13 września 2008 |
1
(265-6)
18-latka spod Sierpca złapał na gorącym uczynku egzaminator z płockiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego - opisuje “Metro”. - Chłopak do nauki ma stosunek niechętny, wcześniej już czterokrotnie oblał teorię - mówi Anna Lewandowska z płockiej komendy. Za piątym razem postawił na wspomaganie. - W Warszawie nawiązał kontakt z mężczyzną, o którym mówi tylko, że jest w wieku 40-45 lat. Ten człowiek zadeklarował, że pomoże zdać te nieszczęsne testy, obiecywał 100-procentową skuteczność - dodaje Andrzej Gawlik z sekcji dochodzeniowo-śledczej komendy. - W dniu egzaminu, w towarzystwie jakiejś kobiety spotkał się z 18-latkiem niedaleko WORD w Płocku. W samochodzie ta dwójka "uzbroiła" chłopaka jak szpiega wywiadu: dostał zegarek z kamerą, słuchawki bezprzewodowe, nadajnik. Kamerą w zegarku filmował monitor z pytaniami, obraz przesyłał drogą radiową do wspólników, a ci podpowiadali mu, wykorzystując mikroskopijną słuchawkę przytwierdzoną do ucha. 18-latek skończył przed czasem. Egzaminator sprawdził, wszystkie odpowiedzi były prawidłowe. - Ale instruktor coś podejrzewał, złapał chłopaka za rękę, na której był zegarek, i zapytał: "A co to jest?!" - relacjonuje Andrzej Gawilk. - A spod rękawa wysunęły się druciki. WORD zawiadomił policję. 18-latek trafił do komendy, opowiedział, że cała sprawa miała kosztować go półtora tysiąca złotych. Zapłacić miał po egzaminie. Na razie ze swej pomysłowości będzie musiał tłumaczyć się przed sądem. Grozi mu kara trzech lat więzienia.
Komentuj →
12 września 2008 |
1
Zarząd Dróg i Transportu przygotował dla krakowskich kierowców niemiłą niespodziankę. Wyremontował sygnalizację w newralgicznych punktach Krakowa, ale "zapomniał" o zainstalowaniu zielonych strzałek, które znacznie upłynniają ruch. Kierowcy, stojący w gigantycznych korkach, klną i narzekają na bezmyślne decyzje speców od organizacji ruchu. A urzędnicy ze ZDiT butnie tłumaczą się, że zielone strzałki w wielu miejscach są... zbędne – donosi “Gazeta Krakowska”. Radni miasta są oburzeni tą sytuacją i zapowiadają, że złożą interpelację do prezydenta Krakowa. Zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury od maja 2008 r. zielone strzałki powinny być przywracane. Jacek Bartlewicz, rzecznik ZDiT, ma gotową odpowiedź na zarzuty kierowców. - Wszystkiemu winien jest chaos w ministerstwie - wyjaśnia. - Do kwietnia 2008 r. obowiązywało zalecenie o likwidacji strzałek i z tego okresu pochodzi projekt modernizacji sygnalizacji, który właśnie realizujemy. Dopiero od maja obowiązuje rozporządzenie, że strzałki należy przywracać - mówi Bartlewicz. Likwidacji strzałek dziwi się też policja drogowa. - Od zawsze wiadomo, że usprawniają ruch - zaznacza Krzysztof Burdak, szef krakowskiej drogówki. Łukasz Osmenda, radny miasta (PO), który kilka miesięcy temu domagał się przywrócenia zielonych strzałek u ministra infrastruktury, zapowiada kolejną interwencję. - ZDiT wiedział, że strzałki trzeba przywracać.
Sam o tym informowałem urzędników, gdy dostałem odpowiedź od ministra Cezarego Grabarczyka - opowiada Osmenda. - Usłyszałem wtedy, że ZDiT nie ma na to pieniędzy. I ani jedna strzałka nie została przywrócona. Nawet nie powstał projekt modernizacji sygnalizacji świetlnej zgodnej z zaleceniami ministra - dodaje.
Urzędnicy z Ministerstwa Infrastruktury po interwencji dziennika zastanawiają się czy można ukarać gminy, które opornie reagują na rozporządzenie o przywracaniu zielonych strzałek.
Komentuj →
12 września 2008 |
0
W Łomży odbyła się konferencja metodyczna pod hasłem “Społeczna misja nauczycieli jazdy”. Organizatorami konferencji byli: Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Łomży, Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców, wydawnictwo Grupa IMAGE. Konferencja była wspólnym przedsięwzięciem z Sekretariatem Krajowej Rady BRD. Zaproszenie do udziału w konferencji przyjęło 80 instruktorów jazdy. Celem konferencji była poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez doskonalenie kompetencji zawodowych nauczycieli jazdy. Tematyka konferencji: Odpowiedzialność prawna nauczycieli jazdy; Sylwetka psychologiczna nauczyciela jazdy; Nowe technologie dydaktyczne w szkoleniu kierowców; Potrzeby zawodowe instruktorów; Nadzór nad procesem szkolenia kierowców; Statystyka zdawalności i przyczyny niepowodzeń egzaminacyjnych. Zajęcia prowadzili: Maciej Wroński (ekspert prawa drogowego), Andrzej Markowski (psycholog transportu), Arkadiusz Szymański (PFSSK), Witold Wiśniewski (prezes Grupy IMAGE), Leszek Bogdanowicz (UM w Piszu), Kazimierz Filipkowski (WORD Łomża). Uczestnicy otrzymali Certyfikat udziału w konferencji wystawiony przez organizatorów oraz materiały informacyjno-szkoleniowe wspomagające pracę instruktorów. Uczestników w anonimowych ankietach ocenili przygotowanie merytoryczne wykładów, sposób prowadzenia zajęć i zgodność przekazywanych treści z programem, a także przydatność zdobytej wiedzy w pracy nauczyciela jazdy. W szkolnej skali ocen (od 1 do 6) wykłady oceniono średnio na 5,12. Uczestnicy zgłosili zainteresowanie zorganizowaniem warsztatów na temat metodyki kształcenia kursowego. Dyrektor WORD w Łomży pan Mirosław Oliferuk zadeklarował w tej sprawie pomoc organizacyjną i finansową.
(265-9)
Konferencja w Łomży była już 12. tego typu konferencją organizowaną z inicjatywy Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. Wszystkie odbyły się przy wydatnej pomocy finansowej i organizacyjnej wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego i ministerstwa infrastruktury.
(265-10)
Komentuj →
11 września 2008 |
0
Według ekspertów najlepszym, stosowanym na Zachodzie, sposobem na rozładowanie korków jest mało praktykowana w Polsce jazda na tzw. suwak. “Gazeta” rozpoczyna akcję promocyjną, która ma na celu rozpropagowanie "suwaka" wśród kierowców. W Krakowie przez kilka dni roznosiciele ulotek, rozmieszczeni w pobliżu najbardziej zatłoczonych tras, rozdawać będą specjalne naklejki zachęcające do jazdy na "suwak". Nalepka rozdawana będzie przez kilka dni w Bydgoszczy, Gdańsku, Krakowie, Katowicach, Łodzi, Szczecinie, Wrocławiu i Warszawie. Redakcja ma nadzieję, że dzięki temu uda jej się przekonać kierowców do stosowania tej zasady, a co za tym idzie - choć trochę pomoże rozkorkować miasto.
Redakcja serwisu informacyjnego PRAWO DROGOWE@NEWS z zainteresowaniem zapozna się z Państwa opiniami co do celowości wprowadzenia nowego znaku drogowego oraz skuteczności jego działania. Opinie oczywiście opublikujemy. Liczymy na owocną dyskusję.
