22 czerwca 2007 |
0

Zachodniopomorska Policja otrzymała z rąk Marszałka Województwa symulator zderzeń – urządzenie do demonstracji działania pasów bezpieczeństwa w trakcie uderzenia. Urządzenie może w przekonywujący sposób zachęcić wszystkich do powszechnego stosowania pasów bezpieczeństwa, a w efekcie ograniczyć liczbę ofiar śmiertelnych wypadków drogowych na drogach. Urządzenie (jedno z nielicznych w kraju) będzie wykorzystywane do prezentacji skuteczności działania pasów bezpieczeństwa w trakcie działań na drogach, imprezach masowych propagujących bezpieczeństwo ruchu drogowego oraz szkoleniach dla kierowców.

Pierwsza publiczna prezentacja urządzenia odbędzie się w dniu 23 czerwca br., w godzinach 11.00-13.00 na parkingu w miejscowości Renice. Symulator kosztuje 10 tys. zł.
Komentuj →
20 czerwca 2007 |
0
Zakończyła się pierwsza, pilotażowa edycja Programu Likwidacji Miejsc Niebezpiecznych na Drogach. Na terenie czternastu województw zrealizowano 49 niskonakładowych zadań polegających na przebudowie skrzyżowań i odcinków dróg, na których często dochodziło do wypadków. Obecnie po roku od zakończenia zadań Ministerstwo Transportu opublikowało raport podsumowujący, który zawiera doświadczenia zebrane podczas realizacji, korzyści z poprawy bezpieczeństwa oraz opisy zadań. Krótkie i oparte na konkretnych przykładach opracowanie ma wzbogacić dotychczasową wiedzę o drogowych działaniach z zakresu bezpieczeństwa ruchu i będzie kolejnym dowodem na ich wysoką skuteczność. Podziękowano za współpracę koordynatorom wojewódzkim, jednostkom samorządu terytorialnego oraz wszystkim innym, którzy umożliwili opracowanie tego raportu.
STRESZCZENIE
Program Likwidacji Miejsc Niebezpiecznych na Drogach został podjęty w odpowiedzi na dużą liczbę wypadków, rannych i zabitych oraz kolizji na drogach samorządowych, jako element Krajowego Programu Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego GAMBIT 2005. Program został zaplanowany na lata 2005-2009 i jest realizowany w formule partnerstwa pomiędzy Ministerstwem Transportu, wojewodami oraz jednostkami samorządu terytorialnego. W ramach Programu Ministerstwo Transportu częściowo finansuje zadania przebudowy miejsc niebezpiecznych wybrane w drodze konkursu na najskuteczniejsze rozwiązania. Środki na ten cel pochodzą z pożyczek Banku Światowego i Europejskiego Banku Inwestycyjnego. W pilotażowej edycji Programu w latach 2005-2006 zrealizowano czterdzieści dziewięć niskonakładowych zadań poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego na terenie kraju. Całkowita wartość zadań wyniosła trochę ponad 9,2 miliona złotych. Zadania obejmowały proste i sprawdzone rozwiązania inżynieryjne, które mogły spowodować jak największy spadek liczby wypadków i ofiar kosztem jak najmniejszych nakładów finansowych, rokowały jak największe korzyści społeczne i ekonomiczne oraz były możliwe do realizacji w krótkim czasie. Zastosowane środki poprawy bezpieczeństwa w większości dobrze spełniły swoją rolę i w zauważalny sposób wyeliminowały miejscowe zagrożenia dla ruchu. Na wielu zadaniach nie odnotowano żadnych poważnych wypadków od zakończenia prac. Przebudowa miejsc niebezpiecznych przynosi wymierne efekty i konkretne korzyści. Z oceny wpływu na bezpieczeństwo czterdziestu siedmiu zadań zakończonych w 2005 r. wynika, że tylko w ciągu pierwszego roku w przebudowanych miejscach niebezpiecznych wystąpił spadek liczby wypadków o 66%, zabitych o 91%, rannych o 68%, a kolizji o 48%. Uniknięto łącznie 289 zdarzeń drogowych (75 wypadków i 214 kolizji), uratowano od śmierci 10 osób, a dalszych 85 od poważnych obrażeń. Warte odnotowania jest również zmniejszenie śmiertelności wypadkowej o dwie trzecie - z 9 zabitych na 100 wypadków do 3. Nakłady inwestycyjne netto na zadania wyniosły 7.017.578 zł. Tylko w ciągu pierwszego roku zostały uzyskane korzyści społeczne i ekonomiczne w wysokości 38.810.008 zł. Powstały one w wyniku zapobiegnięcia wypadkom, ofiarom i kolizjom, co było możliwe dzięki przebudowie czterdziestu siedmiu miejsc niebezpiecznych. W przeciwnym razie suma ta przerodziłaby się w koszty, które obciążyłyby ofiary wypadków i ich bliskich oraz państwo - w szczególności Narodowy Fundusz Zdrowia. W pierwszym roku korzyści były 5,53 razy wyższe niż poniesione nakłady. W kolejnych latach można się spodziewać korzyści na podobnym poziomie, przy czym koszty ograniczą się do niewielkich wydatków na bieżące utrzymanie. Oprócz zapobiegania wypadkom Program przynosi szereg innych pozytywnych zjawisk, takich jak rozwój współpracy z samorządami, aktywizacja i poprawa wizerunku władz, mobilizacja funduszy na konkretne działania chroniące życie obywateli, a także wzrost świadomości i stworzenie uznania dla potrzeby redukcji zagrożeń w ruchu wśród zarządów dróg i mieszkańców. Wstępne doświadczenia i odczucia po pierwszej edycji Programu, zarówno w Ministerstwie Transportu, jak i pośród jednostek samorządu terytorialnego oraz wojewodów, są bardzo pozytywne. Realizacja zadań jest nagłaśniana w mediach o zasięgu lokalnym i regionalnym. Program cieszy się dużym powodzeniem wśród władz samorządowych i spotyka się z przychylnym odbiorem społeczności lokalnych. Pełna wersja raportu oraz informacje o przebiegu Programu znajdują się na stronie www.krbrd.gov.pl .
Komentuj →
19 czerwca 2007 |
1
Jak czytamy w “Rzeczpospolitej” - Ekolodzy postanowili sami usunąć gałęzie, które zasłoniły znak "Stop" postawiony z myślą o bezpieczeństwie rowerzystów. Stoi przy wyjeździe z terenu AWF na ul. Podleśną i nakazuje kierowcom zatrzymać się, aby przepuścić zjeżdżających ze skarpy po ścieżce rowerowej cyklistów.
< Służby porządkowe przycinają gałęzie
Z A D Z W O Ń:
Inne zasłonięte przez gałęzie znaki drogowe można zgłaszać do Zarządu Oczyszczania Miasta, w Warszawie pod bezpłatny numer: 0 800 800 117.
A oto relacja gazety: Wcześniej od pół roku ekolodzy bezskutecznie domagali się odsłonięcia znaku. - Pierwsze pismo do ZDM wysłaliśmy w styczniu. Bez żadnego efektu -opowiada Marcin Jackowski ze Stowarzyszenia Zielone Mazowsze. -A przecież chodziło o zwykłe przycięcie kilku gałęzi. Cykliści z Warszawskiej Masy Krytycznej i Zielonego Mazowsza pojawili się więc z sekatorami przy wyjeździe na Podleśną o godz. 18. Ale zanim się zabrali do strzyżenia, pojawiły się dwa wozy Straży Miejskiej i jeden policyjny. Funkcjonariusze tłumaczyli, że wycinka jest niezgodna z prawem. -Trzeba to załatwić formalnie, uzyskać pozwolenia -podkreślali. - To urzędniczy absurd. Niezgodny z prawem jest przede wszystkim zasłonięty znak drogowy "Stop" - irytowali się ekolodzy.- Nie ruszymy się stąd, dopóki to miejsce nie stanie się bezpieczniejsze. Patowa sytuacja trwała ponad godzinę. W tym czasie dwa autokary wyjechały na Podleśną bez zatrzymywania się, ignorując jadących rowerzystów. Gałęzie ostatecznie usunęły miejskie służby porządkowe wezwane przez funkcjonariuszy. - Nie chcemy za dużo wyciąć, bo zaraz przyczepią się do nas ekolodzy -mówili robotnicy. - Ale to my jesteśmy ekologami - uspokajali ich rowerzyści.
