14 grudnia 2017 |
0
Paweł Żuraw - egzaminator i instruktor zaangażowany w problematykę bezpieczeństwa ruchu drogowego, doktor nauk ekonomicznych, pracownik Społecznej Akademii Nauk w Świdnicy (fot. ze zbiorów autora)
Czy kierowcy mogą zrozumieć pieszych, a piesi kierowców? To zadawane ostatnio najbardziej popularne pytanie w telewizyjnych blokach reklamowych, choć może po pewnym czasie wydawać się utartym i niewiele znaczącym sloganem, powinno nas wszystkich – uczestników ruchu drogowego – skłaniać do głębszej refleksji. Pytanie to można byłoby nawet sformułować nieco inaczej: Czy kierowcy powinni zrozumieć pieszych, a piesi kierowców? Słowo „powinność” ma niewątpliwie wymiar oznaczający: przymus, wewnętrzną mobilizację, ale również empatię, pobudzenie do myślenia i ocenę różnorodnych zachowań.
Odpowiedź oczywista, ale czy na pewno? Odpowiedź na postawione w tytule mojej wypowiedzi pytanie powinna być jak najbardziej twierdząca. Kierowcy i piesi powinni się wzajemnie rozumieć. Teza ta jest bezdyskusyjna. Ale czy stwierdzenie to jest realne? Obserwacje różnorodnych sytuacji na drogach pokazują, że powyższe założenie może być dalekie od ideału. Spróbujmy zatem dokonać prostej analizy.
Kodeksowe, „sztywne” regułki. Jak nietrudno jest zauważyć, wiele osób na kursach prawa jazdy uczy się kodeksowych, czasami wręcz sztywnych zachowań w określonych sytuacjach. Kursanci niejednokrotnie uczą się zachowań zero – jedynkowych. Cokolwiek by nie mówić o tych zachowaniach i reakcjach, są one zasadne, ale czy we wszystkich sytuacjach są skuteczne? Na pewno niekoniecznie. Trzeba podkreślić, że wielu instruktorów nauki jazdy, wykonując rzetelnie swoje obowiązki zawodowe, mówiąc kolokwialnie, dwoi się i troi, żeby u swoich kursantów ukształtować dobre nawyki. Nie zawsze się to udaje, bowiem nie wszyscy uczniowie mają zdolności szybkiego uczenia się i rozumienia treści, które są przekazywane przez nauczycieli. Dlatego ugruntowanie wiedzy wymaga niejednokrotnie długiego czasu, a także częstego łączenia teorii z praktyką.
Krótkie intensywne kursy, ale czy efektywne? Niestety, w trakcie trwania kursu na prawo jazdy, nie ma takiej możliwości, aby z przysłowiowego „świeżaka” ukształtować w krótkim czasie stuprocentowego profesjonalistę. Oczywiście ktoś powie, że przecież od tego właśnie jest kurs, aby potencjalnych kandydatów na kierowców przygotować do pełnej samodzielności. Takie jest ogólne, społeczne oczekiwanie, ale czy jest ono w pełni możliwe do realizacji? Zauważmy, że w trakcie relatywnie krótkiego kursu, bo dwu, trzymiesięcznego, kształtujemy postawy na całe życie. Czy taki czas rzeczywiście wystarczy, aby u kursantów ugruntować wiedzę i nawyki? Zdecydowanie nie! Przyjrzyjmy się, ile trwa edukacja dzieci w szkołach podstawowych, ile czasu wynosi nauka w szkołach średnich, a ile lat trwają studia, które z definicji mają przygotować potencjalnego kandydata do zawodu, wykonywanego zazwyczaj do emerytury. Z kolei krótkie kursy na prawo jazdy, mają z założenia przygotować kandydatów na kierowców do samodzielności, która trwa niemalże do końca życia.
Serwis potrzebny w każdej dziedzinie życia. Nie chodzi oczywiście o to, aby kursy na prawo jazdy trwały kilka miesięcy lub kilka lat. Sprawa dotyczy tego, aby - mówiąc językiem technicznym (przepraszam za to słowo polonistów) - pomyśleć o „przeserwisowywaniu” każdej osoby, która otrzymuje upragniony dokument o nazwie prawo jazdy. Dyskusji na ten temat było już bardzo dużo. Jest wiele głosów za i przeciw określonym działaniom związanych z tzw. młodymi kierowcami. Dlatego nie chcę wchodzić za głęboko w tą problematykę. Jednak pod rozwagę poddaję jedną myśl, mianowicie: proszę zauważyć co dzieje się z każdym sprzętem, maszyną, która nie jest regularnie doglądana, sprawdzana, naprawiana. Co dzieje się z człowiekiem, zwłaszcza młodym, który nie jest w jakiś sposób nadzorowany, doglądany, pilnowany. I proszę nie odebrać tego negatywnie. Nie mam na myśli jakiś reżimowych restrykcji, ale zwyczajną praktykę pozwalającą stwierdzić, że wszystko w rozwoju konkretnego człowieka idzie w jak najlepszym porządku. Podobnie powinno być z kierowcami. Obecnie, po zdanym egzaminie państwowym, nikt się nimi nie interesuje. Są oni rzuceni na przysłowiową pastwę losu. Nie dziwmy się zatem, że niektórzy z nich po pewnym czasie jeżdżą po swojemu, ustalając własne zasady na drogach.
