30 grudnia 2008 |
0
(279-13)Schemat działania epas
Ford wprowadza system automatycznego parkowania, tak więc przybywa na ratunek wszystkim, którzy mają problemy z równoległym parkowaniem. Są niestety małe szanse, żeby wynalazek przyjął się na placach ośrodków egzaminacyjnych... - komentuje “Gazeta Wyborcza”. Nowy wynalazek nazywa się Ford Active Park Assist i działa bardzo prosto. Kierowca włącza system, który sam wykrywa dostępne do parkowania miejsce. Kiedy je znajdzie, prosi o pozwolenie na przejęcie kontroli nad układem kierowniczym. Od tego momentu jedynym zadaniem kierowcy jest zmiana biegów i operowanie gazem i hamulcem - całą resztą, wraz z ostrzeganiem przed zbytnim zbliżeniem się do innego auta, zajmuje się samochód. W każdej chwili kierujący może odzyskać kontrolę nad autem po prostu chwytając za kierownicę. Proste, prawda? Sercem układu są umieszczone na krańcach auta czujniki. Nie są to jednak zwykłe kamery (tak jak w podobnym systemie Lexusa), lecz czujniki ultradźwiękowe. Te z kolei kierują układem kierowniczym, gdzie zamiast tradycyjnej, hydraulicznej pompy wspomagania zastosowano system elektryczny. Według Forda ma on jeszcze jedną zaletę: zmniejsza zużycie paliwa nawet o 5 procent, co wpływa też na ilość wydzielanego dwutlenku węgla i innych szkodliwych gazów. System zwany w skrócie EPAS przetestują Amerykanie. Od 2010 otrzymają go Ford Lincoln MKS oraz Lincoln MKT (nowy, 7-osobowy crossover). Kiedy trafi do Europy? Tego nie wiadomo, jednak Ford nie wyklucza, że wprowadzi system do wszystkich swoich aut do 2012 roku.
Komentuj →
27 grudnia 2008 |
0
“Gazeta Wyborcza” donosi: Bydgoscy drogowcy chcą walczyć z reklamowymi telebimami stawianymi przy najruchliwszych ulicach. - Nie znaleźliśmy na nie żadnego paragrafu, dlatego apelujemy do ministra infrastruktury o pomoc – mówią. Bijące po oczach światłem ekrany pojawiają się przy bydgoskich ulicach jak grzyby po deszczu. Mają jednak bardzo ważną wadę. Dekoncentrują kierowców, powodują, że przestają oni zwracać uwagę na to, co się dzieje na ulicy. - Konsekwencją takiego "dostania po oczach" jest zaburzony proces postrzegania i analizowania. Wszystko przez to, że czas adaptacji wzroku po oślepieniu wynosi aż dwie sekundy. Do tego mechanizm uwagi staje się obciążony - tłumaczy Stanisław Śliwa, psycholog transportu. - Mówiąc najogólniej, otrzymując bardzo atrakcyjny bodziec, nasze pole widzenia przestawia się właśnie na ten element. To, co znajduje się na drodze, staje się dla kierowców niezauważalne - wymienia zagrożenia. To wszystko powoduje, że konsekwencje działania takich telebimów mogą być tragiczne. Dlatego dyrektor Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej wysłał już do ministra infrastruktury pismo z apelem o stworzenie prawa, które skutecznie pozwoli walczyć z telebimami. - Sam jestem kierowcą i wiem, że zwłaszcza wieczorem jadąc przez miasto można dostać obłędu. Dlatego dokładnie badaliśmy tę sprawę i okazało się, że wszystkie telebimy znajdują się poza pasem drogowym, najczęściej na terenie prywatnych posesji - tłumaczy Jan Siuda. - Niestety, tam nasza władza nie sięga. Dlatego na razie nic więcej nie możemy zrobić. W kodeksie drogowym istnieje co prawda art. 45, który mówi m.in., że zabrania się "umieszczania na drodze lub w jej pobliżu urządzeń wysyłających lub odbijających światło w sposób powodujący oślepienie albo wprowadzających w błąd uczestników ruchu", ale sami policjanci przyznają, że ściganie właścicieli telebimów z tego paragrafu jest mało skuteczne. - To, czy coś kogoś oślepia, jest odczuciem subiektywnym - wyjaśnia podinspektor Marek Nowakowski z wydziału ruchu drogowego komendy wojewódzkiej policji. - Jednak jeśli ktoś odczuwa, że z powodu takiego ekranu jego bezpieczeństwo na drodze maleje, może to do nas zgłosić. My przekażemy sprawę do sądu, który orzeknie, czy doszło do wykroczenia i czy ukarać właściciela. Ale na razie takiego zgłoszenia nie mieliśmy.
Komentuj →
27 grudnia 2008 |
0
Fundacja Kierowca Bezpieczny chce namawiać samorządy do wspólnej promocji mody na noszenie świateł odblaskowych. Choć od zmroku do świtu ruch na drogach jest dziesięciokrotnie mniejszy niż w dzień, to właśnie w tym czasie zdarza się 50 proc. śmiertelnych wypadków. Ich ofiarami najczęściej są niewidoczni dla kierowców piesi - mówi Waldemar Ziarek z fundacji Kierowca Bezpieczny Krzysztofa Hołowczyca. Fundacja Kierowca Bezpieczna doszła jednak do wniosku, że świadomość stosowania odblasków jest bardzo niska. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak jest, dały natomiast wyniki badań przeprowadzonych przez dr Małgorzatę Przybysz-Zarembę. One też posłużyły dla fundacji za podstawę do realizacji pilotażowego projektu "Bądź modny, bądź bezpieczny". - Badaliśmy 225-osobową grupę studentów z Wyższej Szkoły Pedagogicznej TWP w Warszawie [oddział w Olsztynie - red.] - opowiada dr Przybysz-Zaremba. - Prawie połowa badanych wskazywała, że nie stosuje na co dzień odblasków, ponieważ nie ma mody na ich noszenie. 23 proc. mówiło, że chodzenie w odblaskach to obciach. Natomiast ok. 28 proc. w ogóle nie ma przekonania do ich stosowania. - Wyniki badań wykazują też, że trzeba promować estetyczne, ładnie wyglądające odblaski, bo chodzenie w kamizelkach to "obciach". Dlatego teraz fundacja będzie zachęcać samorządy do udziału w swoim projekcie, który zainaugurowany został już w Giżycku. - We współpracy z burmistrzem tego miasta zorganizowaliśmy specjalny pokaz mody z wykorzystaniem ładnych elementów odblaskowych. W czasie tej imprezy zaprezentowane zostały projekty Beaty Piskorz, przygotowane w większości z myślą o ludziach młodych zgodnie z naszym hasłem "Bądź modny, bądź bezpieczny" - tłumaczy Waldemar Ziarek. - Nie wiem, czy idąc wieczorem drogą nałożyłabym na siebie kamizelkę. Wstydziłabym się tego, bo wyglądałabym w niej jak robotnik drogowy - mówi Beata z Olsztyna. - Nie miałabym na pewno takich oporów, gdyby były to odblaski, które wkomponowują się w ubranie. Fundacja takie pokazy będzie organizować także w innych miastach regionu. - Samorządowców będziemy przekonywać, że za niewielkie pieniądze można wyprodukować odblaski, których młodzież się nie powstydzi - dodaje Waldemar Ziarek. Karol Głębocki, rzecznik prasowy olsztyńskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad: - Każdy kierowca, który po zmierzchu podróżuje przez tereny niezabudowane, wie, jak niezbędny jest odblask na ubraniu pieszego. Ja sam nie raz omal nie dostałem zawału, jak w ostatniej chwili przez autem ukazał mi się idący poboczem człowiek. Dlatego jak najbardziej popieramy akcję, która promuje modę na noszenie odblasków. Tradycyjna kamizelka kojarzy się większości ludzi z ubraniem drogowca. Dlatego elegancki, modnie wyglądający odblask może być bardziej przydatny w walce z problemem niewidocznych na drodze pieszych.
(279-14)
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
1
W 2008 roku na lubuskich drogach było ponad 160 śmiertelnych ofiar. To oznacza, że co drugi dzień ginie jedna osoba. W tym względzie Lubuskie jest drugim województwem w kraju - na 100 tys. mieszkańców ginie średnio 14,4 osób. Statystyki plasują Lubuskie na pierwszym miejscu pod względem wzrostu liczby zabitych w porównaniu z ub.r. (wzrost o ponad 13 proc.). Tymczasem w Kujawsko-Pomorskiem czy Podlaskiem tę najbardziej tragiczną statystykę udało się zmniejszyć o blisko 20 proc. W Lubuskiem wzrosła także liczba osób rannych (ok. 5 proc.) i znów daje nam to drugie miejsce w kraju. W tym roku w wyniku wypadków do szpitala trafiło ponad tysiąc osób. Poniżej rozmowa jaką przeprowadziła dziennikarka lubuskiego oddziału “Gazety Wyborczej” z Waldemarem Pietraszewskim dziennikarzem motoryzacyjnym, licencjonowanym kierowcą rajdowym, na co dzień instruktorem nauki jazdy oraz doskonalenia techniki jazdy.
Maja Sałwacka: Liczba wypadków spadła, ale drastycznie wzrosła liczba ofiar śmiertelnych. Jeździmy za szybko czy kiepskimi autami? Dlaczego nie mamy szans wyjść cało z kraksy?
