0209/28/2007 7 sierpnia 2007 31 sierpnia 2007

o ICE – które zapisane w komórce uratuje życie; o projekcie ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu; o unijnych przepisach, które nie są skuteczne; o aucie dla abstynentów; o zakazie prowadzenia samochodu dla pijanego kierowcy; jaką szkołę wybrać, aby zdać; o szkoleniu kierowców gimbusów; co zrobić z wyjącym samochodem; o tym czy można wyprzedzać radiowozy; starostwo organizuje warsztaty wspierające proces szkolenia; o...

News tygodnia

ICE – tylko zapisz w komórce
31 sierpnia 2007 | 0

ICE - właśnie pod takim hasłem coraz więcej Polaków zapisuje w komórce numer osoby, do której ratownicy powinni zadzwonić w razie wypadku. Dzięki temu lekarze mogą udzielić szybkiej pomocy poszkodowanemu np. w wypadku samochodowym – In Case of Emergency ("w nagłym wypadku"), w skrócie ICE - to słowo, pod którym zapisujemy w komórce numer najbliższej osoby. Takiej, która zna naszą grupę krwi, wie, jakie przyjmujemy leki i czy w przeszłości mieliśmy kłopoty ze zdrowiem, ale jeśli tak, to jakie to były kłopoty. Dzięki temu, kiedy ulegniemy wypadkowi, ratownicy nie będą musieli niczego się domyślać i skupią się tylko na udzielaniu pomocy. Dodatkowym plusem tego skrótu jest to, że skrót znany jest przez ratowników niemal na całym świecie. - Człowiek, który uległ wypadkowi, nawet jeśli nie straci przytomności, to bardzo często jest w tak wielkim szoku, że nie pamięta własnego imienia. Dlatego moim zdaniem pomysł z numerem ICE jest rewelacyjny! - nie ma wątpliwości Ryszard Wiśniewski, wieloletni dyrektor podlaskiego pogotowia ratunkowego. - W tej chwili także próbujemy skontaktować się z bliskimi poszkodowanego. Zanim jednak dodzwonimy się do właściwej osoby, musimy przewertować całą książkę telefoniczną. A przecież w niektórych sytuacjach liczy się każda minuta - dodaje lekarz.

 

PCK apeluje: wpisz numer ICE. Wystarczy pod nazwą ICE – zapisać w komórce telefon kontaktowy do osoby najbliższej, a także dane o grupie krwi, przebytych chorobach, uczuleniach. Ujednolicone nazewnictwo pozwoli na trafne i szybkie zlokalizowanie osoby, która udzieli potrzebnych informacji. Gdyby ktoś chciał umieścić więcej niż jedną osobę, może wpisać je jako ICE1, ICE2, ICE3 itd. Inicjatywa jest prosta w realizacji i nic nie kosztuje, a taka informacje może ocalić życie.

 

Komentuj

Ekspert wyjaśnia

Czy można wyprzedzać radiowozy
31 sierpnia 2007 | 6

Pytanie: Ostatnio z Białegostoku do Łomży pojechałem na mecz piłkarski. W połowie drogi natknąłem się na sznur samochodów, który podążał za kolumną radiowozów jadących na sygnale. Żaden z kierowców nie odważył się wyprzedzić policjantów i wszyscy jechali 80-90 km/godz. Czy można wyprzedać kolumny radiowozów na sygnale?
Odpowiedź: Nadkomisarz Jacek Dobrzyński, rzecznik podlaskiego komendanta policji: - Kolumnę radiowozów, która jedzie poza terenem zabudowanym, można wyprzedzać. Oczywiście, o ile są na to warunki i nie łamie się przepisów drogowych. Inaczej sytuacja wygląda, kiedy rozpatrujemy wyprzedzanie w terenie zabudowanym - wtedy to jest zabronione.

Komentuj
Niechciana droga
31 sierpnia 2007 | 0

Pytanie: Jestem właścicielem nieruchomości. Niedawno się dowiedziałem, że wójt gminy planuje budowę nowej drogi, która ma przebiegać przez moją działkę. Uważam, że jest ona zbędna, ponieważ w sąsiedztwie biegnie inna droga, z której korzystają wszyscy mieszkańcy gminy. Czy wójt ma prawo wywłaszczyć mnie z mojej własności, a jeżeli tak, to jak mogę się przed tym bronić?

Odpowiedź: Konstytucja RP chroni m.in. prawo własności, a wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy dokonuje się go na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem (art. 21). Czytelnik może walczyć o swoje już na etapie uchwalania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W planie określa się bowiem zasady modernizacji, rozbudowy i budowy systemów komunikacyjnych i infrastruktury technicznej zlokalizowanych na terenie gminy. Zgodnie zaś z art. 18 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym każdemu, kto kwestionuje ustalenia przyjęte w projekcie planu, przysługuje prawo wniesienia uwag. Wnosi się je na piśmie w terminie wyznaczonym w ogłoszeniu o wyłożeniu projektu planu do publicznego wglądu. Uwagi takie są rozpatrywane przez wójta, który może wprowadzić zmiany do projektu planu miejscowego. Również rada gminy na podstawie przedstawionych uwag może stwierdzić konieczność dokonania zmian w przedstawionym jej do uchwalenia projekcie planu miejscowego. W razie nieuwzględnienia przez organy gminy uwag dotyczących zmian projektu planu czytelnikowi nie będzie przysługiwała od takiego rozstrzygnięcia skarga do sądu administracyjnego. Będzie on jednak mógł, po uprzednim bezskutecznym wezwaniu do usunięcia naruszenia, zaskarżyć uchwałę rady gminy w sprawie planu miejscowego do sądu administracyjnego w trybie art. 101 ustawy o samorządzie gminnym. Czytelnik będzie jednak musiał wykazać, że w wyniku powzięcia takiej uchwały został naruszony jego interes prawny lub uprawnienie. Warunki lokalizacji i nabywania nieruchomości pod drogi publiczne określa ustawa z 10 kwietnia 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych. Gdy chodzi o drogi gminne, starosta zawiadamia o wszczęciu postępowania w sprawie ustalenia lokalizacji takiej drogi, wywieszając obwieszczenie w urzędzie gminy. W taki sam sposób informuje o wydaniu decyzji ustalającej lokalizację drogi gminnej. Od tej decyzji czytelnikowi będzie przysługiwało odwołanie do wojewody oraz skarga do sądu administracyjnego. Należy jednak pamiętać, że decyzja o ustaleniu lokalizacji drogi może mieć nadany rygor natychmiastowej wykonalności, jeżeli będzie to uzasadnione interesem społecznym lub gospodarczym. Z dniem, w którym stanie się ona ostateczna, nieruchomość wydzielona pod taką drogę zostanie z mocy prawa własnością gminy. Do czasu jednak uzyskania przez gminę pozwolenia na budowę dotychczasowy właściciel może użytkować nieruchomość nieodpłatnie.

Odpowiedzi udzielił: Sylwester Skoczek, radca prawny, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Komentuj
Rejestr taksówkarza
31 sierpnia 2007 | 0

Pytanie:Czy taksówkarz, ewidencjonując sprzedaż poprzez kasę fiskalną, musi prowadzić rejestry dla celów VAT?

Odpowiedź: Tak. Podatnik świadczący usługi taksówek osobowych może wybrać opodatkowanie tych usług w formie ryczałtu według stawki 3 proc. i składać uproszczoną deklarację VAT. Podatnicy w zakresie świadczonych przez nich usług przewozu osób i ładunków taksówkami są obowiązani do stosowania kasy, która uzyskała potwierdzenie spełnienia kryteriów wymaganych dla kas o zastosowaniu specjalnym przeznaczonych do ewidencji obrotu i kwot podatku związanych ze świadczeniem usług przewozu osób i ładunków taksówkami, z tym że jeżeli w decyzji wskazano, iż dana kasa jest przeznaczona do współpracy z taksometrami określonego typu, podatnik jest obowiązany spełnić te warunki. Nie zwalnia to jednak z prowadzenia ewidencji do celów VAT. Przepisy ustawy o podatku od towarów i usług nie przewidują zwolnienia z prowadzenia rejestrów nawet dla tych taksówkarzy, którzy wybrali uproszczony sposób opodatkowania według 3-proc. stawki.

Podstawa prawna: Par. 5 ust. 7 rozporządzenia ministra finansów z dnia 4 lipca 2002 r. w sprawie kryteriów i warunków technicznych, którym muszą odpowiadać kasy rejestrujące, oraz warunków stosowania tych kas przez podatników (Dz.U. nr 108, poz. 948 z późn. zm.).

Komentuj
I co z wyjącym samochodem?
31 sierpnia 2007 | 1

Pytanie: Co mogą zrobić mieszkańcy, gdy w aucie zaparkowanym pod ich domem wyje alarm, a właściciel nie pojawia się przez wiele godzin?

Odpowiedź: Okazuje się, że jedyne, co policja może zrobić w takim przypadku, to ustalić właściciela samochodu. - Poza tym możemy tylko czekać, aż padnie akumulator. Jeśli samochód ma właściciela, to tylko on może alarm wyłączyć - mówi nadkomisarz Włodzimierz Mogiła z katowickiej policji. Bezradna jest także straż miejska. - Można by taki samochód wciągnąć na lawetę i wywieźć. Tylko gdzie i na jakiej podstawie? Możemy interweniować, kiedy z auta wycieka substancja niewiadomego pochodzenia, która może być groźna dla otoczenia. Inaczej nie mamy prawa ruszyć samochodu - podkreśla Krzysztof Król, rzecznik katowickich strażników. Kiedyś poprzez podobną interwencję straż miejska w Katowicach przegrała sprawę w sądzie. - Chodziło o miejsce parkingowe. Zgłosili się do nas mieszkańcy jednego z osiedli. Pokazali na parkingu malucha. Auto było kompletnie zarośnięte trawą i chaszczami, więc odholowaliśmy je na policyjny parking. Od razu znalazł się jego właściciel, który pozwał nas do sądu - wspomina Król. Bożek uważa, że sprawą wyjących w środku nocy alarmów powinni zająć się urzędnicy. - W niektórych miastach europejskich jest już tak, że jeśli właściciel wyjącego auta nie zgłasza się przez dłuższy czas, to takie auto wywozi się na parking poza miastem. Może byłoby dobrze, gdyby w Katowicach podjęto uchwałę w tej sprawie? - zastanawia się mieszkaniec Strzeleckiej. Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu, tłumaczy, że nie ma takiej możliwości. - Uchwały nie mogą być sprzeczne z innymi obowiązującymi przepisami, a w tym przypadku nadrzędne jest prawo własności - mówi rzecznik.

Komentuj

Legislacja

Zakaz prowadzenia samochodu dla pijanego rowerzysty?
29 sierpnia 2007 | 0

Skazany za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwości powinien się liczyć z tym, że sąd może zakazać mu prowadzenia nie tylko roweru, ale wszystkich pojazdów - podkreślił Sąd Najwyższy. Pytania prawne dotyczące dopuszczalności orzekania wobec pijanych rowerzystów takich środków karnych zadało Sądowi Najwyższemu kilka sądów z kraju. Sądy m.in. z Nowego Sącza i Świdnicy miały wątpliwości, czy można jednocześnie zastosować dwa paragrafy jednego artykułu, który dotyczy wymierzania przez sąd zakazu prowadzenia pojazdów - pierwszy dotyczy pojazdów określonego typu, a drugi - wszystkich pojazdów, czyli także motocykli, samochodów, ciężarówek, autobusów, motorówek itp. Przepisy z działu ogólnego Kodeksu karnego mówią, że sąd może orzec zakaz prowadzenia pojazdów określonego rodzaju w razie skazania osoby uczestniczącej w ruchu za przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, "w szczególności jeżeli z okoliczności popełnionego przestępstwa wynika, że prowadzenie pojazdu przez tę osobę zagraża bezpieczeństwu w komunikacji". Paragraf drugi tego samego artykułu Kk stanowi, że sąd orzeka (a więc ma taki obowiązek a nie możliwość jak w poprzednim przepisie) zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych albo pojazdów mechanicznych określonego rodzaju, jeżeli kierowca - sprawca przestępstwa był nietrzeźwy, pod wpływem narkotyków lub zbiegł z miejsca wypadku. Sąd Najwyższy podkreślił, że - wbrew temu co mogłoby się wydawać - taka konstrukcja przepisu nie oznacza, że paragraf pierwszy jest dla trzeźwych kierowców, a drugi dla nietrzeźwych. "Przepisy są jasne i należy je wykładać w całości" - podkreślił sędzia Rafał Malarski. W opinii SN jasno z nich wynika, iż sądy mogą stosować oba paragrafy łącznie w określonych sprawach. Wynika z tego, że karą dla pijanego rowerzysty może być zakaz prowadzenia samochodu. Formalnej odpowiedzi na pytania prawne Sąd Najwyższy jednak odmówił uznając, że sądy powinny stosować przepisy z kodeksu i że w tym zakresie nie wymagają one zasadniczej wykładni prawa. Kodeks karny stanowi, że przestępstwem zagrożonym karą do roku więzienia jest już prowadzenie "pojazdu niemechanicznego" czyli np. roweru czy wozu zaprzęgowego w stanie nietrzeźwości lub odurzenia środkami psychotropowymi.

Komentuj
Ofiary wypadków lepiej chronione
10 sierpnia 2007 | 0

Wchodzi w życie nowela ustawy Kodeks cywilny. Poszkodowani w wypadkach będą mogły domagać się rekompensaty bez względu na upływ czasu od wypadku. Nowelizacja zmienia terminy przedawnienia roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym. Należą do nich m.in. wypadki drogowe. Poszkodowanym przysługuje odszkodowanie za straty materialne, w tym koszty leczenia, zadośćuczynienie pieniężne za krzywdę, renta w razie niezdolności do pracy, a także zwiększenia potrzeb życiowych lub pogorszenia widoków na przyszłość. Poszkodowany, który stał się inwalidą, może domagać się także środków na przygotowanie do innego zawodu. Według dotychczasowych przepisów roszczenie o naprawienie szkody wynikłej z takich zdarzeń przedawniało się z upływem trzech lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia. Jednakże możliwość wystąpienia o odszkodowanie kończyła się ostatecznie z upływem dziesięciu lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wyrządzające szkodę. Tak było i wówczas, gdy szkoda miała charakter majątkowy, i gdy polegała na uszkodzeniu ciała albo uszczerbku na zdrowiu. W tych sytuacjach okres przedawnienia okazywał się często zbyt krótki. Skutki wypadków ujawniają się często dopiero po latach. Teraz osoba, która doznała uszkodzenia ciała albo rozstroju zdrowia, będzie miała na wystąpienie do sądu trzy lata, licząc od zdarzenia powodującego szkodę. Innego ograniczenia nie ma. Oznacza to, że będzie można domagać się rekompensaty także wówczas, gdy wszystkie lub niektóre skutki wypadku ujawniły się np. po 15 czy 25 latach. Szczególnie drastyczne bywają skutki przedawnienia w wypadku dzieci - np. uszczerbek na zdrowiu ciąży często na całym ich życiu. Dlatego, jeśli poszkodowanym jest małoletnie dziecko, jego roszczenie wobec sprawcy nie będzie się mogło przedawnić wcześniej niż z upływem dwóch lat od uzyskania pełnoletności. Termin do wystąpienia o naprawienie szkody materialnej pozostanie taki sam, czyli trzy lata od dowiedzenia się o szkodzie i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia, ale nie więcej niż 10 lat. Jednakże wydłużono termin do żądania rekompensaty za szkody wyrządzone przestępstwami. Takie roszczenia będą się przedawniać po 20 latach od popełniania przestępstwa, bez względu na to, kiedy sprawca dowiedział się o szkodzie i osobie sprawcy.

Gerard Bieniek, sędzia Sądu Najwyższego, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego: Przedłużenie terminu przedawnienia roszczeń można ocenić tylko pozytywnie. Dotychczasowe terminy zmuszały sądy niejednokrotnie do wydawania niesprawiedliwych wyroków. Sąd Najwyższy próbował od nich odstępować, ale było to wbrew brzmieniu przepisów. Nowe terminy nie dotyczą jednak roszczeń, które wedle dotychczasowych zasad uległy już przedawnieniu. Można było tę kwestię inaczej unormować, ale spowodowałoby to nierówność wobec prawa. Skorzystaliby ci, którzy w ogóle nie występowali do sądów. Poszkodowani, których roszczenia sąd wskutek przedawnienia oddalił, nie mogliby już tego zmienić ze względu na powagę rzeczy osądzonej.

 

Komentuj
Projekt ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu
8 sierpnia 2007 | 1

Zmiana organizacji nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów i powołanie Centrum Homologacji Pojazdów to tylko niektóre pomysły na poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach. Projekt ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu, który ma do tego doprowadzić, przygotował resort transportu. Projekt wprowadza kary dla źle działających stacji (do 50 tys. zł) oraz diagnostów badających pojazdy (do 5 tys. zł). Jak czytamy na stronach Onet.pl - Obecnie nadzór nad stacjami kontroli pojazdów, które prowadzą badania techniczne samochodów decydujące o dopuszczeniu ich do ruchu, sprawują starostowie. Mogą oni korzystać z pomocy ekspertów Transportowego Dozoru Technicznego (TDT), działającego przy resorcie transportu. Zdaniem dyrektora Departamentu Dróg i Transportu Drogowego w resorcie transportu Andrzeja Bogdanowicza, nadzór starostów nad stacjami jest jednak "niewystarczający i nieskuteczny". Rzadko też korzystają oni z pomocy ekspertów TDT - zauważył dyrektor. Zgodnie z projektem nowej ustawy, starostowie i TDT będą nadzorować stacje równolegle. TDT nie będzie musiał, jak dotychczas, uprzedzać starostów o kontroli. "Negatywna kontrola będzie podstawą do zawieszenia działalności stacji" - wyjaśnił dyrektor. Bogdanowicz poinformował też, że obecnie nie ma żadnych sankcji karnych wobec źle działających stacji oraz diagnostów, badających pojazdy. Są tylko sankcje administracyjne, czyli cofnięcie uprawnienia do prowadzenia stacji. Przygotowany w resorcie transportu projekt - jak podkreślił - wprowadza kary w wysokości do 50 tys. zł dla prowadzących stacje i do 5 tys. zł dla diagnostów. Nowe przepisy przewidują także, że zostanie powołane Centrum Homologacji Pojazdów, które będzie wydawać świadectwa umożliwiające wprowadzenie pojazdu do obrotu. Dotychczas władzę homologacyjną sprawował minister transportu. Zgodnie z projektem, będzie on nadzorował Centrum. Jak poinformował PAP rzecznik prasowy Głównego Inspektora Transportu Drogowego (GITD) Alvin Gajadhur, od stycznia do czerwca br. wojewódzkie inspektoraty transportu drogowego skontrolowały 88 tys. 585 pojazdów (autokary, busy, ciężarówki, taksówki), zatrzymując 4 tys. 673 dowody rejestracyjne niesprawnych pojazdów. Gajadhur wyjaśnił, że w przypadku autokarów i ciężarówek kontrolerzy stwierdzają m.in. nieprawidłowy stan ogumienia, oświetlenia, wadliwy układ hamulcowy i kierowniczy. Natomiast Jan Bożewicz z TDT powiedział PAP, że w stacjach kontroli często brakuje urządzeń do badania wszystkich rodzajów pojazdów. Na przykład stacja, która ma uprawnienia do kontrolowania wszystkich pojazdów, nie posiada urządzeń do badania motocykli. Czasami stacje - jak dodał - nie spełniają również warunków lokalowych do wykonywania badań.

Komentuj
Uregulowano system połączeń z numerami alarmowymi
29 sierpnia 2007 | 0

Rada Ministrów na swoim posiedzeniu przyjęła projekt nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Nowe przepisy zobowiązują dostawców usług telekomunikacyjnych do zapewnienia kierowania połączeń z numerem alarmowym 112 do centrum powiadamiania ratunkowego albo innych numerów alarmowych do właściwych terytorialnie jednostek powołanych do niesienia pomocy. Pozwolą również na szybką identyfikację miejsca, z którego wykonano połączenie. W przypadku telefonu stacjonarnego będzie to adres zainstalowania telefonu, natomiast przy połączeniu wykonanym z telefonu komórkowego operator poda geograficzne położenie numeru. Projekt zakłada utworzenie systemu, w którym będą gromadzone wszystkie połączenia z numerami alarmowymi. Będzie nim zarządzał prezesa UKE. Dane te będą udostępniane centrom powiadamiania ratunkowego oraz służbom ratunkowym. Do końca 2010 r., czyli do czasu zakończenia prac przy tworzeniu centrów powiadamiania ratunkowego, z systemu będą mogły korzystać podmioty, którym wojewodowie powierzą wykonywanie tych zadań.

