9 lutego 2008 |
0
Od kilku dni radomska "drogówka" testuje jeden z najnowocześniejszych laserowych mierników prędkości na świecie, który jest na standardowym wyposażeniu Policji w ponad 70 krajach. Radaru można używać we mgle i przez szybę, jest odporny na upadek oraz działanie warunków atmosferycznych. Przy pomocy urządzenia można mierzyć prędkość pojazdów w ruchu z odległości nawet kilometra, z pobocza drogi, nad drogą (most, estakada, itp.) oraz z wnętrza pojazdu (np. przez szybę radiowozu). Testowane radary działają w oparciu o laser, a nie fale radiowe, jak tradycyjne urządzenia, potocznie nazywane "suszarkami". To oznacza, że wszystkie antyradary stają się bezużyteczne. Ze względu na bardzo krótki czas pomiaru (zaledwie 0,3 sekundy) jest nieosiągalny dla antyradarów oraz bardzo trudno namierzalny przez antylasery. Działa na baterie, można nim się posługiwać będąc daleko od radiowozu. Radaru można używać we mgle i przez szybę, jest odporny na upadek oraz działanie warunków atmosferycznych. Przy pomocy "Ultralyte lti 20-20", ponieważ tak brzmi pełna nazwa testowanego urządzenia, można mierzyć prędkość pojazdów z odległości nawet kilometra, w ruchu z pobocza drogi, nad drogą (most, estakada, itp.) oraz z wnętrza pojazdu (np. przez szybę radiowozu). Dużą zaletą radaru jest jego dokładność oraz to, że może on być wykorzystywany np. podczas wypadku – można mim zmierzyć odległości (do samochodu, drzewa czy słupa).
(232-8-9)
Ultralyte LTI 20-20 – laserowy miernik prędkości Ultralyte LTI 20-20 został wyprodukowany przez amerykańską firmę Laser Technology na początku lat 90. XX w. Jest na standardowym wyposażeniu policji w ponad 70 krajach (m.in. we Francji, Niemczech, Włoszech, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Czechach, Austrii, Hiszpanii, USA, Australii, Chinach, RPA itd.). Ze względu na bardzo małą szerokość wiązki (ok. 2 mrad) jest skuteczny w pomiarze prędkości pojazdów w ruchu na dowolnej liczbie pasów jezdni oraz niezależnie od gęstości ruchu. Tym różni się od przestarzałej technologii radaru dopplerowskiego, którego wiązka w odległości 333 metrów od stanowiska pomiarowego ma ok. 100 metrów szerokości (w przypadku Ultralyte LTI 20-20 jest to ok. 60 centymetrów). Ze względu na bardzo krótki czas pomiaru (0,3 sekundy) jest nieosiągalny dla antyradarów oraz antylaserów. Jest odporny na czynniki zewnętrzne (woda, upadek, najechanie samochodem, itp.).
OPINIE: – Gdy radary trafią do nas, znacznie poprawi się komfort naszej pracy – mówi Jacek Zalewski, naczelnik z wydziału ruchu drogowego. – Testowaliśmy już je w Warszawie kilka miesięcy temu i sprawdzały się doskonale.
– Podobnych radarów używają policjanci z 70 krajów świata, w tym wszystkie państwa Europy Zachodniej – mówi Piotr Białobrzycki, prezes Związku Pracodawców Przemysłu Urządzeń Pomiarowych. Podstawową zaletą tych urządzeń jest ich precyzja. Tradycyjne radary mają niezwykle szeroką wiązkę. Gdy policjant namierza pojazd z 300 metrów, wiązka radaru ma 100 metrów szerokości. Przy tej samej odległości wiązka radaru laserowego ma zaledwie 0,5 metra szerokości. Dzięki temu nie ma wątpliwości, który samochód przekroczył prędkość i którego kierowcę należy ukarać – dodaje.
Komentuj →
7 lutego 2008 |
0
Codziennie ponad milion samochodów usiłuje przedrzeć się przez zakorkowaną Warszawę. W większości samochodów jedzie tylko kierowca. A gdyby tak czterech kierowców umówiło się, że pojedzie do pracy jednym samochodem? Stolica mogłaby stać się przejezdna. W samej Warszawie zarejestrowanych jest około 1,1 miliona samochodów. Z raportu ONZ wynika, że średnio mieszkańcy stolicy spędzają w korkach 38 minut. - Jadąc do pracy zdarza się, że w 40 minut pokonuję 5 km - przyznaje podinspektor Wojciech Pasieczny z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji. Alternatywą dla korków jest komunikacja miejska. Codziennie jednak korzysta z niej 2,5 miliona ludzi. Najczęściej kończy się nużącym, godzinnym staniem w upchanym autobusie, tramwaju, pociągu czy metrze. Paweł Zawadzki proponuje inny sposób poruszania się po mieście. Jest propagatorem carpoolingu. Chodzi o udostępnianie miejsca w samochodzie ludziom jadącym w tym samym kierunku. Badania Politechniki Krakowskiej wykazały, że jeżeli w samochodach jeździłyby po 4 osoby, to liczba pojazdów na drogach zmniejszyłaby się około 2,5 raza.
O tym, jak ułatwić życie warszawskim kierowcom, opowiada nam propagator idei carpoolingu – Paweł Zawadzki:
- Stefan Wroński: Carpooling, czyli...
- Paweł Zawadzki:W wolnym tłumaczeniu oznacza to "wypełnić auto". Chodzi o to, by nie korzystać z samochodu w pojedynkę. Proszę zwrócić uwagę, w ilu samochodach jedzie tylko kierowca, reszta miejsc jest wolna. Efektem są gigantyczne korki. Jak je zlikwidować? Wniosek nasuwa się sam. Właściciele aut powinni udostępniać innym pozostałe fotele. Naukowcy wyliczyli, że gdyby w każdym samochodzie zajęte były cztery miejsca, to po drogach jeździłoby 2,5 raza mniej pojazdów.
- Stefan Wroński: W wielu rodzinach jest tak, że zawsze rano każdy jedzie w inną stronę. Nie ma komu wypełnić samochodu.
- Paweł Zawadzki: Zachęcam ludzi do szukania współpasażerów wśród sąsiadów czy osób, z którymi razem pracujemy. Stworzyłem stronę internetową www.autem.pl, która kojarzy ludzi podróżujących w tym samym celu lub jeżdżących tą samą drogą. Na przykład mieszkaniec Białołęki codziennie pokonuje trasę z domu do biura w Śródmieściu i z powrotem. Umieszcza taką informację na mojej stronie, wpisuje godziny podróży i liczbę wolnych miejsc w aucie. Zgłaszają się do niego osoby, którym takie warunki pasują. Wszyscy pasażerowie dzielą się kosztami.
- Stefan Wroński: Dzięki temu kierowca może sporo zaoszczędzić.
- Paweł Zawadzki: Rocznie nawet kilka tysięcy złotych! Załóżmy, że samochód spala 8 litrów paliwa na 100 km, a droga do pracy liczy 10 km. Jeżeli jedziemy sami, kosztuje nas to 7,20 zł w obie strony. Zabierając współpasażera oszczędzamy połowę tej kwoty. Jadąc w trójkę koszt podróży do pracy i z powrotem wyniesie tylko 2,4 zł na osobę. Niewielkie kwoty dzienne w skali roku oznaczają oszczędność odpowiednio 864 zł i 1152 zł. Jest jeszcze czynnik ekologiczny. Im mniej samochodów wyjeżdża na drogi, tym mniej zatruwamy środowisko.
- Stefan Wroński: Do podwożenia sąsiada zachęcano nas już w PRL-u.
- Paweł Zawadzki: Przyczyną akcji "podwieź sąsiada" był brak samochodów na ulicach. Własne auto było rzadkim dobrem, więc władza zachęcała do dzielenia się nim. Teraz chodzi o zmniejszenie liczy pojazdów na zakorkowanych drogach. Na Zachodzie carpooling rozwija się od 50 lat. W Stanach Zjednoczonych jest tak popularny, że wydzielono tam specjalne pasy dla aut przewożących co najmniej 2-3 osoby, zbudowano specjalne parkingi.
Carpooling z angielskiego "wypełnianie, napełnianie" auta. Ideą carpoolingu jest: jeśli posiadasz wolne miejsce w aucie, możesz zabierać osoby jadące w tym samym kierunku i o tej samej porze. Carpooling to same plusy. Korzysta kierowca, bo pasażerowie zwracają mu koszty paliwa. Korzystają pasażerowie, którzy nie mają odpowiedniego połączenia komunikacją publiczną, oszczędzając czas i wygodnie. Korzystamy wszyscy bo na ulicach mniejsze korki. Ta forma podróżowania narodziła się w latach 50. w USA, dziś przeżywa renesans. W Stanach Zjednoczonych władze wspierają carpooling, tworząc dla carpool (określenie na samochód służący to tego celu) wydzielone miejsca parkingowe oraz pasy ruchu. Również duże firmy wydzielają na parkingach miejsca dla swoich pracowników korzystających z wypełnienia samochodu.
Komentuj →
6 lutego 2008 |
4
W Słupsku przez kilka dni nie było ważnych znaków drogowych nakazujących ustąpienie pierwszeństwa przejazdu w centrum miasta. Ich brak nie upoważnia jednak kierowców do łamania przepisów. Brak znaków może wprowadzić w błąd kierowców, szczególnie przyjezdnych - uważa pan Andrzej, na co dzień kierowca autobusu Miejskiego Zakładu Komunikacji. - W myśl zasady prawej ręki mogą być przekonani o tym, że to oni mają pierwszeństwo (w przypadku braku znaków, pierwszeństwo na skrzyżowaniu ma nadjeżdżający z prawej strony - przyp. red.). Jego zdaniem, jeśli dojdzie do wypadku lub kolizji na tych skrzyżowaniach, sprawa pierwszeństwa może być niejasna i śledczy będą mieli nie lada kłopot komu przyznać rację. Może dojść nawet do prób wyłudzenia odszkodowań. Natomiast według Zbigniewa Wiczkowskiego, dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Słupsku, sytuacja na skrzyżowaniach, gdzie zabrakło chwilowo znaków, wcale nie jest jednoznaczna. - Kierowca powinien najpierw zawsze spojrzeć na drogę, w którą chce się włączyć - mówi dyrektor Wiczkowski. - Na niej najczęściej można zauważyć znaki informujące o pierwszeństwie, należy też obserwować inne pojazdy. Poza tym zazwyczaj są jeszcze znaki poziome na drodze podporządkowanej. Problem z ustaleniem pierwszeństwa mógłby się pojawić dopiero wtedy, gdyby na drodze z pierwszeństwem nie był widoczny żaden znak. - Na drodze należy zawsze zachować zasadę ograniczonego zaufania w stosunku do innych kierowców - radzi Zbigniew Wiczkowski. - Nawet jeśli jesteśmy pewni tego, że mamy pierwszeństwo przejazdu.
