3 sierpnia 2008 |
0
Koniec pobłażania dla kierowców parkujących gdzie popadnie? Już niedługo na ulicach Warszawy pojawią się tabliczki zapowiadające kosztowne odholowanie źle zaparkowanego pojazdu – donosi stołeczna “Gazeta Wyborcza”. Z nielegalnym parkowaniem "od zawsze" walczy drogówka i straż miejska. Wlepiają mandaty i zakładają blokady. Wiadomo, że najskuteczniejszym sposobem poskromienia łamiących przepisy kierowców jest odholowywanie pojazdów. W praktyce takich przypadków jest stosunkowo mało. - W tej chwili mamy od siedmiu do dziesięciu takich holowań dziennie - słyszymy od pracownika firmy Towing, jednej z dwóch działających w mieście firm, które odholowują źle zaparkowane pojazdy. Strażnicy miejscy mówią, że tak mała liczba holowań wynika z przepisów kodeksu drogowego. - W art. 130a mowa jest o tym, że pojazd można usunąć tylko wtedy, gdy stwarza zagrożenie. A jakim zagrożeniem jest samochód stojący na dziko na Krakowskim Przedmieściu, gdzie jest wąska jezdnia? - tłumaczy Agnieszka Kubicka, rzecznik straży miejskiej. Rozwiązaniem okazały się małe tabliczki, które niebawem zawisną na słupkach ze znakami zakazu postoju i zatrzymywania się. Rysunek na tabliczkach ma jednoznaczną wymowę - to odholowywany samochód. - Na koszt właściciela - precyzuje Kubicka.
Taki los spotka tych kierowców, którzy mimo tabliczki zaryzykują i zostawią pojazd w niedozwolonym miejscu opatrzonym znakiem zakazu i tabliczką. Ale samochód zostanie odholowany tylko wtedy, gdy kierowca popełni naraz dwa wykroczenia lub więcej. - To może być np. utrudnianie ruchu i parkowanie na przystanku - wyjaśnia jeden z funkcjonariuszy straży miejskiej przygotowujący zmiany. A mandaty za te wykroczenia będą się sumować. Do tego dojdzie opłata za odholowanie (ok. 300 zł) i opłata za przetrzymywanie samochodu na parkingu (ok. 30 zł za dobę). - Łącznie może być to nawet i tysiąc złotych - mówi funkcjonariusz. Prace nad rozwieszeniem tabliczek są zaawansowane. Szykuje się też straż miejska - drogówka przeszkoliła 30 funkcjonariuszy, którzy zajmą się wyłapywaniem piratów parkingowych. Samochód zostanie sprawdzony w rejestrze, a policja otrzyma informację, że został odholowany - to na wypadek, gdyby zrozpaczony właściciel zawiadomił ją o kradzieży wozu. Pracy holownikom nie zabraknie. We wspomnianym raporcie Zielone Mazowsze wspomina, że w dniu badań do raportu w Warszawie nieprawidłowo zaparkowany był co trzeci samochód.
Komentuj →
3 sierpnia 2008 |
0
Kierujący pojazdami w stanie po spożyciu alkoholu muszą mieć świadomość nie tylko grożącej im odpowiedzialności karnej za przestępstwo, lecz również cywilnej za wyrządzoną szkodę. Obowiązek zwrotu ubezpieczycielowi wysokiego odszkodowania bywa czasem bardziej dotkliwy aniżeli wymierzona kara – przypomina “Gazeta Podatkowa”. W przypadku wyrządzenia szkody w stanie nietrzeźwości albo pod wpływem środków odurzających, substancji psychotropowych lub środków zastępczych zakład ubezpieczeń sprawcy wypadku nie może powołać się na tę okoliczność i odmówić poszkodowanemu wypłaty odszkodowania. Mając na względzie ochronę uczestników ruchu, w tym zwłaszcza poszkodowanych, obowiązkowe ubezpieczenie OC posiadaczy pojazdów obejmuje również i tego rodzaju zdarzenia. Dotyczy to także przypadków, gdy kierujący zbiegł z miejsca zdarzenia, wszedł w posiadanie pojazdu wskutek popełnienia przestępstwa (np. kradzieży), czy też gdy nie posiadał wymaganych uprawnień do kierowania danym pojazdem mechanicznym (choć od tego są pewne wyjątki). Jednakże w tego rodzaju sytuacjach zaraz po wypłacie odszkodowania ubezpieczyciel zgłosi się do sprawcy szkody z tzw. roszczeniem regresowym. Chodzi o nic innego, jak zwrot przekazanych poszkodowanemu kwot tytułem m.in. rekompensaty za uszkodzony samochód, pokrycia wydatków na leczenie, renty czy zadośćuczynienia za krzywdę. Może również chodzić o wypłacone rodzinie zmarłego odszkodowanie za pogorszenie sytuacji życiowej. Nierzadko wierzytelności zakładów ubezpieczeń w stosunku do ich byłych klientów i sprawców szkód sięgają setek tysięcy złotych. Jedno nierozsądne zachowanie może więc kosztować utratę całego majątku i zajęcie kont bankowych oraz wynagrodzenia na wiele lat. Od nabytego w taki sposób długu nie będzie też można się uwolnić w trybie upadłości konsumenckiej, jeżeli ta zacznie w Polsce obowiązywać.
Komentuj →
31 lipca 2008 |
0
(258-2)
Władze Paryża mają nowy pomysł na walkę z korkami i ze spalinami - pisze DZIENNIK. Chcą za kilka euro wypożyczać małe autka, napędzane elektrycznością. Samochodziki będzie można zostawić w wielu punktach miasta, a potem wypożyczyć kolejne. Jeśli od czasu do czasu potrzebujesz samochodu, to go sobie nie kupuj, tylko na chwilę wypożycz. Już pod koniec przyszłego roku w Paryżu mają ruszyć ekspresowe wypożyczalnie samochodów, dzięki czemu będzie można wsiąść w samochód w jednym punkcie miasta i parę minut później zostawić go w innym. Co więcej, cena takiej usługi wyniesie tylko kilka euro, bo płacić się będzie jedynie za czas faktycznej przejażdżki, a pojazdy nie będą zanieczyszczać środowiska, bo będą elektryczne. Najnowsza propozycja władz francuskiej stolicy to efekt sukcesu zainaugurowanej w zeszłym roku sieci Velib, ekspresowej wypożyczalni rowerów. Pomysł mera Paryża Bertranda Delanoe zaskoczył i ku uciesze ekologów zbudowano nowe ścieżki, a coraz więcej paryżan z zapałem co rano pedałuje do pracy. Jednak w kilkumilionowej aglomeracji nie każdy chętnie zamieni cztery kółka na dwa. Dlatego pod koniec przyszłego roku merostwo planuje otworzyć samochodowy odpowiednik Velib - Autolib. Do swojej dyspozycji kierowcy dostaną 4000 elektrycznych samochodzików - 2000 w centrum i 2000 na przedmieściach - które będzie można wziąć z jednej z 700 wypożyczalni. Na dodatek zostawić go można w dowolnym innym punkcie. "To dobry sposób, by ograniczyć liczbę stałych kierowców" - mówi DZIENNIKOWI 35-letnia paryżanka Nadine. Po dłuższym zastanowieniu nawet ekologom spodobał się ten pomysł. Samochody napędzane będą elektrycznie, więc odpada problem emisji spalin. "Ekologiczne auta dobrze uzupełnią transport publiczny" - mówi szef francuskiego oddziału organizacji Greenpeace, Pascal Hunsting. Jak podkreślają zwolennicy projektu, z Autolib korzystać będą przede wszystkim osoby, które na co dzień radzą sobie bez samochodu. Nowa usługa sprawi, że własny pojazd nie będzie im już potrzebny. Jedynym przeciwnikiem ekologicznego pomysłu jest francuska... Partia Zielonych. Ich zdaniem ułatwiony dostęp do czterech kółek stanie się krokiem wstecz po wielu latach uczenia Francuzów, jak radzić sobie bez samochodu.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