Komentuj →
15 września 2008 |
0
Zabrała kluczyki pijanemu kierowcy - W komendzie miejskiej Policji w Płocku pracuje prawie rok. Drobna brunetka, żywiołowa, lubiana przez wszystkich, jest pracownikiem korpusu służby cywilnej. Wczoraj, 8 września wieczorem, ujęła pijanego kierowcę. Mimo że obserwowało to wielu ludzi, nikt jej nie pomógł. Za to dziś komendant miejski wystąpił do komendanta wojewódzkiego o nagrodę dla niej. Dlaczego to zrobiła? Bo pijany kierowca stanowi potężne zagrożenie I... po prostu nie toleruje takiego postępowania. - Wjechałam na stację, za mną wjechał fiat 126p – opowiada Edyta. Kierowca fiata wydał mi się dziwnie podejrzany. Kiedy poszłam zapłacić on coś kupował. Teraz widziałam dokładnie, że jest kompletnie pijany. I jakby nigdy nic, zataczając się ruszył do swojego samochodu. Było sporo ludzi i nawet komentowali: "O Boże, to on w takim stanie chce jeszcze jechać?”" Tyle że poza tymi komentarzami nikt nic więcej nie zrobił. Podeszłam do tego auta i stanęłam przed maską. Do tyłu nie mógł pojechać, bo blokował go inny samochód, z przodu ja. Zadzwoniłam do dyżurnego do komendy, a potem otworzyłam drzwi “malucha” i wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki. Kazałam mu siedzieć spokojnie i czekać na Policję. Ponieważ z obserwujących tę scenę nikt się nie ruszył z miejsca, a sama Edyta odniosła nawet wrażenie, że ludzie mają jej za złe, że "na człowieka doniosła", więc sama pilnowała, by pijany kierowca nie uciekł. Kiedy podjechał patrol drogówki, oddała im kluczyki i opowiedziała całe wydarzenie. Policjanci wyciągnęli 42-letniego mieszkańca Płocka z samochodu, trochę go podtrzymując, bo nie miał siły stać o własnych siłach. Ale dał radę dmuchnąć w alkomat – wyszło ponad 3,2 promila! Został odwieziony do policyjnego aresztu, a jego samochód odholowano na policyjny parking. Uznania dla Edyty Chrapkowskiej nie kryją jej przełożeni, zastępca naczelnika sztabu nadkomisarz Artur Mroczek i komendant miejski Jarosław Brach. Zdarzało się już, że interwencje podejmowali policjanci po służbie, w swoim wolnym czasie, ale pani Edyta mnie zaskoczyła, taka drobna, filigranowa osóbka, a taka silna! Jestem naprawdę dumny, że mam w komendzie takich pracowników – powiedział komendant Brach. Komendant wystąpił do szefa garnizonu mazowieckiego Policji o nagrodę dla Edyty Chrapkowskiej. Bo przez to, co zrobiła, być może uratowała komuś życie – pijany za kierownicą to potencjalny zabójca. Niepokoi tylko reakcja świadków tego wydarzenia. Spokojnie patrzyli, jak kobieta udaremnia pijanemu jazdę, potem pilnuje go z dzieckiem na ręku i nikt nie zareagował. Ale, czy ten spokój i nawet milczące potępienie za to, że wezwała patrol, trwałyby nawet wtedy, gdyby mężczyzna którąś z tych osób potrącił, zranił lub zabił...?
Nietrzeźwy pirat drogowy potrącił trzy osoby - Nietrzeźwy kierowca, w czasie ucieczki przed Policją, jadąc pod prąd jedną z ulic Bydgoszczy zjechał na chodnik i potrącił 3 osoby. 28-letni mężczyzna, miał w wydychanym powietrzu ponad 1,5 promila alkoholu. Nie posiadał uprawnień do kierowania i był również poszukiwany listem gończym. Poszkodowane małżeństwo i ich 5-letni syn zostali odwiezieni z obrażeniami do bydgoskich szpitali. Policjanci otrzymali informację od pracownika stacji benzynowej, iż w kierunku ulicy Wojska Polskiego jedzie najprawdopodobniej nietrzeźwy kierowca. We wskazany rejon został skierowany najbliższy patrol, który zauważył opisany przez świadka samochód. Był to opel kadett. Kierowca nie zatrzymał się sygnały dawane przez jadący za nim patrol mieszany. Samochód sprawcy z dużą prędkością jechał ulicą i chodnikami Wojska Polskiego. W międzyczasie informacje o oddalającym się sprawcy zostały przekazane drogą radiową do innych, znajdujących się w pobliżu, radiowozów. Samochód straży miejskiej, którym poruszał się mieszany patrol, utrzymywał kontakt wzrokowy z uciekającym autem. Ścigany opel skręcił w ul. Ujejskiego i zaczął jechać pod prąd w kierunku ul. Toruńskiej. W pewnym momencie wjechał na chodnik, gdzie potrącił idące małżeństwo z 5-letnim chłopcem. Sam uderzył w skarpę za przystankiem autobusowym. Pomocy ofiarom udzielali policjanci, chłopca reanimował policjant /przewodnik psa tropiącego/ z SPiRD, który słysząc komunikaty pojechał we wskazanym kierunku. Rodzice dziecka, 27 i 28 lat, podobnie jak chłopczyk zostali odwiezieni z obrażeniami do bydgoskich szpitali. Zatrzymany sprawca to 28-letni mężczyzna, który miał w wydychanym powietrzu ponad 1,5 promila alkoholu. Jak się okazało nie posiadał uprawnień do kierowania i był również poszukiwany listem gończym. Po zatrzymaniu został osadzony w policyjnym areszcie do dyspozycji prokuratora.
Pijany ojciec podróżował z dzieckiem- W idok malutkiego dziecka, które chodziło bez opieki po pociągu, zaniepokoił funkcjonariusza Służby Ochrony Kolei. Mężczyzna wezwał więc Policję. Jak się okazało, 2-latek podróżował ze swoim ojcem, który spał w jednym z przedziałów. Nieodpowiedzialny 47-latek we krwi miał ponad 3 promile. Teraz prawdopodobnie odpowie za narażenie synka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi mu do 5 lat więzienia. Dochodziła godzina 14.15, gdy podkarpaccy policjanci zostali poinformowani przez pracownika Służby Ochrony Kolei o tym, że w pociągu relacji Przemyśl-Zielona Góra błąka się małe dziecko bez opieki. Policjanci ustalili, że ojciec 2-latka śpi w jednym z przedziałów. Przeprowadzone przez policjantów badanie wykazało, że 47-letni mieszkaniec powiatu rzeszowskiego podróżował z dzieckiem mając ponad 3 promile alkoholu w organizmie. Ojciec został zatrzymany. Chłopiec trafił na badania kontrolne do szpitala. O całej sprawie powiadomiono także sąd rodzinny.
Zabił, uciekł i... zgubił tablicę rejestracyjną - Łęczyccy policjanci ustalili sprawcę śmiertelnego wypadku, który uciekł po zdarzeniu. Do zdarzenia doszło 11 września około 19.25 w Ambrożowie w gminie Góra Św. Małgorzaty. Kierujący samochodem potrącił rowerzystkę a następnie odjechał z miejsca zdarzenia nie udzielając pomocy. W wyniku odniesionych obrażeń 37-letnia kobieta zmarła. Podczas oględzin znaleziono tablice rejestracyjna, która odpadła z pojazdu biorącego udział w zdarzeniu. Peugeot 106 przechodził z rąk do rąk i nie był przerejestrowywany, więc funkcjonariusze mieli problemy z dotarciem do aktualnego użytkownika. Po 1.00 w nocy zabezpieczyli pojazd na terenie jednej z posesji w miejscowości Karsznice. Do wyjaśnienia policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 28 i 38 lat. Obaj znajdowali się pod znacznym wpływem alkoholu – 1,42 promila i ponad dwa. Jak wynika z dotychczasowych pojazdem kierował młodszy z zatrzymanych. 28-latek nie ma uprawnień do prowadzenia samochodu. Uciekł gdyż najprawdopodobniej był nietrzeźwy. Przyznał się do spowodowania wypadku i ucieczki. Prokurator i sąd zadecydują o tymczasowym areszcie. Za spowodowanie wypadku śmiertelnego i ucieczkę z miejsca zdarzenia grozi do 12 lat pozbawienia wolności.
.
