16 stycznia 2009 |
0
W Warszawie odbył się brifing dyrektora biura ruchu drogowego KGP insp. Jacka Zalewskiego, rzecznika komendanta głównego Policji - podinsp. Mariusza Sokołowskiego i rzecznika głównego inspektoratu transportu drogowego - Alvina Gajadhura dotyczący "Bezpiecznych ferii" - kontroli autokarów.
Policjanci apelują: aby podróż autokarem należała do udanych należy pamiętać o spełnieniu kilku warunków, które podajemy niżej:
-Przed wyjazdem dziecka autokarem na ferie, wycieczkę, sprawdź, kto i gdzie organizuje jego wyjazd i pobyt. Dowiedz się czy ktoś ze znajomych nie wysłał na wakacje swojej pociechy korzystając z usług tego samego przewoźnika. ZAPAMIĘTAJ!!! – NIŻSZA CENA WYNAJĘCIA AUTOKARU NA WYCIECZKĘ NIE POWINNA DECYDOWAĆ O WYBORZE PRZEWOŹNIKA.
-Ustal, czy wychowawcy i opiekunowie mają odpowiednie kwalifikacje. Dowiedz się, jaki jest program pobytu i czy jest on zgodny z oczekiwaniami Twoimi i Twojego dziecka.
-Przed wyjazdem dziecka autobusem, poproś o skontrolowania pojazdu i jego kierowcy przez policjantów ruchu drogowego. Najlepiej z kilkudniowym wyprzedzeniem, osobiście lub telefonicznie skontaktuj się z dyżurnym najbliższej jednostki Policji. Policjanci sprawdzą stan techniczny autobusu, trzeźwość kierowcy oraz wymagane dokumenty. ZAPAMIĘTAJ!!! – JEŻELI MASZ UZASADNIENIE PODEJRZENIA, CO DO KIEROWCY (BEŁKOTLIWA MOWA, WYCZUWALNA WOŃ ALKOHOLU) LUB STANU TECHNICZNEGO POJAZDU (POPĘKANE SZYBY, ŁYSE OPONY, WYCIEKI PŁYNÓW EKSPLOATACYJNYCH itp.) NATYCHMIAST WZYWAJ POLICJĘ!
-Pamiętaj o łańcuchach! W Polsce są drogi, na których używanie łańcuchów przeciw poślizgowych jest obowiązkowe. Warto więc zwrócić uwagę na znaki C-18 i C-19 (przedstawione na rysunku). W krajach takich jak Austria, Włochy, Francja czy Szwajcaria od wielu lat istnieje obowiązek zakładania łańcuchów, gdy droga w górach pokryta jest śniegiem.
-Jeżeli kierowca, przewoźnik nie chce zgodzić się na kontrolę Policji (szantażuje, straszy, że nie będzie tak długo czekał na Policję, że zrezygnuje z wycieczki) to znak, że coś jest nie w porządku.
ZAPAMIĘTAJ!!! - WARTO CZASAMI POCZEKAĆ GODZINĘ DŁUŻEJ NA PRZYJAZD POLICJI I SPAĆ SPOKOJNIE. WYCIECZKĘ MOŻNA POWTÓRZYĆ, LECZ SKUTKÓW WYPADKU DROGOWEGO JUŻ SIĘ NIE ODWRÓCI.
-Dla pełniejszego bezpieczeństwa dobrze jest w umowie wynajmu autokaru zawrzeć klauzulę, aby w autobusie było dwóch kierowców, a autobus był poddany dodatkowym badaniom technicznym.
DODATKOWE BADANIA TECHNICZNE AUTOBUSU O LICZBIE MIEJSC POWYŻEJ 15 ŁĄCZNIE Z KIEROWCĄ, TO SUMA 199 ZŁ. JEŻELI NA WYCIECZKĘ WYBIERA SIĘ 30 OSÓB TO KOSZT WYCIECZKI PO BADANIACH TECHNICZNYCH WZROŚNIE O NIECAŁE 7 ZŁ.
-Nad właściwym przebiegiem podróży powinni czuwać opiekunowie wycieczki. W przypadku wycieczek autokarowych z reguły jeden opiekun przypada na 15 osób. Miejsce przy drzwiach autobusu muszą zająć osoby dorosłe. Kierownik wycieczki zajmuje miejsce obok kierowcy.
-Przejścia w autokarze powinny być wolne, co umożliwia szybkie opuszczenie pojazdu w razie ewakuacji (wszystkie bagaże należy ulokować na półkach lub bagażniku autokaru).
ZAPAMIĘTAJ!!! – W PRZEJŚCIACH AUTOBUSU NIE MOGĄ ZNAJDOWAC SIĘ DODATKOWE MIEJSCA SIEDZĄCE, A W CZASIE JAZDY DZIECI NIE MOGĄ SPACEROWAĆ PO AUTOBUSIE, STAWAĆ NA SIEDZENIACH, MIĘDZY SIEDZENIAMI I WYCHYLAĆ SIĘ PRZEZ OKNA. JEŻELI AUTOBUS JEST WYPOSAŻONY W PASY BEZPIECZEŃSTWA PRZEWOŻONE W NIM DZIECI MUSZĄ MIEĆ JE ZAPIĘTE.
-Ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa podróżnych ma przestrzeganie przepisów o czasie pracy kierowcy. W trakcie jazdy należy organizować kilkunastominutowe przerwy na odpoczynek. Postoje te powinny być wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych. tj. na oznakowanych parkingach. W przypadku wycieczek wielogodzinnych przerwy należy organizować częściej, a przynajmniej raz zarządzić dłuższą przerwę - około jednej godziny na posiłek.
ZAPAMIĘTAJ!!! – PO KAŻDEJ PRZERWIE W PODRÓŻY SPRAWDZIĆ STAN LICZEBNY DZIECI
-Czas prowadzenia pojazdu i odpoczynku – wybrane zagadnienia. Dzienny czas prowadzenia pojazdu nie może przekraczać: - norma - 9 godzin; - przedłużony – 10 godzin 2 razy w tygodniu. Dopuszczalny czas prowadzenia pojazdu nie może przekraczać: - w tygodniu – 56 godzin; - w ciągu dwóch kolejnych tygodni - 90 godzin. Maksymalny czas prowadzenia pojazdu bez przerwy - 4 godziny 30 minut; Przerwa w prowadzeniu pojazdu - co najmniej 45 minut lub, co najmniej 15 minut i następna, co najmniej 30 minut. Dzienny okres odpoczynku - norma, co najmniej 11 nieprzerywanych godzin w każdym 24 godzinnym okresie.
-Opiekunowie wycieczki są współodpowiedzialni za bezpieczeństwo przewożonych dzieci.
W SYTUACJI, GDY KIERUJĄCY AUTOKAREM ŁAMIE ELEMENTARNE ZASADY BEZPIECZEŃSTWA (PRZEKRACZA DOZWOLONĄ PRĘDKOŚĆ, WYPRZEDZA NA TRZECIEGO, ROZMAWIA PRZEZ TELEFON KOMÓRKOWY itp.) NIE BĄDŹ BIERNYM OBSERWATOREM JEGO POCZYNAŃ - ZDECYDOWANIE ZWRÓĆ MU UWAGĘ. JEŻELI PO PODRÓŻY MASZ ZASTRZEŻENIA DO ZACHOWANIA KIEROWCY KONIECZNIE PRZEKAŻ JE PRZEWOŹNIKOWI.
-Przypominamy znak "dopuszczalne prędkości - D-39", informujący o dozwolonych prędkościach w Polsce:
(282-8)
-Dojeżdżając do miejsca przeznaczenia należy odpowiednio wcześniej poinformować dzieci o przygotowaniu się do wyjścia. Opiekunowie powinni zadbać, aby dzieci nie wybiegały spoza autokaru i po zakończeniu podróży w bezpiecznie poruszały się jako piesi.
-Nie wszystkie dzieci wyjadą na zimowiska. Spora ich cześć będzie spędzała wolny czas w miejscu zamieszkania. Warto więc przed feriami przypomnieć najmłodszym podstawowe zasady bezpieczeństwa podczas poruszania się zimą po drogach. Nie zawsze ferie zimowe idą w parze z urlopami rodziców, tak więc na wspólne spędzanie czasu pozostają weekendy. Ten czas trzeba wykorzystać na rodzinne spacery, w trakcie których należy zwracać uwagę na zagrożenia czyhające na dzieci w ruchu drogowym. Komentarze do niebezpiecznych sytuacji, dobry przykład rodziców gwarantują w przyszłości zwiększenie bezpieczeństwa dziecka.
-Warto pomyśleć także o zaplanowaniu wolnego czasu swojej pociechy np. w ramach nieobozowych ferii organizowanych przez szkoły, domy kultury itp. Następną sprawą są zabawy na śniegu. Rodzice, nauczyciele, koniecznie muszą przypominać dzieciom o tym, że nie wolno zjeżdżać na sankach z górek i pagórków położonych w pobliżu dróg. Pokusa jest bardzo silna lecz ryzyko wpadnięcia pod pojazd na prawdę duże. Dlatego też widząc ślizgające się dzieci w pobliżu ulicy należy im zwrócić uwagę i nie tylko wtedy, gdy wśród nich jest własne dziecko. W tej sytuacji obojętność i brak reakcji osoby dorosłej mogą doprowadzić do tragedii.
Komentuj →
11 stycznia 2009 |
2
“Gazeta Wyborcza” porusza temat wywołujący wiele kontrowersji. Oto artykuł poświęcony szkoleniu kierowców zawodowych: “Kurs na zawodowego kierowcę autobusu lub trolejbusu kosztował 750 zł. Od kilku miesięcy trzeba zapłacić 10 tys. zł. Ale nawet jak ktoś pieniądze ma, i tak kursu nie zrobi, bo nie ma gdzie. Zdaniem Bolesława Milewskiego, szefa Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego, pracownicy Ministerstwa Infrastruktury pragną dokonać ekonomicznego cudu. - Bo niby jak można namówić młodego człowieka do wydania 10 tys. zł po to, aby jako zawodowy kierowca zarabiał 2 tys. miesięcznie - zastanawia się Milewski. - I którego młodego chłopaka czy dziewczynę z małego miasteczka na taki wydatek stać? Nie stać z pewnością pani Małgorzaty Nowakowskiej z Gdańska. Jest samotną matką, nie ma pracy. Chciałaby zacząć pracę jako kierowca trolejbusu. Kilka tygodni temu zdała nawet na prawo jazdy kategorii D, co kosztowało 4 tys. zł. Od zostania zawodowym kierowcą dzieli ją niewiele i bardzo dużo zarazem - czyli kurs na przewóz osób, który w urzędniczej nowomowie określa się "kwalifikacją wstępną". Owa kwalifikacja - jak wspomina pani Małgorzata - jeszcze niedawno była właściwie formalnością. Kosztowała 750 zł, trwała pięć dni i można ją było zrobić w jej regionie, np. w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego. W połowie ubiegłego roku zmieniły się jednak przepisy ustawy o ruchu i transporcie drogowym. Teraz, by zaliczyć kwalifikację, trzeba odbyć 280 godzin zajęć, gdzie przyszły kierowca, siedząc głównie na teoretycznych zajęciach, uczy się m.in., jak prowadzić samochód, żeby zużywał on mniej paliwa, albo jak zapewnić bezpieczeństwo pasażerom. - Kurs kosztuje 8-10 tys. zł. Przecież to chore. Człowiek chce pracować, a urzędnicy mu to tak utrudniają. - żali się pani Małgorzata. I prosi na witrynie internetowej "Gazety" bubleprawne.org: "Zróbcie coś, żebym mogła zacząć pracować jako kierowca. Jeśli urzędnicy chcą zmniejszać bezrobocie i sprawić, aby ludzie nie wyjeżdżali z kraju za pracą, to niech robią ustawy dobre i przemyślane, a nie takie jak ta".
