2 lutego 2008 |
3

Na 10 dni przed uruchomieniem sygnalizacji drogowcy wymalowali na rondzie “Radosława” w Warszawie zupełnie nowe pasy ruchu i strzałki. W jakim celu? Żeby uporządkować ruch. Kierowcy mają nie skręcać już więcej w prawo z lewego, wewnętrznego pasa ani objeżdżać całego ronda prawym zewnętrznym. Kluczem do zrozumienia nowej organizacji ruchu są strzałki namalowane na każdym z czterech wjazdów na rondo (patrz mapka). To one informują nas, jak się ustawić przed wjazdem na skrzyżowanie. Warszawiacy jeżdżą jednak, jak chcą. Obok Arkadii panował gigantyczny bałagan. Auta zajeżdżały sobie drogę. Nowe wymalowanie ronda nakazał miejski inżynier ruchu Janusz Galas. Wyszedł on z założenia, że problemy na rondzie wynikają z dwóch powodów: idących praktycznie non stop do Arkadii pieszych, którzy uniemożliwiają zjazd z ronda (to właśnie ruch przechodniów mają uporządkować światła); kierowców zajeżdżających sobie drogę przez częste zmiany pasa ruchu (temu mają przeciwdziałać nowe pasy na jezdniach). – Zanim sygnalizacja zostanie uruchomiona, musi pracować dziesięć dni na pomarańczowo. Tak mówią przepisy – mówi rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich Urszula Nelken. – Specjalna akcja informacyjna nie jest potrzebna. Wystarczy stosować się do przepisów. Policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego apelują do kierowców, żeby w końcu zaczęli patrzeć na znaki. Jak się dowiedzieliśmy, rozważają też ustawienie od dziś na rondzie policjantów. Na kierowców czeka jeszcze jedna niespodzianka: kilka z sygnalizatorów stoi wewnątrz ronda. To rozwiązanie w Warszawie raczej niestosowane. Przed wjazdem na rondo patrzymy na strzałki na jezdni. Na wprost można jechać z każdego z trzech pasów. Podczas takiej jazdy trzeba z reguły przeciąć sąsiedni pas ruchu (wtedy pierwszeństwo ma kierowca jadący z lewej strony). Całe rondo może objechać tylko kierowca, który ustawi się na lewym wewnętrznym pasie. Pamiętajmy o zasadzie ograniczonego zaufania – przypomina “Rzeczpospolita”.
Komentuj →
31 stycznia 2008 |
4
Częstochowska policja bije na alarm. Od lat nie odnotowano na częstochowskich ulicach tak wielu wypadków z udziałem pieszych. Najgorsze, że ponad połowa ofiar sama przyczyniła się do swojej śmierci lub obrażeń. Statystyki wypadków z udziałem pieszych są zatrważające. W 2007 roku piesi stanowili 23 proc. ofiar wypadków na drogach Częstochowy i okolicznych gmin. Choć procentowy udział w porównaniu z 2006 rokiem się nie zmienił, to liczba ofiar znacznie wzrosła: z 214 przed dwoma laty do 270 w ubiegłym roku. Tylko na ulicach Częstochowy zginęło 215 osób. - Brzmi paradoksalnie, ale coraz więcej wypadków mamy na przejściach dla pieszych. To dowód, że sami piesi nie dbają o swoje bezpieczeństwo - mówi nadkom. Marek Struski z częstochowskiej policji drogowej. - Z naszych analiz wynika, że w ubiegłym roku prawie 150 ofiar (55 proc.) było sprawcami wypadków - podkreśla nadkom. Struski. Jakie błędy popełniają piesi? - Na pierwszym miejscu stawiam nieuwagę i pośpiech. Nagminnym widokiem są ludzie przebiegający w poprzek jezdni, wchodzący na czerwonym świetle czy nierozglądający się na boki. Nie wiedzieć czemu, żyjemy w przekonaniu, że mamy jakieś szanse w zderzeniu z samochodem - mówi nadkom. Struski. Jak podkreśla nasz rozmówca, plagą ostatnich lat jest wchodzenie na ulicę z telefonem komórkowym przy uchu. - To już problem na skalę ogólnoeuropejską, niedawno w Szwecji rozpoczęto kampanię społeczną, emitując film pokazujący chłopaka ginącego pod kołami samochodu, bo rozmawiał przez telefon komórkowy. Do wypadków przyczynia się też ... moda. - W okresie jesienno-zimowym kaptury szczelnie okrywające głowy zasłaniają widoczność i powodują, że gorzej słyszymy, co się wokół nas dzieje. Piesi - jak twierdzi policja - nazbyt często zapominają, że choć są uprzywilejowaną grupą użytkowników dróg, to nie wszystko im wolno. Nawet gdy wchodzą na pasy, muszą najpierw upewnić się, że pojazd, który nadjeżdża, zdoła zahamować. Tymczasem nagminne jest wchodzenie, a nawet wbieganie niemal wprost pod koła. - Nie jest wcale rzadkością, że pieszy, który ucierpiał w wypadku, staje na wniosek policji przed sądem jako oskarżony za spowodowanie wypadku. I płaci za naprawę auta, które go potrąciło - przestrzega Struski. Policjanci odrzucają zarzuty, że chowając się w krzakach, wyłapują biednych pieszych łamiących przepisy i wlepiają im surowe mandaty.
Komentuj →
30 stycznia 2008 |
0
Przepisy dotyczące punktów karnych są jasne. - Kierowca posiadający prawo jazdy krócej niż rok może ich zebrać 20, natomiast kierowcy z dłuższym stażem mogą zebrać 24 punkty karne - przypomina Krzysztof Skorek, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach. Przekroczenie tego limitu oznacza, że trzeba ponownie zdać egzamin na prawo jazdy, ale jest legalny sposób, by nieco zmniejszyć liczbę punktów na swoim koncie. Taką szansę dają szkolenia organizowane przez WORD. - Mogą wziąć w nim udział kierowcy, którzy posiadają uprawnienia do prowadzenia pojazdu dłużej niż rok i mają nie więcej niż 23 punkty. Pozostałym pozostaje ponowny udział w kursie na prawo jazdy - tłumaczy Maciej Szczerba, zastępca działu do spraw szkoleń kieleckiego WORD-u. Program obejmuje m.in. przyczyny wypadków drogowych, prawne i społeczne skutki wypadków oraz psychologiczne aspekty zachowania się kierującego pojazdem. Prowadzą go policjant ruchu drogowego oraz psycholog policyjny. Tego typu zajęcia organizowane są maksymalnie dwa razy w miesiącu, jednak nie można brać w nim udziału częściej niż raz na pół roku. Sześciogodzinny kurs niweluje sześć pierwszych punktów. Szkolenie kosztuje 300 zł. W ubiegłym roku w szkoleniach oragnizowanych przez WORD wzięły udział 386 osoby. - W styczniu z naszej oferty skorzystały 34 osoby. Następne szkolenie planujemy na luty - informuje Szczerba. Ośrodek po szkoleniu wszelkie dokumenty przesyła do Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji i tam dopełniane są wszelkie formalności związane z umorzeniem punktów. Jak informuje Leszek Olejarczyk z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Kielcach, w województwie świętokrzyskim jest obecnie około 100 kierowców, którzy mają na swoim koncie ponad 20 punktów karnych. Rzecznik prasowy policji zachęca do korzystania ze szkolenia: - Mamy nadzieję, że każdy absolwent zrozumie problem i zmieni stosunek do brawurowej jazdy - jest to głównym powodem zbierania punktów karnych i zarazem wypadków na terenie województwa świętokrzyskiego - informuje Skorek. Przypomina też, by na bieżąco kontrolować liczbę punktów. - Nie ma nic prostszego, wystarczy z dowodem osobistym przyjść do komendy powiatowej policji - zapewnia.
Komentuj →
28 stycznia 2008 |
3
Holowanie auta naprawdę nie jest trudne – “AUTO ŚWIAT TV” radzi jak to robić bezpiecznie i zgodnie z przepisami.
