25 października 2008 |
0
(271-14)
W Ośrodku Caritas Rybaki w dniach 24-25 października 2008 roku, pod egidą Krajowego Duszpasterza kierowców ks. dr Mariana Midury kierowcy, głównie funkcjonariusze Straży Leśnej doskonalili technikę jazdy (w 2007 r. zapadła decyzja, że powstanie w nim Centrum Nauki Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego). Na te swoiste rekolekcje do Rybaków przyjechali abp Wojciech Ziemba, metropolita warmiński oraz przedstawiciel Komendy Głównej Policji podinsp. Armand Konieczny. Właściwe nawyki komunikacyjne promował przedstawiciel Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji podinsp. Armand Konieczny. W szkoleniu uczestniczyli również policjanci Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Kierowcy mieli możliwość sprawdzenia i doskonalenia swoich umiejętności podczas jazd na trolejach, quadami, samochodami terenowymi i autami z talerzem Stewarta. Wszystko pod okiem doświadczonych instruktorów nauki jazdy. Kierowcy rozmawiali także o etyce kierowcy. Na polskich drogach rocznie ginie około 6000 osób. Cenne są więc wszelkie inicjatywy sprzyjające bezpieczeństwu ruchu drogowego. Oprócz działań policji bardzo ważne jest promowanie bezpieczeństwa na drogach i edukacja w tym zakresie. Szkolenie, którzy przeszli kierowcy w podolsztyńskich Rybakach na pewno ubogaciło ich technikę jazdy i nauczyło zachowań w ekstremalnie trudnych warunkach drogowych. Kolejny raz okazało się, że nie prędkość, ale precyzja i opanowanie za kierownicą gwarantują bezpieczne dotarcie do celu. Ksiądz Marian Midura zapowiada, że przedsięwzięcie na stałe wejdzie do kalendarza imprez organizowanych w ośrodku Rybaki.
Otwarto również pierwszą w Polsce Aleję Bezpiecznego Kierowcy, Pieszego i Rowerzysty czyli tablic z przestrogami dla kierowców. Aleja to znaki drogowe przygotowane na podstawie rysunków Andrzeja Mleczki i przestróg dla kierowców od Krzysztofa Hołowczyca. Kończy się ona kapliczką pw. św. Krzysztofa. Przedsięwzięcie pobłogosławił Arcybiskup Metropolita Warmiński ks.dr Wojciech Ziemba.
(271-1)

(271-15 i 16)
Komentuj →
25 października 2008 |
0
(271-6)
Trzy szesnastolatki: omal nie wpadły pod tramwaj linii 4 w Łodzi. Przerażeni przechodnie krzyczeli. Dziewczyny potrącone przez pojazd szynowy przewróciły się i mocno poobijały. Do zdarzenia doszło o godzinie 6.43 uczennice LO spieszyły się na zbiórkę, bo miały jechać na szkolną wycieczkę. Z relacji motorniczego, wynika, że miał zielone światło, a dziewczyny po prostu wbiegły na tory. - Szłyśmy w cztery - relacjonuje Iza. - Była z nami jeszcze Edyta. Ona szła pierwsza i zdążyła przejść, my nie... - Szłyśmy po przejściu dla pieszych. Tramwaje jechały z obu stron. Jeden zatrzymał się, by nas przepuścić. Do głowy nam nie przyszło, że drugi na nas najedzie - dodaje Asia. - Problem w tym, że w miejscu, w którym przechodziły dziewczyny przejście oznaczone jest tylko na jezdni, a nie na szynach, dlatego policja uznała, iż motorniczy jest bez winy - żali się Walenty Jurczyk, tata Asi. Policjanci z Sekcji Ruchu Drogowego twierdzą, że chociaż piesze szły po pasach, powinny uważać na pojazdy szynowe. Karetka odwiozła poszkodowane licealistki do szpitala. Wszystkie są potłuczone, Asia ma uraz nogi, jej koleżanki - głowy. W szpitalu zostaną na obserwacji.
Komentuj →
25 października 2008 |
0
Z wielką pompą otwarte zostały trzy ostatnie stacje pierwszej linii metra: Stare Bielany, Wawrzyszew i Młociny. Tak więc powstał prawdziwie europejski węzeł przesiadkowy (pętla autobusowa i tramwajowa Młociny). Olbrzymi i nowoczesny węzeł Młociny to osiem peronów dla autobusów (w tym też linie nocne), tramwaje będą miały do dyspozycji sześć peronów. Warszawiacy korzystają już z największego parkingu Parkuj i Jedź w stolicy na 1000 samochodów. Swoje pojazdy mogą tam również zostawiać rowerzyści. Czeka na nich 10 nowoczesnych dwumiejscowych stojaków na rowery. Docelowo będzie ich 100. By przypiąć jednoślad, wystarczy przyłożyć do czytnika ważną kartę miejską, która otworzy zamek. Rower zabezpieczyć będziemy mogli tak samo, jak zapinamy pas w samochodzie. Stojak odblokujemy ponownie, przykładając kartę do czytnika. Jak czytamy w dzienniku “Polska” - cały węzeł Młociny i jego okolice już niedługo czekać może rewolucja. W listopadzie poznamy bowiem wyniki konsultacji na temat zmian komunikacyjnych na Bielanach. Wówczas może dojść do przetasowań na pętli. Być może Zarząd Transportu Miejskiego wyda pozwolenie na zatrzymywanie się na Młocinach autobusów podmiejskich obsługujących m.in. Łomianki, Dziekanów i Izabelin. Pewne są też zmiany czekające nas ok. 2012 roku, kiedy miasto zakończy budowę mostu Północnego. Mieszkańcy Białołęki nie tylko będą zostawiać swoje auta na Park & Ride, ale dojadą do Młocin tramwajem, który między Bielanami a Tarchominem ma kursować co 2 minuty.
Komentuj →
22 października 2008 |
0
Miasto pozbawione znaków drogowych, sygnalizacji świetlnej, przejść dla pieszych, a nawet wydzielonych chodników? A jednak, takie miasta są. Portal INTERIA.pl pokazuje jedno z nich. Ideę pod nazwą "Share space" (w wolnym tłumaczeniu: dzielenie się przestrzenią) wymyślił holenderski ekspert ruchu drogowego, Hans Monderman. Zakłada ona wspólne bytowanie wszystkich uczestników ruchu drogowego: samochodów, rowerzystów, a także pieszych. Nie ma sygnalizacji świetlnej, żadnych znaków drogowych, wydzielonych przejść dla pieszych, a pozbawione krawężników chodniki od ulic różnią się tylko typem nawierzchni! Każdy z uczestników ruchu ma takie same prawa... i są one tylko dwa. Pierwsze dotyczy prędkości maksymalnej i zależne jest od państwa, a drugie, najważniejsze, mówi, że obiekt, znajdujący się z prawej strony, niezależnie czy jest samochodem czy matką z dzieckiem w wózku, ma pierwszeństwo. I to wszystko. Niewyobrażalne? A jednak działa! Projekt zyskał wsparcie Unii Europejskiej, która wspomaga finansowo miasta pragnące pilotażowo wdrożyć takie rozwiązanie. Pionierskim miastem było holenderskie Drachten, gdzie liczba wypadków po wdrożeniu systemu znacząco spadła. Zachęceni tym sukcesem włodarze położonego niedaleko Hanoweru niemieckiego miasta Bohmte postanowili przyłączyć się do eksperymentu. Unia Europejska pokryła koszty deinstalacji świateł i znaków, przeznaczając na ten cel 1.2 mln euro. W ten sposób ponad 13 tysięcy kierowców, którzy codziennie wyjeżdżają na ulice miasta musiało odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I odnalazło się! W poprzednich latach w Bohmte dochodziło średnio do 50 wypadków rocznie, co oznacza średnio jeden poważny wypadek tygodniowo. Od wprowadzenia systemu "Share space" w maju tego roku w ciągu pierwszego miesiące nie doszło do ani jednego wypadku! Program "Share space" będzie stopniowo wdrażany w kolejnych miastach. Eksperyment chce także podjąć Londyn.
(271-18)
Miasto bez znaków - FILM - http://motoryzacja.interia.pl/hity_dnia/news/miasto-bez-swiatel-i-znakow,1198743,415
Komentuj →
27 października 2008 |
0
Pijani rodzice zabrali dzieci na przejażdżkę- Rocznego chłopczyka i sześcioletnią córkę wozili po Dąbrowie Białostockiej kompletnie pijani rodzice. Policjanci zatrzymali ich minionej nocy . Na stojącego na poboczu poloneza natknęli się podczas patrolu ulicy Wojska Polskiego. Przy samochodzie, w którym było dwoje małych dzieci stali mężczyzna i kobieta. Badanie alkomatem wykazało, że 40-letni ojciec w wydychanym powietrzu miał ponad 2,6 promila alkoholu. U jego towarzyszki urządzenie zarejestrowało prawie 2 promile alkoholu. Rodzice w rozmowie z policjantami wzajemnie oskarżali się o kierowanie autem. Obydwoje spędzili noc trzeźwiejąc w policyjnej izbie zatrzymań - dziećmi zaopiekował się ich wujek. Za narażenie dzieci na niebezpieczeństwo rodzicom grozi od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. O całej sprawie poinformowany zostanie również sąd rodzinny i nieletnich.
Potrąciła pieszego i uciekła. Była pijana - 31-letnia dziennikarka Dziennika Zachodniego potrąciła mężczyznę idącego poboczem i uciekła z miejsca wypadku. Mąż przywiózł ją do komendy żywieckiej policji. Do tragedii doszło w czwartek późnym wieczorem na osiedlu Kopernika w Żywcu. Kobieta kierująca Oplem Tigra potrąciła 47-latka idącego poboczem. Zamiast się zatrzymać, odjechała w stronę Jeleśni. - Wiedzieliśmy, jaki to był samochód i jak wyglądała sprawczyni wypadku. Rozpoczęliśmy poszukiwania - mówi Paweł Roczyna, oficer prasowy żywieckiej policji. Godzinę później mąż dziennikarki przywiózł ją do komendy żywieckiej policji. Okazało się, że kobieta w wydychanym powietrzu ma aż 1,7 promila alkoholu. Została zatrzymana, trafiła do policyjnego aresztu. Potrącony przez nią człowiek nie żyje. Sprawczyni wypadku grozi 12 lat więzienia. Wydawca "Polski Dziennika Zachodniego" podjął decyzję o rozwiązaniu umowy o pracę z reporterką ze skutkiem natychmiastowym. Oświadczenie pojawiło się na stronie internetowej gazety.