Waldemar Pietraszewski: Są trzy elementy, które składają się na przyczynę wypadku - kierowca, droga i auto. Samochody mamy coraz lepsze. Drogi, jakie są, każdy widzi. Największy wpływ na przebieg zdarzenia ma jednak kierowca. Niestety ciągle brakuje nam wyobraźni i nie potrafimy przewidzieć złych skutków. A powinniśmy mieć nawyk, by zawsze wsiadając za kierownicę, mieć świadomość, że także nam może się przydarzyć wypadek. Za szybko, brawurowo jeździ ponad połowa kierowców. Jadąc drogą poza miastem z ograniczeniem do 90 km na godz., by nauczyć kursanta manewru wyprzedzania, albo trzeba czekać, aż na drodze spotka się "malucha" albo poprosić inną "elkę", by dała się wyprzedzić. Inaczej nie ma szans, by wyprzedzić przepisowo.
Maja Sałwacka: Co można zrobić?
Waldemar Pietraszewski: Można iść śladami Szwecji, gdzie realizowano intensywny plan, w którym nie chodziło o zmniejszenia liczby wypadków, ale zredukowanie ich do zera. Zadbano głównie o drogi, organizując ruch w taki sposób, aby nie dać kierowcy możliwości popełnienia błędu. Bezkolizyjne skrzyżowania, bezpieczne zjazdy i wjazdy na drogi szybkiego ruchu. Ograniczenia prędkości i edukowanie społeczeństwa. Jeśli jest zakaz wyprzedzania, to ten znak jest święty. W Polsce kierowcy ignorują znaki ograniczające prędkość, zakazy wyprzedzania, ciągłe linie. Wyprzedzają na zakrętach, pod górkę. Taka nasza mentalność. Być pierwszym. Szwedowi łamanie przepisów nie przystoi.
Maja Sałwacka: Jaki jest psychologiczny portret potencjalnego sprawcy wypadku?
Waldemar Pietraszewski: Nie ma reguły. Ale najbardziej niebezpieczni kierowcy to ci, którzy mają prawo jazdy od 5 do 10 lat. Przechodzą przez okres, w którym wydaje im się, że z takim stażem są mistrzami kierownicy. Usypiają swoją czujność. Osobiście boję się przedstawicieli handlowych. Przy uchu komórka, na liczniku 140 km na godz., na pewno nie zahamują przy żółtym świetle, czasami potrafią poprawiać jeszcze faktury! Często wymuszają pierwszeństwo, sami wychodzą bez szwanku. A inni cierpią. Bez wyobraźni albo z poczuciem bezkarności jeżdżą także świeżo upieczeni kierowcy ciężarówek, którzy wbijając się w "osobówkę", narażają się co najwyżej na złamanie paznokcia w palcu u nogi.
Maja Sałwacka: A np. panowie po 60. roku życia, w słomianym kapeluszu, tacy typowi niedzielni kierowcy?
Waldemar Pietraszewski: Tu bałbym się o ich spóźnione reakcje, nawyki z czasów jednej syrenki na szosie, niepasujące do dzisiejszych realiów na drodze. Na takich kierowców trzeba uważać na każdej krzyżówce z podporządkowaną drogą. Trzeba umieć przewidzieć, co mogą zrobić.
Maja Sałwacka: A gdyby segregować pod względem rejestracji. To prawda, że najgorsi kierowcy mają tablice zaczynające się od liter FKR, FZI?
Waldemar Pietraszewski: Coś w tym jest. Najczęściej takie rejestracje mają auta, które uczestniczą w kolizjach, wypadkach na rondzie PCK. Kierowcy małych miast, wsi nie znają przepisów, nie mają wprawy w ruchu dużego miasta. Bałbym się, gdyby mieli "wypuścić się" do Poznania, Wrocławia czy Warszawy.
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
(279-9)
Rusza kolejna już kampania z cyklu “Piłeś? Nie jedź! Włącz myślenie!”. Tak jak w poprzednich odsłonach jej głównym celem jest przekonanie kierowców do tego, aby nie prowadzić pojazdów pod wpływem alkoholu. Inicjatorem akcji jest Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, a partnerem została Komenda Główna Policji - Biuro Ruchu Drogowego. Kampania został przygotowana przy współpracy, zaangażowaniu Polskiego Przemysłu Spirytusowego i potrwa do 15 stycznia 2008. Ze względu na wyjątkowy charakter tego okresu kreacja kampanii została zmodyfikowana i nawiązuje do tradycji świątecznej oraz wzmożonej konsumpcji alkoholu w tym okresie. Grudniowa odsłona kampanii “Piłeś? Nie jedź!” ma uświadamiać wszystkim kierowcom jaka odpowiedzialność na nich spoczywa niezależnie od panującej świątecznej atmosfery rozprężenia i radości. Kampania, której elementami są: spot telewizyjny i radiowy, reklamy i artykuły prasowe oraz strona internetowa www.pilesniejedz.pl stworzone przez Fabrykę Komunikacji Społecznej ma przypominać, że święta i sylwester nie usprawiedliwiają w żaden sposób pijanych kierowców. Do akcji świątecznej przyłączył się - podobnie jak i w poprzednich odsłonach partner strategiczny działań - Polski Przemysł Spirytusowy współfinansując kampanię.
Decydując się na jazdę pod wpływem alkoholu warto wiedzieć z jak poważnymi konsekwencjami wiąże się nasze zachowanie. W Polsce dopuszczalny poziom alkoholu we krwi kierowcy musi być mniejszy niż 0,2 promila. Za uzyskanie lub przekroczenie dozwolonego limitu alkoholu w wydychanym powietrzu (czyli 0.1mg w dm3 w wydychanym powietrzu lub 0,2 promila stężenia alkoholu we krwi) grozi grzywna oraz zakaz prowadzenia pojazdów do 3 lat. Jeżeli poziom alkoholu we krwi jest większy i przekracza 0,5 promila kierujący dopuścił się przestępstwa, grozi za to pozbawienie wolności do 2 lat oraz zakaz prowadzenia samochodu nawet do 10 lat. Jednak największą ceną lekkomyślnego zachowania może być spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, z którego konsekwencjami pozostaniemy do końca życia.
Komentuj →
31 grudnia 2008 |
0
Jak zapobiegać wypadkom na skrzyżowaniach? Sposobów jest wiele, ale stołeczni drogowcy zaprosili do współpracy... radiestetę. "Okazuje się, że drogowcy warszawscy wezwali bioenergoterapeutę na trzy bemowskie skrzyżowania i za instalację tzw. odgromników, które miały neutralizować negatywną energię, zapłacili 2,6 tys. zł. Chciałbym wiedzieć, co to jest w ogóle zła energia? Jakie badania naukowe potwierdzają skuteczność tej metody?" - dopytuje się Maciej Maciejowski. A oto, czego się dowiedział: "Do Zarządu Dróg Miejskich zgłosił się pan Lucjan Margol, radiesteta, który zaoferował nieodpłatnie zbadanie miejsca o dużym zagrożeniu, a następnie jego zabezpieczenie przed tzw. obciążeniami geopatycznymi" - pisze prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. I szczegółowo wyjaśnia, że "radiestezja, czyli odczuwanie promieniowania, pochodzi z połączenia dwóch wyrazów z języka greckiego: radia, czyli promień i aisthezis, czyli odczuwanie". A radiesteta to "człowiek, który własnym zmysłem i za pomocą swoich przyrządów wychwytuje promieniowanie badanych ciał i przedmiotów".
Komentuj →
31 grudnia 2008 |
0
Był pijany i miał zakaz prowadzenia samochodu - W policyjnym areszcie trzeźwiej kierowca opla, który tamował ruch na krajowej 15, a następnie uciekł przed kontrolą policyjna. Mariusz M. przez około 10 metrów ciągnął za sobą jednego z interweniujących policjantów, który próbował uniemożliwić dalszą jazdę. Oprócz tego, że kierowca był pijany, to miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdu. Grozi mu kara 10 lat więzienia. Wszystko wydarzyło się wieczorem na wojewódzkiej "piętnastce" między Ostródą a Lubawą. Z informacji przekazanej przez osobę zgłaszającą miał się tam znajdować zaparkowany samochód tamujący ruch. Jego kierowca mógł być pijany. Policjanci wezwani na interwencję zauważyli stojące na drodze auto. Podjęli kontrolę drogową. Kierowca był bardzo arogancki i agresywny. W trakcie zatrzymania mężczyzna stawiał opór, wyrywał się i nie chciał wysiąść z samochodu. Gdy jeden z funkcjonariuszy próbował siłą go wyciągnąć, ten gwałtownie ruszył z miejsca. Funkcjonariusz nie zdążył odskoczyć. Kierowca ciągnął go za samochodem około 10 metrów. Policjantowi na szczęście nic poważnego się nie stało. Kierowcę opla uciekł z miejsca. Pościg i wsparcie innych patroli doprowadziły do zatrzymania sprawcy w jego mieszkaniu. Podejrzanym okazał się 32-letni Mariusz M. mieszkaniec pod ostródzkiej miejscowości. Po sprawdzeniu jego stanu trzeźwości okazało się, że miał prawie 2 promile alkoholu w organizmie. Oprócz tego, 32-latek miał niedawno orzeczony sądowy zakaz prowadzenia pojazdów obowiązujący do marca 2010 roku. Uprawnienia stracił za jazdę w stanie nietrzeźwości. Auto, które stało zaparkowane przed domem trafiło na policyjny parking, natomiast mężczyzna do policyjnego aresztu. Po wytrzeźwieniu Mariusza M. usłyszy kilka zarzutów, między innymi narażenia życia i zdrowia policjanta na bezpośrednie niebezpieczeństwo, kierowanie w stanie nietrzeźwości, naruszenie sądowego nakazu oraz czynną napaś na policjanta, za co grozi mu nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Pijany kierowca wjechał w policyjny radiowóz - Kara nawet do trzech lat więzienia grozi nieodpowiedzialnemu 41-letniemu mieszkańcowi Piaseczna. Mając blisko 2,5 promil alkoholu we krwi, przekraczając prawie o 100 km dozwoloną prędkość uderzył w policyjny samochód. Radiowóz przewracając się na dach, uderzył w przydrożne drzewo. Na szczęście funkcjonariusze nie odnieśli poważnych obrażeń. Jacek J. trafił prosto do policyjnego aresztu. Zdarzenie miało miejsce w nocy na ulicy Puławskiej. Funkcjonariusz ursynowskiego komisariatu i technik kryminalistyki mokotowskiej komendy wracali właśnie z zakończonych czynności. Nagle z dużą siłą w tył ich volkswagena uderzył jadący w tym samym kierunku osobowy opel. Uderzenie było tak silne, że kierowca radiowozu nie miał szans na zapanowanie nad pojazdem. Siła uderzenia zepchnęła policjantów na drugi pas ruchu. Samochód odbił się od krawężnika, i przewrócił się na dach. Po chwili z powrotem stanął na kołach. Opel natomiast zatrzymał się w miejscu, w którym uderzył w radiowóz. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, 41-letek w chwili zderzenia z poprzedzającym go pojazdem przekroczył dozwoloną w tym miejscu prędkość o prawie 100 kilometrów. Okazało się, że oplem podróżowało trzech nietrzeźwych mężczyzn. U kierowcy samochodu, Jacka J. badanie wykazało prawie 2,5 promila alkoholu w organizmie. Żadne wytłumaczenia nie są w stanie usprawiedliwić jego zachowania. Stracił już prawo jazdy, teraz stanie przed sądem, grozi mu kara nawet do 3 lat więzienia. Na szczęście pasażer radiowozu nie odniósł żadnych obrażeń w wyniku wypadku. Kierowcy w chwili zderzenia złamał się fotel i policjant uderzył o niego głową. Z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu trafił do szpitala. Życiu uczestniczących w tym niebezpiecznym zdarzeniu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo.
