24 marca 2008 |
0
Dzięki pasom dla tramwajów w Warszawie na Trasie W-Z liczba aut zmalała tam o 40 proc., a liczba przewiezionych pasażerów wzrosła o 250 proc. Pasy tylko dla tramwajów wydzielono między pl. Bankowym i pomnikiem “czterech śpiących“ w czerwcu 2007 r. Przed wprowadzeniem tego rozwiązania Trasą W-Z przejeżdżało w ciągu godziny prawie 1,7 tys. samochodów w jednym kierunku (badania w dni powszednie w godz. 7-20). Od kiedy auta nie mają wjazdu na tory i zostało im tylko po jednym pasie w każdą stronę, ta liczba zmalała do 1,2 tys. Jednocześnie wzrosła liczba osób przejeżdżających Trasą W-Z. Jeszcze osiem miesięcy temu były to 2 tys. w szczycie, a dziś – 7,2 tys. osób. Jak to możliwe? W każdym samochodzie jadącym Trasą W-Z jechało średnio półtorej osoby, tymczasem w dwuwagonowym tramwaju mieści się do 240 osób. A Zarząd Transportu Miejskiego zwiększył częstotliwość kursowania tramwajów z 55 do ponad 60 w szczycie w jednym kierunku. – To w tej chwili najbardziej uczęszczana trasa tramwajowa w mieście. Wcześniej były nią Al. Jerozolimskie – mówi rzecznik Tramwajów Warszawskich Wojciech Szydłowski. Na tym nie koniec niespodzianek. Z badań Zarządu Dróg Miejskich wynika, że część kierowców wybrała inne mosty: Gdański, Świętokrzyski i Poniatowskiego. Teraz czas przejazdu Trasą W-Z samochodem skrócił się z ponad 20 do dziesięciu minut.– Ruch odbywa się tam teraz w sposób bardziej płynny – mówi rzeczniczka ZDM Urszula Nelken. Wyrzucenie samochodów z pasa dla tramwajów to przełom. Miejski inżynier ruchu Janusz Galas do ostatniej chwili zastanawiał się, czy podpisać się pod tym projektem. – Dziwię się, że władze Warszawy nie kontynuują tej polityki. Na wydzielenie czekają pasy dla tramwajów na Młynarskiej na Woli, a dla autobusów w całej stolicy – mówi Stanisław Biega z Zielonego Mazowsza. Według Michała Dąbrowskiego z ZTM, pas tramwajowy na Młynarskiej to kwestia miesięcy. W sprawie buspasów trwają analizy. Urzędnicy wytypowali dla nich m.in. al. Niepodłegłości, Trasę Łazienkowską, Targową, Grochowską.
Komentuj →
21 marca 2008 |
0
W peleton kolarzy na kaliskim odcinku krajowej drogi nr 12 wjechał polonez, raniąc 14 młodych ludzi.
Nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym - taki zarzut usłyszał mężczyzna, który zasnął za kierownicą i wjechał w grupę młodych kolarzy w Kaliszu. Według prokuratury, w następstwie zmęczenia i utraty orientacji, 53-letni kierowca poloneza zjechał na przeciwny pas ruchu i uderzył czołowo w jadący peleton zawodników Kaliskiego Towarzystwa Kolarskiego, którzy jechali na trening do pobliskiego Opatówka. - Podejrzany przyznał, że nie pamięta ostatnich chwil przed uderzeniem w peleton. Ustalono, że musiał zasnąć podczas jazdy - powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, Janusz Walczak. Później kierowca dwukrotnie usiłował popełnić samobójstwo. Był trzeźwy. - Nie był wcześniej karany, przyznał się do winy, wyrażał żal i skruchę - powiedział Walczak w TVN24. Dodał, że mężczyzna wracał z pracy z nocnej zmiany, a samochód był sprawny. - Jechał z dopuszczalną prędkością - dodał. Kierowcy grozi pięć lat więzienia. Jest pod dozorem policji. Monika Rataj z zespołu prasowego kaliskiej policji potwierdziła, że zaraz po spowodowaniu wypadku, kierowca poloneza usiłował popełnić samobójstwo, wieszając się na pasach bezpieczeństwa.
<Akcja ratunkowa. (239-2)
Komentuj →
19 marca 2008 |
0
Konferencja prasowa GDDKiA i MI - rusza program Drogi Zaufania Bezpiecznych Osiem
O 30 proc. spadła liczba śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych na drodze krajowej nr 8. To efekt pilotażowej edycji programu “Drogi zaufania”. Konferencja prasowa inaugurująca tegoroczną edycję “Dróg zaufania”, akcji, która w tym roku prowadzona będzie poza ósemką na kolejnych ośmiu jednocyfrowych drogach krajowych odbyła w środę, 19 marca br. w Centrum Prasowym PAP.
Przez cały rok 2007 Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad prowadziła wzmożone prace inżynieryjne na całej długości krajowej Ósemki: od Kudowy Zdroju na południu aż po Budzisko na północy kraju.
"W efekcie liczba śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych na drodze krajowej nr 8 spadła o 30 proc" – powiedział na konferencji Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk.
"W wielu miejscach wymieniono nawierzchnię jezdni, powstały nowe chodniki i ścieżki rowerowe, pojawiła się sygnalizacja. Jednocześnie w ramach programu “Drogi zaufania” prowadzono wzmożoną akcję komunikacyjną, która miała wpłynąć na zachowania kierowców i pieszych" – zwracał uwagę Janusz Koper, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad. Wynik jest tym lepszy, że w tym samym czasie na wszystkich drogach w kraju liczba ta wzrosła o 6 proc.!
Bezpiecznych osiem
Doświadczenia z ubiegłorocznej akcji organizatorzy wykorzystają w tym roku. Od maja program “Drogi zaufania” obejmie osiem kolejnych dróg krajowych – w efekcie wszystkie o numerach od 1 do 9.
"Na trasach tych prowadzone będą remonty, zaplanowane przez inżynierów ruchu z politechnik Krakowskiej i Gdańskiej. Chodzi bowiem o to, by w miejscach o największej wypadkowości zniwelować niebezpieczeństwo" – poinformował Waldemar Królikowski, Zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad.
Drogowcy przebudują więc wiele skrzyżowań, wytyczą lewoskręty, uspokoją ruch budując wysepki, zmodernizują zatoki autobusowe. Podobnie jak w ubiegłym roku, układane będą też chodniki i ścieżki rowerowe, budowane bezpieczne przejścia dla pieszych, stawiane latarnie oświetlające pobocza.
W oku radarów
W najniebezpieczniejszych miejscach prędkość zostanie ograniczona nawet do 50 km/h. By egzekwować ten zakaz, we współpracy z policją, ustawionych zostanie 450 fotoradarów. Wszystkie będą dokładnie oznakowane. Nie chodzi bowiem o ściganie kierowców mandatami, ale o skuteczne skłanianie ich do zdjęcia nogi z gazu. Z drugiej strony, na odcinkach, gdzie nie dochodzi do wypadków i ograniczenie szybkości tylko spowalnia płynność ruchu, drogowcy zezwolą na jazdę nawet 100 km/h. W niektórych miejscach skrócona zostanie też długość terenu zabudowanego. Drogowcy wytną również drzewa, które rosną zbyt blisko jezdni i stanowią śmiertelne zagrożenie w przypadku zjazdu z pasa ruchu.
Płynniej=bezpieczniej
Wszyscy wiedzą, że to prędkość, najczęściej nadmierna jest przyczyną tragicznych zdarzeń na polskich drogach. Z jednej strony zatem przebudowujemy infrastrukturę, by gwarantowała bezpieczeństwo, a drugiej pilnujemy przestrzegania przepisów i zdrowego rozsądku wspólnie z policją, z trzeciej zaś... przeglądamy wszystkie ograniczenia prędkości. Tam gdzie to możliwe zwiększamy prędkość dopuszczalną, tam gdzie nie możliwe – egzekwujemy przestrzeganie ograniczeń. Cel, to uzyskanie maksymalnej płynności jazdy, wtedy jadąc nawet wolniej, czas podróży będzie podobny.
Symulacje wypadków
W okresach wzmożonego ruchu samochodowego, przy najbardziej uczęszczanych dogach, zorganizowane zostaną symulacje wypadków samochodowych. W czasie ich trwania na poboczach jezdni pojawią się rozbite auta, statyści odgrywający role ofiar, wozy straży pożarnej, policji, pogotowia ratunkowego i służby drogowej. O tym, że wypadek jest inscenizacją, podróżni dowiedzą się z billboardów rozstawionych kilkaset metrów dalej. Zapraszani będą też na pobliski parking, gdzie będą mogli wziąć udział w kursie udzielania pierwszej pomocy, za pomocą alkogogli sprawdzą sprawność kierowcy po wypiciu jednego piwa, a także skorzystają z symulatora jazdy bez zapiętych pasów bezpieczeństwa.
W niechlubnej czołówce
Polska znajduje się w niechlubnej czołówce państw, w których na drogach ginie najwięcej osób. Średnio na 100 wypadków śmierć ponosi w naszym kraju aż jedenaście osób, podczas gdy we Francji czy Czechach – sześć, a w Niemczech i Austrii – zaledwie dwie. Zmienić ma to program “Drogi zaufania”. Do 2013 r. liczba osób ginących w wypadkach samochodowych na drogach krajowych w Polsce zmniejszyć ma się o 75 proc.!
