29 kwietnia 2010 |
0

(Fot.: PD@N 338-.7)
W każdym samochodzie, podobnie jak w samolotach, mają być montowane czarne skrzynki. W tej sprawie jest już projekt specjalnej ustawy. W USA powstał pomysł by każdy nowy samochód i ciężarówka były wyposażone wczarne skrzynki do zapisywania informacji o awariach. Zdaniem grupy amerykańskich polityków, autorów projektu ustawy, ma to zapobiec komplikacjom przy ewentualnych powtórkach z "afery pedałowej". Samochodowa czarna skrzynka ma działać podobnie jak urządzenia tego typu montowane w samolotach. Rekonstrukcja zapisu pozwoli policji m.in. na ustalenie przyczyny wypadku drogowego, czy prędkości, z jaką poruszało się auto lub też na udowodnienie producentowi samochodu, że to z winy konstrukcyjnej auta doszło do kraksy. Roczny abonamentza posiadanie czarnej skrzynki ma kosztować ok. 3 dolarów za samochód. Po trzech latach ma wzrosnąć do 9 dolarów. Opłata ma trafiać na konto Federalnej Administracji ds. Bezpieczeństwa Transportu.
Pomysł nie jest nowością, już kilka lat wcześniej koncerny samochodowe (np. Toyota, Honda) zapowiadały wyposażenie swoich produktów właśnie w “czarną skrzynkę”. Jest to jednak pomysł interesujący, będziemy śledzili rozwój tej inicjatywy. Tak powstał gadżet zwany dribe recorder, który można kupić na aukcjach internetowych za900 złotych. Natomiast Komisja Europejska chce podobno wprowadzić obowiązek instalowania we wszystkich nowych samochodach, sprzedawanych w państwach członkowskich UE, czarnych skrzynek. Więcej, urządzenia podobnego typu montowane są choćby w pojazdach uprzywilejowanych, np. w 3,5 tys. służbowych aut londyńskiej policji - zmniejszyło to ilość wypadków, dzięki czemu zaoszczędzono w ciągu 18 miesięcy 2 mln funtów. "Czarne skrzynki” są już standardem w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyposaża się w nie obecnie około 2/3 nowych aut tam produkowanych. W Europie na drodze wprowadzenia urządzeń stoi jeszcze wiele zastrzeżeń prawników.
"Czarna skrzynka” w opinii specjalistów spowodowałaby bardziej uważną jazdę kierowców, świadomych tego, iż każdy ich gwałtowniejszy manewr jest nagrywany. Z danymi zapisanymi w takim "neutralnym świadku" nie można byłoby już dyskutować - wykażą wprost, który z uczestników wypadku np. przekroczył dozwoloną prędkość i w konsekwencji mógł spowodować wypadek. Policja i firmy ubezpieczeniowe otrzymałyby więc informacje pozbawione emocjonalnego osądu i prywatnych opinii świadków. Prowadzone przez 3 lata badania na zlecenie Europejskiej Komisji Transportu wykazały, iż nowa technologia spowoduje około 10 procentowy spadek ilości śmiertelnych wypadków i oszczędność 25 procent kosztów napraw.
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0
“Dziennik” przeprowadza analizę ubezpieczeń wypłacanych ofiarom pijanych kierowców. Gazeta przypomina potencjalnym nietrzeźwym kierowcom, iż jeżeli nawet mają ważna polisę OC, ale są w stanie wskazującym na spożycie towarzystwa ubezpieczeniowe dokonają wypłaty odszkodowania, ale nie ponoszą odpowiedzialności. Oznacza, to iż ubezpieczyciel zwróci się do sprawcy - pijanego sprawcy wypadku - o zwrot wypłaconego odszkodowania poszkodowanym. W przypadku np. renty wypłacanej ofierze do końca życia, sprawca powinien liczyć się z ogromnymi kosztami. Inaczej jeśli nietrzeźwy kierowca nie ma ważnej polisy OC. Tu odszkodowanie obowiązania poniesie specjalna instytucja, jaką jest Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. UFG pokrywa szkody spowodowane przez kierowcę zidentyfikowanego pojazdu, który w chwili zdarzenia nie posiadał ważnego ubezpieczenia OC. UFG zwróci się do sprawcy o zwrot poniesionych wydatków oraz nałoży karę za nieposiadanie ważnego ubezpieczenia OC. I trzecia sytuacji - polisy dobrowolne (również mieszkaniowe, polisy na życie czy NNW) zawierają wyłączenie odpowiedzialności towarzystwa, jeśli szkody są związane z faktem, że ubezpieczony spowodował szkodę lub przyczynił się do niej, będąc pod wpływem alkoholu. "Nietrzeźwy kierowca, który brał udział w wypadku nie może liczyć na wypłatę odszkodowania z dobrowolnego ubezpieczenia AC. Taki zapis towarzystwa wprowadziły do ogólnych warunków ubezpieczenia i jest to powszechna praktyka. Kierowca poruszający się pod wpływem alkoholu, narkotyków bądź innych środków odurzających nie otrzyma żadnego świadczenia z AC" - mówi Rabiej. Inne konsekwencje: grzywna i zakaz prowadzenia samochód do lat 3 oraz pozbawienie wolności do 2 lat i zakaz prowadzenia samochodu do 10 lat
W Polsce dopuszczalny poziom alkoholu we krwi kierowcy to 0,2 promila. Gdy zawartość alkoholu we krwi wynosi lub prowadzi do stężenia od 0,2 do 0,5 promila (czyli w wydychanym powietrzu od 0,1 mg do 0,25 mg alkoholu w 1 dm3) mamy do czynienia ze stanem po użyciu alkoholu. W takim przypadku pijanemu kierowcy grozi grzywna oraz zakaz prowadzenia pojazdów do 3 lat. Jeżeli poziom alkoholu we krwi jest większy niż 0,5 promila (a w wydychanym powietrzu jest go więcej niż 0,25 mg w 1 dm3) kierujący znajduje się w stanie nietrzeźwości, jest to przestępstwo, za które grozi pozbawienie wolności do 2 lat oraz zakaz prowadzenia samochodu nawet do 10 lat.
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0

(Fot.: PD@N 338-9)
Kierowca dostał mandat za postój na wprost zebry. Problem w tym, że kiedy parkował auto, pasów nie było. Drogowcy namalowali je w ciągu dnia - o czym informuje “Życie Warszawy”. Z mandatu “sprawca” dowiedział się, że popełnił wykroczenie, bo zaparkował pojazd na chodniku przy przejściu dla pieszych. Wtedy dopiero zobaczyłem, że na ulicy pojawiły się pasy i to dokładnie na wprost mojego samochodu – opowiada kierowca. Na zdjęciu stanowiącym podstawę mandatu pasy są. Kierowca usłyszał, że jeżeli nie zapłaci mandatu, sprawa trafi do sądu. - I jak ja mam teraz udowodnić, że pasów nie było, gdy parkowałem auto? - pyta zdezorientowany kierowca. - To na straży miejskiej, nie na kierowcy, ciąży obowiązek udowodnienia, że popełnił wykroczenie - twierdzi Anna Kędzierzawska z Komendy Stołecznej Policji. – Jeśli się okaże, że w chwili parkowania samochodu pasów lub znaków drogowych nie było, to kierowca nie popełnił wykroczenia. Według ekspertów, kierowca został ukarany niesłusznie. - Zmiana organizacji ruchu nie działa wstecz - tłumaczy Wojciech Kotowski z miesięcznika “Paragraf na Drodze”. - Kierowca powinien się odwołać. Dobrze, gdyby miał świadka. Może spróbować wykazać, że w chwili rozpoczęcia parkowania pasów tam nie było. Do tego wystarczy ustalić czas postoju i malowania przejścia. - Powinien wykazać, że kiedy zaczynał parkowanie, było ono legalne. Najlepiej, gdyby miał kwitek z parkometru. No tak, ale tam nie ma płatnej strefy - ubolewa Adam Sobieraj z ZDM. Ale burmistrz Pietrusiński dodaje: – Kierowcy możemy wystawić od ręki zaświadczenie o malowaniu pasów tego dnia w konkretnych godzinach - zapewnia.
