10 listopada 2007 |
0
Odbył się wyścig samochodowych robotów. Potrafią zatrzymać się przed światłami i ustąpić pierwszeństwa.


To nie będzie zwykły wyścig. 11 samochodów przygotowanych przez najlepsze uczelnie (nie tylko amerykańskie) będzie jechało bez kierowców. Za prowadzenie auta odpowiadają komputery wyposażone w czujniki, kamery, lasery, radary i systemy satelitarnej nawigacji. Organizowany przez Pentagon rajd ma wytypować technologie, których będzie można używać w zautomatyzowanych pojazdach wojskowych. Tym razem wyścig będzie jednak inny. W poprzednich zawodach auta musiały tylko przejechać w określonym czasie wyznaczoną trasę.Teraz, w symulowanych warunkach miejskich, komputery będą musiały zwracać uwagę na innych użytkowników dróg, znaki, korki. – Ten test oddaje wiele elementów, które będą obecne w środowisku pracy podobnych zautomatyzowanych samochodów – tłumaczy Tony Tether, dyrektor DARPA. – Pojazdy będą musiały się wykazać tym samym poziomem umiejętności co kierowcy zdający na prawo jazdy. Ważne jest nie tylko ukończenie prawie stukilometrowej trasy w czasie poniżej sześciu godzin, ale również unikanie zderzeń. Wyniki będą obliczane na podstawie umiejętności omijania przeszkód i innych samochodów. Może się zatem okazać, że robot, który dojedzie do mety pierwszy, ale cały poobijany, zostanie zepchnięty z podium przez wolniejszy, ale ostrożniejszy na drodze. Najtrudniejszym manewrem będzie prawdopodobnie włączenie się do ruchu – uważają inżynierowie z Uniwersytetu Stanforda, którzy stworzyli Stanleya. Teraz do wyścigu wystawili przerobionego volkswagena passata kombi, któremu nadali imię Junior. – Cały nasz plan może runąć, jeśli Junior utknie za kiepskim kierowcą. Jeżeli inni będą zachowywać się bardzo słabo, nasza strategia poruszania się w korkach się nie sprawdzi – utyskuje Sebastian Thrun, główny konstruktor Juniora. W lepszych nastrojach są inżynierowie z Carnegie Mellon University, twórcy Bossa, czyli skomputeryzowanego chevroleta tahoe. – Boss potrafi dziś wykonywać manewry dwa razy szybciej niż jeszcze pół roku temu. Umie sam zaparkować i ustępować pierwszeństwa na skrzyżowaniach – przekonuje Chris Urmson, szef zespołu Tartan Racing.
Komentuj →
9 listopada 2007 |
0

Z każdym rokiem rośnie liczba przechodniów zabitych w wypadkach. Jak ograniczyć ten trend? Drogowcy ustawiają przy niebezpiecznych przejściach fluorescencyjne tablice. Przez to na ulicach możemy spotkać różne wersje tych samych znaków – informuje “Rzeczpospolita”. Od grudnia 2006 roku do czerwca 2007 r. na pasach przez ul. Pileckiego na Ursynowie zginęły dwie osoby (w tym sześcioletni chłopiec). Od lipca, kiedy Zarząd Dróg Miejskich zainstalował tam fluorescencyjne znaki widoczne już z wiaduktu nad Puławską, nikt w tym miejscu nie został potrącony. Poprawa bezpieczeństwa to nie tylko zasługa znaków. Oprócz nich w tym miejscu pojawiły się: ograniczenie prędkości, płotki dla pieszych i tymczasowa sygnalizacja świetlna. ZDM uznał, że znaki fluorescencyjne sprawdziły się jako skuteczna metoda na poprawę bezpieczeństwa w stolicy. – Ustawiamy je tylko w najbardziej niebezpiecznych miejscach – mówi rzeczniczka ZDM Urszula Nelken. – W przeciwnym wypadku mogłyby spowszednieć. A chodzi o to, żeby z daleka uderzały po oczach i zmuszały do natychmiastowego zdjęcia nogi z gazu. Jaskrawe znaki informacyjne “przejście dla pieszych” czy ostrzegawcze “dzieci” – możemy już zobaczyć przy ponad 50 zebrach w Warszawie.
Czy na terenie miasta mogą występować te same znaki drogowe w dwóch wersjach – zwykłej i fluorescencyjnej? – Nie widzę problemu. Najważniejsze, żeby znak był dobrze widoczny – odpowiada redaktor naczelny miesięcznika “Paragraf na drodze” Wojciech Kotowski. – Znak fluorescencyjny kierowca na pewno dostrzeże wcześniej niż zwykły. A dzięki temu wcześniej zacznie obserwować przejście oraz pobocze – wyjaśnia.
Według podinsp. Wojciecha Pasiecznego z Wydziału Ruchu Drogowego odblaskowe znaki przyczyniają się do ograniczenia liczby wypadków, a świadczą o tym statystyki. Działają podobnie jak czerwono-białe pasy dla pieszych (kierowcom kojarzą się z krwią i wypadkiem drogowym, więc hamują). – W miastach zachodnich to już nie wystarcza. Tam nawet na szerokich jezdniach montuje się na pasach progi zwalniające, tzw. śpiących policjantów. Każda metoda jest dobra, jeśli może ocalić ludzkie życie – mówi Pasieczny.
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0
25 dużych znaków, tzw. witaczy, ustawionych zostanie do połowy listopada przy drogach wjazdowych do województwa świętokrzyskiego.

Mają 1,9 m wysokości i 2,5 m szerokości. Dwanaście stanie przy drogach krajowych, a trzynaście przy wojewódzkich. Formalnie są to znaki drogowe, które mają informować o największych atrakcjach turystycznych regionu. Dlaczego nie ma wśród nich Sandomierza czy Kielc? - Mogliśmy umieścić tylko trzy ikonki. Święty Krzyż był poza dyskusją. Ponadto zdecydowaliśmy się na szlaki piesze, z których nasz region jest znany, i zabytki Staropolskiego Okręgu Przemysłowego, unikalne w skali europejskiej - wyjaśnia Jacek Kowalczyk, dyrektor Departamentu Promocji, Edukacji, Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Świętokrzyskiego. Wykonanie i ustawienie "witaczy" kosztować będzie budżet województwa około 70 tys. zł. Kowalczyk przypomina, że w ubiegłym roku przy drogach wojewódzkich ustawionych zostało 300 mniejszych znaków informujących o konkretnych atrakcjach turystycznych. Do końca grudnia w podobny sposób oznakowany zostanie samochodowy świętokrzyski szlak literacki. Prowadził będzie przez 42 miejsca związane z życiem i twórczością związanych z naszym regionem pisarzy.
