2 listopada 2008 |
0
W trakcie świątecznego weekendu policjanci zatrzymali na drogach aż półtora tysiąca nietrzeźwych kierowców. Mundurowi zastanawiają się teraz, ilu pijanym za kierownicą udało się uniknąć kontroli? "Przeraża ilość nietrzeźwych kierowców" - ocenia Robert Horosz z Komendy Głównej Policji. - To wstrząsające dane, ale potwierdzające tylko regułę, że nie potrafimy w cywilizowany sposób korzystać z alkoholu. Nawet najmniejsza ilość alkoholu we krwi powinna wykluczać kierowcę z jazdy samochodem - mówi nam Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Czesław Michalczyk, łódzki psycholog, uważa, że takie kary nic nie zmienią. - Kierowca za jazdę pod wpływem alkoholu powinien być kierowany na przymusową terapię. Trzeba też zmienić nastawienie rodzin, żeby nie wsiadały do auta prowadzonego przez pijanego - mówi Michalczyk. Młodszy inspektor Marek Konkolewski podkreśla, że tak duża liczba zatrzymanych nietrzeźwych kierowców pokazuje, że policja bardzo efektywnie walczy z tym zjawiskiem. Funkcjonariusz podkreśla, że drogówka ma na wyposażeniu najnowocześniejsze alkomaty, których nie sposób oszukać. Jego zdaniem w Polsce wciąż niestety istnieje duże przyzwolenie społeczne dla pijących kierowców, którzy na drodze stanowią ogromne zagrożenie.
Komentuj →
30 października 2008 |
0
Katowice będą jednym z pierwszych miast w Polsce, gdzie w miejscach publicznych pojawią się defibrylatory – donosi “Gazeta Wyborcza Katowice”. Urządzenie jest proste w obsłudze, a może uratować życie osób, u których doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Gdyby uda się przeprowadzić zabieg defibrylacji w ciągu trzech minut od utraty przytomności, szanse na przeżycie zwiększają się do 75 proc. Adam Warzecha, radny, zaproponował, żeby w Katowicach pojawiły się w miejscach publicznych defibrylatory. Pomysł spodobał się władzom miasta. W trzy urządzenia została już wyposażona straż miejska, wkrótce kolejne będzie w miejskim centrum ratownictwa. Ale to nie koniec. W przyszłym roku miasto opracuje program dostępu do defibrylacji. Urządzenia mają się stać tak powszechne jak gaśnice. Będą w urzędach i galeriach handlowych. Jacek Czapla, wicedyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, chwali pomysł montażu w mieście tzw. automatycznych
defibrylatorów zewnętrznych (AED). - Na całym świecie wprowadza się powszechny dostęp do nich. Przyjmuje się, że AED powinny być wszędzie tam, gdzie w ciągu ostatnich dwóch lat zdarzył się choć jeden przypadek zatrzymania krążenia - tłumaczy Czapla. Przypomina też, że w 80 proc. przypadków przyczyną nagłego zatrzymania krążenia jest migotanie komór serca lub częstoskurcz komorowy. - A wtedy najskuteczniejszym ratunkiem jest właśnie wykonanie elektrycznej defibrylacji. Taką metodę ratunku można rozpocząć natychmiast, nie trzeba czekać na dojazd pogotowia - dodaje.
(272-11)
^ Zautomatyzowane defibrylatory zewnętrzne (AED - Automated External Defibrillator) są rozmieszczane w miejscach publicznych jak lotniska, dworce urzędy czy stadiony sportowe w ramach programów publicznie dostępnej defibrylacji. Ten defibrylator (jeden z wielu) stoi przy ulicy w Monte Carlo. Możemy domyślać się, iż służy zarówno tym, którzy wychodzą z kasyna, jak i kierowcom poruszającym się po serpentynach Monaco.
Defibrylator AED samo prowadzi osobę wykonującą reanimację przez wszystkie czynności. Wydaje komendy głosowe lub świetlne, informuje, gdzie przykleić elektrody, czy jak zapewnić bezpieczeństwo w miejscu wypadku. Defibrylator robi także EKG i na podstawie wyników podejmuje decyzję, czy serce potrzebuje wsparcia w postaci impulsów elektrycznych. Zdaniem specjalistów, używając automatycznego defibrylatora, popełnia się znacznie mniej błędów w czasie reanimacji. Dzięki temu nawet przypadkowe osoby mogą udzielić pierwszej pomocy.
Komentuj →
30 października 2008 |
0
Aquaplaning ma miejsce wtedy, gdy bieżnik nie jest w stanie odprowadzić nadmiaru wody spod opony. Pomiędzy oponą a asfaltem pojawia się warstwa wody, która odrywa koła od nawierzchni i samochód sunie jak wodolot, ale bez możliwości sterowania. Większość kierowców uważa, że zjawisko to jest prawdopodobne tylko w bardzo ekstremalnych sytuacjach; podczas tzw. "oberwania chmury", brawurowej jazdy oraz tylko na zakręcie, gdzie zmiana środka ciężkości pojazdu może spowodować utratę przyczepności. Niewielu użytkowników dróg zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę aquaplaning jest możliwy podczas jazdy nawet na prostej drodze. Wystarczy chwilowy brak kontaktu opony z powierzchnią, aby nasze auto zaczęło poruszać się własnym, a nie zamierzonym przez nas, torem jazdy. Kierowca, początek aquaplaningu, zaczyna odczuwać w momencie, kiedy kierownica nagle zaczyna chodzić lżej i staje się bardzo wrażliwa na niewielkie manewry, silnik zaczyna wchodzić na zbyt wysokie obroty w stosunku do rzeczywistej prędkości i przełożenia skrzyni biegów. Przyczepność samochodu natychmiast maleje, zaczyna on lekko zbaczać z toru jazdy, aż w końcu przestaje reagować na ruchy kierownicą. W normalnym ruchu ulicznym zjawisko aquaplaningu może być również efektem przyspieszenia na mokrej nawierzchni. Może mieć miejsce na przykład w chwili, gdy kierowca zechce zwiększyć prędkość przy zmianie pasa jezdni. Utrata przyczepności wskutek działania klinów wodnych może spowodować poprzeczny i podłużny poślizg, jak również obracanie się auta wokół własnej osi, czyli brak jakiejkolwiek nad nim kontroli. Ewentualność aquaplaningu jest tym większa, im grubsza jest warstwa wody na jezdni, dlatego też ujawnia się tu potrzeba odprowadzenia jak największej ilości wody przez oponę.
Szansą na wyjście z aquaplaningu na prostej drodze jest... jego przeczekanie. W przeciwnym razie, gdy skręcone koła odzyskają kontakt z nawierzchnią, auto może wpaść w głęboki poślizg. Groźniejsza sytuacja występuje gdy szybko najedziemy na głęboka kałużę jednym kołem. By uniknąć wytrącenia pojazdu z równowagi należy zmniejszyć prędkość przed przeszkodą, a najlepiej kałuże omijać. Aby zminimalizować ryzyko aquaplaningu należy dbać o stan opon. Bieżnik odprowadza wodę w ilości nawet kilkudziesięciu litrów na sekundę. Opona o bieżniku niższym niż 1,6 mm i starsza niż 5 lat nadaje się na śmietnik, o czym wielu kierowców nie wie. Popularne w Polsce kupno opon używanych nie jest dobrym pomysłem na nasze drogi, gdzie woda wypełnia głębokie koleiny i wyrwy w jezdni.
Obowiązujące przepisy o ruchu drogowym nakładają obowiązek wymiany opon, gdy głębokość bieżnika jest równa, bądź mniejsza niż 1,6 mm w jej najpłytszym miejscu. Jednak w trosce o własne bezpieczeństwo nie powinniśmy dopuszczać, aby opony osiągnęły tę minimalną wartość.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
Dyrektor Szkoły Jazdy Renault radzi, jak jesienią zadbać o bezpieczeństwo jazdy:
Hamulce i opony - Nasilające się w tym okresie opady deszczu powodują, że powierzchnie dróg są wilgotne i opony samochodu mają mniejszą przyczepność. Po przejechaniu przez większą kałużę można nacisnąć delikatnie kilka razy pedał hamulca – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. – To pozwoli osuszyć hamulce, które dzięki temu szybciej odzyskają swoje optymalne właściwości. Aby samochód mógł bezpiecznie pokonywać kałuże w czasie deszczowej pogody, niezbędne jest także regularne sprawdzanie stanu zużycia opon. Głębokość bieżnika nie powinna być mniejsza niż 1,6 mm w oponie letniej i 4 mm w zimowej. Gdy opony nie są równomiernie zużyte, te w lepszym stanie należy umieścić na tylnej osi samochodu – dodaje.
Uwaga na liście - Niebezpieczeństwo wywoływane przez zalegające na jezdni liście, można porównać do tego, jakie stanowi oblodzona nawierzchnia jezdni zimą. Najechanie na mokre liście z dużą prędkością grozi nagłą utratą przyczepności i poślizgiem – ostrzegają trenerzy. Liście mogą także maskować głębsze kałuże czy dziury w jezdni.