Z czterema promilami i z zakazem prowadzenia - Policjanci zatrzymali 37-letniego kierowcę malucha, który jechał całą szerokością jezdni tamując ruch pojazdów. Okazało się, że mężczyzna był pijany. Policyjny alkomat wskazał u niego 4 promile. Mało tego, kierował autem wbrew orzeczonemu zakazowi prowadzenia pojazdów. Po 19 policjanci jadąc oznakowanym radiowozem w miejscowości Majdany zauważyli przed sobą bardzo wolno jadące dwa pojazdy. Samochody poruszały się z prędkością około 10-15km/h. Przed nimi całą szerokością jezdni jechał fiat 126p, który tamował ruch. Po chwili kierujący maluchem zjechał częściowo na pobocze. Jadące za nim pojazdy wyprzedziły go. Policjanci postanowili zatrzymać kierowcę fiata do kontroli. Mężczyzna cały czas jechał z prędkością ok. 10km/h. Policjant wyskoczył z radiowozu i podbiegł do malucha. Drzwi od strony kierowcy były zamknięte. Funkcjonariusz podbiegł do drzwi od strony pasażera, dostał się do wnętrza i uniemożliwił dalszą jazdę. W samochodzie za kierownicą siedział pijany mężczyzna. Funkcjonariusze przebadali go na zawartość alkoholu. Okazało się, że ma ponad 4 promile alkoholu w organizmie. Jak ustalili, kierujący posiada aktualny sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Jacek M. trafił do policyjnego aresztu. Mężczyzna odpowie za prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości oraz za naruszenie zakazu sądowego. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
29 grudnia 2008 |
0
Częstochowa doczekała się wreszcie systemu drogowskazów miejskich - dla pieszych. Estetyczne strzałki pokazują jak dojść do zabytków, instytucji publicznych i innych ważniejszych obiektów. Zdaję sobie sprawę, że budowa takiego systemu nie jest łatwa, co może tłumaczyć popełnione błędy. Nie są na szczęście kardynalne - ale na tyle istotne, by szybko je naprawić. Przede wszystkim za mało jest drogowskazów wokół Jasnej Góry, a więc tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Być może problemem przy zamawianiu pierwszej partii drogowskazów były przedłużające się uzgodnienia z właścicielami terenu (plac pod szczytem należy do klasztoru) - jeśli tak, to te trudności należy jak najszybciej pokonać. Po drugie, o ile z dworców kolejowego i autobusowego drogowskazy poprowadzą nas w sposób naturalny na Jasną Górę, to wokół klasztoru też powinniśmy zobaczyć tablice informujące, jak dojść do pociągu czy na PKS. A tego właśnie brakuje i drogowskazy o dworcach znajdziemy dopiero w ścisłym centrum, np. na rogu II Alei i al. Wolności. Po trzecie, budując Miejski System Informacji Turystycznej w ogóle zapomniano o kierunku "centrum". Wbrew pozorom jest to dla miasta ważne, ponieważ 90 proc. odwiedzających Jasną Górę sądzi, iż śródmieściem Częstochowy jest zbieg ulic 7 Kamienic i św. Barbary. Strzałka "centrum", uzupełniona o rozumiany w całej Europie piktogram (tzw. tarcza strzelnicza), przydałaby się także przy pomniku Jerzego Popiełuszki. By przyjezdny wiedział, że III Aleja to nie ulica prowadząca od klasztoru w kierunku przedmieść, lecz wiodąca do serca Częstochowy, rozumianego jako obszar między placami Biegańskiego i Daszyńskiego. Te błędy da się naprawić - i dobrze, by zrobiono to przed sezonem pielgrzymkowym 2009 – poinformowała częstochowska “Gazeta Wyborcza”.
Komentuj →
26 grudnia 2008 |
0
Marzena Kalszczyńska, prezes stowarzyszenia Silni Razem: - Przed świętami razem z córką wybrałyśmy się na zakupy. Z radością zauważyłam, że miejsca dla niepełnosprawnych były puste! Zadziwiające, ponieważ parkingi przed sklepami były tak zapchane, że ciężko było przejechać samochodem. Myślę, że do takiego stanu przyczyniły się liczne kampanie i właśnie podwyższenie kary za łamanie przepisów.
Mariusz Gierula, rzecznik prasowy płockiej policji: - Jest duża różnica. Zaostrzenie przepisów w połowie grudnia ostudziło zapał nieczułych kierowców. Swoje zrobiły też całoroczne działania polegające na fotografowaniu bezprawnie zaparkowanych aut.
Dorota Patejko, rzecznik prasowy Auchan: - Staramy się pilnować, by koperty dla niepełnosprawnych nie były zajmowane przez zdrowych. Przy wejściach rozwieszamy plakaty z napisem “Masz w kopercie 500 zł”, które mają na celu edukowanie kierowców. Poza tym ochrona sklepu jest uprzedzona, jak ma postępować w takich sytuacjach. Mówi m.in. przez megafon, żeby kierowcy zwalniali koperty, a kiedy namierzy osobę, która chce zająć uprzywilejowane miejsce bez uprawnień, informuje, że to zabronione.
Komentuj →
26 grudnia 2008 |
0
Ryszard K. chciał tylko przestawić o kilka metrów samochód przesunięty na środek chodnika wskutek kolizji, by nie tarasował przejścia. Sąd skazał go za jazdę po pijanemu, bo był po kilku drinkach. Ku przestrodze polecamy Państwa uwadze relację krakowskiej “Gazety Wyborczej”: Wszystko zdarzyło się na jednej z krakowskich ulic. Pan Ryszard, kierowca z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, siedział spokojnie w domu i popijał drinki, gdy na dole pod jego domem zderzyły się dwa samochody. Kolizja specjalnie by go nie obchodziła, gdyby nie pechowy zbieg okoliczności: oba sczepione pojazdy wpadły na jego auto, zaparkowane na chodniku pod domem. O uszkodzonym samochodzie zaalarmowała go sąsiadka. Siła uderzenia przesunęła jego daewoo na środek chodnika. Pan Ryszard podszedł do dwóch kierowców z rozbitych samochodów i stojących obok nich policjantów, mówiąc, że auto w poprzek chodnika jest jego. Potem wyjął kluczyki i wsiadł do samochodu. Uruchomił go, obrócił, ustawiając znowu wzdłuż krawężnika, tak by jego daewoo nie tarasowało dalej przejścia. Gdy wysiadł, podeszli do niego policjanci likwidujący kolizję i kazali dmuchnąć w balonik. Wynik: 0,98 mg alkoholu w wydychanym powietrzu. Dlaczego funkcjonariusze w ogóle pozwolili kierowcy uruchomić samochód, skoro jak sami przyznali, już wcześniej, gdy podszedł do nich, poczuli od niego woń alkoholu? Podczas rozprawy w sądzie tłumaczyli, że byli tak zajęci wypełnianiem dokumentów powypadkowych, że nie zauważyli, kiedy pan Ryszard siadł za kółkiem. Dostrzegli, jak obrócił już samochód i wtedy zareagowali. Dla prokuratury sprawa była jednoznaczna. Kierowcy wytoczono sprawę o jazdę po pijanemu. - Przejechałem raptem dwa metry i to po chodniku. Nie zjechałem na ulicę, nie włączyłem się do ruchu. Chciałem tylko udrożnić przejście przez chodnik - tłumaczył się podczas przesłuchania pan Ryszard. Oskarżyciel nie miał jednak wątpliwości. "Oskarżony kierował pojazdem, będąc pod wpływem alkoholu. Co istotne, to niebywała zuchwałość sprawcy, który dopuścił się czynu jadąc chodnikiem w obecności policjantów. Nie zwalnia go z odpowiedzialności nawet chęć udrożnienia chodnika" - podkreślił z naciskiem w akcie oskarżenia, który skierował przeciwko kierowcy. Krakowski sąd przeprowadził cały proces i mimo że dystans, jaki przejechał kierowca, był minimalny, uznał, że Ryszard K. jak najbardziej uczestniczył w ruchu. - Przez prowadzenie pojazdu rozumie się każdą czynność, która wprawia go w ruch, w szczególności rozstrzygającą o kierunku i prędkości jazdy. Sprawca wprawił go w ruch, nadawał prędkość - stwierdził sąd . - I może dziać się to nawet na chodniku - dodał. Niefortunnego kierowcę skazał na trzy miesiące w zawieszeniu na trzy lata za jazdę pod wpływem alkoholu. Dodatkowo zakazał mu siadania za kierownicą przez dwa lata. Ryszardowi K. humor tylko nieco poprawił sąd odwoławczy, który po jego apelacji skrócił o rok okres pozbawienia prawa jazdy.
