18 stycznia 2008 |
1
Motoryzacyjna inwazja - takim mianem leśniczy i strażnicy leśni określają to, co dzieje się ostatnio w trójmiejskich lasach. W rezerwatach przyrody i w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym kierowcy rajdowych motorów urządzają sobie prawdziwy poligon doświadczalny. Podobnie miłośnicy samochodów terenowych. Największym problemem są jednak quady. Pod ich kołami ginie coraz więcej zwierząt, a straty wynikające ze spowodowanych przez nie szkód idą w setki tysięcy złotych – czytamy w “Dzienniku Bałtyckim”.
Mł. aspirant Macie Klenczon z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku:
Pytanie: Czym dla policji jest quad?
Odpowiedź: W ustawie prawo o ruchu drogowym taka kategoria pojazdu nie istnieje. By mógł poruszać się po drogach publicznych, musi zostać zarejestrowany. W tym wypadku właściwy urząd decyduje, jaki typ pojazdu jest wpisany w dowodzie rejestracyjnym. Zdarza się, że quady są rejestrowane jako skutery lub pojazdy rolnicze. Najczęściej jednak nie są rejestrowane w ogóle, a to oznacza, że nie mogą korzystać z dróg publicznych.
Pytanie: Jakie w takim razie dokumenty obowiązują przy poruszaniu się quadem?
Odpowiedź: Jeśli kierowca nie jeździ nim po drogach publicznych lub w strefie zamieszkania, nie musi mieć żadnych uprawnień. Jeśli jednak chce poruszać się po zwykłych drogach, a pojazd ma pojemność do 50 centymetrów sześciennych oraz jego prędkość jest ograniczona do 45 km/h, kierujących obowiązują takie same zasady, jak przy jeździe motorowerem. Jeśli pojemność przekroczy 50 centymetrów sześciennych, a prędkość pojazdu 25 km/h, traktowany jest jako pojazd samochodowy. Wtedy jest już potrzebne prawo jazdy kategorii B.
Komandor Porucznik Grzegorz Goryński, rzecznik prasowy komendanta morskiego oddziału Straży Granicznej w
Gdańsku: Przy okazji patrolowania strefy nadgranicznej często poruszamy się po terenach zamkniętych. Straż Graniczna ma za zadanie chronić granic naszego kraju, ale także zapewnić porządek i bezpieczeństwo. Udział naszych funkcjonariuszy w patrolowaniu lasów wokół Trójmiasta jest znaczny. Podczas pracy w terenie oprócz quadów używają również różnego rodzaju motocykli terenowych i samochodów przeznaczonych do poruszania się po bezdrożach. W czasie poruszania się po terenach zamkniętych lasów państwowych działamy w porozumieniu z administracją Lasów Państwowych i Strażą Leśną. Często zdarza się nam upominać osoby jeżdżące po terenach leśnych, a nawet na wydmach. Staramy się być wszędzie tam, gdzie są zamknięte tereny, nie tylko leśne.
Komentuj →
18 stycznia 2008 |
0
Ministerstwo Infrastruktury wyjaśniło:
W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami dotyczącymi zamieszczonych w dokumencie prawa jazdy kodów ograniczeń ze względów medycznych w kierowaniu pojazdami, Biuro Informacji i Promocji MI wyjaśnia, że oznaczenie tylko kodu 01 (bez subkodów) w żadnym przypadku nie może podważać ważności wydanego przez organ prawa jazdy. Stosowanie subkodów od 01.01 do 01.06 nie jest obowiązkowe.
Kod 01 oznaczający “wymagane używanie szkieł korekcyjnych podczas jazdy” został wprowadzony do wydawanego od dnia 1 lipca 1999 r. nowego wzoru prawa jazdy. Kod ten wynikał z rozporządzenia Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dnia 24 maja 1999 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie wzorów dokumentów stwierdzających uprawnienia do kierowania pojazdami (Dz. U. Nr 58, poz. 620). Obowiązek jego zaznaczania na orzeczeniu lekarskim, w przypadku stwierdzenia chorób narządu wzroku, regulowało rozporządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 30 czerwca 1999 r. w sprawie badań lekarskich osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami i kierowców (Dz. U. Nr 69, poz. 772). Zaznaczony na orzeczeniu lekarskim kod oznaczał automatyczne jego przeniesienie do dokumentu prawa jazdy.
Rozporządzeniem Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dnia 13 czerwca 2001 r. w sprawie wzorów dokumentów stwierdzających uprawnienia do kierowania pojazdami (Dz. U. Nr 70, poz. 729 z późn zm.), które weszło w życie z dniem 1 października 2001 r., Kod 01 został rozbudowany o subkody od 01.01 do 01.06. Podkreślić należy, że stosowanie tych subkodów (wynikające z dyrektywy Komisji 2000/56/WE z dnia 14.09.2000) nie jest obowiązkowe. W zestawie kodów zamieszczonych w przedmiotowym rozporządzeniu tylko przy kodzie 05 i 44 jest klauzula nakazująca obowiązkowe stosowanie subkodów. Wzór orzeczenia lekarskiego zawierający tylko kod 01 obowiązywał do dnia 30 czerwca 2004 r., w związku z czym lekarze nawet nie mieli możliwości wpisywania subkodów. Obowiązujące aktualnie rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 7 stycznia 2004 r. w sprawie badań lekarskich kierowców i osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami (Dz. U. Nr 2, poz. 15 z późn. zm.) zawiera we wzorze orzeczenia lekarskiego zalecenie wpisywania właściwych kodów i subkodów w korzystaniu z uprawnień do kierowania pojazdami ze względu na stan zdrowia. Należy przyjąć, że zalecenie to powinno być przez lekarzy respektowane. Jednakże oznaczenie tylko kodu 01 w żadnym przypadku nie może podważać ważności wydanego przez organ prawa jazdy.