Słońce bywa groźniejsze niż deszcz - Nawet słoneczna jesienna aura kryje przed kierowcami wiele niebezpieczeństw. Słońce, które o tej porze roku znajduje się nisko nad horyzontem, potrafi ograniczyć widoczność niemal do zera. Jadąc pod słońce, kierowca powinien zachować szczególną ostrożność, gdyż w takich warunkach trudno zauważyć jadące z naprzeciwka samochody oraz zbliżających się do jezdni pieszych. Przy takiej pogodzie osłony słoneczne w samochodzie nie są wystarczającym zabezpieczeniem. Najlepszym rozwiązaniem na jesienne słońce są okulary przeciwsłoneczne, których oprawka jest na tyle wąska, aby nie ograniczała widoczności. Najlepiej, aby okulary miały soczewki polaryzacyjne, czyli takie, które skutecznie blokują oślepiające odblaski, nie pogarszając przy tym ostrości i nie zaburzając rzeczywistych kolorów. Podczas słonecznych dni należy też zwrócić szczególną uwagę na to, aby przednia szyba była nienagannie czysta, ponieważ słońce uwydatnia wszelkie zabrudzenia i dodatkowo ogranicza widoczność.
Jesienna chandra - Niebagatelny wpływ na zwiększenie ryzyka niebezpiecznych zdarzeń na drodze ma także ogólne pogorszenie samopoczucia kierowców. Rozdrażnienie, zmęczenie i senność wywołane coraz gorszą jesienną pogodą i ograniczonym dostępem do dziennego światła, mają istotny wpływ na obniżenie koncentracji podczas jazdy. Opanowanie, spokój i dopasowanie prędkości do warunków panujących na drodze, to zasady, które sprawdzają się bez względu na porę roku – dodaje Zbigniew Weseli.
Komentuj →
3 listopada 2008 |
0
Pijany kierowca rekordzista - 4,1 promila - Policjanci z Głogowa zatrzymali nietrzeźwego 26-letniego mężczyznę kierującego samochodem marki Fiat 126p. Przeprowadzone badanie wykazało w jego organizmie ponad 4,1 promila alkoholu. Tymczasem sąd w Giżycku przychylił się do prośby policjantów i aresztował na 2 miesiące mężczyznę, który spowodował wypadek i uciekł z miejsca zdarzenia. Wczoraj około 13.30 policjant z Głogowa, przebywający na urlopie, zwrócił uwagę na bardzo niepewnie jadący samochód marki Fiat 126p. Natychmiast zawiadomił swoich kolegów. Przybyli na miejsce funkcjonariusze zatrzymali "malucha" do kontroli. Okazało się, w środku siedzi kompletnie pijany kierowca. 26-letni mężczyzna miał w swoim organizmie ponad 4,1 promila alkoholu. Ponadto, jak się okazało nie miał prawa jazdy. Mężczyzna został zatrzymany w policyjnym areszcie, a jego samochód odholowany na parking. Tymczasem Sąd Rejonowy w Giżycku tymczasowo aresztował 33-letniego mężczyznę. Kierowca mercedesa spowodował wypadek drogowy i zbiegł z miejsca zdarzenia. Do zdarzenia doszło 26 października 2008 roku około 17 w miejscowości Kolonia Pozezdrze. Kierowca jadący prawdopodobnie mercedesem koloru czerwonego lub bordowego potrącił rowerzystę. Nie zatrzymał się i nie udzielając pomocy poszkodowanemu odjechał w stronę Giżycka. W trakcie prowadzonego dochodzenia policjanci na podstawie odłamków szkieł reflektorów ustalili, że był to model samochodu mercedes typu 123 lub 190. Funkcjonariusze wytypowali takie samochody na terenie powiatu węgorzewskiego i giżyckiego. W trakcie sprawdzania podejrzanych aut przez policjantów z Węgorzewa, funkcjonariusze z Giżycka odnaleźli i zatrzymali właściciela samochodu marki Mercedes. Zabezpieczyli również samochód z charakterystycznymi dla zdarzenia uszkodzeniami.
Pijana matka wioząc dzieci spowodowała wypadek - Buscy policjanci zatrzymali 38-letnią mieszkankę okolic Pacanowa, która na łuku drogi straciła panowanie nad samochodem i uderzyła nim w przydrożne drzewo. Do szpitala w Kielcach zostały zabrane jej dzieci w wieku 2 i 7 lat. Jej 78- letni ojciec trafił natomiast do buskiej placówki medycznej. Okazało się, że kobieta była nietrzeźwa. Przeprowadzone badanie wykazało w jej organizmie 1.5 promila alkoholu. Z pierwszych ustaleń buskich policjantów wynika, że do zdarzenia drogowego doszło tuż przed godziną 10 w Pacanowie. Kierująca osobowym fordem 38-lenia kobieta na łuku drogi straciła nad nim panowanie i uderzyła w przydrożne drzewo. Do kieleckiego szpitala trafiły jej dzieci w wieku 2 i 7 lat. Wstępnie wynika, że obrażenia, jakich doznały, nie zagrażają ich życiu. Do buskiej placówki medycznej trafił również 78-letni ojciec kobiety. Okazało się, że 38-latka była nietrzeźwa. Miała 1,5 promila alkoholu w organizmie. Najprawdopodobniej jutro kobieta będzie doprowadzana do prokuratury. Może jej grozić nawet do 4,5 roku pozbawienia wolności.
Nietrzeźwy, bez prawa jazdy próbował wręczyć łapówkę - Mundurowi ze Skierniewic zatrzymali kierującego daewoo lanosem. Mężczyzna nie dość, że nie miał prawa jazdy i był pijany, to zaproponował policjantom łapówkę. Teraz odpowie za swoje czyny. Grozi mu nawet 8 lat pozbawienia wolności. Policjanci na Alei Niepodległości zatrzymali do kontroli samochód osobowy marki Daewoo Lanos. Okazało się, że kierowca lanosa – 39-letni mieszkaniec Skierniewic nie ma uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych i jest pod wpływem alkoholu. Badanie wykazało blisko 2,3 promila alkoholu w jego organizmie. W czasie badania mężczyzna wyjął portfel i zaproponował policjantom 3 tysiące złotych w zamian za odstąpienie od czynności służbowych. Nieprzekupni stróże prawa – sierżant i dwaj starsi posterunkowi nie przyjęli łapówki i zatrzymali 39-latka w związku z próbą popełnienia przestępstwa. Nieodpowiedzialny kierowca trafił do policyjnego aresztu. Po wytrzeźwieniu mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania wręczenia korzyści majątkowej. Czyn ten zagrożony jest karą pozbawienia wolności nawet do 8 lat. Wobec zatrzymanego zastosowano dozór policyjny i poręczenie majątkowe.
Wracał z cmentarza po alkoholu - Buscy policjanci zatrzymali po krótkim pościgu kierującego fiatem 126p , który nie zatrzymał się do kontroli drogowej. 41- letni mieszkaniec gminy Wiślica był nietrzeźwy. Miał blisko 2 promile alkoholu w organizmie. Z pierwszych ustaleń policjantów wynika, że mężczyzna wracał z rodziną z pobliskiego cmentarza. Buscy policjanci patrolujący drogę dojazdową do cmentarza w Strożyskach gm. Wiślica postanowili około godziny 9.35 zatrzymać do kontroli drogowej fiata 126 p. Kierujący tym samochodem nie zatrzymał się i ruszył w kierunku pobliskiej miejscowości. Policjanci po krótkim pościgu zatrzymali go w momencie jak wjechał na teren swojej posesji. Okazało się, że 41– letni kierowca małego fiata był nietrzeźwy. Miał blisko 2 promile alkoholu w organizmie. Oprócz niego w samochodzie była jego żona i dwoje pasażerów z nim spokrewnionych. Wstępnie wynika, że wszyscy wracali z pobliskiego cmentarza. Teraz mężczyznę czeka spotkanie z prokuratorem. Za swoje nieodpowiedzialne zachowanie może mu grozić nawet do 2 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
2 listopada 2008 |
1
(272-12)
Sześć radomskich szkół nauki jazdy włączyło się do propagowania numeru alarmowego ICE. Instruktorzy będą zachęcać kursantów, żeby wpisywali numer oznaczony tym symbolem do swoich telefonów komórkowych. ICE skrót od "In Case of Emergency", czyli "w nagłym wypadku" wymyślony przez włoskich strażaków. Chodzi o wpisywanie do telefonu komórkowego pod hasłem ICE numeru osoby, którą jako pierwszą należy zawiadomić o wypadku czy zagrożeniu życia właściciela telefonu. W Radomiu numer ICE propagują od początku tego roku strażacy, policjanci, pracownicy pogotowia ratunkowego. Plakaty i ulotki informacyjne pojawiły się m.in. w szkołach i na uczelniach, supermarketach, na przystankach autobusowych i w autobusach komunikacji miejskiej. - Akcję rozpoczęliśmy na początku roku. Założyliśmy, że nie będzie to akcja jednorazowa - mówi Paweł Frysztak, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Radomiu. - Do udziału w kampanii zachęcamy kolejne firmy i instytucje. Niedawno do akcji włączyły się radomskie szkoły nauki jazdy. - Zorganizowaliśmy spotkanie, na które zaprosiliśmy przedstawicieli kilku takich szkół - opowiada Frysztak. - Sześć z nich zadeklarowało, że będzie przekazywać kursantom informacje o numerze ICE. Rzecznik straży pożarnej podkreśla, że numer ICE wpisany do telefonu komórkowego może ułatwić pracę ratownikom. O akcji dowiedzą się kursanci szkół LOK, Delta, As, Medal, KMP oraz Automobilklubu Radomskiego. - Na tym akcji oczywiście nie kończymy - mówi Frysztak. - Zastanawiamy się nad wyborem kolejnej instytucji, którą zaprosimy do współpracy w promowaniu ICE.