Komentuj →
17 marca 2008 |
0
(239-6 / 239-7)
Pod koniec lutego br. w miejscowości Żdżary (woj. zachodniopomorskie) doszło do kolizji, w której pojazd wjechał na początkowy odcinek stalowej drogowej bariery ochronnej, wyposażony w osłonę energochłonną, tzw. “poduszkę zderzeniową”. Powszechnie stosowane odcinki początkowe barier, z prowadnicą obniżoną schodzącą do gruntu ze względów bezpieczeństwa, często działają jak “rampa”, powodując wybicie pojazdu w górę i tragiczne w skutkach lądowanie. Odnotowano również przypadki, w których samochód został przebity przez barierę. Jednak w kolizji, do której doszło w Żdżarach, nikt nie ucierpiał, a uszkodzenie pojazdu pozwoliło na dalszą kontynuację jazdy. Obniżenie skutków kolizji było możliwe dzięki zastosowaniu w tym miejscu osłony energochłonnej oraz jej właściwego działania przy najechaniu przez pojazd. Celem montażu poduszki (osłony energochłonnej) jest ograniczenie skutków zderzenia pojazdu z elementami początkowymi drogowych barier ochronnych. Podczas kolizji czołowy zderzak poduszki przesuwa się po prowadnicy, zamienia energię kinetyczną uderzającego pojazdu w energię mechaniczną, która zwija prowadnicę bariery ochronnej. Dodatkowym elementem hamującym pojazd jest zespół słupków, w którym dwa pierwsze ulegają złożeniu, natomiast pozostałe ulegając wygięciu przez uderzający w nie pojazd przejmują jego energię. Ta gradacja w przejmowaniu energii rozpędzonego pojazdu powoduje, iż na organizm osoby znajdującej się w pojeździe nie działają “zabójcze” przeciążenia oraz prędkości, które w pierwszej kolejności prowadzą do łamania kręgów szyjnych, a następnie do rozległych obrażeń głowy i klatki piersiowej. Poduszki zderzeniowe barierowe powinny znajdować się w miejscach, w których istnieje ryzyko uderzenia w łącznik czołowy bariery osłonowej lub gdzie obserwuje się częste przypadki kolizji pojazdów z elementami początkowymi barier, gdyż znacząco przyczyniają się redukcji ciężkości obrażeń uczestników tego typu kolizji drogowej. Niejednokrotnie ratują one życie, nawet wtedy, gdy, wypadnięcie pojazdu z jezdni jest konsekwencją nadmiernej prędkości, wyższej niż ograniczenie na danym odcinku. Program GAMBIT 2005 jako jedną z głównych przyczyn wypadków podał niską jakość infrastruktury drogowej (m.in. niebezpieczne obiekty w pasie drogowym). W strategii poprawy BRD znalazły się: budowa i utrzymanie bezpiecznej infrastruktury drogowej (w tym również obiektów znajdujących się przy drodze) oraz zmniejszenie ciężkości i konsekwencji wypadków drogowych, m. in. dzięki kształtowaniu drogi “wybaczającej” błędy kierowców i otoczenia drogi pozbawionego niebezpiecznych obiektów. Takim właśnie urządzeniem, “wybaczającym” kierowcom błędy, jest poduszka zderzeniowa. Najlepiej świadczą o tym zdjęcia z miejsca kolizji.
Komentuj →
24 marca 2008 |
0
Podwarszawskie gminy tworzą własne straże – donosi “Życie Warszawy”. Powód? Niezadowolenie z policji. Na policję nie można liczyć. Dlatego władze podwarszawskich miejscowości decydują się coraz częściej na powoływanie własnych straży. Tak właśnie zrobił burmistrz Ożarowa Kazimierz Stachurski. – Cóż z tego, że wspomożemy policję, dofinansujemy zakup komputerów czy radiowozów, skoro na jednej zmianie pracuje sześciu funkcjonariuszy. W nocy teren dużej gminy patroluje tylko jeden radiowóz. A mieszkańcy wymagają ode mnie, aby poprawiało się bezpieczeństwo. Niemal takie same argumenty powtarzają samorządowcy z Ząbek i Wołomina, którzy w tym roku także powołali straż miejską. Robert Perkowski, burmistrz Ząbek, mówi: – Policjanci nie są skuteczni w egzekwowaniu przepisów porządkowych. Pomimo naszych próśb nie podejmowali interwencji albo robili to z dużym opóźnieniem. Teraz mam formację, która zajmie się takimi sprawami. Piotr Dziemiańczyk od lutego jest komendantem straży miejskiej w Ożarowie Mazowieckim. Wcześniej pracował w warszawskiej straży. Na razie ma pod sobą kilku funkcjonariuszy, którzy dysponują jednym radiowozem. Tylko w ciągu niecałych dwóch miesięcy jego ludzie interweniowali już blisko 400 razy. – To bardzo dużo – przyznaje. Na brak pracy nie narzekamy. Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji, tłumaczy, że w komisariatach w podwarszawskich gminach pracuje zbyt mało policjantów: - Dlatego w nocy faktycznie może być na służbie jeden patrol. Gdy ma do wyboru interwencję czysto porządkową i domową, gdzie jest zagrożone życie innego człowieka, wybierze tę drugą. Samorządowcy wolą jednak liczyć na własne służby. Kolejne gminy – Lesznowola i Stare Babice – także zastanawiają się nad powołaniem straży.
Komentuj →
24 marca 2008 |
0
Zatrzymany pijany kierowca tira - Policjanci patrolując drogę krajową nr 9 zauważyli szarżującego kierowcę tira. Błyskawicznie podjęli działania i go zatrzymali. Kiedy podeszli do kabiny ciężarówki z węgierską rejestracją, poczuli wyraźny zapach alkoholu. Kierowca, 44-letni obywatel Węgier, był nietrzeźwy, miał ponad 0,6 promila alkoholu w organizmie. Stężenie rosło podczas kolejnych prób. Policjanci zatrzymali kierowcę w areszcie, a samochód zabezpieczyli na parkingu.
Namierzony przez monitoring - Ponad dwa promile alkoholu we krwi miał zatrzymany przez policjantów z Wilanowa 44-letni Robert T. Mężczyzna wpadł, gdy nieudolnie próbował zawrócić na skrzyżowaniu. Manewr ten zakończył na przejściu dla pieszych. Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamery monitoringu miejskiego. Patrolujący Wilanów policjanci otrzymali informację o pijanym kierowcy hondy, który jechał ulicą Powsińską. Mundurowi natychmiast udali się sprawdzić informację. Już po chwili namierzyli wskazany samochód w momencie, gdy 44-letni kierowca rozmawiając przez telefon komórkowy jednocześnie próbował nieudolnie zawrócić na skrzyżowaniu. Funkcjonariusze podjęli interwencję, podbiegli do kierowcy hondy, a następnie wyjęli ze stacyjki kluczyki uniemożliwiając mu dalszą jazdę. Robert T. był kompletnie pijany. W chwili zatrzymania nieodpowiedzialny kierowca nie miał przy sobie żadnych dokumentów a samochód, którym jechał należał do jego kolegi. 44-latek trafił na komisariat, gdzie poddano go badaniu alkomatem. Okazało się, że miał we krwi ponad 2 promile alkoholu. Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamery miejskiego monitoringu.
Pirat drogowy chciał przejechać policjanta - Dyżurny komendy miejskiej we Włocławku otrzymał zgłoszenie z którego wynikało, że u zbiegu ulic 3-go Maja i Cyganka w samochodzie za kierownicą śpi mężczyzna. Policjanci od razu postanowili to sprawdzić. Na widok umundurowanego funkcjonariusza kierowca uruchomił silnik i ruszył nie reagując na sygnały wzywające go do zatrzymania. Policjanci natychmiast ruszyli w pościg. Oficer dyżurny skierował na miejsce kolejne patrole. 38-latek pędząc ulicami uszkodził inny pojazd, latarnię i znaki drogowe. Zatrzymał się dopiero przed bramą wjazdową na posesję przy ul. Ogniowej. Policyjne radiowozy otoczyły citroena. Kierowca nadal próbował się wymknąć z obławy. Odjeżdżając potrącił próbującego go zatrzymać policjanta. Chwilę później Paweł. H został obezwładniony przez mundurowych. Jak się okazało miał 3,2 promila alkoholu w organizmie. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Kiedy wytrzeźwieje, usłyszy zarzuty. Najpoważniejszy dotyczy napaści na policjanta, jazdy w stanie nietrzeźwości i spowodowania wypadku. Grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności. Policjant , który doznał obrażeń przebywa w szpitalu we Włocławku. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Pijany kierował mimo zakazu - Policjanci Sekcji Prewencji z Drawska Pomorskiego zatrzymali 21-letniego mężczyznę, który miał ponad 2 promile alkoholu we krwi i kierował samochodem. Okazało się, że mężczyzna miał sądowy zakaz prowadzenia samochodu. Za kierowanie pojazdami pod wpływem alkoholu grozi mu kara więzienia do lat 3 oraz za naruszenie zakazu sądowego do 1 roku pozbawienia wolności. W godzinach wieczornych partol prewencji z Pomorskiego zatrzymał do kontroli drogowej samochód VW Golf, którym jechał 21-letni Arkadiusz L. Podczas sprawdzania dokumentów policjanci wyczuli od kierowcy woń alkoholu. Mieszkańca Połczyna Zdrój zbadano pod kątem zawartość alkoholu we krwi. Badanie wykazało, że kierujący miał ponad 2 promile we krwi. Policjanci po sprawdzeniu w policyjnym systemie ustalili, że Arkadiusz L. posiada prawomocny wyrok sądowy zakazujący poruszanie się wszelkimi pojazdami mechanicznym. Funkcjonariusze ustalili również, że przeciwko zatrzymanemu toczy się obecnie sprawa sądowa za spowodowanie wypadku drogowego, gdzie poszkodowany pasażer, prowadzonego wówczas przez Arkadiusza L. motocykla, doznał poważnego uszkodzenia kręgosłupa. Nietrzeźwy kierujący został osadzony w Pomieszczeniu dla Osób Zatrzymanych w Komendzie Powiatowej Policji w Drawsku Pomorskim. Oczekuje teraz na rozprawę sądową w trybie przyspieszonym. W świetle przepisów prawa za kierowanie pojazdami pod wpływem alkoholu sprawcy grozi kara więzienia do lat 3 oraz za naruszenie zakazu sądowego do 1 roku pozbawienia wolności.