Komentuj →
17 stycznia 2008 |
1
Główny Urząd Miar nie będzie już legalizować alkomatów - pisze DZIENNIK. A pomiar poziomu alkoholu w wydychanym powietrzu urządzeniem bez atestu adwokaci łatwo podważą przed sądem. Pozostanie tylko badanie krwi, którego kierowca może odmówić. Dotychczas adwokaci, broniąc pijanych kierowców, zawsze domagali się świadectwa legalizacji alkomatu. Brak atestu albo numeru identyfikacyjnego urządzenia dawał podstawę do podważenia wyniku badania, a to prowadziło do uniewinnienia. Sądy często przyjmowały zasadę, że wskazanie takiego alkomatu nie jest wystarczającym dowodem na skazanie za jazdę po pijanemu. Teraz okazuje się, że policjanci od 24 stycznia (wtedy wejdzie w życie rozporządzenie ministra gospodarki w sprawie prawnej kontroli metrologicznej urządzeń pomiarowych - przyp. red.) będą używać alkomatów bez legalizacji GUM. Dlaczego ministerstwo rezygnuje z atestowania urządzeń? "Bo zamiast tego wprowadzamy tzw. wzorcowanie" - tłumaczy Grzegorz Lang, zastępca dyrektora departamentu regulacji gospodarczych Ministerstwa Gospodarki. Wzorcowanie to wydawanie świadectwa rzetelności przez upoważnione laboratoria. W porównaniu z legalizacją, czyli aprobatą państwa, wymóg o wiele mniej formalny. "Państwo daje w tej dziedzinie więcej wolnego rynku" - przekonuje Lang. Problem w tym, że jeszcze nie wiadomo, czy policja będzie miała obowiązek wzorcowania alkomatów. Skoro tak, a wkrótce przestaną być ważne atesty GUM, urządzenia na jakiś czas staną się nielegalne. Na jak długo? Grzegorz Lang nie wie. Jak wyjaśnia, zmiana systemu wymaga przygotowania wielu nowych aktów prawnych. Co zatem po 24 stycznia mają robić sądy? Czy będą uznawać wydruk z alkomatu nieposiadającego prawnej legalizacji? "To może być furtka, aby wyjść z sądu z prawem jazdy w kieszeni" - mówi nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik KWP w Białymstoku. "Obrońca zawsze ma prawo kwestionować wskazania alkomatu" - tłumaczy mec. Jowita Grochowska z kancelarii adwokackiej w Białymstoku. I zapowiada, że będzie żądać wykazania, iż alkomat był sprawny technicznie i odzwierciedlał faktyczny stan spożycia alkoholu. Pozostaje więc badanie krwi, ale kierowca może się na nie nie zgodzić. W tej sprawie przepisy wzajemnie się wykluczają. Konstytucja, kodeks postępowania karnego i ustawa o zawodzie lekarza mówią, że na pobranie krwi musi być zgoda pacjenta. Ustawa o ruchu drogowym przewiduje, że mimo braku zgody można pobrać krew, jeśli jest podejrzenie o prowadzenie w stanie nietrzeźwym. To samo mówi ustawa o wychowaniu w trzeźwości: jeżeli osoba jest podejrzana o przestępstwo, można ją poddać badaniu. Nawet mimo braku jej zgody. Problem w tym, że lekarze nie godzą się na użycie siły. "Nigdy nie pobieram krwi, gdy pacjent nie wyraża na to zgody, i nikt nie może mnie do tego zmusić" - mówi Ryszard Wiśniewski, lekarz z zespołu reanimacyjnego Meditrans w Siedlcach. "To naruszałoby zasady etyki lekarskiej. Naraża też lekarza na odpowiedzialność w przypadku jakichkolwiek komplikacji, jeśli nawet tak prosty zabieg odbył się bez zgody pacjenta. Przepisy prawne są w tym wypadku dziurawe" - dodaje Wiśniewski. Kilka lat temu lekarka Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku została nawet oskarżona za odmowę pobrania krwi pijanemu kierowcy, który był agresywny i nie chciał poddać się badaniu. Sąd sprawę przeciwko niej umorzył.
Komentuj →
16 stycznia 2008 |
2
Masz słaby wzrok i jeździsz autem? Sprawdź kod w ostatniej rubryce. Twój dokument może być nieważny. Wszystko przez zamieszanie w przepisach, do których nie dostosowali się lekarze i wydziały komunikacji – donosi “Dziennik”. Problem dotyczy kierowców, którzy mają kłopoty ze wzrokiem i okulista nakazał im noszenie w trakcie jazdy np. okularów lub szkieł kontaktowych. Wtedy na odwrocie prawa jazdy, w ostatniej rubryce ramki, powinien być wpisany specjalny kod, który określa rodzaj korekty wzroku. Kod 01 nieważny. Do 1 stycznia 2002 roku wydziały komunikacji wydawały takim kierowcom prawo jazdy z kodem "01", określającym tylko "konieczność używania szkieł korekcyjnych podczas jazdy". Jest ono ważne i kierowca może sobie dowolnie wybrać, czy założy dziś okulary, czy szkła kontaktowe. Ale na początku 2002 r. zmieniły się przepisy i urzędy muszą wpisywać rozszerzony kod, określający dokładnie, co powinien nosić kierowca: okulary, szkła kontaktowe czy np. opaskę. I zamiast dwucyfrowego kodu 01 powinien być wpisany kod czterocyfrowy. Niestety, część okulistów i urzędów nie uwzględniła tych zmian. Nadal wystawiano dokumenty z "niepełnym" kodem, czyli cyframi "01". A to oznacza, że te prawa jazdy - w myśl przepisów - są niezgodne z prawem. Jeśli kod 01 został wpisany do prawa jazdy po 1 stycznia 2002 r., to znaczy, że lekarz wystawiający orzeczenie nie zapoznał się z przepisami, podobnie jak urzędnik z wydziału komunikacji, który przyjął takie orzeczenie, bo powinien je odesłać do poprawy - tłumaczy dziennikowi.pl Jacek Antoni Piątkiewicz, dyrektor Centrum Naukowego Medycyny Kolejowej, zajmującego się m.in. szkoleniem lekarzy wydających zgodę na kierowanie pojazdami. (229-4-5)


Powołuje się przy tym na rozporządzenie ministra infrastruktury z 14 grudnia 2001 roku w sprawie wzorów dokumentów stwierdzających uprawnienia do kierowania pojazdami. Piątkiewicz tłumaczy, że prawidłowe orzeczenie powinno zawierać kod wady. Dla wzroku są to cyfry 01 uzupełnione o kod oznaczający rodzaj korekty wady (okulary, szkła itp.). Oznacza to, że prawa jazdy wydane od początku 2002 roku z kodem 01 są niezgodne z polskim prawem. "Zajmiemy się tą sprawą i pilnie zbadamy, skąd powstał ten problem. Postaramy się jak najszybciej go rozwiązać" - obiecuje dziennikowi.pl Adam Rapacki, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, odpowiedzialny za pracę policji.
Jakie kody - zgodnie z rozporządzeniem ministra - powinny być na ważnym prawie jazdy, wystawionym po 1 stycznia 2002 roku? “Dziennik” radzi: Sprawdź w ostatniej rubryce, na odwrotnej stronie swojego prawa jazdy, pierwsze cztery cyfry:
01.01 - musisz nosić okulary
01.02 - musisz nosić soczewki kontaktowe
01.03 - musisz mieć szkła ochronne
01.04 - musisz nosić szkło matowe
01.05 - musisz mieć przepaskę na oko
01.06 - możesz nosić okulary lub szkła kontaktowe
Czasem po tych cyfrach wpisywany jest numer 71, co oznacza wtórnik dokumentu. Jeśli są tam inne cyfry, nie dotyczą one wady wzroku.
