26 września 2008 |
0
Podsumowanie akcji
W Hotelu Łazienkowskim w Warszawie odbyła się konferencja podsumowująca akcję “Rowerem bezpiecznie do celu” oraz wręczone zostały nagrody w konkursie MSWiA i KG Policji na projekt “Miasteczka ruchu drogowego”.
W pierwszej części konferencji głos zabrali zaproszeni goście: Adam Rapacki, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, Zbigniew Rapciak, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, gen. insp. Andrzej Matejuk, Komendant Główny Policji oraz Ewa Wanda Wolak, Posłanka na Sejm RP. Akcję “Rowerem bezpiecznie do celu” podsumował insp. Jacek Zalewski, Dyrektor Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. Zainaugurowano ją 1 czerwca br. na Polach Mokotowskich w Warszawie. W trakcie wakacji w całym kraju funkcjonariusze Policji prowadzili działania prewencyjne, aktywnie promując zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, przede wszystkim w odniesieniu do rowerzystów.
Chociaż statystyki są nadal przerażające, jest trochę lepiej. Od czerwca do września 2008 r. rowerzyści uczestniczyli w 1947 wypadkach, w których zginęło 116 rowerzystów, a 1755 odniosło obrażenia ciała. Jednak, w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, zanotowano mniej o 30 wypadków (-1,5 proc.), mniej zabitych - o 43 osoby (-27 proc.), natomiast więcej osób zostało rannych - o 38 (+2,2 proc.).
Poprawa bezpieczeństwa rowerzystów na drogach wiąże się z koniecznością m.in. lepszej edukacji, w tym poprawy umiejętności jazdy i znajomości przepisów ruchu drogowego. Do miejsc, w których rowerzyści zdobywają wiedzę o tym, jak bezpiecznie zachowywać się na drodze, należą miasteczka ruchu drogowego istniejące głównie przy wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego. W tym roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji promowało rozwój infrastruktury szkoleniowej, organizując ogólnopolski konkurs na projekt miasteczka ruchu drogowego.
(267-1)
Za stołem prezydialnym siedzą od lewej: Maciej Węsławski, znany pilot rajdowy, Zbigniew Rapciak, wiceminister w MI, gen. insp. Andrzej Matejuk, Komendant Główny Policji, Adam Rapacki, wiceminister SWiA, Ewa Wanda Wolak, posłanka RP, insp. Jacek Zalewski, dyrektor Biura Ruchu Drogowego KG Policji
(267-2)
Rozstrzygnięcie konkursu – miasteczko ruchu drogowego
Celem konkursu było uaktywnienie jednostek samorządu terytorialnego w zakresie działań w zakresie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, wybór i nagrodzenie projektów budowy lub modernizacji miasteczka ruchu drogowego, którego funkcjonowanie powinno przyczynić się do podniesienia bezpieczeństwa w ruchu drogowym poprzez edukację dzieci i młodzieży podczas zajęć wychowania komunikacyjnego, a w szczególności: popularyzowanie zasad i przepisów ruchu drogowego; kształtowanie nawyków prawidłowego zachowania w ruchu drogowym w charakterze rowerzystów; stworzenie warunków dla dzieci i młodzieży do przeprowadzania egzaminów na kartę rowerową i motorowerową; popularyzowanie roweru jako środka transportu, rekreacji i sportu. Na konkurs na projekt miasteczka ruchu drogowego wpłynęły łącznie 52 projekty, z których 9 nie podlegało ocenie, w tym 5 z powodu przekroczenia terminu zgłoszenia, a 4 z powodu braku wymaganej opinii Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Wszystkie wymogi formalne spełniły 43 projekty nadesłane przez jednostki samorządu terytorialnego.
18 września br., w siedzibie MSWiA, odbyło się posiedzenie Komisji Konkursowej, której głównym zadaniem był wybór najlepszych projektów i przyznanie nagród za zajęcie I, II, i III miejsca. W jej skład weszli: Podsekretarz Stanu w MSWiA, Adam Rapacki - jako przewodniczący; Dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego MSWiA – Andrzej Trela; Zastępca Dyrektora Biura Ruchu Drogowego KGP - podinsp. Marcin Flieger; przedstawiciel Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego -mgr inż. Marek Wierzchowski. Członkowie Komisji, oceniając nadesłane prace, zgodnie z regulaminem konkursu, brali przede wszystkim pod uwagę: układ i organizację miasteczka ruchu drogowego; udział społeczności lokalnej i podmiotów odpowiedzialnych za realizację projektu; spodziewane efekty przedsięwzięcia.
Nagrodę w wysokości 25 tys. zł i I miejsce w konkursie uzyskało miasto Jelenia Góra. Pomysłodawcą tego projektu był Prezydenta Miasta, który pozyskał wielu partnerów. Oprócz Samorządu Miasta, Policji i WORD w Jeleniej Górze, w projekcie będą uczestniczyć, tworząc “koalicję na rzecz bezpieczeństwa w ruchu drogowym”, także inne jednostki samorządu terytorialnego powiatu jeleniogórskiego (urzędy miast i gmin), Automobilklub Karkonoski, Miejski Zarząd Dróg i Mostów, dyrekcje miejscowych szkół, Koncern Energetyczny w Jeleniej Górze, firmy transportowe. Będzie to pierwszy obiekt na tym terenie, przeznaczony dla mieszkańców miasta i powiatu Jelenia Góra.
Nagrodę w wysokości 15 tys. zł i II miejsce uzyskało miasto Iława za projekt miasteczka ruchu drogowego, które zostanie usytuowane na placu w centralnej części miasta. Miasteczko będzie ogólnodostępne dla dzieci i młodzieży szkolnej powiatu iławskiego. Będzie w nim prowadzona aktywna edukacja komunikacyjna. Po zakończeniu zajęć lekcyjnych będą mogli z niego korzystać mieszkańcy z mniejszymi dziećmi uczącymi się jeździć na rowerku.
Nagrodę w wysokości 10 tys. zł i III miejsce uzyskało miasto Kętrzyn. Projekt dotyczy oświetlenia istniejącego już miasteczka, zbudowanego przez samorząd ze środków własnych, przy wsparciu WORD w Olsztynie. Miasteczko przeznaczone jest dla dzieci z całego powiatu kętrzyńskiego. Zostało ono otwarte 1 czerwca br.
Na wniosek Komisji Konkursowej wyróżnienia oraz 5 rowerów wraz z wyposażeniem od firmy Arkus&Romet Group Sp. z o.o. otrzymały: Starostwo Powiatowe w Chełmie, Miasto i Gmina Skawina, Miasto i Gmina Skierniewice, Miasto Biała i Miasto Zamość. Podczas konferencji założenia konkursu na projekt miasteczka ruchu drogowego przedstawił Andrzej Trela, Dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego w MSWiA. Nagrody wręczył laureatom wiceminister Adam Rapacki.
(267-17)
Unijny Projekt Safety NET – Krajowe Obserwatorium BRD w Polsce
Drugą część konferencji, poświęconą bezpieczeństwu w ruchu drogowym, rozpoczęła prezentacja prof. dr hab. Ryszarda Krystka z Politechniki Gdańskiej na temat “Unijny Projekt Safety NET – Krajowe Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Polsce”. O wypadkach drogowych, analizie przyczyn i skutków, sprawcach wypadków - doświadczeniach organizacji pozarządowych mówił Janusz Popiel, Prezes Stowarzyszenia “Alter Ego”. Natomiast kwestie edukacji komunikacyjnej i programy zwiększania bezpieczeństwa ruchu drogowego zaprezentowała mgr inż. Maria Dąbrowska-Loranc, Kierownik Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Instytucie Transportu Samochodowego.
(267-18)
Rządowy Program “Razem Bezpieczniej”
Ostatnią część konferencji poświęcono Rządowemu Programowi “Razem Bezpieczniej”. Znalazły się w niej m.in.: wystąpienie Elżbiety Rusiniak, Naczelnik Wydziału ds. Profilaktyki i Współpracy ze Społeczeństwem w Departamencie Bezpieczeństwa Publicznego MSWiA na temat: “Program “Razem Bezpieczniej – Obszar Bezpieczeństwo w Ruchu Drogowym”, a także prezentacje projektów w ramach rządowego programu “Razem bezpieczniej” - doświadczenia samorządu terytorialnego i organizacji pozarządowych na poziomie lokalnym w Kętrzynie, Rabie Wyżnej i Skawinie).