Komentuj →
2 listopada 2008 |
0
Koniec bezkarnego parkowania na miejscach dla niepełnosprawnych - zapowiada szczecińska straż miejska. Funkcjonariusze mogą teraz w kilka minut sprawdzić, czy kierowca legalnie zaparkował na "kopercie". - To będzie dla nas priorytet - mówi Joanna Wojtach, rzeczniczka straży. W Szczecinie ludzie o kulach czy na wózkach nie mają gdzie zaparkować. Zwłaszcza że ich jest ponad 7 tys., a kopert w niespełna 200. W ubiegłym roku miasto szacowało, że nawet tysiąc funkcjonujących w obiegu kart może być nielegalnych. Nie pomagają akcje z hasłami "Zabrałeś moje miejsce, zabierz i moje kalectwo!". - Pełnosprawni czasami tłumaczą się, że stawiają samochód tylko na chwilkę i zaraz odjadą. Urzędnicy zweryfikowali bazę danych posiadaczy kart parkingowych dla niepełnosprawnych. - W październiku przekazaliśmy bazę straży miejskiej - mówi Beata Andruszkiewicz, kierownik Zespołu ds. Obsługi Osób Niepełnosprawnych Urzędu Miasta. - Mają dobre narzędzie. Strażnik może natychmiast zadzwonić do swojego dyżurnego. Ten zaraz sprawdzi kartę. Za blokowanie koperty grozi 100 zł i 1 pkt karny. Wkrótce kary wzrosną do 500 zł i 5 pkt. MSWiA już przygotowało specjalne rozporządzenie. - Czeka na podpis premiera Donalda Tuska. Zacznie obowiązywać 14 dni po ogłoszeniu - informuje Wioletta Paprocka, rzeczniczka MSWiA. Kto może stanąć na kopercie? Właściciel karty parkingowej osoby niepełnosprawnej (karta musi być umieszczona za przednią szybą tak, by można ją było odczytać) oraz kierowca przewożący osobę uprawnioną (tylko i wyłącznie w sytuacji, gdy jest z tą osobą).
Komentuj →
1 listopada 2008 |
0
Ponad 10 tys. policjantów oraz strażnicy miejscy, harcerze i funkcjonariusze Żandarmerii Wojskowej dbali o bezpieczeństwo w czasie corocznej akcji "Znicz". Święto Zmarłych to okres wzmożonego ruchu zarówno przy cmentarzach, gdzie odwiedzamy groby naszych bliskich, ale także na drogach dojazdowych do miast w całym w kraju. Mimo wielokrotnie powtarzanych apeli w kraju doszło do 424 wypadków drogowych, w których zginęło 41 osób, a 533 zostało ranne. Niestety nie zabrakło nieodpowiedzialnych, którzy wsiedli za kierownicę po alkoholu. Nietrzeźwych kierujących policjanci zatrzymali aż 1416. Na drogach tworzyły się korki. W niektórych rejonach kraju jazdę utrudniały mgły. Mimo wielokrotnych apeli o korzystanie ze środków komunikacji miejskiej większość wybrała się na cmentarze własnymi samochodami. W okolicach nekropolii tworzyły się więc korki. Niektórzy kierowcy parkowali w miejscach niedozwolonych, inni nie zauważyli zmian w organizacji ruchu. Niestety na polskich drogach doszło w tym roku do większej liczny wypadków niż w latach poprzednich. Wzrosła również liczba ofiar śmiertelnych i osób rannych. W niektórych regionach Polski gęste mgły utrudniały jazdę i były powodem większej liczny zdarzeń drogowych, jak np. w Wielkopolsce. Policjanci zatrzymali podczas trzech dni akcji aż 1416 nietrzeźwych kierujących. Dotkliwe kary, odebranie prawa jazdy, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych nie odstraszyły nieodpowiedzialnych kierujących. Rekordzistą był kierujący “maluchem” (w Głogowie na Dolnym Śląsku), który miał 4,1 promila alkoholu w organizmie. Policjanci kilkakrotnie ścigali też nietrzeźwych.
AKCJE ZNICZ - 31 PAŹDZIERNIKA - 1 LISTOPADA
|
|
WYPADKI |
ZABICI* |
RANNI |
|
2008 |
424 |
41 |
533 |
|
2007 |
306 |
35 |
354 |
|
2006 |
271 |
28 |
338 |
|
2005 |
226 |
28 |
313 |
|
2004 |
227 |
37 |
326 |
|
2003 |
319 |
29 |
406 |
|
2002 |
291 |
35 |
369 |
|
2001 |
407 |
62 |
505 |
|
2000 |
358 |
30 |
499 |
|
1999 |
311 |
39 |
424 |
|
1998 |
428 |
46 |
547 |
|
1997 |
317 |
35 |
403 |
|
1996 |
499 |
66 |
527 |
|
1995 |
415 |
51 |
545 |
|
1994 |
321 |
48 |
401 |
|
1993 |
269 |
34 |
336 |
* Zabici na miejscu
Komentuj →
1 listopada 2008 |
0
Niejednego kierowcę przejeżdżającego przez Swansea w Walli, ten znak drogowy wprowadził w stan osłupienia. Walijjska wersja dwujęzycznej tablicy głosiła bowiem, że "nie stoi w biurze, i by jej właśnie przesłać zlecenia tłumaczeń". Co mieli z tego rozumieć kierowcy? To, co było napisane w wersji angielskiej: zakaz wjazdu ciężarówkom. "To pomyłka. Na znak dostała się treść e-maila" - wyjaśniają urzędnicy. "Nikt nie zauważył, że e-mail od tłumacza, to tylko wiadomość informująca o jego nieobecności, a nie tłumaczenie, mające trafić na znak" - przyznaje rzecznik urzędu w Swansea, Patrick Fletcher. Na znak trafiła więc treść e-maila. I zamiast o zakazie wjazdu, tablica w wersji walijskiej informowała o swojej nieobecności w biurze. Urzędnicy hrabstwa Swansea zapewniają, że błąd zostanie szybko naprawiony. Głównie dlatego, że kierowcy, zastanawiając się nad przekazem znaku, mogą się zagapić. A wtedy o wypadek nietrudno.
Komentuj →
1 listopada 2008 |
0
(272-4)
Portal “Wirtualna Polska” donosi: Jak uchronić starsze osoby przed niebezpiecznym upadkiem? Pewna firma z Japonii ma na to patent: przyczepić im osobistą poduszkę powietrzną - nawet jeśli upadną, nic sobie nie zrobią. Jak zapewniają jej wynalazcy z firmy Prop, poduszka automatycznie otwiera się w 0,1 s., gdy tylko wykryje, że zaczyna zbliżać się ku ziemi. Napełniają się wówczas powietrzem jej dwie części. Jedna chroni kark i głowę, druga krzyż i biodra. Opracowano ją z myślą o starszych osobach chorych na epilepsję, którym zagrażają częste upadki. Dla człowieka wyposażonego w poduszkę powietrzną niestraszny jest już upadek do tyłu. Jednak przewracając się do przodu wciąż musi liczyć na własny refleks i wyciągnąć ręce do przodu, by zamortyzować wstrząs.
Komentuj →
31 października 2008 |
0
Po raz pierwszy w historii nazwa policyjnej akcji Znicz w województwie śląskim nie będzie miała symbolicznego charakteru. Od piątku do niedzieli policjanci wręczali kierowcom zatrzymanym do kontroli prawdziwe znicze z napisem "Zapal tym, co nie dojechali". Akcji patronuje wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk i komendant wojewódzki policji Dariusz Biel. W sumie do rozdania jest 3400 takich lampionów. Otrzymają je przede wszystkim ci kierowcy, którzy złamią przepisy. Policjanci uprzedzają, że w najbliższych dniach skorzystają ze wszystkich dostępnych urządzeń do rejestracji prędkości. Szczególną uwagę będą też zwracać na trzeźwość.
Komentuj →
30 października 2008 |
0
Policja opublikowała raport o stanie bezpieczeństwa na bydgoskich drogach. Urzędnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo na bydgoskich ulicach zapewniają, że raport przygotowany przez policjantów nie trafi do szuflady. - Te statystyki są dla nas podstawą do planowania zmian i modyfikacji na drogach i skrzyżowaniach - zapowiada Wojciech Nalazek z Zarządu Dróg i Komunikacji Publicznej. Policja próbuje zapobiec najgorszemu i wysyła w zagrożone miejsca więcej patroli. - Nie czekając na zmiany wprowadzone przez drogowców, kierujemy tam więcej funkcjonariuszy, aby zdyscyplinować kierowców - mówi Jarosław Hernet, zastępca komendanta miejskiego policji w Bydgoszczy. ZDMiKP analizuje policyjne statystyki, ale przy planowaniu ewentualnych zmian na drogach posiłkuje się także innymi raportami. - Bierzemy pod uwagę również dane z ubezpieczalni i ekspertyzy na temat bezpieczeństwa na drogach naukowców z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego - wyjaśnia Nalazek. - Kiedy na jednej ulicy zdarza się dużo wypadków, ale z różnych przyczyn to nie jest dla nas sygnał, aby ją szybko przebudować lub dodatkowo oznakować. Niepokój wywołuje wiadomość o tym, że w danym rejonie miasta dochodzi do wypadków lub kolizji z tego samego powodu. Dla nas ważna jest powtarzalność przyczyn.