Komentuj →
19 czerwca 2007 |
0
Kandydat na taksówkarza musi nie tylko mieć odpowiednie kwalifikacje, lecz także uzyskać licencję. W niektórych miastach limity nowych licencji są bardzo małe i trzeba czekać latami. Niekiedy wyjściem dla przedsiębiorcy może być uzyskanie licencji na przewóz osób. Trzeba jednak pamiętać, że licencjonowany przewóz osób to nie to samo co wożenie ludzi taksówką. Zanim przedsiębiorca zacznie wozić zarobkowo ludzi, powinien się dokładnie zapoznać z ustawą o transporcie drogowym. To ona bowiem reguluje kwestie związane z uzyskiwaniem licencji i zezwoleń przewozowych. Wynika z niej jednoznacznie, że przedsiębiorca, który zamierza zarabiać na przewozach osób, musi mieć odpowiednią licencję. Nie ma znaczenia, czy zamierza wozić ludzi pięciomiejscowym autem osobowym czy dużym autokarem. Ustawa przewiduje w tym wypadku kilka rodzajów licencji: na krajowy transport drogowy osób, na międzynarodowy transport drogowy osób, na transport drogowy osób taksówką. Licencję wydaje się na określony czas. Generalnie nie można jej odstąpić komu innemu, od tej zasady są jednak wyjątki dotyczące przede wszystkim spadkobierców. Zawsze jednak przedsiębiorca przejmujący licencjonowaną działalność transportową musi spełniać wymogi niezbędne do jej rozpoczęcia. Licencję można także cofnąć, gdy: przedsiębiorca nie podjął działalności w ciągu sześciu miesięcy od daty jej wydania, wobec przedsiębiorcy zostało wydane prawomocne orzeczenie zakazujące wykonywania tego rodzaju działalności, przedsiębiorca rażąco naruszył warunki określone w licencji lub inne dotyczące wykonywania objętej licencją działalności, przedsiębiorca odstąpił licencję osobie trzeciej, jeżeli posiadacz licencji taksówkowej samowolnie zmienia wskazania taksometru, w razie śmierci przedsiębiorcy (chyba że organ wydający się zgodził, że uprawnienia przejmie spadkobierca). Są też sytuacje, w których licencja może, ale nie musi być cofnięta (np. gdy przedsiębiorca zalega z regulowaniem zobowiązań podatkowych). Na zwrócenie licencji przedsiębiorca ma 14 dni, licząc od tego, w którym decyzja o jej cofnięciu stała się ostateczna. Żeby uzyskać licencję, przynajmniej jedna z osób z zarządu firmy musi mieć certyfikat kompetencji zawodowych. Certyfikaty wydaje Instytut Transportu Samochodowego w Warszawie. Szkolenia i egzaminy odbywają się w różnych miejscach kraju. Lista ośrodków szkolących kandydatów na przewoźników dostępna jest na stronie internetowej ITS (www.its.home.pl). Egzamin na certyfikat kompetencji zawodowych nie jest łatwy. Dlatego przedsiębiorcy i członkowie zarządów przygotowują się zazwyczaj do ich uzyskania na specjalnych kursach. Przy ubieganiu się o taki dokument na przewozy osób lista obowiązujących tematów jest bardzo długa. Poza tym dla wielu drobnych przedsiębiorców większość przepisów, których znajomość jest wymagana, to czysta teoria. Trzeba znać zagadnienia związane nie tylko z prawem przewozowym, ale i z kodeksem cywilnym (umowy, reklamacje, ubezpieczenia, odszkodowania, gwarancje). Nie da się uzyskać licencji bez znajomości prawa handlowego (łącznie z procedurami związanymi z upadłością firmy), prawa finansowego (podatki, opłaty drogowe i szeroko pojęte kredyty - czyli też gwarancje, zastawy, poręczenia i leasing). Niezbędna jest również znajomość organizacji i zarządzana firmą, w tym spraw związanych z rachunkowością, bilansem czy wdrażaniem nowoczesnych systemów zarządzania oraz negocjacjami handlowymi. Kandydat do uzyskania certyfikatu musi się również wykazać znajomością przepisów branżowych. Dokładnie o tym, co trzeba wiedzieć, żeby zdać egzamin, mówi rozporządzenie w sprawie uzyskiwania certyfikatów kompetencji zawodowych w transporcie drogowym. Żeby uzyskać licencję, trzeba spełnić nie tylko wymagania dotyczące certyfikatu. Przedsiębiorca musi spełniać warunek dobrej reputacji. Wymagania dotyczące niekaralności są analogiczne jak dla przedsiębiorców występujących o licencję taksówkową. Natomiast wymagania odpowiedniej reputacji dla kierowców prowadzących inne auta niż taksówki są nieco odmienne. Nie mogą kierować takimi pojazdami osoby, które były skazane prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwa umyślne przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, mieniu, wiarygodności dokumentów lub środowisku.
Komentuj →
24 czerwca 2007 |
0

PORADNIK METODYCZNY INSTRUKTORA czyli scenariusze zajęć – jeden z elementów składowych “Pomocnika instruktora”. Poradnik przedstawia 34 zagadnienia, które powinny zostać “przerobione” podczas zajęć praktycznych (jazd) w trakcie kursu na prawo jazdy kategorii B. Podzielono je na cztery grupy (wg stopnia zaawansowania nauki): 1) podstawy kierowania pojazdem; 2) uczestniczenie w ruchu drogowym. Podstawy techniki jazdy; 3) Właściwe reakcje na sytuacje drogowe. Doskonalenie techniki jazdy; kierowanie pojazdem w nietypowych i trudnych sytuacjach. Zajęcia w każdej z grup powinny kończyć się praktycznym sprawdzianem, podsumowującym zdobyte umiejętności. Propozycja metodyczna takiego sprawdzianu zamyka scenariusze zajęć w danej grupie. Proponowane scenariusze składają się z: - zadań dydaktycznych precyzujących tematykę zajęć; - zalecanych ćwiczeń praktycznych; - zestawu pytań, na które uczniowie powinni odpowiedzieć w trakcie i po zakończeniu zajęć; - zestawu poleceń, które uczeń powinien prawidłowo wykonać podczas jazdy czy ćwiczeń szczegółowych.

POMOCNIK INSTRUKTORA – wydawnictwo segregatorowe zawiera następujące elementy: główny to “Praktyczny szkicownik”, czyli 16 plansz, zawierających różne schematy dróg. Plansze powleczone są specjalną folią, na której można kreślić nieskończoną ilość schematów zachowań i sytuacji drogowych. Mogą to być schematy zadań, które polecamy słuchaczowi wykonać, jak i szkice sytuacji, które właśnie miały miejsce i które warto szczegółowo omówić. Chcąc ułatwić pracę instruktorom, na większości plansz zamieszczone zostały wzory znaków lub sygnałów drogowych, które mogą występować na przedstawianym na danej planszy np. skrzyżowaniu. Plansze na sztywnym kartonie, wpięte w wygodny segregator. Do ryzowania służy specjalny, sucho ścieralny pisak wysokiej jakości, dołączony do każdego pakietu. Szkice ścieramy polarową ściereczką, także wchodzącą w skład każdego zestawu. Następnie pomocnik zawiera także “Tablice znaków i sygnałów drogowych” – barwne, z opisami; w zestawie “Poradnik metodyczny instruktora” – przedstawiający 34 scenariusze zajęć praktycznych, uporządkowanych w czterech grupach (wg. stopnia zaawansowania nauki).
Pakiet “Pomocnik instruktora” ................... 38,00 zł
Zamów teraz – 0-502-659-431 (non-stop)
Komentuj →
24 czerwca 2007 |
0
17. razy łapany “na gazie” - Sąd już 16 razy zakazał mieszkańcowi Białej Podlaskiej prowadzenia samochodów. Ale Mariusz W. nic nie robi sobie z sądowych zakazów. We wtorek po raz kolejny zatrzymała go policja - był pijany. W nocy w miejscowości Hrud policyjny patrol zatrzymał do kontroli mercedesa. Kiedy funkcjonariusze podeszli do busa, okazało się, że za kierownicą nie było nikogo. Na pozostałych fotelach siedziało czterech mężczyzn. Żaden nie przyznawał się do kierowania autem, od całej czwórki czuć było woń alkoholu. Dwóch mężczyzn nie chciało się wylegitymować, byli agresywni. Policja zatrzymała całą czwórkę do wytrzeźwienia. Funkcjonariusze ustalili, że mercedesem kierował 30-letni bezrobotny mieszkaniec gminy Biała Podlaska Mariusz W. Badanie alkomatem wykazało u niego ponad dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Mariusz W. ps. Bimbaj dobrze znany jest bialskiej policji. Wcześniej był karany m.in. za kradzieże z włamaniami. Okazało się, że sąd już 16 razy zakazywał mu prowadzenia samochodów. Ostatni zakaz obowiązuje do 2011 roku. 30-latek po wytrzeźwieniu odpowie za jazdę samochodem po pijanemu i wbrew zakazowi sądu. Grozi mu do trzech lat więzienia.