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0
W życie wchodzą dwa nowe rozporządzenia Ministra Infrastruktury, oba poświęcone znakom i sygnałom drogowym oraz warunkom technicznym, jakimi muszą one odpowiadać. Oprócz dotychczas stosowanych znaków drogowych ostrzegawczych, akt zapowiada stosowanie znaków związanych z oznaczeniem pasa drogowego i obiektów drogowych oraz oznaczenia w postaci urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego, w szczególności w związku z zamknięciem drogi lub jej części dla ruchu, z prowadzeniem na odcinku drogi publicznej badań, a w razie potrzeby - znaki z napisami wskazującymi sposób korzystania z drogi, jeżeli nie może on być wyrażony znakami określonymi w załączniku do obowiązującego rozporządzenia. Zanim trafią na drogi, muszą się sprawdzić w bezpiecznych warunkach. Bezpiecznych dla wszystkich uczestników kierowców, rowerzystów i pieszych. Głównym celem zmian ma być poprawa bezpieczeństwa na drogach. Dziś zarządcom dróg nie wolno badać nowych oznaczeń w rzeczywistych warunkach ruchu drogowego. Każdy uczestnik ruchu od pieszego przez rowerzystę aż do kierowcy musi zostać poinformowany o tym, że na drodze pojawił się nowy znak. Procedura taka ma zniwelować ewentualne skutki wypadków, do których mogłoby dojść na skutek nowych oznaczeń.
(Fot.: PD@N 338-25)
(Fot.: PD@N 338-26)^ Przykładowo - na odcinku trasy poprzedzającym miejsce badania oznakowania drogowego będzie umieszczany znak pionowy ostrzegawczy A30 "inne niebezpieczeństwo" z odpowiednią tabliczką informującą o rodzaju testowanego oznakowania. Jeśli badany odcinek jest dłuższy niż 500 m, wraz z tabliczką powinno się pojawić oznaczenie T2.
Od dziś obowiązują także zmienione przepisy dotyczące drogowych barier ochronnych. Są to urządzenia, które zapobiegają zjechaniu pojazdu z drogi w miejscach, gdzie jest to niebezpieczne. Chodzi o odcinki, na których łatwo jest przejechać na jezdnię przeznaczoną dla przeciwnego kierunku ruchu czy też wypaść z drogi. Tych urządzeń nie wolno jednak stawiać ot, tak sobie. Ich stosowanie jest dopuszczalne tylko w takich miejscach, w których przewidywane skutki wypadków będą poważniejsze niż skutki najechania pojazdu na barierę ochronną.
Bariery dzieli się na: skrajne (ustawiane przy krawędzi jezdni), dzielące (pas dzielący drogę dwujezdniową) oraz osłonowe (między jezdniami a przeszkodami stałymi w pobliżu jezdni). Mogą być one wykonane z różnych materiałów: metalu, betonu itd.
Komentuj →
28 kwietnia 2010 |
0

(Fot.: PD@N 338-8) ^ Przy kładce nad ul. Lubicz w Krakowie, doskonale widoczni dla podróżnych wychodzących z dworca pseudotaksówkarze udają, że jest tu postój taksówek. Za przejechaną trasę potrafią wystawić rachunek opiewający na 90 zł za kilometr. Uwaga – na szybie mają wywieszony cennik, a na nim wyraźnie, choć małymi literami, ile taki kurs może kosztować. Napis sugerujący lokalizację postoju, który początkowo był umocowany na starych “maluchu”, później umocowany został na pojazdach “pseudotaksówkarzy” i brzmiał: “To nie jest postój taksówek ani TAXI”. Z daleka widoczny był tylko napis TAXI.
W krakowskim sądzie odbyły się trzy rozprawy pseudotaksówkarza Edwarda Z. przeciwko klientom, którzy nie zapłacili horrendalnych cen za kursy. Przypomnijmy: Edward Z. żądał od swoich klientów olbrzymich stawek za kursy. Pasażerowie, którzy wsiadali do jego samochodu, byli nieświadomi, jak wywindowany jest cennik. Często nie mieli nawet przy sobie tyle gotówki, by zapłacić rachunek. Edward Z. dawał im wtedy do podpisania zaświadczenie o zadłużeniu oraz zobowiązanie do spłaty długu, a także 50-proc. odsetek za każdy dzień zwłoki. We wszystkich sprawach sąd oddalił pozew pseudotaksówkarza, uzasadniając, że takie umowy jak te objęte pozwem są niezgodne z zasadami współżycia społecznego, a kwota żądana przez Edwarda Z. jest rażąco zawyżona w stosunku do świadczonej usługi. Prokuratura postawiła już Edwardowi Z. zarzuty z art. 286 kodeksu karnego - oszustwa, wyłudzenia i działania na szkodę klientów. Pseudotaksówkarz do niczego się nie przyznał i wciąż twierdzi, że działa zgodnie z przepisami, że swoje usługi wykonuje zgodnie z kodeksem karnym i przepisami ustanowionymi przez radę miasta.. Wydaje się, że nadal nic nie robi sobie z zarzutów. Po wczorajszych rozprawach zwyczajnie wrócił do pracy, zamontował na swoim audi żółto-niebieską tablicę "taxi" i na ul. Lubicz dalej czekał na swoich klientów. Pseudotaksówkarzowi grozi do ośmiu lat więzienia.
Przewóz osób w pierwotnej wersji odnosił się do przewozów okazjonalnych, czyli np. na ślub. Przewóz osób na zasadzie taxi jest zgodny z prawem, ale niezgodny z ideą ustawodawcy, który poprzez niedoprecyzowanie przepisów umożliwił powstanie przewozu osób działającego jak taksówki. Doprowadziło to do tego, że powstały firmy wożące taniej klientów niż taxi, ale też kierowcy naciągający klientów. Redakcja “Gazety pl” zapytała Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czy może w jakiś sposób stanąć w obronie oszukiwanych klientów "przewozu osób". - Osoba korzystająca z takiego samochodu działa na własne ryzyko. Jeżeli wsiada do takiego auta, to tak, jakby podróżowała autostopem, ale na końcu musi za niego zapłacić - usłyszeli w UOKiK. Ustawa nie chroni osób, które dokonują nieprzemyślanych, nieracjonalnych decyzji. A taką - w rozumieniu UOKiK - jest skorzystanie z "przewozu osób", który nie ma oznaczeń firmowych. Przez luki w prawie kierowców "przewozu osób" nie obowiązują przepisy takie jak taksówkarzy i mogą oni narzucać dowolne ceny za kurs. Muszą jednak albo słownie informować przed podróżą klientów o swoim cenniku, albo mieć widoczne informacje o cenach na aucie. Walka z nieuczciwymi przewoźnikami trwa w Krakowie już kilka miesięcy.