Dlaczego kurs jest tak drogi? Wszystko dlatego że Ministerstwo Infrastruktury ustaliło, że ma on trwać najdłużej ze wszystkich państw w Europie. - Apelowaliśmy od samego początku do Ministerstwa Infrastruktury, żeby zamiast 280 godzin kursu, wprowadzić 140, tak jak jest w innych krajach Unii Europejskiej. - twierdzi Milewski. - Kurs kosztowałby wtedy 3-4 tys. To nadal dużo, ale kwota byłaby bardziej do przejścia. Resort nie chciał nas wtedy słuchać.
Problem jednak na tym się nie kończy. - Nawet gdybym miała te pieniądze, to i tak nie mam gdzie kursu zrobić - opowiada pani Małgorzata. Dlaczego? - Przepisy wykonawcze do ustawy weszły w życie zbyt późno, ośrodki doszkalające nie miały czasu się przygotować - wyjaśnia Milewski.
Po kilku miesiącach od wejścia nowego prawa w życie pierwsze ośrodki dopiero zaczynają organizować kursy. - Efekt jest taki, że cały czas dzwonią do mnie ludzie z PKS-ów i z miejskich przedsiębiorstw komunikacji miejskiej, że ludzi do pracy nie mogą przez to całe zamieszanie znaleźć - twierdzi Milewski, którego zdaniem problem dotyczy tysięcy kierowców w całej Polsce.
- Jeszcze dziś postawię ten temat na prezydium komisji infrastruktury - zapowiada oburzony wiceszef sejmowej komisji infrastruktury poseł Stanisław Żmijan z PO.
Co na to Ministerstwo Infrastruktury? Zapowiada zmianę. Rzecznik Mikołaj Karpiński zapewnia, że jego resort, "wychodząc naprzeciw oczekiwaniom środowiska transportowego", przygotuje możliwość zdobycia kwalifikacji w wersji przyspieszonej już po 140 godzinach. Przepisy mają, według jego zapewnień, wejść w życie "przed 10 września 2009 r.". A cena kursu? Jak twierdzi Karpiński, ministerstwo nie miało na nią wpływu, bo cena jest "kształtowana przez rynek szkoleniowy".
- Cała sytuacja to klasyczny przykład urzędniczego myślenia. Zamiast minimum formalności, urzędnik wprowadza maksimum. A ty kierowco się martw. I płać. A później płacz - twierdzi Janusz Paczocha, ekspert od reglamentacji zawodów, za rządów Jerzego Buzka sekretarz zespołu ds. odbiurokratyzowania gospodarki.
Według Paczochy przykład z kierowcami jest symptomatyczny. Na początku wprowadza się ograniczenia w dostępie do zawodu - np. odpłatne kursy - a później cały czas te ograniczenia się zaostrza, np. podnosząc cenę.
- Bo zawody zamknięte mają tendencję, żeby w miarę upływu czasu jeszcze bardziej się zamykać - twierdzi Paczocha.
Specjalne zezwolenia urzędników, wpisy do rejestrów lub uprawnienia wydawane przez samorządy zawodowe potrzebne są do pracy już w trzystu, a może nawet i czterystu zawodach w Polsce. W ilu dokładnie? Tego nikt nie wie, bo politycy dawno stracili nad tym kontrolę.”
Komentuj →
8 stycznia 2009 |
0
Instalacje nawiązujące do zawarcia unii polsko-litewskiej chce w kilku punktach miasta ustawić lubelski ratusz. Autorami prac są uczniowie liceum plastycznego. - Może być fajnie, ale trzeba dobrze wybrać - ostrzegają specjaliści. Kurier Lubelski" napisał o pomyśle ustawienia na lubelskich rondach rzeźb plenerowych. - Uczniowie potraktowali temat swobodnie i powstały prace w luźny sposób inspirowane Lublinem. Jest np. pomysł ażurowego drzewa przypominający baobab z placu Litewskiego - dodaje. Projekty przygotowali uczniowie klas III i IV, głównie w ramach zajęć z rzeźby pod kierunkiem Agnieszki Kasprzak absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Miasto chce, byśmy przynajmniej dwa z zaprezentowanych pomysłów, mogli oglądać już na wiosnę. Pomysłodawcą takiej dekoracji skrzyżowań jest Tomasz Radzikowski, dyrektor wydziału gospodarki komunalnej lubelskiego ratusza, ale na razie opowiada o niej bardzo oszczędnie. Przyznaje, że jeszcze zastanawia się, gdzie rzeźby powinny stanąć. Najprawdopodobniej w pierwszej kolejności będzie to rondo pod lubelskim zamkiem oraz na skrzyżowaniu ul. Solidarności i Kompozytorów Polskich. Niewykluczone, że z czasem rzeźby pojawią się też na kolejnych. Radzikowski zapewnia jednak, że proponowane dekoracje nie będą odwracały uwagi kierowców od drogi ani ograniczały widoczności, tak samo, jak nie robią tego kolorowe billboardy, umieszczane również na rondach.
(282-2)
Rozmowa z Dariuszem Śmiechowskim ze Stowarzyszenia Architektów Polskich:
Barbara Majewska (“Kurier Lubelski”): Czy ustawianie rzeźb na skrzyżowaniach ulic to dobry pomysł?
Dariusz Śmiechowski (Stowarzyszenie Architektów Polskich): Oczywiście. Tak ozdobione ronda można już oglądać w wielu krajach Europy, m.in. we Francji czy w Szwecji. W Polsce z taką formą architektury spotkałem się w Siemiatyczach. Pozostałe ronda to zwykle kopce ziemne, ozdobione ewentualnie krzewami.
Barbara Majewska (“Kurier Lubelski”): Dlaczego w Polsce nie realizuje się takich pomysłów?
Dariusz Śmiechowski (Stowarzyszenie Architektów Polskich):Rzeźby na rondach nie są u nas popularne i nie ma takich tradycji. Nie podziwiałyby ich bowiem osoby, które siedzą na ławce, ale tylko kierowcy.
Barbara Majewska (“Kurier Lubelski”): Jak powinny wyglądać rzeźby na ulicach?
Dariusz Śmiechowski (Stowarzyszenie Architektów Polskich):Myślę, że powinny mieć prostą formę. Mają być ciekawe, ale nie symboliczne. Inaczej będą rozpraszać kierowców, którzy będą starali się odczytać znaczenie poszczególnych form.
Barbara Majewska (“Kurier Lubelski”): Podobają się Panu projekty figur, wykonane przez uczniów z Zespołu Szkół Plastycznych w Lublinie?
Dariusz Śmiechowski (Stowarzyszenie Architektów Polskich):Wiele z nich jest naprawdę dobrych. Im skromniejsze i bardziej abstrakcyjne kształty, tym lepiej. Najlepsze projekty powinni wybrać nie urzędnicy, ale artyści.
Barbara Majewska (“Kurier Lubelski”): A może takie projekty powinni wykonywać profesjonaliści...?
Dariusz Śmiechowski (Stowarzyszenie Architektów Polskich):Oczywiście mogą. Lubelska inicjatywa jednak, oprócz tego, że nad sprawą czuwa artysta rzeźbiarz, umożliwia młodzieży uczestnictwo w kształtowaniu przestrzeni publicznej miasta.
Komentuj →
7 stycznia 2009 |
0
“Gazeta Wyborcza Wysokie Obroty” udziela bezcennej porady jak zapalić auto na mrozie, czytamy: niedyspozycja auta w zimowy poranek jest niemal tak stresująca, jak stłuczka. Nawet jeśli natychmiast wezwiemy taksówkę, dotrzemy na miejsce z najmniej półgodzinnym opóźnieniem. No i o wiele drożej. Co robić, by oszczędzić sobie nerwów? By być pewnym swego auta? W Skandynawii można je podłączyć do gniazdka, które jest na wyposażeniu wielu miejsc parkingowych. Dzięki temu, że auta mają tam nagrzewnice silnika i powietrza w kabinie, tudzież grzałki w miskach olejowych można je odpalić bez problemu nawet na siarczystym mrozie. U nas trzeba radzić sobie samemu. Jak? Przede wszystkim zadbać o sprawny akumulator. Prawdopodobieństwo, że w najmniej odpowiedniej chwili wyzionie ducha jest odwrotnie proporcjonalne do temperatury i wprost proporcjonalne do okresu bezczynności oraz wieku auta. Jeśli więc nasz wehikuł liczy 10 lat, nie odpalaliśmy go przez kilka dni, ma włączony autoalarm, a ostatniej nocy było - 20 st. Celsjusza, możemy przeżyć zawód. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi diesel, znacznie bardziej wrażliwy na jakość paliwa (wytrącająca się na mrozie parafina może go unieruchomić), a w dodatku wymagający dużo większej mocy podczas rozruchu (1,5-2 razy wyższy stopień sprężania niż w silnikach benzynowych). Dlatego chcąc być pewni, że zdołamy wyjechać nazajutrz o świcie na narty - warto wziąć akumulator na noc do domu. Już samo to, że spędzi ją w temperaturze plus, a nie minus 20 st. C, powiększy nasze szanse. A jeśli mamy prostownik (wydatek od 60 do 300 zł) i podładujemy nim akumulator - możemy być wręcz pewni sukcesu.
Zapalanie krok po kroku: Jeśli auto jest mocno zaśnieżone, dobrze jest w pierwszym rzędzie oczyścić tablicę rejestracyjną. A już bardziej na serio - okolice drzwi (lub całe auto, o ile jesteśmy pewni, że zapali) po to, by po ich otwarciu wiatr nie wwiał śniegu do środka (topniejąc będzie zaparowywał szyby). By to zrobić, trzeba przynieść szczotkę do śniegu ze sobą albo trzymać ją w bagażniku (o ile daje się otworzyć z zewnątrz, bo są auta, w których jest to niemożliwe). Otrzepujemy buty, wsiadamy, wciskamy sprzęgło, delikatnie wrzucamy na luz i przekręcamy kluczyk tak, by zapaliły się kontrolki, ale nie silnik. Jeśli włączy się radio, dmuchawa i inne odbiorniki prądu - wyłączamy je, by nie konkurowały o prąd z rozrusznikiem. Jeśli nie włączy się nic, możemy na chwilę (ok. 10 sekund) uruchomić np. światła postojowe, by pobudzić akumulator. W dieslach zrobią to za nas świece żarowe (podgrzewają powietrze w komorze wstępnej lub bezpośrednio w komorze spalania w silniku). W tym przypadku zamiast cokolwiek włączać, wystarczy odczekać, aż zgaśnie pomarańczowa kontrolka z symbolem grzałki. Dopiero teraz przekręcamy kluczyk w pozycję Start (w wersji z "automatem" uprzednio wciskamy hamulec). Jeśli rozrusznik po chwili umilknie, a kontrolki przygasną, możemy dzwonić po taksówkę, szukać kabli rozruchowych lub zacząć wyjmować akumulator, bo na 99 proc. silnika nie da się uruchomić. Jeśli rozrusznik pracuje, lecz silnik nie zapala przez - powiedzmy - pięć sekund, trzeba odczekać dobrą chwilę i ponowić próbę. Gdy za każdym kolejnym razem rozrusznik obraca korbowodem coraz wolniej, nie ma sensu dalej męczyć akumulatora. Kiedy silnik zapali z trudem, warto ułatwić mu pracę, trzymając wciśnięty pedał sprzęgła jeszcze przez 10-15 sekund. Co prawda instruktorzy każą natychmiast wrzucać jedynkę i jechać, ale ta rada dotyczy silnika zimnego, a nie skostniałego na 20-stopniowym mrozie. My, gdy tylko obroty się wyrównają, powinniśmy puścić lewy pedał (już wcześniej "wrzuciliśmy na luz") i pozwolić, by mocno zgęstniały olej w skrzyni biegów nieco się rozgrzał (w niektórych autach z automatem dobrze jest puścić hamulec). W tym czasie dozwolone jest delikatne zwiększenie obrotów silnika benzynowego (do 1500-2000 obr/min), by nieco ograniczyć efekt ssania (w starszych silnikach dodatkowe porcje paliwa osłabiają filtr olejowy na cylindrach). Triumfalne przegazowywanie zimnego silnika, będące chyba próbą odreagowania stresu związanego z jego uruchomieniem, to jedna z najgłupszych, ale i niestety najczęstszych praktyk obserwowanych na ulicach i parkingach. Po około minucie pracy silnik można spokojnie... wyłączyć, by wyjść i dokładnie odśnieżyć auto (zapali bez problemu). A jeśli zrobiliśmy to wcześniej, stosujemy standardową procedurę postępowania z zimnym silnikiem (ruszamy łagodnie, nie przekraczamy 2500 obr/min, unikamy najwyższych biegów), do momentu, aż wskazówka temperatury cieczy ustawi się w pionie (90 st. C).
