14 marca 2008 |
1
Czy ulice bez znaków, a skrzyżowania bez świateł mogą w ogóle funkcjonować? Mogą, i zdaniem ekspertów są bezpieczniejsze od oznakowanych. Według naukowców skrzyżowanie, na którym nie ma żadnych znaków, jest bezpieczniejsze. Bo kierowcy nie będąc pewni, że mają pierwszeństwo, zwalniają i przejeżdżają krzyżówkę ostrożniej. Według tej teorii wszechobecne pasy, wysepki i ostrzeżenia usypiają tylko naszą czujność. Do takich wniosków już kilka lat temu doszli Brytyjczycy. A ostatnio do zwolenników ograniczenia w stawianiu znaków dołączyły władze holenderskiego miasteczka Drachten. Tam zainicjowano projekt tzw. nagich ulic i okazał się on sukcesem. Po usunięciu znaków oraz sygnalizacji liczba wypadków i kolizji na największym skrzyżowaniu w mieście spadła z 40 do dwóch rocznie. - Bez ograniczeń lepiej się kontrolujemy i zachowujemy na drodze - nie ma wątpliwości nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy podlaskiej policji. - Szczególnie w Białymstoku kierowcy jeżdżą na pamięć. Wystarczy wyłączyć światła na skrzyżowaniu al. Piłsudskiego z ul. Sienkiewicza i od razu widać, jak kierowcy, mówiąc wprost, głupieją. Nie mniej jednak zwalniają i usiłują jechać ostrożnie. Zdaniem podlaskich policjantów likwidacja znaków i sygnalizacji jest ryzykowna, bo na pewno spotkałaby się z ostrymi protestami kierowców. - Początki na pewno byłyby trudne, ale może warto się do tego przymierzyć, skoro na świecie takie rozwiązania eliminują drogowe tragedie - dodaje Dobrzyński. Jako pierwsi znaki i sygnalizacje świetlne zaczęli eliminować drogowcy w Nowej Soli. - Jesteśmy zwolennikami takiego rozwiązania w stu procentach. Od czterech lat wdrażamy je w życie etapami. Chcemy docelowo doprowadzić do tego, aby wszystkie skrzyżowania były bez znaków, wyjątkiem mają być drogi tranzytowe - mówi Andrzej Drozdek ze starostwa powiatowego w Nowej Soli. Kiedy cztery lata temu w Nowej Soli zaczęto likwidować znaki i ograniczenia, kierowcy protestowali. Dziś już tego nie robią, wręcz pozytywnie wypowiadają się na temat tych innowacji. W Toruniu władze miasta zdecydowały się na likwidację sygnalizacji na skrzyżowaniach równorzędnych i drogach osiedlowych. - Sami kierowcy się do nas zgłaszali i prosili o takie rozwiązania - mówi Agnieszka Kobus-Peńsko, rzeczniczka toruńskiego zarządu dróg. - Tam, gdzie zlikwidowaliśmy oznakowania i sygnalizację, naprawdę wyeliminowaliśmy wypadki. Kierowcy jeżdżą wolniej i o to chodziło. W białostockim departamencie dróg i transportu o pomyśle nie słyszano. - Jak to bez znaków i świateł? - dziwił się Krzysztof Turosiński z departamentu dróg. - Nie wyobrażam sobie, jak przy takim natężeniu ruchu miałoby funkcjonować skrzyżowanie w centrum Białegostoku. Chcę uspokoić kierowców. My na pewno nie wprowadzimy takiego rozwiązania. Jest ono z innego świata. Zdaniem dyrektora Komunalnego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej Dariusza Ciszewskiego to dobre rozwiązanie, ale tylko w takich miastach, gdzie kultura kierowców jest na wysokim poziomie. - Kiedy w 1999 r. byłem w Niemczech, zadziwiała mnie uprzejmość na drodze. Tam rzeczą naturalną jest to, że co drugi kierowca, który jedzie główną drogą, wpuszcza tych z drogi podporządkowanej. U nas takie zjawisko nie istnieje i dlatego "nagie drogi" na pewno się nie sprawdzą - ocenia Ciszewski, szef KPKM.
Komentuj →
14 marca 2008 |
0
W Warszawie obradowało Zwyczajne Walne Zebranie Członków Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów WORD. Wybrano nowy zarząd, jego skład powołano: na funkcję prezesa Andrzeja Szklarskiego (Dyrektor WORD w Warszawie); na funkcję zastępcy prezesa - Piotra Wcisło - (Dyrektor WORD Katowice); sekretarza - Mirosława Szadkowskiego (Dyrektor WORD Radom); skarbnika - Ryszarda Pasikowskiego (Dyrektor WORD Lublin); członków zarządu -Mirosława Oliferuka (Dyrektor WORD Łomża); Artura Then (Dyrektor WORD Kraków) oraz Edwarda Płonkę (Dyrektor WORD Bielsko-Biała). Przewodniczącym Komisji Rewizyjnej KSD WORD został Stanisław Piotrowski (Dyrektor WORD Kalisz); członkami: Stefan Książek (Dyrektor WORD Opole) oraz Robert Jagła (Dyrektor WORD Wałbrzych).
Komentuj →
13 marca 2008 |
1
Oznakowanie konturowe pojazdów ciężkich
Na lotnisku Bemowo w Warszawie odbył się pokaz prasowy poświęcony Bezpieczeństwu Transportu Drogowego - impreza zorganizowana przez 3M Poland, Mercedes-Benz Polska i Daimler Fleet Management Polska na rzecz poprawy bezpieczeństwa drogowego, w kontekście rosnącego natężenia ruchu pojazdów ciężkich. W 2006 r. samochody ciężarowe uczestniczyły w 7340 wypadkach, w których zginęło 1408 osób, a 9403 zostało rannych. Kolizje z udziałem tych pojazdów są często tragiczne w skutkach, a co piąty wypadek z udziałem ciężarówki przynosi ofiarę śmiertelną, spośród których 17% to kierowcy i pasażerowie samochodów ciężarowych. Dlatego szczególnie ważne są wszelkie działania aktywnie przeciwdziałające wypadkom, takie jak aktywne systemy bezpieczeństwa w samochodach ciężarowych czy odblaskowe oznakowanie konturowe. Jednakże bierne systemy, które zmniejszają skutki kolizji, gdy już do niej dojdzie, również są w stanie uratować niejedno życie. Dla firm 3M Poland, Mercedes-Benz i Daimler Fleet Management Polska bezpieczeństwo kierowcy i innych użytkowników dróg jest absolutnym priorytetem. Dnia 13 marca 2008 r. firmy te postanowiły zaprezentować swoje osiągnięcia w zakresie bezpieczeństwa samochodów ciężarowych podczas pokazu promującego bezpieczny transport drogowy. Wszystkie firmy są członkami założycielami Partnerstwa Dla Bezpieczeństwa Drogowego.
(237-5)
Bardziej widoczne samochody ciężarowe - Firma 3M Poland przygotowała pokaz taśm odblaskowych służących oznakowaniu konturów pojazdów ciężarowych, podczas którego można było zobaczyć różnicę pomiędzy ciągnikiem z naczepą oznakowaną taśmą konturową a zestawem nieoznakowanym. W pokazie konturówek wykorzystano dwie naczepy: jedną wyposażoną w grafikę nieodblaskową i taśmę konturową w kolorze żółtym oraz drugą posiadającą grafikę odblaskową w pełnym oznakowaniu konturowym koloru białego. Podczas pokazu można było przekonać się, jak zwiększa się widoczność samochodu ciężarowego, który oznakowany jest odblaskowymi taśmami konturowymi. Tak oznakowany pojazd zauważalny jest już z odległości 1000 m. Jego lepsza widoczność skraca również czas reakcji innych kierowców w sytuacji zagrożenia nawet dziesięciokrotnie. Ponadto odblaskowe kontury gwarantują widoczność pojazdu zaparkowanego na poboczu lub włączającego się do ruchu. Dzięki stosowaniu oznakowania konturowego na samochodach ciężarowych, niebezpieczeństwo wystąpienia wypadku z udziałem pojazdów ciężkich zmniejsza się nawet kilkadziesiąt procent, co potwierdzają liczne testy i badania, m. in. badanie wykonane przez Politechnikę w Darmstadt na zlecenie rządu Niemiec. Oznakowanie samochodów i naczep konturową taśmą odblaskową zwiększa bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego, a przede wszystkim kierowców i pasażerów samochodów osobowych, którzy stanowią 50% ofiar wypadków z udziałem samochodów ciężarowych. Naczepy do pokazu zapewniła firma przewozowa Krzysztofa Polaka z Piaseczna, a grafikę odblaskową wykonała firma Polska Grafika Samochodowa. Więcej informacji na temat regulacji prawnych oraz wyników badań i opinii ekspertów na temat oznakowania konturowego można znaleźć w serwisie internetowym akcji poświęconej bezpiecznemu transportowi drogowemu www.konturowka.pl. Strona ta została objęta oficjalnym patronatem honorowym KRBRD oraz ITS, a firmy 3M oraz Mercedes-Benz są jej partnerami wspierającymi.
