14 grudnia 2007 |
0
Samochód, który zamierzamy kupić za granicą, można sprawdzić w Europejskim Rejestrze Pojazdów (ERP). Czas trwania sprawdzenia pojazdu zależy od kraju ostatniej rejestracji, ale nie przekracza 72 godzin. Koszt takiego sprawdzenia to 207, 40 zł brutto. W miarę możliwości ERP pozyskuje dane fabryczne pojazdu, które wspomagają identyfikację.
Rady Europejskiego Rejestru Pojazdów:
§Należy zwracać uwagę na datę produkcji pojazdów pochodzących z USA i Kanady. Często deklarowany rocznik jest zawyżony. Cofnięty licznik należy prawie do reguły. Wszystkie dane można zweryfikować w biurze ERP. Sprawdzenie na terenie USA i Kanady trwa do 24 godzin. Sprawdzane jest m.in., czy pojazd pochodzi z kradzieży i czy miał szkody ubezpieczeniowe. Ustalana jest data rejestracji, która często różni się od deklarowanej w Polsce.
§Każdy włoski pojazd sprowadzony do polski powinien posiadać dokumenty tzw. targa i aci. Weryfikacja danych zawartych w tych dokumentach jest możliwa również w biurze ERP w ciągu 48 godzin. ERP zwraca uwagę, że w przypadku samochodów z Włoch ma miejsce brak wyrejestrowania, a w przypadku pojazdów leasingowych są to auta bez prawa sprzedaży.
§W Szwecji zdarza się sprzedaż pojazdu przez osobę nieuprawnioną.
§Auta z Francji są czasami pojazdami z całkowitą szkodą komunikacyjną.
§W przypadku samochodów z Niemiec zdarzają się fałszywe tzw. kfz-brief z błędem ortograficznym. Dotyczy to dokumentów sprzed 1 października 2005 r.
§Pamiętaj - wydział komunikacji nie sprawdza wiarygodności danych zawartych w dokumentach rejestracyjnych z państw UE i Ameryki Płn.
§ERP sprawdza pojazd przed zakupem, czyli np. legalności pochodzenia samochodu. Po dokonaniu ustaleń wystawiane jest zaświadczenie na wskazaną w formularzu osobę lub firmę.
Dane kontaktowe Europejskiego Rejestru Pojazdów - ul. Grunwaldzka 236, 60-166 Poznań / tel./fax (061) 868 50 17 / tel. (061) 868 94 44, (061) 868 55 54 / www.erp.pl
Informacje od policji: Jak ERP informuje, każdy przed zakupem samochodu może sprawdzić w jednostce policji, czy pojazd nie jest poszukiwany jako utracony, czy nie jest zabezpieczony przez policję. Policja sprawdza pojazdy w bazie pojazdów utraconych, zabezpieczonych przez policję i znalezionych, ale tylko na terenie kraju. Należy zgłosić się do jednostki policji z dokumentem tożsamości, dowodem rejestracyjnym i najlepiej ze sprawdzanym samochodem, a jeżeli to niemożliwe, trzeba wskazać miejsce jego parkowania (np. komis, warsztat itp.) Policja udziela informacji, że dany pojazd nie figuruje w ewidencji pojazdów utraconych, podając datę, godzinę i minutę sprawdzenia. Oznacza to, że pojazd nie figuruje jako utracony w momencie sprawdzania, ale może się pojawić za jakiś czas, nawet za kilka minut. I tak np. jeśli właściciel zamyka swój samochód w garażu i wyjeżdża na wczasy, a następnego dnia samochód zostaje skradziony i złodziej chce go sprzedać, to sprawdzając pojazd w policyjnej bazie danych otrzyma się informację, że auto tam nie figuruje. Kiedy właściciel po powrocie zgłosi kradzież - pojazd pojawi się w bazie jako utracony. Jeżeli w trakcie sprawdzania okaże się, że pojazd figuruje jako utracony - policja zabezpieczy go do wyjaśnienia.
Komentuj →
14 grudnia 2007 |
0
“Gazeta Prawna” radzi: Auto sprowadzone z zagranicy i noszące ślady uszkodzeń lub którego stan techniczny wskazuje na naruszenie elementów nośnych konstrukcji pojazdu, mogących stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, musi przejść badania techniczne. Właściciel samochodu musi przedstawiać go do badania technicznego. Pierwsze badanie jest przeprowadzane przed pierwszą rejestracją. Badaniu temu nie podlega nowy pojazd, z wyjątkiem np. taksówki osobowej. Okresowe badanie techniczne pojazdu jest przeprowadzane corocznie. Okresowe badanie techniczne samochodu osobowego przeprowadza się przed upływem trzech lat od dnia pierwszej rejestracji, następnie przed upływem dwóch lat od dnia przeprowadzenia badania, a potem corocznie. Takie same terminy badań technicznych dotyczą aut osobowych zarejestrowanych po raz pierwszy za granicą. W tym przypadku za dzień pierwszej rejestracji przyjmuje się dzień pierwszej rejestracji za granicą.
Niezależnie od tego pojazd musi być poddany dodatkowym badaniom, jeżeli:
§ został skierowany przez organ kontroli ruchu drogowego lub starostę w razie uzasadnionego przypuszczenia, że:
§ zagraża bezpieczeństwu ruchu,
§ narusza wymagania ochrony środowiska,
§ uczestniczył w wypadku drogowym, w którym zostały uszkodzone zasadnicze elementy nośne konstrukcji nadwozia, podwozia lub ramy,
§ został skierowany przez starostę w celu ustalenia danych pojazdu niezbędnych do jego rejestracji,
§ dokonano w nim zmian konstrukcyjnych lub wymiany elementów powodujących zmianę danych w dowodzie rejestracyjnym,
§ ma być używany np. jako taksówka osobowa lub bagażowa, pojazd do nauki jazdy, pojazd do przeprowadzania egzaminu państwowego,
§ dokonano w nim naprawy wynikającej ze zdarzenia powodującego odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń z tytułu zawartej umowy ubezpieczenia na kwotę przekraczającą 2 tys. zł,
§ sprowadzono go z zagranicy i nosi ślady uszkodzeń lub jego stan techniczny wskazuje na naruszenie elementów nośnych konstrukcji pojazdu, mogących stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego,
§ określono dla niego wymagania techniczne w przepisach ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług - chodzi tu o tzw. samochody z kratką wykorzystywane często przez przedsiębiorców.
§Badanie techniczne pojazdu z zamontowaną instalacją gazową może być przeprowadzone po przedstawieniu dokumentu wydanego przez organ dozoru technicznego, stwierdzającego sprawność urządzenia technicznego.
§Organ dokonujący rejestracji pojazdu (starosta) wpisuje do dowodu rejestracyjnego termin badania technicznego pojazdu. Jeżeli pojazd został zarejestrowany wcześniej, kolejny termin badania wpisuje do dowodu rejestracyjnego uprawniony diagnosta w stacji kontroli pojazdów po stwierdzeniu pozytywnego wyniku badania i po wniesieniu przez właściciela pojazdu opłaty ewidencyjnej. Badanie techniczne jest przeprowadzane na koszt właściciela pojazdu.