Komentuj →
14 września 2008 |
0
(265-4)
Z badań przeprowadzonych przez Ośrodek Badań Opinii Publicznej na zlecenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, dotyczących agresji i kultury na drodze, wynika, że blisko 80 procent kierowców spotyka się przynajmniej raz w tygodniu z agresją ze strony innych kierujących. W 78 procentach przypadków jest to zbyt szybka i ryzykowna jazda innych uczestników ruchu. Ponad połowa ma do czynienia z wymuszaniem pierwszeństwa. Co drugi kierowca skarży się, że przynajmniej raz w tygodniu spotyka się ze zbyt szybką i dynamiczną jazdą innych, która zmusza do gwałtownego hamowania, zmiany pasa ruchu. Jednak coraz częściej dochodzi do rękoczynów. Choć policjanci nie mają statystyk agresywnych zachowań na drodze, to bez problemu przypominają sobie takie sytuacje. Barbara Król z Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego twierdzi, że agresywne zachowania są bardziej widoczne na drogach niż kiedyś. - Kierowcy jeżdżą w korkach, to powoduje ich rozdrażnienie, zniecierpliwienie - twierdzi Barbara Król. - Jeśli więc godzinę stoimy w korku, a potem wjedziemy na odcinek prostej, niezatłoczonej drogi, to wciskamy pedał gazu. Przy okazji zajeżdżamy drogę innym, wymuszamy pierwszeństwo przejazdu. Bogusław Kędziora, aspirant sztabowy, z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi radzi, by gdy dojdzie do kryzysowej sytuacji, zastosować podstawowe zasady psychologii. Przede wszystkim należy starać się załagodzić sytuację. Jeżeli to nie pomaga, nie pozostaje nic innego jak zadzwonić po policję. Gdy krewki kierowca zamierza uciec, warto spisać numery auta, zebrać świadków i samemu pojechać na komisariat, by opowiedzieć o zdarzeniu. - Tyle że z okoliczności zdarzenia musi wynikać, że zostało umyślnie sprokurowane przez sprawcę - mówi Bogusław Kędziora. Jeżeli na przykład w czasie takich drogowych przepychanek napastnik uszkodzi nam auto, to taka sytuacja nie jest traktowana jako kolizja drogowa, a uszkodzenie mienia. Aspirant sztabowy Bogusław Kędziora zaznacza jednak, że takie zachowanie musi mieć znamiona chociażby wykroczenia. Nie wystarczy, że ktoś jest dotknięty chamskim zachowaniem innego kierowcy. - Pracownik komisariatu przyjmujący takie zgłoszenie na pewno oceni, czy zachowanie kierowcy miało znamiona przestępstwa lub wykroczenia - dodaje policjant. - Jeśli okaże się, że takie zachowanie stwarza zagrożenie dla innych uczestników ruchu, to agresywny kierowca zostanie ukarany grzywną lub mandatem. Andrzej Markowski, psycholog transportu drogowego, twierdzi, że za kierownicą ujawnia się nasze atawistyczne zachowanie. - Kobiety dwa razy rzadziej powodują różne konfliktowe sytuacje na drodze - dodaje Andrzej Markowski. Psycholog prosto wyjaśnia to, co dzieje się z nami za kierownicą. Sytuacja w domu, w pracy jest dokładnie kontrolowana przez pewne normy i zasady, które nazywa się kulturą. Jednak zwykle nie jesteśmy zadowoleni z naszej pozycji społecznej. Potwierdzamy ją więc na drodze. - Jesteśmy przekonani, że wyprzedzając kogoś, od razu jesteśmy lepsi, a pukając się w głowę, wystawiając środkowy palec, pokazujemy, kto rządzi na drodze - mówi Andrzej Markowski. - Młodzi ludzie, którzy nie mają potwierdzonej pozycji społecznej, na drodze zachowują się, jakby to oni tam rządzili. Andrzej Markowski wyjaśnia, że auto dla wielu jest atrybutem pozycji społecznej. - Jeśli jadę mercedesem i wyprzedza mnie honda, to nie ma w tym nic złego, ale gdy maluch, to nie mogę dopuścić do tego - mówi Andrzej Markowski. Zdaniem kierowców, nie ma jednej recepty na to, by zwalczyć agresję na drodze. Ale aż 48 procent badanych kierujących uważa, że agresję na drodze zmniejszy się, jeśli będzie większy nadzór policji. Radzą też, by unikać kontaktu wzrokowego z agresywnym kierowcą, nie zatrzymywać się, nie zjeżdżać na pobocze, bo może dojść do rękoczynów, nie wolno pouczać innych kierowców, bo może ich to sprowokować do awantury.
Komentuj →
14 września 2008 |
0
Funkcjonowanie zielonej fali bardzo mocno zależy od sposobu jazdy kierowców. Pierwsza zasada. - Trzeba najechać na pętlę indukcyjną, czyli czujnik znajdujący się w asfalcie, tuż przed skrzyżowaniem. Większość olsztyńskich kierowców już o tym pamięta. Ale nie wszyscy. Bez tego system nie wie, że ktoś czeka na czerwonym świetle. Druga zasada. Jak najszybciej reagować na zielone światło. Wystarczy, że pierwszy kierowca się zagapi, a system szybko uzna, że ruch jest mały i skróci cykl, przełączając sygnalizację na czerwone. W efekcie przejadą dwa-trzy auta, zamiast 10. Trzecia zasada. Samochody nie mogą jechać przez skrzyżowanie w zbyt dużej odległości od siebie. Muszą na to zwrócić uwagę kierowcy, którym zdarza się "przysnąć" na czerwonym. Samochody nauki jazdy też wprowadzają sporo zamieszania w fali. Czas palenia się świateł zależy bowiem od tego, ile samochodów przejeżdża przez czujnik w asfalcie. Jeżeli między autami jest zbyt duża odległość, system odczytuje to tak, że na skrzyżowaniu zmniejszyła się liczba aut. - I nawet jeżeli będą to godziny szczytu, światła będą przełączane tak jakby ruch samochodów był o wiele mniejszy - przestrzega Pawłem Gregorowicz z firmy Tyco, która objęła projektem wybrane skrzyżowania w Olsztynie. Zbigniew Gustek, wicedyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, dodaje, że do końca listopada będą prowadzone pomiary czasu przejazdu, które drogowcy porównają z tymi sprzed zainstalowaniem systemu, by ocenić, na ile system się sprawdza. - Ale już pierwszy etap pokazał, że czas przejazdu skrócił się na niektórych odcinkach nawet o 45 proc. - twierdzi. Po pomiarach okaże się, czy potrzebne są jakieś poprawki. Opinie kierowców też będą pomocne. Inżynierowie od ruchu drogowego przygotowali dla kierowców z Olsztyna jeszcze jedno udogodnienie. Już niedługo w internecie będzie można śledzić natężenie ruchu na ulicach objętych "zieloną falą". Na czerwono i zielono będzie zaznaczone, gdzie samochodów jest dużo, a gdzie mniej.
Komentuj →
14 września 2008 |
0
Nerwy związane z czekaniem na zielone światło to nie tylko problem osób zmotoryzowanych. Sprawa dotyczy również pieszych, którzy co kilkadziesiąt metrów muszą przerywać swą wędrówkę. Co jest najczęstszą przyczyną zdenerwowania pieszych? Przede wszystkim źle zsynchronizowane światła. Kolejny powód to guziki na słupach, które trzeba włączyć, aby zapaliło się zielone światło. Niestety, jeśli znajdzie się osoba, która nie wie, że należy uruchomić przycisk lub po prostu zamyśli się i zaniedba tego obowiązku, będzie musiała czekać kolejny cykl na zmianę świateł. Poza tym jeśli nie włączymy guzika, samochody i tak muszą odstać swoje, więc właściwie nie wiadomo, czemu służą te urządzenia. Są też przejścia, które powstały chyba tylko po to, żeby utrudnić życie pieszym. Światła, zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa, doprowadzają do szału. - Czerwone światło trwa tu tak długo, że powinni postawić jakąś ławeczkę dla ludzi, którzy chcą pokonać takie przejście - mówi mieszkanka Olsztyna.