Czy rzymska idea prawa ma szansę wygrać ze współczesnym Internetem? Paradoksalnie rzecz ujmując, w czasach współczesnych, idea prawa stanowionego, nie mówiąc już o jego znajomości, zaczyna mieć drugorzędne znaczenie. Mam świadomość, że stawiam kontrowersyjną tezę, ale proszę mi wierzyć, wynika ona z moich codziennych, życiowych obserwacji. Oto proste przykłady: Jeśli ktoś chce sprawdzić jakąś kwestię związaną chociażby z ruchem drogowym, to najczęściej otwiera wyszukiwarkę Google. Wielu kierowców doskonale sobie radzi z analizą różnych zapisów prawnych. Ambitni kupują nawet wydawane co jakiś czas dodatki do codziennych gazet w postaci kodeksów drogowych. Ale są też tacy, którzy nie mają nawet świadomości, że zasady ruchu drogowego znajdują się w ustawie – Prawo o ruchu drogowym. Czy takie osoby należy za to piętnować? Na pewno nie. Może zwyczajnie nie mieli okazji, aby się o tym wcześniej dowiedzieć. A może nie mieli dobrych mentorów? Przyczyn może być wiele. Nie dziwmy się, że w czasach współczesnych poszukujemy prostych rozwiązań. Wszystko musi być szybkie i najlepiej tanie. Szybko chcemy uzyskać prawo jazdy, chcemy szybko żyć, szybko zarabiać pieniądze. Wszystko szybko! Wszystko na już, na teraz! Nawet wiedza ma być na wyciągnięcie już nie ręki, co palca wirującego na ekranie smartfona.
Choroba XXI w. – emocje ponad wszystko, zdrowy rozsądek do lamusa. Wymienione stany, zachowania, przyzwyczajenia, nawyki są odzwierciedleniem bardzo częstych zachowań, które występują w ruchu drogowym. Nie dziwmy się, że zdarza się, iż ludzie uczestnicząc w ruchu drogowym, nie myślą o tym co robią. Często jesteśmy roztargnieni, zamyśleni. Mówiąc wprost, często zdarza nam się wyłączać myślenie. Jadąc samochodem czy przechodząc przez jezdnię, myślimy czy zdążymy odebrać dziecko z przedszkola lub szkoły, czy zdążymy na umówione spotkanie, czy uda nam się szybko zrobić zakupy, czy opłaciliśmy już rachunki, itp. Na domiar złego często jesteśmy podirytowani, bo wiecznie gdzieś jesteśmy spóźnieni. Żyjemy w emocjach, a one niestety wyłączają zdrowy rozsądek. Dlatego coraz mniej jesteśmy świadomi, że za rogiem, za kilka metrów czyha niebezpieczeństwo, a nawet śmierć.
Uświadamianie, kampanie i promocja zdrowego rozsądku. Biorąc pod uwagę powyższe fakty, należy stwierdzić, że do współczesnych ludzi należy przemawiać prostym językiem, prostymi przykładami. Musi nastąpić odrodzenie myślenia, kształtującego zdrowy rozsądek. Nie zmusimy ludzi do studiowania ustaw, kodeksów czy naukowych opracowań. Ludzie takiej metody edukacji nie kupią. Dzisiaj należy przemawiać obrazem, najlepiej jak najbardziej realistycznym. Pokazujmy konsekwencje braku myślenia. Pokazujmy ból i cierpienie. Dlatego należy pochwalić bardzo przemyślaną kampanię filmową dotyczącą relacji pieszych i kierowców. Lądujący na masce samochodu pieszy oraz rozbita szyba wpływają na wyobraźnię.
I tak na koniec. Mamy w Polsce tylu wspaniałych instruktorów i egzaminatorów, którzy swoim autorytetem, mądrością, doświadczeniem mogą wiele zdziałać dla ukształtowania pozytywnej relacji na drodze pomiędzy kierowcami i pieszymi, tym samym poprawiając stan bezpieczeństwa. Dajmy im możliwości, dajmy im odpowiednie narzędzia, aby mogli w pełni służyć tej misji. Pozwólmy wyzwolić w nich kreatywność. Dlatego w proponowanych przedsięwzięciach, projektach bądźmy bardziej spontaniczni, działajmy w sposób, który może uprościć nam życie a nie je utrudnić. W kwestiach bezpieczeństwa ruchu drogowego nie róbmy wielkiej polityki, gdyż ona powoduje – w niektórych przypadkach – że zaczynamy dzielić włos na czworo. A to z kolei prowadzi do bezsensownego działania, które można streścić w następującej formule: dużo niepotrzebnej pracy, dużo mówienia, mało efektów. Czy o to nam chodzi? Pozdrawiam wszystkich serdecznie i świątecznie, zarówno tych, którzy myślą podobnie, jak i tych, którzy z tymi słowami się nie zgadzają.
Paweł Żuraw
Komentuj →
11 grudnia 2017 |
0
Zbigniew Drexler, ekspert z zakresu prawa o ruchu drogowym, autor książek (fot. J. Michasiewicz)
W Sejmie poprzedniej kadencji przez około dwóch lat toczono dyskusje nad zmianą przepisów regulujących postępowanie, zarówno kierujących jak i pieszych, na przejściach przez jezdnię, to jest w miejscach oznaczonych na jezdni w celu jej przekraczania. Stwierdzę tu: na szczęście nic „lepszego” nie wymyślono, ponieważ obowiązujący obecnie (od wielu lat) art. 26 ust. 1. ustawy - Prawo o ruchu drogowym, w brzmieniu: Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu, w sposób optymalny, dla obydwu stron, kwestię tę ustala. Powodem zaś toczących się bezowocnie dyskusji jest przekonanie niektórych osób tworzących prawo, że zmiana przepisów jest najlepszym sposobem poprawiającym bezpieczeństwo na przejściach, co jest poglądem dość często spotykanym również w innych sytuacjach ruchu drogowego. Propozycje zmiany przepisów powinny natomiast być rozpatrywane jako ostatni wniosek po analizie wykazującej, że obowiązujące przepisy są uczestnikom ruchu dostatecznie znane (propagowane, nauczane) i egzekwowane.