Ważne! W razie powstania trudności w ustaleniu podstawowych parametrów pojazdu, badanie techniczne może być przeprowadzone po przedstawieniu opinii rzeczoznawcy samochodowego.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
9
Policjanci skontrolowali 50 samochodów szkół nauki jazdy. Efekt - 32 mandaty i 16 zatrzymanych dowodów rejestracyjnych. Instruktorzy nagminnie łamali przepisy, których przestrzegania powinni uczyć kursantów. I dalej czytamy w “Gazecie Wyborczej – Płock”: Początkujący kierowca wjeżdża właśnie na trudne skrzyżowanie w godzinie szczytu. Z błagalną miną szuka pomocy instruktora. Ten jednak wygodnie rozparty w fotelu wesoło gawędzi przez telefon komórkowy. Trójka innych kursantów siedzi ściśnięta jak sardynki na tylnym siedzeniu. Za chwilę ich pomoc będzie potrzebna - instruktor przecież wybiera się na zakupy. Sielankowa podróż do supermarketu zostaje nagle przerwana. Na drodze elki staje policyjny patrol. Instruktorowi ze zdenerwowania wypada telefon. Spokojnie jednak może się po niego schylić, bo od początku jazdy nie jest zapięty pasami. Patrol podchodzi, prosi o dokumenty, i okazuje się, że w dowodzie rejestracyjnym nie ma adnotacji o tym, że to samochód szkoły nauki jazdy. Teraz zaczyna się najlepsze - na polecenie policjantów instruktor musi zdemontować tablicę z L z dachu samochodu i sam przesiąść się na fotel kierowcy. Pozostali przyszli kierowcy patrzą na całą scenę z wielką konsternacją. Najczęstsze przewinienia, jakich się dopuszczali instruktorzy, to jazda bez zapiętych pasów i rozmowy przez komórkę. Jak podkreśla Mariusz Gierula, rzecznik prasowy płockiej policji, zdecydowaną większość ukaranych stanowili instruktorzy ze szkół z okolicznych gmin, spoza terenu miasta. Stąd też bierze się następny poważny grzech tych ośrodków - jazda samochodem wypchanym po brzegi kursantami. - Instruktorowi z oddalonej miejscowości nie chce się wracać co chwilę po kolejnych kursantów, więc bierze tylu, ilu może pomieścić - mówi Gierula. A przepisy stanowią jasno - poza kierowcą i instruktorem w aucie może być tylko jeden dodatkowy uczestnik kursu. Wydawałoby się, że instruktorzy powinni dawać przyszłym kierowcom dobry przykład. Nic bardziej mylnego - w czasie kontroli wielu z nich nie miało odpowiednich dokumentów lub miało je niekompletne. A brak karty zajęć czy legitymacji instruktora to nic przy braku adnotacji w dowodzie rejestracyjnym, że dany samochód jest przeznaczony do nauki jazdy. To bardzo częsty proceder, zwłaszcza w mniejszych szkołach. - W przyszłości wolą nie mieć problemów z ewentualną sprzedażą auta, bo samochody nauki jazdy są znacznie bardziej eksploatowane - mówi Mariusz Gierula. Takich przypadków było aż 16, a ich konsekwencja raczej wstydliwa dla instruktora - samochód po kontroli z miejsca traci uprawnienia, a jego użytkownik dowód rejestracyjny. Instruktor musi wtedy zdemontować na oczach poirytowanych kursantów tablicę z L, a następnie sam zasiąść za kółkiem i odprowadzić auto już jako normalny kierowca. - Tak wysoka liczba mandatów dowodzi, że szkoły nauki jazdy powinny być lepiej kontrolowane przez Urząd Miasta i starostwa, które im podlegają - uważa Krzysztof Buczkowski, zastępca dyrektora płockiego oddziału Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. - Często zgłaszają się do nas osoby, które narzekają na poziom kształcenia i samochody, na których uczą się jeździć - dodaje. Kontrole to jednak nie tak prosta sprawa, o czym przekonuje Teresa Szpakowicz, dyrektorka wydziału komunikacji w płockim starostwie. - Policja może wykonywać takie naloty w każdej chwili. Nas, choć nad szkołami sprawujemy nadzór, ograniczają przepisy. Kontrolujemy ośrodki na bieżąco, ale np. przynajmniej siedem dni przed wizytą musimy uprzedzić je o planowanej kontroli, a także ustalić wcześniej zakres prowadzonych badań - mówi. Sprawujące nadzór nad ośrodkami urzędy mogą zawiesić instruktora, a nawet zamknąć szkołę, jednak takie przypadki raczej się nie zdarzają. - Na każdym terenie są dobre i złe ośrodki, a ich pozycję definiuje rynek i popularność wśród kursantów - mówi Teresa Szpakowicz. Jej zdaniem ludzie zawsze znajdą sposób, żeby obejść przepisy. - Na etapie zakładania ośrodka każda szkoła musi zarejestrować elki, ale kupując nowe auta, często już ich nie zgłaszają - uważa. Policja zapowiada, że tego typu akcje będą kontynuowane.
Komentuj →
11 grudnia 2007 |
3
Magistrat Radomia znalazł sposób na ukojenie nerwów kierowcom, którzy stoją w korkach na rozkopanych od miesięcy ulicach. Humor ma nam poprawić nowy znak drogowy - "uśmiechnięty wykrzyknik" – donosi “Gazeta Wyborcza”. Od miesięcy Radom jest rozkopany, jazdę utrudniają niekończące się remonty ulic i skrzyżowań, które zaczęto dopiero pod koniec lata. Niektórzy kierowcy nie mogą już nadążyć za zmianami w organizacji ruchu. Na trasach objazdów tworzą się gigantyczne korki. W rozkopanym mieście zdenerwowania nie kryją radomscy taksówkarze. - Obroty spadły nam o połowę. Jeśli ktoś za kurs kiedyś płacił 10 zł, teraz zapłaci 15 zł, bo dwa razy tyle, ile trwa jazda, stoi się w korku. Klienci rezygnują, bo jest drożej - skarży się taksówkarz Andrzej Huber. Przed świętami Radom stanie w jednym wielkim korku - twierdzi taksówkarz. Jak udobruchać rozsierdzonych radomskich kierowców, którzy uważają, że remonty trwają za długo? Wydział Infrastruktury Urzędu Miejskiego wpadł na wysoce oryginalny pomysł. - Poprosiliśmy szkołę plastyczną o zaprojektowanie znaku drogowego przepraszającego kierowców i pieszych za utrudnienia w ruchu - informuje Leszek Ruszczyk, dyrektor wydziału. Nowe znaki mają stanąć we wszystkich miejscach, gdzie jest utrudniony ruch kołowy - przy remontowanych drogach, na trasach objazdów, w miejscach największych korków. Realizacji projektu nowego znaku podjął się Cezary Jędrzejewski, zastępca dyrektora Zespołu Szkół Plastycznych im. Józefa Brandta. Jędrzejewski jest nauczycielem przedmiotu - podstawy projektowania i kompozycji. Zajmuje się także medalierstwem. Artysta miał wolną rękę. - Była tylko jedna sugestia z wydziału infrastruktury, aby wykorzystać motyw uśmiechniętej buźki. Uznałem jednak, że emotikon z uśmiechem jest bardzo popularny. Nie chciałem powielać innych projektów, dlatego zdecydowałem się na taki - mówi Jędrzejewski. Czym się kierował projektując nowy znak? - Ma uspokajać, rozładować agresję i zastąpić ją pozytywnymi emocjami - opowiada. Projekt nie spodobał się dyrektorowi Ruszczykowi. - Zmieniłbym chyba napis. Może powinien rozpoczynać się od słów: - Za utrudnienia przepraszamy, potem MZDiK, a pod napisem znak graficzny. Jeszcze nie jestem pewien, skonsultuje to z dyrektorem Markiem Czyżem [szefem Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji] - mówi dyrektor Ruszczyk. Pewne wątpliwości wzbudził u szefa wydziału infrastruktury także sam znak graficzny, a konkretnie domalowane elementy. - Nie chciałbym, żeby to było odebrane jako kpina z prawa. My chcemy poprawić humor kierowcom i uspokoić ich. To ma być forma przeprosin - dodaje Ruszczyk. Nowy znak pokazaliśmy rozżalonym taksówkarzom, z którymi rozmawialiśmy o korkach w mieście. Na ich twarzach w jednej sekundzie pojawił się uśmiech. - Znak jest przyjemny - stwierdził Jerzy Hernik. - Wreszcie ktoś pomyślał, by przeprosić kierowców. To miłe - dodał Andrzej Huber. Ale inny kierowca, któremu pokazaliśmy znak, mający go uspokoić, powiedział kilka słów, których zacytować nie możemy. A ty co sądzisz o tym pomyśle? Czy ciebie, gdy będziesz stał w korku znak z "uśmiechającym wykrzyknikiem" uspokoi czy jeszcze bardziej zdenerwuje? Wypowiedz się na naszym forum na www.radom.gazeta.pl. A może zaproponujesz swój projekt? Zamieść go w naszej galerii internetowej – apeluje gazeta. Poniżej “uśmiechający wykrzyknik”:

Komentuj →
16 grudnia 2007 |
0
Map&Guide base 1.5 - poprawiona oraz rozbudowana wersja informatycznego narzędzia to planowania tras, szczególnie przydatna dla transportu drogowego, jest już dostępna w Internecie (w języku polskim) do ściągnięcia przez użytkowników oprogramowania Map&Guide w wersji Premium. Mogą oni teraz optymalizować swoje listy postojów pod kątem pokonywanych, realnych odległości lub dystansu w linii prostej.
Optymalizacja postojów: Firmy spedycyjne, kurierzy, przedstawiciele oraz serwisanci zawsze mają do czynienia z problemem: Jak zaplanować wiele wizyt u klientów, w różnych miejscach, minimalizując całkowity dystans oraz czas przejazdu? Dzięki modułowi optymalizacji postojów szybko można sobie poradzić z tym problemem. Kalkulacji optymalnej sekwencji postojów dokonuje się za jednym naciśnięciem przycisku klawiatury. Użytkownicy Map&Guide Premium mogą korzystać z opisanej funkcji właściwie natychmiast. Map&Guide base automatycznie zainstaluje najświeższą wersje przy kolejnym uruchomieniu programu. Nowe funkcjonalności można również wypróbować za darmo w ramach oferty dla użytkowników darmowej wersji Map&Guide basic. Korzystający z wersji bezpłatnej, można przez 7 dni wypróbować nowe rozwiązanie. Wystarczy zalogować się używając nazwy użytkownika: mailing1107 oraz hasła: mailing1107. Wersja bezpłatna jest dostępna w języku polskim na stronie internetowej: base.mapandguide.com Więcej funkcjonalności: Oprogramowanie mapowe Map&Guide w wersji podstawowej – “base” - daje jedynie możliwość wyliczenia odległości i prostego skalkulowania kosztów przejazdu pomiędzy dwoma punktami. Natomiast Map&Guide Premium pozwala skalkulować i zoptymalizować koszty tras między kilkoma punktami. Umożliwia zaplanowanie kosztów z uwzględnieniem opłat za tunele oraz przejazdy autostradami (Maut). W wersji Premium można utworzyć sobie własny park samochodowy i wyliczać koszty przejazdów dla konkretnych pojazdów według emisji spalin, liczby osi itd. Na 2010 r. planowane jest dalsze wzbogacenie Map&Guide Premium o wysokości tuneli oraz wiaduktów w całej Europie. Są to informacje szczególnie przydatne do planowania tras przewozów towarów niebezpiecznych i ładunków ponadgabarytowych.