Dwie matki z dziećmi w wózkach ofiarami pijanego kierowcy - Nawet 12 lat więzienia może grozić pijanemu kierowcy, który w Katowicach wjechał na chodnik i potrącił dwie kobiety z małymi dziećmi. Niemowlęta w wieku ośmiu i 10 miesięcy siłą uderzenia zostały wyrzucone z wózków. Obaj chłopcy i ich matki zostali przewiezieni do szpitali. Ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo. Kierujący BMW prawdopodobnie w wyniku nadmiernej prędkości, w trakcie manewru omijania przeszkody, stracił panowanie nad pojazdem, wjechał na chodnik i potrącił dwie kobiety z małymi dziećmi. Małych chłopców, którzy po uderzeniu przez BMW wypadli z wózków, z podejrzeniami wstrząśnienia mózgu umieszczono w szpitalu. Do szpitala trafiły także dwie kobiety w wieku 24 i 27 lat - matki dzieci. Kobiety mają połamane nogi. 33-letni kierowca BMW miał 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Pijani byli także dwaj jadący z nim pasażerowie.
Rok więzienia za jazdę pod wpływem alkoholu - Na rok więzienia i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych przez osiem lat skazał gorzowski sąd za jazdę po pijanemu 31-letniego mieszkańca Jeleniej Góry (Dolnośląskie). To najsurowszy, nieprawomocny jeszcze wyrok, jaki zapadł do tej pory przed tzw. sądem 24-godzinym w Gorzowie Wlkp. - poinformował rzecznik gorzowskiej policji Sławomir Konieczny. Skazany Tomasz G. - zawodowy kierowca - został zatrzymany przed dwoma dniami. Jak ustaliła policja, mężczyzna pokonując kilkusetkilometrową trasę przywiózł do hurtowni budowlanej w Gorzowie Wlkp. kilkanaście ton materiałów budowlanych. Po częściowym rozładunku, miał zamiar z resztą towaru jechać do Szczecina. - Policjanci zatrzymali go, gdy manewrując pojazdem zahaczył o osobową toyotę. Okazało się, że miał 1,98 promila. Jak przyznał, na kilka godzin przez kursem do Gorzowa Wlkp. wypił sporo alkoholu - powiedział Konieczny. Jak powiedział rzecznik Sądu Okręgowego w Gorzowie Wlkp. Roman Makowski, mężczyzna już wcześniej był skazany za jazdę po pijanemu, a kolejnego występku dopuścił się w okresie próby. Od 12 marca, kiedy zaczęły funkcjonować tzw. sądy 24-godzinne w obrębie właściwości działania Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. rozpatrzono
Pijany 14-latek za kierowcnicą - Policjanci referatu patrolowo interwencyjnego komendy miejskiej zatrzymali 14-latka, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej, kierował pojazdem w stanie nietrzeźwym i oczywiście bez uprawnień. Do zdarzenia doszło wczoraj przed północą na ulicy Kanałowej w Szczecinie. Kierowca fiata 126 p nie zatrzymał się do kontroli drogowej. Uciekając przed policjantami ulicą Kanałową, stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w ogrodzenie posesji. Badanie na trzeźwość ,młodego kierowcy wykazało 0,48 promila alkoholu. Pojazd nie posiadał obowiązkowego ubezpieczenia i aktualnego przeglądu technicznego. Samochód zabezpieczono na parkingu strzeżonym a 14-latek został przekazany rodzinie. O jego dalszym losie zdecyduje sąd rodzinny.
Komentuj →
23 czerwca 2007 |
0
Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Komunikacji RP Oddział w Krakowie w dniach 21-23 czerwca zorganizowało wielce interesującą VI Konferencję Naukowo-Techniczną pt.: “Polityka parkingowa w miastach”. Program obejmował następujące wystąpienia: “Strefa płatnego parkowania w Łodzi” – Marek Kopias; “Parkingi podziemne w Krakowie” – Józefa Kęsek; “Problemy parkingowe na przykładzie różnych obszarów miasta Katowice” – Barbara Żmidzińska, Danuta Tylla; “Polityka parkingowa Miasta Rzeszowa” – Marek Ustrobiński; “System “Park&Ride” w Spółce PKP Przewozy Regionalne” – Waldemar Fabirkiewicz; “Prognozowanie podrózy Park and Ride metodą modelowania – Andrzej Szarata; Model matematyczny wyboru lokalizacji miejsc przesiadkowych i parkingów dla systemu P&R” – Waldemar Parkitny; “Pomiary parkowania i analizy wyników na przykładzie Kielc” – Andrzej Szarata, Janusz Bohatkiewicz, Piotr Nowak; “Studium ukladu komunikacyjnego w rejonie Międzynarodowego Portu Lotniczego im. Jana Pawła II Kraków-Balice” – Stanisław Albricht, Maciej Górnikiewicz, Michał Surówka; “Parkowanie, a Brd – kompendium przepisów i zagrożenia związane z brakiem ich przestrzegania” – Marek Dworak; “Rozwój systemów pobierania opłat w strefach płatnego parkowania na przykładzie Niemiec” – Jan Sklorz, Witold Mülauer; “Prezentacja: mentalność kierowców, a wykorzystanie miejsc parkingowych” – Piotr Sławeta; “Rozproszony system poboru opłat parkingowych oparty o mikroprocesorową technologię zbliżeniową” – Jerzy Mikulik, Tomasz Boryczko; “Zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego związane z parkowaniem na przykładzie Krakowa: “Partnerstwo publiczno-prywatne jako model funkcjonowania stref płatnego parkowania w miastach” – Michał Mirosław Wikiliński; “Parkingi wielopoziomowe – sposoby skutecznego zarządzania i wzrostu rentowności, przy jednoczesnej poprawie atrakcyjności obiektu” – Jarosław Nowakowski; “Procedury administracyjne związane z budową i użytkowaniem parkingów” – Anna Tarczyńska-Gałaś; “Wybrane problemy projektowania wielostanowiskowych parkingów i budynków na przykładzie centrów handlowych w Krakowie” – “Andrzej Garpiel; “Wielopoziomowy, wolnostojący parking samochodowy (parking obrotowy)” – Janusz Borek. Celem konferencji była wymiana poglądów i doświadczeń między zarządzającymi, wykonawcami i użytkownikami parkingów. Podczas dyskusji panelowej wiele miejsca poświęcono: wpływowi parkingów wielopowierzchniowych na funkcjonowanie obsługującego układu komunikacyjnego; systemom sterowania informacją o dojazdach do miejsc parkingowych; “Park & Ride” w świetle krajowych i zagranicznych doświadczeń; ocenie działania stref płatnego parkowania. Efektywności, organizacji poboru opłat i uregulowaniom prawnym w tym zakresie; parkingom kubaturowym; projektowaniu i organizacji ruchu na parkingach oraz parkowaniu na chodnikach. Uczestnicy zwrócili uwagę na zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego związane z brakiem parkingów.
Komentuj →
22 czerwca 2007 |
0
"Dziennik Wschodni": Tego jeszcze nie było! Pozostawiony na tzw. luzie samochód zamiast zjeżdżać, pnie się pod górkę. Grawitacja sfiksowała, a może złe przyczaiło się na drodze? Do Zubowic Kolonii ciągną tabuny ciekawskich. Gdybym na własne oczy tego nie zobaczył, nigdy bym w to nie uwierzył - mówi Adam W.z Zamościa. - Wrzucam luz, a auto za każdym razem zamiast zjeżdżać, wraca pod górkę. To się po prostu w głowie nie mieści! - Nie wiem, co to może być - rozkłada ręce 83-letni Zenon U. - Ale dziadek opowiadał, że jak konie zbliżały się do studni na dole, to zaczynały parskać - przypomina sobie Wanda S., córka pana Zenona. - Tak, jakby ich coś odpychało. Dziś studni już nie ma, ale zagadka pozostała. To złudzenie optyczne, które wynika z niedoskonałości ludzkiego oka - mówi Andrzej Gwozda z Rejonu Dróg Wojewódzkich w Zamościu. - Człowiek patrzy w przestrzeń, ale obraz zależny jest od wysokości, z której się patrzy. Przy dużej zmianie spadków drogi oko zostaje oszukane. Tak jest w Zubowicach Kolonii. Optycznie wydaje się, że jest pod górę, a geodezyjnie wychodzi, że jest z góry. Na razie sensacją na drodze karmią się kolejni kierowcy - komentuje "Dziennik Wschodni".
