17 maja 2008 |
0
W dniu 17 maja 2008 roku we Wrocławiu odbyła się konferencja metodyczna pod hasłem “Społeczna misja nauczycieli jazdy”. Organizatorami konferencji byli: Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego we Wrocławiu, Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców, wydawnictwo Grupa IMAGE. Konferencja była wspólnym przedsięwzięciem z Sekretariatem Krajowej Rady BRD. Zaproszenie do udziału w konferencji przyjęło 80 instruktorów działających w rejonie Wrocławia.
Celem konferencji – tak jak i poprzednich konferencji - była poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez doskonalenie kompetencji zawodowych nauczycieli jazdy. Tematyka konferencji: Odpowiedzialność prawna nauczycieli jazdy; Sylwetka psychologiczna nauczyciela jazdy; Nowe technologie dydaktyczne w szkoleniu kierowców; Potrzeby zawodowe instruktorów; Nadzór nad procesem szkolenia kierowców; Statystyka zdawalności i przyczyny niepowodzeń egzaminacyjnych.
Zajęcia prowadzili: Andrzej Markowski (psycholog transportu), Krzysztof Szymański (prezes PFSSK), Witold Wiśniewski (prezes Grupy IMAGE), Danuta Kardaś (UM), Edward Jakimiak (WORD Wrocław). Uczestnicy otrzymali Certyfikat udziału w konferencji wystawiony przez organizatorów oraz materiały informacyjno-szkoleniowe wspomagające pracę instruktorów.
Uczestników w anonimowych ankietach ocenili poszczególne wykłady przydatność zdobytej wiedzy w pracy nauczyciela jazdy. W szkolnej skali ocen (od 1 do 6) przygotowanie merytoryczne wykładów, sposób prowadzenia zajęć i zgodność przekazywanych treści z programem oceniono średnio na:
Średnia ocena wykładów: 5,07 (w skali od 1 – nisko do 6 – bardzo wysoko)
Wykłady oceniane były pod kątem:
Przygotowanie merytoryczne wykładowcy
Sposób prowadzenia zajęć
Zgodność przekazywanych treści z programem
W jakim stopniu konferencja spełniła oczekiwania?

*Brak wskazań dla odpowiedzi “Nie spełniła oczekiwań”
a całą konferencję na:
Czy wiedza zdobyta na konferencji jest adekwatna do potrzeb zawodowych? *

*Brak wskazań dla odpowiedzi “Nie, wcale”
Uczestnicy zgłosili zainteresowanie zorganizowaniem kolejnej konferencji, m.in. na temat metodyki kształcenia kursowego i prezentacji dobrych praktyk.
Konferencja we Wrocławiu była już 11. tego typu konferencją organizowaną z inicjatywy Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. Wszystkie odbyły się przy wydatnej pomocy finansowej i organizacyjnej wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego.
Komentuj →
15 maja 2008 |
0
Często dziwią, denerwują i dezorientują. Jest ich za dużo i są nieżyciowe. Dlaczego? O wyjaśnienie redakcja “Gazety Wyborczej” ploprosiła eksperta bezpieczeństwa ruchu drogowego Jacka Gacparskiego.
Artur Włodarski (“Gazeta Wyborcza”): Stawia pan znaki?
Jacek Gacparski (ekspert ruchu drogowego): Rozpatruję projekty oznakowania autostrad i dróg ekspresowych.
Artur Włodarski: Jak się pan z tym czuje?
Jacek Gacparski: Świadomość, że robi to człowiek zza biurka, nie zawsze mając możliwość sprawdzenia, jak to funkcjonuje w praktyce, powoduje pewien dyskomfort. Dochodzi do błędów, które wynikają m.in. z braku wyobraźni. Nie wszystko zresztą można przewidzieć. Projekty powinno się weryfikować możliwie jak najwcześniej, a na pewno przed zbudowaniem i oddaniem drogi do ruchu. Powinno się pokonać ją kilka razy autem osobowym, ciężarowym, przejść na piechotę w dzień i w nocy, w pogodę i w deszcz. Wszystko po to, by zobaczyć to, czego nie sposób przewidzieć.
Artur Włodarski: Na szczęście ktoś to robi.
Jacek Gacparski: Niestety nie. Skutki źle zaprojektowanej drogi wojewódzkiej czy autostrady odczuwać będą latami miliony użytkowników. Do trójwymiarowej oceny projektów dróg też są specjalne programy, nawet niespecjalnie drogie. Mimo to nie wykorzystujemy ich w pełni. Albo korzystamy nie tak, jak powinniśmy.
Artur Włodarski: Dlaczego?
Jacek Gacparski: Bo o drogach wciąż nie myśli się wystarczająco poważnie. Most może się zawalić, dom może się zawalić, a droga się przecież nie zawali. Przez takie podejście zaniedbuje się fazę projektowania dróg. I to jest błąd. Nie można też projektować wyłącznie przy zastosowaniu komputera. Na monitorze widać tylko wycinek sytuacji. Warto czasem spojrzeć na pięciometrową płachtę papieru, by mieć obraz całości. Niemcy mówią, że dobra droga powstaje w głowie projektanta, który musi ją zobaczyć oczami wyobraźni, nim skorzysta z pomocy komputera. Druga sprawa: wszystkie aspekty projektowania dróg traktuje się osobno - geometria, elektryka, akustyka, ekologia. I kiedy droga jest wybudowana, czasem okazuje się, że nie da się na niej ustawić znaków zgodnie z przepisami. Bo kiedy każdy myśli tylko o swoim wycinku, te przestają do siebie pasować i nie składają się w jedno.
Artur Włodarski: Efekty?
Jacek Gacparski: Nieprawidłowa geometria, zła widoczność, zbyt małe odstępy między zjazdami, wjazdami, brak pasów włączeń czy wyłączeń przy stacjach paliwowych itp.
Artur Włodarski: A wtedy
Jacek Gacparski: A wtedy stawiamy ograniczenia. To najprostszy najtańszy i najszybszy sposób rozwiązywania drogowych problemów. Nie poprawiamy widoczności na łuku, nie robimy lewoskrętów na skrzyżowaniach, nie robimy kładki dla pieszych... Za to z upodobaniem wbijamy w ziemię kolejne znaki.
Artur Włodarski: Czy nie odniósł pan wrażenia, że jest ich w Polsce za dużo?
Jacek Gacparski: Zdecydowanie. Przynajmniej dwukrotnie. To po części wynika z przepisów, wmyśl których należałoby ustawiać jak najwięcej znaków. Ale w grę wchodzi też zwykłe asekuranctwo. Jest problem? Postawiłem ograniczenie, zrobiłem, co mogłem. Nie respektują go? A to już nie moja sprawa.
Artur Włodarski: A czy ich nadmiar nie tłumaczy swoistej ślepoty na znaki? Bo gęstość, z jaką bywają stawiane, wykracza poza możliwości postrzegania normalnego człowieka.
Jacek Gacparski: Kiedyś nawet usiłowałem ustalić tę granicę percepcji. Nie udało się, ale to prawda, że im więcej znaków, tym ich znaczenie maleje.
Artur Włodarski: Mówi się, że to jedna z przyczyn tego, że kierowcy nie przejmują się znakami. Jest ich za dużo i są oderwane od rzeczywistości. Co tydzień mijam nakaz stopu przy niedziałającej od 15 lat kolejce wąskotorowej z Grójca. Co tydzień łamię prawo, ponieważ postanowiłem ignorować co bardziej jaskrawe idiotyzmy, przejawy czyjegoś zaniedbania czy bezmyślności. No właśnie, czy kierowca może "zaskarżyć" bezsensowny znak?
Jacek Gacparski: Każdy obywatel ma prawo wystąpić z wnioskiem o usunięcie lub zmianę znaku, a organ zarządzający ruchem ma obowiązek rozpatrzyć taki wniosek. Teoretycznie. Bo w praktyce różnie z tym bywa. Kiedyś z pierwszym programem Polskiego Radia uruchamiałem audycję "Sygnały kierowców", w której każdy mógł zgłaszać pretensje. Był numer, była automatyczna sekretarka, była osoba, która ją odsłuchiwała. I tylko efekty były mizerne. Radio nie chciało, więc ja wysyłałem te monity. Jeśli zastrzeżenia dotyczyły dróg wojewódzkich, powszechna reakcja była taka: niech najpierw zajmą się swoimi drogami, nim zaczną krytykować nasze Choć w zasadzie to zarządcy dróg powinni objeżdżać swoje odcinki i wychwytywać wszelkie nieprawidłowości, dobrze byłoby, gdyby to media rozbujały taką społeczną akcję.
