2 kwietnia 2008 |
0
Mandat schowany głęboko w szufladzie przypomni o sobie nawet po trzech latach - w czasie odbioru zwrotu nadpłaconego podatku dochodowego – przypomina dziennik “Polska”. To najskuteczniejszy sposób urzędowej egzekucji mandatów przez państwo - ukarany kierowca nawet nie wie, że toczy się jakieś postępowanie wobec niego. Przyjęcie mandatu od policjanta lub strażnika miejskiego jest jednoznaczne ze zgodą kierowcy na to, że popełnił wykroczenie i grzywnę zapłaci. Przyjęty mandat trzeba opłacić na poczcie lub w banku. Na zapłacenie mandatu kredytowego kierowca ma 7 dni - jeśli tego nie zrobi, jest on kierowany do egzekucji w trybie przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. - W przypadku, gdy osoba ukarana uchyla się od zapłacenia mandatu, wojewoda jako wierzyciel wystawia tytuł wykonawczy, który jest podstawą do wszczęcia egzekucji administracyjnej przez organ egzekucyjny - mówi Maciej Wiewiór, rzecznik wojewody mazowieckiego. - Egzekucji należności dokonuje urząd skarbowy właściwy co do miejsca zamieszkania, a nie zameldowania kierowcy ukaranego mandatem. Urzędnik wojewody nie musi nawet wysyłać upomnienia do ukaranego, tylko wystawia tzw. tytuł wykonawczy (po sprawdzeniu, czy rzeczywiście mandat nie został zapłacony). Tytuł wykonawczy wpływa do urzędu skarbowego i tam jest windykowany bezpośrednio z nadpłaty podatku ale powiększony o kwoty za czynności egzekucyjne, wydatki egzekucyjne, odsetki. Gdy ukarany kierowca nie ma zwrotu podatku, to urząd skarbowy może zająć inne dochody (pensja, emerytura, renta). Urząd ma też możliwość przeprowadzenia egzekucji z majątku ruchomego (samochód, sprzęt RTV i AGD), akcji, obligacji, weksli, funduszy inwestycyjnych, udziałów w spółkach itp. Procedury są długotrwałe, bo mandatów są tysiące, a urzędników kilku, ale mają oni na to wszystko 3 lata. A jak jest z mandatami wystawionymi przez straż miejską? Podobnie, z tym że tytuł wykonawczy wystawia prezydent, burmistrz lub wójt gminy i to on kieruje go do urzędu skarbowego. Do US trafiają także opłaty dodatkowe za niepłacenie za płatne parkowanie na ulicach miast. W Warszawie taka opłata wynosi 50 zł. Kierowca ma 14 dni na jej zapłacenie, jeśli tego nie zrobi, trafia ona do wydziału egzekucji i tam przygotowywany jest tytuł wykonawczy, który ląduje w końcu w skarbówce.
Komentuj →
1 kwietnia 2008 |
0
Co weekend motocykliści nielegalnie jeżdżą na quadach i motocyklach donosi gorzowska “Gazeta Wyborcza”. Łamią prawo, bo swoje motoryzacyjne pasje realizują w... rezerwacie. W policja spisała ośmiu motocyklistów, którzy rezerwat Murawy Gorzowskie zamienili w tor crossowy. Crossowe wyścigi postanowili tam robić w tym sezonie właściciele motocykli i quadów. - Często dochodzi do wyzwisk między spacerującymi osobami a panami na motocyklach. Oni chyba nie mają świadomości, że ujeżdżają sobie po rezerwacie, gdzie poza roślinnością kserotermiczną są przecież miejsca lęgowe ptaków, w tym bażantów. Ci ludzie lekceważą podstawowe zasady zachowania się w rezerwacie. Przecież tutaj chodzić można tylko po istniejących ścieżkach - mówi Blanka Herudzińska. Motocykliści są jedynie pouczani, że łamią prawo. Na terenie rezerwatu nie ma jeszcze tablic informacyjnych, więc policjanci nie mieli podstaw, żeby karać pasjonatów motocrossu - mówi Sławomir Konieczny z komendy miejskiej policji. - Niebawem zostaną ustawione urzędowe tablice informacyjne i wtedy nikt już nie będzie mógł się tłumaczyć, że nie wiedział, gdzie jest granica rezerwatu i jakie konsekwencje poniesie łamiąc przepisy o ochronie terenów prawnie chronionych - mówi. Wjeżdżanie samochodami, motocyklami, ruadami itp. do rezerwatu zakazane i będzie karane. Ten przepis lekceważą miłośnicy motocykli i quadów, tłumacząc, że nie ma żadnych tablic informujących o zakazie wjazdu. Dziesięć tablic informacyjnych ma stanąć na obrzeżach rezerwatu jeszcze do 15 kwietnia. Ale to nie koniec działań samorządu. Na drogach przebiegających przez rezerwat również staną bariery, a także wiata dla owiec. Tak zabezpieczony teren ma być dozorowany przez straż miejską i policję, a kary finansowe za niegodne prawem korzystanie z rezerwatu są bardzo dotkliwe, np. przejazd motocyklem po trawie kosztować może nawet kilka tysięcy złotych.
Komentuj →
1 kwietnia 2008 |
0
Coraz większa liczba zamontowanych radarów sprawia, że wielu kierowców traci prawo jazdy. Za zbyt szybką jazdę dostają od kilku do nawet 10 punktów. Policjanci w ostatnich miesiącach dostali nowe auta z tzw. videoradarami. Co się zatem może zdarzyć? Przykład. Kierowca porusza się z prędkością powyżej 100 km/godz., zamiast dozwolonej 50 km/godz. Dodatkowo wymusza pierwszeństwo wobec pieszych, którzy są na pasach. Jakby tego było mało, wjeżdża na skrzyżowanie przy czerwonym świetle. Jeśli takie zachowanie zarejestruje np. videoradar, policjant przydzieli kierującemu około 20 punktów karnych. Wtedy jedynym sposobem, by za kolejne wykroczenie nie stracić prawa jazdy, jest zaliczenia szkolenia, które są organizowane przez ośrodki ruchu drogowego. W Lubuskiem, w Zielonej Górze i Gorzowie Wlkp. W czasie szkolenia, które trwa około sześciu godzin, kierowcy spotykają się z psychologami, policjantami drogówki i egzaminatorami, którzy przekonują zmotoryzowanych, że jednak warto jeździć zgodnie z przepisami. Po zakończeniu kursu, kierujący dostaje zaświadczenie, dzięki któremu z jego konta wymazuje się 6 punktów. W ciągu roku można zaliczyć dwa kursy, co pozwala na likwidację 12 punktów karnych. Przypomnijmy, że roczny limit dla kierowców ze stażem krótszym niż rok wynosi 20 punktów, a pozostałych 24 punkty. Jednak w kursie mogą uczestniczyć jedynie Ci drudzy. Młodzi kierowcy nie maja szansy wymazanie przydzielonych punktów. Kurs kosztuje około 250 zł – czytamy w “Gazecie Lubuskiej”.
Komentuj →
1 kwietnia 2008 |
0
(241-6)
^ Oznakowanie etykiet piwa z inicjatywy przemysłu piwowarskiego.
