14 lutego 2008 |
0
“Puls Biznesu” relacjonuje: Na konferencji prasowej minister infrastruktury, Cezary Grabarczyk poinformował, że "w chwili obecnej w kraju mamy 699 km autostrad". "Musimy wybudować ich ponad 900 km" - dodał. Zaznaczył, iż autostrady zapewnią dobre połączenie z Gdańskiem, Warszawą, Wrocławiem czy Poznaniem, a dodatkowe połączenie między arenami sportowymi umożliwią drogi ekspresowe. Dziś jest ich zaledwie 317 km - powiedział. Według niego "to bardzo skąpa sieć". "Do wybudowania mamy 2101 km" - mówił. By zobrazować zakres pracy, jaka czeka resort, Grabarczyk wyjaśnił, iż 1 km autostrady, łącznie z ogrodzeniem, pozwala zmieścić ok. 10 boisk piłkarskich. "Jeśli chcemy wybudować ponad 3.000 km autostrad i dróg ekspresowych, to moglibyśmy zmieścić na drogach ok. 30 tys. takich boisk" - dodał. Jednocześnie zapewnił, że "resort sprosta oczekiwaniom użytkowników dróg". Ministerstwo Infrastruktury (MI) doprowadzi do tego, by "sieć autostrad i dróg ekspresowych wyglądała dobrze". "Wszystko po to, by zdążyć przed pierwszym gwizdkiem" - dodał. "Euro 2012 powoduje, iż priorytety rządowe muszą uwzględniać perspektywę tej wielkiej imprezy sportowej" - powiedział Grabarczyk. Dodał, że "na przestrzeni 5 lat wzrosną wydatki na inwestycje drogowe". Zaznaczył jednak, że decydujące będą trzy pierwsze lata realizacji inwestycji. W 2008 r. "po raz pierwszy w historii wydatki na autostrady i drogi ekspresowe sięgają ponad 20 mld zł" - podkreślił. Dodał, iż jest to suma czterech kolejnych budżetów drogowych. W 2009 r. na inwestycje drogowe zostanie przeznaczona rekordowa kwota 32,4 mld zł, a rok później będzie to niewiele mniej, bo 31,4 mld zł. W 2008 r. nastąpi rozpoczęcie uruchamiania projektów autostradowych na szeroką skalę - zapowiedział Grabarczyk, dodając, iż dotyczyć to będzie 625 km autostrad. W latach 2010- 2012 nie będą uruchamiane żadne tego typu projekty, lecz rozpoczną się prace budowlane. Będą prowadzone zarówno w systemie tradycyjnym, jak i koncesyjnym poprzez partnerstwo publiczno-prawne. W systemie tradycyjnym resort bierze pod uwagę współpracę z małymi i średnimi firmami. Ministerstwo podjęło także rozmowy z partnerami zagranicznymi, m.in. ministrem budownictwa republiki Chin. "Poszerzenie rynku jest ważne, by zapanować nad zwyżką cen, bo dysponujemy zamkniętym budżetem" - powiedział Grabarczyk. W br. zostanie też rozpoczęty proces inwestycyjny dla 514 km dróg ekspresowych, a w 2009 r. padnie rekord - zostanie uruchomionych 975 km projektów dróg - podkreślił. Grabarczyk poinformował, że resort ma zapewnione finansowanie, a programy budowy dróg są przygotowane. Dodał także, że MI pracuje nad pakietem zmian legislacyjnych, który ma wyeliminować bariery utrudniające realizację prac. Jak podkreślił wiceminister infrastruktury Andrzej Panasiuk, należy racjonalizować procedury przetargowe, uprościć proces wyboru partnera prywatnego do realizacji zadań publicznych, czy też wyeliminować ingerencję administracji publicznej. Konkretne propozycje legislacyjne zostaną zdefiniowane przez MI w ciągu 2 tygodni - dodał.
(233-4)
Jacek Wojciechowicz, wiceprezydent Warszawy ds. inwestycji: To, że w przedstawionym przez ministra infrastruktury planie inwestycji drogowych, które powstaną przed Euro, zabrakło południowej obwodnicy Warszawy, wcale nie oznacza, że ona nie powstanie. Będziemy w tej sprawie interweniować i przekonywać ministra – to połączenie musi powstać. Nie od dziś wiadomo, że Warszawa potrzebuje obwodnicy, a jej południowy fragment jest o wiele ważniejszy niż jej północna część. W tym momencie od węzła Konotopa do Trasy Armii Krajowej lepiej lub gorzej, ale da się dotrzeć. Tymczasem w południowej części miasta sytuacja jest od lat dramatyczna. Tam Warszawa się dusi. Mimo wszystko pozostaję optymistą i myślę, że uda się przekonać ministra infrastruktury do realizacji trasy S2 w całości, czyli od węzła Konotopa do miejscowości Zakręt, a nie tylko do ul. Puławskiej. Niebawem rozpoczną się w tej sprawie rozmowy.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
W Lublinie od świtu byli nękani nietrzeźwi kierowcy. Następnie źle poruszający się piesi. W trakcie akcja przeciwko piratom drogowym naruszającym ograniczenia prędkości. Tak więc, policja zorganizowała w stolicy regionu aż trzy akcje. O piątej rano patrole zablokowały jedną z głównych ulic Lublina, skontrolowano każdy samochód. - Chodzi o kierowców z tzw. zespołem dnia drugiego. Jednego dnia balują, a następnego ranka, wsiadają za kierownicę i jadą do pracy. Nie zdają sobie sprawy, że są pijani - mówi Arkadiusz Delekta z lubelskiej drogówki. Lublin wzoruje się na Warszawie. Tam kierowcy zdążyli się już przyzwyczaić do takich akcji. Akcja ma także charakter prewencyjny - tłumaczy Arkadiusz Kalita z wojewódzkiej drogówki. Drugą akcję lubelska drogówka przeprowadziła z powodu pędzących zbyt szybko kierowców na jednej z najniebezpieczniejszych arterii w mieście. Policjanci będą tam dziś i jutro z radarami i fotoradarami. Mogą liczyć na wsparcie pieszych patroli policji, które zwrócą uwagę na bezpieczeństwo pieszych przechodzących przez ulicę, a także rowerzystów. Trzecie z przedsięwzięć lubelskiej policji to akcja "Pieszy”. W poniedziałki, do Lublina przyjeżdżają na odprawę komendanci powiatowi z całego województwa. Ich kierowcy zamiast siedzieć bezczynnie, wspólnie z kolegami z drogówki, nadzorują ruch pieszych.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
Nie ma weekendu, żeby warszawscy policjanci nie zatrzymali kierowcy, który wziął amfetaminę lub palił trawkę. – Rokrocznie mamy do czynienia ze wzrostem o trzy, cztery proc. liczby kierowców prowadzących pojazdy po zażyciu narkotyków – stawia tezę prof. Mariusz Jędrzejko, związany z Fundacją Pedagogium. Jak wynika z najnowszych badań prof. Jędrzejki, także kierowcy TIR-ów pokonują zmęczenie za pomocą narkotyków. Narkotyki są coraz powszechniejsze wśród kierowców. Wskazuje na to fakt, że aż 407 kierowców ma kolegę, który też je zażywa. – Szczególnie często twierdzili tak młodzi kierowcy, pracujący jako przedstawiciele handlowi - mówi Jędrzejko. Najpopularniejsze są wśród nich marihuana i amfetamina. Niepokojące jest to, że niemal jedna trzecia badanej grupy sięga po narkotyki w czasie jazdy lub przed nocnymi kursami. Robią tak najczęściej młodzi – ci o stażu pracy do pięciu lat – zażywają narkotyki pięciokrotnie częściej niż ich starsi koledzy. Podchodzą do tego lekko. – Marihuana nie uzależnia – w taki sposób wypowiada się ok. 64 badanych. Jej legalizacji chciałaby połowa. Tylko co dziesiąty kierowca uważa, że narkotyki zmieniają jego reakcję na światło i ruch. Młodsi szoferzy stosują też środki wspomagające wytrzymałość napoje energetyzujące, tabletki typu non-sleep, leki zawierające kofeinę, taurynę, efedrynę, a także leki sterydowe. Policja nie prowadzi statystyk wypadków po zażyciu narkotyków. Stołeczni funkcjonariusze są za to wyposażeni w narkotestery. Badanie trwa krótko. Wystarczy odrobina śliny i po chwili tester pokazuje wynik. To jednak nie jest dowód dla sądu. Dlatego funkcjonariusze zabierają podejrzanego kierowcę do Szpitala Praskiego na oddział toksykologii, gdzie bada się jego krew lub mocz. Zgodnie z prawem kierowca, który prowadzi samochód po narkotykach, jest traktowany tak jak osoba pijana. Grozi mu do dwóch lat więzienia, grzywna i odebranie prawa jazdy.
Bogusław Habrat, psycholog kliniczny, Instytut Psychiatrii i Neurologii - Narkotyki bez wątpienia zmieniają reakcje organizmu na bodźce. M.in. wyzwalają pewność siebie, a to prowokuje do niebezpiecznej brawury na drodze. Niebezpieczne jest też to, że ślady po zażyciu substancji psychoaktywnych utrzymują się w organizmie stosunkowo długo. Na przykład benzodiazepiny mogą być obecne w organizmie do trzech tygodni po przyjęciu dawki, kanabinole (obecne np. w haszyszu) aż do miesiąca. Testy używane przez policję bądź dostępne w aptekach mają zaniżoną czułość i nie zawsze wykryją obecność tych substancji po pewnym czasie od ich przyjęcia. Skuteczne w takich sytuacjach są tylko testy kliniczne.
NARKOTYKI PODCZAS JAZDY
Amfetamina: poczucie poprawy pamięci, pobudzenie, duża pewność siebie. Po amfetaminie kierowcy jeżdżą szybciej.
Ecstasy: wywołuje euforię, jednocześnie zaburzając widzenie.
Heroina: zaburza widzenie: wszystko widzi się jak za lekką mgłą. Zobojętnia na to, co dzieje się wokół.
Kokaina: wszelkie przyjemności przeżywa się intensywniej. Na drodze światła i pasy zlewają się, powstaje uczucie, że droga roztapia się pod kołami, a samochód płynie w powietrzu.
Marihuana: zaburza poczucie odległości, koordynację ruchów i koncentrację uwagi.
Haszysz: tak jak marihuana opóźnia reakcje.