Jechał z 3 promilami i mimo zakazu - Policjanci zatrzymali nietrzeźwego kierowcę, który poruszał się ulicami Dobrego Miasta. Okazało się, że 33-letni Tomasz T. miał ponad 3 promile alkoholu we krwi i sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Nieodpowiedzialny kierowca wkrótce stanie przed sądem. Kiedy tylko do oficera dyżurnego w Dobrym Mieście dotarła informacja o pijanym kierowcy żuka, ten na miejsce natychmiast skierował najbliższy patrol. Na ulicy Wojska Polskiego funkcjonariusze zatrzymali go do kontroli. Szybko zbadali też trzeźwość kierowcy. Okazało się, że Tomasz T. miał ponad 3 promile alkoholu. Po sprawdzeniu w policyjnych bazach danych wyszło na jaw, że 33-letni mieszkaniec gminy Lidzbark Warmiński ma sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Kierowca nie próbował nawet tłumaczyć swojego zachowania. Od razu trafił do policyjnego aresztu. Jeszcze dziś usłyszy zarzut za jazdę w stanie nietrzeźwości oraz za nie stosowanie się do zakazu sądu. Grozi mu kara pozbawienia wolności nawet do 3 lat.
7 promili u kierowcy w Kazimierzy Wielkiej! - Prawie siedem promili alkoholu wskazał alkomat u kierowcy, który w sobotnią noc spowodował wypadek w Kazimierzy Wielkiej. 23-latek kierując skodą fabią uderzył w ogrodzenie. Auto spłonęło. Ranny został kierowca i dwóch z czterech pasażerów. Policjanci nie mogli uwierzyć we wskazania alkomatem i dla pewności pobrali mężczyźnie krew do zbadania.
Komentuj →
23 marca 2008 |
1
Pozycja bezpieczna, czyli boczna ustalona jest stosowana w celu zabezpieczenia nieprzytomnego poszkodowanego z zachowanymi czynnościami życiowymi (oddychania i krążenie) do czasu przybycia lekarza. Aby ułożyć poszkodowanego w pozycji bocznej ustalonej:
- zegnij bliższą nogę w stawie kolanowym, wsuwając jej stopę pod kolano drugiej nogi;
- bliższą rękę ułóż wzdłuż ciała poszkodowanego wsuwając dłoń pod pośladek, częścią grzbietową ku górze;
- drugą rękę zegnij w stawie łokciowym i połóż na piersi poszkodowanego, tak aby dłoń spoczywała pomiędzy szyją a barkiem strony przeciwnej;
- przewróć poszkodowanego na swoją stronę, jedną ręką ciągnąc za biodro, a drugą asekurując za głowę;
- kończynę górną, którą uprzednio włożyłeś pod pośladek wyciągnij za ramię do tyłu;
- odchyl głowę poszkodowanego do tyłu i zabezpiecz ją drugą ręką;
- nie zapomnij o konieczności kontrolowania czynności życiowych poszkodowanego.
(239-5)
Komentuj →
23 marca 2008 |
0
Pierwszy fragment "autostrady dla dwojga" otwarto w okolicach Bradford i Leeds. Jest to zbudowany kosztem przeszło 5 milionów funtów dodatkowy pas, po którym mogą się poruszać wyłącznie pojazdy przewożące dwie lub więcej osób. Motocykliści, ciężarówki oraz samochody osobowe tylko z kierowcą muszą się tłoczyć na pozostałych pasach. Kontrolę pojazdów zapewnią kamery na podczerwień nowej generacji, które liczą owale twarzy w samochodzie i analizują, czy ich powierzchnia jest wilgotna. W ten sposób kamery, zdaniem konstruktorów, nie dadzą się oszukać manekinom i rozróżniają, czy na fotelu siedzi człowiek, czy na przykład duży pies. Jeśli tak, to wszystko jest w porządku. Jeśli nie, notują numer rejestracyjny i alarmują komputer, który wystawia mandat. Minister transportu Ruth Kelly zapowiedziała, że wkrótce otwartych zostanie ponad 700 kilometrów "autostrad dla dwojga", co być może zmusi Brytyjczyków do podwożenia znajomych. Zdaniem specjalistów, nowe rozwiązanie zaoszczędzi stale jeżdżącym tą trasą do pracy co najmniej 40 minut tygodniowo. W Anglii otwarto pierwszy odcinek "autostrady dla dwojga". Specjaliści uważają, że to eksperymentalne rozwiązanie może usprawnić ruch na najbardziej zatłoczonych odcinkach dróg.
Komentuj →
22 marca 2008 |
0
Policjanci ruchu drogowego testują na warmińsko-mazurskich drogach laserowy radar "Ultralyte lti 20-20". Urządzenie jest niewykrywalne dla tzw. antyradarów i mierzy prędkość nawet z jednego kilometra. - Chcemy, by zarówno przed Świętami, jak i po nich na naszych drogach zdarzyło się jak najmniej wypadków, a że najczęstszą przyczyną tragedii na drodze jest nadmierna prędkość, stąd laserowe radary na drogach - powiedziała Anna Siwek, rzecznik prasowa warmińsko-mazurskiej policji. Policjanci ruchu drogowego przyznają, że laserowy radar "Ultralyte lti 20-20" to cud techniki w porównaniu z używanymi powszechnie radarami mierzącymi prędkość przy pomocy fal radiowych (kierowcy mówią na nie "suszarki"). Laserowy radar potrafi mierzyć prędkość we mgle, przez szybę auta, jest odporny na wstrząsy. - Warto też podkreślić, że to urządzenie jest zupełnie niewykrywalne dla tzw. antyradarów i potrafi zmierzyć prędkość jadących, nawet jeden za drugim, pojazdów z odległości jednego kilometra - podkreśliła Anna Siwek. Laserowy radar wykonuje pomiar zaledwie w 0,3 sekundy i mierzy prędkość samochodów jadących nawet do 360 km na godz. z dokładnością do 2 km na godz. Może pracować w temperaturze od-30 st.C do + 60 st.C. Warmińsko-mazurska policja będzie testować laserowe radary do końca marca. - W zależności od tego, jak wypadną testy będziemy rozważać, czy nie kupić takich urządzeń na stałe. Na razie jest za wcześnie, by o tym mówić - powiedziała Siwek.
Komentuj →
22 marca 2008 |
0
Coraz więcej firm w Tokio oferuje specjalne zniżki i promocje starszym kierowcom, którzy rezygnują z prowadzenia samochodów w odpowiedzi na apel policji zaniepokojonej rosnącą liczbą wypadków spowodowanych przez kierowców po 65 roku życia. Osoby, które postanowią zwrócić prawo jazdy, mogą liczyć m.in. na korzystnie oprocentowane konta bankowe, darmowe dostawy zakupów z niektórych sklepów oraz zniżki w hotelach.
Komentuj →
22 marca 2008 |
0
Czy cena polisy autocasco może być zależna od sposobu i częstotliwości użytkowania pojazdu? W niektórych sytuacjach tak. Ma to umożliwić produkt o nazwie "pay as you drive" - znany już od kilku lat na Zachodzie. Niewykluczone, że w najbliższych latach pojawi się także w Polsce - czytamy w "Parkiecie". Aby rozwiązanie mogło działać, ubezpieczyciel musi się porozumieć z firmą oferującą usługi nawigacji satelitarnej GPS i telefonii mobilnej GSM. W aucie instalowany jest nadajnik GPS, który przesyła dane poprzez sieć mobilną na temat użytkowania pojazdu. Na podstawie tych informacji można później określić, ile klient powinien zapłacić za AC. Może to być bardzo atrakcyjne rozwiązanie dla osób, które jeżdżą mało i poza dużymi miastami, a także dla osób, które mają z góry ustalone wyższe składki. Jeśli udowodnią, że jeżdżą bezpiecznie, mało i w mniej zurbanizowanych miejscach, będą mogły liczyć na niższą cenę. Jednak jak mówi Magdalena Barcicka z AXA Ubezpieczenia, w krajach, gdzie to rozwiązanie działa, kierowcy muszą bardzo pilnować zadeklarowanego limitu kilometrów. Gdy przekroczą pułap, dopłaty składek są znaczące.
Komentuj →
22 marca 2008 |
0
Milion złotych chce przeznaczyć olsztyńskie starostwo powiatowe na remonty i modernizację dróg przebiegających przez warmińskie wsie. Warunkiem otrzymania dotacji jest jednak poprawa estetyki wsi. "Każdy mieszkaniec może przyczynić się do tego, by w jego wiosce była wyremontowana droga, chodnik, czy zrobiona zatoka autobusowa. Wystarczy, że zadba o przydomowy ogród, że będzie miał porządek na podwórku, że po wsi nie będą walały się śmieci" - powiedział Maciej Rytczak z biura promocji olsztyńskiego starostwa powiatowego. Starostwo będzie dotowało do 50 proc. kosztów modernizacji wiejskich dróg; resztę ma pokryć gmina. Urzędnicy olsztyńskiego starostwa przyznają, że remontu wymaga większość powiatowych dróg. Ponieważ jednak w kasie starostwa nie ma funduszy na duże modernizacje, władze powiatu zdecydowały, że wyremontują te odcinki dróg, które przebiegają przez wsie. "Dla mieszkańców kluczowe jest bezpieczeństwo na drogach, którymi chodzą do sklepu czy szkoły, przy których znajdują się przystanki autobusowe" - podkreślił wicestarosta olsztyński Andrzej Szeniawski. Zaznaczył jednak, że dotowanie wsi zadbanych, estetycznych, przysłuży się m.in. poczuciu, że każdy mieszkaniec jest odpowiedzialny za swoje otoczenie. Wnioski o dotacje na naprawę dróg starostwo przyjmuje do końca marca. Drogi mają być wyremontowane do końca 2008 roku.