F I L M - http://www.auto-swiat.pl/media,podglad/Auto_Swiat_TV___Holuj_z_glowa,Id-188/
Komentuj →
3 lutego 2008 |
0
Przy trasach wjazdowych do Kielc pojawiły się specjalne znaki drogowe reklamujące Muzeum Narodowe. Problem w tym, że nie bardzo wiadomo, jak je odczytywać. Pięć znaków drogowych E22b, czyli tzw. znaków turystycznych wskazujących obiekt na samochodowym szlaku, stanęło przy wlotowych ulicach. Tablice o szerokości około 1,8 m zrobione są z odblaskowej folii, dzięki czemu są dobrze widoczne w nocy. Znaki przedstawiają kontur Pałacu Biskupów Krakowskich oraz Muzeum Narodowe w Kielcach. Brakuje jednak odległości w kilometrach, która zwykle na takich znakach jest podana. - Chcieliśmy przede wszystkim poinformować turystów przejeżdżających przez miasto, że takie muzeum w mieście istnieje, a przez to zachęcić do odwiedzin. Kilometrów celowo nie umieściliśmy, bo znak stoi w granicach Kielc, to niewielka odległość i nie ma sensu jej podawać - tłumaczy Anna Paryska-Latos z działu marketingu Muzeum Narodowego w Kielcach. Dodaje, że wkrótce zostaną ustawione kolejne cztery znaki przy drogach prowadzących do Kielc. - Na tych znakach umieścimy informację o odległości do muzeum. Zmierzyliśmy liczbę kilometrów od muzeum do granic miasta, zaś GDDKiA ma do tego dodać odległość od tego punktu do znaku. Oba rodzaje znaków będą się uzupełniać - tłumaczy Paryska-Latos.
Komentuj →
3 lutego 2008 |
0
Liczą samochody, w nocy nie oślepiają kierowców, a kiedy się zepsują wysyłają SMS-a z prośbą o naprawę - tak inteligentne są nowe sygnalizatory zamontowane na trasach krajowych w województwie kujawsko-pomorskim.
Zaawansowany technicznie system sygnalizacji świetlnej na miarę XXI w. to dziecko Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Działa w całym regionie na skrzyżowaniach dróg krajowych, m.in. w Brodnicy i Inowrocławiu. - Nowe sygnalizatory są lepiej widoczne i bardziej trwałe - mówi Tomasz Okoński, rzecznik bydgoskiego oddziału GDDKiA. - Możemy monitorować ich działanie na nawet z biurowych komputerów. Widzimy, czy są sprawne dzięki technologii GPRS. To nie wszystko. Światła działają w zależności od pory roku. Przykładowo, latem więcej aut jedzie na północ i południe, więc właśnie na tym kierunku sygnalizatory zmienią się po dłuższym czasie. Efekt jest taki, że więcej wozów zmierzających nad morze lub w góry będzie mogło przejechać na zielonym. W nocy nowe światła są automatycznie przyciemniane o 20 proc. Dzięki temu nie oślepiają kierowców. Urządzenia, które się zepsują, natychmiast wysyłają SMS-a o awarii do techników. - Ta nowinka jest przydatna zwłaszcza w weekendy, kiedy nie możemy obserwować ich pracy na komputerowych monitorach - wyjaśnia Okoński. Sygnalizatory liczą też natężenie ruchu, wszystkie zbierane przez nie dane są archiwizowane. Wymiana świateł na drogach krajowych naszego województwa trwała od listopada 2007 i kosztowała prawie 3 mln zł.
Komentuj →
3 lutego 2008 |
0
W trosce o poprawę bezpieczeństwa na drogach, w mieście Torreon na północy Meksyku zaczęto karać mandatami panie, które prowadząc samochód malują usta i panów, którzy golą się, siedząc za kierownicą. Jak ostrzegają meksykańskie media, kosztowne dla kierowcy może też być w Torreon trzymanie na kolanach ulubionego psa, czy kota. Ponadto władze miejskie zaostrzyły kary za prowadzenie pod wpływem alkoholu, łamanie ograniczeń prędkości, korzystanie z telefonu komórkowego bez instalacji głośnomówiącej. Do katalogu czynności zabronionych dodano też wyrzucanie śmieci przez okno samochodu oraz prowadzenie z drugą osobą na kolanach.
Komentuj →
3 lutego 2008 |
0
Nietrzeźwy kierowca gimbusa - Nietrzeźwego kierowcę szkolnego autobusu zatrzymali policjanci z komendy powiatowej w Białogardzie podczas akcji “Alkohol”. 56-letni mężczyzna na szczęście jechał pustym autobusem. To jednak był kurs po dzieci, by dowieźć je z okolicznych miejscowości do Karlina. Na drodze Dygowo – Pobłocie Wielkie (gm. Karlino) około 7. policjanci drogówki zatrzymali do kontroli drogowej szkolny autobus. Od kierowcy autobusu od razu wyczuli woń alkoholu. Wynik kontroli trzeźwości wykazał 0,6 promila alkoholu. Mężczyźnie policjanci zatrzymali prawo jazdy. Na szczęście nietrzeźwy kierowca szkolnego autobusu nie przewoził dzieci. Właśnie jechał do okolicznych miejscowości po uczniów, których miał zawieść do szkoły w Karlinie. Jest to kolejny przypadek zatrzymania przez policjantów z Białogardu nietrzeźwego kierowcy szkolnego autobusu. Za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwym grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.
3 promile u traktorzysty - W ręce policjantów z nowodworskiej drogówki wpadł traktorzysta. Stanisław K. w chwili zatrzymania miał 3 promile alkoholu w organizmie. Dodatkowo 47-latek kierował swoim pojazdem bez wymaganych uprawnień i dokumentów. Tuż po godzinie 15. policjanci z nowodworskiej drogówki zwrócili uwagę na ciągnik rolniczy jadący drogą w Studziankach. Pojazd rzucał się w oczy, ponieważ nie miał tablicy rejestracyjnej i włączonych świateł mijania. Kierowca został zatrzymany do kontroli drogowej. Okazało się, że Stanisław K. nie ma prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego ani polisy OC na ciągnik. Już podczas legitymowania policjanci wyczuli od kierującego silną woń alkoholu. Jak wykazało przeprowadzone badanie alkomatem, 47-letni Stanisław K. wsiadł za kierownicę mając 3 promile alkoholu w organizmie. Mężczyzna nie mógł kontynuować dalszej drogi. Jego ciągnik został sholowany na parking depozytowy. Stanisław K. po wytrzeźwieniu zostanie przesłuchany i usłyszy zarzuty.
Wciąż bez prawa jazdy i pod wpływem narkotyków- Stołeczni wywiadowcy już po raz trzeci zatrzymali 26–letniego kierowcę pod wpływem narkotyków i bez prawa jazdy. Tym razem Rafał G. siedział z kółkiem po zażyciu amfetaminy. Za jazdę pod wpływem środka odurzającego grozi mu od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Około godziny 12.00 przy ulicy Łochowskiej mundurowi zatrzymali do kontroli forda fiestę. Kierowca nie mógł okazać policjantom dokumentów uprawniających go do prowadzenia pojazdu, ponieważ nigdy takich nie posiadał. Funkcjonariusze rozpoznali w kierowcy mężczyznę, którego w ostatnim czasie dwukrotnie już zatrzymywali za jazdę bez prawa jazdy. Był nim 26–letni Rafał G. Poprzednim razem prowadził auto pod wpływem narkotyków. Policjanci przypuszczali, że i tym razem może być podobnie. Postanowili to sprawdzić. Intuicja ich nie zawiodła. 26–latek kierował fordem fiestą pod wpływem amfetaminy.Za jazdę pod wpływem środka odurzającego grozi mu od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Za jazdę bez stosownych uprawnień Rafał G. może dostać 500 złotych grzywny.
Rowerzysta tak pijany, że spadł z roweru - W Pieniężnie rowerzysta przewrócił się i uderzył głową w asfalt. 44-letni Grzegorz D. został przewieziony do szpitala w Lidzbarku Warmińskim. Mężczyzna był tak pijany, że policjanci nie mogli poddać go badaniu na zawartość alkoholu. Rowerzyście została pobrana krew do badań. Za jazdę rowerem po pijanemu grozi mu rok więzienia.