Komentuj →
15 maja 2008 |
0

Czy masz już numer ICE w swojej komórce? Jeśli nie, to wpisz go jak najszybciej. Może dzięki temu ktoś będzie mógł ci pomóc i uratować życie – apeluje “Gazeta Wyborcza Radom”. I dalej relacjonuje inicjatywę radomskich strażaków: ICE (In Case of Emergency - w nagłym wypadku) to skrót, pod którym należy wpisać numer najbliższej osoby. To ona w pierwszej kolejności będzie poinformowana o wypadku z naszym udziałem. W razie potrzeby poda ratownikom ważne informacje: o przewlekłych chorobach czy uczuleniach na leki. Pomysł włoskich strażaków przyjął się już w całej Europie. Od trzech miesięcy promują go również radomscy strażacy. - Skutki akcji promocyjnej na razie trudno ocenić - mówi Gustaw Mikołajczyk, komendant radomskiej straży pożarnej. - Do tej pory w naszych akcjach na szczęście nie musieliśmy korzystać z tej formy zdobycia informacji. Komendant dodaje, że trudno podać konkretne liczby, ale z przeprowadzanych przez niego schematycznych sondaży wynika, że coraz więcej radomian wie, czym jest ICE, i ma ten numer wpisany w swoim telefonie komórkowym. - Pytam o to bliższych i dalszych znajomych - opowiada Mikołajczyk. - Wielu z nich, zwłaszcza tych z młodszego pokolenia, doskonale wie, co oznacza ten skrót. Dodaje, że świadomość społeczna zrodziła się dzięki szeroko zakrojonej kampanii społecznej. O ICE szeroko informowały media. Plakaty i ulotki pojawiły się w supermarketach, szkołach, szpitalach i na uczelniach. Ostatnio do akcji włączyła się jedna z parafii. - O ulotki informacyjne poprosił nas np. proboszcz parafii przy ul. Wernera - opowiada Paweł Frysztak, rzecznik prasowy straży pożarnej. - Sam jest zapalonym motocyklistą, a ulotki rozdał innym miłośnikom dwóch kółek podczas uroczystego rozpoczęcia sezonu. Strażacy musieli zlecić dodrukowanie plakatów i ulotek, bo pierwsza partia rozeszła się błyskawicznie. Druga też jest już na ukończeniu. Komendant szuka teraz kolejnych miejsc, w których to proste rozwiązanie można promować. - Myślę o stacjach benzynowych i lokalach gastronomicznych, zwłaszcza tych, w których zatrzymują się kierowcy - mówi. - Akcję trzeba powtarzać, żeby jej sens na trwałe wbił się w świadomość ludzi.
Jak to zrobić? W funkcji “Kontakty” naszego telefonu, w polu “Nazwa” lub “Opis” wpisujemy skrót ICE i osobę, którą chcemy, aby jako pierwszą poinformowały służby ratownicze o zaistniałym zdarzeniu. Potem wpisujemy numer telefonu kontaktowego do tej osoby np.
ICE siostra
999.........
Komentuj →
15 maja 2008 |
0
Rozmowa z prok. Januszem Oharem, rzecznikiem Prokuratury Okręgowej w Krośnie.
Wojciech Malicki (redakcja “NOWINY 24.”):W jakich sytuacjach prokuratorzy zamiast oskarżać pijanych kierowców o popełnienie przestępstwa, wnioskują o warunkowe umorzenie postępowania?
Prok. Janusz Ohar (rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie): W sytuacjach wyjątkowych, szczególnie gdy kierowca prowadził auto po spożyciu alkoholu, bo musiał to zrobić, aby ratować czyjeś zdrowie, czy życie. Słowem, gdy zadziała siła wyższa.
Wojciech Malicki: Czy takie sytuacje zdarzają się często?
Prok. Janusz Ohar: Rzadko, ale się zdarzają się. Przykładowo: dziecko poważnie się skaleczy i trzeba je natychmiast zawieźć do lekarza. Nikt jednak poza kierowcą, który spożywał alkohol, nie umie prowadzić auta. Instytucja warunkowego umorzenia postępowania karnego ma również zastosowanie w przypadku kierowców, którym incydentalnie przydarzyło się jechać po spożyciu alkoholu, ale jego zawartość nieznacznie przekroczyło dopuszczalną normę.
Wojciech Malicki: Czy zna pan przypadek, żeby prokurator skierował wniosek o warunkowe umorzenie wobec kierowcy, który miał 2 promile alkoholu i nie prowadził auta w wyjątkowej sytuacji?
Prok. Janusz Ohar: Nie znam. Przynajmniej w rewirze Prokuratury Okręgowej w Krośnie o takim nie słyszałem. I prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie sytuacji, aby prokurator mógł wnioskować o warunkowe umorzenie postępowanie wobec kompletnie pijanego kierowcy. Kłóciłoby się to bowiem ze społecznym poczuciem sprawiedliwości.
Wojciech Malicki: Ja znam, i to właśnie w okręgu prokuratury krośnieńskiej...
Prok. Janusz Ohar: W takim razie przyjrzymy się tej sprawie bardzo dokładnie. Obiecuję to!
Komentuj →
19 maja 2008 |
0
Przypomnijmy, że za kierowanie samochodem pod wpływem alkoholu grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.
Pościg za pijanym motocyklistą - Policjanci z lubelskiej drogówki zatrzymali po pościgu motocyklistę, który wcześniej nie chciał zatrzymać się do kontroli. Nie dość, że mężczyzna był pijany - 3 promile alkoholu w organizmie, to nie miał jeszcze dokumentu tożsamości, prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego i ubezpieczenia motocykla. Odpowiedzialność karną poniosła także jego dziewczyna – pasażerka, która już zapłaciła mandat za jazdę bez kasku.Policjanci zauważyli motocykl bez tablicy rejestracyjnej na ul. Mickiewicza. Jechali na nim chłopak i dziewczyna. Pasażerka nie miała włożonego kasku. Funkcjonariusze chcieli zatrzymać motocykl do kontroli. Mimo dawanych sygnałów świetlnych i dźwiękowych, kierowca nie zatrzymał się i zaczął uciekać przed policyjnym motocyklem po osiedlowych uliczkach. Po kilku minutach został zatrzymany przy ul. Słowackiego. Kierujący motocyklem nie chciał powiedzieć, jak się nazywa. Nie miał też żadnych dokumentów tożsamości, prawa jazdy, ani dowodu rejestracyjnego i ubezpieczenia motocykla. Ponadto czuć było od niego silną woń alkoholu. Przeprowadzone badanie wykazało, że w organizmie miał 3 promile alkoholu. Pasażerka, po ukaraniu mandatem karnym za jazdę bez kasku, została zwolniona, natomiast kierowca został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie.Teraz 24-letni mieszkaniec Lublina odpowie za jazdę po pijanemu, bez uprawnień i za wykroczenie, jakim była odmowa podania danych funkcjonariuszowi Policji.
Nietrzeźwy kierowca autobusu - Policjanci zatrzymali kierowcę autobusu komunikacji publicznej, który prowadził mając ponad 2,1 promila alkoholu w organizmie. Policjanci zostali telefonicznie poinformowani, że kierowca autobusu rejsowego komunikacji publicznej relacji Wieluń – Wieruszów najprawdopodobniej jest nietrzeźwy. Mundurowi natychmiast przystąpili do działań i zatrzymali autobus marki Autosan do kontroli. Zbadano stan trzeźwości kierowcy. Miał ponad 2,1 promila alkoholu w organizmie. W związku z tym mężczyzna trafił do policyjnego aresztu, a przewoźnik skierował na miejsce innego kierowcę, który kontynuował podróż. Amator jazdy na podwójnym gazie po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości. Grozi mu kara pozbawienia wolności nawet do 2 lat.
Po raz kolejny pijany wsiadł za "kółko" - 72-letni mężczyzna po raz kolejny został zatrzymany przez policjantów w związku z jazdą po alkoholu. Ryszard A. jechał fiatem 126p mając 2,5 promila alkoholu w organizmie. Popełniając kolejne przestępstwo złamał również sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Policjanci z posterunku w Laszkach pod Jarosławiem zauważyli samochód, którego kierowca z trudem panował nad kierownicą. Natychmiast zatrzymali go do kontroli drogowej. Kierowcą był 72-letni Ryszard A. Badanie trzeźwości dało wynik 2,5 promila alkoholu w organizmie. Okazało się, że starszemu panu nie wolno jeździć pojazdami mechanicznymi. Ma sądowy zakaz kierowania w związku z wcześniejszą jazdą "na podwójnym gazie". Za kierowanie autem w stanie nietrzeźwości grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności. Za złamanie sądowego zakazu kodeks karny przewiduje karę do 3 lat więzienia.
Nietrzeźwy jechał koparką - Policjanci z Ropczyc zatrzymali pijanego kierowcę koparki. 22-latek miał blisko 3 promile alkoholu w organizmie i właśnie wykonywał swoje obowiązki pracownicze. Koparka, którą jechał nie była dopuszczona do ruchu ani ubezpieczona. Ten charakterystyczny pojazd policjanci wypatrzyli około godziny 14:30 w Ostrowie. Na widok radiowozu kierowca skręcił w boczną drogę. Zaraz potem został zatrzymany do kontroli drogowej. Badanie trzeźwości dało wynik 2,7 promila alkoholu w organizmie. Ponadto, okazało się, że koparka nie została dopuszczona do ruchu, zarejestrowana, ani ubezpieczona.