Komentuj
Naklejki na samochodach bezprawnie parkujących legalne
28 sierpnia 2007 | 0

Umieszczanie naklejek na szybach aut bezprawnie zaparkowanych na miejscach dla niepełnosprawnych jest legalne. Pożyteczne i wychowawcze - nie ma wątpliwości kancelaria adwokacka SC z Gliwic – czytamy na łamach “Gazety Wyborczej – Płock”. Przypominamy, iż właśnie Płock jest inicjatorem akcji. Opinia została przygotowana na prośbę Aktywnego Życia z Katowic. Kilka tygodni temu śląskie stowarzyszenie rozpoczęło akcję "Parkujesz - zdrapujesz", wzorując się na Płocku. Inicjatorka akcji w Katowicach Marzena Kalaszczyńska, rzecznik osób niepełnosprawnych, zamówiła specjalne naklejki z napisem "Jeżeli zabierasz moje miejsce, weź też moje kalectwo". Od wiosny trafiły już na szyby ponad 400 samochodów, w ostatni weekend umieszczali je tam zawodnicy płockiego Centrum Sportów Walki. Gliwiccy adwokaci Janusz Budzianowski i Mirosław Wyciślak. Twierdzą, że "forma i sposób ochrony tych miejsc ( ) są działaniem zbliżonym do tzw. stanu wyższej konieczności". Cytują kodeks karny: "Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego". Według adwokatów taki przepis uprawnia do "podjęcia wszelkich działań zmierzających do przywrócenia porządku publicznego". Dodają, że umieszczanie na szybie naklejki nie narusza jakiegokolwiek dobra bezprawnie parkujących kierowców. Tłumaczą: "Nalepki te wyprodukowane są bowiem w ten sposób, że ich umieszczenie na przedniej szybie ( ) nie powoduje żadnego uszkodzenia samochodu, a po usunięciu umieszczonej w ten sposób naklejki nie pozostaje na powierzchni szyby pojazdu jakikolwiek ślad. Tak więc mowy być nie może o dysproporcji wartości dobra chronionego, którym jest komfort życia osób niepełnosprawnych, i dobra poświęconego, którym w tym przypadku jest wyłącznie wysiłek właściciela bądź użytkownika ( ) skierowany na usunięcie naklejki ostrzegającej go przed nieprawidłowym parkowaniem i mającej przypomnieć osobie naruszającej prawo o tym, że je naruszyła. Wydaje się oczywistym, że wzgląd na ochronę interesów osób niepełnosprawnych, które nie mogą praktycznie w inny sposób oponować przeciwko blokowaniu przez osoby nieuprawnione przeznaczonych dla niepełnosprawnych miejsc parkingowych, powinien mieć absolutną przewagę nad ewentualnymi zastrzeżeniami osób naruszających prawo przez nieprawidłowe parkowanie". Na koniec Budzianowski i Wyciślak konkludują: "( ) działanie takie ma walory wychowawcze i prewencyjne i jako takie powinno zostać potraktowane jako ze wszech miar pożyteczne ze społecznego punktu widzenia".

Komentuj
Którędy transport odpadów
28 sierpnia 2007 | 0

Opublikowano rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 23 sierpnia 2007 r. w sprawie urzędów celnych właściwych w sprawach międzynarodowego przemieszczania odpadów.

Komentuj
Swoboda działalności gospodarczej w tekście jednolitym
28 sierpnia 2007 | 0

Opublikowano tekst jednolity ustawy z dnia 2 lipca 2004 o swobodzie działalności gospodarczej.

e-PrawoDrogowe – ten zbiór zawiera teksty ujednolicone

1e73f8a3cecbe40dc28d41050d01fbd9cd09cdbe 

Uwaga ABONENCI e-PrawaDrogowego

– tekst ustawy do pobrania w dzisiejszej aktualizacji.

e-PrawoDrogowe – zapytaj, zamów – 0-502-659-431 (non-stop)

Komentuj
Pijany sędzia popełnia przestępstwo umyślne
26 sierpnia 2007 | 0

Sędzia, który po kielichu siada za kierownicą, popełnia przestępstwo umyślne. Taki sędzia sędzią być nie może - wynika z wyroku Sądu Najwyższego - o czym donosi “Gazeta Wyborcza”. I dalej relacjonuje: wyrok dotyczył sprawy, która w 2004 r. zbulwersowała świat prawniczy w Gdańsku. Znany sędzia sądu okręgowego Waldemar Kuc jechał do sądu swoim audi A3. Podwoził przewodniczącego wydziału sędziego Włodzimierza Brazewicza. Na jednej z ulic Gdańska w tył jego audi uderzyła furgonetka - to jej kierowca winny był kolizji. Sędzia Kuc wezwał policję. Ta zbadała kierowców alkomatem. Wynik był dla sędziego Kuca zaskoczeniem - ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Mówił, że wypił trzy piwa, ale poprzedniego wieczora. Tego dnia sędzia uczestniczył jeszcze w dwóch sprawach sądowych. Potem został przez prezesa sądu zawieszony. A po uchyleniu immunitetu oskarżony w sprawie karnej o jazdę samochodem w stanie nietrzeźwości. Proces przed sądem w Słupsku z powodu choroby sędziego Kuca jeszcze się nie rozpoczął. Do winy się nie przyznaje. Twierdzi, że to chora wątroba i trzustka spowodowała taką reakcję na wypity wcześniej alkohol. Równolegle toczyła się sprawa dyscyplinarna. Sąd w Białymstoku uznał w I instancji sędziego za winnego naruszenia zasad etyki i ukarał przeniesieniem na inne stanowisko. Od werdyktu odwołał się minister sprawiedliwości - domagał się wydalenia sędziego z zawodu. Przeciw tej najsurowszej z kar dla sędziego byli jego adwokaci, a nawet zastępca rzecznika dyscyplinarnego, czyli oskarżyciel. Argumentowali, że przy wymiarze kary trzeba brać pod uwagę osobowość sprawcy, czyli nienaganną karierę sędziego Kuca. Z tym, że była nienaganna, Sąd Najwyższy się zgodził. - Ale sędzia, który popełnił przestępstwo umyślne [a jazda po alkoholu jest takim przestępstwem] nie może pełnić godności sędziego - mówił sędzia sprawozdawca Stanisław Zabłocki. Sąd Najwyższy sam sędziego z zawodu nie usunął. Zwrócił sprawę do sądu I instancji. - Nie dlatego że Sąd Najwyższy uchyla się od odpowiedzialności - mówił sędzia Zabłocki - lecz dlatego że taka kara "jest dla sędziego karą ostateczną, jak kara dożywotniego pozbawienia wolności" dla zbrodniarza. A kodeks zakazuje wymierzania kary dożywocia sprawcy w II instancji, gdy nie ma już możliwości odwołania. - Obwinionemu sędziemu należą się dwie instancje - podsumował sędzia Zabłocki.

Komentuj
Uzupełnienia do czasu pracy kierowców
24 sierpnia 2007 | 0

Do Sejmu wpłynął poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Zmiany dotyczą także ustawy o czasie pracy kierowców. W art. 4 projektu ustawy dokonano zmiany w art. 31 ustawy z 2004 r. o czasie pracy kierowców poprzez dodanie ust. 2a. Celem tej zmiany jest wdrożenie decyzji Komisji 2007/230/WE oraz zawartego w niej formularza wypełnianego przed rozpoczęciem podróży przez przewoźnika i podpisywanego przez kierowcę, w przypadku, gdy kierowca przebywał na zwolnieniu chorobowym, na urlopie wypoczynkowym lub gdy prowadził inny pojazd wyłączony z zakresu stosowania rozporządzenia (WE) nr 561/2006. Stosowanie tego formularza, zarówno w przewozach krajowych, jak i międzynarodowych na obszarze UE, ułatwić ma kontrolę przestrzegania przepisów socjalnych. W zaproponowanym rozwiązaniu, pozostawia się zaświadczenie, o którym mowa w dotychczasowym przepisie, bowiem z praktyki działalności przewozowej wynika, że jest znacznie więcej powodów nieprowadzenia pojazdu objętego zakresem rozporządzenia (WE) nr 561/2006 lub nieposiadania zapisów w tachografie cyfrowym i na karcie kierowcy, lub wykresówek - niż przewidziane decyzją KE.

Komentuj
Przepisy socjalne w transporcie drogowym
24 sierpnia 2007 | 0

Do Sejmu wpłynął poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Podstawowym celem projektu ustawy o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz o zmianie niektórych innych ustaw, zwanego dalej “projektem ustawy”, jest wdrożenie dyrektywy 2006/22/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 15 marca 2006 r. w sprawie minimalnych warunków wykonywania rozporządzeń Rady (EWG) nr 3820/85 i nr 3821/85 dotyczących przepisów socjalnych odnoszących się do działalności w transporcie drogowym oraz uchylającej dyrektywę Rady 88/599/WE, zwanej dalej “dyrektywą”. Dyrektywa weszła w życie dnia 1 maja 2006 r. Państwa Członkowskie zobowiązane zostały w ciągu 11 miesięcy wprowadzić w życie przepisy niezbędne do wykonania powyższej dyrektywy i od dnia 1 kwietnia 2007 r. rozpocząć ich praktyczne stosowanie.

Komentuj
Unijne przepisy drogowe nie są skuteczne
22 sierpnia 2007 | 3

Odbierający prawo jazdy muszą podpisać oświadczenie, że przez co najmniej 185 dni w roku przebywają w Polsce. Teoretycznie ma to ukrócić bezkarność piratów drogowych. Tylko teoretycznie – komentuje “Gazeta Wyborcza”. I uzasadnia: załatwiając związane z wydaniem prawa jazdy formalności, trzeba nie tylko się wylegitymować i zapłacić za dokument. Każdy musi podpisać oświadczenie, że ze względu na związki rodzinne lub zawodowe przez co najmniej 185 dni w roku przebywa w naszym kraju. - Wynika to z dyrektywy unijnej, taki dokument podpisuje się we wszystkich krajach Wspólnoty - mówi Krzysztof Kisielewski, dyrektor wydziału ewidencji i rejestracji toruńskiego magistratu. Przyczyną wprowadzenia dodatkowych formalności najpierw była turystyka związana z wyrabianiem prawa jazdy. Młodzi Niemcy masowo przyjeżdżali do zachodnich części Polski, m.in. do Szczecina, bo egzaminy w Polsce nie dość, że były dla nich tańsze, to jeszcze łatwiejsze. W ten sposób niemieckie urzędy traciły pieniądze, które mogły zarobić na świeżo upieczonych kierowcach. Przede wszystkim jednak unijne zapisy zakazują posiadania dwóch dokumentów w różnych krajach. Jeśli wyjeżdżam na emigrację np. do Anglii, po półrocznym pobycie muszę wyrobić sobie angielskie prawo jazdy. Polskie odsyłane jest do kraju, tu urzędnicy je niszczą. Po powrocie do kraju, żeby odzyskać uprawnienia do jeżdżenia po naszych drogach, muszę stawić się w urzędzie z angielskim dokumentem i wymienić go na polski. W ten sposób zawsze mam tylko jedno prawo jazdy. Takie przepisy mają ukrócić bezkarność piratów drogowych. Jak? Załóżmy, że wyjeżdżam na emigrację do Anglii. Po sześciu miesiącach wyrabiam angielskie prawo jazdy. Policja łapie mnie na jeździe po pijanemu. Sprawa trafia do tamtejszego sądu, dostaję karę - np. dwuletni zakaz siadania za kierownicę, a moje prawo jazdy jest zatrzymane. Przyjeżdżając do Polski, nie mam dokumentu, który mogłabym wymienić na nasze prawo jazdy. Nawet jeśli wezmę się na sposób i zrobię od nowa kurs oraz zdam egzamin, moje postępki na Wyspach wyjdą przy załatwianiu formalności, bo wydział ewidencji i rejestracji będzie miał informację, że kiedyś już miałam uprawnienia, moje polskie dokumenty zostały wymienione na angielskie, a te z kolei zatrzymane. Nie pozostaje mi nic, jak tylko czekać na koniec kary, jaką wymierzył mi zagraniczny sąd. Dyrektor Kisielewski przyznaje jednak, że unijne zapisy mają luki, dając pole do popisu piratom drogowym. Przyjmijmy, że jadąc na podwójnym gazie po Anglii, policja łapie mnie, zanim wymieniłam polskie prawko na tamtejsze. Sprawa tak samo trafia do sądu i tak samo na dwa lata kończy się moja kariera kierowcy. Ale tylko w Anglii. Moje dokumenty, zgodnie z przepisami, zostają odesłane do miejsca, gdzie je wydano, czyli do Polski. Wracam do kraju i nasz urząd musi mi moje prawo jazdy zwrócić. Zakaz sądowy wydany na Wyspach nie obowiązuje bowiem poza granicami. W ten sposób mogę legalnie codziennie wsiadać do auta i jeździć, gdzie dusza zapragnie - poza Anglią. Drugim powodem, dla którego unijne przepisy nie są do końca skuteczne, jest trudność w ich egzekwowaniu. Swoboda poruszania się wewnątrz Wspólnoty jest bowiem praktycznie nieograniczona - otwarte granice sprawiają, że przepływ ludzi jest prawie w ogóle niemonitorowany. Stąd trudno określić, gdzie dana osoba przebywa i jak długo to trwa. Nie ma też żadnych instrumentów prawnych, które kontrolowałyby, czy po ponadpółrocznym pobycie za granicą dopełniłam obowiązku wymiany prawa jazdy. - Zapisy mają ewidentne luki, uniemożliwiające ich pełną realizację - przyznaje dyrektor Kisielewski. - Najlepszym rozwiązaniem byłoby ujednolicenie prawa, które sprawiłoby, że zakaz prowadzenia samochodu w jednym kraju automatycznie obowiązywałby w całej Unii. Wiem, że są plany wprowadzenia takich zapisów.

Komentuj
Senat chce odrzucenia nowelizacji ustawy o recyklingu pojazdów
21 sierpnia 2007 | 0

Przeciwko wnioskowi Senatu o odrzucenie nowelizacji ustawy o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji opowiedziały się połączone sejmowe komisje gospodarki i ochrony środowiska. Nowelizacja wprowadza zmiany w opłatach związanych z tworzeniem sieci zbierania i recyklingu. Ustawa zakładała zniesienie opłat dla tych, którzy zapewnią sieć odbioru pojazdów na minimum 95 proc. obszaru kraju. Jeśli sieć odbioru obejmie od 90 do 95 proc. obszaru kraju, opłata zostałaby obniżona o 75 proc. Jeśli obejmie od 85 do 90 proc. obszaru, opłata byłaby niższa o 50 proc. Obecnie producenci, nabywcy lub importerzy, którzy wprowadzają do obrotu co najmniej 1000 pojazdów, muszą zapewnić na terenie całego kraju sieć odbioru pojazdów wycofanych z eksploatacji. Punkty odbioru muszą się znajdować w odległości nie większej niż 50 km od miejsca zamieszkania lub siedziby właściciela pojazdu. Jeżeli nie spełnią tego warunku, płacą 500 zł od każdego auta wprowadzonego do obrotu. Nowelizacja została zgłoszona jako projekt poselski autorstwa PiS, poparty przez rząd. Zdaniem rządu, przepisy te uwzględniały interesy wszystkich podmiotów uczestniczących w procesie recyklingu i były zgodne z prawem krajowym oraz unijnym.

Komentuj
Odmienna koncepcja zarządzania autostradami
18 sierpnia 2007 | 0

Do końca sierpnia ma zostać ogłoszony przetarg, który wyłoni firmy mające dostosować wybudowane przez państwo trasy A2 i A4 do standardów autostrad płatnych. Kierowcy zaczną płacić za przejazd dopiero w 2009 r. - czytamy w "Rzeczpospolitej". Na zbudowanych przez państwo odcinkach autostrady A2 (105 km pomiędzy Strykowem a Koninem) i A4 (ok.180 km z Wrocławia do Katowic) nie ma telefonów alarmowych, systemu informacji, miejsc obsługi podróżnych. Ale za to są bezpłatne. Dotychczasowe próby wyłonienia operatora trasy A4, który pobierałby opłaty za przejazd, a wcześniej podniósł standard tej trasy, spełzły na niczym. Wstępnie zakładano, że wybrana firma wyłoży własne pieniądze na inwestycję, a potem będzie się dzieliła z państwem wpływami z opłat. Zapowiadany przetarg z odmienną koncepcją zarządzania trasą ma być ogłoszony do końca sierpnia - dowiedziała się "Rzeczpospolita". Od firm, które go wygrają, rząd oczekuje tylko wybudowania miejsc obsługi podróżnych, stacji benzynowych, hoteli, systemu łączności alarmowej bramek poboru opłat. Autostradą będzie zarządzać GDDKiA. Wszystkie wpływy za przejazd płatnymi drogami będą zasilać Krajowy Fundusz Drogowy, z którego finansowana jest budowa nowych dróg. Ile pieniędzy GDDKiA chce przeznaczyć na te inwestycje, nie wiadomo. Firmy, które wygrają przetarg na realizację inwestycji, mają być znane jeszcze w tym roku, a samo rozpoczęcie poboru opłat ma się zacząć w połowie 2009 roku. To o rok później, niż planował rząd, przynajmniej w przypadku trasy A2.

Komentuj
Sposób na nieodbierających urzędowych pism
17 sierpnia 2007 | 0

Znaleziono sposób na dłużników nieodbierających urzędowych pism - czytamy w "Gazecie Prawnej".

Jeśli nie będzie można odnaleźć dłużnika, to po dwukrotnym opublikowaniu w dzienniku ogólnopolskim wezwania do odebrania przez niego pisma o zaległościach podatkowych urząd skarbowy przystąpi do ich egzekucji - zakłada projekt ustawy o postępowaniu administracyjnym w administracji. "Gazeta Prawna" przekonuje, że wprowadzenie tej zmiany ma umożliwić skuteczniejszą egzekucję należności podatkowych. Obecnie organ administracji publicznej doręcza pisma za pokwitowaniem przez pocztę, przez swoich pracowników lub przez inne upoważnione osoby lub organy. Możliwe jest też doręczenie zastępcze. Pozwala ono uznać pismo za doręczone po bezskutecznym upływie terminu na jego odebranie. Po dwukrotnym awizowaniu pisma i uznaniu go za doręczone organy mogą przystąpić do egzekucji. Projektowane zmiany wprowadzają sposób zastępczy polegający na ogłaszaniu wezwań do odbioru korespondencji przez dłużnika. Drogę takiego rozwiązania sprawy będzie można zastosować w szczególnych przypadkach na przykład wówczas, gdy znany organowi adres zamieszkania lub siedziby firmy nie istnieje. Rozmówca "Gazety Prawnej" Rafał Mikulski, ekspert firmy doradztwa podatkowego Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy uważa, że obecny stan prawny jest wystarczający. Z taką argumentacją nie zgadza się Honorata Łopianowska zastępca dyrektora Departamentu Administracji Podatkowej Ministerstwa Finansów. Uważa ona, że obecne przepisy są skuteczne, gdy organ egzekucyjny zna adres dłużnika. W przeciwnym razie nie można przeprowadzić sprawnej egzekucji - przekonuje Łopianowska.

Komentuj
Test uczciwości policjantów
15 sierpnia 2007 | 1

Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji zaproponowało wprowadzenie przepisu, który pozwoli oceniać postawy policjantów w służbie. Na wzór amerykański mają być wprowadzone testy integralności (integrity tests). Ich wyniki będą decydować, czy policjant zostanie w służbie, czy dostanie zarzut. Insp. Markiem Działoszyńskim, dyrektorem BSW KGP powiedział: Komisja Knappa w latach 60. ubiegłego wieku stwierdziła silne skorumpowanie nowojorskich funkcjonariuszy. To była korupcja systemowa: zbieranie haraczy przez szeregowych i przekazywanie przełożonym. W Stanach takie testy zdały egzamin. My nie mamy do czynienia z taką przestępczością, raczej z okazjonalnym łapówkarstwem, ale patologia istnieje. W zeszłym roku ponad 600 funkcjonariuszy objęto zarzutami. Biuro Spraw Wewnętrznych istnieje już 9 lat i wiemy, że poza ściganiem przestępstw wśród policjantów trzeba też likwidować przyczyny bezprawnych zachowań i pracować nad zmianą mentalności. Po to jest ten test, żeby sprawdzić, czy podejrzenie rzucone na policjanta jest prawdziwe. To narzędzie, które obiektywnie zweryfikuje informacje. Obecny artykuł 19a ustawy o Policji daje nam możliwości działania w sprawach korupcyjnych, ale nie przy innych przestępstwach. Policja, jako formacja, jest więc w niekomfortowej sytuacji, kiedy trzeba utrzymywać w służbie policjanta, co do którego postawy mamy poważne niezweryfikowane wątpliwości. Jak wygląda taki test w praktyce? - Dostajemy informacje, że na terenie działania jednostki okradane są np. miejsca zdarzeń drogowych. Wiadomo, że wtedy zjeżdżają różne służby, akcja ratunkowa dominuje nad innymi sprawami i tak ma być. Przyjazd tam BSW w praktyce przyniósłby więcej szkody niż pożytku i byłby spóźniony. Wobec tego, w ramach testowania, można by jak najwierniej zainscenizować zdarzenie, podłożyć pieniądze lub wartościowe przedmioty i rejestrować, co zrobią uczestnicy zabezpieczenia. Inny przykład, którym często posługuje się prof. Ryan, to podrzucanie do komisariatów "zagubionego" bagażu, np. z pieniędzmi i obserwacja, co się z nim dalej dzieje. To tylko kwestia pomysłu na test. Takie prowokacje robili już w Polsce dziennikarze i okazało się, że z trzech instytucji walizki wróciły do właściciela, a tylko w jednostce Policji zginęły pieniądze. Czy powinniśmy pozwolić, aby nasze słabości obnażali dziennikarze, a my będziemy się tylko wstydzić... Kiedy nowy przepis może wejść w życie? - W pracach koncepcyjnych mamy wsparcie kierownictwa Policji i zainteresowanie kierownictwa MSWiA. Przedstawiliśmy projekt zmian art. 19c ustawy, teraz to już sprawa polityków.