Komentuj →
29 października 2008 |
0
Do dnia 30 września 2008 r. w ramach zatwierdzonych projektów FS dla perspektywy finansowej 2004-2006 podpisano 219 kontraktów na łączną kwotę 3 815,3 mln EUR, co stanowi ok. 99% łącznych kosztów kwalifikowanych w projektach, w tym: 83 drogowe na kwotę 2 483 mln EUR (co stanowi ok. 104% wartości kosztów kwalifikowanych projektów drogowych - przekroczenie wynika z wartości niektórych kontraktów wyższych niż szacowane na etapie ubiegania się o środki FS, różnica będzie pokryta ze środków krajowych), 89 kolejowych na kwotę 1 330,3 mln EUR (91% wartości kosztów kwalifikowanych projektów kolejowych), 47 na pomoc techniczną dla sektora transportu (w gestii MI) na kwotę 2,03 mln EUR (26,8% wartości kosztów kwalifikowanych tych projektów).
(272-6)
Od 1 stycznia do 30 września 2008 r. podpisano 37 kontraktów na łączną kwotę 503,03 mln EUR, w tym: 8 drogowych: 6 drogowych w ramach perspektywy finansowej 2004-2006 na kwotę 341,47 mln EUR (oraz 2 drogowe w ramach perspektywy finansowej 2007-2013 na kwotę 676,18 mln PLN), 15 kolejowych na kwotę 161,53 mln EUR, 14 na pomoc techniczną dla sektora transportu (w gestii MI) na kwotę 192,63 tys. EUR.
Wartość środków Funduszu Spójności przekazanych beneficjentom w sektorze transportu do dnia 30 września 2008 r. wyniosła narastająco 1 421,4 mln EUR, co stanowi ponad 51% przyznanej kwoty dofinansowania FS. W pierwszych trzech kwartałach roku 2008 kwota ta wyniosła prawie 208 mln EUR.
Do dnia 30 września 2008 r. zakończono realizację 8 projektów (inwestycyjnych i pomocy technicznej) w ramach Strategii wykorzystania Funduszu Spójności, w tym dokonano końcowego rozliczenia 3 z nich.
Projekty zakończone i rozliczone w ramach prowadzonych projektów to: Warszawski Węzeł Transportowy (2000/PL/16/P/PA/002); Przygotowanie projektu budowy Autostrady A 2, odc. Stryków - Konotopa (2002/PL/16/P/PA/010); Wzmocnienie nawierzchni DK nr 50 (717), odc. Sochaczew - Grójec (2000/PL/16/P/PT/004) .
Projekty zakończone, lecz jeszcze nie rozliczone to: Przygotowanie projektu dla Autostrady A 4, odc. Zgorzelec - Krzyżowa (2002/PL/16/P/PA/007); Budowa Autostrady A 4, odc. Kleszczów - Sośnica (2000/PL/16/P/PT/001); Budowa Autostrady A 2, odc. Konin - Łódź, Sekcja: Emilia - Stryków II (2003/PL/16/P/PT/020); Budowa Autostrady A 2, odc. Konin - Łódź, Sekcja: Konin - Koło - Dąbie - Wartkowice - Emilia (2004/PL/16/C/PT/001); Przygotowanie projektu modernizacji linii kolejowej E-65, odc. Warszawa - Działdowo - Gdynia (2001/PL/16/P/PA/005).
W czerwcu 2008 r. przekazano do Komisji Europejskiej wnioski o płatności końcowe dla czterech projektów Funduszu Spójności: Budowa Autostrady A 4, odc. Kleszczów – Sośnica (2000/PL/16/P/PT/001); Budowa Autostrady A 2, odc. Konin - Łódź, Sekcja: Emilia - Stryków II (2003/PL/16/P/PT/020); Budowa Autostrady A 2, odc. Konin - Łódź, Sekcja: Konin - Koło - Dąbie - Wartkowice - Emilia (2004/PL/16/C/PT/001); Przygotowanie projektu modernizacji linii kolejowej E-65, odc. Warszawa - Działdowo - Gdynia (2001/PL/16/P/PA/005). Do Komisji Europejskiej przekazano także raporty końcowe dla ww. projektów Funduszu Spójności, z wyjątkiem Przygotowania projektu modernizacji linii kolejowej E-65, odc. Warszawa - Działdowo - Gdynia (2001/PL/16/P/PA/005). W związku z powyższym oczekujemy na przekazanie płatności końcowych z Komisji Europejskiej na rachunki Instytucji Płatniczej dla Funduszu Spójności oraz Rachunki Narodowego Funduszu Środków Pomocowych z Unii Europejskiej ISPA.
Komentuj →
29 października 2008 |
0
Quady stają się przekleństwem osiedlowych uliczek. Na potężnych maszynach szaleją kilkuletnie dzieci. W Polsce nie ma przepisów, które by im tego zabraniały, alarmuje "Metro". Rodzice, pozwalając dzieciom na jazdę takim sprzętem, nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa - mówi podinsp. Wojciech Pasieczny z Komendy Stołecznej Policji. - Quady są przede wszystkim bardzo wywrotne, a najczęstszym odruchem ratowania się przed upadkiem na takiej maszynie jest wystawianie nogi. Efektem są złamania kończyn. Ale często upadki kończą się dużo gorzej. Twierdzi, że policja niewiele może zrobić: - Możemy tylko odprowadzić delikwenta do rodziców i zwrócić im uwagę, że dziecko na quadzie (w zależności od okoliczności - bez rejestracji, kasku, karty motorowerowej czy prawa jazdy) nie powinno poruszać się po drogach publicznych. Gazeta podaje kilka przykładów groźnych w skutkach wypadków z udziałem dzieci i quadów i pisze, że w Polsce najwyraźniej prawo nie nadąża za rzeczywistością. - Pojęcie "quad" w prawie nie istnieje, więc raz urzędnik uzna go za ciągnik, raz za motocykl. Nie ma przepisów określających, jak rejestrować quady, kto może na nich jeździć, czy wymagane jest prawo jazdy, karta motorowerowa, kask, mówi podinsp. Wojciech Pasieczny z Komendy Stołecznej Policji.
Uporczywe jeżdżenie przez nieletniego (poniżej 13. roku życia) quadem np. po chodniku policjant może uznać za objaw demoralizacji i skierować sprawę do sądu rodzinnego. Praktyka jest taka, że w sądzie skończyłoby się na upomnieniu, wyjaśnia karnista prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Ale na podstawie kodeksu rodzinnego (art. 109), mówiącego o zagrożeniu dobra dziecka, a za takie można uznać zezwolenie mu na jazdę takim pojazdem, można postawić przed sądem rodziców, dodaje prof. Hołda. Posłowie komisji infrastruktury pytani przez "Metro", czy toczą się jakieś prace nad uregulowaniem statusu quadów w Polsce, przyznawali, że "nie słyszeli o takim problemie".
Komentuj →
29 października 2008 |
0
25-latek z Gorzowa przejechał pieszego, bo ten nie chciał ustąpić mu miejsca na osiedlowej drodze. Teraz odpowie za umyślne uszkodzenie ciała. Osiedlowa ul. Legionów Polskich w Gorzowie Wlkp. jest częściowo wyłączona z ruchu. Na wniosek mieszkańców ustawiono tam znaki zakazu wjazdu, niedotyczące jedynie lokatorów. 25-letni Sławomir G. zignorował zakaz i swoim peugeotem wjechał w uliczkę. Tam napotkał pieszego. Kierowca nie miał miejsca, by bezpiecznie ominąć mężczyznę, a pieszy nie chciał zejść z drogi. - Doszło między nimi do sprzeczki - relacjonuje Sławomir Konieczny, rzecznik gorzowskiej policji. Kierowcy puściły nerwy. Nacisnął pedał gazu i ruszył wprost na pieszego. Ten wpadł na maskę samochodu. Furiat przewiózł mężczyznę ok. 20 m. Gdy zahamował, pieszy upadł na jezdnię. Za umyślne uszkodzenie ciała grozi mu kara od 2 do 10 lat więzienia.
Komentuj →
29 października 2008 |
0
Na trzech stołecznych skrzyżowaniach, gdzie wypadki drogowe zdarzają się często, drogowcy wezwali bioenergoterapeutę. Jego metoda na razie działa. Ale policjanci są sceptyczni – poinformowało “Życie Warszawy”. - Wcześniej próbowaliśmy ograniczyć liczbę wypadków metodami inżynierskimi, ale wszystkie zawiodły, twierdzi rzeczniczka ZDM Urszula Nelken. - Sięgnęliśmy po metodę niekonwencjonalną, bo ginęli ludzie. Czy istnieje związek między działaniem różdżki a poprawą bezpieczeństwa? Drogowcy nie chcą niczego przesądzać. A policjanci? - Pierwszy raz słyszę o zainstalowaniu na Bemowie ekranów pochłaniających złą energię. Wiem jedno: wysyłaliśmy tam policjantów. Karali mandatami kierowców łamiących przepisy - oświadczył Wojciech Pasieczny, zastępca naczelnika stołecznej drogówki.