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0
Zderzenie ciężkiej wywrotki z domem stojącym blisko drogi krajowej nr 5 w Poninie (koło Kościana), które w konsekwencji spowodowało śmierć dwojga mieszkańców tego domu, wywołało dyskusję – czy i jak można takim wypadkom przeciwdziałać i jakie możliwości mają konstruktorzy i budowniczowie oraz zarządcy dróg, by do podobnych wypadków nie dochodziło? W Poninie ściana domu znajdowała się w odległości 2,1 metrów od korony drogi, ponadto jezdnia była skoleinowana, a w momencie wypadku padał deszcz. Była piąta rano i zachodzi podejrzenie, że kierowca jadący całą noc z Dolnego Śląska mógł na moment zasnąć. Na pewno jechał szybciej niż 70 km/godz. dozwolone pojazdom ciężarowym na zwykłej szosie, (takie ograniczenie znakiem B-33 obowiązuje też wszystkie pojazdy samochodowe w Poninie, gdzie przejazd przez wieś nie jest oznakowany jako teren zabudowany). Jednak w tym zagłębieniu terenu jest powszechną praktyką kierowców ciężarówek, że zamiast zwolnić, raczej się rozpędzają, by wdrapać się na przeciwstok. Wśród publicznie formułowanych zarzutów pod adresem drogowców znalazł się i taki, że w tym – od dawna uznanym za niebezpieczne – miejscu zabrakło progów dudniących, mających wzbudzać czujność kierowców, a może w ogóle ich budzić? Zarzucano też, że dopuszczono do wybudowania drogi w zbyt bliskim sąsiedztwie domu, albo tego domu w porę nie rozebrano, mimo, że już kiedyś podobno w ten dom jakiś pojazd uderzył. Drogowcy mają sposoby, by ograniczać ryzyko kolizji pojazdów z obiektami przydrożnymi. Najskuteczniejsze jest takie poprowadzenie drogi, by z dala omijała wszelkie domostwa. Ustawa o drogach publicznych precyzuje, że odległość obiektów budowlanych sytuowanych przy drogach krajowych powinna być nie mniejsza niż 10 metrów w obszarze zabudowanym i 25 metrów w obszarze niezabudowanym. Te normy dotyczą jednak dróg nowoprojektowanych, niemożliwe są do spełnienia tam, gdzie drogi wytyczono kilkadziesiąt, a może i kilkaset lat temu i wtedy też pobudowano przy nich domy i całe miejscowości. Praktycznie wszystkie wielkopolskie drogi krajowe biegną śladami średniowiecznych gościńców i trzeba by zburzyć dziesiątki, a może setki całych wsi i spore fragmenty miast, żeby sprostać przytoczonej normie. GDDKiA nie ma oddzielnego funduszu na wykupy nieruchomości położone zbyt blisko dróg. Oddział poznański GDDKiA wykupuje i wyburza takie domy przy okazji modernizacji i poszerzania odcinków dróg lub skrzyżowań i ten proces potrwa zapewne wiele lat. Często jednak propozycje drogowców napotykają na protesty właścicieli, albo zbyt wygórowane są ich oczekiwania. To też spowalnia proces usuwania domów-zawalidróg. Jak informuje Czesław Perlikiewicz, naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami oddziału poznańskiego GDDKiA, w ciągu kilku minionych lat udało się wykupić nieruchomości m.in. w Szreniawie przy drodze nr 5 i w Ludwinie za Pleszewem przy drodze nr 11. Trwają pertraktacje z właścicielami nieruchomości w Skrzynkach przy drodze nr 11 i Gonicach w okolicach Wrześni (droga 92). Właściciele rozbitego w zeszłym roku domu w Srocku przy drodze nr 5, a także najbardziej narażonych na rozbicie nieruchomości w Ruchocicach (droga 32) i w Zasutowie, przy drodze 92 zabiegają o wykup ich domostw. Nie chcą w nich mieszkać i czekać na nieszczęście. Z drugiej jednak strony wyceny tych starych nieruchomości są takie, że za pieniądze z ich wykupu nie da się wybudować lub kupić nowych domów bądź mieszkań. Zdaniem Cz. Perlikiewicza problemu zbyt bliskiego sąsiedztwa dróg krajowych nie da się rozwiązać w ciągu jednego pokolenia. Doraźnym sposobem ograniczenia skutków ewentualnego najechania pojazdu na dom jest montaż drogowych barier ochronnych i osłon energochłonnych. Tak swego czasu postąpiono z ochroną domu w Srocku, przy drodze nr 5, na odcinku między Stęszewem a Głuchowem. Niestety, gdy rok temu uderzył w barierę samochód dostawczy zginęły też dwie osoby, tyle że tym razem kierowca i jego pasażer. Dom także doznał uszczerbku, na szczęście przy zdemolowanej ścianie nikogo nie było. Nie miejmy złudzeń, energia zderzenia rozpędzonego 30-tonowego TIR-a jest tak duża, że nie rozproszy jej żadna sprężysta bariera. Jest jeszcze i inna strona medalu. Gdy drogowcy podejmują się budowy barier ochronnych, zwłaszcza na dłuższych odcinkach, gdy droga biegnie przez wieś lub miasteczko, napotykają na masowe protesty mieszkańców, bo ci mają utrudniony lub uniemożliwiony dojazd do swoich posesji, albo trudniej im przejść do sklepu czy do sąsiada po drugiej stronie jezdni. Problem zbyt bliskiego sąsiedztwa dróg tranzytowych i zabudowań ulegnie złagodzeniu, gdy powstanie więcej obwodnic. Jednak nie zapobiegnie to w przyszłości uderzeniom w domy pojazdów, które opuściły drogę. Bo temu winne będą niesprawność pojazdów lub kierujących nimi ludzi i – przynajmniej teoretycznie – może się to zdarzyć w każdym miejscu, gdzie jakakolwiek droga przebiega w pobliżu jakiegoś domostwa. Dlatego radykalnym rozwiązaniem może być tylko skuteczne, czyli automatyczne ograniczanie prędkości pojazdów przejeżdżających przez obszary zabudowane, a także nieustająca automatyczna kontrola wydolności psychofizjologicznej kierowców. Możliwe to będzie, gdy do kabin samochodów, zwłaszcza wielkich ciężarówek trafią technologie dziś stosowane w nowoczesnych lokomotywach, samolotach czy promach kosmicznych, a rola człowieka-kierowcy ograniczy się do określania drogi i celu jazdy... Zasypianiu za kierownicą lub nierozważnym manewrom wynikającym ze zmęczenia kierujących dziś zapobiegać mogą jedynie sami kierowcy, jeśli mają dość odpowiedzialności za swoje czyny. Wiadomo jednak, że wielu ryzykuje nadmiernie, bo mają poczucie misji, bo muszą dotrzeć na czas do celu, bo chcą więcej zarobić, albo po prostu nie chcą stracić pracy... Dlatego tak często dochodzi do wypadków, których przyczyną jest prędkość niedostosowana do warunków jazdy, a także zasypianie za sterem.
Komentuj →
11 listopada 2007 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Białymstoku zaprasza na Szkolenie – SPOŁECZNA MISJA NAUCZYCIELA JAZDY, które odbędzie się w Ośrodku 22 listopada o godz.: 13:30. Celem sympozjum jest poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez podniesienie jakości kształcenia kandydatów na kierowców. Szkolenie skierowane jest przede wszystkim do przedsiębiorców szkoły jazdy oraz instruktorów nauki jazdy, w programie szkolenia przewidziane są zagadnienia z zakresu odpowiedzialności prawnej przedsiębiorcy i instruktora, określenie psychologicznej sylwetki instruktora nauki jazdy, negatywnych zachowań kandydatów na kierowców oraz prezentacja nowoczesnych narzędzi dydaktycznych w szkoleniu kierowców, m.in. Europejskiego programu OBSERWATOR. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do udziału w szkoleniu. Formularz zgłoszenia oraz wszelkie niezbędne informacje na stronie internetowej www.word.bialystok.pl, tel: 601 948 303, 085 743 26 24 wew. 23, 32. W miesiącach czerwiec – sierpień 2007 roku w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Białymstoku odbyło się szkolenie Strażaków Straży Pożarnej z Województwa Podlaskiego oraz kierowców-ratowników z Litwy w zakresie doskonalenia techniki jazdy samochodami osobowymi na płycie poślizgowej Ośrodka, samochodami terenowymi i ciężarowymi na torach off-road i drogach w pobliżu miejscowości Złotoria k/Białegostoku. W szkoleniu uczestniczyło 280 strażaków-kierowców, który na co dzień uczestniczą w akcjach ratowniczych na drogach Podlasia oraz Litwy. Szkolenie odbyło się w ramach Projektu “Transgraniczny system bezpieczeństwa – szkolenia polskich i litewskich ratowników-kierowców” oraz Programu Sąsiedztwa INTERREG III A/TACIS CBC Litwa-Polska-Obwód Kaliningradzki Federacji Rosyjskiej.
Komentuj →
11 listopada 2007 |
0
Aresztowany pijany sprawca wypadku - Łódzki sąd aresztował 29-latka, podejrzanego o spowodowanie po pijanemu wypadku, w którym zginął jadący skuterem 15-latek. Sprawcy wypadku, który uciekł z miejsca zdarzenia, grozi do 12 lat więzienia. Jak poinformowała Grażyna Jeżewska z łódzkiego sądu, sąd aresztował mężczyznę, z uwagi na grożącą mu surową karę i obawę matactwa z jego strony. Do tragedii doszło w piątkowe popołudnie. Na skrzyżowaniu ulic Łagiewnickiej i Dolnej prowadzony przez 29-latka fiat tempra uderzył w skuter, który prowadził 15-letni chłopiec. Pomimo reanimacji nastolatek w wyniku odniesionych obrażeń zmarł na miejscu. Według policji, kierujący fiatem i pasażer uciekli z miejsca zdarzenia i porzucili samochód kilka ulic dalej. Policjanci szybko ustalili i zatrzymali kierowcę: 29-letniego Kamila D. Mężczyzna miał w organizmie prawie 2,3 promila alkoholu i nie posiadał prawa jazdy. Zatrzymano także pasażera auta - 45- latka, który miał 1,5 promila alkoholu w organizmie. 29-latkowi za spowodowanie po pijanemu wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Policjant wyleciał z pracy za picie - Komendant Miejski Policji w Bydgoszczy wyrzucił z pracy funkcjonariusza, który prowadził auto po pijanemu. W poniedziałek wieczorem funkcjonariusz prowadził toyotę yaris jadący za nim mercedesem vito bydgoszczanin nie zachował bezpiecznej odległości i uderzył w tył auta policjanta. Choć stłuczka nie była groźna i nikomu nic się nie stało, przyjechał patrol "drogówki" i zbadał obu kierujących alkomatem. To rutynowa procedura, kiedy w kolizji lub wypadku uczestniczy mundurowy. Winny kolizji był trzeźwy, ale policjant nie. Wydmuchał prawie pół promila. Podczas zdarzenia nie był na służbie i jechał prywatnym wozem. Nie miało to wpływu na decyzję jego przełożonego, który wszczął postępowanie zmierzające do wyrzucenia policjanta z pracy.