Od 1 kwietnia br. przemysł piwowarski wprowadza sukcesywnie oznakowanie opakowań piwa symbolem "Nigdy nie jeżdżę po alkoholu". Projekt jest integralną częścią realizowanego przez przemysł wieloletniego programu edukacyjnego na temat nieprowadzenia pojazdów po spożyciu alkoholu. Oznakowanie opakowań symbolem "Nigdy nie jeżdżę po alkoholu" jest wspólną inicjatywą browarów zrzeszonych w Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego - Browary Polskie: Kompanii Piwowarskiej SA, Grupy Żywiec SA, Carlsberg Polska SA oraz Royal Unibrew Polska Sp. z o.o. Przedsięwzięcie jest dopełnieniem realizowanej przez przemysł piwowarski długofalowej polityki edukowania konsumentów na temat odpowiedzialnej konsumpcji piwa, w tym na temat nieprowadzenia pojazdów po spożyciu alkoholu. "Udostępnienie przez producentów części etykiety piwa i wprowadzenie symbolu "Nigdy nie jeżdżę po alkoholu" nie jest działaniem jednorazowym. Będzie stałym elementem opakowań jednostkowych piwa" - informuje Danuta Gut, Dyrektor Biura Zarządu Związku. W październiku 2006 roku Browary Polskie podpisały Europejską Kartę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, będącą inicjatywą Komisji Europejskiej na rzecz zmniejszenia liczby ofiar wypadków drogowych. Browary Polskie zainicjowały kampanię "Prowadzący - niepijący", realizowaną we współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i policją. Działania edukacyjne zostały dotychczas przeprowadzone w Łodzi, Poznaniu, Krakowie, aglomeracji katowickiej oraz w Warszawie z udziałem ponad 60. tysięcy osób. Liczne badania konsumenckie przeprowadzane przez browary dowodzą, że komunikat w pierwszej osobie dotyczący nieprowadzenia pojazdów po alkoholu na opakowaniu piwa sprawia, że konsument się z nim utożsamia i ma potencjał do zmiany zachowań kierowców. Przekaz "Nigdy nie jeżdżę po alkoholu" odwołuje się do konkretnych zachowań i jest przeciwieństwem ogólnych zakazów czy nakazów, których konsument nie akceptuje i się z nimi nie utożsamia. Hasło oceniono jako proste i czytelne, będące formą zasady, której ludzie powinni przestrzegać, a symbol na etykiecie jest jej naturalnym przypomnieniem.
Komentuj →
6 kwietnia 2008 |
0
Dziesiąty raz zatrzymany za jazdę po pijanemu - Dwumiesięcznym aresztem skończyło się dla mieszkańca powiatu gryfickiego notoryczne kierowanie autem po pijanemu. Policjanci, którzy kontrolowali samochód, stwierdzili, że jego kierowca już po raz dziesiąty jest zatrzymywany pod wpływem alkoholu. Badanie alkomatem wykazało u zatrzymanego mężczyzny ponad 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Na wniosek komendanta powiatowego policji w Gryficach tamtejszy sąd rejonowy zadecydował o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na dwa miesiące. 44-letni Marian T. w ciągu zaledwie niespełna czterech miesięcy był dziesięciokrotnie zatrzymywany przez miejscową policję za jazdę po pijanemu. Wcześniej sąd zdążył już na niego nałożyć karę zakazującą mu prowadzenia pojazdów; grozi mu do 3 lat więzienia.
Za kółkiem na "podwójnym gazie" - Policjanci z Piaseczna pełniący służbę na terenie miasta, zatrzymali nietrzeźwego kierowcę. Pijany mężczyzna jechał ulicą Puławską pod prąd i usiłował uciekać przed radiowozem. 23-letni Leszek K. nie panował nad samochodem, stwarzając zagrożenie nie tylko dla siebie ale i innych uczestników ruchu. W każdej chwili mogło dojść do tragedii. Policjanci postanowili, jak najszybciej uniemożliwić pijanemu kierowcy dalszą jazdę używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Ten jednak nie chciał zastosować się do poleceń nakazujących mu zatrzymanie auta. Dopiero zablokowanie drogi radiowozem, pozwoliło na przerwanie szaleńczej jazdy. Za kierownicą hondy siedział 23-letni Leszek K. Mężczyzna miał we krwi prawie 2 promile alkoholu. Wkrótce sprawą Leszka K. zajmie się Sąd.
Furman był tak pijany, że jechał leżąc w wozie - Oficer dyżurny z Ostródy otrzymał informację, że na drodze niedaleko Mostkowa najprawdopodobniej pijany woźnica prowadzi zaprzęg konny. Natychmiast został tam wysłany patrol policyjny. I rzeczywiście, mieszkaniec gminy Łukta był tak "wstawiony", że nie potrafił dmuchnąć w alkomat. Nie dał rady nawet siedzieć i leżał w wozie. Policjanci musieli wezwać na pomoc żonę gospodarza, która odprowadziła zwierzę i wóz do domu. W tym czasie furman trzeźwiał w policyjnym areszcie. Pobrano mu także krew do badań na zawartość alkoholu. Za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi rok więzienia.
Kierowca staranował policyjną blokadę - Policjanci z Łowicza patrolujący nocą ulice miasta podjęli próbę zatrzymania do kontroli drogowej opla vectrę. Kierowca zignorował polecania funkcjonariuszy, przyspieszył i podjął próbę ucieczki ulicami miasta. Dyżurny do pościgu skierował dodatkowo dwa patrole. Podróż 37-latek zakończył na blokadzie policyjnej gdzie uszkodził dwa radiowozy. Po zatrzymaniu okazało się, iż samochodem jechało trzech mężczyzn. Kierujący to mieszkaniec powiatu łowickiego. Okazało się, że miał w organizmie ponad 1.6 promila. Trafił do policyjnego aresztu a samochód na policyjny parking. Odpowie za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości, spowodowanie kolizji drogowej oraz niezatrzymanie się do kontroli drogowej.
Pijany sprawca wypadku - Siedem osób, w tym dwoje małych dzieci, zostało rannych w wypadku, do jakiego doszło na krajowej "siódemce" pod Szydłowcem. Kierowca, który spowodował wypadek był pijany. W Świerczku kierujący renault laguna 45 letni mieszkaniec Kielc z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się z fordem escortem kierowanym przez 25 letniego mieszkańca Kielc. Uderzenie było tak silne, że ford został zepchnięty do rowu i dachował, natomiast silnik z laguny znaleziono kilkanaście metrów od samochodu. W wyniku zderzenia 7 osób odniosło obrażenia i zostało przewiezione do szpitala (3 osoby z laguny i 4 osoby z eskorta w tym dwoje dzieci 4 miesięczna dziewczynka i roczny chłopiec). Po udzieleniu pomocy lekarskiej szpital na własną prośbę opuściły trzy osoby jadące laguną, natomiast pozostałe osoby dzieci wraz ze swoimi matkami z poważnymi obrażeniami pozostały w radomskim szpitalu. Policjanci ustalili że kierowca laguny był pijany miał prawie 2 promile alkoholu we krwi, jechał prawdopodobnie ze swoja znajomą z Kielc do Radomia. Tuż przed wypadkiem zabrali po drodze 78-letniego autostopowicza.