Komentuj →
29 października 2008 |
0
Inspekcja Transportu Drogowego w województwie kujawsko-pomorskim znalazła sposób na piratów w samochodach ciężarowych. - Jest nas 15, a będzie dwa razy tyle - zapowiada Rafał Jankowski, zastępca wojewódzkiego inspektora. - Na dodatek trudniej będzie nas uniknąć. Patrole staną się niezauważalne dla kierowców - Inspekcja wyposażona zostanie w trzy nieoznakowane vany. Do tego w jej parku maszyn pojawią się też dwa szybkie motocykle, a do wielkich kontroli - trzy auta biura na kółkach. - To duże, zielone, oznakowane wozy wyposażone w elektroniczny sprzęt i wygodne miejsca dla kontrolerów ze stoliczkiem jak w biurowym pokoju i fotelem dla kontrolowanych kierowców. Inspektorzy wyposażeni w nowy sprzęt wyruszą na ulice regionu już na początku przyszłego roku. Zapowiadają sprawdzanie dokumentacji i stanu technicznego taksówek, busów, autobusów i ciężarówek ze zdwojoną siłą. Według specjalistów, do grzechów głównych kierujących tymi pojazdami należy wydłużanie czasu pracy. - Najczęściej przepis ten łamią kierowcy tirów - mówi Jankowski. - Nagminnie zatrzymujemy również osoby, które montują w autach niedozwolone urządzenia do fałszowania czasu pracy. Kierowcy zatajają w ten sposób, że nie odpoczywają tak często jak powinni. Miejsce trzecie w niechlubnym rankingu zajmuje przeciążenie pojazdu - zapakowanie zbyt dużej ilości towaru. - Co drugie zatrzymanie kończy się karą administracyjną dla kierowcy lub przedsiębiorcy, mogą zapłacić nawet 20 tys. zł.
Komentuj →
28 października 2008 |
3
Mandat w wysokości 300 zł i pięć punktów karnych można dostać za niewypuszczenie autobusu z zatoczki – przypomina “Gazeta Wyborcza Szczecin”. Kierowcy miejskich autobusów dostali naklejki, które mają przypominać innym uczestnikom ruchu drogowego, że autobus wyjeżdżający z zatoczki ma pierwszeństwo. - Niewpuszczenie autobusu, który wyjeżdża z zatoczki i kierunkowskazem sygnalizuje zamiar włączenia się do ruchu, jest równe z nieustąpieniem pierwszeństwa, gdy znajdujemy się na drodze podporządkowanej - wyjaśnia Grzegorz Sudakow, szef zachodniopomorskiej drogówki. Policja w ub. tygodniu sprawdzała zachowania kierowców na szczecińskich ulicach. Na 100 przypadków 90 razy autobusy nie były wpuszczone do ruchu.
Komentuj →
28 października 2008 |
0
Choć meteorolodzy o śniegu jeszcze nie wspominają, Zarząd Dróg Miejskich w Bydgoszczy postanowił pochwalić się stanem przygotowań do zimy. Ogłosił, że podobnie jak w ubiegłym roku oczyszczaniem ulic zajmą się dwie firmy: Remondis i Corimp. Obie dysponują łącznie 19 pługopiaskarkami i piaskarkami. Zgromadziły też 2,5 tys. ton soli, 50 ton chlorku wapnia i 300 ton piasku. - To wystarczy na walkę z zimą - zapowiada Jan Siuda, dyrektor ZDMiKP. - Miejskie ulice zostały podzielone na trzy standardy. Te należące do pierwszego to główne szlaki, po których jeździ komunikacja miejska. One muszą być oczyszczone ze śniegu w dwie godziny po ustąpieniu opadów, a z błota pośniegowego - w cztery. Podobnie będzie na placach, przystankach, pętlach autobusowych i tramwajowych oraz schodach. Pozostałe ulice będą czyszczone w drugiej kolejności. ZDMiKP wynajął też sześć firm, które zajmą się robieniem porządków na chodnikach. Gotowy do zimy jest też oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z 49 solarkami i 130 pługami.
Komentuj →
28 października 2008 |
0
Prawo jazdy - marzenie sporej grupy młodych osób. Móc usiąść za kierownicą i prowadzić samochód. Początkowa niezwykłość tego zajęcia z czasem ustępuje miejsca prozie życia - stan polskich dróg nie pozwalający w pełni cieszyć się mocą skrywaną pod maską auta, potrzeba systematycznego serwisowania, wysokie koszty napraw, duży obowiązkowy koszt ubezpieczenia. Posiadanie samochodu kosztuje i to całkiem sporo- przeciętny konsument na konserwację swojego pojazdu i utrzymanie go w ruchu wydaje przez 10 lat kwotę równą aż 100% pierwotnej ceny auta. Wprowadzone w 2002 roku rozporządzenie GVO/BER 1400/2002, oprócz wpływu na rynek motoryzacyjny, ma także znaczenie dla kierowców. Przede wszystkim zachowało ich prawo wyboru, gdzie chcą naprawiać swój samochód. Wspomniane rozporządzenie korzystnie wpłynęło na konkurencyjność na rynku napraw i części samochodowych, gwarantując niezależnym firmom tego sektora dostęp do danych technicznych. Cóż to oznacza w praktyce? Dzięki temu, niezależne warsztaty mogą dokonywać napraw i serwisować samochody, które są coraz bardziej skomputeryzowane i skomplikowane. Mechanicy muszą mieć dostęp do wiedzy i informacji, aby wiedzieć co robić, by pojazd mógł bezpiecznie się poruszać, spełniając przy tym wszystkie normy (dotyczące np. emisji spalin) wytyczone przez producenta. Wspomniane informacje są również niezbędne do produkcji urządzeń diagnostycznych czy oprogramowania.
Warto podkreślić fakt, że wygaśnięcie GVO, wpływając na stan aut, wpłynie również na pogorszenie bezpieczeństwa na drogach.
Obecnie mamy wiele kłopotów z mobilizacją kierowców do dbałości o stan techniczny samochodów. Blisko 1 właścicieli aut w Polsce nie odwiedza warsztatów w ciągu roku. Dzięki prowadzonym akcjom edukacyjnym, jak choćby Akademia Bezpiecznego Samochodu, pojawiają się pewne pozytywne trendy, np. z 25% do 31% wzrósł odsetek osób profilaktycznie odwiedzających warsztat, w celu sprawdzenia stanu technicznego pojazdu. Brak GVO i rosnące ceny części sprawią, że sytuacja będzie zmierzać w odwrotnym kierunku. Bez sprawiedliwego i pełnego dostępu do informacji, narzędzi i wyposażenia, części oraz szkoleń niezależni uczestnicy rynku, czyli warsztaty samochodowe nie będą w stanie zapewnić bezpiecznego i ekologicznego poruszania się pojazdu. Samych kierowców natomiast nie będzie stać na utrzymanie zaawansowanych technicznie samochodów i serwisowanie ich w ASO. Brak GVO doprowadzi do ograniczenia inwestycji w produkcję i narzędzia, a ostatecznie wyeliminuje z rynku zarówno producentów, jak i dystrybutorów części zamiennych i urządzeń warsztatowych oraz warsztaty niezależne. Tym samym klient będzie zmuszony do korzystania z usług oferowanych przez Autoryzowane Stacje Obsługi, monopolistycznie zaopatrywanych przez koncerny samochodowe w urządzenia, części i dane techniczne. Brak konkurencji, doprowadzi do wzrostu cen za części i usługi, co najbardziej odczuje oczywiście 15 milionów użytkowników samochodów w Polsce. Poza tym wybór części potrzebnej do naprawy zostanie narzucony przez koncerny samochodowe. Konsument ma prawo do instalowania części wysokiej jakości, spełniających wszelkie wymagania prawne, niezależnie od tego, czy zostały dostarczone przez producenta pojazdu, czy też nie- wraz z wygaśnięciem GVO swoboda wyboru w tej kwestii zostanie mocno ograniczona.
Unijne rozporządzenie wprowadziło także zmiany w zakresie napraw gwarancyjnych- również z korzyścią dla klienta. Po pierwsze może on zdecydować się na części nie posiadające logo koncernu samochodowego, po drugie może skorzystać z usług warsztatu niezależnego. W obu wypadkach nie traci gwarancji- należy jednak zaznaczyć, że ten przywilej odnosi się tylko do napraw finansowanych przez konsumenta, jak np. wymiana części eksploatacyjnych. Warto w tym miejscu podkreślić również znaczenie rozporządzenia GVO dla Autoryzowanych Stacji Obsługi- one również stracą na braku GVO, stając się w zasadzie bezwolnym wykonawcą polityki narzucanej przez koncerny samochodowe. W tym momencie ASO mogą zaoferować klientom wykonanie naprawy z użyciem nie oznaczonych logo koncernu samochodowego części, znacznie tańszych, będąc tym samym bardziej konkurencyjnym i atrakcyjnym dla klienta. Rozporządzenie GVO/BER 1400/2002 pozwala kierowcom na opłacalne przemieszczanie się. W momencie wzrostu nawet o 60% cen części i usług, a ten scenariusz jest realny w przypadku braku konkurencji na rynku motoryzacyjnym, posiadanie auta stanie się niemal luksusem nawet dla klasy średniej. Przeciętnie zarabiający obywatel będzie zmuszony bądź do rezygnacji z samochodu, bądź też z dbania o niego w należyty sposób. Pamiętać natomiast należy, że samochody z powodów bezpieczeństwa i ochrony środowiska muszą spełniać odpowiednie standardy i być regularnie sprawdzane i to dla dobra wszystkich użytkowników dróg – poinformowała polska komisja R2RC.