Kierowcy autobusów, którzy do 10 września nie zdążą zrobić prawa jazdy kat. D, będą musieli zdobyć nowy dokument - świadectwo kwalifikacji zawodowej. Ostatnie dni to czarna seria tragicznych wypadków autokarowych. W niektórych zawinili kierowcy. Co z ich umiejętnościami - pyta “Rzeczpospolita”. Nowe przepisy wprowadzają wyższe wymagania wobec nich. Zmieniony zostanie system szkolenia kierowców. - Taka zmiana jest potrzebna. Każdy, lepszy od dotychczasowego, sposób szkolenia powinien zwiększyć bezpieczeństwo na drogach - mówi Tadeusz Wilk, dyrektor Departamentu Transportu w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. I choć co do zasady przewoźnicy są “za”, to otwarcie krytykują niektóre rozwiązania. Świeżo upieczonym kierowcom (czyli tym, którzy zdadzą egzamin na kategorię D po 10 września) nie wystarczy już kurs doszkalający. Przed podpisaniem umowy będą musieli przedstawiać świadectwo kwalifikacji zawodowej. Potwierdza ono, że zainteresowany przeszedł pozytywnie kwalifikację wstępną. - Po zdanym egzaminie oraz ze zdobytym świadectwem kierowca będzie musiał się zwrócić do starosty. Tam dostanie nowe prawo jazdy, w którym zostaną umieszczone informacje o uzyskaniu kwalifikacji wstępnej, dacie koniecznego szkolenia okresowego oraz dacie ważności badań lekarskich i psychologicznych - informuje Sebastian Chwalibogowski, naczelnik Wydziału Postępowań Administracyjnych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Co ma zmienić wprowadzenie kwalifikacji wstępnej? - Polepszyć umiejętności i wiedzę kierowców, a co za tym idzie, zwiększyć bezpieczeństwo na drogach – informuje Sebastian Chwalibogowski. Kierowcy, którzy zasiądą za kółkiem, wykonujący przewóz drogowy (z kwalifikacji zwolnieni są m.in. kierowcy wykonujący przewozy prywatnie), muszą wiedzieć, jak zachować się podczas poślizgu czy w trudnych warunkach drogowych, a nie jak parkować czy przejechać rondo (tego uczą się na kursach na prawo jazdy). Kwalifikacja wstępna i cykliczne szkolenia okresowe mają nauczyć stosowania nowoczesnych układów i urządzeń, jakimi są naszpikowane nowoczesne ciężarówki. – Młody kierowca, przesiadając się z auta osobowego, nierzadko nie wie nawet, jak działają systemy kontroli trakcji czy stabilizacji toru jazdy, nie wspominając już o ABS. Dlatego, mimo poruszania się supernowoczesnym autobusem, nie potrafi odpowiednio zareagować na sytuację na drodze. Szkolenia te pozwolą na bieżąco poprawiać umiejętności, zmniejszać zużycie paliwa i zwiększać zarówno konkurencyjność polskich firm przewozowych, jak i komfort ich pasażerów. W dodatku nie narażą przedsiębiorcy na kary, które w Unii Europejskiej sięgają kilku tysięcy euro i mogą doprowadzić do odebrania przewoźnikowi uprawnienia do wykonywania przewozów drogowych - wymienia Chwalibogowski. Przewoźnicy, choć zmiany uznają za słuszne, krytykują niektóre rozwiązania. Przede wszystkim zakres szkolenia - ich zdaniem zbyt szeroki. Unijna dyrektywa, która kazała nam zmienić system szkoleń, określiła ich czas maksymalny - 280 godzin i skrócony - 140 godzin. - Polski ustawodawca przyjął czas maksymalny i ustalił godzinę lekcyjną na 60 minut. To ewenement - twierdzi dyrektor Wilk. - Niestety dłuższy kurs wiąże się z większymi kosztami. Do dziś nie wiadomo, kto za takie szkolenie zapłaci: kierowca czy firma - dodaje.
Komentuj →
4 sierpnia 2008 |
0
Prawie 2 promile alkoholu miał sprawca śmiertelnego wypadku - Jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne w wypadku samochodu osobowego, do którego doszło na lokalnej drodze w okolicach Tomaszowa Maz. (Łódzkie). Kierujący autem 28-letni mężczyzna był pijany; miał ok. 1,8 promila alkoholu w organizmie. Jak poinformowała podinsp. Joanna Kącka z łódzkiej policji, do wypadku doszło ok. godz. 17 na drodze Spała-Ciebłowice. Volkswagen golf prowadzony przez 28-letniego mężczyznę na łuku drogi wypadł z trasy i uderzył w przydrożne drzewo. Na miejscu zginął ok. 25-letni pasażer golfa; dwaj inni pasażerowie auta zostali ranni. Kierowca nie odniósł poważniejszych obrażeń. Za spowodowanie po pijanemu wypadku ze skutkiem śmiertelnym może mu grozić kara do 12 lat więzienia.
Pijany kierowca sprawcą śmiertelnego wypadku - Nietrzeźwy kierowca spowodował rano wypadek w miejscowości Trzcianka, pow. wyszkowski (Mazowieckie) na drodze krajowej nr 8 (Budziska-Kudowa Zdrój). Jedna osoba nie żyje, dwie są ranne. Aleksandra Banaszczyk z zespołu mazowieckiej policji powiedziała, że w Trzciance doszło do zderzenia trzech pojazdów. "Sprawcą wypadku był kierowca volkswagena sharana, który zjechał na przeciwny pas i zderzył się czołowo z mercedesem, a następnie na obydwa pojazdy najechał volkswagen T4" - wyjaśniła. 21-letni pasażer mercedesa zginął na miejscu. Z sześciu osób, które karetkami zabrano z miejsca wypadku, dwie pozostały w szpitalu. Banaszczyk dodała, że wstępne badania wykazały, że sprawca wypadku - kierowca volkswagena sharana był nietrzeźwy.
Pijany kierowca busa - Ponad 0,6 promila alkoholu w organizmie miał kierowca busa, który przewoził pasażerów z Lubartowa do Lublina. O pijanym 26-latku powiadomiła Policję jedna z pasażerek. Mężczyzna został zatrzymany. Wynik wskazał u niego ponad 0,6 promila alkoholu w organizmie. 26-latek przyznał, że jest to już dzisiaj jego trzeci kurs. Mężczyznę zatrzymano i przewieziono do komendy miejskiej Policji w Lublinie. Policjanci powiadomili właściciela firmy przewozowej, by zabezpieczył busa. Prowadzenie pojazdu na drodze publicznej w stanie nietrzeźwości zagrożone jest karą do 2 lat pozbawienia wolności. Ten kierowca jednak może usłyszeć zarzut narażenia innych na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, za co grozić mu może nawet 5 lat więzienia.
Wężykiem z 3,4 promila - Policjanci z Pomiechówka zatrzymali Lucjana T. Rowerzysta zwrócił uwagę mundurowych jadąc tzw. “wężykiem”, stwarzając tym samym zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu drogowego. Jak się okazało, 51-latek miał 3,4 promila alkoholu w organizmie. Za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwości grozi kara pozbawienia wolności nawet do roku.
Pijany kierowca z narkotykami - Policjanci z Żywca zatrzymali podczas kontroli drogowej pijanego kierowcę, który w swoim samochodzie przewoził amfetaminę, marihuanę i tabletki ekstazy. Policjanci z żywieckiej drogówki, którzy pełnili służbę w mieście, zwrócili uwagę na mężczyznę stojącego przy jednym z samochodów. Jego zachowanie wskazywało na to, że może być pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie mężczyzna zaczął sadowić się na siedzeniu kierowcy. Wtedy funkcjonariusze zwrócili mu uwagę, że jazda w takim stanie jest przestępstwem. Kierowca stwierdził, że nie zamierza nigdzie jechać, a chciał jedynie zabrać z samochodu swoje rzeczy. Zaledwie kilka minut później funkcjonariusze zauważyli tego samego mercedesa jadącego w kierunku żywieckiego rynku. Kierujący nim mężczyzna został zatrzymany do kontroli drogowej. Badanie stanu jego trzeźwości wykazało, że 30-latek miał we krwi 0,73 promila alkoholu. Policjanci ustalili też, że mercedes ma tablice rejestracyjne pochodzące od innego pojazdu.
Komentuj →
3 sierpnia 2008 |
0
Komenda Główna Policji: Połowa wakacji już za nami. Jak co roku na drogach obserwujemy wzmożony ruch zarówno samochodów osobowych, jak i autobusów. Dobra pogoda sprzyja też korzystaniu z motocykli, motorowerów i skuterów, które stają się coraz bardziej popularne. Lato to bardzo pracowity okres dla policjantów ruchu drogowego. Aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim użytkownikom dróg funkcjonariusze realizują akcję "Bezpieczne wakacje 2008".
