13 lipca 2008 |
0
Olsztyńscy kierowcy coraz częściej skarżą się, że ruch w centrum miasta tamują jeżdżące stadami samochody nauki jazdy. Egzaminatorzy mają pomysł, jak złagodzić ten problem: wprowadzą listę stałych tras egzaminacyjnych – donosi “Gazeta Olsztyńska”. - Jedyne co możemy zrobić, to apelować do instruktorów nauki jazdy, żeby nie jeździli po centrum Olsztyna z kursantami, którzy ciągle mają ogromne kłopoty z podstawowymi manewrami. Lepiej, gdyby na początkowym etapie szkolenia wybierali mniej uczęszczane ulice - uważa Andrzej Szóstek, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie. - Dobrze, że "Gazeta Olsztyńska" zajmuje się tym tematem, bo problem rzeczywiście istnieje. Potwierdza to Wiesław Baczyński, kierownik jednego z olsztyńskich ośrodków kształcenia kierowców. - Sam ostatnio widziałem, jak po jednej z ulic w centrum miasta jechało osiem "elek". Jedna za drugą! Ale nasi instruktorzy nie wybierają się do centrum z kursantami, którzy mają problemy z podstawowymi manewrami - podkreśla. Problem mają jednak instruktorzy z mniejszych miejscowości. - Nie wiem, jak to jest, ale bywają kursanci, którzy u nas radzą sobie już całkiem dobrze, a jak tylko zobaczą tablicę "Olsztyn", to jakby wszystko zapomnieli. Zaczynają panikować i mają problemy nawet z ruszaniem - przekonuje właściciel szkoły nauki jazdy z Lidzbarka Warmińskiego. - A poza tym nie będą jeździł z kursantami po obrzeżach Olsztyna, bo egzaminy odbywają się w samym centrum. - Mogę jednak zdradzić, że przygotowujemy pewną nowość. Opracujemy listę 10 stałych tras o zbliżonym poziomie trudności, które będą obejmowały cały Olsztyn, a nie tylko śródmieście. Przed egzaminem zdający wylosuje po prostu trasę, którą będzie musiał pokonać. Obecnie to egzaminator decyduje, którędy ma jechać egzaminowany - kończy Szóstek.
Komentuj →
11 lipca 2008 |
1
Wypadek autokaru z 66 polskimi turystami wracającymi z pobytu w Bułgarii doszło ok. godziny 6.30 rano w okolicach miejscowości Indija, 20 km od Belgradu. Zginęło sześć osób, w tym dwoje dzieci. Zdaniem przewoźnika, odpowiedzialność za wypadek może ponosić kierowca. Serbskie organy ścigania przedstawiły mu zarzut ciężkiego przestępstwa przeciw bezpieczeństwu ruchu drogowego.
Andrzej K., kierowca polskiego autokaru rozbitego w Serbii, jest zdruzgotany. Policja twierdzi, że popełnił błąd, który kosztował życie sześciu osób. Mężczyzna płakał na miejscu wypadku. Teraz jest w serbskim areszcie – donosi “Dziennik”. Być może była to tylko chwila nieuwagi. Pasażerowie autokaru opowiadają, że Andrzej K. chciał wyłączyć oświetlenie wewnątrz autobusu. Czy właśnie wtedy stracił panowanie nad kierownicą? On sam, nie jest na razie w stanie dokładnie odtworzyć ostatnich chwil przed wypadkiem. Pamiętam, że nagle znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko prawej krawędzi jezdni. Próbowałem kontrować w lewo. Ale zablokowały mi się koła po prawej stronie" - zeznawał przed serbskimi policjantami. Andrzej K. siedzi w więzieniu w miejscowości Sremska Mitrovica. Pozostanie tam przez 30 dni. Postawiono mu zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to nawet osiem lat więzienia.
Na pytanie o przyczyny wypadku i strony za niego odpowiedzialne prokuratorzy odpowiadają, że śledztwo nie będzie łatwe. Całe śledztwo, które zostało już wszczęte, nadzorować będzie prokuratura z Bielska-Białej. Prokuratorzy podkreślają, że śledztwo prowadzone jest "w sprawie", a nie - przeciwko komukolwiek. Rozważany jest artykuł o nieumyślnym spowodowaniu katastrofy. W takiej sytuacji odpowiedzialność ponosiłby przypuszczalnie kierowca. W ramach tego postępowania toczy się jeszcze jedno - o nieumyślne narażenie na niebezpieczeństwo. W tej sprawie ewentualnie mógłby odpowiadać przewoźnik lub organizator. Jeśli okaże się, że pojazd nie przeszedł niezbędnych badań technicznych, to i tak trzeba będzie wykazać, że był bezpośredni związek między wypadkiem a właśnie brakiem wspomnianych badań. Jeśli tego związku nie było, trudno będzie mówić o odpowiedzialności karnej. Jeśli zaś organizator miał świadomość, że nawiązuje współpracę z firmą przewozową, która nie ma odpowiedniego autokaru, to też może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Do tego wszystkiego dochodzi postępowanie prokuratorskie i policyjne wobec polskiego kierowcy w Serbii. Polska prokuratura będzie mogła się zając tą sprawą, jeśli zostanie ona przekazana do naszego kraju przez stronę serbską. Policja twierdzi, że za wypadek winę może ponosić kierowca. Pasażerowie twierdzili, że to właśnie on stracił panowanie nad pojazdem, gdy chciał wyłączyć w autokarze światło. Organizatorka wyjazdu twierdziła, że autokar, który miał wypadek w Serbii, był w pełni sprawny i dopuszczony do ruchu. Według niej był to dwuletni piętrowy autobus firmy Neoplan. Zastrzeżenia co do stanu technicznego pojazdu zgłaszali przed wyjazdem rodzice dzieci, które miały nim jechać. Twierdzą, że już na pierwszy rzut oka widać było, że autobus ma kilkanaście lat. Onet.pl podaje informację, iż kierowca, który prowadził polski autokar w chwili wypadku pod Belgradem, nie miał doświadczenia w prowadzeniu piętrowego autobusu. Jak dowiedziało się Polskie Radio Katowice, 44-letni kierowca dopiero uczył się jeździć takim autokarem.
“Rzeczpospolita”: W chwili wypadku pan spał, prowadził kolega. Co wydarzyło się tuż przed wypadkiem?
Zdzisław Kucharczyk, drugi kierowca autokaru, który rozbił się w Serbii: Prowadziłem pierwszy. Od godziny 22 do piątej rano. Zamieniliśmy się rolami, trochę spałem, ale raczej drzemałem. W pewnej chwili obudziłem się i poprosiłem, by wyłączył światła w autobusie, bo zaczynało świtać. Przyciski są przy kierownicy, nie trzeba odrywać od niej ręki. Zamknąłem oczy. Potem już po tragedii ludzie mówili, może pilot, że kierowca odwrócił głowę do tyłu, by zobaczyć, czy się nie świeci. To był ten moment. Otworzyłem oczy, dopiero gdy poczułem, że – jak mówi się w naszym slangu – prawe koła chwyciły pobocze. Piętrusy są trzyosiowe, zupełnie inaczej się je prowadzi od zwykłych. Trzeba się trzymać środka drogi, nigdy prawej strony. Kolega nie miał doświadczenia. Do Bułgarii tym piętrowym autokarem jechał pierwszy raz. Uczył się nim jeździć.
“Rzeczpospolita”: Co powinien zrobić, kiedy wjechał na pobocze?
Zdzisław Kucharczyk, drugi kierowca autokaru, który rozbił się w Serbii: Powinien jechać rowem prosto przed siebie, nie skręcać. Ja bym wiedział, jak wyprowadzić autobus, by zminimalizować straty. A on skręcił. Chciał wyprowadzić autobus na drogę i go położył. Ja mu się nie dziwię, ratował się. Stało się nieszczęście, popełnił błąd.
“Rzeczpospolita”: Dlaczego kierowca bez doświadczenia w prowadzeniu takich autokarów wiózł ludzi?
Zdzisław Kucharczyk, drugi kierowca autokaru, który rozbił się w Serbii: On się dopiero uczył, ale przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz. Mój był do Hiszpanii, też obok mnie siedział doświadczony kolega. Tak się uczy każdy. Jechaliśmy w tamtą stronę do Bułgarii, instruowałem go. Cały czas mu mówiłem, żeby się trzymał środka drogi, a jego ciągnęło na prawo. Mówiłem mu, że wystarczy gałąź na poboczu i może być tragedia. Powtarzałem, żeby uciekał do środka. Jechaliśmy górami, tłumaczyłem, żeby go nie rozpędzał, bo nie wyhamuje. Słuchał mnie, nie szarżował. Rutyna go zgubiła. Bardzo mi go żal. Dobry, kulturalny kolega. Ma 44 lata. Doświadczenie na przegubowcach, ciężarowych.
Komentuj →
9 lipca 2008 |
0
Samochody luksusowe uzbrojone są w ogromną ilość systemów wspomagających bezpieczeństwo jazdy, ale nadal zależy ono przede wszystkim od kierowcy. Jak zapanować nad ogromną mocą auta i umiejętnie korzystać z jego możliwości, uczą instruktorzy szkół jazdy firmowanych przez marki aut z segmentu Premium – informuje “Auto firmowe”.