Komentuj →
1 lutego 2008 |
2
W Lublinie już w marcu kandydaci przystępujący do egzaminu praktycznego na prawo jazdy zasiądą za kierownicami nowiutkich toyot yaris. W czerwcu pojawi się też terenowa rav4. Dotychczas użytkowane corsy i chevrolety idą w odstawkę – WORD wzorem innych ośrodków z Polski postanowił wynajmować samochody egzaminacyjne.Przetarg na wynajem 21 samochodów Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Lublinie ogłosił w grudniu ubiegłego roku. Spotkał się on z żywą reakcją dilerów samochodów – zgłosiło się aż ośmiu. WORD zamawiał wynajem samochodów na cztery lata z dwukrotną ich wymianą na nowe bez dodatkowej opłaty oraz jedno auto wyposażone w automatyczną skrzynię biegów, które miało być używane przez cztery lata. – To dla nas rozwiązanie o jakieś 30 proc. tańsze w porównaniu z zakupem – tłumaczył Ryszard Pasikowski, dyrektor WORD w Lublinie. Tym bardziej że kontrahent miał dostarczyć auta ubezpieczone, zarejestrowane, zapewnić serwis i przeglądy oraz auto zastępcze, a także zapewnić opony zimowe. WORD zakończył rozpatrywanie protestów. Wybór konsorcjum Toyot został podtrzymany. Jak komentuje “Kurier Lubelski” w przypadku Lublina wymiana pojazdów egzaminacyjnych pociągnie za sobą konieczność kupna ok. 800 nowych aut przez szkoły, a jeśli samochody spodobają się kandydatom na kierowców, to oni także mogą być potencjalnymi klientami. Ten rynek dostrzegają także importerzy pojazdów oferując specjalne rabaty na pojazdy wykorzystywane przez WORD, czy też formy finansowania zakupu pojazdu przez OSK.

Komentuj →
1 lutego 2008 |
0
Na terenie Zarządu Dróg i Utrzymania Wrocławia powstał specjalny parking dla wraków aut. Wcześniej ich usuwanie było kosztowane, bo przez pół roku musiały potem stać na prywatnych parkingach, za które płaciło miasto. Na parking dla wraków trafiać mają auta, które nie mają tablic rejestracyjnych, albo ich stan wskazuje, że od dawna nikt nimi nie jeździł. Wcześniej strażnicy zapewniali, że zanim wezwą lawetę, postarają się skontaktować z właścicielem samochodu. Sprawdzili jednak przepisy i stwierdzili, że będą go zawiadamiać dopiero po przewiezieniu auta na parking. - Ustalanie właściciela zajmuje nieraz sporo czasu. Przepisy pozwalają skrócić procedurę. Poza tym każdy, kto ma samochód, powinien sam interesować się, co się z nim dzieje - mówi Sławomir Chełchowski, rzecznik straży miejskiej.
Komentuj →
1 lutego 2008 |
0
W Warszawie zaczął działać nowy ośrodek egzaminowania kierowców. Z 50-osobowej grupy przyszłych kierowców, która zjawiła się w ośrodku przy ul. Radarowej 1 we Włochach, tuż przed godz. 7 rano komputer wylosował 19-letniego Kamila K. - Strasznie się denerwuję. Teorię zdałem jesienią, a o tym egzaminie wiem od przedwczoraj. Nawet nie zdążyłem poćwiczyć - mówił, zmierzając na plac manewrowy. Tam czekały już srebrne toyoty yaris, w których kierowcy zdają egzamin praktyczny. Samochody są nowiutkie, przyjechały na Radarową zaledwie kilka dni temu. Wyposażone są m.in. w kamery rejestrujące przebieg egzaminu. - Będziemy wyrozumiali, gdy kursant popełni drobny błąd w obsłudze samochodu - mówił egzaminator Andrzej Wierzchowski. Taryfa ulgowa wzięła się stąd, że większość przyszłych kierowców ćwiczy w innych samochodach, np. oplach corsa. - Ale na mieście już żadnych ulg nie będzie - dodał Andrzej Wierzchowski. Po niecałej godzinie okazało się, że Kamil bez problemów zdał egzamin praktyczny i wkrótce otrzyma prawo jazdy. - Dobry znak na nowe miejsce - mówił Andrzej Szklarski, szef stołecznego ośrodka ruchu drogowego, na wieść o sukcesie pierwszego zdającego. Nowy ośrodek pomoże rozładować zator czekających na egzaminy praktyczne kierowców. Każdego dnia będzie mógł sprawdzić umiejętności 200 osób. - To wkrótce zmniejszy kolejki do egzaminów, które dziś sięgają nawet 50 dni - cieszył się Andrzej Szklarski. Egzaminy teoretyczne zostaną rozpoczęte od 18 lutego. Uroczyste otwarcie jest przewidziane na dzień 16 lutego na godz. 10.00. Tego dnia w nowym miejscu egzaminowania będzie zorganizowany Dzień Otwarty, w ramach którego będzie można zapoznać się z nowym miejscem oraz pojazdami egzaminacyjnymi.
Komentuj →
1 lutego 2008 |
0
Tysiąc złotych grzywny oraz dwuletni zakaz prowadzenia pojazdów to kara, jakiej poddał się 20-letni mieszkaniec podkętrzyńskiej wioski za to, że w czasie jazdy samochodem zza kierownicy przesiadł się na maskę. Auto jechało samo. Film nagrany przez pasażera trafił do internetu i do policjantów. Zdarzenie miało miejsce w październiku 2007 roku na drodze między Kętrzynem a Nakomiadami. Kierujący vw golfem 20-letni Marcin K. wpadł na niecodzienny pomysł - w czasie jazdy wysiadł z samochodu i usiadł na masce. Całą sytuację nagrał telefonem komórkowym jego kolega jadący jako pasażer. Film trafił do internetu, a tam zobaczył go kętrzyński policjant. Rozpoznanie głównego bohatera nie było trudne. Marcin K. został natychmiast wezwany do Komendy Powiatowej Policji w Kętrzynie, gdzie usłyszał zarzut popełnienia wykroczenia w ruchu drogowym. Mężczyzna nawet nie próbował polemizować z policjantami – od razu przyznał się do wybryku. Jak tłumaczył, był to głupi żart, którego teraz żałuje i nigdy go nie powtórzy. 20-latek dobrowolnie poddał się karze grzywny w wysokości tysiąca zł. Na dwa lata stracił prawo jazdy.
Komentuj →
1 lutego 2008 |
0
Była już błyszcząca płyta CD na lusterku, spreje w TV-marketach - wszystko, by oszukać fotoradar. Ostatnio pojawił się kolejny nowy sposób - większość kierowców ma go w swoim... telefonie – informuje “Dziennik”. Słupów jest ponad 600, a fotoradarów ok. 130 sztuk - nie wiadomo, w której skrzynce kryje się karzące oko Wielkiego Brata. Pewien internauta twierdzi, że jest jednak sposób na sprawdzenie, czy w puszce jest fotoradar. W dodatku bardzo prosty. Wystarczy w telefonie komórkowym włączyć aparat fotograficzny i skierować obiektyw na puszkę - jeśli fotoradar jest w środku, wiązka wysyłana przez niego powinna świecić na ekranie komórki. Na potwierdzenie wyjaśnia zasadę działania - tu cytat: "Fotoradar mierzy naszą prędkość, używając podczerwieni. Kamera w aparacie telefonicznym potrafi zobaczyć tę wiązkę. Proponuję eksperyment - wystarczy włączyć aparat fotograficzny w telefonie, jego obiektyw skierować w stronę przodu pilota do telewizora i nacisnąć jakikolwiek przycisk. Zobaczycie na ekranie telefonu, jak w pilocie miga dioda emitująca podczerwień, a nie będziecie tego widzieć gołym okiem". W porządku - pilot działa na podczerwień. Ale reszta jest bzdurą! Twierdzenie popiera specjalista... "Stwierdzenie <Fotoradar mierzy naszą prędkość używając podczerwieni> świadczy o nieznajomości tematu i dyskwalifikuje internautę jako poważnego rozmówcę. Radar naszego fotoradaru pracuje na częstotliwości 24,125 GHz (odpowiada to długości fali ok. 0,4 cm), zaś światło widzialne to długość fal rzędu nanometrów, a podczerwień to długości fal rzędu mikrometrów. Promieniowania radaru nie zarejestruje aparat fotograficzny (samodzielny czy wbudowany w aparat telefoniczny), ponieważ fotoradar i aparat fotograficzny pracują na całkiem innych zakresach częstotliwości. Robiłem próby z aparatem i oczywiście nie jest on w stanie wykryć promieniowania fotoradaru. Poza tym fotoradar zawiera specjalistyczny system optyczny z profesjonalną kamerą" - tłumaczy Mirosław Wodejko z działu konstrukcyjno- technologicznego firmy Zurad, która produkuje urządzenia radiolokacyjne. Poza tym przypominamy, że korzystanie z wszelkiego rodzaju "antyradarów" jest nielegalne. "Piraci z nami nie wygrają, nie da się oszukać radaru czy fotoradaru, więc niech lepiej zwolnią. Kierowca przyłapany na korzystaniu z <antyradaru> może zostać ukarany przez policjanta mandatem - nawet w wysokości 500 złotych" - ostrzega komisarz Artur Zawadzki z Wydziału Profilaktyki w Ruchu Drogowym Komendy Głównej Policji. Wniosek? Nie kombinuj, tylko noga z gazu! A komórką można zrobić zdjęcie albo zadzwonić do babci...