Tankował samochody pod wpływem alkoholu - Najprawdopodobniej za narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia odpowie 26-letni Paweł P. Mężczyzna na jednej z wolskich stacji gazowych, będąc pod wpływem alkoholu, tankował samochody klientów. Podczas badania trzeźwości wyszło na jaw, że w organizmie ma 0,6 promila alkoholu. Kilkanaście minut przed 21:00 wolscy policjanci otrzymali informację o nietrzeźwym pracowniku stacji gazowej. Po kilku minutach funkcjonariusze byli już na miejscu. Przy jednym z dystrybutorów z gazem zauważyli mężczyznę, tankującego samochód klienta. Ponieważ istniało podejrzenie, że pracownik może być pod wpływem alkoholu, funkcjonariusze zbadali jego trzeźwość. Okazało się, że 26-letni Paweł P. ma w organizmie 0,6 promila alkoholu. Mężczyznę zatrzymano i przewieziono do wolskiego aresztu. Dzisiaj usłyszy najprawdopodobniej zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Czyn ten zagrożony jest karą do 3 lat pozbawienia wolności.
Komentuj →
26 października 2008 |
0
Będzie więcej policjantów ruchu drogowego. Takie są zalecenia komendy głównej. Drogówki ma być więcej w całej Polsce. - Musimy sobie zdać sprawę, że liczba policjantów od lat utrzymuje się na tym samym poziomie. A samochodów przybywa w zastraszającym tempie, dlatego te siły, które mieliśmy do tej pory, są niewystarczające - mówi młodszy inspektor Mariusz Wasiak, ekspert z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. Dlatego KGP zaleciła, aby komendy wojewódzkie w miarę możliwości zwiększały siły wydziałów i sekcji ruchu drogowego tak, aby etatowo stanowiły one 10 procent. Tak jest w innych policjach europejskich. Komenda główna sugeruje, aby do drogówki przesuwać policjantów z innych wydziałów. - Społeczeństwo się cywilizuje, przestępczość pospolita spada. Poza tym wiele przestępstw nie zabiera życia, a na drogach w całym kraju zginęło w ubiegłym roku 5600 osób. Mamy więc o co walczyć - podkreśla inspektor Wasiak. O tym, jakie skutki przynoszą zmasowane patrole, przekonaliśmy się latem. W tym roku przez całe wakacje patrole drogówki krążyły na całej długości drogi krajowej nr 7. I to przez całą dobę. Efekt? 20 procent wypadków mniej, 45 procent mniej zabitych, 20 procent mniej rannych. Ale taka "obstawa" siódemki w wielu województwach odbyła się kosztem mniejszej liczby patroli na innych drogach.
Komentuj →
26 października 2008 |
0
W sobotę i niedzielę ponad 200 kandydatów na egzaminatorów z prawa jazdy z całej Polski przyjechało do Łodzi. - Muszą zdać teorię i praktykę, tak jak kandydaci na kierowców - tłumaczy Tomasz Piętka, przewodniczący komisji egzaminacyjnej, na co dzień pracownik Ministerstwa Infrastruktury. - Zakres wiedzy jest oczywiście większy, pytamy nie tylko o prawo o ruchu drogowym, ale także o zasady prowadzenia egzaminu oraz budowę samochodu. Egzaminy na egzaminatorów organizowane są 15 razy w roku. W Łodzi w tym roku taki egzamin odbywał się już po raz drugi. Przyszłych egzaminatorów sprawdzają praktycy wskazani przez Ministerstwo Infrastruktury. - Kandydaci na egzaminatorów zazwyczaj zdają egzamin dopiero za trzecim-piątym razem - mówi Zbigniew Skowroński, dyrektor łódzkiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Zdawalność nie jest wysoka, na każdym egzaminie nie przekracza 15-20 proc. - Teoria jest bardzo trudna, wiele pytań jest niedopowiedzianych - narzekał wczoraj Jarosław Sójka z Ostrowa Wielkopolskiego. - Czasem trzeba wyczuć intencję kogoś, kto układał pytania. Jarosław Sójka, podobnie jak Grzegorz Siwiński z Turku, egzamin teoretyczny dla egzaminatorów kategorii B zdał wcześniej w Skierniewicach. Praktyczny sprawdzian postanowili zdawać w Łodzi. - Dla nas, przyjezdnych, jazda po mieście może być nawet trudniejsza niż dla kandydatów na kierowców, którzy poznali już układ łódzkich ulic - uważa Grzegorz Siwiński. Takie podejście dziwi przewodniczącego komisji egzaminacyjnej. - Przecież to jest egzamin zawodowy, nikt nie zabrania przyjechać tydzień wcześniej, pojeździć po mieście i poznać trasy - przekonuje. - To dobrze świadczy o kandydacie, jeżeli posługuje się notatkami. Egzamin praktyczny kandydaci na egzaminatorów zdawali parami, na zmianę wcielając się w kursantów i egzaminatorów. - Czasem trzeba oblać kolegę, bo jak nie, to samemu się nie zda - zastrzega Jarosław Sójka. Problemu z egzaminem nie miał łodzianin Tomasz Zach. - Zaliczyłem wszystkie elementy - parkowanie, zawracanie, różne skrzyżowania - cieszył się po wyjściu z samochodu. - Nie wiem tylko, na jakich zasadach odbywa się przyjmowanie do pracy. Dyrektor Zbigniew Skowroński ma 40 etatów, zatrudnia 50 egzaminatorów. Zapowiada, że na początku roku, po uruchomieniu filii WORD przy ul. Maratońskiej w Łodzi, przyjmie przynajmniej 10 nowych egzaminatorów. To coraz bardziej popłatny zawód. - To praca pewna jak w państwowej firmie, z płacą jak w prywatnej - zachwala Tomasz Piętka. - Minimalna płaca egzaminatora z jednej kategorii wynosi 2,5 tys. na rękę. Pensja wzrasta, kiedy egzaminator uzyskuje uprawnienia na kolejne kategorie. Maksymalnie można zarobić nawet 11 tysięcy netto. O uprawnienia starają się ludzie tuż po studiach, instruktorzy nauki jazdy, egzaminatorzy innych kategorii. Wyniki łódzkich egzaminów znane będą za tydzień.
Komentuj →
26 października 2008 |
0
W Poznaniu odbył się festyn "Bezpieczeństwo-wspólna sprawa", przygotowany i zorganizowany przez Stowarzyszenie “Droga i Bezpieczeństwo” wrazze Stowarzyszeniem Instytut Zachodni. Zapewniono szereg atrakcji miedzy innymi: pokazy psów ratowniczych, pokazy medycznego ratownictwa drogowego straży pożarnej, symulację wybuchu poduszki powietrznej. Szkoły z rejonu wielkopolski uczestniczyły w konkursach plastycznych, dzieci i młodzież pod nadzorem policji pokonywały rowerowy tor przeszkód. Dorośli mogli wypróbować jazdę w alkogoglach i przekonać się jak niebezpieczna jest jazda pod wpływem alkoholu. Nie zabrakło edukacyjnego wkładu poznańskiej Straży Miejskiej. Dużą atrakcję stanowił również symulator zapinania pasów bezpieczeństwa, który propagował ich używanie. W trakcie trwania festynu czas umilił nam zespół "Melanż". Przedsięwzięcie było finansowane ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu - Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.
(271-24)
^ Co widzi kierowca, który siada za kółkiem po spożyciu alkoholu. I co czuje, gdy eksploduje przed nim poduszka powietrzna? Odpowiedź na te i inne pytania można było znaleźć na poznańskim Franowie, podczas festynu - "Bezpieczeństwo - wspólna sprawa". Spore zainteresowanie wywołały - ALKOgogle.
Komentuj →
25 października 2008 |
0
Pierwsi kierowcy przejechali zmodernizowanym mostem Szczytnickim we Wrocławiu. Oficjalnie też przywrócono ruch kołowy na tej remontowanej od połowy 2006 roku wrocławskiej przeprawie. Na moście będą dostępne 4 pasy ruchu o szerokości 3 i 2 m. W celu zapewnienia płynności ruchu, na moście i na ul. Kochanowskiego zostanie utrzymany zakaz poruszania się pojazdów o masie powyżej 9 ton. Wjazd i wyjazd z ul. Różyckiego będzie możliwy wyłącznie w relacji prawoskrętnej (zjazd z mostu i wyjazd w stronę ul. Kochanowskiego). Wjazd na most Szczytnicki od strony centrum będzie możliwy wyłącznie od strony ulicy Grunwaldzkiej. Natomiast ulica Grunwaldzka na odcinku Bujwida - mosty tymczasowe będzie wyłączona z ruchu (ze względu na prowadzone prace budowlane przy słupach trakcyjnych). Z kolei wjazd na most Szczytnicki od strony Kochanowskiego będzie się odbywał po torowisku tramwajowym (jezdnia będzie zajęta przez sprzęt dokonujący rozbiórki połączenia właściwej drogi z drogą tymczasową). Ze względów bezpieczeństwa w obrębie przejść dla pieszych ruch będzie dozorowany przez patrole Straży Miejskiej. Wykonawca będzie mógł teraz rozpocząć ostatni etap prac związanych z przywróceniem komunikacji tramwajowej na moście. Most Szczytnicki we Wrocławiu stanowi jeden z elementów przebiegu drogi krajowej nr 8, łączącej wschodnią i południową granicę kraju. Krajowa ósemka krzyżuje się we Wrocławiu z innymi ważnymi drogami o znaczeniu międzynarodowym, w tym z autostradą A4. Zbudowany w 1890 roku most znajdował się w bardzo złym stanie technicznym, dlatego wymagał gruntownego remontu. Jak się jednak okazało przeprawa była w dużo gorszym stanie niż przypuszczano, dlatego też realizacja inwestycji znacznie się przedłużyła, a wykonawca musiał zrealizować większy zakres prac. Prace kosztowały około 64 mln zł.