Komentuj →
22 czerwca 2007 |
0
Jeden z największych przewoźników w Europie także w Polsce chce wozić pasażerów koleją, autobusami miejskimi i dalekobieżnymi. Efektywne wejście może się udać po przejęciu już istniejącej firmy. Polska została zidentyfikowana jako strategiczny kraj w Europie i tak traktujemy wszystkie możliwości zaistnienia na tym rynku - zapowiada Maciej Królak, konsultant brytyjskiej grupy transportowej Arriva. We wtorek jedna z największych europejskich firm przewozowych, notowana na londyńskiej giełdzie Arriva, wygrała przetarg na obsługę kolejowych linii szynobusowych w województwie kujawsko-pomorskim. To pierwszy kontrakt na torach, którego nie będą realizować PKP, i pierwsza inwestycja Arriva w Polsce. Maciej Królak zapewnia, że na pewno nie ostatnia. Operator świadczy usługi transportowe w dziewięciu krajach, rocznie przewozi około miliarda pasażerów. Arriva chce przyjąć inny system wchodzenia na rynek niż jej największy konkurent w Polsce, francuska Veolia (Connex), która prowadzi działalność rozproszoną po całym kraju. Brytyjczycy chcą budować duże regionalne centra, obejmujące zasięgiem duże województwo, które do dyspozycji mieć będą po 500 autobusów. Niewykluczone, że inwestor przejmie wkrótce jedną z prywatnych firm już działających na polskim rynku.
Komentuj →
21 czerwca 2007 |
0
31-letni Tomasz G., kierowca ciężarówki z Jeleniej Góry, który przejechał kilkaset kilometrów, mając we krwi dwa promile, najbliższy rok spędzi w więzieniu i na osiem lat straci prawo jazdy. Taki wyrok wydał w trybie 24-godzinnym gorzowski sąd. Na surowy werdykt złożyło się kilka elementów: mężczyzna jest zawodowym kierowcą, wiózł na naczepie 24-tonowy ładunek materiałów budowlanych, a po pijanemu przejechał kilkusetkilometrową trasę z Jeleniej Góry do Gorzowa. - W każdej chwili mogło dojść do wypadku, którego skutki byłyby tragiczne - mówi Sławomir Konieczny, rzecznik gorzowskiej policji, która w poniedziałek zatrzymała kierowcę podczas rozładunku przed hurtownią. Manewrując ciężarówką, Tomasz G. zahaczył osobowy samochód. Badanie wykazało, że we krwi ma prawie 2 promile alkoholu. Dzień wcześniej wieczorem pił alkohol przy grillu. Położył się spać, ale już po czterech godzinach wstał i ruszył w trasę. Za jazdę po pijanemu kierowcy groziła kara dwóch lat więzienia i utrata prawa jazdy na dziesięć lat. Najczęściej zapadające wyroki są jednak niższe i często nakładają karę w zawieszeniu. Gorzowski sąd dla Tomasza G. nie miał jednak litości. Policja jeszcze w poniedziałek skierowała sprawę do sądu 24-godzinnego, a ten we wtorek skazał kierowcę na rok więzienia bez zawieszenia i odebrał mu na osiem lat prawo jazdy.
Komentuj →
21 czerwca 2007 |
0
Na gdańskiej ulicy spłonął samochód z amatorsko założoną instalacją gazową. Dwie osoby są poparzone. - To auto było jak bomba, szczęście, że nie wybuchło - mówią strażacy. Osobowa honda civic jechała podczas porannego szczytu komunikacyjnego i nagle w kabinie buchnął ogień. W środku były dwie osoby, obie o własnych siłach zdołały wydostać się z auta – opowiada “Gazecie Wyborczej” mł. brygadier Jakub Zambrzycki, zastępca komendanta rejonowego Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku. - To 42-letni kierowca i jego pasażerka. Doznali poparzeń głowy, szyi i rąk. Auto spłonęło doszczętnie. Gdy strażacy zajrzeli do bagażnika, przerazili się - mówi Zambrzycki. - Tam, gdzie powinno być koło zapasowe, stała 11-litrowa butla z gazem. Tragedia była o włos. Widziałem już skutki eksplozji takiej butli, zupełnie jak bomba. Wstępna wersja: gaz z nieszczelnej instalacji zebrał się w kabinie i wystarczył papieros albo nawet iskra z telefonu komórkowego, by doszło do zapłonu. Zdaniem policjantów, w dokumentach samochodu jest potwierdzenie, że instalację gazową założono legalnie. Sławomir Barabasz, specjalista od montażu tego typu urządzeń, nie bardzo w to wierzy. - Umiejscowienie butli świadczy, że to była chałupnicza robota - zapewnia Barabasz. - Legalizacja w dowodzie rejestracyjnym to żaden problem, taką pieczątkę dostaje się za 50 złotych łapówki. Radzę, żeby policja to dokładnie sprawdziła. Według Barabasza, takich samochodów w Trójmieście są setki. Gaz znajduje się w zwykłej butli i doprowadzany jest do silnika przy pomocy elastycznych wężyków, które prędzej czy później mogą stracić szczelność. Dlaczego kierowcy gotowi są ryzykować życie i zdrowie? Montaż takiego "systemu" to 500-800 zł, a pożary są rzadkością. - Za atestowaną instalację gazową trzeba zapłacić te 1800 zł - mówi Barabasz. - Ale zbiornik na gaz ma wzmocnioną konstrukcję, która wytrzymuje upadek z wysokości 15 metrów. Przewody to sztywne, miedziane rurki. A do tego całość wyposażona jest w kilka zaworów bezpieczeństwa, które z chwilą wyłączenia silnika same się zamykają, uniemożliwiając ucieczkę gazu.
Komentuj →
21 czerwca 2007 |
0

Jeszcze przynajmniej przez trzy lata warszawiacy nie będą mieć autostrady. Grożą nam coraz większe korki na wylotówkach z miasta. Tylko na kilku odcinkach trwa budowa obwodnic i tras ekspresowych – donosi “Gazeta Wyborcza”. Na początku czerwca wicemarszałek Mazowsza Jacek Kozłowski przyznał podczas debaty o drogach Mazowsza: "Za dynamicznie rozwijającą się Warszawą i jej obszarem metropolitalnym nie nadążają inwestycje infrastrukturalne. Dojazd do stolicy np. z Żyrardowa trwa dłużej niż dziesięć lat temu". Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich administruje rekordową w Polsce siecią dróg tej rangi (2 tys. 816 km). Najwięcej energii i pieniędzy angażuje w ich łatanie kawałek po kawałku. Jak to wygląda, dobrze wiedzą ci, którzy podróżują trasą nr 580 na przedłużeniu ul. Górczewskiej przez Zaborów, Leszno i Żelazową Wolę do Sochaczewa. Choć firma Strabag rozgrzebała tę drogę już w 2005 r., nadal nie widać końca remontu zaledwie kilkunastokilometrowego odcinka. Kierowcy męczą się na zwężonej i podziurawionej jezdni. Panuje ogromny bałagan. Właśnie poprzesuwano o kilkaset metrów przystanki autobusowe w Borzęcinie, Wojcieszynie i Zielonkach. Na tej samej konferencji, na której w połowie października zeszłego roku marszałek Struzik martwił się brakiem walców, szefowa mazowieckiego zarządu dróg Teresa Materek zapewniała, że droga będzie gotowa w lipcu 2007 r. - W lipcu? - zdziwiła się wczoraj Agnieszka Serbeńska, rzeczniczka mazowieckich drogowców. - To już nieaktualny termin. Zmieniliśmy umowę z wykonawcą. Remont skończy się w październiku.