Komentuj →
28 października 2008 |
0
WORD w Płocku jest wyposażony w nowe urządzenie do wykrywania kamer bezprzewodowych - o czym poinformował ośrodek. Zakup urządzenia został spowodowany złapaniem kandydata na kierowcę podczas egzaminu teoretycznego, który korzystał z tego typu urządzenia.
(272-8)
^ Z takim sprzętem do WORD-u Płock kandydat na kierowcę już nie wejdzie
Komentuj →
27 października 2008 |
0
24 października 2008 r. pilski WORD symbolicznie upamiętnił jubileusz 10 lat swego funkcjonowania. Uroczystość zaszczycili znamienici goście, wśród nich obecni byli: Arkadiusz Błochowiak - wicemarszałek Województwa Wielkopolskiego, Jerzy Kado - wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Wielkopolskiego, Paweł Dalke wiceprezydent Piły, Wojciech Szutkowski - sekretarz powiatu pilskiego.
(272-19)
Przez 10 lat w Ośrodku przeprowadzono blisko 500 000 egzaminów, znaczącej poprawie uległy warunki lokalowe po przeniesieniu Ośrodka z ul. Żeromskiego do nowej siedziby na Lotniczej. Zmiany jakie dokonały się przez minione 10 lat przybliżył dyrektor WORD Zbigniew Przeworek. Uroczystość była dobrą okazją do wyrażenia podziękowań pracownikom WORD, a także wręczenia wyróżnień i odznaczeń szczególnie zasłużonym pracownikom. Odznakę zasłużony dla transportu otrzymali: Jan Bekierski, Marek Zdebik, Jan Kasprzak, Tomasz Kosiński, Jan Talarczyk, Edward Bartol, Stanisław Borysewicz, Lechosław Frankowski, Adam Trela, Tadeusz Piłat, Kazimierz Brończyk, Tadeusz Bednarek i Stanisław Stępyra. Wyróżniono także pracowników, którzy związani są z Ośrodkiem o początku jego istnienia.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
Na modernizację i rozwój transportu zbiorowego Olsztyn ma zapewnione dofinansowanie unijne w wysokości prawie 400 mln zł. Do tej pory mówiło się, że za te pieniądze w mieście można by było zbudować linie tramwajowe albo tak przebudować ulice, by wydzielić na nich pasy wyłącznie dla autobusów. Zupełnie nowe rozwiązanie - z translohrem - jako jedną z kilku opcji przedstawiła władzom miasta krakowska spółka IMS, która przygotowuje studium wykonalności projektu modernizacji olsztyńskiej komunikacji. Translohr to taki trolejbus z elementami tramwaju. Pojazd porusza się na kołach. Potrzebuje też jednej szyny, ale tylko do prowadzenia wagonów i jako uziemienia. Jego zalety w porównaniu z tradycyjnym tramwajem to przede wszystkim niższy koszt wykonania infrastruktury. Głębokość torowiska dla tramwajów waha się od 70 do 100 cm, w przypadku translohr jest to około 30 cm, co powoduje, że nie trzeba rozkopywać drogi i przekładać rur. Translohr zajmie też 20 proc. mniej pasa drogowego i ma mniejszy promień skrętu. Jakie są minusy tego rozwiązania? - Niestety, ale jest tylko jeden dostawca takich pojazdów - odpowiada Tomasz Szczyglewski, wiceprezydent Olsztyna. Mocne i słabe strony nowego rozwiązania jak i tych omawianych do tej pory będą znane w połowie stycznia przyszłego roku. Właśnie wtedy będzie gotowe studium wykonalności projektu. - Po jego przeanalizowaniu podejmiemy decyzję, które rozwiązanie zostanie przyjęte - mówi Tomasz Szczyglewski.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
Można go spotkać na środku skrzyżowań z tabliczką: "Metro", "Jelonki" albo 40 innymi. Niektórym pokazuje napis: "Ja nie gryzę". Tak 29-letni Grzegorz otwiera przed sobą drzwi samochodów. Siebie nazywa "prekursorem autostopingu miejskiego" - czytamy w stołecznej “Gazecie Wyborczej”. Warszawski prekursor w ten sposób porusza się po mieście od dziesięciu lat. Jest grafikiem, fotografem, skończył Wyższą Szkołę Humanistyczną w Pułtusku. Początkowo zależało mu, żeby łapać "okazje" do najbliższej stacji metra. Od dwóch lat stara się w ogóle unikać komunikacji publicznej, choć na wszelki wypadek kupuje bilet kwartalny. Autostopem jeździ też zimą, o północy i kiedy pada deszcz. - Tak jest szybko, wygodnie i przyjemniej niż w tramwaju czy w autobusie. To ciekawe poznać pięć nowych osób, kiedy jedzie się z jednego końca miasta na drugi - uważa Grzegorz.
Autostop – forma podróżowania, polegająca na przemieszczaniu się przygodnie zatrzymanymi pojazdami. W Polsce autostop został formalnie zalegalizowany w 1957 r.. Polegało to na tym, że biura turystyczne na początku sezonu wakacyjnego sprzedawały chętnym specjalne książeczki autostopowe w formie małych zeszycików, wewnątrz których znajdowały się kupony, które osoba podróżująca autostopem zostawiała kierowcy. Każdy kupon miał wydrukowaną liczbę kilometrów i zamierzeniem organizatorów "Akcji Autostop" było zachęcenie kierowców do zabierania autostopowiczów i gromadzenia kuponów. Osoby zamierzające podróżować po Polsce w ramach tej akcji oprócz książeczki autostopu z kuponami (służyła ona także do zatrzymywania kierowców i była symbolem akcji - na okładce wydrukowany był czerwony okrąg na białym tle, podobny do policyjnego "lizaka") uzyskiwali ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Warunkiem udziału w akcji było przedstawienie dokumentu tożsamości (niepełnoletni okazywali legitymację szkolną oraz zgodę rodziców) oraz wystawionej na swoje nazwisko książeczki oszczędnościowej z dwustuzłotowym wkładem. Ten drugi warunek służyć miał zapewnieniu wędrującemu po kraju autostopowiczowi minimum środków utrzymania przez wakacje. Na koniec sezonu kierowcy mogli przesłać kupony do biura organizatorów; ten z nich, który zgromadził kupony na największą ilość kilometrów wygrywał i otrzymywał nagrodę. "Akcja Autostop" w tej zinstytucjonalizowanej formie cieszyła się w Polsce powodzeniem do końca lat siedemdziesiątych.Obecnie coraz bardziej popularny staje się tzw. e-autostop, czyli kojarzenie ze sobą kierowcy i pasażera jadących na tej samej trasie przy pomocy specjalnie do tego celu stworzonych serwisów internetowych. W niektórych miejscach na świecie jazda autostopem (ang. hitchhiking) jest zabroniona – ma to miejsce np. w wybranych stanach USA.W Polsce zabronione jest zatrzymywanie samochodów bezpośrednio na autostradach. Zabronione jest również zatrzymywanie aut będąc pod wpływem alkoholu, oraz robienie tego w sposób zagrażający bezpieczeństwu na drodze.