Komentuj →
25 października 2008 |
0
Stăżëce, Sznërczi albo Miechëno - dwie kaszubskie gminy już skorzystały ze swojego prawa do dwujęzyczności - przy drogach pojawiły się nowe tablice miejscowości. Na dwujęzyczne tablice zezwala Kaszubom ustawa o mniejszościach. Ustawodawca uwzględnił w nim konieczność ochrony kaszubskiego, jako jedynego języka regionalnego. - Ustawa zalegalizowała jedynie rzeczywistość, bo kaszubskie nazwy od dawna pojawiały się na przykład na tablicach z nazwami ulic. Dwujęzyczne tablice pojawiły się już w gminie Chmielno oraz w Stężycy. W gminach, w których mniejszość kaszubska stanowi ponad 20 procent mieszkańców, dla zainstalowania dwujęzycznych znaków nie trzeba nawet prowadzić konsultacji społecznych. Na Kaszubach są 4 tego typu gminy, ale również inne samorządy rozważają wprowadzenie ulicznej dwujęzyczności. Tam, gdzie przeprowadzono konsultacje, poparcie przekroczyło 90 procent. - Chmielno jest stolicą mowy kaszubskiej - twierdzi wójt gminy Chmielno Zbigniew Roszkowski. Wymiana tablic w całej gminie kosztowała 55 tys. złotych. Przedsięwzięcie finansowane jest w całości z budżetu centralnego, więc kaszubskie gminy nie poniosą żadnych kosztów. Niekiedy jednak na tablicach znalazły się dwie identyczne nazwy: - W naszej gminie, w przypadku dwóch miejscowości, nazwa polska jest identyczna jak kaszubska. Ale musieliśmy być konsekwentni, więc przed Chmielnem i wsią Maks stanęły tablice, na których dwukrotnie umieściliśmy tę samą nazwę. Wcześniej z uprawnienia do dwujęzyczności skorzystała między innymi gmina Radłów (Radlau) na Opolszczyźnie, gdzie dziś zamiast do Kolonii Biskupskiej, można wybrać się do Friedrichswille (nazwa polska zawsze jednak zajmuje pierwsze miejsce na tablicy). Aż 11 gmin na Opolszczyźnie ma ustawowe prawo do dwujęzycznych znaków. Oprócz Kaszubów i Niemców o prawo do dwujęzycznych tablic mogą ubiegać się również Litwini z Puńska. Swojej szansy nie wykorzystali Białorusini z Podlasia, gdzie podziały etniczne i językowe są jednak bardziej skomplikowane.
Komentuj →
25 października 2008 |
0
- W Toruniu na zarejestrowanie auta trzeba czekać ponad tydzień - twierdzi czytelnik “Gazety Wyborczej”. - To efekt wprowadzenia zapisów na telefon. Miejscy urzędnicy tłumaczą, że dopiero uczą się nowego systemu i zapewniają, iż będzie lepiej. Magistracki wydział ewidencji i rejestracji od 1 października zapisuje torunian, którzy chcą zarejestrować auto, na konkretny dzień i godzinę. Pracownicy magistratu twierdzą, że do wprowadzenia tej nowinki zachęcili ich kierowcy. Każdy petent ma wyznaczony dokładny termin wizyty w urzędzie, podczas której może załatwić swoją sprawę. Ponieważ rejestracja jednego auta trwa średnio od 25 do 30 minut, torunianie są zapisywani co pół godziny. System miał wyeliminować wielogodzinne kolejki i usprawnić pracę miejskich urzędników. Jednak nasz czytelnik twierdzi, że nowinka nie spełnia oczekiwań mieszkańców. O długi termin oczekiwania na zarejestrowanie samochodu redakcja zapytała Krzysztofa Kisielewskiego, dyrektora magistrackiego wydziału ewidencji i rejestracji. - Dopiero co wprowadziliśmy system zapisów - tłumaczy Kisielewski. - Cały czas się go uczymy i staramy się, by czas oczekiwania był jak najkrótszy. Na początku petenci czekali jeden, góra dwa dni, ale zainteresowanie jest coraz większe. - Podejmiemy działania organizacyjne, by czas oczekiwania maksymalnie skrócić - zapewnia dyrektor wydziału.
Komentuj →
24 października 2008 |
0
Jak donosi “Gazeta Olsztyńska”: Kilkadziesiąt osób z Morąga i okolic nie uzyska, bądź straci prawo jazdy, bo szkoła jazdy, w której kończyli kurs, działała od stycznia br. nielegalnie. Prokuratura doliczyła się już 55 takich kursantów, ale poszukiwane są kolejne osoby. Instruktor Prywatnej Szkoły Nauki Jazdy "Auto - Sukces" Piotr D., wbrew sądowemu zakazowi prowadzenia takiej działalności, wydawał swoim kursantom zaświadczenia o ukończeniu kursu, które były podstawą do zdania egzaminów i uzyskania prawa jazdy. Już w sierpniu ubiegłego roku w Sądzie Rejonowym w Elblągu odbyła się rozprawa Piotra D. i innych instruktorów oskarżonych o łapówkarstwo. Morąski instruktor został ukarany zakazem wykonywania zawodu instruktora nauki jazdy i prowadzenia działalności ośrodka szkolenia kierowców na trzy lata. Wyrok ten uprawomocnił się 22 stycznia 2008 roku. - Piotr D. powinien od momentu uprawomocnienia się tego wyroku w bardzo krótkim czasie zawiesić lub zlikwidować tą działalność - mówi Zdzisław Łukasiak, kierownik ośrodka zamiejscowego Prokuratury Rejonowej w Ostródzie z siedzibą w Morągu. - Jednak tego nie zrobił, a swoim kursantom wystawiał zaświadczenia o ukończeniu kursu, które są podstawą do przystąpienia do egzaminu i uzyskania prawa jazdy. - Już ustaliliśmy, że 55 kursantów skorzystało z usług tej szkoły jazdy po dniu 22 stycznia tego roku - dodaje prokurator Łukasiak. - Osoby te straciły swój czas, pieniądze oraz zostały narażone na ogromny stres związany nawet ze stratą uzyskanych dokumentów. Prowadzimy sprawę przeciwko Piotrowi D. o niestosowanie się do zakazu sądowego. -
Jego kursanci są w bardzo trudnej sytuacji. - Zaświadczenia wydane przez tego instruktora po dniu 22 stycznia tego roku są nieważne - mówi Agnieszka Janiak-Pepłowska, po. kierownika Oddziału Komunikacji i Transportu w Morągu Starostwa Powiatowego w Ostródzie. - Najprawdopodobniej osoby, którym szkoła po tej dacie wydała zaświadczenia o ukończeniu kursu, będą miały cofnięte prawa jazdy. W stosunku do osób, które obecnie biorą udział w kursie prawa jazdy w tej szkole, jeszcze nie podjęto decyzji. Pełniąca obowiązki kierownika oddziału zamiejscowego wydziału komunikacji w Morągu Agnieszka Janiak-Pepłowska powiedziała, że trwają konsultacje z prawnikami co zrobić z prawami jazdy, które uzyskały już osoby szkolące się w nielegalnej szkole.
KOMUNIKAT PROKURATURY - W związku z prowadzonym postępowaniem m.in. o czyn z art. 244 kk zwracam się do osób, które w okresie od 22 stycznia 2008 roku do chwili obecnej ukończyły bądź też obecnie kontynuują naukę w Prywatnej Szkole Nauki Jazdy Auto Sukces w Morągu, ul. Warmińska o zgłoszenie się do Komisariatu Policji w Morągu, gdzie zostaną przesłuchane jako pokrzywdzeni, ponieważ wyrokiem Sądu Rejonowego w Elblągu orzeczony został wobec osoby prowadzącej tą szkołę zakaz prowadzenia takiej działalności i osoby, które w tym okresie ukończyły kurs na prawo jazdy, mogą mieć trudności z jego uzyskaniem. Kierownik Ośrodka Zamiejscowego Prokuratury Rejonowej w Ostródzie z siedzibą w Morągu Prokurator Prokuratury Rejonowej Zdzisław Łukasiak.
Komentuj →
24 października 2008 |
0
Płocka komenda policji przygotowała ulotkę, nosi ona tytuł "O czym opowiadają przydrożne krzyże". To ulotka inna niż wszystkie – komentuje “Gazeta Wyborcza”. Nie pojawiają się w niej sformułowania: policja radzi, nakazuje. O wydawcy przypominają tylko niewielkie policyjne emblematy przy tytule. Na złożonej kartce formatu A4 są czarno-białe zdjęcia. I trzy historie zatytułowane imionami lub funkcjami ich bohaterów: "Andrzej", "Dyrektor", "Wiktor". Każda mówi o innym wypadku: Andrzej wpadł w poślizg, gdy spieszył się do domu, Dyrektor i jego kierowca, pan Janek, próbowali ominąć dziecko na drodze, Wiktor wsiadł za kółko po trzech kieliszkach. Ci dwaj pierwsi nie żyją, ten ostatni śmiertelnie potrącił rowerzystkę. O każdym z tych wypadków przypomina ustawiony przy drodze krzyż. Rzecz jednak w tym, jak owe historie są napisane. "Krzyż postawił ojciec Andrzeja, Joanna przyjeżdża tu z Łukaszem i Karoliną, żeby zapalić świeczki. Nie może płakać, bo łez już jej brakuje, zresztą nie chce straszyć dzieci. Mała ma zaledwie roczek". "Ocknął się w szpitalu, szok powoli mijał. W pamięci wydarzenia wyświetlały mu się jak film. Dyrektorowa... krzyczała na niego. Że jest mordercą, że zabił jej męża. Że zapłaci za to, że zmarnował jej życie." "- Półtora promila - gliniarz szybko przeliczył wynik z alkomatu. Czego się tak wydziera tamten facet? Boże, to mąż tej, co spadła z roweru... Wcale nie jest gruba jak balon, leży na tej jezdni jak zmięty gałganek... To czerwone... Krew?! Jezu!!! Zabiłem ją!!!". W ulotce wyczytać można, że Andrzej spieszył się na święta do ciężarnej żony i małego dziecka. Cieszył się, że w Londynie nieźle zarabia, kupił nowe mieszkanie, myślał o powrocie i rozkręceniu biznesu. Że pan Janek chciał dowieźć szefa na spotkanie z ministrem. Wiktor świętował: kończył 40 lat, dostał nową pracę, lepszą pensję, żona nie mogła doczekać się, kiedy wykończą domek na wsi i będzie mogła założyć wymarzony ogródek. Wszyscy mieli plany, nadzieje, radości. Wszyscy zostawili po sobie cierpiące rodziny. Nie chcieli, nie spodziewali się, nie szukali nieszczęścia. Byli tacy, jak wszyscy. - Ta ulotka budzi emocje - mówi szef płockiej komendy Jarosław Brach. - Szukaliśmy sposobu na niekonwencjonalne dotarcie do ludzi, apel do ich świadomości. Pani Anna Lewandowska z naszej sekcji prewencji zaproponowała właśnie takie - nie suche i schematyczne, ale bliskie życiu opowieści. Pomysł bardzo się nam spodobał. Pierwsze tysiąc ulotek chcemy rozdać kierowcom przy okazji akcji "Znicz", 1 i 2 listopada. Chcemy rozdawać je także przy innych okazjach. Jesteśmy pewni, że zadziałają. - Nasze drogi są bardzo niebezpieczne, ginie na nich ogrom ludzi. Zastanawialiśmy się, jak dotrzeć do wyobraźni kierowców, żeby spowodować bezpieczne zachowania - opowiada Anna Lewandowska. To ona napisała wszystkie trzy mini-opowiadnia. - Ta ulotka ma sprowokować do refleksji głębszej, niż informacje o kolejnych zabitych na drogach. Chcemy pokazać, ile tragicznych następstw dla wielu ludzi niesie jedna nieprzemyślana decyzja kierującego. Historie Andrzeja, Dyrektora i Wiktora nie są w 100 proc. prawdziwe. Być może Andrzej nie miał ciężarnej żony, a dziewczynę, Dyrektor nie spieszył się na spotkanie z ministrem, Wiktor miał nie 40 a 60 lat. Szczegóły to praca Anny Lewandowskiej. Ale to, co w tych opowiadaniach najważniejsze - wypadki i ludzkie tragedie - wydarzyło się naprawdę. - Korzystałam z opowieści, które poznałam pracując tu, na miejscu, w komendzie - dodaje autorka.