Co należy robić: tankować do pełna (by nie skraplała się para wodna na wewnętrznych ściankach zbiornika), sprawdzać, czy nie zostawiliśmy w aucie zapalonej lampki, włączonego radia lub innego odbiornika prądu, najdalej co parę dni odpalać auto i rozgrzewać silnik podczas jazdy.
Nie zaszkodzi też odchylać na noc wycieraczki (a jeśli się nie da, podłożyć tekturę pod ich pióra), natłuszczać uszczelki, mocno dokręcać zaciski akumulatorowe (klemy), oraz utrzymywać je w czystości.
Czego nie należy robić: rozmrażać zamków gorącą wodą, wlewać do baku denaturatu lub innego alkoholu (niszczy połączenia gumowe), uruchamiać na pych auta ze skrzynią automatyczną, tankować na niepewnych stacjach (dotyczy zwłaszcza aut na ON), włączać przymarzniętych do szyby wycieraczek (uszkodzimy ich pióra), dolewać wody do chłodnicy lub spryskiwacza wycieraczek, pomylić biegunów podczas podłączania prostownika lub kabli rozruchowych do akumulatora.
Prócz tego nie powinniśmy przegazowywać zimnego silnika (lub jeździć na zbyt wysokich obrotach), na dłużej gasić zimnego silnika (trzeba pozwolić mu się rozgrzać nawet wtedy, gdy już jesteśmy u celu), jeździć zbyt długo na ssaniu (dotyczy starszych modeli), wnosić do środka śniegu i lodu, myć auta na mrozie,
Co warto mieć: ciepłe, robocze rękawiczki, szczotkę do śniegu, skrobaczkę do lodu, zapas płynu zimowego do spryskiwacza, odmrażacz do szyb (sól w woreczku to postrach uszczelek), latarkę, preparat do odmrażania zamków, kable rozruchowe do akumulatora i wodoodporną matę bądź gumową wycieraczkę (gdy trzeba przyklęknąć albo położyć się pod samochodem). Kto dużo stoi w korkach, powinien mieć też w domu prostownik (podczas jazdy w ruchu miejskim proces ładowania jest mało wydajny). W górzystym rejonie przydają się łańcuchy i łopatka do śniegu.
Komentuj →
19 stycznia 2009 |
0
Taksówkarz miał prawie 3 promile - Policjanci z Goleniowa zatrzymali 50-letniego Leszka Z., kierowcę taksówki, który miał prawie 3 promile alkoholu w organizmie. Funkcjonariusze zatrzymali jego prawo jazdy. Za jazdę po pijanemu grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności i zakaz prowadzenia pojazdów.
Pijany kierowca autobusu przewoził pasażerów - Ponad 0,7 promila alkoholu w organizmie miał kierowca autobusu, który przewoził 20 pasażerów. Mężczyzna twierdził, że wypił dwa piwa. Został zatrzymany w policyjnym areszcie. W miejscowości Narusie w gminie Frombork braniewscy policjanci zatrzymali w sobotę o godz. 7.20 autobus relacji Braniewo-Elbląg. 42–letni kierowca przekroczył dozwoloną prędkość o 30 kilometrów. W trakcie rozmowy funkcjonariusze wyczuli od mężczyzny zapach alkoholu. Badanie wykazało, że Adam K. miał ponad 0,7 promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna początkowo tłumaczył, że wynik badania stanu trzeźwości jest skutkiem zażywania leków, ale policjanci nie dali się przekonać. W ostateczności 42–latek przyznał, że wypił 2 piwa. W autobusie kierowanym przez pijanego kierowcę było 20 pasażerów. Policjanci powiadomili właściciela linii, który po 30 minutach przysłał drugiego, tym razem trzeźwego szofera. Adam K. został zatrzymany w policyjnym areszcie. Po wytrzeźwieniu odpowie za jazdę na podwójnym gazie. Grozi mu kara do 2 lat więzienia i zakaz prowadzenia pojazdów do lat 10.
Rekordowa ilość wykroczeń pirata drogowego - Dwukrotnie przejechał przez skrzyżowanie na czerwonym świetle, nie zastosował się do zakazu skrętu w lewo, nie zatrzymał się do kontroli drogowej, nie posiadał uprawnień, jechał samochodem bez OC i miał 1,5 promila alkoholu we krwi - takich przewinień dopuścił się 23-letni kierowca zatrzymany w piątek na Pradze. Pirat drogowy zakończył swój rajd dopiero, kiedy trafił na opuszczony szlaban kolejowy przy ulicy Chłopickiego. Po kontroli okazało się, że kierowcą był 23-letni Maciej O. Miał sądownie odebrane prawo jazdy i nie posiadał aktualnej polisy OC forda. Dodatkowo prowadził pod wpływem alkoholu, miał 1,5 promila. Maciej O. będzie odpowiadał za niezastosowanie się do wyroku sądowego oraz kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości. Dodatkowo mężczyzna odpowie również przed sądem grodzkim za kilka wykroczeń, których dopuścił się podczas swojej przejażdżki.
Lubuskie: Pijany ojciec wiózł dzieci - Ponad 2 promile alkoholu miał kierowca małego fiata, który przewożąc trzy córki spowodował kolizję drogową. Nie dostosował prędkości do warunków, wpadł w poślizg i zjechał do rowu. Kolizja wydarzyła się w pobliżu Nowej Soli (Lubuskie). - Kiedy na miejsce przybyli policjanci, okazało się, że 42-latek przewoził samochodem córeczki w wieku 2, 4 i 6 lat. Na szczęście, dzieciom nic się nie stało - powiedział Sławomir Konieczny, z zespołu prasowego lubuskiej policji. Nieodpowiedzialny ojciec został zatrzymany przez policję. Za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym grozi mu do 2 lat więzienia, kara grzywny i utrata uprawnień do kierowania. Policja powiadomi również o jego postępowaniu Sąd Rodzinny w Nowej Soli.
Odśnieżanie dróg: pijany kierowca w piaskarce - Pijany kierowca pługopiaskarki szalał po krajowej drodze nr 12 pod Wschową. Przerażeni kierowcy zawiadomili drogówkę. Zatrzymany szofer piaskarki z kłopotami doszedł do radiowozu. Miał aż 2,7 promila alkoholu. W niedzielę wieczorem chwile grozy przeżyli pod Wschową podróżujący krajową drogą nr 12 (ciągnie się od granicy w Forst do Głogowa i Kalisza). Kierowcy musieli zjeżdżać samochodami na pobocza przed nadjeżdżającą z impetem z naprzeciwka potężną pługopiaskarką. 54-letni kierowca piaskarki odśnieżał fragment szosy w rejonie miejscowości Dębowa Łąka. Ciężarówkę prowadził całą szerokością jezdni, blokując przejazd innych pojazdów. Nie reagował na sygnały dawane przez kierowców zjeżdżających w popłochu na pobocza przed zbliżającym się pługiem. O dziwnym i niebezpiecznym zachowaniu szofera odśnieżającej drogę pomarańczowej ciężarówki, kierowcy powiadomili policję. Po chwili szofera zatrzymał policyjny patrol. Kierowca piaskarki na widok mundurowych starał się trzymać fason i udawał, że nic się nie stało. Gdy w końcu wydostał się z kabiny swojego samochodu, z trudem dotarł do policyjnego radiowozu. Badanie alkomatem wykazało aż 2,70 prom. alkoholu w organizmie. Po przeprowadzeniu badań trafił do izby zatrzymań wschowskiej komendy. Dalsze czynności z jego udziałem przeprowadzono dopiero w poniedziałek, kiedy wytrzeźwiał. Kierowca piaskarki stracił prawo jazdy. Za prowadzenie w stanie nietrzeźwym grozi mu również do dwóch lat więzienia i grzywna.
Pijany kierowca na torowisku - Kierowca chryslera zasnął dzisiejszej nocy za kierownicą na torach tramwajowych przy Grójeckiej. 34-letni Jacek K. był tak pijany, że nie był w stanie poddać się badaniu na zawartość alkoholu. Dopiero wezwane na miejsce pogotowie przewiozło pijanego kierowcę do szpitala, gdzie została mu pobrana krew. Przed godziną 2:00 w nocy załoga patrolowa z Ochoty została skierowana na ulicę Grójecką. Tam na torowisku tramwajowym stał samochód. Funkcjonariusze podejrzewali, że kierujący mógł zasłabnąć. Gdy jednak podeszli do samochodu ich wątpliwości zostały rozwiane. Za kierownicą zobaczyli śpiącego mężczyznę, od którego wyraźnie było czuć woń alkoholu. W samochodzie, pomiędzy kierownicą a schowkiem, stała otwarta butelka po piwie. Interweniujący policjanci już wiedzieli, że powodem snu nie był męczący dzień, ale kompletne upojenie alkoholowe. Jacek K. nie był w stanie dmuchać w policyjny alkomat. Wezwane pogotowie przewiozło 34-latka do szpitala, gdzie została mu pobrana krew. Pijany kierujący noc spędził w izbie wytrzeźwień. Teraz grozi mu do 2 lat więzienia.
Komentuj →
17 stycznia 2009 |
0
Miasteczko Ruchu Drogowego działające w Oddziale Ogólnomiejskim Straży Miejskiej w Warszawie przy ul. Mokotowskiej 67a zorganizowało ciekawy program mający na celu zapoznanie dzieci z zasadami bezpiecznego poruszania się po drogach. W jego ramach omówione zostaną przepisy dotyczące pieszych, dzieci zobaczą także edukacyjny film o zagrożeniach związanych z jazdą rowerem po drogach publicznych. Teoretyczne i praktyczne zajęcia wyjaśnią przepisy kodeksu drogowego ułatwiając dzieciom przygotowanie się do egzaminów na kartę rowerową i motorowerową. Zajęcia teoretyczne będą odbywały się w udostępnionych przez szkoły klasach, a praktyczne w salach gimnastycznych lub na boiskach. Dzieci będą mogły skorzystać z udostępnionych rowerów i skuterów elektrycznych Straży Miejskiej m. st. Warszawy. Zajęcia dla blisko 280 dzieci odbędą się w następujących szkołach: SP Nr 84 ul. Radzymińska 227, SP Nr 77 ul. Samogłoski 9, SP Nr 139 ul. Syreny 5/7, SP Nr 26 ul. Miedziana 8, SP Nr 115 ul. Okrężna 80, ZSI 75 ul. Bartosika 5 oraz trzykrotnie w SP Nr 301 ul. Brygadzistów 18.
Palcówki oświatowe zainteresowane współpracą ze Strażą Miejską m. st. Warszawy w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego prosimy o kontakt z st. insp. Włodzimierzem Maratą tel. Kom. 723 986 086 - zachęca Straż Miejska w Warszawie.
Komentuj →
15 stycznia 2009 |
0
Niecodzienny dar dla przedszkolaków z placówki numer 306 przy Szegedyńskiej w Warszawie. Maluchy otrzymały od miasta przenośne miasteczko ruchu drogowego - informuje Marcin Włodarski z TVP Warszawa. Sala zabaw zamieniła się w skrzyżowanie ze światłami, znakami i samochodami i pieszymi. Pierwszą lekcję poprowadzili policjanci. W sumie miasto podaruje przedszkolakom w stolicy 114 takich miasteczek.
