza drogami publicznymi i tam chętnie oblewają. Osoba oblana nie protestuje, tylko leci do kasy wpłaca za poprawkę i ustala nowy termin. Pytani czemu tego nie zgłoszą do dyrekcji odpowiadają krótko: co mi z tego i tak oblane, a następnym razem dopiero mnie przypilnują, więc lepiej cicho siedzieć. No tak jest w tym sporo racji, ponieważ nawet, gdy taka niesłusznie oblana osoba udowodni błąd lub złośliwość egzaminatora otrzyma darmowy kolejny egzamin, na którym udowodni egzaminator, że ta osoba nie nadaje się do jazdy! A może by coś tu zmienić? Jeżeli egzaminator popełnił przeprowadza egzamin na drogach, na których robić mu tego nie wolno, popełnia inne błędy, to znaczy, że nie powinien pracować na takim stanowisku. Moja propozycja jest taka: zostałeś niesłusznie oblany - zgłaszasz to do dyrektora WORD, udowodniłeś swoją rację - gratulacje egzamin zaliczony za tydzień odbiór prawa jazdy, egzaminator który oblał niesłusznie otrzymuje naganę od dyrektora, a przy ponownym nieuczciwym egzaminowaniu zostaje wydalony z WORD z zakazem wykonywania zawodu na okres kilku lat. Zdawalność nam wzrośnie zdecydowanie a zdający zaczną walczyć o swoje, bo jest o co. Pozdrawiam B.
Komentuj →
13 kwietnia 2009 |
0
Specjalne pasy dla komunikacji miejskiej to fikcja - donosi “Gazeta Stołeczna”. Kierowcy prywatnych aut blokują przejazd autobusom. Ratusz po raz kolejny obiecuje, że pośle tam policję, ale zwleka z wytyczaniem następnych buspasów. Miały być lekiem na korki, ale ci, którzy przesiedli się z aut do komunikacji, często są rozczarowani. Nawet autobusy linii ekspresowych utykają w korkach z innymi samochodami. W zeszłym roku ratusz płacił straży miejskiej za pilnowanie wolnej drogi dla autobusów. W styczniu ratusz zarzekał się, że odnowi umowę z policją. W drogówce twierdzą, że mogą się odbywać tylko sporadycznie, bo jest mnóstwo innych zadań. Miejscy urzędnicy obiecują jednak, że to się jednak zmieni. Władze miasta dogadały się w końcu z policjantami. - Od 1 kwietnia obowiązuje nowa umowa w sprawie tzw. patroli ponadnormatywnych. Dostaną 7,6 mln zł m.in. za pilnowanie buspasów i nadzorowanie ruchu na skrzyżowaniach. Zapewne wkrótce będzie widać efekty ich działań - przewiduje Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza. Urzędowi miasta nie spieszy się też z wyznaczaniem kolejnych buspasów. - Sądzę, że pas autobusowy na Trasie Łazienkowskiej uda się wyznaczyć w wakacje - zapowiada Janusz Galas. W tym samym czasie ma on też powstać na Trasie AK - zająłby miejsce istniejącego pasa awaryjnego. Dziś inżynier Galas ma się spotkać przedstawicielami ZTM w sprawie wydłużenia buspasów na ul. Sobieskiego (od Chełmskiej do ul. Gagarina) i w Al. Jerozolimskich (od mostu Poniatowskiego do Żelaznej). Liczy, że zostaną wytyczone jeszcze wiosną. Przyznaje jednak, że problemem jest ich kontrolowanie. - Powinno się to odbywać w sposób automatyczny, przy pomocy kamer - uważa. Na razie nie ma jednak na to szans. Od wjazdu na buspasy mogłyby też odstraszać gumowe krawężniki mocowane w jezdni, ale według Zarządu Oczyszczania Miasta przeszkadzają w odśnieżaniu.
Komentuj →