Bezpieczne samochody ciężarowe Mercedes-Benz - Drugi z organizatorów pokazu, firma Mercedes-Benz Polska zademonstrowała zaawansowane systemy bezpieczeństwa samochodów ciężarowych - rewolucyjny system hamowania awaryjnego Active Brake Assist, asystent pasa ruchu Telligent oraz system stabilizacji toru jazdy Telligent. Active Brake Assist, w odróżnieniu od systemu kontroli odległości Telligent, z którego się wywodzi, automatycznie uruchamia hamowanie awaryjne pojazdu w sytuacji, gdy zderzenie z poprzedzającym pojazdem jest nieuniknione, co w znaczący sposób łagodzi skutki takiej kolizji. Za pomocą trzech wiązek radarowych system wykrywa pojazdy poruszające się przed ciężarówką na tym samym pasie ruchu w odległości 7-150 m, obliczając jednocześnie różnicę prędkości obu pojazdów. Jeśli samochody niebezpiecznie zbliżą się do siebie, system powiadamia kierowcę sygnałem dźwiękowym i wizualnym w postaci czerwonego trójkąta. Jeżeli ryzyko kolizji dalej się zwiększa, system automatycznie rozpoczyna częściowe hamowanie (z siłą 30%), a w przypadku braku reakcji kierowcy rozpoczyna pełne hamowanie awaryjne. Mercedes-Benz pracuje nad udoskonaleniem tego układu - aby hamowanie awaryjne rozpoczynało się również, gdy poprzedzające pojazdy są nieruchome. Z kolei asystent pasa ruchu Telligent ostrzega kierowcę, gdy pojazd zamierza opuścić swój pas ruchu. Wykorzystuje do tego kamerę, która cały czas śledzi odległość pojazdu od oznaczeń na krawędzi jezdni. W momencie, gdy pojazd zjeżdża ze swojego pasa ruchu, system powiadamia kierowcę za pomocą sygnału podobnego do hałasu kół wjeżdżających na żebrowane oznaczenia. System stabilizacji toru jazdy Telligent to odpowiednik systemu ESP w samochodach osobowych. W miarę swoich fizycznych możliwości, system ten zapobiega poślizgowi zestawu ciągnik-naczepa. Gdy czujnik wykryje nadsterowność, system reaguje poprzez zmniejszenie mocy silnika i przyhamowanie odpowiednich kół, co utrzymuje pojazd na właściwym torze jazdy. Układ kontroluje też hamulce naczepy. Powyższe aktywne systemy bezpieczeństwa to “element” bezpiecznego samochodu ciężarowego Mercedes-Benz (Mercedes-Benz Safety Truck zaprezentowanego w 2006 r.), który łączy wszystkie współczesne systemy bezpieczeństwa i układy wspomagające pracę kierowcy. Poza elementami bezpieczeństwa biernego, które łagodzą skutki wypadków (m.in. fotele ze zintegrowanymi, trzypunktowymi pasami bezpieczeństwa, poduszka powietrzna, przednia osłona przeciwwjazdowa czy solidna, bezpieczna konstrukcja kabiny), w Actrosie położono szczególny nacisk na zapobieganie wypadkom, czyli bezpieczeństwo czynne. Do większego bezpieczeństwa przyczyniają się m. in. doskonały układ hamulcowy, automatyczne uruchamianie oświetlenia pojazdu, światła do jazdy dziennej, ulepszone lusterka boczne, hill-holder - blokada ułatwiająca ruszanie pod górę, ECAS – system regulacji pochylenia, retarder czy ulepszone błotniki. Na bezpieczeństwo przekładają się również elementy podnoszące komfort kierowcy, takie jak ergonomiczna kabina, automatyczna klimatyzacja i klimatyzacja postojowa, wygodna leżanka zapewniająca komfortowy wypoczynek, ale również nowoczesna zautomatyzowana skrzynia Mercedes PowerShift. Wszystkie te elementy dostępne są w seryjnej produkcji, a niektóre znalazły się już w wyposażeniu standardowym. Wyposażenie standardowe Actrosa zapewnia o wiele wyższy poziom bezpieczeństwa niż określają to przepisy, a opcjonalnie dostępne są kolejne nowoczesne systemy. W nowym Actrosie systemy bezpieczeństwa zostały “połączone” w zróżnicowane promocyjne pakiety “Safety” – Classic i Top. Pakiet Top zawiera wszystkie dostępne systemy, w tym bezkonkurencyjny Active Brake Assist. Mercedes-Benz Actros od początku wyznacza standardy w wielu dziedzinach, tym bezpieczeństwa. Mercedes-Benz już od wielu lat jest niekwestionowanym liderem w dziedzinie systemów bezpieczeństwa dla pojazdów ciężarowych. Prawie wszystkie istniejące dziś systemy bezpieczeństwa powstały albo w ramach grupy Daimler AG albo trafiły po raz pierwszy do seryjnej produkcji właśnie w samochodach marki Mercedes-Benz. Przykładowo w 1981 r., dawna firma Daimler-Benz AG jako pierwsza wyposażyła swoje ciężarówki i autobusy marki Mercedes-Benz w system zapobiegający blokowaniu kół przy hamowaniu, znany jako ABS – i to zaledwie trzy lata po premierze tego systemu w samochodach osobowych. Ponieważ podejście Mercedes-Benz do zagadnień bezpieczeństwa jest kompleksowe, firma opracowała zestaw specjalnych instrukcji dla służb ratowniczych, dotyczących procedur ratowania kierowcy z kabiny po ciężkim wypadku drogowym, intensywnie szkoli kierowców (kursy bezpiecznej oraz ekonomicznej jazdy organizowane przez Mercedes-Benz ProfiTraining) oraz promuje bezpieczeństwo poprzez uczestnictwo w stowarzyszeniach, takich jak Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. I ciągle pracuje nad udoskonalaniem systemów bezpieczeństwa.
Firma Daimler Fleet Management podczas konferencji towarzyszącej pokazowi przedstawiła prezentację na temat swojej oferty wynajmu długoterminowego oraz działalności w zakresie bezpieczeństwa wśród użytkowników samochodów firmowych. Firma od 3 lat jest partnerem programu “Fleet Safety. Bezpieczne Auto Firmowe”. To pierwszy w Polsce kompleksowy program szkoleniowy, którego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa pracowników firmy (kierowców flotowych) oraz redukcja ogólnych kosztów floty samochodowej. Cele osiągane są między innymi poprzez podwyższanie świadomości zagrożeń w ruchu drogowym, zwiększanie umiejętności działania kierowców w sytuacjach kryzysowych oraz utrwalenie znajomości i konieczności przestrzegania przepisów obowiązujących na drogach Polski i Europy. Według policyjnych danych statystycznych w Polsce,w 30-50% wypadków biorą udział kierowcy samochodów służbowych. Daimler Fleet Management jest również zrzeszony w Partnerstwie dla Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego skupiającej firmy, które zdecydowały się aktywnie wesprzeć wysiłki rządu i policji na rzecz poprawy bezpieczeństwa drogowego, rozpoczynając działania prewencyjne od siebie i swoich pracowników. Przykładem aktywnej dbałości o bezpieczeństwo jest również ostatnio podjęte działania – każdy finansowany i zarządzany przez firmę Daimler Fleet Management samochód zostaje wyposażony oprócz gaśnicy, apteczki i trójkąta ostrzegawczego w odblaskowe kamizelki wraz z instrukcją ich użytkowania. Dotychczasowa oferta kompleksowej usługi w zakresie finansowania i zarządzania samochodami firmowymi koncentrowała się na samochodach osobowych i dostawczych do 3.5 tony. W chwili obecnejDaimler Fleet Management we współpracy z Mercedes-Benz CVD (Commercial Vehicle Division) przygotowuje atrakcyjną ofertę na wynajem długoterminowy samochodów dostawczych i ciężarowych w programie Mercedes-Benz CharterWay. Wraz ze spodziewanym boomem inżynieryjnym, rozbudową infrastruktury drogowej, projektami budowy obiektów sportowych i ogólnym wzrostem gospodarczym, zapotrzebowanie na usługi CVFM automatycznie wzrośnie. Daimler Fleet Management i Mercedes-Benz Polska będą wspólnie rozwijać program, który łączy zalety leasingu, serwisu i ubezpieczenia pojazdów. W dużym stopniu zwalnia on przedsiębiorców z ponoszenia ryzyka technicznego i finansowego, związanego z utrzymaniem i korzystaniem z samochodów użytkowych, a tym samym zapewnia im optymalną dyspozycyjność. Program CharterWay to połączenie bezpiecznej i redukującej do minimum ryzyko usługi świadczonej przez Daimler Fleet Management z bezpiecznymi pojazdami użytkowymi Mercedes-Benz.
Firmy 3M Poland, Mercedes-Benz oraz Daimler Fleet Management podejmują coraz to nowe inicjatywy, które doprowadzają do zwiększenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym – zarówno samochodowym, jak i pieszym. Jako członkowie Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego przez cały rok prowadzą projekty zwiększające świadomość zagrożeń czyhających na drogach oraz sposobów ich zapobiegania. Pomimo najlepszych i najskuteczniejszych na rynku rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo drogowe nie ustają w pracach nad coraz nowszymi technologiami, które mają doprowadzić do całkowitej eliminacji wypadków drogowych.
Komentuj →
12 marca 2008 |
0
W lubelskim WORD egzamin na prawo jazdy na motocykl będą trudniejsze do zdobycia. Dlaczego? Wszystkiemu winny nowy motocykl. Honda Xl 125 varadero, bo tak brzmi pełna nazwa winowajcy, już stoi w garażu Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Lublinie. Kosztowała 16 tys. zł i zastąpiła wysłużone suzuki. Będzie jedynym motocyklem, na którym egzaminowani będą przyszli kierowcy. Teraz tylko czeka na swój debiut. - Egzaminy można na niej zdawać od 1 kwietnia - informuje Ryszard Pasikowski, dyrektor lubelskiego WORD. Tylko, że nie wszyscy poradzą sobie z jazdą na metalicznie błyszczącym jednośladzie. - Motocykl jest ciężki. Zupełnie nie nadaje się ani do jazdy szkoleniowej, ani do zdawania egzaminu praktycznego na placu manewrowym - uważa Waldemar Grabiec. Grabiec szkoli kandydatów do jazdy na motocyklu od 1994 r. Zaczynał wtedy, kiedy obowiązującym modelem był jeszcze mińsk 125. - Uważam nowy zakup WORD za nietrafiony. Aby móc normalnie jeździć hondą, trzeba być dobrze zbudowanym mężczyzną. Tymczasem obecnie mam dwóch 16-latków chętnych na kategorię A 1 (motocykle o pojemności silnika do 120 cm sześciennych - red.). To jeszcze "szczawiki", a każe im się jeździć na motorze, z którego siedzenia nie dostają nawet nogami do ziemi. Kiedy trzeba będzie zachować równowagę, motor runie im na nogę - uważa Grabiec. Dyrektor Pasikowski twierdzi, że honda była testowana przez jednego z pracowników i wszystko było w porządku. - Nie było żadnych problemów, dostawał nogami do ziemi - mówi. Według niego pracownik jest niski, dlatego nadawał się do sprawdzenia hondy podczas jazdy. Tymczasem Grabiec wyciąga kolejne argumenty. - Przód motocykla jest tak obudowany, że tylko wysoka osoba widzi przednie koło podczas manewrów, więc trudno jest wykonać na placu manewrowym tzw. ósemkę. Doświadczonemu kierowcy może i nie sprawiłoby to problemu, ale początkujący motocyklista musi jeździć na wyczucie. Po co mu utrudniać życie? - pyta Grabiec. Uważa, że to nie pierwsza inwestycja ośrodka w motocykl, która utrudniała zdawanie egzaminów. - Suzuki też było zbyt ciężkie - mówi. - Sprawdzaliśmy, czy honda się nadaje, i nie mieliśmy do niej żadnych zastrzeżeń - kończy Ryszard Pasikowski.
Komentuj →
10 marca 2008 |
0

(14)
“...niektórzy ludzie uważają, że nie ma nic łatwiejszego niż uczyć, wystarczy coś poopowiadać na dany temat, pokazać jakąś czynność i po sprawie. Chcemy im uświadomić, jak bardzo się mylą.” Te słowa autorów pierwszego z prawdziwego zdarzenia podręcznika dla nauczycieli jazdy są najlepszą rekomendacją jego zawartości. Charakterystyka procesu nauczania, liczne wskazówki metodyczne i praktyczne porady – wszystko to, opisane prostym językiem, z odwołaniem do wieloletnich doświadczeń Agnieszki Olszańskiej i Zbigniewa Bema, czyni tę książkę niezbędną dla każdego wykładowcy i instruktora nauki jazdy, chcących osiągnąć w swoim zawodzie nie tylko mistrzostwo, ale i satysfakcję.
Agnieszka Olszańska, Zbigniew Bem: Uczę jeździć samochodem
Wyd. Grupa IMAGE, Wydanie I, Warszawa 2008.
Cena detaliczna: 32,00 zł / Cena hurtowa: 26,00 zł
Uwaga: cena promocyjna: 22,00 zł (promocja trwa do 31 maja 2008 r.)
Zamów – 0-502-659-431
Komentuj →
16 marca 2008 |
1
W sobotę oraz niedzielę, tj. 15 i 16 marca 2008 r., policjanci z Sekcji Ruchu Drogowego KMP w Koszalinie angażowali się w unijny program naukowo-badawczy “Druid”, realizowany na zlecenie Komisji Europejskiej. Głównym celem programu jest sprawdzanie jak często kierowcy w różnych krajach Europy kierują pojazdami pod wpływem alkoholu lub środków działających podobnie do niego. W ramach przedsięwzięcia koszalińska “drogówka” współpracowała z Instytutem Transportu Samochodowego. Do zadań policjantów należało zatrzymywanie samochodów do kontroli. Natomiast pracownicy ITS poddawali kierowców dobrowolnemu i anonimowemu badaniu pod kątem stwierdzenia w organizmie alkoholu, narkotyku lub środka działającego podobnie. Tym razem w ramach projektu przebadano kilkadziesiąt osób, a pobrane od nich próbki i ich wyniki stanowiły będą podstawę do sporządzenia wieńczącego projekt raportu odnoszącego się do zjawiska prowadzenia pojazdu po zażyciu alkoholu, leków i narkotyków. Badania prowadzone będą przez okres 2 lat, a udział w nich bierze 19 krajów Unii Europejskiej. Akcja prowadzona będzie cyklicznie i pracownicy ITS wrócą do Koszalina w następnym kwartale.