Komentuj →
5 lutego 2008 |
0
Zanim wybierzesz szkołę, skorzystaj z rankingu. Znajdziesz tu podpowiedź, kto dobrze cię nauczy, abyś zdał egzamin za pierwszym razem – radzi swoim czytelnikom “Gazeta Lubuska”. W 2007 roku w obu lubuskich ośrodkach egzaminowania zdawało ponad 60 tys. osób. Niektórzy musieli kilkakrotnie sprawdzać poziom swojej wiedzy, aby zdobyć prawo jazdy. Od kilku lat zdawalność egzaminu praktycznego na prawo jazdy kategorii B jest podobna. W ub. roku w Zielonej Górze wyniosła 30,4 procenta, a w Gorzowie Wlkp. już tradycyjnie nieco więcej, bo 34,7 procenta. Średnia krajowa to 32 procent, ale np. w Ostrołęce aż 47 procent. Dlaczego tak dużo, trudno powiedzieć. Czym się kierować przy wyborze szkoły nauki jazdy? - Najlepszym kryterium wyboru powinna być opinia o danej szkole, czy ma własny plac manewrowy, czy posiada dobre samochody, a jednocześnie tej samej marki co ośrodek egzaminowania, wykwalifikowanych instruktorów nauki jazdy - wylicza Ireneusz Plechan, dyrektor zielonogórskiego WORD. Podobnie radzi Zbigniew Józefowski, dyrektor gorzowskiego WORD. Dodaje też: - Kandydaci na kierowców muszą bardziej nastawiać się na rzetelną naukę, a nie zaliczenie egzaminu. Jeśli już obleją, to powinni raczej dokupić jazdy, niż wydawać pieniądze na kolejne egzaminy. Wybierając konkretną szkołę, nie kieruj się tylko ceną kursu, ale tzw. średnią zdawalnością, jaką uzyskała dana szkoła. Średnia ta powstała poprzez podzielenie liczby osób, które zdawały egzamin z danej szkoły, do liczby przeprowadzonych sprawdzianów. W tegorocznym rankingu, na wniosek szkół nauki jazdy i zielonogórskiego WORD, który przygotował wyniki, uwzględniono te szkoły, których absolwenci, zdawali powyżej 30 egzaminów.
Pytanie do Zdzisława Kowalika właściciela szkoły nauki jazdy w Zielonej Górze - lidera rankingu szkół jazdy. - Po raz kolejny wygrał Pan ranking. Gdzie tkwią przyczyny takiego sukcesu? - Wydaje się, że uczciwie i na poważnie traktuje swój zawód. To oznacza, że każdy kursant przechodzi pełny zakres szkolenia. U mnie godzina jazdy, oznacza, że kursant wspomnianą godzinę musi przejeździć. Koniecznie jest też indywidualne podchodzenie do każdego uczącego się. Jedni są przecież zdolniejsi, innym nieco trudniej przychodzi nauczenie się niezbędnych manewrów. Dodatkowo, staram się uodpornić kursantów na wszystkie niespodzianki, jakie mogą ich czekać. A jest ich wiele. To chyba najbardziej decyduje o moich wynikach.
Komentuj →
10 lutego 2008 |
0
Redakcja newslettera turystycznego PZM cykl dotyczący kursu pierwszej pomocy. W trzecim odcinku radzi: w każdym wypadku komunikacyjnym należy jak najszybciej wezwać Pogotowie Ratunkowe oraz ekipę ratowniczą, która wyposażona w odpowiednie przyrządy umożliwi dostęp do poszkodowanych we wraku samochodu.
Ocena funkcji życiowych ofiary wypadku
1. Sprawdź przytomność: Ratownik powinien głośno odezwać się do poszkodowanego (np. "Jak Pan/Pani się czuje) oraz sprawdzić jego reakcję na mocne dotknięcie (potrząsanie, klepnięcie w policzek), lub ból - uszczypnięcie płatka usznego. W ten sposób można uniknąć przeprowadzania zabiegów reanimacyjnych u przytomnego pacjenta. Należy pamiętać, że jeśli mamy do czynienia z urazami głowy lub szyi, podejrzewamy uszkodzenie kręgosłupa to pacjenta można poruszyć tylko wtedy, jeśli jest to absolutnie niezbędne! Nieprawidłowe poruszenie może doprowadzić do uszkodzenia rdzenia kręgowego, a tym samym do paraliżu.
2. Sprawdź oddech: objawem nasuwającym podejrzenie zatrzymanie oddechu jest sinicze zabarwienie skóry; przy dokładnej obserwacji nie widać ruchów oddechowych klatki piersiowej; ruchy te nie są wyczuwalne również po przyłożeniu dłoni ratownika do klatki piersiowej i brzucha ratowanego; niesłyszalny i niewyczuwalny jest strumień powietrza wydychanego z ust i nosa pacjenta; przy częściowej niedrożności dróg oddechowych słychać odgłosy chrapania i bulgotu
3. Sprawdź krążenie: Objawy nagłego zatrzymania krążenia występują w następującym porządku czasowym:
- natychmiast: brak tętna na tętnicy szyjnej,
- po 10-20 sekundach: utrata przytomności,
- po 15-30 sekundach: zatrzymanie oddechu lub "chwytanie powietrza",
- po 60-90 sekundach: szerokie źrenice, bez reakcji na światło (tzw. "sztywne")
Bladość lub sinica skóry oraz szerokie źrenice nie stanowią jednak pewnych objawów zatrzymania krążenia, gdyż mogą towarzyszyć innym stanom chorobowym.
Badanie tętna: tętno może być badane w trzech miejscach: na tętnicy szyjnej, na tętnicy udowej, na tętnicy promieniowej (u dziecka poniżej 1 roku życia na tętnicy ramiennej).
Jeżeli to konieczne wyciągnij ofiarę z samochodu: Gdy ofiara ma poważne obrażenia szyi lub pleców, nie wolno jej ruszać - chyba że ratujemy ją przed pożarem, wybuchem itp. Sprawdź, czy ofiara nie ma uszkodzonego kręgosłupa. U ofiar wypadków samochodowych zawsze musisz podejrzewać uszkodzenie kręgosłupa. Gdy jednak zachodzi niebezpieczeństwo pożaru lub wybuchu, należy poszkodowanego wyciągnąć z samochodu. W tym celu należy:
- stanąć z tyłu poszkodowanego,
- włożyć ręce pod jego pachy,
- jedną ręką przytrzymać brodę poszkodowanego, lekko naciągnąć wzdłuż osi ciała (nie na boki),
- położyć jego głowę między swoim barkiem a głową, przez cały czas utrzymując ją w tej ustabilizowanej pozycji,
- drugą ręką chwycić za przedramię,
w takiej pozycji wyciągamy z samochodu.
Uwaga! Stopy, szczególnie u kierowcy, mogą być zaklinowane przez pedały hamulca i sprzęgła. W takim przypadku w pierwszej kolejności delikatnie odblokowujemy nogi lekko zginając je w kolanach.
Po wydobyciu z pojazdu należy kontynuować stabilizację głowy i szyi równocześnie udrożniając drogi oddechowe.
Komentuj →
10 lutego 2008 |
0
Czy kandydaci na kierowców będą mogli zdawać egzamin na prawo jazdy w miastach powiatowych? Taka jest idea projektu zmian w przepisach, który w ostatnich dniach wywołał wiele kontrowersji. Pomysł ma mnóstwo zalet i jedną niewiadomą - pieniądze – czytamy w “Głosie Wielkopolskim”. Gdyby ośrodki egzaminacyjne powstały w miastach powiatowych bliżej do nich mieliby mieszkańcy oddalonych od dzisiejszych WORD-ów miejscowości. Oszczędzaliby czas i pieniądze, nie musieliby zwalniać się z pracy, by dotrzeć na egzamin. Kursanci zaś uczyliby się jeździć tam, gdzie faktycznie mieszkają. Zyskałyby także duże miasta - odkorkowane zostałyby ulice przy ośrodkach, na których aż roi się od ,,elek''. Niemal wszystkie te argumenty podważa jednak Mariusz Prasek, dyrektor WORD-u w Poznaniu. - Podejrzewam, że wydatki na utworzenie takich ośrodków musiałyby być dość poważne - podkreśla dyrektor. - Niezbędne są przecież: odpowiedni plac manewrowy, system losowania, monitoring egzaminów, sale komputerowe. Dyrektor nie widzi w powstaniu małych ośrodków zagrożenia dla pozycji WORD-u w Poznaniu. Zupełnie inne spojrzenie na projekt mają mieszkańcy miast powiatowych. Andrzej Kostenski, kierownik Ośrodka Szkolenia Kierowców LOK w Gnieźnie uczy jazdy już ponad 30 lat. - Egzaminowaliśmy i na wsiach - w Żytkowie, Jelitkowie. Potem był wymóg, że musi być sygnalizacja świetlna i przejazd kolejowy - to przenieśliśmy się z egzaminami do Gniezna - wspomina. - To jest logiczne, że każdy kandydat na kierowcę wolałby zdawać w mieście, w którym mieszka. - Jesteśmy przygotowani do powołania takiego ośrodka - zapewnia Paweł Kowzan, starosta szamotulski. Byłoby to duże ułatwienie dla mieszkańców powiatu. - W tej chwili mamy bazę szkolenia kierowców w Zespole Szkół w Szamotułach - dodaje Paweł Kowzan.
Komentuj →
10 lutego 2008 |
0
Fikcyjne potrącenie. Zamojscy policjanci zatrzymali 23-letniego mężczyznę, który spowodował wypadek będąc pod wpływem alkoholu. W zdarzeniu ranni zostali jego dwaj koledzy, pasażerowie auta. Aby "kryć" swego kolegę, jeden z poszkodowanych powiedział, że został potrącony przez samochód. Policjanci otrzymali informację, że do szpitala na oddział chirurgii został przywieziony 18-latek, który twierdził, że został potrącony przez samochód. Niewiele czasu potrzebowali policjanci, aby stwierdzić, że wersja młodego mężczyzny jest nieprawdziwa. Okazało się bowiem, że chłopak faktycznie uczestniczył nocą w zdarzeniu drogowym, ale nie było to potrącenie przez pojazd. Jak ustalili policjanci, 18-latek wspólnie ze swoimi kolegami w wieku 20 i 23 - lat jechał nocą samochodem. W miejscowości Żuków nagle wpadli w poślizg i uderzyli w drzewo. Za kierownicą siedział 23-latek. W czasie jazdy cała trójka raczyła się piwem. Po uderzeniu w drzewo kierowca opuścił pojazd i pomógł wysiąść pasażerom. Znajoma podwiozła ich do szpitala. 20 latek i jego 18-letni kolega doznali poważnych obrażeń. Starszy ma uraz głowy i klatki piersiowej, zaś młodszy zwichnięte biodro. Policjanci zatrzymali kierującego autem 23-latka. Mężczyzna był nietrzeźwy. Miał ponad 0,5 promila alkoholu w organizmie. Auto, którym podróżowali mężczyźni odnaleziono na posesji jednej z mieszkanek Żukowa. Pojazd zabezpieczono na policyjnym parkingu. Teraz 23-latek odpowie przed sądem za spowodowanie wypadku będąc w stanie nietrzeźwości.