Komentuj →
6 kwietnia 2008 |
0
ALKOHOLOWE LICZYDEŁKO - http://www.parpa.pl/download/AlkoholoweLiczydelko.xls
Komentuj →
5 kwietnia 2008 |
0
Policja korzysta z nagrań z kamer, zainstalowanych wewnątrz samochodów egzaminacyjnych dla kandydatów na kierowców. Funkcjonariusze z komend wojewódzkich w Białymstoku i Krakowie nawiązali nawet stałą współpracę z ośrodkami egzaminacyjnymi ruchu drogowego. Policjanci w naszym regionie – donosi “Dziennik Zachodni” również mieli okazję korzystać z tych materiałów, lecz żadnym formalnym porozumieniem zainteresowani nie są. Od dwóch lat przebieg praktycznego egzaminu na prawo jazdy musi być rejestrowany, w użyciu mogą być nawet 4 kamery. Jedna skierowana jest przed pojazd, druga "patrzy" do tyłu, dwie rejestrują to, co dzieje się wewnątrz. Ponieważ kamery są stale włączone, w ich obiektyw trafiają też inne samochody na drodze, których kierowcy łamią przepisy. Takie nagranie może być więc pomocne w ściganiu przestępców - wyjaśnia Grzegorz Nowak, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Częstochowie. Do tej pory tylko raz częstochowska policja zwróciła się do WORD o udostępnienie nagrania. Było to w ubiegłym roku, kiedy bezpośrednio przed samochodem egzaminacyjnym pieszy został potrącony na przejściu przez jezdnię. Zmarł wskutek obrażeń. Zapis kamery skierowanej do przodu wyraźnie pokazał, jak doszło do tego tragicznego zdarzenia. - Jeżeli policja prosi o wgląd do nagrań, nie mamy powodu odmawiać. Lecz nie wyobrażam sobie, żeby ktoś u nas siedział tylko po to, żeby przeglądać zapisy z kamer i wyłapywać drogowych piratów - konkluduje Nowak. Podobną opinię wyrażają policjanci, już i tak ogromnie obciążeni obowiązkami. Dlatego nikt nie podnosi potrzeby sformalizowania współpracy WORD z drogówką, która i tak jest bliska. Ośrodek ostatnio wypożyczył policji nowoczesny fotoradar z wideorejestratorem, zakupiony do potrzeb szkoleń z bezpieczeństwa ruchu drogowego. - Warto pamiętać, że każdy obywatel ma obowiązek zareagować, kiedy jest świadkiem popełnienia przestępstwa lub szczególnie rażącego łamania prawa. Dlatego jeśli egzaminator widzi pirata drogowego, jadącego z wyjątkowym lekceważeniem innych, powinien wezwać policję. Nagranie z kamery w samochodzie egzaminacyjnym będzie wówczas koronnym argumentem - twierdzi nadkomisarz Stanisława Gruszczyńska, rzecznik prasowy częstochowskiej komendy policji.
Komentuj →
4 kwietnia 2008 |
0
(241-9 i 14)
Na filarach wiaduktu w al. Jana Pawła II przy Dworcu Centralnym pojawił się sztuczny bluszcz. Z wnioskiem o możliwość umieszczenia zieleni na podporach wiaduktu zwróciła się do Zarządu Dróg Miejskich Narodowa Galeria Sztuki Zachęta. Autorką projektu jest Anna Myca a koszt jego realizacji został sfinansowany z dotacji Ministerstwa Kultury i Sztuki. Bluszczem opleciono 14 filarów, które w najbliższych dniach, dzięki zaangażowaniu w realizację projektu sponsorów, zostaną dodatkowo podświetlone.
Komentuj →
4 kwietnia 2008 |
0
Tylko w ciągu ostatniego tygodnia na policję zgłosiło się 17 osób okradzionych w autobusach miejskich w centrum Lublina. Jaka jest rzeczywista skala kradzieży kieszonkowych? Tego nie wie nawet policja, ponieważ część poszkodowanych nie zgłasza tego faktu. Jak zapewnia policja, na terenie miasta działają specjalne patrole, skierowane do walki z kieszonkowcami. To właśnie ustalenia operacyjne funkcjonariuszy doprowadziły do zatrzymania 21-letniego Michała P. Policjanci udowodnili mu osiem kradzieży w autobusach – mówi sierż. Piotr Branica z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. Złodziej polował na torebki, z których kradł najczęściej dokumenty. 21-latek przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Dostał też 1,2 tys. zł grzywny i zobowiązał się do naprawienia szkody. To zatrzymanie nie rozwiązuje jednak problemu kieszonkowców grasujących w autobusach, które przejeżdżają przez centrum miasta. Policjanci wiedzą, w jaki sposób działają złodzieje. – Grasują tam, gdzie jest najwięcej ludzi. Na przystankach MPK, w okolicach dworca PKS, miasteczka akademickiego i na najbardziej uczęszczanych trasach autobusów miejskich. – Wykorzystują zamieszanie w czasie wsiadania do środków komunikacji miejskiej i to, że pasażerowie niestety nie zawsze zwracają uwagę na swój dobytek – zaznacza Piotr Branica.
Komentuj →
3 kwietnia 2008 |
0
- Jesteśmy gotowi do rzetelnej i rzeczowej dyskusji na temat dróg powiatowych i gminnych jako elementu systemu dróg w kraju - powiedział podczas XI Zgromadzenia Ogólnego Związku Powiatów Polskich Podsekretarz Stanu Olgierd Dziekoński. - Zapraszam z tego miejsca samorządowców powiatowych do współpracy z Ministerstwem Infrastruktury – dodał wiceminister.
Gościem odbywającego się w Warszawie w dniach 3-4 kwietnia br. zgromadzenia ogólnego ZPP był wiceprezes Rady Ministrów Grzegorz Schetyna. Jako współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wicepremier przedstawił delegatom założenia rządowych zamierzeń dotyczących dokończenia reformy administracyjnej państwa.
- Musimy cały czas budować zaufanie i współpracę między rządem i samorządem. Zaufania nie mamy raz na zawsze, musimy je pielęgnować, bo zaufanie utracone raz, może być utracone na zawsze – powiedział wicepremier Grzegorz Schetyna.
Informując zebranych o zamierzeniach rządu dotyczących decentralizacji, wiceminister Olgierd Dziekoński stwierdził, że Ministerstwo Infrastruktury chce odpowiedzieć na zapotrzebowanie samorządów w zakresie zwiększenia finansowania i odpowiedzialności za drogi powiatowe.
Odnosząc się do zniesienia zezwoleń na budowę i zastąpienia ich rejestracją, Podsekretarz Stanu O. Dziekoński stwierdził, ze nie uszczupli to kompetencji samorządów powiatowych.
- Wprowadzeniu ustawy o racjonalizacji procesu inwestycyjnego towarzyszyć będzie wzmocnienie oddziaływania powiatowych inspektorów nadzoru budowlanego na jakość prowadzonych procesów inwestycyjnych i zwiększenie puli środków dla inspektoratów w ramach powiatowej administracji zespolonej – powiedział na zakończenie wystąpienia wiceminister Olgierd Dziekoński.