Kod 01.01. Oznacza to, że kierowca może prowadzić samochód wyłącznie w okularach. Kłopoty zaczynają się, kiedy zamiast nich - np. dla wygody - założy szkła kontaktowe. Dociekliwy policjant może wlepić za to mandat. "Ponieważ taryfikator nie przewiduje grzywny za takie wykroczenie, policjant może zastosować mandat uznaniowo, od 20 do nawet 500 złotych" - tłumaczy dziennikowi.pl komisarz Artur Zawadzki z Wydziału Profilaktyki w Ruchu Drogowym Komendy Głównej Policji. Podobny problem może spotkać kierowców używających tylko soczewek kontaktowych (kod na prawie jazdy - 01.02). Według prawa, taki kierowca nie może z kolei prowadzić auta w okularach. Wyjściem z sytuacji dla takich osób jest... nowe prawo jazdy. "Wypadałoby wymienić blankiet prawa jazdy na nowy. Wówczas w rubryce <Ograniczenia> powinien zostać wpisany kod <01.06>, oznaczający okulary lub szkła kontaktowe. Wtedy można kierować autem, niezależnie od tego, którą z metod poprawy wzroku wybierzemy” - tłumaczy komisarz Zawadzki.
Komentuj →
20 stycznia 2008 |
1
Niedawno w artykule "Strzałka niezgody" “Gazeta Wyborcza Wysokie Obroty” postulowała utrzymanie zielonej strzałki, jako skutecznego remedium na zapobieganie zatorom. Choć - jak pokazał sondaż - większość czytelników podziela zdanie redakcji gazety, zdarzały się też głosy na "nie". Oto jeden z nich:
Szanowny panie redaktorze.
Chyba nie "w pędzie naśladowania unijnych wzorców", ale w ramach cywilizowania krwawej bitwy na polskich drogach (między kierowcami, pieszymi i rowerzystami, etc.) powstał projekt likwidacji zielonej strzałki w miastach. Dla przypomnienia: 40 proc. ofiar śmiertelnych w Polsce to piesi, fachowo zwani niestrzeżonymi (kabiną, airbagami, itp.) uczestnikami ruchu. Zwróćmy uwagę, że piesi są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu w mieście, a nie przeszkodą, którą trzeba ominąć z piskiem opon. Było ostatnio kilka bardzo spektakularnych wypadków na przejściach dla pieszych, a w Warszawie najwięcej pieszych ginie właśnie na pasach! Dlatego rok 2008 został ogłoszony przez Miasto Stołeczne Warszawa wspólnie ze stołeczną policją Rokiem Bezpieczeństwa Pieszych. Dlatego absolutnie słuszny jest kwestionowany przez pana nakaz zwalniania, a nawet zatrzymywania się przed przejściami dla pieszych. Bo są one oazą w wielkomiejskiej dżungli zdominowanej przez samochody. Kierowca musi być świadomy, że na zebrze to pieszy ma pierwszeństwo. Warto się przy tym zastanowić, dlaczego oddaliśmy miasta samochodom? Dla kogo w pierwszym rzędzie jest miasto? Pytanie z pozoru naiwne, ale pańscy skandynawscy korespondenci słusznie zauważyli, że Sztokholm, Kopenhaga czy Helsinki to miejsca do życia, a nie głównie do przemieszczania się. Dla ludzi, a nie dla samochodów. Pan podinspektor Krzysztof Burdak twierdzi, że jest przeciw likwidacji strzałki. Zgoda, ale tylko wtedy, gdy kierowcy nauczą się, że strzałka uprawnia do skrętu w prawo, jeśli na pasach nie ma pieszych lub też nie widać pieszych zbliżających się do zebry. Praktyka natomiast jest taka, ze kierowcy traktują strzałkę jako pozwolenie na skręt i to piesi z trudem przemykają się między autami. Jest wprawdzie trochę szybciej, ale nie obywa się bez ofiar. Przywykliśmy je traktować jako pozycje w policyjnej statystyce. Jak słusznie powiedział kiedyś prof. Czapkiński, Polacy potrafią cudownie budować i czcić wspólnotę zmarłych (w wojnach, bitwach, powstaniach), ale nie potrafią budować wspólnoty żywych. Jesteśmy zdania, że zmiany dotyczące zielonej strzałki muszą być poprzedzone odpowiednią kampanią społeczną uczącą bezpiecznego korzystania z tego rodzaju sygnalizatorów. Mamy nadzieję, że "WO" wesprą taką akcję. W innym razie każdy z nas - bo przecież czasem jesteśmy pieszymi na pasach - może być pozycją w statystyce.
Link do źródła: “Gazeta Wyborcza Wysokie Obroty” – “Zielonej strzałce mówimy nie!” - http://auto.gazeta.pl/auto/1,48316,4829100.html
Komentarz 1: Dotychczasowe doświadczenia z zieloną strzałką wskazują jednoznacznie, że przynosi ona więcej szkody niż pożytku. Nieuzasadnione są moim zdaniem obawy, że zlikwidowanie strzałek wprawo i w lewo spowoduje zmniejszenie płynności ruchu na skrzyżowaniach. Przecież ruch w aglomeracjach i tak odbywa się praktycznie z zerową prędkością. Zabranie możliwości podejmowania decyzji o udzielaniu pierwszeństwa przejazdu z rąk często jak wskazuje statystyka wypadków niedoświadczonych i niedouczonych kierowców poprawi zdecydowanie bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchy. Idealnym rozwiązaniem było by wprowadzenie - tam gdzie jest to możliwe sygnalizacji kierunkowej. Wojciech Sz.
Komentarz 2:Wytacza się potężne armaty, a problem leży nie tam. Idąc intencją autora tekstu, należałoby zlikwidować przepisy bo przecież kierowcy i tak ich nie przestrzegają, no nie? Kompletny absurd! Przykład zielonej strzałki jest wręcz podręcznikowym wzorcem, jak nie wprowadzać zmian. Były strzałki malowane, wprowadzono zaświecane. Pierwsze tanie, proste, drugie kosztowne i skomplikowane. Sterowanie działa tak, że np. na sygnale "żółtym i czerwonym" (przygotowanie do jazdy) zielona strzałka świeci się zezwalając na skręt. Nonsens, ale przez kogoś zaprojektowany i wykonany!!!! Wprowadzono przepis zobowiązujący do zatrzymania się przed sygnalizatorem z zapaloną zieloną strzałką warunkową. Nie przeprowadzono żadnej akcji informacyjnej. Do dzisiaj zatrzymują się tam jedynie samochody nauki jazdy i to z obawą, że następny wjedzie w bagażnik. Co chwila ktoś zmienia przepis lub interpretację przepisu kiedy, gdzie i czy w ogóle takie strzałki montować. Czy ktoś odpowie - po co? Co do komentarza Pana Sz. - zauważa się ostatnio tendencję do ubezwłasnowolnienia kierowcy. Tu się MUSI zatrzymać, najważniejsza jest prędkość DOPUSZCZALNA itd. Fajnie to wygląda, ale jak na razie kierowcy nikt nie zastąpi. Z tych bardzo rygorystycznych zakazów nic nie robią sobie piraci drogowi, pozostałym rzeczywiście utrudniają życie. No i raj dla "polujących" policjantów. Wydaje mi się, że nie tędy droga. Tym bardziej, że dzieje się to przy "dziwnych" wyrokach sądowych, gdy już dojdzie do wypadku, przy bardzo nieprecyzyjnych przepisach. No i z pełną pochwałą dla mocy, dynamiki i prędkości. Adam T.