Komentuj →
20 czerwca 2007 |
0
Opowiadamy się za przywróceniem subwencji drogowej - istniała przez kilka lat, a potem ją zlikwidowano – czytamy w “Gazecie Prawnej”. Trzy lata bez subwencji to dostatecznie długi czas, a zebrane w tym czasie doświadczenia są wystarczające, żeby decyzję o likwidacji subwencji drogowej uznać za złą. Wcześniej każdy samorząd dostawał pieniądze na drogi proporcjonalnie do liczby kilometrów dróg danego rodzaju, jakie na swoim terenie posiadał. W tej chwili natomiast budowę i utrzymanie dróg powiaty finansują z dochodów własnych, posiłkując się subwencją ogólną. Ale kondycja poszczególnych powiatów jest różna i siatka dróg na terenie każdego z nich także. Zdarza się więc, że powiat jest biedny, a dróg ma więcej niż bogatszy sąsiad. Można powiedzieć, że już od dłuższego czasu środki, jakimi dysponują powiaty na utrzymanie dróg, wystarczają ledwie na administrowanie oraz łatanie największych dziur w najbardziej newralgicznych miejscach. Czasem samorządy na danym terenie wspierają się nawzajem i - tak, jak to jest np. w powiecie strzeleckim - gminy partycypują w kosztach realizacji inwestycji drogowych. Niestety, nie wszędzie tak jest. Podobne kłopoty mają samorządy województw. I chodzi tu nie tylko o finanse na budowę dróg, ale też o środki na modernizację. Problem narasta tym bardziej, im więcej dużych ciężarówek jeździ po naszym kraju. Jeśli do tej pory poruszały się one głównie drogami wojewódzkimi, to teraz - czasem z powodu coraz większego tłoku, czasem z powodu lokalizacji firm, do których muszą dotrzeć - znacznie częściej korzystają z dróg powiatowych. A do takiego obciążenia nie są one przystosowane. Do taboru czterdziestotonowego nie są też przystosowane mosty czy przepusty. Obawiać się, że jeśli sposób finansowania dróg samorządowych nie zmieni się szybko i radykalnie, to drogi zostaną całkowicie zniszczone. Wydaje się, że rządzący tego nie rozumieją. A skoro tak, to trzeba uświadomić im fakt, że sieć drogowa w Polsce jest jedna, to nie są tylko autostrady i drogi krajowe, ale też drogi wojewódzkie i powiatowe, będące ważnym elementem całego organizmu transportowego. Już w 2000 roku Związek Powiatów Polskich zaproponował wprowadzenie odpowiedniego odpisu procentowego z akcyzy na paliwo, z przeznaczeniem na drogi. Do tej pory jednak nic się w tej kwestii nie wydarzyło. A prawda jest taka, że samorządy nie poradzą sobie same z problemem. Również za zimowe utrzymanie dróg na terenie miasta powinien odpowiadać burmistrz i prezydent. Nie może być tak, że w jednym mieście odśnieżaniem zajmują się trzy samorządy oraz krajówka. Oczywiście, burmistrz i prezydent powinien posiadać odpowiednie środki na ten cel, pochodzące od właścicieli tych dróg. Zupełnie niezrozumiałe wydaje się także to, że np. niektóre ulice w miastach na długości nawet kilkuset metrów są drogami powiatowymi. Zgodnie z definicją, droga powiatowa to taka, która łączy miejscowości będące siedzibami gmin. Jeśli tak, to kawałek ulicy na pewno nie mieści się w tej definicji. Możliwe, że początkiem kłopotu jest nasz polski problem z kategoryzacją dróg. Niby mamy definicje i parametry, a mimo to czasem trudno rozróżnić drogi gminne od powiatowych.
Komentuj →
20 czerwca 2007 |
0
Parkingi dla ciężarówek są ważnym elementem infrastruktury drogowej, wpływającym na czas realizacji dostaw, a przede wszystkim na bezpieczeństwo kierowców i przewożonych ładunków. Przy aktualnym natężeniu ruchu i wzroście liczby ciężarówek liczba parkingów w Polsce jest niewystarczająca. Niedostatek parkingów jest jednym z istotniejszych problemów infrastrukturalnych, z jakimi musi zmagać się branża transportowa. Zaledwie 31 parkingów w Polsce można porównać do standardów w zachodnich krajach unijnych. - Za przykład może służyć autostrada A4, przy której znajduje się tylko kilka parkingów, które są zazwyczaj przepełnione w godzinach nocnych. W takiej sytuacji samochody są zmuszone parkować na poboczu autostrady lub przy oświetlonych wiaduktach, stwarzając zagrożenie na drodze. Problem nie dotyczy tylko ilości, ale także ich niskich standardów technicznych. Brakuje wystarczającej ilości stanowisk dla pojazdów przewożących materiały niebezpieczne. Niski komfort pracy na polskich drogach to także jeden z powodów emigracji naszych kierowców - mówi Tomasz Porwolik z Centrum Logistycznego Delta Trans. Z problemem zbyt małej liczby parkingów borykają się też inne kraje europejskie. W Niemczech ok. godz. 20 trudno znaleźć już wolne miejsce. Taka sama sytuacja dotyczy Francji, zwłaszcza okolic Paryża. Niemniej mimo to trudno nam się z tymi krajami porównywać pod względem liczby parkingów i ich infrastruktury. Brakuje także dobrej informacji o dostępnych parkingach chociażby przy głównych drogach. Ostatni atlas parkingów był wydany przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) w 1998 roku. GDDKiA stale aktualizuje bazę danych o parkingach dla samochodów ciężarowych, ale dane zbierane są poprzez ankietę i odbywa się to na zasadzie dobrowolności. Użytkownikom parkingów ma być udostępniona możliwość oceny jakości świadczonych usług, ale póki co takiej opcji nie ma. Dyrekcja zapowiada również, iż wspólnie z organizacjami zrzeszającymi przewoźników, wyróżniającym się parkingom udzieli rekomendacji. Planuje się wydanie informatora w postaci atlasu, ale również nie ma informacji, kiedy to nastąpi. Na stronie internetowej www.gddkia.gov.pl znajduje się wykaz parkingów, ale dotyczy on tylko kilku głównych tras w kraju. Kłopotliwe jest także to, że jadąc drogą znajdziemy na niej informację o najbliższym parkingu, ale już nie ma nic na temat odległości do następnego. Brak informacji albo obawy o bezpieczeństwo zmuszają często kierowców do przekraczania norm. Polska jest jednym z państw Unii Europejskiej, gdzie najczęściej łamie sie przepisy o czasie pracy kierowców. Ponad 75 proc. mandatów i decyzji o ukaraniu, nałożonych przez inspektorów transportu drogowego (ITD), dotyczy przekroczenia norm czasowych prowadzenia pojazdu. Przedsiębiorcy twierdzą, że inspektorzy są bezlitośni i wiedzą, w jakich miejscach najczęściej dochodzi do łamania przepisów, ze względu na konieczność dojechania do parkingu. Kierowcy skarżą się, że ITD wykorzystuje wręcz takie sytuacje podnosząc sobie statystyki wykrywalności łamania przepisów.
Adam Lecha, dyrektor marketingu spółki Equus: Sieć parkingów z prawdziwego zdarzenia jest równie znikoma jak sieć naszych autostrad. Większość miejsc postojowych wykorzystywanych przez kierowców w transporcie drogowym to tzw. dzikie parkingi bez oświetlenia i podstawowej infrastruktury, często bez utwardzonej nawierzchni. Tych miejsc najbardziej obawiają się kierowcy. W związku z tym kierowca wiozący kosztowny towar stara się dotrzeć do miejsca rozładunku bez postojów. Brak bezpiecznych parkingów utrudnia również planowanie trasy spedytorom, którzy muszą przestrzegać przepisów dotyczących m.in. czasu pracy kierowców. Z nadzieją więc cała branża transportowa czeka na monitorowane parkingi wzorem tych istniejących w UE, gdzie bez obaw można zostawić samochód.
Wojciech Sienicki, prezes spółki Compertrans: Brak parkingów nie jest tylko problemem Polski. Biorąc pod uwagę szybko zwiększającą się liczbę samochodów ciężarowych, parkingów takich jest za mało właściwie w całej Europie. U nas ich brak jest szczególnie dotkliwy, zwłaszcza że przewoźnicy są wyjątkowo rygorystycznie rozliczani z czasu jazdy i odpoczynku przez naszą Inspekcję Transportu Drogowego. Inspektorzy bardzo rzadko potrafią zachować umiar w karaniu za drobne przekroczenia czasu jazdy, wynikające z braku możliwości zatrzymania samochodu na przygotowanym do tego celu parkingu. Obecnie w Ministerstwie Transportu są opracowywane projekty, mające na celu wymuszanie budowy parkingów w trakcie inwestycji drogowych. Podobne działania, włącznie z przeznaczaniem na ten cel środków unijnych, są prowadzone w całej Unii Europejskiej. Ale niestety, jak w przypadku innych inwestycji infrastrukturalnych, przewoźnicy nie mogą liczyć na szybką poprawę sytuacji w tym zakresie. Pozostaje nam liczyć na zmiany w praktyce ITD, która musi wziąć pod uwagę istniejące uwarunkowania.