LSD: zaburza ostrość widzenia, poczucie odległości i czasu
Komentuj →
17 lutego 2008 |
0
Oznaczenia dróg: Wszystkie drogi są oznakowane zgodnie ze standardami międzynarodowymi. Co kilometr na poboczu drogi znajdziemy znaczniki (słupki) informujące podróżnych o numerze drogi, odległości do najbliższego miasta/wsi oraz odległości do większego miasta opisującego kierunek jazdy.
Drogi krajowe i ponadregionalne (kolor czerwony) 1-lub 2 cyfrowe.
Drogi regionalne (kolor żółty)
Drogi wojewódzkie - kolor czerwony cienki.
Przepisy ruchu drogowego:
1. Obowiązuje ruch prawostronny, wyprzedzanie lewą stroną.
2. Przyjeżdżając samochodem do Rumunii musimy mieć ze sobą prawo jazdy, dokument rejestracji pojazdu, zieloną kartę.
3. Minimalny wiek posiadacza prawa jazdy uprawniający do prowadzenia pojazdu to 18 lat. Dzieci do lat 12 nie mogą być przewożone na przednich siedzeniach pojazdu.
4. Obowiązkowe wyposażenie pojazdu: pasy bezpieczeństwa, trójkąt ostrzegawczy, apteczka, gumowe rękawiczki, gaśnica, kask ochronny dla motocyklisty i pasażera.
5. Opony - min. głębokość bieżnika opon 1,5 mm.
6. Dozwolone wymiary pojazdu i przyczepy campingowej: wysokość - 4m, szerokość - 2,5m, długość pojazdu z przyczepą - 18,35m.
7. Dozwolone prędkości:
teren zabudowany: osobowe - 50 km/h, autokar - 50 km/h;
teren niezabudowany: osobowe - 90 km/h, autokar - 80 km/h;
autostrady i drogi ekspresowe: osobowe 120 km/h, autokar 120 km/h.
OGRANICZENIA W RUCHU SAMOCHODÓW o masie większej od 7,5 tony, szczególnie w okresie dni wolnych od pracy - patrz: www.ndnet.ro i dalej zakładka "Informatii transportatori" a w niej plik "Restrictii de circulatie pentru vehicule cu masa mai mare de 7,5 tone". Można tam znaleźć wykaz dróg a także okresy okresy/godziny ograniczeń.
8. Parkowanie. Parkingi w miastach są płatne i bezpłatne. Dopuszcza się parkowanie wzdłuż krawężnika ulicy o ile nie tamujemy ruchu. Znak ARRET odpowiada polskiemu "zakazowi postoju". Generalnie zabrania się parkowania przy drogach krajowych.
9. Wykroczenia drogowe. Dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi wynosi w Rumunii 0%. Niewielkie przekroczenie zawartość alkoholu w krwi jest traktowane bardzo rygorystycznie.
Informacja drogowa i pomoc:
- Rumuński Automobil Klub ACR (centrum w Bukareszcie str.Take Ionescu nr 27; tel. +40 21 540 51 71, 659 70 84 fax.+40 21 312 84 62
- Centrum Pomocy Drogowej - SAT w Bukareszcie str.Dorobantilor nr 85, tel.: alarmowy 92-71
- Firmy ubezpieczeniowe (odpowiedniki polskich), podobnie jak w Polsce udzielają pomocy w ramach ubezpieczenia.
- Dyspozytor główny w Bukareszcie +40 21 98 54
- Stan dróg w Bukareszcie tel. +40 21 314 59 28
Ważne telefony: policja 955 lub 95-45; pogotowie ratunkowe 961; straż pożarna 981;
Stacje paliw i paliwa: W Rumunii powszechne są stacje PETROM, ROMPETROL (koncerny rumuńskie), OMV, AGIP,SHEL,BIP i inne. Dostępne są następujące paliwa: benzyna 95; benzyna bezołowiowa-95; benzyna bezołowiowa -98; olej napędowy; gaz płynny /LPG/. Ceny paliw są niższe w Polsce.
Opłaty drogowe: Opłaty drogowe "ROVINIETY" obowiązujące wszystkich użytkowników dróg publicznych w Rumunii - patrz: www.ndnet.ro i dalej zakładki "Informatii utile" i dalej "Rovinieta. Materiale si acte normative" a tamże plik "Informatii rovinieta". Nalezy liczyć się z opłatami za przeprawy mostowe i przeprawy promowe przez Dunaj - patrz: www.ndnet.ro i dalej zakładki "Alte informatii" i kolejna "Informatii utile" a tamże plik "Tarife" w tym opłaty mostowe Giurgiu-Ruse; Giurgeni-Vadul Oii.
Komentuj →
17 lutego 2008 |
0
Każdego roku na drogach Unii Europejskiej w wyniku wypadków drogowych ginie 40 000 osób, a 1 700 000 odnosi rany. Wypadki te są główną przyczyną śmierci ludzi w wieku poniżej 45 lat i w tej grupie wiekowej są odpowiedzialne za większa liczbę zgonów niż choroby serca czy choroby nowotworowe. Całkowity koszt jaki obciąża społeczeństwo z tego tytułu został oszacowany na ponad 160 miliardów euro rocznie, co odpowiada 2% produktu narodowego brutto Unii Europejskiej. Stanowi to wysoką cenę biorąc pod uwagę, że relatywnie proste i akceptowalne społecznie rozwiązania, które mogłyby poprawić tę sytuację, nie są wdrażane. Pora to zmienić! Według danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego: "Aktualnie w Polsce zarejestrowanych jest blisko 17 mln pojazdów. Dla porównania w roku 1989 było zarejestrowanych 8,6 mln pojazdów silnikowych. Odnotowano wówczas 46 338 wypadków drogowych, 6 724 osób zabitych i 53 639 osób rannych. Zestawienia te wskazują, że pomimo dwukrotnego przyrostu liczby pojazdów, udało się zapanować nad wydawałoby się nieuchronnym wzrostem liczby wypadków drogowych i ich skutków. Od kilku lat Policja odnotowuje spadki we wszystkich omawianych kategoriach." Wynik ten jest efektem skomasowanych działań Policji, KRBRD, prywatnych firm i stowarzyszeń.
Polski Czerwony Krzyż po raz kolejny włącza się, tym razem czwartą już, europejską kampanię Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego "Road Safety Campaign". Jej celem jest uświadomienie wszystkim ludziom zagrożenia wynikającego z niewłaściwego zachowania się na drogach oraz przypomnienie podstawowych zasad bezpieczeństwa. Naszym głównym partnerem jest firma Toyota Motor Polska.
W ramach kampanii PCK stawia sobie dwa podstawowe cele:
1. Zmniejszenie liczby obrażeń poniesionych przez użytkowników samochodów, poprzez nieustanne wsparcie merytoryczne nad działaniami uświadamiającymi konieczność posiadania samochodowej apteczki pierwszej pomocy, jako obowiązkowego wyposażenia pojazdu.
2. Zmniejszenie liczby obrażeń, w tym ze skutkiem śmiertelnym, poniesionych przez osoby poszkodowane w wypadkach samochodowych w wyniku nieumiejętnego udzielenia pierwszej pomocy lub jej braku, poprzez przeprowadzanie zajęć edukacyjnych w szkołach, jako elementu wzmacniającego bezpieczne zachowania na drodze.
Inauguracja polskiej kampanii odbyła się 23 września 2007 r. w trakcie telewizyjnego pikniku na warszawskim Polu Mokotowskim. O godzinie 16:00 nad stanowiskiem, w którym dyżurowali pracownicy i wolontariusze PCK, pojawił się "żagiel" promujący kampanię BRD. Wszyscy zainteresowani tematem bezpieczeństwa ruchu drogowego mogli przyjść i uzyskać odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Każdy dostał kartę I.C.E. (in case of emergency), na którą wpisał swoje dane oraz kontakt do osoby, którą należy powiadomić w razie wypadku. Dzieci i młodzież miały okazję wygrać odblaski rozwiązując nasz konkurs, a także obejrzeć krótkie filmy animowane przypominające podstawowe zasady ruch drogowego. Kampania potrwa kilka miesięcy, a zakończy się 8 maja 2008 r. podczas Międzynarodowego Dnia Czerwonego Krzyża.
Komentuj →
17 lutego 2008 |
0
Na wielu osiedlach obowiązuje znak drogowy "strefa zamieszkania". Informuje on, że tam gdzie stoi piesi mają pierwszeństwo przed pojazdami, a samochody nie mogą jeździć szybciej niż 20 km na godz. Jest jeszcze jedna poważna konsekwencja dla kierowców: w strefie zamieszkania obowiązuje zakaz parkowania w innym miejscu niż wyznaczone. I tu zaczyna się problem, bo znak mógłby się stać zmorą kierowców. Gdyby go ściśle respektować, policja i straż miejska codziennie musiałaby karać setki kierowców, parkujących gdzie popadnie. Każdy samochód stojący poza kopertą, parkingiem czy postawiony przy krawężniku łamie przepisy. A kara nie jest mała, bo prawo o ruchu drogowym przewiduje za to wykroczenie jeden punkt karny oraz 100 zł mandatu - mówi Józef Kłosek, komendant straży miejskiej w Olsztynie. Takich akcji nie jest dużo, ale strażnicy przyznają, że nie mogą ciągle przymykać oczu na łamanie przepisów, choćby ze względu na zgłoszenia od "życzliwych" sąsiadów. Bo są ludzie, którzy przepisy drogowe znają dokładnie i wiedzą, co oznacza znak "strefa zamieszkania". Dzwonią po policję lub straż, gdy ktoś zastawia osiedlowe chodniki. - Jeździmy na każde takie zgłoszenie, bo nie możemy lekceważyć telefonów od ludzi. I zakładamy blokady - wyjaśnia Grzegorz Szczęsnowicz, naczelnik straży miejskiej. W ubiegłym tygodniu strażnicy spotkali się w swojej siedzibie z administratorami olsztyńskich osiedli i wspólnot mieszkaniowych, żeby porozmawiać, jak przynajmniej częściowo rozwiązać ten problem. - Szefowie spółdzielni i wspólnot muszą znaleźć rozwiązanie - mówi Szczęsnowicz. I co wymyślili? Najłatwiej jest wymalować koperty w miejscach, gdzie mieszkańcy już teraz parkują auta. To można zrobić w kilka dni. - Inwentaryzujemy też miejsca parkingowe, które mamy na terenie spółdzielni i szukamy nowych. Już znaleźliśmy około 300. Zamierzamy zbudować nowe zatoki, a niektóre trawniki zamienić na parkingi - mówi Wiesław Barański, prezes Pojezierza. Nie jest to nowy pomysł, bo zarówno Jaroty, jak Pojezierze, dwie największe olsztyńskie spółdzielnie mieszkaniowe, już kilka lat temu kosztem trawników - m.in. na osiedlu Nagórki i przy ul. Pana Tadeusza - próbowały poprawić sytuację i zwiększyć liczbę parkingów. Ale rozwiązaniem byłoby też... usunięcie tablic "strefa zamieszkana". To, czy stoją, zależy od administratora terenu. Problem w tym, że gdyby je usunąć, a osiedlowa uliczka nie była tzw. drogą publiczną, żadne służby porządkowe - ani policja, ani tym bardziej straż miejska, nie mogłyby tu interweniować, nawet gdyby ktoś rażąco złamał przepisy ruchu drogowego. - Ale zrobimy przegląd znaków informujących o strefie i sprawdzimy, czy wszystkie są konieczne - dodaje prezes Barański. To wszystko jednak nie wystarczy, bo samochodów i tak jest kilka razy więcej niż wtedy, gdy budowano osiedla i ciągle ich przybywa. Teraz deweloperzy i spółdzielnie mieszkaniowe stawiając nowe bloki, rozwiązują problem, budując parkingi podziemne lub wielopoziomowe. - I my planujemy wykorzystać fundusze europejskie na budowę takiego parkingu przy ul. Żołnierskiej, jednak nie stanie się to wcześniej niż za dwa lata - zapowiada Barański.