(267-16)
W konferencji wzięli udział dyrektorzy WORD i sekretarze Wojewódzkich Rad Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego
Komentuj →
26 września 2008 |
0
Toruń to pierwsze polskie miasto, które przeprowadziło na ulicach eksperyment polegający na usunięciu części znaków drogowych. Wynik był zaskakujący: brak znaków spowodował spadek liczby wypadków. Jak pisze “Dziennik”, w niektórych miejscach stłuczek było aż o 30 procent mniej, a na najbardziej "krwawym" skrzyżowaniu nie było żadnej groźnej kolizji. Na pierwszy ogień poszły wszędobylskie "ustąp pierwszeństwa przejazdu" i "jesteś na drodze głównej", które są w Polsce według ekspertów najbardziej nadużywanymi. Skrzyżowania dróg uprzywilejowanych i podrzędnych zamieniły się w ten sposób w skrzyżowania dróg równorzędnych, na których pierwszeństwo ma pojazd nadjeżdżający z prawej strony. Kierowca musi teraz zwolnić, by upewnić się czy nie nadjeżdża inny samochód. "Szacujemy, że liczba wypadków i stłuczek spadła o około 30 proc. Jeśli już dochodzi do kraks, ich skutki są mniej tragiczne, bo samochody jeżdżą wolniej" – powiedziała “Dziennikowi” Agnieszka Kobus-Pęńsko z Zarządu Dróg Miejskich w Toruniu. Badanie i jego wyniki nie dziwią wielu specjalistów od spraw ruchu drogowego, których część uważa, że zbyt dużo znaków szkodzi. "Percepcja przeciętnego człowieka nie pozwala wówczas na zarejestrowanie wszystkich wyrażanych przez znaki sygnałów i ostrzeżeń" - powiedział gazecie ekspert od inżynierii ruchu z Politechniki Gdańskiej Lech Michalski. Według niego z tego powodu znaki albo są niedostrzegane, albo ignorowane. Czasem są wręcz przyczyną nadmiernej pewności siebie. "To tego typu myślenie: skoro jestem na drodze głównej, to mogę gnać przed siebie z zawrotną prędkością" - mówi Agnieszka Kobus-Pęńsko. Poza granicami Polski pomysł demontowania znaków nie jest niczym nowym.
Komentuj →
25 września 2008 |
0
(267-5-6)
Laserowy radar, który można używać przy każdej pogodzie, w deszczu i we mgle, nawet przez szybę radiowozu, a w dodatku jest odporny na upadek. Ultralyte 20-20 pozwala na pomiar nawet z odległości 1 kilometra, gdy pojazdy poruszają się jeden za drugim. Policjanci z wydziału ruchu drogowego, którzy przeszli odpowiednie szkolenie w posługiwaniu się laserowym radarem, podkreślają zalety nowego sprzętu. Ultralyte 20-20 to urządzenie wykorzystujące wiązkę lasera, a nie fale radiowe, jak dotychczas użytkowane radary. Czas pomiaru jest bardzo krótki i wynosi zaledwie 0,3 sekundy, co sprawia, że wykorzystywane przez “zapobiegliwych” kierowców, antyradary stają się bezużyteczne. Radar laserowy zasilany jest akumulatorkami lub bateriami i nie “wiąże” policjanta z radiowozem. Sprzęt można wykorzystywać w trudnych warunkach atmosferycznych, podczas deszczy lub przy mgle. Może pracować w temperaturze od -30 oC do + 60oC. Urządzenie zdolne jest wykonać pomiar nawet przez szybę radiowozu. Jego konstrukcja jest ponadto odporna na upadek. Prędkość pojazdu można sprawdzić nawet z odległości 1 km zarówno, gdy się zbliża, jak i wówczas, kiedy się oddala. Radar waży niewiele ponad 1,5 kg.
Komentuj →
22 września 2008 |
0
Pod takim hasłem w trzecią sobotę września br. odbyła się na Rynku Głównym w Krakowie impreza adresowana do dzieci, które marzą o zdobyciu karty rowerowej. Jej organizatorem była wciąż aktywna w upowszechnianiu bezpieczeństwa wśród najmłodszych firma McDonald’s, we współpracy z małopolską policją, harcerzami z Hufca ZHP Podgórze oraz redakcją “Polska Gazeta Krakowska”. Portal Edukacyjny Wychowania Komunikacyjnego “Bezpieczna Droga do Szkoły” był jednym z patronów medialnych.
Doskonale przygotowane zaplecze do prowadzenia sprawdzianu teoretycznego oraz specjalnie zbudowane miasteczko ruchu drogowego gwarantowało właściwe warunki do egzaminu i dobrej zabawy. Niestety, jak to bywa we wrześniu, pogoda pokrzyżowała wszystkim – i organizatorom, i uczestnikom – plany.
W Krakowie, jak niemal w całej Polsce, lało przed sobotą, lało w sobotę i w następne dni. Jednak wielu entuzjastów rowerowych podróży to nie zniechęciło. Na krakowski Rynek Główny, nawet w strugach deszczu, w towarzystwie rodziców lub opiekunów, wciąż docierali kandydaci na “certyfikowanych” rowerzystów.
Najmłodsi, pełni entuzjazmu i nadziei, przystępowali do wypełniania niełatwego testu. Niektórzy przyjechali tylko po to, by sprawdzić swoją wiedzę, bo nie mając ukończonych 10 lat, nie mogli starać się o kartę.
Było wiele radości, ale zdarzyły się też łzy rozpaczy tych, którym się nie powiodło, chociaż egzaminatorzy stworzyli naprawdę serdeczną atmosferę oraz przygotowali sporo upominków, w większości gwarantujących większe bezpieczeństwo rowerzystów na drogach. W “pakiecie” były m.in. kamizelki i opaski odblaskowe oraz inne elementy wyposażenia roweru.
(267-13)
(267-8)
(267-15)
(267-14)
Miłą niespodziankę przygotowała redakcja “Gazety Krakowskiej”. Każdy szczęśliwy “zdobywca” karty rowerowej był fotografowany, często wraz z rodzicami, a w chwilę później otrzymywał specjalne wydanie gazety, w którym to jego zdjęcie było umieszczane na czołówce.
Krakowska impreza to jedno z wielu działań McDonald’s w ramach kampanii i konkursu “Bezpieczna jazda. Karta rowerowa - moje pierwsze prawo jazdy” adresowanych do klas IV szkoły podstawowej. bc
Komentuj →
29 września 2008 |
0
Dwa razy jechał po alkoholu - Funkcjonariusze z komendy w Wołominie zatrzymali kierowcę, który mając ponad 2 promile doprowadził do wypadku. Mężczyzna ten, jeszcze tego samego dnia był kontrolowany przez inną załogę, która zatrzymała go za prowadzenie pod wpływem alkoholu. 20-letniemu Sebastianowi R. grozi teraz do 8 lat pozbawienia wolności. Po godzinie 6.00 dyżurny komendy Wołominie otrzymał zgłoszenie o wypadku drogowym do którego doszło w miejscowości Dobczyn. Na miejsce niezwłocznie udała się załoga ruchu drogowego. Po przybyciu zastała leżący w rowie samochód ford fiesta. Policjanci wezwali na miejsce zdarzenia karetkę pogotowia. Ratownicy udzielili niezbędnej pomocy medycznej pasażerowi pojazdu, którego następnie odwieźli do szpitala. Kierujący po opatrzeniu pozostał na miejscu wypadku. Gdy od kierowcy pojazdu funkcjonariusze wyczuli alkohol, poddali go badaniu, które wykazało ponad 2 promile. Po sprawdzeniu w policyjnej bazie, okazało się, że 20-letni Sebastian R. kilka godzin wcześniej w był kontrolowany przez inny patrol policji. Mężczyzna poruszał się wtedy tym samym fordem, mając w organizmie ponad 1,2 promila alkoholu. Policjanci przekazali wówczas jego pojazd innemu trzeźwemu kierującemu. Jednak przeprowadzona kontrola oraz perspektywa kary nie ostudziła zapału młodzieńca. Mężczyzna bowiem ponownie wsiadł za kierownicę swojego samochodu, zabierając ze sobą na przejażdżkę kolegę. Podróż ta niestety nie skończyła się tylko na kolejną kontrolą drogową, lecz wypadkiem. Sebastian R. odpowie teraz przed sądem za podwójne prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości oraz naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i spowodowanie wypadku. Grozi mu nawet do 8 lat pozbawienia wolności.