(282-15)
Zamów zestaw “DZIECKO W RUCHU DROGOWYM” – 0-502-659-431
Komentuj →
14 stycznia 2009 |
0
W Łodzi ponad 300 osób zgłosiło się do MPK na kurs dla motorniczych. Do prowadzenia tramwajów skusiły ich dobre zarobki i świadczenia socjalne, ale przede wszystkim pewna praca przed kryzysem, który dociera do Polski. Teraz na takim stanowisku zatrudnione są 522 osoby. Skąd takie zainteresowanie? - Jesteśmy stabilną firmą. Gwarantujemy świadczenia socjalne oraz wiele atrakcji, np. basen, siłownię czy aerobik - mówi Bogumił Makowski z MPK. Prowadząc tramwaj można zarobić 2 tys. zł na rękę. Do tego dochodzą premie. Miejski przewoźnik po siedmiu latach postanowił wznowić kursy na motorniczych, bo część załogi odchodzi na emerytury. Przez ostatnie dwa lata był problem ze znalezieniem odpowiednich kandydatów z kwalifikacjami. Na stronie internetowej przewoźnika niemal cały czas znajdowało się ogłoszenie: "Zatrudnimy kierowców autobusów i motorniczych". Kurs kosztuje 4,7 tys. zł. Połowę finansuje MPK. Warunkiem jest podpisanie kontraktu co najmniej na trzy lata. Kandydaci zapewniają, że warto zainwestować takie pieniądze. Nie jest to jednak prosta praca. - Wymaga koncentracji przez 8 -10 godzin dziennie. Na drogach jest coraz większy ruch. Kolizja tak potężnego pojazdu z samochodem zawsze może zakończyć się tragedią. To jest odpowiedzialność za pasażerów i innych uczestników ruchu. Blachę da się wyklepać, ludzi nie - mówi Stanisław Maciejewski, instruktor nauki jazdy tramwajem. - Trzeba być przygotowanym na stres. Każda praca z ludźmi wymaga cierpliwości. Staramy się jak najlepiej przygotować naszych kandydatów do tego zawodu. Paulina Pazio, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami w regionie łódzkim: - Praca w państwowych lub miejskich firmach jest od wielu lat przez ludzi ceniona. Daje bezpieczeństwo zatrudnienia. Wszyscy słyszymy o kryzysie, który wkrótce ma dojść również do Polski, czyli też Łodzi.
Komentuj →
14 stycznia 2009 |
0
Zaczynamy budowę - oświadczył prezydent Płocka Mirosław Milewski. Jeśli te plany dojdą do skutku, będziemy mieli pierwszą w kraju linię tramwajową zbudowaną po wojnie od podstaw – donosi “Gazeta pl. Płock”. Prezydent przypominał, że pod koniec 2008 r. zaczął konsultacje społeczne dotyczące tej budowy. Miały być jedną z podstaw dla decyzji na "tak" lub na "nie". Były trzy rodzaje badań. 80 proc. respondentów było za rozpoczęciem inwestycji. W sondażu telefonicznym wykonanym na reprezentatywnej próbie tysiąca płocczan okazało się, że aż 77 proc. ankietowanych płocczan opowiedziało się za budową linii. Prawie 70 proc. odpowiedziało, że jeśli już po Płocku ma jeździć tramwaj, to nie powinien być to pojazd klasyczny, ale nowoczesny - na kołach z oponami i jednej szynie. - Deklarowałem, że w styczniu, m.in. na podstawie wyników tych badań, zdecyduję, czy zaczniemy budowę linii tramwajowej - powiedział Mirosław Milewski. - I zdecydowałem: budujemy. Cieszę się, że tak wielu płocczan chce tej inwestycji. Ale nie ukrywam też drugiej strony tego przedsięwzięcia: zadanie będzie bardzo trudne. Przedsięwzięcie może kosztować ponad 300 mln zł. Zresztą koszt ten to prawdziwa spekulacja. Bo skoro zapadła decyzja o jednoszynowym pojeździe, to najpierw, przed zaprojektowaniem linii, ratusz musi przeprowadzić negocjacje na temat ceny z jedynym francuskim producentem tego rodzaju środka lokomocji. Wszystko po to, by nie dopuścić do sytuacji, w której Płock będzie skazany na wykorzystanie wyłącznie tego projektu, a producent zacznie dyktować cenę swoich oryginalnych wagoników. Pierwszy tramwaj w 2013 r.?
Komentuj →
14 stycznia 2009 |
0
Drogowcy wpuścili samochody na największe rondo w Polsce. Liczą na to, że pozwoli to rozładować korki.Do tej pory na przecięciu dróg Bydgoszcz-Poznań i Szczecin-Warszawa działała sygnalizacja świetlna. Jednak za półtora roku zastąpi ją bezkolizyjny węzeł, podobny do tego, który już działa w Stryszku. - Dlatego zamknęliśmy krzyżówkę ze światłami - mówi rzecznik bydgoskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych i Autostrad, Tomasz Okoński. - W czasie prowadzonych prac nie wytrzymałaby tak dużego natężenia ruchu. W ciągu doby przejeżdża tam ponad 20 tysięcy pojazdów. Najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu, jest więc przełożenie ruchu na rondo o prawie kilometrowej średnicy. Liczymy, że pozwoli to rozładować korki. W środku wyspy będą kontynuowane prace budowlane. Ostatecznie powstanie wygodna “koniczyna”. Policjanci wspólnie z budowlańcami apelują do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności. - Niektórzy mogli się zdziwić. Rano jechali do miasta po staremu, a po południu korzystali z ronda. W strefie robót prędkość ograniczona jest do 40 km/h. Warto jej przestrzegać dla własnego bezpieczeństwa - dodaje Tomasz Okoński. Kierowcy, czekając w korku na zmianę organizacji ruchu, zastanawiali się, ile pieniędzy wydano na tymczasową konstrukcję. - Przecież to tylko rozwiązanie na chwilę, więc po co tak gigantyczne rozmiary? Rozumiem, że za wszystko płaci wykonawca, ale podpisując kolejne kontrakty budowlańcy będą mieli coraz wyższe stawki - przekonywał jeden z kierowców. Drogowcy zapewniają jednak, że większość jezdni, które teraz składają się na rondo, będzie wykorzystana w docelowym węźle. - Wszystkie tworzą romb. Trzy boki będą pełniły rolę dróg dojazdowych, a odcinek łączący wylot na Warszawę i Bydgoszcz będzie jednym ze zjazdów. Są tam nawet zainstalowane metalowe bariery. Jedynie na samym końcu jezdni, którą będzie trzeba poprawić, położyliśmy tymczasowe zabezpieczenia. W zasadzie na koniec przebudujemy tylko miejsca, w których będą się stykały jezdnie - tłumaczą drogowcy. Prace prowadzone są też na obwodnicy między Biały Błotami i Stryszkiem. Przygotowano tam, między innymi, teren pod drugą jezdnię, wzmocniono grunt pod drogę i wiadukty.
Budowa obwodnicy Koszt inwestycji to 371 mln zł. Termin zakończenia - maj 2010.
Komentuj →
14 stycznia 2009 |
0
(283-12)
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury Zbigniew Rapciak spotkał się z Kierownictwem oraz pracownikami naukowymi Instytutu Transportu Samochodowego. Spotkanie, które odbyło się w siedzibie ITS, dotyczyło poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce. Zadaniem ludzi zajmujących się problematyką transportu, motoryzacji jest jak najlepsze przygotowanie społeczeństwa do bezpiecznego korzystania z szybko rozwijającej się infrastruktury drogowej. Każdy z nas na kogoś oczekuje i też jest oczekiwany - powiedział Podsekretarz Stanu Z. Rapciak. Podczas dyskusji poruszono sprawy prowadzenia szkoleń przyszłych kierowców, edukacji komunikacyjnej społeczeństwa - zrozumienia zasad świadomego, bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym oraz kształtowania prawidłowych nawyków zachowania na drodze. Podczas spotkania dokonano m. in. analizy statystyk wypadków. Podkreślono, iż odpowiednie wyciąganie wniosków z tych badań oraz ich konsekwentne wdrażanie powinno prowadzić do ograniczania zagrożenia na drogach. Wskazano także na ważność badań diagnostycznych stanu technicznego pojazdów. Zły stan techniczny samochodów jest w Polsce nadal niedocenianą przyczyną wielu wypadków. Pracownicy ITS zaprezentowali między innymi najnowocześniejsze rozwiązania materiałowe. Są nimi materiały kompozytowe. Dotychczas wykorzystywane były w najnowszych rozwiązaniach w motoryzacji, ale mogą znaleźć również zastosowanie jako tworzywo do dużych konstrukcji, jak też przy budowie łatwych i szybkich w montażu, a tak potrzebnych kładek dla pieszych.
Komentuj →
14 stycznia 2009 |
0
Czy już niedługo znikną uporczywe korki przy bramkach na polskich autostradach? – zadaje pytanie redakcja dziennika “Polska”. I odpowiada: Możliwe, bo nasi drogowcy, wzorem innych krajów europejskich, wprowadzą elektroniczny system poboru opłat. Kierowcy nie będą już płacić za konkretnie przejechany odcinek u inkasenta w kabinie przy bramce. Dzięki temu poprawi się płynność ruchu na drogach, a zmotoryzowani zaoszczędzą czas. Nad wprowadzeniem tej nowości pracują urzędnicy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. - Staramy się, aby ten system znalazł się na wybudowanych już trasach - mówi Artur Mrugasiewicz, rzecznik GDDKiA w Warszawie. - W pierwszej kolejności wprowadzony zostanie on na autostradach: A2 między Strykowem a Koninem oraz na A4 na odcinku Wrocław - Katowice. Te odcinki są teraz bezpłatne. Z pewnością z czasem zmiany dosięgną też autostrady A1 na północy kraju, czego zresztą nie ukrywa jej koncesjonariusz Gdańsk Transport Company. Na swojej stronie internetowej wyraźnie informuje, że "autostrada będzie wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt i urządzenia tego typu, co w przyszłości umożliwi przejście z ręcznego na automatyczny system poboru opłat". Ewa Łydkowska, rzeczniczka GTC, mówi krótko: - Jeżeli system wejdzie w życie, my będziemy musieli się do niego dostosować. Pierwszym krajem UE, który wprowadził elektroniczny system, była Austria. Później zdecydowały się na niego Czechy, a niedługo do obu krajów dołączyć mają: Niemcy, Słowacja i Węgry. Jak to działa? Samochód, który wjedzie na autostradę, musi posiadać nieduże urządzenie elektroniczne. Łączy się ono z systemem pobierania opłat i w chwili kiedy auto przejedzie obok czujników na drodze, uruchomi się naliczanie stawki. Pieniądze ściągane są m.in. przez internet. Można też dokonać przedpłaty. Jak dokładnie będzie wyglądał polski system, o tym drogowcy jeszcze nie mówią. Na razie są na etapie jego projektowania. Mimo to już teraz kierowcy bardzo cieszą się z tej informacji. - Jeżdżę po różnych krajach i tam, gdzie obowiązują takie systemy, skraca się czas przejazdu - zachwala Michał Urbański z Tczewa, który korzysta często z A1. A kiedy rozwiązanie pojawi się po raz pierwszy? Jak informuje rzecznik GDDKiA, nastąpi to najszybciej w 2011 roku na trasach A2 i A4.