Komentuj →
16 marca 2008 |
0
Szpitale już prawie pół roku czekają na pieniądze za hospitalizację rannych w wypadkach. Fundusz obiecuje, że w ciągu dwóch miesięcy wdroży system, który umożliwi takie rozliczenia – donosi “Gazeta Wyborcza Olsztyn”. Z początkiem października 2007 r. zaczęła obowiązywać ustawa zwana podatkiem Religi, która przewiduje, że za leczenie ofiar wypadków drogowych płacą towarzystwa ubezpieczeniowe. Narodowemu Funduszowi Zdrowia oddają 12 proc. składek OC. Od tego czasu szpitale miały rejestrować pacjentów po wypadkach komunikacyjnych, a NFZ wyłączyć tych hospitalizowanych z limitu wyznaczonego kontraktem i opłacić według kosztów leczenia. - Dotąd żaden taki pacjent nie został rozliczony, choć do końca lutego miałam ich 61 - mówi Krystyna Piskorz-Ogórek, dyrektor szpitala dziecięcego w Olsztynie. - Tymczasem były to często skomplikowane, a przez to kosztowne przypadki z koniecznością leczenia na OIOM-ie i oddziałach zabiegowych, jak chirurgia czy ortopedia. Do tego dochodzi rehabilitacja i wizyty w poradniach. Dyrektorka szacuje koszty z tego tytułu na 300 tys. zł. I dodaje, że gdyby szpital otrzymał te pieniądze, mógłby za nie leczyć tzw. pacjentów ponadlimitowych, czyli chore dzieci przyjęte ponad pułap kontraktu z funduszem. W podobnej sytuacji są też inne szpitale na Warmii i Mazurach. - Czekamy na pieniądze - mówi Halina Sarul, dyrektorka szpitala powiatowego w Giżycku. Dlaczego dotąd się nie doczekały? NFZ wyjaśnia, że aby można było przekazywać pieniądze z podatku Religi, potrzeba informacji z policji o poszkodowanych w wypadku i sprawcach zdarzenia. Aleksandra Kuczko, rzecznik funduszu w Olsztynie, wyjaśnia, że na podstawie informacji z policji oraz Centralnego Wykazu Ubezpieczonych NFZ powstanie Centralna Baza Wypadkowa. - Dotąd policja jeszcze nie przekazuje NFZ informacji o zdarzeniach, stąd też nie jest możliwe stworzenie bazy - mówi rzeczniczka. Kuczko dodaje, że wdrożenie nowego sposobu rozliczania będzie możliwe w ciągu najbliższych dwóch miesięcy.
Komentuj →
16 marca 2008 |
0
Uraz kręgosłupa należy do najbardziej niebezpiecznych obrażeń, w wyniku którego może dojść do uszkodzenia rdzenia kręgowego a w jego następstwie do porażenia kończyn a nawet śmierci.
Urazu kręgosłupa należy podejrzewać, gdy występuje brak lub osłabienie czucia dotyku, porażenie lub niedowład kończyn, promieniujący ból od kręgosłupa. Pamiętaj, aby nie przemieszczać poszkodowanego z samochodu, chyba, że istnieje bezpośrednie zagrożenie życia. Należy wówczas ułożyć chorego na siebie z zastosowaniem wyciągu na szyję trzymając za brodę, co powinno zabezpieczyć kręgosłup szyjny. Pozostawiając poszkodowanego w samochodzie należy pamiętać o udrożnieniu dróg oddechowych, jednak bez odginania głowy do tyłu, ze względu na możliwość uszkodzenia rdzenia kręgowego.
Komentuj →
16 marca 2008 |
0
Odrobina preparatu zapachowego wyciekającego z malutkiej buteleczki może zniszczyć deskę rozdzielczą auta. “Jeśli produkt jest zamontowany w złej pozycji, substancja może wyciekać, co grozi uszkodzeniem niektórych powierzchni” - taki napis drukowany mikroskopijną czcionką umieszczany jest na... pudełkach zapachów do aut. O tym, że kropelka płynu do odświeżania powietrza może zniszczyć deskę rozdzielczą auta, przekonał się czytelnik “AUTO-ŚWIATA”. Po konsoli jego Focusa spłynął odświeżacz razem ze srebrzystą farbką. Wzburzony złożył reklamację, która została w końcu uznana. Otrzymał zwrot pieniędzy za kupiony zapach oraz za wymianę konsoli. Tyle tylko, że zapach prawdopodobnie nie miał żadnej wady. Jednak zawieszony na kratce wentylacyjnej Focusa, która jest pochylona, wyciekł. I tu pojawia się najważniejsze pytanie: czy te substancje są bezpieczne dla ludzi? O tym, że zapachy nie są groźne dla użytkowników, przekonuje Michał Jackowski z firmy Dr Marcus, oferującej odświeżacze powietrza. Ostrzega wprawdzie przed niskiej jakości produktami z Chin, ale jego zdaniem żadne zagrożenie nie wiąże się z markowymi preparatami: "Gdyby były groźne, po prostu zakazano by ich sprzedaży". Niby prawda, tym bardziej że substancje wymienione na opakowaniach są używane w przemyśle kosmetycznym. Ale co to za rozpuszczalnik, który jest nośnikiem substancji zapachowych? "Produkt przy prawidłowym, zgodnym z przeznaczeniem użytkowaniu nie stanowi zagrożenia ani dla człowieka, ani dla materiałów" - oto oficjalna odpowiedź Dra Marcusa. A konkurencja? Gdyby ktoś zrobił sobie krzywdę zapachem Ambi Pur i chciał poznać jego zawartość, może mieć trudności, bo numer telefonu podany na opakowaniu jest nieaktualny, a strona WWW producenta podaje tylko formularz do kontaktu poprzez e-mail. W małym stężeniu zapachy raczej nikomu nie zaszkodzą, natomiast w zbyt dużym powodują u wrażliwych osób ból głowy oraz nudności. Czy wsiedliście kiedyś do taksówki, w której na lusterku wisiało kilka choinek zapachowych? Jeśli nie, to uwierzcie: ohyda! Nie przesadzaj! Wszystko dobre, dopóki nie występuje w nadmiarze. Tak samo jest z zapachami samochodowymi - niezależnie, czy są to choinki, czy preparaty w płynie: w nadmiarze szkodzą! Perfumy samochodowe działają podobnie jak te dla ludzi: potrafią "zagłuszyć" smród swoim zapachem, ale nie są w stanie zlikwidować przykrej woni. Mieszanka pleśni, wilgoci i intensywnej wanilii to mikstura nie do zniesienia! Zapachy nie zabijają też roztoczy, które powodują uczulenia i alergie. Ze względu na komfort jazdy najzdrowsze jest wnętrze bezwonne, ewentualnie z minimalną (naprawdę słabą) nutą perfum. Co ciekawe, wnętrza nowych aut są dla osób wrażliwych równie przykre jak wnętrza zagrzybione: czuć w nich zapach fabrycznych rozpuszczalników.
Komentuj →
16 marca 2008 |
0
12-latek wiózł polonezem pijanych rodziców - 12-latek kierujący polonezem, uciekając przed ostrzeszowskimi policjantami, wpadł do rowu i w ręce stróżów prawa. Chłopiec był "szoferem" swoich kompletnie pijanych rodziców. Ojciec miał 3,2 promila, a matka 2,5 promila alkoholu w organizmie. "Wesoła rodzinka" to mieszkańcy województwa łódzkiego. Policjanci z Ostrzeszowa, pełniący służbę w pobliżu miejscowości Czajków, zauważyli poloneza jadącego bez włączonych świateł mijania. Na znak do zatrzymania dany przez funkcjonariusza, kierujący samochodem gwałtownie przyspieszył i zaczął uciekać. Stróże prawa ruszyli w pościg by zatrzymać pojazd i sprawdzić co jest przyczyną dziwnego zachowania. W miejscowości Kosmale, polonez nagle wypadł z drogi i "wylądował" w rowie. Jakież było zdziwienie policjantów, gdy dobiegli do auta i zobaczyli siedzące za kierownicą dziecko. 12-letni chłopak wiózł swoich rodziców, którzy jak wskazywało ich zachowanie byli kompletnie pijani. Przeprowadzone na miejscu badanie trzeźwości wykazało, że ojciec ma 3,2 promila, a matka 2,5 promila alkoholu w organizmie. Dodatkowo ze sprawdzonych dokumentów wynikało, że samochód nie posiada aktualnego przeglądu technicznego.
Zatrzymano pijanego kierowcę busa - Półtora promila alkoholu miał w wydychanym powietrzu kierowca pasażerskiego busa, zatrzymany w Chęcinach (Świętokrzyskie) - poinformowała Karolina Stachura z kieleckiej policji. 43-letni letni mieszkaniec Morawicy odpowie również za to, że w busie, jadącym z Kielc do Łukowej, podróżowało 32 pasażerów, podczas gdy pojazd ma tylko 28 miejsc. Za jazdę pod wpływem alkoholu kierowcy grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności.
Pościg za pijanym nastolatkiem- Policjanci z posterunku w Iwoniczu Zdroju po kilkukilometrowym pościgu zatrzymali 17-letniego kierującego. Młody człowiek, który oczywiście nie ma prawa jazdy, wsiadł za kierownicę będąc pod wpływem alkoholu. Było już po zmroku (około godz. 20:30), gdy na jednej z ulic Iwonicza policjanci zauważyli osobowego peugeota. Kierujący prowadził bardzo niepewnie. Dlatego policjanci dali mu latarką sygnał do zatrzymania. Ten jednak zignorował polecenie, przyspieszył i odjechał z dużą prędkością. Przez kilka kilometrów policjanci ścigali uciekiniera. Kierowca peugeota prowadził brawurowo, nie reagował na dawane przez policjantów sygnały świetlne i dźwiękowe. W Miejscu Piastowym próbował zmylić pościg, wjeżdżając w boczną dróżkę. Była to jednak droga bez przejazdu. Gdy policjanci wjechali za nim, wyskoczył z samochodu i kontynuował ucieczkę pieszo. Po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów zastał zatrzymany. Młody człowiek był agresywny, funkcjonariusze zostali zmuszeni do użycia siły. Kiedy po przewiezieniu do komisariatu został zbadany alkomatem okazało się, że ma w organizmie ponad 1,5 promila alkoholu. Zatrzymany 17-latek, po wytrzeźwieniu będzie mógł złożyć wyjaśnienia. Grozi mu kara pozbawienia wolności do 2 lat.
