19 lipca 2008 |
1
Szymon Dziawer "Świat Motocykli" apeluje: Wystarczy trochę dobrej woli, by kierowcy aut i motocykli żyli w zgodzie. W wielu krajach kierowcy wypracowali już pewne standardy zachowań. Na paryskim Boulevard Périphérique niepisaną zasadą jest to, że dwoma pasami - środkowym i lewym - auta jadą tak, by pomiędzy nimi zostało miejsce dla jednośladów. I to działa. Miejsca jest tyle, że mknące po nim motocykle i skutery mogą się wyprzedzać! Doskonale byłoby przeszczepić to na nasz grunt, nawet w okrojonej formie. Choć trzeba przyznać, że i u nas kierowcy aut coraz chętniej ustępują miejsca jednośladom. Najwyraźniej poprawia się kultura jazdy, a akcje uświadamiające pt. "Kierowco, spójrz w lusterko!" jakie przeprowadza m.in. firma Zipp, odnoszą zamierzony skutek. Motocykliści dla własnego bezpieczeństwa powinni konsekwentnie używać tylko jednego z "międzypasów". No i dziękować ustępującym kierowcom skinieniem ręki czy mrugnięciem kierunkowskazów. Gdy zobaczą to inni, chętniej ustąpią nam drogi. Motocykle środkiem! – apeluje zgodnie “Gazeta Wyborcza”: Wspólnie ze "Światem Motocykli" apelujemy. Wzorem paryskiej obwodnicy na warszawskich trasach przelotowych też powinno się znaleźć miejsce dla motocyklistów. Wystarczy, by auta na pierwszym i trzecim pasie trzymały się skraju drogi, zostawiając wolny przejazd jednośladom.
Komentuj →
17 lipca 2008 |
0
We wrześniu wystartuje piąta edycja akcji "Czy naprawdę chciałbyś być na naszym miejscu?". Jej cel to walka z kierowcami, którzy zajmują miejsca zarezerwowane dla niepełnosprawnych kierowców. W Poznaniu akcję będzie koordynowała Dorota Potejko, pełnomocnik prezydenta ds. osób niepełnosprawnych. - Akcja "Czy naprawdę chciałbyś być na naszym miejscu?" przynosi efekty, ale sygnały o karygodnych zachowaniach nadal do nas docierają. Nie ma nic trudniejszego niż walka ze złymi nawykami.
(256-7)
^ Do naszej redakcji powyższe foto przysłał internauta, który zaobserwował i zilustrował (jw.) sytuację wielokrotnego parkowania na miejscu przeznaczonym dla inwalidów, wielokrotnego przez tego samego pełnosprawnego kierowcę. Co w tej sprawie służba zdrowia? Chętnie opublikujemy stanowisko w tej sprawie firmy, którą tenże kierowca dumnie reprezentuje i reklamuje.
Komentuj →
17 lipca 2008 |
0
- Owszem, możemy w pańskim aucie przestawić kierownicę z prawej na lewą, ale po co? I tak żaden wydział komunikacji nie zarejestruje takiego samochodu - twierdzi bydgoski mechanik, którego dziennikarz “Gazety Pomorskiej” zapytał o możliwość przeróbki. Zgodnie z ustawą o ruchu drogowym (art. 71), właściciel pojazdu sprowadzonego z państwa członkowskiego Unii Europejskiej musi go zarejestrować w Polsce w ciągu 30 dni. Musi, jeśli mieszka na stałe lub czasowo w Polsce. Jednak nie zarejestruje samochodu, jeśli nie będzie posiadał kompletu dokumentów. - Diagnosta nie wyda dokumentu, jeśli pojazd nie spełnia warunków technicznych i prawnych poruszania się po naszych drogach - wyjaśnia Anna Brzezik-Magdowska, kierownik Referatu Rejestracji Pojazdów i Nadzoru w Wydziale Ewidencji i Rejestracji Urzędu Miejskiego w Toruniu. - Właściciel, który chce zarejestrować w Polsce pojazd z kierownicą po prawej stronie, musi uzyskać specjalne pozwolenie ministra infrastruktury. Gdy je uzyska, z kompletem dokumentów może zgłosić się do nas. Jak dodała Anna Brzezik-Magdowska, urzędu nie interesuje, czy auto było przerabiane i w jakim warsztacie, czy przekładano kierownicę. Ważny jest dokument wystawiony przez stację diagnostyczną, stwierdzający dopuszczenie pojazdu do ruchu. Podobnie wypowiada się nadkomisarz Wiesław Rzyduch, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. - Jeśli kierowca ma komplet ważnych dokumentów, nie jest istotne po której stronie ma kierownicę - wyjaśnia. Maciej Olejarz z Okręgowej Stacji Diagnostycznej w podbydgoskim Lisim Ogonie wyjaśnił, że minister infrastruktury wydaje dokument zezwalający na odstępstwo techniczne od homologacji pojazdu tylko mieszkającym w naszym kraju właścicielom samochodów dyplomatycznych lub wojskowych należących do NATO. Osoba prywatna nie ma na to szans. - Ostatnio zgłosili się do mnie dwaj właściciele aut - opla i forda - z przestawionymi kierownicami z prawej na lewą - mówi pan Maciej. - Zgodnie z dyspozycją Starostwa Powiatowego w Bydgoszczy, mógłbym wydać pozytywną opinię techniczną tylko pod dwoma warunkami: gdyby właściciel przedstawił wyciąg z homologacji pojazdu lub oświadczenie producenta, że takie przeróbki są dopuszczalne. Niestety, praktycznie żaden koncern motoryzacyjny nie zgadza się na to. Wyjątki są możliwe, ale tylko wtedy, gdy przebudową zajmie się autoryzowana stacja danej marki pod nadzorem delegowanego specjalisty.
Komentuj →
15 lipca 2008 |
0
Motodrom, czyli miasteczko ruchu drogowego przy ul. Drewnowskiej w Łodzi, od września znów będzie czynne. Obiekt wydzierżawił Automobilklub Łódzki i ma ambitne plany – donosi “Gazeta Wyborcza”. Motodrom wybudowano w czynie społecznym w 1974 r. Przez wiele lat łódzkie dzieci uczyły się tu przepisów ruchu drogowego w teorii i w praktyce. Mogły bezpiecznie jeździć na rowerach wąskimi ulicami, reagować na znaki drogowe poziome i pionowe, przejeżdżać skrzyżowania, tory tramwajowe. Wszystko wyglądało tak, jak w normalnym ruchu ulicznym, tyle że w skali mikro. Szkoły podstawowe były zapraszane na motodrom na obowiązkowe zajęcia z ruchu drogowego, kończące się egzaminem na kartę rowerową. Tak było przez ćwierć wieku. Potem przez kilka lat na motodromie nic się nie działo, aż wreszcie Automobilklub Łódzki postanowił odrestaurować miasteczko ruchu drogowego. Wystąpił do miasta o bezpłatną dzierżawę i dostał ją. - Teren jest strasznie zaniedbany. Kiedy weszliśmy, trudno było nawet odnaleźć chodniki, bo były porośnięte chaszczami - mówi Lech Ryszewski, prezes Automobilklubu Łódzkiego. Członkowie klubu od kilku dni codziennie - w czynie społecznym - pracują na motodromie. Prezes Ryszewski prosi łódzkie firmy o pomoc finansową w odrestaurowaniu obiektu.
(256-6)
^ Tak jest dzisiaj, potrzebna pomoc apeluje “Gazeta Wyborcza”, przyłączamy się do apelu
Co planują: 1 września motodrom znów ma przyjmować łódzkie dzieci. Automobilklub Łódzki kupi 30 rowerów, by całe klasy mogły uczestniczyć w zajęciach praktycznych. Na motodrom wrócą znów gokarty. Każdy będzie mógł przygotować się do egzaminu na prawo jazdy kategorii A i B lub doskonalić umiejętności jazdy. Można będzie nauczyć się ekojazdy, czyli ekonomicznej jazdy samochodem. Powstanie minimiasteczko ruchu drogowego dla bardzo małych dzieci. Automobilklub zamierza bezpłatnie wyszkolić 200 - 300 ratowników drogowych. Chodzi o chętnych kierowców, którzy chcą nauczyć się, jak ratować poszkodowanych w wypadkach, ale nie tylko. Szkolenie przeprowadzi firma Falck, a uczestnicy, którzy zdadzą egzamin, dostaną do swoich aut apteczki lepiej wyposażone niż zwykli kierowcy.