Pirat drogowy z gimnazjum- Z dwoma promilami we krwi pędził samochodem rodziców 180 km/godz. Miał 15 lat. Przygoda nastoletniego kierowcy z Chojnowa (Dolnośląskie) zakończyła się pod Żarami w Lubuskiem. W nocy z soboty na niedzielę chłopak wsiadł ze swoim rówieśnikiem do samochodu rodziców i wjechał na autostradę. W okolicach Bolesława spowodował kolizję i uciekł z miejsca zdarzenia. Przed poszkodowanym kierowcą uciekał z prędkością 180 km/godz. Zanim zatrzymała go policja, na łuku drogi w miejscowości Zajączek pod Żarami wypadł z drogi i uderzył w słup trakcji elektrycznej. 15-latków uwolnili z zakleszczonego auta strażacy. Badanie alkomatem wykazało, że młodociany kierowca miał we krwi blisko dwa promile alkoholu. Jego sprawą zajmie się teraz sąd rodzinny.
Komentuj →
10 listopada 2007 |
0
Ok. 200 osób przeszło główną ulicą Łodzi - Piotrkowską - w marszu milczenia zorganizowanym po tragicznej śmierci 15-letniego Łukasza. Chłopiec jadąc skuterem został śmiertelnie potrącony przez auto prowadzone przez pijanego kierowcę. Marsz zorganizowała rodzina chłopca, koledzy, sąsiedzi oraz uczniowie i nauczyciele z gimnazjum nr 10, do którego chodził Łukasz. Wzięli w nim także udział uczniowie innych szkół. Uczestnicy marszu protestowali w ten sposób przeciwko pijanym kierowcom, którzy niosą śmierć na polskich drogach. - Chcieliśmy tym marszem wspomnieć bezsensowną śmierć Łukasza, a tym samym sprzeciwić się pijanym kierowcom na drogach, przyzwoleniu, jakie do tej pory jest dla takich pijanych kierowców, czyli potencjalnych zabójców. Takie przestępstwo powinno być traktowane jak morderstwo. Zaczynamy walkę od samego dołu, może usłyszy to góra, może coś się zmieni. Jak nikt nic nie będzie robił, to takich tragedii będzie więcej - powiedział ojciec zmarłego chłopca. Uczestnicy marszu w milczeniu przeszli pod Łódzki Urząd Wojewódzki, gdzie rodzice zabitego chłopca wręczyli przedstawicielowi wojewody petycję do rządu, w której domagają się działań zmierzających do zaostrzenia kar dla pijanych kierowców i rządowego programu walki z pijanymi na drogach. W petycji domagają się m.in. dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych dla nietrzeźwych kierujących, przepadku samochodu, wysokich kar grzywny i zobowiązania pijanych sprawców wypadku do pokrycie kosztów leczenia poszkodowanych. - Mamy nadzieję, że poprzez ten marsz uda nam się nagłośnić problem i sprawić, że pijanych na naszych drogach będzie mniej. Zaostrzenie kar może być elementem, który odstraszy, ale potrzebna jest także akcja społeczna. Wyrobienie w społeczeństwie odruchu sprzeciwu, aby pijany siadał za kierownicą, to będzie też duży sukces - podkreślił współorganizator marszu, Wiesław Kozłowski. Do tragedii doszło 2 listopada. Na skrzyżowaniu ulic Łagiewnickiej i Dolnej prowadzony przez 29-latka fiat tempra uderzył w skuter, którym jechał 15-letni Łukasz. Pomimo reanimacji nastolatek zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Kierujący fiatem i pasażer uciekli z miejsca zdarzenia i porzucili samochód kilka ulic dalej. Policjanci szybko zatrzymali kierowcę, którym okazał się 29-letni Kamil D. Mężczyzna miał w organizmie prawie 2,3 promila alkoholu i nie posiadał prawa jazdy. 29-latek trafił do aresztu. Grozi mu kara do 12 lat więzienia.
Policja podkreśla, że nietrzeźwi kierowcy to jeden z głównych problemów na polskich drogach. Z policyjnych danych wynika, że tylko w pierwszym półroczu tego roku policjanci w Łódzkiem ujawnili prawie 4,5 tys. nietrzeźwych kierowców. Pijani kierowcy byli sprawcami ponad pół tysiąca wypadków i kolizji, w których zginęło 10 osób, a 188 zostało rannych.
Komentuj →
10 listopada 2007 |
0
Łódzcy leśnicy zaprojektowali własne znaki drogowe, które mają skłonić kierowców do zdjęcia nogi z gazu na drodze przez las. Do kolizji z udziałem dzika, sarny bądź lisa w Łagiewnikach dochodzi nawet kilka razy w tygodniu. Leśnicy liczą, że fotografia dzika, kuny czy młodego liska bardziej przemówi do wyobraźni kierowców niż graficzny obraz sarny na oficjalnym znaku ostrzegawczym "Uwaga, dzikie zwierzęta!".

- Na sarnę w trójkącie nikt już nie zwraca uwagi - mówi Jarosław Białek, p.o. kierownik Leśnictwa Miejskiego. - Dodatkowo zamierzamy co pewien czas zamieniać znaki miejscami: gdzie był lis, będzie kuna itd., żeby wywołać u kierowcy moment zastanowienia... W Leśnictwie Miejskim brano pod uwagę ustawienie przy łagiewnickich drogach tablic ze zdjęciami zwierząt - ofiar wypadków, co miałoby działać podobnie jak powypadkowe wraki samochodów ustawiane przy niektórych trasach. Uznano jednak, że fotografie zmasakrowanych saren i dzików byłyby zbyt drastyczne. Liczba kolizji z udziałem zwierząt w Łagiewnikach wciąż jest większe, co spowodowanej jest stałym wzrostem liczebności zwierzęcych populacji. Dotyczy to zwłaszcza dzików, których w miejskim lesie żyje obecnie aż 250 (pięciokrotnie więcej niż siedem lat temu), a które są uczestnikami wypadków najgroźniejszych także dla człowieka. Przypomnijmy tylko, że ponad 130 kg ważył odyniec, z którym w październiku na ul. Strykowskiej zderzył się (bo w przypadku tak wielkiego zwierzęcia to słowo jest bardziej właściwe niż potrącenie) ford fiesta. Samochód nadawał się do poważnego remontu, a i tak szczęście, że na skutek zderzenia nie ucierpiał człowiek. Od początku roku w Łodzi na drodze przez las doszło do ponad 60 kolizji z udziałem zwierząt (nie mówiąc o drobnych zwierzętach - jeżach, kunach itp. - rozjechanych przez samochody). Pod kołami zginęło przynajmniej 25 dzików, 30 saren i kilkanaście lisów. Jesienią prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wzrasta. Ustawione przez leśników tablice ostrzegawcze, z wizerunkami zwierząt i napisem Kierowco! Pozwól nam przejść nawołują już kierowców do rozsądku na terenie Nadleśnictwa Bełchatów na trasie Wrocław - Warszawa. Łódzkie Leśnictwo Miejskie musi jeszcze uzgodnić warunki ustawienia swoich znaków z Zarządem Dróg i Transportu.
