3 marca 2012 |
4

(Fot.: PD@N 418-23)
Przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy o zmianie ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów w pierwszej transzy ułatwi dostęp do 49 profesji, których wykonywanie wiąże się dziś z pokonaniem wielu barier od administracyjnych po ekonomiczne (kosztowne szkolenia i kursy, egzaminy państwowe). Polska jest dziś rekordzistą Europy w ograniczaniu dostępu do pracy. W naszym kraju nie można swobodnie wykonywać aż 380 profesji – informuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Wśród zawodów wymienionych do pierwszego etapu – zawód EGZAMINATOR OSÓB UBIEGAJĄCYCH SIĘ O UPRAWNIENIA DO KIEROWANIA POJAZDEM.

(Fot.: PD@N 418-37)
Komentuj →
3 marca 2012 |
3

(Fot.: PD@N 418-22)

(Fot.: PD@N 418-24)
Rząd chce znacznie ograniczyć liczbę zawodów regulowanych, których obecnie w Polsce jest aż 380. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin przygotował listę 46 zawodów, które zostaną zderegulowane na początku. Dla przykładu - pośród 30 zawodów podlegających Ministerstwu Transportu w pierwszym etapie ma być uwolnionych w całości lub częściowo połowa. Należą do nich m.inn.: instruktor prawa jazdy, egzaminator, taksówkarz. Jak zapowiadają inicjatorzy zmian - deregulacjanie musi oznaczać całkowitego uwolnienia zawodu, a jedynie złagodzenie rygorów jego wykonywania. Deregulacja ma obniżyć ceny usług i ułatwić dostęp do zamkniętych dziś zawodów. W Niemczech i Finlandii zawodów regulowanych jest o połowę mniej, około 150. Po otwarciu zawodów europejskie rynki pracy wzrostem zatrudnienia w danej grupie zawodowej o ok. 15 proc. Głównym celem deregulacji jest znaczne obniżenie cen usług. Jak komentuje “Dziennik Gazeta Prawna” - “Otwarcie zawodów reglamentowanych może oznaczać dla rządu wielką batalię na kilkudziesięciu frontach naraz. Politycy PO przyznają, że obawiają się protestów i strajków, które mogą nawet sparaliżować kraj. - Z jednej strony wydłużenie wieku emerytalnego i likwidacja przywilejów, z drugiej wściekli taksówkarze i inne grupy zawodowe. Strach się bać - komentuje jeden z prominentnych polityków PO. Inny dodaje: - Deregulacja - to będzie jeszcze trudniejsze niż przeforsowanie reformy emerytalnej”. Liste proponowanych do deregulacji zawodów przygotowano w oparciu o przeprowadzone w resortach przeglądy. Ustawa przygotowana przez ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina ma zostać ogłoszona w sobotę - 3 marca br.
Komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości:
Deregulacja dostępu do zawodów - prezentacja projektu ustawy
Tam gdzie jest regulacja tam są wysokie ceny, niska jakość, wysokie bezrobocie i rozrost biurokracji - powiedział dzisiaj na konferencji prasowej Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin przedstawiając projekt ustawy o zmianie ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów.
Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin podkreślił, że zaprezentowanym dzisiaj projektem ustawy rząd "wyjmuje pierwszą cegłę w murze barier biurokratycznych i przywilejów, które zapewniły sobie rozmaite korporacje".
Polska jest dziś rekordzistą Europy w ograniczaniu dostępu do pracy. W naszym kraju nie można swobodnie wykonywać aż 380 zawodów. "To jest ranking hańby" - ocenił Jarosław Gowin.
Przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy w pierwszej transzy ułatwi dostęp do 49 zawodów, których wykonywanie wiąże się dziś z pokonaniem wielu barier od administracyjnych po ekonomiczne (kosztowne szkolenia i kursy, egzaminy państwowe).
- Celem przygotowanej deregulacji nie jest jednak bezrefleksyjne otwarcie dostępu do wszystkich zawodów - powiedział w trakcie konferencji Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin. Są przypadki, w których regulacje są konieczne, ponieważ wynikają z ochrony zdrowia, życia lub bezpieczeństwa. Dotyczy to głównie zawodów zaufania publicznego - zaznaczył.
Ograniczenia w dostępie do wykonywania określonych zawodów niosą za sobą szereg negatywnych skutków gospodarczo-społecznych. Są to:
*wzrost poziomu bezrobocia głównie wśród grup szczególnie na nie narażonych (młodych ludzi wchodzących na rynek pracy oraz kobiet powracających z urlopów macierzyńskich czy wychowawczych)
*wzrost cen i spadek jakości usług w branżach, w których zawody te występują
* rozrost biurokracji i zwiększanie kosztów funkcjonowania państwa (konieczność ponoszenia wydatków związanych z utrzymaniem systemu, czyli m.in. kosztów funkcjonowania rejestru czy wynagrodzeń komisji egzaminacyjnej).
*Nadmierne uregulowanie dostępu do zawodów ma także szkodliwy wpływ na rozwój gospodarczy państwa, gdyż powoduje obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki w międzynarodowych rankingach. W dodatku taki stan rzeczy jest niezgodny z polską Konstytucją – narusza bowiem prawo do wyboru zawodu i swobody podejmowania pracy.
Prace nad ustawą rozpoczęły się od konsultacji międzyresortowych i opracowania listy ponad 200 zawodów, w których regulacje zostały ocenione jako nadmierne lub zbędne. Do pierwszej transzy wybranych zostało 49 zawodów. Jednocześnie, w Ministerstwie Sprawiedliwości rozpoczęły się już prace nad projektem ustawy, który ułatwiłby dostęp do kolejnych 180 zawodów. Oznaczałoby to, że obie ustawy deregulacyjne objęłyby w sumie około 230 zawodów, co stanowi ponad 60% wszystkich obecnie regulowanych w Polsce profesji. Według szacunków ekspertów, deregulacja może zwiększyć zatrudnienie w tych zawodach o 15-20%.
Zniesienie wielu barier, które obecnie stoją na przeszkodzie w dostępie do określonych profesji, będzie miało szereg pozytywnych skutków. Jednym z głównych będzie większe otwarcie rynku pracy na ludzi młodych, którzy właśnie skończyli edukację i rozpoczynają pracę zawodową.
Przewiduje się, że pozytywnym efektem zmian będzie także spadek cen usług i wzrost ich jakości spowodowany większą konkurencyjnością. Zniknie bowiem zjawisko zawyżania cen usług ze względu na monopol lub niewystarczającą ilość usługobiorców (w mieście, w którym jest pięć zakładów ślusarskich ceny będą niższe, niż w tym, które ma tylko jeden taki zakład). Zniesienie obowiązku zdawania państwowych egzaminów wpłynie znacząco na ograniczenie biurokracji – obecnie w wielu urzędach państwowych istnieją specjalne komórki organizacyjne zajmujące się jedynie nadzorem nad podległymi im zawodami.
Patrycja Loose
Rzecznik Prasowy Ministra Sprawiedliwości

(Fot.: PD@N 418-36)
Komentuj →
26 lutego 2012 |
1


(Fot.: PD@N 416-27 i 29jm)
Od kilku tygodni monitorujemy losy poselskiej interpelacji nr 873 posła Dariusza Piątkowskiego w sprawie ustawowego obowiązku korzystania z samochodów pozostających w dyspozycji wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego podczas zdawania egzaminu państwowego na prawo jazdy kategorii B. Na pytania zgłoszone 26 stycznia br. minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej odpowiedział 15 lutego. Czyli w ustawowym terminie 21 dni. Na łamach tygodnika w tym czasie publikujemy także Państwa wypowiedzi w sprawie dopuszczenia do egzaminu pojazdów ośrodków szkolenia kierowców. Przygotowujemy zestawienie zgłoszonych postulatów, wniosków, propozycji rozwiązań, argumentacji za i przeciw. Zachęcamy do dalszych opinii, poniżej treść odpowiedzi ministerstwa oraz kilka dalszych Państwa opinii, w tym także te stanowiące komentarz do listu otwartego. Czekamy na dalsze: tygodnik@prawodrogowe.pl
Odpowiedź na interpelację poselska nr 873
Tadeusz Jarmuziewicz - sekretarz stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej
Szanowna Pani Marszałek! Odpowiadając na pismo nr SPS-023-873/12 przekazujące interpelację posła Dariusza Piontkowskiego w sprawie ustawowego obowiązku korzystania z samochodów pozostających w dyspozycji wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego podczas zdawania egzaminu państwowego na prawo jazdy kategorii B, przedstawiam następujące wyjaśnienia.
Obecnie obowiązujące przepisy ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym oraz przepisy ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami określają, że pojazdy wykorzystywane podczas egzaminu państwowego na prawo jazdy nie muszą stanowić własności wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego. Takie rozwiązanie daje WORD możliwość wykorzystywania także pojazdów stanowiących własność ośrodków szkolenia kierowców.
Odnosząc się do pytania dotyczącego możliwości wprowadzenia do prawa rozwiązania polegającego na wykorzystaniu w trakcie egzaminu praktycznego na prawo jazdy wyłącznie samochodów będących własnością ośrodków szkolenia kierowców, należy wskazać, że w ocenie resortu wiązałoby się to z koniecznością poniesienia przez osobę egzaminowaną dodatkowych kosztów uczestnictwa tego pojazdu w egzaminie. Każdy ośrodek szkolenia kierowców musiałby ponieść koszty dodatkowego wyposażenia technicznego pojazdów przeznaczonych do szkolenia i egzaminowania. Każdy z pojazdów musiałby być wyposażony w urządzenia do rejestracji przebiegu egzaminu zapewniające kompatybilność nagrań, brak możliwości ingerencji w przebieg nagrania oraz gwarantujące odpowiednie zabezpieczenie i przechowywanie nagranego przebiegu egzaminu. Koszty instalacji takiego systemu będą należały do ośrodka szkolenia kierowców. Należy wskazać, że za niezawodność rejestracji przebiegu egzaminu oraz bezpieczeństwo rejestrowanych danych obecnie odpowiada wyłącznie WORD. W przypadku pojazdów ośrodków szkolenia kierowców trudno byłoby mieć pewność co do bezpieczeństwa danych zgromadzonych w zainstalowanych w pojazdach systemach rejestrujących przebieg egzaminu. Zarejestrowany przebieg egzaminu, zgodnie z przepisami ustawy, stanowi podstawowe narzędzie przy rozpatrywaniu skarg na przebieg egzaminu państwowego. Możliwość jakiejkolwiek ingerencji w nagranie lub np. wyłączenie nagrywania przebiegu egzaminu w jego trakcie mogłoby stać się przyczyną wielu nadużyć. Dodatkowo należy wskazać, że w przypadku wykorzystywania pojazdów ośrodka szkolenia kierowców ich stan techniczny za każdym razem musiałby podlegać ocenie, ponieważ zwykle pojazdy te są mocno eksploatowane. Proponowane rozwiązanie znacząco podwyższyłoby koszty uzyskania prawa jazdy oraz prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorców prowadzących ośrodki szkolenia kierowców.
Odnosząc się do pytania dotyczącego braku równości obywateli wobec prawa, należy wskazać, że w tym przypadku w ocenie resortu takie naruszenie nie występuje. Każda z osób egzaminowanych przystępujących do egzaminu na prawo jazdy kategorii A1, A2, A i B przystępuje na pojeździe zapewnionym przez WORD, ponieważ są to najpopularniejsze kategorie i najtrudniej byłoby zagwarantować odpowiednie przygotowanie techniczne tych pojazdów. Jest to sytuacja jak najbardziej jednolita. W przypadku wyższych kategorii prawa jazdy za zapewnienie pojazdów także odpowiada WORD, z tym że ze względu na znacznie mniejszą liczbę egzaminów w tym zakresie pojazdy te nie muszą być w jego posiadaniu.
Odnosząc się do pytania dotyczącego liczby pojazdów, jakimi dysponują ośrodki szkolenia kierowców, uprzejmie informuję, że resort nie gromadzi takich informacji. Resort nie posiada także informacji na temat ilości wymienianych samochodów w związku z decyzjami WORD ani o kosztach, jakie ponoszą ośrodki szkolenia kierowców w tym zakresie.
Odnosząc się do pytania dotyczącego wymiany pojazdów przez WORD, należy wskazać, że mają one status wojewódzkich samorządowych osób prawnych i jako takie zobowiązane są do stosowania ustawy o zamówieniach publicznych. Każdorazowo przy wymianie pojazdów egzaminacyjnych poszczególne WORD przeprowadzają postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego, przeprowadzając zwykle przetarg nieograniczony. W przepisach ustawy o kierujących pojazdami przewidziano, że umowa dotycząca pojazdów w WORD nie może być zawarta na okres krótszy niż 4 lata. Wprowadzono także obowiązek powoływania przez dyrektorów WORD do komisji przetargowej podejmującej decyzję o zakupie pojazdów do przeprowadzania egzaminów na prawo jazdy przedstawicieli organizacji społecznych zrzeszających przedsiębiorców prowadzących ośrodki szkolenia kierowców.
Podsumowując, pragnę podkreślić, że wprowadzenie do prawa polskiego rozwiązania polegającego na wykorzystywaniu w trakcie egzaminu praktycznego na prawo jazdy wyłącznie lub na życzenie osoby egzaminowanej samochodów będących własnością ośrodków szkolenia kierowców mogłoby przyczynić się do znacznego wzrostu kosztów uzyskania uprawnienia do kierowania pojazdami dla poszczególnych obywateli.
Z poważaniem
Komentarze:
WŁODEK: Proponuję, aby urządzenia rejestrujące egzamin były własnością WORD-u i były przenośne! Wystarczy ogłosić zgodnie z prawem przetarg na stworzenie takiego urządzenia by można było w 5 minut zainstalować w dowolnym pojeździe, również w ciężarowym. To w zamian za przetargi na samochody. Z pewnością kwoty będą niższe, więc pieniądze z opłat egzaminacyjnych wzmocnią budżet WORD-ów.
INSTRUKTOR: 1. Co z tego, że pojazdy są mocno eksploatowane, skoro przechodzą badania techniczne i są sprawne. Po za tym, zdarza się, że pojazdy egzaminacyjne są w takim stanie, że kursanci mają problemy np. z ruszaniem. Czy w takim przypadku, zagwarantowane jest odpowiednie przygotowanie techniczne pojazdów? Dwa razy podczas egzaminu kursantowi zgaśnie samochód i 112 zł zostaje w WORD. Oby tak dalej!
2. Obecnie na rynku jest tyle urządzeń rejestrujących, że nie ma żadnego problemu z doborem i montażem. Nie ma też żadnego problemu, by egzaminatorzy wsiadali do samochodu ze swoim nośnikiem danych, na których rejestrowany byłby przebieg egzaminów.
3. To wielka szkoda, że resort nie gromadzi i nie posiada danych w zakresie wymienianych pojazdów przez OSK i ponoszonych przez nie kosztów. Takim działaniem, resort tylko wspiera korupcję, jaka występuje przy wyborze samochodów egzaminacyjnych. Bo jak inaczej nazwać cały ten proceder, jeśli WORD-om dealerzy użyczają pojazdy za śmieszne kwoty miesięcznie, dobrze wiedząc, ze OSK muszą takie same pojazdy kupić po cenie rynkowej, pokrywając tym samym ich straty.
4. A już totalną bzdurą jest teza o wzroście kosztów uzyskania uprawnienia, jeśli osoba egzaminowana chciałaby zdawać egzamin na pojeździe OSK. Czym resort może taką wypowiedź poprzeć, jeśli nie posiada danych o kosztach wymiany taboru. Bo zakup urządzenia rejestrującego, to jest pikuś w porównaniu z zakupem samochodu, czy motocykla.
Panie i Panowie instruktorzy oraz właściciele OSK. Jak długo damy się jeszcze wodzić za nos? Jak długo będziemy zbierać baty, za nieudolne i mijające się ze zdrowym rozsądkiem ustawy? Czy w tym chorym kraju, jedynym rozwiązaniem, by dojść swoich racji i praw, jest pospolite ruszenie? Jeśli tak, to ruszmy swoje cztery litery i pokażmy, że nas jest więcej niż dyrektorów WORD, że my też jako podatnicy, pracodawcy i nauczyciele, mamy swoje prawa, swoje pragnienia. Że też chcemy mieć możliwość wyjazdu na urlop, a nie tylko harować po to, by jakiś dealer mógł zbić na nas majątek. A może należałoby ten resort zaskarżyć do trybunału europejskiego za nierówne traktowanie osób zdających w Polsce względem innych krajów europejskich, wszak po za jeszcze Litwą, w żadnym innym kraju nie ma tak głupich i utrudniających życie przepisów. Zróbmy coś, bo dalej tak być nie może. Nasi reprezentanci nas wydoją, wykończą i zmuszą do upadku wiele mniejszych ośrodków.