Pijany jechał skuterem z 7-letnią bratanicą - Policjanci zatrzymali nietrzeźwego kierowcę skutera, który na przednim siedzeniu wiózł 7-letnią bratanice. Wujek dziewczynki miał 1,6 promila alkoholu w organizmie. Teraz za jazdę po pijanemu oraz narażenie życia i zdrowia dziewczynki odpowie przed sądem. Grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
18 maja 2008 |
0
Policjanci ruchu drogowego komendy wojewódzkiej w Olsztynie kontrolują samochody, które mają tablice tzw. celne i innych państw. Tylko w ciągu czterech godzin policjanci zatrzymali 15 samochodów, które w ogóle nie powinny jeździć po drogach. W odpowiednim czasie nie zostały przez właścicieli zarejestrowane, a termin ważności tablic tzw. celnych dawno już minął - w jednym przypadku prawie cztery miesiące temu. Wszyscy kierowcy zostali ukarani mandatami na łączną kwotę 4 500 złotych. Kierowcy zostali poinformowani o bezwzględnym zakazie poruszania się tymi samochodami. Dalsza podróż odbywała się już na lawetach.
Komentuj →
18 maja 2008 |
0
Pobocza dróg w miastach przypominają miejsca reklamowe firm produkujących znaki drogowe. Nie przejedziemy stu metrów nie mijając jakiegoś zakazu, nakazu czy ograniczenia. Sens wielu z nich podważają kierowcy, a nawet policja – komentuje sytuację “Gazeta Wyborcza Trójmiasto”. I podaje przykłady: Aleja Armii Krajowej w założeniu jest drogą przelotową, na której dozwolona prędkość jest podwyższona do 80 km na godz. Jednak jadąc w kierunku centrum - tuż przed wiaduktem nad skrzyżowaniem z aleją Sikorskiego - spotykamy znak ograniczenia prędkości do 50 km na godz., które kończy się zaraz za nim. Wielu kierowców zastanawia się, dlaczego na drodze przelotowej, na bezkolizyjnym skrzyżowaniu ktoś postawił takie ograniczenie. - To jakiś absurd. Szeroka dwupasmowa droga, bezkolizyjne skrzyżowanie, jak na polskie standardy dobra nawierzchnia, po obu stronach bariery energochłonne. A ktoś sobie walnął, chyba tylko z jemu wiadomych powodów, ograniczenie do pięćdziesiątki - denerwuje się Jacek Waromski, który często pokonuje ten odcinek. Decyzje o lokalizacji znaków ograniczających prędkość podejmuje w Gdańsku referat zarządzania ruchem w wydziale gospodarki komunalnej Urzędu Miejskiego. - W tej chwili nie jestem w stanie powiedzieć, z jakiego powodu ustawione jest tam to ograniczenie - mówi Antoni Szczyt, zastępca dyrektora wydziału gospodarki komunalnej magistratu. I zapewnia: - Zapoznam się z dokumentacją techniczną i wytłumaczę, dlaczego zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie. Dlaczego na wiadukcie stoi ten znak, nie wie także policja. - Jak remontowane było skrzyżowanie Armii Krajowej z ul. 3 Maja tworzyły się bardzo duże korki. Zdarzało się, że kierowcy zjeżdżający z wiaduktu nie widzieli zatoru i mieli problemy z wyhamowaniem. Jednak obecnie taki problem nie występuje - uważa Janusz Staniszewski, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Niezrozumiałe, a czasem absurdalne znaki, sprawiają, że kierowcy często lekceważą także te, które mogą uratować komuś życie. - Złe znaki deprecjonują znaki dobre - przyznaje Janusz Staniszewski. - Niestety, często się zdarza, że różnego rodzaju ograniczenia stawiane są w bardzo dowolny sposób.
Stop złym znakom – apeluje “Gazeta”
Nie rozumiesz, po co przy drodze stoi jakiś znak? Uważasz, że jest absurdalny, niepotrzebny, "przestarzały"? Napisz do nas, postaramy się wyjaśnić jego sens i sprawdzimy, czy nie jest przypadkiem wynikiem nadgorliwości urzędników. Sygnały przesyłajcie na adres e-mail: michal.jamroz@gdansk.agora.pl
Komentuj →
18 maja 2008 |
0
Wróble i sikorki zabijają się o przeźroczyste ekrany dzwiękochłonne stojące przy rzeszowskich ulicach – alarmuje redakcja dziennika “NOWINY 24.”.. Problemu by nie było, gdyby ekrany były kolorowe. Ale tych w mieście jest niewiele. Dlaczego ptaki zabijają się o ekrany? -Nie widzą przeźroczystych elementów - tłumaczą ornitolodzy. W Rzeszowie jest w sumie 10 km ekranów. Bezbarwnych jest najwięcej - 6,2 km. - Na wszystkich są naklejone lub namalowane drapieżniki. Zobowiązują nas do tego przepisy środowiskowe - wyjaśnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. To powszechnie stosowana w całym kraju metoda odstraszania małych ptaków przed próbą sforsowania ekranów. Ale okazuje się, że nie zapobiega w stu procentach ich śmierci. Przy ulicy Lwowskiej w Rzeszowie są wprawdzie mieszane: zielone u dołu, przeźroczyste u góry ( w mieście jest ich w sumie 2,2 km), ale tutaj też giną wróble i sikorki. Według ornitologów problemu nie ma tam, gdzie stoją ekrany kolorowe np. zielone. Ptaki traktują je bowiem jak ścianę. Ale tych w Rzeszowie jest najmniej, tylko 1,6 km. Stoją m.in. przy ulicy Witosa mimo protestów mieszkańców, którym nie podoba się, to że zasłaniają im widok. - Kolorowe ekrany przepuszczają mało światła. Zasłaniają witryny sklepów i dlatego protestują przeciw nim również ich właściciele. Poza tym są droższe od bezbarwnych - tłumaczy rzecznik.
Komentuj →
18 maja 2008 |
0
Małopolski Ośrodek Ruchu Drogowego w Krakowie zorganizował DZIEŃ OTWARTY. Pracownicy ośrodka dyżurowali udzielając wyjaśnień na pytania odwiedzających, pytania związane z działalnością egzaminacyjną i pracą biura obsługi Klienta. Dla młodszych uczestników zorganizowano egzamin na kartę rowerową lub motorowerową. Najmłodszym zproponowano przejażdżkę na kucyku. W tym dniu na terenie ośrodka zorganizowano także konkurs “INSTRUKTOR ROKU”. Przybyli obserwowali wiele atrakcyjnych konkurencji i pokazów. Nie zabrakło pieczonych kiełbasek.
K O M U N I K A T
W dniu 18 maja br. odbył się konkurs “MAŁOPOLSKI INSTRUKTOR ROKU 2008”
o nagrodę główną “Puchar Marszałka Województwa Małopolskiego”.
W konkursie wzięli udział instruktorzy nauki jazdy województwa małopolskiego.
W finale konkursu:
I – miejsce - BLUSZCZ TOMASZ
II -miejsce - GOGULSKI BARTŁOMIEJ
III–miejsce - WOJTYŁKO JAROSŁAW
W konkurencji PAŃ – najlepszą Panią instruktor województwa małopolskiego została MONIKA BADURA
WYNIKI W POSZCZEGÓLNYCH KONKURENCJACH:
“Sprawdzian z przepisów ruchu drogowego” - 1– miejsce – BARTŁOMIEJ GOGULSKI
“Udzielanie I-ej pomocy przed lekarskiej” - 1– miejsce – PAWEŁ KUKULSKI
“Manewr pchania” - 1– miejsce – JAROSŁAW WOJTYŁKO
“Sterowanie samochodem z miejsca instruktora” - 1– miejsce – JAROSŁAW WOJTYŁKO
“Sprawdzian instruktora w zrozumiałym przekazywaniu poleceń” - 1– miejsce – PAWEŁ KULSKI
“Próba sir Lanselota” - 1– miejsce – JAN LICHOŃ
ORGANIZATOR: MAŁOPOLSKIE STOWARZYSZENIE NAUCZYCIELI KSZTAŁCĄCYCH KIEROWCÓW w KRAKOWIE
Komentuj →
17 maja 2008 |
0
WORD w Elblągu zorganizował “Majówkę z WORD”. Program imprezy umożliwił uczestnikom zwiedzanie bazy egzaminacyjno-szkoleniowej Ośrodka oraz udział w imprezach towarzyszących. Uczestnicy imprezy mogli: sprawdzić swoją wiedzę z przepisów ruchu drogowego, przystępując do egzaminu teoretycznego “na niby”; kandydaci na kierowców, którzy odbyli co najmniej 20 godzin jazdy na kursie szkoleniowym, mogli pod nadzorem egzaminatora poćwiczyć jazdę samochodem po torze egzaminacyjnym; zapoznać się z rodzajami prowadzonych szkoleń; zdawać egzamin teoretyczny i praktyczny na kartę motorowerową i rowerową. Odbędą się również imprezy towarzyszące: wystawa samochodów osobowych; pokaz przeprowadzenia akcji ratownictwa drogowego w wykonaniu strażaków z Komendy Miejskiej PSP; pokaz udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej uczestnikom wypadków drogowych. Pokaz przeprowadziła Szkoła Policealna im. Jadwigi Romanowskiej w Elblągu; rajd samochodowy “Wiosna 2008” organizowany wspólnie z Automobilklubem w Elblągu. Zwycięzcy rajdu otrzymali puchar i nagrody ufundowane przez Dyrektora WORD w Elblągu; pokaz tresury psów i sprzętu wojskowego Straży Granicznej. Pokaz przeprowadziła Straż Graniczna; konkursy i zabawy “przygotowane, w specjalnym programie, przez Stowarzyszenie “Karan”; konkursy i zabawy sprawnościowe organizowane przez pracowników WORD; występy artystyczne w wykonaniu dzieci ze szkoły podstawowej nr 2 w Pasłęku; -jazda sprawnościowo-pokazowa na trolejach, którą przeprowadził GM Poland Sp. z o.o. Warszawa. Wszyscy uczestnicy posmakowali wspaniałej grochówki.
