27 listopada 2017 |
0
Krzysztof Babisz, dyrektor WORD w Lublinie. Absolwent UMCS w Lublinie-historia oraz studiów podyplomowych w zakresie Administracji i Zarządzania. Doświadczenie w pracy na funkcjach kierowniczych w administracji samorządowej i państwowej. (fot. WORD Lublin)
Ustawodawca w art. 55 ust. 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym wyróżnia pojazdy nauki jazdy i pojazdy, którymi przeprowadzane są egzaminy państwowe na prawo jazdy. W myśl art. 55 ust. 2 ww. aktu prawnego w sytuacji, kiedy pojazd nauki jazdy kierowany jest przez osobę posiadającą odpowiednie uprawnienia do kierowania tym pojazdem (nie ubiega się ona o uprawnienia do kierowania tego pojazdu) – tablica z literą „L” powinna być zasłonięta lub złożona. Obowiązujące obecnie unormowania oznaczają, że w przypadku przerwania przez egzaminatora egzaminu w ruchu drogowym nie musi on zasłaniać lub składać przedmiotowej tablicy, aby – kierując pojazdem – wrócić do ośrodka egzaminowania.
Faktem jest, iż podczas jazd szkoleniowych lub egzaminacyjnych niektórzy uczestnicy ruchu drogowego, chcąc być życzliwym lub pamiętając własny egzamin na prawo jazdy – „ułatwiają” kursantowi lub zdającemu wykonanie danego manewru na drodze, np. zmianę pasa ruchu. W tym przypadku, jeżeli sytuacja dotyczy prowadzonego egzaminu, w sposób zupełnie niezamierzony mogą nieco „pomóc” osobie egzaminowanej, co z kolei może utrudnić osiągnięcie przez nią samodzielności już jako kierowcy. Z drugiej jednak strony, jeżeli daje to egzaminowanemu większą pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa, zmniejsza stres egzaminacyjny, który nie będzie już nigdy jego udziałem jako kierowcy oraz pozwala na spokojną jazdę i pozytywny wynik egzaminu, to nasuwa się pytanie o celowość zmiany? Nie mamy też żadnych doświadczeń w egzaminowaniu w pojazdach nieoznakowanych.
O ile pojazdy szkoleniowe powinny być oznakowane, to w przypadku zasadności oznakowania pojazdów egzaminacyjnych opinie są już zróżnicowane, od całkowitego odejścia od oznakowania aż do oznakowania tablicą z literą „E” (pierwsza litera słowa Egzamin). W zależności od prezentowanego poglądu, każdy mógłby bardziej lub mniej przekonywująco uzasadnić i obronić swoje zdanie, dlatego należy prowadzić dyskusję, aby ewentualna rezygnacja ze stosowanego dzisiaj oznakowania pojazdów egzaminacyjnych (lub jej zmiana) była szczegółowo przeanalizowana i przemyślana. Celem nadrzędnym musi być przede wszystkim zapewnienie maksymalnego poziomu bezpieczeństwa osobom egzaminowanym, egzaminatorom oraz pozostałym uczestnikom ruchu drogowego. Wprowadzenie zmian nie może przyczynić się do wzrostu liczby zdarzeń z udziałem ww. pojazdów. Z tego też względu osobiście skłaniałbym się do pozostawienia jakiejś formy oznakowania pojazdu egzaminacyjnego.
Krzysztof Babisz
Komentuj →
23 listopada 2017 |
0
Kazimierz Opoka, egzaminator Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Nowym Sączu, rzeczoznawca samochodowy, biegły sądowy, absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, studiów podyplomowych „Ekspertyza Wypadku Drogowego” oraz podyplomowych studiów pedagogicznych Akademii Pedagogicznej w Krakowie. (fot. ze zbiorów autora)
W kontekście poruszonego problemu oznaczenia pojazdu do nauki jazdy lub przeprowadzenia egzaminu państwowego „eLką” i wymogiem ciążącym na kierującym pojazdem zawartym w art. 55 ust. 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym o zachowanie „szczególnej ostrożności” podczas przejeżdżania obok takiego pojazdu lub jazdy za nim wyrażam pogląd, iż na obecnym etapie stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego zastosowanie obu przepisów jest w pełni uzasadnione.
