16 marca 2007 |
0
We Wrocławiu przedsiębiorstwo Hala Ludowa zmusza uczestników organizowanych przez siebie targów do łamania przepisów kodeksu drogowego. Firma ustawiła wszędzie znaki zakazu ruchu, ale twierdzi, że na czas wystaw nie obowiązują. Inaczej uważa policja. Uliczki wokół Hali Ludowej naszpikowane są znakami informującymi o zakazie ruchu. Właściciel terenu Przedsiębiorstwo Hala Ludowa twierdzi, że podczas targów wystawcy nie muszą się stosować do tych znaków. - Mogą podjechać pod same drzwi Hali i rozładować samochody - zapewnia Joanna Repelowska, komisarz trwających właśnie Targów Budowlanych Tarbud. - Uczestnicy o tym wiedzą, bo dostali od nas informację pocztą elektroniczną. Policja twierdzi jednak, że wystawcy wjeżdżający na teren Hali łamią przepisy. - Nas nie obchodzi, że ktoś się z kimś umówił, kiedy znak obowiązuje, a kiedy nie - mówi Artur Falkiewicz z biura prasowego policji. - Jeśli znak nie jest zasłonięty lub nie ma pod nim tabliczki, że np. nie dotyczy pojazdów z identyfikatorem, to kierowcy powinni się do niego stosować. Przekonał się o tym Wacław Jedlecki, który przed rokiem uczestniczył w Tarbudzie. Zgodnie z sugestią organizatorów podjechał przed Halę Ludową, by wypakować swoje stoisko. Po kilku dniach dostał wezwanie do zapłaty mandatu. - Postanowiłem nie płacić i w tym miesiącu miałem pierwszą rozprawę w sądzie grodzkim - mówi nasz czytelnik. - Okazało się, że takich jak ja jest więcej. Sąd miał całą listę samochodów i to nie tylko z Tarbudu, ale też z innych targów. Wacław Jedlecki uważa, że Przedsiębiorstwo Hala Ludowa świadomie zmusza wystawców do łamania przepisów. - Twierdzą, że znaki nie obowiązują, ale to oni poinformowali policję o tym, że złamaliśmy przepisy, załączyli nawet zdjęcia. Na mojej rozprawie zjawił się pracownik przedsiębiorstwa i zeznał, że na polecenie swojego szefa fotografował auta. W Hali Ludowej potwierdzają, że ich pracownik rzeczywiście robi zdjęcia aut, które łamią zakaz, i wysyła je na policję. - Ale tylko wtedy, gdy nie ma targów - twierdzi Krzysztof Pater, kierownik działu techniczo-eksploatacyjnego. Miejmy nadzieję, że uczestnikom kolejnych targów nie będą już grozić mandaty. W Hali Ludowej otrzymaliśmy zapewnienie, że na znaki zakazu będą zakładane pokrowce.
Komentuj →
15 marca 2007 |
0
Czy lepiej dla świętego spokoju zgodzić się na przyjęcie niesłusznego mandatu, czy sprzeciwić się funkcjonariuszowi i zdecydować się na starcie przed sądem? Zdecydowanie polecamy to drugie wyjście. Policjant też może się mylić, czasami ma zły dzień, a zdarza się i tak, że stosując bez zastanowienia literę prawa, czyli "Prawo o ruchu drogowym", krzywdzi nas, uniewinniając drugiego uczestnika kolizji, który jest winny albo współwinny. Uwaga: jeśli już przyjmiemy mandat, odwrócenie tej decyzji jest właściwie niemożliwe - chyba, że np. popełniony czyn nie jest wykroczeniem. – sugeruje poradnik AUTO ŚWIAT. Po odmowie przyjęcia mandatu Sprawa trafia wtedy do sądu grodzkiego. Jeżeli sąd uzna nasze argumenty, może nas uniewinnić lub np. nałożyć karę mniejszą od zaproponowanej przez funkcjonariusza policji. Nieco inaczej wygląda sprawa w przypadku mandatów proponowanych przez straż miejską za przekroczenie prędkości. Już wielu kierowców zyskało na tym, że odmówili przyjęcia takiego mandatu. W takiej sprawie nie wygramy jednak, jeśli będziemy zaprzeczać przekroczeniu prędkości (chyba, że rzeczywiście coś było nie tak z pomiarem). Wygramy, jeśli będziemy twierdzić, że sąd nie powinien zajmować się daną sprawą w ogóle, ponieważ straż miejska, mierząc prędkość samochodów i nakładając za przekroczenia prędkości mandaty, wykracza poza swoje uprawnienia – czytamy.
Komentuj →
14 marca 2007 |
1
Co widzą starsi kierowcy? - Wielu bardzo niewiele - odpowiadają łódzcy okuliści. Chcą badać seniorów, żeby sprawdzić, czy nie powinni przechodzić obowiązkowych badań lekarskich. Większość kierowców w Polsce ma prawo jazdy przyznane dożywotnio. Jeśli w dokumencie nie ma specjalnych adnotacji, właściciel nie musi robić badań lekarskich, żeby przedłużyć uprawnienia. Dlatego samochód mogą prowadzić ludzie, którzy niewiele widzą czy mają padaczkę. “Na razie nie przewidujemy zmian w przepisach. Zakładamy, że ludzie, którzy mają jakieś uprawnienia, myślą i jeśli ktoś nie powinien jeździć samochodem, nie robi tego - informuje Andrzej Grzegorczyk, sekretarz Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Łódzcy lekarze chcą zwrócić uwagę na to, że być może warto zmienić przepisy dotyczące praw jazdy. - Niektórzy moi pacjenci pytają mnie czy mogą prowadzić - mówi prof. Wojciech Omulecki, szef Kliniki Chorób Oczu w szpitalu im. Barlickiego. - Oczywiście nie powinni, ale nie mogę im tego zabronić, co najwyżej odradzić. W innych krajach - np. w Stanach Zjednoczonych - kierowcy po sześćdziesiątce raz do roku muszą przechodzić badania lekarskie. Być może u nas też przydałby się podobne przepisy? Dlatego postanowiliśmy sprawdzić, jak widzą kierowcy seniorzy. - Bardzo dobry pomysł - chwali aspirant Bogusław Kędziora z łódzkiej drogówki. - Jeśli okaże się, że problem jest poważny, może ktoś się nim zajmie. My nie prowadzimy badań lekarskich i nawet jeśli ktoś, kto spowodował wypadek, mówi, że czegoś nie zauważył, o winie rozstrzygamy na podstawie przepisów ruchu drogowego. Drogówka nie prowadzi statystyk wypadków spowodowanych z powodów zdrowotnych kierowców, ale policjanci pamiętają przypadki, w których kierowca miał zawał lub udar i uderzał w inne auta. - Dlatego warto, by podobne badania zrobili również inni lekarze - na przykład neurolodzy - dodaje asp. Kędziora. Pomysł łódzkich okulistów zainteresował również Rajmunda Kądzielę, zastępcę dyrektora magistrackiego wydziału praw jazdy i rejestracji pojazdów. - Moim zdaniem kierowcy już po pięćdziesiątce powinni przechodzić obowiązkowe badania co kilka lat. Trzeba tylko pamiętać, by nie wylać dziecka z kąpielą. Do nowych praw jazdy nie można wpisywać żadnych adnotacji. A nie wyobrażam sobie, żeby starsi ludzie co rok musieli płacić kilkadziesiąt złotych za wymianę dokumentów. Może trzeba by uruchomić jakąś elektroniczną bazę danych dostępną dla policjantów.