Komentuj →
20 czerwca 2007 |
0
Kierowcy parkujący w niedozwolonych miejscach na toruńskiej Starówce płacą podwójnie: mandat za łamanie przepisów i opłaty za postój. - Miasto w ten sposób zarabia na łamaniu prawa - alarmują zmotoryzowani – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Zamknięte ulice Starówki i powiększenie strefy płatnego parkowania sprawiły, że kierowcy zatrzymują się gdzie popadnie nie zważając na znaki drogowe. Tymczasem inkasenci Miejskiego Zarządu Dróg zamiast przeganiać niezdyscyplinowanych kierowców z niedozwolonych miejsc lub wzywać do nich municypalnych... pobierają od nich opłaty za postój. “Kierowcy, którzy mijają znak D-44 informujący o wjeździe do strefy parkowania, muszą zapłacić za postój, niezależnie od tego, czy postawią auto we właściwym lub niedozwolonym miejscu” - tłumaczy Marian Arendt, kierownik biura obsługi pasa drogowego w MZD. Zdaniem urzędnika wewnętrzne oznakowanie w płatnym obszarze parkowania jest kwestią drugorzędną. - Gdyby kierowcy nie uiszczali opłat za postoje na zakazach, dochodziłoby do absurdów - twierdzi Arendt. Właściciele aut licząc na łut szczęścia pchaliby się wszędzie tam, gdzie nie można parkować. MZD zleciło pobieranie opłat za postój dwóm firmom: Tor Parking oraz Firmie Usługowej Robert Malczak. - Nasi pracownicy nie otrzymują prowizji od sprzedanych biletów, dlatego nie mają interesu w tym, aby zachęcać do parkowania na zakazach - mówi Robert Malczak. - Wszyscy dostają jednakowe wynagrodzenie - najniższą płacę krajową. Parkingowi mają obowiązek ostrzegać właścicieli aut, którzy chcą zostawić auto w niedozwolonym miejscu. Przypominamy im o tym co jakiś czas. - Zwykle kierowcy mają w nosie to, co słyszą od parkingowych - uważa Arendt. Urzędnik twierdzi, że zna problem parkowania na południowo-wschodniej pierzei Rynku Nowomiejskiego. Wskazuje, że kontrolerzy MZD zgłaszali go kilka razy strażnikom miejskich. Bez skutku. - Mam wiele zastrzeżeń do pracy municypalnych. Powinni energiczniej reagować i stale monitorować niektóre miejsca - sugeruje Arendt. - Parking na Rynku Nowomiejskim powstał m.in. przez złe oznakowanie. Pod tablicą zakazu zatrzymywania się wisi informacja zezwalająca na półgodzinny postój dla samochodów zaopatrzenia. Musimy natychmiast to zmienić i wprowadzić tam podobne zasady jak na innych ulicach. Samochody zaopatrzenia będą parkować tylko w godz. 6-11 i 18-21. Jarosław Paralusz, rzecznik toruńskiej straży miejskiej, odpiera te zarzuty: - Monitorujemy całą Starówkę - mówi. - Nie możemy przecież postawić jednego funkcjonariusza na Rynku Nowomiejskim, który tylko tam będzie pilnował porządku. Do parkowania w niedozwolonych miejscach dochodzi coraz rzadziej. Wielokrotnie otrzymywaliśmy skargi na parkingowych, którzy wskazywali kierowcom nielegalne postoje. Jest to szczególnie nieetyczne w przypadków obcokrajowców. Paralusz podkreśla, że parkingowi nie są upoważnieni do kierowania ruchem, a kierowcy powinni przestrzegać przepisów: - Wielokrotnie uczulaliśmy inkasentów, a także prowadziliśmy rozmowy z kierownictwem MZD. Myślę, że przyniosły pomyślne efekty. Teraz takie przypadki występują sporadycznie. Wskazują na to statystyki z ostatnich lat. W 2005 r. od czerwca do sierpnia, gdy odwiedza nas najwięcej turystów - strażnicy miejscy wręczyli 460 mandatów dla parkujących w niedozwolonych miejscach. Rok później było ich o ponad 100 mniej. - A ruch turystyczny z roku na rok wzrasta - mówi Paralusz. Co grozi za parkowanie w miejscach niedozwolonych? 500-złotowy mandat i pięć punktów karnych, gdy zostawimy auto tam, gdzie obowiązuje zakaz ruchu. Gdy zaparkujemy na zakazie zatrzymywania, dostaniemy 100 zł kary i jeden punkt karny.
Komentuj →
20 czerwca 2007 |
0
Znaczne rozdrobnienie wysyłek w dystrybucji towarów powoduje stały wzrost kosztów transportu. Sposobem na to może być pooling, czyli łączenie kilku dostaw do jednego odbiorcy w tym samym czasie – komentuje “Gazeta Prawna” . Pooling, nowa usługa, którą wprowadza na polski rynek FM Logistic, przeznaczona jest dla klienta, który przy udziale dostaw produktów innych firm chce skorzystać z efektu synergii polegającego na wysłaniu konkretnego środka transportu do konkretnego miejsca odbioru towaru. Trudność jednak polega na tym, że kilku producentów musi zaplanować swoje dostawy w jednym czasie i do tych samych odbiorców. Liczba produktów i czas dostawy w tej usłudze musi zostać z góry określony z odbiorcą towaru, a proces ten musi być systematycznie powtarzalny w okresie ujętym współpracą. Składanie wysyłek do jednego odbiorcy przez operatorów transportowych i logistycznych nie jest w zasadzie niczym nowym. Jednak różni sie tym od zwykłego systemu dystrybucji, że efekt synergii nie jest do końca wypadkową zdarzeń, jaka ma miejsce w standardowej dostawie towaru, a jest określony z wyprzedzeniem pod względem wykonawczym, jak i finansowym. - W efekcie końcowym chodzi o to, by koszt transportu nie zwiększał się przy zachowaniu częstotliwości dostaw bądź ich zintensyfikowaniu przy jednoczesnym zachowaniu wysokich wskaźników obsługi - wyjaśnia Dariusz Badełek, key acccount director FM Logistic Polska. Podobnie jest w przypadku magazynu, gdzie rozwiązanie to powinno prowadzić do obniżenia zapasów towarów. Generalnie jest to proces zakładający współpracę kilku firm, który pozwoli na łączenie w magazynie i transporcie nawet kilku dostaw razem w celu redukowania kosztów globalnego łańcucha dostaw. W Polsce rozwiązanie to jest dopiero w fazie testów i przekonywania klienta do nowego sposobu dystrybucji. Producenci podchodzą jednak ostrożnie do nowej propozycji, aczkolwiek zachęceni obniżeniem kosztów transportu skłonni są do wypróbowania tego sposobu. - Z uwagi na pewne ograniczenia może być to narzędzie uzupełniające w łańcuchu dostaw każdej firmy. Problemem może być uzgodnienie terminarza dostaw, wydzielenie towarów poolingowych pod dedykowany samochód, a dla operatora logistycznego konieczność odbioru ewentualnych zwrotów przy dostawie - zleceniodawcy stawiają to jako warunek konieczny. Warto jednak spróbować porozumieć się w grupie przedsiębiorstw i dokonać analizy opłacalności takiej usługi - mówi Jerzy Radosz, kierownik logistyki Mieszko Service.
Marcin Wakula, physical logistic manager LU Poland (Grupa Danone): W projekcie poolingu uczestniczy wiele stron, są to zarówno dostawcy, odbiorcy, jak i firmy transportowe. Wymaga to dobrej koordynacji. Istotna jest też duża dyscyplina partnerów. To może powodować, że wdrożenie takiego rozwiązania jest czasochłonne i dosyć trudne. Z drugiej jednak strony implementacja takiego systemu w stopniu widocznym poprawia efektywność transportu, a więc obniża również koszty. Jest to więc co prawda dosyć skomplikowany, ale skuteczny sposób minimalizacji wzrostu kosztów transportu.
Komentuj →
19 czerwca 2007 |
0
Przydrożne drzewa stały się ostatnio bardzo zyskownym interesem. Od 2003 r. do ich wycinki nie potrzeba zgody konserwatorów przyrody. Efekt jest taki, że na przydrożnym jesionie zarabia się ponad 14 tys. zł - czytamy w "Rzeczpospolitej". W styczniu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie ogłosiła trzy przetargi na wycięcie tysiąca drzew. Wartość zamówienia przekracza 60 tys. euro. Jacek Wierzbicki, właściciel tartaku, tłumaczy w "Rzeczpospolitej", jaki to intratny biznes: Jeden jesion to ok. 3 m sześc. drewna. Za jesion wycięty w lasach państwowych przedsiębiorca płaci około 1500 zł. Jesion przydrożny kosztuje 100 – 300 zł. -Z jednego metra jesionu można zrobić 30 mkw. super podłogi albo 40 mkw. boazerii. Za parkiet klient zapłaci ok. 4500 zł. Za boazerię ok. 2400 zł. To oznacza, że z jednego przydrożnego jesionu można wyciągnąć do 14 tys. zł - wyjaśnia Wierzbicki.
Komentuj →
19 czerwca 2007 |
0
Prezydent Łomży Jerzy Brzeziński chce wprowadzić zakaz wjazdu TIR-ów do miasta w godzinach 22-6. To efekt badań natężenia hałasu w mieście, który przekracza wszelkie dopuszczalne normy - poinformował PAP rzecznik Urzędu Miasta Łukasz Czech. Przygotowywana jest nowa organizacja ruchu, zgodnie z Ustawą o ruchu drogowym. Trudno jest określić termin wprowadzenia powyższego ograniczenia, gdyż wszystko musi zostać należycie przygotowane, tak aby instancje wyższe nie zakwestionowały i uchyliły wprowadzonego ograniczenia - powiedział Czech. Dodał, że władze miasta chcą przygotować znaki informacyjne, które staną nie tylko w mieście, ale również na rozjazdach szlaków komunikacyjnych m.in. w Ostrołęce, Ostrowi Mazowieckiej, Jeżewie i Kisielnicy. Plan ograniczenia nocnego ruchu pojazdów ciężarowych to kolejny krok władz Łomży, by wymóc jak najszybszą decyzję w sprawie budowy obwodnicy miasta. Do tej pory wprowadzono już ograniczenia wagowe na mostach przez rzekę Narew oraz w samej Łomży. Wybudowano także zatokę do ważenia samochodów ciężarowych przy ulicy Zjazd.