Jako egzaminator obserwuję bardzo zróżnicowany poziom przygotowania kursantów do egzaminu. Dodatkowym problemem jest radzenie sobie przez zdających z emocjami. Obserwuję, iż w tym zakresie nie ma tutaj znaczenia ani płeć zdających ani też ich wiek. Zbyt emocjonalne podejście do egzaminu jest w stanie zafałszować obraz umiejętności egzaminowanej osoby. Rodzi nieprzewidywalność zachowań podczas realizacji zadań, które pojawiają się już na pierwszym etapie egzaminu, ale ujawniają się również czasem dopiero na etapie końcowym.
Jako egzaminator i zarazem analityk zdarzeń drogowych ufam, iż osoby przystępujące do egzaminu nie zakładają możliwości popełniania błędów, w przeświadczeniu, że przecież jest obok osoba (egzaminator) który zareaguje i nic złego się nie wydarzy, a wręcz przeciwnie, pozostają w wierze poprawności nabytych umiejętności jazdy w ruchu drogowym.
Egzaminator oceniając realizację tych zadań, z jednej strony nie może zbyt wcześnie dyscyplinować zdającego, a z drugiej strony musi czuwać, aby jego reakcja zapobiegająca sytuacji kolizyjnej nie była spóźniona. W analizie zdarzenia drogowego ocenie podlega nie tylko przyczyna (przyczyny) jego powstania, ale również zachowania uczestników (kierujący, pieszy) w ich ruchu przedkolizyjnym tj. w czasie reakcji na rozpoznany stan zagrożenia. Czas, który mamy do wykorzystania to w ruchu drogowym pewien odcinek drogi, na którym możemy reagując zdarzeniu zapobiec, albo co najmniej zmniejszyć jego skutki. Zwracam uwagę, iż do takiego zachowania zobowiązuje uczestnika ruchu art. 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym.
Należy również uwzględnić realia stanu obecnego ruchu drogowego w naszym kraju (stan infrastruktury drogowej będącej w budowie i przebudowie, stan techniczny pojazdów, naganne zachowania niektórych uczestników ruchu, proces szkolenia itd.). Z tej perspektywy oceniam, iż egzaminator pracując w pojeździe oznakowanym, przy wsparciu poprawnych zachowań innych kierujących wynikających z zastosowania się do przywołanej przepisem „szczególnej ostrożności” uzyskuje „więcej czasu” na zapobiegnięcie powstałemu nieprzewidywalnemu zachowaniu osoby egzaminowanej i uniknięcie drastycznych skutków takich sytuacji.
Kazimierz Opoka
Komentuj →
23 listopada 2017 |
0
Mariusz Sztal, ekspert BRD, b. egzaminator i kierownik wydziału szkoleń i BRD w WORD, instruktor nauki jazdy, wykładowca na kursach dla kandydatów na egzaminatorów i instruktorów nauki Jazdy (fot. Jolanta Michasiewicz)
Ten temat w ostatnim czasie skutecznie pochłonął przestrzeń dyskusyjną w branży szkoleniowo-egzaminacyjnej, a swój początek miał podczas Forum Właścicieli Ośrodków Szkolenia, zorganizowanego w tym roku w Warszawie.
Część osób z branży uzasadnia potrzebę specjalnego oznakowania pojazdu szkoleniowego czy egzaminacyjnego i upatruje w tym metodę wyróżnienia, a wręcz swoistego stygmatyzowania takiego uczestnika ruchu. Inni zaś dążą do zrównania młodego adepta sztuki kierowania do innych kierujących.
Przedstawiciele poszczególnych stanowisk mają swoje argumenty - jedni twierdzą, że „eLka” musi się wyróżniać, choćby z tego względu, żeby możliwy był do zastosowania obowiązek nałożony przez ustawodawcę w art. 55 ustawy - Prawo o ruchu drogowym, drudzy natomiast, wzorem części krajów europejskich, nie widzą takiej potrzeby. Wszyscy jednak, jak mniemam, chcą finalnie wypuszczać na drogi świetnie przygotowanych do samodzielnej jazdy, nowych kierowców.
Pochylając się nad argumentami tak jednej, jak i drugiej strony, pozostaje postawić pytania pomocnicze: Czy każdy kierujący poruszając się pasem ruchu obok pojazdu szkoleniowego, np. „ciężarówki” zawsze zachowuje szczególną ostrożność? Czy może widok „L” tak spowszechniał, że podczas przejeżdżania obok takiego pojazdu, nie stosujemy już zasady szczególnej ostrożności?