Komentuj →
9 listopada 2007 |
0
Internauta serwisu “Gazeta Olsztyńska pl.” pisze: Chciałbym przedstawić sytuację rowerzystów w jednym z miast w Wielkiej Brytanii. Proszę sobie porównać do tego, z czym mamy do czynienia w Olsztynie. Od pół roku mieszkam i pracuję w Harlow w Anglii. Jest to siedemdziesięciotysięczne miasto pod Londynem. Samo Harlow nie jest zbyt ładne ani ciekawe. Posiada jednak sieć ścieżek rowerowych, którymi można dojechać praktycznie wszędzie. Mam do pracy cztery kilometry. Trasę tę pokonuję rowerem nawet w dziesięć minut. Wpływa na to odpowiednie poprowadzenie ścieżek rowerowych. Nie kolidują one z żadnymi ważniejszymi ulicami miasta, gdyż poprowadzone są tunelami pod nimi. W miejscach, gdzie z traktu korzystają również piesi, istnieje wyraźny podział na strefę dla rowerzystów i ludzi idących pieszo. Jeżdżę naprawdę szybko. Jest to jednak bezpieczne, gdyż jeszcze nigdy żaden pieszy nie pojawił się niespodziewanie na ścieżce rowerowej. Przy jednym z wjazdów na moją trasę do pracy często spotyka się angielska młodzież. Zawsze jednak, widząc cyklistę, ustępują uprzejmie z drogi i przepraszają za blokowanie ścieżki ("Sorry, mate!"). Nawierzchnie tras rowerowych są w dobrym stanie, gdyż nie korzystają z nich samochody. Wszelkie, rzadko występujące, ubytki asfaltu (wszystkie ścieżki mają taką nawierzchnię) są na bieżąco uzupełniane. Przy przejazdach przez ulice, pod którymi nie ma podziemnych przejazdów, nie ma problemu z pokonywaniem krawężników. Są one umieszczone na poziomie ścieżek, więc podczas jazdy nie odczuwa się nawet ich obecności. Poza tym kierowca samochodu widząc, że zbliża się rowerzysta, zawsze się zatrzymuje. Nawet gdy dojeżdżam do skrzyżowania pierwszy i czekam, aż samochód przejedzie, w zdecydowanej większości przypadków kierowca także się zatrzymuje i zachęca mnie gestem ręki do przejechania przez ulicę. Funkcjonalną sieć ścieżek rowerowych posiada również Londyn. Już po przekroczeniu trasy A406 okalającej miasto zaczynają się trasy dla rowerzystów umożliwiające dojazd do centrum. Tam z kolei dobrym rozwiązaniem jest wydzielenie skrajnego lewego pasa ruchu dla autobusów, rowerów i taksówek. Nawet podczas godzin komunikacyjnego szczytu nie zauważyłem, żeby jakikolwiek kierowca samochodu osobowego chociaż na chwilę wjechał na ten pas. Jeździłem po centrum Londynu z prawdziwą przyjemnością i bez obawy o swoje bezpieczeństwo.
Komentuj →
9 listopada 2007 |
0
Minibusy marki Solina i midibusy Jelcze, które zaczną jeździć wąskimi ulicami pozbawionymi dziś komunikacji, zaprezentowała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. I pierwszy raz oficjalnie zapowiedziała, że w przyszłym roku pasażerów czekają podwyżki cen biletów przy okazji zmiany systemu taryfowego – informuje “Gazeta Wyborcza”. Szef Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta podpisał umowę z firmą Mobilis, która wiosną sprowadzi 30 dziewięciometrowych Jelczy (dla 60 pasażerów) i 20 Solin z silnikiem mercedesa i 45 miejscami. Pierwsze nie mają schodów w obu drzwiach, drugie - tylko w tylnych. - Ale mam sterownik do obniżania podłogi, ręcznie mogę też wysunąć rampę, żeby można było wjechać do środka wózkiem - pokazywał Wiesław Rachwalski, kierowca, który przyjechał z fabryki w Sanoku na piątkową prezentację przed ratuszem. Obie marki są też wyposażone w klimatyzację, kamery dla bezpieczeństwa pasażerów, ekologiczne silniki i głosowe zapowiadanie przystanków. - To niewielkie autobusy, ale skierujemy je tam, gdzie jeździ niewielu pasażerów. Zależy nam, by rozszerzyć zasięg komunikacji o osiedla, które jej nie mają. Mam nadzieję, że dzięki temu ich mieszkańcy zrezygnują z jeżdżenia samochodami - mówiła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz i wymieniła ulice, które obejmie komunikacja minibusowa.
Komentuj →
9 listopada 2007 |
0
Po raz pierwszy od chwili utworzenia, czyli od 59 lat, Polak został wybrany prezydentem Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego - IRU w Genewie. Jest nim JANUSZ ŁACNY, członek Zarządu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych od 3 kadencji (prezes Zarządu ZMPD w kadencji 1999 - 2003 r.) Podczas odbywającego się właśnie teraz w Genewie Zgromadzenia Ogólnego Członków IRU dokonano wyboru władz IRU na kadencję 2008 - 2009. Nowo wybrany prezydent Janusz Łacny, w poprzedniej kadencji był wiceprezydentem IRU i przewodniczącym Rady Transportu Towarowego. W listopadzie 1999 r. po raz pierwszy Zgromadzenie Ogólne IRU wybrało go do 10-osobowego Prezydium IRU na 2-letnią kadencję, ponawiając wybór w 2001 r., kiedy był członkiem Rady Przewozów Towarowych. Nową funkcję Janusz Łacny zacznie pełnić od 1 stycznia 2008 r.
Komentuj →
8 listopada 2007 |
0
6 listopada w Warszawie odbyła się konferencja metodyczna otwierająca cykl szkoleń pt.: "Reedukacja kierowców - metodyka, kadry, skuteczność". Cykl jest wspólnym przedsięwzięciem Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, Ministerstwa Transportu i Polskiej Grupy Edukacyjnej EDUCATIV. Wsparcia metodycznego udzielił Instytut Transportu Samochodowego. Uczestnikami konferencji byli organizatory i wykładowcy szkoleń dla tzw. “punktowców”. Patronat medialny objął tygodnik “AUTO ŚWIAT” oraz elektroniczny serwis informacyjny PRAWO DROGOWE@NEWS. Wygłoszono następujące wykłady: Maciej Wroński “Cele i zakres kursów dla kierowców naruszających zasady ruchu drogowego, podstawy prawne, rola wykładowcy, odpowiedzialność organizatora”; Wojciech Pasieczny “Planowanie zajęć, cel realny przekazu, materiały źródłowe, ograniczenia prawne, współczesne techniki dydaktyczne, samoocena efektywności, “kursanci-recydywiści”; Ryszard Krawczyk “Metodyka pracy z grupą, erystyka, techniki prezentacji, zarządzanie czasem zajęć”; Andrzej Markowski “Osobowość, motywacja, postawy – rzeczywiste przyczyny wykroczeń drogowych”; Marek Jewuła “Rządowe i regionalne zadania BRD – analiza źródeł informacji, przegląd inicjatyw społecznych, nowi partnerzy”; Witold Wiśniewski “Nowoczesne narzędzia dydaktyczne w kształceniu kierowców”. W tym roku odbędą się jeszcze zajęcia warsztatowe dla uczestników cyklu. Wiosną 2008 r. odbędzie się konferencja sumująca cykl. Uczestnicy otrzymają certyfikat kompetencji zawodowej w zakresie metodyki i organizacji zajęć reedukacyjnych dla kierowców przyznany przez Instytut Transportu Samochodowego.
Komentuj →
8 listopada 2007 |
0
Groźba mandatu i sprawy w sądzie nie powstrzymują kierowców przed porzucaniem starych aut na ulicach. A wraki zajmują miejsca parkingowe, szpecą ulice i zagrażają środowisku. Z ulicy Samolotowej na Gocławiu w Warszawie niedawno, ku radości mieszkańców, zniknął wreszcie wrak fiata 125p, który służył przechodniom za śmietnik. Na Koszykowej w pobliżu Ministerstwa Sprawiedliwości leciwy opel omega stoi od wielu miesięcy w strefie płatnego parkowania. Za wycieraczkami co jakiś czas strażnicy zostawiają kolejne mandaty. Na jednym z kół założyli blokadę. Chyba niepotrzebnie, bo z pozostałych już uszło powietrze. Według rzeczniczki straży miejskiej Agnieszki Dębińskiej-Kubickiej porzucone samochody to w Warszawie ogromny problem. - Tylko do czerwca tego roku usunięto już 107 wraków. W przypadku ponad 90 proc. porzuconych aut nie udaje się ustalić właściciela. W kwietniu straż miejska utworzyła specjalny referat pojazdów porzuconych, który szuka właścicieli lub użytkowników aut i egzekwuje usuwanie wraków. W nielicznych przypadkach, kiedy samochód ma tablice rejestracyjne lub uda się ustalić właściciela, strażnicy wzywają go do zabrania pojazdu w ciągu siedmiu dni i wystawiają mandat. Po zignorowaniu powtórnego wezwania sprawa jest kierowana do sądu grodzkiego. Zwykle jednak strażnicy zlecają zewnętrznej firmie odholowanie samochodu na tymczasowy parking i powiadamiają o tym policję. Auto jest przechowywane bezpłatnie przez sześć miesięcy i jeśli nie zgłosi się po nie właściciel, przechodzi na własność miasta. Wczoraj Rada Warszawy zdecydowała, że ratusz przejmie 91 porzuconych aut. Ponieważ nie nadają się do użytku, będą przekazane wyspecjalizowanym firmom do utylizacji i recyklingu.