W przytoczonym wyżej art. 26 ust. 1 ustawy są użyte dwa bardzo istotne określenia (czcionka półgruba), których treści wielu kierujących nie potrafi wyrazić choćby opisowo własnymi słowami, nie mówiąc już o rozumieniu ich istoty.
Sformułowania te bardzo klarownie określają sposób postępowania. Pozwalam sobie przytoczyć je wraz z krótkim komentarzem. Oto brzmienie art. 2 pkt 22 i 23 ustawy:
22) szczególna ostrożność [oznacza] ostrożność polegającą na zwiększeniu uwagi i dostosowaniu zachowania uczestnika ruchu do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze w stopniu umożliwiającym odpowiednio szybkie reagowanie;
23) ustąpienie pierwszeństwa [oznacza] powstrzymanie się od ruchu, jeżeli ruch mógłby zmusić innego kierującego do zmiany kierunku lub pasa ruchu, albo istotnej zmiany prędkości, a pieszego – do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku;.
Z obowiązku zachowania szczególnej ostrożności wynika, że oprócz zwiększenia uwagi kierujący ma dostosować swoje zachowanie do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze, co w przypadku przejścia dla pieszych oznacza upewnienie się czy nie ma na nim pieszego, lub czy nie wkracza na nie. Postawienie na przejściu choćby jednej nogi przez idącego stwarza nakaz ustąpienia mu pierwszeństwa przez kierującego (przepuszczenia przed sobą). Aby obowiązku tego nie naruszyć kierujący znajdujący się jezdni, zbliżając się do przejścia, musi być przygotowany do zatrzymania się. Ruch może kontynuować w zależności od sytuacji, to jest wówczas, gdy ma widoczność przejścia i jego otoczenia w stopniu dającym mu przekonanie, że nie dojdzie do kolizji z pieszym. Jeżeli przejście jest zasłonięte, na przykład przez nieprawidłowo parkujący pojazd, kierujący zbliżając się do przejścia musi zachować taką prędkość, jak gdyby wiedział, iż w niewidocznym polu znajduje się przechodzień. Dopiero, gdy upewni się, że nie ma pieszego może kontynuować jazdę. Takie postępowanie wynika z wymienionych w pkt 22 sformułowań: do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze, co szczególnie realizuje się na skrzyżowaniu i przejściu, oraz do sformułowania: odpowiednio szybkie reagowanie, co nakazuje jazdę z odpowiednio dobraną prędkością (z zasady niewielką) umożliwiającą zatrzymanie się, gdy sytuacja będzie tego wymagała, to jest gdy pieszy jest blisko na przejściu a jego ruch może doprowadzić do kolizji.
Kolejny zaś punkt 23. określa jak realizuje się obowiązek ustąpienia pierwszeństwa w stosunku do pieszego. Na uwagę zasługuje tu sformułowanie powstrzymanie się od ruchu, co oznacza, że dotyczy ono nie tylko kierującego jadącego ale również zamierzającego ruszyć, jeżeli tym manewrem zmusiłby pieszego do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku.
Jaki łatwo zauważyć opisane tu postępowanie wobec pieszego na przejściu jest analogiczne jak wobec pojazdu na drodze z pierwszeństwem, zbliżającego się do skrzyżowania. Kierujący na drodze podporządkowanej dojeżdżając do skrzyżowania z bardzo ograniczoną widocznością drogi z pierwszeństwem musi liczyć się z koniecznością zatrzymania się (co w praktyce często czyni) w celu upewnienia się czy może wjechać na skrzyżowanie nie powodując kolizji z pojazdem na drodze z pierwszeństwem. Jeżeli zaś skrzyżowanie znajduje się w tak zwanym polu z dużą widocznością, i nikt do niego się nie zbliża, może bezpiecznie kontynuować jazdę bez ograniczenia prędkości wynikającego ze zbliżania się do tego miejsca drogi. W przypadku przejścia dla pieszych - ono jest traktowane jak droga z pierwszeństwem, zaś jezdnia, po której zbliża się do niego kierujący - jak droga podporządkowana.
Można zapytać czy mając tak dobre przepisy należy dążyć do ich zmiany? Z merytorycznego punktu widzenia na pewno - nie. Należy je wdrażać i egzekwować.
Inicjatorzy zmiany przepisów często powołują się na inne państwa, w których kierujący mają ustępować pieszym znajdującym się na chodniku i zamierzającym przejść przez jezdnię. Nie wyobrażam sobie egzekwowania tego przepisu w każdych warunkach, a więc na ulicach o dużym ruchu i szerokich chodnikach, oraz o wąskich chodnikach i dużym ruchu. Jak kierujący w każdych warunkach i okolicznościach ma „wyłuskiwać” pieszych zamierzających przekroczyć jezdnię, spośród tych, którzy kontynuują ruch po chodniku, lub stoją na nim w pobliżu przejścia?! Ponadto czy można regulować pierwszeństwo pomiędzy uczestnikami ruchu znajdującymi się na swoich” częściach drogi (pieszy na chodniku, kierujący na jezdni) a więc, na których ruch jest bezkolizyjny. Pierwszeństwo można regulować, gdy ci uczestnicy ruchu znajdują się na „wspólnej”, kolizyjnej części drogi, a więc na przejściu dla pieszych, lub gdy jeden z nich narusza powierzchnię drogi dla niego nieprzeznaczoną, a więc pieszy wchodząc na jezdnię lub kierujący wjeżdżając na chodnik.