- Jedną w pierwszych marek, która firmowała swoją nazwą szkołę jazdy na polskim rynku, było Subaru. Szkoła Jazdy Subaru (SJS) działa od 2000 roku. – Sprzedając szybkie sportowe auta, czuliśmy się odpowiedzialni za bezpieczeństwo ich właścicieli. Poza tym właściciele mają wpływ na wizerunek marki, dlatego zależało nam, aby tworzyli oni grupę kierowców z klasą, a samochody Subaru poruszały się po drogach bezpiecznie.- tłumaczy Janusz Dudek, marketing i PR manager w SJS. Importer Subaru zaprasza więc na bezpłatne szkolenie jazdy każdego klienta, który kupi model Impreza STI lub WRX. Pozostali klienci płacą za kurs 350 zł. Kurs w SJS trwa trzy dni i zwykle odbywa się na torze w Kielcach.
- Szkoła jazdy Audi – Audi Driving Experience (ADE) organizuje szkolenia przede wszystkim w Skandynawii w warunkach zimowych, a zajęcia odbywają się na przykład na zamarzniętych jeziorach. – Takie kursy trwają kilka dni i oprócz szkolenia bezpiecznej jazdy obfitują też w inne atrakcje, np. jazdę na skuterach śnieżnych – mówi Leszek Kempiński, rzecznik prasowy marki Audi w Polsce. Klienci poznają przede wszystkim poznają zasady funkcjonowania systemów bezpieczeństwa w różnych modelach Audi, nawet w R8. – Na szkolenia zapraszają klientów dealerzy, a koszty dzielone są między kursanta, dealera i importera. – informuje Leszek Kempiński. ADE zatrudnia sprawdzony zespół instruktorów, którzy zazwyczaj są kierowcami zawodowymi.
- Typowo sportowa marka Porsche ma szkołę o podobnej do nazwie do szkoły Audi – Porsche Driving Experience. Kursy doskonalenia jazdy trwają dwa dni i odbywają się na torach w Niemczech. Posiadacze marki oprócz nauki mają też możliwość poznania innych modeli Porsche. Kilka razy w roku Porsche robi też imprezy na wybranych lotniskach w Polsce, na które zaprasza właściciele aut swojej marki oraz potencjalnych klientów. Oprócz nauki podstawowych technik jazdy goście uczestniczą też w dynamicznej prezentacji samochodów Porsche. Spotkania takie mają charakter wspólnej zabawy, wymiany doświadczeń i integracji, a – jak na sportową markę przystało – nie brakuje też odrobiny rywalizacji.
- Szkoła jazdy BMW Fahrer-Training działa już od ponad 30 lat i ma aż 30 miejsc treningowej. Niestety szkolenia nie są prowadzone w Polsce, choć przedstawicielstwo w naszym kraju ma plany organizowania ich również u nas. Póki co klienci BMW mogą korzystać ze kursów bezpiecznej jazdy np. z Niemczech. Kto woli mocniejsze wrażenie, może wybrać się na zimowe jazdy, które organizowane są na biegunie. Do wyboru mają oni wiele rodzajów szkoleń, koszt najtańszego to ok. 160 euro, zaś na te najbardziej zaawansowane trzeba wydać nawet ponad 3 tys. euro.
- Mercedes, podobnie jak BMW, nie prowadzi szkoleń doskonalenia jazdy w Polsce. – W naszym kraju trudno o infrastrukturę, która umożliwiałaby prowadzenie kursów na odpowiednim poziomie. – tłumaczy Piotr Wójcik z biura prasowego Mercedes-Benz. Marka ta ma się jednak czym pochwalić w innych miejscach na świecie. Szkolenia odbywają się m.in. w jedenastu miejscach w Niemczech, po jednym w Austrii i Szwecji. Te dwa ostatnie ośrodki wykorzystywane są głównie do treningów jazdy zimowej. Poza tym w Niemczech, jak i na całym świecie (Finlandia, Irlandia, Włochy, Tunezja) prowadzone są treningi offroadowe. Klienci mogą wybierać spośród różnych rodzajów szkoleń: od podstawowego, poprzez kursy intensywne, po jazdę sportową czy offroadową. Nie brakuje również zajęć z jazdy ekonomicznej. Ze szkoleń firmowanych przez Mercedes-Benz mogą korzystać wszyscy, wystarczy zgłosić swoje zainteresowanie kursem poprzez wypełnienie formularza dostępnego na niemieckich stronach internetowych marki.
- Odmienną koncepcję prezentuje marka Volvo. Marka będąca przez lata synonimem bezpieczeństwa, szkoli kierowców swoich samochodów na całym świecie. Volvo Auto Polska uczestniczy w przedsięwzięciu, oferując treningi w Szkole Bezpiecznej Jazdy Volvo. Dostępne są one tylko dla zaproszonych przez koncern klientów marki, ale są one bezpłatne. Kursantami są najczęściej menedżerowie, prezesi, członkowie zarządów i klienci flotowi, którzy użytkują na co dzień auta tej marki. Szkolenia odbywają się na lotnisku Bemowo w Warszawie.
- Właśnie rusza najbardziej ekskluzywna szkoła jazdy na świecie! Za jedyne 6 tys. euro klienci Bugatti będą mogli się nauczyć, jak 1001-konnym Veyronem radzić sobie nie tylko na długich prostych, lecz także na ostrych zakrętach. "Feeling the road" – tak nazywa się kurs. "Chodzi o prawidłową jazdę i poznanie granic tego auta". Ostatecznie mamy tu przecież nie jakiś ekstremalnie trudno prowadzący się pojazd, ale (prawie) zwykłe auto do jazdy na co dzień.
Komentuj →
8 lipca 2008 |
0
Zurad z Ostrowii Mazowieckiej, jedyny krajowy producent fotoradarów i wideorejestratorów, po raz kolejny szykuje się do żniw - komentuje “Rzeczpospolita” (w związku z projektowanym scentralizowanym systemem pomiaru prędkości - przyp. red.). - Wciąż jednak więcej jest zapowiedzi i dyskusji niż faktycznych zamówień na nasz sprzęt - mówi Zbigniew Sztabik, szef firmy. Do tej pory Zurad sprzedał ponad 100 skonstruowanych własnych fotoradarów i ponad 700 masztów zwanych przez kierowców gołębnikami. Dwie trzecie kupiła policja, resztę samorządy.
(255-2) ^ Fotorapid C. Radarowy system kontroli prędkości pojazdów (producent: ZURAD z Ostrowii Mazowieckiej)
Fotoradar: Na zrobienie i wyekspediowanie do klienta stu kompletnych urządzeń firma potrzebuje co najmniej pięciu miesięcy. Produkcja nie zajmuje aż tyle czasu, ale każdy aparat, jako przyrząd mierniczy, musi przejść skomplikowany proces legalizacji i certyfikacji pod nadzorem Głównego Urzędu Miar. Sercem fotoradaru jest system optyczny połączony z komputerem o pojemności 80 GB, który może zarejestrować ok. 80 tys. zdjęć o dobrej rozdzielczości umożliwiającej identyfikację twarzy kierowcy i tablicy rejestracyjnej. Kamerę fotograficzną uruchamia automatycznie sygnał z radaru mierzącego stale prędkość nadjeżdżających aut. Informacje zawarte na twardym dysku można przegrywać, wykorzystując port USB, ale obraz z kamery da się też transmitować do terminalu w zaparkowanym nieopodal radiowozie. Najpowszechniej używany dziś Fotorapid C Zuradu zapisujący kolorowe fotografie kosztuje nawet 150 tys. zł, jeśli kupowany jest w zestawie ze specjalnym fleszem, aparaturą do obróbki zdjęć (specjalne oprogramowanie pozwala poprawić czytelność fotografii) i urządzeniami do drukowania gotowych mandatów. Charakterystyczne, znane kierowcom, maszty umożliwiające instalowanie fotoradarów tylko na pierwszy rzut oka wyglądają topornie. Policja wymaga, by były odporne na przestrzelenie z broni krótkiej, muszą być klimatyzowane (aby system działał przy zewnętrznej temperaturze od minus 20 do plus 50 stopni). Część masztów zasilana jest autonomicznie, np. z 12-woltowego akumulatora. – Spełnienie tych wymagań, a także urzędowych norm bezpieczeństwa sprawia, że maszt z pełnym wyposażeniem może kosztować nawet 19 tys. zł – mówi prezes Sztabik.
Komentuj →
14 lipca 2008 |
0
Areszt dla sprawcy tragicznego wypadku - Sąd w Żarach (Lubuskie) aresztował tymczasowo 51-letniego Andrzeja P., który prowadząc samochód po pijanemu doprowadził do tragicznego w skutkach wypadku drogowego. Na skutek odniesionych w wypadku obrażeń zmarły cztery osoby. Mężczyźnie grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Jak poinformowała rzeczniczka lubuskiej policji Agata Sałatka, śledztwo wykazało, że Andrzej P. nie miał uprawnień do kierowania pojazdem i w chwili wypadku znajdował się pod wpływem alkoholu. Przyczyną wypadku była nadmierna prędkość. Do zdarzenia doszło w sobotę przed południem w pow. żarskim (Lubuskie). 51-latek kierujący oplem astrą stracił panowanie nad samochodem, uderzył w rowerzystę i jadącego z naprzeciwka fiata 126p. Rowerzysta zginął na miejscu. Trzy osoby jadące "maluchem" zmarły w szpitalu.