Kontrole prędkości, przestrzeganie przepisów dotyczących przewożenia najmłodszych, sprawdzanie stanu technicznego pojazdów, eliminowanie z ruchu nietrzeźwych użytkowników dróg, a także tych, którzy zażywają środki odurzające - to podstawowe założenia policyjnej akcji "Bezpieczne wakacje 2008". Policjanci, w tych miejscach, w których tworzyć się będą korki, np. na trasach dojazdowych do miejscowości turystycznych, będą ręcznie kierować ruchem. Celem jest rozładowanie natężenia ruchu aut.
W zeszłym roku w czasie wakacji doszło do 8 937 wypadków drogowych, w których zginęło 1 052 osób, a 11 826 osób zostało rannych. Przyczyny jak co roku są te same: nadmierna prędkość, nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu, nieprawidłowe wyprzedzanie oraz zmęczenie kierowcy spowodowane przekroczeniem czasu pracy. Zadbajmy o to, by bezpiecznie dojechać na urlop i bezpiecznie wrócić z wypoczynku.
O działaniach podejmowanych przez Policję mówi mł. insp. Jacek Zalewski z KGP - http://www.policja.pl/portal/pol/1/22991/Bezpieczne_wakacje_2008_na_polskich_drogach.html
Komentuj →
1 sierpnia 2008 |
0
W wielu województwach WORD-y organizują objazdowe miasteczka ruchu drogowego. Każdego roku objazdowe miasteczka docierają do szkół podstawowych w najodleglejszych powiatach. Ustawiane na boiskach szkolnych, na łące czy w parku.
(258-13)
(258-14)
^ Paweł Cichański z Sekcji Ruchu Drogowego łowickiej policji uczestniczył w objazdowym miasteczku ruchu drogowego w Szkole Podstawowej w Błędowie, organizowanym przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Skierniewicach. Działania te mają na celu wspomaganie wychowania komunikacyjnego w szkołach. Przeprowadzone zostały zajęcia praktyczne, pogadanka dotycząca bezpiecznego poruszania się na rowerze. Uczniowie mogli również obejrzeć film pt. “Z rowerem za pan brat”.
Komentuj →
1 sierpnia 2008 |
0
(258-15)
18-letni Kenijczyk, Morris Mbetsa, opracował system "Track&Block” mający za zadanie utrzymanie komunikacji między samochodem, a telefonem komórkowym chroniąc w ten sposób auto przed kradzieżą. Młody afrykański wynalzaca użył technologii, które już istnieją. Na serwisie Komórkomania.pl czytamy: "możliwość przesyłania głosu, technologia DTMF, wiadomość tekstowa SMS i sieć komórkowa wystarczyły Kenijczykowi do opracowania genialnej metody zabezpieczenia samochodu przed kradzieżą. Jak to działa? W aucie zainstalowano małe, czarne pudełko, które ma możliwość połączenia z komórką. Za każdym razem, gdy ktoś będzie próbował odpalić auto, zostanie wysłana wiadomość do komórki. Jeżeli właściciel będzie pewny, że niewłaściwa osoba nie chce mu sprzątnąć spod nosa samochodu, wystarczy, że wyśle odpowiedź i auto uruchomi się."
Komentuj →
31 lipca 2008 |
1
Od początku wakacji 2008 inspektorzy transportu drogowego skontrolowali 1300 autokarów i ukarali ponad 400 kierowców mandatami. Zatrzymano też ponad 90 dowodów rejestracyjnych niesprawnych pojazdów. Alvin Gajadhur w rozmowie z IAR podkreślił, że pozytywnym sygnałem jest poprawa stanu technicznego pojazdów. Nadal wiele do życzenia pozostawia jednak postępowanie kierowców, którzy często łamią przepisy dotyczące czasu pracy. Skracają przerwy na odpoczynek i wydłużają dopuszczalny czas jazdy. Ostatnie poważne wypadki z udziałem polskich autokarów były właśnie efektem zmęczenia kierowców lub braku umiejętności. Alvin Gajadhur zaznaczył, że od jesieni jest szansa na znaczną poprawę wyszkolenia kierowców, którzy starają się o prawo jazdy uprawniające do kierowania autokarami. Od jesieni wchodzą bowiem w życie nowe przepisy, które nakładają na kierowcę obowiązek uczestniczenia przez 260 godzin w zajęciach teoretycznych i 20 godzin zajęciach praktycznych w tym 4 godziny jazdy w ekstremalnie trudnych warunkach. Do tego co 5 lat kierowcy będą zobowiązani w uczestniczeniu w kursach doszkalających.
Komentuj →
31 lipca 2008 |
0
Kiedy żar leje się z nieba, temperatura w samochodzie zaparkowanym na słońcu wzrasta do 50 lub więcej stopni. Osoba zamknięta w takich warunkach jest skazana m.in. na odwodnienie i osłabienie. W przypadku małego dziecka dolegliwości te mogą się jeszcze nasilić. Od wielu dni słupek rtęci na termometrach oscyluje wokół 30 kreski. Niestety zdarzają się sytuacje zostawiania dzieci w pojazdach zaparkowanych na słońcu. Na przykład na początku czerwca w Dzierżoniowie nieodpowiedzialna matka zostawiła w rozgrzanym aucie 2-letnią córeczkę. Spoconemu i płaczącemu dziecku pomogli przypadkowi przechodnie. Nie pamiętam podobnych wypadków - podkreśla Monika Bąk, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie. - Porzucony nawet na chwilę maluch jest przerażony, z czasem traci coraz więcej wody, organizm się przegrzewa, pojawiają się wymioty. Błędem jest myślenie: dziecko śpi, więc idziemy do sklepu bez niego. Trzeba go obudzić i zabrać.
Komentuj →
31 lipca 2008 |
1
Do końca wakacji 2008 w Lublinie zielone strzałki mają zostać zamontowane na 17 skrzyżowaniach. “Kurier Lubelski” przypomina, iż likwidowane na skrzyżowaniach zaledwie kilka lat temu zielone strzałki, umożliwiające warunkowy skręt w prawo, znów powracają na nasze ulice. To za sprawą zmian w przepisach.. Zielone strzałki zaczęto likwidować w całej Polsce około 5 lat temu. Wówczas ministerialni urzędnicy orzekli, że ich istnienie jest sprzeczne z przepisami Unii Europejskiej. Jak się okazało, była to nadinterpretacja unijnych uregulowań, bowiem prawo europejskie wcale ich nie zakazuje. Problem doprecyzował obecny rząd i od maja, zgodnie z wydanym rozporządzeniem, strzałki znów mogą być montowane. Kierowcy przyjęli tę informację z ulgą. – Okropnie irytuje mnie, że na skrzyżowaniu nie mogę skręcić w prawo, mimo iż nie ma ruchu. To tylko powoduje korki, auta mogłyby spokojnie pojechać, ale nie robią tego. Strzałki w Lublinie mają pojawić się do 30 sierpnia – mówi Andrzej Matacz, główny specjalista ds. sygnalizacji w Wydziale Dróg i Mostów Urzędu Miasta Lublin. Koszt montażu strzałek na jednym skrzyżowaniu wahać się ma od 1 do 2 tys. zł. Kierowcy się cieszą, piesi nie. – Bezpieczniej się czuję, gdy zapala mi się zielone na przejściu wtedy, gdy żaden samochód w tym czasie nie próbuje wymusić przejazdu, bo akurat ma zieloną strzałkę uprawniającą go do skrętu w prawo. Powrót zielonej strzałki może zwiększyć liczbę potrąceń – to częste opinie pieszych.
Policja przypomina, że zielona strzałka uprawnia kierowców do skrętu w prawo tylko wtedy, gdy na pasach dla pieszych nie ma już przechodniów. Gdy kierowcy nie ustępują pierwszeństwa pieszym, popełniają wykroczenie, za które można dostać wysoki mandat i punkty karne.