Prowadziła pijana i dała łapówkę policjantom- 27-letnią kobietę, która kierowała samochodem mając ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie zatrzymali w nocy policjanci z V komisariatu Policji w Lublinie. Kierująca próbowała przekupić funkcjonariuszy, żeby "załatwili to po cichu". Odpowie nie tylko za jazdę po pijanemu, ale także za próbę wręczenia łapówki funkcjonariuszom, za co grozi jej kara do 8 lat pozbawienia wolności. Około godziny 20:40 dyżurny komendy miejskiej Policji w Lublinie odebrał zgłoszenie od kierowcy VW, że osoba jadąca przed nim samochodem marki Ford Escort najprawdopodobniej jest nietrzeźwa. Zgłaszający powiedział, że widział, jak samochód ciągle zjeżdżał na przeciwny pas ruchu. Podał też miejsce, w którym auto się zatrzymało. Policjanci pojechali na miejsce i za kierownicą forda zobaczyli siedzącą kobietę. Gdy otworzyła okno w samochodzie, funkcjonariusze poczuli od niej silną woń alkoholu. 27-letnia mieszkanka Lublina twierdziła, że nie ona kierowała samochodem, tylko jej szwagier, który miał pójść do sklepu. Nie chciała jednak podać danych szwagra. Będący ciągle na miejscu zgłaszający przekazał policjantom, że jest pewien, iż w fordzie znajdowała się tylko jedna osoba i na pewno nikt z niego nie wysiadał. Kobieta została poddana badaniu, które potwierdziło, że była nietrzeźwa – w organizmie miała 2,64 promila alkoholu. Podczas gdy funkcjonariusze sporządzali dokumentację, wysiadła z forda i wcisnęła w notatnik jednego z nich cztery 50-złotowe banknoty. Prosiła, aby policjanci załatwili sprawę "po cichu, przecież nikt się nie dowie". Funkcjonariusze o wszystkim powiadomili oficera dyżurnego, zatrzymali kobietę i przewieźli ją do komendy miejskiej Policji w Lublinie. 27-latka trzeźwieje w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych. Poza odpowiedzialnością za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości, poniesie karę za wręczenie korzyści majątkowej funkcjonariuszom, za co grozi jej kara do 8 lat pozbawienia wolności. Zgłaszający, który powiadomił policję o nietrzeźwej kierującej stwarzającej zagrożenie dla życia i zdrowia innych uczestników ruchu drogowego, a tym samym przyczynił się do jej zatrzymania, za swoją postawę odbierze osobiste gratulacje z rąk mł. insp. Mirosława Sokala komendanta miejskiego Policji w Lublinie.
Kierowca wjechał w tira. 19-latka nie żyje - Do tragedii doszło w nocy z piątku na sobotę niedaleko przejścia granicznego w Świecku. Citroen, którym jechało troje młodych ludzi, najechał na stojącą na poboczu naczepę tira. Kierowcę i dwóch pasażerów osobówki przewieziono do szpitala. Niestety 19-latki z Gorzowa nie udało się uratować. Jak się okazało, sprawca wypadku, 22-latek, nie tylko nie miał prawa jazdy, ale i prowadził pod wpływem alkoholu. We krwi miał 0,7 promila alkoholu. Teraz grozi mu nawet 12 lat więzienia.
Komentuj →
15 marca 2008 |
0
W Aleksandrowie Łódzkim w dniach 13-15 marca 2008 r. odbyło się spotkanie Krajowego Stowarzyszenia Egzaminatorów Kandydatów na Kierowców i Kierowców, które zgromadziło egzaminatorów nadzorujących i przedstawicieli urzędów Marszałkowskich pełniących bezpośredni nadzór nad egzaminatorami ze wszystkich województw. Celem szkolenia było ujednolicenie zasad i form nadzoru merytorycznego oraz prawno- organizacyjnego w nowych warunkach, wynikających m.in. ze stosowania kamer rejestrujących przebieg egzaminów praktycznych. W licznych wystąpieniach odniesiono się także do zagadnienia nie tylko oceny, ale i sposobów wpływania na zachowanie się egzaminatorów w czasie egzaminów. Szacunek, zrozumienie dla osoby egzaminowanej to naturalna powinność egzaminatora – taka była konkluzja większości wystąpień. Jednym z tematów dyskusji było opracowanie – “Egzaminatorzy Nadzorujący w ocenie egzaminatora”, przedstawione przez Ireneusza Szymańskiego - sekretarza RG ( WORD Wrocław). Istotną rolę w działaniach ulepszających styl i sposób pracy egzaminatorów oraz w wypracowaniu dobrych kryteriów nadzoru nad nią, uczestnicy chcieliby przypisać Krajowemu Stowarzyszeniu Egzaminatorów. Znalazło to wyraz w liście Władysława Drozda, prezesa KSE, skierowanym do dyrektorów WORD.
Komentuj →
15 marca 2008 |
0
Niemcy masowo zdają w Polsce egzaminy i wyrabiają prawa jazdy. Niewykluczone, że wielu z nich będzie musiało je zwrócić – donosi tygodnik “Polityka”. Niemcy oblegają polskie szkoły nauki jazdy od wejścia RP do Unii Europejskiej. Na początku lutego w Jeleniej Górze policja zatrzymała do kontroli samochód nauki jazdy, niemiecki kursant wydmuchał 0,9 promila. W jeleniogórskim WORD wspomina się pewnego Hansa, który nawet na egzamin przyszedł po spożyciu. Mimo tych alkoholowych przypadłości kursanci z Niemiec uważani są przez instruktorów za dobrych kierowców. Świadczą o tym także wyniki egzaminów. W WORD w Jeleniej Górze tak zwana zdawalność egzaminów u polskich kursantów wynosi 33 proc., u Niemców – 77 proc. W 2007 r. w tymże ośrodku do egzaminu przystąpiło prawie 1,6 tys. Niemców. Prokuratura w Łobzie bada sprawę fikcyjnych poświadczeń nieprawdy w sprawie fikcyjnego zameldowania Niemców. Po prawomocnym wyroku w sprawie fikcyjnie meldujących, prokuratura wystąpi o unieważnienie praw jazdy uzyskanych za pomocą wyłudzonego poświadczenia nieprawdy. I jeszcze jeden element – we wniosku o wydanie prawa jazdy kierowca musi zaznaczyć m.in. czy utracił taki dokument. Większość Niemców jest w takiej sytuacji, ale tego nie ujawnia. Poproszono niemiecki odpowiednich polskiego CEPiK o sprawdzenie przeszłości kilkunastu obywateli Niemiec ubiegających się o prawo jazdy. Sprawa w toku. Podobno pośrednicy całego procederu znaleźli nowy kierunek – organizują wyloty do Hiszpanii. Też wychodzi dla ich klientów taniej.
Komentuj →
15 marca 2008 |
0
W Tczewie gościł dr Bernhard Ensink, dyrektor generalny Europejskiej Federacji Cyklistów, aby się zapoznać, jak miasto jest przygotowane do wprowadzenia pierwszego w kraju systemu rowerów publicznych. Gość z zagranicy przyjechał pociągiem z własnym rowerem rankiem. Na "własnej skórze" sprawdzał, jakie są warunki dla komunikacji rowerowej. I choć wie, że w brakuje w mieście tras dla miłośników jednośladów, to i tak Tczew ma szansę, aby stać się rowerową stolicą Polski. - Moim pierwszym wrażeniem było to, że ścieżki cechują się bardzo dużym zróżnicowaniem - jeśli chodzi o jakość - powiedział w trakcie konferencji prasowej dr Bernhard Ensink. - Fragment tego przejazdu odbyliśmy na drodze o nawierzchni piaskowej i częściowo trawiastej. Bardzo dobre warunki były za to przy Wiśle wzdłuż bulwaru i na moście. Byliśmy też na stosunkowo wąskiej jezdni asfaltowej razem z autobusami i samochodami. Gość tłumaczył, że poruszanie się wraz z innymi użytkownikami nie jest zbyt wygodne. - Ale za to jest to dosyć duża satysfakcja, kiedy możemy pokazać kierowcom, że jesteśmy od nich szybsi - dodał. Dr Bernhard Ensink przyznał także, że czasem dokładnie nie wiedział, czy nawierzchnia, po której się porusza jest przeznaczona dla pieszych, czy rowerzystów. Podkreślił jednak, że nie jest to dla niego na tyle duży problem, by przekreślać cały pomysł. Uważa, że ideą przy takim systemie nie są o tyle ścieżki, co znacząca zmiana mentalności kierowców samochodów i co oczywiste, samych mieszkańców. - Tczew ma duży potencjał - dodał. - Mamy tu dużą atrakcyjność miasta z racji dziedzictwa historycznego, a jednocześnie atrakcyjnego środowiska, które może przyciągać potencjalnych turystów, również zagranicznych. Jednocześnie namawiał władze Tczewa, by budowały nowe ścieżki, ale i dobrze oznaczyły istniejące trasy z myślą o turystach. Zapytany o to, czy Tczew ma szansę otrzymać dofinansowanie projektu z Brukseli, odpowiedział krótko: - Dobrze opracowane projekty mają dużą szansę, że zostaną pozytywnie uwzględnione przez Brukselę.
Komentuj →
15 marca 2008 |
0
Łodzianie, którzy przyszli na dni otwarte do ośrodka WORD przy ul. Smutnej, nie mogli narzekać na brak atrakcji – podsumowuje akcję “Dziennik Łódzki”. Egzaminatorzy, z których wielu przyszło z własnymi dziećmi, okazali się zupełnie niegroźni. Dlatego do samochodów, którymi można było przejechać się po tzw. rękawie, wystartować pod górkę i sprawdzić wszystkie światła i przełączniki, ustawiały się gigantyczne kolejki. - Zdaję egzamin w kwietniu, to dobra okazja, by obejrzeć placyk i jeszcze raz wszystko przećwiczyć - cieszył się osiemnastoletni Filip Mastalerz. Najmłodsi kierowcy mogli spróbować swoich sił na quadzie i gocarcie oraz w miasteczku ruchu drogowego. Przyszli motocykliści próbowali wykręcać przepisowe ósemki. W tym czasie do pokazów przygotowywali się harleyowcy z łódzkiej grupy Knight Riders. - Dobrze, że młodzi ćwiczą, bo jazda motorem jest bezpieczna, pod warunkiem, że steruje się głową - przyznał Wiesław Tokarski, wiceprezydent klubu. Łukasz Kucharski, zastępca dyrektora WORD, twierdzi, że po ubiegłorocznych dniach otwartych zdawalność wzrosła. - Dlatego będziemy organizować dni otwarte co roku. Pomyślimy jednak o przesunięciu ich na nieco cieplejszy okres - dodaje dyrektor.
Komentuj →
14 marca 2008 |
0
Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU) przyznaje dyplomy honorowe i odznaki dla najlepszych kierowców transportu pasażerskiego lub towarowego z firm, które należą do zrzeszeń krajowych - członków IRU. Dyplom może również otrzymać właściciel firmy transportowej, który kieruje pojazdami należącymi do tej firmy. Kierowcy kandydujący do dyplomu i odznaczenia IRU muszą spełniać wysokie wymagania zapisane w Regulaminie, którego aktualne wydanie pochodzi z 7.02.2007 r. (w załączeniu). Zgodnie z przepisami Regulaminu, dyplom może otrzymać zawodowy kierowca, wykonujący transport krajowy i/lub międzynarodowy przez co najmniej 20 lat bez przerwy, a przez ostatnie 5 lat w tym samym przedsiębiorstwie transportowym. Wymaga się, aby w okresie tych 20 lat kierowca przejechał co najmniej 1 mln km bez spowodowania poważnego wypadku drogowego (powodującego uszkodzenie ciała) oraz, by w ciągu ostatnich 5 lat nie popełnił poważnego wykroczenia przeciwko przepisom drogowym, celnym lub administracyjnym. Dyplom honorowy IRU jest przyznawany raz w roku podczas posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego IRU tym kierowcom, którzy zostali zgłoszeni przez zrzeszenia członkowskie. Kierowca może otrzymać tylko jeden dyplom: za rok, w którym spełnił po raz pierwszy wymagane kryteria. W 2007 r. dyplomy honorowe otrzymało 40 kierowców z Polski, pracujących w 10 firmach transportowych. Oto uhonorowane firmy: Przedsiębiorstwo Spedycyjno - Transportowe SPEDEX, Stobno 82 k/Piły; P.U.T. TRANS - WSK Rzeszów; P.U.T. EUROTRANS, Myszków; AN TRANSPORT IMPORT EXPORT ANDRZEJ NOWICKI, Warszawa; Leszczyńskie Centrum Logistyczne Grześkowiak; Leszno; Międzynarodowy Transport Drogowy Michał Fatla, Wielkie Drogi, wieś Jaśkowice; EURO-TRANS Transport Krajowy i Międzynarodowy "Spedycja" inż. Kazimierz Janik; Żywiec; ZTE RADOM; Radom; PEKAES TRANSPORT S.A., Błonie; Transport Międzynarodowy i Krajowy "BOJAR" Hajnówka.