Komentuj →
1 lutego 2008 |
0
Każdy kierowca może ograniczyć średnie zużycie paliwa w swoim aucie nawet o 1 litr! Wystarczy zmienić styl jazdy – radzi “AUTO ŚWIAT”. Podstawowym i najczęściej popełnianym błędem, który przyczynia się do rozrzutnego stylu jazdy, jest poruszanie się z prędkością 50 km/h na zbyt niskim biegu. Aż 80 proc. kierowców, którzy zaliczyli kurs Eco Driving organizowany przez Auto Szkołę przyznało się do tego błędu. Jak sobie z nim radzić? W każdej instrukcji obsługi samochodu producenci doradzają, jak jeździć oszczędnie. Praktycznie każdym samochodem można jechać z prędkością 50 km/h na czwartym biegu. W wielu przypadkach przy tej prędkości możliwa jest jazda nawet na piątym biegu. Oczywiście, wszystko zależy od rodzaju silnika i jego charakterystyki. W samochodach z sześciobiegowymi przekładniami warto sprawdzić, czy ostatnie przełożenie można włączać przy prędkości 60 km/h. Jeżeli tak, to należy z tej możliwości korzystać. Trzeba tylko pamiętać o tym, że jazda na najwyższych przełożeniach ma sens tylko wtedy, kiedy nie ma konieczności przyspieszania. Każde naciśnięcie pedału gazu powinno być poprzedzone zredukowaniem przełożenia.
Czy w mieście ekojazda nie spowolni ruchu?
Czy zatem jazda w stylu eco w warunkach miejskich jest możliwa? I czy nie będzie to oznaczało spowolnienia ruchu? Szkolenie Eco Driving pokazuje, że ten styl jazdy doskonale sprawdza się właśnie w mieście i bynajmniej nie oznacza powolnej podróży. Najważniejszym elementem Eco Drivingu jest myślenie i umiejętność przewidywania tego, co może wydarzyć się w ciągu najbliższych kilku czy kilkunastu sekund. Jeżeli poruszamy się np. za autobusem, to można przypuszczać, że za chwilę zatrzyma się on na przystanku. Dlaczego zatem nie zmienić zawczasu pasa ruchu, tak by mimo postoju jednego pojazdu reszta aut nie straciła płynności jazdy? Kolejna sprawa to jazda na odcinkach między skrzyżowaniami.
Noga z gazu, ale auto cały czas na biegu
W sytuacji, gdy w pewnej odległości przed nami zapala się czerwone światło, nie ma sensu cały czas trzymać nogi na pedale przyspieszenia. Wystarczy zdjąć nogę z gazu, ale pod żadnym pozorem nie powinno się przełączać na luz. Jazda na luzie to właśnie drugi z poważnych błędów, do którego - tak samo jak do hamowania bez użycia silnika - przyznaje się niemal co czwarty szkolony kierowca. W przypadku gdy auto ciągle pozostaje na biegu, napęd w sytuacji krytycznej zawsze przenoszony jest na oś, a hamowanie silnikiem przyczynia się do oszczędności układu hamulcowego i minimalizowania zużycia paliwa. Właśnie podczas hamowania zawarta w paliwie energia jest bezpowrotnie tracona. Pewnym rozwiązaniem są auta hybrydowe, które odzyskują przynajmniej część tej energii, ale takich pojazdów jest jeszcze bardzo mało. Najwięcej paliwa zużywane jest podczas ruszania, dlatego tak ważne jest, aby zatrzymanie samochodu było koniecznością. Lepszym rozwiązaniem jest toczenie się na biegu i przyspieszenie, gdy warunki na to pozwalają. A co z obawami, że jazda eco jest zbyt ospała i nie zapewnia dostatecznej dynamiki? Nic bardziej błędnego. Zasadą Eco Drivingu jest dynamiczne przyspieszanie, ale trzeba pamiętać o kilku zasadach. Pierwsza mówi o tym, aby - jeśli warunki drogowe na to pozwalają - przyspieszać dynamicznie, wciskając pedał gazu do 3⁄4 głębokości. Zgodnie z następnym zaleceniem drugi bieg powinno się wrzucać już po przejechaniu długości auta. Wyższe przełożenia należy włączać, zanim silnik rozpędzi się do 2000 obr./min w przypadku diesli oraz 2500 obr./min w jednostkach benzynowych. Wbrew pozorom taki sposób jazdy okazuje się dynamiczny, a przy tym pozwala uniknąć niepotrzebnego wzrostu zużycia paliwa. Dotyczy to jednak jazdy zgodnej z obowiązującymi przepisami. Chociaż wydaje się to niemożliwe, to rzeczywiście jazda z prędkościami znacznie przekraczającymi dopuszczalne ograniczenia prawie nigdy nie przekłada się na skrócenie czasu jazdy. Dowodzą tego właśnie szkolenia. Pierwszym etapem kursu jest przejazd bez wysłuchania rad instruktorów i pokazanie, w jaki sposób dany kierowca jeździ na co dzień. Podczas drugiego przejazdu należy zastosować się do udzielanych na bieżąco rad. W ogromnej większości przypadków czas jazdy w stylu eco skraca się, prędkość średnia pozostaje bez zmian lub nawet minimalnie rośnie, natomiast zużycie paliwa w optymalnych przypadkach można ograniczyć nawet o 40 proc. Warto sprawdzić to samemu.
Komentuj →
1 lutego 2008 |
12
W związku z tym, czas oczekiwania kursantów na test teoretyczny i egzamin praktyczny na prawo jazdy wydłuża się. Czy rząd znajdzie na to sposób? Być może tak, bo parlamentarzyści złożyli w Sejmie projekt zmiany przepisów, które pozwolą na otwarcie ośrodków ruchu drogowego w miastach powiatowych. - Uważam, że jest to bardzo dobry pomysł i chciałbym, aby został zrealizowany - mówi Mirosław Tusik, instruktor jazdy ze Świecia. - Pracuję w tym zawodzie już wiele lat i pamiętam, że podobnie było w latach osiemdziesiątych. Kursanci zdawali egzaminy tam, gdzie uczęszczali na zajęcia. Było to dobrze zorganizowane. Czas oczekiwania był zdecydowanie krótszy. Zdaniem Mirosława Tusika, Świecie ma doskonałe warunki, by przeprowadzać egzaminy. Jest rondo i skrzyżowania z sygnalizacją świetlną. Na pewno na ulicach tego miasta można rzetelnie ocenić umiejętności zdającego. - Takie rozwiązanie ma wiele plusów - uważa Mirosław Tusik. - Zdecydowanie skróciłby się czas oczekiwania na egzaminy. Ponadto, zdający jeździliby w swoim rodzimym mieście. Mniej by się stresowali. Nie sadzę też, aby przez to ich umiejętności były gorsze. Na pewno, jeżeli będzie można zdawać testy w Świeciu, nie zrezygnujemy z nauki jazdy w większych miastach. Mirosław Tusik, mimo że jest entuzjastą tego pomysłu, zdaje sobie sprawę, że może on być trudny do przeforsowania. Poza tym, według projektu, nie we wszystkich miastach powstałyby ośrodki. O zgodę na jego stworzenie musiałby występować starosta do marszałka województwa. Ten natomiast decydowałby o jego powstaniu. - Jestem jak najbardziej za - podkreśla Barbara Studzińska, wicestarosta powiatu świeckiego. Warunkiem powinno być jednak to, by szkoły nie rezygnowały z nauki jazdy w większych miastach, takich jak chociażby Bydgoszcz. – To nie jest dobry pomysł – ocenia Tomasz Matuszewski, kierownik Wydziału Szkoleń i Bezpieczeństwa Drogowego w warszawskim WORD. I przytacza kilka argumentów. Ośrodki takie musiałyby mieć całą infrastrukturę, a stworzenie jej naprawdę sporo kosztuje. Wielu powiatów w kraju nie byłoby na to stać. A przecież jeśli już zmieniać zasady, to powinny one obowiązywać w całym kraju, a nie tylko w wybranych powiatach. Drugim argumentem przeciw takiej zmianie jest kadra egzaminatorów. W większych miastach łatwo zebrać większą liczbę egzaminujących, w małych ośrodkach mogłoby się okazać, że jest ich zaledwie kilku. Trudno wyobrazić sobie, że nie znają się z egzaminowanym czy jego rodziną. Dlatego szybko mogłyby się pojawić zarzuty korupcyjne. Kolejny problem to infrastruktura miast powiatowych. Egzamin państwowy musi być przeprowadzany w określonych warunkach – przy pewnym stopniu natężenia ruchu, z określoną liczbą skrzyżowań czy dróg. Nie w każdym powiecie dałoby się to zrobić. – Skoro w 1991 r. postanowiono, że egzaminy będą przeprowadzane tylko w miastach wojewódzkich, musiały przemawiać za tym poważne argumenty – dodaje Matuszewski. Najważniejszym był nierówny poziom szkolenia i egzaminowania.