Komentuj →
17 lutego 2008 |
0
Nawet do 80 proc. kosztów będzie zwracał w tym roku Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych tym, którzy kupią samochód. Wnioski można składać tylko do 31 marca - przypomina “Życie Warszawy”. W Warszawie niemal nie funkcjonuje specjalistyczny transport niepełnosprawnych. Kilka tysięcy osób poruszających się na wózkach obsługuje tylko siedem starych i zdezelowanych taksówek, które trzeba zamawiać nawet... tydzień przed planowanym kursem. Dlatego m.in. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przygotował kolejną edycję programu “Sprawny dojazd”. W jego ramach kilka tysięcy inwalidów będzie mogło kupić własny samochód. Jak ubiegać się o te pieniądze? - Adresatami programu są pełnoletnie osoby niepełnosprawne, które uczą się lub pracują – tłumaczy Leleno. - Aby otrzymać pieniądze, muszą one złożyć wniosek do naszej delegatury (w Warszawie znajduje się ona przy ul. Grójeckiej 19/25). Po jego pozytywnym rozpatrzeniu, beneficjent podpisuje umowę, w której zobowiązuje się np. płacić OC i AC przez pięć lat oraz samodzielnie dbać o auto - dodaje rzecznik PFRON. Kiedy osoba niepełnosprawna już wybierze samochód, jaki chciałaby kupić, informuje o tym PFRON. Następnie wpłaca sprzedającemu 20 proc. wartości auta. Resztę dopłaca fundusz. - Procedura przyznawania dopłat jest skomplikowana, ale może być rozwiązaniem problemów wielu niepełnosprawnych. Nawet tych, którzy są sparaliżowani od pasa w dół i aby prowadzić auto potrzebują specjalistycznego sprzętu – ocenia Izabela Siemaszko ze Stowarzyszenia Kobiet Niepełnosprawnych One.pl. Aby skorzystać z pomocy, trzeba złożyć wniosek do 31 marca.
Komentuj →
17 lutego 2008 |
0
Ruszyły zapisy na bezpłatne kursy samochodowe dla niepełnosprawnych. Pierwsze zajęcia i egzaminy organizowane przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji odbędą się już w marcu. – Problemy ze sprawnym przemieszczaniem się z miejsca na miejsce są dla osób na wózkach inwalidzkich jednym z czynników ograniczających aktywność – mówi Elżbieta Głogowska, prezes FAR. – Dlatego postanowiliśmy organizować dla nich kursy na prawo jazdy – dodaje. W tym roku niepełnosprawni będą mogli wziąć udział w siedmiu kursach podstawowych i dwóch doszkalających. Wszystkie odbywać się będą w ośrodku w Miętnem (60 km od Warszawy). – To duży ośrodek, w pełni dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych. Ma wygodny internat, salę wykładową z nowoczesnym sprzętem komputerowym własny plac manewrowy – opisują organizatorzy. Mimo że kurs jest całkowicie bezpłatny, niemal 100 proc. osób, które kończyły go w ubiegłych latach, zdawało egzamin za pierwszym razem. Wszystko dlatego, że na jednego instruktora przypada tylko trzech kursantów, a niepełnosprawni mogą korzystać z tylu jazd, ile jest im potrzebne, by poczuli się pewnie za kierownicą. Jak dostać się na bezpłatny kurs prawa jazdy organizowany przez fundację? – Z kursów FAR mogą skorzystać osoby, które mają orzeczenie o niepełnosprawności i wcześniej brały udział w działaniach fundacji – na internetowej stronie FAR tłumaczy Tomasz Biduś. Ci, którzy spełniają te warunki, mogą zgłaszać się do biura regionalnego Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, które mieści się przy ul. Inspektowej 1. Pracownicy udzielają informacji także telefonicznie, pod numerem 022 642 22 91. Co z osobami, które z FAR nie miały wcześniej do czynienia? Dla nich rozwiązaniem mogą być dofinansowania kursów samochodowych, które w ramach programu “Sprawny dojazd” przyznaje PFRON. Aby je uzyskać, należy jednak samemu zapłacić za kurs 15 proc. jego wartości. Zarówno w przypadku kursów organizowanych przez FAR, jak i przez PFRON, wymagane jest orzeczenie lekarza, który stwierdził, czy niepełnosprawny może bezpiecznie prowadzić samochód.
Komentuj →
17 lutego 2008 |
0
Agresywny pijany rowerzysta- Ponad 3,3 promila alkoholu w organizmie miał rowerzysta, którego policjanci wyciągnęli z rowu, w którym zakończył swoją podróż. Nagle mężczyzna zaczął się szarpać i wyzywać funkcjonariuszy. Jednego z nich kopnął w nogę i zagroził zwolnieniem z pracy. Na koniec zasugerował policjantom, żeby zniszczyli dokumentację świadcząca o jego stanie upojenia w zamian za to, postawi im butelkę alkoholu i zapomni o całej sprawie. Teraz rowerzysta odpowie za jazdę w stanie nietrzeźwym, próbę przekupienia policjantów, naruszenie nietykalności i znieważenie funkcjonariuszy. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności
5000 złotych łapówki za jazdę po "pijaku"- Policyjny patrol w Głogowie zauważył samochód ford focus, którego kierowca złamał przepisy ruchu drogowego. Jechał pod prąd w miejscu gdzie obowiązywał zakaz. Funkcjonariusze natychmiast zatrzymali auto. W trakcie kontroli policjanci wyczuli od kierującego woń alkoholu. Przeprowadzone badanie wykazało u mężczyzny 1,4 promila w organizmie. Policjanci poinformowali kierowcę, że prowadząc pod wpływem alkoholu i łamiąc przepisy dopuścił się przestępstwa i zostaje mu zatrzymane prawo jazdy. Wówczas ten zaproponował łapówkę w wysokości 5 000 zł. Policjanci o próbie wręczenia łapówki niezwłocznie powiadomili oficera dyżurnego. Nietrzeźwy kierujący został zatrzymany w areszcie. Teraz mężczyzna odpowie nie tylko za złamanie przepisów ruchu drogowego i kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości, ale również za usiłowanie przekupienia policjantów za co grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Pijany 24-latek śmiertelnie potrącił dziewczynkę - Oficer dyżurny w Grodzisku Wlkp. otrzymał informację o wypadku drogowym w Rakoniewicach. Natychmiast wysłał patrol policji na miejsce wypadku. Okazało się, że dwie piętnastoletnie dziewczynki szły poboczem. W pewnej chwili jedna z nich usłyszała uderzenie i zorientowała się, że jej koleżankę potrącił samochód. Po przejechaniu kilku metrów pojazd zatrzymał się i wysiadł z niego kierowca. Kiedy zobaczył co się stało, szybko odjechał. Na miejsce zostało wezwane pogotowie ratunkowe. Niestety, mimo wysiłków lekarzy dziewczynka zmarła. Policjanci ustalili, że sprawca prawdopodobnie jechał białym mercedesem. Kilkanaście minut później już wiedzieli kto jest właścicielem auta. Tuż po godz. 19.00 zapukali do drzwi mieszkania Artura G. 24-latek na pytanie, czy jest właścicielem białego mercedesa, odpowiedział że owszem ale właśnie pożyczył go szwagrowi. Chwilę później zmienił wersję i stwierdził, że samochód stoi na stacji benzynowej. To również okazało się kłamstwem. Ostatecznie Artur G. przyznał się, że to on kierował samochodem. Uszkodzony pojazd ukrył u jednego z członków rodziny. Policjanci przeprowadzili oględziny mercedesa. Wgięta maska, rozbity prawy przedni reflektor i szyba oraz urwane lusterko wskazywały wyraźnie, że właśnie tym samochodem została potrącona 15-latka. Artur G. został zatrzymany. Badanie trzeźwości wykazało ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Teraz grozi mu nawet 8 lat więzienia.
Pijany policjant zabił kobietę - Pijany kierowca potrącił w Ziębicach kobietę. W wyniku obrażeń kobieta zmarła. Sprawca uciekł z miejsca wypadku, ale szybko został złapany - okazało się, że jest policjantem. - Najpierw ustaliliśmy markę pojazdu jakim się poruszał, potem zaczęły się poszukiwania. Po kilku godzinach znaleźliśmy samochód, który miał uszkodzenia, a także samego sprawcę - mówi Artur Staniszewski z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. - Okazał się nim 41 letni mężczyzna, który pracuje w policji. Nie był trzeźwy w chwili zatrzymania. Badanie na obecność alkoholu we krwi wykazało w jego organizmie około 1,4 promila.