Komentuj →
18 marca 2007 |
0
Nietrzeźwy chciał wieźć 40 uczniów. Policjanci ze Stalowej Woli zatrzymali nietrzeźwego kierowcę autokaru. Pojazd był pełen dzieci, które miały jechać na pielgrzymkę do Częstochowy. Z prośbą o przeprowadzenie kontroli zwróciła się do policjantów dyrektorka szkoły. 43-letni Bogdan M. miał w wydychanym powietrzu 0,12 mg/l alkoholu (0,24 prom.). Mężczyźnie zatrzymano prawo jazdy.
Kierowca pks-u z 2,8 promila alkoholu. 2,8 promila alkoholu miał kierowca PKS z Opola Lubelskiego. Pędził autobusem całą szerokością jezdni. Przy przystankach nie zatrzymywał się, tylko zwalniał. Pasażerowie wyskakiwali w biegu. Bo drzwi cały czas były otwarte. Tragedii zapobiegł kierowca osobowego auta, który wykorzystał moment, kiedy pirat wreszcie zatrzymał swój pojazd na przystanku. - Wskoczył do autokaru, zaciągnął hamulec ręczny, wyłączył silnik i wyrwał kierowcy kluczyki - relacjonuje Wójtowicz. - Policjanci nadjechali, gdy już wytaszczył zza kierownicy prawie nieprzytomnego kierowcę. Ryszard T. nie kojarzył, co się wokół niego dzieje. Dzisiejszą noc i dzień pijany kierowca trzeźwiał w policyjnej izbie zatrzymań. Nie będzie ukarany w przyśpieszonym trybie, bo policja chce mu postawić zarzut spowodowania zagrożenia katastrofą w ruchu drogowym. Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Za tak poważne przestępstwo odpowiada się na zwykłym procesie. Policjanci będą też ustalać, jak to się stało, że tak pijany kierowca został dopuszczony do pracy.
Pijany drogowiec sprawcą wypadku. Frezarka do asfaltu, a za kierownicą pijany operator. To wystarczyło do nieszczęścia. Na Śląsku maszyna kierowana przez drogowca po alkoholu przygniotła idącego do szkoły 16-latka. Chłopak trafił do szpitala, a operator maszyny za kraty. 28-letni operator ze śląskiego Lublińca miał 1,5 promila w wydychanym powietrzu. W takim stanie wsiadł za kierownicę frezarki do asfaltu. Kierowana przez niego maszyna przygniotła do ogrodzenia idącego ulicą 16-latka. Gimnazjalistę odwieziono do szpitala. Lekarze mówią, że jego stan jest stabilny. Operator maszyny na razie został zatrzymany.
Bardzo groźny wypadek po pijanemu. Policjanci ze stołecznej drogówki zatrzymali 33 letniego Artura Ł. Mężczyzna mając prawie 1,5 promila alkoholu we krwi spowodował bardzo groźny wypadek. Tuż przed 9.00 jadąc Aleją KEN stracił panowanie nad swoim pojazdem, przejechał na przeciwległy pas jezdni i zderzył się czołowo z Hondą. 4 osoby zostały ranne. 33 latek został przewieziony do policyjnego aresztu. Za spowodowanie wypadku będąc pod wpływem alkoholu grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności. Artur Ł. stanie przed sadem.
Nie miał czasu chodzić na kurs prawa jazdy. Policjanci zatrzymali samochód, gdyż w terenie zabudowanym mknął z prędkością 130 km/h. Podczas legitymowania okazało się, że 36-latek nigdy nie posiadał prawa jazdy. Jak tłumaczył policjantom, nie miał czasu chodzić na kurs. W trakcie rozmowy wyszło też na jaw, że mężczyzna siadł za kierownicą forda wcześniej pijąc alkohol. Badanie Alkomatem wykazało ponad 1 promil. Jan O. w takim stanie przewoził sierrą dwójkę pasażerów – kobietę i jej 2,5 roczne dziecko. Kierowca został zatrzymany przez policję. Na czas postępowania trafił do gorzowskiej komendy. Jego sprawa niebawem zostanie rozpatrzona przez sąd w trybie uproszczonym. Janowi O. za wyjątkowy brak wyobraźni grozi do 2 lat więzienia i wysoka kara grzywny.
Pijany kierowca potrącił dziecko. Kara do 12 lat więzienia grozi kierowcy, który w miejscowości Matyldów (Łódzkie) jadąc po pijanemu, potrącił idącego poboczem 8-letniego chłopca. Dziecko w ciężkim stanie trafiło do szpitala. Jak poinformowała nadkom. Joanna Kącka z biura prasowego łódzkiej policji, 29-letni kierujący fordem escortem na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem. Samochód uderzył w idące poboczem dziecko, które zostało przygniecione do płotu. Chłopiec z licznymi obrażeniami m.in. głowy, brzucha i miednicy w stanie ciężkim trafił do szpitala. Przeszedł poważną operację; jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Kierowca został zatrzymany na miejscu wypadku. Badanie alkomatem wykazało, że był pijany - miał 1,6 promila alkoholu w organizmie. Samochód zabezpieczono do badań; trwają przesłuchania świadków. Sprawca wypadku trafił do policyjnego aresztu. Policjanci będą wnioskować o jego aresztowanie.
Komentuj →
17 marca 2007 |
0
Za zostawienie samochodu w niedozwolonym miejscu w Warszawie właściciel wozu może dostać wezwanie do zapłaty. To się ma zmienić. Stołeczna straż miejska wraca do zakładania blokad na koła - dowiedziało się "Życie Warszawy". Dziennik ustalił, że już od tego tygodnia straż znowu zacznie nękać kierowców blokadami. Przez trzy dni na Mokotowie będzie prowadzona pokazowa akcja. Po jej zakończeniu zostanie podjęta ostateczna decyzja, czy wrócić na stałe do tej metody karania źle parkujących kierowców. Jeden ze strażników miejskich powiedział "Życiu Warszawy", że to jedyna kara, która działa na osoby parkujące w niedozwolonych miejscach. Niespełna rok temu strażnicy zapowiedzieli niemal całkowitą rezygnację z blokad. Szefostwo straży zaprosiło nawet media, aby pokazać, jak wywożone są na złom stare i zużyte szczęki. Akcja miała służyć poprawie wizerunku straży. Funkcjonariusze, zamiast ścigać źle parkujących kierowców, obiecali skupić się na zatrzymywaniu bandytów i złodziei. Blokady miały być zakładane tylko w dwóch przypadkach: gdy auto bez uprawnień zostanie zaparkowane na kopercie dla osób niepełnosprawnych oraz wtedy, gdy kierowca sfałszuje kwit z parkometru - przypomina "Życie Warszawy".