Zatrzymani po pościgu - Policjanci z Mysłowic zatrzymali trzech pijanych mężczyzn w wieku od 23 do 30 lat, którzy uciekali samochodem bmw przed oznakowanym radiowozem. Kierowca miał 1,7 promila alkoholu w organizmie, a jego towarzysze Podczas zatrzymania funkcjonariusze zmuszeni byli użyć broni palnej wobec agresywnego kierowcy auta, który nieoczekiwanie próbował sięgnąć ręką pod kurtkę. Teraz napastnik przebywa w policyjnym areszcie. Po wytrzeźwieniu mężczyźni wytłumaczą, w jakim celu przyjechali na Śląsk i dlaczego uciekali przed policjantami. Rano około 5.20 w Mysłowicach w rejonie hipermarketu patrol zauważył ciemne bmw. Kierowca na widok radiowozu gwałtownie przyspieszył i zaczął uciekać przejeżdżając skrzyżowanie na czerwonym świetle. Policjanci natychmiast podjęli pościg za autem. Na ul. Obrzeżne Północne kierujący uszkodził pojazd. Sytuacja ta uniemożliwiła mu dalszą ucieczkę i zmusiła do zatrzymania. Po czym sprawa potoczyła się szybko. Jak ustalili policjanci w bmw znajdowało się trzech mieszkańców z Łodzi w wieku od 23-30 lat. Kierowcą okazał się 28-latek, który miał 1,7 promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna podczas kontroli był agresywny względem policjantów i nie wykonywał ich poleceń. Gdy sięgał ręką pod kurtkę funkcjonariusz oddał w jego kierunku strzał. Mężczyzna szczęśliwie został tylko draśnięty w głowę i po opatrzeniu lekarskim trafił do policyjnego aresztu. Po wytrzeźwieniu, stanie przed prokuratorem i wyjaśni swoje zachowanie. Pasażerowie w wieku 23 i 30 lat także byli pijani. W organizmie mieli odpowiednio prawie 1,5 i 1,2 promila alkoholu. Po wytrzeźwieniu mężczyźni wytłumaczą, w jakim celu przyjechali na Śląsk i dlaczego uciekali przed policjantami. Ponadto wydział kontroli komendy wojewódzkiej Policji w Katowicach zgodnie z przyjętymi zasadami sprawdzi czy użycie broni przez policjanta było zgodne z przepisami prawa.
Nietrzeźwy kursant - Policjanci z Łodzi zatrzymali pijanego 19-latka. Młodzieniec okazał się kursantem, który jeździł samochodem osobowym toyota yaris po placu manewrowym na "podwójnym gazie". Miał 0,4 promila alkoholu w organizmie. 27 września około 12:00 w jednym z ośrodków nauki jazdy instruktor powiadomił Policję o tym, że prawdopodobnie jeden z kursantów może być nietrzeźwy. Po chwili na miejsce przybyli policjanci, by to sprawdzić. Jak ustalili, 19-letni łodzianin – uczestnik kursu, jeździł samochodem osobowym toyota yaris po placu manewrowym przy ul. Smutnej będąc w stanie nietrzeźwości. Badanie wykazało około 0,4 promila alkoholu w organizmie nieodpowiedzialnego kursanta. Dalsze czynności w tej sprawie prowadzi komisariat V Policji w Łodzi.
5,7 promila bez prawa jazdy - Policjanci z Proszowic w późną sobotnią noc zwrócili uwagę na seata, który zygzakiem odjechał sprzed lokalnej dyskoteki. Zatrzymany kilkaset metrów dalej kierowca nie miał przy sobie prawa jazdy. Miał za to 5,7 promila alkoholu we krwi.
Komentuj →
28 września 2008 |
2
Jedno wypite piwo to we krwi około 0,26 promila alkoholu - przekonali się o tym uczestnicy festynu motoryzacyjnego w Chełmie. Jak? Dwóm uczestnikom festynu "Moto Deptak” organizatorzy zaproponowali piwo. - Ale najpierw musieli się zgodzić na badanie alkomatem. Zarówno przed, jak i po wypiciu alkoholu - tłumaczy Grzegorz Gorczyca, prezes Automobilklubu Chełmskiego. - W ten sposób chcieliśmy pokazać, że bzdurą jest powszechnie panujące przekonanie, że nawet po jednym piwie można prowadzić auto. Czy się udało, zapytaliśmy ochotników. Nie mieli najmniejszych wątpliwości. - Nigdy wcześniej nie byłem badany alkomatem. Ale też nie wyobrażam sobie, żeby nawet po wypiciu niewielkiej ilości alkoholu usiąść za kółkiem - mówi Michał Lipczak. - To badanie jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziło. Mam nadzieję, że przekonali się o tym ci, którzy do tej pory w to wątpili. Zwłaszcza dlatego, że w ciągu zaledwie paru minut po wypiciu piwa miałem 0, 26 prom. Podobnego zdania jest Waldemar Litwiniuk, który też poddał się badaniu. - Jestem zawodowym kierowcą, łącznie przejechałem ponad milion kilometrów - opowiada Litwiniuk. - To dla mnie niedopuszczalne, żeby prowadzić auto nawet po kieliszku wina. Ale takie akcje są bardzo potrzebne. Ciągle jest zbyt wielu niedowiarków, zwłaszcza wśród młodych ludzi. - Mamy nadzieję, że takie przykłady przemówią, chociaż do niektórych - dodaje Gorczyca. - Ale to dopiero początek działań związanych z promowaniem trzeźwości na drogach. Już od października ruszamy z kolejną akcją.
Komentuj →
28 września 2008 |
0
32 dwuosobowe załogi z całej Polski zmierzyły się w weekend w 11. Mistrzostwach Polski Ratowników Drogowych. Zawody miały pokazać przyglądającym się ludziom, jak zachowywać się podczas wypadków – informowała “Gazeta Wyborcza Olsztyn”. Zawodnicy - najczęściej członkowie automobilklubów - musieli zmierzyć się na trasie z pięcioma zadaniami: reanimacji rannych; kolejne zadania łączyły się z pozorowanymi wypadkami. Jeden z nich był rekonstrukcją wypadku sprzed dwóch lat, do którego doszło w Toruniu, kiedy to zmęczony kierowca wjechał w grupę rowerzystów. Zainscenizowano także zderzenie samochodu ciężarowego z motocyklistą. Sędziujący lekarz i policjanci oceniali zachowanie ratowników. - Zwracali uwagę na to, czy po przyjeździe na miejsce zdarzenia dobrze ustawili samochód i zabezpieczyli miejsce wypadku, czyli włączyli światła i ustawili trójkąt ostrzegawczy, o którym większość kierowców zapomina - mówił Kozłowski. Sędziowie patrzyli też na to, w jakiej kolejności ratownicy podchodzili do uczestników wypadku, czy prawidłowo rozpoznali zagrożenie, jak szybko wezwali pomoc, jak radzili sobie z komunikacją z ofiarami wypadków. A zadanie nie było łatwe, bo ludzie albo milczeli, albo, jak np. kierowca ciężarówki, powtarzali tylko: " Ja nie chciałem tego zrobić", "Zupełnie go nie widziałem". Wszystkie zadania odbywały się na czas; wiadomo, że właśnie szybkość udzielenia pierwszej pomocy decyduje o życiu czy śmierci. Najpierw należy zabezpieczyć teren: zaparkować bezpiecznie własny samochód, ustawić trójkąt ostrzegawczy, a jeśli jest ciemno, skierować światła własnego samochodu na miejsce wypadku. Krok drugi to wezwanie pomocy. Należy poinformować o miejscu wypadku, o tym, co się wydarzyło, ile jest ofiar oraz przedstawić się. Następnie powinno się udzielić pierwszej pomocy, zaczynając od osoby najbardziej poszkodowanej.
Komentuj →
28 września 2008 |
0
Jak poinformowała Komenda Stołeczna Policji: minionej nocy policjanci z warszawskiej drogówki przeprowadzili działania kontrolno-prewencyjne pn. “Wolniej = bezpieczniej”. Kontrolowali prędkość kierujących na stołecznych drogach. Badali także ich stan trzeźwości i reagowali na wszelkie przejawy “cwaniactwa” drogowego. Po raz pierwszy w policyjnych działaniach funkcjonariusze wykorzystali nowe laserowe mierniki prędkości. Działania kontynuowane będą dzisiejszej nocy. Jedną z najczęstszych przyczyn wypadków drogowych na stołecznych drogach jest nieprzestrzeganie dozwolonej prędkości. W wielu z nich uczestnicy zostają ranni. Niestety nieraz zdarzenia kończą się tragicznie, kierujący, pasażerowie ponoszą śmierć na miejscu zdarzenia. Z piątku na sobotę policjanci wydziału ruchu drogowego Komendy Stołecznej Policji przeprowadzili działania kontrolno-prewencyjne pn. “Wolniej = bezpieczniej”. W godzinach od 20.00 do 4.00 prowadzili kontrole prędkości, sprawdzali też stan trzeźwości kierujących. Zwracali uwagę, czy kierujący i pasażerowie mają zapięte pasy bezpieczeństwa, a dzieci przewożone są w odpowiednich fotelikach. W działaniach wykorzystywali fotoradary, wideorejestratory i nowy sprzęt na wyposażeniu stołecznego wydziału ruchu drogowego tj. laserowe mierniki prędkości. Te ostatnie są już standardowym wyposażeniu Policji w ponad 70 krajach. Takiego sprzętu mogą używać funkcjonariusze w różnych warunkach pogodowych, we mgle i przez szybę. Przy pomocy urządzeń można mierzyć prędkość pojazdów w ruchu z odległości nawet kilometra, z pobocza drogi, nad drogą (most, estakada) oraz z wnętrza pojazdu (np. przez szybę radiowozu). Radary te działają w oparciu o laser, a nie fale radiowe, jak tradycyjne urządzenia. To oznacza, że wszystkie antyradary stają się bezużyteczne. Ze względu na bardzo krótki czas pomiaru (zaledwie 0,3 sekundy) laserowe mierniki są nieosiągalne dla antyradarów oraz bardzo trudno namierzalne przez antylasery. Działają na baterie, można nim się posługiwać będąc daleko od radiowozu. Dużą ich zaletą jest ich dokładność oraz to, że można wykorzystywać je np. podczas wypadku – można nimi zmierzyć odległości (do samochodu, drzewa czy słupa). Podczas nocnych działań policjanci skontrolowali 190 kierujących. Wśród nich 125 przekroczyło dozwoloną prędkość, 5 popełniło wykroczenie przy zmianie pasa ruchu, a 1 ukarano za nieprzestrzeganie znaków drogowych. Łącznie policjanci wystawili 179 mandatów na kwotę 44.700 zł. Jeden z kierujących w ciągu kilku minut wpadł dwa razy w ręce Policji za nieprzestrzeganie dozwolonej prędkości.