Komentuj →
19 czerwca 2007 |
0
Od połowy lipca mieszkańcy Rybitw w Krakowie będą mogli zamawiać autobus jak taksówkę. Zadzwonią pod specjalny numer i ustalą godzinę odjazdu. "Telebusy" jeżdżące na "giętkich liniach" od taksówek różnią się ceną. Początkowo telebusy będą obsługiwały tylko obszar Rybitw. Pierwszy niebiesko-zielony telebus ma wyjechać na ulice tej dzielnicy 14 lipca. W takich samych kolorach będą też oznaczone jego przystanki. Dzwoniąc pod bezpłatny numer, który niedługo ma podać MPK, będzie można zamówić zarówno jednorazową usługę jak i z góry ustalić odjazdy np. na tydzień naprzód lub nawet na dłuższy okres. Dzwoniący muszą jedynie podać przystanki, na których chcą wsiąść i wysiąść oraz podstawowe dane osobowe (by wykluczyć fałszywe wezwania). Pierwsze telebusy będą zastępowały linie 157 i 158. Autobusy tych linii w powszednie dni będą kursowały tylko do godz. 8. Przejazd można zamawiać co najmniej pół godziny wcześniej. Dzięki temu dyspozytor MPK tak wytyczy trasę, by wysłać autobus do kilku mieszkańców. Chodzi o to, by nie "wozić powietrza". Jednak jeśli okaże się, że zamówienie złoży jedna osoba, to i tak autobus ruszy w trasę. Telebusy mają rozwiązać problem małej częstotliwości kursowania autobusów komunikacji miejskiej w dzielnicach peryferyjnych, z małą liczbą mieszkańców. Idea tzw. giętkich linii pojawiła się w Krakowie, gdy nasze miasto rozpoczęło w 2005 r. udział w unijnym programie Caravel Civitas. To kopia pomysłu z Florencji i Genui, gdzie miejskie autobusy na telefon obsługują z sukcesem peryferyjne dzielnice. Program Civitas jest realizowany w kilku miastach Europy, testujących rozwiązania usprawniające miejską komunikację. Do tej pory w Krakowie najbardziej widocznymi efektami udziału w programie jest pięć autobusów na gaz, dzięki którym miasto sprawdza opłacalność takich maszyn. W ramach CC zaprojektowano też przystanki tramwajowe na ul. Lubicz - to z kolei test pomysłu na to jak zmniejszyć prędkość samochodów wjeżdżających między stojący tramwaj i przystanek, a przy okazji ułatwić wsiadanie do tramwajów niepełnosprawnym. Dzięki Caravel Civitas pojawiły się także bagażniki na rowery na tyłach autobusów MPK oraz internetowa wyszukiwarka połączeń wewnątrz miasta, umieszczona na stronach przewoźnika. W planach jest też m.in. miejska wypożyczalnia rowerów.
Komentuj →
18 czerwca 2007 |
0
Wymiana torów tramwajowych na jednej z głównych ulic sparaliżowała Warszawę. W korkach stoją nie tylko kierowcy ze stolicy, ale także ci, którzy chcą przez nią przejechać – informuje “Rzeczpospolita”. Od połowy czerwca do końca września drogowcy będą remontować czteroipółkilometrowy odcinek torowiska tramwajowego na jednej z głównych arterii komunikacyjnych Warszawy - w Al. Jerozolimskich, i na moście Poniatowskiego. Dla kierowców samochodów oznacza to zwężenie tej trasy do jednego pasa ruchu. Podobnie jest na moście Śląsko-Dąbrowskim, gdzie po odebranych kierowcom samochodów pasach jazdy poruszają się tramwaje. Wyłączenie w dużym stopniu z ruchu dwóch warszawskich mostów spowodowało gigantyczne korki w centrum stolicy. Pokonanie kilkukilometrowej trasy przez Wisłę mogło wczoraj zająć kierowcom nawet kilkadziesiąt minut. Nie pomagał nawet fakt, że wielu warszawiaków posłuchało apeli władz i przesiadło się z samochodów do autobusów, tramwajów, metra i podmiejskiej kolei. Zablokowane są też drogi przelotowe przez miasto. Zamieszanie komunikacyjne potęguje fakt, że Warszawa nie ma obwodnicy - jej budowa jest dopiero w planach. Drogowcy namawiają kierowców spoza stolicy, którzy planują podróż przez Warszawę, do zmiany trasy. “Lepiej ominąć stolicę w czasie wakacyjnego remontu” - powiedziała "Rzeczpospolitej" Małgorzata Tarnowska z warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Władze stolicy proszą przyjezdnych o pozostawianie aut na obrzeżach miasta i korzystanie z komunikacji publicznej. W Warszawie nie jest to kłopotliwe, bo można kupić wspólny bilet na pociąg, metro, autobus i tramwaj. Problem korków dotyczy też ruchu ciężarowego. Choć tiry nie jeżdżą przez centrum stolicy, to także stoją w korkach. Na szczęście szacuje się, że tylko 10 procent ciężarówek, które wjeżdżają do Warszawy, to tranzyt. Reszta w stolicy kończy trasę.
Komentuj →
18 czerwca 2007 |
0
W “Dzienniku Wschodnim” czytamy: Tylko 25 kilometrów w ciągu dwóch godzin mogą przejechać kursanci z lubelskiego ośrodka szkolenia kierowców Siddha. Joanna Rajchel, właścicielka ośrodka stwierdziła, że w poprzednich miesiącach niektóre samochody przejechały zbyt dużo kilometrów. I narzuciła sztywne limity: 25 km na 2 godziny jazdy i spalenie nie więcej, niż 3 litry gazu. - Musieliśmy pokwitować odbiór tego polecenia - mówi pan Aleksander*, instruktor Siddha. - Żeby zmieścić się w limicie, staję na parkingu i np. tłumaczę przez 40 minut gdzie jest chłodnica. “Jeśli tak spędzony czas wlicza się do godzin jazdy, to nie jest to prawidłowe. Tego typu szkolenie powinno odbyć się przed jazdami” - mówi Ryszard Pasikowski, szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Lublinie. - Ośrodki ostro ze sobą walczą, mocno obniżyły ceny i muszą ciąć koszty. Ale taka szkoła powinna zbankrutować z braku klientów. - Chodzi nie tylko o oszczędności - twierdzi Zbigniew Rajchel, kierownik ośrodka Siddha i mąż właścicielki. - Chcę, by instruktorzy uczyli lepiej. A to nie polega tylko na jeździe po dwupasmówkach i przez skrzyżowania na wprost. 25 km do tego wystarczy. - Nie wydaje mi się to prawdopodobne - mówi Maciej Kulka, właściciel ośrodka Kulka. - U nas nie ma takich limitów i dlatego mamy droższe kursy. Tu cudu ekonomicznego się nie zrobi. Ze wszystkich wyliczeń wychodzi, że w ciągu godziny kursant przejeżdża około 20 km. - Przyjrzymy się temu. Nie ma przepisów pozwalających na wprowadzanie takich ograniczeń - zapewnia Tadeusz Franaszczuk, odpowiedzialny w Urzędzie Miasta za nadzorowanie szkół jazdy. Z ośrodkiem Siddha miał już do czynienia. - Szkoła pobierała pieniądze, poświadczając klientom odbycie kursów, których faktycznie nie było. Mamy oświadczenia takich kursantów. Wszczęliśmy nawet procedurę cofnięcia zezwolenia właścicielowi Siddha. Ale zdążył przepisać pozwolenie na żonę. Miał do tego prawo - mówi Franaszczuk. - Jeśli kursant wyjeździł mniej godzin niż powinien, może wystąpić o zwrot części pieniędzy - mówi Ewa Wiszniowska z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. I zapowiada, że zajmie się każdą skargą od osób, które miały podobne problemy. Klienci Siddhy - o tym, co im się należy - dowiadują się tylko ustnie. Udając zainteresowanych poprosiliśmy o wzór umowy. - Nie mamy czegoś takiego - usłyszeliśmy w biurze. Instruktorzy mają zakaz informowania kursantów o limitach. (*imię instruktora zostało zmienione)
Komentuj →
18 czerwca 2007 |
1
