7 września 2008 |
0
W Olsztynie dziennikarze "Gazety" Wyborczej” razem ze Sławomirem Orzołem, szefem szkoły nauki jazdy "Elka", stworzyli listę najczęstszych błędów kierowców. Nierzadko korki powstają z głupoty kierowców - twierdzą.
1. Nie ulegaj emocjom, jedź rozsądnie - Błędy innych kierowców denerwują, to fakt. Ale nie usprawiedliwiają łamania przepisów. - Proponuję też rozładowywać nerwy przed wejściem do auta - radzi Orzoł. - Kłótnia z żoną, jeśli nie spowoduje wypadku, to może pociągnąć za sobą nieracjonalne zachowanie na drodze, które może zagrozić innym uczestnikom ruchu.
2. Nie skacz jak małpa - Jeżeli zamierzasz skręcić, odpowiednio wcześnie zajmij pas ruchu i tego pasa się trzymaj. Nie przeskakuj z pasa na pas jak małpa po drzewach. Pamiętaj, że w Olsztynie i tak skończysz czekając na światłach. A reszta kierowców dogoni cię i postuka w czoło. Kolejny koszmar - lewy pas często służy zarówno do jazdy na wprost, jak i skrętu w lewo. I nic tak nie wkurza, jak kierowca, który w ostatniej chwili daje znać, że zmienia pas.
3. Odstęp to podstawa - Niby każdy to wie, ale gorzej z praktyką. Musisz go zachowywać, aby "przez przypadek" nie wjechać w poprzedzający pojazd. - U nas nie sprawdza się dojeżdżanie "na styk", jak to się dzieje we Włoszech - mówi Orzoł. - Jeżeli mamy stłuczkę, to kolejne auta nie widzą świateł awaryjnych i korek się wydłuża, i wydłuża.
4. Daj szansę innym... - włączyć się do ruchu. Wszyscy kiedyś wyjeżdżamy z parkingu, spod biur, każdy przecież chce być szybko w domu. Często więcej nerwów nas kosztuje wyjechanie z drogi podporządkowanej, niż stanie później w sznurku z innymi.
5. Słuchaj! - Ale nie zbyt głośno. Mowa o podkręconych "na maksa" radioodbiornikach. Nie dość, że nie słyszysz pojazdów uprzywilejowanych, to nawet tego, jak inni na ciebie trąbią. Zresztą nie trzeba przytaczać badań, aby udowodnić, że głośna muzyka po chwili już nie relaksuje, a męczy.
6. Ruszaj niezwłocznie po zmianie świateł - Na żółtym kanapka powinna być odłożona. - Zatrzymanie się na światłach nie jest postojem na załatwienie spraw - mówi Orzoł. - Przy skręcie z ul. Dworcowej w Kołobrzeską normalnie przejadą cztery samochody. Ale gdy kierowcy się zagapią, to góra dwa.
7. Jazda zgodnie z przepisami to nie obciach - Gnając w korkach, zaoszczędzisz tylko kilka minut. A niebezpieczeństwo rośnie proporcjonalnie do prędkości. Dowody? Przy jeździe z prędkością 50 km na godz. pokonamy 13,8 m, jeżeli zwiększymy prędkość o 20 km na godz., będzie to 19,4 m. I teraz hamowanie... Pojazd z prędkością 50 km na godz., aby się zatrzymać, potrzebuje 25 m, ale jadąc 70 km na godz., będzie to już 49 m.
8. Nie blokuj skrzyżowań - Kierowcy zapominają, że mimo zielonego światła można wjechać na skrzyżowanie tylko wtedy, kiedy jest gwarancja na jego opuszczenie przed zmianą świateł. - Widać to wyraźnie na skręcie z ul. Wyszyńskiego w Pstrowskiego - mówi Orzoł. - Ile to razy zapala się dla nas zielone, ale stoimy, bo auta jadące w poprzek stoją na środku skrzyżowania, bo nie mają gdzie zjechać. Korek się powiększa wtedy z minuty na minutę.
9. Nie bierz przykładu z "warszawiaka" - Tak kierowcy określają tych, którzy zamiast czekać w kolejce do skrętu w lewo, cwanie objeżdżają korek, by się wcisnąć do przodu kolumny. Inni kawalkadę pojazdów omijają, skręcając na zatokę autobusową lub stację benzynową. Codziennie widać to na ul. Warszawskiej, ul. Wyszyńskiego.
10. Nie parkuj gdzie popadnie.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
FILM - prezentacja znanej, lecz nieco zapomnianej metody rozładowywania korków spowodowanych przewężeniem jezdni - http://miasta.gazeta.pl/gorzow/10,88275,5663315,Zamek_blyskawiczny_dla_kierowcow__czyli_jak_jezdzic.html
Komentuj →
4 września 2008 |
0
Czy zastanawialiście się, ile tracimy, stojąc w korku? Nie tylko czasu i nerwów, ale pieniędzy. Zacznijmy od tego, ile traci na korkach Bułgaria. Bo tam to już obliczyli - miliard euro rocznie. Takie są wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie rządowej Agencji Efektywności Energetycznej. Ile Polacy tracą przez stanie w gigantycznych ciągach aut - można łatwo oszacować. Według danych Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, w Unii Europejskiej przypada 450 aut na każdy tysiąc mieszkańców. W Bułgarii jest zarejestrowanych około 3,5 mln aut. W Polsce - niemal 16 mln (dane Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego z maja 2008 roku), a więc ponad cztery razy więcej. Jeśli więc Bułgaria traci miliard, my - zachowując proporcje - możemy pożegnać się nawet z czterema miliardami euro. Tyle wydała Portugalia na organizację mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2004 roku – przeczytaliśmy w “Gazecie Wyborczej - Kraków”.
(264-7)
Komentuj →
3 września 2008 |
2
(264-9)
- Jak wyjeżdżamy w drogę, wracajmy bezpiecznie, bo na nas czekają. W ubiegłym roku do domu nie wróciło ponad 5,5 tys. osób – powiedział Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury Zbigniew Rapciak, w Warszawie podczas warsztatów ruchu drogowego pod hasłem “Limity prędkości ratują życie”. - Badania wykazują, że przyczyną 75% wypadków jest błąd kierowcy, za 20% zdarzeń odpowiada zły stan techniczny pojazdu, a za 5% zły stan drogi - dodał wiceminister. W wyniku wypadków drogowych w Polsce średnio co drugi dzień ginie 30 osób, czyli jedna klasa, a codziennie ranne zostają 172 osoby, czyli 6 klas - poinformował Dyrektor Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji insp. Jacek Zalewski. - W ubiegłym roku prędkość była główną przyczyną 31% wszystkich wypadków spowodowanych przez kierowców – dodał dyrektor. Warsztaty “Limity prędkości ratują życie” zostały zorganizowane wspólnie przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego działającą przy Ministrze Infrastruktury, Komendę Główną Policji oraz Stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. W wyniku wypadków drogowych w Polsce średnio co drugi dzień ginie 30 osób, czyli jedna klasa, a codziennie ranne zostają 172 osoby, czyli 6 klas - poinformował Dyrektor Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji insp. Jacek Zalewski. - W ubiegłym roku prędkość była główną przyczyną 31% wszystkich wypadków spowodowanych przez kierowców - dodał dyrektor. Warsztaty “Limity prędkości ratują życie” zostały zorganizowane wspólnie przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego działającą przy Ministrze Infrastruktury, Komendę Główną Policji oraz Stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. W warsztatach udział wzięły osoby publiczne oraz dziennikarze m.in. Magda Mołek, Agnieszka Włodarczyk, Krzysztof Hołowczyc oraz Piotr Zelt. Uczestnicy, podczas jazdy samochodami, mogli sprawdzić jak zachowuje się pojazd przy hamowaniu na śliskiej nawierzchni, w zależności od jazdy z prędkością 50 lub 60 km/h. - Różnica jest kolosalna – powiedział po jeździe testowej Wiceminister Z. Rapciak. - Droga hamowania na śliskiej nawierzchni przy prędkości 60 km/h jest nawet o kilkadziesiąt metrów dłuższa niż przy 50 km/h - dodał. Badania wykazują, że przy prędkości 75 km/h reakcja kierowcy nastąpi po przejechaniu około 21 metrów (czas reakcji około 1 sekundy), a droga hamowania wyniesie około 31 metrów. Samochód zatrzyma się więc po przejechaniu 52 metrów od momentu zauważenia niebezpieczeństwa przez kierowcę. Wedle badań spadek średniej prędkości o 5% powoduje spadek ogólnej liczby wypadków o 10%, a wypadków śmiertelnych o 20 %. W miastach i małych miejscowościach ponad 85% kierowców przekracza dozwoloną prędkość - mimo obowiązującego ograniczenia do 50 km/h średnia prędkość pojazdów przejeżdżających przez niewielkie miejscowości to 76 km/h.
Komentuj →
8 września 2008 |
0
Pijany wiózł ciężarną żonę i uciekał policji - Nie miał prawa jazdy, był pijany i wiózł fordem żonę w zawansowanej ciąży. Gdy natknął się na patrol z radarem zaczął uciekać. Gdy policjanci dogonili samochód, ku ich zdziwieniu, okazało się, że za kierownicą siedzi nie mężczyzna, którego widzieli, a jego żona. Do zdarzenia doszło wczoraj w Olbięcinie. Mężczyzna jadąc fordem eskortem natknął się na patrol z radarem. Urządzenie pokazało, że przekroczył prędkość w terenie zabudowanym o 24 km/h. Policjanci próbowali go zatrzymać. Na ich widok ford przyśpieszył. W pościg za nim ruszył policyjny radiowóz. Auto na chwilę zniknęło policjantom z oczu. Po kilku minutach zatrzymało się na poboczu. - Kiedy funkcjonariusze podeszli do pojazdu, za kierownicą nie zobaczyli mężczyzny, którego widzieli wcześniej a kobietę w zaawansowanej ciąży - mówi Grzegorz Paśnik, z KWP w Lublinie. - Na tylnym siedzeniu siedział jej mąż oraz ich roczny synek. Początkowo kobieta twierdziła, że to ona prowadziła. Na przesłuchaniu przestała już bronić męża. 38-letni Jacek D. miał ponad promil alkoholu w organizmie. Nie miał też uprawnień do kierowania. Trafił do izby zatrzymań. Stanie przed sądem w trybie przyśpieszonym.