Komentuj →
31 lipca 2008 |
0
(258-3)
JAWORZNO: Na kilku ulicach miasta rozpoczęto montaż specjalnych mat z wypustkami, które mają sygnalizować niewidomym o tym, że zbliżają się do przejścia dla pieszych. To pionierskie rozwiązanie, choć w wielu miastach tuż przy zebrach układa się już płyty chodnikowe wyposażone w podobne wypustki. Funkcje są identyczne, ale maty są tańsze – donosi “Dziennik Zachodni”. - Ułożenie chodnikowych płyt wymaga zazwyczaj przebudowy przejścia dla pieszych, to oczywiście wiąże się z dodatkowymi kosztami, a kiedy kładzie się matę to wystarczy ją po prostu nakleić na nawierzchnię - tłumaczy Przemysław Gardoń, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie. Maty wykonane są ze specjalnego chemoutwardzalnego materiału, który czasem wykorzystywany jest przy pracach drogowych. Jego charakterystyczną cechą jest to, że jest stosunkowo trwały i odporny na ścieranie czy odkształcenia. To ważne, bo dzięki temu wypustki będzie można wyczuć stopą przez kilka lub nawet kilkanaście lat. Pomysł, by w Jaworznie wykorzystać maty, powstał po konsultacjach z drogowcami z innych miast. - Dzięki kontaktom z innymi miastami mieliśmy okazję zapytać o maty tych, którzy w swoich miastach już je stosują - mówi Przemysław Gardoń. Maty są już na przykład w Poznaniu i Warszawie, gdzie podobno spełniają swoją rolę. - Stosujemy je już od jakiegoś czasu. Efekty są dobre, bo niepełnosprawni czują się w miejscach, gdzie je zastosowano pewniej - mówi Anna Szpytko, rzeczniczka Urzędu Miejskiego w Poznaniu. Drogowcy z Jaworzna przekonują, że takie rozwiązanie bardzo szybko znajdzie naśladowców w całym naszym regionie. Przy pracach już byli obserwatorzy z Dąbrowy Górniczej i Katowic. W Katowicach wszędzie tam, gdzie przebudowywane są całe skrzyżowania pojawiają płyty z wypustkami. Maty mogą się pojawić w miejscach, gdzie przebudowy się nie planuje. Osoby niewidome tłumaczą, że jeśli mat lub płyt z wypustkami nie ma, to trudniej znaleźć miejsce, gdzie można bezpiecznie wejść na drogę. Laską wyczuje się dopiero krawężnik, a jeśli wcześniej są wypustki, to już metr wcześniej wiadomo, że dochodzi się do przejścia. - Poruszanie się po miastach naszego województwa nie należy do najłatwiejszych. Utrudnień wciąż jest sporo. Mata na jednym przejściu to wydatek 535 zł.
Komentuj →
31 lipca 2008 |
0
Fotoradary, które miały poprawiać bezpieczeństwo na drogach, dla wielu gmin okazały się także dobrym sposobem na podreperowanie dochodów i walkę z bezrobociem. Do ich obsługi zatrudniani są ludzie bez pracy, a mandaty zasilają budżety gmin setkami tysięcy złotych - donosi “Dziennik”. Jednym z pierwszych miast, które kupiło fotoradary był położony w zachodniopomorskiem 2,2 tys. Biały Bór. Urządzenie było niezbędne, bo w mieście krzyżują się dwie drogi krajowe, a podróżujący nimi kierowcy niezbyt chętnie zdejmowali nogę z gazu. "Sprawdza się znakomicie. Robi zdjęcia doskonałej jakości, więc z identyfikacją kierowców nie mamy problemów" - mówi w rozmowie z “Dziennikiem” burmistrz Franciszek Kwaśniewski. Dzięki fotoradarom w ciągu roku samorząd zarobił na mandatach prawie 2 mln zł, czyli ponad 10 proc. budżetu, a pracę w dotkniętej 26-proc. bezrobociem gminie znalazło dziesięć osób, które zajmują się wyłącznie obsługą urządzenia oraz obróbką i wysyłaniem zdjęć. Zainteresowanie fotoradarami jest tak duże, że firmy zajmujące się ich sprzedażą i wynajmem ledwo nadążają z realizacją zamówień. Jan Radziwiłł z zielonogórskiego "Metra" codziennie odbiera przynajmniej kilka telefonów z pytaniami od zainteresowanych gmin. Według Radziwiłła, samorządy doskonale wiedzą, że to dobry interes, bo nawet niewielka gmina dzięki jednemu tylko fotoradarowi jest w stanie wystawić większą liczbę mandatów niż cała mazowiecka policja. Podobne rozwiązanie wprowadzili w 2002 roku Francuzi. Nakłady poniesione na instalację zintegrowanych fotoradarów zwróciły się już po ośmiu miesiącach. Dziś roczne utrzymanie 1500 radarów kosztuje nad Sekwaną ok. 40 mln euro, a wpływy z mandatów to kwota ok. 300 mln.
Komentuj →
30 lipca 2008 |
0
Skierniewice przystąpią do ogólnopolskiego konkursu na projekt budowy lub modernizacji Miasteczka Ruchu Drogowego. Komisja Konkursowa wyłoni trzy najlepiej ocenione projekty, które otrzymają nagrody pieniężne. Nagrodą za I miejsce jest 25 000 zł. Konkurs został ogłoszony przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dla gmin i powiatów w ramach rządowego programu ograniczenia przestępczości i aspołecznych zachowań pn. “Razem Bezpieczniej”. W związku z tym już rozpoczęto prace związane z zaprojektowaniem i rozbudową istniejącego w Skierniewicach Miasteczka Ruchu Drogowego zlokalizowanego przy Szkole Podstawowej nr 4. - Poprzez udział w konkursie chcemy propagować działania, mające na celu podniesienie bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez edukację dzieci i młodzieży w zakresie wychowania komunikacyjnego - wyjaśnia Dorota Rutkowska, Wiceprezydent Skierniewic. Główne założenia, jakie chcemy osiągnąć to: popularyzowanie zasad i przepisów ruchu drogowego, kształtowanie nawyków prawidłowego zachowania się w ruchu drogowym, stworzenie warunków dla dzieci i młodzieży do przeprowadzania egzaminów na kartę rowerową i motorowerową, popularyzowanie roweru jako środka transportu, rekreacji i sportu. - Biorąc pod uwagę regionalny charakter Skierniewickiego Miasteczka Ruchu Drogowego, z którego korzysta również młodzież z innych miast takich jak – Łowicz, Kutno, Łęczyca, czy Rawa Mazowiecka mamy duże szanse na zwycięstwo w konkursie – zapowiada Wiceprezydent Dorota Rutkowska.
Komentuj →
30 lipca 2008 |
0
Spore trudności z zauważaniem znaku drogowego mieli w ostatnich dniach kierowcy przejeżdżający w centrum Słupska - przeczytaliśmy w serwisie “Głosu Pomorza 24.h” Znak informujący o ślepej ulicy wisiał tuż nad ziemią. Z tego powodu skręcający w ul. Partyzantów kierowcy mogli go nie zauważyć. O problemie redakcja gazety poinformowała drogowców. - To oznakowanie zamontowała firma Hydrobudowa, która prowadzi prace na ulicy Partyzantów - tłumaczy Mirosław Myszk, inżynier ruchu Zarządu Dróg Miejskich w Słupsku. - Znak powinien być tak zawieszony, aby był bezpieczny dla przechodniów i widoczny dla kierowców. Po naszej interwencji ZDM zawiadomił firmę wykonującą prace remontowe o problemach z oznakowaniem. Znak został podciągnięty na prawidłową wysokość w ciągu godziny. Redakcji gratulujemy skuteczności działania.