Wjechał samochodem na schody - Policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Świnoujściu zatrzymali nietrzeźwego kierowcę, który nie miał prawa jazdy. W trakcie kontroli okazało się, że pasażer był poszukiwany przez Prokuraturę Rejonową w Świnoujściu. Świnoujscy policjanci patrolowali ulice miasta. W pewnym momencie, około godziny 0:50, otrzymali od dyżurnego jednostki informację, że jakiś samochód wjechał na schody prowadzące do budynku przy ulicy Kołłątaja. Faktycznie po przyjeździe na wskazany adres funkcjonariusze zauważyli toyotę, a w niej osoby. Kierowca próbował jeszcze odjechać, ale nie zdążył ponieważ został zatrzymany. Badanie stanu trzeźwości u 26-letniego Adama Sz. dało wynik prawie 2 promile alkoholu we krwi. Jak się okazało przy sprawdzaniu dokumentów nietrzeźwy Adam Sz. nigdy nie posiadał prawa jazdy. Dalsze ustalenia wśród pasażerów wykazały, że jeden z pasażerów, 31-letni Jacek K., był poszukiwany do ustalenia miejsca pobytu przez Prokuraturę Rejonową w Świnoujściu.
Komentuj →
16 lutego 2008 |
0
Policja drogowa w regionie łódzkim, po akcjach łapania kierowców bez świateł i bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, będzie teraz zatrzymywać rozmawiających przez komórki. Takie zalecenie wydał swoim podwładnym komendant wojewódzki policji w Łodzi. Jednostki powiatowe będą rozliczane z liczby mandatów wlepionych "gadającym za kółkiem". Policjanci w komendach powiatowych już wiedzą, że szczególną uwagę będą musieli zwracać na kierowców z telefonami przy uchu. Nie mają innego wyjścia, bo będą musieli wykazać się w miesięcznych sprawozdaniach, składanych zwierzchnikom – informuje “Dziennik Łódzki”. Funkcjonariusze nie ukrywają, że do tej pory zwykle tylko upominali kierowców łamiących przepisy, teraz natomiast będą musiały sypnąć się mandaty. - Szykujemy się do wojny z telefonami komórkowymi w samochodach - zapowiada Jacek Kozłowski, rzecznik zduńskowolskiej policji. - Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi przyznaje, że jednym z najważniejszych zadań, na które komendant polecił zwrócić szczególną uwagę, jest karanie kierowców rozmawiających przez telefony komórkowe.
Przepis zabraniający kierowcy korzystania w aucie z telefonu "wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku" zaczął obowiązywać od 1 stycznia 1998 roku. Mandat za to wykroczenie, zgodnie z taryfikatorem, wynosi 200 zł. Kierowcy mają dwa wyjścia - w ogóle nie rozmawiać przez komórkę w swoim samochodzie podczas jazdy albo zaopatrzyć się w tzw. bluetooth lub zestaw głośnomówiący.
Komentuj →
16 lutego 2008 |
0
Londyński urząd miasta zdecydował się na podwyższenie od października opłaty za wjazd do centrum samochodami z wysokimi emisjami CO2. Ten krok ma zmotywować mieszkańców do kupna samochodów z mniejszym zużyciem paliwa i większego wykorzystywania komunikacji miejskiej. Dotychczas opłata wynosiła 8 funtów na dzień dla wszystkich pojazdów, osoby mieszające w strefach płatnych mogą otrzymać ulgę do 90 %. Nowe przepisy zwiększają opłatę do 25 funtów dla samochodów SUV, sportowych i pojazdów z niezbyt ekologiczną eksploatacją. Ich właściciele nie będą mogli ubiegać się o zniżkę. Wyższa opłata dotyczy samochodów emitujących średnio więcej niż 225 g CO2 na km, a dla samochodów wyprodukowanych przed rokiem 2001 decydującym czynnikiem jest pojemność skokowa silnika - granica wynosi 3000 cm3. Przewidywanych 30-50 mln funtów, corocznych wpływów, ratusz chce zainwestować w rozwój ścieżek rowerowych i komunikacji miejskiej.
Komentuj →
15 lutego 2008 |
0
Program "STOP24", mający przeciwdziałać kradzieżom samochodów, to fikcja. Policjanci nie pamiętają, że powinni zatrzymywać w nocy oznakowane specjalnymi naklejkami samochody. A właśnie tak mieli sprawdzać, czy autem nie jedzie złodziej – przypomina “Gazeta Wyborcza Wrocław”. "STOP24" to jeden ze sztandarowych programów prewencyjnych wrocławskiej policji. Powstał w komendzie miejskiej w połowie 2002 roku. Miał ukrócić kradzieże samochodów. To był pierwszy taki program w Polsce. Rok w rok pięcioma tysiącami złotych wspiera go miasto. Zainteresowały się nim m.in. Kraków, Bydgoszcz i Słupsk. Założenie jest proste: kierowcy, którzy nie jeżdżą od północy do godziny 4 rano, oznaczają swoje auta. Z każdego komisariatu policji mogą wziąć specjalne odblaskowe naklejki na szyby. Widać je z daleka. To znak dla policyjnych patroli. Powinny kontrolować właśnie tak oznaczone samochody i sprawdzać, czy jedzie nimi właściciel lub osoba, którą wskazał w deklaracji wypełnianej na komisariacie. Patrol może sprawdzić to błyskawicznie. Tyle że w ogóle tego nie robi - twierdzą kierowcy, którzy poskarżyli nam się na policję. “Gazeta Wyborcza” zapytała policję o liczbę skontrolowanych w ubiegłym roku samochodów objętych akcją "STOP24". - To niemożliwe do ustalenia, nie prowadzi się takich statystyk - odpowiedział nam komisarz Krzysztof Zaporowski z biura prasowego dolnośląskiej policji. Ale zapewnił, że do tej pory nie skradziono żadnego z oznakowanych samochodów. Skargami kierowców zaniepokoił się nadkomisarz Marek Szmigiel, komendant miejski policji: - To bardzo dobry program, skuteczny. Ale w komendzie jest wielu nowych policjantów - i z oddziałów prewencji, i ze służby kandydackiej. Może nie wszyscy wiedzą, jakie są jego zasady. Postaramy się im to przypomnieć, żeby program naprawdę działał.
Komentuj →
14 lutego 2008 |
0
Policjanci ruchu drogowego z Ostródy po raz pierwszy ruszyli na drogi powiatu nowym renault megane sport. To auto oprócz tego, że ma pod maską ponad dwustukonny silnik, jest wyposażone w wideorejestrator mogący rejestrować prędkość samochodów jadących przed, jak i za nieoznakowanym radiowozem. Tylko podczas jednej służby policjanci ukarali 10-ciu piratów drogowych. Ich niechlubny wynik, to ponad 100 punktów karnych i mandaty o łącznej wartości 5 tysięcy złotych. Policjanci z drogówki sprawdzali prędkość kierowców jeżdżących po drogach krajowych – 7, 15 i 16. Podsumowując tę służbę, debiut ostródzkiego renault megane z widorejestratorem, można niestety powiedzieć, że był udany i owocny. Dziesięć nowych nieoznakowanych renault megane sport już trafiło do policjantów z Olsztyna, Elbląga, Ostródy, Szczytna, Nidzicy, Ełku, Iławy i Kętrzyna. Te auta, jak i 20 innych - srebrne kia, nissany pathfinder, nowoczesne więźniarki warte w sumie prawie 5 mln złotych zostały zakupione ze środków budżetowych Policji. Policyjne auta zostały wyposażone także w CB-radia i nawigację GPS.
Komentuj →
13 lutego 2008 |
0
Politechnika Rzeszowska na Wydziale Budowy Maszyn i Lotnictwa uruchamia nowy kierunek - transport. Na siedmiosemestralne studia pierwszego stopnia nabór po raz pierwszy będzie prowadzony w tym roku. Po czwartym semestrze studenci będą mieli do wyboru jedną z trzech specjalności: diagnostyka i eksploatacja pojazdów samochodowych, logistyka transportu samochodowego lub transport przemysłowy. Absolwenci otrzymują tytuł zawodowy inżyniera i będą mogli kontynuować naukę na studiach magisterskich, albo podjąć pracę m.in. w firmach drogowych, kolejowych i lotniczych, czy przedsiębiorstwach transportowych i spedycyjnych.
Komentuj →
13 lutego 2008 |
0
Coraz więcej jest możliwości zrobienia kursu na prawo jazdy. Inwalida może otrzymać dofinansowanie od PFRON-u, albo zgłosić się na bezpłatne szkolenie do Funduszu Aktywnej Rehabilitacji. Dla osób poruszających się na wózku lub o kulach własny samochód to szansa na niezależność. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych uruchomił w zeszłym roku program "Sprawny dojazd", który pozwala na sfinansowanie kursu. Uczestnik, który zgłosi się do funduszu i zostanie zakwalifikowany, może otrzymać pieniądze na sam kurs, a także egzamin i dotarcie do szkoły jazdy. Andrzej Jurkian, kierujący olsztyńskim oddziałem PFRON: w ciągu najbliższych kilku dni ma ruszyć druga edycja "Sprawnego dojazdu". Ostatnie szczegóły ustala zarząd główny PFRON. - Wtedy w internecie i oddziałach funduszu dostępne będą formularze zgłoszeniowe - dodaje Andrzej Jurkian. A już teraz można się zgłaszać na bezpłatny kurs, organizowany przez Fundusz Aktywnej Rehabilitacji w Miętnem k. Garwolina. - W tej miejscowości, ok. 60 km od Warszawy, mieści się szkoła rolnicza z pokojami w internacie i salami wykładowymi dostosowanymi do potrzeb niepełnosprawnych - mówi Elżbieta Kujawa, białostocki pełnomocnik FAR, która zajmuje się też Warmią i Mazurami. - Ośrodek dysponuje też samochodami przystosowanymi do szkolenia niepełnosprawnych. Kurs jest bezpłatny, bo FAR jako organizacja pożytku publicznego stara się o pieniądze startując w konkursach ogłaszanych przez PFRON, a także od sponsorów, m.in. firm ubezpieczeniowych i motoryzacyjnych. Z kursów mogą skorzystać osoby po urazach rdzenia kręgowego, poruszające się na wózkach inwalidzkich, które mają orzeczenie o niepełnosprawności. Konieczne jest także orzeczenie lekarskie, które zezwala na prowadzenie samochodu. Formularze są dostępne w internecie www.far.org.pl lub w naszym biurze. Możemy go także zainteresowanym przesłać pocztą. Najbliższy trzytygodniowy kurs rozpoczyna się 30 marca.