Komentuj →
24 października 2008 |
0
Poseł Sławomir Neumann zaproponował rządowi, by przy pomorskim odcinku autostrady ustawić znaki informujące o atrakcjach turystycznych. Zdaniem posła przy A1 winny stanąć informacje m.in. o położeniu zamków w Malborku i Gniewie, katedry w Pelplinie i tamtejszym muzeum diecezjalnym. Wnioskuje, by zamontować duże brązowe tablice pokazujące kontury reklamowanego obiektu. - Oznakowanie atrakcji turystycznych jest czymś normalnym w krajach zachodnich, warto postawić je i u nas - argumentuje Sławomir Neumann. - Oznakowanie autostrad powinno służyć przede wszystkim zapewnieniu bezpiecznej organizacji ruchu, a liczba informacji, jaką jest w stanie przyjąć kierowca jadący z dużą prędkości, jest ograniczona - odpowiedział Zbigniew Rapciak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Dlatego ministerstwo zamierza spisać zabytki warte rozreklamowania przy autostradzie. Proponuje uwzględnić obiekty znajdujące się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO oraz pomniki historii znajdujące się w rozporządzeniach prezydenta RP. Inne obiekty też mają szansę, pod warunkiem, że zgłosi je Polska Organizacja Turystyczna (POT), a następnie pozytywnie zaopiniuje resort. - Znaki przydrożne wpływają na zwiększenie ruchu turystycznego. Wielu odwiedzających nasz region nie ma pełnej wiedzy o lokalnych atrakcjach, a te dodatkowe ustawione przy drogach oddziałują jak billboardy reklamowe. Wojciech Kreft proponuje, by przy A1 znalazły się wskazówki, jak dojechać na Żuławy do budowli po menonitach, do szlaku zamków gotyckich i na Kaszuby - m.in. do skansenu we Wdzydzach. - Każdego roku stawiamy ponad 60 znaków przy różnych drogach na Pomorzu, warto, by przy autostradzie ustawiono ich choć kilka - dodaje Kreft.
Komentuj →
23 października 2008 |
0
- Na polskich drogach realizujemy obecnie trzy duże programy rządowe: "Program Budowy Dróg Krajowych na lata 2008-2012", "Narodowy Program Przebudowy Dróg Lokalnych" oraz "Program Likwidacji Miejsc Niebezpiecznych" na drogach samorządowych - powiedział Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury Zbigniew Rapciak w Lublińcu. Wiceminister uczestniczył w seminarium poświęconym budowie dróg w województwie śląskim oraz w uroczystości podpisania umów na budowę obwodnic Lublińca i Siewierza. - Rząd premiera Donalda Tuska zdecydował o kontynuowaniu realizacji programu budowy dróg przyjętego przez poprzedników. Jednak do skutecznej realizacji tego programu niezbędne było stworzenie narzędzi, które przyspieszą proces inwestycyjny – powiedział Wiceminister Zbigniew Rapciak. – Obowiązująca już nowa “specustawa drogowa” oraz przyjęte przez parlament ustawy “środowiskowe” i zmiana Prawa zamówień publicznych sprawią, że drogi będą powstawały szybciej – dodał. Podczas spotkania podpisano umowy na budowę obwodnic Lublińca i Siewierza, pomiędzy dyrektorem katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad a dyrekcją firmy SKANSKA - wykonawcą inwestycji. Prace na obu obwodnicach ruszą w listopadzie br.
Komentuj →
23 października 2008 |
1
Pomorscy stróże prawa "zbroją się" do walki z piratami drogowymi na Pomorzu. Do końca roku Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku chce kupić nowe, superszybkie motocykle i kolejne wideoradary. Najpóźniej 15 grudnia w garażach pomorskich komend mają także pojawić się pierwsze radiowozy marki Kia. Policjanci liczą na to, że to wszystko pomoże im w walce z kierowcami łamiącymi przepisy drogowe i nietrzeźwymi kierującymi. Przed kilkoma tygodniami KWP ogłosiła dwa przetargi. Jeden z nich dotyczy zakupu ośmiu motocykli dla pomorskiej drogówki. Otwarcie ofert nastąpi 31 października, a decyzja o wyborze najkorzystniejszej zapadnie najpóźniej w połowie listopada. Wszystkie zamawiane jednoślady muszą być białe lub srebrne i mieć pojemność silnika od 800 do 1000 centymetrów sześc. To pozwoli tym motocyklom rozpędzać się do co najmniej 220 km na godzinę. Oprócz tego będą posiadać system ABS i opony o profilu szosowym. Drugi z przetargów dotyczy dostawy siedmiu kompletów wideorejestratorów. One także mają trafić do pomorskiej policji do końca tego roku. Każdy z nich będzie umożliwiał dokonywanie pomiaru prędkości zarówno przed, jak i za radiowozem. KWP zakłada, że zamawiane wideoradary będą działały w zakresie od 10 do 250 km na godzinę.
Blisko 3170 nowych samochodów trafi jeszcze w tym roku do jednostek Policji w całym kraju. Będą wśród nich radiowozy oznakowane, nieoznakowane, furgony, auta terenowe, pojazdy specjalne i więźniarki. To jednak nie koniec zakupów sprzętu transportowego realizowanych w ramach "Programu modernizacji Policji". Umowy na dostawy nowych pojazdów dla policjantów będą realizowane również w 2009 roku.
Komentuj →
23 października 2008 |
0
W Poznaniu testowane są biletomaty. Maszyna jest ogromna i na pierwszy rzut oka jej obsługa może wydawać się trudna. Ale to tylko pozory. Wybór biletu, uiszczenie opłaty i wydruk zabiera raptem dziesięć sekund. Już w listopadzie przekonają się o tym pasażerowie poznańskiego MPK. Biletomaty, staną w 40 punktach miasta. Jedna maszyna ma 2 metry i waży 350 kg. Stalowe pudło za sprawą szklanego ekranu wygląda trochę jak wykuty ze ściany bankomat. Biletomat przyjmie zarówno monety, jak i banknoty. Ale uwaga! Jako że wydaje tylko w bilonie, MPK wprowadzi pewne ograniczenia. Żeby nie wykorzystywać automatu do rozmieniania pieniędzy i np. nie płacić 100-złotowym banknotem za bilet 2-złotowy. - Bo wtedy byłoby Las Vegas - żartował wczoraj jeden z pracowników MPK. Prawdopodobnie więc przy kupnie najtańszego biletu można będzie stosować co najwyżej banknot 10-złotowy. Zresztą za każdym razem po wybraniu rodzaju biletu, który chcemy kupić, automat wyświetli informację o akceptowalnych nominałach. W biletomacie będzie można kupić wszystkie oferowane przez MPK bilety jednorazowe plus doładować sobie komkartę. Pod znakiem zapytania stoi na razie możliwość płatności kartą płatniczą, choć najprawdopodobniej będzie to możliwe. Na ekranie można też będzie sprawdzić m.in. rozkłady jazdy komunikacji miejskiej. Problemów z obsługą nie powinni mieć obcokrajowcy. Dostępna będzie niemiecka i angielska wersja językowa. Testowany biletomat pochodzi z Krakowa. Poznańskie będą wymalowane w żółto-zielone barwy MPK. Pierwsze maszyny dotrą do nas na początku listopada. Premiera planowana jest na imieniny ulicy Św. Marcin 11 listopada. Pierwszy automat zacznie działać tego dnia na przystanku tramwajowym pod Zamkiem.
Komentuj →
23 października 2008 |
0
Strome podjazdy, niebezpieczne zjazdy i błotne kałuże musieli pokonać policjanci, którzy wczoraj testowali służbowe wozy terenowe na torze 4x4 na Koniówce. Kilkudziesięciu policjantów ze wszystkich komend miejskich i powiatowych podległych mazowieckiej komendzie wojewódzkiej przeszło praktyczne szkolenie pod okiem członków Klubu Miłośników Samochodów Terenowych 4x4 Radom. Najpierw, żeby zapoznać się z terenem, jako pasażerowie objechali tor samochodami klubowiczów. Później samodzielnie próbowali swoich sił na torze. Członkowie klubu, którzy cały czas czuwali nad przebiegiem szkolenia, uważają, że funkcjonariusz dobrze radzili sobie w terenie. - Wcześniej policjanci przeszli szkolenie teoretyczne - mówi Tomasz Pawelec, prezes klubu 4x4. - Teraz przyszyła pora na sprawdzenie umiejętności w terenie. Muszą się nauczyć, żeby nie wpadać w panikę, kiedy samochód się przechyla, wiedzieć, w którym momencie włączyć napęd na cztery koła, a kiedy absolutnie go nie używać - dodaje. Szkolenie zakończyło się pokazem i praktycznym sprawdzianem korzystania z wyciągarek mechanicznych zamontowanych w policyjnych samochodach. Mazowiecka policja ma ponad 20 samochodów z napędem na cztery koła, głównie toyoty hilux i suzuki grand vitara. W radomskiej komendzie funkcjonariusze mają do dyspozycji pięć takich aut.