Komentuj →
2 maja 2010 |
0
Warto zastanowić się również, czy towarzystwo ubezpieczeniowe w ramach OC komunikacyjnego wypłaci nam odszkodowanie, jeśli podróżujemy z nietrzeźwym kierowcą i jesteśmy z jego winy uczestnikiem wypadku drogowego. W takiej sytuacji pasażerowie mogą mieć spore problemy z uzyskaniem należnego im świadczenia, a jeśli nawet zostanie ono przyznane, to powinni się liczyć z tym, że będzie o kilkadziesiąt procent niższe niż w razie wypadku spowodowanego przez trzeźwego kierowcę. Takie potrącenie wynika z faktu, że poszkodowany, akceptując nietrzeźwość kierowcy, przyczynił się do powstania szkody, zatem również powinien ponieść jej konsekwencje. Ograniczenie wysokości odszkodowania dotyczy także tych pasażerów, którzy są współwłaścicielami pojazdu. Tak zdarza się najczęściej wtedy, gdy osoba siedząca obok nietrzeźwego kierowcy jest małżonkiem. "W praktyce wygląda to tak, że np. żona siadająca obok pijanego męża-kierowcy, może utracić swoje uprawnienia do jakichkolwiek wypłat od towarzystwa ubezpieczeniowego, jeśli przytrafi im się wypadek drogowy" - dodaje Rabiej.
Komentuj →
2 maja 2010 |
2
Kierowcy nagminnie łamią zakaz rozmawiania podczas jazdy przez telefon komórkowy, mimo że grozi za to mandat w wysokości 200 zł. Tylko w pierwszym kwartale 2010 r. policjanci odnotowali ponad 13 tys. takich przypadków, w całym 2009 r. - blisko 36 tys.
Jest to wykroczenie powszechnie popełniane przez kierowców. Mogę nawet powiedzieć, że nadal zakaz ten traktują z przymrużeniem oka a przecież rozmawianie przez telefon komórkowy podczas jazdy niesie ze sobą bardzo poważne zagrożenie" - powiedział Marek Konkolewski z wydziału ruchu drogowego Komendy Głównej Policji. Jak podkreślił, taki kierowca zazwyczaj nie wie co dzieje się na drodze. "Tego typu rozmowa dekoncentruje. Wyobraźmy sobie, że rozmawiamy np. ze swoim szefem i że on na nas krzyczy. Oczywiście nie rozłączymy się, ale skupiamy się głównie na tym co słyszymy i na tym co mówimy, a nie na tym co dzieje się wokół nas" - powiedział. Według policjantów jeszcze gorzej jest, gdy podczas jazdy próbuje się pisać sms-y. "Nie wszyscy są biegli w pisaniu sms-ów. Niektórym znalezienie liter zajmuje kilka sekund. Samochód jadący z prędkością 90 km/h pokonuje w ciągu sekundy odległość równą 25 metrom. Wyobraźmy sobie, że kierowca pisze sms-a i przez tę sekundę szuka na klawiaturze litery - jego auto przejeżdża tę odległość bez jakiejkolwiek kontroli" - dodał Konkolewski. Przyznał, że on sam nie jest też zwolennikiem zestawów głośnomówiących. "Efekt jest podobny. Zakazu rozmowy przez zestaw głośnomówiący nie ma, ale również taka rozmowa dekoncentruje. Generalnie, jeśli chcemy porozmawiać, szczególnie na ważny temat, po prostu zjedźmy na parking, pobocze, zatrzymajmy się" - zaapelował. Policyjne statystyki pokazują, że liczba kierowców karanych za używanie telefonów komórkowych podczas jazdy wzrasta. W 2008 r. takie wykroczenie popełniło - według danych KGP - 23 755 osób, w 2009 już 35 865.
Komentuj →
2 maja 2010 |
0
Przekraczanie dopuszczalnych prędkości to wykroczenie najczęściej popełniane przez polskich kierowców. Pośpiech i brak wyobraźni powodują, iż pędzimy coraz szybciej nie zważając na bezpieczeństwo nasze i innych użytkowników dróg. Od początku roku policjanci warszawskiej “drogówki” przy pomocy fotoradarów wykonali 8870 zdjęć pojazdów, które przekroczyły dopuszczalną prędkość.
W 2009 roku (do końca listopada) na drogach Warszawy doszło do 882 wypadków drogowych, w wyniku których 90 osób poniosło śmierć, a 1026 doznało obrażeń ciała oraz 18839 kolizji drogowych. Kierujący pojazdami byli sprawcami 750 wypadków drogowych (85% wszystkich wypadków). Do najczęstszych przyczyn zdarzeń spowodowanych przez kierujących należy:
- nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych 221 (29%);
- nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu 207 (27%)
- niedostosowanie prędkości do warunków ruchu 124 (16%).
Do podstawowych zadań policji ruchu drogowego należy podejmowanie działań zmierzających do ograniczenia liczby osób zabitych w wyniku wypadków drogowych. O ile trudnym do ujawnienia jest nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych czy nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu, to już do ujawniania przekraczania prędkości policjanci dysponują narzędziami w postaci Ręcznych Mierników Prędkości (tzw. “suszarki”) oraz fotoradarów. Są to urządzenia montowane w masztach i używane jako przenośne.
Na terenie Warszawy są zainstalowane maszty do fotoradarów. Ponieważ kierowcy najczęściej wiedzą, gdzie te maszty stoją, w miejscach tych zwalniają i pilnują, aby nie przekraczać prędkości dopuszczalnych. Natomiast poza tymi miejscami już nie stosują się do ograniczeń. Może spotkać ich przykra niespodzianka, ponieważ fotoradary jako urządzenia przenośne są ustawiane w różnych miejscach – takich, w których dochodzi do największej liczby wypadków drogowych.
Z uwagi na fakt, iż liczba wykonanych zdjęć jest ogromna, w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji w maju 2004 r. został powołany Referat do Spraw Wykroczeń. Pracuje w nim 12 policjantów, którzy zajmują się tylko i wyłącznie wykroczeniami ujawnionymi na zdjęciach.
Kierujący nie zdają sobie sprawy, że zdjęcia ukazują nie tylko prędkość pojazdu, ale również niezapięte pasy bezpieczeństwa czy rozmowę przez telefon komórkowy.
Od początku roku do końca listopada za pomocą fotoradarów wykonano 7950 zdjęć przekroczenia prędkości. Policjanci w tych sprawach:
- zastosowali 90 pouczeń,
- nałożyli 4517 mandatów karnych,
- skierowali wnioski o ukaranie do Sądów Grodzkich w 1100 przypadkach.
