3 sierpnia 2007 |
0
Prowadzenie auta w nieodpowiednim obuwiu jest jak jazda figurowa z nartami zamiast łyżew. Można się zabić – czytamy na stronach portalu INTERIA.Motoryzacja pl. I dalej: Wypadków spowodowanych niewłaściwym dobraniem obuwia jest zapewne na polskich drogach bardzo wiele. Jednak mało który kierowca, który spowoduje wypadek, przyznaje się, że doszło do niego właśnie z tego powodu. Polacy i Polki niewiele sobie robią z tego, w jakich butach jeżdżą, tym bardziej że przepisy milczą na ten temat. - Nie ma przepisu, który nakazywałby jazdę w odpowiednim obuwiu. Oczywiście powinno się jeździć w wygodnym obuwiu, z niezbyt twardą, nie za szeroką podeszwą. Wszelkie klapki i szpilki są bardzo niebezpieczne - mówi kom. Marcin Szyndler z Komendy Głównej Policji.
Komentuj →
1 sierpnia 2007 |
3
W Szwecji przekroczenie dozwolonej szybkości choćby tylko o jeden kilometr na godzinę grozi słonym mandatem, sięgającym równowartości 800 zł – donosi “Gazeta Wyborcza”. Według najnowszych danych, udostępnionych przez policję, w pierwszej połowie tego roku ukarano za zbyt szybką jazdę 94 tysiące kierowców. Stanowi to wzrost o 15 proc. w stosunku do roku ubiegłego i oznacza, że codziennie mandaty dostaje ok. 500 kierowców. Wzrost ten wynika ze stosowania przez policję szwedzką, wzorującą się na amerykańskich kolegach, tzw. "zerowej tolerancji". Oznacza to, że kary stosowane są już za przekroczenie szybkości o jeden kilometr na godzinę. Kategoria przekroczenia prędkości od 1 do 10 km przewiduje na drogach, na których obowiązują maksymalne szybkości 30 lub 50 km na godz., mandat w wysokości równej 822 zł. Za jazdę z szybkością 11-15 km większą niż dopuszczalna kara wynosi równowartość 986 zł. Najwyższy mandat - 1640 złotych - grozi na takich drogach za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 31-40 km. Natomiast jazda jeszcze szybsza grozi już sprawą prokuratorską i sądem. Na drogach z ograniczeniem szybkości do 70, 90, 110 lub 120 km za podobne przekroczenia kary wynoszą odpowiednio 617 i 822 zł. Za przekroczenie dozwolonej prędkości o 36 do 50 km płaci się 1640 zł, a każdy następny kilometr na godzinę więcej to spotkanie z prokuratorem i ewentualnie sądem. Niezapięcie pasa bezpieczeństwa przez kierowcę lub pasażera na przednim i tylnym siedzeniu kosztuje 617 zł. Brak fotelika lub innego specjalnego zabezpieczenia dla nieletniego pasażera to równowartość 1027 zł. Przejechanie na czerwonym świetle lub nieprzepuszczenie pieszego na przejściu kosztuje równowartość 1230 zł. Jazda samochodem bez włączonych świateł mijania - 493 zł. Jazda na oponach nie mających przepisowej głębokości bieżnika (opony letnie 1,6 mm, a zimowe 3 mm), kosztuje równowartość 490 zł. Jesli kierowca nie będzie miał przy sobie prawa jazdy, zapłaci równowartość 206 zł. Są to przykłady z długiego spisu mandatów, jakim posługuje się obecnie szwedzka policja. Natomiast wzrost liczby nałożonych kar za zbyt szybą jazdę nie wynika ze wzrostu liczby funkcjonariuszy na drogach. Jest to skutek ustawiania kolejnych automatycznych fotoradarów na najważniejszych trasach.
Komentuj →
26 lipca 2007 |
3

^ Na zwężonej jezdni wyprzedzanie na trzeciego jest niemożliwe. - Wyprzedzanie na trzeciego na szerokich drogach staje się powszechne, jest przyczyną wielu tragicznych wypadków. Sam jestem tego świadkiem. Na zwężonej jezdni takie manewry są niemożliwe - powiedział Robert Mikołajski, dyrektor oddzialu GDDKiA w Zielonej Górze
Drogowcy zapowiadają zmiany w budowie dróg. Tylko ekspresowe trasy mają mieć asfaltowe pobocza. To ma zmusić kierowców do wolniejszej jazdy – informuje “Gazeta Lubuska”. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad potwierdza, że zacznie inaczej remontować krajowe drogi (z wyjątkiem ekspresowych). Zmiany mają doprowadzić do ograniczenia prędkości ruchu, ale i poprawić płynność jazdy. Zapytaliśmy naszych drogowców, czy też nas czeka akcja zwężania. Nie ma wątpliwości, że tam gdzie są pobocza z asfaltu dochodzi do więcej wypadków. Kierowcy widząc szeroki pas ruchu często wyprzedzają na trzeciego - mówi Robert Mikołajski, dyrektor oddziału GDDKiA w Zielonej Górze. - W regionie nie mamy wielu takich szerokich tras. Poza tym nie planujemy ich modernizacji, więc asfalt z poboczy w woj. lubuskim nie zniknie. Przyszła droga S3 będzie drogą ekspresową, na niej pobocza będą asfaltowe.
Komentuj →
24 lipca 2007 |
1
|

Na drodze widać prawie 100-metrowe ślady hamowania. Dwóch motocyklistów, którzy jechali za polskim autokarem opowiadało, że chwilę przed wypadkiem z hamulców wydobywały się płomienie. Zdaniem Zbigniewa Olesia, kierowcy z Lyonu, który wypowiadał się w TVN 24 może to świadczyć, że układ hamulcowy przegrzał się.
|
Ślady hamowania - po jednej stronie długi, czarny ślad, a po drugiej tylko białe, stalowe wyżłobienie w asfalcie - świadczą, że kierowca tak długo naciskał na hamulce, aż rozgrzał je do czerwoności. Potem zapaliły się prawe opony i kierowca nie był już w stanie wykonać żadnego manewru – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Na szczęście wyhamował na tyle, że autobus uderzył w barierę z prędkością ok. 60 km i zsunął się ze skarpy. Gdyby jechał 100 lub 120 km/h, autokar wyskoczyłby jak z procy i przeleciał w powietrzu 40-50 metrów. Wtedy zginęliby wszyscy. Czy kierowca nie uruchomił dodatkowego systemu hamowania, bo nie wiedział, że go ma? Po katastrofie mnożą się hipotezy na temat przyczyn wypadku. Marek Jarocki, dyrektor PKS w Tychach uważa, że gdyby kierowca skorzystał ze wszystkich systemów hamowania, nachylenie drogi nie miałoby znaczenia. Scania z 2000 r. ma potrójny system bezpieczeństwa: tradycyjne hamulce bębnowe lub tarczowe, specjalny "kurek", który steruje dopływem spalin, tak że silnik nie może rozwinąć większej prędkości, i najbardziej skuteczne zabezpieczenie - elektromagnes na wale silnika, który włączony stawia taki opór, że wyhamowuje autokar (na prostej drodze nawet do zera). Kierowcy jeżdżący w górach włączają jeden albo dwa systemy i pomagają sobie tylko tradycyjnym hamulcem. Autobus nie ma wtedy prawa rozpędzić się więcej niż 30 km/h. Zdaniem Jarockiego kierowca nie skorzystał z trzeciego systemu zabezpieczeń. Gdyby go włączył, autobus nie rozpędziłby się do takiej prędkości. - Może kierowca nie wiedział, że go ma? - pyta Jarorki.
Zaraz po tragedii pojawiły się głosy sugerujące, że pojazd nie był wyposażony w specjalny zwalniacz, niezbędny do poruszania się na górskich drogach. To nieprawda. Każdy, kto ma do czynienia z transportem drogowym wie, że popularna "telma" czy "retarder"(czyli właśnie zwalniacze elektromagnetycznych i hydrokinetyczne) od dawna należą do standardowego wyposażenia wszystkich autokarów turystycznych – czytamy na stronach INTERII.pl
|
Komentuj →
24 lipca 2007 |
0
Rozmowa z Pierre-Olivierem Savreux, specjalistą ds. bezpieczeństwa drogowego, dziennikarzem "Auto Plus [http://www.autoplus.fr/]", największego francuskiego magazynu motoryzacyjnego – czytamy w “Gazecie Wyborczej”.
Konrad Niklewicz: Czy zagraniczne autokary powodują jakieś szczególne zagrożenie na francuskich drogach?
Pierre-Olivier Savreux: Przy tak ogromnym ruchu turystycznym wypadków spowodowanych przez kierowców z innych krajów nie jest dużo.
Konrad Niklewicz: Władze Vizille i żandarmeria twierdzą jednak, że zagraniczne autokary często przejeżdżają przez zakazany odcinek RN85.
Pierre-Olivier Savreux: We Francji jest wiele miejsc, w których znaki zakazu nie mają uzasadnienia. Ale akurat ten znak zakazu jest całkowicie zasadny. Chociaż stoi jeszcze w płaskim terenie... Kierowca mógł pomyśleć "dam radę". Ale gdyby wiedział, że tu zdarzyły się już trzy tragiczne wypadki autokarów, dwa razy by się zastanowił.
Nie podważam tego, że za wypadek ponosi odpowiedzialność kierowca. Ale władze powinny były skutecznie uniemożliwić autobusom turystycznym wjazd na tę drogę.
Konrad Niklewicz: Jak?