Komentuj
Zmiany w zakazie poruszania się ciężarówek i autobusów
14 sierpnia 2007 | 0

Opublikowano i z dniem ogłoszenia wchodzi w życie rozporządzenie ministra transportu z dnia 31 lipca 2007 r. w sprawie okresowych ograniczeń oraz zakazu ruchu niektórych rodzajów pojazdów na drogach. Nowe rozporządzenie przewiduje kilka zmian w zakazie poruszania się ciężarówek i autobusów. I tak obowiązywać będzie zakaz ruchu na drogach pojazdów i zespołów pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 12 ton, z wyłączeniem autobusów, od godziny 8.00 (dotychczas była to 7.00) do 22.00 w dni ustawowo wolne od pracy: 1 stycznia - Nowy Rok, pierwszy dzień Wielkiej Nocy, drugi dzień Wielkiej Nocy, 1 maja - święto państwowe, 3 maja - Święto Narodowe Trzeciego Maja, pierwszy dzień Zielonych Świątek, dzień Bożego Ciała, 15 sierpnia - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, 1 listopada - Wszystkich Świętych, 11 listopada - Narodowe Święto Niepodległości, 25 grudnia - pierwszy dzień Bożego Narodzenia, 26 grudnia - drugi dzień Bożego Narodzenia. Ograniczenie w ruchu obowiązują również w godzinach od 18.00 do 22.00 w dzień poprzedzający jeden z wymienionych wyżej dni.

Komentuj
Odpowiedzialność przewoźnika i siła wyższa
13 sierpnia 2007 | 0

Czy napad przebranych bandytów na przewoźnika to siła wyższa? Na to pytanie nie ma odpowiedzieć Sąd Najwyższy. Zwrócił się z nim sąd II instancji, do którego trafiła sprawa wniesiona przez towarzystwo ubezpieczeń Ergo Hestia przeciwko towarzystwu Warta i Tomaszowi Ś. Wątpliwość prawna powstała na tle art. 65 ust. 2 ustawy z 1984 r. - Prawo przewozowe. W myśl tego przepisu przewoźnik nie odpowiada za utratę, ubytek lub uszkodzenie przesyłki ani za opóźnienie w jej przewozie, jeśli przyczyną była siła wyższa lub przyczyny występujące po stronie nadawcy i odbiorcy niewywołane winą przewoźnika lub właściwości towaru. Na przewoźniku ciąży obowiązek wykazania tych okoliczności. W tej sprawie źródłem szkody było wydarzenie z 4 maja 2005 r. Kierowca, pracownik firmy transportowej Tomasza Ś., przewoził środki ochrony roślin o wartości ponad1,2 mln zł, należące do spółki Basf Polska. Przewóz zlecił firmie Tomasza Ś. spedytor -Pekaes Multi Spedytor. Dwóch nieustalonych do dziś sprawców, ubranych w policyjne mundury i białe czapki, poruszających się samochodem VW Vento, zatrzymało pojazd ze środkami ochrony roślin pod pozorem kontroli drogowej. Użyli sygnałów świetlnych i lizaka. Kierowcę zabrali do swego samochodu, założyli mu worek na głowę i grożąc pistoletem, wozili przez ok.1,5 godz. Kierowca został przywieziony w okolice miejsca napadu, zmuszony do wypicia wódki i porzucony w lesie. Kierowany przez niego samochód z naczepą policja znalazła jeszcze tego samego dnia, ale bez ładunku. Spółka Basf Polska otrzymała od Ergo Hestia odszkodowanie z OC spedytora -Pekaes Multi Spedytor, równe wartości ładunku. Następnie Hestia wystąpiła z roszczeniem regresowym przeciwko Tomaszowi Ś. jako sprawcy szkody i towarzystwu Warta, z którym łączyła Tomasza Ś. umowa ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej operatora transportowego. Sąd I instancji oddalił żądania Hestii, uznając zdarzenie wyrządzające szkodę (napad) za siłę wyższą. Powołał się na poglądy nauki prawa i wyroki sądowe, kwalifikujące tak przypadki rozboju z groźbą użycia lub użyciem broni, którym nie sposób zapobiec. Spedytor, zlecając Tomaszowi Ś. przewóz, dopuścił możliwość niezatrzymania się do kontroli policyjnej tylko nocą, w terenie niezabudowanym. Sąd II instancji nie był pewien słuszności poglądów, które zadecydowały o werdykcie sądu I instancji. Stąd pyta nie prawne do SN (sygn. III CZP 100/07).

Komentuj
Rekompensaty za przekroczenie limitów emisji CO2
13 sierpnia 2007 | 0

Günter Verheugen, komisarz Unii Europejskiej ds. przemysłu i przedsiębiorczości, jest przeciwny umożliwieniu producentom samochodów wykupienia się od nowych, ostrzejszych limitów emisji dwutlenku węgla, wprowadzanych przez Brukselę. Obawiając się ograniczenia konkurencyjności i konieczności zwolnienia setek pracowników, grupa europejskich producentów ciężkich samochodów zaproponowała, aby UE zgodziła się na płacenie rekompensaty w gotówce za przekroczenie limitów emisji CO2 w nowych samochodach. Nowe przepisy mają być gotowe w połowie 2008 r. Producenci samochodów chcieliby opóźnić ich wprowadzenie do 2015 r.

Komentuj
Będzie nowy urząd w Ministerstwie Transportu
10 sierpnia 2007 | 0

20 sierpnia w Ministerstwie Transportu zacznie działać Centrum Unijnych Projektów Transportowych. Jak dowiedziała się “Gazeta Prawna”, na czele nowej komórki stanie Teresa Małecka, szefowa gabinetu politycznego Grażyny Gęsickiej, ministra rozwoju regionalnego. CUPT przejmie od Ministerstwa Rozwoju Regionalnego część kompetencji przy dzieleniu środków z Unii na lata 2007-2013. MRR jest instytucją zarządzającą środkami, Ministerstwo Transportu jest instytucją pośredniczącą, a CUPT ma być instytucją wdrażającą - będzie nadzorować dzielenie środków na projekty współfinansowane przez Unię oraz realizację tych projektów. Jego rolę można porównać do roli, jaką pełni Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przy Ministerstwie Gospodarki. Plan zakłada, że do końca tego roku CUPT zatrudni 40 osób (20 osób już zatrudniono), a w 2008 roku liczba pracowników znacząco się zwiększy. Mają być wśród nich eksperci ze znajomością prawa o zamówieniach publicznych i prawa budowlanego. Powołanie urzędu jest kontynuacją pomysłu, aby zarządzanie środkami z Unii na transport powierzyć Bankowi Gospodarstwa Krajowego.

Komentuj
O przebiegu autostrady decyduje wyłącznie GDDKiA
9 sierpnia 2007 | 0

Wyrok NSA umożliwił rozpoczęcie budowy drogi ekspresowej S19, zwanej obwodnicą Lublina. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną mieszkańców terenów, przez które ma biec obwodnica, gdyż o przebiegu autostrady i drogi ekspresowej decyduje wyłącznie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Ani wojewoda, który wydaje decyzję lokalizacyjną, ani sąd nie mają możliwości prawnej ingerencji w poszczególne warianty przebiegu trasy przedstawione przez GDDKiA. -Gdyby nawet sąd doszedł do przekonania, że nie jest to dobry wariant, nie może go podważyć, jeżeli nie zostały naruszone przepisy - powiedział sędzia Andrzej Gliniecki. Wojewoda i sąd nie mogą też badać kwestii kosztów ani ekonomiki takich przedsięwzięć. Decyduje o tym tzw. specustawa z 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg krajowych. Trybunał Konstytucyjny, do którego została zaskarżona, nie dopatrzył się jej niezgodności z konstytucją. Ustawa traci co prawda moc w tym roku, ale przygotowywana nowelizacja ma przedłużyć jej obowiązywanie. A ponieważ m.in. wyłączyła plany zagospodarowania przestrzennego, GDDKiA może zmieniać przebieg odcinków planowanych tras. Wyrok NSA jest ostateczny. Protestujący myślą o skardze do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Komentuj
Odpowiedzialność kierowcy, odpowiedzialność przedsiębiorcy
7 sierpnia 2007 | 0

Wystarcza nawet pobieżna lektura nowych przepisów ustawy transportowej, by dostrzec niejednorodność w określeniu okoliczności wyłączających odpowiedzialność za naruszenie prawa - twierdzi Paweł Smoręda, radca prawny z kancelarii JMRS Radcowie Prawni - jak czytamy w “Rzeczpospolitej”. Zawodowi przewoźnicy (choć nie tylko oni) ponoszą odpowiedzialność administracyjno-prawną za naruszenie zasad transportu drogowego oraz odpowiednich przepisów, o ile przewozy wykonywane są pojazdami od 3,5 t dopuszczalnej masy całkowitej lub mają za przedmiot przewóz ludzi. Grożą im za to dotkliwe kary: od 50 do 30 000 zł. Określa je decyzja administracyjna, której nadawany jest rygor natychmiastowej wykonalności. Wysokość kar wyznacza głównie załącznik do ustawy z 6 września 2001 r. o transporcie drogowym (Dz. U. z 2004 r. nr 204, poz. 2088 ze zm.; dalej: ustawa), a zasady odpowiedzialności - art.92,92 a i 93. Początkowo odpowiedzialność ta była niezależna od winy przewoźnika (przedsiębiorcy) czy innych czynników o charakterze podmiotowym. Od 21 grudnia 2005 r., kiedy ustawa wzbogaciła się o art. 92 a, sytuacja ta uległa niewielkiej, lecz z konstrukcyjnego punktu widzenia istotnej zmianie. Otóż za naruszenia dotyczące czasu pracy kierowców i nieposiadanie dokumentów związanych z przewozem karany mógł być - jak za wykroczenie - kierowca przewoźnika. Odpowiedzialność karno-administracyjna kierowcy nie wyłączała równoczesnej finansowej odpowiedzialności administracyjnej przedsiębiorcy. Jednak pryncypialność ustawodawcy obciążającego dotąd wyłącznie przedsiębiorcę (przewoźnika) za naruszenia związane z przewozem została przełamana (art. 92 a ust. 3 ustawy). Najnowszy i zapewne nie ostatni akt ewolucji dokonał się 26 czerwca 2007 r., kiedy weszła w życie ustawa z 26 kwietnia 2007 r. nowelizująca ustawę o czasie pracy kierowców (Dz. U. nr 99, poz. 661). Zmieniła ona art. 92 a ustawy o transporcie drogowym traktujący o współodpowiedzialności kierowcy i przedsiębiorcy (przewoźnika).

Komentuj
Warunki transportu materiałów jądrowych
7 sierpnia 2007 | 0

W życie wchodzi rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 20 lutego 2007 r. w sprawie warunków przywozu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, wywozu z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz tranzytu przez to terytorium materiałów jądrowych, źródeł promieniotwórczych i urządzeń zawierających takie źródła.

Komentuj

Statystyka

W lipcu spokojniej na polskich drogach
31 sierpnia 2007 | 0

Pierwsza połowa wakacji minęła na polskich drogach spokojniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

W ponad 4,4 tys. wypadków zginęło 507 osób, a 5.945 zostało rannych - wynika z policyjnych statystyk.

Zatrzymano prawie 15,5 tys. nietrzeźwych kierowców.

Komentuj

Przegląd prasy

Warsztaty wspierające proces szkolenia
31 sierpnia 2007 | 0

378393543f5e9dc0e2b0fa6db393f883733becc3

6103f9bb96921c4ade0da00a2a95d244cfda8244   W siedzibie Starostwa Powiatowego w Ostrzeszowie, Wydział Komunikacji i Dróg w ramach nadzoru nad procesem szkolenia kandydatów na kierowców w ośrodkach szkolenia kierowców oraz działań mających na celu poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym zorganizował “Warsztaty wspierające proces szkolenia kandydatów na kierowców” skierowane do kierowników ośrodków szkolenia kierowców. W odpowiedzi na zaproszenie Starosty Ostrzeszowskiego Lecha Janickiego oraz Kierownika Wydziału Komunikacji i Dróg Sławomira Gajewskiego w Warsztatach udział wzięło 53 kierowników OSK z terenu 6 powiatów (ostrzeszowskiego, ostrowskiego, kępińskiego, krotoszyńskiego, wieruszowskiego i rawickiego ) oraz zaproszeni goście w osobach: Stanisław Piotrowski - Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Kaliszu; nadkom. Robert Froń – Z-ca Naczelnika Sekcji Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Ostrzeszowie; Witold Wiśniewski – Prezes Zarządu Grupy IMAGE sp. z o.o. w Warszawie; Zuzanna Wiśniewska – psycholog transportu; Naczelnicy Wydziałów Komunikacji Starostw Powiatowych w Ostrzeszowie, Ostrowie Wlkp., Wieruszowie i Rawiczu oraz Urzędu Miejskiego w Kaliszu będących członkami Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szefów Wydziałów Komunikacjia takżepracownicy zajmujący sięw imieniu Starostów nadzorem nad ośrodkami szkolenia kierowców. Głównym celem warsztatów, było promowanie bardziej odpowiedzialnych postaw młodych kierowców (przestrzegania przepisów drogowych i ograniczania niebezpiecznych zachowań na drodze ) poprzez wprowadzenia do procesu szkolenia kandydatów na kierowców nowych metod, które przy użyciu technik multimedialnych mają oddziaływać na zachowania kierowców w ruchu drogowym. Działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego prowadzone wspólnie przez Starostwo Powiatowe w Ostrzeszowie, Komendę Powiatową Policji i Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Kaliszu leżą w zakresie działania w/w jednostek na rzecz zmniejszenia zagrożeń na drogach naszego powiatu, oraz ograniczenia liczby ofiar i osób poszkodowanych w zdarzeniach drogowych. Uczestnicy Warsztatów zgodnie stwierdzili, że wdrożenie do procesu szkolenia zaprezentowanych materiałów i nowych technik może się przyczynić do poprawy jakości szkolenia młodych osób, a co się z tym wiąże zapobiec w przyszłości wielu tragediom i zmniejszyć ilość niebezpiecznych zachowań na drodze młodych kierowców (18-24 lata), którzy jak wynika ze statystyk są sprawcami największej ilości kolizji i wypadków drogowych, w których poszkodowana jest największa liczba osób.

Komentuj
Szkolenie kierowców gimbusów
19 sierpnia 2007 | 0

We wrześniu na Mazowszu rusza pilotażowy program szkoleń dla kierowców gimbusów. O wdrożeniu programu zadecydował samorząd województwa. - Od wielu lat wspieramy działania mające na celu poprawę bezpieczeństwa dzieci - tłumaczył podczas podpisywania listu intencyjnego marszałek Adam Struzik. - Do tej pory skupialiśmy się głównie na bezpieczeństwie pieszych i rowerzystów. W tym roku postanowiliśmy zająć się także bezpieczeństwem dzieci podróżujących do szkół autobusami. Mam nadzieję, że dzięki szkoleniom kierowcy zdobędą dodatkowe umiejętności, co przełoży się na większe bezpieczeństwo najmłodszych pasażerów. Szkolenie będzie trwało 2 dni. W czasie zajęć teoretycznych kierowcy będą uczyli się np. zasad udzielania pierwszej pomocy. Zapoznają się z najczęstszymi przyczynami wypadków i kolizji oraz specyficznymi zagrożeniami związanymi z wykonywaniem funkcji kierowcy autobusu szkolnego. Podczas zajęć z psychologiem poznają specyficzne zachowania małego dziecka jako pasażera i pieszego. W części praktycznej kierowcy będą trenować np. prawidłowe zachowania kierowcy w miejscu wsiadania i wysiadania dzieci. Opracowaniem programu szkoleniowego zajmowali się specjaliści z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie wspólnie z ekspertami z Instytutu Transportu Samochodowego i policją. - Szkolenia praktyczne mają bardzo duże znaczenie - podkreśla dyrektor warszawskiego WORD Andrzej Szklarski. - Jednym z istotniejszych elementów ćwiczeń jest jazda po płycie poślizgowej. Chcemy także zaaranżować minimiasteczko, które pozwoli kierowcom sprawdzić się w warunkach zbliżonych do rzeczywistych. Część teoretyczna odbędzie się w warszawskim WORD.Praktyczna - na płycie lotniska koło Sochaczewa. W pierwszej edycji weźmie udział około 200 kierowców wytypowanych przez urzędy gmin z całego województwa. Za ich szkolenie zapłaci samorząd. Część kosztów pokryje także WORD. Jeśli kursy będą się cieszyły zainteresowaniem, samorząd województwa deklaruje przekazanie na ten cel dodatkowych funduszy. - Nie ma żadnych przeszkód, aby część teoretyczną przeprowadzać również w Płocku - mówią w biurze prasowym urzędu marszałkowskiego. Doświadczenia z pierwszych edycji szkoleń posłużą jako materiał do wniosków, które za pośrednictwem Mazowieckiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zostaną przedstawione różnym instytucjom (m.in. Ministerstwu Transportu, Ministerstwu Edukacji, Komendzie Głównej Policji oraz wójtom i burmistrzom). Mają być także podstawą do dokonania zmian w aktualnie obowiązujących wymaganiach stawianym kierowcom gimbusów lub przewoźnikom dowożącym dzieci do szkół.

Komentuj
Doskonalenie techniki jazdy: nie wystarczy doświadczenie
7 sierpnia 2007 | 0

Już ponad 4000 osób ukończyło kurs doskonalenia techniki jazdy w Szkole Jazdy Renault. Dyrektor Szkoły Jazdy Renault wyjaśnia, dlaczego doświadczenie za kierownicą nie zawsze wystarcza, by uchronić się przed wypadkiem i czemu doskonalenie techniki jazdy jest potrzebne. Każdego roku na polskich drogach dochodzi do ponad 45 tysięcy wypadków drogowych, w których ginie blisko 5,2 tysiąca osób, a rannych zostaje około 60 tysięcy*. Chociaż nowe samochody wyposażane są w coraz lepsze systemy bezpieczeństwa, to jednak najważniejszym czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo drogowe niezmienne pozostaje człowiek i jego umiejętności. Już sama świadomość kierowcy dotycząca jego własnych możliwości ma niebagatelny wpływ na sposób zachowania na drodze. Kształtowanie świadomości kierowców to jeden z podstawowych celów działania Szkoły Jazdy Renault. Uczestnicy szkoleń dowiadują się, jakie błędy popełniają podczas manewrów na drodze, uczą się je korygować. Część kierowców o wieloletnim stażu sądzi, że ich doświadczenie wystarczy, aby poradzić sobie w każdej sytuacji – podkreśla Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault – Dopiero na szkoleniu okazuje się, jaki problem stanowi dla nich bezpieczne wyjście z poślizgu czy ominięcie przeszkody. Po kursie kierowca jest nie tylko lepiej przygotowany do jazdy, ale także bardziej świadomy swoich umiejętności. Kurs doskonalenia techniki jazdy w Szkole Jazdy Renault ukończyło już ponad 4000 kierowców. Każda kolejna osoba, która przeszła nasze szkolenie, to krok w kierunku większego bezpieczeństwa na polskich drogach – mówi Zbigniew Weseli – Jeśli dzięki doskonaleniu techniki jazdy dojdzie chociaż do kilkunastu wypadków czy kolizji mniej i nie zginie kolejnych kilku kierowców, to jest to nasz wielki sukces. (* dane statystyczne Policji)

Komentuj
Wpadając do rowu
6 sierpnia 2007 | 0

Wypadki, w których samochód zjechał do rowu lub ze skarpy znajdują się na czwartym miejscu pod względem śmiertelności*. Badania wykazały, że większość z tych zdarzeń nie była wynikiem kolizji**. Nawet zupełnie pusta szosa nie jest całkowicie bezpieczna. Niedostosowanie prędkości i stylu jazdy do panujących warunków może doprowadzić do utraty panowania nad pojazdem i w rezultacie do niekontrolowanego zjechania z jezdni. Prowadząc samochód należy zawsze utrzymywać pełną koncentrację – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. - Wystarczy chwila nieuwagi, aby auto zmieniło tor jazdy, a pobocza nie zawsze są wystarczająco szerokie, aby kierowca zdołał taki błąd naprawić. Wtedy łatwo wpaść do rowu lub zjechać z przydrożnej skarpy. W 2006 roku ponad 100 osób zginęło w wyniku zjechania samochodu do rowu lub ze skarpy, a rannych zostało niemal 900 osób*. Badania wykazały też, że zazwyczaj tego rodzaju wypadki to niezależne zdarzenia, w których nie brali udziału inni użytkownicy dróg i nie były one wynikiem kolizji**. Większość z nich ma miejsce w weekendy, po zmroku, w czasie słabej widoczności np. podczas mgły. Wpadając do rowu samochód często przewraca się na bok lub na dach. Może to doprowadzić do licznych urazów u osób znajdujących się w pojeździe – zwłaszcza, jeśli nie były one zapięte pasami bezpieczeństwa. Ponadto z leżącego samochodu trudniej się wydostać nawet osobie w pełni sprawnej. Gdy wjechanie do rowu jest następstwem wypadku drogowego, kierowca i pasażerowie zostają podwójnie poszkodowani – najpierw w wyniku kolizji, a następnie w wyniku stoczenia się do rowu. W takim przypadku doznane urazy mogą być poważniejsze, a sam pojazd – bardziej uszkodzony. Nigdy nie należy więc zaniedbywać obowiązku zapinania pasów – ostrzega dyrektor Szkoły Jazdy Renault – Gdy samochód wpada do rowu i przewraca się na dach, pasy zdecydowanie zmniejszają ryzyko doznania obrażeń. Nie można lekceważyć również pogarszającej się widoczności, jakości nawierzchni drogi czy narastającego zmęczenia. Wszystkie te czynniki powinny mieć wpływ zarówno na prędkość, jak i styl jazdy – dodaje Zbigniew Weseli.