J.G. - Pan Minister jest perfekcyjny w czytaniu Ustawy z dnia 20 czerwca 1997 i cieszy fakt, że dba o finanse osób egzaminowanych. Warto jednak, aby przypomniał sobie takie powiedzenie, że "aby się napić piwa nie trzeba kupować całego browaru". Jeżeli osoba zdająca jeździłaby na egzaminie samochodem OSK to logiczne jest, że cena za egzamin powinna to uwzględniać i należałoby ją w tym przypadku obniżyć, a OSK nie będąc zmuszanymi do częstej wymiany samochodów, albo jazdę egzaminacyjną fundowałyby kursantowi gratis, albo wykonywałyby za niewielką odpłatnością. Sprawa rejestracji przebiegu egzaminu pozostawałaby w dalszym ciągu w gestii WORD-u, jedyne co trzeba by było zrobić to przystosować cały zestaw do szybkiego montażu w każdym samochodzie, a OSK zadbałyby w wyposażenie swoich pojazdów w gniazda zapalniczek podłączonych niezależnie od pozycji kluczyka w stacyjce. Takie rozwiązanie stosował już WORD w południowej Polsce. A w kwestii sprawności pojazdów, Panie Ministrze jak idzie Pan do lekarza to za każdym razem musi on zdawać LEP? Czy stwierdzenie "pojazd jest mocno eksploatowany" jest równoznaczne ze stwierdzeniem "pojazd nie jest sprawny technicznie"? Pozdrawiam J.G.
Z.P.: Witam wszystkich. Oczywiście jestem zbulwersowany (żeby nie powiedzieć dosadniej) stanowiskiem Pana Jarmuziewicza. Zachowuje się On jak kameleon zmieniając zdanie w zależności chyba od pogody. Kiedy byliśmy ostatni raz w Sejmie podczas procedowania wniosku opracowanego przez Klub Poselski PiS w lipcu chyba ub. roku, to Pan Jarmuziewicz przyparty (dosłownie i w przenośni) przez nas do ściany wyraził się, cyt. "nie będziemy umierać za wniosek o samochody osk na egzaminie". Byli przy tym obecni: Zbigniew Popławski, Krzysztof Szymański, Rafał Matuszak, Michał Łydka i Wojciech Szemetyłło z organizacji szkolących oraz inni. Co się zatem stało, co się zmieniło, że Pan Jarmuziewicz zastosował kolejną woltę i zmienił zdanie? To jest chyba jeden z wielu powodów, aby nie ufać już tej władzy.
Myślę, że ogólnopolska akcja z podpisami, a nawet akcja protestacyjna jeżeli nie pomogą podpisy będzie chyba właściwą naszą reakcją. Pozdrawiam.
ANTEK: Obserwując te wszystkie nieudolne działania różnego rodzaju stowarzyszeń w oczy kłuje mnie przede wszystkim fakt, że wszelkie postulaty wysuwane przez te stowarzyszenia to ewidentnie postulaty WŁAŚCICIELI ośrodków, które mają przede wszystkim sprawić, aby to WŁAŚCICIELOM było dobrze.
Co do punktu pierwszego - ja postuluję, aby na potrzeby egzaminu wewnętrznego udostępnić ośrodkom jak najmniejszą pulę pytań, będącą jedynie wycinkiem całej, niejawnej bazy pytań i wprowadzić penalizację wszelkich prób oferowania czy wypuszczania na rynek tej bazy. Co to da systemowi szkoleniowemu? Konieczność rzetelnego przygotowania teoretycznego kursantów do egzaminu. Czym to będzie skutkowało dla WŁAŚCICIELI? Koniecznością przeprowadzenia profesjonalnych, żmudnych wykładów, połączonych z regularnym sprawdzaniem bieżącej wiedzy kursantów, byciem "na bieżąco" ze zmianami w kodeksie, porządnym zapleczem dydaktycznym, a to są przecież koszty. Tyle że koszty to brzydkie słowo dla LOBBY WŁAŚCICIELI.
Co do punktu drugiego - "tylko w Polsce i na Litwie przeprowadza się egzaminy na samochodach ośrodka egzaminowania" - może dlatego, że oba te kraje są pod koniec Rankingu Percepcji Korupcji (CPI)? Dopóki przegląd da się załatwić "korespondencyjnie" za flaszkę u diagnosty, kumpla brata szwagra, chroń nas Boże przed pomysłem egzaminowania na autach ośrodków. I nie chodzi mi tu o stopień wyeksploatowania pojazdów obecnie używanych do szkoleń czy egzaminowania, bo jest on pewnie podobny, ale po co nowemu na rynku OSK kupować drogie Suzuki Swift czy Renault Clio, jak można szkolić na 12-letnim Lanosie - długość ma? Ma! Przegląd ma? Ma, a jakże! No to jazda, można nawet kupić od razu dwa Lanosy, i tego drugiego garażować na placu WORD-u dla swoich kursantów! Sądzicie, że tak nie będzie? Polak potrafi...
Jeśli już coś tu ustalać, to raczej obowiązek zakupu aut przez WORD w celu wyeliminowania manewrów typu wynajem na zasadach, na które OSK nie mają szans, i oczywiście negowania wszelkich dumpingowych propozycji cenowych przy zakupie. Jak WORD będzie musiał wydać sporą kasę na zakup nowych aut, to nie będzie tego robił co trzy lata.
Co do punktu trzeciego - z jednej strony pomysł jest dobry, problem jednak w tym, że zacznie się walka innymi instrumentami - gdy ustalona zostanie cena minimalna na poziomie np. 1800 zł, to zaraz ośrodek, który szkolił za 1000 zł ogłosi wszem i wobec, że u niego za ten 1800 zł to się ma 50 godzin jazd oraz lekarza, książki i egzamin gratis. I za chwilę będzie to samo, tylko kursant więcej zapłaci. I w tym przypadku mam inny pomysł - jestem za przeprowadzeniem ogólnopolskiej kampanii informacyjnej, co powinien każdy OSK zapewnić kursantowi podczas kursu - trąbiłbym o co najmniej trzydziestu 60-minutowych jazdach, bez stawania na kawki, herbatki, pogadanki i załatwianie spraw instruktora, o 4 godzinach jazd poza obszarem zabudowanym z odpowiednią ilością przebytych kilometrów, o jazdach nocnych, o co najmniej 30 godzinach lekcyjnych szkolenia teoretycznego, po którym dopiero można zacząć szkolenie praktyczne. O tym, że w pojeździe podczas szkolenia może przebywać w sumie tylko dwóch kursantów. Zwróciłbym tu też uwagę na to, co i kiedy podpisują - karta ma być wypełniana na bieżąco, z zaznaczeniem jazd poza obszarem i po zmroku, z danymi instruktora, z którym faktycznie się jeździło - skończyłyby się kombinacje, rozpisywanie jazd na "wirtualnych" instruktorów i weekendy.
Kolejnym sposobem na wyeliminowanie ośrodków typu "700 zł" byłby nakaz zatrudniania instruktorów na umowę o pracę na taką część etatu, jaka wynika z ilości przeprowadzonych szkoleń. No ale którzy WŁAŚCICIELE ośrodków pójdą na coś takiego - z jednej strony, tak poinformowany kursant, oczekujący rzetelnego szkolenia wyeliminowałby pseudoośrodki, ale przecież wtedy ile roboty będą mieli wszyscy - trzeba by zacząć RZETELNIE SZKOLIĆ i uczciwie wszystko rozliczać, a w ilu szkołach nie stanowi to problemu? Z pewnością część tak właśnie, uczciwie funkcjonuje, ale jeśli jeszcze nie padły, to pewnie wegetują i nie mają siły przebicia, aby zmusić resztę do takiego działania. Może to właśnie my, instruktorzy NIE-WŁAŚCICIELE powinniśmy zewrzeć szeregi i powalczyć o normalne zasady zatrudnienia, komfortowe warunki pracy, brak ograniczeń w kilometrach podczas szkolenia? To piękna wizja, ale nawet mi brak wiary w to, że coś się zmieni...
Niedawno gdzieś w Polsce zrobiło się głośno o kontrolach UKS, który porównywał liczbę wydanych zaświadczeń z zadeklarowanymi wpływami, które się potężnie nie zgadzały. Nawiasem mówiąc gratulacje dla WŁAŚCICIELI tych ośrodków za niebywały geniusz... A gdyby tak zaprosić na kontrolę Inspekcję Pracy i zestawić ilości wyjeżdżonych przez instruktorów godzin z poziomem i formą ich zatrudnienia? I jakby się tak okazało, że to żadne dzieło czy zlecenie tylko normalna praca, której stosunek należy uregulować umową o pracę i zapłacić zaległe składki za np. 5 lat wstecz - wtedy to mamy jak w banku, że żaden OSK "700 zł" już nigdy się nie pojawi a i cena minimalna ustali się sama w tydzień w całym kraju.
No ale przecież LOBBY WŁAŚCICIELI chce zrobić źle tym innym, a sobie chce zrobić dobrze...
Dlatego gorąco odradzam INSTRUKTOROM podpisywanie się pod tym listem otwartym, w którym to WŁAŚCICIELE tak ładnie mówią o zapominaniu o prawach instruktorów. Powyższe zmiany nic nam, INSTRUKTOROM nie dadzą. A jeśli ktoś sądzi, że zmiany po myśli WŁAŚCICIELI przełożą się na masowe podwyżki dla instruktorów, niech podpisuje. Nadzieja zawsze umiera ostatnia...
INSTRUKTOR:Od dbania o BRD jest POLICJA!!!! Od szkolenia OSK!!!! Od egzaminowania WORDY!!!! Żeby szkolenie miało sens kursant ma prawo ustalić termin egzaminu w dniu rozpoczęcia szkolenia, egzamin Państwowy ma kosztować co najmniej 500,00 złotych, a nie jak do tej pory to my instruktorzy prosimy dokup parę godzin przed egzaminem bo nie dasz rady a co odpowiada kursant nie, nie, pójdę może mi się uda i tak to wygląda!!!! I od razu sprawa jakości szkoleń została by załatwiona a tak pod płaszczykiem BRD chcecie łoić kasę z OSK a także z klientów chcecie z młodych kierowców zrobić kierowców rajdowych (przejazd po płycie poślizgowej) większej głupoty wymyśleć się nie da, no przepraszam bardzo na pewno się da. Pozdrawiam.
KUBA: Chyba po raz pierwszy czytam komentarz, w którym ktoś zabiera głos w sprawie ochrony interesów instruktorów. Brawo!!! Tylko czy instruktorzy są tak naprawdę zainteresowani walką o swój byt skoro razem z właścicielami OSK tworzą stowarzyszenia?? Gdzie często prezesem takiego stowarzyszenia jest właściciel OSK?? Moim zdaniem dopóki instruktorzy nie stworzą swojej własnej autonomicznej silnej organizacji, która będzie na tyle mocna by ich reprezentować nic się nie zmieni. Nadal będą pracować za 5 zł/godzina lub 20 zł/godzina jeśli dadzą do nauki swój własny samochód. A paliwo kosztuje 6 zł. I TO JEST CHORE!!!
Marcin K.: Fajnie, że pojawia się kolejna inicjatywa, która ma na celu "uporządkowanie" sfery szkolenia i celowanie w jakość, a nie najniższą cenę. Niestety boję się, że również te działania nie przyniosą oczekiwanego efektu, bo grupa osób, którym zależy na jakości i normalności w nauce jazdy oraz całej branży szkoleniowej jest zdecydowanie za mała - jest to szacuję kilka procent ogółu. Niestety pozostali to wszyscy panowie i panie dorabiający po godzinach w innej pracy i mający głęboko w nosie profesjonalne prowadzenie szkoły i kształcenie przyszłych kierowców. Osobiście uważam, że zawód instruktora powinien być m.in. wpisany do karty praw nauczyciela i mieć szereg przywilejów, które uczyniłyby ten zawód prestiżowym.
Wiele razu już o tym pisałem! Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
ANTONI:INSTRUKTORZY chcą mieć lepiej? To dajcie szansę OSK, które dają Wam robotę. Wiadomo, że właściciel chce dobrze dla siebie. I co w tym złego? Chcecie nadal zarabiać grosze, to wypisujcie takie komentarze i miejcie wszystko w poważaniu. Przeczytałem uważnie list do ministra. Może nie zawiera wszystkich postulatów, które ja bym chciał przeforsować, ale jest napisany dobrze. Rozmawiałem z kolegami - wszyscy się cieszą, że coś się rusza. Jesteśmy skłonni wyjechać na ulice, jak będzie trzeba. Moi pracownicy też poparli ten list - dlaczego? Bo wiedzą, że jak na rynku będzie lepiej, to im będzie się wiodło. Co do egzaminu wewnętrznego wszyscy czekamy na decyzję w jakiej formie go przeprowadzać - no tak, ale co to obchodzi instruktora? Tym martwi się kierownik OSK. Zaczęła krążyć dość niepokojąca informacja, że trzeba będzie płacić za dostęp do bazy pytań i zmienić oprogramowanie - ale co to może obchodzić instruktora? Nic, przecież on odbębni swoje i czeka na wypłatę. Po przetargu w WORDzie trzeba kupić auta, ale co to obchodzi mojego instruktora na jakim będzie szkolił? Co do aut na egzamin, to przecież istnieją obwarowania, jaki to ma być samochód. Nikt gratami nie będzie jeździł, bo ustawa to powinna regulować i reguluje. Co do ceny minimalnej, to już rozmawiałem z autorami listu i proponuję zabieganie o ustalenie ceny za godzinę jazdy i godzinę teorii. To miałoby sens. Jeszcze raz apeluję o to, aby Instruktorzy wspierali w tej sprawie swoich pracodawców. A Tych, którzy myślą, że prowadzenie OSK, to łatwy chleb, zapewniam, ze tak nie jest. Trzymajmy się razem, a będzie lepiej i nam i Wam i naszym Klientom! I przepraszam za ironiczny ton, ale czasem trzeba dosadnie przedstawić sprawę!
Janusz Ujma:Na ten temat pisałem kilkakrotnie felietony. (...) Sekretarz stanu w MTBiGM p. T. Jarmuziewicz jak zwykle na interpelację posła Dariusza Piątkowskiego - daje odpowiedź wymijającą. Ja pytam: kto tworzy tak lobbowane prawo pod WORD i potem się nim zasłania? Chcemy uczciwych przejrzystych zasad, a nie ciągłego nas lekceważenia i ogrywania. Jeśli WORD-y chcą mieć do egzaminowanie samochody - TO NIE TYLKO NA KATEGORIE "B" (przednie cwaniactwo!), ale NA WSZYSTKIE KATEGORIE, na które egzaminuje. Dysponując takimi stawkami za egzaminowania chyba nie ma problemów. Obecna sytuacja stwarza dla tych OSK, którzy wypożyczają do egzaminowania samochody, że ich kursanci mają leprze możliwości zdawania i stwarzają sytuacje korupcjogenne. To można było usprawiedliwić na początku - ale nie teraz!