Komentuj →
30 lipca 2008 |
1
Setki elek z całej okolicy wyjeżdżają codziennie na ulice Bielska-Białej. - Każdy z nas kiedyś uczył się jeździć. Ale czy koniecznie poruszające się w żółwim tempie elki muszą pchać się do centrum w godzinach szczytu? - pytają zdenerwowani kierowcy. - Choć czasem zdarzają się kolizje z ich udziałem, nie stwarzają nam większych problemów - uspokaja Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji. Jednak kierowcy mają elek dość. Skąd tak dużo wzięło się ich na ulicach? Tylko na terenie Bielska-Białej działa blisko 60 szkół dla przyszłych kierowców. Niemal dwa razy więcej niż np. w Częstochowie. Są wakacje, więc szkoły przeżywają oblężenie. Na kursy zapisali się uczniowie i studenci. Do tego na bielskich ulicach uczą się jeździć także kursanci szkół z Oświęcimia, Żywca, Kęt, Andrychowa i wielu innych miast południowej Polski. Powód jest prozaiczny - egzaminy można zdawać tylko w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego. - Ludzie wymieniają się w internecie informacjami o kolejkach w ośrodkach. Zapisują się tam, gdzie na egzamin czeka się najkrócej - tłumaczy Jerzy Balon z bielskiego WORD-u, jednocześnie miejscowy radny. W bielskim ośrodku osoby, które zdały egzamin teoretyczny za pierwszym razem, a do praktycznej część podchodzą po raz pierwszy, oczekują na nią do miesiąca. Dlatego na egzaminy przyjeżdżają tu mieszkańcy tak odległych miast. Poza tym bielski WORD może pochwalić się wysokimi notowaniami w sieci. Wśród internautów panuje nawet opinia, że stosunkowo łatwo zdać tu egzamin. W efekcie dziennie do egzaminu podchodzi w Bielsku-Białej nawet 200 osób! Podobne problemy mają także inne miasta, w których są siedziby WORD-ów. W Jastrzębiu-Zdroju radni chcieli nawet formalnym zakazem wyprosić elki z centrum, bo tak korkowały miasto. Ostatecznie nie zgodził się na to prezydent miasta. Opinie, czy wprowadzenie takiego zakazu byłoby zgodne z prawem, były sprzeczne, ale większość prawników uznała, że nie wolno zakazywać elkom jazdy po publicznych drogach. Co więc można z tym problemem zrobić? Apelujemy do właścicieli szkół nauki jazdy z okolicznych miejscowości, by ograniczyli choć trochę liczbę jazd po bielskich ulicach. W zupełności wystarczy, jeśli kursanci poćwiczą u nas jazdy dopiero pod koniec kursu - uważa radny Balon. Bielscy urzędnicy zbadają także, czy na terenie miasta nie mamy zbyt wielu szkół nauki jazdy. Instruktorzy jednak uspokajają - wraz z końcem wakacji w mieście powinno zrobić się luźniej.
Komentuj →
29 lipca 2008 |
3
Szefowie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Bydgoszczy chcą zmian w przepisach szkolenia kierowców. Uważają, że 30 godzin szkolenia praktycznego w szkołach jazdy to zbyt mało. Ich zdaniem młodzi kierowcy są słabo przygotowani do egzaminów praktycznych. Sami kursanci przyznają im rację. Z takim postulatem występują do Ministerstwa Infrastruktury szefowie wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Tadeusz Kondrusiewicz szef bydgoskiego WORD-u mówi, że 40 godzin zamiast 30 to konieczność. Dodaje, że przyszłe zmiany muszą być ustawowe - donosi Onet.pl. Takiego newsa otrzymaliście Państwo w jednym z poprzednich numerów naszego serwisu, poprosiliśmy o wypowiedzi, oto one:
- Jarosław Nowak: przecież obecnie można jeździć nawet 100godzin. Proszę spojrzeć na kartę szkolenia, kto decyduje o dopuszczeniu kursanta jako przygotowanego do zdania egzaminu. A dlaczego 40-ści a nie np.50 lub 60 przecież było 20 jakiś filozof stwierdził, że ma być 30 bo to będzie wystarczyło teraz kolejny wymyślą że 40.A przecież wystarczy dostosować się do ustawy przecież 30 to jest minimum. A instruktor powinien szkolić a nie wozić się z kursantem, bo nawet 100 nie wystarcz.
- T.M. - no pomysł dobry 40 godzin praktycznych, wiadomo, że instruktor decyduje o większej ilości godzin no, ale niezdrowa konkurencja daje się we znaki ( idź tam, bo tam zawsze po 30 godzinach wypisują papiery, bo jest taniej itp.) a instruktor, który stwierdzi, że trzeba dokupić jazd jest w oczach wielu osób naciągaczem, i w sumie trochę racji w tym jest, bo i tak nawet po zrobieniu 100 godzin jazd niema gwarancji, że zda się egzamin bo oblać można dzisiaj za wszystko - takie przepisy i interpretacje niektórych egzaminatorów. 40 godzin? - ale może jeszcze jakieś wytyczne np. - że minimum np 4 godziny na autostradach - hmm ale ich nie mamy, no może parę kilometrów jazdy nocne juz są.
- Adam T.: Ciekawy sposób rozumowania. Wydaje się, że słuszny, ale....... Już publicznie się pisze, że OSK wydają zaświadczenia o odbytym szkoleniu praktycznie w dowolnym czasie. I za to się je nawet chwali, bo przecież na egzamin się tak długo czeka, że warto już wcześniej się zapisać, a kurs (jazdy) kończyć mając już termin egzaminu ustalony. Ciekawe rozumowanie. Ustalenie wymaganego minimum przynosi korzyść tylko kiepskim OSK. Dlaczego? Bo przecież "wojna cenowa" trwa i w większości kursant przy wyborze OSK kieruje się ceną kursu. Kiepski OSK obniża cenę i ma kursantów. Ktoś kto chce dobrze szkolić ma.... dobre chęci. Albo się dostosuje, albo.... Logika podpowiada, że wraz z ustaleniem minimalnej ilości godzin należy ustalić także minimalną cenę kursu. A praktyka podpowiada, że to też da się obejść. Rzeczywiste zmiany nastąpiłyby chyba tylko wtedy gdyby całkowicie zrezygnować z wymaganej minimalnej ilości godzin. Pozornie wydaje się to niedorzeczne, albo nawet groźne, ale w praktyce chyba byłoby lepiej. OSK szkoliłyby wg własnych możliwości, liczyłyby się wyniki a nie formalności. Dobry OSK za dobre szkolenie wziąłby więcej mimo, że trwałoby krócej niż w kiepskim OSK. Dobry instruktor zarabiałby więcej i miałby motywację do lepszej pracy. Kursant, któremu łatwiej przychodzi nauka szkoliłby się krócej i taniej. Proste i skuteczne. Obawiam się, że zbyt proste, aby to wprowadzić.
Komentuj →
29 lipca 2008 |
0
Współpraca na drodze, czyli wyeliminowanie agresywnych zachowań, ograniczenie brawury, ustępowanie pierwszeństwa. Sprawdź jak wiele zależy od Ciebie!
Współpraca na drodze jest nierozłącznie powiązana z ogólnie pojętą kulturą jazdy. Pod tym pojęciem rozumiemy właściwe zachowanie i postępowanie w warunkach ruchu drogowego. Podstawą są przepisy, które jasno określają zasady postępowania. Mogą jednak pojawić się sytuacje nietypowe, kiedy o bezpieczeństwie zadecyduje współpraca z innymi uczestnikami ruchu drogowego, a nie egoizm.
Jedną z sytuacji, często spotykaną na naszych drogach jest popełnianie błędów przez niedoświadczonych lub lekkomyślnych kierowców. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, że komuś zgaśnie silnik i nagle się zatrzyma czy zmieni pas ruchu bez użycia kierunkowskazu. Nie powinniśmy w takiej sytuacji ponaglać kierowcy słownie czy też sygnałem dźwiękowym. Takie zachowanie może doprowadzić do jego nieracjonalnych reakcji i stworzyć zagrożenie na drodze. Zawsze musimy być uważni.
Współpraca, która ma owocować poprawą bezpieczeństwa dotyczy wszystkich użytkowników ruchu, zarówno zmotoryzowanych, jak i niezmotoryzowanych. Zajeżdżanie drogi czy wymuszanie pierwszeństwa jest częstą przyczyną wypadków z udziałem pieszych i rowerzystów. Odblaski noszone przez uczestników ruchu sprawiają, że pieszy jest widoczny już z odległości kilkuset, a nie kilku metrów! Wszyscy powinniśmy postępować zgodnie z kilkoma podstawowymi zasadami: przestrzegać przepisów ruchu drogowego, zachowywać bezpieczny odstęp i nie ryzykować. Ważną kwestią jest nieokazywanie zniecierpliwienia. Warto sobie uzmysłowić, że nie tylko my się gdzieś spieszymy.
W dużym stopniu od naszego zachowania na drodze zależy bezpieczeństwo ruchu drogowego oraz zmniejszenie liczby wypadków. Zawsze pamiętajmy o zapinaniu pasów bezpieczeństwa, bezwzględnym zakazie jazdy pod wpływem alkoholu i ograniczeniach prędkości. Redukcja prędkości jazdy o 1km/h to zmniejszenie występowania śmiertelnych wypadków o 4-5%.