Kamery wyśledziły pijanego kierowcę - Gdyńscy policjanci zatrzymali nietrzeźwego kierowcę. Mężczyzna miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie, gdy podjechał do jednego z lokali, by zamówić jedzenie. Funkcjonariusze odnaleźli go za pomocą miejskiego monitoringu, po uprzednim telefonicznym zgłoszeniu. Tuż przed północą dyżurny gdyńskiej komendy został poinformowany przez anonimowego rozmówcę, o tym że pod jeden z lokali w centrum Gdyni przyjechał swoim samochodem pijany mężczyzna i właśnie kupuje jedzenie na wynos. Obsługa monitoringu w policyjnym centrum kierowania szybko wyśledziła "okiem kamery" opisany przez rozmówcę samochód. Skierowani w to miejsce policjanci, na ul. Władysława IV, zatrzymali do kontroli poszukiwaną toyotę. Podejrzenie okazało się słuszne. Mężczyzna był pijany a badanie alkomatem wykazało, że miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie. 49-latek trzeźwieje teraz w policyjnym areszcie. Za jazdę pod wpływem alkoholu grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności i utrata prawa jazdy.
Komentuj →
7 września 2008 |
0
Nikt nie ma takiej recepty (na korki – red.). To znaczy nie da się ich zlikwidować. Możemy jedynie zmniejszać ich uciążliwość. To wymaga jednak nowego spojrzenia na problem i sposób korzystania z samochodu w ogóle. W Rzeszowie rejestruje się co roku ponad dziesięć tysięcy samochodów. Teraz prawie każdy ma swoje auto, a ono ma ułatwiać życie. Działamy tak: skoro mam samochód to dlaczego nie mam dojechać zawsze tam gdzie chcę. No i mamy problem bo większość kierowców chce dojechać do same drzwi urzędu, sklepu czy miejsca pracy. Musimy się nauczyć tego, na własnej skórze, że po mieście powinniśmy jeździć jak najmniej. Taka jest potrzeba chwili, ale jak mówię musimy się tego uczyć. Na razie jest tragedia. Centrum jest zakorkowane niemiłosiernie. Musimy się przekonać, że lepiej jest zostawić samochód kilkaset metrów dalej. Resztę drogi pokonać pieszo. Tak będzie po prostu łatwiej, szybciej i taniej. Na pewno wiele do życzenia w tym kontekście pozostawia komunikacja miejska. Nie ma u nas także jeszcze nawyku jazdy na rowerach nie tylko w celach rekreacyjnych, a przecież wielu mieszkańców miasta z powodzeniem mogłoby korzystać z roweru zamiast z samochodu dojeżdżając do pracy czy po zakupy – powiedział “Gazecie Wyborczej “Rzeszów” Marek Ryndak - były kierowca rajdowy, członek Polskiego Związku Motorowego i komisji ds. bezpieczeństwa przy prezydencie Rzeszowa.
Komentuj →
7 września 2008 |
0
Dobrze płatne posady egzaminatorów w ośrodkach ruchu drogowego w województwie łódzkim stały się łakomym kąskiem dla nauczycieli. Coraz częściej wielu z nich porzuca pracę w szkole i próbuje swych sił w zawodzie egzaminatora na prawo jazdy - donosi “Dziennik Łódzki”. Trudno się dziwić, skoro pensja dyplomowanego nauczyciela w szkole wynosi ok. 2,3 tys. zł, a egzaminator może dostawać co miesiąc od 3,6 tys. zł do nawet 5 tys. zł. W łódzkim WORD zatrudniono w ostatnim czasie trzech nauczycieli. Dwóch z nich pracuje na pół etatu w szkole, jeden porzucił pracę w szkole na rzecz pracy w ośrodku. Zbigniew Skowroński, dyrektor WORD w Łodzi, przyznaje, że jeśliby mógł to zatrudniłby więcej egzaminatorów z wykształceniem pedagogicznym. Jednak pięćdziesiąt miejsc w ośrodku ma już całkowicie zapełnionych. Jak dodaje, nauczyciele coraz częściej pytają o pracę. - Chcemy zmieniać wizerunek egzaminatora, ważna jest kultura osobista i wygląd. A także odpowiednie podejście pedagogiczne - mówi Zbigniew Skowroński.- Z ostatnio zatrudnionych osób jestem bardzo zadowolony. W Piotrkowie Trybunalskim spośród dziesięciu ostatnio przyjętych do pracy egzaminatorów do tamtejszego WORD, aż czterech to nauczyciele. Dwóch z nich całkowicie zrezygnowało z pracy w szkole, pozostała dwójka pracuje na pół etatu. W Skierniewicach na dwudziestu jeden egzaminatorów co trzeci ma za sobą pracę w szkole bądź wykształcenie pedagogiczne. - W tym roku na dwóch przyjętych egzaminatorów, jeden to nauczyciel, który odszedł z zawodu. Myślę, że zadecydowały kwestie finansowe - mówi Paweł Bejda, dyrektor WORD w Skierniewicach.
Komentuj →
7 września 2008 |
0
Wbrew obietnicom władze największych miast niewiele zrobiły, aby uwolnić chodniki od samochodów tarasujących przejście pieszym. Problem mogą rozwiązać publiczne, wielopoziomowe parkingi. Niestety ich budowa się ślimaczy - apeluje “Metro”. Takimi parkingami nafaszerowane są śródmieścia Barcelony, Monachium, czy Wiednia. A w Polsce? Od 18 sierpnia na ul. Piotrkowskiej w Łodzi władze miasta całkowicie zakazały parkowania. Kierowcy skarżą się, że nie dostali nic w zamian, a miasto dopiero planuje wybudowanie wielopoziomowego parkingu. Taki parking już powstaje w Krakowie przy rynku. Do 2012 r. mają być kolejne trzy. W Warszawie budowa wielopoziomowych garaży pozostaje na etapie planów. Za kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz nie rozpoczęto budowy ani jednego, choć obiecywała to w kampanii wyborczej przed dwoma laty. Na razie wiceprezydent Andrzej Jakubiak powołał zespół ds. parkingów podziemnych, ale efektów pracy nie widać. Rzecznik Tomasz Andrzej Andryszczyk nie odpowiedział nam jak pani prezydent zamierza wywiązać się ze swoich obietnic.
Komentuj →
7 września 2008 |
0

W dniach 7-10 września 2008 r. w Starych Jabłonkach odbywa się 34th International Congress on Powertrain and Transport Means EUROPEAN KONES 2008. Jeden z tematów prezentowanych podczas konferencji to “Inwestycja w Bezpieczeństwo. Reedukacja kierowców – metodyka, kadry, skuteczność” przygotowany przez Annę Niedzicką z Instytutu Transportu Samochodowego oraz Zuzannę Wiśniewską z Polskiej Grupy Edukacyjnej “Educativ”. Prezentacja dotyczy pilotażowego cyklu szkoleniowego, który przeprowadzono w okresie od listopada 2007 do kwietnia 2008 pod hasłem “Inwestycja w Bezpieczeństwo. Reedukacja kierowców – metodyka, kadry, skuteczność”. Cykl był wspólnym przedsięwzięciem Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Polskiej Grupy Edukacyjnej "Educativ" oraz wybranych wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Wsparcia metodycznego udzielił Instytut Transportu Samochodowego. Celem przedsięwzięcia była poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez podwyższanie kompetencji i umiejętności osób prowadzących w WORD szkolenia reedukacyjne dla kierowców łamiących przepisy ruchu drogowego. Udział wzięło ponad 50 osób - psychologowie, policjanci i organizatorzy kursów dla “punktowiczów”. Cykl składał się ze spotkań konferencyjnych, warsztatów regionalnych oraz praktycznych zajęć stażowych. Warunkiem uzyskania certyfikatu było zdanie testu wiedzy zdobytej w czasie szkolenia. Egzamin został zorganizowany eksperymentalnie w formie online. Każdy uczestnik otrzymywał jednorazowe hasło dostępu, za pomocą którego logował się do programu egzaminacyjnego, umieszczonego na wskazanej stronie internetowej. Dostęp do egzaminu był możliwy w dowolnej porze w przeciągu dwóch określonych dni. Test zawierał 50 losowo wybranych pytań z prawem wielokrotnego wyboru. Czas odpowiedzi na każde pytanie był limitowany. Rezultaty tego eksperymentu potwierdzają przydatność narzędzi sieciowych on-line do sprawdzania wiedzy w kształceniu kursowym, zwłaszcza wobec rozproszonych terytorialnie uczestników.
Komentuj →
6 września 2008 |
0
Policjanci z wydziału wywiadowczego komendy stołecznej Policji dzięki pomocy Automobilklubu Polskiego oraz najlepszych instruktorów z BMW Polska, brali udział w szkoleniu z doskonalenia techniki jazdy samochodem w trudnych sytuacjach drogowych. Policjanci ćwiczyli między innymi techniki wychodzenia z poślizgów, omijania przeszkód jazdę z dużą prędkością samochodami przednio i tylno napędowymi oraz z napędem na cztery koła. Szkolenie zostało zorganizowane na płycie lotniska na Bemowie do dyspozycji funkcjonariuszy było kilkanaście pojazdów. Szkolenie rozpoczęło się od wykładów wiedzy teoretycznej, na których funkcjonariusze poznali zasady postępowania w trudnych sytuacjach drogowych zasady dotyczące zachowania się pojazdu w ekstremalnych warunkach jazdy oraz kwestie techniczne dotyczące jazdy samochodami o różnym napędzie.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
(264-8)
Krakowska “Gazeta Wyborcza” pokazuje ustawione na “zakopiance” znaki drogowe jazdy na suwak i relacjonuje: w programie TVP3 Marek Dworak, zastępca dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego i jednocześnie sekretarz Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, pokazał pewien znak. Jakby mimochodem dodał, że w trzech miejscach stoi na “zakopiance”. I że się sprawdza. Przyspiesza ruch, skraca korki. Pod jednym warunkiem: jeśli kierowcy go przestrzegają! Większość traktuje go, niestety, jak dziwaczny piktogram bez znaczenia. Na czym polega jazda "na zamek" (czy jak kto woli "suwak" "zakładkę" lub też "na ekler")? - Wyobraźmy sobie dwupasmową jezdnię zwężającą się stopniowo do jednego. Mamy wówczas dwa pasy ruchu: prawy, bardziej obstawiony autami, i lewy, w Polsce praktycznie niewykorzystywany. Lewym przemykają kierowcy, żeby wepchnąć się na czoło kolumny po prawej. Pomysł "na suwak" polega na tym, żeby jechać obydwoma pasami do samego zwężenia, a potem naprzemiennie, jak zazębiające się ogniwa w zamku błyskawicznym. Wtedy łatwiej rozładować korek, płynnie wjechać na zwężenie - mówi Dworak. - Skoro tam się sprawdza, to może i w całej Polsce się przyjmie? – pyta gazeta. - Naturalnie! I dobrze by było czym prędzej wprowadzić go do kodeksu - entuzjazmuje się. - Niestety, polskie młyny ustawowe wolno mielą. Więc na razie można go stawiać jako tablicę informacyjną, sugerującą ułatwiające życie zachowanie - dodaje. Po tym pierwszym programie Dworak źle spał - dostał mnóstwo telefonów i maili z pytaniem, dlaczego pokazuje w telewizji cudaczny znak, którego przecież nie ma w polskim kodeksie drogowym. - Stosują go państwa wyżej rozwinięte komunikacyjnie niż my. Na przykład Niemcy; u nich to jest zdaje się siódmy artykuł kodeksu drogowego. I Austria; tam nakaz jazdy na zamek błyskawiczny jest ujęty bodaj w dziewiątym artykule - recytuje z pamięci Dworak. Napisał więc w sprawie wprowadzenia znaku do ustawy o ruchu drogowym do Ministerstwa Infrastruktury. - Ludzie muszą się do niego przyzwyczaić. Na zakopiance, gdzie stoi, funkcjonuje coraz skuteczniej. Na razie chciałbym, by istniał jako znak informacyjny. Dopiero gdy nasi kierowcy nauczą się tej techniki, można by wprowadzać nakaz - zaznacza.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
Ruszyła akcja “Życia Warszawy” "Czerwone dla korków". Dziennik poprosił swoich czytelników o opinie, propozycje i sugestie. Poniżej niektóre z nich:
Kierowca: Zlikwidować zielone strzałki - przy bardzo dużym natężeniu ruchu zwiększają tłok na samym skrzyżowaniu. Jeden samochód przejeżdża kilka sekund szybciej, a kilkadziesiąt nie może w ogóle wjechać na skrzyżowanie, bądź zjechać.