Komentuj →
3 kwietnia 2008 |
0
Ponad dwie godziny czekał na lotnisku niepełnosprawny cudzoziemiec na specjalne taxi – doniosło “Życie Warszawy”. To niedopuszczalne, że osoba niepełnosprawna nie może wydostać się z lotniska – mówi Javed Abidi, dyrektor Indyjskiego Narodowego Centrum Promocji Zatrudnienia Osób Niepełnosprawnych. Przez kilkadziesiąt minut usiłował na Okęciu znaleźć kierowcę, który zawiezie go do hotelu. – Pytałem taksówkarzy, ale większość nie mówi po angielsku – opowiada Abidi. – Kilku kierowców odmówiło kursu, tłumacząc, że musi przyjechać specjalny samochód. Bzdura. Mój wózek mieści się w bagażniku zwykłego auta. Abidiemu pomógł w końcu jeden ze współpasażerów. Dowiedział się w punkcie informacyjnym na lotnisku, że niepełnosprawnych pasażerów obsługuje firma MPT, korzystająca z należących do miasta busów przystosowanych do przewozu wózków (mają specjalne podnośniki). Następnie zamówił dla Abidiego taksówkę przystosowaną do potrzeb osób niepełnosprawnych, ale przyjechała ona dopiero po ponad godzinie. – Pierwszy raz tak długo czekałem, a podróżuję po całym świecie – dodaje Abidi.Rzecznik MPT tłumaczy, że firma nie jest w stanie realizować na czas wszystkich kursów. – W Warszawie jest trzy tysiące niepełnosprawnych, a my mamy do dyspozycji tylko osiem wozów – tłumaczy. Dodaje, że samochody są stare i często się psują. Niektóre pochodzą z początku lat 90. Dlatego kursy czasami trzeba zamawiać z tygodniowym wyprzedzeniem. W tej chwili miasto współfinansuje przewozy niepełnosprawnych. Za kurs do 20 km zamówiony w MPT płacą oni 15 zł. Resztę dokłada miasto. Umowa z MPT wygasa w czerwcu. Władze Warszawy już zapowiedziały, że nie kupią nowych samochodów. – Chcemy ogłosić przetarg na świadczenie tych usług przez firmę z własnym taborem – tłumaczy dyrektor miejskiego Biura Polityki Społecznej Bogdan Jaskołd. Urzędnicy chcą też, żeby niepełnosprawni mogli korzystać z taksówek także w niedziele (teraz busy jeżdżą sześć dni w tygodniu).Warszawscy radni zdecydowali o ogłoszeniu przetargu. Umowa ma być podpisana na sześć lat.
Komentuj →
3 kwietnia 2008 |
0
Śląscy policjanci zakończyli śledztwo w sprawie korupcji związanej z wydawaniem orzeczeń lekarskich. Zatrzymali lekarza, właściciela szkoły jazdy oraz dwoje pomocników. Podejrzanym zarzucono popełnienie ponad 506 przestępstw, w tym łapownictwa czynnego i biernego, poświadczania nieprawdy w dokumentach i płatnej protekcji. Jak ustalili śledczy, kilkaset osób zostało dopuszczonych do egzaminów na prawo jazdy bez badań lekarskich. Piekarscy policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej, współpracując z oficerami wydziału do walki z korupcją KWP w Katowicach, od kilku miesięcy zbierali dowody świadczące o działalności przestępczej jednego z lekarzy uprawnionego do wydawania orzeczeń o braku przeciwwskazań zdrowotnych do kierowania pojazdami. Z ich ustaleń wynikało, że z tą przestępczą działalnością ma również związek właściciel jednego z ośrodków szkolenia kierowców w Piekarach Śląskich. Kiedy zebrane materiały potwierdziły przypuszczenia śledczych, obaj mężczyźni zostali zatrzymani. Jednocześnie przeszukując ich mieszkania policjanci zabezpieczyli m.in. dokumentację z przeprowadzonych badań lekarskich, w tym orzeczenia lekarskie wystawione in blanco. Po zatrzymaniu obaj mężczyźni zostali doprowadzeni do sądu, który orzekł wobec nich poręczenia majątkowe. Jak się później okazało, właściciel szkoły jazdy nie przejął się jednak swoją sytuacją. Próbował utrudniać śledztwo nakłaniając świadków – kursantów, do składania fałszywych zeznań dotyczących ich udziału w badaniach lekarskich. Tym razem, wobec obawy matactwa, sąd przychylił się do wniosku prowadzących sprawę policjantów i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego. Jak wynika ze zgromadzonych przez policjantów materiałów, większość kursantów z tego ośrodka szkolenia kierowców w ogóle nie uczestniczyła w badaniach lekarskich podczas kursu. Wszyscy jednak posiadali bezterminowe orzeczenia lekarskie o braku przeciwwskazań do kierowania pojazdami. Były przypadki, że pozytywne orzeczenia lekarskie otrzymywały osoby cierpiące na krótkowzroczność bądź daltonizm. Policjanci potwierdzili też, że w trzech przypadkach właściciel ośrodka szkolenia przed kursantami powoływał się na wpływy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego i w zamian za łapówki obiecał pomoc w uzyskaniu pozytywnego wyniku egzaminu na prawo jazdy w przypadku niepowodzenia na egzaminie. Śledczy przesłuchali w sumie ponad 200 osób. Zarzuty, jakie usłyszeli podejrzani dotyczą łapownictwa czynnego i biernego, poświadczania nieprawdy w dokumentach, płatnej protekcji, poplecznictwa i podżegania do łapownictwa. Zarzuty usłyszało też kilku świadków, którzy składali fałszywe zaznania, a materiały w tych sprawach wyłączono do odrębnego postępowania. Właścicielowi szkoły jazdy przedstawiono 327 zarzutów korupcyjnych, a lekarzowi - 177. Obaj nie przyznają się do zarzucanych im czynów. Podejrzaną w tej sprawie jest również kobieta, która wspomagająca właściciela ośrodka. Usłyszała 53 zarzuty. Natomiast jednemu z instruktorów nauki jazdy przedstawiono 2 zarzuty. Podejrzanym może grozić kara nawet do 8 lat więzienia.
Komentuj →
3 kwietnia 2008 |
0
W “Gazecie Wyborczej” przeczytaliśmy: “Co skrzyżowanie z nową sygnalizacją, to porażka. Na Wisłostradzie korki po horyzont, na pl. Wilsona bałagan, jakiego nie było. Z takim talentem nasi fachowcy od sterowania ruchem niedługo zakorkują nam wszystkie ulice, które nie zdążyły się zakorkować same.
Nowe sygnalizatory w kilku ruchliwych miejscach Warszawy zamiast poprawić przejazd, spowodowały tylko ogromne zamieszanie. O ile w miastach zachodniej Europy system sterowania ruchem naprawdę nim steruje, u nas blokuje go na amen.
Dawnego ronda Babka w godzinach szczytu nadal nie da się łatwo minąć samochodem. Za to dodatkowe światła za 2,2 mln zł spowalniają teraz przejazd tramwajów. Sygnalizatory na pl. Wilsona zaprogramowano tak niefortunnie, że samochody czekające na zjazd w boczne ulice tarasują wjazd innym.