Komentuj →
21 marca 2008 |
0
Mandaty, kłótnie, nerwy – tak dla kierowców parkujących w centrum wyglądał ostatni tydzień. A władze zapowiadają kolejne akcje – komentuje “Życie Warszawy”. Po prostu koszmar! Od poniedziałku do czwartku dostałem trzy mandaty za złe parkowanie – skarży się jeden z pracowników firmy z siedzibą w centrum. – I nie jestem wyjątkiem, bo moi koledzy z działu też dostali po kilka “liścików” od straży miejskiej. Efekt dziesięciodniowego polowania strażników na źle parkujących kierowców – urzędnicy nazwali je akcją “Zefir” – to 788 mandatów. Brudny pociąg albo korek. Kilkunastu z ukaranych kierowców zadzwoniło do naszej redakcji. Mają pretensje do władz miasta. – Chętnie przesiadłbym się z samochodu do komunikacji miejskiej. Mam jednak do wyboru: ciasny, brudny pociąg albo wlekącego się ikarusa – mówi Antoni Fałat z Nowej Iwicznej. – Dlatego tkwię codziennie w korku na Puławskiej. Kiedy przebiję się do centrum, szukam pół godziny miejsca parkingowego – denerwuje się. Żeby odkorkować Warszawę, trzeba zachęcić kierowców do przesiadki do komunikacji miejskiej. Jak to zrobić? Eksperci twierdzą: potrzebny jest kij (np. opłaty za postój w centrum) i marchewka (dobrze zorganizowany transport publiczny). Nie brakuje opinii, że w Warszawie – w porównaniu np. z Londynem czy Sztokholmem, gdzie trzeba uiszczać duże opłaty za wjazd do centrum – jest za mało “represji” dla kierowców. – Płatne parkowanie w Warszawie to kijek, a nie kij – mówi prof. Wojciech Suchorzewski z Politechniki Warszawskiej. – Strefa dla parkometrów jest za mała i nie zniechęca skutecznie do wjazdu do centrum. Stanisław Biega z Zielonego Mazowsza: – Po godz. 15 można nie płacić w ogóle. Kontrolerzy już nie pracują. ZDM zapowiada zaostrzenie kursu wobec kierowców. – Przygotowaliśmy projekt większej strefy płatnego parkowania – mówi rzeczniczka ZDM Urszula Nelken. Zmiany mają wejść w życie w lipcu, a parkometry mogą pojawić się m.in na Powiślu, Nowym Mieście, Solcu. A co z marchewką? Mimo powtarzanych od lat obietnic opóźnia się budowa parkingów podziemnych pod ul. Emilii Plater, pl. Teatralnym, Bankowym, Trzech Krzyży i Powstańców Warszawy. Nie ma też widoków na kolejne parkingi “Parkuj i Jedź”. – Parkingi w centrum? To nierealne – mówi kierowca ukarany trzema mandatami. – Jeśli na coś liczę, to na to, że akcja, jak każda w tym mieście, wcześniej lub później wygaśnie, a strażnicy wezmą za cel np. ulicznych handlarzy.
Komentuj →
21 marca 2008 |
0
Policjanci oławskiej drogówki przy współpracy z funkcjonariuszami Inspekcji Transportu Drogowego i Izby Celnej z Wrocławia oraz Straży Granicznej z Międzylesia przeprowadzili działania pod nazwą “Ładunek”. W ramach działań skontrolowano łącznie 64 pojazdy, nałożono 19 mandatów karnych na kwotę 3400 zł, zatrzymano 6 dowodów rejestracyjnych. Głównym celem akcji było wyeliminowanie nieprawidłowości w wykonywaniu międzynarodowego i krajowego transportu drogowego. Wszystkie podmioty biorące udział w działaniach miał y ściśle określone zadania. W wyniku wspólnych działań skontrolowanych zostało łącznie 64 pojazdy, w tym 9 pojazdów zarejestrowanych poza granicami RP, 4 autobusy oraz 53 samochody i zespoły pojazdów ciężarowych. W trakcie przeprowadzonych kontroli funkcjonariusze ujawnili nieprawidłowości związanych z czasem pracy kierowców, przewozem materiałów niebezpiecznych, stanem technicznym pojazdów, przekroczeniem dozwolonych prędkości, przewozem nieprawidłowo zabezpieczonego ładunku, niestosowaniem się do zakazów wjazdu kierujących samochodami ciężarowymi. Za powyższe naruszenia nałożyli w sumie 19 mandatów karnych na kwotę 3400 zł, zatrzymali 6 dowodów rejestracyjnych,. Ponadto sporządzono 2 decyzje na kwotę 2000 zł m.in. za nieprawidłowo wypisaną winietę oraz za skrócenie czasu odpoczynku kierowcy samochodu ciężarowego. A dwa pojazdy ciężarowe w związku ze stanem technicznym nie zostały dopuszczone do dalszej jazdy. Takie działania przez oławską Policję będą kontynuowane.
Komentuj →
21 marca 2008 |
1
Liczba osób ubiegających się o odszkodowanie za zniszczenie samochodów na dziurawych drogach spada. Powód? Urzędnicy uważają, że to efekt modernizacji dróg. Kierowcy - że to zmiana zasad ubiegania się o zadośćuczynienie – czytamy w “Gazecie Wyborczej Łódź”. W 2006 roku do Zarządu Dróg i Transportu wpłynęło ponad 1300 wniosków o odszkodowanie za zniszczenie samochodów na dziurawych drogach. Około 80 proc. z nich ubezpieczyciel uznał jako zasadne. Przeważnie były to pokrzywione felgi i uszkodzone zawieszenia. Na początku ubiegłego roku Zarząd Dróg i Transportu zmienił zasady starania się o rekompensatę. Znacznie utrudniło to ubieganie się o odszkodowanie. Wcześniej wystarczył opis zdarzenia, miejsca i odniesionych szkód. Po zmianach wniosek oprócz formularza musi zawierać dokumentację w postaci: fotografii, oświadczenia świadka lub notatki policji (wymagane przynajmniej dwa rodzaje dokumentacji). Efekt? W 2007 roku już tylko 460 wniosków trafiło do urzędu. Aby spełnić wymagania urzędników, najlepiej wezwać więc policję. Ta jednak nie ma obowiązku przyjechać na miejsce zdarzenia, jeśli nie ma podejrzenia przestępstwa ani wykroczenia. - Wówczas jest to tylko sprawa między kierowcą a zarządcą drogi - tłumaczą funkcjonariusze. Od początku tego roku do zarządu dróg wpłynęło jedynie 130 podań. Zarząd Dróg i Transportu uważa, że mniejsza liczba wniosków o odszkodowanie jest wynikiem naprawy wielu dróg, a nie efektem dodatkowych wymagań.
Komentuj →
21 marca 2008 |
0
W Wielkopolsce przetarg na dostawę aut egzaminacyjnych wygrał diler renault, ale konkurenci protestują – czytamy w “Gazecie Wyborczej Poznań”. Gra toczy się o zamówienie 87 samochodów. Samochody trafią do ośrodków egzaminowania kierowców w Poznaniu, Kaliszu, Koninie, Lesznie i Pile. Zastąpią używane dotąd fiaty punto. W ubiegłym roku Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Poznaniu ogłosił już jeden przetarg, ale jego rozstrzygnięcie (wygrał Ato Compol - diler renault) zostało unieważnione. W drugim podejściu znów wygrał diler renault - Konsorcjum Renault Wielkopolska (w jego skład wchodzi Auto Compol). Za 86 nowych modeli clio 3 zaproponował 2 mln 774 tys. zł (ok. 32 tys. zł brutto za sztukę). W ciągu czterech lat diler ma też dwa razy wymienić auta na nowe. Po decyzji WORD protesty złożyli konkurenci: dilerzy volkswagena (z modelem polo), opla (corsa), toyoty (yaris) i fiata (grande punto), które dotyczą głównie ceny zaoferowanej przez dilera renault. Ich zdaniem są rażąco niskie. WORD protest dilerów jednak odrzucił. Ale ci odwołali się do Krajowej Izby Odwoławczej. Gdyby zarzuty dilerów okazały się słuszne, WORD będzie musiał dokonać ponownej analizy i wybrać następną najkorzystniejszą ofertę. Jeśli protesty okażą się bezzasadne, WORD podpisze umowę z dilerem renault, który będzie miał kilka miesięcy na dostarczenie samochodów. - Jest szansa, że w październiku kandydaci na kierowców egzaminy będą zdawać na nowych autach - mówi Mariusz Prasek, dyrektor poznańskiego WORD. Jak ustaliliśmy, Konsorcjum Renault Wielkopolska przygotowuje już rabaty dla szkół nauki jazdy - większość z nich będzie wymieniać swoje auta na takie jak ma WORD. Według Zbigniewa Ogińskiego, prezesa Wielkopolskiego Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców i Instruktorów wielkopolskie szkoły mogą wymienić nawet 2 tys. aut. Z dilerem, który wygra przetarg, WORD podpisze umowę na cztery lata. - Po ostatniej wymianie chcemy korzystać z samochodów kolejne dwa lata. Przez przynajmniej sześć lat nie zmienimy więc marki i modelu aut egzaminacyjnych - wyjaśnia Prasek.