Pierre-Olivier Savreux: To bardzo proste: przed wjazdem na ten odcinek RN85 trzeba zamontować bramkę, która uniemożliwi wjazd autobusom. Obok można zrobić objazd, ze szlabanem i np. czytnikiem kart magnetycznych - dla autobusów szkolnych i pojazdów mających pozwolenie prefekta. Nie można polegać tylko na znakach. Do kierowców, wszystkich kierowców, trzeba podchodzić jak do dzieci. Możemy powiedzieć czterolatkowi, żeby nie podchodził do balkonu, bo to niebezpieczne. A i tak musimy drzwi na balkon zamknąć, żeby mieć pewność...
Redakcja "Auto Plus" rozpocznie w przyszłym tygodniu specjalna akcję - będziemy domagać się, żeby w takich miejscach jak zjazd Laffrey na RN85 zamontowane zostały przeszkody uniemożliwiające wjazd. W departamencie Isere urzędnicy już dawno temu powinni byli wybrać się na wycieczkę do Vizille, żeby skonstatować, że autokary tamtędy jeżdżą pomimo zakazów...
Konrad Niklewicz: Francja jest przykładem kraju, w którym bezpieczeństwo drogowe poprawiło się, a liczba śmiertelnych wypadków znacząco spadła.
Pierre-Olivier Savreux: Faktycznie, w ostatnich latach udało się zredukować liczbę wypadków śmiertelnych. Ale skoncentrowano się na respektowaniu ograniczenia prędkości, zwłaszcza na autostradach. W całym kraju jest już ponad 1000 automatycznych fotoradarów - i kierowcy to poczuli. Niestety, wciąż mamy problem z infrastrukturą na drogach niższej kategorii.
Premier Francji Francois Fillon zapowiedział wczoraj, że droga, na której wydarzył się wypadek, zostanie lepiej zabezpieczona. Zanim doszło do tragedii polskich pielgrzymów, na stromym zjeździe do miejscowości Vizille w ciągu kilku dziesięcioleci zginęło w wypadkach ponad 200 osób. Do końca września przy wjeździe na niebezpieczny alpejski odcinek zostanie zainstalowana bramka z miękkiego tworzywa, przez którą przejadą tylko pojazdy o dopuszczalnych gabarytach. Pojawią się tam też dodatkowe patrole żandarmerii. Ma to zapobiec wjeżdżaniu na trasę autokarów i tirów. Do lata przyszłego roku ma zostać zbudowana metalowa bariera.
Komentuj →
22 lipca 2007 |
0
|

|
Polski autokar w La Mure zignorował znak zakazu i wybrał krótszą, cieszącą się złą sławą drogę do Grenoble. Alain Berhaut, mer gminy Vizille, gdzie doszło do katastrofy, powiedział francuskiemu dziennikowi “Le Figaro”: - Mimo widocznego zakazu wiele autokarów turystycznych jadących do Grenoble wybiera tę niebezpieczną drogę zamiast dłuższego objazdu. Na tym odcinku drogi obowiązuje zakaz poruszania się dla autobusów i ciężarówek nie posiadających podwójnego systemu hamulcowego. Większość autobusów i samochodów ciężarowych ma taki system, który jest stosowany od 15 lat. Anonimowa wypowiedź kierowców: - Większość kierowców autobusów tamtędy jeździ. Nie tylko my. Także Włosi i Hiszpanie, nie mówiąc już o miejscowych. To na mapie czerwona droga - czyli krajowa, wiadomo - przejezdna. A objazd wytyczony dla ciężarówek i autobusów jest na mapie zaznaczony na żółto. Można się domyślać, że jest węższy i bardziej niebezpieczny niż droga z zakazem. Ale nie wiemy, nigdy objazdem nie jeździliśmy.
(208-7)
|
Komentuj →
5 sierpnia 2007 |
1
Wiózł dzieci pod wpływem alkoholu i narkotyków
Zarzut sprowadzenia zagrożenia w ruchu lądowym przedstawiła prokuratura w Nowym Tomyślu 29-letniemu Marcinowi S. - dowiedziało się Radio Merkury. Dzień wcześniej prowadził on autobus z dziećmi pod wpływem narkotyków i alkoholu. Grozi za to kara do 8 lat więzienia. Mężczyzna miał promil alkoholu we krwi, a w jego moczu stwierdzono zawartość marihuany i kokainy.
Pijana matka wiozła trójkę dzieci
28-letnia kobieta trzeźwieje w policyjnym areszcie po tym, jak w sobotę wieczorem, wioząc trójkę dzieci, wjechała swoim audi w ogrodzenie wiejskiej posesji. We krwi miała prawie dwa promile alkoholu. Kobieta straciła panowanie nad samochodem i wjechała w ogrodzenie. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Gdy nieodpowiedzialna matka wytrzeźwieje, stanie przed sądem 24-godzinnym.
Prowadził tira po pijanemu
Policjanci z Bytomia zatrzymali 49-letniego kierowcę tira, który cofając na stacji benzynowej uszkodził dystrybutor. Mężczyzna miał 2,3 promila alkoholu w organizmie. Późnym wieczorem pracownicy stacji benzynowej przy zobaczyli jak kierowca skanii tyłem ciężarówki uderzył w dystrybutor. Wyszedł z szoferaki i poprosił ich o ... piwo i papierosa. Ci zawiadomili Policję. Funkcjonariusze ustalili, że 49-letni Jan D. ma 2,3 promila w wydychanym powietrzu. Uszkodzonym dystrybutorem zajęła się obsługa stacji, nie dopuszczając do wycieku paliwa. Policjanci zajęli się nietrzeźwym kierowcą. Na początek zabrali mu prawo jazdy. Jan D. odpowie za swój czyn przed sądem.
Pijany kierowca wiózł 40-osobową wycieczką
Około godziny 9:30 na jednym z punktów kontrolnych Augustowie na ciągu krajowej drogi nr 8 policjanci zatrzymali do kontroli estoński autokar. Jechała nim 40-osobowa grupa wracająca z wycieczki po Europie. W trakcie sprawdzania trzeźwości 34-letnigo kierowcy okazało się, że jest on pijany. Alkomat wykazał blisko 0,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Estończyk tłumaczył się, że wczoraj wieczorem wypił 3 piwa. Został zatrzymany i jeszcze dzisiaj zostanie doprowadzony do sądu. Najdziwniejsze jest to, że zmiennik, który jechał obok niego był trzeźwy.
Skuterem na podwójnym gazie
W ręce mokotowskich policjantów wpadł w nocy kierowca skutera, który przemierzał ulicę Wołoską na podwójnym gazie. Badanie alkomatem wykazało, że Adam P. miał we krwi niespełna promil alkoholu. Wkrótce mężczyzna stanie przed sądem. Do zdarzenia doszło w nocy tuż po godzinie 2.00. Patrolujący rejon ulicy Wołoskiej policjanci zauważyli mężczyznę kierującego skuterem. Styl jazdy młodzieńca pozostawiał wiele do życzenia. Adam P.(21 lat) jechał bardzo niepewnie, przemierzając skrzyżowanie na pomarańczowym świetle. Funkcjonariusze postanowili skontrolować stan trzeźwości kierującego. Już podczas legitymowania mundurowi wyczuli od 21- latka silną woń alkoholu. Adam P. został przewieziony do komendy przy Malczewskiego. Badanie alkomatem wykazało, że miał we krwi 0,8 promila alkoholu. Pożyczony przez nietrzeźwego młodzieńca skuter został przekazany za pokwitowaniem właścicielowi. Wkrótce Adam P. odpowie za swój czyn przed sądem.
Komentuj →
3 sierpnia 2007 |
0
Inspektorat Transportu Drogowego zakończył kontrolę przewoźnika firmy Caban, organizatora pielgrzymki, obejmującą pierwsze półrocze tego roku. - Brakuje dokumentacji pracy na około 37 tysięcy przejechanych kilometrów - powiedział "Rzeczpospolitej" Alvin Gajabhur, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Z tej liczby kilometrów aż 15 tysięcy dotyczy rozbitego autobusu. W środę właściciel firmy otrzymał protokół kontroli i ma siedem dni na wyjaśnienia. Potem grozi mu grzywnado30 tys. zł.
"Stwierdziliśmy nieprzestrzeganie czasu pracy kierowców, co jest niestety czymś bardzo powszechnym w polskiej rzeczywistości transportowej" - powiedział główny inspektor. Jego zdaniem w firmie Caban panował "chaos organizacyjny i brak porządku w dokumentacji". Przedstawiciele GITD poinformowali na konferencji prasowej, że firma Caban, do której należał autokar, będzie musiała zapłacić karę 30 tys. zł. Podczas kontroli m.in nie znaleziono dokumentów potwierdzających czas pracy kierowców. Autokar, który uległ wypadkowi miał ponad 15 tys. nieudokumentowanych kilometrów przebiegu (nie zostały zarejestrowane w dokumentacji firmy ani na tachografach), a wszystkie siedem pojazdów posiadanych przez firmę, łącznie - 37 tys. nierozliczonych kilometrów. "Kontrolerzy nie wykluczają, że dokumentacja mogła zostać zniszczona, bo mniejsza kara jest za jej brak niż za udokumentowane nieprawidłowości" - mówił Usidus. Zastrzegł, że kontrola nie da odpowiedzi na pytanie o bezpośrednią przyczynę wypadku we Francji, jednak uzyskane wnioski "nie są optymistyczne". W firmie Caban, będącej właścicielem autokaru, który uległ wypadkowi, skontrolowano 6 kierowców i 7 pojazdów, w okresie od lutego do lipca 2007. Inspekcja Transportu Drogowego skontrolowała także organizatora wycieczki firmę Orlando Travel. Z kontroli wynika, że nie było nieprawidłowości przy organizacji przejazdu, ale firma nie posiadała już od ponad roku własnych autobusów - więc powinna zwrócić licencję transportową. "Inspekcja wystąpi o jej zwrot" - zapowiedział Usidus. Jak dodał, prawdopodobnie doszło też do złożenia fałszywych zeznań przez właściciela tej firmy. W związku z tym małopolski inspektor transportu drogowego skieruje wniosek do prokuratury w tej sprawie.