Jakkolwiek przepisy nakładają na kierującego zbliżającego się do przejścia dla pieszych bardzo rygorystyczne obowiązki, to jednak - aby zapewnić możliwie pełne bezpieczeństwo pieszym - ustawodawca, również na nich, nałożył pewne ograniczenia. Wymienić tu należy zwłaszcza obowiązek zachowania szczególnej ostrożności i zakaz wchodzenia na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych. Chodzi o to, aby w razie nagannego postępowania kierującego, co niestety nierzadko się zdarza, nie dochodziło do kolizji.
Na zakończenie chcę jeszcze raz podkreślić, że ciągłe zmienianie przepisów, czyli tworzenie niestabilnego prawa (tak często dziś praktykowane!) nie jest metodą na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. Sądzę, że dopóty, dopóki na drogach będą istniały przejścia dla pieszych nic lepszego się nie wymyśli. Pamiętać też trzeba, iż każda, nawet najmniejsza zmiana przepisów w tym zakresie, dotyczy milionów uczestników ruchu, a to jest też ważnym argumentem za pozostawieniem ich w spokoju.
Zbigniew Drexler
Komentuj →
8 grudnia 2017 |
0
Piotr Kiedrowski, pedagog, wieloletni instruktor nauki jazdy, wszystkich kategorii prawa jazdy. Posiada uprawnienia egzaminatora oraz ukończony kurs instruktora doskonalenia techniki jazdy. Pracował w Urzędzie Miasta w Gdańsku, gdzie zajmował się zarządzaniem i organizacją ruchu drogowego na terenie miasta. Obecnie jest instruktorem nauki jazdy w największej w Gdańsku, szkole nauki jazdy w Ośrodku Szkolenia Kierowców „POLDEK” (fot. ze zbiorów autora)
„Dziennik Bałtycki” po raz kolejny zorganizował plebiscyt OSOBOWOŚĆ ROKU. W kategorii OSOBOWOŚĆ ROKU W DZIAŁANIACH NA RZECZ BEZPIECZEŃSTWA RUCHU DROGOWEGO. To bardzo wyjątkowy plebiscyt. Poniżej rozmowa z Piotrem Kiedrowskim, nominowanym właśnie w tej kategorii.
Pytanie Redakcji PRAWO DROGOWE@NEWS: Niewątpliwie wielką satysfakcją jest dla instruktora nauki jazdy nominacja do tytułu OSOBOWOŚCI ROKU 2017 W DZIAŁANIACH NA RZECZ BRD? Czy ta nominacja do tak elitarnej grupy ludzi była zaskoczeniem?
Odpowiada Piotr Kiedrowski, nominowany w plebiscycie OSOBOWOŚĆ ROKU: Oczywiście, ta nominacja była dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Koledzy ze środowiska instruktorów nie tylko bardzo mnie zaskoczyli, a zarazem dowartościowali, kiedy mi oznajmili, że zostałem przez nich nominowany do Osobowości Roku 2017 w Działaniach na Rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (BRD). Uważam, że koledzy, a w konsekwencji czytelnicy „Dziennika Bałtyckiego”, zapewne również moi kursanci, docenili mój dotychczasowy wkład pracy na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Pytanie: Mgr Piotr Kiedrowski - pedagog, wieloletni instruktor nauki jazdy, wszystkich kategorii prawa jazdy. Posiada uprawnienia egzaminatora oraz ukończony kurs instruktora doskonalenia techniki jazdy. Pracował w Urzędzie Miasta w Gdańsku, gdzie zajmował się zarządzaniem i organizacją ruchu drogowego na terenie miasta. Obecnie pracuje jako instruktor nauki jazdy w największej w Gdańsku, szkole nauki jazdy w Ośrodku Szkolenia Kierowców „POLDEK”, która posiada nowoczesną bazę szkoleniowo-dydaktyczną. W OSK „POLDEK”, Pan Piotr zajmuje się szkoleniem kierowców zawodowych samochodów ciężarowych i autobusów. Kursanci po szkoleniu z Panem Piotrem z dużym efektem, skutecznie zdają egzaminy na prawo jazdy w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego. W trakcie szkolenia wdraża innowacyjne metody szkolenia oraz prowadzi spotkania instruktażowo-edukacyjne z instruktorami, którym przekazuje swoje doświadczenie z zakresu szkolenia i poprawy bezpieczeństwa ruchu na drogach. Prowadzi również pogadanki tematyczne w szkołach z młodzieżą oraz w szkole nauki jazdy „POLDEK” i „ELITE” na temat poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Jego motto, to: Kultura i bezpieczeństwo na drogach - informuje organizator plebiscytu. Co jeszcze powinniśmy wiedzieć o nominowanym? Może o pasjach?