Komentuj →
17 maja 2008 |
0
Mimo że wymiana starych papierowych na nowe plastikowe zakończyła się dwa lata temu, kilkaset tysięcy kierowców wciąż jeździ ze starymi prawami jazdy - donosi “Rzeczpospolita”. Jest to możliwe do najbliższej kontroli drogówki. Odbierze ona kierowcy papierowe prawo jazdy, wypisze mandat (50 zł) i wystawi pokwitowanie (najwyżej na siedem dni). Kierowca będzie musiał więc szybko wyrobić nowy dokument. Czy trzeba będzie zdawać powtórny egzamin? - pytają gazetę czytelnicy. Nie - odpowiada Tomasz Piętka z Ministerstwa Transportu. I dodaje, że kierowca nawet ze starym dokumentem nie stracił uprawnień do kierowania, bo mu ich nie cofnięto. To tylko dokument je potwierdzający stracił ważność. Jeśli po wystawieniu pokwitowania kierowca nie wymieni dokumentu, będzie już traktowany inaczej (jak recydywista). Jego sprawa może się nawet skończyć w sądzie grodzkim. Przy następnej kontroli prowadzony przez niego samochód może zostać odholowany na specjalny parking, bo przecież jego dane nie figurują w policyjnej ewidencji. Wydziały komunikacji mają 30 dni na wydanie nowego prawa jazdy. Wymieniane teraz prawa jazdy mają nam wystarczyć na 10 – 15 lat. Potem, ze względu na unijne dyrektywy, znowu czeka kierowców wymiana.
Komentuj →
17 maja 2008 |
0
Jedna osoba zginęła, a druga została ranna w wypadku, do którego w Goczałkowicach-Zdroju. Ofiary wypadku to pasażerka i kierowca samochodu, na który z jadącej obok ciężarówki spadł arkusz blachy - podała policja. Nadkomisarz Piotr Bieniak z zespołu prasowego śląskiej policji powiedział, że do wypadku doszło na łuku drogi. "Z ciężarówki na jadącego opla vectrę spadł arkusz blachy. Jadąca samochodem kobieta zginęła, kierowca auta został przewieziony do szpitala" - powiedział Bieniak. Kierowca ciężarówki był trzeźwy. Policjanci ustalają, czy to on, czy też ktoś inny odpowiadał za zabezpieczenie ładunku.
Komentuj →
16 maja 2008 |
0
Statystycznie rzecz ujmując przy ok. 95 proc. wypadków samochodowych, pasy zwiększają możliwości przeżycia, aby jednak sprawiły swoją rolę musimy je najpierw właściwie zapiąć. Po zajęciu dogodnego dla nas miejsca za kierownicą (lub na którymkolwiek z pozostałych miejsc), należy wyregulować wysokość pasów na słupku, tak aby przebiegał przez środek ramienia. Zbyt wysoko ustawiony będzie uciskał szyję, a w razie wypadku może nas udusić. Zbyt nisko ustawiony - może się zsuwać, by w sytuacji kryzysowej doprowadzić do uszkodzenia narządów wewnętrznych. - Bardzo ważne jest, aby po zapięciu pasa docisnąć go do bioder. Jeśli będzie się znajdował zbyt wysoko, czyli na wysokości brzucha, w razie wypadku z prędkością rzędu 50 km/h brzuch zostanie uciśnięty z siłą 1 tony. Warto dodać, że narządy wewnętrzne są w stanie znieść nacisk do 250 kg - mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. Wszelkie niedociągnięcia starają się niwelować obecnie pasy z napinaczami pirotechnicznymi, które w czasie 15 ms od zderzenia automatycznie skracają pas, dociskając ciało do fotela. Czynności zapinania pasów więcej uwagi powinny również poświęcić kobiety w ciąży, w przypadku których prawidłowo zapięte pasy bezpieczeństwa również zwiększają szanse przeżycia. Do niedawna kobiety w ciąży miały do dyspozycji jedynie standardowe pasy bezpieczeństwa, które często w czasie wypadku nie potrafiły zapobiec obrażeniom brzucha. Teraz na rynku pojawiło się urządzenie BeSafle, które minimalizuje takie urazy u matki i dziecka.
Komentuj →
16 maja 2008 |
0
Przedszkolaki i najmłodsi uczniowie podstawówek będą poznawać znaki drogowe grając w gry planszowe i komputerowe. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Bydgoszczy przygotował dla nich atrakcyjne pakiety edukacyjne. W pakiecie jest książeczka, naklejki odblaskowe, nalepki ze znakami drogowymi, gra planszowa i płyta z dwoma grami komputerowymi. Bohaterami folderu są Ala, jej brat Krzyś i ich tata Jurek - policjant. To on objaśnia dzieciom na kolejnych stronach, jak prawidłowo przechodzić przez ulicę, poruszać się po drodze, gdy nie ma chodnika, do kogo dzwonić, gdy zdarzy się wypadek. Ale to nie wszystko. Mali czytelnicy poznają też kilkanaście znaków drogowych, rozwiązują zagadki. Organizatorzy akcji pomyśleli nawet o kolorowankach dla najmłodszych. Kolorowa, ładnie wydana książeczka zachęca do czytania. Z kolei gra planszowa przedstawia drogę z domu do szkoły. Gracz dostaje karne punkty za grę w piłkę na ulicy, czy niezapięte pasy, a wygrywa, gdy nosi znaczki odblaskowe i cierpliwie czeka na zielone światło. Pierwszy raz WORD zdecydował się na taką formę edukacji najmłodszych. Dotąd wspierał szkoły przekazując odblaski, kamizelki, plansze dydaktyczne, książeczki z przepisami dla rowerzystów. - Teraz postawiliśmy na naukę połączoną z zabawą – powiedziała “Gazecie Wyborczej” Ewa Mroczyńska z WORD-u. Po pakiety można zgłaszać się do WORD-u. Trafiły już do 60 bydgoskich szkół i przedszkoli. - To strzał w dziesiątkę - mówi Elżbieta Sergot, dyrektorka Przedszkola nr 16 na Osiedlu Leśnym. - Książeczka jest świetna: przejrzysta, ciekawa. Gry uczą, bawiąc jednocześnie. Świetnym pomysłem było umieszczenie książki i gier na płycie CD. Pakiet rozwija także dodatkowe umiejętności: czterolatek ćwiczy sprawność manualną, sześciolatek jest zachęcany do czytania.

Komentuj →
16 maja 2008 |
0
Pierwsze w Polsce inteligentne skrzyżowanie na drodze nr 8 koło Sycowa to pomysł wrocławskich naukowców. W tym roku kolejne takie rozwiązania pojawią się wokół Warszawy – donosi “Gazeta Wyborcza Wrocław”. W piątek na Politechnice Wrocławskiej rozmawiano o sztucznej inteligencji, urządzeniach do rozpoznawania mowy i przetwarzania języka. Jednym z autorów innowacyjnych rozwiązań jest Neurosoft, założony przez absolwentów i b. pracowników wrocławskich uczelni
Aneta Augustyn (“Gazeta Wyborcza Wrocław”): Na czym polega NeuroCar?
(247-12)
Elżbieta Osakiewicz-Dołęga (elektronik, jeden z dyrektorów firmy Neurosoft): Załóżmy, że Kowalski zbliża się do takiego skrzyżowania. Punkty pomiarowe, które się tam znajdują, biorą pod uwagę m.in. wilgotność nawierzchni, zamglenie, porę dnia i roku, i sugerują bezpieczną prędkość, która jest wyświetlana na tablicach. Na przykład 30 km/h zimą, przy oblodzonej jezdni czy 70 km przy lepszych warunkach. Jeżeli Kowalski nie zwolni, to kilkadziesiąt metrów dalej na tablicy nad drogą wyświetli się jego prędkość i numer rejestracyjny. Jeśli wciąż nie zwalnia, za chwilę pojawi się czerwone światło i będzie musiał się zatrzymać.
Aneta Augustyn: Żeby zapłacić mandat?
Elżbieta Osakiewicz-Dołęga: Ależ nie! To nie jest system represji; zależy nam na efekcie wychowawczym, na zdrowym rozsądku. W ubiegłym roku w wypadkach drogowych w Polsce zginęło ok. 5,5 tys. osób. Samochodów przybywa, a drogi są, jakie są. Mamy nadzieję, że przynajmniej odrobinę poprawimy bezpieczeństwo. Nasz autorski system komputerowy identyfikuje wszystkie pojazdy na drodze, także nocą. Rozpoznaje typ i rodzaj tablicy, kraj i numer rejestracyjny samochodu. Został zamontowany na drodze do Warszawy koło Sycowa, ponieważ na tamtejszej nowej obwodnicy kierowcy często przekraczają prędkość. Pomysłem są już zainteresowani kolejni: w tym roku NeuroCar pojawi się na drogach dojazdowych wokół Warszawy. Liczymy, że nie tylko poprawi poziom bezpieczeństwa, ale także usprawni ruch: tzw. tablice zmiennej treści wcześniej będą ostrzegać, gdzie są już korki i którędy lepiej jechać.