Komentuj →
12 stycznia 2009 |
0
Odpowiedzialność za takie zdarzenie ponosi sprawca, często też kolejni kierowcy, bo nie zachowali ostrożności, a gdy nie ustalono winnych - sami poszkodowani – informuje “Rzeczpospolita”. Tak może być (szczegóły zależą od ustaleń policji) po gigantycznym karambolu na wlotówce do Poznania, w którym w sobotę rano zderzyło się 41 samochodów, a kilka osób zostało rannych. Według poznańskiej policji na feralnym odcinku drogi była gołoledź, a piaskarka przyjechały już po zdarzeniu. Ale od razu powiedzmy: na drogowców nie da się zwalić całej winy, bo gołoledź czy zła pogoda wymagają zachowania szczególnej ostrożności. W dużych karambolach często winny jest nie tylko pierwszy sprawca.
Komentuj →
12 stycznia 2009 |
0
9 uszkodzonych samochodów i jedna lekko ranna osoba - to rezultat karambolu, do jakiego doszło do kolejnego karambolu w Poznaniu (ul. Hetmańskiej). Było tak: najpierw ok. godz. 14 opel astra zderzył się z renault clio na zjeździe z Hetmańskiej w stronę ul. Dolna Wilda. Wypadek przyciągnął uwagę kierowców jadących główną drogą i już po chwili zderzyło się tam siedem aut. - Babka cięła po odcinku wyłączonym z ruchu, po tej zebrze, na którą nie ma prawa wjechać - opowiada pani Magda, instruktorka jazdy w Centrum Szkolenia Kierowców Automaniak. Marta N., która spowodowała wypadek, nieco inaczej relacjonuje zajście: - Renault clio z "L" na dachu zmieniało pas na lewy. Ja mu nie ustąpiłam i uderzyłam w niego. Wzięłam winę na siebie, chociaż uważam, że nie leży po mojej stronie - mówi. - Ewidentnie kobieta kierująca oplem wymusiła na nas pierwszeństwo. Nie wiem nawet, czy włączyła kierunkowskaz, jechała tak szybko, że nie zauważyłam. Na szczęście nic nam się nie stało - ripostuje instruktorka. Wypadek przyciągnął uwagę jadących górnymi pasami drogi kierowców. Dwóch z nich, zapatrzonych na wypadek, zwolniło, a że samochody jechały blisko siebie, doszło do kolejnych stłuczek. - Jeden z nich, daewoo tico dostał w tył, dachował i rzuciło go aż na tory - wspomina. - W karambolu uszkodzonych zostało łącznie dziewięć aut, a jedna osoba została lekko ranna - mówi Józef Klimczewski, naczelnik drogówki.
To już drugi karambol w Poznaniu w przeciągu ostatnich kilku dni, w poprzednim powodem była śliska nawierzchnia. Policjanci z drogówki sprawdzają, czy odcinek ul. Głogowskiej, na którym zdarzył się wypadek, był przygotowany przez służby odpowiadające za zimowe utrzymanie dróg. - Ale do wypadku doszło o godz. 7 rano, a pierwsza piaskarka przyjechała na miejsce dopiero o 8.45. Tymczasem, jak można wyczytać na stronie ZDM, pierwsze posypanie jezdni niezbędną dawką mieszanki piaskowo-solnej musi nastąpić w ciągu półtorej godziny od wystąpienia zjawiska (w tym przypadku gołoledzi). Marek Próchniewicz z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Poznaniu zapewnia, że drogowcy zostali uprzedzeni o sobotniej zmianie pogody, która spowodowała "szklankę" na jezdni. - Spodziewaliśmy się gołoledzi, bo po okresie mrozów nadeszły masy ciepłego i wilgotnego powietrza, które tworzyły warstwę lodu w zetknięciu z jezdnią - informuje Próchniewicz. Czy kierowcy, którzy uczestniczyli w karambolu na ul. Głogowskiej, mogą domagać się teraz odszkodowań od ZDM? Tomasz Libich z Zarządu Dróg Miejskich: - Jesteśmy ubezpieczeni na takie okoliczności jak karambole spowodowane złym stanem dróg. Wnioski o odszkodowania można składać do naszej kancelarii. O wysokości i zasadności odszkodowania decyduje ubezpieczalnia. Dokładne informacje o tym, gdzie złożyć wniosek o odszkodowanie i co powinno się w nim znaleźć, widnieją na naszej stronie internetowej www.zdm.poznan.pl - tłumaczy Libich.
Komentuj →
11 stycznia 2009 |
0
(282-5)
“Pisk hamulców, a potem głuchy huk uderzenia! Drobne ciała dziewczynek niczym szmaciane lalki fruną w powietrzu. Jedno z dzieci wylatuje na pobocze, drugie wpada pod koła kolejnego auta. Sceny, które zarejestrowała kamera szkolnego monitoringu w Korczynie (Podkarpacie), mrożą krew w żyłach. Dwie małe siostry usiłujące przebiec przez jezdnię, wbiegły wprost pod samochód. Młodsza Oliwka (7 l.), choć trudno w to uwierzyć, wyszła z wypadku praktycznie bez szwanku. Ale starsza Iwonka (10 l.) walczy o życie w szpitalu” – relacjonuje tragiczny wypadek dziennik “Fakt”. Mama dziewczynek przyznała, że jej córeczki bardzo ryzykowały, przechodząc przez ulicę, ale dodaje, że taki wypadek w tym miejscu był kwestią czasu. – W pobliżu szkoły nie ma dobrze oznaczonego przejścia, świateł pulsacyjnych, progów zwalniających, przeprowadzacza. O to wszystko prosiliśmy władze gminy i szkoły, ale bezskutecznie – żali się kobieta.
Komentuj →
11 stycznia 2009 |
0
Zapis z ulicznego monitoringu oraz dobre rozpoznanie terenu pomogły policyjnym wywiadowcom z Pragi Północ szybko ustalić i zatrzymać sprawcę potrącenia na przejściu dla pieszych 8-letniego chłopczyka. Remigiusz C. usłyszał zarzut spowodowania wypadku oraz ucieczki z miejsca zdarzenia. Grozi mu do trzech lat wiezienia. Mężczyzna tłumaczył swoje zachowanie...pośpiechem w drodze do pracy.
O 12:30 dyżurny z komendy przy ulicy Cyryla i Metodego przekazał podległym patrolom informację o potrąceniu dziecka, do którego doszło na skrzyżowaniu ulic Myśliborskiej i Światowida oraz ucieczce kierowcy z miejsca zdarzenia. Równocześnie policyjni wywiadowcy otrzymali polecenie niezwłocznego przystąpienia do poszukiwania sprawcy. Kierowca poruszał się prawdopodobnie autem typu kombi koloru pomarańczowego.
Wywiadowcy natychmiast przejrzeli zapis z ulicznego monitoringu. Po jego analizie stwierdzili, że sprawca potrącenia jechał pomarańczowym volvo. Policjanci szybko skojarzyli, że pełniąc służbę patrolową wielokrotnie widzieli takie auto zaparkowane pod jednym z bloków przy ulicy Strumykowej. Mundurowi jadąc pod wytypowany adres, zobaczyli poszukiwany samochód. Ustalając do kogo należy, policjanci zatrzymali 22-letniego Remigiusza C. Mężczyzna nie miał uprawnień do kierowania pojazdami oraz
obowiązkowego ubezpieczenia OC.
Policjanci z Pragi Północ wszczynając dochodzenie w sprawie potrącenia na przejściu dla pieszych 8-letniego chłopca, przedstawili Remigiuszowi C. zarzut spowodowania wypadku oraz ucieczki z miejsca zdarzenia. Mężczyzna tłumaczył, że odjechał z miejsca wypadku, bo... spieszył się do pracy. Wobec 22-latka zastosowany został dozór Policji.
Komentuj →
11 stycznia 2009 |
0
W naszej “zimowej stolicy” korki zaczęły zagrażać zdrowiu i życiu ludzi. Turyści będą musieli jeździć busem lub chodzić – informuje “Gazeta Krakowska”. - Będzie strefa zero w Zakopanem na czas tych największych najazdów - zapowiada starosta tatrzański, Andrzej Gąsienica Makowski. Popiera go burmistrz Zakopanego, Janusz Majcher. Ostatni najazd turystów w okresie sylwestrowo-noworocznym spowodował, że całe Zakopane przez kilka dni w godzinach szczytu stało w korkach, a w nich karetki pogotowia ratunkowego, samochody Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, radiowozy policyjne... - W kilku przypadkach byliśmy o krok od tragedii, bo przez zakorkowane miasto nasze karetki nie mogły się przedrzeć - mówi Sylweriusz Kosiński, wicedyrektor zakopiańskiego szpitala. O mało z powodu korków tych w Zakopanem, i tych na zakopiance nie zmarło dziecko, które podczas zjazdu na oponie na Gubałówce doznało ciężkich obrażeń. Śmigłowiec nie mógł lecieć do Krakowa, bo było już ciemno, a karetka na sygnale jechała... prawie 4 godziny. - Może już nie na najbliższe ferie, ale myślę, że na czas takich najazdów, trzeba będzie w Zakopanem utworzyć strefę zero, bez samochodów, i stworzyć specjalną organizację ruchu - obiecuje starosta.
Komentuj →
10 stycznia 2009 |
0
Ściganie piratów parkingowych i szybkie usuwanie porzuconych aut - obiecuje to w tym roku warszawiakom straż miejska – donosi “Gazeta pl.”. Najczęściej na parkingach straszą przedpotopowe dacie, maluchy, żuki i inne wytwory motoryzacji lat 80. Ustalenie właściciela bywa niemożliwe: brak tablic, zatarte numery nadwozia. Ściąganiem takich wraków zajmuje się straż miejska. Ma z tym jednak wiele kłopotu - od kwietnia usunęła ich ledwie ponad 700. - W nowym roku zniknie ich więcej - zapowiada Agnieszka Kubicka, rzeczniczka straży. Ma w tym pomóc wyspecjalizowana firma, której właśnie szukają strażnicy. Wymagania są ostre: porzucone auto ma zniknąć w ciągu doby od zgłoszenia, firma przechowa pojazd przez osiem miesięcy i będzie dysponować parkingiem na co najmniej 150 miejsc. A także będzie w stanie usunąć porzucony pojazd o wielkości od roweru po 16-tonowe naczepy. Być może w końcu ktoś upora się z uciążliwymi samochodami zaparkowanymi "na zawsze" z wielką reklamą na przyczepie lub samochodami-magazynami na parkingu przy bazarze na ul. Wałbrzyskiej. Cięższe czasy mają też nadejść dla kierowców, którzy parkują w niedozwolonych miejscach. We wrześniu na niektórych ulicach w Śródmieściu (m.in. w Alejach Ujazdowskich i na Szpitalnej) pojawiły się tabliczki z charakterystycznym rysunkiem holowanego pojazdu. Przez rok holowniki ściągnęły z ulic ponad 1,3 tys. piratów parkingowych. Nie jest to imponująca liczba: statystycznie wychodzi około 3,5 samochodu dziennie. Łączna opłata za zwolnienie "aresztowanego" pojazdu wynosi kilkaset złotych. Umowy z dwiema firmami holującymi niedługo wygasają, ale będą nowe. Holowników na pewno nie zabraknie i że skróci się czas od zgłoszenia do odholowania źle zaparkowanego samochodu.. Dobry humor strażników może jednak popsuć rzecznik praw obywatelskich: niedawno zwrócił uwagę aż dwóch ministerstw na brak przepisów, które umożliwiają rozliczanie kosztów holowania i przechowywania na parkingach ściągniętych z dróg pojazdów.
Komentuj →
10 stycznia 2009 |
0
Pewna emerytka z Australii dostała zakaz prowadzenia samochodów przez najbliższe... milenium. 84-letnia Luba Relic oskarżona o nieuważną jazdę i brak ważnego prawa jazdy stanęła przed sądem w Warriewood, który nałożył na nią zakaz siadania za kierownicą do 2999 roku.
Komentuj →
10 stycznia 2009 |
0
(282-1)
W porannym karambolu w Poznaniu rozbitych zostało 41 samochodów. Niegroźne obrażenia odniosły 4 osoby. Według ustaleń policji, jezdnia w momencie wypadku była całkowicie oblodzona. Według naczelnika poznańskiej drogówki Józefa Klimczewskiego, kierowcy nie dostosowali prędkości do panujących warunków. Ulica Głogowska przy wyjeździe z Poznania do Wrocławia jest przejezdna. Ruch odbywa się płynnie. Porozbijane auta stoją na ponad kilometrowym odcinku.
Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu apeluje: Powodem większości zdarzeń było niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze. To kierowca pojazdu ma obowiązek jazdy z taką prędkością, aby przy zmieniających się warunkach na drodze, był zawsze w stanie odpowiednio zareagować – zatrzymać pojazd lub uniknąć zderzenia. Dlatego też poruszanie się zimą wymaga od nas dużego wyczucia i ostrożności.
Komentuj →
8 stycznia 2009 |
0
Łódzcy policjanci zatrzymali dwóch kierowców, którzy zaproponowali stróżom prawa łapówki. Jako pierwszy wpadł nietrzeźwy pirat drogowy, który utknął w śniegu.
Około 9. policjanci jadąc ulicą Nowy Józefów w Łodzi zobaczyli fiata, który wpadł w zaspę. Funkcjonariusze zatrzymali się, aby sprawdzić, czy nie stało się coś poważnego. Kiedy doszli do kierowcy stojącego przy samochodzie poczuli od niego mocną woń alkoholu. Mężczyzna oświadczył, że prowadząc pojazd wpadł w poślizg i uderzył w zaspę. Policjanci skontrolowali trzeźwość kierowcy. Okazało się, że miał ponad promil alkoholu w organizmie. Kiedy funkcjonariusze oświadczyli kierowcy jakie konsekwencje grożą za prowadzenie pojazdu w tym stanie, mężczyzna zaproponował 1000 zł w zamian za odstąpienie od czynności służbowych. Został zatrzymany. 51-letni łodzianin nie był wcześniej notowany.
Kolejny łapówkarz wpadł około 18.00 na ulicy Piłsudskiego w Łodzi. Patrol zobaczył samochód marki Opel popełniający wykroczenie drogowe. Natychmiast zatrzymali pojazd. Przedstawili kierowcy powód zatrzymania i wyjaśnili, że za złamanie zakazu skrętu w lewo otrzyma mandat karny w wysokości 250 zł. Mężczyzna wręczył funkcjonariuszom banknot o nominale 100 zł z prośbą o odstąpienie od czynności służbowych. Stróże prawa nie przyjęli łapówki, zabezpieczyli pieniądze i zatrzymali kierowcę. 46-latek nie był wcześniej notowany.
Obu zostaną przedstawione zarzuty usiłowania wręczenia korzyści majątkowych w zamian za odstąpienie od czynności służbowych, za co grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
8 stycznia 2009 |
0
Policjanci z komendy miejskiej w Rzeszowie, zatrzymali kierowcę forda, który wieczorem urządził kulig w centrum miasta. Jadąc ulicą, na niemal pięciometrowej linie przypiętej do samochodu ciągnął sanki, a na nich kurczowo trzymającego się młodego rzeszowianina. 20-letni saneczkarz, jeździł po całej szerokości drogi utrudniając ruch innym pojazdom i powodując dla siebie ogromne niebezpieczeństwo.
Kierowca ponadto zbagatelizował znak zakazu skrętu i przekroczył namalowaną na jezdni podwójną linię ciągłą. Gdy policjanci zatrzymali do kontroli kierującego, okazało się, że nie ma przy sobie dokumentów. Badanie alkomatem wykazało, że obaj amatorzy miejskiego kuligu byli trzeźwi. Za zagrożenie w ruchu drogowym jakie stworzyli grozi im kara grzywny do 500 złotych.
Komentuj →
8 stycznia 2009 |
0
W większych firmach, poza sprawdzeniem pracownika przed powierzeniem mu samochodu, organizuje się także kursy z bezpiecznej jazdy. Mogą być to tylko kursy teoretyczne, np. e-learningowy program: defensywnikierowcy.pl, gdzie po ukończeniu takiego szkolenia pracownik otrzymuje certyfikat potwierdzający. Znacznie częściej spotyka się kursy mieszane: teoria plus praktyka. Mogą się one odbywać bądź na samochodach użytkowanych przez firmę, bądź na autach szkoły jazdy. Ważne jest, aby takie kursy powtarzać w miarę regularnie. Firmy, które z nich korzystały, zanotowały znaczny spadek szkodowości. Poza względami czysto ludzkimi, np. troska o pracownika, kursy pozwalają także na obniżenie stawek ubezpieczeniowych. Z konieczności sprawdzania pracowników i organizacji szkoleń doskonale zdają sobie sprawę doświadczeni fleet managerowie, którzy pracowali w różnych firmach: – Moje dwie floty: poprzednia i obecna, bardzo różnią się od siebie. W poprzedniej polityka bezpieczeństwa była bardziej nastawiona na dyscyplinowanie niż wychowywanie. Obecnie mam do czynienia z zupełnie inną grupą użytkowników i w związku z tym dyscyplina jest bardziej rozluźniona - uważa Andrzej Torchała, kierownik administracji w Harper Hygienics, a wcześniej kierownik transportu w firmie Polsnack. - W poprzedniej firmie pierwszy etap odbywał się w formie jazdy próbnej, sprawdzającej umiejętności praktyczne kierowcy, bo były to samochody dostawcze z dużą skrzynią ładunkową i nie każdy posiadacz prawa jazdy z kategorią B dawał sobie radę z takim samochodem. Wypadkowość była traktowana dość rygorystycznie, druga szkoda z winy kierowcy była powodem do sankcji, a każda następna podnosiła ich rangę. Na bieżąco monitorowane były przebiegi i zużycie paliwa. Szkolenia organizowano raczej sporadycznie. W obecnej firmie flota liczy zaledwie 50 samochodów, a jej użytkownicy to ludzie mocno zaangażowani w sprawy służbowe, więc jest dużo mniej problemów niż poprzednio. Natomiast jeśli chodzi o doskonalenie techniki jazdy, bardziej myślę o organizacji szkoleń z ecodrivingu lub jazdy pasywnej.
Komentuj →
8 stycznia 2009 |
0
Brak wyobraźni o mało nie skończył się tragedią. Goleniowska drogówka zatrzymała szaleńców, którzy na oblodzonej i zaśnieżonej drodze, przy widoczności ograniczonej przez śnieg, gnali z prędkością 170 km/h.
Komentuj →
7 stycznia 2009 |
0
(282-3)
^Pierwszy nowy pas ma się pojawić wiosną na Trasie Łazienkowskiej między ul. Grójecką na Ochocie a Kinową na Pradze-Południe. To będzie najdłuższy taki komunikacyjny pas w Warszawie: 7 km
Do końca 2011 roku na ulicach Warszawy przybędzie 15 nowych pasów dla autobusów. Będą oddzielone od reszty jezdni gumowymi krawężnikami. “Życie Warszawy” dotarło do najnowszych miejskich planów. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zarządziła specjalną procedurę wprowadzania buspasów: z maksymalnym ograniczeniem biurokratycznej papierologii. To nie będą już tylko linie wymalowane na jezdni ścierającą się farbą – dla stołecznych kierowców to nie przeszkoda, a policjanci nie są już w stanie zapanować nad drogowym chaosem. Dlatego stolica sięgnie po separatory, czyli kolorowe gumowe krawężniki oddzielające pas od reszty jezdni. – Takie rozwiązanie nie uniemożliwi całkowicie wjazdu na pas, bo będą go potrzebowały np. karetki – mówi dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta. - Przejazd będzie jednak poważnie utrudniony. Lekceważącym przepis kierowcom odpadnie też tłumaczenie: “nie zauważyłem linii ciągłej, bo jest wytarta” – zapowiada. Badania opinii publicznej zlecane przez miejskie Centrum Komunikacji Społecznej wykazują jednak, że większość warszawiaków chce przywilejów dla komunikacji kosztem samochodów. Stąd pomysł na buspasy. Decydującą rolę ma zacząć odgrywać komunikacyjny ZTM, a nie drogowy ZDM. - Miasto stawia na komunikację. Jeśli tylko analizy ruchu wykażą sens budowy buspasa, będzie on wytyczony - mówi dyrektor ZDM Grażyna Lendzion.
Komentuj →
7 stycznia 2009 |
0
Czy w tęgie mrozy kierowcy miejskich autobusów oszczędzają na paliwie i nie włączają ogrzewania? - pyta “Gazeta Stołeczna”. Szyby są pokryte szronem, z ust pasażerów bucha para, trzęsiemy się z zimna nawet w nowych solariach. Michał Powałka rzecznik prasowy Tramwajów Warszawskich zapewniał, że każdy motorniczy ma obowiązek jeździć z włączonym ogrzewaniem. To dlaczego w środku bywa niewiele cieplej niż na dworze? - Bo drzwi muszą się otwierać na każdym przystanku - odpowiedział. W ponad połowie autobusów mogą to już robić sami pasażerowie za pomocą "ciepłych" guzików, które wywalczyliśmy przed kilkoma zimami. Mimo to niektórzy kierowcy nadal czują się w obowiązku wyręczać ludzi niezależnie od tego, czy ktoś akurat wysiada albo wsiada. Skutek jest taki, że ci, którzy jadą dalej, trzęsą się z zimna, bo do środka wciąż wpada zimne powietrze. Najgorzej jest w starych ikarusach - niektóre jeżdżą z dziurawymi przegubami i szparami w oknach. A ciepłych guzików w nich nie ma, Adam Stawicki, rzecznik MZA, mówi, że tylna część ikarusów w ogóle nie jest ogrzewana, bo nie przewidział tego producent. Wszystkie autobusy są kontrolowane przed wyjazdem z zajezdni. Przy takich temperaturach jak obecnie kierowcy powinni włączać drugi stopień ogrzewania. Dlaczego w takim razie wyziębione bywają również najnowsze solarisy? Rzecznik Stawicki przypuszcza, że dochodzi do awarii ogrzewania już w czasie jazdy. Na mrozie psują się głównie drzwi.
Komentuj →
7 stycznia 2009 |
0
Biedni są motocykliści w Nigerii. Najpierw państwo zmusiło ich do noszenia kasków ochronnych. Teraz policja oświadczyła, że ochronne nakrycie głowy nie może być z tykwy. Kierowcy jednośladów rozpaczają. Przecież tykwa jest powszechnie dostępna i tania, a kaski w buszu nie rosną. Nigeryjska policja ostrzega, że każdy motocyklista złapany na noszeniu suchej tykwy na głowie zapłaci mandat. Recydywa może skończyć się nawet odebraniem motoru. Władze nie żartują, bo od początku roku w Kano, trzecim co do wielkości mieście Nigerii, na policyjny parking trafiło pół setki pojazdów. Problem, jak donosi BBC, dotyczy głównie powszechnych w tym kraju motocyklowych taksówek. Kierowcy denerwują się, że ich maszyny kosztują w przeliczeniu na polską walutę ponad 800 złotych, a kaski prawie 100 złotych. Jest jeszcze inny powód, dla którego pasażerowie tych taksówek lubią zakładać tykwy na głowę. Jaki? Obawiają się czarów rzucanych przez kierowcę, dlatego do takiego kasku mogą włożyć magiczne zawiniątka "juju" chroniące przed złym urokiem.