Komentuj →
21 lipca 2008 |
0
Pijany próbował rozjechać policjanta - Dolnośląscy policjanci, po wyczerpującym pościgu, zatrzymali pijanego kierowcę samochodu osobowego. Mężczyzna nie zareagował nawet na strzały ostrzegawcze i próbował rozjechać interweniującego policjanta. Okazało się również, że wobec zatrzymanego sąd orzekł 2-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Dochodziła godzina 21.00, gdy w miejscowości Jabłonów policjanci próbowali zatrzymać kierowcę do kontroli drogowej. Ten jednak nie reagował na sygnały dawane przez mundurowych. W pewnym momencie gwałtownie zawrócił, a policjanci ruszyli za nim w pościg. Samochód wjechał następnie na teren jednej z posesji i zatrzymał się. Funkcjonariusze wybiegli z radiowozu i podążyli w jego kierunku. Wezwali kierowcę do wyłączenia silnika i położenia rąk na kierownicy. Zamiast tego mężczyzna ponownie gwałtownie zawrócił pojazd i ruszył wprost na jednego z policjantów. Nie zareagował nawet na strzał ostrzegawczy oddany przez funkcjonariusza i kontynuował jazdę w jego kierunku. Kierowca wjechał na główną drogę i uciekał dalej. Policjanci ruszyli za nim. Tym razem uciekinier zjechał z drogi w kierunku lasu, wysiadł z pojazdu i próbował zgubić goniących go policjantów, jednak już po kilku sekundach został przez nich zatrzymany. Okazało się, że 35-letni mężczyzna miał w organizmie blisko 2,5 promila alkoholu oraz orzeczony 2–letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów. Oprócz odpowiedzialności za kierowanie samochodem po pijanemu, odpowie on za złamanie sądowego zakazu.
Ucieczka za trzydzieści punktów - Nie mniej niż 30 punktów karnych ma na swoim koncie 28–letni kielczanin, który przez 30 minut uciekał fiatem pandą przed próbującymi go zatrzymać policjantami. Mężczyzna po uszkodzeniu dwóch oznakowanych samochodów zatrzymał rozpędzone auto w rowie i pieszo próbował kontynuować ucieczkę. Został zatrzymany, gdy zamierzał wbiec pomiędzy bloki jednego z kieleckich osiedli. Miał 2 promile alkoholu w organizmie. Grozi mu nie mniej niż 2 lata pozbawienia wolności. Wszystko zaczęło się zaraz po północy, kiedy to mieszany patrol policji i straży miejskiej próbował zatrzymać do kontroli drogowej kierowcę osobowej pandy. Ten nie bacząc na sygnały świetlne i dźwiękowe dawane mu przez funkcjonariuszy przycisnął pedał gazu. Policjanci ruszyli za nim w pościg. Kierowca uciekającego samochodu łamał wszystkie możliwe zasady ruchu drogowego w pewnym momencie doprowadzając do kolizji z dwoma próbującymi go zatrzymać radiowozami. Po chwili stracił panowanie na samochodem i wjechał do przydrożnego rowu. Zostawiając pasażerkę w samochodzie wybiegł z niego i próbował pieszo dobiec na osiedlowe blokowisko. Tam został zatrzymany. Okazało się, że jest nietrzeźwy. Miał 2 promile alkoholu w organizmie.
Pijany furman - Prawie 3,5 promila alkoholu w organizmie miał 47-latek z Rejowca pod Chełmem. W tym stanie powoził zaprzęgiem konnym.Zatrzymali go policjanci. Jak się okazało mężczyzna miał już wcześniej orzeczony zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów. Teraz ponownie stanie przed sądem.
Nie zauważyła, że jej dziecko wypadło z auta - Pijana matka nie zauważyła, że w czasie jazdy samochodem wypadło jej 3-letnie dziecko. Samochód prowadziła druga pijana kobieta – informuje TVN 24. Trzyletni chłopiec przebywa na obserwacji w szpitalu dziecięcym w Olsztynie. Do zdarzenia doszło wieczorem. Z jadącego daewoo tico przez otwarte tylne drzwi w czasie jazdy wypadł chłopiec. Kobieta kierująca autem oraz jadąca jako pasażer 25-letnia matka nie zatrzymały się od razu. Dopiero po kilkunastu minutach zauważyły, że brakuje chłopca. Wróciły na miejsce, gdzie dzieckiem zaopiekowali się już przechodnie. - Policja nie przysłuchała jeszcze matki, która w chwili zdarzenia miała 1 promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Kobieta teraz opiekuje się dzieckiem, które jest w szpitalu - powiedział Sroka. Policja chce wyjaśnić, czy drzwi samochodu otworzyły się same w czasie jazdy, czy też otworzył je chłopiec. Oprócz trzylatka, w samochodzie z tyłu siedziała jeszcze dwójka dzieci. Tylko jedno z nich było zapięte w foteliku. Matka może usłyszeć zarzut braku nadzoru nad dzieckiem, a kierująca autem kobieta odpowie za to, że nie wszyscy pasażerowie mieli zapięte pasy bezpieczeństwa.
Film - http://www.onet.tv/28962,4451,1,3711166,1,1,0,0,wideo.html
Pijanego rowerzystę namierzyły kamery - Pechowy koniec miało spotkanie ze znajomymi dla Artura G. 21 –latek wsiadł na swój rower będąc pod znacznym wpływem alkoholu. Wracając do domu, zajechał jeszcze do sklepu, żeby dokupić butelkę piwa. W trakcie jazdy próbował jeszcze wypić alkohol. Jego jazda zakończyła się w komendzie na Bielanach. Mężczyzna został zatrzymany dzięki kamerom monitoringu. Tuż po godzinie 17.00 pracownik monitoringu poinformował dyżurnego jednostki o pijanym mężczyźnie. Kamery zarejestrowały, jak młody człowiek bardzo szybko jedzie rowerem po chodniku. W pewnym momencie wjechał na jezdnię, wprost pod nadjeżdżający samochód, zmuszając kierowcę do gwałtownego hamowania. Mimo stworzenia takiego zagrożenia mężczyzna beztrosko pojechał dalej. Zatrzymał się dopiero pod jednym z bielańskich sklepów, żeby kupić sobie butelkę piwa. Następnie wsiadł na rower i z butelką piwa w dłoni odjechał w kierunku ulicy Broniewskiego.
(256-9/10)
Młody człowiek na szczęście daleko nie pojechał. Powiadomiony patrol policji, zatrzymał go na wysokości numeru 99. Nietrzeźwy rowerzysta został zabrany do komendy przy ulicy Żeromskiego. Podczas badania alkomatem okazało się, że ma on we krwi ponad 2 promile alkoholu. Artur G. trafił do izby wytrzeźwień. 21-letni mężczyzna przyznał się do zarzucanego czynu i dobrowolnie poddał karze.
Komentuj →
20 lipca 2008 |
0
MIVA Polska zaprosiła na na uroczyste rozpoczęcie IX Tygodnia Św. Krzysztofa, które odbyło się w
parafii pw. Narodzenia Pańskiego przy Sanktuarium M.B. Ostrobramskiej w Warszawie. W programie były: Msza Święta za wszystkich kierowców i podróżujących po polskich drogach; poświęcenie pojazdów i motocykla dla misjonarzy jako daru polskich kierowców; Konferencja Prasowa pod hasłem: "Kierowcy - Misjonarzom, Misjonarze - Kierowcom" (ks. Jerzy Kraśnicki dyr. MIVA Polska - Akcja Św. Krzysztof; ks. Jarosław Wasilewski, misjonarz z Kalahari - polscy kierowcy mi pomogli; insp. Jacek Zalewski, dyrektor Biura Ruchu Drogowego KGP – stan bezpieczeństwa na naszych drogach - jak to zmieniać...; ks. dr Tomasz Atłas, sekretarz Komisji Episkopatu ds. Misji – liczba misjonarzy i ich posługa na całym świecie...). Po mszy zorganizowano piknik parafialny z atrakcjami: pokaz sprzętu policyjnego, miasteczko ruchu drogowego z możliwością egzaminu; na kartę rowerową, konkurencje rodzinne i piknik to niektóre z atrakcji festynu z udziałem Komendy Głównej Policji i Komendy Straży Pożarnej.
– Życie jest tylko jedno, trzeba je szanować. I warto je przeżyć godnie, również na drogach – apelował do wszystkich podróżujących insp. Jacek Zalewski z Komendy Głównej Policji podczas mszy w kościele Matki Boskiej Ostrobramskiej.
Ksiądz dr Marian Midura, duszpasterz kierowców, przypomniał, że łamanie przepisów drogowych to grzech ciężki, bo narażamy życie swoje i innych.