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0
Szanowni Czytelnicy, informujemy, iż przygotowaliśmy - do pobrania - kolejną aktualizację elektronicznego zbioru aktów prawnych pn. ePrawoDrogowe. Aktualizacja według stanu prawnego obowiązującego na dzień 29 kwietnia 2010 r.W życie wchodzą nowele ustaw i rozporządzeń m.in.: rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych i ustawy w sprawie znaków i sygnałów drogowych; ustawy o podatku od towarów i usług; Kodeks karny oraz Kodeks cywilny. Dla ułatwienia wyszukiwania dział DODATKI / PROJEKTY AKTÓW i AKTY UNII EUROPEJSKIEJ został podzielony na - POJAZD / KIERUJĄCY / POZOSTAŁE. Dostępne są także:
|
Aktualizacja zbioru ePrawoDrogowe
wg stanu prawnego na 29.4.2010 r. |
|
Projekty aktów prawnych
|
|
Projekt |
rozporządzenia |
zmieniającego rozporządzenie w sprawie kierowania ruchem drogowym |
|
Projekt |
rozporządzenia |
zmieniającego rozporządzenie w sprawie rejestracji i oznaczania pojazdów |
|
Projekt |
rozporządzenia |
zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczegółowych czynności organów w sprawach związanych z dopuszczeniem pojazdu do ruchu oraz wzorów dokumentów w tych sprawach |
|
Akty prawne rzeczywiste (teksty w wersji opublikowanej) |
|
Rozporządzenie |
zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach |
|
Rozporządzenie |
zmieniającego rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów drogowych |
|
Akty prawne ujednolicone (teksty ujednolicone
w zw. z publikacją rzeczywistych lub ich wejściem w życie) |
|
Ustawa |
o podatku od towarów i usług |
|
Ustawa |
Kodeks karny |
|
Ustawa |
Kodeks cywilny |
|
Rozporządzenie |
w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach |
|
Rozporządzenie |
w sprawie znaków i sygnałów drogowych |
|
Pobierz aktualizacje:
wybierz zakładkę AKTUALIZACJA /
kliknij przycisk DALEJ / program pobierze i zainstaluje zmiany
ePrawoDrogowe to zbiór
kompletny, zawsze aktualny, przyjazny w obsłudze
ZAMÓW tel.: 502659431
|
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0
Opublikowano poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o transporcie drogowym (druk 2994). Dotyczy on zmiany w zakresie właściciela sześciu stacjonarnych urządzeń technicznych do ważenia pojazdów. W chwili obecnej urządzenia te są własnością wojewodów. Projekt przewiduje przejęcie tych urządzeń przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego
Uzasadnienie: Niniejszy projekt dokonuje zmiany w zakresie właściciela sześciu stacjonarnych urządzeń technicznych do ważenia pojazdów. W chwili obecnej urządzenia te są własnością wojewodów. Projekt przewiduje przejęcie tych urządzeń przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Intencją niniejszej zmiany jest zapewnienie organom Inspekcji Transportu Drogowego możliwości podejmowania działań zmierzających do należytego utrzymania i serwisowania stacjonarnych urządzeń technicznych do ważenia pojazdów. W obecnym stanie prawnym Inspekcja Transportu Drogowego jest jedyną instytucją przeprowadzającą kontrole dopuszczalnej masy całkowitej i nacisków osi pojazdów, którymi wykonywane są przewozy drogowe na terenie całego kraju. Użytkowanie wag stacjonarnych - jako jedynych skutecznych urządzeń, zdolnych do tzw. “preselekcji”, czyli wcześniejszego typowania pojazdów przeciążonych - jest niezwykle utrudnione bowiem znajdujące się formalnie we władaniu wojewodów urządzenia techniczne w praktyce w zdecydowanej większości nie działają (na sześć wspomnianych w chwili obecnej sprawne są jedynie dwie wagi). Wydzielenie samych urządzeń ze stacji do ważenia pojazdów (pozostających z kolei w gestii Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad) w sferze prawa własności i ich przekazanie na własność wojewodom (na mocy art. 108 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o transporcie drogowym) w praktyce okazało się niecelowe. Obecny stan prawny utrudnia, a nawet uniemożliwia zarządcy drogi wypełnienie obowiązku utrzymania miejsc do ważenia pojazdów, pomimo że to on jest beneficjentem procesu ważenia (kary nakładane przez Inspekcję Transportu Drogowego zasilają konto zarządcy drogi), zaś Inspekcji Transportu Drogowego właściwą egzekucję przepisów mających na celu przeciwdziałanie dewastacji dróg publicznych. Jednocześnie dotychczasowe doświadczenia pozwalają na postawienie tezy, że wojewodowie nie są w stanie wygospodarować w swoich budżetach środków na remonty i bieżące utrzymanie wag stacjonarnych. Przedłożony projekt usuwa wspomniane mankamenty i przekazuje wagi Głównemu Inspektorowi Transportu Drogowego jako organowi nadzorowanemu przez Ministra Infrastruktury, podobnie jak Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, co pozwoli na wyasygnowanie środków na przywrócenie sprawności i pokrycie kosztów bieżącej eksploatacji stacji ważenia pojazdów. Projektowana ustawa nie jest objęta prawem Unii Europejskiej.
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0
Po batalii między socjalistami i Zielonymi a centroprawicą komisja ds. zatrudnienia i spraw społecznych PE przyjęła propozycję, by kierowcy pracujący na własny rachunek podlegali takim samym ograniczeniom tygodniowego czasu pracy, jak ich koledzy na etacie. Ta drażliwa społecznie i politycznie sprawa jest kluczowa dla rzeszy polskich kierowców, pracujących na zasadzie działalności gospodarczej. Obecnie niezależni kierowcy nie podlegają rygorom dyrektywy o czasie pracy w transporcie drogowym – informuje portal INTERIA PL.
Za rozwiązaniem, popieranym przez chadeków i liberałów, opowiedzieli się też wcześniej ministrowie transportu 27 krajów UE, sprzeciwiając się "komplikowaniu życia" tym kierowcom, którzy rzeczywiście pracują na własny rachunek. Szansą na odrzucenie zmian jest jeszcze głosowanie na sesji plenarnej, ale mobilizacja po stronie Francji i Niemiec jest tak wielka, że istnieje poważne zagrożenie, iż na kierowców pracujących na własny rachunek zostaną nałożone takie same ograniczenia czasu pracy, jak na zatrudnianych przez firmy spedycyjne. Zdaniem eurodeputowanej Danuty Jazłowieckiej, dla polskich kierowców oznacza to ograniczenie rozwoju firm i zmniejszenie ich konkurencyjności. Kierowcy z Francji, którzy przyjechali manifestować do Brukseli, mówią z kolei: - Polacy zabierają nam pracę, trzeba z tym skończyć. Argumentują, że jeżeli samozatrudniający się kierowcy będą mogli jeździć dłużej, to na drogach będzie jeszcze więcej wypadków powodowanych przemęczeniem. To chybiona argumentacja, gdyż jak wiadomo dozwolony czas jazdy jest taki sam dla wszystkich, niezależnie od formy zatrudnienia.
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0
Trwa wojna licencjonowanych taksówkarzy i przewoźników (przewóz osób). Media pełne doniesień i argumentów dla stron. Przypomnijmy, że posłowie w noweli ustawy o transporcie chcą wprowadzić mogące uregulować tę sytuację zmiany. Nad nowym projektem w dniu dzisiejszym dyskutowali posłowie sejmowej Komisji Infrastruktury. Chcemy unormować sytuację, tak aby było wiadomo, czym jest taksówka a czym jest przewóz osób - mówi w " Miejskim Reporterze"- poseł Platformy Obywatelskiej Jacek Krupa z sejmowej komisji Infrastruktury. Proponowane zmiany: klient nie będzie już miał problemu z odróżnieniem przewoźnika od taksówkarza; od razu, tuż po tym jak pasażer wsiądzie do samochodu, przewoźnik będzie musiał umówić się z nim na zryczałtowaną kwotę za przejazd; w samochodzie nie będzie taksometru - informuje poseł Jacek Krupa. Druga znacząca zmiana dotyczy parametrów samego samochodu. Zakładamy, że przewozy będzie można wykonywać samochodami, które będą mogły zabrać 6 osób razem z kierowcą. Mniejsze auta mogą wykorzystywać taksówkarze - wyjaśnia Krupa. Dla taksówkarzy zmieni się niewiele. Poseł zapowiada zniesienie limitów licencji wydawanych przez gminy. - Jeżeli chętny kierowca spełni wszystkie warunki to nie będzie można mu odmówić wydania licencji. Ma to dać szansę na to, aby przewoźnicy mogli się przebranżowić. Przez rok przewoźnicy będą mogli jeździć na starych zasadach. Chcemy, aby mieli czas na to by się przebranżowić - wyjaśnia Krupa.