Komentuj →
1 sierpnia 2007 |
0
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zaczęła kampanię "Bezpieczna ósemka". To najdłuższa i najbardziej niebezpieczna trasa przecinająca Polskę od Kudowy przez Wrocław, Piotrków Trybunalski, Warszawę i Białystok do Budziska na granicy z Litwą. W latach 2001-06 w wypadkach na tej drodze zginęło 927 osób. Celem akcji jest radykalne zmniejszenie liczby ofiar. Dlatego do końca sierpnia pod Warszawą powstanie dziewięć stanowisk pod radary drogowe na wylotówkach w stronę Katowic i Białegostoku. Kolejnych 13 zaplanowano na pozostałym mazowieckim odcinku ósemki. Dodatkowo w podwarszawskich Markach zaczną działać dwie nowe sygnalizacje świetlne. Między Słupnem a Radzyminem oraz Wolicą i Jankami drogowcy ułożą chodniki i wytyczą trasy dla rowerzystów. Prace zaczną się na początku sierpnia. Dzięki akcji "Bezpieczna ósemka" mają być też zmodernizowane skrzyżowania, pojawią się nowe znaki drogowe.
Komentuj →
1 sierpnia 2007 |
1
Najwięcej tragicznych wypadków powodują kierowcy w wieku 18-24 lat. W pierwszym półroczu tego roku na terenie województwa łódzkiego osoby takie spowodowały 336 wypadków, w których 35 osób zginęło, a 510 zostało rannych. W analogicznym okresie ubiegłego roku było 310 wypadków, 25 zabitych i 442 rannych - informuje "Express Ilustrowany". Młodzi powodują wypadki, które mają najpoważniejsze skutki - mówi Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji w Warszawie. - Przyczyną jest zazwyczaj nadmierna prędkość lub wyprzedzanie na trzeciego. Zwykle kończy się to zderzeniem czołowym z innym autem lub uderzeniem w przydrożne drzewo. W obu przypadkach skutki są tragiczne. Co ciekawe, z policyjnych statystyk wynika, że największego zagrożenia nie stanowią wcale świeżo upieczeni kierowcy.- Mniej więcej po roku wydaje im się, że są już mistrzami kierownicy. Prowadzą więc nonszalancko i szarżują na drodze. Tak naprawdę jednak nie mają jeszcze doświadczenia. Nie przewidują, co się może zdarzyć na drodze, a w sytuacjach krytycznych nie wiedzą, jak się zachować - dodaje Grażyna Puchalska. - Młodym ludziom w wieku 18-19 lat wydaje się, że są dobrymi kierowcami- mówi kom. Marcin Szyndler z biura prasowego KGP w Warszawie. - Kupują zwykle stary, ale sportowy samochód z mocnym silnikiem. Niestety, takie auta zwykle mają bogatą przeszłość "wypadkową" i ich stan techniczny pozostawia wiele do życzenia. W sytuacjach krytycznych często zawodzą.
Komentuj →
31 lipca 2007 |
0
Około 300 naklejek z napisem "Zabrałeś moje miejsce, zabierz moje kalectwo" znalazło się na szybach aut kierowców, którzy bezprawnie zaparkowali w Płocku na kopertach dla niepełnosprawnych. Akcja przybierze jednak ostrzejszą formę. Duże czerwone naklejki niełatwo zdrapać. Ale właśnie ten czas, gdy na oczach przechodniów trzeba ją usuwać, ma być karą dla kierowcy, który miał sumienie zabrać niepełnosprawnemu miejsce do parkowania. Akcja zrodziła się w ratuszowym biurze rzecznika osób niepełnosprawnych Marzeny Kalaszczyńskiej. Bo wszystkie dotychczasowe działania i apele przynosiły ograniczony skutek. Poprawę udało się zaobserwować dopiero wtedy, gdy ruszyła akcja naklejania. Włączyli się w nią m.in. ludzie z Centrum Wolontariatu, sportowcy (np. kick-bokser Marcin Różalski), a także zwykli płocczanie. Efekt jest, ale jeszcze nikogo nie zadowala. Dlatego Marzena Kalaszczyńska zastanawia się nad zaostrzeniem formy. Naklejki trafiają dziś na prawą stronę przedniej szyby, teoretycznie można z nimi odjechać. Wkrótce zalepią lewą stronę, czyli okno na świat kierowcy.
Komentuj →
31 lipca 2007 |
0
WKU ma oferty dla poborowych. Ci przed rozpoczęciem służby zasadniczej mogą zostać skierowani na koszt armii na kurs prawa jazdy kategorii C. Wcześniej jednak muszą podpisać umowę cywilnoprawną, że po zakończeniu kursu rozpoczną służbę zasadniczą. - I oczywiście po jej zakończeniu nie będą musieli zostawać żołnierzami zawodowymi - tłumaczy major Lipiński. Taki kurs właśnie rozpoczął się w Opolu. - Kolejni chętni mogą się jednak wciąż zgłaszać. Gdy będzie odpowiednia liczba podań, zostanie zorganizowany kolejny - zapowiada zastępca komendanta WKU.
Komentuj →
30 lipca 2007 |
0
Elektroniczne tablice informujące o warunkach na drodze, kamery i specjalne czujniki temperatury - we wrześniu na śląskim odcinku autostrady A4 w kierunku Wrocławia rozpoczną się testy elektronicznego systemu zarządzania autostradą – donosi “Gazeta Wyborcza – Katowice”. System, który pochłonie 6 mln euro, buduje właśnie na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad krakowska firma Traxelektronik. Wzdłuż śląskiego pasa autostrady zamontowano już sieć czujników i stacji meteorologicznych. Lada dzień mają być gotowe też elektroniczne tablice informujące o temperaturze powietrza, stanie nawierzchni czy przewidywanych opadach deszczu lub śniegu. Staną od Sośnicy do samego Wrocławia. - System będzie na bieżąco reagował na wydarzenia na drodze. Jeżeli gdzieś wydarzy się wypadek, powstanie korek czy zamknięty zostanie pas ruchu, informacje o tym będą natychmiast wyświetlane na tablicach - mówi Wojciech Gierasimiuk z GDDKiA w Katowicach. Nad tym, aby informacje były aktualne, mają czuwać przeszkoleni dyspozytorzy. Śląskie "centrum dowodzenia" znajdzie się w Kończycach. Powstaje tu baza niezbędna dla utrzymania autostrady. Zdecydowano się też na zamontowanie specjalnych czujników rejestrujących natężenie ruchu i prędkość na A4. Jednak drogowcy uspokajają, że dane będą wykorzystywane tylko do celów statystycznych. - Nie przewidujemy na razie montażu fotoradarów, choć niewykluczone, że kiedyś zdecyduje się na to policja - wyjaśnia Gierasimiuk.
Komentuj →
30 lipca 2007 |
0
Policjanci ze Wschowy postanowili walczyć z drogowym piratami wspólnie z policyjnym kapelanem. Kiedy oni wypisywali bloczki z mandatami, ojciec Arnold wręczał obrazki ze św. Krzysztofem, patronem kierowców. Policjanci ze Wschowy pouczali i karali tych kierowców, którzy przesadzają z prędkością. Kierowcy na ochłodę dostali ulotkę ze zdjęciami najgroźniejszych wypadków plus "Świętuszenie" - czyli wykaz pieśni, jakie należy śpiewać podczas jazdy samochodem, gdy rozwija się zbyt dużą prędkość. I tak, jadąc setką powinniśmy odśpiewać "Cóż Ci Jezu damy?", przy 170 - "Pan Jezus już się zbliża" przy 210 - "Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie". Kapelan i policjanci przestrzegali kierowców, że święty Krzysztof jeździ z nimi tylko do 120km/h. Przy wyższych prędkościach oddaje swoje miejsce świętemuPiotrowi.
Komentuj →
30 lipca 2007 |
0
W WORD w Poznaniu z inicjatywy Prezydium Zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców z/s w Koszalinie odbyło się spotkanie robocze przedstawicieli organizacji: PFSSK: Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców z/s w Warszawie; PIGOSK: Polskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców z/s w Warszawie; OIGOSK: Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców z/s w Koszalinie; KSD WORD: Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego z/s w Radomiu; KSE: Krajowego Stowarzyszenia Egzaminatorów z/s w Olsztynie. Problematyką spotkania była ocena dotychczasowych efektów “procedowania” rządowego projektu ustawy o kierujących pojazdami, nad którym od kwietnia br. trwają prace w Sejmie RP. Wszystkie w/w organizacje aktywnie uczestniczą w posiedzeniach sejmowej podkomisji nadzwyczajnej ds. projektu tej ustawy. Na wrzesień br. zaplanowane jest kolejne posiedzenie podkomisji. W wypowiedziach powszechnie wskazywano na rozczarowanie przebiegiem “procedowania” w podkomisji nadzwyczajnej pod przewodnictwem posła Pana Jana Tomaki. Podkreślając, że większość racjonalnych wniosków, bo wynikających z doświadczenia środowisk nie zostaje uwzględnianych. Regułą stało się, że akceptowana jest opinia eksperta i zarazem głównego autora projektu ustawy mec. Macieja Wrońskiego. W konsekwencji tego niezadowolenia uznano za niezbędną konsolidację wysiłków środowiskowych celem wprowadzenia do projektu ustawy ich wniosków i postulatów. Dlatego zdecydowano, że w terminie do 15.08.2007 poszczególne organizacje prześlą na adres e-mail oigosk@izbaosk.eu Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript by go zobaczyć katalog postulatów zmian konkretnych przepisów projektu ustawy wraz z uzasadnieniem. Na podstawie tych materiałów zostanie zredagowane i uzgodnione wspólne stanowisko powyższych organizacji, które następnie przekazane będzie parlamentarzystom. Wyrażano nadzieję, że taki wspólny wniosek wszystkich środowisk, które będą wdrażać i realizować ustawę po jej wejściu w życie – nie zostanie zignorowany! Zebrani uznali za konieczne ponowne spotkanie, którego termin uzależniony jest od otrzymania z sekretariatu podkomisji sejmowej projektu ustawy zawierającego propozycje strony rządowej odnośnie kilkudziesięciu kwestii pominiętych w dotychczasowym procesie “procedowania”.
ważne tylko do 15 sierpnia i dla odbiorców newsa:
e-PrawoDrogowe w cenie promocyjnej
150,00 tylko za...100,00zł!!!