Komentarz 3: Rzeczywiście 40% ofiar wypadków to piesi, ale proszę przyjrzeć się bliżej statystykom i sprawdzić z czyjej winy. Przejście dla pieszych to nie azyl dla pieszych tylko miejsce, w którym pieszy może przejść przez jezdnie, a jezdnia to miejsce przeznaczone dla ruchu pojazdów i zgodnie z przepisami to pieszy ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa pojazdom, które poruszają się po jezdni. Nie można przeinaczać przepisów, które istnieją od lat i podawać do publicznej wiadomości bzdur. To pieszy ma obowiązek wchodząc na jezdnię popatrzeć w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo czy nie nadjeżdża jakiś pojazd i wtedy dopiero może wejść na jezdnie, Nie wiem skąd bierzecie ten przepis, że należy ustąpić pierwszeństwa pieszemu, który zbliża się do przejścia??? Przecież taki pieszy jak was posłucha to wejdzie na jezdnie bezpośrednio pod nadjeżdżający samochód, myślą, że ma pierwszeństwo i zginie. Zastanówcie się i pomyślcie zanim coś napiszecie lup powiecie!!! Gdyż 90% pieszych swoja wiedzę dotyczącą przepisów ruchu drogowego czerpie z mediów, więc robicie tym ludziom krzywdę. Analogicznie, kiedy kierujący pojazdem przejeżdża przez część drogi przeznaczoną dla pieszych to musi ustąpić pierwszeństwa pieszym. Jeśli chodzi o strzałki warunkowe to prawda, że mało kto wie iż należy zatrzymać się przed sygnalizatorem dlatego powinno to być nagłośnione przez media, ale dzięki temu kierowcy przepuszczają pieszych i bezpiecznie przejeżdżają przez przejście. Proszę sprawdzić ile wypadków zostało spowodowanych na skrzyżowaniach przy włączonej strzałce warunkowej. Na wielu skrzyżowaniach szczególnie na wąskich drogach w dużym stopniu rozładowuje to korki powstające przy czerwonym świetle. Nie burzmy tego co jest dobre i sprawdzone. Marek T.
Komentarz 4: Aby dyskutować, trzeba znać dane! W roku 2006 piesi stanowili 34% zabitych na drogach, ale na przejściach to tylko 5,7%. Niebezpieczne są pojazdy "przeskakujące na żółtym", a ruszające na zielonej strzałce jadą powoli. Histeria na ten temat została wywołana ignorantów. Jerzy J.
Komentuj →
20 stycznia 2008 |
1
Jednym z bardziej bulwersujących tematów motoryzacyjnych ostatnich miesięcy w Polsce stała się kwestia tzw. zielonych strzałek – pisze Maciej Pertyński, redaktor miesięcznika "Auto Moto". I dalej czytamy: w Warszawie są one demontowane, w innych miastach częściowo demontowane, w jeszcze innych... dokładane. Co ciekawe, punktem wyjścia wszystkich tych działań jest przekonanie władz odpowiedzialnych za oznakowanie dróg i inżynierię ruchu, jakoby UE domagała się likwidacji "zielonych strzałek" jako zjawiska w ogóle. Co jest oczywistym kretyństwem, bo każdy, kto kiedykolwiek był w krajach "Starej Unii", rzekomo już wolnych od "zielonych strzałek", nawet nie rozglądając się specjalnie, dostrzeże tych strzałek setki. Są one obecne z bardzo prostego powodu: upłynniają ruch i przeciwdziałają korkowaniu się ulic. To się nazywa "kanalizowanie ruchu". Owszem, Unia Europejska zasugerowała nieśmiało, że być może dobrze by było zlikwidować STAŁE "zielone strzałki", a więc te zezwalające ZAWSZE na skręt przy czerwonym świetle dla jazdy na wprost. Nie było tam natomiast mowy o strzałkach świetlnych, zapalających się w określonych sytuacjach. Ktoś po prostu nie doczytał do końca zalecenia unijnego, i zaczął drastyczne działania. Pytanie, dlaczego tak chętnie podjęto owe działania. Mam graniczące z pewnością przekonanie, że w Polsce ludzie odpowiedzialni za organizację ruchu drogowego są patologicznymi zawistnikami i nienawidzą motoryzacji. Przy czym przez motoryzację rozumiem tu wszelkie jej przejawy, w tym komunikację miejską. Bo inżynierowie ruchu szykanują tramwaje i autobusy równie uparcie i natarczywie, jak samochody osobowe i ciężarowe. Nie synchronizujmy świateł, nie twórzmy "zielonych linii", zlikwidujmy "zielone strzałki", postawmy jeszcze kilka, jeszcze bardziej idiotycznych ograniczeń prędkości, ufundujmy jeszcze milion fotoradarów, zróbmy jeszcze większe wałki spowalniające, wprowadźmy przepis nakazujący WSZYSTKIM policjantom tylko i wyłącznie czajenie się w krzakach i łapanie tych, którym się udało znaleźć lukę w korku i włączyć trzeci bieg - jak się wszystko zakorkuje totalnie, to będzie... BEZPIECZNIEJ! Efektem tego jest na przykład wyrażony w jednym z dzienników pogląd Ewy Łabno-Fałęckiej, dyrektor PR Mercedes-Benz Polska i prezes Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego. Otóż pani Ewa oświadczyła, że jest przeciw "zielonej strzałce", bo kierowcy wykorzystują ten znak i skręcają bez zwracania uwagi na pieszych, powodując wypadki i ofiary. Z całym szacunkiem - jako wróg dostępu do broni palnej przytoczę jednak amerykański argument: "to nie broń zabija ludzi, to ludzie strzelają do innych ludzi". Równie dobrze można by zabronić produkcji i posiadania np. noży kuchennych, bo jednak raz na jakiś czas ktoś komuś taki nóż w coś wbije... To nie samochody i nie "zielone strzałki" powodują ofiary. Tak samo, jak nie ukochana przez "drogówkę" nadmierna prędkość powoduje wypadki. Wypadki powodują ludzie. Ci sami, którzy nawet jak nie ma "zielonej strzałki", dają sobie radę inaczej, np. przejeżdżając przez skrzyżowania na czerwonym świetle - rzecz ostatnio w Polsce nagminna. Ci sami, którzy zajeżdżają drogę, spychają innych do rowów czy wymuszają pierwszeństwo. I sytuacja się nie zmieni od zdejmowania czy odłączania "zielonych strzałek", od stawiania kolejnych fotoradarów, od ustawiania kolejnych policyjnych kontroli w ramach kolejnej "akcji specjalnej".Sytuacja się poprawi wówczas, gdy nieodpowiedzialni ludzie będą wycofywani z ruchu drogowego, gdy policja będzie ścigać za poważne, groźne wykroczenia, nie idąc po linii najmniejszego oporu (obserwacja odczytów radaru czy alkomatu to łatwiejsza czynność niż pilnowanie płynności ruchu), organizacja ruchu drogowego stanie się logiczna, a sygnalizacja świetlna zsynchronizowana. Przyznam się w tym miejscu do czegoś: bardzo często jeżdżę szybciej, niżby wynikało z przepisów czy znaków drogowych. Ale - dziwne! - gdy wjeżdżam do uporządkowanych Niemiec, a nawet bałaganiarskich Włoch czy rozanarchizowanej Francji, o paranoidalnych Skandynawach już nie wspomnę, nie przekraczam prędkości. Nie, nie dlatego, że mandaty są drogie. Nie, tam po prostu nie odczuwam takiej potrzeby. Bo są tam autostrady i obwodnice, na których jedzie się płynnie i per saldo szybko, bo niezależnie od poziomu ograniczeń prędkości zawsze stoją one tylko tam, gdzie naprawdę stać powinny, a ruch w miastach jest prawidłowo skanalizowany. I w tym kontekście bardzo bym chciał nigdy nie przekraczać prędkości w Polsce!