Komentuj →
20 marca 2008 |
0
Do użytkowania została oddana ekspresowa “zakopianka” w rejonie Stróży. Dzięki temu na całym odcinku o długości 12,5 km pomiędzy Myślenicami a granicą gmin Pcim i Lubień będzie można jechać dwiema jezdniami. Budowę trasy głównej zakończono już wiele miesięcy temu, jednak odcinek o długości ok. 2,5 km pozostawał zamknięty dla ruchu z powodu niemożności dokończenia budowy drogi dojazdowej równoległej do “zakopianki”. Na przeszkodzie wykonawcy stał protest dwóch przedsiębiorców ze Stróży, którzy blokowali budowę drogi dojazdowej na odcinku 40 m. Ostatecznie wykonawcy udało się zakończyć pomyślnie realizację inwestycji w lutym br., a na początku marca złożono ostatnie dokumenty niezbędne do wydania decyzji o pozwoleniu na użytkowanie. 20 marca br. Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego wydał oczekiwane pozwolenie. Okres uprawomocnienia decyzji to 14 dni, jednak dzięki interpretacji Ministerstwa Infrastruktury stwierdzającej, że “niewątpliwie w sytuacji, w której wnioskodawca jest jedyną stroną postępowania, uznać należy, że decyzja wydana zgodnie z jego żądaniem podlega wykonaniu zgodnie z art. 130 §4 kpa.”, GDDKiA może od razu udostępnić drogę kierowcom. Wspomniany przepis mówi, że: “(...) decyzja podlega wykonaniu przed upływem terminu do wniesienia odwołania, gdy jest zgodna z żądaniem wszystkich stron”. Więc – zdaniem Ministerstwa Infrastruktury - mimo tego, że decyzja nie jest ostateczna, inwestor może korzystać z obiektu nie naruszając tym prawa. Budowa drogi ekspresowej S7 rozpoczęła się w listopadzie 2004 roku. Z Myślenic do Lubnia prowadzą teraz dwie jezdnie z pasami awaryjnymi oraz poboczami, rozdzielone pasem zieleni. Nawierzchnia została przystosowana do przenoszenia dużych obciążeń (115 kN/oś), a jej wierzchnią warstwę tworzy odporna na koleinowanie mieszanka bitumiczna SMA. Na trasie powstały dwa dwupoziomowe węzły drogowe: w Stróży i w Pcimiu na skrzyżowaniach z drogami powiatowymi. Oprócz drogi głównej w ramach inwestycji zbudowano łącznice o długości 2,6 km, prawie 12 km dróg dojazdowych oraz ciągi piesze pod “Zakopianką”. Sumując: w ramach inwestycji powstało prawie 40 km nowej jezdni. Jak we wszystkich nowo realizowanych inwestycjach GDDKiA, również i w tej położony został duży nacisk na ekologiczne zabezpieczenie okolicznych terenów. Zamontowanych zostało 8,5 km ekranów akustycznych pochłaniających o wysokości od 2 do 6 m oraz 3,1 km ekranów akustycznych przeźroczystych o wysokości od 2 do 4 m. Dzięki budowie drogi znacznej poprawie ulegnie bezpieczeństwo ruchu kołowego i pieszego. Wokół drogi stanęło prawie 35 km stalowych barier ochronnych oraz 2 km barier betonowych. Na jezdni wykonano oznakowanie poziome wibroakustyczne, ostrzegające kierowcę w momencie najechania na linię krawędziową. Zamontowano oznakowanie pionowe wykonane w nowoczesnej technologii z wykorzystaniem folii odblaskowych. Inwestorem zadania była Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Koszty realizacji inwestycji to 317,5 mln złotych brutto (kwota ta obejmuje zarówno roboty budowlano – montażowe, jak i opracowanie dokumentacji, wykupy gruntów, odszkodowania oraz nadzór inwestorski). Źródła finansowania to pożyczka Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Krajowych Fundusz Drogowy oraz budżet państwa. Wykonawcą inwestycji była wyłoniona w drodze przetargu międzynarodowego portugalska firma MOTA - ENGIL Engenharia e Construcao SA.
Komentuj →
20 marca 2008 |
0
Z badań Politechniki Warszawskiej wykonanych w 2007 roku na próbie 1,1 tys. osób wynika, że niemal 82 proc. mieszkańców stolicy jest za priorytetem dla transportu publicznego. Większość pasażerów pozytywnie ocenia komunikację miejską, chociaż domaga się jej unowocześnienia. Według ZTM 2/3 autobusów miejskich to niskopodłogowce (nie zmienia to faktu, że warszawiaków wozi aż 530 Ikarusów i Jelczy z wysoką podłogą). Piętą achillesową systemu transportowego jest fatalny stan dworców i pociągów oraz postawa kolejarzy. Szefowie Kolei Mazowieckich odmówili rozszerzenia wspólnego biletu na całą aglomerację, bo... bali się zbyt dużej liczby pasażerów. Według badań najbardziej krytycznie oceniają komunikację ci, którzy w ogóle z niej nie korzystają. Z badań Politechniki Warszawskiej wykonanych w 2007 roku na próbie 1,1 tys. osób wynika, że niemal 82 proc. mieszkańców stolicy jest za priorytetem dla transportu publicznego. Większość pasażerów pozytywnie ocenia komunikację miejską, chociaż domaga się jej unowocześnienia. Według ZTM 2/3 autobusów miejskich to niskopodłogowce (nie zmienia to faktu, że warszawiaków wozi aż 530 Ikarusów i Jelczy z wysoką podłogą). Piętą achillesową systemu transportowego jest fatalny stan dworców i pociągów oraz postawa kolejarzy. Szefowie Kolei Mazowieckich odmówili rozszerzenia wspólnego biletu na całą aglomerację, bo... bali się zbyt dużej liczby pasażerów. Według badań najbardziej krytycznie oceniają komunikację ci, którzy w ogóle z niej nie korzystają.
Komentuj →
20 marca 2008 |
3
Znaczne zużycie elementów układu hamulcowego i brak 1,5 l płynu w hydraulicznym układzie wspomagającym mogły się przyczynić do ubiegłorocznej katastrofy polskiego autokaru pod Grenoble, która pozbawiła życia 26 pielgrzymów - twierdzą francuscy eksperci. "Mogło to w istotny sposób wpłynąć na funkcjonowanie hamulców lub nawet spowodować ich awarię" - głosi raport, na który powołuje się lokalny francuski dziennik "Le Dauphine Libere", a za nim agencje AFP i PAP. - Nie komentujemy tego - mówi prok. Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy szczecińskiej prokuratury okręgowej. - Strona francuska przesłała nam ekspertyzy dotyczące przyczyn wypadku oraz stanu technicznego autokaru, ale są one dopiero tłumaczone. Po zapoznaniu się z nimi przez prokuratora powinna zapaść decyzja o wznowieniu śledztwa, które zostało zawieszone w oczekiwaniu na dokumenty. Francuskie ekspertyzy trafią do Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Dopiero jego opinia będzie wiążąca dla polskiej prokuratury. - To niewiele mówi - komentuje ujawniony przez francuską gazetę raport fachowiec ze szczecińskiej stacji kontroli pojazdów, dopuszczającej do ruchu autobusy, który chce pozostać anonimowy. - Przecież retarder [układ wspomagający hamowanie zwany też hamulcem górskim - red.] mógł się zużyć podczas hamowania poprzedzającego katastrofę. Za mało płynu - to powinno wyjść podczas rutynowego przeglądu. - Wcześniej jechałem tym autokarem na Litwę - mówi Robert Caban, właściciel firmy, której autokarem podróżowali pielgrzymi. - Wszystko było dobrze. Po tylu miesiącach pracy eksperci czegoś się doszukali? Nie chcę tego komentować. Scania miała ważny polski przegląd techniczny. Przed wyjazdem na pielgrzymkę Dekra (niemiecki koncern zatrudniający rzeczoznawców) zrobiła mu specjalny przegląd techniczny, po przejściu którego autokar dostaje prawo poruszania się po autostradach z prędkością 100 km na godz. Przegląd dotyczy przede wszystkim systemów hamowania. Mimo tego od początku mówiło się o awarii systemu hamowania. Świadkowie widzieli ogień na jednym z kół. Pasażerowie zapamiętali, jak kierowca krzyknął; "Trzymajcie się, hamulce poszły!". Scania miała dwa niezależne systemy hydrauliczne i retarder, który działa nie na koła, tylko na wał korbowy. Ten hamulec uruchamia się ręcznie. Być może kierowca zbyt późno włączył retarder albo w panice zrobił to źle i mechanizm zadziałał wadliwie (retardera nie można użyć gwałtownie). Śledczy zakładają jednak, że główną przyczyną tragedii był błąd kierowcy: wybrał on niebezpieczną górską drogę w rejonie Laffrey, na którą w ogóle nie powinien wjeżdżać autokarem. W katastrofie, do której doszło 22 lipca, zginęło 26 osób, 24 zostały ranne.
Komentuj →
20 marca 2008 |
0
Policjanci ustalają, kim był kierowca terenówki, który wczoraj około południa na skrzyżowaniu ulic Obrońców Tobruku z Sikorskiego w Olsztynie bez powodu pobił innego kierowcę i uszkodził jego samochód. Agresor wysiadł ze swojego auta, bez słowa podszedł do opla stojącego za nim i uderzył jego kierowcę w twarz. Dodatkowo sprawca odchodząc kopnął w kierunkowskaz i uszkodził wlot powietrza samochodu pokrzywdzonego. Z relacji pokrzywdzonego sytuacja wyglądała tak. Wczoraj około południa na skrzyżowaniu ulic Obrońców Tobruku i Sikorskiego on i jadący z nim kolega zatrzymali się na światłach. Przed nimi stanął samochód terenowy. Nagle wysiadł z niego kierowca. Niebezpiecznie szybko zmierzał w ich kierunku. Pokrzywdzony odkręcił szybę i nawet nie zdążył o nic zapytać, bo od razu w kierunku jego twarzy poleciała pięść kierowcy jeepa. Następnie agresywny mężczyzna kopnął w przód opla tłukąc kierunkowskaz. Zniszczył także wlot powietrza pod maską. Następnie, jak gdyby nigdy nic wsiadł do jeepa i odjechał. Pokrzywdzony spisał numer rejestracyjny agresywnego kierowcy i zgłosił się do komendy. Był kompletnie zaskoczony zachowaniem mężczyzny z jeepa. Nie wiedział też, co skłoniło go do agresji. Policjanci ustalają okoliczności zdarzenia oraz kierowcę z samochodu terenowego. Za zniszczenie mienia o wartości 500 złotych grozi mu kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
20 marca 2008 |
0
“Echo Miasta: Łódź” relacjonuje egzamin na prawo jazdy, który próbował zdać wieloletni kierowca: Mam prawko od 15 lat, robię po 3000 km miesięcznie. Bez nerwów poruszam się po dużych zakorkowanych miastach... Dlaczego chciałem jeszcze raz uporać się ze znienawidzonym przez przyszłych kierowców egzaminem? Bo ciągle słyszę opinię powtarzaną nawet przez zawodowych "kieryków": "Ja na pewno bym dziś nie zdał egzaminu!". Ale dlaczego miałbym nie zdać? Ze zgodą dyrekcji Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego nie było kłopotów, ale... - Wolałbym, żeby pan zdał. Walczę z opinią, że w Łodzi trudno zaliczyć egzamin - martwił się Zbigniew Skowroński, szef ośrodka. Byłem dobrej myśli. Miałem się stawić następnego dnia o 11. Przy placu manewrowym czekały już tłumy zestresowanych przyszłych kierowców. - Dzień dobry, nazywam się Janusz Dudek, proszę wsiadać od samochodu - poważnie zaczął egzaminator. Najpierw plac. Zalecam skupienie, bo i tu łatwo o błąd. W końcu ruszamy w miasto. Mam tremę i mętlik w głowie. Zdaje mi się jednak, że jadę hiperpoprawnie, kontrolując prędkościomierz, zatrzymując się przed przejściami dla pieszych. Egzaminator nie komentuje manewrów. Jedynie notuje coś w zeszycie. I nagle... Auto odmawia posłuszeństwa. To egzaminator skorzystał ze swojego sprzęgła. - Właśnie zakończył pan egzamin. Ściął pan zakręt, przekraczając podwójną linię ciągłą - zapadł "wyrok". Ruszamy dalej. Znów kluczymy ulicami i uliczkami. Jest zawracanie, parkowanie między samochodami, w końcu powrót do ośrodka. - Jak większość tych, którzy już mieli prawo jazdy, zgubiła pana rutyna i nieznajomość przepisów - Janusz Dudek sprowadził mnie na ziemię. Na czym się "wysypałem"?