ZAPYTAJ – ZAMÓW – 0-502-659-431
Komentuj →
29 lipca 2007 |
0
"30 na 2", czyli 30 uciśnięć na dwa oddechy ratownicze, to standard udzielania pierwszej pomocy, który wszedł na całym świecie w 2005 roku. Musimy się wszyscy tego nauczyć, bo dzięki temu uda się podnieść skuteczność udzielania pierwszej pomocy - wyjaśnia prof. Janusz Andres, prezes Polskiej Rady Resuscytacji. - Czy uda się uratować życie ofiary wypadku, często zależy od świadków zdarzenia. Jeśli oni potrafią prawidłowo działać, szansa, że zanim przyjedzie karetka i ktoś nie umrze, gwałtownie wzrasta - przekonuje Kuba Grochowski, który właśnie został ratownikiem medycznym. On i inni ratownicy oraz lekarze, strażacy i policjanci oczekiwali na osoby chętne do nauki ratowania życia na placu przed bazyliką Franciszkanów przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie. Uczyli wszystkich chętnych. Przypomnijmy, zgodnie z nową ustawą o ratownictwie medycznym wszyscy obywatele mają obowiązek nauczyć się udzielania pierwszej pomocy – czytamy w krakowskim wydaniu “Gazety Wyborczej”.
Komentuj →
29 lipca 2007 |
0
Odblaskowe naklejki na tornistry z wizerunkiem anioła przygotował dla najmłodszych bydgoski Caritas. Rozda 50 tys. odblasków. Dyrektor placówki chce, by bezpieczeństwo na drogach stało się tematem katechez. Akcja "Z Aniołem Stróżem do szkoły" to autorski pomysł ks. Wojciecha Przybyły, dyrektora bydgoskiego Caritasu. - Mamy dla dzieciaków 50 tys. odblaskowych naklejek - mówi kapłan. - Przykleją je sobie na tornistry, kurtki. Dzięki temu będą widoczne na drogach i bardziej bezpieczne. Finał akcji zaplanowano na 2 września. Większość emblematów będzie rozdana podczas mszy św. w katedrze, inaugurującej rok szkolny. Resztę rozprowadzą szkolne koła Caritas. Do akcji mogą włączyć się też poszczególne parafie. Wystarczy zgłosić zapotrzebowanie na naklejki w siedzibie Caritasu przy ul. Cienistej 2. To czwarta edycja akcji "Z Aniołem Stróżem do szkoły". W tym roku dofinansował ją Urząd Marszałkowski.
Komentuj →
28 lipca 2007 |
0
Przed skutkami niebezpiecznej jazdy ma przestrzegać kierowców symulacja wypadku samochodowego zorganizowana na drodze krajowej nr 8 w Rutkach (powiat zambrowski, województwo podlaskie). symulacja obrazuje tragiczne zderzenie 3 samochodów osobowych, w którym są 3 ofiary śmiertelne. Na miejscu symulowanego wypadku pracują policjanci, strażacy oraz ratownicy medyczni - w sumie kilkanaście osób. Kierowcy podróżujący, w godzinach trwania happeningu 9.00 - 17.00 dowiedzą się o tym, że wypadek nie jest prawdziwy po przejechaniu kilkudziesięciu metrów z billboardów ustawionych przy drodze i zachęcających do zatrzymania się na najbliższym parkingu. Tam podróżni będą mogli poznać zasady działania drogowych fotoradarów i porozmawiać z policyjnymi psychologami. Będzie można też sprawdzić umiejętność udzielania pierwszej pomocy. Happening w Rutkach jest drugim tego typu przedsięwzięciem organizowanym przez GDDKiA na krajowej "ósemce". Do końca wakacji odbędą się jeszcze dwa: w Wieruszowie i Kłodzku.
Komentuj →
28 lipca 2007 |
0
Na przejściu granicznym odbyły się ćwiczenia zorganizowane przez bialską Komendę Miejską Policji w ramach programu unijnego. Scenariusz wyglądał tak: przy drogowym przejściu granicznym w Terespolu doszło do zderzenia autobusu przewożącego białoruskich turystów z cysterną zawierającą amoniak. Nastąpił wyciek chmury trującego gazu. Osiem osób było poszkodowanych. Na miejsce przybyły wozy strażackie z Małaszewicz i z Białej Podlaskiej. Strażacy w specjalistycznych kombinezonach z aparatami tlenowymi ewakuowali pasażerów. Następnie uszczelnili uszkodzony zawór autocysterny. Zastęp ratownictwa chemicznego stworzył kurtynę wodną neutralizując amoniak. - Było to symulowane zdarzenie. Jednak takie zagrożenia są realne. Niedawno przecież na Ukrainie było podobne chemiczne skażenie. Przez nasze tereny przejeżdża wiele cystern wypełnionych trującymi substancjami. Jednocześnie przemieszcza się tu tysiące osób. Sprawdzaliśmy w Terespolu, jak w warunkach katastrofy będą zachowywać się różne służby. Okazało się, że pojawiły się pewne błędy. Na przykład karetka pogotowia pojechała pod wiatr, czyli w stronę trującego gazu. A ratownicy z różnych służb - nawet nasi policjanci - pracowali bez pospiechu - mówi Cezary Grochowski, oficer prasowy bialskiej KMP. Kapitan Marek Chwalczuk, komendant jednostki ratowniczo-gaśniczej w Małaszewiczach, który dowodził akcją przyznał, że strażacy pracujących w aparatach tlenowych mieli problem z szybkim wyczerpywaniem się zapasu powietrza. - Podczas upałów i cięższego wysiłku ratownicy zużywają go więcej. W takich wypadkach ratownicy i sprzęt musza być częściej wymieniani - tłumaczy kapitan. Władysław Tadeuszewicz Krac, naczelnik milicji z Brześcia podkreślił, że w każdej chwili służby ratunkowe Białorusi są gotowe do pomocy Polakom. Jeśli by doszło do jakiegoś wypadku na granicy dojazd karetki pogotowia z Brześcia na polską stronę to kwestia kwadransa. - Myślę, że życie ludzkie jest ponad wszystko. Musimy razem działać przy likwidacji skutków katastrof - zauważył naczelnik brzeskiej drogówki.
Czy to jest straszenie kierowców? Postawmy sprawę odwrotnie, to jest działanie na wyobraźnię - tłumaczy Zbigniew Kotlarek, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który przyglądał się nietypowemu happeningowi. - My tu wykorzystujemy doświadczenia z Anglii czy Francji. Dzięki takim pomysłom tam osiągnięto kapitalne rezultaty w poprawie bezpieczeństwa i my to chcemy powtórzyć. - Każde rozwiązanie, nawet tak niekonwencjonalne, które spowoduje, że będzie mniej wypadków śmiertelnych, jest dobre - ocenia pomysł drogowców nadkom. Rafał Kozłowski, naczelnik podlaskiej drogówki. - Ważne jest też to, że już nie tylko policja angażuje się w działania, które mają podnieść bezpieczeństwo na drogach. Podobne niby-wypadki będzie można oglądać częściej. To jeden z elementów programu "Drogi zaufania". Inne jego składniki to budowa nowej infrastruktury drogowej (np. chodniki, kładki nad jezdniami), częstsze niż do tej pory kontrolowanie kierowców (więcej fotoradarów), ale też usunięcie z dróg niepotrzebnych znaków drogowych, także tych ograniczających prędkość. Dzięki temu wszystkiemu w 2013 r. na polskich drogach ma ginąć 75 proc. osób mniej niż teraz (w 2006 r. było to 5,2 tys. ludzi).
Na przejściu granicznym odbyły się ćwiczenia zorganizowane przez bialską Komendę Miejską Policji w ramach programu unijnego. Scenariusz wyglądał tak: przy drogowym przejściu granicznym w Terespolu doszło do zderzenia autobusu przewożącego białoruskich turystów z cysterną zawierającą amoniak. Nastąpił wyciek chmury trującego gazu. Osiem osób było poszkodowanych. Na miejsce przybyły wozy strażackie z Małaszewicz i z Białej Podlaskiej. Strażacy w specjalistycznych kombinezonach z aparatami tlenowymi ewakuowali pasażerów. Następnie uszczelnili uszkodzony zawór autocysterny. Zastęp ratownictwa chemicznego stworzył kurtynę wodną neutralizując amoniak. - Było to symulowane zdarzenie. Jednak takie zagrożenia są realne. Niedawno przecież na Ukrainie było podobne chemiczne skażenie. Przez nasze tereny przejeżdża wiele cystern wypełnionych trującymi substancjami. Jednocześnie przemieszcza się tu tysiące osób. Sprawdzaliśmy w Terespolu, jak w warunkach katastrofy będą zachowywać się różne służby. Okazało się, że pojawiły się pewne błędy. Na przykład karetka pogotowia pojechała pod wiatr, czyli w stronę trującego gazu. A ratownicy z różnych służb - nawet nasi policjanci - pracowali bez pospiechu - mówi Cezary Grochowski, oficer prasowy bialskiej KMP. Kapitan Marek Chwalczuk, komendant jednostki ratowniczo-gaśniczej w Małaszewiczach, który dowodził akcją przyznał, że strażacy pracujących w aparatach tlenowych mieli problem z szybkim wyczerpywaniem się zapasu powietrza. - Podczas upałów i cięższego wysiłku ratownicy zużywają go więcej. W takich wypadkach ratownicy i sprzęt musza być częściej wymieniani - tłumaczy kapitan. Władysław Tadeuszewicz Krac, naczelnik milicji z Brześcia podkreślił, że w każdej chwili służby ratunkowe Białorusi są gotowe do pomocy Polakom. Jeśli by doszło do jakiegoś wypadku na granicy dojazd karetki pogotowia z Brześcia na polską stronę to kwestia kwadransa. - Myślę, że życie ludzkie jest ponad wszystko. Musimy razem działać przy likwidacji skutków katastrof - zauważył naczelnik brzeskiej drogówki.