Chciała "dotankować". Świętokrzyscy policjanci zatrzymali 29 letnią mieszkankę Opatowa, która wybiła szybę w drzwiach na stacji paliw w Sandomierzu. Wszystko przez to, że obsługa nie chciała sprzedać pijanej kobiecie alkoholu.Nietrzeźwą (prawie 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu) kobietę sandomierscy policjanci zatrzymali zaraz po wybiciu szyby. Z ich ustaleń wynika, że kobieta przyszła na stację paliw i chciała kupić alkohol. Sprzedawca, widząc, że klientka ledwo trzyma się na nogach, odmówił. To rozwścieczyło 29-latkę. Zdenerwowana klientka wyszła na zewnątrz. Tam dała wyraz swojej irytacji i kopiąc w drzwi i wybiła w nich szybę. We krwi miała prawie 2,5 promila alkoholu. Noc spędziła w policyjnej celi. Kiedy dojdzie do siebie, usłyszy zarzut zniszczenia mienia.
Potrącił i uciekł, kobieta zmarła - Nietrzeźwy sprawca śmiertelnego wypadku sam zgłosił się na policję, ale powiedział, że tylko znalazłOkoło godziny 19.30 na posterunek policji w Borowej zgłosił się 49-letni mieszkaniec tej gminy. Powiedział, że jadąc drogą relacji Borowa - Sadkowa Góra, zauważył leżącego w rowie człowieka. - Policjanci natychmiast pojechali we wskazane miejsce, gdzie rzeczywiście znaleźli ciało. Okazało się, że chodzi o 38-letnią mieszkankę Sadkowej Góry, która najwyraźniej została potrącona. Kobieta już nie żyła - powiedział nam aspirant sztabowy Wiesław Kluk z mieleckiej policji. Policjanci przesłuchali mężczyznę, który poinformował ich o kobiecie leżącej w rowie. Jego zeznania były jednak niespójne. Okazało się, że kłamie.
Z 5 promilami za kierownicą - Policjanci z Lublina zatrzymali 32-letnią kobietę, która pobiła niechlubny rekord. Jak się okazało, kierowała swoim autem mając w organizmie blisko 5 promili alkoholu. Została zatrzymana, jednak zamiast do policyjnej celi trafiła najpierw do szpitala na oddział toksykologii. Kiedy wytrzeźwieje, zostanie przesłuchana. Za jazdę w stanie nietrzeźwości, poza utratą prawa jazdy, grozi jej kara do 2 lat pozbawienia wolności. Około godziny 14.30 oficer dyżurny z lubelskiej komendy odebrał zgłoszenie, że jedną z ulic jedzie renault, którego kierowca jest najprawdopodobniej nietrzeźwy. Patrol, który był w pobliżu, zauważył samochód tej marki i koloru na parkingu przed sklepem spożywczym. Po chwili do samochodu podeszła młoda kobieta, która zapakowała zakupy do bagażnika, wsiadła za kierownicę auta i odjechała. Funkcjonariusze ruszyli za renault i zatrzymali je do kontroli. Ponieważ od 32-letniej kierującej wyczuli alkohol, na miejsce wezwali załogę ruchu drogowego. Kobietę poddano badaniu, które wykazało.
Nieudana ucieczka pijanego kierowcy - Gdy kierowca zauważył patrol policji, spanikował. Nie zastosował się do polecenia, zamiast zatrzymać pojazd - przyśpieszył. To była błędna decyzja, na najbliższym zakręcie stracił panowanie nad autem i wjechał do rowu. Samochód dachował. Powodem takiego zachowania kierowcy była jego nietrzeźwość. Zdarzenie miało miejsce w nocy około godz. 2 w Dobryninie w powiecie mieleckim. Policjanci prewencji postanowili zatrzymać kierowcę rovera do kontroli, bo zobaczyli, że prowadził bardzo niepewnie. Podejrzewali więc, że może być pod wpływem alkoholu. Okazało się, że ich podejrzenia były słuszne. Badanie na alkomacie dało wynik 1,7 promila alkoholu w organizmie. 27-letni kierowca trzeźwieje w areszcie komendy. Po wyjściu z uszkodzonego samochodu przyznał, że wracał do domu ze spotkania ze znajomymi, podczas którego pił piwo.
Komentuj →
9 lutego 2008 |
0
Sprzedaż motocykli i skuterów dynamicznie rośnie. W zeszłym roku, według danych Samaru, kupiliśmy 7,5 tys. motocykli i blisko 92 tys. skuterów – informuje dziennik “Polska”. Coraz cieplejsze zimy sprawiły, że w Polsce skuter czy motocykl stał się - tak jak we Włoszech - praktycznie całorocznym środkiem transportu. Sprzedaż nakręcają też prywatni operatorzy pocztowi oraz firmy oferujące pizzę z dostawą do domu. W ciągu dwóch ostatnich lat wśród Polaków powróciła moda na skutery. Kupują je 30-latkowie, którzy coraz częściej - obok samochodu - w garażu robią miejsce na jednoślad. O nowej modzie, oprócz snobizmu, decydują też względy praktyczne. Skuterem czy motocyklem łatwiej bowiem dojechać przez zakorkowane ulice miasta do pracy. Dojazd jest też tańszy, bo skuter pali mniej paliwa od samochodu. Moda na skutery przyszła do nas z zachodniej Europy, gdzie prym w ich sprzedaży wiodą Francja, Hiszpania i Włochy. Ze względu na ciepły klimat i coraz łagodniejsze zimy rocznie sprzedaje się tam grubo ponad 400 tys. skuterów, głównie takich marek jak Piaggio, Vespa czy Peugeot. Efekt? W tym roku Polacy mają kupić aż 120 tys. skuterów.
Komentuj →
8 lutego 2008 |
0
Na trasie Głobino-Słupsk kierowcy przed maskę samochodu wybiegł dzik. Przód samochodu został skasowany. Takie sytuacje mogły wydarzyć się wielu kierowcom, ale nie każdy może liczyć na ubezpieczenie. Co robić w takiej sytuacji? Kamil K. ze Słupska jechał wieczorem na trasie Głobino-Słupsk – relacjonuje “Głos Pomorza”. Znak informował o ograniczeniu prędkości do 70 km na godzinę. Pan Kamil jechał 60 km na godzinę, gdy przed maskę wyskoczył dzik. Żadne manewry nie pomogły i doszło do zderzenia. Na miejsce przyjechała policja i dobiła dzika, zaś pan Kamil pozostał z uszkodzonym autem. Poszkodowany zdecydował się starać o odszkodowanie. Za odcinek drogi, na której doszło do wypadku, odpowiada Zarząd Dróg Miejskich w Słupsku. - Można się starać o takie odszkodowanie, choć jest to trochę kontrowersyjne - mówi mecenas Paweł Skowroński. - Najpierw trzeba ustalić, u kogo należy starać się o odszkodowanie. Można też złożyć wniosek w kółku łowieckim. - Okazało się, że w tamtym czasie nie odbywało się żadne polowanie w okolicy. Pozostał więc słupski Zarząd Dróg Miejskich. - Na odcinku tej trasy powinien stać znak "uwaga zwierzęta leśne” - tłumaczy Kamil K. - Takiego znaku zabrakło. Może gdybym w trakcie jazdy minął taki znak, zachowałbym jeszcze większą ostrożność i nie doszłoby do wypadku. - Procedury są takie, że zgłoszenia przekazujemy ubezpieczalni - mówi Janusz Roszyk, zastępca dyrektora Zarządu Dróg Miejskich w Słupsku. - Ten pan jest drugą osobą, która stara się o odszkodowanie za straty z wypadku ze zwierzyną leśną. Kamil K. złożył w słupskim ZDM-ie wniosek o odszkodowanie. - Rzeczoznawca już ocenił straty. Będę się starał o odszkodowanie w wysokości około ośmiu tysięcy złotych. Jeśli decyzja będzie odmowna, skieruję sprawę do sądu - zapowiada słupszczanin.
Komentuj →
8 lutego 2008 |
0
Praga-Południe, jak mało która dzielnica Warszawy, dba o rowerzystów. Najpierw powstała mapa ścieżek rowerowych. Teraz pomyślano o stojakach do bicykli. Zamontowanych zostanie ich aż 150. – Chcemy ustawiać je w miejscach publicznych - mówi Adam Grzegrzółka, zastępca burmistrza dzielnicy Praga-Południe. Za jeden stojak dzielnica zapłaciła 400 zł. Wiosną wydana zostanie ulotka mówiąca o tym, jakie są korzyści z posiadania stojaków na jednoślady. Rowerzyści porozwożą je po sklepach, namawiając handlowców do tego, aby na własny koszt montowali stojaki przed sklepikami czy bankami. Co z tego będą mieli? – Klient na rowerze jest dobrym klientem - mówi Grzegrzółka. - Jak jedzie się samochodem, trudno jest się gdzieś zatrzymać, a jak ktoś jeździ na rowerze, dużo łatwiej mu znaleźć miejsce do parkowania. Jest większa szansa, że zajrzy do sklepu. Kluczem całej akcji jest jeszcze jedna inicjatywa, z którą Adam Grzegrzółka chce wystąpić do pani prezydent. Chodzi o obniżanie lub w ogóle zlikwidowanie opłat za dzierżawę miejsca, na którym znajdują się parkingi rowerowe.
Komentuj →
8 lutego 2008 |
0
Planowana autostrada Warszawa – Wrocław ma być zastąpiona drogą ekspresową, “Gazeta Wyborcza” poprosiła fachowców o opinie:
Za autostradą: prof. dr inż. Jan Biliszczuk z Politechniki Wrocławskiej -Każda nowa droga będzie wprawdzie lepsza, niż ta, którą jeździmy dzisiaj do Warszawy, ale budowanie drogi ekspresowej zamiast autostrady to działanie krótkowzroczne, bo już za parę lat będzie tam za ciasno. Ekspresówka jest węższa od autostrady i może mieć skrzyżowania kolizyjne. Poza tym służy również do obsługi ruchu lokalnego. Będzie można na nią wjechać niemal w każdej wsi, bo ma wjazdy i wyjazdy średnio co pięć kilometrów. W Polsce bagatelizuje się bardzo widoczną ostatnio tendencję, że każda rodzina chce mieć co najmniej jeden samochód. Aut będzie coraz więcej i to będzie generować wzrost ruchu, a modernizacja kolei to sprawa szybka tylko w wypowiedziach polityków. Obwodnicę Śródmiejską Wrocławia budujemy 30 lat (np. aleja Hallera jest jej częścią), każdy wrocławianin widzi, że nim ją ukończymy, będzie już niewydolna. Podobnie wybudujemy drogę ekspresową, a za 20 lat trzeba będzie ją poszerzać. I od nowa rozpocznie się walka o pieniądze, projekty, i pozwolenia. Trzeba będzie znów wprowadzić procedury wykupów gruntu. Tymczasem różnica w kosztach budowy drogi ekspresowej i autostrady wynosi zaledwie 20 procent. W krajach dobrze zarządzanych decyzje związane z dużymi nakładami finansowymi podejmowane są po wszechstronnej analizie i z dużą rozwagą. Moim zdaniem w Polsce nie opracowano procedur pozwalających na wypracowywanie optymalnych decyzji dotyczących infrastruktury.