Mnie osobiście „L” na dachu ani podczas prowadzenia szkolenia kandydata na kierowcę, ani podczas egzaminowania, w niczym nie przeszkadzała. Nie czułem się też nigdy jakoś specjalnie tym oznakowaniem chroniony.
Bez względu na argumenty „za” jak i „przeciw”, myślę że najważniejsza jest świadomość, że błędy za kierownicą przytrafiają się nie tylko tym, którzy właśnie odbywają zajęcia w ramach kursu czy też zdają egzamin, ale także tym, którzy prawo jazdy mają już od długiego czasu.
Mariusz Sztal
Komentuj →
22 listopada 2017 |
0
(fot. Jolanta Michasiewicz)
Wczoraj do redakcji tyg. PrawoDrogowe@NEWS został dostarczony list, bardzo ważny list. Autor korespondencji podjął problem, o którym pisaliśmy i będziemy pisali nadal. Dlaczego? Uważamy zagadnienie relacji pieszy-kierowca i dalej bezpieczeństwa pieszego na drodze za nadzwyczaj ważny i nierozwiązany problem. Pieszy jest najsłabszym uczestnikiem ruchu drogowego i uważamy, że właśnie jemu należy się więcej uwagi i uprawnień. Czy tak? Wiele krajów Europy idzie w dobrym kierunku i ma efekty. Głos Czytelnika traktujemy jako inspirującą do kolejnej serii publikacji i jednocześnie jako pierwszą wypowiedź, choć niejednoznaczną, a może właśnie dlatego, że taka jest. Przypominamy nasz adres: e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl lub 03-450 Warszawa ul. Ratuszowa 11.
LIST: Oto problem z którym borykają się kierowcy, a ofiarami są piesi jak i kierowcy. Jest rzeczą bezsporną, że droga należy do kierujących pojazdami, a chodnik do pieszych. Przejście dla pieszych znajduje się na jezdni. Czy pieszy wkraczający na przejście nie powinien zachować szczególnej ostrożności? Tak się tylko wydaje bo praktyka pokazuje co innego. W osiemdziesięciu przypadkach pieszy wkracza na przejście nie rozglądając się. Tak jakby przejście było częścią chodnika.
Co daje im taką pewność siebie? Myślę, że obecnie obowiązujące Prawo Drogowe. Jestem zdania, że należałoby określić odległość nadjeżdżającego pojazdu od przejścia, kiedy pieszy powinien pozostać na chodniku i przepuścić samochód.
A co Wy na to Kochani? Byłbym szczęśliwy mogąc otrzymać od Was odpowiedz i mieć nadzieje, że ktoś się nad tym problemem pochyli.
Z poważaniem Bogusław Piotrowski
Komentuj →
21 listopada 2017 |
0
Grzegorz Wysopal, kierownik Działu Szkoleń Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krakowie; egzaminator, instruktor techniki jazdy, instruktor nauki jazdy, absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej i absolwent studiów doktoranckich Wydziału Paliw i Energii Akademii Górniczo-Hutniczej. Ekspert tyg. „PRAWO DROGOWE@NEWS” (fot. ze zbiorów autora)
W kwestii oznakowania pojazdu szkoleniowego przysłowiową „eLką” uważam, że jest to zasadne.
Zachowanie na drodze kandydata na kierowcę prowadzącego pojazd określonej kategorii może być różne, a czasem wręcz zaskakujące. Wobec tego typu pojazdów inni kierujący powinni być w szczególny sposób uprzedzeni i poinformowani. W tym właśnie celu służyć ma umieszczenie w miejscu widocznym kwadratowej niebieskiej tablicy z napisem „L”, a dodatkowe oznakowanie kamizelką kursanta i instruktora dotyczy szczególnie niebezpiecznych podczas szkolenia oraz egzaminowania kategorii motocyklowych i motorowerowej.