ANDRZEJ:Kwestia kompatybilności systemu nagrywania jest do ustalenia z WORD, egzaminator przychodzi z dyskiem twardym na egzamin i wpina w istniejącą w samochodzie instalację, a po egzaminie zabiera dysk ze sobą i jest nadal przechowywany tak jak dotychczas. Chętnie przystosuję samochód do przeprowadzania egzaminów państwowych i nie będzie to wielki koszt, a z pewnością przyniesie to wymierne korzyści w niedługim czasie. Pozostaje jeszcze kwestia obecności i zajmowanego miejsca przez instruktora, nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie podstawiam samochód na egzamin i nie siedzę po prawej stronie mojego kursanta zdającego egzamin. Kolejny problem do rozwiązania to sposób planowania egzaminów, jaki jest sens planowania oddzielnie egzaminu teoretycznego i praktycznego, jeżeli kursant musi ukończyć cały kurs, aby przekazać dokumenty do WORD i tam dowiaduje się, że nie ma możliwości zaplanowania pełnego egzaminu. Jeżeli jest możliwość rozdzielenia terminu egzaminu teoretycznego i praktycznego, to należałoby również rozdzielić część teoretyczną i praktyczną szkolenie. Moja propozycja to po odbyciu części teoretycznej szkolenia kursant zdaje egzamin teoretyczny państwowy i dopiero po zaliczeniu takiego egzaminu rozpoczyna szkolenie praktyczne zakończone państwowym egzaminem praktycznym na samochodzie osk. Część teoretyczna egzaminu na prawo jazdy może się odbywać w starostwie i myślę, że nie trzeba posiadać uprawnień egzaminatora żeby włączyć program komputerowy generujący pytania, oraz nadzorować prawidłowy przebieg tego egzaminu
Krzysztof Żuk:Szanowny Pan Jarmuzewicz, podobnie jak jego koledzy z ministerstwa, martwi się za nas. Poradzimy sobie z rejestrowaniem przebiegu egzaminu, a najprostrzym rozwiązaniem jest przynoszony przez egzaminatora dysk. Odpowiedź na interpelację posła Piontkowskiego oceniam jako wymijającą, nieszczerą i ogłupiającą. Osoba nie znająca tematu, może przyjąć stanowisko Pana Jarmuzewicza jako wyraz troski o finanse OSK i portfel zdającego egzamin. A skoro przy portfelu egzaminowanego! Dlaczego "troskliwy" Pan sekretarz nie jest w stanie zauważyć niesprawiedliwości przy opłatach za egzamin praktyczny. Kosztuje on 112,00 zł niezależnie od tego, czy klient jeździł 40 min., czy oblał na placu bo nie ruszył - przyczyna: zaciągnięty hamulec awaryjny. To tak trudno z pozycji ministerstwa dokonać odpowiednich korekt w przepisach. Wszak egzamin praktyczny dzieli się na 2 części: plac i ruch miejski - proporcje bodaj 30 do 70% Czy taki stan rzeczy to nie są przypadkiem nieuzasadnione dochody?
BOGUSŁAW NIEWIARA: Witam, jestem praktykującym instruktorem nauki jazdy od kilku lat i w pełni popieram treść listu. Bardzo cieszę się, że w końcu ktoś poruszył naszą kwestię jako najmniej docenianej grupy zawodowej. Ja jednak optowałabym też za tym, aby zmienić wymagania jeżeli chodzi o uzyskanie uprawnień instruktora i egzaminatora. W kwestie wchodziłby wiek kandydata na instruktora. Nie jest pewna czy 21-latek ma wystarczające doświadczenie, aby szkolić młodych adeptów. Jeżeli chodzi o egzaminatorów, to nie uniżając nikomu kandydat mający wyższe wykształcenie może spokojnie robić kurs na egzaminatora. W mojej opinii powinien oprócz tego mieć jeszcze co najmniej 3 lata praktyki na stanowisku instruktora i zobaczyć czym to pachnie. Czy sama praktyka zaledwie kilkudziesięciogodzinna wystarczy do tego, aby dobrze egzaminować? Co to znaczy dobrze egzaminować? Przede wszystkim dobrze zaznajomić się z postawą zdającego, umieć przewidzieć jego zachowanie. Proszę mi wytłumaczyć jakim egzaminatorem będzie kobieta, której znudził się 10-letni staż pracy w bibliotece, ale że ma prawo jazdy i jako tako sama porusza się autem, za namową męża postanawia zrobić kurs, zdać egzamin i uprawiać nowy zawód. Egzaminuje z kodeksem w ręku i kończy egzamin kandydata bo twierdzi, że aby zmienić pas ruchu, to z tyłu musi być puściutko i najlepiej ani jednego pojazdu. Ludzie z czym do czego? Egzamin na prawo jazdy to jeden z najtrudniejszych egzaminów w życiu młodego człowieka. Czy wyższe wykształcenie bez żadnego doświadczenia jest wystarczjące, aby ocenić umiejętności kandydata na kierowcę?
Rafał Bednarski: W całej rozciągłości zgadzam się z Panem Bogusławem. na każde odpowiedzialne stanowisko potrzebne jest doświadczenie tylko nie na ETAT EGZAMINATORA wystarczy mieć wyższe wykształcenie, ukończony kurs i zdany egzamin z paragrafów. To my instruktorzy meczymy się z ludźmi od ich pierwszej jazdy, aby nauczyć ich jak najwięcej a jesteśmy zawsze szkalowani za ilość wypadków za jakoś wyszkolenia itp. Nasze kochane państwo nie daje nam się skupiać na wyszkoleniu kierowców tylko cały czas serwuje nam zmiany samochodów, instrukcji egzaminowania, przepisów i wymagań oraz coraz więcej biurokracji. Pozdrawiam wszystkich ciężko pracujących instruktorów
SB W-wa: Popieram i podpisuje się dwoma rękoma pod inicjatywą kolegów z Pomorza, jednakże co do samochodów to mam inny punkt widzenia. Jaki my OSK mamy w tym interes, w tym że będę musiał podstawić na 3 godziny samochód z instruktorem pod WORD i jeszcze być posądzonym przez kursanta o wyciąganie dodatkowych 150 zł? Już w chwili obecnej na uprzejmą nieśmiałą sugestię instruktora o potrzebie wykupienia kilku lekcji, patrzą jak na złodzieja i myślą- no tak specjalnie mnie nie nauczył ażeby wyciągnąć kasę. Przecież nie pracujemy dla idei. Twierdzę, że ośrodek, który, ma godziwie skalkulowana cenę stać na wymianę samochodów po 4 czy 5 latach eksploatacji, natomiast tych co konkurują tylko ceną niestety nie. Dla tych, co wystawiają się w tzw. zakupach grupowych, nie raz mi się ciśnie na usta słowo witamy w gronie bankrutów. Możliwość podstawiania dowolnych samochodów na egzamin, będących na wyposażeniu ośrodka spowoduje jeszcze większą nie uczciwą konkurencję, bo na jakiegoś ,,rupcia” będzie stać każdego i ci ludzie po naprawdę minimalnych cenach, praca dla pracy będą też szkolić. Proponuje zadbać, o dobre relacje z WORD, PORD i innymi MORD, ażeby przy zawieraniu przetargów były zabezpieczone nasze interesy,(zniżki, serwis itp.) Tam są też normalni ludzie, którzy chcą z nami rozmawiać. W warszawskim WORD po części uwzględnił sugestie stowarzyszenia ,,samochód na 4 lata, w tym okresie, przy wymianach samochodów żadnych zmian konstrukcyjnych jeśli chodzi o trakcje (skrzynia biegów itp.)” (po przykrych doświadczeniach z Toyotą). Podziwiam determinację kolegów z Pomorza widzę w Was duży potencjał, ale wydaje mi się że powinniśmy się wspólnie zastanowić jak przeciwdziałać praktykom dumpingowym dotyczącym ceny za szkolenie. Jeśli to pokonamy nie będziemy się martwić o samochody i naszą przyszłość.
Komentuj →
22 lutego 2012 |
0


(Fot.: PD@N 418-33-34jm)
W Sejmie RP zarejestrowana została Interpelacja nr 2147 w sprawie ustawowego obowiązku powtarzania części praktycznej egzaminu państwowego w zakresie kategorii B prawa jazdy w sytuacji, gdy przebieg egzaminu praktycznego nie został zarejestrowany z powodu awarii urządzenia nagrywającego przebieg egzaminu. Autorką zapytania jest posłanka Halina Rozpondek, adresatem minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Interpelacja tym ważniejsza, iż taki sam zapis został przeniesiony także do rozporządzenia wykonawczego do ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami.
Interpelacja (nr 2147)
do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej
w sprawie ustawowego obowiązku powtarzania części praktycznej egzaminu państwowego w zakresie kategorii B prawa jazdy w sytuacji, gdy przebieg egzaminu praktycznego nie został zarejestrowany z powodu awarii urządzenia nagrywającego przebieg egzaminu
Szanowny Panie Ministrze! Przepis § 21 ust. 6 rozporządzenia ministra infrastruktury z dnia 27 października 2005 r. w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów (Dz. U. z 2005 r. Nr 217, poz. 1834, z późn. zmianami) stanowi, iż - cyt.: “Jeżeli przebieg egzaminu praktycznego nie został zarejestrowany z powodu awarii urządzenia nagrywającego przebieg egzaminu, egzamin zostaje powtórzony na koszt ośrodka egzaminowania”.
Z powyższej regulacji wynika bezwzględny obowiązek powtarzania każdego egzaminu praktycznego, jeżeli wskutek awarii urządzenia nagrywającego egzamin ten nie został zarejestrowany. Pragnę w tym miejscu zwrócić uwagę, że fakt niezarejestrowania przebiegu egzaminu (w całości lub jego części) przez zamontowane w pojeździe egzaminacyjnym urządzenie nagrywające może zostać ujawniony w różnych okolicznościach i w różnym czasie, gdyż zgodnie z przepisami § 21 ust. 3 ww. rozporządzenia nagranie z przebiegu egzaminu przechowywane jest w ośrodku egzaminowania przez okres co najmniej 14 dni od daty egzaminu. Najczęściej awarię urządzenia nagrywającego stwierdza egzaminator przeprowadzający egzamin - w czasie trwania egzaminu praktycznego. W takiej sytuacji (po usunięciu awarii) egzamin dla danej osoby powtarzany jest na koszt ośrodka egzaminowania. Taki przypadek nie budzi jakichkolwiek wątpliwości ani zastrzeżeń. Problematyczna sytuacja powstaje wtedy, gdy fakt braku nagrania z przebiegu egzaminu zostaje ujawniony po zakończeniu egzaminu - może się to zdarzyć nawet po kilku dniach od daty odbytego już egzaminu. Najczęściej takie przypadki stwierdzają egzaminatorzy nadzorujący, którzy w ramach swoich obowiązków służbowych wykonują czynności nadzoru i kontroli pracy egzaminatorów. Istota problemu polega na tym, że wśród osób, które odbyły już egzamin, a urządzenie nagrywające nie zarejestrowało jego przebiegu, znajdują się osoby, które uzyskały pozytywny wynik egzaminu - w skrajnym przypadku może się zdarzyć, że dotyczyć to będzie osoby, która posiada już prawo jazdy (na mocy wydanej, przez właściwy organ administracji publicznej, prawomocnej decyzji administracyjnej o wydaniu uprawnienia).
W świetle powyższych faktów proszę Pana Ministra o zajęcie precyzyjnego stanowiska:
Czy w każdym przypadku, o którym mowa w § 21 ust. 6 ww. rozporządzenia, należy powtórzyć część praktyczną egzaminu państwowego na prawo jazdy? Jeżeli tak, to w świetle przepisów ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz. U. z 2000 r. Nr 98, poz. 1071, z późn. zm.) jaki należy przyjąć tryb postępowania wobec osób, które uzyskały pozytywny wynik egzaminu państwowego bądź też posiadają już prawo jazdy i odmówią przystąpienia do powtórnego egzaminu?
W rozważanej kwestii należy mieć także na uwadze ewentualne roszczenia osób egzaminowanych, mające swe umocowanie w przepisach Kodeksu cywilnego.
W mojej ocenie obowiązujący w tym zakresie stan prawny “karze” obywatela za (niezawinione przez niego, ale także przez egzaminatora przeprowadzającego egzamin) usterki techniczne urządzeń elektronicznych. Taki stan rzeczy istotnie podważa zaufanie obywatela do państwa prawa. Niepokojący jest również fakt, że w projekcie z dnia 30 listopada 2011 r. rozporządzenia ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez egzaminatorów oraz wzorów dokumentów stosowanych w tych sprawach wadliwe regulacje prawne tego zagadnienia planuje się usankcjonować na kolejne lata.
Mając powyższe na uwadze, uprzejmie proszę Pana Ministra o wyjaśnienie i zajęcie stanowiska w przedstawionej sprawie.
Z poważaniem Poseł Halina Rozpondek
Warszawa, dnia 15 lutego 2012 r.
Komentuj →
19 lutego 2012 |
5
Kolejny interesujący wątek dyskusji środowiska szkoleniowców i egzaminatorów to zdecydowanie interesująca propozycja opracowania i stosowania podczas egzaminu na prawo jazdy systemu punktów karnych. Otrzymaliśmy następujący list od Stefana Rzońcy z Białegostoku: Witam. Mnie tez nie podoba się obecny sposób oceny na egzaminie państwowym. Kandydat wykonuje poprawnie kolejne zadania w czasie 30 minut i nagle popełnia błąd najechania podwójnej linii. Następuje przerwanie egzaminu. To tak jakbym jechał swoim autem z Warszawy do Białegostoku i tuż przed domem przejechał czerwony sygnał z warunkowym skrętem w prawo bez obowiązkowego zatrzymania pojazdu. Patrolujący policjant zamiast mandatu zatrzymałby mi prawo jazdy. Koniec. Tak wygląda moim zdaniem egzamin. Co zmieniłbym? Ocena kandydata powinna polegać na przyznawaniu punktów za wszystkie zadania podczas jazdy egzaminacyjnej: dodatnich za poprawne i ujemnych za negatywne. Trzeba tylko mądrze przypisać ile punktów dodatnich za odpowiedni manewr a ile ujemnych za np.: brak zatrzymania na znaku STOP. Kandydat musiałby uzyskać 3/4 punktów dodatnich podczas przejazdu na całej trasie. Czy taki sposób podoba się kolegom z branży? Co na to egzaminatorzy? Pozdrawiam wszystkich Stefan z Białegostoku.
Dzisiaj poniżej wypowiedzi, naszych Czytelników. Poczyniliśmy w nich podkreślenia dla czytelności wielu interesujących konkretów. W przyszłym tygodniu poprosimy o zdanie egzaminatorów.
Zachęcamy do lektury, co myślicie Państwo o tych propozycjach i ocenach. Piszcie - e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl
Krzysztof Szymański (przewodniczący PFSSK, OSK “AUTO-BIS” Tomaszów Maz.): Witam. Kolega Stefan z Białegostoku - którego znam osobiście, przypomnę, że w jednym z konkursów "Instruktor Roku" w Bełchatowie najlepszy z przepisów - ma rację. System oceny na egzaminach powinien być punktowany. Przy obecnym systemie zbyt często egzamin jest przerywany. W rzeczywistości to nie ma żadnego zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego, ale zgodnie z prawem egzaminator musi egzamin przerwać. Jak często egzamin jest przerywany, to widać po pojazdach, którymi wracają do WORD-u egzaminatorzy. Widok ten bardzo źle wpływa na psychikę oczekujących na egzamin. A czy musimy w ten sposób wywoływać stres? Temat do przemyślenia. Wiem, że wśród egzaminatorów o systemie punktowym się mówi. Publiczna dyskusja popierająca takie rozwiązanie być może przyspieszy prace w tym kierunku. Pozdrawiam.
Bogdan Sarna (OSK “SARBO” Warszawa): Sposób egzaminowania i oceny z pewnością wymaga pewnych reform, bo Polacy nie są mniej zdolnym narodem od innych nacji. Program szkolenia mamy bardziej rozbudowany niż w Niemczech, Belgii, Francji i innych krajach europejskich, więc dlaczego u nas jest tak niska zdawalność? No właśnie, otoczka jaka towarzyszy zdawaniu egzaminu, trudności z tym związane paraliżują każdego człowieka. Strach odbiera rozum i to jest główna przyczyna niepowodzeń.