Czy to jest straszenie kierowców? Postawmy sprawę odwrotnie, to jest działanie na wyobraźnię - tłumaczy Zbigniew Kotlarek, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który przyglądał się nietypowemu happeningowi. - My tu wykorzystujemy doświadczenia z Anglii czy Francji. Dzięki takim pomysłom tam osiągnięto kapitalne rezultaty w poprawie bezpieczeństwa i my to chcemy powtórzyć. - Każde rozwiązanie, nawet tak niekonwencjonalne, które spowoduje, że będzie mniej wypadków śmiertelnych, jest dobre - ocenia pomysł drogowców nadkom. Rafał Kozłowski, naczelnik podlaskiej drogówki. - Ważne jest też to, że już nie tylko policja angażuje się w działania, które mają podnieść bezpieczeństwo na drogach. Podobne niby-wypadki będzie można oglądać częściej. To jeden z elementów programu "Drogi zaufania". Inne jego składniki to budowa nowej infrastruktury drogowej (np. chodniki, kładki nad jezdniami), częstsze niż do tej pory kontrolowanie kierowców (więcej fotoradarów), ale też usunięcie z dróg niepotrzebnych znaków drogowych, także tych ograniczających prędkość. Dzięki temu wszystkiemu w 2013 r. na polskich drogach ma ginąć 75 proc. osób mniej niż teraz (w 2006 r. było to 5,2 tys. ludzi).

Na przejściu granicznym odbyły się ćwiczenia zorganizowane przez bialską Komendę Miejską Policji w ramach programu unijnego. Scenariusz wyglądał tak: przy drogowym przejściu granicznym w Terespolu doszło do zderzenia autobusu przewożącego białoruskich turystów z cysterną zawierającą amoniak. Nastąpił wyciek chmury trującego gazu. Osiem osób było poszkodowanych. Na miejsce przybyły wozy strażackie z Małaszewicz i z Białej Podlaskiej. Strażacy w specjalistycznych kombinezonach z aparatami tlenowymi ewakuowali pasażerów. Następnie uszczelnili uszkodzony zawór autocysterny. Zastęp ratownictwa chemicznego stworzył kurtynę wodną neutralizując amoniak. - Było to symulowane zdarzenie. Jednak takie zagrożenia są realne. Niedawno przecież na Ukrainie było podobne chemiczne skażenie. Przez nasze tereny przejeżdża wiele cystern wypełnionych trującymi substancjami. Jednocześnie przemieszcza się tu tysiące osób. Sprawdzaliśmy w Terespolu, jak w warunkach katastrofy będą zachowywać się różne służby. Okazało się, że pojawiły się pewne błędy. Na przykład karetka pogotowia pojechała pod wiatr, czyli w stronę trującego gazu. A ratownicy z różnych służb - nawet nasi policjanci - pracowali bez pospiechu - mówi Cezary Grochowski, oficer prasowy bialskiej KMP. Kapitan Marek Chwalczuk, komendant jednostki ratowniczo-gaśniczej w Małaszewiczach, który dowodził akcją przyznał, że strażacy pracujących w aparatach tlenowych mieli problem z szybkim wyczerpywaniem się zapasu powietrza. - Podczas upałów i cięższego wysiłku ratownicy zużywają go więcej. W takich wypadkach ratownicy i sprzęt musza być częściej wymieniani - tłumaczy kapitan. Władysław Tadeuszewicz Krac, naczelnik milicji z Brześcia podkreślił, że w każdej chwili służby ratunkowe Białorusi są gotowe do pomocy Polakom. Jeśli by doszło do jakiegoś wypadku na granicy dojazd karetki pogotowia z Brześcia na polską stronę to kwestia kwadransa. - Myślę, że życie ludzkie jest ponad wszystko. Musimy razem działać przy likwidacji skutków katastrof - zauważył naczelnik brzeskiej drogówki.
Czy to jest straszenie kierowców? Postawmy sprawę odwrotnie, to jest działanie na wyobraźnię - tłumaczy Zbigniew Kotlarek, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który przyglądał się nietypowemu happeningowi. - My tu wykorzystujemy doświadczenia z Anglii czy Francji. Dzięki takim pomysłom tam osiągnięto kapitalne rezultaty w poprawie bezpieczeństwa i my to chcemy powtórzyć. - Każde rozwiązanie, nawet tak niekonwencjonalne, które spowoduje, że będzie mniej wypadków śmiertelnych, jest dobre - ocenia pomysł drogowców nadkom. Rafał Kozłowski, naczelnik podlaskiej drogówki. - Ważne jest też to, że już nie tylko policja angażuje się w działania, które mają podnieść bezpieczeństwo na drogach. Podobne niby-wypadki będzie można oglądać częściej. To jeden z elementów programu "Drogi zaufania". Inne jego składniki to budowa nowej infrastruktury drogowej (np. chodniki, kładki nad jezdniami), częstsze niż do tej pory kontrolowanie kierowców (więcej fotoradarów), ale też usunięcie z dróg niepotrzebnych znaków drogowych, także tych ograniczających prędkość. Dzięki temu wszystkiemu w 2013 r. na polskich drogach ma ginąć 75 proc. osób mniej niż teraz (w 2006 r. było to 5,2 tys. ludzi).
Komentuj →
28 lipca 2007 |
0
Polscy kierowcy w Wielkiej Brytanii unikają płacenia mandatów – donosi brytyjska prasa. Aż 12 tysięcy zagranicznych kierowców nie zapłaciło w ubiegłym roku mandatów za przekroczenie prędkości w Londynie. Dlatego rząd planuje dać policji nowe uprawnienia pozwalające na wystawianiu mandatów na miejscu i zatrzymywanie tych, którzy nie będą chcieli płacić. Ma być też więcej kontroli wymierzonych w zagranicznych kierowców. Szczególnie, że nasi rodacy nie rejestrują na wyspach swoich samochodów, choć powinni to zrobić po pół roku od przyjazdu.
Komentuj →
28 lipca 2007 |
0
Angielski dziennik “The Times” opublikował ostatnio dane na temat wypadków powodowanych przez nieubezpieczonych kierowców. Wynika z nich, że liczba wypadków z udziałem Polaków wzrosła w ostatnich dwóch latach aż ponad trzykrotnie – z 938 w 2004 r. do 3312 przypadków w 2006 r. Podobnie kłopotliwi jak my są także kierowcy z Litwy. Odpowiadają za ok. 745 wypadków w ubiegłym roku. Biuro ds. Ubezpieczeń Drogowych lobbuje teraz za zbudowaniem ogólnoeuropejskiej bazy z informacjami o ubezpieczeniach samochodów.
Komentuj →
28 lipca 2007 |
0
Z danych TTC Group, instytucji, w której zatrzymani za pijaństwo i skazani przez sąd kierowcy przechodzą kursy, wynika, że ponad 10 proc. ich uczniów to obecnie Polacy. To duża zmiana. Jeszcze kilka lat temu, zanim Polska weszła do UE, kierowcy z Europy wschodniej stanowili zaledwie trzy procent wszystkich zatrzymanych na brytyjskich drogach. Do tego Polacy stanowią aż 25 proc. tych, którzy piją kilkakrotnie ponad dopuszczalną normę. I to mimo, że w Wielkiej Brytanii jest ona o wiele wyższa niż w Polsce – 0,8 promila (u nas 0,2 promila). Niestety kierowcy z Polski są rzeczywiście ostatnio wyjątkowo obecni na naszych kursach – mówi “Życiu Warszawy” Jenny Wynn z TCC Group. – Do tego kierowcy z Polski nie do końca zdają sobie sprawę z brytyjskich przepisów i tego jak ostro są one egzekwowane – dodaje Wynn. Kierowca złapany z 0,8 promila dostaje 12 miesięczny zakaz prowadzenia samochodu. Przy większej ilości alkoholu we krwi ten zakaz może sięgnąć nawet trzech lat. Kurs pozwala zredukować zasądzoną karę o jedną czwartą.
Komentuj →
27 lipca 2007 |
0
Liczne atrakcje czekały na wszystkich, którzy wzięli udział w pikniku "Kieruj bez Procentów", który odbył się w Gdańsku. Dzięki specjalnemu pojazdowi jakim jest alcokart (symuluje jazdę po alkoholu) uczestnicy imprezy będą mogli spróbować jazdy, by przekonać się jak procenty wpływają na sprawność prowadzenia pojazdów. Ponadto ubierając specjalne okulary symulujące spostrzeganie po spożyciu alkoholu każdy chętny mógł sprawdzić jak zaburzenia widzenia świata wpływają na szybkość i sprawność działania. Zaplanowano również wiele zabaw i konkursów dla najmłodszych, a ratownicy PCK uczyli jak udzielać pierwszej pomocy.