Aneta Augustyn: Wasze wynalazki są oparte na technologii sieci neuronowych, czyli - w uproszczeniu - układach naśladujących prawdziwą sieć nerwową w mózgu człowieka. Dlaczego zajęliście się akurat sztuczną inteligencją?
Elżbieta Osakiewicz-Dołęga: Ktoś powiedział, że komputer to takie urządzenie, które brak inteligencji nadrabia prędkością. Chcieliśmy pokazać, że może być inaczej (śmiech). W latach 90. grupa wrocławskich elektroników i informatyków, która dotąd obracała się tylko w akademickim świecie fajnych teorii, postanowiła sprawdzić, czy da się naszą wiedzę przełożyć. Czy powstanie z tego coś, co pomoże ludziom. Stworzyliśmy firmę, której pierwszym dzieckiem był pierwszy naprawdę polski, tani syntezer mowy. Czyli program, który czyta teksty na głos. To był sukces, niewidomi go polubili. Był zrozumiały, choć mówił co prawda trochę monotonnie...
Aneta Augustyn: Czyim głosem?
Elżbieta Osakiewicz-Dołęga: Doktora Bogusława Szlachetki, elektronika. W nowej wersji, która właśnie powstaje, zadbaliśmy o lepszą intonację i większe urozmaicenie. Nowy syntezer mówi także kobiecym głosem.
Aneta Augustyn: Prowadzicie firmę i jednocześnie badania naukowe. Naukowiec z biznesowymi ambicjami ma szanse przetrwać w Polsce?
Elżbieta Osakiewicz-Dołęga: W latach 90. rzeczywiście było ciężko. Na uczelniach brakowało atmosfery dla biznesowej działalności. W ogóle raczej nie było zielonego światła dla innowacji. Dopiero teraz odbiorcy mają wyższe oczekiwania, dysponują też sprzętem o lepszych możliwościach. Jest zapotrzebowanie na nasze rzeczy, m.in. TVP kupiła naszą przeglądarkę semantyczną o większej trafności niż zwykłe. Nie wpisuje się tam oddzielonych przecinkami słów, tylko całe pytania. Na przykład - "Kiedy Lech Wałęsa mówił o Gdańsku?" Robimy teraz przeglądarkę opartą na rozpoznawaniu mowy, która znajdzie nie teksty pisane, ale ustne wypowiedzi. Kolejne pomysły to baza prac naukowych z całego Dolnego Śląska, która przyda się studentom, naukowcom, pozwoli uniknąć plagiatów oraz baza nagranych wykładów, do odtwarzania w domu przez tych, którzy będą się uczyć na odległość. Staramy się patrzeć parę lat do przodu. Bez wizji nic byśmy nie zdziałali.
Komentuj →
15 maja 2008 |
0
- Na Placu Kazimierza Jagiellończyka w Elblągu odbył się finał Wojewódzki “ Warmińsko - Mazurskiego Turnieju Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego” zorganizowany przez WORD w Elblągu. Wzięły w nim udział dzieci i młodzież ze szkół podstawowych i gimnazjalnych. Uczestnicy turnieju rywalizowali m.in. w jeździe sprawnościowej na rowerze czy udzielaniu pierwszej pomocy przedlekarskiej.
(247-2)
- W holu CKiWM “Światowid” rozstrzygnięty został konkurs plastyczny “Bezpieczni w Ruchu Drogowym 2008” organizowany corocznie przez Komendę Miejską Policji w Elblągu. Komendant Miejski Policji w Elblągu insp. Mariusz Darabasz wręczył dyplomy laureatom organizowanego corocznie konkursu. Autorzy najpiękniejszych prac odebrali upominki ufundowane przez WORD w Elblągu. Dzięki konkursowi dzieci przyswajają wiedzę z zakresu bezpieczeństwa w ruchu drogowym, przez co pewniej czują się na drodze. Dwanaście nagrodzonych prac zamieszczonych zostanie w kalendarzu na 2009 rok.
Komentuj →
15 maja 2008 |
0
W całym kraju padł System Rejestracji Pojazdów. Część urzędników z wydziałów komunikacji przyjmowała wnioski. Inni robili społeczne listy i po usunięciu awarii dzwonili do petentów, umawiając ich na wizyty w okienkach. - Komputery nie odpaliły - mówi Dorota Groszkowska, dyrektor wydziału komunikacji w olsztyńskim Urzędzie Miasta. Z naprawą ogólnopolskiej awarii informatycy Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych, gdzie doszło do usterki, poradzili sobie w dwie godziny. - Był to problem czysto informatyczny - wyjaśnia Arkadiusz Słodkowski, rzecznik prasowy PWPW w Warszawie. - Zawiódł system logowania. Urzędnicy z całej Polski nie mogli się połączyć z naszym systemem komputerowym, gdzie wbijane są dane osób i pojazdów, które rejestrują. Po prostu w nocy system nie wykonał synchronizacji baz danych, ale szybko sobie z tym poradziliśmy. To była pierwsza taka usterka na skalę ogólnopolską. W PWPW drukowane są dowody rejestracyjne pojazdów na podstawie danych przesyłanych z wydziałów komunikacji w całym kraju.
Komentuj →
14 maja 2008 |
0
We Wrocławiu magistrat bezprawnie zakazał kupcom wjazdu na targowisko, gdzie handlowali, uznając targowisko za nielegalne. Postawiono znak zakazu wjazdu samochodów o masie powyżej 1,5 tony. Znak obowiązuje tylko w niedziele. Przez pierwsze kilka tygodni przy znaku stali policjanci i funkcjonariusze straży miejskiej. Nie wpuszczali aut, które w dowodzie rejestracyjnym miały wpisaną masę powyżej 1,5 tony. Znak drogowy, zakazujący wjazdu na targowisko, jest nielegalny. Taką decyzję wydał wczoraj wojewoda dolnośląski i nakazał władzom Wrocławia usunięcie znaku. Dlaczego? Przede wszystkim chodzi o zmianę organizacji ruchu drogowego w okolicach stadionu Ślęzy. Żeby to zrobić, należało uzyskać opinię komendanta miejskiego policji. Takiej opinii nie było. O decyzji dotyczącej nowego znaku należało powiadomić policję tydzień przed jego postawieniem. Tego też urzędnicy nie zrobili. Na dodatek w dokumentach magistratu, dotyczących tej sprawy, jest mowa o dwóch różnych znakach. Wydział inżynierii miejskiej wnioskował o postawienie zakazu wjazdu na plac ciężarówek (czyli aut cięższych niż 3,5 tony). A postawiono dwa zupełnie inne znaki: zakaz wjazdu aut o masie większej niż 1,5 tony i nakaz jazdy prosto. Ten drugi znak również obowiązuje samochody powyżej 1,5 tony i tylko w niedziele. W marcu, kiedy znaki stanęły przy wjeździe na stadion, miejscy urzędnicy zapewniali, że nie chodzi o walkę z targowiskiem. Uważają, że jest nielegalne, ale znaki mają chronić "podziemną instalację". Dyrektor Departamentu Infrastruktury i Gospodarki Urzędu Miejskiego Rafał Guzowski mówił dziennikarzom, że duży ruch ciężkich aut może uszkodzić wodociąg biegnący wzdłuż ulicy Wróblewskiego. Tymczasem w dokumentacji Urzędu Miejskiego, którą zbadali urzędnicy wojewody, nie ma ani słowa o wodociągu. A konieczność postawienia znaku argumentowana jest wyłącznie organizacją niedzielnego targowiska na stadionie Ślęzy. Urzędnicy miejscy obawiają się uszkodzenia "konstrukcji wjazdu" na stadion. Ale przede wszystkim martwią się o brak miejsc parkingowych dla klientów targowiska. A także o to, że będą niszczyć trawniki, parkując tam auta.Marcin Garcarz, rzecznik prezydenta Wrocławia, był zdumiony, kiedy mu powiedzieliśmy o decyzji wojewody:- Nic o tym nie wiemy, ale jeśli byłaby to prawda, bylibyśmy niezwykle zaskoczeni.
Komentuj →
14 maja 2008 |
0
9-letni Damian ze złamanym nosem i obrażeniami głowy przewieziony został do szpitala po tym jak trafiła go w twarz butelka po piwie wyrzucona z przejeżdżającego samochodu. Policjanci zatrzymali czterech podejrzanych. Wszyscy byli pijani. Zawiadomienie o zdarzeniu odebrał dyżurny komendy w Leżajsku. Natychmiast wysłał patrol. Funkcjonariusze zastali tam kobietę i 9-letnim chłopcem. Damian miał zakrwawioną twarz i odzież. Kobieta powiedziała policjantom, że właśnie wraz synem była na przejażdżce rowerowej. Gdy dotarli w pobliże skrzyżowania, z przejeżdżającego samochodu ktoś wyrzucił butelkę raniąc chłopca. Kobieta zapamiętała kilka szczegółów, które pomogły w identyfikacji pojazdu. Podejrzanych zatrzymano, wszyscy są rówieśnikami, mają po 22 lata. Ranny chłopiec trafił wczoraj do szpitala. Okazało się, że ma złamany nos i ranę twarzy.