Komentuj →
7 stycznia 2009 |
0
Do Sądu Rejonowego w Stargardzie Szczecińskim trafił pierwszy pozew o zapłatę zadośćuczynienia w związku z tragicznym wypadkiem polskiego autokaru w Grenoble we Francji. Wypadek miał miejsce 22 lipca 2007 w okolicach miejscowości Vizille, na południe od Grenoble. Zginęło w nim 26 osób. Autokar wiozący 50 osób (47 pielgrzymów, pilot i 2 kierowców) w czasie powrotu z Sanktuarium Matki Boskiej w La Salette, pokonując stromy odcinek górskiej trasy pomiędzy Grenoble a Gap w południowo-wschodniej Francji, wyjechał z drogi na ostrym zakręcie, po czym runął z mostu w 15-metrową przepaść doliny rzeki Romanche, a następnie stanął w płomieniach. Wypadek miał miejsce na stromej alpejskiej drodze, zwanej drogą Napoleona, po której przejazd autobusów 8-kilometrowym odcinkiem tej szosy jest dopuszczalny tylko na podstawie specjalnego zezwolenia, a autokar z polskimi pielgrzymami nie miał zezwolenia na przejazd tą drogą. Proces likwidacji szkody prowadzony przez Brokera Ubezpieczeniowego MARSHAL Sp. z o.o. - doprowadził w drodze negocjacji do wypłacenia części należnego świadczenia. Jednak ubezpieczyciel (PZU S.A.) odpowiedzialny gwarancyjnie za powstałą szkodę, nie zgodził się w całości z przedstawionym roszczeniem, a w szczególności jego wysokością i odmówił wypłaty. Po uzgodnieniu z poszkodowanymi, zapadła decyzja o skierowaniu sprawy na drogę postępowania sądowego. Sąd Rejonowy w Stargardzie Szczecińskim zaplanował posiedzenie w sprawie na 4 lutego 2009 r, bez wątpienia będzie to sprawa precedensowa biorąc pod uwagę skalę, jak i ilość roszczeń, jakie niebawem zapewne staną na sądowej wokandzie.
Komentuj →
7 stycznia 2009 |
0
Łódzka “Gazeta Wyborcza” przypomina: “Podczas budowy Łódzkiego Tramwaju Regionalnego MPK zapewniało, że jedną z nowości będą podgrzewane wiaty. Jak one działają? - Jakie ogrzewane przystanki? - pytają podróżni czekający na mrozie na tramwaj. Gdy w wakacje pod przystankami Łódzkiego Tramwaju Regionalnego robotnicy montowali maty grzewcze, miejski przewoźnik tłumaczył, że będą one spełniać dwie funkcje. Po pierwsze - rozpuszczą lód w okolicach wiat, a po drugie - ogrzeją podróżnych. Kilkanaście stopni poniżej zera, które utrzymuje się od kilku dni, to świetna pogoda na przetestowanie tych urządzeń. W okolicy wiat rzeczywiście jakby mniej lodu. Nie można jednak powiedzieć, by go całkowicie nie było, choć śnieg do wczoraj za mocno nie sypał. Jak maty grzewcze podobają się podróżnym? - Jakie maty? - dziwi się Tadeusz Frątczak, gdy pytam go o opinię. - Nie widać, a już tym bardziej nie czuć, żeby coś tu grzało. Działania mat nie odczuwa również młoda kobieta opatulona szalem na przystanku Piotrkowska - Brzeźna. Gdy pytam, czy ciepło jej w stopy, patrzy na mnie co najmniej jak na wariata. Po wytłumaczeniu o co mi chodzi, odpowiada: - To chyba żarty. Jeśli pod tą kostką są jakieś grzejniki, to chyba zapomniano je włączyć. Gdy przyszła zima i prawdziwe mrozy, miejski przewoźnik wycofuje się z części obietnic. - Maty mają służyć do odlodzenia kostki, by podróżni się na niej nie ślizgali - mówi Bogumił Makowski z MPK. - Nie miało to działać jako kaloryfer. MPK nie chce powiedzieć, ile kosztowało zamontowanie mat pod przystankami ŁTR. - Nie mamy takiej wyceny i nie planujemy jej robić. Wykonawca miał to wliczone w koszty budowy odcinka i rozliczał się z całego etapu - mówi Makowski. Maty zamontowano pod 24 wiatami na trasie Łódzkiego Tramwaju Regionalnego w ciągu ulic Piotrkowska, Kościuszki i Zachodnia. Przedstawiciele MPK zapewniają, że koszty ogrzewania wiat nie wpłyną na ceny biletów. - To minimalny procent naszych wydatków na utrzymanie komunikacji - zapewniają. Maria Kozłowska, która czekała wczoraj na tramwaj przy skrzyżowaniu Kościuszki - Mickiewicza, ma lepszy pomysł, gdzie takie maty powinny się znaleźć. - Lepiej ogrzaliby ławki, wtedy przynajmniej można będzie na chwilę usiąść, a tak to tyłek można odmrozić - podpowiada. Najbardziej jednak podróżni narzekają na zimno w tramwajach. Niemal każdego roku podczas mrozów powtarzają się skargi, że podczas postoju motorniczy i kierowcy niepotrzebnie otwierają wszystkie drzwi. - Przecież w większości pojazdów są przyciski do otwierania drzwi. Gdy widzę, że na przystanku wsiada jedna osoba, a otwierane są wszystkie drzwi, to nerwica mnie bierze. Jak później mam mieć dobrą opinię o komunikacji miejskiej - denerwuje się Kamil Urbaniak, student. MPK zapewnia, że systematycznie zaleca swoim pracownikom, by w takich sytuacjach niepotrzebnie nie wychładzali pojazdów. - Poprosiliśmy nawet, by podczas przerwy na krańcówce wpuszczali do środka podróżnych - mówi Bogumił Makowski. Problem jednak w tym, że nie jest to zarządzenie, a jedynie zalecenie. Wszystko więc zależy od dobrej woli kierowców.”
Komentuj →
6 stycznia 2009 |
0
Ewa Sokólska (“Gazeta Wyborcza Białystok”): Tak dużych mrozów, jak teraz, wielu kierowców nie pamięta. Czy można zrobić coś dzień wcześniej, by następnego dnia bez problemu odpalić samochód?
Mariusz Baruch (właściciel warsztatu samochodowego i sklepu z częściami samochodowymi "France Car Baruch"): Najprostsza odpowiedź jest taka - zostawić na noc auto w ciepłym garażu. Ale jeśli nie mamy takiego miejsca, musimy radzić sobie inaczej. W sklepach motoryzacyjnych są do kupienia różne płynne mieszanki, które można dolać do benzyny czy ropy. Z doświadczenia wiem, że działają. Domowym sposobem i według mnie równie skutecznym jest dolanie do paliwa denaturatu (do pełnego baku należy dolać około sto gramów płynu). Są do kupienia również specjalne płachty, które chronią przed mrozem. Nakłada się je na maskę. One także są dość skuteczne.
Ewa Sokólska (“Gazeta Wyborcza Białystok”):Niektórzy kierowcy po prostu wyjmują akumulatory i zabierają je do domu.
Mariusz Baruch (właściciel warsztatu samochodowego i sklepu z częściami samochodowymi "France Car Baruch"): Nie radzę tego robić zwłaszcza właścicielom nowszych aut. W pojazdach znajdują się komputery, a wyjęcie akumulatora i pozostawienie go w ciepłym miejscu, podczas gdy samochód pozostaje na siarczystym mrozie, może rozkodować na przykład radio lub wyrządzić jakieś poważniejsze szkody.
Ewa Sokólska (“Gazeta Wyborcza Białystok”): A jeśli płyny oraz płachty zawiodą i z rana nie możemy uruchomić samochodu?
Mariusz Baruch (właściciel warsztatu samochodowego i sklepu z częściami samochodowymi "France Car Baruch"): Część kierowców kablami podpina się do pojazdów, które odpaliły. Ale według mnie najbezpieczniejsze dla auta jest odholowanie go do jakiegoś ciepłego miejsca, gdzie odmarznie.
Ewa Sokólska (“Gazeta Wyborcza Białystok”): Nie zawsze jednak mamy czas na czekanie lub miejsce, gdzie moglibyśmy odholować pojazd. Może lepiej poprosić kogoś, by rozepchał nam auto?
Mariusz Baruch (właściciel warsztatu samochodowego i sklepu z częściami samochodowymi "France Car Baruch"): Po pierwsze nie wszystkie marki samochodów w ten sposób uruchomimy. Po drugie niektóre możemy łatwo uszkodzić. Jeśli więc nie mamy pewności, że naszemu samochodowi nic się nie stanie, to proponowałbym nie ryzykować. Zawsze możemy wezwać pomoc drogową, która odholuje nas do jakiegoś zaprzyjaźnionego warsztatu, gdzie samochód będzie mógł w spokoju odmarznąć.
Komentuj →
6 stycznia 2009 |
0
Jedną z podstawowych reguł bezpieczeństwa w ruchu drogowym jest zasada "widzieć i być widocznym". Przypominamy, że w ramach kampanii "Odblaski życia" 8-9 stycznia 2009 roku, w godzinach od 10:00 do 18:00, na wybranych stacjach kontroli pojazdów, będzie można bezpłatnie sprawdzić i ustawić światła zewnętrzne pojazdu. Prawidłowo ustawione światła zwiększają bezpieczeństwo na drodze, dlatego warto skorzystać z okazji. Pamiętajmy, że każdy odpowiedzialny kierowca postępuje zgodnie z zasadą "widzieć i być widocznym". Światła pojazdu – to “oczy kierowcy”, który porusza się w nocy. Świecące i prawidłowo ustawione światła zwiększają bezpieczeństwo najliczniejszej grupy uczestników ruchu drogowego, jakimi są piesi, ale także kierowców i pasażerów. Warto skorzystać z okazji!!! Poniżej przedstawiamy wykaz stacji diagnostycznych biorących udział w kampanii wraz z terminami "otwartych drzwi". Stacje objęte patronatem Instytutu Transportu Samochodowego - 8-9 stycznia 2009 roku, w godz. od 10.00 do 18.00, - 15-16 stycznia 2009 roku, w godz. od 10.00 do 18.00.
Komentuj →
6 stycznia 2009 |
0
Jeden dzień z życia małego Jasia to temat nietypowej lekcji, którą przygotowała płocka Policja dla pierwszych klas szkół podstawowych. To nowatorski sposób przekazania najmłodszym podstawowych zasad bezpieczeństwa - jak zachować się, gdy w pobliżu pojawi się przestępca, co zrobić by nie wpuścić do domu podstępnego włamywacza. To historia małego chłopca którego z opresji ratuje policjant. W komendzie miejskiej w Płocku powstał pomysł i scenariusz przedstawienia a jego realizację wzięła na siebie SP nr 6 w Płocku.
Premiera przestawienia odbyła się w Szkole Podstawowej nr 6 w Płocku. - Lekcja, na którą dziś drogie dzieci Was zapraszamy, to innowacyjna forma uczenia dzieci zasad bezpieczeństwa - powiedziała dyrektor szkoły Katarzyna Fabiszewska i wspólnie z komendantem miejskim Policji w Płocku insp. Jarosławem Brachem powitała znakomitych gości. Premierę obejrzeli przedstawiciele Urzędu Miasta w Płocku, Starostwa Powiatowego, Kuratorium Oświaty, Komendy Głównej Policji, Mazowieckiej Komendy Policji oraz nauczyciele, rodzice i przede wszystkim uczniowie płockich szkół podstawowych.
Rymowana historia małego Jasia rozpoczyna się wczesnym rankiem. Roztargniony chłopiec zapomina ,że przed wyjściem trzeba dobrze zamknąć okna i drzwi. Kiedy jest już w szkole zaczepia go "straszny drab" i chce zabrać klucze od mieszkania. Po lekcjach trzeba pokonać ruchliwą ulicę i nie dać się oszukać nieznajomemu z teczką. Potem jeszcze jakaś pani puka do drzwi i chce niby sprawdzić liczniki. Na szczęście zawsze w porę zjawia się dzielnicowy. Służy radą i ostrzega. Na zakończenie każdej scenki dzieci powtarzają przygotowane rymowanki: Zanim z domu gdzieś wyruszę, Okna pozamykać muszę! Przechodzę zawsze po pasach I tylko na świetle zielonym, Nie wolno na jezdni hasać, Żeby zdrowo dojść do szkoły.