ALKOgogle służą do demonstracji upośledzenia zmysłów występującego po spożyciu alkoholu: obniżenie koncentracji; spowolnienie czasu reakcji; niemożność określenia kierunków; zniekształcenie widzianego obrazu; zmiany w ocenie odległości; zmniejszenie możliwości oceny sytuacji; podwójne widzenie; brak koordynacji mięśniowej. Dystrybutor produktu przygotował oryginalny film z ćwiczeniami dla prowadzących i uczestników szkoleń i prezentacji z użyciem ALKOgogli.
Każdy z modeli w cenie 400,00 zł
w komplecie zestaw przykładowych ćwiczeń.

Zamów teraz – 0-502-659-431 (non-stop)
Komentuj →
27 lipca 2007 |
0
Autobus wpada w poślizg i leci bokiem do przydrożnego rowu. Przy dużej prędkości dach składa się jak harmonia, zmniejszając szanse podróżnych na przeżycie. Wrocławscy naukowcy próbują temu zapobiec - pisze "Słowo Polskie Gazeta Wrocławska". Nowe autobusy, które mają być dopuszczone do ruchu, muszą od 2004 roku spełnić wymogi specjalnej europejskiej normy, dotyczącej dopuszczalnej deformacji nadwozia. Chodzi o to, by wewnątrz autobusu zapewnić przestrzeń przeżycia, do której w momencie wypadku nie może dostać się żaden element konstrukcji. - Jeszcze kilkanaście lat temu, by zbadać zachowanie konstrukcji autobusu w momencie wypadku, robiono crash testy, używając prawdziwych samochodów - tłumaczy dr inż. Marcin Kowalczyk. - Jednak koszty takich prób szły w setki tysięcy złotych. Dlatego pięć lat temu rozpoczęliśmy przygotowania do prowadzenia w naszym zakładzie wirtualnych crash testów autobusów wykorzystaniem komputera. Dwa lata później wrocławscy naukowcy rozpoczęli wykonywanie podobnych prób dla autobusów produkowanych w Jelczu. Koszty udało się obniżyć z kilkuset tysięcy złotych do kilkudziesięciu. Zaczęły się zgłaszać inne firmy, ze swoimi autami. Naukowcy wspominają, że większość pojazdów przy symulacji wywrócenia na bok wychodziła obronną ręką. Naukowcy zawsze mieli jakieś uwagi.
Komentuj →
27 lipca 2007 |
0
Tomasz Głogowski: Francuska prokuratura ustaliła, że to system GPS podpowiedział kierowcy autokaru, który rozbił się we Francji, niebezpieczną trasę. Czy zawodowi kierowcy nie za bardzo ufają tej technicznej nowince?
Marek Jarocki, dyrektor PKS-u w Tychach: Nie dość, że za bardzo ufają GPS-owi, to jeszcze traktują go jak grę komputerową. Tyle że w grze mamy kilka "żyć", a w realnym świecie tylko jedno. Kiedyś kierowca przed wyjazdem w trasę dokładnie analizował mapę. Konfrontował zapisy mapy z rzeczywistością. Teraz włącza nawigację satelitarną i w ogóle nie skupia się na drodze. System GPS mówi mu, że ma skręcić w lewo, to machinalnie skręca w lewo, nie myśląc, co jest za tym zakrętem. Najgorsze, że taki kierowca żyje w wirtualnym świecie, idzie na łatwiznę. Dotyczy to przede wszystkim młodych ludzi, którzy za bardzo ufają technice. Po wypadku we Francji zrobiliśmy mały eksperyment na ulicach Tychów. Doświadczony kierowca miał jechać dokładnie tak, jak podpowiadał mu GPS. I przegapił zakaz skrętu w prawo! System powiedział mu, że ma skręcić, to skręcił, ale nie spojrzał na znaki. I to kierowca, który bardzo dobrze zna miasto. Miałem kiedyś taką sytuację w firmie. Zadzwonił kierowca, że jest za Gdańskiem i nie wie, jak ma jechać, bo GPS podpowiada mu, że na Łódź. Ale on nie jest pewny, czy to dobry kierunek, bo na tablicach nie ma Katowic.
Tomasz Głogowski: Dlaczego we Francji system nie ostrzegł kierowcy, że trasa jest niedozwolona dla autobusów?
Marek Jarocki, dyrektor PKS-u w Tychach: Bo kierowca korzystał z najtańszej mapy przeznaczonej dla aut osobowych. Są mapy satelitarne dla kierowców zawodowych, które uwzględniają wszystkie zakazy i nakazy dla ciężarówek i autobusów. Ale takie programy są bardzo drogie, kosztują ok. 3 tys. zł. Mało którego kierowcę na to stać.
GPS to tylko komputer. Zrobi to, co każe mu człowiek - twierdzą dystrybutorzy systemów nawigacji. - Na mapach instalowanych w GPS-ach nie ma umieszczonych znaków drogowych - dodają. Kierowca autobusu, który rozbił się na drodze do Grenoble, używał sytemu nawigacji satelitarnej GPS. Przedstawicielka biura podróży, które organizowało pielgrzymkę twierdzi, że kierowca bardzo ufał systemowi. - Zatrudniona przez nas pilotka, która bardzo dobrze zna Barcelonę musiała się z nim wykłócać w tym mieście, bo chciał jechać trasą wskazywaną przez GPS, a nie tak, jak zalecała pilotka - mówiła przedstawicielka Orlando Travel. Systemy nawigacji satelitarnej, które sprawdziliśmy, z La Mure do Grenoble wskazują drogę przez Vizille, która jest główna i najkrótsza. - Ta droga wygląda na główną i najkrótszą do Grenoble - mówi Andrzej Sidor z centrum nawigacji satelitarnej Grupa Paragraf z Wrocławia. - Nie można do końca wierzyć nawigacji. Te urządzenia nie uwzględniają zakazów wjazdu dla autobusów. Trzeba mieć oczy otwarte i obserwować znaki drogowe.
Komentuj →
26 lipca 2007 |
2
W internecie pojawiły się ogłoszenia o przyspieszonych kursach na Ukrainie. Wystarczą dwie wizyty za wschodnią granicą i mam prawo jazdy w kieszeni – donosi “Życie Warszawy”. I dalej opisuje eksperyment redakcyjny: W internecie znaleźliśmy ogłoszenie o treści: Przyspieszony kurs prawa jazdy na wszystkie kategorie. Podwyższanie kwalifikacji na wszystkie pojazdy. Miejsce kursu: Lwów, Ukraina. Załatwiamy wszystkie formalności. Postanowiliśmy zadzwonić i dowiedzieć się o szczegóły kursu. Telefon odebrała kobieta, która mówi po polsku z silnym akcentem wschodnim. Nie chce zdradzać wielu szczegółów, ale podkreśla, że gwarantuje bezproblemowe zdanie egzaminu. Tłumaczy, że trzeba wyjechać do Lwowa. Tam Ukrainiec świetnie mówiący po polsku ma zająć się formalnościami, w tym tymczasowym zameldowaniem (według prawa ukraińskiego do egzaminu na prawo jazdy może przystąpić obcokrajowiec, który jest zameldowany w tym kraju przynajmniej czasowo). To wszystko ma zająć najwyżej dwa dni. Po miesiącu czeka nas kolejna wycieczka do Lwowa. Tym razem podczas jednego dnia mamy zdawać egzamin na wybraną przez siebie kategorię pojazdów oraz odebrać ukraińskie prawo jazdy. Jaką mamy pewność, że zdamy pomyślnie? – Proszę się nie martwić. Tam każdy zdaje. Przecież w ogłoszeniu napisaliśmy, że załatwiamy wszelkie formalności – mówi z zadowoleniem kobieta, do której dzwoniliśmy.
Ministerstwo Transportu: Kiedy już staniemy się posiadaczem ukraińskiego prawa jazdy, musimy się zgłosić do urzędu komunikacji w Polsce. Składamy wniosek o wymianę zagranicznego dokumentu na polskie prawo jazdy, wraz z tłumaczeniem dokumentu, i płacimy 71 zł. Po miesiącu dostajemy polskie prawo jazdy. Ministerstwo Transportu rozkłada ręce. – W przypadku wymiany prawa jazdy wydanego przez państwo niebędące państwem członkowskim Unii Europejskiej sprawdzana jest jego legalność w organie wydającym lub potwierdzenie dokonywane jest przez polskie przedstawicielstwo dyplomatyczne w tym kraju. Po ustaleniu autentyczności wydajemy polskie prawo jazdy – mówi Andrzej Bogdanowicz z Ministerstwa Transportu.
Komentuj →
26 lipca 2007 |
0

AlcoKart - gokart reagujący z opóźnieniem na polecenia wydawane przez kierowcę. Symuluje w ten sposób sytuację po piciu alkoholu - m.in. słabszy refleks, krótszy czas reakcji.(208-3)
W kierowaniu autem najważniejsza nie jest technika czy sprawność jazdy, ale rozwaga oraz szacunek dla innych kierowców - mówił Krzysztof Hołowczyc na Starym Rynku na festynie z okazji inauguracji programu "Orlen. Bezpieczne drogi". Głównym celem programu jest poprawa bezpieczeństwa na polskich drogach, m.in. poprzez edukację kierowców i uświadamianie im prostych zasad. - Wyobraźcie sobie, że co tydzień spada w kraju samolot i ginie 120 osób. Żałoba narodowa - mówił do zgromadzonych płocczan Krzysztof Hołowczyc. - Właśnie tyle osób ginie co tydzień w wypadkach drogowych na skutek nierozwagi kierowców. Ciekawym urządzeniem był sprowadzony z Belgii AlcoKart - gokart reagujący z opóźnieniem na polecenia wydawane przez kierowcę. Symulował w ten sposób jazdę po piciu alkoholu - m.in. słabszy refleks, krótszy czas reakcji. - Zawsze, gdy do niego wsiadam, ludzie się dziwią - opowiadała Krzysztof Hołowczyc. - Myślą sobie, że "Hołek" to świetny kierowca, więc da sobie radę. A ja wpadam na bandę. Opóźniony refleks i czas reakcji to problem, z którym mogą nie poradzić sobie nawet najlepsi - przestrzega.