Komentuj →
26 grudnia 2008 |
0
Częstochowska “Gazeta Wyborcza” publikuje wspomnienie pana Staszka Kusiba - kierowcy, który egzamin na prawo jazdy zdawał 70 lat temu. A jak on wyglał? - W 1938 roku Staszek skończył 16 lat, spełniając tym samym urzędowe kryterium dla ubiegających się o tzw. amatorskie prawo jazdy koloru zielonego. - Największy kłopot miałem z przekonaniem rodziców. Prawo jazdy to wtedy była ekstrawagancja, ojciec go oczywiście nie miał. Ale większy problem stanowiły koszty. Sama opłata egzaminacyjna wynosiła 20 zł, czyli dwie pary dobrych butów. Do tego dochodziły wcale nie małe koszty podróży do Kielc, ponieważ egzamin odbywał się w tamtejszym urzędzie wojewódzkim - mówi Kusiba. Na egzamin wybrało się siedmiu pasjonatów motoryzacji, mieszcząc się w obszernej kabinie dużego osobowego wozu. Za kierownicą zasiadł instruktor, czyli woźny Janczarek - opowiada Kusiba. Jaką wiedzę posiedli gimnazjaliści w czasach, gdy znaki drogowe spotykało się tylko w dużych miastach, do których nie zaliczały się ani wojewódzkie Kielce, ani większa, choć powiatowa, Częstochowa? - Że trzeba jechać prawą stroną, wyprzedzać z lewej i nie robić tego przed wzniesieniem ani na zakrętach. Ot i cała filozofia - śmieje się Kusiba. - Po wniesieniu opłaty kolejno zapraszano nas do gabinetów egzaminatorów, którymi byli specjaliści do spraw komunikacji, m.in. inż. Przygodzki i inż. Gaweł. A potem ruszyliśmy na miasto. Sprawdzanie umiejętności praktycznych odbyło się w dużym samochodzie, którym adepci kierownicy przyjechali z Częstochowy. - Mnie jak na złość przypadła jazda po głównej ulicy. Musiałem podjechać na dworzec położony na wzniesieniu. Podczas cofania pod górę nastąpił incydent, który pamiętam do dziś - Kusiba się zamyśla. Jadąc do tyłu, zahaczył tylnym błotnikiem stojącego na chodniku gapia. Ten narobił hałasu, że szofer chciał go przejechać. Zebrał się tłumek jego starozakonnych współwyznawców. I jak spod ziemi wyrósł policjant z paskiem pod brodą, ale na widok znanego mu osobiście pracownika urzędu wojewódzkiego uspokoił ofiarę wypadku i licznych gapiów popierających jego pretensje. - Egzamin zdaliśmy wszyscy, po czym wkrótce, jeszcze tego samego dnia, wręczono nam pachnące świeżością zielone prawa jazdy.
Komentuj →
26 grudnia 2008 |
0
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) do rejestru produktów niebezpiecznych wpisał w tym roku ponad 20 przedmiotów. Jak podał urząd, stanowią one zagrożenie dla zdrowia czy nawet życia konsumentów i powinny być wycofane z obrotu. Na przykład rowerek MBK Drobec FS 16 - zdaniem urzędu - stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa dziecka. Rowerek ten nie dość, że nie ma odpowiednio długiej kierownicy, co może spowodować zsuwanie się z jej rączek dłoni dziecka, to jeszcze - z powodu braku ograniczenia skrętu przedniego koła - istnieje niebezpieczeństwo, że w czasie jazdy koło to ustawi się prostopadle do jej toru.
Komentuj →
25 grudnia 2008 |
0
Tam, gdzie już nie dają rady nawet najlepsze opony zimowe, pomóc mogą tylko łańcuchy śniegowe. Automobilklub austriacki przeprowadził ciekawy test łańcuchów na koła – oprócz klasycznych stalowych oceniono także produkty tekstylne.
(279-6)
Klasyczne łańcuchy były niedoścignione, szczególnie w zakresie trwałości, zachowania się na lodzie, a także w łatwości obsługi. Pewną jaskółką może być jednak produkt Michelina. “Siateczka na włosy” radziła sobie na śniegu nie gorzej niż stal. Według Steffana Kerbla z automobilklubu austriackiego, jeżeli producenci popracują jeszcze nad trwałością pokrowców oraz umieszczą na nich elementy metalowe, to klasyczne łańcuchy będą miały mocnego rywala na rynku.
Komentuj →
24 grudnia 2008 |
0
Prawie 10 proc. kierowców złapanych w centralnej Szkocji na jeździe po pijanemu w ciągu ostatnich czterech tygodni to Polacy. Po ujawnieniu tych statystyk policja wydała ostrzeżenie w języku polskim – informuje londyńska “Gazeta pl.”. W czasie trwania kampanii szkockiej drogówki złapano 43 kierowców, którzy przekroczyli limit alkoholu w wydychanym powietrzu lub krwi. Czterech z nich to Polacy. Zdaniem policji, to nadreprezentacja w stosunku do procentowego udziału mniejszości polskiej w społeczeństwie szkockim. Policja zdecydowała się opublikować ostrzeżenie w języku polskim. "W ciągu ostatnich tygodni w Szkocji złapanych zostało wielu polskich kierowców, którzy mają obowiązujące tutaj limity za nic" - apelowano. Szef policji w środkowej Szkocji David McMillan przypomina, że na terenie Wielkiej Brytanii obowiązuje limit 0,3 promila w wydychanym powietrzu i 0,8 promila we krwi. Ostrzega również, że za jazdę po pijanemu grozi utrata prawa jazdy, grzywna do 5 tys. funtów, a nawet kara więzienia.
Komentuj →
24 grudnia 2008 |
0
Ruszyły przedświąteczne kontrole na drogach. Tym razem mandatów i punktów karnych nie było. W zamian policjanci składali kierowcom życzenia świąteczne i symbolicznie dzielili się opłatkiem. Akcja została przygotowana przez komendę miejską Policji w Płocku i Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Płocku. Do tych wyjątkowych działań przyłączył się Kapelan Służb Mundurowych ks. kanonik Andrzej Zembrzuski. Policjanci z Sekcji Ruchu Drogowego płockiej komendy byli tego poranka wyjątkowo pobłażliwi. Zamiast mandatów i punktów karnych wręczali kierowcom świąteczne życzenia z opłatkiem. Przypominali o podstawowych zasadach bezpieczeństwa i życzyli bezpiecznej drogi do wigilijnego stołu. Kierowcy nie kryli swojego zdziwienia tą niecodzienną formą policyjnej kontroli. Życzyli policjantom spokojnej służby i świąt w rodzinnym gronie. Akcja została przygotowana przez Komendę Miejską Policji w Płocku i Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Płocku. Do tych wyjątkowych działań przyłączył się Kapelan Służb Mundurowych ks. kanonik Andrzej Zembrzuski.
Komentuj →
24 grudnia 2008 |
0
Komisarz Robert Horosz z Komendy Głównej Policji informuje, że wigilię było 105 wypadków. W tym dniu zatrzymano 194 nietrzeźwych kierowców. Niestety, aż 20 osób zginęło, a 128 zostało rannych. W porównaniu do ubiegłego roku jest więcej nie tylko ofiar, ale i osób, które prowadziły pod wpływem alkoholu. 24 grudnia 2007 roku było ich 173. Policja przypomina, że nie ma bezpiecznej dawki alkoholu, która byłaby akceptowana z punktu widzenia zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego. Czasami wypicie lampki szampana, białego lub czerwonego wina, jednego małego jasnego piwa, drinka lub kieliszka wódki może spowodować nieszczęście na drodze.
Komentuj →
23 grudnia 2008 |
0
“Bezpieczny pieszy” - pod taką nazwą policjanci wydziału ruchu drogowego komendy stołecznej Policji prowadzą do 24 grudnia w Warszawie działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa pieszym. Funkcjonariusze “drogówki” zdecydowanie reagują na wykroczenia popełniane przez pieszych i kierujących pojazdami, którzy w nieprawidłowy sposób przejeżdżają przejścia dla pieszych. Z policyjnych statystyk wynika, że średnio, w co drugim wypadku uczestniczyła osoba piesza. W 10 pierwszych miesiącach mijającego roku, na ogólną liczbę 1241 wypadków drogowych zaistniałych na terenie Warszawy, w 573 zdarzeniach uczestniczyły osoby piesze, w tym z winy pieszego 263 zdarzenia oraz 310 zdarzeń z winy kierujących. W wypadkach śmierć poniosły 53 osoby, a 557 zostało rannych. Niepokojącym jest fakt, że większość zdarzeń drogowych z udziałem przechodniów zaistniała w rejonie przejść dla pieszych. Wielokrotnie piesi na skutek zdarzenia doznają ciężkich obrażeń, a w niektórych przypadkach ponoszą śmierć na miejscu. Stawiamy sobie wtedy pytanie, dlaczego tak się dzieje, co jest tego powodem, czy można było tego uniknąć. Z pewnością tak. Nieprzestrzeganie lub lekceważenie przepisów ruchu drogowego i to zarówno przez pieszych, jak i kierowców, brak prawidłowych zachowań wobec siebie obu grup – to tylko niektóre, ale najczęstsze przyczyny wypadków. Przez ostatnie tygodnie policjanci ruchu drogowego stołecznej Policji zwracali szczególną uwagę na osoby popełniające wykroczenia, szczególnie przeciwko bezpieczeństwu pieszych. Zwracali też uwagę na pieszych, którzy swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem powodują zagrożenie w ruchu drogowym.