Komentuj →
16 grudnia 2007 |
0
Zabili i uciekli z miejsca wypadku - Policja zatrzymała cztery osoby, które jechały volkswagenem golfem. Samochód potrącił dwie dziewczyny. Zmarły na miejscu. W wieczorem w miejscowości Swaty pod Rykami idące poboczem dwie osiemnastolatki potrącił volkswagen golf. Obrażenia kobiet były bardzo poważne, obie zmarły na miejscu. Anna Smarzak z zespołu prasowego KWP w Lublinie poinformowała, że sprawca wypadku zatrzymał się, ale nie udzielił poszkodowanym pomocy. Zostawił samochód i uciekł z miejsca wypadku. Po godz. 22 policja zatrzymała cztery osoby w wieku od 26 do 41 lat, które jechały golfem. Wszyscy byli pijani. - Nikt nie przyznał się do kierowania autem. We wtorek będą przesłuchani - powiedziała Anna Smarzak.
Podejrzany o śmiertelne potrącenie 11-letniej Marysi - Prokurator wyraził zgodę na publikację wizerunku i danych osobowych podejrzanego o spowodowanie wypadku drogowego, w wyniku którego zginęła 11-letnia Marysia. Andrzej Bojarczyk miał w miniony czwartek prowadzić peugeota, którym w okolicach Wojciech potrącił dziewczynkę. Mężczyzna, który był pod wpływem alkoholu, nie udzielił rannemu dziecku pomocy i uciekł z miejsca zdarzenia. Jeszcze tego samego dnia Andrzej Bojarczyk został zatrzymany w policyjnym areszcie. Mężczyzna usłyszał zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu i nieudzielenia ofierze pomocy. Bartoszycki Sąd Rejonowy aresztował podejrzanego na trzy miesiące. Dziś prokurator wyraził zgodę na publikację danych osobowych i wizerunku sprawcy.
Nietrzeźwy kierowca wjechał do rowu - Policjanci z ruchu drogowego zatrzymali pijanego kierowcę. W miejscowości Klebark Mały Adam B. wjechał do rowu, ponieważ stracił panowanie nad autem. 32-letni kierowca miał 3 promile alkoholu we krwi. Wczoraj po południu policjanci z drogówki otrzymali zgłoszenie, że w Klebarku Małym jadąc w kierunku Olsztyna leży w rowie samochód osobowy. Na miejscu funkcjonariusze zastali nietrzeźwego kierowcę, który nie potrafił wytłumaczyć, jakim sposobem znalazł się w rowie. Z relacji świadków wynikało, że 32-letni Adam B., podczas wjazdu na krajową "16-tkę" stracił panowanie nad kierownicą i wjechał do rowu. Okazało się, że był pijany. Miał 3 promile alkoholu we krwi. Za jazdę w stanie nietrzeźwości grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności. Na 10 lat może także stracić prawo jazdy.
Agresywny motocyklista w policyjnym areszcie- Najpierw na motorze uciekał przed policjantami. Kiedy po krótkim pościgu został zatrzymany, okazało się, że jest pijany i nie ma prawa jazdy. Wtedy zaczął wyzywać policjantów i kopać w radiowóz wybijając w nim szybę. Mirosław R. trafił do aresztu, gdzie spędził dzisiejszą noc. Teraz poniesie odpowiedzialność za swoje czyny. Podczas nocnego patrolu w miejscowości Lubichowo policjanci zauważyli jadący motocykl. Motocyklista pędził na nim bez włączonych świateł i bez kasku ochronnego. Kiedy zobaczył radiowóz, przyspieszył. Ponieważ nie zatrzymał się do kontroli, policjanci natychmiast ruszyli w pościg za nim. Po kilku minutach kierowca zastał zatrzymany. Podczas rozmowy policjanci wyczuli od niego alkohol. Podejrzewali, że jest pijany. Badanie alkomatem potwierdziło ich przypuszczenia. Mirosław R. miał we krwi ponad 1,6 promila. Oświadczył także, że nie posiada prawa jazdy. Przypadkowa interwencja tak rozwścieczyła motocyklistę, że nagle zaczął kopał w radiowóz. Dostało się także policjantom. Zareagowali natychmiast i umieścili Mirosława R. w samochodzie. To jednak nie ostudziło jego zapałów. Zatrzymany kopiąc wybił szybę w radiowozie. W kierunku policjantów posypały się przekleństwa i groźby. Agresywny mężczyzna noc spędził w policyjnej celi. Kiedy wytrzeźwieje zostanie przesłuchany. Teraz za swoje czyny będzie odpowiadał przed sądem.
Komentuj →
15 grudnia 2007 |
1
Kujawsko-pomorscy policjanci na drogach regionu prowadzili działania pod kryptonimem "Prędkość i alkohol – zero tolerancji dla osób naruszających przepisy ruchu drogowego".
• w działaniach wzięło udział 362 policjantów,
• kontroli poddano 3662 kierujących,
• ujawniono 31 nietrzeźwych kierujących,
• sporządzono 19 wniosków do sądu grodzkiego,
• ukarano mandatami karnymi 955 kierujących,
• zatrzymano 19 praw jazdy,
• zatrzymano 226 dowodów rejestracyjnych.
W trakcie działań pomiędzy godziną 11.00-19.00 odnotowano jeden wypadek drogowy.
Policjanci zwracali uwagę nie tylko na nietrzeźwych kierowców, ale także na tych, którzy popełniali niebezpieczne wykroczenia takie jak:
- nieprzestrzeganie ograniczenia prędkości,
- nieudzielanie pierwszeństwa przejazdu,
- nieudzielanie pierwszeństwa pieszym,
- wyprzedzanie na trzeciego, na podwójnej ciągłej, na wzniesieniach, na zakrętach, przed przejściem dla pieszych,
- niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami.
Działania "Prędkość i alkohol – zero tolerancji dla osób naruszających przepisy ruchu drogowego" prowadzone były w każdej gminie na terenie województwa. Brali w nich udział policjanci z komisariatów, posterunków i rewirów dzielnicowych oraz ruchu drogowego. Ich celem było zapewnienie bezpieczeństwa na drogach gminnych województwa, ograniczenie wypadków i kolizji oraz kontrola i zatrzymanie osób nie przestrzegających przepisów ruchu drogowego. Działania te zbiegły się z akcją pod kryptonimem "Trzeźwość", zorganizowaną przez Europejską Organizację Policji Ruchu Drogowego "TISPOL".
Komentuj →
14 grudnia 2007 |
0
Już po raz dziewiąty Minister Infrastruktury przyznał nagrody za najlepszą pracę habilitacyjną, magisterską oraz inżynierską z dziedziny “Transport” w roku akademickim 2006/2007 oraz za najlepszą książkę o tematyce transportowej. Nagrody w imieniu Ministra Cezarego Grabarczyka wręczył Podsekretarz Stanu Mirosław Chaberek. W swoim wystąpieniu stwierdził, że spotkania organizowane na Politechnice Śląskiej stanowią ważnąplatformę współpracy środowisk naukowych, gospodarczych i przedstawicieli świata polityki, zainteresowanych rozwojem transportu. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się 14 grudnia br. w Auli Politechniki Śląskiej w Katowicach. Poprzedziła ją V Międzynarodowa Konferencja Naukowa TRANSMEC 2007, odbywająca się pod patronatem Ministerstwa Infrastruktury. Referaty dotyczyły zagadnień związanych z bezpieczeństwem transportu, programem badań naukowych na lata 2007-2013, a także badań w zakresie technicznych środków transportu Komitetu Transportu Polskiej Akademii Nauk. Kierownik Katedry Transportu Szynowego Politechniki Śląskiej prof. Marek Sitarz podziękował kierownictwu Ministerstwa Infrastruktury za życzliwość dla polskiej nauki. Powiedział, że nagrody są formą promocji transportu szynowego oraz dowodem, że nauka może dostarczać odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące transportu. Nagrody rzeczowe oraz dyplomy Ministra Infrastruktury otrzymali:
w kategorii prace habilitacyjne – dr hab. inż. Jacek Żak z Politechniki Poznańskiej oraz dr hab. Wojciech Downar z Uniwersytetu Szczecińskiego, w kategorii prace doktorskie – dr Witold Andrzejczak z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, dr inż. Krzysztof Gasz z Politechniki Wrocławskiej oraz dr inż. Jarosław Seńko z Politechniki Warszawskiej, w kategorii prace magisterskie – mgr inż. Adam Mżyk z Politechniki Wrocławskiej, mgr Agnieszka Marta Mrozińska z Uniwersytetu Szczecińskiego, bsm. pchor. Ewa Nawrot z Akademii Marynarki Wojennej, mgr Sonia Huderek z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, mgr inż. Kamil Wojtarowicz z Akademii Górniczo-Hutniczej, mgr inż. Joanna Sandomierska z Politechniki Wrocławskiej, w kategorii prace inżynierskie – Adam Pawłowski z Wyższej szkoły Humanistycznej we Wrocławiu, w kategorii prace licencjackie – Maciej Sulmicki z Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Nagrody naukowe Ministra Infrastruktury za najlepszą książkę o tematyce transportowej wydaną w roku akademickim 2006/2007 otrzymali – prof. Jerzy Antoniak, prof. Wiesław Starowicz, dr hab. inż. Kazimierz Towpik oraz dr hab. inż. Cezary Specht.