Komentuj →
20 lipca 2008 |
0
Łodzianie obawiają się spacerować wzdłuż al. Jana Pawła II i al. Włókniarzy, gdzie zamontowano ekrany akustyczne. Spacerujący mają z jednej strony chaszcze, z drugiej ekrany, które nie są przezroczyste i policja nie jest w stanie dostrzec z jezdni, co dzieje się za ekranem. Wołania o pomoc też nikt nie usłyszy, bo przecież ekrany są dźwiękoszczelne – alarmuje “Dziennik Łódzki”. Policja bagatelizuje zagrożenie, jakie pojawia się w wyniku zasłonięcia chodników ekranami – kontynuuje gazeta. - Nie słyszałem o zgłoszeniach napadów w miejscach, gdzie ustawiono ekrany akustyczne - powiedział Mirosław Micor, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Są w naszym mieście miejsca o wiele bardziej niebezpieczne. Jest wiele ścieżek, gdzie po obu stronach są krzaki, z których też może wyskoczyć rabuś. To prawda, że patrol samochodowy nie ma szans zobaczyć, co dzieje się po drugiej stronie ekranu, ale przecież policjanci mają również patrole piesze, które obserwują niebezpieczne miejsca w mieście.
Komentuj →
20 lipca 2008 |
0
Marek Kozuba (“Życie Warszawy”): Na drogach Mazowsza zginęło już w tym roku 18 motocyklistów. To 20 procent więcej niż w ubiegłym.
Wojciech Pasieczny (Komenda Stołeczna Policji): To bardzo dużo. Jest to efekt tego, że sezon motocyklowy rozpoczął się bardzo wcześnie. Zima była lekka.
Marek Kozuba (“Życie Warszawy”): Jakie są najczęstsze przyczyny tych wypadków?
Wojciech Pasieczny (Komenda Stołeczna Policji): Nadmierna prędkość. Motocykliści przeciskają się między samochodami, wymijają pojazdy i tramwaje. Wydaje im się, że są nieśmiertelni. Sprawcami wypadków są głównie ludzie młodzi, bez wyobraźni i słabo jeżdżący na motorach.
Marek Kozuba (“Życie Warszawy”): Co robi policja?
Wojciech Pasieczny (Komenda Stołeczna Policji): Kontrolujemy kierowców i apelujemy do ich rozsądku. Sprawdzamy także, gdzie się spotykają. Wykorzystujemy do tego celu monitoring. Gdy widzimy ścigających się motocyklistów, natychmiast wysyłamy tam patrole. Sprawców wykroczeń drogowych ściga też policjant na motocyklu z wideorejestratorem. Niedawno nagrał takiego jadącego 200 km na godzinę.
Komentuj →
20 lipca 2008 |
0
(256-12)
Komenda Miejska Policji w Płocku w ramach statutowo prowadzonej edukacji komunikacyjnej przygotowała i publikuje na swoich stronach internetowych godne naśladowania plansze ilustrujące zasady zachowania na drodze. Powyżej jedna z nich. Sądzimy, iż policjanci chętnie zgodzą się na ich wykorzystanie w Państwa pracy edukacyjnej.
Komentuj →
19 lipca 2008 |
0
Specjalne urządzenie, które będzie rejestrowało samochody przejeżdżające na czerwonym świetle kupi szczecińska Straż Miejska. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo na ulicach miasta. To kolejne po fotoradarach narzędzie do walki z piratami drogowymi. "Urządzenie przeznaczone jest do fotograficznej dokumentacji pojazdów, które w czasie trwania fazy czerwonej wbrew zakazowi przejechały skrzyżowanie. W komplecie będzie także program do obróbki zdjęć z licencją na trzy stanowiska" - poinformował Sebastian Wypych z Biura Promocji i Informacji Urzędu Miejskiego. Urządzenie będzie umieszczane na kilku skrzyżowaniach. Będzie kosztowało 217 tys. zł brutto.
Komentuj →
19 lipca 2008 |
0
Samochody mają u nas przywilej jeżdżenia i parkowania gdzie popadnie. Człowiek musi im grzecznie ustąpić, a najlepiej gdyby w ogóle nie wychodził z domu. Bo kto to widział, żeby ludzie pętali się po chodnikach – pyta redakcja “Metra”. Do kogo należy chodnik? Do samochodów czy ludzi? Przepisy mówią wyraźnie, że na chodniku nie można pozostawić samochodu w odległości mniejszej niż półtora metra od budynku. To szczegół. Znaki pokazujące, jak należy parkować, zakazy, monitoring, nawet słupki nie pomagają. - Wolę zapłacić mandat, niż parkować kilometr od miejsca pracy. Poza tym samochód muszę mieć na oku - tłumaczy Rafał, który swą hondę civic codziennie ustawia na chodniku przy ulicy św. Mikołaja we Wrocławiu. Problemu nie rozwiązują mandaty (od 100 do 500 zł), których policja i straż miejska wlepiają z roku na rok coraz więcej. W Krakowie za nieprawidłowe parkowanie wypisano ich w tym roku już 16 tys., w Warszawie prawie 50 tys. w ubiegłym roku. I co? I nic. O specjalnych (podziemnych, naziemnych) parkingach w centrach miast, które w jakimś stopniu mogłyby pomóc, tylko się mówi. A służby (policja, straż miejska) mające dbać o porządek przerzucają się odpowiedzialnością.
Artykuł wywołał u czytelników "Metra" poruszenie. Jak sobie radzicie z kierowcami łamiącymi zakaz parkowania? Co was najbardziej irytuje w zachowaniu właścicieli czterech kółek? Dla odważnych Są dwie metody: 1) Dla odważniejszych i wysportowanych - jeśli samochód tarasuje przejście - przejść po jego masce. 2) Dla reszty - przebijać koła. W przypadku awantury z kierowcą - zadzwonić na policję, by ta ustaliła, czy samochód został prawidłowo zaparkowany. W przypadku bójki z kierowcą (to też niestety może się zdarzyć) - również zadzwonić na policję i oskarżyć o pobicie. Wiem, że to bardzo radykalne, ale piesi muszą się jakoś bronić – radzili internauci.
Jak walczyć z kierowcami łamiącymi prawo? - ciekawi jesteśmy Państwa opinii
Komentuj →
19 lipca 2008 |
3
Kierowcy myją szyby wtedy, gdy za nimi stoi motor. W tym sezonie zginęło już 18 motocyklistów. Na warszawskich ulicach trwa wojna – donosi gazeta “Polska”. Po jednej stronie barykady stoją kierowcy aut, po drugiej motocykliści. Od początku maja w tej wojnie zginęło już 18 motocyklistów. W ub.r. przez cały sezon motocyklowy zginęło ich tylko dziesięciu. - Tak źle jak w tym roku jeszcze nie było - przyznaje Wojciech Pasieczny ze stołecznej drogówki. - Niestety, niewiele możemy zrobić, by to zmienić. Kierowcy i motocykliści muszą nauczyć się szacunku - dodaje. Tę walkę widać na każdym skrzyżowaniu i ulicy. Pyskówki i wzajemne złośliwości to już codzienność. Obie strony robią wszystko, by utrudnić życie wrogowi. - Przytulanie się do stojącego w korku na sąsiednim pasie auta tylko po to, by nie pozwolić motocykliście przebić się do przodu, to praktycznie standard - mówi Pasieczny. - Są jeszcze gorsze złośliwości. Wielu kierowców udaje uprzejmość. Niby przepuszczają motor, lecz gdy znajdzie się nieco z tyłu, włączają spryskiwacze. Efekt? Płyn zalewa szybę motocyklowego kasku. Kierujący motorem traci wtedy widoczność i ląduje najczęściej w bagażniku jadącego przed nim auta. - To jest chamstwo, że jedni stoją w korku, a inni wciskają się na trzeciego - mówi Paweł Pawlak, menedżer, który nie ukrywa, że robi wszystko, by utrudnić życie motocyklistom. - Ja mam terenowe auto i mógł-bym korek objechać po trawniku, ale tego nie robię, a oni wykorzystują to, że mają mniejsze pojazdy, i się wciskają. - Kierowcy zupełnie nie zwracają na nas uwagi - żali się miłośnik jednośladów Krystian Pomaski, student historii. - Zdają sobie sprawę, że przy zderzeniu z samochodem jesteśmy bez szans i nagminnie to wykorzystują - dodaje. - Wczoraj jeden z kierowców zepchnął mnie na tory tramwajowe na Marszałkowskiej. Na szczęście nic nie jechało. W takich sytuacjach motocykliści mszczą się. Podjeżdżają do samochodu i rysują karoserię lub nogą kopią w lusterko boczne. Potem uciekają z maksymalną prędkością. Ta szaleńcza jazda bardzo często kończy się utratą panowania nad jednośladem i wypadkiem. W ubiegłym tygodniu młoda motocyklistka spadła z Wisłostrady w okolicach Torwaru. Zmarła w szpitalu. We wtorek jadący z dużą prędkością między samochodami motor wpadł w poślizg. Motocyklista uderzył głową w zaparkowane auto. Uderzenie było tak silne, że auto przesunęło się o kilkanaście centymetrów. Motocyklista zmarł na miejscu. - Nie możemy być wszędzie - mówi Pasieczny. - Możemy tylko prosić: opamiętajcie się.