A co o inicjatywie grupy posłów myślą nasi Czytelnicy:
1) Informacja jest błędna a pomysł absurdalny. Po pierwsze, WORD-ów w kraju jest 49, a łącznie z Oddziałami mamy około 60 miejsc egzaminowania. Po drugie, to liczba egzaminatorów limituje czas oczekiwania na egzamin a nie liczba miejscowości. Jeśli wprowadzimy dodatkowe miejsca egzaminowania, to egzaminatorzy będą tracili dodatkowy czas na dojazd. W sumie sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy. (Autor: Andrzej Szóstek);
2) WORDY w każdym powiecie są dobrym pomysłem, ale nie jako WORDY tylko jako część zależna od starostwa, a egzaminy powinny już od dawna odbywać się na naszych pojazdach może nadejdzie czas na te prawdziwe zmiany kiiieeedyśśś chyba bardzo kiedyś. Pozdrawiam. (Autor: Olsztyn);
3) Ale jakoś tak kiedyś przecież było, że egzaminy były w OSK i trzeba było powołać WORDY aby pewną patologię chociaż częściowo wyeliminować (Autor: sceptyk);
4) Prawdą jest, że WORD-ów jest więcej niż 27, ale prawdą jest również, że jest ich za mało. Niestety dla kursantów dojeżdżanie do istniejących ośrodków stanowi często całodniową wyprawę. Ja myślę, że dojechanie do powiatowych ośrodków, egzaminatorów, byłoby normalnym dojazdem do pracy na 8 lub więcej godzin i byłoby niczym w porównaniu do pielgrzymek kursantów dojeżdżających na egzamin, który to egzamin, niestety często trwa kilka minut! Poza tym przepustowość pojedynczego ośrodka jest ograniczona, czego dowodzą obecne kolejki oczekujących na egzamin. Jest to bardzo dobry pomysł, tylko czy doczeka się realizacji? (Autor: Ka-Ir);
5) Wszystko się zmienia. Kiedyś egzaminy były w OSK. Z pewnych przyczyn powołano WORD-y. Miało poprawić sytuację. Miały dbać nie tylko o egzaminowanie, ale i o bezpieczeństwo ruchu. Jak jest, każdy widzi. Od czasu do czasu prasa informuje o nieprawidłowościach. Od dwóch lat obowiązuje nowe rozporządzenie odnośnie egzaminowania. Mimo tego do tej pory WORD-y nie przestrzegają podstawowego przepisu - egzamin ma się odbyć w ciągu 30 dni od złożenia dokumentów. Podobno przyczyną jest brak egzaminatorów. Chyba tylko PODOBNO. W innych dziedzinach powód jest jasny: monopolista jest nieskory do reform i będzie bronił swojej pozycji. Czy tak jest tu? (Autor: Adam T.);
6) wszystko się unormuje jak już wyż demograficzny zdobędzie uprawnienia. Jak przyjdzie "niż" to będą te nowe ośrodki zamykać? Może by tak wrócić do 25min egzaminowania? Może sprawić,że zdawalność podskoczy z tych marnych 30-40% w górę? Można to wszystko zrobić ustanawiając MĄDRE przepisy... (Autor: sceptyk).
Komentuj →
30 stycznia 2008 |
0

W Opolu powstanie kolejki gondolowej ratusz uznał za ważną inwestycję.- Plan jest ambitny. Jeszcze w lecie ma ruszyć w Opolu budowa pierwszego odcinka testowego. Będzie liczyć około 500 metrów i ma kosztować od 5 do 10 mln zł. - Jestem w trakcie zbierania funduszy. Mam informacje, że wciąż trwają prace nad stworzeniem w Szwecji konsorcjum firm, które będą finansowały przedsięwzięcie. Trwają już także rozmowy z firmami, które testowy odcinek zbudują. - Szukamy kilku firm, które będą wykonywać konkretne elementy. To daje bezpieczeństwo. Rozpoczęcie budowy części odcinka testowego to kwestia najbliższych tygodni. Kwestia trasy jest więc jeszcze sprawą otwartą. Według projektu Miejski Indywidualny System Transportu Elektryczno-Rolkowego, w skrócie MISTER, może przewozić od 4 do 10 tys. pasażerów w ciągu godziny w jednym kierunku. Wagoniki, podwieszone do metalowych szyn umieszczonych na słupach, mają się poruszać z prędkością 50 km/godz. Jeden wagon gondolowy dla czterech osób ma ważyć około 300 kg. Ma być w pełni zautomatyzowany i niezależny, czyli jeździć trasą wybraną przez pasażerów. Nie będzie się zatrzymywał po drodze, przystanki są bowiem bocznicowe - czyli wagony będą na nie zjeżdżać z głównej linii. Inne gondole mogą go omijać. Wagony będą napędzane elektrycznie. Kolejka, oprócz tego, że ma stanowić atrakcję turystyczną, ma być także sposobem na rozwiązanie problemów komunikacyjnych w mieście.
Komentuj →
30 stycznia 2008 |
1
Ulice jednego z osiedli w Lublinie zastawiane są przez setki samochodów. - Kierowcy parkują wszędzie - na placach zabaw, chodnikach, trawnikach, drogach pożarowych - alarmuje czytelnik “Gazety”. - Według policji powinna się tym zająć straż miejska, ta odsyła z powrotem do policji, twierdząc, że nie ma prawa interweniować. Administracja uważa, że skoro są znaki zakazu, to o ich respektowanie powinny dbać odpowiednie służby. Tymczasem drogi pożarowe są nieprzejezdne i w przypadku pożaru może być dramat - zauważa czytelnik. W przypadku zawiadomień o zakłóceniach w ruchu na osiedlach policja prosi zazwyczaj o interwencję straż miejską. - Z tego, co mi wiadomo, na tym osiedlu brakuje odpowiedniego oznakowania i straż miejska nie może wystawiać tam mandatów - mówi sierżant Paweł Kowalczyk, dzielnicowy z osiedla Prusa. Problem można najprościej rozwiązać, stawiając znaki informujące o strefie zamieszkania. Wtedy, jak zapewnia Ryszarda Bańka, rzecznik prasowy straży miejskiej, funkcjonariusze będą mieli prawo karać. - Jeżeli to ma poprawić sytuację, to my takie znaki postawimy, ale obawiam się, że problemu osiedla to nie rozwiąże - mówi Joanna Romańczuk, kierownik administracji osiedla Prusa. - Karanie tu nie pomoże. Ludzie stają, gdzie popadnie, bo nie mieszczą się na parkingach - mówi prezes LSM Jan Gąbka. - Robimy inwentaryzację wolnych miejsc. Chcemy szybko wyznaczać nowe, niestety kosztem zieleni. Przy takiej liczbie samochodów innego rozwiązania nie widzę.