Komentuj →
13 grudnia 2007 |
1
Do kolejnego wypadku tira wpadającego na przydrożny dom doszło w Witkowie (pow. mogileńskie). Wypełniona 40 tonami buraków cukrowych ciężarówka zboczyła nagle z drogi powiatowej, wjechała na podwórku i uderzyła w dom. - Przyczyny nie są na razie znane - mówił mł. bryg. Paweł Siedlecki, oficer dyżurny Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Toruniu. - Kabina tira wbiła się w budynek na ponad dwa metry. Zniszczona drewniana konstrukcja stropu oparła się częściowo na kabinie ciężarówki - dodał Siedlecki. Do szpitala zostali przewiezieni: ranny 21-letni kierowca (był trzeźwy) i mieszkanka domu, którą poraniły odłamki cegieł. - Śpiącą kobietę przykryła przewrócona szafa, dzięki czemu nie odniosła większych obrażeń - zaznaczał Łukasz Rogalski z Komendy Powiatowej Straży Pożarnej w Mogilnie. Strażacy przez kilka godzin umacniali budynek, który groził zawaleniem oraz wyciągali z niego ciężarówkę. Inspektor nadzoru budowlany wyłączył zniszczoną część domu z użytkowania. Przyczyny i okoliczności wypadku ustala policja.
Komentuj →
13 grudnia 2007 |
1
Jest już nowa opinia biegłego dotycząca pożaru autokaru z licealistami. Pojazd był sprawny a przyczyną pożaru było zderzenie z ciągnikiem siodłowym. To wywołało zapłon paliwa. 30 września 2005 r., godz. 6.40. Tej daty z pewnością nie zapomną rodziny maturzystów. Wtedy to kierowca autokaru wyprzedzał inny samochód. Jechał 110 km/godz. (dozwolone 70 km/godz.). Niebezpiecznie zbliżył się do jadącej z przeciwka ciężarówki. Jej kierowca zaczął gwałtownie hamować. Biegli uznali, że nie było żadnych szans na uniknięcie wypadku. Prędkość zderzenia sięgnęła prawie 200 km/godz. - Ta opinia biegłego z zakresu pożarnictwa nie przedstawia nowych wniosków w stosunku do opinii przygotowanej na początku śledztwa - powiedział Adam Kozub, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku. Dziś do sądu trafił kolejny akt oskarżenia również pośrednio dotyczący wypadku w Jeżewie. Zawiera kilka wątków, które zostały wyłączone z głównego śledztwa. Wśród oskarżonych jest miedzy innymi lekarz, który wystawiał zaświadczenia o zdolności do pracy kierowcom, którzy chorowali na ciężkie choroby dyskwalifikujące ich do pracy za kółkiem. Takie zaświadczenia dostali kierowcy, którzy dwa lata temu wieźli licealistów do Częstochowy. Obaj byli chorzy na ciężkie choroby. Ponadto przed sądem odpowie też osoba, która wystawiała fałszywe karty ewidencji autobusów. Sporządziła ich 260, wśród nich sa dokumenty należące do firmy przewozowej Kosmos, do której należał autokar licealistów.
Komentuj →
13 grudnia 2007 |
1
W Małopolsce w przyszłym roku na każdej stacji benzynowej będzie można kupić alkomat. I to za cenę paczki papierosów. Warto go mieć. Niewielu kierowców zdaje sobie sprawę, że nawet 10 godzin po spożyciu alkoholu wciąż może mieć go we krwi, informuje "Dziennik". Jerzy Łabędź, biegły z zakresu toksykologii, alkoholu i trucizn lotnych Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie wyjaśnia gazecie, że na to, jak długo alkohol ulatnia się z naszego organizmu, wpływa wiele rzeczy: masa ciała, wiek, wydolność organizmu, czas, w jakim się spożywało alkohol i czy piło się na pusty żołądek. - "Najprostsza zasada jest taka: jeśli ktoś wypił jedno piwo, to przed upływem trzech, czterech godzin nie powinien wsiadać za kierownicę. Po wypiciu pół litra wódki trzeba czekać aż 24 godziny", mówi Łabędź. Na pomysł powszechnego korzystania przez kierowców z alkomatów wpadli radni sejmiku woj. małopolskiego. W przyszłym roku będą dopłacać do ich zakupu. Na program profilaktyczny "Trzeźwa Małopolska" z budżetu województwa przeznaczono 100 tys. zł. Pieniądze będą pochodzić z opłat koncesyjnych za hurtową sprzedaż trunków o zawartości do 18 proc. alkoholu. Teraz za elektroniczny alkotest kierowcy muszą zapłacić od 100 zł w górę. W przyszłym roku ok. 5-10 zł. "To pieniądze na start. Prowadzone są już rozmowy z koncernami paliwowymi, aby przyłączyły się do akcji", mówi Kazimierz Czekaj, przewodniczący komisji budżetowej małopolskiego sejmiku.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
Po celnym strzale w oponę, fiat 126p zatrzymał się na poboczu ul. Koronowskiej w Bydgoszczy. Kierowca "wydmuchał" 2 promile alkoholu – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Funkcjonariusze z oddziału prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji zauważyli fiata 126p, jadącego wężykiem ul. Grunwaldzką. Na dodatek samochód nie miał włączonych świateł. Policjanci oznakowanym radiowozem ruszyli za fiacikiem - na wszelki wypadek włączyli migający "kogut". Zrównali się z maluchem i "lizakiem" dali znak kierowcy do zjechania na pobocze. Ten ani myślał się zatrzymywać: co chwilę zmieniał pas ruchu, zajeżdżał drogę radiowozowi. Policjanci uznali, że jedynym sposobem na zatrzymanie pirata jest użycie broni. Jeden z funkcjonariuszy strzelił celnie w oponę "malucha" i dopiero wtedy, na ul. Koronowskiej, kierowca zjechał na pobocze i zatrzymał się. Wyskoczył z auta i próbował uciekać. Policjanci jednak go złapali. Był mocno pijany: badania alkomatem wykazało 1,97 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Na dodatek nie miał prawa jazdy - Sąd Rejonowy Bydgoszczy w tym roku zakazał mu prowadzenia pojazdów mechanicznych przez dwa lata właśnie za kierowanie auta po pijanemu.Kierowca trafił do izby wytrzeźwień, przesłucha go prokurator. Do wyjaśnienia zatrzymano też nietrzeźwego pasażera malucha (miał 1,84 promila alkoholu w wydychanym powietrzu). Dochodzenie w tej sprawie prowadzą policjanci z Komendy Miejskiej w Bydgoszczy.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0

Kierowcy tirów wstrzymali ruch na obwodnicy Trójmiasta. Protestowali przeciw obowiązującemu ich tam zakazowi wyprzedzania. Największe utrudnienia spowodowało zderzenie dwóch uczestniczących w akcji ciężarówek - czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Kierowcy umówili się na tę akcję spontanicznie - przez CB radio. Miała trwać godzinę i rozpocząć w południe. Informację usłyszeli jednak pozostali użytkownicy popularnej "dziewiętnastki" (to numer kanału drogowego w paśmie CB) - o sprawie poinformowali policję, która zapowiedziała karanie mandatami za utrudnianie ruchu. Protest to odpowiedź na wprowadzony niedawno na obwodnicy przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad zakaz wyprzedzania dla pojazdów ciężarowych. Tiry zbierały się w kolumny po kilkadziesiąt aut i jechały prawym pasem z prędkością ok. 50 km na godz. Co pewien czas kilka zjeżdżało także na lewy pas, by uniemożliwić przejazd pozostałym samochodom. Wtedy działała policja: - Gdy ktoś jechał z prędkością utrudniającą poruszanie innym kierowcom lub blokował drogę, patrol w radiowozie "ściągał" go na pobocze i wystawiał mandat - mówi nadkomisarz Janusz Staniszewski, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej. - Nie mam jeszcze pełnych danych, ale takich przypadków było co najmniej kilkanaście. Mimo policyjnych interwencji, na trasie tworzyły się sięgające kilometra korki. I na tym mogło się skończyć, gdyby nie nieuwaga protestujących: ok. godz. 13 w kolumnie tirów między Osową a Karwinami zderzyły się dwie ciężarówki. Kabina samochodu, który uderzył w jadący przed nim pojazd, została zmiażdżona. Na szczęście kierowcy nie stało się nic poważnego - trafił z niegroźnymi obrażeniami do szpitala. Ale policja musiała na godzinę całkiem wstrzymać ruch. Korki sparaliżowały ul. Spacerową w Gdańsku, Niepodległości w Sopocie oraz Wielkopolską w Gdyni. "Zwykli" zmotoryzowani byli zbulwersowani: - Trzy godziny jadę przez ich głupie protesty z Pruszcza do Gdyni - mówiła Agnieszka Schubert. - Zakaz wyprzedzania dla tirów na obwodnicy to dobry pomysł. Tak jest w całej Europie w pobliżu dużych miast. Tirowcy odpierali: - Niech na obwodnicę wyjedzie jakiś star. Rozwija to 60 km na godz., a wyprzedzić nie możesz - mówił kierowca Scanii Edward Turowski z Zabrza. - Gdyby obowiązywała tu prędkość minimalna, np. 70 km na godz., zakaz miałby sens. Policja twierdzi, że kierowcy tirów często wyprzedzają się nawzajem - choć prędkość aut różni się nieznacznie i wtedy manewr trwa za długo. - Wprowadzenie prędkości minimalnej raczej nie wchodzi w grę - mówi Staniszewski. - Jednak jeśli na obwodnicy pojawi się zawalidroga, reagujemy. Np. we wtorek zatrzymaliśmy dźwig, który jechał 30 km na godz. - Zakaz jest potrzebny. Ciężarówki to 15 proc. aut na obwodnicy, a powodują 35 proc. wypadków - przekonuje Robert Marszałek z GDDKiA.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