Za drogą ekspresową: Marek Suchy, główny projektant odcinka S-8 Wrocław – Oleśnica - Dla kierowców droga ekspresowa to lepsze rozwiązanie. Nie trzeba za nią płacić, a jeździć będzie się prawie tak samo jak na autostradzie, tylko z prędkością do 110 a nie 130 km/h. Autostrada też miałaby tylko dwa pasy, byłyby szersze jedynie o 25 cm. Droga ekspresowa również będzie miała pas awaryjny. Założyliśmy, że wszystkie węzły będą projektowane jako bezkolizyjne. Tylko zakręty będą pod mniejszym kątem. Różnice są więc bardzo subtelne. Gdy obiecywano budowę autostrady, praktycznie gotowy był już projekt drogi ekspresowej. Wykonaliśmy prognozę ruchu. Wynika z niej, że za 20 lat trasą do Warszawy będzie jeździć około 40 tysięcy pojazdów na dobę. Droga S-8 bez problemów je wszystkie pomieści. Autostrada miałaby nieco większą przepustowość, bo można po niej szybciej jeździć. Ta różnica będzie jednak dla kierowców niezauważalna. S-8 będzie zupełnie niezależną drogą, idącą własnym śladem, na północ od istniejącej drogi krajowej. W stronę Warszawy będziemy więc mieli w razie czego cztery jezdnie.
Komentuj →
8 lutego 2008 |
6
(232-7)
Na ruchliwym rondzie Babka w Warszawie panuje zamieszanie komunikacyjne. Kierowcy trąbią na siebie. Wielu próbuje wymusić pierwszeństwo. Wszystko z powodu nowego układu pasów na rondzie. Teraz zjeżdżający z ronda mają pierwszeństwo przed tymi, którzy jadą nim dalej. Dodatkowo wprowadzono zasadę, że aby skręcić w odpowiednią ulicę, trzeba ustawić się na określonym pasie już przed rondem. Informują o tym strzałki namalowane przed skrzyżowaniem. Z prawego pasa można skręcić w prawo na pierwszym albo na drugim zjeździe, ze środkowego - pojechać wyłącznie prosto i zjechać z ronda na drugim zjeździe. Jadąc lewym pasem, można opuścić rondo na drugim albo na trzecim zjeździe. - Kierowcy muszą się do przyzwyczaić. Z czasem na pewno wszelkie problemy znikną - uważa Małgorzata Gajewska, rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich. Andrzej Choma z firmy Vialis, która zbudowała tam sygnalizację, twierdzi jednak, że był przeciwny wprowadzeniu takich zasad poruszania się po rondzie. To rozwiązanie forsował miejski inżynier ruchu Janusz Galas. - W przypadku ronda z sygnalizacją takie oznakowanie jest najlepsze. Trzeba wymusić pewną segregację na pasach, żeby ruch był bardziej płynny. To zda egzamin, jeśli kierowcy podporządkują się nowym zasadom. Niestety, nie od dziś wiadomo, że wielu z nich lekceważy przepisy - komentuje Galas. Według zapowiedzi wykonawcy sygnalizacja zostanie włączona w nadchodzącym tygodniu. Na razie jednak bez akomodacji, czyli bez kamer, które pomagają określać natężenie ruchu i odpowiednio sterować światłami. Pełny rozruch sygnalizacji planujemy pod koniec przyszłego tygodnia - mówi Andrzej Choma. Według niego światła powinny usprawnić ruch na rondzie.
Komentuj →
8 lutego 2008 |
0
“Gazeta Wyborcza Opole” relacjonuje i ostrzega: MZD twierdzi, że Krzysztof S. parkował w 2003 roku na jednym z placów i nie wykupił biletu parkingowego. Nałożyło na niego karę, a teraz grozi sądem. - Nie przypominam sobie takiej sytuacji, a zwłaszcza powiadomienia o karze zatkniętego za wycieraczkę - mówi Krzysztof i odmawia zapłaty. - Dzwoniłem do Miejskiego Zarządu Dróg po tym, jak dostałem wezwanie do zapłaty za brak biletu parkingowego - opowiada Krzysztof. - Tam wyjaśnili mi, że istnieje notatka pracownika, który rzekomo skontrolował, że nie mam biletu, i nałożył karę - dodaje i pyta: - Czy jeśli nie było mandatu za wycieraczką, to powinienem być ukarany? Zarządzająca strefą miejskiego parkowania firma Projekt&Parking wyjaśnia, iż oza kartką za wycieraczką jest też notatka pracownika, która zawiera szczegółowe informacje na temat samochodu, jego koloru, numeru rejestracyjnego, dokładnego miejsca postoju - mówi Kazimierz Wąsaty z P&P. Miejski Zarząd Dróg z kolei daje wiarę notatkom pracowników P&P i ściga niepłacących kary. - W tym roku wpłyną pierwsze pozwy do sądu - rokuje Stanisław Tyka, dyrektor MZD. Paru miesięcy temu MZD i P&P postanowiły dodatkowo dokumentować pojazdy bez ważnego biletu parkingowego. - Robimy zdjęcia, zdarzało się bowiem, że kierowcy nie pamiętali bądź wypierali się, jakoby parkowali na danej ulicy. Będą sobie dzięki zdjęciom mogli o tym przypomnieć - tłumaczy Tyka i dodaje, że kary nałożone zanim zaczęto robić zdjęcia, są ważne. Przypomnijmy - jeszcze kilka lat temu sądy różnie orzekały w sprawach przeciwko kierowcom, którym informację o karze zostawiano za wycieraczką. Sprawą zajął się rzecznik praw obywatelskich i Naczelny Sąd Administracyjny, który orzekł, że karę, o której powiadomienie znajdujemy za wycieraczką, trzeba płacić.
Komentuj →
8 lutego 2008 |
1
W Olsztynie strażnicy znaleźli rozwiązanie, by kierowcy parkowali na osiedlu mieszkaniowym zgodnie z prawem. Przy wjeździe na teren osiedla stoją znaki drogowe "strefa zamieszkania". Oznacza to obszar, w którym piesi mają pierwszeństwo przed pojazdami, a samochody mogą jeździć najwyżej 20 km/godz. i parkować tylko w wyznaczonych miejscach. Kierowcy, którzy w strefie zostawiają auta gdzie popadnie, karani są 100-złotowym mandatem i jednym punktem karnym. Problem w tym, że parkingów na osiedlach brakuje. Przez wiele lat policja i straż miejska nie interweniowały zbyt często w tych strefach i nie karały kierowców stawiających samochody na chodnikach czy na wąskich uliczkach. Kilkanaście dni temu to się zmieniło. Strażnicy najpierw wezwali przedstawicieli spółdzielni mieszkaniowej i administratorów terenu. Poprosili ich, by wyznaczyli nowe miejsca parkingowe dla samochodów. Jak mówi Jarosław Lipiński, zastępca komendanta straży miejskiej w Olsztynie, nie chodziło im o budowanie drogich parkingów wielopoziomowych, ale przynajmniej o wyznaczenie ich wzdłuż niektórych trawników czy chodników. Tydzień po tym spotkaniu strażnicy ukarali pierwszych kierowców za parkowanie w strefie niezgodnie z przepisami. Efekt był taki, że dyżurny straży miejskiej dostaje coraz więcej zgłoszeń o interwencje w strefie zamieszkania. Zdarza się, że mieszkaniec ukarany jednego dnia mandatem za złe parkowanie, donosi później na swojego sąsiada, który też zaparkował w złym miejscu. Stróże prawa szybko doszli do wniosku, że mandaty i tak nie rozwiążą problemu. - Zdajemy sobie sprawę, że ludzie nie stosują się do tych przepisów, bo najzwyczajniej w świecie brakuje miejsc postojowych przed ich domami - mówi Jarosław Lipiński, zastępca komendanta straży miejskiej w Olsztynie. Dlatego strażnicy znaleźli tymczasowe rozwiązanie, które pozwoli uniknąć karania kierowców w przyszłości. - Zwróciliśmy się do Miejskiego Zarządu Dróg, by przeanalizował, czy utrzymać nadal "strefę zamieszkania" na tym obszarze - mówi Lipiński. Pomysł zdjęcia znaku "strefa zamieszkania" podoba się większości kierowców. - Po zlikwidowaniu strefy strażnicy i policjanci nie będą mogli już interweniować, gdy łamane będą przepisy ruchu drogowego na osiedlowych uliczkach - podsumowuje prezes spółdzielni mieszkaniowej Wiesław Barański. - Straż miejska chce zdjąć z siebie odpowiedzialność za pilnowanie porządku na naszych terenach. Co na to straż miejska? Jarosław Lipiński: nie uchylamy się od pilnowania porządku na osiedlowych uliczkach. Ale mamy karać mieszkańców mandatami za każdym razem, gdy parkują w niedozwolonych miejscach?
Komentuj →
8 lutego 2008 |
0
Mieszkańcy budynku przy jednej z ulic Krakowa nie mogą wyjść ze zdumienia, jak długo zajmuje miejskim służbom zawieszenie znaku drogowego. Z tego powodu nie mogą parkować koło domu. - Straż miejska regularnie wystawia nam mandaty i zakłada blokady. Tymczasem Zarząd Dróg i Transportu wydał już decyzję, więc mieszkańcy parkują i dostają mandaty. Parkują na chodniku wzdłuż ulicy, a stojące tam wciąż znaki tego zabraniają. Administrator kamienicy zwrócił się kilka miesięcy temu do ZDiT o umożliwienie parkowania na chodniku. Na razie jest to zakazane, ale chodnik jest wystarczająco szeroki, by oprócz pieszych zmieściły się na nim również samochody. Tymczasem w okolicy jest zbyt mało miejsca. Prośba została rozpatrzona pozytywnie i w grudniu 2007 roku ZDiT wydał decyzję, w której zezwala na parkowanie na chodniku oraz zleca zawieszenie pod znakiem zakazu zatrzymywania się tabliczki z napisem: "Nie dotyczy chodnika". Decyzja zapadła, ale tabliczki nie ma do dziś. Straż miejska surowo pilnuje wciąż stojącego zakazu. - Decyzja rzeczywiście została podpisana 18 grudnia ubiegłego roku. Znak powinien być zamontowany na początku stycznia i nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego wciąż go nie ma - mówi Wit Nirski, rzecznik ZDiT. - Prawdopodobnie zlecenie na uzupełnienie oznakowania zawieruszył wykonawca, czyli Zarząd Zabezpieczenia Ruchu Drogowego. Rzecznik wyjaśnia, że ukarani za parkowanie na chodniku kierowcy i mieszkańcy nie mogą liczyć na ulgowe traktowanie. Mimo zgody zarządu na parkowanie na chodniku znaku, który by na to pozwalał, nie było. - Choć jest to nasze niedopatrzenie, każdy kierowca ma przestrzegać przepisów ruchu drogowego, a nadal w tym miejscu stoi znak zakazu zatrzymywania się. Straż miejska nie wie, jakie decyzje podejmujemy, trudno się zatem dziwić zakładanym blokadom. Sytuacja wydaje się być więc jasna - ocenia Nirski. Mimo że zarządca kamienicy sugerował takie rozwiązanie, ZDiT nie zgodził się na zarezerwowanie chodnika wyłącznie dla mieszkańców, wieszając pod zakazem zatrzymywania się tabliczkę: "nie dotyczy mieszkańców". Zdaniem rzecznika liczba miejsc parkingowych jest zbyt mała, by w ten sposób jeszcze je ograniczać.