Podczas kontroli zatrzymano także jednego nietrzeźwego kierowcę, który miał ponad 0,5 promila alkoholu we krwi i jednego kierowcę, który jechał kradzionym autem. Działania kontynuowane były w nocy z soboty na niedzielę. Skontrolowano 192 kierujących. 177 z nich przekroczyło dozwoloną prędkość, a jeden został ukarany za jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Funkcjonariusze zatrzymali też 2 pijanych kierowców, jeden z nich trafił do policyjnego aresztu. Zatrzymano 3 prawa jazdy. Łącznie nałożono 182 mandaty na kwotę ponad 40 000 złotych.
Komentuj →
27 września 2008 |
0
(267-9)
Tragicznie zakończył się powrót młodych ludzi z dyskoteki, którzy świętowali urodziny jednego ze swoich kolegów. Pięć osób zginęło w wypadku, jaki ok.4.30 zdarzył się w Cewicach koło Lęborka. W volkswagenie golfie jechało kilkoro młodych ludzi, najprawdopodobniej 7 osób. Na drodze, nad ranem była gęsta mgła. Prawdopodobnie golf - jak podejrzewa policja - wyprzedzając inny pojazd na prostej drodze wpadł w poślizg. Samochód obróciło i tyłem uderzył w drzewo, wszyscy którzy siedzieli z tyłu zostali dosłownie zmiażdżeni. Ratownicy i policja, którzy przeprowadzali akcję ratunkową, zaszokowani są rozmiarem tej tragedii. Siła uderzenia była tak mocna, że ciała dwóch osób zostały znalezione na zewnątrz, a pozostałe trzy zmiażdżone w samochodzie. Jak informuje Daniel Pańczyszyn, z lęborskiej policji pięć osób zginęło, a dwie przebywają w szpitalu, gdzie walczą o życie.
Komentuj →
27 września 2008 |
0
Miały doprowadzić do ograniczenia wypadków śmiertelnych, a okazały się niewypałem. Dziś, dziesięć lat po powstaniu na polskiej drodze pierwszego czarnego punktu, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przyznaje: program był nieskuteczny i nie będzie kontynuowany
Pomysłodawcą akcji "Uwaga na czarne punkty" był minister transportu i gospodarki morskiej Eugeniusz Morawski. W 1998 r. pierwsza tablica zawisła w podwarszawskim Błoniu. Od tej pory na wszystkich polskich drogach powstało ich 49. Najczęściej zawierają prostą informację – zakręt śmierci, zginęło tu tylu, a rannych zostało tylu i tylu. Miały wywoływać szok i odstraszać przed brawurową jazdą. Czy odstraszyły? Zdaniem naszych rozmówców zdecydowanie nie.
"W Brudnowicach pod Siewierzem po postawieniu tablicy nadal statystyki śmiertelnych wypadków rosły rocznie o dwucyfrowe liczby. Nikt z GDDKiA nie aktualizował nawet danych" - mówi DZIENNIKOWI Monika Francikowska z wydziału ruchu drogowego w Będzinie. W Falęcicach k. Białobrzegów w Świętokrzyskiem stawiano tablicę w październiku 1998 r. z informacją, że w tym miejscu w wypadkach zginęło 10 osób, a 43 były ranne. "Po 10 latach te statystyki są wielokrotnie wyższe, ale nie zostały umieszczone na tablicy" - mówi Krzysztof Skorek z kieleckiej policji.
Informacje o tym, że dane na tablicach wymagają niemal wszędzie stałego aktualizowania, potwierdzili nam nieoficjalnie urzędnicy z kilku oddziałów GDDKiA. Co oznacza ten problem? Że ludzie giną w tych miejscach tak samo, jak ginęli dotychczas. Mało tego - nie przewidziano, że reakcja ludzkiego umysłu na informację "tu zginął człowiek" nie jest całkowicie racjonalna. GDDKiA już parę lat temu zrobiła badania i wyszło jej, że tylko 10 proc. kierowców na czarnych punktach zwalnia, a 20 proc... przyspiesza. "Człowiek widzi niebezpieczeństwo, więc od niego ucieka" - mówi jeden z rozmówców DZIENNIKA.
>>>Polskie drogi budowane wbrew europejskiemu prawu. Każą rozebrać?
Na jeszcze inny efekt wskazuje psycholog transportu Andrzej Markowski. "Kierowcy, widząc czarny punkt, po prostu uważali, że ich ta statystyka śmierci nie dotyczy" - mówi. Dodaje, że zwracano na to uwagę pomysłodawcom akcji, ale uważali, że może jednak statystyki pójdą w dół.
Dziś jednak trudno znaleźć jakiegokolwiek obrońcę programu. Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA przyznaje, że program zostaje zarzucony. "Nie sprawdziło się założenie, że przez swą wymowę czarne punkty wstrząsną wyobraźnią kierowców i zmuszą ich do ostrożnej jazdy" - mówi.
Inny z rozmówców DZIENNIKA w GDDKiA przyznaje wprost: czarny punkt zaczęto w pewnym momencie traktować jak wymówkę. "Stawiane były głównie w miejscach, gdzie nie można było bez kosztownych inwestycji poprawić bezpieczeństwa ruchu" - mówi. A często wystarczyło zainwestować. "W Brudnowicach przebudowano zakręt z czarnym punktem na DK1. Liczba wypadków spadła" - mówi Monika Francikowska.
Komentuj →
26 września 2008 |
0
Zamiast zamienników części oryginalne, droższe nawet o połowę, zamiast tanich warsztatów naprawa tylko w autoryzowanych salonach - takiej wizji sprzeciwili się uczestnicy manifestacji z Koalicji na Rzecz Prawa do Naprawy - relacjonuje “Gazeta Wyborcza Wrocław”. Kilkanaście osób ubranych w białe koszulki z logo akcji i transparentami przez 1,5 godziny próbowało zwrócić uwagę wrocławian przechodzących obok Arkad Wrocławskich na sytuację rynku motoryzacyjnego w chwili wygaśnięcia unijnego rozporządzenia GVO. Zapewnia ono powszechny dostęp do szczegółowych informacji o poszczególnych modelach samochodów i częściach, jakie w nich są zamontowane. W maju 2010 roku owe rozporządzenie wygasa.
Alfred Franke, koordynator kampanii w Polsce, przekonuje, że jeśli koncerny nie udostępnią szczegółowych danych technicznych o swoich modelach, to może powstać monopol na rynku części zamiennych. Na reglamentowaniu dostępu do informacji stracą: niezależni producenci części zamiennych i specjalistycznego sprzętu serwisowego (nie będą wiedzieli, według jakich norm wyprodukować daną część lub przyrząd), niezależne warsztaty (nie będą miały precyzyjnych informacji, jak serwisować dane auto) oraz sami kierowcy, którzy w przypadku skomplikowanych napraw będą skazani na wizytę w autoryzowanych salonach i kupno części oryginalnych. Wrocławska manifestacja w obronie brawa do wolnej naprawy była drugą w kraju. Kolejne manifestacje odbędą się w Warszawie i Krakowie. Każdy może poprzeć akcję,
podpisując petycję na stronie www.r2rc.pl
.