Komentuj →
29 kwietnia 2010 |
0
Sejm, który rozpoczął trzydniowe posiedzenie, zajął się m.in. zmianami w Kodeksie postępowania karnego. Sejm rozpatrzył też projekt zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Projekt przewiduje wprowadzenie wymogu umieszczania na opakowaniach alkoholu ostrzeżeń o jego szkodliwości szczególnie dla nieletnich i kobiet w ciąży oraz niebezpieczeństwach, jakie niesie za sobą prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Autorzy projektu chcą także, aby piwo mogło być reklamowane od godz. 23, a nie od godz. 20 - jak to jest obecnie. W grudniu sejmowe komisje zdrowia oraz kultury i środków opowiedziały się przeciwko pomysłowi wprowadzenia ostrzeżeń o szkodliwości alkoholu umieszczać na etykietach opakowań. Posłowie PiS wskazywali na konieczność zmniejszenia liczby wypadków powodowanych przez pijanych kierowców. Przeciwni projektowi posłowie PO i Lewicy odpowiadali, że zakaz picia alkoholu przez kierowców i nieletnich istnieje już w innych aktach prawnych.
Fragment stenogramu z posiedzenia Sejmu: Przystępujemy do rozpatrzenia punktu 17. porządku dziennego: Sprawozdanie Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji Zdrowia o poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (druki nr 2473 i 2588). Proszę o zabranie głosu sprawozdawcę komisji pana posła Norberta Rabę. Bardzo proszę, panie pośle.
Poseł Sprawozdawca Norbert Raba: Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! W dniu 15 grudnia 2009 r. połączone Komisje: Kultury i Środków Przekazu oraz Zdrowia zajęły się poselskim projektem ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Dyskusja, jaka odbyła się na posiedzeniu połączonych komisji, była bardzo podobna do tej, która toczyła się w roku 2008. Trzeba bowiem przypomnieć Wysokiej Izbie, że bardzo podobny projekt ustawy, dokładnie z tymi samymi zmianami, nieco szerszymi, był rozpatrywany w 2008 r. i była również powoływana specjalna podkomisja w Komisji Zdrowia, która pracowała od lipca do listopada 2008 r. i zajmowała się problematyką dotyczącą tych zmian. Połączone komisje, tak jak rok wcześniej pracująca podkomisja, niestety nie podzieliły i nie przyjęły propozycji wnioskodawców odnośnie do zmian ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.
Poseł Sprawozdawca Norbert Raba: Podstawowym problemem i mankamentem tej propozycji jest niestety niedoprecyzowanie pewnych zapisów, choćby takich, jak użycie sformułowania: opakowania, w odniesieniu do alkoholu, gdzie tak naprawdę powinno być użyte słowo: etykieta. Jest to projekt, który bardzo przypomina te zapisy, które zostały wprowadzone przy zmianie ustawy tytoniowej, gdzie w przypadku paczki papierosów opakowanie stanowi również 100% etykiety, jeżeli więc użyjemy sformułowania: 20% opakowania, ma to sens. Natomiast w przypadku napojów alkoholowych, gdzie opakowaniem jest butelka, a nie etykieta, takiego przełożenia już niestety nie ma. Połączone komisje poparły wniosek pana posła Wenderlicha o odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu: 30 głosów było za, 12 – przeciw. Zgodnie z wolą połączonych komisji jako poseł sprawozdawca informuję Wysoką Izbę, że chcą one odrzucić ten projekt ustawy w pierwszym czytaniu. Dziękuję bardzo. (...) Poselski projekt ustawy zawarty w druku nr 2473 ma na celu nałożenie na podmiot wprowadzający alkohol do obrotu obowiązek zamieszczania na opakowaniu alkoholu informacji o szkodliwości jego spożywania, szczególnie przez kobiety w ciąży i karmiące piersią, a także osoby niepełnoletnie, oraz o niebezpieczeństwie związanym z prowadzeniem pojazdów mechanicznych po spożyciu alkoholu. Na dostosowanie się do tego obowiązku wnioskodawcy przewidują 12 miesięcy. Projekt upoważnia ministra właściwego do spraw zdrowia do wydania rozporządzenia regulującego treść, wielkość i sposób umieszczania tych ostrzeżeń.
Komentuj →
28 kwietnia 2010 |
0
“Gazeta pl Opole”: Właściciel jednej ze szkół jazdy powołując się na znajomości w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Opolu wyłudzał od swoich kursantów łapówki za zdanie egzaminu na prawo jazdy za pierwszym razem. Zarzuty postawiono ośmiu osobom. Główny oskarżony to 42 -letni Adam K., właściciel szkoły nauki jazdy w Grodkowie. Postawiono mu łącznie 12 zarzutów dotyczących płatnej protekcji. Prokuratura zarzuciła mu, że od 2007 roku do 2009 roku wmówił 12 osobom, że ma wpływy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Opolu dzięki czemu może załatwić im zaliczenie egzaminu na prawo jazdy. - W zamian za te obietnice oskarżony miał przyjąć korzyści majątkowe w kwocie od 1 do 2 tys. zł od każdej z osób - informuje Lidia Sieradzka z Prokuratury Okręgowej w Opolu. Jak ustalono Adam K. twierdził, że z wręczanych mu łapówek 500 złotych jest dla niego za pośrednictwo, a reszta na opłacenie odpowiednich osób w WORD w Opolu. Podczas śledztwa nie potwierdzono by Adam K. rzeczywiście miał jakieś znajomości w WORD. Okazało się, że wszystkie otrzymane od kursantów pieniądze zachowywał dla siebie. Wpadł przez to, że osoby, które zapewniał o załatwienie egzaminu z reguły kilkakrotnie musiały go zdawać, a niektóre dotychczas nie uzyskały prawa jazdy. Adam K. chce dobrowolnie poddać się karze dwóch lat wiezienia, w zawieszeniu na pięć oraz przepadek korzyści majątkowych osiągniętych z łapówek - w sumie 20 600 zł na rzecz Skarbu Państwa. Pozostałe siedem oskarżonych w sprawie osób, to kursanci, którzy dawali łapówki.
Komentuj →
28 kwietnia 2010 |
0
W Płocku ścieżek rowerowych jest jak na lekarstwo. A te, które już są, mimo jasnego oznakowania służą pieszym za chodnik - ubolewają dziennikarze “Gazety pl Płock”. Najczęściej mimo, że obok jest chodnik. Zawsze jest to niebezpieczne, oto relacja rowerzystki, która na ścieżce rowerowej natknęła się na pieszych: “kiedy wymijałam pieszych, nagle pod koła roweru wbiegło dziecko. Niestety, nie zdążyłam wyhamować, uderzyłam w chłopca. Przewrócił się, zaczął płakać. Całe szczęście, skończyło się na startym czole. Ale mama chłopca zaczęła na mnie krzyczeć, że jestem nieodpowiedzialna, że spotkamy się w sądzie, że mogłam zrobić krzywdę niewinnemu dziecku. Tak. Zgadzam się z tą mamą, że ktoś w tej sytuacji wykazał się nieodpowiedzialnością i przez takie zachowanie mogło ucierpieć dziecko. Tyle, że nie ja byłam winna, a rodzice dziecka, którzy spacerują w niedozwolonych miejscach. Ścieżki rowerowe są dla rowerów, nie dla dzieci, wózków i nadpobudliwych mam”. Rodzice - do spacerów służą chodniki! Rowerzysta nie zawsze wyhamuje. I pytanie za dziennikarzami “Gazety” - Czy spacerowalibyście środkiem ulicy? Chyba nie, a ścieżki to właśnie takie ulice dla rowerów.