ALKOgogle służą do demonstracji upośledzenia zmysłów występującego po spożyciu alkoholu: obniżenie koncentracji; spowolnienie czasu reakcji; niemożność określenia kierunków; zniekształcenie widzianego obrazu; zmiany w ocenie odległości; zmniejszenie możliwości oceny sytuacji; podwójne widzenie; brak koordynacji mięśniowej. Dystrybutor produktu przygotował oryginalny film z ćwiczeniami dla prowadzących i uczestników szkoleń i prezentacji z użyciem ALKOgogli.
Każdy z modeli w cenie 400,00 zł
w komplecie zestaw przykładowych ćwiczeń.

Zamów teraz – 0-502-659-431 (non-stop)
Komentuj →
26 lipca 2007 |
0
Od tragedii pod Grenoble minęło kilka dni. Na podstawie relacji uczestników i świadków, opinii ekspertów i zdjęć “Gazeta Wyborcza” pokusiła się o najogólniejsze wnioski. Odpowiedź na pytanie – co mógł zrobić kierowca? – brzmi:
Po pierwsze - wybrać inną drogę.
Po drugie - już na wstępie nie dopuścić do rozpędzenia autokaru, czy to za pomocą retardera, czy odpowiednio operując skrzynią biegów.
Po trzecie - oszczędzać hamulec przy kołach. Na drodze o tak znacznym spadku nie wolno używać hamulca nożnego w sposób ciągły, lecz sporadycznie (krótko i mocno), podczas dohamowywania przed co ostrzejszymi zakrętami. Ciężarówki i autokary mają systemy spowalniania silnikiem (retarder hydrokinetyczny lub elektromagnetyczny, hamulec wydechowy), z których należy korzystać w pierwszym rzędzie.
Po czwarte - W zasadzie losy Scanii z polskimi pielgrzymami były przesądzone w momencie, gdy osiągnęła 70-80 km/h na końcowej stromiźnie. Teoretycznie kierowca mógł jeszcze skierować autokar na pobocze i ryjąc nadwoziem o skały starać się wytracić prędkość, ale pomijając barierę natury psychologicznej, także i wtedy nie obyłoby się bez ofiar. Co prawda wysoka na trzy metry Scania nie przebiłaby barierki, ale i tak pewnie przewróciłaby się na zakręcie (obliczonym na 30-40 km/h), zgniatając nieprzypięte pasami osoby siedzące po lewej stronie (5 lat temu wskutek wywrotki na rondzie w koło Balatonu zginęło 19 Polaków jadących do do sanktuarium maryjnego w Medjugorje).
Komentuj →
25 lipca 2007 |
0
"Bike patrole" w Holandii funkcjonują już od siedmiu lat. - Pomogły przede wszystkich przy pościgach w miejscach, gdzie poruszanie się radiowozem jest niemożliwe. Przestępcy, którzy dotąd ratowali się ucieczką w wąskie uliczki, przestali się czuć bezkarni - mówi sierż. Katarzyna Padło. Policjanci na rowerach są też bardziej dostępni. - Mieszkańcy i turyści są zadowoleni z tego "dyskretnego towarzyszenia". Dużo chętnie podchodzą do takiego policjanta z problemami - dodaje sierż. Padło. Holenderscy policjanci uczą krakowskich. Kurs polega przede wszystkim na praktyce. Policjanci uczą się wykorzystywać rower jako broń pomocną zarówno w zatrzymywaniu, jak i unieszkodliwianiu przestępców. Na razie szkolonych jest 11 funkcjonariuszy. Jeśli projekt się przyjmie, ekipa rowerowa zostanie powiększona.

Komentuj →
25 lipca 2007 |
1
Blisko 50-osobowa grupa turystów wracała z wypoczynku we Włoszech. O godz. 10.30 autokar zatrzymali do kontroli inspektorzy. Okazało się, że pojazd jest w fatalnym stanie technicznym - miał łyse opony. Na dodatek - jak wykazał tachograf - kierowcy notorycznie przekraczali czas jazdy ciągłej. Rekord padł w drodze powrotnej - autokar jechał wówczas non stop kilkanaście godzin. Inspektorzy zatrzymali dowód rejestracyjny i nie zezwolili na dalszą jazdę. Powiadomiono biuro podróży. Niedługo potem na miejsce dotarł kolejny autokar, który miał odwieźć pasażerów do domu. Niestety, i tym razem nie było to możliwe - tachograf kierowcy wskazywał, że właśnie wrócił z zagranicznej podróży i nie miał czasu na odpoczynek. Turyści musieli czekać na czwartego kierowcę. Tym razem się udało. Biuro podróży pochodzi z Nowego Sącza i jest dobrze znane Inspekcji Transportu Drogowego. Po wcześniejszych kontrolach inspektorzy wnioskowali też do Biura Obsługi Transportu Międzynarodowego o odebranie firmie licencji na zagraniczne przewozy, ale bez rezultatu. - Wszyscy zgodnie twierdzą, że główne zagrożenie na drogach stanowią nietrzeźwi kierowcy, tymczasem osoba przemęczona jest nie mniej groźna, bo od zmęczenia do wypadku droga jest bardzo krótka - mówi Michał Pierzchała, naczelnik Wydziału Inspekcji Małopolskiego Inspektoratu TD.
Komentuj →
25 lipca 2007 |
0
Święto patrona kierowców - św. Krzysztofa, w większości parafii, jeszcze przed poświęceniem pojazdów, ich właściciele usłyszeli przestrogi kapłanów. Ci apelowali do sumień piratów drogowych i przekonywali ich, że brawurowa jazda to grzech ciężki. “Gazeta Wyborcza” rozmawia z z księdzem Leonem Gregorczykiem - kapelanem podlaskiej policji i proboszczem parafii Najświętszej Maryi Panny Matki - kościoła w Białymstoku: Agnieszka Domanowska: W dniu św. Krzysztofa, patrona kierowców i podróżnych, w większości kościołów, tuż po wieczornym nabożeństwie, święci się wszelkie pojazdy, od rowerów poczynając, na tirach kończąc. Dlaczego ludzie to robią? Leon Grygorczyk: To jest kwestia naszej wiary. 25 lipca kierowcy właśnie w tym celu tłumnie pojawiają się w kościołach. Wierzą, że święty Krzysztof, którego dziś wspominamy, uchroni ich przed niebezpieczeństwem na drodze. Oczywiście pojazd można poświęcić przez cały rok i takie sytuacje zdarzają się bardzo często. Na przykład ktoś kupuje samochód i prosi księdza o skropienie go święconą wodą. Oczywiście to nie jedyna obrona przed nieszczęściem. Kierowcy mają w samochodach emblematy ze św. Krzysztofem, różańce, święte obrazki. To wszystko to pewna forma wdzięczności Bogu i jednocześnie powierzenie Mu swojego życia.
Komentuj →
25 lipca 2007 |
0
Po wypadku pod Grenoble policja i Inspekcja Transportu Drogowego nie mogą nadążyć z kontrolami autokarów. Terminy są zajęte do połowy sierpnia – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Warszawa”. Inspektorzy ITD stan autokarów oceniają ogólnie jako dobry. W czasie zeszłotygodniowych kontroli ukarała czterech kierowców, głównie za brak gaśnic i apteczki. Większych nieprawidłowości nie dostrzegają też policjanci. - Zazwyczaj kontrolowane autokary są nowoczesne i dobrze przygotowane technicznie. Sprawdzamy nie tylko układ hamulcowy i kierowniczy oraz bieżnik opony, ale i to, w jakiej formie jest kierowca. Oglądamy tarczę tachografu rejestrującą ilość godzin spędzonych za kierownicą i badamy stan trzeźwości. Dotychczas kontrolowane pojazdy nie budziły większych zastrzeżeń - zapewnia naczelnik Paweł Piasecki.
Kontrolę autokaru można zamówić w drogówce pod numerami: 0 22 603 77 18 (w godz. 8-16) i 0 22 603 77 55 (w pozostałych godzinach) lub w ITD pod numerem 0 22 831 60 82 (od poniedziałku do piątku w godz. 8-16).
Komentuj →
25 lipca 2007 |
1
W Polsce jest zarejestrowanych kilka tysięcy autokarów i busów, których nikt nie kontroluje. Właściciele wielu firm przewozowych w kraju oszczędzają na przeglądach technicznych. Prowadzą małe firmy, z kilkoma pojazdami, i nie stać ich na sumienne kontrolowanie ich sprawności. Muszą cały czas zarabiać - a więc jeździć w trasy po Polsce i Europie. Unikanie kontroli to plaga, potwierdzają to specjaliści z Inspektoratu Transportu Drogowego. Tylko od stycznia do czerwca namierzyli 88 tysięcy różnego typu pojazdów, aż w 5 tysiącach wykryli usterki. W tej grupie było 701 autokarów, każdy w takim stanie, że właścicielom odebrano dowody rejestracyjne! Dramatyczne jest to, że inspektorzy skontrolowali ledwie mniej niż 1 proc. wszystkich pojazdów. Więcej się nie da, bo, po pierwsze, policja nie potrafi dokładnie prześwietlić stanu technicznego (nie ma wiedzy), a po drugie - towarzyszących drogówce inspektorów transportu jest raptem 314. - Powinniśmy ich mieć przynajmniej dwukrotnie więcej - przyznaje Alvin Gajadhur, rzecznik ITD. Sprawa rozbija się o finanse. Nad tym, ile pieniędzy przeznaczyć na dodatkowe etaty kontrolerów, debatuje Ministerstwo Finansów. Już od kilku miesięcy. Wczoraj nikt z tego resortu nie potrafił nam powiedzieć, kiedy zapadnie decyzja.