Komentuj →
14 marca 2008 |
0
O cierpliwość i nieorganizowanie blokad prosił augustowian minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Równocześnie zapowiedział, że do połowy roku powinien być znany ostateczny przebieg obwodnicy miasta. Poza szefem resortu infrastruktury i lokalnymi władzami uczestniczyło w nim kilkudziesięciu mieszkańców miasta i okolicznych gmin. Jego słowa nie wszystkim się jednak podobały - w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie obiecywał, że wstrzymana od kilku miesięcy budowa obwodnicy ruszy lada moment. Przebiegowi trasy przez chronione torfowiska rzeki Rospudy sprzeciwiła się zdecydowanie Bruksela. Zdaniem jej prawników, wytyczając drogę, nie zbadano alternatywnych wariantów. Przy zwołanym z inicjatywy ministra środowiska okrągłym stole ekolodzy, samorządowcy i drogowcy ustalili więc trzy różne możliwości przebiegu obwodnicy, które mają zostać teraz porównane. - W tym roku na drogi zamierzamy wydać tyle, ile w sumie przez ostatnie cztery lata - 20 mld zł. Większość tych pieniędzy bierzemy z Unii. Nie możemy z nią walczyć - tłumaczył cierpliwie minister konieczność wybrania trasy obwodnicy na podstawie wielokryterialnej analizy różnych jej wariantów. Wspierał go w tym były burmistrz Augustowa, a dzisiaj poseł Leszek Cieślik. - Konieczność wariantowania wynika również z polskiego prawa. W grudniu sąd uchylił poprzednią decyzję środowiskową. A bez tego budować nie można - mówił ten lokalny polityk, jeszcze kilka miesięcy temu odrzucający możliwość dyskusji na temat przebiegu trasy. Wśród obecnych na spotkaniu mieszkańców nie wszyscy byli przekonani do słów ministra. Najgłośniej kontynuowania budowy obwodnicy w obecnym wariancie domagał się Leszek Milanowski, działacz lokalnego komitetu "Obwodnica Tak, Ekoterror Nie", który zapowiedział na koniec marca trzydniową blokadę przebiegającej przez Augustów drogi tranzytowej. Jego zdaniem myślenie o innym - niż przecinający chronione torfowiska - wariancie jest niedorzeczne, bo ucierpieliby okoliczni rolnicy, przez których ziemię mogłaby przebiegać obwodnica. - Czynnik społeczny jest ważniejszy od przyrody - mówił jeden z uczestniczących w spotkaniu mężczyzn, chwilę po tym, jak większość obecnych w urzędzie miasta podkreślała, że to mieszkańcy Augustowa, w przeciwieństwie do przyrodników chcących ocalenia bagien, są prawdziwymi ekologami.
Komentuj →
14 marca 2008 |
0
Radni Warszawy zdecydowali: od 2 czerwca płacimy więcej za bilety komunikacji miejskiej. “Za” była PO i LiD, “przeciw” PiS. Podwyżka jest mniej dotkliwa, niż zapowiadano. Dyskusja trwała kilka godzin. – Dzięki podwyżkom będziemy mogli kupić m.in. 940 nowych autobusów i 240 tramwajów – argumentowali konieczność zmian przedstawiciele ratusza. Jednak PiS broniło dotychczasowych cen. – Najpierw trzeba poprawić jakość usług: kupić nowe autobusy, tramwaje, udoskonalić rozkłady jazdy – przekonywał Maciej Maciejowski. – Z badań Stowarzyszenia Integracji Komunikacji wynika, że 40 proc. warszawiaków jest gotowych zgodzić się na podwyżki, jeśli jakość komunikacji znacznie się poprawi – popierał klubowego kolegę Tomasz Zdzikot. Ostatecznie za uchwałą głosowała PO. Do ostatniej chwili wahała się lewica. Żeby zdobyć poparcie LiD, zarząd miasta zdecydował, że podwyżka będzie niższa, niż planowano. Zmiany dotyczą cen biletów najczęściej kupowanych przez warszawiaków, czyli jednorazowych, jedno- trzy- i siedmiodniowych. Zdrożeją one tylko o 18 proc., czyli tyle, ile wyniosła inflacja od ostatniej podwyżki siedem lat temu.– Seniorzy, czyli osoby, które skończyły 65 lat, będą mogli kupić bilet ważny przez cały rok za 40 zł – mówi Andrzej Jakubiak, wiceprezydent miasta. – Za darmo będą mogli podróżować honorowi obywatele Warszawy, a w Dniu bez Samochodu (22 września) wszyscy właściciele aut na podstawie dowodu rejestracyjnego. Radni PiS byli oburzeni, że zarząd zgłosił autopoprawki dopiero na sesji: – To niepoważne, że tak istotna uchwała jest przygotowywana na kolanie – krytykował Maciej Maciejowski. Nie przeszkodziło to jednak PiS-owi zgłosić własnych propozycji zmian. – Zwolnione z opłat powinny być kobiety w ciąży, rodzice dzieci w wieku do siedmiu lat podróżujący z nimi i emeryci – zaproponował Marek Makuch. – Podwyżka dotknie najsłabszych grup społecznych, bo komunikacją miejską jeżdżą zarabiający najmniej. Poprawki PiS przepadły w głosowaniu. Czy warszawiacy płacą mało za bilety w porównaniu z mieszkańcami innych miast? W przypadku biletów jednorazowych nie odbiegamy od średniej. W Warszawie za taki przejazd płacimy 2,40 zł – tyle samo co np. w Katowicach. Mniej płacą mieszkańcy Bydgoszczy (2,20 zł), a więcej Krakowa (2,50 zł) i Wrocławia (2,80 zł). Na tle innych miast Warszawa dokłada nieproporcjonalnie dużo do biletów okresowych. W stolicy 30-dniowy kosztuje 66 zł. Mniej o złotówkę kosztuje taki bilet tylko w jednym dużym mieście – Poznaniu. W innych metropoliach jest znacznie drożej: w Łodzi 88 zł, Bydgoszczy – 90 zł, Wrocławiu – 108 zł, a Gdańsku – 110 zł.
Komentuj →
14 marca 2008 |
0
Warszawscy policjanci z wydziału ruchu drogowego są przerażeni rosnącą liczbą wypadków, w tym śmiertelnych, z udziałem młodych kierowców. W zeszłym roku właściciele samochodów w wieku 18-24 lata spowodowali w Warszawie 184 wypadki, w których zginęło 10 osób, a 255 zostało rannych. Przyczyną większości z nich jest nadmierna prędkość i brak wyobraźni. Dlatego drogówka zamierza surowo karać młodych piratów drogowych. Policja będzie także szkolić kierowców. Funkcjonariusze chcą w ten sposób zmniejszyć liczbę wypadków powodowanych przez młodych kierowców. Wśród osób zatrzymywanych przez policję za przekroczenie prędkości młodzi kierowcy stanowią większość. - Najwięcej jest ich w grupie zmotoryzowanych, którzy przekraczają prędkość więcej niż 50 km na godzinę - mówi podinspektor Wojciech Pasieczny ze stołecznej drogówki. - W ubiegłym roku zatrzymaliśmy dwudziestokilkulatka, który jechał 170 km na godzinę w miejscu, gdzie znaki zezwalają na 50 - dodaje. Również wśród kierowców zatrzymanych za jazdę pod wpływem alkoholu i narkotyków najmłodsi właściciele samochodów stanowią większość. Głównym powodem ich brawurowych zachowań na drodze jest brak wyobraźni. Dlatego policjanci postanowili edukować młodych ludzi i tłumaczyć im, czym może się skończyć brawurowa jazda. Na szkoleniach organizowanych dla maturzystów policjanci pokazują drastyczne zdjęcia z wypadków. Opowiadają też historie ludzi, których życie diametralnie się zmieniło po tym, jak ich bliski zginął przez bezmyślność młodego kierowcy. - Liczymy na to, że po obejrzeniu naszych materiałów młodzi kierowcy zaczną myśleć o konsekwencjach swojego zachowania na drogach - mówi Pasieczny. Jednak jeśli świeżo upieczeni posiadacze prawa jazdy nie pójdą po rozum do głowy, policjanci sięgną do ich kieszeni. Funkcjonariusze chcą srogo karać tych, którzy zagrażają innym uczestnikom ruchu drogowego. - Najwyższe mandaty będziemy wręczać tym, którzy będą wjeżdżać na skrzyżowania na czerwonym świetle i przekraczać podwójną ciągłą linię - mówią funkcjonariusze. - Oni nie będą mogli liczyć na pobłażliwość. Muszą się przygotować na minimum 400 zł mandatu i 6 punktów karnych. Funkcjonariusze przyznają jednak, że nie zawsze będą tak surowi. - Jeśli jakieś wykroczenie będzie spowodowane brakiem wprawy w poruszaniu się po drodze, będziemy raczej pouczać, niż karać - zapowiadają. Ostatni dramatyczny wypadek z udziałem młodych kierowców zdarzył się w okolicach Góry Kalwarii. Samochód prowadzony przez 19-latka z prędkością ponad 100 km na godzinę uderzył w drzewo. Kierowca zginął na miejscu, troje pasażerów trafiło do szpitala. Posiadacze prawa jazdy, którzy legitymują się tym dokumentem krócej niż rok, muszą szczególnie uważać. Teraz tracą prawo jazdy, gdy uzbierają 20 punktów. Sejm pracuje jednak nad nowelizacją tego przepisu, który sprawi, że młodzi kierowcy jeszcze szybciej będą tracić prawo jazdy. Jeśli młoda osoba popełni dwa wykroczenia, ma być automatycznie kierowana na dodatkowy kurs. Trzeci mandat będzie już oznaczał utratę prawa jazdy.