Co do zasadności oznaczenia pojazdów egzaminacyjnych opinii jest wiele. Moim zdaniem pojazdy egzaminacyjne nie powinny być oznakowane. Uzasadnienie: egzaminowany ma wykazać się niezbędnymi umiejętnościami pozwalającymi mu na samodzielną jazdę. Czym bowiem różni się jazda egzaminacyjna od prywatnej jazdy już przyszłego kierowcy? Jedynie tym, że na tym etapie egzaminator może jeszcze uratować od poważnych konsekwencji. Jak często spotyka się przecież ułatwianie pojazdom oznakowanym literą „L” (a opisanym dodatkowo jako jazda egzaminacyjna) różnych manewrów jak zmiana pasa ruchu, przejazd przez skrzyżowania - bo przecież to pojazd egzaminacyjny, nie będę mu utrudniał egzaminu, pomogę mu zdać bo też kiedyś zdawałem egzamin etc. Ale w naszych realiach na obecną chwilę jest bardzo trudne, aby zrezygnować z oznakowania pojazdu egzaminacyjnego, ponieważ duża część kandydatów na kierowców nie jest przygotowana przez instruktorów do samodzielnej, odpowiedzialnej i podpartej własnymi decyzjami jazdy. Niestety nie wszyscy instruktorzy uczą myślenia za kierownicą, samodzielnej jazdy i przewidywania sytuacji na drodze. Liczy się tylko pamięciowa jazda „trasami egzaminacyjnymi” pod dyktando instruktora. Oczywiście jest grono instruktorów – świetnych fachowców – mających na celu nauczenie, a nie „wyuczenie” jazdy.
Grzegorz Wysopal
Zachęcamy do lektury: PRAWO DROGOWE. Tomasz Matuszewski. „Szczególny przypadek szczególnej ostrożności” - https://www.prawodrogowe.pl/informacje/ekspert-wyjasnia/tomasz-matuszewski-szczegolny-przypadek-szczegolnej-ostroznosci
Czekamy na opinie: tygodnik@prawodrogowe.pl
Komentuj →
20 listopada 2017 |
0
Filip Grega, instruktor nauki jazdy, uprawniony egzaminator, właściciel osk, prezes Fundacji SOS Odpowiedzialne Szkoły Jazdy, przewodniczący Zespołu ds. przygotowania Obywatelskiego Projektu Ustawy o Kierujących Pojazdami, socjolog (fot. Jolanta Michasiewicz)
Pytanie: W najbliższy piątek odbędzie się kolejna - 8. Gala PARTNER BEZPIECZEŃSTWA RUCHU DROGOWEGO organizowana przez Stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. Główny jej punkt to ogłoszenie nominacji i wręczenie nagród Partner Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Wśród nominowanych w kategorii OSOBA ROKU znalazł się Filip Grega. Gratulujemy już samej nominacji. Znalezienie się w tak szacownym gronie laureatów lat ubiegłych i nominowanych już jest zwycięstwem. Zdecydowanie też zaszczytem. Korzystając z tej okazji chcielibyśmy przybliżyć Pana osobę, poglądy i działania naszym Czytelnikom. Poproszę o kilka zdań o sobie, o swojej drodze zawodowej. O pasjach?
Odpowiedź: Jest mi niezwykle miło z powodu tej nominacji i dokładnie tak, jak Pani wspomniała – nominacja jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem, nobilitacją i przede wszystkim jednym z największych w życiu impulsem motywującym. Trudno mówić o sobie – szczególnie na skróty, mając spory bagaż doświadczeń, bo za artystą powtarzać mogę – Z wielu pieców się jadło chleb bo od lat przyglądam się światu. O ile zainteresowania bezpieczeństwem zakwitły w okresie szkoły podstawowej, kiedy to wraz z moimi harcerskimi przyjaciółmi zgłębiałem arkana ratownictwa medyczno-drogowego, to przekraczając próg dorosłości interesowałem się elektroniką, prowadziłem audycję w lokalnym radiu, zajmowałem się kreowaniem wizerunku, fotografią i przez kilka lat realizowałem światło na koncertach największych gwiazd w Polsce. Trasy koncertowe nie były łatwa sprawą, zważywszy, że nie miałem prawa jazdy!
Pytanie: Jak to?