W nawiązaniu do wypowiedzi kolegi Stefana z Białegostoku, że ,,należałoby wprowadzić punktowy system oceny egzaminu” uważam, że jest to dobry pomysł, odpowiednie wyskalowanie poszczególnych poczynań kursanta i po egzaminie ich zsumowanie. Obecna instrukcja egzaminowania mówi, że ,,parkowanie prostopadłe lub skośne-wjazd przodem wyjazd tyłem (możliwa jedna korekta toru jazdy)”, ,,Parkowanie równoległe - możliwa jedna korekta toru jazdy a pojazd nie może najechać na krawężnik; kolejny manewr, przy zawracaniu wykonanie nie więcej niż 3 zmiany kierunku ruchu itp. Jakie to jest zagrożenie bezpieczeństwa jeżeli osoba zdająca nie zmieści się w tych normach? W realnych warunkach, konsekwencją braku tych umiejętności, będzie obtarty zderzak czy felga, za które trzeba będzie zapłacić i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie parkował w trudnym miejscu tylko poszuka łatwiejszego. Przy systemie punktowym osoba zdająca, za nieprawidłowe wykonanie pewnych manewrów nie dostałaby punktów, ale być może ich odpowiednią ilość zdobyłaby na mieście, także plac nie przekreślałby wyniku egzaminu. “Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem” ten cytat niech wezmą sobie do serca ci co napisali instrukcję egzaminowania i zajrzą do swojego sumienia ile to razy poprawiali się przy parkowaniu równoległym, czy też najeżdżali na krawężnik podczas parkowania swoim samochodem. Sądzę, że sztuczny dystans jaki wytworzył się pomiędzy egzaminowanym a egzaminującym można znacznie złagodzić poprzez krótkie spotkanie przed egzaminem w sali, gdzie egzaminator omówi egzamin, uśmiechnie się, pocieszy, że to nie jest takie trudne, wierząc że wszystkim się uda.
Egzamin trwa stanowczo za długo, statystyki mówią, że najwięcej błędów zdający popełniają pod koniec egzaminu - dlaczego, ponieważ każdy człowiek ma ograniczona zdolność tak dużej koncentracji. Wśród egzaminatorów jest wielu naszych byłych instruktorów, którzy tak jak i my, w ciągu kilkunastu minut potrafią ocenić czy ktoś potrafi jeździć czy nie. Tym ludziom trzeba stworzyć narzędzia i procedury, aby mogli swoja pracę wykonywać właściwie, tym narzędziem może być system punktowy.
Maciej Kulka (OSK “KULKA” w Lublinie): Faktycznie w mojej ocenie egzamin na prawo jazdy stał się egzaminem bardzo surowym i pozbawionym oceny zawierającej tzw. czynnikiem ludzkim.
Poniekąd samo środowisko instruktorów przyczyniło się do takich zmian w systemie ocenia kandydata na kierowcę.
Być może wywoła to burzę, ale tak moim zdaniem jest. Wielokrotnie sam byłem świadkiem podpuszczania kursanta przez instruktora by ten składał skargę na przebieg egzaminu, bo coś nie jest w instrukcji precyzyjnie opisane. To z kolei doprowadziło, do pewnej paranoi, w której tak uszczelniamy zapisy prawne, że zamiast skupić się na umiejętnościach kursanta w bezpiecznym prowadzeniu pojazdu to skupiamy się na nauce, a w konsekwencji ocenie od tak zwanej kropki do kropki. Tym samym zbyt dużą wagę przykładamy do tworzenia skomplikowanych instrukcji a za małą do sprawdzenia czy osoba egzaminowana ma zdolność myślenia na drodze.
W planowanych zmianach oceny egzaminacyjnej ma być ocena punktowa i w tym kierunku powinniśmy zmierzać.
Kiedy byłem na szkoleniu w Wielkiej Brytanii zdziwiłem się, że arkusz oceny egzaminu praktycznego zawierał opis do poszczególnych zadań a sam egzamin kończył się rozmową z kursantem, w której kluczowym elementem była jego samoocena. Na czym to polega? Po egzaminie, egzaminator pyta kursanta o jego ocenę egzaminu. Jakie jego zdaniem popełnił błędy itp. Kursant opowiada o tym co robił. Egzaminator może zatem sprawdzić czy tak jazda była w pełni świadoma i dokonać oceny czy egzaminowany zdaje sobie sprawę z popełnionych błędów. Oczywiście są też tzw. błędy “D” (od słowa denger - niebezpieczny) skutkujące oceną negatywną.
W polskim systemie nauczania i egzaminowania brakuje wspomnianego powyżej czynnika ludzkiego. Egzamin to stres, emocje a to nie jest w ogóle uwzględniane. Egzaminator zabrania ze sobą rozmawiać co tworzy dodatkową barierę... A przecież kilka życzliwych wypowiedzi ze strony egzaminatora mogłoby “rozminować” atmosferę.
Kolejnym problem jest brak profesjonalnych szkoleń już pracujących egzaminatorów, te które są tak naprawdę sprowadzając się do wyjechania autokarem na tzw. integrację.
Nie ma centralnego szkolenia egzaminatorów gdzie zajęcia prowadziliby profesjonalni trenerzy, psycholodzy. Bardzo często egzaminatorzy zachowują się jakby czas się zatrzymał w miejscu. Zapominają, że czasy PRL-lu się skończyły. I co najgorsze, że nie chodzi tu o tzw. “starych” egzaminatorów bo to by mnie może mniej zdziwiło. Piszę tu o “młodych”, którzy popisują się i wywyższają nie mając żadnego doświadczenia w prowadzeniu pojazdu oraz w szkoleniu kursantów.
Dlatego - moim zdaniem - zmiany powinny nastąpić nie tylko w systemie oceniania, ale również w możliwości uzyskania uprawnień egzaminatora. Każda osoba chcąca egzaminować powinna przede wszystkim mieć rzeczywisty staż w szkoleniu kierowców w danej kategorii. Być może wtedy łatwiej dokonywaliby oceny egzaminowanego.
W Anglii egzaminator oceniając kursanta ocenia też pracę instruktora. Jeżeli zauważy, że poziom jest rażąco niski zgłasza sprawę do urzędu, a ten wysyła do tegoż instruktora obserwatora. Ten ocenia jego pracę i podpowiada ewentualne zmiany itp. W ten sposób mamy zespół naczyń połączonych tworzący jeden spójny system bezpiecznego szkolenia i egzaminowania kierowców gdzie nie do pomyślenia jest swobodna interpretacja przepisów wykonana przez egzaminatorów. Bo dzisiaj w Polsce każdy WORD inaczej interpretuje te same zapisy.
W Anglii uzupełnieniem tego systemu są podręczniki dla kierowców, które muszą przejść ocenę w ministerstwie transportu. Żadna książka bez akceptacji nie mam prawa być podręcznikiem na podstawie, którego uczy się kierowców. I to są bardzo mądre zasady. Dzisiaj bowiem w Polsce na rynku, jest pełno książek wątpliwej jakości, które po głębszej analizie należałoby wycofać z rynku bo informacje w nich zawarte zagrażają życiu i zdrowiu.
I ostatni problem. Egzaminowanie na pojeździe ośrodka szkolenia. Zamiast podnosić ceny za egzaminy warto zastanowić się nad powrotem pojazdów szkoleniowych na egzaminy państwowe. Oczywiście można wprowadzić ograniczenia, że pojazd nie może być starszy niż np. 4 lata itp., ale to temat na dłuższą pogaduchę. Bo dzisiaj mamy kolejną patologię, że WORDY nie mają pieniędzy na bieżące funkcjonowanie biorąc za egzamin praktyczny kat. B kwotę 112 zł a my właściciele firm mamy dawać sobie radę za 40 zł? W moich pojazdach montuję właśnie systemy nagrywania zajęć praktycznych odkupione WORD-u... więc w czym jest problem?
Wojciech Szemetyłło (prezes Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców Warszawa): Witam. Obecny system oceny kandydata na kierowcę, który nie przewiduje średniej - wypadkowej oceny z przebiegu całego egzaminu ma dużo więcej wad co zalet. Linia podziału przebiega wokół wykroczeń, które powodują natychmiastowe przerwanie egzaminu z wynikiem negatywnym a traktowaniem pozostałych błędów, które dopiero po wielokrotnym powtórzeniu mają decydujący wpływ na wynik egzaminu. Obecnie egzaminator prowadzący egzamin państwowy jest praktycznie związany w podejmowaniu decyzji bardzo precyzyjną instrukcją, która utrudnia a nawet wręcz uniemożliwia podejmowanie indywidualnych i bezpośrednio związanych z zaistniałą sytuacją drogową ocen. Mamy więc sytuację, w której ocenie podlegają pojedyncze zadania składające się na przebieg egzaminu, a nie ocena całości dająca inny bardziej obiektywny obraz. Pamiętam, że taka całościowa forma oceny istniała jeszcze za nie tak odległych czasów, a wiele pokoleń kierowców jeździ bezpiecznie do dzisiaj. Jednak zawsze istniał - być może o wiele krótszy - spis błędów (czerwone światło, stop, ciągła linia itp.). Popełnienie ich bezpowrotnie kończyło egzamin. Miało to tę zaletę, że kursanci, a później kierowcy, bardzo łatwo je zapamiętywali i stosowali jako kierowcy. Powszechne głosy z naszego środowiska domagające się, w imieniu kursantów, zmiany sposobu egzaminowania kierowców wynikające z fatalnego - jednego z najniższych wskaźników zarówno zdawalności oraz wysokiej na skalę europejską ilości wypadków drogowych, są moim zdaniem uzasadnione. Jak pokazuje praktyka nie sposób jest skatalogować wszystkich sytuacji drogowych i dalsze rozbudowywanie biurokracji egzaminacyjnej prowadzi donikąd. Egzaminator powinien, na podstawie swojego doświadczenia i oczywiście bardzo wysokich kalifikacji, umieć obiektywnie i samodzielnie podjąć decyzję o do puszczeniu do ruchu i możliwości stopniowego samodoszkalania się przyszłego kierowcy. Z poważaniem
Zdzisław Kowalów (OSK "SRUŚ" Oborniki Śląskie): Bardzo wiele nie podoba mi się w sprawie egzaminowania i oceny osób egzaminowanych, podejścia egzaminatorów to bardzo wielki temat .Przechodząc do konkretu w odniesieniu do propozycji oceny za wykonywane zadania egzaminacyjne jestem za, wielkie za. Powiedzmy, gdyby tak się stało, nie będzie to łatwe zadanie przyznania punktów za poszczególne zadania. A stać się może ze wpadniemy z deszczu pod rynnę.
W odniesieniu zachowania się od znaku B 20 STOP to proponuję tyle punktów by egzamin był negatywny co do znaku poziomego P-4 (linia podwójna ciągła), to już sprawa do dyskusji gdzie? Bardziej skłaniał bym się do jakiejś zmiany odnośnie pierwszej części egzaminu - wykonywanej na placu manewrowym, gdzie stres góruje i 50% kończy egzamin z wynikiem negatywnym. Moim skromnym zdaniem powinno się każdemu dać szansę w ruchu drogowym, a zachowanie pozytywne w ruchu drogowym powinno niwelować błędy na placu manewrowym. Jak wszystkie propozycje mają swoje plusy i minusy A może jeszcze jeden pomysł na obiektywne egzaminowanie. Egzaminator powinien mieć dodatkowo 3 letni staż instruktora nauki jazdy. A zanim cokolwiek się zmieni to musimy się trzymać takich zapisów jakie mamy. Z poważaniem
Krzysztof Gietek (OSK w Piszu): Publikowano ostatnio w telewizji film z egzaminu na prawo jazdy. Kandydatka na kierowcę podczas wykonywania manewru na placu pomyliła pedał hamulca z pedałem gazu. Efekt był straszny. Rozbite auto, uszkodzony płot i możliwy wypadek drogowy. Moi znajomi odebrali to jako brak profesjonalizmu w szkoleniu. Jak można dopuścić do egzaminu nie przygotowaną osobę. Największe baty zebrał instruktor. Pomimo wszystkich patologii, które są obecne przy szkoleniu kandydatów na kierowców nie dopuszczam nawet myśli, aby instruktor wystawił zaświadczenie nieprzygotowanej osobie. Kilka krotnie byłem uczestnikiem egzaminu państwowego. Miałem możliwość porównać zachowanie się osób podczas szkolenia i podczas egzaminu. W niektórych przypadkach gdybym nie szkolił tej osoby to byłbym skłonny do wysunięcia takiego wniosku, że był to jej pierwszy raz. Dlaczego tak się dzieje? Opinie pozostawiam psychologom. Pomysł z punktacją jest dobry i wart rozważenia. Z rozporządzenia o szkoleniu i egzaminowaniu trzeba wyrzucić możliwość przerwania egzaminu. Powinien on trwać bez względu na ilość popełnionych błędów do momentu wykonania wszystkich zadań egzaminacyjnych. Dopiero po powrocie do WORD powinna nastąpić kompleksowa ocena zachowania osoby. Osobiście jestem skłonny do rozważenia możliwości samodzielnej jazdy osoby egzaminowanej. Należałoby tylko określić zadania egzaminacyjne i pozwolić samodzielnie wybrać trasę przebiegu egzaminu dla osoby zdającej. Konsekwencje za popełnione błędy ponosi egzaminowany, interwencja egzaminatora tylko w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia w ruchu drogowym. Oczywiście auto nie oznakowane i wyposażone tylko w dodatkowy hamulec. Wystarczy sprawny hamulec ręczny. Możliwa jazda pojazdem osoby egzaminowanej.
STAŁY CZYTELNIK: Szanowni Państwo. Trzykrotnie zdawałem egzamin teoretyczny dla kandydatów na egzaminatorów. Za każdym razem z wynikiem negatywnym. Pytania dotyczą wielu obszarów wiedzy między innymi: znajomość: ustawy - Prawo o ruchu drogowym, ustawy o kierujących, rozporządzeń w sprawie: znaków drogowych, kierowania ruchem, kontroli ruchu drogowym, szczegółowych warunków technicznych znaków, warunków technicznych pojazdów i wielu innych aktów prawnych. Ponadto niezbędna jest wiedza na poziomie eksperckim z zakresu budowy i eksploatacji pojazdów samochodowych oraz perfekcyjna znajomość w tym przepisów dot. szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców. Nie wymieniłem jeszcze wielu innych aktów prawnych i obszarów wiedzy objętych zakresem pytań. Co ciekawe wielu zdających swobodnie porusza się w tym gąszczu zagadnień i po zakończeniu egzaminu teoretycznego jest przekonana, że uzyskała wynik pozytywny. Naciśnięcie przycisku "Koniec egzaminu" objawia smutną prawdę - wynik negatywny. Zadajemy sobie wówczas pytania: jak to możliwe? Jak to się stało? Gdzie mogłem popełnić błąd? Za pierwszym razem rzucamy się w wir pracy i dalej zgłębiamy wiedzę. Po drugim niezdanym egzaminie, zaczynamy zastanawiać się, czy aby nie ma jakiegoś "haczyka" w tej "zabawie w ciuciubabkę". Trzecia, niezaliczona próba prowokuje do głębszej analizy nie tylko pytań, ale i całego systemu egzaminowania - TAJNOŚCI PYTAŃ i braku możliwości sprawdzenia, gdzie popełniliśmy błąd. Wyniki dociekań i wnioski oraz najbardziej wiarygodne hipotezy zebrane wśród wielu innych "pechowców" są niezwykle interesujące i mogą stanowić temat pasjonującego artykułu na ten temat. Konkluzja może być tylko jedna: SYSTEM EGZAMINOWANIA KANDYDATÓW (....) MUSI ZOSTAĆ ZWERYFIKOWANY I ULEC ZMIANIE. DOŚĆ ZABAWY W CIUCIUBABKĘ. Z poważaniem.
2K: Witam, to nic nowego, taki system egzaminowania obowiązywał na początku lat 80-tych. Sam byłem oceniany w ten sposób. Nie było co prawda punktów, ale znaki przy zadaniu (+, -). Nie pamiętam ile można byłoby mieć minusów, ale jako ciekawostkę podam, że jedno z kryteriów nazywało się - odporność kandydata na kierowcę na odwracanie uwagi w czasie jazdy. Pozdrawiam.
J.G.: Witam, w mojej opinii zmiana sposobu oceniania w takim kształcie jak to przedstawia Pan Stefan nie jest dobrym pomysłem. Fakt, że najechanie np. jednym kołem na linię ciągłą czy podwójną ciągłą zdarza się niejednemu doświadczonemu kierowcy, ale tolerowanie przejeżdżania czerwonego sygnału świetlnego, czy np. nie zatrzymanie się na znaku stop, zcinanie zakrętów, nie przestrzeganie znaków zakazu zatrzymywania, wymuszanie pierwszeństwa itp. to wg. mnie łamanie zasad, to jest po prostu nieetyczne i to zarówno u osoby zdającej egzamin jak i "starego" kierowcy.