Link do źródła: INTERIA.pl – “Ani samochód, ani zielona strzałka” - http://motoryzacja.interia.pl/hity_dnia/news/ani-samochod-ani-zielona-strzalka,1039902,415
Komentarz 1: W pełni popieram stanowisko red. Petryńskiego. Najwyższy już czas, by organizacją ruchu i jego bezpieczeństwem zajmowali się ludzie kompetentni, by wreszcie Polska przestała być niechlubnym wyjątkiem na mapie Europy. Tomasz K.
Komentarz 2: Całkowicie popieram. Można wreszcie skończyć z bałaganem, brakiem umiejętności ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ruchu drogowego. Przykład zielonej strzałki jest wręcz podręcznikowy. Kompletne bzdury za nasze przecież pieniądze i nikt za to nie odpowiada. Ale taki stan rzeczy panuje dosyć powszechnie w sprawach związanych z ruchem drogowym. Można zacząć. Adam T.
Komentuj →
18 stycznia 2008 |
0
Opublikowano projekt - z datą 2008 roku - rozporządzenia Ministra Infrastruktury zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach.
ZAMÓW: 0-502-659-431
Komentuj →
17 stycznia 2008 |
0
Nowe rozwiązania dotyczące sądów 24-godzinnych chce wprowadzić Ministerstwo Sprawiedliwości. Zespół ekspertów kończy swoje prace. – Do końca miesiąca będą gotowe założenia projektu zmian w kodeksie karnym, potem rozpoczną się prace legislacyjne – powiedział gazecie prof. Andrzej Zoll, szef zespołu przygotowującego zmiany dotyczące sądów 24-godzinnych. Za tydzień eksperci dokonają ostatecznych uzgodnień. Dziś wiadomo, że los co najmniej dwóch rozwiązań, które budziły największe kontrowersje, jest przesądzony. Chodzi o dowożenie sprawcy przez policję do prokuratury, sądu, a często wcześniej do izby wytrzeźwień oraz fundowanie adwokata każdemu, kto staje przed sądem w tym trybie. – Zrezygnujemy z tego – mówi nam prof. Zoll. Do tej pory w całym kraju w szybkim trybie rozpoznano około 30 tys. spraw. Ponad 86 procent spraw dotyczyło pijanych kierowców i rowerzystów. – Tryb 24-godzinny spowodował ogromne koszty, a jego efektem są głównie pijani kierowcy. Wszystko zmierza w kierunku jego zniesienia – mówi prof. Zbigniew Hołda, inny ekspert zespołu. Co eksperci proponują w zamian, by drobni przestępcy złapani na gorącym uczynku mogli być szybko osądzeni? Jak twierdzą, dyskusja nad tym jeszcze trwa – przed zamknięciem prac nie chcą ujawniać zamiennych rozwiązań.
Komentuj →
17 stycznia 2008 |
0
Dotychczas nie trzeba było mieć certyfikowanego podpisu elektronicznego. Jednak od 21 lipca zgłoszenia do ubezpieczeń, imienne raporty miesięczne, deklaracje rozliczeniowe i inne dokumenty niezbędne do prowadzenia kont płatników składek, jak również ich korekty muszą trafiać do ZUS opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym. Jedynie w wyjątkowych sytuacjach możliwe będzie przesyłanie dokumentów w formie papierowej. Taka przesyłka będzie musiała być opatrzona certyfikowanym bezpiecznym podpisem elektronicznym. Zdaniem Konfederacji Pracodawców Polskich trzeba przełożyć wprowadzenie tego obowiązku na później. Przynajmniej do 2012 roku. W tym czasie zainteresowane firmy mogłyby korzystać z takiej możliwości, ale tylko gdyby chciały. Uruchomienie przesyłki elektronicznej dokumentów ma przede wszystkim usprawnić i ułatwić proces obiegu informacji pomiędzy ZUS i pracodawcami. Z pewnością też ograniczy wydatki ZUS, zarówno koszty osobowe, jak i te związane z utrzymaniem infrastruktury techniczno-systemowej. Zanim jednak zostanie wprowadzony taki obowiązek, zdaniem KPP trzeba poprawić infrastrukturę teleinformatyczną. Podpis elektroniczny wciąż jest mało popularny, szczególnie wśród najmniejszych firm, które nie miały dotychczas obowiązku przesyłki tych dokumentów drogą elektroniczną. Musiały to robić tylko firmy zatrudniające więcej niż pięciu pracowników. Duże i małe przedsiębiorstwa przy wysyłce dokumentów drogą elektroniczną korzystają teraz z certyfikatu dostępu udostępnionego przez ZUS. Warto pamiętać, że dotychczas był on wystawiany na firmę, a bezpieczny podpis elektroniczny dostanie konkretny pracownik. Pracodawcy teraz poniosą wysokie koszty zakupu specjalnych urządzeń oraz wykupu indywidualnych certyfikatów dla uprawnionych do korzystania z nich. Poza tym nie wszyscy przedsiębiorcy mają stały dostęp do Internetu. ZUS jednak już od połowy zeszłego roku apeluje do przedsiębiorców, aby zaczęli się przygotowywać do tych zmian, które według jego szacunków mają objąć 800 tys. polskich firm. Od wejścia w życie nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych w lipcu 2007 r. jest także szansa na przełamanie monopolu programu Płatnik opracowanego przez Prokom dla ZUS. Jest on darmowy, działa jednak wyłącznie w systemie Windows. Dla wielu przedsiębiorców oznacza to wynikający pośrednio z przepisów obowiązek zakupu kosztownego systemu operacyjnego tylko po to, aby można było zainstalować bezpłatnego Płatnika. Jeden taki konkurencyjny program jest już właściwie gotowy – nazywa się Janosik. Jego twórcy od wielu lat toczyli batalię z ZUS, by umożliwił przedsiębiorcom rozliczanie się za jego pośrednictwem. Od lipca mają już dostęp – tak jak każda inna zainteresowana tym osoba – do informacji koniecznych do prawidłowego skonfigurowania Janosika. Program musi jednak wcześniej przejść testy zgodności z systemem ZUS.