Komentuj →
17 marca 2007 |
0
Ostatnie 10 lat to okres ogromnego postępu technologicznego w budowie i osiągach nowoczesnych samochodów. Postęp jest niezwykle szybki, jednak większość kierowców nie zmieniła stylu jazdy. W naszym kraju Polskie Stowarzyszenie Motorowe opracowało i wdrożyło program szkoleniowy “Ekokierowca”. W tym celu przeszkoliło i certyfikuje trenerów z 10 zrzeszonych w skali kraju ośrodków szkoleniowych. Główna wiedza przekazywana na takich szkoleniach dotyczy zmniejszenia kosztów eksploatacji pojazdu, zmniejszenia emisji spalin, zredukowania natężenia hałasu oraz, co wydaje się najistotniejsze - zwiększenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Ekokierowca – jak analizuje Onet.pl MOTO - to bez dwóch zdań także bezpieczny kierowca. Pozbycie się złych nawyków podczas codziennej jazdy po naszych drogach skutkuje, co naturalne, mniejszą liczbą wypadków. Warto zaznaczyć, że nie musimy wcale zmniejszać średniej prędkości, z jaką się poruszamy. Zasady są proste i przejrzyste. Gdy jedziemy spokojnie i płynnie, to jednocześnie powodujemy mniejsze zagrożenie na drodze. Jednocześnie uzyskujemy mniejsze zużycie paliwa, czyli przyczyniamy się do mniejszej emisji spalin do środowiska naturalnego. Według zasad ekologicznej jazdy mamy unikać szarpanej jazdy, prowadzić samochód w sposób płynny i niechaotyczny. Wynika z tego zachowywanie większych odstępów od poprzedzających nas pojazdów, wystrzeganie się postaw nieprzewidywalnych czy też wyprzedzanie w tzw. wąskich lukach, które wymagają od nas gwałtownego przyspieszania i hamowania. Na szkoleniach z ekologicznej jazdy jesteśmy także uczeni dokładniejszej obserwacji zachowania uczestników ruchu drogowego.
Przykazania ekologicznego kierowcy:
- Szybka agresywna jazda zmusza do częstszego gwałtownego hamowania i przyspieszania. Zwiększa się znacznie zużycie paliwa. Unikaj szarpanej jazdy!
- Unikaj i nie prowokuj nerwowych i agresywnych sytuacji na drodze.
- Staraj się utrzymywać obroty silnika na poziomie 1 500-2 500 obr./min
- Hamuj silnikiem, nie wrzucaj biegów na luz. Oszczędzisz nie tylko paliwo, ale i układ hamulcowy!
- Wyłączaj silnik, jeżeli przewidujesz postój dłuższy niż 30-60 sekund.
- Co najmniej raz w miesiącu sprawdzaj ciśnienie powietrza w oponach. Zbyt niskie ciśnienie zwiększa zużycie opon, paliwa i pogarsza właściwości jezdne samochodu.
- Planuj podróż tak, aby ominąć zakorkowane odcinki ulic, roboty drogowe, itp.
- Pozbądź się zbędnego obciążenia.
- Bagażnik dachowy czy uchwyt na rowery, zwiększają opór aerodynamiczny samochodu, a tym samym zużycie paliwa. Demontuj je, kiedy nie są używane.
Filozofia eco-drivingu narodziła się około 10 lat temu, a za jej ojczyznę uznaje się Finlandię. Bardzo szybko stała się popularna w innych krajach skandynawskich i krajach Europy Zachodniej. Ideą przewodnią eco-drivingu jest zrównoważony i płynny styl prowadzenia samochodu.
Komentuj →
17 marca 2007 |
0
Resztki śniegu dawno stopniały, a temperatura powietrza nie spada poniżej 7°C – to znak, że już czas na zmianę opon na letnie – przypomina “AUTO FIRMOWE”. Warto przy okazji wymiany opon sprawdzić również stan koła zapasowego. Zmierzmy ciśnienie powietrza i sprawdźmy, czy nie pojawiły się na oponie pęknięcia lub wybrzuszenia. Pamiętajmy również, że w wielu krajach (np. na Słowacji) posiadanie koła zapasowego jest obowiązkowe, a za jego brak grozi spory mandat.
Komentuj →
17 marca 2007 |
1
Policyjny kogut-zabawka, kupiony w supermarkecie, zaprowadziła mieszkańca powiatu bytowskiego na ławę sądową. Za samo przewożenie w aucie koguta - nawet zabawki - grozi do pięciu tysięcy grzywny. Oskarżony twierdzi, że "koguta" nie używał na drodze, a jedynie na podwórku. Pokazywał dziecku jak działa i tylko wtedy był zamontowany na dachu auta. Gdy policjanci go zatrzymali kogut leżał jednak pod siedzeniem. Otrzymaliśmy zgłoszenie od osoby, która się po prostu przestraszyła. Podała numer rejestracyjny auta. I ten samochód został zatrzymany - zapewnia Stanisław Tempski, naczelnik sekcji prewencji bytowskiej policji. Pod siedzeniem był "kogut" gotowy do użycia i nie jest ważne to, że to tylko zabawka. Poza tym według osoby, która dzwoniła był włączony na drodze - dodał. Według policji takiej zabawki nie powinno być w ogóle w aucie, a jeśli ktoś chce się tym bawić to może to robić, ale w domu czy na dyskotece. Takie są przepisy i nie ma znaczenia, że jest to tylko zabawka. Nikt na drodze nie będzie się zastanawiał, że światło ma nieco inny kolor, a sam "kogut" kształt. Prawo do używania niebieskiego sygnału błyskowego ma tylko policja - podkreśla Tempski.
Komentuj →
16 marca 2007 |
0

(187-7)
Jak będzie los zabytkowej dębowej alei przy drodze krajowej nr 58? Drogowcy już poprosili o zgodę na ich wycinkę. Jezdnia kilkukilometrowego odcinka krajowej drogi 58 w okolicach wsi Dłużek (gm. Jedwabno) do końca lipca ma być poszerzona do 6,5 m. Większość poboczy jest już ogołocona z drzew. Drogowcom na przeszkodzie stanęła aleja dębów. To 37 drzew, z których 32 to dęby - niektóre mają w obwodzie nawet 370 centymetrów i 28 metrów wysokości. “Ta aleja to pomnik przyrody chroniony prawem. Tymczasem drogowcy chcą wyciąć kilka rosnących tam drzew” - powiedział nam prof. Zbigniew Endler, kierownik ekologii stosowanej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. - Ze względów kulturowych i przyrodniczych jestem absolutnie przeciwny tej wycince. Jeżeli już, to zgodziłbym się jedynie na ograniczenie prędkości, położenie nowego asfaltu i oznakowanie, że drzewa w tym miejscu rosną w skrajni. Karol Głębocki, rzecznik prasowy olsztyńskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad: - Rzeczywiście, 8 marca wystąpiliśmy do wojewódzkiego konserwatora przyrody o zgodę na wycinkę 10 drzew z tej alei. Ale wytypowaliśmy tylko cztery lipy i klony oraz sześć dębów, które nie są pomnikami przyrody, a stoją po jednej stronie drogi. Innego zdania jest Maria Mellin, wojewódzki konserwator przyrody: - W tej alei rosną stare i piękne dęby, które na pewno są pomnikami przyrody. Dlatego nie wydałam jeszcze decyzji o wycince tych 10 drzew - mówi. - O opinię w tej sprawie poproszę Wojewódzką Radę Ochrony Przyrody, która zbierze się na początku kwietnia. Co zrobią drogowcy, jeśli konserwator nie zgodzi się na wycinkę drzew z alei dębowej? - Nie będziemy kwestionować tej decyzji - zapewnia Karol Głębocki. - Ale w miejscu, gdzie rosną te drzewa, droga będzie po prostu węższa. Zbigniew Endler: - Trzeba powiedzieć sobie jasno, że w ochronie krajobrazu kulturowego nie możemy ustępować.