W niektórych regionach świata udało się zmniejszyć liczbę wypadków, mimo że motoryzacja rozwija się tam bardzo szybko. Jest to wynik stałego uświadamiania użytkownikom ruchu drogowego, że istnieje wiele możliwości zapobiegania niebezpiecznym sytuacjom i że mają oni na to bezpośredni wpływ.
Komentarz Naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku Janusza Staniszewskiego-
W interesie każdego uczestnika ruchu drogowego leży istnienie takiego systemu kontroli zachowania się użytkowników drogi, który ograniczy ilość, częstotliwość i tragiczne skutki błędów lub świadomych naruszeń istniejących zakazów i ograniczeń.
Prowadzone badania wskazują, że skutki wypadków gwałtownie rosną wraz ze wzrostem prędkości. Redukcja średniej prędkości pojazdów nawet o kilka procent, powoduje znaczną redukcję wypadków
i ich ofiar. W 2007 roku w Polsce wydarzyło się 49515 wypadków drogowych (wzrost o 2566), w których zginęło 5580 osób (wzrost o 322), a 63197 osób zostało rannych ( wzrost o 3974).
W tym samym roku na terenie województwa pomorskiego zanotowano 3053 wypadków drogowych,
w tym 249 ze skutkiem śmiertelnym, w których zginęło 267 osób, a 3982 osób doznało obrażeń ciała. W minionym okresie zgłoszono 18169 kolizji drogowych, w których uszkodzeniu uległy tylko pojazdy.
Z porównania ilości i skutków wypadków drogowych zaistniałych w 2007 roku do 2006 roku na terenie województwa pomorskiego wynika, że jedynie w ilości osób zabitych na miejscu nastąpił spadek.
Na wzrost ilości powstających wypadków drogowych miało między innymi wpływ znaczne zwiększenie ilości pojazdów poruszających się po naszych drogach, co było efektem importu pojazdów z zagranicy. Łatwość dostępu do motorowerów spowodowana co raz niższą ceną sprawiła, że na drogach pojawili się kierujący, nie do końca posiadający umiejętności i wiedzę do tego, aby bezpiecznie uczestniczyć w ruchu drogowym. Przyczyną takiej sytuacji jest dopuszczenie do ruchu osób, które ukończyły 18 lat a nie są zobowiązane do posiadania żadnych uprawnień potwierdzających znajomość przepisów i techniki prowadzenia pojazdu.
Aby obniżyć niekorzystne tendencje policja podejmuje działania ukierunkowane przede wszystkim
na rozwój automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym.
Zainicjowana w 2003 roku rozbudowa sieci fotoradarów doprowadziła do osiągnięcia 46 masztów. Część z tych urządzeń, poprzez inicjowanie władz lokalnych zostało zakupionych i zamontowanych przez samorządy. W najbliższym czasie pomorskich dróg będzie strzegło 25 pojazdów wyposażonych w wideoradary.. Należy również wspomnieć o wzmocnieniu służby ruchu drogowego poprzez zmiany kadrowe. Aktualnie osiągnięto poziom około 150 policjantów do nadzoru nad ruchem drogowym, przypadających na jedną dobę.
Niestety wydaje się, że działania policji nie mogą być osamotnione, aby przynieść wymierne korzyści. Działania edukacyjne, inżynieryjne, ratownicze muszą być prowadzone jednocześnie ze zdwojoną siłą tak, aby liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych była jak najmniejsza.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społecznym powstał w Polsce Program ABC Bezpieczeństwa. Jego misja polega na wykształceniu długotrwałych systemowych rozwiązań poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego. Program ABC Bezpieczeństwa został objęty Honorowym Patronatem Ministerstwa Infrastruktury. ABC Bezpieczeństwa opiera się na dogłębnej analizie zagadnień BRD oraz uwzględnia różnorodność odbiorców i aktywuje ich do działania.
Komentuj →
29 lipca 2008 |
0
W dyskusji zainicjowanej na łamach “Metra” o parkowaniu wbrew przepisom i na chodnikach tym razem redakcja oddała głos kierowcom:
- Centra miast - niejednokrotnie o pięknej wielowiekowej historii - w swej filozofii zagospodarowania przestrzennego zatrzymały się w XIX wieku, kiedy samochód był ekscentryczną zabawką dla zamożnych. Niestety, ta dziewiętnastowieczna filozofia w pełni przekłada się na dziewiętnastowieczną świadomość wielu obywateli, których wypowiedzi czytałem w "Metrze". Jeżeli odrzucimy wszelkie totalitarne systemy reglamentacji samochodów i niemal całkowite pozbawienie kierowców prawa do korzystania z aut (co pewnie niejednej osobie chodzi po głowie), musimy dojść do wniosku, że problemem jest NIEDOBÓR PARKINGÓW. Samochód musi jeździć i gdzieś stawać. Współczuję funkcjonariuszom policji i straży miejskiej nękanym skargami na to, że samochód stoi tu czy tam, bo nie ma gdzie stać i komuś przeszkadza. Wielu z nich jest zmotoryzowanych i doskonale rozumie problemy kierowców, dla których zabrakło miejsca . Parkingów jak nie było, tak nie ma, a pomysł chodzenia po samochodzie zaparkowanym na jedynym dostępnym skrawku przestrzeni przyulicznej, jaki padł w jednym z artykułów - szczególnie jeżeli będzie to mój samochód - szczerze odradzam!
- Jestem kierowcą od ponad trzydziestu lat i problem parkowania jest cały czas aktualny. Kiedy powstała straż miejska, wydawało się, że problem ten zniknie. Jak widać, ta instytucja, która powinna zajmować się między innymi nieprawidłowo zaparkowanymi samochodami, zajmuje się tym wybiórczo. Z własnych obserwacji wiem, że jeżeli źle zaparkowane auto jest markowe i może się nim poruszać osoba o wyższym statusie, to funkcjonariusze takie auto omijają, natomiast interesują się samochodami niższej klasy. Następna bardzo istotna rzecz to ustawianie znaków zakazu zatrzymywania się. Nie wiem, na jakiej zasadzie te znaki są ustawiane, ale z moich obserwacji wynika, że jest to czyjeś widzimisię.
- Z reguły pojawiają się w rejonie różnych instytucji obsługujących przyjeżdżających samochodami klientów. Aby poprawić sytuację w, pierwszej kolejności należałoby zweryfikować ustawienie znaków zakazujących parkowania i zostawić je tylko w takich miejscach, gdzie parkujące pojazdy rzeczywiście powodowałyby zagrożenia w ruchu lub ten ruch utrudniały. Po takiej operacji należałoby się zabrać za karanie kierowców łamiących przepisy. Trzeba działać jak w innych państwach Unii Europejskiej, gdzie zaparkowany w miejscu niedozwolonym pojazd jest odholowany na koszt właściciela niezależnie od tego, czy utrudniał lub powodował zagrożenie w ruchu drogowym lub pieszym. Nasi parlamentarzyści niejednokrotnie dają przykład, gdzie mają przepisy dotyczące parkowania pojazdów, ponieważ - jak pokazywały przykłady - sami parkują w miejscach niedozwolonych, więc jak wymagać poszanowania prawa od zwykłych obywateli?
- Mieszkam w Wilanowie i codziennie jeżdżę trasą ul. Wiertnicza - Powsińska - Czerniakowska. Jezdnie mają po 3 pasy ruchu. Ustawiono znaki zakazu zatrzymywania się (oczywiście i parkowania). Jednak samochody prawdopodobnie należące do klientów licznych firm nadal parkują, zajmując część prawego pasa. Samochód osobowy przejedzie tym pasem, ale ciężarowy - których tu jeździ bardzo dużo - już nie. A więc ciężarowe jadą pasem środkowym, a dla osobowych zostaje pas lewy. Tak więc prawy pas jest wykorzystany bezprawnie praktycznie do parkowania, a ciąg ulic zwężony, co powoduje utrudnienia w ruchu i powstawanie korków. Należy bardzo rygorystycznie i systematycznie karać takie parkowanie. A swoją drogą, należy żądać od firm zapewnienia miejsca do parkowania dla klientów, można też zwęzić "trawniki" (raczej klepiska) i tam stworzyć legalne miejsca do parkowania.