*dane statystyczne Policji za rok 2006

** SWOV (Institute For Road Safety Research)

Komentuj
Auto dla abstynentów
6 sierpnia 2007 | 0

Marka Nissan zaprezentowała swój samochód wyposażony w system zapobiegający jeździe autem pod wpływem alkoholu. Urządzenie nosi nazwę Drunk Driving Prevention System i jest bardzo skomplikowane. Samochód naszpikowano najnowszą technologią. Sensory znajdujące się w desce rozdzielczej, kierownicy czy fotelu są w stanie wykryć ilość promili, jaką ma we krwi kierowca. Dzięki czujnikowi potliwości znajdującemu się w kierownicy, czujnikowi temperatury ciała zainstalowanemu w fotelu i alkomatowi w desce rozdzielczej, potencjalny kierowca już po wypiciu jednego kieliszka otrzymuje głosowy komunikat informujący go o stanie trzeźwości i odmowę dalszej podróży w przypadku nie spełnienia norm kierującego. Auto wyposażono również w kamerę monitorującą stan źrenic i mimikę osoby za kółkiem. Jak na razie nie wiadomo, czy samochód zostanie wprowadzony do produkcji masowej, póki co funkcjonuje jako prototyp.

c9de5823ec75e9992df38e6c8a44e11c3c6a9dd1

^Prototyp pojazdu wyposażono m.in. w kamerę z czujnikami stanu źrenic kierowcy

Komentuj
Wymiana inspektorów drogowych
31 sierpnia 2007 | 0

W dniach od 27 do 31 sierpnia, w ramach międzynarodowej wymiany inspektorów pod egidą Euro Controle Route (ECR), odbyło się w Warszawie szkolenie funkcjonariuszy, które po raz pierwszy zorganizowano w Polsce. Spotkanie otworzył Tomasz Połeć – Zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego oraz Krzysztof Piskorski – Dyrektor Biura Kadr i Szkolenia GITD. W takcie kilkudniowego szkolenia przedstawiciele służb kontrolnych dyskutowali na temat procedur kontrolnych oraz problemów występujących w transporcie drogowym. Przedstawiciele zagranicznych delegacji zapoznali się z zadaniami i kompetencjami polskiej ITD. Omawiano kwestie dotyczące interpretacji rozporządzenia 561/2006. Uczestnicy spotkania uczestniczyli również w kontrolach drogowych, w trakcie których skupiano się przede wszystkim na analizie czasu pracy kierowców oraz ważeniu pojazdów.

Komentuj
Wzrasta zdawalność?
31 sierpnia 2007 | 2

Lawinowo rośnie liczba zdających egzamin na prawo jazdy. Co ważne, rośnie także odsetek tych, którym udaje się zdać. - W dzisiejszych czasach prawo jazdy to już niemal konieczność. Bez niego trudno znaleźć dobrze płatną pracę - tłumaczy Tadeusz Kondrusiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Bydgoszczy – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Bydgoszcz”. O skali zjawiska najlepiej mówią liczby. Od stycznia do końca lipca 2006 r. w Bydgoszczy do egzaminu na prawo jazdy kategorii B (na samochody osobowe) podeszło niecałe 20,9 tys. ludzi. W analogicznym okresie tego roku - 24,2 tys. Największe zainteresowanie było w marcu i w maju. Wtedy na zdawanie zdecydowało się aż 900 osób więcej niż w tych samych miesiącach ubiegłego roku. - To naprawdę świetny wynik. Zdecydowanie najlepszy od wielu lat - cieszy się Kondrusiewicz. Złożyło się na niego kilka rzeczy. - Wielu ludzi zdało sobie nareszcie sprawę, że w dzisiejszych czasach prawo jazdy to już niemal konieczność. Bez niego trudno znaleźć dobrze płatną pracę. A młode osoby, bo to one są głównie naszymi klientami, chcą być dla pracodawców jak najbardziej atrakcyjne. Kolejna przyczyna to łatwość, z jaką można dzisiaj kupić samochód. Wystarczy pojechać do Niemiec i za naprawdę niewielkie pieniądze przywieźć do kraju niezłe auto - wymienia Kondrusiewicz. Z powodu rosnącej liczby egzaminowanych WORD zreformował swoją pracę. - Od czerwca pracujemy nie tylko w dni powszednie, ale także w każdą sobotę - w taki dzień jesteśmy w stanie sprawdzić umiejętności nawet 200 osób. Na lato, czyli na okres największego zainteresowania, zatrudniliśmy także trzech nowych instruktorów na pół etatu. Dzięki temu możemy obsłużyć więcej kandydatów i wyrabiamy się z wszystkim bez wielkich kolejek - wyjaśnia Kondrusiewicz. W ostatnich kilku miesiącach wzrosła też liczba tych, dla których egzamin kończy się powodzeniem. W ubiegłym roku udawało się to niespełna 33 proc. próbujących. W tym ten odsetek wzrósł do 35 proc. - To w dużej mierze zasługa szkół jazdy. Ostatnio kursanci przychodzą do nas lepiej przygotowani. Są pewni siebie i potrafią więcej. Lepsza praca szkół jazdy to zasługa rosnącej konkurencji i rankingów zdawalności, które tworzymy i publikujemy. Każda szkoła chce się znaleźć na pierwszym miejscu - uważa szef WORD – o czym dowiadujemy się na łamach gazety. Wpływ na wzrost zdawalności egzaminów miało także zatrudnienie psychologa. Bydgoszczanka Magdalena Podolska rozmawia z kandydatami na kierowców, pomaga im się odstresować, a kiedy jest taka konieczność, wsiada do samochodu i na egzamin jedzie razem z nimi. W ośrodku pracuje od początku lipca. - Początkowo sam nie byłem przekonany, czy dobrze robię, zatrudniając psychologa. Szybko się jednak okazało, że moje obawy były nieuzasadnione. Pani psycholog jest z nami od zaledwie dwóch miesięcy, a już ustawiają się do niej kolejki. Większość ludzi, którzy skorzystają z jej pomocy, jest później mniej zestresowana i zdaje egzamin. To na pewno przełoży się także na liczbę osób, które postanowią zdawać u nas egzamin w przyszłości - twierdzi Kondrusiewicz. 

Komentuj
A na drogach pijani kierowcy! Nr 209
31 sierpnia 2007 | 0

Pijany rowerzysta

Ponad 3 promile alkoholu we krwi miał zatrzymany przez wilanowskich policjantów rowerzysta. 27-letni Marek T. trafił do izby wytrzeźwień. Wkrótce odpowie za swój czyn przed sądem. Do zdarzenia doszło wczoraj około 10.00. Patrolujący rejon ulicy Augustówka policjanci zwrócili uwagę na mężczyznę jadącego rowerem. Jego styl jazdy pozostawiał wiele do życzenia. Cyklista jechał bardzo niepewnie kołysząc się na boki. Mundurowi natychmiast zatrzymali go do kontroli. W trakcie legitymowania czuć było od niego silną woń alkoholu. Marek T. (27 lat) został zatrzymany i przewieziony do komisariatu przy Okrężnej, gdzie poddano go badaniu na zawartość alkoholu. Okazało się, że 27- latek miał ponad 3 promile alkoholu we krwi. Mężczyzna trafił do izby wytrzeźwień. Wkrótce odpowie za swój czyn przed sądem.

“To hamulce nie zadziałały”

“Jestem bez winy, to hamulce nie zadziałały”. Tak tłumaczył się policjantom ze stołecznej drogówki 47-letni kierowca, który mając ponad 3,80 promila (!) alkoholu we krwi jechał swoim Oplem Kadetem ulicami Warszawy i uderzył w zaparkowane BMW. Ryszard M. trafił do izby wytrzeźwień. Teraz odpowie za swoje nieodpowiedzialne zachowanie.

Pijany 14-latek za kierownicą

Pijanego 14-letniego "kierowcę" zatrzymali w nocy policjanci niedaleko Starogardu Gdańskiego. Chłopiec, który wybrał się prawdopodobnie na randkę ze swoją rówieśniczką, miał 0,8 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Ustalono, że chłopak wziął samochód bez wiedzy ojca. Sprawą zajmie się sąd rodzinny.

Kobieta miała ponad 3,8 alkoholu we krwi

Piaseczyńscy policjanci zatrzymali pijaną kobietę za kierownicą. Było to możliwe dzięki informacji od innego kierowcy, który widząc “wyczyny” kierującej Peugeotem Aliny B. natychmiast powiadomił Policję. Kobieta miał ponad 3,8 promila alkoholu we krwi. Pijany kierowca to potencjalny zabójca, dlatego informacje przekazywane przez innych użytkowników dróg pozwalają na uniknięcie niepotrzebnej tragedii.

Kierowca PKS-u z 2,2 promilem alkoholu

Kierowca PKS miał 2,2 promila alkoholu i obsługiwał 18-kilometrową trasę Biały Bór-Bobolice. Kilkaset metrów od końcowego przystanku rozbił autobus - na szczęście nie było pasażerów. 35-letniemu szoferowi zabrano prawo jazdy. Za prowadzenie po pijanemu grozi mu do 2 lat więzienia. Już stracił pracę. Dyrekcja PKS nie wyklucza, że będzie musiał również pokryć koszty naprawy autobusu, bo w przypadku prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwym ubezpieczyciel nie odpowiada za szkody.

Komentuj
Agresywni kierowcy na drodze
30 sierpnia 2007 | 0

Policjanci ruchu drogowego zatrzymali agresywnego mężczyznę. Kierujący Peuegotem 23 - latek groził nożem kierowcy Hondy, bo ten rzekomo zajechał mu drogę. Roland K. trafił do policyjnej celi. Całe zdarzenie miało miejsce wczoraj około południa. Do policjantów z Wydziału Ruchu Drogowego podbiegł zdenerwowany mężczyzna. Z informacji, jaką przekazał funkcjonariuszom wynikało, że zatrzymał swój samochód na światłach przy ulicy Włodarzewskiej. Po kilku sekundach do jego auta podbiegł młody mężczyzna, otworzył drzwi i groził mu nożem. Agresywny młody człowiek wykrzykiwał, że go zabije, jak jeszcze raz zajedzie mu drogę. Policjanci natychmiast podjęli interwencję i zatrzymali 23 - letniego Rolanda K. Młody człowiek przyznał, że zdenerwował się, gdy kierowca Hondy wjechał przed jego Peugeota. W samochodzie zatrzymanego funkcjonariusze znaleźli nóż sprężynowy, którym groził mężczyźnie oraz pistolet na plastikowe kulki. Agresywnemu kierowcy postawione zostaną zarzuty.

Komentuj
Koleiny zagrażają kierowcom
30 sierpnia 2007 | 1

Podczas upalnych dni na częstochowskim odcinku trasy DK-1 ciężarówki wyżłobiły w asfalcie głębokie koleiny. - Drogowcy nic z tym nie robią, a my mamy coraz więcej zgłoszeń o uszkodzeniach aut - alarmuje policja. - Do nas nie docierały skargi od kierowców - twierdzi jednak Jadwiga Banaś, kierowniczka Rejonu Częstochowa w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. - A przecież przy uszkodzeniach samochodów z powodu złej nawierzchni jesteśmy ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej - tłumaczy. - Kierowcy dla własnego dobra powinni przestrzegać znaków. Tam jest ograniczenie prędkości do 50 km na godzinę. Jadąc w takim tempie, kierowca bez szwanku przejedzie skrzyżowanie - napomina.

Komentuj
Zmasowana kontrola autobusów
29 sierpnia 2007 | 0

Kierowcy zajmujący się zawodowo transportem mieli wczoraj ciężki dzień. Kontrolerzy Inspekcji Transportu Drogowego sprawdzali autobusy, ciężarówki i taksówki aż w 12 miejscach stolicy oraz w jej okolicach. Tak zmasowana kontrola aut w Warszawie zdarza się tylko raz w roku. Do stolicy zjeżdżają bowiem kontrolerzy z innych województw. – Raz w roku inspektorzy muszą przejść kurs doskonalący – tłumaczy desant kontrolerów Alvin Gajadhur, rzecznik głównego inspektora transportu drogowego.W sumie na drogach w Warszawie i okolicach pojawiło się 50 inspektorów – to bardzo dużo, bo na stałe w całym województwie mazowieckim jest ich tylko 30. Jeden dzień szkolenia funkcjonariusze muszą poświęcić na pracę w terenie. Patrole inspektorów w zielonych mundurach ustawiły się na trasie Armii Krajowej, na ul. B. Czecha, Modlińskiej, Pułkowej, w Wólce Radzymińskiej, Niepiekłach, Augustówce, Wyszkowie, Żyrardowie, Adamowicach, Kobylnikach. Patrol na Marszałkowskiej sprawdzał autobusy miejskiej komunikacji prywatnej. – Musieliśmy wycofać z ruchu podmiejskiego autosana – mówi Przemysław Gradomski, inspektor z Gdańska. – Miał niesprawne oświetlenie, wycieki płynów, brak było w nim młotków do wybicia szyby wyjścia awaryjnego, ważność gaśnicy skończyła się w 1999 roku – wylicza. Inspektorzy sprawdzali też trzeźwość kierowców, dokumenty i stan techniczny pojazdów. Kierowca rozsypującego się ikarusa na linii 520 MZA zdenerwował się, gdy podeszli do niego inspektorzy. Wymachiwał rękami, głośno krzyczał, że inspektor z Gdańska nie ma prawa go kontrolować. – Dziwi mnie takie zachowanie kierowców – mówił Przemysław Gradomski. – W Gdańsku nie spotkałem się z taką agresją. Kierowcy autobusów podmiejskich wybrali inne rozwiązanie – po prostu nie podjeżdżali na swoje końcowe przystanki pod Domami Centrum (wyruszają stąd autobusy w kierunku Legionowa, Nowego Dworu Mazowieckiego). – Do godziny 10 skontrolowaliśmy siedem pojazdów – mówi Marek Kośmider, inspektor z Warszawy, który pracował razem z kolegami z Łodzi i Gdańska. – Potem zrobiło się pusto, a zwykle stoi tu rząd autokarów. Obawy kierowców prywatnych autobusów przed kontrolą są uzasadnione, bo wiele z nich jest w bardzo kiepskim stanie. Wczoraj m.in. inspektorzy nie pozwolili wozić ludzi autobusem, który miał zupełnie łyse opony. Plon jednego dnia wzmożonych kontroli (sprawdzono 221 pojazdów) był obfity. Z tras wycofano pięć autobusów, a dowody rejestracyjne zatrzymano aż w 21 ciężarówkach. Jeden kierowca prowadzący betoniarkę był pijany. Inspektorzy wystawili też 66 mandatów.

Komentuj
„Nauka jazdy” po pijanemu
29 sierpnia 2007 | 0

Po północy policjanci z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu zostali skierowani do jednej z miejscowości w okolicach Długołęki, gdzie "maluch" uderzył w słup energetyczny i przewrócił się na bok. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, samochodu już nie było. Stał w bocznej ulicy kilkadziesiąt metrów dalej. Z relacji świadków wynikało, że pojazdem kierował 20-letni mężczyzna, mieszkaniec sąsiedniej wioski, więc policjanci pojechali do jego domu. Mężczyzna był nietrzeźwy. Badanie alkomatem wykazało blisko 3 prom. 20-latek stwierdził, że nie kierował samochodem, gdy pojazd uderzył w słup. Siedział na fotelu kierowcy trzymając na kolanach swoją 27-letnią znajomą. Kobieta również była nietrzeźwa, miała blisko promil alkoholu w organizmie. Ani ona, ani on nie mieli za to uprawnień do kierowania pojazdami, o nauczaniu jazdy już nie wspominając. Jak się okazało para wracając do domu po zakrapianej imprezie postanowiła "udoskonalić" swoje umiejętności przed rozpoczęciem kursu na prawo jazdy. Zatrzymanym przedstawiono zarzuty kierowania pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości i doprowadzono do sądu, gdzie po rozpatrzeniu sprawy zapadły wyroki. Oskarżonego sąd skazał na karę roku i trzech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, 1.500 zł grzywny i orzekł zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na trzy lata. Natomiast oskarżona została skazana na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, 800 zł grzywny i usłyszała zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na dwa lata. Niezależnie od tego oboje odpowiedzą przed sądem grodzkim za prowadzenie pojazdu bez uprawnień i spowodowanie kolizji. 

Komentuj
Płonący autobus
29 sierpnia 2007 | 0

a09eb9f10df0fef28cff3419a0015b3009886fa3

Autobus komunikacji miejskiej zapalił się na ul. Zachodniej w Łodzi. Nikt nie ucierpiał. Pojazd był pusty. Podczas kursu zaczęły blokować mu się koła i wysadził pasażerów, by zjechać do zajezdni. Niestety jedno z kół zablokowało się całkowicie i autobus się zapalił - tłumaczy Marcin Małek z MPK. - Nikt na szczęście nie został ranny.

Komentuj
Pod kryptonimem „Ciężarówka”
27 sierpnia 2007 | 0

Pomiędzy 22 a 27 sierpnia na autostradzie A-4 i drodze nr 4 policjanci z wrocławskiej drogówki przeprowadzili działania pod kryptonimem "Ciężarówka". Ich celem było zapobieżenie wypadkom drogowym, podniesienie stanu bezpieczeństwa wszystkich użytkowników dróg i zobowiązanie kierowców ciężarówek do przestrzegania obowiązujących przepisów prawa.

W trakcie prowadzonych działań na drodze policjanci dokonali przede wszystkim:

• kontroli stanu trzeźwości kierujących,
• kontroli przestrzegania norm czasu pracy kierujących,
• eliminacji z ruchu pojazdów niesprawnych technicznie,
• kontroli zabezpieczenia przewożonego ładunku,
• ujawnienia kierujących nie stosujących się do przepisów dotyczących zatrzymywania i postoju.

Podczas prowadzonej akcji funkcjonariusze:

• Skontrolowali 222 pojazdy,
• Nałożyli 58 mandatów na kwotę ponad 10.000 złotych,
• Zatrzymali 32 dowody rejestracyjne,
• Nałożyli 11 decyzji administracyjnych (naruszenie przepisów dotyczących pracy,
   brak legalizacji tachografu, nieprawidłowo rozpisana winieta),
• Zatrzymano 1 kierującego w stanie nietrzeźwości,
• Zatrzymano 1 prawo jazdy.

Komentuj
Okradają kierowców „na kolec”
23 sierpnia 2007 | 0

W Warszawie coraz więcej kradzieży "na kolec" w ostatnim czasie jest więcej - mówi Tomasz Oleszczuk ze śródmiejskiej komendy. Właśnie w centrum ginie najwięcej dokumentów, pieniędzy czy laptopów. Ale policja ostrzega, że zagrożeni są także kierowcy wracający z hipermarketów na peryferiach miasta. - Złodzieje obserwują osoby z cennymi zakupami i ukradkiem przecinają opony - mówi Dorota Tietz ze stołecznej policji. A kiedy kierowcy oglądają uszkodzoną oponę, złodzieje biorą wszystko, co wpadnie im w ręce. Dlatego w takiej sytuacji zawsze trzeba blokować drzwi do samochodu. A w razie kradzieży natychmiast powiadomić policję. - Dzięki temu zatrzymaliśmy już kilkunastu takich złodziei - podkreśla Dorota Tietz. 