Komentuj →
7 lutego 2008 |
0
W Instytucie Transportu Samochodowego odbyło się spotkanie dotyczące utworzenia na terenie miasta Bytomia Muzeum Techniki i Motoryzacji. ITS gościł ośmioosobową delegację z Bytomia, składającą się z pracowników Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta, pod przewodnictwem Lidii Maj - Naczelnika Wydziału Komunikacji, członków Klubu Motorowego Górników i Energetyków - Sekcji Miłośników Pojazdów Zabytkowych oraz Dyrektorów Centrum Kształcenia Praktycznego oraz Zespołu Szkół Samochodowych w Bytomiu. Ze strony ITS w spotkaniu uczestniczyli: Dyrektor Instytutu Andrzej Wojciechowski, Wojciech Przybylski - zastępca dyrektora d/s Techniki i grono pracowników. Dyrektor ITS zaprezentował Instytut oraz przedstawił możliwości współpracy. Lidia Maj przedstawiła pomysł utworzenia Muzeum Techniki i Motoryzacji w Bytomiu. Po prezentacji nastąpiła wymiana poglądów oraz zostały podjęte kroki mające na celu rozpoczęcie wzajemnej współpracy.
Komentuj →
7 lutego 2008 |
0
Zarząd Dróg Miejskich w ramach programu “Bezpieczne ulice Warszawy 2007” ogłosił konkurs na przebudowę jednego ze skrzyżowań Warszawy (na Służewcu). Miało tam miejsce już do kilkanaście śmiertelnych wypadków - mówi Adam Hauler, który wraz z Jakubem Słoneckim z Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej opracował zwycięską koncepcję przebudowy skrzyżowania, pokonując ośmiu konkurentów. Projekt studentów zakłada nie tylko budowę zatoczki, ale także zamianę klasycznego skrzyżowania na rondo. - Wszystko zostało obmyślone tak, aby ingerencja w różnego rodzaju instalacje podziemne była minimalna - dodaje Jakub Słonecki. Pokusili się też o wstępną wycenę prac – 1,2 mln zł. Według Antoniego Wilima z ZDM, kwota ta może realnie wzrosnąć do 1,5 miliona zł.
Komentuj →
7 lutego 2008 |
1
Uszkodzenia kół, elementów zawieszenia czy tłumika - to najczęstsze szkody, jakie ponoszą kierowcy zmuszeni do jazdy po dziurawych ulicach. Jeśli doszło do uszkodzenia auta, możemy wystąpić o odszkodowanie do administratora drogi – informuje “Dziennik Elbląski”. - Zdarzenia na drogach publicznych związane z uszkodzeniami pojazdów na skutek najechania na wyrwę w nawierzchni, błędnego oznakowania ulicy lub innych losowych zdarzeń powstałych na skutek złego stanu elementów pasa drogowego, potwierdzone przez wezwaną na miejsce zdarzenia policję lub poświadczenie przez świadków, są rozpatrywane przez naszego ubezpieczyciela - informuje Joanna Tomczyk z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Elblągu. W 2007 roku Urząd Miejski wypłacił 45 odszkodowań dla właścicieli aut, którzy ponieśli szkody powstałe w wyniku najechania na dziurę w jezdni. - Łączna kwota odszkodowań wyniosła ponad 17 tysięcy złotych. Jest to 20 procent kwoty. Pozostałe 80 proc. wypłaca nasz ubezpieczyciel - informuje Tomczyk. Jak łatwo wyliczyć, średnia kwota odszkodowania wyniosła 1 888 złotych. Rok wcześniej odszkodowań było co prawda o dwadzieścia więcej, ale na mniejszą kwotę. Urząd Miejski wypłacił kierowcom nieco ponad 15 tys. złotych. - Oznacza to przede wszystkim, że stan dróg w mieście z roku na rok się poprawia - wyjaśnia Joanna Tomczyk.
Komentuj →
6 lutego 2008 |
0
Prawie 800 płocczan przyszło do auli płockiej Politechniki na program zorganizowany przez Krajowe Centrum Biura Ruchu Drogowego wspólnie z Komendą Miejską Policji w Płocku, "Bezpiecznie – chce się żyć". Była dawka silnych wrażeń, kiedy prezentowano to, co się dzieje na drogach, i sporo śmiechu, kiedy występował Kabaret Młodych Panów z Rybnika. Wszystko zaczęło się jak w horrorze, od filmu "Zbójcy". BRD pokazało autentyczne wydarzenia nakręcone policyjną kamerą. Były to wyczyny piratów drogowych, którzy w szaleńczym pędzie przemierzają polskie drogi samochodami i na motocyklach. I potem – wraki, policjanci pracujący przy usuwaniu skutków katastrof... Po filmie zastępca komendanta miejskiego płockiej policji mł. insp. Jacek Olejnik mówił o tym, co wydarzyło się w roku 2007 na płockich drogach. O wypadkach, kolizjach, rannych i zabitych, skutkach kierowania po pijanemu i niebezpieczeństwach, na jakie narażają siebie i innych niechronieni uczestnicy ruchu drogowego – piesi, rowerzyści, motorowerzyści i motocykliści. Po raz kolejny padł apel o stosowanie odblaskowych kamizelek i innych błyszczących gadżetów. Bo one po prostu ratują życie. - Taka dawka informacji o zagrożeniach i tragediach zrobiła na większości wstrząsające wrażenia, widać to było wyraźnie na twarzach ludzi na widowni – mówi komendant Olejnik. Potem było już łagodniej. Trójka ochotników spośród widowni stanęła do konkursu wiedzy o ruchu drogowym. Na scenie rozwiązywali ośmiopunktowy test. Ekspertem był tu naczelnik sekcji ruchu drogowego KMP Płock podinsp. Paweł Bednarek. Co prawda nikt nie zaliczył testu w 100 proc., ale wyniki były niezłe. Zwycięzca dostał w nagrodę puchową kurtkę z odblaskami, a pozostali nagrody pocieszenia – pluszowe sówki w policyjnym uniformie i płyty dvd z nagraniem występu Kabaretu Młodszych Panów. Kabaret wystąpił na deser i okazał się "bardzo smacznym daniem". Artyści rozbawili widownię do łez, parodiując różne sytuacje na drogach z udziałem drogówki, w końcu uznali, że publiczność też musi coś z siebie dać. Do odegrania scen z “Romea i Julii” zapraszali osoby spośród widzów i przydzielali im poszczególne role. Najtrudniejsze zadanie miał pan, który musiał zgrać... balkon ze sceny balkonowej! Nie dość, że musiał stęknąć (jako że to miał być stary i trzeszczący balkon), kiedy Julia się na niego wdrapuje, to w dodatku Julię zagrał... też mężczyzna! Płock jest drugim po Radomiu miastem, w którym BRD zaprezentowało swój program.
Komentuj →
6 lutego 2008 |
0
Każdy uczeń klasy pierwszej w powiecie jasielskim otrzyma odblaskową maskotkę. W warunkach ograniczonej widoczności, w świetle samochodowych reflektorów taki odblask jest widoczny nawet z odległości kilkuset metrów. Dziecko wyposażone w ten sposób jest o wiele bardziej bezpieczne. W jasielskim Domu Kultury odbyła się inauguracja dwóch programów, których celem jest ochrona dzieci przed zagrożeniem w ruchu drogowym. Organizatorem przedsięwzięć jest Jasielski Klub Motorowy i Ratownictwa Drogowego. Partnerem akcji jest Policja. "Bezpieczna Droga do Szkoły z grupą LOTOS". Podczas tej akcji odbędą się spotkania z dziećmi klas pierwszych wszystkich szkół podstawowych powiatu jasielskiego. Dzieci uczestniczyć będą w pogadankach z policjantami, strażakami, strażnikami miejskimi i otrzymają odblaskowe maskotki. "Konkurs Rysunkowy" to również propozycja dla pierwszaków. Dla dzieci - autorów prac plastycznych - przewidziane są atrakcyjne nagrody. Tematem prac jest bezpieczeństwo w ruchu drogowym. W inauguracji wzięli udział przedstawiciele instytucji partnerów akcji: Starostwo Powiatowe w Jaśle, Urząd Miasta w Jaśle, wójtowie gmin powiatu jasielskiego, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Krośnie, Państwowa Straż Pożarna w Jaśle, Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego w Rzeszowie, Polski Związek Motorowy w Rzeszowie, przedstawiciele firmy LOTOS - głównego sponsora programu i inni. I Zastępca Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie insp. Józef Gdański w swoim wystąpieniu podkreślił, jak ważne są takie inicjatywy. Skutki potrąceń pieszych są tak tragiczne. Wyposażając dziecko w odblask, ochraniamy je, zmniejszamy ryzyko tego, że dojdzie do nieszczęścia. Komendant przekazał wyrazy uznania pod adresem Józefa Biernackiego prezesa JKMiRD za zaangażowanie w działanie na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego. Jasielski Klub Motorowy i Ratownictwa Drogowego od lat organizuje przedsięwzięcia we współpracy z Policją. Znaczna ich część poświęcona jest bezpieczeństwu najmłodszych. Wspiera Policję w organizacji zawodów "Policjant Ruchu Drogowego". Organizuje szkolenia, w których uczestniczą policjanci, gdzie doskonalą umiejętność udzielania pomocy przedmedycznej na miejscu wypadku. JKMiRD jest współorganizatorem konkursów bezpieczeństwa ruchu drogowego i konkursów motoryzacyjnych. Tutaj znajdziesz informację na temat ostatniej policyjnej akcji na drogach Podkarpacia "Niechronieni uczestnicy ruchu drogowego".
Komentuj →
6 lutego 2008 |
1
(232-2)
Jeśli władze nie podejmą śmiałych decyzji, grozi nam komunikacyjny paraliż. Wnioski płynące z raportu Polskiej Akademii Nauk, do którego dotarło Życie Warszawy, są zatrważające. Coraz więcej osób pracuje w Śródmieściu i okolicach, i jeśli ta tendencja się nie zmieni, dojechanie do centrum stolicy będzie praktycznie niemożliwe! – donosi gazeta. Czy istnieje jakaś recepta na wyjście z tej sytuacji? Eksperci mówią o próbie zrównoważonego rozwoju stolicy, poprawie taboru komunikacji miejskiej i przenoszeniu siedzib firm na obrzeża. Jak najwięcej ludzi powinno pracować tam, gdzie mieszka, żeby rzadziej musieli się przemieszczać – mówi Jolanta Latała, zastępca dyrektora Biura Architektury i Planowania Przestrzennego. W ten sposób zorganizowane są np. Paryż, Edynburg czy Praga. Mają dobrze rozwiniętą komunikację miejską, a ludzie pracują w każdej dzielnicy.– Wystarczyłoby przenieść kilka instytucji na prawy brzeg Wisły, by zrównoważyć rozwój stolicy – dodaje Śleszyński. Odmiennego zdania jest prof. Wojciech Suchorzewski z Politechniki Warszawskiej. Według niego, koncentracja w centrach jest lepsza niż rozproszenie. – Więcej samochodów do centrum i tak już nie wjedzie – mówi profesor. – Poza tym wystarczy tylko poprawić działanie komunikacji miejskiej. Przecież tramwaje mogą jeździć nawet co dwie minuty. Nie ma ku temu żadnych technicznych przeciwwskazań – uważa. – A skoro wydaliśmy tak duże pieniądze na budowę metra, to lepiej, by woziło ludzi niż powietrze.