Adam Kondzior, przewodniczący Warmińsko-Mazurskiego Związku Inwalidów Narządu Ruchu: Dobra jest każda inicjatywa, która ułatwia uzyskanie prawa jazdy przez niepełnosprawnych. Rozpoczęcie kursu sprawia takim osobom wiele trudności, bo wciąż niewiele szkół jazdy ma odpowiedni samochód. Jeśli więc tylko zajmuje się tym wiarygodna firma, warto skorzystać z jej oferty.
Komentuj →
13 lutego 2008 |
0
Policjanci na służbie są uzbrojeni nie tylko w pistolety i kajdanki, ale coraz częściej także w dyktafony, ujawnia “Dziennik”. Nagrywają przebieg kontroli drogowych w obawie przed oskarżeniami o wymuszanie łapówek. Prawnicy nie mają wątpliwości: łamią prawo. "Jeżeli policjant sam jest na służbie, jak w przypadku funkcjonariuszy na motorach, jest to niepisana reguła" - mówi dziennikowi policjant z drogówki. "Wiem, że funkcjonariusze uzbrajają się w te urządzenia (dyktafony – red.)" - potwierdza Antoni Duda, przewodniczący NSZZ Policjantów. Dlaczego funkcjonariusze decydują się na nagranie rozmów z kierowcami, którzy popełnili przestępstwo drogowe? Bo zdarza się, że szantażują oni policjantów: albo odstępujesz od wlepienia mandatu i punktów karnych, albo oskarżę cię o wymuszanie łapówki. Wtedy z marszu wszczynane jest postępowanie przeciwko policjantowi i musi się on gęsto tłumaczyć. Odtworzenie przełożonemu nagrania przeważnie kończy sprawę. A najczęściej wystarczy puścić rozmowę kierowcy - wtedy, słysząc nagranie, godzi się na mandat i jest po sprawie. Z lektury Internetowego Forum Policji wynika, że ta metoda działania wśród policjantów jest powszechna. "To rzeczywiście jest ciekawa sytuacja prawna, policjantowi faktycznie można zrobić postępowanie wyjaśniające" - mówi Antoni Duda. Komenda Główna Policji nie daje jednoznacznej odpowiedzi, czy jest to łamanie prawa, czy nie: zdaniem pionu prawnego tak, ale pion kryminalny uważa: co nie jest zabronione, jest dozwolone. Oficjalnie jednak problemu nie ma. "Wydział Spraw Wewnętrznych KGP ani w tym, ani w zeszłym roku nie prowadził żadnej sprawy, w której policjant wybroniłby się przed pomówieniem o wzięcie łapówki albo innymi oskarżeniami za pomocą nagranej przez siebie rozmowy" - mówi Grażyna Puchalska z biura prasowego KGP. Czy można byłoby sprawę nagrań uregulować? "Jedynym wyjściem jest zainstalowanie we wszystkich radiowozach oficjalnych rejestratorów przebiegu interwencji, tak jak np. w USA" - mówi Marek Biernacki, przewodniczący sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji.
Daniel Walczak “Dziennik”: Policjanci nagrywają rozmowy z kierowcami - mają do tego prawo?
Mikołaj Pietrzak, adwokat, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: Policjanci bronią się przed pomówieniami i to jest zrozumiałe. Ale nagrywanie na prywatny dyktafon przebiegu kontroli drogowej zarówno z ukrycia, jak i jawnie jest bezprawne. Zgodnie z konstytucją policjant może bowiem zrobić tylko to, na co pozwalają mu przepisy prawa. I słusznie, bo taki zapis zabezpiecza nas przed samowolą funkcjonariuszy publicznych. A ponieważ kontrola drogowa według prawa nie jest protokołowana, tak jak np. zeznania, przepisy nie pozwalają funkcjonariuszowi jej nagrywać. Co innego kierowca. Jego obowiązuje zasada: co nie jest zabronione, jest dozwolone, i kierowca może kontrolę nagrać.
Daniel Walczak: A policjant nie może nagrać rozmowy prywatnie, na własny użytek?
Mikołaj Pietrzak: Nie, ponieważ wykonując służbowe obowiązki, nie jest prywatną osobą. A jeśli będzie nagrywać z ukrycia, dokona wręcz czynności operacyjnej, na co potrzeba zgody sądu. Proszę sobie wyobrazić: gdyby funkcjonariusz mógł równocześnie na służbie robić coś prywatnie, to mógłby sprzedawać ubezpieczenia samochodowe albo apteczki.
Komentuj →
12 lutego 2008 |
0
Poprawa stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz bezpieczeństwo dziecka w czasie podróży samochodem to wspólne działanie profilaktyczne Żandarmerii Wojskowej, Policji i Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Szczecinie. W wyznaczonych jednostkach wojskowych odbywają się spotkania z żołnierzami i pracownikami cywilnymi wojska w ramach pilotażowego programu "Fotelik". Celem programu jest edukacja oraz podnoszenie świadomości użytkowników dróg w zakresie: używania pasów bezpieczeństwa, jazdy z bezpieczną prędkością, jazdy pod wpływem alkoholu, używania fotelików podczas przewozu dzieci. Zajęcia prowadzone są przez funkcjonariuszy OŻW Szczecin, pracowników WORD w Szczecinie oraz funkcjonariuszy KMP Szczecin (miasto Szczecin) i KWP Szczecin ( teren woj. zachodniopomorskiego) na terenach jednostek wojskowych i instytucji podległych Ministrowi Obrony Narodowej.
Komentuj →
12 lutego 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Bydgoszczy kupi nowe auta i zatrudni kolejnych egzaminatorów. Dzięki temu już wiosną kursanci nie powinni czekać na egzamin dłużej niż miesiąc – donosi “Gazeta Wyborcza”.
Chętnych do egzaminu jest tak wielu, w najbardziej obleganych momentach okres oczekiwania wydłuża się nawet do dwóch miesięcy - potwierdza Tadeusz Kondrusiewicz, dyrektor bydgoskiego WORD. Władze ośrodka postanowiły spróbować rozwiązać problem i zakupić nowe samochody. Obecnie jest ich 14. Dziś zostaną otwarte koperty na zakup 18 aut! Stare natomiast zostaną sprzedane. - Będziemy więc mieli cztery samochody więcej. Dodatkowo zatrudnimy kolejnych pracowników, a co za tym idzie, zwiększą się nasze możliwości. Mam nadzieję, że wtedy nareszcie skończą się kłopoty z dotrzymywaniem terminów egzaminów - wyjaśnia dyrektor.
Kondrusiewicz zaznacza jednak, że zmiany w samym ośrodku to za mało. - Musi się jeszcze coś ruszyć na szczeblu ministerialnym. Jest pomysł, żeby ośrodki mieściły się nie tylko w dawnych miastach wojewódzkich, ale też w niektórych powiatach. To mogłoby pomóc - mówi. Obecnie w bydgoskim ośrodku pracuje 28 egzaminatorów. Są w stanie dziennie przetestować ok. 280 osób. Po zakupie nowych aut i zwiększeniu kadry egzaminatorskiej, każdego dnia "na prawko" będzie mogło zdawać kilkadziesiąt osób więcej. Kondrusiewicz liczy, że powinno się tak stać najpóźniej na przełomie maja i czerwca.
Komentuj →
12 lutego 2008 |
0
Trzy osoby doznały obrażeń, w tym jedna ma złamany obojczyk, po zderzeniu osobowej mazdy z łosiem. Do wypadku doszło na drodze niedaleko Śniadowa (podlaskie). Zwierzę nie przeżyło wypadku - poinformowała policja. Zdarzenie miało miejsce po zmroku. Łoś przebiegał z lewej strony jezdni na prawą, auto uderzyło w niego przodem. Auto jest poważnie zniszczone. W województwie podlaskim, gdzie są duże ostoje łosia, wypadki drogowe z udziałem tych dużych ssaków zdarzają się przynajmniej kilka razy w roku. Żeby zwrócić kierowcom uwagę na niebezpieczeństwo, Biebrzański Park Narodowy, który jest miejscem bytowania dużej populacji łosia, rozpoczął w grudniu akcję informacyjną – “Jedź łośtrożnie". Kierowcom rozdawane są przez pracowników parku i policję ulotki informacyjne i nalepki ostrzegające o wypadkach powodowanych przez łosie. Akcja potrwa do wiosny. Leśnicy i policjanci są przekonani, że prawie w każdej sytuacji zderzenia z łosiem, to kierowca jest winny. Zastępca dyrektora BPN Andrzej Grygoruk powiedział, że kierowcy rzadko przestrzegają znaków ostrzegających przed zwierzętami leśnymi na drodze. W jego ocenie, gdyby jeździli wolniej, mieliby szansę zahamowania lub ominięcia zwierzęcia i uniknięcia wypadku. Łoś zwykle nie wbiega nagle na jezdnię. Przypomniał, że wskutek rozrastania się populacji, w północno-wschodniej Polsce łosie można spotkać praktycznie w każdym większym kompleksie leśnym, nie tylko na terenie parku. Ze względu na wielkość zwierzęcia, kolizja z łosiem może zakończyć się tragicznie, a na pewno dużymi stratami materialnymi. Dorosły samiec łosia może ważyć do 400 kg. Przy zderzeniu z autem, zwykle zwierzęciu podcinane są nogi i całą masą łoś wpada do środka auta.