Biletomaty, nowe oznakowanie przystanków, rozkład jazdy w telegazecie TVP3, czy rezerwowe autobusy na Górczynie - to tylko wybrane sprawy, które udało się załatwić dzięki uwagom Czytelników z Poznania, które “Gazeta Wyborcza” zbierała we wrześniu. Pod koniec września gazeta wywołała burzę informacją, że MPK traci pasażerów. W 1999 r. z usług przewoźnika korzystało aż 243 mln pasażerów. W ubiegłym roku - już tylko 195 mln osób. Redakcja zapytała więc poznaniaków, dlaczego coraz rzadziej korzystają z tramwaju czy autobusu? Co zniechęca do korzystania z komunikacji miejskiej? Celem akcji nie było jednak tylko wytykanie błędów MPK, ale przede wszystkim dyskusja o tym, co i jak można poprawić. Bo sprawna komunikacja publiczna jest w interesie wszystkich. Im więcej ludzi skorzysta z tramwaju, tym mniejsze korki będą na ulicach. Opiniami podzieliło się z ok. pół tysiąca osób. Warto podkreślić, że obok uwag pojawiało się wiele pomysłów na usprawnienie komunikacji. Pasażerowie domagali się np. przyspieszenia tramwajów i autobusów, by były konkurencyjne względem samochodów osobowych. Wskazywali też, jak to zrobić - np. wydzielić osobne pasy ruchu dla autobusów. Uwagi Czytelników zostały przekazane do MPK. Co udało się załatwić? - Jednym z najczęściej poruszanych przez pasażerów problemów była kiepska dostępność biletów. I wkrótce to się zmieni. Zapadła już decyzja o zakupie biletomatów - najpierw 50 stacjonarnych na przystanki, a po nich 500 sztuk do tramwajów i autobusów. Operacja zacznie się już w przyszłym roku. - W ciągu kilku miesięcy MPK chce też umożliwić płatność kartą za sieciówkę, bo tego także domagają się pasażerowie. - Kolejny problem - słaba informacja dla pasażerów - też będzie rozwiązany. Po serii remontów torowisk, MPK zaczęło przyklejać w tramwajach mapki z układem linii, schematy komunikacji miejskiej rozwieszane są też na wszystkich wiatach. Jeszcze w tym roku (o ile nie przyjdzie nagle ostra zima), MPK obiecuje też oznakować (według nowego wzoru zgodnego z Systemem Informacji Miejskiej) pierwsze przystanki nazwami. Do września 2008 r. mają być już w ten sposób oznakowane wszystkie przystanki z wiatami. - Pasażerowie skarżyli się również na usunięcie rozkładu jazdy z telegazety TVP3. Po interwencji przewoźnika, od początku listopada znów można sprawdzić godzinę dojazdu tramwajów i autobusów w telewizorze. - Nie brakowało uwag do lokalizacji przystanków. I tak MPK po akceptacji przez ZDM zmieni np. lokalizację niebezpiecznego przystanku na Szczepankowie. Trwają też prace nad wydzieleniem nowego przystanku za rondem Rataje w kierunku ul. Kórnickiej. - Przewoźnik ulepsza także infrastrukturę przystanków. Każdy remontowany peron będzie już przystosowany do obsługi osób niepełnosprawnych. MPK zapowiada też budowę kolejnych podwójnych przystanków tramwajowych (dziś jest ich tylko 17). Poza tym, po skargach Czytelników, np. na Polance ustawiono w październiku przeszklone wiaty, a na Trębackiej - ławkę. Rocznie MPK stawia w mieście ok. 20-25 nowych wiat. Gdyby nie wandalizm, byłoby ich raz więcej. - Co zrobi przewoźnik, żeby przyspieszyć komunikację? Zgodnie z sugestiami pasażerów, MPK wespół z ZDM przygotowuje program wydzielenia osobnych pasów ruchu dla autobusów. Przyspieszą też autobusy nocne - na ich trasie wszystkie przystanki będą prawdopodobnie na żądanie. - Wiele uwag dotyczyło punktualności i rozkładów jazdy. Reakcją na skargi dotyczące wypadających z rozkładów autobusów na pętli na Górczynie jest dodatkowy autobus rezerwowy. Przesądzone jest już zwiększenie częstotliwości kursów autobusów linii 55 (od stycznia), a prawdopodobne - linii 47 na Naramowice, 95 do Kiekrza i tramwajów linii 11 (lub ich zdublowanie nową linią 19). -Inna bolączka to nieuprzejmi albo palący papierosy w pojazdach kierowcy i motorniczy. - Mamy 800 kierowców i 600 motorniczych. Niestety, przypadki nagannego zachowania ciągle się zdarzają, mimo nakładanych kar finansowych. Prosimy pasażerów o zgłaszanie zastrzeżeń. Ja sam złożyłem 20 wniosków o ukaranie kierowców za to, że nie stosują tzw. przyklęku ułatwiającego wejście do autobusu z wózkiem. Wszystkich postulatów nie udało się i zapewne nie uda spełnić. - Dziennie dostajemy ok. 60 maili i listów w przeróżnych sprawach, które zdaniem pasażerów trzeba poprawić. Klient nasz pan, ale nie wszystko, głównie ze względów finansowych, da się zrobić. Dziękujemy jednak za wszystkie przekazane uwagi - mówi Zbigniew Rusak, wicedyrektor MPK ds. organizacji przewozów i rozwoju.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
Legitymacja, dowód osobisty i paragon informujący o terminie ważności - tyle dokumentów musi wozić właściciel ulgowej lub bezpłatnej karty miejskiej. - Absurdalne - komentuje przewodniczący rady miasta Płock Tomasz Korga. Karta miejska - wygodny kawałek plastyku przypominający kartę bankomatową. Mieści się w każdym portfelu czy kieszeni. Korzystanie z niej nie wymaga żadnych haseł ani kodów, wystarczy ją mieć przy sobie podczas wsiadania do autobusu i okazać podczas kontroli - tak Komunikacja Miejska w Płocku reklamuje swoją kartę. Funkcjonuje od ubiegłego roku. Płocczanie szybko zaakceptowali nowy dokument, korzysta z niego kilka tysięcy pasażerów. Niestety, zaczęli się skarżyć. Bo z wygodą wcale nie jest tak różowo jak gminna spółka zapowiadała. - Karta miała być usprawnieniem komunikacyjnym, tak? - pytał nas rozgoryczony posiadacz takiego dokumentu. - Miała ułatwić mi życie i jazdę autobusami. Ale w założeniu. Bo w praktyce wygląda to na duże utrudnienie. Płocczanin tłumaczy, że podanie kontrolerom do sprawdzenia samej karty nie wystarcza. Oprócz niej wymagają jeszcze legitymacji uprawniającej do zniżki oraz dowodu osobistego, bez którego legitymacja nie jest ważna. Pasażer na wszelki wypadek powinien wozić również paragon informujący o kwocie zakupu i terminie ważności karty. Okazuje się, że wszystko jest zgodne z prawem i potrzebne. Takie są przepisy regulaminu karty miejskiej uchwalonego przez radę miasta. Problem w tym, że większość z tych rzeczy jest rzeczywiście zbędna, a sama karta jest wystarczającym dokumentem do korzystania z autobusów KM. Ulgowa, bezpłatna lub normalna jest kartą imienną i może być użytkowana wyłącznie przez osobę, której dane zostały na niej zapisane. Nie ma możliwości, by wykorzystała ją nieuprawniona do tego osoba. Poza tym zanim pasażer wsiądzie z nią do autobusu, dwukrotnie musi wylegitymować się dokumentem potwierdzającym prawo do ulgi. Pierwszy raz robi to, gdy składa wniosek o wydanie karty. Dołącza do niego aktualne zdjęcie, okazuje dokument uprawniający do ulgowych lub bezpłatnych przejazdów i zostawia jego kserokopię. Jego uprawnienia do korzystania z ulg są ponownie weryfikowane, gdy kupuje bilet okresowy. Nie ma mowy o oszustwie. Tymczasem regulamin karty miejskiej zawiera zapis, że prawo do sprawdzania tych dokumentów mają jeszcze kontrolerzy. I korzystają z niego, obciążając pasażerów koniecznością ich posiadania. Także wożenie paragonu z informacją o kwocie zakupu, terminie ważności biletu nie ma sensu, kontrola ważności biletu okresowego zakupionego na karcie polega na odczytaniu danych zawartych w jej pamięci przy użyciu czytnika kontrolerskiego. - Rzeczywiście, to jakaś bzdura - przyznaje przewodniczący rady miasta Tomasz Korga. - Rozmawiałem już w tej sprawie z Komunikacją Miejską. Ustaliliśmy, że osoby, które mają nadzór nad kontrolerami, zobowiążą pracowników do sprawdzania wyłącznie karty. Przecież wszystkie dokumenty są przedstawiane pracownikom komunikacji przy wydawaniu dokumentu. To tak, jakbym przed podjęciem pieniędzy z bankomatu musiał wcześniej pokazać umowę kasjerce w okienku. Wspólnie z prezesem KM ustalimy szczegóły dotyczące zmiany regulaminu.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