Komentuj →
28 kwietnia 2010 |
0
Komenda Stołeczna Policji o przypadku korupcji: Od kursantki przyjął co najmniej 1 500 złotych. W zamian za otrzymane pieniądze obiecywał pomoc w zdaniu egzaminu praktycznego na prawo jazdy. Sprawa wyszła na jaw i policjanci z wydziału dw. z korupcją KSP zatrzymali Jacka G. W śledztwie prowadzonym przez siedlecką prokuraturę okręgową w sprawie korupcji przy egzaminach na prawo jazdy od stycznia tego roku przedstawiono 23 osobom aż 75 zarzutów. Sprawa jest rozwojowa. Śledczy planują kolejne zatrzymania.
Od wielu miesięcy śledztwo w sprawie korupcji przy egzaminach na prawo jazdy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Siedlcach. Na początku prowadzonego postępowania czynności w sprawie wykonywali policjanci z komendy wojewódzkiej w Radomiu, później przy sprawie zaczęli pracować stołeczni policjanci z wydziału dw. z korupcją. Dotychczas zatrzymano już kilkadziesiąt podejrzewanych osób.
Tym razem policjanci z wydziału dw. z korupcją zatrzymali Jacka G. Jak wynika z materiałów zebranych w śledztwie, mężczyzna przyjął łapówkę od kursantki i obiecywał jej, że pomoże jej w załatwieniu pomyślnego zdania egzaminu praktycznego na prawo jazdy. Zatrzymany usłyszał już zarzut płatnej protekcji. Wobec podejrzanego zastosowano środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 3 tys. złotych. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawa jest rozwojowa. Śledczy planują kolejne zatrzymania.
Tylko od stycznia tego roku przedstawiono w śledztwie 75 zarzutów 23 osobom podejrzewanym o przestępstwa korupcyjne, natomiast od grudnia 2008 r. - 35 osobom. Zastosowano wobec nich środki zapobiegawcze w postaci tymczasowe aresztowania, dozoru policyjnego i poręczenia majątkowego.
Przypominamy, nie podlega karze sprawca przestępstwa korupcyjnego, jeżeli korzyść majątkowa lub osobista albo ich obietnica została przyjęta lub wręczona, a sprawca zawiadomił o tym fakcie organ powołany do ścigania przestępstw i ujawnił wszystkie istotne okoliczności przestępstwa, zanim organ ten się o nim dowiedział - art. 229 § 6 kodeksu karnego.
Komentuj →
28 kwietnia 2010 |
0
W Częstochowie właściciele lawet reklamowych przez lukę prawną parkują w płatnej strefie za darmo, często blokują dwa lub nawet trzy miejsca postojowe. Jak policzyli dziennikarze: opłaty obowiązują przez dziewięć godzin dziennie, za godzinę trzeba zapłacić 2 zł, więc - jako że chodzi o dwa miejsca - dzienna stawka powinna wynieść 36 zł. To przykładowa dzienna stawka za parkowanie, jednak - przez lukę w prawie o ruchu drogowym, w którym zapisano, że zarządcy dróg mogą pobierać opłaty tylko od pojazdów samochodowych, a przyczepy się w tej definicji nie mieszczą, zarobku nie ma. Straż Miejska rozkłada ręce: Jeśli przyczepa nie tamuje ruchu, nic nie możemy zrobić. Jaka na to rada? Rozważane będzie wprowadzenie oznakowania zabraniającego wjazdu do centrum samochodów z przyczepami. Bo skoro nie będzie można z lawetą wjechać, to nie zostanie porzucona na płatnym miejscu.
A jak to robią inni:Jest jeszcze inny sposób - przetestowany trzy lata temu w stolicy Wielkopolski. Poznańscy drogowcy uznali po prostu, że laweta z billboardem jest reklamą, a za takie należy się opłata za "zajęcie pasa drogowego". Zaczęli gromadzić dowody, że dana laweta stała w strefie płatnego parkowania, i naliczać kary za brak opłaty w wysokości dziesięciokrotności stawki ustalonej dla samochodów. Czyli 240 zł dziennie. Jedna z firm, na którą drogowcy nałożyli karę, poskarżyła się wprawdzie w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, ale przyznało ono rację drogowcom. Za lawety stojące na ulicach, lecz poza płatną strefą, wzięła się z kolei poznańska straż miejska. Strażnicy uznali, że laweta zajmuje miejsce na drodze tak jak np. kontener na gruz. Czyli trzeba za nią zapłacić. Zaczęli kierować do sądu wnioski o ukaranie właścicieli przyczep reklamowych.
Komentuj →
27 kwietnia 2010 |
2
Jazda rowerem pod prąd jest bezpieczna i skraca drogę. Chcemy tak jeździć zgodnie z prawem - przekonują krakowscy rowerzyści. Ponad tysiąc osób przyłączyło się już do grupy "Rowerem legalnie pod prąd" na portalu społecznościowym Facebook. Chcą walczyć o udostępnienie rowerzystom w obu kierunkach wszystkich ulic jednokierunkowych, a także tych objętych zakazem ruchu. - Na Zachodzie od lat rowerzyści mogą jeździć pod prąd, przy prawej krawędzi jezdni, i okazuje się, że jest to rozwiązanie tanie i bezpieczne - mówi Adam Łaczek, założyciel grupy. Parę miesięcy temu zwrócił się do Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu z propozycją zastosowania takiego rozwiązania na próbę, wskazali konkretny odcinek ulicy. Propozycja spotkała się ze sprzeciwem. Urzędnicy zezwolili za to na tym odcinku na jazdę po chodniku. - Po raz kolejny tor dla rowerzystów wyznacza się, zabierając przestrzeń przeznaczoną dla pieszych, nie naruszając świętego pasa dla samochodów - oburza się Łaczek. ZIKiT tłumaczy, że nie może tworzyć przepisów sprzecznych z tymi, które ustanawia Ministerstwo Infrastruktury. - Według ustawy o ruchu drogowym jazda pod prąd na rowerze jest po prostu nielegalna. Możemy tylko czekać na nowelizację przepisów - tłumaczy Michał Pyclik z ZIKiT. Drugim postulowanym rozwiązaniem jest wyznaczenie tzw. kontrapasów dla rowerów (wystarczy namalować białą linię na jezdni). Takie pasy istnieją już w Krakowie. Namalowanie kontrapasów na większej liczbie ulic nie jest jednak takie proste. Droga musi mieć odpowiednią szerokość [według przepisów 8,5 m - przyp. red.]. Poza tym wiązałoby się to z redukcją miejsc parkingowych - dodaje Pyclik. - Problem tkwi w tzw. czerwonej książeczce, absurdalnym rozporządzeniu Ministerstwa Infrastruktury. Jest tak niejasne, że urzędnicy w różnych miastach interpretują je zupełnie inaczej. Stąd rozbieżności w wymaganej szerokości jezdni czy w dopuszczaniu jazdy pod prąd - wyjaśnia Marcin Hyła, koordynator projektu "Miasta dla rowerów", który wraz z nieformalnym zespołem pracuje nad usprawnieniem przepisów.
Komentuj →
27 kwietnia 2010 |
4

(Fot.: PD@N 338-10)
Od kilku tygodni na łamach tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS kontynuujemy dyskusję o potrzebie obligatoryjnego szkolenia instruktorów nauki jazdy. Wielu Czytelników wypowiada się za tym obowiązkiem, część jest przeciwna, wielu i z wielu powodów patrzy na projekt sceptycznie. Powyżej mamy przykład wskazujący dobitnie na potrzebę szkolenia. Kim jest instruktor, i kto go wyszkolił, czy potrzebne jest mu doszkolenie? Odpowiedź jest z gatunku tych retorycznych. Jak podaje RMF 24 sytuacja miała miejsce w Tychach. Reakcja zdjęcie otrzymała na Gorącą Linię RMF FM, widać, jak instruktor zaparkował na miejscu dla osób niepełnosprawnych, by pokazać kursantom, co znajduje się pod maską auta...