Adam: Prawdziwy problem to ilość samochodów w Warszawie. Gigantyczne korki, kierowcy parkujący gdzie popadnie, bo miejsc za mało. Każdego stać na “gruchota” i taki jest efekt. Samochody powinny być wysoko opodatkowane, jak np. w Danii, a komunikacja miejska rozwinięta.
Radek: Jak to jest, że system który miał pomóc rozładować korki jedynie je powiększył? Dokładnie mam na myśli to co dzieje się rano od mostu Grota Roweckiego do świateł pod mostem Śląsko-Dąbrowskim. Jeszcze przed wakacjami (czyli przed wdrożeniem tego systemu) korek zazwyczaj zaczynał się przy Spójni. Przez pierwsze 5 dni września korek sięga mostu Grota-Roweckiego. Przyczyną są oczywiście światła pod mostem Śląsko-Dąbrowskim (dwie pary świateł ustawionych na przestrzeni 200m). Są ustawione tak, że jak na pierwszych światłach zapala się zielone, to na drugich czerwone świeci się tak długo, aż samochody dojadą i zatrzymają się. Wynikiem tego jest to, że “pod most” wjeżdża kilkanaście samochodów i się zatrzymuje i czeka. Potem na chwilę cała kawalkada rusza dalej, ale tylko na chwilę, bo już zapala się czerwone. Płynnego przejazdu nie ma nawet przez chwilę
Aga: Od kilku tygodni działają dodatkowe światła na rondach, uniemożliwiające przejechanie za tory tramwajowe. Uważam, że wpłynęło to w znaczący sposób na powstawanie korków. Poza tym nie ma u nas kultury jazdy. Najgorsi są kierowcy, którzy nie ustawiają się od razu na właściwym pasie, tylko wpychają się i blokują innych. Z cwaniactwem jednak nic się nie da zrobić.
Jacek: Trzeba jak najszybciej wprowadzić opłaty za wjazd do centrum samochodem i rozwinąć system ścieżek i parkingów rowerowych. W ten sposób, cała masa kierowców, którzy nie muszą jechać samochodem przesiądzie się do komunikacji miejskiej lub na rower. W Berlinie w ciągu paru lat odsetek dojeżdżających do pracy (szkoły/uczelni) na rowerze zwiększył się do 10%! W Warszawie jest to w tej chwili ok 1% - jak widać jest o co powiększać. Przydałoby się też odśnieżanie ścieżek rowerowych i działania ogólnie promujące rower jako środek transportu miejskiej (ale też skutery, auta smartopodobne, elektryczne itd) za naszą zachodnią granicą na rowerze jeździ się cały rok! A u nas panuje moda na burackie SUV-y. Prof Suchorzewski ma rację - mniejsze korki już były - działania na poziomie poprawy sygnalizacji na jednym skrzyżowaniu nie wpływają znacząco na działanie całości systemu, po prostu przesuwają korek w inne miejsce. Ile jeszcze potrzeba czasu, żeby ludzie to zrozumieli?
RICHIE: Prawie wszystkie światła ustawione są źle. Jest ich za dużo i codziennie przybywają nowe, bardzo utrudniając ruch. Znikają zielone strzałki, powoduje to korki, przykłady: Rondo Waszyngtona- skręt z mostu we Francuska oraz wjazd z Sanguszki na Wisłostradę. Policja powinna przeprowadzać pokazowe akcje i bardzo surowo karać kierowców blokujących skrzyżowania, czyli wjeżdżających na nie bez możliwości zjazdu
MiB: Z moich wieloletnich (niestety) obserwacji wynika, że korki tworzą się:
- Przy przystankach autobusowych, przy których nie ma zatoczek. Przykładów można podać bardzo wiele - Żwirki i Wigury na wysokości 1-go Sierpnia, Marynarska w stronę Krakowskiej w okolicy Taśmowej, Jerozolimskie przy dojeździe do Okopowej...Rozwiązanie - wszystkie przystanki autobusowe w mieście (nawet na dwu czy nawet trzypasmowych jezdniach) powinny dostać zatoczki. Może warto też rozważyć wzorem wielu zachodnich miast przerobienie torowisk tramwajowych w taki sposób, żeby mogły po nich jeździć również autobusy...
- Przy dużych skrzyżowaniach na jezdniach wielopasmowych (np. trzypasmowych) gdzie nagle płynność ruchu zwęża się do jednego (zazwyczaj środkowego) pasa. Ma to związek z tym, że lewy pas skręca w lewo, przy skręcie w prawo zawsze są jacyś przechodnie albo - jak przy wspomnianych wyżej Jerozolimskich - jest akurat przystanek autobusowy. Rozwiązanie - poszerzenie jezdni i dodanie specjalnych pasów do skrętu w prawo i w lewo. Czasami nawet 50 m by wystarczyło.
- Przy źle zlokalizowanych przystankach autobusowych, gdzie autobus stojący na skrajnym prawym pasie musi nagle skręcić w lewo. Takich miejsc jest kilka - Jerozolimskie przy Rondzie Zawiszy (w stronę Pruszkowa) ale też koło Mariotta (w stronę Wisły). O inne takie miejsca trzeba zapytać kierowców autobusów miejskich. Rozwiązanie - przenieść przystanki autobusowe w takie miejsca, żeby miały przynajmniej 300-500 m do skrętu w lewo.
- Przy źle zsynchronizowanych światłach (czerwonej fali). Zwłaszcza w centrum - zdarza się nagminnie, że np. próbując wjechać z którejś z bocznych ulic na Marszałkowską na każdą zmianę zielonego światła wjeżdża autobus i blokuje przejazd. Rozwiązanie - posadzić paru gości, żeby popatrzyli na tę synchronizację i poprawić. Nakleić na autobusach wielkie naklejki o treści “. Jeśli widzisz, że jadę niezgodnie z przepisami zadzwoń pod numer”... To samo zresztą należałoby zrobić z taksówkami - Panowie taksówkarze mają bardzo brzydki zwyczaj wciskania się gdzie i jak popadnie.
- Jeszcze jedna - z mojego punktu widzenia - najważniejsza rzecz. Mieszkam pod Warszawą na kierunku południowym. Wbicie się do miasta (do Szyszkowej) zajmuje mi godzinę (14 kilometrów) pozostałe do centrum 10 zajmuje mi w godzinach szczytu jakieś 10-20 minut (no oczywiście nie teraz gdy wszystko jest rozkopane). Warszawa przypomina pod tym względem oblężone miasto - wszyscy próbują wjechać, są w użyciu boczne dróżki, polne, itd. Wiem, że to trzeba się dogadać z GDDKiA ale błagam - niech ktoś się zastanowi jak włączyć Warszawę w system komunikacyjny i rozwiązać tych kilka kluczowych skrzyżowań / wjazdów: Raszyn, Jerozolimskie/Łopuszańska. To co się teraz dzieje, woła o pomstę do nieba.