Czyżby stolica była na bakier z techniką? Niedawno śledziliśmy niekończący się serial pt. "Fachowcy uruchamiają system sterowania ruchem tramwajów w Al. Jerozolimskich". Robili to tak nieudolnie, że przez wiele miesięcy elektroniczne tablice podawały pasażerom informacje nie z tej ziemi. Zapowiadały np., że przyjedzie siódemka, a zjawiała się dziewiątka. Na kolejnym przystanku inna tablica informowała, że przed tę dziewiątkę wskoczy jeszcze ósemka. "To wina zakłóceń między tramwajami a satelitą spowodowanymi przez wieżowce" - zawyrokowali w końcu spece.
Innym zawdzięczamy korek gigant na Wisłostradzie . Żeby przedostać się przez skrzyżowanie Czerniakowskiej z ul. Gagarina na dolnym Mokotowie , trzeba odstać przynajmniej dziesięć minut. Trzypasmowa jezdnia Wisłostrady jest totalnie zablokowana przez większą część dnia. Bywa, że już przy stadionie Legii samochody, ciężarówki, autobusy ruszają i co chwila się zatrzymują.
Tkwimy w korku i zastanawiamy się, skąd się wziął - przecież jeszcze dwa miesiące temu jeździło się tędy w miarę płynnie. Wtedy jednak pojawiło się lepsze, które jest wrogiem dobrego: sygnalizacja z nowym oprogramowaniem, za to bez zielonych strzałek do skręcania w prawo na czerwonym świetle. Zaczął się eksperyment Zarządu Dróg Miejskich na żywym organizmie miasta. "Może i są tam problemy, ale tylko chwilowo, bo wkrótce to skrzyżowanie podłączymy do systemu sterowania ruchem na całej Wisłostradzie i Powiślu" - zapewniali nas w lutym urzędnicy ZDM.
Tylko że system miał działać już jesienią, a nie ma go do dziś. Zresztą jeśli ma on systemowo zakorkować kolejne skrzyżowania na Wisłostradzie i Powiślu, to lepiej, żeby go nie było wcale.”
Komentuj →
3 kwietnia 2008 |
0
W związku z artykułem “Sami fachowcy od sygnalizacji”, zamieszczonym w dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej, Zarząd Dróg Miejskich informuje: Celem budowy jakiejkolwiek sygnalizacji w mieście, także tej na rondzie Zgrupowania AK Radosław nie jest wyłącznie poprawa płynności. Podstawowym powodem, dla którego podjęta została decyzja o budowie sygnalizacji na tym rondzie było znaczne zagrożenie bezpieczeństwa pieszych - najsłabszych uczestników ruchu drogowego. W ubiegłym roku rondo znalazło się na niechlubnym drugim miejscu w rankingu najbardziej niebezpiecznych miejsc w mieście.
W związku z artykułem "Sami fachowcy od sygnalizacji", zamieszczonym w dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej, Zarząd Dróg Miejskich informuje: Celem budowy jakiejkolwiek sygnalizacji w mieście, także tej na rondzie Zgrupowania AK "Radosław" nie jest wyłącznie poprawa płynności. Podstawowym powodem, dla którego podjęta została decyzja o budowie sygnalizacji na rondzie Zgrupowania AK "Radosław", było znaczne zagrożenie bezpieczeństwa pieszych - najsłabszych uczestników ruchu drogowego. W ubiegłym roku rondo to znalazło się na niechlubnym drugim miejscu w rankingu najbardziej niebezpiecznych miejsc w mieście (7 wypadków w tym 5 potrąceń pieszych!). Od chwili zainstalowania sygnalizacji bezpieczeństwo w tym miejscu radykalnie się podniosło. Drugim celem budowy sygnalizacji było uporządkowanie sytuacji na skrzyżowaniu, które po uruchomieniu Centrum Handlowego Arkadia zostało znacznie obciążone ruchem. To również się udało - stosowanie się użytkowników drogi do oznakowania i wyświetlanych sygnałów usprawnia ruch i podnosi poziom bezpieczeństwa - także kierowców. Sygnalizacja świetlna na Pl. Wilsona jest sygnalizacją akomodacyjną, której zadaniem jest optymalizacja płynności ruchu. Obecnie sterownik sygnalizacji zbierając dane o występujących natężeniach ruchu "uczy się", by maksymalnie dostosować sposób sterowania do sytuacji na skrzyżowaniu. Od chwili uruchomienia tej sygnalizacji, na żądanie Inżyniera Ruchu m.st. Warszawy – organu zarządzającego ruchem w Warszawie, wprowadzane są korekty w sposobie sterowania. Mają one na celu usprawnienie ruchu na Placu. Z kolei na zmodernizowanym dla potrzeb Zintegrowanego Systemu Zarządzania Ruchem skrzyżowaniu ul. Czerniakowskiej z ul. Gagarina, które to rozwiązanie zostało również zatwierdzone przez Inżyniera Ruchu, po obserwacjach warunków ruchu podjęta została decyzja o korekcie programów - nowe programy sygnalizacji zostały wdrożone 29.02.2008r. Warto podkreślić, że wprowadzone programy zostały zaprojektowane na podstawie obowiązujących przepisów (m.in. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz. U. nr 220, poz. 2181 z dnia 23 grudnia 2003 r.)). Przepisy te spowodowały konieczność wydzielenia faz dla pojazdów skręcających w lewo, osobnego sterowania wlotami na kierunkach podporządkowanych (ul. Gagarina i ul. Nehru) oraz ograniczeń w zastosowaniu strzałek skrętu warunkowego. Zastosowanie powyższych przepisów spowodowało poważne ograniczenia w przepustowości na wielu warszawskich skrzyżowaniach, w tym i na skrzyżowaniu Czerniakowska - Gagarina. W przypadku tego skrzyżowania zastosowano maksymalne długości cykli i nie ma już możliwości dokonania dalszych korekt w programach sygnalizacji.
Komentuj →
3 kwietnia 2008 |
0
Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie planuje w najbliższych miesiącach budowę trzech nowych rond - na Służewie, Ochocie i w Marysinie Wawerskim. Dwa z nich to projekty studentów Politechniki Warszawskiej. - Właśnie wybieramy wykonawcę - informuje Urszula Nelken z biura prasowego drogowców. ZDM otworzył właśnie koperty w przetargu na przebudowę skrzyżowania ul. Dominikańskiej, Nowoursynowskiej, Noskowskiego i Wałbrzyskiej. Teraz w tym ruchliwym punkcie niedaleko kościoła Dominikanów nie ma nawet sygnalizacji świetlnej. Doszło tam już do wielu śmiertelnych wypadków. Powtarzają się zwłaszcza wtedy, gdy kierowcy, wyprzedzając stojący na przystanku autobus, zderzają się czołowo z nadjeżdżającymi z naprzeciwka samochodami. Rozwiązanie zaproponowali studenci Instytutu Dróg i Mostów Politechniki Warszawskiej- Jakub Skonecki i Adam Hauler. W niedawnym konkursie zorganizowanym przez ZDM wymyślili budowę ronda. Oprócz niego powstanie tam zatoczka dla komunikacji miejskiej, wysepki na obu jezdniach ograniczające prędkość oraz pasy dla pieszych i ścieżki rowerowe. Budowa zacznie się w przyszłym roku. A studenci za zwycięstwo w konkursie otrzymali laptopa. Trzecie skrzyżowanie z rondem powstanie w Marysinie Wawerskim. Odetchną kierowcy tkwiący w korkach u zbiegu ul. Kościuszkowców i Korkowej. Za trzy dni ZDM pozna oferty wykonawców ronda w tym miejscu. Również w tym przypadku do przebudowy skrzyżowania przyczynili się studenci - koncepcja ronda była tematem pracy magisterskiej jednego z absolwentów Politechniki Warszawskiej.