Komentuj →
23 października 2008 |
1
Około godz. 5:50 dyżurny komendy powiatowej Policji w Głubczycach otrzymał na numer 112 dramatyczne zgłoszenie. Z telefonu komórkowego dzwonił mężczyzna wzywając rozpaczliwie pomocy. Zdążył jedynie powiedzieć, że właśnie wjechał samochodem do jeziora i tonie. Nie może wydostać się z samochodu, są z nim jeszcze dwie osoby i ... połączenie zostało zerwane. Na szczęście, po chwili ponownie nawiązano łączność. Dyżurny ustalił, że do zdarzenia na nowo wybudowanym zbiorniku wodnym pomiędzy miejscowościami Włodzienin i Lewice. W przeszłości przebiegała tędy droga skracająca dojazd z Branic do Głubczyc. Droga ta jest już od ponad roku zamknięta. Dyżurny skierował na miejsce policjantów. Powiadomiono także straż pożarną i pogotowie. Kierowca samochodu mercedes sprinter jechał z Branic w kierunku Głubczyc. Przewoził dwóch pasażerów. W miejscowości Lewice zlekceważył trzy znaki drogowe, które mówiły, że ten odcinek drogi jest zamknięty. Kierowca nie zważając na znaki drogowe wjechał wprost do sztucznego jeziora. Gdy zaczął tonąć wezwał pomoc. Na szczęście kierowcy i pasażerom udało się opuścić pojazd i wspiąć się na dach samochodu, z którego zabrali ich strażacy. Wyziębionych i przemoczonych pogotowie przewiozło do szpitala, gdzie pozostali na obserwacji. Głubczyccy policjanci ustalą co było przyczyną, że kierowca pomimo znaków ostrzegawczych wjechał do wody. Sprawdzą także czy sugerował się wskazaniami urządzenia do nawigacji satelitarne.
(271-2-3)
Komentuj →
22 października 2008 |
0
Rozpędzony samochód przejechał dwójkę dzieci wracających z lekcji. Nie żyje dziewięcioletni Karol. Dopiero po wypadku zapadła decyzja, że ulica ma być tak przebudowana, by kierowcy musieli zwolnić - informuje stołeczna “Gazeta Wyborcza”. Nie wiemy, z jaką prędkością jechał kierowca, ale brak śladów wskazuje na to, że nawet nie hamował na widok dzieci - mówi Katarzyna Zych, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Grodzisku Mazowieckim 49-letni kierowca hondy był trzeźwy, policja zatrzymała go do dyspozycji prokuratury. Grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności. SP nr 2 znajduje się na osiedlu, które przecina dość ruchliwa ulica. - Mimo ograniczenia prędkości do 40 km na godz. nikt tego nie respektuje i kierowcy rozwijają prędkości nawet trzy razy większe - opowiada pani Joanna. W pobliżu szkoły jest skrzyżowanie, przez które przeprowadza maszerujące do szkoły dzieci zatrudniony przez gminę "pan Stopek". Jest jednak tylko sam na całe skrzyżowanie i pracuje krótko. Kierowcy nie zwracają uwagi na znaki ograniczające prędkość ani na dzieci i pędzą jak szaleni - przyznaje dyrektorka Danuta Pokropek. - Dopiero gdyby na ulicy były progi, zwolniliby ze strachu, że zniszczą samochód. O ich zainstalowanie dyrektor Pokropek do władz Grodziska już w zeszłym roku po licznych sygnałach od rodziców o tym, że dzieci nie są bezpieczne. Starała się też o wydłużenie godzin pracy "pana Stopka". - Odpowiedziano mi, że to bezzasadne, bo tą ulicą jeżdżą głównie rodzice odwożący dzieci do szkoły - opowiada. Piotr Galiński, wiceburmistrz Grodziska Maz., wczoraj przyznał "Gazecie", że urzędnicy popełnili błąd. - Uznaliśmy, że jest to bezpieczna ulica - stoją na niej znaki ograniczające prędkość i ostrzegające o bliskości szkoły - powiedział. I dodał, że progów zwalniających nadal nie będzie. - Ich instalacja jest niemożliwa, bo ulicą jeżdżą autobusy. Ale postawimy na środku jezdni azyl dla pieszych z pulsującymi światłami i zmienimy skrzyżowania na równorzędne. To zmusi kierowców, żeby zwolnili - zapowiedział. Od wczoraj "pan Stopek" pracuje o kilka godzin dłużej. Pod znakiem z ograniczeniem prędkości płoną znicze.
Komentuj →
22 października 2008 |
3
Instruktor z lubelskiej szkoły jazdy pędził po mieście blisko 100 km/h, wyprzedzał na ciągłej, na przejściach dla pieszych, omijał wysepki z lewej strony. Miał pecha. Tuż za nim jechał radiowóz z kamerą - opisuje “Gazeta Wyborcza Lublin”. Wszystko wydarzyło się po godz. 21 na na jednej z ulic Lublina. Wtedy patrol drogówki spostrzegł pędzącą toyotę yaris ze szkoły nauki jazdy Amigo. Policjanci włączyli kamerę i ruszyli jego śladem. Samochód z charakterystyczną elką na dachu pędził ruchliwą ulicą miasta z prędkością blisko 100 km/h, wyprzedzał na linii ciągłej, na przejściach dla pieszych, chcąc przyspieszyć ominął nawet wysepkę z lewej strony. - Kierowca toyoty stwarzał zagrożenie dla pieszych i innych aut - relacjonują funkcjonariusze, którzy po przejechaniu niecałych 600 metrów zatrzymali pirata drogowego. Okazało się, że za kierownicą toyoty siedzi instruktor ze szkoły jazdy Amigo. Mężczyzna był trzeźwy. Tłumaczył, że się spieszył. Instruktor w ciągu kilkudziesięciu sekund uzbierał w sumie 25 punktów karnych (po zebraniu 24 pkt. kierowca formalnie traci prawo jazdy, ale procedura jego odebrania i skierowania na ponowny egzamin trwa jakiś czas, bo odpowiada za to organ wydający dokument, czyli starostwo powiatowe). Pirat drogowy będzie musiał też zapłacić tysiąc złotych mandatu. Mirosław Małecki, właściciel szkoły jazdy Amigo był zaskoczony zachowaniem swojego instruktora. - Pracuje u mnie od półtora miesiąca. Dotąd cieszył się dobrą opinią wśród szkolonych kierowców - argumentował w rozmowie z "Gazetą" Małecki, który początkowo tłumaczył, że z ewentualnymi konsekwencjami wobec instruktora wstrzyma się, kiedy o sprawie dowie się drogą oficjalną. - Dziś historię znam z plotek - zastrzegał. Małecki zmienił front gdy “Gazeta” zapytała, dlaczego instruktor łamiący przepisy w dalszym ciągu szkoli przyszłych kierowców. Szef szkoły jazdy odparł wtedy, że nie wyobraża sobie dalszej współpracy z takim pracownikiem, już rozstał się z instruktorem.
Komentuj →
22 października 2008 |
0
Funkcjonariusze prewencji z Konina wpadli na pomysł rozdania w szkołach kamizelek odblaskowych z napisem "Bądź widoczny na drodze". Takie "ubranko" powinno mieć na sobie każde dziecko będące uczestnikiem wycieczki szkolnej lub rajdu. Bezpieczeństwo najmłodszych mieszkańców powiatu nie jest też obojętne władzom miasta. Tak więc do akcji włączył się Prezydent Miasta, który ze środków samorządowych kupił 400 sztuk kamizelek. Celem tej inicjatywy jest uświadomienie dzieciom jak bardzo ważne jest w czasie poruszania się po drodze, korzystanie przez osoby piesze z elementów odblaskowych, zwłaszcza w warunkach o ograniczonej widoczności. Goście reprezentujący wybrane szkoły z rąk Pana Prezydenta i Komendanta Policji odebrali zakupione kamizelki odblaskowe z widocznym napisem "Bądź Widoczny na Drodze". Ponadto każde dziecko uczestniczące w dzisiejszym spotkaniu dostało opaskę odblaskową. Najlepsi z uczniów, którzy odpowiedzieli na pytania z przygotowanego mini-konkursu z zakresu szeroko pojętego bezpieczeństwa, zostali nagrodzeni dodatkowymi upominkami. Na zakończenie spotkania dzieci w towarzystwie policjantów oglądały sprzęt będący na wyposażeniu policji oraz mogły sprawdzić swoją celność strzelając na urządzeniu służącym do tzw. "treningu bezstrzałowego".
(271-4-5)
Statystyki policyjne wyraźnie wskazują, ze wiele zdarzeń drogowych można by uniknąć gdyby piesi byli bardziej widoczni. Prawo o ruchu drogowym stanowi, że dziecko w wieku do 15 lat, poruszające się po drodze, po zmierzchu, poza obszarem zabudowanym, jest zobowiązane używać elementów odblaskowych w sposób widoczny dla innych uczestników ruchu. Jednak należy pamiętać, że zła widoczność może przyczynić się do najechania na pieszego także na obszarze zabudowanym. O ile jasne lub fluorescencyjne ubrania dzieci spełniają swoją funkcję w ciągu dnia, o tyle po zmroku ich widoczność z pozycji kierującego jest niewystarczająca. Warto pamiętać, że poruszając się drogą po ciemku bez elementów odblaskowych jesteśmy widoczni w światłach mijania z odległości 20 – 30 metrów. Samochód jadący z prędkością 90 km/h (prędkość dopuszczalna poza obszarem zabudowanym) pokonuje 25 metrów w ciągu 1 sekundy. Kierujący zatem nie ma żadnych szans na jakąkolwiek reakcję. Jeśli pieszy wyposażony jest w element odblaskowy - kierowca zauważy go już z odległości 130 -150 metrów, czyli ok. 5 razy szybciej. Dlatego tak ważne jest, aby “niechronieni uczestnicy ruchu drogowego” dla własnego dobra, korzystając z drogi po zmierzchu, mieli na sobie widoczne dla innych uczestników ruchu elementy odblaskowe. Prawidłowo noszone odblaski powinny być zauważalne dla kierujących nadjeżdżających z obu kierunków i umieszczone w takim miejscu, aby znalazły się w polu działania świateł samochodowych.
Komentuj →
22 października 2008 |
0
(271-19)
W dniu 22.10.2008 r. odbyło się sympozjum przeznaczone dla instruktorów, wykładowców i kierowników Ośrodków Szkolenia Kierowców pod hasłem “Społeczna Misja Nauczycieli Nauki Jazdy”. Sympozjum zorganizowały: Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców PFSSK, Stowarzyszenie Ośrodków Stowarzyszeń Szkół Kierowców w Warszawie SOSK oraz Wydawnictwo Grupa IMAGE. Zaproszono gości w osobach: Tomasz Piętka specjalista, w zastępstwie za P. Andrzeja Bogdanowicza dyrektora Departamentu z Ministerstwa Infrastruktury, Krzysztof Szymański - prezes PFSSK; Marek Gawroński - wiceprezes PIGOSK; oraz Janusz Czaja, Zbigniew Lichtbaun, Marcin Matecki w imieniu Andrzeja Szklarskiego dyrektora WORD Warszawa i Prezesa SOD WORD.