- Planowanie remontów. Po pierwsze - proponuję na dobry początek wyrzucić kilka osób z roboty za rozpoczęcie kopania na początku września. Żaden z tych remontów nie jest tak ważny, żeby nie mógł poczekać do przyszłego czerwca. Wakacje (i noce) powinny być jedynym czasem, kiedy coś się w ogóle robi i zamyka drogi dla ruchu, w Nowym Jorku w latach siedemdziesiątych wymieniono w ciągu jednej nocy większość ulic w całym mieście - kilka tysięcy kilometrów. Niech mi nikt nie mówi, że się tego nie da zrobić... Trzeba się trochę tylko postarać.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
Otwarto oficjalnie most graniczny, który łączy polski Siedlec (Lubuskie) z niemieckim Zelz. Przeprawa przez Nysę Łużycką przeznaczona jest dla pieszych i rowerzystów. Most wybudowali Niemcy. Przejście znajduje się na terenie gminy Trzebiel w powiecie żarskim. Jak powiedział PAP sekretarz tej gminy Jacek Brzeziński, most został udostępniony dla mieszkańców pogranicza kilkanaście dni temu i cieszy się dużą popularnością. Umożliwia mieszkańcom z obu stron Nysy Łużyckiej swobodne przemieszczanie się i zwiedzanie okolic. Nowy most ma parametry pozwalające na przejazd samochodów, jednak zamontowano na nim specjalne blokady, by to uniemożliwić. W sytuacjach kryzysowych mogą tędy przejechać tylko pojazdy uprzywilejowane, m.in. karetki i wozy strażackie. Starania o wybudowanie mostu rozpoczęły się prawie 10 lat temu. Niemcy przy jego budowie korzystali z wsparcia Unii Europejskiej. Most kosztował ok. 1,8 mln euro. Jego budowa rozpoczęła się lipcu ub. roku. W woj. lubuskim znajduje się dziewięć mostów granicznych przeznaczonych dla samochodów, trzy kolejowe i dwa przeznaczone dla ruchu pieszego-rowerowego.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
Kielecka policja wypowiedziała wojnę nielegalnym wyścigom samochodowym. Drogówka robi naloty na miejsca nielegalnych rajdów i wlepia mandaty uczestnikom takich spotkań. - Będziemy działać do skutku. Bo drogi publiczne nie są miejscem na takie niebezpieczne rajdy - zapowiedział Krzysztof Obarski, naczelnik wydziału ruchu drogowego KMP. W Łodzi policjantom udało się taką wojnę wygrać. - Zorientowaliśmy się, że uczestnicy wyścigów to w większości wartościowi młodzi ludzie, fani motoryzacji, którzy nie mają warunków, aby realizować swoje pasje. W 2005 roku zorganizowaliśmy taki wyścig, żeby im pokazać, że można ścigać się legalnie, a nagrodą był puchar komendanta - mówi Mirosław Micor, rzecznik łódzkiej policji. Impreza na tyle się przyjęła, że teraz odbywa się co roku. A minionej jesieni rajdowcy sami porozumieli się z Automobilklubem Łódzkim i rozpoczęli regularne organizowanie wyścigów. - Wcześniej ci, którzy ścigali się nielegalnie, byli w środowisku bohaterami. Teraz ci, którzy usiłują robić to nielegalnie, są potępiani przez innych - podkreśla Micor. W tym roku wyścigi o puchar komendanta połączono z imprezą Automobilklubu. Bawiło się na niej kilka tysięcy łodzian, a impreza przyciągnęła uwagę reporterów z "Timesa" i BBC. Stacja CNN, która kręci filmy o polskich miastach do programu o Polsce, jako wizytówkę Łodzi zamierza przedstawić właśnie legalne wyścigi na ulicach.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
Radni Skoczowa postanowili zainteresować swoimi problemami ministra infrastruktury. - Straciliśmy cierpliwość. Po wymianie wielu pism z katowickim oddziałem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz miesiącach bezskutecznego czekania na reakcję uznaliśmy, że musimy działać - mówi Andrzej Bacza, przewodniczący Rady Miejskiej w Skoczowie. Poszło o trzy rzeczy – relacjonuje “Gazeta Wyborcza Bielsko-Biała”. Pierwsza to brak chodnika dla pieszych wzdłuż ul. Katowickiej. Podczas niedawnego remontu tej dwupasmówki nikt nie pomyślał o mieszkających w pobliżu ludziach. W efekcie piesi muszą chodzić poboczem niebezpiecznej trasy. Drugi problem to brak ekranów akustycznych wzdłuż drogi ekspresowej S-1 do Cieszyna. - Na tej drodze panuje ogromny ruch, a hałas jest nie do wytrzymania. Wreszcie trzeci kłopot: betonowe bariery, które początkiem wakacji ustawiono na "wiślance", między przeciwległymi pasami ruchu. Zlikwidowano w ten sposób jeden z przejazdów na lewą stronę drogi. Problem w tym, że mieszczą się tam firmy, których klienci korzystali ze zjazdu. Teraz muszą jechać 2 km dalej i zawrócić. GDDKiA tłumaczyła ten krok poprawą bezpieczeństwa na ruchliwej drodze. - Lewoskręt nie był wcale taki niebezpieczny, mieścił się na nim tir i jeszcze dwa samochody. Wszyscy skoczowscy radni głosowali za apelem do ministra infrastruktury, w którym domagają się reakcji w tych sprawach. Wraz z opisem problemów wysłali go właśnie do Warszawy. - Mamy nadzieję, że to wreszcie pomoże i uciążliwości zostaną zlikwidowane - dodaje Bacza. W katowickim oddziale GDDKiA nie chciano wczoraj komentować całej sprawy. - Czekamy na odpowiedź ministerstwa - powiedział gazecie Wojciech Gierasimiuk, rzecznik oddziału.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
Od kilku dni na skrzyżowaniach Lublina można spotkać policjantów ręcznie sterujących ruchem. Cel jest jeden: usprawnić ruch i zmniejszyć korki. Redakcja “Dziennika Wschodniego” zaapelowała do lubelskiej policji, by w godzinach szczytu funkcjonariusze stanęli na skrzyżowaniach i w ten sposób pomogli rozładować tworzące się tam korki. Taki system sprawdza się w wielu dużych miastach w Polsce i za granicą. Dlaczego więc nie w Lublinie? Policjanci już następnego dnia pojawili się na kilku lubelskich skrzyżowaniach. - Niestety. Część kierowców nie zna podstawowych zasad sygnalizacji podczas ręcznego sterowania ruchem na skrzyżowaniu. Trzeba ich ponaglać, pokazywać, że powinni jechać - mówi mł. asp. Artur Zdybel z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji. Redakcja odebrała wiele pozytywnych sygnałów o akcji - Policjant na skrzyżowaniu, to znakomity pomysł - mówi Jarosław Żelazowski, kierowca z Parczewa, który często przyjeżdża do Lublina. - Z pewnością docenią to ludzie z dużym doświadczeniem za kierownicą - dodaje.
Komentuj →
5 września 2008 |
0
Tczewscy myśliwi biją na alarm: pod autostradą A1 jest za mało specjalnych przepustów dla zwierząt i te mają problem z jej pokonaniem. W dodatku rury do odprowadzania wody, które choćby lisom, czy zającom, mogłyby posłużyć do swobodnego przemieszczania się, ogrodzono ponad metrowej wysokości płotem. A to właśnie pomiędzy Starogardem Gdańskim i Tczewem odbywa się migracja zwierząt. Sprawę poruszyli myśli z Koła Łowieckiego "Szarak" w Tczewie. Okazuje się, że siedem przejść dla zwierząt na całym 25-km odcinku A1 z Rusocina do Swarożyna, to za mało. Problem - oczywiście dla małych zwierząt - mógłby się jednak po części rozwiązać, gdyby dodatkowo przystosować do tego celu przepusty od odprowadzania wody. Niestety, na razie dostępu do nich strzeże wysoki płot. Najwięcej do życzenia – zdaniem myśliwych - pozostawia jednak przestrzeń pod najdłuższym, ponad ćwierćkilometrowym wiaduktem na A1, w Goszynie. Otóż, pobocze znajdującej się pod nim drogi powiatowej Swarożyn-Turze oddziela barierka ochronna, która jak twierdzą członkowie koła - uniemożliwia tylko przejście dużym zwierzakom. Ktoś mógłby sobie zadać pytanie, że mogłaby one przecież przejść w miejscu, gdzie owa "przeszkoda" się kończy. Owszem, ale zdaniem myśliwych jest to raczej nie możliwe z uwagi na pobliski dom (znajduje się on po drugiej stronie jezdni). Dzikie zwierzęta po prostu boją się ludzi. W dodatku nieopodal - na moście nad rzeką Szpęgawą - stoją podobne barierki. Wiele wskazuje na to, że na razie zwierzęta ze swoim problemem pozostaną same.
Komentuj →
5 września 2008 |
1
Osobę idącą po zmroku wzdłuż drogi, bez odblasków na ubraniu, kierowca może zobaczyć dopiero z odległości 20 metrów i nie zdążyć wyhamować. “Niestety, ludzie bardzo często nie zdają sobie sprawy, że taki drobiazg jak np. odblaskowa opaska może uratować im życie" - mówi Dorota Stalińska, aktorka i szefowa Fundacji "Nadzieja”. – “Co ciekawe, dzieci noszą je bardzo chętnie. Gorzej bywa z ich rodzicami. Dorosłych czasem trudno przekonać, by także zadbali o swoje bezpieczeństwo.”
W świetle przepisów odblaski powinny nosić po zmroku wszystkie dzieci i młodzież poniżej 15. roku życia. Jeśli dziecko zostanie potrącone, a nie miało na sobie elementów odblaskowych, ubezpieczycie mają furtkę do nie wypłacenia odszkodowania! Tylko we wrześniu ub. r. na drogach Podkarpacia kierowcy potrącili 5 dzieci. Z roku na rok coraz więcej państw europejskich wprowadza obowiązek noszenia poza terenem zabudowanym kamizelki odblaskowej. Od lipca br. taki przepis obowiązuje we Francji. W większości krajów europejskich człowiek znajdujący na drodze poza terenem zabudowanym (pieszy, rowerzysta, pasażer lub kierowca pojazdu, który akurat z niego wyszedł) ma obowiązek noszenia dobrze widocznych kamizelek odblaskowych. Tak jest m.in. w Austrii, Włoszech, Hiszpanii, Chorwacji, Finlandii, Szwecji, Portugalii, Czechach. Dodatkowo w niektórych krajach policja może nawet sprawdzić, czy kierowca samochodu posiada w pojeździe kamizelkę na wypadek awarii.
(264-1)
Dziennik “Nowiny” rozpoczął akcję “Bezpieczne drogi Podkarpacia”. Wspólnie z naszymi Czytelnikami chcemy sprawić, by na podkarpackich drogach było choć trochę bezpieczniej. Na poboczach podkarpackich dróg zagęszcza się las krzyży. Niemal codziennie pokazujemy w Nowinach ludzkie dramaty, do których prowadzi jazda po alkoholu, nadmierna prędkość czy brak wyobraźni. Nie zmienia to przerażających statystyk. Przede wszystkim chcemy zadbać o bezpieczeństwo pieszych, w szczególności dzieci. Wraz z dzisiejszym wydaniem Nowin otrzymują Państwo opaski odblaskowe. Mamy nadzieję, że rodzice i dziadkowie dopilnują, by dzieciaki zdążające do szkoły były widoczne na drodze. Serdecznie o to apelujemy!
Komentuj →
5 września 2008 |
2
Nazywa się Tristar. Ma zacząć pracować dla dobra kierowców. Inteligentny System Sterowania Ruchem - jak zakładają jego twórcy - zmniejszy czas jazdy przez Trójmiasto średnio o 20 procent. Tristara na razie "zapowiadają" tzw. pętle indukcyjne, czyli specjalne czujniki, które już regulują ruch na coraz większej liczbie skrzyżowań. Ale jeszcze nie są ze sobą powiązane. Projektantani Tristara są doktor Jacek Oskarbski (szef Wydziału Inżynierii Ruchu UM Gdynia i pracownik naukowy Uniwersytetu Gdańskiego) oraz dr Kazimierz Jamroz z Politechniki Gdańskiej. Tristar nie będzie tylko wprowadzał inteligentną "zieloną falę", czyli dostosowywał zmianę świateł na skrzyżowaniach np. do korków. W ramach instalacji systemu powstaną też m.in. elektroniczne tablice informujące o korkach czy wypadkach, liczbie wolnych miejsc parkingowych, warunkach atmosferycznych. "Tristar" ma generować "inteligentną zieloną falę". W godzinach szczytu ma ona zakładać poruszanie się samochodów ze średnią prędkością np. 30 km/godz., poza szczytem - z prędkością większą.