Komentuj →
6 lutego 2008 |
0
W stolicy wiosną przyszłego roku zacznie się drążenie drugiej linii metra od Dworca Wileńskiego do ronda Daszyńskiego. W ratuszu dojdzie do spotkania, na którym szefowie miejskich instytucji będą się zastanawiać, jak będzie można zmniejszyć gigantyczne utrudnienia. Zarząd Transportu Miejskiego ma już jednak wstępne propozycje. - Po pierwsze w centrum miasta bezwzględnie trzeba będzie uprzywilejować komunikację miejską. Na jezdniach muszą powstać nowe pasy autobusowe - mówi Leszek Ruta, szef ZTM. Na zlecenie ratusza firma Transeko przygotowuje właśnie analizę możliwości wytyczenia nowych pasów. Dzięki nim autobusy nie będą stać w korkach i zostaną lepiej wykorzystane. - Nowe pasy dla komunikacji są bardzo potrzebne w stolicy. Wciąż jest ich niewiele - tylko 13 km. To dziesięć razy mniej niż w Pradze czy w Berlinie - mówi Andrzej Brzeziński z firmy Transeko. Według niego pasy powinny być jednak lepiej oznakowane. Na dłuższych odcinkach powinny zostać oddzielone gumowymi krawężnikami, a na krótszych muszą się wyróżniać innym kolorem nawierzchni.
Komentuj →
6 lutego 2008 |
1
Prawo jazdy: Osoby przyjeżdżające do Wielkiej Brytanii powinny być w posiadaniu: ważnego krajowego prawa jazdy lub międzynarodowego prawa jazdy (1926, 1949) wydanego za granicą. Tymczasowe prawo jazdy (dla osób uczących się jeździć) wydane za granicą jest w nieważne.
Przepisy ruchu drogowego: obowiązuje ruch lewostronny; pierwszeństwo mają pojazdy nadjeżdżające z prawej strony; wymijanie odbywa się na pasie zewnętrznym (prawym); zabronione jest wymijanie na pasie wewnętrznym (lewym); nie należy blokować środkowego pasa, jeśli na pasie wewnętrznym nic nie jedzie; zbliżając się do ronda należy ustąpić pojazdom nadjeżdżającym z prawej strony, o ile przy rondzie nie znajdują się znaki zmieniające pierwszeństwo; na skrzyżowaniach nie obowiązuje jedna zasada pierwszeństwa, ponieważ na większości skrzyżowań znajdują się odpowiednie znaki. Na drogach drugorzędnych można zobaczyć trójkątny znak GIVE WAY (USTĄP) lub czerwony znak STOP. Często przy skrzyżowaniach nie ma znaku GIVE WAY, natomiast na jezdni są namalowane przerywane białe linie. Znaków tych należy przestrzegać: należy ustępować miejsca pojazdom służb ratunkowych; zabronione jest używanie klaksonu na terenach zabudowanych w godzinach od 23.30 do 7.00.
Jazda w stanie nietrzeźwym: Maksymalne dopuszczalne stężenie alkoholu wynosi 80 mg alkoholu na 100 ml krwi czyli 35 mikrogramów alkoholu w 100 ml wydychanego powietrza. Za jazdę w stanie nietrzeźwym grożą wysokie grzywny.
Wypadki: W razie wypadku należy się zatrzymać. Należy podać informacje na temat posiadanego ubezpieczenia pozostałym. Jeżeli w wyniku wypadku ktoś poniósł obrażenia należy wezwać policję.
Wypadki na autostradach: Na autostradach mniej więcej co 800 m rozmieszczone są pomarańczowe automaty. W nagłych wypadkach można się z nich połączyć z centrum koordynacyjnym policji.
Specjalne znaki ostrzegawcze: Na autostradach stosuje się specjalne znaki ostrzegawcze w celu ostrzeżenia kierowców przed niebezpieczeństwem. Tablice umieszczane są albo na pasie rozdzielającym jezdnie lub nad każdym pasem. Na autostradach miejskich znaki umieszczane są nad pasami, po jednym dla każdego pasa, w odstępach jednej mili (1,6 km).
Pasy bezpieczeństwa: Wszystkie nowe samochody muszą być wyposażone w pasy bezpieczeństwa na przednich i tylnych siedzeniach. Wymóg ten nie dotyczy samochodów, w przypadku których przepis ten nie obowiązywał, gdy pasy instalowano. Jeżeli jednak w samochodzie pasy są zainstalowane, należy ich używać. W przypadku dzieci w wieku poniżej 14. roku życia należy obowiązkowo stosować pasy lub foteliki.
Ograniczenie prędkości: Tereny zabudowane: wszystkie pojazdy - 30 mph (48 km/godz.); Drogi jednojezdniowe: 60 mph (96 km/godz) w przypadku samochodów osobowych, 50 mph (81 km/godz) w przypadku samochodów z przyczepami, autobusów i autokarów; Drogi dwujezdniowe/autostrady: 70 mph (112 km/godz) w przypadku samochodów osobowych, 60 mph (96 km/godz) w przypadku samochodów z przyczepami. Uwaga: dopuszczalna prędkość na wyspach Jersey i Guernsey wynosi odpowiednio 40 mph (65 km/godz) i 35 mph (56 km/godz).
Telefony komórkowe: Od 1 grudnia 2003 korzystanie z telefonu komórkowego podczas jazdy stanowi wykroczenie drogowe. Grzywna wynosi 30 funtów, dodatkowo osoby winne tego wykroczenia otrzymują trzy punkty karne.
Motocykliści: zarówno kierowca, jak i pasażer na tylnym siodełku motocykla, skutera lub motoroweru ma obowiązek zakładać kask; na tylnym siodełku wolno przewozić tylko jednego pasażera, który musi siedzieć okrakiem na siodełku i trzymać obie stopy na podnóżkach; należy zakładać odblaskową odzież lub opaski, aby zapewnić sobie maksymalną widoczność ze wszystkich stron.
Komentuj →
6 lutego 2008 |
0
Inspektorzy Nadzoru Ruchu mogą reanimować poszkodowanych w wypadkach. ZTM kupił 15 urządzeń do ratowania życia, które zamontowano w radiowozach. O zakup takich urządzeń ZTM starał sie od dawna. Teraz są już na wyposażeniu każdego radiowozu Nadzoru Ruchu. 15. urządzeń może współpracować ze sprzętem Pogotowia Ratunkowego, które po przyjeździe bez zdejmowania elektrod będzie kontynuować reanimacje poszkodowanego. Instruktorzy Zarządu Transportu Miejskiego ukończyli kursy ratownictwa medycznego. W przyszłym miesiącu defibrylatory znajdą się także przy Senatorskiej w pobliżu kas biletowych.
Komentuj →
5 lutego 2008 |
0
Miasteczka ruchu drogowego staną w ferie w szkołach. Dzieci będą w nich jeździć na srebrnych skuterach. To najnowszy pomysł strażników miejskich z Warszawy. - Codziennie na ulicach przekonujemy się, że dzieci nie znają zasad ruchu drogowego i znaków - mówi Agnieszka Dębińska-Kubicka ze straży. - Dlatego w ferie postaramy się choć trochę poprawić ich wiedzę. Pomysł jest prosty: znaki drogowe, pachołki, chorągiewki i biało-czerwona taśma wyznaczą szlak. Znajdą się na nim ronda, skrzyżowania, ulice podporządkowane, a wszystko to zmieści się w sali gimnastycznej typowej podstawówki. "Ulicami" dzieci będą jeździły na srebrnych, elektrycznych skuterach - trzy maszyny kupiła właśnie straż miejska. Nietrudno przewidzieć, że to właśnie one będą największą atrakcją kilkudniowych kursów. - Pokażemy też filmy instruktażowe, a dzieci będą rozwiązywać ułożone przez Ministerstwo Edukacji testy ze znajomości ruchu drogowego - dodaje Agnieszka Dębińska-Kubicka. Kurs zakończy się wydaniem zaświadczenia. Akcja cieszy nauczycieli. - Wiadomo, co dzieje się na drogach, więc trzeba dzieci uczyć, jak się poruszać ulicami - mówi Beata Smólko, dyrektorka podstawówki,
Komentuj →
5 lutego 2008 |
0
Miałeś wypadek? Pomożemy załatwić pieniądze z ubezpieczenia - zachęcają kancelarie odszkodowawcze, a ich agenci pojawiają się w szpitalach z gotowymi umowami. Obiecują złote góry, mniej chętnie wspominają o swoich prowizjach. DZIENNIK dotarł do ofiar wypadków, które stały się ofiarami kancelarii. Kim są klienci kancelarii odszkodowawczych? To często ludzie słabo wykształceni, ze wsi lub z małych miast. Schorowani i zagubieni. Tacy, którzy nie mają pojęcia o swoich prawach i boją się, że nie poradzą sobie w starciu z wielką firmą ubezpieczeniową. Kancelarie nie przebierają w środkach - stosują wszelkie chwyty, aby złowić klientów. Wykorzystują ich chwile słabości. Klientów nie brakuje - rocznie 65 tys. Polaków zostaje poszkodowanych w wypadkach drogowych. Janusz Popiel, który w 1999 r. założył Stowarzyszenie Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych "Alter Ego”, mówi, że coraz częściej pomaga ludziom oszukanym przez kancelarie odszkodowawcze. "Robimy to całkowicie bezpłatnie, mamy tylko problem z “mocami przerobowymi” - przyznaje. Ludzie udzielają tym firmom bardzo szerokich pełnomocnictw, nawet na zawarcie ugody. Pieniądze od ubezpieczyciela idą przez konto firmy, co jest zdaniem Popiela całkowicie niedopuszczalne. Kancelarie nie walczą o duże kwoty. Zależy im na szybkim uzyskaniu pieniędzy. Z umowy bardzo trudno się wycofać. Z reguły za jej zerwanie grożą wysokie kary. "Można iść do sądu i powołać się na względy sprawiedliwości społecznej oraz na to, że poszkodowany nie był świadomy tego, co podpisuje" - radzi Janusz Popiel. Z kancelariami współpracują lekarze, policjanci, laweciarze, pracownicy firm ubezpieczeniowych i zakładów pogrzebowych. Naganiaczami - świadomie lub nie - bywają również dziennikarze.
Komentuj →
5 lutego 2008 |
0
Brytyjski rząd zgłosił do publicznej konsultacji pomysł wręczania wszystkim imigrantom pakietów informacyjnych. Wyjaśniałyby one, jak należy, a jak nie należy zachowywać się w Wielkiej Brytanii. Wśród proponowanych informacji na pierwszym miejscu znalazł się przepis, aby nie prowadzić samochodu po spożyciu alkoholu. Kolejne: nie rzucać śmieci i nie pluć na ulicę, wystawiać pojemniki na śmieci w określonym dniu, posłać dzieci do szkoły, postarać się o licencję przed pójściem na ryby, przestrzegać prawa, szanować obyczaj stania w kolejce, nie dotykać obcych bez pozwolenia i nie grać głośno muzyki. Wręczanie takich pakietów miałoby leżeć w gestii lokalnych samorządów. Minister do spraw społecznych Hazel Blears podkreśliła, że Wielka Brytania ma długą tradycję przyjmowania imigrantów z otwartymi rękami. Trzeba im jednak wyjaśnić, jakiego zachowania będzie się od nich oczekiwać. Pierwsze reakcje na stronie internetowej BBC są negatywne.