Komentuj →
14 września 2008 |
0
Rusza V ogólnopolska Kampania Parkingowa, której celem jest przypomnienie kierowcom, aby nie blokowali miejsc parkingowych przeznaczonych dla niepełnosprawnych. Hasło tegorocznej kampanii brzmi: "Czy naprawdę chciałbyś być na naszym miejscu?" – przypomina portal Onet.pl. W Kampanii Parkingowej uczestniczy ponad 100 polskich miast i wielu partnerów, w tym Policja oraz Straż Miejska. - Skuteczne zapobieganie zajmowaniu miejsc przeznaczonych dla niepełnosprawnych przez nieuprawnione osoby wymaga zaangażowania wielu ludzi - kierowców, przechodniów, władz i służb porządkowych, którzy nie będą w tej kwestii bierni - powiedział Piotr Pawłowski, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji. - Z pewnością potrzebujemy także zmian przepisów prawa i zaostrzenia kar, jednak czasem skuteczniejsze okazuje się proste zwrócenie uwagi, kiedy widzimy, że pełnosprawny kierowca parkuje na "kopercie" - dodał. Kampania Parkingowa promowana będzie w mediach. Ponadto w całej Polsce Stowarzyszenie rozprowadzi 250 tys. ulotek i 20 tys. plakatów. W Warszawie, Krakowie, Gdyni i Gdańsku pojawi się 100 billboardów i citylightów. Dodatkowo w Warszawie logo kampanii będzie widniało na stołecznych autobusach i tramwaju. W wielu miastach odbędą się różnego rodzaju imprezy i regionalne konferencje. Lokalni partnerzy przygotowali m.in. prezentacje starych automobili, koncerty, konkursy dla dzieci, wystawy i pokazy parkowania.
Komentuj →
14 września 2008 |
2
Około dwóch tysięcy kielczan wzięło udział w "marszu milczenia", który przeszedł przez centrum miasta w proteście przeciwko pladze pijanych użytkowników dróg. Uczestnicy manifestacji uczcili w ten sposób jednocześnie pamięć 28-letniego skuterzysty, który 26 sierpnia w Daleszycach koło Kielc został śmiertelnie potrącony przez samochód prowadzony przez nietrzeźwego 25-latka. Znajomi i krewni ofiary wypadku nieśli w ciszy transparenty z napisami: "Szczepan Różycki żył tylko 28 lat", "Pijany kierowca - morderca!!!", "Szczepan już nigdy z nami nie zagra". Przechodniom rozdawano naklejki na samochody z odciskiem zakrwawionej dłoni i napisem: "Pijany kierowca zabił mojego przyjaciela". Organizator niedzielnego marszu, brat Szczepana, uważa, że "kto zobaczy taki znak może się zastanowi i powstrzyma przed jazdą po wypiciu alkoholu".
Komentuj →
12 września 2008 |
0
Siennica Królewska Duża. W ogródek państwa Tomaszewskich tylko w tym roku wjechało sześć samochodów. Ich wnuk opowiedział o tym swoim kolegom z Automobilklubu Chełmskiego, a ci sami ustawili znak ograniczenia prędkości – czytamy w “Dzienniku Wschodnim”. Solidaryzując się z kolegą, członkowie automobilklubu wystąpili do ZDP w Krasnymstawie, aby przed zakrętem postawił znak ograniczenia prędkości. Zniecierpliwieni brakiem reakcji ze strony drogowców w końcu sami skombinowali taki znak i osobiście wkopali go w ziemię. Chociaż o swoim zamiarze uprzedzili policję, to nikt im w ich zadaniu nie przeszkodził. - Oczywiście mieliśmy świadomość, że nasze działanie było samowolne - mówi Grzegorz Gorczyca, prezes Automobilklubu Chełmskiego. - Czuliśmy się jednak usprawiedliwieni opieszałością drogowców. A przecież zbliża się jesień, a z nią śliskie jezdnie i kiepska widoczność. Czy mieliśmy wzorem krasnostawskiej policji i drogowców czekać, aż ktoś zrobi sobie tam krzywdę? Mariusz Gap, zastępca powiatowego komendanta policji w Krasnymstawie, był zaskoczony inicjatywą automobilklubu. - Po co tam nowy znak, skoro już tablica z nazwą miejscowości nakazuje kierowcom ograniczyć prędkość do 50 km na godzinę - mówi. - Ja też tam mieszkam i nigdy nie zdarzyło mi się mieć kłopotów z wyjściem z omawianego zakrętu. Uważam, że droga jest dobrze oznakowana, tylko kierowcom czasami brakuje rozsądku. Opinię komendanta podziela także Krzysztof Kumszczyński, zastępca dyrektora ZDP. Zgadza się, że Gorczyca, ustawiając znak nie tyle ograniczył, co pozwolił kierowcom na szybszą jazdę. - Dalecy jesteśmy od wyciągania prawnych konsekwencji wobec automobilklubu - mówi Kumszczyński. - Niemniej jednak ich znak nie może pozostać w tym miejscu. Spodziewam, się, że odpowiedzialny za organizację ruchu starosta powoła komisję, która przyjrzy się sprawie.
Komentuj →
12 września 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Łomży świętował jubileusz 10. lecia. Placówka rozpoczęła działalność 1 lipca 1998 roku. W ramach uroczystości w ośrodku zorganizowano szkolenie dla współpracujących z nim szkół nauki jazdy, były także życzenia. Pierwszego dnia funkcjonowania WORD Łomża do egzaminu przystąpiło 58 osób. 10 lat później 1 lipca 2008 roku do egzaminów przystąpiło już 209 osób. W ciągu 10-ciu lat funkcjonowania Ośrodka łącznie przeprowadzono tu 160 563 egzaminy teoretyczne i 232 590 egzaminów praktycznych. - Dziś - jak podkreślał Jacek Piorunek, członek zarządu województwa podlaskiego - to największy tego typu ośrodek w północno-wschodniej Polsce.
W Łomży egzaminy na prawo jazdy zdają mieszkańcy nie tylko dawnego województwa łomżyńskiego, ale także przyjeżdżają tu kandydaci na kierowców z pozostałej części podlaskiego, warmińsko-mazurskiego i mazowieckiego. W minionym roku w WORD w Łomży przeprowadzono niemal pięć razy więcej egzaminów na prawo jazdy niż w pierwszym pełnym roku funkcjonowania Ośrodka. W 1998 roku było ich 13 747, a w 2007 - 60 805. W tym samym czasie liczba egzaminatorów zwiększyła się zaledwie o 1/4 z 19 do 25.
Od początku placówką kieruje Mirosław Oliferuk. Rafał Kozłowski naczelnik wydziału ruchu drogowego KWP w Białymstoku podkreślał dobrą współpracę jaką łomżyński WORD prowadzi z “drogówką”. Odczytał także specjalny list z podziękowaniami od Komendanta Wojewódzkiego Policji. - Dobre przygotowanie kierowców przekłada się na bezpieczeństwo na naszych drogach - podkreślał w nim inspektor Roman Popow, dodając, że łomżyński WORD prowadzi wraz z policją wiele akcji profilaktycznych, które dają oczekiwane efekty.
(265-12)
(265-13)
(265-14)
Komentuj →
12 września 2008 |
0
Pomorski Ośrodek Ruchu Drogowego rozstrzygnął przetarg na zakup samochodów przeznaczonych do egzaminowania kandydatów na kierowców. Przez następne trzy lata kandydaci na kierowców na prawo jazdy kategorii B zdawać będą nadal na fiatach punto II. Oprócz dystrybutora aut tej marki swojej oferty nie złożył nikt inny. Oznacza to, że działające w rejonie gdańskiego PORD ośrodki szkolenia kierowców nie będą musiały wymieniać aut. Od dawna do egzaminów przygotowują bowiem swoich kursantów na fiatach. - To dobra wiadomość. Dla nas wynik tego przetargu oznacza, że nie będziemy musieli wymieniać samochodów na pojazdy innej marki. Taka potrzeba istniałaby, gdyby PORD wybrał inne auta - komentuje jeden z właścicieli gdańskiej szkoły nauki jazdy. Bardziej krytyczni co do tego przetargu byli przedstawiciele dystrybutorów kilku innych marek. Kwestionowali niektóre z wymogów postawionych przez PORD.