Piruety na jezdni- 25-letniego mieszkaniec Rzeszowa nocą na środku jezdni doskonalił technikę jazdy na rolkach. Został zatrzymany przez policję gdy ćwiczył obroty i skoki. Miał promil alkoholu w wydychanym powietrzu. W nocy policjanci zauważyli mężczyznę jadącego na rolkach środkiem ulicy Hetmańskiej. Mężczyzna podczas jazdy niemal całą szerokością jezdni wykonywał obroty i skoki. Gdy wjechał na parking sklepu znajdującego się przy tej ulicy policjanci zwrócili mu uwagę, że łamie przepisy ruchu drogowego. Rolkarz nie przejął się upomnieniem. Na oczach funkcjonariuszy przejechał środkiem najbliższego skrzyżowania i jadąc środkiem jezdni znów zaczął ćwiczyć obroty i skoki. Zatrzymanemu powtórnie rolkarzowi, policjanci zaproponowali tym razem mandat w wysokości 50 złotych. Ten odmówił jego przyjęcia twierdząc, że już kilka dni temu, za inne wykroczenie został ukarany mandatem i nie stać go na zapłacenie kolejnego. W czasie rozmowy policjanci wyczuli też od młodego człowieka woń alkoholu. 25-letni rolkarz został przewieziony na komendę. Miał 1 promil alkoholu we krwi. Czeka rozprawa w sądzie grodzkim.
Pijany kierowca spowodował wykolejenie pociągu - Pijany kierowca nie zastosował się do znaku stop i nie zatrzymał auta przed niestrzeżonym przejazdem kolejowym w Nowej Iwicznej. Jego samochód zderzył się z pociągiem. Jeden z wagonów wykoleił się i uszkodził peron. Kierowca miał we krwi 1,5 promila alkoholu - informuje Komenda Stołeczna Policji. Robert B., kierujący samochodem marki volvo, mężczyzna nie zastosował się do znaku stop. Wjechał na tory o doprowadził do zderzenia z pociągiem osobowym relacji Warszawa Wschodnia - Warka. W wyniku wypadku jeden z wagonów pociągu wykoleił się i uszkodził znajdujący się niedaleko peron. Żaden z pasażerów nie ucierpiał. 32-letni Robert B. z obrażeniami głowy został przewieziony do szpitala. Badanie wykazało, że miał 1,5 promila alkoholu we krwi - informuje Komenda Stołeczna Policji. Mężczyźnie grozi kara nawet do 12 lat więzienia.
Komentuj →
13 lipca 2008 |
0
(255-8)
Około godziny 13.10 w okolicy Nowego Tomyśla, mercedes jadący w kierunku zachodniej granicy zjechał na przeciwlegly pas ruchu wprost pod koła fiata Ducato. - Usłyszałem huk, wyjrzałem, a fiat już się palił. Wokół zatrzymali się inni kierowcy i ugasili ogień. To oni zawiadomili policję i pogotowie - opowiadał w TVN24 mieszkaniec miejscowości. Bronisław Geremek, który kierował Mercedesem, zginął na miejscu. Wszystkich pozostałych uczestników wypadku odwieziono do szpitali. Pasażerka europosła, podobnie jak jedna z osób z drugiego samochodu, została odwieziona do szpitala w Nowym Tomyślu. Kobieta jest w szoku, nie zeznawała jeszcze na okoliczność wypadku. Wstępne hipotezy dotyczące przyczyn wypadku: Policja wstępnie zakłada trzy hipotezy przyczyn wypadku. Pierwsza z nich to złe warunki panujące na drodze. Ulica była mokra po deszczu i auto profesor Geremek mógł stracić panowanie nad kierownicą. Druga hipoteza zakłada nieostrożne wyprzedzanie. Trzecia dotyczy nagłego zasłabnięcia kierowcy.
Komentuj →
12 lipca 2008 |
0
“Rzeczpospolita” przypomina: Każdy pojazd silnikowy: quad, motorower czy skuter – nawet ten niezarejestrowany – powinien mieć OC i casco. Polscy turyści za granicą coraz częściej zwiedzają okolice na własną rękę. Rzecz najprostsza to wypożyczenie auta. Od jakiegoś czasu jednak turystów kuszą skutery, quady czy motorowery. Zachęca też do tego dużo niższa cena wypożyczenia. Na przykład wypożyczenie quada w Grecji na jeden dzień kosztuje ok. 15 euro. Trzeba jednak pamiętać, że chociaż podróż nim może być bardzo atrakcyjna, w razie kolizji czy wypadku może się dla nas źle skończyć. W czym tkwi problem?– W wielu krajach południowych, typowo wypoczynkowych, quady, skutery czy motorowery nie podlegają rejestracji. W związku z tym nie mają też OC – wyjaśnia radca prawny Aleksander Daszewski. – A to z kolei oznacza, że my, jako wypożyczający, nie jesteśmy ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej za szkody, które spowodujemy w mieniu czy zdrowiu osób trzecich. Kiedy więc coś się stanie, za wszystko zapłacimy z własnej kieszeni. Wymienione pojazdy nie mają też tzw. casco, czyli np. quadocasco, a to oznacza, że po ich uszkodzeniu pokryjemy koszty naprawy. Jest jednak wyjście. Przed wyjazdem w kraju należy poszukać odpowiedniego ubezpieczenia turystycznego. Zanim jednak je wykupimy, zwróćmy uwagę na to, czy obejmuje ono OC. Rzecz w tym, że wielu ubezpieczycieli zastrzega sobie, iż “nie ponosi odpowiedzialności za szkody wyrządzone w związku z ruchem pojazdów”. Wówczas nawet zawarcie pakietu ubezpieczeń turystycznych nie uchroni od odpowiedzialności za powstałe z naszej winy zdarzenia.
Komentuj →
12 lipca 2008 |
1
Jeśli w ciągu roku zmotoryzowany uzbiera ponad 24 punktów, wtedy traci prawo jazdy. Jeszcze szybciej, bo już po uzbieraniu 20 punktów, dokumentu pozbędzie się kierowca o stażu do jednego roku – przypomina “Gazeta Lubuska”.
1 punkt
§przekroczenie dozwolonej prędkości o 6-10 km/h,
§niestosowanie się do pozostałych, nie wyszczególnionych powyżej znaków i sygnałów drogowych,
§naruszenie zakazu zatrzymywania się lub postoju,
§kierowanie pojazdem, który nie jest dopuszczony do ruchu,
§przewożenie pasażerów niezgodnie z przepisami,
§naruszenie obowiązku ,,jazdy prawostronnej'',
§nieużywanie pasów bezpieczeństwa,
§nieuzywanie hełmu ochronnego.
2 punkty
§przekroczenie dozwolonej prędkości o 11-20 km/h,
§jazda z prędkością utrudniającą ruch innym kierującym,
§niewłączenie świateł podczas jazdy we mgle i w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza,
§niewłączenie świateł podczas jazdy w dzień od 1 października do ostatniego dnia lutego,
§niestosowanie się podczas jazdy do obowiązku używania wymaganych przepisami świateł w tunelu,
§niewłączenie świateł przez motocyklistę,
§nadużywanie świateł przeciwmgłowych (przednich lub tylnych),
§omijanie pojazdu z niewłaściwej strony,
§naruszenie zakazu cofania w tunelu, na moście, na wiadukcie,
§niezastosowanie się do znaków zakazu wjazdu dla pojazdów o konkretnych wymiarach lub wadze.
3 punkty
§wyprzedzanie z niewłaściwej strony,
§pozostawienie pojazdu na drodze bez wymaganego przepisami oświetlenia,
§naruszenie zakazu cofania na drodze ekspresowej lub autostradzie
§umieszczenie w/lub na samochodzie urządzeń stanowiących wyposażenie pojazdu uprzywilejowanego, wysyłających - niebieskie lub czerwone sygnały świetlne albo sygnał dźwiękowy o zmiennym tonie
§wyposażenie pojazdu w antyradar albo przewożenie go w stanie gotowym do natychmiastowego użycia
§lekceważenie znaków "zakaz wjazdu" dla poszczególnych typów pojazdów, np. motocykle, ciągniki, samochody ciężarowe.
4 punkty
§nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu podczas cofania
§niezastosowanie się do znaku "pierwszeństwa dla nadjeżdżających z przeciwka"
§przekroczenie dozwolonej prędkości o 21-30 km/h
§niezastosowanie się do obowiązku używania wymaganych przepisami świateł podczas jazdy od zmierzchu doświtu.