Komentuj →
8 listopada 2007 |
0
W Polsce był podobno także testowany – jak dowiadujemy się z informacji na stronach INTERII.pl - wprowadzany właśnie we Francji pomysł malowania jezdni specjalną farbą, która zmienia kolor, gdy spada temperatura i na drodze jest ślisko. Jak się jednak dowiedział reporter RMF FM, jeśli takie testy były, to nie robiła ich generalna dyrekcja, a ewentualnie inny zarządca dróg. Urzędnicy pytani o tę metodę odpowiadali, że musieli by poznać jej technologię. Poza tym przepisy w Polsce nakazują żeby pasy były białe.
Komentuj →
8 listopada 2007 |
0
Miejscy drogowcy do końca stycznia nauczą się obsługi systemu, który ma ułatwić kierowcom przejazd przez centrum Olsztyna. Dopiero wtedy przez miasto przejedzie się łatwiej niż dotychczas – komentuje wprowadzenie zielonej fali “Gazeta Wyborcza Olsztyn. Wdrażaniem systemu sterowania ruchem w Olsztynie kilka miesięcy temu zajęła się firma Tyco Fire and Integrated Solutions, która ma już doświadczenie we wprowadzaniu zielonej fali w Hongkongu, Singapurze, Sydney i Dublinie, a w Polsce - w Rzeszowie. Po ciągłych skargach kierowców, na jej wprowadzenie w mieście zdecydował się także olsztyński ratusz. Według umowy zawartej z urzędem miasta Tyco do 31 października miał uruchomić system na jedenastu skrzyżowaniach w centrum. Do tego czasu firma wykonała projekt budowlany, ułożyła światłowody i dostosowała sygnalizacje do wymogów systemu - tłumaczy Paweł Jaszczuk, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni. - Wyposażyła także centrum sterowania ruchem w serwer utrzymujący komunikację z sygnalizacjami i nadzorujący ich prawidłowe działanie oraz w komputer z oprogramowaniem, które jest mózgiem całego systemu. Praktyka pokazała jednak, że dotychczasowe prace na olsztyńskich skrzyżowaniach niewiele zmieniły. Od 31 października po mieście wcale nie jeździ się lepiej. Na drogowców i firmę zaczęły spadać gromy kierowców, że zielona fala wciąż nie działa. Swoje dołożyli też piesi, którzy mieli problem z przechodzeniem przez ulice, na których ma działać nowy system. Czy skargi były słuszne? Urzędnicy przekonują, że zielona fala będzie działała jak należy dopiero, gdy firma Tyco przeszkoli miejskich drogowców obsługujących system. Ma na to czas do końca stycznia 2008 roku. Czego muszą się nauczyć drogowcy? - Przede wszystkim posługiwania się programem SCATS, obsługującym system - mówi dyrektor Jaszczuk. - Operatorzy muszą dokładnie poznać jego możliwości. Dopiero sprawne operowanie oprogramowaniem gwarantuje poprawę przepustowości skrzyżowań, zwłaszcza w godzinach szczytu. W ostatnich dniach jednak coś na ulicach się zmieniło. Mimo że drogowcy uczą się dopiero pracy z systemem sterowania ruchem, kierowcy zgłaszają nam, że jazda przez centrum bywa płynniejsza niż dotychczas. - Czyżby zielona fala zaczęła działać? - pytają. Pracownicy Miejskiego Zarządu Dróg tłumaczą, że cały czas analizują wskazania komputera. - Sprawdzamy w terenie, jak pracuje sygnalizacja i wszystkie uwagi na bieżąco przekazujemy Tyco. Korekty zaś są wprowadzane nocą, by w ciągu dnia nie utrudniać kierowcom jazdy - tłumaczy Paweł Jaszczuk. - Jak w praktyce ma działać nowoczesny system sterowania ruchem? Objęte nim skrzyżowania są wyposażone w tzw. pętle indukcyjne, które wykrywają pojazdy na każdej z ulic. Komputer natychmiast przetwarza te dane i na bieżąco dostosowuje pracę sygnalizacji na wszystkich skrzyżowaniach. Dzięki temu jazda po tych ulicach Olsztyna powinna być o wiele bardziej płynna niż teraz.
Komentuj →
7 listopada 2007 |
1
Uwaga na meleksy pędzące po centrum Krakowa! Jeden z nich, wioząc kilku podchmielonych Brytyjczyków, omal nie rozjechał przechodzącej kobiety, by po chwili rozbić się pod hotelem Kampanile – apeluje “Gazeta Wyborcza - Kraków”. Od cudzoziemców czuć było alkohol. Ktoś próbował wezwać policję, ale zaraz przyjechał drugi meleks. - Zebrali uszkodzone fragmenty i szybko odjechali - opowiada świadek zdarzenia. Wcześniej jednak zdołała od kierowcy wydobyć nazwę firmy przewozowej, do której miał należeć pojazd. Próżno jednak szukać jej w internecie. W wydziale spraw administracyjnych UMK potwierdzono nam, że taka firma nie ma zezwolenia na wjazd na Rynek. Przedstawiciele dużych firm świadczących przewozy meleksami w Rynku zapewniają, że przestrzegają narzuconego przez władze miasta ograniczenia prędkości dla tych pojazdów do 10 km/h. - Straż miejska co chwilę nas kontroluje, więc nikt by sobie nie pozwolił na szybką jazdę - zapewnia Mariusz Krawczyk z firmy Krak-Tour, oferującej zwiedzanie Krakowa meleksem. Ale o szarżujących elektrycznych wózkach opowiadają także odwiedzający inne rejony Krakowa. - Kilka razy musiałam się wręcz przyklejać do ściany, by nie zostać rozjechaną przez meleksa wiozącego Anglików - opowiada mieszkanka Kazimierza. Kierowcy meleksów przyznają, że jest kilka firm, które nie mają zezwolenia na wjazd na Rynek, ale wożą ludzi bocznymi uliczkami, pokazując niby atrakcje miasta. - Do niedawna jeszcze w szybkiej jeździe po centrum Krakowa gustowali 18-, 19-latkowie z Norwegii. Rajcowała ich głośna muzyka i ostra jazda. Na szczęście trochę ich ostatnio mniej - mówi kierowca jednej z firm mających zgodę na postój na Rynku. Teraz palmę pierwszeństwa przejmują inne nacje. W sierpniu policja poszukiwała kilku przybyszy z Wysp, którzy... odpięli meleksa i sami urządzili sobie ostrą przejażdżkę po centrum miasta. Strażnicy miejscy mówią, że oficjalnie nikt nie zgłasza im przypadków szybkiej jazdy. Jeśli nikt nie ucierpiał, zazwyczaj kończy się na rzuceniu kilku ostrych słów przez pieszego. - Nie oznacza to jednak, że problemu nie ma - podkreśla Marta Cieśla, rzecznik krakowskiej straży miejskiej. Małgorzata Woźniak z krakowskiego magistratu zaznacza tymczasem, że wobec firm, których kierowcy zostaną przyłapani na przekraczaniu prędkości, urzędnicy mogą wyciągnąć surowe konsekwencje. - Możemy nie przedłużyć zezwolenia na wjazd i postój, a nawet wygasić już przyznane.
Komentuj →
7 listopada 2007 |
0
Trasa wzdłuż doliny Czechówki czy od ulicy Filaretów na Stare Miasto - to pierwsze propozycje lublinian na ścieżki rowerowe w mieście. Ratusz chce, by to mieszkańcy wybrali, gdzie trasy dla cyklistów powinny powstać najpierw. O braku ścieżek rowerowych pisaliśmy już wiele razy – czytamy w “Gazecie Wyborczej Lublin”. Ratusz powołał specjalną osobę z wydziału inwestycji odpowiedzialną za kontakt z rowerzystami. Jest nią Marek Kuzaj. Wydział wyszedł również z propozycją, aby to sami mieszkańcy wskazali, gdzie drogi dla rowerów powinny powstać w pierwszej kolejności. W odpowiedzi na ten pomysł Porozumienie Rowerowe w Lublinie zorganizowało konsultacje. - Pierwsze propozycje już mamy - zapewnia Marcin Skrzypek z Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN". Są nimi trasy położone w najciekawszych i najbardziej urokliwych miejscach, np. wzdłuż doliny Czechówki. Skrzypek podkreśla, że rowerzyści mogą być świetnymi doradcami urzędników, bo znają różne rozwiązania z innych miast czy państw. Jak tłumaczy, zamierzają udowodnić ratuszowi, że naprawdę można znaleźć ciekawe sposoby, które niekoniecznie wymagają budowy nowej ścieżki. Takim rozwiązaniem może być np. wydzielenie na chodnikach białymi liniami drogi dla rowerzystów. Eugeniusz Janicki, dyrektor wydziału dróg i mostów, przyznaje, że jeżeli rzeczywiście Porozumienie Rowerowe znalazłoby miejsca, gdzie takie linie mają sens, można by zrobić to jeszcze w tym roku. - Pieniądze to nie problem. Można wykorzystać fundusze przewidziane na bieżące naprawy - tłumaczy. Marek Kuzaj mówi, że propozycje rowerzystów posłużą urzędnikom jako wskazówki. - Zastanowimy się nad nimi i w zależności od tego, jakimi funduszami będziemy dysponować, wybierzemy inwestycje do realizacji - tłumaczy.