Wydaje mi się, że egzamin w obecnej formie, przy odpowiednim podejściu egzaminatora jest do przejścia przez przeciętnego kursanta. Rejestracja przebiegu egzaminu jest w tej chwili dowodem przy ewentualnych reklamacjach. Myślę jednak, że powinna się stać materiałem poglądowym na obowiązkowych warsztatach dla egzaminatorów, na których omawialiby i eliminowali błędne zachowania , interpretacje sytuacji i sposób oceniania.
Eugeniusz Kubiś (OSK “MOTOREX” Zielona Góra): Propozycja ważna i celowa. Jestem za. Obawiam się jednak, że cokolwiek zostanie zrobione, WORD-y i tak muszą wyjść na swoje i zdawalność ani drgnie. Przez trzy kwartały 2011 r. zielonogórski WORD wynajmował swój plac manewrowy szkołom nauki jazdy. 60 minut dostępu do jednego łuku kosztuje 50 zł Jest to gest WORD-u pod adresem OSK, ponieważ szczególnie dużo kursantów oblewa na łuku. OSK wydały dużo pieniędzy, natomiast zdawalność na placu poprawiła się o ułamek procenta. Jeżeli z egzaminowania zrobiono quasi biznes, działający w warunkach monopolu, to nie dziwmy się, że wychodzi nam taki pokręcony system egzaminowania. Jeżeli do tego dodamy wiceministra Jarmuziewicza, który robi idiotów i z posłów, i ze szkoleniowców, wspieranego przez kumpli z wojska w osobach dyrektora Bogdanowicza i prezesa Igielskiego, to czego można się spodziewać? Do 19 stycznia 2013 r. przy tej ekipie nic się nie zmieni na lepsze.
Tomasz Lisowski (OSK “ELKARES” Rzeszów): W ubiegłym roku uczestnicząc w cyklu "Wzrost kompetencji kadry ośrodków szkolenia kierowców" zaproponowałem, żeby kursant za błędy wynikające ze złamania przepisów uzyskiwał odpowiednią przewidzianą przepisami liczbę punktów karnych. Jeśli tych punktów karnych zaliczyłby w przepisowej wielkości to dostałby prawo jazdy już obciążone tą ilością punktów. W tej chwili to oczywiście 20 pkt, ale można zastrzec, że największe wykroczenia punktowane od 6 w górę dyskwalifikowałyby od razu. Niestety prowadzący szkolenie egzaminator (od niedawna niestety nieżyjący Jerzy Moskwa - ówczesny egzaminator nadzorujący WORD Rzeszów) stwierdził brak możliwości takiego oceniania. Ja uważam, że wszystko jest uzależnione od odpowiednio skonstruowanego prawa. To na szczęście zawsze można zmienić. Co uważacie o tym pomyśle?
ADAM: Podobnie przy egzaminowaniu, problem nie w punktach, ale w ocenie. Teraz jest cały zestaw błędów o maksymalnej ilości punktów karnych, czyli powodujących koniec egzaminu i jego niezdanie. Zauważmy, że rozdzielono zadania (chyba nikt już nie wie ile ich jest na egzaminie?) i jest cała, gęsto zapisana kartka, zwana “Arkuszem przebiegu egzaminu”. Chyba jedynie po to, aby łatwiej "zaliczyć".
Komentuj →
2 marca 2012 |
0
Zaczyna właśnie obowiązywać stawka za przejazd odcinkiem autostrady A4 Katowice-Kraków wzrosła o 1 zł na każdej bramce i wynosi 18 zł za cały odcinek. - Zgodnie z umową koncesyjną, koncesjonariusz, w tym wypadku Stalexport, ma prawo swobodnego regulowania cen. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wystąpiła z opinią negatywną dla tej podwyżki - skomentował podwyżkę stawki za przejazd odcinkiem autostrady A4 Katowice-Kraków minister transportu Sławomir Nowak. Podkreślił, że chce zmian w prawie, które umożliwiałyby wprowadzanie do umów koncesyjnych na eksploatację autostrad możliwości wypowiedzenia takiej umowy ze względu na interes publiczny. Taki projekt ma trafić do Sejmu w ciągu miesiąca. - Przyszła ustawa będzie wprowadzała możliwość wypowiedzenia umowy koncesyjnej koncesjonariuszowi z tytułu np. naruszenia ważnego interesu państwa. Dzisiaj takiej możliwości nie ma.
Komentuj →
1 marca 2012 |
0

^ Wiceprezydent Łodzi Radosław Stępień(Fot.: PD@N 418-31)
Radosław Stępień został nowym wiceprezydentem Łodzi. Po południu prezydent Hanna Zdanowska przedstawiła swojego nowego współpracownika. Postawiła mu zadania m.in. nadzoru nad realizacją najważniejszych inwestycji w mieście oraz związane z miejskimi budynkami i lokalami, a także porządkiem, drogami i transportem.
Komentuj →
29 lutego 2012 |
0

^ B. wiceminister Radosław Stępień(Fot.: PD@N 418-13jm)
KOMUNIKAT PERSONALNY Ministerstwa Transportu Budownictwa i Gospodarki Morskiej:
Z dniem 28 lutego 2012 r. Prezes Rady Ministrów Donald Tusk na wniosek Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej Sławomira Nowaka odwołał Radosława Stępnia ze stanowiska podsekretarza stanu w MTBiGM, wyrażając mu podziękowanie za pracę na tym stanowisku.
Jak spekulują media Stępień prawdopodobnie zostanie wiceprezydentem Łodzi. Ma zastąpić Arkadiusza Banaszka. Propozycję objęcia posady wiceprezydenta Łodzi Radosław Stępień miał już w kwietniu 2011 roku. Wcześniej Radosław Stępień pracował w łódzkim magistracie za rządów prezydenta Marka Czekalskiego. W resorcie szef gabinetu politycznego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, odpowiadał za budowę dróg.
Komentuj →
28 lutego 2012 |
0
Od 1 stycznia 2012 r. dzienniki urzędowe zostały pozbawione numerów - zmiany w zasadach publikacji aktów prawnych widoczne są także w zbiorze elektronicznePrawoDrogowe. Nie ma numeracji dzienników ustaw, wszystkie tegoroczne pomieszczono w jednym miejscu. Tak więc wydawane są one z zachowaniem kolejności pozycji w danym roku kalendarzowym. Oznacza to również zmiany w sposobie zapisu identyfikatorów aktów prawnych, czyli, inaczej mówiąc, miejsca publikacji. I tak akty prawne wydane do 31 grudnia 2011 r. mają zachowany zapis: ROK / NUMER AKTU / NUMER POZYCJI np. 2011.33.233. Natomiast od 1 stycznia 2012 r. stosowany jest zapis: ROK / POZYCJA np. 2012.133. Podstawą prawną takiego właśnie zapisu jest ustawa z dnia 4 marca 2011 r. o zmianie ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych oraz niektórych innych ustaw (2011.117.676). Wyjątkiem od tej reguły jest Monitor Polski B, w którym ustawodawca zachował kolejność numerów, pozycji i stron.
Szanowni Czytelnicy, informujemy także, iż przygotowaliśmy - do pobrania - kolejną aktualizację zbioru ePrawoDrogowe. Aktualizacja według stanu prawnego obowiązującego na dzień 28 lutego 2012 r. Dostępne są w niej:
|
Aktualizacja zbioru ePrawoDrogowe
wg stanu prawnego na 28.2.2012 r. |
|
Projekty aktów prawnych
|
|
Projekt |
rozporządzenia |
zmieniającego rozporządzenie w sprawie wykroczeń, za które funkcjonariusze Straży Granicznej są uprawnieni do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego |
|
Projekt |
ustawy |
o zmianie ustawy o drogach publicznych oraz niektórych innych ustaw |
|
Projekt |
ustawy |
o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych ustaw |
|
Akty prawne rzeczywiste (teksty w wersji opublikowanej) |
|
Rozporządzenie |
w sprawie egzaminów dla kierowców przewożących towary niebezpieczne |
|
Rozporządzenie |
w sprawie świadectwa dopuszczenia pojazdu ADR |
|
Akty prawne ujednolicone (teksty ujednolicone
w zw. z publikacją rzeczywistych lub ich wejściem w życie) |
|
Rozporządzenie |
w sprawie egzaminów dla kierowców przewożących towary niebezpieczne |
|
Rozporządzenie |
w sprawie świadectwa dopuszczenia pojazdu ADR |
|
Pobierz aktualizacje:
wybierz zakładkę AKTUALIZACJA /
kliknij przycisk DALEJ / program pobierze i zainstaluje zmiany |
ePrawoDrogowe to zbiór
kompletny, zawsze aktualny, przyjazny w obsłudze
ZAMÓW: 502-659-431
Komentuj →
25 lutego 2012 |
0
Poseł Michał Jaros złożył interpelację (nr 2286) w sprawie unifikacji koloru taksówek w obrębie gmin miejskich. Odpowiedzi udzieli minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Przypomnijmy o takich rozwiązaniach informowaliśmy na naszych lamach kilka dni wcześniej, dotyczyło to propozycji składanych we Wrocławiu. Tu przywołano także argumentację za propozycją mówiącą o poprawie bezpieczeństwa pasażerów, ale też o szansie wyeliminowania z rynku nielegalnych taksówek. Czy będą zmiany w ustawie - Prawo przewozowe?
Interpelacja (nr 2286)
do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej
w sprawie unifikacji koloru taksówek w obrębie gmin miejskich
Szanowny Panie Ministrze! Chciałbym zwrócić się z postulatem dotyczącym unifikacji koloru taksówek w obrębie gmin miejskich. Uważam, że zasadne byłoby wprowadzenie odpowiednich regulacji obligujących korporacje przewoźników do zmiany koloru taksówek jeżdżących w obrębie miast. Przemawiają za tym względy praktyczne - taksówki będą lepiej widoczne dla mieszkańców i turystów – oraz estetyczne. Jednolity kolor taksówek mógłby stać się symbolem danego miasta. Proponowana zmiana wymagałaby uzupełnienia art. 15 ust. 7 ustawy z dnia 15 listopada 1984 r. Prawo przewozowe (Dz. U. z 2000 r. Nr 50, poz. 601) o obowiązek dostosowania koloru taksówki do koloru określonego przez radę gminy.
W związku z przedstawioną sprawą uprzejmie proszę Pana Ministra o odpowiedź na następujące pytanie: Czy możliwe jest wprowadzenie postulowanych zmian mających na celu unifikację koloru taksówek w obrębie gmin miejskich?
Z poważaniem Poseł Michał Jaros
Warszawa, dnia 10 lutego 2012 r.
Komentuj →
25 lutego 2012 |
0
Do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej zaadresowana została kolejna interpelacja (nr 2240), ta w sprawie programu Gambit 2005 i egzaminów na prawo jazdy. Składającą zapytanie jest posłanka Małgorzata Niemczyk.
Komentuj →
25 lutego 2012 |
0
Interpelacja nr 2239 zarejestrowana w Sejmie RP dotyczy sprawy systemu zarządzania ruchem. Zgłaszającym jest posłanka Małgorzata Niemczyk, adresatem minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej.
Komentuj →
24 lutego 2012 |
0
Wydziały komunikacji w całym kraju nie mogą sprawdzić, czy kierowcy ciężarówek rzeczywiście ukończyli niezbędne kursy kwalifikacji. Wydając prawa jazdy, muszą im wierzyć na słowo - donoszą media. Powód - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie nadało odpowiednich uprawnień wydziałom komunikacji. Zaświadczenia o odbyciu okresowych kursów kwalifikacji do bazy danych zgłaszają ośrodki szkolenia kierowców, tak więc są w systemie, ale urzędnicy nie mają do nich dostępu. Nie ma możliwości zweryfikowania prawdziwości zaświadczeń - przyznaje Dariusz Bogusz, dyrektor lubelskiego wydziału komunikacji. Druki, na których wystawiane są zaświadczenia, nie są nawet drukami ścisłego zarachowania. Z drugiej strony kurs okresowy kosztuje od 400 do 700 złotych i trwa 35 godzin. - Nikogo nie przyłapano, ale pewności, czy ktoś nie skorzystał z tej luki nie ma. Najważniejsze, żeby ministerstwo stworzyło przepisy, żebyśmy te dokumenty mogli weryfikować - mówi Bogusz. Dziurawy system to błąd urzędników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Komentuj →
24 lutego 2012 |
0
Prokuratura Apelacyjna w Rzeszowie wystąpiła do sądu z aktem oskarżenia w stosunku do dziesięciu podejrzanych w sprawie o kupowanie praw jazdy. Sprawą zajęli się funkcjonariusze z Wydziału do walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. A wszystko zaczęło się od informacji, do jakich dotarli dębiccy policjanci. Zamieszanych jest kilkadziesiąt osób, w trakcie śledztwa ponad 150 przesłuchano jako świadków. Oskarżeni powoływali się na wpływy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Katowicach oraz jego oddziałach i podejmowali się pośrednictwa w załatwieniu pozytywnego wyniku z egzaminu prawa jazdy w zamian za łapówki (2.500-3.000 zł). Sytuacja ta dotyczyła pomocy w zdaniu egzaminu teoretycznego i praktycznego. Z pomocy takiej korzystały osoby ubiegające się o prawo jazdy kategorii B, C, C+E, a także osoby, które przystępowały do ponownego egzaminu po upływie okresu zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Postępowanie w tej sprawie zostało wszczęte w listopadzie 2010 roku. “Procedura” miała być następująca: śląski pośrednik, po odliczeniu przysługującej mu "należności", przekazywał dokumenty pracownikowi WORD-u wraz z pozostałą częścią łapówki. Ten następnie ustalał termin egzaminu. Osoba zainteresowana taką formą uzyskania uprawnień musiała osobiście stawić się na egzamin w WORD-dzie w Katowicach lub w Dąbrowie Górniczej. Często pośrednicy zawozili swoich kursantów na egzamin, w grupach 3-4 osobowych i po jego zakończeniu rozwozili do miejsc zamieszkania. W czasie egzaminu teoretycznego egzaminator podpowiadał odpowiedzi lub osobiście korygował błędy. Podczas części praktycznej nie zwracał uwagi na nieprawidłowości i błędy kursanta, pomimo nagrywania przebiegu egzaminu. Policjanci ustalili również, że niejednokrotnie osoby, które w taki sposób uzyskiwały uprawnienia, nie były poddawane badaniom lekarskim, na podstawie których lekarz wydawał orzeczenia o braku przeciwwskazań do kierowania pojazdami mechanicznymi. I tutaj dokumentacja - za odpowiednią opłatą - była załatwiana przez pośredników. Część materiałów dotyczącą lekarzy oraz części pośredników wyłączono do odrębnych postępowań. W przypadku pracowników WORD materiał został wyłączony i przekazany do innych prokuratur, które prowadzą postępowania wobec tych samych egzaminatorów. Tak nielegalnie prawa jazdy “zdobyło kilkaset osób z Podkarpacia. - Rozpoczęliśmy procedurę odebrania im prawa jazdy - mówi prowadzący śledztwo prokurator Rafał Teluk z Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie.
Komentuj →
23 lutego 2012 |
1
“Dziennik Łódzki”, który regularnie informuje o sprawach związanych z działaniem WORD w Łodzi, tym razem publikowany artykuł poświęca skargom kandydatów na kierowców, złożonym do Urzędu Marszałkowskiego, skargom na przebieg egzaminu państwowego w czterech ośrodkach ruchu drogowego województwa. Jak informują dziennikarze: niemal co piąta skarga, która wpłynęła do łódzkiego Urzędu Marszałkowskiego na przebieg egzaminu na prawo jazdy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Łodzi była zasadna. Jeśli chodzi o ośrodek w Sieradzu, tam urzędnicy przyznali rację prawie co trzeciemu kursantowi, który nie zgadzał się z negatywnym wynikiem egzaminu. Zupełnie inaczej jest w Piotrkowie Trybunalskim. Tam żadna skarga nie okazała się zasadna, ale wpłynęły tylko dwie. Dobrze jest też w Skierniewicach, gdzie unieważniono tylko jeden egzamin.