Odpowiedź: Pasję do motoryzacji zaszczepił mi mój ojciec, który jako pierwszy w małej miejscowości pod Bytowem, z której pochodzę posiadał w latach 60-tych samochód m-ki Warszawa, motocykle m-ki WFM i WSK oraz ciągniki rolnicze. Ja jako młody chłopiec pomagałem ojcu w naprawach tego sprzętu, jak i również jeździłem tymi pojazdami. W wieku 16 lat uzyskałem pierwsze prawo jazdy kat. A i B. W trakcie uczęszczania na kurs prawa jazdy, wówczas bardzo mnie zainteresowała mnie i spodobała mi się praca instruktora nauki jazdy. Będąc już dorosłym, postanowiłem zrealizować swoje marzenia i zrobiłem uprawnienia instruktora nauki jazdy. Podwyższając swoje kwalifikacje zdobyłem również uprawnienia egzaminatora, ukończyłem także przeszkolenie w zakresie doskonalenia techniki jazdy, trenera - wykładowcy na kursach dla kierowców zawodowych w zakresie przewozu rzeczy i osób oraz ukończyłem wiele innych kursów związanych z poprawą bezpieczeństwa ruchu drogowego. Ucząc kandydatów na kierowców oraz w czasie prowadzonych pogadanek zawsze podkreślałem, że kultura i bezpieczeństwo na drogach jest najważniejsze.
Pytanie: Dowiedzieliśmy się, że pana syn poszedł w ślady rodzica? Proszę powiedzieć co robi?
Odpowiedź: Tak, to jest prawda. Moja pasja do motoryzacji i szkolenia spowodowały, że zaszczepiłem tę pasję mojemu synowi. Szymon jest już instruktorem nauki jazdy wszystkich kategorii prawa jazdy i instruktorem doskonalenia techniki jazdy. Obecnie pracuje jako instruktor na terenie Gdańska. Uważam, że mój syn przerósł swojego ojca - nauczyciela. Z tego co mi wiadomo, to kursanci wystawiają mu bardzo dobrą opinię i z dużymi efektami zdają egzaminy na prawo jazdy w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego.
Pytanie: Wychował Pan instruktora nauki jazdy. Co powiedziałby Pan, poradził dzisiaj kandydatom do tego zawodu? Trudnego i odpowiedzialnego zawodu?
Odpowiedź: Zawód instruktora nauki jazdy jest bardzo trudnym i odpowiedzialnym zawodem, a zwłaszcza w dzisiejszej dobie rozwoju motoryzacji. Praca w zawodzie instruktora jest bardzo obciążona psychicznie. Dlatego do szkolenia trzeba mieć zamiłowanie, cierpliwości pasję. Ponadto w dużej mierze zawód ten jest mało doceniony, ze względu na to, że jest traktowany jako praca dodatkowa wykonywana przeważnie na umowę zlecenie. Młodzi instruktorzy za zarobki, nie są w stanie utrzymać rodziny. Sytuację tą zmieniłoby ustanowienie ceny regulowanej za kurs na prawo jazdy. Aby prestiż instruktora wzrósł powinien być przywrócony wymógł średniego wykształcenia, wprowadzenia ceny regulowanej, co spowoduje godne warunki pracy i płcy. Dobrze opłacony instruktor, to dobrze wyszkolony kandydat na kierowcę.
Pytanie: Korzystając z okazji pytanie do instruktora nauki jazdy o ewentualne zmiany w ustawie o kierujących pojazdami. Proszę wskazać na 2-3 przepisy, które - Pana zdaniem - należy zmienić. I dlaczego?
Odpowiedź: Moim zdaniem należałoby zmienić m.in. przepisy, t.j.:
- wprowadzić powszechne nauczanie w szkołach podstawowych, szkolenia z zakresu przepisów ruchu drogowego do uzyskania prawa jazdy kat. AM. Obecnie młodzież z terenów wiejskich jest pozbawiona dostępu w zdobywaniu tych uprawnień, co powoduje, iż młodzież w terenach wiejskich jeździ skuterami bez uprawnień. W celu poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego należałoby wprowadzić przepisy zobowiązujące Starostów i Burmistrzów do budowy miasteczek ruchu drogowego, w których odbywałyby się egzaminy na kartę rowerową i prawo jazdy kat. AM;
- w oddziałach terenowych WORD wprowadzić dodatkowe egzaminy na kat. T i B+E (obecnie tylko kat. A i B). Jest to podyktowane tym, iż młodzież wiejska miałaby możliwość zdobywania tych uprawnień (a zwłaszcza kat. T, którą można już uzyskać w wieku 16 lat), w pobliżu miejsca zamieszkania. Nadmieniam, iż jestem mieszkańcem woj. pomorskiego i obserwując powstawanie na terenie całego kraju nowych punktów egzaminowania, jestem bardzo zdziwiony, że wyłączone jest z tego nasze województwo. Moim zdaniem w takich miastach jak Chojnice i Kwidzyń jest niezbędne utworzenie punktów egzaminacyjnych, są to miasta, które mają po około 40 tys. mieszkańców i posiadają odpowiednią infrastrukturę drogową. Oddziały te miałyby zapewne wpływ na bezpieczeństwo oraz ułatwiłoby.
Dziękuję za rozmowę, gratuluję nominacji i oczywiście życzymy zwycięstwa.