Przedstawienie gromki brawami nagrodzili m.in.: insp. Igor Parfieniuk, Mazowiecki Komendant Policji, podinsp. Rafał Batkowski, I Zastępca Mazowieckiego Komendanta Policji, insp. Grzegorz Jach z Gabinetu Komendanta Głównego Policji.
Autorką scenariusza jest Anna Lewandowska z zespołu ds. komunikacji społecznej Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Reżyserem vice dyrektor szkoły Lucyna Małolepsza, rolę policjanta zagrał mł. asp. Krzysztof Piasek.
Na zakończenie insp. Grzegorz Jach, pomysłodawca i realizator ogólnopolskiego programu PaT, wręczył organizatorom Certyfikat programu PaT dla spektaklu "Czego Jaś się nauczy..." od Impresariatu programu "Profilaktyka a Teatr" Komendy Głównej Policji z gratulacjami działania profilaktyczno-edukacyjnego w obszarze teatru interaktywnego.
Rolę głównego bohatera, tytułowego Jasia, zagrał dziewięcioletni Mateusz. Wszystkich ujął swoim profesjonalizmem i zapałem, którego nie powstydziłby się zawodowy aktor. Na koniec udzielił pierwszego w swoim życiu radiowego wywiadu. - Drodzy słuchacze, apeluję do Was, musicie postępować tak, jak uczyliśmy Was w tym przedstawieniu - zakończył swoją wypowiedź.
Komentuj →
6 stycznia 2009 |
1
W nocy policjanci dwukrotnie interweniowali wobec kierowcy volkswagena, który parkował swój samochód na torach w Przemyślu. Za pierwszym razem odjechał, podczas kolejnej interwencji wezwano lekarza i zabrano 56-letniego mężczyznę do szpitala. Przyznał, że robił to celowo, chciał w ten sposób popełnić samobójstwo. Przy pierwszej interwencji policjanci faktycznie zastali samochód postawiony w poprzek torowiska. Siedział w nim 56-letni kierujący. Był trzeźwy. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego postawił tam samochód. Na polecenie policjantów kierowca odjechał z tamtego miejsca. Po godzinie 5:00 dyżurny po raz drugi przyjął zgłoszenie o zaparkowanym na torach volkswagenie. Zgłaszający informował, że kierowca zjechał ze strzeżonego przejazdu kolejowego i zaparkował na torach około 100 metrów dalej. Przybyli na miejsce policjanci stwierdzili, że to ten sam volkswagen, co poprzednio. Tym razem nawiązanie kontaktu z kierowcą było utrudnione. Nie chciał rozmawiać z policjantami. Na miejsce została skierowana ekipa pogotowia ratunkowego. Lekarz po przeprowadzeniu rozmowy z kierującym uznał, że należy go przewieźć do szpitala. Mężczyzna przyznał się, że stawiając samochód na torach chciał popełnić samobójstwo.
Komentuj →
5 stycznia 2009 |
0
Strażnicy z Referatu Szkolno-Edukacyjnego Straży Miejskiej w Płocku od dwóch tygodni prowadzą zajęcia mające na celu przygotowanie dzieci i młodzież do bezpiecznego wypoczynku zimowego. Program spotkań realizowany w przedszkolach i szkołach podstawowych pod nazwą “Bezpieczne ferie” ma uświadomić dzieciom, iż z pozoru beztroskie zabawy na sankach, nartach, czy łyżwach mogą być niebezpieczne, jeśli odbywać się będą w miejscach do tego nieprzeznaczonych, m.in. blisko drogi, zbiornika wodnego. Strażnicy przekazali także dzieciom, do kogo mogą zwrócić się o pomoc w przypadku zaistnienia zagrożenia, a także poinformowali jak należy korzystać z numerów alarmowych.
Program zajęć “Bezpieczne ferie” obejmuje również zagadnienia mające na celu uświadomienie dzieciom, jakie sytuacje i zachowania stanowią zagrożenie dla ich zdrowia i życia m.in. kontakt z urządzeniami elektrycznymi, gazowymi, wodą, niebezpiecznymi przedmiotami, lekarstwami. Szczególny nacisk strażnicy położyli na kontakt z obcymi oraz na uświadomienie dzieciom zagrożeń wynikających z nieumiejętnego obchodzenia się ze zwierzętami, a także niebezpieczeństwa wynikające ze złego zachowania się na drodze.
Warto zauważyć, iż pracownicy Referatu Szkolno-Edukacyjnego działania z zakresu bezpiecznego wypoczynku zimowego skierowali nie tylko w stronę dzieci, ale również w stronę młodzieży. Patrol Szkolny w okresie ferii obejmie kontrolą miejsca gromadzenia się dzieci i młodzieży, a wiec będą to m.in. place zabaw, parki, aleje spacerowe.
Specjalnie z myślą o zimowym wypoczynku Straż Miejska w Płocku przygotowała ulotkę zawierającą niezbędne informacje na temat tego jak bezpiecznie spędzić ten wolny czas od szkoły.
Ulotki zawierające informacje o “Bezpiecznych feriach” umieszczone zostały na tablicach ogłoszeniowych znajdujących się w szkole tak, aby jak największa liczba uczniów mogła zapoznać się z ich treścią.
(282-4)
Komentuj →
5 stycznia 2009 |
0
Korzystanie z nawigacji samochodowej GPS w trakcie jazdy prowadzi do znacznego obniżenia koncentracji u 11% kierowców, spośród których 2% przyznało, iż nawigacja rozproszyła ich uwagę na tyle, że była bezpośrednią przyczyną kolizji.* Często jednak sami użytkownicy doprowadzają do sytuacji, w których nawigacja samochodowa nie spełnia swoich funkcji i zamiast pomagać, utrudnia podróż, a nawet stwarza zagrożenia. Zalety samochodowych map GPS docenia coraz większa liczba kierowców, dla których stają się one ważnym narzędziem ułatwiającym podróż. To urządzenia, które obniżają poziom stresu, gdy kierowca wybiera się w nieznane okolice lub zabłądzi. Może wtedy skoncentrować się na prowadzeniu samochodu i uniknąć wykonywania gwałtownych manewrów – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. Jednak korzystanie z nawigacji GPS niesie ze sobą także zagrożenia. Wynikają one czasami z nieumiejętnego użytkowania. Kierowca musi pamiętać o wyznaczeniu żądanej trasy przed uruchomieniem samochodu i rozpoczęciem podróży. Także zmiany trasy należy dokonywać po uprzednim zatrzymaniu samochodu w bezpiecznym miejscu. Wykonywanie tych czynności w czasie prowadzenia auta wiąże się przede wszystkim z zagrożeniem utraty kontroli nad pojazdem, gdyż kierowca nie trzyma wtedy obu rąk na kierownicy oraz niebezpieczeństwami związanymi z odwróceniem uwagi kierowcy od drogi, innych użytkowników ruchu czy pieszych - ostrzegają trenerzy Szkoły Jazdy Renault. W przypadku gdy samochód nie posiada nawigacji samochodowej w swoim wyposażeniu, należy zwrócić szczególną uwagę, aby przenośny sprzęt zamocowany był w odpowiednim miejscu, tak aby nie ograniczał widoczności i był jednocześnie w zasięgu wzroku kierowcy. Osoby, które zamierzają korzystać z nawigacji samochodowej po raz pierwszy, powinny wypróbować ją najpierw w znanych, bezpiecznych okolicach. To pozwoli w naturalny sposób oswoić się z nowym elementem w aucie - mówią trenerzy Szkoły Jazdy Renault. Korzystając z nawigacji samochodowej należy stosować zasadę ograniczonego zaufania. Bezkrytyczne wykonywanie poleceń może być tragiczne w skutkach. Nie dajmy się “zahipnotyzować” komendom wydawanym przez głos płynący z nawigacji samochodowej i nie ufajmy mu bezgranicznie – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault. Zdarza się, że nawigacja wskazuje trasę, której w rzeczywistości nie ma lub jest czasowo zamknięta dla ruchu. Kierowca nie może wyłączyć myślenia. Nadal musi uważnie obserwować drogę i znaki drogowe oraz weryfikować otrzymywane dane z rzeczywistością i reagować elastycznie na nieprzewidziane sytuacje – dodaje Weseli.
* źródło: Financial Times (FT Weekend Magazine)
Komentuj →
5 stycznia 2009 |
0
Pomimo niesprzyjającej aury trwają prace przy budowie drogi ekspresowej S5 i S10 w okolicach Bydgoszczy. Jak na drogę ekspresową przystało, dwupasmowa trasa doczeka się wiaduktów, przejść dla zwierząt i ekranów akustycznych. Zwieńczeniem 11-kilometrowej trasy będzie węzeł drogowy w kształcie koniczyny. Obecnie w tym miejscu znajduje się niewielkie skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną. W czasie prowadzonych prac nie będzie ono w stanie wytrzymać natężenia ruchu przekraczającego 12 tysiące pojazdów na dobę. Najlepszym sposobem na rozwiązanie tego problemu będzie więc budowa nietypowego ronda o nieregularnym kształcie i ponadkilometrowej średnicy. - W środku ronda będą kontynuowane prace przy budowie wiaduktów na węźle. Nie będzie to powodować utrudnień na tej trasie i pozwoli w miarę płynnie włączyć się kierowcom do ruchu. Podobny pomysł wykorzystano przy budowie węzła w miejscowości Stryszek. Dzięki temu korki w trakcie robót były tam zdecydowanie mniejsze - mówi Waldemar Krawczyk, naczelnik Wydziału Realizacji Inwestycji GDDKiA oddziału w Bydgoszczy. Prace na tym odcinku ekspresówki zakończą się w maju.
Komentuj →
5 stycznia 2009 |
0
Korki dzielą się na: powszednie, świąteczne, wyjazdowe, powrotowe, powypadkowe, fantomowe – czytamy w tygodniku “Polityka”. I dalej: Czas w korku dzielimy na dwa rodzaje: biznesowy i dojazdowy, mówi inżynier. Oraz na inne podróże. Czas dojazdowy jest tańszy od biznesowego. Godzina przestoju w czasie biznesowym kosztuje kilkanaście euro. Kto je tworzy? Korki najczęściej tworzą kierowcy, którzy nie znają przepisów ruchu drogowego, mówi policjant.
“Psycholog mieszka pod miastem, dojeżdża. Korek wokoło kipi od atawizmów. Gwałtownie dorabiające się społeczeństwo potrzebuje zamanifestować bogactwo. A najbogatszy ten, kto sprytny i zacięty. W życiu pozasamochodowym ludzie bywają mili i empatyczni, bo wpisani w znaną sobie hierarchię. Na przykład kierownik ich może opieprzyć, jeśli z czymś przesadzą. Życie drogowe zaburza im rzeczywistość - hierarchia ustala się w każdym korku na nowo. W bezpiecznych przestrzeniach kabin przybierają wojenne miny. Odstraszająco malują twarze. Pohukują. Szczerzą zęby. Obsikują terytorium. Zatruwają groty strzał. Bogaty zasób słów szablonizuje się do okrzyku kurwa. W korkach rządzą mrożkowskie Edki. Ich rozbuchane jestestwo narzuca styl także inteligentom po ciężkim dniu za biurkiem. Niebieska Czwórka przemyka po torowisku dla tramwajów. Na ten widok nerwowo pomrukują silniki.
Edek zarządził: kto nie jedzie jak ja, ten dupa. Psycholog uważa, że samochód, podobnie jak frak, leży dobrze w trzecim pokoleniu. Leży dobrze w społeczeństwach dorobionych. Na przykład w Londynie auto staje, żeby przepuścić przechodnia na drugą stronę ulicy. Natomiast w Moskwie milicjant ma żal do potrąconego na pasach obywatela, że łazi jak pijany.
Mamy do czynienia z dzisiejszymi kierowcami w samochodach jutra, na drogach z lat pięćdziesiątych, mówi psycholog. Kierowanie samochodem daje poczucie wolności. Wolności od norm, reguł i zasad. Norm nie tylko ruchu drogowego” - czytujemy za “Polityką”.
Komentuj →