Komentuj →
18 lipca 2008 |
0
Kujawsko-pomorscy policjanci przeprowadzili działania pod kryptonimem " Bezpieczna Droga". W godzinach 14:00 - 22:00 na drogach krajowych trwały policyjne kontrole. Akcje takie jak ta mają na celu ograniczenie zdarzeń na drodze zwłaszcza tych, których finałem jest śmierć człowieka, ale również ujawnianie i reagowanie na przestępstwa i wykroczenia w ruchu drogowym. Nieprzestrzeganie dozwolonej prędkości jazdy, niezapinanie pasów bezpieczeństwa, czy jazda w stanie nietrzeźwym są najczęstszymi przyczynami tragedii. Podsumowanie działań przedstawia się następująco: Łącznie w działaniach wzięło udział 96 policjantów. Funkcjonariusze skontrolowali 954 pojazdy. Za popełnione wykroczenia mandatami karnymi ukarano 577 kierowców, 193 pouczono. Wobec 28 sprawców wykroczeń skierowane zostaną wnioski o ukaranie do Sądu Grodzkiego. Funkcjonariusze zatrzymali 46 dowodów rejestracyjnych i 3 prawa jazdy. Zatrzymano 7 nietrzeźwych kierujących. Akcje takie jak "Bezpieczna Droga", wśród wielu innych prowadzonych przez kujawsko-pomorskich policjantów, będą powtarzane w czasie trwających właśnie wakacji, praktycznie w każdy weekend.
Komentuj →
18 lipca 2008 |
0
Coraz częściej pracodawcy zatrudniają szoferów na innych stanowiskach, np. dostawcy. Dzięki temu unikają wielu dodatkowych obowiązków wynikających ze szczególnych regulacji dla tej grupy zawodowej – informuje “Rzeczpospolita”. W polskich przepisach definicję kierowcy zawiera tylko prawo o ruchu drogowym. Zgodnie z nim jest to osoba uprawniona do kierowania pojazdem silnikowym. Natomiast dla inspekcji pracy w trakcie przeprowadzanych kontroli kierowcą jest pracownik, który ma tak określone stanowisko w umowie o pracę. Zgodnie z rozporządzeniem WE nr 561/2006 kierowcą jest osoba, która prowadzi pojazd nawet przez krótki okres oraz osoba przewożona w pojeździe w celu jego prowadzenia w ramach swoich obowiązków, jeśli wystąpi taka potrzeba (art. 4 lit. c). Oznacza to więc, że nie ma znaczenia, czy ma formalne uprawnienia do kierowania daną kategorią pojazdu, jaka jest podstawa zatrudnienia, a u pracowników także rodzaj stanowiska, na który dana osoba jest przyjęta. Natomiast inspektor pracy, który pojawia się na kontroli u pracodawcy, prosi o listę pracowników albo wszystkich, albo sporządzoną według wybranego przez siebie kryterium. Kontroli przestrzegania czasu pracy kierowców podda tylko osoby zatrudnione na takim stanowisku. Ustawa o czasie pracy kierowców nie definiuje bowiem pojęcia kierowcy, zatem w tym zakresie inspektor daje pierwszeństwo dokumentom kadrowym. W firmach jednak coraz częściej pojawiają się takie stanowiska pracy jak dostawca, magazynier kierowca, kurier itp. Wszystkie z nich oznaczają w praktyce pracę typową dla kierowców, ale przy stosowaniu tylko przepisów wynikających z kodeksu pracy, a nie z ustawy o czasie pracy kierowców. Jest to korzystniejsze dla pracodawców, a nie jest negowane przez inspektorów pracy. Na inspekcję pracy przepisy z zakresu transportu drogowego nakładają kolejne obowiązki, z których prawdopodobnie wypływa chęć rozszerzenia uprawnień kontroli branży transportowej przez PIP. W takim wypadku pojawia się pytanie, czy również w trakcie takiego sprawdzania nie powinno się przyjmować definicji kierowcy wynikającej z rozporządzenia WE nr 561/2006.
Komentuj →
18 lipca 2008 |
0
Od czasu tragicznego wypadku na Podolszycach motocykliści lubiący brawurową jazdę nie mają w Płocku lekko. Na stronie internetowej płockiej policji każdego ranka pojawia się nowy raport. Komenda informuje, ilu motocyklistów skontrolowała, ilu ukarała, ilu z nich przekroczyło prędkość, a ilu nie miało odpowiednich dokumentów. - Nie odpuścimy - zapowiadają płoccy policjanci. - Póki wszyscy motocykliści nie będą się zachowywali, jak Bóg przykazał. Mundurowi kontra kierowcy jednośladów - na tej linii w Płocku zawsze były tarcia. Raz górą byli motocykliści - wtedy płocczanie skarżyli się, że motocykle głównymi ulicami miasta pędzą bez opamiętania albo że na obrzeżach miasta motocykliści urządzają sobie nielegalne wyścigi. Innym razem na prowadzenie wychodzili policjanci - wtedy komenda informowała, że ukarała kogoś wysokim mandatem. Trwało to dobrych kilka lat. Aż na początku czerwca w autobus linii nr 3 na skrzyżowaniu Wyszogrodzkiej z Jana Pawła II wbił się 22-letni płocczanin na hondzie. Chłopak prawdopodobnie miał na liczniku dobrze ponad 100 km na godz. A z najnowszych ustaleń policji - to na razie wiadomość niepotwierdzona, śledztwo w sprawie wypadku potrwa jeszcze miesiąc - jechał na jednym kole. Zginął na miejscu.
Komentuj →
18 lipca 2008 |
0
Automobilklub Chełmski dostał ponad 41 tys. zł na promocję bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Będzie realizował projekt pod nazwą "Bezpieczeństwo na drogach zależy od nas”. - To nasz wielki sukces - cieszy się Grzegorz Gorczyca, prezes automobilklubu. - Wierzymy, że promowana przez nas wiedza dotycząca zasad ruchu drogowego będzie podawana w atrakcyjny sposób i przyczyni się do większej świadomości kierowców, ale też rowerzystów i uczniów. Pierwszych działań możemy spodziewać się już pod koniec miesiąca. Będą m.in. bezpłatne kontrole pojazdów, konkursy na najbezpieczniejszego rowerzystę i kierowcę. Automobilklub przeszkoli też wszystkich chętnych z zakresu udzielania pierwszej pomocy. W ramach projektu powstanie również strona internetowa poświęcona bezpieczeństwu ruchu drogowego, a we wrześniu tysiąc pierwszoklasistów otrzyma znaczki odblaskowe. - Będzie też akcja "Zaimponuj rozwagą”, dzięki której chcemy dotrzeć do młodych kierowców. To oni są sprawcami największej liczby wypadków - opowiada Gorczyca. - Z myślą o nich zorganizujemy akcje promujące bezpieczną jazdę i zdrowy styl życia.
Komentuj →
18 lipca 2008 |
0
Kierowcy często pracują na innych stanowiskach. Najczęściej jako magazynier, mechanik, kurier lub dostawca. W ten sposób pracodawcy unikają problemów związanych np. z kontrolą czasu pracy kierowcy w przypadku kontroli Państwowej Inspekcji Pracy – informuje “Auto firmowe” za “Rzeczpospolitą”. Pomimo jasnych przepisów unijnych WE nr 561/2006 mówiących, iż kierowcą jest każda osoba która prowadzi pojazd nawet przez krótki czas a także osoba która przewożona jest w pojeździe w celu jego prowadzenia Państwowa Inspekcja Pracy nie wymaga od pracodawców dokumentów rozliczających godziny pracy pracowników, którzy są zatrudnieni nie jako kierowcy. Dodatkową korzyścią dla pracodawców są niższe koszty specjalistycznych badań lekarskich. Doprowadza to do niebezpiecznego procederu w wyniku którego pracodawcy zatrudniają kierowców na innych etatach. W przypadku innych stanowisk inspektorzy PIP nie wymagają od pracodawców dokumentów potwierdzających przestrzeganie np. czasu pracy kierowcy. W ten sposób dochodzi do niebezpiecznego procederu "ukrywania kierowców" w firmach co bardzo przyczynia się do zmniejszenia bezpieczeństwa na naszych drogach. Wątpliwości można mieć więcej. Gdyby przeanalizować system pracy poszczególnych grup zawodowych można dojść do wniosku, że serwisanci i przedstawiciele handlowi również powinni być traktowani jak zawodowi kierowcy. Polskie prawo nie pozwala lekarzom medycyny pracy na jasną interpretację przepisów, nie przedstawiają konkretnego zakresu badań dla takich pracowników.