Pytała Jolanta Michasiewicz, redaktor naczelna tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS
Komentuj →
7 grudnia 2017 |
0
Krzysztof Wójcik (Introduction to Higher Level sp. z o.o.) [kliknij] – ekspert i doradca BRD, były egzaminator nadzorujący i kierownik Wydziału Szkoleń WORD Warszawa, wykładowca i trener na kursach dla kandydatów na egzaminatorów i instruktorów nauki jazdy
Pytanie redakcji PRAWA DROGOWEGO@NEWS: Na początku grudnia w WORD w Warszawie zorganizowano Wojewódzką Konferencję Szkoleniową - Higher Level of Training 2017 „odsłaniamy arkana egzaminowania". Pańska firma była partnerem projektu. Skąd w ogóle pomysł na zorganizowanie takiego przedsięwzięcia?
Odpowiada Krzysztof Wójcik (Introduction to Higher Level sp. z o.o.): WORD w Warszawie od wielu lat systematycznie spotyka się z instruktorami i kierownikami ośrodków szkolenia kierowców. Uznaje on, że współpraca ośrodka egzaminowania ze środowiskiem szkoleniowym, to możliwość pełniejszego wyszkolenia kandydata na kierowcę, co w konsekwencji wpływa na poprawę BRD. Stąd między innymi pomysł na Konferencję, jako platformę wymiany doświadczeń i poglądów.
Pytanie: Co zaoferowaliście uczestnikom Konferencji?
Odpowiedź: Zaproponowaliśmy możliwość wyboru jednej z trzech formuł – Premium, Masters lub Masters+. Udział w nich umożliwiał jednoczesne zrealizowanie obowiązkowych warsztatów doskonalenia zawodowego dla wykładowców, bądź instruktorów.
Pytanie: Czym różniły się te formuły?
Odpowiedź: Formuła Premium była dedykowana wyłącznie wykładowcom. Ograniczała się do jednego dnia zajęć teoretycznych. Masters i Masters+, to opcje dla instruktorów. W pierwszej z nich, zajęcia praktyczne można było zrealizować w zakresie kategorii B, w przypadku Masters+, o rodzaju pojazdu do części praktycznej decydował sam uczestnik.
Pytanie: Czyli mógł wybrać czy chciałby jeździć ciężarówką, ciężarówką z przyczepą, autobusem czy motocyklem?
Odpowiedź: Tak, chociaż ze względu na nieciekawą pogodę odradzaliśmy ćwiczenia motocyklem. Dziewięciu instruktorów zdecydowało się na zajęcia z wykorzystaniem autobusu, które miałem przyjemność osobiście nadzorować. Pozostali skorzystali z formuły Masters i ćwiczenia praktyczne realizowali na Hyundai’u.
Pytanie: Ilu w ogóle było uczestników?
Odpowiedź: Zgłosiło się 21 czynnych instruktorów, wśród nich wielu właścicieli ośrodków szkolenia kierowców. Byliśmy bardzo zadowoleni, gdy zobaczyliśmy ich wysoki poziom wyszkolenia i zaangażowanie.
Pytanie: Jakie tematy poruszaliście?
Odpowiedź: Dobraliśmy takie, które bezpośrednio „dotykają” instruktora. Zgodnie z hasłem przewodnim Higher Level of Training, skupiliśmy się na doskonaleniu warsztatu pracy naszych gości. Część teoretyczną zaczęliśmy od rozwikłania wszelkich niejasności wynikających z arkusza przebiegu egzaminu. Prowadziliśmy ćwiczenia z wypełniania i prawidłowego odczytywania arkusza, uznając, że musi on być klarowną, kluczową informacją zarówno dla kursanta, jak i dla instruktora. Przy części praktycznej weryfikowaliśmy także poprawność jego wypełniania.
Następnie, mistrz Europy w Ratownictwie Medycznym przeprowadził swój autorski panel „Wypadek podczas szkolenia – umiejętność działania w sytuacji dużego stresu”. Mówił o niedostrzeganych niebezpieczeństwach, błędach czy zaniechaniach występujących podczas prób udzielania pierwszej pomocy. Unaocznił uczestnikom, że w tematach ratowania życia ofiar wypadków – nie ma miejsca na „miękką grę” i kurtuazję.
Pierwszą część spotkania zakończył panel specjalisty w dziedzinie ochrony danych osobowych. Temat mocno „na czasie”, ponieważ dotyczący istotnych zmian w tym zakresie, wchodzących w życie od maja 2018 roku. Wykładowca wskazał zagrożenia i ewentualne konsekwencje dla instruktora i kierownika OSK, wynikające z nieuprawnionego ujawnienia danych osobowych kursantów. Podał też przykłady praktycznych sposobów ochrony danych wrażliwych.
Tę część Konferencji zakończyliśmy rozlosowaniem pięciu voucherów rabatowych na kurs dla kandydatów na egzaminatorów, ufundowanych przez organizatora, czyli WORD Warszawa.
Pytanie: Co działo się jeszcze w drugiej części szkoleniowej?
Odpowiedź: Aby nabrać mocy na dalszą część zajęć, zaprosiliśmy uczestników na smaczny obiad przygotowany przez firmę cateringową.
Drugą część szkoleniową rozpoczęliśmy od „newralgicznych miejsc występujących na trasach egzaminacyjnych”. Przygotowaliśmy kilka miejsc, które sprawiają większe problemy kandydatom na kierowców, bądź budzą kontrowersje wśród instruktorów. We wcześniejszym kontakcie z uczestnikami prosiliśmy dodatkowo, by wskazali swoje typy. Uwzględniliśmy je wszystkie, omawiając i wyjaśniając wszystkie wątpliwości.