Według powołanych informacji do Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi wpłynęły 177 skargi. 15 proc. z nich uznano za zasadne. W 2010 r. było 149 - mówi Maciej Łaski z Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi. - Większość zażaleń odrzucamy. Świadczy to o wysokim poziomie egzaminowania i dobrym przygotowaniu egzaminatorów do pracy. Trzeba bezwzględnie przestrzegać instrukcji egzaminowania - mówi Łukasz Kucharski, dyrektor WORD w Łodzi. I kilka przykładów egzaminów unieważnionych: gdy egzaminator nie przedstawił się; gdy egzaminator nie zapytał kursanta na początku egzaminu czy rozumie zasady egzaminu; gdy egzaminator przerwał egzamin przez to, że kursant nie włączył świateł, ale też błędy poważniejsze: gdy egzaminator źle zinterpretował pierwszeństwo przejazdu. Wystarczającym powodem unieważnienia może być też zawodzący sprzęt używany podczas egzaminu. Przypomnijmy po uznaniu skargi przez Urząd Marszałkowski kursant kolejny egzamin zdaje na koszt WORD.
Komentuj →
23 lutego 2012 |
0

(Fot.: PD@N 418-35)
W Kielcach w okolicach rynku taksówkarze samowolnie ustawili dwa znaki. Dlaczego? - Mieliśmy dosyć tłumaczenia kierowcom zasad ruchu drogowego - tłumaczyli. Jeden z nich to znak informujący o końcu postoju taksówek, został przykręcony do słupka, na którym jest tablica informująca o jednym miejscu postojowym dla osoby niepełnosprawnej. Ustawiony bez wiedzy Miejskiego Zarządu Dróg w Kielcach, który odpowiada za zmiany w oznakowaniu w centrum miasta. Rzecznik MZD potwierdził samowolę, zleciliśmy już jego usunięcie - informował dziennikarzy. Przy takim ustawieniu oznacza, że również miejsce dla niepełnosprawnego jest częścią postoju taksówek - stwierdził.Inny nielegalny znak, który także już usunięto, oznaczał postój taksówek i był przykręcony do słupka, na którym rzeczywiście informowano o jednym miejscu taksówki, ale zamontowano go w taki sposób, że teoretycznie taksówka mogła stać już na Rynku. Niezwykłość opisywanej sytuacji polega na tym, iż zazwyczaj znaki są niszczone albo kradzione, ale dostawienie znaków to prawdziwa rzadkość - mówi rzecznik. Taksówkarze nie ukrywają, że to oni zamontowali obie tabliczki. Tłumaczą, że ta przy Rynku miała pomóc pasażerom. - Tam i tak jest miejsce do postoju dla jednej taksówki, ale pasażerowie tego nie wiedzą, bo znak jest odwrócony w drugą stronę. W miejscu, gdzie ustawiono tabliczkę końca postoju - jak mówili sprawcy samowoli - ciągle ktoś parkuje na postoju, bo kierowcy nie wiedzą, że gdy nie ma tabliczki wyznaczającej jego koniec, to postój ciągnie się na długości 20 metrów za znakiem wyznaczającym jego początek. Sytuację potwierdzają liczne interwencje straży w tym miejscu. Jednak na ustawienie tam legalnego znaku nie było zgody. Przepis mówi jasno, że gdy jest znak informujący o postoju, to kończy się on 20 metrów dalej - mówi rzecznik MZD. Przeciwni są też drogowcy. - Jeżeli mamy możliwość rezygnacji z dodatkowych znaków, robimy to, żeby uniknąć dodatkowego wiercenia w nowej nawierzchni - tłumaczy Skrzydło.
Komentuj →
23 lutego 2012 |
0
W Częstochowie odbyła się apelacja w sprawie wypadku drogowego, w którym jedna z ofiar zmarła. Na przejściu dla pieszych kierowca potrącił trzy osoby. Jedna z nich zmarła. Sąd Okręgowy w Częstochowie utrzymał decyzję o umorzeniu postępowania wobec kierowcy. Wyrok okazuje się, iż nie satysfakcjonuje stron. Kierowcy, który spędził w areszcie 8 miesięcy. Ani poszkodowanych i ich bliskich. Zdarzenie miało miejsce16 maja 2006 r. podczas porannego szczytu komunikacyjnego kierowany przez Waldemara M. mercedes nagle zjechał z jezdni, przejechał przez pas zieleni wjechał na chodnik, ominął wiatę przystankową i popędził dalej, przejechał tory tramwajowe i na przejściu, gdy piesi mieli zielone światło, potrącił emerytkę, gimnazjalistkę i 49-letniego mężczyznę. Ciężko ranne kobiety trafiły do szpitala, mężczyzna zmarł. Mercedes zatrzymał się dopiero po przejechaniu około 200 m na latarni po drugiej stronie skrzyżowania. - Z tak irracjonalnym zachowaniem nie mieliśmy nigdy do czynienia - mówili potem śledczy. M. w chwili wypadku był trzeźwy, nie brał narkotyków, leków psychotropowych. Jako zawodowy kierowca z ponad 40-letnim stażem przejechał ponad milion kilometrów. Początkowo sprawca wyjaśniał, że wjechał na chodnik, bo w pięcioletnim mercedesie zablokowały się wszystkie mechanizmy, z hamulcami włącznie, i auto samo zaczęło przyspieszać. Biegli stwierdzili, że pojazd miał sprawne układy mechaniczne oraz hamulce i kierowca miał możliwość zatrzymania samochodu. M. zaczął twierdzić, że tuż przed wypadkiem miał zanik pamięci, że "zatkała mu się żyła w mózgu". W tej ostatniej sprawie biegłych z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, po trzech latach od wypadku uznali, że M. mógł mieć chwilowy udar mózgu, a tym samym zanik pamięci w momencie wypadku. Po tej opinii sąd uznał niepoczytalność sprawcy i umorzył postępowanie. Od wyroku odwołali się prokuratura i poszkodowani, w tym rodzina zmarłego w wyniku wypadku mężczyzny, ale też Waldemar M., domagając się uniewinnienia. Sąd okręgowy właśnie - jako niezasadne - odrzucił wszystkie apelacje, podtrzymując prawomocnie wyrok o umorzeniu postępowania z powodu niepoczytalności Waldemara M. w momencie wypadku. Sąd uznał, że w I instancji nie popełniono żadnego błędu w ocenie dowodów. Od tego wyroku przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego. Poza poszkodowanymi chce tego także Waldemar M., by potwierdzić swoją całkowitą niewinność. Szanse ma nikłe, bo prawo wyklucza uniewinnienie przy umorzeniu postępowania sądowego wobec osoby uznanej za niepoczytalną w chwili popełnienia przestępstwa.
Komentuj →
23 lutego 2012 |
0
D-51:automatyczna kontrola prędkości (Fot.: PD@N 418-22)
W sprawie umieszczania przy drogach atrap oraz znaków informacyjnych D51 interpelację oznaczoną numerem 2226 zgłosiła grupa posłów: Krzysztof Brejza, Artur Dunin, Artur Gierada, Tomasz Piotr Nowak, Maciej Orzechowski, Agnieszka Pomaska, Cezary Tomczyk. Adresat – minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej.
Interpelacja (nr 2226)
do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej
w sprawie umieszczania przy drogach atrap oraz znaków informacyjnych D51
Szanowna Pani Minister! Zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury z dnia 22 czerwca 2011 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach, przed masztem, na którym jest zamontowany fotoradar, musi zostać zamieszczony znak D51. Natomiast, gdy stoi on pusty, oznakowanie to musi zostać usunięte. Warto dodać, iż w miejscach, gdzie dozwolona jest jazda z prędkością do 60 km/h, znak powinien pojawić się od 100 do 200 m przed fotoradarem, a na drogach, gdzie można jechać szybciej - od 200 do 500 m przed miejscem kontroli. Natomiast w przypadku dróg ekspresowych i autostrad odległość ta wyniesie od 500 do 700 m. Obecnie przy polskich drogach znajduje się wiele atrap oraz znaków informujących o rzekomej kontroli prędkości.
W związku z zaistniałą sytuacją zwracam się do Pana Ministra z pytaniami:
1. Jak przebiega proces wdrażania przepisów ww. rozporządzenia?
2. Kiedy ostatecznie z polskich dróg znikną atrapy oraz znaki drogowe informujące o rzekomej kontroli prędkości?
Z poważaniem
Poseł Maciej Orzechowski oraz grupa posłów
Warszawa, dnia 16 lutego 2012 r.
Komentuj →
22 lutego 2012 |
0
W kancelarii Sejmu RP zarejestrowano interpelację nr 2168 w sprawie sytuacji przewoźników wykonujących przewozy okazjonalne osób, w związku z ustawą z dnia 4 lutego 2011 r. o zmianie ustawy o transporcie drogowym. Zgłaszającym jest poseł Józef Lassota, adresatem minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej.
Interpelacja (nr 2168)
do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej
w sprawie sytuacji przewoźników wykonujących przewozy okazjonalne osób,
w związku z ustawą z dnia 4 lutego 2011 r. o zmianie ustawy o transporcie drogowym
Szanowny Panie Ministrze! Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o zmianie ustawy o transporcie drogowym (Dz. U. Nr 48, poz. 247), która weszła w życie z dniem 7 kwietnia 2011 r., dodała w art. 18 cytowanej ustawy ust. 4a w brzmieniu: “4a. Przewóz okazjonalny wykonuje się pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej 7 osób łącznie z kierowcą”. Ustawa definiuje przewóz okazjonalny jako przewóz osób, który nie stanowi przewozu regularnego, przewozu regularnego specjalnego albo przewozu wahadłowego.
Do tej kategorii przewozów, czyli do przewozów okazjonalnych, zaliczają swoje usługi przedsiębiorcy wykonujący przewozy osób w rozlicznych sytuacjach wymagających specjalnego (najczęściej luksusowego) standardu zarówno odnośnie do środka transportu, jak i odnośnie do jakości świadczonej usługi. Są to przejazdy związane z obsługą konferencji, ze świadczeniem specjalnej usługi przewozowej dla gości hotelowych, świadczeniem przewozów na zlecenie organów centralnych państwa, instytucji, organizatorów międzynarodowych konferencji, obsługą wydarzeń politycznych i sportowych (np. wizyty prezydenta USA, emira Kataru, króla Arabii Saudyjskiej, wydarzenia związane z prezydencją Polski w Unii Europejskiej, już zakontraktowane usługi na obsługę Euro 2012). Usługi tego rodzaju przewozu świadczone są również na rzecz licznych ambasad, a także światowych koncernów (jak np. Danone, Walt Disney, PricewaterhouseCoopers, Coca-Cola, Colgate&Palmolive, Zepter, 3M, P&G, Nokia), rozlicznych banków czy biur podróży. Z usług tych korzystają także gwiazdy teatru i telewizji, sportu oraz tzw. szeroko pojętego polskiego i światowego show biznesu (m.in. Madonna, Garou, Sting, U2, Segal, Joe Cocker, Calvin Klein).
Wymienieni powyżej tylko przykładowi zleceniodawcy i klienci korzystający z takiego specjalnego rodzaju usług przewozowych nie życzą sobie korzystania z przewozu taksówkowego. Tymczasem znowelizowana ustawa zakazuje pod groźbą kary 15 tys. zł świadczenia usług przedsiębiorcom dysponującym pojazdami samochodowymi przeznaczonymi do przewozu do 5 osób (wraz z kierowcą) poza formą świadczenia usług przewozu taksówkowego. W takiej sytuacji potrzebna i oczekiwana usługa będzie de facto zabroniona. Byłby to kompletny absurd, jaskrawo naruszający wolność prowadzenia działalności gospodarczej, ograniczający przedsiębiorcom prawo wyboru wykonywania przewozu określonego rodzaju oraz w arbitralny sposób ograniczający, wręcz eliminujący, konkurencję, pozostawiając przy tym prowadzoną dotychczas działalność poza ramami prawnymi.
Nie tylko nowelizacja nie wprowadza definicji ustawowej transportu drogowego taksówką, ale też poprzez uproszczoną negację i wykluczenie samochodów osobowych przeznaczonych konstrukcyjnie do przewozu 5 osób z zakresu definicji przewozu okazjonalnego przyjęto, iż przewóz tego typu samochodem zawsze będzie przewozem taksówką. Tym samym naruszono wolność prowadzenia działalności gospodarczej, ograniczono przedsiębiorcom prawo wyboru wykonywania przewozu określonego rodzaju.
Uregulowania ustawowe powodują, iż tego rodzaju usługi nie znajdują rzeczywistego odpowiednika w ustawowych definicjach przewozu, a w konsekwencji uzyskane licencje tracą znaczenie prawne i faktyczne. Stanowi to naruszenie zagwarantowanej przez Konstytucję RP stabilności praw nabytych, które mogą być ograniczane lub odbierane jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach ze względu na ważny interes publiczny (art. 2, art. 20, art. 22 i art. 31 ust. 1 Konstytucji RP). Znowelizowane przepisy ustawy o transporcie drogowym stanowią również nieuzasadnione ograniczenie swobody świadczenia usług w świetle przepisów prawa Unii Europejskiej, zgodnie z którymi takie ograniczenie można byłoby uznać za usprawiedliwione jedynie względami porządku publicznego, bezpieczeństwa publicznego lub zdrowia publicznego (rozdział 2 i 3 tytułu IV Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej). Nie sposób byłoby dopatrzyć się tutaj racjonalnego zastosowania ww. uzasadnienia w stosunku do przedsiębiorców świadczących omawianego rodzaju usługi przewozu osób.
Ponieważ z dniem 7 kwietnia 2012 r. wykonywanie działalności w dotychczasowej formie w zgodzie z przepisami cyt. ustawy będzie niemożliwe, bardzo proszę o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:
1.Do jakiej kategorii przewozów należy zaliczyć wyżej opisane usługi świadczone przez przedsiębiorców dysponujących samochodami osobowymi przeznaczonymi konstrukcyjnie do przewozu 5 osób łącznie z kierowcą?
2.W jaki - nienaruszający prawo - sposób przedsiębiorcy wykonujący ww. usługi przewozów okazjonalnych zgodnie z zakresem udzielonych licencji mogą nadal wykonywać świadczone usługi?
3.Czy prowadzenie działalności gospodarczej w formie wynajmu samochodu z kierowcą na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego i ustawy o swobodzie działalności gospodarczej nie będzie sprzeczne z przepisami ustawy o transporcie drogowym?
4.Czy i jakie działania legislacyjne zamierza podjąć rząd w przypadku, gdyby okazało się, że nowelizacja ustawy o transporcie drogowym uniemożliwi prowadzenie opisanej wyżej działalności gospodarczej (uwzględniając również fakt, że przedmiotowy przepis zacznie obowiązywać już od 7 kwietnia br.)?
Z poważaniem Poseł Józef Lassota
Warszawa, dnia 16 lutego 2012 r
Komentuj →
22 lutego 2012 |
0
W sądzie rejonowy w Nowym Targu zapadł wyrok w sprawie 23 osób oskarżonych o wyłudzenia praw jazdy na podstawie egzaminów, jakie kursanci podobno mieli zdawać na Ukrainie. Jak informowała Lucyna Franczak, rzeczniczka prasowa nowotarskiego sądu - oskarżeni: Stanisław K. oraz Piotr H. muszą zapłacić grzywny w wysokości 1500 i 5000 złotych. Z kolei Piotr D. usłyszał wyrok więzienia w zawieszeniu. Pozostałe oskarżone osoby zostały przez sędziego warunkowo uniewinnione.
O sprawie “ukraińskich praw jazdy" informowaliśmy Państwa w wielu informacjach. W lutym 2011 r. prokuratura zajęła się sprawą mieszkańców Podhala, którzy nielegalnie zdobyli prawa jazdy na terenie Ukrainy i przenieśli uprawnienia do prowadzenia pojazdów w Polsce. Jak ustalono w toku śledztwa, do uzyskania ukraińskiego prawa jazdy konieczny był wyjazd na Ukrainę. Pośrednicy przewozili zainteresowane osoby do Lwowa. Tam górale byli fikcyjnie meldowani oraz zapisywali się na kurs nauki jazdy. Faktycznie nie uczestniczyli jednak w szkoleniu teoretycznym i praktycznym. Po powrocie do Polski wymieniali natomiast w miejscowych wydziałach komunikacji dokumenty ukraińskie na polskie.