Komentuj →
17 lipca 2008 |
0
Nielegalną drukarnię książek serwisowych pojazdów różnych marek zlikwidowali w Radomiu policjanci - poinformował w czwartek zastępca komendanta miejskiego radomskiej policji Jacek Jóźwicki. W drukarni znalezionych zostało 10,5 tys. czystych książek serwisowych. Oprócz nich policja zabezpieczyła komputer i sprzęt do drukowania. Według Jóźwickiego sprzedawane odbiorcom książki mogły służyć m.in. do legalizowania pojazdów sprowadzanych zza granicy. - W takiej książce właściciele aut mogli zaniżyć stan przebiegu pojazdu, fikcyjnie wykazać, że samochód był serwisowany. Dzięki temu auto stawało się bardziej atrakcyjne dla potencjalnego kupca - wyjaśnił. Jóźwicki dodał, że oferty o sprzedaży książek serwisowych pojazdów podawane były w internecie. "W domu właściciela drukarni znaleziono 2200 dowodów nadania takich przesyłek" - dodał. Zastępca szefa radomskiej policji powiedział, że właściciel drukarni będzie odpowiadał za naruszenie prawa własności przemysłowej i wykorzystywanie na książkach nielegalnie symboli firm samochodowych i ich znaków towarowych.
Komentuj →
17 lipca 2008 |
0
Testy na prawo jazdy tłumaczone na język polski zagadnienia do egzaminów były hitem wśród polskich internautów żyjących w Wielkiej Brytanii. Jest jednak jedno ale - testy w Wielkiej Brytanii chronione są prawem autorskim. Polacy mogą teraz stanąć przed sądem za piractwo. O ochronę dóbr intelektualnych upomniała się firma Emano Translation Services, która jako jedyna w Wielkiej Brytanii może rozpowszechniać przetłumaczone na język polski pytania egzaminacyjne. Zestaw testów zawiera prawie tysiąc zagadnień, z których pięćdziesiąt pojawia się na ekranie komputera przy ubieganiu się o pozwolenie na prowadzenie pojazdów. Problem w tym, że oryginalne testy w języku angielskim są produktem chronionym przez DSA (Driving Standard Agency), instytucję odpowiadającą za egzaminowanie kierowców. Poszła ona na rękę obcokrajowcom i zgodziła się na przetłumaczenie ich na dwadzieścia różnych języków. Prawo do rozpowszechniania ich otrzymały tylko wybrane przez DSA firmy. Polacy od razu wykorzystali okazję, by zarobić pieniądze na nielegalnym rozprowadzaniu testów. Fora internetowe roją się od ofert sprzedaży płyt z pytaniami do egzaminów. Przedstawiciele DSA zagrozili, że będą ich ścigać przed sądem – donosi “Polish Express”.
Komentuj →
17 lipca 2008 |
0
Co piąty kontrolowany autobus miejski w Polsce traci dowód rejestracyjny z powodu fatalnego stanu technicznego. Takie wraki wożą pasażerów - wynika z danych Inspekcji Transportu Drogowego. Takie liczby dają do myślenia – sugeruje poratl Magazyn estransport. Wprawdzie mechanicy robią co mogą, aby utrzymać autobusy w stanie zdatnym do użytku, ale pordzewiałe drzwi, połatana karoseria i wystające kable nie zachęcają do jazdy takim pojazdem. Okazuje się jednak, że i tak jest, lepiej niż było – mówi reporterowi RMF FM Alvin Gajadhur z Inspekcji Transportu Drogowego. Trzy lata temu inspektorzy zatrzymywali dowody rejestracyjne co trzeciemu autobusowi - informuje RMF FM. Dziś inspektorzy znajdują niesprawne hamulce, łyse opony czy drzwi, które mogą przytrząsnąć pasażerów. Ostatnie, najstarsze Ikarusy mają zjechać do zajezdni w 2011 r. Do końca tego w Warszawie przybędzie 150 nowym autobusów.
Komentuj →
16 lipca 2008 |
0
Ta droga połączy Kraków, Warszawę i Gdańsk w 2012 roku. Już dziś trwają prace przygotowawcze i budowlane na całej jej długości - powiedział Podsekretarz Stanu Zbigniew Rapciak podczas uroczystości otwarcia drogi ekspresowej S7 na odcinku Białobrzegi – Jedlińsk.
- Codziennie tą drogą przejeżdża 25 tys. samochodów, dlatego jej rozbudowa jest niezmiernie ważna dla poprawy bezpieczeństwa na naszych drogach - dodał Wiceminister Infrastruktury. Rozbudowa drogi krajowej nr 7 jest częścią większego zadania inwestycyjnego, jakim jest budowa drogi ekspresowej S7 z Warszawy, przez Radom i Kielce, do Krakowa. Przebudowywana droga zlokalizowana jest na terenach powiatów białobrzeskiego i radomskiego, administrowanych przez gminy: Białobrzegi, Stara Błotnica oraz Jedlińsk i przebiega przez miejscowości: Białobrzegi, Kamień, Siekluki, Gózd, Żdzary i Kępiny. - Ta inwestycja obejmuje nie tylko budowę nowej drogi na odcinku ok. 16 km, lecz również budowę ok. 39 km dróg dojazdowych i lokalnych – poinformował Dyrektor mazowieckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) Wojciech Dąbrowski. Dla sprawnego skomunikowania przyległych miejscowości wybudowano 2 węzły drogowe ("Kamień" i "Gózd"), 6 wiaduktów drogowych, 11 mostów oraz 3 kładki dla pieszych w miejscowościach Białobrzegi, Gózd i Żdzary. Dla bezpieczeństwa dzikich zwierząt wybudowano 7 przepustów ekologicznych oraz wiadukt o szerokości 50 m. Zamontowano 8 km ekranów dźwiękochłonnych, 70 km barier oraz 30 km ogrodzeń. Inwestycja jest realizowana przez GDDKiA. Wykonawcą dokumentacji projektowej jest firma DHV Polska Sp. z o.o., wykonawcą robót - Konsorcjum: Mostostal Warszawa S.A. / Acciona Infreatructuras, a nadzór nad kontraktem sprawuje firma Scott Wilson Ltd Sp. z o.o. Oddział w Polsce. Koszt inwestycji to 456 mln 700 tys. zł. Projekt jest w 74% współfinansowany z Sektorowego Programu Operacyjnego Transport (SPOT).
Komentuj →
16 lipca 2008 |
0
Aby uniknąć kłopotów z wypłatą odszkodowania w sytuacji wypadku w jednym z krajów Unii Europejskiej, najlepiej od razu wezwać policję. W niektórych państwach protokół policji jest niezbędny, żeby w ogóle otrzymać odszkodowanie. Nie podpisujmy żadnego dokumentu przygotowanego w języku, którego nie znamy; niechcący możemy zrzec się odszkodowania albo potwierdzić niekorzystną dla siebie wersję zdarzenia. Najprościej jest wypełnić standardowy formularz zgłoszenia szkody. Warto mieć przy sobie taki dokument w języku polskim, a jeszcze lepiej w wersji polsko-angielskiej. Jeśli to my spowodujemy wypadek, powinniśmy podać poszkodowanemu wszystkie dane dotyczące naszej zielonej karty lub polisy OC. Natomiast gdy to my jesteśmy poszkodowani, nasze straty powinno pokryć towarzystwo, w którym sprawca wykupił polisę OC lub zieloną kartę. Wszystkie pojazdy poruszające się po drogach Unii Europejskiej, Islandii, Liechtensteinu i Norwegii powinny mieć ubezpieczenie OC. Reprezentant danej firmy ubezpieczeniowej w kraju ma obowiązek przyjąć zgłoszenie szkody i udzielić odpowiedzi (pozytywnej lub negatywnej). Nie musimy więc zgłaszać szkody w kraju, w którym doszło do wypadku. Możemy zrobić to po powrocie do Polski u reprezentanta towarzystwa, w którym sprawca miał polisę OC (uwaga: dotyczy to tylko wskazanych państw; jeśli do wypadku doszło na terenie innego kraju, musimy zgłosić się bezpośrednio do ubezpieczyciela sprawcy). Jeżeli nie wiemy, kto jest reprezentantem i w jakim towarzystwie sprawca był ubezpieczony, pomoże nam Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK). Znajdzie potrzebne informacje na podstawie danych sprawcy szkody, takich jak numer rejestracyjny pojazdu, numer polisy, nazwa ubezpieczyciela. Jeśli znamy ubezpieczyciela, możemy też samodzielnie ustalić jego reprezentanta. W każdym z państw Unii Europejskiej oraz w Islandii, Norwegii, Liechtensteinie, Chorwacji i Szwajcarii funkcjonują odpowiednicy PBUK (tzw. ośrodki informacji). Publikują oni na swoich stronach WWW informacje o reprezentantach ubezpieczycieli do spraw roszczeń. Adresy tych ośrodków informacji znajdziemy na stronie internetowej Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Reprezentant musi odpowiedzieć w ciągu trzech miesięcy. W razie odmowy wypłacenia odszkodowania musi uzasadnić swoje stanowisko. W przypadku braku odpowiedzi lub uzasadnienia w terminie możemy zgłosić nasze żądanie do PBUK; biuro zdecyduje o odmowie lub wypłacie odszkodowania. Jeśli reprezentant udzieli odpowiedzi, ale odmówi odszkodowania albo wypłaci zbyt niskie, możemy wystąpić przeciwko niemu do sądu. Sprawę możemy wytoczyć w Polsce, w miejscu zamieszkania (pod warunkiem, że sprawcą wypadku był posiadacz pojazdu zarejestrowanego w którymś z państw wymienionych wyżej). Pamiętajmy, że gdy jesteśmy poszkodowani, sami musimy się zatroszczyć o spisanie danych osobowych sprawcy oraz danych z jego polisy OC. Potrzebny jest numer polisy, okres ważności, numer rejestracyjny pojazdu, nazwa i adres zakładu ubezpieczeń. Gdy sprawcą wypadku za granicą jest inny cudzoziemiec podróżujący po danym kraju z zieloną kartą, należy spisać: - numer zielonej karty rozpoczynający się od literowego wyróżnika, np. BG, TR, - okres ważności zielonej karty, - dane osobowe właściciela pojazdu, - numer rejestracyjny i markę auta, - nazwę i adres zakładu ubezpieczeń, który wydał zieloną kartę.Na odwrocie zielonej karty znajdziemy adres biura narodowego, które udzieli instrukcji, jak dalej postępować.