(267-3)
Komentuj →
26 września 2008 |
0
Zmieniły się zasady szkolenia kierowców autobusów. Kto na tym skorzysta w pierwszej kolejności? Firma Sobiesława Zasady – odpowiada na swoje własne pytanie “Gazeta Wyborcza Lublin”. Od 10 września obowiązuje nowe rozporządzenie, według zapisów którego kandydaci na kierowców autobusów muszą przechodzić dodatkowy kurs uprawniający do przewozu osób. Takich przepisów wymagała od nas Unia Europejska. Według rozporządzenia ośrodki szkolenia kierowców muszą mieć specjalny plac wyposażony w płytę poślizgową. Do 11 września dwa ośrodki w Polsce miały taką płytę. A raczej podpisały umowę z pierwszą firmą, która spełni warunki określone przez ministerstwo. Jest nią należąca do Grupy Sobiesława Zasady Test & Training z siedzibą w podpoznańskich Bednarach. - Mieliśmy raptem dwa miesiące na wybudowanie torów, a to zdecydowanie za krótko, bo potrzeba masę pozwoleń - mówi Maciej Kulka, członek zarządu rady patronatu ośrodków szkolenia kierowców przy Instytucie Transportu Samochodowego w Warszawie i współwłaściciel jednej z lubelskich prywatnych szkół jazdy. Firm takich jak jego w Polsce jest około tysiąca. Zapytaliśmy Ministerstwo Infrastruktury, czy rozporządzenie, wprowadzone tak szybko, że szkoły nie zdążyły się przygotować, nie faworyzuje ośrodka Sobiesława Zasady. - W żadnym wypadku - odpiera Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu. - Prace nad rozporządzeniem trwały od kilku lat - dodaje. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się – czytamy w lubelskiej gazecie, że podczas konsultacji z przedstawicielami ośrodków szkolących kierowców ministerstwo zapewniało, że zmieni rozporządzenie tak, aby dać szkołom przynajmniej dodatkowe dwa lata na dostosowanie się do nowych wymogów. Jednak tego nie zrobiło. Sprawą zainteresowała się Julia Pitera, minister ds. walki z korupcją. W tym tygodniu obiecała, że zażąda dokumentów od Ministerstwa Infrastruktury: - Chcę wiedzieć, kto w resorcie tworzył rozporządzenie. To dziwne, że skorzystał na nim jeden duży podmiot - powiedziała "Gazecie" Pitera. - Już półtora roku temu zaczęliśmy się starać o pierwsze pozwolenie na budowę specjalnego toru, mimo że nie znaliśmy jeszcze rozporządzenia - przyznaje Katarzyna Klimek. I dodaje: - Pan Zasada po prostu jeździ po świecie i stara się wprowadzać standardy bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce.
Komentuj →
26 września 2008 |
0
MSWiA nie chce przyznawać straży miejskiej uprawnień pojazdów uprzywilejowanych. Wszystkie wnioski krakowskiej jednostki o pozwolenie na używanie niebieskich kogutów są odrzucane. Bitwa toczy się od dwóch lat – czytamy w krakowskiej “Gazecie Wyborczej” Włączenie niebieskiego sygnału pozwala na niestosowanie się do przepisów ruchu drogowego. Z tej możliwości korzystają karetki, policja, straż pożarna, Straż Graniczna, ABW oraz służby wojskowe. Straż miejska czy MPK muszą pisać specjalne wnioski o pozwolenia. Decyzję podejmuje MSWiA.. - Ostatnio zaostrzyła się tendencja do ograniczania liczby pojazdów uprzywilejowanych - mówi jeden z urzędników MSWiA. - Pojazd jadący na sygnale stanowi dodatkowe zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Strażnicy czują się dyskryminowani. Problemów z uzyskaniem pozwoleń nie ma natomiast MPK. - Inspektorzy jeżdżą do wypadków drogowych, dlatego mogą używać niebieskich świateł - tłumaczy Krzysztof Dymura z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Czy służbom miejskim potrzebne są takie same uprawnienia jak policji czy pogotowiu? - W tamtym roku użyliśmy niebieskiego sygnału 117 razy. W 40 przypadkach były to wyjazdy do rozbojów z użyciem niebezpiecznego narzędzia, w 44 przewóz osób nieprzytomnych. Reszta to wyjazdy do zabezpieczania katastrof. W każdym przypadku użycia sygnału musimy mieć zgodę dyżurnego. Kontroluje nas też policja. Nigdy nie było żadnych zastrzeżeń - tłumaczy Cieśla.
Komentuj →
26 września 2008 |
0
Nowy sprzęt dla policji drogowej ma być sposobem na skuteczniejsze uszczelnienie zewnętrznej granicy Unii Europejskiej (jednocześnie strefy Schengen). Dlatego też wszystko funduje UE. W pierwszej kolejności sprzęt mają otrzymać funkcjonariusze na wschodniej granicy kraju. Jak zdradził nadkom. Rafał Kozłowski, szef drogówki, to podlaska policja została poproszona przez centralę o wyrażenie opinii na temat sieci. Naszym mundurowym narzędzie się bardzo spodobało. Zasada działania siatki jest prosta. Rozpina się ją w poprzek drogi między dwoma drzewami, słupami, ale mogą to być też radiowozy lub specjalne uchwyty, wchodzące w skład zestawu. Kiedy rozpędzone auto wpadnie w sieć, zaplącze się i zatrzyma. Auto pozostaje pod kontrolą, a w jego wnętrzu zostają uwięzieni przestępcy. Sieci są w stanie zatrzymać pojazd poruszający się z prędkością nawet 160 km/godz. Ich rozłożenie dwóm policjantom zajmuje około pięciu minut. Jeden z pomysłów, obecnie rozważanych, zakłada zamontowanie siatek na stałe w miejscach, gdzie najczęściej dochodzi do pogoni za przestępcami. W razie potrzeby byłyby uaktywniane automatycznie.
Komentuj →
26 września 2008 |
1
W pięciu punktach Gdańska stoją już tablice informacyjne, promujące jazdę "na suwak" - donosi “Dziennik Bałtycki”. - Powinno się w zasadzie mówić "na zamek błyskawiczny", bo tak brzmi to po niemiecku - mówi Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska, powołując się na doświadczenia naszych zachodnich sąsiadów. A chodzi o to, by kierowcy ustępowali sobie miejsca i wpuszczali przed siebie pojazdy z pasów zanikających na jezdniach wielopasmowych. W Polsce niestety tak się nie jeździ. Tablice informacyjne stanęły w tych punktach Gdańska, gdzie zdaniem władz miasta problem jest największy. Do zaleceń powinni się więc stosować kierowcy zjeżdżający z estakady na wysokości stacji Lotos przy ulicy Elbląskiej, opuszczający Rondo de La Salle w kierunku Wrzeszcza na ul. Słowackiego, jadący w kierunku centrum ulicą Jana z Kolna oraz w dwóch miejscach alei Armii Krajowej - przed skrzyżowaniami z ul. Łostowicką oraz Kartuską. Akcję promuje też billboard przed budynkiem Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Umieszczone na nim hasło "Rozładujmy korki w mieście" analizuje jednak Lisicki: - Jazda "na suwak" nie przyspieszy ruchu, ale poprawi jego płynność i skróci kolejki aut - mówi wiceprezydent.
Podobnie w Bydgoszczy. W czterech miejscach miasta ustawiono pierwsze znaki informujące o zasadzie jazdy “na suwak”. - Mam nadzieję, że dzięki nim nasi kierowcy będą jeździć kulturalniej - mówi Jan Siuda, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Chcemy zachęcić kierowców do większej życzliwości przy poruszaniu się po zatłoczonych ulicach naszego miasta. Mamy też nadzieję, że usprawni to ruch w miejscach przewężeń i poprawi przepustowość - wyjaśnia Siuda. Również bydgoscy policjanci życzliwie odnieśli się do nowego znaku, jednak podkreślają, że za jego nieprzestrzeganie nic nie grozi. - To znak promujący pewien styl jazdy, jej większą kulturę - zaznacza Ewa Przybylińska, rzecznik komendy miejskiej policji. - Dopóki oficjalnie nie znajdzie się w kodeksie drogowym, jest apelem o życzliwość i rozsądek kierowców - dodaje.
Komentuj →
26 września 2008 |
0
Wiesław Żyliński, dotychczasowy dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Białymstoku, złożył dymisję po tym, jak media ujawniły, że jednocześnie prowadził działalność gospodarczą. Na p.o. dyrektora powołany został Andrzej Daniszewski, także wywodzący się od ludowców. To absolwent Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Białymstoku, wieloletni pracownik ODR w Szepietowie, od maja zatrudniony jako inspektor w departamencie rozwoju obszarów wiejskich urzędu marszałkowskiego.
Pracę stracił też p.o. dyrektora WORD w Suwałkach - Marian Chmielewski, który nie złożył oświadczenia majątkowego w terminie - informuje białostocka “Gazeta Wyborcza”. Jego stanowisko zajmie Marian Cichosz, w przeszłości komendant wojewódzki straży pożarnej w Suwałkach.