Komentuj →
27 kwietnia 2010 |
0
205 punktów karnych w ciągu niespełna 10 minut uzbierał kierowca uciekający przed drogówką ulicami Dąbrowy Górniczej. To niechlubny rekord Polski - mówią policjanci. W czasie karkołomnej jazdy 24-latek na przednim siedzeniu, bez fotelika, wiózł swoją trzyletnią córeczkę. Po zatrzymaniu tłumaczył, że uciekał, bo nie miał przy sobie dokumentów. W ciągu niespełna 10 minut uciekinier popełnił kilkadziesiąt wykroczeń. Z dużą prędkością przejeżdżał przez wąskie osiedlowe uliczki, przecinał skwery, podwórka i skrzyżowania mimo czerwonego światła, co chwila wymuszając pierwszeństwo przejazdu. Czasem jechał ponad 140 km na godzinę. Dopiero po spowodowaniu kolizji został zatrzymany na ul. Adamieckiego. Po zatrzymaniu okazało się, że kierowca był trzeźwy, nie przewoził również żadnych zabronionych rzeczy, tłumaczył policjantom, że jedynym powodem karkołomnej ucieczki był brak OC i dokumentów pojazdu. Policjanci dąbrowskiej drogówki, sporządzając wniosek o ukaranie, przedstawili nieodpowiedzialnemu ojcu w sumie 35 zarzutów i do uzbieranych wcześniej 5 punktów doliczyli rekordową w skali kraju liczbę 205 punktów karnych. Krzysztof L. otrzymał mandat w wysokości 500 złotych i jednocześnie rozstał się z prawem jazdy. Na jak długo zostanie bez uprawnień do prowadzenia samochodu, zdecyduje sąd. Pirat drogowy na co dzień jest kierowcą karetki.
Komentuj →
27 kwietnia 2010 |
2
Podczas obrad Komisji Infrastruktury rozpatrzono sprawozdanie podkomisji stałej ds. transportu drogowego i drogownictwa o komisyjnym projekcie ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym (druk 2749). Sprawozdawca poseł Jan Tomaka. Przypomnijmy, iż projekt przewiduje, że niedopuszczalne będzie używanie opon z umieszczonymi w nich trwale elementami przeciwślizgowymi. Zakazu tego nie będzie się jednak stosowało do pojazdów biorących udział w rajdach i wyścigach pojazdów samochodowych, pod warunkiem uzyskania zgody zarządcy drogi na udział pojazdów używających takich opon. Projekt przyjęto z poprawkami.
Uzasadnienie projektu: Zmiany mają na celu umożliwienie organizowania imprez sportowych z użyciem sprzętu motorowego: samochodów, motocykli itp. w okresie zimowym na nawierzchni pokrytej śniegiem na drogach stanowiących odcinki specjalne (odcinki drogi wyłączonej z ruchu drogowego), jak również na drogach dojazdowych, których trasa jest ściśle określona przez organizatora imprezy i uzgodniona z organami zarządzającymi ruchem na drogach, zgodnie z art. 65 a ust. 3 pkt. 1) ustawy - Prawo o ruchu drogowym.
Zgodnie z obecnie obowiązującymi w Polsce przepisami prawa, niedozwolone jest używanie opon z umieszczonymi w nich na trwałe elementami przeciwpoślizgowymi, a tym samym korzystanie z pojazdów sportowych wyposażonych w opony kolcowane. Powołując się na definicję zawartą w opinii Biura Analiz Sejmowych z dnia 24 lipca 2009 r. “Opony kolcowane są specjalnym typem opon zimowych wyposażonych w kolce poprawiające przyczepność pojazdu na drodze w warunkach zimowych (na lodzie lub śniegu)” i które są niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa podczas zimowych imprez sportowych. Zakaz używania opon kolcowanych w konsekwencji powoduje brak możliwości organizowania imprez sportowych w okresie zimowym, które są stałym elementem w kalendarzach imprez w krajach europejskich. Opinia Biura Analiz Sejmowych odnosi się do regulacji prawnych zastosowanych w dziewięciu krajach europejskich takich jak: Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francja, Litwa, Niemcy, Szwecja, Włochy, wynika z niej, iż w ośmiu krajach używanie opon kolcowanych jest dozwolone nie tylko w sporcie, ale jest możliwe dla wszystkich użytkowników dróg w okresie zimowym, najczęściej w okresie od 1 listopada do końca marca. W treści opinii czytamy również “ W krajach, które dopuszczają używanie opon kolcowanych w ruchu drogowym, niezależnie od możliwości używania ich podczas wyścigów, nie są potrzebne oddzielne przepisy pozwalające na jeżdżenie na takich oponach na drogach dojazdowych do tras rajdów – możliwość taka wynika z przepisów ogólnych.
Różnice między dotychczasowym, a przewidywanym stanem prawnymZmiany umożliwią jazdę pojazdami samochodowymi wyposażonymi w opony kolcowane stosowane wyłącznie podczas zimowych imprez sportowych: rajdów i wyścigów, także na drogach niewyłączonych z ruchu (drogach dojazdowych do odcinków specjalnych).
Komentuj →
26 kwietnia 2010 |
0
Zbliżają się wakacje, dlatego kursy pozwalające pozbyć się punktów karnych cieszą się w całym kraju coraz większą popularnością. Wystarczy jedna brawurowa podróż i można zgarnąć komplet dozwolonych punktów, tj. 24. Potem czeka nas już kolejny egzamin, który niełatwo zdać. Jak się przed tym ustrzec? Trzeba pójść na szkolenie tzw. punktowe - przypomina “Rzeczpospolita”.I przypomina, iż szkolenia takie organizują word-y, że kierowca dwa razy w roku może skorzystać tą drogą z redukcji (o 6) punktów karnych, i niestety także i to, że istnieje grupa stałych uczestników tych szkoleń. Pamiętajmy, że odejmowanie jest możliwe dopóty, dopóki nie dobrniemy do granic limitu. Przy 25 punktach karnych pozostaje już tylko zdać egzamin kontrolny. Egzamin odbywa się na normalnych zasadach.
Jak wygląda szkolenie? Jest podzielone na dwa moduły. Pierwszy prowadzi psycholog, drugi policjant. W ciągu sześciu godzin trzeba jedynie wysłuchać przygotowanych referatów na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego, obejrzeć kilka filmów o tragicznych skutkach wypadków drogowych i potwierdzić swoją obecność na całych zajęciach. Na koniec szkolenia dostaniemy zaświadczenie wydane przez dyrektora odpowiedniego wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego, na podstawie którego komendant wojewódzki policji prowadzący ewidencję punktów karnych wykreśla sześć punktów karnych.
Komentuj →
26 kwietnia 2010 |
0
“§ 12. 1. W obrębie miasta oraz na terenie działki, na której usytuowany jest obiekt budowlany, o którym mowa w § 11 ust. 1 pkt 3, minimalna szerokość drogi pożarowej powinna wynosić 3,5 m, a jej dopuszczalny nacisk na oś powinien wynosić co najmniej 100 kN (kiloniutonów).
2. Na innych terenach minimalna szerokość drogi pożarowej powinna wynosić 3 m, a jej dopuszczalny nacisk na oś powinien wynosić co najmniej 50 kN.
3. Minimalna szerokość drogi pożarowej powinna wynosić 4 m, a jej nachylenie podłużne nie powinno przekraczać 5%:
1) na całej długości budynku, o którym mowa w § 11 ust. 2, oraz na odcinku 10 m przed i za tym budynkiem;
2) na odcinku 15 m od miejsc doprowadzenia jej do budynku, o których mowa w § 11 ust. 5 pkt 2.