Komentuj →
24 lipca 2007 |
0
Będą zmiany w jednym z najczęściej obleganych urzędów w Lublinie. Zapowiada je prezydent Fijałkowski, który zlustrował jego pracę. Nasza wizyta związana była ze zmianami, jakie przeprowadzamy w niektórych wydziałach. Zależy nam także, aby usprawnić i ten. - mówi Fijałkowski. Urząd miasta planuje przede wszystkim zakupić tzw. komputerowy system kolejkowy. - Dzięki temu nie będzie trzeba przychodzić rano, by zapisać się w kolejkę, bo chętni będą obsługiwani od razu - zapewnia. Urząd miasta zapowiada także, iż postara się, aby zarejestrować samochód można było w jednym miejscu. Teraz sprawę trzeba załatwiać w dwóch pokojach znajdujących się na różnych piętrach. Prezydent Fijałkowski zapewnia, że starają się udogodnienia wprowadzić jak najszybciej. - Myślę, że we wrześniu będzie już widać zmiany - twierdzi.
Komentuj →
24 lipca 2007 |
2
Pielgrzymów wiózł 22-letni Paweł M. Prawo jazdy uprawniające do kierowania autobusem miał od dziesięciu miesięcy. - To jest nie do pomyślenia, że tak młody kierowca pojechał w góry - uważa Adam Rusiecki, instruktor Ligi Obrony Kraju, który szkoli kierowców autobusów. - Przez pierwsze cztery, pięć lat powinien jeździć w Polsce. Doświadczenie, które można zdobyć po przejechaniu, co najmniej 50 tys. km, potrzebne jest właśnie w sytuacjach ekstremalnych. - Paweł miał wystarczające kwalifikacje i doświadczenie - broni się Robert Caban, właściciel firmy przewozowej z Mieszkowic. To jego autokarem podróżowali pielgrzymi. Paweł M. wcześniej woził dzieci w okolicach Mieszkowic. Kilka tygodni temu wyruszył w drogę do Hiszpanii. Na trasie z La Salette był drugi raz. Jego zmiennikiem był doświadczony kierowca, który pracuje w Cabanie od dziesięciu lat i nieraz już przemierzał górskie drogi Francji. Co się zmieni po tym wypadku? - Nic, kierowcy nadal będą tamtędy jeździć. To nie moja wina, że wszystkie sanktuaria znajdują się w górach. Można do nich dojechać albo wspinać się na nogach, pewnie zajęłoby to kilka dni - mówi jeden z kierowców. A gdzie doświadczeni kierowcy? Ci niestety uciekają za granicę. Taki problem mają wszyscy przewoźnicy. Ludzie odchodzą z pracy, choć zarabiają po 5-6 tys. zł miesięcznie – powiedział “Gazecie Wyborczej” właściciel firmy przewozowej ze Szczecina (nie chciał, aby gazeta podała jego nazwisko). - Nie ma ich jak zatrzymać, bo w Londynie zarobią cztery razy tyle. Ci, co mają odwagę, wyjeżdżają.
Choć zapowiedziane przez ministra transportu Jerzego Polaczka zaostrzenie zasad zdobywania autobusowego prawa jazdy zapewne jeszcze ograniczy liczbę kierowców, to przewoźnicy pomysł popierają. Dokument ma być wydawany tylko na pięć lat, sprawdzian trzeba będzie zdać m.in. w warunkach ekstremalnych i trzeba będzie mieć ukończone 24 lata. - Kierowca, który chce wozić kilkadziesiąt osób, musi mieć porządne doświadczenie. Dlatego nawet po zrobieniu prawa jazdy powinien przez jakiś czas jeździć ze starszymi kolegami - nie ma wątpliwości Tadeusz Wilk ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.
Komentuj →
24 lipca 2007 |
0
Na redakcyjne pytanie – Jak się jeździ po alpejskich drogach odpowiedział ks. Adam Wijata, od trzech lat w diecezji nicejskiej: - Są wąskie i tak kręte, że wystarczy moment nieuwagi, a tragedia gotowa. Ale kierowcy respektują tylko te ostrzeżenia, które dotyczą wysokości tunelu - autobus lub tir nie wjadą na taką drogę, gdy trzeba pokonać niski tunel.
Komentuj →
23 lipca 2007 |
0
Centralny Ośrodek Szkoleń Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce uruchamia szkolenia kierowców zawodowych w ośrodkach na terenie całego kraju w zakresie uzupełniającym kwalifikacje w przewozie rzeczy i osób. Programy szkoleń i materiały szkoleniowe (w tym prezentacje komputerowe) oparte są o rozporządzenie ministra transportu oraz materiały i najnowsze zalecenia opracowane przez międzynarodową organizację EuroTra, której członkiem jest ZMPD. Szkolenia są realizowane we współpracy z Akademią Transportu i Przedsiębiorczości w rekomendowanych ośrodkach szkolenia kierowców na terenie Polski, spełniających wymagania Ministerstwa Transportu i ZMPD. Aktualnie ZMPO prowadzi nabór na szkolenia w Warszawie, Katowicach, Nowym Mieście nad Pilicą, Kwidzynie oraz Sokołowie Podlaskim. Osoby zainteresowane szkoleniami proszone są o kontakt z COS na adres e-mail: szkolenia@zmpd.pl lub pod nr. tel. 022 536 10 60 – oferuje ZMPO. Organizacja zaprasza do współpracy również inne ośrodki i organizacje szkolące kierowców na prawo jazdy kat. C, C +E, D, D +E
Komentuj →
22 lipca 2007 |
0
Polski autobus nie miał prawa znaleźć się na tym zjeździe - tytułuje dziennik “Libération”. “Le Monde” wybija słowa ministra transportu Jean-Louisa Borloo: “Widziałem 11 znaków zakazu dla autobusów i ciężarówek, w tym jeden gigantyczny, na którym jest napisane, że trasa jest »surowo wzbroniona dla autobusów i ciężarówek «".Także “Le Figaro” nie ma wątpliwości: kierowca złamał przepisy. Bo na pewno nie dostał zezwolenia z prefektury na przejazd tym odcinkiem RN 85. “Le Figaro” przypomina, że nawet niektóre lokalne firmy przewozowe nie otrzymały od prefekta zezwolenia na przejazdy tą trasą. "Autokar nie miał pozwolenia niezbędnego, by poruszać się tą drogą. To było wykroczenie" - poinformował Gilles Prieto, podprefekt departamentu Isere. Według prefektury ten wyjątkowo stromy odcinek drogi nr 85 jest wyłączony dla transportu publicznego, o ile nie mają specjalnego pozwolenia stacji kontroli technicznej. Francuska żandarmeria potwierdza: niebezpiecznym odcinkiem RN 85 już wcześniej nielegalnie przejeżdżały autokary turystyczne.- Na tym odcinku trasy RN 85 przeprowadzamy kontrole. I zdarzało się, że podczas tych kontroli zatrzymywane były autobusy - mówi "Gazecie" komendant Joël Armand, rzecznik prasowy żandarmerii w departamentach Rhone i Isere. Przedstawiciele lokalnych władz po wypadku mówili, że zakaz wjazdu na "Drogę Napoleona" jest łamany notorycznie.
Komentuj →
22 lipca 2007 |
0

Wracali z Sanktuarium Maryjnego w La Salette w górach. Autobus dojechał do skrzyżowania w La Mure. Tu kierowca powinien skręcić w lewo, jak nakazywały znaki. A pojechał prosto, drogą RN 85, choć zakaz wjazdu dla autobusów i ciężarówek powyżej ośmiu ton był wyraźny, powtarzany wielokrotnie od La Salette. Mer gminy Vizille, na terenie której doszło do katastrofy, Alain Berhault, z którym rozmawiała po wypadku redakcja "Le Figaro", powiedział, że do katastrofy doszło niemal przy końcu stromego 8-kilometrowego zjazdu, gdzie droga skręca pod kątem 90 stopni. Zakręt był chroniony barierą, która pękła wskutek uderzenia autobusu. Madrycki "El Pais" w długiej korespondencji z Paryża opisuje min. drogę, z której stoczył się polski autobus: "Droga krajowa RN85, znana jako Droga Napoleona, to - mierząc w linii prostej - osiem kilometrów szosy o nachyleniu 7 procent, wymagającej od pojazdów specjalnego systemu hamulcowego".
Komentuj →
22 lipca 2007 |
0
Autokar z 50 pielgrzymami spadł w 30 metrową przepaść i stanął w płomieniach. 26 osób nie żyje. To największa katastrofa polskiego autokaru za granicą.

26 polskich pielgrzymów zginęło w katastrofie autokaru pod Grenoble. Kierowca zdążył krzyknąć: "Trzymajcie się siedzeń, hamulce poszły" - mówią ocaleni – jak czytamy w “Gazecie Wyborczej”. W autokarze było 50 osób: pielgrzymi z parafii św. Mikołaja w Szczecinie, Miłosierdzia Bożego ze Stargardu Szczecińskiego, Przemienienia Pańskiego z Mieszkowic i Chrystusa Króla ze Świnoujścia oraz dwaj kierowcy i pilot. Byli to przeważnie ludzie starsi, ale też trójka dzieci w wieku 12-13 lat. Pielgrzymowali po sanktuariach w południowej Francji. Dziś wieczorem mieli być w Polsce. W niedzielę wracali z Sanktuarium Maryjnego w La Salette w górach. Autobus dojechał do skrzyżowania w La Mure.Tu kierowca powinien skręcić w lewo, jak nakazywały znaki. A pojechał prosto, drogą RN 85, choć zakaz wjazdu dla autobusów i ciężarówek powyżej ośmiu ton był wyraźny, powtarzany wielokrotnie od La Salette.
Komentuj →