Komentuj →
25 września 2008 |
0
W Sopocie liczba zarejestrowanych samochodów przekroczyła w tym roku liczbę wszystkich mieszkańców miasta. To fenomen w skali kraju, gdzie na 1000 mieszkańców przypada obecnie około 400 aut. Dla władz miasta to zaś zarówno problem, jak i potwierdzenie sukcesu. Prawdziwy samochodowy boom rozpoczął się w Sopocie w roku 2005. Od tego czasu, w 38-tysięcznym mieście zarejestrowano aż 15 349 pojazdów. Dziś jest ich aż 41 997, czyli o blisko 3 tys. więcej niż wszystkich mieszkańców kurortu, łącznie z dziećmi oraz, stanowiącymi czwartą część populacji miasta, osobami w wieku emerytalnym. Skąd u sopocian taka miłość do motoryzacji?
- W mieście praktycznie nie ma bezrobocia, mieszkańcy Sopotu są dobrze wykształceni i przedsiębiorczy, nie dziwi więc fakt, iż stać ich na zakup tylu samochodów - mówi Wojciech Fułek, wiceprezydent Sopotu, dodając też, iż słyszał opinie, że sopocka rejestracja uchodzi, szczególnie w świecie biznesu, za prestiżową. Żeby jednak zarejestrować tu samochód, trzeba być w Sopocie zameldowanym albo, przynajmniej, posiadać zarejestrowaną tu firmę. Co ciekawe, wśród wszystkich sopockich aut te firmowe stanowią mniejszość, gdyż jest ich niespełna 7 tys. Tak duża liczba aut to jednak dla miasta także problem i nie chodzi tylko o to, iż spaliny kontrastują mocno z wizją kurortu i uzdrowiska. - Biorąc pod uwagę całe Trójmiasto, widać, że liczba samochodów ma znaczny wpływ na komfort poruszania się po mieście. Korki, brak miejsc parkingowych, wszystko to stanowi dla nas problem - mówi Paweł Orłowski, drugi z wiceprezydentów Sopotu.
Rozmowa z Krzysztofem Stachurą, socjologiem z Uniwersytetu Gdańskiego.
- 43 tys. samochodów i 38 tys. mieszkańców, nie za dużo tych aut? Co Pan o tym sądzi?
- Fakt, iż w Sopocie więcej jest aut niż mieszkańców, jest niepokojący. Na całym świecie już od lat odchodzi się od masowego używania samochodów. Zamyka się dla nich centra miast, promuje się transport miejski czy nawet jazdę rowerem, tymczasem w Sopocie, który kojarzy się raczej z miastem ludzi wykształconych i kulturalnych, wszystko wydaje się dążyć w odwrotnym kierunku. To dziwne, bo Sopot zawsze stanowił pewnego rodzaju awangardę dla całego kraju. Tak przynajmniej się kojarzy i tak jest odbierany. Wygląda jednak na to, że pęd do bogacenia się jest tu taki sam, jak w innych miastach, różnica polega jedynie na grubości portfela.
- Czemu jednak kupujemy akurat samochody, a nie inne dobra materialne? Co to oznacza?
- Samochód staje się w takim wypadku potwierdzeniem naszego statusu społecznego. Co ciekawe, zarazem jednak dochodzi również do procesu, który określa się mianem demokratyzacji luksusu. Kiedy każdy może sobie pozwolić na zakup jakiegoś towaru, to automatycznie przestaje być on towarem ekskluzywnym. Tak właśnie dzieje się dziś z samochodami.
- A może auto przestaje być dla nas narzędziem pracy, środkiem lokomocji, a staje się czymś więcej. Tylko czym?
- Być może dochodzimy do sytuacji, gdy kupuje się samochody na różne okazje. Inny do pracy, inny na wyjazd na weekend, a jeszcze inny np. dla dzieci.
Komentuj →
25 września 2008 |
0
Na łamach “Gazety Wyborczej” w dodatku “Wysokie obroty” opublikowano piąty odcinek cyklu “Czego nie uczą, a powinni”. Temat niezmiernie ważny, edukacja przyszłych kierowców to jednocześnie bezpieczeństwo nas i naszych najbliższych, to mniej wypadków i mniej ofiar śmiertelnych. Ciekawi jesteśmy Państwa opinii, co do zaprezentowanych propozycji, ocen, wypowiedzi zaprezentowanych w pierwszym i kolejnych artykułach cyklu. Czekamy na merytoryczny wkład do dyskusji, te wypowiedzi opublikujemy w newsie. Prześlemy je także autorowi cyklu, jak o nasz wspólny głos w tej tak ważnej dyskusji.
Artur Włodarski (“Gazeta Wyborcza”) - “Czego nie uczą, a powinni”: Lekcja piąta. Dziś o tym, jak jeździć oszczędnie. Ile pali? To najczęstsze pytanie kupujących auta. Większość zapomina, jak bardzo styl jazdy wpływa na zużycie paliwa (i zatrucie środowiska, choć tym akurat prawie nikt się w Polsce nie przejmuje). Jakim jeździsz samochodem? Nieważne. Uwierz, że to samo auto na tej samej trasie pokonywanej z tą samą prędkością może palić mniej. Dużo mniej. Wystarczy nieco inaczej obchodzić się z gazem, hamulcem i biegami. Jak? Na Zachodzie z powodzeniem funkcjonują szkoły ekodrivingu. Już po dwóch dniach ćwiczeń można osiągnąć spektakularną poprawę. Przekonaliśmy się o tym, biorąc udział w takim szkoleniu, a potem stosując zasady oszczędnej jazdy w praktyce. Wyniki? W zależności od wielkości i charakterystyki silnika (a sprawdzaliśmy na różnych, od 1,0 do 5,7 litra pojemności) uzyskiwaliśmy oszczędności sięgające nawet pięciu (!) litrów na 100 km. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że przeciętne auto przeciętnego Polaka mogłoby spokojnie spalać o 1,5-2 litra mniej. Dla przykładu nasza redakcyjna Astra II 2.0 Sport, która przez siedem lat zużywała średnio 10,3-10,8 litra, teraz na przejechanie 100 kilometrów potrzebuje ledwie 8,1-8,4 litra benzyny. Wbrew pozorom nie jest to okupione ślamazarnym tempem, muskaniem gazu i jazdą w upale bez klimatyzacji.
Podstawą jest wcześniejsza zmiana biegów. Większość kierowców zmienia bieg na wyższy przy 3-3,5 tysiącach obrotów. Tłumaczą, że wtedy silnik ma najlepszą elastyczność, że oszczędzają panewki i że niemal wszyscy tak robią. I faktycznie, 15 lat temu taki styl jazdy był polecany. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło. Współczesne silniki dużo lepiej znoszą obciążanie na niskich obrotach. Kiedy więc wciśniemy gaz przy 1500 obrotach, nie usłyszymy znanego choćby z FSO i Polonezów charakterystycznego "dzwonienia zaworów". Choć może bez entuzjazmu, to jednak auto będzie przyspieszać. Dlatego za lewarek warto sięgać o800-1000 obrotów wcześniej, niż zwykliśmy to robić: już przy 2000-2500 w przypadku silników benzynowych i1500-2000 -w przypadku wysokoprężnych. Z wyjątkiem rzecz jasna sytuacji zwiększonego zapotrzebowania na moc, gdy np. ciągniemy przyczepę, jedziemy pod górkę lub wyprzedzamy.
Jak się obchodzimy z pedałem gazu? Rozpędzając się, możemy go wciskać nawet do trzech czwartych. Potem, by utrzymać pożądaną prędkość, wystarczy tylko nieznaczny i najlepiej stały nacisk prawej stopy. Uwaga: jazda "eko" wcale nie musi oznaczać "wolno". Jedziemy równie szybko jak inni, tylko oszczędniej. A to nie znaczy, że musimy blokować lewy pas, wlec się z prędkością ciągnika rolniczego i zmuszać innych do gwałtownych i niebezpiecznych manewrów.