Komentuj →
30 stycznia 2008 |
0
Wykręcony w Częstochowie numer 112 odzywa się w Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Kosztowało 3 mln zł, obsługuje miasto i powiat częstochowski. - Telefon jest kierowany na jedną z ośmiu linii. Może się zdarzyć, że wszystkie są zajęte i telefonujący usłyszy komunikat, by poczekał. W najgorszym razie po mniej więcej minucie powinien zgłosić się dyżurny - przekonuje płk Stanisław Słyż, naczelnik Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Przyznaje, że system identyfikuje numer osoby dzwoniącej. Nie ma jednak procedur nakazujących oddzwanianie, gdy ktoś zniecierpliwiony zrezygnuje z połączenia. - Uznajemy, że taka osoba nie chce już pomocy - mówi płk Słyż. Pułkownik twierdzi, że w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia w Częstochowie numer 112 działa wzorowo. Komunikat o zgłoszonym wypadku natychmiast wyświetla się na komputerach stanowisk dowodzenia straży pożarnej, policji i straży miejskiej. Niestety, czasem ludzie blokują linie, dzwoniąc z błahymi pytaniami. Tymczasem numer ratunkowy 112 jest przede wszystkim przeznaczony dla wypadków, gdzie pomoc wymaga współpracy wielu służb ratowniczych. To dlatego nadal funkcjonują dotychczasowe numery alarmowe 997, 998, 999 - przekonuje. Słyż dodaje: - A tak właściwie wszystkie pretensje należy kierować do wojewody śląskiego. Zgodnie z ustawą o ratownictwie medycznym od 1 stycznia 2007 roku to on jest odpowiedzialny za funkcjonowanie Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Tymczasem wojewoda nie tylko nie przejął centrum, ale przestał je finansować. Przed wejście w życie ustawy dostawaliśmy pieniądze z urzędu wojewódzkiego, a od ubiegłego roku już ani grosza. A to ok. 100 tys. zł rocznie. Paradoksalnie Częstochowa utrzymuje w całości zadanie przynależne wojewodzie. W listopadzie 2007 roku Komisja Europejska pozwała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości za opóźnienia przy wprowadzaniu unijnych przepisów o jednym europejskim numerze alarmowym 112. Jak teraz podaje na swej stronie internetowej Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, pracę rozpoczął międzyresortowy zespół, który ma przygotować system "112" w Polsce. Projekt zakłada utworzenie 16 wojewódzkich centrów obsługi zgłoszeń alarmowych i jednego dla Warszawy. Ostatecznie system ma być wdrożony do końca 2010 roku.
Komentuj →
30 stycznia 2008 |
0
Od 35 tys. do 120 tys. zł kosztuje podatników jedna tablica elektroniczna. Przy krakowskich ulicach ustawiono ich aż 23, aby informowały kierowców o sytuacji na drogach. Zamiast tego wyświetlana jest... reklama dwutygodnika miejskiego – donosi “Gazeta Krakowska”. Kierowcy nie kryją oburzenia, że z kosztownych tablic, zamiast informacji o warunkach pogodowych, korkach i utrudnieniach w ruchu, mogą dowiedzieć się o dwutygodniku “Krakow.pl” wydawanym przez Urząd Miasta. Rzecznik prasowy Zarządu Dróg i Transportu w Krakowie przyznaje, że tablice nie powinny służyć reklamie i powierzchnia ta nie zostałaby udostępniona w tym celu nikomu innemu. Urzędnicy prezydenta miasta nie widzą jednak niczego niestosownego w reklamowaniu miejskiej gazety na tablicach zakupionych za publiczne pieniądze. - Gazeta jest biuletynem informacyjnym miasta Krakowa. Dlatego korzystamy z takiego narzędzia jakim jest ZDiT, bo jest to jednostka miejska - wyjaśnia Filip Szatanik z biura prasowego. Zapewnia jednak, że jeśli pojawią się ważne informacje o ruchu drogowym, wiadomość o miejskiej gazecie zniknie. - Treści, wyświetlane na elektronicznych tablicach są sprawą ZDiT. Jestem jednak przeciwny temu, by pojawiały się tam wiadomości niezwiązane z informacjami drogowymi - podkreśla podinsp. Krzysztof Burdak, naczelnik sekcji ruchu drogowego krakowskiej komendy miejskiej. Kierowcy na widok nowego "komunikatu drogowego" reagują irytacją. - Niewiele mnie obchodzi informacja o jakiejś gazetce - przyznaje kierowca z Krakowa. - Czekam na konkrety dotyczące tego, co dzieje się na ulicach w mieście.
Komentuj →
30 stycznia 2008 |
3
“Gazeta Olsztyńska” przybliża swoim czytelnikom opinię posła Piotra Stanke, który dowodzi, że zmiana Ustawy o Ruchu Drogowym, która znajduje się od niedawna w lasce marszałkowskiej, da prawną możliwość zdawania egzaminów w miastach powiatowych. - Przy czym z tej możliwości będą mogły skorzystać tylko zainteresowane powiaty – dodaje Stanke. - Nie będzie to obligatoryjne. Uważam, że powstanie ośrodków ruchu drogowego w powiatach wprowadzi większą konkurencyjność i ułatwi życie ludziom. Pomysł posła opiniuje Andrzej Szóstek, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie: - Pomysł zmian jest nieracjonalny - uważa Andrzej Szóstek. - Receptą na zmniejszenie oblężenia ośrodków wojewódzkich jest uzupełnienie liczby egzaminatorów, których jest teraz zbyt mało. Andrzej Szóstek zwraca też uwagę na fakt pogorszenia się bezpieczeństwa na drogach po wprowadzeniu możliwości zdawania egzaminów w powiatach. - W mniejszych miastach egzaminatorzy tak naprawdę będą oceniać jedynie kierowanie samochodem przez kursanta, a nie umiejętność prowadzenia pojazdów w natężonym ruchu drogowym - mówi dyrektor olsztyńskiego WORD. A jak nowy pomysł oceniają policjanci ruchu drogowego? - Na pewno przyspieszyłoby to cykl zdawania egzaminów - odpowiada Krzysztof Fic, naczelnik wydziału prewencji i ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. - Jeśli byłaby gwarancja zatrudnienia w ośrodkach profesjonalnych egzaminatorów i profesjonalnego nadzoru nad nimi, to jestem za.
Komentuj →
29 stycznia 2008 |
0
W Łodzi powstaje wypożyczalnia segwayów - dwukołowych elektrycznych pojazdów, które dzięki komputerom, czujnikom i technice żyroskopowej utrzymują kierowcę w pionie, a ruszają i hamują w momencie delikatnego wychylenia ciała. Łodzianie, którzy wpadli na pomysł tego niecodziennego biznesu, właśnie odebrali dwa pojazdy (szosowy i terenowy), kolejne trzy są już zamówione w amerykańskiej fabryce. Segwaye kosztują ponad 30 tys. zł za sztukę. Po raz pierwszy na żywo widzieliśmy je we Francji i od razu przykuły naszą uwagę - mówią Konrad Kłys i Andrzej Dziedzic, właściciele pierwszej wypożyczalni segwayów. Pomyśleliśmy, że fajnie by było, gdyby łodzianie też mogli jeździć tym niezwykłym wynalazkiem. Za wypożyczenie segwaya na godzinę trzeba zapłacić 100 zł. Liczymy na firmy, które będą chciały wykorzystać je w kampaniach reklamowych, ale przede wszystkim zależy nam na indywidualnych klientach - podkreślają właściciele. Zainteresowanie jest ogromne. Gdy wyjechaliśmy nimi na ul. Piotrkowską, ludzie co chwilę nas zatrzymywali, by je obejrzeć i wypytać, jak one właściwie jeżdżą. Mamy nadzieję, że wzorem riksz nasze segwaye na stałe wpiszą się w krajobraz Łodzi - dodają. Każdy segway ma indywidualny system alarmowy. Jeśli ktoś będzie chciał go ukraść, urządzenie zablokuje koła i włączy sygnał dźwiękowy. Aby naładować baterie, trzeba mieć specjalny "infokey", dzięki któremu można również dowiedzieć się, jakie są poziom naładowania baterii, zużycie energii i prędkość podróży. Bez tego specjalnego elektronicznego kluczyka dwukołowiec jest praktycznie bezużyteczny. Prędkość maksymalna pojazdu to 20 km/h. Może nim jechać osoba, która waży nawet 120 kg. Pojazd ma na wyposażeniu dwa akumulatory litowo-jonowe, które po pełnym naładowaniu pozwalają na przejechanie około 40 km. Pojazd napędzają dwa silniki (każdy odpowiada za jedno koło). Segway ma 2 komputery i mnóstwo czujników kontrolujących jego położenie. Komputery analizują dane i błyskawicznie reagują. Za utrzymanie równowagi odpowiadają żyroskopy.