Dwóch policjantów ucierpiało w wypadku do jakiego doszło we Wrzoskach. Kierująca czarnym audi 28-letnia kobieta nie zatrzymała się do kontroli drogowej na ul. Wrocławskiej w Opolu i uciekała w stronę Wrocławia. Policjanci rozpoczęli pościg. Podczas wyprzedzania cysterny radiowóz zahaczył o koło ciężarówki. Obaj policjanci trafili do szpitala z urazami kręgosłupa. - Zostaną jeszcze na obserwacji, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - poinformował Sławomir Szorc, rzecznik prasowy komendy miejskiej policji w Opolu. Ścigane audi udało się zatrzymać. Kierująca samochodem kobieta tłumaczyła, że nie zatrzymała się do kontroli, gdyż zapomniała ...prawa jazdy. Radiowóz został doszczętnie rozbity. Kobieta została ukarana mandatem w wysokości 1000 zł.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
- Przerwy są tylko na papierze. Zdarza się, że nie mamy czasu nawet się wysikać, a często i tak nie ma gdzie - skarżą się śląscy kierowcy autobusów. Powodem według nich jest zbyt wyśrubowany rozkład jazdy. Przerwa między kursami to czas na posiłek, papierosa i skorzystanie z toalety. Kierowcy czekający na pętli mają na to zwykle kilkanaście minut. - Najczęściej to fikcja. Nie ma czasu, bo i tak jesteś już spóźniony. Najgorzej jest po południu na długich trasach - skarżą się kierowcy. Nie chcą podawać nazwisk, bo boją się o pracę. Andrzej jeździ na linii 48, z Katowic do Chorzowa. - Rozkład jazdy jest tak rozpisany, że nie ma szans, żeby autobusy nie jeździły opóźnione. Tkwimy w korkach, a potem wkurzają się wszyscy. Pasażerowie, którzy czekają na przystankach i my, bo o przerwie możemy zapomnieć. Dojeżdżasz na pętlę i już jesteś spóźniony, bo powinieneś być 10 przystanków do przodu. Często jest tak, że w południe siadam za kółkiem, a pierwszą przerwę mam dopiero koło godz. 20 - denerwuje się kierowca. - Ostatnio miałem takie opóźnienie, że dogonił mnie następny autobus. Wysadziłem swoich pasażerów i pojechałem na dworzec do toalety. Nie mogłem już wytrzymać, a przecież nie będę jeździł w pieluchach - opowiada jego kolega Rafał. Zdaniem kierowcy wszystkiemu winny jest co raz większy ruch na drogach i wyśrubowane rozkłady jazdy. - Rozmawialiśmy o tym z kierownictwem, ale bez rezultatów - mówią. Problemem są też toalety, a właściwie ich brak. - Często nie ma jak sobie poradzić. Przecież nie będziemy biegać pod drzewko kiedy na przystanku stoi tłum ludzi. Na niektórych pętlach są przenośne toalety, ale nie na wszystkich - skarży się Adam, szofer z kilkunastoletnim stażem. W katowickim PKM tłumaczą, że nie wszędzie da się ustawić popularne toi-toie. - Mamy jedną własną ubikację na dworcu i kilkanaście innych punktów. Są to toalety przenośne albo wynajęte w barach i restauracjach. Na pewno w niektórych miejscach to problem, ale nie wszędzie jesteśmy zapewnić ubikacje. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby były szalety miejskie jak kiedyś - wyjaśnia Beata Leśniewska z katowickiego PKM. Leśniewska wyjaśnia, że na niektórych liniach rzeczywiście zdarzają się opóźnienia, ale kierowcy nie skierowali w tej sprawie żadnego pisma. - Dopóki nie będziemy mieli oficjalnych sygnałów nic nie możemy zrobić - mówi.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
“Na rondzie w Imola zostałem obrzucony obelgami, butelkami i kamieniami przez strajkujących. Na komisariacie poradzono mi tylko, bym uciekał do do domu” - relacjonował “Gazecie Wyborczej” swe dramatyczne przeżycia we Włoszech kierowca tira z Częstochowy. Piotr J. skontaktował się z redakcją przez telefon komórkowy. Prosił, by nie podawać nazwy firmy transportowej, w której pracuje - "żeby się właściciel nie zdenerwował". - Jestem w trasie od trzech tygodni. We Włoszech zastał mnie strajk transportowców. Rano na rondzie w miejscowości Imola koło Bolonii stał tłum strajkujących,. Byli bardzo agresywni, gdy wjechałem na rondo by przedostać się na autostradę zaczęli mi wygrażać. W moją stronę poleciały butelki i chyba kamienie. Rozbili mi szybę w MAN-ie. Mimo, że jechałem wrogi tłum nie ustępował, nie wiem czy kogoś nie potrąciłem. Udało mi się uciec, podjechałem pod najbliższy komisariat., Tam policjanci w ogólne nie chcieli mnie słuchać, nie mówiąc już o przyjęciu zgłoszenie o ataku na mnie. Powtarzali tylko po angielsku, że nie powinienem się w ogóle znaleźć na trasie i lepiej żebym, uciekał do domu. Teraz jestem nadal w Imola w warsztacie i czekam na założenie szyby. Boję się jednak co dalej będzie na trasie - relacjonował swe poranne przeżycia we Włoszech kierowca z Częstochowy. Strajk kierowców tirów i samochodów dostawczych rozpoczął się we Włoszech w poniedziałek. Protestujący transportowcy blokują ciężarówkami drogi i autostrady, sparaliżowane są obwodnice wokół wielkich miast. W specjalnym komunikacie, wydanym we wtorek ambasada RP odradziła przewoźnikom wjazdu na teren Włoch.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
Kończy się montaż nowych urządzeń na przejeździe kolejowym między Wałami Dwernickiego i ul. Warszawską w Częstochowie. Po ich uruchomieniu sygnalizacja świetlna ma pracować bezbłędnie.
Przebudowując Wały wraz przejazdem, drogowcy chcieli ułatwić wyjazd w ul. Warszawską - wcześniej, po otwarciu szlabanów, kierowcy czekali długie minuty w kolejce, nim udało im się wjechać w mającą pierwszeństwo Warszawską. Dlatego sygnalizacja, którą chciano zainstalować, miała tuż po podniesieniu zapór dawać dłużej niż zwykle zielone światło, co szybko rozładowałoby korek. Idea słuszna, lecz wykonanie niestety gorsze. Ustalanie warunków technicznych z koleją okazało się trudniejsze niż przewidywano i w rezultacie zbudowano instalację niepowiązaną bezpośrednio ze szlabanami. Ogonek samochodów miały wykrywać czujniki zatopione w asfalcie. Niestety, komputer analizując dane miał nierzadko problemy z ich interpretacją. Dlatego częsty był widok, gdy po otwarciu szlabanów samochody trafiały na czerwone światło przy wyjeździe w Warszawską. Zdarzało się, że auta utykały na torach kolejowych, co było przecież niebezpieczne. Miejski Zarząd Dróg traktował zainstalowany system jako tymczasowy. Docelowo to zbliżający się pociąg miał dawać sygnał do zamknięcia szlabanów i włączenia czerwonego światła. A po jego przejeździe zapalać miałoby się - na dłużej - światło zielone. Dlatego miasto dalej negocjowało z koleją. Prowadzone od kilku dni prace na przejeździe (związane jest z tym jego całkowite zamknięcie) to już końcówka inwestycji. - Musimy mieć jeszcze kilka dni na odbiór techniczny wszystkich instalacji. Mam nadzieję, że po jej uruchomieniu wszystko będzie działać jak należy - powiedział “Gazecie Wyborczej” dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg Kazimierz Augustyn.
Komentuj →
12 grudnia 2007 |
0
Znany aktor Zbigniew B. egzamin na prawo jazdy kategorii E zdawał w zajeździe pod Augustowem - twierdzi białostocka prokuratura. Śledczy skierowali do sądu akt oskarżenia. Prokuratura zarzuca aktorowi i jego znajomemu, że latem 2006 roku załatwił sobie prawo jazdy na kierowanie samochodem osobowym (lub ciągnikiem) z dużą przyczepą. Nie uczestniczyli w kursie ani nie pojawili się na egzaminie. Dzień przed sprawdzianem oskarżeni spotkali się z egzaminatorem w Szczebrze. Tam podczas kolacji w przydrożnym zajeździe ustalili przebieg fikcyjnego egzaminu. - Nie wiemy, czy w grę wchodziły pieniądze. Wiemy natomiast, że po egzaminie, do którego nie doszło, dokumenty zostały przesłane do Piaseczna i Puław. Tam oskarżeni odebrali prawo jazdy - powiedział Adam Kozub, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku. Zbigniew B., jego znajomy i egzaminator z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Suwałkach odpowiedzą przed sądem. Grozi za to nawet kara pozbawienia wolności. B. nie przyznaje się do winy.