Spore oszczędności, zwłaszcza podczas jazdy w mieście lub terenie pagórkowatym, daje hamowanie silnikiem. W ten sposób oszczędzamy nie tylko hamulce. Już od prawie 20 lat silniki konstruuje się tak, by po zdjęciu nogi z gazu ustawał dopływ paliwa do cylindrów. Przywracany jest dopiero wtedy, gdy obroty spadną do około 1200, a więc nieco powyżej obrotów biegu jałowego. Dlatego jest to sposób oszczędniejszy od bardziej popularnej jazdy na luzie. Jak to wygląda w praktyce? Gdy tylko widzimy, że trzeba będzie hamować, po prostu zdejmujemy nogę z gazu. Jest też wersja dla ambitnych. Jedziemy 100 km/h na szóstce. W oddali na skrzyżowaniu zapala się czerwone światło. Pomijamy piątkę (spowolniłaby auto bardzo nieznacznie) i od razu wrzucamy czwórkę, a po niej kolejne, coraz niższe biegi. Im niższy bieg, tym hamowanie będzie intensywniejsze. Uwaga: zbyt brutalne przejście z trójki na dwójkę może szarpnąć autem, a jeśli jest ślisko - nawet nim zarzucić. Powodem jest znaczna różnica przełożeń na obu biegach. Tym, co uchroni nas przed zablokowaniem napędzanych kół, jest wówczas redukcja z międzygazem, czyli nieznacznym dodaniem gazu w trakcie przechodzenia przez luz. Ponieważ trwa to tylko chwilę, nie jest w stanie zniweczyć oszczędności płynących z hamowania biegami.
Dużo prościej jest ze skrzynią automatyczną. Oczywiście, gdy ma tryb manualny, o czym świadczą symbole + i - przy dźwigni zmiany biegów. Redukcję wymuszamy wtedy, trącając lewarek w stronę minusa.
Jednak nawet najbardziej ekonomiczne wytracanie prędkości zwiększa zużycie paliwa. Po hamowaniu trzeba zwykle przyspieszyć. Dlatego nadrzędną zasadą ekodrivingu jest przewidywanie. W praktyce daje się to sprowadzić do trzech wskazówek:
- nie przyspieszaj, skoro zaraz będziesz hamował,
- hamuj wcześniej, byś nie musiał hamować ostrzej, a potem rozpędzać się z niższych prędkości, oraz
- wyprzedzaj z marszu (szczegóły w pierwszym odcinku cyklu).
Chodzi o to, by jak najdłużej jechać ze stałą prędkością. Żeby utrzymać rozpędzone auto w ruchu, potrzeba znacznie mniej mocy (a więc i mniej paliwa), niż żeby je rozpędzić. Kto ma komputer pokładowy, wie, że ten sam silnik potrafi zużywać pięć, ale równie dobrze i 25 litrów benzyny czy ropy (np. podczas ostrego ruszania ze świateł). By spalanie naszego auta było bliższe tej pierwszej wartości, trzeba dalej patrzeć, więcej widzieć i wcześniej reagować. A wtedy zobaczymy, jak wiele jest sytuacji, w których hamowanie da się zastąpić zdjęciem nogi z gazu. Pamiętajmy - im gorzej przewidujemy - tym częściej hamujemy, tym więcej marnujemy paliwa. Prócz rachunków na stacji to właśnie światła stopu są najbardziej miarodajnym wskaźnikiem tego, jak rozsądnie i oszczędnie potrafimy jeździć. Im rzadziej się palą - tym lepiej.
Kompendium oszczędnej jazdy
1. Unikaj zbędnych przyspieszeń i hamowań.
2. Jedź na NAJWYŻSZYM możliwym biegu na najniższych możliwych obrotach.
3. Włączaj wyższy bieg najpóźniej po osiągnięciu 2500 obr./min (benz.) lub 2000 obr./min (diesel).
4. Przyspieszaj, jeśli warunki ruchu na to pozwalają, dynamicznie, wciskając pedał gazu do 3/4 głębokości.
5. Nie jedź na luzie, tocz się na biegu (dojeżdżając np. do skrzyżowania).
6. Dbaj o właściwe ciśnienie w oponach.
7. Jeźdź z zamkniętymi szybami.
8. Zdejmij bagażnik dachowy, gdy go nie używasz.
9. Uruchamiaj silnik bez dodawania gazu.
10. Ruszaj od razu, NIE ROZGRZEWAJ SAMOCHODU na postoju.
11. Gaś silnik, jeśli sądzisz, że postoisz DŁUŻEJ NIŻ 30 SEKUND.
12. Unikaj zbędnego obciążenia auta - usuń niepotrzebne bagaże.
13. Unikaj jazdy na dystansie mniejszym niż 4 km.
14. W miarę możliwości parkuj tyłem, a nie przodem.
15. Jeśli tuningujesz swoje auto, nie przesadzaj ze spojlerami i szerokością opon.
Komentuj →
24 września 2008 |
0
Czarne worki, w jakich transportowane są zwłoki ofiar wypadków oraz "zegary śmierci" - tablice z ponurą statystyką wypadków na polskich drogach - pojawiły się na drodze krajowej nr 1 w Poczesnej pod Częstochową. To część akcji społecznej "Drogi Zaufania - bezpiecznych osiem". Happening, mający skłonić kierowców do rozważnej jazdy, zorganizowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). W tym roku prowadzona przez nią akcja obejmuje drogi krajowe o numerach od 1 do 9. Kampanię zainaugurowano w zeszłym roku na krajowej "ósemce". W 2009 r. obejmie dalszych 88 dróg. Łącząca Gdańsk z Cieszynem krajowa "jedynka" należy do najdłuższych i najpopularniejszych dróg w Polsce. Happening w Poczesnej, dzień wcześniej przeprowadzony w Koziegłowach na tej samej trasie, to pierwsze takie akcje w ramach kampanii w woj. śląskim, ale nie pierwsze działania wynikające z programu - wcześniej w pobliżu przebudowano dwa niebezpieczne skrzyżowania. "Tablice i worki mają wywołać u kierowców silne wrażenie i zmusić do zastanowienia nad własnym zachowaniem na drodze. Jeżeli tym sposobem uda się uniknąć chociaż jednej ofiary to znaczy, że warto organizować takie happeningi" - powiedział PAP rzecznik katowickiego oddziału GDDKiA Wojciech Gierasimiuk. Akcja "Drogi Zaufania" to część kompleksowego programu poprawy bezpieczeństwa drogowego w Polsce. Jego celem jest zmniejszenie do 2013 roku liczby śmiertelnych ofiar wypadków na drogach krajowych o trzy czwarte. W ubiegłym roku na wszystkich polskich drogach zginęło w wypadkach ponad 5,5 tys. osób. Oprócz przemawiających do wyobraźni kierowców happeningów akcja "Drogi Zaufania" obejmuje m.in. przebudowę niebezpiecznych skrzyżowań, ustawianie sygnalizacji świetlnej, układanie chodników, ścieżek rowerowych, ustawianie barierek, oświetlanie przejść dla pieszych, budowę kładek. W najniebezpieczniejszych miejscach następuje ograniczanie prędkości do 50 km na godzinę i ustawianie fotoradarów. Na początek, w ubiegłym roku, akcją została objęta najdłuższa i najniebezpieczniejsza droga krajowa - nr 8, wiodąca od granicy z Czechami w Kudowie Zdroju do granicy z Litwą w Budzisku. W efekcie prowadzonych działań liczba śmiertelnych ofiar wypadków na tym szlaku spadła o 30 proc. w stosunku do roku 2006. Z danych policji wynika, że w ubiegłym roku na polskich drogach doszło do ponad 49,5 tys. wypadków, co oznacza wzrost o 5,7 proc. w stosunku do roku 2006. Rannych zostało ponad 63,2átys. osób (wzrost o 6,9 proc.), przeszło 5,5 tys. poniosło śmierć (wzrost o 6,5 proc.). Polska jest w czołówce państw, gdzie na drogach ginie najwięcej osób - średnio na każde 100 wypadków ginie 11 osób, we Francji czy Czechach - sześć, w Niemczech i Austrii - zaledwie dwie.
Komentuj →
24 września 2008 |
0
Oddano do ruchu ponad 50-kilometrowy odcinek drogi S-22 Elbląg-Grzechotki. Budowa trwała blisko 2 lata i kosztowała 482 mln zł. Zadanie było współfinansowane ze środków Sektorowego Programu Operacyjnego Transport (Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego) w wysokości 35,66%. Realizowany na 3 odcinkach kontrakt obejmował wykonanie 50 km jednojezdniowej drogi ekspresowej, budowę i przebudowę 49 obiektów mostowych oraz budowę sieci dróg dojazdowych wraz z remontem odcinków dróg lokalnych. W związku z przebiegiem drogi S-22 przez cenne przyrodniczo tereny objęte ochroną w ramach europejskiej sieci ekologicznej Natura 2000, wraz z budową drogi prowadzono zakrojone na szeroką skalę kompensacje przyrodnicze. Ich zakres objął ponad 600 hektarów terenu przyległego do drogi, na których zadbano o zachowanie odpowiednich warunków życia dla gatunków chronionych.