Komentuj →
29 stycznia 2008 |
0
“Gazeta Wyborcza – Bydgoszcz” – “Egzaminatorzy z WORD skarżą się na dyrekcję”:
Nasi szefowie łamią prawa pracownicze - alarmują egzaminatorzy zatrudnieni w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego i powiadamiają o tym inspektora pracy. Bydgoscy egzaminatorzy nie tylko powiadomili Okręgowy Inspektorat Pracy o złych praktykach stosowanych przez dyrekcję WORD, ale założyli też oddział związku zawodowego Konfederacja Pracy. - Mam nadzieję, że dyrekcja w końcu podejmie z nami konstruktywny dialog, bo jest to w interesie naszej firmy - mówi przewodniczący nowego związku Tomasz Ostrówka. Egzaminatorzy mają głównie zastrzeżenia do regulaminu, według którego dyrektor WORD Tadeusz Kondrusiewicz i jego zastępca Tadeusz Błażejewski oceniają pracę egzaminatorów. - To subiektywna ocena, która nie oddaje rzeczywistego zaangażowania pracownika - uważają egzaminatorzy. Chodzi o system motywacyjny polegający na premiowaniu tych, którzy najrzadziej oblewają kursantów. Zdaniem zbuntowanych egzaminatorów, jest to naganne, bo skłania do przymykania oka na błędy niedouczonych kierowców. Tymczasem Kondrusiewicz twierdzi, że nie ma żadnego związku między tzw. zdawalnością a wysokością premii: - Premia jest uznaniowa, a o jej wysokości decyduje zespół czynników, takich jak dyscyplina i efektywność pracy, kultura prowadzenia egzaminów, wnoszone skargi, przestrzeganie przepisów i zasad prowadzenia egzaminów. Sprawą rzekomych nieprawidłowości w Bydgoszczy zainteresował się Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników WORD z siedzibą we Wrocławiu. Jego przewodniczący Mariusz Olko złożył doniesienie do prokuratury. Po analizie materiałów prokuratorzy wszczęli śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez Tadeusza Kondrusiewicza, dyrektora WORD. Nie jest jednak przesądzone, że to Prokuratura Bydgoszcz Północ, do której wpłynęło doniesienie, będzie prowadziła śledztwo. - U nas pracuje wielu emerytowanych policjantów i wojskowych, którzy znają się z prokuratorami od lat - mówi jeden z egzaminatorów. - W tej sytuacji, aby śledztwo nie było stronnicze, sprawę należy oddać do zbadania komuś innemu. Prokuratura takiej decyzji jeszcze nie podjęła. - Zastanawiamy się, czy są ku temu podstawy - mówi Janusz Kaczmarek, zastępca szefa Prokuratury Bydgoszcz Północ. Kolegów z bydgoskiego związku Konfederacja Pracy wspiera w działaniach Barbara Jarzyna ze związku zawodowego WORD we Wrocławiu. - Ten hałas wokół firmy nie działa na naszą korzyść. Musimy szybko poprawić swój wizerunek i zadbać o godność jej pracowników - uważa.
WORD w Bydgoszczy – “Cała prawda o premiach w WORD w Bydgoszczy”:
W dniu 6 grudnia 2007 r. w “Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł nt. premiowania egzaminatorów. W artykule były nieprawdziwe informacje dotyczące wypowiedzi dyrektora Tadeusza Kondrusiewicza i z-cy dyr. Tadeusza Błażejewskiego. Z artykułu wynikało, że egzaminatorom o niskiej zdawalności zabiera się premię.
W dniu 10 grudnia 2007 r. zostało wysłane żądanie sprostowania tych wypowiedzi, którego treść została również opublikowana na stronie internetowej Ośrodka.
W dniu 8 grudnia 2007 r. w telewizji lokalnej w “Zbliżeniach” o godz. 18:00 i 21:45 została zaprezentowana informacja, która wyjaśniła wszelkie wątpliwości dotyczące zasad premiowania egzaminatorów. Nieprawdziwe informacje zostały na forum Radia Gra, a w późniejszym czasie w Radiu PIK i Złote Przeboje.
Mimo tych wyjaśnień ZZPWORD na wniosek Przewodniczącej oddziału terenowego Pani Barbary Jarzyny w dniu 14 grudnia 2007 r. wystąpił do Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego o ukaranie dyrektorów oraz do Prokuratury Rejonowej z wnioskiem o wszczęcie postępowania w tej sprawie. Sytuacja ta jest tym bardziej naganna, gdyż Pani Przewodnicząca nie podjęła w macierzystym zakładzie żadnej próby wyjaśnienia tej sprawy. Posiadamy również informację, że wniosku tego nie skonsultowała z szeregowymi członkami związku. O w/w wystąpieniu Dyrektor dowiedział się za pośrednictwem mediów.
Zdecydowana większość egzaminatorów WORD w Bydgoszczy złożyła protest przeciwko szkalowaniu dobrego imienia WORD w Bydgoszczy, jego Dyrektorów oraz egzaminatorów, którzy zawsze i w każdych okolicznościach swoją pracę wykonywali rzetelnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami. Pod protestem podpisała się również część członków ZZPWORD w Bydgoszczy. Temu atakowi przeciwstawili się związkowcy z NSZZ Solidarność, którzy po wysłuchaniu wyjaśnień dyrektora Tadeusza Kondrusiewicza oraz innych pracowników WORD i przeanalizowaniu stanu faktycznego ustalili, że “Nieprawdziwe są stwierdzenia dotyczące nagradzania egzaminatorów, którzy rzadko oblewają kursantów i zabieraniu premii tym, u których jest niska zdawalność” .
Z informacji uzyskanych od Dyrektora WORD w Bydgoszczy wynika, że egzaminatorzy są premiowani na podstawie Regulaminu wynagradzania i zgodnie z nim. Premia ma charakter uznaniowy i jest przyznawana przez Dyrektora, który jej wysokość uzależnia od takich elementów jak: obecność w pracy, dyscyplina i efektywność pracy, skargi, kultura prowadzenia egzaminów, przestrzeganie zasad i przepisów w zakresie oceny egzaminów.
Z zasadami tymi egzaminatorzy zostali zapoznani (odbywają się narady robocze jak i szkolenia).
W związku z powyższym wydaje się, że bezzasadne są pretensje zgłaszane przez Ogólnopolski ZZP-WORD, a całe zamieszanie zostało wywołane na skutek przekazania nieprawdziwych informacji przez Panią Barbarę Jarzynę - Przewodniczącą Oddziału Terenowego w Bydgoszczy.