E-podpis to technika potwierdzania autentyczności dokumentów i tożsamości ich nadawców. Daje pewność, że sygnowany dokument wysłany drogą elektroniczną pochodzi od danego nadawcy. Spośród dwóch rodzajów podpisów – zwykłego i tzw. kwalifikowanego – zrównany pod względem prawnym z podpisem odręcznym jest jedynie ten drugi. Weryfikuje go certyfikat wystawiany przez jedno z trzech działających w kraju centrów: Certum, Sigillum albo KIR. Dotychczas w kontaktach z ZUS korzystano z e-podpisu dedykowanego, używanego tylko do jednego celu. Firmy za niego nie płaciły. Teraz potrzebny będzie e-podpis kwalifikowany. Certyfikaty kosztują 190 – 260 zł (na rok lub dwa lata), a urządzenia do składania cyfrowych podpisów – 230 – 450 zł, zależnie od odmian sprzętu i dodatkowych funkcji.
Komentuj →
15 stycznia 2008 |
0
W życie wchodzi rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 18 grudnia 2007 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie wykroczeń, za które funkcjonariusze Straży Granicznej są uprawnienie do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego (Dz. U. nr 250, poz. 1882).
ZAMÓW: 0-502-659-431
Komentuj →
15 stycznia 2008 |
1
Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazały, że kierowcy instalujący w samochodach urządzenia do wykrywania radarów policyjnych powodują niemal 30 procent mniej wypadków – czytamy w portalu INTERIA.plNa Wyspach antyradary są dozwolone, ale urzędnicy Ministerstwa Transportu planują zmianę przepisów.Władze brytyjskie akceptują urządzenia, które korzystając z satelitarnej nawigacji, ostrzegają kierowców przed ulicznymi kamerami. Nie zgadzają się natomiast na używanie przyrządów, które emitując określone częstotliwości, zakłócają pracę policyjnych radarów. Sprawa ta jednak jest prawnie nieuregulowana i póki co oba typu urządzeń dostępne są na rynku. Przed kilkoma laty, na Wyspach pojawiła się olbrzymia liczba kamer ulicznych. Wkrótce potem statystyka potwierdziła, że instalowane w niewidocznych miejscach, paradoksalnie zwiększały one zagrożenie na drogach. Kierowcy po prostu na ich widok zbyt późno hamowali. Władze podjęły więc decyzję, by kamery te pomalować na jaskrawy kolor, zwiększając tym samym ich widoczność. To dało kierowcom więcej czasu na ograniczenie prędkości i poprawiło bezpieczeństwo na drogach.
Komentuj →
15 stycznia 2008 |
0
Podczas swojego posiedzenia Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy zmieniającej ustawę – Kodeks pracy oraz ustawę o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz o zmianie niektórych ustaw, przedłożony przez ministra pracy i polityki społecznej. Projekt nowelizacji ustawy zakłada likwidację Komisji do spraw Układów Zbiorowych Pracy.
Komentuj →
15 stycznia 2008 |
0
Osoba, która w wyniku wypadku, błędu lekarskiego lub innego czynu niedozwolonego utraciła sprawność, może domagać się pokrycia wszystkich wynikłych z tego wydatków, ale tylko niezbędnych i celowych. O tym, które wydatki są niezbędne i celowe, decyduje nie tylko rodzaj niepełnosprawności, ale i sytuacja życiowa danej osoby. Tak uznał Sąd Najwyższy w wyroku z 9 stycznia 2008 r. – donosi “Rzeczpospolita”. Mirosława J., wówczas 50-letnia, uległa poważnemu wypadkowi drogowemu w 2003 r. Wskutek uszkodzenia rdzenia kręgowego nie może chodzić, ma całkowicie niewładną prawą rękę i prawą nogę. Może poruszać się tylko na wózku elektrycznym sterowanym lewą ręką. Za skutki tego wypadku odpowiada towarzystwo ubezpieczeń HDI Asekuracja, w którym sprawca miał polisę OC. Sąd, do którego wystąpiła Mirosława J., zasądził na jej rzecz 185 tys. zł z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, oprócz 55 tys. zł już wypłaconych z tego tytułu przez Asekurację oraz 4976 zł miesięcznej renty rekompensującej jej zwiększone wydatki. Składają się na nie koszty: całodobowej opieki (2697 zł), zabiegów rehabilitacyjnych (1500 zł), przejazdów taksówkami (500 zł) oraz leków i środków medycznych. Towarzystwo sfinansowało również budowę podjazdu do mieszkania Mirosławy J. i przystosowanie tego lokum do potrzeb osoby niepełnosprawnej (33 tys. zł). Sąd nie uwzględnił roszczeń dotyczących zakupu samochodu przystosowanego do przewożenia wózków inwalidzkich i tzw. schodołazu, urządzenia do przemieszczania się wózkiem po schodach. Mirosława J. domagała się najtańszego, jak twierdzi, modelu takiego samochodu – Opla Vivaro. Schodołaz miał kosztować ok. 23 tys. zł. Sąd uznał, że schodołaz nie jest jej potrzebny, bo wystarczy podjazd. To samo dotyczy samochodu, skoro dostaje co miesiąc 500 zł na taksówki. W skardze kasacyjnej Mirosława J. domagała się 121 tys. zł na zakup samochodu i schodołazu. SN zgodził się z zarzutem naruszenia art. 444 § 1 kodeksu cywilnego, ale tylko w odniesieniu do kosztów zakupu schodołazu. – Odszkodowanie musi spełniać funkcję kompensacyjną, choć żadna kwota nie może przywrócić zdolności chodzenia – mówiła sędzia Teresa Bielska-Sobkowicz. Zaznaczyła, że stanowisko, iż wysokość odszkodowania sąd może ograniczyć przez wzgląd na przeciętną stopę życiową, jest już nieaktualne, zwłaszcza że dochody różnych grup są bardzo zróżnicowane i nie można już mówić o przeciętnej stopie życiowej. Jest jednak inne kryterium, którego nie można pominąć: odszkodowanie ma obejmować wszystkie koszty pozostające w związku z uszkodzeniem ciała albo rozstrojem zdrowia, ale tylko niezbędne i celowe. – Nie ma jednolitej miary tych kosztów – tłumaczyła sędzia. – Zależą one od okoliczności danej sprawy. Samochód nie jest dobrem luksusowym, ale nie każdy musi się nim posługiwać. W orzecznictwie sądowym przyjmuje się, że jego zakup jest konieczny i celowy, gdy dotyczy osób, które ze względu na rodzaj schorzenia i tryb życia mogą z niego korzystać, np. młodych, mieszkających na wsi, którzy muszą z niej dojeżdżać do pracy czy do szkoły albo na szkolenia w celu przekwalifikowania. Nie jest on konieczny i celowy, jeśli dotyczy osoby, która – tak jak Mirosława J. – nigdy nie pracowała i nie będzie, dlatego nie wchodzi w rachubę przekwalifikowanie. – Jednakże również takie osoby – podkreślała sędzia Bielska-Sobkowicz – nie mogą być uwięzione w mieszkaniu i pozbawione możliwości wychodzenia także w celach rozrywkowych czy na zakupy. Kwota na dojazdy jest składnikiem renty Mirosławy J. Jeśli jest niewystarczająca, można domagać się zmiany wysokości renty. Inaczej Sąd Najwyższy ocenił kwestię schodołazu. Uznał, że sądy nie rozważyły w pełni argumentów przemawiających za jego zakupem. Chodzi o to, by Mirosława J. mogła poruszać się po mieście i jeśli schodołaz ma jej to umożliwić, nie można go jej odmówić (sygn. II CSK 425/07). W razie uszkodzenia ciała albo rozstroju zdrowia naprawienie szkody obejmuje wszystkie wynikłe z tego koszty – zapisano w art. 444 § 1 k.c. Na żądanie poszkodowany musi otrzymać z góry sumę potrzebną na leczenie, a gdy stał się inwalidą – sumę potrzebną na koszty przygotowania do innego zawodu. Jeśli utracił zdolność do pracy, a także jeśli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, należy mu się odpowiednia renta – relacjonował dziennik.