Komentuj →
12 lutego 2008 |
0
Najpóźniej w ciągu miesiąca przy drogach wyjazdowych z Warszawy pojawią się drogowskazy na Katowice - poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDKKiA). Do tej pory przy drogach wyjazdowych z Warszawy nie było drogowskazów na Katowice, choć - jak wynika z badań - właśnie tam, a nie do Krakowa czy Wrocławia - jedzie zdecydowana większość kierowców. W tej sprawie w ubiegły poniedziałek interweniował u drogowców wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk. "Zdajemy sobie sprawę, że brak drogowskazu na Katowice - mimo, że zgodny z zasadami znakowania dróg krajowych - może być dla kierowców wyjeżdżających z Warszawy utrudnieniem. Dlatego najpóźniej w ciągu miesiąca oznakowanie zostanie tam zmienione" - powiedział PAP w poniedziałek Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDKKiA. Jak wyjaśnił, jeśli do istniejących tablic kierunkowych będzie dało się doczepić dodatkową tabliczkę - z nazwą Katowic - zmiana zostanie dokonana w ciągu kilkunastu dni. Jeśli nie będzie to możliwe, w ciągu miesiąca przygotowane zostaną całe nowe tablice, z zestawem kierunków uzupełnionym o stolicę woj. śląskiego. W pierwszej kolejności uzupełnione zostaną drogowskazy przed rozwidleniem dróg krajowych nr 7 i 8 w miejscowości Janki. Jak argumentował przed tygodniem wojewoda śląski, nieznający drogi kierowcy podróżujący z Warszawy do Katowic, widząc tam możliwości jazdy na Kraków (DK-7) i Wrocław (DK-8), często wahają się, stwarzając zagrożenie dla bezpieczeństwa. "Problem wynika z faktu, że obie drogi krajowe - nr 7 i 8 - prowadzą w innych kierunkach, niż do Katowic. Jadąc do tego miasta, w Jankach należy wybrać DK-8 na Wrocław i dopiero po dotarciu do Piotrkowa Trybunalskiego kierować się dalej DK-1 na Katowice i Cieszyn" - przypomniał Mrugasiewicz. GDKKiA zamierza rozwiązać tę kwestię sygnalizując w Jankach, że drogą krajową nr 8 można dojechać do prowadzącej dalej w kierunku Katowic DK-1. Drogowcy przypominają też, że prowadzą właśnie weryfikację oznakowania kierunkowego całej sieci dróg krajowych, na podstawie której w przyszłym roku rozpocząć ma się kompleksowa aktualizacja oznakowań. Przeprowadzone trzy lata temu badania, dotyczące średniego dobowego ruchu samochodów na drogach krajowych wykazały, że średnia liczba pojazdów, jaka w ciągu doby przejeżdża trasą z Warszawy do Katowic, jest ponad dwukrotnie wyższa, niż na trasach z Warszawy do Wrocławia i Krakowa.
Komentuj →
12 lutego 2008 |
0
Na dawnym rondzie Babka będzie włączona sygnalizacja świetlna. Ma ona uporządkować ruch na rondzie. Początkowo może jednak wprowadzić chaos. Drogowcy boją się wydłużenia korków i stłuczek na nowych pasach. Policja apeluje do kierowców, by szczególnie uważali na znaki. Początkowo światła ustawione zostaną na tzw. cykl stałoczasowy, a to oznacza, że nie będą dostosowywać się do natężenia ruchu. Kierowcy przyzwyczajeni do starego ronda, mogą mieć problem nie tylko ze światłami, ale także z nowo rozrysowanymi pasami. Zgodnie z obecnym układem, zjeżdżając z ronda mają pierwszeństwo, a wjeżdżając na nie, muszą ustawić się na odpowiednim pasie. Jak twierdzi inżynier ruchu, takie wymalowanie pasów powinno oduczyć kierowców złych nawyków. Wykonawca był przeciwnego zdania, ale musiał się podporządkować. Czy Galas ma rację, eksperymentując z pasami na rondzie? Na portalach internetowych kierowcy podzielili się na dwie grupy: jedni straszą wypadkami, drudzy biją brawo nowym pasom. Jednocześnie wyzywają się od furmanów i piratów, a inżynierowi ruchu radzą, żeby kiedyś wyszedł zza deski kreślarskiej w miasto. Zgodni są tylko co do jednego: linie na jezdni już dziś są niewyraźne, a jak spadnie śnieg – będą kraksy. Dawne rondo Babka, a obecnie Zgrupowania AK "Radosław", to jedno z najruchliwszych skrzyżowań w stolicy.
Komentuj →
12 lutego 2008 |
0
(233-3)
"Dziennik łódzki" donosi: Łódź będzie pierwszym miastem w Polsce, gdzie uda się zwalczyć plagę nocnych zawodów, w których uczestniczą młodzi kierowcy. - Jeśli nie można ich powstrzymać, dajmy im legalną alternatywę - mówi Lech Ryszewski, prezes Automobilklubu Łódzkiego. Kierowcy, którzy dotychczas bawili się do momentu, gdy nie nadjechała policja, będą ścigać się pod okiem funkcjonariuszy. Do końca lutego odbędą się jeszcze trzy imprezy. Wszystkie z udziałem publiczności. Pomysłodawcy przedstawią dokładny plan działania, ale już wiadomo, że część kosztów miałoby pokryć miasto. Co w zamian? Dotychczasowi "ulubieńcy" drogówki, sami zobowiązali się przypilnować, aby nikt w ich środowisku nie zorganizował więcej nielegalnych wyścigów. Czy projekt ma szansę powodzenia? Do porozumienia przystąpiło pięć z ośmiu kół zrzeszających kierowców. Według Automobilklubu, na razie, trzy niezdecydowane koła będą przypatrywać się wyścigom "na legalu". Ryszewski, wierzy, że sukces akcji szybko ściągnie wahających się fanów z marginesu prawa drogowego. Bo, zdaniem prezesa, nie ma innej alternatywy. Automobilklub apeluje też do policji, by ostrzej wzięła się za kierowców, stwarzających zagrożenie na ulicach miasta. - Dotychczas zawsze mogli bronić się argumentem, że nie mają gdzie próbować sił maszyn, które kochają. Teraz taka możliwość została stworzona. A lutowe zawody to dopiero początek - zapowiada Ryszewski.
Komentarze: “Dziennik” - Władze Łodzi ugięły się przed szaleńcami, którzy urządzają nielegalne wyścigi. Chcą dla nich w nocy zamykać ulice i tworzyć tam tory dla kierowców. A policja, zamiast ścigać piratów, będzie tych wyścigów pilnować.
Komentuj →
12 lutego 2008 |
0
W miesięcznik “Policja 997” opublikował kolejną poradę m.inn. dla ewentualnych uczestników wypadku drogowego. Tym razem dowiadujemy się jak należy się zachować, gdy mamy do czynienia z raną brzucha powikłaną wypadaniem czy wypłynięciem jelit zabezpieczamy zgodnie z aktualnymi standardami. Tak więc pamiętajmy - należy:
- wezwać pomoc medyczną,
- zidentyfikować obrażenie,
- nie wsuwać jelit do rany,
- zabezpieczyć opatrunkiem jałowym ranę, z której wypłynęły jelita,
- aby jelita nie wysychały, zabezpieczyć je opatrunkiem wilgotnym lub z folii,
- jeśli nie ma przeciwwskazań wynikających z rodzaju rany, czy też nie ma innych obrażeń, należy ułożyć poszkodowanego w pozycji z ugięciem nóg w kolanach,
- zapewnić poszkodowanemu komfort termiczny,
- do przyjazdu karetki nadzorować stan poszkodowanego.


(233-1-2)
1-3. Ranę, z której wypadły jelita, zabezpieczyć jałowym opatrunkiem gazowym. Jelita zabezpieczyć szczelnie opatrunkiem, wykorzystując woreczek foliowy celem ochrony przed wyschnięciem.
4. Aby wzmocnić i utrzymać opatrunki rany i jelit, przykryj miejsce rany odpowiednią chustą trójkątną, nie stosując nadmiernego ucisku; końce chusty wsuń pod poszkodowanego
5. Ugnij nogi poszkodowanego w kolanach, wsuwając pod nie torbę, plecak, wałek z kurtki itp.
6. Nadzoruj stan poszkodowanego - jeśli jest przytomny, utrzymuj z nim kontakt słowny. U poszkodowanego nieprzytomnego dbaj o drożność dróg oddechowych, sprawdzaj świadomość
Do przyjazdu karetki nie zostawiaj poszkodowanego samego.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
Jeśli nastąpiła szkoda, a jej sprawcą był kierowca auta zarejestrowanego na firmę (samochód zapisany księgowo w środki trwałe firmy i kupiony za gotówkę), to naprawa tej szkody zostanie rozliczona w trybie bezgotówkowym (z Auto Casco), a właściciel firmy otrzyma naprawiony samochód, tak samo jak osoba fizyczna, czyli jak każdy kierowca będący klientem towarzystwa ubezpieczeniowego. W wypadku szkody całkowitej (np. po wypadku rozbite auto nadawało się tylko do kasacji) sposób postępowania i zasady odszkodowania są regulowane przez tzw. ogólne warunki ubezpieczenia (OWU). Gdy auto jest zakupione w ramach kredytu? Także w tym wypadku jesteśmy właścicielem samochodu! Renomowane banki wycofują się ze stosowanego uprzednio tzw. przewłaszczenia. Krótko mówiąc, nie są wpisywane do dowodu rejestracyjnego pojazdu jako współwłaściciele. Jeśli bank zaproponowałby przewłaszczenie w umowie o kredyt, oznacza to, że nie należy zawierać tego typu umowy! Dlaczego? By uniknąć piramidy formalności i kłopotów, w tym straty czasu i pieniędzy. Bank zorientowany na klienta potrafi zabezpieczyć swoje interesy bez przerzucania nań kłopotów. Leasing jest coraz bardziej popularny, a jednak przy zawieraniu tego typu umów trzeba szczególnie uważać, by później, kiedy dojdzie do stłuczki lub innego zdarzenia, nie mieć dodatkowych kłopotów. Wszystko zależy m.in. od sposobu (podmiotowości) prowadzenia działalności gospodarczej, czyli od tego, czy jest się osobą prawną (np. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością), czy też osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą. A także od sposobu rozliczania się z urzędem podatkowym. Leasingobiorca nie jest właścicielem pojazdu, więc szkodę częściową z AC naprawi bezgotówkowo, ale licząc koszty netto. Niestety, wówczas musi dopłacić różnicę pomiędzy netto a brutto, a to najczęściej oznacza drożej o 22 proc. podatku VAT. Dla osoby utrzymującej się np. z dowożenia cateringu do biur to finansowe tarapaty.
Trzy przykazania dla kierowcy auta firmowego na wypadek stłuczki:
1. Gdy w wyniku stłuczki uszkodzone zostało auto firmowe, a drugi uczestnik zdarzenia inaczej niż ty ocenia jego przebieg, wezwij policję - tel. 997 lub 112 z telefonu komórkowego. Zwłaszcza, gdy jest on pod wpływem alkoholu lub środków działających podobnie, próbuje uciekać, nie ma lub nie pokazuje stosownych dokumentów i polisy OC. Nie ma znaczenia, czy jesteś poszkodowanym, czy sprawcą - unikasz jeszcze większych kłopotów, a cena mandatu to pikuś w porównaniu zwartością auta i obowiązkami wobec firmy.
2. Już wiesz, dlaczego (nigdy, naprawdę i bezwarunkowo) nie prowadzisz auta firmowego pod wpływem alkoholu. W większości polis maczkiem zapisano, że fakt kierowania po alkoholu znosi odpowiedzialność towarzystwa ubezpieczeniowego! Zamiast z AC szkody mogą zostać pokryte z twojej kieszeni.