Carpool - alternatywne podróżowanie. Sprawdza się jako forma wspólnego dojeżdżania do pracy, ale także tania i szybka możliwość podróżowania. Carpooling to oszczędność czasu, pieniędzy, środowiska naturalnego i sposób na poznanie ciekawych ludzi. Carpool Bezpieczne podróżowanie i poznawanie nowych osób oraz duże oszczędności to bez wątpienia niejedyne korzyści carpoolingu.Aby wyszukać osoby do wspólnych dojazdów albo zgłosić siebie jako osobę jadącą w jakimś kierunku musisz być zarejstrowanym partnerem portalu.Nie dojeżdżaj samemu, bo się nie opłaca. Moda na carpooling dotarła do Polski ze Stanów Zjednoczonych, gdzie przy ogromnym przyroście aut zaczynało się robić coraz ciaśniej na drogach, ludzie zaczęli szukać sposobów na ograniczenie ruchu samochodowego w zakorkowanych miastach. W ten sposób wymyślono carpooling, czyli sposób na codziienne dojazdy do pracy czy szkoły, czy nawet na dalsze wycieczki. Z badań i obserwacji jasno wynikało, że wiele osób dojeżdża o tej samej porze w podobnym kierunku.Kierowca oprócz siebie nie wiezie nikogo. To nasuneło genialne rozwiązanie żeby jednym samochodem dojeżdżało kilka osób jednocześnie, przez co na ulicach będzie o kilka samochodów mniej.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
(265-1)
Ogromny odzew czytelników "Gazety" na propozycję Zarządu Transportu Miejskiego, który zapowiada wytyczanie kolejnych buspasów. Większość chce przywilejów dla komunikacji publicznej, wszyscy domagają się, by policja skutecznie je egzekwowała. Przeciw kolejnym buspasom są tylko nieliczne głosy nałogowych kierowców i tych, którzy podwożą samochodem dzieci do szkół i przedszkoli i boją się jeszcze większych korków. Polityka ratusza zmierza jednak do tego, by uwolnić od nich transport miejski, z którego korzysta większość warszawiaków. W piątek napisaliśmy, że jeszcze we wrześniu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz ustali harmonogram wyznaczania następnych buspasów (dziś mają w sumie ok. 15 km). - Nasz projekt jest już na ukończeniu - potwierdził dyrektor ZTM Leszek Ruta zadowolony z pozytywnej reakcji naszych czytelników. W sondzie, którą uruchomiliśmy w portalu internetowym Gazeta.pl, za buspasami opowiedziało się 78 proc. głosujących. ZTM chce, by nowe powstały m.in. na obu jezdniach Trasy Łazienkowskiej (od skrzyżowania Ostrobramskiej z al. Stanów Zjednoczonych do Grójeckiej), w Al. Jerozolimskich (od pl. Zawiszy do Dworca Centralnego) i w al. "Solidarności" (od pl. Bankowego do Żelaznej). Ratusz może liczyć w tej sprawie nawet na wsparcie opozycji. Do "Gazety" zatelefonował radny Jarosław Krajewski: - Bardzo mnie ucieszyło, że poruszyliście temat buspasów. Są konieczne, bo centrum jest zatkane. Tylko trzeba je wdrażać mądrze. Terapia szokowa mogłaby się okazać zbyt kosztowna dla mieszkańców i mogłaby zaszkodzić całej sprawie - mówił. Buspasy rozgrzały czytelników: w piątek dostaliśmy mnóstwo listów z propozycjami miejsc, gdzie takie udogodnienia dla komunikacji by się przydały. Powtarzają się apele o częstsze patrole policji, które wyłapywałyby kierowców zajeżdżających drogę autobusom. Dyrektor Ruta myśli o ustawianiu skrzynek na przenośne fotoradary. - Byłby to element prewencyjny, a jednocześnie spory przychód finansowy z mandatów dla miasta - uważa.
Listy czytelników:
- Zapomnieliście o Puławskiej? Od początku września codziennie tkwimy w korku na Puławskiej od Piaseczna przynajmniej do ul. Kajakowej w Pyrach. Zastanawiam się, dlaczego mimo niedawnego remontu nawierzchni tej ulicy nikt nie pomyślał, żeby wyznaczyć tu pas dla komunikacji publicznej. Gdyby mieszkańcy Piaseczna wiedzieli, że dotrą do stacji metra Wilanowska w 20-25 minut, na pewno przesiedliby się do autobusów, zamiast jeździć samochodami i tkwić w korkach rano i po południu. Wytyczanie buspasów to znakomity pomysł. Anna Wieczorek
- Pilnujcie cwaniaków: Choć dojeżdżam do pracy własnym autem, jak najbardziej popieram buspasy. Szkoda tylko, że są one rajem dla tzw. cwaniaczków samochodowych, którzy korzystają z nich bezkarnie, żeby skrócić sobie podróż. Dlatego tworzeniu buspasów w Warszawie powinna towarzyszyć mobilizacja drogówki. Postawienie czegoś w rodzaju radaru do fotografowania samochodów byłoby doskonałym rozwiązaniem. Zapraszam w al. "Solidarności": przed Dworcem Wileńskim kierowcy urządzają sobie niezły ubaw, przemykając buspasem bez konieczności stania w korku na pasach dla samochodów. Adam Szczęsny
- Do czego się przesiąść? Wygląda na to, że miasto utraciło kontakt z rzeczywistością. Faktem jest, że są korki, ale nie wszyscy mają możliwość, żeby przesiąść się do autobusów. Jeżeli miałoby to wydłużyć przejazd do półtorej godziny (po buspasie) z 45 minut (samochodem w korkach) - a tak jest w przypadku Białołęki - to jest to bez sensu. Tworzenie nowych buspasów jest wylewaniem dziecka z kąpielą. Przykład: buspas na Modlińskiej. Owszem, Tarchomin dojeżdża nim trochę szybciej. Ale w zamian w korkach stoi pozostała część Białołęki bez rozsądnie wytrasowanych linii, Legionowo i okoliczne miejscowości. Spróbujcie napisać w "Gazecie" także o drugim punkcie widzenia: kierowcy, który chętnie przesiądzie się do komunikacji, pod warunkiem że ona będzie i zaoferuje mu przynajmniej porównywalny czas przejazdu. Maciej Czarnota, senior manager
- Blokada na Młynarskiej - Newralgicznym punktem podróży tramwajami z Nowego Bemowa do centrum jest ul. Młynarska, gdzie ustawicznie blokują ją samochody. Wyłączenie torowiska tylko dla tramwajów sprawiłoby, że podróż skróciłaby się nawet o 20 minut. "Tram-pas" mógłby obowiązywać tylko w godzinach szczytu porannego i popołudniowego. Parokrotnie pisałem już w tej sprawie do Zarządu Dróg Miejskich, ale odzewu wielkiego nie było. Może ten list poruszy parę sznurków? Jacek Dymkowski
- Czas na Targową - Z moich obserwacji wynika, że buspas przydałby się także na Targowej od al. Zielenieckiej do Dworca Wileńskiego. Ruch jest tam bardzo chaotyczny. Autobusy lawirują pomiędzy osobówkami, przez co i jedni, i drudzy tylko się denerwują. Rafał Ziarnik.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
Miasto wyznaczy pasy tylko dla autobusów na Trasie Łazienkowskiej i w Alejach Jerozolimskich, żeby ułatwić dojazd do centrum pasażerom komunikacji miejskiej - ogłosiła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Razem z szefem Zarządu Transportu Miejskiego Leszkiem Rutą zaprosiła dziennikarzy na konferencję prasową do nowego węzła przesiadkowego nad stacją metra Młociny. Tutaj przekazali dwie ważne informacje dla wszystkich, którzy korzystają z komunikacji zbiorowej. Pierwsza dotyczy podróżujących autobusami wzdłuż Trasy Łazienkowskiej i Al. Jerozolimskich. Zgodnie z tym, co pisała "Gazeta" na początku września, zarząd miasta zdecydował w końcu wytyczyć wzdłuż obu arterii pasy tylko dla autobusów. Oznacza to znaczne uprzywilejowanie transportu publicznego. Teraz autobusy stoją w korkach razem z samochodami. Kierowcom indywidualnym zostaną tylko po dwa pasy ruchu. Druga wiadomość powinna ucieszyć pasażerów kolei podmiejskich. Już za trzy tygodnie wspólne bilety na kolej i komunikację w Warszawie zaczną obowiązywać także w pociągach Kolei Mazowieckich kursujących między Pruszkowem a Sulejówkiem. Dziś z tego przywileju na tej trasie można korzystać tylko w wagonach Szybkiej Kolei Miejskiej. Skutek jest taki, że są bardzo zatłoczone.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
(272-7)
Holenderska firma Mobileye opracowała system, który wedle zapowiedzi, za całkiem rozsądną cenę jest w stanie bardzo poprawić nasze bezpieczeństwo na drodze. System używa małych kamer montowanych za wstecznym lusterkiem, skąd obserwują one drogę przed samochodem. Obrazy są nieustannie analizowane i w razie wykrycia niebezpieczeństwa uruchamiane są odpowiednie sygnały dźwiękowe. Praca kamer jest wspomagana przez specjalny chip, który na bieżąco analizuje przesyłane obrazy. Identyfikuje na nich inne pojazdy, pieszych oraz mogące wystąpić zagrożenia. AWS, bo tak nazywa się system, jest na tyle inteligentny, że potrafi lekceważyć samochody stojące na poboczu, a informacja o ewentualnej kolizji nadchodzi z 3 sekundowym wyprzedzeniem. Głównymi jego zadaniami jest ostrzeganie kierowcy, kiedy zbyt szybko zbliża się do przeszkody, zjeżdża ze swojego pasa ruchu oraz w sytuacji gdy auto nie utrzymuje wystarczającej odległości do poprzedzającego pojazdu. Dostępny jest też specjalny wyświetlacz montowany na desce rozdzielczej, przedstawiający w pewnym uproszczeniu, sytuację drogową w jakiej obecnie znajduje się nasz samochód. Firma wciąż modernizuje system. Co ważne system firmy Mobileye nie wymaga instalowania super zaawansowanych radarów, a mimo to może pracować w nocy oraz trudnych warunkach pogodowych. W związku z zastosowaniem prostych podzespołów, oczekiwana cena AWS (Advanced Warning System), nie powinna przekroczyć 1000 dolarów.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
Jak ustalili amerykańscy naukowcy, w dzień wyborów w USA szczególnie dużo osób ginie na drogach. Wyborcy śpieszą się, nie znają trasy, na drogi wyjeżdża wielu "niedzielnych kierowców". - Przypuszczaliśmy, że w dniu, kiedy 55 procent populacji udaje się do urn, zaobserwujemy wzrost liczby wypadków drogowych ze skutkiem śmiertelnym. Tak też się stało - mówi dr Donald Redelmeier z Sunnybrook Health Sciences Centre. Prowadził on badania razem ze statystykiem Robertem Tibshiranim ze Stanford University. Zaobserwowali 18-procentowy wzrost liczby wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Wyniki badań zostały opublikowane w najnowszym numerze "Journal of the American Medical Association".