Komentuj →
28 stycznia 2008 |
0
Szczecińska "drogówka" po raz kolejny sprawdzała trzeźwość kierujących pojazdami oraz tramwajami. W godzinach 06:30 - 08:00 na ulicy Ku Słońcu policjanci ruchu drogowego przeprowadzili wzmożone kontrole pojazdów pod kątem trzeźwości kierujących. Sprawdzane były pojazdy jadące ulicą Ku Słońcu w kierunku do centrum Szczecina. Sprawdzono trzeźwość 135 kierowców. Tuż przed godziną 7:00 43-letni kierowca toyoty "wydmuchał" 0,30 promila. Zatrzymano mu prawo jazdy i sporządzono wniosek o ukaranie do Sądu Grodzkiego. Około godz. 07:15 policjanci zatrzymali do kontroli drogowej samochód marki Opel Omega. 50-letnia kobieta początkowo nie chciała poddać się badaniu na trzeźwość Alcotestem twierdząc, że ma chore gardło. Przeprowadzone badanie na trzeźwość na urządzeniu Alkometr wykazało, iż kierująca jest nietrzeźwa (0,54 promila). Za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwym policjanci zatrzymali kobiecie prawo jazdy i odholowali pojazd na parking strzeżony. Pobrano również krew do badań laboratoryjnych. Kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwym jest przestępstwem w ruchu drogowym. Wzmożone kontrole pojazdów pod kątem trzeźwości kierujących pojazdami to jedno z działań profilaktycznych Sekcji Ruchu Drogowego KMP w Szczecinie zmierzających do poprawy stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
Komentuj →
28 stycznia 2008 |
0
Od czasu wprowadzenia w centrum Radomia strefy płatnego parkowania prawie trzykrotnie wzrosła liczba posiadaczy kart parkingowych dla niepełnosprawnych. Dzięki nim można parkować w strefie za darmo – donosi “Gazeta Wyborcza Radom”. Jak się okazuje, wprowadzenie w mieście strefy płatnego parkowania wywołało niespodziewany efekt - raptownie przybyło nam niepełnosprawnych kierowców. - Karty uprawniające do korzystania z parkingów dla niepełnosprawnych i bezpłatnego postoju w strefie płatnego parkowania posiada 2,5 tys. osób. Do tej pory miesięcznie otrzymywało je średnio 45 osób. W styczniu wydano ich 118 - informuje Katarzyna Piechota, rzeczniczka prezydenta. "Niepełnosprawnym" może zostać każdy. Pierwszy krok to posiadanie wśród członków rodziny lub znajomych osoby niesprawnej ruchowo lub psychicznie. Drugi to przedstawienie orzeczenia o tej niepełnosprawności. Prawo jazdy nie jest wymagane. Dokument może być przyznawany bezterminowo lub jego ważność określa data kolejnego badania lekarskiego. - Osoba niepełnosprawna może wyrobić taką kartę, mimo że nie ma prawa prowadzić auta. Wozić ją może osoba sprawna fizycznie. W takim przypadku kierowca oczywiście może stanąć na miejscu specjalnie oznaczonym lub bezpłatnie w strefie płatnego parkowania - tłumaczy Piechota. Taki kierowca nie może jednak wykorzystywać tej karty, gdy nie wiezie osoby niepełnosprawnej. Grozi mu wtedy mandat i anulowanie karty. Straż miejska zapewnia, że jest na tropie takich "niepełnosprawnych" kierowców. - Stało się to już nagminne. Szczególnie w centrum miasta zauważamy dużo pojazdów z niebieskimi kartami za szybami. Właściciele nie są jednak upoważnieni do korzystania z nich. Ostatni przypadek to kierowca luksusowego samochodu, którego skontrolowaliśmy na deptaku. Był sprawny, a miał kartę - mówi Kazimierz Czachor, komendant radomskiej straży miejskiej. - Dochodzi do tego, że nawet firmy wyrabiają takie dokumenty na swoich niepełnosprawnych pracowników, których nigdzie nie wożą - dodaje. Raport straży miejskiej na ten temat będzie znany pod koniec miesiąca. Wiadomości o całym procederze dochodzą także do Ośrodka Informacji dla Osób Niepełnosprawnych. - Podobno zdarzają się przypadki, że ktoś przychodzi do wydziału zdrowia i stara się dostać kartę za inną osobę. Niepełnosprawny członek rodziny może nawet nie wiedzieć, że jego dokument jest wykorzystywany niezgodnie z przeznaczeniem. Sama mam problemy z poruszaniem się i uważam takie postępowanie za karygodne. Zapewniam, że postaramy się zrobić z tym porządek - mówi Grażyna Czyż, referentka z OION.
Komentuj →
28 stycznia 2008 |
0
Przyszli kierowcy wciąż nie wiedzą, że nie muszą czekać na egzamin z jazdy. Nowy ośrodek na Okęciu Warszawie ma wolne terminy – nawet na ten tydzień. Wczoraj zaczęły się zapisy na egzamin w nowym ośrodku na Okęciu (u zbiegu ulic Radarowej i Hynka). Pierwsi kierowcy będą go zdawać już 1 lutego. Choć w dwóch innych stołecznych punktach na egzamin praktyczny czeka się nawet dwa miesiące, kandydaci na kierowców nie szturmowali zapisów ośrodka na Okęciu. – Zainteresowanie jest mizerne. Zapisało się kilkadziesiąt osób i nadal są wolne terminy nawet na najbliższy piątek – powiedział Andrzej Wierzbowski, kierownik Wydziału Realizacji i Nadzoru Egzaminów Państwowych. Ośrodek powstał na terenie klubu sportowego Okęcie. Trzy place manewrowe i sale do testów zajmują 5,5 tys. mkw. Do dyspozycji przyszłych kierowców jest 12 samochodów. Ile osób dziennie będzie mogło w nich zdawać egzamin? Docelowo nawet dwieście. – Przez pierwsze tygodnie zobaczymy, jakie będzie zainteresowanie egzaminami i ustalimy obsadę – podkreśla Wierzbowski.
Komentuj →
28 stycznia 2008 |
0
W dniu 24 stycznia 2008 roku w Instytucie Transportu Samochodowego odbyło się inauguracyjne posiedzenie nowo wybranej Rady Naukowej kadencji 2008-2012. W skład Rady weszły następujące osoby:
prof. dr hab. inż. Jerzy Merkisz - przewodniczący
prof. dr hab. inż. Zdzisław Chłopek - wiceprzewodniczący (członek Komisji ds. Kwalifikacji Kadr)
prof. dr hab. inż. Wojciech Przetakiewicz - wiceprzewodniczący (przewodniczący Komisji ds. Kwalifikacji Kadr)
prof. dr hab. inż. Ryszard Krystek
prof. dr hab. Bogusław Liberadzki
prof. dr hab. inż. Mirosław Nader
prof. dr hab. inż. Jerzy Sobczak (członek Komisji ds. Kwalifikacji Kadr)
prof. dr hab. inż. Marian Tracz
dr inż. Wojciech Jarosiński
dr inż. Piotr Kaźmierczak
dr inż. Krzysztof Olejnik
dr inż. Dariusz Rudnik
dr inż. Jerzy Waśkiewicz
dr Marek Łepkowski
mgr inż. Andrzej Damm
mgr inż. Maria Dąbrowska-Loranc
mgr inż. Jerzy W. Kownacki
mgr inż. Filip Skibiński
mgr Małgorzata Walendzik
inż. Ryszard Czajka
Przewodniczącym Rady Naukowej został prof. dr hab. inż. Jerzy Merkisz, jako Zastępców wybrano prof. dr hab. inż. Zdzisława Chłopka oraz prof. dr hab. inż. Wojciecha Przetakiewicza. Prezydium Rady uzupełniło dwóch stałych członków w osobach: dr Marka Łepkowskiego oraz dr inż. Jerzego Waśkiewicza. Do Komisji ds. Kwalifikacji Kadr Instytutu Transportu Samochodowego wybrano: Przewodniczący Komisji - prof. dr hab. inż. Wojciech Przetakiewicz, członkowie Komisji - prof. dr hab. inż. Zdzisław Chłopek oraz prof. dr hab. inż. Jerzy Sobczak. Podczas Rady Naukowej omówiono sprawy organizacyjne, przedstawiono plany rozwoju i perspektywy finansowe ITS na rok 2008 i lata następne.
Komentuj →
28 stycznia 2008 |
0
25 stycznia br. w Szczucinie odbyło się sympozjum z okazji 25-lecia Muzeum Drogownictwa oraz narada Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad z Dyrektorami Biur i oddziałów GDDKiA poświęcona omówieniu wykonaniu ubiegłorocznych planów oraz założeniom na rok 2008. Placówka w Szczucinie w 1992 roku została wpisana do rejestru zabytków, a od 2005 roku funkcjonuje jako Wydział Historii Drogownictwa w Szczucinie – komórka organizacyjna Biura Administracyjnego Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. W budynku Wydziału znajdują się zbiory związane z budową dróg i mostów, m.in. zdjęcia, projekty, modele, a także przyrządy pomiarowe i pamiątki po polskich drogowcach. Ekspozycja plenerowa to unikalna kolekcja maszyn drogowych i rekonstrukcje różnych typów dróg. Na temat 15-lecia działalności Fundacji Ochrony Zabytków Drogownictwa w Szczucinie mówił jej przewodniczący Jerzy Bajer. Naczelnik Wydziału Historii Drogownictwa GDDKiA w Szczucinie Marceli Bochenek zwrócił uwagę na konieczność dokumentowania historii drogownictwa polskiego. Uczestnicy spotkania podkreślili, że drogownictwo stanowiące jedną z najważniejszych dziedzin życia społecznego, gospodarczego i politycznego, nie znalazło i nadal nie znajduje odpowiedniego dla tej pozycji miejsca w historii techniki. Opracowania wymaga zwłaszcza najnowszy okres w historii polskiego drogownictwa.
Sympozjum zakończyła dyskusja panelowa “Czy i jak chronić zabytki drogownictwa” oraz uroczystość wręczenia pamiątkowych medali. W uroczystości uczestniczył Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad Janusz Koper. Ministerstwo Infrastruktury reprezentowała Dyrektor Biura Informacji i Promocji Teresa Jakutowicz. (231-4)

Komentuj →