Kolejne dwa tematy dotyczyły diagnozowania potrzeb i oczekiwań kursanta oraz prób znalezienia wspólnego celu, między tym co naucza instruktor, a co sprawdza egzaminator. Podkreślaliśmy, że w pracy szkoleniowca podejście psychologiczne jest mega ważne. Te panele przeprowadziliśmy, jako warsztaty stosowania praktycznych rozwiązań.
Na finał części szkoleniowej przewidzieliśmy połączone panele: „Najtrudniejsze zadania egzaminacyjne – zero zagadek i rebusów” oraz „Najczęstsze błędy stołecznych kursantów na podstawie aktualnych statystyk zdawalności w WORD Warszawa”. Szczegółowo omówiliśmy kryteria zadań egzaminacyjnych, sprawdziliśmy, w których zadaniach i dlaczego osoby egzaminowane mają największe trudności. Później wraz z uczestnikami znaleźliśmy praktyczne sposoby jak minimalizować ryzyko błędu. Zakończyliśmy stwierdzeniem, że przyszłość w szkoleniu i egzaminowaniu ma zdroworozsądkowe, a nie akademickie podejście do przepisów.
Pytanie: To była konferencyjna część teoretyczna. A jak wyglądała część praktyczna?
Odpowiedź: WORD Warszawa przygotował dla uczestników plac manewrowy na wyłączność oraz pełen wybór pojazdów. Osoby z Masters+ wybrały autobus, zaś instruktorzy formuły Masters realizowali praktykę na Hyundai’u I20. Tworzyliśmy maksymalnie 2-osobowe grupy. Do każdej z nich dedykowaliśmy instruktora nadzorującego. Zajęcia na placu miały przebieg dynamiczny, gdzie uczestnicy wykonywali mnóstwo zadań, w tym nie tylko egzaminacyjnych. Zgodnie z zasadą Higher Level of Training, podczas jazdy w ruchu drogowym, każdy instruktor doskonalił swój warsztat pracy wykonując szereg skomplikowanych zadań o wysokim stopniu trudności.
Pytanie: Kim byli wykładowcy i trenerzy prowadzący panele konferencyjne i zajęcia praktyczne?
Odpowiedź: Panele Wojewódzkiej Konferencji Szkoleniowej Higher Level of Training 2017 prowadziło pięciu trenerów:
* Marcin Borkowski – mistrz Europy w Ratownictwie Medycznym, specjalista medycyny pola walki, czynny ratownik medyczny prowadzący m.in. kursy Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy (KPP); ekspert w zakresie praktycznego udzielania pierwszej pomocy;
* Grzegorz Matuszewski – metodyk i dydaktyk; egzaminator i instruktor nauki jazdy; egzaminator nadzorujący i kierownik Wydziału Szkoleń i Egzaminowania WORD Włocławek; wykładowca na kursach dla egzaminatorów i instruktorów nauki jazdy;
* Robert Domagała - specjalista z zakresu bezpieczeństwa informacji i ochrony danych osobowych;
* Mariusz Sztal – ekspert i doradca BRD, egzaminator i instruktor nauki jazdy; były kierownik Wydziału Szkoleń i Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego WORD Warszawa; wykładowca na kursach dla egzaminatorów i instruktorów nauki jazdy.
Piątym trenerem części konferencyjnej byłem ja. Razem z Mariuszem Sztalem prowadziłem również część praktyczną warsztatów doskonalenia zawodowego dla instruktorów.
Pytanie: Udało się Państwu zrealizować założony cel?
Odpowiedź: Sądząc po reakcjach uczestników, uważamy, że tak. Myślę jednak, że najlepszym wyznacznikiem powodzenia tego projektu, byłyby opinie instruktorów w nim uczestniczących. Pytali oni już o przyszłoroczną edycję i deklarowali chęć wzięcia w niej udziału. To między innymi jest dla nas odzwierciedleniem sukcesu.
Redakcja PRAWA DROGOWEGO@NEWS: Dziękuję za rozmowę.
Krzysztof Wójcik (Introduction to Higher Level sp. z o.o.): Dziękuję.
(Galeria - fot. Jolanta Michasiewicz)
Komentuj →
7 grudnia 2017 |
0
Marek Górny, szkoleniowiec, autor publikacji z zakresu ruchu drogowego. - Ustawodawca założył (moim zdaniem błędnie), ze współczesny człowiek sam potrafi dostrzec zagrożenia wynikające z uczestniczenia w ruchu drogowym. Takie założenie jest błędne przy braku jakiegokolwiek systemu wychowania komunikacyjnego w społeczeństwie, które od 30 lat przeżywa rewolucję motoryzacyjną, lecz jedynie w sferze sprzętu do poruszania się - twierdzi Marek Górny. (fot. Jolanta Michasiewicz)
Ruch drogowy jest zjawiskiem bardzo złożonym. Na problem bezpieczeństwa w ruchu drogowym składa się przede wszystkim świadomość potencjalnych zagrożeń występujących na drodze przez wszystkich uczestników ruchu drogowego. W tym zakresie niestety reprezentujemy różny poziom bez względu w jakiej formie uczestniczymy w tym ruchu. Gdyż nie ważne czy jesteśmy kierującym, pieszym czy rowerzystą nasze podejście do ruchu drogowego przypomina walkę o prymat. Trwającej „wojnie” nikt nie próbuje przeciwdziałać.