Przydatne strony WWW:
- http://www.pbuk.pl na tej stronie znajdziemy informacje, jak postępować w razie wypadku, a także formularz zgłoszenia szkody w języku polskim i angielskim
- http://www.ufg.pltu znajduje się wykaz ośrodków informacji, czyli miejsc, w których dowiemy się, kto jest reprezentantem danego towarzystwa ubezpieczeniowego
- http://www.msz.gov.pl w zakładce “Polak za granicą” zamieszczone są informacje dla kierowców.
Komentuj →
16 lipca 2008 |
0
Firma mająca zezwolenie na przewozy osób nie może dowolnie zmieniać swoich rozkładów jazdy – przytacza “Rzeczpospolita”. Przekonał się o tym przedsiębiorca w jednym z miast na Kujawach. Od 1998 r. miał zezwolenie na zarobkowy przewóz osób regularną linią numer 22. Wydane zostało ono jeszcze pod rządami starych przepisów transportowych z 1997 r. Po siedmiu latach od uzyskania zezwolenia przewoźnik chciał radykalnie zmienić rozkład jazdy, jednak odmówił złożenia wniosku o zmianę zezwolenia. Kontrola potwierdziła, że zaczął jeździć według nowego, niezatwierdzonego rozkładu – zmieniły się godziny odjazdów, pojawiły się też nowe kursy. Dlatego miasto cofnęło przewoźnikowi zezwolenie. Powołało się na ustawę o transporcie drogowym, która w 2002 r. utrzymała stare zezwolenia. Są one ważne tylko wraz z obowiązującym rozkładem jazdy, stanowi on zatem jego istotny element. Sprawę ostatecznie musiały rozstrzygnąć sądy administracyjne. Najpierw zajął się nią Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy. Przewoźnik tłumaczył, że zmienił rozkład, aby móc skutecznie rywalizować z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym, spółką komunalną należącą do miasta, które ostro konkuruje z jego firmą. Sędziowie podkreślili, że art. 24 ust. 4 pkt 2 ustawy przewiduje, iż zezwolenie cofa się w razie naruszenia lub zmiany warunków, na jakich zostało wydane oraz określonych w tym zezwoleniu. Skoro więc przewoźnik samowolnie wprowadził nowy rozkład jazdy, to organ administracji zasadnie cofnął mu zezwolenie. Sąd nie zgodził się ze stanowiskiem przewoźnika, że może samodzielnie zmieniać rozkład jazdy i wystarczy tylko o tym poinformować władze miasta, nie ma bowiem sensu przy każdej, nawet drobnej, zmianie występować o poprawienie zezwolenia. Naczelny Sąd Administracyjny ze względów proceduralnych oddalił skargę kasacyjną (sygn. II GSK 109/08). Jego zdaniem była ona źle sporządzona, bo zawierała tylko ogólnikowe zarzuty, bez wskazania konkretnych przepisów, które – zdaniem przewoźnika – zostały naruszone. Wyrok jest prawomocny .
Komentuj →
16 lipca 2008 |
0
“Gazeta Lubuska” opublikowała wyniki egzaminów w szkołach nauki jazdy na północy i południu regionu w I półroczu 2008 r. Opublikowane dane dostarczyły redakcji dwa ośrodki egzaminacyjne - w Gorzowie Wlkp. i Zielonej Górze. W tabelach wyliczono w sumie liczby egzaminów, które zdają kandydaci z danych szkół i procent osób, które przechodzą sprawdzian pozytywnie. Ranking obejmuje szkoły jazdy, które miały co najmniej 30 egzaminów oraz ich wyniki na kategorię B od 1 stycznia do 30 czerwca 2008 r. Dane pochodzą z WORD. Redakcja zastrzega: nasz ranking szkół jazdy nie gwarantuje powodzenia na egzaminie na prawko, ale ułatwia wybór między szkołą taką sobie i dobrą. Chodzi nie tylko o jak najlepsze opanowanie teorii i praktyki jazdy, ale i uzyskanie tego jak najtaniej.
|
Szkoły z północy województwa
(WORD Gorzów Wlkp.) |
Szkoły południa województwa
(WORD Zielona Góra) |
|
Nazwa osk |
Liczba egzaminów |
Zdawalność ogółem (w%) |
Nazwa osk |
Liczba egzaminów |
Zdawalność ogółem (w%) |
|
1. Jacek Pomorski |
52 |
70,6 |
1. Zdzisław Kowalik |
63 |
71,0 |
|
2. Krzysztof Witczak |
37 |
54,1 |
2. ANGELLO A. Stelamach |
57 |
58,9 |
|
3. RE-WA |
125 |
50,8 |
3. Ryszard Nowik |
65 |
50,0 |
|
4. Z. Błażejczyk |
72 |
50,00 |
4. KAZIO K. Świder |
63 |
50,00 |
|
5. EDMIR |
191 |
47,0 |
5. PRAWKO T. Hypki |
91 |
49,4 |
|
6. ABC |
186 |
44,9 |
6. KURS H. Mazur |
90 |
47,5 |
|
7. POLONEZ |
444 |
44,2 |
7. Robert Szpojda |
79 |
45,6 |
|
8. AMIGOS |
31 |
41,9 |
8. R. Szkudlarek |
131 |
44,7 |
|
9. ATA |
203 |
41,1 |
9. KRZYŚ A. Węzowski |
78 |
44,7 |
|
10. MIKRUS |
323 |
40,8 |
10. AUTO-BES W. Pietraszewski |
30 |
43,3 |
Pytanie do Jacka Pomorskiego, właściciela szkoły jazdy w Gorzowie, lidera rankingu szkół jazdy
-Wygrał pan nasz ranking po raz ósmy. Zdradzi pan tajemnicę sukcesu?
- Próbowałem przekazać pałeczkę młodszym konkurentom, ale się nie udało (śmiech). Faktem jest, że konkurencja się zaostrzyła, bo przybyło wiele nowych i ambitnych szkół jazdy, z lepszymi samochodami i zapałem, jaki ja miałem gdy zaczynałem. W mieście przybyło nowych ulic i rond i starałem się, aby moi kursanci opanowali je jak najlepiej przed egzaminem praktycznym. Przybyło też wielu nowych egzaminatorów w WORD, każdy z inną wyobraźnią i wymaganiami i do tego też kursantów musiałem przygotować. W sumie poprzeczka zawieszona jest wysoko, ale moje metody i doświadczenie nadal się sprawdzają.
Komentuj →
16 lipca 2008 |
0
W ryzykownych sytuacjach niedoświadczony kierowca potrzebuje aż o dwie sekundy więcej czasu na właściwą reakcję, niż kierowca doświadczony – przypomina “Dziennik Elbląski”. - Młodzi kierowcy nie mieli jeszcze czasu i okazji na wyćwiczenie swoich reakcji i wykształcenie prawidłowych nawyków. Dla niektórych nowych kierowców już sam skręt w lewo na dużym, zatłoczonym skrzyżowaniu, jest skomplikowany, część z nich nigdy nie jeździła po śliskiej nawierzchni i nie wie, jak wyprowadzić auto z poślizgu - wyjaśnia Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. Sytuację młodych pogarsza też dodatkowo chęć wyszalenia się na drodze i pochwalenia się możliwościami samochodu (co dziwne, najwięcej wypadków zdarza się na prostych odcinkach dróg, co zdaniem policji świadczy o nagminnym wręcz przekraczaniu, i to znacznym, prędkości). W raporcie warmińsko-mazurskiej policji czytamy: "Największe zagrożenie dla bezpieczeństwa na drogach istnieje ze strony młodych ludzi, a więc kierujących z niewielkim stażem. Są to osoby w przedziale 19-25 lat. I to widać po statystykach. W ub. roku, kierowcy w wieku 18-25 lat spowodowali 481 wypadków na drogach naszego województwa. W tym samym czasie kierowcy w przedziale wiekowym 38-45 lat - 160 wypadków. Dalej: wśród tej młodej grupy kierowców zginęły 72 osoby i 765 zostało rannych, zaś w doświadczonej grupie wyniki są średnio trzykrotnie niższe: analogicznie 23 i 238 osób.