Komentuj →
14 maja 2008 |
0
- Obserwując tę wystawę, jestem pełen optymizmu. Zgromadziło się tu ponad 800 firm z branży i jestem przekonany, że uda się zrealizować ambitny program budowy dróg - powiedział Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk 14 maja br. w Kielcach, gdzie otworzył XIV Międzynarodowe Targi Budownictwa Drogowego Autostrada-Polska. Honorowymi gośćmi podczas pierwszego dnia wystawy byli także Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury Zbigniew Rapciak oraz pełniący obowiązki Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad Lech Witecki. - Dzięki zmianie prawa o zamówieniach publicznych, nowelizacji ustawy drogowej oraz ustawy o ochronie środowiska skrócimy czas przygotowania inwestycji i przyspieszymy tempo budowy dróg i autostrad - zapowiedział Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk podczas konferencji prasowej na targach. – Zdążymy przed pierwszym gwizdkiem Euro 2012 – dodał. Międzynarodowe Targi Budownictwa Drogowego AUTOSTRADA-POLSKA są największą imprezą targową sektora drogownictwa w Polsce i jedną z największych w Europie. Targom AUTOSTRADA-POLSKA towarzyszą Targi Infrastruktury TRAFFIC-EXPO, Targi Maszyn Budowlanych i Pojazdów Specjalistycznych MASZBUD oraz Wystawa Technologia i Infrastruktura Lotnisk TIL.
XIV Międzynarodowe Targi Budownictwa Drogowego AUTOSTRADA-POLSKA odbywają się pod Patronatem Honorowym Ministra Infrastruktury. Targi potrwają do 16 maja br.
Komentuj →
13 maja 2008 |
0
Prawie 90% Polaków uważa, że kursy doskonalenia techniki jazdy mają bezpośredni wpływ na zwiększenie bezpieczeństwa na polskich drogach*. Z kursów organizowanych przez Szkołę Jazdy Renault skorzystało już ponad 5400 kierowców! Ze szkoleń organizowanych przez Szkołę Jazdy Renault korzysta rocznie ponad 1300 kierowców – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor szkoły – To bardzo dużo, a efekt jest zdecydowanie większy, ponieważ przeważająca część uczestników naszych kursów to kierowcy flotowi. Pamiętajmy, że to oni zazwyczaj jeżdżą najwięcej, więc ich zachowanie ma znaczący wpływ na bezpieczeństwo na drodze. Potwierdzają to statystyki – kierowcy prowadzący samochód w celach służbowych, uczestniczą w ok. 50% kolizji więcej, niż jeżdżący w celach prywatnych. Z danych Komisji Zdrowia i Bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii wynika, że kierowcy użytkujący samochody firmowe powodują nawet do 30% wszystkich wypadków. Oszacowano też, że wypadek drogowy to najczęstszy wypadek przy pracy i przeważająca przyczyna absencji pracowników**. Badania Szkoły Jazdy Renault wykazały, że tylko 1/3 kierowców chciałaby poprawić swoje umiejętności, a ponad połowa wysłałaby na kursy doszkalające swoich bliskich*. A kto powinien skorzystać z kursów doskonalenia techniki jazdy? Właściwie każdy, bo znajomość przepisów i stosowanie się do nich to tylko jeden z elementów bezpiecznej jazdy. Doświadczenie również nie zawsze wystarcza, bo kierowcy mają złe nawyki, które z czasem się utrwalają. Głównym i bardzo częstym błędem kierujących jest nieprawidłowa pozycja za kierownicą. Uniemożliwia ona skuteczne wykonanie manewru “obronnego” – ostrzega Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault – Nawet, gdy kierowca wie, jak się zachować, nie zawsze mu się to uda, bo np. trzymanie zupełnie wyprostowanych rąk na kierownicy uniemożliwia ich szybką pracę. Nadmierne odsunięcie fotela powoduje, że kierujący nie jest w stanie do końca wcisnąć pedału hamulca lub sprzęgła. Przez zbyt mocno odchylone oparcie, plecy nie mają podparcia i w krytycznych sytuacjach kierowca trzyma się kierownicy zamiast nią manewrować. Zaletą kursów doszkalających jest możliwość dostosowania poziomu szkolenia do poziomu własnych umiejętności. Na początku kierowcy uczą się prawidłowego operowania kierownicą, hamowania na zakrętach, zachowania w przypadku wystąpienia pod- lub nadsterowności. Później ćwiczą jazdę szosową. Na szkoleniach mogą też poznać tajniki eko-jazdy, czyli ekonomicznego oraz bezpiecznego sposobu prowadzenia samochodu.
*badanie TNS OBOP przeprowadzone dla Szkoły Jazdy Renault na reprezentatywnej próbie 1659 kierowców
** Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego http://www.pbd.org.pl
Komentuj →
13 maja 2008 |
0
"Złe przepisy, które w tej chwili zmieniamy i biurokratyczny sposób zarządzania (...), to były główne przeszkody (w budowie autostrad). Dlatego postawiliśmy na ludzi młodych, ambitnych, dobrze wykształconych, z doświadczeniem, którzy przewalczą tę złą rutynę" - powiedział premier dziś podczas konferencji prasowej tuż przed wylotem do Peru. Tusk - pytany o nominację Lecha Witeckiego na funkcję p.o. generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad - powiedział, że rząd doprowadza do zmian personalnych i prawnych po to, żeby państwo nie było bezradne. Szef rządu ocenił, że "ludzie, którzy rzeczywiście budują (autostrady), muszą mieć możliwie dobrze przygotowane pole od strony prawnej, finansowej". "To jest klucz" - podkreślił. Zdaniem premiera, Lech Witecki oraz współpracujący z nim zespół młodych ludzi mają doświadczenie antykorupcyjne, doświadczenie w pozyskiwaniu i sprawnym wykorzystywaniu środków europejskich, a o realizowanych projektach myślą nowoczesnymi kategoriami. "To daje szanse na odblokowanie biurokratyczne" - powiedział. Tusk ocenił też, że główny problem obecnego i poprzednich rządów to "skuteczna zmiana pewnych elementów koncesji, które uniemożliwiają uczciwe budowanie autostrad". "Tam gdzie będzie trzeba, państwo zastąpi koncesjonariusza na niektórych planowanych odcinkach (budowy autostrad)" - zapowiedział premier. "Ktoś, kiedyś, myślę, że zainteresuje się tym prokuratura, podpisał tego typu umowy, które czynią państwo bezradnym w negocjacjach z koncesjonariuszami. Chcemy przerwać ten proces" - zapowiedział premier. Jak dodał, nie może pozwolić na to, żeby w Polsce budowano autostrady wielokrotnie drożej niż w państwach europejskich. "To nie mogą być najdroższe autostrady na świecie. Dlatego szukamy sposobów, żeby odblokować budowy (autostrad), żeby te inwestycje ruszyły, ale nie na warunkach, które ja uznaję za warunki nie do przyjęcia z punktu widzenia publicznych pieniędzy" - powiedział Tusk.
Komentuj →
13 maja 2008 |
0
Zaczyna się sezon w roku, w szkołach jazdy. Dla wielu osób jednak zdobycie upragnionego dokumentu jest zadaniem trudnym. Większość osób doświadcza silnego stresu, co dodatkowo utrudnia sprawę. Objawy są tym silniejsze, im bardziej wmawiamy sobie, że nie poradzimy sobie z konkretnymi sytuacjami na drodze. - Początkowo stres odgrywał dużą rolę, czułam się niepewnie, miałam wrażenie, że wszystko dzieje się bardzo szybko - mówi Anna Worosz, studentka z Rzeszowa. - Egzamin zdawałam sześć razy. Do ostatniego egzaminu podeszłam już na luzie. Stwierdziłam, że jeśli nie zdam, to świat się nie zawali - dodaje. Zupełnie inne odczucia ma osiemnastoletni Damian Bigos, uczeń Zespołu Szkół Gospodarczych w Rzeszowie. Mimo bardzo młodego wieku, ma już prawa jazdy trzech kategorii: B, C i E. - Trafiłem na świetnych instruktorów i czułem się dobrze przygotowany do egzaminów. Nerwy owszem były, ale ważne jest, żeby nie wierzyć w mity o egzaminatorach, którzy oblewają za byle co - podkreśla. Podczas egzaminu, bardzo przydatna może się okazać znajomość miasta. W Rzeszowie jest kilka "skrzyżowań pułapek", na których kursanci tracą głowę. Podczas jazdy trzeba uważać, aby nie najechać na linię ciągłą podczas zawracania. Umiejętności kierowcy, sprawdzane są na przejazdach kolejowych i skrzyżowaniach. Kursanci, bardzo często nie zatrzymują się na zielonej strzałce, podczas skrętu w prawo na skrzyżowaniach, przez co oblewają egzamin - podpowiada Franciszek Zuba, instruktor z OSK Radio Taxi 9191 w Rzeszowie. Znajomość miasta może pomóc, najważniejsza jednak jest znajomość przepisów ruchu drogowego i umiejętność parkowania. Nie należy zapominać też o kilku podstawowych sprawach: osoby pewne siebie, automatycznie postrzegane są jako lepsi kierowcy, nie należy się bać egzaminatora i uważnie słuchać jego poleceń. W czasie egzaminu należy również szczególna ostrożność zachować na przejściach dla pieszych.