4. W szczególnie uzasadnionych przypadkach, gdy spełnienie wymagań dotyczących drogi pożarowej do obiektu budowlanego jest niemożliwe ze względu na lokalne uwarunkowania, dopuszcza się stosowanie rozwiązań zamiennych, uzgodnionych z właściwym miejscowo komendantem wojewódzkim Państwowej Straży Pożarnej, które zapewnią niepogorszenie warunków ochrony przeciwpożarowej tego obiektu.
Źródło: Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 16 czerwca 2003 r.w sprawie przeciwpożarowego zaopatrzenia w wodę oraz dróg pożarowych (Dz. U. Nr 121, poz. 1139).
W budynku przy ul. Flisowej we Włochach w ogniu stanął dach. Strażacy gasili ogień z drabin i podnośników, bo w pewnym momencie dach zaczął się walić. Było niebezpieczeństwo, że spadną oni do środka - relacjonuje asp. Piotr Tabencki ze stołecznej straży pożarnej. Akcja gaśnicza trwała ponad dwie godziny - relacjonowało “Życie Warszawy”. Co do możliwości pracy strażaków, tym razem nie mieli problemu z dojazdem do palącego się budynku, ale problem z zastawianiem dojazdu do obiektów jest w całej Polsce nagminny. Apelujemy o stałą troskę i o ochronę przeciwpożarową budynków.
Komentuj →
26 kwietnia 2010 |
1
Przejechanie na czerwonym świetle jest przy tym jednym z najostrzej karanych przewinień:
mandat od 300 do 500 zł oraz sześć punktów karnych
Czy kupić fotoradar dla straży miejskiej? - spierają się radni Częstochowy. - Tyle, że władze w ogóle nie mają pojęcia, co jest główną przyczyną wypadków - ocenia projekt magistratu czytelnik “Gazety pl”. - Znacznie poważniejsze skutki ma nieprzestrzeganie czerwonych świateł na skrzyżowaniach oraz przejściach dla pieszych. Dlatego pilniejszy jest zakup fotokomórek wyłapujących takie przewinienia. Co na to policja? Na pierwszym miejscu stawia jednak prędkość. Ale jazdę na czerwonym zaraz potem. - To dwa najpoważniejsze zagrożenia bezpieczeństwa na miejskich ulicach - potwierdza podinsp. Joanna Lazar, rzeczniczka częstochowskiej komendy. Praktycznie w każdym cyklu świetlnym piesi, mimo zapalenia się zielonego światła, muszą chwilę stać, aż ostatni spóźnialscy kierowcy zjadą ze skrzyżowania. Widząc żółte światło, kierowcy dodają gazu, zamiast hamować. Niestety, takie zachowania obserwujemy coraz częściej - mówi Lazar. Policja prowadziła kiedyś akcję pod nazwą "Sygnalizator". Teraz jest to działanie rutynowe. Nie jest jednak proste, bo wymaga zaangażowania podwójnej ekipy: nieoznakowany pojazd filmuje piratów drogowych, a zatrzymuje ich stojący kilkaset metrów dalej radiowóz. W Częstochowie nie ma fotokomórek znanych z ulic zachodniej Europy, ale także z polskich miast. Elektroniczne urządzenie automatycznie robi zdjęcia samochodom przejeżdżającym na czerwonym świetle, a winowajcy - tak jak w przypadku zdjęć z fotoradaru - mandaty dostają pocztą. Kierowcy najczęściej tłumaczą się, że nie zdążyli wyhamować albo nie chcieli cisnąć w hamulec z obawy, że ktoś na nich z tyłu wjedzie. Tymczasem sygnalizacje są tak regulowane, że jadąc zgodnie z przepisami, a nawet szybciej, i mając nie najlepszy refleks, zawsze zdążymy zatrzymać się przed przejściem czy skrzyżowaniem. Policja zwraca uwagę, że piesi także (a może nawet częściej) łamią przepisy, przechodząc na czerwonym świetle.
Komentuj →
26 kwietnia 2010 |
0

(Fot.: PD@N 338-2)^ Francuska muzułmanka została ukarana mandatem w wysokości 22 euro, ponieważ prowadziła samochód w tradycyjnej chuście, odkrywającej jedynie oczy. W ustawie, na którą powołał się policjant, wymienione z nazwy są rzeczy, które mogą ograniczać widoczność: inni pasażerowie, transportowane przedmioty i naklejki na szybie. Nie ma wśród nich ubioru.

(Fot.: PD@N 338-3)^ Policjant w mandacie napisał, że jest on wystawiony za prowadzenie w warunkach niewygody i nie chciał sprecyzować na czym polegają te “warunki niewygody” - powiedziała ukarana. Dziennikarzom agencji AFP opowiedziała o swojej wymianie zdań z policjantem. Podobno powiedział jej: "Nie wiem, jak to się robi w pani kraju, ale w naszym kraju tak nie prowadzimy". "Mój kraj to także pana kraj, bo jestem Francuzką" - odpowiedziała kobieta. Odsłoniła twarz, by policjant mógł sprawdzić, czy dokumenty należą do niej, ale i tak dostała mandat w wysokości 22 euro.
W Nantes (zachodnia Francja) 31-letnia muzułmanka została ukarana mandatem, ponieważ prowadziła samochód mając na twarzy burkę odsłaniającą jedynie oczy. Policjanci uznali, że taki stroj utrudnia kierowanie pojazdem. Argumentowano, że pole widzenia kobiety było ograniczone i mogła spowodować wypadek - poinformowała BBC. Kobieta mandatu nie przyjęła i sprawa trafiła do sądu. Adwokat kobiety, Jean-Michel Pollono, zapowiedział złożenie odwołania. Jego zdaniem muzułmańska zasłona ogranicza widoczność w takim samym stopniu jak kask motocyklowy. Postępowanie policji adwokat nazwał naruszeniem praw człowieka. "Obecnie żadne prawo nie zabrania noszenia nikabu" - podkreślił Pollono. Czy rzeczywiście "stworzyła zagrożenie"? Zdaniem BBC sprawa ma charakter symboliczny, ponieważ wpisuje się w trwającą już od blisko roku we Francji batalię wokół muzułmańskich zasłon. Rzecznik rządu Luc Chatel poinformował, że francuskie władze opowiadają się za całkowitym zakazem noszenia przez kobiety ubiorów zakrywających je od stóp do głów. Prezydent Nicolas Sarkozy uważa, iż burki (zakrywające oczy siateczką) czy odsłaniające jedynie oczy nikaby powinny być całkowicie zabronione w miejscach publicznych. Dziennikarze przypominają, iż w marcu br. francuska Rada Konstytucyjna sprzeciwiła się generalnemu zakazowi noszenia tego ubioru i zaproponowała ograniczenie zakazu do niektórych miejsc, np. urzędów czy posterunków policji. Mimo wątpliwości konstytucyjnych francuski rząd podtrzymał wolę wprowadzenia zakazu we wszystkich miejscach publicznych. Według rzecznika rządu, nowe przepisy mogą być przyjęte przez parlament jeszcze przed wakacjami. MSW szacuje, że twarze zasłania we Francji mniej niż 2 tys. kobiet, podczas gdy muzułmanów jest 5 mln. Podejmowanie jej powoduje jednak, że odium pada na wszystkich muzułmanów. Jako pierwszy kraj europejski nad bezwzględnym zakazem noszenia muzułmańskich zasłon twarzy w miejscu publicznym dyskutowali w marcu br. parlamentarzyści w Belgii. Projekt ustawy przewiduje nawet więzienie za noszenie burki oraz nikabu (belgijscy posłowie przegłosowali 29.4.2009 zakaz zasłaniania twarzy w miejscach publicznych.- red.).
Komentuj →