Komentuj →
12 września 2008 |
0
(265-3)
Na terenie Zespołu Szkół Samochodowych przy ul. Elbląskiej w Gdańsku otwarto miasteczko rowerowe dla dzieci. - Powstało ono z inicjatywy Straży Miejskiej przy współpracy z Wydziałem Edukacji Urzędu Miejskiego. Pomysł, by je stworzyć, zrodził się z potrzeby zapewnienia dzieciom i młodzieży bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Dzieci często nie są w stanie przewidzieć zachowań innych osób na drodze, dlatego łatwo mogą znaleźć się w niebezpiecznych dla siebie sytuacjach - mówi Marta Waszak, rzecznik prasowy gdańskiej Straży Miejskiej. Uczniowie ze szkół zainteresowanych takimi lekcjami będą zaproszeni do komendy Straży Miejskiej, która mieści się naprzeciwko miasteczka rowerowego przy ul. Elbląskiej 54/60.- Wysłuchają w naszej siedzibie krótkiego wykładu o przepisach ruchu drogowego. Po nim czeka ich jazda na placu manewrowym miasteczka. Każdy, kto prawidłowo ukończy przejazd oraz rozwiąże test, otrzyma dyplom "Bezpieczny Rowerzysta" - dodaje Waszak.
Komentuj →
12 września 2008 |
0
Człowiek zastąpił sygnalizację świetlną za ponad sto tysięcy złotych, która miała stanąć przed przejściem dla pieszych na ulicy Bałtyckiej w Olsztynie. Pan "sygnalizacja" pracuje na razie od godziny 7 do 13. Ma jarzeniowy, widoczny z daleka płaszcz. Obowiązkowy ekwipunek uzupełnia zamocowana na solidnym kiju odblaskowa tablica z napisem "STOP". Do tego rozkładane krzesło, na którym można usiąść, jeżeli akurat nie napatoczy się nikt, kto chce przejść przez zebrę. To wszystkie narzędzia pracy Mieczysława D., który od początku tygodnia zastępuje nieistniejącą sygnalizację na przejściu dla pieszych przez ulicę Bałtycką. Już kilku zlekceważyło mnie i ominęło na przejściu. Aż by się prosiło ich spisać i przekazać numery policji - opowiada o swoich pierwszych doświadczeniach w roli "przeprowadzacza".
Komentuj →
12 września 2008 |
1
Podlaska drogówka kupiła właśnie sześć nowych wideorejestratorów oraz fotoimitatory, innymi słowy fikcyjne fotoradary. Cztery sztuki. Z zewnątrz wyglądają tak samo jak te prawdziwe. Tak samo jak one pracują. Jeżeli ktoś przekroczy dozwoloną prędkość i przejedzie obok tego urządzenia, to ono zareaguje tak samo, jak fotoradar. Nawet samochodowy antyradar oszuka, bo wysyła takie same fale jak fotoradar. Błyśnie mu lampa, jakby robiła prawdziwe zdjęcie. Tyle, że nie zrobi, bo urządzenie pozbawione jest systemu do rejestracji obrazu. Dzięki czemu jest dość tanie (6,5 tys. zł, a nie ok. 150 tys. zł jak za fotoradar). - Tyle, że kierowca o tym nie będzie wiedział, dzięki czemu powinien zwolnić - mówi nadkom. Kozłowski. - Może to trochę kontrowersyjna metoda walki z piratami drogowymi, ale warto wiedzieć, że 34 proc. wszystkich wypadków spowodowanych jest nadmierną prędkością. Policjanci wskazują jeszcze na inną zaletę fotoimitatora. Skrzynki, w których ustawia się fotoradary, są przeważnie puste. Ale kierowcy i tak zwalniają przed słupem. Jednak sam widok słupa nie odstrasza posiadaczy antyradarów, urządzeń, które z daleka odbierają sygnał wysyłany przez prawdziwy fotoradar. - Fotoimitator także wysyła sygnał do antyradarów. Kierowca będzie myślał, że w skrzynce jest fotoradar i taką wiedzą na pewno chętnie podzieli się później z innymi kierowcami, chociażby za pośrednictwem CB-Radia - tłumaczy Krzysztof Fic. Efekt? Tacy kierowcy też zwolnią przed niby-radarem. W dodatku policja, używając atrapy, chce pokazać, że wcale nie zależy jej tylko na karaniu kierowców, a na zmuszeniu ich do przepisowej jazdy.
Komentuj →
12 września 2008 |
1
W Bydgoszczy na ulicach pojawi się nowy znak – “Jazda na suwak”. Drogowcy nie będą czekać na oficjalne wprowadzenie znaku do kodeksu. - To dobry pomysł na usprawnienie ruchu – mówią. W ramach akcji "Pomóżmy sobie w korkach" “Gazeta Wyborcza” zaproponowała wprowadzenie do kodeksu drogowego nowego znaku - "jazda na suwak". W sprawę zaangażował się bydgoski poseł - Paweł Olszewski. Za jego sprawą prezydium klubu PO zgodziło się przygotować projekt poselski, który będzie początkiem zmiany w kodeksie drogowym. Bydgoscy drogowcy zapowiedzieli, że nie będą czekać na oficjalne wprowadzenie znaku do kodeksu. - To dobry i mądry pomysł, który może usprawnić ruch w mieście - mówi Jan Siuda, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. - Chcemy w kilku miejscach Bydgoszczy jak najszybciej postawić ten znak. Siuda dodaje, że inżynierowie z ZDMiKP pracują nad projektem znaku oraz analizują, w których miejscach najbardziej zdawałby egzamin. Przypomnijmy, że chodzi o punkty, w których dwa pasy ruchu zwężają się do jednego - auta zamiast ustawiać się jedno za drugim, powinny jechać dwoma pasami i płynnie wjeżdżać w zwężenie - raz z jednego pasa, raz z drugiego. - Uważam, że akcja "Gazety" i bez znaku odnosi skutek - mówi szef Zarządu Dróg. - Dostrzegłem, że kierowcy wpuszczają chętniej jadących kończącym się pasem. Mam wrażenie, że zachowują się na drodze coraz kulturalniej. Do akcji propagującej płynną zmianę pasa przyłączają się również szkoły jazdy. - Uczymy kultury jazdy i tego, że powinno się wpuścić kogoś, kto czeka na pasie obok. Wyjaśniamy, że nie zabierze to wiele czasu, a jest to zwykła ludzka uprzejmość i życzliwość - tłumaczy Jerzy Kociszewski, szef szkoły jazdy Modraczek.
Komentuj →
11 września 2008 |
0
“Gazeta”: Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Lublinie: - Nie rozumiem skarg mieszkańców. Mieszkają w mieście, to normalne że jeżdżą samochody. Mieszkańcy bloków przy ul. Niepodległości poskarżyli się redakcji, że pod ich oknami od trzech lat codziennie jeżdżą setki "L-ek" i samochodów egzaminacyjnych. - Czy raz na jakiś czas nie można zmienić tras, tak aby nasze osiedle trochę odetchnęło? - pytali. Pytanie to redakcja zadała dyrektorowi WORD Ryszardowi Pasikowskiemu. - Porozmawiam z egzaminatorami i poproszę ich, żeby zmienili swoje przyzwyczajenia - zapewnił. Próbował też uzasadnić sytuację: - Codziennie przeprowadzamy ponad 350 egzaminów, gdzieś musimy jeździć. - Gdy napisaliście o tym w "Gazecie", przez dwa dni był spokój. Nie przejechał ani jeden samochód z dużym "L" na dachu. Ale zaczęło się znowu. Co na to dyrektor Pasikowski? - Ulice są ogólnodostępne, nie można nikomu zabronić po nich jeździć. Rozmawiałem z podwładnymi, ale nie mogę zabronić egzaminatorom jeździć po konkretnych ulicach. Nie mogę też ich ukarać, bowiem przeprowadzenie egzaminu z jazdy miejskiej należy do ich obowiązków. Mogę jedynie jeszcze raz zwrócić im uwagę, jednak niczego nie gwarantuję. - A czy w Lublinie nie ma lepszych miejsc do organizowania egzaminów? - zapytaliśmy. - Osiedla są szczególnie cenne, bo tylko tam znajdują się skrzyżowania równorzędne, a są one ważne w procesie szkolenia kierowców - wyjaśnia Pasikowski.