Komentuj →
13 maja 2008 |
0
Trzyletnia córka znanego podróżnika Marka Kamińskiego omal nie została przejechana przez samochód na przejściu dla pieszych. Ofiarami brawury kierowców coraz częściej padają piesi. Do zdarzenia doszło na przejściu dla pieszych w Sopocie. - Żona stała z córką na przejściu, trzymała ją za rękę, czekały aż się zmienią światła - opowiada Kamiński. - Nagle usłyszała krzyki ludzi. Okazało się, że kierowca zaparkowanego na chodniku samochodu zaczął cofać. Nie zauważył stojących na przejściu osób. Auto zatrzymało się na żonie podróżnika, dziewczynka wpadła pod koła. - Córka znalazła się pod samochodem - mówi podróżnik. - Tam jest wysoki krawężnik, prawdopodobnie właścicielka pojazdu próbowała sobie ułatwić manewr i zjechać na przejście, gdzie krawężnika nie ma. Dziewczynka została natychmiast odwieziona karetką do szpitala. Na szczęście nie odniosła żadnych obrażeń. Sprawczyni wypadku tłumaczyła, że nie zauważyła dziecka, bo... było za małe. - Chciałbym zaapelować do kierowców o więcej wyobraźni - mówi Kamiński. - Parkują na chodnikach, pędzą wąskimi uliczkami, a przecież tutaj jest dużo starszych osób, dzieci. - Niestety, wielu kierowców nie zachowuje szczególnej ostrożności przed przejściami i skręcając na skrzyżowaniach nie ustępuje pierwszeństwa pieszym - mówi Janusz Staniszewski, szef wydziału ruchu drogowego KWP w Gdańsku.
Komentuj →
13 maja 2008 |
0
Akademia Bezpiecznego Samochodu rozpoczęła aktywną edukację kierowców w 7 polskich miastach. W Warszawie i Łodzi odbyły się już wydarzenia specjalne przy wsparciu lokalnych stacji radiowych. Kolejnym miastem, do którego zawita Akademia były Katowice. Wystawa edukacyjna oraz specjalny samochód Akademii Bezpiecznego Samochodu pojawiły się na katowickim rynku, na placu przed Teatrem Śląskim. Poprzez wystawę fotograficzną organizatorzy chcieli uświadomić mieszkańcom Katowic, jakie skutki może nieść ze sobą brak dbałości o poszczególne części samochodowe. Oglądać można było niezwykle sugestywne fotografie zupełnie zużytych i identycznych nowych podzespołów samochodowych. Ponadto słuchacze Radia Katowice, które jest patronem medialnym wydarzeń ABS w Katowicach, mogli wziąć udział w konkursie Akademii Bezpiecznego Samochodu. Na tych, którzy uważnie śledzili losy specjalnego samochodu ABS, czekały bardzo atrakcyjne nagrody. Podobne wydarzenia miały już miejsce w Warszawie oraz w Łodzi 8 i 9 maja. Mieszkańcy tych miast włączyli się bardzo aktywnie w działania Akademii Bezpiecznego Samochodu, przybywając licznie na wystawę oraz szukając na ulicach specjalnie oznaczonego samochodu. Obok wystawy przechodnie i kierowcy składali podpisy na tablicy z hasłem kampanii, deklarując tym samym poparcie dla edukacyjnej idei Akademii Bezpiecznego Samochodu. Pojazd Akademii Bezpiecznego Samochodu natomiast krążył po ulicach Warszawy i Łodzi, ale kilkakrotnie ulegał awarii i zatrzymywał się, a zrozpaczony kierowca szukał pomocy u mechanika. Zadaniem słuchaczy Radia Kolor oraz Radia Łódź było uważne śledzenie losów samochodu Akademii Bezpiecznego Samochodu, precyzyjne zlokalizowanie go oraz odpowiedzenie na kilka pytań dotyczących stanu technicznego i jego wpływu na bezpieczeństwo. Kolejne miasta zaplanowane na trasie Akademii Bezpiecznego Samochodu to Wrocław, Lublin, Białystok oraz Bydgoszcz.

^ W Katowicac
Komentuj →
13 maja 2008 |
2
W Giżycku w jadącą na sygnale po pacjenta karetkę pogotowia uderzył opel. Karetka wywróciła się. Jej załoga trafiła do szpitala, dwie osoby nią jadące wymagają szpitalnej obserwacji - poinformował Jarosław Sroka, oficer prasowy policji w Giżycku. Do zdarzenia doszło na skrzyżowaniu w centrum miasta. - Jadąca na sygnale karetka wjechała na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Uderzył w nią opel, który miał zielone światło do jazdy na swoim pasie ruchu. Siła uderzenia spowodowała wywrócenie się karetki - powiedział Sroka. Karetką jechał lekarz i dwoje sanitariuszy. Cała załoga, oraz kierowca karetki, została przewieziona do szpitala. W trakcie badań okazało się, że dwie z tych osób wymagają obserwacji szpitalnej. Kierowcy będą surowiej karani za wykroczenia. - Kierowcy opla i jego pasażerce nic się nie stało. Sroka zaznaczył, że jest zbyt wcześnie na wskazywanie winnych zdarzenia, choć zaznaczył, że jadąca na sygnale karetka jest pojazdem uprzywilejowanym.
Komentuj →
13 maja 2008 |
0
W Wielkopolsce zakończył się XXI Finał Wojewódzkiego Konkursu “POLICJANT RUCHU DROGOWEGO ROKU”. Celem organizowania takiego przedsięwzięcia jest przede wszystkim sprawdzenie poziomu wiedzy specjalistycznej oraz umiejętności zawodowych policjantów ruchu drogowego. Jedną z form podnoszenie poziomu tych umiejętności jest rywalizacja. Do walki o laur zwycięstwa przystąpiło 35 zawodników – policjantów ruchu drogowego z jednostek powiatowych województwa, komendy w Poznaniu oraz dwóch żołnierzy Żandarmerii Wojskowej. Zawodnicy wzięli udział w kilku konkurencjach. Pierwszą z nich było strzelanie na strzelnicy “Lizawka” w Antoninku. Następnie funkcjonariusze musieli wykazać się ze znajomością przepisów prawa o ruchu drogowym pisząc test. Konkurencja ta rozegrana została w Pałacyku pod Lipami w Swarzędzu. Po wytężonej pracy mózgu, przyszedł czas na praktyczne działanie. Funkcjonariusze udali się na parking przed marketem, gdzie przystąpili do konkurencji w jeździe sprawnościowej samochodem i motocyklem służbowym, która wymagała dużej precyzji, a więc i ogromnych umiejętności policjantów. Równocześnie na skrzyżowaniu ulic Wrzesińskiej, Polnej i Cieszkowskiego w Swarzędzu, zawodnicy rywalizowali podczas sprawdzianu z praktycznych umiejętności kierowania ruchem na skrzyżowaniu. Ważnym sprawdzianem umiejętności funkcjonariuszy był test pomocy przedmedycznej. Niejednokrotnie mundurowi pierwsi docierają do miejsca wypadku. Pomoc udzielona rannym w wypadkach w pierwszych minutach zdarzenia może uratować im życie. W tej konkurencji użyty został symulator ofiary wypadku. Po zaciekłej, ale też koleżeńskiej, walce wyłoniono zwycięzców. Najlepsze wyniki i pierwsze miejsce wśród wielkopolskich "drogowców" zdobył sierż.szt. Jacek Kudliński z Konina. Drugim był sierż.szt. Michał Kasprzak ze Śremu, a trzecim sierż. Daniel Damagała z Wolsztyna. Puchary i nagrody otrzymali również najlepsi wyłonieni w poszczególnych konkurencjach. Uroczyste zamknięcie Konkursu "Policjant Ruchu Drogowego Roku" odbyło się o 16:00. Zwycięzcy odebrali puchary i nagrody z rąk przedstawicieli Samorządów i komendy wojewódzkiej Policji w Poznaniu.