Komentuj
Karetką bez uprawnień
23 sierpnia 2007 | 0

Świętokrzyscy policjanci zatrzymali do kontroli drogowej karetkę należącą do Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa. Jak się okazało kierujący nie miał uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Ponadto okazało się, że oszukał swego pracodawcę przedkładając kserokopię prawa jazdy, które utracił w 2005 r. Teraz może mu grozić nawet do 8 lat więzienia. Mężczyznę zatrzymano w centrum miasta. Jak się okazało, w 2005 r. sąd za jazdę w stanie nietrzeźwym zakazał mu siadania za kierownicę do marca 2007 r. Wtedy to kierowca mógł ponownie ubiegać się o uprawnienie. Jednak 50-latek nie przystąpił do ponownego egzaminu. Ponadto okazało się, że na początku tego roku jego pracodawca zażądał od wszystkich kierowców z Centrum przedłożenia dokumentów uprawniających do prowadzenia pojazdów. 50-latek dał kserokopię prawa jazdy, którą zrobił zanim utracił dokument. Teraz mężczyźnie poza karą za jazdę w stanie nietrzeźwym będzie grozić odpowiedzialność za oszustwo. Może to być nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

Komentuj
Niewidomi zostają na przystankach
22 sierpnia 2007 | 0

Od początku sierpnia w części krakowskich autobusów MPK drzwi otwierają sami pasażerowie. Dla niewidomych i niedowidzących to dodatkowe utrudnienie w poruszaniu się po mieście – donosi “Gazeta Wyborcza”. Zdarza się, że nie wsiadam do autobusu, bo nie zdążę wymacać dłońmi przycisku, a kierowca tego nie zauważy. Autobus czeka tylko chwilę, brakuje czasu na znalezienie jednego małego guziczka, a nawet jeśli otworzą się inne drzwi, to już nie zdążę do nich podejść - opowiada niewidoma Maria Majtyka. - Guziki są na różnych wysokościach, w różnej odległości, po szukaniu zwykle mam brudne całe ręce - dodaje. Maria jest studentką i osobą aktywną, często podróżuje komunikacją miejską. Takich jak ona jest w Krakowie minimum 2,5 tys. (tylu członków ma w naszym mieście Polski Związek Niewidomych). Przedstawiciele MPK nie uważają jednak, żeby sytuacja była poważna. - Przecież otwieranie drzwi na przycisk funkcjonuje w tramwajach już 10 lat i wszyscy się do tego przyzwyczaili. Tak samo będzie z autobusami - twierdzi Grzegorz Dyrkacz z MPK. Jan Ortyl, prezes krakowskiego okręgu PZN-u, podkreśla jednak, że nowy system powoduje zamieszanie przede wszystkim dlatego, że nie wszystkie autobusy są w niego wyposażone. - Niewidomi nie wiedzą przecież, czy autobus, który podjeżdża, będzie miał przycisk czy nie. I w którym miejscu będzie się on znajdował. Dyrkacz uspokaja, że MPK dąży do ujednolicenia systemu i wprowadzenia go na wszystkich liniach: - Chcemy też uruchomić otwieranie drzwi na żądanie w autobusach Scania, których jest 121.Marii Majtyce pozostaje tylko mieć nadzieję, że - wzorem Niemiec - krakowskie autobusy staną się w końcu bardziej przyjazne osobom niewidomym. - Mimo że w Niemczech jestem rzadko i nie znam dobrze tamtejszych miast, to usprawniona komunikacja sprawia, że nie muszę się martwić o to, czy zdążę wsiąść do autobusu. Tam skandalem byłoby zostawienie pasażera na przystanku - opowiada. - Niestety, wciąż nam daleko do zachodnich sąsiadów w tym względzie.

Komentuj
List otwarty ZMPD do Ministra Transportu
22 sierpnia 2007 | 0

Pan Jerzy Polaczek Minister Transportu
Szanowny Panie Ministrze
Tragiczne wypadki z udziałem polskich autokarów, do których doszło w ostatnim okresie, wywołały ogromne poruszenie w środowisku polskich przewoźników drogowych. Z głębokim żalem przyjmujemy te dramatyczne wydarzenia i wyrażamy szczere współczucie rodzinom ofiar.
Równocześnie jednak z niepokojem obserwujemy negatywną kampanię skierowaną przeciwko całemu polskiemu transportowi drogowemu, w której - co stwierdzamy z dużym zdziwieniem - uczestniczą również przedstawiciele resortu transportu.
Nie może podlegać żadnej dyskusji oczywisty fakt, że komunikacja autobusowa jest znaczącym składnikiem transportu drogowego, zarówno w naszym kraju, jak i w całej Europie. Z autobusów i autokarów korzysta ogromna rzesza ludzi, realizując w ten sposób potrzebę przemieszczania się, zarówno w zakresie koniecznym dla pracy, jak i dla odpoczynku. Autobus jest niewątpliwie efektywnym i bezpiecznym środkiem transportu. Nawet mimo faktu, że dochodzi czasem do wypadków. Niektóre niestety kończą się tragicznie, co zawsze wywołuje ból, bowiem każdy wypadek i każda ofiara to o jeden wypadek i o jedną ofiarę za dużo. Jednakże statystyki wskazują jednoznacznie i obiektywnie, że liczba wypadków powodowanych przez pojazdy ciężkie powoli, ale stale się zmniejsza i obecnie wynosi 10 proc. ogólnej liczby wypadków w odniesieniu do ciężarówek oraz zaledwie 1 proc. dla autobusów. Tak samo kształtują się dane statystyczne w odniesieniu do liczby ofiar wypadków. Z przekonaniem można więc stwierdzić, ze komunikacja autobusowa jest jedną z najbardziej bezpiecznych.
Tym bardziej niepokój przewoźników budzi tak znaczące zaangażowanie się w negatywną kampanię przeciwko transportowi niektórych przedstawicieli administracji państwowej, a w ślad za tym i mediów. Informacje o "znacznych" nieprawidłowościach w organizacji przewozów, czy o dramatycznym przekraczaniu czasu pracy kierowców nie są poparte żadnymi konkretnymi danymi o ich skali, ani tym bardziej analizą zakresu tych przekroczeń oraz ich przyczyn. Nie zauważyliśmy również, aby podjęto próby przedstawienia związku stwierdzonych podczas kontroli w przedsiębiorstwach przypadków przekraczania czasu prowadzenia pojazdów z zaistniałymi wypadkami. Pojawiają się natomiast błyskawiczne diagnozy przyczyn wypadków, nie tylko jeszcze przed zakończeniem oficjalnego postępowania, ale nawet tuż po pierwszych informacjach w mediach. Wysnuwane w ślad za tym różnego rodzaju negatywne wnioski, dotyczące funkcjonowania transportu drogowego, nie mają oparcia w faktach, ani tym bardziej w badaniach, analizach i danych statystycznych.
Wypadek to splot wielu nieszczęśliwych okoliczności. W przypadku transportu drogowego dotyczy to trzech podstawowych elementów tego procesu: drogi, pojazdu i kierującego nim człowieka. Uważamy, że wypadki, zdarzenia z natury swej dramatyczne, powinny być poddawane bardzo szczegółowej i obiektywnej analizie. Należy z nich wyciągać również obiektywne wnioski, które powinny służyć poprawie sytuacji, osiąganiu wyższej jakości pracy, a co za tym idzie również poprawie bezpieczeństwa wykonywanych przewozów. Możemy zapewnić, że my takie działania podejmujemy.
Uważamy, że w tej szczególnej sytuacji także przedstawiciele administracji państwowej powinni rzetelnie oceniać wszystkie okoliczności wypadków oraz czynniki, które mają wpływ na te zdarzenia, a potem przekazywać tylko wiarygodne informacje, zgodne ze stanem faktycznym, pod ocenę opinii publicznej.
Nie można w oparciu o pojedyncze, nawet dramatyczne przypadki budować wizerunku branży niezgodnego z jej stanem faktycznym, a nieliczne odstępstwa od zasad formalnych w przedsiębiorstwach prezentować jako nagminny proceder. Przykładem tak nagannej manipulacji, a zarazem wyjątkowo niesprawiedliwym może być publiczne głoszenie, że znaczna część przewoźników autobusowych jest "niecywilizowana". Na czym jest oparte takie stwierdzenie, jakie badania są jego podstawą?. To populistyczne i zarazem gołosłowne stwierdzenie niepotrzebnie podgrzewa atmosferę społeczną, potęguje napięcie i wywołuje dodatkowy stres.
Nie zgadzamy się z prezentowaną obecnie przez niektórych przedstawicieli administracji państwowej oceną polskiego transportu drogowego. Nie zgadzamy się z takim podejściem przedstawicieli resortu do naszej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy.
Zdecydowanie protestujemy przeciwko dyskryminowaniu transportu drogowego i przedstawianiu jego wizerunku w sposób tak niezasłużenie niekorzystny.
Uważamy, że "naprawianie" branży, która w niczym nie odbiega od standardów europejskich, poprzez wzmożenie kontroli, podniesienie wysokości kar i bardzo restrykcyjną politykę wobec przedsiębiorstw transportowych jest drogą donikąd. Od służb państwowych oczekujemy raczej poprawy wadliwie działających systemów, jak na przykład szkolnictwa zawodowego. Tu tkwi przyczyna niedostatków kadrowych dla transportu, co niejednokrotnie wskazywaliśmy w formalnych wystąpieniach. Mimo że ta niekorzystna sytuacja się pogłębia, nie doczekaliśmy się żadnych systemowych rozwiązań. W zamian słyszymy za to o zamiarze podniesienia wieku kierowców zawodowych. Jeśli nawet miałoby to przynieść pozytywne skutki, to należy takie zapowiedzi zaliczyć jedynie do półśrodków.
Niekorzystna sytuacja z pozyskaniem kadr dla transportu drogowego pogłębiła się z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej, kiedy z jednej strony nastąpił znaczny rozwój transportu drogowego, natomiast z drugiej otwarcie rynków pracy spowodowało znaczny odpływ kierowców. Oba te elementy wpłynęły w znacznym stopniu na deficyt kierowców na polskim rynku pracy. Od trzech lat informujemy o tym problemie właściwe resorty, oczekując od służb państwowych pomocy i współdziałania. Oczekujemy zaangażowania, również finansowego, w szkolenie kierowców zawodowych. Pozostawienie tego problemu wyłącznie w gestii przedsiębiorców transportowych nie rozwiąże problemu.
W nie tak bardzo odległej przeszłości szkolenie kierowców było w znacznej mierze finansowane przez państwo, podobnie jak nauczanie w innych zawodach, w których dziś także odczuwamy spory deficyt kadry. Kierowców szkoliło także Wojsko i firmy państwowe związane z transportem, szkoliły szkoły zawodowe. Aktualnie nie istnieje żaden spójny program nauczania w zawodzie mechanik - kierowca.
Polscy przewoźnicy międzynarodowi dokonali olbrzymiego wysiłku inwestycyjnego w ostatnich latach, zakupując nowoczesne autobusy. Z pełnym przekonaniem można stwierdzić, ze obecnie polska flota autobusowa nie odbiega jakościowo od eksploatowanych w innych krajach europejskich. Nie da się tego samego powiedzieć, nawet mimo dokonywanych ostatnio działań, o polskiej infrastrukturze drogowej, która nadal nie spełnia podstawowych standardów jakości. A ma to oczywisty i niewątpliwy wpływ na płynność, jakość i bezpieczeństwo przewozów. Polscy przewoźnicy jeżdżąc po polskich drogach już z założeniu są mniej konkurencyjni od przewoźników z innych krajów europejskich. Od dawna sygnalizując ten problem, oczekujemy od państwa zdecydowanego przyspieszenia poprawy stanu polskiej infrastruktury drogowej.
Z wyrazami szacunku Prezes ZMPD Jan Buczek

Komentuj
Bardzo nowoczesne parkomaty
21 sierpnia 2007 | 0

b5d94cbaaf6beb421b95b33d8938ae277a359e87

W najbliższych dniach na ulicach Łodzi staną nowoczesne parkomaty - Siemens Sitraffic Sity 5. Możliwości tych urządzeń nie zostaną jednak wykorzystane nawet w połowie, bo urzędnicy przez trzy lata nie zdążyli zmienić miejskich przepisów. Za pomocą tego urządzenia kierowcy będą uiszczać pieniądze za pozostawienie samochodu w centrum miasta. Parkomaty są bardzo nowoczesne. Płacić można nie tylko wrzucając monety, ale również za pomocą karty miejskiej, którą wystarczy przyłożyć do czytnika lub wysyłając SMS z telefonu komórkowego.

Komentuj
Nielegalny transport odpadów
21 sierpnia 2007 | 0

Pół tony odpadów chciał wwieźć do Polski kierowca ciężarówki, którego zatrzymali celnicy na przejściu granicznym w Jakuszycach. Wióry poprodukcyjne i odpady PCV miały trafić do nas jako surowiec do recyklingu. Zapakowana po brzegi ciężarówka wiozła odpady z Czech, w odbiorcą była jedna z firm powiatu lwóweckiego – relacjonuje “Gazeta Wyborcza”. Arkadiusz Barędziak z wrocławskiego oddziału Izby Celnej: - Samochód miał prawie pół tony wiór poprodukcyjnych, elementów stolarki okiennej i drzwiowej z PCV. Kierowca nie miał zezwolenia na transgraniczny przewozu odpadów. Twierdził też, że przewożony towar jest regranulatem służącym do powtórnego przerobienia w Polsce. - Wstępne ekspertyzy podważyły tą wersję i celnicy po sporządzeniu dokumentacji sprawę wraz z zabezpieczonym dowodem rzeczowym przekażą Prokuraturze Rejonowej w Jeleniej Górze oraz Wojewódzkiemu Inspektoratowi Ochrony Środowiska we Wrocławiu - tłumaczy Arkadiusz Barędziak. Także we wtorek dwa kolejne przemyty śmieci do Polski udaremnili funkcjonariusze Straży Granicznej. Na przejściu drogowym Kudowa Słone zatrzymali transport z 70 zużytymi katalizatorami i powypadkowy samochód Audi A4. Nadawcą transportów była firma z Niemiec, odbiorcą firmy polskie. Kierowcy nie mieli odpowiednich zezwoleń. Renata Hulok, rzeczniczka Sudeckiego Oddziału Straży Granicznej: - Tylko w sierpniu na przejściach granicznych, za które odpowiadamy, nasi funkcjonariusze zawrócili osiem podobnych transportów. Były to zarówno powypadkowe samochody, jak i odpady metali kolorowych.

Komentuj
Kara za brak OC za wrak na ulicy
21 sierpnia 2007 | 0

Kilka dni zostało poznaniakom by pozbyć się nieużywanych samochodów ze swoich podwórek. Już wkrótce straż miejska i dzielnicowi będą żądać okazania przez właścicieli zdezelowanych aut OC. Za jego brak grożą wysokie kary. Ale - jak ustaliliśmy - są też sposoby, by ich uniknąć – donosi “Gazeta Wyborcza – Poznań”. Celem akcji jest oczyszczenie miasta z wraków oraz poinformowanie osób, które kupują nowe auta, o tym, co mogą zrobić ze starymi. Zdarza się, że samochody są porzucane, bądź rozbierane i sprzedawane na złom w częściach. - Wraków jest coraz więcej. Starych aut nie opłaca się naprawiać - mówi Przemysław Piwecki, rzecznik poznańskiej straży miejskiej. Które auta są na cenzurowanym? - Pojazdy, których stan techniczny i wygląd wskazują, że nie są używane od dłuższego czasu. Przez ostatnie pół roku zauważyliśmy około 150 takich samochodów - wyjaśnia Piwecki. Od 1 września strażnicy miejscy razem z dzielnicowymi będą wchodzić na parkingi i podwórka domów wielorodzinnych. Jeśli okaże się, że jakiś samochód lub jego wrak nie ma ubezpieczenia OC, dzielnicowy powiadomi Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Wówczas właściciel auta otrzyma karę za brak OC. W tym roku w przypadku auta osobowego będzie to koszt 1 910 zł. - Samochód musi mieć wykupione OC od momentu zarejestrowania do jego wyrejestrowania. Nieważne, w jakim jest stanie i czy jest użytkowany - mówi Hubert Stoklas z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Wcześniej, od początku roku, strażnicy informowali właścicieli wraków na uliczkach osiedlowych, że mogą - najczęściej za darmo - je zezłomować. W wyniku akcji swoje auta do wywiezienia zgłosiło około dwóch tysięcy osób. - Oprócz tego strażnicy zlecili odholowanie ponad 260 samochodów z ulic - dodaje Piwecki. Jeśli po odholowany pojazd nie zgłosi się właściciel, po sześciu miesiącach staje się on własnością miasta. Może być wówczas zezłomowany. Tymczasem, mimo akcji straży miejskiej i dwóch tysięcy zezłomowanych wraków, do Funduszu Gwarancyjnego Wydział Komunikacji Urzędu Miasta Poznania zgłosił w tym roku zaledwie ok. 50 spraw związanych z brakiem OC. Do Funduszu nie wpłynęła więc większa ilość zgłoszeń niż w porównywalnym okresie w roku ubiegłym. Jak to wytłumaczyć? Są dwie możliwości. Pierwsza: mimo zapewnień swoich szefów urzędnicy z Wydziału Komunikacji przymykają jednak oko na brak OC. Druga: nie wszyscy właściciele aut po ich zezłomowaniu zgłaszają się do urzędu, by wyrejestrować samochód. Bo w takiej sytuacji jest dla nich furtka. Wydział Komunikacji w ciągu 30 dni i tak musi wydać decyzję o wyrejestrowaniu pojazdu, bez względu na to, czy posiadamy aktualne OC. Na dodatek urzędnicy nie powiadamiają o tym fakcie Funduszu Gwarancyjnego. - Nie mamy możliwości sprawdzenia, czy auto było ubezpieczone - tłumaczy dyr. Królikowski.

Komentuj
Po tablice rejestracyjne wkrótce bez kolejki
20 sierpnia 2007 | 0

Toruński magistrat wprowadza udogodnienia dla rejestrujących samochody. Najpierw skorzystają z nich instytucje, a przyszłym roku wszyscy torunianie. Wkrótce ruszy też system e-urząd – informuje “Gazeta Wyborcza”. Jak dotąd przedsiębiorcy, którzy rejestrowali po kilkanaście aut, byli przyjmowani podobnie jak pozostali kierowcy - wyłącznie przy okienku. Takich przypadków w ciągu miesiąca było niewiele - zwykle po 10 lub więcej aut rejestruje kilka firm. Jednak każda ich wizyta w urzędzie bywa sporym utrudnieniem dla pozostałych interesantów. - Nieraz oznaczało to zablokowanie jednego okienka na kilka godzin, a czasami na dzień lub dwa - tłumaczy Krzysztof Kisielewski, dyrektor wydziału ewidencji i rejestracji magistratu. - Przekładało się to na dłuższy czas oczekiwania na obsługę i rosnące kolejki przy pozostałych stanowiskach. Przykładowo: na początku tego tygodnia zgłosiła się do nas firma z 30 pojazdami do zarejestrowania. Warto przypomnieć, że instytucje muszą nas odwiedzać za każdym razem, gdy zmieni się ich nazwa lub adres. Każdego dnia urzędnicy obsługują ok. 300 osób. Średnio 80 z nich rejestruje pojazdy, a pozostali załatwiają inne sprawy, m.in. odbierają dowód rejestracyjny, wymieniają dokumenty, które straciły ważność albo uszkodzone tablice. Rejestracja jednego pojazdu trwa zwykle od 15 do 45 min. Czasami oczekiwanie w kolejce wydłuża się do kilku godzin. Tak jest zwykle rano - dostanie się do okienka trwa nawet dwie lub trzy godziny. Teraz przedsiębiorcy nie będą już blokować okienek. Dotyczy to jednak tylko firm lub instytucji, które chcą zarejestrować po 10 lub więcej aut. Kisielewski nie wyklucza, że w przyszłości ten limit zostanie zmniejszony. Przedsiębiorcy będą mogli umówić się na termin złożenia wniosku, a następnie na odbiór dowodów rejestracyjnych i tablic. Wszystkie sprawy będą załatwiać w sekretariacie wydziału. - Czasami nawet poza godzinami jego pracy. Jesteśmy przygotowani na nadgodziny - zaznacza Kisielewski. Przedstawiciele firm mogą się zgłaszać do wydziału osobiście, telefonicznie bądź drogą elektroniczną. W przyszłym roku Urząd Miasta planuje kolejne udogodnienie dla rejestrujących samochody. W tym przypadku skorzystają z nich indywidualni właściciele aut. Do końca 2007 r. magistrat chce uruchomić e-urząd, czyli system elektronicznej komunikacji z mieszkańcami. Jedną z jego opcji będzie rezerwacja terminu rejestracji pojazdu. Za pomocą strony internetowej wybierzemy dogodny dzień i dokładną godzinę wizyty. Jakie wypłyną z tego korzyści? Nie będziemy musieli czekać w kolejce do okienka. Urzędnicy obsłużą nas od razu po przyjściu do wydziału. Z e-urzędu skorzystają także ci, którzy nie mają stałego dostępu do internetu. W punktach informacyjnych Urzędu Miasta i wydziale ewidencji i rejestracji zostaną zamontowane terminale. Za ich pomocą odwiedzimy stronę internetową i ustalimy termin wizyty. System e-urząd przygotowuje konsorcjum firm Sygnity i Polsoft. Ma on kosztować 900 tys. zł. Za te pieniądze zostanie wykonany projekt systemu i jego wykonanie. Na przełomie sierpnia i września magistrat wzbogaci się o nowy sprzęt komputerowy, m.in. skanery, drukarki. W przyszłym miesiącu zaczną się szkolenia pracowników. - Dzięki systemowi będzie można załatwić wiele spraw bez ruszania się z domu - podkreśla Maria Werder, dyrektor magistrackiego biura informatyzacji. - Ułatwi on komunikację urzędu z mieszkańcami. Torunianie przez całą dobę będą mogli zgłosić np. wniosek o wydanie dowodu osobistego, dotację, stypendium, zasiłek, a nawet skargę do prezydenta miasta. Po zalogowaniu się w serwisie internetowym będzie można śledzić status dokumentu, np. czy sprawa została już załatwiona i jaka jest decyzja - pozytywna czy negatywna – przeczytaliśmy w “Gazecie Wyborczej – Toruń”.