- Będzie mniej spalin i mniej zużycia paliwa. Nie będzie ciągłego hamowania i ruszania - mówi dr Jacek Oskarbski z Urzędu Miasta Gdyni, współtwórca "Tristara".
System Tristar ma nadzorować pracę blisko 12 tys. detektorów (czujników - wspomnianych już "pętli indukcyjnych"), które już są lub zostaną zamontowane na trójmiejskich ulicach i skrzyżowaniach. Ma sprawić, że "zielona fala" podczas korków w godzinach szczytu będzie zakładać np. poruszanie się samochodów z prędkością 30 km/h, a po szczycie z większą. Poprzez szybszą zmianię świateł ułatwi też np. włączanie się do ruchu samochodom z ulic podporządkowanych. Tristar prawdopodobnie będzie uruchamiany etapami. Najpierw na głównych arteriach komunikacyjnych Trójmiasta, czyli m.in. w ciągu Grunwaldzka-Niepodległości-Zwycięstwa-Morska, a także na Słowackiego, Jana z Kolna czy Hallera w Gdańsku, 3 Maja w Sopocie czy Wielkopolskiej oraz Trasie Kwiatkowskiego w Gdyni. Sukcesywnie będą do niego włączane kolejne ulice. Data graniczna dla wprowadzenia programu to rok 2013, ale samorządowcy mają nadzieję, że uda się go w całości uruchomić co najmniej rok wcześniej. Początkowo mają być dwa centra zarządzania ruchem (w Gdańsku i Gdyni), a w przyszłości powstanie jedno.
Zintegrowany System Zarządzania Ruchem wprowadzono kilka tygodni temu w części Warszawy. Na razie obejmuje on Wisłostradę plus skrzyżowania na Powiślu. Przez pierwsze dni powodował zamęt i irytację kierowców, bo na tablicach informacyjnych widniał najczęściej napis "Test systemu", a w dodatku zamknięty z powodu remontu, leżący w poprzek Wisłostrady, most Poniatowskiego zakłócił obliczanie natężenia ruchu. W dalszej kolejności planuje się rozszerzenie systemu właśnie o ciąg mostu Poniatowskiego i al. Jerozolimskich.
System sterowania ruchem istnieje też od kilku miesięcy w Łodzi - na razie działa równolegle do otwartej w lipcu trasy Łódzkiego Tramwaju Regionalnego. W centrum sterowania ruchem jest dziesięć komputerów, a inżynierowie na bieżąco monitorują wydarzenia na drogach, np. wydłużając czas dla lewoskrętów czy przejazdu tramwajów przez skrzyżowania. W Poznaniu na 60 skrzyżowaniach wprowadzono priorytet dla tramwajów i autobusów, a wprowadzenie systemu sterowania ruchem przyczyniło się do wzrostu przepustowości skrzyżowań o 20-30 proc. System sterowania ruchem w Poznaniu obejmuje 187 sterowników lokalnych sygnalizacji świetlnej, na łączną liczbę 275. W Krakowie systemem objętych jest 65 skrzyżowań. Na 25 z nich priorytet ma szybki tramwaj (20 z nich to "priorytet bezwzględny"). Aby było to możliwe, 196 tramwajów wyposażono w komputery pokładowe i urządzenia komunikacyjne.
Komentuj →
4 września 2008 |
0
W czasie tegorocznych wakacji inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego prowadzili wzmożone kontrole drogowe autokarów przewożących dzieci i młodzież. Sprawdzany był przede wszystkim stan techniczny pojazdów, czas pracy kierowców oraz trzeźwość osób prowadzących pojazdy.
W okresie 10 tygodni tegorocznych wakacji inspektorzy skontrolowali prawie 3000 autokarów turystycznych oraz ukarali 785 kierowców mandatami karnymi. Zatrzymano ponad 230 dowodów rejestracyjnych niesprawnych pojazdów. Trzech kierowców prowadziło autobusy w stanie nietrzeźwości.
W dniu 22 czerwca na warszawskim Torwarze inspektorzy transportu drogowego zatrzymali nietrzeźwego kierowcę, który miał zawieźć dzieci na wypoczynek. Po badaniu alkomatem okazało się, że kierowca ma ponad 0,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. W sobotę 12 lipca inspektorzy Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego wykryli oszustwo podczas kontroli autokaru, który miał zawieźć dzieci na wypoczynek do Bułgarii. Kierowca “symulował” podwójną załogę – w tachografie były włożone wykresówki dwóch kierowców, podczas gdy przewóz wykonywał jeden kierowca. W dniu 2 sierpnia inspektorzy tego samego Inspektoratu nie puścili za granicę 3 autokarów z dziećmi. Jeden z pojazdów miał zawieźć dzieci do Grecji. Inspektorzy stwierdzili fałszerstwa dokumentów, z których wynikało, że kierowcy wypoczywali, podczas gdy w poprzednich dniach prowadzili autokary. Kolejne dwa autokary miały zawieźć dzieci na wypoczynek do Francji. Pojazdy te również nie zostały dopuszczone do ruchu, ze względu na stwierdzone wycieki płynów eksploatacyjnych z silników, co mogło zagrozić bezpieczeństwu pasażerów. Dodatkowo, jeden z autobusów prowadził właściciel firmy, u którego stwierdzono brak wymaganego odpoczynku. W dniu 26 sierpnia w Olsztynie inspektorzy Warmińsko - Mazurskiego WITD skontrolowali autokar kierowany przez obywatela Niemiec, w którym podróżowało 26 turystów. Prowadzący pojazd był nietrzeźwy: badania wykazały następujące wartości: 0,65 mg/dm3 oraz 0,62 mg/dm3 alkoholu w wydychanym powietrzu.
W czasie ubiegłorocznych wakacji inspektorzy skontrolowali ponad 2850 autokarów turystycznych oraz ukarali 550 kierowców mandatami karnymi. Zatrzymano 205 dowodów rejestracyjnych niesprawnych pojazdów. Nie zatrzymano żadnego nietrzeźwego kierowcy. Przez 7 miesięcy 2008 r. inspektorzy ITD skontrolowali 9115 autokarów, wydali 1122 (12,3%) decyzji administracyjnych na przewoźników, ukarali mandatami karnymi 2257 (24,8%) kierowców oraz zatrzymali 691 (7,6%) dowodów rejestracyjnych niesprawnych pojazdów.
Komentuj →
4 września 2008 |
0
Japończycy dowiedli, że korki są jedną z poważnych przyczyn powstawania alergii – informuje “Gazeta Wyborcza Radom”. Prof. Krzysztof Buczyłko z Centrum Alergologii w Łodzi: - Wszystkiemu winne stężone spaliny. Stężone związki chemiczne zawarte w smogu obniżają odporność organizmu na uczulenia. W dodatku cząsteczki spalin osadzają się na wirujących w powietrzu pyłkach roślin, oblepiają je - mówiąc obrazowo - i w postaci takiej stężonej "bomby" dostają się do organizmu. Jest jeszcze trzeci kłopot: drzewa stojące na trasie tworzenia się miejskich korków ulegają zatruciu stężonymi spalinami i rodzą coraz gorsze, coraz bardziej zmutowane pyłki. Które w coraz perfidniejszy sposób atakują nasze organizmy. Najgorsze są silniki Diesla - emitują najgorsze spaliny. Oczywiście z punktu widzenia alergika. - I nic nie daje zamknięcie okien w aucie i włączenie klimatyzacji. Klimatyzacja obniża zawartość pyłków w powietrzu wewnątrz auta, ale - zdaniem japońskich badaczy - zaledwie o 18 proc. - mówi Buczyłko.
Komentuj →
4 września 2008 |
0
Obcokrajowcy, którzy chcieliby wymienić prawo jazdy na polskie muszą się mieć na baczności. I przede wszystkim liczyć się z surową kontrolą. Urzędnicy wielu starostw szczegółowo sprawdzają wszystkie dokumenty. Po aferach z lipnymi meldunkami i chińskimi prawami jazdy bytowscy urzędnicy są bardziej ostrożniejsi. Dokładnie sprawdzają obcokrajowców, którzy chcą wymienić zagraniczne dokumenty na polskie. Dzięki wyostrzonej czujności nie dali się nabrać dwóm Rosjanom, którzy próbowali w wydziale komunikacji bytowskiego starostwa wymienić prawa jazdy. Urzędnicy za pośrednictwem ambasady skontaktowali się z urzędem, w którym rosyjskie prawa jazdy zostały wydane. Okazało się, że rzeczywiście je wystawiono, tyle że na zupełnie inne nazwiska niż te, którymi posługiwali się Rosjanie. - Każdy obcokrajowiec musi się liczyć, że jego dokumenty zostaną skrupulatnie sprawdzone - mówi Jan Gliszczyński inspektor w wydziale komunikacji i drogownictwa Starostwa Powiatowego w Bytowie. - Wiemy na co zwracać szczególną uwagę. W tym przypadku Rosjanom oszustwo się nie udało, bo na dokumentach które chcieli wymienić brakowało charakterystycznego znaku z rosyjską nazwą. Sprawą zajęła się też policja, która ustaliła m.in., że jedno z praw jazdy wystawione było na zmarłą osobę. Za posługiwanie się podrobionymi dokumentami i składanie fałszywych oświadczeń obcokrajowcom grozi teraz więzienie.
Komentuj →
3 września 2008 |
0
Poniżej cytujemy fragmenty listu jaki w imieniu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa Janusz Piechociński skierował do premiera rządu. Zachęcamy do lektury całego tekstu.
“Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa, którą mam zaszczyt i przyjemność reprezentować, jest dobrowolną organizacją samorządu gospodarczego, zrzeszającą ponad 200 firm drogowych i mostowych z terenu całego kraju. (...)Państwo polskie jest absolutnie nieprzygotowane pod względem prawnym
do realizacji w możliwie krótkim czasie inwestycji drogowych. Dopiero od września Sejm RP debatować będzie nad projektami ustaw upraszczających i przez to przyśpieszających proces przygotowania inwestycji. To stanowczo za późno, tym bardziej, że istnieją uzasadnione obawy, że z uchwaleniem niektórych ustaw mogą być obiektywne i polityczne problemy. Nadal wiele wątpliwości budzą przepisy ustawy o zamówieniach publicznych. Działa ona niekorzystnie na interesy firm a szczególnie zamawiających, czyli państwa i samorządów. Nie do przyjęcia jest na przykład fakt, że z powodu niewielkich błędów czy omyłek, nie mających absolutnie żadnego wpływu na realizację kontraktu, zamawiający odrzuca najkorzystniejszą dla siebie ofertę, w wielu przypadkach wybierając znacznie droższą, co w branży drogowej oznacza kwoty sięgające setek tysięcy złotych. Poprzez niedostosowanie naszych przepisów do dyrektyw UE, sprawy związane z ekologią wydają się być w sytuacji patowej. W tej sprawie, bez postawienia jej przez stronę polską na forum UE i wyjednania tam decyzji bardziej dla nas przychylnych, jak np. załatwili to Niemcy w stosunku do terenów byłej NRD, problemy praktycznie nie do uzgodnienia, będą występować na większości realizowanych autostradach, drogach, łącznie z obwodnicami miast. Istotną sprawą jest też ważność i hierarchia aktów prawnych regulujących daną sprawę. Wydaje się,
że ze względu na wagę, jaką państwo przykłada do programu budowy dróg i autostrad, niezbędne byłoby ujęcie tego programu w formę ustawy, w której określone byłyby cele (odcinki dróg) i zasady zapewniające ich realizację. Byłaby to swego rodzaju gwarancja obligująca kolejne rządy do realizacji ustawowego programu, uniezależniająca od wszelkich zmian politycznych. (...) Organizacja i funkcjonowanie jednostek administracji drogowej jest problemem, który nigdy nie stanowił podstawowego zakresu działań Izby, która wychodzi z założenia, że jest to problem państwa i poszczególnych samorządów. Jednakże ze względu na dotychczasowe doświadczenia w kontaktach z administracją drogową, nasuwają się następujące spostrzeżenia. Po pierwsze, istnieje zbyt duże rozdrobnienie dróg pomiędzy różnego rodzaju szczeblami zarządców. Wydaje się, że rezygnacja z jednego szczebla zarządców dróg samorządowych jest uzasadniona. Otwartą kwestią pozostaje wielkość sieci dróg krajowych. Uwzględniając wszystkie argumenty “za i przeciw”, zdaniem Izby, utrzymanie dróg, stanowiące istotny czynnik we właściwym ich administrowaniu, powinien mimo wszystko pozostać w jednych rękach. I tym bardziej, że jest to działalność GDDKiA, do której w powszechnej opinii zgłaszanych jest najmniej uwag. Nadto niezwykle istotną sprawą jest standaryzacja utrzymania na drogach. Po drugie, przechodząc do funkcjonowania Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Izba może jedynie stwierdzić, że dalsze działanie tej instytucji w takiej formie, nawet po kolejnych reorganizacjach, nie przyniesie spodziewanych przez wszystkich zainteresowanych efektów. Jednostka ta jest niezbędnym dla państwa urzędem, który dobrze może jedynie spełniać funkcję administratora i zarządcy dróg. Wszystkie jego funkcje związane z przygotowaniem i prowadzeniem inwestycji, zdaniem Izby, powinny zostać wydzielone i przekazane nowo powołanej agendzie rządowej, najlepiej funkcjonującej jako spółka prawa handlowego w której jedynym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, z zastrzeżeniem, jak to jest w innych krajach, że sama nie będzie mogła wykonywać żadnych robót drogowych. Po trzecie zaś, pozostaje problem Ministerstwa Infrastruktury. Zdecydowanie, jest to resort, w którym występują największe problemy gospodarcze, przy których drogownictwo wydaje się być problemem najmniejszym a nadto tego - tą branżą, która przy prowadzonej zdecydowanej i odważnej polityce może odnieść jakiś sukces. Wydaje się, że jest to zbyt duży resort, by jego minister mógł skutecznie oddziaływać na każdą, tak odmienną w swoim działaniu branżę wchodzącą w jego skład. Realizacja programu budowy dróg na pewno jest problemem całego rządu. Pozostawienie odpowiedzialnym za ten program jedynie ministra infrastruktury,
z jego umocowaniami i możliwościami byłoby zbytnim uproszczeniem sprawy. Nie ma on w tym stanie rzeczy możliwości wdrożyć i zapewnić realizację tego tak ważnego dla Polski programu. Jedyną szansą na wyjście z obecnego impasu jest wręcz powołanie specministerstwa z szerokimi uprawnieniami koordynacyjnymi pomiędzy ministerstwami uczestniczącymi w inwestycyjnym procesie przygotowawczo – realizacyjnym, co niestety, wydaje się mało realne. Wartym rozpatrzenia rozwiązaniem może natomiast być powołanie pełnomocnika rządu - wysoko umocowanego, może nawet w randze wicepremiera z szerokim zakresem pełnomocnictw.
Konkludując, bez osobistego zaangażowania Pana Premiera w sprawy drogownictwa, środowisko wykonawców drogowych przewiduje duże problemy w realizacji choćby niewielkiej części programu ogłoszonego przez Pana
wexposeé prezentowanym jesienią 2007 r. Nie chcielibyśmy być biernymi świadkami porażki Pana rządu w budowie dróg, zważywszy że wraz z momentem jego powołania łączyliśmy duże nadzieje na choć niewielką poprawę oraz na czynne uczestnictwo w działaniach na rzecz naszych dróg. (...)
Podsumowując, środowisko drogowców zrzeszone w Izbie, oczekuje od Pana Premiera zdecydowanej reakcji na mijające się z prawdą wypowiedzi ministra Drzewieckiego i choćby spowodowanie sprostowania wcześniej głoszonych przez niego twierdzeń.
Panie Premierze, Zarząd Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa przedstawia niniejsze pismo z upoważnienia i w uzgodnieniu z Władzami Izby, gdzie poruszane tutaj sprawy miały odbicie w dyskusjach i uchwałach Walnego Zgromadzenia i Rady Izby. Podyktowane ono zostało jedynie troską o przyszłość drogownictwa w Polsce.
Wielokrotnie deklarowaliśmy wolę konstruktywnego współdziałania w celu poprawy istniejącej krytycznej sytuacji drogownictwa. Deklarowaliśmy też z naszej strony wsparcie międzynarodowym doświadczeniem fachowców, którzy za granicami naszego kraju odnieśli zawodowe sukcesy. Szkoda, że tak rzadko mamy możliwość osobistego przedstawiania naszego punktu widzenia na sprawy nas wszystkich dotyczące. Nie zważając na to, pragniemy podtrzymać wolę współpracy.
Wierząc, że Pan Premier osobiście zainteresuje się przedstawionymi problemami, oczekujemy na reakcję.”
Komentuj →
3 września 2008 |
0
Chorwackie centrum handlowe wprowadziło specjalne, szersze miejsca parkingowe tylko dla kobiet. Pomysł niby dobry, ale okazało się, że wszyscy są niezadowoleni: i kobiety, i mężczyźni. Skąd awantura? Kobiety-kierowcy wkurzyły się za insynuację, że potrzebują szerszych miejsc parkingowych. Mężczyźni: bo to niesprawiedliwe i oni też tak chcą. Kobiece miejsca parkingowe wymyśliła dyrekcja Emmezeta w Zagrzebiu. - Są szersze, lepiej oświetlone i udekorowane różowymi kwiatkami. Chcieliśmy, by kobietom było łatwiej - wyjaśniają pracownicy. Ale nie udało się. - Czy oni myślą, że jesteśmy niepełnosprawne, czy jak? Sugerowanie, że kobiety nie umieją zaparkować, to przestarzały, seksistowski nonsens! - denerwują się klientki. Panowie też nie są zachwyceni. - Dlaczego to kobiety mają specjalne względy? A my? - dziwią się. W końcu cemtri, musiało przeprosić za "niefortunny pomysł". - Nie chcieliśmy nikogo urazić. Większość naszych klientów to kobiety, a my chcieliśmy uczynić ich życie łatwiejszym - powiedział dyrektor Slobodan Skolnik. Mu uważamy, że ułatwianie życia kobietom to szczytny cel. Proponujemy, by zaczęto od obniżenia cen.
Komentuj →
3 września 2008 |
0
Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk spotkał się w Paryżu z Dominique Bussereau – Sekretarzem Stanu ds. Transportu w Ministerstwie Ekologii, Energii, Zrównoważonego Rozwoju i Zagospodarowania Przestrzennego Republiki Francuskiej. Spotkanie zainaugurowało działalność stałej polsko-francuskiej grupy roboczej ds. transportu, której powołanie stanowi realizację polsko-francuskiego partnerstwa strategicznego, zainicjowanego podczas wizyty w Polsce w maju br. Prezydenta Nicolas’a Sarkozy’ego.
W dniach 1 i 2 września br. w La Rochelle we Francji odbyło się nieformalne spotkanie ministrów państw członkowskich Unii Europejskiej ds. transportu. W obradach uczestniczyła Patrycja Wolińska-Bartkiewicz, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury. W trakcie sesji plenarnych omówione zostały dwa kluczowe zagadnienia: zrównoważonej polityki miejskiej i drogowej oraz rozwój przewozów morskich - promowanie autostrad morskich i wzmocnienie bezpieczeństwa. W ramach pierwszej sesji plenarnej dyskutowano na temat wzmocnienia działań unijnych wspomagających władze lokalne w budowaniu polityki zrównoważonej mobilności. Ponadto poruszona została kwestia budowy europejskiej polityki internalizacji zewnętrznych kosztów transportu drogowego towarów, czyli sposobów przenoszenia na użytkowników infrastruktury kosztów spowodowanych zatorami drogowymi, hałasem i zanieczyszczeniem powietrza, zgodnie z zasadą “zanieczyszczający płaci”.
W ramach drugiej sesji zastanawiano się nad perspektywami i sposobami rozwoju autostrad morskich, a zwłaszcza ich dostosowaniem do dużego przepływu towarów oraz nad poprawą wydajności energetycznej i ekologicznej transportu morskiego. Obrady zakończyła dyskusja na temat trzeciego pakietu bezpieczeństwa morskiego. W szczególności ministrowie omówili dwa projekty dyrektyw wchodzących w skład pakietu, które nie uzyskały aprobaty państw UE podczas posiedzenia Rady UE ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii w kwietniu br.: - Wniosku w sprawie dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie zgodności z wymaganiami dotyczącymi państwa bandery; - Wniosku w sprawie dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie odpowiedzialności cywilnej i gwarancji finansowych armatorów. Wszystkie poruszone podczas obrad zagadnienia łączyła idea zrównoważonego, ekologicznego i bezpiecznego transportu, zarówno lądowego, jak i morskiego, stanowiąca jeden z priorytetów Prezydencji francuskiej. 2 września miało miejsce spotkanie Minister Wolińskiej-Bartkiewicz z Sekretarzami i Podsekretarzami Stanu odpowiedzialnymi za transport w Państwach Grupy Wyszehradzkiej, poświęcone współpracy na forum europejskim w związku z Prezydencją Polski w Grupie V4. W spotkaniu uczestniczyli: Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Transportu Rep. Czeskiej -Emanuel Šíp, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Transportu, Telekomunikacji i Poczty Słowacji - Milan Mojš oraz Sekretarz Stanu ds. transportu w Ministerstwie Transportu, Telekomunikacji i Energii Węgier - Janos Csepi. Uczestnicy spotkania potwierdzili potrzebę współpracy państw Grupy V4 na forum UE. Konsekwencją uzgodnień będą spotkania przedstawicieli tych państw na poziomie eksperckim, w celu uzgodnienia stanowisk dotyczących poszczególnych zagadnień. Pierwsze tego typu spotkanie odbędzie się we wrześniu br.