Odpowiedź: Tak, wbrew pozorom nie ciągnęło mnie za kierownicę. Szczególnie, że kilkanaście lat spędziłem w służbie na okrętach Marynarki Wojennej RP, a tam samochód jest jednak mało przydatny. J Uprawnienia zdobyłem w wieku ok 25 lat. Kilkanaście lat temu – i tylko dzięki mojemu koledze ze studiów zostałem instruktorem nauki jazdy. Pokochałem tę robotę jednak dopiero po traumatycznym zdarzeniu – bardzo poważny wypadek motocyklisty, w którym jako jedyny z pośród wielu kierowców na drodze ruszyłem na ratunek spowodował, że urodziło się we mnie postrzeganie zawodu instruktora jako czegoś więcej, niż tylko przygotowanie kandydatów do samodzielnego uczestnictwa w ruchu drogowym. Wiele lat temu zrozumiałem coś, co dziś już staje się normą i zostało zdefiniowane jako społeczna odpowiedzialność biznesu.
Pytanie: I dzień dzisiejszy. Co Pan robi zawodowo? Co społecznie?
Odpowiedź: Dziś ruch drogowy pochłonął mnie w całości. Szkolę kandydatów na kierowców i kierowców jak przystało na instruktora i to mój główny zawód, jednak wykonując ten zawód można robić znacznie więcej. Korzystając z wiedzy i doświadczenia można przecież: wspierać podmioty w rozsądnej organizacji ruchu, można pracować z dziećmi i seniorami dla podniesienia ich bezpieczeństwa na drodze, ale i można pójść o krok dalej i zacząć działania systemowe na szerszą skalę. Na przestrzeni lat obserwacja sposobu szkolenia spotykanych przeze mnie kursantów, sposób pracy zatrudnianych instruktorów czy analiza obowiązujących przepisów dot. szkolenia sprawiła, iż wraz z zaangażowanym zespołem narodziła się Fundacja SOS Odpowiedzialne Szkoły Jazdy, stojąc na czele której udało się uruchomić takie projekty jak: Biuro Rzecznika Praw Kursanta czy Szkoła jazdy – wybór na całe Życie.
Pytanie: Cieszy się Pan z tego uhonorowania. Spekulując – a życzymy Panu tego – że odbiera Pan statuetkę, komu chciałby Pan podziękować? Co chciałby Pan powiedzieć do mikrofonu Gali?
Odpowiedź: Z całą pewnością ten ogromny sukces jest dzieckiem nie tylko moim własnym, ale i moich współpracowników z Fundacji – a właściwie powinienem powiedzieć przyjaciół, bo za naszą pracę nie pobieramy wynagrodzenia. Myślę, że posłużył bym się starym przysłowiem, które legło u podstaw działania naszej Fundacji „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”, przez co chciałbym zwrócić uwagę na to, iż powinno się więcej uwagi skierować na proces odpowiedzialnego i profesjonalnego szkolenia kandydatów na kierowców, dzięki czemu za jakiś czas wszelkie działania BRD, które dziś są tak ważne a jednocześnie tak kosztowne, będzie można z czystym sumieniem ograniczyć.
Pytanie: I może kilka słów o stanie bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce. Z jakiego powodu – pana zdaniem – te nasze smutne statystyki nadal pogarszają się?
Odpowiedź: W Polsce wydajemy ogromne środki na reedukację uczestników ruchu. Zarówno środki publiczne jak i prywatne poświęcane są na niezliczoną liczbę działań o charakterze prewencyjnym. Zadajmy sobie pytanie czy ta prewencja nie jest troszkę podobna do picia gorącej herbaty z cytryną po zimowym spacerze bez czapki? Leczmy przyczyny a nie skutki. Jakkolwiek kontrowersyjnie to zabrzmi, to dzisiejszy kierowca pomimo posiadania uprawnień prowadzi pojazd nieświadomie, np.: podejmuje decyzję o wyborze prędkości zbliżania się do przejścia dla pieszych na podstawie… wiedzy z książki, internetu lub z ust instruktora (o ile ten wie co mówi) a nie realnego, empirycznego doświadczenia nabytego w trakcie przygotowania do prowadzenia pojazdu. To nie prowadzenie pojazdu – to wróżenie z fusów.
Pytanie: Wielokrotnie mówiono już o konieczności scentralizowania działań na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego, ale także umocowania takiej placówki poprzez kompetencje i środki. Jakie jest tutaj Pana zdanie?