Komentuj
Reklamy na oknach autobusów należy nacinać
19 sierpnia 2007 | 0

MPK w Poznaniu zastanawia się czy nie zrezygnować z oklejania szyb autobusów. Powód? Względy bezpieczeństwa. Pasażerowie narzekają, że w oklejonych pojazdach jest ciemno, a na dodatek folia ogranicza widoczność. Dochodziło nawet do przypadków, że jadący przegapiali z tego powodu swoje przystanki. O interwencję prosili zwłaszcza starsi ludzie. Teraz kolorowej, perforowanej folii zakrywającej szyby będzie mniej, przynajmniej na autobusach. - Pojawiły się wątpliwości dotyczące zaklejania okien, które są wyjściami bezpieczeństwa - mówi Zbigniew Rusak, wicedyrektor MPK do spraw organizacji przewozów. - W przypadku tramwajów nie ma problemu, bo wyjścia bezpieczeństwa są wypychane, a folia dookoła jest nacięta. Problemy pojawiają się w przypadku autobusów, w których okna są wklejone i szybę trzeba stłuc - tłumaczy. Przewoźnik nie ma pewności, czy folia nie utrudni pasażerom wydostania się z autobusu w razie wypadku. - Do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości wstrzymujemy się z przyjmowaniem kolejnych zamówień reklamodawców odnośnie oklejania szyb autobusów - mówi dyr. Rusak. Czy oklejone reklamami szyby mogą rzeczywiście zagrażać bezpieczeństwu pasażerów? Zdaniem Tadeusza Tarczonia, kierownika działu badań wyrobów szklanych w Instytucie Ceramiki i Szkła w Krakowie, nie - pod warunkiem, że folia ma atest instytutu. - Mieliśmy w tej sprawie wiele pytań od różnych przewoźników. Niektórzy producenci zalecają odpowiednie nacięcie folii, żeby ułatwić rozbicie szyby. Coraz częściej sami zgłaszają się do nas z prośbą o zaznaczenie w ateście, że folię na szybie należy w odpowiednich miejscach nacinać - mówi Tarczoń.

Komentuj
Po prawo jazdy do Polski
19 sierpnia 2007 | 0

Na forach internetowych niemieccy kierowcy dzielą się doświadczeniami z robienia prawa jazdy w Polsce. "To wcale nie idzie tak szybko, że kasa na stół, jedna przejażdżka i prawko w kieszeni. Musisz zdawać teorię, a z prawkiem zamkniesz się w czterech tygodniach" - pisze Funr@cer na forum wer-weiss-was.de. "Z polskiego na niemieckie przepiszesz bez problemu. A dziesięć dni we Wrocławiu to miło spędzony czas" - radzi Durban na fahrtipss.de. Niemcy za polski dokument muszą zapłacić pośrednikom od tysiąca do dwóch tysięcy euro, gdy oprócz kursu i egzaminu wykupują 10-dniowe zakwaterowanie i wyżywienie. Tylko tyle trwa kurs, choć zgodnie z przepisami, żeby ubiegać się o prawo jazdy, muszą przebywać w naszym kraju ponad pół roku - informuje “Gazeta Wyborcza”. Niemców ubiegających się o polskie prawo jest sporo. W Jeleniej Górze praktycznie nie ma dnia, by nie zdawali egzaminu. "Dziś w stuosobowej grupie miałem sześciu Niemców" - mówi dyrektor jeleniogórskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego Grzegorz Rychter. Według jednej z pracownic WORD są dni, że Niemców na egzamin stawia się kilkunastu. Wiele dolnośląskich szkół jazdy wyspecjalizowało się w obsłudze takich kursantów. We wrocławskim ośrodku od początku roku do egzaminu przystąpiło 140 cudzoziemców. "Dwie trzecie to obywatele Niemiec ubiegający się w ogromnej większości o prawo jazdy na samochód osobowy" - powiedział "Rzeczpospolitej" egzaminator nadzorujący we wrocławskim WORD Łucjan Górski.

Komentuj
Pirat namierzony ze śmigłowca
19 sierpnia 2007 | 0

18-latek z Warszawy pędził swoim BMW po ruchliwej trasie 170 km/h. Wyprzedzał na podwójnej linii ciągłej. Miał jednak pecha, ponieważ cały czas obserwowali go policjanci, którzy lecieli nad nim śmigłowcem... Policjanci patrolowali właśnie śmigłowcem ruchliwą trasę z Terespola do Białej Podlaskiej. W pewnym momencie zauważyli pędzące z dużą prędkością BMW. Samochód miał na liczniku 170 km/h. Jego kierowca zorientował się, że leci za nim policyjny śmigłowiec. - W tej sytuacji zwolnił, jednak po kilku kilometrach znowu dodał gazu. Cały czas ryzykował i wyprzedzał na podwójnych liniach ciągłych - relacjonuje sierż. Renata Laszczka-Rusek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Funkcjonariusze w helikopterze przekazali informacje o piracie drogowym oficerowi dyżurnemu KMP w Białej Podlaskiej. Kilka minut później w Sławacinku Nowym policjanci zatrzymali pirata. Wtedy okazało się, że jest nim 18-latek z Warszawy. - Młody człowiek miał prawo jazdy zaledwie od maja tego roku. Za swoją szaleńczą jazdę dostał 200 zł mandatu i punkty karne - mówi Renata-Laszczka Rusek.

Komentuj
Dofinansowanie do kursu na prawo jazdy
18 sierpnia 2007 | 0

Niepełnosprawni mogą się ubiegać o dofinansowanie zakupu samochodu i kursu na prawo jazdy – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Radom”. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych rozpoczął pilotażowy program "Sprawny dojazd". Osoby niepełnosprawne będą mogły ubiegać się o dofinansowanie zakupu samochodu osobowego i urządzeń wspomagających kierowanie autem, takich jak podnośniki lub podjazdy dla wózka inwalidzkiego. Pomoc finansową można uzyskać także na opłacenie kursu prawa jazdy kategorii B. O pieniądze mogą się ubiegać tylko osoby z obniżoną sprawnością ruchową wynikającą z dysfunkcji kończyn dolnych lub chorób utrudniających samodzielne poruszanie się.

Komentuj
Rusza pilotażowy program „SPRAWNY POJAZD”
18 sierpnia 2007 | 0

Jednym z warunków rehabilitacji zawodowej i społecznej osób niepełnosprawnych mających różnego rodzaju trudności w przemieszczaniu się, jest umożliwienie tym osobom dostępu m.in. do zakładu pracy, szkoły, placówek służby zdrowia (w tym na zabiegi rehabilitacyjne), urzędów, placówek kulturalno - oświatowych i innych jednostek. Osoby niepełnosprawne stanowią grupę bardzo zróżnicowaną nie tylko pod względem rodzaju i zakresu niepełnosprawności, lecz także pod względem obniżenia sprawności motorycznych, która utrudnia, ogranicza lub uniemożliwia poruszanie się, co ma wpływ a wykonywanie czynności życia  codziennego, pracę zawodową, korzystanie z zabiegów rehabilitacyjnych i usprawniających itp. Realizacja warunku dostępności do rehabilitacji społecznej i zawodowej, a także medycznej osób niepełnosprawnych z powodu dysfunkcji narządu ruchu, możliwa jest poprzez zapewnienie środka transportu, który umożliwi im poruszanie i przemieszczanie się. Poza koniecznością wspierania ze środków PFRON likwidacji barier transportowych poprzez dofinansowywanie zakupów środków transportu zbiorowego - istnieje również duża potrzeba wsparcia transportu indywidualnego. Dotychczasowy stopień zaspokojenia potrzeb w ramach realizacji programów PFRON umożliwiających osobom niepełnosprawnym zakup samochodu był niezwykle niski (w ramach programu "Pegaz" nie  przekroczył 33%). W związku z tym, Najwyższa Izba Kontroli zaleciła, aby zasady realizacji programu były konstruowane w taki sposób, by zapewniały jak największy stopień zaspokojenia potrzeb w oparciu o dostępne w danym momencie środki finansowe. Niniejszy program zakłada realizację wskazanego przez NIK zalecenia, poprzez skierowanie pomocy do osób niepełnosprawnych, doświadczających największych trudności w poruszaniu się. Zaproponowane formy pomocy, umożliwią zwiększenie liczby beneficjentów pomocy w ramach likwidacji barier transportowych. Program obejmuje dwa obszary :Obszar A - pomoc w zakupie samochodu osobowego lub oprzyrządowanego samochodu osobowego, Obszar B - pomoc w uzyskaniu prawa jazdy kategorii B. Adresatami programu są: w ramach obszaru A: zatrudnione lub uczące się, pełnoletnie osoby niepełnosprawne w wieku aktywności zawodowej, legitymujące się prawem jazdy kategorii B, posiadające ważne orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności lub orzeczenie równoważne, wydane z powodu znacznej dysfunkcji narządu ruchu, obejmującej co najmniej jedną kończynę dolną, dzieci niepełnosprawne posiadające ważne orzeczenie o niepełnosprawności, jeżeli wymagają rehabilitacji leczniczej a jeden z rodziców lub opiekun prawny posiada prawo jazdy kategorii "B* w ramach obszaru B: pełnoletnie osoby niepełnosprawne w wieku aktywności zawodowej, posiadające ważne orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności albo orzeczenie równoważne, wydane z powodu dysfunkcji narządu ruchu oraz zaświadczenie wydane przez lekarza specjalistę, potwierdzające możliwość prowadzenia pojazdu mechanicznego. Ze środków PFRON przeznaczonych na realizację programu może być udzielona pomoc w formie: * dofinansowania zakupu samochodu osobowego, * dofinansowania zakupu oprzyrządowanego samochodu osobowego, * dofinansowania kosztów uzyskania prawa jazdy kategorii B. Maksymalna kwota udzielonego dofinansowania, zależna jest od wysokości dochodów brutto przypadających na jednego członka rodziny w gospodarstwie domowym wnioskodawcy i jest wyznaczana dla każdego wnioskodawcy zgodnie z algorytmem zawartym w procedurach realizacji programu przy czym:

1) wielokrotność najniższego wynagrodzenia za pracę wyznaczająca maksymalne dofinansowanie jakie można przyznać w ramach programu wynosi:

a) dla samochodu osobowego - 18,
b) dla oprzyrządowanego samochodu osobowego - 22,
c) dla kosztów uzyskania prawa jazdy:
d) dla kosztów kursu i egzaminów - 1,25,
e) dla pozostałych kosztów uzyskania prawa jazdy - 0,75.

2) wnioskodawcy, których dochód brutto przypadający na jednego członka rodziny w gospodarstwie domowym jest równy lub wyższy niż czterokrotność najniższego wynagrodzenia mogą uzyskać dofinansowanie w kwocie równej 25% maksymalnej kwoty udzielanego dofinansowania.

W ramach każdego obszaru programu można uzyskać dofinansowanie tylko jeden raz.
Samochód zakupiony z udziałem środków PFRON musi być:

1) w przypadku samochodu osobowego - fabrycznie nowy,
2) w przypadku oprzyrządowanego samochodu osobowego - fabrycznie nowy lub nie starszy niż trzyletni, z uwzględnieniem pkt 3,
3) w przypadku oprzyrządowanego samochodu osobowego, którego jedyne oprzyrządowanie stanowi automatyczna skrzynia biegów lub inne akcesoria i urządzenia dostępne w wersji standardowej - fabrycznie nowy.

Do uzyskania dofinansowania niezbędne jest wniesienie przez wnioskodawcę udziału własnego w kwocie nie mniejszej niż:

1) dla samochodu osobowego i oprzyrządowanego samochodu osobowego - w kwocie nie mniejszej niż 50% ceny zakupu,
2) dla kosztów uzyskania prawa jazdy - w kwocie nie mniejszej niż 15% tych kosztów.

Program będzie realizowany przez Oddziały PFRON.

Komentuj
Dzieci bez fotelików giną
18 sierpnia 2007 | 0

50 km/h? Żadna prędkość. Ale gdy przy pięćdziesiątce zderzysz się z kimś, waga drobnego i kruchego dziecka, które czule przytulasz, liczona jest w tonach. Trudno to sobie wyobrazić, dlatego co roku w samej tylko Wielkiej Brytanii ginie w wypadkach samochodowych około 40 małych dzieci w wieku do 11 lat. Kolejne 500 zostaje ciężko rannych, a 9 tys. odnosi lekkie obrażenia. Foteliki albo poprawnie zapięte pasy bezpieczeństwa mogłyby zapobiec wielu tragediom. W Polsce jest jeszcze gorzej. Tylko w 2005 roku w wypadkach drogowych zginęło aż 59 dzieci w wieku do 6 lat i kolejne 114 w przedziale 6-14 lat. Liczba rannych idzie w tysiące (w sumie to ponad 6 tys. dzieci w grupie do 14. roku życia). Statystyki co prawda z roku na rok są coraz lepsze, jednak w porównaniu z zachodnimi krajami Unii Europejskiej nadal dość przygnębiające.

W Polsce zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym (art. 39 ust. 3 z dnia 6.09.2001) dzieci w wieku do 12 lat, które mają poniżej 150 cm wzrostu, muszą jechać w samochodzie odpowiednio zabezpieczone poprzez stosowanie specjalnych fotelików lub poduszek podwyższających. Dopiero po skończeniu 12. roku życia dzieci mogą być traktowane jak dorośli i jeździć w samych pasach bezpieczeństwa.

Komentuj
Na radarze pojawiła się liczba 311!
17 sierpnia 2007 | 0

Włoska policja zatrzymała kierowcę, który jadąc autostradą pobił niechlubny rekord prędkości na drodze publicznej. Rekordzista, syn byłego ministra spraw zagranicznych, stracił na 3 miesiące prawo jazdy i musi zapłacić mandat w wysokości 357 euro. Policjanci z patrolu na autostradzie A26, prowadzącej z Novary do Genui, nie wierzyli własnym oczom, kiedy na radarze pojawiła się liczba 311. Myśleli, że nowoczesny sprzęt się zepsuł i pokazuje metry, a nie kilometry. Nie mieli jednak czasu na zastanowienie się, bo coś, co było przed chwilą małym czerwonym punkcikiem, już zbliżało się do nich. Odruchowo wyciągnęli lizak i ze zdziwieniem zobaczyli, że samochód się zatrzymał. "Ma doskonałe hamulce" - powiedział z dumą prowadzący go elegancki mężczyzna. Okazał się nim Riccardo Ruggiero, dyrektor generalny telekomunikacji włoskiej i syn byłego ministra spraw zagranicznych. Sam nie chciał uwierzyć, że pobił właśnie rekord prędkości na drodze publicznej. Poprzedni należał do motocyklisty, który kilka lat temu osiągnął 270 kilometrów na godzinę. Ruggiero tłumaczył, że chciał wypróbować nowy wóz.

Komentuj
Narkotesty w akcji
17 sierpnia 2007 | 0

Policjanci drogówki w całej Polsce wykorzystują nowe narkotestery. 70 tys. urządzeń "RapidStat" pomaga funkcjonariuszom w wykrywaniu kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem narkotyków. Samo urządzenie jest małe (ma postać szczelnie zamkniętej torebki) i swobodnie mieści się w wewnętrznej kieszeni munduru. Według producenta charakteryzuje się niezawodnością wskazania i prostą obsługą. Ślina do badania pobierana jest z ust osoby badanej (z kilku miejsc) w postaci wymazu za pomocą sterylnego wacika - bez kontaktu rąk osoby badającej. W celu rzetelności i jednoznaczności wyniku, producent określił czas badania na 10 minut od pobrania śliny od osoby badanej. Pozytywny wynik wymaga jednak potwierdzenia laboratoryjnego w drodze badania moczu, krwi. W wykorzystaniu urządzeń przeszkolono już 80 "liderów" - funkcjonariuszy ruchu drogowego reprezentujących 17 komend wojewódzkich Policji. Przekazują oni swoją wiedzę kolegom, którzy będą korzystać z narkotesterów. Używanie narkotesterów pozwoli Policji na kontrolę kierujących pod kątem obecności w ich organizmie środków działających podobnie do alkoholu i wprost przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Komentuj
Gdy pojazdy specjalne łamią przepisy
16 sierpnia 2007 | 0

"Złapani na radar" kierowcy ambulansów, strażacy, a czasami nawet sami policjanci tłumaczą się "drogówce" ze złamania przepisów! Muszą udowodnić, że w momencie przekroczenia prędkości prowadzili tzw. pojazd uprzywilejowany. Dla radaru włączony sygnał świetlny jest niewidoczny. Dlatego gdy któryś z pojazdów należących do grupy uprzywilejowanych łamie przepisy drogowe, jego kierowca musi się wytłumaczyć. - Nie wystarczy informacja od dyspozytora. Nasi kierowcy są wzywani na policję i potwierdzają, że w danym momencie wykonywali czynności służbowe - mówi Jan Rzepecki, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. - Rozumiem, że takie jest zadanie policji, ale dlaczego nie wystarczy pisemne wyjaśnienie? Dla nas to dość kłopotliwe, gdy nasz pracownik musi pójść osobiście na komendę. To strata czasu, bo nie słyszałem, żeby którykolwiek jeździł na sygnale dla zabawy. To przecież nie jest bezpieczne ani dla uczestników ruchu, ani dla samego zespołu karetki. Kierowcy wiedzą, że gdyby doszło do wypadku w takim momencie, to wszystkie straty musieliby pokryć z własnej kieszeni. Rzecznik bydgoskich strażaków Jarosław Umiński twierdzi, że nie słyszał, by policja wzywała do wyjaśnień kierowców strażackich wozów. - Wiem jednak, że do takich sytuacji dochodziło w innych regionach - przyznaje. Dyrektor pogotowia chce porozmawiać z komendantem policji na temat "łapania na radar" karetek. - Może uda się porozumieć i policja przystanie tylko na pisemne wyjaśnienia, potwierdzenie od dyspozytora lub kierującego zespołem medycznym w karetce bez stawiennictwa kierowców - rozważa Rzepecki. Rzecznik kujawsko-pomorskiej policji Jacek Krawczyk uważa, że sytuacje, gdy kierowcy pojazdów uprzywilejowanych są wzywani do składania wyjaśnień, nie zdarzają się często. - To chyba nie jest jakiś ogromny kłopot? - pyta zdziwiony. - Ale oczywiście, jeśli dyrektor pogotowia chce rozmawiać na ten temat z komendantem, nie widzę problemu – czytamy w “Gazecie Wyborczej – Bydgoszcz”.

Komentuj
Drogowcy usuwają reklamy
13 sierpnia 2007 | 0

Warszawski ratusz porządkuje reklamowy śmietnik. Do końca roku z ulic ma zniknąć blisko tysiąc tablic zawieszonych na latarniach i ustawionych blisko jezdni. Od kilku miesięcy konsekwentnie pozbywamy się reklam z tzw. pasa drogi, bo stwarzają zagrożenie dla ruchu - mówi wicedyrektor ZDM Marek Mistewicz. - Nie możemy zgodzić się na podświetlane tablice na latarniach tuż przy jezdni. Spotykamy się bowiem z zarzutem faworyzowania Clear Channel. Od stycznia do końca czerwca ZDM wydał różnym firmom 463 decyzje odmawiające ustawiania reklam w tzw. pasie drogowym i 117 nakazów usunięcia ich z rygorem natychmiastowej wykonalności. Jednak w przypadku 487 decyzji firmy odwołały się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Niektóre sprawy są wtoku. W większości rozstrzygniętych SKO przyznało rację ZDM (utrzymało w mocy 68 decyzji drogowców, a 22 przekazało do ponownego rozpatrzenia). To jednak dopiero początek drogi do usunięcia billboardu, w przypadku przegranej firmy odwołują się bowiem do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten też zwykle przyznaje rację drogowcom, ale procedura jest długotrwała.