Komentuj →
11 grudnia 2007 |
0
35 tys. - tyle pojazdów o masie powyżej 30 ton wjeżdża codziennie do Warszawy – wyliczyła GDDKiA
Drogowcy zbudowali na Młocinach pierwsze w Warszawie stanowisko do ważenia ciężarówek. Do kwietnia obiecują otworzyć cztery kolejne. Stanowisko powstało na parkingu przy ul. Wóycickiego, tuż przy skrzyżowaniu z ul. Pułkową. Geodeci wyznaczyli w tym miejscu idealnie równy odcinek. Drogowcy wykonali na nim płytę z zagłębieniami do ustawienia postrachu kierowców tirów: przenośnej wagi do rejestrowania obciążenia na oś. Dlaczego na Wóycickiego? W Inspekcji Transportu Drogowego przekonują, że to ulica często używana przez tiry. Ciężarówki jeżdżą tędy np. w kierunku wielkiego parkingu przy cmentarzu Północnym. – Na ul. Wóycickiego będziemy też kierowali do ważenia pojazdy zatrzymane na pobliskiej Wisłostradzie – zapowiada szef ITD na Mazowszu Michał Rzemieniewski. – Zaczniemy w drugiej połowie grudnia. Waga ustawiona przy Wóycickiego pozwoli kontrolować wjazd do stolicy od strony Gdańska. Ale na tym wcale nie koniec. – Do końca kwietnia uruchomimy cztery kolejne stanowiska dla takich wag – mówi rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich Małgorzata Gajewska. Drogowcy wytypowali ruchliwe trasy: al. Krakowską przy 17 Stycznia; Łopuszańską w sąsiedztwie wiaduktu PKP; Czecha przy granicy Wawra z Wesołą; Przyczółkową przy ul. Vogla. Wagi będą ustawiane na poboczu jezdni. Wcześniej drogowcy zbudują tzw. pasy włączenia. Chodzi o to, żeby tir z naczepą mógł na żądanie inspektora wjechać i wyjechać bez wstrzymywania samochodów. Parkingi i pobocza do ważenia tirów to reakcja na nasz tekst z lipca. To wtedy napisaliśmy, że kierowcy przeciążonych pojazdów (w stolicy dopuszczalne: 5, 10, 16 ton) są praktycznie bezkarni. Powód – ZDM nie wskazał w stolicy miejsc na poboczu głównych tras z tzw. certyfikatem geodezyjnym (przystosowanych do ustawienia wag). ITD ustawiał przenośne wagi w miejscach bez certyfikatów. Złapany przewoźnik musiał rozładować tira i zapłacić karę – nawet 30 tys. zł. Właściciele firm przewozowych odwoływali się jednak do sądów administracyjnych, gdzie z reguły wygrywali. Drogowcy zaś twierdzili, że nie wskazali miejsc, bo nie dostali od ITD parametrów wag. Bezsensowna korespondencja między ITD i ZDM trwała kilka miesięcy, a bałagan ukrócił dopiero wiceprezydent miasta Jacek Wojciechowicz. Warszawa i tak jest daleko w tyle np. za Wrocławiem, gdzie w asfalcie są zatopione urządzenia rejestrujące nacisk pojazdów. Jeśli normy są przekroczone, kamera nad jezdnią robi zdjęcie i wysyła je do punktu kontrolnego, gdzie czekają inspektorzy wlepiający mandat.
Komentuj →
11 grudnia 2007 |
0
O godz. 16.20 w Łodzi zderzyły się tramwaje. "Ósemka" uderzyła w tył stojącej na przystanku "trzynastki". Do wypadku doszło na przystanku przy al. Włókniarzy w okolicy ul. Wielkopolskiej. Świadkowie twierdzą, że motorniczy "ósemki" podczas jazdy sprzedawał pasażerowi bilet i nie zauważył stojącego na przystanku tramwaju. Świadkowie twierdzą, że motorniczy sprzedawał bilety podczas jazdy. W wypadku zostało poszkodowanych siedmioro pasażerów. - Zostali przewiezieni do szpitala - mówi Bogumił Makowski, rzecznik łódzkiego MPK. - Większość jest jedynie poturbowana, a ich zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Jedna osoba musiała zostać na noc w szpitalu na obserwacji. Prawdopodobnie dziś zostanie wypuszczona do domu. Od osoby, która nadesłała na Alert24 wiadomość o wypadku, dowiedzieliśmy się, że dwóm osobom trzeba było założyć szwy. Przyczyny wypadku wyjaśnia policja. Ustalono, że obaj motorniczy byli trzeźwi. Jeśli motorniczemu linii 8 zostanie udowodnione, że to on spowodował wypadek, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej oraz do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Motorniczy może otrzymać naganę bądź zostać zwolniony z pracy. Kara zależy od stopnia jego winy. Świadkowie twierdzą, że motorniczy podczas jazdy sprzedawał pasażerowi bilet i nie zauważył stojącego na przystanku tramwaju. - Bilety mogą być sprzedawane jedynie na postoju, wykluczona jest sprzedaż biletów podczas jazdy - mówi rzecznik MPK. Wypadek spowodował utrudnienia w ruchu. Pozostałe linie tramwajowe zostały odesłane na drogi objazdowe. MPK uruchomiło dodatkowe zastępcze linie autobusowe. Ruch w tej okolicy był utrudniony do godziny 20.
Komentuj →
10 grudnia 2007 |
0
W ramach akcji ,,Bezpieczny Przedszkolak" ponad 1,3 tys. dzieci ze szczecińskich przedszkoli poznało zasady bezpiecznego poruszania się po drodze oraz otrzymało odblaskowe wisiorki - donosi “Gazeta Wyborcza”. Podsumowanie trwającej dwa miesiące akcji odbyło się w Domu Kultury ,,Słowianin". Przez dwa miesiące pracownicy Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, policjanci z drogówki oraz strażnicy miejscy odwiedzili 23 szczecińskie przedszkola. 5- i 6-latkowie uczyli się m.in. trafnie oceniać okoliczności i elementy zagrożenia na drogach, poznawali zasady bezpieczeństwa ruchu, ćwiczyli zapamiętywanie numerów alarmowych. Podczas finału w ,,Słowianinie" (z uwagi na liczbę dzieci impreza odbyła się w dwóch turach) dzieci przypominały sobie to, czego nauczyły się w przedszkolach. Razem ze Zbigniewem Wilczyńskim, aktorem z Pleciugi, który przebrał się za policjanta czarodzieja, śpiewały, że na czerwonym świetle nie wolno przechodzić przez ulicę. - A na zielonym trzeba się rozejrzeć - mówiła pięcioletnia Marta Dziarnowska z przedszkola nr 1 przy ul. Grażyny. - To bardzo pożyteczna akcja. Wszystkie dzieci otrzymały od policjantów odblaskowe wisiorki, które chętnie zakładają w drodze do przedszkola i do domu - mówi Wanda Wachowiak, wychowawca w przedszkolu nr 1. - Dzieci oswajają się także z mundurem. Teraz pan policjant jest dla nich autorytetem. Dzieci dostały też zabawki i przybory szkolne. - Poprzez dzieci docieramy także do świadomości dorosłych - uważa Cezary Tkaczyk, dyrektor WORD w Szczecinie. - Okazuje się, że po naszych akcjach dzieci napominają rodziców, by na przykład zapinali pasy w samochodzie. Akcja ,,Bezpieczny Przedszkolak" będzie kontynuowana w przyszłym roku. W nowej edycji drogowcy planują dotrzeć do przedszkoli w małych miejscowościach i wsiach naszego województwa. Do tych placówek maluchy chodzą najczęściej drogami, przy których nie ma chodników.