5 punktów
§niezastosowanie się do znaków ,,zakaz ruchu w obu kierunkach'', ,,zakaz skrętu w lewo'', ,,zakaz skrętu w prawo'', "nakaz jazdy", "strzałka kierunkowa" oraz przejechanie podwójnej linii ciągłej
§nieustąpienie pierwszeństwa w trakcie cofania
§nieustąpienie podczas zmiany pasa ruchu
§nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu (w razie przecinania się kierunków jazdy) w miejscach, które nie są skrzyżowaniami, np. na placu
§nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu podczas włączania się do ruchu
§naruszenie zakazu zawracania
§spowodowanie niebezpiecznej sytuacji wynikającej z nieupewnienia się, czy można bezpiecznie wyprzedzać
§naruszenie zakazu wyprzedzania na zakrętach oznaczonych znakami ostrzegawczymi
§naruszenie zakazu wyprzedzania przy dojeżdżaniu do wierzchołka wzniesienia
§naruszenie zakazu wyprzedzania na skrzyżowaniach
§naruszenie zakazu wyprzedzania na przejazdach kolejowych i bezpośrednio przed nimi
§naruszenie zakazu wyprzedzania na przejazdach tramwajowych i bezpośrednio przed nimi
§nieprzestrzeganie znaków ,,zakazu wyprzedzania''
6 punktów
§spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego (chodzi o tzw. kolizje drogowe)
§niezastosowanie się do sygnałów świetlnych, np. przejazd na czerwonym świetle
§niezastosowanie się do sygnałów i poleceń podawanych przez osoby uprawnione do kierowania ruchem drogowym lub jego kontroli
§niezastosowanie się do znaku ,,zakaz wjazdu"
§nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu w sytuacji równorzędnej
§nieustąpienie pierwszeństwa pojazdu na skrzyżowaniu oznaczonym znakami pierwszeństwa przejazdu
§nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu pojazdom szynowym lub rowerzystom
§przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 31-40 km/h
8 punktów
§wyprzedzanie na przejazdach rowerowych i bezpośrednio przed nimi
§nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu
§nieustąpienie pierwszeństwa przez kierującego pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną pieszemu - przechodzącemu przez jezdnię
§niezatrzymanie pojazdu przed przechodzącą przez jezdnię osobą niepełnosprawną lub niewidomą
§niezastosowanie się, w celu uniknięcia kontroli, do kontroli
§przekroczenie prędkości o 41-50 km/h
9 punktów
§wyprzedzanie na przejściach dla pieszych i bezpośrednio przed nimi
10 punktów
§spowodowanie zagrożenia życia ludzi i ich mienia lub spowodowanie uszkodzenia ciała innych uczestników ruchu lub mienia (wypadek dwóch i więcej pojazdów)
§nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku
§omijanie pojazdu, który jechał w tym samym kierunku i zatrzymał się, by przepuścić pieszych
§kierowanie pojazdem mechanicznym po spożyciu alkoholu (powyżej 0,2 promila) lub środka podobnie działającego
§przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h
Komentuj →
12 lipca 2008 |
0
W Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Chełmie odbyły się uroczyste obchody 10-lecia działalności Ośrodka. W ramach Dnia Otwartego zaplanowano między innymi: otwarcie Miasteczka Ruchu Drogowego; pokazy jazdy sportowej; egzaminy próbne na prawo jazdy; konkursy plastyczne dla dzieci; egzaminy na kartę rowerową i motorowerową; jazdę quadami, występy artystyczne chełmskich grup sportowych, tanecznych i muzycznych oraz wojskową grochówkę.
Komentuj →
11 lipca 2008 |
0
Przy ul. Piotrkowskiej 104 przed wejściem do Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi stanęła niecodzienna i wymowna wystawa prawie stu zdjęć. Można na nich zobaczyć krzyże upamiętniające ofiary wypadków samochodowych na łódzkich drogach – informuje “Gazeta Wyborcza Łódź”. Pomysłodawcą wystawy i autorem zdjęć jest Maciej Zalewski, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Łodzi. - Przed wyjazdem na urlop nie zastanawiamy się nad własnym życiem, wsiadamy w samochód i jedziemy. Ta wystawa powinna uświadomić nam, że nasze życie jest kruche, i należy uważać nie tylko na siebie, ale także na najbliższych, którzy są z nami - powiedziała Jolanta Chełmińska, wojewoda łódzki, która otwierała ekspozycję. Wystawa prezentowana będzie jeszcze przez dwa tygodnie i ma wzbudzić refleksje przed wakacyjnymi wyjazdami. Potem zdjęcia będą pokazywane w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego i łódzkich szkołach.
Komentuj →
11 lipca 2008 |
0

(255-11)-12 ^ Most na Wiśle w Puławach ma ponad 1038 m długości, a rozpiętość jego głównego przęsła łukowego wynosi 212 m. To największy łukowy most w Polsce
Czeka nas wiele zadań inwestycyjnych, w tym wiele mostów. Ten w Puławach bardzo cieszy, został wykonany w terminie, na najwyższym technicznym poziomie. Ten most także cieszy, bo jest pierwszym tak nowoczesnym mostem w Polsce, znalazł się też w trójce najdłuższych w Europie – powiedział Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk podczas otwarcia mostu w Puławach. Nowy most przez Wisłę (dł. 1038,2 m) to pierwsza część obwodnicy Puław (dł. 12,71 km) i zarazem gabarytowo najokazalszy fragment budowanej już dwujezdniowej drogi ekspresowej S12 Radom – Lublin. W wyniku budowy I etapu obwodnicy, ruch ciężkich pojazdów ominie centrum Puław. Nowy most zlikwiduje też “wąskie gardło” na drodze krajowej nr 12, jakim jest wybudowany w 1934 r. i czynny do dziś most na rzece Wiśle, o szerokości jezdni wynoszącej zaledwie 5,40 m. Konstrukcja i parametry nowej przeprawy zaliczają ją do najnowocześniejszych w Europie. W nurcie głównym rzeki most nie ma żadnej podpory – przekracza nurt jednym przęsłem. Łukowe przęsło ma rozpiętość 212 m. Oprócz największego mostu, wykonanych zostało jeszcze 14 obiektów mostowych, z których 4 pełni funkcję przejść ekologicznych. Na znacznej części most i obwodnica Puław łagodnie wpisują się w otaczający krajobraz. Koszt budowy I etapu obwodnicy Puław wyniósł ok. 400 mln zł, w tym za roboty budowlano-montażowe ok. 340 mln. zł. Koszt budowy mostu przez Wisłę osiągnął blisko 185 mln zł. Realizacja inwestycji rozpoczęła się w pierwszym kwartale 2006 r. a zakończyła w czerwcu 2008 r. Inwestycja jest realizowana w ramach programu SPOT (Sektorowy Program Operacyjny – Transport) i współfinansowana ze środków unijnych w wysokości blisko 75%. Całością prac kierowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
Komentuj →
10 lipca 2008 |
0
Łapcie kierowców tirów, którzy nielegalnie rozjeżdżają Warszawę - apelowali zgodnie do policjantów radni PO, PiS i Lewicy. Stanęli na rondzie Zesłańców Syberyjskich, przez które przetaczają się kawalkady ciężarówek. - Trzeba usprawnić Warszawę, niedługo zaleją ją samochody przewożące materiały na budowę Stadionu Narodowego - dodawali protestujący. Cała trójka zaapelowała do prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz i do komendanta stołecznego Adama Mularza, by zmobilizowali policjantów i Inspektorat Transportu Drogowego do częstszych kontroli tirów jadących tranzytem przez Warszawę. Teoretycznie w godz. 7-10 i 16-20 obowiązuje zakaz poruszania się po Warszawie pojazdów, których ciężar przekracza 16 ton. Takie przepisy wydał dwa lata temu ówczesny komisarz miasta Kazimierz Marcinkiewicz. Szybko okazało się jednak, że jego rozporządzenie nie jest respektowane. W dodatku Zarząd Dróg Miejskich wydał w zeszłym roku 7800 certyfikatów uprawniających do wjazdu ciężarówki np. z materiałami budowlanymi czy towarami, które szybko się psują. Do końca kwietnia tego roku takich zezwoleń wydano blisko 1800, odrzucając około jednej czwartej wniosków. - Kierowcy często jeżdżą z przeterminowanymi certyfikatami, a często nawet ich nie mają - wylicza ich grzechy Urszula Nelken, rzecznik ZDM. Sprawdzaniem pojazdów zajmuje się ITD, jednak na całe województwo mazowieckie przypada jedynie 30 kontrolerów. - Za rok ich liczba się wzrośnie dwukrotnie, już na jesieni przybędzie około dziesięciu nowych, którzy właśnie się szkolą - zapewnił Alvin Gajadhur, rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Do sprawdzania pojazdów ITD ma dwa przenośne i jedną stacjonarną wagę. Jednak pojazdy można ważyć tylko na odpowiednio wypoziomowanym terenie. Na razie w Warszawie są takie dwa miejsca. “Gazeta" dowiedziała się, że prawnicy ZDM pracują nad projektem przepisów, które pozwoliłyby karać za jazdę ciężarówką bez ważnego certyfikatu, a także pobierać opłaty za jego wydawanie. Zdaniem radnego Opary ZDM rozważa też anulowanie wszystkich wydanych do tej pory certyfikatów i rozpoczęcie od nowa przyjmowania wniosków na nowych, bardziej restrykcyjnych zasadach. Rzeczniczka ZDM nie potrafiła jednak potwierdzić tej informacji. już dawno obiecała pieniądze na cztery kolejne punkty ważenia tirów. Wczoraj radni zapowiedzieli, że na następnej sesji zadecydują, czy ITD dostanie pieniądze na dwie nowe przenośne wagi . - Najlepsze byłyby tzw. wagi preselekcyjne - mówi nam rzecznik Gajadhur. Mogłyby mierzyć masę każdego przejeżdżającego po nich samochodu i byłyby umieszczane w nawierzchni dróg wjazdowych do Warszawy. Dzięki temu inspektor w prosty sposób zatrzymywałby kierowców przeciążonych pojazdów. Tyle że jedna taka waga kosztuje około miliona złotych i na razie pozwolił na nią sobie tylko Wrocław.