Komentuj →
22 lutego 2012 |
1
Czy policja może udowodnić kierowcy rozmawiającemu podczas jazdy samochodem przez komórkę? Jak się okazuje - łatwo może udowodnić to wykroczenie; wystarczy, że zajrzy do bilingów kierowcy - ostrzega "Dziennik Gazeta Prawna". I komentuje dalej: wykaz rozmów telefonicznych prowadzonych przez Polaków jest dla policji na tyle ważny, że nagina ona prawo, aby uzyskać do niego dostęp. Bo choć funkcjonariusz może przeglądać billingi prowadząc postępowania w sprawach o przestępstwa, to zdarza się, że żąda ich także w drobnych sprawach o wykroczenia. A jak potwierdza nadkomisarz Piotr Bieniak z Komendy Głównej Policji, zgodnie z przepisami policjant nie może tego robić. Tymczasem do sądów trafiają wnioski o zwolnienie z tajemnicy telekomunikacyjnej operatora sieci, również w przypadku drobniejszych przewinień. Taką praktykę policji ostro krytykuje adw. Mikołaj Pietrzak - przewodniczący komisji praw człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej. - Świadczy to o tym, że funkcjonariusze policji próbują obejść przepisy chroniące prywatność obywateli, po to, aby osiągnąć cel w jednostkowym postępowaniu, oburza się prawnik – czytamy dalej w dzienniku.
Komentuj →
22 lutego 2012 |
0
Rząd złożył do Sejmu RP projekt ustawy o zmianie ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych. Przypomnijmy - regulacje te, mają zapewnić przejezdność niektórych dróg krajowych i autostrad przed EURO 2012, a w rezultacie umożliwić sprawne przemieszczanie się osób między głównymi miastami - gospodarzami turnieju piłkarskiego. W projekcie nowelizacji określono, że nadzór budowlany będzie mógł zezwolić na użytkowanie drogi, mimo niewykonania części robót wykończeniowych, innych robót budowlanych lub niespełnienia wymagań ochrony środowiska, które nie mają wpływu na bezpieczeństwo ruchu drogowego. Taka droga będzie musiała jednak spełniać wymogi prawa budowlanego, gwarantujące bezpieczeństwo użytkownikom, a decyzja zezwalająca na jej użytkowanie ma być wydawana warunkowo i na określony czas. Rozwiązania te są niezbędne dla usprawnienia ruchu drogowego w naszym kraju. Regulacja ta, również po EURO 2012, będzie pomagała w szybszym oddawaniu dróg do użytkowania.
Komentuj →
22 lutego 2012 |
0
(Fot.: PD@N 418-15)
Dariusz Gil - Sekretarz SOSK. Od roku 1983 związany ze Stołecznym Klubem Motorowym, Organizator szkoleń na karty rowerowe i motorowerowe, turniejów wiedzy o ruchu drogowym, zajęć z młodzieżą. Od 1983 roku instruktor i wykładowca nauki jazdy, od 1991 do chwili obecnej właściciel Ośrodka Szkolenia Kierowców “DUET” w Warszawie. Od roku 1994 ratownik drogowy. Współorganizator SOSK Warszawa.
Pytanie redakcji tygodnika PD@N:To już kolejny rok dyskusji nad kształtem ustawy o kierujących pojazdami. Ustawa jest, choć są oczekiwania jej nowelizacji. Jest także pierwszy kształt rozporządzeń wykonawczych do niej - te spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem środowiska. Co Pana zdaniem przede wszystkim powinno zostać poprawione w wymienionych aktach?
Odpowiedź Dariusza Gila:Na temat ustawy i rozporządzeń toczy się burzliwa dyskusja w całej Polsce. Myślę, że najpilniejsze do załatwienia są następujące tematy:
-nadmiernie rozbudowana sprawozdawczość administracyjna i szkoleniowa OSK;
-wzór karty przeprowadzonych zajęć w OSK;
-wprowadzenie karty kursanta uzyskiwanej w starostwie;
-brak logiki i konsekwencji w minimach programowych;
-nierównoprawne traktowanie podmiotów gospodarczych w branży szkolenia kierowców - brak możliwości organizowania szkoleń e-learningowych przez ośrodki specjalizujące się w jednej kategorii; taka możliwość, bez podania racjonalnych przyczyn została zarezerwowana wyłącznie dla “superośrodków”;
-nieuzasadnione pozbawienie OSK prawa do doszkalania osób posiadających prawo jazdy;
-odebranie OSK możliwości prowadzenia kursów dla instruktorów;
-zarezerwowanie możliwości prowadzenia specjalistycznych kursów dla młodych kierowców (pomiędzy 4 a 8 miesiącem posiadania prawa jazdy) tylko dla “superośrodków”;
-trzydniowe, coroczne warsztaty szkoleniowe dla instruktorów; w proponowanej formie koszt to kilka tysięcy złotych, pokrywanych przez pracodawcę lub instruktora.
Pytanie:Na łamach tygodnika PD@N prowadzimy sondę poświęconą wnioskowi o dopuszczeniu do egzaminu państwowego także pojazdów szkoleniowych, stanowiących własność osk. Obserwujemy ograniczone zainteresowanie sprawą, choć wcześniej spotkaliśmy się z entuzjastycznymi i emocjonalnymi apelami. Skąd - pana zdaniem - tak niskie zainteresowanie, a może niska aktywność, przecież to sprawy tak istotne dla środowiska? Czy może wcale niekorzystnie byłoby dopuszczenie pojazdów ośrodków szkolenia kierowców do udziału w egzaminie.
Odpowiedź:Trudno mi powiedzieć, dlaczego jest niskie zainteresowania tą sondą - może nie do wszystkich dotarła, albo nie wszyscy wierzą, że można jeszcze coś zmienić? Myślę, podobnie zresztą jak wielu kolegów, których znam, że dopuszczenie do egzaminu pojazdów szkoleniowych OSK byłoby korzystne, zarówno dla zdających osób jak i dla OSK. W większości państw Europy, poza Polską i Litwą, jest możliwość egzaminowania z wykorzystaniem samochodów należących do ośrodków szkolenia kierowców.
Po pierwsze, egzamin na prawo jazdy jest przede wszystkim ogromnym stresem, a dodatkowo dochodzi jeszcze nowy samochód (nawet w ramach tej samej marki występują różnice - sprzęgło, hamulec, wspomaganie).
Po drugie, możliwość zdawania na samochodach ośrodków zlikwidowałaby rujnujący wpływ wymiany samochodów na OSK (wymuszanej przez rynek) związanej z wymianą samochodów w WORD.
Po trzecie, dopuszczenie samochodów OSK łączyłoby się z koniecznością obecności instruktora podczas egzaminu. Egzaminator mógłby zająć się bardziej egzaminowaniem, sprawdzaniem możliwości zdającego a nie pilnowaniem go i zapewnianiem bezpieczeństwa podczas jazdy - tym powinien zajmować się instruktor. Tak było kiedyś, przed wprowadzeniem WORDów. Zakończyłoby to anonimowość instruktorów, którzy dzisiaj znani są tylko z numeru, a nie z nazwiska. Perspektywa świecenia oczami przed egzaminatorem i wyszkoloną przez siebie osobą na egzaminie, skutecznie zwiększyłaby odpowiedzialność szkolących.
Pytanie:A jaka jest Pana opinia w sprawie potrzeby ustalenia ceny minimalnej za szkolenie kandydatów na kierowców.
Odpowiedź:Trudno nie zgodzić się z faktem, że ceny za kurs w niektórych regionach (na przykład w Warszawie) są niepokojąco niskie. Biorąc pod uwagę koszty prowadzenia ośrodka i porównując ceny za godzinę jazdy w OSK na przykład z ceną za godzinę egzaminu w WORD, wydaje się, że tak niskie ceny muszą być poniżej lub na granicy kosztów własnych. Odbija się to niekorzystnie na jakości szkolenia oferowanego przez takie ośrodki i wymusza niezdrową walkę cenową. Ta patologiczna sytuacja powinna być jakoś rozwiązana - albo poprzez wprowadzenie ceny minimalnej, albo przez wyeliminowanie ośrodków zaniżających ceny kursów, z którymi konkurować muszą pozostałe ośrodki. Prof. A. Wiliński - Dyrektor Instytutu Winfor – na łamach “Drogowskazu” nr 18 pisze (*) - “Wyższa cena to eliminacja nieuczciwych praktyk i faktycznego braku szkolenia. (...) Przy narzuconych ustawowo cenach minimalnych zmniejszy się liczba złych szkół, wystąpi wyraźna poprawa jakości szkolenia, migracja kandydatów w kierunku szkół lepszych”.
Pytanie:I jeszcze prośba o ocenę i wskazanie powodów tak niskiej zdawalności na egzaminach na prawo jazdy.
Odpowiedź:Wygórowane wymagania egzaminacyjne, zwracanie uwagi na drobiazgi zamiast na ogólną umiejętność sprawnego poruszania się w ruchu drogowym kandydata na kierowcę. Duży stres na egzaminie, dodatkowo spotęgowany po pierwsze przesiadką do nowego samochodu bez przygotowania, po drugie nieobecnością instruktora (przepis o obecności instruktora jest martwy, bo żaden instruktor nie poświęci pół dnia na egzamin). System zdawania w WORD-ach, który oprócz problemów dla OSK, o których pisałem wyżej, sprzyja też subiektywnej ocenie przez egzaminatora, a ponadto stwarza proporcjonalną zależność między liczbą oblanych egzaminów a sytuacją finansową WORD. Pewien wgląd w tę kwestię daje raport ze zdawalności z 49 WORD-ów, opublikowany niedawno przez Izbę OSK. (**). W raporcie czytamy: [...] Wykres obrazuje dramatyczne zmniejszenie się w 2010 r. liczby egzaminów kat. B (średnio globalnie o ok. 20%) [...] Spadki te są konsekwencją procesów demograficznych i tendencja ta będzie się utrzymywać przez kilkanaście kolejnych lat! Efektem tak głębokiej tendencji malejącej liczby egzaminów na prawo jazdy - w perspektywie najbliższych lat zapewne będzie:
1)istotne zmniejszenie przychodów WORD-ów, które od 01.01. 2013 r / stosownie do ustawy z 05.01.2011r o kierujących pojazdami / zostaną zrekompensowane wpływami z masowych kursów dokształcających w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego ( art. 93), którym zgodnie z art. 91 ust.2 będą poddawani wszyscy kierowcy w okresie próbnym pomiędzy 4 - 8 miesiącem po otrzymaniu po raz pierwszy prawa jazdy kat. B;.
2)jeszcze mocniejsza presja WORD-ów na Ministerstwo Infrastruktury celem uzyskania podwyższenia ceny urzędowej za egzamin na prawo jazdy ( nie zmienianej od 2006 r );
3)istotny spadek zapotrzebowania na egzaminatorów i “zamrożenie” zatrudniania nowych. Absolwenci aktualnych i przyszłych kursów kwalifikacyjnych dla kandydatów na egzaminatorów (organizowanych przez WORD-y) - raczej nie znajdą zatrudnienia.
4)dalszy spadek i tak żenująco niskiego średniego wskaźnika zdawalności egzaminów na prawo Jazdy (ok. 31%) jako najprostszy sposób wzrostu przychodów.
Bezpośrednia zależność kondycji finansowej WORD od liczby niezdanych egzaminów może mieć wpływ na zaostrzoną politykę kryteriów zdawalności i stawianie kandydatom zbyt wysokiej poprzeczki, aby ponownie zdawali egzamin.
Źródła:
(*) http://www.prawojazdy.com.pl/files/drogowskaz/nr18.pdf
(**) http://dane.izbaosk.eu/dokumenty/raport-egzaminy.pdf
Dziękuję za wypowiedź. Rozmawiała Jolanta Michasiewicz
Komentuj →
21 lutego 2012 |
0

^Włodzimierz Gąsiorek - 54 lata w zawodzie, obecnie prowadzi działalność gospodarczą w zakresie szkolenia i techniki jazdy jednośladem. Autor turniejów motorowerowych dla młodzieży. Miłośnik i konstruktor motocykli WFM, miłośnik i trener sportu motocyklowego, działacz społeczny, założyciel Izby Pamięci WFM, twórca “nowej” WFM-ki. Obecnie prowadzi szkolenia kandydatów na kierowców kat. A, rzeczoznawca techniki samochodowej. Przewodniczący Sądu Koleżeńskiego SOSK w Warszawie.
Pytanie redakcji tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS: To już kolejny rok dyskusji nad kształtem ustawy o kierujących pojazdami. Ustawa jest, choć są oczekiwania jej nowelizacji. Jest także pierwszy kształt rozporządzeń wykonawczych do niej - te spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem środowiska. Co Pana zdaniem przede wszystkim powinno zostać poprawione w wymienionych aktach?
Odpowiedź Włodzimierza Gąsiorka:Nowy projekt ustawy w części dotyczącej szkolenia na jednośladach sprawia wrażenie jakby tworzył go fachowiec, który nigdy nie siedział na motocyklu. Proponowany program, w którym hasłem nadrzędnym jest “pogadanka” plus (w uzupełnieniu) środki audiowizualne to nieporozumienie. Jeszcze nikt nie nauczył się bezpiecznie jeździć słuchając pogadanek. Zmniejszanie ilości godzin jazdy a zwiększanie ilości godzin pogadanek to sposób na odfajkowanie tematu szkolenie najmniejszym kosztem. Z takim programem nigdy nie sprostamy unijnym wymogom poprawienia stanu bezpieczeństwa na naszych drogach.
Pytanie:Na łamach tygodnika PD@N prowadzimy sondę poświęconą wnioskowi o dopuszczeniu do egzaminu państwowego także pojazdów szkoleniowych, stanowiących własność osk. Obserwujemy ograniczone zainteresowanie sprawą, choć wcześniej spotkaliśmy się z entuzjastycznymi i emocjonalnymi apelami. Skąd - pana zdaniem - tak niskie zainteresowanie, a może niska aktywność, przecież to sprawy tak istotne dla środowiska? Czy może wcale niekorzystnie byłoby dopuszczenie pojazdów osk do udziału w egzaminie.
Odpowiedź: Dopuszczenie do egzaminu państwowego pojazdów szkoleniowych stanowiących własność OSK jest jak najbardziej słuszne. Nawet doświadczony kierowca wsiadając do innego niż ten którym jeździ pojazdu, musi się z nim oswoić przystosować. Zdający egzamin to początkujący kierowca w stresie więc inny pojazd na którym ma zdawać to dodatkowy stres zmniejszający szansę zdania egzaminu. Jest jeszcze aspekt ekonomiczny, zwalniający WORD-y z konieczności utrzymywania drogiego taboru egzaminacyjnego. Niezrozumiały jest brak zainteresowania OSK wynikający chyba tylko z niedoinformowania.
Pytanie: A jaka jest Pana opinia w sprawie potrzeby ustalenia ceny minimalnej za szkolenie kandydatów na kierowców. I jeszcze prośba o ocenę i wskazanie powodów tak niskiej zdawalności na egzaminach na prawo jazdy.
Odpowiedź: Cena minimalna ustalona przez fachowców od szkolenia jest koniecznością. Wolny rynek spowodował, że w szkoleniu znalazły się osoby, których tam, nigdy nie powinno być. Ich “misją” jest zysk a nie nauka jazdy. Ograniczenie programu do ósemek i slalomu, jazda do znudzenia po tej samej trasie egzaminacyjnej to najtańszy sposób przygotowania do egzaminu. Chwalą się niektórzy “zdolni” kandydaci, że przejechali przed egzaminem ledwie kilka godzin. Koszty organizacyjne OSK (sala, media, materiały szkoleniowe), koszt godziny jazdy (benzyna, eksploatacja, płaca instruktora) pomnożony przez ilość jazd wyznaczonych programem plus zysk minimalny dla ośrodka, to cena kursu. Jeśli ktoś głosi, że u niego kurs kosztuje 30% nawet 40% mniej niż w renomowanych OSK to oszukuje klienta. Nie uczy jeździć a jedynie w minimalnym stopniu przygotowuje do programu egzaminacyjnego. I mamy jeden z powodów niskiej zdawalności! Kandydat płaci 40% mniej a potem podchodzi do egzaminu 3, 4, 5, 6 i więcej razy i dopiero w wtedy okazuje się że suma kosztów jest znacznie większa od ceny szkolenia w OSK.
Odnoszę wrażenie, że niektórzy egzaminatorzy techniki jazdy motocyklem znają jedynie z teorii. Przykład: na pytanie egzaminatora - jaki powinien być maksymalny luz łańcucha napędowego w motocyklu, pytany odpowiada (zgodnie z tym czego się nauczył na kursie) około 2 cm. Na to egzaminator z oburzeniem - nie prawda powinien wynosić 3,5cm. Przy luzie około 3,5 cm w czasie jazdy po naszych dziurawych drogach, łańcuch będzie spadał co jest niebezpieczne dla kierowcy i szkodliwe dla pojazdu.