W swoich wystąpieniach przedstawiciele poszczególni omówili następujące zagadnienia:
Tomasz Piętka - projekty i korekty zmian w prawie o ruchu drogowym.
Janusz Czaja i Marcin Matecki - błędy najczęściej popełniane w czasie egzaminów oraz statystyki zdawalności w poszczególnych kategoriach praw jazdy.
Krzysztof Szymański omówił działania PFSSK w minionym okresie, zdał relację z obchodów uroczystości 10-lecia PFSSK i 10-lecia SOD WORD.
Zbigniew Bem przedstawił historię powstania SOSK Warszawa.
W trakcie obrad sympozjum odznaczono 5 osób - złotymi i 9 osób - srebrnymi Honorowymi odznakami PFSSK.
Odznaczeni zostali: Zbigniew Bem; Grzegorz Długoszowski; Marek Gawroński; Jan Szumiał; Wojciech Szemetyłło - złotymi odznakami. Tomasz Dymitr; Jerzy Porębski; Jerzy Łagowski; Jarosław Meisner; Ryszard Popowski; Dariusz Gil; Hubert Romaszewski; Marian Zwoliński; Michał Jaworski - srebrnymi odznakami. W imieniu odznaczonych podziękował Jan Szumiał nawiązując do społecznej misji instruktorów i wykładowców nauki jazdy oraz do konieczności ciągłego podnoszenia swoich kwalifikacji poprzez samokształcenie oraz udział w różnego rodzaju szkoleniach i imprezach dla tej grupy zawodowej m.in. przez uczestnictwo w Ogólnopolskim Konkursie Instruktor Roku organizowanym corocznie przez PFSSK.
Tomasz Piętka zachęcał do wyrażania swoich opinii i uwag na temat proponowanych zmian w przepisach ruchu drogowego.
Przedstawiciele WORD-u zwrócili uwagę, że wielu instruktorów w trakcie szkoleń wyręcza kursantów w obsłudze przyrządów samochodu co skutkuje niewiedzą w trakcie egzaminu np. obsługą: wycieraczek, spryskiwaczy i innych przyrządów, nie uczą również samodzielnego myślenia kursantów.
Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców
Komentuj →
21 października 2008 |
1
Bywa, że młody człowiek oblewa egzamin na prawo jazdy. Pyta wtedy: "A widział pan, co wyprawiają inni kierowcy?". Dlatego nie mogę być tylko biernym obserwatorem. Tak powiedział “Gazecie Wyborczej” Ryszard Kijanowski, egzaminator płockiego oddziału Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Pomysłodawa filmowego przedsięwzięcia - Ryszard Kijanowski, jeszcze niedawno był szefem płockiej policji.
Milena Orłowska (“Gazeta Wyborcza Płock): Okazuje się, że kamery w samochodach WORD-u filmują łamiących przepisy kierowców już od dawna...
Ryszard Kilanowski (WORD Płock): Od 2006 r., czyli od momentu, gdy zostały zamontowane w naszych samochodach. Jeśli w trakcie egzaminu jestem świadkiem drastycznego naruszenia przepisów ruchu drogowego, proszę informatyka o zgranie mi tego materiału na płytę. I przekazuję go sekcji ruchu drogowego komendy.
Milena Orłowska:Jakie najcięższe grzechy mają na sumieniu płoccy kierowcy?
Ryszard Kijanowski: Wymijają samochody, które zatrzymały się przed przejściem i przepuszczają pieszych. Ludzie idą po pasach, a tu nagle na zebrę wjeżdża jakieś auto i pędzi, jak gdyby nigdy nic. To niedopuszczalne. Do tego dochodzi wyprzedzanie na przejeździe kolejowym, na skrzyżowaniu bez sygnalizacji świetlnej czy na podwójnej ciągłej.
Milena Orłowska: Czyli jest tego całkiem sporo. Tyle, że w zasadzie kamera w samochodzie służy przede wszystkim do filmowania trasy egzaminu. Skąd taka nieugięta postawa wobec innych kierowców?
Ryszard Kijanowski: Często nie ma innego sposobu. To, co wyprawia się na płockich drogach, przechodzi ludzkie pojęcie. Młodzi kandydaci na kierowców często są wręcz zszokowani. To dla nich fatalny przykład. Bywa, że popełnią jakiś błąd, obleją. I pytają wtedy: "Ale dlaczego?! A widział pan, jak tamten jeździł?". I co im odpowiedzieć? Dlatego nie tylko biernie obserwujemy łamanie przepisów ruchu drogowego, ale w razie drastycznych wykroczeń reagujemy. I chciałbym, żeby wszyscy kierowcy zdawali sobie z tego sprawę - ich wyczyny mogą sfilmować kamery w egzaminacyjnych elkach.
Milena Orłowska: Dowodem w tego typu sprawie są nagrania z kamery plus pana zeznania?
Ryszard Kijanowski: Moje i osoby, która zdawała egzamin, ale w zasadzie do tej pory nie było takiej potrzeby. Policjanci oglądają film, wzywają do komendy kierowcę i proponują mandat. I kierowcy płacą, jeszcze nie zdarzyło się, żeby ktoś odmówił i sprawa trafiła do sądu. Ale jeśli trafi - nie ma problemu - służę swoim czasem i będę zeznawał.
Milena Orłowska: Kiedy rozmawialiśmy z kierowcami o możliwości filmowania ich z egzaminacyjnych elek, reakcje były mieszane. Wielu argumentowało, że po płockich drogach jeździ cala masa elek, samochodów ośrodków szkoleniowych. Kursanci radzą sobie bardzo różnie, bywa, że skutecznie blokują ruch. A wtedy aż się prosi o jakiś szybki manewr...
Ryszard Kijanowski: No cóż, kiedy do mnie docierają tego typu sygnały, pytam zawsze: "Czy chcecie, żeby wasze dzieci uczyły się jeździć tylko na placu i nigdy nie wyjeżdżały na ulice miasta?". Jeśli zaś chodzi o elki egzaminacyjne, to zastrzeżenia mogą mieć tylko ci, którzy koniecznie chcą łamać przepisy i pędzić na złamanie karku.
Komentuj →
21 października 2008 |
0
W łódzkim WORD firma z Sochaczewa zaprezentowała profesjonalny symulator nauki jazdy dla kandydatów na kierowców kat. B. Urządzenie, czyli komputer ze specjalnym oprogramowaniem wychwytuje najdrobniejsze błędy kierowcy, karci za nadmierną prędkość, jazdę bez świateł czy nieumiejętne puszczenie sprzęgła. Ma ono kierownicę, dźwignię zmiany biegów, pedał gazu, hamulca i sprzęgła oraz zestaw przełączników: światła, kierunkowskazy itp. Wirtualna jazda wyświetlana jest na monitorze lub monitorach (może być tylko jeden, ale wówczas kierowca ma ograniczone pole widzenia - nie dostrzega tego, co dzieje się po bokach). - To nie jest gra komputerowa, w której zdobywamy punkty za szybki przejazd czy efektowne poślizgi - mówi Jacek Jeznach, współtwórca szkoleniowego symulatora pojazdów i maszyn. - Głównym zadaniem symulatora jest zapoznanie kursanta z samochodem, z włączaniem biegów, puszczaniem sprzęgła, kręceniem kierownicą, obserwowaniem drogi, znaków itp. Osobie, która nigdy nie siedziała za kółkiem, zapoznanie się z tymi podstawami zajmuje często kilka godzin z obowiązkowych, płatnych jazd. Symulator zapewnia to samo bez płacenia za paliwo czy bez późniejszych wizyt w serwisach i napraw sprzęgła, skrzyni biegów itp. Przejechaliśmy symulatorem kilka tras - każda ma określone zadania i stopnie trudności. Jest np. nauka ruszania i hamowania, jazdy w zakrętach, po mieście, poza obszarem zabudowanym, na placu manewrowym i w labiryncie. Wrażenia z podróży symulatorem są pozytywne, choć od urządzenia za około 12 tys. zł spodziewaliśmy się czegoś więcej. O ile zachowanie wirtualnego samochodu podczas jazdy jest bardzo realistyczne, o tyle np. praca dźwigni zmiany biegów ma już niewiele wspólnego z rzeczywistością. Najtańszy zestaw (program plus samochodowe akcesoria), który można podłączyć do komputera, kosztuje około 4 tys. zł.
Komentuj →
21 października 2008 |
0
70 tys. narkotesterów Rapid Star w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Transport zakupiła polska Policja. Policjanci otrzymali je w trzecim kwartale zeszłego roku. Do końca września tego roku funkcjonariusze przebadali przy użyciu narkotesterów prawie 33 tysiące kierujących. Dzięki badaniom, policjanci ujawnili 874 osoby, które kierowały pod wpływem środków odurzających.
Sektorowy Program Operacyjny Transport powstał w 1996 roku. Do elementów strategii działania należy m.in. wspieranie nowych rozwiązań technicznych ulepszających pracę policjantów ruchu drogowego. Jedną z operacji prowadzoną przez TISPOL jest: "Alkohol i narkotyki". W związku z wysokim poziomem zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym ze strony nietrzeźwych kierujących oraz kierujących pod wpływem środka podobnie działającego do alkoholu podejmowane działanie zmierza do ograniczenia tego zjawiska. Podstawowym celem operacji jest wyeliminowanie nietrzeźwych kierujących z ruchu drogowego, a przez to zmniejszenie liczby zdarzeń drogowych powodowanych przez tą kategorię uczestników ruchu drogowego. Istotnym elementem przedmiotowej operacji jest współpraca z mediami w zakresie informowania o zagrożeniach i konsekwencjach wynikających z kierowania po użyciu alkoholu lub pod wpływem narkotyków. W ramach prowadzonych działań (SPOT) polska Policja zakupiła w 2007 roku 70 tys. narkotesterów. Na razie wykorzystano prawie 33 tys. testów. Termin wykorzystania pozostałych upływa w III kwartale 2009 roku.