Komentuj →
16 marca 2007 |
0
Łódzka opieka społeczna odebrała już ponad 600 osobom prawo jazdy za to, że nie płacą alimentów. W Polsce ściągalność alimentów nie przekracza 10 proc., dlatego uchwalono przepisy, które mają być batem na rodziców niepłacących na utrzymanie dzieci - mogą stracić prawo jazdy. Miejski Ośrodek Opieki Społecznej w Łodzi często sięga po ten straszak. ”Jeżeli alimenciarz uniemożliwia przeprowadzenie wywiadu środowiskowego, uchyla się od pracy i odmawia aktywizacji zawodową, składamy doniesienie do prokuratury” - tłumaczy Krzysztof Bejmert, kierownik oddziału świadczeń alimentacyjnych w MOPS. “Wtedy możemy wystąpić do wydziału praw jazdy i rejestracji pojazdów UMŁ o odebranie dokumentu. Zrobiliśmy to aż w 632 przypadkach”. Alimenciarze z reguły się odwołują. - Mówią, że płacą, albo tłumaczą się nam ze swoich problemów - opowiada Rajmund Kądziela, wicedyrektor wydziału praw jazdy. - Odsyłamy ich do MOPS. Jeśli uregulują zaległości, sprawa jest umarzana. Ale zdarza się to tylko w 5 proc. spraw. W pozostałych przypadkach doprowadza się procedurę zatrzymania prawa jazdy do końca. - Wzywamy alimenciarza, by oddał nam dokument - mówi Kądziela. - W tym roku podjęliśmy już 17 takich decyzji. Pracujemy nad kolejnymi 30 wnioskami MOPS. Rodzić niepłacący na dziecko może odzyskać prawo jazdy, jeśli zostaną uregulowane należności wobec opieki społecznej i wobec dziecka. Ale uwaga: zgodnie z przepisami o ruchu drogowym, jeśli ktoś ma zatrzymane prawo jazdy na rok, musi od nowa zdawać egzamin. Dyrektor Kądziela: - Jeszcze nie mieliśmy takich przypadków, ale niedługo mogą się pojawić. Jak MOPS ocenia skuteczność straszaka na kierowców? “Ta forma jest oczywiście skuteczna jedynie wobec właścicieli samochodów lub tych, dla których prawo jazdy jest podstawą wykonywanego zawodu” - odpowiada Bejmert z MOPS.
Komentuj →
16 marca 2007 |
0
W Olsztynie mimo poprawy oznakowania i postawienia dodatkowych barier ludzie nadal próbują korzystać z zamkniętych przejść dla pieszych na tej ulicy. Dlatego strażnicy miejscy ukarali 50-złotowymi mandatami za to wykroczenie już 12 osób. “kilkaset razy pouczaliśmy pieszych - mówi Józef Kłosek, komendant straży miejskiej. - Ale to nic nie pomogło, więc zaczęliśmy karać mandatami. Do czwartku wystawiliśmy ich już 12. Wysłaliśmy też jeden wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego. Strażnicy miejscy także dziś od samego rana będą patrolować przejścia dla pieszych na 1 Maja. - Przejścia są teraz naprawdę dobrze oznaczone i przechodniów będziemy pouczać teraz rzadziej, nie wahając się przed wystawieniem mandatu - ostrzega komendant Kłosek.
(187-8)
Komentuj →
15 marca 2007 |
0
Krzysztof Staszewski nie jest już dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Rzeszowie. Odchodzi z pracy zaledwie po trzech miesiącach. Staszewski złożył rezygnację, a Zarząd Województwa Podkarpackiego ją przyjął. “O odejściu z WORD-u zdecydowały sprawy osobiste” - twierdzi Staszewski. Został on członkiem rady nadzorczej Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, która podlega Zarządowi Województwa Podkarpackiego. Rada nie ma jeszcze przewodniczącego, ale to właśnie Staszewskiego wymienia się wśród kandydatów na to stanowisko.
Komentuj →
15 marca 2007 |
0
W trójpoziomowym garażu na 400 aut właśnie trwają prace wykończeniowe i pierwsze odbiory techniczne. To tu swoje samochody mają zostawiać kierowcy, którzy mają dość korków i zbyt małych parkingów w Śródmieściu. Dalej mają jechać metrem, autobusem lub tramwajem. Znane są już zasady opłat w nowym garażu. Za darmo będą mogli zaparkować tam wszyscy, którzy mają ważną kartę miejską albo bilet na kartoniku: dobowy, trzydniowy lub tygodniowy. “Te zasady musi jeszcze zaakceptować Rada Warszawy. Mam nadzieję, że do tego dojdzie na najbliższym posiedzeniu” - mówi Michał Dąbrowski z Zarządu Transportu Miejskiego. Nie wyklucza jednak, że w pierwszych tygodniach parking będzie darmowy dla wszystkich. Urzędnicy chcą przekonać do korzystania z niego jak największą liczbę kierowców z północnych dzielnic Warszawy i okolicznych miejscowości. Pod koniec kwietnia będą gotowe kolejne parkingi "parkuj i jedź" - przy stacji Wilanowska i na ul. Połczyńskiej. Szef ZTM Leszek Ruta przyznaje, że ta ostatnia lokalizacja może wzbudzać kontrowersje. Nie wiadomo bowiem, czy znajdzie się wielu kierowców, którzy zechcą się tam przesiadać do autobusów lub tramwajów. Leszek Ruta myśli teraz o budowie w tym miejscu przystanku kolejowego na biegnącej obok linii kolejowej z Odolan do Dworca Gdańskiego. Nie wiadomo jednak, czy ten pomysł jest realny.
(187-6)
W Warszawie przy Hali Marymonckiej na początku kwietnia zostanie otwarty pierwszy parking typu "parkuj i jedź". Na razie oprócz kiepskiego dojazdu do korzystania z parkingu kierowców mogą zniechęcać także niewygodne przesiadki w metrze. Z pobliskiej stacji Marymont na razie odjeżdża tylko pociąg wahadłowy do stacji pl. Wilsona. Dopiero tam trzeba się przesiąść do pociągu w kierunku centrum. Regularne kursy metra z Marymontu będą możliwe dopiero w grudniu po oddaniu do użytku torów do zawracania za stacją Słodowiec.
Komentuj →
15 marca 2007 |
0
Hiszpańscy policjanci w pierwszej chwili sądzili, że zepsuł się im fotoradar. Audi A-6 przemknęło obok nich zostawiając za sobą delikatną smugę spalin, a wyświetlacz radaru pokazał prędkość... 260 km/h. To dwa razy więcej niż dopuszczają przepisy. Po pościgu policji udało się zatrzymać pirata drogowego. Taryfikator mandatów nie przewidywał tak dużego przekroczenia dopuszczalnej szybkości, więc sprawa zastała skierowana do sądu. Sędzia w Burgos (północna Hiszpania) uniewinnił jednak kierowcę. W uzasadnieniu przyznał, że "oskarżony dokonał ciężkiego naruszenia norm bezpieczeństwa". Uznał jednak, że kierowca "nie stworzył zagrożenia dla żadnego konkretnego użytkownika autostrady". Sędzia oparł się na protokole policyjnym, który stwierdzał, że na autostradzie A-231 panował minimalny ruch a widoczność była bardzo dobra – czytamy w dzienniku “Dziennik”.
Komentuj →
15 marca 2007 |
0
Billboardy rozpraszają uwagę kierowców i są przyczyną wypadków, dlatego drogowcy wypowiedzieli im wojnę. ZDM nie przedłuża wydanych kilka lat temu pozwoleń na umieszczanie tablic przy jezdniach, a firmy outodorowe bronią się przed tym jak mogą. “Kiedyś zgadzano się na ustawianie billboardów bez zastanowienia. Efekt jest taki, że są w miejscach, gdzie ich montowanie powinno być zakazane – mówi Marek Mistewicz, zastępca dyrektora ZDM. W Warszawie przy ul. Żwirki i Wigury panele reklamowe stoją pomiędzy dwoma pasami ruchu, z kolei przy Czerniakowskiej za blisko krawędzi jezdni. Wzdłuż ulic jest ich około 2,6 tys. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie jest nawet niewielki fragment wolnego terenu, a ich estetyka także budzi zastrzeżenia. “ Reklam jest stanowczo za dużo” – mówi dyrektor Mistewicz. A przy drogach stwarzają po prostu zagrożenie. Zezwolenia na ich montaż wydaje ZDM. Są to czasowe zgody, po upływie ich terminu ważności firma outdoorowa musi się o nie ubiegać ponownie. Wtedy dostaje odmowę.