Dziękuję za wypowiedź. Rozmawiała Jolanta Michasiewicz
(Fot.: PD@N 417-3)
Komentuj →
21 lutego 2012 |
0
W życie weszło rozporządzenie Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki morskiej z dnia 15 lutego 2012 r. - w sprawie egzaminów dla kierowców przewożących towary niebezpieczne; Rozporządzenie określa:
1) szczegółową formę i tryb przeprowadzania egzaminu kończącego kurs ADR;
2) szczegółowy tryb wydawania zaświadczenia ADR i jego wtórnika oraz sposób wypełniania zaświadczenia ADR;
3) warunki i sposób przechowywania dokumentacji dotyczącej egzaminu oraz wydanych zaświadczeń ADR i ich wtórników;
4) wzór zaświadczenia ADR;
5) wysokość wynagrodzenia członków komisji egzaminacyjnej;
6) wysokość opłaty za wydanie zaświadczenia ADR oraz jego wtórnika.
Akt był poprzedzony rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 15 września 2005 r. w sprawie kursów dokształcających dla kierowców przewożących towary niebezpieczne (Dz. U. Nr 187, poz. 1571), które na podstawie art. 133 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o przewozie towarów niebezpiecznych (Dz. U. Nr 227, poz. 1367 i Nr 244, poz. 1454) traci moc z dniem wejścia w życie niniejszego rozporządzenia w zakresie: § 1 pkt 5 i 6, § 10 oraz § 11, oraz rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 23 grudnia 2002 r. w sprawie wysokości wynagrodzenia członków komisji egzaminacyjnej powołanej przez podmiot prowadzący kurs dokształcający dla kierowców przewożących towary niebezpieczne (Dz. U. Nr 237, poz. 2012), które na podstawie art. 133 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o przewozie towarów niebezpiecznych traci moc z dniem wejścia w życie niniejszego rozporządzenia.
Komentuj →
21 lutego 2012 |
0
W życie weszło opublikowane w Dzienniku Ustaw rozporządzenie Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki morskiej z dnia 15 lutego 2012 r. w sprawie świadectwa dopuszczenia pojazdów ADR. Akt określa: szczegółowe warunki, tryb wydawania i przedłużania ważności świadectwa dopuszczenia pojazdu ADR oraz wydawania jego wtórnika; wzór i sposób wypełniania świadectwa dopuszczenia pojazdu ADR oraz wysokość opłat za wydanie świadectwa dopuszczenia pojazdu ADR, przedłużenie jego ważności oraz wydanie jego wtórnika. Niniejsze rozporządzenie było poprzedzone rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 23 grudnia 2002 r. w sprawie świadectwa dopuszczenia pojazdów do przewozu niektórych towarów niebezpiecznych (Dz. U. Nr 237, poz. 2011, z 2005 r. Nr 187, poz. 1572 oraz z 2010 r. Nr 137, poz. 917), które traci moc z dniem wejścia w życie niniejszego rozporządzenia na podstawie art. 133 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o przewozie towarów niebezpiecznych (Dz. U. Nr 227, poz. 1367 i Nr 244, poz. 1454).
Komentuj →
21 lutego 2012 |
0
Poseł Waldy Dzikowski złożył adresowaną do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej interpelacje nr 2128 w sprawie rejestru kandydatów na kierowców.
Interpelacja (nr 2128)
do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej
w sprawie rejestru kandydatów na kierowców
Plan resortu transportu odnośnie do powstania rejestru kandydatów na kierowców wzbudził wątpliwości wśród starostw, które, zgodnie z założeniami, byłyby odpowiedzialne za weryfikację kart kandydatów ubiegających się o prawo jazdy. Powiaty podnoszą również, iż tego typu rozwiązania będą generowały dodatkowe koszty, a do tego wysuwa się argument dotyczący niekonstytucyjności takiego projektu.
Jak ministerstwo odnosi się do tych obaw? Na jakim etapie jest plan wprowadzenia tego typu systemu i kiedy przewiduje się wprowadzenie rejestru kandydatów na kierowców?
Poseł Waldy Dzikowski
Warszawa, dnia 6 lutego 2012 r.
Komentuj →
21 lutego 2012 |
0

(Fot.: PD@N 410-26)

(Fot.: PD@N 418-32)
Kilka tygodni wcześniej informowaliśmy naszych Czytelników o znaku drogowym na jednym ze skrzyżowań w Kielcach, który stał się powodem nieporozumienia pomiędzy kandydatami na kierowców i egzaminatorem WORD, ale też pomiędzy jednostkami opiniującymi i decydującymi o ustawianiu znaków. Ostatecznie - jak donosi “Gazeta pl Kielce” - drogowcy zdjęli mylący znak. Poprosili o to policjanci, którzy istniejące oznakowanie uznali za prawidłowe, jednak chcieli rozwiać wszystkie wątpliwości. Ostateczną decyzję podjęła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad - mówi Kamil Tokarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji.
Przypomnijmy - na jednym ze skrzyżowań ustawiony był na prawoskręcie znak "stop". Jeden z egzaminatorów, twierdził że egzaminowani powinni się zatrzymać przed znakiem, mimo że stoi za sygnalizacją kierującą ruchem. Poparła go świętokrzyska policja, ale komenda główna policji była innego zdania. - Gdy jest sprzeczność, to sygnalizacja jest ważniejsza - argumentował Jacek Giszczak z KGP. Nasz ekspert - którego poprosiliśmy o opinię potwierdził taką interpretację. Ostatecznie dyrektor WORD zrezygnował z egzaminów w tym miejscu. MZD i kielecki oddział GDDKiA, dokonały korekty. - Zdania nie zmieniamy, ale po analizie, o którą poprosili policjanci, zmieniliśmy dotychczasowy znak na "ustąp pierwszeństwa przejazdu" - mówi Małgorzata Pawelec, rzeczniczka kieleckiego oddziału GDDKiA.
Komentuj →
20 lutego 2012 |
0
Rada Ministrów przyjęła regulacje, które powinny zapewnić przejezdność niektórych dróg krajowych i autostrad przed EURO 2012, a w rezultacie umożliwić sprawne przemieszczanie się osób między głównymi miastami - gospodarzami turnieju piłkarskiego. Przepisy niezbędne do wykonania tego zadania wprowadzono do projektu ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych. W projekcie nowelizacji określono, że nadzór budowlany będzie mógł zezwolić na użytkowanie drogi, mimo niewykonania części robót wykończeniowych, innych robót budowlanych lub niespełnienia wymagań ochrony środowiska, które nie mają wpływu na bezpieczeństwo ruchu drogowego. Taka droga będzie musiała jednak spełniać wymogi prawa budowlanego, gwarantujące bezpieczeństwo użytkownikom, a decyzja zezwalająca na jej użytkowanie ma być wydawana warunkowo i na określony czas. Rozwiązania te są niezbędne dla usprawnienia ruchu drogowego w naszym kraju. Regulacja ta, również po EURO 2012, będzie pomagała w szybszym oddawaniu dróg do użytkowania.
Komentuj →
20 lutego 2012 |
0
Poniżej komunikat rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Poznaniu:
Kolejny akt oskarżenia w sprawie korupcji przy zdawaniu egzaminów na prawo jazdy
Prokuratura Okręgowa w Poznaniu Wydział V Śledczy prowadzi postępowanie, którego przedmiotem jest wręczanie korzyści majątkowych za pośrednictwem instruktorów nauki jazdy, egzaminatorom Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Pile, którzy w zamian za przyjmowane środki finansowe udzielali niezgodnej z prawem pomocy w uzyskaniu przez kursantów pozytywnego wyniku egzaminów na prawo jazdy. W toku postępowania sukcesywnie czyniono ustalenia w zakresie powiązań personalnych między kursantami, instruktorami, osobami pośredniczącymi we wręczaniu korzyści majątkowych oraz egzaminatorami. Zgromadzono materiał dowodowy pozwalający na wyłączenie kolejnych materiałów i skierowanie aktu oskarżenia przeciwko Stanisławowi K., Mieczysławowi K. i powiązanym z nimi kursantom. Dotychczas wyłączono do odrębnych postępowań 6 spraw, które zakończono skierowaniem aktów oskarżenia do Sądów Rejonowych w Pile, Stargardzie Szczecińskim, Drawsku Pomorskim i Chodzieży, przy czym wobec niektórych oskarżonych zapadły już prawomocne wyroki skazujące. Stanisław K. został oskarżony o to, że działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, powołując się na swoje wpływy w organie decydującym o uzyskaniu uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych, podjął się pośrednictwa w załatwieniu 38 osobom pozytywnego wyniku egzaminu teoretycznego i praktycznego na prawo jazdy różnych kategorii w ten sposób, że przyjmował od nich pieniądze w łącznej kwocie co najmniej 25.800 zł, które to pieniądze po odliczeniu swojej części w kwocie co najmniej 5.500 zł przekazał ustalonym egzaminatorom z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Pile. Mieczysław K. został oskarżony o takie samo działanie jak Stanisław K., jednakże podjął się pośrednictwa w załatwieniu pozytywnego wyniku egzaminu 13 osobom i przyjął pieniądze w kwocie ponad 6.000 zł, które po odliczeniu swojej części w wysokości co najmniej 3.000 zł, przekazał egzaminatorom. Akt oskarżenia obejmuje ponadto 19 osób, przede wszystkim kursantów, którzy wręczali pieniądze w kwotach od 400 do 800 zł, w zamian za załatwienie pozytywnego wyniku egzaminu. Większość oskarżonych przyznała się do popełnienia zarzucanych im przestępstw, wyjaśnili okoliczności ich popełnienia i złożyli wnioski o wydanie wyroków skazujących bez przeprowadzania rozprawy. Pozostali oskarżeni nie przyznali się do wręczania łapówek, skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień lub złożyli wyjaśnienia, w których zaprzeczali udziałowi w przestępczym procederze.
Rzecznik Prasowy
Komentuj →
20 lutego 2012 |
0
(Fot.: PD@N 417-8)
^ Andrzej Sural, prezes Społecznego Stowarzyszenia Szkolenia Kierowców Białystok, właściciel i instruktor ośrodka szkolenia kierowców AKCES BIAŁYSTOK.
Pytanie:W ostatnich dniach 2011 r. WORD w Białymstoku wymienił samochody egzaminacyjne na kat. B. Toyoty Yaris zastąpiły dotychczas używane Nissany Micry. Właściciele szkół nauki jazdy krytycznie podeszli do wymiany. To nowy model, który wszedł do sprzedaży pod koniec września, a powinien być na rynku co najmniej od roku. To duży wydatek, nadto nie będzie można kupować aut ani części zamiennych na rynku wtórnym - mówili. Jako Stowarzyszenie postulujecie Państwo dopuszczenie do egzaminów także pojazdów szkoleniowych? Wówczas szkoły jazdy mogłyby szkolić na dotychczasowych pojazdach. Od jak dawna występujecie Państwo z takimi wnioskami?
Odpowiedź: Tak, postulujemy, aby osoba przystępująca do egzaminu praktycznego na prawo jazdy miała możliwość wyboru pojazdu egzaminacyjnego, tj. pojazdu WORD lub pojazdu OSK. Nie tylko my chcemy, aby kursant miał także możliwość decydowania, na jakim pojeździe chce zdawać egzamin państwowy - chce tego środowisko szkoleniowców w całym kraju. Nasze postulaty są zgodne z praktyką stosowaną we wszystkich krajach UE, z wyjątkiem Polski i Litwy. Środowisko szkół jazdy kierowców występuje z takim postulatem od kilkunastu lat i niestety bezskutecznie.
Pytanie:Czy obserwuje Pan zwyżkę ceny za kurs prawa jazdy wraz z wymianą pojazdów? Może, gdyby nie było potrzeby masowej wymiany, ta cena byłaby stabilna?
Odpowiedź: Wymiana pojazdów egzaminacyjnych w WORD powoduje jednocześnie potrzebę wymiany całego taboru pojazdów OSK. Przekłada się to jednocześnie na wzrost cen kursu.
Pytanie:Do tych postulatów przyłączył się poseł Dariusz Piontkowski. Złożył w tej sprawie interpelację. I właśnie ta interpelacja była inspiracją do dyskusji, którą prowadzimy od kilku tygodni na łamach tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS. Czy to właśnie Wasza inicjatywa, wasze uzasadnienia doprowadziły do powstania interpelacji?
Odpowiedź: Popieramy interpelację Pana Posła Piontkowskiego w części dotyczącej wzrostu kosztów prowadzenia naszej działalności w związku z wymianą przez WORD pojazdów egzaminacyjnych, natomiast podtrzymujemy nasze stanowisko w kwestii możliwości wyboru pojazdu na egzamin przez kursanta.
Pytanie:Czy Pana zdaniem w sytuacji, gdy zdający egzamin na prawo jazdy wybiorą pojazd szkoły jazdy ta da sobie radę - logistycznie, ale i finansowo - z organizacją udziału w egzaminach i równocześnie szkolenia kolejnych grup. A cena? Wówczas wzrośnie?
Odpowiedź: Sytuacja, kiedy będzie możliwość wyboru pojazdu egzaminacyjnego przez kursanta, może obniżyć koszty szkolenia.
Pytanie:Na naszej stronie internetowej – www.prawodrogowe.pl dwa tygodnie wcześniej umieściliśmy sondę w tej sprawie. Czy Pan i członkowie stowarzyszenia zagłosowaliście? Wracając do wyników sondy – to nie są one wcale tak jednoznaczne. Z grona 449 głosujących do dnia 22.2.2012 r. 390 osób opowiedziało się za, ale też 54 nie chce udostępniania samochodów szkoleniowych do egzaminów na prawo jazdy. Jak Pan sądzi - czym kierują się oponenci.
Odpowiedź: Nasze środowisko sądzi, że możliwość wyboru przez kursanta pojazdu, na którym chce przystąpić do egzaminu, nie powinna nikogo dzielić. Takie metody, tj. prawo wyboru, są stosowane w państwach demokratycznych.
Pytanie: Jak wygląda sytuacja w innych krajach Europy?
Odpowiedź:W innych krajach UE egzamin praktyczny przeprowadzany jest na pojazdach szkoleniowych należących do OSK.
Dziękuję za wypowiedź. Rozmawiała Jolanta Michasiewicz
Komentuj →
20 lutego 2012 |
0
Zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku, w którym we wrześniu 2011 r. w Stropkowie (Mazowieckie) ranny został Jarosław Wałęsa, przedstawiła kierowcy toyoty Prokuratura Rejonowa w Sierpcu. Grozi za to od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Płocku Iwona Śmigielska-Kowalska, z ustaleń śledztwa wynika, że kierowca toyoty, wyjeżdżając na drogę z pobocza, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu motocyklowi kierowanemu przez Jarosława Wałęsę. Śmigielska-Kowalska ujawniła, że zarzut, który został przedstawiony kierowcy toyoty 17 lutego, dotyczy nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, a sam kierowca toyoty odmówił wówczas składania wyjaśnień. Według prokuratury kierowca toyoty naruszył przepisy ruchu drogowego w trakcie manewru zawracania, gdy wyjeżdżał na drogę zza stojącego na poboczu samochodu ciężarowego. - Kierowca toyoty nie ustąpił po prostu pierwszeństwa przejazdu motocyklowi - uściśliła Śmigielska-Kowalska. Na początku lutego prokuratura otrzymała z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie opinię dotyczącą rekonstrukcji przebiegu wypadku. W dokumencie tym biegli określili m.in. sposób zachowania uczestników wypadku, czyli kierowcy toyoty i kierującego motocyklem Jarosława Wałęsy, a także prędkość, z jaką Jarosław Wałęsa mógł jechać motocyklem; w miejscu, gdzie doszło do wypadku, maksymalna, dozwolona prędkość, to 90 km/h. Jak powiedziała Śmigielska-Kowalska, biegli ustalili, że w chwili wypadku motocykl Jarosława Wałęsy poruszał się z prędkością ok. 115 km/h. Dodała, że obecnie nie ma decyzji dotyczącej przekroczenia dozwolonej prędkości przez Jarosława Wałęsę.
Komentuj →