Komentuj →
13 maja 2008 |
0
Z rynkiem praw jazdy jest jak z polskim futbolem. Wszyscy wiedzą, że od lat jest skorumpowany. I co? I nic – czytamy w tygodniku “Polityka”. I dalej relacjonuje: Duże miasto wojewódzkie. Ośrodek egzaminacyjny, połowa kwietnia. W budynku w poczekalni czeka kilkanaście zdenerwowanych osób, za kilka minut będą zdawać egzamin praktyczny. Komputer losowo dobiera egzaminowanych do stojących na placu samochodów. Przyszły kierowca nie wie, u kogo przyjdzie mu zmierzyć się z tajnikami jazdy. Wychodzą parami, kursant i jego egzaminator. Uczeń ma za sobą 30 godzin wykładów i tyle samo praktyki za kółkiem. Nierzadko więcej, jeśli to kolejna próba zdania egzaminu. Przed nimi samochód i po stokroć przeklinany plac manewrowy, zmora każdego młodego kierowcy. Młody chłopak w bluzie z kapturem podnosi pokrywę silnika egzaminacyjnej Toyoty. Trzyma fason, ale ręka lekko mu drży, kiedy pokazuje zbiorniczek płynu do spryskiwacza i bagnet pomiarowy oleju silnikowego. Potem światła, przednie, tylne, kierunkowskazy. Włącza, sprawdza, czy świecą. Pada pytanie o światła stopu, ile ich jest. Dwa, mówi chłopak. Egzaminator siada za kierownicą i naciska hamulec. Chłopak blednie. Toyota ma trzy światła stopu. – Niech się pan zapisze na kolejny termin i trochę jeszcze pouczy – mówi pocieszająco egzaminator. Tego popołudnia z placu, na 10 zdających, dwie osoby nawet nie włączą silnika, by wyjechać na plac, kolejne dwie nie zaliczą manewrów – jedna dwa razy przejedzie linię podczas cofania po łuku, drugiej trzy razy zgaśnie silnik, gdy próbuje ruszyć pod górę. Z pozostałej szóstki pięcioro przyjedzie z miasta samodzielnie. Wskaźnik zdawalności – 50 proc. Wskaźnik korupcji – nieznany. W tym ośrodku zdanie egzaminu kosztuje od 1700 do 2500 tys. zł. Tyle zaproponowano dwójce naszych rozmówców. Łapówki biorą egzaminatorzy, tylko oni mogą ustawić egzamin. Pośrednikami są – najczęściej – instruktorzy ze szkół jazdy. Koszt załatwienia – od 600 do 1200 zł za prawo jazdy kategorii B. Dokumenty do prowadzenia ciężarówki były warte więcej – 2 tys. zł. Nie miało znaczenia, że komputer losował kursanta. – Wystarczyło, że skorumpowany egzaminator znał nazwisko tego, który miał zdać. Patrzył, do kogo on trafia, i prosił o pomoc, czasem nawet dzwonił, jeśli tego dnia akurat nie był w pracy. Hasłem było: “przymknij oko” albo “zaopiekuj się nim”. Generalnie rzecz biorąc, przysługa za przysługę – raz ty mojemu pomożesz, innym razem ja twojemu – wyjaśnia oficer prowadzący sprawę korupcji w Poznaniu. Pieniądze dla instruktora z normalnej pracy nie są wielkie. Jeśli naukę traktuje się jako dodatkowe zajęcie, wychodzi 6 zł za godzinę. Mogę tak w miesiącu dorobić 700 zł – mówi instruktor z Radomia. Więcej zarabia właściciel szkoły, pod warunkiem, że ma wielu uczniów i kilka samochodów. Ale i to nie są kokosy. – Pół biedy zrobić wykład dla grupy, wynajmuje się człowieka, który przez kilka godzin będzie wykładał teorię. Ale jazdy trzeba zrobić z każdym kursantem osobno, a to już zajmuje czas. Więc albo się do interesu dokłada, albo bierze łapówki, albo robi się drobne wałki – opowiada jego kolega.
Komentuj →
12 maja 2008 |
0
43 punkty karne i 2 tys. mandat!!! Na krajowej “siódemce” w miejscowości Zielonka Pasłęcka policjanci ruchu drogowego zauważyli, jak kierowca vw golfa wyprzedza pojazd na skrzyżowaniu i na podwójnej linii ciągłej. Funkcjonariusze, z uwagi na duże natężenie ruchu, nie mogli od razu zatrzymać pojazdu. Policjanci podjęli pościg, aby zatrzymać kierującego do kontroli w bezpiecznym miejscu. Cały czas wideorejestrator zapisywał kolejne wykroczenia popełniane przez osobę kierująca vw golfem. W miejscowości Zielony Grąd policjanci zatrzymali samochód. Jak się okazało kierowała nim 31-letnia mieszkanka Malborka. Kobieta wyprzedzała na skrzyżowaniu i kilka razy na podwójnej linii ciągłej. Ponadto dwukrotnie przekroczyła dozwoloną prędkość o ponad 40 km/h i o 60 km/h. Za popełnione wykroczenia kierująca powinna dostać 43 punkty karne i mandat w wysokości 2 000 złotych. Kobieta odmówiła przyjęcia mandatu. Policjanci skierowali wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego.
42 punkty za 10 wykroczeń. Świętokrzyscy policjanci zatrzymali 19-letka, który po publicznej drodze poruszał się motocyklem bez tablic rejestracyjnych. Jakby tego było mało, nastolatek w czasie ucieczki przed funkcjonariuszami, aż dziesięciokrotnie złamał przepisy ruchu drogowego, a na dodatek wjechał w policyjny samochód. Kiedy pilnujący bezpieczeństwa na drogach policjanci z ruchu drogowego komendy wojewódzkiej w Kielcach zauważyli mężczyznę jadącego motocyklem bez tablic rejestracyjnych, natychmiast postanowili zatrzymać go do kontroli drogowej. Gdy motocyklista zorientował się, że jadący za nim samochód to nieoznakowany radiowóz, zaczął uciekać. Policjanci ruszyli w pościg za uciekinierem. Prędkość jaką miejscami osiągnął motocyklista to blisko 240 kilometrów na godzinę w terenie zabudowanym. Uciekając przed policjantami 19-latek o mały włos nie spowodował także wypadku drogowego na przejściu dla pieszych. Po przejechaniu prawie 50 kilometrów i popełnieniu 10 wykroczeń drogowych motocyklista nagle się zatrzymał. Prawdopodobnie motor na chwilę odmówił “posłuszeństwa”. To umożliwiło policjantom bezpieczne wyprzedzenie uciekiniera. Kiedy mundurowi wysiedli z radiowozu, 19-latek gwałtownie ruszył z miejsca i ... wjechał w policyjny samochód. Jak się okazało młodzieniec nie tylko nie posiadał wymaganych dokumentów pojazdu, ale nie miał także uprawnień do prowadzenia motoru. W sumie "uzbierał" aż 42 punkty karne. Policjanci materiały w jego sprawie prześlą teraz do sądu grodzkiego. Może mu grozić utrata posiadanego prawa jazdy na samochody osobowe oraz wysoka kara grzywny.
Policja apeluje o zachowanie ostrożności i zdrowego rozsądku!!!
Najczęstszą przyczyną wypadków drogowych jest nadmierna prędkość, ludzka brawura, jazda po alkoholu, ale także nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu, nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych, wyprzedzanie na tzw. trzeciego czy zwykły brak umiejętności niedoświadczonych kierowców. Policjanci zapowiadają konsekwentną walkę z piratami drogowymi i przestrzegają, że warto ściągnąć nogę z gazu, aby bezpiecznie dotrzeć do celu.
Komentuj →
12 maja 2008 |
0
W Krakowie cyliści rozjechali się w cztery strony miasta, by opisać utrudnienia na oficjalnych rowerowych trasach. Od uwagi można zgłaszać też w internecie. O pomyśle stworzenia spisu czarnych punktów na rowerowej mapie miasta “Gazeta Wyborcza” pisała już wcześniej. Wtedy też miała miejsce pierwsza odsłona akcji. Rowerzyści wyposażeni w ankiety, aparaty fotograficzne i notatniki mieli przemierzyć cztery ścieżki rowerowe i udokumentować utrudnienia na trasach. Sprawdzali m.in., czy ścieżka jest ciągła, czy nagle się urywa, a także czy parkują na niej samochody. Zainteresowanie akcją przerosło oczekiwania organizatorów. Na Rynku Głównym pojawiło się kilkudziesięciu młodszych i starszych miłośników dwóch kółek. Niebezpieczne miejsca przecinania się rowerowo-samochodowych dróg, wysokie krawężniki i nagle urywające się ścieżki zaznaczali na specjalnie przygotowanej wielkiej mapie Krakowa także kierowcy. Pierwsze wnioski są już znane. W kolejnych dniach na tej samej zasadzie organizatorzy opiszą pozostałe trasy rowerowe. Uwagi (również te zgłaszane przez internautów) zostaną podsumowane w niezależnym raporcie opisującym stan infrastruktury rowerowej Krakowa. Dokument będzie gotowy 1 czerwca. Wtedy też zostanie przekazany w ręce miejskich urzędników i radnych. Czarne punkty na krakowskich trasach rowerowych można zgłaszać na stronie www.rowerempokrakowie.pl
Komentuj →
12 maja 2008 |
0
Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego zażądał od dilera Toyoty wyjaśnienia, dlaczego zaoferował samochody w bardzo niskiej cenie - informuje kielecka "Gazeta Wyborcza". Takie są przepisy. Jeżeli zamawiający podejrzewa, że oferta jest rażąco niska, ma obowiązek zażądać wyjaśnień. - Wysłałem do AMX pismo z żądaniem wyjaśnienia, jak została skalkulowana cena. Mają czas do 15 maja. Do tego czasu nie mogę ogłosić wyników przetargu - mówi Czesław Dawid, dyrektor WORD-u w Kielcach. Sprawę opisaliśmy w piątek. W przetargu na 15 nowych samochodów egzaminacyjnych dla WORD-u wśród dziewięciu ofert najtańszą złożyła firma AMX z Rzgowa k. Łodzi. Zaoferowała pięciodrzwiową toyotę yaris m.in. z klimatyzacją i ABS-em za ok. 20 tys. zł. Drugi w tym przetargu jest nissan micra z ceną ok. 27 tys. zł za auto, trzeci peugeot 207 za ok. 29 tys. zł.
Komentuj →