Komentuj →
14 marca 2007 |
0
W Polsce spada produkcja rowerów, a wzrasta popularność skuterów. Polacy zakochali się w skuterach. Światowa moda, jak w wielu innych przypadkach, dotarła do nas z opóźnieniem, ale szał na kupowanie motocykli z małymi silnikami zapanował już na dobre. Tym bardziej że na pojeździe z silnikiem o pojemności do 50 cm sześc. bez prawa jazdy może jeździć każdy, kto skończył 18 lat. Zauważyli to polscy producenci jednośladów. - Już za miesiąc, dwa zamierzamy rozpocząć w naszym zakładzie montaż skuterów pod marką Romet. Budujemy specjalnie nową halę produkcyjno-magazynową, która będzie kosztowała ponad 3 mln dol. - mówi "Rz" Bogdan Brzuszek, wiceprezes firmy Arkus & Romet Group z Dębicy, drugiego pod względem wielkości krajowego producenta rowerów.
(187-5)
Komentuj →
14 marca 2007 |
2
Około 500 autobusów przejechało przez Brukselę w proteście przeciwko wchodzącym w życie 11 kwietnia nowym unijnym przepisom o czasie pracy kierowców autokarów i ciężarówek. Zgodnie z nową unijną dyrektywą kierowcy ci będą zmuszeni co dwa tygodnie na 45 godzin udać się na przymusowy odpoczynek. W trosce o bezpieczeństwo drogowe dopuszczalne dotąd w drodze wyjątku kierowanie pojazdem przez 12 dni z rzędu ma być skrócone do maksymalnie sześciu dni. Protestujący kierowcy autokarów - głównie z Belgii, Francji, Niemiec i Holandii - obawiają się, że z powodu nowych regulacji będą mniej zarabiać. "Kierowca wypoczęty to ważne, ale dobra pensja jest jeszcze ważniejsza, jeśli chcemy przyciągnąć do zawodu młodych" - powiedział jeden z belgijskich kierowców, który swoje zarobki oszacował obecnie na około 1300 euro netto. Ponadto - zdaniem protestujących - unijne prawo nie przystaje do realiów przewozów międzynarodowych, które trwają dłużej niż sześć dni. Spowodują obowiązek zabierania dodatkowego kierowcy, co podniesie koszty usługi i uczyni transport drogowy mniej konkurencyjny wobec innych środków transportu. Delegację kierowców, którzy na włączonych klaksonach przyjechali do brukselskiej dzielnicy gdzie znajdują się unijne instytucje, przyjęła w środę Komisja Europejska (KE). Rzecznik KE powiedział na konferencji prasowej, że nie odstąpi ona od swojej decyzji, w sprawie czasu pracy. Nowa dyrektywa przewidują ponadto, że kierowca będzie mógł pracować dziennie nie dłużej niż dziewięć godzin, ale tak, aby tygodniowo nie było to więcej niż 56 godzin (dotychczas 72 godziny), a w ciągu dwóch tygodni - 90 godzin. Ponadto, dzienna przerwa w pracy ma trwać co najmniej 11 godzin, przy czym można ją podzielić na dwie części. Pierwszy nieprzerwany odpoczynek trwałby wtedy co najmniej trzy godziny, drugi zaś - co najmniej dziewięć godzin. Dyrektywa przewiduje, że za kontrolę przestrzegania nowych zasad będą odpowiadać pracodawcy i to oni, a nie tylko pracujący pod presją kierowcy, będą ponosić odpowiedzialność za łamanie prawa. Każdy kraj, jeśli zechce, może stosować u siebie bardziej restrykcyjne zasady, ale nie będzie mu wolno rozluźnić przyjętych wspólnych minimalnych zasad europejskich. Komisja Europejska zapowiada, że nie będzie pobłażliwa wobec krajów, które spóźnią się z wprowadzeniem w życie stosownych przepisów.
Komentuj →
14 marca 2007 |
0
"Nieprawidłowości, które wyszły podczas kontroli, były do wychwycenia wcześniej. Stąd zmiana na stanowisku egzaminatora nadzorującego" - tłumaczy Ireneusz Plechan, nowy dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Zielonej Górze. Ma się zmienić również koordynator egzaminów. Niedociągnięcia pozostałych pracowników zostały ukarane upomnieniami lub naganami. Ireneusz Plechan na stanowisku dyrektora WORD zastąpił Zenona Sobeckiego, który był szefem ośrodka przez sześć lat. Równocześnie z odwołaniem Sobeckiego wyszły na jaw nieprawidłowości, do których doszło podczas przeprowadzania egzaminów na prawo jazdy - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Zenon Sobecki pokazał wówczas marszałkowi taśmy z nagraniami 28 egzaminów przeprowadzonych przez Władysława Drozda. Poprosił o unieważnienie egzaminów i wykluczenie go z grona egzaminatorów, bo w nagraniach ze stycznia dopatrzył się skracania czasu sprawdzianów na prawo jazdy. Urząd Marszałkowski przeprowadził w ośrodku kontrolę. Okazało się, że prócz Drozda egzaminy skracali też inni pracownicy. “Przyczyną była zła organizacja. Zawinił zły system, trudno więc winić za to egzaminatorów, którzy próbowali się wywiązać z nakazów, jakie nałożyła na nich dyrekcja” - tłumaczył tydzień temu podczas konferencji prasowej marszałek Sebastian Ciemnoczołowski. Ireneusz Plechan żartuje, że poprzedniemu dyrektorowi zarzucano wojskowy styl rządzenia, tymczasem nowy dyrektor również narzucił pracownikom duży reżim. “Na początek chciałbym dostawać od egzaminatora nadzorującego tygodniowe raporty z kontroli - mówi. Żeby nie powtórzyły się sytuacje skracania egzaminów, osoby prowadzące sprawdziany dla kierowców przyjmują dziennie mniej kandydatów. Wcześniej każdy egzaminator miał nawet 14 egzaminów dziennie. - Nawet jeśli przyjmie się, że część kandydatów nie zdała, to i tak było za dużo egzaminów” - mówi dyrektor. Mimo że każdy ma egzamin wyznaczony na konkretną godzinę, zdarza się, że na swoją kolej na placu trzeba czekać nawet 3-4 godziny. “Moim marzeniem jest skrócenie czasu oczekiwania na egzamin do minimum. Być może będziemy również egzaminować przez jedną sobotę w miesiącu” - tłumaczy dyrektor Ireneusz Plechan.