Komentuj →
15 lipca 2008 |
0
Dwaj dyrektorzy firmy przewozowej UK North and GM Buses Enterprises, Vincenzo Casale (44 l.) oraz David Ellis (37 l.), zostali skazani na 15 miesięcy więzienia po tym, jak kierowca jednego z ich autobusów spowodował śmiertelny wypadek na drodze. Do zdarzenia doszło w listopadzie 2006 roku na Wilmslow Road, Rusholme w Manchesterze – doniósł “Manchester Evening News”. Autobus wjechał w dźwig, na którym pracował 27-letni Martin Pilling. W wyniku uderzenia mężczyzna wypadł z kabiny i wpadł pod koła autobusu. Przy okazji tragedii wyszło na jaw, że dyrektorzy zatrudniali nielegalnie jako kierowców dwupoziomowych autobusów miejskich 100 tanich robotników z Polski. Wielu z nich nie przeszło przeszkolenia, a większość nie potrafiła czytać i mówić po angielsku. Polacy pracowali ponad normę, nawet 31 dni bez przerwy, podczas gdy według regulacji obowiązujących w Wielkiej Brytanii kierowców obowiązuje co najmniej jedna 24-godzinna przerwa na 2 tygodnie pracy. Śmierć Pillinga nie była pierwszym wypadkiem spowodowanym przez polskich kierowców. Łącznie policja zanotowała 34 tego typu zdarzenia. Podczas dochodzenia wykryto również 27 nieprawidłowości w prowadzeniu firmy. W 2006 roku, w wyniku kontroli, 16 z 28 autobusów zostało określonych jako nienadających się do poruszania po drodze. Firma ostatecznie została rozwiązana. Dla polskiego kierowcy dzień, w którym wypadek miał miejsce, był 19 dniem pracy bez przerwy na odpoczynek. Krzysztof Ociepa (38 l.) został oskarżony o spowodowanie śmierci w wyniku niebezpiecznej jazy autobusem, jednak sprawa została oddalona – przeczytaliśmy w “Polish Express”.
Komentuj →
15 lipca 2008 |
0
Małopolski Ośrodek Ruchu Drogowego w Krakowie wymienia samochody, a jego śladem pójdą ośrodki szkolenia kierowców. I już zapowiadają podwyżki – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Na zdających egzamin na prawo jazdy w Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego będzie wkrótce czekać 35 nowych samochodów. MORD chce zakupić 34 pojazdy do egzaminowania na kategorię B oraz jeden pojazd do egzaminowania na kategorię E+B (z przyczepą). 1 lipca w przetargu wybrana została oferta firmy Inter Car Nowak, dealera Toyoty. Jakie to samochody? - Jeszcze nie wiemy. W przetargu ustaliliśmy tylko parametry, które powinny spełniać - mówi Marek Dworak, zastępca dyrektora MORD. Tłumaczy, że ośrodek wymienia auta co trzy, cztery lata, bo po tym okresie samochody egzaminacyjne są już wyeksploatowane. - A ustawa o zamówieniach publicznych obliguje nas do przeprowadzenia przetargu. Tym razem wybraliśmy ofertę dealera Toyoty, bo to ona była najtańsza - dodaje Dworak. Rozstrzygnięcie przetargu jednak się przedłuży, ponieważ protest złożył dealer Renault.
Komentuj →
15 lipca 2008 |
0
Wyjaśniła się tajemnica setek samochodów na wyremontowanym Krakowskim Przedmieściu: drogowcy zapomnieli ustawić znaki zakazu wjazdu. Podobnych usterek znaleziono kilkadziesiąt – ze smutkiem czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Wiele parkowało m.in. w zatoczce przed kościołem św. Krzyża, która jest przeznaczona wyłącznie dla konduktów żałobnych i nowożeńców. Kierowców nikt nie karał, choć w piątek wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz zapowiadał, że tym razem pobłażania nie będzie. Okazało się, że straż miejska jest całkowicie bezsilna wobec kierowców wjeżdżających na Krakowskie. - Nie ma za co ich karać - usłyszeliśmy od jednego ze strażników. A wszystko przez drogowców, którzy zapomnieli powiesić zakaz wjazdu z ul. Ossolińskich w Krakowskie Przedmieście. Wykorzystali to kierowcy, którzy przez dwa dni mieli tędy dogodny skrót do ul. Karowej lub w stronę Świętokrzyskiej. Urzędnicy miejscy sprawdzili znaki drogowe na całej długości Krakowskiego Przedmieścia i w jego okolicach. - Znaleźliśmy kilkadziesiąt usterek, błędów i niedoróbek. W tym takie kurioza jak zakaz wjazdu ustawiony na środku placu Zamkowego - opowiada Wojewódzki. Oprócz tego na okolicznych ulicach roi się od nieaktualnych tabliczek z napisem "objazd". Na rogu Świętokrzyskiej i Krakowskiego w odległości metra od siebie stoją dwie tablice - jedna zakazuje skrętu w lewo, następna zezwala.
Komentuj →
14 lipca 2008 |
0
Od czasu wytyczenia buspasa przejazd autobusem ul. Modlińską skrócił się o dziesięć minut, a średnia prędkość wzrosła z dziewięciu do 21 km/godz. Takie wyliczenie podało Zielone Mazowsze. Zarząd Transportu Miejskiego wyznaczył pas dla autobusów trzy lata temu. Od tego czasu większa punktualność i krótsze czasy przejazdów przyczyniły się do zwiększenia liczby pasażerów. Ekolodzy szacują, że wytyczenie pasa przyniosło podobny efekt jak zakup 20 nowych autobusów. Przez wprowadzenie pasa dla autobusów na Modlińskiej zwolniły samochody. Tkwiący w korkach kierowcy aut raczej nie zjeżdżają na buspas. Dlaczego? W obawie przed mandatami. Ratusz płaci policyjnej drogówce za pilnowanie porządku na Modlińskiej. – Gdyby nie policja, przepis byłby na pewno lekceważony. To niejedyny sukces ZTM we wprowadzaniu udogodnień dla komunikacji publicznej. Na Trasie W-Z po wydzieleniu pasów tylko dla tramwajów wzrosła liczba przejeżdżających w szczycie przez most Śląsko-Dąbrowski. Jeszcze osiem miesięcy temu było to 2 tys., a dziś – aż 7,2 tys. osób. Jednocześnie liczba aut przejeżdżających tamtędy w ciągu godziny spadła z 1,7 do 1,2 tys. W jednym samochodzie jadącym Trasą W-Z jechało średnio półtorej osoby. Tymczasem w dwuwagonowym tramwaju mieści się do 240 osób. ZTM zapowiada wyznaczanie kolejnych pasów tylko dla komunikacji publicznej. Ten proces miał się zacząć w 2009 roku – przy okazji rozpoczęcia budowy drugiej linii metra - ale ratusz może z tej inwestycji zrezygnować z powodu zbyt wysokich cen zaproponowanych w przetargu. Mimo to urzędnicy nie rezygnują. – Do 2012 roku planujemy wprowadzić buspasy na ponad 20 ruchliwych ulicach – zapowiada rzecznik ZTM Igor Krajnow.– Warszawa jest strasznie opóźniona, jeśli chodzi o pasy dla autobusów – stwierdza szef Zielonego Mazowsza Aleksander Buczyński. – W stolicach zachodniej Europy na jednego mieszkańca przypada 20 razy więcej pasów autobusowych niż u nas. My mamy zaledwie 20 km, a oni 400 km.