Komentuj →
13 marca 2008 |
0
Zapowiadany boom inwestycyjny w drogownictwie może pozostać tylko w głowach urzędników, jeśli nie nastąpi usprawnienie przygotowania kontraktów, ich projektowania i zasad finansowania. Obawia się tego Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa (OIGD), która zrzesza ponad 230 firm – a donosi nam o tym fakcie “Puls Biznesu”. — Spotkaliśmy się niedawno ze Zbigniewem Rapciakiem, wiceministrem infrastruktury. Przedtem wydrukowałem ze strony internetowej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad informacje o rozpisanych w tym roku przetargach. Prawie nie ma przetargów na prace budowlane — mówi Wojciech Malusi. Sporo natomiast jest przetargów na koszenie traw i przygotowanie inwestycji. — Jesteśmy opóźnieni nie tylko w budowie dróg, ale także w przygotowaniu do realizacji inwestycji. To rezultat opieszałości w ostatnich dwóch latach. Mam o to pretensję do poprzedniej ekipy — dodaje prezes OIGD. Warunkiem przyspieszenia inwestycji jest zwiększenie wydatków budżetowych. — Średnio w Unii Europejskiej, ale także w krajach bałkańskich wydaje się z budżetu na infrastrukturę drogową 1 proc. PKB. U nas — 0,3 proc. — twierdzi Wojciech Malusi. Jego zdaniem, żeby dorównać do średniej, to zamiast obecnych 12 proc. z akcyzy paliwowej na drogi powinniśmy przeznaczać rocznie trzy razy więcej pieniędzy. — Wówczas zamiast 2,5 mld zł rocznie mielibyśmy 7,5 mld zł z akcyzy od paliw przekazywanej na drogi. To pozwoli wypełnić lukę, bo według moich szacunków, do 2013 r. zabraknie nam na drogi nawet 50 mld zł, oczywiście wliczając w to wzrost cen materiałów i robocizny — mówi prezes OIGD. Rząd planuje, że z ponad 160 mld zł, które do 2013 r. mają być wydane na drogi, znaczna część będzie pochodzić z rezerw. — Z rezerwy integracyjnej, czyli pieniędzy unijnych, możemy mieć 1-2 mld zł, natomiast budżetowa rezerwa celowa i rezerwa ogólna to pieniądze wirtualne. Być może będą dostępne, ale ich potencjalnymi beneficjentami są też różne grupy zawodowe z budżetówki domagające się podwyżek — podkreśla Wojciech Malusi. Jego zdaniem, trzeba powołać pełnomocnika ds. budowy dróg, który decydowałby o inwestycjach i finansowaniu. Kto za to odpowie? — Dziś za drogi odpowiada minister infrastruktury, ale o finansach decydują resorty finansów i rozwoju regionalnego. EURO 2012 i związana z tym budowa dróg to także domena Ministerstwa Sportu. Jeśli nie zrealizujemy programu, to kto będzie za to odpowiedzialny? — pyta prezes OIGD.
Komentuj →
13 marca 2008 |
0
“Echomiasta.pl Warszawa” sprawdziło, jak spisuje się na trasie najnowsza wersja toyoty yaris - yaris 2, której powstaniu towarzyszyło założenie: utrzymać co było dobre w poprzedniczce, zmienić tylko to, co może być jeszcze lepsze Od kilku lat toyota yaris jest jednym z najchętniej kupowanych w Polsce samochodów osobowych. Tylko w styczniu dilerzy sprzedali ponad tysiąc trzysta egzemplarzy najnowszej wersji.
Na parkingu: Na pierwszy rzut oka widać, że nowy model jest zdecydowanie ładniejszy i większy od poprzednika. Będący dziełem francuskich stylistów "beczkowaty" przód z nowym kształtem zderzaków i ogromnymi reflektorami czyni nadwozie bardziej nowoczesnym i interesującym. Yaris nr 2, która ma nieco krótszą komorę silnika i jest o 11 cm dłuższa niż yaris 1, o 3,5 cm szersza i o 3 cm wyższa, znacznie zyskała na komforcie podróżowania, przestronności wnętrza i pojemności bagażnika. Jeśli przesuniemy tylną kanapę powiększymy go z 270 do 363 litrów i tym samym uczynimy największym w tej klasie samochodów. Na uwagę zasługuje również pomysłowo zaprojektowana, ciekawsza i nowocześniejsza niż we wcześniejszej wersji centralna konsola, w której wszystkie przełączniki są "na swoim miejscu". Łatwo nimi sterować, wystarczy zdać się na intuicję. Podobnie jak poprzedniczka, również nowa toyota yaris produkowana jest jako trzy- i pięciodrzwiowy hatchback.
W drodze: Sprężyny śrubowe, amortyzatory gazowe, zmieniona płyta podłogowa, większe, wentylowane tarcze hamulcowe i wydajniejsza pompa hamulcowa sprawiły, że nowe auto pozbyło się nadsterowności poprzednika, znacznie lepiej radzi sobie też na nierównej nawierzchni i jest skuteczniejsze podczas hamowania.
W gamie silników proponowanych do tego modelu są dwie jednostki benzynowe i diesel: 3-cylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1,0 l (69 KM) oraz testowany przez nas 4-cylindrowy o pojemności 1,3 l (87 KM) oraz wysokoprężny 1,4 l (90 KM).
W liczbach: W liczbach yaris 2 prezentuje się następująco: długość 3750 mm, szerokość 1695 mm
i wysokość 1530 mm. Silnik - 4-cylindrowy, benzynowy ma pojemność 1296 cm sześc. i do setki rozpędza się w 11,5 sekundy, a jego prędkość maksymalna wynosi 170 km/h. Ta jednostka napędowa osiąga moc maksymalną 87 KM (przy 6000 obr. /min). Maksymalny moment obrotowy to 121 NM (przy 4200 obr. /min). Realne spalanie w ruchu miejskim wynosi ok. 5,5 l. Cena — od 38 tys. zł
Komentuj →
13 marca 2008 |
0
Masz mocne, szybkie auto. Chciałbyś wypróbować co jest warte i ono i ty za jego kółkiem? Zapomnij. W Polsce nie ma gdzie tego zrobić. Brakuje nam toru wyścigowego z prawdziwego zdarzenia. Co gorsza - nie ma ich prawie wcale – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Nasze drogi są dziurawe, niebezpieczne, zatłoczone. Czy jest w Polsce miejsce, gdzie legalnie można przetestować swoje auto? Nie – pyta i odpowiada dziennikarz. Kiedy w Polsce spadnie pierwszy śnieg internetowe fora zaczynają się roić od pytań w stylu "Czy znacie miejsce, gdzie można się poślizgać?". Pytanie jak najbardziej słuszne, każdy kierowca powinien oswoić się ze śniegiem, z nowymi oponami, z jazdą w trudnych warunkach, poznać granice przyczepności. To sprzyja uważnej jeździe, zwiększa bezpieczeństwo. I co? Kończy się na tym, że w zimowe wieczory ślizgającymi się samochodami zapełniają się... parkingi przy supermarketach. Bo nigdzie indziej nie ma dużego, bezpiecznego placu o równej nawierzchni. Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że policja i ochrona supermarketów chyba nieco liberalniej podchodzą do ślizgających się ludzi. Kilka lat temu przeganiali wszystkich, wlepiali mandaty. Pytanie tylko czy teraz im się po prostu odechciało, czy naprawdę uznali, że służy to w końcu bezpieczeństwu? Ale zima się kończy, warunki na drodze znowu się zmieniają a wraz z nimi opony. Znowu chciałbyś, przetestować swój samochód i siebie. Śliski parking przed sklepem już nie wystarczy. Potrzebujesz bezpiecznego kawałka dobrej drogi, bez pieszych, rowerzystów, psów, drzew. W Wielkiej Brytanii jest 30 dużych torów wyścigowych, na lekko ponad 60 mln ludzi. W Niemczech 6 torów na 82 miliony osób. Trochę gorzej, ale Niemcy to jeden wielki tor wyścigowy - wystarczy wyjechać na autostradę, by legalnie "zamknąć szafę". W Polsce mamy oficjalnie około 700 km autostrad i jeden tor wyścigowy. Dwa, ale ten drugi dziurawy. Pierwszy tor znajduje się w Poznaniu, powstał w 1977 roku. Dwa lata temu właścicielom udało się go wyremontować - obniżono przede wszystkim niebezpieczne krawężniki, położono nowy asfalt. Długość toru wynosi 4083 metry, jest też krótszy (1480 m), przystosowany do wyścigów gokartów. Oba mają szerokość 12 metrów. Nasz najlepszy tor przeżywa jednak ciężkie chwile - przeciwko hałasującym podczas treningów motocyklom protestują okoliczni mieszkańcy. Być może zostaną wprowadzone przepisy dopuszczające niższy poziom hałasu na torze, niż dla motocykli poruszających się po drogach publicznych. Plan zakłada, że motocykle nie będą mogły przekraczać 96 decybeli. Ich homologacje zakładają jednak, że mogą one wydobyć z siebie 98-102 decybele. Według specjalistów, 100 decybeli to hałas, jaki wydaje pracujący młot pneumatyczny. To dość absurdalna sytuacja a pikanterii dodaje fakt, że tor jest położony tuż obok hałaśliwego lotniska. Startujący samolot produkuje 120 decybeli. Również w 1977 roku zbudowano tor "Kielce" - w Miedzianej Górze pod Kielcami. Jest malowniczo położony, ale z powodu dziur w nawierzchni kierowcy za nim nie przepadają.
Komentuj →
13 marca 2008 |
0
Pewien nastolatek z Florydy, który jeździł z prędkością ponad 160 km/h po centrum miasta, oprócz konfiskaty samochodu dostał od matki nietypową karę. Pomysłowa rodzicielka Adama Clarka kazała synowi chodzić do szkoły z tabliczką o treści: "Byłem GŁUPI. Jeździłem ponad 100 mil na godzinę i zostałem zatrzymany. Dzięki Bogu! Mogłem przecież zabić siebie i swoich przyjaciół."
Komentuj →
13 marca 2008 |
0
Nie ma dnia, by kamery monitoringu miejskiego w całym kraju nie rejestrowały różnych zdarzeń. Oko kamery bardzo często pomaga policjantom w zatrzymaniu sprawców uciążliwych drobnych kradzieży czy niszczenia mienia. O tym, jak bardzo potrzebne są kamery monitoringu miejskiego policjanci przekonali się już nie raz. Tylko w ciągu 24 godzin w Warszawie zatrzymano dwie osoby, które zostały "namierzone" przez kamerę. Jedna z nich próbowała ukraść plan Warszawy z przystanku miejskiego. Druga - to nietrzeźwy kierowca.
(237-2 oraz 237-3)
^ Na warszawskim Ursynowie kierowca jechał wężykiem, zmieniał pasy ruchu bez stosowania kierunkowskazów, skrzyżowanie przejechał na czerwonym świetle kierujący seatem ibizą. Mężczyzna miał ponad 2 promile alkoholu we krwi. Pięć minut przed północą na Policję zadzwonił pewien mężczyzna, który zwrócił uwagę na kierowcę bordowego seata ibizy. Wszystko wskazywało na to, że jest on pijany. Informacja o podejrzanym zachowaniu kierowcy trafiła natychmiast do dyżurnego, który wiadomość przekazał do wszystkich załóg policyjnych w terenie. Kilkanaście minut później w rejonie skrzyżowania Belgradzkiej i Komisji Edukacji Narodowej patrol wypatrzył poszukiwane auto. Kierowcę zatrzymano. Po badaniu okazało się, że mężczyzna ma 2,12 promila alkoholu we krwi. Teraz za jazdę po alkoholu grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
13 marca 2008 |
0
W dniach 11-13 marca, na zaproszenie Tomasza Połecia – Głównego Inspektora Transportu Drogowego, z wizytą w Polsce przebywali Prezydent i V-ce Prezydent Federalnego Urzędu Transportu Rzeczy w Niemczech (BAG). Ernst Vorrath i Robert Maiworm uczestniczyli w kontrolach drogowych prowadzonych przez inspektorów Mazowieckiego WITD, w tym obserwowali proces preselekcyjnego ważenia pojazdów w Adamowicach. Szefowie niemieckiej Inspekcji zapoznali się również z wyposażeniem naszej formacji. Tomasz Połeć przypomniał, że w 2002 r. ITD otrzymała od swojej niemieckiej odpowiedniczki pierwszych sześć pojazdów specjalistycznych, wykorzystywanych podczas działań kontrolnych. Goście uczestniczyli także w państwowym egzaminie praktycznym przyszłych inspektorów. Robert Maiworm zaznaczył, że w 2002 r. był członkiem komisji egzaminacyjnej podczas końcowego egzaminu pierwszych osiemdziesięciu kandydatów na inspektorów. W trakcie wizyty Główny Inspektor Transportu Drogowego omówił dotychczasowe wyniki kontroli ITD, przedstawił najważniejsze zadania stojące przed naszą formacją, jak również uzgodniono zacieśnienie współpracy pomiędzy Inspekcją a BAG na szczeblu centrali obu instytucji.