Komentuj →
23 grudnia 2008 |
1
Nieprawidłowe zachowania na drodze są przyczyną aż 85% wypadków. Nie zawsze wynikają one z braku umiejętności kierowania pojazdem. Decydujący wpływ na bezpieczne zachowanie na drodze mają cechy osobowościowe kierowcy. Inaczej mówiąc, nie każdy został stworzony, by być dobrym kierowcą - informuje “Auto Firmowe”. Dyrektywa Rady Wspólnoty Europejskiej z 29 lipca 1991 r. określa minimalne normy dotyczące cech fizycznych i umysłowych niezbędnych do prowadzenia pojazdów, jakie musi spełnić przyszły kierowca. Zgodnie z wytycznymi, prawo jazdy nie powinno być wydane kierowcy z poważnymi chorobami i opóźnieniami umysłowymi. Dokumentu nie może także otrzymać osoba dotknięta zaburzeniami zdolności oceniania i zachowania. Wszystkie te przeciwwskazania muszą wykryć psychologowie podczas badań obowiązujących kandydatów na kierowców, a także osoby przechodzące badania okresowe. Wyniki tego typu badań pokazują, że około 4% osób nie spełnia wymogów umożliwiających bezpieczne funkcjonowanie za kierownicą samochodu i traci bądź nie otrzymuje uprawnień do prowadzenia pojazdów. Osoba wyjeżdżająca samochodem na drogę staje się uczestnikiem ruchu drogowego, a więc sieci powiązań między czterema elementami: drogą, swoim pojazdem, innymi uczestnikami ruchu oraz swoją osobowością i psychiką. W takich warunkach człowiek wchodzi w interakcje z innymi kierowcami, a jego cechy osobowości mogą zarówno sprzyjać bezpieczeństwu na drodze, jak i być dla niego przekleństwem. Od tego, czy człowiek potrafi trafnie ocenić swoje umiejętności, czy zna swoje słabe i silne strony, zależy, czy powoduje zagrożenie na drodze. Właściwe oszacowanie swoich umiejętności pozwala kierowcy znaleźć sposób działania w sytuacjach ryzykownych, stworzonych przez innych, pozwoli uniknąć zderzenia lub zmniejszyć jego skutki. Ogromne znaczenie mają także inne sprawności psychiczne, czyli refleks, podzielność uwagi, koordynacja wzrokowo-ruchowa, prawidłowa ocena odległości, myślenie logiczne, a także typ układu nerwowego. Dlatego tak ważną rolę pełnić powinny w kształceniu kierowców badania psychologiczne. – Pełnią one przede wszystkim funkcję profilaktyczną i edukacyjną – mówi psycholog transportu ze stowarzyszenia Droga i Bezpieczeństwo Anna Małdzińska. - Po ukończeniu badań, należy dokładnie omówić z kierowcą uzyskane wyniki. Kierowca dowiaduje się dzięki temu o swoich możliwościach i ograniczeniach. Otrzymuje też konkretne informacje, jak postępować, aby zachować dobrą sprawność psychiczną, oraz w jaki sposób radzić sobie z ograniczeniami. Czasem konieczna jest współpraca z innymi specjalistami. Funkcje edukacyjną i profilaktyczną powinny też pełnić wykłady na temat psychologicznych aspektów bezpieczeństwa ruchu drogowego, sposobów radzenia sobie ze stresem, na kursach dla kierowców - dodaje Małdzińska.
Zachowania patologiczne na drodze:
·kierowca personifikuje drogę, traktuje ją jak przeciwnika, którego chce pokonać w jak najkrótszym czasie: chełpi się, w jak krótkim czasie przejechał jakąś trasę;
·instrumentalizuje innych uczestników ruchu drogowego, traktuje ich jak rywali (zawalidrogi), którzy przeszkadzają mu w swobodnym poruszaniu się po drodze;
·uważa się za bardzo dobrego kierowcę, któremu mało kto jest w stanie dorównać;
·zbyt często używa klaksonu jako narzędzia do wyrażania dezaprobaty wobec innych uczestników ruchu, pokazując w ten sposób swoją wyższość;
·z premedytacją, niekiedy w celu wychowawczym, utrudnia innym jazdę (np. zajeżdża im drogę).
Źródło: Stowarzyszenie Psychologów Transportu
Komentuj →
23 grudnia 2008 |
0
“Gazeta Wyborcza Szczecin” donosi: pirat drogowy został zatrzymany w nocy przez policjantów z Choszczna, którzy pełnili służbę w nieoznakowanym radiowozie. 40 minut po północy, w miejscowości Słutowo (gmina Recz), ich radiowóz został wyprzedzony przez porsche cayenne. Na obszarze zabudowanym videorejestrator wskazał prędkość ponad 137 km/h. Za Słutowem kierowca jeszcze przyspieszył. Tuż przed zatrzymaniem, kierowca pędził z prędkością 209 km/h. Od policjantów otrzymał mandat karny w wysokości tysiąca złotych i 15 punktów karnych.
Komentuj →
23 grudnia 2008 |
0
Powrót do domu na święta nie musi oznaczać podróży zapchanym pociągiem. Alternatywą jest carpooling, czyli "wypełnianie auta" - przeczytaliśmy w "Gazecie Wyborczej". Carpooling polega na udostępnianiu wolnego miejsca we własnym aucie lub korzystaniu z wolnego miejsca w samochodzie innej osoby. Ogłoszenie można zamieścić na stronach internetowych. Aby wyszukać osoby do wspólnych dojazdów albo zgłosić siebie jako współpasażera, wystarczy zarejestrować się na jednym z wielu portali internetowych - np. Zabieram.pl, Autem.pl, Gumtree.pl, Ekoprzejazdy.pl. Autor tej ostatniej, Robert Walicki organizuje właśnie przedświąteczną akcję "Zabierz studenta na święta". Według "GW", w Polsce początków carpoolingu można się doszukać w czasach PRL-u, kiedy prowadzona była kampania "podwieź sąsiada". Wtedy jej celem było zachęcenie do dzielenia się luksusowym dobrem, jakim był samochód. Teraz carpooling ma ograniczać ruch i spaliny, oszczędzać czas i pieniądze.
Komentuj →
22 grudnia 2008 |
0
Sprawcą wypadku drogowego, w którym zginął Bronisław Geremek, był on sam. Profesor najprawdopodobniej zasnął za kierownicą - ustalili prokuratorzy z Nowego Tomyśla. Śledczy umorzyli postępowanie w sprawie śmierci Geremka – donosi “Dziennik”. Ostatecznie ustalono, że Bronisław Geremek prowadzący mercedesa bez żadnej przyczyny zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z fiatem ducato. Nie zasygnalizował zmiany pasa ruchu. Prokuratura uważa, że najpradopodobniej profesor mógł zasnąć za kierownicą i wtedy stracił panowanie nad samochodem. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Magdalena Mazur-Prus cytowała zeznania świadków, którzy mówili w śledztwie, że wcześniejsze zachowanie samochodu, który prowadził Bronisław Geremek "sprawiało wrażenie, jakby kierowca przysypiał". Śledczy dodają, że mercedes profesora wcale nie jechał za szybko.
Komentuj →
22 grudnia 2008 |
0
Policjanci apelują do wszystkich, którzy w okresie Świąt Bożego Narodzenia będą wyjeżdżać w odwiedziny do rodzin lub znajomych o ostrożność i przezorność. - Odpocznijmy, nie jedźmy bezpośrednio po powrocie z pracy - szczególnie ze zmiany nocnej. - W czasie jazdy stosujmy krótkie odpoczynki, przewietrzmy samochód, na miejsca postoju wybierajmy uczęszczane parkingi. - Pamiętajmy, nawet przespana noc nie gwarantuje “spalenia” alkoholu wypitego poprzedniego dnia. - Zachowajmy bezpieczną prędkość, należyty odstęp od pojazdu poprzedzającego i szczególną ostrożność przy wyprzedzaniu, gdyż są to główne przyczyny wypadków i kolizji. - Wyjeżdżając na dłużej oddajmy nasze mieszkania pod dozór zaufanych sąsiadów. W innych przypadkach koniecznie zamknijmy okna, a drzwi wejściowe na wszystkie posiadane zamki. W okresie świąt policja notuje też większe zainteresowanie złodziei samochodami na rejestracjach zagranicznych lub z innych części kraju. Dlatego nie ufajmy do końca zabezpieczeniom w samochodach i namawiajmy odwiedzające nas osoby, szczególnie gdy są to obcokrajowcy, do pozostawienia samochodu na parkingu strzeżonym lub na terenie ogrodzonej posesji. Nie pozostawiajmy w nich rzeczy wartościowych lub rzucających się w oczy. Jeżeli możemy, zabierzmy na noc radioodtwarzacz do domu. Pamiętajmy! Gdy mamy podejrzenia, że zostało popełnione lub może zostać popełnione przestępstwo nie wahajmy się zadzwonić na policję np. na nr 997, być może zapobiegniemy nieszczęściu.