Komentuj →
24 września 2008 |
0
Dwa zwykłe komputery, komunikator Skype było potrzebne studentom informatyki, żeby stworzyć prosty i użyteczny internetowy rozkład jazdy stołecznej komunikacji miejskiej. Jan Nemedyński i Łukasz Ceranke w trzy miesiące stworzyli alternatywny internetowy rozkład jazdy komunikacji miejskiej pod adresem www.autobuser.pl. W oknie przeglądarki wyświetla się prosta zielono-szara strona. Nie ma graficznych wodotrysków ani irytujących reklam. Najważniejszym elementem jest pole do wyszukiwania linii lub przystanku. Zakładki w górnej części przenoszą użytkownika do pierwszej mapy warszawskich przystanków lub wyszukiwarki połączeń. Zupełną rewolucją jest funkcja "moje przystanki". - Na co dzień korzysta się tylko z kilku przystanków i linii. Po co przeglądać wszystkie? - uważa Janek. Przystanek przy domu i pracy można dodać do ulubionych i będą się wyświetlały od razu po wejściu na stronę. System pokaże też, za ile minut odjeżdża nasz autobus. Do zrobienia została też wyszukiwarka połączeń. Ma być gotowa jeszcze we wrześniu.
Komentuj →
23 września 2008 |
0
W Trójmieście ruszyła kampania przestrzegająca kierowców przed bezprawnym parkowaniem na tzw. kopertach. Wkrótce zostaną zaostrzone kary: za zajmowanie miejsca dla niepełnosprawnych grozić będzie 500-złotowy mandat i pięć punktów karnych – poinformowała “Gazeta Wyborcza Trójmiasto”. Niepełnosprawni apelują także do kierowców, by parkując obok koperty zachowali co najmniej metrowy odstęp. - Jest niezbędny, by osoba na wózku mogła otworzyć drzwi na oścież i bez trudu wsiąść do auta. Już kilka razy zdarzyło mi się czekać godzinę, by ktoś parkujący obok mojego auta odjechał, bo nie mogłam dostać się do samochodu - mówi poruszająca się na wózku Beata Wachowiak-Zwara, pełnomocnik prezydenta Gdyni ds. niepełnosprawnych. - Kiedyś przypadkowo spotkanej osobie wręczyłam kluczyki i prosiłam, by wyjechała z parkingu moim samochodem. Miałam szczęście, że nie trafiałam na złodzieja.
Komentuj →
22 września 2008 |
0
W dniach 16-22 września 2008 r. obchodzony był w Polsce Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu. Akcję zkończył Europejski Dzień bez Samochodu - 22 września. Hasłem tegorocznej kampanii bylo: "Czyste powietrze dla wszystkich". W tym czasie miasta europejskie organizują przedsięwzięcia promujące transport publiczny, komunikację pieszą i rowerową, zamykają ulice dla samochodów, przeprowadzają debaty publiczne na temat możliwości ograniczenia ruchu samochodowego w miastach. Celem tej akcji jest bezpośrednie zaangażowanie obywateli w działania związane z ochroną środowiska i zdrowia przez promowanie komunikacji miejskiej.
>Białostoczanie nie przejęli się za bardzo Europejskim Dniem bez Samochodu. Ruch na ulicach w poniedziałek nie zmalał. Nie przybyło ani pieszych, ani rowerzystów. Podobnie w bardzo wielu innych miastach Polski. Anna Olejnik: Dlaczego akcja nie cieszy się powodzeniem wśród białostoczan? Karol Mocniak, członek Stowarzyszenia Rowerowy Białystok: Tym razem przez brzydką pogodę. Poza tym nie sądzę, by mieszkańcy byli w stanie na jeden dzień zrezygnować z samochodów, skoro infrastruktura nie sprzyja korzystaniu z alternatywnych form transportu, jak rower. Należałoby ograniczyć ruch samochodowy w centrum, tak by rowerzyści i piesi czuli się bezpieczniej. Magistrat powinien zwrócić na to uwagę.
>Trzeba będzie zamknąć centrum – czytamy w “Dzienniku Bałtyckim”. Antoni Szczyt, wicedyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku. - Przyjechałem do pracy rowerem! Zauważam postęp, bo przynajmniej nikt się ze mnie nie śmiał. Reszta urzędników magistratu skorzystała z darmowych przejazdów komunikacją miejską. Inni niechętnie podchodzą do tego typu pomysłów. Muszą sobie uświadomić, że dzięki korzystaniu z roweru czy komunikacji miejskiej wiele zyskują. Nie tracą czasu w korkach, oszczędzają na paliwie, dbają o środowisko i własne zdrowie. Jeśli jednak kierowców nie da się zachęcić, może trzeba zmusić ich do zmiany przyzwyczajeń? Być może za rok pójdziemy za przykładem europejskich miast, na przykład Brukseli, i wyłączymy pewne fragmenty miasta z ruchu aut. Gdyby do centrum nie można było wjechać, z pewnością więcej mieszkańców przyjeżdżałoby tu rowerem, autobusem czy tramwajem lub przyszłoby pieszo.
>W Łodzi dużym zainteresowaniem cieszyła się nauka ekonomicznej jazdy. Specjaliści z warszawskiej szkoły Smart driving uczyli jak należy jeździć, by samochód mniej palił. - Główna zasada to zmiana biegu na wyższy już przy 2 tys. obrotów - tłumaczy Marek Tumiłowicz, szef akademii. - Wśród kierowców krążą opinie, że przy takiej jeździe niszczy się silnik. Ale w autach z elektronicznym wtryskiem paliwa nic złego się nie stanie. Na spalanie paliwa wpływa bardzo wiele czynników. Włączona klimatyzacja to spalanie większe o 10-20 proc. Otwierając szybę przy prędkości ponad 100 km/h musimy liczyć się z tym, że zbiornik paliwa zrobi się pusty 5 proc. szybciej. - Bez większych poświęceń przy średniej jeździe jesteśmy wstanie zaoszczędzić 15 proc. paliwa - mówi Tumiłowicz.
>Warszawiacy nie zauważyli, żeby na ulicach był mniejszy ruch samochodowy niż zwykle. Korki paraliżowały ulice tak jak zawsze. Policja odnotowała nawet zwiększoną liczbę kolizji. Do godz. 15 było ich 90. - To o blisko o jedną trzecią więcej niż w zwykłe dni - powiedział PAP rzecznik stołecznej policji Marcin Szyndler. Przyznał, że do większej liczby kraks przyczyniła się fatalna pogoda.
Komentuj →
22 września 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Olsztynie świętował (22.09) jubileusz 10-lecia istnienia. Uroczystość odbyła się w Salach Kopernikowskich olsztyńskiego Zamku.
(267-7)
^ Kierujący WORD-em od początku jego istnienia Andrzej Szóstek przypomnial historię Ośrodka
(267-4)
^ Oficjalną część jubileuszowej uroczystości zakończyl koncert Katarzyny Groniec
Komentuj →
22 września 2008 |
0
Brytyjczycy przeprowadzili eksperymenty na kierowcach w wieku od 17 do 24 lat. Osoby, które pisały SMS-a, były o 35 procent gorzej skoncentrowane na tym, co się dzieje przed autem. Wynik naukowcy zestawili z zachowaniem po wypiciu alkoholu i z objawami pod wpływem marihuany. "Jazda na dwóch gazach" upośledza koncentrację o 12 procent, zaś kierowca po marihuanie reaguje ponad 20 proc. później. Mało tego, maniacy "smsowania" za kółkiem właściwie nie panują nad samochodem. Człowiek zamknięty w specjalnym symulatorze w lewej ręce trzymał kierownicę, a w prawej miał komórkę i pisał wiadomość. Efekt? Przerażający - zdolność orientacji na drodze spadła o ponad 90 procent. Kierowca zjeżdżał ze swojego pasa ruchu, a nawet uderzał w inne auta. Człowiek za kółkiem i z telefonem w dłoni musi poza jazdą myśleć o tym, co ma napisać, który klawisz wcisnąć i patrzeć na ekran komórki, by odczytać SMS-a.
Komentuj →
22 września 2008 |
0
W Rzeszowie jeszcze w tym roku powstanie na 40-arowej działce miasteczko ruchu drogowego. Będzie składało się z sieci asfaltowych alejek, skrzyżowań wyposażonych w znaki drogowe i sygnalizację świetlną. Mają odzwierciedlać rzeczywiste sytuacje, które może napotkać uczestnik ruchu drogowego. Dzieci, jeżdżąc rowerami po alejkach, będą uczyły się tych zasad. - Ogłosiliśmy już przetarg, który wyłoni wykonawcę inwestycji. Chcemy, aby prace zakończyły się jeszcze w listopadzie - mówi Aleksandra Wąsowicz-Duch z Miejskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Miasteczko będzie kosztować ok. 400 tys. zł. Pieniądze pójdą nie tylko na alejki i znaki, ale także na oświetlenie placu i ogrodzenie. Miasteczko będzie zamykane nocą. Pomysłodawcami przedsięwzięcia są urząd miasta i Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Rzeszowie.
Komentuj →