Komentuj →
7 listopada 2007 |
0
Czarne punkty w Bydgoszczy to obecnie: zwężenie Fordońskiej, ul. Wojska Polskiego, Toruńska i rondo Bernardyńskie - wynika z pierwszego policyjnego raportu, który uwzględnia wszystkie trwające remonty oraz zwężenia głównych dróg. Raport przygotował torunianin Marek Rogowski - funkcjonariusz z nadzoru ruchu drogowego bydgoskiej Komendy Miejskiej Policji. Zestawił wszystkie kolizje i wypadki, które miały miejsce od początku roku do końca października na naszych ulicach. - Po Bydgoszczy jeździ się coraz gorzej i trudniej - mówi. - W niektórych miejscach w tym roku wydarzyło się już o kilkadziesiąt stłuczek więcej niż w całym 2006. To wina trwających miesiącami remontów oraz zwężeń głównych dróg w mieście. Ale także nieuważnych kierowców, co dziwi skoro w wielu remontowanych miejscach nie mają szans rozpędzić się do dozwolonej na danym odcinku prędkości. Z raportu wynika, że jednym z najgorszych miejsc jest obecnie ul. Fordońska, która została zwężona w związku z remontem Wiaduktu Warszawskiego. - Tu nagminnie dochodzi do stłuczek - mówi policjant. - Wystarczy jedna, a już po chwili ktoś zgłasza na tym odcinku drugą i trzecią, bo kierowcy zamiast skupić się na jeździe, gapią się na policjanta, który ogląda lub fotografuje pierwszy zniszczony samochód. Podobnie jest na ul. Szubińskiej przed wiaduktem. Po co policji takie zestawienie? - Robimy nie tylko duże raporty, ale analizy z każdego tygodnia. Dzięki nim dowiadujemy się, gdzie jest najbardziej niebezpiecznie i gdzie musimy wysłać funkcjonariuszy z radarem albo bez - tłumaczy Łoboda. - Wiemy z doświadczenia, że nieraz już sam mundur wystarczy, aby kierowcy byli ostrożniejsi.
Komentuj →
7 listopada 2007 |
1
Żydowski cmentarz w Lublińcu już nie będzie placem manewrowym dla szkoły jazdy – informuje “Gazeta Wyborcza”. Lubliniecki kirkut przy ul. 11 Listopada powstał w XIX wieku. Od lat 70. ubiegłego stulecia na jego terenie gospodarzy Liga Obrony Kraju. Prowadzi tu... ośrodek szkolenia kierowców. W dawnym domu przedpogrzebowym powstało biuro, obok stanęły wiaty, blaszane garaże. Przyszli kierowcy ćwiczą jazdę po łuku czy parkowanie tam, gdzie kiedyś były mogiły. Zdewastowane nagrobki (macewy) leżą w krzakach. Tylko część wykorzystano do budowy małego mauzoleum w wygrodzonej części cmentarza. O bulwersującej sprawie "Gazeta" pisała wielokrotnie. W połowie lat 90. Paweł Wildstein, ówczesny przewodniczący Związku Gmin Żydowskich w Polsce, apelował o ukaranie odpowiedzialnych za zbezczeszczenie kirkutu. A jednak na cmentarzu nic się nie zmieniło. - Przez tyle lat jakoś nikt nie zgłaszał pretensji - twierdzi Dariusz Całus, kierownik LOK w Lublińcu. Dodaje: - Osobiście uważam, że to my jesteśmy pokrzywdzeni, bo to miasto dało nam kiedyś taką lokalizację. Ale dobrze, że w końcu ktoś to wyjaśni. Podjął się tego burmistrz Lublińca Edward Maniura. - Chcę zakończyć tę wstydliwą sprawę - zapowiada. - Cmentarz będzie rewitalizowany. Już ogłosiliśmy przetarg, rozstrzygnięcie w grudniu. W czwartek spotka się z katowicką dyrekcją Ligi Obrony Kraju, by porozumieć się w sprawie wyprowadzki szkoły jazdy. - W zamian oferuję hektarową działkę z zabudowaniami w innym miejscu - dodaje burmistrz.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
0
Radomska drogówka prowadzić będzie wzmożone kontrole trzeźwości kierowców. Policjantom towarzyszył będzie Marcin Dorociński, aktor znany wszystkim z filmu "Pitbull". - To nie pierwsza tego typu akcja, w której biorą udział sławni aktorzy czy sportowcy. Na przykład w czerwcu pomagał nam Jerzy Dudek. Osoby znane lepiej trafiają do kierowców, mają większą siłę przekonywania - mówi Rafał Jeżak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji. Sprawdzana będzie przede wszystkim trzeźwość kierowców. Dla tych, którzy przestrzegają przepisów, przewidziano nagrody w postaci podręcznych testerów trzeźwości. Podczas akcji rozdawane będą także ulotki z informacjami o konsekwencjach jazdy pod wpływem alkoholu. - Ulotki te rozprawiają się z mitami funkcjonującymi w naszym społeczeństwie. Niektórzy myślą, że jeżeli wypili kieliszek wina do obiadu, to nie ma to żadnego znaczenia. Tacy ludzie są w błędzie - nawet niewielka ilość alkoholu wpływa na prowadzenie pojazdem - wyjaśnia Jeżak. Akcja zakończy się 2 grudnia - zaraz po andrzejkowym weekendzie.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
0
Aż 40 punktów karnych uzbierał w ciągu kilkunastu minut 25-letni pirat drogowy z Bełchatowa (Łódzkie), który kilkakrotnie naruszył przepisy ruchu. Mężczyzna stracił prawo jazdy i został ukarany mandatem w wysokości tysiąca złotych - poinformowała podinsp. Joanna Kącka z łódzkiej policji. 25-letni bełchatowianin, kierujący hondą civic, został zatrzymany przez patrol policjantów drogówki po tym, jak urządził sobie rajd ulicami miasta.