Komentuj →
22 grudnia 2008 |
0
W siedzibie WORD Olsztyn odbyło się uroczyste przekazanie dwóch laserowych mierników prędkości zakupionych przez ośrodek dla policji drogowej. Jak powiedział insp. Wojciech Sobczak I Zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie nadzorujący pracę funkcjonariuszy drogówki "Jeśli zachowania kierowców na drogach porównać do choroby, to nowoczesne lasery są na nie doskonałym lekarstwem."
(279-11)
^ Insp. Wojciech Sobczak – I zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie odbiera miernik z rąk Andrzeja Szóstka – dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie. Laserowych mierników prędkości na Warmii i Mazurach jest 10.
Miernik prędkości ULTRALYTE 20-20 działa w oparciu o laser, a nie fale radiowe, jak tradycyjne urządzenia używane do mierzenia prędkości kierowców zwane potocznie "suszarkami". Bardzo krótki czas wykonanego pomiaru - 0,3 sekundy - sprawia, że wszystkie antyradary stają się bezużyteczne. Nowoczesny radar działa na baterie, można się nim posługiwać będąc daleko od radiowozu. Pracuje w trudnych warunkach atmosferycznych, przez szybę, jest odporny na upadek. Przy pomocy tego urządzenia można mierzyć prędkość samochodu nawet z odległości 1 km, w ruchu, z pobocza drogi, z mostu, z wnętrza radiowozu. Niewątpliwie dużą zaletą radaru jest dokładność oraz to, że można nim zmierzyć odległość (do samochodu, do drzewa, itp.) dlatego może być wykorzystany np. do rekonstrukcji wypadku. ULTRALYTE 20-20 waży niewiele ponad 1,5 kg.
Komentuj →
21 grudnia 2008 |
0
(279-2)
Ruszyła wspólna akcja stołecznych policjantów i Zarządu Transportu Miejskiego pod hasłem “Nie daj się złowić!”. W środkach komunikacji miejskiej pojawi się 200 tys. ulotek przypominających pasażerom, jak uchronić się przed kieszonkowcami. W autobusach, tramwajach i kolejce miejskiej rozwieszonych zostanie 200 tys. ulotek przestrzegających przed kieszonkowcami. Dodatkowo na zamontowanych monitorach w SKM pasażerowie będą mogli przypomnieć sobie o podstawowych zasadach bezpiecznego podróżowania. Ulotka znajdzie się również na 10 tysiącach wydrukowanych mapkach komunikacji miejskiej. Nad bezpieczeństwem podróżnych czuwać będzie w tych najbliższych dniach kilkuset policjantów, umundurowanych i tych po cywilnemu. Patronat medialny nad akcją objęła TVP Warszawa, Radio Kolor i Echo Miasta. W realizowane wspólnie przedsięwzięcie włączyło się również Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego urzędu m.st. Warszawy.
Komentuj →
19 grudnia 2008 |
0
Na jednym z parkingów w Olsztynie jest miejsce dla inwalidów. A choć jest dostępne dla wszystkich niepełnosprawnych, jeden z kierowców nakleił na znaku kartkę informującą, że tylko on może na niej parkować - informuje “Gazeta Wyborcza”. - Na kopercie zaparkowany był samochód o innych numerach. Jego właściciel też jest inwalidą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym chwilę później nie zauważył za wycieraczką kartki, na której ktoś napisał, że jeśli jeszcze raz zobaczy to auto w tym miejscu, to wezwie straż miejską. Z tego co wiem, to w takich miejscach parkować może każdy kierowca, który posiada kartę parkingową dla niepełnosprawnych – relacjonuje Czytelnik dziennika. Józef Kłosek, komendant straży miejskiej: Miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych są ogólnodostępne. Żaden kierowca, który ma uprawnienia, aby z nich korzystać, nie może być przez nas ukarany - tłumaczy. Odstępujemy od wypisywania mandatu nawet wtedy, gdy kierowca nie ma karty parkingowej, ale gołym okiem widać, że jest inwalidą. Mimo wszystko często osoby, które "wychodziły" sobie tę kopertę, proszą nas o interwencje, tłumacząc, że jakiś inny inwalida zaparkował na ich miejscu.
Komentuj →
19 grudnia 2008 |
0
Terenowy mercedes na łódzkich numerach wstrzymał ruch tramwajów na ponad pół godziny - dowiedziało się “Życie Warszawy” od reportera "Raportu na gorąco", Marcina Gałuszko. Samochód zaparkował na wysepce na pl. Zbawiciela uniemożliwiając ruch tramwajów z ul. Nowowiejskiej w stronę Marszałkowskiej. Utknęły one w sporym korku. ZTM zapowiada, że karą za opóźnienie obciąży Tramwaje Warszawskie, te zapowiadają, że należność będą ściągać od właściciela samochodu. Jej wysokość nie jest jeszcze znana, ale będzie to co najmniej kilkanaście tysięcy złotych.
Komentuj →
19 grudnia 2008 |
0
W Auli Politechniki Śląskiej w Katowicach odbyła się uroczystość wręczenia nagród i dyplomów X edycji konkursu o Nagrodę Ministra Infrastruktury dla autorów najlepszej pracy habilitacyjnej, doktorskiej, magisterskiej i inżynierskiej z dziedziny “Transport” oraz Nagrody Ministra Infrastruktury za najlepszą książkę o tematyce transportowej, wydaną w roku akademickim 2007/2008. - Serdecznie gratuluję nagrodzonym i cieszę, że Państwa prace nie tylko wzbogacają naszą wiedzę teoretyczną z zakresu transportu, lecz także prezentują rozwiązania, które mogą mieć zastosowanie w praktyce - powiedział Podsekretarz Stanu Zbigniew Rapciak, który wręczył nagrody w imieniu Ministra Cezarego Grabarczyka. – Obecnie w Polsce realizujemy największy program infrastrukturalny w Europie, potrzebujemy więc specjalistów z branży transportowej, aby móc się wywiązać z tego ambitnego zadania - dodał wiceminister Z. Rapciak.
Konkurs o Nagrodę Ministra Infrastruktury organizowany jest przez resort we współpracy z Wydziałem Transportu Politechniki Śląskiej. Nagrodę przyznaje Minister Infrastruktury na wniosek Kapituły, w skład której wchodzą przedstawiciele ośrodków naukowych, stowarzyszeń i komitetów promujących rozwój transportu.
W tegorocznej, jubileuszowej edycji konkursu, Minister Infrastruktury nagrodził i wyróżnił 9 prac (habilitacyjnych, doktorskich, magisterskich i inżynierskich) oraz 7 książek o tematyce transportowej.
W uroczystości wręczenia Nagród uczestniczyli przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej, reprezentanci branży transportowej oraz przedstawiciele ośrodków naukowo-badawczych i mediów.
Uroczystości wręczenia Nagród Ministra Infrastruktury towarzyszyła VI Międzynarodowa Konferencja Naukowa TRANSMEC “Polski Transport w 2008 roku”. Podczas obrad zaprezentowano program polskich badań naukowych w transporcie na lata 2009-2013 oraz analizę potencjału naukowo-badawczego Polski w transporcie drogowym, szynowym, lotniczym i morskim, a także aktualny stan bezpieczeństwa w tych rodzajach transportu.
Gospodarzem konferencji i uroczystości, które zostały zakończone spotkaniem wigilijnym, był Wydział Transportu Politechniki Śląskiej w Katowicach.
Komentuj →
19 grudnia 2008 |
0
Właściciel firmy przewozowej z Gdańska pozwał urzędników, bo stracił pieniądze przez korki. To pierwszy taki proces w Polsce. Spacerowa to jeden z głównych dojazdów do obwodnicy Trójmiasta i dzielnicy Osowa. W latach 2004-06 droga była remontowana. I to przez remont sprawa trafiła do sądu. Jakub Sachse, właściciel firmy przewozowej Planetobus, domaga się odszkodowania w wysokości 10 tys. zł. Tak wycenił straty powstałe w wyniku opóźnień jego autobusów linii 820. Pracownicy kierujący wahadłowym ruchem sobie nie radzili. Autobusy, zamiast jechać Spacerową 7 min, stały w korkach po 40 min czy nawet 1,5 godz. A zakończenie robót opóźniło się o dwa miesiące - mówi przedsiębiorca. - W rzeczywistości moje straty są wielokrotnie wyższe. Ale 10 tys. zł to kwota symboliczna. Chcę uświadomić urzędnikom, że są też koszty społeczne. Mam nadzieję, że w kolejnych dużych remontach jedynym kryterium wyboru ofert nie będzie najniższa cena, ale także krótki czas realizacji zamówienia. Mieczysław Kotłowski, dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku: - Prowadzenie robót drogowych z natury wiąże się z utrudnieniami dla kierowców. I w naszej ocenie fakt, że się stało w korkach, nie uprawnia do odszkodowania. Spokojnie czekamy na wyrok. Rozprawa pod koniec stycznia – doniosła “Gazeta Wyborcza”.
Komentuj →
18 grudnia 2008 |
1
Policjanci zwalczający przestępczość gospodarczą zatrzymali 18-latka, który podczas egzaminu na prawo jazdy próbował przekupić egzaminatora. Młody człowiek łapówką chciał sobie zapewnić pozytywny wynik egzaminu – poinformowała Komenda Wojewódzka Policji w Rzeszowie. Do zdarzenia doszło wczoraj w Rzeszowie. Z policyjnych ustaleń wynika, że 18-letni kursant przekazując swój dowód osobisty prowadzącemu egzamin podał mu kopertę z zawartością 1000 zł. O całym zdarzeniu egzaminator natychmiast poinformował swojego przełożonego, który telefonicznie zgłosił sprawę policjantom. Młody człowiek przyznał się do winy i dobrowolnie poddał zaproponowanej przez prokuratora karze 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3-letni na okres próbny. Stracił też całą kwotę łapówki i dodatkowo zapłacił 500 złotych grzywny.