- Wielokrotnie przekroczył pan prędkość, ignorował pan oznakowania poziome. Nie utrzymywał pan prawostronnego ruchu, nie zatrzymał się, gdy na sygnalizatorze był sygnał czerwony z zieloną strzałką, nie włączył kierunkowskazu, gdy omijał zaparkowane na ulicy auto - wyliczał egzaminator.
- Jak to? - nie kryłem zdziwienia. - Przecież zatrzymywałem się na czerwonym, a dopiero potem korzystałem z prawa, jakie daje zielona strzałka...
- Ale liczy się to wtedy, gdy wszystkie cztery koła zastygną w bezruchu - sprecyzował Janusz Dudek.
- A ruch prawostronny? - drążyłem.
- W przepisach jest jednoznaczny zapis, który mówi, że kierowca musi trzymać się jak najbliżej prawej krawędzi jezdni. To dotyczy również jezdni z kilkoma pasami ruchu. Przepisowo powinno się jeździć prawym, a pan trzymał się środkowego, a czasami jechał lewym - tłumaczył egzaminator.
Kierunkowskaz sam sobie przypomniałem. Rzeczywiście nie włączyłem migacza, omijając zaparkowane auto. Ale na całej długości ulicy nie było innych uczestników ruchu, więc komu miałem sygnalizować manewr?
- Przykro mi, to jest egzamin - wyjaśnił Janusz Dudek i miał bezsprzeczną rację.
Założę się, że nikt nie jeździ tak poprawnie, ale to był egzamin. Zgubiła mnie rutyna.
Komentuj →
19 marca 2008 |
0
Grupa szczecinian zrzeszona w Stowarzyszeniu "Szczecinianie dla Siebie" podjęła inicjatywę przeprowadzenia referendum lokalnego w sprawie całkowitej likwidacji w mieście strefy płatnego parkowania. Przedstawiciele stowarzyszenia wręczyli w środę prezydentowi Szczecina zawiadomienie o zamiarze zainicjowania referendum, którego przedmiotem ma być uchylenie uchwał Rady Miasta w sprawie ustalenia stref płatnego parkowania. Rozpoczyna to procedurę referendalną. Jak powiedział pełnomocnik stowarzyszenia Witold Witkowski grupa mieszkańców miasta chce likwidacji strefy, ponieważ jej funkcjonowanie m.in. utrudnia życie szczecinianom, powoduje upadek handlu i usług w jej zasięgu, co czyni miasto "martwym", a zyski z niej oprócz ostatnich inwestycji w poprawę jakości chodników w mieści nie przyniosły korzyści Szczecinowi. - Założeniem wprowadzenia strefy była m.in. rotacja samochodów na miejskich miejscach parkingowych, co miało zapewnić stałą możliwość parkowania. Życie pokazało, że tak nie jest. Nadal z trudem kierowcy znajdują wolne miejsca parkowania - podkreślił Witkowski. Jego zdaniem, w mieście można także znaleźć miejsca parkingowe tam, gdzie zgodnie z kodeksem drogowym nie wolno parkować aut. Witkowski twierdzi, że mimo to, że referenda lokalne organizuje się przede wszystkim po to, by odwołać lokalne władze, prawo daje możliwość, by obywatele decydowali tą drogą także o innych ważnych dla społeczności lokalnej sprawach. Od lutego zaszły w Szczecinie zmiany w strefie płatnego parkowania. Decyzją radnych dzieli się ona teraz na trzy podstrefy, w każdej obowiązują inne opłaty. Roczny abonament na parkowanie w całej strefie zdrożał z 350 zł do 980 zł. Ta podwyżka wywołała niezadowolenie szczecinian. Kilkuset mieszkańców miasta protestowało na początku lutego w manifestacji, która przeszła ulicami miasta pod magistrat m.in. przeciwko strefie, likwidacji szkół i szpitali w Szczecinie oraz podwyżkom lokalnych opłat. Według ustawy o referendum lokalnym, jego inicjatorami w sprawach ważnych dla wspólnoty mogą być oprócz organów danej jednostki samorządowej grupa co najmniej 15 obywateli, partia polityczna czy organizacja społeczna. Wniosek o referendum musi zyskać poparcie co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania w powiecie i gminie. Czyli organizatorzy szczecińskiego referendum, by doszło ono do skutku, muszą zebrać od momentu przyjęcia zawiadomienia przez 60 dni ponad 20 tys. podpisów pod swoim wnioskiem. Jeśli im się to uda, to organ stanowiący musi w ciągu 30 dni podjąć decyzję o terminie przeprowadzenia referendum lub odrzuceniu wniosku. Referendum będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 30 proc. uprawnionych do głosowania. Strefa płatnego parkowania zostałaby zlikwidowana, gdyby opowiedziała się za tym większość głosujących. Instytucja referendum lokalnego w Polsce jest głównie stosowana w przypadku woli odwołania organów samorządowych przed upływem ich kadencji. W Szczecinie w 2004 r. odbyło się nieudane z powodu za niskiej frekwencji referendum w sprawie odwołania ówczesnego prezydenta miasta Mariana Jurczyka.
Komentuj →
19 marca 2008 |
0
(239-4)
W Instytucie Transportu Samochodowego w Warszawie, odbyła się konferencja prasowa podsumowująca pierwsze 100 dni działalności Krzysztofa Hołowczyca, jako Posła do Parlamentu Europejskiego, podczas której przedstawił swoje dotychczasowe działania oraz plany na przyszłość. Poseł Hołowczyc chce skoncentrować swoje działanie do końca kadencji na 4 projektach dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego: Mobility for Prosperity, Inteligentny Samochód, Galileo oraz eCall, nazwanych roboczo "Pakietem Hołowczyca". Dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego dr inż. Andrzej Wojciechowski podkreślił, że zamierzenia Krzysztofa Hołowczyca są zbieżne z działaniami Instytutu na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego (np. w dniu 22 stycznia 2008 roku podpisano prywatno-publiczne porozumienie celowe dla realizacji projektu eCall Polska pomiędzy Instytutem Transportu Samochodowego, a firmą: Automex, firmą General Tekom Corporation Sp. z o.o. oraz przedstawicielami Fundacji Uniwersytetu im. A. Mickiewicza. Hołowczyc wspólnie z Instytutem Transportu Samochodowego angażuje się także w proces integracji niepełnosprawnych kierowców. Został członkiem Rady Programowej projektu "Auto Mobility Center", który zakłada podjęcie działań mających na celu stworzenie niepełnosprawnym łatwego dostępu do szkoleń kierowców i zakupu pojazdów, specjalnie przystosowanych do ich dysfunkcji. Ponadto zakłada stworzenie, wzorem krajów unijnych, infrastruktury umożliwiającej niepełnosprawnym normalne korzystanie ze środków transportu. Początkowo będzie to stworzenie w Warszawie pierwszej korporacji taksówkarskiej, dysponującej flotą samochodów dostosowanych do przewozu niepełnosprawnych oraz wypożyczalni specjalnie dla nich przygotowanych samochodów. Program ten ma niezwykle duże znaczenie społeczne. Jego sukces i dalsza realizacja w innych miastach Polski może pomóc w przyszłości grupie 2,5 miliona niepełnosprawnych osób w uzyskaniu pełnej mobilności. Krzysztof Hołowczyc obejmie też patronat nad projektem "Karowa" - programem szkoleniowym dla kierowców niepełnosprawnych, którego uwieńczeniem będzie ich start na legendarnym odcinku "Kryterium Karowa".