Komentuj →
11 września 2008 |
1
W Olsztynie gigantyczne korki na ulicy Towarowej spowodowały, że drastycznie skrócił się realny czas egzaminów na prawo jazdy. - W ekstremalnych przypadkach wyjazd spod naszej siedziby i dojazd do ulicy Leonharda ostatnio zajmuje egzaminowanemu nawet 20 minut - zapewnia Andrzej Szóstek, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie. - Egzamin musi trwać 40 minut, więc przez te korki na ulicy Towarowej efektywny czas egzaminu znacznie się skrócił. Andrzej Szóstek znalazł jednak wyjście z sytuacji. - Chcemy, żeby egzaminy praktyczne rozpoczynały się nie w naszej siedzibie, a na terenie naszej stacji diagnostycznej. To też przy ulicy Towarowej, ale kilkaset metrów dalej. Egzaminowani nie byliby narażeni na największe korki - uważa Szóstek. - Na korkach na Towarowej obecnie zyskują tylko niedouczeni kursanci. Im jest na rękę, że przez połowę egzaminu stoją w kork - mówi Sławomir Orzoł, właściciel jednej ze szkół nauki jazdy w Olsztynie.
Komentuj →
11 września 2008 |
1
W 2007 roku w wypadkach drogowych poszkodowanych zostało blisko 69 tys. osób. Bardzo liczną grupę ofiar stanowią piesi, którzy obok rowerzystów i motorowerzystów określani są mianem niechronionych uczestników ruchu drogowego. W tracie zderzenia z innym pojazdem kierowca może liczyć na poduszki powietrzne lub pasy bezpieczeństwa. Pieszego i rowerzysty nie chroni nic. Policjanci radzą jak zadbać o ich bezpieczeństwo na drodze.
Policja apeluje: PAMIĘTAJ !
> Korzystaj z chodnika lub drogi dla pieszych, a w razie ich braku - z pobocza;
> Jeżeli nie ma pobocza lub czasowo nie można z niego korzystać (z powodu zabłocenia, zaśnieżenia, oblodzenia itp.) możesz korzystać z jezdni, pod warunkiem, że zajmiesz miejsce jak najbliżej jej krawędzi i będziesz ustępować miejsca nadjeżdżającym pojazdom;
> Idąc po poboczu lub jezdni idź lewą stroną drogi (twarzą do nadjeżdżającego pojazdu);
> Piesi mylą dwa pojęcia – widzieć i być widocznym. Sądzą, że jeżeli widzą nadjeżdżający z przeciwka samochód lub jego światła, to i oni są widziani przez kierującego pojazdem. To błąd!
> Praw fizyki nie da się oszukać. W nocy przy złej pogodzie pieszy ubrany w ciemny strój jest widziany przez kierującego samochodem z odległości około 20 metrów. Jeśli ma na sobie jasne ubranie, widać go z odległości 50 metrów, jeżeli ma na sobie elementy odblaskowe – z odległości większej niż 150 metrów
> Minimalna droga zatrzymania samochodu jadącego z prędkością 50 km/h wynosi około 30 metrów, a przy prędkości 100 km/h – 80 metrów. Ponadto samochód poruszający się z prędkością 50 km/h przejeżdża w ciągu 1 sekundy aż 14 metrów! – to jest długość trzech zaparkowanych samochodów;
> Zapamiętaj, że stopień obrażeń potrąconego pieszego jest uzależniony od prędkości jadącego pojazdu. PRĘDKOŚĆ NAPRAWDĘ ZABIJA! Pieszy potrącony przez samochód jadący z prędkością 60 km/h ma 15% szans na przeżycie, przyprędkości 50 km/h - około 40 %. Nawet jeśli przeżyje, często zostaje osobą niepełnosprawną do końca życia;
> Zachowaj szczególną ostrożność przechodząc przez jezdnię. Korzystaj z wyznaczonego przejścia dla pieszych tzw. "zebry". Pamiętaj jednak, że przejście dla pieszych wskazuje tylko miejsce, w którym dozwolone jest przechodzenie przez jezdnię. Niie zapewnia jednak bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo zapewniamy sobie sami!
> Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 metrów. Jeżeli jednak skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100 metrów od wyznaczonego przejścia, przechodzenie jest dozwolone również na tym skrzyżowaniu;
> Zabronione jest wchodzenie na jezdnię bezpośrednio przed jadącym pojazdem, w tym również na przejściu dla pieszych;
> Nigdy nie przebiegaj przez jezdnię i nie przechodź w miejscu o ograniczonej widoczności. Przechodząc przez jezdnię nie zwalniaj kroku i nie zatrzymuj się bez potrzeby;
> Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone tylko pod warunkiem, że nie spowoduje zagrożenia bezpieczeństwa ruchu lub utrudnienia ruchu pojazdów. Pamiętaj, że na jezdni w tej sytuacji jesteś gościem i to kierujący pojazdem ma pierwszeństwo przed pieszym;
> Bądź dżentelmenem na drodze. Nie postępuj zgodnie z zasadą "punk widzenia zależy od miejsca siedzenia". Dziś jesteś kierującym, jutro możesz być pieszym;
> Nie ryzykuj! Nie przechodź i nie przebiegaj przez ulicę na czerwonym świetle. W dużych miastach takie
zachowanie pieszych jest najczęstszą przyczyną wypadków z ich udziałem.
Komentuj →
11 września 2008 |
0
Od kilkunastu dni “Gazeta" walczy o wprowadzenie do kodeksu drogowego nowego znaku, który zmniejszy korki na drogach. Gdyby wszyscy jeździli tak, jak pokazuje ten znak, kierowcom żyłoby się lepiej – apeluje redakcja. Pomysł jazdy na suwak polega na tym, żeby wszyscy jechali obydwoma pasami do samego zwężenia, a potem naprzemiennie, jak zazębiające się ogniwa w zamku błyskawicznym, utworzyli jeden sznur aut. O takich miejscach informowałby postawiony wcześniej znak drogowy. Na razie jednak nie ma go w polskim kodeksie drogowym. Z powodzeniem wykorzystują go m.in. kierowcy w Niemczech, Danii i Austrii.
Oto kolejne opinie co do zastosowania tego interesującego pomysłu:
- “Policjanci zgadzają się z tym, że ustawienie znaku i ten sposób jazdy to krok w stronę upłynnienia ruchu. - Idea jest bardzo dobra, ale najpierw znak musi być wpisany do kodeksu, żeby kierowcy respektowali go” - mówi Jarosław Grochowski, naczelnik olsztyńskiej drogówki. Metoda ma także inne zastosowanie. "Jazdę na suwak" warto stosować w korkach, by ułatwić włączenie się do ruchu samochodom wyjeżdżającym z drogi podporządkowanej. Niekiedy ich kierowcy muszą wręcz wymusić na innych kierowcach, by ich wpuścili. - A to kwestia kultury jazdy - dodaje Grochowski.
- Andrzej Szóstek, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie sceptycznie podchodzi do wprowadzenia znaku. - Ale "jazda na suwak" jest najlepszym sposobem na zakorkowane drogi i udowodnieniem, że kierowcy są na drodze partnerami - mówi.
- Poznańscy kierowcy znają ten znak. Nasi drogowcy stosują go bowiem od kilku lat przy remontach. Jazdę na suwak testowano m.in. przy remoncie mostu Przemysła czy wiaduktu na Franowie, czyli w sytuacji, gdy jezdnia zwężała się do jednego pasa ruchu. Jakie były efekty? - Zauważyliśmy, że część kierowców zastosowała się do tego znaku. Nie było już takich cwaniaków, którzy w ostatniej chwili wciskali się z jednego pasa na drugi - mówi Jerzy Nawrocki, miejski inżynier ruchu.
- "Jazda na suwak" może naprawdę usprawnić ruch w miejscach, gdzie zwęża się droga, dlatego w takich punktach postawimy tablice informacyjne, które będą sugerować kierowcom ten sposób jazdy - obiecuje Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska.
Redakcja serwisu informacyjnego PRAWO DROGOWE@NEWS z zainteresowaniem zapozna się z Państwa opiniami co do celowości wprowadzenia nowego znaku drogowego oraz skuteczności jego działania. Opinie oczywiście opublikujemy. Liczymy na owocną dyskusję.