Komentuj →
10 lipca 2008 |
0
Z czym kojarzy się robienie prawa jazdy? Z nerwami i wyczekiwaniem. Przyszły kierowca najpierw przez dwa-trzy miesiące czeka na ukończenie kursu, a następnie przez kolejny miesiąc lub dwa na egzamin. Choć specjalna ustawa zakłada, że ma być to mniej niż 30 dni, w Białymstoku niewielu dane jest doznać tego szczęścia – donosi “Gazeta Wyborcza”. - Najgorzej jest z egzaminami praktycznymi na kategorię "B", tu czeka się najdłużej - zdradza Adam Okstanowicz, kandydat na kierowcę. - Jedna z moich kursantek zapisała się na egzamin 24 czerwca, a będzie zdawać 1 sierpnia. Rzadko się zdarza, by ktoś czekał mniej niż miesiąc, a tak wielka zwłoka źle wpływa na umiejętności techniczne i manualne - tłumaczy Przemek, instruktor nauki jazdy. Co sprytniejsi kursanci znaleźli sposób, jak mimo koniecznej przerwy nie zapomnieć o tym, w jaki sposób się prowadzi auto. Biorą zaświadczenia o ukończeniu kursu, w momencie kiedy do rzeczywistego jego ukończenia brakuje jeszcze kilku godzin do wyjeżdżenia. Ostatnie jazdy przekładają zaś na tuż przed egzaminem. Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Białymstoku Wiesław Żyliński: - Obecnie czas oczekiwania na egzaminy nie jest dłuższy niż ustawowe 30 dni. Egzaminatorzy pracują na dwie zmiany, a dodatkowo ogłosiliśmy nabór i zatrudniliśmy nowych.
Komentuj →
9 lipca 2008 |
0
Młody mężczyzna spod Kutna nie zdał egzaminu na prawo jazdy, więc najpierw zagroził egzaminatorowi, że go zabije, a potem z piskiem opon odjechał. - Do egzaminu na prawo jazdy przystąpił w Płocku - opowiada Piotr Jasiński z sekcji dochodzeniowo-śledczej płockiej komendy. - Zresztą nie po raz pierwszy, wcześniej próbował zdawać w Wałbrzychu i Skierniewicach, ale bez powodzenia. Trzecie podejście w Płocku też było nieudane. Kiedy usłyszał, że oblał, wulgarnie zaczął grozić egzaminatorowi pozbawieniem go życia. A potem wsiadł za kierownicę zaparkowanego niedaleko golfa i ruszył przed siebie. Ośrodek egzaminacyjny powiadomił policję. Na widok radiowozu mężczyzna tylko dodał gazu. Pościg zgubił w Gostyninie. Uciekający dotarł do domu. Dopiero tam dopadli go mundurowi. - Podczas przesłuchania był spokojny grzeczny, nawet skruszony - mówi nadkom. Jasiński. - Przyznał się do wszystkiego i zadeklarował, że chce przeprosić egzaminatora. Jak sprawdziliśmy, 26-latek był już notowany i karany, m.in. za kradzieże, włamania i pobicia. My postawiliśmy mu zarzut z art. 190 par. 1 kk - za groźbę karalną grozi grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do lat dwóch. A 26-latek, wychodząc z przesłuchania, już zapowiadał, że na prawo jazdy i tak będzie zdawał, tym razem we Włocławku. Problem polega jednak na tym, że po pierwsze, za jazdę bez uprawnień musi zapłacić 500 zł mandatu. Do tego dochodzi sprawa w sądzie grodzkim za to, że nie zareagował na znak policjanta i nie zatrzymał się do kontroli. Grozi za to grzywna do 5 tys. zł i zakaz kierowania pojazdami do lat trzech. I w czasie zakazu o egzaminie nie może być mowy - przeczytaliśmy w “Gazecie Wyborczej Płock”.
Komentuj →
9 lipca 2008 |
0
Nie jest tajemnicą, że na kursach nauki jazdy kursanci uczą się jedynie tego jak zdać egzamin. Postanowiliśmy sprawdzić czy świeżo upieczony kierowca będzie umiał poprawnie zachować się podczas prostych ćwiczeń na autodromie. Zobacz jakie błędy popełniają młodzi kierowcy namawia “Auto-Świat” :
FILM -http://www.auto-swiat.pl/media,podglad/Poczatkujacy_kierowcy_nie_potrafia_jezdzic_,Id-284/
Komentuj →
9 lipca 2008 |
0
Biuro Spraw Wewnętrznych KGP chce zafundować policjantom warsztaty z asertywności. Będą się na nich uczyć, jak odmówić łapówki. - Analizując sprawy, w których doszło do przyjęcia łapówki przez policjanta okazało się, że w wielu z nich to nie policjant pierwszy wyciągnął rękę po pieniądze. Czasem prowokuje ta druga strona. Na przykład płacze, rozczula się nad sobą i próbuje nakłonić policjanta aby "załatwił sprawę", a ona się odwdzięczy - tłumaczy Grażyna Puchalska z komendy głównej policji. Dlatego policjanci mają się nauczyć jak "być twardym" i nie dać się wciągnąć w jakiekolwiek negocjacje. - Chodzi o wypracowanie takiej umiejętności zniechęcania do próby przekupstwa. W takich sytuacjach policjant musi przekazać jasny i twardy komunikat, że to jest przestępstwo. To nie będą szkolenia, jak nie wziąć łapówki, bo o tym, że to łamanie prawa wie każdy policjant - podkreśla Puchalska. Takie warsztaty będą przeprowadzane w szkołach policyjnych przez wykładowców. Zostaną na nie wysłani wszyscy nowo przyjęci stróże prawa, a także ci, którzy są najbardziej narażeni na sytuacje korupcyjne - drogówka i policjanci z patroli. - Chcemy, żeby ruszyły jak najszybciej. W październiku ma być gotowy projekt - mówi Puchalska. Pomysł policji dobrze ocenia Grażyna Czubek, koordynator programu "Przeciw Korupcji" Fundacji Batorego. - Takie sytuacje korupcyjne są bardzo trudne, czasem osoby, które próbują wręczyć łapówkę rzeczywiście stosują różne zabiegi i nie wiadomo, jak się zachować. Dlatego przerabianie takich konkretnych sytuacji na warsztatach może nauczyć policjantów, jak stanowczo się zachować w podobnych przypadkach. Im bardziej będą na nie przygotowani tym lepiej - mówi Grażyna Czubek. - Policjanci są jedną z grup zawodowych najbardziej narażonych na korupcję. Każda próba działań przeciw korupcji ma sens. Przypominanie o tym jest jak najbardziej wskazane, zwłaszcza młodym policjantom. A czy można się nauczyć asertywności? Psychologowie twierdzą, że tak - komentuje Cezary Kiszka, prezes Stowarzyszenia Prokuratorów Rzeczpospolitej Polskiej. Ale to właśnie psychologowie najbardziej sceptycznie podchodzą do planów policji. - Asertywności rzeczywiście można nauczyć nawet osobę bardzo nieśmiałą. Ale samo posiadanie umiejętności asertywnego odmawiania nie rozwiąże problemu brania łapówek. Owszem, takim policjantom, którzy mają twarde zasady moralne na pewno pomoże. Są różne techniki manipulowania, żeby osiągnąć cel, a dużo trudniej jest manipulować osobą, która twardo mówi: nie. Ale to nie wyeliminuje całego zjawiska korupcji, które zależy od sytuacji życiowej, materialnej i moralnej danego funkcjonariusza - mówi kielecki psycholog - Jarosław Kania.