Komentuj →
12 marca 2008 |
3
Premiera filmu promującego bezpieczeństwo na drogach, a w nim drastyczne zdjęcia zmasakrowanych ofiar wypadków. Fiat tipo ma tak zmiażdżony przód, jakby zderzył się z górą. Lektor wyjaśnia nam, że samochód zmiótł z pasów pieszego i odrzucił go na kilkadziesiąt metrów. To tylko jeden kadr z tego filmu. Jako pierwsi obejrzeli go licealiści z Józefowa. Powstał na domowym komputerze inspektora Wojciecha Pasiecznego, zastępcy naczelnika stołecznej drogówki. - W komendzie nie ma pieniędzy na takie działania, więc sam się tym zająłem. Pomagał mi syn - powiedział nam. Co chwila zatrzymywał film i przekonywał młodych ludzi, którzy dopiero co usiedli za kierownicą lub wkrótce to zrobią, by prowadzili z głową. Podkreślił, że co drugi dzień w wypadkach samochodowych w Polsce ginie 30 osób - to tyle, ile liczy jedna szkolna klasa. Każdy z nich to dramat rodzin ofiar. - O, w tym wypadku kierowca bmw prowadził jak większość Polaków - szybko i niebezpiecznie. Zabił starsze małżeństwo, które starało się o przyznanie praw rodzicielskich nad wnukiem, którego matka zmarła, a ojciec nie chciał go znać. Sąd przyznał im to prawo, gdy już nie żyli. Ten kilkunastoletni chłopiec jest teraz w domu dziecka - opowiadał Pasieczny. - Jestem wstrząśnięta. Niedługo mam egzamin na prawo jazdy. Jeśli go zdam, nie będę szaleć na drodze - zapewniała Gosia z Technikum Agrobiznesu. Takie spotkania drogówki z maturzystami mają odbywać się cyklicznie – relacjonuje “Gazeta Wyborcza Warszawa”.
Komentuj →
12 marca 2008 |
0
Ubezpieczyciel nie ma prawa żądać zwrotu wypłaconego odszkodowania, jeśli sprawca wypadku zaniedbał wymianę blankietu prawa jazdy na nowe – czytamy w “Gazecie Prawnej”. Jeden z czytelników GP dostał pismo, w którym PZU domagało się zwrotu 20 tys. zł, które wypłaciło poszkodowanemu z polisy OC komunikacyjnego czytelnika. To efekt tzw. postępowania regresowego, którego wszczęcie uzasadniano m.in. tym, że klient nie miał uwierzytelnionej kopii aktualnego na dzień szkody prawa jazdy. - Tylko brak uprawnień do kierowania pojazdem może być podstawą do zgłoszenia roszczenia regresowego - mówi Aleksander Daszewski z biura Rzecznika Ubezpieczonych. W tym przypadku klient nie wymienił dokumentów na nowe i nie mógł przedstawić aktualnego na dzień szkody prawa jazdy, co według szczecińskiego oddziału PZU może być podstawą do regresu. Innego zdania jest centrala towarzystwa. - Utrata ważności dokumentów nie jest tożsama z utratą uprawnień do kierowania pojazdem - mówi Michał Witkowski, rzecznik PZU. Dodaje, że niedopełnienie obowiązku wymiany prawa jazdy powoduje jego nieważność w świetle przepisów prawa administracyjnego. - Rozumienie uchybienia terminowi wymiany dokumentu za równoznaczne z utratą posiadania uprawnienia byłoby niezgodne z konstytucyjną zasadą ochrony praw słusznie nabytych, wyrażoną w art. 2 Konstytucji RP - mówi Michał Witkowski. Wygląda więc na to, że klient uniknie regresu, jeśli jedynym uchybieniem jest niewymienienie dokumentu. Warto pamiętać, że w przypadku otrzymania roszczenia regresowego trzeba reagować bardzo szybko, bo towarzystwo - nawet nie mając racji - może uzyskać korzystny wyrok. - Ubezpieczyciel może windykować roszczenie regresowe dopiero po uzyskaniu prawomocnego wyroku sądu. W trakcie rozprawy ubezpieczony będzie miał okazję przypomnieć, iż brak wymiany druku prawa jazdy nie oznacza utraty uprawnień do kierowania pojazdami - mówi Wojciech Kamiński z Krajowego Biura Obsługi Roszczeń Ubezpieczeniowych. Ubezpieczyciel może skorzystać z uproszczonej ścieżki i wystąpić do sądu o wydanie nakazu zapłaty w tzw. postępowaniu upominawczym. Wniosek winien być przez sąd oddalony, gdyż roszczenie wbrew pozorom nie jest bezsporne. Niestety, sędziowie do nakazów podchodzą czasem w sposób automatyczny i może się zdarzyć, że sąd wyda nakaz zapłaty. - Wtedy trzeba zgłosić sprzeciw w ciągu 14 dni od daty jego odebrania i sprawa kierowana jest do postępowania zwykłego. Koniecznie trzeba odebrać korespondencję z sądu i w wyznaczonym terminie ów sprzeciw wysłać. Niepodjęcie wtórnego awiza oznacza domniemanie doręczenia nakazu, który po 14 dniach automatycznie się uprawomocni - mówi Wojciech Kamiński.
Komentuj →
11 marca 2008 |
0
Szefostwo straży miejskiej w Warszawie zaczęło regularną wojnę z ulicznymi handlarzami i kierowcami parkującymi w stolicy jak popadnie. Zmasowaną akcję, która potrwa trzy tygodnie, nazwano kryptonimem "Zefir". Jednak nawet strażnicy nie wierzą w to, że "Zefir" zwieje miejskie patologie. Zmasowane naloty będą powtarzane codziennie w około 170 punktach w mieście, w których najczęściej pojawiają się uliczni handlarze i gdzie auta często parkują wbrew przepisom. Na przykład centrum strażnicy będą szukać handlarzy między innymi: na pl. Mirowskim, przy Rotundzie czy na pl. Zbawiciela. Nieprawidłowo parkujących patrole mają wyłapywać na Solcu, Chmielnej, Emilii Plater i Starówce. Akcja to pomysł szefostwa straży miejskiej. W sumie każdego dnia udział w niej bierze 2314 mundurowych, z których mniej więcej tysiąc to policjanci. Agnieszka Dębińska-Kubicka, rzecznik straży miejskiej, przekonuje, że pierwsze na taką skalę działania są potrzebne. - Stoiska to problem estetyki miasta i nieuczciwego zarobku, a źle parkujący utrudniają życie innym. W ciągu tygodnia średnio cztery razy dostajemy zgłoszenie, że ktoś zatarasował wjazd karetce pogotowia. Akcję nazwano "Zefir", bo jak tłumaczy Dębińska-Kubicka, to słowo kojarzy się z oczyszczaniem miasta. Potrwa do 21 marca.
Komentuj →
11 marca 2008 |
0
Coraz częściej wraca temat kamer w pojazdach komunikacji miejskiej. Zdarzenia w autobusach i tramwajach pokazują, że monitoring jest często jedyną szansą na znalezienie sprawców napadów czy aktów wandalizmu – komentuje “Gazeta Wyborcza Trójmiasto”. W niedzielę doszło do zdarzenia, które może pokazać, jak istotny jest monitoring instalowany w pojazdach komunikacji miejskiej. Ok. godz. 5 w autobusie N1 na odcinku Oliwa-Osowa grupa czterech mężczyzn zaczęła niszczyć wnętrze pojazdu. Wybito szybę, urwano kasownik oraz grożono kierowcy metalowym prętem. Kurs obsługiwany był przez niskopodłogowego Mercedesa, w którym zostały zainstalowane kamery. Wydarzenie zostało przez nie zarejestrowane. Dziś prokuratura rejonowa ma wydać postanowienie, czy dopuścić do publikacji materiału zarejestrowanego podczas kursu.
Podobnych zdarzeń jest dużo więcej: Jedna z zimowych niedziel, godz. 16. Tramwaj zatrzymuje się na przystanku Kliniczna-Szpital. Wyskakuje z niego mężczyzna, uderza silnie w twarz czekającego na inny tramwaj młodego człowieka, po czym wsiada z powrotem do tramwaju i odjeżdża. W pojeździe i na przystanku było wiele osób, ale nikt nie zareagował. Jedyna szansa na znalezienie sprawcy to monitoring. Niestety, w tym tramwaju nie ma zainstalowanych kamer. Jak pomocny może być zapis wideo w walce z aktami wandalizmu i przemocy, pokazują przykłady z ostatnich lat. W zeszłym roku w gdyńskich autobusach ktoś niszczył szyby, malując je żrącą substancją. Sprawcy byli nieuchwytni do momentu, kiedy wyczyny wandali nie zostały zarejestrowane przez kamery zainstalowane w jednym z autobusów. Działania ZKM i policji były szybkie. Zapis wideo został pokazany w internecie, a za informacje o sprawcach wyznaczono nagrodę. Dzięki tym działaniom szybko ustalono personalia wandali, a problem niszczenia szyb został zmarginalizowany. Również w Gdańsku działanie monitoringu przynosi efekty. We wrześniu zeszłego roku jedna z kamer zarejestrowała, jak młody człowiek urywa kasownik w autobusie. Dzięki publikacji zdjęć sprawa szybko została rozwiązana. Kamery mają głównie działanie prewencyjne. Mają odstraszać sprawców, których tożsamość będzie można łatwo ustalić na podstawie zapisu wideo. Pokazują jednak jeszcze jedną rzecz. Bezczynność osób, które są świadkami tego typu zajść. A jeżeli chcemy skutecznie walczyć z bezmyślnymi aktami przemocy i wandalizmu, musimy zacząć reagować w podobnych sytuacjach.
Komentuj →
11 marca 2008 |
0
Nowe bilety dla jeżdżących na krótkich trasach, powrót do jednej ulgi dla uczniów i studentów, wyższe kary za jazdę na gapę, ale przede wszystkim podwyżki opłat za przejazdy planują warszawscy radni. Najbardziej podwyżka dotknie korzystających z biletów jednorazowych. Ceny wzrosną o jedną czwartą. ZTM chce zachęcić warszawiaków do korzystania z karty miejskiej – zdrożej tylko o 18 proc. (tyle wyniosła inflacja od ostatniej podwyżki w 2001 r.). O niemal jedną trzecią wzrosną ceny biletów sieciowych. ZTM planuje wycofać karnety na dziesięć przejazdów. Pojawią się za to nowe bilety 20- i 40-minutowe. Bilet 20-minutowy ma umożliwić pasażerom jeżdżącym kilka przystanków, szczególnie młodzieży poruszającej się np. do szkoły po jednym osiedlu, tańsze podróżowanie. 20-minutowy bilet ulgowy kosztowałby tylko złotówkę. ZTM chce także zlikwidować ulgę 48 proc. (korzystają z niej uczniowie i emeryci). Na dwie różne ulgi skarżyli się pasażerowie, a nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Miasto straci na zmianie dwa mln zł rocznie. Ceny biletów wzrosły ostatnio siedem lat temu, a nawet wtedy nie podniesiono cen biletów jednorazowych. Od tego czasu wydatki na komunikację wzrosły o ponad połowę. Zarząd Transportu Miejskiego tłumaczy, że ceny biletów są niższe niż w innych miastach. Bilet miesięczny we Wrocławiu kosztuje 108 zł, a w Szczecinie nawet 138 zł. Tańsze są za to bilety jednorazowe. Ceny nie przekraczają 2,40 zł. Czy podwyżka wejdzie w życie?