Według policji, drogowy pirat o niemal 100 km/h przekroczył prędkość na terenie zabudowanym, wyprzedzał na podwójnej linii ciągłej, dwukrotne wyprzedzał na przejściu dla pieszych i na skrzyżowaniu. Nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. Sprawcę wykroczenia ukarano mandatem karnym i 40 punktami karnymi (roczny limit punktów to 21 dla początkujących kierowców i 24 dla pozostałych). Policjanci na miejscu zatrzymali mu prawo jazdy. Aby je odzyskać, 25-latek będzie musiał ponownie zdać egzamin.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
0
W Olsztynie policjanci rozdali ponad 1,2 tys. kamizelek odblaskowych. Prawie połowę z nich dostały dzieci z podolsztyńskich wsi. Funkcjonariusze zjawili się w podstawówkach w Butrynach, Gromie, Kiwitach, Kywałdzie i Nowakowie. Uczniowie dostali także latarki i odblaskowe gadżety. Przedsięwzięcie jest częścią akcji "Odblaskowe drogi od Bałtyku do Tatr". Przeprowadzono ją równocześnie w sześciu województwach. W Olsztynie od poniedziałku kamizelki odblaskowe rozdają rowerzystom również strażnicy miejscy. - Niektórzy jeżdżą na rowerze przez cały rok, a zmierzch robi się teraz bardzo wcześnie - wyjaśnia Jarosław Lipiński, zastępca komendanta straży miejskiej.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
0
Liderem na rynku obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych (OC) nadal jest PZU. Kolejne miejsca zajmują Warta i Samopomoc. Łącznie te trzy firmy opanowały ponad 70 proc. rynku - wynika z sondażu Biura Badania Opinii i Rynku Estymator. 49 proc. właścicieli samochodów zawarło ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC) z PZU. Wartę i Samopomoc wybrało po 11 proc. posiadaczy samochodów. Po wielkiej trójce, która w sumie opanowała ponad 70 proc. rynku mamy następujących ubezpieczycieli: Allianz (5 proc.), Hestia (4 proc.), Compensa (3 proc.), MTU (3 proc.) i Uniqa (3 proc,). Udziały w rynku pozostałych firm nie przekraczają 2 proc.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
2

Rwańska jest pierwszą w Radomiu ulicą jednokierunkową, gdzie ruch dla rowerzystów odbywa się w obydwu kierunkach. Przy wjeździe na ul. Rwańską od placu Kazimierza pod znakiem informującym o drodze jednokierunkowej został umieszczony niedawno znak "Nie dotyczy rowerów". Taka sama tabliczka zawisła na drugim końcu ulicy pod znakiem zakazu wjazdu. - Jest to pierwsza taka ulica w Radomiu. Pomysł został zaczerpnięty z Warszawy, która wzorowała się z kolei na drogach zachodnich. Złożyliśmy wniosek do Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji i został on zaakceptowany - powiedział nam Sebastian Pawłowski, kanclerz Bractwa Rowerowego. - Myślimy o skierowaniu takich samych wniosków odnośnie ulicy Żeromskiego i Słowackiego.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
0
Setki odblaskowych kamizelek dla dzieci i dorosłych rozdała pomorska policja. - Dla poprawy stanu bezpieczeństwa - zapewnia podinsp. Janusz Staniszewski, naczelnik pomorskiej drogówki. - Dzień coraz krótszy, więc dzieci powinny być dobrze widoczne, a kamizelki są szczególnie dobre dla rowerzystów. Wariant dla dorosłych dostali kierowcy ciężarówek, niejeden już zginął tylko dlatego, że był niedostatecznie widoczny, gdy na chwilę wysiadł z szoferki zmienić koło. Staniszewski z przedstawicielem Energi, która ufundowała kamizelki, mieli pomysł, by na drodze w Łęgowie koło Pruszcza Gdańskiego zatrzymać gimbus wiozący uczniów i kamizelki wręczyć jego pasażerom. Gimbus jednak nie nadjeżdżał, więc poszli do Zespołu Szkół w Łęgowie. - I dobrze się stało, bo dzieci trzeba było przekonywać, żeby się nie wstydziły tych kamizelek ubierać - opowiada Staniszewski. - Dyrekcja szkoły przyjęła nas bardzo życzliwie. Weszliśmy z pełnym kartonem i tak długo nas nie chcieli wypuścić, aż rozdaliśmy wszystko. Dyrektor łęgowskiej szkoły, Elżbieta Działoszewska, uważa, że takie akcje mają ogromne znaczenie. - Przez Łęgowo biegnie bardzo ruchliwa droga Gdańsk-Łódź - tłumaczy Działoszewska. - Siedem lat temu jeden z naszych uczniów wjechał rowerem pod samochód i zginął. Dwa lata temu inny został poturbowany przez przyczepę auta. Cieszy mnie wszystko, co pomaga uniknąć takich tragedii. Akcja prowadzona była nie tylko w Pomorskiem, ale jeszcze w pięciu województwach. W sumie policja rozdała 10 tys. kamizelek, a także opaski odblaskowe na ramię i przypinane do kurtek plastikowe gadżety wyposażone w diody świecące czerwonym światłem.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
0
Spadł pierwszy śnieg. Na razie tylko dwa centymetry. Śnieg jest mokry, bo mamy temperaturę 0,2 st. powyżej zera. Biały puch ucieszył dzieci, ale zmartwił kierowców. Zwłaszcza tych, którzy nie wymienili opon w swoich samochodach. Przed zakładami wulkanizacyjnymi natychmiast pojawiły się kolejki. Opony można wymienić w zaprzyjaźnionym warsztacie lub skorzystać z usług sieci serwisowej. Warsztatów zrzeszonych w sieci jest w Polsce kilkaset, a ich zalety to: wyspecjalizowany personel, profesjonalna obsługa i wyposażenie warsztatów w nowoczesny sprzęt. Tegoroczny sezon zimowy nie będzie obfitował w nowości oponiarskie – większość producentów opiera swą sprzedaż na modelach z zeszłego roku. Nie oznacza to jednak, że wybór opon jest ograniczony. Czas życia nowego modelu opony z segmentu premium to średnio trzy lata, a z segmentu opon popularnych – pięć, a nawet siedem lat. Biorąc jednak pod uwagę mnogość koncernów, marek i modeli opon, nie można narzekać na niedostatek modeli na rynku.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
1
W Polsce kierowca niezawodowy wykonuje badania medyczne i psychotechniczne raz: kiedy zdaje prawo jazdy. I są one aktualne nawet w wieku 100 lat. W ostatnią sobotę doszło w Kielcach do tragicznego wypadku, którego przyczyną było zasłabnięcie starszego mężczyzny prowadzącego samochód. Trudno za to winić kierowcę - takich zdarzeń nie da się uniknąć, najczęściej nie można też przewidzieć nagłej niedyspozycji. Ale zdaniem zarówno lekarzy, jak i egzaminatorów prawa jazdy, można by je ograniczyć, gdyby kierowcy, zwłaszcza ci w starszym wieku, poddawali się badaniom medycznym i psychotechnicznym. - I to jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe - komentuje Jerzy Brożyna, egzaminator nadzorujący Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Kielcach. - Przecież często ci niezawodowi kierowcy wyjeżdżają więcej kilometrów niż zawodowi. A nawet gdyby nie, to przecież są takimi samymi uczestnikami ruchu drogowego jak pozostali. Zdaniem Jerzego Brożyny takie badania powinny być przeprowadzane co pięć lat, a w przypadku osób starszych nawet częściej. - Człowiek nie jest cały czas zdrowy, z wiekiem inaczej reaguje na nagłe sytuacje, pogarsza mu się wzrok - mówi instruktor. - Często jest też osobą schorowaną, na przykład na serce. Nie powinien wówczas zasiadać za kółkiem, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo, że coś może się wydarzyć. Są kierowcy, którzy sami bez przymusu zgłaszają się na takie badania. Na przykład po przebytym zawale serca, wylewie, wszczepieniu rozrusznika. Niestety, należą do wyjątków. - A szkoda, bo naprawdę warto się kontrolować - mówi Maciej Ślefarski, internista, specjalista medycyny pracy. - Ja badam kierowców. I wiem, że już po 65 roku życia nie każdy powinien zasiadać za kółkiem. Ale kto się chce dobrowolnie pozbawić prawa jazdy? Dlatego taki przymus badań powinien być.
Komentuj →
6 listopada 2007 |
0
Komunikat Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców
Rozstrzygnięto przetarg na dostawę samochodów dla potrzeb Warszawskiego WORD. W jazdach egzaminacyjnych będzie używany samochód m-ki TOYOTA Yaris. Została podpisana (6.11.2007) umowa pomiędzy WORD i firmą TOYOTA określająca ilość, terminy dostaw tych samochodów oraz wyposażenie. Samochód Tyota zostanie wprowadzony do eksploatacji nie wcześniej niż 1 lutego 2008 r. Wynika to zarówno z terminów wynikających z podpisanego kontraktu jak i wcześniej prowadzonych rozmów przez przedstawicieli SOSK Warszawa z Dyrektorem WORD. Do obsługi i realizacji tej umowy przeznaczona jest stacja Tyota Marki. Zarząd Stowarzyszenia zgodnie z wcześniej podjętymi na ostatnim zebraniu decyzjami postanowił: 1) Doprowadzić do podpisania umowy z Toyota Marki dotyczącą zarówno warunków zakupów, serwisowania dodatkowego wyposażenia, ubezpieczenia oraz wielu innych spraw związanych z problemami występującymi z eksploatacją samochodów szkoleniowych w OSK. Umowę taką mieliśmy podpisaną z G M Opel i wnioski wynikające z doświadczenia chcemy uwzględnić przy zawieraniu nowej umowy Toyota Marki. 2) W najbliższym terminie zorganizujemy spotkanie w Markach z Panem Pawłem Ziębą, który odpowiada za kontakty z OSK i jest bezpośrednim przedstawicielem Tyota Marki. Będziemy mogli doprecyzowć nasze wymagania przed ewentualną decyzją o zakupie konkretnego modelu Yarisa. Zostaliśmy poinformowani przez Dyrekcję Tyota Poland, że maksymalna zniżka na samochody m-ki Tyota wynosi obecnie 8%. 3) O wszystkich ustaleniach pomiędzy WORD a SOSK Warszawa niezmiernie ważnych dla całego Naszego środowiska takich jak np. termin wycofania Opli z Word będziemy informowali na bieżąco. Proszę o ewentualne pytania lub uwagi. Z poważaniem Wojciech Szemetyłło.
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0

Najnowszy film z popularnej serii “prawo jazdy”, a w nim obowiązujące zasady resuscytacji, komplet zagadnień występujących w pytaniach testowych obowiązujących podczas egzaminu państwowego na prawo jazdy.