Komentuj →
9 lipca 2008 |
0
Zadowoleni kierowcy i policjanci? - taka sytuacja nie zdarza się często. Tym razem na dobre samopoczucie wpłynął znak "siedemdziesiątki" ustawiony na kilku białostockich ulicach. Czyli podniesienie dopuszczalnej prędkości do 70 km na godzinę – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. W połowie czerwca znaki pozwalające na mocniejsze niż do tej pory przyciśnięcie pedału gazu pojawiły się na sześciu białostockich ulicach. Urszula Sienkiewicz, rzeczniczka prezydenta, mówiła wtedy, że wytypowano te odcinki, gdzie jest dobra widoczność, a jednocześnie szybsza jazda nie wpłynie na bezpieczeństwo pieszych, rowerzystów czy kierowców. Jak na razie w miejscach, gdzie pojawiły się znaki pozwalające na szybszą jazdę, nie odnotowaliśmy żadnych poważnych zdarzeń - relacjonuje Dariusz Kędzior, oficer prasowy komendanta miejskiego policji. Dodaje, że policjanci cały czas obserwują te odcinki. - Zauważamy, że ruch na nich znacznie się poprawił. Można mówić o bardziej płynnej jeździe - mówi Kędzior. Z rozwiązania zadowoleni są też urzędnicy. - Nie mieliśmy ani jednego sygnału od niezadowolonych osób - przyznaje Krzysztof Turosiński z departamentu dróg i transportu w magistracie. - Za to dzwonią do nas kierowcy zadowoleni z faktu, że nie muszą już płacić mandatów.
Komentuj →
9 lipca 2008 |
0
Jesienią kierowcy mniej zapłacą za obowiązkowe ubezpieczenia komunikacyjne OC - donosi "Gazeta Wyborcza". Ale tylko ci, którzy jeżdżą bezpiecznie. Polscy kierowcy za polisę OC płacą średnio 100 euro rocznie. Drożej jest nie tylko w Hiszpanii czy Niemczech (po 250 euro), ale i w innych państwach naszego regionu. Słowacy płacą za OC 170 euro, a Węgrzy o 10 euro więcej. - Mamy dobrą wiadomość dla kierowców, jesienią może być jeszcze taniej - mówi "Gazecie" Jakub Gołąb, rzecznik resortu zdrowia. Ministerstwo chce znieść podatek Religi, czyli opłaty na leczenie ofiar wypadków drogowych. Dzisiaj płacą je towarzystwa ubezpieczeniowe, co miesiąc oddając do Narodowego Funduszu Zdrowia 12 proc. składek zebranych z ubezpieczeń komunikacyjnych OC. Od 1 listopada ma się to zmienić. Zgodnie z projektem przygotowanym w resorcie zdrowia za leczenie ofiary wypadku drogowego będzie płaciło towarzystwo ubezpieczeniowe, w którym sprawca wypadku miał wykupioną polisę OC. Później będzie ono mogło domagać się - na drodze sądowej - pieniędzy na pokrycie swoich kosztów od winnego kierowcy. To rewolucyjna zmiana, bo do tej pory koszty podatku Religi ponosili po równo wszyscy kierowcy, nieważne, czy powodowali kolizje, czy nie. Ceny obowiązkowych ubezpieczeń OC poszły z tego powodu w górę - w zależności od towarzystwa - o 8 do 12 proc. Największy na rynku PZU wbrew wcześniejszym zapowiedziom zdecydował się na 10-proc. podwyżkę. To, co cieszy dobrych kierowców, o ból głowy może przyprawić tych złych. - Osoby, które powodują dużo wypadków, po wejściu w życie pomysłu Ministerstwa Zdrowia mogą płacić więcej - mówi Sława Cwalińska-Weychert, wiceprezes Link4. O ile? - Za wcześnie o tym mówić - odpowiadają ubezpieczyciele. - W dalszym ciągu wielką niewiadomą jest sposób dokonywania wyceny usług medycznych na rzecz osób poszkodowanych w wypadkach. Póki taki cennik - od dawna obiecywany przez polityków - nie zostanie wprowadzony, póty nowy system nie będzie poprawnie działał - mówi Wróbel z Generali.
Komentuj →
8 lipca 2008 |
0
Radni Warszawy chcą wprowadzić zakaz palenia na przystankach. Ostateczna decyzja zapadnie w czwartek 10 lipca na sesji Rady Warszawy. Jeżeli będzie pozytywna, zakaz zacznie obowiązywać już w te wakacje. Straż miejska będzie karać niesubordynowanych palaczy mandatami. - Chcemy, aby zakaz palenia obowiązywał tylko pod wiatą przystanku. Wtedy nie będzie żadnych wątpliwości, czy ktoś go łamie - powiedział nam rad-ny Andrzej Golimont z SLD, przewodniczący komisji polityki społecznej. Radni PiS chcą jeszcze, by zabroniono palenia na placach zabaw dla dzieci. Za złamanie zakazu palenia będzie groził mandat, a ma go wystawiać straż miejska. - Musi być jakaś kara, żeby palacz zastanowił się dwa razy, zanim wyjmie papierosa - przekonuje radny Zbigniew Cierpisz. Na razie nie wiadomo, jak wysokie będą mandaty. Zdecyduje o tym straż miejska po uchwaleniu zakazu. W połowie maja ratusz rozpoczął kampanię społeczną pod hasłem "Miejska strefa niepalenia" zachęcającą mieszkańców, by rezygnowali z papierosa w miejscach publicznych, takich jak przystanki komunikacji miejskiej, wejścia do metra i urzędów czy place zabaw. Władze stolicy chcą w ten sposób stworzyć modę na niepalenie. W ramach akcji na przystankach posadzono kwiaty i trawę. Pojawiły się też tabliczki z napisem: Miejska Strefa Niepalenia. Niestety, na razie warszawiacy nie zwracają na nie uwagi i nadal palą na przystankach. Na koniec kampanii ratusz stworzy mapę miejsc publicznych, które są wolne od dymu.
Komentuj →
8 lipca 2008 |
0
Kierowcy, przejeżdżający wczesnym popołudniem obok fotoradaru na al. Włókniarzy przy ulicy Lewej na Radogoszczu w Łodzi zostali sfotografowani przez fotoradar bez względu na prędkość jazy. - Urządzenie zwariowało i pstrykało fotki jak popadnie - mówi właściciel audi. - Zdarzało się, że całymi seriami. Kierowcy już z daleka widzieli błysk flesza i zwalniali, ale to nie pomagało, bo fotoradar i tak robił zdjęcia. Sam przejechałem z prędkością 30 km/h i... pstryknął mi fotkę. - Rano, gdy montowaliśmy fotoradar, wszystko było w porządku - mówi asp. Wojciech Milecki z sekcji ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Sprawdzimy, może przez upał doszło do jakiegoś zwarcia. Kierowcy, którzy jechali zgodnie z przepisami (w tym miejscu obowiązuje ograniczenie do 60 km/h - przyp. red.) mogą być spokojni, nie zapłacą mandatu. Przez jakiś czas mandaty nie grożą też kierowcom, którzy przekroczą dopuszczalną prędkość mijając fotoradar na ul. Pabianickiej przy ul. Dubois. Skrzynkę na urządzenie uszkodzili wandale. Zostanie naprawiona, gdy ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie, a to nastąpi po zakończeniu policyjnego dochodzenia. - Oderwano osłonę obiektywu i wstrzyknięto do środka piankę poliuretanową - informuje prowadzący je funkcjonariusz. - Na razie nie zatrzymaliśmy sprawcy. Straty oszacowano na blisko 4 tys. zł. Drogówka wciąż dysponuje tylko jednym fotoradarem, który jest przenoszony z miejsca na miejsce.
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
Chorwacja to jeden z najpiękniejszych krajów południowej Europy, coraz częściej podróżujemy do niej. Do wjazdu do Chorwacji potrzebny jest paszport, oczywiście prawo jazdy, dowód rejestracyjny pojazdu i dowód ubezpieczenia samochodu (wystarczy krajowe OC). Infrastruktury drogowej godna pozazdroszczenia – jak czytamy w “Gazecie Pomorskiej” – np. autostrada A1, zapewniająca połączenie północy z południem. Autostrady są płatne, tak jak przejazd niektórymi mostami i tunelami - różnie za samochód i motocykl oraz auta z przyczepą i campingowe. Np. za przejazd trasą A1 z Zagrzebia do Splitu zapłacimy od 170 do 265 HRK, A6: z Zagrzebia do Karlovaca - od 16 do 29 HRK, mostem na Krk - od 30 do 40 HRK, wiaduktem Mirna na Istrii - 14 - 20 HRK a tunelem pod górą Ucka, też na Istrii - 28 - 40 HRK. Ruch pomiędzy lądem a wyspami obsługują promy - także międzynarodowe. Dopuszczalne prędkości: 50, 90, 110, 130 (teren zabudowany, drogi zwykłe, drogi ekspresowe i szybkiego ruchu, autostrady). Za jej przekroczenie - w terenie zabudowanym mandat od 300 do 3 000 HRK, policja może zatrzymać prawo jazdy na od 3 do 12 miesięcy, poza terenem zabudowanym - do 2 000 HRK i utrata prawa jazdy do 3 miesięcy. Stacje benzynowe czynne są od godz. 7 do 19 lub 20; latem do godz. 22, w większych miastach oraz przy głównych drogach międzynarodowych - przez całą dobę. Litr E-95 kosztuje 8,56 HRK, E-98 - 8,89 HRK, oleju napędowego - 8,97 HRK. Kierowca nie może wypić nawet kieliszka wina, obowiązuje 0 promila alkoholu, za jazdę w stanie nietrzeźwym grozi mandat minimum 3 000 HRK i zatrzymanie prawa jazdy na co najmniej 3 miesiące. Nakaz jazdy na światłach obowiązuje przez cały rok. Na wyposażeniu auta obowiązkowa kamizelka ostrzegawcza, linka holownicza i komplet zapasowych żarówek. Prowadząc samochód nie wolno korzystać z telefonów komórkowych. Obowiązek jazdy z zapiętymi pasami.