Komentuj →
10 września 2008 |
0
W dniach 7-10 września 2008 roku w hotelu Anders w Starych Jabłonkach odbył się 34. Międzynarodowy Kongres Napędów i Środków Transportu EUROPEAN KONES 2008 (34th International Congress on Powertrain and Transport Means EUROPEAN KONES 2008). Organizatorami kongresu byli Instytut Transportu Samochodowego, Instytut Lotnictwa i Polska Akademia Nauk. EUROPEAN KONES to forum skupiające ludzi nauki zajmujących się badaniem, projektowaniem oraz eksploatacją napędów i środków transportu. W kongresie udział wzięło ponad 200 uczestników z całego świata, prezentując referaty na najwyższym poziomie merytorycznym i naukowym. Wydarzenie to, zaowocowało nawiązaniem współpracy pomiędzy przedstawicielami różnych środowisk naukowych z całego świata. Patronat honorowy nad EUROPEAN KONES 2008 objął Minister Infrastruktury Pan Cezary Grabarczyk. Gośćmi specjalnymi kongresu byli: Andrzej Wojciechowski - Dyrektor Naczelny Instytutu Transportu Samochodowego; Marek Ślęzak i Mieczysław Zając - Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego; Guenter Hohl - Prezydent Europejskiej FISITY i vice Prezydent Światowej FISITY;
Wojciech Przetakiewicz - Vice Przewodniczący Rady Naukowej ITS oraz Członek Rady Nauki Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego; Witold Wiśniowski - Vice Przewodniczący Rady Głównej Instytutów Naukowych oraz Dyrektor Generalny Instytutu Lotnictwa; Jerzy Sobczak - Dyrektor Generalny Instytutu Odlewnictwa;
Józef Żurek - Przedstawiciel Prezydium SIMP, Przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych oraz organizator jubileuszowego KONGRESU 2009; Jacek Zalewski - Dyrektor Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji; Tadashide Kawakami - Reprezentant Japońskiego Towarzystwa Naukowego; Jerzy Merkisz - Przewodniczący Rady Naukowej ITS oraz Prezes Polskiego Towarzystwa Naukowego Silników Spalinowych; Ryszard Krystek - Politechnika Gdańska; Zbigniew Smalko - Polska Akademia Nauk ; Tadeusz Niezgoda - Wojskowa Akademia Techniczna; Marian Zabłocki - Politechnika Krakowska, vice Prezydent KONES; Andrzej Teodorczyk - Politechnika Krakowska, Przewodniczący Polskiego Instytutu Spalania
Andrzej Niewczas - Politechnika Lubelska, Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Eksploatacji; Zbigniew Pawelski - Politechnika Łódzka; Jerzy Chomiak - Uniwersytet Halmers, Szwecja; Tadeusz Jaroszczyk - KAMINS Institution, USA; Jan Czerwiński - BIEL University, Szwajcaria; Eiji Tomita - OKAYAMA University, Japonia;
Bronisław Sendyka - Politechnika Krakowska; Michael Durst - Dyrektor Mann+Hummel. EUROPEAN KONES 2008 odbył się dzięki wsparciu firm: Toyota, Wielton, Grupy Image, Autosan, Mechatronika, 3M, Tabal, AutoGuard, Mann Hummel oraz Mann Filter.
Komentuj →
9 września 2008 |
2
Dzięki światłom włączonym przez cały dzień na polskich drogach ginie mniej osób – wynika z raportu Instytutu Transportu Samochodowego. Niezależnie od pory dnia czy roku na włączonych światłach jeździmy od 17 kwietnia 2007 r. Obowiązek taki nałożyła ustawa, której wnioskodawcy argumentowali, że ograniczy ona liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w naszym kraju. Tymczasem w 2007 r. na polskich drogach zginęło 6 proc. osób więcej niż w 2006 r. Zrodziło to pytania o skuteczność nowych przepisów. Sprawą zajął się Instytut Transportu Samochodowego. Inżynierowie ruchu przeanalizowali statystki od maja do września 2007 r. i porównali je z wynikami za analogiczne miesiące w roku poprzednim. Dlaczego właśnie ten okres? Wszystko przez to, że już od 10 lat Polacy jeżdżą na światłach od 1 października do ostatniego dnia lutego. Miarodajne wyniki mogło dać więc wyłącznie porównywanie statystyk za miesiące, w których rok wcześniej nie było obowiązku jazdy na światłach. Specjaliści ITS wyliczyli, że liczba ofiar śmiertelnych w zderzeniach czołowych samochodów osobowych w ciągu dnia od maja do września 2007 r. zmniejszyła się o 31 osób w stosunku do tego okresu w roku 2006. Wzrost bezpieczeństwa nie jest może imponujący, ale naukowcy podkreślają, że jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów aż 75 proc. aut osobowych jeździło w Polsce z włączonymi światłami w ciągu dnia. Światła za dnia włączało natomiast wówczas tylko 58 proc. kierowców ciężarówek. Tymczasem po wprowadzeniu takiego obowiązku w wypadkach z ich udziałem zginęło aż o 61 osób mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Dzięki światłom włączonym przez cały dzień na polskich drogach ginie mniej osób - podsumowują swoje badania pracownicy Instytutu Transportu Samochodowego.
Komentuj →
8 września 2008 |
0
(265-2)
W “Życiu Warszawy” czytamy: Wieloletni zastój w inwestycjach drogowych to zdaniem mieszkańców stolicy główna przyczyna korków. Respondenci, którzy wzięli udział w naszym sondażu wskazywali również na prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz. To prawda, jesteśmy winni korkom – mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. - Ale my po prostu zdecydowaliśmy się przeprowadzić niezbędne inwestycje i remonty, które poprzednia ekipa postanowiła odłożyć na później. A prace drogowe zawsze powodują utrudnienia w ruchu. Sam stoję w korku. - Hanna Gronkiewicz-Waltz rządzi miastem już od trzech lat. Chyba czas, żeby winą za paraliż miasta przestała obarczać ekipę PiS – odbija piłeczkę poseł Karol Karski, który w poprzedniej kadencji był przewodniczącym Rady Warszawy. – My zostawiliśmy po sobie rozstrzygnięty przetarg na most Północny, przebudowane rondo Starzyńskiego i setki kilometrów wyremontowanych ulic. Specjaliści od ruchu drogowego za jednego z głównych winowajców uznają jednak ekipę Lecha Kaczyńskiego poprzednio rządzącą miastem. – Na pewno winne są wieloletnie zaniedbania, jednak największy zastój inwestycyjny to okres rządów PiS. Nie ma obwodnic, raczkuje system elektronicznego sterowania ruchem – mówi Michał Suliborski ze Stowarzyszenia Integracji Stołecznej Komunikacji (SISKOM). – To ludzie prezydenta Kaczyńskiego odłożyli do szuflady system zarządzania ruchem CEZAR, a wzrost cen materiałów budowlanych sprawił, że wiele odłożonych inwestycji jest dziś dwa razy droższych. Brak skomputeryzowanego zarządzania ruchem jako jedno z najważniejszych zaniedbań wymienia również profesor Wojciech Suchorzewski z Politechniki Warszawskiej. - Czytam właśnie świetną pracę magisterską na temat systemów w różnych miastach na świecie. Ma prawie 90 stron, z czego zaledwie trzy są poświęcone miastom w Polsce. Warszawa pod tym względem jest na poziomie Tokio lat 70. – mówi profesor. – Jednak samo wprowadzenie systemu nie zlikwiduje korków, bo te są nieodłącznym elementem życia w dużym mieście. Elektroniczne zarządzanie ruchem pozwala jednak łagodzić skutki zatorów na drogach.