Komentuj →
5 lutego 2008 |
0
Pracownicy gorzowskiego MZK oceniało bezpieczeństwo i komfort jazdy. Czerwoną kartkę dostały źle budowane przystanki i ronda, na których autobusy się nie mieszczą. Ankietę wśród kierowców miejskich autobusów przeprowadza od dwóch lat Gorzowskie Stowarzyszenie na rzecz Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Na przełomie na pytania czwartej edycji ankiety odpowiadało 110 kierowców. - To ponad połowa wszystkich zatrudnionych przez MZK i najwięcej w historii naszych ankiet - mówi Grzegorz Musiałowicz, wiceprzewodniczący stowarzyszenia, do którego należy co trzeci kierowca miejskich autobusów. - To oni jeżdżą na co dzień po mieście i mają największą wiedzę o niebezpiecznych miejscach. Dla miasta i policji ich głos powinien być szczególnie ważny. Kierowcy mieli powiedzieć, jak im się jeździ po oddaniu do użytku dużych inwestycji drogowych. Ocena nie wypadła najlepiej. Blisko 60 proc. ankietowanych zwróciło uwagę na niedopracowaną synchronizację świateł. Co piąty kierowca uznał, że niewłaściwie oznakowano wjazd i zjazd z mostu. Rondo ze słynną dominantą w środku otrzymało jedynie 6,4 proc. ocen pozytywnych. Natomiast wybudowane niedawno rondo Ofiar Katynia (24,5 proc.) uznano za najlepsze. Wybrano też najlepsze przystanki. - Nowe przystanki przeważnie są budowane w sposób zapewniający większe niż dotąd bezpieczeństwo, większą wygodę zarówno pasażerów, jak i kierowców - mówi Musiałowicz. Podkreśla jednak, że pozytywne oceny otrzymało jedynie 2,8 proc. wszystkich przystanków, czyli bardzo niewiele. - A te, które otrzymały pozytywne oceny, też mają wady - dodaje Musiałowicz. Zdaniem kierowców, nowe przystanki powinny posiadać linie peronowe, które zwiększają bezpieczeństwo pasażerów. Wskazano przystanki wymagające pilnego remontu, także zatoki autobusów. Najczęstsze ich wady to ograniczona widoczność, krawężniki uniemożliwiające podjazd blisko chodnika. Raport z ankiety trafi do policji, miejskiego wydziału dróg oraz dyrekcji MZK.
Komentuj →
5 lutego 2008 |
1
Trwała akcja pn. “Bezpiecznie z Agatką”, akcja ma na celu zwiększenie poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym dzieci i młodzieży. W Szkole Podstawowej w Pomorskiej Wsi, zorganizowano pogadanki. Omówiono sposób przechodzenia przez jezdnię, zasady bezpiecznego poruszania się na drodze po zmroku, sposób przekraczania przejazdów kolejowych. Jest to już kolejna akcja organizowana na terenie powiatu elbląskiego, dzięki niej dzieci uczą się jak zachowywać się na drogach oraz stają się bardziej widoczne dzięki odblaskom. Dzieci otrzymały elementy odblaskowe, dzięki którym będą bardziej widoczne na drodze. Organizatorem akcji jest Warmińsko-Mazurskie Centrum Pomocy Dzieciom w Elblągu. Patronat nad akcją objął Marszałek województwa warmińsko-mazurskiego - Jacek Protas.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
4
W związku z utrudnieniami w ruchu miejskim w Pile obowiązuje zarządzenie Dyrektora WORD w sprawie wyłączenia niektórych ciągów komunikacyjnych w centrum Piły z jazd egzaminacyjnych. Każdego dnia na ulice Piły wyjeżdża średnio 150 zdających egzamin na prawo jazdy. Dodatkowo do miasta wjeżdża 200-300 "elek" z kursantami z ościennych powiatów, a nawet województw. Mniej sprawni kierowcy, a tacy są kursanci, w godzinach szczytu w centrum miasta są w stanie skutecznie zablokować ruch. Jeżeli nie będzie na egzaminie manewrów na wyłączonych ciągach wykonywanych, to i z czasem właściciele ośrodków nauki jazdy nie będą się tam pojawiać ze swymi uczniami - tłumaczył nam szef pilskiego WORD, Zbigniew Przeworek. Ponadto z pilskiego starostwa do ościennych starostw trafiły prośby, aby te skłoniły właścicieli szkółek do rezygnacji z nauki jazdy na ulicach Piły w godzinach szczytu. To tylko prośba, bo przepisy nie zakazują "elkom" jazdy w godzinach największego ruchu.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
1
Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Piotrkowie Trybunalskim rozstrzygnął przetarg na pojazdy egzaminacyjne - wygrała TOYOTA YARIS. W 2008 roku dostarczone zostanie 12 fabrycznie nowych samochodów osobowych tej marki, na których prowadzone będą egzaminy w kat. B prawa jazdy. W roku następnym ośrodek pozyska kolejnych 5 pojazdów przystosowanych do przeprowadzania egzaminów.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
0
Przy drogach wyjazdowych z Warszawy nie ma drogowskazów na Katowice. W tej sprawie u drogowców interweniował wojewoda śląski. Chodzi o tablice kierunkowe, zlokalizowane przy drogach krajowych nr 7 i 8 w rejonie Warszawy. Przy wyjeździe ze stolicy, podróżujący do Katowic kierowani są na Wrocław; ci którzy nie znają drogi, mylą się i niezdecydowaną jazdą stwarzają zagrożenie dla bezpieczeństwa - uważa wojewoda Zygmunt Łukaszczyk. W wojewoda zwrócił się w tej sprawie do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Poprosił o umieszczenie nazwy "Katowice" na tablicach kierunkowych. Chodzi o drogowskazy na DK-7 przy wyjeździe z Warszawy oraz na DK-8 od miejscowości Janki do Piotrkowa Trybunalskiego. W swoim piśmie zwrócił m.in. uwagę, że "dobór miast kierunkowych" powinien uwzględniać, oprócz zasady ciągłości informacji, również ich znaczenie komunikacyjne. Wojewoda powołał się na przeprowadzone trzy lata temu badania, dotyczące średniego dobowego ruchu samochodów na drogach krajowych. Wynika z nich, że za najbardziej obciążony uznać należy właśnie korytarz łączący Warszawę z Katowicami. Średnia liczba pojazdów, jaka w ciągu doby przejeżdża tym szlakiem, jest ponad dwukrotnie wyższa niż na trasach z Warszawy do Wrocławia i Krakowa. "Co więcej, wojewoda uznał, iż nieuwzględnienie w obowiązującym na DK-7 i DK-8 oznakowaniu kierunkowym, oprócz Katowic, także innych miast śląskiej aglomeracji, jest szczególnie niepokojące w perspektywie dążeń naszego regionu do organizacji piłkarskich mistrzostw Europy Euro 2012" - powiedziała PAP rzeczniczka wojewody, Marta Malik. Przedstawiciele GDDKiA uznali wniosek wojewody za uzasadniony i poinformowali Śląski Urząd Wojewódzki, że Dyrekcja właśnie prowadzi weryfikację oznakowania kierunkowego w sieci dróg krajowych. Jej wyniki będą znane najprawdopodobniej pod koniec marca. Wtedy też okaże się, czy i kiedy na drogowskazach w tym rejonie pojawi się nazwa Katowice.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
2
Dziennik “Polska” przypomina, iż łagodna i bezśnieżna zima powoduje, że warunki jazdy są jak na tę porę roku wyjątkowo dobre. Jednak policyjne statystyki notują rekordową liczbę wypadków. Plusowa temperatura i sucha nawierzchnia sprawiają, że wielu kierowców jeździ bardzo szybko - mówi Wojciech Pasieczny ze stołecznej drogówki. - Zapominają przy tym, że samochód na zimowych oponach przy plusowej temperaturze ma o wiele dłuższą drogę hamowania niż pojazd na letnim ogumieniu. Między innymi dlatego kierowcy nie są w stanie zatrzymać się na czas przed przejściami dla pieszych i stąd tak duża liczba zabitych pieszych - dodaje. Aby ostudzić zapał kierowców do szybkiej jazdy i zmusić do zachowania szczególnej ostrożności w okolicy pasów, funkcjonariusze chcą wnioskować do sądów, by za śmiertelne potrącenie pieszego orzekały od razu trzymiesięczny areszt. - Za zabicie pieszego na pasach grozi do 8 lat więzienia - mówią policjanci. - Jednak sprawcy takich wypadków, jeśli są trzeźwi, rzadko trafiają do więzienia. Takie łagodne traktowanie piratów drogowych rodzi wśród nich przekonanie o bezkarności. My chcemy to zmienić. Jeżeli w trakcie postępowania nabierzemy pewności, że winę za wypadek ponosi kierowca, będziemy wnioskowali o areszt dla niego - dodają.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
2
Holowanie to sytuacja na tyle trudna i niebezpieczna, że ma swoje osobne regulacje w kodeksie drogowym – przypomina dziennik “Polska”. Przede wszystkim nie każdy samochód może holować lub być holowany. Niezbędnym elementem wyposażenia jest hak holowniczy. Auta osobowe produkowane od 2000 r. powinny mieć standardowo zaczepy do haków z tyłu i z przodu. W innych trzeba je montować na własną rękę. Zamontowanie haka holowniczego musi być odnotowany w dowodzie rejestracyjnym i karcie pojazdu po wcześniejszym badaniu technicznym (koszt ok. 35 zł). Niestety, właściciele aut niewyposażonych w osobne boczne kierunkowskazy mogą w niektórych stacjach usłyszeć, że oprócz haka muszą zamontować sobie dodatkowe migacze. To jednak kolejny wydatek. A co mówią przepisy? Boczne kierunkowskazy nie są wymagane, jeśli długość pojazdu nie przekracza 6 m i nie jest on przewidziany do ciągnięcia przyczepy. Jeśli pojazd jest przewidziany do ciągnięcia przyczepy, a kierunkowskazy boczne mają wspólne źródło światła z kierunkowskazami przednimi, mogą być zamontowane dwa dodatkowe kierunkowskazy boczne. Z zaświadczeniem, że samochód spełnia przewidziane w przepisach wymogi, udajemy się do odpowiedniego wydziału w urzędzie gminy. Sprawa załatwiana jest od ręki pod warunkiem że zabierzemy dowód osobisty, dowód rejestracyjny, kartę pojazdu oraz ważną polisę OC. Jeśli auto ma kilku właścicieli, potrzebne będą również pisemne upoważnienia dla osoby występującej w ich imieniu. Odległość między pojazdami podczas holowania na lince musi wynosić od 4 do 6 m. Przy sztywnym holu nie może przekroczyć 3 m. Linka powinna być specjalnie oznakowana biało-czerwonymi pasami albo żółtą lub czerwoną chorągiewką. Pojazdy trzeba solidnie połączyć, aby się przypadkowo nie odczepiły. Tylko do holowania motocykla należy użyć linki umożliwiającej łatwe odczepienie. Motocykla nie dotyczy również obowiązek umieszczenia trójkąta ostrzegawczego. Natomiast holowany samochód powinien go mieć z tyłu po lewej stronie. Zamiast trójkąta można użyć żółtych sygnałów błyskowych, oby tylko były widoczne dla innych uczestników ruchu. Po zmierzchu, a także w czasie mgły lub opadów ograniczających widoczność, pojazd holowany musi mieć dodatkowo włączone światła pozycyjne. Holowanie jest dozwolone tylko wtedy, gdy pojazd holowany ma sprawny układ kierowniczy i hamulce. Przy tzw. holu sztywnym (metalowa rurka z uchwytem mocującym) sprawny musi być przynajmniej jeden z układów hamulcowych. W przypadku samochodów osobowych zwykle mamy do czynienia z holowaniem na połączeniu giętkim, czyli linką. Wtedy sprawne muszą być zarówno zwykłe hamulce, jak i hamulec ręczny. Zabronione jest holowanie pojazdu za pomocą linki, jeżeli działanie hamulców uzależnione jest od pracy silnika, a ten jest unieruchomiony. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy sposób holowania wyklucza potrzebę użycia kierownicy i hamulców. Jednak wtedy rzeczywista masa całkowita pojazdu holowanego nie może przekraczać rzeczywistej masy całkowitej pojazdu holującego. Jeśli ten warunek nie może być spełniony, pozostaje skorzystanie z lawety.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