Komentuj →
2 kwietnia 2008 |
0
WORD w Chełmie finalizuje przetarg na nowe samochody egzaminacyjne. Jak donosi “Dziennik Wschodni” Wszystko wskazuje na to, że przyszli kierowcy będą zdawali egzamin na prawo jazdy kategorii B na toyocie yaris. - Najkorzystniejsza oferta jest już wybrana, ale umowy jeszcze nie podpisaliśmy- mówi Tadeusz Łańcucki, zastępca dyrektora WORD w Chełmie. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pierwsi kursanci na nowych samochodach będą zdawać już za dwa miesiące. Chełmski WORD będzie miał do dyspozycji 10 nowych samochodów. Zastąpią one zużyte fiaty punto. - Ale nie kupimy ich, tylko będziemy wynajmować - zdradza Łańcucki. - Tak jest bardziej ekonomicznie, a u nas liczy się każda złotówka. - Toyoty yaris to bardzo dobre samochody do nauki jazdy. Ale nie są tanie. Kosztują blisko 50 tys. zł - mówi Maciej Kulka, właściciel jednej ze szkół jazdy w Lublinie. Grzegorz Gorczyca, prezes Automobilklubu Chełmskiego, uważa, że takie zmiany wprowadzają zamęt. - Jest taka niepisana zasada, że egzamin zdaje się na takim aucie, na jakim uczyło się jeździć - mówi Gorczyca. Nie zgadza się z nim Zbigniew Kot, dyrektor WORD w Białej Podlaskiej. - Kursanci zdają egzamin na prawo jazdy kategorii B, a nie na fiata czy nissana - mówi Kot. - U nas od dwóch lat jeżdżą nissany micra. A tylko niektóre szkoły zdecydowały się na zakup nissanów. Innego zdania jest Kulka. - Każde auto jest inne. Ma inny promień skrętu, inne rozmieszczenie kontrolek. Dla młodych kierowców to duży stres, gdy zdają egzamin autem, w którym siedzą pierwszy raz. Moim zdaniem powinni mieć możliwość wyboru - mówi.
Komentuj →
2 kwietnia 2008 |
0
Gorzowska policja otworzyła ogólnodostępną stację paliw. Ma ona kusić kierowców dobrą jakością paliw i cenami - powiedział Artur Chorąży z zespołu prasowego lubuskiej policji. - Ceny paliw oraz częste kontrole jakości paliwa sprawiają, że stacja ta może stać się konkurencją dla wielu powstałych na terenie Gorzowa stacji benzynowych. Paliwa w niej sprzedawane każdego dnia testują m.in. nasze radiowozy - podkreślił Chorąży. Zwrócił też uwagę na malowanie obiektu - kolory srebrny i niebieski ma się kojarzyć z nowymi barwami policyjnych radiowozów. Kolejnym potwierdzeniem dobrej jakości paliw ma być - zdaniem Chorążego - fakt, że na policyjnej stacji tankują również wozy straży pożarnej i pogotowia. W dniu otwarcia ceny paliw na policyjnej stacji były o kilka groszy niższe niż na innych stacjach benzynowych w mieście. Budowa stacji należącej do komendy wojewódzkiej trwała ponad pół roku i kosztowała 1,2 mln zł. Pieniądze w większości uzyskano z funduszu Modernizacji Policji (ponad 1 mln zł), pozostałą część dołożył Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Komentuj →
2 kwietnia 2008 |
0
Nowe renault megane olsztyńskiej drogówki są w służbie od sześciu miesięcy, a kierowcy wiedzą o nich już niemal wszystko, znają nawet ich numery rejestracyjne. Zdjęcia czarnych i srebrnych "renówek" z widocznymi tablicami krążą po internecie. Kierowcy przesyłają je sobie e-mailami. Policjanci mimo zdemaskowania aut nie zamierzają na razie zmieniać w nich numerów rejestracyjnych. - Naszym celem jest dbanie o bezpieczeństwo na drogach, a nie wlepianie mandatów - podkreśla Anna Siwek, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. - Jeśli ludzie rozpoznają nasze samochody i jadą w ich sąsiedztwie bezpiecznie, to nasz cel jest osiągnięty. Czy zdekonspirowane auta dalej będą równie skutecznie łapać piratów drogowych jak do tej pory? Bezpieczeństwo bezpieczeństwem, ale "renówki" mocno wspierają budżet państwa. W ciągu dwóch tygodni po wejściu do służby jeżdżący nimi policjanci wypisali 440 mandatów na prawie 300 tys. zł! Policjanci na wszelki wypadek zamierzają wzmocnić swoje siły. W wideorejestratory mają zostać wyposażone dwie ostatnie "meganki", które do tej pory jeździły tylko z "suszarkami", czyli ręcznymi radarami, albo jako wóz przenoszący ruchomy fotoradar.
Komentuj →
2 kwietnia 2008 |
0
W Pruszczu fotoradary będą pracować dłużej i w różnych porach doby, a nie tylko za dnia, jak to jest obecnie – czytamy w “Naszym Mieście”. Wszystko dlatego że od początku lutego Straż Miejska notuje zwiększoną liczbę wykroczeń zarejestrowanych przy użyciu tych urządzeń. - By bardziej zdyscyplinować kierowców, w najbliższych dniach wzmożone zostaną kontrole z użyciem elektronicznego sprzętu do automatycznej kontroli prędkości - informuje Bartosz Gondek, rzecznik prasowy burmistrza Pruszcza. W styczniu zarejestrowano 460 rażących przypadków przekroczenia prędkości, w lutym 580, w marcu 630. Te dane obejmują tylko zdarzenia, gdy kierowcy jechali z prędkością przynajmniej o 20 kilometrów większą od dozwolonej. - Lawinowo wzrastająca liczba wykroczeń skłania nas do wzmożenia kontroli z użyciem fotoradaru. Dotychczas urządzenie, lokowane na pięciu masztach w mieście, pracowało osiem do dziesięciu godzin dziennie. Wydłużymy ten czas nawet do całej doby - zapewnia Leszek Banaś, komendant pruszczańskiej Straży Miejskiej. - Szczególną uwagą objęty zostanie rejon ulicy Wojska Polskiego, gdzie w tym roku już dwukrotnie zostali potrąceni piesi.
Komentuj →
2 kwietnia 2008 |
0
Pięć tysięcy złotych mandatu i 25 punktów karnych za jednym zamachem - to dorobek kierowcy, który szalał na krajowej siódemce na wysokości Nidzicy. Mężczyzna jednak mandatu nie przyjął. Dlatego stanie przed sądem. A na razie pożegnał się z prawem jazdy. Wszystko wydarzyło się na odcinku krajowej siódemki koło Nidzicy. Przez krótki czas kierowca BMW zdążył wyprzedzać na podwójnej ciągłej linii i na skrzyżowaniu, wyprzedzać na trzeciego, zmuszając jadącego z naprzeciwka kierowcę do zjechania na pobocze. Przekraczał też dozwoloną prędkość, i to nawet o 60 kilometrów na godzinę. Wszystko to zebrało się na 25 punktów karnych. To o jeden więcej, niż potrzeba, by stracić prawo jazdy. Do tego policjanci dołożyli pięć tysięcy złotych mandatu. Krewki warszawiak powiedział jednak "nie" i odmówił przyjęcia mandatu. Dlatego teraz stanie przed sądem. Zdecydował, że stanie przed sądem i udowodni, że jego jazda nie powodowała zagrożenia.