Komentuj →
14 marca 2007 |
0
Jeleniogórska Prokuratura Okręgowa od kilku miesięcy rozpracowuje korupcyjną aferę w tamtejszym Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego. To drugi po Wrocławiu ośrodek, w którym ujawniono kupowanie egzaminów na prawo jazdy na wielką skalę. Zarzuty popełnienia przestępstwa postawiono 33 osobom. W większości kursantom zainteresowanym pomyślnym zdaniem egzaminu. Pieniądze dawali instruktorowi jednej ze szkół nauki jazdy, który miał pośredniczył pomiędzy nimi, a innymi egzaminatorami. Żadnego z tych ostatnich na razie nie zatrzymano. Wiadomo jedynie, że pośrednik przyjął 29 łapówek. Od kilku tygodni przebywa w areszcie. Wśród zatrzymanych i podejrzanych w tej sprawie jest również lekarz, który wystawiał fałszywe zaświadczenia lekarskie kandydatom na kierowców. Prokuratura zapowiada, że już niedługo planuje kolejne zatrzymania w tej sprawie. Jednocześnie przypomina, że każdy, kto dawał łapówkę i sam to ujawni, nie będzie odpowiadał za przestępstwo. Przypomnijmy, że podobny jak w Jeleniej Górze proceder wykryto we Wrocławiu. Tu - jak twierdzi prokuratura - sprzedawaniem egzaminów na prawo jazdy zajęła się zorganizowana grupa przestępcza. Pośrednikiem był emerytowany oficer wojska. Niektórzy kursanci zdawali egzamin, nawet na niego nie przychodząc. We Wrocławiu zarzuty postawiono już 120 osobom. Do sądu trafiły już pierwsze dwa akty oskarżenia.
Komentuj →
14 marca 2007 |
0
Płocka policja organizuje kolejny kurs dla początkujących kierowców. Kurs organizuje sekcja prewencji płockiej komendy wspólnie z Wojewódzkim Ośrodkiem Ruchu Drogowego oraz firmą medyczną eEMBi. Szkolenie odbędzie się w jeden weekend. Uczestnicy będą pod okiem instruktorów WORD jeździć po mieście, przejdą także szkolenie teoretyczne. Poznają do tego zasady udzielania pierwszej pomocy. Dostaną nawet specjalny certyfikat o ukończeniu kursu pierwszej pomocy (to jedyny płatny element szkolenia). “Zgłaszać się mogą wszyscy, które posiadają uprawnienia do kierowania pojazdami, ale chcą utrwalić swoje umiejętności podczas jazdy” - mówi Mariusz Gierula, rzecznik płockiej policji. Niedawno policja zorganizowała podobny kurs, ale przeznaczony wyłącznie dla pań. Pytaliśmy wtedy, czy zdaniem organizatorów kobiety jeżdżą tak fatalnie, że trzeba im organizować dodatkowe kursy. Policjanci zaprzeczali. Ale zdania nie zmienili. Obiecali za to, że kolejne szkolenie zorganizują już dla wszystkich. Słowa dotrzymali. Na nowy kurs jest dla wszystkich chętnych.
Komentuj →
14 marca 2007 |
0
Mężczyźni w wieku poborowym mogą za darmo odbyć szkolenie na prawo jazdy kategorii C. "Kierowcy są w wojsku bardzo potrzebni, a przy 9-miesięcznej służbie zasadniczej nie ma czasu na kurs. Taniej i lepiej wyszkolić ich przedtem" - mówi pułkownik Krzysztof Przychodzeń, szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Olsztynie. Kandydaci powinni mieć kategorię zdrowia A, prawo jazdy na samochód osobowy i zgłosić się do właściwej Wojskowej Komendy Uzupełnień. Poborowy przed rozpoczęciem kursu podpisuje umowę, że po uzyskaniu prawa jazdy C zostanie wcielony do służby. Nie musi płacić ani za zajęcia, ani za egzamin, zwracane są nawet koszty dojazdu. Pieniądze musi jednak oddać, gdy nie ukończy się kursu albo nie zda egzaminu. Nie ma się jednak co martwić na zapas - jak pokazał zeszłoroczny nabór egzaminy zdaje większość kandydatów. Darmowe zajęcia odbywają się w Olsztynie, Elblągu, Giżycku, Ełku, Lidzbarku Warmińskim i Ostródzie, a egzamin w stolicy województwa. W zeszłym roku prawo jazdy na ciężarówkę uzyskało 100 poborowych, teraz Ministerstwo Obrony Narodowej finansuje szkolenie 150 ochotników z Warmii i Mazur. - Jest jeszcze 100 wolnych miejsc - informuje Krzysztof Przychodzeń. - Najlepiej zgłaszać się jednak przed końcem czerwca, tak by kurs zakończyć zimą, a od nowego roku zacząć służbę. Po zakończeniu służby zasadniczej żołnierze z prawem jazdy na ciężarówkę mogą zostać zatrudnieni w wojsku jako zawodowi szeregowcy.
Komentuj →
14 marca 2007 |
0
Rząd marokański rozmawia z hiszpańskim w sprawie budowy podmorskiego tunelu. Prace mogą rozpocząć się w 2008 r. Tunelem pod cieśniną Gibraltarską będą jeździć pociągi przewożące pasażerów i samochody. Między dwoma nitkami kolejowymi będzie biec odcinek serwisowy. Obecnie obok miasta Tanger w Maroku pracuje grupa inżynierów zajmująca się pomiarami potrzebnymi do rozpoczęcia budowy. Projektem transkontynentalnego tunelu zajmuje się znany szwajcarski inżynier Giovanni Lombardi, który w swojej karierze pracował przy tunelach pod Przełęczą Gottharda w Szwajcarii i łączących Francję z Włochami pod Mont Blanc. Budowniczy staną przed wieloma wyzwaniami: tunel będzie na głębokości ok. 300 metrów, czyli aż sześciokrotnie głębiej niż Eurotunel łączący Francję i Wlk. Brytanię. Poza tym w tym rejonie dochodzi do niebezpiecznych ruchów tektonicznych. Swoje pełne poparcie dla pomysłu budowy wyraził ostatnio hiszpański premier José Luis Rodrigues Zapatero podczas wizyty w Maroku. Rząd marokański liczy na duże korzyści ekonomiczne po uruchomieniu połączenia z Europą. Koszt budowy ocenia się na 8-13 mld dol. Kapitału mają dostarczyć dwie firmy publiczne z Hiszpanii i Maroka, a także Unia Europejska.
Komentuj →
14 marca 2007 |
0
Częstochowscy policjanci - wspierani przez funkcjonariuszy drogówki z komendy wojewódzkiej w Katowicach, a także z oddziałów prewencji - wyłapywali kierowców przejeżdżających na czerwonym świetle przez skrzyżowania na trasie DK1. W tym celu ściągnięto nawet z komendy wojewódzkiej mobilne centrum dowodzenia. To kupiona przed ubiegłoroczną wizytą papieża Benedykta XVI furgonetka marki Renault, wyposażona m.in. w kilka kamer na teleskopowym wysięgniku. Rejestrują one obraz na odległość do trzech kilometrów. Z zewnątrz ten policyjny wóz niczym się nie wyróżnia. Stanął wczoraj w Częstochowie w miejscu, gdzie DK1 przecina ul. Legionów. Kierowcy ciężarówek nie zważali na białą furgonetkę i pędzili przed siebie, ignorując czerwone światła na tym skrzyżowaniu, a także na wcześniejszym - DK1 z ul. Krakowską. Kilkaset metrów dalej byli zatrzymywani (choć nie wszyscy) przez policjantów w oznakowanych radiowozach.
Komentuj →
13 marca 2007 |
0
Nissan poinformował o rozpoczęciu kolejnej fazy testu systemu teleinformatycznego pozwalającego na komunikację między samochodami a sygnalizacją świetlną. System ma m.in. informować kierowcę o zbliżającej się zmianie świateł z zielonych na czerwone, co pozwoli uniknąć kolizji, gdyby prowadzący pojazd zagapił się. Pozwoli także na właściwą regulację częstotliwości zmian świateł, umożliwiającą kierowcom skręcającym w prawo z jednokierunkowej ulicy na bezpieczne włączenie się do ruchu. Innym pomysłem jest zapobieganie wypadkom na przejściach dla pieszych. W sytuacji, gdy ruch w ciągu dnia nie będzie zbyt nasilony, pieszy zawsze będą mieli zielone światło, a kierowcy czerwone. Dopiero po zatrzymaniu się pojazdu system przełączy światła dla niego na zielone. Póki co działanie systemu wypróbowywane jest w japońskim Centrum Technicznym Nissana.