(279-1)
Komentuj →
18 grudnia 2008 |
0
Aż 200 niepełnosprawnych osób dziennie korzysta z miejskich minibusów, które dowożą do pracy czy szkoły. Zapotrzebowanie jest coraz większe, dlatego w przyszłym roku mają się pojawić dwa nowe pojazdy. Białostocki departament dróg i transportu dysponuje dziewięcioma samochodami do przewozu niepełnosprawnych. Aby zamówić taką usługę, wystarczy umówić się z pracownikami referatu - telefonicznie, osobiście czy e-mailem. - Wzrasta zapotrzebowanie na tego typu usługi, w związku z czym ogłoszono przetarg w celu zwiększenia ilości pojazdów mogących obsługiwać niepełnosprawnych mieszkańców Białegostoku na jak najwyższym poziomie - mówi Karol Świetlicki z urzędu miejskiego.
Komentuj →
18 grudnia 2008 |
0
W 2009 roku ma powstać w Polsce 91,6 km autostrad oraz 145,6 km dróg ekspresowych i obwodnic, poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). To nieco mniej niż w 2008 roku, w którym zostanie oddanych 242,9 km takich dróg. "To wstępne szacunki [ok. 240 km oddanych w 2009 roku dróg]" - powiedział dziennikarzom zastępca dyrektora GDDKiA Tomasz Rudnicki. Dodał, że dyrekcja oszacowała też budżet "drogowy" na 2009 rok. "Planujemy, że budżet na 2009 rok przekroczy 30 mld zł. Mamy już rozpisane zadania na 28 mld zł i zadania rezerwowe" - powiedział. Dodał, że ok. 40% środków będzie wydane na autostrady. GDDKiA podała, że ostatnim odcinkiem oddanym w 2008 roku będzie "autostradowa" obwodnica Strykowa licząca 1,7 km. "Planujemy jej otwarcie w poniedziałek po świętach" - powiedział Rudnicki. Do tej pory w 2008 roku GDDKiA oddała do ruchu 241,2 km autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic. Na 2009 rok GDDKiA przewiduje oddanie do ruchu 91,6 km autostrad, 145,6 km dróg ekspresowych i obwodnic.
Obecnie w Polsce jest
764 km autostrad i 435 km dróg ekspresowych.
Komentuj →
18 grudnia 2008 |
1
Naukowcy z University of Warwick oraz Harvard Medical School udowodnili coś, co wie każdy, kto kiedykolwiek próbował załatwić coś ważnego przez telefon jednocześnie prowadząc samochód: ożywiona dyskusja niebezpiecznie rozprasza kierowcę. Dr Melina Kunar z Warwick (widoczna na fotografii) oraz dr Todd Horowitz z HMS badali czas reakcji ochotników biorących udział w badaniu i wykazali, że osoby prowadzące ożywioną rozmowę reagują wolniej i popełniają więcej błędów niż osoby, które były podczas testów skupione. Przyczyną problemów nie był zresztą telefon, ale sam fakt prowadzenia rozmowy - to ona rozpraszała uczestników badania. - Nasze badania pokazują, że samo używanie zestawu głośnomówiącego wcale nie ogranicza znacząco negatywnego wpływu rozmowy na uwagę kierowcy – mówi Kunar. Wszystkie nasze ulubione gadżety - zestawy Bluetooth czy telefon z trybem głośnej rozmowy - nie pomagają, ponieważ my, ludzie, po prostu nie jesteśmy wystarczająco sprawni, by jednocześnie prowadzić i rozmawiać. - Tworzenie odpowiedzi w rozmowie zajmuje zasoby mózgu, które są w tym samym czasie potrzebne do innych zadań. W naszych głowach powstają wtedy "wąskie gardła" informacyjne - mówi badaczka. To właśnie te wąskie gardła sprawiają, że wjeżdżamy w bagażnik auta przed nami, jednocześnie gadając przez zestaw głośnomówiący. Aby sprawdzić swoją teorię, Kunar i Horowitz mierzyli czas reakcji ochotników, których zadaniem było naciskanie przycisków gdy na ekranie komputera wyświetlany był odpowiedni komunikat. Ci, którzy w czasie testu gadali przez telefon głośnomówiący, robili o 83% więcej błędów i byli wolniejsi średnio o 212 milisekund, niż osoby, które były skupione na zadaniu. Być może niektórym wydaje się, że to niewiele, ale auto jadące 90 km/h w 212 milisekund przejeżdża 6-7 metrów. A to odległość pomiędzy bezpiecznym zahamowaniem przed poprzedzającym pojazdem, a wjechaniem w jego tył. W testach najgorzej wypadły osoby, którym kazano wysłuchiwać listy słów, a następnie natychmiast podawać inne słowo, zaczynające się na tę samą literę. Miały one średnio 480 sekund opóźnienia (co przy prędkości 90 km/h przekłada się już na kilkanaście metrów. Wniosek z tego jest taki: wstrzymaj się z rozwiązywaniem krzyżówki dopóki nie zaparkujesz auta... Dlaczego w takim razie kierowcy słuchający radia nie są tak rozpraszani? Naukowcy sprawdzili i to - u ochotników, którzy podczas testu słuchali fragmentów książki, nie odnotowano znaczącego pogorszenia się czasu reakcji. Co ciekawe, niegroźne były również rozmowy prowadzone od niechcenia, pełne przytakiwania i ogólnikowych uwag. Okazuje się więc, że w samochodzie od biedy można wciąć udział w niespecjalnie ważnej telekonferencji, ale zdecydowanie należy wstrzymać się z prowadzeniem ważnych negocjacji...
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
“Gazeta Krakowska”: W wielu miastach, w tym także na ulicach Krakowa stosowana jest praktyka bezpłatnych reklam. W sprytny sposób, używając starych, często zdezelowanych pojazdów (samochodach, rowerach itd.), na reklamę natykami się na środku chodnika. Nielegalność takiej praktyki udowodnić jest bardzo trudno. Służby miejskie często są wobec nich bezradne – przypomina “Gazeta Krakowska”. Jak podkreślają urzędnicy, "cwane reklamowanie" to ich utrapienie. - Reklamy m.in. zasłaniają kierowcom widoczność na drodze - mówi Jacek Bartlewicz, rzecznik Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Tłumaczy, że legalne zajęcie pasa drogowego pod zwykłą reklamę nie kosztuje wiele zachodu i pieniędzy (za podest pod reklamę liczy się dziennie 1 zł za mkw., za reklamę na nim - 2,20 zł). Właściciele firm wolą jednak zajmować go bez opłat. Umieszczanie reklam na autach jest jednym ze sposobów, by ich uniknąć. Tym bardziej skutecznym, że nielegalność takiej reklamy trudno udowodnić. Jeśli ZIKiT by ją stwierdził, musiałby dowieść, że auto stoi cały czas w tym samym miejscu. Sprawca mógłby wtedy zapłacić grzywnę. Problem w tym, że właściciele reklam uchylają się od kar. Nie pomaga nawet straż miejska. - Twierdzą, że pojazd jest w użyciu i wtedy trudno ją wyegzekwować - tłumaczy Marek Anioł, rzecznik straży. Wtedy jedynym sposobem na ukaranie delikwenta jest mandat np. za nieprawidłowe parkowanie lub zbyt dużą reklamę. - Jeśli jednak te kwestie są w porządku, strażnicy nic nie mogą zrobić - dodaje Anioł.
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
“Dziennik Łódzki: Na szkoleniach tzw. "stopków", czyli pracowników przeprowadzających przy szkołach dzieci przez jezdnię, można nieźle zarobić. Kiedy szkolenia organizowała policja, za jeden kurs brała 20 zł. Gdy resort spraw wewnętrznych i administracji zmienił przepisy i oddał szkolenia wojewódzkim ośrodkom ruchu drogowego, szkolenia okazały się świetnym interesem – komentuje dziennik. I dalej czytamy: Kurs dla jednej osoby kosztuje teraz 400 zł. Płacą za niego samorządy. Dyrekcje WORD często szkolenia zlecają... policjantom. Tak jest choćby w skierniewickim WORD. Ostatnio przeszkolono tam piętnastu "stopków", kolejnych pięciu czeka na uzupełnienie grupy. Szkolenie trwa 18 godzin, zazwyczaj odbywa się w weekendy, a zaświadczenie, które wieńczy kurs, jest ważne przez dwa lata. W sierniewickim WORD "stopków" szkoli właśnie policjant. - Interes publiczny zobowiązuje mnie do zatrudnienia najlepszych, dlatego w naszym ośrodku szkolenia prowadzi policjant - mówi Paweł Bejda, dyrektor skierniewickiego WORD. - Ile zarabia? Proszę wybaczyć, ale tego zdradzić nie mogę. Żadnych szkoleń nie było jak dotąd w Sieradzu. W Łodzi przeszkolono siedemnastu "przeprowadzaczy". Kursy prowadzą m.in. policjanci. - Ale to głównie byli stróże prawa - dodaje dyrektor Zbigniew Skowroński. W Piotrkowie przeszkolono już dwunastu "stopków", a spółka, która ich nadzoruje, złożyła zapotrzebowanie na szkolenie dla trójki rezerwowych. Także i tamtejszy WORD korzysta z usług policjantów. Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi nie odpowiedziała nam na pytanie, ilu "stopków" miała w rejestrze, zanim oddała ich WORD, a zatem nie wiadomo, czy wszyscy, którzy pracowali do zmiany przepisów, już się przeszkolili. Nowe prawo to żyła złota dla WORD, bo organizują szkolenia nie tylko dla "stopków", ale także dróżników, leśników, strażaków ochotników, a nawet porządkowych i pilnujących bezpieczeństwa pielgrzymów oraz pracowników firm pogrzebowych, prowadzących kondukty.