Komentuj →
21 października 2008 |
0
Marcin Szczepiński z Mrągowa, został mistrzem Polski podczas II Mistrzostw Polski Kierowców Autobusów. Zawody odbyły się w Poznaniu. Zwycięzca na co dzień jest kierowcą Przedsiębiorstwa Państwowej Komunikacji Samochodowej w Mrągowie. - Nie było łatwo, bo konkurencja była duża, a przy tym ogromny stres - mówi Szczepański. - Najtrudniejszą z konkurencji było rondo, które pokonały tylko cztery osoby, w tym ja. Nie miałem problemu ze slalomem, wjazdem tyłem do garażu, czy przejazdem przez bramkę, gdzie było tylko 10 centymetrów zapasu. Mistrz z Poznania przywiózł jeszcze puchar ministra infrastruktury jako najlepszy polski kierowca oraz nagrodę specjalną związków zawodowych. Pan Marcin interesuje się motoryzacją od dzieciństwa - to jego hobby. Pasjonuje go również informatyka. Wolny czas najchętniej spędza z rodziną. Jego marzeniem jest wziąć udział w mistrzostwach świata kierowców, które odbędą się w 2012 roku w Republice Południowej Afryki.
Komentuj →
21 października 2008 |
0
Zatrważające wyniki badań Uniwersytetu Jana Kochanowskiego i Stowarzyszenia "Nadzieja Rodzinie". Ponad 80 proc. uczniów świętokrzyskich szkół średnich nawet nie pomyślałoby o tym, by widząc pijanego kierowcę, zawiadomić policję. Dlaczego? Bo sami siadają za kierownicę, gdy są pod wpływem alkoholu. - To jest źle pojęta solidarność młodych ludzi - podkreśla ks. Andrzej Drapała, prezes Stowarzyszenia "Nadzieja Rodzinie". Badania przeprowadzono w marcu tego roku przy wsparciu komendy wojewódzkiej policji. Ankiety wypełniło ponad 3,2 tys. młodych ludzi, uczniów świętokrzyskich szkół ponadgimnazjalnych. Pytania dotyczyły m.in. tego, czy czują się bezpiecznie na drodze, jakie ryzykowne zachowania podejmują, jadąc samochodem, jak oceniają ubiegłoroczną kampanię "Życie jest zbyt cenne, nie zostawiaj go na drodze". Wyniki badań przedstawiono w urzędzie wojewódzkim podczas inauguracji kolejnej edycji kampanii. Są zatrważające. - Młodzi ludzie nie reagują, gdy widzą, że pijany kierowca wsiada za kierownicę. Ponad 80 proc. badanych nie zawiadomiłoby w takiej sytuacji policji, nawet nie pomyślałoby o tym - podkreślała prof. Monika Szpringer, prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Dlaczego? - To jest głębszy problem, ponieważ dotyczy nie tylko młodzieży. Ludzie boją się przede wszystkim podawania swoich danych osobowych i późniejszych konsekwencji, np. że będą potem ciągani po sądach. W przypadku młodych ludzi jest jeszcze jeden powód: oni sami jeżdżą po pijanemu - mówi prof. Szpringer. Badania potwierdziły, że młodzi ludzie siadają za kierownicę po alkoholu. - A na konkretne pytanie: czy wsiadłbyś do samochodu z takim kierowcą jako pasażer?, odpowiadają: oczywiście, bez żadnych oporów - dodaje prof. Szpringer. Niepokojące jest jeszcze jedno. - Na drodze młodzi ludzie czują się bezpiecznie. I to jest bardzo duże zagrożenie, bo nie mają wyobraźni - podkreśla pani profesor.
Tegoroczna kampania "Życie jest zbyt cenne..." ma trafić przede wszystkim do młodych kierowców. Badania pokazały, że jako najbardziej skuteczne działania prewencyjne oceniają kampanię medialną, ale też billboardy, odblaski, film o skutkach wypadków i krzyże ustawione przy drodze. - Nie czarne punkty, ale właśnie krzyże. Bo one kojarzą się ze śmiercią - tłumaczył ks. Drapała. Dlatego tegoroczna kampania została zmodyfikowana tak, aby przemówiła do młodych kierowców. Oprócz bannerów, billboardów, plakatów w autobusach, a nawet choinek zapachowych z przesłaniem "Życie jest zbyt cenne..." rozdawanych u wulkanizatorów będą jeszcze... nekrologi. Nekrologi oparte na aktualnych statystykach. Np. takie: W tym tygodniu na świętokrzyskich drogach zginęły dwie osoby. Osierociły czworo dzieci. Organizatorzy będą je publikować przez cztery tygodnie w lokalnej prasie. - Chcemy, by młodzi ludzie mieli świadomość, że tragedia na drodze może dotyczyć ich matki, ojca, przyjaciela. Że to nie jest wirtualny świat - podkreśla ks. Drapała. Tegoroczna kampania potrwa do marca 2009 roku. Jej organizatorami są: wojewoda świętokrzyski, marszałek województwa, Wydział Nauki o Zdrowiu UJK, Komenda Wojewódzka Policji w Kielcach oraz Stowarzyszenia "Nadzieja Rodzinie" i "Wspólnie Pomagamy". Oprócz billboardów i plakatów organizatorzy przygotują też spot, który na płytach CD zostanie rozesłany do szkół średnich. Dla młodszych uczniów przygotowano natomiast prewencyjny spektakl teatralny. Starszym mieszkańcom województwa rozdawane będą odblaskowe torby na zakupy, a do noszenia odblasków będą namawiać ich księża.
Komentuj →
21 października 2008 |
0
“Gazeta Wyborcza” :W Gdańsku Osowej stoją znaki, których od dawna nie ma w kodeksie drogowym, a brakuje znaków "ustąp pierwszeństwa przejazdu" - mówi instruktor nauki jazdy, który w trosce o bezpieczeństwo kursantów 16 miesięcy temu zgłosił to urzędnikom. Jak uczyć prawidłowego poruszania się po drogach, kiedy są one źle oznakowane - pyta Zbigniew Garsztka, instruktor z 26-letnim stażem i uprawnieniami egzaminatora. Przykładem jest skrzyżowanie ulic Balcerskiego i Zaruskiego. Brakuje tam znaku "ustąp pierwszeństwa przejazdu". Nie trzeba dużej wyobraźni, by zrozumieć, czym to grozi - mówi instruktor. Ale to niejedyny problem. Przepisy wymagają, by na drodze, po której można jechać 90 km na godz., znaki ostrzegawcze znajdowały się w odległości co najmniej 150 m. - A w lesie na ul. Spacerowej znaki ostrzegające o niebezpiecznych zakrętach stoją dużo bliżej - zaznacza nasz czytelnik. Kolejny błąd: przez rondo przy Castoramie teoretycznie można jechać nawet 90 km na godz. Znak ograniczający prędkość do 40 km na godz. jest... za rondem. Drogowcy ustawili go tak niefortunnie, że obowiązuje on na odcinku zaledwie kilkunastu metrów. - Bo stoi przed znakiem "obszar zabudowany", a nie za nim. A taki znak "kasuje" poprzednie ograniczenie i pozwala kierowcom jechać nie 40 a już 50 km na godz. (lub 60 km na godz. nocą) - tłumaczy Garsztka. Następnymi "kwiatkami" są znaki w okolicy Selgrosa, informujące o wjeździe i wyjeździe ze strefy zabudowanej, które nie obowiązują od grudnia 2005 r. W osłupienie kierowców mogą wprowadzić także znaki ograniczające prędkość do 30 km na godz. i ostrzegające o nierównej drodze na skrzyżowaniu ul. Balcerskiego i Niedziałkowskiego - remont drogi skończył się w 2006 r. - Niepoprawne oznakowanie to rażące lekceważenie bezpieczeństwa kierowców - mówi Zbigniew Garsztka.
Po raz pierwszy te nieprawidłowości instruktor zgłosił 21 czerwca ub. r. na spotkaniu prezydenta Gdańska z mieszkańcami Osowej. Sprawą zajął się Przemysław Lewko z wydziału gospodarki komunalnej UM. - Umówił mnie na spotkanie z ludźmi z Zarządu Dróg i Zieleni. Miało się odbyć w sierpniu, ale nikt się nie pojawił - wspomina Garsztka. - Znów skontaktowałem się z panem Lewko, który powiedział, że o spotkaniu zapomniał. Skończyło się na tym, że urzędnik wspólnie z naszym czytelnikiem przygotowali projekt zmian. I choć od tego momentu minął ponad rok, znaki jak stały, tak stoją. - Zadzwoniłem niedawno do magistratu i usłyszałem, że Przemysław Lewko już tam nie pracuje, a pani, która go zastępuje, nic nie wie o projekcie. Antoni Szczyt, wicedyrektor wydziału gospodarki komunalnej UM w Gdańsku: - Źle się stało, że ten pan musiał aż tyle czekać na reakcję urzędników. Jestem otwarty na spotkanie w tej sprawie, choćby dziś.
Komentuj →
21 października 2008 |
0
Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie testuje Bezprzewodowy System Detekcji Pojazdów, który sprawdza się w USA, Australii, Nowej Zelandii, Republice Południowej Afryki i Holandii. Bezprzewodowy System Detekcji Pojazdów opiera się na użyciu sensorów magnetycznych umieszczanych w nawierzchni drogi. Sensory wykrywają obecność i ruch pojazdów. Przekazywanie informacji pomiędzy sensorami i odbiornikiem odbywa się drogą radiową w obie strony. Następnie informacja trafia do sterownika ruchu drogowego, który zarządza ruchem pojazdów. System rozróżnia 8 klas pojazdów - od roweru po najcięższe pojazdy (nie mówimy tu o czołgu). Każdy sensor może być zaprogramowany indywidualnie. W przypadku wytyczenia bus-pasa, prawy sensor zostanie zaprogramowany na mierzenie ruchu autobusów, zaś sensory pod pozostałymi pasami będą dokonywać pomiaru pozostałych parametrów ruchu. Cechą charakterystyczną systemu jest łatwość montażu i brak zbędnych przewodów, co oznacza brak konieczności projektu elektrycznego. Czas montażu jednego sensora trwa 7 minut, także zajęcie pasa drogowego w celu montażu sensorów nie powinno trwać dłużej niż pół godziny. Zaletą systemu jest odporność na warunki pogodowe - mgłę w przypadku wideodetekcji, zalegający śnieg w przypadku pętli indukcyjnej. System jest zdalnie sterowany z komputera PC. Komunikacja między sensorem a odbiornikiem odbywa się z zastosowaniem Wi-Fi. Odbiornik wysyła odebrane dane do sterownika ruchu. Wszelkie nieprawidłowości systemu będą zgłaszane drogą radiową do bazy systemu. Odbiornik pracuje w zasięgu do 50 m, wzmacniacz do 300 m, na 12 kanałach na częstotliwości 2,4 MHz. Odbiornik działa na baterie, które należy wymienić raz na 2 lata. Na miesiąc przed wyczerpaniem się baterii system poinformuje bazę, której operatorzy zlecą dokonanie jej wymiany. Sensor to niewielkich rozmiarów pudełko z ukrytym magnesem, nadajnikiem i baterią niklowo-kadmową. Baterie zastosowane w sensorze stosowane się podczas lotów orbitalnych. Bateria działa 10 lat. O końcu jej żywotności sensor zawiadomi bazę poprzez odbiornik.