Komentuj →
2 kwietnia 2008 |
0
Problemy kierowców, którzy z Kamiennego Potoku przez Brodwino jeżdżą w kierunku gdyńskich Karwin skończą się, a przynajmniej zostaną zminimalizowane – donosi “Dziennik Bałtycki”. Władze Sopotu planują zamianę na ronda pięciu kolejnych skrzyżowań w tym rejonie miasta. Ma to zdecydowanie poprawić bezpieczeństwo i odblokować ciąg komunikacyjny, na którym natężenie ruchu w ostatnim czasie zdecydowanie przybrało na sile. Rozstrzygnięto właśnie przetarg na projekt budowlany i wykonawczy inwestycji. Za dokumentację, która powstać ma do końca października tego roku, urzędnicy zapłacą 536 tysięcy złotych. Sama inwestycja rozpocząć będzie mogła się jednak dopiero w przyszłym roku. Jej koszt będzie też nieporównywalnie większy, gdyż zamiana tylko jednego skrzyżowania na rondo to wydatek rzędu od półtora do trzech milionów złotych.
Komentuj →
1 kwietnia 2008 |
0
Dzikie zwierzęta nastręczają coraz więcej problemów osobom odpowiedzialnym za utrzymanie autostrady A2. W Dzierżawach w nasypie wiaduktu nad trasą szybkiego ruchu zadomowiły się lisy. Zwierzęta upodobały sobie to miejsce ze względu na suchy piasek. Nor jest coraz więcej i są coraz głębsze. Kilka kilometrów dalej, obok mostu na rzece Ner, miejscowi zaobserwowali stada dzików i saren. Pojawienie się zwierzyny łownej w tym miejscu mogło okazać się zgubne dla użytkowników autostrady. Akurat w tym miejscu ktoś zerwał siatkę ochronną na długości kilkunastu metrów. Istniała groźba, że pod koła nieświadomych ryzyka kierowców nagle wpadnie dzikie zwierzę. Na szczęście po naszej oraz radnego powiatowego Zdzisława Cyganiaka interwencji, już następnego dnia dziurawą siatkę udało się załatać. Raz w tygodniu sprawdzamy stan siatek, ale z okien samochodu nie wszystko jesteśmy w stanie dostrzec - tłumaczy Maciej Zalewski, rzecznik prasowy łódzkiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. To normalne, że przy tego typu obiekcie jak autostrada musiał zrodzić się konflikt przyrody z cywilizacją. Trudno jest lisom wytłumaczyć, żeby nie robiły nor w wiadukcie, choć akurat te zwierzęta nie stanowią dużego zagrożenia. Zalewski apeluje, aby wszelkie uwagi dotyczące bezpieczeństwa zgłaszać pod całodobowy nr tel. (042) 6622338 lub bezpłatny tel. policji 997.
Komentuj →
31 marca 2008 |
0
(241-13)
Z poślizgiem nowa hala odlotów powoli zapełnia się pasażerami. Teraz w nowym i starym terminalu będzie mogło łącznie wygodnie odprawić się 12 mln pasażerów rocznie. Za kilka dni poprawi się dojazd na Okęcie od strony Ursynowa czy Piaseczna. Generalna Dyrekcja Dróg na początku kwietnia chce wreszcie otworzyć gotowy od trzech miesięcy wiadukt nad torami linii radomskiej, który powstał na przedłużeniu ul. Poleczki. Jadąc od strony Puławskiej, przez kilka miesięcy będzie się jednak dojeżdżać do niego slalomem i po dziurach, bo wciąż trwa poszerzanie samej ul. Poleczki. Zarząd Dróg Miejskich liczy na to, że prace zostaną zakończone w wakacje. Wielu kierowców może zaś narzekać na kłopoty z parkowaniem. Parkingi wielopoziomowe koło terminalu są jednymi z najdroższych w stolicy (8 zł za godzinę). Niewiele tańszy parking pod chmurką koło terminalu Etiuda to jedna wielka prowizorka z dziurawą nawierzchnią i zardzewiałymi płotami. Na przebudowę dróg i parkingów koło Etiudy jeszcze jednak poczekamy. Te prace miały zostać skończone równocześnie z budową tzw. pirsu centralnego, przy którym powstaną kolejne rękawy. Po wyrzuceniu z placu robót jesienią zeszłego roku konsorcjum Ferrovial, Budimex, Lamela Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze musi znaleźć nowego wykonawcę prac. Z tego samego powodu nie można oddać do użytku niewielkiego tunelu drogowego, który usprawniłby wyjazd do centrum. Żeby go otworzyć, trzeba zakończyć budowę kładki nad al. Żwirki i Wigury. Na Okęciu nie wiedzą jednak, kiedy tunel i kładka będą gotowe – opisuje “Gazeta Wyborcza Warszawa”.
Komentuj →
31 marca 2008 |
0
Robi dwa zdjęcia na sekundę, namierza trzy pasy ruchu jednocześnie - fotografuje szczecińskich kierowców. Nowy fotoradar kupiła szczecińska Straż Miejska. Urządzenie nie musi stać w specjalnej skrzynce - może namierzać kierowców przekraczające dopuszczalną prędkość nawet zaparkowanego auta patrolowego. - W tym samym czasie, jeśli jest taka potrzeba, może wykonywać pomiar natężenia ruchu, czyli liczyć wszystkie przejeżdżające samochody - informuje Joanna Wojtach, rzecznik prasowy Straży Miejskiej. Urządzenie ma specjalny filtr, który poprawia wyrazistość zdjęcia. Twarz kierowcy sfotografowana z odległości powyżej 20 metrów jest tak wyraźna, jak na zdjęciu paszportowym. Gdzie nowy fotoradar będzie czekał na kierowców? - Tego oczywiście nie zdradzamy, ale jest w mieście kilka miejsc, gdzie mógłby stać cały czas - mówi Wojtach. Superradar razem z osprzętem kosztował 266 tys. zł.