Komentuj →
3 września 2008 |
0
Auta nauki jazdy są niemile widziane na niektórych osiedlowych i sklepowych parkingach, a także na placu przed Wojewódzkim Ośrodkiem Ruchu Drogowego w Lublinie przy ul. Hutniczej. Tam w ciągu godziny potrafiło wjechać i zawrócić 50 samochodów. Dlatego po modernizacji ul. Hutniczej, na drodze wewnętrznej pojawiły się dwa znaki: “zakaz skrętu w lewo”, który nie dotyczy pojazdów WORD oraz “zakaz ruchu” dotyczący tylko pojazdów z “L” na dachu. Tymczasem instruktorzy podkreślają, że gdzieś muszą uczyć kursantów parkowania między autami i pokazać im, jak w praktyce wyjeżdża się spod WORD-u.– Musieliśmy postawić te znaki, by udrożnić wjazd na teren przedsiębiorstwa, z którego korzystają samochody ciężarowe – wyjaśnia Tadeusz Tolisz, prezes Przedsiębiorstwa Przewozu Towarów PKS Lublin. – W ten sposób ułatwiliśmy też kandydatom na kierowców zdawanie egzaminu. Przy mniejszym ruchu mogą łatwiej wyjechać na trasę. – To było jedno z najbardziej zatłoczonych skrzyżowań w mieście – podkreśla Ryszard Pasikowski, dyrektor WORD. – Nie dość, że wyjeżdżały ciężarówki i auta egzaminacyjne, to jeszcze w ciągu dnia dochodziło kilkaset aut nauki jazdy. Często dochodziło do zajechania drogi zdającym, a bywało też, że egzaminowany nie mógł wyjechać z naszego placu. Teraz jest spokojniej, choć nadal się zdarza, że kandydaci na kierowców na pierwszych metrach popełniają błędy powodujące przerwanie egzaminu. Instruktorzy z ośrodków szkolenia kierowców tłumaczą, że skręt w lewo w ul. Hutniczą jest bardzo specyficzny i dlatego muszą pokazywać w praktyce, jak należy go poprawnie wykonać. Opisanie teoretyczne nie wystarczy. – W tym miejscu można oblać egzamin – mówi jeden z instruktorów. – Wystarczy, że egzaminacyjne auto zatrzyma się w wąskim przesmyku między wysepkami uniemożliwiając skręt w lewo pojazdowi jadącemu od ul. Gospodarczej. Można też popełnić pierwszy błąd, przekraczając linię ciągłą przed przejściem dla pieszych. Z drugiej strony, jak można ustawić znak “zakaz ruchu”, który dotyczy tylko aut nauki jazdy? Przecież to niezgodne z kodeksem ruchu drogowego. Czy problem znajdzie rozwiązanie? Dyr. Pasikowski chce powiększyć plac manewrowy i w innym miejscu usytuować wyjazd z ośrodka.
Komentuj →
2 września 2008 |
0
Pół roku Prokuratura Rejonowa w Częstochowie prowadziła śledztwo w sprawie podejrzeń o przekroczenie uprawnień służbowych przez byłego dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego Tadeusza Taranka. Dowodów nie znaleziono. Śledztwo umorzono – czytamy w “Gazecie Częstochowskiej”. Jak informuje rzecznik prasowy Prokuratury Romuald Basiński dochodzenie wszczęto na podstawie doniesienia byłego pracownika WORD. – Osoba ta twierdziła, że były dyrektor dopuścił się nadużycia swojego stanowiska w latach 2001-2007. Katalog zarzutów był szeroki, między innymi mówił o wykorzystywaniu pracowników do celów prywatnych, na przykład przy budowie – mówi Basiński. Prokuratura wnikliwie przesłuchała świadków i autora informacji. – Materiał dowodowy nie potwierdził doniesień i ponieważ nie doszło do złamania prawa karnego, śledztwo umorzono – dodaje Basiński. Tadeusz Taranek został oczyszczony, nie rozwiązało to jednak jego sytuacji zawodowej. Na początku grudnia ubiegłego roku, na ponad miesiąc przez wszczęciem dochodzenia, zarząd województwa śląskiego odwołał go z funkcji dyrektora WORD-u. Konkretnych powodów ówczesny marszałek Janusz Moszyński nie sprecyzował. Decyzję, która zaskoczyła wiele osób, uzasadnił tzw. “sygnałami o nieprawidłowościach”. Tadeusz Taranek ma ponad trzydziestoletnie doświadczenie związane ze szkoleniem i egzaminowaniem kandydatów na kierowców i kierowców. Były dyrektor wielką wagę przykładał do podniesienia bezpieczeństwa ruchu drogowego, poprzez edukację komunikacyjną wśród dzieci i młodzieży. Inicjował szkolenia dla nauczycieli zajmujących się wychowaniem komunikacyjnym w szkołach. Ściśle współpracował z policją, strażą pożarną, szkołami, domami dziecka, ośrodkami pomocy społecznej, za co otrzymał liczne dyplomy i podziękowania. Najważniejszym osiągnięciem Tadeusza Taranka - które najprawdopodobniej stało się źródłem przyszłych jego kłopotów – było podjęcie, w myśl idei “zero tolerancji dla łapówkarstwa”, skutecznej walki z korupcją w Ośrodku. Konsekwentne działania dyrektora spotkały się z pozytywną opinią Ministerstwa Transportu, policji ds. walki z przestępczością czy wreszcie NIK-u. Przeprowadzone kontrole nie dopatrzyły się nadużyć, czego nie można powiedzieć o WORD w Katowicach. W ostatnich tygodniach media doniosły o kwitnącym tam zjawisku korupcyjnym na szeroką skalę, sprawą zajęła się już prokuratura.
Komentuj →
2 września 2008 |
0
Eksperyment z sezonowym deptakiem na ul. Piwnej w Gdańsku sprawdza się coraz gorzej - donosi “Gazeta Wyborcza”. Dlatego urzędnicy planują montaż blokady na... pilota. Policja dosyć często przejeżdża deptakiem, więc kierowcy biorą z niej przykład. W dodatku odcinek ten pokonują z większą prędkością niż zwykle, bo wiedzą, że łamią prawo - żali się pani Magdalena, mieszkanka gdańskiego Głównego Miasta. Kierowców nie powstrzymują nawet kwietniki, które bronią im dostępu do ulicy. - Policjanci najpierw je omijali, wjeżdżając na chodnik, a teraz ktoś, co rano, przesuwa je na bok. Przydałyby się betonowe - mówi jeden z restauratorów. - Ponadto za mało znaków pokazuje, że to strefa pieszych. Blokada ul. Piwnej nie zdaje egzaminu. Dlatego urząd, przykładem zachodnich miast, planuje w przyszłym roku montaż stałej blokady otwieranej przez pogotowie czy policję pilotem.
Komentuj →
2 września 2008 |
2
Dwuosobowe pojazdy o małych wymiarach, na które nie trzeba prawa jazdy, chcą podbić polski rynek. Na przeszkodzie może stanąć ich cena. Czterokołowce (kwadrycyle), ze względu na wagę dzielą się na: lekkie (do 350 kg) i ciężkie (do 550 kg). Te pierwsze charakteryzują się następującymi parametrami: prędkość maksymalna wynosi 45 km/h, a maksymalna moc to 4 kW. Zużycie paliwa nie powinno przekroczyć trzech litrów na 100 kilometrów. Pojemność silnika to 50 centymetrów sześciennych. - W świetle prawa znajdują się one w tej samej kategorii co motorowery - wyjaśnia podkomisarz Marek Florianowicz z wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. - Czyli osoby, które skończyły 18 lat, mogą nimi jeździć bez prawa jazdy czy karty motorowerowej. Ten ostatni dokument obowiązuje natomiast osoby niepełnoletnie. Inaczej z czterokołowcami ciężkimi o masie do 550 kg. Aby je prowadzić, trzeba mieć prawo jazdy kategorii B1. Powyżej tej masy trzeba mieć już prawo jazdy kategorii B. Chociaż czterokołowce mogą być rejestrowane jako motorowery, to są od nich bezpieczniejsze. Dlaczego? Mają na to wpływ cztery koła, które zapewniają lepszą stabilność podczas jazdy, plastikowa karoseria, która chroni kierowcę i pasażera, oraz pasy bezpieczeństwa. Ponadto autka mają trzy lusterka wsteczne (dwa na zewnątrz i jedno w kabinie), dwa przednie i dwa tylne reflektory, wycieraczki oraz zagłówki foteli. Kwadrycykle to pojazdy typowo miejskie. Dzięki niewielkim gabarytom bardzo łatwo znaleźć dla nich miejsce do zaparkowania. Czterokołowce te mają też całkiem spory jak na ten typ pojazdów bagażnik. Do kogo kierowane są takie pojazdy? Do osób starszych, ludzi aktywnych zawodowo, którzy nie mają czasu na zdobywanie prawa jazdy, i dla mieszczuchów. Producent reklamuje czterokołowce jako wyśmienite pojazdy dla kierowców, którzy z powodu wykroczeń drogowych lub jazdy pod wpływem alkoholu stracili prawo jazdy. Te zapędy studzi jednak policja. - Jeśli sąd dał im zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, a tak się dzieje prawie zawsze, to nawet takimi czterokołowcami jeździć nie wolno - ostrzega podkomisarz Florianowicz.
Komentuj →
1 września 2008 |
0
Gdynia chce przebudowywać domy i ulice, tak by niepełnosprawnym żyło im się łatwiej. Propozycje zmian można zgłaszać w internecie i listownie. Kampania ma ułatwić stworzenie listy miejsc, które można zmienić, tak by były dostępne dla wszystkich. - Nie oszukujmy się. Nie wszystko uda się zauważyć pracownikom magistratu. Dlatego czekamy na opinie ludzi, którzy chcą pomóc nam i przede wszystkim sobie - mówi Agnieszka Wawrzyniak z Samodzielnego Referatu ds. Osób Niepełnosprawnych Urzędu Miasta. - Takich miejsc jest mnóstwo, dotyczy to całej Polski, ale może od Gdyni zaczęlibyśmy zmiany w dobrym kierunku? I może włączą się w to inne instytucje, nie tylko gmina? - mówi z nadzieją niewidomy Romuald Roczeń, pomysłodawca rejsów niewidzących na "Zawiszy Czarnym".