Komentuj →
14 lipca 2008 |
0
Nie każdy płatny parking samochodowy jest zaliczany przez prawo do parkingów strzeżonych. Obowiązek naprawienia szkody powstaje, gdy parking posiada wyraźne oznaczenia lub urządzenia zabezpieczające. Właściciel parkingu strzeżonego odpowiada nie tylko za kradzież, ale również za rzeczy w zaparkowanym aucie – informuje “Gazeta Prawna”. Większość parkingów to miejsca postojowe, a nie parkingi strzeżone. Podróżując podczas wakacji, pozostawiamy nasze samochody na płatnych parkingach w przeświadczeniu, że osoby pobierające opłatę za postój zadbają o ich bezpieczeństwo. Niestety, nawet oznaczenie takiego miejsca znakiem drogowym w postaci białej litery P na niebieskim polu nie daje gwarancji, że zastaniemy auto po naszym powrocie. Obowiązek pilnowania naszego samochodu nie wynika z tego, że zapłaciliśmy za postój, ale z faktu, czy w świetle prawa wynajęliśmy jedynie miejsce do parkowania, czy oddaliśmy samochód na przechowanie. - Większość parkingów nie ma charakteru parkingu strzeżonego. Są to wyłącznie miejsca przeznaczone do wynajęcia w celu postawienia tam samochodów bez chronienia ich przez prowadzącego parking przed uszkodzeniem lub kradzieżą - tłumaczy Piotr Terlecki, prawnik z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy. Sprawdzając, czy parking jest rzeczywiście strzeżony, nie możemy poprzestawać jedynie na zapewnieniach ze strony osoby, która będzie inkasowała pieniądze za wjazd i wydawała nam bilety. O tym, że parking jest strzeżony, świadczy wyraźne oznaczenie tego parkingu jako strzeżonego albo ulokowanie na jego terenie urządzeń, które pozwalają na ocenę, że samochody są cały czas pilnowane przez obsługę parkingu, chronione przed kradzieżą lub uszkodzeniem (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 13 maja 2005 r., sygn. akt I CK 675/04). W takiej relacji dochodzi do zawarcia ustnej, pisemnej lub nawet dorozumianej umowy przechowania, w konsekwencji, której właściciel parkingu zobowiązuje się do pilnowania auta i oddania go nawet bez jednej rysy na karoserii. Nie ma przy tym znaczenia, czy parking jest płatny czy bezpłatny. - Rodzi się ona, gdy samochód był używany bez naszej zgody, właściciel parkingu zmienia samowolnie miejsce postoju, auto skradziono lub uszkodzono - podkreśla Piotr Terlecki. Jeśli samochód uległ uszkodzeniu, należy się nam zapłata. - W takim przypadku poszkodowany ma prawo domagać się naprawienia szkody. Może to nastąpić przez przywrócenie stanu poprzedniego bądź zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Odpowiednia suma pieniężna to taka, która rekompensuje koszt doprowadzenia samochodu do stanu poprzedniego, a zatem nie obejmuje np. wyłącznie wartości skradzionego radia, lecz także koszt zamontowania takiego urządzenia - tłumaczy Przemysław Przerywacz, radca prawny z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych P.J. Sowisło.
Komentuj →
14 lipca 2008 |
1
Za 200-300 złotych kierowcy mogą się pozbyć 6 punktów karnych za wykroczenia drogowe. Wystarczy wziąć udział w kursach organizowanych przez Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego. To zgodne z prawem. Stanowi o tym rozporządzenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z 2002 roku. Jest to łatwy sposób, by uniknąć utraty prawa jazdy za 21 punktów "zarobionych" w ciągu roku. Zdać egzamin i zdobyć nowy dokument jest znacznie trudniej i drożej. Szkolenie trwa 6 godzin lekcyjnych. Można je zaliczać raz na pół roku. - To hipokryzja polskiego prawa. Rozgrzeszanie za pieniądze. Jak ktoś dostał punkty karne, to niech odczeka, aż mu się skasują i bardziej uważa na drodze. Możliwość pozbywania się punktów w tak prosty sposób powoduje, że kierowcy czują się jeszcze bardziej bezkarni. Zagrożenie utraty prawa jazdy za przekroczenie limitu punktów karnych jest w tej sytuacji zwykłą fikcją- uważa Krzysztof Pyclik z Żywca, który w swojej 20-letniej karierze kierowcy nigdy nie dostał mandatu. Irytuje go widok wyprzedzających na podwójnej ciągłej, wyścigów na drodze. Tacy właśnie kierowcy to największa liczba korzystających ze szkoleń. - Prawie sto procent kursantów to kierowcy, którzy dostali punkty za przekroczenie prędkości lub wyprzedzanie "na zakazach". W zdecydowanej większości kursantami są młodzi ludzie - potwierdza charakterystykę szkolących się osób Edward Płonka, dyrektor bielskiego WORD. - Kursy organizujemy też coraz częściej - dodaje. Uważa, że szkolenia mają plusy. To rozmowy z psychologiem, pogadanki o tym, co może się stać w określonej sytuacji przy łamaniu przepisów. Wykładowcy pokazują zdjęcia i filmy z drogowych tragedii spowodowanych brawurą. Kurs w Bielsku kosztuje 200 złotych. Tak jak w całej Polsce, można w nim uczestniczyć nie częściej, niż raz na pół roku. - Pomysł szkoleń uważam za dobry. Kary umarza się nawet więźniom. Nasi kursanci to nie tylko piraci drogowi - dodaje Edward Płonka. W bielskim WORD kursy odbywają się raz na dwa tygodnie, czasem raz na tydzień. Grupy liczą ponad 20 osób. - W Katowicach w ostatnich miesiącach jest rekordowa ilość chętnych. To zwykle dwie grupy liczące ponad 30 osób%07- mówi Justyna Dzięba z katowickiego WORD. Kurs w Katowicach kosztuje 300 złotych. We Wrocławiu tyle samo. W każdym z ośrodków są "recydywiści", którzy w kursach biorą udział po kilka razy. Policjanci z drogówki, z którymi na ten temat rozmawialiśmy są przekonani, że kursantom chodzi tylko o "wygumowamie" karnych punktów, ale jeśli tylko ze szkoleń wciągną chociaż dziesięć procent informacji, to już dobrze. Andrzej Michulec z Żywca, właściciel Ośrodka Kształcenia Kierowców, potwierdza tę opinię. - Jeśli ktoś pojawia się na takim kursie drugi i trzeci raz, to coś nie jest w porządku i trzeba byłoby przepisy zmodyfikować.
Komentuj →
14 lipca 2008 |
2
Wprowadzenie limitu 30 km/godz. na terenie zabudowanym powinno stać się normą - powiedzieli angielscy lekarze podczas konferencji British Medical Association. Na angielskich ulicach ginie rocznie 3 tys. ludzi. Dyrektor Wydziału Ochrony Zdrowia Publicznego dr Stephen Watkins powiedział: "Jeżeli samochód uderzy dziecko z prędkością 30 km/godz., ryzyko śmierci wynosi 5 proc., natomiast jeżeli prędkość wynosi 50 km/godz. to ryzyko wzrasta do 50 proc.". Wprowadzone w ostatnich latach ograniczenia prędkości do 30 km/godz. obowiązują głównie w okolicach szkół. Podczas konferencji dr Watkins podkreślił, że dzieci spotkać można nie tylko przy szkołach. "Musimy wprowadzić ograniczenie do 30 km/godz. także na bocznych ulicach". Zaznaczył również, że pokonując odległość 3 km z prędkością 50 km/godz. zaoszczędzimy jedynie 3 minuty, podczas gdy zredukowanie prędkości może zaoszczędzić czyjeś życie. "Zabijamy dzieci dla kilku minut" - powiedział dr Watkins. Badania przeprowadzone przez Transport Research Laboratory w różnych miejscach w Europie, gdzie wprowadzono ograniczenie prędkości do 30 km/godz., wykazały, że liczba wypadków drogowych zmniejszyła się tam o dwie trzecie, a liczba wypadków z udziałem rowerzystów o 29 proc.
Komentuj →
14 lipca 2008 |
0
W wakacje autostopem można zjechać setki kilometrów – przypomina “Głos Pomorza”. Wystarczy kilka minut, aby zatrzymać okazję. - Podróżujemy dwójkami. Tak jest bezpieczniej. Zwykle jest to skład damsko-męski - mówi Joanna Grzelak, autostopowiczka ze Słupska. - W Polsce najłatwiej złapać stopa w górach lub nad morzem. Nawet poza sezonem na Pomorzu nie miałam problemów ze złapaniem okazji. My również spróbowaliśmy zabrać się na stopa. Udało się już za pierwszym razem. - Na Mazurach i w Bieszczadach jest zwyczaj podwożenia "plecakowiczów”. Na Pomorzu podwożenie jest ryzykowne. Dużo jest tutaj pijanej młodzieży - mówi pan Jarek, kierowca, który zabrał nas do Ustki. Policja również uważa, że taki rodzaj podróży jest bezpieczny. - Sam jeździłem autostopem. W latach 80. ten sposób podróżowania był popularny - opowiada sierżant Robert Czerwiński, p.o. rzecznika prasowego policji w Słupsku. - Każdy kierowca subiektywnie podejmuje decyzję o zabraniu autostopowiczów. A tych jest, niestety, coraz mniej. Najlepszym miejscem na łapanie stopa są wylotówki. Dobrze ustawić się w miejscu, gdzie samochód może się zatrzymać. Bezpieczniej podróżuje się we dwójkę. Plecak nie powinien być za duży, należy pakować tylko rzeczy niezbędne. Dokumenty i pieniądze trzymamy w workach foliowych, które chowamy w kilku miejscach. Dobrze mieć dezodorant, który może posłużyć do obrony.
Komentuj →