Komentuj →
27 października 2008 |
0
(272-10)
Policjanci, służby leśne i pracownicy Biebrzańskiego Parku Narodowego rozpoczęli jesienno-zimową akcję pod hasłem "Jedź Łośtrożnie". Bo to właśnie łosie, które są jednymi z największych kopytnych zwierząt w naszych lasach, znów będą przekraczać drogi, jako że rozpoczynają wędrówkę na zimowiska. Co roku stają się wielkim zagrożeniem dla kierowców.
Agnieszka Domanowska (“Gazeta Wyborcza Białystok): Po raz kolejny organizujecie akcję "Jedź Łośtrożnie". Jaki cel jej przyświeca?
Artur Wiatr z Biebrzańskiego Parku Narodowego: Chcemy zwrócić uwag kierowcom podróżującym przez dolinę Biebrzy. Powinni mieć świadomość, że w każdej chwili na drodze może pojawić się łoś. Z doświadczenia wiemy, że takie spotkania mogą być śmiertelnie niebezpieczne, dochodzi do wielu tragicznych wypadków. Akcja zaczęła się teraz, bo zaczyna się sezon migracji łosi.
Agnieszka Domanowska (“Gazeta Wyborcza Białystok): Na czym polegały wczorajsze działania na drogach?
Artur Wiatr z Biebrzańskiego Parku Narodowego: Na drodze krajowej nr 65 w Mońkach i Rudzie, w Podcisówku na krajowej "ósemce" oraz w okolicach Dąbrowy Białostockiej na drodze 673 rozdawaliśmy kierowcom ulotki informacyjne. Tylko przez jeden dzień udało nam się je rozdać ponad 600 kierowcom. Takie działania będziemy powtarzać raz w miesiącu, do marca włącznie.
Agnieszka Domanowska (“Gazeta Wyborcza Białystok): Czy prócz ulotek coś jeszcze przygotowaliście dla kierowców?
Artur Wiatr z Biebrzańskiego Parku Narodowego: Zaplanowaliśmy ustawienie sześciu dużych tablic ostrzegawczych. Powinny się pojawić na terenie województwa podlaskiego jeszcze w tym roku. Tablice będą przypominać trójkątny znak drogowy ostrzegający przed dzikimi zwierzętami, ale z łosiem i napisem: "Uwaga łosie!". Znaki staną m.in. przy drodze krajowej nr 65 na odcinku Mońki-Grajewo, gdzie dochodzi do największej liczby wypadków z udziałem łosi. Dwa kolejne znaki staną przy drodze S-8 na trasie Augustów-Sztabin w miejscowości Podcisówek.
Łoś to drugie co do wielkości zwierzę w Polsce. Dorosłe samce mogą ważyć nawet do 400 kg. Dolina Biebrzy to największa ostoja łosia. W okresie jesienno-zimowym łosie przebywają w lasach w pobliżu dróg, bardzo często je przekraczają. Szczególnie niebezpieczna jest droga nr 65 na odcinku Mońki-Grajewo. Corocznie dochodzi tu do wielu kolizji i wypadków drogowych ze zwierzętami. W tym roku na terenie funkcjonowania Powiatowej Komendy Policji w Augustowie, Grajewie, Mońkach i Sokółce odnotowano kilkadziesiąt zdarzeń drogowych, w których uczestniczyły dzikie zwierzęta - kilkanaście z nich to łosie. Zderzenie z łosiem może być tragiczne w skutkach - jak śmiertelny wypadek młodego, 27 letniego mężczyzny w 2007r., którego przyczyną był przechodzący przez jezdnię łoś! Ofiarami kolizji i wypadków padają też zwierzęta. Mając na uwadze bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego jak również w trosce o dobro zwierząt, Biebrzański Park Narodowy organizuje akcję informacyjną: "JEDŹ ŁOŚTROŻNIE!". Celem akcji jest: poprawa bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego, szczególnie na drogach: nr 65 pomiędzy Mońkami a Grajewem, nr 8 (E67) pomiędzy Sztabinem a Augustowem oraz nr 673 pomiędzy Dąbrową Białostocką a Lipskiem; uświadomienie kierowcom o czyhającym szczególnie na tym odcinku drogi niebezpieczeństwie zderzenia z łosiem i innymi dzikimi zwierzętami; ograniczenie ilości kolizji i wypadków z łosiami; troska o dobro zwierząt.
Komentuj →
27 października 2008 |
1
“Gazeta Wyborcza Olsztyn”: Olsztyńska policja chce skorzystać z kamer zamontowanych w samochodach, w których przeprowadzane są egzaminy na prawo jazdy. Miałyby pomóc policjantom w ściganiu piratów drogowych. Kamera zamontowana jest tak, żeby było widać osobę zdającą egzamin, egzaminatora oraz to, co dzieje się przed przednią szybą auta. Rejestrowany jest też dźwięk. Po egzaminie każde nagranie jest przechowywane na dysku twardym przez dwa tygodnie, w razie gdyby pojawiły się jakiekolwiek wątpliwości co do jego wyniku. Wszystkie polskie ośrodki egzaminujące kierowców musiały zacząć rejestrować egzaminy ponad dwa lata temu. Montowanie kamer miało przede wszystkim zapobiegać ewentualnej korupcji. Ale coraz częściej można się przekonać, że nagrania mogą służyć także drogówce. - Rejestrujemy wszystko, co dzieje się na drodze podczas egzaminu, jeżeli takie nagranie mogłoby się przydać policji, to oczywiście je przekażemy - deklaruje Stanisław Szatkowski, wicedyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie. Dzięki egzaminacyjnym kamerom, ułatwioną pracę mieli już policjanci z Białej Podlaskiej, Lublina, Krakowa i Płocka. O zacieśnieniu współpracy z ośrodkiem egzaminacyjnym myśli też policja w Elblągu - pomysł narodził się w kwietniu, później zaczęły się rozmowy z elbląskim Wojewódzkim Ośrodkiem Ruchu Drogowego. Już niedługo ma zostać podpisana umowa o współpracy i elbląscy policjanci zaczną regularnie przeglądać nagrania z egzaminów właśnie pod kątem wykrywania sprawców wykroczeń na ulicach. Olsztyńska policja też z chęcią przyjmie nagrania zrobione przez "elki". - Egzaminatorzy to fachowcy, którzy podczas jazdy mogą widzieć fakt popełnienia wykroczenia przez innego kierowcę - mówi Anna Siwek, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Komendy Policji w Olsztynie. - Dlatego jeśli zobaczą wykroczenie, chcielibyśmy być o tym poinformowani, a nagranie może być dobrym materiałem dowodowym. Niebawem zastępca komendanta miejskiego policji w Olsztynie spotka się z szefem WORD-u, żeby ustalić szczegóły współpracy. Co olsztyńscy kierowcy sądzą o dodatkowym monitoringu? - Sam pomysł przekazywania nagrań jest dobry, bo może pomóc wykryć sprawców wykroczenia, a to poprawia bezpieczeństwo - twierdzi pan Jarosław, olsztyński taksówkarz. Podobnego zdania jest pani Agnieszka Kacprzyk, która od niedawna porusza się po mieście swoim pierwszym własnym samochodem. - Jestem zdecydowanie za - mówi. - Na początku tego roku mój znajomy miał wypadek. Nie miał świadków, więc dopiero po kilku miesiącach udało się ustalić, że zawinił ktoś inny. Gdyby było nagranie, sprawa zakończyłaby się dużo szybciej. Po Olsztynie jeździ 20 "elek" wyposażonych w kamery. Codziennie od poniedziałku do soboty odbywa się około 200 egzaminów.
Komentuj →
27 października 2008 |
0
Z wrześniowych badań Pentora wynika, że aż 4 mln kierowców miesięcznie siada za kierownicą, nie mając pewności, czy są całkiem trzeźwi (w Polsce jest 20 milionów kierowców). 71 proc. ankietowanych deklaruje, że gdyby mieli alkomaty, sprawdzaliby to przed wyjechaniem. Jednak alkomaty są zbyt drogie. Kierowcom marzy się, żeby były elementem seryjnego wyposażenia aut. Póki co podpierają się mitami (wszystkie są nieprawdziwe) o konieczności zjedzenia obfitego posiłku do alkoholu, o otrzeźwiającym spacerze na świeżym powietrzu, że wystarczy napić się kawy albo jechać bardzo wolno, żeby było bezpiecznie. Organizator akcji liczy, że po przeczytaniu ulotki niektórzy zrezygnują z prowadzenia auta, inni może kupią alkomat (w pierwszym etapie akcji firma rozdała ponad 17 tys. alkomatów) albo pójdą - pieszo! - na policję, żeby sprawdzić stężenie alkoholu we krwi.
Komentuj →