Anonimową ankietę z sugestiami zmian można wypełnić w internecie (www.gdynia.pl), albo otrzymać w Punkcie Informacji Turystycznej oraz urzędzie, i w tradycyjny sposób przesłać do magistratu.
Komentuj →
1 września 2008 |
0
(264-3)
^Zielone tabliczki z przekreślonym papierosem do końca tygodnia przyklejone zostaną na dwóch tysiącach zadaszonych przystanków.
Na przystankach pojawiły się naklejki z napisem “Strefa wolna od dymu”. Od dziś miał obowiązywać zakaz palenia pod wiatami przystankowymi i na placach zabaw. Ale nie obowiązuje. Przez pomyłkę radnych – donosi “Gazeta Stołeczna”. Zakaz palenia od 1 września radni uchwalili w lipcu, na ostatniej przedwakacyjnej sesji. Uchwalono, że palić nie będzie wolno pod przystankowymi daszkami. Jak informuje rzecznik ZTM Marek Sieczkowski pasażerowie tramwajów i autobusów dobrze przyjęli nowe przepisy. Ma wyniki specjalnych badań: 72 proc. warszawiaków popiera zakaz palenia na przystankach. Dziś jednak powód do zadowolenia mają przeciwnicy zakazu. Okazało się bowiem, że przez pomyłkę radnych nowe prawo na razie nie obowiązuje.- W uchwale jest mowa, że przepis wchodzi w życie po 30 dniach od opublikowania go w dzienniku urzędowym województwa z mocą obowiązującą od 1 września. A został opublikowany 18 sierpnia. Zatem proszę mi powiedzieć, jak ma obowiązywać od 1 września? - zastanawia się Remigiusz Krynke, prawnik straży miejskiej. - Nie można robić normy karno-prawnej, gdy obywatel nie wie, od kiedy ona obowiązuje - dodaje. - Od kiedy obowiązuje zakaz palenia? - pytamy Marcina Ochmańskiego z biura prasowego ratusza. - Dobre pytanie. Nie wiem - odpowiada. - Ale to rada miasta, a nie ratusz, uchwaliła takie prawo - zaraz dodaje. Wiceprzewodnicząca rady Ligia Krajewska jest zakłopotana. - Biuro prawne rady nie zauważyło niekonsekwencji i ja uchwałę podpisałam - mówi. Warszawiacy przynajmniej będą mieli czas, żeby się oswoić z zakazem - pociesza. Remigiusz Krynke dodaje, że na razie strażnicy mają związane ręce i za palenie pod wiatą i na placu zabaw ukarać nikogo nie mogą. Zaczną to robić 18 września. Od tego dnia za nieprzestrzeganie zakazu posypią się mandaty. Od 20 do nawet 500 zł. Oporni, którzy nie będą chcieli przyjąć mandatu, mogą trafić przed oblicze sądu grodzkiego. Komendant straży miejskiej Zbigniew Leszczyński przyznaje, że nowy przepis będzie trudny do egzekwowania. - Przede wszystkim dlatego, że definicja przystanku jest niejasna. Podobny problem mieli sami radni, kiedy pracowali nad tą uchwałą - mówi Zbigniew Leszczyński. - Ale oczywiście uczulamy strażników, by od początku września większą uwagę zwracali na to, czy ktoś mimo zakazu pali - zastrzega komendant. I przypomina, że za złamanie przepisu grozi kara od 50 do nawet 500 złotych. - Na początku jednak będziemy raczej pouczali palaczy - wyjaśnia komendant.
Komentuj →
1 września 2008 |
0
Placówki oświatowe coraz częściej poszukują opiekunów dzieci przy przejściu przez jezdnię. Mogą oni liczyć na pracę przede wszystkim w tych szkołach, które usytuowane są w pobliżu dróg o dużym natężeniu ruchu. Szkoły wysyłają oferty zatrudnienia przede wszystkim do urzędów pracy. Jak wskazuje Katarzyna Ostrowska z Urzędu Pracy m.st. Warszawy, w przypadku gdy pracodawca, a więc szkoła, zagwarantuje zatrudnienie osoby bezrobotnej, która będzie nadzorować bezpieczne przejście dzieci przez jezdnię w wyznaczonym miejscu, wówczas urząd pracy sfinansuje przeszkolenie takiej osoby. Kandydat ubiegający się o to stanowisko musi odbyć szkolenie w zakresie kierowania ruchem drogowym. Jest ono organizowane odpłatnie przez wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego. Program szkolenia określa rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji. - U nas taki kurs trwa 18 godzin i kończy się egzaminem w formie testu. Za udział w szkoleniu trzeba zapłacić 300 zł - wyjaśnia Roman Bańczyk, dyrektor wojewódzkiego ruchu drogowego w Katowicach. Pomimo tego, że niektóre szkoły są usytuowane w pobliżu dróg szybkiego ruchu, nie wszyscy dyrektorzy ze względu na brak pieniędzy, mogą zatrudnić osobę dbającą o bezpieczeństwo ucznia. - Nasza placówka korzysta z pomocy straży miejskiej - mówi Zofia Jakubowska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 76 w Falenicach. W jej przekonaniu jednak dobrze jest, gdy o bezpieczeństwo dzieci dbają specjalnie w tym celu zatrudnione osoby. Podobnego zdania jest Joanna Teterek, wicedyrektor SP nr 109 w Warszawie. Jej placówka również wystąpiła do urzędu pracy o pomoc w znalezieniu opiekuna dzieci. - Taka osoba jest bardzo potrzebna, bo szkoła znajduje się na obrzeżach miasta, gdzie jest duży ruch i nie ma sygnalizacji świetlnej. Szukamy osoby, która nie tylko posiada uprawnienia do takiej pracy, ale także jest spostrzegawcza i sprawna fizycznie. Jolanta Lipszyc, dyrektor Biura Edukacji Urzędu Miasta Stołecznego Warszawa. W Łodzi przy najbardziej niebezpiecznych przejściach dla pieszych powinno stać 26 "kapturków". Siedmiu z nich ma etaty w szkołach i faktycznie przed nimi stoi. Pozostałych 19 miało być zatrudnianych przez wydział edukacji. Ale pracuje tylko kilku. - Rezygnują. Powód? Głównie to niskie zarobki - opowiada Dorota Szafran, wicedyrektorka wydziału edukacji Urzędu Miasta Łodzi.
Komentuj →
1 września 2008 |
0
W “Echu Miasta: Łódź” czytamy: Co sprawia, że łódzcy kierowcy mają w Polsce opinię chamów, narwańców, cwaniaków i ignorantów, będących na bakier z przepisami? O tym, że łódzcy kierowcy są, delikatnie mówiąc, niekulturalni, z dezaprobatą mówią nawet policjanci. - Kiedyś za najbardziej nieuprzejmych uchodzili kierowcy z Warszawy - opowiada aspirant sztabowy Wojciech Milecki z sekcji ruchu drogowego Miejskiej Komendy Policji. - Ale to już przeszłość. Dziś na taką opinię zapracowali łodzianie. Warszawiaków grzeczności nauczyło życie - duży ruch i chyba częstsze niż w innych polskich miastach wyjazdy samochodem za granicę. W Łodzi uprzejmość to ciągle rzadka cecha. Zbyt późno ruszamy na zielonym świetle, w korkach wpychamy się zamiast cierpliwie czekać, nie przepuszczamy pieszych na pasach, a tych, którzy jeżdżą przepisowo, uważamy za frajerów. Trąbimy na nich i pokazujemy obraźliwe gesty. Jednak o wiele gorzej jest w Łodzi z przestrzeganiem kodeksu drogowego. Nasze najcięższe grzechy? - Przekraczanie prędkości, ignorowanie czerwonych świateł, wyprzedzanie na zakazie i przejściach dla pieszych, jazda na podwójnym gazie, słaba znajomość przepisów ruchu drogowego - jednym tchem wylicza aspirant Milecki. Łodzianie są w czołówce Polaków unikających płacenia mandatów drogowych - informuje “Polska -Dziennik Łódzki”.
Komentuj →
1 września 2008 |
0
Wraz z początkiem roku szkolnego wzrasta natężenie ruchu drogowego w pobliżu szkół. Ze względu na szereg niebezpieczeństw zagrażających najmłodszym, jak co roku policjanci w całym kraju działając w ramach akcji “Bezpieczna droga do szkoły” podejmują działania zmierzające do poprawy bezpieczeństwa. W Łodzi już w lipcu br. funkcjonariusze Sekcji Ruchu Drogowego KMP w Łodzi wspólnie z przedstawicielami Zarządu Dróg i Transportu oraz Zakładu Drogownictwa przeprowadzili lustrację terenów wokół szkół, zobowiązując jednocześnie dyrekcje do naprawienia stwierdzonych uchybień. Od pierwszego września szczególnym nadzorem objęte zostały drogi w rejonach szkół. Policjanci SRD KMP w Łodzi wraz z funkcjonariuszami Straży Miejskiej czuwali nad bezpieczeństwem dzieci m.in. poprzez dyscyplinowanie stwarzających zagrożenie kierujących ale również poprzez przypominanie najmłodszym podstawowych zasad prawidłowego poruszania się po drogach ze szczególnym uwzględnieniem przechodzenia przez jezdnię. Aby zapobiec niebezpieczeństwom i wskazać prawidłowy sposób postępowania policjanci z Zespołu Prewencji Kryminalnej i Nieletnich KMP w Łodzi w pierwszych tygodniach września odwiedzą w szkołach podstawowych pierwszoklasistów, dla których rozpoczyna się nowy okres w życiu. Często bardziej niż dotychczas samodzielny. Aby był bezpieczny, policjanci wspólnie z dziećmi w czasie spotkań wybiorą najwłaściwsze sposoby zachowań, zarówno na drodze jak i w miejscu zamieszkania, czy placu zabaw.
W Szczecinie w Wydział Ruchu Drogowego KWP zaplanował zorganizowanie festynów dla uczniów klas pierwszych pod nazwą “Zwolnij! Szkoła za rogiem.”
- 8 września 2008 roku – Amfiteatr w Koszalinie,
-12 września 2008 roku – tor kartingowy w Szczecinie przy ul. Wojska Polskiego,
-18 września 2008 roku – rynek w Połczynie Zdroju.
Podczas festynów, najmłodsi poznają elementarne zasady bezpiecznego poruszania się po drogach, zostaną wyposażeni w elementy odblaskowe a także będą uczestniczyć w konkursach i zabawach. Szkoły otrzymają kamizelki odblaskowe. Główni organizatorzy festynów to: Burmistrz/Prezydent, Policja, WORD, ZORD, SG, ŻW, SM, PSP, OSP PCK.
Komentuj →