Właściciele zielonogórskich szkół nauki jazdy chcą, by kursant sam wybrał auto, na jakim chce zdawać egzamin. Tłumaczą, że nie wszyscy zakupili nowe modele Renault Clio. Dyrektor WORD jest nieugięty i proponuje, by szkoły... pożyczały sobie auta – donosi “Gazeta Wyborcza”. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Zielonej Górze kilka tygodni temu rozstrzygnął przetarg na zakup dodatkowych aut do egzaminów na prawo jazdy. Ośrodek miał trzy fiaty punto. By skrócić czas oczekiwania na egzamin, dokupił sześć nowych aut Renault Clio. Przetarg bowiem wygrał diler tej marki. Za kompletnie wyposażone auto z 6-letnią gwarancją, uprawniające do przeprowadzania egzaminów, WORD zapłacił ok. 32 tys. zł. Dyrekcja WORD zdecydowała, że od lipca kursant będzie losował auto do egzaminu. Właściciele szkół podnieśli szum. Ich zdaniem może się zdarzać, że kursant będzie musiał zdawać egzamin samochodem innej marki niż ten, na którym uczył się jeździć. Dlatego zaproponowali, żeby przyszli kierowcy wybierali model do testu. Tym bardziej że większość szkół nauki jazdy nie zdążyła jeszcze kupić renault clio. - Inny samochód to inne środowisko, do którego potrzebna jest adaptacja, wymagająca czasu. Dotyczy to również doświadczonych kierowców. To wyjątkowy stres, w wielu przepadkach może zakończyć się oblaniem egzaminu, choć kursant świetnie sobie radzi za kółkiem - tłumaczy Waldemar Pietraszewski, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców. Podają też drugi argument: nie każdego stać, by od razu kupić clio warte ok. 50 tys. zł. Tym bardziej że w tym roku szykuje się kolejny przetarg, który może wygrać jeszcze inna marka. Gdyby wprowadzono zapisy na konkretny model, szkoły jazdy odetchnęłyby z ulgą i poczekałyby z zakupem nowego auta do kolejnego przetargu. Jeśli WORD nie wycofa się z pomysłu losowania, ok. 200 instruktorów jazdy będzie musiało w pośpiechu znaleźć pieniądze na wymianę punto na clio z obawy przed utratą klientów. Ale w WORD nikt nie chce słyszeć o zmianach. Szkoleniowcy wysłali do marszałka list, pod którym podpisało się ponad 70 instruktorów. Poprosili o konsultację z urzędnikami. Marszałek Sebastaian Ciemnoczołowski obiecywał w "Gazecie", że będą negocjacje. Tymczasem szkoleniowcy dostali pismo, które wyprowadziło ich z równowagi. Na list z upoważnienia marszałka odpowiedział im dyrektor WORD Ireneusz Plechan. Czytamy m.in., że wybór auta wprowadziłby chaos organizacyjny i wydłużyłby czas oczekiwania na egzamin. - Analizowaliśmy wszystkie możliwe warianty. Okazało się, że wprowadzenie zapisów spowoduje wydłużenie oczekiwania na egzamin nawet do trzech miesięcy. Nie po to kupujemy nowe auta, żeby wydłużać kolejki, tylko je likwidować - tłumaczy Plechan. Dyrektor WORD uważa również, że chce uniknąć sytuacji korupcjogennych. Ośrodek, zdaniem dyrektora, musiałby wrócić do systemu ręcznego sterowania, a więc egzaminatorzy mogliby sobie wybierać kursantów. Najbardziej jednak szkoleniowców zdziwił pomysł dyrektora WORD, by... szkoleniowcy wymieniali się swoimi autami. - Bzdura. Mamy sobie pożyczać auta? Przecież my ze sobą konkurujemy. To obłęd! - bulwersują się szkoleniowcy. Szkoleniowcy zapowiadają protest pod Urzędem Marszałkowskim. - Skoro marszałek nie chciał z nami rozmawiać, sami do niego przyjedziemy - zapowiadają. - Plan jest prosty, chcemy z samego rana zająć wszystkie miejsca parkingowe, z których korzystają urzędnicy. Efekt będzie taki, że ci utkną na rondzie przed urzędem i w ten sposób sami je zablokują. Marszałek Krzysztof Szymański: - Początkowo myślałem, że sytuacja jest zdecydowanie łatwiejsza. Rozumiem argumenty właścicieli szkół jazdy. Obiecuję, że w przyszłym tygodniu doprowadzę do spotkania i wspólnie wypracujemy kompromis. Rzucanie sobie kłód pod nogi nigdy nic nie daje - mówi Szymański
Komentuj →
18 czerwca 2007 |
1
28 maja br. odbyło się II Spotkanie Koalicji na rzecz weryfikacji oznakowania dróg w Polsce. Zaproszonych powitał Dyrektor ITS Andrzej Wojciechowski, zwrócił uwagę na właściwe postrzeganie roli Koalicji jako oddolnego, społecznego ciała doradczego i opiniodawczego. Prelegentami spotkania byli: Zdzisław Dąbczyński (prezes WIMED), Jacek Zalewski (Komenda Stołeczna Policji) i Tomasz Targosiński (ITS). Prezentacja Zdzisława Dąbczyńskiego, poświęcona była m.in. metodom zmiany stref zagrożenia na drodze. Zakończona została wnioskiem o podjęcie działań zmierzających do określenia parametrów urządzeń ruchu drogowego, w tym podjęcia akcji podobnej do angielskiej the passive revolution, gdzie grupa niezależnych inżynierów weryfikuje zastosowanie rozmaitych urządzeń drogowych, a następnie publikuje oficjalną listę najlepszych z nich. Z kolei dr Targosiński przedstawił zależność między jakością reflektorów pojazdów, a widocznością oznakowania dróg w nocy, odległością spostrzegania elementów oznakowania drogowego od ich rozmiarów oraz jakością zastosowanej technologii odblaskowej w znakach drogowych. Wskazał on także na szereg czynników różnicujących kształt dróg, kąta ich nachylenia, oznakowania poziomego i pionowego, a więc także różnego postrzegania znaków (krótki czas oświetlenia znaku to krótki czas reakcji). Naczelnik Jacek Zalewski przytoczył dane statystyczne śmiertelnych wypadków drogowych. Wyczerpująco omówił przyczyny wypadków wskazał na: niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze, nieudzielanie pierwszeństwa pieszym, nieprawidłowe wyprzedzanie, zbyt mały dystans pomiędzy samochodami, nietrzeźwość prowadzących pojazdy. Naczelnik przytoczył cytat włoskiego reżysera filmowego: “zmorą obecnych czasów są wczorajsze drogi, jutrzejsze samochody i przedwczorajsza prędkość”. W trakcie dyskusji obecni podejmowali kwestie: właściwego, ale też nieprawidłowego oznakowania dróg; stosowania zbyt dużej ilości znaków drogowych; czytelności znaków drogowych; logistyki ich sytuowania na drogach; bezpieczeństwa konstrukcji drogowych; braku kadry inżynierskiej projektującej i opiniującej oznakowanie pionowe i poziome dróg itp. Wśród wniosków odnotować należy propozycję przeprowadzenia analizy oznakowania drogowego na podstawie jednego województwa, w ramach eksperymentu powstałaby karta wypadków drogowych, wyniki monitoringu miejsc szczególnego zagrożenia i szczególnego natężenia ruchu drogowego. Koalicja pracuje nad określeniem swoich kluczowych zadań, trwają prace organizacyjne.

Komentuj →
18 czerwca 2007 |
0
W dniach 14-15 czerwca 2007 w Wiedniu odbył się 2gi Międzynarodowy Kongres Specjalistów Ruchu Drogowego FIT TO DRIVE (FIT TO DRIVE 2nd International Traffic Expert Congress) realizowany przez Niemieckie Towarzystwo Agencji Inspekcji Technicznej (Verband der TÜV e.V.) przy współpracy z Austriackim Zarządem Bezpieczeństwa Drogowego (Kuratorium für Verkehrssicherheit / KfV). Motto konferencji brzmiało: Rzeczywistość i Wizja: Najczęstsze Problemy, Europejskie Rozwiązania. Podczas konferencji zostały podjęte takie problemy jak: podstawowe działania profilaktyczne w edukacji przedszkolnej, szkolnej oraz w szkoleniu i doskonaleniu kierowców; działania prewencyjne poprzez ustawodawstwo oraz wzmocnienie działania systemu punktów karnych; działania prewencyjne ze szczególnym naciskiem na pijanych kierowców; szacowanie ryzyka – medycyna i psychologia; poradnictwo, reedukacja i terapia kierowców w różnych krajach UE; systemy bezpieczeństwa oraz badania porównawcze z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego w Europie. W kongresie wzięli udział czołowi specjaliści bezpieczeństwa ruchu drogowego w Europie.
Komentuj →