Komentuj →
15 stycznia 2008 |
0
Przedsiębiorcy prowadzący stacje demontażu mogą wystąpić o dofinansowanie swojej działalności. Dostępne są też dla nich pożyczki na inwestycje związane z recyklingiem pojazdów. Pieniędzmi na ten cel dysponuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Przeznaczone są na to środki pochodzące z opłat tzw. recyklingowych pobieranych przy wprowadzaniu samochodów na polski rynek. Finansowanie dopłat do demontażu pojazdów ma formę dotacji. Żeby ją uzyskać, trzeba złożyć odpowiedni wniosek. Jego wzór określa załącznik nr 1 do rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie szczegółowych warunków przeznaczania wpływów pochodzących z opłat w zakresie recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji (Dz. U. 2006.108.739 z póżn. zm.). Środki przeznaczone na dopłatę do demontażu zostaną zgodnie z art. 410 prawa ochrony środowiska (poś) rozdzielone odpowiednio do masy odpadów poddanych odzyskowi i recyklingowi oraz przekazanych do odzysku i recyklingu, a także masy elementów przeznaczonych do ponownego użycia. Narodowy Fundusz wspomoże w ten sposób wyłącznie przedsiębiorców prowadzących stacje demontażu, którzy spełnili warunki określone w tym samym artykule poś w roku poprzedzającym złożenie wniosku oraz złożyli taki wniosek. Zgodnie z przepisami przedsiębiorca starający się o dopłatę powinien: - uzyskać odpowiednie poziomy odzysku i recyklingu, określone w art. 28 ustawy o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji Dz. U. 2005.25.202 z późn. zm. – jest to 95 proc. dla odzysku i 85 proc. dla recyklingu; przy samochodach wyprodukowanych przed 1 stycznia 1980 r. wymagania są niższe i wynoszą 75 proc. dla odzysku i 70 proc. dla recyklingu; - mieć decyzje wymagane przy prowadzeniu stacji demontażu (zazwyczaj pozwolenie zintegrowane), - złożyć w terminie roczne sprawozdanie (do 15 lutego 2008 r. za 2007 r.), - złożyć w terminie wniosek o dopłatę (do 31 marca 2008 r.). Ponadto wniosek o dopłatę ma być zgodny z przepisami o pomocy de minimis. Przedsiębiorca musi złożyć zaświadczenie o uzyskanej pomocy de minimis, jak też o innej pomocy dotyczącej tych samych kosztów kwalifikowanych, w związku z którymi udzielana jest pomoc de minimis. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie szczegółowych warunków przeznaczania wpływów pochodzących z opłat w zakresie recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji (Dz. U. 2006.108.739 z późn. zm.) przedsiębiorca poda też informacje o sytuacji ekonomicznej, w szczególności bilans, rachunek zysków i strat, rachunek przepływów pieniężnych; jeżeli przedsiębiorca należy do grupy kapitałowej, dołącza również informacje o wszystkich spółkach należących do grupy za ostatni rok obrotowy. “Rzeczpospolita” dalej przypomina, że wysokość dopłaty dla przedsiębiorcy prowadzącego stację demontażu nie może przekroczyć 500 zł za tonę pojazdów wycofanych z eksploatacji przyjętych przez stację. Narodowy Fundusz przekazuje przedsiębiorcom dopłaty do 30 czerwca tego samego roku. Na wsparcie fundusz, zgodnie z ustawą o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji, przeznacza 50 proc. wpływów pochodzących z opłat recyklingowych od wprowadzanych do Polski pojazdów. Wnioski o dofinansowanie inwestycji można składać w Narodowym Funduszu przez cały rok. Dofinansowanie następuje po rozpatrzeniu wniosku. Warunkiem udzielenia pożyczki jest udokumentowanie pełnego pokrycia planowanych kosztów inwestycji (z uwzględnieniem udziału wnioskowanego dofinansowania ze środków Narodowego Funduszu.
Komentuj →
14 stycznia 2008 |
1
Wizja szybkich i dotkliwych kar oraz strach przed 24-godzinnymi sądami pomogły. "Dziennik" dotarł do danych, z których wynika, że w zeszłym roku zatrzymano o 20 procent mniej pijanych kierujących niż rok wcześniej. A blisko co czwarty nietrzeźwy kierowca lub rowerzysta był sądzony w trybie przyspieszonym. Policja właśnie podsumowała to, co działo się na polskich drogach w zeszłym roku. Okazało się, że w porównaniu z 2006 rokiem policjanci zatrzymali o 41 846 mniej pijanych kierowców. Co takiego się stało? Zbigniew Hajdas z biura prasowego Komendy Głównej Policji uważa, że to efekt straszenia sądami 24-godzinnymi i dotkliwymi karami, na przykład zatrzymywaniem samochodów na poczet przyszłej grzywny. - To po prostu podziałało na wyobraźnię - mówi Hajdas. Artur Staniszewski, rzecznik dolnośląskiej policji potwierdza. To właśnie na Dolnym Śląsku najwięcej nietrzeźwych kierujących osądzono w trybie przyspieszonym. Przed szybkim sądem stawał co drugi zatrzymany. Efekt: prawie o jedną trzecią mniej pijanych na drogach. Sceptycy jednak przestrzegają przed zbyt pochopnymi wnioskami z analizy statystyk. I szukają innych przyczyn. - Policji wygodnie tłumaczyć, że szybkie sądzenie zadziałało. A prawda jest taka, że zamiast być na drodze, funkcjonariusze zajmują się wożeniem takich osób po sądach - uważa Janusz Popiel, szef stowarzyszenia Alter Ego, które pomaga ofiarom wypadków drogowych. Tę argumentację zbija Marcin Szyndler z Komendy Stołecznej Policji. - Kontroli drogowych wcale nie jest mniej. Wręcz przeciwnie. Nawet jeśli policjant straci trzy godziny, załatwiając wszystkie procedury związane z trybem przyspieszonym, to nie zmarnuje tego czasu za dwa miesiące, kiedy zostałby wezwany na normalną rozprawę - tłumaczy Szyndler. I powtarza: "Szybkie sądzenie podziałało na kierowców". Kiedy w marcu ubiegłego roku weszły w życie sądy 24- godzinne, jeden ze sztandarowych pomysłów poprzedniego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, zapowiadano, że będą batem przede wszystkim na chuliganów i wandali. Życie szybko zweryfikowało te plany. Aż 85 proc. wszystkich spraw zakończonych w 2007 roku dotyczyło właśnie osób, które przyłapano na jeździe po pijanemu. Sądy 24-godzinne uważano za nieskuteczne, a ostatnio minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski nazwał je nawet "totalną klapą". Teraz w rozmowie z "Dziennikiem" podkreślił, że nie zamierza ich likwidować. Chce jedynie usprawnić obowiązujące procedury. W to, że są skutecznym batem na pijanych na drogach, nie wierzy: - Myślę, że dla zatrzymanych nie ma większego znaczenia, czy będą osądzeni dziś, czy za miesiąc - powiada. Zdaniem ministra, efekty przynosi zmiana prawa z 2000 roku. To wtedy uznano, że jazda po pijanemu nie jest zwykłym wykroczeniem, lecz przestępstwem, za które idzie się do więzienia - odnotowuje "Dziennik".