Komentuj
Rewolucyjny pojazd napędzany bateriami
12 sierpnia 2007 | 0

2ec9441b2e585caff42d16725884295b32fa511c

 

^ Segway - rewolucyjny wynalazek rodem z Ameryki

Na warszawiaków i turystów korzystających z wilanowskiego parku czeka nowa atrakcja - mogą wypróbować najnowszy model napędzanego bateriami pojazdu na dwóch kółkach. Jazda na segwayu jest prosta. Steruje się przechylaniem tułowia. Pojazd kierowany jest komputerem, który sam przesunie dwuślad we wskazanym kierunku. A wywróceniu zapobiegają żyroskopy, które utrzymują maszynę i człowieka w idealnej równowadze. - Jeszcze nie widziałem, żeby się ktoś przewrócił - mówi Adam Sepczyński z firmy dystrybuującej te pojazdy w Polsce. Według niego bezpieczni są także piesi spacerujący wilanowskimi alejkami. - Założyliśmy blokadę i teraz można się rozpędzić jedynie do 9,5 km/h. To prędkość przybliżona do ludzkiego truchtu.

Komentuj
4. zakazana na tablicach rejestracyjnych
12 sierpnia 2007 | 0

Jedno z chińskich miast zakazało używania w numerach tablic rejestracyjnych samochodów cyfry 4, gdyż jest w chińskiej kulturze uważana za złowróżbną - informuje agencja Xinhua. Władze miasta Haikou (południe Chin) zdecydowały się zakazać cyfry 4 - wymawianej jako "si", a więc tak samo jak "śmierć" w języku mandaryńskim. Powodem były "korki" w urzędzie wydającym tablice rejestracyjne, spowodowane tym, że osoby, którym przyznano numery z cyfrą 4, nie odbierały ich i czekały na przyznanie kolejnego numeru. Według rzecznika lokalnej policji Huanga Haipenga, liczba dziennie rejestrowanych samochodów wzrosła natychmiast po wprowadzeniu zakazu z 80 do 100. Nie wszyscy popierają decyzję władz miasta. - To kpina. Przesąd dotyczący cyfry 4 jest nieuzasadniony i władze nie powinny mu ulegać - powiedział muzyk Liang, który chciał mieć cyfrę 4 w rejestracji, bo brzmi tak samo jak nazwa dźwięku "si". Za cyfry szczęśliwe uchodzą w Chinach 6, 8 i 9. W mieście Kanton co roku wydawana jest pewna liczba "tablic rejestracyjnych ze szczęśliwymi numerkami", za które trzeba zapłacić nawet 26 tys. dolarów. 

Komentuj
Najsłynniejsze przejście dla pieszych
11 sierpnia 2007 | 0

aaf4784b5e345a53d8972ef8580719d80f2c9889

Najsłynniejsze w Wielkiej Brytanii przejście dla pieszych od 38 lat przeżywa oblężenie turystów z całego świata. John Lennon zapewne nie przewidział, że jedną fotografią sparaliżuje ruch uliczny wokół londyńskiej Abbey Road. Spokojna niegdyś uliczka na pograniczu dzielnic Westminster i Camden Town przeżywa do dziś kompletny paraliż komunikacyjny. Każdego dnia setki fanów zespołu gromadzą się wokół pamiętnego przejścia dla pieszych, by zrobić sobie zdjęcie identyczne z okładką płyty Beatlesów. Czwórkami wchodzą na środek ulicy, druga osoba od lewej obowiązkowo idzie na boso, a ktoś z aparatem blokuje ruch aut i robi serie zdjęć. W kolejce ustawiają się następni wielbiciele zespołu. Tak cały dzień. A kierowcy klną i trąbią, bo tkwią w kilometrowych korkach.

Komentuj
Jak zdobyć pozwolenie na postawienie stojaka dla rowerów?
11 sierpnia 2007 | 0

Rowerzyści chcą parkować swoje pojazdy w centrum Krakowa, ale w wielu miejscach na mapie miasta jest to niemożliwe, bo wciąż jest zbyt mało stojaków. Kilka dni temu w tekście "Puby kontra rowery" “Gazeta Wyborcza” pisała o problemie z miejscem dla pojazdów w pobliżu kawiarni i pubów zlokalizowanych przy ul. Brackiej. Właściciela kawiarni, pubu lub zarządcy budynku starającego się o pozwolenie na postawienie stojaka na chodniku przed swoim lokalem czeka skomplikowana procedura. Najpierw musi sprawdzić, komu podlega pas drogowy, na którym chce umieścić stojak (Krakowski Zarząd Dróg albo Krakowski Zarząd Komunalny), potem wysłać pismo z zapytaniem, czy w danym miejscu jest to możliwe i przedstawić mapkę sytuacyjną z rysunkiem przedstawiającym, jak dużo powierzchni zajmie urządzenie. Jeśli urząd uzna, że ustawienie rowerów nie utrudni ruchu pieszym ani samochodom, można wysłać wniosek z projektem organizacji ruchu wykonanym przez specjalistę z uprawnieniami, wypis z ewidencji gruntów, a w niektórych wypadkach także pozytywną opinię miejskiego konserwatora zabytków i plastyka miejskiego. Zdaniem restauratorów jest jeszcze jedno wyjście z sytuacji - miasto załatwiałoby wszelkie formalności, a właściciele lokali, do których goście przyjeżdżają na dwóch kółkach, mogliby sfinansować zakup stojaków.

Komentuj
Będzie lista nieuczciwych przewoźników
10 sierpnia 2007 | 0

Powstaną listy nieuczciwych oraz najlepszych przewoźników - informuje "Dziennik". Jak pisze gazeta, ci pierwsi znajdą się na czerwonej liście, drudzy - na zielonej. Listy mają powstać do końca września. "Dziennik" zwraca uwagę, że Inspekcja Transportu Drogowego jest bezradna, bo ma zaledwie trzystu kontrolerów, a w dodatku mogą oni nakładać tylko niezbyt wysokie kary. Jak powiedział gazecie jeden z kierowców, każdy właściciel chce zmaksymalizować zysk, choćby kosztem prawa. Dodał, że kary nie są straszne, a kontrolerów spotyka się bardzo rzadko.

Komentuj
Trzeba wiedzieć jak jechać bezpiecznie
10 sierpnia 2007 | 0

Czym się różni praca kierowcy autokaru od pracy pilota samolotu pasażerskiego? Niczym. Zarówno jeden, jak i drugi ma pod swoją opieką kilkudziesięciu lub kilkuset ludzi, których ma bezpiecznie dostarczyć do celu. Cena życia pasażerów w obu przypadkach jest taka sama – czytamy w “Kurierze Lubelskim”.O ile za sterami samolotów zasiada elita pilotów, to za kierownicę autokarów coraz częściej trafiają osoby bez doświadczenia i wyobraźni, co prowadzi do tragicznych wypadków. – Przed laty, chcąc zostać kierowcą autokaru, trzeba było najpierw trzy lata jeździć ciężarówką, by otrzymać zaświadczenie uprawniające do uczestnictwa w kursie na kategorię D – mówi Janusz Sternik, kierowca autokaru z 20-letnim doświadczeniem. – Dziś tuż po otrzymaniu prawa jazdy kategorii B można iść na kurs dla kierowców autobusów. Cóż z tego, że taka osoba zdobędzie stosowny dokument, skoro będę bał się ją posadzić za kierownicą nowoczesnego autokaru i wypuścić w daleką trasę. W czym tkwi błąd? Z jednej strony w programach szkolenia, z drugiej w sprzęcie, na jakim jeżdżą adepci. Starym autokarem można nauczyć się tylko manewrować na placu, a nie tego, jak wykorzystać mechanizmy wspomagające kierowcę w nowoczesnych autokarach. – Nie twierdzę, że młodzi kierowcy nie potrafią jeździć – dodaje Sternik. – Jednak w kryzysowych sytuacjach zabraknie im wiedzy i doświadczenia. Tak zapewne było podczas wypadku w Grenoble. W górach naprawdę trzeba wiedzieć, jak jechać bezpiecznie. Rozmówca wielokrotnie podróżował przez Alpy, przejechał nawet słynną drogę Napoleona, na której doszło do tragicznego wypadku polskiego autokaru. – W takich warunkach liczy się doświadczenie – dodaje Sternik. – Trzeba wiedzieć, że ciągłe używanie retardera doprowadzi do zagrzania oleju i urządzenie przestanie działać. Wtedy hamulce nie wystarczą do zatrzymania pojazdu o masie 20 ton i można spodziewać się najgorszego. Kierowcy z górzystych terenów wiedzą, że w dół zjeżdża się na tym samym biegu, na którym wjechało się na szczyt. Powoli, hamując silnikiem, a do tego na przemian retarderem i hamulcami, by nie doprowadzić do ich przegrzania. Tego wszystkiego można się nauczyć na kursie. Pod warunkiem, że jest on dobrze prowadzony, a szkolenie odbywa się w nowoczesnym autokarze. Niestety, niewiele firm oferuje takie usługi. Braki w wyszkoleniu i doświadczeniu kierowców to jedna strona medalu. Po drugiej jest rutyna kierowców, nieprzestrzeganie czasu pracy i niestosowanie się do przepisów ruchu drogowego. Paweł Usidus, generalny inspektor transportu drogowego podkreśla, iż w skali kraju 63 proc. wykrywanych wykroczeń dotyczy naruszenia czasu pracy kierowców. Bardzo często kierowcy nadmiernie przekraczają też prędkość.

Komentuj
Polska droga ekspresowa
9 sierpnia 2007 | 1

b4f00772abb139ec55e283791193a95276aeb2d4

Policja? Nie. Na poboczu stoi płaska, metalowa i pordzewiała tablica imitująca radiowóz. Nikt nie zwraca uwagi na nią, ani na ograniczenie prędkości. Zwalniam tylko ja. Chyba wszyscy kierowcy wiedzą, że tutaj nie warto tracić prędkości, bo radiowóz to tylko atrapa. Zwalniając w tym miejscu, doprowadzam do niebezpiecznej sytuacji. – czytamy w relacji opisującej jazdę “Gierkówką”.

 

Minister transportu Jerzy Polaczek przyznaje, że przejazd z Warszawy do Katowic zajmuje mu średnio od 2 godz. 45 min do 3 godz. 15 min. Oznacza to, że szef resortu, jak każdy “normalny” kierowca, na pewno nie podróżuje tą trasą zgodnie z przepisami. Jego średnia prędkość przekracza 100km/h. A za to grozi mandat i punkty karne. Na to samo będą narażeni obcokrajowcy, którzy przyjadą do Polski na Euro 2012, bo jazda z taką prędkością po trasach międzynarodowych jest u nich normą. Postanowiłem sprawdzić – pisze dziennikarz “Życia Warszawy” -ile nam brakuje do europejskich standardów i przejechać trasę Warszawa – Katowice zgodnie z przepisami. Znajomi nie komentowali celu tej podróży, ale kiedy o nim rozmawialiśmy, na ich twarzach pojawiał się wymowny uśmiech. Wszyscy życzyli mi powodzenia. Usłyszałem, że przyda się jeszcze wytrwałość i cierpliwość. I konkluzja: Komputer w samochodzie informuje mnie, że przejechałem 286 kilometrów ze średnią prędkością 68 km/h w czasie 4 godzin i 12 minut. To się nazywa polska droga ekspresowa. Wiem, że do Warszawy nie będę już w stanie wracać, nie łamiąc przepisów, tzn. będę jechał normalnie, a nie jak dziwak. Droga nie będzie nużąca, nikt na mnie nie zatrąbi, a światłami tym razem mrugał będę ja. Cały czas na lewym pasie. Powrót do stolicy zajmuje mi 2 godziny i 50 minut. Czyli jak zwykle.

Komentuj
W wydziale komunikacji miało być lepiej
9 sierpnia 2007 | 0

Nie poprawia się sytuacja w referacie komunikacji Urzędu Miasta Kielce - ludzie wstają w nocy, aby zapisać się do komitetu kolejkowego. Ulgę miało przynieść zamontowanie nowych stanowisk do rejestracji pojazdów. Boksy już dwa tygodnie temu stanęły w holu obok sali sesyjnej, ale stanowiska nie działają. Jak tłumaczył we wtorek "Echu Dnia" dyrektor Król, firma, która miała je zainstalować, ma wolny termin dopiero w połowie sierpnia, a pracowników do obsługi komputerów można zatrudnić od września. Dlatego cztery nowe okienka mają ruszyć dopiero od 3 września. Tymczasem coraz więcej urzędów w kraju wprowadza rejestrację obywateli na telefon i przez internet, np. w Zielonej Górze, aby nie musieli stać w wielogodzinnych kolejkach, w Częstochowie wydłużono czas pracy do 20. Wyznaczany jest termin przyjęcia oraz godzina.

Komentuj
Najmniej wypadku obawiają się użytkownicy autobusów
8 sierpnia 2007 | 0

61 proc. Polaków deklaruje, że miało doświadczenia związane z wypadkiem drogowym, w tym co drugi (51 proc.) przeżył śmierć lub zranienie kogoś (często osoby bliskiej) albo sam był ofiarą wypadku - wynika z najnowszego sondażu CBOS. Jak podkreśla CBOS, deklaracje respondentów dotyczące ich doświadczeń związanych z wypadkami drogowymi wskazują, że w latach 2002-2007 poprawiła się sytuacja na polskich drogach. W 2002 r. 72 proc. respondentów twierdziło, że miało doświadczenia związane z wypadkiem drogowym, w tym 61 proc. przeżyło śmierć lub zranienie kogoś lub było ofiarą wypadku. W ostatnich pięciu latach zmalał lęk przed wypadkami drogowymi, nadal jednak obawia się ich wielu pieszych (54 proc., spadek od 2002 r. o 7 punktów proc.). Znacznie rzadziej obawy mają piesi (28 proc., spadek o 9 punktów proc.) oraz jeżdżący: motocyklem (29 proc.), rowerem (24 proc., spadek o 4 punktów proc.), samochodem (23 proc., spadek o 5 punktów proc.), a także ciągnikiem lub wozem (16 proc.). Najmniej obawiają się wypadku użytkownicy autobusów (10 proc., spadek o 4 pkt proc.) i tramwajów (7 proc., spadek o 4 pkt proc.).

Komentuj
Ostrzeżenia o wypadkach drogowych coraz skuteczniejsze
8 sierpnia 2007 | 0

CBOS badał w najnowszym sondażu też nastawienie Polaków do upamiętniania ofiar wypadków drogowych przez stawianie krzyży, tabliczek, składanie kwiatów i palenie zniczy w miejscach, gdzie osoby te zginęły. W ostatnich pięciu latach zmalała społeczna akceptacja tego zwyczaju. Obecnie niespełna dwie trzecie ankietowanych (63 proc.) uważa, że takie miejsca pamięci stanowią ostrzeżenie dla użytkowników dróg. Przeciwnego zdania jest prawie co trzeci badany (30 proc.). Od 2002 roku nie zmieniły się natomiast opinie na temat skuteczności ostrzeżeń umieszczonych na tablicach informujących o miejscach, w których doszło do szczególnie wielu tragicznych wypadków drogowych. Większość badanych (62 proc.) uważa, że oznaczenia te powodują, iż kierowcy jeżdżą bezpieczniej, a prawie jedna trzecia respondentów (29 proc.) jest przeciwnego zdania.

Komentuj
Co drugi Polak chce się nauczyć pierwszej pomocy
8 sierpnia 2007 | 0

Podobnie jak przed pięcioma laty, niemal co drugi Polak (47 proc.) zgłasza chęć nauczenia się fachowego udzielania pomocy medycznej, i tylko co trzeci (32 proc.) nie jest zainteresowany szkoleniem w tej dziedzinie. Jak wynika z najnowszego sondażu CBOS: W ostatnich pięciu latach nie zmieniła się samoocena umiejętności Polaków w dziedzinie ratownictwa medycznego. Do braku tego typu kwalifikacji nadal przyznaje się ponad dwie piąte badanych (43 proc.). Natomiast co drugi ankietowany (50 proc.) twierdzi, że gdyby był świadkiem wypadku drogowego, potrafiłby udzielić pierwszej pomocy medycznej, jednak tylko co siódmy (15 proc.) jest całkowicie pewien swoich kwalifikacji ratowniczych.

Komentuj
Jechał nadmiernie prędko, w ulewie i na śliskiej nawierzchni
8 sierpnia 2007 | 0

Trzy osoby nie żyją, 15 jest rannych - to bilans drugiej w ciągu miesiąca katastrofy polskiego autokaru we Francji. Do tragedii doszło j o godzinie 6 rano na autostradzie A16 niedaleko Dunkierki. Polacy jechali do Londynu i Dublina. Padał deszcz, szosa była śliska. To prawdopodobna przyczyna wypadku. W chwili wypadku w autokarze było 48 pasażerów i trzech kierowców. Rano nad tą częścią Francji przechodziły gwałtowne burze. Autokar wjechał w ścianę deszczu. -Wszystko wskazuje na to, że kierowca nie dostrzegł, iż jest już na zjeździe z autostrady, a nie na głównej szosie - powiedziała "Rzeczpospolitej" Christiane Petit z Urzędu Bezpieczeństwa Drogowego w Dunkierce. Według pomiarów policji w chwili uderzenia w barierę autokar jechał z prędkością 88 km/godz. Na autostradzie to szybkość niewielka; na krętym zjeździe - zbyt duża. Pojazd był nowy. Miał jeszcze gwarancję, przeszedł wszelkie niezbędne przeglądy. Kierowca polskiego autokaru, który miał wypadek koło Dunkierki, został umieszczony przez francuską policję w areszcie tymczasowym - dowiedział się RMF FM. Mężczyzna zeznał prokuratorowi, że w momencie wypadku nie zdawał sobie sprawy, że zjeżdżał boczną drogą na parking i nie jechał już po autostradzie. Francuscy funkcjonariusze podejrzewają, że przedstawiając taką wersję wydarzeń kierowca próbuje z góry usprawiedliwić fakt, że – być może – jechał po wąskim zjeździe z autostrady z nadmierną prędkością - podaje RMF FM. Śledztwo dopiero się rozpoczyna. Kierowca autokaru jest na razie jedyną osobą, którą przesłuchujemy. Zeznał, że myślał, iż jedzie ciągle po autostradzie - twierdzi Claire Munzer z prokuratury w Dunkierce.

Policjanci w każdej chwili mogą skontrolować pod względem technicznym autokar wyruszający w podróż, wystarczy jedynie zadzwonić i umówić się - przypomina Marcin Szyndler z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji.

Komentuj
O bezpiecznych przewozach
8 sierpnia 2007 | 0

W Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce odbyła się konferencja prasowa pod hasłem: Cała prawda o bezpieczeństwie przewozów drogowych. W konferencji wzięli udział: prezes ZMPD Jan Buczek, ekspert - dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR Janusz Piechociński oraz mł. insp. Mariusz Wasiak - Biuro Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. "W Polsce brakuje wykwalifikowanych kierowców; zlikwidowano system kształcenia kierowców, nie zastępując go innym - powiedział na konferencji prasowej przewodniczący Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) Jan Buczek. Branża przewoźników drogowych stale odczuwa brak kierowców, można również zaobserwować odpływ polskich kierowców za granicę - dodał Buczek. "Priorytetowym zadaniem dla naszego państwa jest uruchomienie autentycznego systemu szkolenia kierowców, po to żeby z jednej strony dostarczyć nam wykwalifikowanych pracowników do transportu, a z drugiej - dać możliwość zatrudnienia młodym ludziom w naszym kraju" - dodał."

Zdaniem Buczka, statystyki pokazują, że autokary uczestniczą w wypadkach stosunkowo w niewielkim stopniu, a kiedy już się tak zdarza, to zaledwie w kilkunastu procentach takich wypadków sprawcami są kierowcy tych pojazdów. Jak wynika z danych uzyskanych w ZMPD, w 2006 roku było w Polsce zarejestrowanych 83,5 tys. autobusów. Kierujący autobusami są sprawcami około 1 proc. ogółu wypadków drogowych i około 1,5 proc. wypadków spowodowanych w ogóle przez kierowców (w 2006 r. było 550 takich wypadków). W pierwszym półroczu tego roku w Polsce miały miejsce 22 tys. 834 wypadki, w których zginęło łącznie 2 tys. 420 osób, a 29 tys. 193 zostały ranne. Kierujący pojazdami ciężarowymi byli sprawcami 1 tys. 539 wypadków.

Komentuj
System mapy ulicznych korków
7 sierpnia 2007 | 0

Tej jesieni w Poznaniu ma zacząć działać coś, co można nazwać "mapą ulicznych korków". System inteligentnej nawigacji stworzyli naukowcy z Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej. To pierwszy taki system w Polsce i zarazem jeden z elementów gigantycznego projektu pod nazwą "Mobilne miasto". - To coś podobnego do GPS, z tą różnicą, że GPS podaje kierowcy najkrótszą trasę. My stworzyliśmy aplikację, która informuje: gdzie w Poznaniu są korki, ile w nich postoimy i jak je objechać - opowiada szef i współautor projektu dr Mikołaj Sobczak z Politechniki Poznańskiej. Kierowca będzie mógł to sprawdzić, wysyłając SMS pod specjalny numer. Ale informację o sytuacji na poznańskich drogach poda mu też radio, o ile ma ono funkcję RDS. Aplikację będzie można też zainstalować bezpośrednio w telefonie komórkowym lub na palmtopie. - Pomysł wydaje się naprawdę fantastyczny! Moim zdaniem tego nie ma jeszcze żadne miasto w kraju - nie ukrywa entuzjazmu Jerzy Nawrocki, zastępca dyrektora ds. zarządzania ruchem w Zarządzie Dróg Miejskich.