Komentuj →
8 września 2008 |
0
(265-16)
(265-17)
6 września 2008 roku był Dniem Otwartym Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Toruniu. W tym dniu daliśmy kandydatom na kierowców możliwość zapoznania się z pracą Ośrodka Egzaminowania oraz sprawdzenia, bez jakichkolwiek opłat i konsekwencji, swoich umiejętności zarówno na próbnym egzaminie teoretycznym jak i praktycznym na placach manewrowych kat. A, B i C - informuje Ośrodek. O godzinie 7.30 pierwsza grupa została zaproszona przez egzaminatora do sali komputerowej, kolejne osoby wywołane na place manewrowe kat. A, B oraz C i rozpoczęły się próbne egzaminy prowadzone w sposób niemal identyczny jak w każdy inny dzień egzaminowania. Różnicę stanowiło jedynie postępowanie po ich zakończeniu. Egzamin z wynikiem pozytywnym, premiowany był wyłącznie nagrodami rzeczowymi (kamizelki i opaski odblaskowe).
Celem próbnego egzaminu teoretycznego było przede wszystkim zapoznanie przyszłych kierowców z systemem przeprowadzania testów. Każdy mógł zasiąść przed konsolą egzaminacyjną i przejść egzamin bez jakichkolwiek konsekwencji. Natomiast osoby, które ukończyły 18 lat mogły zasiąść za kierownicą pojazdu egzaminacyjnego, odbyć egzamin próbny w danej kategorii na placu manewrowym pod czujnym okiem egzaminatora. Poznać związane z egzaminem emocje i nauczyć się nad nimi panować. W celach propagowania “jazdy na trzeźwo” można było na wydzielonym placu, w specjalnych okularach “ALKOgoglach”, symulujących stan po spożyciu alkoholu, sprawdzić jak widzi drogę osoba nietrzeźwa, siadając za kierownicą i spróbować poprowadzić pojazd. Każdy z uczestników otrzymał płytę z nagraniem filmu Eksperyment z Akcji Krzyś. W ciągu całego dnia prowadzone były wykłady z psychologiem, policjantem i egzaminatorami. Wykład psychologa połączony z warsztatami zaprezentował jak radzić sobie ze stresem i emocjami związanymi z egzaminem. Na spotkaniu z policjantem omówione zostały błędy kierowców oraz wyświetlony został film o tematyce Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Egzaminatorzy, na kolejnym ze spotkań, omówili szczegółowo zadania egzaminacyjne i wyjaśnili pojawiające się wątpliwości. Na ostatnie ze spotkań zaproszeni zostali instruktorzy i nastąpiła wymiana poglądów na temat szkolenia i egzaminowania. Impreza trwała do godziny 15.00, uczestniczyło w niej około 250 kandydatów na kierowców oraz kilkudziesięciu instruktorów i kierowników szkół jazdy. Całość imprezy relacjonowana była na bieżąco przez TVN 24. Obecne były także TVP, lokalne stacje radiowe i prasa. Towarzyszące Dniem Otwartym zainteresowanie i opinie osób, które wzięły w nim udział utwierdziły nas w przekonaniu, że impreza była udana i potrzebna.
Komentuj →
8 września 2008 |
0
Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie odpowiada:
W odpowiedzi na liczne artykuły prasowe podważające sens budowy Zintegrowanego Systemu Zarządzania Ruchem, Zarząd Dróg Miejskich przypomina, że nigdy nie zapowiadał, iż wdrożenie systemu sprawi, że z warszawskich ulic znikną "korki". System ma zadanie upłynnić ruch i nadać priorytet komunikacji miejskiej. Jak to trafnie ujął, na łamach dzisiejszego Życia Warszawy, profesor Wojciech Suchorzewski z Politechniki Warszawskiej: "(...) samo wprowadzenie systemu nie zlikwiduje korków, bo te są nieodłącznym elementem życia w dużym mieście."
Zarząd Dróg Miejskich wielokrotnie zapowiadał, że system potrzebuje ok. dwóch tygodni, by rozpoznać wielkość i kierunki natężenia ruchu i "nauczyć się" działać w nowych warunkach. Docelowo bowiem system będzie pracować bez ingerencji człowieka, który będzie go jedynie nadzorował. Tymczasem w ubiegłym tygodniu w rejonie Placu Artura Zawiszy rozpoczął się remont torów tramwajowych, który spowodował zwiększenie natężenia ruchu z kierunku ulicy Grójeckiej ulicami Filtrową i Raszyńską. Nie bez znaczenia są też pozostałe remonty torów w rejonie ulic: Filtrowej i Krzywickiego czy Żelaznej. I tu należałoby szukać przyczyny "korków" w tym rejonie miasta.
Na koniec warto jeszcze raz przywołać prof. Suchorzewskiego: "Nie mówmy zresztą, że w Warszawie system już istnieje. Powstały tylko jego pierwsze elementy, które objęty na razie niewielkie fragmenty miasta - Powiśle i Al. Jerozolimskie. Krytykując go wylewamy dziecko z kąpielą. Poczekajmy z oceną, aż system obejmie znaczącą część Warszawy".
Komentuj →
8 września 2008 |
1
Szkoły jazdy nie spisują z kursantami umów - twierdzą kontrolerzy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - To nadmiar biurokracji - bronią się właściciele szkół jazdy. UOKiK skontrolował 11 szkół jazdy działających na terenie województwa świętokrzyskiego. Aż do 10 miał zastrzeżenia. Główny zarzut inspektorów dotyczył tego, że szkoły nie spisują umów z kursantami i nie przestrzegają regulaminu. Podobnie jest w całym kraju. Z raportu UOKiK-u wynika, że tylko kilkadziesiąt szkół w całej Polsce podpisuje takie dokumenty. Powszechne są natomiast tzw. umowy ustne. - To za mało. Korzystający z usług szkoły jazdy powinien podpisać umowę pisemną, bo jeśli dojdzie do jakiejś niejasności czy konfliktu, ustna może nie wystarczyć. Tak samo, jak to jest z biurem turystycznym czy ubezpieczycielem - uważa Mariusz Burchart, wojewódzki inspektor Inspekcji Handlowej. Jego zdaniem umowa między szkołą i kursantem powinna zawierać deklaracje obydwu stron. - Np. ile godzin zajęć teoretycznych i praktycznych przewiduje kurs, do czego jest zobowiązany słuchacz - tłumaczy Burchart. Andrzej Chudy, właściciel kieleckiej szkoły jazdy, już odpowiedział na zastrzeżenia urzędu. - Dla mnie umową jest karta zajęć. Tam jest wszystko: czyli jakie są zajęcia i w jakiej ilości - mówi. Nie ukrywa, że zalecenia pokontrolne UOKiK-u go zdenerwowały. - Jak coś jest nie tak, pojawiają się pretensje, to zmieniam instruktora - zapewnia. Jego zdaniem zawieranie umów pisemnych z kursantami byłoby dodatkową biurokracją. - W takim razie w każdym technikum czy liceum też należałoby podpisywać umowy, kupując chleb też. A nie robi się tego - tłumaczy Chudy.
Komentuj →
8 września 2008 |
0
(265-7)
Społeczne Stowarzyszenie Szkolenia Kierowców w Białymstoku pod patronatem Prezydenta Miasta Białegostoku przy współpracy Urzędu Miejskiego w Białymstoku, Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego (Białystok, Łomża, Suwałki) Straży Granicznej, Straży Pożarnej, Polskiego Związku Motorowego w dniu 6 września 2008 zorganizowało cykliczną akcję: "Bezpieczna Jesień na Drogach Podlasia". Impreza cieszyła się dużym zainteresowaniem mieszkańców Białegostoku. W wyniku końcowej klasyfikacji przyznano tytuły:
1. Najlepszy Instruktor Podlasia roku 2008 - został Piotr Wysocki;
2. Najlepszy Kierowca Podlasia woku 2008 - został Rafał Bura;
3. Najlepszy Kierowca Niepełnosprawny Podlasia roku 2008 - został Wiesław Nieścieruk.
Uczestnicy konkursów zostali wyróżnieni pucharami i nagrodami rzeczowymi. Imprezie towarzyszyły pokazy: ratownictwa medycznego; sprzętu straży granicznej; sprzętu policyjnego. Oprawę muzyczną zapewniła orkiestra i zespół majoretek z Zespołu Szkół Mechanicznych w Białymstoku.
“Bezpieczna Jesień na Drogach Podlasia 2008”, ma przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa na drogach miasta i województwa oraz zapoznanie młodzieży szkolnej i kierowców z przepisami ruchu drogowego.
Komentuj →