Ile drożej za bilet: normalny – 3 zł (dotychczas 2,40 zł); ulgowy – 1,50 zł (1,20 zł); dobowy – 10 zł (7,20 zł); tygodniowy – 36 zł (24 zł); 30-dniowy – 78 zł (66 zł); 90-dniowy – 196 zł (166 zł); 20-minutowy – 2 zł (nowość); 40-minutowy – 2,80 zł ; 60-minutowy – 4 zł (3,60 zł); kara za jazdę bez biletu – 150 zł (120 zł); anulowanie kary – 14 zł (6,20 zł).
Komentuj →
10 marca 2008 |
1
Siedem wypadków, osiem osób rannych i aż 75 kolizji - to niechlubne statystyki z 2007 r. z ronda Rataje w Poznaniu. Czy sytuację zmienią dodatkowe światła? Sprawą zajmie się komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego. “Gazeta Wyborcza Poznań” relacjonuje: Początek stycznia 2008 r. Tramwaj linii 13 zjeżdża z ronda Rataje na ul. Jana Pawła II w kierunku Kórnickiej. W tym samym momencie z ronda, ale na poprzecznym kierunku (wzdłuż ul. Krzywoustego), chce zjechać do dworca Rataje autobus linii 52. Niestety, kierowcy nie udaje się w porę przejechać przez torowisko i "trzynastka" z impetem uderza w bok autobusu. Wypada z szyn. Ubiegły piątek. Tramwaj linii 7 jedzie od strony Śródki. Na rondzie Rataje uderza go z boku samochód ciężarowy jadący od strony mostu Królowej Jadwigi w kierunku Kórnika. Do tego dochodzą kolizje - po kilka w tygodniu. O sprawdzenie statystyk wypadkowych z ronda Rataje poprosiliśmy policję drogową. Naczelnik Józef Klimczewski, kiedy zobaczył dane z 2007 r. złapał się za głowę: - Nie wiedziałem, że tego jest tak dużo. Wysyłam oficjalny wniosek do Zarządu Dróg Miejskich o wprowadzenie zmian w organizacji ruchu, które poprawią bezpieczeństwo w tym miejscu - mówi "Gazecie". Niewiele lepiej jest na rondzie Śródka: 4 wypadki i 60 kolizji w 2007 r. Dlaczego na rondach Rataje i Śródka jest tak niebezpiecznie? Nasz Czytelnik Maciej Krasicki uważa, że winna jest sygnalizacja. "Po wjeździe na rondo na zielonymświetle dalej kierowca w ogóle nie wie co ma robić. Nie wiadomo kiedy włączy się sygnał dla tramwaju, kiedy ruszą pojazdy z przeciwległego wlotu. Czy mają one strzałkę skrętu warunkowego czy zielone, a więc czy pierwszeństwo ma kierowca opuszczający rondo czy wjeżdżający na nie. Do tego dochodzi jeszcze ogromne zagrożenie dla pieszych: samochody uciekające z ronda wjeżdżają prosto w przechodniów, którym w międzyczasie włączyło się zielone" - opisuje pan Maciej. Jego zdaniem wewnątrz rond np. przed torowiskiem powinny stanąć dodatkowe sygnalizatory, które poprawią bezpieczeństwo. Na rondzie Rataje zawsze było niebezpiecznie. Ba, jeszcze kilka lat temu było nawet gorzej niż teraz. Niemal przez całą dobę na rondzie działały żółte pulsujące światła. Do czasu przełączenia sygnalizacji na trójkolorową (w 2002 r.) dochodziło tam nawet do wypadków śmiertelnych, a liczba kolizji przekraczała sto w roku. Trudności z przejściem na drugą stronę mieli też piesi. Wyraźnie bezpieczniej zrobiło się w ostatnich latach tylko na jednym poznańskim rondzie - Starołęka. Kilka lat temu wybudowano tam dodatkowe sygnalizacje umożliwiające bezpieczny zjazd z krzyżówki. Wykluczono wszelkie kolizyjne relacje i wypadków prawie nie ma. Podobne rozwiązania stosuje się na dużych rondach w wielu polskich miastach. Czy na węźle Rataje lub Śródka nie powinno się więc zrobić podobnie? Drogowcy mają wątpliwości. - Ustawienie większej liczby sygnalizacji i zapewnienie przez to osobnego światła dla każdej relacji spowalnia ruch - zwraca uwagę Jerzy Nawrocki, miejski inżynier ruchu. - Rondo Starołęka jest znacznie większe, pomiędzy poszczególnymi sygnalizatorami mieści się trochę samochodów. Na rondzie Rataje nie ma tyle miejsca. Tworzyłyby się korki - dodaje. A co o światłach na rondzie mówią przepisy? W rozporządzeniu w sprawie znaków i sygnałów drogowych czytamy: "Wyjątkowo można zrezygnować z umieszczenia sygnalizatorów wewnątrz skrzyżowania, jeżeli wyspa centralna jest niewielka, a układ skrzyżowania i warunki widoczności gwarantują szybkie opuszczenie skrzyżowania przez pojazdy wjeżdżające na nie podczas nadawania sygnału zielonego". Ale jednocześnie, w przypadku gdy skrzyżowanie przecina linia tramwajowa i w środku ronda wydzielony jest osobny pas do skrętu w lewo, "zaleca się" ustawienie sygnalizatora kierunkowego dla skręcających w lewo. - Na rondzie Rataje brakuje świateł tzw. powtarzaczy, których zgodnie z przepisami być nie musi, ale w sytuacji, kiedy dochodzi do niebezpiecznych zdarzeń można je przecież postawić - mówi naczelnik Klimczewski. - Na środowej komisji bezpieczeństwa ruchu drogowego będę wnioskował, żeby zbadać możliwości ustawienia takich świateł - zapowiada. Jan Firlik, dyrektor przewozów tramwajowych w MPK nie ma wątpliwości, że obecna organizacja ruchu na rondzie Rataje, podobnie zresztą jak na innych rondach w mieście jest niebezpieczna. - Kierowcy jeżdżą na rondzie na wyczucie. Nie widzą, czy tramwaj zjeżdżający z ronda ma światło zjazdowe czy nie - mówi Firlik. Zapowiada też, że na najbliższej komisji bezpieczeństwa ruchu MPK również wystąpi o zmiany na rondzie Rataje.
Komentuj →
10 marca 2008 |
0
Niewielkie miasteczko Vallarasa na północy Włoch przygotowało “niespodziankę” dla piratów drogowych przekraczających dozwoloną prędkość. Mechanizm jest prosty: na kilkadziesiąt metrów przed skrzyżowaniem specjalne urządzenie mierzy prędkość nadjeżdżającego samochodu. Jeżeli przekracza dozwoloną 50 kilometrów na godzinę, światło pozostaje czerwone i kierowca musi zwolnić. Jeżeli jedzie zgodnie z przepisami, nie napotyka na swej drodze żadnej przeszkody. Pomysł władz miasteczka nie spotkał się jednak z uznaniem władz regionu, które odwołały się do ministerstwa komunikacji. Burmistrz Vallarasa nie posłuchał jednak ani Trydentu, ani Rzymu, mających zastrzeżenia do oryginalnego systemu, niezgodnego ich zdaniem z kodeksem drogowym. "Jeżeli go złamałem, to w dobrej sprawie" - powiedział burmistrz. I oświadczył, że świateł nie zmieni.
Komentuj →
10 marca 2008 |
0
W 2006 roku policja zatrzymała aż 200 tys. pijanych kierowców. W 2007 - 160 tys. Co dziesiąty nietrzeźwy spowodował wypadek. Zgodnie z prawem kierowcy ponoszą kary, jednak często nie podróżują sami. Co zatem z pasażerem, który nie powstrzymał osoby nietrzeźwej przed prowadzeniem pojazdu? W Kodeksie karnym jest przepis pozwalający na ukaranie również jego. Jak tłumaczy prof. Andrzej Zoll, ekspert do spraw prawa karnego, w wielu przypadkach istnieją podstawy, aby sąd postawił pasażerowi pijanego kierowcy zarzut podżegania do popełnienia przestępstwa, a nawet bezpośrednio spowodowanie wypadku. Sądy jednak niezwykle rzadko korzystają z tego przepisu. Zdaniem Krzysztofa Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, sam fakt przebywania w pojeździe prowadzonym przez pijanego kierowcę nie jest podstawą do wnoszenia oskarżenia. Nie jest bowiem łatwo udowodnić pasażerowi, iż namawiał nietrzeźwego kierowcę do prowadzenia samochodu. Dodatkowo, rzecznik Komendanta Głównego Policji podinspektor Mariusz Sokołowski twierdzi, że osoby przewożone przez osobę będącą pod wpływem alkoholu to często jego przyjaciele, rodzina, nawet dzieci. Tym bardziej dziwi fakt, że wiele osób, zamiast powstrzymać pijanego kierowcę przed stwarzaniem zagrożenia dla życia i zdrowia, nie interweniuje.
Komentuj →
10 marca 2008 |
0
Opłaty na autostradzie A2 Stryków - Konin wejdą najwcześniej za trzy lata. Nawet, jeśli wcześniej powstaną bramki, kierowcy i tak nie będą płacić za przejazd tą trasą. Trwa przetarg na budowę punktów poboru opłat na państwowych odcinkach autostrady A2 (ponad 100 km ze Strykowa do Konina) i A4 (około 190 km z Katowic do Wrocławia). Generalna dyrekcja chciałaby, żeby bramki na A2 pojawiły się w 2010 roku. Dokładny termin wprowadzenia opłat jest jednak nieznany. Podanie konkretnej daty uniemożliwiają procedury przetargowe. Okazuje się jednak, że nawet, jeśli powstaną punkty poboru opłat, to i tak przez kilka lat nie będziemy płacić za przejazd tymi odcinkami. Powód? Państwo przygotowując autostradę do standardów trasy płatnej zamierza skorzystać ze środków pomocowych. Przepisy zabraniają jednak, by z inwestycji zrealizowanych z tych pieniędzy czerpać zyski. - Przez pewien czas będzie wprowadzona stawka zero, co oznacza, że kierowcy nie będą musieli płacić. Na razie trudno powiedzieć, jak długi to będzie okres - mówi Janusz Koper, dyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Aby opłaty mogły być pobierane, muszą powstać stacje benzynowe, motele, restauracje i telefony alarmowe. Realizacja tego zajmie trochę czasu. Pieniądze za przejazd tą trasą ma pobierać od nas państwo, a nie prywatny koncesjonariusz. Nadal nie wiadomo, w jaki sposób opłaty będą pobierane. - Istotnym problemem jest stworzenie jednolitego i zgodnego z wymaganiami Unii Europejskiej systemu poboru opłat - mówi Janusz Koper. - Firma, która wygra przetarg, będzie musiała przygotować bramki do znanego nam już sposobu płacenia oraz tak przygotować odcinek, by w momencie, gdy system unijny zostanie już wybrany, szybko wprowadzić system elektroniczny. Według wstępnych ustaleń, przystosowanie autostrady A4 i A2 do pobierania opłat będzie kosztowało blisko 200 mln zł. Opłaty pobierane przez państwo mają być niższe niż te, które ustaliły prywatne firmy. Przejazd ze Strykowa do Konina będzie kosztował ok. 12 zł.
Komentuj →