Mobilne miasto: To nazwa autorskiego pomysłu dr. Mikołaja Sobczaka stworzonego w latach 1998-2006 roku w Laboratorium Systemów Mobilnych w Instytucie Informatyki na Politechnice Poznańskiej. Prócz projektu dotyczącego nawigacji, "Mobilne miasto" to jeszcze siedem innych projektów: "Parking" - pozwoli zarezerwować miejsce na dowolnym postoju w Poznaniu; "City Guide" - znaleźć najkrótszą i najlepszą drogę w mieście; "Trambus" - wybrać najlepsze połączenie tramwajowe i autobusowe; "Taxi Dip" - zarządzać flotyllą taksówek.

Komentuj
W Paryżu rowery coraz bardziej popularne
7 sierpnia 2007 | 0

Działający od 15 lipca w Paryżu system wynajmu rowerów wzbudził duże zainteresowanie u mieszkańców miasta i zwiedzających miasto turystów. Już ponad milion osób skorzystało dotychczas z tej nowej usługi. Szare rowery stały się widoczne na ulicach francuskiej stolicy. - W ciągu pierwszych kilku tygodni liczba osób, które wynajęły rowery, przekroczyła milion - poinformował przedstawiciel władz miejskich Denis Baupin. Dodał, że w ciągu kilku miesięcy rowery mają szansę stać się popularniejszym środkiem transportu niż jeżdżące znów po Paryżu tramwaje. Jednorazowa opłata za wynajem roweru wynosi 1 euro za dzień, jednak dla stałych użytkowników dwóch kółek przygotowano dodatkową ofertę: mogą płacić 5 euro za tydzień i 29 euro za cały rok korzystania z roweru. Wynajęty rower można zostawić na każdej z 750 stacji zlokalizowanych w różnych częściach Paryża. Zanim z usługi zaczęli korzystać paryżanie, wynajem rowerów wprowadziły z sukcesem takie miasta jak Kopenhaga, Genewa, Barcelona i Lyon.

Komentuj
Doświadczeni kierowcy wyjeżdżają i będą wyjeżdżali
7 sierpnia 2007 | 1

Otwarcie niemieckiego rynku pracy może spowodować masowe wyjazdy młodych kierowców za Odrę - pisze "Dziennik Polski". Już teraz potrzeba coraz więcej zawodowych kierowców, a dobrych kandydatów nie przybywa. Pracodawcy obniżają wymagania. Organizacje branżowe biją na alarm - ciężarówki i autobusy prowadzi coraz więcej niedoświadczonych osób. W Małopolsce kierowcy z uprawnieniami do transportu międzynarodowego plasują się w czołówce najbardziej rozchwytywanych zawodów. W urzędach pracy rosną sterty ofert dla fachowców z kategorią C+E (na pojazd o masie przekraczającej 3,5 tony, z przyczepą). Pracodawcy nie przebierają w zgłoszeniach, ponieważ chętnych jest niewielu. - Kiedyś od kierowców TIR-ów wymagano kilkuletniego doświadczenia, teraz już nie - mówi Barbara Sadecka z Działu Pośrednictwa Pracy Powiatowego Urzędu Pracy w Tarnowie. - Na kierowcę transportu międzynarodowego przyjmują praktycznie wszystkich chętnych - dodaje Tomasz Magdziarz, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Limanowej. Deficyt fachowców z kategorią D - czyli kierowców autobusów - doskwiera m.in. krakowskiemu MPK. Firma radzi sobie pokrywając kandydatom połowę kosztów zdobycia uprawnień, które wynoszą dzisiaj ok. 5,5 tys. złotych. MPK próbuje także łatać luki kadrowe przy pomocy płci pięknej. Organizacje branżowe ostrzegają, że problem braku doświadczonych kierowców będzie się zaostrzać. Powodem są nowe przepisy o szkoleniu zawodowych kierowców i emigracja zarobkowa. Eksperci obawiają się zwłaszcza otwarcia niemieckiego rynku pracy, który może spowodować masowe wyjazdy młodych kierowców za Odrę. Od września przyszłego roku kierowcy autobusów będą musieli przechodzić przed zdobyciem prawa jazdy rozszerzony program szkoleń, a od września 2009 r. zaostrzone wymagania obejmą przyszłych kierowców ciężarówek. Przepisy wprowadzające tzw. kwalifikację wstępną oznaczają dodatkowe koszty dla kandydatów na kierowców i przewoźników. Dlatego - jak tłumaczy Zdzisław Szczerbaciuk - pracodawcy starają się jak najszybciej zapełnić szoferki młodymi ludźmi, którzy w pośpiechu zdobywają uprawnienia przed wejściem w życie nowych przepisów. W ocenie przedstawicieli branży, powodem deficytu wykwalifikowanych kierowców jest słabość systemu szkolenia zawodowego, który w latach 90. został sprowadzony do niezbędnego minimum.

Komentuj
Polskie mosty są bezpieczne
7 sierpnia 2007 | 0

Polskie mosty są w "średnim stanie", ale z całą pewnością są bezpieczne i nie będzie dochodziło do takich katastrof, jaka miała miejsce na rzece Missisipi w Minneapolis w USA - ocenił dr Janusz Rymsza z Instytutu Badawczego Dróg i Mostów. W środę (1 sierpnia – red.) wieczorem czasu miejscowego w Minneapolis zawalił się most, kilkadziesiąt samochodów spadło 18 metrów w dół do rzeki. W katastrofie zginęły - według oficjalnych danych - co najmniej cztery osoby. W Polsce przeprawy przez rzeki były budowane w różnych okresach. Zdaniem Rymszy polskie mosty przedwojenne są lepsze niż te budowane w latach 70. i będą jeszcze długo i dobrze służyły. - To nie jest tak, że im most jest starszy, tym jego wytrzymałość jest mniejsza. Obecnie w większości rozbieramy te konstrukcje, które były budowane w latach 70. Przedwojenne mosty są rozbierane głównie ze względu na zbyt wąską jezdnię, natomiast nie ze względu na nośność - powiedział ekspert. Jednak - jak zaznaczył - nie należy obawiać się katastrof na mostach budowanych w czasach PRL-u. - W większości z nich trzeba po prostu wymienić pewne elementy, np. ze względu na prefabrykowane konstrukcje, takie jak użyte na Trasie Toruńskiej w Warszawie. Jest to most zbudowany z belek, które nie nadają się do żadnej modernizacji czy przebudowy - trzeba je po prostu wymienić - dodał. W Polsce jest 30 tys. mostów na drogach publicznych, a ich średnia rozpiętość to około 20 m. Dlatego - jak podkreślił ekspert - na polskie mosty nie można patrzeć z punktu widzenia Warszawy i ich rozpiętości przez Wisłę. - Na szczęście nie musimy budować takich długich przepraw wodnych jak w Stanach Zjednoczonych. Średnia rozpiętość mostu w Ameryce to 100 metrów, więc technicznie to jest inny świat, pomimo że na całym świecie technologia budowy jest podobna - powiedział Rymsza. - Trzeba też wziąć pod uwagę, że tam gdzie zdarzyła się tragedia występują tornada, trzęsienia ziemi i to musi być uwzględnione przy budowie mostów - dodał. Rymsza podkreślił, że aby doszło do zawalenia konstrukcji mostu musi zaistnieć wiele czynników. Zwrócił uwagę, że most w Stanach zawalił się w momencie przejazdu pociągu. - Były drgania, które mogły przenieść się na konstrukcję. Poza tym posiadał on podpory typu słupowego, a więc dość delikatne. Natomiast konstrukcją nośną była kratownica, która jest bardzo wiotka. Istotny jest również fakt, że na moście naprawiana była nawierzchnia i ruch nie odbywał się po wszystkich pasach. Obciążenie było rozłożone niesymetrycznie. To wszystko mogło spowodować zawalenie się mostu - wyjaśnił. Na pytanie, które mosty są bezpieczniejsze - te budowane metodą tradycyjną, czy o konstrukcji podwieszanej - Rymsza nie chciał jednoznacznie odpowiedzieć. Wyjaśnił, że mosty podwieszane są bezpieczne z punktu widzenia przejazdów, natomiast są one nieodporne na jakiekolwiek uszkodzenia elementów niosących. - Są to obiekty, które bardzo trudno zmodernizować, ale są one bezpieczne, czyli modnie, a nie praktycznie - powiedział. Największe w Polsce mosty podwieszone do jednego pylonu to: Most III Tysiąclecia im. Jana Pawła II w Gdańsku (230 m), Most Świętokrzyski nad Wisłą w Warszawie (180 m), Akwedukt nad Wisłą w Krakowie (156 m). Budowa mostów w Polsce sięga XIV wieku. W 1323 r. zbudowano pierwsze mosty na Śląsku przez Odrę i Nysę. W 1500 r. powstał pierwszy most stały przez Wisłę w Toruniu, a w 1573 r. pierwszy stały most przez Wisłę w Warszawie. Z danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wynika, że przeciętna długość obiektu mostowego wynosi 19,4 m, a średnia odległość pomiędzy nimi wynosi 12,9 km. W Polsce są 183 duże mosty o długości większej niż 200 m, w tym 91 dużych obiektów przez rzeki: Wisłę, Odrę, Bug, Wartę, Narew, Dunajec, San, Pilicę, Sołę.

Komentuj
Nawigacja satelitarna przydaje się
6 sierpnia 2007 | 0

O tym, że nawigacja satelitarna się przydaje, wie każdy, kto musiał trafić pod właściwy adres w obcym mieście. Rozwiązanie to pozwala oszczędzić czas, paliwo, a także nerwy kierowcy – czytamy w “Świecie motoryzacji”. Nawigacja nie tylko pozwala nie zabłądzić w nieznanym terenie. Dzięki niej można również zaplanować najkrótszą trasę, bądź wytyczyć ją tak, by nie tkwić w korkach. Systemy do nawigacji satelitarnej potrafią również ostrzegać przed fotoradarami, a także zlokalizować najbliższe obiekty użyteczności publicznej. Największa popularnością cieszą się w Polsce systemy oparte na urządzeniach PDA, czyli popularnych palmtopach. Potwierdza to przedstawiciel jednej z firm, wyspecjalizowanej w sprzedaży nawigacji satelitarnej. - Większość z tych urządzeń ma wbudowany moduł GPS, choć dostępne są również palmtopy z dołączaną zewnętrzną anteną.

Komentuj
Przewóz osób niepełnosprawnych
6 sierpnia 2007 | 0

Zielonej Górze mają nowy specjalny samochód dla osób niepełnosprawnych. Auto - trzyletni opel vivero -niepełnosprawni zawdzięczają Sylwii Lembowicz. Kupiła je i podpisała z miastem umowę na przewozy. Ma specjalne pasy bezpieczeństwa, klimatyzację i kamerę, która umożliwia podgląd na tył pojazdu. Może w nim zmieścić jednocześnie dwa wózki. I najważniejsze - kierowca zawsze służy pomocą. W mieście samochód poznamy bez trudu - ma srebrny kolor i napis "Przewóz osób niepełnosprawnych".

Komentuj
Kolizje ze zwierzętami
6 sierpnia 2007 | 0

Pod koła kierowców coraz częściej wpadają dziki i sarny. Groźny wypadek, porównywalny skutkiem ze zderzeniem dwóch samochodów, może spowodować nawet dzięcioł. W tym roku lubuscy policjanci odnotowali jużblisko tyle samo kolizji z udziałem zwierząt, co przez cały poprzedni rok. W województwie lubuskim odnotowano od stycznia 237 takich kolizji. Natomiast w całym ub.r. było ich niewiele więcej - 255. Najczęściej leśne zwierzęta wpadają pod koła na krajowej drodze nr 22 (Kostrzyn-Gorzów-Dobiegniew) oraz na zalesionym odcinku krajowej "trójki" . Tam na jezdnię bywa że wbiegają małe stadka. - W całym kraju w tym roku policjanci odebrali ponad 7,5 tys. zgłoszeń takich kolizji. Odnotowali także 60 wypadków, w których zginęły cztery osoby, a 76 zostało rannych. Na szczęście w Lubuskiem obyło się bez śmiertelnych wypadków. W tym roku tylko jedno zdarzenie skończyło się obrażeniami kierowcy - mów Agata Sałatka, rzecznik lubuskiego komendanta. - Sprawdzamy, czy na niebezpiecznych odcinkach dróg są wszystkie znaki ostrzegające przez leśną zwierzyną. Utrzymujemy także kontakt z zarządcą dróg, by dbał o koszenie trawy przy poboczach. Policjanci nie mają wątpliwości, jeśli kierowca jedzie nawet o kilka-kilkanaście kilometrów zbyt szybko, zwierzę może rozpruć maskę auta. Uderzenia nie wytrzymują nawet większe samochody. - Duży dzik waży sporo ponad setkę. Przy zderzeniu potrafi zgnieść cały przód, zmiażdżyć nawet ciężarówkę - opowiada Zenon Rochowiak z zielonogórskiej drogówki. Ostrzega, że nie wszyscy z wypadków wychodzą bez szwanku. - Zdarzały się wypadki, w których kierowcy wychodzili pokiereszowani, bo zwierzę wleciało do środka przez przednią szybę. Zdarzają się też takie przypadki, gdzie kierowcy, próbując ominąć zwierzę, uderzają w drzewo. Dziki i sarny można spotkać nie tylko na drogach w okolicach lasów. Wypadki zdarzają się już na podmiejskich i miejskich trasach, np. przy zielonogórskiej Trasie Północnej czy ul. Wrocławskiej. Pod Droszkowem trzeba uważać na daniele, bo w pobliżu jest hodowla tych zwierząt. Ale nie tylko duże zwierzęta mogą okazać się groźne dla kierowców. Trzeba także uważać na ptaki. Pod koniec maja w okolicach Smardzewa k. Babimostu 32 -letni kierowca koziołkował i wpadł na drzewo, kiedy przez otwartą szybę w jego citroenie wpadł ... dzięcioł. Kierowca tak mocno wystraszył się ptaka, że nie opanował kierownicy. Zjechał na pobocze i dachował. Z wypadku wyszedł z lekkimi obrażeniami. Dzięcioł wypadku nie przeżył, a auto nadawało się tylko do kasacji. Kolizji z dzikiem lub sarną nie trzeba zgłaszać policji, chyba że potrzebujemy zaświadczenia o takim zdarzeniu, starając się o ubezpieczenie (do polisy AC). Jednak powinniśmy zadzwonić do dyżurnego i powiadomić o rannym lub dogorywającym zwierzęciu. Policja zgłasza wówczas wypadek leśniczemu. Bez wykupionego autocasco można starać się o odszkodowanie w kole łowieckim (myśliwi są ubezpieczeni). Konieczne jest wtedy zgłoszenie zajścia na policji.

Komentuj
Kierowca: pijany i niewidomy
6 sierpnia 2007 | 0

Policja w estońskim mieście Tartu zatrzymała pijanego niewidomego kierowcę, prowadzącego audi. Siedzącego za kierownicą dwudziestolatka instruował równie pijany, jednak widzący szesnastoletni kolega. - Początkowo funkcjonariusze myśleli, iż kierowca jest tylko pijany, jednak kiedy zauważyli, że nie może trafić w ustnik alkomatu, zrozumieli, że jest niewidomy - powiedziała rzeczniczka policji w Tartu, Marge Kohtla. Policja wszczęła dochodzenie w sprawie incydentu. 

Komentuj
Zbyt ciasne rondo
6 sierpnia 2007 | 1

098372b855f6d17e2e220658c257589a027266c5

W Gorzowie Wielkopolskim zbudowano nowe rondo – czytamy w “Gazecie Wyborczej”, ale.. Autobusy, wjeżdżając na rondo z mostu, z trudem mieszczą się na jednym pasie jezdni - alarmują kierowcy. Jak zapewniają miejscy urzędnicy, rondo zostało wykonane zgodnie z obowiązującymi normami. Do tego obowiązywać ma zakaz przejazdu przez most tirów, jednak przez główne skrzyżowanie Zawarcia codziennie przejeżdżają dziesiątki autobusów. Najgorzej mają kierowcy linii, które biegną na ul. Fabryczną. Ciasny zakręt w prawo sprawia, że przy wjeździe na rondo przód autobusu zajmuje także wewnętrzny pas jezdni na rondzie. To dopuszczalna sytuacja, pod warunkiem, że kierowca długiego pojazdu, np. autobusu, nie wymusza pierwszeństwa na kierowcach jadących już na rondzie - mówi kom. Wiesław Widecki, naczelnik gorzowskiej drogówki. - To rondo miało spowolniać ruch. Kierowcy np. 18-metrowych autobusów zdają sobie z tego sprawę. Martwi mnie co innego. Zauważyłem, że wielu kierowców, jadąc na rondzie wewnętrznym pasem, przy zjeżdżaniu z ronda w jedną z ulic zajeżdża drogę kierowcom jadącym zewnętrznym pasem. Jest to wymuszenie pierwszeństwa. Przed tym rondem nie ma znaków informujących, że z wewnętrznego pasa można zjechać z ronda. Taka sytuacja jest np. na rondzie Wyszyńskiego, ale na Zawarciu mamy skrzyżowanie z ruchem okrężnym, na którym obowiązują przepisy jak na zwykłym rondzie, których niestety wielu kierowców nie zna.

Komentuj
Absurdy na ścieżkach rowerowych
6 sierpnia 2007 | 1

ee57913a020d2c8b7aa980088d6729a7befd4506

Krakowska “Gazeta Wyborcza” śledzi absurdy, które pojawiają się wraz z budową ścieżek dla rowerów. Czytamy: Dumnie podkreśla się fakt, że z roku na rok przybywa w Krakowie dróg rowerowych. Wydłużają się ich kilometry, a z nimi lista absurdalnych rozwiązań i pominięć. Projektowaniem ścieżek zajmują się z pewnością osoby, które na co dzień nie poruszają się na rowerach. Stąd tyle błędów i niedociągnięć. Sami rowerzyści bardzo chętnie by pomogli, ale póki co wszelkie kontakty z urzędnikami odbywają się w sposób najbardziej okaleczony z możliwych - przez składanie pisemnych próśb, zażaleń, pism - wspomina Adam, który przez tę "golgotę" przechodził kilka razy. Wśród ignorowanych problemów są uliczne światła, których pętle indukcyjne (czujniki pojazdów) nie reagują na o wiele lżejsze od samochodów rowery. Problem ten pojawia się, gdy na swoim jednośladzie chcemy przekroczyć skrzyżowanie ulic Suchej i Tischnera, Herberta i Stojałowskiego, Witosa i Łużyckiej, Dworcowej i Wielickiej czy Powstańców Wielkopolskich i Wielickiej. W takiej sytuacji pozostaje długie czekanie, aż zjawi się samochód i "włączy" zielone światło. Ofiarą "inteligentnych" świateł, których w mieście jest o wiele więcej, padają także motory i skutery. Natomiast te, które działają na przycisk, posiadają inne mankamenty - słup jest przeważnie lokowany tak blisko jezdni, że, aby je uruchomić, trzeba wjechać przednim kołem na ulicę. Uciążliwa wydaje się także kwestia mało ruchliwych ulic jednokierunkowych. Umożliwienie rowerzystom legalnej jazdy "pod prąd", np. na Wiślnej, Mikołajskiej, Madalińskiego czy Smoleńskiej, z pewnością nie przyniosłoby wielkich utrudnień komunikacyjnych. Z kolei w niektórych miejscach o rowerzystach myśli się paradoksalnie za bardzo. A Krakowski Zarząd Dróg: Wiele planowanych inwestycji, które mogłyby polepszyć sytuację krakowskich rowerzystów, jest ograniczona względami finansowymi albo przestrzennymi - mówi Andrzej Zaborski z KZD. Ścieżki rowerowe na kolejnych "wylotówkach" powstaną, jednak ze względu na mały budżet, modernizacje ulic przebiegają według realizacji kolejnych priorytetów, a z nich najważniejszy jest remont nawierzchni jezdni. Najwcześniej polepszy się infrastruktura rowerowa na ulicy Konopnickiej. - Jeśli chodzi o wspomniane mosty, to ingerencja w ich otoczenie często wiąże się z komplikacjami prawnymi. Chcemy wybudować kładkę z mostu Kotlarskiego, ale póki co musimy rozwiązać problemy własnościowe - podkreślają w KZD. Niestety, nic nie zmieni się w sprawie wzbudzanych pętlą indukcyjną świateł. - Wyregulowanie czujnika na tyle, by reagował na rower czy motor, jest niemożliwe. Spróbowaliśmy to rozwiązanie zastosować w kilku miejscach, jednak pętle były tak czułe, że reagowały na ciężkie pojazdy, które znajdowały się na zupełnie innych pasach. Zastanowimy się jednak nad oznakowaniem skrzyżowań tego typu - zapewniają w KZD.

Komentuj