Komentuj →
19 marca 2008 |
0
Lubelscy rowerzyści mają jedynie 35 km dróg dla rowerów. Za kilka lat to się zmieni, bo miasto już kończy projekty budowy nowych tras. Łącznie przybędzie w ciągu pięciu lat 28 km ścieżek rowerowych. Będą ułożone z kostki brukowej. - Ta nawierzchnia jest łatwa w utrzymaniu. Asfalt ciężko zerwać, jeśli jest taka potrzeba - mówi Eugeniusz Wojtaś, zastępca dyrektora wydziału rozwoju i funduszy europejskich w ratuszu. Plany te miasto chce zrealizować dzięki pieniądzom Unii Europejskiej, która na pewno pokryje większość kosztów związanych z projektami i dokumentacją. Umowę o dofinansowanie lubelski urząd miasta podpisał na początku tego roku i zgodnie z nią wszystkie niezbędne dokumenty ma przygotować do końca maja. - Pieniądze Lublin dostanie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Sąsiedztwa Polska-Białoruś-Ukraina - zdradza Wojtaś. Lublin liczy na ponad 220 tys. zł dofinansowania, za całość zapłaci około 300 tys. zł. Wojtaś tłumaczy, że gdy tylko będzie gotowa dokumentacja, ratusz zacznie starać się o pieniądze na budowę. Zamierza skorzystać z projektów: Rozwój Polski Wschodniej oraz Regionalnego Programu Operacyjnego. Za pochodzące z tych źródeł fundusze w Lublinie powstanie również ścieżka wokół Zalewu Zemborzyckiego, której projekt ratusz ma już od zeszłego roku. Budowa dróg będzie musiała zakończyć się do 2013 roku. Oprócz wymienionych ścieżek indywidualnych Lublinowi przybędzie również kilkanaście kilometrów ścieżek połączonych z nowymi inwestycjami drogowymi. - Jeśli projektujemy jakąś drogę i można zbudować tam trasę dla rowerów, robimy to - zapewnia Wojtaś.
Komentuj →
19 marca 2008 |
1
Spadek liczby ofiar śmiertelnych o 1500 osób na drogach szybkiego ruchu i pozostałych drogach to założony cel programu Drogi Zaufania. Blisko 900 uratowanych istnień ludzkich to planowany wynik działań inżynieryjnych. Wbrew temu co podają media działania inżynieryjne to nie tylko atrapy fotoradarów. To m.in. budowa i przebudowa 65 skrzyżowań, montaż 64 sygnalizacji świetlnych, budowa barier ochronnych o łącznej długości 64 km oraz postawienie 128 sztuk znaków aktywnych. Wśród działań inżynieryjnych jest również postawienie 450 masztów fotoradarów. Nieprawdziwe są zarzuty stawiania samych atrap. Część masztów będzie wyposażona w fotorejestratory. Zastosowane metody realizacji programu potwierdzają statystyki z działań pilotażowego etapu na krajowej “Ósemce” – spadek liczby ofiar o 30% od lipca do grudnia 2007 r. wobec analogicznego okresu w roku 2006.
W oku radarów - W najniebezpieczniejszych miejscach prędkość zostanie ograniczona nawet do 50 km/h. By egzekwować ten zakaz, we współpracy z policją, ustawionych zostanie 450 fotoradarów. Wszystkie będą dokładnie oznakowane. Nie chodzi bowiem o ściganie kierowców mandatami, ale o skuteczne skłanianie ich do zdjęcia nogi z gazu. Z drugiej strony, na odcinkach, gdzie nie dochodzi do wypadków i ograniczenie szybkości tylko spowalnia płynność ruchu, drogowcy zezwolą na jazdę nawet 100 km/h. W niektórych miejscach skrócona zostanie też długość terenu zabudowanego. Drogowcy wytną również drzewa, które rosną zbyt blisko jezdni i stanowią śmiertelne zagrożenie w przypadku zjazdu z pasa ruchu.
Płynniej=bezpieczniej - Wszyscy wiedzą, że to prędkość, najczęściej nadmierna jest przyczyną tragicznych zdarzeń na polskich drogach. Z jednej strony zatem przebudowujemy infrastrukturę, by gwarantowała bezpieczeństwo, a drugiej pilnujemy przestrzegania przepisów i zdrowego rozsądku wspólnie z policją, z trzeciej zaś... przeglądamy wszystkie ograniczenia prędkości. Tam gdzie to możliwe zwiększamy prędkość dopuszczalną, tam gdzie nie możliwe – egzekwujemy przestrzeganie ograniczeń. Cel, to uzyskanie maksymalnej płynności jazdy, wtedy jadąc nawet wolniej, czas podróży będzie podobny.
Symulacje wypadków - W okresach wzmożonego ruchu samochodowego, przy najbardziej uczęszczanych dogach, zorganizowane zostaną symulacje wypadków samochodowych. W czasie ich trwania na poboczach jezdni pojawią się rozbite auta, statyści odgrywający role ofiar, wozy straży pożarnej, policji, pogotowia ratunkowego i służby drogowej. O tym, że wypadek jest inscenizacją, podróżni dowiedzą się z billboardów rozstawionych kilkaset metrów dalej. Zapraszani będą też na pobliski parking, gdzie będą mogli wziąć udział w kursie udzielania pierwszej pomocy, za pomocą alkogogli sprawdzą sprawność kierowcy po wypiciu jednego piwa, a także skorzystają z symulatora jazdy bez zapiętych pasów bezpieczeństwa.
W niechlubnej czołówce - Polska znajduje się w niechlubnej czołówce państw, w których na drogach ginie najwięcej osób. Średnio na 100 wypadków śmierć ponosi w naszym kraju aż jedenaście osób, podczas gdy we Francji czy Czechach – sześć, a w Niemczech i Austrii – zaledwie dwie. Zmienić ma to program “Drogi zaufania”. Do 2013 r. liczba osób ginących w wypadkach samochodowych na drogach krajowych w Polsce zmniejszyć ma się o 75 proc.!
Komentuj →
18 marca 2008 |
0
Komputery usprawnią ruch samochodowy. W przyszłości pomogą policji łapać złodziei aut. Światła na ulicy Kościuszki w Lubinie. Podjeżdżając do skrzyżowania kierowcy nawet nie domyślają się istnienia zatopionych w asfalcie czujników, które non stop zbierają dane o natężeniu ruchu i prędkości pojazdów poruszających się tą drogą. Informacje natychmiast trafiają do centrum zarządzania. Komputer na bieżąco analizuje dane z całego obszaru i automatycznie zmienia częstotliwość świateł sygnalizacji na wszystkich skrzyżowaniach w taki sposób, by ruch pojazdów był jak najbardziej płynny. Tak w uproszczeniu działa Zintegrowany System Zarządzania Ruchem firmy Vialis Polska, który dziś zostanie oficjalnie otwarty w Lubinie. Poznań takie rozwiązanie wdraża od roku 1997 i dotychczas objął nim 115 skrzyżowań. Lubin jest drugim miastem w Polsce, które zapragnęło mieć system Vialis u siebie. - Zaczynamy od sygnalizacji na trzech skrzyżowaniach wzdłuż ulicy Kościuszki - mówi Zdzisław Przepiórski, który w urzędzie miasta koordynuje projekt. - Za pół roku dołączy do nich ulica Niepodległości. A w przyszłym roku chcielibyśmy wpiąć do systemu także ulicę Paderewskiego. Pół miliona złotych wyłożył prezydent Lubina. 600 tysięcy dołożyła spółka Vialis. Wystarczyło na zakup najnowocześniejszych technologii: światłowodów jednodomowych i doskonałych terowników. Zgodnie z założeniem system będzie się rozrastał i docelowo obejmie cały Lubin. Drogi w mieście są zapchane i póki nie powstanie obwodnica, trudno liczyć na znaczną poprawę sytuacji, ale Vialis daje nadzieję na rozładowanie korków. - Możliwości naszego systemu są praktycznie nieograniczone - mówi Tadeusz Nawalaniec z Vialis Polska. - Na przykład policji pozwala na przybliżenie tablic rejestracyjnych wszystkich samochodów przejeżdżających przez Lubin i sprawdzenie, czy któryś wóz nie jest kradziony. Już teraz system rozróżnia autobusy miejskiej komunikacji od innych pojazdów i tak steruje ruchem, by jak najrzadziej musiały zatrzymywać się na skrzyżowaniach. W przyszłości na podobnej zasadzie będzie zniechęcał kierowców ciężarówek do przejazdu przez centrum. Lubinianie będą mogli na bieżąco sprawdzić w internecie lub przez SMS sytuację na drogach.
Komentuj →
17 marca 2008 |
0
Będzińscy policjanci i strażnicy miejscy bardzo surowo będą karać kierowców parkujących na zakazach w centrum miasta. Niezgodne z przepisami parkowanie oznacza mandaty, blokady, a nawet odholowanie auta na policyjny parking. To efekt akcji zapoczątkowanej w Będzinie pod koniec minionego tygodnia. Nie ma co liczyć na litość jednego z ośmiu funkcjonariuszy policji i straży miejskiej, którzy będą pilnować porządku w centrum. Akcja potrwa do skutku, czyli aż kierowcy zmienią swoje zwyczaje. - Jesteśmy zdeterminowani. Zostaliśmy wręcz zalani lawiną skarg od mieszkańców. Ludzie skarżą się, że centrum po prostu jest zablokowane przez źle parkujące samochody - tłumaczy nadkomisarz Monika Francikowska z będzińskiej policji. Arkadiusz Dusiński, komendant straży miejskiej podkreśla, że strażnicy zawsze zwracali uwagę na nieprawidłowe parkowanie, ale byli bardziej tolerancyjni. - Od 8 lat nie założyliśmy blokady na koła. Teraz koniec z pobłażaniem. Jesteśmy zmuszeni sięgnąć po ostrzejsze metody, by zdyscyplinować kierowców - mówi komendant. Średnio piętnastu kierowców dziennie dostawało w ciągu ostatnich dni mandaty za złe parkowanie. To wydatek 100 złotych, odholowanie auta na policyjny parking - około 300 złotych, a postój na nim za dobę - około 50. Dlaczego parkowanie to taki problem? - Z samochodów kapie olej, auta niszczą kostkę, słupki. Blokują ruch dla innych użytkowników dróg - tłumaczy Dusiński. Jego zdaniem najwięcej kłopotów sprawiają właściciele i pracownicy sklepów, banków i innych instytucji. - Parkują tak, bo nie chce im się zostawić samochodu na parkingu - mówi Dusiński. Na około sto miejsc przygotowano parking obok sklepu "Biedronka". Jak mówi komendant, nigdy nie widział, żeby był zapełniony. W śródmieściu Będzina jest w sumie około 500 miejsc parkingowych.