Komentuj →
14 stycznia 2008 |
4
“Gazeta Lubuska” pokusiła się o odpowiedź na pytanie - co się zmieni w motoryzacji w 2008 roku? I czytamy: Obecny rok dla kierowców może być gorszy niż poprzedni. Podrożeją paliwa, postoimy też w korkach. Za nami 2007 rok. Nie był on najlepszy. Najbardziej odczuwalny był wzrost paliw. W grudniu 2007 paliwa były nawet droższe o 1 zł za litr, niż rok wcześniej. Na szczęście mimo zapowiedzi, nie wzrosły stawki za ubezpieczenia komunikacyjne OC. Ale kierowcy nie dostali też obiecanej nadpłaty podatku akcyzowego. Jakie będą najbliższe 12 miesięcy.
1. Paliwa - Wydaje się, że paliwa będą nadal drożeć. Wpłyną na to dwie rzeczy. Po pierwsze baryłka ropy naftowej przekroczyła już 100 dolarów. Po drugie, umacnia się dolar, a to sprawia, że nawet przy tej samej cenie ropy, ceny benzyn a szczególnie oleju napędowego mogą wzrosnąć. I jest jeszcze trzecia groźba - mroźna zima. Gdy tylko nadejdzie, za olej będziemy płacić więcej. Paradoksalnie może stanieć benzyna. Trzeba też wspomnieć, że po długim oczekiwaniu, wprowadzone zostaną kontrole jakości gazu LPG, oferowanego na stacjach paliw.
2. Przepisy - Prawdopodobnie jesienią, ale być może dopiero od stycznia 2009 roku zmienią się zasady zdawania egzaminów na prawo jazdy. Najważniejsze zmiany to wprowadzenie innych testów przy egzaminie teoretycznym oraz możliwość uzyskania prawa jazdy przez osoby, które ukończyły 16 lat. Testy mają odzwierciedlać sytuację na drogach i nie być jedynie zadaniami teoretycznymi. Zapowiadane jest też wprowadzenie innego systemu punktów karnych. Poszczególne wykroczenia karane byłyby surowiej, co sprawiłoby, że kierowcy łamiący przepisy, szybciej traciliby prawo jazdy. Zapowiadany jest też wzrost wysokości mandatów. W styczniu, a najpóźniej w lutym ma trafić pod obrady Sejmu nowa wersja ustawy, pozwalająca na zwrot importerom nadpłaconej akcyzy. Jednak pierwsze pieniądze dostaną zainteresowani nie wcześniej jak wiosną. Być może zmienią się też przepisy dotyczące ustalania wartości importowanych samochodów. Nie przywożący ale izby celne będą ustalały wartość auta. Jeśli dojdą do wniosku, że importer wartość tą zaniżył.
Komentuj →
14 stycznia 2008 |
1
Organy ścigania nie tylko będą mogły prześwietlić konta przedsiębiorców. Również użytkownicy aut kupionych na kredyt nie unikną płacenia mandatów za wykroczenia - donosi “Rzeczpospolita”. Projekt zmian prawa bankowego ma umożliwić prokuratorom walczącym m.in. z mafią paliwową szerszy dostęp do kont podejrzanych, a także ułatwić karanie mandatami kierowców, którzy swoje samochody kupili na kredyt. Obecnie tacy kierowcy mogą czuć się bezkarni, gdy przekroczą prędkość. Również kradzież paliwa ze stacji benzynowej może im ujść płazem - nawet jeśli w jednej i drugiej sytuacji zostali przyłapani na gorącym uczynku przez fotoradar. Policja ma problemy z dotarciem do ich danych osobowych. W ewidencji pojazdów jako właściciele auta figurują banki, które niechętnie udzielają informacji o swoich klientach. Policji przeszkadza dziś jednak nie tylko prawo bankowe, ale także uchwała Sądu Najwyższego z 23 maja 2006 r. (sygn. I KZP 4/06). Uznał on, że w świetle obowiązujących przepisów bank nie może udzielić policji informacji stanowiących tajemnicę bankową na użytek postępowania w sprawach o wykroczenia. Do informacji chronionych tajemnicą zaliczono m.in. dane osoby użytkującej pojazd, który jest zabezpieczeniem wierzytelności banku. Policja miała często kłopoty z ustaleniem właściciela auta, którego nie złapała, lecz tylko namierzyła numer rejestracyjny prowadzonego samochodu. Po publikacji uchwały w sprawach o wykroczenia banki z zasady odmawiają policji informacji o użytkownikach pojazdów – tylko w 2006 r. zdarzyło się to aż 920 razy. I trzecia propozycja zmian. Banki będą mogły informować bezpośrednio policję o przestępstwie, np. kradzieży kart płatniczych. Dziś zawiadamiają prokuraturę, a zanim informacja dotrze na policję, mija najczęściej kilka dni. – Pierwotnie pozytywnie ocenialiśmy pomysł udzielania policji informacji o właścicielach aut kupionych na kredyt. Sądziliśmy, że w walce z piractwem drogowym powinniśmy wspierać policję – mówi Jerzy Bańka, prawnik Związku Banków Polskich. – Od tego czasu jednak sporo się zmieniło. Uważamy, że nie ma potrzeby wprowadzać takich regulacji na poziomie ustawowym. Środowisko zdecydowało, że możemy to zrobić w rekomendacji do umów przewłaszczenia. Pojawi się w nich specjalna klauzula, w której kredytobiorca będzie upoważniał bank do udzielania policji takich informacji. Skutek zostanie osiągnięty, a przecież nie chodzi o metodę, tylko o efekt – dodaje Jerzy Bańka.
Komentuj →