Komentuj →
31 marca 2008 |
0
Stołeczna drogówka rozda 22 tys. elementów odblaskowych, głównie pieszym i rowerzystom, czyli najbardziej zagrożonym śmiercią uczestnikom ruchu. Policjantom zależy, by bardziej widoczni byli mieszkańcy podwarszawskich powiatów, szczególnie bywalcy barów położonych przy wylotówkach ze stolicy. - Nieoświetlony rowerzysta czy pieszy, w dodatku ubrany na ciemno, po zmierzchu czy w szarugę widoczny jest w światłach samochodu z odległości 25-30 metrów. Auto przy zupełnie suchym asfalcie musiałoby jechać 47 km na godz., żeby się przed nim zatrzymać. Element odblaskowy widać z 200 metrów, co kilkakrotnie zwiększa czas reakcji kierowcy. Może to uratować komuś życie - opowiada młodszy inspektor Jacek Zalewski, naczelnik warszawskiej drogówki. Policjanci porozumieli się z Mennicą Polską, która chętnie zgodziła się sfinansować program propagowania bezpiecznego poruszania się zarówno po mieście, jak i pod miastem. Hasło przewodnie cyklicznej akcji: widoczny-bezpieczny. Na razie rozdanych ma zostać 10 tys. kamizelek odblaskowych i 12 tys. obrączek na nadgarstek. Dystrybucją ma zająć się Zarząd Transportu Miejskiego, który wyposaży w odblaski sprzedawców biletów, którzy ładują karty miejskie. Do każdego zakupionego biletu mają być rozdawane gadżety w żółtym kolorze. Policjanci chcą także dotrzeć do najbardziej zagrożonych grup, między innymi stałych klientów barów położonych przy drogach krajowych na obrzeżach miasta. - Trasy te bardzo często nie mają nawet chodników. Panowie po kilku głębszych, wracając w nocy do domu, łatwo mogą dostać się pod koła samochodu. Chcemy przekonać właścicieli barów, by ci nie wypuszczali klientów bez odbijającego światła rekwizytu - zdradza naczelnik Zalewski. Szef drogówki przyznaje, że pomysł zaczerpnął z zagranicy. W Finlandii rozpropagowano taki zwyczaj, że gospodarz nie wypuści w nocy gościa z domu bez kamizelki odblaskowej, nawet jeśli ten będzie musiał przejść jedynie kilkaset metrów. Na 33 ofiary tegorocznych wypadków drogowych 24 to piesi.
Komentuj →
31 marca 2008 |
0
Policyjno-prokuratorskie procedury spowodowały, iż zwłoki śmiertelnej ofiary wypadku drogowego w centrum Lublina pozostawały na drodze trzy godziny. Służby prasowe komendy miejskiej policji podają następujący scenariusz: kierujący skuterem 58-letni Zbigniew P. uderzył w volkswagena polo. Była 12.26. Już trzy minuty później na miejscu pojawiła się policja, przed nią dotarły dwie karetki pogotowia. W tym momencie motorowerzysta jeszcze żył. Reanimowano go przez kilkanaście minut. Jednak akcja ratunkowa nie powiodła się. Lekarz, którzy stwierdził zgon, przykrył zwłoki folią. O 13 o sprawie dowiedziała się dyżurująca prokurator, która około wpół do drugiej była na miejscu wypadku. Zwłoki motorowerzysty od ponad godziny leżały już na asfalcie w kałuży krwi. Powoli w Lublinie rozpoczynał się popołudniowy szczyt. Wielopasmowe al. Racławickie są jedną z głównych arterii miasta. Ruch odbywał się nimi wolniej niż zazwyczaj i tylko dwoma pasami jezdni, dzięki czemu kierowcy i pasażerowie przejeżdżających obok aut mogli dokładnie przyjrzeć się leżącym na ziemi zwłokom. O tym, że widok ciała budzi oburzenie, poinformowali "Gazetę" czytelnicy, dzwoniąc do nas bezpośrednio z miejsca wypadku z telefonów komórkowych. Spod foliowej płachty, która przykrywała ciało ofiary zderzenia, przez ponad dwie godziny wystawała ręka i noga martwego mężczyzny, skąpane w rozlewającej się wokół kałuży krwi. Oprócz zmotoryzowanych makabreskę obserwował tłum gapiów. - Policjanci zrobili, co do nich należy. Zabezpieczyli miejsce wypadku do czasu przyjazdu prokuratora, a potem czekali na jego decyzję odnośnie zabrania zwłok - zapewnia Witold Laskowski z biura prasowego KMP. - Nie potrafię ocenić, dlaczego spod folii wystawały ludzkie kończyny, ale rozumiem, że był to drastyczny widok. Policjanci, jak i pozostali członkowie ekipy dochodzeniowej, mogli przykryć ciało, ale tego nie zrobili. Konsekwencje służbowe im nie grożą, bo takich sytuacji nie precyzuje policyjny regulamin. - Można to oceniać wyłącznie w kategoriach moralnych - uważa Laskowski. - Miejsce było oddzielone. Prokurator nie ma wpływu na tych, którzy chcą obserwować jego pracę. Muszą się liczyć z tym, że zobaczą coś drastycznego. Policja w takich wypadkach prosi o odsunięcie się gapiów. Nie zawsze to skutkuje - informuje Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Prokurator wraz z ekipą śledczych przez dwie godziny dokonywała oględzin, potem z pomocą wyspecjalizowanej firmy przekazała ciało do zakładu medycyny sądowej. - To standardowy czas, aby zebrać ważne dowody pozwalające ustalić sprawcę wypadku, a w przypadku procesu przydatne do jego skazania - mówi prokurator Syk-Jankowska. O 15.30 zwłoki Zbigniewa P. zniknęły z asfaltu. Straż pożarna zmyła krew z jezdni.
Komentuj →
31 marca 2008 |
0
Policjanci z poznańskiej drogówki, wykorzystując Ruchome Centrum Dowodzenia i Monitoringu, zamierzają zdyscyplinować uczestników ruchu drogowego. Poza kontrolami kaskadowymi, fotoradarami i samochodami wyposażonymi w wideorejestratory, funkcjonariusze będą też korzystać z mobilnego centrum monitoringu. To kolejny krok w walce z kierowcami i pieszymi łamiącymi prawo. Na widok policyjnego patrolu każdy z kierowców zmniejsza prędkość. Tam, gdzie widać radiowóz kierowcy przestają popełniać wykroczenia, a w obecności umundurowanych funkcjonariuszy piesi pamiętają, że przy czerwonym świetle nie przechodzi się przez jezdnię. I choć takie prewencyjne działania są ze wszech miar właściwe, to ich skuteczność związana jest jedynie z rejonem pełnienia służby patrolu. Dlatego też, podobnie jak w przypadku nieoznakowanych radiowozów z kamerami, skutecznym elementem w walce z osobami popełniającymi wykroczenia drogowe jest policyjny furgon. Policjanci w nieoznakowanym mercedesie, wyposażonym w system kamer o najwyższej jakości, rejestrowali dziś wykroczenia drogowe u zbiegu ulicy Głogowskiej i Klaudyny Potockiej. Już w pierwszej godzinie operatorzy kamer zarejestrowali ponad 30 kierowców, nie stosujących się do zakazu skrętu w lewo. Połowa z nich karana była przez policjantów drogówki, stojących nieopodal. Kolejni kierowcy, którzy złamali prawo, a nie zostali zatrzymani do kontroli, w najbliższych dniach wezwani zostaną do sekcji ruchu drogowego KMP w Poznaniu. Każdy z kierujących musiał pogodzić się z kilkusetzłotowym mandatem. Każda wolna chwila specjalistycznego pojazdu, pomiędzy imprezami masowymi lub policyjnymi zasadzkami, wykorzystywana będzie w celu poprawy bezpieczeństwa na poznańskich ulicach. Już teraz planowane są kolejne kontrole związane np. z pieszymi przechodzącymi pod opuszczonymi rogatkami na przejazdach kolejowych.
Komentuj →