Komentuj →
17 marca 2008 |
0
(239-1)
Drogowcy w Gorzowie Wlkp. postawili znak przystanku autobusowego na środku ścieżki rowerowej, wcześniej przegrali już proces z rowerzystą, który uderzył w słup na ścieżce rowerowej. Radni miasta debatują nad sprawą konieczności budowy ścieżki rowerowej wzdłuż szosy z Gorzowa do Różanek i dalej. Trasa ma się kończyć na granicy miasta. Przy okazji debaty wskazano na zauważony przez mieszkańców kolejny bubel na już gotowym fragmencie ścieżki rowerowej. Znak informujący o przystanku autobusowym został postawiony na środku ścieżki rowerowej. - Zajęliśmy się tą interpelacją. Została już skierowana do Wydziału Dróg. Czekamy na opinię specjalistów - mówi wiceprezydent Urszula Stolarska. Zdaniem radnego Rawy słup ze znakiem przystanku powinien jak najszybciej zniknąć ze ścieżki rowerowej, nim stanie się przyczyną kolizji. - Jeżeli występuje konieczność umieszczenia takiego znaku nad ścieżką rowerową, akurat w tym miejscu wydaje mi się uzasadnione umieszczenie go na ramieniu i zamocowaniu go w gruncie poza ścieżką. To nie jest zbyt skomplikowane technicznie. Na ścieżkach nie powinno być żadnych znaków pionowych lub słupów, gdyż stanowią zagrożenie dla rowerzystów - mówi radny Rawa. Ale to nie koniec bojów radnych o poprawę bezpieczeństwa na gorzowskich ścieżkach rowerowych, znanych w całym kraju ze stawianych na nich słupów oświetleniowych, telekomunikacyjnych i znaków drogowych (ul. Słowiańska, Kasprzaka, Podmiejska). Ustawiane na ścieżkach rowerowych różne przeszkody podważają sens budowy dróg dla cyklistów. Dostrzegli to radni komisji rewizyjnej. Domagają się od prezydenta powołania pełnomocnika ds. komunikacji rowerowej, który m.in. opiniowałby budowę nowych ścieżek rowerowych w mieście. Prezydent jeszcze nie zdecydował o powołaniu kogoś na to stanowisko. - Pracujemy nad tym. Nie ma jeszcze decyzji, czy w mieście będzie pełnomocnik ds. komunikacji rowerowej - czego domagają się radni, czy też każdy projekt ulicy ze ścieżką rowerową będzie konsultowany ze środowiskiem cyklistów - tłumaczy Urszula Stolarska, wiceprezydent Gorzowa. Radni wreszcie dostrzegli, że coraz więcej gorzowian jeździ na rowerach i nie można bagatelizować problemu wadliwie wykonanych ścieżek rowerowych. Rośnie świadomość ekologiczna i poszanowanie środowiska naturalnego wśród gorzowian, więc ścieżki rowerowe powinny być budowane zgodnie ze sztuką budowlaną, a nie, jak dotychczas, byle jak, na co wskazywały jedynie kluby rowerowe i informowały media.
Komentuj →
17 marca 2008 |
0
W Legionowie rozpoczęła się VII edycja kursu specjalistycznego dla kandydatów na inspektorów transportu drogowego. W szkoleniu bierze udział 79 osób, wyłonionych podczas kilkuetapowego egzaminu spośród ponad 2 tys. chętnych. W trakcie 6-miesięcznego szkolenia kandydaci na inspektorów zdobędą kompleksową wiedzę m.in. z zakresu przepisów o transporcie drogowym, przewozu towarów niebezpiecznych, czasu pracy kierowców oraz udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Zajęcia teoretyczne będą trwały 16 tygodni, zaś zajęcia praktyczne potrwają 8 tygodni. Po zakończeniu kursu kandydat na inspektora musi zdać egzamin państwowy.
Komentuj →
17 marca 2008 |
3
Kierowcy muszą uważać na samochody egzaminacyjne na prawo jazdy - ostrzega “Dziennik”. W Białymstoku i Krakowie wyposażone w kamery "elki" rejestrują wyczyny piratów drogowych. Później nagrania trafiają do policji. Jeśli drogówka uzna, że nagranie zarejestrowało łamanie przepisów karze kierowcę mandatem i punktami karnymi, a nawet kieruje sprawę do sądu. "To działanie zgodne z prawem. Każdy, kto zobaczy, że ktoś popełnia wykroczenie drogowe i nagra go na kamerę, może to zgłosić policji. Tym bardziej egzaminatorzy, którzy są profesjonalistami" - wyjaśnia kom. Krzysztof Dymura z małopolskiej drogówki. Nowa metoda walki z piratami powstała przypadkiem. Na początku lutego w Białymstoku, jednego z egzaminatorów zdenerwowało zachowanie jadącego obok kierowcy. Pirat wyprzedzał na podwójnej linii ciągłej, przejeżdżał na czerwonym świetle, wyprzedzał na przejściu dla pieszych. Egzaminator wszystko to nagrał kamerą, która standardowo służy do rejestrowania przebiegu egzaminu. Później Wojewódzki Ośrodek Egzaminacyjny przekazał nagranie policji. Pirat trafił przed sąd, a białostocki komendant umówił się z szefem WORD, że egzaminatorzy będą odtąd przekazywać nagrania rażących przypadków łamania przepisów. Efekt? "Przez niespełna dwa miesiące tej współpracy przed sąd trafiło kilkunastu kierowców" - mówi kom. Dariusz Kędzior z białostockiej policji. "Dodatkowo wśród kierowców szybko rozeszła się wieść o naszej współpracy i teraz pilnują się, przejeżdżając obok <elek>. A że wyposażone w kamery samochody egzaminacyjne nie różnią się od aut szkół jazdy, kierowcy uważają na wszystkie pojazdy z tablicą <L> na dachu". Białostoccy policjanci podkreślają, że współpraca z WORD-em ma jeszcze jedną zaletę - nic nie kosztuje, a jest znacznie skuteczniejsza od fotoradarów. "One rejestrują tylko przekraczanie prędkości, a kamery z <elek> nagrywają przypadki przejeżdżania na czerwonym świetle, wyprzedzania na przejściu dla pieszych, wymuszania pierwszeństwa i inne poważne wykroczenia" - wylicza Kędzior. W ślady Białegostoku postanowił już pójść Kraków. "U nas codziennie jeździ ponad 20 samochodów egzaminacyjnych, w każdym są cztery kamery, które rejestrują nie tylko przebieg egzaminu, ale również to co się dzieje obok" - mówi Marek Dworak, zastępca dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego, który właśnie rozpoczął współpracę z policją. "Czasami widzimy takie rzeczy, że włosy stają nam dęba". Teraz do wspólnej walki z piratami przygotowują się już egzaminatorzy i policjanci z Bydgoszczy i Łodzi. W obu tych miastach trwają właśnie rozmowy policji i WORD-ów. "Skoro białostocki sposób przynosi poprawę bezpieczeństwa, na pewno sięgną po niego policjanci w innych miastach" - mówi nadkom. Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.
Komentuj →
17 marca 2008 |
0
Niektóre szkoły nauki jazdy już podniosły cenę kursu na prawo jazdy kat. B. Inne się do tego przymierzają – donosi “Gazeta Lubuska”. Jeszcze dwa lata temu średnia cena za kurs nauki jazdy kat. B wynosiła 800-900 zł. Obecnie rzadko można spotkać opłaty poniżej 1 500 zł, a będą jeszcze wyższe. Od lutego więcej o 150 zł kosztuje nauka jazdy u Zdzisława Kowalika, jednego z bardziej znanych w Lubuskiem instruktorów nauki jazdy. Od lat zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najlepszych szkoleniowców. Teraz kurs kosztuje u niego 1 650 zł. Za tę sumę szkoła gwarantuje wykłady z teorii oraz 30 godzin jazdy samochodem. - Musiałem podnieść cenę, bo wzrosły wszystkie koszty. Dziś za samochód do nauki jazdy trzeba zapłacić 50 tys. zł, wyższe są też koszty amortyzacji - przekonuje Kowalik. - Nie będę dopłacał do działalności. O 200 zł za kurs ma być drożej w zielonogórskiej Bis-Trasie. - Na razie nauka kosztuje u nas 1.500 zł. Ale planujemy podnieść jego cenę o 200 zł, w dwóch ratach po 100 zł - informuje nas Alicja Warowy. Powód? - Więcej musimy płacić za plac manewrowy, wynajem sali wykładowych. Ponieśli stawki instruktorzy nauki jazdy. Dlatego podwyżka jest niezbędna. Od kwietnia opłaty za kurs zamierza też podnieść znana w Zielonej Górze szkoła Krzyś. Powody są podobne. Krzysztof Wazowski dodaje: - Najbardziej decyduje tu wysoka cena paliwa i rosnące koszty napraw samochodów. Teraz nauka w Krzysiu kosztuje 1 500 zł, ale może kosztować nawet 1.800 zł. Podwyżki cen nie planuje natomiast Władysław Drzazga z gorzowskiej firmy Driver: - Decyduje popyt. Na razie nie mamy specjalnego tłoku, stąd wzrost cen może wpłynąć na spadek liczby uczniów - wyjaśnia. - Dlatego na razie obecna cena 1 550 zł pozostanie bez zmian. Ale za kilka miesięcy nie wykluczam jej podniesienia. Podobne argumenty usłyszeliśmy od Mariana Miłoszewskiego z gorzowskiej firmy ABC, w której kandydat płaci 1 500 zł. - Jeszcze miesiąc, dwa ceny nie zmienię. Ale takiej decyzji nie wykluczam później. Niewiele, ale ceny wzrosną. Koszty utrzymania szkoły są obecnie znacznie wyższe niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jeszcze w styczniu wyższych opłat za egzaminy na prawo jazdy żądały ośrodki egzaminowania. Powód? Wyższe pensje egzaminatorów. - Na razie jednak nie zmieniamy cen - twierdzi dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Gorzowie Wlkp. Józef Józefowski. - Na to nie zgodziło się Ministerstwo Infrastruktury. To jednak nie oznacza, że za pół roku opłaty nie mogą być wyższe.
Komentuj →