Natomiast wzajemne relacje pomiędzy grupami reprezentującymi różnych uczestników ruchu drogowego winny być koegzystencją. Żadna z tych grup nie powinna być uprzywilejowana w sposób szczególny i w nadmierny sposób. Należy pamiętać, że każde uprzywilejowanie jest połączone z warunkiem dojrzałości do korzystania z niego. Nie można dawać przywilejów osobom do korzystania z niego w sposób bezpieczny, to tak jak by dać prawo posiadania broni bez sprawdzenia komu się ją powierza. Przywilej to również obowiązek i świadomość, że moje zachowanie musi cechować większa odpowiedzialność za skutki mojego postępowania.
Zaznaczyłem, że żadna grupa uczestników ruchu drogowego czy to kierowcy, rowerzyści, motocykliści czy piesi nie powinni mieć przewagi w przepisach nad innymi bez wyraźnego uzasadnienia potrzeby dania tej grupie uprzywilejowania. A ponadto udzielenie takiego uprzywilejowania, w tych szczególnych warunkach winno być poprzedzone szeroko zakrojona kampania dedykacyjną. Powinna ona skupiać się na zobrazowaniu skutków bezwzględnego i bezrozumnego egzekwowania swych praw na drodze.
Uprzywilejowanie niechronionych uczestników ruchu drogowego - pieszych i rowerzystów - nie zostało poprzedzone żadną akcją informacyjną o skutkach bezwzględnego egzekwowania przywilejów na drodze. Ustawodawca założył (moim zdaniem błędnie), ze współczesny człowiek sam potrafi dostrzec zagrożenia wynikające z uczestniczenia w ruchu drogowym. Takie założenie jest błędne przy braku jakiegokolwiek systemu wychowania komunikacyjnego w społeczeństwie, które od 30 lat przeżywa rewolucję motoryzacyjną, lecz jedynie w sferze sprzętu do poruszania się. Ten brak edukacji powoduje przyjmowanie postaw roszczeniowych, a czasami wrogich przez zantagonizowane poszczególnych grup uczestników ruchu drogowego. Kierowcy nie rozumieją potrzeb pieszych i rowerzystów, pieszy są nieświadomi swych groźnych zachowań na drodze i ograniczeń jakie ma kierowca, rowerzyści nie szanują ani jednych ani drugich jeżdżąc po chodnikach i egzekwując swe równoważne prawa na jezdni, zależnie jak im pasuje.
Emitowane aktualnie spoty w TV przypominają spotkania AA, nie wywołując żadnych emocji. Czy nie lepiej było by pokazać pieszym jak ich widzi kierowca na drodze. Jakie w związku z tym ma ograniczenia, które pieszy może w imię dobrze pojętego własnego interesu zniwelować poprzez użycie jakiegokolwiek elementu odblaskowego. (fot. 1)
To właśnie pieszy czy rowerzysta będą tymi najbardziej poszkodowanymi w razie wypadku. Lecz rzadko posiadają tego świadomość, że pierwszeństwo nie chroni przed skutkami, a te będą dla nich tragiczne. Kierowca posiada szereg ograniczeń w spostrzeganiu pieszych lub rowerzystów, jeżeli oni sami nie zadbają o należyte oznakowanie. Dlatego jedną z generalnych zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym jest zasada ograniczonego zaufania. (fot. 2)
Rowerzysta jadący bez świateł czy pieszy poruszający się po zmroku bez odblasków muszą mieć świadomość, że narażają się na kolizje z pojazdem. W takich przypadkach nie szanują przede wszystkim własnego życia oraz pośrednio innych osób związanych z potencjalnym zagrożeniem. Ten nikły w naszym społeczeństwie stopień świadomości jest bardzo często tłumaczony faktem „bo nie ma takiego przepisu”, a jeżeli jest to „ja tylko kawałeczek”. Obciążenie obowiązkiem „opieki” nad niechronionymi uczestnikami ruchu kierowcy jest tylko domniemaniem, że ci będą chętni do współdziałania. Nie jest to dostateczna podstawa na której możemy budować bezpieczeństwo ludzi. Tym bardziej, że od wielu lat środowisko związane z zagadnieniami BRD ma wiedzę o niedoskonałości polskiego systemu szkolenia i egzaminowania kierowców. (fot. 3)
Ostatnio w rozmowach z kierującymi pojazdami uprzywilejowanymi (pogotowie, OSP) zauważyłem bardzo pozytywny sposób myślenia i pojmowania „uprzywilejowania” - „uprzywilejowanie nie zwalnia mnie od zachowania bezpiecznej jazdy”. I nie jest to cytat z przepisów, lecz mniej lub bardziej udany przekład przepisu na własne przekonanie. I takie zjawisko możemy uznać za prawidłowe rozumienie swego „przywileju”.
Szacunek do własnego i cudzego życia winno stać u podstaw prawa regulującego bezpieczeństwo ruchu drogowego. Jeden z europejskich ekspertów sformułował to w postaci stwierdzenia „jedź tak aby sobie i innym nie uczynić krzywdy”. Natomiast uczestnicy ruchu drogowego winni w dobrze rozumianym własnym interesie bardziej dbać o własne życie niż bezkrytycznie zasłaniać się jedynie otrzymanymi (?) przywilejami.
Sytuacji nie zmienią niezbyt trafne kampanie telewizyjne i okazjonalne deklaracje celebrytów. Podstawą winna być programowa, systematyczna i przemyślana edukacja komunikacyjna całego społeczeństwa z wykorzystaniem wszelkich środków oddziaływania, a nie tylko tych represyjnych. A wtedy przywilej będzie utożsamiany również z obowiązkiem rozsądnego i świadomego zachowania na drodze, które jest niezbędne w systematycznie rosnącym ruchu drogowym.
Marek Górny
Komentuj →