Komentuj →
29 lipca 2008 |
0
W stolicy działają cztery wypożyczalnie skuterów. – To jest najlepszy pojazd na warszawski tłok na drogach. Z działającej od 1,5 roku wypożyczalni w ciągu tygodnia korzysta ponad 80 osób. Ludzie pożyczają motorowery na kilka godzin, dzień albo cały weekend. Dla niektórych to zastępczy środek lokomocji np. wtedy, gdy odstawią samochód do warsztatu – wyjaśnia Robert Dytkowski, kierownik działu skuterów w wypożyczalni Auto Mobil Service. W ciągu ostatnich trzech miesięcy powstały trzy wypożyczalnie: Alwar w Piasecznie, Speed Rent a Car w Marriotcie i Abad w Ursusie. W tej ostatniej część skuterów jest już zarezerwowana aż do września. – Szybko okazało się, że skutery cieszą się wielką popularnością. W następnym roku będziemy musieli dokupić więcej pojazdów, by zaspokoić popyt – tłumaczy Robert Topolski, kierownik firmy Abad.
Uprawnienia do jazdy: Do kierowania skuterem dorośli nie potrzebują prawa jazdy - wystarczy mieć przy sobie dokument tożsamości, najlepiej dowód osobisty. Młodzi ludzie od 13. do 18. roku życia muszą mieć kartę motorowerową. Żeby wypożyczyć skuter, należy zabrać ze sobą dwa dokumenty tożsamości ze zdjęciem. Trzeba też być przygotowanym na wpłacenie kaucji za pojazd w wysokości 500 – 1000 zł.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
(258-4)
^ Duże zainteresowanie wzbudzały nowe pojazdy egzaminacyjne. Na nowiutkich Toyotach Yaris od 30 czerwca odbywają się egzaminy na prawo jazdy
19 lipca br. wWojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Chełmie odbyły się uroczystości 10-lecia ośrodka. W uroczystościach uczestniczyli m.in. Patrycja Wolińska - podsekretarz stanu w ministerstwie infrastruktury, Krzysztof Grabczuk - marszałek województwa lubelskiego i Jacek Sobczak - wicemarszałek. Magistrat reprezentowali zastępca dyrektora Wydziału Infrastruktury Józef Kędzierawski i dyrektor Wydziału Komunikacji Stanisław Onisk. W trakcie imprezy uroczyście otwarto Miasteczko Ruchu Drogowego, którego budowa kosztowała około 330 000 zł. Dyrektor WORD-u przypomniał historię ośrodka. - Zaczynaliśmy na ul. Hutniczej. Po zakupie i remoncie nowego budynku, przeprowadziliśmy się do lepszych warunków. WORD przez 10 lat przeprowadził ponad 200 tysięcy egzaminów na różne kategorie prawa jazdy - mówił Sławomir Niepogoda, dyrektor WORD, który nie zapomniał również o zasługach byłych dyrektorów, Benedykcie Polichcie, który tworzył Ośrodek, i Piotrze Panasiuku. Ośrodek przygotował niespodziankę dla kandydatów na kierowców. Pod okiem egzaminatorów można było sprawdzić swoje umiejętności na placu manewrowym w nowiutkich Toyotach Yaris. Najmłodsi zdawali egzaminy na kartę rowerową i motorowerową. Dla dzieci przygotowano konkurs plastyczny. WORD odwiedziło kilkaset osób. Uroczystość uatrakcyjniał pokaz karateków Chełmskiego Klubu Karate Kyokushin pod kierunkiem Pawła Pędzińskiego, prezesa ChKKK.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
Honda wprowadziła w Polsce do testów i do sprzedaży symulator motocyklowy Motocycle Riding rainer. Urządzenie to niewielki i niedrogi symulator jazdy przeznaczony do szkoleń w zakresie zwiększenia świadomości zagrożeń podczas jazdy oraz zwiększenia umiejętności dostrzegania zagrożeń u kierowców pojazdów jednośladowych. System powstał w wyniku 17 lat intensywnych badań inżynierów Hondy.
(258-1)
^ Symulator motocyklowy Honda 2
Trenażer Jazdy Motocyklem, jest to ulepszona wersja urządzenia używanego od jakiegoś czasu głównie w Japonii do szkolenia jazdy w ruchu miejskim. Urządzenie zaprojektowane zostało w oparciu o doświadczenia wyniesione z użytkowania pierwszego Trenażera Jazdy Motocyklem. Wynalazek ten ma poprawić bezpieczeństwo użytkowania motocykla poprzez uczestnictwo w programie treningowym Hondy oraz dzięki wykorzystaniu go w innych centrach szkoleniowych. Prosta forma tego symulatora łączy w sobie motocyklową kierownicę, podnóżki, siedzenie oraz monitor. Wszystko to połączone jest ze sobą lekką ramą i waży zaledwie 29 kg. Rozmiary trenażera są bardzo kompaktowe: długość 1575 mm, szerokość 568 mm, wysokość 923 mm.
Urządzenie zostało zaprojektowane tak, aby pomóc kursantom poznać zagrożenia czyhające na nich w czasie jazdy motocyklem. Co jest jednak ważniejsze trenażer ma za zadanie naukę właściwych reakcji w podbramkowych sytuacjach oraz wyrabianie prawidłowych nawyków. Podłączając zwykły komputer i instalując dostarczone przez Hondę oprogramowanie początkujący motocyklista ma możliwość wirtualnego przebrnięcia przez niebezpieczne sytuacje na drodze. Takie sytuacje mają największe prawdopodobieństwo zaistnienia w terenie zabudowanym, gdzie pojawiają się inne pojazdy, przechodnie oraz utrudnienia na drodze. Japoński trenażer oferuje wiele możliwych perspektyw oceny zaistniałej sytuacji oraz powtórek tychże sytuacji, możliwość wyświetlania komunikatów na ekranie oraz przewodnik ze wskazówkami dostosowanymi do aktualnego poziomu kursanta. Nowy produkt oprócz Europy pojawi się jednocześnie w Australii oraz w innych krajach Azji. Jest to jeden z punktów programu Hondy nakierowanego na edukację kierowców oraz poprawę bezpieczeństwa na drogach. Programy treningowe: szkolenie dla początkujących (ćwiczenia operowania sprzęgłem; ćwiczenia z jazdy po mieście), przewidywanie zagrożeń (jazda po mieście – 10 programów; jazda turystyczna – 4 programy). Ocena umiejętności motocyklisty dokonywana przez program dostępna jest tylko w przypadku treningu jazdy po mieście. Wszystkie kursy dają możliwość symulacji poruszania się motocyklem zarówno z klasyczną jak i automatyczną skrzynią biegów. Wizualizacja warunków jazdy pozwala na trenowanie jazdy w ciągu dnia i nocy, oraz jazdy we mgle. Komunikaty wyświetlana są w 8 europejskich językach.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
(258-10)
Co mogą oznaczać balony ulatujące w powietrze? Według Koalicji na Rzecz Prawa do Naprawy jest to symbol miejsc pracy traconych w motoryzacji, szybujących w górę cen części motoryzacyjnych i usług oferowanych na zmonopolizowanym rynku, ograniczonego konsumenckiego Prawa Wyboru poprzez chaos legislacyjny.
25 lipca podczas uroczystego prologu 4 Rajdu Lotos Baltic Cup, tłumnie zgromadzona publiczność mogła podziwiać tysiąc unoszących się w górę niebiesko-zielonych balonów. Była to kolejna akcja Koalicji na rzecz Prawa do Naprawy. Kampania Prawo do Naprawy, w skrócie zwana R2RC, jest najważniejszą kampanią dla niezależnego rynku motoryzacyjnego nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Jej celem jest ochrona uczciwie działających małych i średnich firm motoryzacyjnych oraz konsumenckiego prawa wyboru. W chwili obecnej rozporządzenie GVO/BER gwarantuje warsztatom dostęp do danych technicznych, a konsumentom, czyli 15 milionom kierowców w Polsce i 250 milionom w Europie prawo do decydowania, kto i gdzie ma naprawiać ich samochód. Po jego wygaśnięciu rynek zagrożony będzie brakiem swobodnego dostępu do narzędzi, części i wiedzy. Podobnie jak wśród wypuszczonych w powietrze balonów na rynku części motoryzacyjnych może zapanować chaos, zwłaszcza w aspekcie prawnym. W chwili obecnej konsument ma prawo do instalowania w swoim samochodzie części wysokiej jakości, spełniających wszelkie wymagania prawne, niezależnie od tego, czy zostały dostarczone przez producenta pojazdu czy też nie. Brak GVO oznacza dla konsumenta ograniczenie wolności wyboru – nie będzie mógł swobodnie decydować o miejscu naprawy – do dokonywania napraw przygotowane będą tylko Autoryzowane Stacje Obsługi i to te, które całkowicie podporządkują się żądaniom koncernów samochodowych m.in. w zakresie wyposażenia warsztatowego czy rodzaju stosowanych części.