(187-4)
Komentuj →
13 marca 2007 |
0
Tragedia wydarzyła się na drodze koło Dobrego Miasta, gdy uczniowie wracali autobusem ze szkoły do swoich domów. Wiozący ich kierowca chciał uniknąć zderzenia z samochodem jadącym blisko przed nim. Stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w drzewo. Sześcioro z 27 ofiar wypadku jest ciężko rannych. "Mają głównie obrażenia głów i kończyn" - opowiada rzecznik olsztyńskiej straży pożarnej Krzysztof Pardo. Dwójka pasażerów przez kilkadziesiąt minut była uwięziona w rozbitym autobusie. Do szpitala przetransportował ich śmigłowiec. Autobus należał do prywatnej firmy. Rozwoził uczniów do pobliskich miejscowości. Według wstępnych ustaleń policji, to właśnie jego kierowca jechał za blisko znajdującego się przed nim samochodu. Gdy ten zaczął hamować, kierowca autobusu - próbując uniknąć zderzenia - zjechał na pobocze i uderzył w drzewo.
Komentuj →
13 marca 2007 |
0
W najnowszym "New Scientist" opisano prosty system, który pozwala uniknąć wielu stłuczek samochodów jadących tym samym pasem, jeśli światła hamowania będą informować nie tylko o fakcie hamowania, ale i o tym, jak gwałtownie się hamuje. Światła hamulcowe na tylnej szybie ostrzegają kierowców o tym, że jadący przed nimi samochód zwalnia. Nie sygnalizują jednak, jak gwałtownie się zatrzymuje. Dlatego pomimo tego ostrzeżenia zdarzają się stłuczki. Aby im zapobiec, zwłaszcza zdarzającym się w nocy i przy złej pogodzie, Zhonghai Li i Paul Milgram z Uniwersytetu w Toronto w Kanadzie zaproponowali, aby wyposażać samochody w światła hamulcowe, których jasność będzie mówiła o sile hamowania. Naukowcy zaczęli eksperymentować na symulatorach jazdy. Chcieli sprawdzić, jakie zmiany najwyraźniej zasygnalizowałyby siłę, z jaką kierowca wciska pedał hamulca. Ostatecznie zdecydowali się na świetlny trójkąt. Kiedy kierowca dotyka hamulca, światło tworzy mały trójkąt na tylnej szybie. Gdy hamowanie staje się mocniejsze, wszystkie trzy światła stają się większe i "rozjeżdżają" się na zewnątrz, proporcjonalnie do siły hamowania. Przy maksymalnie wciśniętym hamulcu światła stają się największe i rozsuwają się ku skrajom szyby. W testach na symulatorze, jakie prowadzono na 40 kierowcach-ochotnikach, metoda ta dała największe korzyści w warunkach słabej widoczności. Zmieniające kształt światła hamulcowe można zainstalować w samochodach z wykorzystaniem ustawionych w szeregi diod LED.
Komentuj →
13 marca 2007 |
0
Sprawne amortyzatory zapewniają nie tylko większy komfort jazdy, ale i bezpieczeństwo – przypomina “Rzeczpospolita”. Po zimie, kiedy często jeździliśmy po dziurawych drogach, warto sprawdzić, czy samochód nie potrzebuje już nowych. Zniszczone drogi znacznie przyspieszają zużycie amortyzatorów, dlatego w Polsce w przeliczeniu na liczbę samochodów, wymienia się ich cztery razy więcej niż w Niemczech. W naszym kraju co dziesiąty samochód ma niesprawne amortyzatory, gdy piętnaście lat temu takich aut było 30 procent. O awarii amortyzatora świadczą wycieki na ich obudowach, które nie znikają po kilku godzinach, oraz duże przechyły nadwozia. W razie wymiany zużytych amortyzatorów, najlepiej jest zachować taki typ, który wybrał producent auta. Zalecana jest wymiana dwóch amortyzatorów na tej samej osi. W czasie zabezpieczania antykorozyjnego podwozia amortyzatory nie mogą być oblepiane biteksem, gdyż prowadzi to do ich przegrzania. W czasie normalnej jazdy miejskiej pracują one w temperaturze ok. 80 stopni C. Gdy temperatura przekracza 120 stopni C, guma uszczelek się niszczy i przestaje spełniać swoje zadanie. Dlaczego warto dbać o amortyzatory? Według przeprowadzonych w Niemczech testów auto bez ABS przy prędkości 100 km/h, ze sprawnymi amortyzatorami hamuje na dystansie 37,5 metrów. Z niesprawnymi o sile tłumienia zmniejszonej o połowę droga hamowania tego samochodu wydłużyła się do 39,1 metrów, a więc o 1,6 metra. W przypadku pojazdu wyposażonego w ABS wzrost drogi hamowania był jeszcze większy - z 38,2 do 43,6 metra. System zapobiegający blokowaniu kół przestaje bowiem hamować koło, które nie styka się z nawierzchnią. Na polskich, nierównych drogach ten efekt jest szczególnie niebezpieczny. Niesprawne amortyzatory przyspieszają też zużycie opon. Dla własnego bezpieczeństwa amortyzatory należy kontrolować co 30 000 km. Zanim jednak zbadasz amortyzatory, sprawdź ciśnienie powietrza w oponach.
Komentuj →
13 marca 2007 |
0
Na początku kwietnia mija termin zgłaszania się chętnych do udziału w trzeciej edycji "Bezpiecznego młodego kierowcy". Konkurs na najbezpieczniej i oszczędniej jeżdżących kierowców samochodów ciężarowych otwarty jest dla osób, które nie ukończyły 35 lat. Organizatorem jest Scania, a patronat objęła Komisja Europejska. Więcej informacji na www.scania.com.
Komentuj →
13 marca 2007 |
0

(187-3)
Studenci Wydziału Elektrycznego Akademii Morskiej w Gdyni skonstruowali samochód z napędem elektrycznym. Pojazd już porusza się po ulicach Gdyni, a przejechanie nim 100 kilometrów to koszt zaledwie dwóch złotych. Auto ma promować uczelnię i zachęcać do podejmowania na niej nauki. Do przerobienia na pojazd elektryczny studenci wybrali 26-letniego forda escorta - mówi dr Andrzej Łebkowski z Akademii Morskiej w Gdyni. Miejsce silnika spalinowego zajął stary silnik ze sztaplarki, pojazd zasila także 14 akumulatorów, prostownik i regulator prądu. Maksymalna prędkość, jaką może osiągnąć, to 120 km - opowiada. Takie "cacko" może kosztować od 10 tys. zł wzwyż. Wszystko zależy od rodzaju baterii i silnika, im nowsze, tym koszt jest oczywiście wyższy - tłumaczy Łebkowski. By naładować silnik pojazdu, wystarczy podłączyć go do prądu na osiem godzin. Wówczas można przejechać nawet 170 km - mówi Łebkowski. Jeśli rozładuje się w drodze, to podładowanie powinno zająć nie mniej niż 3 godziny. Jedyne koszta eksploatacji pojazdu to prąd i powietrze w kołach - dodaje. Jeśli zamontujemy nowszy silnik, co mamy w planach to koszta eksploatacji jeszcze się zmniejszą - dodaje Łebkowski. Pojazd konstruowany był pół roku przez pięciu studentów - Radosława Czekaja, Marcina Gaca, Mariusza Namrożego, Andrzeja Golaka i Szymona Kalkowskiego). Grupą kierował prof. Ryszarda Strzelecki. Kiedy pojazd miał już wyjechać na ulice, okazało się, że są problemy z... ubezpieczeniem. W systemie towarzystw ubezpieczeniowych nie istniało coś takiego, jak zerowa pojemność silnika - tłumaczy Łebkowski. Udało nam się jednak indywidualnie wynegocjować składkę - dodaje.