3. Wypełniasz wspólnie z drugim uczestnikiem (plus świadkowie - jeśli są) wyjęty ze schowka auta druk (ten sam wzór - bez względu na język - obowiązuje w całej Unii Europejskiej) tzw. Wspólnego Oświadczenia o Zdarzeniu Drogowym. Formularz możesz pobrać ze strony Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) -www.piu.org.pl, by wozić go stale w samochodzie.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
W Poznaniu coraz bardziej popularny staje się carpooling, czyli umawianie się przez internet na wspólne dojeżdżanie do pracy czy powrót do domu jednym autem – czytamy w “Echu Miasta”. Poznaniacy zaczynają korzystać z portalu autem.pl, ale widać, że carpoolingiem są coraz bardziej zainteresowani. - Na takich wspólnych podróżach sporo można zaoszczędzić, zwłaszcza gdy umawiam się z osobami nie na jednorazowy przejazd, ale codziennie, np. na dojazd do pracy i powrót - mówi Tomasz Król, który już korzysta z carpoolingu. - Ale najważniejsze, że dzięki zmniejszeniu liczby samochodów na ulicach oraz korków zmniejsza się emisja szkodliwych toksyn. A na ulicach miast i na parkingach robi się luźniej - dodaje Paweł Zawadzki, pomysłodawca serwisu autem.pl, który zachęca do carpoolingu. Portal autem.pl ruszył kilka miesięcy temu. Nie jest komercyjny, więc za umieszczenie swojej oferty nic nie zapłacimy. Na razie wiele osób nastawionych jest do tego rodzaju podróżowania dość sceptycznie. - Obawiają się jazdy z obcą osobą w samochodzie. Żeby zmniejszyć te obawy, serwis prowadzi forum, na którym można lepiej się poznać - wyjaśnia Paweł Zawadzki, pomysłodawca serwisu. - Ale zawsze trzeba zachować ostrożność. Jeżeli dana oferta przejazdu budzi wątpliwości, lepiej z niej zrezygnować albo umówić się w jakimś publicznym miejscu. Tymczasem carpooling znany był w Polsce już w latach PRL-u, kiedy prowadzono kampanię "podwieź sąsiada".
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
Alarmowy numer 112 powinien działać od czterech lat, ale nie działa. Bezpłatny numer alarmowy 112, taki jak w zachodnich krajach Unii Europejskiej, miał zacząć działać w Polsce od 1 maja 2004 roku. Wybierając go powinniśmy się połączyć z wojewódzkimi centrami powiadamiania ratunkowego. Stamtąd dyspozytor przekierować ma rozmowę do określonej służby ratunkowej w danym rejonie województwa. Dokładna lokalizacja osoby, która dzwoni, musi być zagwarantowana przez operatora sieci komórkowej albo stacjonarnej. Już w lipcu 2005 roku KE groziła Polsce wszczęciem procedury przed Trybunałem Europejskim. Numer został w końcu uruchomiony, ale dziś nikt nie ma pewności, dokąd akurat się dodzwoni - do strażaków czy do policjantów, i czy będzie to akurat najbliższa jednostka. Różnie jest też z wykorzystaniem 112. W ub. roku w Słubicach pod ten numer dzwonili kierowcy TIR-ów, pytając dyżurnego policjanta o pogodę na granicy. CPR-y w województwach w ogóle nie istnieją. Mają je, na swój użytek, niektóre większe miasta. W listopadzie ub. roku Komisja Europejska pozwała Polskę przed Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich. Dopiero po tym, w styczniu 2008 roku podpisano z operatorami telefonii porozumienie o umożliwieniu lokalizowania dzwoniących pod numer 112. Jeśli pozew nie zostanie wycofany, Polsce grożą wysokie kary finansowe.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego nie tylko egzaminuje kierowców. Już wkrótce wspólnie z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy organizuje szkolenie dla nauczycieli szkół podstawowych. Pedagodzy pod okiem specjalistów poznają zasady udzielania pierwszej pomocy. Wiedzą tą później dzielą się z uczniami - wyjaśnia Jan Basierski z włocławskiego WORDu. Dzięki akcji do szkół trafi sprzęt o wartości 180 tysięcy złotych. Fantomy, na których dzieci będą mogły uczyć się udzielania pierwszej pomocy trafią do tych szkół, z których nauczyciele wezmą udział w szkoleniu. Zaproszenia wysłano do 98 placówek z terenu powiatów aleksandrowskiego, radziejowskiego, włocławskiego i lipnowskiego. W ubiegłym roku w podobnej akcji na odzew nauczycieli nie trzeba było długo czekać. Z podobnego szkolenia w całej Polsce skorzystało już blisko 8,5 tysiąca nauczycieli. Programem Ratujemy i uczymy ratować objętych jest już prawie pół miliona uczniów.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
I.C.E. lub ICE (ang. In Case of Emergency, pol. w nagłym wypadku) - skrót informujący do kogo powinni zadzwonić ratownicy w razie nagłego wypadku. Stosowany przeważnie w dwóch formach:
pod hasłem “ICE” w swoim telefonie komórkowym wpisuje się numer najbliższej osoby. Jeśli osób takich jest kilka to wpisuje się je pod hasłami “ICE1”, “ICE2” ...
na karcie “ICE” wielkości wizytówki wpisuje się imię, nazwisko i numer kontaktowy najbliższych osób, taką kartę powinno nosić się cały cas przy sobie, najlepiej w portfelu.
W chwili wypadku służby ratownicze często nie wiedzą, z kim kontaktować się w sprawie osoby poszkodowanej. Skrót ICE jest znany przez ratowników prawie na całym świecie. Ten skrót może uratować życie, w razie potrzeby pozwoli ratownikom na uzyskanie ważnych informacji o poszkodowanym (grupa krwi, przyjmowane leki, choroby, problemy ze zdrowiem, alergie).
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
W krakowskim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad odbyło się spotkanie drogowców z przedstawicielami służb, których zadaniem jest kontrola pojazdów poruszających się po drogach. Obecni byli reprezentanci: Straży Granicznej, Służby Celnej, Wojewódzkiej Inspekcji Transportu Drogowego oraz Wydziału Ruchu Drogowego Małopolskiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Celem spotkania było skoordynowanie potrzeb służb mundurowych w zakresie lokalizacji i wyposażenia miejsc kontroli z planami GDDKiA w zakresie modernizacji i budowy dróg krajowych Małopolski. Ustalono, że drogowcy, by móc uwzględnić w dokumentacjach projektowych nowych zadań miejsca kontroli pojazdów, muszą znać wymagania poszczególnych służb dotyczące wymiarów i wyposażenia stanowisk. Trzeba wspólnie opracować liczbę miejsc i ich optymalną lokalizację z punktu widzenia poszczególnych instytucji kontrolujących. Gdy te parametry będą znane, można będzie przygotować harmonogram realizacji i określić źródła finansowania. Niezbędne będzie także wypracowanie zasad korzystania z miejsc kontroli pojazdów przez poszczególne instytucje, w tym podział kosztów utrzymania. Mimo to, że każda ze służb ma trochę inne wymagania odnośnie miejsc kontroli, jednak wszyscy zgodnie uznali, że ich interesy są możliwe do pogodzenia. W tym celu przedstawiciele Straży Granicznej, Służby Celnej, Inspekcji Transportu Drogowego oraz policji wraz z kierownikami rejonów GDDKiA dokonają do końca lutego objazdu wszystkich dróg krajowych w Małopolsce, by wytypować miejsca odpowiadające potrzebom zintegrowanej kontroli. W przypadku inwestycji przygotowywanych i planowanych, miejsca kontroli pojazdów zostaną uwzględnione przez projektantów już na etapie opracowywania dokumentacji projektowych. Na sieci istniejącej będzie to przystosowanie i rozbudowanie obecnie wykorzystywanych miejsc. Cała operacja dostosowania będzie trwała kilka lat, gdyż niejednokrotnie powiększenie miejsca kontroli będzie wymagało wykupu gruntów i pozwolenia na budowę. Skoordynowanie potrzeb służb kontrolujących z działaniami drogowców zaowocuje podniesieniem poziomu bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz podniesieniem komfortu pracy kontrolujących i kontrolowanych. Optymalnie rozlokowane miejsca kontroli z wagami służącymi do ważenia pojazdów umożliwią sprawniejsze wyłapywanie przeciążonych samochodów ciężarowych, które w największym stopniu niszczą nasze drogi.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
Tylko 22 proc. mieszkańców Unii Europejskiej od razu wie, że w sytuacji zagrożenia życia może zadzwonić pod europejski numer alarmowy 112 z każdego zakątka UE – informuje Onet.pl. Polacy są najlepiej poinformowani. Według opublikowanego Eurobarometru, aż 56 proc. polskich respondentów spontanicznie odpowiada, że 112 to europejski numer alarmowy, pod który można dodzwonić się z całej Unii. W ogonie są Grecy - tylko 4 proc. wie o 112. Nieprzypadkowo właśnie Komisja Europejska przedstawiła Eurobarometr na temat znajomości numeru 112 - wykorzystała tu "sprzyjającą" datę 11.2. Po raz pierwszy numer wprowadzono 17 lat temu - chodziło o umożliwienie obywatelom korzystania z jednego numeru w celu wezwania służb ratowniczych do wypadków wszystkich rodzajów we wszystkich państwach członkowskich UE. Ma to kolosalne znaczenie dla osób podróżujących. Wobec pesymistycznych wyników Eurobarometru, KE wezwała państwa członkowskie do upowszechnienia wiedzy na temat numeru 112. Zwłaszcza, że jak pokazał sondaż, aż 95 proc. obywateli zgadza się co do przydatności jednolitego europejskiego numeru alarmowego. - Musimy uświadomić obywatelom, że numer 112 jest jedynym numerem alarmowym, który muszą zapamiętać. Wzywam wszystkie państwa, by w dalszym ciągu pracowały nad pełną niezawodnością korzystania z usługi numeru 112 w całej Europie oraz by przyłączyły się do kampanii propagującej korzystanie z tego numeru - oświadczyła unijna komisarz ds. telekomunikacji Viviane