Odpowiedź: W naszym kraju jest wiele podmiotów na różnych szczeblach i przestrzeniach zajmujących się brd. I bardzo dobrze, że jest ich wiele, bo bliższa ciału koszula i działania regionalne są ważne nie mniej niż zcentralizowane. Jednak kuleje u nas coś, co nazywam socjalizacją komunikacyjną, czyli procesem nabywania świadomości, wiedzy i umiejętności obywatela na absolutnie każdym etapie nabywania samodzielności w ruchu drogowym – zaczynając od roli społecznej dziecka w domu, przez przedszkolaka, ucznia aż po kandydata na kierowcę i kierowcę. To proces trwający kilkanaście lat i trzeba przygotować go systemowo.
Pytanie: I te najbliższe Panu zagadnienia – szkolenie kandydatów na kierowców i kierowców. Wielu ekspertów i praktyków pracujących w szeroko pojętym obszarze brd mówi o konieczności podniesienia jakości szkolenia. Czy rzeczywiście ta jakość jest taka marna?
Odpowiedź: Czy statystyki tego nie dowodzą? Po ukończeniu medycyny lekarz, aby zostać chirurgiem praktykuje pod okiem specjalistów wiele lat a my po prostym kursie, prowadzonym przez 20 latka z wykształceniem podstawowym, po egzaminie nie trudniejszym od egzaminu na prawo jazdy wypuszczamy człowieka, który sam znajdując się w grupie ryzyka może wykładać prawo i uczyć władania w miejscach publicznych bronią mającą pocisk o macie ponad tony. Czy tak wyglądają kryteria i kompetencje zawodowe instruktorów w krajach na szczycie statystyk bezpieczeństwa? Jeżeli na grupie Instruktorzy nauki jazdy prowadzonej na portalu społecznościowym instruktor zadaje pytanie: cyt.: ”Tak sobie jadę i jadę i nagle moją uwagę przykuwa znak (tablica), bo nie wiem co to ? Czy ktoś może wie co to oznacza i gdzie jest wytyczna jakaś co to i gdzie to się ustawia? Zgłupiałem” wskazując popularną czerwono-białą „jodełkę” czyli U-4a, to ja się pytam jakim prawem ta osoba szkoli? A proszę mi wierzyć, że to nie jest odosobniony przypadek.
Pytanie: Dla jej poprawy potrzebne nowoczesne przepisy prawa. Gdyby miał Pan wymienić trzy najpilniejsze zmiany w ustawie o kierujących pojazdami, to jakie byłyby one?
Odpowiedź: - Przede wszystkim zmiana kryteriów dostępu do zawodu instruktora, gdyż nawet nasze badania wśród kursantów dowodzą, że kandydaci oczekują znacznie wyższych kompetencji. Po drugie analogiczny do zawartego w Ustawie o szkolnictwie wyższym obowiązek zawierania umów o szkolenie na piśmie, gdyż ilość i rodzaj skarg, jakie wpływają do Biura Rzecznika Praw Kursanta wskazują przede wszystkim na brak świadomości prawidłowego przebiegu szkolenia u kursanta, jak i częste łamanie praw kursanta, który jest przecież konsumentem a usługa ma charakter regulowany. Po trzecie wzorem skandynawskim obowiązkowe szkolenie z ryzyka drogowego w okresie między szkoleniem podstawowym a egzaminem państwowym a nie po 4 miesiącach od odebrania uprawnień.
Pytanie: I przy okazji ustawa – Prawo o ruchu drogowym. A w niej jakie widzi Pan trzy najpilniejsze potrzeby zmiany i na czym te ostatnie miałyby polegać?
Odpowiedź: Nie mam odwagi, aby wybrać tylko trzy uznając je za najważniejsze jednak odpowiem inaczej – obywatel ma prawo do prostego i czytelnego prawa, aby nie było możliwości zróżnicowanej interpretacji prawidłowych zachowań. Dziś na każdym kroku obserwujemy przepychanki biegłych, instruktorów i egzaminatorów czy policjantów a jak w tym wszystkim ma się odnaleźć zwykły obywatel?
Dziękuję za rozmowę, cieszą nas nominacje ludzi młodych, którzy jeszcze przez długie lata będą pracowali dla naszego, naszych dzieci i wnuków bezpieczeństwa. Szczerze gratulujemy nominacji i życzymy zdobycia statuetki. Trzymamy kciuki i do zobaczenia w piątek. Jolanta Michasiewicz, red. nacz. tyg. Prawo Drogowe@NEWS.
Komentuj →