Komentuj →
12 marca 2007 |
0
W dniach 8-9 marca Pan Paweł Usidus – Główny Inspektor Transportu Drogowego uczestniczył w naradzie z Wojewódzkimi Inspektorami. Główny Inspektor zapoznał się ze specyfiką pracy poszczególnych WITD, z wynikami ich działalności, jak również z planami kontroli na 2007 r. W trakcie spotkania omówiono między innymi projekt i uwagi przekazane przez poszczególne WITD w kwestii regulaminu prowadzenia kontroli w przedsiębiorstwach oraz podsumowano wyniki pracy zespołu do spraw opracowania interpretacji przepisów Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady nr 561/2006/WE. Główny Inspektor zapoznał się także z tematyką skarg i wniosków za 2006 r., które wpłynęły do GITD jak i Wojewódzkich Inspektoratów Transportu Drogowego. Wg Pawła Usidusa potrzebne są zmiany w funkcjonowaniu Inspekcji. Należy zwrócić większą uwagę na postulaty przewoźników. Działania Inspekcji powinny być mniej uciążliwe dla uczciwych przewoźników, w większym stopniu i bardziej skutecznie powinny koncentrować się na zwiększeniu bezpieczeństwa w ruchu drogowym, na walce z nieuczciwą konkurencją przy przewozie osób, ochronie rodzimego rynku transportowego i przeciwdziałaniu degradacji dróg.
Komentuj →
12 marca 2007 |
0
W powiecie gryfickim policjanci gonili pirata drogowego uciekającego bmw blisko 180 km/h. Skręcając z dużą prędkością w tę drogę wpadł w poślizg. Auto stanęło na torach kolejowych, policjanci zaczęli wyciągać pasażerów. W stronę auta zbliżał się pociąg towarowy, który wyhamował o włos od policjantów. Piratem drogowym okazała się 14-latka wioząca dwóch pasażerów – 10- i 13-latka. Dziewczynka kierowca powiedziała policjantom, że pod nieobecność swoich rodziców zabrała samochód, który stał w warsztacie jej ojca. Zarówno ona i dwaj chłopcy zostali odebrani z komisariatu w Trzebiatowie przez rodziców, a uszkodzone bmw trafiło do prawowitego właściciela. Sprawa nieletniego pirata drogowego zostanie przekazana do sądu rodzinnego i nieletnich. Policjanci ustalają także dlaczego ojciec dziewczynki nie zabezpieczył odpowiednio dostępu do auta.
Komentuj →
12 marca 2007 |
0
W lipcu ubiegłego roku strażnicy założyli blokadę na koło samochodu nieprawidłowo zaparkowanego przy pl. Matejki. Po jakimś czasie okazało się jednak, że pojazd wraz z blokadą zniknął. Po prostu - kierowca zdjął blokadę i odjechał. Sprawą zajął się Sąd Rejonowy w Krakowie. Zgodnie z jego wyrokiem kierowca będzie musiał zapłacić 300 zł na rzecz Stowarzyszenia Pomocy Niepełnosprawnym, a także zapłacić straży miejskiej za uszkodzoną blokadę (300 zł). Gdy dojdą do tego jeszcze koszty sądowe (220 zł) oraz grzywna za parkowanie w niedozwolonym miejscu (200 zł), okazuje się, że samodzielne usunięcie blokady będzie kosztowało młodego kierowcę 1022 zł. Zamiast 200 zł.
Komentuj →
12 marca 2007 |
1
Nie musisz wiedzieć, jakiego typu i mocy są wszystkie żarówki w samochodzie. Jeśli egzaminator ci powie, że nie zdałeś z tego powodu egzaminu na prawo jazdy, wolno ci się poskarżyć, a on może stracić pracę. Tak właśnie jest teraz w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego – czytamy w “Dzienniku Łódzkim”. “Dwóch egzaminatorów zostało zwolnionych, a kilku kolejnych jest na cenzurowanym. Pozwalali sobie na złośliwą nadinterpretację rozporządzenia, określającego zakres i przebieg egzaminu. Na przykład zmieniali ustawienie lusterek bocznych, które wcześniej ustawił sam kursant, pytali o rodzaj i moc wszystkich żarówek w samochodzie albo o urządzenia pod maską samochodu, których nie wymienia rozporządzenie. Uznałem to za złośliwość wobec kandydatów na kierowców” - wyjaśnia Zbigniew Skowroński, dyrektor WORD, który objął to stanowisko miesiąc temu. Na 110 skarg kursantów na przebieg i wynik egzaminu, jakie trafiły w ubiegłym roku do Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi, aż 75 dotyczyło łódzkiego WORD. Nie bez powodu. “O egzaminatorach z Łodzi i ich specyficznych metodach wiadomo było już wcześniej. Dlatego większość moich kursantów zdaje egzamin w ośrodkach w Piotrkowie czy Sieradzu, a nie w Łodzi - mówi Grzegorz Paszak, właściciel jednej z łódzkich autoszkół. Żeby nie było wątpliwości, czy egzaminatorzy rzeczywiście wyżywają się na przyszłych kierowcach, czy są tylko fałszywie oskarżani, nowy dyrektor WORD kazał zwiększyć liczbę kamer w samochodzie do trzech (gdzie indziej jest jedna lub dwie). Wydał też dodatkowe dyspozycje. Egzaminatorzy dostali nakaz rozstrzygania wszystkich spornych kwestii na korzyść egzaminowanego, a także zobowiązani zostali do unikania wszystkich sytuacji, które mogłyby niepotrzebnie stresować kursantów. Na początku marca zatrudniono także psychologa, który ma pomóc przyszłym kierowcom. Michał Gogolewski, nowy egzaminator w łódzkim WORD, jest za zmianami. - Trzeba wymagać, ale z uśmiechem, na luzie i bez stresu - mówi Gogolewski. Nie ma racji. Stres na egzaminie będzie zawsze, ale niech egzamin dla kierowców nie będzie egzaminem z odporności na złośliwość.
Komentuj →
12 marca 2007 |
0
O godz. 10.00 rozpoczął się protest mieszkańców Podlasia. Protest ma zmusić Unię Europejską, by nie wstrzymywała budowy obwodnicy Augustowa. Akcja trwała do godziny 16.00 i będzie najdłuższą z dotychczas organizowanych w tej sprawie. W akcji biorą udział mieszkańcy Augustowa, Wasilkowa, Jurowiec i Czarnej Białostockiej, które również walczą o obwodnicę swoich miast. W Augustowie protest odbywa się na rondzie w centrum miasta. W Wasilkowie protestujący blokują wjazd do miasta od strony Białegostoku, w południe przeniosą się do pobliskich Jurowiec, a o 14.00 zablokują wjazd do Wasilkowa od strony granicy z Białorusią. W ten sposób ruch samochodów ciężarowych zostanie wstrzymany na drogach krajowych nr 8 i 19. Objazdy mają być organizowane tylko dla aut osobowych. Protestujący przepuszczają jedynie pojazdy uprzywilejowane oraz autokary rejsowe.
Komentuj →