Koalicja na rzecz Prawa do Naprawy chce chronić podstawowego prawa konsumenta, prawa wyboru, aby balony ulatujące w niebo pozostały tylko symbolem możliwości jego utracenia, a nie smutną rzeczywistością. Nie utrzymanie GVO będzie miało istotny wpływ na wzrost cen części montowanych w pojazdach. Monopol koncernów samochodowych i brak konkurencyjności spowodują drastyczne zwiększenie kosztów eksploatacji pojazdów. W Polsce ceny części samochodowych z logo koncernów są o 60% wyższe od cen części dostarczanych przez niezależnych producentów, a tak naprawdę w większości są one produkowane w tych samych fabrykach, na tych samych taśmach produkcyjnych przez niezależnych producentów. Wzrosną również ceny za roboczogodzinę, które już teraz w autoryzowanych serwisach są średnio dwa razy wyższe niż w niezależnych warsztatach.
Balony, które uniosły się i przysłoniły niebo są symbolem szybujących w górę cen, zarówno części motoryzacyjnych, jak i usług naprawczych w autoryzowanych serwisach. Unoszące się w niebo balony to symbol traconych miejsc pracy w motoryzacji. Utrudniony dostęp do informacji i wiedzy, w obliczu rosnącego zaawansowania technicznego samochodu, oznacza niemożność wykonywania niektórych napraw, co w prosty sposób przełoży się na utratę klientów przez niezależne warsztaty, a w konsekwencji redukcję zatrudnienia, a nawet likwidację firmy.
Niezależny rynek motoryzacyjny to nie tylko warsztaty. Brak GVO doprowadzi do ograniczenia inwestycji w produkcję i narzędzia, a ostatecznie wyeliminuje z rynku zarówno producentów jak i dystrybutorów części zamiennych i urządzeń warsztatowych. Realnie w Polsce zagrożonych jest 200 tysięcy miejsc pracy.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
(258-16)
Park EuroDisneyland Paris gościł finalistów Międzynarodowego Konkursu “Bezpieczeństwo dla Wszystkich”, autorów najlepszych prac plastycznych promujących bezpieczeństwo na drodze. Podczas uroczystego finału dzieci z 8 krajów – Francji, Portugalii, Meksyku, Bułgarii, Rosji, Szwajcarii, Turcji i Polski zaprezentowały specjalny program artystyczny. Polska grupa czyli uczniowie kl. III ze Szkoły Podstawowej w Skrzypnem pod opieką nauczycielki Moniki Peciak, wystąpili w regionalnych strojach śpiewając po góralsku zasady ruchu drogowego. Piesi, rowerzyści i kierowcy otrzymali kilka wskazówek, co robić, żeby być na drodze bezpiecznym. Występ małych górali został nagrodzony gromkimi oklaskami. Cieszę, że praca plastyczna moich uczniów została tak wysoko oceniona i zakwalifikowana do Międzynarodowego Finału w Paryżu – mówi Monika Peciak - to dla nas wielkie wyróżnienie spotkać się z finalistami z całego świata. Dzieci spędziły w Paryżu i EuroDisneylandzie 3 dni. Zobaczyły najpiękniejsze zabytki Paryża płynąc statkiem po Sekwanie, obserwowały panoramę miasta z wieży Eiffla. Na dwa dni przeniosły się w niezwykły świat bajek Disneya, zaprzyjaźniając się z Myszką Miki i psem Pluto. Mnóstwo niezapomnianych wrażeń przyniosła jazda kolejką z filmu Indiana Jones i zanurzenie w wirtualnym oceanie w poszukiwaniu rybki Nemo - tak wartko to jescek nie jechałam - komentuje Ewelina - a podekscytowany Mateusz dodaje - to była wspaniała przygoda, nigdy jej nie zapomnę. Tego nie da się opowiedzieć, co tutaj przeżyliśmy, nawet jak będziemy próbować, to i tak nikt nam nie uwierzy – podsumowuje Staś. Hasło, które dzieci ze Skrzypnego wybrały na myśl przewodnią swojego plakatu brzmi: Nasz wspólny cel. Bezpieczna Droga. Bądź z nami! Plakat ten był najlepszy z 1 200 zakwalifikowanych do konkursu prac, wykonanych przez dzieci z ponad 600 klas, z prawie 200 szkół podstawowych.
Tegoroczny konkurs odbył się pod hasłem “Bezpieczeństwo na drodze to wspólna korzyść”, udział w nim wzięło ponad 560 klas z prawie 240 szkół podstawowych. Jak co roku, jego celem było uwrażliwienie dzieci i dorosłych na zagadnienia związane z bezpieczeństwem w ruchu drogowym Tym razem nacisk położono na uświadomienie uczestnikom ruchu drogowego, że troska o bezpieczeństwo powinna być ich wspólnym celem.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
W Pekinie, w związku z Igrzyskami Olimpijskimi i chęcią ograniczenia ruchu, a raczej korków, wprowadzono znane z Grecji rozwiązanie komunikacyjne. W dni parzyste po ulicach miasta jeździć mogą prywatne samochody z parzystymi numerami rejestracyjnymi, a w nieparzyste z nieparzystymi. W Atenach sprytni Grecy obchodzili to ograniczenie kupując dodatkowy (stary) samochód i rejestrując go na drugi rodzaj numeru rejestracji, względnie nabywali nielegalne drugie tablice rejestracyjne.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
Na dworze upał, a w miejskich autobusach sauna. Pasażerowie skarżą się na fatalne warunki. Nie każdy ma szczęście, by trafić na pojazd wyposażony w klimatyzację. - W taką pogodę jak teraz lubię jeździć metrem, tramwajami, ale nie autobusami - mówi młoda kobieta, wsiadając do zatłoczonego solaria. Krótki autobus ma małe okienka, które można jedynie uchylić. Przez to w środku panuje ogromny zaduch. Teoretycznie w nowych autobusach powinna działać klimatyzacja, ale mogą się z niej cieszyć tylko wybrani. Czasem jednak lepiej jej nie uruchamiać, bo według kierowców nie jest czyszczona zbyt często. - Kiedyś próbowałem włączyć i wyleciało mnóstwo brudu. Była strasznie zagrzybiona - opowiada kierowca przegubowego solarisa. Niektórzy chłodzą się, otwierając w czasie jazdy połówkę przednich drzwi. - Im nowszy autobus, tym gorszy w upał. W starych ikarusach przynajmniej okna można szerzej otworzyć - żalą się pasażerowie. Po Warszawie jeździ 410 klimatyzowanych autobusów. - To ok. 30 proc. wszystkich w stolicy - informuje Marek Sieczkowski z biura prasowego Zarządu Transportu Miejskiego. - Kierowcy mają obowiązek uruchamiania klimatyzacji podczas upałów. Jeśli tego nie robią, przewoźnik może spodziewać się kar - dodaje. - Nam nie pozwalają! Pewnie z oszczędności. Na dworze musi być przynajmniej 25 stopni - mówi proszący o anonimowość kierowca Miejskich Zakładów Autobusowych. W jego neoplanie klimatyzacja była wczoraj zepsuta.
Komentuj →
28 lipca 2008 |
0
W dniu 22 lipca 2008 roku w West Midlands (Wielka Brytania) odbyło się międzynarodowe seminarium na temat bezpieczeństwa niepełnosprawnych dzieci przewożonych w pojazdach. Na spotkaniu omówiono zagadnienia związane z obecną sytuacją prawną w krajach europejskich, specyficznymi wymaganiami, jakim powinny odpowiadać systemy zabezpieczeń dzieci w różnym wieku, z konstrukcją i wymaganiami w stosunku do wózków inwalidzkich oraz systemów ich mocowania w pojeździe. Przedstawiono rezultaty projektu badawczego instytutu TRL, wykonanego na zlecenie brytyjskiego Ministerstwa Transportu. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Instytutu Transportu Samochodowego, przedstawiciele jednostek badawczych, producenci oprzyrządowania dla inwalidów oraz firmy zajmujące się adaptacją pojazdów, przedstawiciele administracji rządowych (w tym Komisji Europejskiej) oraz służb medycznych.
Komentuj →