0
Mężczyźni przewyższają kobiety w technice jazdy - uważa szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Olsztynie. Lepiej jeżdżą kobiety czy mężczyźni? - Wolałbym się nie wypowiadać, żeby nie wywoływać burzy - Jarosław Grochowski, naczelnik sekcji ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, jest ostrożny w sądach na temat wyższości którejś z płci za kierownicą samochodu. Temat został wywołany przez internautów. Pretekstem były teksty o wypadkach z udziałem kobiet. Wątpliwości nie ma za to Czesław Swaryczewski, długoletni instruktor nauki jazdy i prezes Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców. - Jestem absolutnie za kobietami, do których mam ogromny szacunek - zapewnia. - Jeśli chodzi o umiejętności, to są one porównywalne, ale kobiety są odporniejsze psychicznie. Jeśli mężczyzna obrzuca inwektywami "elkę", którą jadę z kursantem, raz w tygodniu, to kobieta robi to raz na kwartał albo raz na pół roku. Zresztą wszelkie buractwo czy "fucki" to domena mężczyzn. Zdaniem naczelnika Grochowskiego kobiety jeżdżą ostrożniej i spokojniej. To wniosek wypływający z jego własnych obserwacji. - Faceci preferują agresywną jazdę, chociaż niedawno sam namierzyłem panią, która jechała jak na rajdzie samochodowym - mówi Jarosław Grochowski. - Ze statystyk wychodzi, że więcej zdarzeń drogowych powodują mężczyźni, bo jednak kierowców mężczyzn jest więcej. Panie są sprawcami mniej poważnych wypadków. Andrzej Szóstek, dyrektor WORD w Olsztynie zwraca uwagę na uwarunkowania genetyczne płci. - Kobiety jeżdżą bezpieczniej, bo są genetycznie zakodowane na ochronę życia - mówi. - Z kolei mężczyźni z powodów płciowych przewyższają kobiety w technice jazdy, ale nie w zachowaniach na drodze. Zdawalność egzaminów na prawo jazdy ze względu na płeć jest bardzo różna. Magdalena Łastówka z Olsztyna, która jako przedstawicielka handlowa pokonuje codziennie autem około 300 km, ma wyrobione zdanie na temat wyższości płci. - Jest remis, pół na pół - przekonuje. - Kobiety bardziej uważają, są rozważniejsze, a mężczyźni jeżdżą instynktownie. Chociaż w krytycznych sytuacjach to płeć brzydka zachowuje się lepiej. Kobiety panikują. Chociaż ja zauważam w sobie chyba więcej cech męskich - śmieje się Magdalena Łastówka. Andrzej Worgul, który od 23 lat jeździ tirem, mówi, że płeć nie ma zbyt dużego wpływu na to, kto jakim jest kierowcą. - Jeśli ktoś ma pod włosami coś myślącego, to będzie dobrym kierowcą bez względu na płeć - uważa Worgul.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
0
Dlaczego po raz kolejny piszemy o fotelikach? Bo wystarczy przez chwilę przyjrzeć się autom jeżdżącym po ulicach, by zobaczyć, jak wiele dzieci podróżuje bez odpowiednich zabezpieczeń! – zadaje pytanie i odpowiada na nie “AUTO ŚWIAT pl”. Mimo ogromnego postępu w dziedzinie bezpieczeństwa wśród ofiar wypadków drogowych jest nadal nieproporcjonalnie dużo dzieci. Dlaczego? Na ulicach bardzo często widać auta, w których jadący na przednich fotelach dorośli przypięci są pasami, za to na tylnej kanapie dzieci buszują swobodnie - bez fotelików, bez pasów bezpieczeństwa, bez wyobraźni. Oczywiście, winę za to ponoszą dorośli. Mimo wielu kampanii informacyjnych wciąż nie do wszystkich dotarło, że niezabezpieczone dziecko jest statystycznie siedem razy bardziej narażone na odniesienie poważnych, a nawet śmiertelnych obrażeń. To zabrzmi brutalnie: nie trzeba wcale wypadku, wystarczy gwałtowne hamowanie, żeby nieprzypięte dziecko wyleciało niczym pocisk z tylnej kanapy i roztrzaskało się o przednią szybę lub o asfalt przed samochodem! Niemożliwe? Efekty takie, jak na zdjęciu poniżej (przednia szyba wybita głowami nieprzypiętych pasażerów, "wystrzelony" pasażer tylnej kanapy itp.), mogą wystąpić przy zderzeniu ze sztywną przeszkodą już przy prędkości ok. 30 km/h!
(323-1)
Po raz kolejny powtarzamy: dzieci przewozimy zawsze w fotelikach! Nawet na najkrótszych, doskonale znanych trasach. Tyle tylko, że fotelik musi być dobrany do rozmiarów dziecka, odpowiednio zamontowany, a siedzące na nim dziecko starannie przypięte pasami! – apeluje redakcja.
Niemowlaki - Foteliki typu kołyskowego, przeznaczone dla niemowląt ważących do 13 kg, powinny być zawsze montowane tyłem do kierunku jazdy. Dziecko należy przypiąć możliwie ciasno, w miarę możliwości nie powinno mieć ono grubego ubranka utrudniającego odpowiednie dociągnięcie pasów. Dopiero po starannym przypięciu dziecka umieszczamy fotelik w samochodzie. Uwaga! W nowych autach taki fotelik da się zamontować z przodu tylko pod warunkiem, że wcześniej wyłączymy poduszkę powietrzną pasażera - w razie wypadku może ona doprowadzić nawet do zmiażdżenia, a w konsekwencji - do śmierci dziecka. W niektórych nowych samochodach tego typu foteliki można montować tylko na środkowym miejscu tylnej kanapy. Przed jazdą należy koniecznie przeczytać instrukcję auta!
Przedszkolaki - Foteliki tzw. pierwszej grupy (do 18 kg) są najczęściej mocowane przy pomocy pasów bezpieczeństwa samochodu, mają jednak własne, pięciopunktowe pasy dla dzieci. Przypinając dziecko, należy pamiętać, by zarówno fotelik, jak i dziecko miały mocno napięte, przylegające pasy. Zbyt duży luz znacznie zmniejsza skuteczność ochrony. Jeżeli mały pasażer się buntuje, być może przekona go argument, że tak samo, a nawet jeszcze ciaśniej przypinają się kierowcy wyścigówek! Należy unikać przewożenia zbyt grubo ubranego dziecka - uniemożliwia to prawidłowe prowadzenie pasów. W przypadku fotelików mocowanych na przednim fotelu przodem do kierunku jazdy nie trzeba wyłączać poduszki powietrznej. W nowych autach warto jednak sprawdzić zalecenia w instrukcji.
Dzieci starsze – W przypadku fotelików drugiej grupy (do 25 kg) oraz podkładek (do 36 kg) trzypunktowe, bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa powinny być poprowadzone tak jak u osoby dorosłej: płasko na ramieniu, w poprzek klatki piersiowej. Dolna część pasa musi zostać przełożona przez specjalne wycięcia w podkładce lub w foteliku. Uwaga! Pas w żadnym wypadku nie może opierać się o szyję dziecka lub być skręcony albo nie całkiem napięty. Należy nauczyć dziecko, że pasy nie są do zabawy i że w czasie jazdy nie można ich np. poluzowywać. Uwaga! W wielu nowych pojazdach - ze względu na specyficzną konstrukcję napinaczy pasów - na przednich fotelach dzieci można przewozić wyłącznie w fotelikach mających własne, niezależne od auta, pasy bezpieczeństwa.
Komentuj →
4 lutego 2008 |
0
W Polsce błyskawicznie rozwija się brutalny biznes. Rosną w siłę firmy, które ograbiają ofiary wypadków. Łowcy odszkodowań zmuszają półżywych pacjentów do podpisywania skrajnie niekorzystnych umów. Klientów szukają nawet na cmentarzach - ostrzega “Dziennik”. Mechanizm wygląda tak: ludzie opłacani przez kancelarie odszkodowawcze klienta starają się przechwycić jak najszybciej. Pojawiają się przy szpitalnym łóżku. Namawiają ofiary do podpisania umowy: "Jeśli pan nie podpisze, pieniądze przepadną". Wielu podpisuje, nie wiedząc, że będzie ich to kosztować utratę nawet 50 proc. odszkodowania. Nie zdają sobie najczęściej sprawy, że w ogóle żaden pośrednik nie jest potrzebny, bo i tak odszkodowanie im się należy. Potwierdza to Jakub Jacewicz, główny specjalista ds. likwidacji szkód z Generali. Firmy odszkodowawcze informacje o ofiarach wypadków kupują od lekarzy, pielęgniarek albo na policji. W niektórych szpitalach mają nawet swoje kantorki, w których można podpisać umowę. Gra idzie o gigantyczne pieniądze. Co roku ofiarom wypadków komunikacyjnych wypłaca się ponad 3,2 mld zł. Specjaliści z branży ubezpieczeniowej twierdzą, że w Polsce działa ponad trzysta kancelarii pośredniczących w załatwianiu odszkodowań i wciąż powstają nowe. 40 proc. odszkodowań przechodzi przez ich ręce. Według szacunków Polskiej Izby Ubezpieczeń przychody takich firm to 250 - 500 mln zł rocznie. Nie wszyscy są nieuczciwi - niektórzy biorą niskie prowizje i zapewniają profesjonalną opiekę prawną. Ale jest pewne, że część kancelarii odszkodowawczych żeruje na nieszczęściu.
Komentuj →