Ważniejsze telefony: policja - 92; pogotowie ratunkowe - 94; straż pożarna - 93; pomoc drogowa (z telefonu komórkowego) - 01 987.
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
Mieszkaniec Sławna (37 lat) szalał w nocy łodzią z silnikiem elektrycznym po jeziorze Kłączno w gminie Studzienice i straci za to... prawo jazdy. Może nawet trafić do więzienia. Gdy już się wyszalał, przybił do brzegu, a tam czekali policjanci. Sprawdzili alkotestem czy jest trzeźwy. Wydmuchał aż 2,1 promila. A to oznacza bardzo poważne kłopoty - nawet do 2 lat pozbawienia wolności. - Odpowie przed sądem za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Nie ma tu znaczenia czy ktoś w takim stanie kieruje samochodem, czy pływa łódką. Złamał prawo i poniesie konsekwencje, a jedną z nich jest utrata prawa jazdy - zaznacza Roman Krakowiak, oficer prasowy policji w Bytowie – doniósł “Dziennik Bałtycki”.
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
Do końca tego roku kilkanaście białostockich radiowozów zostanie wyposażonych w kamery. Dzięki takim rejestratorom, stosowanym od dawna z powodzeniem m.in. przez policje USA i krajów zachodniej Europy, możliwe będzie nagrywanie przebiegu podejmowanych przez patrole interwencji. Jak poinformował oficer prasowy komendy miejskiej policji w Białymstoku Dariusz Kędzior, kamery będą przede wszystkim automatycznie rejestrować przebieg służby oraz podejmowane przez funkcjonariuszy interwencje. Nagrania będą później mogły pełnić funkcję materiału dowodowego w sądzie. W radiowozach dodatkowo zainstalowany będzie mikrofon, który zarejestruje np. pierwsze, składane "na gorąco" wyjaśnienia zatrzymanych osób, co - zdaniem policjantów - także może się stać cennym dowodem podczas rozpraw sądowych.
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
W większości krajów Europy mandaty są bardzo wysokie. A niekiedy popełnienie wykroczenia, może się skończyć nawet konfiskatą samochodu. Stanie się tak, jeśli spowodujemy wypadek po pijanemu. Poniżej przykładowe stawki mandatów za niektóre wykroczenia:
|
Kraj
|
Prowadzenie pojazdu po spożyciu alkoholu
|
Przekroczenie prędkości
|
Nieprawidłowe zatrzymanie i parkowanie
|
Nieprawidłowe wyprzedzanie
|
Wymuszenie pierwszeństwa przejazdu
|
Inne
|
|
Rosja
|
do 9000 rubli |
przekroczenie prędkości do 20 km/h - do 1200 rubli |
Bd. |
Bd. |
Bd. |
nieużywanie pasów bezpieczeństwa - od 100 do 1200 rubli; W razie kolizji należy bezwzględnie wzywać policję (GAI), która sporządzi protokół szkody. W przeciwnym wypadku ubezpieczyciel, który sprzedał nam polisę, może odmówić wypłaty odszkodowania. 100 rubli to 9 zł |
|
Rumunia
|
do 5 tys. lei i zatrzymaniem prawa jazdy do 90 dni
1 leja do 91 groszy |
od 1.000 do 5 tys. lei
1 leja do 91 groszy
|
od 1.000 do 5 tys. lei
1 leja do 91 groszy
|
Bd. |
wymuszenie pierwszeństwa przejazdu - do 5 tys. lei
1 leja do 91 groszy |
nieużywanie pasów bezpieczeństwa - do 700 lei; korzystanie z telefonu bez urządzenia głośnomówiącego - do tysiąca lei.
1 leja do 91 groszy |
|
Słowacja
|
przy większych ,,dawkach'' nawet 15 tys. koron grzywny, zatrzymanie prawa jazdy i areszt |
przekroczenie prędkości - do 7 tys. koron |
nieprawidłowe parkowanie - do 500 koron plus koszty holowania. 100 koron to 11 zł
|
Bd. |
Bd. |
nieużywanie pasów bezpieczeństwa - 1.500 koron
|
|
Słowenia
|
do 500 euro plus zatrzymanie prawa jazdy |
Bd. |
nieprawidłowe parkowanie - 50 euro |
Bd. |
przejazd na czerwonym świetle - 200-500 euro
|
nieużywanie pasów bezpieczeństwa - 50 euro; korzystanie z komórki bez urządzenia głośnomówiącego - 100 euro |
|
Szwajcaria
|
do 40 tys. franków plus zatrzymanie prawa jazdy
1 frank to 2,1 zł |
do 250 franków
1 frank to 2,1 zł
|
niewłaściwe parkowanie - do 120 franków
1 frank to 2,1 zł
|
|
wjazd na czerwonym świetle - 250 franków, 1 frank to 2,1 zł
|
używanie komórki bez urządzenia głośnomówiącego - 100 franków |
|
Ukraina
|
do kilkanaście tys. hrywien a nawet konfiskata samochodu |
Bd. |
Bd. |
Brd. |
Bd. |
Policjanci bardzo często wmawiają turystom przewinienie, by wymusić łapówkę. Którą niestety najczęściej trzeba zapłacić. 100 hrywien to 46 zł |
|
Węgry
|
do 100 tys. forintów
100 forintów to 1,4 zł |
przekroczenie prędkości - do 60 tys. forintów
100 forintów to 1,4 zł |
Bd. |
Bd. |
Bd. |
korzystanie z telefonu komórkowego bez urządzenia głośnomówiącego - 5.000 forintów; nieużywanie pasów bezpieczeństwa - do 5.000 forintów
100 forintów to 1,4 zł |
|
Wlk. Brytania
|
do 5 tys. funtów grzywny, zabranie prawa jazdy na rok plus areszt do 6 miesięcy
1 funt to 4,4 zł |
od 60 do 810 funtów plus zatrzymanie prawa jazdy do 14 dni
1 funt to 4,4 zł
|
nieprawidłowe parkowanie - do 80 funtów plus koszty holowania
1 funt to 4,4 zł
|
Bd. |
przejazd na czerwonym świetle - od 90 do 1.000 funtów
1 funt to 4,4 zł
|
|
|
Włochy
|
do tysiąca euro plus zatrzymanie prawa jazdy |
do 2.000 euro |
nieprawidłowe parkowanie - do 143 euro |
|
wjazd na czerwonym świetle - do 500 euro. |
nieużywanie pasów bezpieczeństwa, korzystanie z komórki bez urządzenia - do 286 euro |
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
|
Macedonia |
50 km/h |
80 km/h |
120 km/h |
|
Niemcy |
50 km/h |
100 km/h |
130 km/h |
|
Norwegia |
50 km/h |
80 km/h |
90 km/h |
|
Portugalia |
50 km/h |
90 km/h |
120 km/h |
|
Rosja |
60 km/h |
90 km/h |
110 km/h |
|
Rumunia |
50 km/h |
90 km/h |
120 km/h |
|
Słowacja |
60 km/h |
90 km/h |
130 km/h |
|
Słowenia |
50 km/h |
90 km/h |
130 km/h |
|
Szwajcaria |
50 km/h |
80 km/h |
120 km/h |
|
Szwecja |
50 km/h |
70 km/h |
90 km/h |
|
Turcja |
50 km/h |
90 km/h |
130 km/h |
|
Ukraina |
60 km/h |
80 km/h |
b/d |
|
Węgry |
50 km/h |
80 km/h |
120 km/h |
|
Wielka Brytania |
48 km/h |
96 km/h |
112 km/h |
|
Włochy |
50 km/h |
90 km/h |
130 km/h |
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
“Rzeczpospolita”: “Możemy mieć w Polsce kilka tysięcy kilometrów szybkich tras. Wystarczy zmienić część utwardzonych poboczy w dodatkowe pasy. I wykreślić jedno słowo w rozporządzeniu. Możemy mieć te trzypasmówki jeszcze przed Euro, właściwie od ręki. Wystarczy trochę farby, znaków drogowych i drobnych decyzji urzędników. Nawet przepisów nie trzeba wymyślać – one już są, warto co najwyżej skreślić jedno słowo w ministerialnym rozporządzeniu. To nie żarty. W Polsce marnuje się 4 tys. km szos, głównie krajowych, z szerokimi utwardzonymi poboczami. Budowano je zwłaszcza w latach 80. – zwykle mają po 2 m szerokości. Są na najważniejszych szlakach komunikacyjnych w Polsce, np. prawie wszystkich wylotówkach z Warszawy (tam, gdzie nie ma dwupasmówek). Pomysł jest banalnie prosty: przekrój poprzeczny typowej krajówki wygląda w metrach tak: 2 + 3,5 + 3,5 + 2 = 11 (po 2 m na pobocza i po 3,5 m na pasy). Wystarczy przemalować białe linie i mamy np.: 0,25 + 3,5 + 3,5 + 3,5 + 0,25 (0,25 na pobocza + trzy pasy). Możemy jednak zwęzić pasy, np. do 3 m, i wtedy na pobocza zostanie 2 m. Nie muszą być zresztą jednakowe, na szerszym mógłby się więc odbywać ruch lokalny. Oczywiście dwa pasy mogą być w danym miejscu tylko w jednym kierunku, ale kilka kilometrów dalej taką mijankę można zrobić w drugą stronę. Pomysł nie jest nowy - trzypasmówki są popularne w wielu krajach, np. we Francji. Nie wszędzie trzeba zaraz budować autostrady - w Polsce plan budowy 3 tys. km autostrad i ekspresówek na Euro jest dopiero na papierze. Po poboczach jeżdżą traktory, czasem jeszcze furmanki, rowerzyści, wreszcie poruszają się piesi. Jednak wielu kierowców, zwłaszcza tych z “rajdowym” zacięciem, traktuje je jako część jezdni, spychając na nie wolniejszych. Trochę to upłynnia ruch, ale z drugiej strony szosy z poboczami należą do najbardziej niebezpiecznych. Lista zalet przekroju 2+1 jest długa: taki układ pasów ułatwia bezpieczne wyprzedzanie, zwłaszcza wolniej jadących tirów. Oblicza się, że dodatkowy pas powoduje wzrost liczby wyprzedzeń o 30 proc. Z kolei dobre oznakowanie zbliżającej się mijanki powstrzymuje kierowców przed ryzykownym wyprzedzaniem: nie ma sensu, jeśli można to bezpiecznie zrobić za kilometr czy dwa – na dodatkowym pasie. Nowych utwardzanych poboczy już się właściwie nie buduje, a stare na niektórych odcinkach są likwidowane, tu i ówdzie zamieniane na dodatkowy pas. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma zresztą ekspertyzę prof. Tadeusza Sandeckiego z Politechniki Warszawskiej, która punktuje ich wady i pokazuje, jak można je łatwo zmieniać w trzeci pas. - W tym roku ma być przebudowanych sześć odcinków – powiedział “Rzeczpospolitej” Artur Mrugasiewicz z GDDKiA. Rozporządzenie ministra transportu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie, dopuszcza poszerzenie jezdni o dodatkowe pasy ruchu. Można to zrobić na “wzniesieniach drogi” klasy G i dróg wyższych (czyli na lepszych wojewódzkich oraz krajówkach). Chodzi o drogi o prędkości projektowej ponad 60 km/h. Szerokość dodatkowego pasa nie może być wówczas mniejsza niż 3 m. To chyba tłumaczy, dlaczego np. na K-7 między Górami Świętokrzyskimi a Krakowem jest po kilkanaście mijanek (podwójne pasy) w każdą stronę, a na równinnym Mazowszu ich nie ma. Gdyby jednak drogowcom zależało także na poprawieniu przepustowości krajówek i gdyby nie czekali na zbudowanie autostrad na Euro 2012, to wykreśliliby warunek “na wzniesieniach” z rozporządzenia.”
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
Ekologia pochłania nawet 30 proc. inwestycji. Wydatki nie zawsze jednak idą w parze z potrzebami – donosi “Rzeczpospolita”. Budując autostradę czy drogę ekspresową, inwestor musi zadbać nie tylko o ekrany dźwiękoszczelne, ale także o kładki i przepusty dla zwierząt. Wybudowanie tunelu o szerokości 20 – 30 m to koszt 3 – 4 mln zł. Kładka dla większych zwierząt to od 15 do 20 mln zł. Wydatki na ekologię zależą od terenu, przez jaki trasa przebiega – zazwyczaj podnoszą koszt inwestycji o ok. 10 proc. Na obszarach Natury 2000 mogą jednak wzrosnąć nawet do 30 proc. jej wartości. Na 137-km odcinku autostrady A2 z Konina do Nowego Tomyśla znajduje się dziesięć przejść dla płazów i mniejszych zwierząt oraz pięć kładek nad trasą. Na 104-km odcinku z Nowego Tomyśla do zachodniej granicy będzie 21 kładek i ok. 120 przepustów. Autostrada Wielkopolska (AW) wyda na nie 90 – 100 mln euro. Koszty miały być niższe. – Wcześniejszy projekt sporządzony był na podstawie przepisów z 1996 r. Po wejściu w życie nowej ustawy koszty wzrosły o ok. 120 mln zł – mówi Zofia Kwiatkowska z AW. Przejść jest nie tylko więcej, ale są też znacznie szersze. Na A2 kładek dla zwierząt będzie więcej niż kolumn alarmowych. Te pierwsze powstaną co 670 m, te drugie – co 2 km. Lokalizacja kładek i przejść wynika z raportu oddziaływania na środowisko. – Nie dyskutujemy z nim, tylko go realizujemy – mówi Zofia Kwiatkowska. - Jak jednak wynika z naszych obserwacji, zwierzęta korzystają zaledwie z połowy obiektów. Pozostałe, zwłaszcza te w pobliżu gospodarstw rolnych, zamieniły się w mosty do przeprawy sprzętu rolniczego i przepędu bydła – dodaje. Wtedy już nie chcą korzystać z nich dzikie zwierzęta. Budując drogę ekspresową nr 3 ze Szczecina do Gorzowa za ok. 2 mld zł, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ponad 143 mln wydała na spełnienie wymogów ustawy o ochronie środowiska. W przypadku ekspresowej “22” tzw. prace ekologiczne kosztowały 34 mln, czyli 9 proc. wartości kontraktu. – Z reguły droższa jest budowa przez tereny Natury 2000 – mówi Marcin Trzciński z firmy Gdańsk Transport Company, która buduje północny odcinek autostrady A1. Przez obszary chronione przechodzi część trasy z Grudziądza do Torunia. – W tym przypadku jednak wymogi ekologów sprawiły, że koszty budowy mostu pod Grudziądzem spadły o ok. 40 proc. – dodaje. Na rzece miał stanąć most pylonowy, jednak okazało się, że przeszkadzałby ptakom. Wybrano więc wariant niższy i tańszy.
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0

255-5/255-6)
14 czerwca 2008 r. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Przemyślu obchodził rocznicę powołania placówki. Z tej okazji w siedzibie WORD przy ul. Topolowej 7 odbyła się uroczystość, którą dyrektor Jan Janusz rozpoczął od powitania gości, przedstawienia 10-letniej działalności ośrodka. Po wystąpieniach zaproszonych gości, nastąpiło wręczenia wyróżnień dla jednostek i organizacji współpracujących z ośrodkiem na przestrzeni ostatnich lat. Organizatorzy uroczystości zapewnili uczestnikom wiele atrakcji m.in. była możliwość obejrzenia zabytkowych pojazdów, próby sportowej na placu manewrowym (w ramach IX Podkarpackiego Rajdu Pojazdów Zabytkowych Stell) oraz równie atrakcyjne było zwiedzanie Przemyśla wraz z przewodnikiem.
Najważniejsze wydarzenia z ostatniego roku WORD w Przemyślu: zmodernizowano salę egzaminacyjną przez zwiększenie liczby stanowisk do 15; skrócono okres oczekiwania na egzaminu teoretycznego do 7 dni, praktycznego do 14 dni. Ośrodek przystąpił do kompleksowego zagospodarowania posiadanego terenu, gdzie zaplanowano: rozbudowę zaplecza szkoleniowego, budowę placu manewrowego oraz hali z symulatorem do szkoleń kierowców wykonujących transport drogowy.
Komentuj →
7 lipca 2008 |
0
15 proc. wycofywanych z użycia samochodów trafia do stacji demontażu
Ministerstwo Środowiska nie chce jednak likwidacji obowiązku stworzenia sieci demontażu aut przez firmy (producenci lub importerzy), które wprowadzają na teren Polski ponad 1 tys. aut rocznie. Takie przedsiębiorstwa, tak jak jest obecnie, będą musiały uiszczać opłaty za brak swojej sieci. Zgodnie z funkcjonującą ustawą firma powinna tworzyć sieć tak, aby można było oddać auto w promieniu 50 km od własnego domu. Jeżeli sieć przedsiębiorcy pokrywa np. od 90 do 95 proc. Polski, to płaci on 125 zł od wprowadzonego do sprzedaży auta. Jeżeli sieć nie pokrywa Polski w 50 proc., to płaci 500 zł od samochodu. Firmy, które sprowadzają do kraju mniej aut, nie mają obowiązku tworzenia sieci. Jednak teraz płacą 500 zł od każdego przywiezionego samochodu. Po zmianie przepisów nie będą musiały, gdyż wnoszenie opłaty recyklingowej zostanie przerzucone na osobę, która dokonuje pierwszej rejestracji pojazdu. Dziś, aby móc liczyć na uzyskanie dopłat, trzeba osiągnąć 85 proc. odzysku substancji, materiałów lub energii w stosunku do masy pojazdów przyjętych do złomowania oraz 80 proc. poziomu recyklingu. W przypadku samochodów, które były wyprodukowane przed 1 stycznia 1980 r., poziomy odzysku i recyklingu są niższe i wynoszą odpowiednio 75 i 70 proc.
Komentuj →