Pierwsza pomoc przedlekarska w wypadkach drogowych - łącznie 01:10:43
00:01 Wstęp
06:07 Kolizja
09:10 Wypadek
10:56 Prawidłowe wezwanie pomocy
15:17 Zapewnienie bezpieczeństwa w miejscu wypadku
19:56 Udzielanie pomocy rannym
27:19 Jeżeli ranny jest przytomny
28:53 Jeżeli ranny jest nieprzytomny
35:18 Resuscytacja - masaż serca i sztuczne oddychanie
39:13 Resuscytacja dziecka w wieku przedszkolnym
40:45 Resuscytacja dziecka od 1 roku życia
44:36 Krwotoki i zranienia
48:53 Złamania i zwichnięcia kończyn
50:47 Oparzenia
52:00 Wstrząs
53:08 Apteczka samochodowa
54:17 Pytania egzaminacyjne
Tylko 50 zł - ZADZWOŃ – ZAMÓW – 0-502-659-431
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0
Od 19 listopada każdy będzie mógł mieć przy sobie plastikową kartę z danymi pozwalającymi na powiadomienie rodzin w razie wypadku. Akcję wydawania kart ICE (z ang. "in case of emergency"- w przypadku zagrożenia) upowszechnili angielscy i włoscy ratownicy. Znajdują się tam imię i nazwisko oraz numer telefonu osób, które znają nasze problemy zdrowotne, leki jakie przyjmujemy, czy grupę krwi. Dzięki takiej wizytówce z danymi, rodziny ofiar wypadków są niezwłocznie powiadamiane o stanie swoich bliskich, przy okazji mogą też pomóc, udzielając potrzebnych do leczenia informacji. Do tej pory Polski Czerwony Krzyż rozdawał jedynie papierowe karty niewielkiego formatu, które można było trzymać w portfelu. Stosuje się je także w telefonach komórkowych. W książce telefonicznej aparatu przy osobie, która miałaby być poinformowana o wypadku należy umieścić hasło "ratunek" lub po prostu "ICE". Dzięki temu ratownicy wiedzą, z kim się skontaktować. Karty do wypełnienia trudno jednak dostać w lubelskim oddziale PCK. - W tej chwili już ich nie mamy. Może w połowie stycznia - mówi Iwona Kubecka z lubelskiego PCK. Dodaje, że wzór można ściągnąć ze strony internetowej. Teraz PCK wprowadza plastikowe karty. - Podczas wypadku zarówno papierowe karty jak i komórki mogą ulec zniszczeniu. Plastik jest o wiele trwalszy - podkreśla Magdalena Stefańska z działu programowego Zarządu Głównego PCK. - Karta nie będzie droga. Ma kosztować kilka złotych - dodaje. Między Czerwonym Krzyżem a handlowcami trwają właśnie rozmowy. Dzięki nim w kioskach i w sklepach można będzie kupić zdrapki z ukrytymi kodami kreskowymi. Od 19 listopada taki kod będzie można wpisać do formularza na stronie zarządu głównego PCK. W odpowiedzi Czerwony Krzyż odeśle plastikową kartę formatu dowodu osobistego - Nie ukrywam, że całą akcję kierujemy przede wszystkim do użytkowników dróg, ale posiadać powinien ją każdy z nas - apeluje Stefańska.
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0
Policja z Kalisza zatrzymała 78-letniego mężczyznę, który przez półtora roku strzelał z procy do samochodów na jednym z kaliskich osiedli. Staruszek uszkodził szyby i karoserie wielu aut. - Do jego zatrzymania doszło dzięki sąsiadom, którzy po kolejnym przypadku uszkodzenia samochodu zamontowali na bloku kamerę - poinformowała Monika Rataj z zespołu prasowego kaliskiej policji. Zatrzymany przez policję przyznał, że nie wybierał konkretnych aut, lecz strzelał do tych, które parkowały najbliżej okna jego mieszkania. - Zeznał, że strzelał, bo przeszkadzał mu hałas parkowanych pojazdów oraz zapach spalin - powiedziała Rataj. Policja ustala listę osób poszkodowanych. Podczas przeszukania mieszkania podejrzanego znaleziono jego broń: dwie drewniane proce i reklamówkę z kilkudziesięcioma kamieniami. Mężczyźnie grozi teraz nawet do pięciu lat więzienia.
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0
W Warszawie z "ciepłego guzika" pasażerowie będą mogli korzystać już piąty rok. To "Gazeta" w 2002 roku przekonała urzędników, by pasażerowie mogli sami sobie otwierać drzwi w autobusach i tramwajach. Dzięki temu wnętrze pojazdu nie wyziębia się niepotrzebnie. Choć kierowcy są zobowiązani podczas chłodów do włączania ogrzewania, to dawniej ciepło uciekało, bo drzwi otwierały się nawet wtedy, gdy nikt nie wsiadał ani nie wysiadał. Niestety, nadal tak będzie w przypadku ponad jednej trzeciej wszystkich autobusów i połowy tramwajów, które nie mają przycisku dla pasażerów. Dotyczy to starszych modeli. Zarząd Transportu Miejskiego zobowiązał jednak przewoźników, by na pętlach kierowcy i motorniczowie pojazdów bez przycisków otwierali tylko jedne drzwi. Z kolei w centrum, czyli tam, gdzie niemal zawsze na przystankach jest tłoczno, drzwi będą przeważnie otwierały się we wszystkich autobusach i tramwajach, żeby nie opóźniać odjazdu.
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0
Odblaskowe kamizelki rozdają policjanci kierowcom, dzieciom i pieszym w sześciu województwach: pomorskim, zachodnio-pomorskim, warmińsko-mazurskim, kujawsko-pomorskim, mazowieckim i wielkopolskim. Akcja "Odblaskowe drogi od Bałtyku do Tatr" ma im uświadomić, jak ważna na drodze jest dobra widoczność. - Okres jesienny wiąże się na drogach z ograniczoną widocznością, a to jest jeden z najbardziej istotnych czynników wpływających na powstawanie wypadków. Na potrącenia narażeni są przede wszystkim piesi idący jezdnią lub poboczem - powiedział rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski. Zaznaczył też, że kierowca przy ograniczonej widoczności dostrzega pieszego ubranego w ciemne kolory z dużym opóźnieniem. - W nocy widzimy gorzej, a kierowcy wielu rzeczy w ogóle nie dostrzegają. W ciemnościach pieszy może zauważyć reflektory samochodu nawet z odległości kilku kilometrów, ale kierowca dostrzeże go dopiero, gdy jego sylwetka znajdzie się w zasięgu świateł - podkreślił. Z policyjnych statystyk wynika też, że od zmroku do świtu dochodzi aż do 46 proc. wszystkich śmiertelnych wypadków, choć właśnie wtedy na drogach ruch jest nawet dziesięciokrotnie mniejszy niż w ciągu dnia. - Najbardziej zagrożone wypadkami są dzieci z terenów pozamiejskich, które w drodze do lub ze szkoły zmuszone są korzystać z pobocza bądź jezdni. Zła widoczność może się jednak przyczynić do najechania pieszego także na obszarze zabudowanym - dodał Sokołowski. Przypomniał również, że zgodnie z prawem dzieci poruszające się po drodze po zmierzchu, poza obszarem zabudowanym, muszą mieć przy sobie jakieś elementy odblaskowe. - O ile jasne lub fluorescencyjne ubrania dziecięce spełniają swoją funkcję w ciągu dnia, o tyle po zmroku ich widoczność z pozycji kierującego jest niewystarczająca - zaznaczył.
Policjanci zwracają też uwagę na to, że pieszy bez elementów odblaskowych widoczny jest w światłach mijania z odległości 20-30 metrów, a osobę posiadającą je widać już z odległości 130 - 150 metrów. Dodał, że kierowcy powinni też zawsze pamiętać o zakładaniu kamizelek odblaskowych w czasie, gdy np. zmieniają koło. Posiadanie w aucie kamizelki odblaskowej nie jest w Polsce obowiązkowe, choć taki obowiązek jest w wielu innych krajach UE - m.in. Austrii, Portugalii i Hiszpanii. Ustawa Prawo o ruchu drogowym zobowiązuje jednak osoby, które "wykonują roboty lub inne czynności na drodze" do posiadania elementów odblaskowych. "My apelujemy do kierowców, by profilaktycznie mieli taką kamizelkę w swoim aucie" - podkreślił Sokołowski. O tym jak ważna jest widoczność na drogach, świadczą też tragiczne statystyki z minionego wydłużonego weekendu świątecznego. Od środy (przed dniem Wszystkich Świętych) do niedzieli w 761 wypadkach zginęło 99 osób. Wśród nich było aż 40 pieszych.
Komentuj →
5 listopada 2007 |
0
WORD Warszawa informuje na swoich stornach internetowych, że od dnia 1 lutego 2008 r. nastąpi sukcesywna zmiana pojazdów egzaminacyjnych na kategorię B i BE. Obecnie użytkowane pojazdy Opel Corsa (kat. B) zostaną zastąpione samochodami Toyota Yaris, natomiast zamiast pojazdu Opel Vivaro (kat. BE) użytkowany będzie samochód Toyota Hiace.
Komentuj →