Zabawa przy wykorzystaniu "AUTOCHODZIKA" to jednocześnie edukacja małych uczestników ruchu drogowego
Komentuj →
10 grudnia 2007 |
0
W Olsztynie miejscy urzędnicy spotkali się z przedstawicielami firmy Parkingi Polska, która zajmuje się zarządzaniem i wykonywaniem parkingów. Inwestorzy chcą nie tylko wybudować postoje, ale też wyposażyć je w urządzenia strefy parkowania. Warszawską spółkę przyciągnęły do Olsztyna plany budowy wielopoziomowych parkingów. W październiku ratusz zaprezentował koncepcję takiego obiektu, który stanie przy ul. Nowowiejskiego i ma liczyć ok. 270 miejsc. “Gazeta” pokazała ją. - Na początku przyszłego roku ogłosimy przetarg na wykonanie wielopoziomowego garażu na Starym Mieście - mówi wiceprezydent Tomasz Głażewski. Firma będzie jednym z konkurentów. - Jeśli koncepcja przy ul. Nowowiejskiego uzyska wszystkie zgody konserwatorskie, to firma Parkingi Polska na pewno wystartuje w przetargu na budowę i zarządzanie obiektem - mówi Jerzy Piekarski, szef miejskiego biura urbanistyki. Jeszcze większe parkingi mają powstać w innych częściach miasta: przy ul. Partyzantów między jezdnią a torami na 800 miejsc, przy ul. Pstrowskiego na 400 miejsc i na Jarotach przy ul. Wilczyńskiego na ok. 500 aut. Budowa ma rozwiązać problem braku miejsc postojowych. Temu samemu ma służyć wprowadzenie parkomatów, wymuszających częstszą rotację aut w centrum miasta. Firma ze stolicy poprosiła o zezwolenie na pilotażowe objęcie strefą parkowania kilku ulic bądź parkingów. Mógłby to być np. postój przy ul. Mochnackiego. Miasto nie zapłaciłoby za to ani grosza. - Jeśli rozmowy pójdą pomyślnie, to jesteśmy w stanie zainstalować urządzenia w ciągu kilku tygodni - mówi Piotr Szymański, koordynator z Parkingów Polska. - Nic tak nie przekonuje, jak działający już system i dlatego firmie na tym zależy - komentuje Piekarski. Parkingi Polska zarządza m.in. strefą parkowania w Warszawie. Od kilku miesięcy obsługuje też Szpital Dziecięcy w Olsztynie. - Firma zapewnia kontrolę wjazdu i wyjazdu, elektroniczne bilety i pobiera opłaty. Jestem bardzo zadowolona z dotychczasowej współpracy - mówi Krystyna Piskorz-Ogórek, dyrektor placówki. Władze miasta liczą na kolejnych inwestorów. - Pokazaliśmy możliwości i już jest odzew. Na pierwszy ogień pójdzie ul Nowowiejskiego, potem zaproponujemy realizację kolejnych obiektów - zapowiada Tomasz Głażewski. - Uważam, że oferta zaprezentowana przez miasto jest ciekawa i ma przed sobą perspektywy. Jesteśmy zainteresowani współpracą - powiedział po spotkaniu w ratuszu Piotr Szymański.
Komentuj →
10 grudnia 2007 |
0
Na inwestycje w trasy dla rowerzystów prezydent miasta planuje wydać w przyszłym roku... 130 tys. zł. Dla porównania - Warszawa przeznaczy na ten cel niecałe 4 mln zł, Gdańsk - kilkanaście. W projekcie budżetu Krakowa na 2008 rok potrzeby rosnącego grona rowerzystów potraktowano po macoszemu. Na budowę ścieżek rowerowych urzędnicy Jacka Majchrowskiego proponują zaledwie 130 tys. zł, z czego 80 tys. na ścieżkę i zatokę parkingową w ciągu ul. Królewskiej, a pozostałych 50 tys. zł - na budowę trasy wzdłuż ul. Strzelców, Lublańskiej, Młyńskiej i Meissnera. Tak mała kwota nie wystarczy na realizację tras dla jednośladów, a jedynie na przygotowanie projektu. - To śmieszne. Z takim podejściem Kraków nigdy nie będzie miastem przyjaznym dla rowerów - komentuje Alina Garbarczyk, mieszkanka Kazimierza. Dla porównania: - Warszawa w budżecie miasta na przyszły rok zarezerwowała na budowę ścieżek blisko 4 mln zł - informuje Aleksander Buczyński ze stowarzyszenia Zielone Mazowsze. Uśmiechem krakowskie wydatki na trasy rowerowe skwitował też Antoni Szczyt, pełnomocnik prezydenta Gdańska ds. budowy dróg rowerowych. - Gdańsk jest liderem wśród polskich miast, jeśli chodzi o budowę dróg rowerowych. Rocznie wydaje na ich budowę kilkanaście milionów złotych. Gdańsk oplata gęsta sieć 85 km tras, a pieniądze, za które je wybudowano, w dużej mierze pochodzą z funduszy unijnych. Na szczęście dla krakowskich rowerzystów w sprawie okrojonego z pieniędzy na ścieżki budżetu zainterweniowali radni. 2 mln zł na ich budowę zgłosił w poprawce do budżetu klub Platformy Obywatelskiej. - Jeśli poprawka przejdzie, 500 tys. zł zostanie przeznaczonych na budowę drogi rowerowej przy ul. Tynieckiej, drugie tyle na ścieżkę w Nowej Hucie, 450 tys. zł na budowę trasy na odcinku od Dunajewskiego do Armii Krajowej, a reszta pieniędzy - na plany i projekty tras nr 4,10, 13 i 30 rozbiegających się z centrum w czterech kierunkach - mówi Paweł Bystrowski, wnioskodawca dodatkowych kwot. W poprawce PO znalazło się też 700 tys. zł na budowę ścieżki wzdłuż ul. gen. Andersa. Marcin Hyła (Inicjatywa Miasta dla Rowerów): Tych 130 tys. zł pokazuje problem, jaki Kraków ma ze ścieżkami. Dla władz miasta ich budowa nie jest ważna. Na szczęście powstanie trochę dróg, które są schowane w kosztach innych inwestycji, przede wszystkim wokół ronda Mogilskiego i Kocmyrzowskiego, o ile jego budowa dojdzie do skutku. Jesteśmy na szarym końcu, jeśli chodzi o powstawanie tras rowerowych i można powiedzieć, że przegoniła nas nawet Warszawa. Nawet, bo kiedyś Kraków uchodził za miasto bardzo postępowe, jeśli chodzi o ścieżki. Smutno.
Komentuj →
10 grudnia 2007 |
2
Jak nie zanitujesz tablic rejestracyjnych, to ci je ukradną. Jak zanitujesz, to masz problemy w wydziale komunikacji. W tej sytuacji zdenerwowany kielczanin postanowił nie wymieniać dowodu rejestracyjnego i czekać, aż dostanie mandat. - Muszę zmienić dowód rejestracyjny w moim daewoo espero, bo mi się skończyło miejsce na pieczątki przeglądów technicznych – opowiada “Gazecie Wyborczej” pan Tadeusz (prosi o niepodawanie nazwiska). Swoim samochodem podjechał pod kielecki ratusz na początku grudnia. - A pani w wydziale komunikacji mówi, że muszę jeszcze przynieść tablice rejestracyjne. Prosiłem, żeby wyszła przed budynek i te tablice zobaczyła i by było po kłopocie. Niestety, nic to nie dało. Nie pomogły tłumaczenia, że ja muszę je odrywać w serwisie, bo są przynitowane. Jestem emerytem, sam tego nie zrobię - twierdzi pan Tadeusz. Nie udało mu się przekonać ani urzędniczki, ani jej zwierzchnika w Referacie Rejestracji Pojazdów UM. - To jest chore. Tablice kradną, żeby potem ukraść benzynę, a jak się ludzie przed tym zabezpieczają, to urząd im robi trudności. Tak się zdenerwowałem, że tego dowodu nie zmienię. Co mi tam, będę jeździł, aż mnie policja złapie - dodaje pan Tadeusz. Nie on jeden ma takie kłopoty. Kilka tygodni temu naszą redakcję odwiedził pan Paweł, który wymieniał dowód rejestracyjny w kieleckim starostwie. - Musiałem się nieźle namęczyć, żeby te tablice odkręcić. Dlaczego w PZU pracownicy wychodzą przed budynek, oglądają auto, robią zdjęcia, a w urzędzie nawet naklejki na dworze nakleić nie mogą? - pyta pan Paweł. Urzędnicy w różny sposób tłumaczą taki upór. - Przepisy zakazują wynoszenia dokumentów poza teren urzędu. A naklejka to też taki dokument. Odpowiednie rozporządzenie mówi, że pracownik wydaje zalegalizowane tablice. A pracownik pracuje w urzędzie, a nie pod budynkiem - mówi Anna Miter, kierowniczka Referatu Rejestracji Pojazdów starostwa kieleckiego. Inne uzasadnienie podaje Kazimierz Michalski, naczelnik wydziału komunikacji starostwa w Jędrzejowie. - Zalegalizowanie tablic nie polega tylko na naklejeniu nalepki. Urzędnik musi tablicę obejrzeć, czy jest legalna, czyli wyprodukowana przez firmę, z którą dany urząd ma umowę. A znak tej firmy jest na odwrocie rejestracji. A więc tak czy inaczej, tablicę trzeba zdemontować - wyjaśnia Michalski. Podobną odpowiedź otrzymaliśmy z kieleckiego UM. - Każda ponowna legalizacja tablic rejestracyjnych wymaga naklejenia nowych znaków z hologramem po wcześniejszym sprawdzeniu przez pracownika urzędu dotychczasowych znaków legalizacyjnych oraz oznaczeń identyfikacyjnych producenta znajdujących się na odwrocie tablicy - informuje Magdalena Dudek, kierowniczka Referatu Rejestracji Pojazdów UM w Kielcach. A co na to wszystko policja? - Kradzieże tablic rejestracyjnych nie są jakąś plagą, ale dochodzi do nich systematycznie - mówi Krzysztof Skorek, rzecznik prasowy KWP. Odradza on jednak nitowanie rejestracji. - Lepiej po prostu parkować auto w bezpiecznej okolicy. Jak się nie da na strzeżonym parkingu, to chociaż w dobrze oświetlonym miejscu - mówi.
Komentuj →