Komentuj →
21 października 2008 |
0
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Białymstoku otworzył 15 Gminne Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Goniądzu. Mieści się ono przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Goniądzu. Uroczystości rozpoczął Burmistrz Goniądza pan Tadeusz Kulikowski. Przywitał zaproszonych gości, nauczycieli, dzieci i młodzież. Dalszą część prowadził gospodarz miejsca Dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego Mirosław Sobczyk. Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Białymstoku Andrzej Daniszewski został przywitany gorącymi brawami. Życzył dzieciom i młodzieży, aby przekazany sprzęt i materiały dydaktyczne wpłynęły na zwiększenie bezpieczeństwa najmłodszych uczestników ruchu drogowego. Ekspert w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku Bogumił Matwiejuk przypomniał dzieciom jak ważną sprawą jest by jak najwcześniej poznały przepisy ruchu drogowego. Reprezentant Marszałka Województwa przeczytał list skierowany do zebranych na uroczystościach od Wicemarszałka Jesionowskiego. Wojewodę Podlaskiego reprezentował pan Maliszewski. Ksiądz proboszcz Sołowiej poświęcił skuter i rowery. Rozpoczęła się część artystyczna . Pierwszoklasiści przygotowali montaż słowno-muzyczny na temat bezpiecznych zachowań na drodze.
(271-11)
^ Dyrektor WORD w Białymstoku Andrzej Daniszewski przecina wstęgę
(271-10)
Komentuj →
21 października 2008 |
0
W Paryżu rozdano nagrody Europejskiego Konkursu na rzecz BRD. Wśród laureatów jest dwóch reprezentantów Polski: Fundacja Proventus z Chorzowa i Stowarzyszenie Auto Klub Dziennikarzy Polskich. W ramach obchodów Europejskiego Dnia Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego uroczyste zakończenie tegorocznego konkursu odbyło się na Mondial de L’Automobile. Do siódmej edycji zgłoszono 68 inicjatyw z 14 krajów UE. Najliczniej reprezentowana była Francja. Inicjatywy oceniało międzynarodowe jury złożone ze specjalistów, ekspertów oraz niezależnych osobistości wywodzących się z organizacji i instytucji bezpośrednio związanych z działaniami na rzecz BRD. Przy ocenie wniosków jury brało pod uwagę charakterystyczną różnorodność i komplementarność propozycji, ich innowacyjność oraz możliwość przekazywania doświadczeń innym krajom. Wyróżniono osiem inicjatyw, wśród nich dwie polskie: Stowarzyszenie Auto Klub Dziennikarzy Polskich i Fundacja Proventus. Auto Klub Dziennikarzy Polskich doceniono za seminarium “Media i Bezpieczeństwo Ruchu Drogowego”. Jego przesłaniem było ” Media i bezpieczeństwo ruchu drogowego - misja czy komercja”. Jego celem było uświadomienie właścicielom mediów, wydawcom, szefom redakcji i zespołom dziennikarskim potrzeby zapalenia zielonego światła dla tej problematyki na łamach prasy, antenach radia i telewizji a także na stronach portali internetowych. Tego wymaga dramatyczna sytuacja na polskich drogach, największa w Unii Europejskiej liczba zabitych w wypadkach drogowych - powiedział Aleksander Żyzny, prezes Auto Klubu Dziennikarzy Polskich.

(271-17)
Fundacja Norauto została utworzona w 1992 roku. Lokalny francuski konkurs odbył się po raz pierwszy w 2001 roku, a od 2004 roku ma charakter międzynarodowy. Konkurs ma na celu nagrodzenie inicjatyw na rzecz promocji bezpieczeństwa ruchu drogowego prowadzonych przez europejskie stowarzyszenia lub organizacje prywatne, działające na zasadach non-profit i stworzone w celach niekomercyjnych. We wcześniejszych sześciu edycjach wzięło udział ponad 300 stowarzyszeń z krajów UE. Suma przyznanych nagród przekroczyła już 250 tys. EUR, a fundusz powstawał dzięki pozytywnym wynikom finansowym blisko tysiąca placówek Narzuto, działających w siedmiu europejskich krajach
Komentuj →
20 października 2008 |
0
W Ministerstwie Gospodarki odbyło się spotkanie przewoźników z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem. Ochrona konkurencyjności polskich przedsiębiorstw przewozowych na rynku międzynarodowym oraz rozwiązania mające na celu poprawę ich kondycji finansowej to główne tematy rozmów wicepremiera, ministra gospodarki Waldemara Pawlaka z przedstawicielami środowiska przewoźników drogowych. Wicepremier Waldemar Pawlak zapewnił przewoźników, iż resort gospodarki przeprowadzi analizę rynku paliw pod kątem praktyk stosowanych przez producentów. Kontynuowane będą również prace nad przepisami, które ograniczą negatywne skutki wahań kursowych. Waldemar Pawlak przypomniał, że MG przygotowało nowelizację ustawy Prawo dewizowe, która przewiduje zniesienie zasady walutowości i wprowadza możliwość rozliczania się przedsiębiorców w walutach wymienialnych. Obecnie ustawa ta jest w drugim czytaniu w Sejmie. Wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz poinformował przedstawicieli transportowców, że strona rządowa przesunęła termin likwidacji winietowego systemu opłat za korzystanie z infrastruktury drogowej na 2011 r. Od 1 grudnia 2008 zniesione zostanie również ograniczenie do 200 litrów wwożonego do Polski w zbiornikach samochodowych paliwa. Rząd uwzględnił także postulat przewoźników dotyczący skrócenia z 280 do 140 godzin czasu szkolenia kierowców. Zapis ten znajduje się w opracowywanej nowelizacji ustawy o kierujących pojazdami. Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, przekazał stronie rządowej decyzję środowiska o zawieszeniu na czas rozmów z rządem działań protestacyjnych. Poinformował także, iż grupa reprezentująca przewoźników została wybrana przez stowarzyszenia branżowe z całego kraju i posiada pełnomocnictwa do prezentowania stanowiska całego środowiska.


(271-12 i 271-13)
Komentuj →
20 października 2008 |
0
Lekarze amerykańscy odkryli, że przebój grupy Bee Gees "Stayin’ Alive" idealnie nadaje się do wyznaczania tempa masażu serca w trakcie resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Eksperci zalecają, aby ucisk na klatkę piersiową reanimowanej osoby był aplikowany około 100 razy na minutę, zaś piosenka z 1977 roku ma niemal idealne tempo 103 bitów na minutę. Badania prowadzone na lekarzach i studentach medycyny uniwersytetu w Illinois wykazały, że słuchając lub przypominając sobie rytm popularnego utworu wszyscy uczestnicy eksperymentu potrafili prawidłowo przeprowadzić metodę resuscytacji.
Komentuj →
20 października 2008 |
0
W ubiegłym tygodniu redakcja “Gazety Lubuskiej” dostała niepokojący mail. Dziennikarze sprawdzili opisane przez czytelnika fakty. Czytelnik napisał: - Środa, 15 października, godz. 18.15 ulica Strzelecka w Zielonej Górze. W kierunku ulicy Nowej jedzie egzaminacyjny czerwony fiat grande punto zielonogórskiego WORD-u o numerze 5. Oznakowany, z naklejką egzamin, a w samochodzie tylko jedna osoba, więc prawdopodobnie egzaminator. Panu kierowcy tak bardzo się spieszyło, że wyprzedza poprzedzający go samochód nauki jazdy. Manewr rozpoczyna tuż przed przejściem dla pieszych, a kończy już na przejściu. Niezrażony wykonanym manewrem, pędzi dalej z prędkością około 70 - 80 km/godz. Czy egzaminatorzy nie podlegają przepisom ruchu drogowego? Co na to kierownictwo WORD?
O wyjaśnienie redakcja poprosiła dyrektora WORD Ireneusza Plechana. Z jego wypowiedzi wynikało, że auto po zakończonym egzaminie, zostało przekazane do dyspozycji jednego z pracowników, aby uzupełnił paliwo. Co ważne, w drodze do stacji paliw, nie zostały wyłączone kamery nagrywające przebieg egzaminów. Dlatego tak się stało, bo nagranie może zatrzymać tylko upoważniony informatyk. Reporter "GL” też obejrzał taśmę z nagraniem jazdy auta, opisanego przez Czytelnika. Na filmie nie widać żądnego wykroczenia. Manewr wyprzedzania był poprawny. Kierowca nie przekroczył dozwolonej prędkości, cały czas jechał z prędkością w granicach 50 km/godz. Dlatego kierownictwo WORD odstąpiło od ukarania pracownika. Po pokazie dyrektor Plechan stwierdził: - Wielu kierowców nas nie lubi m.in. dlatego, że nasze auta egzaminacyjne nagrywają ich wykroczenia. Filmy przekazujemy policji, która takich zmotoryzowanych karze mandatami. Dlatego każda jazda samochodu egzaminacyjnego jest filmowana. Podobnie było w tym przypadku. Gdyby nie było filmu z jazdy, trudno byłoby oddalić zarzuty waszego Czytelnika. Czytelnik też obejrzał taśmę. Ale na tym historia nie skończyła się. WORD zaprosił Czytelnika na obejrzenie filmu. Doszło do spotkania. Reporter "Gazety Lubuskiej” też przy tym był. Wszyscy razem: dyrektor ośrodka, zastępca dyrektora Lech Szczygielski, Czytelnik i reporter. Oglądaliśmy film. Znów nie było dowodu na wersję zdarzeń, które opisał Czytelnik. Choć na wyposażeniu WORD jest tylko jedno grande punto w kolorze czerwonym, o numerze 5. - Wciąż mam wątpliwości, ale przecież niczego nie wymyśliłem - przekonywał czytelnik.
(271-7)
^ Na zdjęciu (słabej jakości, bo na ekranie komputera jest wyświetlany obraz z czterech kamer) widać wyraźnie, że kierujący manewr wyprzedzania zakończył przed przejściem dla pieszych, a nie na nim, jak sugeruje czytelnik. (fot. Czesław Wachnik)
Komentuj →