Reding. Problemem numeru 112 nie jest jednak tylko słaba wiedza o jego istnieniu, ale też nie do końca doskonałe działanie systemu. Według danych European Emergency Number Association (EENA), numer 112 rocznie wykręcany jest 200 mln razy (pomijając telefony- żarty). W większości krajów wciąż o pomoc nie można jednak poprosić we wszystkich językach UE, a jedynie tych najbardziej popularnych jak angielski, francuski, niemiecki czy hiszpański. - Wielojęzyczność najlepiej działa w Londynie, gdzie centrala numeru 112 jest gotowa przyjąć telefony w 170 językach - powiedział Olivier Paul-Morandini z EENA. Ujawnił, że przygotowywany jest projekt ulepszenia wielojęzyczności usługi 112 w Polsce za unijne fundusze. Do promocji numeru 112 włączyli się w poniedziałek także eurodeputowani, którzy chcą być jego "ambasadorami" w swoich krajach. - 112 to magiczny numer, który może ocalić życie wielu osobom. Trzeba mu nadać rozgłos, zważywszy, że aż 150 mln obywateli UE co roku podróżuje do innych państw - powiedział na konferencji prasowej w Parlamencie Europejskim w Brukseli polski eurodeputowany, szef Komisji Spraw Zagranicznych PE Jacek Saryusz- Wolski (PO). Dobra znajomość w Polsce numeru 112 może wynikać między innymi z rozgłosu, jakiego mu nadało postępowanie karne Komisji Europejskiej przeciwko Polsce za opóźnienia we właściwym wprowadzaniu unijnej dyrektywy z 2002 roku w sprawie 112. Choć w Polsce można pod numer 112 dodzwonić się zarówno z telefonu stacjonarnego jak i komórkowego, to w listopadzie KE pozwała Polskę do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Problem w tym, że wciąż nie działa w Polsce lokalizacja osób dzwoniących z telefonów komórkowych przez służby ratownicze.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
Komenda Główna Policji informuje: W ostatnich dniach prasa podjęła temat pomocy poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych, oferowanej przez kancelarie odszkodowawcze. Ludzie dotknięci tragedią, cierpiący, opłakujący śmierć najbliższej osoby często nie czują się na siłach, aby przejść całą procedurę związaną z uzyskaniem odszkodowania, kompletowaniem dokumentów, gubią się w gąszczu przepisów, czy też po prostu nie mają wiedzy na temat swoich praw. Każdy z nas będąc choćby najbardziej zdyscyplinowanym uczestnikiem ruchu drogowego, może stać się ofiarą "pirata drogowego". Przez czyjąś nieuwagę, bezmyślność, lekceważenie prawa możemy stracić kogoś bliskiego lub własne zdrowie. W obliczu nieszczęścia należy pamiętać, że są podmioty od których można uzyskać wszechstronną, bezpłatną pomoc - zarówno prawną, jak i psychologiczną. Organizacje te działając na rzecz szeroko pojętego bezpieczeństwa publicznego współpracują w tym zakresie z Policją, Strażami Miejskimi, Strażą Graniczną, Żandarmerią Wojskową i innymi podmiotami. Efektem tej współpracy jest ulotka "POMOC POSZKODOWANYM", skierowana do osób potrzebujących pomocy w związku ze zdarzeniami drogowymi. Przed jej wydaniem policjanci sprawdzili zakres oferowanej pomocy. Wszystkie oferty mają charytatywny i bezpłatny charakter. Ulotki będą dostępne w komendach miejskich i powiatowych województwa pomorskiego.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
W roku ubiegłym na lubuskich jezdniach zginęło 12 uczniów, a 41 zostało rannych. Dlatego policja rozda pierwszoklasistom ponad pół tysiąca odblaskowych kamizelek. Policjanci głównie chcą zadbać o bezpieczeństwo uczniów z terenów wiejskich, które w drodze do szkoły muszą pokonać ruchliwe ulice. W pilotażowym projekcie chcą wyposażać pierwszoklasistów w kamizelki odblaskowe. Maluchy ubrane w jasnozielone fartuszki z odblaskowymi pasami będą widoczne już z kilkuset metrów. Na plecach kamizelek policjanci wydrukowali podobiznę tygryska Lupo - policyjnej maskotki i napis "Komenda Wojewódzka Policji". Akcja ma nie tylko "rozjaśnić" pierwszaki, ale wprowadzić także modę na używanie ubrań z odblaskowymi wstawkami. Policjanci przeszkolą także uczniów - jak prawidłowo poruszać się poboczem drogi i jak przechodzić przez jezdnię. Akcja potrwa do końca lutego. Program opracowali policjanci wydziału prewencji lubuskiej komendy w ramach programu edukacyjno-wychowawczego “Lupo”. Zakup kamizelek sfinansowała fundacja “Contra Crimen”.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
W Radomiu 14 ulic, parkingów i chodników zostanie wybudowanych w tym roku w ramach czynów społecznych. Lista wspólnych inwestycji zatwierdzona została już przez komisję gospodarki Rady Miejskiej. W sumie w tym roku miasto wyłoży na czyny społeczne 4,3 mln zł. - Jeśli jakieś pieniądze z tej puli zostaną, to się nie zmarnują, jest lista rezerwowa, na której jest kolejnych 25 ulic - mówi Marek Czyż, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji. Resztę potrzebnych funduszy dołożą mieszkańcy. Ich udział w finansowaniu inwestycji waha się od 15 do 30 proc. Przetargi na budowę ulic mają ruszyć już w przyszłym tygodniu. Kiedy będzie można jeździć po nowej nawierzchni, jeszcze nie wiadomo, wszystko zależy od pogody. Jak informuje Czyż, jeśli aura będzie sprzyjała, to roboty mogą ruszyć pod koniec marca albo na początku kwietnia 2008 r. W ubiegłym roku w ramach czynów społecznych wybudowano dziesięć ulic, dwa lata temu - 16.
Jak budować wspólnie z gminą? Mieszkańcy, którzy chcą wybudować drogę wspólnie z gminą, muszą najpierw utworzyć komitet społeczny. Komitet deklaruje pokrycie minimum 15 proc. kosztów inwestycji. Mogą to być pieniądze, ale również przeliczona na kapitał praca ludzi, sprzęt, materiały budowlane, a także dokumentacja projektowa.
Komentuj →
11 lutego 2008 |
0
W Warszawie ponad 3 tys. kierowców miejskich autobusów wsiadło na wózki inwalidzkie, aby dowiedzieć się, jak ciężko podróżuje się osobom niepełnosprawnym. Po szkoleniu wiedzą, jak im pomóc. Gdy pisaliśmy projekt, niepełnosprawni wskazywali na to, że kierowcy nie umieją im pomóc - tłumaczy Przemysław Herburt z Uniwersytetu Warszawskiego, koordynator projektu "Osoba niepełnosprawna w autobusie". - Widać, że jest zapotrzebowanie na tego typu szkolenia. Już w trakcie szkoleń wskazywali też na to sami kierowcy. Często nie pomagali, bo nie wiedzieli jak. Początki były jednak trudne. Organizatorzy musieli też zapłacić kierowcom połowę stawki za czas spędzony na treningu. Ale wysiłek się opłacił. - Wcześniej kierowcy niechętnie wychodzili za autobusu, żeby otworzyć platformę dla wózka, zdarzały się dyskusje - opowiada Dominik Rymer. Jest niepełnosprawny, pracuje w Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. Był trenerem szkoleń. - Teraz sam widzę efekty. Kierowcy nie są obojętni i wiedzą, jak pomóc. Pytają o przystanek, na którym chcę wysiąść, żeby podjechać jak najbliżej chodnika. Czego uczyli się kierowcy? Oglądali film ze scenkami prawidłowego i nieprawidłowego zachowania kolegów po fachu. Film nakręcili wcześniej ukrytą kamerą organizatorzy szkoleń, którzy spędzili jeden dzień w miejskich autobusach. Najbardziej drastyczna scena to wywrócenie wózka źle złapanego przez kierowcę i przypadkowego pasażera. Niepełnosprawny wypadł. Była też część praktyczna - kierowcy wsiadali na wózki. Byli bardzo zdziwieni, że jest tak ciężko. Musieli prosić o pomoc, bo chociaż zdrowi, to na wózkach nie dawali rady wjechać do środka - relacjonuje Dominik Rymer. Na szkoleniu uczyli się, jak prawidłowo chwytać wózek, jak pokonywać stopień bez platformy. W trakcie krótkich rund autobusowych na własnej skórze sprawdzali skutki gwałtownego hamowania i przyspieszania oraz ostrych skrętów. Trenerzy zwracali uwagę m.in. na to, aby kierowcy (podjeżdżali jak najbliżej do krawężnika na każdym przystanku (nie zawsze widać z daleka, że na przystanku czeka niepełnosprawny), śledzili wchodzenie pasażerów do autobusu, tak by nie ruszać zbyt wcześnie i nie przytrzasnąć kogoś drzwiami, uważnie zatrzymywali autobus w zatoce - tak by drzwi nie znajdowały się naprzeciwko kosza na śmieci albo latarni, wykonywali tzw. “przyklęk”, czyli hydraulicznie opuszczali pojazd. Projekt zaczął się jesienią 2006 r. i zakończył dwa tygodnie temu. W szkoleniu uczestniczyło 3143 kierowców MZA. - Kierowców mamy w sumie 3368. Można uznać jednak, że przeszkoleni są wszyscy, bo wskazówki są przekazywane również nowym pracownikom - zapewnia Adam Stawicki, rzecznik MZA. - Każdy kierowca ma obowiązek pomocy osobie, która włączy przycisk z wózkiem inwalidzkim. Oprócz tego kierowcy z własnej woli stosują tzw. przyklęk autobusu, z czego sam, jadąc z dzieckiem, korzystałem. Szkolenia nie skończyły się na miejskiej spółce. Przeszło je również ok. 400 osób w dwóch prywatnych firmach transportowych, z których usług korzystają warszawiacy (im organizatorzy za udział w szkoleniu nie musieli płacić). Czy jednorazowa akcja wystarczy? - Trzeba naciskać na MZA, aby szkoliło nowych pracowników. My możemy udostępnić program szkoleń. Szkolenia zrealizował Uniwersytet Warszawski. To jedno z zadań projektu Rozwój Umiejętności Życiowych Młodych Intelektualnie Sprawnych, ale Ruchowo Niepełnosprawnych (MISARN). Prowadzi go Fundacja Universitatis Varsoviensis wraz z sześcioma organizacjami i instytucjami. W większości finansowany jest ze środków unijnych - Programu Inicjatywy Wspólnotowej EQUAL.
Komentuj →