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
(279-3)
Widzisz chuligana, który niszczy wiatę albo tnie siedzenie w autobusie czy tramwaju - natychmiast dzwoń z komórki do strażników albo policjantów. Szkody są tak wielkie, że drogowcy proszą bydgoszczan o pomoc w walce z wandalami. Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej, Miejskie Zakłady Komunikacyjne, Mobilis i PKS wymyślili społeczną akcję "Stop wandalizmowi w komunikacji miejskiej". Na przystankach od kilku dni wiszą plakaty apelujące do pasażerów i przechodniów, żeby reagowali na wszelkie przejawy wandalizmu. "Widzisz dewastację wiat, autobusów, tramwajów, nie bądź obojętny" - czytamy na plakacie. W tle widać zdewastowany przystanek, podpalony rozkład jazdy, zniszczone drzwi tramwajowe. Są też podane bezpłatne numery telefonów, pod które można zadzwonić z komórki na policję albo straż miejską. To początek akcji. Wkrótce na monitorach LCD umieszczonych w autobusach będą się też pojawiać specjalne spoty apelujące o obywatelską postawę. Akcja ma uświadomić pasażerom, że koszty naprawy autobusów i wiat ponoszą oni sami. Bo te wydatki znajdują potem odbicie w cenach biletów.
Czy ta metoda walki z wandalami da rezultaty – pyta bydgoska “Gazeta Wyborcza” i zaprasza do dyskusji i wypowiedzi - przystanekbydgoszcz@gazeta.pl Także jesteśmy wyniku akcji, będziemy ją śledzili i relacjonowali Państwu.
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
(279-4)
Skrzyżowanie ulic Fabrycznej i Kamiennej w Bydgoszczy jest źle oznakowane - alarmują kierowcy. Czytelnicy “Gazety Wyborczej Bydgoszcz” donieśli redakcji o fatalnym błędzie, którego dopuścili się drogowcy. Przy wyjeździe z ul. Fabrycznej zmienili oznaczenie na sygnalizacji świetlnej. Do tej pory, po włączeniu się "zielonego", z prawego pasa można było skręcać zarówno w prawo, jak i w lewo. Teraz do każdego pasa jest przyporządkowany osobny sygnalizator "strzałkowy". Tym samym, gdy zapali się zielone światło na sygnalizatorze przy prawym pasie, kierowca z tego pasa może skręcić tylko w kierunku ul. Fordońskiej. - Wielu kierowców nie respektuje przepisów, mówiących że oznakowanie świetlne ma pierwszeństwo w stosunku do znaków poziomych. Jeździ na pamięć, kierując się strzałkami na jezdni. A to powoduje, niestety, niebezpieczne sytuacje – opowiada czytelnik dziennika. Właściciel jednej z bydgoskich szkół jazdy przyłapał nawet policyjny radiowóz, którego kierowca policjant nie dostosował się do sygnału strzałek na sygnalizacji. Jak wyjaśnia Monika Chlebicz, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji, funkcjonariusz popełnił w tym wypadku wykroczenie, bo oznaczenie sygnalizacji świetlnej musi być priorytetowo traktowane w stosunku do innych znaków. - Z jednej strony doszło do zaniedbania ze strony zarządcy drogi. Z drugiej jednak, policjant prowadzący pojazd nie dostosował się do przepisów. Dlatego komendant wojewódzki został poinformowany o tym fakcie i zostanie wszczęte postępowanie wyjaśniające - zapowiada. Chlebicz zapewnia, że znalezienie funkcjonariusza, który kierował radiowozem, nie będzie trudne. Nie chciała jednak ujawnić, jakie konsekwencje mogą mu grozić. O niespójności oznakowania poziomego z sygnalizacją świetlną, poinformowaliśmy również Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Jak twierdzi Magdalena Kaczmarek, rzeczniczka firmy, drogowcy w czasie zmiany w organizacji ruchu zamalowali na jezdni na prawym pasie strzałkę kierunkową w lewo. - Widocznie farba musiała ulec starciu pod kołami przejeżdżających aut. Dlatego zgłosiłam już inspektorom, aby szybko skorygowali oznakowanie. Gdy okaże się to niewystarczające, to strzałkę przekreślimy żółtym kolorem - zapowiada.
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
Drogowcy chcą poprawić bezpieczeństwo na krajowych drogach biegnących przez Lubuskie. Na modernizację dróg i profilaktykę zamierzają wydać w przyszłym roku blisko 40 mln zł - informuje “Gazeta Wyborcza Gorzów Wlkp.”. O bezpieczeństwo na drogach walczy zielonogórski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który przystąpił do akcji społecznej "Drogi zaufania - Bezpiecznych osiem". Projekt dotyczy ośmiu dróg jednocyfrowych - najważniejszych w kraju. Pilotażowo został wprowadzony na krajowej "ósemce" (łączy północny wschód z południowym zachodem Polski). Efekt jest zdumiewający. Liczba wypadków śmiertelnych spadła o 30 proc. - Projekt ma zredukować liczbę ofiar śmiertelnych wypadków drogowych poprzez eliminację zagrożeń oraz poprawę parametrów technicznych dróg krajowych. Jest to pierwszy program zakładający równocześnie działania inżynieryjne i edukacyjne - opowiada Anna Jakubowska, rzecznik zielonogórskiego GDDKiA. W tym roku zielonogórski oddział wydał już ok. 3,5 mln zł na przebudowę drogowej infrastruktury. W ramach programu wybudowano m.in. azyle na przejściach dla pieszych, spowalniające ruch wyspy, przebudowano skrzyżowania w ronda (najważniejsze do zbieg krajowej "dwójki" i "trójki" koło Świebodzina) oraz zrobiono bezpieczne zjazdy z krajowych dróg. Zadbano także o bezpieczeństwo pieszych - w wielu miejscowościach doświetlono "zebry" i zamontowano znaki świetlne informujące o przejściu, wybudowano także chodniki. W przyszłym roku dyrekcja chce wydać dziesięć razy więcej. Koszt realizacji inwestycji i opracowanie dokumentacji przebudowy dróg oraz budowy nowych odcinków szacuje na ok. 38,8 mln zł. Ile tak naprawdę przypadnie Lubuskiemu będzie zależeć od centrali GDDKiA w Warszawie. Działania edukacyjne programu to także happeningi. Pierwszy w Lubuskiem odbędzie się w piątek na krajowej "trójce" w okolicach Nowego Miasteczka (kierunku na Polkowice), od godz. 9 do 16. Na kilkukilometrowym odcinku po obu stronach jezdni drogowcy ustawią "zegary śmierci" - tablice informujące o liczbie osób zabitych i rannych na danym odcinku, oraz przemawiające silnie do wyobraźni worki na zwłoki, imitujące ofiary wypadków. Akcję wytłumaczą airboardy z informacją o happeningu, a także policjanci, którzy będą zabezpieczać wydarzenie. Na całym odcinku będzie obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km/h. - Wytypowaliśmy odcinek, na którym będzie można bezpiecznie zorganizować taką imprezę. To szeroki odcinek prostej. Miejsce będzie widoczne z dużej odległości. Pojawią się także znaki informujące o akcji i ograniczeniu prędkości. Projekt ma dać do myślenia kierowcom. Chcemy, by zdjęli nogę z gazu - tłumaczy Anna Jakubowska – doniosła “Gazeta Wyborcza Gorzów Wlkp.”.
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
W Warszawie pasażerowie autobusów jeżdżących Trasą Łazienkowską i ul. Mickiewicza mogą zacierać ręce. Wkrótce na tych ulicach zostaną wytyczone buspasy. Podróż ma się skrócić się o kilkanaście minut – donosi stołeczna “Gazeta Wyborcza”. ZTM poinformował, że właśnie powstały projekty nowych buspasów. Ten na Trasie Łazienkowskiej będzie najdłuższy w Warszawie. Urzędnicy nie zdecydowali się jednak wydzielić buspasa przy pomocy specjalnych krawężników, które fachowo nazywane są separatorami. Takie rozwiązanie działa w wielu miastach Europy i skuteczniej broni autobusy przed blokowaniem przez samochody. - One utrudniałyby sprzątanie ulic. Będziemy prosić policję, by egzekwowała zakaz wjazdu dla na buspas - mówi Igor Krajnow, rzecznik ZTM i zapowiada akcję promocyjną, która ma skłonić kierowców, by zamiast stać w korkach przesiedli się do komunikacji.
Komentuj →
15 grudnia 2008 |
0
Są tak samo niebezpieczne jak drogowe dziury, z tym że powstają celowo - studzienki kanalizacyjne. W Warszawie kierowcy narzekają, że jest ich za dużo i są źle montowane - za wysoko lub za nisko – czytamy w stołecznej “Gazecie pl.”. Kratka ustawiona w złą stronę wybija samochód z drogi. Niestety ZDM i MPWiK przyznają, że brakuje im inspektorów do sprawdzania kratek, a przebudowanie źle zrobionej kanalizacji oznacza dziury w drodze i remonty. A Miejskie przedsiębiorstwo wodociągów i kanalizacji postanowiło uporać się z tym problemem - zleciło zaprojektowanie specjalnej opaski odciążeniowej.
Komentuj →